Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority. Dzień dobry koleżanko i kolego. Witam cię serdecznie w Hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali. Ja mam na imię Tomek. W tle oczywiście głośno szumi ognisko. Jak zwykle jest sobota, słuchaj imieniny kota. Ja tu sobie siedzę z herbatą. Jest Hiperprzestrzeń retransmitowana w Radiu Czasnu oraz w Radiu Paranormalium, bo w Radiu Na Fali jeszcze robię porządki. Pośpiewam sobie trochę, porządki porobię i będzie działało. Tak czy siak, przy okazji takich organizacyjnych westchnień, na sam początek, poza tym, że ja tu się ustawiam na krzesełku na siedząco, dzisiaj taka ogniskowa opowieść.
Zanim jeszcze ogniskowe opowieści, to jeszcze ogłoszenia. Powiedziałem, że się ustawiam. To też jest ogłoszenie w końcu. Co ja robię? Ja się po prostu ustawiam tutaj wygodnie do mikrofonu jednego, pozostałych. Wszystko bardzo dobrze słychać. Idealnie. Chata, mistyka, człowieku! Jeżeli jeszcze nie słuchałeś, to powinieneś ruszyć w te pędy. Nie w tym momencie, teraz jest Hiperprzestrzeń, do podcastu robionego przez mojego dobrego przyjaciela Barta.
Bart, peace and love, człowieku! Namaste, sir. I posłuchać sobie, co Bart ma w ogóle do powiedzenia na temat życia. Myślę, że jest to tak cenna opcja, że można usłyszeć człowieka, który ma coś do powiedzenia w dzisiejszych czasach. To w każdych czasach jest najbardziej cenna opcja. Tak że człowieku, jak tu się wszystko pokończy, w sensie moje gadanie albo jutro, albo pojutrze, albo nie masz czego słuchać w samochodzie, nie masz czego słuchać w metrze, nie masz czegoś słuchać w pociągu, idź na Radio Paranormalium, na Radio Czasnu, idź do archiwów tych radi. Nawet na YouTubie na Radiu Paranormalium jest już Chata, mistyka. Doskonały podcast Barta, tak że zapraszam serdecznie. Mogę ci puścić dżingla. Ostatnio zamęczam troszeczkę tym dżinglem, ale dżingiel jest fajny, bardzo fajny.
Co tu dużo mówić, po prostu go puszczę, bo przecież nie będę siedział tak z założonymi rękami, właściwie z założoną nogą na nogę. Poczekaj moment, zaraz muszę poszukać tego dżingla. Ale powiem ci jeszcze, co będzie dzisiaj, bo dzisiaj kolejna część pewnej koncepcji, częściowo mojej. Okej, jest to moja koncepcja jak najbardziej, co będę się chował za krzakami, bo urodziłem się i dorastałem we Wrocławiu, niedaleko różnych dziwnych historii, dookoła Gór Sowich między innymi i kilku innych dziwnych historii. I jest taka fascynująca historia z kompleksem Riese całkiem niedaleko Wrocławia i jest kilka bardzo ciekawych wątków, które gdzieś tam latami robiąc swoje zabawy z technologią, zabawy z poszukiwaniem odpowiedzi na różne pytania, między innymi właśnie technicznej natury, trafiłem na kilka bardzo ciekawych rzeczy. Samemu zdarzyło mi się czasami coś poskładać do kupy i szczęśliwie działało. I tak po latach gdzieś tam takie konkluzje się okazało, że widzę wspólne ślady kilku różnych spraw, które spotkały się w miejscu, które jest tajemniczym kompleksem znajdującym się w Górach Sowich, mniej więcej i dookoła o niemieckiej nazwie Riese. Niedługo zacznę mówić jak Wołoszański. Żartowałem oczywiście. Pozdrawiam serdecznie Lesiu Wołoszański.
Anyway. Przepraszam bardzo. Wyobraziłem właśnie teraz, że mówię do ciebie tym tonem o tajemniczym... Przerażająca historia przy ognisku i takiego kolesia. Nie wiem, co bym zrobił. No właśnie wiadomo, co by się stało. Pieczyste. Żartowałem, żadnych takich. Nie, to bardzo zły dowcip w dzisiejszych czasach po tym, co się wydarzyło w Londynie. Anyway, wracając do tych wszystkich opowieści, jest to takie tajemnicze miejsce i po latach poszukiwań na odpowiedź na różne swoje pytania technologiczne znalazłem wiele wspólnych wątków, które nagle się zebrały do kupy i właściwie to, o czym jest mowa czasami przy wielu koncepcjach na temat, czym właściwie był ten tajemniczy kompleks podziemny, który się tam znajduje, on się schodzi w kilku miejscach i to właściwie nawet bardziej w kilku miejscach.
I mam tutaj swoją koncepcję. Oczywiście nie jest ona w 100% tak do końca moja. Składa się też z koncepcji wielu innych ludzi. Ja myślę, że tu nie jestem naprawdę oryginalny w wielu swoich spostrzeżeniach. Wiele z tych spraw, a szczególnie tych spraw, o których opowiem dzisiaj, bo to jest ciekawa historia, jest doskonale znanych wielu historykom. Jest nawet kilka książek takich normalnie oficjalnych, wydanych na ten temat i to w języku angielskim, i to w języku niemieckim. Nie wiem, czy włoskim, ale na pewno jeżeli chodzi o światową bibliografię tematu od strony naukowej, to jest to jak najbardziej istniejąca dziedzina naukowa do dzisiaj i jest to coś, co towarzyszy naszej codzienności, można powiedzieć. A mowa jest właśnie o jednej z tych trzech technologii, o których ostatnio wspomniałem, których ślady węszę w okolicach Riese. Dokładnie. Nie będę ci streszczał poprzedniego odcinka Hiperprzestrzeni.
Wydaje mi się to takim przerażającym zwyczajem amerykańskich seriali typu „Extraterrestrials”. Some kind of extraterrestrials. Nie, żadnych takich. Musisz się cofnąć do tyłu, jeżeli nie słyszałeś, o czym mówiłem wcześniej. Ja będę naprawdę tak od razu, prosto z górki, niczym rozpędzony na rowerze Albert Hoffman zasuwał przez ten temat. Tylko że dzisiaj akurat w troszkę innych nastrojach, niekoniecznie akurat związanych z tym, chociaż kto wie Wynalazek Alberta Hoffmana pozwolił wielu ludziom przekroczyć wiele granic. Wynalazek, o którym dzisiaj powiem, pozwolił całej cywilizacji przekroczyć pewną, można powiedzieć, jeżeli ktoś jest z katolickiego narzecza, diabelską granicę. Nie tylko katolickiego. Te sygnatury diabła i anioła są dosyć popularne w alchemicznej historii, a dzisiejsza historia jest związana z alchemią. O czym ja właściwie mówię?
Zaraz ci powiem. Specjalnie tak nakręcam, bo dzisiaj tak prosto z biegu wpadłem przed ten mikrofon. Dosłownie, bo tu był gość, goście i w ogóle niesamowite opowieści. Pozdrawiam serdecznie tych, którzy tutaj dzisiaj bywali. Niesamowicie miły dzień, niesamowicie miła opowieść i spotkanie przede wszystkim. Co za ludzie! Miałem powiedzieć, co to za dziedzina, co to za historia, która towarzyszy nam do dzisiaj, która jest związana z tą całą opowieścią. Ta tajemnicza siła, która spowodowała, że wszystkie te wątki finansowe, baronowie finansowi z Niemiec, potężne pieniądze Rothschilda i tak dalej, ma to troszkę inny sens, który jest schowany za tą całą historią, o którym też dzisiaj wspomnę, bo nie jest to przypadkowa sprawa, że akurat w tą stronę potoczyły się losy i wszyscy ludzie związani z bardzo dużymi pieniędzmi na świecie podjęli pewne bardzo ciekawe decyzje i bardzo radykalne w swoich skutkach, dotyczące każdego z nas, a mianowicie weszli w energię atomową. To jest dokładnie ta historia, ta nauka, ta dziedzina atomowa. W dzisiejszych czasach to trochę inaczej wygląda, ale tak czy siak jest to troszeczkę od innej strony, bym powiedział.
Wrócę do pewnego miejsca we Wrocławiu. Jeżeli mieszkasz we Wrocławiu, to myślę, doskonale wiesz, o co chodzi. Jeżeli oczywiście śledzisz ten temat. Jeżeli nie, to zapraszam do przejścia się tam na spacer między innymi. Jest takie jedno miejsce. A jeżeli nie byłeś nigdy we Wrocławiu, to czas najwyższy, żebyś tam wpadł w odwiedziny. Dostaję dolod każdego klienta, który wpada do tego miasta, do Urzędu Miasta. Żartowałem. Ładne miasto. Urodziłem się, wychowałem.
Tato pracował przy takich inżynieryjnych historiach związanych z instalacjami w mieście Wrocławiu i różnymi takimi rzeczami jak oczyszczalnie śmieci, wody. Co tam jeszcze było? Chłodnie, jakieś takie technologiczne historie, że tam wjeżdża ekipa i musi być ktoś taki, pan inżynier, który stoi i pilnuje tego wszystkiego, żeby wszystko było zbudowane tak, żeby te procesy technologiczne później załadowane do tych rur czy do tych instalacji chłodniczych gdzieś tam jakoś tak działały. I tam były bardzo ciekawe historie związane z tym, co w ogóle znajdowano we Wrocławiu pod ziemią. Takie bardzo niepokojące, można powiedzieć, ale ja tę historię zostawiam, bo jest jedno miejsce. Może pewnego dnia wspomnę o tych historiach, o których słyszałem od taty i od jego kumpli, którzy widzieli czasami dziwne przejścia podziemne gdzieś tam we Wrocławiu i słyszeli o dziwnych miejscach. Anyway, to miejsce znajduje się na Nowym Targu, na Starym Mieście we Wrocławiu, obok Hali Targowej, tuż przy pięknym miejscu zwanym Ostrowem Tumskim. W lokalnym slangu we Wrocławiu Ostrów Tumski nosi przydomek Bronx. Myślę, że wszyscy mieszkańcy Wrocławia doskonale wiedzą, o co chodzi. Jest to tuż przy moście na Bronx.
Dzielnica czarnych oczywiście. To miejsce, Nowy Targ, to jest po prostu taki plac, ale pod placem znajduje się bardzo ciekawa konstrukcja. Jest to potężny bunkier wielopoziomowy, przy czym ciekawostka z konstrukcji tego bunkra jest taka, że właściwie nie jest to bunkier przeciwlotniczy. Jest to potężna konstrukcja wbudowana gdzieś tam głęboko w ziemię. Szpital, podziemny szpital na wypadek właśnie czego? Wszystkie informacje, które możesz zdobyć na ten temat, porównując sobie, jak są konstruowane na przykład amerykańskie bunkry przeciwatomowe i rosyjskie, pokażą ci jasno i wyraźnie, że masz do czynienia z bardzo ciekawą konstrukcją, bo jest rok 1943, czy jakoś tak, i się buduje bunkry przeciwatomowe we Wrocławiu. Jak bomba spadnie na sufit, to przebije. Ale jak poleci jakiś radioaktywny z boku podmuch, to wszyscy przeżyją w tym szpitalu. Szpital jest wielopoziomowy, podziemny. Tam część dolnych poziomów jest zalana.
Nie wiem, czy ktoś tam kiedykolwiek był. Ja byłem tylko na takich dostępnych poziomach. Wiem, że tam niżej zaczyna już się woda. Górny poziom jest otwarty. Tam kiedyś był klub Color, zdaje się, czy jakoś tak. Nie wiem, co tam się teraz znajduje. Na Nowym Targu taka ciekawa historia związana z atomem. Otóż historia z atomem właściwie zaczyna się o wiele wcześniej. Nie jest to jak najbardziej jakaś pionierska historia, ten atomowy bunkier we Wrocławiu. To bardziej takie okruchy już po tym wszystkim, co się wydarzyło, bo historia zaczyna się troszeczkę wcześniej.
Zaczyna się w 1932 roku, właściwie troszeczkę wcześniej, bo tutaj musielibyśmy prześledzić wszystkie fakty związane z odkryciem atomu i badaniem atomu, o czym zaraz troszkę wspomnę. Ale na czym polega ta koncepcja? W 1932 roku, w 1933 dokonano właściwie takiej pierwszej oficjalnej reakcji. Już wszystko było opisane, sformułowane. To był ten moment, gdzie okazało się, że da się to zrobić i że teoretycznie i poniekąd praktycznie mamy coś takiego jak kontrolowane przez nas źródło energii, ale bardzo dziwnej energii. Czegoś, co właściwie wymykało się ideom, które były związane z takim alchemicznym podejściem o Świętym Graalu. Było czymś podobnym, ale nie do końca. Miało ten swój, jak to się po angielsku mówi, dark hill, czyli tą ciemną stronę, czyli promieniowanie radioaktywne. Ale tak czy siak można było odizolować to promieniowanie, jeżeli ono było i potencjalnie znalibyśmy zasady, jak je odizolować, to w tym momencie mamy reakcję, która jest po prostu źródłem dożywotniej energii. Nikt wtedy nie zastanawiał się jeszcze nad długoterminowymi skutkami promieniowania radioaktywnego, ile będzie trwało usuwanie kontaminacji i czy da się usunąć odpadki radioaktywne po takiej elektrowni i po wybuchach nuklearnych.
Nikt wtedy nie myślał w ten sposób. Dzisiaj wiemy, że jest to temat dalekosiężny, plan sięgający może 15 000 lat, żeby to wyparowało. Może więcej, może krócej. Na pewno nie będzie to aż tak szybko. Wiemy, że cena za to jest potężna, ale wtedy jeszcze była taka naiwność. I ta naiwność też nie była przypadkowa. Wspomniałem wcześniej o historii z tym Świętym Graalem, kontrolowaną energią atomu, która nie pojawiła się znikąd, ponieważ dookoła było troszkę inwestorów. Źródło energii w tamtych czasach, nowe, alternatywne źródło energii było czymś bardzo pożądanym, szczególnie przez koncerny, które zmonopolizowały cały świat za pomocą pierwszej wojny światowej. A mowa jest o pieniądzach Rothschilda, spółki Rockefellera, spółki Standard Oil, Barbur w Europie. Wszystkie te potężne rody.
Nie tylko, bo tam jeszcze są historie związane z kim innym, jak nie dobrze nam znanym monsieur Solvay i jego korporacją. Także pieniądze zaangażowane w sprzedaż konwencjonalnych źródeł zasilania były tak potężne, że wygląda to dokładnie tak jak dzisiaj. Biznes stoi dokładnie na tym, żeby iść w ten sposób, czyli najbardziej hardkorowo. Ale pojawia się Nikola Tesla, pojawiają się jego rzeczy. Okej, Nikola Tesla dostał praktycznie zakaz. Nie taki formalny na papierze, jakbyś się mógł spodziewać, że „zakazuje mi się czegoś”. Nie, dostał propozycję nie do odmówienia, ale nie taką, że my sobie wymyślamy, tylko zmieniono regulacje prawne w Stanach Zjednoczonych podczas pierwszej wojny światowej i zaraz po pierwszej wojnie światowej. Był to kraj kompletnie faszystowski, jeżeli chodzi o regulacje na przykład częstotliwości radiowych, wydawania własnej gazety, robienia czegokolwiek własnego. Poza jedną rzeczą: mogłeś i ty też mogłaś robić biznes w ramach oficjalnych standardów. Dzieci wysłać do oficjalnych szkół.
Wtedy skończyła się masowa prywatna edukacja w Stanach Zjednoczonych. Pojawił się model Rockefellera, tych zabawnych szkół. I tak dalej. Ale oprócz tego Ameryka była po prostu bardzo dziadowskim krajem, takim sfaszyzowanym ekstremalnie, wylęgarnią taniej siły roboczej, jak mówiła wtedy część Korony Brytyjskiej. Jak na ironię brała udział w bardzo poważnych ruchach światowych, finansowych, bo duża ilość ludzi, duże zasoby i tak dalej. Tam powstawały standardy, które później były aplikowane w wielu innych miejscach, między innymi w Europie. I ta kontrola energii, przede wszystkim informacja o takiej energii trafiająca do uszu Rockefellera, do uszu ludzi z giełdy nowojorskiej, właściwie właścicieli nowojorskiej giełdy, wszystkich tych wielkich kolesi, to było coś niesamowitego. Bo o ile Nikola Tesla został zbanowany różnymi restrykcjami, że człowiek nie mógł sobie produkować prądu w domu. Kiedyś opowiadałem o takiej maszynie do leczenia zbudowanej w latach 30. w Ameryce, troszkę wcześniej, ale były już takie regulacje, że na przykład lokalna gmina i lokalna policja, i rząd federalny w ogóle zakazywał włączania tych urządzeń, ponieważ jak na ironię urządzenie do biorezonansu elektromagnetycznego w tamtych czasach, taki biorezonator duży, coś jak tarcza Lakowskiego, urządzenie oparte na lampach.
