Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - Everybody over there! To think for yourself and question authority. Właśnie tego pewnie na nagraniu nie będzie, ale James Brown zapowiedział: „Everybody's here." Wszyscy już są na miejscu, a ja tu jeszcze walczę z gałkami, bo troszkę dawno nie było radiu, człowieku. Witam cię serdecznie w hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali, dzisiaj streamowane przez Radio Paranormalium, bo ja tu jestem po prostu zarobiony. Mam trochę życiowych spraw. Jak zwykle nowy rok. Spędziłem parę lat, robiąc ten projekt radiowy i czasami podczas tych lat prowadzenia tego radia odzywa się moment w życiu, że muszę siąść i porobić troszkę inne rzeczy, żeby była spokojna możliwość – poza tym, że ustawiam mikrofon – żebym robił to radio spokojnie. Także muszę zaopiekować się troszkę egzystencjalne sprawy. Radio jest kompletnie za darmo. Nie ma tu żadnego biznesu.
Przepraszam, ustawiam mikrofon. Wiedziałem. Mogłem ustawić wcześniej, ale cóż, troszeczkę jezioranów musi być. Już mam ustawione, wszystko jest na miejscu. Zniknąłem sobie ostatnio do zorganizowania spraw życiowych, bo robię to radio, biegnę przez życie. Znaczy biegnę w cudzysłowie, ale oprócz radia mam też normalne życie, jak każdy z nas. Oprócz tego sobotniego spotkania. Także rozumiesz, czasami życie pochłania. Życie jest fascynujące, przynajmniej moje. Nie wiem, jak twoje.
Należę raczej do szczęśliwych ludzi, którzy są otoczeni naprawdę fantastycznymi przyjaciółmi. Także wow, jest naprawdę miło, człowieku. I po prostu znikam czasami zza mikrofonu. Także jeszcze przez parę chwil, podejrzewam ten miesiąc będzie taki trochę łapany w tą i w tamtą, bo jeszcze jest kilka spraw, które chcę pozałatwiać. Spotkać z kilkoma ludźmi. Wiesz, jak to jest. Jak tak siedzę przez każdy weekend i przez każdy czwartek w radiu, przy mikrofonie, tu u siebie, przy stoliku, przy mikserze, to fajnie jest się urwać czasami z tego wszystkiego. Znaczy fajnie, po prostu zdrowo jest się urwać, bo to jest troszkę tak, że świat nie jest ustawiony w taki sposób, że wszyscy czekają na ten moment, kiedy Tomek skończy radio i wtedy Tomek się z nami spotka. Nie. Tomek musi czasami wstać, zostawić radio i zająć się swoim życiem, które czasami toczy się dokładnie o tych samych porach, o których toczy się radio.
Także wybacz mi słuchaczko i słuchaczu, że mnie tu ostatnio tak nie bywało, szczególnie w czwartki wszystkich cashystów. Cóż, nawet nie będę przepraszał, bo to nie ma za co. Mam nadzieję, że się nie zmęczyliście. Tym bardziej że dla wszystkich cashystów została odpalona taka inicjatywa, bo ja tu w ogóle w czwartek normalnie robię syntezy i syntezy wrócą za parę chwil. Ja tu jeszcze chcę sobie odpocząć, przygotować kilka rzeczy. Mam trochę roboty w życiu, jak zwykle, ale tak czy siak to już powoli wraca po takiej lekkiej, chwilowej, wakacyjnej przerwie zimowej. Nawet nie wakacyjnej, bo może dla ciebie to wakacje od radia, a dla mnie kilka spraw do załatwienia w życiu. Porządki muszę zrobić z kilkoma rzeczami. Wiesz, jak to w życiu. I co ja chciałem powiedzieć?
Właśnie przypomnieć ci o jednej rzeczy, że jeżeli jesteś cashystą, to jest coś takiego jak technologia plazmowa. Taki kanał na YouTubie i my generalnie jako grupa, kolektyw dokładnie, tak to się poprawiej nazywa. Kolektyw o nazwie Go to the Forest, czyli „idź do lasu". Uczymy wszystkich po drodze tego, czego się sami nauczyliśmy, dłubiąc w tej technologii, bo jest po prostu genialna. Anyway, jak chce się jak Radio Na Fali nadaje akurat przez magrawy. Jeżeli ktoś ma z tym problem, to ma przesrane, bo to kolejny przykład na to, jak działa ten świat. Wszyscy chcą mówić, że to nie działa, że to jest jakaś ściema, że to jakiś bullshit. Kurde, a mi tu radio działa na tym magrawie już od roku, jakoś tak. Nawet ci nie będę mówił, ile prądu pożera. Jeżeli chcesz sobie obniżyć rachunki, człowieku, idź.
I nie tylko rachunki, bo stoi za tym naprawdę gruba sprawa i to bardzo gruba. Myślę, że jest to związane... Ja może dzisiaj nie będę rozwijał tego tematu, ale sprawa jest gruba i mocno śmierdzi spiskiem. Można powiedzieć wręcz spiskiem elit, takich pedofilskich elit, które próbują pociągać za sznurki naszego życia i próbują zawsze nas przytemperować i powiedzieć, że to się nie nadaje, to nie działa. Tu jakieś delikatne grupy wpływu na jednych, na drugich. Ktoś tu wysyła maila, żeby przestraszyć kogoś, ktoś tu staje się nagle takim, nie chcę używać dzisiaj knejackiego, stajennego języka, ale odsuń dzieci od głośników. Ktoś tu się czasami staje skurwysynem nagle i zaczyna być bardzo niemy. Wiesz, dzieją się dziwne rzeczy dookoła. Tym bardziej jeżeli wychodzi prawda na wierzch. A prawda jest taka, że całe to radio z tej strony stoi na magrawach.
Także sorry, jeżeli w to nie wierzysz, to masz przesrane, bo właśnie wziąłeś na głupka. Anyway, jeżeli chcesz się zmierzyć z tematem, ja zapraszam w ramach tego, że synteza zniknęła na razie, bo ja po prostu jestem zapchany robotą, swoimi sprawami i nie zawsze mogę zdążyć w czwartek do radia, ale za chwilę będę zdążał i w ogóle będzie wieczorowa pora w czwartek i tak dalej. Ja tu sobie przygotowałem trochę tematów, tu są kilka fajnych playlist, kilka fajnych dźwięków, kilka fajnych nowych płyt. W ogóle jest kilka ciekawych refleksji i to nie tylko związanych z magrawem tak w ogóle na wieczorową porę przygotowanych, żeby tutaj troszkę pogadać z tobą o różnych sprawach, które się ostatnio dzieją na świecie. Świat się zmienia. Szczęśliwie jeszcze nie zatrzęsło tak mocno, żebym musiał się zwijać z Londynu. Także bless, chwalić tą planetę, że jeszcze stoi cała i zdrowa. Chociaż Kalifornia zaczyna się już niebezpiecznie przesuwać. Tam już są informacje o tym, że ten uskok San Andreas nie najlepiej się trzyma i generalnie parę dni temu takie potężne kry się odłączyło od Grenlandii. Widać, że za chwilę może być tak, że pojawi się ten weekend, że próbujemy odpalić radio i I don't know.
Mam nadzieję, że radio będzie działało i że wszystko będzie okej, ale może być drobne zakłócenie, może mnie nie przelici samolotem, kilka innych rzeczy. Ale na razie zostawiam ten katastroficzny klimat z Titanica. Właśnie ostatnio był taki news. Gdzieś trafiłem na jakimś serwisie. Nie wiem, czy to nie było Coast to Coast przypadkiem. Tam czasami są takie newsy na stronie Coast to Coast. To jest takie bardzo fajne radio z Ameryki, które sobie czasami lata temu strasznie dużo słuchałem. To jeszcze było lata temu. W każdym razie nie chcę mówić jak dawno, bo wyjdzie na to, że jestem stary albo coś w tym stylu. Dobra, trochę jestem.
Anyway. I była ciekawa informacja, że okazuje się, że są jakieś pogłoski, jakieś informacje dodatkowe, gdzieś wyciekły jakieś zdjęcia, że właściwie Titanic wleciał w powietrze, a wcale nie zatonął, coś w tym stylu. Ale I don't know, ja nie jestem specjalistą od tego. Dzisiaj poruszę troszkę taki temat. Ciekawy temat dla mnie i w ogóle ciekawy dla wszystkich chyba nas, użytkowników cywilizacji. Tak w skrócie sobie nazwałem, że to jest takie projektowanie przyszłości, a właściwie spisek paliwowy, tak bym to nazwał zwyczajnie. Spisek paliwowy na tym pięknym padole, na tej pięknej planecie. To jest tak: spisek żarówek, który wszyscy chyba doskonale znają. Ops! No i krzesełko strzela i bardzo dobrze, niech sobie postrzela.
Jeziorany! Co mam tu? Herbatę. Właśnie. Przygotuj sobie herbatę. Także dzisiaj będzie trochę o spisku paliwowym, ale zanim się rozpędzę z tymi wszystkimi opowieściami dzisiaj, to przede wszystkim chciałem pozdrowić ciebie, Mecenasko i Mecenasi Radia Na Fali, bo szykujemy pewne drobne, jak się po angielsku mówi refurbishing, czyli drobne przemeblowanie na stronie radia i tak dalej, i tak dalej. Także wreszcie będę mógł ci normalnie podziękować, bo na razie jeszcze to leży odłogiem i tutaj staramy się wepchać po prostu palce i ręce, wszystkie możliwe rzeczy, żeby to jak najszybciej pozałatwiać, pokończyć, po prostu zrobić. Wiesz, to jest naprawdę bardzo mała ekipa. W tym momencie jest nas dosłownie dwóch: książę Edward i ja. I właściwie my sami robimy to radio.
Także jest okej, nie mam z tym absolutnie problemu. Jest to bardzo mała, mobilna, profesjonalna ekipa, która doskonale sobie radzi. Anyway, za chwilę zobaczysz efekty tego radzenia sobie i będę mógł ci spokojnie, oficjalnie, normalnie, tak normalnie jak człowiek podziękować imiennie. Także dzięki ci Mecenasko i Mecenasi za wspieranie tego projektu. Nigdzie nie zniknęliśmy, nigdzie nie znikamy. Ja uważam, że takie żywe radio dosłownie z taką normalną refleksją, bez żadnych reklam, bez ciśnienia, bez kłamstw przede wszystkim. Taki normalny człowiek z drugiej strony, który z tobą rozmawia. Myślę, że ma to wartość, człowieku, tak jak ty masz dla mnie wartość, tak samo wartość ma dla mnie taka normalność, że sobie normalnie rozmawiamy, bez ciśnienia i nikt nie skacze nikomu na plecy. Także dzięki wielkie za wspieranie w ogóle tej inicjatywy. Reklam dalej nie będzie, zapomnij.
Także wszystko jest okej. Żadnych reklam, żadnych komercyjnych psychoz maniakalnych, żadnego świrowania w tą stronę. Wszystko działa. Szczęśliwie mamy parę groszy w kieszeni, żeby prowadzić to radio, a nawet jakbym nie miał, to i tak wytrzepię spod ziemi. Także skoro pięć lat już idzie i powiem ci szczerze, że to chyba była najlepsza decyzja w moim życiu, żeby wziąć wszystkie oszczędności, które miałem po zrobieniu wielkiej kariery. Właściwie robieniu kariery, bo ja należę do tych ludzi, którzy pierdolnęli dosłownie karierą, kiedy właściwie drzwi kariery się otwierały. Spojrzałem na to wszystko i stwierdziłem: „Fucking hell, co za pieprzone gówno. Nie wchodzę w ten shit”. Tak czy siak, byłem na rozdrożu kariery i pieprznąłem to wszystko, biorąc sobie kasę w kieszeń i zawijając się do domu i relaksując się. Do mojego domu, znaczy nie mojego domu, wynajmowanego na południu Londynu.
No i powiem ci szczerze, że była to najlepsza decyzja w moim życiu. Należę do ludzi, którzy twierdzą, że esencja mojego życia to jest bycie szczęśliwą istotą, a nie bogatą istotą albo z pieniędzmi. Jeżeli mam do wyboru bycie nieszczęśliwym z pieniędzmi i szczęśliwym bez kasy, to naprawdę nie będę się długo zastanawiał. Biorę śpiworek i idę pod most i będę naprawdę szczęśliwym facetem pod mostem. I to jest moja najlepsza opcja na życie. Jeżeli się komuś to nie podoba, trudno. Musi sobie chłopak radzić z tymi wszystkimi kredytami. Wiesz jak to dogonić świat, żeby się spasować z tym wszystkim. Ja jestem trochę poza tym shitem. Przepraszam bardzo, ja tu jeszcze sobie trochę poprawię mikrofon, żeby było okej.
No, już jest okej. Dobra. I co jeszcze chciałem powiedzieć? Chciałem podziękować, zanim się rozpędzę z tymi całymi opowieściami w ogóle, Ivelliosowi. Pozdrowić serdecznie. Radio Paranormalium miało urodziny ostatnio. Nadaje naprawdę już tak długo. To jest taki wzór internetowego radia, można powiedzieć, które działa napędzane właściwą energią, właściwą siłą. Bo jeżeli jest właściwa energia i właściwe myślenie o sobie, o świecie dookoła, to wiadomo, że projekt jedzie. Bo projekt jest zawsze, ja myślę, że wszystko, cokolwiek robimy, reprezentacją tego, co my reprezentujemy jako stan swojego własnego umysłu.
Jeżeli ktoś jest posrany w głowie, to będzie miał posrane życie. Jeżeli ktoś jest poukładany, to będzie fajnie układał te rzeczy i ludzie dookoła będą też się czuli bardzo fajnie z tym wszystkim. Taka normalna prawidłowość, można powiedzieć masło maślane i to takie oczywiste prawdy. A niektórzy nie chcą w to wierzyć. Nie chcą, nie chcą. To jest kwestia projektowania przyszłości, tak czy siak. Anyway, pozdrowienia serdeczne dla Ivelliosa i dla Radia Paranormalium i wszystkiego najlepszego, i sto, tysiąc kosmicznych lat dalszego nadawania. Ja tu w ogóle chciałem serdecznie podziękować i pozdrowić Grzegorza z Radia Dreamtime, który to ostatnio był w odwiedzinach. Mieliśmy ciekawą wyprawę, bardzo ciekawą i Grzegorz nagrał reportaż, można powiedzieć, z tej wyprawy i to taki naprawdę niezły. Mam nadzieję, że zaraz tam wrzuci linka.
Ten reportaż też jest na Radiu Paranormalium, także możesz sobie posłuchać. Założyliśmy, zakładaliśmy kask każdy po kolei, można powiedzieć kask w technologii Keshe dokładnie zrobiony. To jest ten kask od systemu medycznego. No i mieliśmy bardzo ciekawe loty, także zapraszam serdecznie do posłuchania jak to było na tej wyprawie. Serdecznie do Grzegorza. Czas snu Dreamtime. Tam się zaraz pojawi linka. Poproszę Grzegorz, jak możesz wkleić na czata Radia Na Fali. Właśnie, bo jestem na czacie Radia Na Fali. Tylko że dawno mnie nie było, to teraz obydwoma oczami patrzę w tego czata.
Także zapraszam serdecznie. No i co jeszcze chciałem powiedzieć? Oczywiście zapraszam na Skype'a: radionafali.com Jestem na Skypie. Możesz zadzwonić, możesz się odezwać. Odbieram telefon. Odbieram spokojnie, bo to jest absolutnie live. Po prostu RadioNaFali.com. Ja mam na imię Tomek, także możesz śmiało zadzwonić. Zawsze mnie fascynują tacy ludzie, którzy wysyłają: „Tomek, mylisz się, Tomek, nie masz racji”. Nie wiem, skąd są ci ludzie.
Czy ich pogięło, czy mają kupę w głowie zamiast mózgu? I don't know. Proszę mi nie wysyłać spamu. To ma być przyjemnie, miło. Nie po to rzuciłem człowieku karierę, żeby teraz siedzieć i robić pajaca przed tobą z siebie. Jak ktoś ma ochotę na karierę, to City jest troszeczkę dalej ode mnie, bardziej w centrum miasta. Tam się proszę udać. Taki cwaniak ze mnie. Oczywiście po tylu latach w końcu się należy. Anyway, co jeszcze chciałem powiedzieć względem wstępu?
Czy miałem jakieś ogłoszenia? Nie za bardzo. Książę nadaje, także jesteśmy ostatnio troszkę lotni, bo Książę też ma troszeczkę roboty w życiorysie. Wiesz jak to jest, początek roku, kilka spraw organizacyjnych. Tak to normalnie wygląda. Szczęśliwie nic strasznego się nie dzieje. Jesteśmy cali, zdrowi, żywi i myślę, że w miarę wypoczęci, zrelaksowani wchodzimy w ten piękny, nowy kalendarzowy rok. Czas najwyższy, żebym poza tymi wszystkimi podziękowaniami pozdrowił ciebie, człowieku słuchający tego offline, bo nie wszyscy słuchają tego live. Ty może gdzieś jesteś i słuchasz sobie tego w samochodzie i bardzo dobrze. Mam nadzieję, że się miło jedzie.
Słyszałem, że Polska jest zaśnieżona. Ja tu mam właściwie wręcz, może nie letnią, ale tu jest wiosna w Londynie. No cóż, wieje gorący wiatr od strony Kabulu. Tak można powiedzieć. Tak się dzieje w Londynie. Jest ciepło, deszczowo, jest fajnie. Powiem ci szczerze, że zimy żadnej nie ma. Anyway, co jeszcze mogę powiedzieć? To wszystko chyba z ogłoszeń. Słuchaj, słuchaczko i słuchaczu, przed chwilą dostałem wiadomość od jakiegoś Roberta.
Pozdrawiam serdecznie na Skypie. Robert napisał, że jest zamożnym człowiekiem, jest szczęśliwym i w ogóle wszystko jest okej. Spytałem się Roberta, bo Robert niestety jest tak zamożnym człowiekiem, że nie stać go na mikrofon chyba i nie chce zadzwonić, nie chce powiedzieć, jak to jest być zamożnym i szczęśliwym człowiekiem. Przepraszam, że tak cytuję, ale Robert się odezwał na czacie, na Skype'ie Radia Na Fali, także pozwolę sobie zacytować. Robert, mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Zapytałem się Roberta: „Ile płacisz sobie i czy zwyczajnie niewolnik napierdala mamonę na luksusowe życie swojego pana i czy to na tym polega ta zabawa?”. Bo ja też miałem około chyba 15 czy 20 niewolników pod sobą, którzy napierdalali na to, żebym miał piękną wypłatę i doskonale wiem, o co chodzi. Argument, który usłyszałem, to jest taki, że daję im pracę. Stary, excuse my kolokwializm. Rozmawiam z tobą troszeczkę bardzo niechlujnie.
Przepraszam za swoją niechlujność, ale sobota wieczór, czas spuścić troszkę ciśnienie i parę zgwiska. Po prostu wyluzuj się tak samo jak ja i nie traktuj tego w taki nerwowy sposób. Można śmiało dzwonić. Bo jak to jest właśnie, że wszyscy jesteśmy niewolnikami. Nagle pojawia się koleś, który proponuje nam zabawę w ten piękny, luksusowy świat, w reklamy, w tą całą podpierdolkę i mówi: „Wiesz, ja tak naprawdę ratuję ci życie. Daję ci pracę”. Jasne. Dajesz mi pracę. Jaką pracę? Znaczy, że co?
Że będę musiał zostać niewolnikiem i że „Arbeit macht frei”. Kto nie pracuje, ten nie je i ten musi iść na druty albo jakoś tak. To jest taka teologia współczesnego świata. Bardzo mi się to podoba. Tak, szczególnie. Strasznie mi się to podoba. Mam tu telefon, ale niestety nie od Roberta, który mówi, że jest bogaty i że jest szczęśliwy. Mam tu telefon od innego dżentelmena. Doesn't matter. Witam serdecznie, monsieur.
[16:03] - Witam cię, Tomku, serdecznie. Ja z trochę chłodnego lasu dzisiaj do ciebie się odzywam.
[16:08] - Słyszałem, że tam jest jakaś taka mocna historia zimowa.
[16:12] - Powiem ci, że kot najdłużej wytrzymał 10 minut i wrócił. Także jest tak poniżej 20. Dosyć chłodno, ale mówię, zadzwonię, podzielę się, co tam ode mnie widać na ten moment.
[16:33] - Mam nadzieję, że żadni niewolnicy nie odgarniają ci śniegu przed domem, a ty później nie mówisz: „Ale daj im pracę, daj im szansę”.
[16:42] - Nie no, właśnie. Ja to wolę sam wziąć łopatę do ręki i sobie zrobić. Nie lubię, że tak powiem, wykorzystywać cudzej naiwności. Generalnie to, co dostrzegam energetycznie, że zachodzą faktycznie duże zmiany teraz i one są odczuwalne. Praktycznie każdy je w jakiś sposób odczuwa. Nie wszyscy je rozpoznają jeszcze w sobie, bo w ogóle chodzą pewnie i myślą: „Kurde, ale co się w ogóle ze mną dzieje? O co chodzi?”.
