[00:00] - To think for yourself and question authority. Ale z biegu wskoczyłem dzisiaj niczym pędzący z rozpędu pociąg. Z rozpędem pociąg, jak w westernach wskoczyłem do pociągu ze złotem. No nie. Wskoczyłem do hiperprzestrzeni. Witam ciebie słuchaczko. Witam ciebie słuchaczku. Odmiana męska i żeńska, żeńska i męska. Słuchaczek, słuchaczka. Doskonała.
Dziękuję tutaj księciem Edwardowi za ubogacenie mojego języka ojczystego dzięki tym jakże doskonałym nazwom. Tymczasem słuchasz „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium, oczywiście w Radiu Czasnu. Pozdrawiam serdecznie Ivelliosa i Grzegorza. Oczywiście ja mam na imię Tomek i jak zwykle dzisiaj czeka mnie opowiedzenie ci jakiejś historii oczywiście, bo jak zwykle jest sobotni wieczór, a jestem przygotowany. Tematów słuchaj, jest tyle, że kurde, dużo jest tych tematów. Jak włosów na głowie, ale nie u łysego. Tyle jest tematów. Ale dzisiaj postanowiłem troszeczkę wrzucić na ruszta pewien temat, który właściwie nie wiem, czy się kiedyś pojawił. Pojawił się, zawsze się przy pewnych innych tematach pojawia gdzieś ten odprysk historii. Przepraszam, ja mam tu kawę w ręku i sobie popijam kawkę, ale żeby nie było, że tylko kawę popijam, to już ci mówię, bo jestem z takich okolic, to znaczy dorastałem w takich okolicach, że wiesz, Hans Kloss, naziści niedaleko Gór Sowich.
Także dzisiaj, bo ten temat nazistów się ciągle przeplata i już moi znajomi się ze mnie śmieją, że ja to w ogóle Riese. No jest coś w tym temacie niesamowitego, pociągającego, intrygującego. Masa pytań, masa zagadek dookoła tego kompleksu podziemnego Riese, który znajduje się nigdzie indziej jak na Dolnym Śląsku, okolice Gór Sowich i tak dalej, i tak dalej. Wałbrzych. Zamek Książ. Ja myślę, że każdy wie doskonale, gdzie jest kompleks Riese i że wielu z nas doskonale zna przynajmniej takie podstawy tej historii. Słynny złoty pociąg z Wałbrzycha. To też odpryski tej całej opowieści. Ja znam jeszcze kilka opowieści z Wrocławia od swojego taty, który mi opowiadał rzeczy, które się działy dawno, dawno temu, kiedy Rosjanie penetrowali pewne miejsca we Wrocławiu. Różne takie tajemnicze historie.
Także dzisiaj będę chciał wrzucić troszeczkę na ruszta takich historii, bo są wakacje. Ja też zamierzam sobie odpocząć. Jest w ogóle las, jest ognisko. To nie do końca jest tak, że jest las, jest ognisko. To znaczy jest. Ale ja mówię do ciebie z południowej części Londynu. Mam teraz takie mikrofony, pożyczane oczywiście, ale tak czy siak mam. Dziękuję za pożyczenie serdecznie. Że mógłbym je ustawić przy oknie i dziewczyno i chłopaku usłyszałabyś i ty też chłopaku byś usłyszał, jak brzmi miasto Londyn na południu, ale oszczędzę ci tego. Jest po prostu hałas, harmider, jest jeszcze winno na dworze.
Także piękny moment roku, kiedy mówiąc do ciebie w Radiu Na Fali w hiperprzestrzeni widzę resztki słonka na niebie. I bardzo dobrze. I bardzo dobrze. Bardzo mnie to cieszy. Tymczasem co ja w ogóle chciałem powiedzieć tytułem wstępu? Tytułem wstępu chciałem puścić muzyczkę. Już zapowiedziałem, że będzie dzisiaj o Riese, bo ja tak nawiązuję ciągle do tych nazistów, faszystów, do tych historii z Trzeciej Rzeszy, tych historii Watykanu i tak dalej, i tak dalej. A to moim zdaniem, ja mam w ogóle swoją własną hipotezę, jak zwykle. I tego się dotyczy ten, nie wiem, ile tego będzie. Może wyjdzie cykl.
Cykl Riese. Cykl Riese w Radiu Na Fali. Riese to po niemiecku olbrzym. Chodzi o te potężne podziemia. Jakby ktoś jeszcze nie wiedział i się zastanawiał, o czym ja w ogóle mówię. Kompleks potężnych podziemi na Dolnym Śląsku, w którym nie wiadomo, co Niemcy chcieli zrobić. Ciekawa historia, intrygująca. Wiąże się to z podziemnymi miejscami we Wrocławiu. Wiąże się to z wieloma zagadkami. Już więcej nie będę mówił.
Chyba wszyscy wiedzą. Ile można zapowiadać? Zaczynam przypominać taki amerykański serial dokumentalny typu „Ancient Aliens” czy jakoś tak. Some kind of extraterrestrial. I po przerwie: some kind of extraterrestrial. I ciągle jest powtarzane to samo zdanie: some kind of extraterrestrials. Także ja nie będę się powtarzał nieustannie tego samego zdania, że dzisiaj jest o Riese, bo dzisiaj jest o Riese. Puszczę muzykę i zacznę tą opowieść. Przypominam, że dzisiaj będę unikał piłowania strasznie dat, piłowania nazwisk i takich okolic Riese, bo dokumentacja jest, myślę, doskonale znana i przede wszystkim jest bardzo łatwo dostępna. Jest masa ludzi, którzy się zajmują tematem Riese i to bardzo, można powiedzieć, bardzo profesjonalnie od strony archeologicznej, od strony robienia poszukiwań.
Dżentelmenów, którzy łażą już po tych miejscach jakieś 50 lat i zaczynali tam jeszcze w latach 60., niektórzy 50., zbierali zeznania świadków i tak dalej, i tak dalej. Ja po prostu nie przebiję tych dżentelmenów. Sam uwielbiam przeglądać ich materiały, uwielbiam oglądać ich prelekcje, jeżeli takowe się pojawiają i zawsze jestem zaintrygowany, co nowego znaleziono w tej historii. Bo ja mam swoją hipotezę, bo jestem oryginalnie dzieciakiem, który urodził się i dorastał we Wrocławiu, niedaleko Riese. Także całą moją młodość spowijały mgły tej opowieści z II wojny światowej. Wiadomo, Wrocław to takie miejsce, gdzie jeszcze bardzo, bardzo długo po wojnie jest jeszcze do dzisiaj kilka takich miejsc, gdzie jakbym cię zabrał za rękę dziewczyno Chłopaku, to bym dostał bez ręki, normalnie cię, ale zabrałbym cię dziewczyną za rękę, porozrzucałbym troszeczkę gazet i mogłabyś filmowo o niej kręcić bez żadnych problemów. Ślady po seriach z karabinów maszynowych na murach, w podwórkach, po szrapnelach, które rozrywały ściany podczas tego, kiedy Rosjanie zdobywali miasto w 1945 roku. Także dużo tego zostało i część mojego dzieciństwa upłynęła w klimacie „Haseklosa” czy „Czterech pancernych”. Twierdza Kłodzko, wszystkie te historie dookoła. Paramilitarny charakter PRL-u robił swoje.
Paramilitarny charakter PRL-u znikł razem z PRL-em, a tajemnice i zagadki zostały. Co się znajduje w kompleksie Riese? Bo właściwie tego dotyczy chyba największa tajemnica i w sumie jedyna tajemnica. Oczywiście są dodatkowe aspekty tej sprawy: jak duże są to podziemia, co wchodzi w skład tych podziemi. Myślę, że dzisiaj postaram się przyjrzeć kilku aspektom tej sprawy, ale zanim się pojawię w tej opowieści w Górach Sowich, zacznę w troszeczkę innym miejscu. Zacznę w Stanach Zjednoczonych u Nikoli Tesli, bo to jest w ogóle ciekawa historia, jak to wszystko oczywiście w mojej głowie się klei. A tymczasem zacznę od utworu muzycznego, bo dzisiaj mam odrabianie sobie tygodnia, w którym robiłem biuro korespondencji. Także niedługo i do ciebie dojdzie odpowiedź na maila. Także dzięki za maile z góry bardzo serdecznie. Pozdrawiam w ogóle wszystkich mecenasów radia z całego serca.
Dziękuję w ogóle za wszystkie maile. Już dotarłem do skrzynki, powoli zaczynam odpisywać, także jestem już dostępny. Spokojnie. A właśnie jeszcze zanim zacznę całą opowieść i puszczę muzykę i tak dalej, przypomnę ci jedną rzecz. Nie tyle, że przypomnę. Przypomnę ci o tym, że jest nowy podcast. Nazywa się „Chata mistyka” i ten podcast „Chata mistyka” startuje dokładnie w ten czwartek o godzinie 22 polskiego czasu. Także późny wieczór w Polsce, godzina 22. Może będzie o 21, ale raczej wątpię. Godzina 22, wieczorowa pora, być może później będzie.
Kto to wie? Zobaczymy. W każdym razie 22, ten czwartek startuje „Chata mistyka” w Radiu Na Fali. Także zapraszam cię serdecznie, człowieku. Chyba że ten termin ulegnie jakiejś dramatycznej zmianie. Jeszcze nie ma informacji na Facebooku radia, jeszcze nie ma informacji na stronie radia. Nie ma jeszcze nigdzie informacji, ale ty tego słuchasz. Także informacja jest już tam, gdzie trzeba, czyli w twojej głowie. Widzisz, jakie to łatwe? Jak to się łatwo dzieje?
Tak, właśnie, radionafali.com. Hiperprzestrzeń. A dzisiaj pojawia się Piotr Wołoszański. Tajemnice Riese. Właściwie tak, tajemnice. Już chciałem powiedzieć: żadne tam tajemnice, wszystko jasne. Co ty! Wszystko jest oczywiście tajemnicą. To może zacznijmy od początku, bo myślę, że wiele rzeczy na temat Riese wiemy i nie trzeba ich w ogóle powtarzać nikomu specjalnie. Takie oczywiste fakty, że są te podziemia.
Część znaleziono, część nie. Sonary, radary pokazują, że jest więcej niż to, co odkopano. Chodzą legendy o tym, że poziomów jest o wiele więcej. W każdym razie składając to wszystko do kupy na jedną konkluzję, na górę, która ma na nazwie konkluzję. Ta góra nazywa się „Jest dużo tuneli pod ziemią”. Bardzo dużo, zastanawiająco sporo i jest w ogóle ciekawostka, ponieważ nie jest to teren, który zaczęto penetrować, w sensie kopać, robić cokolwiek na nim dopiero w czasach, kiedy Hitler doszedł do władzy. Absolutnie nie. Są to stare kopalnie, takie miejsce, gdzie właściwie było wiele kopalni przez ostatnie prawie 500 lat albo i dłużej. Także pewna aktywność górnictwa tam była prowadzona. Tych dziur w ziemi było trochę.
No i w ogóle ciekawe legendy mówią o tym, nawet nie legendy właściwie, nawet potwierdzone dokumenty, że część tych wyrobisk, które naziści tam próbowali użyć, zaadoptować i prawdopodobnie zaadaptowali, jeszcze pochodziły ze starych czasów. Tu jest w ogóle ciekawa historia związana z podziemiami. Wiadomo, że są potężne podziemia w Górach Świętokrzyskich. Jest ślad takowy w każdym razie. Nie byłem tam, nie widziałem, to nie wiem. Ale się wypowiem, prawda? W każdym razie nie, naprawdę nie byłem, nie widziałem, ale znam ludzi, którzy może nie byli w podziemiach, ale widzieli wejścia do tych podziemi. Także takowe istnieją. Widziałem zdjęcia z tych podziemi naprawdę duże, takie chyba XII-wieczne ściany. Także podziemia są stosunkowo stare, dosyć spore.
Bardzo ciekawy kamień użyty do budowy tych podziemi, sugerujący, że mamy do czynienia z czymś, co ma o te parę tysięcy lat więcej niż ten przysłowiowy tysiąc lat, o którym jest najczęściej mowa. No ale to już oczywiście wiadomo, spekulacje. W każdym razie podobną historię, zdaje się, mamy też w Karkonoszach. Było też trochę tajemniczych tuneli. Pamiętaj, że miejsce jest takie historyczne. To wcale nie było tak, że naziści byli pierwszymi ludźmi, którzy pojawili się w Karkonoszach. Jest masa opowieści o tajemniczych jaskiniach, gdzie lokalni zbóje, bo miejsce słynęło swego czasu w XVI, zdaje się XVII wieku też z lokalnych zbójów, wcześniej też troszeczkę, którzy rabowali kupców, którzy podróżowali lokalnymi szlakami i gdzieś to złoto było ukrywane. Słynny skarb zamku w Bolkowie, zdaje się do tej pory nieodnaleziony. Każdy zamek tam ma właściwie parę chyba skarbów dookoła. No i chyba najbardziej znane w dzisiejszych czasach owe słynne depozyty z II wojny światowej.
Pierwsza historia związana z Riese i z całym tym kompleksem jest dosyć mocno związana ze złotem z Wrocławia i ze złotem całej III Rzeszy. Z tymi wszystkimi kosztownościami, które zostały zgromadzone przez nazistów, skumulowane i kiedy Armia Czerwona wchodziła, to wszystko zostało gdzieś wysłane, gdzieś ulokowane, żeby nie wpadło w ręce Czerwonej Armii. No i jeden z tych głównych wątków wiedzie oczywiście w Góry Sowie, w Karkonosze. Stąd się wzięła właśnie legenda o Złotym Pociągu w Wałbrzychu i tak dalej. Jest to ciekawa historia, bo oczywiście jest to miejsce, w którym nic nie znaleziono jak do tej pory, ale to miejsce też ma dziwne zachowanie geologiczne. Chociaż Właściwie do końca nikt tego jeszcze tak na 100% nie sprawdził. Ciągle jest kilka dodatkowych tropów, kilka wątków, kilka metrów dalej jest coś, czego nie sprawdzono i tak dalej. Excuse moi. Także jest jeszcze troszeczkę więcej teorii niż rozwiązań i rzeczywistych odpowiedzi na temat tego, co się znajduje tuż pod Wałbrzychem. Ale wiadomo, że takowe pociągi, takowe złoto istniało.
Wiadomo jak wiadomo, jest dosyć sporo, jak na takie tajemnicze miejsce, relacji świadków i też dokumentów, wszelkich drobnych konkluzji po obserwowaniu wszystkiego, co się działo podczas końca drugiej wojny światowej, które jasno i wyraźnie wskazują, że coś tam było wywożone. We Wrocławiu nic nie zostało znalezione, chociaż szukano owych depozytów, legendarnych bankowych depozytów złota Trzeciej Rzeszy, nawet chyba ponoć z Prus. Tam jeszcze chodziły słuchy o bursztynowej komnacie. Wiele różnych ciekawych opowieści. W każdym razie nic z tego nie znaleziono jak do tej pory. Jedna fama głosi, że, i tutaj wrócę, zanim się wybiorę jeszcze w Góry Sowie, na moment zahaczę Wrocław. Część tej historii dotyczy przeznaczenia Wrocławia w jego konstrukcji, że są też potężne podziemia we Wrocławiu. I tutaj jest coś na rzeczy. Jako że pochodzę z Wrocławia, tato mi opowiadał, że było kilka takich miejsc we Wrocławiu, że były jakieś duże, potężne podziemia. Rosjanie wjeżdżali jakąś potężną ilością ciężarówek i wyjeżdżali stamtąd.