I to urządzenie, pracując w pewnym momencie zaczynało się samo zasilać. I oczywiście weszła regulacja, że jest zbyt duże ryzyko, że to urządzenie będzie zakłócało sygnał radiowy nadawany przez korporację rządową, która kontrolowała fale radiowe. I pod tym pretekstem limitowano godziny otwarcia tej maszyny dla ludzi w szpitalu, a ludzie używali tej maszyny do leczenia raka. I później doszło do takiego paradoksu, że na przykład na czas jakichś popularnych audycji radiowych, bo od tego się zaczęło, kazano im wyłączać to urządzenie, a później pozwolono im włączać tylko i wyłącznie w tych momentach, w których radio nie nadawało, aby finalnie zabronić im używania tego urządzenia pod pretekstem, że jest tak zwany jamming, czyli po polsku robienie szumu w eterze i przeszkadzanie innym stacjom nadawczym, że oni nie mają homologacji, nie mają licencji na to, żeby mogli nadawać jakikolwiek sygnał w eterze. Także wiadomo było, że jest jeszcze inne źródło energii. Nikola Tesla był żywym dowodem na istnienie tego innego, alternatywnego sposobu zasilania, budowania tego świata zasobów, tego, jak mamy żyć, funkcjonować i komu mamy płacić potencjalnie czynsz. Czy może mamy mieć taką energię, że nikomu nie będziemy musieli płacić, bo wszystkie zasoby będziemy mogli sobie wyprodukować samodzielnie na przykład albo naprawdę bardzo minimalnym kosztem i nie będzie już powodów do wojen. I tak dalej. Ale jeżeli nie będzie powodów do tego, żeby nie było wojen, to w tym momencie kilku ludzi, bardzo poważnych ludzi nie zarabia bardzo poważnych pieniędzy. A pierwsza wojna światowa zaostrzyła apetyt bardzo poważnie.
Te wszystkie fortuny wreszcie odetchnęły z ulgą, ponieważ na wojnę idą zawsze rządowe kontrakty. Tam nigdy nie ma firm prywatnych, które zamawiają amunicję. Wojny są prowadzone przez rządy i jeżeli rządy, które są dokładnie tymi samymi ludźmi, którzy jeszcze tydzień temu pracowali w tych potężnych korporacjach, robią zamówienia do owych korporacji i to były zamówienia jak zwykle, jak się domyślamy, u swoich kumpli, także wiadomo, że chodzi o sprzedaż ropy i całej tej reszty. Wiadomo, że były silniki elektryczne. Wszyscy znamy tą historię na pamięć. W każdym razie pojawia się nowe źródło energii — atom. Ciekawa historia, bardzo intrygująca. Pierwszy moment, kiedy nagle można w sposób sztuczny wywołać tak potężną reakcję, że praktycznie nie ma problemu z jakąkolwiek ilością zapotrzebowania na energię na cokolwiek. I co najważniejsze nie trzeba do tego żadnego Nikoli Tesli, bo wszystko to odbywa się za pomocą pierwiastków kopalnych, które trzeba wykopać i właściwie stworzyć, przygotować to wszystko, całe to środowisko, żeby móc odpalić ten reaktor, trzeba go wybudować, trzeba mieć odpowiednie doświadczenie, odpowiednią wiedzę teoretyczną z fizyki, która jest kontrolowaną dziedziną przez takie duże korporacje. Trzeba mieć doświadczenie w laboratoriach, pracując z tymi substancjami, które bardzo szybko trafiły na listę substancji licencjonowanych przez rządy.
Nie mogłeś sobie kupić takiej radiacyjnej substancji, człowieku, w tamtych czasach też. Zostało to bardzo szybko uregulowane przez prawo międzynarodowe. Jak tylko się okazało, że jest podejrzenie istnienia reakcji, która może trwać w nieskończoność i dawać ci nieskończoną ilość energii. O tym szkodliwym promieniowaniu wiedziano, ale łudzono się, że to nie gra żadnego problemu. W każdym razie w 1933, właściwie w 1932 roku zrobiono pierwszy taki eksperyment. Potwierdzono za pierwszym razem. Próby trwały przez cały rok do 1933 roku i okazało się, że faktycznie jest ta reakcja. Wszystko działa. Wydaje się to bardzo skomplikowane. W sumie jest to dosyć proste, bo chodziło o sprawdzenie tego, skąd to się w ogóle wzięło.
Wystarczy wziąć lampę. W wielkim skrócie mówię. Oczywiście nie jest to do końca metoda na budowanie reaktora jądrowego, także spokojnie mogę ci dać ten przepis, nic ci się nie stanie. O co chodzi z tym reaktorem? Jak to działało? Skąd wzięto ten pomysł na to, żeby w ogóle te cząsteczki ze sobą jakoś skleić? Słuchaj, dżentelmen odkrył to w ten sposób, że wziął lampę, załadował tam różne gazy. Taką lampę lampową, można powiedzieć, żarówkę lampową, lampę dużą z gazami w środku, z próżnią czy jakimś tam. To sobie sprawdź na internecie, nawet na Wikipedii. I do tej lampy katodowej pod prąd podłączonej włożył kawałek radioaktywnego izotopu, czyli właśnie owej substancji.
No i kiedy włączył, okazało się, że to emituje bardzo mocną wiązkę i ta wiązka skoncentrowana z inną wiązką i tak dalej, i tak dalej. W każdym razie było to takie praktyczne potwierdzenie dla tych wszystkich inwestorów, którzy włożyli w to potężne pieniądze, a pieniądze na to szły gigantyczne, bo cała sprawa zaczęła się jeszcze wcześniej, na samych teoretycznych rozważaniach i nie tylko, bo ślad tych reakcji był już w latach 20. Ale to było jeszcze takie bardzo naukowe. Było dużo teorii, były niektóre rzeczy, które się działy, bo oczywiście wiadomo było, że radioaktywność istnieje, że są reakcje, że prześwietla klisze filmowe i tak dalej, i tak dalej. To już było po czasach Marie Curie, także wiedziano, o co chodzi. Używano testowo radioterapii, naświetlano rzeczy, badano co się dzieje. Wszyscy wiedzieli, że to zmienia, robi rewolucję w krystalografii, że za czymś takim jest schowane. I to jest właśnie ciekawy wątek. Rzecz zwana transmutacją. I ja wcale nie żartuję.
Nawet Marie Curie-Skłodowska. Wielu ludzi zauważyło, tego się teraz nie publikuje w oficjalnych pracach, ale możesz sobie sprawdzić. Trudno będzie, ale jest kilka oryginalnych prac Marie Curie-Skłodowskiej. Zahaczyłem po angielsku tłumaczenia, w których ona używała słowa transmutacja, mówiąc o minerałach. I była mowa o tym, że jeżeli możesz transmutować strukturę węgla, to możesz transmutować nie tylko strukturę węgla, ale i silikonu, wszystkiego praktycznie. Silica, że możesz robić, cokolwiek chcesz, człowieku, potencjalnie z materiałami, przynajmniej w sferze teoretycznej. Jeżeli umiesz otworzyć tą bramkę, wiadomo, że tą bramkę da się otworzyć. Zjawisko działa, jest szkodliwe promieniowanie. Nie wiadomo, jak je wyeliminować, ale wiadomo, jest częścią pola. Tak czy siak wiadomo było, że to jest coś, co naprawdę działa.
Tutaj nie było żadnej dyskusji na ten temat, tylko ta dziedzina różniła się od prądu elektrycznego, zwykłych lamp, które mogłeś sobie nawet w tamtych czasach właściwie w dosyć prosty sposób wyprodukować sam w domu. Były takie zestawy, które kupowałeś i robiłeś sobie lampy do radia na przykład sam w domu. Poważnie. Jeszcze sto lat temu z kawałkiem. Ta dziedzina z elektronem, który tak to dzisiaj nazywamy, z ładunkami elektrostatycznymi okazała się zbyt otwarta. Widzisz, rodzi się jeden Tesla. Można go troszeczkę uciszyć, można zamknąć to wszystko, zamieść pod dywan, ale tak czy siak będziesz musiał brać skądś energię. Oczywiście jest duże ryzyko, że jeżeli zostawisz to zjawisko i ludzi, którzy wiedzą coś na ten temat, to urodzi się kolejny Tesla. I był też kolejny Steinmetz i był Alexanderson i było kilku innych ludzi po drodze. I wiadomo było, że tego się po prostu nie da zatrzymać.
Wilhelm Reich jest doskonałym przykładem ewolucji tej wiedzy, jak ona ewoluowała od czasów takich mechanicznych urządzeń produkowanych przez Nikolę Teslę do momentu, gdzie dżentelmeni tacy jak King Royal produkowali mikroskopy optyczne, które robiły powiększenia, które są do dzisiaj praktycznie nie do pomyślenia dla oficjalnych standardów naukowych. To jest science fiction do dzisiaj. Jeżeli pomyślimy o pracach Wilhelma Reicha, to jest dokładnie to samo. Dopiero teraz nauka się po cichu przyznaje, że faktycznie tak jest świat zbudowany. Ci dżentelmeni pochodzili z troszeczkę innego podwórka, troszeczkę z innej gliny ulepieni, bo byli to dżentelmeni, którzy pochodzili z Niemiec. Także jeżeli się spojrzysz na rozkład sił, masz potężny kapitał, który powstał po pierwszej wojnie światowej, jeszcze chwilę przed co prawda, bo to historia związana z ropą i tak dalej. Ale został już, że tak powiem, ukonstytuowany pierwszą wojną światową i to połączenie tych potężnych bonzów, potężnych korporacji i rodów królewskich doskonale się udało. Wszyscy zarobili na tym potężne pieniądze. Korona brytyjska i japońska też, bo tam też się działy różne rzeczy. Przecież skądś trzeba było brać materiały na wojnę.
A kolonie? Kolonie też uczestniczyły w wojnie. Oczywiście, jak najbardziej. Do tego jeszcze dochodziły przede wszystkim Niemcy. W ogóle ta historia z atomem jest związana z pewnym dżentelmenem, który oryginalnie pochodził z Węgier, pewnym węgierskim Żydem. Który wpadł na pomysł zbudowania działającego modelu do teorii, że musi być taka cząsteczka, która jest esencją energii w kosmosie. Jako że były to czasy walki o pieniądze, to już 1928 rok, w tym momencie wielkiego kryzysu. Dzieje się ciekawa rzecz. Wszędzie dookoła jest wielki kryzys. Wszyscy doskonale znamy historię wielkiego kryzysu.
Wiemy, kto za tym stoi, że była to sztuczna ustawka. Ja nawet nie będę wbijał w ten temat, bo to szkoda moich słów. Chyba już nawet dzieci oglądają te filmy na YouTubie, które pokazują rzeczywistą wersję historii. Także tego już nie muszę ci tłumaczyć, to już na 100% wiesz. Ale wracając do naszego głównego tematu, chodzi o położenie łapy na zasobach całego świata. Taki totalny monopol na wszystko. I widzisz, o ile Japonia posiadała wiedzę, bo w Japonii, chociaż niewielu ludzi o tym wie, prowadzono bardzo ciekawe prace teoretyczne i nie tylko teoretyczne nad radioaktywnością. Właśnie japońscy naukowcy i niemieccy i w Niemczech, i we Francji, i w Koronie Brytyjskiej oczywiście, ale w Ameryce były tylko pieniądze i patenty. Jak to nazwać? Poligon doświadczalny, budowanie nowego, cudownego kraju.
Jakoś tak. Takie tło przyświecało całej tej historii, która pojawiła się w 1933, kiedy to oficjalno przyklepano, że energia atomowa jest doskonałym rozwiązaniem, w przeciwieństwie do wszystkich zjawisk elektrostatycznych, które dają szansę przeciętnemu obywatelowi wybudować sobie takie urządzenie w domu i powiedzieć systemowi fuck off. Niestety okazało się to zbyt proste i zbyt łatwe dla każdego użytkownika. Także szybkie zamknięcie tego całego działu, szybciutko wprowadzenie standardów na informację, czyli standardu na wysyłanie sygnału radiowego w tamtych czasach i kilka innych rzeczy, licencje na wydawanie gazet, na wiele rzeczy, na edukację i tak dalej. To wszystko się wydarzyło w Stanach. W Europie natomiast panował taki miszmasz i troszeczkę inny poziom edukacyjny, bo tam wszystko pochodziło, mówiłem o wspólnym pochodzeniu, od tej starej alchemicznej historii związanej z troszeczkę innym podejściem do nauki. Jednak w Europie, tej części, akurat Polska nie wylądowała w tej części, ale w tej części, o której ja mówię, rdzeniem kulturowym jest Goethe i alchemiczne nauki, czyli transmutacja mówiąc zwyczajnie. Tam nikt się nigdy nie zastanawiał specjalnie. Oczywiście nie było to sformalizowane jako doktryna naukowa, ale nikt się nie zastanawiał nad Newtonem, bo wszyscy, którzy znają język niemiecki i francuski, i włoski, doskonale wiedzieli, że od strony naukowej Goethe obalił eksperymentalnie praktycznie całego Newtona. Także nie było nad czym się zastanawiać.
Tam prace naukowe szły w zupełnie innym kierunku. Tam rozwijano szaloną psychologię i wiele innych rzeczy. To tam inwestowano pieniądze w rozwój nowoczesnych technologii. Co prawda Nikola Tesla uciekł stamtąd, wielu innych uciekło stamtąd, ale oni uciekli robić prąd elektryczny, ponieważ Ameryka wydawała się cudownym krajem i tam było troszkę łatwiej o pieniądze i wierzyli być może w to, że im się uda. Prawie im się udało. Prawie. Ale niestety pojawił się pewien dżentelmen z Węgier, zrobił eksperymenty, później cała reszta potwierdziła i okazało się, że w 1933 roku było takie słynne spotkanie w Paryżu, Instytutu Solwaya, gdzie sformowała się cała grupa wszystkich europejskich wpływowych fizyków opłacanych przez duże korporacje, którzy żyli z patentów i tak dalej, żeby ruszyć do pracy konkretnie już nad atomem. I wtedy wytyczyła się ta nowa ścieżka. Wtedy właśnie pojawia się między innymi Albert Einstein, który był wcześniej wstawiony, żeby być może przejął jakieś informacje i został sławnym człowiekiem w elektromagnetyzmie, na który jeszcze stawiano w 1928 roku. Jeszcze rząd amerykański odpalał stację radiową Alexandersona w New Jersey.
Ta słynna historia ze zdjęciem, na którym jest właśnie Albert Einstein, między innymi Steinmetz i Nikola Tesla oraz Alexanderson zdaje się, też dostępne ogólnie na internecie. Można sobie sprawdzić. Wtedy jeszcze nikt do końca nie był pewien, czy uda się znaleźć inną drogę do transmutacji. A ludźmi, którzy bardzo mocno szukali transmutacji sklejonymi z możnymi rodami całego świata, byli ludzie z rodziny Rothschildów. Dokładnie. Nic dziwnego, tam jest ta obsesja. I wtedy akurat była bardzo mocna obsesja zbudowania maszyny do transmutacji, ponieważ jeden z ich przodków właściwie zrobił fortunę jako alchemik, budując tą maszynę do transmutacji. Cała rodzina doskonale wiedziała, czemu zawdzięcza swoje powodzenie i wejście na salon oraz pieniądze i sukcesy, i sławę, i możliwość mordowania wszystkich narodów na świecie. Dokładnie. Także te pieniądze, które tam posiadali, elegancko zostały wytransferowane do wszystkich możliwych obszarów badawczych, żeby sprawdzić, czy przypadkiem jest taka opcja, żeby zbudować maszynę do transmutacji, która nie będzie wymagała ludzkiego operatora.
Bo jak legenda głosi, oczywiście jest to legenda. Tak możesz to potraktować, ale możesz potraktować to też bardzo dosłownie. Legenda albo i dosłowna prawda głosi, że dżentelmen, który założył ród Rothschildów, produkował to złoto w bardzo alchemiczny, klasyczny sposób. Czyli przeszedł ten proces puryfikacji samego siebie, żeby dostroić urządzenia do siebie. I on był częścią reaktora, w którym następowała reakcja. Człowiek jest tak skonstruowany, że jest to absolutnie możliwe, o czym wiedzą rosyjscy naukowcy i nie tylko To już się robi w dzisiejszych czasach nawet mechanicznie, człowieku. Jest taka receptura. Ja jej nie sprawdzałem, także nie zaświadczę ci o jej prawdziwości. Niestety. Jest taka receptura.
Akurat widziałem ją, bo jest już przetłumaczona nawet na język angielski z łaciny. Ten dżentelmen robił to za pomocą własnego organizmu i nauczył też swoich dwóch czy trzech synów robić dokładnie to samo. Ten ostatni niestety oblał egzaminy, można powiedzieć, i nie nauczył się. Nie chciało mu nic wychodzić w rękach. Ale tych, zdaje się trzech, dawało sobie radę i w pewnym momencie, chyba w drugim pokoleniu, właśnie oni stracili te umiejętności. Pewnego razu starsze pokolenie zmarło, oni jeszcze trochę pofunkcjonowali, a już to najnowsze pokolenie, które się po nich pojawiło, czyli trzecie pokolenie Rothschildów, niestety nie potrafiło zrobić reakcji. Ale wtedy byli już tak zamożnymi ludźmi, którzy zresztą nota bene zostali właścicielami Wielkiej Brytanii. Ja sobie zawsze żartuję, że Londyn powinien mieć drugą nazwę, nazywać się Rothschildowo. Jest to prawda z ekonomicznego, prawnego punktu widzenia i legislacyjnego. Sprawdź sobie, kto stoi za pieniędzmi tego miasta i za pieniędzmi rodziny królewskiej.