[17:20] - Ci ludzie właśnie teraz dostali swoją życiową szansę. Mogą dostać wypłatę i mogą wydać tą wypłatę na taką namiastkę luksusowego życia, przybliżyć się bliżej reklamy w telewizji, kupić sobie lepsze mydło i lepszy szampon.
[17:39] - Też. Ale też nie rozumieją, dlaczego tak się dzieje. To zauważam w sobie, że zaczyna się to wszystko składać. Po prostu więcej rzeczy rozumiesz, więcej do ciebie trafia.
[17:59] - Dokładnie. Otóż to. To jest taki klasyczny moment zwrotny w życiu każdego z nas, kiedy rozumiesz, że opcja pod tytułem pan i niewolnik oraz pan, który mówi: „Ależ przecież ja ci daję szansę. Daję ci szansę, żebyś się bawił w tą całą cywilizację. Będziesz zapieprzał całe życie, będziesz harował jak niewolnik. Ja dzięki temu pojadę na piękne wakacje na Teneryfę albo gdzieś tam. Będę szczęśliwym, zamożnym człowiekiem, który daje ci szansę”. Ja zawsze się pytam, czy twój niewolnik zarabia dokładnie tyle samo, ile ty?
[18:31] - Ale poczekaj, bo jeszcze-
[18:32] - Zawsze podstawowe pytanie.
[18:35] - Oficjalnie jeszcze ogłoszą w każdej telewizji, że w zasadzie dług już jest tak duży, że nawet twoje dzieci tego nie spłacą.
[18:42] - Dokładnie, cała ta zabawa to jest taki mocny dowcip, bo właśnie na czym polega zapraszanie ludzi do tej patologicznej zabawy? Na to, żeby chodziło tylko o to, że ten człowiek już właściwie nie spędzi czasu z dziećmi, nie spędzi czasu z rodziną. Inna sprawa, że wiadomo, że ludzki pan nie da mu takiej zapłaty jak sobie. Także o ile właściciel takiej firmy zawsze sobie jeździ na wakacje, to pracownik musi zapieprzać. I argument jest taki: ale wiesz, ja tu jestem właścicielem tej firmy, ja tu robię.
[19:10] - Tak, to był mój pomysł.
[19:11] - Wiesz, ja nie chcę kontynuować tego tematu, bo to jest smutny temat. Ja sam byłem w życiu właścicielem paru niewolników przez jakiś czas i doskonale to pamiętam. Wcale nie mam takiej kiepskiej pamięci, pomimo że bardzo lubię palić jointy. Doskonale pamiętam ten moment. Doskonale. I wcale nie zamierzam do tego wracać. To był taki przykry moment, kiedy widziałem faceta, który zapieprza jak dziki osioł, na mnie zapieprza i zostaje po godzinach i tak dalej. Ja tak zostawałem czasami po godzinach, tak żeby dodać mu otuchy, ale widziałem, że prawda jest taka, że ja gówno robię. Właściwie jestem poganiaczem bydła tak naprawdę, taka jest prawda. Mam staw 20 ludzi, poganiam bydło i normalne jest też, że jak coś się sypie, to ja nie robię nic, tylko idę do kolesia, który mówi: ej, tutaj potrzebuję, tu mamy deadline.
Wiesz, o co chodzi. Wszystkie tego typu rzeczy. Także przerobiłem tą drogę, wydaje mi się od początku do końca i nabrałem zdrowego rozsądku w głowie. Zobaczyłem w drugim człowieku nie swojego niewolnika, który ma zrealizować moją wizję pięknego, luksusowego szczęścia, zapierdalając na mnie w pocie czoła i znoju. Tylko zobaczyłem, że to ja właściwie robię to swoje życie i naprawdę nie chcę tutaj mieć dookoła niewolników. Chcę mieć przyjaciół. Chcę mieć pięknych ludzi, którzy są na równych, partnerskich warach ze mną i to wszystko. I nikt nie jest sobie nic winien i nikt nie musi wstawać o godzinie siódmej rano, żeby zapieprzać gdzieś do pracy, robić coś, bo ktoś sobie coś wymyślił. Prawda jest taka, że jest taki niewolniczy system. On musi pójść do pracy, bo z kolei przyjdzie do niego inny koleś, który też ma szefa nad sobą albo też jest jakimś szefem i też mówi, że ludziom daje szansę i mówi: stary, jak mi nie zapłacisz podatku, to ja nie zapłacę swoim ludziom.
To moi niewolnicy nie zarobią pieniędzy. Moi niewolnicy umrą z głodu. Także przepraszam cię bardzo, ale musicie aresztować, bo nie płacisz podatków i moi niewolnicy nie mają z czego żyć. Przede wszystkim ja nie mam za co kupić sobie samolotu.
[20:58] - To tak, to mogę potwierdzić, że jak rozpoznasz, jak działa ten system, to już zaczynasz-
[21:04] - Słaba przyjemność.
[21:06] - Na każdym kroku widzisz, jak on te swoje macki rozsyła i wszyscy powolnie, nie kwestionując. To znaczy nie wszyscy. Część jest takich, co im zaczyna już coś świtać w głowie, że chyba coś tutaj nie gra.
[21:20] - Miałem taką ciekawą rozmowę. Rzucę taki wątek. Miałem bardzo ciekawą rozmowę tu prywatnie. Zresztą książe Edward poruszał ten temat u siebie w etykiecie. Temat Brazylii, bo jako fotograf musiałem tam robić zdjęcia. Taka praca go dorwała, robił zdjęcia na tej olimpiadzie w Brazylii. No i tak miał chwilę czasu, żeby się przyjrzeć temu Rio de Janeiro, czy tam, gdzie był. No i taka refleksja była, że to troszkę smutne miejsce. I zaczęliśmy się zastanawiać, rozmawiając ze sobą, kto ma tak naprawdę frajdę z jeżdżenia do takich miejsc? Wiesz, o co chodzi.
Bo jest masa zamożnych ludzi, właściwie większość tak zwanych zamożnych w cudzysłowie, czyli ludzi, których stać na to, żeby wyjeżdżać na wakacje częściej niż raz w roku, bo właściwie tego się to dotyczy, że ty nie musisz harować, że inni harują na ciebie. Wybiera się w takie egzotyczne raje, ogląda te egzotyczne raje, wracają, pokazują zdjęcia, są super i tak dalej. Wiesz, o czym mówię. Takie wakacje, żeby się przypadkiem nie spocić za bardzo, kiedy zapieprza za ciebie stado niewolników, bo ty się strasznie pocisz, kiedy oglądasz ich w pracy. No i wracają z tych wakacji i tacy zadowoleni, szczęśliwi, jak pięknie było w Rio de Janeiro. Miałem takiego dżentelmena, miałem nawet paru. Mówi: ach, Brazylia, niesamowite miejsce. No i Jadek wrócił z Brazylii i mówi: fucking hell. To było takie jak wizyta w obozie koncentracyjnym. I się zastanawialiśmy, jaką trzeba mieć wykręconą psychikę, tak mocno wykręconą, żeby lądując w środku obozu koncentracyjnego mieć satysfakcję z tego, że dookoła masz stado niewolników, które musi zapieprzać na ciebie.
Bo jeżeli ten koleś albo ta pani w hotelu nie złoży tej serwetki dla ciebie w tak wykwintny wzorek, że ty w ogóle nawet nie wiesz, jak ona to zrobiła, to jest w ogóle szok. W Europie nikt tego nie robi, a ta pani musi to zrobić, bo jak tego nie zrobi, to nie zostawisz jej napiwku 10 dolarów i jej rodzina będzie zdychała z głodu, bo tyle, ile ona zarabia w tym hoteliku, w tym pięknym hoteliku, gdzie przylatują piękni biali ludzie, którzy mają hollywoodzki uśmiech i mówią, że robią szczęście innym ludziom w życiu. Ciekawy konformizm, bardzo ciekawy. Taki patologiczny troszkę konformizm moim zdaniem. Oni zostawiają te 10 dolarów i te 10 dolarów powoduje, że ten człowiek może przetrwać, bo tam już nie napije się wody z rzeki, bo tam stoi fabryka, która należy do kumpli tego człowieka, który tam przyjeżdża na wakacje i tak dalej. Woda jest zatruta. Cały ten mechanizm przyczynowo-skutkowy. Ja nie chcę tu rozwijać tego tematu, bo na dzisiaj mam taki konkretny temat pod tytułem spisek paliwowy, który jest właśnie związany z tą percepcją świata. Jak my sobie myślimy, jak fajnie jest, jak sobie w takim dualizmie w ogóle funkcjonujemy. Fajnie jest mieć kasę, luksusowy samochód.
Fajnie jest, jak niewolnicy nas pracują, ale pod warunkiem, że nie nazwamy ich niewolnikami. Ja miałem takie rozmowy bardzo często tu w Londynie, gdzie pracowałem, robiłem karierę i nie tylko tu w Londynie. I takie spotkanie ludzi z kasą, którzy zaczynają rozmawiać o tym, jak jest pięknie, jest fantastycznie, gdzie spędzają wakacje. Ja tak siedziałem: fucking hell, przecież ja jestem w środowisku psychopatów, którzy odwiedzają obozy koncentracyjne i mają satysfakcję z tego, że siła robocza zapierdala na ich szczęście i oni nie widzą emocji tych ludzi, którzy na nich pracują. Mają to w dupie. Oni są w obozie takim specjalnie dla bogatych ludzi, ogrodzeni drutem. Ma być luksus
[24:29] - Ale to całe szczęście ich trwa do momentu, dopóki nie uzyskają świadomości, w czym uczestniczą .
[24:35] - Mam nadzieję, że szybko się obudzą i szybko otrzymają tą świadomość, bo wiesz, argument pod tytułem, który mi tu kolega Robert podesłał, że on jest dobrym człowiekiem, bo daje możliwość bycia niewolnikami jeszcze większej ilości ludzi, jest słabym argumentem moim zdaniem. Niestety kolega nie ma odwagi, żeby zadzwonić. Ja bym chętnie chciał porozmawiać, bo jest to konkretna rozmowa na konkretne argumenty. Jeżeli są tacy ludzie, którzy czują się szczęśliwi, gnojąc innych ludzi za kasę, przynajmniej w mojej opinii. Jeżeli ja się mylę, to chciałbym spokojnie usiąść i porozmawiać. Miałem kiedyś taką rozmowę z takim dżentelmenem tu w Londynie, z dwoma właściwie takimi dżentelmenami. Było to na imprezie zorganizowanej, bardzo ekskluzywnej imprezie zorganizowanej przez jedną z takich bardzo, jak się nazywa pan? To jest Vivienne Westwood. To była impreza zorganizowana przez Vivienne Westwood. To jest taka projektantka, która za każdy projekt bierze tyle, że się w głowie nie mieści.
Zapieprza na nią stado paru, nie wiem, dwudziestu niewolników, którzy pracują i cokolwiek Vivienne Westwood sobie wymyśli, robi taką kreskę na papierze, rzuca kartkę i mówi: „To ma być gotowe na jutro. Jak nie, to jesteś zwolniony”. Rozumiesz? Nie wiadomo, co masz robić. Ma być fajne. Wiesz, o co chodzi. To tak samo wygląda projektowanie budynków wszystkich tych potężnych wieżowców na świecie, jak Zaha Hadid i tak dalej. Poznałem ludzi, którzy pracują tutaj w tych biurach, projektują te wszystkie potężne wieżowce w Londynie, także nie jest to taka teoretyczna informacja, tylko znam tych ludzi, wiem, jak żyją. Smutne jest to życie, powiem ci szczerze. Życie, bieganie za kredytem, za kasą.
Pracuje się dwanaście godzin na dobę i wygląda to tak, że przychodzi wielki projektant Zaha Hadid do biura na mocnym kacu, bo właśnie wczoraj dużo piła z merem Londynu i jest na takim kacu, że głowa ją boli i nienawidzi wszystkich. Rzuca jakiś kawałek czegoś, co wyrysowała na kompletnej fazie alkoholowej gdzieś na jakiejś serwetce. Wiesz, bo miała natchnienie, zrobiła parę kresek, rzuca te parę kresek całej ekipie dwustuosobowej. To samo sir Foster. Przecież sir Foster właściwie już nie projektuje żadnych budynków. To jest po prostu ekipa, która projektuje. Sir Foster przychodzi, mówi, rysuje kreskę, czyli rysuje taki łuk przez całą kartkę. Mówi: „To będzie nowy budynek”. Rozumiesz? A tam ekipa się martwi, jak to zrobić, żeby ten budynek nie pieprznął.
I masz około dwustu inżynierów, architektów i całą ekipę, która się zastanawia, jak dogodzić temu popierdolonemu kolesiowi.
[26:54] - No tak, to tak wygląda.
[26:57] - Żeby się nie zawaliło, żeby to jeszcze miało jakikolwiek sens. I on jeszcze przychodzi, ci mówi: „Stary, nie jest gotowe. Wypierdalasz. Nie ma cię w tym biurze”. Dosłownie tak się rozmawia w pewnych momentach. To oczywiście jest rozmowa prywatna. To nie jest przy ludziach, bo przy ludziach nie możesz użyć takich słów, ale normalnie szef cię bierze na bok i mówi dokładnie takim językiem. Mówi: „Stary, what the fuck?” Rozumiesz? I to jest koniec rozmowy.
[27:22] - No tak.
[27:23] - I to jest dawanie szansy niewolnikom.
[27:26] - Ja bym się skupił bardziej na czymś innym, bo nie mamy co przeżywać tego, że ten system jest taki, jaki jest.
[27:31] - Dokładnie.
[27:32] - Bo taki jest. I też wszystkich nie uświadomimy, bo nie uświadomimy.
[27:37] - Nie, ja myślę, że każdy z nas sam musi to dostrzec. Sam musi dostrzec tą cudowność, kiedy musi dostrzec, jak wyglądają oczy kobiety w trzecim świecie, która służy jako jego służąca w hotelu. I niech wyciągnie banknot dwudziestodolarowy i jej da do ręki. Niech zobaczy jej minę i dowie się wszystkiego na temat, ile jest wart, ile całe to jego bogactwo, całe te szanse, które myśli, że stwarza ludziom, ile to jest warte. Dowie się bardzo szybko, jeżeli nie jest ślepy. Ale z reguły ci kolesie nie lubią spotykać sprzątaczek. Wiesz, oni zostawiają te banknoty. Banknoty się zawsze zostawia po prostu sprzątaczce, bo nie chcesz jej spotkać, bo to jest gorszy sort człowieka oczywiście. Wiesz, o co chodzi. Jej nie zaprosisz na swoje urodziny.
[28:24] - No nie.
[28:25] - Ostatecznie taki prosty myk. Czasami mamy problem, żeby złapać takie proste rzeczy. Ja dzisiaj chcę opowiedzieć o takiej prostej rzeczy, właśnie o spisku paliwowym, bo było o spisku żarówkowym. To czas, bym spisek paliwowy poruszył.
[28:39] - Chociaż jeszcze jedną myśl, bo tak à propos, się wkręcamy dalej w ten system, ale tak sobie pomyślałem, że jak to by było dla zdrowia dobrze, jakby więcej ludzi paliło tą trawkę do tego, że po trawce nie wziąłby do ust niczego, co by mu nie smakowało, więc kupa chemii by od razu odpadła .
[29:01] - Słuchaj jako-
[29:02] - Choćby jedząc lepsze rzeczy, bo-
[29:05] - Otóż to
[29:06] - ... nie zjesz jak zapalisz trawki, bo mówiąc ci, to nie smakuje. Jaki sens?
[29:12] - Nie, absolutnie.
[29:14] - Tak zapalisz. O dobre, dobre. To, co mogę zjeść.
[29:17] - Jako ponad dwudziestoletni użytkownik regularny cannabis, bo ja nie jestem użytkownikiem niedzielnym cannabis. Absolutnie. Jeżeli ktoś myśli, że ja palę tylko w weekend, to naprawdę się grubo myli. Bardzo grubo, bardzo grubo. Naprawdę uważam, że jeżeli akurat nie masz nic specjalnego do roboty, jest piękny ranek, pięknie się czujesz i tak dalej i masz na to ochotę, to powinieneś zacząć dzień od jointa. I to wcale nie jest nic złego. I jest to fajne. Jeżeli nie robisz nikomu krzywdy, wszystko jest okej. Ja akurat należę do tych ludzi, którzy w wieku siedemnastu lat wyhodowali swoje własne rośliny. Także chyba zdaje się, czy jakoś tak.
Także mam za sobą ponad dwudziestoletnią praktykę grubą.
[29:55] - Ale to potwierdziło moją wewnętrzną teorię, że marihuana zdrowotnie może też działać.
[30:03] - Działa. Znam masę ludzi. Przez te dwadzieścia lat używania cannabis naprawdę poznałem wręcz setki ludzi, którzy się wyleczyli z bardzo poważnych chorób. Zresztą sam jestem przypadkiem, który właśnie sięgnął po cannabis po raz drugi, bo zostawiłem cannabis na parę lat. Jako nastolatek paliłem, ale później zostawiłem w ogóle. Do dwudziestego któregoś roku życia w ogóle nawet nie dotykałem cannabis i w pewnym momencie złapałem z powrotem, bo zaczęły się problemy zdrowotne. I jak się okazało, powiem ci szczerze, że myślę, że cannabis utrzymało mnie we właściwej formie do dzisiaj Gdyby nie to, wylądowałbym być może na cmentarzu. Ale nie chcę opowiadać takich drastycznych historii. To jest historia mojego życia. Nie być może, tylko wylądowałbym na cmentarzu, bo to nie ma być może, tak mi mówili lekarze.
Także jestem szczęśliwie tym, który nie wylądował na cmentarzu i używam dalej cannabis. I dalej nie lubię, jak niewolnicy na mnie pracują. Rozumiesz? Nie widzę w tym żadnej satysfakcji, absolutnie żadnej. Nie rozumiem. Dziwi mnie ta patologia. W ogóle ten argument. Chciałbym, żeby się odezwał tutaj dżentelmen, który się przedstawia jako Robert. Słucha radia Na Fali, lubi bardzo komfortową atmosferę, lubi też tak samo pomyśleć jak ja. Tylko jedyna różnica między nami polega na tym, że on wierzy w to, że robiąc z ludzi niewolników daje im wolność.
A ja wierzę w to, że rozpuszczając wszystkich samopas i puszczając sam się samopas daje ludziom wolność. To są dwa skrajne punkty widzenia. Inna sprawa, że prawdę mówiąc to radio, Radio Na Fali nigdy nie było sponsorowane przez bardzo bogatych ludzi. Także jeżeli chodzi o przyjmowanie inicjatywy, budowanie społeczności, dzielenie się czymś, to ja w życiu nie spotkałem bogatych ludzi, którzy by się czymś dzielili. I to bynajmniej nie chodzi o Radio Na Fali, bo nie chciałbym teraz przygarnąć jakiegoś milionera, który powie: „Tomek, daję ci kasę”. Powiedziałbym: „Wiesz co? Idź sobie gdzieś. Pojedź na wakacje, wiesz, człowieku”.
[31:55] - Oni się dzielą tylko jak widzą w tym jakiś zysk, bo to musi być kalkulacja.
[31:59] - To nawet nie jest zysk, nie do końca. Tu akurat bym się nie zgodził. Z kalkulacją bym się zgodził. Ale to jest co innego kalkulowane. Kalkuluje się tak zwaną strefę własnego komfortu. Bogaci ludzie lubią rzucić stówką — ja mówię o funtach — albo tysiącem funtów, albo czasami pięć tysięcy funtów. Ale tylko kiedy ktoś to obserwuje, kiedy ktoś to widzi, kiedy jest to wydarzenie publiczne i w tym momencie, kiedy mogą zbudować swoje własne poczucie takiej comfort zone. To jest amerykańskie powiedzonko. Nie jest to angielskie powiedzonko. Tu nadużywam troszeczkę amerykańskiego, czyli strefa komfortu.
Zresztą w psychologii doskonale znane, bo właściwie jest to termin używany w psychologii od chyba 40 czy 50 lat w Stanach Zjednoczonych i nie tylko teraz już wszędzie, chyba na całym świecie. Tak czy siak, tak naprawdę chodzi o kupowanie sobie strefy komfortu. Masz lepszy samochód, masz wszystko lepsze. Są piękne badania, o których tu dawno temu mówiłem, wspominałem. Robiono na początku roku 2000, chyba 2002, 2001 w Kalifornii na pasach, że przechodzi człowiek na pasach i nie ma światła na pasach i jeżdżą samochody. I teraz kto się zatrzyma? Jaki samochód się zatrzyma, żeby przepuścić pieszego, a który będzie naciskał i o mało co go nie rozjedzie? Czy chcemy, czy nie wyniki badań są porażające dla wszystkich tych, którzy mają luksusowe samochody. Im większy i bardziej luksusowy samochód, tym większy kutas w środku i nie da się schować w kieszeń. Tak to wygląda.