Te miejsca były zagrodzone, nikt nie miał tam dostępu. Są opowieści i byli ludzie, którzy bywali w tych podziemiach. Ponoć są jakieś spore podziemne kompleksy we Wrocławiu. Jakoś to się udało Niemcom zbudować i ponoć nawet, i to jest historia, którą ja dosyć dobrze znam ze swojego dzieciństwa, jest drugi dworzec podziemny we Wrocławiu. Jest oficjalny dworzec oraz drugi podziemny albo pod, albo gdzieś obok. Tak głosi fama i tak pokazują bardzo ciekawe dokumenty, że był taki pomysł, że zaprojektowano coś w rodzaju drugiego dworca kolejowego, takiego przeładunkowego, potężnego i prawdopodobnie on jest pod ziemią. Są potężne kondygnacje podziemne pod Dworcem Głównym we Wrocławiu. Nikt do końca tego w rzeczywistości nie spenetrował. Część tego tylko tak naprawdę została sprawdzona. O reszcie nie wiadomo.
I tutaj właściwie jak zwykle można gdybać, z jakiego powodu nigdy nie zostało sprawdzone. Powodów może być parę. Jeden z powodów jest taki, że do części tych podziemi mieli dostęp Rosjanie, którzy mieli we Wrocławiu swój garnizon. Bo jak już weszli, już ta Armia Czerwona się pojawiła, to już nie chciała wyjść przez kolejne chyba 70, 60 lat. Także została we Wrocławiu i fama niesie, nie tylko fama, ale też zdarzali się świadkowie, że jest taki kanał podziemny pod Wrocławiem i z jednej części miasta możesz się dostać derezyną. Nie wiem, czy dalej to działa, ale na samym początku, jak Wrocław został wyzwolony, kiedy weszli Rosjanie, kiedy jeszcze wszystko było świeże i śmierdziało prochem, można było derezyną przejechać z jednego końca miasta tuż pod Dworzec Główny we Wrocławiu. I Rosjanie ponoć używali tego przejścia do transportu różnych materiałów. Fama głosi, że w dużej mierze były to materiały rozszczepialne, radioaktywne, które służyły Rosjanom do produkcji między innymi bomby atomowej i robienia eksperymentów nuklearnych i atomowych. Ponieważ pod Wałbrzychem znajdują się kopalnie uranu, z których korzystali też naziści. Ale zanim to wszystko się wydarzyło, zanim ten Wrocław gdzieś się pojawił na mapie, bo właściwie jeszcze wrócę do tego depozytu z tym złotem.
Jedna koncepcja mówi, że wszystko zostało wywiezione gdzieś w bezpieczne miejsce pod Wrocław albo za Wrocław, albo Góry Sowie nawet. Jeżeli chodzi o złoto. Druga koncepcja mówi, że zostało gdzieś w przepastnych podziemiach tego miasta. Gdzieś nie wiadomo gdzie. Gdzieś zostało to zawalone, zasypane i część tych składów tam się znajduje. Dlaczego nikt nie chce odkopać tego? Odpowiedzi na to jest parę. Pierwsza odpowiedź jest taka, że było to używane przez Rosjan, a wiadomo, że Rosjanie pierwsze co robili, to wysyłali na ratunek oddziały, które się nazywały Smiersz. Były to oddziały takiego wywiadu wojskowego, bardzo brutalnego. Rzeźnicy po prostu mordowali, gwałcili wszystkich, których się dało w bardzo brutalny sposób.
Robili takie kaźnie. Po prostu eksterminacja całej opozycji, taka fizyczna. I Smiersz wybierało takie miejsca, żeby robić masowe groby wszystkich na przykład byłych akowców, których gdzieś tam złapali, a to ilość ofiar tam idzie w tysiące. To są owi żołnierze wyklęci. Także było i jest dalej takie podejrzenie, że Rosjanie zrobili tam sobie taki cmentarzyk i z tego powodu raczej nikt nie chciał tam zaglądać, żeby te sprawy nie wypłynęły na zewnątrz, bo taka śmierdząca to jest sprawa. Także to jest jeden powód. Drugi powód jest taki, że ktoś ciągle nad tym czuwa i Rosjanie właściwie nie do końca spenetrowali całe te podziemia. Też nie mieli okazji za bardzo ani umiejętności, ani możliwości. I że jest jakaś cicha siła sprawcza z okolic Niemiec, która tam macha ręką, która cały czas pilnuje, żeby się tam nie wbijać. No i trzeci powód to jest taki, że jeżeli to by ktoś odkrył, to mogłoby się okazać, że jest kupa kasy do wydania na remont tego wszystkiego i tak dalej.
Chociaż to jest najsłabszy argument, bo to właściwie jest gigantyczna atrakcja turystyczna i w tym momencie miasto robi się sławne jak uchu hu. Mocno sławne. Ciekawostka taka historyczna. Są ślady budowania takiej konstrukcji, którą można nazwać metrem pod Wrocławiem. Chociaż dowcip polega na tym, że oficjalnie w tamtych czasach taka technologia była troszkę kosmiczna, ale ślady, które właśnie się znajdują we Wrocławiu i tu już wychodzimy z Wrocławia, wjeżdżamy na jego rogatki. Jest takie jedno miejsce pod Wrocławiem, gdzie była stacja kolejowa, można powiedzieć przeładunkowa i stacja zdaje się na Brochowie Jak to się nazywa? Nie pamiętam, już tam nie mieszkam tyle lat. Minęło trochę czasu. Wyobraź sobie w szczerym polu stacyjka do przełączania kolejki wąskotorowej jadącej sobie w hajmacik w Karkonosze, żeby turyści mogli sobie w tych swoich balowych strojach, bo tak się jeździło w Karkonosze. Nie jeździło się chodzić trekkingowo, tylko panie ubierały ładne suknie, panowie smokingi, fraki i się jechało pić dobre piwo, jeść lokalne obiady w lokalnych karczmach na szczycie góry.
Tak bardzo posh, można to określić, bardzo tak po pańsku. I wyobraź sobie, że na całe Karkonosze wybudowano tak wielką stację, że właściwie chyba większe rozjazdy niż na Dworcu Głównym we Wrocławiu. I to wszystko oczywiście pod kątem takim przemysłowym. Czyli nagle się okazuje, że w mieście, które właściwie jest bardziej atrakcją turystyczną, a nie jakimś centrum zbrojeń i tak dalej, chociaż fabryki zbrojeniowe były, ale też nie na taką skalę, którą moglibyśmy podejrzewać jako siłę sprawczą. To takie potężne, można powiedzieć centrum logistyczne na obrzeżach miasta, gdzie tory dosłownie znikają nagle w wale. Wiem, bo to widziałem na własne oczy. Tam mieszkałem, w tym mieście, więc wiem, o czym mówię. Są tory kolejowe, które nagle wjeżdżają pod ziemię, coś w tym stylu. Takie sytuacje. W Karkonoszach jest kilka takich miejsc.
Tory kolejki wąskotorowej nagle wjeżdżają w górę i właściwie wow, ciekawe. Albo takie rozebrane torowisko, bo właściwie wjechało w górę i ktoś jeszcze chyba zadbał o to, żeby się szybko rozpadło, żeby nikt tam nie zauważył. Są takie ciekawe miejsca. Czyli ktoś tam wjeżdżał pociągiem. Wiesz, nikt nie kończy torów na nasypie. Wiesz, o czym mówię. I są takie opowieści, że część tej potężnej konstrukcji jest właśnie pomiędzy Brochowem a Dworcem Głównym we Wrocławiu. Czyli właściwie, jeżeli nie znasz tego miasta, chodzi o to, że przez pół miasta pod ziemią ciągnie się prawdopodobnie przejście podziemne. Czy są ku temu jakiekolwiek sensowne powody racjonalne, żeby od strony inżynieryjnej na przykład stwierdzić, że jest to możliwe? Tak, jest to możliwe, bo akurat jest to ta jedyna część miasta, która ma inną strukturę geologiczną i właśnie tam możesz to zrobić.
Fenomenalne. I tu się ślad urywa, to wszystko w ogóle znika i później zaczynają się historie, które gdzieś się obijają o Sobótkę. Tam jest taki też rozjazd pociągów i dziwne opowieści świadków z ciężarówkami, z dziwnymi skrzyniami i tak dalej, takimi ładowanymi w ostatniej chwili, wywożonymi z oblężonego Wrocławia przez dziwnych ludzi. I tutaj mamy Karkonosze, właściwie Karkonosze, Góry Sowie, bo ja tak zawsze sobie skracam Karkonosze, ale to chodzi o Góry Sowie, masyw Gór Sowich. I co się okazuje? Że te Karkonosze właściwie tu Hitler się już poddał, Trzecia Rzesza nie istnieje, a tam jeszcze flagi powiewały. Dosyć długo chłopaki budowali to wszystko. Rosjanie już weszli do Wrocławia, oni chyba jeszcze beton wylewali. Tak to wyglądało. Jest ta pierwsza hipoteza, która mówi właściwie, że wszystko to, to były jakieś fabryki zbrojeniowe, że Wrocław miał być jakimś zapleczem niesamowitej, można to uchwycić jako wunderwaffe, cudowna broń.
I że to miało być zagłębie. Ale widzisz, te konstrukcje, które stoją w Górach Sowich, chociaż właściwie kwestia interpretacji, możesz to nazwać halami fabrycznymi, ale właściwie nie tak do końca, bo też nie ma jak wywieźć stamtąd takiej ilości towaru. Oczywiście dochodzą tam tory kolejowe, są porobione te bocznice, te wjazdy kolei w góry i tak dalej, ale pomimo wszystko jest to jednak zbyt małe, żeby udźwignąć taki potężny kaliber przedsięwzięcia. Tam musiało być coś bardzo intrygującego, bo żeby było zabawniej, wszystkie te kable, cała ta komunikacja, która została zbudowana przez nazistów właśnie między innymi z Wrocławia, właśnie przez gdzieś tam okolice Sobótki, czyli w kierunku gór, była właśnie tak dociągnięta do Gór Sowich. I w ogóle ciekawa historia. We Wrocławiu jest kilka takich miejsc. Są bardzo ciekawe bunkry, można powiedzieć, które właściwie nie spełniają norm budowlanych jakiegokolwiek bunkra przeciwlotniczego, natomiast są rzeczywiście bunkrami, szpitalami podziemnymi, które mają tam parę kondygnacji w dół. Wiadomo, że te dolne są zatopione. Nikt tam chyba nie był. Przynajmniej ja nie słyszałem.
Wiem tylko, że są zatopione. Byłem chyba tylko na trzeciej kondygnacji, zdaje się. Też w kilku miejscach byłem w życiu, nie tak, żebym tego sam na własne oczy nie widział. I tajemnice dosyć takie, bo nie da się wypompować wody stamtąd, a to już wiem od swojej rodziny, która, że tak powiem, spędziła trochę czasu we Wrocławiu, pracując od strony inżynierskiej nad właśnie tymi wszystkimi rzeczami, które tam się znajdują w ziemi, projektowaniem i tak dalej i doświadczenie z tym, co w ogóle ekipy budowlane tam wykopywały. Się okazuje, że w kilku miejscach Wrocławia są takie podziemia, że tam się nie da za bardzo wejść. Wiadomo, że coś tam jest, ale jest tak pięknie zalane, że nie da się stamtąd odpompować wody. Przypomina troszkę zagadkę z Wyspy Dębów, że jest dziura w ziemi i ilekroć byś się nie starał i jak byś się nie starał, to tam z powrotem pojawia się woda. Ktoś to tak ładnie zrobił. Dopływy od strony Odry ponoć. Tak głoszą stare legendy, które trafiły do mojego taty, który gdzieś tam od starych inżynierów, którzy gdzieś tam trafili na starych Niemców we Wrocławiu, usłyszał właśnie opowieści, że ta kanalizacja jest podpięta i że jest to tak zrobione, że w jakiś sprytny sposób jest zatopiona część podziemi we Wrocławiu, bo coś tam Niemcy mieli w tych podziemiach.
I oczywiście pytanie numer jeden, bo to właściwie można powiedzieć, że to się tak rozgranicza na dwa tematy. Jeden temat to jest moja opinia, to jest technologia, a drugi temat to jest złoto. Temat depozytów, czyli wszystkiego tego, co zostało zrabowane, przywiezione do Wrocławia, ewentualnie z Dolnego Śląska, czyli najbogatszego obszaru Trzeciej Rzeszy, taka jest prawda, zostało schowane. Ja podejrzewam, że to nigdy nie zostało wywiezione tak naprawdę z Wrocławia. To mogło zostać schowane W tym dużym mieście albo może gdzieś na jego obrzeżach, ale nie za daleko. Wszystkie te archiwa, bo jeszcze do tego zginęły całe archiwa miejskie Wrocławia. Także wyobraź sobie, że zniknęło dosłownie wszystko. Kiedy wjechali Rosjanie, wszystkie półki były puste i ani śladu tego nigdzie. Nigdzie, nawet u Rosjan, a kilku ludzi się przekopywało, nie znaleziono nawet śladu wspomnienia po tym, żeby nawet Rosjanie trafili na te oryginalne dokumenty. Jeżeli cokolwiek wypływa gdzieś z kawałków tych dokumentów, wypływa gdzieś w Niemczech albo gdzieś w Stanach Zjednoczonych.
Ciekawa rzecz. Zdjęcia Wrocławia z takiego dziwnego okresu. Ostatnio widziałem trzy zdjęcia, które wypłynęły ze Stanów Zjednoczonych. Gdzieś ktoś tam, dziadek, coś. Ciekawa historia. Czyli na pewno Rosja nie jest tym kierunkiem. Też szukali. Ja podejrzewam, że chyba nie znaleźli. Chyba im się nie udało. Szukali czegoś w Karkonoszach.
Są o tym niesamowite opowieści, które sięgają nawet nie tyle II wojny światowej, tylko sięgają lat 90., kiedy w Polsce już Armia Czerwona się wyprowadzała, wszystkie garnizony zostały likwidowane i oficjalnie zarządzono właśnie wycofanie braterskiej i przyjaznej Armii Czerwonej, która miała nas obronić przed wszystkim. Teraz zdaje się amerykańska armia jest tu przyjazną i która nas ma bronić. Polska zawsze okupowana przez garnizon obcej armii. Tak tylko wiesz, na wszelki wypadek, żeby nie było, że samodzielni zbytnio. W każdym razie, kiedy Rosjanie wyjeżdżali, ciekawa historia w Górach Sowich, znana chyba każdemu miłośnikowi tych opowieści. Lata 90. Nagle w środku nocy w Górach Sowich pojawiają się rosyjskie ciężarówki, które sobie przyjeżdżają wyładowane nie wiadomo czym na rosyjskich rejestracjach z rosyjskimi żołnierzami, którzy gdzieś pośrodku nocy w tych Górach Sowich zasuwają tymi swoimi samochodami po leśnych drogach. Zgłoszenie do wojewody. Zgłoszenie oczywiście na policję już wtedy, bo już wtedy była policja, a nie milicja. Wielki rajban.
Kolesie zniknęli, wyparowali. Nie wiadomo, o co chodzi. Nikt tam za bardzo nie chciał ze strony ministerstwa wszczynać afery i zamieszania. No ale rzeczywisty fakt. Ludzie to widzieli. Zostało zgłoszone nawet na policję, do burmistrza. To była wielka afera. Ciekawa rzecz. Ciągle ktoś się kręci. Czyli moim zdaniem tajemnica jest dalej tajemnicą.
I teraz pytanie jest, czy mamy do czynienia tylko ze złotem, o którym wielu ludzi najczęściej mówi? Wielu poszukiwaczy koncentruje swój punkt widzenia właśnie, że to jakieś zabytki, że to może być nawet Bursztynowa Komnata, że to może być piękny depozyt obrazów, niesamowita kolekcja historyczna, bo zbierał z każdego muzeum, do którego wpadli naziści i tak dalej. W grę wchodzi jeszcze składzik tak zwanej, jak to się nazywało? Przepraszam bardzo. Kolekcji studiów wschodnich, czy jakoś tak. Czyli wszystkie te rzeczy, które naziści przywieźli sobie z Nepalu. Te opowieści o tajemniczych królestwach, wszystkie te rzeczy związane z dziwnymi napędami, o których czasami właśnie w amerykańskich takich gównianych filmach paradokumentalnych na zasadzie some kind of extraterrestrials jest często wałkowany, czyli Szambala. Poszukiwane specjalne źródła energii przez nazistów, tej energii organicznej, która istnieje wszędzie w kosmosie. Ich badania na ten temat, ich badania nad sanskrytem, właśnie te wszystkie rzeczy, te wszystkie dokumenty, pisma, bo oni masy starodruków przywieźli z Tybetu i one wszystkie były właśnie we Wrocławiu. Nic z tego nie zostało odnalezione, nic z tych dokumentów nigdy się nie ujawniło opinii publicznej od czasu, kiedy Wrocław runął i zamienił się w gruzy, jako twierdza.
