Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:05] - Nareszcie Radio Na Fali i Hiperprzestrzeń oczywiście. Ja, na imię Tomek. Witam cię, człowieku, serdecznie po wakacyjnej przerwie, można tak powiedzieć. Wakacyjna jak wakacyjna. Ja tu troszeczkę zajęty innymi obowiązkami, ale mniejsza o to. Inna sprawa, że może później o tym wspomnę. Tak że witam cię serdecznie. Jeszcze tak gwoli wyjaśnienia: stream jest na Radiu Paranormalium i na Radiu Dream Time. Ciągle mamy zamieszania z Radiem Na Fali. To może dobry moment, żeby to powiedzieć.
Dzieją się takie rzeczy, że od momentu pojawienia się technologii Keshe i tego, że z otwartą przyłbicą szczerze powiedziałem i mówię, jak to działa i to działa. Od tego momentu zaczęły się tajemnicze problemy ze streamem Radia Na Fali. Nie jest to bynajmniej dowcip. Tak już po prostu jest. Ktoś sobie postawił za punkt honoru zrobienie problemów i doprowadzenie wszystkich z powrotem do sytuacji, że biegną z walonym jęzorem na stację benzynową po to, żeby zatankować sobie ropę do samochodu, żeby dosłownie zdechnąć na chemioterapii i wykonać kilka innych samobójczych manewrów. Komuś bardzo zależy na tym, żeby czasami ciężko było ze streamem. Stąd się biorą takie delikatne problemy. Jest to potwierdzenie tego, że technologia działa. Innego potwierdzenia nie ma. Są oczywiście, wszystkie potwierdzenia są, ale to jest takie potwierdzenie z zewnątrz, że ci wszyscy, którzy mówią, że nie działa, że to wszystko nieprawda, mają bardzo ciężki, poważny problem.
Koniecznie muszą doprowadzić do tego, żeby przyblokować gdzieś stream, coś spróbować zrobić, zamieszać, żebyś ty nie mógł posłuchać tego, co mówi człowiek, który ma coś ci do przekazania i nie chce od ciebie za to żadnych pieniędzy. Absolutnie. Na dodatek jeszcze ma rację i mówi prawdę. I to boli niektórych ludzi dosyć mocno. Tak że stąd nasze problemy ze streamem. Ktoś się po prostu zaczaił i ma poważne spięcie dupy. Mam nadzieję, że skończy się to jakimś zdrowym rozwolnieniem. I tyle. Tak że pozdrawiam serdecznie, człowieku, który tutaj próbuje włożyć swoje palce i próbuje zrobić jakąś niemiłą atmosferę. Pozdrawiam serdecznie.
Też cię kocham, bracie. Mam nadzieję, że Ziemia ci to wybaczy. Sam sobie kiedyś wybaczysz te swoje działania, ale to już zostawiam w zupełnie innym miejscu, bo to też nie moja sprawa, żeby się martwić o losy wszystkich ludzi na świecie, szczególnie wszystkich cwaniaków. Anyway, zostawiamy cwaniaków. Ja tylko ci tu, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, uświadomiłem i narysowałem obraz sytuacji, dlaczego ostatnimi czasy, od momentu pojawienia się tej technologii i mówienia o niej, są problemy ze streamem Radia Na Fali. Taki drobny niuans. Tak że przyzwyczaj się do tego, że jeszcze przez jakiś czas może być taki delikatny problem, że stream może wysiąść. Albo ktoś tam. Wiesz, jak to jest. W ropę, pedofilię i kilka innych rzeczy jest zainwestowanych tak potężne ilości pieniędzy, zasobów i wszystkiego, co tylko sobie możesz wyobrazić, że to się w głowie nie mieści.
Za tym wszystkim stoi polityka. Za tym wszystkim stoją dzieci polityków. Za tym wszystkim stoją ludzie, którzy chcą w tej polityce robić karierę i nie tylko w polityce. Chcą robić karierę w konserwatywnej tak zwanej medycynie, która wykańcza wszystkich chemioterapią. Jest naprawdę duże grono ludzi zainteresowanych tym, żebyś się nigdy o tej technologii nie dowiedział. Ponieważ jest to hiperprzestrzeń, to akurat tu wspominam o tej technologii. Ale nie będę udawał, że jest inaczej, skoro Radio Na Fali wykorzystuje. Przynajmniej ja tutaj jestem osaczony urządzeniem zwanym Magrav. Ten cały mikser, jeszcze raz powtarzam, wszystko, co tu jest podpięte, komputer jeden, drugi, drugi monitor, pierwszy monitor, bo tu nie ma laptopa, są dwa normalne komputery z monitorami. Właściwie wszystko jest podpięte do Magrava i działa.
Nie ma żadnego problemu. Wiem, że teraz wielu elektryków zagryza zęby i próbuje coś wymyślić, żeby udowodnić światu, że to jednak nie działa. Sorry kolego, masz bardzo poważny problem. Nawet bardziej poważny niż ci się wydaje z sobą samym i ze swoją własną głową. Tak, mówię do ciebie, ty elektryku, ty cwaniaku. Otóż to. Tak że zostawiamy tę technologię. O technologii mówię w innym miejscu, o innych porach. Tak że zapraszam każdego serdecznie, jeżeli chce się wyleczyć w fajny sposób, chce się pozbawić bóli egzystencjalnych związanych z płaceniem rachunku za prąd. Człowieku, rusz tyłek i idź do technologii Keshe.
Chyba że uparłeś się, że do końca życia będziesz spalał ropę. Dobra, to tyle gwoli takich szybkich ogłoszeń, informacji na temat dlaczego radio czasami nie działa i skąd się to wzięło. Tak że teraz już masz wszystko jasne. A ja co? Ja dalej jestem cały i zdrowy. Wszystko jest dalej okej. Ivellios też widzę, że jest cały i zdrowy. Grzegorz jest też cały i zdrowy. Edek jest cały i zdrowy. Wszyscy jesteśmy cali i zdrowi.
Absolutnie. Tak że nie ma z tym żadnego problemu. A ja dzisiaj będę kontynuował ten temat związany z naszymi prehistorycznymi korzeniami, bo jest taki ogólny mit, szalony mit wariata wychowanego w dzisiejszych czasach, że kiedyś nasi przodkowie to byli tacy ludzie, którzy biegali w skórach z maczugami i swoje kobiety za włosy ciągnęli do jaskini i tak dalej. To, co mamy teraz, to jest postęp cywilizacyjny. Miałem swego czasu taką rozmowę z dżentelmenem, który mówił: „Ale przecież jest internet. Gdyby nie internet, nie mógłbyś robić radia”. Ja mówię: „Jaki internet? Jakie radio?”. On mówi: „Nie miałbyś szansy, wtedy nie mógłbyś nadawać w radiu”. Przypomniałem dżentelmenowi, że pierwsze radio zbudowałem, kiedy miałem 14, 15 lat z kolegami na osiedlu za pomocą lutownicy i kilku pomysłów Nikoli Tesli.
Rozciągnęliśmy drut pomiędzy blokami i zasięg mieliśmy na całą dzielnicę. Mówiąc szczerze, więcej ludzi słuchało tamtego radyjka, które prowadziliśmy jako 14-, 15-latkowie niż aktualnie teraz RNF ma słuchaczy. Po prostu była większa dzielnica. Wiesz, jak to jest łatwo przełączyć radio. Nie jest to radio internetowe. Tak że to też nie jest argument, że jakaś tam cywilizacja wymyśliła internet i dzięki temu internetowi cudowne rzeczy są możliwe. Nie do końca. Jestem ostatnio na etapie grzebania w tym Egipcie, grzebania troszkę w prelekcjach Johnny'ego Anthony'ego Westa, którego bardzo lubię i pozdrawiam serdecznie. Johnny, hello! Niesamowity starszy pan, dżentelmen, jegomość, który organizuje takie wyprawy do Egiptu i pokazuje bardzo ciekawe rzeczy.
I on ma w ogóle kilka naprawdę trafnych refleksji. Człowiek przeżył już troszkę lat na tej planecie, więcej niż ja. No i ma te parę refleksji mądrzejszych więcej niż ja. I on ma taką ciekawą refleksję ostatnio, kiedy rozmawiał z Joe Rogan. Jest taki odcinek fajnego podcastu, który bardzo lubię. Joe Rogan czasami oglądam, jeden z tych nielicznych podcastów, które naprawdę lubię oglądać przede wszystkim. Jak mam chwilę, to sobie tam wpadam. Tam są naprawdę bardzo ciekawe postacie, fajni goście. Sam prowadzący jest naprawdę łebskim kolesiem, który ma ikrę, jaja i miło się tego słucha. Anyway, podczas rozmowy padł właśnie taki argument na temat całej tej cywilizacji, tego całego zamieszania i w ogóle nie wiadomo co.
I że internet daje, jako hasło ta nowoczesna technologia i internet jako hasło wywoławcze daje możliwość ludziom odcięcia się od Babilonu. Tego, że nie musisz iść do roboty, możesz wykonać robotę w domu i tak dalej. Możesz troszkę zawalczyć o swoją własną niezależność. I to prawda, ale z drugiej strony było piękne spostrzeżenie Johnny'ego Anthony'ego Westa, że to naprawdę nie jest żadne clue sprawy, bo ilość ludzi, która w tych przysłowiowych internetach tak naprawdę cokolwiek robi własnego, jest stosunkowo tak znikoma, że ta właściwie grupa ludzi i tak zawsze robi swoje własne rzeczy. Właściwie ta grupa ludzi wymyśliła internet. Ta grupa ludzi wymyśliła wiele innych rzeczy na świecie, bo to jest zawsze ta wąska grupa ludzi, która ma w dupsku odcinanie kuponów od przeszłości i mówiąc bardzo nieelegancko pałowanie się tym, co ktoś inny pomyślał, powiedział, zrobił i wykonał. Tylko sami pukają się po doświadczenie swoje własne, do swojej własnej głowy i robią to, co chcą zrobić i robią to dobrze. I dzięki temu świat działa. Dzięki takim ludziom. Nie dzięki systemom, nie dzięki cywilizacji.
Cywilizacja jest tylko takim homątem, takim kagańcem zakładanym wszystkim tym zdolnym ludziom, którzy cokolwiek na świecie robią. Wyobraź sobie, co by było, gdyby nie było cywilizacji ropy i nafty za czasów Nikoli Tesli. Przecież byśmy w ogóle żyli w innym świecie i to konkretnie innym, i to takim, co się w głowie nie mieści. Ale jako że cywilizacja ma ze swojej natury zakładanie homąta i robienie z każdego niewolnika, także nie udało się. Wszyscy wrócili do ropy. Była jedna wojna, druga wojna. I wyobraź sobie, że teraz ludzie naprawdę wierzą w to, że jedyną opcją na życie jest ropa. I potrafią dyskutować zalety, różnice silników spalinowych, elektrycznych i tak dalej. Co jest lepsze. Słyszałem jakąś dyskusję, chyba zdaje się wczoraj, gdzieś tam mi przez ucho przemknęła, tylko przez chwilę, bo wyłączyłem.
Nawet nie słuchałem dalej dyskusji. Czy silnik elektryczny, czy spalinowy. Tak się zastanawiałem: „Wow, man, czy ty zgubiłeś rozum?”. Przecież wiadomo, że ropę musisz wykopać, a prądu nie musisz wykopać z ziemi. Prąd możesz zrobić na milion sposobów, wbijając na przykład kawałek miedzianego druta w ziemię i odpowiednie instalacje Nikoli Tesli i tak dalej. Takie proste sprawy. Ale nie mamy tych prostych spraw w swojej własnej głowie. Zostaliśmy wychowani tak troszeczkę w dziwny sposób. I takim clou przewodnim dzisiejszej hiperprzestrzeni jest taka refleksja, którą mam od jakiegoś czasu, że wiesz, co się stanie, kiedy nagle wreszcie Kalifornia i wszystko to, co ma się wydarzyć, się wydarzy? To spłynie do oceanu, ziemia się zatrzęsie.
Szczęśliwie jesteśmy w takim momencie, że to się troszeczkę przesuwa. Mamy trochę więcej czasu. Jeszcze nic mocno nie tąpnęło. Znaczy tąpnęło w paru miejscach, ale nie w tych miejscach, w których jest dużo ludzi. Także jeszcze chwila, moment przed nami. I taką refleksję miałem po ostatniej wyprawie, chyba przedostatniej kwasowej na kwasie, na LSD. Jakbyś nie wiedział, co to jest kwas. Kwas lizurydowy tak to się nazywa. Mieliśmy taką refleksję z przyjacielem, że współczesna cywilizacja jest niesamowita od tej strony. W momencie, kiedy wszystko się będzie waliło, kiedy wszystko się będzie rozpadało, to ludzie w samochodach siedzący na tych autostradach będą się zastanawiali, będą się wkurzali, jak oni do pracy dojadą.
Że kiedy wybuchną wszelkie najstarsze wulkany na świecie i dokładnie wybuchną w tym samym momencie i się okaże, że nie ma już cywilizacji, jedynym problemem współczesnego człowieka będzie: jak ja dojadę do roboty. Przecież ja mam kredyt do spłacenia, mam tu biznes do zrobienia. To będzie jedyny problem. Nie będzie problemem to, co się dzieje dookoła, świat i tak dalej. To w ogóle nieistniejący problem. Świat nie istnieje. Istnieją nasze wyobrażenia samych, które bierze się z reklam. Poważnie. Przecież zobacz na swoich znajomych. Ja znam swoich znajomych i wiem doskonale, dlaczego i ja, i moi znajomi miewamy czasami taki odruch, żeby wyglądać lepiej albo coś tam.
Skąd się bierze wyglądanie lepiej? Skąd się bierze cała ta golitwa? Bo widzieliśmy w reklamie kogoś, kto wyglądał lepiej. No i postanowiliśmy, że skoro jest w reklamie, to my też będziemy tak wyglądali. Ja współczuję wszystkim pięknym kobietom w dzisiejszych czasach, bo one próbują wyglądać tak, jak te z okładek. A jako zawodowy grafik wiem doskonale, że od co najmniej 15 lat na żadną okładkę żadnego poważnego magazynu nie trafia zdjęcie, które nie jest poddane takiemu permanentnemu retuszowi. Sam robiłem takie retusze do takich dużych kampanii reklamowych. Pamiętam, później dziewczyny się zachwycały oglądając zdjęcie: „Ależ ona niesamowicie wygląda, ten makijaż, ten coś tam”. Gdyby ona wiedziała, ta dziewczyna, która się zachwyca tym zdjęciem, że tak naprawdę ten cały makijaż, tą całą figurę, tą całą urodę robi dokładnie dwóch kolesi, którzy siedzą za komputerami. Jeden siedzi za komputerem, a drugi stoi za nim i zastanawiają się, jak by tu zrobić tą okładkę, żeby ta laska wyglądała jeszcze w miarę sprawnie.
Ale tak wykręcić do oporu, zrobić z niej monstrum, Frankensteina. I ten Frankenstein został zaakceptowany przez cywilizację. Właściwie wszyscy wybraliśmy sobie taki model Frankensteina do egzystencji. Każdy z nas chce zostać Frankensteinem. Prawie każdy. Taki masowy ruch, tendencja globalna. Także jak będzie wielka katastrofa, właśnie walnie potężny wulkan- Wszystko się wywróci do góry nogami. Jedyną refleksją 80% mieszkańców tej planety będzie, szczególnie obszarów ucywilizowanych, bo o tych głównie mówię. Mieszkam w Londynie, a nie na Kamczatce, także mówię o miejscach zurbanizowanych. Jedyną refleksją będzie: „Szlag jasny, jak ja dojadę do roboty?”.
I będzie taki wielki nerw w życiu. „Jak ja zdążę do roboty? Jak to się wydarzy? Jak ja zawiozę dzieci do szkoły?” i tak dalej. To będzie jedyny problem. Poważnie, tak mi się wydaje. Tak daleko sięga percepcja ludzkiego umysłu w dzisiejszych czasach. Tak mi się wydaje. Absolutnie. Także dzisiaj będę troszkę o tym mówił i porównywał do tego czasu do tyłu.
Dzisiaj mamy bardzo poważny problem jako cywilizacja i jako oficjalna nauka zaakceptować na przykład fakt, że przed nami nie było kolesi w skórach i że nikt tutaj nie ciągnął nikogo za włosy do jaskini. I że ci kolesie, którzy byli przed nami, wybudowali piramidy. Oczywiście wiele fantastycznych teorii, że piramidy zbudowane przez kosmitów i tak dalej. Ja nie jestem zwolennikiem tych teorii. Uważam, że zrobiliśmy to my, a dokładnie to nasi przodkowie i że jest to pigułka informacji i wiedzy na temat działania uniwersum. Jeżeli potrafisz to odczytać, to wiesz, jak działa uniwersum i jesteś w stanie zbudować siebie i maszyny, i tak dalej w zupełnie inny sposób. I cała zabawa z ropą kończy sens. I wiele innych zabaw kończy sens. I to wiedzieli dokładnie starożytni, budując te wszystkie potężne piramidy. Absolutnie.
Jest oczywiście wiele teorii pod tytułem jak zbudowano te piramidy. Wielu z nas twierdzi, że przecież to da się zrobić. Mamy technologię. Nie, nie mamy technologii. Absolutnie. Co jakiś czas ktoś się odzywa i mówi: „Ale przecież jest technologia, żeby zbudować piramidy”. To proszę cię, mój drogi kolego, weź tą technologię i mi ją pokaż, bo ja nie znam takiej technologii. Próbowałem kilka razy w życiu z powodów zawodowo-dydaktycznych i tak dalej. Kiedyś miałem z tym zawodowy kontakt poważny. Kamienie szlachetne, materiałoznawstwo, metale, twardość, wytrzymałość i wszystkie te historie związane ze stroną tak zwaną fizyczną materiałów, które ocenia się w skali tak zwanego Mosa, czyli w skali twardości.
Ja się tym zajmowałem przez parę lat zawodowo i uczyłem się tego. Studiowałem to prawie że, można powiedzieć. Nawet mam z tego papier jakiś. Anyway. I próbowałem kiedyś zrobić coś z dioritu. Po angielsku diorite tak to się nazywa. Sprawdźcie, jak to jest po polsku, bo ja nie pamiętam już w tym momencie. I to jest taki kamyk, który się strasznie ciężko szlifuje, cokolwiek z nim robi. Kamyk jest zrobiony tak, że jeżeli przyjrzy się pod mikroskopem na jego strukturę, wygląda jak sprasowane liście. To tak jak jesień w pięknym polskim lesie.