Świetne badania były robione przez taką grupę researcherów, zdaje się chyba z Nowego Jorku, taki dżentelmen, na temat zachowań ludzi podczas gry w Monopoly. Dokładnie ta sama sytuacja. Wzięto grupę studentów z kampusu i zrobiono zdalnie, także nie widzieli się twarzami. Grali przez internet, tak żeby oddzielić te interakcje emocjonalne, tylko samą komunikację ustawić. No i sprawdzono, jak się zachowuje człowiek, który zaczyna być właścicielem wszystkiego i od którego zależą inni ludzie. Zaczyna się psychoza maniakalna. On już zaczyna uderzać w tych ludzi, zaczyna chcieć ich pogonić. Kolejny klasyczny eksperyment, nie pamiętam już nazwy. To jest ten eksperyment z puszczaniem prądu, że słyszysz dźwięk w głośniku i koleś ci mówi: „Puść mu trochę prądu” i tam słyszysz krzyk. On mówi: „Nie, to go nie boli.
Puść mu troszkę więcej prądu”. I tak podnosi się wartoś. Się sprawdza, jak daleko sięga twoja empatia i się okazuje, że-
[34:18] - Na ile może się posunąć jeden człowiek w zadawaniu bólu drugiemu.
[34:22] - Dokładnie. I numer polega na tym, że ci, którzy przeskakują tą barierę są— ja tu Robert będę pił do ciebie, bo się odezwałeś do mnie. Nie chcesz zadzwonić, ale wywołałeś bardzo ciekawy temat. Dziękuję za ten temat. Jako zamożny człowiek myślę, że fajnie ci się będzie tego słuchało i myślę, że wniesiesz coś do swojego życia z tej mojej gadki. Mam nadzieję. A może i nie. A może po prostu jestem takim bęcwał, który za dużo myśli na swój temat. W każdym razie anyway wygląda tak, że w pewnym momencie ludzie zaczynają sobie wymyślać powód, dla którego mordują innych ludzi. To jest związane z każdą wojną, z każdym konfliktem zbrojnym, bo to jest dokładnie ta sama sytuacja, która jest w Monopoly, że ktoś mówi: „Ale to tylko gra, to tylko gra, oddaj mi swoje wszystkie pieniądze.
Będziesz się gównianiej czuł, ale to gra, ale ja się będę fajniej czuł”. I to jest dokładnie cała ta historia. To jest tak jak z zabijaniem, że później musisz sobie wytłumaczyć, że właściwie robiłem to w dobrej wierze. Właściwie dobre rzeczy się z tego wydarzyły dla mnie. Pojechałem na fajne wakacje, moi pracownicy są zadowoleni. Ja też jestem zadowolony, bo jak widzą szefa, to przecież nie spuszczą nosa w dół. Bo jak ja miałem kolesia w swoim teamie, który krzywo się patrzy i widzę, że się męczy, to pierwsza rzecz, która się dzieje, to dostaje tak zwany notice. Jeżeli dalej przychodzi krzywy, niezadowolony, to biorę go na rozmowę i rozmowa brzmi tak: „Słuchaj Johnny, psujesz atmosferę w teamie. Nie widzę radości, entuzjazmu z twojej strony. Pomyśl nad tym.
Robimy fajny projekt. Dobrze by było, żebyś poczuł się fajnie. Weź się przejść. Pomyśl 15 minut”. Daję niewolnikowi 15 minut. Dosłownie. Albo daję mu pół dnia. Po prostu taki myk robię. Gram dobrego pana. Zostałem nauczony tych technik, także doskonale się w tym orientuję.
Uczyłem się tego wszystkiego w stolicy kapitalizmu i to tak konkretnie się nauczyłem. I mówię: „Słuchaj, weź sobie wolne pół dnia, jutro przyjdź jak się wyśpisz. Nie śpiesz się rano do pracy, naprawdę. Robię z siebie ludzkiego pana”. I zostawiam go w tej sytuacji. „Stary, pomyśl o tym, bo robimy fajny projekt, fajnie by było, żebyśmy się fajnie czuli. Jak go zrobimy, to firma zarobi dużo pieniędzy. Może będzie premia”. Nie mówię, że będzie premia. Mówię, że może będzie.
Przecież wiem, że nie dam mu premii, bo jestem skurwysynem i pracuję na siebie. Taka jest prawda. To ja pojadę ze swoją laską na wakacje, a nie on. Mu dam stanowisko managerskie. Nic mnie to nie kosztuje. Rozumiesz? Poza tym, że będzie miał większą odpowiedzialność, będzie jeszcze bardziej stał ze strachu pod siebie, żeby nie wylecieć. Także będzie jeszcze lepszy i szybszy w robocie, jeżeli ma takie predyspozycje, jeżeli jest niewolnikiem z urodzenia. Jeżeli on jest dalej nieuśmiechnięty następnego dnia, bo zrozumiał to, że jest niewolnikiem, to ja go biorę na rozmowę i mówię: „Wiesz co, stary? Psujesz mi atmosferę w teamie.
Ciężko idzie ten projekt. Mam naprawdę ciężkiego klienta. Nie cieszysz się, nie widzę entuzjazmu w tobie. To niszczy naszą robotę. Wyjdź stąd, jesteś zwolniony”. I tak to wygląda. Dlatego każdy, kiedy widzi właściciela, się uśmiecha. To jest fenomen, bo poznałem wielu właścicieli bardzo dużych biznesów. Czasami mowa jest o dosłownie nie wiem ilu tysiącach ludzi, 20, 30 tysięcy ludzi do zarządzania. To są duże biznesy, takie globalne już raczej.
Poznałem dżentelmenów, którzy pracują dla Apple'a. Akurat należałem, dziś się pochwalę, do tych szczęśliwców albo nieszczęśliwców, którzy zanim wyszedł iPad oficjalnie na rynku, to ja tego iPada dwa tygodnie wcześniej, zanim w ogóle świat cokolwiek wiedział i zobaczył zdjęcia tego urządzenia... Znaczy nie, zdjęcia pierwsze już były. Już wszyscy wiedzieli, że jest coś takiego i że wychodzi, ale nikt jeszcze nie widział tego urządzenia. Ja je miałem w rękach tu w Londynie, testowaliśmy. Miałem kontakt z panami, którzy pracowali dla firmy Apple i Dolina Krzemowa i tak dalej, bo tam jest dużo ludzi z Anglii w ogóle, takich bardzo zdolnych ludzi z Anglii, którzy nie robili kariery w Anglii, bo w Anglii z powodu urodzenia nie zostaną nigdy menadżerami. Za mała szkoła, nie mają sir przed nazwiskiem, więc w pewnym momencie się zawinęli do Stanów, zrobili karierę w Dolinie Krzemowej i też zostali właścicielami niewolników, bo mieli taką ambicję, żeby być właścicielami niewolników. I były takie bardzo ciekawe rozmowy, jak się pracuje, jak to w ogóle wygląda, jak tak naprawdę się zachowuje ten cały management o nazwie Steve Jobs, że to jest po prostu kawał kutasa i że to nie jest tak, że ty robisz fajną robotę, tylko to jest tak, że ty naprawdę musisz kochać tą robotę. Jeżeli nie kochasz tej roboty i nie pokazujesz swojego entuzjazmu, to następna rzecz, która się dzieje w twoim życiu dokładnie pięć minut po tym, jak twój szef zauważy, że tego entuzjazmu jest niewystarczająco, to cię już nie ma w tej firmie. I koniec piosenki.
Nie ma to tamto. Nie ma tak, że ktoś cię będzie oglądał. To są duże pieniądze dla wielu ludzi, obietnica pięknego, zdrowego życia. I tak to wygląda. Chętnie usłyszę i spotkuję jakiegoś zamożnego, bogatego człowieka, który daje pracę innym i jest z tego szczęście, radość. Bo później, pamiętam, wyszła ta historia, kto składa te iPady i jak żyją ci ludzie w Chinach, w tej fabryce, która jest ogrodzona drutem kolczastym i oni wszyscy mieszkają jak w fabryce Forda i wszyscy zapieprzają za pensję głodową.
[39:08] - To jest.
[39:09] - I efekt jest taki, że skala samobójstw jest po prostu potworna. Okazało się, że fabryka nie jest w stanie funkcjonować. To dlatego wyszły te informacje na wierzch, bo okazało się, że fabryka nie jest w stanie funkcjonować. Po prostu ludzie, inżynierowie zaczynają popełniać samobójstwa, bo to nie działa. I to wyszło na wierzch. Nagle się okazuje, że kupujesz maszynę, za którą płacisz naprawdę niezłą kasę. Ona kosztuje prawie pół tysiąca funtów, a człowiek, który właściwie powinien dostać połowę z tego minimum, właściwie dostaje pół dolara z tego i musi za to przeżyć. I normalne jest to, że jak przestanie pracować w tej fabryce, to już po nim. Także chodzi o to, żeby cię uwiązać. Dać ci fajną obietnicę przyszłości.
Ty w tym momencie się wpieprzasz w kredyty, wpieprzasz się w płatności i w tym momencie już można z tobą grać, bo jesteś uwiązany na całego. Także taka zabawa, powiedziałbym, do jednej bramki. Słabo to widzę, naprawdę słabo to widzę.
[39:59] - Tylko że nie ma co narzekać, bo to większość teraz jest ludzi w takiej sytuacji, ale też, że tak powiem, budzi się i widzi, że to nie gra. I tutaj dla nich jakieś trzeba rady dać, jak sobie radzić na co dzień z taką sytuacją. Bo wiem, że nie jest lekko, widzisz, wiesz, nawet już czujesz, że musisz przebywać w tych energiach, które powstają wśród takich ludzi, którzy myślą w określony sposób i tak dalej. To jest, powiem ci, ciężko przebywać.
[40:38] - Toksyczna historia. Ja dlatego zrezygnowałem. Ciekawa rzecz też, zaobserwowałem taką ciekawostkę. Budzę się na przykład, kolega próbuje coś pisać. Proszę zadzwonić kolego, kolego zamożny. Przepraszam, że tak bezczelnie mówię, ale kolego, jeżeli się tak deklarujesz i mówisz, że ratujesz... Bo ja dostaję ciągle na Skypie, ten dżentelmen mnie pozdrawia i ja też pozdrawiam cię, dżentelmenie, panie Robercie i proszę zadzwonić, się odezwać, bo ludzie mówią, że to niby jest postęp jakiś, sobie żyję w jakiejś jaskini i tak dalej, że nie mieszkamy dzięki temu w jaskiniach. Nie, nie mieszkamy w jaskiniach. Po prostu zapierdalamy 50 lat na to, żeby spłacić mieszkanie, które jest gówno warte. I to jest to niemieszkanie w jaskiniach.
Zajebisty pomysł, zajebisty, zaiste zajebisty. Excuse me my French, ale dzisiaj będzie troszkę takim żołnierskim językiem. I jest taka ciekawostka, bo ja się dowiedziałem tego od dżentelmenów z Apple'a. Właściwie nie tyle z Apple'a, bo Apple jest mądrą firmą i rzeczy nie robią się w firmie Apple, tylko firma Apple wykupuje tak jak każda duża firma, bo to nie chodzi tylko o firmę Apple. Akurat mam ich telefon, mam ich urządzenia, także znam ich sprzęt. I to nie jest tylko jedna firma, bo to robią wszystkie firmy: Microsoft, Google, wszystkie potężne firmy, łącznie z Boehringem, łącznie z General Electric, łącznie z każdą firmą samochodową. Jeżeli pojawia się jakieś rozwiązanie technologiczne, to z reguły rozwiązanie pojawia się w małych firmach, gdzie ludzie wspólnie pracują nad tym i dzielą się wspólnie razem kasą. Taki klasyczny model w Dolinie Krzemowej wyglądał tak, że kolesie robili sobie projekt i później szukali dużej firmy, która to kupi i dzielili się kasą na spółkę. Czyli jest nas pięciu. Wymyślamy genialny projekt na aplikację, sprzedajemy ją do Apple'a, Sun czy Cisco, czy gdziekolwiek.
Sprzedajemy za grube miliony albo jakiemuś inwestorowi, który wchodzi z tym na giełdę. Mamy z tego około 5 do 25 milionów dolarów plus udział w akcjach, jakiś taki szczątkowy 5 do 10% nam zostaje. Także mamy troszkę jeszcze procentu z tego fajnego biznesu, jakby trzeba było rozwijać silnik. Jesteśmy asystentami tego biznesu, także mamy teoretycznie też stałą robotę niby dla tej firmy. I tu się kończą fajne zabawy, bo w tym momencie jak kupuje to korporacja, jesteś już niewolnikiem i w tym momencie wiesz, że zarząd dostanie więcej kasy niż ty za swoją robotę, którą zrobiłeś. I wszyscy to akceptują. W tym momencie już zgadzasz się na swoją rolę niewolnika. Część się zgadza, a część się nie zgadza. Sprzedaje patent i mówi: „Okej, wszystko jest wasze. My stąd wychodzimy”.
Oczywiście jest klauzura, która mówi o tym, że nie możesz podjąć roboty i wyprodukować podobnej aplikacji dla tak zwanej konkurencji przez najbliższe trzy lata albo rok czasu, albo jakoś tak. Wszystkie te klauzule poufności, że ty nie możesz ruszyć tej roboty przez najbliższy rok, tak żeby nie stworzyć zagrożenia dla tego pięknego systemu, który będzie sprzedawany przez monopolistę. Do tego się to sprowadza. Jakie jest clou? Wszystkie te piękne rozwiązania technologiczne, z których korzystamy, te, które czynią nasze życie wygodne, nigdy nie powstały w żadnej korporacji. Korporacja to wszystko albo kupuje, albo przychodzą ludzie do korporacji, którzy to próbują sprzedać i sprzedają tam. Tak samo jak żadne z rozwiązań technologicznych, które dotyczą naszego codziennego życia, praktycznie nie powstało w wojsku, chociaż jest taki potoczny mit, że wojsko produkuje wynalazki, jak jest wojna. Bullshit. Wojsko kradnie wynalazki. I to właśnie wtedy, jak jest wojna.
Później wojna się kończy, wojsko ukradnie komuś nową technologię, ktoś zniknie w niewyjaśnionych okolicznościach, jakiś wynalazca. Minie parę lat, na drugim końcu świata pojawi się nowa technologia i wszyscy: „O, to wojsko”. Nie wojsko, tylko ktoś z ramienia wojska stuknął kiedyś kogoś, kto miał ten patent, został ukradziony, został przepisany na nowo. Wszyscy zostali wysłani do krainy wiecznych łowów i 10 lat później zgłasza się nowy patent, który należy do wojska. I tak wygląda rzeczywistość rozwoju technologicznego na świecie. Tak samo jak z korporacjami, przecież to jest dokładnie to samo. Przy jakiej korporacji cokolwiek wymyślono? Nie ma nic. Tam są zespoły badawcze, ale te zespoły badawcze dostają gotowe opracowanie na papierze. Dostają taki plik 5000 stron, opracowanie procesu, który się dzieje i ich zadaniem jest wdrożyć ten proces do produktów tej firmy.
I to wszystko. Oni nie wymyślają nic nowego, tylko wdrażają. To są biura wdrożeniowe, ale to jest kwestia, że czasami trzeba zajrzeć troszkę dalej za kurtynę, żeby zobaczyć, jak to wygląda w praktyce. Przepraszam, bo tak zagadałem się strasznie.
[44:40] - Dobrze, Tomku, myślę, że w dalszej ciągłej audycji jeszcze coś konstruktywnego wpadnie.
[44:48] - Słuchaj, bo ja chcę dzisiaj powiedzieć o takiej ciekawej rzeczy, o spisku paliwowym. Także włączę jakąś muzyczkę, rozgonię troszeczkę chmury i powiem o takim ciekawym spisku, w którym właściwie wszyscy uczestniczymy, bo to jest ciekawa rzecz.
[44:58] - No tak.
[44:59] - Że są spiski, w których wszyscy uczestniczymy, czy chcemy, czy nie, i czasami robimy dokłada do tego nieprzeciętny cyrk. Ale nieprzeciętny cyrk. Jeszcze dodam, że gdyby korporacje i niewolnicy przede wszystkim wszyscy ci, którzy zatrudniają ludzi i traktują ich jak niewolników, ten cały mit o wolności i rozwoju w pracy nie istniał, to praktycznie nie byłoby problemu z płaceniem za prąd, płaceniem za komunikację i tak dalej. Wszystko byłoby co najmniej o 90% tańsze. Taka jest prawda. Wszystkie te narzuty są robione przez korporacje, bo ktoś musi zarobić na zarząd. Tadam! A wiadomo, że zarząd przecież nowej aplikacji albo nowego urządzenia do komunikacji nie wymyśli. Jak się pojawi taki koleś o nazwisku Hartmut Miller, to wiadomo, że trzeba go stuchnąć, zamknąć w pierdlu, bo przecież wymyślił telefon, który jest skalarny i okazuje się, że żadna korporacja nie jest już potrzebna do rozmawiania przez telefon, do wysyłania sygnału internetowego do internetu. Że to wszystko jest niewidoczne, nie da się zesniffować, czyli podsłuchać sygnału.
I że dżentelmen nie chce sprzedać patentu dużym korporacjom, takim jak niemieckie firmy telekomunikacyjne, jak europejskie firmy komunikacyjne i musi skończyć w więzieniu. Ups.
[46:13] - To tak właśnie.
[46:14] - A później ten młody, aspirujący, zamożny, bogaty poganiacz niewolników z tym swoim nowym telefonem na swoich wakacjach na Teneryfie. Przyjaciel dzwoni z tego telefonu i mówi: „Jaki niesamowity telefon. Ściągnąłem nową aplikację, koniecznie musisz ją ściągnąć. Oni robią niesamowite rzeczy”. On nawet nie wie, że kolesie, którzy zrobili tą technologię, zostali wydymani centralnie przez korporacje. Na przykład tak jak było w przypadku Apple'a. Przecież te piękne dźwięki, które wszyscy użytkownicy tej maszyny doskonale znają, te dźwięki włączania się i wyłączania komputera, zamykania okienek w Apple'u to są legendarne dźwięki. Po tym się rozpoznaje tą maszynę wszędzie. Wszyscy to najbardziej kochają. To jest coś, co powoduje, że pracuje się miło i przyjemnie.
Ludzie, którzy to wymyślili, wylecieli na bruk natychmiast. Za dobre. I z wilczym biletem wylecieli. Także jedyna opcja, która im została, to założyć własną firmę. Więc założyli własną firmę, bo nie było innej możliwości. Zostali wykopani na bruk. Przecież cała ekipa, która robiła na przykład układ do kart dźwiękowych w Apple'ach, dosłownie w tych wszystkich kolorowych Apple'ach, cała ta ekipa została wypieprzona na bruk. Calutka. Jak tylko zamknięto projekt, Apple trafił na rynek, wszyscy zostali zwolnieni. Tak wygląda ten rozwój, bo okazałoby się, że to już nie jest boski Steve Jobs, że to już nie jest poganiacz niewolników, który ma wizję, tylko że wyszłoby na jaw, że Steve Jobs był w ogóle przeciwnikiem, żeby walić te dźwięki.
Oni go tak naprawdę oszukali, bo on po prostu o tym nie wiedział. Oni to wprowadzili i to poszło. On to był taki koleś, który nawet w ogóle nie przyglądał tego, co tam się dzieje. On miał to w dupie. On po prostu wychodził, wydawał rozkazy albo ktoś spełniał, albo wylatywał z roboty i koniec gadki. Albo podchodził do ciebie i mówił, że jesteś pierdolonym skurwysynem i wypierdalasz. Dosłownie. To był język Steve'a Jobsa. Tak rozmawiał ze swoimi ludźmi na co dzień. Niewielu ludzi o tym wie.
Ja akurat się dowiedziałem, bo miałem taką możliwość. No i co? No i panowie wylecieli, bo okazało się, że koleś nawet miał w dupie najważniejszą maszynę, którą wypuszczała jego firma. Nawet tego nie sprawdził. Dźwięk okazał się kultowy i wszyscy zakochali się w tym dźwięku. I to była dla niego taka potwarz. To jakby ktoś przyłożył mu zdechłą, śmierdzącą rybą po pysku, bo się okazało, że to on nie jest już tak genialny i że oni to zrobili wbrew niemu, bo on zakazał w ogóle ładowania tego dźwięku. Tego dźwięku miało w Apple'ach nie być. W ogóle. Zapomnij, tego nie ma.
Ludzie są głupi i nie potrzebują tego, to jest frajerskie, wszyscy go znienawidzą, to jest najgłupszy pomysł, a ty stąd wylatujesz, jak jeszcze raz mi powiesz o czymś takim. I chłopaki to podpisali jako inną część aplikacji. Nie wpisali tego jako dźwięk w specyfikacji ustawień karty i tak dalej, tylko wpisali to zupełnie gdzie indziej i on tego nie zauważył. To wszystko przeszło, poszło na rynek. Konsekwencją było wywalenie całej tej ekipy na pysk, ale wywalona ekipa została dopiero wtedy, kiedy się okazało, że osiągnęło to potężny sukces. Ja też przeżyłem taki przypadek. Widziałem na własne oczy, uczestniczyłem w sytuacji, gdzie jeden dżentelmen ogarnął zlecenie na 150 000 funtów z rozszerzeniem do 350 000 funtów. To był duży kontrakt na to miasto i to zrobiła jedna osoba. Problem był taki, że nie był to szef tej firmy i osoba musiała wylecieć. Rozumiesz?