Wszystkie te historie przepadły, a to kawał historii. Na dodatek przepadły dokumentacje techniczne związane z badaniami nad bombą atomową, którą prowadzili Niemcy. Część tych dokumentów przetrwała w Berlinie, ponieważ był jeden ośrodek, właściwie było parę ośrodków ponoć w Berlinie, znaczy w Niemczech, które się tym zajmowały i wiadomo, że jeden z nich znajdował się, zdaje się właśnie we Wrocławiu. I tutaj ślady prowadzą między innymi też do kompleksu Riese. Badania nad bombą nuklearną, nad bombą atomową właściwie. Chociaż też nie do końca wiadomo, bo my nazywamy to atomem. Badania niemieckie były bardzo intrygujące, bo właściwie poszli w drugą stronę. Nie przejmowali się tym, co napisał Einstein i co mówiła zachodnia nauka. Przejmowali się tylko i wyłącznie efektami. I tutaj w ogóle powstaje ciekawa historia, która cofa nas właśnie do owego Nikoli Tesli, o którym wspomniałem na samym początku.
I prawo patentowe, i wszystkie te rzeczy. Nazywało się to Morganization, Rockefellerization i tak dalej. Amerykanie żartowali z nazwisk tych wielkich banksterów, Rothschild Nation, że właściwie nie są już wolną nacją, tylko są w kieszeni bankierów. Bo to była jeszcze ta generacja, która pamiętała, że dawniej na dolarze był napis, że jest własnością ludu amerykańskiego, a w pewnym momencie napis na dolarze brzmiał, że jest własnością prywatnego banku. No i ludzie pamiętali te wszystkie historie i sobie jeszcze z tego nawet żartowali w tamtych czasach. I wiadomo było, że poza oczywiście śmiałymi umysłami, które uciekały z Europy, licząc na otwartość Ameryki, lądowały w samym bigosie tych praw autorskich, tak jak Nikola Tesla. Trzeba było z czegoś żyć. Nikola Tesla żył z patentów sprzedawanych w Europie. Nie z tego, co się działo w Ameryce, bo w Ameryce właściwie okradziono go ze wszystkiego. Dlatego I wojna światowa wykończyła całe aktywa Nikoli Tesli i nie mógł wrócić do biznesu, dopiero kiedy wojna się skończyła i z powrotem technologia i w ogóle miasta, życie ludzkie wróciło powoli na normalne tory w Europie zaczął wracać biorezonans do szpitali i to na taką masową skalę.
Kilka innych rzeczy. Doskonałe techniki. Wtedy Wilhelm Reich zaczyna swoje prace badawcze, także można powiedzieć taki fin de siècle z francuskiego, czyli przełom wieków. Świat i ludzie zaczęli wytyczać kierunki cywilizacji, co jest bardzo miłym zawsze zjawiskiem. I się okazało, że poza światłymi ludźmi są jeszcze frajerzy, którzy sprzedają wszędzie ropę i boją się, że wszystko zginie, więc postanowiono chyba zrobić, no nie chyba, tylko zrobić model Permanentnej wojny światowej jak za pierwszym razem, tylko że bardziej kontrolowanej, żeby już nie było aż takiej masakry strasznej, żeby można było ewentualnie skrócić tą masakrę, trochę przyciąć, żeby opinia publiczna nie szalała. Ale taka wojna się bardzo opłaca i dzięki temu można trzymać prymat nad technologią, bo wojna wymusza duże zamówienia, a to są zamówienia rządowe. I teraz te zamówienia, które wybierze rząd, dostarczą najwięcej kasy dla przedsiębiorców, a w skład tych zamówień wchodzi określona technologia. I teraz ktoś w rządzie decyduje. Ktoś, kto ma kredyt w banku Rothschildów o tym, jaka będzie technologia do napędzania na przykład samochodów, jaka będzie technologia do napędzania samolotów, jaki będzie standard prądu elektrycznego, jaki będzie standard krótkofalówek wojskowych i cywilnego sygnału radiowego. Nagle się okazuje, że Ameryka to bardzo faszystowski kraj, ale nie udało się zrobić pierwszych Niemiec.
Była taka próba, bo właściwie już od dawna myślano, na to wygląda, żeby zrobić takie kraje sterowane odgórnie. Coś w rodzaju takich kolonii, z których każda ma swoje, że tak powiem, specjalizacje. Jedni mieli robić broń, drudzy mieli robić tamto, trzeci mieli się bić na wojnie. Czwarty naród miał produkować, nie wiem, kapcie. Piąty w ogóle miał nie istnieć. Różne jakieś dziwne pomysły, eksperymenty socjotechniczne, tworzenie nowych narodów i nowego świata. Nie za bardzo to wyszło, jak wiemy. Skończyło się potężnymi ludobójstwami na taką globalną skalę i zatrzymaniem całego rozwoju cywilizacyjnego do tego momentu, że jeżeli widzisz nawet piękny, sportowy, kolorowy samochód za oknem, to ten samochód używa technologii sprzed 100 lat. Jest to kawał złomu, który jest gówno wart mówiąc szczerze. Poza tym, że zminimalizowano kilka procesów technologicznych do małego urządzenia, a nie wielkiej szafki i to wszystko.
Ale dalej tak samo dziadowska i gówniana technologia. Ale wtedy budziła się technologia. Na tyle mocno się budziła, że stanowiła mocną konkurencję finansową i to bardzo mocną konkurencję dla tych dużych kompanii. O ile w Ameryce można było przepchnąć takie pomysły faszystowskie, jeszcze się dawało, to w Europie było ciężko, bo każdy kraj ma swoją własną specyfikę. I to jest tak, że przekonasz ludzi we Francji do tego, żeby robili coś, ale już we Włoszech może niekoniecznie albo odwrotnie. No ale tak czy siak po wielu trudach się udało zastapować takie elegancko nacjonalistyczne rządy we Włoszech, w Hiszpanii, przygotować lokalny rząd Vichy we Francji jeszcze przed II wojną światową, taki, który sprzyjał III Rzeszy. Tam oficjele III Rzeszy wizytowali Riwierę Francuską, przyjeżdżali, witali się z lokalną władzą. Zawsze były te kontakty. No i powstało w ogóle ciekawe miejsce takie w Hiszpanii. Taka ciekawa willa na południu Hiszpanii, wybudowana za pieniądze nazistów.
Budowę zaczęto w 1936 roku. Właściwie korzenie sięgają troszeczkę wcześniej, ale oficjalnie wiadomo tak na 100%, że 1936 rok. Powstaje budynek, który należy do jednego z niemieckich możnowładców zaprzyjaźnionych z całym rządem nazistowskim oraz papieżem w Watykanie, oraz tymi wszystkimi dyktatorami. Jest to, można powiedzieć, część cichej siatki przerzutowej informacji pomiędzy III Rzeszą, Watykanem, Stanami Zjednoczonymi. Bardzo ciekawa taka konstrukcja, żeby sobie zrobić taki własny, niezależny system. Wiadomo, że III Rzeszę, tak samo jak nazistowskie Włochy i Hiszpanię będzie obsługiwał Bank Watykanu. Przynajmniej jeżeli chodzi o usługi zewnętrzne, bo wiadomo, że każdy bank musi ich obsługiwać. Tam są już teraz nacjonalistyczne banki, na co się zgodzili wszyscy w Europie, wszystkie rządy. Anglicy odkrzyknęli, że sprzedając Czechosłowację Niemcom zrobili wielki błąd w Europie. Każdy ma swój własny bank.
No ale wiadomo, że są to strefy wpływów i oficjalnie nie można się wymieniać, bo naziści są źli, ale nie aż tak źli. Watykan musi im wybaczyć, bo przecież w imię Boga każdy jest bliźnim, każdy jest bratem. Trzeba wybaczać sobie. No to wybaczenie polegało na usługach bankowych. A jak już jest to taki bank, który wybacza, to my też możemy w tym banku trzymać pieniądze. I ten bank jest takim pośrednikiem. To jest pralka pieniędzy pomiędzy nazistami a całą resztą świata. Zresztą gdyby nie ta watykańska pralka pieniędzy, bardzo ciężko by było wybudować tory kolejowe do obozu koncentracyjnego nazistowskiego wybudowanego właśnie przez Niemców w Polsce w Oświęcimiu. Bo przecież te wszystkie tory zostały wybudowane za pieniądze General Electric między innymi i nie tylko. I takich dużych koncernów amerykańskich.
Cały w ogóle ten Oświęcim został wywalony za cudze pieniądze. Watykan tylko pośredniczył, przekazywał pieniądze, brał swoją dolę, swoją prowizję. Niemcy robili resztę. No i w ogóle ciekawostka, bo zawsze można się zapytać, bo tak. No mamy koncepcję takiego kraju, który ktoś wymyślił. I teraz, no właśnie, to jest to pytanie, czy ten kraj został wymyślony, bo ktoś miał kaprys, czy też były jakieś pryncypia, były jakieś powody, żeby to zrobić? Czy jest jakaś konkluzja, która mogłaby to trzymać w kupie? Że wiesz, że ktoś ma ideę, bo ktoś, na przykład Rothschild, wymyślił sobie nazistowskie państwa w Europie i zrealizował swój pomysł. I to był powód dla tego, że historia się potoczyła, jak się potoczyła. Ciekawe pytanie.
No właśnie, czy to jest tylko i wyłącznie kaprys bogatych ludzi, że pojawiły się takie kraje jak III Rzesza i że ten model ktoś próbuje co jakiś czas gdzieś tam na świecie włączyć, żeby sobie zrobić taki kraj od zera, włożyć własnego dyktatora, włożyć coś tam i coś posprawdzać sobie? No właśnie, czy to jest tylko i wyłącznie kaprys, czy to jest coś więcej? Ja mam koncepcję, że to jest coś więcej. To jest właśnie ta moja koncepcja z Rise. Właśnie. Bo co w ogóle ma Tesla? Bo tak rozwijam ten wątek ciągle i nie mogę go skończyć. Co ma Tesla i wszystkie jego rozsyłane patenty i nie tylko Tesla, cały ten- Ruch ludzi takich jak Steinmetz, jak Alexanderson w Stanach Zjednoczonych, którzy nagle stawiają fabrykę silników elektrycznych, która właściwie praktycznie zaorała Forda. Ford dostał zawału serca. Rockefeller też.
Postanowiono na szybko robić wielki krach na giełdzie i nie dawać szansy nikomu, zmonopolizować cały rynek kredytów bankowych, bo wtedy wiadomo, że nikt nie otworzy fabryki ciężarówek i szlag wszystkich trafi. Wtedy można skupić patenty od wszystkich firm, które padną na pysk, tylko trzeba puścić tanio pożyczki. Wszyscy znają historię czarnego piątku, zdaje się. Piątek czy czwartek? Jakoś tak. Czy środa? I don't know. Krachu na giełdzie. Chyba piątek to był, później był weekend i wszyscy padli. Jakoś tak.
Anyway, zostawiamy te historie z lat 20. minionego stulecia. Teslę wtedy nieźle ustawiono, ale wróćmy do technologicznej rzeczy. W Ameryce poza kilkoma kolesiami, którzy widzieli, o co chodzi. Ci kolesie są na słynnym zdjęciu. Nie wszyscy, bo tam jest Albert Einstein, który był takim tłukiem wstawionym tam przez swojego promotora, który nic nie kumał. Jest takie zdjęcie na stacji nadawczej Alexandersona. Bo prawda jest taka, że wielka nadzieja amerykańskiego rządu, wielki myśliciel, odkrywca, naukowiec Marconi, wielki złodziej, który nie potrafił nawet ukraść najprostszych patentów Tesli, żeby ich nie spieprzyć, do końca mu się nie udało wysłać czystego, niezdżamowanego sygnału ze stacji nadawczej pod Nowym Jorkiem. Po prostu nie udało się. Nigdy.
Tak więc wypieprzyli go wreszcie na zbity pysk. Jego koneksje się pewnego dnia skończyły i w niesławie musiał odejść. No cóż, kto gra znaczonymi kartami, ten oznaczonych kart ginie. Tak jak z moim winylem. Podobna historia. No i zaproszono ekipę, tą właściwą z Nikolą Teslą, Steinmetzem, Alexandersonem i całą śmietaną inżynierii nowojorskiej wolnej energii do odpalenia tej radiostacji. Dzięki temu ona zadziałała i działa doskonale jeszcze chyba, zdaje się, do lat 50. minionego stulecia. Ale to Ameryka i tam pozwalano na te numery tylko w jednej stacji radiowej, która była kontrolowana przez RCI, które było kontrolowane z kolei przez marynarkę rządową Stanów Zjednoczonych. Poważnie, bo to była spółka powołana przez marynarkę rządu Stanów Zjednoczonych do kontroli jakiejkolwiek formy komunikacji w eterze tak zwanym.
I to było jedyne wolne miejsce na robienie eksperymentów. Poza oczywiście twoim własnym garażem, w którym mogłeś sobie robić eksperymenty, jakie chciałeś. Mógł sobie patentować, co chciałeś. Oczywiście poza tym, że musiałeś się liczyć z tym, że niektóre patenty mogły zdenerwować paru ludzi i czasami jak niektórzy wynalazcy wygodnie było spać z rewolwerem pod poduszką, raczej takim naładowanym i nabitym do strzału gotowym niż w drugą stronę. Także słabo pokojowe miejsce, ale w Europie inna historia. Jakiż zaskoczony zapewne musiał być monsieur George Lakowski, kiedy został zgarnięty przez dziwnych kolesi nagle do czarnej limuzyny w Nowym Jorku. Takie numery nie działy się w Europie, że człowieka się tak aresztuje z ulicy, nie wiadomo co, znika i nagle znajdowany jest martwy. Takie rzeczy działy się w Ameryce właśnie z wynalazcami. Natomiast w Europie wyglądało trochę inaczej. Duch wolności, pomimo tych kilku nazistowskich miejsc królował i była obawa, że o ile w Ameryce się nie uda, to w Europie nikt, jeszcze pchany wspomnieniem po pierwszej wojnie światowej tego barbarzyństwa, nikt w życiu nie będzie chciał wracać do takiego klimatu, żeby robić wojnę albo coś w tym stylu.
Także trzeba było łagodną perswazją przekonać ludzi. Ale przekonywanie ludzi do wojny to jest jedna rzecz, a druga rzecz to jest technologia, którą się robi. Bo wiadomo, że drugim aspektem robienia takiego kraju, poza tym, że się robi wojnę i sprzedaje się karabiny, to jest jeszcze rozwój technologiczny, bo przecież nie jest to taki przypadek. Momencik, gdzie jest mój las? Jest i mój las. Że to tylko dla takiej taniej zabawy. Wiadomo było, że w Ameryce nie ma ludzi nauki. Jest za duże ryzyko, żeby w ogóle przeprowadzać takie rzeczy, bo jeszcze wyjdzie na opinię publiczną i się okaże drugi nowy Tesla. Ledwo co się udało utrzymać jednego pod butem, pilnować tak, żeby się nikt nie dowiedział, a cały świat traktował go raczej jak wariata niż jako geniusza. Także ledwo co się udało z Teslą zrobić taki numer.
