Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority. No i wreszcie las w Radiu Nafali, jeszcze transmitowany przez Radio Paranormalium. Hiperprzestrzeń oczywiście, człowieku. Także witam cię w Hiperprzestrzeni. Ja, jak zwykle z biegu troszeczkę. Kilka obowiązków, jak to w życiu. Ale jestem. Czyli kolejna Hiperprzestrzeń przed nami, człowieku. Co ja mam dzisiaj w ogóle w tej Hiperprzestrzeni? Jak zwykle kilka refleksji.
Ale zanim ci wyrzucę te wszystkie refleksje, to przypominam ci, że oprócz tego, że słuchasz Radia Nafali, ja mam na imię Tomek. To się nazywa oczywiście Hiperprzestrzeń i możesz zadzwonić: radionafali.com taki jest adres na Skypie. Także jakby co, człowieku, to się możesz odzywać do mnie tu na żywca. Jest sobotni wieczór. Nadaję tu prosto z południowego Londynu do ciebie w takich pięknych, miłych okolicznościach przyrody i niepowtarzalnych oczywiście. Jak mawiał bohater pewnego polskiego filmu: zawsze było niepowtarzalnie w okolicznościach przyrody. Pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia Nafali. Peace and love. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję bardzo za wspieranie radyjka. Szczególnie w tych ciężkich chwilach, gdzie właściwie okazało się, że każdy z nas ma masę rzeczy na głowie i ciężko jest prowadzić wszystkie rzeczy naraz z taką lekkością i zwinnością.
I coś się ostatnio tam przesunie. I tak dalej. Jakieś takie robocze historie, ale to chyba normalne o takim moment w historii świata troszkę roboczy jest. Tak mi się wydaje. Ja jak zwykle dzisiaj będę nawracał do tego roboczego tematu. Jest kilka takich ciekawych opowieści, że uhuhu. Jest i kilka innych dodatkowych wątków. No i oczywiście słuchacze, jakby co, jeszcze oprócz tego jest Radio Dreamtime, które retransmituje Hiperprzestrzeń. Także przy okazji przypominam. I tam są też archiwa oprócz Radia Paranormalium.
Oczywiście oprócz tego co jeszcze chciałem powiedzieć? Jest Facebook radiowy. Ostatnio powoli się dobieram do tych wszystkich maili. Dobieram się do Facebooka radiowego. Zaczynam to powoli ogarniać. Pojawiła się chwila czasu i w ogóle chyba takie ogarnięcie, że można wrócić do w miarę regularnego, rytualnego odpisywania na korespondencję. Wow! No właśnie. Także poczekaj jeszcze parę chwil i może się do ciebie odezwę. Jeszcze rozładowuję wszystkie rzeczy.
Liczę na to, że katolickie święto, które teraz nadchodzi, spowoduje, że wszyscy troszkę znikną w jakichś pieleszach i czeluściach rodzinnych opowieści i zrobi się troszeczkę spokojniej. I będę miał okazję wreszcie zająć się robieniem wszystkich porządków tak do końca. Tak próbuję jeszcze przyporządkować sobie ostatnio kilka spraw. Zrobić porządki i przyporządkować we właściwe miejsca. Ale ja może nie o takich porządkach będę dzisiaj, bo to w sumie poniekąd są to porządki. To, co się dzieje na tej planecie, takie konkretne. Ja się wbijam w ten temat od jakiegoś czasu. Pewnie jak słuchasz Hiperprzestrzeni, zauważyłeś, człowieku. Ale newsy są bardzo ciekawe i to, co się dzieje dookoła, to, co się w ogóle działo w historii tej planety, jest w ogóle bardzo intrygujące. I to, co się dzieje z nami, i szczególnie to, co niewyjaśnione, to, czego właściwie nigdy nie było żadnej specjalnej próby wyjaśnienia.
Mamy dużo różnych ciekawych teologii związanych z naszą obecnością na tej planecie. Oczywiście jest taka jedna wielka grzmotliwa teologia pod tytułem uwierzyć w jakieś bzdury i codziennie chodzić. Albo codziennie jak codziennie. Raz w tygodniu chodzić, odwiedzać jakieś indoktrynowane miejsca, w których koleś, który nie wygląda tak samo jak my, specjalnie ubiera się inaczej i to naprawdę zawsze ubiera się inaczej tylko po to, żeby pokazać, że on jest inny i on generalnie pilnuje naszego kontaktu z istotą wyższą. Nie wiem, czy widział kiedyś kosmitów. Nie mam pojęcia, czy jakikolwiek koleś, który sprzedaje ten kit. No właśnie. Ale tych kitów jest troszeczkę więcej i te kity są wszystkie zamiatane pod dywan i to nieustannie. I to w ramach idei chyba budowania jakiegoś nowego, lepszego człowieka. Część z nas uwierzyło, naprawdę.
Część z nas zdecydowanie uwierzyło i to już lata temu i postanowiło zostać tym nowym, lepszym człowiekiem. A tak nawiązuję troszkę do takiego pomysłu, który się pojawił w Rosji w latach Rosji radzieckiej. Po rewolucji pojawił się taki pomysł, że ulepi się nowego rosyjskiego, radzieckiego człowieka, który będzie człowiekiem radzieckim. Właśnie już chciałem powiedzieć jakimś wolnym albo coś tam, ale właściwie chyba sprowadzało się do tego, że ulepi się człowieka radzieckiego, żeby był jeszcze bardziej radziecki. Naziści próbowali kleić człowieka, który będzie Germanem. Aryjskim Germanem. Też próbowali lepić takiego człowieka. I koniec końców reklama zrobiła z nami chyba taką najpiękniejszą robotę, bo koniec końców właśnie to ona ulepiła ze znakomitej części większości nas nowego, lepszego człowieka, którego jedynym aspektem życiowym jest zwiększanie swoich potencjalnych szans. Jakby całe życie składało się ze zwiększania swoich szans i to w taki paranoiczny sposób. Właściwie nie są to żadne szanse, jest to właściwie tylko i wyłącznie obcinanie sobie wszystkich możliwych szans.
Ale wiara i teologia do tego jest zawsze taka, że to jest nowa szansa, że robiąc jakieś dziwne rzeczy, przeskoczymy do troszkę mniej dziwnego życia. Właśnie taki ciekawy pomysł. Nie wiem, czy zauważyłeś, że są takie pomysły, że wystarczy zrobić jedną rzecz. Znaczy jedną, tak troszkę po kwadracie mówię, że nieważne co robisz, chodzi tylko o skalę, że przez jakiś czas porobisz jedną rzecz, później przeskoczysz do drugiej, później coś tam się będziesz bujać. I że to jest dokładnie takim lepieniem nowego człowieka. Takiego nowego, lepszego, kapitalistycznego. Tak jak był dawniej socjalistyczny człowiek, teraz będzie kapitalistyczny, teraz będzie konsumujący człowiek. Dokładnie, bo to chyba taka najbardziej poprawna nazwa. I efekt końcowy jest taki, że wielu z nas się zgodziło na to, żeby się ukleić na tą nową tradycję. Tego człowieka konsumenta, który spędza życie na nieustannym szukaniu szans.
To jest związane bardzo mocno z liniowym myśleniem o swojej własnej przeszłości, przyszłości, teraźniejszości. Kiedy człowiek jest już ulepiony na nowo i nie daje mu się szansy złapania jego kosmicznego aspektu życia i konkretnego aspektu życia pod tytułem: urodziłeś się w niesamowity sposób. Pojawiasz się na planecie Ziemia. Żaden z tak zwanych oficjalnych naukowców, czyli takich samych kolesi jak ty i ja, który stoi obok i twierdzi, że zna zasady życia na tej planecie lepiej niż my, nie jest w stanie do końca wytłumaczyć i nawet od początku nie jest w stanie wytłumaczyć, co tak naprawdę się dzieje, kiedy którykolwiek z nas przychodzi na świat. Są szczątkowe wytłumaczenia biologiczne, jak zwykle. Biologia od swojej strony, że następuje zapłodnienie tu coś tam. Dzieje się kilka takich rzeczy, że nauka do tej pory nie ma do tego pojęcia, jak to się dzieje. Chcesz dowodu? Dowód jest prosty: jeżeli wiesz, jak coś zrobić, to robisz. Jeżeli nie wiesz, jak to zrobić, nie kojarzysz tych procesów, właściwie wszystko jest przypadkowym zbiegiem okoliczności, to nie wiesz, jak to zrobić.
Jeżeli znasz dzieło swojego stworzenia, czyli tego, jak się pojawiasz na tej planecie, to wiesz, jak dealować ze swoim organizmem, jak sobie radzić z chorobami, jak sobie radzić z tymi wszystkimi dziwnymi sytuacjami, które się wydarzają dookoła nas. Jeżeli jesteś twórcą aktu stworzenia, to co cię zatrzymuje, żeby wykorzystywać tę wiedzę przez cały czas? Problem polega na tym, że w rzeczywistości nie ma żadnej wiedzy. Jest tylko grupa szarlatanów, która jawi się jako obiecywacze lepszej przyszłości. Ja się zawsze śmieję, bo z naukowcami jest tak jak z wieloma wynalazcami. Taki syndrom globalny. Zdarza mi się trafić na takich ludzi nie raz, nie dwa. Nie mówię, że od razu źli ludzie albo coś w tym stylu. Nic z tych rzeczy, ale to jest takie wypranie mózgu, przynajmniej według mnie, takie naprawdę mocne wypranie mózgu, kiedy już człowiek przestaje być żywą istotą, a zaczyna być czanserem i takim ekstremalnym czanserem. Czanser z języka angielskiego oznacza taką osobę, która nie posiada żadnych kontaktów normalnych, towarzyskich, osobistych, ludzkich, interpersonalnych, personalnych, jakichkolwiek kontaktów z drugą istotą, ponieważ wszystkie opcje komunikacji ze światem zewnętrznym są podporządkowane jednemu celowi: zrobić karierę.
Ugryźć coś dla siebie z tego dużego tortu. To jest taka postawa patrzenia na życie. Życie jest niczym innym jak wielkim tortem, z którego koniecznie trzeba wziąć największy możliwy nóż i dopchać się do tego tortu i wykroić sobie największy kawałek. I to jeszcze taki, żeby się samemu nie dało zeżreć. Dosłownie, bo na tym to polega, przecież nikt tego nie zeżre. Zrobić to jeszcze w brutalny sposób, bo do tortu jest paru innych ludzi. Trzeba mieć syndrom czansera, człowieka, który stawia wszystko na budowanie sobie szansy, żeby zrobić karierkę. To jest dokładnie jak w przypadku bardzo wielu ludzi nauki, którzy chcieliby się szczycić tym, że są światłymi ludźmi, że robią coś, co ma sens dla cywilizacji, że to ma jakąkolwiek logikę i że oni są do czegokolwiek potrzebni. W rzeczywistości jest tak, że pojawia się ciekawe odkrycie. Naukowiec od razu to patentuje, po czym jest już patent i po czym nie ma już żadnej rozmowy.
