Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority. Właśnie ledwo co zdążyłem sobie zrobić herbatę, znaleźć się przed mikrofonami z powrotem, aby cię tu przywitać, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, w hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali retransmitowanym w Radiu Paranormalium, w Radiu Czas Snu. Ja mam na imię Tomek i pewnie znasz tą hiperprzestrzeń. Znasz to miejsce. Spotykamy się tu chyba od pięciu lat. Z reguły w sobotę. A ja dzisiaj będę kontynuował oczywiście moje rozważania i pewne refleksje na temat tajemniczego kompleksu, który znajduje się niedaleko miejsca, gdzie dorastałem, czyli niedaleko Wrocławia. Mowa jest o Górach Sowich. Chodzi o kompleks Rieese, bo po dwóch poprzednich odcinkach, gdzie naświetliłem ci pewien aspekt historyczny i pewne moje podejrzenia. Podejrzenia jak podejrzenia.
Są na to konkretne fakty, dowody, dokumenty i wszystkie te rzeczy. Także możesz sobie to sprawdzić. Właśnie, bo ja dzisiaj miałem od czegoś zacząć. Wszystkich pozdrawiam, wszystkich mecenasów radia. Może od tego zacznę tak normalnie. Pozdrawiam ciebie człowieku na czacie radiowym. Jestem na czacie radiowym oczywiście czatrf.hatangochatango. Możesz sobie znaleźć, hatango się pisze przez th. Myślę, że bez problemu przez stronę radionafali.com. Może tam nie klikaj na stream, bo tam w ogóle stream nie jest odpalony.
Strona jest under construction nieustannie ostatnio. Także na stronie przycisk nie działa tak jak trzeba. Nie przejmuj się. Słuchamy za pomocą Radia Czas Snu oraz Radia Paranormalium, a oczywiście wszystkie inne rzeczy są na stronie Radia Na Fali, łącznie z archiwum, ale takim troszkę nieodświeżanym. Nowsze archiwum hiperprzestrzeni jest oczywiście na Czasie Snu i na Radiu Paranormalium, także tam szukasz poprzednich odcinków, gdzie mówiłem o Rieese. Dzisiaj będę kończył ten temat. Znaczy kończył jak kończył. Temat jest ciekawy. Właściwie temat się nigdy nie skończył. Nie do końca, bo temat się skończył .
Temat się skończył w pewnym momencie od strony technicznej, natomiast od strony wyjaśnienia zagadki tak długo, jak oficjalnie nie zostanie nigdy wyjaśniona, tak długo będzie to intrygujący temat. Ja mam nadzieję, że dzisiaj może uda mi się wyjaśnić część zagadki i nawet nie będę tego świadomy. Rozumiesz? Powiem coś, później po latach się okaże: Tomek wiedział. Może tak będzie, a może nie. Kto to wie? Ale oczywiście, jak zawsze na początek zacznę od jakiejś muzyczki. Jeszcze coś chciałem wspomnieć. Właśnie, chciałem podziękować serdecznie za kilka linków. Tak, tak, tak.
Nawet wspomnę o tym linku, bo tu jest podobna historia, bo też podobny budynek jest właśnie w Górach Sowich. Także będzie trochę o takich podobieństwach. Także dziękuję za informację. Ja tak jeszcze wspomnę, skąd w ogóle to Rieese? Bo ja jestem z Wrocławia oryginalnie. To, że do ciebie mówię tutaj z południowego Londynu, to jest zupełnie inna historia. To, że od lat mieszkam w Anglii, a nie byłem w tych górach daaaawno. Dawno już nie byłem w tych górach, ale jako młokos biegałem po tych górkach właściwie od dzieciństwa, bo to takie miejsce, gdzie jeżeli dorastałeś tak jak ja we Wrocławiu, to normalne jest to, że w weekend jeszcze takim autobusem troszkę innym na narty albo jakoś tak za małego, a później wszystkie te łażenie po górach, przecież to jest naprawdę żabi skok, żeby wylądować w Wałbrzychu. Jeszcze za czasów mojej młodości to czasami wyglądało tak, gdy jeszcze były takie działające linie kolejowe na Dolnym Śląsku, takie naprawdę działające. Można było wszędzie dojechać, takie stare, poniemieckie, rozumiesz, wąskotorówki i tak dalej.
Tak malownicze trasy, że się w głowie nie mieści. Wiem, że teraz jest próba i nawet całkiem udana restaurowania części tych tras, bo widoki z okien są takie, że jak przylepiony po prostu do okna siedzisz i były takie normalne numery, że rano dosłownie o godzinie 8:00, 9:00 rano się ekipa zbierała i padało takie hasło, że ktoś tam jedzie w góry ze znajomych i może by się tak przejechać w góry. I dosłownie od 9:00, 8:00 szybciutko, jeżeli gdzieś było w okolicy autobus na dworzec główny, na dworzec główny, szybciutko w pociąg i dosłownie wczesny obiadek już był jedzony gdzieś w jakimś schronisku, gdzieś w okolicy właśnie gór, gdzieś Karkonosze, Góry Sowie i tak dalej. Naprawdę było tak bardzo blisko. Taki żabi skok, niekoniecznie wcale samochodem. Nie miałem samochodu, także nie było takiej opcji. Pociąg, jakiś autobus, tego typu rzeczy i w ogóle wyprawy, szwędanie się po tych górach to taki raczej standard. Także historia Rieese nie jest za bardzo znana dla mnie od strony YouTube'a, Facebooka i tego typu rzeczy. Bardziej znam ją z własnych nóg. Historia taka klasyczna: idziesz przez las .
Las wygląda w ogóle ciekawie, wygląda jak dziki. Wszystko jest okej, ale wszystkie drzewa mają mniej więcej ten sam wiek, co jest z reguły już takie dosyć hmm. No ale okej, może była wojna, może ktoś posadził las od nowa, rozumiesz? Milion powodów, które sobie człowiek wymyśla w głowie. Ale idziesz i nagle widzisz, że te drzewa są w takich betonowych, specjalnych kołnierzach. No ale wiesz, jesteś w środku gór. Słuchaj naprawdę, jaki jest sens włożenia drzewa w betonie w góry? No i widzisz takie rzeczy jak nagle w kompletnie dzikim miejscu, w którym nie ma nic, nagle z ziemi wychodzą jakieś rury, z których wycieka nieustannie piękna źródlana woda. Rury są takie, że tam możesz instalację całą sanitarną dla niejednego ośrodka turystycznego, bo tam ktoś mówi: „A może jakaś willa turystyczna była?” Człowieku, to tych willi to chyba tam tysiąc było turystycznych. Małe miasteczko i tak dalej.
Takich historii jeszcze za czasów mojego dzieciństwa, mojej młodości było dosyć sporo w Karkonoszach. Trafiały się kable, trafiały się różne dziwne artefakty. Znaczy dziwne, artefakty z II wojny światowej, głównie związane z konstrukcyjnymi historiami. No i kable się trafiały. W pewnym momencie kable poznikały, bo Polska awansowała do ligi krajów wysokorozwiniętych i ludzie musieli zacząć zbierać miedziane kable, żeby przeżyć i później sprzedając je po drodze gdzieś na skupie złomu. A tam troszeczkę tego było. Zresztą te miedziane kable wypróbowano już od lat 50. Kiedyś, w latach 50. zaraz jak się zaczął socjalizm w kraju ludowym nad Wisłą, ludzie stwierdzili, że są kable, które można wykorzystać, wyrwać, przewieźć do Warszawy, przetopić. Tak że główne kable, które tam były, przynajmniej jak mówi koncepcja główna, były połączone te centrale.
One leżały gdzieś w górach, przechodziły przez takie niby telefoniczne, niby nietelefoniczne, podpięte pod centrale telefoniczne, ale takie dziwne kable, troszeczkę nietypowe. Dzisiaj o tych kablach troszkę więcej powiem. Te kable wyrwano w latach 50., ponieważ stwierdzono, że w Warszawie potrzeba miedzi i trzeba przetopić całą miedź, żeby stolicę odbudować. Tak że z całego kraju wyrywano wszystko, co tylko można było, żeby odbudować stolicę. I łupem padły między innymi miedziane kable, gdzie dosłownie wjeżdżało ciężkim sprzętem, łapano ten kabel i wyrywano go z ziemi. Dziwne kable. Niewiele ich zostało później. To, co zostało, zostało rozszabrowane w górach, ale czasami gdzieś tam w niektórych miejscach możesz trafić na taki kabel. Zrób zdjęcie, jak masz aparat. Poważnie.
Są różne typy kabli, które tam można spotkać. Bardzo różne, ale jest jeden taki bardzo zastanawiający. Jest to typ kabla, który normalnie w naszej cywilizacji tak zwanej technologicznej pojawia się w okolicach 1966 roku, 1963 roku. Pojawia się na uniwersytecie w pewnym laboratorium, znaczy nie na uniwersytecie. Pojawia się w laboratorium Bella. Natomiast właśnie taki paradoks, że laboratorium Bella i wielkie odkrycia naukowe tego świata i oficjalna prezentacja w 1966 roku, zdaje się już taka komercyjna, wyglądają jakby nadążały z takim opóźnieniem dwudziestoparoletnim za czymś, co wydarzyło się w górach Sowich, czyli w Riese. Te kable, które tam się znajdują, czasami nie wszystkie oczywiście, to zaznaczam, że nie wszystkie. Chodzi o bardzo specyficzne kable. Ja taki akurat widziałem na własne oczy. Nietypowy kabel znajduje się właśnie gdzieś tam w środku dzikiego lasu, w górach.
I to jest właśnie taka ciekawa zagadka, bo tu wszystkie te koncepcje, o których była mowa we wcześniejszych odcinkach, czyli że produkcja atomu, reaktory jądrowe, cała ta historia z fizyką lat 20., 30. i tym, jak się zaczynała Trzecia Rzesza, zdaje się nie kończy i historia się dopiero rozkręca. Bo ciekawa rzecz się dzieje dawno, dawno temu. Umowa jest w latach 30. Ja ciągle nawiązuję, że jest pewien moment w historii, w którym podjęto pewne decyzje, takie dosyć konkretne decyzje, które odpaliły II wojnę światową i był to zaplanowany proces. Nie było to przypadkowe działanie. Było to wszystko podyktowane, można powiedzieć, faktem odkrycia pewnej potężnej mocy, która do końca, właściwie do dzisiejszych dni nie jest używana. To jest największy numer i bynajmniej nie chodzi do końca o Nikolę Teslę, bo tak jak wspominałem wcześniej, w górach są bardzo ciekawe ślady o używaniu instalacji pomysłu Nikoli Tesli. Co to za typ instalacji? Bo to tak brzmi dla człowieka, który słyszał o Nikoli Tesli, że to był wielki naukowiec, wielki odkrywca był i wielkim odkrywcą był.
I to wszystko, co na jego temat wiem. Chodzi o zjawiska elektrostatyczne. Chodzi o produkowanie prądu, o generatory prądu. Przy czym zawsze gdzieś ten prąd musisz wyprodukować. Nikola Tesla używał generatorów, turbin wodnych i tak dalej. Tutaj pomysły poszły troszeczkę dalej. To jest taki mariaż bardzo ciekawych technologii, które powstały w latach 30., latach 20. poprzedniego stulecia. Jest to mariaż właśnie tego, do czego doszedł Nikola Tesla, nazywając to na końcu falami skalarnymi mocą kosmosu, bo właściwie na koniec, w latach 40. opisywał to już jako energię kosmiczną.
Dosłownie od lat 30. porzucił wszystkie te określenia typu fala skalarna, prądy telluryczne i tak dalej, bo wcześniej to funkcjonowało pod wieloma różnymi nazwami. Koniec końców stwierdził, że to nie jest żadne z tych zjawisk. To jest zjawisko, które ma coś wspólnego z Ziemią, ma wspólnego z tym, że propaguje po ziemi jak fala i tak dalej. Ale jest to po prostu i wyłącznie energia kosmosu. I na tym się skończyło. I wykonał kilka bardzo ciekawych opracowań naukowych, które rozesłał do wszystkich możliwych ambasad. My właściwie do tej pory nie wiemy, co tam zostało wysłane w tym liście. Przypomina to trochę w dzisiejszych czasach Mr. Cash, który pewnego dnia wysłał wszystkie te informacje, jak robić tą warstwę i tak dalej.
Na czym polega cała ta technologia do wszystkich mocarstw na świecie i praktycznie znakomita część mocarstw to zlała. Oczywiście, cóż, zabawna historia. Zlała działającą technologię. Właśnie do ciebie mówię ze sprzętu, który jest podłączony właśnie pod tą technologię, którą się nazywa Magrav, czyli generator magnetograwitacyjny. Tak można to nazwać w języku polskim, w takim bardzo wielkim skrócie. I dzieją się bardzo ciekawe rzeczy z prądem elektrycznym. No właśnie. I te rzeczy z prądem elektrycznym nie są niczym nowym, bo właściwie wcześniej nie tak samo, tylko w troszkę inny sposób. Można powiedzieć połowę z tej technologii miał Nikola Tesla, ale to była naprawdę bardzo mocna połowa, przede wszystkim świetnie opracowana technologicznie od strony wprowadzania jej tu i teraz i korzystania z niej. Wszystko było opisane, wszystkie maszyny, cały proces technologiczny.
Ona nie była aż tak potężna jak to, co mamy teraz oczywiście. To jest tylko połowa z tego, co mamy teraz. Ta chyba najsłabsza, ale jak na tamte czasy to był cios po prostu potężny i do dzisiaj dla wielu ludzi technologie Nikoli Tesli są po prostu niczym cios między oczy, taki Mike'a Tysona. A historia była dość zabawna, bo w Niemczech, tak jak wspominałem, patenty Nikoli Tesli nie zostały zniszczone, zakopane pod ziemię. Znaczy nie tyle zniszczone, ile prawnie ustawione w takiej pozycji, że właściwie nikt nie mógł z tego skorzystać. W Europie panowała pełna dowolność, po prostu pełny Meksyk. Może to, że Meksyk znajduje się na drugim końcu świata, to właściwie panował w Europie taki całkiem niezły Meksyk. Mało meksykański, ale też Meksyk. I koniec końców, kiedy zaczęła się ta Trzecia Rzesza, te wszystkie technologie sprasowano ze sobą. Nikola Tesla wysłał kilka swoich ciekawych opracowań zarówno do Rosjan, zarówno do Japończyków, bo my też nie wiemy o tym tak normalnie, bo w historii się nie uczy.
Nie czytasz o tym w podręcznikach do historii, że Japonia była jednym z najbardziej rozwiniętych technologicznie krajów na świecie. Były tylko dosłownie trzy miejsca, w których testowano i w ogóle wiedziano o tym, że jest coś więcej niż energia ze spalania ropy i robiono rzeczywiste testy i opracowania. Chociażby testy broni atomowej, w ogóle energii atomowej robiono właśnie w Japonii. Tam byli naukowcy, którzy wiedzieli, o co chodzi. Tak samo jak w Niemczech, tak samo jak we Francji. W Stanach Zjednoczonych nie było absolutnie nikogo. Wszyscy, którzy tam przyjechali, mieli mało amerykańskie nazwiska. Później się to zmieniło po zmianie nazwiska i kolejne pokolenie tych rodzin czuło się Amerykanami w tej całej historii. Niemniej w rzeczywistości cała ta wiedza, czy chcesz, czy nie, pochodzi z Europy. Nie było innego źródła tej wiedzy.
Tu zostały dokonane wszystkie te odkrycia. Za wyjątkiem oczywiście Nikoli Tesli, który siedział sobie w Nowym Jorku i tam wymyślał opracowania. W Niemczech, jako że jest to kraj dosyć praktyczny i ludzie, którzy projektowali tą całą historię o nazwie Trzecia Rzesza i Watykan, i tak dalej, wszystkie te zabawne historie, które nam się wydarzyły wtedy i towarzyszą nam poniekąd do dzisiaj. Wszyscy ci dżentelmeni doskonale znali zalety tej technologii. Wiedzieli, jak potężne jest przesyłanie energii na odległość bez używania kabli. Jak potężny jest to cios po prostu w społeczeństwo, jak bardzo może to zmienić wszystko na świecie. Wiadomo, że zbyt dużo ludzi może poczuć się wolnymi, ale technologia jako taka jest tak potężna, że nikt nie wpadł nawet na pomysł, żeby jej ignorować. Szczególnie akurat w Trzeciej Rzeszy, kraju, który był stworzony po to, żeby przetestować właśnie te rozwiązania technologiczne i nowy pomysł na społeczeństwo. Taki duży obóz koncentracyjny pracy przymusowej z jednym führerem, jedną religią, jednym porządnym Niemcem i jedną porządną Niemką oraz ich dwojgiem porządnych niemieckich dzieci, które są właścicielami tej planety. Myślę, że znasz tę historię.
Wracając do technologii. Historia jest, tak jak wspomniałem wcześniej, związana z połączeniem odkryć, które dokonano za pomocą prób z atomem oraz tego, co wysyłał Nikola Tesla i tego, co robił Nikola Tesla w praktyce. Wiadomo, że w Niemczech dużo ludzi poszło ciosem Nikoli Tesli. Powstało tam masę urządzeń, które były używane w medycynie. Praktycznie cała medycyna jeszcze za czasów Trzeciej Rzeszy była oparta głównie na tych rzeczach, które dzisiaj, a jest 2017, w Polsce na przykład nazywa się jako alternatywne metody terapii. To oficjalna chirurgia. Kilka takich rzeczy, które lekarze mówią, że klasyczna medycyna ma mniej lat niż bio nerezonans i badania nad tym zjawiskiem. Już nawet nie będę rozwijał tego tematu, to zostawmy. Mając tą technologię i wiedząc, jak potężne rzeczy można zrobić, używając kilku cewek, kilku innych spraw, jak potężne ładowania elektrostatyczne można otrzymać. Co można tymi wyładowaniami zrobić?