To raczej ryzykownie będzie w Europie próbować z całą resztą, bo może być w drugą stronę. Europa to nie jest Ameryka, to nie jest taki aż tak prosty naród. Także w Europie ta sztuczka za bardzo nie wychodziła. Samochody elektryczne jeździły jeszcze w latach 30. Wcale nie wyglądało na to, żeby od razu miała być taka dominanta ropy i węgla oraz stali. Ale były koncerny, które podpisały deal z Rothschildem, Rockefellerem i całą tą hołotą z giełdy nowojorskiej i londyńskiego City, potężne fabryki Kruppa i nie tylko, instytuty imienia Kajzera Wilhelma i tak dalej. W ogóle wszystkie te rzeczy oczywiście powstały po to, żeby sobie zrobić kraj. Wymyślono partię nazistowską, zrobiono sobie wreszcie tą Trzecią Rzeszę i Niemcy jako że też ciekawy naród, jako naród posiadający swego czasu ciekawe zdobycze technologiczne, bo to blisko Austrii, także Viktor Schauberger. Trochę inna fizyka. Nikt nie zajmował się Einsteinem.
Ludzie zajmowali się bardziej pracami Goethego, a wiadomo, że Goethe opisał rzeczywiste zjawiska fizyczne, a nie bajki i fantazje naukowe, które opisał Newton. To jest zasadnicza różnica. Dlatego niemiecka nauka zawsze troszkę z przodu, bo jednak czytając Goethego człowiek wyciąga lepsze wnioski niż czytając prace Newtona. Się nie da temu zaprzeczyć. W każdym razie wiadomo, że Amerykanie chcą zrobić jakiś poligon technologiczny, że jest kilka nowoczesnych technologii, które się pojawiły na świecie, których strach jest robić na dużą skalę, więc trzeba by sobie zrobić takie małe getto, w którym oczywiście będziesz mógł cichutko pod kontrolą przeprowadzić kilka rzeczy. Jeszcze musisz mieć ekipę do tego, odpowiednie środowisko, bo to się nie da zrobić tak, że budujesz miasto na środku pustyni i tam sprowadzasz wszystkich i to działa. Ten numer się da zrobić, jak ty wiesz, co masz do zrobienia. Jak ty wiesz, co ty masz wybudować, wiesz jakichś naukowców masz zrobić. Jak ty masz plan w ręku, to wtedy możesz sobie robić takie projekty jak Los Alamos. Moim zdaniem był to taki projekt Los Alamos zrobiony z planem w ręku, już takim planem przywiezionym z Niemiec.
I co się w ogóle stało z Niemcami? Co z tym Riese? Co z tym złotem? Co z tą technologią? Myślę, że Niemcy doskonale wiedzieli, o co chodzi od strony logicznej i pięknie skleili temat technologii, które rozwijali z tematem złota, które posiadali. I to wszystko było tak fajnie poklejone, że właściwie nikt nigdy się nie dowiedział, co właściwie było testowane, jeżeli chodzi o technologię w owych Górach Sowich i co w ogóle było testowane jeszcze w kilku innych ośrodkach przez nazistów. Czego dotyczyła ta technologia? Mamy też strzępki dokumentów, które mówią o wunderwaffe, o cudownych napędach, które zmieniają właściwości grawitacyjne pola dookoła. Mamy chociażby die Glocke, czyli dzwon. Jest tego trochę, prawda?
Wcale niemało. Koncept jest taki, że wszystkie te rzeczy trafiły do Niemiec od Nikoli Tesli między innymi. Tam rozwijano troszeczkę więcej niż rozwijano w Ameryce. W Ameryce nikt za bardzo nie mógł tego rozwijać. Natomiast w Trzeciej Rzeszy powstał bardzo sprzyjający klimat ku temu. Taka jest moja koncepcja, że tam przesunięto wszystkie te badania. Zresztą jeżeli sobie sprawdzisz te wątki, nad którymi pracowano w owym Kaiser Wilhelm Institute, bo część tego jest opublikowane, to nie jest aż taka wielka tajemnica. Wiadomo, że pracowano nad atomem i tak dalej. Wiadomo, że byli tak daleko do przodu, że pozostałe kraje w tamtych czasach w ogóle nie dorastały do pięt. Można powiedzieć, te tematy nie za bardzo istniały.
Wiadomo, że Francuzi mieli zaawansowany kawałek badań naukowych, chociażby między innymi z prądem elektrycznym. Belgowie, w Holandii się bardzo dużo działo. W Niemczech była taka stolica. Tym bardziej że w kawałku Niemiec powstało coś takiego o nazwie Republika Weimarska, właściwie w całych Niemczech. I poza tym, że było to koszmarnie biedne państwo, które próbowano zrujnować na wszelkie możliwe sposoby, w końcu się to doskonale udało, ponieważ państwo było zbyt wolne i pojawiało się tam zbyt dużo idei. Wyobraź sobie, że nagle powstaje takie państwo, które ma dosyć wolne zasady, takie dosyć swobodne, podatkowe i wszelkie możliwe. I ludzie są już zmęczeni ciśnieniem. Właściwie można zostać obywatelem tego państwa bez żadnego problemu. Nie ma za bardzo kasy. Jedyne co możesz robić, to dobrze się bawić z tym, że masz mało kasy.
I nagle się okazuje, że właśnie to miejsce przyciąga dużo młodych talentów, dużo różnych ciekawych rozwiązań i to jedno miejsce, to jedno państwo nagle tworzy i kierunki w architekturze, kierunki w sztuce, kierunki w designie, kierunki w technologii. Nagle otwiera się taka furtka technologiczna i z jednej strony oceanu masz ledwo co przymkniętą taką rewolucję. Ledwo co się udało ją butem dopchać i pozabijać wszystkich tych, którzy by przeszkadzali z Nikolą Teslą zniszczyć cały Wardenclyffe Tower, zamknąć ten projekt, wszystko opatentować standardami prądu elektrycznego należącymi do General Electric oraz pozostałych koncernów. Natomiast w Europie nagle w tym wolnym kraju właściwie standardy jako takie nie istnieją. W ogóle nikt nie chce się zgadzać na standardy, nie ma nawet kogo przekupić za bardzo, bo właściwie nikt nie widzi swojego interesu w tym przekupianiu, bo przecież do Ameryki się nie wyprowadzi. Przecież nie będzie mieszkał na środku pustyni, czy jakoś tak. Po co mu do Ameryki? On ma fajnie w Europie. I tu się te pomysły rozwijamy. I podejrzewam, że jednym z tych zabiegów, który towarzyszył temu, żeby z powrotem wrócić na ten tryb wojny, była taka przemożna rozpacz wielkich, dużych koncernów, takich dżentelmenów typu Warburg i tak dalej, przynajmniej ludzi stojących za tymi koncernami, że ich pula patentowa może się bardzo szybko skończyć.
Jest kilka takich pamiętników milionerów z tamtych czasów, którzy dochrapali się fortuny. Chociażby tacy jak Nobel, że swoją fortunę zawdzięczali nie wynalezieniu dynamitu akurat specjalnie, tylko temu, że opatentowali metodę budowania dużych tankowców, dzięki czemu można było transportować potężne ilości ropy z Baku, gdzie była kupowana za grosze do portów, gdzie firma Rockefellera, operując pieniędzmi z banku Rothschilda, operowała tym wszystkim. Także to były takie rzeczywiste pieniądze, stąd się brały. I panowie zrobili taki deal. I o ile Rockefeller zrobił sobie taką ustawkę w Ameryce, to w Europie tak nie do końca się udała. Znaczy powstały możne rody, powstały wielkie imperia finansowe, ale wcale nie było tak, że to one rządziły wszystkim jeszcze głowy koronowane. W Europie zawsze było zamieszanie, to nigdy nie było tak straight, czyli tak prostacko jak w Ameryce. No i chyba był taki pomysł, jak to zrobić właśnie w takim miejscu zabawnym, że jest kraj, który należy doprowadzić do ruiny. I wiele na to wskazuje, że kraj doprowadzono do ruiny. To są te wszystkie spekulacje.
To oczywiście w tym momencie to, co mówię, to jest oczywiście moja spekulacja, ale zastanów się, skąd zniknęły te wszystkie potężne pieniądze, które wycofano ze Stanów Zjednoczonych? Są bardzo ciekawe dokumenty, które wskazują na to, że te pieniądze zostały po prostu przetransferowane do Trzeciej Rzeszy. Przecież za coś trzeba było wybudować NSDAP, za coś trzeba było uzbroić ten cały kraj. To nie było tak, że Niemcy byli bogatym krajem. Ja przepraszam bardzo, dorastałem we Wrocławiu. To jest takie stare niemieckie miasto, czesko-polsko-niemieckie, właściwie nie wiadomo w jakiej części jakie do końca. Właściwie wszyscy tam mieszkali, łącznie z Holendrami swego czasu i Belgami. I widać te ślady tego dwudziestolecia, że było naprawdę biednie, że ogródki to się miało przy domach i wszyscy po sąsiedzku hodowali sobie marchewkę, warzywa i tak dalej. I tak się jadało. To wcale nie były czasy wielkiej prosperity.
Historia miejsca, w którym dorastałem jeszcze to, że tak powiem, wyświetla. Można to na żywca zobaczyć, jak to wyglądało. Jest kilka osiedli we Wrocławiu właśnie z lat 20., które doskonale myślę obrazują, jak sobie ludzie wtedy poczyniali i że wcale nie było tak kolorowo. W każdym bądź razie, pomimo wszystko, że nie było kolorowo, ludzie doskonale sobie radzili z wynalazczością. I się nagle okazało, kolejna rzecz, że w tym małym, w tym dziwnym państwie, byłych Niemcach, a teraz Republice Weimarskiej, bez jakiegoś konkretnego rządu, bo tam rząd konkretnie ciągle wywalony, przewracający się i tak dalej Ludzie sobie świetnie radzą samodzielnie. Wymyślają sobie niezależną walutę, jedną, drugą, trzecią i się okazuje, że te niezależne waluty chodzą lepiej niż oryginalna niemiecka marka. I właściwie w kraju, który skazano na zagładę przez banki Rothschilda, Rockefellera, przez to, że nie było żadnych limitów, standardów, nikt właściwie nie chciał się bawić w tego typu gry i zabawy, powstała taka bardzo mocna konkurencja, opozycja do wizji świata, którą reprezentowały korporacje i psychopaci. Czyli zamiast obozu koncentracyjnego typu niewolnicy i pięciu właścicieli operujących milionami niewolników, powstało coś na zasadzie otwartego społeczeństwa, w którym rozwijane są najbardziej światłe koncepcje. Jeżeli przyjrzeć się na rozwój jakiejkolwiek nauki biologii, chemii, czegokolwiek, to właściwie to jest ten punkt na świecie, na mapie świata, kiedy to się rozwijało. Jeżeli cokolwiek jest robione dzisiaj, to właśnie tam są podstawy tych wszystkich rzeczy, które jeszcze mają sens.
To tam się zaczął Wilhelm Reich, to tam skończył się Freud. To tam, podejrzewam, bo to jest moje podejrzenie, ciekawa historia związana z transferem technologii. Wiemy doskonale, że Nikola Tesla żył z tego, co zarabiał na sprzedaży patentów w Europie. Wiele urządzeń stoi do dzisiaj w różnych muzeach, łącznie z praskim muzeum z tamtych czasów. I jak się przyjrzysz, to zobaczysz troszeczkę inną technologię, inny pomysł. Wiedziano wtedy, że prąd może być za darmo i wiedziano, że nie zrobią tego w Ameryce, ale nikomu nie przeszkadzało, żeby myśleć o tym, że i tak zrobimy to w Europie. I tak prąd będzie za darmo. I tak leczenie się rezonansem albo tego typu rzeczami będzie za darmo, bo jest to tania technologia, która nic właściwie nie kosztuje, poza tym, że jednorazowo budujesz urządzenie, włączasz i po prostu urządzenie działa i musisz tylko jako społeczność, jako community zadbać o to, żeby był kawałek dachu nad tym urządzeniem, żebyś mógł sobie z niego korzystać, jak wspólna suszarnia z sąsiadami. Na tej samej zasadzie. No i się okazuje, że społeczeństwo doskonale zaczęło się organizować i chyba komuś to było bardzo mocno w tryby.
I nagle powstają takie testy właśnie takich małych faszystowskich republik. Pojawiają się nagle nie wiadomo skąd nazistowskie partie i wszystkie sznurki, wszystkie ślady finansowe prowadzą do Rothschildów, czy chcesz, czy nie. Poprzez Watykan. Dokładnie. Całe odrodzenie się wiary katolickiej w Europie, czy chcesz tego, czy nie, w latach 20. minionego stulecia i jeszcze na sam początek wieku, można powiedzieć, są związane z głowami koronowanymi, które nagle stały się właścicielami banków, bo zaczęły użyczać swoich tytułów hrabiowskich na potrzeby Rothschildów. Zaczęły jakby sygnować swoimi nazwiskami kredyty bankowe użyczane armiom po to, żeby pacyfikowały wszelkie możliwe kolonie na świecie. Oczywiście procent z zarobionych pieniędzy w koloniach trafiał do rodziny Rothschildów. Oni natomiast finansowali zakup broni, uzbrojenie wszystkich tych morderców, którzy tam pacyfikowali lokalną ludność. I to wszystko było robione za pomocą misji jezuitów watykańskich.
Także do roboty warto było wziąć tych kolesi może, którzy nie są najmodniejsi aktualnie w danym sezonie, ale mają długą, setletnią tradycję w mordowaniu. Doskonale się na tym znają, czyli najwięksi specjaliści o nazwie Watykan, Kościół katolicki. No i Rothschild razem z kilkoma innymi kolesiami zainwestowali tam swoje pieniądze i tam swoje wpływy. Bardzo szybko, tak jak wspomniałem wcześniej, pojawiły się partie nazistowskie, które dostały bardzo ciekawy support z Watykanu. One zostały okrzyczane przez lokalnych księży jako takich piewców prawdziwej cywilizacji, jeszcze wtedy rzymskiej cywilizacji, bo tam nawiązania do starożytnego Rzymu były wtedy bardzo mocne. Oni wtedy bardzo to lubili. Dzisiaj świadomość przeciętnego człowieka, kiedy sobie pomyśli o swej własnej głowie odgryzanej przez lwa i że to jest właśnie zabawa dla jakiegoś frajera tylko dlatego, że jest niewolnikiem, a tamten frajer jest właścicielem jakiejś winnicy i że na tym polega cały deal, wydaje się słaby. Także nikt nie chciałby zostać pożarty w ramach dostarczania komuś rozrywki przez lwa. Także nasza świadomość się trochę zmieniła. Wtedy chyba była troszeczkę inna.
Ludzie tęsknili za czasami wielkiego imperium. Wydawało im się, że niewolnicy z innych krajów będą na nich do końca życia pracowali. Tak jak we Włoszech. Przecież słynna krucjata Mussoliniego do Egiptu. I żeby było zabawniej, nie udało się. Został wygoniony z Egiptu, co było dosyć zabawne. No ale w każdym razie wszystkie te krucjaty, wszystkie te hasła nacjonalistyczne: Włochy dla Włochów, Hiszpania dla Hiszpanów, tylko prawdziwy Hiszpan, Hiszpan katolik, prawdziwy Włoch, Włoch katolik. Jest Bóg, jest głowa Kościoła rzymskokatolickiego. Są zasady, które mają tysiące lat. My się powołujemy na historię, na miłość bliźniego swego, na same szlachetne rzeczy.
