[00:25] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radio Paranormalium rozpoczynamy kolejny odcinek audycji Bibliotekarium, w którym dziś punktem wyjścia do dyskusji będzie książka Pauli Hawkins „Dziewczyna z pociągu”. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie Google Hangouts są z nami dzisiaj gospodarze Bibliotekarium: Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Dobry wieczór panowie.
[01:02] - Dobry wieczór.
[01:03] - Dobry wieczór.
[01:04] - Zanim przejdziemy do dyskusji, do tematu głównego, czyli też do głównej książki, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Po godzinie dwudziestej pierwszej piętnaście będziemy otwierali naszą linię telefoniczną dla słuchaczy, ale numer telefonu i nick na Skypie można sobie już teraz zapisać. Właściwie numery telefonów, bo od jakiegoś czasu Radio Paranormalium dysponuje dwoma numerami. Numer stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem lub komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sto dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sto dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl. Cały czas również można do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również przesyłać pytania i komentarze na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Panowie, oddaję wam mikrofon.
[02:27] - No to dziękujemy. Yy, trochę jesteś-- trochę, trochę nam smutno, bo widzę, że słuchaczy osta-- mamy, mamy dzisiaj, mamy dzisiaj niewielu.
[02:36] - No to, to jest, to jest troszeczkę błędna informacja to, co pokazuje nasz licznik. Bowiem właśnie YouTube dzisiaj postanowił się zbuntować i przestało przekazywać informacje o słuchających właśnie na naszym kanale do tego takiego skrypciku, który zlicza wszystkich słuchających. A z tego co widzę, to jest tak po połowie. Połowa słuchających słucha ze strumienia, a połowa słucha z YouTube. Także nie jest tak źle, a będzie jeszcze lepiej.
[03:06] - Okej, to w takim razie, w takim razie, yy, zaczyna-zaczynamy audycję. Yy, ja myślę, że nie od rzeczy będzie zrobić mały appendix do poprzedniej audycji. Czyli, yy, Wiktor po prostu chce trochę o Japończykach poopowiadać. To oddaję ci głos w takim razie. Opowiadaj. Ja się już o Japończykach trochę nagadałem, mówiąc szczerze.
[03:27] - Że tak powiem, nie było mnie ostatnim razem ze względu na to, że ja już powinienem powoli zapominać używać słowo „witam”, a-
[03:36] - Rozwiń myśl, rozwiń
[03:37] - ... bardziej trenować słowo „żegnam”. Yy, naten-- bo, yy, natomiast nie jest to tak przypadkowo moja taka uwaga. Otóż po prostu, yy, moje życie się powolutku kończy i, yy, jest to, mm, bardzo ważna obserwacja ze względu na, czy, yy, jeśli to przełożymy na książki, które omawiamy. Otóż, yy, my bardzo często omawiamy książki, które ze względu na jakieś jej walory albo, albo potencjalne, yy, wartości. Natomiast, yy, zawsze powinniśmy uwzględniać jedną rzecz: książka żyje tak samo jak człowiek. Książka ma okres młodości, dojrzałości i starości. Każda książka. Tylko najwie-- najbardziej, najgenialniejsze, yy, książki potrafią przeskoczyć swoje własne życie i, i przejść tą strefę, że tak powiem, ym, strefę mitu i być, być czymś, co, yy, trafia do jakiegoś kanonu mitów po prostu naszej, naszej kultury, naszej cywilizacji. To bardzo niewiele takich książek jest, ale one są.
Niektóre dochodzą, niektóre odpadają. Natomiast większość książek, yy, bardzo brawurowo wkracza w naszą rzeczywistość. Ma swój jakiś okres dojrzewa-dojrzałości, kiedy, kiedy znajduje swoich czytelników. No i dosyć szybko umiera. Z bardzo prostego powodu, choć choćby wyżu lub niżu demograficznego. Jeśli się pojawia coraz więcej w miarę podobnych książek, to los tej książki jest przesądzony dość szybko. Chyba że. I w tym momencie po prostu, jeżeli będziemy mówili o książce „Dziewczyna z pociągu”, to po prostu będziemy musieli się zastanowić nad jej miejscem, yy, na jakim ona jest etapie swoim życiowym. Czy to jest książka jeszcze młoda i żywa, czy już tego, czy, czy... I tak dalej, i tak dalej.
[05:33] - Ale o tym za chwilę.
[05:35] - O tym za chwilę.
[05:35] - O „Dziewczynie z pociągu” to się, to, to jeszcze sobie porozmawiamy.
[05:38] - Tak.
[05:39] - Wróćmy, wróćmy do Ruth Benedict i jej książki „Kryzantemy i miecz”.
[05:45] - Tak. I wydawałoby się-
[05:45] - Sam mówiłeś, że chcesz powiedzieć. To mów.
[05:47] - Ale wydawałoby się, że to jest też książka, która już dawno umarła, wyciągnęła nogi. Otóż nie. Ta książka jest dalej straszliwie młodą książką, chociaż została napisana w czasie drugiej wojny światowej.Yy, ale jest książką młodą. A dlaczego jest książką młodą i kiedy, że tak powiem? Jest na to bardzo prosta, yy, proste, pros-prosto moż-można to umiejscowić. Otóż ona jest ważna, czyli młoda tak długo, dopóki kultura japońska nie została zeuropeizowana dostrzecznie albo zamerykanizowana. Jeśli kultura japońska, dopóki ona trwa w tym swoim, ym, yy, hermetycznym jak, jakby obrazie, dopóty, tak długo ta książka jest, mm, książką, którą, yy, każdy Amerykanin, każdy Europejczyk powinien czytać z-z wypiekami na twarzy. Natomiast jeśli Japonia jako ta, jako, jako kultura i jako kraj, jako, jako tego przestanie s-- być tak hermetyczna, to w tym momencie ta książka stanie się również zbędna właściwie w naszej kulturze, a najwyżej będzie rejestratorem tego, co kiedyś było, nie? Jak to kiedyś, jak, jacy to kiedyś byli Japończycy i jak się ich, jak się oni mieli do reszty świata. I ja miałem tylko taką uwagę, której, yy, à propos tej książki.
Otóż ja całe życie, yy, spotykałem ludzi, ym, tu w Europie, którzy akceptowali, ym, Afrykańczyków, ak-akceptowali Amerykanów, akceptowali wszystkich, nawet mu-mudszahedinów, ale bali się, yy, bali się Chińczyków, bali się, a szczególnie Japończyków. Jeszcze Chińczyków, jeszcze Wietnamczyków to tego, ale żół-tej żółtej rasy ludzie się bali. Ja miałem też taki dziwny, yy, ym, yy, wstrzemięźliwość wobec tego. Po prostu ja ich nie rozumi-nie rozumiejąc odruchowo, to kwestia jest, nie rozumiejąc do-do końca. Po prostu no nie to, że bałem się, ale był, był to jakiś takie, yy, próba zachowania własnych pozycji na wszelki wypadek, gdy, mm, trzeba będzie wobec nich jakoś tego. No otóż ta książka, yy, pozwoliła mi polubić Japończyków. Ja ich nie wiem, czy ich rozumiem. Może dalej nie, nie tego. Zresztą to nie jest kwestia zrozumienia, ale ich zacząłem lubić. Naprawdę.
Dla mnie symbole takie, yy, yy, te obiegowe Japonii, które były przerażające w pewnym sensie, jak harakiri i kamikadze, nie? Przestały być straszne. Stały się pięk-- yy, piękne po prostu. Z punktu widzenia tamtej strony. Jak się spojrzy na z tamtej strony, to ja nagle zacząłem rozumieć. Rozumieć tych chłopców, którzy, którzy ginęli, wsiadając w te samoloty i atakując lotniskowce amerykańskie. I tak samo rozumieć, yy, yy, to, yy, rozumieć harakiri. Czyli dlaczego? Bo nam się, mi się wydawało, że to jest absolutnie obce wobec, wobec, yy, tego, co nasza kultura europejska przyno- yy
[09:06] - Coraz więcej jest i wydawało się, że to może być obce w ogóle jako, jako człowiekowi po prostu.
[09:11] - Tak! Ludzko-- niehumanitarne. Nie, nie tego. Ale jak się spojrzy na, na naszą kulturę, tu po prostu, po prostu polską. Kwestia naszego na przykład honoru. Kiedyś przynajmniej, bo dzisiaj to tak może nie-
[09:27] - Różnie bywa.
[09:28] - Różnie to bywa, ale kiedyś, Boże mój, człowiek albo Polak, albo Anglik, szczególnie te nacje, jeśli co-- została naruszona ich, ym, strefa, że tak powiem, którą obsługiwał honor, mogli wyciągnąć, yy, pistolet i palnąć sobie w łeb. To była rzecz, yy, taka sama dokładnie jak, yy, harakiri, yy, w Japonii.
[09:52] - Trochę inaczej motywowana jednak.
[09:53] - Inaczej, tak.
[09:54] - Inaczej.
[09:55] - Inaczej i inne motywy. To ja rozumiem, ale-
[09:58] - Niemniej równie egzotyczne.
[09:59] - Egzotyczne po prostu. I, yy, nie, na przykład większość Eu-na to, co posiadała, yy, ja tobie kiedyś wspominałem, jak żeśmy rozmawiali o, o, o czasach napoleońskich i tak dalej. Napoleon przecież dosko-- yy, doceniał Polaków jako tak zwane mięso armatnie i wykorzystywał ich tak samo jak tą artylerię, którą wyprowadzał w, we wczesnym swoim, yy, swojej karierze. Jako pierwszy po prostu wyprowadził na ulice, nie? Dlaczego? No po prostu artylerii się na ulice nie wyprowadzało, tylko działa w pejzażu pięknym, nie? Napoleon stwierdził, że skoro nie, skoro nikt tego nie robił, to najwyższy czas to zrobić. Więc wyprowadził ze straszliwym skutkiem. No i co zrobił Napoleon, kiedy zauważył, yy, walory polskiej kawalerii, yy, jej umiejętności i szarży? I oczywiście też w pejzażu takim, jakim zawsze funkcjonowała artyleria.
Przecież nikt, żaden wariat, żaden strateg by nie wprowadzał kawalerii na ulice miast po prostu, bo to bez sensu zupełnie. A Napoleon kazał to zrobić.
[11:12] - Artylerię.
[11:13] - Nie, nie kawalerię.
[11:14] - No kawalerię też.
[11:15] - Wyprowadził na ulice i w Somosierrze Polacy szarżowali zupełnie w kretyński sposób.
[11:20] - No ale to nie na ulicy.
[11:21] - Na ulicy.
[11:21] - Przecież Somosierra.
[11:23] - W wąwozy.
[11:24] - No tak.
[11:24] - No tak.
[11:25] - Dobra, dobra.
[11:25] - Ale to jest jak trasa, jak, jak tego.
[11:28] - Wąwóz jako szeroko-
[11:29] - Szeroka autostrada, która jest pop-- przegradzona, ym, bateriami artyleryjskimi.
[11:35] - Dobra, poddaję się. Masz rację.
[11:37] - Tą autostradą szarżuje sobie pięknie. Żadna konnica by tego na świecie nie wykonała, nie? Napoleon doskonale, yy, zdawał sobie sprawę, że ci idioci z tego Wschodu, ci Polacy, oni, oni to łykną.
[11:50] - Co więcej, zrobią to tak, jak należy.
[11:52] - Zrobią to, jak należy i tak dalej. No i zrobili po prostu. Zostało ich tam dziesięciu na stu. Yy, co Na-Napoleonowi przecież nie robiło, nie? Yy, dalej idąc, tą fantazję, że tak powiem, mieli Polacy, mieli Rosjanie, w przeciwieństwie na przykład do, do innych narodów, które miały inne walory. Yy, mówimy harakiri, kamikadze.Honor tutaj. Rosjanie uwielbiali. Zostało to, yy, przeszło to już do, do, do takich kulturowych. Stało się archetypem, że tak powiem, pewnych, mm, dziwactw kulturowych, czyli r-rosyjska ruletka. Świetna zabawa.
Jeden nabój w komorze z bębenkiem przykładamy do głowy i się świetnie bawimy. Nikt się na świecie w ten sposób nie bawił, tylko bawili się idiot-- nie, to nie byli idioci, to byli po prostu, takie były, no, takie były czasy. I, i, i tutaj, że tak powiem, ta inność, yy.
[12:52] - No nie wiem, nie wiem, czy to, czy to inność, czy też, czy też nadmia-nadmiar samogonu. Oficerowie też-
[12:58] - Na pewno tak, tak.
[12:59] - Też lubili, lubili. Nie wiem. Tu trudno mi rozstrzygnąć. Ja, ale jednak wrócę, wrócę jeszcze do, wrócę jeszcze do Japończyków. Coś jeszcze o Japończykach mówimy czy kończymy apend-appendiks?
[13:10] - Mi się wydaje, że, yy, możemy najwyżej skończyć ten ape-- tą, tą kwestię tym, że, yy, ja nieprzypadkowo powiedziałem, dlaczego, kie-- jak długo ta książka była, będzie żywa. Otóż ja jej ży-życzę życia wiecznego, ale tym samym życzę Japończykom, żeby dalej-
[13:32] - Ta książka była jak najdłużej aktualna.
[13:33] - Aktualna.
[13:34] - Tak jest.
[13:34] - Żeby była aktualna.
[13:35] - Tak jest. Dobrze. I tym optymistycznym akcentem, yy, skończmy appendix do, do książki Ruth Benedict. Jednocześnie pragnę, śledząc uważnie czat, pragnę zapewnić Artemiusa, że, no, nie, nie jesteśmy takimi paskudami, które zdradzają, zdradzają zakończenia ani jakieś istotne szczegóły, a raczej traktujemy, traktujemy, yy, tak jak inne książki, książkę "Dziewczyna z pociągu" jako punkt wyjścia do rozmowy. A jeśli będziemy mówić o jakichś faktach, to raczej, raczej z początku i z tego, co pamiętam z naszej, z naszej takiej wstępnej rozmowy, żadnych istotnych szczegółów zdrad-zdradzać nie będziemy. Także jakby, znaczy, nie ma potrzeby w każdym bądź razie wyłączania się ani, ani, ani uciekania z powodu tego, że będziemy cokolwiek, cokolwiek spoilerować. Także to, to uspokajamy wszystkich, którzy, którzy mieli, mieli takie podejrzenia, że natychmiast opowiemy im koniec. Tak nie będzie, to zapewniamy.
[14:32] - Na pewno nie będziemy dziewczynie z pociągu podnosić spódniczki. Po prostu tak.
[14:38] - Westchnąłeś sobie.
[14:39] - Tak.
[14:40] - No dobrze. Co patrzysz? No dobrze, to przejdźmy, przejdźmy w takim razie. Przejdźmy w takim razie do dziewczyny. Do dziewczyny z pociągu. Jak ci się podobała ta książka?
[14:49] - Widzisz, jak mi się podobała. No podobała mi się.
[14:52] - To długie milczenie nie wróży nic dobrego.
[14:55] - No niestety z przykrością muszę stwierdzić, że chyba mi się podoba. A dlaczego? Dlaczego mi się podoba? Dlatego gdyż tak samo jak Artemiusz jeszcze jej nie skończyłem.
[15:08] - A daleko masz do końca?
[15:10] - No tak, też tak gdzieś w połowie. I dlatego mi się podoba. Ja się niestety bardzo, bardzo boję.
[15:18] - Co będzie dalej.