Można zasilić dowolną ilość generatorów. Numery polega na tym, że robisz jedno takie wyładowanie elektrostatyczne i dookoła jest coś w rodzaju pola. Ile tam maszyn ustawisz dookoła tego pola, te wszystkie maszyny będą odbierały dokładnie ten sam prąd i będą działały na tym prądzie. Przy czym dowcip polega na tym, że źródło dalej będzie niewyczerpalne. Czyli nigdy ci się nie uda przeciągnąć całej energii do jednej maszyny tak, żeby wszystkie pozostałe stanęły. Kiedy energia pojawia się w tym polu, po prostu jest wszędzie taka sama i nigdy jej nie brakuje. I Niemcy doskonale o tym wiedzieli. Robili masę testów związanych z polem elektrostatycznym. Efektem tych testów między innymi było odkrycie działania atomu. Jak odkryto atom, pierwiastki radioaktywne.
Nie tyle odkryto atom, bo ja tak troszkę przesadzam, mocno ścinam, bo tu nie chciałbym pominąć Marii Curie-Skłodowskiej i całej tej reszty dzielnych naukowców, dziarskich naukowców, którzy wykonali masę roboty. Ale to wykorzystanie, o którym jest mowa, zbudowanie reaktora atomowego zaczęło się od pomysłu, żeby wkładać substancje radioaktywne w otoczenie, które jest wysoce elektrostatyczne. Stąd się wzięła ta podstawowa koncepcja. Ślady tej koncepcji są w pracach naukowych do dzisiaj. Nie musisz szukać śladów. Masz opracowania naukowe na ten temat i to naprawdę bardzo sporo tych opracowań. Przy czym ta technologia wymaga troszeczkę innego podejścia. Nie zrobisz tego tak, jak się robi prąd na drutach, nie puścisz wszystkiego kablami, musisz użyć specyficznych materiałów i tak dalej. To jest pierwsza część technologii. To jest ta oficjalna część technologii, którą moim zdaniem postanowiono tu zbadać.
Ale jest jeszcze odkryć z tej technologii bardzo ciekawy, który jest tym trzecim tajemniczym czymś uczestniczącym w Riese. Bo o ile doskonale podejrzewam, jeżeli kiedykolwiek śledziłeś temat, a jeżeli nie, to spotkasz się z tym od razu, chyba na starcie zauważysz, że naprawdę nie ma żadnego problemu z potwierdzeniem istnienia instalacji w stylu Nikoli Tesli i próby budowania repliki Wardenclyffe Tower. Jest kilka takich miejsc, takich jak stacja radiowa, budynek zwany kasynem, kilka innych miejsc, które się znajdują w Górach Sowich. Zresztą niedaleko Gór Sowich jest takie miejsce, które się nazywa, zresztą mówi się, że to jest nadajnik, że to dawniej był nadajnik radiowy. Dziękuję za link. Piękne zdjęcia. Piękne zdjęcia, bo ja nie widziałem tych zdjęć od lat. O miejscu wiem, ale zdjęć nie widziałem od lat. Nadajnik znajduje się w Babicach. Jeżeli się przyjrzysz na typ konstrukcji, on został troszeczkę przebudowany, bo tam oficjalnie nie można było pokazywać tej technologii.
Ale jeżeli znasz się na planach Nikoli Tesli, wiesz, jak trzeba ustawić wszystkie rzeczy w budynku oraz wiesz jeszcze kilka innych rzeczy o tej trzeciej technologii, to sprawy zaczynają wyglądać troszeczkę inaczej. I pewne anomalie, przynajmniej tak by to nazwał taki klasycznie wykształcony elektryk albo inżynier oglądając plany tego budynku, jak został wybudowany. Do tej pory ludzie się zastanawiają, ale po co im to, po co im tamto? Przecież tego nie budujesz, jak budujesz klasyczną stację nadawczą. Tego nie ma. Po co ci takie fundamenty? Po co ci akurat mur w tym miejscu? Po co ci podmurówka? Właśnie nie wiadomo, o co chodzi. Ale jeżeli przejrzysz właśnie te stare prace Nikoli Tesli związane z skonstruowaniem anteny do odbierania- Tego pola elektrostatycznego niekoniecznie do odbierania informacji tylko i wyłącznie w postaci rozmowy telefonicznej albo głosowej, albo sygnału radiowego, tylko właśnie do odbierania energii.
Wszystko nagle staje się jasne. Te wszystkie dodatkowe sloty, te stanowiska na transformatory, te wszystkie potężne kable do uziemienia, wszystkie potężne okablowania tych instalacji do okowty w bardzo nietypowy sposób puszczone specjalnymi studzienkami, które są w specjalnych ceramicznych rurach. Wszystkie te rzeczy nagle stają się jasne, bo jeżeli spojrzysz na tę technologię dzisiaj, to gwarantuję ci, że spotkasz dokładnie te same rozwiązania. Być może spotkasz już inne materiały, bo w dzisiejszych czasach nie trzeba już korzystać z takich materiałów, które były 100 lat temu. Technologia się troszeczkę posunęła do przodu. Ten kawałek miniaturyzacji, że tak powiem, wytaniania na materiałach. Tak że teraz już jest kawałek plastiku, polimeru albo coś w tym stylu, niekoniecznie ceramiki. Ale jeżeli znasz doskonale konstrukcję i sobie przeglądałeś plany Wardy Cliff Tower, to zobaczysz kilka ciekawych budynków, między innymi w górach Sowieckich. Po fundamentach zobaczysz też, że był pomysł nastawiania bardzo specyficznych anten. To są anteny nie projektu Nikoli Tesli, tylko projektu Alexandersona, ale druga część instalacji jest centralnie projektu Nikoli Tesli.
Czyli to, co otrzymujemy, to piękną stację nadawczą, która właściwie nadaje w całym możliwym zakresie. Nikola Tesla te moce nazywał kiedyś falami skalarnymi. Później była to właśnie moc kosmosu i tak dalej. Podłączasz się dokładnie pod te częstotliwości, tak można to w skrócie powiedzieć, pod to pole tą anteną, bo ona ma niesamowity zasięg. To jest antena, która znajduje się też pod ziemią. To nie jest tylko taka naziemna antena, ale niepozornie wyglądająca rzecz, ale konfiguracja tej anteny i sposób, w jaki jest zmontowana, robi robotę. Musisz użyć odpowiedniego źródła zasilania tych anten, bo to musi być zasilane w odpowiedni sposób. Tajemnicze historie technologiczne. Sorry, że tak mówię. Odpowiedni, tajemniczy, właściwy.
Nie chcę cię dusnąć technologicznym opowieścią, bo naprawdę wymienianie parametrów herców i tak dalej nie ma tu żadnego sensu. Jeżeli jesteś techniczną osobą, to sobie możesz to sprawdzić i sobie porównaj, jak to zostało zaprojektowane. Widać tam centralne miejsce na to, żeby dosłownie przesyłać tym energię, ale w bardzo ciekawy sposób, ponieważ kable, których używał Nikola Tesla, są też ciekawej konstrukcji. I żeby było zabawniej, kable konstrukcji Nikoli Tesli możesz znaleźć w ruinach resztkach tych budynków. Sam widziałem takie dwa na swoje własne oczęta w górach. Takie dwa kable plus inne kable oczywiście. O tych innych powiem za parę chwil. Nawet są gdzieś zdjęcia w internecie. Rzadko kiedy można je trafić, to trzeba się naprawdę wybrać w góry i troszeczkę pochodzić za tymi kablami, bo internet to nie jest tutaj aż tak doskonałym pomocnikiem przy poszukiwaniach. Bardzo nietypowe kable, takie wiązane z bardzo dużej ilości wiązek drobnych kabli miedzianych, specjalnie pakowane takimi pakietami do przesyłania prądu o wysokich częstotliwościach.
I teraz jest pytanie, dlaczego do takich małych stacji nadawczych montowano tak potężne okablowanie, które byłoby w stanie utrzymać pół miasta Wrocław? Co jest zawsze zagadką. Dlaczego montowano tak potężne fundamenty? Dlaczego konstrukcja była tak specyficznie zorientowana na pole elektrostatyczne? Bo miejsce, w których stoją te budynki, w których zaplanowano, żeby one stały, mają też specyficzne podłoże. To jest właśnie ta historia, która pochodzi od systemów nadających zaprojektowanych przez Mr. Alexandersona, dobrego znajomego zresztą Nikoli Tesli. Są razem wspólnie na zdjęciu. Słynnym zdjęciu stacji Alexandersona w 1928 roku, 1927 roku w Stanach Zjednoczonych, kiedy oficjalnie odebrano Marconiemu. Ale jest jeszcze jedno ciekawe zdjęcie, które dokumentuje, że te wszystkie patenty, które prosto ze Stanów Zjednoczonych za pomocą Fundacji Rockefellera i pieniędzy Rothschildów trafiały bezpośrednio na biurka inżynierów w Niemczech, w Instytucie Kajzera Wilhelma, po to, żeby automatycznie, poza jakimkolwiek ludzkim wzrokiem zostały natychmiast sprawdzone i przetestowane w rzeczywistych warunkach.
Była też inna grupa ludzi, która zajmowała się dodatkowymi zjawiskami, właśnie ową radiacją materiałów. Jest takie piękne zdjęcie, które zdaje się tydzień temu wrzuciłem na czata. No to wrzucę jeszcze raz. Zdjęcie może jest niepozorne. Właściwie jest to stare czarno-białe zdjęcie kilku ludzi. Na zdjęciu jest między innymi Marie Curie-Skłodowska, ale zaraz ci pokażę to zdjęcie. Ono będzie na czacie i przeczytaj sobie, co tam jest napisane. Ja ci zaraz przeczytam, bo na pewno jeżeli słuchasz tego w samochodzie, to raczej nie odrywaj rąk z kierownicy, bo to nie ma żadnego sensu. Ja ci już opowiadam, co jest na zdjęciu. Przepraszam bardzo, przełykam ślinę, kicham i tak dalej.
Pozwolisz, że popiję herbatę. Dobra, jestem cały zdrowy. Muszę się rozejrzeć dookoła, czy przypadkiem nie ma żadnych szpiegów, którzy podglądają, czy ja tu nie zdradzam tajemnic Lizę. No właśnie. Czekaj, ja tu już szukam tego zdjęcia. Okej. Chyba mi się udało. Jest zdjęcie na czacie Radia Nafali. Tak że jeżeli chcesz wejść na czat Radia Nafali, to koniecznie się tam pojaw. Tam jest wrzucone zdjęcie.
Już ci mówię, co jest na tym zdjęciu. Na zdjęciu jest grupa naukowców, starszych panów z wąsami, już głównie łysiejących. Na górze zdjęcia jest nazwa: International The — przetłumaczę na polski — Międzynarodowy Instytut Fizyki Solvaya. Solvay to był dobry przyjaciel Rockefellera i Rothschilda. To był dżentelmen, który z ramienia firmy Rothschild sprawował władzę nad tą częścią świata. Doskonale znane. O Solvayu możesz sobie poczytać wiele ciekawych rzeczy. Słuchaj, jego proteżé, właściwie proteżé firmy Solvay i spadkobierców tego Solvaya był nie kto inny jak słynny w wielu miejscach na świecie szef korporacji watykańskiej Karol Wojtyła. Bo Watykan jest bardzo mocno związany z korporacją Solvay. To właściwie są przyjaciele dobrzy.
A firma Solvay to jest firma, która zajmowała się w białych rękawiczkach produkowaniem między innymi testowaniem na ludziach gazów bojowych, takich jak Cyklon B i tak dalej. Wszystkie tego typu historie. Anyway, taka mało przyjemna przeszłość. Jest to wrześniowe konsylium fizyków, czy jakoś tak. W każdym razie jest oktober. Zdjęcie jest z oktober 22., takie sympozjum fizyków, które się odbyło w 1933 roku. To jest ten zagadkowy, tajemniczy rok w historii poprzedniego stulecia, który tak namieszał i tak wiele pozmieniał, że głowa mała. Do tej pory właściwie żyjemy w świecie, który został skonstruowany w tym momencie przez kilku cwaniaków, głównie właściwie rodzinę Rothschildów, Watykan, Rockefellerów oraz te możne koronowane głowy, które ciągle się martwią o to, jak przeżyją do następnego miesiąca, bo brakuje im na czynsz na przykład albo na jedzenie im brakuje. A właśnie taki news dotarł dzisiaj do mnie. Ciekawy news à propos głów koronowanych.
Na serwisie BBC się pojawiło na chwilę i zniknęło, w kilku innych poważnych miejscach też, szybki news o tym, że królowa zmarła. Brytyjska królowa zmarła, tak że może się okazać, że ta starsza pani, z którą ja się dobrze znam od 12 lat, chyba jakoś tak. My się tak znamy, bo ona wymyśla sobie różne rzeczy. Ja później muszę iść słuchać tak jak wielu innych. Tak sobie żyjemy. Ona sobie wymyśla, my to staramy się zrealizować. Wychodzi, co wychodzi, rozumiesz? I chyba wygląda na to, że właśnie przeniosła się dzisiaj do krainy wiecznych łowów i jest chyba jakiś poważny problem, że nie chcą tego podawać, bo troszkę taka krzywa sprawa czy jakoś tak. Nie wiem, o co chodzi. Może się boją, że cały ten mit wybudowany przez opłacanych przez nich różnych wariatów, którzy wymyślają, że królowa jest jaszczurką i nigdy nie umiera.
Nagle cały ten mit runął w gruzach, jak się okazało, że ta biedna stara kobieta, zresztą chora śmiertelnie na nowotwór, taka jest prawda, o czym nikt nie chce głośno mówić, ale nie musisz mi wierzyć, stojąca nad grobem właśnie dokonała żywota. Ale anyway, wracajmy do zdjęcia. Kogo ówczesne koronowane głowy wystawiły do tego wyścigu o nową energię, o coś, co pozwoli im położyć łapę na całym świecie, na wszelkich możliwych zasobach. Bo mając tak jak cały czas powtarzam w poprzednich odcinkach, mając w ręku technologię do robienia permanentnej energii, która się nigdy nie kończy i mając patenty na to wszystko i osobną, specjalnie wyprodukowaną technologię, której normalny człowiek nie jest w stanie ugryźć z poziomu ulicy, jesteś właścicielem tego człowieka. On jest twoim niewolnikiem, bo to twoja bomba zawsze wygra. To twoja bomba będzie większa, to ty masz więcej, to ty masz większe zasoby, żeby doprowadzić go do ruiny. Tak że w tym momencie stajesz się permanentnym właścicielem niewolników. I to było marzenie rodziny Rothschild. Dalej jest marzeniem tej rodziny. Innego nie mają.
Oni są tak wychowani chyba od dziecka. Taka patologiczna rodzina troszeczkę, ale bywa. Podobnie jest w przypadku rodzin wszystkich tych możnych ludzi. Ale mniejsza o to, zostawiamy te patologiczne rodziny, które powinny wylądować u dobrego psychiatry na jakiejś rozmowie, przede wszystkim na odwyku od kokainy i alkoholu i dziwek i pedofilii. Może coś by pomogło. Zostawiamy te pokrzywione rodziny. Wróćmy do tego tajemniczego zdjęcia, na którym jest cała grupa fizyków. Oczywiście pod zdjęciem jest podpis, kto jest umieszczony na zdjęciu. Ja ci nie będę wymieniał. Jeżeli uczyłeś się kiedyś fizyki, dobra, powiem ci, bo jest tu kilka nazwisk.
Jest między innymi Marie Curie-Skłodowska, jest Peri, jest Pauli, jest Herzen. Och, man, słuchaj, masz tam wszystkich. I ty, dziewczyno, też tam spójrz. Masz tam wszystkich fizyków, najważniejszych ludzi z poprzedniego stulecia. Ludzi, którzy stworzyli ten cały świat. Plus oni siedzą za takim stołem w kształcie litery L troszkę, czy litery V właściwie. Wszyscy za tym stołem, a przed tym stołem stoją puste cztery krzesła i taki lekki podest dla kogoś, kto powinien stanąć na tym. Taki podest do przemówień, tak to można nazwać. I stoją cztery puste krzesła. I jest tak fajnie opisane na dole.
Fajne jest cztery krzesła. Nie trzy, nie pięć, nie jedno. Cztery puste krzesła. Mr Solvay to są masoni. To są ludzie, którzy lubują się w specjalnych gestach. Tam nie ma takich sytuacji, że przypadkowo się rzeczy dzieją. Tam wszystko jest kontrolowane i każde zdjęcie ma też swój taki drobny, specjalny charakter. Jeżeli wiesz, o co chodzi, to kilka detali na zdjęciu to jest taki dodatkowy podpis robiony przez autorów tego zdjęcia na temat tego, czego dotyczyła ta sytuacja. Taki nieformalny podpis, bo widzisz, że jest grupa naukowców, ale niewiele na ten temat wiesz. Po prostu siedzą naukowcy na konsylium.