W cudzysłowie oczywiście szlachetne, wiemy, o co chodzi. No i zadziałało. I się elegancko udało włączyć te partie i zrobić to tak, że miały bardzo duży respekt społeczny, ponieważ dostały poparcie głów koronowanych. Także jeżeli chciałeś zrobić awans społeczny, to miałeś tylko dwie opcje w tamtych czasach. I wielu historyków o tym pisze w swoich książkach. W Polsce zresztą, chyba żeby było zabawniej, pisała o tym, bardzo pozdrawiam serdecznie, jeżeli przypadkowo tego słucham, pani Joanna Lamparska, zdaje się. Tak, chyba nie pomyliłem imienia i nazwiska. Lady Lixra zajmuje się badaniem między innymi też tajemnicy Lize. Bardzo ciekawe też koncepcje ma na ten temat, bardzo ciekawe badania, troszeczkę mniej radykalne może poglądy niż ja, ale polecam serdecznie. Jej książki na ten temat są bardzo intrygujące.
Też o poszukiwaniach właśnie złoty pociągów. Wiesz, koleżanko i kolego, promuję lokalnych ziomków i ziomki. Joanna Lamparska dokładnie. Dostałem tu podpowiedź. Dzięki, Ivellios. Także pozdrawiam serdecznie, jeżeli słuchasz. Doskonałe prelekcje, doskonałe. Anyway, wracam do tych wszystkich historii. Jeżeli chciałeś awansować, to albo armia, albo marynarka wojenna, albo urzędnik Który skończył jakieś szkoły i w ramach urzędników parcia się drogą kariery albo po prostu się musiałeś urodzić. Z reguły wojsko, taka najszybsza kariera i dobrze się urodzić.
Wiadomo było, że po pierwszej wojnie światowej jest dosyć dużo kolesi, którzy mają stres pourazowy. Potrafią jedynie co robić, to strzelać, bić się z innymi ludźmi, więc bardzo łatwo było zebrać troszkę chuliganów, można powiedzieć, dżentelmenów, którzy są opiumistami, nie radzą sobie ze sobą. Dokładnie, bo na tym polegała cała zabawa, że zbierano takie tałatajstwo i robiono z tego partię polityczną. Wiadomo było, że ci kolesie szybciej rzucą w twoje okno wystawowe kamieniem niż ktokolwiek inny, bo im się za to płaci. Nie miał żadnych skrupułów. Wojna zrobiła z nich wraki ludzi. Teraz dostają troszkę kasy w kieszeni i bujają się w sławnym towarzystwie. Oczywiście nie aż tak oficjalnie, ale wyobraź sobie, dostają wsparcie Kościoła katolickiego w postaci mszy katolickich, na przykład ksiądz robi mszę, w której święci wielkie Włochy i tak dalej, zamawianą przez nich. Taki cyrk zaczyna się dziać. Jakiś tam hrabia wypożycza im miejsce, żeby sobie w tym miejscu zrobili wiec czy spotkanie.
Rozumiesz, pan i pani, takie po angielsku to jest backing, czyli wspieranie zza pleców, takie popychanie troszkę w plecy, żebyś i ty, i ja, żebyśmy nie widzieli, kto tam popycha. Widzimy, że koleś się pcha do przodu. Nie widzimy za bardzo siły sprawczej, ale widzimy, że się popycha. Dokładnie takie pieniądze mieli ludzie Mussoliniego. Potężne pieniądze. To wszystko szło przez Watykan, bo to pieniądze Rothschildów. Dzięki temu Watykan dostał swoją posesję, o czym wspominałem. Odrodził się i zaistniał w ogóle jako państwo, przede wszystkim jako bank do prania brudnych pieniędzy i do robienia wojen, przede wszystkim transferu broni, bo Watykan po to został założony, żeby transferować wszystkie te nielegalne rzeczy. Ty nie możesz tym handlować, Watykan może i jeszcze zarabia prowizję i robi wojny z tego. Taka była idea.
To jest takie zbrojne ramię rodziny Rothschildów, bo oni sobie właściwie kupili City w Londynie i kupili sobie Watykan. Także taka zabawna historia z tym wszystkim. Wracając do tej zabawnej historii, to tylko te trzy kraje udało się w miarę tak ustawić. Tamte nie za bardzo, bo ani Francja, ani Belgia, ani Holandia, ani Niemcy nie były za bardzo katolickie. Były jeżeli już protestanckie, ale to też po tej wojnie. To były kraje, które ucierpiały najbardziej. Także wiara w tego Boga to już była taka... Bóg nie uratował ich od śmierci, Bóg nie uratował od zniszczeń, Bóg nie uratował od niczego. Także było troszkę innych koncepcji w głowie. Tym bardziej że naukowcy zaczęli odkrywać takie zjawiska, że prąd pojawia się z powietrza i nie musisz nikomu za to płacić.
Jest coś takiego jak biorezonans, jakaś taka dziwna fala, którą nazywano na różne sposoby, czy tam fala skalarna, fala kosmiczna, która rekonstruuje ci zdrowie i też nie musisz za to specjalnie płacić. Możesz się sam nauczyć budować to urządzenie. To jeszcze czasy, gdzie ludzie sobie sami robili radia. Także wiadomo było, że tam jest największy transfer technologii. Zawsze w którymś miejscu jest największy transfer technologii. Zawsze najmniej regulacji zasad z zewnątrz, największy rozbój. To wszystko. Wiadomo było, że chyba ktoś chciał na tym położyć łapę, bo amerykańska giełda nie miała nic do gadania w Europie już po wojnie. Poza oczywiście tym, co zwykle. Ale świat się mógł przestawić bardzo łatwo na troszkę inne funkcjonowanie.
To wcale nie było tak, że każdy wtedy musiał mieć telewizor kolorowy, telefon komórkowy oraz żelazko. To nie były takie czasy. Ludzie jeszcze żyli przy świecach. Nie było z tym problemu, jak nie było prądu. To ja jeszcze moje babcie pamiętam, które żyły przy lampach naftowych i też nie było problemu, jak na wsi prądu nie było przez parę dni. Trudno, lodówki nie było albo nie działała. Kogo to obchodzi? Są inne metody na takie życie i wcale nikt nie cierpiał, było wszystko okej i powiem ci, że ludzie zdrowiej funkcjonowali niż teraz. Okej, ciężko było posłuchać fajnej rock'n'rollowej muzy. To prawda.
Chyba że miało się akustyczną gitarę. No ale wiesz, coś za coś. W każdym razie wtedy ludzie byli troszkę bardziej odporni i mniej uzależnieni przede wszystkim od tego technologicznego świata. Wtedy też pojawiła się bardzo mocno ta koncepcja, która wyszła od Warburga. To była praca naukowa, żeby było zabawniej, że najlepszym numerem na zabezpieczenie sobie interesów w społeczeństwie, takich interesów korporacyjnych, to była praca naukowa pisana właśnie między innymi dla Rothschilda i tak dalej. Taka socjotechnika. Było ustanowienie czegoś w rodzaju kredytu, takiego ogólnego kredytu. To jest praca zlecona przez Warburga, naukowa. Także zapraszam serdecznie, żeby sobie tam przejrzeć w internecie. A jeżeli szukasz linka, to gdzieś jest link w „Dokładce” w Radiu Na Fali jest taka seria podcastów „Dokładka” w archiwum.
Tam jest wszystko na temat ekonomii od tej strony i tam w którymś odcinku jest link do tego. Ja to już sobie opuszczam takie historie. Jak szukasz to znajdziesz. W każdym razie w tej pracy zawarto taką konkluzję, że najlepszym rozwiązaniem jest nie dawać człowiekowi wypłaty bezpośrednio do ręki jako takiej i sprzedawać mu jakiegokolwiek produktu w całości za pełną sumę, tylko pożyczyć mu pieniądze, jakby spowodować, żeby żył wiecznie na kredyt. To jest najbardziej bezpieczna sytuacja, w której po badaniach naukowych przeprowadzonych i tu, i tam, i tam wygląda na to, że to zapewnia mu poczucie największej stabilizacji w życiu oraz stabilizacji jego zarobków i tak dalej. Taki w ogóle pomysł, że to właśnie ten numer, że kredyt da ci w życiu stabilizację. Wiadomo, że chodziło o stabilizację dla tych dużych korporacji, bo właściwie praca była pisana pod to, w jaki sposób zapewnić Europie ten sam model funkcjonowania, właśnie opierający się na dużych graczach, na giełdzie, na przepływie kapitału giełdowego, bo właściwie tego dotyczyła głównie ta praca. Ten dżentelmen się zajmował między innymi ekonomią głównie. I właśnie stąd się wzięła koncepcja takiego kredytu społecznego, że wszyscy żyją na kredyt nieustannie. No i szybciutko wcielono to w życie.
Mija raptem 10 lat z kawałkiem, 1933 rok. Niemcy są kompletnie spacyfikowane. We Włoszech wszyscy machają ręką na „Wiwat Duce!". Hiszpania jest na skraju wojny. Hiszpania ma dyktatora, który próbuje dojść do władzy i bojówki, które próbują zrobić rewolucję faszystowską. Nie za bardzo wychodzi, bo pojawia się taka dodatkowa opcja pod tytułem Ruch Rewolucyjny Czerwonych, czyli to, co się działo w Rosji. Żeby było zabawniej, widziałem na własne oczy oryginalne sztabki, którymi rząd rewolucyjny płacił rządowi angielskiemu za jakieś tam przysługi podczas rewolucji październikowej. Był to rząd leninowski, chociaż było to opisane w muzeum, że jest to sztabka, która była wypłacana komuś z okazji. Z Rosji była płacona tutaj do City. To była oryginalna sztabka złota wybita przez rodzinę Rothschildów.
Także cała rewolucja w Rosji, o czym chyba wszyscy historycy już aktualnie wiedzą, nie jest to temat tabu, że tak powiem. Mamy 2017 rok, to chyba wszyscy wiedzą. Może poza nauczycielami historii w Polsce czasami, że ta rewolucja się odbyła za pieniądze Rothschildów i też był taki eksperyment społeczny. Social experiment po angielsku to eksperyment społeczny po polsku. Przepraszam, ja tu sobie miksuję. To są lata mieszkania w Londynie. Języki mnie się mylą. No właśnie. Ale ciągle wiem, żeby zamiast do marketu powiedzieć markietu. Jeszcze trochę polskiego zostało.
I wracając do tematu rewolucji i tego, kto płacił za rewolucję, widać było, że były testowane dwa modele. Pierwszy model nie wypalił i to tak mocno nie wypalił, bo wiadomo było już na początku lat 20., że to wszystko jest jedna wielka katastrofa. To jest jakaś konkretna rzeźnia. Trwa permanentna wojna domowa. Właściwie wojna domowa w Rosji skończyła się gdzieś dopiero na początku lat 30., o czym się też oficjalnie nie mówi, bo to też była tajemnica poliszynela Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, ale tam dosyć długo się kotłowało. Wcale nie było tak, że socjalizm przyszedł razem z elektryfikacją w ciągu jednego dnia do całej Rosji. Wcale tak nie było, ale ten model chyba się nie spodobał za bardzo. Coś tam było, co Rothschildowie uznali za... Nie chcę tu spekulować. W każdym razie zrobili drugi model i testowano te dwa modele w Hiszpanii.
Zabawne było to, że z jednej strony byli specjaliści z Rosji, którzy zostali przywiezieni, niczym teraz się przywozi specjalistów do Iraku i Afganistanu, czyli wojskowych doradców w brytyjskich mundurach oraz doradców w amerykańskich mundurach i czasami europejskich kilku nacji. Podobnie było wtedy. Do Hiszpanii zjechali dżentelmeni z rewolucji rosyjskiej, którzy postanowili zrobić kolejną radziecką republikę wspieraną przez Związek Rewolucyjny. Nowa rewolucja, nowy design, awangarda nowego świata oraz ruch faszystowski, który był mocno sklejony z ledwo co odrodzonym Watykanem, z tradycjami Kościoła katolickiego, tysiącletnią republiką, demokracją, tym, że klękasz na kolanko, mówisz paciorek i wiesz, na szyi krzyżyk, w kieszeni amunicja. Po wieki wieków to jest nasza tradycja. I generalnie masz niewolników i kolonie i ktoś na ciebie tyra, a z drugiej strony jesteś rewolucjonistą i są fabryki i jesteś towarzyszem. No i postanowiono przetestować, co się lepiej sprawdzi w Europie, gdzieś tam w zadupiu owej Europy, granicy z Afryką. Testowanie trwało, takie przepychanie się. W Hiszpanii akurat wygrał, z pomocą Hitlera w końcu stwierdzono, że tych ludzi się przyciągnie w jedną stronę i z pomocą Hitlera, bo właściwie faszyzm nigdy nie wygrał jako tako. Nawet biorąc pod uwagę to, że to była taka ustawka, żeby sprzedać jeszcze więcej broni, bo oczywiście broni używali rewolucjoniści, broni używali faszyści w Hiszpanii.
Także to nie było tak, że jedni strzelali kulkami z proc, a drugi miał karabin. Nic z tych rzeczy. Za każdy karabin trzeba było zapłacić. Każdy. I ktoś na tym nieźle zarabiał. Im dłużej ta wojna domowa trwała, tym więcej kasy się na tym trzepało. Ale w pewnym momencie wojna się skończyła i wojna też się skończyła w taki elegancko-biznesowy sposób. Przyleciały niemieckie bombowce, zbombardowały ostatni ośrodek opozycji hiszpańskiej, komunistycznej, rządu Republiki Wolnej Republiki Hiszpanii. No pasará. No i w tym momencie nowy dyktatorski, faszystowski rząd zrobił jeszcze większe zakupy zbrojeniowe u Niemców i w fabryce Kruppa.
Kupił wszystko. Czołgi, armię zamówił i tak dalej, i tak dalej. Samoloty, wszystko. Wszystko poszło na zbrojenia i później trzeba było to gdzieś pchać. Wiadomo, wojna Pacyfiku, wojna w Azji, wojna z Rosją. Zawsze można na tym świetnie zarobić. Ale oprócz tego właśnie ta technologia, bo technologie, które mamy to jest jedna rzecz, a technologie, które możemy sprawdzić, bo tu mieliśmy Nikolę Teslę przed chwilą, który nam ledwo co się wymknął. Znaczy, że ledwo co się udało go uciszyć. Jeszcze się nam... No wiesz, o co mi chodzi.
Są patenty, są urządzenia, a nikt z tego nie korzysta i ciężko je wyprodukować, bo jakaś taka zła wola dookoła tajemnicza. Udało się uciszyć dżentelmena. Dalej żyje. Teoretycznie może publikować, ale właściwie nie może. Coś tam robi, dłubie sobie, skrobie, ale wiesz, nikt o tym nie wie. Także spokój, cisza i nikt się o nic nie dobija. I co ja chciałem dodać z tej okazji? Że skoro się o nic nie dobija, to wiadomo, że gdzieś trzeba to sprawdzić. Bo to nie jest tak, że to była taka głupia technologia. Najlepsze miejsce do sprawdzenia?
Zrobić sobie jakieś nowe miejsce, w którym ludzie są dziarscy. Można zebrać do kupy kilku naukowców, odizolować od świata i przeprowadzić eksperymenty, więc wiadomo, że technologia troszkę hightechowa. I padło na Niemcy, że doprowadzi się do ruiny, wykupi się kraj na własność, włoży się nowy rząd i tak po cichu, oprócz testowania wszystkich tych socjotechnik i tego, jak daleko da się przesunąć percepcję bycia człowiekiem jeszcze i w ogóle bycia na tej planecie, że ty mordujesz kogoś po to, żeby twój wielki naród i tak dalej, to oprócz tego można było po cichu sprawdzić technologię. A oprócz tego Niemcy chyba mieli swój własny pomysł na tą technologię. Jeszcze oprócz tego wszystkiego. Właśnie między innymi związany z Teslą. A ty słuchasz „Hiperprzestrzeni" w Radiu Nafali. Ja mam na imię Tomek. Jesteśmy na Skypie, Radio Nafali, radionafali.com. Ale wracam do tematu, po tak pięknym utworze muzycznym.