[15:20] - Że widzisz, ja jestem idealistą. Żeby ona była dalej dla mnie piękna, to ja nie powinienem jej kończyć, bo ja wiem, że wtedy to będzie-- znaczy no nie wiem, ale zawsze może wystąpić ten-
[15:32] - Masz rację, spora część książek, spora część książek, spora część książek, spora część książek sensacyjnych, yy, spora część książek sensacyjnych ma to do siebie, że się świetnie zapowiada, świetnie rozwija, a później przychodzi zakończenie. I nie mówię, że to jest reguła, ale zdarza się, że to zakończenie jest dobijające, bo wszystkie nasze piękne sny, wszystkie nasze wyobrażenia o tym, jaką świetną książkę czytamy, nagle się rozwiewają, bo nagle to zakończenie jest takie...
[16:02] - Ale zwróć uwagę, że, tak jak wspomniałem o tym, o tym życiu książki, yy, ty mówisz o tej, o tym. Ale przecież ja też się kiedyś dobrze zapowiadałem, też się nieźle rozwijałem, nie? I tak dalej. A co? A teraz jest wielka, wielka inflacja, że tak powiem, tego.
[16:24] - No nie wiem, nie wiem. To wszystko.
[16:26] - No ten.
[16:26] - Dobrze, to pozostawi-pozostawiamy-
[16:29] - W każdym razie ja tylko mam nadzieję, że, że ktoś mnie w jakiś sposób sensownie już dzisiaj zastąpi. Tylko o tym myślę, a nie o tym, żeby cokolwiek z siebie, yy, pozytywnego wykrzesać. Yy, no i mam nadzieję, że ktoś mnie zastąpi, bo będzie musiał prędzej czy później i raczej prędzej niż później, yy, zastąpić. A, yy, nie jestem osobą nierozstąpioną i chwała Najwyższemu. Będą lepsi od tego. Na pewno kolega Marek będzie musiał sobie znaleźć jakiegoś frajera, który będzie wygłaszał w miarę mądre rzeczy i robił to lepiej ode mnie. Yy, no bo nie zawsze będę czynny, więc zawsze pozostaje kwestia pytania, co, co z tym fantem począć. Jeśli Żyłkiewicz aku-akurat odlatuje, a-a...
[17:18] - Jest w trakcie porodu. Tak to określę. Jest w trakcie porodu.
[17:21] - No dobrze, nie. No więc po prostu trzeba w tym momencie, yy, wyjść z tego. Nie, nie, nie, nie jestem niezniszczalny, a raczej na pewno jestem zniszczalny, więc po prostu to jest kwestia, mm, kuchni Marka, w której sobie będziemy-
[17:36] - No, ale zawsze są wtedy dwa, dwa wyjścia. Albo odwołujemy audycję, albo znajdujemy zastępc-zastępcę.
[17:43] - Po pierwsze audycja jest ważniejszą rzeczą od jednego czy drugiego, czy trzeciego, ym, faceta, który w tym garnku miesza akurat, yy, łyżką, yy, w tym talerzu. Kucharzy może być wielu, zawsze można, należy ich szukać i tak dalej. A, a, a w każdym razie, tak jak powiedziałem, audycja jest rzeczą najważniejszą, bo to jest, jest tak jak my mówimy o książkach dobra, lepsza. Książka jest najważniejsza dla siebie samej, dlatego że jest, nie?
[18:18] - Co stoi trochę w sprzeczności z twoją tezą o tym, że książka umiera. W każdym razie ja widzę pewną sprzeczność.Ale dobra, zostawmy, zostawmy to. Powiem tak: na czacie jest takie zdanie, że, yy, że książka jest dobrze napisana. Przeczytałeś połowę, więc zgadzasz się?
[18:37] - Zgadzam się.
[18:37] - Ja też się zgadzam. To tu nie ma, nie ma pola, nie ma pola do specjalnej dyskusji. Książka— inaczej. Ja nawet nie wiem, czy ona jest napisana dobrze. Na pewno jest napisana bardzo sprawnie i bardzo sprawnie przetłumaczona. To, to, to chyba trzeba, to chyba przyznasz. Tu się też będziemy zgadzać, w związku z czym przejdźmy szybko, przejdźmy szybko dalej, może tam, gdzie się już nie do końca będziemy zgadzać.
[18:59] - Tutaj w tych, à propos tłumaczy, rzeczywiście ciężko mi powiedzieć o walorach tej książki językowych w jej angielskiej wersji.
[19:07] - No nie, wiadomo.
[19:08] - A mam, mam doświadczenie z książkami, które na przykład moim ulubiony autor z dawnych czasów science fiction, czyli ostatni, którego jeszcze polubiłem, Gibson, autor Nekromancera. Otóż czytałem wiele jego rzeczy w polskich tych, no i wcale nie jestem zachwycony. Natomiast Nekromancera przetłumaczył taki człowiek ze Śląska, Cholewa. Ja go znam i to jest petarda mózg i petarda facet, jeśli chodzi o tego. I on go przetłumaczył mniej więcej chyba tak samo, jak Słomczyński tłumaczył Hamleta. To jest taka sama dobra robota i dzięki temu ten Nekromanser w stosunku do innych rzeczy przetłumaczonych przez innych tłumaczy po prostu się wybija. Ja nie wiem, na ile ta książka-- ona jest chyba dobrze przetłumaczona po prostu. I to jest wielki ukłon dla tłumacza czy dla tłumaczki tej książki. Ona jest dobrze przetłumaczona, o tym możemy z całą pewnością powiedzieć i dlatego ją się czyta po prostu.
[20:23] - Tak, no też nie potrafię, nie potrafię skonfrontować, ale bardzo-- znaczy może nie bardzo często, ale zdarza się. Zdarza się tak, że czasami tłumaczenie w ogóle ratuje książkę.
[20:33] - Pewnie.
[20:33] - Są takie przypadki. Są takie przypadki, że książka w oryginale przeciętna na tłumaczeniu bardzo zyskiwała. No i to takich przykładów, takich przykładów by się kilka znalazło. Ja tylko wspomnę, okej, zanim, zanim wejdziesz. Wspomnę, że do Macieja Słomczyńskiego jeszcze dzisiaj wrócimy zapewne, bo taki mamy, taki mamy chytry plan. Dobra, to powiedz o tej książce, która, która okazała się lepsza albo gorsza.
[20:58] - Ja miałem takie skojarzenie, dosyć głupawe, ale na starość już człowiekowi odbija, bo po prostu kiedyś strasznie mnie ubawiło tłumaczenie fragmentu z mojego własnego opowiadania. Otóż napisałem opowiadanie takie "Zwierciadło nieba", które zaczynało się mottem z Williama Blake'a: "Klatka była purpurowa, zdobiona złotem i perłami. Wewnątrz na świat się otwierała i na maleńką noc z gwiazdami." To jest William Blake. Następnie po jakimś pół roku zostało to przetłumaczone na czeski. Dostałem egzemplarz.
[21:32] - Się nieźle ubawiłeś.
[21:33] - No i przeczytałem. "A klec ta byla purpurowa, zdobena zlatem a i perlami. Na swit ze vnitr-" coś tam "na svit se otvírala na malinkou noc s hvězdami." Świetnie! Ten mroczny William Blake, który jeszcze w polskim języku zachował jakieś walory mroczności i tak dalej, nagle był rozbrajający w czeskim języku. Ale to też jest relatywizm po prostu.
[22:04] - Powiem tak, skoro jesteś przy Czechach i kiedyś ktoś mi powiedział, a ktoś, kogo bardzo cenię i kto, kto, kto wie co mówi, aczkolwiek nie sprawdzałem źródeł, ale zapytał mnie, czy wiem, dlaczego tak bardzo śmieszy nas czeski język. A oczywiście nie wiedziałem, więc, więc mi powiedział, że z tego, co jemu wiadomo, po prostu język czeski to jest język chłopstwa. Ponieważ oni swoją szlachtę wybili w swoim czasie w bitwie i tu zapomniałem w tej chwili niestety. Niestety kolega historyk by się przydał, bo podpowiedziałby mi tę bitwę. W każdym razie wybili swoją szlachtę. I to właściwie był taki, taki naród, który, w którym przeważał, przeważał, przeważał lud. U nas przez długi czas jednak była szlachta i ten język, ten język był, był cały czas szlifowany, taki, taki, taki szlachecki. Powtarzam, nie wiem, czy to jest prawda. Rzucam to raczej jako myśl taką do sprawdzenia, do rozważenia. Tak po prostu, żeby, żeby sobie rzecz przeanalizować czy poszukać, poszukać źródeł.
Myślę, że, że całkiem, całkiem, całkiem, całkiem ważna rzecz do poszukiwań. Bo fakt jest faktem, że właściwie nie spotkałem jeszcze Polaka, człowieka, który żyje tutaj, na naszej ziemi, który nie ubawiłby się, słuchając, słuchając dłuższego monologu w języku czeskim. Zastanawia mnie tylko, czy Czesi bawią się równie dobrze, słuchając języka polskiego.
[23:34] - No nie wiem, czy się bawią, ale mogą mieć raczej włosy stawać na głowie słuchając języka polskiego. Czyli dla nich to będzie nie anegdota, ale horror po prostu. Bo o ile ja wiem, to Czesi nas tak jak my— sorry, Czesi, bracia, bo ja ich lubię. My na nich mówiliśmy tak: Pepiczki, nie? A oni nas przezywali Franciszki. Przezywają dalej, nie? Dla-- od czego? Nie od świętego Franciszka.
[24:00] - No tak myślę, że nie.
[24:01] - Od czego? Tylko od, od sypia-- syczenia naszego języka. Franciszki. To jest nasz język, jest bez przerwy szeleszczący, syczący. My sobie z tego nie zdajemy sprawy, że my właściwie bez przerwy syczymy po prostu.To jest nasz podstawowa rzecz, która nas wyróżnia wobec wszystkich innych języków. Nikt tak nie syczy jak Polacy.
[24:26] - Ale nie jesteśmy wężowym plemieniem.
[24:29] - Nie jesteśmy tego. Chwała Bogu ratują nas, nas jeszcze Francuzi, którzy jeszcze potrafią żampolić po prostu jeszcze, yy, używać takich, takich dziwnych dźwięków, które, które reszta Europy nie-
[24:43] - Wiesz co, Wiktor, ja ci powiem jedną rzecz. Ja się czasami ciebie boję, bo zastanawiam się, co jeszcze, co jeszcze powiesz o innych nacjach. Wróćmy do dziewczyny. Może będzie bezpieczniej, jak wrócimy do dziewczyny. Jak wrócimy do dziewczyny z pociągu. Powiem ci tak. Ja czytałem tę książkę. Ja ją przeczytałem i tu stanowię potencjalne niebezpieczeństwo zdradzenia zakończenia, ale naprawdę tego nie zrobię. Przeczytałem ją i tak się trochę zasępiłem, jak skończyłem lekturę. No to żeby nabrać mądrości, to sięgnąłem do źródła wszelkiej wiedzy, czyli do internetu, żeby skonfrontować swoje odczucia z odczuciami innych.
I tu, i tu spotkało mnie taki-- spotkał mnie dysonans poznawczy, ponieważ, yy, ta książka przez różnych, yy, blogerów książkowych, youtuberów jest oceniana rozmaicie. Spotkałem, spotkałem blogerkę, która stwierdziła jednoznacznie, że to jest padlina literacka. Spotkałem też ludzi absolutnie zachwyconych tą książką i powiem, że moje odczucia po lekturze, znaczy właściwie ten, ten, to rozdwojenie jeszcze się pogłębiło. Zamiast, zamiast sobie coś wykrystalizować dzięki internetowi, tak zresztą z internetem bardzo często bywa. To jeszcze sobie pogłębiłem, pogłębiłem to swoje takie niezdecydowanie. Yy, to może, to może ty mi pomóż, yy, nabrać przekonania, czy to jest dobra, czy to jest zła książka? Inaczej. Ja już pytałem o to, czy ona jest dobra czy zła, bo to jakby tu ten stopień ogólności zostawmy, czy ona jest dobra, czy zła. Generalnie po, po lekturze połowy książki stwierdzasz, że jest na pewno nieźle napisana i że wydaje się, że może być niezła. To powiedz mi, skąd się mogło wziąć, yy, to zdanie, że to jest literacka padlina?
[26:21] - Bardzo, bardzo ono mnie cieszy z bardzo prostego powodu. To świadczy, że ta książka jest dobra. Nie ten głos, który świadczy o tym, że padlina, ale właśnie różnorodność głosów. Jeśli książka nie jest książką kontrowersyjną, to nie jest książką dla mnie dobrą, jakakolwiek. Nie ma książki, yy, jeśli się wszyscy będą zgadzali, że, że nie wiem, że, że Odyseja Homera, Homera jest świetną rzeczą, to w tym momencie ja mówię sorry, ale to jest do kitu cała książka. Jeśli ta książka może budzić aż tak skrajne, yy, skrajne poglądy à propos, co znaczy, że, że bardzo dobrze, że ona w ogóle, że istnieje, bo można-- przecież mogłaby się kultura bez niej obejść, nie? Ludzie piszą mnóstwo książek, nie? Można o innych dyskutować i tak dalej. No ale o innych książkach być może nie byłoby takich skrajnych. No, powiedzieć świetna rzecz, do chwanu, do kitu i tak dalej.
I to, to w tym momencie ja jestem zaciekawiony. Chyba będę czytał dalej.
[27:36] - Okej, dobra, wysmyknąłeś się trochę z tego, z odpowiedzi na pytanie. To ja będę dociskał, dokręcał tę śrubę teraz dalej. Dobrze, mamy oto. Mamy oto książkę, którą między innymi chwali gdzieś tam na okładce Stephen King i mówi, że to jest świetna książka, od której się nie mógł oderwać chyba przez całą noc, o ile dobrze pamiętam, to jego, to jego słowa. No dobrze, na co, na co jedna z pań blogerek mówi: "No tak, no nie mógł się oderwać. Ale on w ogóle pochwalił tę książkę nie dlatego, że ona jest dobra, tylko dlatego, że sam miał w życiu problemy z alkoholem i to nawet bardzo poważne. Podobno, jak sam poopowiadał, stwierdził, że ma problem z alkoholem, kiedy wręczono mu jedną z jego książek, a on za cholerę nie pamiętał, kiedy ją właściwie napisał. I wtedy doszedł do wniosku, że czas, by coś z tym zrobić. I blogerka stwierdziła, że ponieważ taki problem w życiu Stephena Kinga wystąpił, to on teraz pochwali właściwie każdą książkę, która o-- w jakiś tam sposób o problemie alkoholowym, ee, w jakiś, w jakiś tam sposób o problemie alkoholowym mówi. Bo nie zdradzając właśnie szczegółów, powiedzmy tyle, że główna bohaterka taki problem ma.
Ma ten problem. Co więcej, jest, jest poważne uzasadnienie tego problemu. No coś się jej w życiu posypało i to bardzo mocno. Co więcej, musi, musi. Nie, nie musi. Gra pewien teatr. Gdzieś tam się, gdzieś tam się tą kolejką niby udaje do pracy, ale tak naprawdę nie. I to jest właściwie, dalej już nie będę brnął. Więc to jest właściwie zawiązanie akcji i w pewnym momencie ta-- chyba nie mówię w tej chwili więcej niż, niż jest napisane na okładce, więc jest bezpiecznie, jest bezpiecznie przez cały czas. I w pewnym momencie nasza bohaterka, yy, widzi coś przez okno, przez okno kolejki.
A ponieważ jest w takim totalnym dole, to to coś, co widzi, zaczyna jej się podobać. Zaczyna właściwie, nie tyle zaczyna się jej podobać, co zaczyna snuć fantazje na ten temat. To bardziej tak. To się oczywiście później rozsypuje. Ale pamiętasz, jak rozmawialiśmy tu przed chwilą? Powiedziałeś o jednej ciekawej rzeczy, o którą chciałbym cię w tej chwili zapytać. Że masz wrażenie po lekturze tej książki, że jest coś takiego jak sensacja męska i sensacja damska. To proszę ciebie, tłumacz się teraz, bo ja nie bardzo jestem w stanie tę myśl rozwinąć dalej.