Od razu znajdziesz rodzinę Rothschildów, która się zresztą wżeniła w rodzinę królewską. Do dzisiaj ta praktyka jest kontynuowana, ale to może zostawiamy te historie rodzinne. W każdym razie chodzi tylko o to, żebyśmy wiedzieli, gdzie jest ten punkt ustawiony. Ten punkt to jest obsesja zrobienia ponownie transmutacji, już bez tego czynnika ludzkiego, czyli stworzenia fabryki do produkcji dowolnych zasobów na tym świecie i zrobienia to w taki sposób, żebyś jeżeli ty to zrobisz, miał patent na wyłączność i na kontrolę wszystkich zasobów. Pierwsza wojna światowa doskonale pokazała, rodzina Rothschildów wiedziała to już po wojnach napoleońskich, ale całej reszcie inwestorów, którzy dołączyli, że tak powiem, do świty Rothschildów, pokazała, jak dochodowym interesem jest kontrolowanie całych nacji i jak fajnie można się bawić. Przynajmniej w ich mniemaniu. Także w 1933 roku wszystko zostaje przyklepane i Albert Einstein zostaje przeniesiony do nowej dziedziny, do atomistyki z elektrostatyki. W niczym nie był dobry, w tym też sobie nie poradził. Ale to miała być odpowiedź. To miał być człowiek, który miał ściągnąć na siebie sławę.
Taka nowa postać, ustawka właśnie Solvejga, Mr Solvejga, Rockefellera i tak dalej. Zaraz ci opowiem, o co chodzi, bo w tą historię jest zamieszany Zygmunt Freud. Albert Einstein, o czym jego żona pisała w swoich pamiętnikach, które nie są publikowane oficjalnie, ponieważ jest to troszkę inny obraz tego dżentelmena. Na pytanie o nim w zapiskach po prostu pisała, że jest to człowiek, który widzi w innym człowieku tylko zło. On nie wierzy w to, że człowiek jest z natury dobry. Po prostu w nic nie wierzy. Nie wierzy w żadne dobro, po prostu nie ma żadnej empatii w nim. Tak pisała o nim jego własna żona. Był ku temu pewien powód. Edward, syn Einsteina.
Tak, Einstein miał syna o imieniu Edward, który nie wiem, co się z nim działo. Miał jakieś upośledzenie, ponoć psychiczne. I don't know. Nie wiem. Nie było mnie przy tym. W każdym razie jego syn wylądował w szpitalu psychiatrycznym w bardzo młodym wieku i Einsteinowi bardzo zależało na byciu w towarzystwie. Zresztą znał doskonale Freuda i tam się wkręcał w to towarzystwo naukowe, bo Freud leczył jego syna swoimi eksperymentalnymi technikami. Czyli w praktyce wyglądało tak, że dostawał insulinowe zastrzyki oraz serię szoków elektrycznych w głowę. I tak oto Edward, syn Alberta Einsteina, był leczony właśnie na polecenie jego ojca. Tak zalecił, żeby Freud robił na nim takie eksperymenty.
On się pewnego dnia obudzi i będzie jego wielkim synem, który przejmie całą spuściznę. Jego syn nigdy nie doszedł do siebie. Właściwie zmarł w młodym wieku, zdaje się po jednym z tych szoków elektrycznych. Einstein był takim ciekawym człowiekiem, który właściwie nie miał żadnych skrupułów, bo to z tej historii chyba łatwo wywnioskować. Żadnej empatii. Doskonale nadawał się jako dobry przyjaciel Solvejga i nie tylko, bo też, żeby było zabawniej, o czym się nie mówi, Einstein znał się bardzo dobrze z Rothschildem. Ich wspólny znajomy to nie kto inny jak Roosevelt. Bardzo dobry przyjaciel. Oni się spotykali w trójkę i to takich bardzo prywatnych spotkaniach. Do tego jeszcze był pan Satch, taki dżentelmen, który tutaj się po drodze pojawia właśnie jako pośrednik.
Dżentelmen bankowiec, który opłacał inwestycje Roosevelta, bo Roosevelt był też inwestorem giełdowym, ale Roosevelt był gołodupcem i całe pieniądze, które miał, dostawał od Rothschildów za pomocą pana Satcha. Są rachunki, po prostu był opłacany oficjalnie przez Fundację Rothschilda i tak dalej. Tam jest na to masa dokumentów. Zostawiamy dokumenty. To jest opowieść przy ognisku. W każdym razie wśród takich charakterów Einstein jawi się niczym prawdziwy, krystaliczny, złoty mentor. Wszystkie gazety pisały wtedy, że ten wiek nadchodzący, ten nowy, który się pojawił pomimo tej wielkiej katastrofy pierwszej wojny światowej i tej wielkiej traumy, będzie wiekiem nikogo innego jak Nikoli Tesli. I nawet pomimo tych wszystkich regulacji rządowych Nikola Tesla piął się po szczeblach kariery bardzo mocno do góry, o czym się teraz w ogóle nie mówi. Co oczywiście jest takim troszkę wybielaniem historii. W rzeczywistości w Ameryce panowały standardy, ale w Europie nie za bardzo i masa prądu elektrycznego, masa urządzeń w Europie właśnie po pierwszej wojnie światowej była produkowana na patentach Nikoli Tesli.
Tutaj się bardzo mocno rozwijała cała edukacja i wiedza na ten temat. W Europie nie było modelu Rothschilda i ... Wartburga edukacyjnego. To nie zdało egzaminu. Dzieciaki chodziły do szkół, do których wysyłali je rodzice. I też troszeczkę inny poziom intelektualny, też w środkowej Europie, ponieważ Goethe i cała ta alchemiczna historia zrobiła swoje. W Ameryce wszystko zostało spacyfikowane i tutaj wszystkie te pomysły troszeczkę innym torem wywędrowały. Dlatego tutaj w Europie powstała fizyka atomowa. W Ameryce nie było ani jednego fizyka atomowego, ani jednej nawet pracy teoretycznej na ten temat nigdy nie stworzono. Do czasu projektu Manhattan oczywiście, ale tak normalnie to w ogóle nie istniało coś takiego w Ameryce jak nauka o tym, z czego składa się świat i tak dalej.
Tam był protestantyzm, walka za ojczyznę, machanie flagą i zarabianie dolarów na giełdzie oraz wyścig po największą sztabkę złota. A też to były czasy wielkiego kryzysu. Ciekawa historia, bo dzięki wielkiemu kryzysowi udało się ściągnąć wszystkich możliwych naukowców do właściwych centrów badawczych, także wiadomo było, że będą pracowali dla właściwych ludzi. Tym ciekawym człowiekiem, który w ogóle zaplątuje się w tą historię, jest nie kto inny jak Victor Rothschild. Taki w ogóle ciekawy dżentelmen. I jako że gazety pisały, że wiek może być wiekiem Nikoli Tesli, postanowiono troszkę obrócić to hasło. Właśnie wtedy się pojawiło hasło pod tytułem: „Wiek Einsteina z odkryciem atomu”. Rozumiesz? Dokładnie taka historia. Bo działo się troszeczkę innych rzeczy w nauce.
Były koncepcje na troszeczkę inną bombę. Wyobraź sobie, że dżentelmen, który był szefem Rezerwy Federalnej, James Conant, czy jakoś tak. Nie wiem, czy dobrze to wymawiam. Możesz sobie sprawdzić. James Conant. Szef Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych był w ogóle głębokim zwolennikiem i on w ogóle forsował pomysł i zainwestował potężne pieniądze, swoje własne, prywatne i nie tylko, rządu Stanów Zjednoczonych, w bombę antraksową. To miała być bomba, która zatruje, wybije cały świat. Potężna bomba i chcieli jej użyć najszybciej, jak tylko się da, w II wojnie światowej. Zresztą w 1944 roku był taki pomysł, ale na szczęście nikt nie zdążył jej zbudować do tamtego czasu. Ale takie były pomysły.
A tu widzisz, 1933 pojawia się atom, tylko że w troszeczkę innym otoczeniu. Pojawia się w otoczeniu ludzi, którzy szukają obsesyjnie maszyny do transmutacji złota. Wiadomo było od czasów Marii Curie-Skłodowskiej, że być może jest to właśnie ta dodatkowa furtka do tego innego zjawiska. Przy okazji nagle okazuje się, że podczas tej reakcji produkujesz gigantyczną ilość energii, kilowatów prądu elektrycznego. I to właśnie zrobiono wtedy. I okazało się, że można wyluzować wszystkich kolesi, tak jak wspomniałem ci wcześniej, typu Tesla, bo mamy coś, co i tak opiera się na pierwiastkach, które znajdujemy we własnych kopalniach, dowozimy własnymi statkami do własnych krajów, w których mamy własnych polityków i własne systemy prawne i robimy z tym, co chcemy. Kontrolujemy cały rynek zasobów, czyli wszystko, cokolwiek mamy w domu, jest kontrolowane przez nas. Całe światło, prąd, radio, telekomunikacja, cokolwiek chcesz i wszystko, co jest zbudowane na tej podstawie, należy do nas. I to właśnie przyszło z tej Europy, tej Europy Goethego poniekąd, tak w połowie można powiedzieć. Także pojawia się Einstein.
Wtedy zaczyna być mocno promowany. No i tu właśnie powstaje hasło „Wiek Einsteina”. Zresztą zdaje się chyba uknute przez Victora Rothschilda, który miał takie troszkę bardziej złożone imię i nazwisko. Gdzieś sobie nawet zapisałem. Ojejku, Victor. Przepraszam, bo ja taki w ogóle jestem nieprzygotowany. Jego ojcem był Lionel Rothschild. To była właśnie ta generacja, która jeszcze pamiętała fizycznie i widziała fizycznie transmutację złota. Dokładnie. Tak żebym był z datami tutaj, bo specjalnie sobie wynotowałem, ale jak zwykle mam tu mess nieprzeciętny.
W każdym razie jeszcze dokończę jedną rzecz, że ten właśnie dżentelmen, Victor Rothschild, był bardzo dobrym przyjacielem. Jakbyś to ujął z punktu widzenia brytyjskiego wywiadu, tak żeby zachować twarz, był bardzo dobrym przyjacielem Winstona Churchilla. Właściwie między innymi poza tym, że zrobił Einsteina, to zrobił jeszcze Winstona Churchilla. Można powiedzieć taki impresario, który tam wystawiał wszystkich tych kolesi i robił z nich wielkich ludzi. Nie jest to dowcip. Jak najbardziej. Słuchaj, są zapisane prywatne spotkania pomiędzy Rothschildem, właśnie tym Victorem Rothschildem a Churchillem przez lata. I chłopaki wymieniali wszystkie możliwe informacje. Właściwie, o ile brytyjski wywiad, po latach się okazało w 1992 roku, kiedy był pucz w Rosji i tak dalej, wyciekło trochę dokumentów. Rosyjscy oficerowie KGB przeszli na emeryturę, nie musieli już pilnować tajemnic i oficjalnie opublikowano dokumenty.
Oni je potwierdzili, że ten dżentelmen zwany Rothschildem miał kontakty z rosyjskim wywiadem. I oczywiście brytyjski wywiad twierdzi, że Rothschild był szpiegiem Rosjan. No wiesz, ciężko być szpiegiem w swoim własnym sklepie, rozumiesz? Nie wiem, kogo można szpiegować. Chyba tylko swoich własnych pracowników. No ale trzeba jakoś wyjść z twarzą. Po prostu Wielka Brytania jest zarządzana przez tą rodzinę i przez konkretny okres czasu zawsze, jak jest nowa generacja, nowe pokolenie, jest zawsze delegowany ktoś z rodziny, kto, że tak powiem, personalnie odpowiada za kontakty pomiędzy rodziną królewską a rzeczywistymi właścicielami tego kraju i tego biznesu, czyli rodziną Rothschild. I zawsze jest to jeden dżentelmen, który załatwia wszystkie te sprawy. No i w tamtych czasach były to lata 30. Właśnie owym dżentelmenem był Rothschild.
Zresztą słuchaj, człowiek, który doskonale od razu był włożony w to całe opakowanie, bo skończył Cambridge i to skończył zoologię w czasach właśnie ... wiary w takie dziwne historie o ewolucji i tak dalej. Ten Zygmunt Freud to wszystko wtedy na czasie. Dżentelmen nie był głupkiem. Ojciec wiedział, czego ma się młodzież uczyć. Wiadomo, że trzeba odzyskać informację, która zniknęła. Wiadomo, że jest to związane z organiczną częścią naszego życia. Nasza krew i kondycja naszej krwi jest związana z transmutacją, jak głosiła fama. Także młody Rothschild naprawdę nie miał wyboru, bo został wysłany na najlepsze studia zoologiczne w tamtym czasie do Cambridge i tam z Anthony Bluntem teoretycznie został rekrutowany przez KGB w 1936 roku. Co jest oczywiście bullshitem, bo wtedy wyszły na jaw kontakty pomiędzy, może nie tyle kontakty, ile skala kontaktów tego dżentelmena i tego, jak wiele spraw ustawia tak drobny jegomość, prawda?
Co dużo mówić i rząd brytyjski, i rząd rosyjski był w obowiązku niejako robić sprawozdania z tego, co się dzieje w dziedzinach naukowych, schowanych gdzieś tam w wymyślaniu nowych technologii i tak dalej, gdzieś tam głęboko w laboratoriach rządowych. Jak wyglądają prace nad tymi dziwnymi technologiami, co robią naukowcy i tak dalej. Łapa na całych poszukiwaniach. Rząd po prostu kontroluje uniwersytety. Jeżeli ty jesteś właścicielem tego rządu, to musisz raz na jakiś czas mieć spotkanie ze swoimi pracownikami, spytać się jak leci i pogonić, kazać szybciej pracować i tak dalej. Także trzeba było odbierać raporty i taką formą raportowania były ich bardzo częste spotkania. Zresztą wyglądało to z reguły tak, że Churchill nigdy nie mógł odmówić Rothschildowi. Także ciężko byłoby mówić, żeby Rothschild, któremu Churchill nigdy nie był w stanie odmówić, nie miał nawet śmiałości, był pracownikiem KGB. Z jakich powodów? Chodziło o coś zupełnie innego, ponieważ Rosjanie też odkryli kilka ciekawych rzeczy związanych między innymi z wodorem.
Niejaki mister Sacharow i tak dalej. Także opcja była taka, żeby pracować na każdym możliwym froncie i zobaczyć, co się wyciągnie z tego biznesu, bo w końcu pieniądze poszły w to potężne. Zbudowano nowe kraje, zbudowano nowe koncerny i czas najwyższy, żeby zacząć odcinać od tego kupony, prawda? No właśnie. Ja tymczasem puszczę jakąś muzyczkę. Tak się zagadałem w tej historii, bo naprawdę jest intrygująca. To ciągle jest historia o Riese. To ciągle jest bardzo mocno związane właśnie z Riese, bo przypomnę, dlaczego jest to związane z Riese. Jest tam takie miejsce. Znajduje się w Górach Sowich.
Jest nazywane potocznie, zdaje się chyba oczyszczalnią czy jakoś tak. Taki wir, taki okrągły obiekt. Nie pamiętam. To ma swoją taką wśród tych poszukiwaczy i informacji na temat Riese i ludzi, którzy tam chodzą i sprawdzają te wszystkie rzeczy. To ma tam wszystko swoje nazwy, tak jak kasyno i tak dalej. No właśnie, są takie ciekawe obiekty, które wyglądają centralnie jak fundamenty reaktora jądrowego, nad którym pracowali Niemcy. Takiej niewielkiej fuzji, nie potężnej, wielkiej, tylko takiej małej fuzji. Właśnie reaktor jądrowy, w którym można było produkować energię elektryczną między innymi, bo to jest zjawisko, które powstaje dookoła reaktora jądrowego. I to właśnie odkryto w 1930 roku. W 1933 tak potwierdzono i wtedy się okazało, że można zrobić swój własny kraj już do końca i ten własny kraj, taki jak Niemcy, może przetestować technologię, która jest już tak awangardowa i daje-- wtędy to była rewolucja, taka potężna rewolucja.
Po prostu święty złoty Graal, tak awangardowy, że trudno wyobrazić. I na szczęście dla tych możnych ludzi, którzy zainwestowali w to pieniądze w pełni kontrolowany poprzez substancje potrzebne do wyprodukowania tej reakcji i wiedzę niezbędną do przeprowadzenia czegoś takiego. Także szczęśliwie jest coś, co daje ci właściwie panowanie nad światem, nieskończone źródło energii. I teraz trzeba to jeszcze gdzieś przetestować. Trzeba to sprawdzić, czy to naprawdę wyda na większą skalę i jak daleko może to pójść. Także podejrzewam, to jest moja koncepcja, że między innymi był to główny powód do odpalenia Trzeciej Rzeszy, której częścią był projekt badawczy, z którym mamy do czynienia w kompleksie Riese. Bo moja koncepcja, tu jeszcze raz przypomnę, mówi o tym, że jest to kompleks badawczy, który był zaprojektowany z użyciem różnych pieniędzy, ale był zaprojektowany do przetestowania czegoś, czego nawet inwestorzy w tym biznesie się nawet nie za bardzo spodziewali, że tak daleko to pójdzie. Taki mam koncept i częścią tej układanki jest energia atomowa, która notabene właściwie nie miała służyć do zasilania tam kompleksów. Docelowo miała być czymś według mnie, co można nazwać zasłoną dymną albo częścią uzupełniającą, tudzież wzmacniającą tą rzeczywistą technologię, nad którą tam pracowano. Taki mam pomysł.