Wróćmy do tematu technologii. Jest wiele różnych koncepcji, które tłumaczyłyby, dlaczego sprawy tak się potoczyły. Ja bym się przychylał do najprostszej koncepcji, która zresztą pojawia się między innymi w dokumentach patentowych, że część korporacji amerykańskich była reprezentowana, szczególnie takich reprezentowanych od strony Rockefellera w Europie, przez właśnie Wartburga. Został podpisany pakt. Było takie spotkanie w Ameryce kilku bardzo zamożnych ludzi w owych czasach i oni podpisali pomiędzy sobą taki układzik, że się wymieniają patentowo, że Dunlop sprzedaje poprzez jedną firmę tu, poprzez inną firmę tam, każda na tym zarabia i tak dalej. Także wiadomo było, że w Niemczech, Republice Weimarskiej ropa może nie przetrwać, bo przede wszystkim była za droga. Potężny kryzys. I pojawiły się nowe, alternatywne metody. W Ameryce dokładnie ta sama historia, że jak się pojawił kryzys, to też pojawili się ludzie z nowymi pomysłami. Ale szczęśliwie w Ameryce nowym pomysłem było znacjonalizowane państwo, które wygrało.
Natomiast w Niemczech tak nie do końca. Także trzeba było włożyć masę kasy. I włożono tą kasę, ale nie tylko kasę, bo i potężną wiedzę. I to wszystko ruszyło. To, że pojawił się tam Tesla, to też nie jest przypadek. To też nie jest taki pomysł Rothschildów, można powiedzieć od początku do końca. Jest to taki naturalny ciąg wydarzeń. Wiadomo, że dżentelmeni, którzy byli właścicielami, tacy jak Wartburg, tacy właściciele koncernów jak Renault i tak dalej, wszystkie te potężne firmy i głowy koronowane, przynajmniej część z tych głów miały udziały w patentach i w zyskach z tych patentów i najczęściej miały jeden, może trzy, może cztery patenty na jedną linię technologiczną. Tu się okazuje, że wyskakuje taki koleś typu Nikola Tesla i pomimo ich wszystkich wielkich starań nagle zmienia standardy w ogóle wszystkiego dookoła i ich fabryka się już zwyczajnie nie liczy, więc najlepszą metodą było trzymanie łapy na patentach. Tak jak się to działo w Stanach, tak samo się działo w Europie.
Zresztą nie jest to żadną tajemnicą dla nikogo. Do dzisiaj się to samo odbywa, ta sama zjawiskowa sztuczka, że niektóre patenty jakoś mają ciężką drogę, bardzo ciężką i pod górkę. Tak samo wtedy. Także w rękach tych ludzi zawsze była ta ekstra technologia. To nie jest coś, że oni nagle Tesla napisali i oni dokładnie w tym momencie dostali i zrobili Trzecią Rzeszę. Tak wszystko siach, siach, siach jest gotowe. Nie, nie, nie. To po prostu zbieg okoliczności. Ta technologia była po drodze. Każdy wiedział, że ta technologia oferuje więcej niż jakikolwiek standard, bo każdy wiedział, dlaczego ustawia ten standard.
Ten standard to jest najbardziej gówniana technologia, jaką można sobie wyobrazić. Najbardziej toksyczna, ale z kolei najłatwiejsza do kontrolowania od strony zasobów. Tylko tak jesteś w stanie trzymać całe społeczeństwo za genitalia i rzucać nimi o ścianę i żądać jakiejkolwiek ceny, którąkolwiek sobie wymyślisz w głowie za cokolwiek. A wiadomo, że energia nie bierze się tylko z tych zasobów. I wiadomo było, że są inne metody. Tesla nie był jedyny. Także uwierz mi naprawdę Wartburg inwestował masę pieniędzy w różne ciekawe badania, między innymi nad biorezonansem. Trafiłem na przykład na taką publikację dawno temu wydaną, słuchaj, żeby było zabawniej, przez właśnie Instytut imienia Kajzera Wilhelma, jeszcze przed dojściem faszystów, nazistów do władzy. Jeszcze właściwie, jak się formował ten instytut, gdzie były opracowania na temat biorezonansu i to takie konkretne. Prawda?
Ciekawe. Naukowcy, nobliści. Teraz ten temat jest mocno zakopany pod ziemię, ale nie wszędzie. W Niemczech jest to bardzo znaną praktyką w wielu prywatnych klinikach i nikt się temu nie dziwi. To nigdy nie zostało zakopane pod ziemię. Ale wracając do tych wszystkich technologicznych spraw, bo tak się ciągle rozmywam gdzieś po bokach. Co świadczy o tym, że ta technologia tam trafiła? Dowody, które znajdujemy i ty, i ja. Jeżeli byłeś w Górach Sowich i ty dziewczyno też i się szlajałaś troszeczkę po kilku miejscach, to jest tam masa ciekawych budynków. Ja polecam przyjrzeć się nawet na tą znaną, chyba najpopularniejszą Muchołapkę.
Ojcem nazwy jest tutaj copyright zdaje się chyba należy przyznać Igorowi Witkowskiemu, który pierwszy zauważył to paralop. No ale faktycznie jest to chyba doskonałe porównanie, cokolwiek by nie mówić. Wiem, że ma też swoich przeciwników. Wystarczy spojrzeć na konstrukcję. Bardzo intrygująca konstrukcja. Czym się zajmowali Niemcy? Właśnie tak teraz jeszcze à propos Muchołapki, rzeczami z grawitacją, czyli zmienianiem stanu grawitacji, ponieważ badania, w których celował w Europie cały ten instytut Wilhelma Kajzera i tak dalej, to były badania raczej z cyklu, tak jak wspominałem, podróże w kierunku Goethego, a nie w kierunku Einsteina. Tu w Europie działy się troszeczkę inne rzeczy. Był Viktor Schauberger. Viktor Schauberger, kiedy budował swoje rzeczy, już kiedy był, można powiedzieć nie tyle uznany, ile już po pierwszych budowlach, kiedy świat nauki zdał sobie sprawę, z kim ma do czynienia Projektował faceście profesorów.
To nie był koleś, którego zmarginalizowano, wrzucono do chaty w górach i powiedziano: „A teraz się goń i rozmawiaj z ptakami”. Nie. Kiedy się okazało, że facet jest utalentowany, dostał support z lokalnego uniwersytetu w postaci profesorów i całego zaplecza. Przynajmniej na tyle, na ile się dało. I taka była tradycja jeszcze wtedy w Niemczech — naukowa. Nauka wywodziła się z ludu, nie w Ameryce, tak jak ze standardów narzuconych przez Giełdę Nowojorską. Także tu się troszeczkę działo i wątpię, żeby którykolwiek z tych dżentelmenów, wielkich bankierów pozbywałby się tego asa w rękawie, bo mając technologię, która produkuje ci za darmo prąd w sytuacji, gdzie wszystko jest standardem na ropę, masz asa w rękawie. To ty możesz negocjować swoje warunki zawsze z Rothschildem czy Rockefellerem, czy kimkolwiek od ropy, bo masz coś innego. Ale Niemcy zostali sprzedani głównie w kierunku ropy. Stąd zresztą patenty syntetycznej ropy, które w rzeczywistości oryginalnie należą do Amerykanów, ale te patenty były wykorzystywane przez cały czas II wojny światowej i przez nazistowskie Niemcy do zasilania swoich urządzeń.
Jeszcze dodatkowo opracowali dodatkowe rozwiązania przy pozyskiwaniu syntetycznej ropy za jeszcze niższe pieniądze i tak dalej. Zresztą dzisiaj część z tych rozwiązań technologiczno-chemicznych stosuje się przy produkcji benzyny. Właśnie owych rozwiązań z tamtych czasów. Podejrzewam, że zasadą było sprawdzenie, jak daleko możemy pójść z każdą możliwą technologią. Budujemy sobie kraj, w którym właściwie wszystkich trzymamy za mordę. Nie ma fizycznie jako takiej opozycji. Jeżeli jakakolwiek opozycja jest, jest automatycznie rozstrzelana. Nie ma ludzi chorych psychicznie. Jeżeli tacy są, są automatycznie zagazowani, bo to pierwsi ludzie, którzy zostali pozbawieni życia za pomocą gazu. Jeżeli jest ktokolwiek, kto nam nie pasuje, wycinamy go, tworzymy silną armię.
Cały sprzęt jest praktycznie produkowany na cele zbrojeniowe i właściwie to, co powstaje, to taka wielka fabryka sprzętu zbrojeniowego na potrzeby jednej rodziny, na potrzeby rodziny Rothschildów. Tak to wygląda. Z cichymi furtkami w Watykanie, cichą furtką przez takiego dyktatora jak Franco, przez takiego dyktatora jak Duce, przez kolejne kraje w Ameryce Południowej. Takie ciche furtki i taka fabryka broni, która wytresowała społeczeństwo do poziomu wojskowego albo policyjnego owczarka niemieckiego. Przepraszam wszystkich za skojarzenie właścicieli owczarków. I dzięki temu może sobie w ciszy i spokoju, nie nękana przez nikogo, testować najnowsze rozwiązania technologiczne. Myślę, że coś takiego się działo, czego świadectwem jest chociażby zaangażowanie militarne Niemiec na wschodzie Europy z Rosją. Wszystkie te silniki spalinowe, silniki diesla, sprawdzanie, jak daleko można docisnąć mechanikę urządzenia, żeby dało się zbudować coś, co przeleci ileś kilometrów i roztrzaska ileś tysięcy ludzkich żyć na kawałki. I jeszcze ta maszyna wróci do hangaru albo gdzieś tam wróci, przeładuje się tą maszynę i zabije kolejne tysiące ludzi. Jakieś takie szalone pomysły, żeby zwiększać wydajność tych maszyn, żeby jeszcze mniej ropy syntetycznej zużywały, jeszcze dalej strzelały.
Ale oprócz tego wiadomo, że wszędzie jest prąd elektryczny, wszędzie jest komunikacja, wszędzie jest to samo, co normalnie w życiu cywilnym. Koniec końców myślę, że te technologie się pojawiły w laboratoriach wojskowych. To są ślady tych technologii. To, co wspomniałem o Karkonoszach, to nie są czcze przelewki. I ta Muchołapka. Oryginalny plan Muchołapki jest bardzo intrygujący. Znaczy oryginalny plan. Nie ma oryginalnego planu. Nigdy nie istniał. Na pewno istniał, ale nikt z aktualnie ludzi żyjących go nie widział na własne oczy.
Oryginalnego architektonicznego planu tego urządzenia z opisem, co to jest. Nikt. To, co mamy, to tylko kawałek budynku, który ocalał oraz nasze spekulacje. Wyobraź sobie, że do budynku były doprowadzone kable, których instalacja wyglądała praktycznie tak jak instalacja Nikoli Tesli. O co tu chodzi? Nikola Tesla, pomimo tego, że wpakował się w standardy Giełdy Nowojorskiej i musiał lawirować przez całe życie, jakby tu upchać swoje urządzenie tak, żeby działało akurat w tak zaprojektowaną sieć i instalację elektryczną, która jest tak zaprojektowana, żeby nic nie działało w tej instalacji za darmo. I udawało mu się. I opracował kilka specyficznych metod na korzystanie z tego prądu. Mówiąc w bardzo wielkim skrócie, bo nie chcę tutaj zanudzać cię inżynierskimi historiami w sobotni wieczór, chodzi o inne typy prądu, tak to mówiąc obrazowo można nazwać — inne typy prądu. Jeden z tych typów prądu da się przesyłać praktycznie jednym kablem, takimi wiązkami, że bierzesz ileś tam wiązek, dobrze, żeby był bardzo gruby i przesyłasz to, co się nazywa napięcie elektrostatyczne, które się pojawia dokładnie w tym samym miejscu na jednym i na drugim końcu kabla.
Problem jest tylko taki, że musisz mieć gruby kabel pomiędzy jednym a drugim urządzeniem, jeżeli chcesz przesyłać po kablu. Oprócz tego, bo jest to już tak potężna moc, że właściwie ciężko idzie po kablu, ale taka moc doskonale nadaje się do nadawania w postaci sygnału wireless, czyli bezprzewodowego. Czyli dokładnie budując urządzenia w ten sposób, używając takich kabli, tworzysz taki sygnał, że możesz go puścić dalej bez żadnych kabli. I wszystkie instalacje elektryczne, które znaleziono w okolicy Riese, wszystkie instalacje elektryczne, które znaleziono gdzieś tam przy Osówce, są właściwie instalacjami na prąd stały budowanymi. Czy chcesz, czy nie. Oczywiście możemy się kłócić, ale sprawdź sobie plany Nikoli Tesli. Dosłownie sprawdź sobie te plany, które są jeszcze starsze, bo mają 40 lat do tyłu względem tego, co kładziono w Karkonoszach, znaczy w Górach Sowich, tych kabli. Ale jeżeli się przyjrzysz uważnie, to te rozwiązania to są dokładnie rozwiązania Nikoli Tesli. Okej, możesz powiedzieć: „Nikola Tesla tak czy siak zrobił standard prądu elektrycznego dla DC i każdy prąd przemysłowy przesyła się DC”. Okej, racja, taka jest prawda.
Masz rację. Ale nie takie moce i nie w góry, człowieku. Nie buduje się wiązki kabli pomiędzy stacją na zadupiu, która obsługuje tylko szczekające zadnią częścią ciała psy na mocach, na których idzie pół miasta jak Wrocław albo całe takie miasto jak Wrocław. I takich kabli nie widuje się w środku gór. A ja widziałem takie kable w środku gór, takie potężne kable, instalacje, jakby ktoś budował kolejną wieżę Wardenclyffe. Kolejna przesłanka to jest samo położenie tych wszystkich, ja to nazywam, laboratoriów, bo mi się wydaje, że to w dużej mierze miały być laboratoria, też fabryki nowoczesnych technologii, ale takie bardziej manufaktury. Miejsca, w których produkowano prototypowe egzemplarze. Nic, co miało wejść jeszcze do produkcji seryjnej, ale coś, co miało zostać konkretnie sprawdzone już na naprawdę konkretną skalę. Dlatego Niemcy projektowali bardzo dziwne urządzenia do latania, które niekoniecznie były aerodynamiczne od klasycznej strony, tylko ciągle słyszeliśmy gdzieś w tych opowieściach, nawet w dokumentach do tej pory istnieje masę takich dziwnych sformułowań. Jedno z nich to jest to słynne wunderwaffe, cudowna niemiecka broń.
Coś, co miało odmienić losy III Rzeszy w ostatnim momencie wojny. Taki joker w rękawie. Wszystkie cztery asy plus joker w rękawie. Nikt nie może cię przebić przy stoliku podczas gry w pokera. Masz najmocniejsze karty. I dokładnie myślę, że to się wydarzyło w Niemczech. Myślę, że całe to szaleństwo wojny doprowadziło do bardzo ekstremalnej sytuacji. Myślę, że niemieccy naukowcy nie cofnęli się przed czymś, przed czym cofnęli się amerykańscy naukowcy. W Stanach Zjednoczonych to wszystko bardzo mocno zahaczało o uniwersytety i o propagandowe rządowe historie. I myślę, że z tego powodu tam właściwie ludzie z głowy wybili sobie wszystkie te, można powiedzieć, w cudzysłowie kosmiczne idee i zaczęli tylko i wyłącznie pracować nad, będę okrutny troszeczkę, gówno wartymi teoriami, których do tej pory nikt nie jest w stanie potwierdzić eksperymentalnie.
Natomiast Niemcy to był taki eksperymentalny kraj. Wiadomo, że nikt się o tym nie dowie. Wiadomo, że ludzie wtedy wiedzieli o tych urządzeniach. Do dzisiaj może twój lokalny polityk, twój lokalny poseł nie ma bladego pojęcia, co to jest Nikola Tesla. Poza tym, że jak usłyszy słowo Tesla, to pomyśli o sportowym samochodzie i pomyśli, że gdyby cię wydymał, wziął większą łapówkę za sprzedanie twojego lasu w okolicy i rzeki, to sobie kupi Nikolę Teslę. Znaczy kupi sobie samochód Tesli. Ale wtedy ludzie wiedzieli, kim był Tesla. Wtedy ludzie wiedzieli, że prąd za darmo jest tylko kwestią czasu. Wszystkie te rzeczy były wiadome. To tylko dla ludzi żyjących wtedy było kwestią czasu i dla paru ludzi, jak się okazało, było kwestią czasu zamknięcie tej furtki, żeby to się nigdy nie wydarzyło.