Bo pomysł miał być szefa. To on miał być tym geniuszem.
[49:42] - To już znamy.
[49:44] - Rozumiesz.
[49:45] - Wiem, jak to działa i myślę, że coraz więcej ludzi już to ogarnia i dostrzega to wokół siebie, że to tak właśnie funkcjonuje.
[49:54] - Otóż to.
[49:56] - Ale warto się dalej wysiadać.
[49:59] - Ja myślę, że warto, bo warto czasami rzucić okiem do tyłu, bo to jest nasza rzeczywistość, którą robimy. To my sami budujemy. Tak jak ten dżentelmen, którego tu pozdrawiam, który próbuje mnie namówić, żebym ciągle czytał jego rzeczy na Skypie, a nie chce do mnie zadzwonić. Nie bój się, człowieku, zadzwoń. Powiedz, jak ty robisz swoją firmę. Może jesteś pierwszym człowiekiem, który jest uczciwy wobec ludzi, z którymi pracuje i dzieli się 50-50 z nimi i nie udaje, że jest inny. Także zapraszam serdecznie do telefonu, panie Robercie, który tutaj dzwonisz i mówisz, że jesteś bogatym człowiekiem i szczęśliwym człowiekiem. Także zapraszam serdecznie. Podziel się tym szczęściem, jeżeli to szczęście naprawdę tam jest.
[50:36] - Trzeba się dzielić czasami. Nawet nie czasami.
[50:41] - Zawsze trzeba się dzielić szczęściem. Zawsze! Na tym to polega. Także to co? To ja puszczam jakąś-
[50:48] - Puść muzyczkę i słuchamy dalej.
[50:52] - Dokładnie. Ja ci opowiem i też tobie, słuchaczko i słuchaczku, o tym, czego się dowiedziałem. Wiem to już od dawna, bo to też nie jest nowe, o tym, jak wygląda historia z naszą benzyną, którą tu mamy w bakach, w samolotach, wszędzie dookoła. Chemtrails. Także dzisiaj takie inside view pod tytułem: czym są te smugi chemiczne w rzeczywistości? Bo wielu ludzi mówi o tych smugach. Krążą legendy, ludzie szukają statków, zbiorników na lotniskach, nigdy nie mogą ich znaleźć. Jest taki globalny spisek opowiadany i tak dalej. A sprawa jest tak trywialna i tak prosta, że aż za serce łapie, można powiedzieć, ale z tej drugiej strony chyba. To ja cię rozłączam.
Słuchaj, dzięki wielkie za telefon.
[51:32] - Trzymaj się. Pozdrawiam.
[51:35] - It doesn't matter. Właśnie, zapomniałem pozdrowić w Nowym Roku. No właśnie. To pozdrawiam w Nowym Roku takie spóźnione. I ciebie też, słuchaczko i słuchaczu. Pozdrawiam w Nowym Roku. Wracam do tego spisku paliwowego. To jest ciekawa rzecz, bo masa ludzi robi w tym biznesie. My robimy w tym biznesie, każdy z nas. Więc opowiem ci historię od początku do końca.
Historia właściwie powinna się zaczynać od jednej rzeczy. Od stwierdzenia, kto jest członkiem zarządu wszystkich korporacji naftowych, paliwowych, wydobywczych. Kto jest członkiem zarządu? Powiem ci, kto jest członkiem zarządu. Ja jestem członkiem zarządu. Ty jesteś członkiem zarządu. Każdy z nas. My jesteśmy najważniejszymi członkami zarządu każdej korporacji paliwowej i w ogóle każdej korporacji na świecie. Absolutnie, bez dwóch zdań. I teraz ciekawostka polega na tym, że jesteśmy tymi najważniejszymi członkami zarządu.
Jeżeli masz taki normalny zarząd w korporacji ludzi na samej górze, którzy wchodzą tam z 50 milionami funtów, 250 milionami funtów, 300. Nieważne. Sumy są już abstrakcyjne, nikt nie jest w stanie tego zliczyć. To właściwie taki inwestor nie jest istotny, bo taki koleś wylatuje z rady nadzorczej i za chwilę przychodzi drugi taki koleś, który ma kolejne 300 milionów i nie ma problemu. Z tym akurat jest najmniejszy problem. To można sobie wymieniać do oporu tą radę nadzorczą. To i tak jest taka kasta kolesi żyjących w prywatnych odrzutowcach, którzy właściwie ziemi nie dotykają za bardzo. Zawsze jest ich trochę, można powymieniać. To nie jest problem. Wiadomo, że jak wymienisz taki zarząd, to ani produkt nie ucierpi, ani fabryka nie przestanie pracować.
Nie, wszystko będzie okej. Ten koleś jest po prostu bez znaczenia. Taka jest prawda. On po prostu przychodzi tu, bo włożył sobie 50 milionów czy 500 milionów i wie, że za rok wyciągnie z tego dwa razy więcej. Na tym polega cała filozofia. A czy on wyciągnie, czy jego sąsiad z tego samego podwórka, czy ktokolwiek inny, to naprawdę nie gra roli. Ten członek zarządu jest naprawdę najmniej istotną osobą w tym całym biznesie. Najważniejszym członkiem zarządu jesteś dokładnie ty, ponieważ jesteś jedynym członkiem zarządu, który przynosi dochód każdej z tych korporacji. Jeżeli ty wyjdziesz ze spotkania rady zarządu, teraz były święta i wyobraź sobie, co by było, gdyby wszyscy użytkownicy, wszyscy członkowie rady zarządu korporacji Coca-Cola, dokładnie tej korporacji Coca-Cola, nagle na okres świąt zrezygnowali z bycia członkami rady zarządu korporacji Coca-Cola. Wiesz, co by się stało?
Przecież ta korporacja nie przeżyłaby do Nowego Roku. Absolutnie. Nie byłoby żadnych szans, żeby ktokolwiek tam zgarnął swoją świąteczną noworoczną prowizję za doskonałą sprzedaż, za doskonałe obroty w kwartale i tak dalej. Wszystkie te historie. Właśnie. Członkiem zarządu korporacji jesteś ty. Jesteś ty, idąc do sklepu i kupując ten produkt. Jesteś najważniejszym członkiem tego zarządu, tej korporacji. Nie ma ważnego. Tamci kolesie i ich miliony są gówno warte, ponieważ to tylko pieniądze włożone w biznes.
Oni tylko wkładają pieniądze. Tylko i wyłącznie możesz włożyć i czekać, aż ktoś swoimi rękami to pomnoży. Bo ty co to pomnożysz? Z kim? Jak to pomnożysz? Usiądziesz, będziesz drukował jeszcze więcej pieniędzy? Nie. Usiądziesz na tej taśmie produkcyjnej i zaczniesz pracować na te pieniądze? Też wiadomo, że nie uciągniesz tego biznesu. Absolutnie.
Wiadomo, że twoje pieniądze są tylko i wyłącznie po to, żeby maszynę popchnąć troszkę dalej, żeby na giełdzie dobrze wyglądało. Też nie wiadomo, czy ty masz te 300 milionów, bo to wszystko jest w aktywach giełdowych, nieruchomościach i tak dalej. To wszystko jest zawyżona cena tego wszystkiego, co najmniej 90%. To jest pompowane, żeby elita miała przynajmniej jakieś zajęcie. To jest taki klasyczny członek zarządu, ale on nie jest nic wart, bo on nie kupi tej Coca-Coli. On się odżywia zdrowo, on je ekologiczne jedzenie, które jest hodowane w farmach w południowej Afryce, gdzie jest hodowane jedzenie dla rodziny królewskiej. Tego jedzenia nigdy nie dotkniesz i go nie zobaczysz, bo to nie jest jedzenie dla niewolników. To jest ekologiczne jedzenie dla całej kasty zarządzającej światem. Jeżeli się zastanawiasz, gdzie srama Obama, gdzie królowa brytyjska, gdzie elita światowa kupuje jedzenie i skąd jest to jedzenie, to jedzenie pochodzi z bardzo ekstremalnie czystych, ekologicznych farm, które częściowo należą do rodziny królewskiej, które znajdują się na południu Afryki. To wszystko lata prywatnymi samolotami elegancko, te skrzynki z jedzeniem.
Nie jest podlewane, nie ma tam żadnych pestycydów, wszystko jest kompletnie eko. Pracują tam lokalni niewolnicy, którzy jak przyjeżdża królowa, to się uśmiechają do królowej, bo przecież trzeba. A ty masz plastik do jedzenia i na tym to polega. Tadam! Odkrycie. Jakoś to trzeba utrzymać, wiadomo, że trzeba utrzymać ten biznes i trzeba nam działającej rady zarządu. Każdy musi być członkiem rady zarządu i każdy musi być aktywnym członkiem rady zarządu, kupującym Coca-Colę, kupującym wszystkie te produkty na co dzień, bo musisz po prostu to robić. Bez tego korporacja padnie, nie będzie obrotu w biznesie i nie będzie kolejnego modelu, kolejnego produktu i po ptakach. Jako członek zarządu możesz oczywiście zawsze zrezygnować. Tak jak ci powiedziałem, gdyby połowa członków zarządu korporacji Coca-Cola teraz, w przeciągu ostatnich dwóch tygodni zrezygnowała ze swojego członkostwa w tym jakże dochodowym biznesie , to firma by nie wytrzymała.
Bo ty jesteś najważniejszym członkiem zarządu i jak ty wyjdziesz z tej firmy, to firmy już nie ma. Tak to wygląda. Już nikt nie przyniesie kasy w zębach, bo jedyną osobą, która przynosi kasę w zębach, jesteś ty. Bo co z tych 300 milionów leżących na koncie? Co ty z tym zrobisz? A nich nie pomnożysz. Usiądziesz, wynajmiesz sobie warsztacik, kupisz sobie kawałek drewienka i będziesz strugał z tego drewienka figurki i sprzedawał turystom? Myślisz, że z tego to utrzymasz? Nie za bardzo. Nie w dzisiejszych czasach.
Będziesz chciał sobie instalację elektryczną założyć, wszystkie standardy założyć do tej instalacji elektrycznej, zapłacić licencję za to, że używasz prądu, który cię zabija, 50 herców. Piękna historia. To też jest piękny spisek, jak wkopano ludzi w takie gówno, które po prostu rozwala im kompletnie zdrowie. Dlatego zresztą nie powinni się dotykać do prądu elektrycznego w wniosku, bo cię zabije. Nie jest to zdrowe urządzenie i nie jest to zdrowy prąd. W ogóle to nie powinno być w wniosku. Wiedział o tym Nikola Tesla. Wiedzieli o tym inżynierowie tacy jak Steinmetz, według których wzorów do dzisiaj inżynierowie elektryki wyliczają wszystkie transformatory. Anyway, zostawię to na boku, te wszystkie transformatorowe historie, bo to nie o tym. Historia jest o spisku paliwowym.
Właśnie. Bo jest taka legenda o chemtrails. I owszem, są chemtrails, tu wcale nie przeczę. Są badania rządowe, eksperymenty rządowe robione, potwierdzone i w Anglii, i w Stanach Zjednoczonych, na Hawajach. W Anglii to było na północy Anglii, w tak zwanym Lake District, czyli to są okolice Manchesteru, Szkocji i tak dalej, troszkę wyżej nad Londynem. Opylano i to nie raz. I opyla się w wielu innych krajach. Są specjalne programy badawcze rządowe, które mówią, że niby w ramach dbania o odpowiednią atmosferę na planecie, żeby nie było za dużo CO2, oni dbają i rozpylają coś tam, żeby przypadkiem nie było za gorąco, żebyśmy się przypadkiem nie przegrzali. Jak się okazało, w przypadku akurat Hawajów, to już parę lat temu było to takie ciekawe działanie związane z korporacją Monsanto, która tak sprytnie opylała to wszystko, że żadna roślina nie była w stanie wyrosnąć i jedyną opcją było kupowanie Roundupu. Był proces w sądzie, przy Kongresie Stanów Zjednoczonych.
Oczywiście była wielka chryja, bo złapano ich dosłownie za rękę. Oczywiście jak każda duża korporacja powiedziała: „To nie moja ręka, to nie mój pistolet, ten który dymi, to nie ja to zrobiłem, to ten z boku. Nie ma nikogo z boku? To nie ja. Ten syn gdzieś poszedł”. Jak zwykle ciężko złapać za rękę, chociaż wszystko było idealnie udowodnione. Są takie przypadki. Nie będę cię okłamywał, że nie ma czegoś takiego. Absolutnie są. Jest opylanie na świecie, jest robione eksperymentalnie w wielu miejscach.
Możni tego świata eksperymentują na nas jak na żywych królikach. Ale tak naprawdę tego opylania to jest tyle co nic. I to jest w bardzo szczególnych miejscach. Te smugi, które widzisz nad swoją głową w okolicach lotnisk albo w ogóle jak przelatuje samolot, to są smugi, które zostają po samolotach rejsowych. To nie są cysterny. Jeżeli masz dużą lornetkę, może być za mała. Świetnym urządzeniem jest urządzenie używane przez geodetów. Nazywa się teodolit. I co z tymi smugami? Bo są na niebie te smugi.
Wszyscy mówią, że opylają nas nieustannie. Opylają, opylają. I to prawda, opylają nas. Ale pytanie jest, jak wygląda to opylanie? Przepraszam, ja sobie ciągle poprawiam mikrofon, bo lubię stać przy mikrofonie, gdzieś siedzę i jak siedzę, to mnie troszkę kręci, bo taki zawsze jestem elektryczny dżentelmen. Jak byłem mały, to najadłem się sporysu i tak mi już zostało. Wszyscy znajomi się śmieją, że należę do tych ludzi, którzy wpadli do kociołka z LSD za młodu. Najadłem się sporysu po prostu i tyle. Anyway. Patrzymy na te smugi i są to niesamowite opowieści.
Ale samoloty są rejsowe, także weź sobie teodolit. To jest urządzenie, które pięknie przybliża. Jest lepsze niż lornetka od tej strony. Taki teodolit optyczny. Teraz są używane te odolity laserowe z dalmierzami laserowymi. To jest troszkę coś innego, lepsze są te stare. Czasami można sobie kupić na wyprzedażach. Naprawdę kosztuje grosze. I to jest w ogóle świetne urządzenie do obserwacji Księżyca, do oglądania se kraterów na Księżycu. Wiem, bo miałem.
Tato miał teodolit i czasami, dzieciak był taki, że przynosił go na weekend i oczywiście z kumplami braliśmy teodolit. Tato przynosił, żebyśmy sobie pooglądali gwiazdy i w ogóle, i tak dalej. I sobie Księżyc oglądałem przez teodolit. Potężnie przybliża. To jest taka naprawdę fajna maszyna, lepsza niż teleskop w cudzysłowie. Jak sobie sprawdzisz tym teodolitem samoloty, to zauważysz, że to wszystko samoloty rejsowe, które zostawiają te smugi po sobie. To nie są samoloty, które są cysternami i zostawiają normalne smugi za silnikami. Okej, są samoloty cysterny. Widziałem zdjęcia takich samolotów i są używane w niektórych miejscach na świecie. To prawda, ale te smugi, które mamy nad głową, to zostawiają samoloty rejsowe i to normalne, typowe samoloty, do których wsiadasz na lotnisku, lecisz z Londynu do Wrocławia albo gdziekolwiek indziej, albo z Wrocławia do Londynu.
Cokolwiek. Po prostu latasz tymi samolotami i to właśnie one zostawiają te smugi. Teraz jest pytanie: jak to jest możliwe, że w samolocie, który jest wypchany pasażerami, jest jeszcze miejsce na zbiorniki z jakąś dziwną substancją? Nie ma miejsca na zbiorniki, bo tam nie ma żadnych zbiorników, człowieku, tam jest parę ton paliwa lotniczego. I tu się zaczyna historia spisku paliwowego. Właśnie, bo te samoloty zostawiają bardzo dziwne smugi za sobą. Jeżeli ktoś jest w moim wieku... Dobra, przyznam się, bo to nie ma co udawać. Jestem po czterdziestce, jestem dżentelmenem po czterdziestce, także miałem okazję oglądać niebo jeszcze 20 lat temu, jeszcze 30 lat temu. A tak się złożyło, że przy lotnisku mieszkałem i tak dalej.
Nigdy takich smug na niebie, potężnych po samolotach nie było. I jest to absolutnie prawda. Jeżeli ktoś to mówi i ludzie się na niego patrzą jak na wariata, to myślę, że powinni spojrzeć się na siebie troszkę jak na wariatów, bo ludzie wcale nie kłamią. Jest masa starych zdjęć, takich normalnie robionych na kliszach, gdzie jest samolot na niebie i nie ma za sobą żadnej smugi. I to nie tylko dlatego, że to był piękny, słoneczny dzień i nic się na niebie nie działo, tylko po prostu coś innego było spalane w tych silnikach. Trochę inne paliwo. Paliwo, które nie zostawiało takiej smugi. W dzisiejszych czasach praktycznie wszystkie, absolutnie wszystkie samoloty zostawiają za sobą tą dziwną smugę. I teraz jest pytanie, skąd się biorą chemtrails? Co to jest?
Czy to jest świadome działanie na zrzucane mikrochipy albo coś takiego na nas? Bo są różne teorie na ten temat. Nie wiem, czy są prawdziwe, czy nie. W życiu nie widziałem ani jednego dowodu na to, że są to specjalne nanochipy albo jakieś takie tajemnicze substancje. Gorzej. Dotarłem do dokumentacji technicznej, bo kilku ludzi robi badania, szczególnie na tak zwanym Zachodzie. Nie wiem, jak to wygląda w Polsce. Analizę gleby, ponieważ jeżeli masz szlak komunikacyjny, lotniczy, rejsowy, a jest kilka takich miejsc na świecie, gdzie są takie szlaki, takie centralnie, że samolot leci dosyć nisko. On już nie leci na 10, 12 tysiącach metrów, tylko schodzi do lądowania. Jest to 5, 3 tysiące metrów, jakoś tak.
I dalej są smugi na niebie i wiadomo, że w tym miejscu te smugi opadają. Robi się badania gruntu i się testuje, co w tym gruncie jest. I się okazuje, że w tym gruncie znajdują się bardzo ciekawe substancje. Tą najważniejszą substancją jest aluminium. Ja tu nie będę cię zanudzał, co tam jeszcze jest. Mógłbym zacząć wymieniać, ale naprawdę nie chce mi się tego robić, bo po prostu nie chce mi się. Ty zrób sobie sam to research i szybciutko znajdziesz, jakie tam są składniki. Ja cię dzisiaj tylko naprowadzę na ślad, gdzie szukać, tak żebyś mógł sobie sam zrobić tą frajdę, samemu się dowiedzieć, jak to wygląda w praktyce. Są smugi. Po zbadaniu tej gleby okazuje się, że są tam cząsteczki nanoaluminium, które zmieniają kwasowość gleby i to tak poważnie, że właściwie nic nie chce rosnąć.
W tym momencie jedyne co, w cudzysłowie, to są rośliny podlewane Roundupem, które jednorocznie mogą wyrosnąć, bo są genetycznie modyfikowane przez Monsanto i są sprzedawane tylko na jeden rok. Także zostajesz niewolnikiem. W tym momencie musisz pójść do pracy i pracować co miesiąc, przynosić wypłatę, żeby móc zapłacić innym, żeby móc wegetować. Bo to jest taka opłata za wegetację. My się na to zgadzamy. Idziemy do pracy i wegetujemy. Zawsze się śmieję, że gdyby w Londynie nastąpił taki dzień i pewnego dnia to nastąpi. You're gonna bury my word, my son. Taki dzień, że nikt nie pójdzie do pracy. Absolutnie nikt nie pójdzie do pracy w Londynie.
I to będzie moment, kiedy system się zawali. Bo ten system działa tylko wtedy, kiedy my chodzimy do pracy, kiedy my czujemy się jako niewolnicy, kiedy przychodzimy do pracy. Jeżeli pracownicy nie przyjdą do korporacji, nie zostaną członkami zarządu, korporacja nie działa. Ale jak działa ta korporacja ze smugami chemicznymi? Się okazuje, że jest masa ludzi, która szuka tych smug. Oskarża korporacje o to, jakiś tajny światowy rząd i tak dalej. Oczywiście jest rząd światowy, niekoniecznie tajny. On wcale nigdy nie był tajny. Absolutnie nie był tajny. Wszyscy doskonale wiedzą, kto rządzi światem.