[30:00] - Znaczy to nie, nie jest-- ja to lubię walić pewne rzeczy-
[30:05] - Między oczy.
[30:06] - Nie. Których sam nie rozumiem bardzo często, ale mówię, interes-- bez problemu się ujawniam z takimi rzeczami. Być może-
[30:13] - Ujawnia się.
[30:14] - Warto, warto to rozważyć. Otóż ja, mi się wydaje, że jednak istniejeChwała Bogu jednak jakaś i troszeczkę inna płaszczyzna, yy, w której porusza się mentalność, yy, jeszcze mężczyzn i, yy, jeszcze kobiet. Dlaczego? Dobrze, bo to jest tak jak z tymi Japończykami i resztą świata po prostu. Dobrze, że my jesteśmy inni, że inaczej postrzegamy świat, yy, i inne rzeczy nas, że tak powiem, yy, rajcują, nie? Dzięki temu rajcujemy się sami nawzajem, bo, bo tak to, to przepraszam, no, tak to, tak to by było mało ciekawie. Natomiast, yy, ta płaszczyzna na pewno istnieje. Mnie-- dla mnie ta książka, osobiście, ja, ja mam problem, czy to jest książka sensacyjna, czy to w ogóle nie jest. Ja mówię na początku, kiedy zaczynam ją czytać. Tam się pojawiają wątki, które dla mnie osobiście, yy, nie są sensacyjne.
Są, nie wiem, no coś się dzieje, plotkarskie, właśnie jakieś, yy, sprawy so-socjologiczne adaptacji środow-- funkcjonowania alkoholika, kogoś, kto ma kłopoty życiowe i tak dalej. Te wszystkie, a cholender, tam jest to dobrze zrobione, natomiast mnie to po prostu mało interesuje. To jest problem dla psychologa, dla lekarza, dla psychiatry. Ale czy, czy to dla czytelnika? No nie wiem. No ale, ale w ten sposób odbieram. Natomiast rozumiem doskonale. Rozumiem doskonale płaszczyznę tą żeńską, którą-- której również są zwolennikami mężczyźni. Bo, bo to nie jest tak, że my jesteśmy strasznie-- mój kręgosłup jest dosyć sztywny, natomiast, yy, rozumiem również tą płaszczyznę żeńską, w której, yy, te ślady rozgrywek, dziwnych rzeczy, takich, takich, są fascynujące. Wprowadzają właśnie element sensacji, taki, który przecież, yy, który, któremu, który nie był obcy na przykład Szekspirowi.
Przecież większość jego rzeczy to są naprawdę wspaniałe, yy, dla kobiet, yy, historyjki o, nie wiem, o podgryzaniu, o plotkach, o miłości, o dziwnych rzeczach, takich w-w-w danym środowisku. Tam nie ma wielkich dział, armat, grzmotu, wielkich bitew i tak dalej. Czasami ktoś tam wróci z szablą nie, nie schowaną w pochwie, ale to rzadko. Tam to nie jest, yy, wydawałoby się męska literatura. Ona jest męska, jest kobieca, jest bardzo dobra u Szekspira. Tak samo w tej, w "Dziewczynie w pociągu". Otóż ja rozumiem ludzi, którzy, którzy ten wątek sensacyjny natychmiast w tej płaszczyźnie, yy, takiej znajdują i on ich porywa, pociąga, wciąga w głąb, nie? Mnie akurat to nawet troszeczkę odstręcza, nie? Bo tam to jest tak jak z tym, yy, z historiami o duchach. Kiedyś zapytano przecież Lema, jakiej książki by nie chciał napisać czy sam to napisał.
Otóż nigdy by nie napisał książki o duchach. Nie dlatego, że duchy nie istnieją, nie dlatego, że duchy to i siamto, tylko że tam po prostu on jako racjonalista nie miałby żadnych reguł gry. Po prostu mógłby sobie pozwolić na wszystko po prostu, nie? No a to go nie bawiło. Ograniczenia są dobre. No to tak bardzo daleko odjechał i dlatego, no nie wiem.
[34:00] - No dobrze, ale ja ci, ja ci, ja cię, ja cię będę cisnął, jeśli chodzi o to. Okej, ale to co, co tu twierdzisz? Że dla ciebie to nie jest literatura sensacyjna? Dobrze cię rozumiem?
[34:09] - Właśnie nie wiem. Nie wiem, czy jest to literatura. Dla mnie jest to raczej literatura obyczajowa.
[34:14] - No nie, no ale przecież tam są ewidentnie takie wątki. Jest ten suspens, jest, jest napięcie w pewnych momentach zaczyna się pojawiać, no takie ewidentne, no, którą jak się dobrze człowiek wciągnie, to jak, jak zapewniają niektórzy, ja akurat miałem dłuższy romans z tą książką. Natomiast, natomiast niektórzy zapewniają, że ją, za przeproszeniem, zjedli na jedno posiedzenie. Jak zaczęli, tak skończyli.
[34:39] - Ale przecież to jest cecha również dobrej literatury obyczajowej. Dobrą literaturę obyczajową też się łyka, za przepro-za przeproszeniem. Jeżeli się, yy, wczujesz dobrze w, yy, w jakiś kolejny odcinek serialu o księdzu Mateuszu, to też go łykniesz w pół godziny bez żadnych problemów, bo to jest świetny, świetny, obyczajowy, sensacyjny równocześnie i tak dalej kawałek, yy, polskiego kina, yy, telewizyjnego, no.
[35:08] - Tak, to biedne to miasto, w którym taka, taka zbrodniczość panuje jak- No naprawdę ksią-ksiądz Mateusz musi się narobić naprawdę.
[35:16] - Ale zwróć uwagę to są tak samo dobre, yy, do-dobre filmy, jak ta książka. Sensacji, obyczajowości, humoru i tak dalej. Humoru nawet chyba trochę więcej.
[35:25] - Tak, tak, tak. Tylko wiesz co? No Ojciec Mateusz to jest kryminał.
[35:29] - Tak.
[35:29] - Natomiast tu mamy do czynienia z sensacją.
[35:32] - No tak, no tak.
[35:32] - Tu mamy, tu mamy-
[35:33] - Część trochę.
[35:33] - To by, to by warto, warto rozróżnić, bo jednak istnieje dosyć podstawowa różnica pomiędzy-
[35:39] - No weź ją wyróżnij
[35:39] - ... kryminałem a książką sensacyjną. Otóż kryminał to jest, yy, jakby taki modelowy kryminał, to jest, to jest książka, w której rozwiązanie zagadki, a właściwie znajduje się, szuka-szukane jest w przeszłości. Czyli mamy detektywa, mamy ojca Mateusza, mamy kogoś, kogoś, kto pełni rolę detektywa i on szuka rozwiązania, yy, związanego na przykład z morderstwem. Ale to rozwiązanie znajduje się w przeszłości. Natomiast literatura sensacyjna, chociaż bardzo bliska, gdzieś czasami zahaczająca się, spinająca się z, yy, z literaturą kryminalną, ona jednak działa inaczej. Rozwiązanie intrygi jest w przyszłości. To na ogół tak działa, że, że pomimo że gatunki są do siebie zbliżone, kryminał i sensacja, one jednak troszeczkę innymi metodami działają. Obie są fascynujące, obie, obie potrafią wciągnąć, ale innymi, innymi metodami. Agatha Christie to kla-klasyczna, klasyczna kryminałka, jeżeli tak, to tak to możemy określić.
Czy też współcześni, współcześni pisza-pisarze, którzy o, mm, dzieła, dzieła kryminalne piszą. Oni się posługują tą metodą. Jest morderstwo, przestępstwo. No i szukamy, dlaczego to coś się wydarzyło.
[36:58] - Kiedyś, tam.
[36:59] - Kiedyś tam, ale to czasami oczywiście przechodzi płynnie w jakąś tam bieżącą rozgrywkę, więc tutaj nie ma takiej ostrej granicy. Wszelkie, w ogóle wszelkie podziały, takie literackie, mają to do siebie, że jeśli byśmy próbowali je, yy, odnajdywać w każdej książce i tak ściśle to stosować, to właściwie, właściwie mogłoby się nam to nie udać. Natomiast warto mieć świadomość, że gdzieś tam u po-u podłoża, u podłoża pewnej literatury takie roz-rozgraniczenie funkcjonowało.No i teraz, i teraz, yy, "Ojciec Mateusz" to zdecydowanie jednak będziemy, będziemy do tej-- bliżej do kryminału temu wszystkiemu, chociaż tam wątki sensacyjne również się znajdują. Natomiast "Dziewczyna z pociągu", no wiesz, to właściwie-- no dobrze, nie będę, nie będę nic spoilerował, w związku z czym dobrze przyjmijmy, że to jest jednak literatura sensacyjna-
[37:45] - Tak, tak.
[37:45] - Że, że szukamy czegoś, szukamy, że rozwiązanie-- inaczej. Nie tyle-- no ta oczywiście, jak w każdej literaturze sensacyjnej zdarzają się wątki retrospekcyjne, które gdzieś tam czegoś w przeszłości szukają. Niemniej rozwiązanie akcji jest w przyszłości. Coś się musi wydarzyć, gdzieś się to-
[38:02] - Mhm, mhm.
[38:02] - Owszem, to czasami ta przeszłość-- yy, ta przyszłość jest za-zakorzeniona gdzieś w przeszłości-
[38:06] - Tak.
[38:06] - Ta przyszłość jest determinowana przeszłością. Niemniej jednak rozwiązanie, rozwiązanie akcji jest-- znajduje się w przyszłości. Zdążamy ku, ku pewnemu miejscu i tam to rozwiązanie się znajduje. I to też jest, myślę, warto, warto o tym pamiętać, kiedy, kiedy mówimy o, o literaturze sensacyjnej.
[38:23] - No tak, zgadza się. I ta książka w tym momencie jest, jest dobra, bo tam, yy, w przeszłości tej, yy, boha-bohaterki tej książki nie ma nic takiego wielkiego, do czego by można-- nie popełniono morderstwa, nie popełniono niczego. W tej przeszłości jest niewiele, a w przyszłości jest dosyć dużo.
[38:42] - Dobra, tu, tu niestety, niestety za dużo sobie nie możemy poszaleć-
[38:46] - No, no, no.
[38:46] - Jeśli chodzi o, jeśli chodzi o te, o te różne wątki. Mam do ciebie, mam do ciebie takie pytanie. Zacząłeś na początku, kiedy mówiłeś, kiedy mówi-- robiłeś taki wstęp do ca-całej naszej dzisiejszej rozmowy. Mówiłeś o starzeniu się książek. Ja sobie zastrzygłem uchem wtedy dosyć, dosyć uważnie, bo to był temat, który mnie bardzo zainteresował. Mówiłeś o starzeniu się książek, o starzeniu się literatury, o tym, że pewne książki przetrwają, a pewne książki nie przetrwają. Trudno jest co prawda dzisiaj, yy, wyznaczyć, która przetrwa, a która nie. Niemniej ja bym chciał, żebyśmy wrócili na chwilę do tego przetrwania bądź nieprzetrwania książki, tudzież do tego, że-- jak to jest z tymi książkami? Bo dzisiaj przeciętnie mówi się tak: no, tam jakieś pierdoły pisane sto pięćdziesiąt lat temu. Kto to czyta?
Nikt tego nie czyta. W związku z tym książka z definicji starzeje się i umiera. Tak jak to zresztą przedstawiłeś.
[39:37] - Tak, tak.
[39:37] - No tak, to tak naprawdę jest twoim zdaniem? Czy są jakieś tak-
[39:40] - Nie, tak jest po prostu.
[39:42] - No dobrze, dobrze.
[39:43] - Yy, kwestia-- książki tylko się, yy, rodzą i umierają. Natomiast czasami, yy, czasami posiad-posiadają być może takiego nieśmiertelnego ducha jak my. Yy, niektórzy przynajmniej, nie? Otóż jeśli książka posiada nieśmiertelnego ducha, to oczywiście książka się zestarzeje. Książka staje się niestrawna, nie do czytania i tak dalej, ale jej duch dalej się pałęta po tym świecie.
[40:11] - No z tym się zgodzę, bo, bo nawet, yy, nawet, yy, Anglicy w swoim czasie, yy, zrobili taki, taki myk, że swoją staroangielską literaturę-
[40:21] - Mhm, mhm.
[40:22] - Yy, częściej przetłumaczyli na język współczesny angielski, bo już po prostu język, yy, ten język, yy, tak się zmienił nieco bardziej niż polski, znacznie bardziej niż polski, chociaż polski też przeszedł. Jeżeli ktoś sobie przeczyta tekst "Bogurodzicy", yy, to może mało zrozumieć. Anglicy rozumieli ze swojej literatury jeszcze mniej. No i rzeczywiście, yy, rzeczywiście, mm, miało miejsce coś takiego jak tłumaczenie literatury angielskiej na a-- na angielski współczesny, co zresztą przyczyniło się do tego, że ta literatura była troszeczkę bardziej spopularyzowana, bo ludzie zaczęli ją rozumieć. Ja jednak chciałbym cię zapytać o jedną rzecz. Wiesz, bo tak, no powiedziałeś, że gdzieś tam, gdzieś tam jeszcze, gdzieś tam jeszcze, yy, przy wszystkich umierających książkach czy u-umierającej literaturze może pojawić się coś, yy, co jest, yy, aa, jakieś dzieło, które jest nieśmiertelne. Ja tu mam taki przykład, znaczy właściwie całego-- oczywiście, yy, kiedy sobie weźmiemy pod uwagę to, kiedy pisał na przykład Szekspir, to to jest dzieło, którego dzisiaj oczywiście masowo się nie czyta, yy, ale jednak to jest dzieło, które funkcjonuje w kulturze masowej.
[41:35] - No, ono było zawsze dziełem masowym.
[41:37] - Tak, ale przetrwało. Dzisiaj właściwie nie ma-- no może, może jestem zbytnim optymistą. Przepraszam za to, ale, ale właściwie mało jest ludzi, którzy nie-- którzy zapytani o Szekspira nie wymienią trzech takich podstawowych dzieł, yy, ty-- po-- czyli na przykład "Hamleta", yy, "Othella" i "Makbeta". Z czwartym już jest gorzej, bo, yy, bo najczęściej to już zależy od, yy, to już zależy od indywidualnych preferencji, bo jeden-
[42:04] - Ja bym wolał wyżej "Króla Lira" na przykład.
[42:06] - O, na przykład ty byś chciał wymienić "Króla Lira". Ja bym się zastanowił na przykład nad "Burzą" albo na przykład nad, yy, nieco zabawniejszą, yy, zabawniejszym tytułem, czyli "Poskromieniem złośnicy"-
[42:20] - Tak, tak, tak.
[42:20] - Który, który jest, yy-- i to są-- i to mnie zadziwia, że dzisiaj nawet te dzieła nieczytane weszły do kultury masowej, yy, do ku-- w ogóle do kultury tak mocno, że nawet ludzie, którzy nigdy w życiu, yy, nie czytali, to wiedzą, wiedzą, o co chodzi. Co więcej, przynajmniej oglądali jakiś teatr, jakiś, yy, widzieli jakiś film. Yy, tych "Poskromień złośnicy", yy, w wydaniu filmowym to sam widziałem kilka. Czyli to wszystko funkcjonuje. Co więcej, jest przekładane, jest uwspółcześniane, czyli, czyli daje się temu nowe życie, prawda?