Więc pierwsza rzecz: jedno krzesło jest po to, żeby zrobić tam kogoś, żeby posadzić, bo na dole jest taki podpis pod tymi nazwiskami i to jest podpis, że absencja, czyli nieobecni na zdjęciu. I tam jest podpis, że nieobecny był Mr Albert Einstein and niejaki Guy, też fizyk. Tak że tych dwóch panów oficjalnie nie ma na zdjęciu, chociaż są podpisani na dole, że uczestniczyli w tym spotkaniu Solvaya, ale nie ma ich na zdjęciu. Niektórzy ludzie wtedy jeszcze nie byli zbyt pewni i nie wiadomo było, czy mają się pojawiać na zdjęciach, czy nie. Mieli wjazd na salony, bo robiono im sławę, robiono im karierę. Takiego kolesia jak Einstein trzeba wyprodukować. Każdego z tych kolesi. Tak samo jak Elona Muska trzeba wyprodukować. To nie jest tak, że jest genialny koleś, nie wiadomo skąd urwał się z dupy, za przeproszeniem. Ci faceci mają tak potężne plecy, że jakbyś się dowiedziała dziewczyno i chłopaku, to oczy by się zrobiły naprawdę bardzo duże.
Anyway, to zostawiamy. W każdym razie tym dżentelmenem, który miał potężne plecy, był protege, czyli prywatnym protegowanym Solvaya. Tak że tutaj nie łudź się, że to przypadkowa sytuacja. Specjalnie zostawiono dwa krzesła, żeby zaznaczyć obecność tych fizyków na tym konwencie. To było takie promo dla tego dżentelmena. Nie mogło się odbyć nic bez Einsteina. Czy Einstein rozumiał z tego cokolwiek, czy nic, to nie jest istotne. To jest troszeczkę tak, jak z zapraszaniem miss świata. Wiadomo, że jest to dziewczyna, która jeżeli chodzi o znawstwo, to raczej zna się na kolorze swoich paznokci. Studiowała prawo, chce ratować biedne dzieci w biednych krajach i walczy o pokój na świecie.
Rozumiesz? Właśnie stojąc w bikini na scenie i się tak wypinając, ona walczy o pokój na świecie. I tak samo robi się Albert Einstein i wszystkich pozostałych. I tutaj właśnie te dwa krzesła są dla Alberta Einsteina, ale te dwa brakujące krzesła to są krzesła sponsorów tej całej historii, między innymi Mrs. Solvay, już wtedy właściwie jego następcy, bo Solvay już wtedy był chyba w zaświatach, ten pierwotny założyciel. A drugie jest dla człowieka, który za to zapłacił i sponsorował. Rothschild. Tych dwóch panów umieściło się na krzesłach. I oczywiście jest kwestia do przemawiania, że ktoś tam stał i przemawiał, ale to już zostawiam, to już jest długa historia. W każdym razie zostało to zrobione dawno temu i to właśnie w siedzibie i za auspicją Rothschildów i rodziny Solvay, bo to się działo w Brukseli.
I to jest to takie ciekawe zdjęcie, na którym jest Marie Curie-Skłodowska, już mocno łysiejąca po tych wszystkich promieniotwórczych historiach. Wszyscy ci najwięksi fizycy. Tam jest podpisana Marie Curie. Znajdziesz w opisie na zdjęciach. I to się wydarzyło w 1933 roku. I to jest właśnie to ciekawe zdjęcie, kiedy pojawia się atom, kiedy wszyscy dokładnie na tym konwencie... Bo co się stało? Oni właśnie w tym momencie dowiedzieli się, jak wykonać tą reakcję atomową za pomocą owych radioaktywnych substancji. Tu już było wiadome oficjalnie potwierdzenie, że ta technologia działa i że jesteśmy w stanie ją w tym momencie zaaplikować prosto do działania, że możemy już w tym momencie budować działający reaktor, który da nam prąd elektryczny i da nam ciepło. Dokładnie o to chodziło.
Taka historia się wydarzyła. To ja może włączę muzyczkę i przejdę teraz po tej muzyczce do tej mojej tajemniczej trzeciej części. To jest taka moja historia związana właśnie z tym wszystkim. Bo ja jestem z Wrocławia, a we Wrocławiu pojawił się taki koleś jak Nicholas Kurti, który uciekł z Węgier do Republiki Weimarskiej. Koniec końców Żyd z pochodzenia, ale przyjął niemieckie obywatelstwo z referencjami od Lorda Krebsa. Takie nazwiska się tu pojawiają. Ciekawa rzecz, bo niby Żyd, niby taka historia i tak dalej, ale wyobraź sobie, że pracował on w pewnym instytucie naukowym we Wrocławiu, który wtedy się nazywał Breslau, mieście, w którym ja się urodziłem do 1936 roku i robił bardzo ciekawe rzeczy. Później się wyniósł oczywiście, bo naziści i tak dalej, i wylądował w School of Equation, jak to się zwało? Calrhodon Laboratory, czyli Labatorium Calrhodona. To jest ta sama historia, historia profesora Simona i pierwszego z takich oficjalnych research na świecie dotyczących tak zwanych ekstremalnych pól magnetograwitacyjnych, tak zwanej technologii pulsacyjnej i to związanej z eksplozją wodorową.
Otóż to. A od strony Niemiec laboratoria, które się tym zajmowały, to między innymi firma BMW. Ale to zostawiamy. To i tak dopiero wypłynęło na światło dzienne. Wszystkie efekty tych badań dopiero w 1962 roku, gdzie właściwie po raz pierwszy wystawiono do wglądu publicznego, powiadomiono opinię publiczną, że jest na świecie taki materiał, który możemy nazwać superprzewodzącym magnesem. Po angielsku to się nazywa superconducting magnet i to oficjalnie pokazano dopiero w 1962 roku. Natomiast doskonale wiemy, że ów uciekinier z Węgier to kolega dżentelmena, który wymyślił historię z atomem i pierwszy właściwie dokonał takiej fuzji atomowej. Też pochodził z Węgier. Tak że tutaj historia się zamyka, bo właściwie okazuje się, że nie dość, że pochodzą z tego samego miejsca, to jeszcze mają tych samych sponsorów. Tak że ktoś, tak jak ci mówiłem, jest to rodzina Rothschildów, bardzo mocno zwraca uwagę na to, żeby wyłuskać z tej całej palety naukowców na świecie tych, którzy są w stanie dostarczyć im na biurko procedurę i umiejętność robienia transmutacji materiałów, chociażby z ołowiu w złoto, ze złota w ołów, czegokolwiek, po prostu z powrotem przywrócić im utraconą umiejętność po ich dziadku alchemiku, który produkował złoto, dzięki czemu rodzina Rothschildów zrobiła taką fortunę.
Tak że obsesja następnych pokoleń była prosta: dorwać się do tej technologii z powrotem, położyć na nią łapę. Wiadomo było po pierwszych eksperymentach, że zjawiska produkcji i transmutacji materiałów zachodzą i przy systemach Tesli. Ulala! To teraz już wiadomo, dlaczego taka sprawa śliska była. Poza tym, że prąd za darmo, to jeszcze otwiera drzwi do pewnych zjawisk, o których ani Kościół katolicki Ani możni tego świata, ani rody korodowane, które jeszcze wtedy rządziły na świecie w bardzo znaczącej części, nie chciały ci przekazać. Bo w tym momencie kończy się paradygmat człowieka trzymającego władzę nad drugim. Bo jeżeli ty masz taką technologię, że sobie pstrykasz palcami i na ścianie pokazuje się napis „Mane Tekelfares” i naprawdę nie jest to historia z jakiejś książeczki biblijnej, tylko jest to historia, którą ty robisz swoimi palcami, pstryknięciem i wiesz, jak to zrobić. Wszyscy dookoła mówią: „Wow, ten człowiek robi cuda”, a to jest po prostu technologia i ty wiesz, jak nią operować, to sprawy zaczynają się zmieniać. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przeciętny człowiek ma dostęp do technologii, która odbiera ludziom, którzy mają nad nim władzę, ową władzę. I to jest bardzo poważny problem dla tych ludzi i poszukiwanie technologii, która da im permanentną kontrolę nad zasobami, nad drugim człowiekiem, jest ich wręcz obsesją.
Mnie się wydaje czasami, że ci ludzie za sens swojego życia uznają tylko i wyłącznie to, ale to już zostawiam dla naszego prywatnego, osobistego oglądu. Ja tu jeszcze tylko wrócę na moment do historii, która się działa na Uniwersytecie Oxford w 1930 roku, gdzie mister Owen próbował wykonać wszystkie te magnetyczne historie. Próbował zrobić te eksperymenty, stworzyć jakiś supermagnes, wiedząc o tym, że helium, niskie temperatury, że to się inaczej zachowuje, że wszystkie materiały i pola elektrostatyczne się zupełnie zmieniają i dzieją się dziwne rzeczy właśnie podczas zmiany temperatur, podczas zmiany struktury gazowej dookoła. Takie bardzo naukowe rzeczy. Po prostu masz kawałek prądu elektrycznego w dwóch kablach. Przecinasz ten kabel i masz między nimi iskrę elektryczną, mówiąc w bardzo wielkim skrócie. I teraz pytanie, gdzie ty włożysz te dwa kable? Jeżeli włożysz do zbiornika z czymś zimnym, to się zachowa tak, a nie inaczej. Jeżeli włożysz do zbiornika z konkretnym gazem, który jest schłodzony, nagle się okaże, że wszystkie żarówki dookoła świecą. To jest numer związany z tym, że bierzesz 12 wolt, poważnie, bierzesz bateryjkę 12-woltową DC, taką kupioną, akumulator w sklepie elektrotechnicznym albo gdziekolwiek w kiosku.
Podłączasz to kablami do takiej szklanej żarówki. W żarówce musisz mieć kombinację gazów, odrobinę argonu, masz próżnię i gaz argon, a na dole oprócz argonu musisz mieć płynną rtęć. Odrobinę tej płynnej rtęci. Jedna katoda, czyli jeden kawałek prądu elektrycznego jest doprowadzony do tej rtęci oraz dwie anody wystają ponad tą rtęć. I włączasz to do prądu. I w tym momencie okazuje się, że ta lampa robi tak potężne zjawisko elektrostatyczne, że prąd, który jest odbierany na wyjściu z tej lampy, jest znacznie większy niż prąd, który ładujesz do tej lampy. Zresztą na tych lampach chodziło metro w Londynie przez długie lata. To tak, jakby się ktoś zastanawiał, gdzie jest ta wolna energia. Jest cały czas, tylko to trzeba się dalej drapać, że tak powiem, po jajach, oglądając zdjęcia panienek w bikini, zamiast prześledzić sobie dokumentację techniczną. To gwarantuję ci, że przez kolejne 200 lat twoje dzieci też będą się drapały po jajach i dokumentacja techniczna pokryje się kurzem i nikt nie będzie wiedział, że takie rzeczy były możliwe.
Później w telewizji obejrzysz „Magika” i wiesz: „Wow, pierwszy raz widzę w życiu”. Bo taka jest prawda. Trzeba się troszeczkę czasami przekopać przez ten kurz i sprawdzić, co tam było. Niekoniecznie oglądając reklamy z dziewczynami w bikini i browarem oraz meczykami w telewizji. Ci panowie nie zajmowali się oglądaniem meczy w telewizji, piciem browaru i laskami w bikini. Zajmowali się czymś troszeczkę innym. Szukali tego magicznego wejścia do tej energii. Wszyscy wiedzieli doskonale, że radioaktywność ma jeden mankament — jest radioaktywna. Wiedziała to Marie Curie-Skłodowska. Wiedzieli to wszyscy.
Wiedzieli o tym, że od prześwietlenia się umiera. Wiedzieli o tym, że coś takiego istnieje. Niemcy odkryli ciekawą rzecz. Odkryli, że pole elektrostatyczne skonstruowane w bardzo ekscentryczny sposób, z dziwnych napięć elektrostatycznych, niekoniecznie z jednego. Różne takie dziwne historie. Bardzo skomplikowana sprawa, w cudzysłowie mówiąc, dla przeciętnego człowieka. Dla technika bardzo prosta. Potrafi przeciwdziałać skutkowi promieniowania. I tak oto zaczęły się ciekawe historie. Ale wróćmy do tego Wrocławia, wróćmy do Instytutu Kajzera Wilhelma.
Wróćmy do tych wszystkich teorii, bo wtedy na świecie we wszystkich oficjalnych szkołach, które startował Rockefeller za pieniądze Rothschilda, zmieniano typ edukacji. Zaczęto uczyć ludzi na pamięć, a nie uczyć rzeczywistej wiedzy, co się zresztą dzieje do dzisiaj. Dzisiaj lekarzom dalej się wydaje, że w ludzkich żyłach płynie krew, bo zrobili analizę chemiczną i wyszło im, że to jest H2O, czyli jeden wodór z dwoma tlenami. Ale jak zrobisz analizę troszeczkę inną, to się okaże, że tam nie płynie woda. Ale zwykły lekarz dalej nie ma tej percepcji tego, w jakim świecie mieszka. To jest zaleta i zasługa zdobywczy rodziny Rockefellerów i Rothschildów, że stworzyli takie piękne uniwersytety z taką piękną dziedziną, jaką jest współczesna medycyna, która jest oparta na patentach związanych z budową polimerów, czyli wszystko cokolwiek może zrobić Rockefeller. Przecież połowa tych substancji, które są w tabletkach, opakowaniach i tak dalej, to wszystko jest robione z plastiku. To wszystko są jakieś polimery, syntetyczne substancje, które ktoś musi wyprodukować. I komponenty do tych sztucznych substancji są opatentowane. I nie byłoby żadnego problemu z tym wszystkim, gdyby nie to, że nikt nie płaci ci za sam fakt posiadania patentu.
Także musisz zmusić bardzo dużą ilość ludzi do tego, żeby kupowała twoje produkty i żeby przestawiła całe swoje życie na to, żeby zależało od ciebie. Także ta sztuczka się udała, ale wiadomo było, że jest coś innego, że jest inna fizyka. I to nie jest ta fizyka, której się uczy tłuków w szkole, tylko jest taka fizyka, która, co dużo mówić. Pola magnetyczne, dokładnie. Elektromagnetyczne, magnetyczne to jest to, nad czym pracowano. Nad cewkami, które były chłodzone wodą po to, żeby zrobić na nich zjawisko elektrostatyczne, bo wiadomo, że woda jest propagatorem tych zjawisk. Na Uniwersytecie w Oksfordzie jeszcze w latach 20. Naprawdę wiele rzeczy się działo na świecie. Teraz się o tym nie mówi. Taka największa praca została wykonana w Niemczech, ale ta praca była wykonana do spółki z Anglikami.
Przecież sir Francis Simon, który partycypował i po tej stronie kanału La Manche i po tamtej w tych wszystkich badaniach. Jak się okazuje, jak tak przyjrzysz się nazwiskom, bo tam się pojawia profesor Friedrich Lindemann, lord Cherwell Słuchaj, nagle się okazuje w tym okresie przedwojennym wszyscy ci dżentelmeni doskonale ze sobą współpracowali. Nie było problemów. To, że wszyscy wiedzieli, co robi Hitler, tak naprawdę nie było problemem z prostego powodu. Wszyscy wiedzieli, że jest to przedstawienie dla ubogich ludzi, które ma doprowadzić do polaryzacji na zewnątrz. Ty masz uwierzyć w wojnę i zostać mięsem armatnim na tej wojnie. Natomiast oni testują technologię i tą technologię testowano między innymi, sprawdzano eksperymenty lorda Calderona we Wrocławiu. Na wydziale chemii zdaje się. Trzeba by posprawdzać dokładnie. Nie wiem, czy te dokumenty są dostępne we Wrocławiu, bo zdaje się wszystkie zniknęły, ale coś może jeszcze ktoś znajdzie.
W każdym razie tu ta cała historia nagle znajduje się z dala od Berlina, z dala od wielkich, popularnych centrów, gdzieś w bardzo bogatym miejscu Niemiec, bo akurat Dolny Śląsk należał do jednych z bogatszych miejsc Niemiec. Ale takie zadupie troszkę, znaczy zadupie jak zadupie, w drodze do Wiednia. Miasto nazywane drugim Wiedniem i drugim Berlinem z powodu swojej urody, która została zmieciona z ziemi przez rosyjskie naloty i nazistów pojawiających się w mieście. W każdym razie w tym mieście po raz pierwszy postanowiono sprawdzić coś takiego, co się nazywa superprzewodnik, czyli nadprzewodnik i sprawdzić, jak to w ogóle wygląda od strony substancji radioaktywnych, a dokładnie to we Wrocławiu. Ów niemiecki Żyd, który nie miał jakoś problemu z funkcjonowaniem w III Rzeszy, która była w pełni nazistowska, robił sobie separację uranu. Rozumiesz? I nie miał z tym żadnego problemu. I robił sobie tę separację uranu naprawdę dosyć długo. Zanim wyjechał z Niemiec, to trochę czasu minęło i naprawdę nie było z tym żadnego problemu. Zresztą ten dżentelmen zaprojektował cały equipment, znaczy wyposażenie do studia Joe Milligana, takiego kolejnego naukowca, który pracował nad niskimi temperaturami.
To jest ciekawa sprawa, takie połączenie, że tu koleś sobie we Wrocławiu po cichutku, nikt o tym nie wie, separuje sobie uran. Jest 1936 rok, rozumiesz? Jednocześnie za chwilę projektuje urządzenia dla Joe Milligana, żeby jego laboratorium pracujące w niskich temperaturach zaczęło działać, żeby coś tam sprawdzić. Oczywiście laboratorium znajduje się na Oksfordzie, jakbyś nie wiem, bo to jest Oxford Instruments. To takie ciekawe połączenie. Ale nie zapomnij o jednej rzeczy, bo możesz się dziwić, że naziści i Anglicy, którzy wtedy protestowali przeciwko nazistom, że tam Hiszpania, wojna domowa, że Hitler i tak dalej. Jakie protesty? Są gazetowe oczywiście, tak jak teraz, w dzisiejszych czasach wszystko jest wymyślane, żeby zrobić tylko zadymę dookoła. Natomiast współpraca naukowa cały czas trwa. Tym bardziej, że pracują na zlecenie właściciela i jednej, i drugiej strony, na zlecenie rodziny Rothschild i sobie montują ciekawą rzecz.