To nie jest żadna tajemnica. Słowa tajny się używa tylko na potrzeby pisania książek o różnych dziwnych zawartościach i tak, żeby było takie sensacyjne. Trzeba sprzedać książkę. Każdy z niewolników ma obsesję bycia jeszcze lepszym niewolnikiem i zarabiania jeszcze większej ilości kasy i posiadania jeszcze większej ilości pieniędzy, kasy, rzeczy, wszystkiego, przedmiotów. Jeszcze więcej ludzi musi na mnie pracować. Firma musi być większa, jeszcze większe wydawnictwo, jeszcze większe i tak dalej. Duże jest lepsze. Coś w tym stylu. No i się okazuje, że wracając do tych smug, jest to tona nanoaluminium. I tak po sznurku idąc, przyglądając się zawartości gleby i zawartości paliwa lotniczego, okazuje się, że pewne składniki paliwa lotniczego wcale się nie różnią od składników paliwa, które lejemy do samochodów.
Jeżeli siedzisz w temacie albo nawet jeżeli nie, to sobie sprawdź i zobacz, jak wygląda historia paliwa do samochodów. W ciągu ostatnich czasów, ostatnich około 20 lat Zmieniło się kilka rzeczy, szczególnie w Polsce. Weszły nowe standardy. Polski rząd kupuje ropę i paliwa od innych korporacji niż wcześniej. Wcześniej była rosyjska, teraz jest pół rosyjska, pół nie. I nagle się okazuje, że właściwie nie ma znaczenia, od kogo kupujesz ropę, bo ropa jako taka, czyli ta Brent, ta czysta ropa, tak to się nazywa, kupuje się ją na beczki. Nie wiem, ile teraz kosztuje, chyba 150 dolarów za beczkę Brent. Chyba 120. Sprawdź sobie na giełdzie. Od czasu wojny, nawet nie wojny, od czasu eksterminacji ludności cywilnej i najazdu amerykańskich oddziałów SS, bo tak można nazwać armię amerykańską.
To są takie oddziały Waffen-SS, tylko że mówią po angielsku, a nie po niemiecku. I kiedy te oddziały Waffen-SS zaczęły pacyfikować ludność cywilną w Iraku, Afganistanie, zmieniło się troszeczkę rzeczy na świecie. Tak to bywa. I okazuje się, że cena paliwa się zmieniła, bo przed tym atakiem współczesnego Waffen-SS na Irak i Afganistan beczka Brent kosztowała 15 dolarów i po stuknięciu tej akcji cena podskoczyła do 150 dolarów. Zdaje się teraz chyba 120. Nie mam pojęcia, sprawdź sobie, ale to i tak jest taki skok, że już ponad 100%. Także niezłe przybicie na interesie. Ty właściwie nic innego nie robisz, poza tym, że dostałeś ropę za darmo. Właściwie wysłałeś Waffen-SS, które spacyfikowało wszystkie wioski w okolicy, rozstrzelało wszystkich, których trzeba było rozstrzelać, tak, że już nie musisz płacić nikomu podatków. Właściwie dostałeś za darmo cudze instalacje naftowe i możesz to ciągnąć do oporu.
A jeżeli komuś się nie podoba, to wysyłasz tam drony i koniec piosenki. Ludzkie mięso pięcioletnich dzieci fruwa w powietrzu, a ty się cieszysz mówiąc: „Yeah, I got a motherfucker”. To jest mniej więcej taka gadka, jak ci kolesie siedzą za dronami, operatorzy. Czasami to wideo trafia na światło dzienne i wszyscy się zastanawiają: „Fucking hell, w jakim my świecie żyjemy?”. No ale nadal tankujemy tę ropę. I później jest cała grupa nawiedzonych ludzi, którzy biegają i mówią: „Opylają nas”. Po czym po tym proteście przeciwko opylaniu wsiadają do swojego samochodu i wracają do domu, nawet sobie nie zdając sprawy, że właściwie w ich paliwie samochodowym jest dokładnie taka sama mieszanka, która się znajduje w paliwie w samolocie, przeciwko któremu protestują. I tu sprawa zaczyna robić się gruba, bo oczywiście można by zrobić atesty, ale jak to wygląda z tymi atestami? Paliwo lotnicze jest wszędzie na świecie zestandaryzowane. Wszędzie jest ten sam standard, ponieważ samolot, który ląduje chociażby we Wrocławiu, w Warszawie, Trójmieście, w Rzeszowie, gdziekolwiek, jest tankowany tym samym paliwem, ma te same silniki, na których ląduje na przykład w Budapeszcie, na których ląduje w Emiratach Arabskich, na których ląduje gdzieś w Afryce, na których ląduje w Japonii, na których ląduje w Australii oraz obydwu Amerykach.
To się nie różni. Dalej ten sam silnik zasilany tym samym paliwem. Czyli musisz mieć coś takiego jak standard obsługi lotniska, standard paliwa, które tam jest tankowane do tych samolotów. To jest naprawdę potężna ilość ton, które trzeba zalać do tego samolotu. Jeżeli coś w tym paliwie będzie nie tak, to jest zbyt duże ryzyko, że samolot, który leci z Australii do Europy po zatankowaniu paliwa, które jest inne w Australii, może mieć problem z silnikami. I nie jest to dobry moment, ponieważ akurat to jest taki lot, który odbywa się nad Oceanem Indyjskim i jeżeli coś się stanie nie tak, to samolot spada do oceanu i nie ma opcji na ratunek za bardzo. Wiadomo, że musi być ta sama mieszanka w silniku. Jest za duże ryzyko, że coś się stanie. Tak jest to tłumaczone. Wszędzie są te same silniki produkowane przez właściwie chyba dwie te same firmy Boeing, Rolls-Royce.
Właściwie to jest dokładnie ten sam koncern. Tylko my widzimy ten koncern pod wieloma nazwami. Z tej strony świata widzisz go o nazwie Rolls-Royce. Mnie się zawsze chce śmiać z tego, jak pokojowym kolesiem był John Lennon, który śpiewał takie piosenki. Walczył o pokój, ale jakoś miał serce, żeby kupić sobie tego Rolls-Royce'a. Chociaż firma Rolls-Royce, o czym wszyscy wiedzą, zarabia pieniądze nie sprzedając luksusowe samochody, tylko produkuje sprzęt do zabijania. Jest to jedna z najbardziej wyspecjalizowanych firm w produkowaniu śmiercionośnych maszyn. Wszystkie silniki odrzutowe, znaczy nie całe silniki, elementy w tych silnikach odrzutowych, bez których żaden izraelski myśliwiec nie mógłby przelecieć i rozstrzelać jakiejkolwiek syryjskiej rodziny, nie mógłby ruszyć z lotniska. Silniki Rolls-Royce'a, elementy do silników produkowane przez firmę Rolls-Royce. Druga część silnika to jest firma Boeing.
Tak, ten właśnie Boeing z Ameryki, który w ogóle jest w raju podatkowym. Firma Boeing w ogóle na świecie nie istnieje. To jest firma, która jest zarejestrowana na tak zwanych Wyspach Owczych i akurat jej siedziba znajduje się na wyspie, której pas startowy jest chyba długości jednego kilometra i to tylko na awionetki. To jest oryginalna siedziba firmy Boeing. Zabawne, prawda? Projektują największe samoloty, a nie stać ich na to, żeby postawić sobie siedzibę w normalnym kraju, płacić największe podatki. Przy takim brudnym interesie lepiej się chować po rajach podatkowych. W każdym razie, do czego zmierzam? Wszędzie na świecie masz dokładnie ten sam standard mieszanki paliwowej. Masz organizację na świecie, która pilnuje, żeby wszędzie był ten sam standard.
Ta organizacja jest kontrolowana przez firmy naftowe, bo firmy naftowe muszą dostarczyć próbki paliwa. Muszą dać to paliwo tej komisji, która to przebada, stwierdzi, że to jest paliwo, które się nadaje. Paliwo musi zostać zbadane przez inżynierów z Boeinga, bo silniki są projektowane pod konkretne paliwo. W samochodzie też są projektowane silniki pod konkretne paliwo. Myślę, że doskonale o tym wiesz. To nie jest zrobione tak, że dzisiaj wleję ropa, jutro wleję benzynę. Nie ma czegoś takiego. Zawsze jest pod konkretne paliwo. Kupujesz albo na ropę, albo na benzynę. Z samolotami jest dokładnie to samo.
I są standardy. A wiadomo, że tak samo jak samochody, samoloty tak samo. Firma Rolls-Royce czy firma Boeing, firma Lockheed Martin nie będzie produkowała innych silników na Gruzję, innych silników na Chiny, innych silników na Australię, innych na Ekwador. To jest zawsze ten sam silnik, który działa dokładnie na tej samej zasadzie, używa tego samego paliwa. Jak się już domyślasz, wszędzie na świecie obowiązuje standard paliwa, ale nie jest to standard, który jest wprowadzony tylko tak normalnie przez korporacje. Sprawa jest o wiele głębsza i troszkę inne siły za tym stoją. To doskonale znane siły. Myślę, że wielu z nas świetnie i w doskonałej atmosferze z takim samopoczuciem rewelacyjnym doskonale się czuje, dokładając się do tych korporacji. Zaraz powiem, jak to się toczy dalej, bo na razie jesteśmy na etapie firm, które wyprodukowały paliwo i uzgodniły standard na to paliwo z firmami, które produkują sprzęt zbrojeniowy, bo produkcja firmy Lockheed Martin, produkcja firmy Boeing i Rolls-Royce, która trafia na rynek cywilny, to jest chyba nawet niecałe 5% tego wszystkiego. Oni na co dzień zajmują się tylko i wyłącznie produkowaniem śmiercionośnych maszyn.
A te rzeczy na rynek cywilny to jest taki odpad właściwie. To jest trochę tak jak z owczą wełną. To, że kupujesz sobie garnitur albo sweter, albo koc z owczej wełny to jest odpad po rafinacji tego, co się znajduje w owczej wełnie. To, co jest w owczej wełnie, wartość takiej gołej owczej wełny przekracza około tysiąckrotnie cenę, którą się płaci farmerowi za kilogram tej wełny. Poważnie. Tam jest wszystko, łącznie ze złotem. Zależy, gdzie jest hodowana ta owca. Ale to na moment zostawiam, bo to już nie ta historia. Ja dzisiaj tu powiem ci o spisku paliwowym. No to co?
To może jakaś muzyczka? Bo tak gadam, gadam i gadam i doszedłem do firm naftowych. No i lecimy dalej, bo jest standard. Są firmy naftowe i firmy zbrojeniowe, które produkują silniki, które obsługują ten standard. Jak się domyślasz, jest on wymuszony. Firmy paliwowe i zbrojeniowe to jest dokładnie ten sam segment rynku i jeżeli sprawdzisz inwestorów, którzy za tym stoją, to czy chcesz, czy nie, są to dokładnie ci sami ludzie. Jedni z tych ludzi to jest między innymi brytyjska rodzina królewska. Oficjalnie są, jak to się w Anglii mówi, takimi chads, czyli takie prostaki, które żyją z pokolenia na pokolenie z zasiłku. Wszyscy muszą zapieprzać na nich. To jest rodzina w Anglii nazywana tą rodziną, która żyje najdłużej z zasiłku.
Oni żyją x pokoleń z zasiłku. Tylko że oni mają najlepszy zasiłek, bo ich zasiłek obejmuje zamek i wystawne kolacje i wystawne podróże prywatnymi samolotami w dowolne miejsca na świecie. No i ta rodzina jest właścicielem między innymi akcji w tych korporacjach. Niedługo się pewnie dowiemy troszkę więcej detali na ten temat. Ja nie będę tutaj rzucał kiedy, ale niedługo. Jesteśmy już na pewnym standardzie projektowania silników. Jak się domyślasz, standard projektowania silników jest bardzo ciekawy, bo z tego korzystają wszystkie rządy. Przecież każdy rząd ma flotę samolotów i to tak dosyć konkretnie ma flotę samolotów, która musi się unieść w ziemi. Wiadomo, że tylko Rosjanie produkują własne silniki i własny sprzęt. Jest taka historia, że Rosjanie w ogóle latają na własnym paliwie w sumie, ale odłóżmy na razie Rosję na bok.
Mówimy o tak zwanym radosnym kapitalistycznym świecie. No i co dalej? Mamy standardy silników elektrycznych. Wiadomo, że ludzie, którzy wydobywają ropę, rafinują tą ropę, mają doskonały kontakt. To jest ta sama firma, która projektuje silniki, bo wiadomo, że inaczej tej ropy nie użyjesz. No co z nią zrobić? Jak nie będzie pasowała do silnika, to ktoś na tym straci. Przecież nie po to się to robi. No i tak mamy silniki działające na konkretną mieszankę paliwa. No i teraz co jest dalej z tą mieszanką paliwa?
Dalej mamy lotniska i teraz musimy wprowadzić to paliwo. Jak się okazuje, jest wszędzie standard, ale standard na paliwo musi zostać przyjęty, zaakceptowany przez rząd. Bo to nie jest tak, że ty możesz sobie wziąć, koleżanko i kolego, zatankować taki tankowiec, wziąć te 200 000 ton ropy, załadować i sobie z tymi 200 000 ton ropy sobie wpłynąć do portu i powiedzieć: „A, bo mam troszkę do rozładowania ropy”. Nie, takiej opcji nie ma. Przede wszystkim musi być standard. Musi pasować z gwintami, musi pasować mieszanką, wieloma rzeczami. No, chyba że jest to ropa Brent, ale ona jest przesyłana w beczkach i to troszkę inaczej wygląda. Chociaż ta już też w tankowcach pływa, ale to już inna sprawa. W każdym razie zostawiamy transport ropy. Na tym największe pieniądze zrobił Nobel, na sprzedawaniu ludzkiej śmierci, dynamitu i transporcie ropy.
Ale to może zostawmy Nobla. To jest ciekawa opowieść, ale to jak zwykle milion wątków. Naprawdę jest to intrygujące. Ciekawa opowieść, ale muszę zostawić, bo inaczej nie skończę tego, co jest najważniejsze o tym spisku paliwowym. No i trafiamy do krajów, ale do krajów trafiamy nie przez kraje. Trafiamy przez organizacje międzynarodowe, ponieważ wiadomo, że samoloty są używane do transportu międzynarodowego, tak że lotnisko jest terytorium międzynarodowym. Dlatego jak wchodzisz za bramki na lotnisko, musisz mieć paszport. Musisz pokazać paszport, bo to nie jest tak, że ty jesteś u siebie w kraju. Lotnisko jest tak zwanym eksterytorialnym, czyli de facto należy do państwa, ale nie należy do państwa. Tak żeby nie było, że państwo za coś odpowiada.
Tam jest taka niby polska ziemia albo angielska, jak wysiadasz i wsiadasz, lecąc z Londynu do Wrocławia, ale nie do końca. Jest to własność albo wojska, z reguły wojska nawet wszędzie, albo rządu i korporacji. I ma troszkę inny status prawny. Cokolwiek się dzieje na lotnisku, ty na przykład z lotniska, jeżeli nie masz paszportu, nie możesz wyjść na zewnątrz, bo nie masz paszportu. Nie możesz wejść na obszar innego kraju. Zresztą był taki jakiś film z jakimś hollywoodzkim aktorem, gdzie koleś zamieszkał na lotnisku na podstawie prawdziwej przygody jakiegoś dżentelmena w Ameryce, ale to pomińmy. Generalnie jest to eksterytorialne miejsce, jak ambasada prawie że. Ale żeby tam dowieźć jakiekolwiek paliwo, żeby cokolwiek zadziałało, to jeszcze to wszystko musi być na tak zwanych licencjach. Wiadomo, że każda organizacja, ileś tam krajów zrzeszonych do kupy tworzy taki konglomerat, który wydaje licencje na paliwo. Wiadomo, że jak samolot wystartuje w Paryżu i wyląduje w Warszawie, to musi mieć to samo paliwo zatankowane do silnika.
Czyli jeżeli jest Unia Europejska tak zwana, to wiadomo, że standard paliwa jest wszędzie w Unii Europejskiej i ten standard paliwa jest zatwierdzany na poziomie takim wysokim, takim już na samej górze, bo wiadomo, że nie dotyczy to tylko i wyłącznie Paryża i Warszawy, tylko dotyczy to praktycznie wszystkich miast, wszystkich lotnisk i całej Europy oraz całego świata. I to nie jest coś, co się dzieje tylko i wyłącznie pomiędzy dwoma urzędnikami, którzy mówią: „Okej, dobra, tankujemy to paliwo i jest okej”, tylko to jest coś Co wymaga podpisu przysłowiowo prezydenta i bardzo poważnych wojska. Wojsko musi się przyjrzeć. Jak kupujesz, na przykład sprowadzasz ropę, to pierwsza rzecz, która się dzieje z tobą, jesteś prześwietlany przez tajną policję. Każdy interes naftowy jest pilnowany, obstawiony przez tajną policję wszędzie na świecie i to taką rządową, tajną policję. Jak coś pójdzie nie tak, to znikasz szybciutko. Gdzieś może ktoś przez przypadek znajdzie twoje zwłoki. To jak będziesz miał szczęście, to znajdzie twoje zwłoki. Rodzina się dowie, że nie żyjesz. A normalnie to możesz zniknąć.
Czasami znikają duże tankowce, które gdzieś podpływają do Afryki, gdzieś potrafią zniknąć. Różne rzeczy się dzieją. Do czego piję? Do licencji. Musisz mieć nie tyle licencji, ile certyfikat. Musisz mieć certyfikat na to paliwo. Ten certyfikat jest wystawiany na najwyższym szczeblu. To nie jest szczebel twojego sąsiada ani ciebie. Wiadomo, że każdy kraj podpisuje to z osobna, bo tak to wygląda. Czyli przychodzi taka korporacja do jakiegoś kraju i mówi: „Masz tu lotniska, my tu lądujemy, musisz kupować nasze paliwo”.
Okej, zasada jest dosyć prosta. Za każdy taki kontrakt paliwowy, który podpisuje prezydent danego kraju, jest prowizja. Za każdy duży kontrakt. Jeżeli prezydent kraju, w którym mieszkasz, zamówił, podpisał kontrakt na przykład dostawy benzyny albo ropy na lotnisko, to o tym nawet nie wiesz. On musi to podpisać, bo to jest kontrakt na szczeblu rządowym. To nie jest coś, co możesz zrobić na zasadzie biznesu, że lotnisko z lotniskiem. Tak jak ci mówiłem, to jest wszystko obstawione przez tajną policję. Wszyscy są sprawdzani i nie może być tam człowieka z zewnątrz. Zabawa polega na tym, że taki premier dostaje prowizję w okolicach od 10 do 15% transakcji. Minister dostaje do 5-10%.
Z tymi prowizjami od transakcji wygląda tak, że im wyższy stołek, tym większa prowizja. Uczą o tym w London School of Business. Przepraszam bardzo, tu mi się joint skręca, próbuję go poskręcać. Uczą o tym w Londyńskiej Szkole Biznesu, zawsze jak to się nazywa, Economics czy jak tak to jest, to w City znajduje się. I nie tylko, taki uniwersytet. Tego się uczysz na pierwszym roku na wykładach, jakie prowizje się płaci i na jakich szczeblach. Wiadomo, że minister dostaje w okolicach maksymalnie 10%, 5% prowizji od tego, co jest na kontrakcie. Czyli jeżeli na przykład w Polsce minister zbrojeń od wojska i tak dalej kupuje jakieś nowe maszyny i czytasz w gazecie, że wartość kontraktu jest na przykład 100 milionów złotych, to normalne jest to, że do jego kieszeni trafia około 5% minimum tej transakcji. To nie jest księgowane nigdzie. To jest wszystko wkładane do rajów podatkowych.
To jest ten numer, że później robi się z niego jakąś ważną personę gdzieś w Europie. Wszyscy się zastanawiają, jak to możliwe, że Donek Jołopek, gościu jest tak głupi, że z lodowści wąże swoje własne buty, zarabia tak potężne pieniądze. Nie, on te pieniądze zarobił wcześniej. On teraz tylko je wypłaca z bankomatu. Musiał dostać to stanowisko, żeby była podkładka, żeby to wypłynęło. Normalnie tego nie wybierze. On co? Pojedzie na Wyspy Owcze i w walizce przywiezie wszystkie te miliony łapówek? Bo to są łapówki. To jest normalnie oficjalna łapówka.
Korporacja naftowa musi zapłacić ci łapówkę, że jesteś premierem. Jeżeli nie jesteś głupim kmiotem, to powinien żądać od 15 do 20% prowizji. To jest standard. Jeżeli jesteś głupim kmiotem, to dadzą ci 5% i zrobią jakieś przedstawienie, że będzie ci się wydawało, że wow, złapałeś Pana Boga za nogi. To wszystko. Natomiast normalnie jest to w ogóle 15%. Także polski premier dostaje swoją prowizję za każdy kontrakt naftowy, bardzo dużą prowizję i minister też. Każdy po kolei, bo na każdym szczeblu jest prowizja. Oczywiście w zależności od pozycji. Im w dół, tym prowizja niższa procentowo, bo to wszystko jest liczone procentowo od transakcji.