[42:53] - Tak. No ale w naszej, w naszej kulturze też istnieją takie książki. Na przykład mało kto dzisiaj w Polsce czyta "Quo vadis", ale jednak ta książka chyba większą popularnością się do dzisiaj, może nie jako książka, ale jako scenariusz filmowy, yy, cieszy w Stanach Zjednoczonych, w Ameryce, bo tam to jest rzecz, to jest coś, to jest kawałek europejskiej literatury wielkiej, noblowskiej i tak dalej, którą oni jedną z niewielu łyknęli po prostu, bo to było dobre kino przecież, nie, dla nich. Więc, yy, my już tego prawie nie czytamy. Raczej mało kto, kto będzie czytał, mało kto będzie czytał. Chyba-- no tak, no jeszcze jest przymus lekturowy, nie?
[43:36] - No jest przymus lekturowy, jest.
[43:38] - Przymus lekturowy i ja współczuję faktycznie naszym dzieciom, bo ja osobiście nigdy nie-- lektur nie czytałem. Przeczytałem straszliwe ilości książek. Lektury dobre zwykle czytałem dziesięć lat później.Ale przeczytałem tak jak "Chłopów" na przykład. To genialna, zupełnie absurdalnie genialna książka. Reymont napisał rzecz nieprawdopodobną, ale prawdopodobnie wielu autorów na świecie napisało-
[44:04] - Tak, ale czytana pod przymusem traci, traci na atrakcyjności.
[44:09] - Dzisiaj na pewno ludzie cierpią czytając, czytając "Pana Tadeusza" i tak dalej. A to jest literatura tak sensacyjna, tak brawurowa i jedna z najgenialniejszych prawie na świecie. No ale, ale Japończycy też mają swoje tego wymiaru genialne rzeczy, choćby jak "Krótkie koliki" czy, czy Chińczycy, czy Amerykanie, czy Meksykanie, czy każdy.
[44:37] - Zaraz, zaraz, tak łatwo, tak łatwo nie uciekniesz. Powiedziałeś, że "Pan Tadeusz" to jest literatura sensacyjna.
[44:44] - Pewnie, że tak.
[44:45] - Proszę, proszę mi to wyłożyć.
[44:46] - To jest brawurowa historia faceta, nie wiem, który właśnie gdzieś wrócił, weterana właśnie się w ten-- oczywiście dobra obyczajówka, bo to jest bardzo dobry, jest potężne napięcie, kwestia rewelacyjne charaktery. Już nie mówię o samym Gerwazym czy coś takiego, ale jeśli się czyta tutaj tylko wątek, sam wątek narracyjny, to znaczy to, co się w "Panu Tadeuszu" dzieje, to, to jest genialne. Natomiast jeśli my będziemy rozpatrywali to przez pryzmat, przez soczewkę tego poetyckiego języka, tych takiej, tego, przez nieumiejętność kultury, bo już my dzisiaj tak nie mówimy jak, jak szlachta nie jesteśmy, nie mamy tak jak mówiłeś, mówiłem na początku, nie mamy tego poczucia honoru, nie mamy tego poczucia. Na miłość patrzymy zupełnie inaczej niż tam się patrzy.
[45:48] - Inne zwyczaje mamy.
[45:49] - Inne obyczaje mamy po prostu tak. Natomiast i dlatego nas to, nas to, że tak powiem, nie może tak nie-
[45:56] - Nie zachwyca.
[45:56] - Nie zachwyca.
[45:57] - Tak jak to, jak to bywa. No nie zachwyca. Ja ci powiem, że jak patrzę na męki, na męki uczniów drugiej klasy gimnazjum, gdzie, gdzie "Pan Tadeusz" jest przerabiany, w ogóle paskudne słowo przerabiany, w każdym razie jest analizowany, czy jest czytany, to, to widzę, że ta lektura wymaga jednak przygotowania. No nie da się, po prostu nie da się moim zdaniem zachęcić do czytania, wtłaczając młodym ludziom, wrzucając im "Pana Tadeusza."
[46:33] - Da się. Da się.
[46:34] - No na przykład.
[46:35] - Tylko zła droga. Zła absolutnie droga tej książki, żeby ją ludzie młodzi chcieli czytać, należałoby zakazać.
[46:44] - Ale!
[46:44] - Bezwzględnie. W polskiej kulturze nie powinno się czytać "Pana Tadeusza." To powinna być inkwizycja, zakazana rzecz. Młodzi absolutnie coś jeszcze w ogóle w okresie dojrzałości. Może tam na starość może se poczytać, ale młody człowiek to wara od tego.
[47:02] - Sprawienie, żeby "Pan Tadeusz" zyskał na, na atrakcyjności poprzez uczynienie go towarem zakazanym.
[47:09] - Tak jak każdy towar zakazany. Ja tutaj przypomnę swoją życiową anegdotkę. Otóż mój ojciec, który był maniakalnym miłośnikiem książki, zupełnie dla niego książka to było coś wspaniałego. Próbował mi wcisnąć jakieś tam na początku, ale szybko zrezygnował, bo oczywiście ja wolałem kopać piłkę albo rysować w tamtym czasie, a bardziej rysowałem. No i w domu były gigantyczne ilości książek. Książki były od podłogi po sufit na kredensach, książki na książkach rządami poukładane. Książek było gigantycznie, nawet w kuchni były. Książki sięgały do sufitu, nie? No i te wszystkie książki były. Proszę bardzo synku, możesz sobie czytać, nie?
W kuchni tylko czy w gabinecie ojca chyba były książki dwa rzędy. W kuchni tak. Były dwa rzędy książek, które były absolutnie zakazane dla mnie. Tego synku totalnie nie ruszaj. Zresztą matka mnie bez żadnego gadania goniła od tego i tak dalej. Jak ja to obserwowałem, no i zaczęło mnie to intrygować po prostu, nie?
[48:16] - Tam był owoc zakazany.
[48:18] - To był tak, tam był owoc zakazany i mnie to zaczęło powoli intrygować, bo to było bardzo dyskretnie wprowadzane. W każdym razie, kiedy po jakimś czasie, kiedy babcia na rynek po jajka, matka do pracy, ojciec do pracy, ja się urywam ze szkoły, bo uwielbiałem się urywać z lekcji. No i do chaty. No co tutaj robić? Trochę z chłopakami tego. No ale te półki tam u góry. No to byłem bardzo mały jeszcze. Stawiałem krzesło na stole kuchennym, właziłem na ten stół, właziłem na to krzesło i udawało mi się zdjąć jedną książkę z tej całej górnej półki i tak dalej. I czytałem ją na stojąco, słuchając czy w korytarzu się nie pojawią kroki babci albo, albo rodziców, nie? I muszę wam powiedzieć naprawdę, ja tam na tym krześle na stojąco przeczytałem całą literaturę młodzieżową, która była przeznaczona wtedy.
Tam przeczytałem Karola Maya, tam przeczytałem Aleksandra Dumasa, tam przeczytałem Sienkiewicza normalnie. Tam przeczytałem wszystko, co było tego, bo po prostu mój ojciec wiedział co lubię.
[49:30] - Świętej pamięci ojciec był osobą podstępną niezwykle.
[49:34] - Podstępną, no tego. I on, i ja naprawdę przeczytałem te książki z zachwytem, z zapałem. Też doszukiwałem się oczywiście rozpatruję dlaczego to. Pamiętam, że chyba w całej literaturze, którą tam przeczytałem, to chyba znalazłem tylko jeden jedyny fragment, który do dzisiaj pamiętam. Jeden moment chyba Aleksandra Dumasa była królowa Margot i tam jest chyba na półtorej stronie jakiś taki erotyczny kawałek, gdzie któryś tam z rycerzy z królową Margą coś tam przeżywa.
[50:03] - Ale to musiał być bardzo soft kawałek taki.
[50:05] - Soft kawałek, ale nie, na tamte czasy to była potęga zupełnie. Ale tu chyba mój tatuś przeoczył, a może specjalnie zostawił, żebym jednak swoją męskość rozwijał w przyszłości. No jakoś tego. WtedyPrzecież właśnie cieszy się, a nie cieszyła się taką popularnością komuny w Polsce czy w Rosji.
[50:30] - Gdzie ustawiały się kolejki po książkę.
[50:32] - Dlaczego? Dlatego, bo była zakazana. Większość po prostu niedostępna.
[50:40] - No to ci powiem tak. No to oczywiście taka anegdotyczna, anegdotyczna historia, która rzeczywiście pewien mechanizm oddaje, ale coś innego. Ja mam tutaj pisze na, na czacie, że nie przebrynął. Ja się wcale nie dziwię. Szczerze. Ty się też nie dziwisz. Ja się wcale nie dziwię. Natomiast myślę, że jest pewien sposób. Przynajmniej ja takie mam wrażenie, że jest pewien sposób na przebrnięcie przez tego rodzaju, przez tego rodzaju utwory literackie. Otóż jak nie jestem tu wyjątkiem, bardzo wiele osób, bardzo wiele osób takich znam, które z całym zaangażowaniem w czasie do lektury Ulissesa Jamesa Joyce'a.
Na początku były te osoby, łącznie ze mną, strasznie zaangażowane, takie w miarę lektury i to dosyć szybko. Od tej książki ja też. Wiem, że czytania nie jest. Nie tolerował, nie tolerował. Natomiast jest to pisarz absolutnie dla mnie niestrawialny.
[51:54] - Coś tu nam się porobiło z połączeniem panowie, tak Was troszkę przerywa. Nie wiem czemu.
[51:59] - Nie mając poczucia straty, bo właśnie przerywało. Cóż możemy zaradzić?
[52:06] - No właściwie to nic nie możemy zaradzić. Możemy poczekać, aż się naprawi. Kontynuować, ale z tego, co widzę, nie ma tutaj problemów z-- a właśnie coś u mnie chyba spowolniło i przerwało na sekundkę nadawanie, ale chyba już jest dobrze, więc kontynuujmy, panowie.
[52:22] - Właśnie nie miałem świadomości. Poniosły. Nie czytając tego, tego Ulissesa i tego dnia tam po prostu puszczono fragment właśnie Ulissesa czytany przez-
[52:41] - No i znowu przerwało. Znowu przerywa.
[52:44] - Interpretacji. I kiedy ta wrażliwość pisarza zostaje aktora, który też jest twórcą. Nagle, nagle odkryłem, że to jest świetna literatura, że, że ten, że ten, że ten aktor potrafi wyciągnąć z tych słów, z tych zdań, z tych rozdziałów, że niektóre moje istotne lektury nie byłem w stanie dostrzec. I to w ogóle jest, myślę, sposób albo, albo w ogóle wytłumaczenie tego, dlaczego dzisiaj wszelkiego rodzaju audiobooki cieszą się taką popularnością. Po pierwsze są wygodne, bo można jechać samochodem i czytać książkę. No właściwie czyta się ktoś, ktoś nam czyta książkę, ale też jest to sposób na przebrnięcie przez tak zwaną literaturę, nazwijmy ją trudną, czyli właśnie przez Pana Tadeusza, przez książki takie jak Chłopi, które tobie się tak, ci chłopi tak bardzo podobali. Ja, mówiąc szczerze, miałem poważne problemy.
[53:42] - Wtedy mi się też nie podobały.
[53:43] - No właśnie.
[53:44] - Nie, to dzisiaj tak mówię, że to jest-
[53:46] - No tak. Nie, no to okej, w porządku. Czyli naprawdę ja, ja jeśli miałbym ktoś ma ochotę poznać coś, co gdzieś tam w młodości stracił, a nie ma, nie ma jakby siły przymusić się, przymusić się do ponownej lektury, no to może audiobook jest całkiem, całkiem niezłym, niezłym rozwiązaniem.
[54:08] - Ja tutaj powiem, dlaczego chyba jest niezłym. Otóż tak jak my mamy książki przekładane z języka angielskiego czy francuskiego na polski, tak samo aktor przekłada. To jest też tłumacz. On przekłada z języka pisanego na język docierający do naszych innych zmysłów, czyli do uszu. Do uszu, które po prostu nie do oczu, tylko do uszu i do-- a że tak powiem, uszy są o wiele bliższe wyobraźni niż wzrok. Wzrok jest czymś jak wskazujący palec, który dosyć twardo dotyka i racjonalizuje rzeczywistość. Dotykam, wiem czego. A uszy? Uszy nic nie wiedzą. Uszy nasłuchują.
Uszy. Uszy. Po prostu. To jak ten zając stawiając uszy. My nastawiamy uszy tylko na coś, co jest intrygujące, że tak powiem. I ten aktor, który zaspokaja albo lektor zwykły, lektor, który przetłumaczy to na inną ścieżkę, ścieżkę po prostu nie na ścieżkę wzrokową, ale na ścieżkę słuchu po prostu. I w tym momencie my akceptujemy albo łykamy.
[55:28] - Okej, jak powiedziałeś o tych zmysłach, to natychmiast nasunął mi się, nasunęło mi się jeszcze jedno dzieło, które jest też okrutną dla niektórych przynajmniej piłą. Taką, której się nie da czytać. A wcale tak nie uważam. Ale, ale już słyszałem głosy, głosy pełne, pełne jadu na temat tej książki. To jest książka Prousta "W poszukiwaniu straconego, straconego czasu." Tam również pamiętasz? Też jest mowa o tym, jak za pomocą zmysłów innych można wręcz uruchomić wehikuł czasu. Kiedy skosztowanie ciasteczka magdalenki nagle przenosi nas do czasów dzieciństwa, do czasów szczęśliwych. Przecież tak naprawdę każdy z nas żyje czymś takim. Odpowiednie zapachy, odpowiednie kolory, odpowiednie warunki nagle przenoszą nas do miejsc, do czasów, które są odległe. Czyli wehikuł czasu istnieje, ale znowu dostaliśmy go.
Czy uświadomić sobie go można, jego istnienie dzięki książce, która nie należy do szczególnie zaczytywanych czy rozczytywanych obecnie.
[56:38] - Sam osobiście zawsze twierdzę, że nie ma lepszego tytułu do książki-
[56:45] - Podsumowującego.
[56:46] - Podsumowującego tą książkę.Poszukiwanie straconego czasu. Czytać te wielkie kobuły to naprawdę dla młodego człowieka to jest strata czasu po prostu. Natomiast rzeczywiście, jeśli to weźmie dobry aktor, yy
[57:02] - To nawet, nawet o, nawet potrafi przeczytać o otwieraniu drzwi, yy, tekst.
[57:07] - To chyba w tym Thomasa Manna było chyba w Buden, w Budenbrokach był taki kawałeczek, kiedy na dwie strony chyba ma całe książ-- nic się absolutnie nie dzieje, tylko się drzwi otwierają.
[57:22] - Przez dwie strony.
[57:22] - Bo bohater ma tam wejść po prostu, ale one się otw-- muszą otworzyć. On musi dotknąć tych drzwi, posłuchać, co za nimi. On musi zobaczyć klamkę, przyjrzeć się jej. Jest to kryminał. Można by było-- Amerykanie by na pewno zrobili dobry, sensacyjny film, który by się zaczynał otwieraniem drzwi na nich w końcu i to by tylko to się działo, bo, bo tam jest tyle napisane, tyle w tych dwóch stronach jest. To jest wspaniały tekst, jakbyś czytał, ja nie wiem, o, o uścieru kurdusa jakiejś takiej intelektualnej, ale tak to jest, jak się patrzy jako na dzieło sztuki. Natomiast jeśli kto chce łyknąć jakiś młody człowiek, który Bogiem a prawdą myśli tylko o-o-o
[58:06] - Akcji. Akcji.
[58:06] - O tego, o tam, o piratach z Karaibów czy coś takiego, no to zawracanie głowy. No.
[58:13] - No tak, no poza tym, poza tym ja myślę, że Amerykanie ekranizując, ekranizując to otwieranie drzwi na dwie strony, no zrobiliby po prostu szybkie cięcie, szybkie cięcie i byłoby po sprawie. Natomiast okej, no oczywiście. I tu znowu, znowu wrócę do swojej tezy, że czytanie o otwieraniu drzwi na dwie strony może być męczące, natomiast jeśli nam ktoś to przeczyta
[58:35] - Tak.