A teraz w hiperprzestrzeni retransmitowany w Radiu Paranormalium oraz Radiu Czas Nu z Radia Nafali oczywiście. A ja na imię Tomek i to jest Radio Nafali jak najbardziej w sobotni wieczór. A ja kontynuuję swój temat, bo tak zamknąłem wątek. Także doskonale wiemy, w jakiej sytuacji jesteśmy. Mamy nowe źródło energii. No i mamy jedyne miejsce, w którym można przetestować, czyli Europę tego źródła energii. W ogóle robić jakikolwiek wpływ, bo w Ameryce nie ma właściwie nikogo, kto mógłby pociągnąć ten temat od strony po prostu fizycznie wykonać ten numer. Ani zasobów intelektualnych, ani żadnych. Poza oczywiście kasą. Ale tam się właśnie pojawił ten nieszczęsny Nikola Tesla i jak się okazało, ten pionierski naród prostych ludzi bez problemu łapał te proste sprawy projektowane przez Nikolę Teslę.
Ale widzisz elegancko Rothschild, człowiek Rothschilda właściwie, bo mowa jest o J.P. Morganie, bo to człowiek Rothschilda, który zarobił potężną fortunę, gigantyczną nawet w ogóle nie myślę ile na kontraktach zbrojeniowych, które były Finansowane przez rodzinę Rothschildów, a były to kontrakty na produkcję stali i elementów metalowych do broni i amunicji wykorzystywanych we wszystkich możliwych koloniach, ponieważ Ameryka była doskonałym miejscem do produkcji broni w tamtych czasach. Taki troszkę dowcip, który później mówiono o rosyjskich fabrykach, wcześniej o niemieckich, że mąż przychodzi do domu i mówi: „Kurczę, kochanie, ciągle ten sam problem”. Ona mówi: „Co się stało?”. „Ach, tak, pracuję w tej fabryce wózków już pięć lat i wiesz co? Chciałem wózek zrobić, skręcić i piąty raz już próbuję z tych elementów skręcić wózek, a ciągle karabin wychodzi”. Taki stary dowcip. I dokładnie tak to wyglądało. Mocna produkcja karabinów. Także dżentelmen zarobił fortunę i w zamian za tą fortunę, co mu się doskonale opłacało, uwalił Nikolę Teslę i został właścicielem części standardów technologicznych i tak dalej.
Historia z General Electric, a później z RCI. Długie sprawy, długie opowieści, ale zostawiamy. Wszyscy wiemy, gdzie jesteśmy. Skok na kasę tak to się nazywa. Jest wielki kryzys, także w ogóle jest poważny dramat i wtedy Ameryka staje się bardzo mocno faszystowska. Regulacje takie, że jeżeli nie pracujesz, to idziesz do obozu pracy. Poważnie, takie historie się działy w Ameryce. Niewielu ludzi o tym mówi, bo troszkę tak lipnie brzmi dzisiaj, że się kojarzy troszkę z czymś innym. Ale jeżeli nocowałeś w mieście, złapała cię policja, to obóz pracy przymusowej. Była specjalna ustawa i tak dalej.
Także wiadomo było, że tam poza tanią siłą roboczą za bardzo nic nie ma. Ale jest idea, którą można wcielić wszędzie i zrobić ją w każdym miejscu na świecie, niezależnie od tego, czy to jest Europa i masz jakieś zaplecze, czy nie, wystarczy mieć odrobinę urządzeń mechanicznych i samo się dzieje. Słuchaj, łączysz dwa składniki ze sobą, odpalasz reaktor i się po prostu dzieje i nie musisz nic robić. I jest pewna szansa, bo to robi transmutację energetyczną. To robi część tej historii, o której mówił dziadek Rothschildów i oni widzieli, że tam się dzieją takie rzeczy. Inna sprawa, że eksperymenty pokazały bardzo ciekawe zachowania materiałów właśnie w reaktorach. Pokazały tą transmutację wręcz dosłownie. Tylko że problem z tym, że radioaktywna. No ale wiadomo, że to już w tym momencie mniej boli w głowę, kiedy jest trudno. Nie będziemy produkowali złota tak czy siak, jesteśmy właścicielami całego świata i zasobów, na których świat stoi.
Okej, na złoto możemy jeszcze chwilę poczekać. Najwyżej znajdziemy genialnego naukowca w przyszłym pokoleniu. To i tak nieważne. I tak kupiliśmy wszystkich. Z takim podejściem wszystko wystartowało. I tu się zaczyna właśnie historia w Niemczech taka dosyć konkretna. No właśnie, bo licencje na pierwiastki to w Ameryce właściwie zaczęto robić nawet takie historie powoli. A to nowe rozdanie w Europie. Co połączyło właściwie to wszystko w Europie? Dlaczego nadawała się doskonałe do robienia?
Bo tutaj z kolei właśnie wiedza, wartość praw Newtona, czyli zerową wartość połączyła wszystkich. To że właściwie ta cała radiografia, wszystkie te prześwietlenia i w ogóle ten cały główny koncept nie był tu żadną tajemnicą w Europie. Także jedyni naukowcy, jacy byli, to właściwie Niemcy. Trochę we Francji, Rosja i w Japonii jak się okazuje, bo w Japonii też tworzono taki model atomowy i też bardzo mocno nad tym pracowano. Jak się przyjrzysz troszeczkę na to rozdanie, to zauważysz nic innego jak głowy koronowane. No bo kto przystąpił do tego? Japonia, czyli najstarszy rząd koronowany świata, można powiedzieć, w cudzysłowie oczywiście, ale taki, który się nie poddał Imperium Brytyjskiego i robił gigantyczne pieniądze razem z Imperium Brytyjskim, sprzedając opium między innymi po wojnach. Oczywiście pierw się pstrykali, a później razem robili gigantyczne pieniądze sprzedając opium Chinom. Na czym korona japońska zrobiła fortunę. No i to też są wykształceni ludzie, co tu dużo mówić.
Niemcy, gdzie ciężka sytuacja finansowa z kolei zmusiła wielu naukowców do szukania szczęścia w innych dziedzinach życia. Ale właśnie, bo była biedna Europa i szybko okazało się, że duzi finansiści, duzi bankierzy budują instytuty naukowe i jeżeli chcesz cokolwiek badać, chcesz się zajmować jakąś dziedziną nauki, to nie ma żadnego problemu. Możesz przyjść i zacząć studiować to, cokolwiek chcesz studiować i zacząć być naukowcem. Tylko oczywiście musisz pracować nad praktycznymi rozwiązaniami, musisz robić raporty do tego i tak dalej. Cała ta oficjalna strona, ale jeżeli naprawdę chcesz to robić, to i tak to robisz. Nie ma z tym problemu, nikt cię nie ciśnie. Nie chodziło o to, że na czas, tylko miałeś robić swój research bardzo konsekwentnie i cały czas i miałeś w to ciekawy temat i miałeś po prostu szukać konkretnych wniosków, które miały usprawniać jakieś tam technologiczne procesy. I jeżeli postąpiłeś w ten sposób, to wylądowałeś w bardzo dobrym miejscu, gdzie były duże pieniądze, a ludzie dookoła nie mieli na chleb, na paczkę fajek jeżeli ktoś był palaczem, na paczkę butów, jeżeli ktoś chciał chodzić w butach. Co ty, zapomnij o tym. Ale na naukę było.
I jak przyjrzy się na daty, zobacz, co się działo w Europie w dziedzinie uniwersyteckiej właśnie od strony atomistyki w latach największego kryzysu, kiedy była największa nędza. Właśnie. A tam dokonywano największych odkryć. Jeżeli spojrzysz na zdjęcia tych dżentelmenów z tamtych czasów, można sobie zadać taki trud. Nie ma z tym żadnego problemu. Słuchaj, nie są to obdarci, włochmany, nędzarze, uwierz mi. Są to ludzie sponsorowani przez potężne pieniądze. Największe pieniądze, które odwróciły się od zwykłego człowieka i poszły w kierunku szukania władzy nad światem. Otóż to. I to właśnie połączyło właściwie wszystkie te tyranie.
No bo to wszystko finansowane tymi samymi pieniędzmi. Koniec końców wylądowało właśnie w Niemczech. Niemcy okazały się doskonałym krajem z małym bagażem obciążenia genetycznego po wierzenia w Boga. Wiesz, tak jak w Ameryce był ... Biblię i tak dalej. Wyznawania tego, co niektórzy nazywają żydowskim pomysłem na życie. Jeszcze po dojściu Hitlera do władzy, właściwie nie dojściu, tylko zrobieniu z niego szefa Niemiec przez Rockefellera i Rothschilda, i całą tą bandę, nie było już żadnego problemu, żeby robić własną propagandę, robić wszystko tak, jak się chce, odizolować kraj od całego świata i robić tam dowolne możliwe eksperymenty. Zresztą od tego właściwie zaczyna się poważna kariera Kaiser Wilhelm Institute, gdzie budowano i projektowano pierwsze testowe reaktory termonuklearne, termojądrowe, czy jak to zwał. W Rosji poszli troszkę dalej. Tam Sacharow wymyślił bombę wodorową, która przeraziła cały świat.
W każdym razie w tamtych czasach naukowcy, którzy pracowali nad tym, zgodnie twierdzili, że jest to tak potężna moc, że jest aż wręcz przerażająca. Były próby podpisania takiego traktatu, że wszyscy się zobowiązują, że nie będą używać tego jako broni. Ale wiesz, tam jeszcze weszły potężne pieniądze. Później się okazało, że Hiroszima i Nagasaki są doskonałym testem tej broni w praktyce, bo tak czy siak trzeba było przetestować. Miało być ponoć testowane w innym miejscu, dookoła tego jest osobny zestaw historii, który pewnie zająłby kolejne parę godzin, żeby to opowiedzieć. Też ciekawych, ale to może zostawiamy. Wracamy do naszego Riese. Także ślady tego reaktora jądrowego i dodatkowych testów prowadzą właśnie w Góry Sowie. O ile normalnie oficjalnie w Kaiser Wilhelm Institute starano się testować taką oficjalną wersję, która jeszcze była, można powiedzieć, korygowana i z Rosjanami, i z Rothschildem, i z Anglikami, i tak dalej. Chociażby z zestawem ludzi, którzy są określani w Anglii jako-- jak o nich mówiono?
Że to jest taka piątka. The Cambridge Five. I jednym z członków tej słynnej piątki z Cambridge, który zajmował się między innymi pracami, Oppenheimer się gdzieś tam przewijał i tak dalej. Agenci. Oficjalnie w dzisiejszych czasach się nazywa, że to byli sowieccy agenci w Wielkiej Brytanii. To właśnie ów Rothschild. Ponieważ zasada przy dużych interesach jest taka, o czym dziś opowiadałem chyba, że pewne sprawy załatwia się tylko i wyłącznie twarzą w twarz, na słowo. Nie może być przy tym żadnych dokumentów, żadnych świadków, których później możesz wyciągnąć z kapelusza i powiedzieć, że coś się stało. Mogą być ludzie, którzy powiedzą, że widzieli. I to jest jedyna rzecz, która się może wydarzyć, bo tych ludzi można usunąć.
Natomiast normalnie dokumenty jako takie nie istnieją albo istnieją w bardzo szczątkowej wersji. Szczęśliwie akurat te szczątkowe dokumenty przetrwały w Anglii, także wszyscy wiedzą, że Kim Philby, Donald Maclean, Guy Burgess i Anthony Blunt, później złapani właśnie jako MI5, jako rosyjscy szpiedzy, którzy wykradli technologię atomową do Związku Radzieckiego po to, żeby chociażby zbudować tam pierwszą reakcję. Właśnie w tym zestawie nazwisk, The Five Men zabrakło Nathana Mayera Victora Rothschilda. Otóż to. Ten dżentelmen zmarł w 1990 roku, czyli jakieś chyba 27 lat temu, na to wygląda. Troszkę czasu temu. I on właśnie kontrolował to wszystko. Rosjanie wzięli część technologii, rozwijali ją po swojemu. Tam były historie właśnie związane z wodorem, nad którym pracował Sacharow, bo okazało się, że atom to jest jedna rzecz, ale Rosjanie są łebscy. Też niekoniecznie szli głównie z prądem.
Zresztą też nie chodziło o to, żeby każdy szedł z prądem i każdy robił jakieś konkretne badanie. Pomysł był taki, żeby w ramach możliwości w krajach, które się kompletnie kontroluje i kontroluje się ich zasoby finansowe, zrobić poligon doświadczalny najnowocześniejszej technologii, która być może pozwoli rodzinie wrócić w pełnej krasie na swój tron panów i władców świata, dokonując niczym taka wisienka na torcie tej ponownej transmutacji złota, ale już w sposób mechaniczny. Także naciskasz guzik i maszyna robi to, co ty chcesz. I trzeba było rozdzielić, że tak powiem, zadania. Rosjanie mieli swój pomysł na to. Doskonale pasowało, bo jest to research w troszkę innym kierunku. Wszystkie rzeczy były konsultowane przez rodzinę Rothschild. Informacje trafiały do Anglii, z Anglii trafiały do Niemiec, bo członek rodziny królewskiej, żeby było zabawniej, był oficerem SS, który był bardzo blisko Adolfa Hitlera. Także tutaj wszystkie wątki się zbiegają, bo to też członek rodziny Rothschild, bo akurat tak się stało, że rodzina Rothschild była i dalej jest zżeniona z rodziną królewską Wielkiej Brytanii. Także jeżeli szukasz menadżera do załatwienia trudnej sprawy, to bierzesz człowieka ze swojego backgroundu, ze swojej firmy.
A jeżeli jest to twój kuzyn, który naprawdę jest dobrym biznesmenem w korporacji, to zawsze się to robi w tak zwanej rodzinie. To jest biznes rodzinny. To tylko biednym ludziom się mówi, że z rodziną się nie warto robić interesów i się nie robi, co psuje właściwie chyba tylko podejście, bo ludzie w to wierzą. I tak się właśnie dzieje, tak mi się wydaje. Natomiast tam jakoś nikt w to nie wierzy, jakoś doskonale im to wychodzi. Ciekawe. W każdym razie badania się zaczęły. W Niemczech powstaje ten pierwszy reaktor, powstają pierwsze poważne prace naukowe. I właściwie Niemcy przodują w tym kierunku. Hitler dochodzi do władzy i Amerykanie robią taki projekt, żeby sobie przyciągnąć troszeczkę owych naukowców do Ameryki, żeby rozbić tą całą historię, żeby nie było tak, że w Niemczech siedzą wszyscy naukowcy.
Też Rothschild się troszeczkę bał tego wszystkiego, tak mi się wydaje, bo zostawić wszystkich tych kosi w jednym miejscu. Oni wszyscy się znają, wszyscy śpiewają bawarskie piosenki, piją to samo piwo i lubią tą samą dziewczynę. Rozumiesz pan. To może coś z tego wyjść. To lepiej ich rozdzielić. I doskonałym pretekstem do tego były wszystkie ruchy, które wykonywał faszystowski rząd, na przykład szukając przeszłości żydowskiej, jakiejkolwiek rasowej u wielu naukowców. Normalne było to, że Niemcy jako kraj nigdy nie istniały jako Niemcy. Nie jako Niemcy. To jest tylko taka zabawa teoretyczna, wymyślona przez historyków od chyba 40 lat niecałych. Przepraszam troszkę dłużej, bo to się zaczęło w czasach Trzeciej Rzeszy, ale wcześniej innego nie było.
Wszyscy doskonale wiedzieli, że to były różne nacje. Bardzo dużo ludzi z tej części Europy, która się nazywa aktualnie Polską. Dużo nas nawet zostało. Dużo ludzi z Francji, z Belgii, ze Słowacji, z Czech, z całej Europy. Takie miejsce, w którym mieszkało dużo ludzi z różnych miejsc. Dawniej mawiano, że to jest kraina heretyków, takie niezależne księstwa, które nie miały narodowej historii, miały czasami wspólnego cesarza, ale nic więcej. Także wielkie Niemcy powstały troszkę wcześniej, bo Trzecia Rzesza to tak naprawdę też nie jest początek, bo to jeszcze trzeba było Kajzera Wilhelma, który próbował wskrzesić ideę wielkich Niemiec. To czasy jeszcze Goethego, żeby było zabawniej i Wagnera. Otóż to. Idea wielkiej Germanii.
Ona już wcześniej tam istniała, ale w każdym razie to był ten moment, na który można było zahaczyć tą całą ideę, bo nazistowski rząd elegancko wykorzystywał wszystkie te sztuczki propagandowe i zawsze było ryzyko, że chłopaki się za dobrze poczują ze sobą i że wymyślą za dużo rzeczy. A jak się kontroluje cały kraj, to można zrobić tak, żeby kraj był tylko dla Niemców i zawsze się znajdzie, że połowa naukowców nie jest stamtąd, bo genetycznie to fizycznie nie jest możliwe. Tam zawsze ktoś będzie skądyś z innego miejsca. Także wiadomo, że jak to zrobisz, jeżeli połowa narodu jest z innego miejsca, to połowa tych naukowców też jest z innego miejsca. Także wymyślono taki elegancki, szybki przepis rządu Stanów Zjednoczonych, który zezwalał naukowcom niemieckim, szczególnie pracującym właśnie nad takimi ciekawymi badaniami, otrzymywać automatycznie wizę Stanów Zjednoczonych. To już były czasy, gdzie Ameryka zamknęła stanowczo granice. Wielki kryzys w Ameryce. Próbowano tam robić różne dziwne rzeczy i kontrolowano bardzo mocno ruch imigracyjny i trzeba było dostawać specjalne wizy. Inaczej było się troszkę na poziomie niewolnika, zdaje się. I jak się okazuje, nie było żadnego problemu, żeby niemieccy naukowcy dostali nagle takie ekstra szybkie, od razu wydawane na miejscu na kolanie wizy do Stanów Zjednoczonych i od razu byli przyjmowani do ośrodków badawczych, uniwersytetów i tak dalej.