Największe są prowizje w biznesie zbrojeniowym i naftowym. Dostajesz prowizję za to, że podpisujesz papier, że paliwo, które dostajesz jest okej. Możesz sprawdzić to paliwo, ale nie musisz. Paliwo już od razu ma certyfikat europejski i certyfikat międzynarodowy, bo tak jest, jak się domyślasz, to wszystko skonstruowane. Jest laboratorium Lockheed Martin, jest laboratorium firmy Boeing, jest laboratorium firmy Rolls-Royce, jest laboratorium firmy Shell, jest laboratorium firmy Texaco Oil, jest laboratorium wszystkich tych firm naftowych. I one robią te badania. Mają uniwersytety, które sponsorują. One robią badania tych substancji. Oczywiście wszystko jest zawsze okej, wszystko zawsze działa idealnie. Tam nie ma żadnego śmiecia.
Mają swój standard. Teraz trafiają potężne pieniądze do twojego lokalnego rządu, który jest przekupywany. Minister, premier i cała ta hołota dostaje potężną prowizję za podpisanie się pod dokumentem, że od tej pory przez najbliższe parę lat paliwo, które jest dostarczane na lotniska, jakiekolwiek paliwo, które jest w ogóle dostarczane do całego kraju, bo ja nie mówię tylko o lotniskach, mówię też o dystrybutorach, które stoją i od których tankujesz swój samochód, jest dostarczane od konkretnego producenta i ten producent musi spełnić normy, które ma każdy kraj. Oczywiście każdy kraj ma mniej więcej te same normy, bo to też zostało opłacone, a jeżeli nie, to się zmienia normy w kraju albo zmienia się rząd, a nowy rząd wprowadza nowe normy i wszystko działa idealnie. Tak to wygląda. Teraz jesteśmy na etapie rządowym i teraz na etapie rządowym jest ciekawa zabawa, bo właściwie nikt nie chce badać tego paliwa, bo jest troszkę ryzykowna sprawa. Wiadomo, że nie jest to zdrowy deal. Wiadomo, że coś tam jest nie tak, bo przecież nikt by nie ukrywał składu paliwa. On jest opatentowany, w ogóle nie można tego ruszyć. Pomaga.
Nie możesz nic z tym zrobić. Dostajesz gotowy certyfikat, dostajesz wyniki badań i dostajesz adresy firm, które zajmują się robieniem tych certyfikatów. Certyfikat jest międzynarodowy, także ty jako nawet jeden kraj nie jesteś w stanie wyskoczyć poza, bo najwyżej ci powiedzą: „Okej, dobra, odcinamy dostawy ropy”. I w tym momencie koniec piosenki. Także muszą ci nogi zmięknąć w kolanach. Musisz ukląść, otworzyć buzię I zrobić swoje. Tak to wygląda. I ten standard w tym momencie istnieje. Jako że jest to standard na kompleksową obsługę, więc standard szybciutko zahacza o standard silników spalinowych w samochodach. Tak, to jest wszędzie dokładnie to samo paliwo, te same substancje, dokładnie ta sama koncesja i rząd wydaje koncesję na sprzedawanie konkretnego paliwa.
Koncesja jest wydawana konkretnym dystrybutorom. Dystrybutor, żeby wziąć paliwo, musi to paliwo przebadać i musi kupić tą ropę czy benzynę od konkretnego dostawcy. Ten dostawca to jest dokładnie ta sama firma, tylko że już troszkę dalej. To jest taka córka, można nie widzieć powiązań, ale to jest dokładnie to samo paliwo, ta sama ropa, która jest wydobywana w Iraku, gdzieś na Bliskim Wschodzie i tak dalej. W Wenezueli to raczej nie, bo tam się rząd zbuntował i nie chce. Jest jeszcze Brazylia. Jest kilka miejsc, sporo miejsc na świecie, szyby naftowe w kilku innych miejscach. I masz tą ropę. Standard ropy. Nie musisz tego kupować, ale głupio jest nie kupić, bo jak nie kupisz tej ropy, nie podpiszesz, to w tym momencie okaże się, że na przykład twój cały ruch lotniczy zostanie zbojkotowany.
Możesz to olać i pójść w nową technologię i zrobić coś zupełnie innego, ale nie musisz. Możesz po prostu zrobić się miękki w kolanach, uklęknąć i otworzyć buzię. Tak robi każdy rząd na świecie. I połknąć tą żabę, że tak powiem. I wydać licencję na to. Każdy dostaje licencję. Jeżeli ktoś chce wejść z innym paliwem na rynek, nie wejdzie z paliwem na rynek, ponieważ ty zmiękłeś w kolanach, uklękłeś, otworzyłeś buzię i wydajesz koncesję tylko konkretnym ludziom, którzy kupują paliwo od konkretnego dostawcy. Jeżeli jakikolwiek dostawca, jeżeli ktokolwiek z kartelu naftowego się zgłosi do ciebie i powie: „Troszeczkę nie jestem zadowolony”, to musisz niestety spytać się: „Cóż mogę zrobić, kochany, żebyś czuł się szczęśliwy?”. Nie ma innej opcji w tej historii. Musisz wprowadzać jego paliwo.
Jakoś tak się zrobiło na świecie ostatnio, że to paliwo, które się pojawiło, jest pełne bardzo ciekawych dodatków. Dodatków, które powodują, że zyskowność firm produkujących paliwo wzrosła nieprzeciętnie. Zobacz sobie notowania giełdowe koncernu naftowego, ale nie patrz na ceny ropy, bo ceny ropy to jest jedna sprawa. Zobacz, kto zajmuje się rafinacją ropy i jakich komponentów się używa do rafinacji ropy. Prześledź sobie te ruchy finansowe i zobaczysz, kto tak naprawdę zarabia na tym pieniądze. Nagle się okazuje, że powstał cały łańcuszek firm produkujących komponenty do ropy i one robią niesamowite pieniądze. Między innymi tym głównym komponentem, o którym jest mowa, bo tak mówię o tych chemtrails, jest właśnie nanoaluminium. Jest to odpad poprodukcyjny z handlu bronią i tak dalej, podczas produkcji silników i wielu innych. Tam jest dużo duraluminium, aluminium, takich stopów. Nie wiadomo, co z tym robić.
I klasyczny numer w dzisiejszym świecie, żeby było to jeszcze bardziej opłacalne, jest zmielenie tego wszystkiego na pył, dodanie kilku substancji chemicznych, żeby to działało elegancko i te nanoaluminium, które wygląda jak taki szary proszek, cząsteczki nano lądują w paliwie. Ciekawa rzecz. Wielu ludzi mówi: „Nie, to niemożliwe, przecież zatkałoby silnik”. Nie, nie zatka silnika. Silniki są tak zaprojektowane, że doskonale to przechodzi przez silniki i stąd się biorą smugi na niebie. Bo teraz wyobraź sobie, co się dzieje. To jest nanoaluminium, czyli to jest metal, który ma tak zwaną polaryzację ujemną. To jest tajemnica, dlaczego te smugi wiszą i tak się dziwnie rozchodzą na niebie. To nie jest przypadek. Absolutnie.
Po prostu mama natura, zwykłe prawa fizyki, zachowanie tej planety. Ionizacja powietrza na pewnej wysokości się zmienia. Im dalej jesteś od ziemi, tym zmienia się nasycenie elektrostatyczne powietrza. To jest ten słynny numer z najwyższą dzwonnicą w okolicy, w którą zawsze wali piorun. Jest najwyżej, a tam jest zawsze, kiedy się zmienia elektrostatyka powietrza, najwięcej ładunków. Im wyżej, tym więcej ładunków. Więc normalne jest to, że jeżeli przelecisz takim samolotem gdziekolwiek po zatankowaniu tego paliwa z nanocząsteczkami, to to paliwo się nie rozpuści tak łatwo. Nie rozsypie się tak jak normalne paliwo, które zostawia tylko po sobie chmurę gorącego powietrza i trochę smrodu i to wszystko. Oparów gazów. Tu zostają jeszcze nanocząsteczki aluminium, które po przepuszczeniu przez wysoką temperaturę w silniku zmieniają swoją polaryzację i zachowują się jak takie małe, lewitujące cząsteczki.
Nic więcej. I one sobie wiszą w powietrzu, zanim opadną, bo tam jest inny poziom elektrostatyki. Jeżeli znasz takie urządzenie, nazywa się jonolot. Sobie wpisz na Google, możesz sobie spokojnie znaleźć. Jonolot to jest urządzenie, które zrobisz z aluminium, kawałka drewnianych patyczków. Jeżeli byłeś kiedyś modelarzem, poradzisz sobie spokojnie. Podłączasz to pod bateryjkę. Urządzenie się podnosi do góry, samo sobie wisi w powietrzu. Musisz je trzymać na kablu, bo musisz doprowadzać tam zasilanie. Ale urządzenie łamie zasady tak zwanej newtonowskiej grawitacji.
Możesz sobie zrobić taki eksperyment. Zrobiłem kiedyś ten jonolot. Zstawiłem się z kolegą i nawet udało nam się troszkę go podnieść, ale zepsuliśmy i chyba nie skończyliśmy nawet do końca. Tak czy siak możesz sobie sam zrobić. Ja nie mam serca do tego, żeby to budować. Zostawiam te wszystkie rzeczy. Anyway, zaobserwujesz zachowanie aluminium, bo aluminium zmienia właściwości elektrostatyczne, tak jak w przypadku jonolotu możesz podnieść kawałek aluminium do góry, używając tylko i wyłącznie ładunków elektrostatycznych prądu DC. To wyobraź sobie, co się dzieje te 10 000 metrów nad ziemią, kiedy nanocząsteczki aluminium zmieniają swoją polaryzację i w tym momencie zachowują się dokładnie każda z nich jak taki jonolot i szybko nie opadną. Zostaje taka potężna smuga na niebie. Jeżeli jeszcze widzisz jakiś wiatr, który to roznosi i rozwiewa, to się zdziwisz, że w tej części nie ma tych smug, a w tej są.
Bo tam jest wiatr, który to rozwiewa i to jest jedyny powód, dla którego się roznoszą. Skąd się w ogóle bierze to nanoaluminium w silnikach spalinowych? Numer jest prosty. Normalne paliwo, którego koszt został zawyżony poprzez wojnę w Afganistanie i Iraku. Zamordowano dosłownie miliony ludzi w ciągu ostatnich 15 lat. Po to, żeby cena ropy poszła do góry, żeby zarobić jeszcze więcej. Wyobraź sobie skok ceny za beczkę od 15 dolarów do 150 dolarów. Przecież to jest ponad 1000% zysku. Za nic. Się nic nie dzieje.
To jest po prostu business as usual. Tak można to powiedzieć, nic więcej. Numer polega na tym, że nie dość, że chłopaki zauważyli, że mogą trzepać o 1000% więcej kasy sprzedając ci rzedzone paliwo nanocząsteczkami, to jeszcze to paliwo jest kupowane przez rządy i przez wszystkie firmy lotnicze z pocałowaniem w rękę. Z jakiego powodu? Powód jest prosty. Kiedy załadujesz to paliwo i jesteś na konkretnej wysokości, nie widzisz tych nanocząsteczek. One tam są wpisane w paliwo i tak dalej, ale to jest takie, że one tam tylko udrażniają. To jest w tajemnicy trzymane troszeczkę, ale jak sobie sprawdzisz badania naukowe na ten temat, to szybko złapiesz, o co chodzi. Znajdziesz firmy, które to produkują. Jest tylko jedna firma, która produkuje te cząsteczki aluminium i sprzedaje właśnie na potrzeby sektora naftowego.
Ta firma należy dokładnie do kartelu naftowego. To jest tak, jak ja bym sobie wymyślił drugie radio i zaczął robić to drugie radio i w tym drugim radiu mówił, że jestem niezależnym radiem, ale Radio Nafal jest najlepsze i właściwie ja tylko pracuję dla Radia Nafal. Wiesz, taka ściema. Po prostu niby niezależna instytucja, ale w rzeczywistości wszystko jest dokładnie to samo. Ponieważ te cząsteczki nanoaluminium zmieniają zużycie paliwa w silniku i dzięki temu ty tankujesz dokładnie około... Trzeba to wyjaśnić, bo tu jest taka trefna sprawa związana z firmami samochodowymi. Tobie się sprzedaje coś takiego, że silnik robi oszczędność paliwa. W rzeczywistości silnik nie robi żadnej oszczędności paliwa. Wręcz odwrotnie, silnik jest tak spierdolony, za przeproszeniem, że to w ogóle szkoda. Można się za głowę złapać.
Jeżeli ktoś jest tutaj inżynierem i projektuje silniki samochodowe, doskonale wie, o co chodzi. Wydajność silnika samochodowego, tego cudownego cuda cywilizacji jest na poziomie 15 do 20%. Przy czym silnik przy wydajności 20% po paru godzinach pracy, jak silniki samochodów rajdowych, się po prostu rozsypują, bo nie są w stanie materiałowo wytrzymać nieustannego wybuchu w środku. Bo to jest jedna wielka eksplozja, którą cały czas kontynuujesz w środku tłoków i nic nie jest w stanie tego wytrzymać. Bo co wytrzyma eksplozję? W pewnym momencie się rozsypie. Także wydajność tego silnika jest tylko w okolicach 15% i to nawet zawyżając mocno, a reszta tego silnika jest tylko po to, żeby on się nie rozsypał przy tych 15% zysku. Resztę energii, którą tam robi, po prostu niszczy ten silnik. Taka jest prawda. Dlatego producenci samochodów bardzo to lubią, bo zawsze będzie potrzeba produkowania nowego silnika.
Nie ma takiej możliwości, żebyś używał silnika spalinowego, benzynowego i on się nie rozsypał w pewnym momencie. To jest tak zaprojektowana technologia i Ford, który to wprowadzał, doskonale o tym wiedział. To wszystko jest elegancko zaprojektowane. Ty zawsze będziesz zmuszony kupić nowy silnik. Zaczęły się czasy ekologii, Unia Europejska, trzeba wprowadzić nowe regulacje i wprowadzono nowe regulacje, które zmieniły mieszanki paliwa na bardziej eko. Dodano nowe substancje. Oczywiście nie wiesz, co to za substancje, bo oczywiście są to tajne badania rządowe. Żadna firma oftowa nie udostępni ci swojego laboratorium, nie powie ci, jak robi mieszanki, ponieważ mieszanki do paliwa są objęte ochroną patentową. Ochrona patentowa jest respektowana przez każdy rząd na świecie, ponieważ każdy rząd właśnie dba o tą ochronę patentową. Jeżeli coś się dzieje źle korporacji z jego patentem, idzie do rządu i mówi: „Ej, niedobrze się wysypiam”.
I w tym momencie rząd wysyła armię do człowieka, który psuje mu sen. I tak się to kończy. Także na pewno zapomnij o tym, żeby jakiekolwiek laboratorium rządowe wzięło kiedykolwiek próbkę tej ropy, która ląduje na lotnisku. Nawet nie może wziąć tej ropy, bo to jest strefa eksterytorialna. To musiałbyś ukraść tą ropę nieoficjalnie i tylko wtedy nawet nie możesz powiedzieć, że ją zbadałeś, że ją masz, bo zaraz usłyszysz zarzut, że ukradłeś tą ropę z cysterny. Wkroczyłeś na teren, do którego nie jesteś uprawniony, żeby tam przebywać. Właściwie to wszystko to jest ściema i lądujesz od razu w więzieniu, bo to jest teren eksterytorialny. Nie masz prawa dotknąć cysterny, nie masz prawa dotknąć ani grama paliwa w tej cysterny. Możesz, nie ma problemu, ale jeżeli dasz to do analizy i opublikujesz wyniki tej analizy, to w tym momencie jesteś ugotowany. Inna sprawa, że nie ma nikogo, kto by chciał zrobić tą analizę dla ciebie tego paliwa, ponieważ jeżeli masz laboratorium rządowe, to ono nigdy tego nie zrobi z prostej przyczyny.
Twój minister, twój prezydent wziął w okolicach kilku milionów dolarów albo kilkunastu, dziesięciu milionów dolarów przymykając oko na to, że te rzeczy się sprzedaje. I teraz on stoi w konflikcie. On ma te swoje miliony dolarów, które dostał łapówki i twoje zdrowie. Jak myślisz, co on wybierze? Twoje zdrowie czy miliony, które dostaje na konto? Nie wybierze twojego zdrowia. Gwarantuję ci to. Nie spotkałem jeszcze człowieka, który poza prezydentem jednego kraju... Może jest taki prezydent na świecie, którzy wybierają troszkę inną opcję, ale to już zostawiamy. Nie bawimy się w politykę.
W każdym razie po to jest koncesja, żeby nikt nie mógł tego ruszyć. To paliwo jest koncesjonowane, ma pieczątki rządowe i nie możesz tego zbadać. Jeżeli już chcesz badać, musisz badać w rządowym laboratorium. Ono musi wydać zgodę na to. Nie wyda ci żadnej zgody. Także jesteś ugotowany. Nikt nie chce w tym uczestniczyć. Nikt nie chce tego gówna dotykać, bo ma za dużo do stracenia. Wszyscy mają gigantyczną robotę. Czy myślisz, że pani z urzędu do badania benzyny ci to zbada?
Nie, bo pani wyleci zaraz z roboty. Każdy dba o swoją pensję, każdy chce być niewolnikiem w systemie. Każdy chce zapieprzać na jeszcze lepszy, jeszcze większy kredyt. Tak jest skonstruowana ta zabawa. Także nikt się nie wystawi, nikt nawet tutaj się nie zająknie, że cokolwiek się dzieje, że coś jest nie tak z paliwem. Wszyscy będą się uśmiechali tak jak na amerykańskich filmach: „No, no, no, it's great, it's absolutely great. It's fantastic. Oh, fantastic.” Nie jest tak fantastic za bardzo, bo to aluminium, jak ci powiedziałem, tam sobie zostaje. Widzisz, co się dzieje na niebie. Ci nie muszę mówić, jakie są skutki działania tego chemtrails.
Masa ludzi bada skutki działania. Nie mówię o przyczynach, ale bada skutki działania i doskonale wiadomo, że wszystko zdycha. Jest to potężne zakwaszenie gleby, którego nie jest w stanie przeżyć żadna roślina, przez co nie jest w stanie przeżyć żadna żywa istota. Taka jest prawda, ale dzięki temu zakwaszeniu gleby Historia z silnikami samochodowymi i samolotowymi. Zwiększają swoją wydajność o 20%. I teraz sprzedają ludziom dokładnie te same silniki, jeszcze bardziej zjebane, bo one w ogóle nie działają już w tym momencie. Wciskasz im kit, że kupują ekologiczne maszyny, ekologiczny samochód, który spala mniej paliwa i tak dalej. W rzeczywistości nie. Samochód spala jeszcze więcej paliwa. Jest jedna różnica.
Jest inna mieszanka tego paliwa i ty po prostu lejesz go mniej i tobie się wydaje, że ty spalasz mniej paliwa. Nie do końca. Ty po prostu płacisz ekstra za nowe rozwiązanie technologiczne, które się nazywa nanoaluminium w twoim paliwie, które zwiększa wydajność pracy twojego silnika o 25% i wydaje ci się, że dostajesz coś ekstra, że dostajesz świetne, nowe, ekologiczne paliwo. Twój samochód mniej pali w stosunku do mocy, którą dostaje, bo zawsze jest obliczana ilość spalania w stosunku do mocy. I wszystko ci się podoba, bo płacisz troszkę taniej za benzynę. Ona jest bardziej ekologiczna, nie ma już w sobie tyle ołowiu, związków metali ciężkich, ale dalej coś ma. No i przede wszystkim ta benzyna ma troszkę innego kopa niż ta benzyna, która była 20 lat temu. Jeżeli się przyjrzysz kampaniom reklamowym, zauważysz jedną rzecz: jeżeli pojawia się jakikolwiek samochód, który jest bardzo ekologiczny na rynku, to nie jest to jedna firma. Pojawia się cały rząd. Wszystkie firmy w tym momencie wrzucają nowy standard silnika elektrycznego.
Rządy bardzo szybko do tego przystępują. Wprowadzają nowe przepisy, które mówią: od jutra już nie będziesz mógł używać tego swojego silniku diesla, bo jest problem. Do silnika diesla możesz wlać praktycznie wszystko. Taki prosty dieslowski silnik odpalisz nawet na samogonie i on pojedzie i nie będzie problemu, nie spali się, będzie działał, wszystko będzie okej. Ale widzisz, wchodzi licencja rządowa, która mówi, że ty już nie możesz używać tych silników, ponieważ one zatruwają środowisko. A tu jest koncesja dla firmy Shell albo jakiejkolwiek innej firmy, która daje ci doskonałe, czyste, ekologiczne paliwo i to paliwo ma o wiele większą wydajność, dwudziestokrotnie. Zastanów się, w jaki sposób w ciągu ostatnich 20 lat wydajność benzyny wzrosła o 20%. Przecież to jest dokładnie ta sama benzyna. Się nic nie zmieniło. Silniki są jeszcze gorsze.