Wszystkie liście spadły z drzew i nagle ktoś nadepnął, sprasował wszystkie te liście i sprasował tysiące liści do milimetra kwadratowego. Także struktura jest nieprzeciętnie twarda, ale jest właśnie warstwami poukładana i każde lekkie ruszenie jednej warstwy powoduje pęknięcie wzdłuż wszystkich warstw. I teraz jak widzę te wszystkie urządzenia zrobione z diorite, a widziałem parę takich urządzeń, które pochodzą z Egiptu i słyszę tłumaczenia jakichś nawiedzonych młodzieńców, bo inaczej tego nazwać nie można, że przecież to my też potrafimy zrobić, to ja chętnie dam wszystkie narzędzia do ręki, wszystkie, jakiekolwiek istnieją na świecie i powiem: „Rób, synku, rób, a ja będę stał i patrzył, jak robisz”. Oczywiście znam wynik finalny. Jest to dowcip, bo wiem, że człowieka skonfunduje i ustawi go w sytuacji, że będzie musiał przełknąć własną dumę i powiedzieć: „Tomek, miałeś rację, tego się nie da zrobić”. Oczywiście tego się nie da zrobić. Przynajmniej my nie potrafimy tego zrobić. To się na pewno da zrobić, bo ktoś to zrobił, ale na pewno nie technologią, którą my obsługujemy. Bo technologia, którą my obsługujemy, to właściwie, jak się okazuje, jest żadna technologia. Nie ma nic wspólnego z tym, co przynajmniej ja osobiście nazywam jakimkolwiek rozwojem.
Taki wniosek dzisiaj ze spaceru po mleko. Strasznie wszyscy straumatyzowani są. Też jest ciężki moment roku, styczeń. Każdy chciałby zobaczyć troszkę więcej słońca, a musi iść do roboty. I właściwie każdy z nas buduje tą rzeczywistość cały czas z tą robotą. I efekt będzie taki, że jak walnie jakiś wulkan, to pierwsza refleksja będzie taka: „Jejku, nie mogę dojechać do pracy”. Nie będzie refleksji świat się zmienił, wszystko się zmienia. Nie będzie żadnej refleksji. Oczywiście można mówić, że jest to tylko i wyłącznie moja spekulacja na ten temat i jak najbardziej jest to moja własna spekulacja, co się stanie wtedy, gdy walnie na przykład duży wulkan. Ale moja spekulacja jest poparta pewnym ciekawym nawet nie tyle wnioskiem, ile bardzo ciekawą refleksją, którą sam zauważyłem.
Bo mam taką refleksję, że od dokładnie trzech, dwóch lat zmienia się poważnie niebo nad Anglią. I to jest niebo, którego ja zupełnie nie znam, jeżeli chodzi o Wyspy Brytyjskie. Mieszkam tu ponad 10 lat chyba. Jakoś tak. Długo tu już mieszkam. Na tyle długo, żeby wiedzieć, jak wygląda niebo nad Anglią. Inna sprawa, że mam takie hobby. Biegam sobie z aparatem bardzo często fotograficznym i po prostu lubię fotografować piękne niebo i tak dalej. Jak milion ludzi na świecie. Naprawdę nie jestem oryginalny.
Takich ludzi jak ja są miliony. Każdy, kto dostał aparat fotograficzny cyfrowy do ręki wie, o co chodzi i zobaczył piękne niebo o zachodzie słońca. I to niebo nad Anglią było zawsze zupełnie inne. Zawsze mi się kojarzyło z serialem „The Simpsons”. Tak właśnie wyglądały chmury nad Anglią i tak generalnie powinny wyglądać. Kiedyś sobie studiowałem ten temat chmur nad Anglią, bo tu kilku dziarskich malarzy, a jestem miłośnikiem impresjonistów, mieszkało w Londynie i nie tylko w Londynie, bo na południu Anglii, jeszcze w kilku innych miejscach przebywali. Malowali swoje obrazki i malowali lokalne niebo. Są stare zdjęcia, są obrazy Turnera. Taki klasyk angielskiego malarstwa, który zasłynął pięknymi krajobrazami, pięknymi kolorami nieba, obrazami Tamizy, portów we mgle i tak dalej. To tylko jedna część działalności.
Druga część działalności to To bycie właścicielem nieruchomości o nazwie pub, bo ów malarz Turner był właścicielem pubu pod Londynem. Pubu to może za dużo powiedziane, był właścicielem właściwie burdelu i miał drugą naturę, takie hobby malarskie, że malował te rozchwestane angielskie dziewoje. Nie tylko angielskie. Te dziewoje, które pracowały w owym przybytku, którego był właścicielem czy współwłaścicielem. I powstała z tego duża kolekcja szkiców roznegliżowanych dam w przeróżnych zachęcających seksualnie pozach. Kiedy jeden z wielkich fanów Turnera, który zresztą za życia dosłużył się nie byle jakich honorów, bo został szefem, rektorem Akademii Sztuk Pięknych, Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych, czyli właściwie największe wyróżnienie w królestwie, jeżeli chodzi o oficjalne przybicie pieczątki z buraka i ziemniaka dla artysty. Właśnie William Turner został takim kolesiem. Wszystkie medale i ordery rządowe, i tytuł sir, i tak dalej. Wszystko to było przed nim. Ale właśnie to drobne hobby, że malował te roznegliżowane nieprzyzwoicie w frywonie dziewczęta.
Efekt był taki, że kiedy zmarł, jego obrazy stały się bardzo cenne, jeszcze bardziej cenne niż za życia. Był to facet, który był koszmarnie drogi już za życia. Po śmierci poszybowało wszystko do góry. Turner był znany z krajobrazów, które malował tak oryginalnie i tak zjawiskowo jak nikt inny przed nim. Miał gigantyczną rzeszę fanów, ale takich wręcz socjopatycznych fanów, którzy śledzili jego każdą pracę i szukali drugiego dna wszystkich rzeczy. Jeden z tych fanów po jego śmierci postanowił zgromadzić wszystkie jego dzieła, zafascynowany jego twórczością. Trafił na te szkice i tak się stało, że jak zobaczył te szkice, to poczuł się bardzo słabo. Widocznie miał jakiś problem z roznegliżowanymi dziewczętami albo coś w tym stylu. I don't know. Ciężko tutaj coś wymyślać.
W każdym razie dżentelmen wziął i spalił wszystkie te rysunki i to jest coś, co jest w Anglii opisywane jako taka cicha strata. Właściwie nie wiadomo, co zostało spalone. Nie wiadomo, czy nie były to jakieś piękne rysunki albo czy to było takie ordynarne porno, czy nie. Co to było? Właśnie nikt nie wie, bo wszystko zostało spalone. Facet, do którego rąk to trafiło, stwierdził, że te dzieła nie były godne mistrza i że mistrz wykonał je po prostu po pijaku albo jakoś tak. I świat nie może ich zobaczyć, bo to zniszczy reputację mistrza. Tak że wykupił wszystkie te szkicowniki, rysunki i wszystkie komisyjnie spalił w kominie. I tak to wyglądało. Wracając do tego nieba.
Jest zupełnie inne niebo. Przynajmniej kiedyś było zupełnie inne niebo nad Anglią, a teraz jest zupełnie inne, szczególnie nad Londynem. Londyn jest miastem portowym, które znajduje się blisko kanału francuskiego, angielskiego. Zależy kto to nazywa. Francuzi mówią, że to jest kanał francuski, a Anglicy mówią, że to jest kanał angielski. A ja z takiej kontentowej sympatii używam jednak francuskiej nazwy, że to jest Canal de la Manche. Wielu tych malarzy, impresjonistów, Turner i cała ta kolekcja ludzi malowała piękne niebo nad Anglią, nad Londynem. I to niebo jest dosyć specyficzne. Jeżeli tu mieszkasz, znasz je na pamięć, to gdziekolwiek byś nie był na świecie, rzucisz raz okiem i wiesz: „Wow, to jest to niebo”. Powiem ci ciekawszy numer.
Jeżeli chcesz zobaczyć takie prawdziwe angielskie, właściwie londyńskie niebo przy zachodzie słońca, to jest jeden taki genialny film, w którym to niebo jest częścią dekoracji. Jest to film, który się nazywa „Czas Apokalipsy”. Akcja się rozgrywa w Wietnamie. Wiem, brzmi egzotycznie, ale akcja filmu rozgrywa się w Wietnamie. Tylko że ten cały Wietnam wybudowano na północy Londynu w studiach filmowych. I chodzi o ten piękny zachód słońca, na tle którego wraz z tą uwerturą, która tam gra tam jest taka scena słynna. Nadlatują helikoptery amerykańskie tak prosto z zachodzącym słońcem. Bardzo patetyczna scena. I te właśnie niebo, te zachodzące patetyczne niebo za tymi patetycznymi amerykańskimi helikopterami w filmie „Czas Apokalipsy” to jest nic innego jak niebo dokładnie nad Londynem, bo wszystko to było kręcone w studiach filmowych na północy Londynu. Fajne miejsce, teraz już takie nieco zdewastowane.
Nie byłem tam dawno. To już parę lat temu było mocno zdewastowane. Tam dalej są studia filmowe, dalej są robione filmy, ale to już nie to samo. Okazało się, że kręcenie w Ameryce jest za drogie. Nie ma pieniędzy, bo jest mały budżet na jeżdżenie do Wietnamu i tam się nie da tego nakręcić. Tak że trzeba było szybko wynająć wszystkie palemki z całego Londynu, pozwozić wszystkie tropikalne drzewa, postawiać i kamera tak leci tylko po czubkach tych drzew, żeby nie było widać, że to jest Londyn . I to piękne niebo. I to jest to niebo nad Londynem i w ogóle nad Anglią. Jeszcze mieszkałem poza Londynem, w innym miejscu, w Manchesterze, tak że miałem okazję się poprzyglądać troszkę, jak wygląda niebo nad wyspami. Wcześniej mieszkałem w Irlandii, tak że też wiem, jak wygląda wyspiarskie niebo.
Jest inne. Ocean dookoła, słona woda robi swoje. Wiatr. Nie ma kilku zjawisk atmosferycznych, które znamy doskonale z kontynentu. Nie ma na przykład burz aż tak często. Burze są tak wyjątkowym zjawiskiem. Są zjawiskowe. O, tyle można powiedzieć, że jest burza z piorunami. To jest wielkie wydarzenie. I tak normalnie w Londynie czy gdzieś w tym miejscu, tu, gdzie mieszkam, taka burza z piorunami to może raz na— ulala, w środku lata może dwie, trzy takie burze.
I to taka sensacja, że piorun walnął. Wszystkie gazety później drukowały zdjęcie pioruna jeżeli ktoś sfotografował i to było wow. Są miejsca w Anglii, gdzie mocniej łupie piorunami, ale tutaj akurat nie za bardzo. I co się stało? Łupi piorunami. Słuchajcie, dzisiaj był piorun, grzmiało, pało, było gradobicie. Gradobicie i pioruny, i tak dalej. Niebo się zmienia. Słuchajcie, niebo się zmienia. Tak obserwuję to niebo i moim zdaniem, i to mówię swoim znajomym i nie tylko.
Generalnie ci, którzy mnie znają, to wiedzą. Ci, którzy tu bywają. Słyszeli to ode mnie, że niebo się nad Anglią w ciągu ostatnich dwóch, prawie trzech lat zmieniło. Są zupełnie inne chmury, inny kształt chmur. Czegoś takiego wcześniej nie widziałem. I to już nie wygląda jak The Simpsons, tylko przypomina bardzo kontynentalne chmury. Inne niebo. I na dodatek jest troszeczkę inne światło. O tym wiem, bo zawodowo jestem sklejony z tematem światła, ilości luksów poprzez aparat fotograficzny. Także należę do ludzi, którzy wiedzą, o jakiej porze roku jak ustawić przysłonę, wszystkie te rzeczy w aparacie, żeby zrobić odpowiednie zdjęcie na otwartej przestrzeni przy słoneczku tak zwanym.
I robię te zdjęcia i nagle się okazuje, że muszę dobierać inne parametry każdego roku, coraz bardziej ekstremalne. Nie to, żeby słońca było mniej. Wręcz odwrotnie. Dokładnie o tej porze roku, o której nie powinienem móc zrobić żadnego solidnego zdjęcia przy tych ustawieniach maszyny na zewnątrz, w ogóle przy tak zwanym słonecznym dziennym świetle udaje się robić. Nie udaje. Po prostu wychodzą piękne, doświetlone, czyste zdjęcia z pełnymi półtonami. I to jest troszkę dziwne, bo zimą w Anglii nigdy nie było takiego światła. To zawsze był dramat i zawsze trzeba było wynajmować studia fotograficzne. Zima to był taki okres, gdzie się bookuje wszystkie te miejscówki na robienie zdjęć, bo wiadomo, że na zewnątrz nie zrobisz. Musisz znaleźć miejsce, gdzie jest dużo miejsca, żeby stawić oświetlenie.
Ekipa stanęła z lampami. To jest taki sprzęt na targanie w trzy osoby dosłownie. Waży to prawie 200 kilogramów czasami. Wszystkie te akumulatory do lamp i tak dalej, i tak dalej. Statywy i całe to zamieszanie i tła. A tu się okazuje, że nagle coś się zmienia. I od jakiegoś czasu zauważam, że niebo jest inne. Rozmawiam ze znajomymi, że coś się tu dosyć drastycznie zmienia, że to nie jest taka normalna pogoda. I faktycznie w tym roku też nie jest normalna pogoda w Anglii. Absolutnie z dala od normalności.
Zima bardzo ciepła, nawet jak na południe Anglii. Przede wszystkim bardzo słoneczna. Chwila mrozów, może raptem dwa tygodnie niecałe czy tydzień z kawałkiem tego było, takich konkretnych mrozów przymrozkowych i też powoli zniknęło. I dzisiaj burza, jakby nadchodziło lato. I tak sobie obserwuję i tak sobie myślę, że to wszystko się mocno zmienia. W gazetach nic nie piszą, w telewizji nic nie mówią. I tak nie mam telewizora, także i tak się nie dowiem, ale jakby mówili, to bym się dowiedział od znajomych. Mam takich, którzy mają telewizory. Pewnie by mi powiedzieli. Gazety też nie piszą.
Gazety czasami na internecie sprawdzam, co tam jest grane. No właśnie. I nikt nic nie pisze. I można powiedzieć, że chyba zwariowałem. Bo tak twierdzę, że niebo się zmienia. Twierdzę, że gwiazdy są zupełnie inaczej widoczne. Nagle w Londynie widać gwiazdy. Coś, co było wcześniej raczej niemożliwym wydarzeniem, żeby zobaczyć gwiazdy w Londynie. Był taki dowcip zawsze, że jak mieszkasz w Londynie, to nigdy nie widzisz gwiazd, bo jest takie, co się nazywa light pollution i zanieczyszczenie światłem. A fenomen polega na tym, że pięknie widać gwiazdy od jakiegoś czasu.
Coraz mocniej widać te gwiazdy, coraz mocniej świecą. Ja mieszkam akurat w takim miejscu, że mam taki troszkę Stonehenge naprzeciwko okien sypialni i słońce zachodzi dokładnie w takim konkretnym miejscu i widzę tą wędrówkę słońca przez cały rok z lewa na prawo. I powiem ci ciekawą rzecz, że słońce się przesunęło. O tej porze roku słońce było w innym miejscu niż ostatnimi laty. A mieszkam tu już troszeczkę. Dokładnie w tym miejscu. Także wiem, gdzie powinno być słońce o tej porze roku i wiem, jak długo mam słońce w ogóle w sypialni. Wiem, jak długo słońce jest w ogródku. I coś jest nie tak. Coś jest zupełnie inaczej.
Słońce się jakby cofnęło. I można by się zastanawiać, czy ja przypadkiem nie zwariowałem. Ale niedawno wpadł mi news ciekawy do ręki, bo ani gazety o tym nie piszą, ani nic, a to wydaje mi się taka ważna sprawa jest. A tu się okazuje, że Inuici, którzy mieszkają na dalekiej północy, gdzieś, gdzie już kończy się Kanada, zaczynają się wieczne zmarzliny, wystosowali pismo do NASA i w ogóle wysłali list i tak dalej, i tak dalej, że coś się dzieje. I w tym liście Inuici napisali, że Ziemia się przesuwa i wszystko się zmienia. I to jest coś, co się jeszcze nigdy nie działo. Ich przodkowie o tym nie mówili. To jest taka dziwna rzecz. Po prostu słońce zmieniło swój kierunek. W ogóle jakby planeta zaczęła się kręcić troszeczkę inaczej i miejsce położenia słońca o tej porze roku jest zupełnie gdzie indziej.
I o ile dawniej mieli słońce przez około godziny, to teraz dokładnie, kiedy polowali na foki, to teraz słońce jest przez dwie godziny, że pik słoneczny się przesunął lekko w innym kierunku. Znaczy zachód słońca nagle jest w innym miejscu, niż był o tej samej porze roku. I to wszystko się wydarzyło dokładnie w ciągu ostatnich niecałych dwóch lat. Oczywiście żaden z astronomów tego nie powiedział, żadne z wielkich obserwatoriów astronomicznych i nikt nawet o tym się nie zająknął przez ostatnie dwa lata. Ciekawostka. A Inuici, którzy żyją bez GPS-ów, bez urządzeń satelitarnych. Znaczy część z nich na pewno ma gdzieś tam, bo to już takie czasy, że nawet Inuici mają czasami telefon satelitarny, ale dalej żyją po swojemu. Dalej polują na foki, dalej mieszkają w strefie polarnej, dalej są odizolowani od całego świata i dalej zależą komunikacyjnie od gwiazd, bo Inuici nie posługują się nawigacją satelitarną, kiedy ruszają na polowanie. Oni używają gwiazd. I dosłownie panowie zauważyli, że wszystko się przesunęło.
Wystosowali pismo, wysłali do NASA. No i NASA zostało poinformowane, że wszystko się przesunęło. I to jest zabawne, że potężna organizacja taka jak NASA z budżetem, który przekracza nie wiadomo co, przekracza wszelkie wyobrażenie o ilości pieniędzy zgromadzonych w jednym miejscu. Przekracza wyobrażenie o ilości astronomów, którzy są zaangażowani w obserwowanie nieba. Nawet nie wiemy, ile teleskopów pracuje dla NASA, bo są teleskopy na satelitach, teleskopy na Ziemi, teleskopy tam, tu, siam i owędy. Cała armia takich amatorskich obserwatorów, którzy w swoim własnym ogródku mają teleskopy po parę tysięcy funtów i obserwują niebo i wysyłają te dane do NASA. Tam się wymieniają i żyją tym, że obserwują niebo i tak dalej. To jest fenomen. Wyobraź sobie, że żaden z tych kolesi nie zauważył tego, co zauważyli Inuici i ja, że miejsce, w którym zachodzi słońce się zmieniło. Ziemia się przesuwa i to w zupełnie innym miejscu.