Także jak się okazało, że się robi zbyt niebezpiecznie, rząd docisnął, powiedział: „Ty jesteś Żydem, to musisz stąd wyjeżdżać. Ty też jesteś Żydem, to musisz stąd wyjeżdżać. Ty jesteś Francuzem, też stąd wyjeżdżaj. Ty jesteś I don't know, ale też stąd wyjeżdżaj. A tych trzech zostawiamy, tamtych trzech wysyłamy”. Także każdy ośrodek robił coś innego. Ta praktyka jest stosowana do dzisiaj, kiedy się pracuje nad wynalazkami w dużych korporacjach, każdy dział pracuje nad bardzo wąskim elementem technologii, tak żeby nie można było skleić tego do kupy i ktoś nie wyniósł tego zbyt szybko na zewnątrz, nie pytając się szefa o zgodę. Tę technologię zastosowano dokładnie wtedy, kiedy projektowano pierwsze reaktory atomowe. Właściwie pracowały takie zespoły badawcze kontrolowane przez grupę rodziny Rothschild i należącą do niej grupę innych rodzin, finansową zarówno od strony giełdy, jak i od strony edukacji, dając im potężne zaplecze w Stanach Zjednoczonych. I właśnie wtedy powstał też pomysł, żeby Stany Zjednoczone dostały nową religię, bo mamy nową wiedzę atom i to jest takie właśnie ciekawe rozwiązanie.
Ta religia zależy i tak od rządu, zawsze będzie zależała od rządu. Nikt sobie we własnym ogródku reaktora nie wybuduje. No i wtedy się zaczęły wszystkie te ruchy w tą stronę, że Albert Einstein, że wiek Alberta Einsteina już tak oficjalnie, a po cichu największe osiągi w tej dziedzinie, pomimo wszystko, że transfer naukowców, że sprzyjające warunki. O ile w Cambridge opracowano doskonałą teorię i byli doskonali fizycy, którzy fajnie budowali wzory matematyczne, na których cała reszta próbowała oprzeć konstrukcję urządzenia, jakby wyliczyć, ile będzie reakcji, jak mało będzie reakcji i tak dalej, i tak dalej. Skonstruować to wszystko, żeby działało. W Japonii robiono praktyczne próby i też robiono wyliczenia. W Niemczech robiono bardzo dużo praktycznych prób i też wyliczenia. Tam to już w ogóle najbardziej zaawansowane próby. A w Ameryce właściwie dalej się za bardzo nic nie działo. Znaczy jak przyjechali turyści z Niemiec, to się zaczęło powoli dziać, ale jako takiego amerykańskiego reaktora i projektu badań nie było jeszcze w ogóle żadnego.
Absolutnie. Ja sobie rzucę okiem w notatki, bo jesteśmy w latach 30. I wtedy Niemcy budują jeden reaktor, taki oficjalny, gdzieś tam pod Berlinem. Jeszcze były chyba, zdaje się, próby wybudowania w Bawarii, zdaje się w dwóch miejscach. Są plany na ten temat, można je znaleźć. Kilku ludzi pisze o tych reaktorach, kilku badaczy, też w języku polskim, bo nawet z polskich badaczy, żeby było jasne, no to nie kto inny jak Igor Witkowski. I polecam bardzo serdecznie, bo bardzo ciekawe opracowanie, właśnie porównawcze tych konstrukcji na temat zgórceowych i konstrukcji pewnego reaktora z Niemiec i pewnego reaktora ze Stanów Zjednoczonych, jednego z tych pierwszych reaktorów, gdzie robiono testy. Dokładnie ta sama konstrukcja. Można powiedzieć, że projektowała ta sama osoba. I to nie przypadek.
Aczkolwiek pierwszy reaktor komercyjny właściwie, taki produkujący energię i robiący taką konkretną robotę zbudowano w Sachalinie, w Rosji. To nie jest historia, która się wydarzyła i udała nazistom. Znaczy oni zbudowali pierwsze eksperymentalne reaktory i widać tą próbę budowania już gotowych, działających urządzeń właśnie w kompleksie Riese. To jest ta historia, jak coś się strasznie za tym ciągnie. I teraz już możemy sobie bardzo łatwo skojarzyć kopalnię uranu w Wałbrzychu i wszystkich substancji, no nie wszystkich, substancji izotopów promieniotwórczych, które mają substancje, które zawierają te izotopy. Tak powinno się poprawnie mówić. W okolicach Wałbrzycha technologii rodziny Rothschildów. I dlaczego akurat w tym miejscu? To był najbogatszy region Niemiec. Tutaj mieszkały, co tu dużo mówić, koronowane głowy.
Także było to też troszeczkę... Znaczy koronowane, koronowane, takie wiesz, hrabiowskie głowy. Także były duże folwarki, było dużo miejsca, żeby to robić. Myślę, że pasowało doskonale. No i też tutaj się wkrada jedna historia, o której właśnie chcę powiedzieć, bo to dosyć istotna sprawa, bo tak pomijam dzisiaj tego Nikolę Teslę. Mówię ciągle o tych atomowych historiach, o tych powiązaniach właśnie z rodziną brytyjską, z Cambridge University, tutaj z Anglii, z Instytutem Kajzera Wilhelma, z rządem Trzeciej Rzeszy bezpośrednio. Nawet Hitler. W ogóle ciekawa historia. Było takie nieoficjalne spotkanie Hitlera z dżentelmenami, właśnie chyba z tym dżentelmenem z Węgier. Nie, nie z nim.
Z jednym z fizyków na temat właśnie tej technologii. Nawet on twierdził, że właściwie tej technologii jako samej w sobie nigdy Niemcy nie użyją do konfliktu zbrojnego, ponieważ jest zbyt destrukcyjna i jest zbyt duże ryzyko, że wymknie się spod kontroli. Ale to nie znaczyło, że nikt nie będzie z tego korzystał, że nie należy robić dalej żadnych prób, żadnych badań i tak dalej. Zresztą na bazie tych prób i badań powstał później, w 1946 roku tak zwany Air Force Contract number MX791, który jest podpisany i sygnowany pod nazwą RAND Corporation. Czyli to jest oficjalny start think tanku tego projektu RAND, który odpowiada za zimną wojnę i za wprowadzenie technologii nuklearnej praktycznie do każdej dziedziny naszego życia. Dokładnie chwilę później, jak tylko kurz opada, sformowany dokładnie przez tych wszystkich ludzi związanych bardzo mocno. To jest dokładnie ta sama siatka ludzi z Oppenheimerem, z Uniwersytetem w Princeton, z Einsteinem. Zresztą Oppenheimer został w pewnym momencie odsunięty, tak jak ci mówiłem, od tego. Zabrano mu kompletnie możliwość kupowania materiałów radioaktywnych. 5 kwietnia, na jeden miesiąc wzięto kolesia na przesłuchania.
Trwały miesiąc, od kwietnia do maja w 1954 roku. Po przesłuchaniach stwierdzono, że nie przedłużają mu licencji Komisji Atomowej na badania. Także Oppenheimer może sobie wrócić do domu i zacząć strugać sobie ludki z zapałek drewniane albo sobie robić ludki z kasztanów. Był największym naukowcem, stworzył bombę atomową, a teraz jest nikim. Otóż to. I nie może nic zrobić. Za tą komisją stali bardzo ciekawi ludzie: Strauss, tak zwany Lab Corporation, które właściwie zaopatrywało całe badania Oppenheimera i żeby było zabawniej, zaopatrywało też armię radziecką we wszystkie te Harleye Davidson, w Europę syntetyczną dodatkowo w technologię podczas II wojny światowej. To była dokładnie ta sama firma Lewis Lichtenstrauss of Cunewp, spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, czy jakoś tak to się nazywało. I później ci sami ludzie lądują w Komisji Energetyki Atomowej. Tak to się nazywało.
Pierwsza Komisja Energetyki Atomowej sformowana przy rządzie, przy właściwie armii amerykańskiej. Także taka ciekawa historia z tym związana, ale wracajmy do naszego Ryze, bo ja tak ciągle gdzieś tam po tym świecie biegam, a my kurde przy ognisku gdzieś tam w Górach Sowich, na Małej Sowie albo na Dużej Sowie. Jest fajnie, tam jest fajnie, trochę wieje czasami. Polecam sobie wziąć czasami coś, żeby nie przewiało, jakąś kurtałkę, żeby się mocno było pod szyją fajnie zapiąć. Ale jest wieża widokowa, jest w ogóle ślicznie. Piękne widoki. Uwielbiam to miejsce. Anyway, wracając właśnie do tych pięknych miejsc. Wygląda na to, że Niemcy zaczęli łączyć te fakty, ponieważ te fakty z Nikolą Teslą. Dlatego tak wspominam o tej Nikoli Tesli, o tym Nikoli Tesli.
O ile wszyscy poszli w energię atomową, zamknięto badania Nikoli Tesli. Tak oficjalnie był tam człowiek, tak jak wspomniałem, który mu wszystko złożył. Później jeszcze podpisano taki kontrakt z Nikolą Teslą, którym uratował sobie prawdopodobnie życie i ocalił skórę. Taki na wyłączność pracowania dla rządu Stanów Zjednoczonych i niemożliwości publikowania czegokolwiek poza robieniem eksperymentów w swoim własnym prywatnym laboratorium. No ale te eksperymenty i ta wiedza, i też nowa generacja, która urosła w okresie międzywojennym, miała już troszkę inne podejście, szczególnie w Europie, gdzie nie było tego zniszczenia, które się wydarzyło w latach 20. na samym początku i podczas pierwszej wojny światowej, kiedy zamknięto dostęp do informacji, do wiedzy. W Europie ta generacja troszkę inaczej miała poukładane w głowie tych młodych naukowców, którzy nawet tam siedzieli w Instytucie Kajzera Wilhelma i myśleli, że faszyzm jest naprawdę przyszłością świata, bo tak się wtedy bardzo wielu ludziom wydawało. Wiesz, może być tak, że gdybyśmy my wylądowali w tamtych czasach, byśmy byli wzorowymi faszystami, bo wszyscy myśleli, że eugenika i tak dalej, że to ma podstawy naukowe. Kto wie, może byśmy zwariowali. Także nie sądźmy tych ludzi.
To nie o to tu chodzi, ale wracajmy do historii. Tutaj rolę odgrywał jeszcze ten niewiadomo cóź zwany elektrostatycznością. Ten moment, kiedy wszystkie żarówki po włączeniu dużej turbiny i zrobieniu wyładowania elektrostatycznego się zapalają bez kabla. I nikt w Europie za bardzo nie miał pomysłu na to, żeby wziąć i zakopywać to pod ziemię. O ile w Ameryce można było wyselekcjonować te badania i być może w Rosji też odseparować od całej tej reszty. Chociaż właśnie nie za bardzo. W Rosji i w Niemczech był troszeczkę inny grunt do tych badań, bo tu łączono badania. Natomiast w Ameryce była już taka czysta atomowa jazda, dlatego im zajęło najdłużej wtedy, kiedy Niemcy już wybudowali pierwszy reaktor, Amerykanie dopiero, zresztą z materiałów, które pochodziły z Niemiec, zbudowali ten reaktor. Taka jest prawda. No a Niemcy po cichu mieli swój własny pomysł i postanowili, że jeden reaktor to jest taki oficjalny reaktor.
Ale jest jeszcze inna historia właśnie z tym związana, z tą transmutacją, bo zaobserwowano, co zignorowali Rothschildowie kompletnie, bo zignorowali poprzez tą właśnie elektrostatyczność. Oni bardzo szukali mocno, to jest ta wiara Świętego Graala związanego z krwią do zrobienia transmutacji. Szukali zjawiska promieniowania radiacji, bo wiadomo było już nawet od paruset lat wiadomo było ludziom, którzy się tym zajmowali, że Wszystko ma swoją radiację, ma swoje promieniowanie i to jest ta tajemnicza moc, która powoduje, że możesz zamieniać jedno w drugie. Przy czym oczywiście kwestia, jak to potraktujesz. To młode pokolenie Rothschildów chyba niestety nie odziedziczyło poza fortuną zbyt wiele umysłu od dziadków i oni zawiesili się na tym, że nie zauważyli praktycznie w tej elektrycznej historii możliwości na transmutacji na tyle swobodnej. Albo może w drugą stronę. Może byli inteligentni i zobaczyli to troszeczkę dalej, bo są pewnie rzeczy, o których my zapewne nie wiemy w całej tej historii. Nikogo z nas nie było w laboratorium Nicoli Tesli, tak że ciężko tutaj cokolwiek mówić. Być może były różne tajemnicze rzeczy, które by nam zerwały czapki z głów, ale były zbyt łatwo dostępne, a być może nie spełniały warunków tej obsesji, marszu do tej syntetycznej transmutacji. I ta nowa nauka dawała doskonałą furtkę, doskonałą możliwość na to, żeby wreszcie wykonać ten numer bez własnej krwi.
Po prostu stworzyć pola radiacyjne, które odpowiadają radiacji ludzkiej krwi i dzięki temu utrzymać reakcję, która wyprodukuje konkretną substancję z dowolnej substancji albo ze zbliżonej na przykład chemicznie lub coś w tym stylu. Tak że wszystkie badania całą parą ruszyły w tym kierunku, ale Niemcy widzieli swoje, bo zjawisko transmutacji to jest jedna rzecz, ale wszyscy zauważyli zmianę ludzkiego charakteru. W ogóle nie tylko psychologiczne aspekty oddziaływania tych urządzeń, które były doskonale znane już w latach 30. Wiadomo było, że oddziaływują, tak że tutaj nie było już dyskusji. Natomiast interpretacja tego, w którą stronę i tak dalej, to oczywiście dalej jest kwestią interpretacji. Natomiast wiadomo, że odpowiednio zbudowane pole elektrostatyczne o odpowiednich parametrach powoduje, że organizm zdrowieje. Biorezonans — prosta sprawa, wolne elektrony, tak zwane walencyjne w otoczeniu dookoła ciebie. Inaczej się układają atomy dookoła, twój organizm się inaczej skleja w tym momencie. Wykorzystywane, sprawdzane w Europie przez całe lata 20. i 30., dokładnie przez ten okres międzywojenny pomiędzy I a II wojną światową.
Na potęgę testowane, nawet już w nazistowskich Niemczech używane solidnie, bo to najtańsza i najlepsza forma medycyny dostępna w tamtych czasach. I Niemcy, podejrzewam, wcale nie chcieli z tego rezygnować. Co prawda nie chcieli robić nic głośnego dookoła tego, bo wiadomo, że było duże ryzyko, że ktoś się może dowiedzieć. I ja podejrzewam, że wykorzystali tę sytuację z tym atomem, żeby podkleić tam swoje dodatkowe badania, ponieważ myślę, że było kilka innych pomysłów dodatkowych, które się pojawiły i takich pomysłów starszych jeszcze gdzieś zupełnie z boku tej całej obsesji Rothschildów i wielu ludzi, niezależnie od tego, czy bogaci, czy nie, czy wpływowi, czy nie, wpada na różne ciekawe koncepcje. I to takie, że atom wydaje się czasami przy tym mały, a może nie tyle mały, może po prostu być tylko i wyłącznie całkiem niezłym dodatkiem, który uzupełnia to wszystko. Albo składnikiem jakiejś zupełnie innej całości. W Niemczech panowało poszukiwanie też takiego doskonałego wzorca człowieka z kolei, to był taki drugi imperatyw. Ciekawe czasy i ludzie, którzy nad tym pracowali, byli mocno przesiąknięci jeszcze po tych pruskich czasach kajzerowskich takim porządkiem, żeby zbudować jakiś porządek na świecie, szczególnie po czasach wielkiego kryzysu, gdzie ludzie głodowali, była nędza i tak dalej, i tak dalej, po czasach wielkiej wojny światowej, bo to jeszcze było przed II wojną światową. I pomysły na te wszystkie imperia, na to, jak kontrolować rzeczywistość, właściwie były dosyć mocno sformalizowane. Wiadomo było, że wojna, wiadomo było, że nędza pomaga kontrolować naprawdę potężne populacje.
No i wiadomo było, że pozostawienie ludzi samopas spowoduje, że pewnego dnia pojawi się kolejny Nikola Tesla i co z tym dalej zrobić? Tak że szybciutko lepiej może zebrać wszystkie te technologie razem, wrzucić do jednego miejsca i zobaczyć, co z tego wyjdzie. Wiadomo, że są ludzie, którzy się tym zajmą, którzy wiedzą, jak to zrobić, bo właściwie to jest u nich na podwórku. Oni robią to na co dzień, więc należy im tylko dostarczyć środków i może coś z tego wyjdzie. No i dostarczono tym ludziom środków, a ci ludzie pomyśleli jeszcze o sobie przy okazji, że też są całkiem nieźle warci. Być może są nawet panami świata. No i stwierdzili, że skoro mają środki, mają technologię, a mają jeszcze to coś, o którym nie za bardzo głośno mówią na zewnątrz. To jest taka wiara w te alchemiczne historie, które w Niemczech naprawdę nigdy nie zniknęły, a szczególnie tej naukowej czasów Goethego, gdzie wszyscy doskonale wiedzieli, że Newton to jest naprawdę bajka dla dzieci, co najwyżej taka science fiction. Nikt nie zamierzał zmieniać swojego świata tylko dlatego, że przyszedł jakiś bogaty Żyd z pieniędzmi. Okej, płaci za nasze życie, płaci za nasz bank, płaci za wszystko, ale nie będziemy zmieniać wszystkiego.