[58:35] - To jest jeszcze, to można znieść.
[58:37] - Tak, tak.
[58:37] - Natomiast.
[58:38] - O widzisz, ja to tylko opowiedziałem.
[58:41] - Ja już się poczułem zmęczony.
[58:42] - Nie, ale już jest. Jest to ciekawe.
[58:45] - Tak, jest ciekawe.
[58:46] - Jest ciekawy problem. Otóż nikt tego nie musi czytać, ale się dowiedział, że to było takie fajne. Już będzie pamiętał. O, tam są drzwi, które się otwiera przez półtorej strony i to świetna literatura. Nie muszę tego czytać. Wierzę facetowi na słowo, nie? I tak dalej. I tym, dzięki temu, zobacz, ta książka żyje dalej. Przechodzi strefę mitu. Ona nie umarła.
Jej część, te dwie strony żyją dalej. Nie tylko te dwie strony. Yy, u Ulissesa nie tylko, yy, nie tylko monolog Molly, ale również inne rzeczy. Te książki mają częściowo albo w całości, za-- jakoś funkcjonują w płaszczyźnie kultury. Ja życzę, żeby, żeby, żeby ta książka sensacyjna jakby, jakby Dziewczyna z pociągu też miała jaką, dostała jakąś taką małą, malutką szansę, żeby pożyć dłużej. Może dzięki temu wstawi niczym Stephena Kinga, że w tej historii przynajmniej sensacyjnej literatury pożyje trochę dłużej, niż było jej pisane. Może dzięki temu, że my o niej mówimy. Widzisz, mówimy. Stephen King też o niej powiedział, nie? Tu się nie porównujemy, nie?
[01:00:02] - Nie, nie, broń Boże.
[01:00:03] - Kwestia, kwestia, broń Boże. Zobacz.
[01:00:04] - Mistrzowi oddajemy to, co mistrzowskie. My jesteśmy skrom-skromnymi wyrobnikami.
[01:00:10] - Zobacz, już, już ta książka żyje troszkę ponad, ponad siebie, że tak powiem. Ile było takich książek o dziewczynach, nie? Jakichś tam z pociągu, z czegokolwiek i tak dalej. Pełno było i one miały swoje krótkie życie albo dłuższe życie. No a tam.
[01:00:26] - No dobrze, ale skoro jesteśmy już przy Ulissesie, to powiem tak: o tyle to się wiąże z dzisiejszym tematem, czyli z literaturą sensacyjną, no i po części kryminalną, no że tłumaczem, tłumaczem, tłumaczem Ulissesa był Słomczyński, który tłumaczył tego Ulissesa po to, żeby zrobić dobrze literaturze, żeby Polacy znali, poznali to dzieło. A była to, powiem, i objętość Ulissesa i trudność języka sprawiły, że to było dzie-- to było zadanie naprawdę. On to tłumaczył przez długi, długi czas, ale z czegoś musiał żyć. I co robił? Pisał kryminały pod pseudonimem Joe Alex napisał szereg takich klasycznych, klasycznych kryminałów. Ja bym powiedział, że takie w stylu Agathy Christie, czyli, a właściwie nawet niektórych kryminałów Agathy Christie, chociażby Pułapki na myszy, gdzie mamy zamknięte środowisko. U Agathy Christie jest to jakiś pensjonat, o ile dobrze pamiętam, odcięty przez, odcięty przez, przez śniegi. A u Joe Alexa mamy na ogół jakąś posiadłość. Nawet dostajemy najczęściej plan tej posiadłości w sensie rozmieszczenia pomieszczeń. Mamy zamkniętą grupę ludzi i tam się wydarza morderstwo.
No a później, a później to, to należy rozwikłać. To były według mnie klasyczne, świetne kryminały opierające się właśnie na rozplątywaniu supełków, rozplątywaniu skłębionych jakichś takich nici, które w rezultacie prowadziły do rozwiązania zagadki. I proszę, jak się wziął za to mistrz, który, który, który umiał operować słowem, był świetnym tłumaczem, znał realia poza tym, bo na ogół te kryminały Joe Alexa dzieją się nie w Polsce, tylko dzieją się gdzieś, gdzieś poza jej granicami, no gdzieś w krajach anglosaskich. To, to mamy, nagle dostajemy nawet kryminał, który jest napisany z klasą. To są, to są książki, które do dzisiaj chętnie są czytane, chętnie są czytane, nawet pomimo tego, że tej literatury i kryminalnej, i sensacyjnej sporo się pojawia, prawda?
[01:02:33] - Akurat, yy, znałem, że tak powiem, Szymczyńskiego osobiście dosyć dobrze i to nie jest tylko kwestia klasy, ale to jest kwestia ogromnej, ogromnej, mm, ten człowiek był wybitnie tak samo inteligentny, tak samo obyty w kulturze, oczytany nieprawdopodobnie. A dlaczego on pisał te całe kryminały? Tak, pisał je dlatego, żeby przeżyć.
[01:02:57] - Dla chleba.
[01:02:57] - Dla chleba. Ale, ale nie uciekał od tej swojej kultury. Te, one są inteligentne dzięki temu, że on był inteligentny. W tym czasie było mnóstwo ludzi, którzy próbowali pisać i pisali kryminały. Ale to Alex tylko przetrwał. Dlaczego? Gdyż autor był po prostu wielkiego wymiaru facetem. Był dużego przynajmniej wymiaru facetem. Nie? No.
[01:03:22] - To prawda. No powiem ci tak, ale wróćmy jeszcze. Wiesz co, musimy obsesyjnie wracać jednak-- znaczy ja muszę obsesyjnie wracać do, do tej "Dziewczyny z pociągu". I jeszcze chciałbym cię mimo wszystko spytać, yy, jako, jak uważasz, czy, czy bohaterka, czy bohaterka, którą, którą, aa-
[01:03:41] - Tego nigdy nie wiem. Ja, ja tutaj akurat, mm, to nie jest chyba dobre pytanie. Ja to chyba wypośrodkowałbym to, gdybym podyskutował z tą kobietą, która czyta tę, tą, yy.
[01:03:55] - Masz okazję. Dyskutuj.
[01:03:57] - Gdybym mógł z nią podyskutować, jak ona to widzi i jak ja to widzę, to może byśmy wypośrodkowali i, i umiałbym nazwać, yy, tak miejsce i w jakiej sytuacji, w jakiej, w jakiej kontekście po prostu funkcjonowania bohaterki. Ja po prostu nie wiem. Ja bym się tak nie zachowywał. Ja w ogóle nie mam takich problemów, jakie ma ona, nie?
[01:04:23] - Ty nie jesteś kobietą.
[01:04:24] - No więc tak. A poza tym nie jestem alkoholikiem na przykład również. Ale jestem, to znaczy palaczem, yy.
[01:04:33] - Wiesz co, ja nie wiem, czy już, czy już służby specjalne ruszają swoimi samochodami, żeby nas tutaj, żeby nas tutaj zaaresztować.
[01:04:42] - Nikotyny jeszcze gardłem nie-
[01:04:44] - Powiedz, że jesteś nikotynistą. To będzie jakoś brzmiało.
[01:04:49] - Okej.
[01:04:49] - Pikanterii.
[01:04:50] - Tak.
[01:04:50] - Okej, ale wiesz co? Dobrze, to ja jeszcze, jeszcze, nie, troszeczkę, troszeczkę inaczej. No dobrze, mamy, mamy bohaterkę, którą ty, yy, tak obiektywnie starasz się zrozumieć, ale nie do końca wszystkie jej motywacje, yy, łykasz tak, tak to powiedzmy. No dobrze, ale czy, yy, to powiedz, co ci się na przykład wydaje mniej wiarygodne w tym wszystkim?
[01:05:14] - Yy, nie tego. Rzecz jest zawiązana i ona bardzo sprawnie pisze. To jest oczywiście głupie gadanie. Ktoś sprawnie napisał. Natomiast po prostu jeżeli się rzeczywiście to bierze, siada, czyta i to się czyta, mm, tylko ja mam właśnie problem takiego wyższego rzędu, że tak powiem. Otóż tak jak trudno mówić o tym, czy to jest literatura dobra, czy to jest zła, czy, czy to jest tego. Otóż ja twierdzę i dlatego, że książka dla mnie, czy literatura umiera tą, w tej formie naturalnej, że po prostu dzisiaj może sobie każdy napisać taką również, nie? Opublikować ją w internecie albo opublikować jako książkę sam, osobiście po prostu. Nie ma żadnego problemu, yy, wystarczy znaleźć fundusze albo, albo-
[01:06:05] - Sponsora.
[01:06:07] - Albo sponsora, albo dostać z Ministerstwa Kultury te tam, jak to się nazywają te pieniądze na, na dzieło.
[01:06:14] - To stypendium.
[01:06:15] - Stypendium na przykład. I proszę sobie wydać po prostu. Także dzisiaj książka nie tego i, yy, jest-
[01:06:24] - Trochę przesadzasz, trochę przesadzasz. No nie każdy napisze książkę, która się będzie tak do kupy składać i będzie, yy, na tyle ekscytująca, że rzeczywiście wpędzi czytelnika w jakieś takie drgawki czytelnicze. No nie, nie każdy to potrafi zrobić. No może próbować, może próbować.
[01:06:41] - Chcę zwrócić uwagę, że, że po prostu tak jak myśmy chyba, nie wiem, kiedyś gadali albo prywatnie, albo, albo tutaj, na, na, na tym, mm, na linii, że, yy, w naszym rozwoju naszej cywilizacji są, są takie rzeczy, że pchają ją do przodu herosi. A kto to jest heros? Otóż Homer herosem jak, jak, ee, jak jego bohaterowie był jednym z niewielu ludzi, którzy, yy, umieli czytać, pisać i jeszcze to pisać świetnie. Takim samym herosem byli bracia Wright, którzy siadali na, na-- tacy ludzie wsiadali na, na siodełka. I pierwsi ludzie, którzy wsiadali za kierownicę samochodu, to byli herosi. Dzisiaj to już nie są herosi. To już potrafi każdy zrobić. Każdy może sobie wsiąść w samolot i polecieć. Każdy może na rower, to w ogóle to nie jest w ogóle żaden, a samochód również to nie jest żaden problem, nie?
[01:07:35] - Czyli ja rozumiem, że ty lansujesz tezę, że niedługo pisanie powieści będzie, yy, czynnością codzienną.
[01:07:42] - Już jest. No, już jest. Po prostu większość ludzi to nie interesuje albo nie ma do tego zdolności. Natomiast właściwie jeżeli ktoś zechce, usiądzie, ma do tego internet, ma ogromną bibliotekę danych. Jeśli kogoś takie ambicje ponoszą, no to sobie weźmie, poczyta, znajdzie statystyki, yy, czytelności, tak jak my tutaj oglądalności czy słuchalności. Wypośrodkowuje, wypośrodkuje to, co, to, co, o czym warto pisać. Znajdzie na to receptę. Ustali tak, jak się robi scenariusze w Hollywoodzie, yy, diagram taki.
[01:08:20] - Ależ no, to się już wydarzyło. Yy, nie, znaczy jest taka książka, no mało sensacyjna. To jest właściwie, yy, to jest właściwiście książka poświęcona wielkiemu romansowi. Człowiek zdecydował-- yy, człowiek, który ją napisał, yy, założył się ze swoim kolegą, że, yy, mówię o książce, a tego nie powiedziałem najważniejszego. Mówię o książce "Love Story," z którego, z której później nakręcono, nakręcono, yy, film. Taki wyciskacz łez. Natomiast książka cieszyła się zawrotnym powodzeniem na całym świecie. A skąd się wzięła? Otóż człowiek, który ją napisał, był, yy, człowiekiem, który zawodowo zajmował się, yy, analizą literatury i założył się z kolegą, że napisze bestseller według spreparowanej przez siebie receptury.I napisał ten. I to rzeczywiście był bestseller.
Zresztą on później specjalnie się już tak literaturą nie zajmował, bo go to po prostu nie rajcowało. Znaczy coś tam, ja już nie pamiętam w tej chwili. Coś tam być może jeszcze napisał, ale to nie było to co, co go najbardziej w życiu kręciło. W związku z czym, jakby to love story zostało, zostało, zostało zapamiętane, bo miało zostać zapamiętane. Facet sporządził dokładnie według receptury sporządził bestseller. Więc to o czym powiedziałeś, to się już właściwie działo i to wcale, i to, i to kilkadziesiąt lat temu, bo przecież wtedy ta książka, wtedy ta książka powstała. Ale ja jeszcze obsesyjnie wracając do literatury sensacyjnej, chciałbym cię zapytać o jedno, bo to jest, to jest rzecz, o której już rozmawialiśmy kiedyś, ale też prywatnie, w związku z czym porozmawiajmy publicznie. Otóż jest tak z literaturą sensacyjną i nie, jakby w tej chwili nie odwołuję się tylko do, do książki, do książki, która jest dzisiaj punktem wyjścia do naszej rozmowy, czyli do "Dziewczyny z pociągu". Jest tak z literaturą sensacyjną, że jakoś, jakoś tak z definicji dajemy tej literaturze takie plusy dodatnie. Cytując klasyka, to znaczy, kiedy czytamy, jesteśmy w stanie, jesteśmy gotowi bardzo często zawiesić swój krytycyzm.
Ja pamiętam, kiedy czytałem książkę, nie pamiętam tytułu, ale wiem, że napisał ją australijski pisarz specjalizujący się, specjalizujący się w sensacji, czyli Matthew Reilly. To była książka Strefa. O jakiejś strefie pięć czy siedem już nie pamiętam. To była książka, którą, która, którą zjadłem podróżując pomiędzy Bydgoszczą a Białymstokiem i z powrotem. Zjadłem ją całą, bo to dosyć, dosyć, dosyć grube, grube dziełko było. Zjadłem, zatrzasnąłem i stwierdziłem: no bez sensu. No po prostu część rzeczy tam była absolutnie bez sensu, co nie przeszkadzało mi naprawdę w niewiele godzin pochłonąć tę książkę. No więc postanowiłem rzecz zbadać u źródła i sięgnąłem po następne książki tego autora. I tu, tu już w ogóle były, jak to się mówi tak popularnie, no jaja były kompletne, bo trafiłem na książkę, która, która no też szalenie mnie wciągnęła. Tylko jak sobie zacząłem ją już w trakcie lektury analizować, to stwierdziłem, że ja czytam jak zwariowany coś, co się miejscami po prostu nie klei.
Tam chodziło o to, że pewne pułapki, które opisał Matthew Reilly po tysiącu czy więcej lat nie mogłyby po prostu funkcjonować. Nie było takiej możliwości. Tymczasem one po kilku tysiącach lat bardzo świetnie funkcjonowały. Bardzo wszystko to świetnie działało i groziło bohaterom tej powieści takimi ostatecznymi terminalnymi konsekwencjami. A zatem jak to jest? Znaczy podsumowując, jak to jest z tą literaturą sensacyjną, że ona pomimo tego, że ewidentnie stwierdzamy, że robią nas w konia, to i tak dajemy się w to wciągnąć.