Po czym patent trafia szybciutko w ręce wojska i już w ogóle nie ma żadnej rozmowy. Idę o patent na piękne urządzenie, które mogło potencjalnie uratować ludziom życie, zdrowie, polepszyć wszystko na tej planecie, ale to się nigdy nie wydarzy, ponieważ w ostatecznym momencie, kiedy jest dokładnie za piętnaście dwunasta, każdy z tych czanserów podejmuje specyficzną, egzotyczną decyzję, że w tym momencie, kiedy właściwie cały czas się łudził, że on to robi dla ludzkości, nagle, kiedy przychodzi ten moment, tu jest ludzkość, a tam z boku stoją kolesie z karabinami, którzy są skurwysynami, którzy kupią od ciebie wszystko, żeby wybudować jeszcze większą broń, żeby jeszcze więcej ludzi zostało skrzywdzonych, żeby jeszcze mocniej zaorać całym światem. I co jest w tym momencie? Naukowiec tak staje i szybciutko biegnie do tych wszystkich cwaniaczków, którzy tam stoją z bronią, karabinami, dziwnymi interesami. Ja tak poetycko opisałem, że on biegnie do tych z wojska z karabinami i tak dalej, ale to nie ogranicza się na wojsku. To są wszystkie kwestie związane z naszymi drobnymi wyborami na co dzień. To jest kwestia tego, jak traktujemy swoje życie. Tak mi się wydaje. Taka jest moja opinia. Tego, do którego stopnia chcemy wziąć odpowiedzialność za tworzenie własnego życia.
Miałem na dzisiaj taki koncept, że życie nasze oprócz tego, że jest naszymi decyzjami, jest związane w dużej mierze, właściwie odbywa się, jak to określić tak, żeby było w miarę zwięźle i przejrzyście. Tworzymy środowisko. Jako żywa istota tworzę środowisko, ja tworzę środowisko i w rzeczywistości interakcje między nami to nie są interakcje pomiędzy takim zatomizowanym tobą i zatomizowanym mną. Jeżeli kiedykolwiek chodziłeś po tej planecie, a pewnie już chodzisz troszeczkę, skoro słuchasz mnie w tym momencie, to już wiesz, jak obsłużyć urządzenia zwane radiami komputerowymi na tej planecie, to chyba trochę tu jesteś. W każdym razie jest to taka klasyczna historia podejmowania dziwnych decyzji, które wynikają z takiego wewnętrznego zatomizowania, z zostania człowiekiem nowej ery. Dosłownie zostania człowiekiem ery kapitalizmu, ery zwiększania swoich szans, ery zwiększania swoich możliwości. ... ery nie wiem czego. Ja to nazywam chciwością i głupotą, bo dokładnie tak się w języku polskim nazywa: chciwość i głupota, i pazerność czasami, tak mi się wydaje. Dziwne parcie.
Ale jak to się realizuje? Bo z jednej strony mamy naukowców, a z drugiej strony mamy ludzi. Przyjrzyj się nam w skali globalnej. Zobacz, jak to jest skonstruowane z nauką, że jest tyle instytutów badawczych, jest tylu ludzi, którzy z całym wielkim namaszczeniem wkładają te białe kitle, studiują parę lat, robią te wszystkie dziwne rzeczy. Jest jakaś idea za tym? Nie wiem, czy jest jakaś idea. Tak samo jak lekarze. Spójrz na ludzi, którzy mienią się lekarzami. Zakładają te białe kitle, maszerują te lata w jednym i drugim miejscu. Koniec końców mija trochę czasu.
Czytasz newsy w gazecie pod tytułem: „Ten wstrzykiwał pawulon. Ten stwierdził, że cannabis nie jest potrzebny do leczenia raka, bo lepiej zarabia na chemioterapii. Tamten stwierdził, że w ogóle najlepiej to pacjenta od razu uśmiercić i jeszcze przepisać na niego swoją polisę na życie”. Nagle się okazuje: „Wow, mam lekarzy. Ciekawe lekarstwa sprzedają ci lekarze. Bardzo ciekawe historie”. Z drugiej strony taka sytuacja jest u człowieka, który przychodzi do tej apteki. To nie jest tylko kwestia lekarza, naukowca ani wynalazcy. To jest kwestia każdego z nas. To jest budowanie swojego własnego środowiska.
Jest taka zabawna, moim zdaniem, historia związana z dorastaniem na tej planecie, że wielu z nas, pomimo że chce się mienić czasami światłymi ludźmi, cokolwiek by nie mówić, i są sympatycznymi, inteligentnymi ludźmi, na pewno można im odmówić jednej rzeczy: światłości w jakikolwiek sposób, jakąkolwiek metodą. Bo jak można sobie montować toksyczne środowisko, w którym sobie funkcjonujesz? To jest właśnie taka patologia klasyczna i taka: „Uhu!” To znaczy, że nie myślisz o sobie w kategorii kogoś, kto jest tym kimś, tym czymś, co stwarza warunki dookoła. W tym momencie wierzysz w to, że twoje interakcje z drugim człowiekiem bierze się dokładnie z tego drugiego człowieka tylko i wyłącznie, bo odcedzasz wszystko. To już nie jest ważne. Nie jest takie, że jest świat dookoła, że rosną drzewa, niebo jest nad niebo, chmurka przeleci, słońce wstaje i zachodzi. Nie. To środowisko już nie istnieje. W tym momencie jest tylko jakaś istota i ty mający deal z tą istotą albo mające deal z tą istotą. To jest takie klasyczne zachowanie, niezwracanie uwagi na żadne środowisko.
To jest ten numer, który występuje przy aktualnych zakupach świątecznych. Przecież kto dzisiaj w tej znakomitej rzeszy klientów wszystkich supermarketów, sklepów, kupując sobie prezenty, napoje gazowane do lodówki na te święta, kto w tym momencie z tej całej rzeszy tak zwanych oświeconych mniej lub bardziej właściwie realizuje to swoje oświecenie? Naprawdę, uwierz mi, co roku widuję tak zwanych oświeconych ludzi, którzy zdają sobie sprawę z tego, z czego świat jest zbudowany. I wyobraź sobie, obchodzą katolickie święta czy namawiają innych do obchodzenia tych katolickich świąt. Jest taki moment, że oświecenie jest, ale chwilę przed tym wielkim świętem portfela i boga pieniądza troszkę dupa zmięka. Jednak to troszeczkę za radykalne. Jednak pobiegnę do sklepu, kupię prezenty, pożyję liniowo i tak dalej. Ja myślę, że stąd się bierze często właśnie kompletne rozpieprzenie wewnętrzne ludzi, którzy naprawdę bardzo mnie, ale kompletnie sobie nie zdają sprawy z tego, co robią, gdzie chodzą, jakie środowisko budują czymkolwiek. Bo to nie jest istotne właściwie, co ty robisz, tylko istotne jest co ty robisz, w jakim miejscu. Na tym polega ten numer, bo to też jest taka rzecz, o której nam się zapomina mówić i my też nie lubimy o tym pamiętać.
Fajnie brzmi, że dobrze jest wiedzieć, co się robi i jeżeli ty masz czyste intencje, to wszystko jest okej. Jasne, twoje intencje są zawsze chyba najważniejsze. Właściwie nie ma nic ważniejszego. Ale z drugiej strony intencja też nie jest atomizowaną jednostką chorobową istniejącą w odłączeniu i oddzieleniu od ciebie. Intencja jest zestawem wszystkich rzeczy, które robisz, żeby stworzyć sobie otoczenie, środowisko dookoła siebie i to środowisko uzupełnia środowisko innej postaci. Jeżeli zrobisz fajne środowisko dookoła siebie, rozdajesz karmę dla ptaków w swoim ogrodzie, to ty powiększasz swoje środowisko. To ty rozmawiasz z kimś za pomocą tego niewidocznego otoczenia, które robisz dookoła siebie. Bo przecież jeżeli karmisz ptaki fizycznie, nie stoisz, nie karmisz ich z ręki. Są tacy, którzy tak robią, ale generalnie rozsypujesz te wiórki gdzieś po ogrodzie albo gdzieś tam ptaki sobie przylatują i zjadają te wiórki, a ty widzisz je z okna, żeby tam nie wchodzić w nie, nie straszyć się i tak dalej. To jest ta interakcja.
Ty stworzyłeś pewną część interakcji i właśnie interakcji. Stworzyłeś kawałek świata, stworzyłeś otoczenie i w twoim otoczeniu zrobiło się miejsce na ptaka. Indianie mają piękne podejście do kwestii szacunku siebie nawzajem. Okazanie komuś szacunku, właściwie nie tyle okazanie, ile zrobienie dla kogoś miejsca. Z tym szacunkiem to jest tak, że to jest tylko nasza cywilizacja. U nas szacunek jest czymś takim, na co trzeba sobie zasłużyć i tak dalej, bo się nie szanujemy od zarania dziejów. Właściwie od kiedy mamy tą dziwną toksyczną cywilizację, nie ma pojęcia szacunku. Szacunek jest czymś w rodzaju zapłaty, jest czymś w rodzaju dealu, przynajmniej u znakomitej części z nas. Trzeba sobie zasłużyć na szacunek. Trzeba sobie zasłużyć na coś tam.
Ja jestem, że tak powiem, na mocnej kontrze z takim pomysłem, że trzeba sobie na cokolwiek zasłużyć, szczególnie jeżeli jest się żywą istotą na tej planecie, to ciężko sobie zasługiwać na to. Nie wiem, gdzie tu jest miejsce na zasługiwanie na to. Wszyscy się tu rodzimy, wszyscy podróżujemy na tym statku kosmicznym i część z nas nawet się kilku rzeczy jest tu w stanie nauczyć. Część jak zwykle niczego. Ale wiesz gdzie to jest zasługiwanie? Na co? Kto tu kogo będzie oceniał i wyceniał? Oczywiście słyszałem o tym, że świat jest potwornie zadłużony, że bańka finansowa sięga jakichś astronomicznych sum. I to jest taki dowcip, który pojawiał się w mediach społecznościowych: jest zdjęcie Układu Słonecznego i taka strzałka na Ziemię i zadłużenie per capita. Gdzie jest ta Ziemia zadłużona?
U kogo jest zadłużona Ziemia? Ziemia się zadłużyła u jednego z obywateli, którzy są częścią tej ekipy, która na tym statku kosmicznym podróżuje. To troszeczkę jakbyśmy wszyscy zaczęli grać na świecie w Monopoly, bo tak to wygląda. Wszyscy zaczęli grać w Monopoly. Oczywiście mamy swoje fajne odruchy w tej grze Monopoly. Jesteśmy mile sympatycznymi ludźmi, ale w trakcie grania w tą grę zaczynamy się zmieniać. Zaczyna coś w nas się pojawiać takiego, co powoduje, że empatia znika. Ja sobie nie żartuję wcale z tej gry w Monopoly. Były badania naukowe robione. Poważnie ci powiem.