Rozumiesz? Tak że po cichutku, pod przykrywką projektu atomowego powstaje dziwny kompleks w górach Riesie. Naprawdę bardzo egzotyczny, bo właściwie całe Entrois dookoła tego obiektu jest bardzo mocno atomowe. Fundamenty reaktora, fundamenty czegoś, co wyglądało jak pokój kontrolny do takiej właśnie elektrowni. Widziałem pokoje kontrolne właśnie w elektrowniach budowanych w latach 30. Takich dużych, najbardziej high-techowych, łącznie tu w Anglii, łącznie z Battersea Power Station. To właśnie tamte czasy zastanawiania się, czy przypadkiem nie zostawić sobie jeszcze otwartej furtki na trochę inne standardy, że być może jeszcze będziemy zmieniali coś jeszcze. Tam jest kilka takich otwartych furtek technologicznych w tych konstrukcjach. Jeżeli ktoś się na tym zna, to wie, o co chodzi, że ktoś jeszcze myślał i wiedział o tym, że ten sposób pozyskiwania energii, o którym mowa jest głośno, oficjalnie to nie wszystko. Że jest to taki drobny dzyngs, który jak przełączysz w drugą stronę, to dzieją się troszkę takie dziwne rzeczy.
No właśnie. Niemcy postanowili schować ten dzyngs właśnie pod przykrywką tych badań atomowych. I nie tylko, bo tam dochodziły jeszcze badania związane z biologią i to była druga część. To jest ta oficjalna część dalej badań, które prawdopodobnie były prowadzone w Riese. Jest taki ślad dokumentów, nie pamiętam już kto wpadł, ale gdzieś jest w internecie. Jest dokument, który się zachował, który świadczy o tym, że prawdopodobnie — nie jestem pewien, także nie łap mnie za słowo — sam nie jestem pewien, ale wygląda na to, że w Górach Sowich gościł też w tym kompleksie Riese bardzo ciekawy egzemplarz o nazwie doktor Mendele. To był człowiek, który prowadził najbardziej pojechane, barbarzyńskie eksperymenty na ludziach, ale nie robił tego dla satysfakcji, tylko był to jeden z najzdolniejszych lekarzy w tamtych czasach, którego prace są niestety dzisiaj niedostępne, bo po pierwsze etyczna historia: robił to wszystko na więźniach, mordował ludzi masowo. Druga rzecz, w tych pracach jest kilka spraw, o których oficjalna medycyna nie chce absolutnie mówić. I między innymi ślad tych wszystkich rzeczy, które zbiegły się właśnie w Niemczech, te dziwne eksperymenty, ta barbarzyńska brutalność za pieniądze Rothschildów, próba odtworzenia technologii transmutacji, próba stworzenia w oparciu o tą nową wiedzę, nową wiarę nowego człowieka. Taka próba stworzenia nowego imperium od początku do końca w bardzo kompleksowy sposób.
Mamy swoją technologię, mamy swoją wiarę, która jest sklejona z technologią oraz mamy swój własny system finansowy, bankowy, co właściwie oznacza tyle, że mamy system dostępu do wszelkich możliwych zasobów, żeby produkować cokolwiek chcemy i żyć w jakikolwiek sposób chcemy i to w skali globalnej całej planety. Także to było czymś, co absolutnie moim zdaniem legło u podstaw tej konstrukcji i tego całego kompleksu. A Niemcy, którzy nad tym pracowali, dołożyli troszeczkę swojego i pod te badania podłożyli dodatkowe badania, o których nie wiem, czy Rothschild wiedział. Myślę, że na pewno wiedział. Myślę, że były to badania robione za jego zezwoleniem. Wątpię, żeby Niemcy mogli to ukrywać. To jest taka moja opinia. Inna sprawa, że wydaje mi się, że to była ich cicha karta przetargowa w tym całym biznesie, że po cichu robią dodatkowe badania, o których nikomu nie mówią i te badania gwarantują im spokój i bezpieczeństwo. Cokolwiek by się stało w ramach tego konfliktu zbrojnego, który i tak jest zaplanowany, bo po to w sumie powstała ta armia Trzeciej Rzeszy i po to powstały te fabryki zbrojeniowe. Po to w Ameryce powstało to prawo zaganiające wszystkich ludzi do fabryk dla dużych koncernów, chociaż było już niby po prawie antytrustowym, ale prawo antytrustowe dotyczyło prywatnych korporacji.
W przypadku zmiany nazwy, czyli wybrania się do sądu i skreśleniu słowa private i wpisaniu with government cooperation aktualnie wszystko stawało się legalne i można było budować jeszcze większy monopol. Wiadomo, że jeden kraj nie jest w stanie sprzedać wszystkiego drugiemu krajowi tak długo, jak nie ma możliwości transferu tych wszystkich dóbr po całym świecie, a możliwości transferu są związane z płatnościami, z marynarką brytyjską i tak dalej. Zresztą doskonale o tym się przekonali Brytyjczycy właśnie w czasach wielkiego kryzysu, bo tu największe żniwo zebrało w 1933 roku, kiedy Anglia normalnie żyła z tych wszystkich kolonii i statki non stop przypływały i odpływały od brzegów Anglii. Praktycznie każdy port był non stop 24 godziny w ruchu. Ponoć — czytałem takie stare opowieści, ale takie normalne kroniki w ogóle, bo są zapisy, jak często, o której godzinie wypływa statek z portu, o której wpływa i tak dalej. Takie opracowanie naukowe, to się okazuje, że właściwie w dzisiejszych czasach w tych portach transportowych tak połowę ruchu się robi tego, co się robiło kiedyś. Innym przykładem są takie wielkie porty w Europie, które mają naprawdę potężny przeładunek w dzisiejszych czasach. Niemniej w tamtych czasach wcale, że tak powiem, bez kompleksów przeładowywano potężną ilość towarów przez Anglię. Stąd Anglia miała pieniądze. I nagle 1933 rok.
Ludzie wstają do roboty, chcą iść pracować przy tych towarach, sklepach, cleniu, przeładowywaniu, rozsyłaniu na cały świat tych produktów albo robieniu z nich czegoś tutaj na miejscu. Nagle się okazuje, że nie ma już pieniędzy na paliwo do statków, nie ma już pieniędzy na nic i nikt nie chce kupować towarów ani w Ameryce, ani w Europie. I właściwie wszystkie statki stoją i rdzewieją w portach. Rok 1933 został obwołany rokiem, w którym statki zaczęły rdzewieć w portach Wielkiej Brytanii. Praktycznie nie było ich gdzie nawet stawiać, bo w czasach prosperity flota się rozrosła do takiej skali, że nie było gdzie parkować za bardzo tego. Stąd widać takie resztki statków w niektórych miejscach. Zresztą historia marynarki brytyjskiej tutaj się kłania. Proszę sobie sprawdzić czasy wielkiego kryzysu owego wieku Einsteina. A tu tymczasem w Trzeciej Rzeszy powstaje doskonały konglomerat naukowców, który sobie pracuje w kilku lokacjach. W Berlinie jest takie centrum, można powiedzieć, pracy nad atomem, jest Kaiser Wilhelm Institute, troszkę nad Bałtykiem jest Riese, cichy kompleks, gdzie w przeciwieństwie do tych dwóch pozostałych pojawiają się właśnie ślady tej technologii Nikoli Tesli.
Bo co się okazało? To, o czym wspomniałem przy tych reaktorach radioaktywnych. Zjawisko elektrostatyczności się wzmaga i jeżeli już masz jakieś zjawisko, które wybudowałeś wcześniej za pomocą urządzeń Nikoli Tesli, to w tym momencie masz rozszerzyć to zjawisko i wtedy też reaktor zachowuje się troszeczkę inaczej. I to był taki ślad, w którą stronę być może warto iść, bo historia była tak rewolucyjna i tak nowatorska, że właściwie też nie do końca było wiadomo, w którą stronę ten cały atom pójdzie. Wiadomo było, że jest to właściwie potężna energia, ale nie wiadomo było, co tak naprawdę za tym stoi. To były jeszcze czasy bardzo mocno teoretyczne, że obserwowano potężną, kontrolowaną reakcję, jak na tamte czasy i poza spekulacjami nie wiedziano nic. Poza oczywiście kilkoma ludźmi w Niemczech, którzy jak się okazało opracowali koncepcję neutrona i protona i tego, co może się potencjalnie dziać z wodorem w tym wszystkim. Ale informacja była na tyle rewolucyjna i miała tak dużo niechcianych odprysków, że nikt nie mógł sobie pozwolić, a już szczególnie potencjalni władcy tego świata, na robienie tego w głośny sposób. Jednym z bardzo poważnych odprysków działania takich reaktorów jest produkowanie ilości prądu elektrycznego w cholerę, bez żadnych limitów. Jedyny problem, który masz w tym momencie to twoje kable do stacji transformatorowej, która musi być zlokalizowana według dokładnie specyfikacji, która jest związana z tymi elektrostatycznymi historiami w odpowiedniej lokacji, czyli miejscu, które ma odpowiednią strukturę geologiczną, żeby móc wybudować tam potężny nadajnik wykorzystujący złoża kwarcu, które się znajduje pod spodem.
Jeżeli się przyjrzysz konstrukcji Alexandersona, konstrukcji Nikoli Tesli, gdzie on budował te swoje rzeczy, zobacz jaka tam była ziemia. Jest masa zdjęć stamtąd, jest masa analiz gruntu, bo dużo ludzi robiło później w latach 70. tego typu analizy, także wiemy o tym. Wiemy, że elektrostatyczność jako zjawisko ma związek bardzo mocny z tym, co znajduje się pod naszymi nogami. Ta elektrostatyczność, która nas dotyczy. Jeżeli staniesz na czymś, co się bardzo łatwo naładowuje, będziesz stał w troszeczkę innym polu. Jeżeli stajesz na czymś, co się rozładowuje elektrostatycznie, pole dookoła ciebie automatycznie jest inne. A jeżeli masz reakcję bardzo wysokiej fuzji, robisz dziwną, potężną reakcję, wywołujesz potężną ilość energii i ta energia, żeby było zabawniej, w subtelny sposób . Ta subtelna elektromagnetyczna energia oddziaływuje bardzo mało subtelnie na tę reakcję. Coś, czego nie wszyscy się spodziewali.
I pytanie, czy można to kontrolować? I nagle się okazuje, że właściwie kwestia prądu za darmo, kwestia zasilania miasta, oświetleń dla szpitali, szkół, żłobków, w ogóle tego, czy ty musisz chodzić do pracy, żeby maszyna działała, nie istnieje. Jedyne co jest potrzebne, to jest potrzebny człowiek do obsługi tej maszyny i to jest jedyna rzecz. Natomiast ani węgiel, ani stal, ani nic z tych rzeczy. Wątpię, żeby ktokolwiek chciał pokazywać tę technologię na wojnie. Bo oczywiście ktoś może powiedzieć: „Ale przecież była wojna pomiędzy Niemcami i Rosją, aliantami”. To był udawany konflikt moim zdaniem. Nie udawany w sensie rzeczywistej walki. Ginęli prawdziwi ludzie, ale właściwie konflikt był takim przedstawieniem, żeby schować prawdopodobnie osiągnięcia, które zostały dokonane w obydwóch centrach naukowych, gdyż być może było bardzo blisko tego, żeby przez przypadek to gdzieś wylazło i okazało się, że cała ta wojna o ropę, cała ta wojna o prąd, wojna o zasoby. Bo właściwie II wojna światowa była wywołana pod pretekstem narodów walczących o swoje zasoby, na których samo stanowiły swoje wartości życiowe, takie, że będą miały dostatecznie prądu, gliny, jedzenia, butów do chodzenia.
Takie historie i ropy do spalania. To mówiono ludziom, że musimy mieć swoje własne kolonie. Takie były czasy. Musimy mieć skąd wziąć chleb. Przecież mamy tu park w okolicy, nie zaoramy parku, nie posadzimy zboża, rozumiesz? Taki koncept mi się tu doskonale pasuje. Energia atomowa właśnie łączy się w bardzo ciekawy sposób w Górach Sowich z tymi ładunkami elektrostatycznymi. Karkonosze mają specyficzną konstrukcję geologiczną, która właściwie jest niczym innym jak kopią miejsca, gdzie Nikola Tesla chciał wybudować swoją wieżę, gdzie wybudował swoją pierwszą wieżę w Colorado i tą drugą, którą chciał wybudować na Long Island czy na Coney Island chyba. I to jest ta ciekawa konkluzja, która wynika z przestudiowania struktury geologicznej podłoża tego reaktora. I druga historia, która jest związana właśnie z kablami.
Tutaj sięgamy do całych bogactw opowieści o Muchołapcy, czyli tym tajemniczym miejscu, gdzie miano testować napęd grawitacyjny. Nie antygrawitacyjny, bo to też jest ciekawa sprawa. Właśnie nie powinno się mówić antygrawitacja, bo coś takiego nie istnieje. Istnieje tylko grawitacja. Natomiast chodzi o parametry grawitacji. To jest takie dziennikarskie mówienie, że jest grawitacji i nie ma. Ona zawsze jest, tylko kwestia, w którą stronę i jaki ma parametr. I prawdopodobnie, bo wiadomo, że dookoła reaktora powstaje troszkę inne pole grawitacyjne. Dlatego między innymi przedmioty się rozsypują. To jest część właśnie promieniowania radioaktywnego, bardzo ciężkie do złapania, ciężkie do zdetektowania.
Rosjanie to akurat łapią, detektują. Nie mówią o tym dosyć głośno, ale jest tam taki bardzo kompleksowy zestaw badań na ten temat. Fizycy wiedzą, o czym mówię, szczególnie ci nuklearni. Ale w Niemczech też widziano kilka dodatkowych rzeczy, bo tam sprawdzano te wszystkie sprawy i po odkryciu tego zjawiska, cóż, kolejna furtka. Jeżeli masz taki instytut naukowy, który dosłownie czego się dotknie, otwiera ci drzwi do kolejnego wymiaru, bo nagle po latach szukałeś sytuacji, w której będziesz tylko i wyłącznie odtwarzał produkcję złota, czy produkcję diamentów, czy czegokolwiek. Cokolwiek będziesz chciał zrobić, po prostu sobie wyprodukujesz. I nagle się okazuje, że ta zainwestowana kasa, potężna wojna, sprzedajesz sam siebie i tak dalej, twoja dusza już nie chce cię znać, ale nagle się okazuje, że znajdujesz furtkę po cichu razem z kolegami podczas tych badań. Furtkę do czegoś, co można nazwać troszeczkę innym wymiarem. Innym wymiarem grawitacji na Ziemi, przy tej sytuacji kwestia, czy ty produkujesz, czy ty masz dużo, czy mało złota, tym bardziej, że tak jesteś właścicielem świata, troszeczkę siada. To staje się troszkę słabym pomysłem.
Fajne, ale to już tylko taki odpadek od technologii, tak jak ten prąd. Bo złamanie grawitacji tego świata, tej planety w sposób mechaniczny jest, a właściwie było i dalej chyba jest jednym z największych świętych Graali, archetypów, które kształtują naszą rzeczywistość. To jest jak scrashowanie wszystkiego, co wiemy na temat rzeczywistości. Gdyby się okazało, że ktoś potrafi twoimi rękami zbudować takie urządzenie i ty nagle świadomie dostajesz tą informację do głowy, że coś takiego jest i że to działa w tamtych czasach i że to nie jest teoretyczne opracowanie w jakiejś pracy naukowej, że to nie jest kawałek eksperymentu, który pokazuje szansę na coś, tylko że jest to rzeczywiste zjawisko występujące przy odpowiedniej konfiguracji reaktorów, ale nie tylko reaktorów jądrowych, tylko reaktorów połączonych z, można powiedzieć, reaktorami w cudzysłowie elektrostatycznymi. Stąd historie z rtęcią, bo rtęć była Niemcom potrzebna. Ślady tej rtęci właśnie znaleziono w Muchowlapce między innymi. Myślę, że fajnie by było zrobić tam kiedyś taką analizę gruntu i zobaczyć co tam w tym gruncie jest, bo tego się nie da usunąć. Nie da się tego zakopać pod ziemię. To już jest pod ziemią. Wystarczy wykopać kawałek ziemi, sprawdzić na spektrografie, zrobić analizę i od razu wiadomo, jakie substancje znajdują się w glebie i od razu wiadomo, co potencjalnie mogło się znajdować w tym miejscu.
Ale inna sprawa, że znajdowano tam resztki właśnie rtęci i zresztą sama konstrukcja tego budynku, wielki basen, który teoretycznie miał być chłodnią. Dlaczego chłodnią? Prosty patent na chłodzenie ceramicznego reaktora. Spieki ceramiczne w tamtych czasach były doskonale znane i jest ślad tych spieków ceramicznych później używany do budowy reaktora właściwie w tych samych czasach. I to jest właśnie ta zabawna historia związana z tym przepływem informacji w tym troszkę innym, chyba trzecim obiegu Rothschildów. Można powiedzieć, że te same cegły klinkierowe, tylko że troszeczkę inaczej zrobione, były używane przy projekcie amerykańskim dokładnie w tym samym momencie, 1944 rok. Tylko że Niemcy byli chyba prawdopodobnie o wiele bardziej zaawansowani. Chyba albo prawdopodobnie, jedno i to samo. Przepraszam za takie powtórzenia. Chyba czas na jakąś muzyczkę, skoro się tak powtarzam.