Sprawdzają technologię, która została oficjalnie wycofana z użycia, oficjalnie nie istnieje. Nie ma. Możesz sobie studiować prawa Newtona i tylko tyle. Jeżeli okażesz się zbyt zdolny i zobaczysz kilka rzeczy, to może zaproponujemy ci pracę w laboratorium rządowym. Dostaniesz kontrakt, który cię uwali na całe życie. Nic nie będziesz mógł powiedzieć nikomu. Tajemnica rządowa. Oficjalnie ta technologia nie istnieje. Chodziło o niskie temperatury w Oxford University. Te wszystkie rzeczy, które były robione w Niemczech, właściwie powtarzano, próbowano testować w Oxford.
Taka ciekawa historia. Tuż pod okiem rodziny królewskiej, pod okiem Amerykanów. To taka tajna, niby niemiecka technologia. I ci ludzie, pomimo że nazizm, pomimo wojny, pożogi wojny, rozpacz i trwoga, nie było problemu. Paszporty tych ludzi działały na każdej granicy. Ciekawe. Ale nic dziwnego, skoro rodzina królewska, cały członek rodziny królewskiej był generałem SS. Dosłownie brat tej dzisiejszej królowej. Tak, tej królowej, która prawdopodobnie jest już martwa, przynajmniej w wymiarze fizycznym. W tym kraju należał do SS i był generałem SS, co tu dużo mówić.
On odpowiadał za kontakt pomiędzy rodzinami, pilnował, co się tam dzieje na włościach, w laboratoriach. Zresztą tak powstało tak zwane British Oxygen Company. Właśnie na tych patentach, na tej pracy badawczej. W każdym razie Niemcy, wydaje mi się, i tu się zaczyna moja spekulacja. Jeszcze tylko ci powiem o kilku rzeczach przed spekulacją, bo cała ta historia tego jest związana naprawdę z bardzo ciekawymi rzeczami. Chodzi o firmę o nazwie Hillman Hearts, która pracowała nad wszystkimi sprawami związanymi z magnetyzmem. Tam jest kolejna firma, która się nazywa Royal Raider Establishment Malvern, czy jakoś tak. Malvern? Malvern. Jest masa takich dziwnych organizacji gdzieś na styku rządu, prywatnych korporacji.
Oczywiście wszystko to chodzi na patentach, na technologii, która przychodzi prosto z Niemiec. Wygląda to dokładnie tak, jakby laboratoria w Niemczech, gdzieś tam po cichu we Wrocławiu, gdzieś tam po cichu w instytucie pod Berlinem, gdzieś w Berlinie, gdzieś za Berlinem, gdzieś w Bawarii, gdzieś w Riese. Właśnie w Riese niekoniecznie, bo tu zaraz ci powiem, co ja na ten temat wiem. Ale znakomita część laboratoriów w Niemczech non stop zasuwała i dostarczała wszystkie wyniki badań do swojego mecenasa, który się nazywał Rothschild. Wszystko było finansowane przez tak zwany Drummond's Bank. Gdzie ta rodzina? Bo tam jest jeszcze rodzina. Och, dużo ludzi. Rodzina tych naukowców, którzy włożyli w to pieniądze, musiała jakoś to wybierać wszystko. Wszystko musiało być poukładane.
Historia z Oxfordem polega na tym, że eksperymenty, które tam zaczęto w latach 30., a dokładnie Mister Owen przeprowadzać, miały pewne problemy i nie dało się z tego nic zrobić. Tam była historia, żeby wystartować firmę i tak dalej, ale nie było przede wszystkim ludzi, którzy by to mogli robić, bo na świecie było dosłownie paru specjalistów w tej dziedzinie. Wszyscy pracowali jak jeden mąż w laboratoriach za puszkę pszennego ryżu. Wojna, wielkie Niemcy, naukowcy pracują dla swojego narodu albo żeby ocalić swoją dupę, a wszystkie te dane są pakowane i wysyłane do odpowiednich ludzi, którzy wcale nie mieszkają w Niemczech. Anyway, wszystko tylko po to, żeby znaleźć tą metodę transmutacji, bo wiadomo, że jest blisko. Wiadomo, że żeby to wykonać, trzeba zmienić pole grawitacyjne, bo pole grawitacyjne w jakiś sposób determinuje materię. I tam po raz pierwszy zaczęto pracować na tak zwanych magnesach w warunkach nadprzewodnictwa używając helu. To jest ten moment, gdzie polewasz helem kawałek czegoś, bierzesz magnes nad to, kładziesz i ten magnes stoi cały czas w tym samym miejscu. Jak go rozkręcisz, to magnes się cały czas kręci. Tak długo jak utrzymujesz niską temperaturę, tak długo materiał dostaje ciekawych właściwości.
Ale tutaj jeszcze słowo o jednej rzeczy. W 1936 roku pojawia się ciekawa rzecz. Ktoś w Niemczech, prawdopodobnie Niemcy. To już jest moja spekulacja, że tutaj sprawy się rozchodzą. Niemcy coś skumali, coś zauważyli, że jest coś więcej. Być może zauważyli, że rodzina Rothschildów nie jest zainteresowana niczym innym poza bardzo wąskim sposobem robienia transmutacji, który jest oparty na bardzo skomplikowanych zasadach. A Niemcy odkryli coś bardzo prostego, coś naprawdę przerażająco prostego. Chodziło o interakcję pól elektromagnetycznych i interakcję pól. Teraz wiemy, że to są pola grawitacyjno-magnetyczne. To są pola radiacyjne, tak można to nazwać, czyli pola promieniotwórcze.
Niemcy odkryli kilka rzeczy, o których nie powiedzieli nikomu. O ile mieli fuzję atomową, to odkryli coś takiego, co aktualnie nazywa się fuzją neutronową. Brzmi strasznie pogięcie, ale już ci tłumaczę, o co chodzi, bo naprawdę sprawa jest banalnie prosta. To jest reakcja atomowa na poziomie atomu. Powstaje takie łupnięcie, że wszystko się rozsypuje dookoła, ale wzruszasz materię na poziomie atomowym. Wszystko się składa na świecie z atomu, elektronów i neutrona z drugiej strony albo paru neutronów. Zwał, jak zwał. I to pomiędzy się nazywa przerwa pomiędzy protonem i neutronem w fizyce. Tak jest skonstruowany cały świat. Jeżeli teraz zrobisz reakcję protona, mocną, trzaśniesz go konkretnie, to możesz zacząć reakcję pomiędzy wszystkimi innymi protonami.
To jest reakcja atomowa. Oddziałujesz na protony, natomiast reakcja neutronowa odznacza się tym, że oddziałujesz na taki bardzo tajemniczy kawałek tego całego kosmosu. Nawet do dzisiejszych czasów nauka ma z tym problem, a ja akurat nie mam, ale to inna sprawa. Chodzi o neutron. Zrobisz fuzję neutronową. I to jest w ogóle ciekawa rzecz, bo o ile przy fuzji atomowej wszyscy sąsiedzi, wszyscy cię widzą. Powstaje gigantyczny grzyb, radioaktywność. Bardzo łatwo jest cię znaleźć. Specjalne pierwiastki do tworzenia tej fuzji, specjalne paliwo do reaktora. Rozumiesz wszystkie te historie po drodze, jesteś tak łatwo namierzalny, że wszyscy cię znajdą.
Każdy, kto się chociaż odrobinę na tym zna i wie, czego szuka, od razu trafi na twój ślad. Ale się okazało, że jest jeszcze substancja o nazwie neutron i jest to związane z polami magnetycznymi. I Niemcy o tym doskonale wiedzieli. Tradycja niemieckiej nauki to jest Viktor Schauberger między innymi, to są te vortexy. Wiadomo było, że vortex generuje potężną reakcję w wodzie, przy czym ta reakcja... Gdzie jest mój las? Gdzie jest mój las? No właśnie, las gdzieś znikł i już się pojawia. Ta reakcja w wodzie jest tak samo potężna, jeżeli nie potężniejsza jak reakcja pomiędzy atomami, ale w przeciwieństwie do tego, co się dzieje w laboratorium Marii Curie-Skłodowskiej nikomu nie wypadają włosy i zęby ani krew nie cieknie z nosa. Czyli nie ma promieniowania radioaktywnego, a moc jest jeszcze większa.
I zabawnie, tak samo jak w reaktorze przy reakcji atomowej, tak samo przy reakcji neutronowej zaczynasz widzieć światełko. Czyli wniosek — wejście dokładnie do tej samej energii. Tu zaczyna się historia związana z poszukiwaniami tajemniczego Graala, tajemniczej energii, tajemniczych legend poza granicami Niemiec przez umyślnych tego systemu, którzy byli wysyłani do Tybetu, byli wysyłani do Azji, byli wysyłani do Amazonii, byli wysyłani w wiele różnych miejsc po to, żeby zbierać najstarsze legendy i zapiski ludowe o tej tajemniczej mocy, bo wiedzieli, że kiedyś przecież ktoś to musiał robić. Przecież nie były to głupki. Byli to naziści bardzo krwawi ludzie, wariaci, szaleńcy, jeżeli chodzi o mordowanie, ale też nie byli idiotami aż takimi. Robili to dla pewnej sprawy nie tylko żeby sobie pozabijać, ale ktoś im obiecał jakąś niesamowitą nagrodę i oni też jeszcze coś mieli. Coś, o czym wiedzieli, ale nikomu nie powiedzieli. Ja tak ciągle łączę te rzeczy, ale to się po prostu nie da inaczej, bo sprawa o stratach specjalnie rozłożona na pierwiastki pierwsze, ciężko było ją połączyć. Ale jeżeli zbierzesz to wszystko do kupy, daty same na siebie wpadają. Pamiętasz historię z Nicolą Teslą?
1911 rok, zakaz emisji eteru i tak dalej. Momenty historii, kiedy w Stanach Zjednoczonych pojawia się prawodawstwo, które zakazuje emisji fal w eterze, czyli emisji prądu elektrycznego, chociażby darmowo produkowanego w jakikolwiek sposób. Dlaczego? Ponieważ to nie jest tylko taka dzika żądza władzy nad czymś. Nie możesz zakazać ludziom korzystania z energii i robienia czegoś, dopóki sam nie masz lepszej opcji w ręku. Wiesz, o czym mówię. To jest tak, jak z wojskiem. Ma patent na coś i ten patent trafi dopiero na rynek cywilny, kiedy wojsko już go wyeksploatuje, skończy z nim i dostanie nowy patent. Wiadomo było, że z prądem elektrycznym i tym wszystkim, co robi Nikola Tesla, jest tak zwany domino effect, efekt domina. Czyli jeżeli jedna osoba zrobi, druga osoba zrobi, trzecia się nauczy, czwarta i nie jest to aż tak skomplikowane i wszyscy są w stanie to zrozumieć.
Poza oczywiście tymi możnymi świata. Ale jest taka część nauki, która wymaga więcej zaangażowania, więcej pieniędzy, więcej wszystkiego i nikt sobie w domu tego nie zrobi. Ale też jest pewną drogą na skróty, bo tutaj widzisz, musisz dealować z kolesiami typu Nikola Tesla, musisz być porządnym człowiekiem i tak dalej. Duże zasoby, dużo ludzi zaangażowanych w sprawę i to musi zadziałać. A tutaj się okazuje, że masz coś niesamowitego. Bierzesz płynny hel i robisz go w temperaturze -269 stopni Celsjusza. I nagle opór, który jest w materii, jak puszczasz przez niego prąd jakikolwiek, znika. Czyli możesz przez kawałek druta, który normalnie by się zagotował i wyleciał w powietrze, przepuścić dowolną ilość prądu. W ogóle nie ma limitu. W skali Kelvina jest to nazwane absolutnym zerem temperaturowym, tak zwany zero stopni Kelvina.
I to jest w ogóle ciekawa rzecz, bo przesuwasz tylko tą linię o cztery stopnie w kierunku bardziej zimnej, czyli masz o cztery stopnie Kelvina mniej. I nagle wszystkie teorie na ten temat przestają działać. Teorie na temat normalnej fizyki, bo pojawia się fenomen nadprzewodnictwa. I to właśnie odkryto w 1913 roku. Odkurz sobie sprawę, kiedy gigantyczne pieniądze, nagle gigantyczni inwestorzy, pieniądze, wszystko się odwróciło od Nikoli Tesli. Stwierdzono, że jest fajny, ale w tym momencie wieszamy pana na hak, bo swoje zrobił. Nauczył nas, jak wywołać pewne zjawiska w swojej dziedzinie. Więcej od niego nie chcemy, bo grozi tym, że wszyscy będą mieli darmowy prąd i jeszcze światem rodzina Rockefellerów nie będzie mogła sobie porządzić i złoto straci wartość. Także mamy tu lepszą opcję. Mamy jeszcze większą moc, która się pojawia, kiedy tylko obniżymy temperaturę.
I tak to sobie stało, dryfowało, w cudzysłowie stało, dryfowało, bo badania nad tym były cały czas po cichu prowadzone, teoretyczne i praktyczne. I w 1933 roku dwóch niemieckich dżentelmenów, Walter Meissner i Robert Ochsenfeld dokonują udanego eksperymentu powtarzalnego i wszystko działa. Żeby było zabawniej, ten pierwszy efekt w 1913 roku został odkryty przez Heinka Kamerlingha, nie wiem, czy dobrze wymawiam te niemieckie nazwiska, na Uniwersytecie w Leiden w Niemczech. Także naprawdę nie było to zbyt daleko, że tak powiem. To wszystko po drodze. Jak widzisz, wszystko działo się dosłownie w Niemczech na miejscu. Także też taka przesłanka, jakbyś chciał się zastanawiać, dlaczego akurat w Niemczech postanowiono przeprowadzić ten eksperyment socjotechniczny stworzeniem nowej ludzkiej, genialnej rasy. Tam było najwięcej naukowców, tam był największy potencjał intelektualny i mamy miejsce do kontrolowania tego wszystkiego. Wszystko na miejscu, można powiedzieć. I dokładnie w tym 1933 roku, kiedy Meissner i Ochsenfeld zrobili ten eksperyment i powtórzyli, właściwie odkryli taką ciekawą rzecz.
Odkryli nadprzewodnictwo w materiałach. Odkryli, że w tym momencie, kiedy występuje to zjawisko nadprzewodnictwa, nagle pole magnetyczne się zmienia dookoła magnesu i kiedy przesuwasz ten magnes, to pole sobie zostaje. Nie chcę się wbijać w techniczne rzeczy. Mogę ci oczywiście wytłumaczyć, na czym polega nadprzewodnictwo. Tak się zastanawiam, czy ci tłumaczyć. To jest sobotni wieczór. Generalnie tworzy się puls pola magnetycznego i w tym fenomenie zwanym diamagnetyzmem pojawia się magnetyz i diamagnetyz. Takie dwie rzeczy obok siebie i nagle w tej temperaturze, to się nazywa Meissner efekt, jak chcesz sobie przeczytać o tym troszeczkę więcej. Sorry, nie będę tego tłumaczył. Nie chce mi się.
Jest sobotni wieczór. Odkładam wszystkie te naukowe rzeczy na bok. Wikipedia, tak to się nazywa efekt Meissnera. Meissner pisze się przez dwa S. I to jest historia związana z tym, że mocny magnes, który powinien się przylepić do stołu, który jest metalowy, nagle, kiedy polejesz ten stół ciepłym helium, obniżysz temperaturę do odpowiednio niskiej. W tym momencie ten magnes zaczyna produkować prąd. Nadprzewodzący materiał nagle przewodzi energię z kosmosu. W takim bardzo wielkim skrócie można to opowiedzieć. I to jest coś, co się wydarzyło w Niemczech. To jest ta trzecia tajemnicza moc, która się pojawiła właśnie wtedy, kiedy pojawiło się Riese.
I to nie jest tylko atom, to nie są tylko urządzenia i pomysły Nikoli Tesli. Tak naprawdę urządzenia Nikoli Tesli służyły tylko i wyłącznie do wybudowania instalacji elektrycznej po to, żeby włączyć reaktory i przesłać tą energię, która zostanie wyprodukowana tak, żeby nikt się nie zanurzał w troszkę większe detale. Wiadomo było, że Teslę mniej więcej wszyscy znają, tam nikt nie będzie się burzył. Można tego użyć, jest świetną metodą i to doskonale pasującą właśnie do tego sposobu pozyskiwania energii, bo nikt nie jest w stanie zlokalizować źródła produkcji energii, kiedy ty je sprytnie ukryjesz gdziekolwiek. I nagle robisz szast-prask, włączasz pstryczek elektryczek i w całych Niemczech żarówki włożone w ziemię się świecą prądem elektrycznym. Oczywiście odpowiednie żarówki produkowane przez niemiecki rząd, które są dostosowane do odpowiednich parametrów elektrycznych na przykład. Mają odpowiednią częstotliwość albo coś w tym stylu odbioru tego prądu. Taki był pomysł na zastosowanie Tesli. Drugim pomysłem było to, że trzeba było zapłacić frycowe, ponieważ ta transmutacja, która miała zostać sprzedana rodzinie Rockefellerów i właśnie to, nad czym pracowano, miało się odbyć w dziedzinie atomowej. Wiadomo, że jest tam promieniotwórczość i tak dalej.