Były badania naukowe robione parę lat temu na grupie ludzi, która grała w Monopoly. Zbadano, jak zachowuje się człowiek w takiej sytuacji, poddany takiej permanentnej grze. Wszystko zależy w cudzysłowie od losu. Nie od losu. Zależy od dosłownie chciwości ludzi, z którymi dzieli swoją przestrzeń. To jest przestrzeń, którą robi. To jest już moje dopowiedzenie. Tam akurat w tym eksperymencie nie ma opisu. Przestrzeń, którą robi, jest wypełniona konkretnymi emocjami i te emocje tworzą właśnie środowisko. Jeżeli te środowiska się spotkają, to wiadomo, że jest to miejsce dla tylko i wyłącznie dwóch samobójców, dwóch świrów i dwóch debili i wariatów, którzy się zaraz pozabijają.
I jeżeli jesteś normalnym człowiekiem, to zakładasz buty na nogi, jeżeli masz czas i wychodzisz, a jeżeli nie masz czasu, to wychodzisz na bosaka i nigdy już tam nie wracasz. To jest taki standardowy, przynajmniej moim zdaniem, model zachowania. Natomiast jeżeli się zostanie w tym środowisku, które jest toksyczne, bardzo ciekawy eksperyment pokazuje, jak młodzi ludzie się zachowują. Dosłownie wzięto studentów i początek gry jest jeszcze spokojny, delikatny. Wszyscy się szanują, lubią miłe komentarze i zaczyna się moment, kiedy ktoś zaczyna mieć przewagę. Wiadomo, że gra w Monopoly jest tak wymyślona, że jest to monopolistyczna gra. Chodzi o to, żeby zmonopolizować całą grę. Także jeżeli nie kupiłeś wodociągów, hoteli i innych takich rzeczy, to luzujesz kartę, idziesz do więzienia i nagle się okazuje, że gdziekolwiek nie staniesz, to Luksemburg. Płacisz cztery razy więcej, a tam ktoś postawił cztery domki i dwa hotele i właściwie cokolwiek zrobisz, jest już po tobie. Możesz tylko się wycofać z gry.
O ile z gry można się wycofać i powiedzieć: „A dobra, to przegrałem i wychodzę”, o tyle z życia tak ciężko się wycofać od tej strony. I teraz jest pytanie, skąd się w ogóle bierze taka gra, bo wiadomo, że z życia wycofując się rakiem z takich sytuacji nie jest miło, nie jest przyjemnie, bo wiadomo, że wielu ludzi traktuje tą grę tak serio, że w tym momencie są w stanie wyciągnąć pistolet, zrobić jakieś niesamowite gówno dookoła siebie, dookoła innych ludzi po to tylko, żeby dalej móc grać w tą grę i móc dalej tymi banknocikami w tej grze Monopoly. Chociaż wszyscy doskonale wiedzą, że ani korporacji już nie zbudują, bo wszystkie są już od 100 lat zbudowane, ani nic nowego od tej strony komercyjnej, takiej kapitalistycznej na rynek nie wrzucą, bo rynek jest cały kontrolowany, a szczególnie w krajach kapitalistycznych tak zwanych, tak zwanych wolnego rynku i to od początku do końca. Wszyscy wiedzą, że jeżeli będą próbowali przemycić, powiedzieć jakąś normalną treść w mediach masowego rażenia, które zbudowały środowisko teoretycznie do komunikacji, to się okaże, że tam nie ma takiego środowiska do komunikacji. Tam jest środowisko do kapitalizacji, a nie komunikacji, to też się okaże, że nie ma tam miejsca. Absolutnie. I to jest moim zdaniem zaleta środowiska, które się buduje. To nie jest tak, że ty jedna satomizowana jednostka plus druga satomizowana jednostka tworzysz szczerą sytuację. Nie, środowisko budowane przez ciebie i to środowisko budowane praktycznie przez całe życie, a nie tylko przez te pierwsze pięć minut, kiedy kogoś spotykasz. Te pięć minut też, ale głównie te pięć minut plus cała reszta twojego życia.
I to jest coś, co kształtuje nasze otoczenie, całe środowisko, całe to otoczenie. Wyobraź sobie siebie i dookoła siebie taką wielką bańkę, niewidoczną bańkę, która stwarza te wszystkie cudowne warunki, które ty masz w głowie. I teraz, jeżeli ty masz taką bańkę, ktoś ma taką bańkę, te bańki się spotkają, to w wyniku interakcji tych wszystkich energii eterycznych, jak to niektórzy dawniej nazywali 100 lat temu albo 200 lat temu, tego magnetyzmu, tak to też nazywano 200, 300 lat temu nawet, to wtedy koncepty się spotkają i wtedy powstaje ta interakcja pomiędzy jednym a drugim. Przy czym każdy jest oczywiście dalej sobą. To nie jest kwestia tego, że ktoś się zmienia, ktoś się musi układać, dopasowywać i zginać kark albo robić nie wiadomo co. Po prostu każdy dalej jest sobą. Wiadomo, że od interakcji, od współpracy jest środowisko, które tworzymy. Współpracujemy ze sobą na stole, robiąc jakieś wspólnie rzeczy. Jeżeli gotujesz z kimś, to współpracujesz na stole w kuchni i na tym stole odbywa się ta kolaboracja. Nie w twojej głowie ani nie w mojej.
Jeżeli ze mną gotujesz, to ja ciebie nie mam w swojej głowie. Nie mam ciebie w swojej śledzionie, wątrobie i nerkach. Jesteś obok i właściwie też nie ma ciebie obok, bo co znaczy obok? Obok jest cały świat, ale jesteś obok i tworzysz konkretne pole. Nie bójmy się tego słowa. Dosłownie pole interakcji. Ja tworzę swoje pole interakcji i tak oto powstaje całe zjawisko i nasze interakcje bieżą się tego naszego pola z całym światem. To nie jest też taka wyjątkowa rzecz, że tylko i wyłącznie jedna osoba i druga osoba. Zawsze jest tak, że kiedy dwie osoby ze sobą rozmawiają na tej planecie, czy chcesz, czy nie, uczestniczy w tym cały świat i cały kosmos. Taka zwyczajna sprawa.
Przecież nie rozmawiasz w próżni z kimś. Nigdy nie rozmawiasz z próżni, nigdy nie rozmawiasz w miejscu, które jest opustoszałe przez życie. No chyba, że wylądowałeś w jakimś takim egzotycznym miejscu, ale raczej nie wątpię, bo nie byłoby cię już na tej planecie. W każdym razie zawsze jest jakieś otoczenie. I to jest kwestia związana z nieliniowym podchodzeniem do czasu. Myślę, że takich mód, które nam sprzedano w historii, jest wiele. Bramini są takim cwaniackim numerem, który zamienił wiedzę na wiarę. Religie zamieniły wiedzę na wiarę. To jest spisane w pochodzeniu religii. Każda religia powstała tylko i wyłącznie po to, żeby odebrać ci wiarę w to, że coś możesz i zamienić to na nieistniejącego bożka, który ma potężne siły, których nie jesteś w stanie zrozumieć.
I przez to, że nigdy nie jesteś w stanie zrozumieć, że jest to Bóg i nigdy nie będziesz w stanie zrozumieć, ten dostęp do tej informacji jest ci blokowany i tak oficjalnie nie masz prawa się tym interesować. Jeżeli masz opcję pod tytułem: zrozumieć świat, w którym mieszkasz, zrozumieć swoje otoczenie, które tworzysz, albo iść na piwo, opcja, którą ci proponuje zawsze opcja religijna, jest zawsze tą drugą. Idź na piwo, nie zajmuj sobie swojej pięknej główki jakimś ładnym myśleniem, bo jeszcze za dużo wymyślisz i się okaże, że trzeba będzie zmienić kilka sytuacji. Ktoś będzie się musiał podać do dymisji albo znowu trzeba będzie nakłamać, a ktoś przede wszystkim się poczuje niekomfortowo, bo w tym momencie zburzymy komuś jego poczucie komfortu, strefę komfortu, w której on sobie funkcjonuje, myśląc, że robiąc wszelkie możliwe skurwysyństwa życia, wszystko jest okej, bo na tym to polega. Takie jest życie i tak dalej. Ciekawym przykładem, moim zdaniem, jest liniowe podejście do czasu związane z reinkarnacją. Jestem może nie zwolennikiem, nie miłośnikiem i nie wyznawcą tego konceptu, ale twierdzę, że w tym koncepcie coś jest, ale jest coś troszeczkę więcej i coś troszeczkę innego. Jest to sprawa związana z nieliniowym podejmowaniem funkcjonowania sobie na tej planecie. Oczywiście, jeżeli potraktujesz koncept reinkarnacji bardzo liniowo, to co się dzieje? Mamy taką sytuację, że przeżywamy pewną ilość lat liniowo, jak idziesz po linijce raz, dwa, trzy, cztery, pięć.
Dochodzisz do końca linijki, usuwa się kolejna linijka, przeskakujesz na kolejną, na kolejną, na kolejną. Jest taka historia zwana hipnoza regresyjna, czyli możesz wprowadzić się w stan transu i odwiedzić sobie wszystkie poprzednie linijki, po których się poruszałeś już nieliniowo. Przeskoczyć z jednej na drugą. I teraz jest pytanie właściwie, czy to jest nasze życie, czy nie nasze życie? Bo z tymi regresjami hipnotycznymi jest taka zabawna historia, że gdyby policzyć wszystkich Napoleonów na świecie, wszystkie Kleopatry na świecie i wszystkich faraonów na świecie, okazałoby się, że nie starczyłoby tysięcy milionów lat i jest o parę milionów piramid i tych starożytnych Egiptów i wszystkich tych starożytnych Kleopatr za mało na świecie, żeby te wszystkie wcielenia mogły się pomieścić. Bo jeżeli teraz na świecie aktualnie manifestuje się około 300 000 wcieleń Kleopatry, to jest pytanie, ile było tych Kleopatr na świecie? Bo jeżeli wszystko to jest prawdą, to musiało być 300 000 Kleopatr i każda z tych postaci, cofając regresyjnie w przestrzeń do tyłu, musi się łączyć z którąś z tych postaci. No bo jak? 300 000 postaci w jednej, dobra, niech będzie 300. Klasyczny numer z Napoleonem.
Kiedyś był taki dowcip, że w szpitalu psychiatrycznym zawsze jest paru Napoleonów Bonaparte. I to jest ta różnica między normalnym światem a szpitalem psychiatrycznym, że tamtych Napoleonów jest parę, natomiast w normalnym świecie ten Napoleon leży już w grobie. Natomiast tam ciągle po korytarzach maszerują dżentelmeni, którzy twierdzą, że właśnie planują, jak zdobyć Samosierrę. A jest rok 2016 na przykład. Oni dalej zdobywają Samosierrę. Tak że jak to jest z tymi podróżami w czasie i przestrzeni? Ja mam taką swoją koncepcję, która nie wyklucza istnienia podróży w czasie, jeżeli chodzi o poprzednie egzystowanie na tej planecie, ale w trochę inny sposób. Nie wyobrażam sobie, żeby to była liniowa historia, że to jest takie przechodzenie z linijki do linijki. I w ogóle mój koncept opiera się na tym, że właściwie to jest coś, co się dzieje teraz, tutaj, wszędzie dookoła. I to nie jest tak, że to jest cofanie się w czasie.