Takie ciekawe spostrzeżenie. Od razu przychodzi mi na myśl rzecz, która została zapisana w kronikach hiszpańskich. Kiedy Hiszpanie przybyli do Ameryki, dokładnie do Meksyku, Indianie nie wierzyli, że widzą statki na horyzoncie. Po prostu nie chcieli uwierzyć. Szamani mówili: „Człowieku, to jest statek, tam płynie statek.” Ale Indianin: „Nie, to może jakaś chmura. Jaki statek? Co ty mówisz? Tam przecież nie może być żadnego statku.” Po paru chwilach się okazało, że na plaży wylądowały hiszpańskie statki i wybiły wszystkich Indian. W tym przypadku się trochę drastycznie skończyło, ale myślę, że mamy do czynienia z czymś o takiej samej skali, nawet większej. Słońce, całe położenie Ziemi się przesuwa i to właściwie nie wiadomo kiedy.
Inuici twierdzą, że nie wiedzą, kiedy to się stało. To się po prostu nagle stało. I w tym roku już niebo jest gdzie indziej i w ogóle zmieniają się trasy zwierzyn. I zmienił się wiatr. W ogóle wieje inny wiatr. Oni byli uzależnieni od tego wiatru, bo ten zimny wiatr powoduje, że mogą pójść na polowanie na takie, a nie inne zwierzaki. Jeżeli nie wieje ten wiatr z tej strony, wieje jakiś zupełnie inny, to wiadomo, że tam nie będzie zwierzaków, nie będzie jedzenia, nie będzie opcji na przetrwanie w taki klasyczny sposób. Także trzeba szukać nowych zasobów albo coś w tym stylu. U nich to jest tak dosyć konkretnie, bo jeżeli tak jak powiedziałem, wiatr wieje w inną stronę, to znaczy, że nie mamy foki do upolowania. W naszym przypadku przestało to być istotne, bo tutaj jest cała kasta niewolników, która pracuje na tych, co im się wydaje, że już niewolnikami nie są.
Nikt już nie musi obserwować nieba. Wszyscy mamy telefony komórkowe z GPS-em, z którego korzystamy. Nawet marynarze w dzisiejszych czasach nie za bardzo znają się na gwiazdach. Znaczy znają się z nazwy. Nauczył się człowiek, że to jest to, to jest siamtejo-wamto. Ale to wcale nie znaczy, że on w jakikolwiek sposób wie, jak w ogóle funkcjonują te gwiazdy, że on widzi ten ruch gwiazd. Bo jak się okazuje, wszyscy ci dzielni ludzie, a jest ich naprawdę tysiące, jeżeli nie miliony, którzy śledzą ruchy gwiazd w obserwatoriach astronomicznych, przy tych swoich teleskopach, na swoich łódkach, gdziekolwiek. Żaden z tych ludzi z tej cywilizacji nie zauważył najważniejszej rzeczy. Rzeczy, o której była mowa od tysięcy lat, że następuje taki moment, że coś się dzieje z planetą, coś się zmienia i następuje nowe rozdanie kart. Zmienia się cywilizacja.
Stara musi odejść, pojawia się nowa. Ziemia zmienia swoją pozycję na swojej orbicie. Wszystko się zmienia i z reguły jest to związane z dużymi zmianami na Ziemi. Ruchy sejsmiczne, ruchy tektoniczne. Wiesz, o co mi chodzi. Ekstremalna pogoda, wszystkie tego typu rzeczy. I to jest fenomen, że w XXI wieku, w którym każdy jest naszpikowany za pomocą telefonu komórkowego toną urządzeń pomiarowych do mierzenia wszystkiego, łącznie z tym, czy jest zdrowy, czy ma aplikację na dietę, ma aplikację, ile metrów przebiegł, ile kroków zrobił. Rozumiesz? Wszystko to jest pomierzalne w telefonach. I nikt nie zauważył, że właśnie się przesunęliśmy i że jesteśmy w zupełnie innym miejscu.
Nikt nie chce o tym powiedzieć głośno. Jeżeli gdzieś o tym głośno powiesz, to albo będzie milczenie, albo będzie jeszcze większe milczenie, albo „poproszę, żebyś tego nie mówił”. Nie wiem dlaczego. Może to jest właśnie ten strach taki, że za chwilę stracimy możliwość skorzystania z tego good look w reklamie, że modna fryzura straci sens za parę sekund, bo planeta się przestawia. I to przestawienie się planety koliduje troszeczkę z kampanią reklamową nowego modelu telefonu i z kampanią reklamową nowego modelu dezodorantu. I z tym, że musisz wziąć kredyt na mieszkanie i w ogóle wziąć kolejny kredyt na 30 lat na jeszcze samochód, który spala ropę. Tak, to jest ważna sprawa dla nas. Przynajmniej tak mówią media. Ja dzisiaj próbowałem przeżreć się przez parę gazet, ale poza dziewczynami, o których się pisze, że są aktorki, a wyglądają jak, za przeproszeniem, kurwy na tych zdjęciach. Nie wiem, czy na tym polega ten zawód w dzisiejszych czasach.
Chyba tak. Skoro tak wyglądają, to chyba tak jest. Anyway, tam już nic nie ma. To jest tylko kwestia tego, że każdy z nas, zamiast popatrzeć na słońce, to mamy się patrzeć gdzieś na rośnięcie w dekolcie albo coś w tym stylu. Jakaś taka percepcja troszkę dziwnej rzeczywistości. A zostały te potężne budynki. I została ta ciekawa informacja, że co ileś tysięcy lat następuje wielka, duża transformacja Ziemi. Zmieniamy swoje położenie, wszystko się zmienia. O tej transformacji pisali Egipcjanie, o tej transformacji pisali nawet Sumerowie. O tej transformacji piszą Indianie przed Majach grubo, bo to są kultury prekolumbijskie, premajowe.
To są stare dzieje, proszę państwa. Te legendy zostały w Azji. Legendy legendami, ale przede wszystkim została gigantyczna ilość potężnych kamieni i wiadomo, że te kamienie nie są obrobione technologią, którą my znamy. Nikt nie potrafi obrobić takich kamieni jak leżą w Baalbek. Wielu ludzi próbowało, nikomu się jeszcze nie udało. Czekamy na pierwszego śmiałka, który wypcha tego barana smołą, siarką i nakarmi smoka. Nikomu się jeszcze nie udało. Wszyscy twierdzą, że potrafią to zrobić za pomocą strzelania palcami, że mamy taką technologię, że latamy w kosmos i naprawdę kamienie to dla nas nic. Ale nikomu się jeszcze nie udało. To jest właśnie takie nic, które się jeszcze nikomu nie udało.
I wszyscy jesteśmy bardzo zajęci podążaniem w jakimś kierunku spełniania swoich własnych marzeń o swojej własnej doczesności. Nic dziwnego. Bałem się, że gdyby ten news zaczął być wałkowany dosyć mocno, wielu z nas zaczęłoby sobie zadawać pytania o sens naszej egzystencji, którą prowadzimy aktualnie. Czy w sytuacji, kiedy wiedziałbyś, że wszystko się przewraca do góry nogami, wstałbyś rano do roboty? Wiem, że część ludzi by wstała do roboty. Mam nadzieję, że- Ci, którzy słuchają akurat mnie w Radiu Paranormalium, w Radio Nafali, w Radiu Dreamtime na rzut tych, którzy by raczej nie wstali do roboty. Ale ciekawa rzecz. Ziemia się przesunęła i normalnie w takiej sytuacji każda cywilizacja, przynajmniej tak mówią legendy, które pozostały po tych wielkich budowlach. Cywilizacja dokonywała pewnej transformacji. Wykonywano prace zabezpieczające, żeby zabezpieczyć się na wypadek potężnego łupnięcia.
O tym łupnięciu jest pisane nie raz, nie dwa. Wszystkie te legendy. Zbiorowa legenda o wielkim potopie to jest w ogóle genialny mit, bo oczywiście ten mit został sprzedany, później opakowany jako podpierdolka o nazwie Biblia, czyli zespół pieśni i tańca z zebranych, pokradzionych pism innych i poprzesuwane tak, żeby jeszcze komuś wcisnąć bajkę o jakimś nieistniejącym demonicznym bóstwie, które go pożre żywcem, jeżeli nie będzie oddawał mu czci i honoru i zarzynał zwierząt w jego imieniu. A najlepiej, jak jeszcze zarżnie sąsiada, brata i własne dziecko, to już w ogóle spełni pełną ofiarę, piękną ofiarę dla tego bóstwa. Właśnie tylko to nam zostało. Natomiast legendy o potopie są na całym świecie i wydaje mi się, że nie mają nic wspólnego z katolami ani psychopatami wierzącymi w bajki z cyklu Harry Potter Biblia. Nie, nie, nie. To stara historia. Naprawdę bardzo stara historia, przy czym doskonale znana archeologom. Nawet tu w Anglii jest coś takiego jak Brytyjskie Towarzystwo Archeologiczne i prowadzą bardzo szczegółowe badania gruntu Anglii.
Ja sobie prześledziłem te wszystkie badania, bo to jest wszystko dostępne online i widać w tych badaniach, jak się układają warstwy i wiadomo, że to się zmienia. Wiadomo, że ileś tam lat wcześniej jest pustynia, ileś lat później jest coś tam, później jest morze, później jest z powrotem coś tam, coś tam, coś tam. Wystarczy zobaczyć zdjęcia z północnej Sahary i południowej Sahary. Sahara takie miejsce, gdzie jest tylko piasek, nic więcej. I nagle się okazuje, że na Saharze są jaskinie, takie wiesz, kawałki skał, których jeszcze piasek nie zwiał. I są tam malunki, a na malunkach są ludzie, którzy się kąpią w rzekach. Są zwierzaki, są palmy, rośliny. Słuchaj, tam była dżungla. Kolejna zabawna historia. Jeżeli weźmiesz, wbijesz łopatę w Amazonii i przekopiesz się przez terra prete, przez ten niesamowity czarnoziem, który tam jest wszędzie dookoła.
Przy czym też ciekawa rzecz, tu uprzedzam, nie ma jak na razie wytłumaczenia, skąd się pojawił czarnoziem w miejscu, w którym znajduje się Amazonia. Wszystko wygląda tak, jakby było usypane przez człowieka. Gorzej w tych najniższych warstwach tej terra prety znajdują się szczątki ceramiki. Nie wiem, jak są datowane. Nie dotarłem do tej informacji. Żeby w ogóle teraz aktualnie dopłynąć w te miejsca, musisz mieć zezwolenie rządu Brazylii i w ogóle pieczątkę wojskową, bo teraz jest to teren zamknięty i musisz mieć zezwolenie. Nie możesz sobie tak popłynąć normalnie i nie wydają zezwoleń absolutnie. Tylko swoim cwaniakom. Chyba że chcesz tam sprzedać telewizory albo szczepionki, wtedy odpalasz płynną dolę i możesz sobie popłynąć do Indian. Ewentualnie jak jesteś takim głupim białym turystą, który zapłacił dużą łapówę, to jeszcze cię wpuszczą.
Ale jeżeli się okaże przez nieuwagę, że jesteś naukowcem, chcesz coś zbadać i akurat to jest związane z przyszłością Indian i przyszłością całego świata, to realnie pierwsza rzecz, którą dostajesz i ostatnia to jest odpowiedź odmowna. Dokładnie tak samo wygląda w Egipcie, który aktualnie, no może nie wszyscy wiedzą, ale Egipt, cały ten site archeologiczny zwany Gizą, Giza Plateau, czyli ten płaskowyż Giza, tam gdzie są piramydy i tak dalej, i tak dalej. I w ogóle właściwie całe Ministerstwo Kultury i Zabytków w Egipcie zależy nie od nikogo innego, jak od Stanów Zjednoczonych. Wszyscy żartują, że jest to placówka CIA, taka, wiesz, egipska placówka CIA. No ale to jest prawda. Tak to wygląda. Zezwolenie na pracę swego czasu, bo to było takie komercyjne zezwolenie. Egipski rząd sprzedawał różnym krajom. Raz mieli to Francuzi, raz mieli Anglicy, później wykupili to Niemcy. No i kiedy Niemcy skończyli swoją licencję, coś tam się stało.
Wykupili to Amerykanie i od tego momentu widzisz na Discovery Channel i w kilku innych miejscach te jakże zabawne filmy fantastycznonaukowe opowiadające o historii Egiptu. Gwarantuję ci, że 99 koma 9 tych filmów reprezentuje treści, które możesz nazwać śmiało fantastyką naukową. Właściwie nikt nie wie, ilu było królów do końca. Nikt nie wie, czy właśnie, bo faraon a król Egiptu to jest zupełnie co innego. I kilka innych rzeczy. To, co jest opowiadane w tych filmach, to już takie bajki, że obawiam się, że Harry Potter ma w sobie więcej rzeczywistości niż te bajki opowiadane przez współczesnych egiptologów. No właśnie, ale co się za tym kryje? Bo jest ten mit o globalnym potopie. Jest mit o globalnej zmianie, o czymś, co się dzieje globalnie. I jeżeli wbijesz łopatę, czy to na pustyni, to nagle się okazuje, że tam kiedyś było coś zupełnie innego.
I podobnie w Amazonii, bo kilku ludzi zrobiło ten eksperyment, sprawdziło co tam jest. Jak się okazuje, że przebije się przez tą terra prete, okazuje się, że pod spodem masz centralnie pustynię, taką drugą Saharę na Amazonii. Wyobraź sobie teraz, że świat się zmienia. Rach, ciach, ciach, kontynenty się przesuwają z powrotem na Saharze zaczyna wyrastać piękny tropikalny las, zwierzyna, wiesz, kąpiele w pięknych jeziorkach i tak dalej, i tak dalej. A miejsce, które dawniej nazywaliśmy Amazonią, nagle zamienia się w pustynię. Tadam! Jak się okazuje, jest to proces, który się powtarza nieustannie, co ilość tam set tysięcy lat, bo mowa jest o takich dużych odcinkach czasowych, przy czym mowa jest jeszcze o takich krótszych odcinkach. Krótszy odcinek to jest 12 tysięcy lat, 10-12 tysięcy lat. I to jest właśnie ta niesamowita warstwa archeologiczna, bardzo tajemnicza, znajdowana, odkrywana i znajdowana wszędzie na świecie. Znaczy odkrywana, znajdowana.
Ciężko znaleźć i odkryć na nowo coś, co leży od 12 tysięcy lat. Bo ciężko odkryć na nowo coś, co jest tak stare, ale można się tam dokopać i sprawdzić, co w ogóle w tej warstwie się znajduje. A znajduje się tam dużo materiału, który niektórzy twierdzą, że pochodzi z aktywności meteorytów, aktywności wulkanicznej. Po prostu musiało mocno przygrzać, musiało mocno coś powybuchać dookoła. Być może spadł deszcz meteorytów, nie wiadomo do końca. Te małe substancje to są takie małe kuleczki, nanoparticles, bo jak mocno przegrzejesz jakąkolwiek materię, to ona zmienia swój kształt i zamienia się w taką małą kuleczkę. I te małe kuleczki są znajdowane wszędzie, mają swoje specjalne nazwy. Jest taki dżentelmen w Polsce, który zrobił niesamowitą rzecz. Po prostu powalił mnie na kolana swoim badaniem na temat tego, z czego są zbudowane piramidy. Doktor Franz, pozdrawiam serdecznie, jeżeli słuchasz, człowieku.
To po prostu, moim zdaniem, najważniejsze odkrycie. Ważniejsze chyba od odkrycia Cartera, bo Carter właściwie nic nie odkrył, poza tym, że wysadził piramidę w powietrze w niewłaściwym miejscu i udało mu się tam jednak dojść. Natomiast doktor Franz odkrył coś bardzo ciekawego. Sferulki, tak to się nazywa, te małe cząsteczki. On ich szukał w piramidzie. Dowcip polega na tym, że te cząsteczki są znajdowane w wielu miejscach. Podobna historia z zielonym szkłem. Szkłem, które według naszej naukowej definicji powstaje podczas reakcji termojądrowej, kiedy jest bardzo mocna temperatura, kiedy jest duże promieniowanie, nagle piasek kwarcowy zamienia się w szkło o takim charakterystycznym zielonym zabarwieniu. I to zielone zabarwienie ma właściwości radioaktywne. Możecie sobie sprawdzić.
Ten piasek znajduje się w wielu miejscach na świecie, łącznie z Saharą. Pytanie teraz, czy to naprawdę jest deszcz meteorytów, czy to jest jakakolwiek konwencjonalna historia, którą my możemy skojarzyć, że wulkan wybuchł, coś się spaliło, wyleciało. Może być to coś związanego z polem Ziemi, z oddziaływaniem pól, niekoniecznie takim fizycznym oddziaływaniem, że coś wybuchło i się spaliło. Może być troszeczkę jak pole radiacyjne, które jest niewidoczne, a jednak się dzieje. I to pole radiacyjne wymusza pewne ruchy na Ziemi, które powodują, że wszystko się zmienia. I właśnie w tym momencie dotarliśmy do punktu, o którym wszyscy starożytni, których nasza cywilizacja wycięła w pień, spaliła wszystkie te kodeksy, zniszczyła wszystko i wymyśliła sobie takie science fiction, naukę o nazwie science fiction do interpretowania, kim był faraon, kim był król Egiptu. W ogóle oficjalnie nie ma pojęcia król Egiptu. Oficjalnie egiptologia mówi o faraonach, ale to bzdura. Faraon to faraon. To jest zupełnie inna sprawa.
A król Egiptu to król Egiptu. Kiedyś to wyjaśnię. Anyway, to też jest wyjaśnione, bo to nie jest tylko do końca tak, że są tylko te papirusy, które tam się znajdują w Egipcie i tylko te mówiące o czasach już aleksandryjskich. Nie, są dwa takie kawałki, które są bardzo stare i mówią o takich rzeczach, o których nauka nie chce wspominać, bo się okazuje, że nikt z nas, jeżeli chodzi o naszych przodków, nie biegał parę tysięcy lat temu w skórach i z maczugą w ręku, a wręcz odwrotnie. Wygląda na to, że nasi przodkowie latali na urządzeniach, które w Indiach były nazywane vimanamami. Po prostu mieli urządzenia do latania. Globalna komunikacja była czymś normalnym. W ogóle komunikacja pomiędzy kontynentami była czymś normalnym. Ślady tej komunikacji można sobie obejrzeć w wielu miejscach. Jest kilka rzeźb w Europie, które powstały w czasach, o których o istnieniu tak zwanego nowego kontynentu nie wiedział nikt.