Niemcy tam ciężko pracowali nad tym, żeby tą promieniotwórczość zanihilować. Wygląda na to, że im się udało doskonale. Jest taka zachowana rozmowa, zanotowana rozmowa oficjalna pomiędzy sekretarką Dżentelmena, który był szefem projektu NASA, tego lotu kosmicznego. O tego szalonego Niemca, który wysłał rakietę w kosmos z Amerykanami. Jest to bohaterem amerykańskim. Tak, o tego samego dżentelmena chodzi. Tam na czacie chyba zaraz ktoś poda nazwisko. Specjalnie unikam nazwisk. Anyway, jego sekretarka powiedziała, że była świadkiem, kiedy Amerykanie, amerykańscy generałowie się pytali: „Ale co z promieniowaniem? Co z promieniotwórczością, która występuje w kosmosie przy wysyłaniu ludzi w kosmos?”.
Ten dżentelmen odpowiedział, że z tym problemem poradziliśmy sobie już dawno, a była to rozmowa, która się odbywała w latach 50. czy tam na początku lat 60. jakoś tak, na samym początku startu projektu kosmicznego amerykańskiego. I się okazało, że ten problem jest rozwiązany. Jak zanihilować promieniotwórczość? Normalne. Niemcy pracowali nad tym od samego początku. Właściwie wszystkie najważniejsze odkrycia zostały właśnie wykonane w owym kraju. I ciekawostka, bo słuch o zjawisku lewitacji, o zjawisku nadprzewodników nagle znika. On się pojawia z powrotem.
On się cały czas przemyka w Uniwersytecie w Cambridge i tak dalej. I się okazuje, że właściwie w pewnym momencie Niemcy odcinają się troszeczkę od Zachodu. Wybucha II wojna światowa. Tam oczywiście cały czas deale są prowadzone. To nie jest tak, że Hitler postanowił zapomnieć o swoim mocodawcy Rothschildzie. Nie, nic z tych rzeczy. Zapomnij o tym. Nic takiego się nie wydarzyło, ale Niemcy postanowili ukryć to ciekawe zjawisko, które odkryli. To bardzo proste zjawisko i niekoniecznie dzielić się tym ze swoim mecenasem. Taka sprytna sztuczka.
„Okej, pracujemy dla ciebie, robimy wszystko tak, jak chcesz. Wysyłamy ci najnowsze raporty naukowe tak, żebyś mógł wszędzie na świecie to sobie duplikować. Ale jest taka drobna sprawa, którą tu odkryliśmy i o tym ci nie mówimy”. Ta historia zaczyna się w 1936 roku, kiedy Niemcy chyba definitywnie stwierdzają, że zostawią coś dla siebie. Tak troszeczkę dla siebie. I zaczynają sobie grzebać w tych nadprzewodnikach. Oczywiście nie trzeba czekać zbyt długo, bo w Stanach Zjednoczonych w 1941 roku już się pojawia kilka pomysłów na to, żeby to zagospodarować. W ogóle w 1941 roku pojawia się substancja nobium nitrite, czyli takie bardzo szlachetne substancje gazowe, w których możesz przeprowadzać zjawiska nadprzewodnictwa i tak dalej. Dopiero później pojawia się wandajum, silikon i wszystkie te dodatkowe materiały. Ale na początku właśnie Niemcy mieli coś, czym nie chcieli się specjalnie chwalić i postanowili schować to bardzo głęboko.
I moja teza brzmi tak, że jest to dokładnie ta technologia. To jest połączenie wszystkich tych rzeczy naraz, szczególnie właśnie związanych z nadprzewodnikami, bo nadprzewodniki to jest to rzeczywiste zjawisko. To jest to rzeczywiste słońce, które świeci nad nami, które widzimy. To właśnie wszystko jest związane z tą częścią nauki. Tam naukowcy próbowali nas przekonać, że słońce to jest fuzja atomowa i tak dalej, ale nikt nie zobaczył ani grama radioaktywności w kosmosie od tej strony. Taka fuzja jądrowa by już dawno nas wszystkich zabiła i unicestwiła każde życie w Układzie Słonecznym, jeżeli jakiekolwiek poza tą planetą jest. To bez dwóch zdań. Natomiast coś takiego się nigdy nie wydarzyło. Teorię Einsteina tam można sobie pod dywan zamieść. W każdym razie Niemcy zamietli te teorie dosyć skutecznie i zaczęli pracować nad superprzewodnikami.
Jednym z efektów pracy tych dżentelmenów, takiej ukrytej pracy nad tym projektem, są między innymi kable znajdujące się właśnie w Górach Sowich. Możesz tam trafić na bardzo ciekawy kabel, który wygląda bardzo podobnie do kabli stosowanych przy instalacjach Nikoli Tesli. Bardzo podobnie, za jednym wyjątkiem. Ma specjalną otulinę wewnątrz kabla. Jest kabel wewnątrz kabla. Kabel koncentryczny. Tak to się nazywa w języku polskim i Niemcy o tym nic za bardzo nie mówili, ale prawda jest taka, że zanim pojawił się kabel koncentryczny oficjalnie, a kabel koncentryczny pojawił się w latach 60. oficjalnie, te kable koncentryczne możesz sobie znaleźć właśnie nie w Karkonoszach, w Górach Sowich, w kilku miejscach. Nie wiem, czy dalej tam są. Może jeszcze są.
Ta otulina jest z innego materiału. W środku jest miedziany, później jest otulina z innego materiału, później są inne materiały, później z powrotem na to idzie specjalna wiązka miedzianych kabli. Nie stosuje się takich kabli w żadnych innych przypadkach. To jest kabel specjalnie stosowany do zjawisk tak zwanego nadprzewodnictwa. Czyli ktoś, kto projektował kable, które miały łączyć kilka centrów komunikacyjnych, tak zwanych komunikacyjnych pomiędzy Riesę, czyli Górami Sowimi a Wrocławiem, w dziwny sposób korzystają z kabli, o których istnieniu wtedy świat nie miał bladego pojęcia. Rozumiesz? Kable do nadprzewodników w 1940 roku troszeczkę takie egzotyczne. Nikt wtedy nawet jakby spojrzał na kabel, nie wiedziałby, co to jest. Wtedy, kiedy wyrywano te kable, to był chyba 1951 rok czy 1950 rok z Gór Sowich za pomocą ciągników, żeby dostarczyć je do Warszawy i tam przekopić na kable, które posłużą za instalację telefoniczną w Ministerstwie Propagandy. Nikt o tym nie wiedział.
Oficjalnie te materiały w ogóle i te kable pokazują się po raz pierwszy w 1953 roku gdzieś w Stanach. Tam się pierwszy raz pokazuje te właściwości nadprzewodników przy troszkę innych temperaturach. I dopiero w 1962 roku naukowcy z laboratorium Westinghouse. Jeżeli wiesz, do kogo należy Westinghouse, to nazwisko Rothschild, Rockefeller nie powinno cię dość dziwić. Oczywiście wiemy, to są właściciele tego zamieszania. Właśnie z Westinghouse wypływa pierwszy komercyjny Nadprzewodnikowy kabel, 1962 rok. Wykorzystujący stopy szlachetnego tytanu, dokładnie NBTi, tak to się zapisuje. I specjalnej miedzi. Akurat w zjawiskach nadprzewodnictwa właśnie miedź wykazuje te specjalne właściwości. Akceleratory zrobione specjalnie z miedzi i tego szlachetnego tytanu.
Wszystko to było prowadzone w tak zwanych Rutherford Appleton Laboratory. Laboratorium Rutherforda do tej pory istnieje w Anglii, bo to w Anglii robione, blisko, pod nosem, że tak powiem. I tak to się stało. Zbudowano pierwszy akcelerator wykorzystujący zjawisko nadprzewodnictwa. Później nie wybudowano pierwszego reaktora, tylko stworzono pierwsze kable do reaktora, bo reaktor tak naprawdę pojawił się oficjalnie dopiero w Stanach Zjednoczonych w 1987 roku. Wyobraź sobie, ile czasu musiało minąć od 1936 roku, kiedy ostatniego dżentelmena, który pracował we Wrocławiu nad rozszczepianiem pierwiastków radioaktywnych, odwołano do centrali w Anglii i do Stanów. I Niemcy udając, że niby doszli już do ściany naukowej i opracowali wszystko na temat atomu, zaczęli chyba troszeczkę ściemniać ten Zachód, że oni już tylko się atomem zajmują. Ale zaraz po wojnie coś z tej informacji wyciekło. Dlatego nie masz ani grama śladów pracy nad czymkolwiek, jeżeli chodzi o nadprzewodniki w okresie, kiedy trwała wojna światowa, bo na Zachodzie nie pracowano nad tym. Wszyscy specjaliści zostali w Niemczech i coś takiego było nieznane jako takie.
Nie było tej dziedziny nauki. Razem fizyków atomowych było dosłownie może 10, na palcach jednej ręki policzyć, jeżeli masz 10 palców na jednej ręce oczywiście. Anyway, widać te powiązania jak na dłoni. Widać, że daty się idealnie zgadzają, że ludzie się doskonale zgadzają. Później następuje wymiana tych ludzi. Ale do zjawiska. Mamy fuzję neutronową, czyli fuzję, która nie robi potężnego promieniowania dookoła. Robi promieniowanie, ale o wiele mniejsze. Zastanawiałeś się kiedyś nad budynkami w Górach Sowich? Jest takie miejsce, które się nazywa, zapomniałem, bo tam są nazwy wymyślane przez lokalnych mieszkańców.
Obok kasyna są fundamenty budynku, który tam niby miała być przepompownia, jakieś takie historie. Tak to się oficjalnie mówi. Ale jeżeli się przyjrzysz fundamentom, widzisz miejsce po drzwiach, które były hermetycznie zamykane. Przechodziłeś przez duże śluzy. Nie wiadomo jakie śluzy. Jak ktoś montuje duże śluzy, to wiadomo, że albo chemia, albo radioaktywność. Ale wiadomo, że mowa jest o radioaktywności. Jest potężny, okrągły pokój w tych betonowych fundamentach na dole. Idealne miejsce na reaktor. Lepszego sobie nie wyobrazisz.
Są szerokie schody. Muszą być szerokie schody, ponieważ dojście do reaktora jest takie, że dwie osoby znoszą substancje na dół. To nie może być tak, że schodzisz po małych schodkach, po których się ślizgasz. Musisz tam znieść części reaktora delikatnie, żeby ich nie uszkodzić. Także to jest naturalna historia. I potężny system podziemny, wbudowany do odbierania energii z reaktora razem z systemem chłodzenia i systemem wietrzenia, bo to miejsce na dwa potężne silniki diesla, które miały niezależnie od czegokolwiek zasilać to wszystko i prawdopodobnie chłodzić albo być zapasowymi silnikami. To jest budynek na szczycie górki i wszystko to jest połączone z potężnym kompleksem pod ziemią, bo jak tam walniesz w jedną z tych paru rur na górze, to słychać na dole w tym kompleksie. Taka zabawna historia. Czyli gdzieś połączenie musi być. Znana historia tym, którzy tam się szlajali, podróżowali i wysłuchiwali, sprawdzali te wszystkie opowieści.
Ale do czego zmierzam? Do tego zmierzam, że w Górach Sowich nagle pokazuje się kabel. Kabel, który właściwie fizycznie nie powinien istnieć, bo te kable, cała ta instalacja pojawi się dopiero w latach 60. Dopiero w dużych amerykańskich korporacjach. A właściwie jest dopiero w latach 80. używana na co dzień, jest pokazywana. Dopiero w 1986 roku oficjalnie się mówi, że jest coś takiego jak pole nadprzewodników, że to nie jest zjawisko nadprzewodnictwa jako takiego, tylko że to jest pole. I to Alex Miller i Greg Bednorz to wykrywają. Oczywiście siedząc w laboratorium IBM-a w Szwajcarii i stworzyli to w oparciu o ceramiczne elementy. I tu jest właśnie ciekawa historia, bo tu sprawy zaczynają doskonale trafiać na siebie, szczególnie jeżeli wylądujesz w Górach Sowich i zaczniesz chodzić po tych wszystkich kasynach i tak dalej.
Zobaczysz tam resztki instalacji, która się składa z rur ceramicznych. Jak to wytłumaczyć? Jest tylko jedna metoda, przynajmniej według mnie. Oczywiście mogę się mylić. To moja hipoteza. Robiono tam reakcję w niskich temperaturach, reakcję neutronową. I to jest coś, o czym Niemcy nie chcieli absolutnie nikomu powiedzieć, bo różnica pomiędzy fuzją atomową a neutronową jest kolosalna. Pierwsza rzecz, jedna jest koszmarnie droga, absorbuje gigantyczne zasoby. Musisz mieć specjalne substancje. Jest to bardzo niebezpieczne.
Naukowcy, którzy nad tym pracują, mogą umrzeć. Naprawdę ryzykowna sprawa. Natomiast fuzja neutronowa jest czymś o wiele potężniejszym i angażującym o wiele mniejszą przestrzeń, bo promieniowanie jest o wiele mniejsze. Także reaktor jest stosunkowo o wiele mniejszy. Ryzyko, że to pieprznie jest o wiele mniejsze. Od strony teoretycznej jest czymś większym. To jest matka tych wszystkich reakcji, które powstają w całym kosmosie, tak możesz to nazwać. Właśnie w neutronie. Niemcy już o tym wiedzieli i postanowili postawić na źródłową moc, energię, już nie kopać się w atom. Te radioaktywne pierwiastki, szczególnie po tym, kiedy zauważyli, że to zjawisko, które dzieje się w reaktorach atomowych, pojawienie się pól elektrostatycznych, transmutacja materiałów i tak dalej, jest związane z polem, które występuje.
Dokładnie to samo pole pojawia się przy nadprzewodnikach. Dlatego kable mają specjalną strukturę. Mają specjalną owijkę, która jeszcze w tamtych czasach była robiona z cynku, cynkowej folii. To wygląda jak folia aluminiowa, ale to nie jest aluminium. To jest cynkowa folia. Może też być folia aluminiowa, ale to jest sprytny stop. Jeżeli kiedykolwiek uda ci się jeszcze znaleźć takie kable w Riese, one poginęły. Mam takie wrażenie, że ktoś naprawdę mocno zadbał, żeby wyrwać te wszystkie kable, zanim ktokolwiek się do tego dorwie i porobi zdjęcia. Ciężko jest trafić na te kable. Ja dwa razy trafiłem dokładnie na te kable z otuliną i zawsze się zastanawiałem, jak to jest.
Kabel jest wielki, taki, że dwoma rękami dalej bym go nie objął. Nie rękami, tylko dwoma dłońmi, bo dwoma rękami to obejmę, ale dwoma dłońmi nie obejmę. Jest potężna, gruba rura i jest tak śmiesznie zbudowany, że widzisz te wszystkie wiązki i tak dalej. Widzisz te dziwne kompozyty w środku. To wszystko idzie w ceramicznych rurach. Wszystko w ceramicznych rurach. Jaki jest powód? Dlaczego ktoś miał puszczać to w ceramicznych rurach? Oczywiście ceramika nie rdzewieje i tak dalej. Wiemy o tym.
To można uznać za argument, ale nie za bardzo taki argument. Tym bardziej że ludzie, którzy pracowali przy tych technologiach, później pojawiają się zaraz po wojnie, między innymi w Argentynie i za rządów Peróna w Argentynie pojawia się pewien niemiecki naukowiec, który ma korzenie wywodzące się z Riese i nie pojawia się tam przez przypadek samodzielnie, tylko pojawia się tam na zaproszenie Niemców, którzy tam się ewakuowali za pomocą paszportów watykańskich przez Hiszpanię i postanowili zrobić sobie drugą Bawarię chyba. Pojawia się tamten naukowiec i zaczynają budować reaktor. Największym problemem zaraz po wybudowaniu okazuje się, że ktoś skichał plany i rury w reaktorze są żelazne w środku betonowych ścian, więc zapada szybka decyzja, która kosztowała fortunę i opóźniła prace. Właściwie nie wiadomo, czy tę fuzję się udało zrobić, czy nie. W każdym razie trzeba było zburzyć całą konstrukcję i wybudować od nowa z rurami, które były ceramiczne. Dokładnie takie same rury ceramiczne widzisz w kompleksie na Osówce, dokładnie te same historie. Zabawniej wygląda sprawa ze wszystkimi tymi stacjami radiowymi w cudzysłowie. Widzisz bardzo specyficzne profile, rury ceramiczne, do których miano wkładać kable. Oczywiście ceramika jest wygodna, stosowano ją w wielu miejscach.
To jest taki sprytny numer, jak schować technologię w odpowiedni sposób, tak że ktoś spojrzy z boku, powie: „Solidnie chcieli wybudować. Nie chcieli, żeby im rury zamokły”, ale naprawdę nie montuje się aż takich kabli, żeby budować specjalne instalacje na środku góry w budynku, puszczać specjalne profile z ceramicznych rur średnicy 30 centymetrów, do 40 czasami. Co tam miało być w tym wszystkim? Co miało być na środku góry, człowieku? Przecież tam się nie montuje kabli. Na środku góry możesz sobie otworzyć koszyk, wyciągnąć z niego kanapkę, butelkę ze swoim ulubionym napojem, usiąść na łące i rozejrzeć się dookoła, jaki piękny widok z tego szczytu, ale nie kable, które powinny zasilać pół wielkiego miasta. To jest ten ślad, właśnie ten drobny ślad, że Niemcy odkryli zjawisko nadprzewodnictwa i wygląda na to, że ta fuzja się dokonała, że została wykonana. Nie sądzę, żeby ktokolwiek w Niemczech w momencie, kiedy III Rzesza została odwołana do końca, kiedy już sponsorzy powiedzieli: „Okej, zamykamy ten projekt, już koniec. Dowiedzieliśmy się wszystkiego, co tylko można. Mamy już swoją fuzję atomową, mamy najważniejsze zjawiska, dokonaliśmy transferu technologii.