To są takie przeskoki w przestrzeni. Wyobraź sobie, że dookoła nas są wszelkie możliwe wymiary i tylko pstryknięciem palców zmieniasz sobie miejsce, w którym siedzisz. Jeżeli pstrykniesz palcami w tym momencie, to całe pomieszczenie nagle transformuje i przenosi się 100 lat do tyłu, tak byśmy to nazwali, liniowo traktując czas. Przenosi na początek XIX wieku. Kolejne pstryknięcie palcami, pomieszczenie przenosi się na koniec albo początek na przykład XVI wieku. Kolejne pstryknięcie palcami i przenosisz się o 2000 lat do tyłu, siedząc w miejscu. Nic się za bardzo dookoła ciebie nie zmienia. Po prostu zmienia się otoczenie. Środowisko się zmienia. No właśnie.
I teraz jest pytanie, czy jeżeli jest multiwymiarowość, bo musi być multiwymiarowość, żeby zapisać te wszystkie informacje, i to nie jest w ogóle kwestią dyskusji, moim zdaniem, ta wielowymiarowość. Mija sprawę, że widzimy ją nieustannie. Każdy fizyk ją widzi, badając swoje cząsteczki pod mikroskopem. Wszyscy widzą to, oglądając duże laboratorium CERN, które się wybudowało, stoi i próbuje zagrzmieć, przestraszyć i wybudować coś jeszcze bardziej absurdalnego. Co tam się robi? Tam się próbuje przejść przez tą granicę niewidocznego wymiaru po to, żeby zobaczyć, czy przypadkiem z tej drugiej strony, gdzie wszystko znika, dalej są jakieś cząsteczki, czy tylko fale. I oczywiście można normalnie stwierdzić, że to przecież nie jest tak, to nie jest taka ważna sprawa. Ważna, nieważna, ale naukowcy całego świata ciągle siedzą nad tym od 100 lat, żeby udowodnić istnienie Boga, bo chcą potwierdzenia tego, że świat jest taką niezrozumiałą cudownością i oni są takimi bimbo, którzy sobie zupełnie nie zdają sprawy, gdzie są, kim są, co robią i jakie są konsekwencje tych ich zachowań. Absolutnie. Oni po prostu chcą mieć ten swój biały kitel, chcą mieć granta, chcą mieć ten lunch o ustalonej porze.
Jak krówki w stajni albo świnki w stajni, żeby być fajnie w boksie zamkniętym, mieć te łóweczki w klapie i sobie robić te wszystkie badania i odkrywać naturę świata, ale tak, żeby jej nigdy nie odkryć. Żeby znaleźć jakąś boską cząsteczkę, która nic nie wyjaśnia, poza tym, że oznacza, że jest więcej wymiarów. Myślę czasami, że wystarczy się walnąć w głowę tak dosyć zdrowo, żeby odkryć, że jest więcej wymiarów. Nie trzeba nic specjalnego, nie trzeba wcale wysadzić pół świata w powietrze. I te przejścia do innych wymiarów są mocno widoczne każdego dnia. I właściwie my jesteśmy niczym innym jak przejściem między wymiarami. Jest sen. Piękna kraina, ale ciężko zbadać tą krainę, ponieważ jest nieliniowa. Nie można sobie zapisać przebiegu eksperymentu w konkretny sposób. Poza tym jeszcze trzeba było się zmierzyć samym ze sobą.
I to nie jest tylko kwestia snu. To jest kwestia w ogóle odwiedzenia swojego wizyjnego świata i skonfrontowania się z całym bogactwem wielowymiarowości, w której funkcjonujemy. Problem powstaje wtedy, że ta wielowymiarowość nie jest liniowa i nie jest tak, że cofamy się po linijce do tyłu i do przodu. I ta historia z reinkarnacją wygląda tak, że nikt z nas właściwie nie ulega reinkarnacji, nie podlega takiej nieustannej podróży. My po prostu tu jesteśmy i jest suma środowisk, które każdy z nas wyprodukował. Albo jakoś tak. Po prostu stworzyliśmy kawałek rzeczywistości i to jest taki przyczółek energetyczny, do którego może wpaść każdy z dowolnego miejsca w kosmosie i sobie tam przez chwilę pobyć. I niekoniecznie musimy być świadomi tego, że ktoś właśnie w tym momencie nas odwiedza. Kto słyszał opowieści o duchach? Może nie każdy wie, ale duchy bywają.
Czasami się uda zobaczyć coś, co jest kompletnie niewytłumaczalne od strony naukowej. I szczęśliwie dla mnie to nie oznacza, że nie istnieję. Dla nauki oficjalnej jest troszkę tak, że jeżeli nie da się tego zmierzyć, zważyć, to oznacza, że oficjalnie zjawisko nie istnieje. Troszkę tak jak z eterem. Zawsze się śmieję z tego eteru, bo eter nie istnieje. Każdy naukowiec ci powie, że to fantasmagorie sprzed stu lat, że jesteś głupkiem. Po prostu jesteś głupkiem i zrówna cię wręcz z bandą ludzi wierzących w płaską ziemię. Zrobi z ciebie człowieka, który w ogóle już szuka czterech nosorożców, na których stoi ta płaska ziemia. Ale kiedy przyjdzie co do czego, to ten naukowiec nie będzie miał nigdy problemu, żeby być takim specjalistą, biegłym sądowym, który akurat z racji tego, że tak się złożyło, był w okolicy. Szybko się pojawi w tym sądzie i zaświadczy, że nadawałeś nielegalnie swój sygnał radiowy na falach eteru.
Oczywiście, kiedy wyjdzie z tego budynku sądowego, przejdzie się do budynku uniwersyteckiego. Tam już fale eteru nie istnieją. I to jest dokładnie tak z tym, jak podejmujemy środowisko, jak podejmujemy naszą przestrzeń i nasz czas. Tak mi się wydaje. Po prostu jesteśmy w druzgoczący sposób jako społeczeństwo już tak zjechani, tak już mało kumający czasami, że to w ogóle cud, że jeszcze żyjemy sobie na tej planecie i że jeszcze jesteśmy w stanie cokolwiek zrobić. Tym bardziej że nasza aktywność jako aktywność żywych istot ogranicza się praktycznie tylko i wyłącznie do przeżerania naszych stresów. Do czego więcej? Nic innego. Do bycia czanserem najczęściej i szukania kolejnej podwójnej szansy, żeby jeszcze lepiej na tym wyjść, żeby jeszcze lepiej zrobić, żeby jeszcze więcej. Po prostu dużo, dużo.
Takie podstawowe słowo, które jest ostatnio hitem u mnie w domu. Słowo brzmi: dużo. Ile chcesz? Dużo, dużo. Wszystkiego musi być dużo. Bez sensu, ale dużo. I to jest to poszukiwanie nie wiadomo czego. A teraz spójrz na tą sytuację z podróżami w czasie, przestrzeni, które niektórzy nazywają hipnozą albo hipnozą regresyjną, poprzednimi wcieleniami i spójrz na to w inny sposób. Nagle pstykasz sobie palcami i przeskakujesz do sytuacji, która działa się gdzieś indziej, dziesiątki, setki, tysiące lat temu. I zawsze masz opcję przeskoczyć do tej sytuacji, bo każda sytuacja buduje swój potencjał emocjonalny, który się gdzieś w tej strukturze kosmosu elegancko zapisuje.
I teraz ty tylko się dostrajasz do tej sytuacji i nagle ping! Znajdujesz się w niej. Teraz pytanie, czy cofasz się w czasie? Bo nie szedłeś do tyłu, nie było żadnej cofki. Efekt jest taki, że w ciągu ułamka sekundy przenosisz się. Nie cofasz, ale przenosisz się do czegoś, co jest innym wymiarem, w którym ludzie wyglądają tak jak na ilustracjach, które pokazują ludzi sprzed tysiąca lat i myślisz: „O siedź, przeniosłem się tysiąc lat do tyłu. Czy to jestem ja?”. I to jest pytanie, czy to jesteśmy my? Czy to my wędrujemy i w jaki sposób wędrujemy? Może do pewnego stopnia część naszej osobowości, ta werbalna część osobowości, nie jest niczym innym jak takim, co dużo mówić, parszywym attachmentem, który jest związany z tą całą teologią, którą sobie wymyśliliśmy.
I nie jest to nasza rzeczywista natura. I to jest troszeczkę tak, że mamy taką wymyśloną osobowość. Żyjemy w wymyślonej osobowości, wymyślonym świecie, wymyślonej cywilizacji, wymyślonych wartości, wymyślonych zachowań i wymyślonej powagi tego wszystkiego, bo to wszystko oczywiście jest dramatycznie serio. Naprawdę dramatycznie serio. Nie ma w tym zabawy, nie ma w tym za bardzo radości. Z reguły zawsze zauważasz tam misję, przesłanie. Nie ma zabawy. Nie, wszystko jest naprawdę bardzo serio. I to jest brak chyba tego zrozumienia liniowego, że świat nie jest liniowy. Bo dla mnie to jest taka przestrzeń.
Wyobraź sobie, że masz możliwość odwiedzić emocje, doświadczenie każdej żywej istoty na tej planecie. Poważnie. Wiem, że o tym się nie mówi. W naszej teologii sprzedano nam to jako hipnozę, jako część liniowego świata, że od punktu A do punktu B, później do punktu C. I nigdy nie jest inaczej. Jeżeli wylądujesz w dżungli albo gdzieś na dalekich sawannach i pogadasz z ludźmi, którzy nie biegali nigdy do supermarketu, nie wiedzą nawet, co to jest reklamówka Właściwie mogło być akurat. Może jakiś turysta przywiózł ze sobą, ale od tej strony nie za bardzo. Nie za bardzo wiedzą, że reklamówka bierze się na przykład z supermarketu. Nie mają tego konceptu w głowie. Nie mają tego pomysłu, że wracając z jednego miejsca do miejsca, w którym spędzają większą część swojego życia, koniecznie muszą odwiedzić takie miejsce, w którym rozdaje się im reklamówki i muszą coś wziąć ze sobą, że nie mogą wrócić normalnie, że muszą zawsze coś ze sobą mieć.
Dużo. Teraz nadchodzi czas, gdzie znakomita część słuchaczy, chociażby „Hiperprzestrzeni” i nie tylko, która bardzo sympatycznie odbiera te historie, które opowiadam, otworzy lodówkę, a w lodówce będzie dużo Coca-Coli. Dużo. A tydzień później się zastanowi, jak to jest, że takie skurwysyństwo w Strefie Gazy, że ludziom się w głowę strzela, że do dzieci się strzela, do kobiet w ciąży tylko po to, żeby tam fabrykę Coca-Coli postawić. Właśnie. Dokładnie, bo jeżeli sprawdzisz, to właśnie chodzi o fabrykę Coca-Coli w Strefie Gazy. Tam są części tej instalacji, które produkują kapselki do butelek, butelki i kilka innych rzeczy. Tak. Wszyscy jesteśmy kapo w tym obozie koncentracyjnym, który tworzymy tak długo, jak oczywiście chcemy być tym kapo. Wracając do tej historii z podróżowaniem w czasie i przestrzeni.