[01:12:11] - To chyba nie dotyczy tylko literatury sensacyjnej, ale w ogóle wszelkiej, wszelkiego rodzaju sztuki jako takiej. Żeby my, sztuka istnieje, że tak powiem, nie tylko sobie a muzom, ale że tak powiem, realizuje pewne rzeczy, pewne oczekiwania. Próbuje zrealizować pewne oczekiwania konsumentów tej sztuki i my jako konsumenci, a jesteśmy również nie tylko twórcami, przede wszystkim konsumentami sztuki. Po prostu, żeby nie marnować czasu w normalnym życiu, nie marnować, nie zmarnować po prostu tych dwóch godzin, trzech godzin, czterech godzin, pół dnia na konsumowanie tego musimy zawieszać krytycyzm, bo inaczej byłby to czas zmarnowany. Zwróć uwagę, jak to ty podajesz przykład książki, ale to najlepiej funkcjonuje, jak się ogląda filmy. Jeżeli cały czas masz ten swój krytycyzm, że tak powiem, trzymasz palec na cynglu. No to taki film idzie na ostrze, przecież w ogóle tego nie oglądasz, nie? I w ten sposób żyje połowa tej cywilizacji, że tylko pach, pach, pach, pach, pach, przełącza, przełącza, przełącza i nic. Otóż żeby cokolwiek z tego żarnideru wynieść, trzeba jednak odłożyć, spuścić ten palec z cyngla i po prostu zmarnować dwie godziny czasu. Po prostu pooglądać, obejrzeć film taki, jaki on jest, z pełną akceptacją kretyńskiej idiotki, która tam się wygłupia i faceta, który nie wiem, co ma w spodniach i w ogóle wszystko.
Fajnie, wczuwamy się w rzecz po dwóch godzinach, kiedy żeśmy przeżyli ten film, bo on był po to, żeby go przeżyć. Kiedy żeśmy w miarę-- oczywiście jest kwestia granicy przyzwoitości, jakieś takie, że to jest do łyknięcia albo nie, ale większość tej kultury jest jednak do łyknięcia. Po dwóch godzinach takiego, takiej bryndzy, że tak powiem, odetchniemy i potem powiemy to samo, co ty powiedziałeś, albo że to jest-Przecież to jest bezsens. Co oni wyprawiają? Ża-żadnego-- każdy psycholog, każdy psychiatra w ogóle się postuka w głowę, bo ten człowiek nie reaguje w ten sposób. Tak biolog powie, że jego żołądek, że tak powiem, nie robi, yy, takich cyrków. Zresztą organizmu w takiej sytuacji, a nie innej i tak dalej. To wszystko po fakcie. Ale żeby siedzieć i dwie godziny analizować idiotyzm, to jest dopiero idiotyzm.
[01:14:51] - No tak. No powiem ci ja, ja akurat należę, jeśli chodzi o kino, do ludzi absolutnie naiwnych. Znaczy ja wyłączam, wyłączam jakikolwiek krytycyzm, kiedy idę do kina. On mi się włącza zaraz po seansie i czasami, i czasami jest to przekleństwo. Natomiast-
[01:15:05] - Tak, zmarnowałem dwie godziny.
[01:15:06] - Natomiast ja już dałem się wciągnąć, wciągnąć w tak idiotyczne filmy i żyłem tym filmem. Naprawdę przeżywałem go, że się do dzisiaj nawet nie wymienię tytułu, bo się, bo się, bo się wstydzę. Natomiast powiem tak na chwilę przerywając, bo mieliśmy przerwy w transmisji, w transmisji na YouTubie. I tu jest pytanie na YouTubie, prośba do ciebie Wiktorze, żebyś jeszcze raz wymienił książki, które na tym, na tym kredensie w kuchni były zakazane, żebyś wymienił kilka tytułów, żebyś wymienił kilka tytułów, co będzie dosyć po-- dosyć fajne. To wymieńmy je. Wymień jeszcze raz.
[01:15:41] - Tam wszystko było to, co sobie wyobrazi ten, który mnie o to pyta. Czyli tam był, tam był cały młodzież-- w ta-w tamtych czasach popularna książka sen-sensacyjna, czyli "Tomek na wojennej ścieżce" Skalskiego, Karola Maya "Winnetou", Old Shatterhand i tak dalej. Była trylogia cała "Ogniem i mieczem." Był tam, no, tego typu taka młodzieżowa-
[01:16:06] - Literatura młodzieżowa.
[01:16:06] - Młodzieżowa literatura. Przemień-- była ta "Tajemnicza wyspa", yy, Wellsa, yy.
[01:16:14] - No właśnie.
[01:16:14] - Tego typu rzeczy, nie?
[01:16:16] - Właśnie. Wymieniłeś tytuł, yy-
[01:16:18] - Vernego.
[01:16:19] - Vernego. Wymieniłeś tytuł. Wymieniłeś tytuł Vernego, który, o którym ostatnio przeczytałem. Bo ja już też mam jakąś taką manię i czytam w internecie o tych książkach, yy, więc przecz-- ktoś napisał, yy, rzecz, która mnie na początku zbulwersowała. Napisał, że kiedy w młodości czytał "Tajemniczą wyspę" Winnetou, znaczy tu przecinek był oczywiście. "Tajemniczą wyspę", Winnetou i inne tego rodzaju dzieła, to, to były, to, to były książki, które wciągnęły, wciągały go, no bez reszty. To były książki, które połykał. Po latach wrócił do tej lektury i stwierdził, że to jest niestrawne. Że ta tajemnicza wyspa, która w jego wyobraźni została jako piękna powieść o świecie, który, który jest naprawdę tajemniczy, jest niezwykły, jest cudowny. To jest dzisiaj takie czytadło i to takie, takie, takie, które...
Takie dosyć... Verne, Verne miał to do siebie, że pisał bardzo takim oszczędnym stylem, takim bardzo kostycznym i że rzeczywiście to się źle czyta tak naprawdę. Podobnie, podobnie z Winnetou. No ale ja jestem niewiernym Tomaszem. W związku z tym postawiłem rzecz sprawdzić, ale już nie na sobie, bo już sobie nie chciałem takiej krzywdy robić i zaprzągłem, yy, zaprzągłem do tej lektury, czyli do "Tajemniczej wyspy", yy, swojego siostrzeńca. Co więcej, żeby już nie było, żeby to nie było tak bolesne, to mu nawet zacząłem to czytać. I jak zobaczyłem w pewnym momencie wyraz absolutnego znudzenia, absolutnej jakiejś takiej, takiej po prostu, yy, niesmaku i takiego, takiej męki po prostu. To dałem, dałem mu spokój z "Tajemniczą wyspą". To jest jakby kolejna, kolejny, kolejny taki, taki moment, kiedy uświadomiłem sobie to, co mówiliśmy na początku, że książki naprawdę bardzo mocno się starzeją. Naprawdę bardzo mocno.
Jak, ja też, jak sobie przypomnę, co przeżywałem, kiedy czytałem, yy, w młodości "Tajemniczą wyspę" i to, co, co przeżywałem, kiedy czytałem ją, yy, siostrzeńcowi, to, to były dwa światy. Zupełnie, zupełnie inne światy.
[01:18:25] - Dlatego zwróć uwagę nie tylko te książki, ale również my żyjemy w różnych światach jako ludzie. Tak na, na bieżąco. Moi bohaterowie, twoi bohaterowie są podobni z dzieciństwa. Mamy mniej więcej podobnych. A moje dzieci, moje dzieci dla nich moi bohaterowie nie istnieją i nigdy nie istnieli. Dla nich jedynym bohaterem, yy, jest Harry Potter na przykład, bo akurat w tym momencie oni się urodzili, kiedy Harry Potter był tego i dla nich byli-
[01:18:54] - Nie ma w tym, nie ma w tym absolutnie nic złego.
[01:18:57] - Nic złego. Yy, ja podejrzewam, że zapy-- jak oni swoim wnukom albo swoim dzieciom sięgną po Harry'ego Pottera, żeby na dobranoc przy łóżku poczytać, to te dzieci powiedzą-
[01:19:10] - To też zobaczą wyraz-
[01:19:12] - Wyraz znudzenia.
[01:19:13] - Absolutnego znudzenia.
[01:19:14] - Niesmaku.
[01:19:15] - Powiem, powiem ci szczerze tak. Wydaje mi się to, że jest to teoria bardzo prawdopodobna, aczkolwiek nie do końca potrafię sobie to wyobrazić znając, znając, znając Harry'ego Pottera, który jest moim zdaniem, który ma, yy, bardzo dużo wad, bardzo dużo zalet, ale jedną zaletę ma taką, że się czyta. Ale wiem, dzisiaj się czyta, a jutro już może tak nie być. W każdym razie dlatego być może nie starcza mi wyobraźni, żeby sobie to znudzenie w przyszłości wyobrazić.
[01:19:44] - A ja ci, a ja ci, yy, ja czytałem tą książkę, yy, moim malutkim jeszcze dzieciom na tego, yy, na dobranoc.
[01:19:54] - Jeden z pierwszych tomów, rozumiem.
[01:19:55] - Pierwszy tak, pierwszy tego. No ale moje dzieci nie są takie, takie stare.
[01:19:59] - A, nie, nie.
[01:20:00] - Mają około dwudziestu lat.
[01:20:01] - Tak.
[01:20:01] - Czyli na starość się zabrałem za, za, za-
[01:20:04] - Za czytanie głośne.
[01:20:05] - Za czytanie książek dla dzieci. Otóż, yy, o ile one czekały na to, jak ja będę im czytał z napięciem i one były całe zaskakane, o tyle mnie to śmiertelnie nużyło. Ta książka była dla mnie śmiertelnie nudna. Czytałem ją tylko dla dzieci. Natomiast tam dla mnie nie było nic ciekawego i nie ma.Dla mnie Harry Potter jest zupełnie. Ja mówię może mogę tego nie rozumieć. To jest rzecz wyprana zupełnie z jakiejkolwiek emocji. Niczego się tam nie dowiaduję, żadnej wiedzy stamtąd nie wynoszę.
[01:20:43] - Wiesz co? Wiesz co, ja powiem ci tak tu będę bronił. Będę bronił trochę Harry'ego Pottera. Na razie zapomnę o wszystkich, o wszystkich uwagach krytycznych wobec tej książki, które również mam. Ale będę bronił Harry'ego Pottera. Ty ze swoimi dziećmi łyknąłeś pierwszy, może drugi tom, a ten siedmioksiąg, a właściwie siedmioksiąg chyba dobrze, siedmioksiąg. A w tej chwili właściwie jeszcze doszła jakby ósma część po latach. Ale, ale ten kolejne tomy, one się rozwin-- znaczy idea była nawet taka, że będą się rozwijać wraz z czytelnikiem, czyli będą z nim dorastać. I rzeczywiście pierwsze tomy to są takie opowiastki dla dzieci. Tam jest jakaś magia, jakieś sobie biegają, różdżkami machają i tak dalej, i tak dalej.
No, specjalnie trywializuję, ale, ale rzeczywiście to jest dosyć proste. To są proste historie. Gdzieś tam się pojawia, a to Bazyliszek, a to jakaś taka lekka intryga. No jest w ogóle tajemniczo. Są jakieś sklepy magiczne, jakieś kupowanie różdżki, jakieś takie bardzo proste. Ale z każdym kolejnym tomem ta historia staje się coraz bardziej skomplikowana, coraz bardziej mroczna, coraz bardziej uświadamiająca nam bardzo taką prostą, wydaje się oczywistą rzecz, ale, ale może warto ją powtarzać od czasu do czasu, że jeśli ktoś walczy ze złem, to nigdy nie pozostanie czysty. Nie ma takich. Być może w opowiastkach takich dla dzieci to bohater, heros, który zwalcza zło, dalej jest bohaterem, herosem i jest dobry. Tu jest natomiast troszeczkę inna teza, że jeżeli walczymy ze złem, to to zło nas zawsze ubrudzi, choćbyśmy nie wiadomo jakie, jakie dobre intencje mieli. Bo w każdym z nas jest ta mroczna strona.
Zobacz jak jest to eksploatowane przez, przez literaturę, przez filmografię współczesną, przez tą popularną. Masz Gwiezdne wojny, mroczną stronę mocy, jasną stronę mocy. Ale też tam jest ten problem, że nie da się walczyć ze złem i nie zbrukać się. Więc dlatego, dlatego bronię. No powiem tak no, pierwsze, pierwsze tomy to były rzeczywiście takie tomy dziecinne i może, może dlatego cię tak nudziły. Myślę, że gdybyś, gdybyś dotarł do późniejszych części, nie wiem. W każdym razie one mogły być intrygujące. Czy one by ci się podobały i czy, czy, czy jakoś poruszyły te literackie nuty w twoim sercu, to nie wiem. Natomiast myślę, że wydały być się bardziej intrygujące.
[01:23:14] - Już widzę, że nie. Już widzę, że byłbym nie tylko obojętny i znudzony, ale byłbym wrogiem tej książki. Zajadłym wrogiem.
[01:23:22] - No to wytłumacz się.
[01:23:23] - Z bardzo prostego powodu. Tej tezy, ku której ty powiedziałeś, że ona zmierza tak jak większość naszej kultury europejskiej, choćby ta teza, że nie można walczyć ze złem i się nie ubrudzić. Jest to bardzo piękna teza i słuszna. Ja się z tym absolutnie zgadzam, ale tak jak ja, jak mówię, to jest coś takiego, że są tezy, które przystoją, nie wiem, filozofom, a nie przystoją, nie wiem, na przykład żołnierzowi. Otóż jeżeli, jakby to powiedzieć, jakby to, jakby to dobrze, powiem to bardzo prosto z mostu. Jeżeli jakiś filozof stwierdzi, to zresztą zostało zrobione, że nie istnieje dobro i nie istnieje zło, to są rzeczy obiektywnie, no, po prostu są. Jeśli to powie filozof, to ja go rozumiem i akceptuję. I on powiedział słuszną rzecz, bo nie ma dobra i nie ma zła. Jeśli powie to filozof, że nie można walczyć ze złem i się nie ubrudzić, to ja to rozumiem. Ale jeżeli przyjdzie autor książki albo poseł na Sejm, albo nie wiem, jakiś prezydent jakiegoś kraju i przekona do tej tezy cały swój naród albo przekona cały kontynent, albo naszą cywilizację do tej tezy, to tego autora należy, tego należy.
Ja bym osobiście dusił rękami w kołysce. Po prostu. To jest ktoś, kto szykuje zbrodnię dla i szykuje koniec tego świata. To jest zbrodniarz. Także mówię pewne rzeczy obiektywnie słuszne nie są, nie można. Przepraszam. Ja, ja akurat przypadkiem sięgnąłem do żołnierza. Jeśliby żołnierz był szkolony przez swoich, że tak powiem, oficerów. No stary, masz strzelać i tak dalej, ale tak naprawdę to on jest tak samo zły jak ty i tak samo dobry jak ty dobry. No to przepraszam bardzo, co to jest za szkolenie żołnierza?
[01:25:38] - Ale przepraszam cię bardzo. Po pierwsze nie wszyscy jesteśmy żołnierzami. Po drugie ja na przykład to odczytuję. Czy ty? Ja to ja to tak naprawdę wiesz z punktu widzenia życia państwa czy, czy, czy armii to, co powiedziałeś, jest być może prawdziwe, ale z punktu widzenia człowieka ty mi każesz uwierzyć, że człowiek po drugiej stronie granicy naprzeciwko którego stoją, stoją nasi żołnierze, jest zły, a my jesteśmy, jesteśmy tymi dobrymi? Tak przecież nie jest. Przecież tak nie jest.Dlatego wiesz, ja rozumiem i rozumiem tak zwaną ideologię państwową, że trzeba tu motywować żołnierzy i tak dalej. Ale powtarzam nie wszyscy jesteśmy żołnierzami i dobrze jest wiedzieć, ja myślę, że każdy z nas warto, jeśli sobie zda sprawę z tego, że to, co nam, to co jest nam wtłaczane bardzo często, że my tu jesteśmy wybrani albo my mamy rację, bo-bo wiemy lepiej, to może być prawdziwe, ale wcale nie musi i najczęściej prawdziwe nie jest. To nie jest tak, że wokół nas czają się sa-same zombie, a tylko my mamy rację, bo przecież tak nie jest. No ja myślę, że yy że czasami może dzieciom albo młodym ludziom warto jest to uświadomić, że nie jest tak, że-że tylko my mamy rację, a inni racji nie mają.