Jeżeli zostawimy to wszystko samopas, to jest zbyt duże ryzyko, że podczas nieustannie ciągnącej się wojny kogoś zaświerzbi ręka, ktoś zwariuje i zbyt dużo technologii wydostanie się na zewnątrz, bo ktoś postanowi zbudować z tego bombę i to akurat nie będziemy my, czyli Rothschildowie w Ameryce albo w Anglii, tylko na przykład Niemcy albo ktoś inny po drodze się dorwie. Jest masa ludzi, którzy cierpią podczas wojny. Komuś może odjechać i się nagle okaże, że praktycznie technologia jest już poza kontrolą jakąkolwiek, bo bardzo łatwo w sytuacji totalnego chaosu w Europie może to wyciec spod kontroli. Prosta sprawa. Zarządzamy koniec projektu, zamykamy III Rzeszę, robimy przy okazji potężną wojnę, żeby zarobić na handlu bronią jak najwięcej. Będziemy ją ciągnęli latami jak najdłużej, jak najlepiej. Każda rzeka jest dobrą zaporą, żeby przy niej stanąć i przedłużyć wojnę o kolejne dwa, trzy miesiące. To jest potężna kasa, która idzie na sprzęt, amunicję, paliwa i tak dalej, a przy okazji po drodze rozwija się technologia. Niemcy coś złapali. Nie wiem co, nie wiem kiedy.
Ślady prowadzą do Wrocławia 1936 roku. Urywają się właśnie tam w 1938 roku finalnie. Cokolwiek było na ten temat, ja już na nic nie trafiłem. Żadne inne informacje. Nagle grupa naukowców, cały dział dziedziny znika. Znika Viktor Schauberger, znikają wszystkie opracowania na temat vortexów, znikają wszystkie opracowania na temat alternatywnej fizyki, za wyjątkiem bardzo nielicznych prac, które są gdzieś tam czasami znajdowane teraz, w dzisiejszych czasach w Berlinie, które właściwie operują głównie na temat technologii atomowej. Ta druga rzecz jakoś znika. Jest grupa naukowców, która pracowała nad bardzo alternatywnymi rzeczami, które nagle wyparowały. Nie zginęli w obozach koncentracyjnych, nie zniknęli, nikt ich nie rozstrzelał. Nagle na początku lat 50.
w Argentynie pewien dżentelmen z Niemiec zaczyna budować bardzo dziwny reaktor. Reaktor fuzji neutronowej. Nie atomowej, tylko neutronowej. Cały świat się puka w głowę. Przecież to niemożliwe. Takie rzeczy nie istnieją. Przecież Einstein napisał, że nie istnieją. Amerykanie są lekko przerażeni i nagle łapią, że podczas tej całej zabawy w budowanie Trzeciej Rzeszy Rothschildowie przegapili jedną rzecz. Przegapili nadmierną pracowitość naszych sąsiadów zza zachodniej granicy, czyli Niemców, którzy postanowili, że skoro jest pod ręką troszeczkę inne zjawisko, to okej. Sponsor chce od nas tylko dokumentów na temat atomu i elektrostatyczności, pulsów elektromagnetycznych.
Okej, damy mu to wszystko, ale jest tu coś ciekawego, co się pojawiło i skoro się nikt o to nie upomniał, to my sobie po cichutku to zrobimy. I rzecz okazała się naprawdę potężnym, excuse me my French, ale dosłownie jebnięciem w nauce i to w niemieckiej. Takim jebnięciem, że praktycznie wszystko natychmiast postanowiono przestawić. Niemcy stwierdzili: okej, wchodzimy w każdy plan Rothschildów, Rockefellerów. Trzeba wywołać wojnę. Wywołujemy wojnę. Czy jest Szustrą Hiszpania? Nie ma problemu, stary, robimy wszystko dla ciebie. Chcesz wojnę w Europie? Wjeżdżamy czołgami do Czech.
Nie było wojny. Cholera z tym, fuck it, wjedziemy do Polski, też będzie wojna, jeszcze większa. Zaczyna się jazda. Wszystko na żądanie sponsorów Zachodu. Chcesz obozy koncentracyjne? Nie ma problemu. Budujemy obozy koncentracyjne dla ciebie i sprawdzamy alternatywną medycynę dla Rothschildów w obozach w Oświęcimiu i tak dalej, budowanymi na terenie Polski. Nie ma torów, nie masz z czego budować obozów koncentracyjnych? Nie ma problemu. Mamy General Electric, mamy masę amerykańskich firm, które przyjadą.
I przyjechały tam amerykańskie firmy, przywiozły tory, przywiozły wszystkie te zwrotnice, przywiozły systemy komputerowe IBM-a. Pierwsze chodziły w Oświęcimiu, w obozach koncentracyjnych w Polsce zakładanych przez nazistów. Tak, to pierwsze IBM-y, pierwsze komputery. Ten numerek, który był tatuowany na rękach, to właśnie numer z tak zwanej legendarnej maszyny Turinga. Każdy numerek oznaczał jedną konkretną rzecz. Mniejsza o to, tu zostawiam w tym momencie. W każdym razie technologia była potężna. Słuchaj, w Stanach bano się testować tą technologię, bo za dużo ludzi, za bardzo otwarty kraj. Zbyt prawowici ludzie szukający prawdy, być może szczęśliwego życia. W Niemczech, kraju ogrodzonym wojną, systemem totalitarnym, nienawiścią do wszystkich, którzy nie są Niemcami.
Piękne miejsce, żeby po cichutku testować wszystko, sprawdzać każdą nową technologię tak długo, jak się da. Jeżeli będzie już za mocno, za groźnie, to się wycofa. Zrobi się wojnę totalną. Stwierdzi, że Niemcy są intruzami i napadnie się na Niemcy. Przecież nikt nie napadał na Niemców podczas ich inwazji na kraje sąsiednie. Zauważ ten prosty fakt w historii. Nie dlatego, że nikt nie wypowiedział wojny Niemcom. Wszyscy byli w stanie permanentnej wojny z Niemcami, ale nikt nie chciał wjeżdżać do Niemiec, żeby walczyć o wolność demokracji i pokój na świecie. To nie o to chodziło. Chodziło o coś zupełnie innego.
To miał być konflikt. Miał być kraj skonfliktowany, gdzieś na marginesie tego wszystkiego. Kraj, w którym nauka robi troszeczkę inne rzeczy, o których ty masz niekoniecznie wiedzieć. Nic więcej. Doskonale się udało. Niemcy spełnili warunki kontraktu wręcz doskonale. Zresztą za co w prezencie dostali pół Argentyny, to najpiękniejsze pół Argentyny i nie tylko. Dostali właściwie potężne programy badawcze w Stanach Zjednoczonych, a Amerykanie potraktowali ich troszeczkę tak po macoszemu, z wyjątkiem kilku postaci. Także okazało się, że ten sojusznik amerykański, taki, że tak powiem, Żydzi na kasie, nawiązując do Rothschildów, bardzo Żydzi na kasie w tej Ameryce. Później ci nowi Amerykanie, jak zmienili paszport na amerykański, już troszkę lepiej stanęli na nogach.
Na początku musieli przeżyć takie dosyć spartańskie warunki, co jak na elitę naukową z Niemiec było wręcz czasami nie do pomyślenia. Natomiast ta elita, która wiedziała troszkę więcej, wyemigrowała do Ameryki Południowej za pomocą swoich dobrych przyjaciół z Watykanu. Przepraszam, sobie popiję herbaty. Historia się zagęszcza, słuchaj. I właśnie w tej Argentynie powstaje pomysł wybudowania reaktora neutronowego. Próba, nie wiadomo, czy się udaje. Za chwilę wrócę do Lizy, ale skupmy się na sekundzie na tej argentyńskiej próbie. Facet o mało co nie zwariował. To jest ciekawa historia związana właśnie z tym, że reaktor wybudowano i próbowano zrobić fuzję neutronową. Niestety ponoć się nie udało.
Jest oczywiście zapis tego, że jedna seria prób się udała, ale z tą serią prób jest bardzo kontrowersyjna historia, ponieważ naukowcy, którzy towarzyszyli przy tej próbie, mówią, że sprzęt był źle wykalibrowany i tak naprawdę to, co zostało uznane za udaną fuzję neutronową, to tak naprawdę był błąd w skalibrowanych urządzeniach. Którzy to sprawdzili, poprawili tą kalibrację i błąd później się nie pojawiał i tak samo nie pojawiły się żadne znaki fuzji neutronowej. Także kwestia jest wysoce dyskusyjna. Ja myślę, że chyba im się nie udało dokonać próby. Nie chyba, tylko stawiam na to, że się nie udało dokonać próby, ale energia, którą włożono w wybudowanie tego reaktora, była potężna i tam nikt, że tak powiem, się nie obcyndalał z prostego powodu. Były dowody, konkretne dowody na to, że można zrobić tą fuzję. Da się to zrobić i nie jest to żaden science fiction, pomimo że nikt na świecie w tamtych czasach teorie Einsteina kwitły i nikt na świecie nie wierzył w coś takiego jak fuzja neutronowa. To było zaprzeczenie praw Einsteina, praw w ogóle fizyki, która wtedy panowała na uniwersytecie. Wszyscy się śmiali, pukali w głowę. Poza oczywiście ludźmi z NASA i rządu amerykańskiego, który przerażony słał takie petycje, takie zapytania do rządu Chile, czy przypadkiem ta fuzja w rzeczywistości się udała, czy się nie udała.
Takie troszeczkę inne listy. Nie na zasadzie: „Ha, ha, ha, ale głupki jesteście. Myślicie, że wam się uda? Aha, przecież wszyscy wiemy, że to się nie uda”. Nie, listy były takie bardziej, żeby się może podzielić wiedzą, że może nie próbować, żeby może zamknąć to wszystko. Napięcie było dookoła tych działań potężne. Nie udało się ponoć. Nie wiem, jak było. Fizycznie nie wiem, jak było, bo mnie tam po prostu nie było. Natomiast moja spekulacja brzmi tak, że absolutnie próba się nie udała.
Było bardzo blisko, ale zabrakło kilku elementów. Nie wiem czego. Nie wiem, jak to Niemcy robili. Ja myślę, że była to próba dokładnego odtworzenia jeden do jeden reaktorów, które były budowane w kompleksie Riese, które miały być zasilane fuzją neutronową i produkować w ten sposób prąd bez specjalnej produkcji ciepła. Ponieważ to jest w górach, tam jest śnieg. Jak przyleci samolot, to od razu widzisz, że są anomalie w terenie dookoła. Jest las, ale w tym lesie taka dziura w ogóle stoi i tam dookoła tej dziury jakieś dziwne budynki. To się od razu rzuca w oczy. Łatwo zbombardować, łatwo to odnaleźć, łatwo sabotować, a Niemcy wcale nie chcieli się dzielić z aliantami, z tym wszystkim. Wyobraź sobie, że pobudowali tam domki w taki sposób, żeby nikt nawet z samolotu, nawet alianci nie rozpoznali, że coś tam jest.
Fabryk amunicji nigdy specjalnie nie ukrywali. Alianci wiedzieli o wszystkich fabrykach amunicji w Niemczech. Rosjanie tak samo. To nie było tajemnicą, to tylko taka zabawa była. Strona zła i strona dobra albo strona dobra i zła i walczą ze sobą. Wojna narodów, wojna światowa. Takie przedstawienie było zrobione eleganckie, żeby każdy uwierzył, że naprawdę o coś walczy. Sponsor był zadowolony, bo sponsor miał efekt swoich działań i w momencie, kiedy Niemcy dostarczyli dokumenty, potwierdzenie, że faktycznie fuzja atomowa jest wykonalna i wykonano w rzeczywistości tą fuzję pod Berlinem, Rothschild zakończył prawdopodobnie koniec eksperymentu i stwierdzono: „Okej, to robimy inwazję na Niemcy. Koniec tego wszystkiego. Damy im jeszcze parę chwil.
To jest ten moment, że zamykamy eksperyment. Teraz zbudujemy sobie mit Ameryki, która pomogła Europie wywalczyć miłość, pokój i demokrację, zamknąć parszywego dyktatora, podzielić świat na nowo. I tak na tym wszyscy dobrze zarobimy”. Sztuczka się doskonale udała, bez żadnego problemu, o czym doskonale wiemy z historii i ludzie naprawdę w to uwierzyli. Wierzą do dzisiaj, nie ma z tym żadnego problemu. Milion ludzi robi filmy dokumentalne o wojnie, o tym, jak jeden kraj zniszczył drugi, gdzie było zarzewie konfliktu i tak dalej, a nikt się nie zastanawia nad tym od strony naukowej. W każdym razie Niemcy wcale się nie przejęli tym, że musieli oddać Rothschildowi, swojemu sponsorowi, wszystkie badania naukowe. Naprawdę nikt w Niemczech nie pracował nad bronią atomową. Nawet Hitler stwierdził, że jest to zbyt brutalna broń, zbyt niekontrolowalna. Tam jest nawet jakieś zdanie, nie będę teraz szukał i cytował, ale jest konkretne zdanie Hitlera, które wypowiedział przy ludziach.
To zostało zapisane. Do dzisiaj to zdanie zostało utrwalone w historii, że broń atomowa absolutnie nie wchodzi w rachubę. Nie ma zamiaru jej używać, ponieważ konsekwencje użycia tej broni są nie do zaakceptowania. Zanieczyszczenie środowiska i tak dalej. To wszystko Niemcy doskonale widzieli. Znali skutki działania bomby atomowej, ale bomba neutronowa, mniejsze promieniowanie praktycznie w ogóle, jest taki puch. Jest, ale na parę chwil i znika, a dookoła już nie ma żadnego wroga. Jeszcze dziwny sposób pozyskiwania plazmy, bo właściwie o czym jest mowa? Mowa jest o fizyce plazmowej, która na Zachodzie zniknęła. Dopiero teraz się pojawia oficjalnie, ale w Niemczech była mocno praktykowana przez te lata 30.
Wygląda na to, że od 1936 roku, właściwie 1933 roku Kaiser, Instytut imienia Wilhelma Kaisera miał taką trzecią część działalności, która się zajmowała fizyką plazmową. To są wszystkie sprawy związane z kawitacją, z Viktorem Schaubergerem. To jest właśnie plazma. I dokładnie postanowiono to puścić jako taką trzecią tajemniczą technologię, która miała uzupełnić te wszystkie pozostałe. Uzupełnić, bo taki był pomysł prawdopodobnie na początek. Później się bardzo szybko okazało po paru badaniach i eksperymentach, że właściwie wygląda na to, że mamy w rękach technologię, do której te dwie pozostałe są tylko i wyłącznie uzupełnieniem. Czyli sytuacja się zupełnie odwróciła. Dlatego Niemcy w takim spokoju i bez żadnego problemu stwierdzili: „Okej, wojna na dwa fronty, jedziemy na dwa fronty. Nie ma problemu, możemy na trzy fronty. To i tak nie jest istotne, czy ta wojna będzie trwała rok, dwa lata, to nie jest istotne.
Mamy tu coś, co niezależnie od wyniku tej wojny, tego, co się stanie i jak dużo ludzi zginie, ile będzie ropy kosztowało i tak dalej, naprawdę nie jest istotne, bo w tym momencie otwieramy coś, taką puszkę, z której wyskoczy taka rzecz, która zmieni cały świat raz i na zawsze”. I to jest główny powód, moim zdaniem, dla którego prace w Riese trwały do samego końca. Podpisano już chyba pokój w Berlinie, a wygląda na to, że z Riese dopiero kolesie się wyprowadzali, dopiero ostatnie łopaty wrzucali na samochody i powoli sobie wyjeżdżali, nie niepokojeni przez nikogo. Ciekawostka, prawda? I to jest moja hipoteza związana właśnie z testowaniem zupełnie innego paliwa. I hipoteza sięga troszeczkę dalej, bo jest to związane właśnie z tą próbą zbudowania tego reaktora neutronowego, nuklearnego właśnie w Thule, że w Niemczech odkryto pewne zjawisko. Dokonano tej fuzji. Myślę, że na 100% dokonano tej fuzji. Myślę, że głównym powodem na to, że to się odbyło, jest sam fakt, że praktycznie do tej pory nie udało się znaleźć zwłok więźniów, którzy budowali te podziemia. Myślę, że sprawa była naprawdę tak gorącym kartoflem, że nikt się nie obcyndalał i więźniowie przechodzili obok działających, pracujących laboratoriów i wszyscy mieli to w nosie.
Zasada była prosta jeżeli i tak muszą to zobaczyć, bo i tak musimy to wybudować i tak nie ma czasu. Także nie ma co, że tak powiem, płakać nad różami, kiedy las płonie. Jeżeli coś będzie nie tak, i tak tych wszystkich ludzi zabijemy. Mieli doświadczenie w obozach koncentracyjnych, widzieli, że to nie jest problem unicestwić setki tysięcy ludzi. Mieli na to technologię. Myślę, że się nie przejmowali. Na pewno niedopuszczalne byłoby wypuszczenie tych wszystkich ludzi na zewnątrz. Zresztą te wspomnienia, które gdzieś tam zostały związane właśnie z więźniami w Riese, z tym, co ci niemieccy strażnicy, którzy gdzieś tam się przyznali, że pracowali w Riese, mówili i tak dalej, jasno potwierdzają, że Riese było takim miejscem docelowym. Nie było opcji, żebyś Czy ty, czy ja, pracując jako niewolnik przemysłowy w Riese, mieli szansę przeżyć? Ludzie, którzy tam byli wysłani do pracy, byli skazani na śmierć.