Może zwyczajnie dostajesz możliwość tak samo jak ja. Każdy z nas ma tą możliwość, żeby spojrzeć na świat innymi oczami, niekoniecznie tylko i wyłącznie swoimi. To, że patrzymy na świat swoimi oczami jest teologią, jest konceptem, który jest nam sprzedawany w tej cywilizacji i się mówi, że nie możesz odebrać rzeczywistości w inny sposób, jak tylko spojrzeć na to samemu i tak dalej. Takie atomizowanie. A może kiedy zbierzesz swoje środowisko, to, które tworzysz dookoła, zbierzesz środowisko, które tworzy drugi człowiek dookoła, trzeci człowiek, to będziesz miał tą cudowną możliwość spojrzeć na rzeczywistość już nie swoimi oczami, które są czasami mocno, delikatnie mówiąc, zamglone. Jeżeli jeszcze nie jesteś ślepy, to jest bardzo dobrze i dzięki temu możesz odłożyć te swoje oczy, ściągnąć z głowy, położyć na szafce i przyjrzeć się oczami tych innych ludzi z troszeczkę innego dystansu, oczami tego środowiska, które wszyscy w tym momencie budujemy. Informacja nigdy nie jest jednostkowa. Informacja pochodzi z nas od wewnątrz. To wejście jest przez podłogę, jak to się mówi, ale wejście przez podłogę jest przez środowisko. To jest troszkę tak, jakbyśmy się manifestowali jako taka chmura pyłu dookoła i nagle ta chmura pyłu stwarza kulkę i w środku kulki nagle pojawi się człowiek.
Wchodzimy od dziwnej strony do siebie. Jest to moim zdaniem naturalne. Nie jest nic specjalnego. Wracając do tych dzikich ludzi, jak to się ich tu nazywa, tam nie ma czegoś takiego, że to jest tylko i wyłącznie dedykowane, że to jesteś ty. Zatomizowana jednostka, postać. I tak naprawdę cofając się w czasie widzisz swoje poprzednie wcielenia i tak dalej. Nie za bardzo. Tam jest inny koncept. Widzisz wcielenia wszystkich ludzi, którzy żyją na planecie, wszystkich żywych istot. Jeżeli jesteś odpowiednio okej z całym światem i nie ma w tobie nienawiści, nie ma w tobie wielu innych rzeczy, nie ma w tobie tej autodestrukcji, to automatycznie jest taka możliwość, że możesz się udać na wycieczkę cudzymi oczami, że zwierzaki, które mieszkają w okolicy mogą cię wziąć na wycieczkę, że ludzie, którzy tu się pojawili tysiące lat temu i zostawili potężne rzeczy za sobą, mogą cię wziąć na wycieczkę i pokazać ci trochę tych rzeczy, które tu zostawili, żebyś później mógł z nich skorzystać.
To nie jest liniowa historia. I teraz jest pytanie, czy ja jestem tym człowiekiem? Czy ja jestem tym zwierzątkiem? Nie, absolutnie. Jestem tylko i wyłącznie gościem, który został wpuszczony do cudzej głowy tylko dlatego, że jestem fajnym kolesiem. Dostałem taki bilet. Hej, Tomek, wpadnij, zobaczysz świat moimi oczami. To może zmienić twoją perspektywę na życie. Zobaczysz, że pewne sprawy wyglądały troszeczkę inaczej. Nabierzesz empatii do innej istoty, bo cała tajemnica z tym związana opiera się właśnie na tym zdrowiu psychicznym, które się zasadza na empatii, na tym, że dealujesz z miłymi ludźmi, że tworzysz miłe środowisko, że bierzesz odpowiedzialność na siebie nie tylko teoretycznie i nie tylko na zasadzie wziąć młotek i ten gwóźdź w ścianę po prostu na siłę wbić, tylko zrobić to bez siły.
Stworzyć środowisko, w którym ten gwóźdź wcale nie będzie nikomu potrzebny i się okaże, że wszystko jest okej. Zupełnie inna historia. Właśnie, bo tu ciekawa historia z tą reinkarnacją. Ludzie, nie tylko ludzie. Ja też gdzieś tam się przyglądam temu tematowi i tam zawsze jest tak liniowo. Ale jak słuchasz tych wszystkich opowieści i samemu czasami masz różne sny, różne swoje historie, przynajmniej moje spostrzeżenie w stosunku do moich doświadczeń brzmi jednoznacznie: reinkarnacja jest czymś zupełnie innym, niż nam się do tej pory wydawało. I to tak dosłownie. Jest zupełnie czymś innym, jest innym procesem i opiera się na wędrowaniu poprzez te stany emocjonalne, które zostały wytworzone przez wszelkie możliwe istoty na tej planecie. W każdym razie to nie jest tak dosłownie, że ty jesteś wiewiórką, ty jesteś tym rycerzem, ty jesteś kolejną tysięczną Kleopatrą, ty jesteś nie wiadomo kim. Napoleonem, który jest dwudziesty w tym tygodniu w tym gabinecie.
Nie, ale masz opcję odwiedzenia takich umysłów, które zamanifestowały się jak Napoleon czy jakaś tam Kleopatra, czy ktokolwiek inny. Albo też, to też jest bardzo częstą sytuacją, podejrzewam. Oczywiście nie wiem tego na 100%, bo jest to moje absolutnie radosne gdybanie, że jest też pewien współczynnik tego środowiska, które ty robisz dookoła i ja robię, i często nie są to wcale podróże ani do przeszłości, ani do przyszłości, ani do innego wymiaru, gdziekolwiek by to, jakkolwiek by tego nie nazwać. Są to wycieczki do świata, który się dzieje tu i teraz. Tylko że są to sprawy, których nie możesz sobie albo ja sobie nie mogę opowiedzieć wprost z jednej prostej przyczyny, gdyż godzą w mój werbalny ogląd świata i w tą całą bzdurę, którą sobie powymyślałem. I są to rzeczy, które są po prostu taką prawdziwą naturą mojego istnienia. I jak na swoją ironię, ta prawdziwa natura stoi bardzo często w sprzeczności z życiem, które się prowadzi na tej planecie. Masz dwie postacie. Jedna jest żywą istotą, która mieszka na planecie, a druga jest istotą, która myśli, że pozbiera pieniądze do portfela, że zrobi karierę, że będzie coś tam, że będzie robiła deale z kimś. Nie, że będzie budowała środowisko i będzie budowała właściwie te interakcje pomiędzy środowiskami.
Też nie w taki jednostkowy sposób, że ty coś robisz i cały świat ma w to wskoczyć, bo ty masz masę producentów, specjalistów, którzy będą cię teraz promować. Nie, nic z tych rzeczy. W każdym razie chodzi o tą przestrzeń, która się tworzy spontanicznie z tych wszystkich uczynków, które robimy. I ta przestrzeń jest właśnie tym miejscem, w które można wpaść, odwiedzić i zobaczyć, jak ktoś sobie funkcjonuje. Z jednej strony zdarzy się taka sytuacja, że widzimy ducha. Ja widziałem ducha, mam na to świadków. Nawet nie muszę mieć na to świadków. Po prostu byłem jedną z czterech osób, które to widziały i tyle. I było to w środku białego dnia. I nie ma tu żadnych złudzeń co do tej sytuacji.
Absolutnie żadnych złudzeń. Wszystko się wydarzyło tak, jak miało się wydarzyć. Wszystko było dokładnie tak, jak było i nikt nie miał omamów słuchowych ani omamów dźwiękowych. Wszyscy widzieli ducha. Ja sobie zadaję pytanie. Z mojej perspektywy można powiedzieć, że widziałem ducha, a z perspektywy siebie w innym momencie, a może ja po prostu odwiedziłem inne miejsce? Tylko tak przez chwilę się tam pokazałem, ujawniłem i ktoś mnie zauważył. Ktoś mnie dostrzegł przez moment i przeraziłem go śmiertelnie. A ja tak naprawdę wskoczyłem sobie do środowiska, które ten człowiek stworzył, do jego głowy i poczułem jego emocje. Nie, nie mówię o mind control.
Jeżeli się zastanawiasz nad tym mind control, to ja też się nad tym zastanawiałem swego czasu i mam na to swoją własną opinię. Uważam, że jest to bullshit. W 99,9% jest to kłamstwo wymyślane przez ludzi, którzy są niepoukładani emocjonalnie ze sobą. I wszystkich ludzi, których spotkałem osobiście, którzy mi mówili o tym, że ktoś im wkłada myśli do głowy, wszystkich tych ludzi uważam za ludzi niestabilnych emocjonalnie, wręcz uważam bardzo mocno skrzywdzonych przez życie i chorych po prostu. Chorych na milion fobii, niepotrafiących spędzić ze mną w normalny sposób czasu. Ludzi przede wszystkim skonfliktowanych nieprzeciętnie ze sobą, niepotrafiących spędzić ze sobą nawet minuty, żeby się samemu nie obkopać po kostkach. Także jeżeli o mnie chodzi, nigdy w życiu, a spotkałem kilku ludzi, którzy twierdzili, że mind control ktoś im wkłada do głowy. I powiem ci, że jedyne, co ktoś im może włożyć do głowy, to oni sami. I jak na ironię, może jest to bardzo nieeleganckie, ale muszę to powiedzieć, bo jest to prawda i wcale nie będę tego ukrywał. Ludzie są niezłymi skurwysynami od tej strony.
Naprawdę, stary, obrócisz się, dostaniesz kosą w plecy. Naprawdę nie będę cię czarował. Jeżeli będzie leżał twój portfel na stole, a ty znikniesz na pięć sekund, twojego portfela nie będzie i na końcu się dowiesz, że to... I tyle. Taka rozmowa. Coś w tym stylu. I to wcale nie chodzi o mind control, tylko chodzi o taki syndrom Królewny Śnieżki, która jest księżniczką, albo takiego księcia z bajki, który zawsze był księciem. I teraz jest moment, gdzie świat ma go w dupie, bo on zainwestował wszystko w ten materialny świat, całe swoje życie. No i nie ma komu zrobić mu kanapek, nie ma komu go pogłaskać po głowie. On jest teraz taki smutny i potrzebuje, żeby ktoś potwierdził jego fakt egzystencji na tej planecie.
Bo przecież jak ty nie potwierdzisz, ja nie potwierdzę, to taki koleś nagle traci sens swojego życia, bo komu on może sprzedać to całe gówno, w którym funkcjonuje? Każdy teatr istnieje tak długo, jak są widzowie skłonni przyjść na przedstawienie i aktor jest tak długo aktorem na swojej scenie, jak ma widownię. Jakąkolwiek, nawet jednoosobową. Ludzie się zastanawiają, skąd jest takie gówno na świecie. Jak to skąd, stary? Spójrz na siebie. Idź do lusterka i zastanów się, ile z tego gówna sam robisz, a ile nie robisz. Odpowiedź jest banalnie prosta. Jak złapiesz to u siebie, złapiesz u innych. Proste.