Ale nie w taki sposób, żeby w ogóle to odciąć, bo zawsze było ryzyko i zawsze jest ryzyko, że jeżeli zostawisz coś samopas, masz zwierzaki, wypuścisz je samopas, to może część z nich zdziczeć i uciec. I nigdy już nie wrócą. A jak wrócą to cię zjedzą razem z butami. Także lepiej się zabezpieczyć. Jeżeli są jakiekolwiek badania robione na świecie, to niech one będą robione w twoich laboratoriach i pod twoim czujnym okiem. To ty będziesz wtedy kontrolował, co zrobić z tą technologią, czy ją wypuścić na rynek, czy nie wypuścić. Wiadomo, że jeżeli jest wojna, nie wypuścisz na rynek technologii, które są bardzo edgy, bardzo kosmiczne. Bo wiadomo, że jeżeli ten samolot spadnie poza linię wroga, automatycznie informacja trafi do opinii publicznej. Wojna jest już domeną propagandy. To nie jest zabawa w technologię.
Tam nikt tak naprawdę nie bawi się w technologię. Technologia jest na zapleczu troszkę bardziej schowana. Tam się sprzedaje już takie rozwiązania, na których się zarabia kupę kasy. Kosztują bardzo mało w produkcji, ale bardzo szybko się psują i trzeba ich kupować non stop. I są kwestią życia i śmierci, bo broń dla żołnierza jest jego kwestią życia i śmierci, a nie kwestią kaprysu. Także ten zamek trzeba co chwilę wymieniać, a jeżeli karabin nie działa, to się produkuje tony nowych karabinów. Im więcej, tym lepiej. I to jest prawdziwy biznes, biznes dla desperatów i cały ten rynek dookoła tego. Zaopatrzenie w żywność, zaopatrzenie w transport wszystko jest okrojone, bo wojskowy samochód nie jest samochodem luksusowym, o czym przekonali się pierwsi użytkownicy Hummerów, którzy myśleli, że kupują luksusowe auto. Że siedzą w jak najbardziej dziadowskiego amerykańskiego Jeepa, który jest kompletnie bez sensu.
Ale widzisz, stał się ikoną popkultury, także powstały też wersje luksusowe. Do dzisiaj trwa ta zabawa w to, kto przepali więcej ropy. To też jest troszkę motywowane dalej chyba tym paradygmatem myślowym, powiedziałbym, wiarą w to, że jak coś wybuchnie, to jest lepiej niż jak nie wybuchnie. Testowano te technologie spalinowe, testowano na wojnie i mechaniczne. Plus czasami pojawiają tam się takie dodatkowe rzeczy. Ja o tym kiedyś wspominałem. Chyba nawet parę razy wspominałem o słynnych żyroskopach znalezionych w niemieckim Junkersie rozbitym daleko poza granicami III Rzeszy. Odnalezione przez nazistów urządzonko, które samo siebie zasilało. Samolotu do tej pory nie odnaleziono. Znaczy może Niemcy, znaczy na pewno alianci odnaleźli samolot, ale do naszej wiadomości dotarła tylko informacja, że...
Przepraszam bardzo. Trzęsie ziemią. Słuchajcie, na Fiji Island jest trzęsienie 7,1. Ostro trzęsie ostatnio, ostro trzęsie. Obyśmy wytrzymali. To i tak cud, że jeszcze nie wytrzęsło nas tak na maksa. Ale wracając do historii, bo to trzęsienie ziemi to na inną okazję. Czasami przypominam o tych trzęsieniach. Anyway, piękne miejsce do testowania technologii, bo wiadomo, że każda, nawet taka technologia z pogranicza, czyli Nikola Tesla wtedy coś, co zostało zakazane na całym świecie. Te słynne licencje na transmisję czegokolwiek w falach eteru.
Potrzebuje takiego supportu od strony mechanicznej, to nawet to urządzenie Tesli musisz pakować do jakiegoś pudełka. I to nie jest wcale już takie, że tak powiem, hop siup, bo to się tak łatwo mówi, że wiesz, technologia Tesli, bierzesz coś skręcisz i już działa. Nie do końca. Jeżeli chcesz to zastosować w jakikolwiek sposób, włożyć do jakiegoś urządzenia, to musisz przemyśleć jedno urządzenie i drugie. Musisz mieć dwie świetnie opracowane technologie. Jedną technologię mechaniczną, czyli coś, co jest twoimi klockami Lego numer jeden i coś, co jest technologią tą z przyszłości, czyli twoimi klockami Lego numer dwa. W tym momencie, kiedy masz jedno opracowanie gotowe, właściwie tylko wyciągasz jeden klocek z tej jednej konstrukcji i wymieniasz na ten, który masz najnowszy. I nagle się okazuje, że wszystko już jest przygotowane do tej infrastruktury. I jeżeli się przyjrzysz na konstrukcje, które znajdują się w RISD, to dokładnie wygląda jak konstrukcja na wielką fabrykę prądu elektrycznego, ale prądu o bardzo dziwnej kondycji. Teraz z powrotem wraca słowo plazmowa do świata nauki po 30-letniej przerwie, bo jeszcze 50 lat temu, 60 lat temu, a już w minionym stuleciu, w czasach, kiedy naziści doszli do władzy, to słowo było normalnie używane na uniwersytetach i wiadomo było, że prąd wysokiej częstotliwości tworzy zjawiska plazmowe.
I Marie Curie-Skłodowska już udowodniła, że te zjawiska plazmowe tworzy też substancja, która ma duży współczynnik radioaktywności. I to były dwie rzeczy, o których wiedzieli Niemcy. Plus dorzucili trzecią rzecz. To były badania między innymi nad kawitacją, czyli to, co robił Wilhelm, przepraszam, nie Wilhelm Reich, tylko Viktor Schauberger. Czyli chociażby zjawisko luminescencji wody. Czyli jeżeli rozkręcisz wodę do pewnej prędkości, zrobisz naturalny lejek, nawet z papieru pod odpowiednim kątem. Nalejesz tam wodę i rozkręcisz i podświetlisz sobie delikatnym światłem tak z boku, żebyś widział, żeby nie wszystko było oświetlone, to zobaczysz, że woda w środku tego wira zaczyna się inaczej błyszczeć. Zaczyna się zjawisko luminescencji. Zaczyna świecić swoim własnym światłem. Wytwarza się tak potężna ilość energii i wiadomo, że ta energia nie jest radioaktywna, ale też świeci.
Wiadomo, że energia radioaktywna świeci. Czyli mamy to samo zjawisko, ale z różnego ujęcia. Mamy różne zjawiska. Mamy jeszcze do tego zjawisko elektrostatyczne, które ma swoje promieniowanie, które nie jest radioaktywne, ale z kolei reaguje na gazy, czyli podobnie jak promieniowanie radioaktywne. Jest coś, co każda z tych przestrzeni, można powiedzieć, ma inne właściwości, ale spotykają się w bardzo ciekawych miejscach i niemiecka nauka doskonale o tym wiedziała. Tym bardziej że co tu dużo mówić, korporacja o nazwie Warburg i kilku innych możnych ludzi właśnie z Niemiec siedziało na tych wszystkich nowoczesnych wynalazkach i bardzo cierpliwie i bardzo żmudnie śledzili wszystkie te wątki naukowe, które działy się w europejskich laboratoriach. Coś, co nie działo się w Ameryce. Tutaj miało bardzo duże wsparcie finansowe i miało też swoją alchemiczną tradycję, bo w Ameryce to wiesz, troszeczkę inna historia, a tu alchemia jednak troszeczkę zakorzeniona, szczególnie w tych protestanckich księstwach Niemiec. W każdym razie w każdym bądź razie wracając do głównego wątku, puszczę jakąś muzyczkę, bo tak się rozgadałem na te wszystkie drobiazgi. Ale widzisz, jest to opowieść przy ognisku.
Słuchaj, musisz wysłuchać w całości tego tła historycznego, ale myślę, że konkluzja jawi się dosyć jasno, że mamy do czynienia z państwem, które zostało specjalnie sztucznie stworzone. Zostało odizolowane za pomocą bardzo ciekawej doktryny politycznej, nazistowskiej, rasistowskiej. Każdy wjeżdżający do Niemiec musiał mieć specjalną wizę. To nie są żarty. To nie był kraj, do którego mogłeś sobie przyjechać jak na Teneryfę. Po tym, jak Hitler doszedł do władzy absolutnie trzeba było mieć specjalny dokument, który zezwala na przejazd przez Niemcy i na dokumencie przejazdowym czy wjazdowym do Niemiec trzeba było mieć zaznaczone, gdzie się do tych Niemiec jedzie. Poważnie. To było jeszcze gorzej niż wiza do Stanów Zjednoczonych, chociaż Amerykanie myślę pod tym względem dawno już dogonili Trzecią Rzeszę. Przepraszam bardzo, bo ja tutaj sobie... No właśnie.
To co? To może odrobinę muzyczki? Ja mam taką, może nie najświeższą płytkę, taką sprzed dwóch lat płytkę jazzową troszeczkę. Jazzowy dźwięk, bardzo fajnie zagrany. Także skoro tak mówisz o Europie, w Europie w końcu grało się też całkiem niezły jazz w tamtych latach w paryskich klubach. Zresztą taką, można powiedzieć stolicą awangardy, stolicą jazzu, między innymi w Europie, stolicą w ogóle wszelkiego rodzaju kreatywności były, zgadnij, nie uwierzysz. Były Niemcy, właśnie Republika Weimarska i to właśnie tam, na styku granic z Belgią, Holandią i Francją. To właśnie górnicze zagłębie, gdzie była największa nędza. Wiesz, jak już nie ma nic do stracenia, to jedyne co można zrobić, to zrobić sobie dobrą zabawę, czasami się najeść tym, co jest dookoła. Jeżeli już nic nie działa dookoła, to samemu wymyślić pieniądze i tak dalej, i tak dalej.
Wiesz, o czym mówię. Także ludzie tam troszkę odzyskali zdrowego ducha przez chwilę. I jak się okazało, ten zdrowy duch chyba przeraził kilku mocno i to nie na żarty. Przeraził tak, że wymyślili sobie nowe państwo, w którym postanowili trzymać wszystko pod kontrolą, żeby przypadkiem nie utracić kontroli nad wojnami i nad sprzedażą broni, i nad polityką, i nad myślę, że taką całkiem sporą część takiego zorganizowanego życia dookoła nas do dzisiaj. Ale to nie koniec, bo ja oczywiście nie kończę dzisiaj. Ja tak rozgrzebałem troszkę sobie ten temat RISD, no bo od czegoś trzeba zacząć i najlepiej zacząć od samego początku. Skąd się wziął taki pomysł, żeby RISD zrobić takie gdzieś tam w górach? I pierwsze ślady, na które ja trafiłem, to są właśnie konkluzje dzisiejszego odcinka, już powoli kończę, składające się z trzech obszarów technologii. Pierwszy obszar technologii pochodzi od Nikoli Tesli. Są to sprawy związane z wysokimi napięciami, wysokimi częstotliwościami, przesyłem prądu wireless, czyli bezprzewodowo i w ogóle produkcją tego prądu przede wszystkim, bo jest to prąd o specyficznych parametrach.
Jeżeli masz napięcie i natężenie i zmienisz jego parametry w odpowiedni sposób odpowiednimi urządzeniami, nagle się okazuje, że ten prąd jest dostępny praktycznie w każdym miejscu tej planety na urządzeniu, które jest odpowiednio dopasowane, dostrojone na zasadzie radia dosłownie do tego twojego urządzenia, które ty masz gdzieś na drugim końcu świata i wbijając czy kładąc dosłownie kawałek miedzianego druta w ziemi, możesz odbierać sobie ten sygnał. I czy to jest prąd elektryczny, czy to jest radio, czy coś innego, to jest to ogólnie dostępne. Ten pomysł był znany i zresztą był to pomysł, który legł u podłoży powstania tego trustu korporacyjno-rządowego w Stanach Zjednoczonych, który zmonopolizował cały rynek i położył łapę na wszystkich patentach zarządzany przez marynarkę Stanów Zjednoczonych. Zresztą szefem RCI był nie kto inny jak szef marynarki Stanów Zjednoczonych. Innym słowem, a mianowicie chodziło o pomysł na radia, które nie wymagają żadnego zasilania. Ja kiedyś, dawno temu o tym wspominałem. Był plan, że RCI się powoła i wyprodukuje radio, które będzie zasilane w cudzysłowie z powietrza, z eteru. Radio będzie nadawało tylko i wyłącznie radiostacje amerykańskie, rządowe i będzie to taki hit, bo to radio zostanie przetransportowane, wyprodukowane masowo, a później przetransportowane na cały świat i w ten sposób Amerykanie będą właścicielami propagandy, jakby takiej tuby propagandowej na całym świecie. Taki był pierwszy pomysł, dla którego powołano RCI. I to nie jest dowcip, bo jest to opisane normalnie w dokumentach RCI.
Nie widziałem planów tego radia, ale wiadomo, że takie urządzenie istniało, bo nie po to powołuje się organizację, kiedy nie ma planów. Naprawdę nie buduje się domów, kiedy nie ma wylanych fundamentów. Zapomnij o tym, nie stawiaj się wtedy w dachu. Chyba że domy kopułowe, ale to inna historia. W każdym razie RCI miało taki patent i właściwie było parę takich urządzeń w Stanach Zjednoczonych u paru niezależnych wynalazców. Wszystkich uwalono konkretnie i do końca. Niektórzy zgubili swoje życie po drodze. Tak jakoś wyszło. To tak jak wynalazca silnika na wodę Stanley Meyer, którego zatruto między innymi. Ale zostawiamy szalone losy wynalazców.
Wracamy do tego pomysłu RCI, bo technologia była znana. W Niemczech były te same pomysły, ale było to zbyt ryzykowne jako technologia do wprowadzenia, ponieważ okazało się, że ludzie mają niesamowitą kreatywność i potrafią, co udowodniono w Stanach Zjednoczonych na przykładzie urządzeń medycznych, które same produkowały między innymi prąd. Ludzie potrafili zasilać tym szpitale i tak dalej. Nagle się okazało, że lokalne elektrownie, które należały do lokalnych władz, czyli podlegały już rządowi w Waszyngtonie, bo to już był standard prądu elektrycznego, traciły wpływy. Także uwalono wszystkie te rzeczy dosyć konkretnie. Ale technologia istniała, bo to, że coś znika z mojego i twojego widoku, nie znaczy, że technologia nie jest rozwijana albo w ogóle nie istnieje. My nie wiemy, w jakim momencie ta technologia często została, że tak powiem, zdjęta z naszego widoku. Z tego, co się orientuję, przynajmniej ja prywatnie po śledzeniu spraw związanych z Nikolą Teslą i pozostałymi w ówczesnych czasach zostało bardzo dużo gotowych zastosowań technologicznych, takich jak klocki Lego dosłownie. Wyciągasz, robisz, wkładasz i urządzenie działa. Nie ma żadnego problemu.
Oczywiście są to zastosowania tylko i wyłącznie gotowe do adaptacji do ówczesnej technologii. Gdybyś dzisiaj miał to urządzenie, nie podłączysz tego za bardzo, bo nie da się. Mamy troszkę inny prąd, trochę inne parametry tego wszystkiego i już jest inaczej. W każdym razie, jeżeli spojrzysz na ten cały kompleks Riese, na to, co się działo w Niemczech, wygląda na test dokładnie trzech technologii. Technologii, która jest związana z polem elektrostatycznym, technologii, która jest związana z promieniotwórczym działaniem izotopów promieniotwórczych oraz tym, co jest takie nieuchwytne, coś, co w języku niemieckim nazywa się Vril. To zostało jeszcze po Goethe. To są te niewidoczne moce. Zresztą od tego słowa nazwano też stowarzyszenie Vril, takie niby teozoficzne i tak dalej, bo tak jak wspomniałem wcześniej, w Europie rozwijała się ta wiedza. To nie było tak, że wszyscy wierzyli w Newtona. Goethe jednak zrobił swoje.