A na tych rzeźbach, płaskorzeźbach, w tych kaplicach jest na przykład kukurydza i kilka innych roślin. Dziki tytoń, kilka innych spraw, które w Europie nigdy nie istniały. Tym bardziej że rysunek powstał 300 lat przed oficjalnym odkryciem Ameryki. Tak że ciekawa historia. Jak się okazuje, z tą Ameryką to też było tak, że pospólstwo tylko nie wiedziało. To tak, jak my jako pospólstwo nie jesteśmy informowani o tym, że naprawdę nie jesteśmy jedynym gatunkiem w tej części świata, galaktyki, że mamy kosmicznych braci, którzy sobie latają dookoła. Nikt oczywiście nie chce o tym mówić. Większość jest zapędzana do worka z napisem UFO. Mamy szukać kosmitów, obcego. A sprawa wygląda troszkę zupełnie inaczej od tej strony.
Myślę, że pewnego dnia powinienem rozwinąć ten wątek, a na razie go zostawię. Na razie jesteśmy w piramidach, w zwłokach, trupach i kurzu historii. No właśnie. I na tych wszystkich zabytkowych budynkach, jeżeli są jakiekolwiek oryginalne inskrypcje, to mówią bardzo jasno i wyraźnie, że to, co się wyłoniło, ta cała cywilizacja, nowa cywilizacja — znaczy nowa, dla nas to coś 6, 8, 10 tysięcy lat temu, 12 tysięcy lat temu — powstała po powodzi, powstała po wielkiej zagładzie, że była to rekonstrukcja wcześniej istniejącej cywilizacji. I bynajmniej przynajmniej ja na ten temat nie mam żadnych wątpliwości i żadnych pytań. Znaczy pytań mam miliony, ale nie mam wątpliwości, że tak właśnie było. Ślady są bardzo ciekawe. Chociażby ta słynna stela, która znajduje się przed Sfinksem, a na której jest opisana legenda założenia Egiptu. Że przyszedł człowiek i kiedy stanął przed Sfinksem, Sfinks mu powiedział, żeby go odkopał i kiedy go odkopie, zostanie faraonem. I tak też się stało.
Odkopał Sfinksa i został pierwszym faraonem. Tak powstał Egipt. Tak mówi legenda. Ale co jest takiego w faraonie, że można go odkopywać? Bo to też jest taka fajna legenda, ale w każdej legendzie jest kawałek prawdy. Zrobiono badania urządzeniami sejsmograficznymi, takimi, że bierzesz młotek, kawałek stali, kładziesz tą taką płytę stalową na ziemi. Ona ma grubość około 10-15 centymetrów. Bierzesz potężny młotek 50-kilowy czy jakoś tak, uderzasz w tą płytę i masz taki sonar z drugiej strony. I sonar rejestruje dźwięk, który się odbija od tego, co znajduje się w ziemi. Ten dźwięk, który ty wytwarzasz na poziomie ziemi, na ziemi.
Kładziesz młotek, blachę, stukasz. Urządzenie parę metrów dalej odbiera, co się dzieje. Czy sygnał się odbił, czy poleciał sobie gdzieś dalej. No i się okazuje, że właściwie całe to plato, czyli cały ten płaskowyż Giza jest usiany podziemnymi konstrukcjami. Zresztą słuchajcie, wejścia do podziemi, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, są tam oficjalnie oznaczone. To nie jest żadna tajemnica. Nikt tam nie chce robić badań, nikt tam nie chce wchodzić. To jest ta słynna legenda z tymi podziemiami pod Sfinksem. No ale wiemy o tym, bo ta stela przed Sfinksem, poza tym, że opowiada tą piękną legendę o tym, że trzeba było odkopać Sfinksa z piasku i wtedy stawałeś się faraonem. Właśnie dlaczego?
Kim jest faraon? Właśnie. Faraon to ktoś, kto ma bardzo ciekawe właściwości. Ma właściwości, które w Egipcie nazywano możliwością przejścia do krainy Duat. Do krainy śmierci, jak przetłumaczyli to biali archeolodzy. Duat bynajmniej nie jest krainą śmierci. Nie. To troszkę inna historia. Ale jeżeli weźmiesz takiego wiktoriańskiego, anglosaskiego dżentelmena, któremu całe życie usługują służący, a on chodzi do prywatnej, elitarnej szkoły. Później jego rodzina zrobi z niego słynnego badacza Egiptu.
I całe jego badanie Egiptu polega na tym, że siedzi przy stoliku, dookoła którego służą czarnoskórzy służący i on popija sobie tego drinka kompletnie nawalony w południe ginem. Patrzy na piramidy, bo przecież nie wejdzie na piramidę, bo jest za daleko i się spoci. On tutaj ma swoje zimne piwo i swojego zimnego szampana. I tą ciekawą dziewczynę z Europy, którą właśnie podrywa. On się tym nie zainteresuje. On sobie mówi: „Och, to bogowie. Na pewno wierzyli w jakieś bóstwa”. To taka właśnie historia pisana przez kretynów. Co może wymyślić ciekawego kretyn poza kretyńską historią? Chyba nie za wiele.
W każdym razie tak się to skończyło, że dookoła Egiptu powstało masę takich zabawnych historii. A z drugiej strony tej steli, którą tak wszyscy śmiało chcą oficjalnie egipcjolodzy lekcjo ważą, jest mapa. Z drugiej strony steli, poważnie, jest mapa labiryntu. I to jest ta słynna mapa labiryntu. Ciekawostką z tą mapą labiryntu jest to, że właśnie to jest ta mapa, która się odnalazła później gdzieś w Hiszpanii, bo zanim Biblioteka Aleksandryjska została spalona i splądrowana jakieś 200 lat przed tak zwanym Chytrusem Chrystusem, ktoś przepisał część tych rzeczy albo wywiózł z Aleksandrii przynajmniej część dorobku naukowego i przemycił na Półwysep Iberyjski do dzisiejszej tak zwanej Hiszpanii. Stamtąd zresztą matematyka, filozofia, starożytne dzieła Greka i tak dalej. To wszystko wróciło do Europy. Tak, to nie z Watykanu. To wszystko wróciło od tych tak zwanych Arabów, którymi się straszy w Polsce małe dzieci, a których w Polsce nikt nigdy nie widział. Taki klasyczny syndrom.
Mam tu kilka ciekawych rzeczy jeszcze do opowiedzenia. Jak to wolno z tą naszą cywilizacją idziemy. My w tym momencie stoimy jako społeczność ludzi, która jest na planecie zwanej Ziemią, czyli naszym statku kosmicznym. I jak transformuje ten statek kosmiczny? Co się z nami potencjalnie może stać? Wszyscy już wiemy, że czeka nas globalna zmiana. NASA podało kolejne i nie tylko NASA, bo kilka innych instytutów naukowych. Oderwała się potężna płyta tektoniczna. Potężny lodowiec się oderwał od Grenlandii, o ile dobrze pamiętam. I to taki, jakiego jeszcze wcześniej nie widziano.
Zaczynają pękać kontynenty. Są pęknięcia w Afryce Południowej. Widziałem zdjęcia. Dosłownie taki potężny obszar ziemi po horyzont prawie popękany. Nagle rozstępy się zrobiły, a nigdy tam nie było trzęsień ziemi. I takich anomalii jest po prostu masa. Jeżeli chcesz to śledzić, to będziesz w szoku, ile tego się aktualnie dzieje. Albo i nie w szoku. Albo dotrze do ciebie, że to jest właśnie ten moment, który wszystkie te cwaniaki zapatrzone w reklamówki, zapatrzone w modną fryzurę i nowy model telefonu przegapiły. Wszyscy ci budowniczowie internetu, wszyscy ci budowniczowie telewizji satelitarnej i jeszcze większego rachunku, jeszcze szybciej i mocniej działających usług bankowych i jeszcze sprawniejszej armii przegapili.
Absolutnie przegapili. Świat się zmienia. I to jest ten fenomen, że pomimo posiadania milionów ludzi, którzy mają własne teleskopy, milionów ludzi, którzy pracują dla uniwersytetów, obserwatoriów astronomicznych, miliony ludzi piszących prace naukowe na temat, co się dzieje z gwiazdami. Potrzeba było chłopaków z dalekiej północy, Inuitów, którzy napisali list do NASA, że słońce się przesunęło, bo NASA tego nie zauważyło. Czujesz ten numer? Właśnie statki dopływają, a miejscowi mówią: „Nie. To tylko chmury na horyzoncie. Jakie tam statki?” Las i jeszcze raz las oraz oczywiście Radio Na Fali. Ja mam na imię Tomek. Właśnie możesz zadzwonić na Skypie.
Skype do mnie to oczywiście radionafali.com. Audycja jest transmitowana w Radiu Paranormalium oraz w Radiu Dream Time. Z powodu na nieustające ataki, tak to można nazwać, na stream Radia Na Fali z powodu mówienia otwarcie i szczerze o technologii Keshe. Nie będę tego ukrywał. Banda pedofilii, gówniarze, którzy dla nich pracują, nawet o tym nie wiedząc. Banda frajerów z korporacji naftowych próbuje zakopać tą informację pod ziemię. Także człowieku bury in your mind. Zatrzymaj to w głowie. Nie jest to niedziałająca technologia. Jest to jak najbardziej działająca technologia i ktoś próbuje cię przestraszyć i spowodować, żebyś się o tym nigdy nie dowiedział.
Tak jak w przypadku Nikoli Tesli ktoś próbuje wykonać dokładnie ten sam numer, który wykonywano w Nowym Jorku, kiedy Nikola Tesla odpalił swój samochód, a gazety zaczęły pisać, że to jest sprawka diabła, że on nie tankuje benzyny. Także nie daj się w to wkręcić. Pamiętaj, że cwaniaki mają bardzo krótkie nogi i daleko nie pobiegną. Tym bardziej, że wiesz, o kim jest mowa. Mowa jest o ludziach sklejonych z gangami pedofilskimi i jest to, że tak powiem, dodgy shit. Ale zostawiamy ten dodgy shit. To nie jest moja sprawa ani twoja mam nadzieję. I tak sami będą musieli sobie z tym poradzić, co mają w głowach. Już nadchodzą chyba takie czasy. Anyway, wracając do naszych rozważań.
Właśnie moich rozważań na temat końca i początku. Właśnie, bo co mówią te starożytne legendy? Pozdrawiam w ogóle Michała na czacie. Pisnęła o człowieku. Na czacie wspomniał, że może do tego służyło Stonehenge. Do sprawdzania, jak zmieniają się planety, jak wędruje słońce. Oczywiście, że tak. Słynna brama słońca w Ameryce Południowej. Kto to słyszał? Na pewno wszyscy słyszeli o tej słynnej bramie słońca.
Ale właśnie przez tą bramę nie zawsze przechodzi słońce. Był taki pan o nazwisku Poznański, który zbadał kilka miejsc w Ameryce Południowej, szczególnie właśnie tą bramę słońca i stwierdził, że słońce owszem, przechodziło przez tą bramę, ale 17 000 lat temu, co lekko zmroziło wszystkich archeologów, bo oczywiście nie można było oficjalnie powiedzieć, że ludzie, którzy tam mieszkają, nie są pierwszymi ludźmi i że mieszkają tam dłużej niż Europejczycy uznają swoją własną białą cywilizację rzymską za istniejącą na świecie. Nie może być tak, że jest inna cywilizacja niż rzymska, więc oczywiście zakopano to wszystko pod ziemię. Dalej się zakopuje, bo to przeczy naszemu dobremu samopoczuciu. Właściwie nasza cywilizacja dzisiaj się nie różni od czasów igrzysk rzymskich, tego największego barbarzyństwa, bo właściwie Imperium Rzymskie było największym barbarzyństwem w historii ostatnich dwóch tysięcy lat. To trwa do dzisiaj. Się nazywa tylko inaczej. Nazywa się Watykan i Unia Europejska czy jak to zwał. To jest dokładnie poczynania po Imperium Romana. Te same koneksje, te same układy, te same rodziny, ten sam biznes tak samo robiony, tylko że za pomocą nowocześniejszych i szybszych technik.
Tylko tyle się zmieniło. I ciekawa rzecz, jeżeli śledzisz uważnie, mniej lub bardziej jakieś takie wiesz, nieco spiskowe, takie śmidło, widło i powidło tak bym to nazwał. Takie fakty to zauważyłeś, że ostatnio jest mowa, że... Czekajcie, mam tu telefon. Mam tu telefon. Odbieram telefon od Krzysztofa.
[55:56] - Halo, halo.
[55:57] - Witam, witam Krzysztofie. Daj mi skończyć myśl.
[56:01] - Cześć.
[56:01] - Już się zabieram za rozmowę z tobą. Był taki news, że wszyscy się dziwili, co to się dzieje, że głowy państw, głowy państw, dużych państw nagle wyjeżdżają gdzieś na jakiś tam lodowiec, na drugi koniec świata, na Arktykę. I wszyscy spotykają się na Arktyce. Jak myślisz, co ci ludzie, którzy rządzą światem, tak zwanym światem komercyjnym, bankami i tak dalej, to jest cała ta szajka bandziorów. Co oni robią? Co oni obserwowali wśród tych wiecznych lodów? No na pewno nie białe niedźwiedzie. Wiesz, co oni tam obserwowali? Dokładnie ten paradoks, tak zwany paradoks ze Słońcem, że Słońce się przesunęło. To już masz odpowiedź co Obama, co Putin, co ci wszyscy kolesie robili tam, bo tam to dobrze widać i też jest to obserwowane.
Tam też są obserwatoria astronomiczne. Okej, Krzysztofie, wracam do ciebie. Jak zdrówko? Jak samopoczucie w ten piękny sobotni wieczór?
[56:47] - Dobry wieczór. Słychać mnie?
[56:49] - Idealnie.
[56:51] - A wiesz co, szczerze to mnie złamała jakaś grypa i oprócz tego, że fizycznie czuję się totalnie wyczerpany.
[56:59] - Uff.
[57:00] - No tam trzydzieści osiem skromnie ponad. No to poza tym wszystko w porządku.
[57:04] - To musisz jakąś technologię Keshe przytulić do tego wszystkiego, jakieś gansy, wiesz. Zadbać o siebie, człowieku, czas najwyższy.
[57:11] - Zapomniałem, że mam męczako.
[57:13] - No właśnie, właśnie dokładnie. Bardzo dobrze.
[57:16] - Czas go uruchomić, wiesz?
[57:17] - Bardzo dobrze. Działa zawsze.
[57:20] - No właśnie.
[57:21] - Dobra, zostawmy Janka, zostawmy Keshe'go.
[57:22] - Pierwszy temat to taka wstawka. Ta muzyczka to był zespół Air z tego, co kojarzę, tak? Powietrze.
[57:29] - Air. Powietrze. The French Band. Air, monsieur.
[57:35] - No bardzo spokojne mają kawałki.
[57:37] - Na okładce jest taki bardzo narodowy. Mam pierwsze wydanie tej płyty oryginalne i tam jest taki piękny napis taki: The French Band. Francuski zespół na dole, żeby nikt sobie nawet nie pomyślał, że angielski. No właśnie tacy nacjonaliści radośni. Ale zostawmy już Air.
[57:54] - Tylko powiem, że jak chciałem kupić bilet na ich koncert w Warszawce, to się troszkę zniechęciłem, bo to wychodziło jakieś około sto euro, więc się cenią. No ale...
[58:07] - Ale to już nie jest ten sam band, wiesz? Te ostatnie numery takie słabe. Ale zostawmy, zostawmy.
[58:13] - Teraz ten temat ocieplenia, znaczy zmiany położenia Ziemi.
[58:17] - Dokładnie.
[58:19] - Trzeba by chyba być naprawdę nie wiadomo skąd, żeby nie zauważyć tego, że w przeciągu ostatnich dziesięciu lat, znaczy w Polsce nie ma zimy. Nie oszukujmy się, jest tutaj taka zimna, chłodna jesień, ale takiej prawdziwej zimy jak załóżmy ostatni górale to pamiętają z Zakopca, to nie było dosyć dawno. I to jest jeden z wielu śladów, znaczy śladów, no takich wskazówek, które mówią, że jednak Ziemia ma jakiś tam naturalny swój cykl, o którym niekoniecznie możemy wiedzieć. Również ma ten cykl w wymiarze astronomicznym, tak? Czyli oczywiście kręci się wszechświat, nasza galaktyka i cała reszta. I to się na naszych oczach teraz bardzo fajnie zmienia. No i po trzecie, wiesz co, tak coś mnie trąciło, żeby wspomnieć o trzęsieniach ziemi, o których mówiłeś z dwa miesiące, trzy miesiące temu, we wrześniu, w październiku, bo zapowiadałeś coś konkretnego na koniec roku.
[59:25] - Zapowiadałem. Szczęśliwie moja zapowiedź jeszcze się nie sprawdziła. Także szczęśliwie jeszcze chodzimy tak spokojnie. Ale wiesz co? Sprawdź, co się działo w ciągu ostatnich paru godzin. Są trzęsienia ziemi w takich miejscach, że się można mocno zdziwić, bo tam się nigdy ziemia nie trzęsła. Cztery godziny temu było w Alentejo w Portugalii trzęsienie ziemi. Tam się niezbyt często trzęsie.
[59:50] - To znaczy, ale to jest to, co ty mówiłeś, że jeżeli coś się, załóżmy, zmienia na naszej planecie Ziemia, tak? No to są tego typu ślady. Ja tylko wiesz co, powiem ci, że jak usłyszałem tę audycję, zacząłem sprawdzać w internecie, gdzie te trzęsienia są, czy są jakieś zbiorcze zestawienia. Rzeczywiście są. Ludzie tworzą takie amatorskie bazy danych, po których naprawdę mogą wywnioskować co, gdzie, kiedy się zdarzy. Najbardziej zadziwiło mnie to, słuchaj, jak zobaczyłem górę pękniętą na pół gdzieś w Irlandii, tam gdzieś niedaleko ciebie. No po prostu wyszedł odstęp taki, że musisz dać kroka. Skała się po prostu rozsunęła, nie? Ziemia.
[01:00:34] - Jedna z wysp Japonii się przesunęła i to tak zdrowo się przesunęła. Wiesz co? Nie chcę teraz strzelać, ale pamiętam tylko porównanie. Nie wiem, ile metrów, czy to były trzy metry, czy jakoś tak. Pamiętacie porównanie, bo czytałem raport taki geologiczny na ten temat. To nie był raport pisany przez kogoś, kto wiesz, nie jest geologiem, tylko raport geologa i to paru geologów z Uniwersytetu Tokijskiego przetłumaczony na język angielski. Konkluzja była dosyć prosta. Ten ląd, ten kawałek skały się przesuwa jeden milimetr na tysiąc lat i w ciągu jednej nocy przesunął się o parę metrów.