I nigdy nie słyszałem rzeczywistego przypadku mind control. Zresztą inna sprawa, że włożenie komuś myśli do głowy to nie jest kwestia science fiction. To jest kwestia bardziej choroby psychicznej w głowie, bo kto jest panem naszej własnej głowy, jak nie my sami? I ta cywilizacja jest tak skonstruowana, że nawet te historie przechodzą, że ludzie już przestają wierzyć w to, że to oni są właścicielami swojej własnej głowy. Ja się zastanawiam, ale kto jest właścicielem twojej głowy? Czyje układy nerwowe się tam zaczynają? Czyje emocje po tej głowie kursują? To nawet jak cię mind control podsłuchuje, cokolwiek robi, to zawsze masz opcje. Możesz się poczuć dobrze. Możesz pomyśleć o czymś dobrze albo o czymś źle.
Możesz potraktować człowieka jak kawał gówna. Możesz potraktować człowieka jako część swojego strategicznego planu biznesowego. On ci pomoże coś załatwić w przyszłości, a to jeszcze fajny człowiek. I wtedy jest taka wymówka: „robię biznesy z fajnymi ludźmi to po to, że to fajni ludzie”. Nie, nie ma co się okłamywać. Wiadomo, że jak robisz biznes to po to, żeby mieć w dupie tych ludzi i skończyć ten biznes, wziąć tą kasę i pójść w swoim kierunku i mieć ich głęboko i daleko w dupie. I tylko po to robisz ten biznes. No nie czarujmy się, prawda? Przecież wszyscy to wiemy. Żeby się odkleić od tego, zostawić ich i już z kasą.
To jest klasyczny numer z napadem na bank. Po prostu bierz pieniądze i w nogi. I każdy myśli, że żyje w takim właśnie napadzie na bank. Jak się tak przyjrzę na te wszystkie mind control, to jedyne co widzę to chorobę psychiczną ludzi, którzy próbują sobie za pośrednictwem tego mind control załatwić sprawę w sądzie. I to jest fascynujące, prawda? Że mind control taki człowiek, którego myśli ktoś dotyka. Człowiek, który jest już tak delikatną strukturą, że zaraz się rozpadnie, rozleci. Jego emocjonalność jest na cienkiej żyłce. Ten koleś nie ma problemu, żeby jak ostatni skurwysyn pójść do sądu, słuchaj, stawić się w tym sądzie, zrobić tam murka burka, wiesz, zbudować ten cały system, zatrudnić adwokatów, przyjechać do ciebie czołgiem, porobić różne inne rzeczy. To jest jego natchnienie.
Czyli co to jest? Ktoś mu grzebie w głowie? Czy po prostu kolega i koleżanka jest chora psychicznie? Ja obstawiam to drugie. Centralnie choroba psychiczna i to wynikająca z nienawiści do ludzi, że nie chcesz zaakceptować faktu, że te gówniane myśli, to, że jedziesz po każdym w swojej głowie, to jesteś ty. I że jedziesz po każdej sytuacji i że później się coś nie udaje. I jest takie wyjście: „Nie, bo ktoś mi kazał”. Mi się zawsze klaruje sytuacja z alkoholikami. „Muszę pić, bo muszę pić”. Okej stary, skoro musisz, zostałem ci wolną drogę.
No właśnie, idź sobie po tą buteleczkę swoją. Dzięki za twoją radę. Mam tu telefon. Odbieram. Słychać. Halo, halo. Słychać.
[49:44] - Jesteś troszkę.
[49:45] - Proszę?
[49:47] - Że słyszę, że jakiś zburzony jesteś dzisiaj trochę.
[49:49] - Nie. Czemu?
[49:52] - Tak sobie gadam, ale dzwonię, żeby trochę rozładować atmosferę po tej reinkarnacji na przykład.
[50:00] - To jest ciekawy koncept. Słuchaj, bo to jest bardzo popularna sprawa i może się okazać, że jest to jedna z tych wysoce zmanipulowanych spraw w naszej cywilizacji, bo właściwie jak się przyjrzysz procesom, które dotyczą naszej egzystencji, wszystkim procesom, które są dookoła sklejone z nami, to ciężko było się spodziewać czegoś innego w tej drugiej, niewidocznej części. To są te same procesy. I teraz pytanie: gdzie jest ta reinkarnacja jako taka? Jest coś innego, jest możliwość przesuwania się energetycznej istoty z punktu A do punktu B. Także możesz odwiedzić na przykład mój stan samopoczucia sprzed lat.
[50:37] - Właśnie na ten temat chciałem powiedzieć, bo akurat żeśmy się zeszli taką trójką. To może być dowcipne. Doszliśmy wszyscy do wniosku, że kiedyś byliśmy tutaj druidami. I słuchaj, tak nam wyszło, że chyba byliśmy. Nie wpadłbym nigdy na taki pomysł, że ja mogę coś. A oni mnie teraz uczą, proszę ciebie, czytać jakieś runy, znaki zodiaku, astronomii mnie uczą. Jaki to ma wpływ, te układy planet i tak dalej. I coraz bardziej do mnie to trafia, że faktycznie kiedyś przerabiałem temat bycia druidem.
[51:31] - Może nikt z nas nie był druidem. Może po prostu jest to pewna rola. Wyobraź sobie taką sytuację, że Ziemia jest zorganizowana jak statek kosmiczny. I zasadniczo jest tak: musi być 100 druidów, dwie księżniczki, jeden pajac, 400 kopiących dziurę w ziemi, 500 piszących książki, dwóch grających w karty. Wiesz, o co chodzi. Jest zawsze taki gotowy set.
[51:59] - Okej. Przecież może gdzieś mieliśmy z tym coś wspólnego, dlatego nas ciągnie do tego. I to nas interesuje teraz, w tym momencie akurat.
[52:09] - Może jest to tylko i wyłącznie wiedza. Może chodzi naprawdę tylko o wiedzę. Ten cały attachment pod tytułem druid to naprawdę jest taki dowcip. Po prostu my sobie wymyślamy tego druida po to, żeby sobie opakować tą wiedzę. Przecież to nie jest wiedza druidów.
[52:24] - Chodzi. Jak my się spotkamy ze sobą, to mówimy: „Kurde”. Jak żeśmy się zeszli w trójkę, a w tych czasach, kiedy byli druidzi, takiej sytuacji raczej wszyscy druidzi unikali, bo groziło, że zaniknie pewna wiedza. Takich ludzi mordowali jak najszybciej, bo oni rozprzestrzeniali wiedzę.
[52:50] - Dokładnie.
[52:51] - Żeby im gęby zamknąć, co najprościej zrobić? Więc druidzi nie chcieli się ze sobą spotykać. Nie dlatego, że nie chcieli, tylko wiedzieli, co w tamtym czasie by z tego wynikło. I analogicznie tak siedzimy, mówię: „Tak jak w trójkę żeśmy się zeszli, to już jest niezabawnie”.
[53:16] - Dokładnie.
[53:17] - Patrzymy energetycznie na to wszystko. Kurde, ale gdzie my się spotykamy? Spotykamy się w Brukseli. To jeszcze zabawniej.
[53:27] - Właśnie, może to wcale nie jest kwestia, że nikt tu nie był druidem. Po prostu jest taki moment w historii, gdzie część z nas zamienia się, być może albo i nie, w druidów i to wszystko. Ale nikt ani nie jest druidem, ani wcale nie musi być żadną z tych rzeczy. To już są historie za nami. Tego po prostu nie ma i nie było. Natomiast zostały stany emocjonalne, bo to wszystko to jest informacja. I teraz, tak jak w Amazonii, jak lądujesz i zostajesz wpuszczony do zwierzęcego świata, kiedy okazuje się, że jesteś okej, dostajesz swoje zwierzę totemiczne, które zostaje twoim dobrym przyjacielem i pozwala ci zobaczyć świat swoimi oczami. I to dosłownie. I to naprawdę bardzo dosłownie. Tu jest dokładnie taka sama historia.
Nagle, jeżeli jesteś okej ze swoją linią przodków, wszystkie informacje mamy w RNA zapisane i w DNA. Także łączymy się z tą całą informacją nieustannie. I jeżeli jest taki sam potencjał we mnie jak potencjał, który wystąpił kiedyś tam dawno temu w jakiejś sekwencji historycznej, czy to była sekwencja z Napoleonem, czy z kimkolwiek innym i jakaś taka mocna, drastyczna sekwencja. Mam na to też swoją teorię, dlaczego tak się właśnie dzieje, że większość jest od razu Napoleonami w poprzednim wcieleniu i Kleopatrą. Poważnie, mam konkretny koncept. I to nie jest przypadek, bo to są wydarzenia, które wywołały bardzo duży wpływ na losy pozostałych ludzi. I w tym momencie, jeżeli jesteś zbrodniarzem, który zniszczył życie kilku ludziom, to normalne jest to, że To życie innych ludzi jest przy tobie. Czy chcesz czy nie, wziąłeś coś, co nie należało do ciebie i jesteś obarczony tym balastem, tym całym ciężarem i tworzysz coś w rodzaju potencjału energetycznego. Także jeżeli na przykład ja podróżuję sobie po wymiarach, to bardzo łatwo jest wbić się w zobaczenie świata, który został skonstruowany przez psychopatę, który niszczył wszystkich ludzi dookoła i tak dalej, ponieważ dookoła niego jest potężny reaktor energii. Masz pustynię i to jest to miejsce, które widać zawsze z daleka i zawsze cię tam ściągnie, bo jest to spektakularne miejsce.
Największy potencjał energetyczny wszystkich rzeczy. I tylko dlatego, co wcale nie oznacza, że ktokolwiek z nas był Napoleonem albo kimkolwiek innym, albo w ogóle miał poprzednie wcielenie. Może to jest troszeczkę inna zasada. Może to nie jest wcielenie jako wcielenie.
[55:47] - W tym momencie czerpiemy z takiej inspiracji, najczęściej dotyczącej nas samych, obecnego życia, tego, co tutaj w tym momencie robimy. Takie sobie szukamy odpowiedzi w tym wszystkim.
[56:03] - No właśnie, może tak zwyczajnie.
[56:05] - W runach. Ale to, co nam wychodzi, to my mamy taką polewkę z tego wszystkiego, że mówimy: „kurde”.
[56:13] - Przetłumaczyłem runy i co wyszło? Sprawdzę. Wyszło mi: dwa jajka, jedno mleko i nie zapomnij o zapłaceniu rachunku.
[56:22] - Coś takiego.
[56:24] - Wow. To oni już do kiosku wtedy chodzili.
[56:28] - Ale poważnie tak wychodzi.
[56:31] - I nie zapomnij kupić papieru toaletowego.
[56:33] - Tak.
[56:34] - Tak na koniec tam dodałem takie trzy runy. Nie zapomnij kupić papieru toaletowego. Ten ostatni run oznacza właśnie papier toaletowy.
[56:41] - Mniej więcej taka gadka jest. Mówimy: „Kurczę, jak my byśmy to nagrali, wrzucili na jakiegoś YouTube'a, to by przestali te wróżki oglądać, tylko do nas by dzwonili po wróżby”.