Podejrzewam, nie z powodu jakiegoś dzikiego barbarzyństwa i tak dalej, chociaż to też, bo to inna sprawa, ale powodem, pretekstem do tego barbarzyństwa było to, że ci ludzie przychodząc do pracy widzieli pewne rzeczy, których nikt inny w ogóle nie powinien widzieć i nikt nie powinien nawet absolutnie wiedzieć. Nawet ci, którzy zapłacili za te badania, nie zdają sobie z tego sprawy. To jest tajemnica podwójnej księgowości Riese, moim zdaniem. To jest tajemnica tego, że alianci do tej pory nie mogą się doszukać, ile tego betonu było i tak dalej. Wszystko jest księgowane w dziwny sposób. Nikt nie chciał tego księgować. To jest dosyć nietypowe jak na Niemców, bo właśnie nietypowe. To jest cała ta infrastruktura dookoła, która miała być bardzo solidna i wytrzymać bardzo duży ruch, ale nie taki potężny, nie ruch przemysłowy. Właśnie to jest ciekawe, bo dookoła Riese nie masz koncentracji fabryk przemysłowych i budowania szerokich autostrad na potężne ciągi ciężarówek. Nie, są szerokie drogi, są potężne drogi na przywożenie dużej ilości sprzętu, ale wiesz co?
Możesz to nazwać takim zapleczem laboratoryjnym, ale nie fabryką. Naprawdę, raczej fabryką nie. Jeżeli już, to tylko tej technologii, która miała zostać tam wprowadzona. I myślę, że reaktor został odpalony. Prototypowy reaktor. Na pewno ten cały kompleks na Osówce, przynajmniej na górze, nie został ukończony i nigdy nie odpalono tam reakcji, podejrzewam. Natomiast reakcja była odpalona gdzieś indziej i gdzieś coś musiało się dziać. Powodem są przedmioty znajdowane w tych tunelach. Ciekawostka to są tworzywa sztuczne, na przykład w postaci okularów. Tworzywa sztuczne o bardzo specyficznym wiązaniu polimerów.
Dzisiaj używamy tego jako szkieł specjalnych, ochronnych, żeby promieniowanie podczas specjalnego spawania łukowego nie niszczyło oczu człowieka, który obsługuje tą maszynę. I tak dalej. Takie specjalne szkła zrobione z polimerów filtrujących konkretne częstotliwości, dzięki czemu mogłeś pracować w pewnych technologiach, które normalnie by cię oślepiły. Nie wiem, czy ktokolwiek gdziekolwiek na świecie produkowałby specjalne okulary dla więźniów i dawał im taki sprzęt do pracy, żeby budowali coś takiego. Raczej wątpliwa sprawa. Raczej by pogoniono ich z kilofami i łopatami, i to wszystko. Zresztą kto podczas wojny, kiedy ma stada niewolników, inwestuje w tak potężną technologię, żeby ten niewolnik dostawał urządzenie rodem prawie z filmu „Star Trek”, żeby robić te tunele? Nie było takiej opcji. To były odpadki od tej technologii, myślę. I pewna grupa ludzi musiała korzystać z tych okularów i tak dalej, czy coś w tym stylu, że przechodząc obok tych laboratoriów, czy przestawiając te wszystkie rzeczy, które tam być może emitowały inne pole, żeby nie stracić tak od razu wzroku i żeby nie opuścić tej skrzynki od razu naraz, żeby zanim umrą, mogli przepracować w tych podziemiach trochę czasu.
Taka jest moja koncepcja, że reaktor został odpalony. Nikt o tym nie wiedział i to była tak kosmiczna technologia, że dopiero teraz jesteśmy w stanie pokleić te wszystkie fakty. Teraz, kiedy wszystkie te patenty, właściwie 20 lat po tym, kiedy pojawiły się pierwsze specjalne ceramiczne elementy nadprzewodnikowe, superprzewodniki i tak dalej. To są ostatnie 20 lat tak naprawdę w nauce i w technologii. Firma ISCO International w tym przoduje. Jest tak zwany Illinois Superconductor. To się tak dawniej nazywało oryginalnie, gdzie ci panowie George Bednorz i Alex Müller zrzucili ten patent i został produkowany. Także historia jest bardzo ciekawa, bo właściwie cokolwiek by nie spojrzeć, z którejkolwiek strony, zawsze ta historia o nadprzewodnikach sięga niemieckiej nauki. Zawsze są to ludzie z Niemiec, którzy mają dostęp do troszkę innej wiedzy, mają trochę inne podejście do sprawy. Jeżeli się tak przyjrzysz, to ciężko nie zauważyć tego zjawiska.
Ale idźmy dalej, bo nadprzewodnictwo i tak dalej to jest taka dziedzina, o której można mówić godzinami, całej tej historii. Wiadomo, że mamy w Riese kable, które ewidentnie służyły do zjawisk tak zwanego nadprzewodnictwa. Ewidentnie, bo nigdzie indziej nie stosujesz takich kabli. Takie kable cywilizacja zaczęła stosować dopiero w latach 80., człowieku. W latach 60. dopiero zjawisko zostało w miarę opanowane. Rozumiesz? Żeby w ogóle transmisję jakoś zrobić w niskich temperaturach. Także cofamy się w czasie do tyłu, ale cofając się w czasie do tyłu, trafiamy na rzeczy, które zaprzeczają oficjalnej historii technologii. I wszystko to znajduje się gdzieś pomiędzy Górami Sowimi, w środku lasu, gdzie idziesz sobie na przykład wiosną, złażąc sobie z oficjalnego szlaku.
Bo przecież jeżeli znasz te góry jak własną kieszeń, to największa przyjemność to jest chodzić tak zwanego pankowca na ścinkę, czyli idziesz po prostu tak, jak idziesz i tak wiesz, gdzie jesteś i wiesz, gdzie wyjdziesz. Także nie ma problemu. Jeżeli nie znasz gór, to nie chodź w ten sposób, bo się pogubisz. Jeżeli znasz, to możesz sobie tak pochodzić. Jest kilka ciekawych miejsc, które się mogą napatoczyć na twojej drodze i nagle jesteś zaskoczony wyglądem kabla i myślisz: „Co taki kabel? Co taka instalacja ceramiczna? Co te wszystkie rzeczy robią w środku lasu? Czyżby była to chata alchemika?” No właśnie. A ja tymczasem włączę jakąś muzyczkę do tej swojej opowieści i zaraz ci powiem o ciekawej konkluzji, ciekawych śladach, co się stało po odpaleniu tej fuzji w Górach Sowich. Przynajmniej nie wiem.
Są to legendy na ten temat, także nie traktuj tego jako prawdy. Nie wiem, co z tego jest prawdą, co nie. Możemy się tylko domyślać kilku rzeczy. No tak, Radio Nafali, hiperprzestrzeń. Oczywiście w sobotni wieczór, a ja zakurzony, śmierdzący, wychodzący spod ziemi Riese prawie że. Nie, nie jest tak źle. Nadaję do ciebie z południowego Londynu, także nie ma mnie w Karkonoszach teraz. Naprawdę nie wychodzę spod ziemi. Nie przynoszę ci żadnych tajemniczych opowieści prosto spod ziemi. Nie, nic z tych rzeczy.
Wracam do tajemnic owego Riese. Myślę, że główną tajemnicą kompleksu Riese jest otrzymanie kontrolowanej nuklearnej fuzji po raz pierwszy w historii świata. Myślę, że to był bilet, na którym Niemcy mogli spokojnie wyjechać z Niemiec, już wtedy Dolnego Śląska i w ogóle wyjechać spokojnie z Europy, nielękani oskarżeniami jakichś zbrodni przeciwko ludzkości. Mieli przede wszystkim to coś, co nazywano atomem. Świat się zgodził na atom, zaakceptował. Ja myślę, ta nuklearna fuzja była takim troszeczkę odpryskiem przypadkowym. Dla Zachodu przypadkowym, dla Niemców nie. I ja myślę, że gdzieś tam w Karkonoszach, gdzieś tam w górach Sowich stoi gdzieś resztka sprzętu do robienia tej fuzji. Absolutnie. I to nie ma co do tego dwóch zdań.
To na tyle zaawansowana, że już działająca, sprawna i gotowa do odpalenia. Co jest związane z tą fuzją? Ciekawe rzeczy. Dżentelmen, który odpalał ten reaktor, chciał go zbudować jeszcze raz w Argentynie. Zwariował pewnego dnia. Nie wiem, czy mu się udało zrobić reakcję, czy nie, ale człowiek zwariował. Zaczął biegać z rewolwerem, straszyć swoich współpracowników i tak dalej. Dziwne historie się działy. To jest w ogóle cała historia związana z tym, że rząd udostępnił mu całą wyspę na jego specjalne żądanie. Wyspa została objęta ścisłą ochroną.
On dostał uprawnienia dokładnie takie same jak prezydent całego kraju na tej wyspie, także na wyspie był prezydentem. Mógł wyciągnąć rewolwer i strzelać do każdego dosłownie. I facet próbował zrobić tą zimną fuzję. Znaczy zimną fuzję, bo to właściwie lata później troszeczkę obrócona do góry ta nuklearna fuzja zamieniła się w zimną fuzję. Ale wracając do tej nuklearnej fuzji, okazało się, że jest dżentelmen, który chce to zrobić jeszcze raz, odkurzyć, ale prawdopodobnie zabrakło czegoś. Zabrakło być może wiedzy. Ja podejrzewam, że głównie wiedzy, być może ludzi, którzy zniknęli podczas tego wszystkiego. Bo co się wydarzyło właściwie? Dlaczego cała sprawa została pogrzebana tak głęboko pod dywan? Przecież po tylu latach na pewno ktoś by wpadł na pomysł, żeby zrobić na tym potężne pieniądze.
I teraz promować niemieckie odkrycia naukowe, bo to nie jest problem po tylu latach powiedzieć: „A jednak Niemcy, i to wojna robi cywilizację” i tak dalej. Ale jest coś takiego w tej całej historii, co może nie tyle, że nie daje mi spać, ale takiego bardzo intrygującego, bo zrobiono tą fuzję. Właściwie nie wyprodukowano prądu, opracowano technologię do tego stopnia, że praktycznie była gotowa do produkcji na masową skalę. Stąd właśnie, moim zdaniem, te potężne podziemia. One miały swoje zastosowanie technologiczne, częściowo pracować jako fabryki, ale nie takie fabryki, jak my sobie wyobrażamy. Tam prawdopodobnie miały powstawać kluczowe komponenty do obsługi tej technologii. Coś w rodzaju specjalnego nadajnika, coś w rodzaju czegoś specjalnego, co musi zostać tam wyprodukowane tak, żeby nikt nie skumał, o co chodzi i zostanie zaadaptowane do wszystkich działających maszyn. Jest w ogóle ciekawa historia związana na przykład ze sposobem projektowania broni w Niemczech pod koniec wojny i nie tylko. Bronie projektowano w taki sposób modułowy, wszystkie te maszyny śmierci typu samoloty, odrzutowce i tak dalej. Stosowano taką zasadę modułowych konstrukcji.
Czyli jeżeli jest na przykład silnik XYZ, jest to spalinowy silnik, to trzeba zrobić taką konstrukcję, która wygląda niesamowicie. To jest tajemnica tych futurystycznych niemieckich samolotów odrzutowych. Właściwie Niemcy zaprojektowali i zrobili pierwszy działający odrzutowiec, który zresztą został skopiowany później przez Amerykanów i Rosjan. Tak oto się pojawił oficjalnie. Natomiast ten oryginalny był niemiecki. Był tak zaprojektowany, że praktycznie silniki były do wymiany. Czyli jeżeli wpadłeś na pomysł nowego silnika, to jedyne, co miałeś zrobić, dopasować go wielkością, włożyć z powrotem. Konstrukcja miała wytrzymać. To jest ten fenomen tych niesamowitych konstrukcji, które wytrzymywały potężne przeciążenia, chociaż właściwie silniki w nich montowane nigdy nie byłyby w stanie zrobić 10% tego obciążenia na maszynie, nawet 10%. A co dopiero przeciążyć maszynę?
Taka ciekawostka. Myślę, że to jest wybitny ślad tego, że Niemcy naprawdę byli spokojni o swoją przyszłość. Wierzyli, że zdążą to zrobić. A może wcale nikt się z niczym nie śpieszył? Może Niemcy po prostu to zrobili? Moja koncepcja jest taka, że właśnie nikt się z niczym nie śpieszył i wszyscy to zrobili. Właśnie nie było żadnego pośpiechu. Chodziło o to, żeby wybudować jak najwięcej, jak się da, bo później, wracając do tej technologii, taki był pomysł, że Niemcy przecież wrócą w Karkonosze. To wcale nie miała być Rosja. Bo dla Niemców to jest Rosja już wtedy.
To nie miała być Polska. Absolutnie. To miało być część Niemiec. Także tyle betonu, ile wylejesz i wyschnie. Nie ma problemu. My sobie wyjedziemy na wakacje, pomieszkamy sobie w Argentynie parę lat, pomieszkamy sobie w Ameryce, pokażemy ci atom. Ty sobie zbudujesz reaktor jądrowy, ale my tu wrócimy pewnego dnia. Ten beton musi wytrzymać. Może 20 lat nam to zajmie, może 30. Nie ma problemu.
Pewnego dnia tu wrócimy i odpalimy z powrotem tą całą reakcję albo po cichu będziemy ją odpalali od razu i wtedy nas zmiecie cały świat, bo praktycznie tego typu technologia nawet do dzisiaj ma już konkurencję. Dzisiaj wiemy, że mamy technologię Keshe. To jest właśnie ta technologia plazmowa, już bezinwazyjna, bez radiacji, bez promieniowania i tak dalej. Natomiast wtedy jeszcze była taka pionierska historia. To tylko ta magnetyczna część z bardzo mocnym ciągiem grawitacyjnym, który był robiony za pomocą substancji radioaktywnych, bo tak właśnie wzbudzano to mocne grawitacyjne pole, które otwiera przerwę pomiędzy protonem i neutronem, żeby wyzwolić tak zwane elektrony walencyjne, które- Tworzą na swoich orbitach kolejne pola. Jeżeli przyjrzysz się na schemat tego reaktora, który stoi na górce Sowiej obok kasyna, to jest taki duży bęben. Wyobraź sobie bęben od pralki położony na ziemi. Jakbyś wziął duży krążek hokejowy do ręki i palce masz pod spodem. To jest tak zaprojektowane. Jeżeli się przyjrzysz na wszystkie rysunki, pod spodem, pod tym okrągłym pokojem są specjalne wnęki zrobione i obok.
Wszyscy mówią: chłodzenie. Jeżeli znasz konstrukcję tego typu reaktora, to doskonale wiesz, że z tego miejsca najłatwiej odebrać ładunki elektrostatyczne. Stąd ta tajemnicza instalacja, która miała wytrzymywać potężne obciążenia. Przecież ilość kilowatów, które się tam pojawiają, są nie do przyjęcia przez żaden kabel. Do tej pory jest to fizycznie niemożliwe, żeby puścić taki ładunek elektrostatyczny, taką ilość elektronów zamanifestować na kawałku metalu. Przecież metal od razu wyparuje. Jest tylko jedna metoda. Musisz to zrobić nadprzewodnikami. Ten sam kabel, tej samej grubości, poddany działaniom pola nadprzewodników. Tego, o czym już wiemy, że to jest pole, że to nie jest materiał nadprzewodnikowy, tylko że to jest pole, które jest tworzone dookoła materiału.
W tym polu ten cieniutki drucik, który normalnie ma grubość jednego milimetra i wytrzyma maksymalnie obciążenie może 1000 wolt o natężeniu 50 herców. Jeżeli wepniesz ten cieniutki drucik do gniazdka elektrycznego takiego, jakie masz w domu. Nie rób tego naprawdę, ja ci tak teoretycznie opowiadam. Proszę, nie sprawdzać tego eksperymentu w domu. Nie rób tego. Jeżeli weźmiesz sobie taki cieniutki kabelek, nawet weź cieńszy, weź pół milimetra, miedziany kabel bez izolacji i podłącz do gniazdka elektrycznego na dwóch takich kabelkach plus minus żarówkę 50-watową. Zobaczysz, co się stanie z kabelkami. Zaraz wyparują w kosmos. I teraz pytanie, jak zrobić, bo z czymś takim mamy do czynienia w przypadku reaktora neutronowego, bo on produkuje potężną ilość mocy elektrostatycznej. Ona nie jest taka radioaktywna jak w atomowym reaktorze, gdzie masz reakcję termiczną i z tego ciepła głównie otrzymujesz prąd elektryczny.
Tutaj tworzysz pole elektrostatyczne. To pole trzeba uziemić, bo jest tak potężne, że jak tylko zrobisz je w niewłaściwym miejscu, to się rozsypiesz na kawałki. Jedyną metodą uziemienia tego pola jest postawić w miejscu, które jest już uziemione naturalnie, czyli w miejscu, gdzie znajduje się na dole dużo kwarcu, dużo złóż żelaza, złóż różnych metali, glinku, aluminium i tak dalej. Góry kwarcu przysłowiowe, ale nie w Harcu, tylko właśnie Karkonosze. Idealna struktura geologiczna, żeby odparować tą dużą ilość elektrostatycznych ładunków, które się manifestują. Skąd te podziemia? Przecież gdzie postawisz reaktor? Nie będziesz stawiać dużych reaktorów na czubkach gór. Tam stoi tylko niewielka rzecz, niewielka budowla, która służy tylko do rozsyłania tego sygnału na całą okolicę. Nikt tak naprawdę sobie sprawy nie zdaje z tego, że sygnał jest rozsyłany z tych kilku budynków, które wyglądają jak wojskowe stacje nadawcze bez specjalnych anten w stylu Nikoli Tesli.