I dlatego ja uważam na przykład, że z tego właśnie powodu, a ja bym jednak tę autor-tej autorki nie dusił ani w kołysce, ani później.
[01:27:05] - Zupełnie, bo ja mówię, że to inne. Ja mówię zupełnie Marku kochany, ale zupełnie o czym innym. Otóż ja nie mówię o tym, że ja widzę wroga po tamtej stronie linii frontu i tak dalej. Ja sobie doskonale zdaję sprawę, że on jest taki sam jak ja. On jest taki sam jak ja. Więc skąd konflikt? Gdzie ten konflikt? Nie zło i dobro. Zło i dobro tu nie ma nic wspólnego. Jest jakiś konflikt.
Konflikt o coś. O ja wiem, o-o-o granice, o ziemie, o rynki zbytu, o-o-o markę firmową. Jakikolwiek konflikt po prostu.
[01:27:44] - Tak, ale ty to mówisz dlatego, że analizujesz. Ale jak to jest przedstawiane w tak zwanej propagandzie? My mamy rację, bo walczymy o słuszną sprawę, a oni są podli i zagrażają nam i walczą o niesłuszną sprawę. No jak się odbywają wojny? Przecież propaganda zawsze pracuje na tym samym, na tym samym takim paliwie. My dobrzy, oni źli.
[01:28:06] - Dobrze.
[01:28:07] - Tak to działa?
[01:28:07] - Dobrze. W porządku. No i w tym momencie dajmy na to, że nie ma tam, ty mówisz o propagandzie, ale na nas tu w tej chwili, dajmy na to w Europie najeżdża Czyngis-chan. I ty jesteś tym filozofem, który siedzi i tłumaczy.
[01:28:23] - Nie, nie.
[01:28:23] - Poczekaj, poczekaj. Tłumaczy swoim współplemieńcom. Oni są tak samo dobrzy jak my. Tu nie ma zła, nie ma dobra i tak dalej.
[01:28:32] - Dobrze. Celny cios. Celny cios jest. Przyznaję. W takich sytuacjach ekstremalnych rzeczywiście nie ma miejsca na filozofowanie albo uświadamianie ludziom humanistycznych wartości, bo się czasami trzeba po prostu yy-
[01:28:46] - Po prostu tych-
[01:28:46] - Trzeba się bronić
[01:28:47] - ... nie istnieją.
[01:28:48] - Trzeba się bronić.
[01:28:49] - To jest płaszczyzna dialogu.
[01:28:50] - Tak, ale, ale w czasach, kiedy w czasach, kiedy yy kiedy coś takiego, no teraz akurat może to, może to są nie są te czasy, ale w tych chwilach nielicznych historii, kiedy, kiedy nie ma takiego zagrożenia, to myślę, że część ludzi dobrze-
[01:29:06] - Nie ma takich chwil.
[01:29:07] - Dobrze, ale myślę, że warto, że-- to inaczej. Myślę, że część, że część ludzi albo jak największa część ludzi warto, żeby miała z tyłu głowy chociażby taką refleksję, że może, może nie zawsze trzeba tego wroga deptać w ziemię i nie wiem rozwłóczyć go, rozwłóczyć go końmi, tylko może czasami warto pamiętać o tym, że coś sprawiło, że on tutaj przyszedł. To być może są nawet jakieś złe intencje. Ktoś go podpuścił. Ale to nie jest tak, że on tutaj przylazł, bo jest zły z natury swojej. I o to, o to tak naprawdę chodzi. Pewno nie rozstrzygniemy tego konfliktu, bo ja ci mam o tyle problem, o tyle problem z tą, z tą naszą dyskusją, że ja bym tak się jak ta żaba musiał rozdwoić, bo ja częściowo tobie chcę przyznać rację, a częściowo chcę bronić, bronić swojej tezy. I to tak zawsze wiesz, jak się żaba próbuje pójść na lewo i na prawo, to nic z tego specjalnie dobrego nie wychodzi. Także, także, ale wiesz co? Ja ci powiem jeszcze, ja ci powiem jeszcze jedno.
Ja ci powiem jeszcze jedną rzecz, która, która, która wydaje mi się zostawmy już, zostawmy już Harry'ego Pottera, która wydaje mi się, wydaje mi się ważna, że literatura czy to młodzieżowa, czy to, czy to, czy to sensacyjna, o której mówiliśmy, czy też obyczajowa, o której, o której wspominaliśmy, to ważną rzecz myślę, powiedziałeś, aczkolwiek bardzo enigmatyczną i myślę, że warto to rozwinąć, rozwinąć, chociaż nie będzie łatwo. Od razu to mówię, bo padła taka teza, że bez względu na to, jaka to jest literatura, czyli sensacyjna, kryminalna, obyczajowa, dziecięca, młodzieżowa i tak dalej, to musi być literaturą dobrą. I tu dochodzimy do takiego kamienia filozoficznego literatury, czyli co to jest dobra literatura. I ja nie sądzę, żebyśmy na to pytanie dzisiaj odpowiedzieli. Natomiast możemy jakieś tezy rzucić ewentualnie. To co to jest dobra literatura?
[01:30:58] - Wiesz, to jest, to jest tak, jak za przeproszeniem z dobrą zupą. Cholera wie. Otóż można zrealizować pewien przepis na zupę, można go wyczytać w internecie i tak dalej, zamieszać i tak dalej. I z tego zupa nie wyjdzie, a stanie przy tym kucharz. Nie wiadomo, co zrobi innego. Nie wiadomo. Może ta ręka mu się zatrzęsie przy sypaniu tej szczypty soli w tą albo w drugą stronę. I to jest arcydzieło po prostu. Tu mamy bardzo prostą definicję potrzebny jest dobry kucharz. Żaden przepis się sam nie zrealizuje po prostu.
Nie? Wiesz, prawda, że to jest to, co ja mówiłem o tym naszym, szczególnie europejskim indywidualizmie. Tu rola kucharza, który właściwie ja, ja pamiętam, jak kiedyś robiłem z siostrą, wymyśliłem jakąś potrawę i mojej siostrze się zajebiście to spodobało i postanowiła to zrobić. Dałem jej cały przepis, wytłumaczyłem krok po kroku kto to, jak to robić. Zrobiła. Przyszedłem do niej do domu, spróbowałem. Było toTragiczne. Powiedziałem jej to. Zrobiła drugi raz. Telefon się urywał mi, kiedy do mnie z pytaniami.
Krok po kroku. Zrobiła. Przyjechałem. Spróbowałem. Nic niewarte. Powiedziałem siostra, ty się niczego nie nauczysz. Chodź, idziemy na rynek. Kupiliśmy razem warzywa. Wróciliśmy do domu. Do jej domu.
Położyliśmy te wszystkie warzywa na stole, położyliśmy dwie deseczki i zaczęliśmy robić dwie zupy osobno. Ja i ona. I ona mi patrzyła na ręce i krok po kroku robiła wszystko to samo. Wrzuciła do garnka, zamieszała i tak dalej. Spróbowaliśmy. Jej była do niczego. A dlaczego? A dlaczego? Bo ja wkładałem serce, a ona tylko rozum. Rozumiesz?
Ona próbowała zrozumieć przepis i go zrealizować. A ja, kiedy robiłem tą zupę, w ogóle o rozumie nie myślałem. Ja grałem, no, no próbowałem zagrać na tej trąbce, na tych skrzypcach, na tej zupie. To był instrument do zagrania, a nie kurde nut do odczytania.
[01:33:19] - No dobrze, no dobrze.
[01:33:20] - No.
[01:33:21] - Chciałbym cię, wiesz, ale będę ci cisnął. Będę ci cisnął. Będę ci cisnął, bo zachowam się jak taki klasyczny, klasyczny natręt i klasyczny, klasyczny człowiek, który mówi, że nie rozumie. No więc ja nie rozumiem. To mi teraz wytłumacz. Dobrze. Przyjmuję do wiadomości, że trzeba mieć, trzeba mieć do dobrej literatury, trzeba mieć dobrego kucharza.
[01:33:43] - Do, do tego dobrego lokatora.
[01:33:45] - Ale trzeba. Ale na czym polega to, że ktoś jest dobrym kucharzem? No to bym chciał. Powiedziałeś, że wkłada serce. Okej, ale jakbyś to tak miał przełożyć na konkrety, to o co chodzi?
[01:33:56] - A o co chodzi?
[01:33:57] - Chcesz mi omamić.
[01:33:58] - Ktoś jest dobrym kucharzem.
[01:33:59] - Tylko nie mów mi o magii. Nie mów mi o magii.
[01:34:01] - Nie mówię o magii. Jak ktoś jest dobrym pisarzem, a ktoś jest-- pisali ludzie tak nieprawdopodobnie inteligentni, prawie geniusze, a robili gnioty i tak dalej. Tu nie o to chodzi. To nie jest wymiar rozumowy. To jest rzecz-- właściwie pisarz jest też dziełem sztuki po prostu. Albo udanym, albo nieudanym po prostu. Albo natura, naturze się udał jako dzieło sztuki, albo się nie udał. I on po prostu albo potrafi to też napisać, albo nie potrafi. Wiesz, w tych rzeczach takich ja nie wiem, jak my przecież tu poruszamy się po dosyć, dosyć płytkich terenach literatury, takiej prostej, jasnej do czytania, sensacyjnej. Bo co to jest sensacja?
Co to jest niesamowitość? Co to jest w ogóle to, że się chce na przykład to czytać, tą książkę? Gdzie jest miejsce, gdzie się zaczyna tego? A ja mówię nie wiem, ale też lubię się odnosić do anegdot. Nie. Ja jestem na przykład maniakalnym kawoszem. Piję gigantyczne ilości kawy. Ona mi smakuje tak sobie, tak sobie. Otóż ja wiem, że jeżeli przypadkiem zupełnie wpadnie do mnie gdzieś tam z Polski, zajrzy któraś z moich córeczek albo wpadnie do mnie jakaś okolicznie zapoznana laska i zrobi mi tą kawę, to ta kawa jest niebo. To jest przepyszna zupełnie.
Ja widzę taką różnicę. Dlaczego? Bo ja swoją kawą jestem śmiertelnie znudzony. Ja ją robię lepiej. Na pewno lepiej od moich córek i od tych przyjaciół, ale ja jestem nią znudzony. I w tym momencie nagle zrobiona przez kogoś ona mi smakuje jak, jak ambrozja. To jest niebo. Ona by mi tak na pewno będzie smakowała przez dwa, trzy dni, po czym powie: "Ty stara, weź to zostaw, ja to zrobię, bo to robię lepiej", nie? Ona na pewno tak będzie. Ale widzisz, ta innowac-- nowa rzecz, czyli nowość intrygi po prostu jakiejś.
Choćby zmiana. Bo przecież, przecież rolnicy to stosowali płodozmian kiedyś, nie? Taka metoda uprawy roli. Nie można tego samego dawać bez przerwy, nie można bez przerwy ujeżdżać, jeździć bohaterami na koniach i strzelać z łuków i krzyczeć "wo wo wo wo wo wo" i rzucać to machawkami. Można przez pewien czas, że tak powiem, pomachać różdżką jak Harry Potter i tak dalej. Jeśli tak będzie się działo dłuższy czas, to stanie się to po prostu nudne.
[01:36:38] - À propos twojej kawy to Jańcio Kropotkin na czacie doradza ci, żebyś kardamonu do kawy dosypywał. To ci może będzie lepiej smakowała.
[01:36:46] - Kochany, ja już takich rzeczy dosypywałem do tej kawy.
[01:36:49] - Pozwolisz, że nie zapytam. Pozwolisz, że nie zapytam.
[01:36:52] - Na przykład któregoś dnia usiadłem tak manipulowałem, już mi było nudno, bo piłem tą dobrą, wyśmienitą kawę i tak spojrzałem na przyprawy, które mam w zasięgu ręki i nagle zobaczyłem, to było dawno temu. Nagle zobaczyłem tam czarny pieprz. Ja mówię o syp łyżeczka do tej kawy. I myślałem, że wymyśliłem genialną rzecz, bo odrobina, szczypta pieprzu do kawy jest wyśmienitym pomysłem. Ale ja myślałem, że ja na to wpadłem. Po czym przyjechała jakaś moja przyjaciółka, która akurat szlajała się po Europie i powiedziała: "Victor." Jak jej to powiedziałem z emocją, mówi: "Victor, w każdej dobrej restauracji, kawiarni francuskiej znajdziesz oczywiście dostaniesz kawę ze szczyptą pieprzu. To nie jest twój patent. Po prostu." Nie. No także dosypywać do kawy można absolutnie wszystkiego i próbować, po prostu próbować. A chili też dosypałem.
Też jest rewelacja.
[01:37:52] - Okej, wróćmy jeszcze na chwilę do literatury, bo powiedzieliśmy o różnych rzeczach. Powiedzieliśmy o różnych rzeczach, jeśli chodzi o pisanie, o to, jak to się wszystko promuje. Natomiast nie masz takiego wrażenia, może, może się najpierw zażegnam, że nie chodzi mi do końca o naszą dzisiejszą bohaterkę, czyli książkę, książkę "Dziewczyna z pociągu". Ale nie masz wrażenia, takie się zarzuty zresztą pojawiły wobec tej książki. Nie do końca je podzielam.Że dzisiaj właściwie można wypromować wszystko. Cokolwiek komukolwiek z pióra skapnie, czy to jest dobre, czy złe, to tak naprawdę nie ma najmniejszego znaczenia. Jeśli ktoś się uprze, żeby wypromować jakiegoś gniota, to go wypromuje. I co więcej, że go wypromuje, że ludzie go będą kupowali, to jest jeszcze, powiedzmy, to jest jedna, jedna część zadania. Ale co więcej, ludzie takiego gniota gotowi są chwalić, przyjmować, że jest świetny. No i co ty na to?
[01:38:48] - Dobrze.
[01:38:49] - Dobrze?
[01:38:49] - To się dobrze pokrywa z moją tezą, że dzisiaj również w świecie, że tak powiem, przyrodoznawstwa panuje identyczny trend. Otóż wystarczy wymyślić jakąkolwiek, yy, fajną, zabawną historyjkę, która może się rozegrać w świecie kwantów, a tam się może bardzo wiele rzeczy rozegrać. Następnie znaleźć z dwudziestu, trzydziestu współwyznawców, którzy będą, że tak powiem, funkcjonowali tak jak apostołowie funkcjonowali. Ci apostołowie pójdą w świat, znajdą sponsorów, dotrą do rządów, do dotacji, do, yy, na uniwersytet. Także znajdą młodzi ludzi, młodych ludzi, którzy czytają akurat pana, pana Tadeusza i się nudzą. No i następnie wypromujemy ten światopogląd, ten pomysł jego. Wszyscy zaczną go badać i nagle się okazuje, że to jest prawda.
[01:39:45] - To jest straszne, co ty mówisz. No straszne.
[01:39:48] - Nie jest straszne, ale-
[01:39:49] - Mnie to przeraża. Mnie to przeraża.
[01:39:51] - Świat jako wielki market, w który, do którego wchodzimy i kupujemy, co chcemy, bo to tak-
[01:39:59] - A ty wiesz, że badania socjologiczne stwierdziły ostatnio, że pokolenie Internetu-
[01:40:05] - Tak.
[01:40:05] - -wychowane na internecie, aa, yy, jest zupełnie, zupełnie inne niż to starsze pokolenie. To znaczy to pokolenie uważa, że cały świat jest skonstruowany po to, żeby, żeby spełniać ich życzenia, bo taki jest Internet.