[56:50] - Dokładnie. Jestem bardziej niż przekonany, że znakomita część tych hipnotycznych seansów, które się odbywają zawsze, dotyczy tylko i wyłącznie świata tu i teraz. My się przebieramy za cudze życie, żeby nie doznać takiego szoku mentalnego, że tym skurwysynem jesteśmy właśnie my. Jeżeli jesteśmy takim skurwysynem w cudzysłowie, który się objawia w naszej głowie, że te wszystkie złe rzeczy, które widzimy podczas takich wypraw, to nie są rzeczy, które nam się wydarzyły. Jesteśmy ofiarą. My jesteśmy ofiarą tu w życiu, sami z siebie robimy. To jest w naszej głowie, to jest świat, który posklejany z kawałków tych wszystkich rzeczy, opowieści sobie manifestujemy w głowie po cichu.
[57:30] - Tak, to trzeba przepracować w sobie przede wszystkim.
[57:32] - Taki reportaż z codzienności, bym powiedział. Reportaż z codzienności, taki reportaż, w którym wszyscy poprzebieraliśmy się w stroje z dowolnych epok i udajemy, że jest już zupełnie inaczej i to były inne epoki. Ale w rzeczywistości te same postacie, tylko te karykaturalne przerysowania moim zdaniem. Na tym polega fenomen tych sytuacji, że dzięki temu karykaturalnemu przerysowaniu siebie samego, zobaczenia siebie jako nieustanny Napoleon, Kleopatra lub cokolwiek innego, co tam ludzie widzą, daje ci możliwość nabrania dystansu, takiego: „Uff, okej, to teraz to już jest naprawdę karykatura tego wszystkiego”. To teraz mogę spojrzeć na swoje życie. Okej, jeżeli ja w swoim normalnym życiu chodząc po ulicy zachowuję się jak pieprzony Napoleon, what the fuck? Jaki problem jest ze mną? Ale oczywiście niewielu ludzi podejmie to w ten sposób. Część oczywiście wyjdzie i będzie później na spotkaniu towarzyskim tak cicho podejdzie: „Wiesz co, nie chcecie tego mówić? W poprzednim życiu byłem Napoleonem”.
Okej.
[58:35] - Ja też. Nie martw, jakoś to będzie.
[58:37] - Dokładnie, ja też. Otóż to. Słuchaj, ja włączę jakąś może muzyczkę i zapraszam na przerwę, bo tak się rozgadałem. Po prostu zauważyłem, że zaschło mi w gębie. Włączę jakąś muzyczkę, proszę pana.
[58:50] - Może też byłeś druidem, nie?
[58:52] - Właśnie też się obawiam, że byłem druidem, bo wyobraź sobie, że zrobiłem eksperymenty z tymi, jak to się nazywa, dolmeny. Te kamienne konstrukcje. Chodziło za mną latami. Mieszkałem w Irlandii, mieszkam w Anglii i te rzeczy nie są mi obce. Dotykałem własnymi rękami i tak dalej. I mam własną hipotezę na ten temat. Ale widzisz, badając te dolmeny, do tej pory nie wpadłem na pomysł, że byłem druidem.
[59:17] - No widzisz.
[59:18] - Ale dzięki, stary. Jakby co, jutro mam spotkanie towarzyskie, także mam temat. Jakby coś się działo, powiem: „Słuchaj, jakby co, jestem druidem”. Także jest to pewne rozwiązanie.
[59:34] - Ja akurat spotkałem takich, że sobie możemy tak powiedzieć i jest okej. Jeszcze mamy całkiem niezłą zabawę.
[59:41] - Bardzo dobrze. Dobrze, że jest przynajmniej w tym zabawa, bo to oznacza, że jest to jakiś zdrowy dystans. Bo może właśnie wszyscy odwiedzacie w jakiś sposób tych dżentelmenów, którzy się tu bujali lata temu i odpalali troszkę inną technologię niż ta, która jest aktualnie.
[59:56] - No właśnie.
[59:58] - Dokładnie. Tajna technologia, że tak powiem, daje o sobie znak. Wiesz, o co chodzi. To jest po prostu informacja, a nic więcej.
[01:00:08] - O to chodzi właśnie.
[01:00:10] - A ty słuchasz oczywiście „Hiperprzestrzeni” w radiu na fali, jak gdyby nigdy nic. Oczywiście w Radiu Paranormalium, które aktualnie prowadzi najważniejszą transmisję, bo dzisiaj właśnie za pośrednictwem sprzętu z Radia Paranormalium się transmituje. Oczywiście jest retransmisja w Radiu Czas Snu u Grzegorza, także człowieku jest w paru miejscach i to wystarczy. Anyway, ja oczywiście dzisiejszy temat dalej będę kontynuował. Dalej, bo temat jest bardzo intrygujący. Właśnie jest historia związana z tym linearnym podejściem do czasu i tak dalej, ale kolejny wniosek, kolejna refleksja. Chodzi o to kompleksowe rozumienie całości, a mianowicie pojęcie roli. Jest coś takiego jak przekonanie, słyszałem w wielu miejscach. Nie jest to oczywiście najważniejsza rzecz, ale wielu ludzi się na to łapie i opowiada w ten sposób, że miało taką rolę, że tu się wciela w kolejną rolę, kolejną rolę. Jest takie trochę: hej, człowieku, to jest statek kosmiczny, nazywa się Ziemia.
I ten statek kosmiczny nie jest teatrem. To ty sobie musisz wybudować teatr na Ziemi, żeby odegrać rolę. Natomiast w swojej istocie jest to po prostu statek kosmiczny i każdy element, który się na nim znajduje, jest elementem jego napędu. Każdy, dosłownie każdy. Każdy element jest kompleksową układanką, która powoduje, że ten statek kosmiczny działa tak, jak działa i nigdy nie będzie inaczej. Jeżeli jest jakakolwiek wewnętrzna potrzeba budowania sobie przedstawienia, to jest tylko jeden powód. Masz problem z zaakceptowaniem faktu swojej własnej egzystencji, tego, kim jesteś. Dlatego wymyślasz sobie rolę. Nie ma innego powodu. Jeżeli nie czujesz się rześko ze sobą, nie jesteś w stanie zaakceptować tego, że życie jest, jakie jest, szybko wymyślasz jakąś rolę.
Doskonałym przykładem jest właśnie ta historia z hipnozą. Jak często wielu z nas sobie wymyśla takie role? Ekspertem od tej hipnozy nie jestem, także nie bierz mnie za jakiegoś tam eksperta. Nie o to chodzi. Nie zajmuję się hipnozami, takimi wyprawami. Siebie tak przyglądam z boku. Mam troszkę inne wyprawy po substancjach psychoaktywnych. Dokładnie. Otóż to. To są moje wyprawy praktykowane od lat.
Tylko że tam właśnie jest troszkę inna metodologia, bo ciężko się odkleić od siebie samego i ciężko zobaczyć siebie jako kogoś innego. Po prostu zawsze jesteśmy tym samym. Co najwyżej mogę sobie popodróżować po różnych energetycznych miejscach. Mogę odwiedzić różne miejsca w historii, przeszłości, a nawet przyszłości. Ale to jest dokładnie to samo, co w przypadku hipnozy. Po prostu przeskakujemy pewien etap komunikacji ze światem. Jeżeli wyłącza nam się ta część werbalna, mamy dostęp troszeczkę większy do informacji. Tylko pytanie, czy potrafimy odczytać tą informację w taki klasyczny sposób. Bo jeżeli ktoś ma takie podejście do życia, że twierdzi, że jest tu dla odegrania pewnej roli, no to tak troszeczkę słabo może być, bo właśnie nie wiem, czy życie ma cokolwiek wspólnego z odgrywaniem roli. Można powiedzieć, że jest pewna pula przysłowiowych druidów, przysłowiowych mieszaczy, klękaczy, stękaczy na świecie na każde pokolenie.
I to się po prostu tak spontanicznie dzieje, że tak czy siak zawsze był kiedyś jakiś druid albo coś takiego. No właśnie, ale tak wracając, ile było tych druidów? Bo jeżeli było tyle co Kleopatr, to gdzieś musieli zniknąć. Pierwsza rzecz to jest zawsze opowieść nasza o świecie, w którym żyjemy. To jest nasz własny reportaż, tylko że pięknie opakowany. Nikt nie chce siebie widzieć jako osobę, która ma coś nie tak, tylko każdy chce się widzieć w najfajniejszym otoczeniu. I stąd się często biorą właśnie te wszystkie fantastyczne dekoracje i te wszystkie Kleopatry. Tak mi się wydaje. No dobra, może jakaś jest jedna prawdziwa z tych wszystkich, ale I don't think so. Tak mi się jakoś specjalnie nie wydaje, żeby to było możliwe.
Myślę, że to są ludzie, którzy chcieliby się poczuć w tej interakcji właśnie z takim polem, gdzie jest się kimś ważnym, kimś, kogo ludzie słuchają, kimś, kto nie musi nic robić, jego skinienie ręki jest dla mnie rozkazem. I to wszystko. No ale to taki reportaż z dnia codziennego. Jeżeli masz w sobie taki kawałek emocji, to normalne jest to, że będzie ci się zawsze sklejało z kimś, kto ma dokładnie ten sam drift, jak to się mówi, ten sam lot. Nigdy nie trafisz na człowieka, który ma inny lot od twojego. To jest fizycznie niemożliwe. To jest trochę jak ze związkami. Zauważysz, że są ludzie, którzy się poznają właśnie w takim drifcie, po prostu w takim locie. I niezależnie od tego, czy wszystko się układa, czy się nie układa, po prostu robią deal ze sobą. Nie widzą świata dookoła, w ogóle nie widzą, nie ma tej interakcji i powstaje stowarzyszenie dwóch wściekłych ludzi.
Bardzo szybko, raptownie się kończy. To są takie rzeczy obserwowane na co dzień. Wystarczy się rozejrzeć dookoła, po ludziach, po świecie, po drzewach, jak to wszystko rośnie, jak to żyje. Po sobie się rozejrzeć i się okazuje, że tych tajemnic na świecie jest naprawdę bardzo mało. Życie jest trywialnie proste od tej strony i naprawdę ciężko by tu szukać czegoś, żeby je skomplikować. Oczywiście jest bardzo złożone, kompleksowe. To jest ta, że tak powiem, skomplikowana część, która może się wydawać nam często kompletnie niezrozumiała. Część z nas już zwariowała do tego punktu, że w tej niezrozumiałej przez siebie części, zamiast zrozumieć to, skumać, o co chodzi, nauczyć się czegoś, znalazło tam jakieś bóstwa, do których klepie różańce, wiesza sobie Jezuski na drzwiach, Maryjki, krzyżyki, półksiężyce i gwiazdy od jakiegoś Dawida albo cholera wie co. To jest taki klasyczny syndrom. Normalne jest to, że jeżeli weźmiesz takiego człowieka, wrzucisz go w taki stan emocjonalny, to jego emocje będą wędrowały tam, gdzie są na co dzień, bo przecież to się nie zmieni w ciągu 15 sekund, że go posadzisz na fotelu i powiesz: „Stary, a teraz wchodzisz w krainę hipnozy.