Jest masa elektroniki w tych silnikach, która się zatyka, wali, psuje i tak dalej. Przypuśćmy, że masz przez 10 lat samochód, to ile lat z tych 10 spędzasz u mechanika samochodowego? Już chyba wiesz, o czym mówię. I zobacz, co się psuje w samochodach najczęściej. Przyjrzyj się uważnie. To są wszystko elementy, które zajmują się wydechem, spalaniem i tak dalej. Coś w tym paliwie musi być, prawda? No tak, to jest bardziej ekologiczne, bardziej wydajne to nowoczesne paliwo. Wszyscy myślą, że mają progres, postęp technologiczny. Ale czy to jest progres i postęp technologiczny?
Nie za bardzo. Okazuje się, że odrobina trucizny, która zabija wszystkie istoty żywe, zwiększa wydajność paliwa o 20%. I teraz sobie wyobraź, że chodzi o paliwo lotnicze. Na razie zostawiamy samochody i silniki samochodowe. I teraz masz tą sytuację na lotnisku. Masz rejsowe loty pomiędzy Londynem a Nowym Jorkiem. Normalnie zakładam 10 ton paliwa na jedną stronę, żeby przelecieć. Teraz sobie wyobraź, że tankujesz to paliwo. Ono już ma wszystkie akcyzy, bo rządy podpisały wszystkie te papierki. Wszyscy kolesie, którzy są ministrami, prezydentami, zmiękli w kolanach, uklękli i otworzyli szeroko buzię.
Dzięki temu oficjalnie na lotnisko paliwo dostarcza konkretna korporacja i to paliwo ma konkretną mieszankę. I teraz firma, która obsługuje te 20 jumbo jetów, które sobie latają pomiędzy Nowym Jorkiem a London, zarabia troszkę więcej kasy. Oczywiście podniesiono ceny biletów z powodu opłat terrorystycznych, klimatycznych, zanieczyszczenia środowiska i tak dalej. Ty płacisz za bilet około trzy razy więcej, niż kosztował 10 czy 15 lat temu w dzisiejszych czasach. Ale nie wiesz o jednym: że firma, która jest właścicielem tego samolotu i organizuje ci ten przelot, zarabia na tobie jeszcze ekstra pieniądze, bo do samolotu tankują tą zabawną mieszankę, która ma aluminium i dzięki temu zaoszczędzają około 20% paliwa na jednym przelocie. I teraz policz sobie około 10 rejsowych lotów pomiędzy Londynem a Nowym Jorkiem. Jakieś 10 ton w jedną, 10 ton w drugie. Spójrz sobie: 20% od 10 ton. I teraz policz sobie, ile kosztuje tona paliwa. Piękne, prawda?
Wszyscy pięknie zarabiają, wszyscy tną gigantyczny biznes. A ty słyszysz o tym, że ropa się kończy. To jest też kłamstwo. Ropa się nigdy nie skończy. Ropa jest cały czas spontanicznie produkowana przez mamę Ziemię. Dlatego trwa wojna na Bliskim Wschodzie, ponieważ tam są roponośne tereny i normalne jest to, że jak się wyeksploatuje te tereny, to trzeba odczekać około 20, 30 lat i możesz się z powrotem wybić. Z powrotem jest ropa, bo ropa jest cały czas nieustannie produkowana na świecie. To nie jest coś, co się wyprodukowało raz. Gdyby tak było, to ciężko byłoby wytłumaczyć, skąd by się wzięło tyle biliardów miliardów dinozaurów, drzew na świecie, które by zamieniły się w ropę. Próbowałeś zamienić kiedyś kawałek rośliny w ropę albo kawałek organicznej struktury?
Zamień i zobaczysz, jak dużo tej ropy wyjdzie. Szybciutko się przekonasz, że cała ta opowieść o tym, że wyginęły dinozaury i zamieniły się w pokłady roponośne, jest po prostu kitem sprzedawanym frajerom tylko po to, żeby płacili na swoich właścicieli. Nic więcej. Ropa cały czas się produkuje na świecie. Każdy ekspert od ropy ci to powie, jeżeli będzie szczery z tobą, bo każdy o tym doskonale wie. To nie jest żadna tajemnica. Wojny na Bliskim Wschodzie nie są przez przypadek. Tam jest ropa, która się cały czas produkuje. Kto kontroluje tą ropę, kontroluje informację o tym, że ona się produkuje i kto kontroluje dostawy tej ropy na rynek, kontroluje mieszankę, która jest zawarta w tej ropie. I teraz nagle się okazuje, że właściwie ups, te smugi na niebie to nie jest żadne tajemnicze chemtrails.
To jest efekt działania pięknego koncernu paliwowego i efekt właściwie działania nas wszystkich, bo my jesteśmy tym członkiem zarządu, który nigdy z tej korporacji nie wyszedł. My kupujemy tą ropę, tankujemy. I czujemy się świetnie. Wydaje nam się, że spalamy ekologiczne paliwo. Co najwyżej pogrzmimy, pomachamy ręką, poszukamy samolotu cysterny, który będzie leciał na niebie i spuszczał nam jakieś opary na głowę. Nie ma samolotu cysterny. To jest robione moim zdaniem specjalnie. To jest po to, żeby zrobić z ciebie frajera, bo jeżeli ty będziesz biegał po lotniskach, szukał samolotów cystern, które spuszczają nanoroboty, to wyjdziesz na głupka. Zawsze wyjdziesz na głupka, bo to jest zrobienie z ciebie idioty. Tam nie ma ani nanorobotów, ani innych rzeczy.
Nie ma takich spraw. Tam jest po prostu piękna mieszanka paliwa, która daje wszystkim po drodze, jak policzysz, to jest około 200% na dzień dobry zarobku więcej w ciągu ostatnich 10, 15 lat. To są pieniądze za nic, bo ty właściwie nic nie robisz. Nie dość, że dajesz mniejszą ilość paliwa, bo dajesz tam więcej gówna, które się nie powinno tam znaleźć, zwiększasz jego wydajność, czyli tankujesz mniej, a jedziesz dalej. Możesz sprzedać więcej ropy. Masz trzy beczki i teraz te trzy beczki zamieniasz na tą tajemniczą mieszankę. Normalnie przyszedłby człowiek do ciebie i powiedział: „Stary, ja potrzebuję minimum beczkę, żeby dojechać z miejsca A do miejsca B. Musisz mieć dobrą cenę, bo jak zażądasz za tą beczkę jakiejś fortuny, to ja, stary, wsiądę na rower i pojadę na rowerze”. Kolesie robią taki numer, że rozcieńczają te trzy beczki na 30 beczek w cudzysłowie. Akurat nie wygląda to aż tak tragicznie, ale generalnie rozcieńczają to dosyć mocno i sprzedają tobie za połowę ceny.
Nawet nie wiesz, że tam jest nawet połowę tego paliwa, które miałeś wcześniej. Tobie się wydaje, że coś wygrywasz, że coś zarabiasz, że to jest świetny biznes, że to jest jakiś rozwój technologiczny na świecie. Nie zdając sobie sprawy, że tam jest takie gówno, którego w ogóle nie powinieneś dotykać, widzieć, oddychać i że to wszystko się sypie na nas prosto z nieba. I to, co się sypie, to jest te 20% do 25% zaoszczędzone na każdym locie samolotem na długiej trasie na przykład. Na krótkiej trasie, zawsze, wszędzie. Jak to jest w przypadku samochodów? Dokładnie tak samo, tylko że ty nie widzisz tych chemtrails na ulicy, ponieważ twój samochód jeździ po ziemi i napięcie elektrostatyczne, które panuje na poziomie ziemi, jest zupełnie inne. Weź sobie kawałek aluminium, miernik i sprawdź sobie napięcie elektrostatyczne. Wejdź sobie na wysoką wieżę i zobaczysz, o co chodzi, gdzie jest różnica. Gdybyś wziął ten samochód, podniósł na wysokość 10 000 metrów i przejechał się swoim samochodem na to ekologiczne paliwo na 10 000 metrów, nagle by się okazało, że smuga, którą ciągniesz za sobą, jest dokładnie taka sama jak ta, która zostaje za odrzutowcem, który ty posądzasz o to, że tam są tajemnicze zbiorniki z paliwem, które rozpylają nie wiadomo co.
Tam nie ma nanorobotów, nie ma żadnych takich dziwnych rzeczy. To nie jest jakiś wielki globalny spisek. To jest spisek, który wszyscy sobie robią. Wyobraź sobie teraz, że na przykład właściciel stacji benzynowych albo jakakolwiek firma by się zbuntowała. Ona się nie chce buntować. Każdy na tym świetnie zarabia. Człowiek na stacji benzynowej nawet nie chce wiedzieć, jaki jest skład paliwa. On zna tylko teoretycznie ten skład paliwa. Wiadomo, że nigdy nie zrobi analizy. Tylko wariat zrobiłby analizę.
Nikt ci nie zrobi analizy tego paliwa. Jeżeli zrobisz analizę tego paliwa i dowiesz się, co w nim jest, jesteś albo martwy, albo skończyłeś swoją robotę. Tym bardziej jeżeli będziesz chciał to opublikować. Akurat nie jest tak tragicznie. Ja mogę spokojnie o tym mówić, ale widzisz, sytuacja jest taka, że ja nie mam tej analizy w ręku, bo gdybym spróbował dotrzeć do tej analizy, zrobić ją sobie, to miałbym być może bardzo poważne problemy. A tak to opowiadam sobie bajkę, w którą możesz uwierzyć lub nie. Albo to jest bajka, albo to nie jest bajka. To już tobie zostawiam. Sam sobie musisz w to uwierzyć. Wiadomo, że żadna z firm naftowych, firm, które dostarczały ci paliwo do samochodu, która odgrywa przed tobą szopkę, że jest ekologiczna i dba o ciebie, nie zrobi tych badań.
Moment, kiedy zrobią te badania i opublikują, będzie po nich. Nikt nie sprzeda im ropy, którą będą mogli zrafinować. Nikt nie sprzeda im komponentów do zrobienia ropy. Ich stacje benzynowe zostaną automatycznie zamknięte następnego dnia. I to i tak będzie najlepszy wypadek, bo za chwilę może się okazać, że oni są terrorystami. Trzeba wszystkich aresztować. Klasyczny numer. Tak się właśnie dzieje na świecie. I teraz pytanie, kto właściwie robi te chemtrails? Bo my tak oskarżamy te wszystkie rządy, korporacje o te chemtrails.
Właściwie jedyny członek zarządu, jaki w tym wszystkim funkcjonuje, to jesteś ty i ja. Nie ma innych członków zarządu. Wszyscy pozostali kolesie przychodzą z grubą kasą, wykładają tą grubą kasę tylko po to, żeby ją pomnożyć. Oni są tylko fizycznymi członkami zarządu. Po prostu przylatują prywatnym odrzutowcem. Spotykają się w Londynie, w City, w prywatnym klubie. Chłopaki pogadają, ile ma kosztować ropa, ile tej ropy z jedno na drugie. I tak nie rozmawiają o składzie chemicznym ropy, bo wszyscy o tym doskonale wiedzą, co tam zostaje dodane. Nie powie ci tego pan na stacji benzynowej, nawet jak się dowie, bo pan na stacji benzynowej nie będzie chciał stracić swojej pracy, ponieważ wrobiono go w niewolniczy system albo uwierzył w to, bo mu pracodawca naobiecywał, że praca czyni go wolnym i że jak będzie zapierdalał na niego przez całe życie, to uda mu się spłacić kredyt i będzie mógł jako niewolnik spokojnie dożyć swojego niewolniczego życia. Cała ta zabawa świetnie trwa.
Wszyscy się świetnie w to bawią. Nikt ci tego nie zrobi. Nikt nie zrobi tego na stacji benzynowej. Nikt z producentów samochodów ci o tym nie powie, bo w tym momencie będzie out of the business. I teraz zobacz, jaki jest interes kogokolwiek na świecie, żeby ci mówić z ludzi oficjalnie związanych z tym biznesem i z tym kartelem, nawet pośrednio. Jaki jest biznes w tym, żeby ci mówić, jaki jest skład paliwa? Żaden koleś, który sprzedaje elektryczne samochody, ci tego nie powie, ponieważ on się ratuje tym, że jeden sprzeda elektryczny, a drugi hybrydowy. Jeżeli by ci powiedział, że sprzedaje hybrydowy samochód, który cię zabija, to nie byłoby za bardzo gadki. To straciłby możliwość sprzedawania też elektrycznych samochodów. Rozumiesz?
To jest tak ustawiony biznes, że wszyscy, którzy są w tym całym biznesie, to jest taki „Farma zwierzęca” George'a Orwella. Wszyscy są idealnie ustawieni, nikt nie kiwnie. Każdy ma z tego grubą dolę i na tym polega ten biznes. Naprawdę grubą dolę. I nikt ani nie zamknie stacji benzynowej, nikt ani nie opublikuje badań, nikt tego nie zrobi, nikt nie zaryzykuje swoim życiem, żadne laboratorium, żaden naukowiec i tak dalej. Idą poważne pieniądze tak po cichu, żeby robić z ciebie kretyna i opowiadać ci bajki, że zrzucać się nanoroboty na głowę, że zrzucać się jakieś wirusy na głowę, że to jest jakiś tajny rząd, tajne loty wojskowe, nie wiadomo co. Nie, to nie są tajne loty. Przyjrzyj się na siatkę na niebie, która powstaje od chemtrails. To nie są do końca zrzuty, jak nam się wydaje. To są po prostu linie rejsowe.
Jak się zmienia wiatr, zmienia się pogoda, to linie rejsowe są zmieniane, bo samolot wtedy mniej spala. Lecisz z wiatrem. Zawsze zasada polega na tym, że starasz się lecieć samolotem z wiatrem po to, żeby spalić jak najmniej paliwa. Dlaczego piloci samolotów są niewyspani, zmęczeni i tak dalej? Bo chodzi o to, żeby samolot non stop latał. To jest maszyna, która przynosi dochód i jeżeli lata, to musi spalać paliwo. Jeżeli spala paliwo, to nie może spalać go dużo. Musi spalać mniej paliwa. Jeżeli pilot ma do wyboru drogę, która ma wiatr w plecy, a korytarz powietrzny jest szeroki, to nie jest autostrada ogrodzona słupkami, że możesz tylko dwa metry w lewo albo dwa metry w prawo i to wszystko. To jest powietrze.
Ty możesz się skręcić parę kilometrów dalej, parę w górę, parę w dół. Znajdujesz ciąg, który pcha twój samolot, żebyś miał wiatr z tyłu, żebyś jak najmniej ropy spalił, żebyś doleciał z największą ilością ropy do kolejnego lotniska, żeby jak najmniej zatankować, żeby armator tych samolotów mógł zarobić jak najwięcej. A tobie się opowiada, że musisz zapłacić dodatkowe pieniądze, ponieważ koszty eksploatacji samolotów wzrosły. Gówno prawda. Nic nie wzrosło. Wręcz odwrotnie, każdy z tych frajerów zarabia aktualnie o dosłownie 10 razy więcej dokładnie za to samo, przy nic nie robiąc. I najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że to są toksyczne trucizny, które spadają nam na głowę i wszyscy płacimy cenę swoim własnym zdrowiem, ale nikt się nigdy do tego nie przyzna. Nikt na stacji benzynowej się nie zająknie o tym, bo on sprzedaje paliwo, to co straci swoją robotę? Lekarze czy ludzie w laboratorium rządowym się o tym zająką? Nie, bo stracą swoją robotę.
Kto chce wystąpić naprzeciwko koncernów naftowych? Nikt nie chce wystąpić. Jeżeli odkryjesz przez przypadek, jak produkować ropę naftową, a powiem ci, że nie jest to naprawdę wielki problem. Potrzebna jest ci duża, wysoka rura. Miedziana może być, stalowa. Musisz zrobić reaktor, taki kontener ciśnieniowy zamykany i praktycznie każdy plastik, każdy śmieć jesteś w stanie przerobić, zrafinować na oleje, na ropę naftową, a później z tej ropy zrobić najczystszą benzynę. Tylko że jeżeli to zrobisz, automatycznie masz bardzo poważne problemy, bo wszystkie firmy naftowe w tym momencie wpisują sobie twoje nazwisko i twój numer telefonu do notesu i dzwonią po swoich kumpli, żeby się tobą zajęli. Nie możesz wypuścić takiej ropy. Próba wyprodukowania nielegalnie, nie tyle nielegalnie, bo to jest absolutnie legalna ropa, ale próba wyprodukowania jakiegokolwiek alternatywnego paliwa automatycznie kończy się twoją śmiercią i twoim zniknięciem. Zobacz na paradoksy, które obserwujesz na przykład w Polsce.
Ja obserwuję w Anglii to samo. Jest masa alternatywnych źródeł zasilania, takich normalnie do samochodu, samolotu, do silników spalinowych mówiąc oględnie. Możesz je wprowadzić i nagle się okazuje, że silniki spalinowe w rzeczywistości spalają mniej nawet 20%, 15%, 50%. Jest masa tego, nawet szkoda mi tego wymieniać. Każdy, kto siedzi w tym biznesie. Nie mówię o silnikach HHO. Mówię o normalnych patentach, które się stosuje w silnikach spalinowych. I każdy o tym doskonale wie. Każda korporacja ma schowanych około 1000 rozwiązań na tą okoliczność. Korporacji produkujących oczywiście silniki spalinowe, samochody i tak dalej.
To naprawdę nie jest żaden problem, ale nikt tego nie zrobi, bo przecież to nie jest tak, że ropa kosztuje dużo. To tobie się mówi, że ropa coś kosztuje. Natomiast cena wydobycia fizycznie tej ropy jest już tak zminimalizowana, że tu w ogóle nie ma o czym mówić. Ci kolesie mają po prostu złote Eldorado i to takie Eldorado, że to się w pale nie mieści. I to Eldorado zaczyna się na poziomie stacji benzynowej. Ciebie tankującego do samochodu jako członek rady zarządu ropę i mówiącego: „Kurde, znowu mnie opylają dzisiaj”. Ty sam się opylasz. Weź ten swój samochód 10 000 metrów do góry i zobacz, co ci wylatuje z rury wydechowej. To jest to samo gówno. Zrób sobie analizę.
Zrób ją po cichu. Możesz to zrobić. Będzie ciężko, bo jest niewiele laboratoriów, które są wyposażone w taki sprzęt do analizy ropy, nafty i tak dalej. Jeżeli zaczniesz to robić, to od razu będzie o tobie głośno. Od razu kilku ludzi się dowie, że jest ktoś, kto robi badania nad ropą. I w tym momencie masz przeciwko sobie rząd, wszystkie koncerny samochodowe, wszystkie koncerny paliwowe, które dystrybuują ropę. I to nie wszystko. Masz przeciwko sobie wszystkie koncerny farmaceutyczne, bo one żyją dokładnie z przetwarzania tego wszystkiego, także oni są w wszystko to zamieszani. To nie jest tak, że to jest tylko jedna gałąź biznesu. Firmy, które produkują opakowania plastikowe.
Ta sama historia. Przecież to wszystko idzie stamtąd między innymi. Tam też są sprzedawane komponenty, które wynikają ze sprzedaży ropy. I to jest taki rynek, gdzie wszyscy się razem trzymają i nikt nie wystąpi przeciwko swojemu kolesiowi, żeby ci dać kawałek prawdy o rzeczywistości. Lepiej zrobi się z ciebie kretyna, który myśli, że po niebie latają różowe jednorożce z 20 czakrami i tęczowymi skrzydłami i że to jest tajemniczy rząd światowy, który rozpyla dziwne nanoroboty, które robią nie wiadomo co. Nie, przyjrzyj się uważnie. Są samoloty rejsowe, które latają po swoich szlakach zawsze tych samych. Czasami ta kratownica jest większa, czasami jest mniejsza. Kwestia napięć elektrostatycznych w powietrzu. To też się zmienia.
Nigdy nie jest takie same. Dlaczego jest kratownica? Czasami też latają w ten sposób. Powód jest też taki ciekawy, bo te nanocząsteczki, jak są zrzucane dookoła radarów, zwiększają - to jest kolejna rzecz, o której nikt nie chce mówić - zasięg radarów na lotniskach. Czyli firma, która obsługuje rząd i tak dalej, wszyscy ci kolesie, którzy mówią, że robią to dla twojego bezpieczeństwa, że jak wsiadasz do samolotu, to dbają o to, żebyś bezpiecznie wylądował. To jest podpierdolka. Naprawdę centralnie podpierdolka i to naprawdę gruba. Dzięki temu paliwu jest większy zasięg radaru, bo to jest aluminium. Tadam! Wiesz, o co mi chodzi?
Antena. I dzięki temu nie musisz mieć super czułego sprzętu. Wszystko widać fajnie na radarach. Zwiększony zasięg radarów, działanie dookoła lotniska. Zobacz, co się dzieje z wojskiem. Pogadaj z ludźmi z wojska, jeżeli masz takich ludzi, którzy siedzą przy radarach. Jak na przykład widać samoloty, jak to można zrobić. W tym momencie, jak porozpylasz troszeczkę tego pyłu dookoła lotniska, to widoczność radarów wzrasta. I nie trzeba zmieniać sprzętu na nowy, czuszy. Zmieniasz część sprzętu, bo wiadomo, że musi być wymiana, musi być nowy, bo przecież trzeba zarobić na nowym sprzęcie.