Są ślady robienia troszkę innej ceramiki i próby mieszania jej z materiałami radioaktywnymi. Tak bym to określił. Ślady tego prowadzą do Rosji. Rosjanie przejęli część tej technologii, część tej technologii wylądowała w Skandynawii, gdzie zresztą pozyskiwano ciężką wodę i są ślady w pracach naukowych na to, że Niemcy już w latach 30. wiedzieli o tym, że doskonałą metodą wybudowania sobie bezpiecznego reaktora potencjalnie jest próba zmieszania tych radioaktywnych substancji z jakąś ceramiką, stopienia tego razem osobno i używania jako takie ceramiczne historie, że możesz jedną cegłę odłożyć, przyłożyć, że możesz to w ten sposób jakoś kontrolować moc reaktora, niekoniecznie rdzenie. I że to daje ci możliwość obłożenia reaktora, w którym środku znajduje się inny materiał. Że to daje troszeczkę więcej możliwości niż taka klasyczna metodologia robienia blachy stali, tym bardziej żeby pozyskać materiału radioaktywnego na produkowanie dużych metalowych osłon tego typu rzeczy. W tamtych czasach było bardzo ciężko. Ciężka woda to była woda, o którą było naprawdę ciężej niż ciężar tej wody. I wszyscy zajmowali się taką gonitwą do złóż ciężkiej wody.
Zresztą gdyby nie owa niemiecka ciężka woda pochodząca z Norwegii, to Amerykanie nigdy nie spuściliby bomby na Hiroszimę i Nagasaki, bo wygląda na to, że ta ciężka woda, która zresztą ponoć była właśnie w Karkonoszach, w Górach Sowich, w kompleksie Rise, że część wzbogaconego paliwa uranu zdaje się, w tej bombie, która spadła na Hiroszimę i Nagasaki, pochodziła prawdopodobnie, wskazują na to dokumenty transferowe amerykańskiego rządu o tym, skąd wzięli uran, że mieli go od Niemców, bo nikt inny w tamtym czasie nie miał działającego reaktora, a tylko w działającym reaktorze można wyprodukować ten typ paliwa. Amerykanie mówią, że zrobili to u siebie, bo zaczęli bardzo wcześnie projekt Manhattan, 1942 rok i tak dalej, że mieli chwilę czasu. Ale projekt Manhattan nie miał takiej konstrukcji reaktora, która pozwalała nie tyle wybudować, ile zebrać taką ilość substancji, żeby można było zrobić bombę. To było fizycznie niemożliwe. Oni musieliby pracować i zbierać jeszcze te materiały rozszczepialne przez chyba pięć lat. A nagle się okazuje, że rach-ciach-ciach mają materiał rozszczepialny i to w dowolnej ilości. I jest tylko jeden człowiek, który się kręcił w tej okolicy i którego można o to podejrzewać. Jest to prawdopodobnie syn jednego z tych Rothschildów, a właściwie wnuczek jednego z tych, którzy zrobili owe transmutacje. Ci dżentelmeni zapewnili transfer technologii. Ona doskonale się poruszała pomiędzy laboratoriami w Rosji, Niemczech i Stanach Zjednoczonych.
Wyglądało to na potężny zestaw badań. Każdy kraj robił swoje i chyba największe efekty osiągnięto w Niemczech. Dlatego też prawdopodobnie musiano bardzo szybko zamknąć ten biznes, żeby przypadkiem zbyt dużo rzeczy nie wypłynęło na światło dzienne, bo mogłoby się okazać, że przeciętny obywatel, mieszkaniec nie wiem, Europy, jakiegokolwiek kontynentu albo nawet Amerykanin mógłby się zbuntować. I taka rebelia, którą się udało stłumić, kiedy były największe protesty podczas wielkiego kryzysu w Stanach Zjednoczonych Po prostu nie dałyby się już stłumić, bo ludzie byliby na tyle niezależni, że nie musieliby wracać przysłowiowo po jałmużnę do możnych tego świata, pytając się ich o pracę, o to, czy dadzą im wikt i opierunek, żeby mogli zapłacić czynsz i tak dalej, czy dadzą im miejsce w fabryce. Wiadomo, że strajkującemu miejsca w fabryce się nie dostanie, proszę państwa. To ja może puszczę tu piosenkę, bo tak się rozgadałem. Strasznie dużo takich informacji jest. Informacje musisz znaleźć na internecie. Są naprawdę łatwo dostępne informacje na ten temat. Jest bardzo dużo.
Jest kilka książek, które oczywiście nie pokazują ci nigdy pełnego obrazu całości. Ja mówię dzisiaj tylko i wyłącznie o tej stronie atomowej, wybuchowej stronie. Okazuje się, że Niemcy były właściwie od samego początku istnienia III Rzeszy — tak to wygląda z mojego punktu widzenia — zaangażowane i ta III Rzesza stworzona po to, żeby przetestować jakąś nową, potężną barbarzyńską technologię. I sam Hitler jeszcze w latach 30., w 1933 roku powiedział, jest to zapisane, że nigdy Niemcy nie użyją tej broni, bo konsekwencje wydają się zbyt daleko idące. To już wtedy wiedziano, jakie są konsekwencje tej reakcji. Spodziewano się mniej więcej konsekwencji, ale potraktowana w inny sposób była doskonałym obiektem badań. Okej, wracamy do tej opowieści. Bo czas na konkluzje finalne, to już koniec tej „Hiperprzestrzeni”. Ale to nie koniec tej opowieści. Za tydzień trzeci odcinek mojej opowieści o Riese.
Chciałem nabrać rozpędu. Przesadzam, jak mówię wszyscy, nawet tu herbatę sobie popijam. Ilekroć zdarzy mi się trafić na taki troszkę lepiej wyprodukowany kawałek paradokumentu czy jakiegoś filmu na temat Riese, widzę jakiegoś dżentelmena, który stoi z bardzo groźną miną, z założonymi rękami i opowiada mi o tym, że tajemniczy kompleks Riese i jego nieodgadnione tajemnice schowane głęboko w sztolniach. Rozumiesz? Sejmie ponosi. Musiałem to zrobić. Sorry. Ale wracając do konkluzji. Konkluzje są bardzo ciekawe, bo mamy fizyczny ślad budowli, którą możesz, nie musisz, ale możesz. Ja mogę ci powiedzieć, że śmiało możesz to traktować jako control room, tak to się nazywa, czyli pokój kontrolny do być może reaktora i na 100% masz coś, co było reaktorem zbudowanym w nietypowy sposób, ponieważ badania nad reaktorami w każdym kraju przebiegały troszeczkę inaczej.
W Niemczech wykorzystywano dodatkowe informacje wynikające właśnie z tego kontaktu z naturą, takiego połączenia wszystkich tych starych alchemicznych opowieści z Nikolą Teslą, z elektrostatycznością, nieunikaniem tego, szukaniem bramek w wielu miejscach, nie ograniczaniem się tylko i wyłącznie do znalezienia licencji na jedną rzecz. Tam nie było takiej obsesji myślenia, że dolar jest królem świata. Tam jeszcze były idee o wielkich Germanach, o mocy, o innych wymiarach, o krainach innych kosmosach i tak dalej. I to działało, i zadziałało całkiem nieźle. Także jeżeli się przyjrzysz na to, to już masz reaktor. Prawdopodobnie masz pokój kontrolny. To jest tak zwane kasyno. Oczywiście mowa jest o produkcji amunicji i tak dalej. Ja myślę, że wszystkie te tak zwane w cudzysłowie militarne charaktery tych budynków, jeżeli się przyjrzysz na konstrukcję, to te budynki mają zawsze drugie dno, są wielofunkcyjne. Normalnie, oficjalnie jak gdyby coś się działo, to jest to fabryka zaawansowanej broni, która ma linie technologiczne, produkuje broń, robi testy ładunków wybuchowych.
To jest bardzo na rękę, szczególnie w sytuacji, gdy konstruujesz reaktor i nie wiadomo, co walnie w tym reaktorze. Najlepszą metodą jest testowanie bardzo drobnych eksplozji, ale niekoniecznie termonuklearnych, tylko testowanie w ogóle eksplozji i sprawdzanie, jak się zachowują wszystkie różne materiały podczas tej eksplozji dookoła, bo wiadomo, że tam też się dzieją dziwne rzeczy. Czy prąd będzie miał na to wpływ, czy nie będzie miał na to wpływ i tak dalej. Widać ślad tego wszystkiego. Oni testowali dosłownie wszystko i to wszystko pod przykrywką niby fabryki amunicji jednej i drugiej. Wiadomo, ile możesz wyprodukować amunicji w górach, do których musisz dojechać i tak dalej. Jest to taki sen wariata, że ty wybudujesz sobie fabryki w nieostędnych górach. Rozumiesz? Ale come on, umówmy się, nawet największymi autostradami nie byłbyś w stanie wywieźć tego wszystkiego. Szlak komunikacyjny musiałby być nieustannie w ruchu pasem transmisyjnym, jak na takiej kopalni odkrywkowej.
Dosłownie wtedy miałoby to sens. Tak normalnie to żadnego sensu. Absolutnie. Natomiast jeżeli ty chcesz robić badania, które chcesz robić pod przykrywką produkcji zaawansowanej broni i tak dalej, to wszyscy przymkną na to oko. Inwestorzy są szczęśliwi, bo widzą, że pieniądze wydawane są we właściwy sposób. Ty masz lekką furtkę gdzieś pod spodem, możesz schować troszeczkę drobnych rzeczy. Technologia jest tak kosmiczna, że niewielu ludzi na świecie się domyśla. Podejrzewam, że być może było naprawdę trzech, może pięciu ludzi na świecie, którzy wiedzieli, o co chodzi. Było to tak awangardowe wtedy, że to się w głowie nie mieści. Niewielu ludzi też miało możliwość sprawdzania działania tych dwóch technologii razem.
Jedna kompletnie pionierska, już obwarowana licencjami rządowymi, a druga praktycznie w tym momencie zakazana przez instytucje rządowe. I to dziwne miejsce, które powstaje, nagle znika. Kawał nauki znika. Znika magnetyzm z oficjalnej nauki. Znikają wszystkie dziwne pojęcia, które mogły pozornie i teoretycznie postawić cię w złudzeniu, że grawitacja to tylko parametr, który możesz zmieniać. Jak się okazuje, sprawy wyglądają zupełnie inaczej. Oczywiście owalegendarna muchołapka jest takim obiektem. Wiem, że jest to najbardziej kontrowersyjny obiekt, na temat którego ludzie mówią, że to chłodnia i tak dalej. Chodzi o emisję temperatur. Jeżeli masz bardzo mocną interakcję pól radiacyjnych, to miewasz też temperatury.
Reaktor jest chłodzony, moja droga koleżanko i mój drogi kolego. Historia z Fukushimy się kłania i historia z Czarnobyla, niedaleko Polski. Chłodzenie reaktora. Dlaczego kształt chłodni? Czy istnieje prostsza odpowiedź? Tylko że rozszerzyć tą chłodnię, bo te parametry pozwalają dobudować moduł chłodzący na górze, który jest już gotowy. Także samoloty, które przelatują nad tobą i robią zdjęcia tych wszystkich konstrukcji, właściwie robią zdjęcia czegoś, co wygląda jak kolejna fabryka amunicji z chłodniami i tak dalej. Bo kto wie o tym, jakiej grubości kable idą do tej chłodni i że te kable mogłyby zasilić całe potężne miasto? A chodzi tylko o to, żeby przesłać potężny impuls elektrostatyczny z reaktora, który jest radioaktywny. Wiadomo, że w reaktorze podczas reakcji następuje proces transmutacji powodujący, że guma zamienia się w zupełnie inny materiał, zamienia się w stan gazowy.
Praktycznie wszystko zamienia się w stan gazowy i przy kolejnej reakcji, kiedy na przykład fale się nałożą na siebie, część reakcji wraca do poziomu materii z interakcji promieniotwórczych i się materializuje, na przykład mineralizuje się w dziwnych formach i tak dalej. Zestaw tego, co się dzieje w reaktorach podczas reakcji — jest tyle prac naukowych na ten temat, że tu cię zostawię. Jeżeli chcesz drążyć temat, zapraszam serdecznie. Jeżeli masz w sobie żyłkę naukowca, to jest naprawdę bardzo pasjonująca i intrygująca historia. Praktycznie w reaktorze robi się wszystko: od złota poprzez najbardziej rzadkie minerały występujące na tej planecie. Jedyny problem to pozbawić je promieniowania radioaktywnego. W każdym razie Niemcy wiedzieli o tym, że jest to promieniowanie. Zbudowali prawdopodobnie jakieś osłony do tego promieniowania, ale tak czy siak coś powodowało, że okablowanie ciągnęło się w góry, czyli potrzebny był duży dystans, żeby odizolować jedno źródło energii od drugiego, po to, żeby promieniowanie być może nie zdewastowało instalacji elektrycznej. Jak się okazuje, na zejściu z tych górek, gdzie są te podziemia, stoją bardzo ciekawe budynki, które wyglądają jak budynki cywilne, niby do mieszkania dla rodziny. Ale słuchaj, żadna rodzina nie będzie sobie budowała takiej twierdzy akurat w Karkonoszach.
Tam jest troszkę inne budownictwo, a tu takie nagle biura się buduje prawie, które wyglądają jak domy prywatne. Z samolotu wygląda jak posesja prywatna, ale wszystko jest tak zaprojektowane, że to jest normalna, rządowa, działająca laboratoryjna infrastruktura i potężne generatory, które aż dziw, bo wyglądają jakby miały zasilać pół województwa na prąd bardzo wysokiej częstotliwości. Transformatory, które tam były używane, dawały możliwość zmiany prądu na różne jego rodzaje. Powód prosty: moim zdaniem przesyłanie tego prądu tak, żeby nikt tego nie zauważył, żeby ta technologia cichutko się działa. Oficjalnie oczywiście w Niemczech dalej był normalny prąd w gniazdku. Dalej było to, co było, ale po cichutku, jakby państwo w państwie w tych kompletnie ogrodzonych od świata górach Riese. Bo kiedy naziści tam się pojawili, góry zostały ogrodzone. Przynajmniej z tego, co ja wiem. Przypominam, że ja tam wtedy nie żyłem, także ja powtarzam historie, być może legendy zasłyszane przez moje uszy, że w 1936 roku wprowadzono takie posterunki na drogach praktycznie i ciężko było dojechać do tego miejsca. Ta część widokowa, turystyczna była odseparowana od całej reszty.
Można było sobie tam pojechać, pochodzić po górkach, ale właściwie kiedy naziści weszli, całe góry stały się terenem wojskowym i nie można było tam wjechać prywatnie. Tak słyszałem. Zatrzymywano cię. Teraz wystarczy połączyć te fakty ze sobą. Mamy piękne góry, właściwie pagórki z doskonałą strukturą geologiczną, bo doskonale się nadaje na budowę reaktorów. Gdyby cokolwiek trzasnęło, to jest to miejsce, gdzie można schować troszkę tą eksplozję, gdyby coś nie wyszło. W tych granitowych górach są kopalnie uranu, czyli nie trzeba się martwić o paliwo. Okej, to nie są może kopalnie, które zawierają cały uran świata i naprawdę zasilą twoją elektrownię na tysiąc lat, ale jeżeli masz technologię, która powoduje, że bardzo niewielka ilość materiałów rozszczepialnych wprowadzona w odpowiednie pole elektromagnetyczne, na przykład robione wirującą rtęcią, bo rtęć jest materiałem elektrostatycznym. To jest tak, jakbyś wziął kawałek druta i zaczął nim wirować. Tylko że rtęć nie jest kawałkiem druta i łatwiej podgrzać rtęć i ją rozpędzić niczym wodę, zrobić odpowiedni wir.
Zjawisko jest dokładnie to samo. Zakręcasz pole elektromagnetyczne. Właściwie w dzisiejszych czasach już wiemy, że jest to pole magnetograwitacyjne, które się manifestuje przy stawianiu elektronów, protonów. Długa naukowa historia. Może to zostawię. Rosjanie są aktualnie, powiem ci szczerze, chyba jednymi z najlepszych na świecie specjalistów w tej dziedzinie. Amerykanom w ogóle to umknęło. Oni poszli w kierunku rozszczepialnego atomu, który im przywieziono z Niemiec i nie powiedziano im chyba o tej drugiej części, bo do tej pory właściwie siedzą na tym samym, na czym siedzieli w 1945 roku. A tutaj, w Karkonoszach, w tej naszej historii pojawia się właśnie ten trzeci tajemniczy element. Mamy pierwszy — radioaktywność.
Przepraszam, drugi się pojawia, bo trzeci element to jest element, o którym powiem za tydzień. W tym przypadku mamy nasz drugi element, czyli mamy radioaktywność, czyli mamy zjawiska elektrostatyczne, które powodują niesamowite rzeczy. Pojawiają się w pewnych sytuacjach Pioruny kuliste, które wyglądają jak galaktyki, jak hologram galaktyki. Sam widziałem takie coś na własne oczy. To się nazywa dokładnie wyładowanie koronowe. I powiem ci szczerze, że wiedziałem o tym, zanim to zobaczyłem na własne oczy, bo czytałem. Jest to opisane w pracach naukowych od co najmniej stu lat. Co najmniej. Wyładowania koronowe tak to się nazywa. Ale kiedy zobaczyłem na własne oczy, jak w powietrzu przede mną, dosłownie w powietrzu, naprzeciwko takich kondensatorów specyficznych formuje się w powietrzu, powstaje kulka światła.