[01:01:08] - Rzeczywiście robi to wrażenie. Ale jeżeli chodzi o położenie Słońca, nie wiem, jak to ocenić. Nie wiem, jak to zbadać, bo sam jestem astrofotografem, maniakiem też.
[01:01:20] - Pinhole camera, proszę pana. Pinhole camera.
[01:01:24] - Obiektywa mojego aparatu.
[01:01:26] - Można to zbadać. Z księciem Edwardem się zastanawialiśmy i stwierdziliśmy, że daliśmy strasznie ciała w tym roku, bo mieliśmy taki pomysł, żeby odpalić pinhole camera. To jest taka kamera z otworem po szpilce. Bo pin to jest szpilka, pinhole, czyli dziura po szpilce. Wycinasz kawałek kliszy fotograficznej, wkładasz do metalowego pudełka, które jest kompletnie czarne. Zamykasz, wkładasz na ściankę, robisz dziurkę w tym pudełku. Proszę sobie sprawdzić na internecie. Ze szpilki, taką cieniutką, malutką. I zostawiasz to pudełko gdzieś przyklejone na drzewie i to sobie przez cały rok robi zdjęcie. I wtedy widzisz dokładnie ruch na niebie Słońca, wszystkich tych rzeczy.
Oczywiście jakość jest paskudna, bo jest to pinhole camera, jest tak jak fotografia sprzed 200 lat, ale daje pogląd, co się dzieje ze Słońcem. Inna sprawa, jeżeli śledzisz newsy związane z trzęsieniami ziemi, to zapewne zauważyłeś jedną rzecz. Ilość trzęsień ziemi na tydzień aktualnie. Już nie liczymy na miesiące, tylko liczymy na tydzień. Dosłownie liczba trzęsień ziemi, które aktualnie mamy w ciągu jednego tygodnia na tej planecie przewyższa to, co się działo 20 lat temu w ciągu jednego roku albo lepiej.
[01:02:43] - Czyli coś się dzieje. Kiedyś chyba też wspominałeś o tej ciekawej teorii. Ruchy tektoniczne, tak? Kontynentalne? Coś tam.
[01:03:01] - To była teoria. Dosłownie tydzień temu został opublikowany oficjalny raport, który jest podpisany przez rząd Stanów Zjednoczonych i kilka bardzo poważnych agencji rządowych z całego świata. Konkluzja jest dosyć prosta. Ruchy tektoniczne płyt tektonicznych, o których myśleliśmy, że je znamy, bo wszyscy mówili: „Nie, to niemożliwe, że Kalifornia zjedzie pod wodę. To niemożliwe, że Nowy Jork spłynie pod wodę. Nie, to niemożliwe. To wszystko opowieści wariatów”. I nagle się okazało po badaniach satelitów i mierzenia tego wszystkiego, że sen wariata stał się rzeczywistością, która przeraziła mocno. Okazuje się, że faktycznie te ruchy tektoniczne tak właśnie wyglądają, że są zupełnie inne niż do tej pory uznawane i projektowane przez naukę. Okazuje się, że model klimatyczny ruchu płyt tektonicznych — to jest oficjalny wniosek tego raportu podpisanego przez parę uniwersytetów — jest zupełnie inny.
Nie było tam takiej konkluzji, ale bardzo łatwo było wywnioskować. Czeka nas wielka zmiana. Tak wielka, że część kontynentów zniknie, w cudzysłowie kontynentów zniknie. Być może pojawią się nowe. Generalnie zmieni się w ogóle fizycznie mapa świata. Te mapy, które mamy teraz, takie globusy, będą zabytkowe. Będziesz mógł pokazać swoim dzieciom i powiedzieć: „Zobacz, tak wyglądała planeta Ziemia, kiedy ja się urodziłem na tej planecie”.
[01:04:18] - Przypominają mi się dwie historie, o których chciałbym powiedzieć. Tak jak powiedziałeś wcześniej, wystarczy, że jeden z większych wulkanów wybuchnie w Stanach, w parku Yellowstone i koniec. I Ziemi nie ma na jakiś czas.
[01:04:36] - Ziemia jest, nie ma problemu. Nie ma po prostu połowy Ameryki.
[01:04:40] - Życie przestaje załóżmy.
[01:04:41] - Nie, życie dalej istnieje. To Ameryka ma problem, bo w tym momencie z Ameryki Północnej zrobią się dwa kontynenty, a pośrodku Ameryki powstaje morze.
[01:04:51] - Nie wiadomo, co by się stało. Byłby niezły dym.
[01:04:55] - Ja tylko dodam jeszcze jedną rzecz. Bo powiedziałeś: „Nie wiadomo, co się stanie. Wiadomo, że będzie dym”. Nie do końca nie wiadomo, co się stanie, ponieważ z powodu na ten raport geologiczny na temat nowego ruchu płyt tektonicznych i nowego modelu ruszania się wszystkiego na tej planecie wyszło kilka dodatkowych drobiazgów. Okazuje się, że to jest w tym raporcie, że to nie jest nic nowego, że to jest stały ruch planety. I tu się nagle okazuje, że weźmiesz łopatę, tylko musisz się przebić naprawdę bardzo głęboko i jeżeli się przebijesz naprawdę głęboko, to dowiesz się, co tu się działo wcześniej. To nie jest tak, że nie wiemy, co się wydarzy. Wiadomo, bo to jest ruch, który się powtarza co, nie podam ci teraz nazwy, ale to są jakieś grube tysiące, 250 tysięcy lat czy jakoś tak, coś w tym stylu.
[01:05:44] - Rozumiem. Naszym naukowcom generalnie ciężko jest ogólnie zbadać te cykle, ponieważ po pierwsze na przykład biegun północny czy południowy śledzimy, mierzymy, badamy dopiero w sposób ciągły, nieprzerwany od 30, 40 lat, więc to jest naprawdę mało. Nauka się skupia zupełnie na czymś innym niż na badaniu Matki Ziemi i ich cyklów.
[01:06:14] - Wiem o tym.
[01:06:15] - Wszystko jest nastawione na hajsiwo, ropę i węgiel, gaz. Czuję się, słuchaj, na te wieści przedstawione w twoim radiu jak ktoś, kto żyje w średniowieczu i sobie myśli: „O Boże, co to będzie? Jak się nie pomodlę, to-
[01:06:36] - Nie, nie módl się. To nie o to chodzi.
[01:06:39] - Przepraszam.
[01:06:40] - Ten wymyślony Bóg nie pomoże. Zmienia się. Nikt nam nie chce o tym mówić. Robi się z tego dużą tajemnicę. Ale nagle skojarz fakty. Dlaczego w takim miejscu jak strefa podbiegunowa w ciągu dokładnie bardzo krótkiego momentu pojawiają się wszystkie głowy tak zwane koronowane wszystkich mocarstw na świecie?
[01:07:03] - Słyszałem o tym. To jest też dla mnie bardzo zastanawiające.
[01:07:07] - Ty już wiesz dlaczego.
[01:07:09] - Nie pamiętam. To jakoś chyba w tym roku było. Hitler tam czegoś szukał. Parę ekspedycji też tam czegoś szukało.
[01:07:21] - Szukali. Pojechali do miejsca, które się nazywa centrum badawczym, gdzie są teleskopy, urządzenia do namierzania, sprawdzania położenia planety. Wszyscy możni tego świata zostali poinformowani o tym, że Ziemia zmienia swój ruch. To, co mówią starożytne plemiona: słońce zajdzie na wschodzie, a wzejdzie na zachodzie. Watykan o tym nawet wie.
[01:07:47] - Byłem w pobliżu bieguna północnego. Ostatnio znalazłem bardzo dziwną konstrukcję na mapach Google. Nie wiem, czy to widziałeś.
[01:08:01] - Wiem, o co ci chodzi, ale jest to troszkę dyskusyjna sprawa, bo nikt z nas nie robił tego zdjęcia. Nie wiemy, jakim sprzętem było robione. Nie wiadomo, czy jest to piramida.
[01:08:10] - Google Mapy, tak?
[01:08:11] - Tak. Są zdjęcia robione przez ludzi, którzy tam byli. Wyglądają inaczej.
[01:08:18] - Kurczę, ja mówię i cię przerywam.
[01:08:19] - Sorry. Dobra, mów człowieku.
[01:08:23] - Halo, halo. To wygląda na taką kopułę, która przykrywa wlot do jaskini. Z perspektywy Google Maps nawet wiarygodnie to się przedstawia. Czasami wrzucasz taki keyword na YouTubie: „niesamowite rzeczy odnalezione przy pomocy map Google”. Rzeczywiście ludzie potrafią tam wrzucić niesamowite miejsca z Ziemi. Jednym z nich jest właśnie ta tajemnicza czapa lodowa, która wygląda jak wielka metalowa płyta zrzucona, która osłania wlot do jakiejś jaskini. Próbuję to namierzyć, ale nie wiem, czy jest sens.
[01:09:18] - Myślę, że słuchacze, jak będą uparci, wkopią się i sobie znajdą. Myślę, że jest tam z tysiąc stron z tym zdjęciem. Sam widziałem z 10. Wiem, o co ci chodzi. Jest tego trochę. Ciężko mi cokolwiek na ten temat powiedzieć, jak podejrzewam i tobie, bo w sumie są to spekulacje i co najwyżej możemy zostać takimi wariatami jak większość współczesnych dzieciaków i powtarzać za YouTubem wszystkie możliwe spekulacje.
[01:09:42] - Dlatego chciałem tę wyprawę zorganizować koniec końców.
[01:09:46] - Nie ma problemu z wyprawą na biegun. Jest tylko droga, tylko tyle. Kosztuje troszeczkę kasy i jest organizowana bez problemu przez dwa biura podróży, które organizują, nawet trzy. Właśnie w to miejsce, gdzie są te niby-piramidy i tak dalej. To jest otwarty teren, tam możesz normalnie dojechać, tylko że jest tak ekstremalnie, że to głowa mała. Musisz poczekać chwilę, bo z powodu tego, że to są bazy naukowe, masz problem. Nie jest tak łatwo się dostać. Jeżeli robisz badania, to wtedy łatwo, bo chodzi też o sfinansowanie tego wyjazdu. Normalnie jako turysta płacisz straszną kasę, bo w tym momencie oni z ciebie doją na siebie. Jesteś skarbonką w tym momencie.
A jak jesteś naukowcem, to już troszeczkę inaczej na ciebie patrzą. Tylko że jeszcze musisz mieć jakieś badania, które tam robisz. Ale to nie jest takie miejsce do przepalania.
[01:10:37] - Lepiej otworzyć się strona internetowa.
[01:10:40] - Rozumiesz.
[01:10:40] - Zbierać fundusze.
[01:10:43] - Na przykład.
[01:10:43] - Hello, realizuję swoje marzenie życiowe.
[01:10:48] - Marzenie jest piękne.
[01:10:49] - Żeby zobaczyć, czy Google nie kłamie.
[01:10:52] - Tak czy siak, jeżeli obserwujesz niebo, zauważyłeś, co się dzieje z gwiazdami. Są tak mocno widoczne jak nigdy wcześniej. Nie wszystkie. I to też jest wyjątkowa historia, bo gwiazdy, które teoretycznie astronomowie nazywają, że są gdzieś daleko, najdalej jak tylko może być, one się robią jaśniejsze. Czyli to przeczy w ogóle jakiejkolwiek teorii oficjalnej naukowej, która mówi o odległościach gwiazd, prędkości fotonów przez kosmos. Wszystkie te bajki nagle znikają. Możni tego świata wybierają się na Arktykę oglądać niebo, bo się okazuje, że stamtąd ten fenomen, bo tam widać dokładnie, jak słońce się przesuwa. Tam też są badania prowadzone właśnie z tego powodu, bo tam jest doskonały punkt widokowy. Masz słońce przez pół roku. Nigdy nie zachodzi i możesz cały czas mierzyć elegancko punkt, w którym się znajduje słońce, bo ono nigdy nie zachodzi.
Masz je cały czas przed sobą i cały czas możesz sobie zapisywać pozycje. Normalnie jest to niemożliwe, bo słońce wschodzi, zachodzi, ruch obrotowy Ziemi i tak dalej. Jeżeli chcesz takie rzeczy obserwować, to właśnie takie miejsca jak Arktyka, Grenlandia są wręcz doskonałe do dokonywania takich obserwacji. To nie jest przypadek. Jeszcze raz powtórzę: tam właśnie się udali możni tego świata. To nie jest spisek.
[01:12:06] - Ta ekipa, na którym biegunie się spotkała?
[01:12:09] - Na Arktyce, na samym dole. Od nas na dole. Z tego, co wiem.
[01:12:16] - Z tego, co tam zaobserwowałem, to jest tylko jedno wybrzeże pokryte bazami.
[01:12:21] - To tak naprawdę nie jest istotne, bo to jest tylko miejsce do obserwacji. Chodzi o wysokość, szerokość geograficzną. Chodzi o tak zwany wieczny dzień, który cały czas trwa przez parę miesięcy. Masz cały czas słońce przed sobą. Także jak masz wszystkie monitory, komputery, kamery, sobie pozycjonujesz łącznie z GPS-ami i od razu wiadomo, o co chodzi. Wiadomo, czy słońce jest w tej samej pozycji, czy się przesunęło. Tam to widać od razu, bo tutaj mamy wschód, zachód słońca. Budzisz się rano i możesz nie kojarzyć, gdzie było słońce. Większość tej cywilizacji nawet nie wie, jak słońce jest, bo słońce jeżeli już ogląda na ekranie swojego telefonu, sprawdzając pogodę na następny dzień, to jest jedyne miejsce, gdzie widzą zdjęcie słońca. Rozumiesz?
[01:13:05] - Niestety jest to przykre. Chociaż ostatnio mój kumpel chciał, nieświadomy tego, że teleskop jest skierowany na słońce, spojrzeć. „Stary” — krzyknąłem w ostatnim momencie. „Nie, popatrz, ja tutaj od tego odpalam szluga”. A ty tam chcesz spojrzeć. Wow!
[01:13:26] - Kto by zobaczył światłość.
[01:13:29] - Tak.
[01:13:30] - Ostateczną światłość, po której zgasło światło.
[01:13:34] - Ale powiem ci, że obserwowałem parę lat temu dosyć namiętnie plamy na słońcu. Rzeczywiście, jakieś parę lat temu aktywność słoneczna, która się powtarza raz na 11 lat, miała znaczne opóźnienie chyba ponad rok czasu.
[01:13:56] - Bo to był ten oficjalny cykl, który opisała NASA nawet na swoich stronach, że cykl w ogóle słoneczny ma 11 lat, przynajmniej 11 i pół roku i to jest cykl, po którym Słońce wraca z powrotem do punktu aktywności i tak dalej. Przy czym akurat chyba z pięć lat temu, nie pamiętam dokładnie terminu, ale to było jakieś ponad pięć lat temu. Wyszli dżentelmeni. Ja oglądałem tą konferencję, bo to było dosłownie na wideo. Nawet dziś jest na YouTubie, jakby poszperać i znaleźć. Jest konferencja, gdzie panowie z NASA robią konferencję i siedzą za stołem i mówią, że odkryli nowy cykl słoneczny, którego wcześniej nie obserwowali i ten cykl słoneczny jest ważniejszy i determinuje wszystkie te mniejsze cykle. Generalnie konkluzja była taka, że panowie usiedli za stołem i powiedzieli: „Do tego momentu myśleliśmy, że wiemy coś na temat Słońca i znamy jego cykle. Właśnie się okazało, że nie wiemy nic na ten temat. Okazuje się, że za tym głównym cyklem schowano o wiele ważniejsze, które są o wiele dłuższe i właściwie dopiero w tym momencie zauważyliśmy, że one istnieją i nic nie wiemy na ich temat”.
[01:14:58] - Wiesz co, taka nowa myśl mi się pojawiła skojarzeniowo. Logiczna może, że skoro teoretycznie układ planetarny jest i wszystkie ciała, które w nim sobie żyją w cudzysłowie, są zależne jedno od drugiego, to podejrzewam, że ruch, załóżmy orbita Ziemi, klimat i tak dalej Ziemi to jest normalne, jest zależne od Słońca. Może tak jak mówisz, że ten cykl, który odkryto parę lat temu, może mieć zdecydowany wpływ na to, co się dzieje obecnie, teraz, czyli jakieś trzęsienia ziemi, coś się dzieje ze Słońcem, ocieplenie klimatu, oziębienie i tak dalej.
[01:15:43] - Wiesz co, tam jest trochę inna historia. Nie wiem, czy mówiłem też o tym, że cykl Słońca jest tylko częścią tego wszystkiego. To nie jest tak, że oglądając się na Słońce, jesteś w stanie zaplanować wszystko. Że Słońce jest takim deterministycznym punktem. Się okazuje, że energia idzie z zewnątrz do Układu Słonecznego naszego. Nie ze Słońca, tylko z zewnątrz, spoza układu. To jest w ogóle ciekawostka. I to była słynna koncepcja wiatru fotonowego, która się pojawiła na początku lat 90. Bardzo mocna koncepcja, która do tej pory, myślę, jest jedną z ciekawszych rzeczy w nauce. Wiesz, możesz to nazwać polem plazmy, polem fotonowym, cokolwiek, ale jest wiadomo o co chodzi.
Jest to po prostu chmura energii. I tam już panowie postulowali dosyć mocno na podstawie obserwacji astronomicznych badań satelitów, że to, co determinuje wszelkie zmiany w naszym Układzie Słonecznym, łącznie z tymi heksagonalnymi chmurami na Saturnie, na biegunach Saturna, to nie jest coś, co idzie od Słońca. To jest coś, co idzie z drugiej strony. Zresztą panowie dali bardzo mocny dowód na to, pokazując zdjęcia z tych satelit typu Voyager i tak dalej, które są nieustannie zbierane. Tam są po prostu kamery, które rejestrują temperatury planet. I się okazuje, że temperatury planet rosną od zewnątrz, a nie od wewnątrz. Czyli coś, co zaczęło podgrzewać nasz Układ Słoneczny i nie podgrzewa go od strony Słońca, tylko podgrzewa go z zupełnie innego kierunku, czyli z zewnątrz. Czyli właściwie to my jesteśmy w tym garnku, który jest podgrzewany, a nie ten garnek stoi przed nami w postaci Słońca. I plamy słoneczne, cała interakcja kosmosu jest bardzo mocno ze sobą związana, bo właściwie czas reakcji jest tak zwany zero delay time, a właściwie nawet jeszcze wcześniej. Się okazuje, że ruchy tektoniczne, ruchy w jonosferze, ruchy na wielu innych planetach w ogóle to, co się dzieje w całym naszym Układzie Słonecznym, dzieje się wcześniej, minimalnie wcześniej niż dzieje się to na Słońcu.