Wcale nie potrzeba takich rzeczy. Anteny są wkopane w dół, anteny idą do podziemi. Masz pod górą potężny kompleks i coś, co stoi na górze i połączenia pomiędzy tym kompleksem. Jak myślisz, co idzie w tych rurach? W tych ceramicznych rurach z góry na dół. Jak myślisz, gdzie to jest uziemione? Prosta sprawa. Mając taką konstrukcję możesz robić bardzo ciekawe rzeczy. Ja myślę, że fuzja została zdecydowanie wykonana. Absolutnie nie mam żadnej wątpliwości na ten temat.
I teraz pytanie, co się stało podczas fuzji? Bo sprzęt działał, wszystkie technologie były opracowane i jedyne co Niemcy robili, to śpieszyli się z tym, żeby jak najszybciej przygotować zaplecze. Wiedzieli, że nie odpalą technologii w pełnej krasie. To raczej było niemożliwe. Nie było na to czasu. Natomiast wiedzieli, że mogą zrobić jedną rzecz, przygotować sobie podłoże do tego, żeby zaraz po tym, jak tylko cała historia się skończy, móc wejść na gotowe, załadować tam technologię i ją odpalić. Przy czym jest to ciekawie projektowane, bo od tej strony budowlanej nie masz prawa zobaczyć żadnych powiązań. Ty widzisz fundamenty pod fabrykę. Ty nie wiesz, jakie maszyny będą stały na tych cokołach, dlaczego tam jest tak wybudowane. Nie wiesz.
Teoretycznie miały stać maszyny, które mają się kręcić, hałasować, miały być napędzane ropą. To wszystko, co masz wiedzieć. Wszystkie maszyny są zunifikowane, wszystkie mają ten sam rozmiar. Te same nakrętki, te same śrubki. Także ty nie wiesz, co tam się będzie działo. Być może ktoś pewnego dnia przyniesie inną maszynę, która ma dokładnie ten sam rozmiar. Odkręci starą, wkręci nową i to wszystko. I tak to wygląda jak taka modułowa konstrukcja. Wszystko było montowane na działanie w dwóch albo trzech nawet technologiach. Zobacz na te kable, które normalnie były używane do telekomunikacji, tak żeby nikt nie miał podejrzeń, że te kable są kładzione na odwal się, że Niemcy kładą tajemnicze kable i nikt nie wie po co.
Nie. Wiadomo, że szpiedzy od razu by donieśli rodzinie Rockefellera, Rothschildów i tak dalej, co się dzieje w Górach Sowich. Od razu byłyby informacje, że kładą ci kable jakieś i nie powiedzieli ci o tych kablach. Coś tu robią. Nie, te kable oficjalnie były do telefonów. Poważnie. Oficjalnie służyły do telefonów, do stacji nadawczych. Ciekawa historia. Tylko że kto nadaje na takich kablach? Nie używasz kabli do nadprzewodników ze specjalną otuliną, która jest robiona z najczystszego cynku dookoła miedzi i specjalnie dodatkowych materiałów.
Dodatkowy sztuczny polimer był dookoła. Tak to wyglądało. Żeby sobie porozmawiać przez telefon ze szczytu Wielkiej Sowy z Wałbrzychem. Wiesz, o co chodzi? Troszeczkę tak bez sensu. Trochę jakbyś budował telefon satelitarny po to, żeby porozmawiać z sąsiadem z drugiej ulicy. To troszkę się mija z celem. Właśnie, ale widzisz, to mogło nie o to chodzić. Wracając do tej reakcji, myślę, że reakcja została zrobiona i działy się ciekawe rzeczy podczas tej reakcji. Na pewno więźniowie widzieli jakieś efekty świetlne i tak dalej, bo podczas takiej fuzji muszą się dziać takie rzeczy.
Jeżeli prace przebiegały non stop w podziemiach, to masa ludzi, która tam pracowała, musiała to widzieć na własne oczy. Dlatego automatycznie byli skazani na śmierć, bo niestety na swoje nieszczęście byli świadkami odkrywania tajemniczej technologii, z którą Niemcy podejrzewam, do końca sobie nie poradzili, bo o ile wywołali zjawisko, to właściwie nie wiadomo było, co dalej z tym zjawiskiem robić. Pierwszą rzeczą, którą zrobiono, to oczywiście zaadaptowanie do celów militarnych, czyli przede wszystkim jako paliwo, źródło zasilania. Ale nagle się okazuje, że jest coś więcej, bo wiadomo, że to jest tylko początek. Wiadomo, że jeżeli zmienisz warunki pola elektromagnetycznego, to w rzeczywistości zmieniasz to, o czym już rosyjscy naukowcy mówią nawet głośno w dzisiejszych czasach, warunki pola magnetograwitacyjnego, czyli tego rzeczywistego, bo elektrostatyka jest tylko efektem działania tych dwóch mocy. I dzieją się różne rzeczy. Czas się rozciąga. Robisz na przykład światło. Taka klasyczna historia związana z fuzją nuklearną to jest to, że powstaje światło i nic nie promieniuje na zewnątrz. Masz po prostu coś, co świeci.
Masz drugie słońce i to jest źródło prądu. Możesz to zrobić jako źródło ciepła i tak dalej. Na pewno zakrzywia to troszeczkę w jakiś sposób przestrzeń. Nie wiem jak, bo to ciężko opowiedzieć. Ja nie zbudowałem takiej fuzji nigdy w domu, także tutaj sobie spekuluję i opieram się na tym, co w życiu przeczytałem, czego się dowiedziałem. Historia prowadzi przez bardzo ciekawe regiony związane z czymś takim, co nazywamy ezoteryką, tajemniczymi mocami, duchami. I tu wrócę do tego, że Niemcy studiowali zagadnienia związane z tą energią właśnie na Dalekim Wschodzie. Bo jednej rzeczy jestem pewien. Niemcy doskonale sobie zdawali w pewnym momencie sprawę, że fuzja, którą wykonali za pomocą swojego reaktora neutronowego w Górach Sowich, jest odpowiednikiem tego, co się dzieje, tylko rzeczywiście w większej skali, tego, co się dzieje w ludzkim organizmie. Przypomnij sobie kierunki badań Instytutu Kajzera Wilhelma.
Jak blisko ludzie zajmujący się przysłowiowo stosami atomowymi są sklejeni z ludźmi, którzy zajmują się eksperymentami na ludziach? Skąd w Górach Sowich nagle przez chwilę pojawia się największy zbrodniarz nazistowski z obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu? Mendele. Skąd się bierze? Wiadomo, że Mendele nie był wariatem. Był jednym z najpilniej strzeżonych, można w cudzysłowie powiedzieć, naukowców tamtych czasów z potężną wiedzą. Gdyby nie głośna zła sława, myślę, że stałby się bardzo słynnym naukowcem w Stanach Zjednoczonych. Gdyby zamiast wstrzykiwać ludziom dziwne rzeczy do oczu i uśmiercania ich w sposób bardzo brutalny zajmował się rakietami, jak jego kolega, być może pracowałby dla NASA. Tego nie wiemy. W każdym razie skończył zabity rękami Mosadu, zdaje się.
To zostawiamy tak samo. Nie, zmarł gdzieś. Odnaleziono później jego zwłoki, zdaje się. Czyli spokojnie zmarł w dożu późnej starości. Dokładnie. Widzisz, też ciekawa historia. Wszyscy ci kolesie dożyli późnej starości, chociaż cały świat o nich wiedział. Jak to możliwe? Jak to się stało? Widocznie mieli jakąś kartę przetargową, taką potężną kartę przetargową, której nikt nie mógł zdmuchnąć.
I nawet energia atomowa nie była do końca tym jokerem w rękawie. Można powiedzieć, że energia atomowa i cała ta wiedza związana właśnie z tą częścią nauki była tylko asem. Natomiast ktoś tutaj jeszcze miał jokera w rękawie. Jokera, którego nikt do tej pory nie chce ujawnić. I to jest ten joker, który jak mówi stara alchemiczna opowieść, jedno do drugiego, drugie do trzeciego i wtedy masz całość. Dokładnie. Stara egipska historia. Ale o tym wszystkim, o tym, co z tego wyszło na końcu, po dodaniu tych trzech elementów, człowieku, opowiem ci w następnej „Hiperprzestrzeni”, bo tu mój czas dobiegł do końca. Nie będę rozciągał tej opowieści. Jest sobotni wieczór, ja i tak wprowadziłem tyle mroku w twoje życie dzisiaj.
Wychodzimy z tych podziemi. Koniec. Czas otrząsnąć się z kurzy i nietoperzy. Właśnie. Wychodzimy z tych podziemi. Ja zapraszam cię na kolejny odcinek, gdzie opowiem ci, czego się dowiedziałem i na co trafiłem na temat właśnie tych rzeczy związanych z obsługą tego reaktora. Bo ten reaktor neutronowy był obsługiwany przez różnych ludzi. Musiał być obsługiwany, bo to nie jest tak, że to się samo dzieje. I przy obsłudze takich rzeczy dzieją się naprawdę niewydarzone zjawiska. O ile w normalnych reaktorach atomowych otrzymujesz złoto z ołowiu, z miedzi i tak dalej.
Rosjanie robią złoto z miedzi normalnie w swoich reaktorach. Dlatego rosyjskie złoto, chociaż oficjalnie kopane na kole podbiegunowym, na Kołymie, w wielkich odkrywkowych kopalniach i tak dalej, to jest oficjalne stanowisko, ma zawsze bardzo specyficzną strukturę chemiczną, jeżeli poddasz analizie. I wygląda to tak, jakby Rosjanie wszystkie złoto przetapiali w jednym piecu. Nie do końca tak jest. Nie da się przetopić całego złota w jednym piecu. Nagle się okazuje, że chyba złoto jest produkowane tą samą technologią cały czas. Stąd ten czerwony kolor złota. To jest to, co zostaje po reaktorach, właśnie po tej fuzji, która tam jest wykonywana. Niemcy zrobili coś dokładnie tego samego. Znaczy coś dokładnie tak samego.
Nie wiem, jak daleko doszli w transmutacji. Na pewno pozyskiwanie materiałów dla Niemców nie było problemem, bo nagle w latach 30., pod koniec lat 30., lata 40. masz polimery, o których oficjalna nauka zaczęła mówić dopiero w latach 70. Masz kable do nadprzewodnictwa, masz zjawisko nadprzewodnictwa, kable, cała infrastruktura, która dopiero oficjalnie na świecie zaczyna się pojawiać w 1963 roku, a tak naprawdę komercyjnie, także ty masz do niej dostęp i możesz się czegoś dowiedzieć, to są dopiero lata 80. Ile lat to czekało? I w ogóle też ciekawa historia związana właśnie z połączeniem dwóch technik. W 1963 roku Amerykanie oficjalnie publikują informację, NASA publikuje i laboratorium rządowe, że jest silnik że mają typ silnika, który się sam zasila. Zbieg okoliczności. Dokładnie w jednym momencie nagle ktoś spuszcza hamulec. Laboratoria Bella wypuszczają kilka rzeczy: nadprzewodniki, półprzewodniki, silnik, który praktycznie nic nie spala.
Pojawiają się ciekawe rzeczy. Nagle za jednym czarodziejskim dotknięciem magicznej różdżki z trzech laboratoriów, które tak naprawdę należą do jednej korporacji, która się nazywa Rothchild. Ciekawe. I wszyscy ludzie, którzy za tym stoją, to są właściwie spadkobiercy w prostej linii owych dżentelmenów, którzy jeszcze nie tak dawno przed nimi pracowali nad tym i we Wrocławiu, a później prawdopodobnie w Górach Sowich. Ale to zostawiam na kolejny odcinek. Jest to dla mnie prywatnie najbardziej pasjonująca część tej zagadki. Bo też nie jest przypadek, dlaczego robiono to właśnie tam. Ale to już zostawiam do następnego odcinka. Także dzięki człowieku za wysłuchanie tej opowieści. Mam nadzieję, że przynajmniej troszkę dreszczyku tutaj było.
Może się spociłeś troszeczkę przy tym ognisku, zimny pot na skroniach. Spokojnie, nie ma się czego bać. Co prawda dalej w Karkonoszach, w Górach Sowich, w okolicach kompleksu Riese i tych dziwnych budowli pojawiają się dżentelmeni, którzy się ciebie pytają: „Co tam robisz?” Albo idą za tobą, albo tak się przyglądają tam, idą za tobą przez pół dnia. Zdarzył mi się taki przypadek. To wielu się zdarzyły takie przypadki. Nie wiem, czy dalej są strażnicy w Górach Sowich. Ponoć dalej są. Tego nie wiem, bo już nowe pokolenie strażników. I don't know. Trzeba by się kogoś zapytać, kto tam mieszka i chodzi po tym wszystkim, jak to wygląda.
Ale to na razie zostawiamy. Ja za tydzień opowiem ci... Na to wygląda, że miały być trzy odcinki, ale nie zmieściłem się. W czwartym odcinku ci opowiem o pewnych naprawdę już tak kosmicznych historiach, które dotarły do mnie na temat Riese. Sam nie wiem, czy w to wierzyć. Historie są pasjonujące. Myślę, że nie należy ich odrzucać. Myślę, że to jest fajny punkt do odbicia. Może właśnie tak jest. Może właśnie to, co nam oficjalnie się sprzedaje jako science fiction i tak dalej, może właśnie to jest czasami taką najprawdziwszą prawdą.
I numer polega na tym, że jest ona tak spektakularna, że nasz umysł automatycznie blokuje się przed zaakceptowaniem, że pewne rzeczy są możliwe, bo tak specjalnie jesteśmy wychowani, żebyśmy sobie sami wymyślali tego policjanta w głowie i żebyśmy przez całe życie do końca swoich dni słuchali się tego pana, który w tej klasie, kiedy byliśmy mali, kiedy mieliśmy 10 lat, on na tablicy kredą rysował prawa Newtona. A świat jest zupełnie inaczej zbudowany i jem z tym doskonale. Ale to już zostawiamy. Do następnego odcinka. Dzięki jeszcze raz za wysłuchanie „Hiperprzestrzeni”. Droga słuchaczko i drogi słuchaczku, dzięki ci jeszcze raz. Zapraszam za tydzień jak zwykle i w ogóle do wszystkich „Hiperprzestrzeni”. Zapraszam cię w ogóle do Radia Na Fali, do archiwum i w ogóle do słuchania wszystkich produkcji Radia Na Fali. Zapraszam cię w środę do księcia Edwarda, oczywiście do etykiety księcia Edwarda. Etykieta dostępna.
Witam serdecznie ciebie, człowieku, tutaj w środę na czacie i posłuchamy sobie razem. Może będzie wejście o pszczołach, bo książę ma przygodowe historie z pszczołami, a ja sobie chętnie posłucham, bo to są fascynujące historie. Ja tu widzę dużo paralot w tym, co robię, ale to już opowieści o rodzinach koronowanych w środę o godzinie 23 polskiego czasu, w czwartek o godzinie 22 polskiego czasu. „Chata mistyka”, czyli podcast Barta. Trzeci odcinek jest ze szkoły, nagrywany jest w laboratorium. Także w ten czwartek usłyszysz odcinek nagrywany dosłownie w laboratorium. Także zapraszam cię serdecznie na 22 polskiego czasu. Ja oczywiście zostanę z tobą w czwartek po „Chacie mistyka”, bo ja wtedy piszę felieton. Postanowiłem zostać felietonistą w czwartek pomiędzy godziną 11 albo 12 wieczorem do pierwszej w nocy. Jestem felietonistą.
Wymyśliłem sobie, że czemu nie? To zostanę felietonistą w życiu. Przynajmniej przez dwie godziny w tygodniu można, prawda? To wcale nie jest taki problem. A teraz zapraszam cię na wieczorową porę. Jeżeli nie chcesz jeszcze iść spać, jeżeli słuchasz tej „Hiperprzestrzeni” tutaj na żywca, to zapraszam właśnie do Radia Na Fali retransmitowanego dalej przez Radio Paranormalium i Radio Czasnu. Pozdrawiam Ivelliosa i Grzegorza. Peace and love, dżentelmeni. No i dziękuję serdecznie jeszcze raz za wysłuchanie. Pozdrawiam tych, którzy tam na czacie się pojawili i są.
Zaraz tam wpadnę i poczytam. I do usłyszenia następnym razem, człowieku. Słuchałeś „Hiperprzestrzeni”, w której opowiadam ci o tajemniczym miejscu znajdującym się na zachodnim południu Polski, w górach. Nie, żartowałem. Przestań, już nie będę taki telewizyjny. Zapraszam cię za tydzień na dokończenie swojej hipotezy i kilku refleksji na temat kompleksu Riese, który znajduje się niedaleko miejsca, obok którego się urodziłem. I tyle. Także usłyszymy się następnym razem. Pamiętaj, nie mów tego nikomu, bo kto wie, być może strażnicy czuwają gdzieś w twojej okolicy. Wiesz, jak to jest.
A ja tymczasem zapraszam na wieczorową porę. Słuchałeś „Hiperprzestrzeni” w radionafali.com.