Dosłownie tak na około piętnastu centymetrów, dziesięciu od kondensatora powstaje kula światła. Tak od zera. Miałem świadka. Nie byłem sam. To był eksperyment, który przeprowadzałem. Właśnie mój kolega przeprowadził, ja razem z nim. No i powstaje nagle znikąd światełko. Powstaje takie lekko zielonkawe, świecące. Ono cały czas pulsuje. Zmienia formę.
Jest jak taka żelatynka. Cały czas w takim tempie wibruje, zmienia swój kształt, cały czas jest jajowate, jakby się przelewało w powietrzu i pojawiają się dookoła takie małe kropeczki. Wygląda to jak taki mały holograficzny model galaktyki i cały czas pojawia się taki coraz mocniej, im mocniej doładujesz. Nie wiem, ile tam daliśmy. Nie będę ci nic wymyślał teraz. Nie będę o tym opowiadał. To w ogóle osobna historia, ten eksperyment . Zupełnie inna sprawa. I widzisz formujący się wir, że to ma swój spin. I teraz te wszystkie gwiazdki tworzą coś w rodzaju galaktyki.
Masz centralny ośrodek oddziaływań. To są już zjawiska plazmowe. Masz centralny ośrodek oddziaływań, potężna elektrostatyka jest dookoła. Jarzeniówki lubią się zapalić. Ciekawe rzeczy się dzieją. Zdejmuj zegarki z ręki, nie noś żelastwa na sobie przy takich rzeczach. Wiesz, health and safety regulation. Przede wszystkim nie rób takich eksperymentów w domu. I dookoła tego ośrodka oddziaływań tworzą się jak satelity w Układzie Słonecznym dokładnie te same ładunki. Wygląda to jak mały model neutrinum.
Dosłownie. Z elektronami i tak dalej. Cała ta historia i to wszystko jest w ruchu, także widać. I akurat doszliśmy do momentu, że zaczęliśmy już widzieć taką lekką smugę tego ruchu. Ten ruch zostawia taką smugę po sobie. Wygląda to dosłownie jak formująca się galaktyka. Akurat to był koniec eksperymentu, bo to są takie eksperymenty przy mocnych przeciążeniach, dużych takich kompresjach prądu zmiennego i budowania dużych ładunków elektrostatycznych za pomocą prądu zmiennego, a nie stałego. One się troszeczkę inaczej zachowują. I dookoła robi się tak troszeczkę inaczej. Inaczej słychać.
Cicho się robi. Trochę jak podczas zaćmienia słońca. Dosłownie. Ciekawe zjawisko. I to zjawisko było dokładnie znane. Jest to potężny ładunek energii, który możesz, jeżeli wiesz, jak to zrobić. Teoretycznie wiem, jak to zrobić. To zrobiłem, ale nie jestem w stanie, nie daję ci gwarancji na powtórzenie. Wiem, jak to powtórzyć, ale nie wiem, czy twoje instalacje elektryczne to wytrzymają. I takie zjawiska się pojawiają.
Niemcy doskonale o tym wiedzieli. Także jeżeli zakręcisz dużą ilość tego zjawiska elektrostatycznego, to możesz stworzyć coś w rodzaju takiej galaktyki w powietrzu. Masz jezioro takie małe, nie wiem, może nie jeziorko, taką sadzawkę trzy metry na trzy, w której zawirowujesz rtęcią. Podłączasz pod to prąd wysokiego napięcia odpowiedniej częstotliwości, wkładasz odrobinę reakcji na poziomie atomowym, termonuklearnym. Robisz po prostu inną radiację i być może wtedy dzieją się troszeczkę inne rzeczy i widać, że Niemcy centralnie, przynajmniej taka jest moja opinia, centralnie szli w tym kierunku i to, co tam jest zostawione w tych górach, to jest ślad połączenia dokładnie tych dwóch technologii. Te potężne kable w tych potężnych izolacjach, te izolacje właściwie nie mają wytrzymywać prądu elektrycznego jako takiego, bo to też jest takie przekonanie ogólnie, że izolacja jest do prądu elektrycznego. Prąd płynie po kablu, a nie w kablu. Też taka dosyć istotna sprawa. A te izolacje są tak zbudowane, jakby miały wytrzymywać nawet nie tyle temperatury, ile rodzaje promieniowania z zewnątrz. Są tak dziwnie izolowane, właśnie tak dziwnie skręcane, żeby zawsze rdzeń wytrzymywał wszelkie możliwe przeciążenia.
Widziałem te kable, one tam jeszcze kiedy ja mieszkałem w Polsce były. Muchołapka. Tam się tak chodziło po krzaczorach. Najlepiej jest tam pojechać zimą, ale tak jak jest po odwilży, bo wtedy nie wpadasz w żadne dziury i sobie nóg nie połamiesz i się przejść. Nie wiem, czy to jest teraz dostępne, ale tam jest taka instalacja. Jest dosłownie wykopane takie na pół metra pod ziemią takie korytko betonowe wylane bardzo specyficznym rodzajem betonu, który teoretycznie powinien wytrzymać dosyć mocne promieniowania. Taka bardzo dobrze skrystalizowana warstwa tworząca właśnie takie, można powiedzieć, kryształowe korytko z betonu i zmineralizowane, może w ten sposób. To ma troszkę inne właściwości. Tworzy dodatkową izolację. To też jest ciekawe, jaki jest dobór materiałów.
Wątpię, żeby ktokolwiek budujący jakąkolwiek chłodnię na świecie zastanawiał się nad takimi rzeczami przy budowie chłodni i montował taką instalację. To by było szaleństwo. Nikt nawet nie połączyłby tych dwóch faktów. Po co budować instalację jak do reaktora, który być może ma jakieś właściwości promieniotwórcze, taką instalację do chłodni? Nie ma to żadnego sensu. I takie właśnie długie kable wyciągnięte potężne, długie wiązki kabli. Czemu to logicznie służy? Bo jest tylko jedna sytuacja, kiedy w środowisku laboratoryjnym stosujesz takie rozwiązania. Kiedy musisz odejść daleko od reakcji, ponieważ reakcja tworzy coś, czego twój organizm nie może znieść i nie jesteś w stanie tego kontrolować. Czyli musisz zachować bezpieczny dystans.
Także podstawową rzeczą jest podłączenie wszystkiego, całego setupu na miejscu i musisz od każdego czujnika wyprowadzić osobny kabel. Od każdej operacji, którą chcesz wykonać na miejscu w tym urządzeniu musisz mieć osobne urządzenie, które tym steruje. Musisz mieć osobny sterownik. Wtedy nie było komputerów, takich rzeczy, także musiałeś mieć ... wiązki kabli, gdzie konkretny kabel szedł do konkretnej rzeczy w konkretnym urządzeniu i tak dalej. Taki pilot do zdalnego sterowania, żeby mieć tysiąc przycisków z jednej strony i móc zarządzać tysiącem operacji z drugiej strony musi mieć wiązkę składającą się z tysiąca kabli za pomocą włącz-wyłącz albo coś w tym stylu. Oczywiście stosując wszystkie te manipulacje, bo Niemcy wykorzystywali bardzo ciekawe stacje, niby komputerowe, takie przeliczeniowe, można powiedzieć. Używali maszyn Turinga. Tak, tych lampowych maszyn Turinga, czyli pierwszych komputerów. Nie wiem, czy takie maszyny się znajdują gdzieś w podziemiach w kompleksie Riese.
Nie mam bladego pojęcia, ale jest prawdopodobne, że mogli używać tego. Są ślady używania pewnych lampowych komponentów do budowania takich bardzo prototypowych — tu przepraszam cię słuchaczko, jeżeli nie jesteś techniczna, ta historia w ogóle zrobiła się techniczna. Przepraszam cię — a jest taki termin dzisiaj używany: sterowniki, czyli oprogramowanie. Żeby coś działało, musisz mieć program, tak jak do telefonu i tak dalej. Były próby używania sterowników i to dokładnie na patentach Nikoli Tesli. I bardzo ciekawa rzecz, taka mocna poszlaka, która też — to, co ci powiedziałem, to nie są poszlaki, to są fakty. Po prostu możesz pójść, odwiedzić te miejsca i samemu się przekonać i samemu stwierdzić dla siebie samego, czy naprawdę to się trzyma kupy, czy się nie trzyma kupy, to, o czym ci teraz mówię. Natomiast jest jedna ciekawa rzecz, którą można dołączyć do tego wszystkiego. To są patenty Nikoli Tesli, które o ile w Stanach Zjednoczonych właściwie straciły jakikolwiek sens, ponieważ standard prądu elektrycznego, standard serwisu obsługi klienta, który korzysta z takich mediów jak prąd elektryczny, się tak zmienił, że właściwie to już zostało tylko na patentach, a wszystko, co było robione, było robione w standardzie Edisona. General Electric tak się nazywała ta korporacja.
Dalej istnieje, dalej się tak nazywa, ale patenty Tesli były... Tesla żył z patentów sprzedawanych w Europie. On nie był nędzarzem, nie umierał w nędzy. Mieszkał w najbardziej luksusowym apartamencie. Po prostu nie był dżentelmenem, który chodził z grubym portfelem i miał pierdolca w punkcie kasy, jeśli o to chodzi. Po prostu żył strasznie skromnie, bo po prostu taki był. Ale nędzarzem nie był, jeżeli ci o to chodzi. Nie miał pieniędzy, ale ludzie go tak supportowali, że naprawdę z głodu nie umierał. I żył z patentów, które sprzedawał, które właściwie były wynajęte w Europie. Połowa Europy chodziła na patentach Tesli.
Ja tu w Londynie znalazłem niejedno i nie dwa urządzenia jeszcze z lat 30., okresu międzywojennego, budowane na patentach Tesli przez lokalne angielskie firmy, które budowały na przykład kawałek wyposażenia lampowego i tak dalej, takie rzeczy. Także to istniało. Tu były elektrownie prywatne w Londynie, to nie było takiego monopolu. Monopol, żeby było zabawniej, się pojawił dokładnie wtedy, kiedy się pojawiła Trzecia Rzesza w sumie, można powiedzieć, taki monopol na prąd i elektrownie w Anglii. Dokładnie bardzo porównywalny czas. I wracając do tych patentów Nikoli Tesli, widać potężny transfer technologii do Europy, szczególnie do Niemiec. I co się stało w Niemczech? W Niemczech tę technologię rozwijano. O ile w wielu innych krajach po prostu ją zakazano, wydawała się niebezpieczna, stwierdzono, że najlepszą opcją jest zakopanie tego gdzieś pod dywan i przeczekanie. Najwyżej za jakiś czas znajdzie się jakiś kolejny geniusz, odkurzymy to, coś z tego wytniemy, wyciągniemy, się przyda, a na razie to, żeby nikogo nie drażniło, nie spędzało łapy, zakopujemy.
To w Niemczech te sprawy rozwinęły się inaczej. Właśnie przez tą mentalność, że jest coś więcej niż tylko i wyłącznie prawa Newtona na świecie i każdy o tym doskonale wie. I Nikola Tesla doskonale mieści się właśnie w tych widełkach tego coś więcej. To jest właśnie jedna z tych furtek, które są doskonałą alternatywą na znalezienie drogi do wymiarów, do innego świata, czegokolwiek. Właśnie tych już bardziej mistycznych opowieści, których wcale w Niemczech w tamtych czasach nie brakowało, nie brakuje dzisiaj, nie brakuje w twojej i w mojej głowie. Nigdy nie brakowało, bo ta mistyka jest częścią naszego życia i w tej mistyce jest ukryty pomiędzy tym Nikolą Teslą, pomiędzy tymi reaktorami atomowymi ten trzeci bardzo ciekawy element tej technologii. No właśnie, ale tu na razie zostawiamy te wszystkie rzeczy. Zostawiamy te wielkie agregaty na patentach Nikoli Tesli, które możesz spotkać czasami jako zabytki muzealne. Właśnie, gdzie to znaleźć? Bo to też brzmi tajemniczo.
Ale słuchaj, wszystkie rzeczy mamy pod nosem. Naprawdę bardzo zabawna historia. Wystarczy, że się wybierzesz do muzeum jakiegoś Wojska Polskiego albo II wojny światowej. Niekoniecznie po to, żeby odnawiać w sobie jakiś fetyszyzm do militariów, ale przejdź się tam, gdzie są silniki i maszyny, szczególnie wyposażenie armii niemieckiej i zobacz na wyposażenie na przykład służące do łączności. Zobacz na schematy. Porównaj sobie ze schematami Nikoli Tesli. Zobacz na generatory, które były produkowane w Trzeciej Rzeszy i właśnie generatory prądotwórcze. Bardzo ciekawa historia. Wygląda na to, że cała technologia była praktycznie przygotowywana do wykonania takiego wielkiego skoku pewnego dnia, kiedy wszystkie klocki będą do siebie pasowały i nawet za pieniądze Rothschildów, nawet jeżeli miałoby być to wbrew Rothschildom, to pewnego dnia być może ktoś tam przełączy zworkę i stanie się być może nowym panem świata. Kto wie?
Ale o tym wszystkim poopowiadam ci za tydzień. A tymczasem się zawijam z tej hiperprzestrzeni. Także dzięki ci za wysłuchanie drugiej części moich spekulacji na temat, co ja w ogóle myślę na temat tego właśnie miejsca, które znajduje się tak niedaleko miasta, w którym się urodziłem i dorastałem i te opowieści gdzieś tam przez całe życie dostarczają mi rozrywki, bo jest to taka tajemnica, która zawsze tak fajnie drapie po głowie i próba jej rozwiązania, że mam tutaj swoją własną spekulację na ten temat. Także zostawiam cię z twoją własną spekulacją. Zapraszam do następnego odcinka, w którym opowiem ci właśnie o tym trzecim składniku tej całej historii, który moim zdaniem jest bardzo ciekawym klejem i Być może daje temu więcej sensu, a może wręcz odwrotnie. A może pozbawia to absolutnie jakiegokolwiek sensu dla ciebie. Kto wie? Ale o tym wszystkim za tydzień, w następnej „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali, retransmitowanej w Radiu Paranormalium, w Radiu Czas Schnu. A ja tymczasem się zawijam. Zapraszam ciebie na wieczorową porę, bo teraz jest już prawie sobotnia noc, a ja tu siedzę na żywo w tą sobotnią noc przy mikrofonie.
A za chwilę kończy się „Hiperprzestrzeń” i ja przechodzę w tryb relaksacyjny o nazwie „Wieczorowa Pora”. Także zapraszam cię na „Wieczorową Porę”. Tam wspomnę troszeczkę, bo doszły wieści o cannabis polski, także o tym wszystkim dzisiaj na „Wieczorowej Porze”, proszę pani, proszę pana. Odkładam te druty techniczne z historii o Tomie, odkładam je sobie na bok, zostawiam do spokoju i przechodzę na stan ziołowy, można powiedzieć naturalny reaktor roślinny. Dzięki wielkie za wysłuchanie. Pozdrawiam serdecznie mecenasów i mecenaski Radia Na Fali. Peace and love. Wielkie dzięki za wspieranie. My tu siedzimy, odgruzowujemy stronę Radia Na Fali. Właściwie ja ją odgruzowuję.
Jeszcze trochę mi to zajmie, bo trochę zajęty jestem, ale już blisko końca. Także człowieku, wreszcie zrzucę to z krzyża, ale to jeszcze chwilę potrwa. I tak są wakacje. Także człowieku, leń się, leń się słodko. Są piękne wakacje. Mam nadzieję, że masz piękną pogodę w Polsce. Przynajmniej teraz, kiedy to nagrywam. Może jesteś gdzieś nad morzem, a może właśnie jesteś gdzieś w okolicach kompleksu Rise, gdzieś w sztolniach znajduje się zakopana tajemnica. Przepraszam, musiało mnie ponieść na koniec. Niesamowita historia.
Słuchaj, to ja cię zapraszam za tydzień i opowiem ci o tym trzecim czynniku, tym, który mnie najbardziej w tej historii fascynuje. Bo dzisiaj historie takie brutalne, który jest najbardziej ludzki, bo nie ma na świecie ani dobra, ani zła, tak mi się wydaje. Jest nasze życie, które się dzieje i każdy z nas ma możliwość podjęcia różnych decyzji. Różni ludzie w różnych momentach historii lądowali z różnymi opcjami. Część z nich zwariowała, część nie. To nawet nie jest po to, żeby to oceniać. To doskonała nauczka na przyszłość, bo rzecz jest naprawdę intrygująca i myślę, że dlatego właśnie dalej chyba jest tajemnicą, że być może tak naprawdę ktoś się podświadomie obawia, że jeżeli to się okaże, wyjdzie gdzieś publicznie, to się okaże, że ktoś był może głupi, w cudzysłowie głupi, że to wcale nie było mądre to, co wszyscy myśleli, że było mądre. Może w ten sposób. Ale jest tam jeden taki bardzo fajny ludzki czynnik, który jest chyba dla mnie przynajmniej najciekawszy i myślę najbardziej kosmiczny w tym wszystkim. Ale o tym za tydzień.
A tymczasem do usłyszenia następnym razem, człowieku. Słuchałeś „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali, retransmitowanej w Radiu Paranormalium oraz w Radiu Czas Schnu. A ja mam na imię Tomek. Czuj, czuj.