To też jest dosyć ciekawe.
[01:17:42] - To o tym nie wiedziałem.
[01:17:45] - Albo dzieje się dokładnie w tym samym momencie na przykład. Rozumiesz?
[01:17:48] - Tę rozmowę bardzo mi trudno przenieść w sferę teorii, bo to jest jak dla mnie jeszcze taka totalna fantastyka z racji tego, że mało wiemy na ten temat. Można sobie fajnie o tym tak porozmawiać.
[01:18:03] - Wiemy dużo czy mało. Wiemy na pewno sporo, bo jest sporo prac naukowych zebranych przez ostatnie 30 lat na ten temat i to takich prac naukowych astrofizyków, astronomów. I te wszystkie rzeczy były zaganiane gdzieś tam pod dywan, bo to się nigdy nie zgadzało z taką ogólną teorią, że ewolucja od małpy do człowieka i w ogóle wszystko od wybuchu Słońca, supernowa i tak dalej. To się nigdy nie zgadzało i zawsze to są teorie, które parkują gdzieś na dalekich obrzeżach. Wiesz, to są bardzo poważni ludzie, którzy to robią, te opracowania naukowe, bo to nie są teoretycy, którzy siedzą na uniwersytetach i zdobywają kolejne granty, tylko są to ludzie, którzy siedzą w laboratoriach i naprawdę robią te badania i to stamtąd wychodzi. Problem jest tylko jeden: z przełożeniem tego, co nawet jest w tej oficjalnej nauce zauważalne gdzieś na jej obrzeżach, z przełożeniem tego na uniwersytety. To jest po prostu fizycznie niemożliwe. Szybciej takiego kogoś się zwolni i zabierze mu wszelkie dofinansowanie i wywali z uniwersytetu, niż opublikuje wyniki takich badań. Zresztą dowody mamy nie raz, nie dwa, a na co dzień.
[01:19:11] - Z tego przypominają mi się dwie rzeczy. Pierwsze-
[01:19:17] - Wiesz, ja tylko tak dodam, że wiatr fotonowy istnieje. NASA bardzo baczną uwagę zwraca na ten wiatr fotonowy. Każde wystrzelenie satelity, każde wystrzelenie pojazdu w kosmos jest związane właśnie z obserwowaniem pozycji tego wiatru fotonowego Jest to na oficjalnych stronach NASA. Są artykuły na ten temat. Co prawda minęło 30 lat od momentu, kiedy NASA kopnęła się w dupę i przyznała do tego. Teraz już publikuje artykuły. Możesz sobie o tym przeczytać. Nie jest to już science fiction. Niemniej dalej w takim mainstreamowym podejściu, tym, co nas nauczono w szkole, to może się wydawać science fiction. Ale zostaliśmy wychowani przez taką ciemnotę, że to w ogóle.
[01:19:57] - Tak. Dowodem na to, co mówisz, jest film, który ostatnio obejrzałem o człowieku, który wynalazł liczby. Znaczy opisał w sposób naukowy na Oksfordzie liczby pierwsze. Film się nazywa chyba „Człowiek, który odnalazł, odszukał nieskończoność”. Coś ten deseń. Dokładnie powtarza tę historię, którą ty powiedziałeś wcześniej, że żeby się wybić w tym świecie naukowym, naprawdę trzeba mieć dużo szczęścia, bo najczęściej to są ludzie, którzy przez całe życie albo przez większość życia nigdzie się nie udzielali. Są biedni, pracują na skromnych stanowiskach i nagle wyskakuje ci taki gość, którego nikt nie zna z przełomową pracą.
[01:20:52] - To zawsze tak jest, bo żeby zrobić tą przełomową pracę, to musisz się wyciąć z tego szaleństwa. Przecież nie możesz powtarzać bzdur po Newtonie i Einsteinie. Jak ty chcesz zrobić przełomową pracę, to właśnie przełomowe prace biorą się stamtąd, że tam już się Newton i Einstein kończą. Właśnie ty przynosisz nową wiedzę. Ale to jest standard.
[01:21:11] - To jest takie wkurzające, że wszystkie teorie oparte na jednej zasadzie, mianowicie na zasadzie początku i końca, z biegiem lat upadają. Pierwsza, która upadła, była to teoria Darwina. Drugą teorią, która upadła, była to ewolucja wszechświata. Tutaj są coraz nowsze drzwi i kierunki otwierane teraz. Technologia Keshe zwalniająca ruch elektronów, bo tak sobie ją wyobrażam.
[01:21:47] - Właściwie może nie tyle zwalniająca ruch elektronów, ile dobieramy się do tej najmniejszej cząsteczki od strony neutrona. Czegoś, co się nazywa neutron i manipulując mocą neutrona, jego masą, możemy sobie stworzyć dowolny potencjał elektronów w tym zjawisku i dowolny potencjał atomu w tym zjawisku. Mamy nukleo, właściwie tworzymy własne nukleo, bo tak to się nazywa, czyli całe to powiązanie. Jak masz parę elektronów, parę protonów i parę neutronów, to jest nukleum.
[01:22:23] - Kurczę, nie gryzłem tego tematu. Dla mnie to jest naprawdę bardzo ciężkie, bo tak jak mówiłeś, są tacy ludzie, którzy zajmują się naukowo tym po 30 lat. Sorry, ja amator mam to pojąć w .
[01:22:36] - Ale powiem ci lepszy numer. Nie musisz tego rozumieć wszystkiego, bo ani ja od ciebie tego nie wymagam, ani podejrzewam nikt ode mnie tego nie wymaga. Nie wymagajmy tego od siebie. Nie musimy wszystkiego rozumieć, ale jest masa różnych ciekawych rzeczy, bardzo ciekawych obserwacji do takich oficjalnych, publicznych w ogóle statementów. Teraz jest bardzo ciekawa rzecz, taka naprawdę bardzo mocna. To było jakiś czas temu, ja o niej też gdzieś wspominałem, ale to przeleciało. Chodziło o odkrycie rosyjskich naukowców, takie konkretne. Mianowicie panowie wyszli, zrobili konferencję w Szwajcarii. Szukam teraz linka, zaraz go chyba znajdę. Jak zrobili konferencję w Szwajcarii, wyszli i powiedzieli, że dokonali transmutacji i wiedzą, jak robić transmutację każdego pierwiastka w każdy.
Oficjalnie, normalnie panowie wyszli na konferencji naukowej. Nie wiem, czy powiedzieli wszystko. Jeżeli znajdę linka, to wrzucę. Jest oficjalnie potwierdzony naukowo fakt istnienia i w ogóle dokonywania transmutacji każdego materiału w dowolny materiał. Ołowiu w złoto, czegokolwiek sobie wymyślisz. I to dosłownie była normalna, oficjalna konferencja prasowa w Genewie parę chwil temu. Konkretne laboratoria, konkretne nazwiska, konkretni naukowcy za tym stojący. Żadnych czarów-marów, żadnych teorii spiskowych. Panowie z imienia i nazwiska, z uniwersytetów z imienia i nazwiska mówią jasno i wyraźnie: „Możemy robić transmutację każdego materiału w dowolny”.
[01:24:05] - Czy dobrze rozumiem? Skoryguj mnie. Jeśli częścią składową każdego atomu, neutronu, protonu i tak dalej jest jedna stała, jedna cząstka, to praktycznie wszystko można zbudować. To o to chodzi?
[01:24:23] - Tak, dokładnie. Cząstka nazywa się neutron.
[01:24:29] - Okej. No dobra.
[01:24:31] - Jak się okazuje, bo cały czas nauka, nie chcę mówić dlaczego, wszyscy tu obecni, ty słuchaczko i ty słuchaczku, i ty, mój drogi gościu Krzysztofie, i ja, wszyscy doskonale wiemy, jaka jest nauka. Ale się okazało, że ten paradygmat z atomem to był taki bullshit, że tą jednostką, tym czymś, co w tej całej historii odgrywa największą rolę, tam, gdzie jest zakodowana informacja, centrum tego wszystkiego to jest neutron, a nie atom, się okazało. Czyli zupełnie przesunięcie. Te powłoki neutronowe, które obserwujemy dookoła atomu, to one go tworzą. To nie jest odwrotnie. To nie jest tak, że atom tworzy te powłoki neutronowe. I tego dotyczy praca owych Rosjan. Pięknie to jest opisane. Bardzo delikatnie, bo panowie nie chcą podać wszystkich informacji. Normalne.
Jakby ci podali wszystko, to nagle zacząłby się kryzys światowy, jeżeli chodzi o złoto. Zresztą wszyscy doskonale wiedzą na świecie, którzy siedzą w temacie, że Rosjanie Produkują własne złoto od co najmniej 30 lat. To jest ten czerwony kolor złota. To jest ten czerwonawy kolor złota. To nie jest złoto z kopalni. Miałem je w ręku nie raz, nie dwa. Należę do ludzi, którzy mogą śmiało powiedzieć, że przez moje ręce przeszło pół tony takiego złota co najmniej, jak nie tona. I to nie jest złoto normalne. To jest złoto, które jest produkowane. Po latach się o tym dowiedziałem.
Ono ma troszeczkę inne zachowanie. Zresztą widać, że jest po prostu inne. To jest po prostu inny materiał i to jest właśnie z Rosji. Bardzo specyficzna rzecz. Amerykanie produkują swoje własne złoto, też o tym wiemy. Też mają swój patent. Dlatego właśnie rozliczają się w ropie, a nie w złocie, bo wiadomo, że boją się tego, że ktoś wpadnie na ten sam pomysł, naprodukuje dużo złota i wtedy padną. A wiadomo, że zadzierać z armią amerykańską w Iraku oraz instalacjami naftowymi jest ciężej niż wyprodukować sobie złoto. Wyprodukować złoto możesz w domu. W jednym malutkim pokoiku możesz zrobić pół kilograma, co najmniej do trzech kilogramów codziennie.
Jeżeli masz dobrą recepturę i masz naprawdę prosty, podstawowy sprzęt, nie potrzebujesz zbyt wielu rzeczy. To się robi w ogóle w temperaturze pokojowej. O tym też mówili ci panowie naukowcy z Rosji, że to, o czym zrobili ta transmutacja jest w temperaturze pokojowej. To nie jest robione w reaktorze jądrowym.
[01:26:43] - To czekam na przepis, bo mi akurat hajsik by się przydał.
[01:26:48] - Musisz się udać. Przepis jest podany i to jest zabawne, że przepis jest podany. Przepis podał Mr Kech i są ludzie, którzy zrobili złoto według tego przepisu. Widziałem zdjęcie i widziałem prawdziwe zdjęcie wyprodukowanego złota właśnie według tego przepisu. Nie było mnie tam, bo złoto zostało wyprodukowane akurat w Stanach Zjednoczonych przez jednego dżentelmena. Także nie mam wizy do Stanów. Nie bywam tam, ale widziałem zdjęcia. Dostałem te zdjęcia. Nie wygląda to jak samorodki. W sensie takie duże, wielkie samorodki, że jak się ludzie spodziewają: „To zrób złoto”, jakiś samorodek się pojawi.
Nie. To jest po prostu pył. Nagle pojawia się pył. Po prostu złoty pył. Taki wygląda jak kurz, tylko że właśnie błyszczy, ma inny kolor i nagle się okazuje, że ten kurz to nie ścieraj go, kochani, nie ścieraj tego kurzu.
[01:27:34] - À propos tego, co powiedziałeś i budowania gospodarki opartej na złocie, to bodajże petrodolara Kadafi chciał zmienić system rozliczenia Stanów Zjednoczonych.
[01:27:46] - Dużo zapłacił za to.
[01:27:48] - Chciał zamienić petrodolara na coś innego. Już nie pamiętam, na swoją walutę chyba, którą chciał wprowadzić. Skończyło się to, jak się skończyło.
[01:27:57] - Kadafi miał złoto od Rosjan z reaktorów, rozumiesz? Mógł mieć tego złota na tony. I pomysł był taki, że powstanie waluta, która uniezależni Afrykę od korporacji naftowych i armii amerykańskiej, która tam cały czas trzyma łapę na Afryce i przynajmniej stara się trzymać łapę.
[01:28:15] - Poczekaj. Co po tym Kadafi miałem powiedzieć? I złocie. Kuchnia. Zapomniałem. Wiesz co, Tomek, jestem już zmęczony. Sorry.
[01:28:22] - Rozumiem, bo ja tak skaczę po tych wątkach. Też ci nie pomagam. Sorry. Taki jestem wielowątkowy dzisiaj. Ale to bywa.
[01:28:31] - Rozumiem. Poczekaj. Miałem powiedzieć o Kadafi, o złocie. Powiedziałem. Nie pamiętam, o czym tam jeszcze. No dobra, słuchaj.
[01:28:40] - Słuchaj, ja tymczasem, ale tak czy siak mi pomogłeś, człowieku, bo ja sobie znalazłem teraz linka na temat właśnie tej historii z Rosjanami. Także już wklejam linka. To chyba było w Szwajcarii zdaje się albo w Austrii. Nie wiem. Ktoś mnie poprawia, Niha mnie poprawia na czacie. Może. I don't know. Tam proszę się zanurzyć w artykuł, bo ja jak prowadzę audycję na żywca, mogę czasami coś pomylić, coś przejęzyczyć. Ale jest artykuł, można sobie sprawdzić. Tytuł brzmi: „Russian scientist just revealed the most powerful discovery in the history of the mankind”.
No i to prawda.
[01:29:17] - Słuchaj, ja będę się rozłączał, bo naprawdę nie mam siły. Gorączka mnie łupie. Idę coś obejrzeć.
[01:29:23] - Słuchaj, zostań przy radiu i lepiej nic nie oglądaj. Lepiej po prostu złap Zapera Janka i tyle.
[01:29:30] - Zapomniałem o tym.
[01:29:31] - Złap za tego Zapera. On naprawdę wybija katar szybciutko. Wszystkie takie przeziębienia. Wiem, bo korzystałem przez parę lat. Teraz korzystam z technologii Keshe, ale myślę, że niedługo cały świat będzie z tego korzystał. Przynajmniej ten, który będzie chciał.
[01:29:44] - Ostatnio przepaliłem swoją lampę plazmową, bo podłączyłem do niej zamiast 6 V 12. Podziałała dwie godziny.
[01:29:53] - Dam ci tips.
[01:29:55] - Nagle patrzę, kurczę, coś się dymi. Nie, to chyba nowa bateria, którą wsadziłem do laptopa. Coś się pali, coś śmierdzi. Człowieku. Patrzę, laptop odłączyłem szybko od prądu, bo myślałem, że to nowa bateria, którą wsadziłem godzinę temu. Nie. A tu plazma, która stała ode mnie 30 centymetrów, zaczęła się hajczować.
[01:30:14] - Słuchaj, dam ci takiego tipsa i dla każdego miłośnika plazmowych lamp. Kup sobie troszeczkę większą lampę, taką, która jest na zasilaczu do gniazdka. Nie taką na USB, tylko większą. To są jakieś 8 cali. Jakoś tak. Te większe.
[01:30:26] - No właśnie taką miałem.
[01:30:28] - Aha, ale taką z zasilaczem do gniazdka?
[01:30:30] - Tak.
[01:30:32] - Czasami te chińskie lampy lubią się spalić. Mi też się raz zjarała, ale one są na 12 V. Kup sobie taką na 12 V DC i jeżeli masz prostownik w domu to podkręć te 12 V do 17 V. Polecam.
[01:30:49] - No dobra, też słyszałem, że ciekawie działa.
[01:30:52] - Ciekawie działa. Jak masz jeszcze taki lepszy prostownik, taki, który ma większy zakres do 30 paru wolt, tylko że lampa w pewnym momencie może strzelić. Ja tak spuściłem parę lamp. Wysłałem do krainy niebytu, ale efekty są niezłe przy takim podkręcaniu. Wiesz, człowieku, mi się podoba taki temat.
[01:31:13] - Życzę ci owocnego wieczoru, kolejnego rozmówcy i ciekawych tematów na przyszłość.
[01:31:20] - Dzięki wielkie. Ja dziękuję za telefon serdecznie i tam się kuruj, człowieku. Kuruj się koniecznie, żeby żadnych chorych ludzi nie było, ojej, panie Jezus.
[01:31:30] - Będę zdrowiał dzisiaj z energią kosmosu.
[01:31:33] - Bardzo dobrze. Dzięki za telefon. Trzymaj się. Właśnie to był słuchacz. Widzisz człowieku, wielu z nas i ty słuchaczko też może zaobserwowałeś jakieś zmiany dookoła siebie. Myślę, że każdy z nas zaobserwował jakieś zmiany. Poza zmianami towarzyskimi, że ta para się rozeszła, ta się zeszła albo coś takiego. Mówię o konkretnych zmianach związanych z otoczeniem dookoła. Ja widzę zmiany na niebie, widzę zmianę pogody w Anglii, permanentną. Ostatnie lata są tu tak gorące jak nigdy wcześniej.
Zresztą ten podkład geologiczny, który znajduje się troszeczkę pode mną jasno i wyraźnie mówi, że tu jest miejsce na pustynię i taką konkretną pustynię jak tak zwana Dolina Śmierci w Stanach Zjednoczonych. Widziałem ostatnio dokument o Dolinie Śmierci. Jak sobie oglądałem, mówię: „Ach, zobaczę, w którym kierunku zmierza Anglia”. I faktycznie miejsce spektakularne. Wygląda pięknie i ciężko tam wytrzymać, bo takie dosyć skrajne, ale ciekawie to wygląda. Wracając do tych wszystkich wątków, bo tu muszę nawiązać do swojej serii wynurzeń związanych ze starożytnymi budowlami. Przynajmniej tak to wygląda w moich oczach. To jest ta informacja, którą zostawili nam przodkowie. To jest ten zapis, szczególnie u Indian Majów, mówiący o powtarzających się cyklach, które właściwie zmazują każdą cywilizację, w sensie jej ślady, bytność z planety i robi się miejsce na nową cywilizację. To jest taki globalny ruch przemieszczania się wszystkich planet.
Jest kilka ciekawych budynków, między innymi w Palenque, taka ciekawa piramida. Jest kilka innych miejsc na półwyspie Jukatan oraz po drugiej stronie Jukatanu od strony Pacyfiku. Budynków, które podejrzewano o to, że były obserwatoriami słonecznymi, obserwatoriami w ogóle. Takie obserwatoria astronomiczne. Ciężko to zweryfikować oczywiście, bo nikogo z nas nie było. Ślady tych budynków, tu jest kolejna ciekawa rzecz, sięgają zamierzchłej przeszłości. Przy czym tak zamierzchłej, że oficjalnie my mówimy, że to jest jakieś 12 000 lat, ale jest bardzo ciekawa koncepcja dżentelmena, który jest geologiem, wykłada na uniwersytecie w Bostonie. Nazywa się Robert Sotch, jest pochodzenia Dutch, dlatego się mówi Sotch. Przez „ch” się powinno właściwie mówić. Mniejsza o to.