[01:40:21] - No tak.
[01:40:22] - Bo kiedyś pamiętasz, jak, yy, pół Polski biegło do domu, żeby oglądać jakiś serial, bo odcinek był, a później go nie było. Dzisiaj młode pokolenie, ja zresztą uważam, że to bardzo dobrze, to znaczy ja tego nie mówię w formie zarzutu, wręcz przeciwnie. Ale jak się zmieniają obyczaje, jak się zmieniają przyzwyczajenia. Dzisiaj, jeżeli ktoś czegoś nie obejrzy w telewizji, a najczęściej już się telewizji właściwie nie ogląda, to znajdzie ten swój ulubiony serial w dowolnym momencie, w odpowiednim miejscu w sieci. Czyli, tylko to ma niestety czasami również, yy, również takie czysto społeczne przełożenie. I tu nie tyle dzielę się swoją wiedzą, co wiedzą czysto socjologiczną. Otóż, yy, otóż według badań wygląda tak, że kiedyś jak człowiek zatrudniał się, szedł na rozmowę kwalifikacyjną, no to wiedział, że musi tam trochę uszy po sobie położyć i musi tam się dobrze zaprezentować. Musi dobrze wyglądać, musi powiedzieć, tam błysnąć na tej rozmowie kwalifikacyjnej. A później, kiedy już tę pracę wymarzoną dostanie, no to musiał zapłacić tak zwane frycowe. Musiał tam pewne, pewne etapy, etapy tego wdrażania się do tej nowej pracy przechodzić.
Czasami było to mniej lub bardziej bolesne. A dzisiaj jest inaczej. I ja wcale nie mówię, że to jest źle. Dzisiaj jest tak, że bardzo często zjawia się młody albo troszkę już mniej młody człowiek w pracy, w potencjalnej pracy, na rozmowie kwalifikacyjnej i pyta: a co wy mi macie do zaoferowania? Yy, chciałbym to, to, to. A czy w ogóle będę mógł wyjść o tej porze? Bo ja uprawiam jogę i w związku z czym muszę wychodzić o tej porze, ponieważ zawsze ćwiczę. No więc nie widzę powodu, żeby nie ćwiczyć. I powtarzam to nie są moje jakieś tam odkrywcze tezy, bo to by akurat było mało warte. Natomiast to są, to są wyjątki, a właściwie wygadki z mojej strony z badań, które były autentycznie przeprowadzone.
Świat się naprawdę zmienia i to jest dla mnie najlepszy dowód tego.
[01:42:19] - No ja aż żałuję. Widzisz, ja jak zatrudniałem do własnej firmy komputerowej w dawnych ubiegłowiecznych, pięćdziesiąt lat temu czasach, młodych ludzi, to zupełnie mnie interesowało jego, yy, wykształcenie, co potrafi i tak dalej, i tamten, i tak dalej, tylko się mu przyglądałem, nie. I na ile jest, na ile jest giętki, na ile jest, yy, bystry, na ile z niego można wytrzas-- wyciągnąć dużo więcej niż on sam sobie wyobraża, nie? No ja też bardzo często przyjmowałem ludzi, których, którzy niczego nie potrafili tak naprawdę zrobić, natomiast rozwojowo byli kapitalni. Dzisiaj spotykam, będąc takim na przykład jakimś menadżerem, który ak-- zbiera takich ludzi. Ja bym też się z ciekawością przyglądał facetowi, jak on, jakie on ma potrzeby, bo według tych potrzeb mógłbym go ocenić, wymiar jego intelektu, jego umysłowości według potrzeb po prostu. Jak on by chciał tylko, że tak powiem, mieć prawo do zjechania dwa razy w ciągu dnia windą w górę i w dół, no to przepraszam, tak. Dziękuję za takiego faceta.
[01:43:29] - Że tak sobie zrymu- że tak sobie zrymuję, bez wątpienia świat się zmienia. Ale jeszcze wrócę do tego, co mówiłem wcześniej, że, że to, że literaturę się właściwie w tej chwili promuje, bo to w ogóle rzeczy, które są pisane, pro-promowane są. I tu ja nie byłbym sobą, gdybym, gdybym tego, swojej ulubionej sceny nie przy-nie przytoczył. Może nie ulo-ulubionego filmu. Jest taki film "Atlas chmur", yy, zrobiony na podstawie jeszcze lepszej książki pod tym samym tytułem. I tam jest taka piękna scena. Yy, na dachu bodajże, yy, jakiegoś wysokiego budynku odbywa się przyjęcie. Na tym przyjęciu obecny jest, yy, pisarz, który wydał bodajże debiutancką swoją powieść. Pamiętam tytuł, bo był absolutnie, absolutnie piękny, yy, "W ryja". No i ta powieść została zjechana przez jednego z krytyków.
Zresztą, notabene nie cieszyła się takim ogromnym powodzeniem. No i, i jej twórca, pisarz wpadł na pomysł, jak ją sobie zapromuje. Chwycił tego, tego, tego recenzenta i go wyrzucił z tego n-tego piętraSkutek wiadomy, ale od tego czasu ta powieść zaczęła się sprzedawać jakby lepiej, a nawet bardzo dobrze. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że bardzo podobne zdarzenie miało miejsce w Polsce, gdzie pewien twórca, pisarz, no nie wiem, jak go właściwie nazwać, opisał to, co zrobił w książce. A chodzi o morderstwo. Ta książka zresztą później była jednym, o ile dobrze pamiętam, jednym, jednym z dowodów czy też poszlak w procesie, w którym został skazany. Ale też paradoksalnie, o ile wcześniej książka przed procesem książka nie cieszyła się tak wielkim powodzeniem, to w chwili, kiedy, kiedy wybuchła sprawa, sprawa karna wybuchła, wybuchł proces, to książka na aukcjach, aukcjach internetowych zaczęła osiągać no niezłe ceny. Czyli to jest kolejny dowód na to. I ta historia filmowa z Atlasu chmur, który notabene polecam zarówno w wersji książkowej, jak i filmowej, bo oba te dzieła, chociaż różne zupełnie, to są zupełnie różne, różne dzieła, ale oba są fascynujące. Oba, oba mocno przeżyłem.
Naprawdę, naprawdę książka, którą mogę z czystym sumieniem polecić, aczkolwiek wiem, że znajdą się tacy, którym się to nie podobało i to też, to też szanuję. Natomiast to jest najlepszy dowód, że ta teza o promowaniu czegokolwiek jest prawdziwa. Oraz ta twoja, że właściwie każdy może coś napisać.
[01:45:56] - Ale zwróć uwagę, że my bez przerwy wszyscy autorzy próbowali promować siebie albo swoje dzieła. No już sięgając, że tak powiem, dosyć płytko. Co wszyscy pamiętają, znają oczywiście Słoneczniki van Gogha. Irysy są lepsze.
[01:46:18] - Twoim zdaniem.
[01:46:19] - Moim zdaniem i tak dalej. Ale i tak najwspanialszą rzeczą w van Goghu jest to, że sobie uciął ucho.
[01:46:25] - No i wszyscy to pamiętają.
[01:46:27] - To wszyscy pamiętają.
[01:46:27] - Wszyscy pamiętają.
[01:46:28] - I zwolennicy Irysów, i zwolennicy Słoneczników po prostu, bo on się tym wypromował, nie? Ten Puszkin zginął w pojedynku. Świetny pomysł miał ten-
[01:46:42] - Ja nie wiem, czy on był taki zadowolony. Naprawdę nie wiem.
[01:46:44] - Baczyński świetnie się wypromował, bo wziął po prostu napisał parę wierszy, po-
[01:46:50] - Ale też nie miał tego w planach.
[01:46:51] - Po czym zginął w Powstaniu Warszawskim i tak dalej. Gdyby nie zginął, to prawdopodobnie byłby dzisiaj jakimś tam starym pierdzielem, który dawno by mu ochota do tego albo, albo był nie po tej stronie politycznej, która wypada, albo coś by było nie w porządku i nie byłby takim czystym ideałem, takim wspaniałą rzeczą, do której się wszyscy odnosimy.
[01:47:16] - Tu możemy dorzucić nazwisko aktora Cybulskiego, chociażby.
[01:47:19] - Który też tak odgrywał.
[01:47:21] - Którego dzisiaj wszyscy wspominają jako świetnego, wspaniałego aktora.
[01:47:25] - Bo go nie znają wtedy, kiedy już ledwo pobłoczył nogami i pierdzielił i syczał przez zęby, bo nie miał zębów.
[01:47:32] - Bo to nie nastąpiło.
[01:47:33] - Bo to nie nastąpiło.
[01:47:34] - Po prostu nie nastąpiło.
[01:47:35] - Pozostać ideałem i, a że my, jak ty mówisz, co można wypromować dzisiaj? Tak, wszystko można wypromować, a my troszeczkę chyba też jesteśmy takimi jaszczurami, słuchaj, którzy jeszcze o książkach, o literaturze mówią jako o czymś, nie wiem, jednak troszeczkę wzniosłym albo, albo artystycznym. To jest towar, to jest i zawsze był towar. Tak samo jak ciepłe bułki, jak ciepłe gacie, jak stylowe coś i tak dalej. To jest zawsze towar. Towar, który nie wiem. Cudowny. A czy, czy, czy tego, czy cała trylogia Sienkiewicza to nie była kapitalnym towarem, który się świetnie sprzedawał tylko dzięki temu, że byliśmy w rozbiorach?
[01:48:25] - No ku pokrzepieniu serc literatura.
[01:48:27] - Tak, tak. Gdyby nie rozbiory, to, że tak powiem, to gdyby dzisiaj Sienkiewicz napisał, to kto by to czytał? No.
[01:48:34] - Co więcej, zdarzały się próby kontynuacji trylogii i przemienienia jej w tetralogię. Była taka, taki wysiłek był podjęty. No i ten czwarty tom, no nie cieszył się powodzeniem. No nie cieszył się niestety. Dobrze, Wiktorze, ja myślę, że, że porozmawialiśmy sobie dzisiaj na ten temat, na który mieliśmy rozmawiać. Jeśli i warto powiedzieć o tym, o czym będziemy rozmawiać podczas następnej audycji, a będzie to przeżycie dla ciebie na pewno graniczne w jakimś stopniu, bo będziemy rozmawiać o tym, co też Wiktor Żwikiewicz w historii swojego pisania popełnił. Kilka książek, kilka książek. Ja wiem, wiem, że to bolesne, ale żeby nie wprowadzać takiej atmosfery, że będę z Wiktorem tylko i wyłącznie dyskutował o jego twórczości, bo to już byłaby jakaś, jakaś taka, no to byłoby, byłaby przeginka. Zaprosimy sobie trzecią osobę do naszej rozmowy i Wiktor będzie nas tutaj punktował po prostu. Trzecia osoba to jest naprawdę świetny znawca literatury science fiction, Tadeusz Krajewski, który nie waham się tego powiedzieć o literaturze SF, zarówno polskiej, jak i zagranicznej wie wszystko albo prawie wszystko, a poza tym ma tę piękną zaletę, że potrafi o niej w sposób wciągający i w sposób interesujący, to może ważniejsze właściwie opowiadać.
A literaturę pod tytułem dzieła Wiktora Żwikiewicza zna naprawdę świetnie. Wiktor tutaj teraz przewraca, przewraca oczyma, chwyta się za brodę, jeszcze nie wyrywa, ale już jest bliski. No i myślę, ale myślę, że to i tak jest nieuchronne. Słucham ciebie, Wiktorze.
[01:50:17] - Mogłeś mnie uprzedzić przed tym, że będziesz miał taki temat na tapecie. No ale ja jestem przerażony, ale z drugiej strony bardzo rozbawiony, gdyż dzisiaj właściwie musieliśmyPrzełykać kluchę i milczeć, nie? Nie można było tej dziewczynie z pociągu, w pociągu podciągać spódniczki, żeby nie ujawniać treści.
[01:50:40] - No tak, tak.
[01:50:41] - A tam u mnie ja będę mógł se spódniczkę podciągać do woli po prostu, nie?
[01:50:46] - Co więcej, my również będziemy te spódniczki podciągać. Będziemy ujawniać co popadnie. Ale powiem tak: Wiktor napisał w życiu tak dużo, że choćbyśmy tutaj spędzili sporo czasu, to i tak wszystkiego ujawnić nie zdołamy. Natomiast jest kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt smaczków tej literatury, które, które, o których warto, warto powiedzieć, a mamy niejako, będziemy poza tym u źródła, czyli o pewnych tajemnicach i pewnych pytaniach Wiktor będzie w stanie opowiedzieć, ale-
[01:51:17] - Z pełną wiarygodnością, że ja wiem o okolicznościach wszystko.
[01:51:21] - A i tak będziemy się, i tak będziemy się z tobą kłócić, że wiemy lepiej od ciebie. Na przykład, że wiemy lepiej, co miałeś na myśli. A jeszcze będzie jedna ważna część tej rozmowy. Będziemy mówić o książce, która jak dotąd nie miała szczęścia się ukazać, czyli o tajemniczym, tudzież mitycznym dziele, który istnieje, bo widziałem je na własne oczy i to nawet w kilku wersjach, które nazywa się Kosmodram. Nie kosmodrom, tylko Kosmodram Machu Picchu. No i warto, bo to jest taka, to jest takie dzieło, które, które od lat, powiem kilkudziesięciu, pozostaje takim, takim po pierwsze opus magnum Wiktora, ale po drugie takim dziełem hermetycznym, zamkniętym, którego, do którego dostęp ma bardzo niewiele osób. Będzie okazja porozmawiać również o tym tajemniczym dziele.
[01:52:11] - Ja to powiem od razu, żeby nie dyskutować za, za tydzień czy za dwa tygodnie.
[01:52:17] - Za dwa tygodnie.
[01:52:17] - Za dwa tygodnie. Otóż to jest bardzo proste. Co robili faraonowie za życia? Budowali sobie-
[01:52:24] - Piramidy.
[01:52:24] - Piramidy jako swój nagrobek. Ja piszę ten Kosmodram, cały czas go tam podszlifowuję. On się, zostanie skonstruowany wtedy, kiedy ja pójdę do piachu po prostu, bo po to jest robiony po prostu.
[01:52:36] - Wiktor.
[01:52:36] - Moja piramida, nie?
[01:52:37] - Wiktor. My i tak wiemy lepiej, co chciałeś napisać. Tej tezy się trzymajmy i tej tezy będziemy się trzymać w czasie, w czasie następnej audycji. A teraz już wszystkim bardzo serdecznie dziękujemy. Myślę, myślę, że, że następna audycja, ee, no będzie kontrowersyjna. Postaramy się o to, żeby była kontrowersyjna. Szykujemy szereg celnych zarzutów oraz szereg celnych analiz.
[01:53:04] - Na tyle nie musicie się starać.
[01:53:06] - Sam sobie zrobisz zarzut, sam sobie zrobisz zarzuty. Rozumiem. Marku, dziękujemy. Dziękujemy za, za obsługę techniczną.
[01:53:14] - Właśnie tutaj na czacie Radia Paranormalium padło takie pytanie: a kto to jest ten Ivarius? No jakby to powiedzieć, to jest ten taki syntezator mowy, który obsługiwał tę audycję od strony technicznej. A dzisiaj po drugiej stronie Google Hangouts byli z nami gospodarze Bibliotekarium Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Dziękuję panowie jeszcze raz w imieniu wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium.
[01:53:40] - My też dziękujemy. Dobranoc wszystkim.
[01:53:43] - Dzięki.
[01:53:45] - A na koniec tej audycji zaśpiewa nam dziewczyna. Może nie z pociągu, ale jednak dziewczyna. Całkiem ładna i całkiem ładnie śpiewająca Emily Underhill. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnym odcinku Bibliotekarium już za dwa tygodnie.