Wszystkie te eksperymenty z optyki, które zniszczyły wszystkie teorie Newtona do zera, stworzyły podstawy do badań Rudolfa Steinera, który zresztą partycypował później w działaniach Towarzystwa Teozoficznego założonego przez Halinę Blavatsky. Długie i skomplikowane historie wielu różnych ludzi, ale jedno to wszystko łączy. Historie są skomplikowane, ale konkluzja jest bardzo prosta. Ci wszyscy ludzie mieli bardzo konkretną wiedzę i wiedzieli, jak robić tak, żeby urządzenia działały i to używając bardzo dziwnych mocy, tak jak Viktor Schauberger. Kiedyś budował coś, co wygląda jak turbina z kawałków miedzi. Odpowiednio ustawiał te wiatraczki w tej turbinie pod odpowiednim kątem montował jedną, drugą, trzecią, zwijał do kupy i nagle samo z siebie się kręciło. Widziałem takie urządzenie, taką zbudowaną replikę turbiny. Rewelacyjna historia. Tylko widziałem taką, można powiedzieć, amatorską konstrukcję. Turbina się bardzo powoli kręciła.
Nie była tak idealnie dopasowanym silnikiem, ale fenomenalne zjawisko. Różnica temperatur, która powstaje w turbinie samoczynnie, różnica temperatur cały czas ją obraca i tą turbinę możesz postawić dosłownie na biurku. Możesz postawić na podłodze, możesz postawić na szafie, w szafie, gdziekolwiek. Ona nie potrzebuje wiatru. Ta turbina się kręci różnicą Właśnie. Oryginalna koncepcja była różnicą temperatur, później różnicą pól w środku, które się manifestują na kilka różnych sposobów, ale to już taka technologiczna historia. W każdym razie to było używane normalnie jako działające rozwiązanie technologiczne w Niemczech i w Uniwersytecie w Grazu zresztą i w kilku innych miejscach, szczególnie w tym instytucie badawczym Kajzera Wilhelma, gdzie trafiały wszystkie te opracowania, badano użyteczność tych wszystkich rozwiązań. Nie ich zgodność z teoriami akademickimi, tylko konkretną użyteczność, jeżeli budujesz z tego broń, budujesz cokolwiek, budujesz zapory, produkujesz kawałek prądu. I się okazało, że te trzy elementy są właśnie tym, co należy przetestować po cichu, bez drapania całego świata. Cały świat ma funkcjonować na ropie.
Zrobi się do tego wielką wojnę, przepali tony ropy, wszyscy uwierzą w to wszystko. Badania naukowe się schowa pod dywanem. I tak to troszkę wyglądało. Mam taką swoją koncepcję, że Rockefeller, Rothschild i Watykan, inwestorzy nie do końca sobie zdawali sprawę, z kim mają do czynienia, bo Niemcy wcale nie byli Warburg i jego kumple. Właściwie Warburg zmarł troszkę wcześniej, nie doczekał III Rzeszy, to już jego następcy. Myślę, że niemieccy bankierzy, naukowcy mieli to do siebie, że tworzyli takie wspólne lobby. Tradycja wspólnych towarzyskich spotkań i to, że elita finansowa spotykała się razem z elitą inżynieryjną i że to jest taki troszkę stechnokratyzowany kontakt społeczny pomiędzy ludźmi i rozmawiali o takich rzeczach, że dużo ludzi będących właścicielami fabryk też prowadziło swoje własne eksperymenty i swoje własne centra badawcze. Te wszystkie powiązania towarzyskie może doprowadziły do tego, że oni widzieli troszeczkę więcej i postanowili, że sięgną po bardziej ukryte sprawy niż to, co miało się oficjalnie dziać. Oficjalnie miała być być może tylko ropa. Oficjalnie miał być może być tylko atom i nic więcej, natomiast reszta miała leżeć lekko odłogiem.
Właściwie ta wojna była po to, żeby świat przepalił ropę, żeby nikt nie wracał do Nikoli Tesli, żeby zostawić te lampy, znaleźć inne rozwiązanie, bo w tych lampach też produkuje się prąd, żeby znaleźć coś, co już w ogóle skreśli jakiekolwiek inne możliwości produkowania niezależnych zasobów na tej planecie dla kogokolwiek poza wielkimi korporacjami. I pomysł doskonale się udał, ale myślę, że Niemcy, a szczególnie inwestorzy lokalni, którzy widzieli, że Amerykanie to Amerykanie, oni są tu u siebie, oni będą dbali o swoją historię. Oni tak po cichu troszeczkę poszli dalej i postanowili połączyć to wszystko do kupy. Dlatego obserwujemy coś tak dziwnego, jeżeli się przyglądamy kompleksowi Wiese. Widzimy tak dziwne rozwiązania, widzimy fragmenty rozwiązań z technologii nuklearnej, bo znajduje się tam coś, co niektórzy nazywają oczyszczalnią, przepompownią, nazwy jest wiele, czy zbiornikiem. W rzeczywistości jest to dokładnie tożsama konstrukcja z pierwszym reaktorem jądrowym, o czym zresztą jeden dżentelmen w Polsce napisał. Zresztą taki sam reaktor znajduje się, zdaje się w Argentynie. Pierwsze komercyjne reaktory na świecie tak wyglądały. Tam właściwie zaczęto projektować pierwsze działające reaktory, bo jeżeli budujesz coś, co jest już tak zdefiniowane, to znaczy, że technologię masz opanowaną. Ty nie stawiasz ściany, zastanawiając się „okej, może ją przesunę jeszcze później o dwa metry dalej, może to będzie prototyp”, tylko ty już robisz gotowe na wymiar.
Czyli już była działająca technologia. Czyli wiadomo, że źródła zasilania były. Były to małe reaktory. Kolejna rzecz to owa energia elektrostatyczna, bo podczas reakcji powstaje potężna ilość energii i właściwie gigantyczny problem przy reaktorach jakichkolwiek jądrowych jest taki, jak odebrać tą energię. Tam są potężne stacje transformatorowe, które muszą to wszystko odebrać, bo to jest taki potężny impuls, który trafia do sieci, z którym czasami ciężko sobie poradzić na jeden strzał. Dlatego trzeba wybudować wielką instalację, która to rozłoży na odpowiednią masę, że szlag trafi. I taką instalację widać dokładnie w Górach Sowich. I trzeci czynnik to jest ten czynnik Viktora Schaubergera, tych wszystkich zjawisk kawitacyjnych w wodzie, tych wszystkich wirów, że kiedy zawirujesz wszystkie te chociażby radioaktywne pola, dołączysz do tego zjawisko wolnych elektronów, czyli tak zwanego pola walencyjnego. Walencyjne elektrony tak to się w nauce nazywa. To być może złapiesz najważniejsze czynniki odpowiadające za grawitację na tej planecie.
I takie ślady zostały, kiedy pozbierasz do kupy wszystkie te papiery, które ocalały po jakichkolwiek naukowych działaniach w III Rzeszy. Nie kopiąc się w betonie, niekoniecznie ścierając trzy pary butów pod rząd w Górach Sowich. Tylko jak rzucisz tylko i wyłącznie okiem na te wszystkie dokumenty, nagle zauważysz parę tych wszystkich sytuacji i zauważysz ciekawą rzecz, że jest jedna instytucja, która skupia wszystkie te badania i ślad znika po tym wszystkim. I nagle trafiasz na dziwne kompleksy w takich bardzo turystycznych, pięknych górkach, gdzie specjalnie posadzono las. Drzewa w takich betonowych kadziach były przenoszone, wszystko posadzone. Zrobiono nagle góry na nowo, wybudowano nowy kawałek świata z wielkimi, dziwnymi, potężnymi podziemiami i cała instalacja wygląda albo do wielkich wyładowań elektrostatycznych, albo do budowania pierwszych małych reaktorów fuzji radioaktywnej Rozszczepianie pierwiastków radioaktywnych albo do robienia naprawdę kosmicznych rzeczy, które są związane ze zmienianiem pola grawitacji za pomocą zawirowywania czegoś. Chociażby konstrukcja muchołapki, czyli potężne gumowe maty, które były podłogą tego budynku. Nikt nigdy nie odkrył żadnej chłodni, w której stosowano potężne gumowe maty i tego typu izolacje. Budowano specjalny basen i instalację elektryczną, która ma rozmiar jak do zasilenia jednej dzielnicy dużego miasta, a nie małej chłodni. I to jest ciekawa historia.
Poprzestanę na razie na tych refleksjach, na tych trzech obszarach wiedzy, które w dziwny sposób w dokumentach, nawet w legalnych opracowaniach, nawet w tych opracowaniach, które później ujrzały światło dzienne po drugiej wojnie światowej w postaci kierunków badawczych niemieckich naukowców na amerykańskich uniwersytetach. Gdzieś tam ślady tego nagle się pojawiają i zawsze ślady tych trzech obszarów. Ciekawa historia, prawda? I z tym wnioskiem cię zostawiam. To była moja pierwsza opowieść na temat kompleksu Riese. Moi znajomi się ze mnie śmieją, że mam lekłą obsesję na tym punkcie, to postanowiłem wreszcie zrobić terapię wewnętrzną, spowiedź wewnętrzną i opowiedzieć ci kilka swoich koncepcji na ten temat. Także dzisiaj odcinek numer jeden o początkach tego pomysłu i korzeniach schowanych troszeczkę głębiej, technologicznych, które mogą takie być. Ale uprzedzam cię, jest to w dużej mierze moja swobodna spekulacja, bo tych wszystkich dokumentów zostało tyle, co kot napłakał. Tak, tajemnicza historia. Raptem 70 lat do tyłu.
Niby wszyscy już umarli, niby już nieważne, ale jednak coś tam takiego jest w tych miejscach, co powoduje, że dalej są owiane tą dziwną tajemnicą. A cóż może być takiego, co ktoś chciałby, ktoś duży i wpływowy zachować dzisiaj dalej jako tajemnicę w dzisiejszym świecie? Co dalej pozostało tożsame dla świata sprzed 70, 100 lat i tego świata dzisiaj? Czyżby nie zasoby, sposób pozyskiwania energii, komunikacja? Who knows? Takie są moje przypuszczenia i na temat moich przypuszczeń będę snuł rozważania dalej w następnych „Hiperprzestrzeniach”. A tobie, słuchaczko i słuchaczku, dziękuję serdecznie za wysłuchanie kolejnej „Hiperprzestrzeni”. Tak wakacyjnie wrzucam taki temat. Zostawiam moje wewnętrzne podróże do krainy Duat i nie tylko. One kiedyś tam wrócą, ale na razie taka wakacyjna klechda sezonowa przy ognisku o kompleksie Riese.
O czymś przy tym ognisku trzeba porozmawiać, prawda? Tak relaksacyjnie troszeczkę, bo to już myślę tak czy siak lata mijają, chociaż strażnicy tam dalej w górach są. Dalej bywają, się pojawiają tacy dżentelmeni. Tak się ich określa. Kto to jest ten strażnik? Jakbyś nie wiedział albo ty nie wiedziała, w Górach Sowich pojawiają się ludzie. Czasami takie kuriozalne sytuacje. Samochody na niemieckich tablicach rejestracyjnych kiedyś, czasami dawno temu, teraz raczej nie, na lokalnych. I gdzieś tam jakiś taki człowiek chodzi albo dwóch chodzi i jak ty się pojawisz w takim miejscu, nagle z lasu wychodzi dwóch kolesi. Tak się przygląda tobie, przygląda.
Ty wychodzisz, a tam w lesie zaparkowany samochód jakoś tak dziwnie. Oni tak chodzą, jakby pilnowali tego miejsca. Jest tak dziwnie, takie relacje. I ci ludzie, którzy tak się pojawiają nagle, gdzie ty wdepniesz w jakieś takie dziwne miejsce właśnie w tych Górach Sowich, gdzieś przy jakichś takich dziwnych kompleksach. I nagle pojawiają się właśnie owi ludzie. Owi strażnicy tak nazywani w lokalnych legendach dolnośląskich. Także taka historia. Właśnie, a na koniec jeszcze zanim zamknę audycję, dokończę tą historię z Wrocławiem, bo zacząłem od tego bunkra, że jest pięć poziomów i jest tylko jedna jak na razie spójna hipoteza i jeden potwierdzony plan na bardzo podobny bunkier do tego, który znajduje się we Wrocławiu. I to jest potwierdzenie jednej z tych trzech dróg mojej hipotezy. Mianowicie był to bunkier projektowany na wypadek wybuchu atomowego, proszę państwa, tak jest cały zaprojektowany.
Taka ciekawostka. Także ciekawe historie, ale to już zostawiam tobie w głowie, człowieku. Ja tu znikam sobie na wieczorową porę w Radiu Na Fali, bo jeżeli słuchasz tego w Radiu Czas Snu albo w Radiu Paranormalium i się zastanawiasz, co ja teraz zrobię, jak się skończy audycja, to ja teraz zostaję z powrotem na antenie tych obydwu radiów i już w nienagrywanym kontencie. Chociaż jeżeli chcesz sobie nagrywać albo sobie nagrywasz, to sobie nagrywaj. Help yourself, czyli że tak powiem, czuj się swobodnie, człowieku, rób z tym, cokolwiek chcesz, a ja tu zostaję na taką już nieoficjalnie nienagrywaną audycję o nazwie „Wieczorowa Pora”, jak zwykle w sobotni wieczór. Także jak jesteś nocnym markiem, nie chce ci się spać, chce ci się zostać przy tym ognisku w środku nocy, to zostawaj. A ja tymczasem się zabijam z tej hiperprzestrzeni. Pozdrawiam cię słuchaczu offline i słuchaczu online, jesteś tu teraz na czacie. Wszystkich pozdrawiam serdecznie na czacie Radia Na Fali. A ty jak jesteś gdzieś w drodze, może właśnie jesteś w samochodzie i jedziesz gdzieś w kierunku gór.
Gór Sowich w kierunku kompleksu Riese. Już prawie się poczułem jak sprawozdawca telewizyjny. Dobra, kończymy z tym Riese na dzisiaj. Zostawiamy na przyszły tydzień. Ja będę kończył ten wątek, bo jest naprawdę bardzo intrygujący. Ja widziałem te kable elektryczne na ziemi, ale to już zostawiam. Dobra, koniec. Koniec, bo znowu się rozkręcę. Dobra, to ja znikam i pojawiam się za tydzień w „Hiperprzestrzeni”. Do usłyszenia następnym razem.
Pozdrawiam cię serdecznie. Daj mi chwilę jeszcze tak na koniec dorzucę, żebym ci odpowiedział na maila człowieku i dziewczyno, bo tam już wracam do biura. Jeszcze mam sprawy firmowe, że tak powiem dookoła siebie takie życiowe do ogarniania, ale już tam jestem na mailu Radia Na Fali, już tam kontaktuję. Zaczynam to czytać powoli. Już odsyłam pierwszą korespondencję, także przepraszam za straszną zwłokę, ale już wracam na stałe do komputera. Już wracam na stałe, już będę dostępny. Mam teraz wakacje szczęśliwie, także może też jesteś na wakacjach i wcale nie chce ci się prowadzić bujnej korespondencji. I dobrze, czas się zrelaksować. Takie wakacyjne opowieści, tajemnicze góry, Riese, podziemia. No właśnie.
Do następnego razu. Słuchałeś i ty też słuchałaś „Hiperprzestrzeni” w radionafali.com.