Ten dżentelmen po zrobieniu badań razem z kilkoma innymi ludźmi szybko zauważyli, że ślady erozji zarówno na Sfinksie, jak i w kilku innych miejscach sięgają daleko dawniej i że naprawdę nie jest to mowa o 12 000 lat, tylko jest mowa o wiele starszym, dłuższym cyklu. Cykl, który ma około 36 000 lat, a nie 12 000, nie 8 000. Oczywiście jest jeszcze ciekawa historia, która podbija tą całą opowieść o dodatkowe detale. To są takie drobne części tego cyklu, czyli wybuchy wielkich wulkanów. Jest taki piękny, potężny wulkan. Jeden się nazywa Etna, znajduje się na Sycylii. Włochy, Sycylia, piękne miejsce, a obok niego znajduje się w dnie oceanu taki wulkan, który już nie jest taki malutki, tylko ma dwadzieścia parę kilometrów długości i właśnie się obudził. To jest ten rzeczywisty wulkan, który jest pod spodem. Etna to tylko taki mały, że tak powiem, pierd w stosunku do tego, co się tam znajduje pod spodem. To troszeczkę tak jak z parkiem Yellowstone.
Na zewnątrz jest tylko kilka źródełek z gorącą wodą, a pod spodem jest morze lawy. Dokładnie tak to wygląda, tylko lekko schowane pod bardzo delikatnym płaszczem ziemi. Wygląda na to, że była jakaś bardzo duża aktywność wulkaniczna około 200 lat przed tak zwanym Chrystusem w Europie. Ta aktywność wulkaniczna spowodowała upadek bardzo wielu cywilizacji i powstanie nowych. Stąd się wzięli Persowie i tak dalej. Można mówić, że byli wcześniej. Oczywiście pewne plemiona i pewni ludzie byli wcześniej. To nie jest tak, że wszyscy nagle wzięli się z poniedziałku na wtorek. Tylko że w momencie, kiedy coś wybuchło, coś się stało, zaburzyło jakoś tak komunikację w całym basenie Morza Śródziemnego. Właściwie wygląda na to, że zaburzyło komunikację na bardzo długo pomiędzy jeszcze Atlantykiem, czyli pomiędzy Ameryką a Europą, która istniała bez żadnych problemów.
Dowody znajdujemy nawet w egipskich mumiach. Wiesz, co znajduje się w egipskich mumiach? Nie wszystkich oczywiście, a w niektórych. Znajduje się na przykład kokaina. Kokaina nie rośnie w Europie. Żeby mieć kokainę, musisz popłynąć do Ameryki Południowej, przywieźć ją stamtąd i dopiero wtedy ją masz w Egipcie. Znajduje się kilka innych roślin, kilka innych składników, kilka ciekawych kamieni, które właściwie nigdzie w Afryce nie istnieją jako minerały. Musisz pojechać na drugi koniec świata, żeby je wykopać. I tak dalej. Tych zagadek dookoła jest bardzo dużo.
Sama ta historia, że te sarkofagi, w które ładowano te złote maski i tak dalej. Też jest ciekawa historia, bo złota maska tak zwanego faraona się okazuje, jest przerabianą maską na tego faraona i że największa część maski jest bardzo stara i nie ma nic wspólnego z tym kolesiem, który został przykryty tą maską. Z tej maski tylko wycięto twarz i zrobiono na nowo, żeby pasowała do tego kolesia, który tam leży. Natomiast i materiały, i technologia, z których zrobiono oryginalną maskę, jest czymś troszeczkę innym niż ten przedni panel tej maski. Czyli ktoś tutaj zrobił manipulację. Ktoś wziął coś, co miało nie wiadomo ile lat, wywalił środek, wstawił od nowa i powiedział, że to jest jego. Trochę tak to wyglądało. W każdym razie było coś, co bardzo mocno zakłóciło komunikację i właściwie zerwało komunikację pomiędzy kontynentami. Przynajmniej tak wielu ludzi to interpretuje. Ja też jestem, powiem ci szczerze, zwolennikiem takiej interpretacji.
Tym bardziej że są ślady aktywności wulkanicznej właśnie 200 000 lat przed Chrystusem. To jest ten moment, kiedy powstaje Rzym, znikają niektóre cywilizacje, jak Etruskowie. Kilka innych rzeczy się zmienia na Bliskim Wschodzie bardzo mocno, a to są wszystko rejony sejsmiczne i to bardzo mocno sejsmiczne. Tam są właśnie te wulkany. Jeżeli cokolwiek się stanie, to może być tak, że oryginalna kultura stamtąd znika. Nie wiem, może wsiedli w statki kosmiczne, odlecieli z powrotem w kosmos i stwierdzili, że wrócą tu, jak będzie już całkiem okej. Może nie przez najbliższe 12 000 lat albo polecą na inną planetę, która jest okej, jeszcze bardziej okej niż Ziemia. Tego nie wiemy. To jest już moja taka kosmiczna spekulacja. W każdym razie potężna część cywilizacji, łącznie z Biblioteką Aleksandryjską, nagle znika.
I ten moment, kiedy cywilizacja znika, łącznie z tymi starymi zapisami z Egiptu, oryginalnymi papirusami i tak dalej, wszystko to dzieje się 200 lat przed Chrystusem. Wtedy pojawia się tak naprawdę judaizm. Ja wiem, że ludzie mówią, że judaizm tysiące lat przed tym. Bullshit. Wszystko to jest wymyślone i posklejane z kawałków legend, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Ktoś sobie chciał dorobić historię, żeby poważniej wyglądać w oczach swoich sąsiadów, że niby nie wypadł psu spod ogona, tylko to jest taki światowy, zaświatowy. Królowie tysiące lat, zanim on tu z Bogiem rozmawiał, krzewy płonęły i tak dalej. Jak się okazuje, chyba mocno przeciągana ta historia. Nawet bardziej niż naciągana, chyba przeciągana ta historia. Tylko nie wiem, przez co.
W każdym razie ślady aktywności wulkanicznej zostały. Cała historia z Aleksandrii. Przecież tam pół Aleksandrii jest pod wodą. Przecież to kiedyś zupełnie inaczej wyglądało. Musiało być coś, co zburzyło Aleksandrię. Mamy opowieści w legendach, że zatrzęsły się miasta. Jest Kreta, jest kilka innych miejsc, gdzie możesz nawet oglądać zmumifikowane resztki ludzi, których zastała lawa, ewentualnie pył wulkaniczny gdzieś tam na jakiejś małej wyspie i wszyscy zamarli w tych oryginalnych pozach, w których tam byli. A co mówią te wszystkie stare budynki? Bo jak wspomniałem o tych obserwatoriach astronomicznych, które znajdują się na półwyspie Jukatan i po drugiej stronie od strony Atlantyku i od strony Pacyfiku. Są ciekawe, bo na nasze nieszczęście zostały zburzone częściowo przez Hiszpan, częściowo wcześniej prawdopodobnie przez jakieś potężne trzęsienie ziemi.
Kto to wie? I nie jesteśmy w stanie odtworzyć tego budynku i nie wiemy, w którą stronę były ukierunkowane okiennice, czyli lunety w tym budynku od strony zachodniej. Taki fenomen, że tylko wschodnia część struktury przetrwała. I właściwie stoimy w takim rozkroku. Jedyne takie miejsca, po których możemy złapać wskazówki, to są miejsca w Ameryce Południowej, które ocalały, gdzie mamy takie fajne cokoły, które stoją na takim dużym placu. To też wszystko na Jukatanie się znajduje i każdy z nich jest opisany jako konkretne bóstwo. Ale widzisz, my to nazywamy bóstwo, bo to jest spuścizna po psychopatach i świrach z Imperium Brytyjskiego, którzy wszędzie szukali religii i wszędzie szukali niewolników. I oczywiście dla nich to były wszędzie bóstwa. Natomiast tu sprawa wygląda trochę inaczej. To nie jest żadne bóstwo, co najwyżej jest to reprezentacja pewnych sił w naturze.
Oczywiście, jeżeli zgłupiejemy do reszty, to nazwiemy te siły bóstwami. Możesz nazwać wiatr bogiem, możesz nazwać górę bogiem. Ludzie w pewnym momencie w Arabii tak zwanej na Półwyspie Arabskim zaczęli się modlić do ognia. Była góra, która miała jakiś tam wulkan i cały czas ten ogień się wydobywał z tej góry. Ktoś stwierdził, że to jest bóstwo. I tak powstał zaratustrianizm, tak powstała podstawa monoteistycznych religii, że to jest wieczny ogień i wieczny Bóg, który spala wszystko, czy jakoś tak. Wszystkie te szaleństwa. Bo ktoś nie wiedział, skąd się bierze ogień, że tam są potężne złoża samoprodukujące się gazu pod spodem i że drobna iskierka i ten płomyk tam sobie stoi i tak stoi przez setki, tysiące lat się cały czas pali i nigdy nie zgaśnie. Jest kilka takich przypadków znanych doskonale firmom naftowym. Po zamknięciu albo otworzeniu szybu naftowego była eksplozja, wybuchło, coś się zapaliło.
Efekt był taki, że wszystko wyleciało w powietrze, a szybu do tej pory nie można zagasić i on właściwie cały czas się lekko tam pali. W Rosji jest taki słynny szyb, którego do tej pory nie można zgasić, bo sięga tak głęboko, że jest ryzyko, że ani możesz tam zrobić wybuchem, implozją, zagasić tego płomienia, ani nic, bo chłopcy się przekopali prawie że do poziomu lawy pod wulkanem. I cały czas jest ogień i cały czas jest gorąco z tej dziury i nikt nie wie, jak to zatrzymać. Po prostu jest i wszyscy czekają, a nuż się samo jakoś poskłada. Tylko że w dzisiejszych czasach nikt nie szuka tam Boga. Natomiast w czasach zaratustrianizmu od razu ktoś stwierdził, że ten kawałek ognia jest Bogiem. I tak oto okłamano ludzi, zamiast nauczyć ich, czym jest gaz, jak wykorzystać gaz, jak można sobie wyprodukować gaz. Ktoś powiedział, że nie, gazu to raczej nie rób, lepiej zbierz swoje wszystkie dobra, przynieś do mnie, a jak będziesz miał ładne córki, to też przynieś do mnie. Chętnie się z nimi prześpię. A jak będziesz miał synów, którzy są duzi i robotni, to zrobię z nich niewolników i będą dla mnie pracować.
Tak się skończyła cała ta zabawa. Prosta koncepcja jak zamienić wiedzę na niewolnictwo. I do tej pory to trwa o nazwie Watykan. Zresztą Watykan słynie z tego, że co jakiś czas wypuszcza takich cwaniaków, którzy tam niby są takimi outsiderami. Klimuszko i cała ta reszta hołoty, bo to inaczej nazwać nie można. Może to byli mili ludzie, ale kawał hołoty. Żeby pracować dla tej korporacji wiedząc co oni robią, to trzeba mieć moim zdaniem mentalność gestapowca, bo to inaczej się nie da. Jeżeli jesteś świadomy, że pracujesz dla korporacji, która żyje ze sprzedaży ludzkiego towaru i mowa jest o sześcioletnich dzieciach i na tym robią karierę, na sprzedaży broni, handlu ludźmi, mordowaniu tych ludzi, wzbudzaniu wojen, nienawiści i zawiści po to, żeby zarobić kasę, no to musisz być chory. To nie jest dla normalnych ludzi. Żeby zrobić karierę w takiej korporacji, to musisz być niezłym skurwysynem.
Inaczej się nie da. Innych się nie dopuszcza. I ci ludzie, te cwaniaki z korporacji Watykan wystawiają co jakiś czas właśnie takich outsiderów, którzy niby tam nie do końca poprawni i tak dalej. Chodzi o to, żeby ich uwiarygodnić w twoich oczach. On musi być wiarygodny. On nie może się zgadzać z pełną doktryną, bo ty jeszcze odkryjesz, że ta doktryna jest gówno warta i wtedy będzie problem. A ty musisz mu wierzyć. Więc jedyną metodą uwiarygodnienia tego kolesia jest zrobienie z niego outsidera. Taki, że niby Kościół właściwie w ogóle go nie popiera, ale nikt nie odbierze mu święceń kapłańskich. Tak że on oficjalnie dalej jest księdzem i on sobie opowiada różne bajki.
Na przykład tak jak Klimuszko opowiada, że tu będzie to, tu będzie tamto. Skąd Klimuszko i tacy kolesie wiedzieli, że na przykład klimat się ociepli? Ponieważ Watykan naprawdę do idiotów nie należy. Jest to stara korporacja, która doskonale wie, że musi być do przodu parę kroków przed tobą i zanim wydarzy się zaćmienie Słońca, to oni muszą mieć to zaćmienie Słońca spisane przez Keplera. Na tej kartce papieru, kiedy ono będzie, bo oni na tydzień przed tym zaćmieniem Słońca zaczynają swoje modły i będą cię wkręcali w to, że to ich Bóg odpowiada za to zaćmienie Słońca. Wiesz, o co chodzi. Stary numer. „Mój Bóg się gniewa na ciebie, synu. Przynieś mi swoje wszystkie pieniądze i swoje dziewice”. Dokładnie.
Cały czas ta sama zabawa. Także oni cały czas starają się za pomocą tych outsiderów być trochę do przodu, bo wtedy się przejmujesz. I taki Klimuszko też ustawia świat, bo to kolesie, którzy nie mówią takiej pełnej wizji, tylko ustawiają konkretne sprawy. Czyli powie, że będzie ciepło, bo wiadomo, że będzie ciepło. Wszyscy o tym wiedzą, bo mówią o tym wszystkie przepowiednie. Widać to. Jak masz obserwatorium astronomiczne, masz dostęp do placówek badawczych, to widzisz, co się dzieje. Widzisz, w którym kierunku idzie ta droga, że albo idzie pod górę, albo idzie w dół. No to wychodzi taki koleś, ale nie mówi tego ludziom. Nie mówi: „Droga będzie szła pod górę, a później będzie wielka wojna”.
Tej wojny nigdy nie będzie, bo ta wojna jest zaprojektowana przez Watykan. To jest taka próba włożenia ci po prostu interesu. Wiesz, że powiemy coś, co jest prawdą, a oprócz tego dołożymy ci kawałek własnej interpretacji rzeczywistości. Może się nabierzesz i zostaniesz takim frajerem. Złapiesz za karabin i zabijesz sąsiada, a sąsiad zabije ciebie. Wiesz, będzie fajna wojenka, a my se tu poczekamy w Watykanie albo gdzieś indziej na świecie. Pojedziemy na wakacje, wrócimy z wakacji, wojna się skończy. No i wtedy będziesz musiał wziąć od nas potężny dług na to, żeby się odbudować. Będziesz musiał paść plackiem na kolana. My jeszcze cię pobłogosławimy, pożyczymy ci sukcesów na nowej drodze życia, a my zostaniemy właścicielami tej ziemi, której właściciele zostali zamordowani podczas wojny.
Taki klasyczny biznes as usual. I to jest taka klasyczna działalność wywrotowa korporacji o nazwie Watykan. Draństwo nieprzeciętne i to jest kręcanie ludzi. Dlatego żaden Klimuszko, żaden z tych kolesi nigdy tak naprawdę nie przepowiadał żadnej przyszłości. To byli tacy kolesie wystawieni. Do tej pory są tacy kolesie wystawiani. To są wszyscy ci kolesie ze stygmatami i tak dalej. Jeżeli jesteś naukowcem znającym się na kilku sprawach, które leżą na tak zwanych obrzeżach nauki, takich bardzo mocnych peryferiach, znasz się na hemoglobinie, znasz się na reakcjach hemoglobiny, na kilku innych rzeczach, na radiacji pierwiastków we krwi. Zrobienie stygmatów naprawdę nie jest problemem. Jedynym problemem jest znalezienie dewoty, który będzie chciał mieć takie stygmaty.
Ale taki zawsze się jakiś znajdzie. I to są właśnie tacy outsiderzy, którzy służą do uwiarygodnienia tych przepowiedni, że będzie wojna i tak dalej. Ta wojna jest zaprojektowana, bo tą wojnę to przecież Watykan opłaca. To wiadomo, że będzie cieplej. To oni pod pretekstem, że będzie cieplej, to jeszcze może nie dość, że uwierzysz im, że będzie cieplej, to jeszcze może się wkręcisz w wojnę, którą oni szykują, bo dla nich jest to świetny biznes. To jest trochę tak, że oni wiedzą, co się wydarzy z pogodą, ale do pogody jeszcze dołączają taki swój dodatek, suplement, że tak powiem, informacyjny, że jak będzie ładna pogoda, to koniecznie musisz pójść na wojnę. No nie do końca tak jest, jak się okazuje. Jak się okazuje, ci wszyscy genialni outsiderzy z Watykanu, którzy to przepowiadają cudowną przyszłość, tak samo jak te nieszczęsne dziewczynki fatimskie, które już chciały widzieć wojnę pomiędzy Chinami a Rosją. Rozumiesz? To jest niezły świr.
Przecież wiadomo, że ktoś dyktował tym dzieciakom, co mają tam mówić. Skąd dzieciak mieszkający na zadupiu we Włoszech, czy zadupiu we Francji, czy cholera wie gdzie, będzie się zastanawiał nad wojną pomiędzy Rosją a Chinami? To jest abstrakt. Poza tym ta informacja się pojawiła grubo później. Pojawiła się nie prosto od tych ludzi, tylko pojawiła się z interpretacji firmy, która zarządza tymi ludźmi. No właśnie tak to zawsze wygląda. I te interpretacje są tak podsuwane, podsuwane, a wiesz, słońce zmieniło miejsce położenia na niebie i nikt o tym nie chce powiedzieć. Dalej się opowiada, że gdzieś jakaś wojna i tak dalej. Dalej są jacyś outsiderzy wysyłani przez korporację watykańską, którzy niby są za, ale niby są przeciw. Właściwie to nie wiadomo.