Ale technologia w tym sprzęcie, poza tym, że zmienia się pudełko i kolor tego pudełka i może wyświetlacz i przyciski, i może forma obsługi, ale to, co jest schowane w tym pudełku, ta rzeczywista technologia nigdy się nie zmienia. To jest dokładnie to samo co 30, 40 lat temu, albo nawet jeszcze gorzej. Tylko że zasięg tych radarów jest większy, a on jest większy, bo jest lepiej z radarami, są lepsze. Nie do końca. On jest lepszy z troszkę innego powodu, bo są cząsteczki nanoaluminium w paliwie i wszystko łatwiej widać, bo w tym momencie radar penetruje o wiele dalszą odległość, większe dystanse. Ciekawostka. I tak to wygląda z tymi smugami na niebie. Przynajmniej to jest to, co ja się dowiedziałem. Sprawdzałem to kilka razy z paroma ludźmi, którzy siedzieli w tym biznesie. Niektórzy nawet siedzą od bardzo ciekawej strony.
Niestety nie mogę ci powiedzieć, kto to jest i gdzie to jest. Domyślasz się, że tu w Anglii, ale nie powiem ci kto to jest. Szczęśliwie nie znam tych ludzi, już nie mam z nimi kontaktu. To był taki moment, że po prostu się dowiedziałem kilku rzeczy, bo poznałem kilka ciekawych postaci i jak się okazuje biznes jest poważny i wszyscy są w to umoczeni. I to tak umoczeni centralnie w to gówno, że jakbyś wystąpił przeciwko jednemu, wystąpiłbyś przeciwko połowie świata. Dokładnie tak to wygląda. I najgorsze jest to, że ta połowa świata to są rzeczy, o które nawet nie spodziewałbyś się, że to dokładnie tak działa, że to są firmy farmaceutyczne, firmy kosmetyczne. Firmy farmaceutyczne są pochodną firm zbrojeniowych i firm naftowych. Jeżeli przyjrzysz się zarządom, skąd się biorą pieniądze, jakie fundusze inwestycyjne stoją za jednym i za drugim, to szybko zauważysz, że to jest dokładnie ten sam biznes. Gdzieś trzeba sprzedawać odrzuty po produkcji broni, te całe śmieci, które zostały wyprodukowane.
Gdzieś trzeba robić eksperymenty na ludziach, czy tabletka zadziała, czy nie zadziała. To wszystko firmy farmaceutyczne. Przecież to są syntetyki używane do produkcji tabletek. Wszystko jest opatentowane. To są wszystkie polimery używane do produkcji opakowań, które są opatentowane. I też tego nie zrobisz. I to jest wszystko coś, co sięga bardzo głęboko. I to jest cały ten rynek skorumpowany ropą i jest tak skorumpowany, że się w pale nie mieści. Tak że ciężko by było, żeby ktoś ci powiedział tak normalnie, oficjalnie prawdę o smugach chemicznych, ponieważ grube tysiące dolarów poszło na to, żeby zrobić z ciebie naprawdę kretyna, który szuka cysterny na niebie. Nie znajdziesz tej cysterny nigdzie na niebie, nie znajdziesz jej nigdzie na lotnisku, nie znajdziesz nic z tych rzeczy.
Może znajdziesz samoloty cysterny, które uczestniczą w jakichś tajnych rządowych projektach. Jest ich parę na świecie i zdarza się, że gdzieś przelecą i opylą coś. Ale to jest coś zupełnie innego. To nie są samoloty rejsowe, do których wsiadasz na lotnisku i lecisz z Gdańska do Krakowa. To nie jest nic z tych rzeczy. Przecież nie lecisz w cysternie. Widzisz ludzi obok siebie, a nie zbiorniki z dziwnymi płynami. Jak się okazuje, sytuacja jest troszeczkę inna, niż nam się wszystkim wydawało. I nie jest to żaden czary-mary, który się dzieje nie wiadomo skąd. Jest to po prostu ordynarny biznes, który polega na mordowaniu się nawzajem w imię profitu.
Cóż, taka ciekawa historia. To może jakąś muzyczkę puszczę. Dokładnie czas najwyższy puścić jakąś muzyczkę, bo się tak zagadałem. Opowiedziałem ci ciekawą historię. Czy w nią uwierzysz, czy nie. Wróżka mówi. Nie no, żadna wróżka. Sprawdź sobie. Jest to możliwe do sprawdzenia. Jeżeli ja to sprawdziłem i dało się sprawdzić.
Musisz znać troszkę język angielski, bo nie ma nic w języku polskim, jeżeli o to ci chodzi. Szukaj przez firmy, które produkują dodatki do paliwa. Szukaj przez firmy, które odpowiadają za koncesje paliwowe na lotniskach i szukaj firm, które robią audyty do koncesji, które sprawdzają paliwo. Gdzie jest sprawdzane paliwo? Która korporacja je sprawdza? Gdzie są robione badania? Kto za tymi badaniami stoi? Kto się podpisuje za tymi badaniami? I pójdź tym tropem. Naprawdę nie musisz szukać daleko.
Szybciutko trafisz na ogłoszenie firmy, która jeżeli jesteś jednym z kolesi z towarzystwa, dostarczy ci bez problemu dowolną ilość nanoaluminium. Lepiej dostarczy ci już z gotowymi komponentami, bo tam jeszcze jest kilka innych rzeczy oprócz nanoaluminium. To jest tak fajnie schowane w tym wszystkim i elegancko działa. Dostaniesz gotowy komponent, możesz zamówić nawet paliwo. Prawda jest taka, że ty musisz zamówić gotowe paliwo od konkretnych korporacji, które mają na to atest. I oby cię ręka zaswędziała, kiedy będziesz próbował to sprawdzić, bo może być to ostatni moment, kiedy będziesz widział swoją rękę, synu. To co? To ja tutaj puszczę jakąś muzyczkę na rozpogodzenie troszeczkę tej mojej opowieści, ale to taka ważna myślę informacja i myślę, dobrze sobie zdawać sprawę, jak wygląda ten biznes od tyłu i czym to tak naprawdę jest. Nie jest to taka enigmatyczna historia, teoria spiskowa, nie wiadomo co, przekradanie się przez płot. Nie, to jest wszystko jawne, wszystko się dzieje na naszych oczach.
Codziennie na każde lotnisko podjeżdża kolekcja cystern, tankuje te same paliwo, o innym składzie oczywiście. Lotnicze paliwo jest troszeczkę inne od samochodowego. Jasna sprawa, ale składniki są dokładnie te same. Cóż, codziennie cysterny na lotnisko, cysterny do stacji benzynowych. Później my, jako członkowie zarządu podjeżdżamy, tankujemy i wydaje nam się, że obserwujemy jakieś smugi chemiczne na niebie. To nie są smugi chemiczne, to są smugi aluminium. To jest chemia. Tam jest chemia jeszcze dodana, o której mi się nawet nie chce mówić tutaj, bo ta chemia musi utrzymać to aluminium w tym wszystkim, musi spowodować, że to wszystko zadziała i tak dalej. To są nanocząsteczki. Tak że naprawdę nie martw się, że silniki Lockheeda Martina tego nie przełkną odrzutowe.
Przełykają to bez problemu, tak zostały zaprojektowane. Naprawdę dają sobie z tym radę. Ludzie polatali na Księżyc prawie 50 lat temu. Tak że uwierz mi, że jeżeli wierzysz- Że ktoś w dzisiejszych czasach projektuje silniki przez przypadek, to musisz być bardzo naiwną osobą. A to może dobrze nawet. Dobrze. Niech będzie trochę naiwnych ludzi na świecie. Zawsze to troszeczkę naiwnej radości i szczęścia w życiu. Teraz już wiesz, dlaczego nikt nie chce ci tego powiedzieć. Dlaczego z taką lubością, miłą chęcią wkręca się ciebie w spiski typu mind control, smugi chemiczne i tak dalej.
Stoi za tym kilka innych sytuacji, kilka, o których ci nie chce się powiedzieć absolutnie. Ktoś ci nie chce powiedzieć. Podobnie jak z prądem elektrycznym. Ja tu nie będę się poczył tego prądu, ale jeżeli ktoś jest zainteresowany, to są bardzo ciekawe badania i są one dostępne. Trzeba się wybrać do Paryża. Jest paryski szpital przyrządowy miejski i to są dokumenty dokładnie z 1927 roku, badania robione przez George'a Latkowskiego z całą ekipą lekarzy francuskich. Badania wpływu prądu elektrycznego częstotliwości 230 wolt, 50 herców na życie i zdrowie ludzi. Badania są zatrważające. Generalnie po tych badaniach ten prąd został automatycznie wyłączony z gniazdek, a elektrownie zaorane. Tego się ludziom nie mówi.
Tego, co się dzieje z naszym organizmem, z naszym zdrowiem nie mówi się. To też jest kasa. Także nie dziw się, że z taką dużą popularnością bez żadnych problemów wydaje się książki o smugach chemicznych, o egzotycznych teoriach na ten temat. Bo to o to chodzi, żeby zrobić z ciebie głupka. Ty cały czas masz szukać tej cysterny, która lata po niebie, cysterny na lotnisku, która lata po niebie. Masz szukać dziwnych substancji chemicznych, których nigdy nie znajdziesz. Tego nie ma. Wylądowałeś na manowcach. Koniec końców zrobi się z ciebie głupka, bo zaczniesz opowiadać coś, co ci ktoś przekazał w dobrej wierze, że masz pojęcie, że wiesz, co mówisz. I nagle skończy się tak, że zaczynasz opowiadać o różowych jednorożcach z tęczowymi skrzydłami, które zrzucają smugi chemiczne na niebie.
Ciężko cię traktować w tym momencie poważnie. Poważnie można traktować raport naukowy badający skład paliwa i jego reakcje w wyższych warstwach atmosfery, inaczej zjonizowanych. To tak, ale to już powoduje pewne wnioski, więc lepiej, żeby tego nie badać i lepiej, żeby zrobić z ciebie głupka, żebyś nigdy nie wpadł na pomysł, że to jest taka historia, w którą zamieszany jest twój rząd, twoje firmy ulubione samochodowe: BMW, Mercedes, Volkswagen, Peugeot. Wszystkie te firmy, które widzisz dookoła. Firmy typu Shell. Firmy, które ci dają Orlen, ropę i tak dalej. Wszystko to jest dokładnie to samo. I twój prezydent, który wziął sobie piękną sumę kilku milionów dolarów na lepsze życie. Zobaczysz tego cwaniaka, jak tylko skończy kadencję w Polsce, wyląduje w jakimś ciekawym miejscu, jeżeli zdąży. Myślę, że nie zdąży.
To już koniec tej zabawy. I nie zdąży odebrać swojej kasy. Ale widzisz, jak odbierają swoją kasę. Kończą kadencję, szybciutko się zwijają, nie ma ich i nagle się okazuje, że dostają jakieś gigantyczne kwoty za odczyty, gdzie wychodzą i mówią o tym, jak to było być prezydentem. I mówią to po polsku, bo nawet nie znają żadnego innego języka i ktoś jest w stanie zapłacić za to 2 miliony dolarów. Na przykład tak jak Lechowi Wałęsie za odczyt płacono od 1 miliona do 2 milionów dolarów. A facet nie zna słowa po angielsku. Wychodził, uśmiechał się i mówił jak to Lechu. Skąd się brały te pieniądze? Przecież nie za to, że prowadził jakąś tam konferencję i czegokolwiek ludzi tam uczył.
To jest po prostu pralka pieniędzy. A skąd się biorą te pieniądze? Głównie ten koncern zbrojeniowo-naftowy, bo są dokładnie ci sami ludzie. Pamiętaj, że ropa, którą dostajesz do swoich samochodów, ten cały rynek to jest taki troszkę odpad od rynku zbrojeniowego. Ta cała infrastruktura, która jest utrzymywana na chodzie, jest tylko po to, żeby w sytuacji, kiedy trzeba będzie zrobić wojnę, żeby szybko zatankować czołg. To nie jest po to, żebyś ty miał wygodne życie, że to jest cywilna struktura. Zresztą co tu dużo mówić, w Polsce wszystkie lotniska dalej należą do wojska. Nieoficjalnie oczywiście, ale sprawdź, jak to wygląda w praktyce. Przecież to nie są lotniska cywilne. Są lotniska wojskowe, które są tak zorganizowane, że jeżeli cokolwiek się dzieje, to w tym momencie przyjeżdża tam kilka wozów bojowych.
Ludzie w mundurach już tam są na miejscu. Nie trzeba zmieniać żadnych mundurów, oni już są tam na miejscu, tylko wyrzuca się zwykłych pasażerów, którzy tam czekają na samolot i zmienia się samolot. Nawet samolot się nie zmienia. Dokładnie tymi samymi rejsowymi samolotami wysyła się już żołnierzy w dowolne miejsce. Tak to wygląda w praktyce. To wszystko jest ustawione tylko po to, żeby zachować mobilność tej toksycznej struktury, która istnieje na świecie, bo bez tego są centralnie w dupie. I tak myślę, że są centralnie w dupie już teraz, w dzisiejszych czasach, kiedy Peszo ujawnił to, co ujawnił. Nie ma już dyskusji na temat przyszłości świata od tej strony. Ci, którzy wiedzą, ci wiedzą, reszta dalej będzie brnęła w wiarę w to, że żyją w krainie Walta Disneya i że wszystko wygląda tak jak na filmie z księżniczką z Walta Disneya. Wszystko jest okej, że to jest „101 dalmatyńczyków” i że zła królowa już dawno umarła.
Powodzenia. I to było tyle na dzisiaj z mojej opowieści na temat spisku paliwowego. Przepraszam za taki troszkę knajacki język, że lubię sobie czasami zaklnąć. Wiesz jak to jest. Polski język ma piękne przekleństwa. W języku angielskim one tak nie brzmią. Zaklnąć po polsku jest fajnie. Czasami lubię. Także wybacz mi mój stajenny język knajacki dzisiaj. Mam nadzieję, że odsunąłeś dzieci od głośnika, bo troszkę popuszczałem dzisiaj swojego języka.
Aż miło jest sobie „szta twoja marynara” poknąć po polsku czasami. Nie żebym był sfrustrowany. Po prostu pięknie to brzmi. Ma to siłę przekazu. Anyway. Także sorry, jeżeli twoje uszy ucierpiały. Mam nadzieję, że moja opowieść trafiła do ciebie i jeżeli chcesz, to sobie zrób swój własny research. Może to, co mówię, jest kłamstwem, a może jest prawdą. Sprawdź. I to było tyle w tej hiperprzestrzeni, która się troszeczkę przeciągnęła.
Ale też po przerwie pierwsza noworoczna hiperprzestrzeń. Czas najwyższy, żeby się czasami przeciągnęła. A pierwsza noworoczna zwiastuje, że być może więcej się będzie przeciągało hiperprzestrzeni w przyszłym roku, także może będzie więcej do słuchania. No. To tyle z mojego tematu na dzisiaj. Pamiętaj o tym, kto tu jest członkiem zarządu i kto tu rozdaje karty. Pozdrawiam ciebie serdecznie, najważniejszy członku zarządu korporacji Coca-Cola, korporacji Shell, wszystkich możliwych korporacji, łącznie z korporacją Apple i Microsoft. Pozdrawiam serdecznie. Wszyscy jesteśmy do pewnego stopnia członkami korporacji. Nawet nie do pewnego stopnia.
Jesteśmy najważniejszymi członkami korporacji. I dobrze jest pamiętać, że ten system zależy naprawdę w dużej mierze od nas. Nie musimy robić badań, ale możemy przestać używać rzeczy, możemy poszukać alternatyw. To jest mój powód, dla którego ja osobiście szukam alternatyw. Ponieważ znam takie historie. Zbladłem troszeczkę, jak się dowiedziałem, jak to wygląda, bo okazało się, że system jest nie do ruszenia. Jest tak zaprojektowany od początku. Tam nie ma ani grama dobrej woli, także jedyna opcja jest szukanie alternatyw. I nawet jeżeli miałbym sczeznąć do końca życia, to będę szukał alternatyw. Taki jest pomysł.
Szczęśliwie znalazłem, także jestem z tym okej. Anyway, czas najwyższy, żebym zakończył swoją opowieść na dzisiaj. Jeszcze raz wielkie podziękowania z całego serca. Stukam w klatę dla monsieur Ivelliosa za wsparcie. Wielkie podziękowania dla monsieur Grzegorza za wsparcie i za doskonałą wyprawę. Peace and love, Grzegorz. To była wielka wyprawa. Naprawdę nice. Pozdrawiam ciebie słuchaczu offline i ciebie słuchaczu online. I pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia Na Fali.
Proszę przyglądać się, coś się będzie działo. Tam już powoli knuję. Nie podam ci daty ani terminu, bo ciężko mi cokolwiek powiedzieć, kiedy ogarnę wszystkie sprawy radiowe, bo po prostu mam tu poważną robotę z kilkoma ludźmi na kilka bardzo istotnych tematów, wręcz można powiedzieć prawie życia i śmierci. Także wracam do systemów medycznych według technologii Keshe i muszę się zająć kilkoma innymi sprawami dookoła swojego życia. Także chwilę to jeszcze potrwa. Ale spokojnie, radio jest, nadaje i jesteśmy. I ciągle słyszysz ciekawe opowieści, których nie usłyszysz w żadnym innym miejscu. I bardzo dobrze. Także dzięki ci człowieku za odwiedziny, za to, że tu wpadłeś. Mam nadzieję, że nowy rok będzie dla ciebie genialny.
To jest genialny rok. To jest taki rok, który wow. Największą nagrodą dla mnie w tym roku jest to, że jeszcze się solidnie Ziemia nie zaczęła trząść. Już się obawiałem, że tej zimy już nie będzie opcji, ale jeszcze przez parę chwil mogę pomieszkać w swoim ulubionym, ukochanym mieście. Mieście Londyn, które bardzo lubię. Niezależnie od tego, że jest tu City i bankierzy, ale to oni akurat nie tworzą mojego miasta, mojej rzeczywistości. Ja tu mam swój własny Londyn i fajnie jest, że jeszcze jest taka okazja sobie pomieszkać, posnuć kilka refleksji, porobić kilka rzeczy w tym starym świecie, bo ten nowy rok zapowiada się troszeczkę inaczej i trochę się pozmienia. Ale o tym to może kiedy indziej, przy innej okazji. Także dzięki jeszcze raz za obecność. Dzięki tobie mecenasko i mecenasie za wspieranie radia.
Zapraszam w środę do księcia Edwarda. Etykieta zastępcza. Doskonałe opowieści. Książę ma taki cenny punkt refleksji. Ja bym sobie życzył, żeby znakomita większość ludzi dookoła miała tak cenny punkt refleksji nad rzeczywistością i świat wyglądałby zupełnie inaczej. Ludzie by mieli zupełnie inne wnioski i inne działania. Anyway, tak czy siak zapraszam cię w etykietę zastępczą, a jeżeli chcesz posłuchać mnie troszkę dalej, zostań tu w Radiu Na Fali, a właściwie w Radiu Paranormalium, bo dzisiaj jest transmitowane przez Radio Paranormalium głównie i do tego Radio Dream Time Grzegorza. Także pozdrawiam serdecznie przez te dwa radia, a ja tu zostanę jeszcze trochę na wieczorową porę, bo tak sobie skręciłem tego jointa i wyobraź sobie, że nie mogę go w ogóle spalić. Także zostaję na wieczorową porę, żeby puścić jakąś chmurę miłości i pokoju z tobą, popuszczać troszeczkę muzyki po tej poważnej opowieści, którą ci opowiedziałem. Do usłyszenia następnym razem.
Miło byśmy mieli coraz mniej tej ropy dookoła siebie, bo to jest naprawdę, jak się okazuje, bardzo ważna sprawa zrezygnować z ropy. To jest troszeczkę takie clou cywilizacyjne. Ja nawet nie będę mówił, czym jest ropa, odpuszczę ten numer, ale tak czy siak nie jest to dobry pomysł. Jak chcesz to sobie sprawdź, czym jest ropa i skąd się bierze. Anyway, dziękuję za wysłuchanie. Zapraszam za tydzień. Zapraszam na stronę RNF dla Keshe Foundation. Jeszcze przypomnę wszystkim miłośnikom syntezy i technologii Keshe, że kolektyw Go To The Forest odpalił kanał na YouTubie. Kanał nazywa się Technologia Plazmowa. Zapraszam serdecznie.
Spotykamy się w każdy piątek o 22 polskiego czasu i gadamy o technologii z kamerami live. Możesz zobaczyć moją twarz. Jak wyglądam, jak wygląda Tomek z Radia Na Fali. Tam możesz mnie zobaczyć. Anyway, to wszystko na dzisiaj. Jeszcze raz pozdrawiam Ivelliosa i Grzegorza za wsparcie techniczne dla Radia Na Fali. Peace and love panowie i pozdrawiam ciebie słuchaczu bardzo serdecznie z całego serca. Najlepszego w tym nowym roku. Peace and love. Yeah!
To think for yourself and question authority.