Oni mówią jakieś ciekawe rzeczy, część się spełnia, to może trzeba ich słuchać. To jest taki inside. Wstawiona specjalnie taka persona, żeby cię zmanipulować i mnie zmanipulować. I część ludzi się na to nabiera, na te wszystkie przepowiednie i tak dalej. Naprawdę nie trzeba wcale słuchać tych fatimskich przepowiedni i tego całego bełkotu. Wystarczy mieć otwartą głowę i oczy we właściwym miejscu, tak jak mają to Inuici. Nie tylko Inuici, bo też Indianie Kogi dosłownie chyba z 15, 20 lat temu powiedzieli, że Ziemia się zmienia, że niebo się zmienia. Oni też. Kilku innych ludzi z kilku innych takich szczepów gdzieś na końcu świata też o tym mówiło już od jakiegoś czasu, że Ziemia się zmienia. Tylko nikt nie chciał ich słuchać oczywiście, bo wszyscy byli zajęci, nie wiem, czy Klimuszko, czy jakimś innym bullshitem, który im jest wciskany nieustannie i nikt nie zauważył, że Klimuszko nie przewidział internetu, nie przewidział ruchów Słońca, nie przewidział niczego.
Tacy kolesie tylko przewidują wojny. Mówią, że będzie cieplej i że będzie wojna. Taką przyszłość zawsze dla nas mają. A tu się okazuje, że wystarczy podnieść głowę do góry i jesteś lepszy niż Klimuszko, bo ty właściwie wiesz, co się wydarzy. Wiesz doskonale, że model klimatyczny jest zupełnie inny. Wiesz, że jest oparty na ruchach płyt tektonicznych i jest to ruch wykonywany pod ziemią i dopiero on później się manifestuje na zewnątrz, że ten ruch w ziemi jest nakręcany czymś spoza naszego Układu Słonecznego. Sama historia z ruchem precesyjnym, który jest bardzo nielubiany przez kręgi każdego bóstwa, każdej religii monoteistycznej. Jeżeli się przyjrzysz na każdą monoteistyczną religię, zauważysz jedną rzecz. Ci kolesie nie chcą wspominać o czymś takim jak ruch precesyjny Ziemi. Powód jest prosty.
Ten wobbling, czyli to kręcenie się Ziemi może mieć i fizycznie od naukowej strony ma tylko jedną przyczynę. Gdzieś w okolicy jest ciało niebieskie, takie samo jak Ziemia, które ma ten sam współczynnik magnetyczny i Ziemia się dostraja do tego ciała. To jest jak dwa magnesy, które kładziesz na stole w odpowiedniej odległości, tak, że się nie przyciągną nawzajem do siebie, ale się ustawią biegunami do siebie przez ten moment, kiedy jeden będzie obok drugiego. Jak rozsuniesz, to one z powrotem będą wracały do innego magnetyzmu, inne rzeczy je przyciągną. Ten magnes zareaguje na coś innego. Może na głośnik, który stoi dalej, ale w każdym razie ten moment, kiedy te dwa magnesy są obok siebie, one się ustawiają według własnej osi. Tylko że to jest trefna sprawa, bo sprzedaje się ludziom kit o tym, że „wiesz, wiecznie na kolanach i że to jest najlepsza cywilizacja, i że to polega na zabijaniu, mordowaniu się nawzajem i na kopaniu ropy w ziemi. I że to jest ten genialny pomysł na przyszłość”. Tak mamy polecieć ponoć w kosmos, tak? A tu się okazuje, że rzeczywistość jest zupełnie inna, bo mamy brata bliźniaka, który być może jest większy od naszej planety, bo tak to przynajmniej na razie wygląda.
Jeżeli chcesz zrobić model fizyczny, teoretyczny na magnesach w przestrzeni, to się okazuje, że ten drugi element, który polaryzuje i ustawia Ziemię, musi być większy od Ziemi. Czyli nasz brat bliźniak jest prawdopodobnie większy od Ziemi. Nie wiem o ile, może półtorej raza. Nikt tego do końca nie wie. Albo być może ma mocniejszą magnetyczną strukturę. I don't know. Tego jeszcze nie wiemy, ale wiemy, że jedyny powód, dla którego planeta jest w stanie się tak gibnąć, to jest druga planeta, która jest magnesem w stosunku do niej. Czyli ten ruch precesyjny, to, że Ziemia się kręci cały czas w dziwnym kierunku, wibruje sobie, kręci się jak piłeczka, ale nigdy pośrodku własnej osi, tylko zawsze z odchyleniem. To odchylenie osi jest świadectwem istnienia drugiego ciała niebieskiego. Drugie ciało niebieskie oznacza właśnie braci z kosmosu.
Na pewno widziałeś te bardzo popularne ostatnio w internecie, chociażby za sprawą i Klausa Dony, poszukiwacza niewyjaśnionych zagadek. Bardzo rzetelny dżentelmen, jeżeli chodzi o research. Polecam serdecznie. I Nasira Harameina, który jest wschodzącą gwiazdą alternatywnej fizyki mainstreamowej, można powiedzieć. Bardzo lubię dżentelmena. Jest naprawdę bardzo fajny, ma bardzo ciekawe wnioski, refleksje. Myślę, że wszyscy doskonale znamy jego wykłady. Nasir Haramein. I ty, i ja. Tak, dokładnie ten sam Nasir Haramein wystąpił z Klausem Doną w Meksyku na konferencji razem, wspólnie.
I właśnie tam zaprezentowali wykopane, znalezione stare, porzeźbione kamyki. Na tych kamykach są piramidy, na tych kamykach są statki kosmiczne. Na tych kamykach są narysowani bracia z kosmosu. Wszyscy mamy jakąś energię idącą z czoła. Zresztą przyjrzyj się na egipskie rysunki. Czego to dotyczy? O czym w ogóle jest mowa? Czy to naprawdę jest historia mówiąca o kolesiach biegających w skórach z maczugami w rękach? Czy kogoś tu pogięło? Czy naprawdę współczesny antropolog, współczesny naukowiec, współczesny ktokolwiek, kto bierze za to pieniądze, naprawdę zwariował do reszty?
A może po prostu ta cywilizacja zwariowała? Wszyscy chodzimy po tej ziemi, a nikt poza kolesiami na dalekiej północy nie zauważył, że słońce się przesunęło. I takimi kolesiami jak ja, którzy są swoją drogą pewnymi outsiderami w tej całej sytuacji. Mi nie musisz wierzyć, ale Inuitom to raczej uwierz. Ja nie posługuję się gwiazdami, żeby wrócić do domu na konkretną porę. Kiedy wędruję przez Londyn, to nie patrzę na kierunek gwiazd, żeby znaleźć swoje mieszkanie na południu tego miasta. Natomiast Innuici, żeby dotrzeć z powrotem do swojej własnej wioski, muszą korzystać z tych gwiazd. I to nawet ja, nie korzystając z tych gwiazd, zauważyłem tę różnicę. I nie tylko ja, bo kilku moich znajomych też. To, co się dzieje ze światem nauki, to ile warte są teraz wszystkie te teleskopy?
Ile warte są wszystkie te obserwatoria astronomiczne? Ile warte jest wykształcenie tych ludzi? Po co to wszystko jest? To trochę tak, jakby się okazało, że wszyscy eksperci, że na przykład cywilizacja zainwestowała gigantyczne pieniądze w wyprodukowanie tony ekspertów od jeżdżenia na rowerze. I mamy profesjonalne teamy, mamy profesjonalne fabryki, mamy profesjonalne rowery. Mamy wszystko. Tylko że koniec końców okazało się, że właściwie nikt nie widział roweru i nikt tego roweru nie zrobił. To tylko teoria. I tak się okazało w przypadku prawdopodobnie astronomii w dzisiejszych czasach. Okazało się, że wszystko, co wiemy, jest naprawdę teorią.
Przez szkiełko patrzymy na niebo i kilku facetów wymyśliło sobie kilka dziwnych teorii, a rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Wygląda na tyle mocno inaczej, że wszyscy ci bonzowie na świecie pojawili się właśnie w tym miejscu na Arktyce, żeby na własne oczy zobaczyć, co się zmieniło. Ty tam nie polecisz, bo jest za drogo. Ewentualnie, no chyba że cię stać, to sobie tam polecisz. Wycieczka naprawdę nie jest tania i się o tym nie dowiesz, jak tam nie polecisz być może. Szczęśliwie świat jest tak skonstruowany, że możemy się o tym dowiedzieć, niekoniecznie latając na Arktykę albo Grenlandię. Można na chwilę oderwać wzrok od telefonu komórkowego i od wyświetlacza tableta i komputera i spojrzeć w niebo jednego dnia, drugiego, trzeciego i w pewnym momencie, kiedy będziesz wiedział już, jak to niebo wygląda, trochę jak twój dziadek, który zamiast patrzeć w telewizor, patrzył się w niebo, to zauważysz takie różnice. Ja myślę, że to jest clou programu. To jest w ogóle ciekawa historia. Jak to możliwe, że tyle uniwersytetów, tyle placówek badawczych, miliony dolarów, miliony funtów, miliony teleskopów domowych, amatorskich, profesjonalnych, wszystkich.
Wyobrażasz to sobie? I potrzeba było faceta, który na co dzień poluje na foki, który w życiu nie był w żadnym laboratorium, bo go to po prostu wali. I tak mieszka w strefie polarnej. Jego laboratorium to jest ta godzina, w której łapie foki w przeręblu. Wraca do swojej wioski, patrząc się na gwiazdy, bo żadnych drogowskazów tam nie ma. Po prostu jest najwyżej zamieć słoneczna. Jak jest zamieć słoneczna, to on idzie po jakimś tam swoim kursie, który też wie, że tam trafi. I ten człowiek opiera się tylko i wyłącznie na tej kosmicznej nawigacji i to takiej nauczonej na pamięć. Także jak tam się gwiazdka przesunie, to dla niego to już jest historia pod tytułem nie trafia nigdy do swojej wioski. Idzie gdzieś niewiadomo gdzie i ginie, bo sytuacja jest dosyć ekstremalna w takich miejscach do przetrwania.
Także ten człowiek nie może zawierzać swojego życia niewiadomo czemu, co może nie przetrwać do jutra. Ten człowiek musi wiedzieć, jak trafić do tej wioski, swojej własnej wioski. Jak się okazuje, tylko ci ludzie i dzięki tym ludziom właściwie dowiedzieliśmy się tak oficjalnie, że Właśnie wszystko się przesuwa na niebie. Nie dzięki tysiącom, milionom dolarów, biliardom, gazyliarom dolarów i uczonym głowom z dyplomami z buraka i ziemniaka siedzącymi za teleskopami. Ale się oberwało astronomom ode mnie. Bardzo dobrze. Widzisz, tyle kasy, tyle pieniędzy, tyle czasu zainwestowano, a okazało się gówno warte. Trzeba było Inuita, który stwierdził: „Popatrz, tam zachodziło słońce zawsze, a teraz zachodzi tam.” I dopiero wtedy NASA stwierdziło: „Okej, tak, to jest prawda.” Zabawne, prawda? Taka jest nasza cywilizacja. Tak jak powiedziałem na początku, mieszkamy w takiej cywilizacji, gdzie jeżeli cokolwiek się stanie, wybuchną wulkany, nagle ziemia się zatrzęsie, to prawdopodobnie jedyną reakcją 80 albo 90% mieszkańców zurbanizowanych części tego świata będzie rzucenie jakimś mięsem i: „Cholera, jak ja dojadę do roboty?
Jak ja zapłacę kredyt?” To będzie jedyna refleksja na temat, że świat się zmienia. Fenomen. Taką jeszcze ostatnią refleksją na tą hiperprzestrzeń wrzucę, jak sobie pomyślę o tych wszystkich obserwatoriach astronomicznych. Oni tam siedzą i sprawdzają. I Inuit z tą włócznią, którą poluje na te foki, jak się okazało, jest lepszym ekspertem w tej całej dziedzinie. Myślę, że znakomita część uniwersytetów powinna od przyszłego tygodnia wybrać sobie nową nazwę. Proponuję „Titanic”. To jest taki pięknie pasujący element. Nazwa, która doskonale oddaje charakter współczesnych uczelni, współczesnej nauki i tego, co nam oferuje. Mi jako obserwatorowi rzeczywistości, który próbuje wyciągnąć z tego jakieś wnioski i tobie.
Obawiam się, że gdybym zaczął wyciągać wnioski ze współczesnej nauki, skończyłoby się na oglądaniu gazetek z paniami, które lubią się rozbierać, bo chyba do tego się sprowadza nauka. To jest chyba słynna historia wszędzie, że Hawkins, ten sparaliżowany na wózku, który mówi przez syntezator mowy, jest tak inteligentnym kolesiem i tak lotnym. Opowiem ci historię. Założył się ze swoimi studentami o jedną sprawę. I wiesz, co było nagrodą? Wiesz, co ten koleś wymyślił jako nagrodę? Że zaprenumeruje coś tam na cały rok Penthouse'a komuś czy Playboya. Kumasz to. Taki jest poziom intelektualny tak zwanych współczesnych, obwieszczanych przez media geniuszy nauki. Geniusz nauki w nagrodę za coś tam obiecuje ci roczną prenumeratę Penthouse'a albo Playboya.
Aha, ciekawe. Naprawdę wszyscy powinni zmienić nazwy tych uniwersytetów na Titanic. Przekładanie krzeseł na pokładzie Titanica to jest dokładnie to, na czym się chyba znają najlepiej. Ale ja zostawiam ten temat. Zostawiam cię refleksję z tym wszystkim. Znikam z tej hiperprzestrzeni. Usłyszymy się w kolejnym odcinku. Nie dziw się, że stream czasami znika, czy to w Radiu Na Fali, czy w Radio Dreamtime. W Radio Paranormalium chyba sobie najlepiej radzi z tym wszystkim. Tu jeszcze raz przypominam, że od momentu, kiedy oficjalnie głośno powiedziałem, że ta technologia Keshe działa, tu cały sprzęt radiowy jest podpięty, mikser, wszystko pod tą technologię i zacząłem głośno o tym mówić, żeby się temu przyjrzeć i wspominać o tym.
To od tego momentu zaczęły się pojawiać jakieś bardzo dziwne rzeczy związane ze streamem Radia Na Fali. Tak jak powiedziałem, oficjalne dane Interpolu mówią o około 72 siatkach pedofilskich powiązanych z kręgami władzy, biznesu i innego gówna w Europie. I wielu ludzi, nawet nieświadomie, a może i świadomie pracuje dla tych pedofili, dla tych bandziorów i dla firm naftowych, bo to wszystko jest jedna i ta sama hołota. Także kilku dzieciaków być może ktoś nabrał na coś i teraz myślą, że walczą o nie wiadomo jaką sprawę, a w rzeczywistości są niczym innym jak popychadłami bandy pedofilów. I to jest powód, dla którego czasami stream Radia Na Fali i stream kilku innych radiów transmitujących właśnie te opowieści, mówiących głośno o tej technologii i o kilku innych rzeczach czasami po prostu znika. Także nie dziw się człowieku, jest tu kilku świrów, którzy najchętniej wzięliby twoje sześcioletnie dziecko i przylecieli i myślą, że to wszystko jest okej. I mają masę cwaniaków, którzy im pomagają, bo być może chcą robić dokładnie to samo. Nie wiem. Nie chcę nawet tego oceniać. Nie chcę o tym myśleć, bo to jest już tak chore, że to się w głowie nie mieści.
Zastanawiające jest to, że jeszcze na tej planecie są ludzie, którzy są w stanie robić takie rzeczy. To jest zastanawiające, że jeszcze są takie zwierzęta. To już nawet nie są zwierzęta. W ogóle opada jakakolwiek refleksja na ten temat, jakakolwiek nazwa tutaj już nie pasuje, bo to wymyka się mocno spod kontroli. Spod kontroli czegokolwiek się wymyka. Zostawić tą kontrolę. Wymyka się w ogóle z objęcia tego własnym umysłem. Jak można doprowadzić się do takiego zeszmacenia dobrowolnie w swoim własnym życiu? I jak można jeszcze pomagać komuś takiemu, żeby ten jego świat trwał? Tu już zostawiam decyzję wszystkim tym dzieciakom, które stoją za próbą zrywania streamu i tak dalej, wszystkim tym chłopcom, którzy nagle poczuli się, że coś robią w swoim własnym życiu.
Także mam nadzieję, że człowieku, który walczy z tym, żeby czasami radio przypadkiem miało przyblokowany stream albo coś takiego, doskonale wiesz, dla kogo pracujesz i może pewnego dnia zmądrzejesz i stwierdzisz, że nie chcesz pracować dla chorych pedofili. Ale tu już zostawiam tą decyzję tobie na głowie. Tak czy siak świat się z tobą rozliczy naprawdę srogo. Wynajmniej żebym groził. Absolutnie. Po prostu świat jest tak skonstruowany, że kosa zawsze trafi na kamień. Tadam! I jest to piękna historia od tej strony. Także zostawiam cię, drogi słuchaczu. Wyjaśniłem ci, dlaczego streamy nie działają czasami.
Ja przypominam, że oprócz tego cały czas nadajemy absolutnie live. Tu się nic nie zmieniło. Ja czasami sobie znikam z syntezy właśnie, bo są problemy ze streamem, ale to tylko tak chwilowo. Natomiast książę Edward też jest regularnie. Czasami jest gdzieś na wycieczce, na wyprawie i robi zdjęcia i przylepia nalepki i są zdjęcia z tymi nalepkami. Nalepka Radia Na Fali jest aktualnie gdzieś w okolicach szczytu Mont Blanc, najwyżej jak do tej pory na świecie. Tam jest nalepka Radia Na Fali umieszczona. Także wpadnij w środę na przykład posłuchać księcia Edwarda. Wpadnij sobie w czwartek. Ja już chyba będę właśnie z syntezą na miejscu i troszkę poopowiadam tak radiowo na temat technologii Keshe.
I to chyba wszystko z tych ogłoszeń. Jeszcze na koniec oczywiście, żebym nie zapomniał absolutnie. Mecenasko i mecenasie, wielkie dzięki za wspieranie radia, szczególnie w tym momencie, gdzie mamy troszkę takich brzdąców, którzy próbują nam uprzykrzyć działalność. Także dzięki wielkie za wspieranie radyjka w tym momencie i w tym czasie. Także peace and love. Namaste. Jeszcze raz dziękuję wielce i serdecznie. I pozdrawiam ciebie słuchający tego offline. I jeszcze raz dziękuję Ivelliosowi serdecznie i Grzegorzowi za pomoc z organizowaniem tej historii ze streamami, że możesz tego spokojnie posłuchać. I dzięki tym ludziom, bo taka jest prawda, gdziekolwiek byś nie był, jeżeli słuchasz tego podcastu, to właśnie słuchasz tego podcastu.
Także podziękuj im, wyślij im jakąś ciepłą myśl, jakiś kawałek serca tym ludziom. Otóż to. A ja tymczasem znikam. Zostawiam cię samopas. Usłyszymy się następnym razem. Była to hiperprzestrzeń w Radiu Na Fali transmitowana przez Radio Paranormalium i Radio Dreamtime. Trzymaj się. Do usłyszenia następnym razem.
[02:04:08] - To think for yourself and question authority