Tada! Cofamy się tysiące lat do tyłu. Kim jesteś?” On: „Jezusem. Widzę Jezusa”. Jak się dorasta w kraju katolickim, gdzie jest pranie mózgu od małego, no to normalne jest to, że połowa ludzi powinna obowiązkowo widzieć tego Jezusa przy każdej jakiejkolwiek sesji. Pytanie, czy on kiedykolwiek istniał. Jeżeli istniał oczywiście, ale to już inna sprawa. Ja podejrzewam, mam takie przeczucie, ale to jest moje przeczucie, że niedługo dowiemy się troszeczkę więcej z historii świata i to tak mocno. Ja się dowiem takich rzeczy, które co prawda nie spędzają mi snu z powiek specjalnie, bo ani mnie to grzeje, ani mnie to ziębi. Kwestia, czy ktoś tutaj chodził po tej planecie i czy robił rzeczy związane z cudami, czy nie.
Cudem jest moje życie na tej planecie, człowieku. I jeżeli spotkasz się ze mną, to cudem w tym momencie jest to, że się spotykamy i nasze życie i to środowisko, które tworzymy, to jest cud. A te wszystkie rzeczy z historii to są fajne opowieści z historii, które bardzo lubię, aczkolwiek nie wiem, czy kiedykolwiek miały miejsce. Przynajmniej nie wszystkie te opowieści. Ile z nich było wymyślonych? Jak wyglądały? To nawet wolę się nie zastanawiać, bo to trochę tak, jak osądzanie książki nawet nie po okładce, nawet nie po jednej kartce wyrwanej z ostatniego rozdziału, tylko ocenianie książki po tym, że ktoś powiedział, że ktoś gdzieś tam, kuzyn Jolki, ten szwagier od Bronka tam, to są znajomi, oni tam już od lat. On mówi, że on zna kogoś i tamten zna kolesia, który napisał książkę o tym. I to jest właśnie taka znajomość tematu. Tak mi się wydaje, że zawsze jest w ten sposób, bo ciężko trafić na źródła.
Nie ma żadnych źródeł. Myślę, że masa tych rzeczy to są przypływy informacji z dnia dzisiejszego. Nikt z nas nie jest w stanie wykrzesać z siebie cudowności, takiej genialnej cudowności, że nagle wyskoczy do przodu i przewidzi, co się wydarzy. Poza Indianami Hopi oczywiście. To jest moja opinia. Poza jeszcze paroma innymi ludźmi, ale to bardzo mocna grupa ludzi, która zdaje sobie sprawę z tego, co czeka na następnym zakrętem. Natomiast reszta ludzi, która nawet z tego żyje, często opowiada tylko i wyłącznie o tym, co się dzieje aktualnie, w tym momencie, a nie o tym, co będzie w przyszłości. To jest ta historia związana chociażby z hollywoodzkimi produkcjami. To jest fenomen, bo moim zdaniem fenomen tej odkrywczości dla niektórych polega na tym, że te filmy nigdy nie portretują ani przeszłości, ani przyszłości. One zawsze sportretują, każda produkcja, niezależnie czy jest hollywoodzka, czy niehollywoodzka, sportretuje tylko i wyłącznie fragment rzeczywistości, w której porusza się dany element, który ją tworzy.
Czyli w tym momencie producent tego filmu, rzeczywistość, w której mieszkał reżyser, scenarzysta, aktorzy. I czy nam się to podoba, czy nie, ci ludzie odgrywają swoje prawdziwe życie, scenki ze swojego życia, tylko że w innych dekoracjach. To nie jest tak, że opowiadają nam prawdziwą historię, która potencjalnie jest punktem z przyszłości. Że ktoś jest w stanie wyskoczyć powyżej własnego dupska dosłownie i opowiedzieć ci i mi coś, co się wydarzy w przyszłości. Nie. Większość tych filmów science fiction tak naprawdę, jak i książek science fiction, nie jest niczym innym jak opowiadaniem w zawoalowany sposób o problemach, dylematach dnia codziennego. Setki tysięcy pisarzy science fiction się do tego przyznało, że właściwie tylko używają tej scenografii science fiction, bo nie chcą pisać dosłownie, bo może się boją, że ktoś rozpozna siebie w tej książce i to już nie będzie takie, że tak powiem, miodne, radosne i cieszące. I nagle się okaże: „Kurde, ktoś mnie znowu obsmarował. Wow! I to jeszcze w książce.
Teraz zrobiła się popularna. Shit!” Może po prostu o to chodzi tak zwyczajnie. Tak czy siak jest to tylko i wyłącznie obrazek dnia dzisiejszego. Nikt z nas nie potrafi zrobić nic więcej, jak tylko pstryknąć zdjęcie polaroidem, pomachać tym zdjęciem, go wywołać i pokazać komuś, powiedzieć: „Zobacz, to jest moja rzeczywistość”. I ktokolwiek cokolwiek by nie zrobił, to każdy produkt, który wychodzi spod jego rąk, spod moich też, jest niczym innym jak manifestacją mojej rzeczywistości. I tylko tak to się dzieje. Nie ma przyszłości, nie ma przeszłości. Jaki radykalny tu jestem od tej strony i właściwie chyba zawsze byłem. Tak to wygląda, kiedy się na to przyglądam. Nie ma miejsca za bardzo na reinkarnację.
Za to jest miejsce na podróżowanie do miejsc i sytuacji, które się cały czas robią. Bo to nie jest tak, że przestrzeń jest czymś, co się wydarzyło. Przestrzeń jest moim zdaniem ruchoma i dynamiczna i te rzeczy się ciągle dzieją. I potencjał sytuacji, która się wydarzyła kiedyś, jest zapisany w postaci małego ziarenka informacji. Bardzo obrazowo ci opowiem, jak to widzę. I on sobie gdzieś leżakuje. Jest tak mały jak kurz, nikt go nie widzi. I dopiero ty, kiedy masz podobny potencjał, kiedy masz coś podobnego w sobie, masz coś, co wyzwala, masz ten kluczyk, ten unikatowy kluczyk, tylko ty nagle otwierasz to i nagle mówisz: „Jestem Jezusem”. Teraz trzeba się zastanowić, jakie jest twoje podejście do kwestii religijnych w życiu, bo wiadomo, że Jezusów było, nie wiem, ile ich mogło być. Przypuśćmy nawet, że było 100.
Jeżeli w dzisiejszych czasach mamy około 400 synów czy nawet 4000 synów Jezusów i córek, którzy się manifestują podczas seansów hipnotycznych, to musiałaby być to potężna rodzina. Naprawdę potężna. Jeżeli to jest prawda. Ale prawdy nie znamy. Ja liczę na to, że niedługo się dowiemy, jak wyglądała cała ta historia z religiami, jak wyglądały te początki i jak wyglądały rzeczywiste korzenie, bo tam mogą być ciekawe rzeczy, które w rzeczywistości są częścią prawdziwej odpowiedzi na wiele pytań, które drążą wiele umysłów. Może niekoniecznie mój, bo jakoś tak specjalnie nie wiem, czy w obrazie mojej rzeczywistości potrzebna jest opcja pod tytułem czy Gentleman istniał czy nie istniał. Nawet jeżeli był albo nie był, co to zmienia? Przecież nic nie zrobi teraz mojej roboty zami, mojego życia tu i teraz. Nikt nie zrobi tego środowiska poza mną i interakcjami z innymi środowiskami innych ludzi. To nie jest liniowa historia.
Nawet cofanie się do tego byłoby nieudanym pomysłem, bo czego bym się mógł dowiedzieć? Gdzie mógłbym się cofnąć? Czy cofnąłbym się przypadkiem do samego siebie z wczoraj, który się poprzebierał w troszeczkę inne opakowanie i pokazuje mi na przykład: „Tomek, ta rzecz, którą zrobiłeś, niekoniecznie jest dobra, a to już jest naprawdę mocno słabe. A tego to nawet nie myśl o tym, żeby to robić. Idź gdzieś na łąkę, zrób coś innego, zapal jointa, zrelaksuj się i nie rób tych słabych rzeczy”. Może tak być. A dlaczego nie? Przecież to jest moja rozmowa ze mną samym, z sobą samym. I mogę się oczywiście wymemać w dekoracjach, a mogę się tak szczerze ze sobą dogadać. Miałem akurat z sesjami hipnotycznymi taką przygodę, że wszystkie próby, które były robione jak do tej pory, spełzły na niczym.
Po prostu nie jestem w stanie się dać w stan hipnozy. Chciałem, nie raz próbowałem, ale jakoś tak nie wychodzi w moim przypadku. Ciągle mam swoją świadomość i nic się nie zmienia z tą świadomością. Inna sprawa, że taka podróż rzeczami wyobraźni, ja bym to nazwał, do poprzednich wcieleń. Nie nazywam tego wcieleniami. To troszkę zbyt dosłowne i nie do końca widzę to jako fizyczne, dosłowne wcielenie. Bardziej widzę to jako opcję podróży do umysłu istoty, która była tutaj, gościła na tej planecie, zostawiła potencjał energetyczny. Ten potencjał informacyjny i ja w tym momencie mogę ją odwiedzić i zawsze jest na takich samych zasadach, że odwiedzam tylko w taki sposób, że staję się tą postacią przez moment. Nie fizycznie. Nie mogę jej zniszczyć jako takiej, nie mogę nic zrobić.
Jestem po prostu w jej głowie i to jest taki mind control jedyny. I to jest mind control, kontrola umysłu, ale samego przez siebie. To ja kontroluję swój własny umysł, to ty kontrolujesz swój własny umysł. I to jest cała zagadka, cała tajemnica i nic więcej. I to jest ten wybór, którego dokonuje każdy z nas. Właśnie, ja tu muszę posłuchać jakiegoś dłuższego utworu muzycznego i myślę, że chyba jakąś herbatę. No właśnie. No jakiś deszcz. No! Obowiązkowo.
Właśnie, bo te religijne historie to ciężka historia. Naprawdę mocno ciężka historia. Zresztą to widać, że jest to mocna patologia i jest to obrazek jakiejś takiej strasznie pokręconej części nas samych, bo przecież tam się bierze ta agresja, jakieś wojny religijne, jakieś takie gonitwy, napinki i tak dalej. Takie odgrażanie się sobie pięściami. Ktoś się wczuł mocno w swoją własną rolę i zaczyna komuś odgrażać pięścią, bo wydaje mu się, że jego dupsko jest ważniejsze od dupska innej osoby. I to jest też taki element tego wszystkiego. I teraz, jeżeli ktoś z nas podróżuje po przestrzeni, to tylko i wyłącznie w ten sposób, że jest jakiś potencjał w nas samych i możemy się z tym skleić, nic więcej. Jeżeli tam wywiewa mój umysł, to znaczy, że jest jakieś połączenie pomiędzy tą sytuacją a mną. A jestem zawsze tu i teraz. Nie ma innego Tomka, tak samo jak nie ma ciebie innego w innym miejscu.
Jesteś tylko tu i teraz. Jedyną osobą, która może ci zrobić mind control jesteś ty sam. No i dopóki sobie nie spieprzysz tej głowy w sposób całkowicie dobrowolny, swobodny, naturalny i na własne życzenie, do tego momentu nikt ci jej nie spieprzy, bo takiej fizycznej opcji nie ma. Jest opcja oczywiście podgrzania mózgu falami mikrofalowymi i tak dalej, oddziaływanie mikrofalami. Tak, tak, są takie rzeczy, ale to oddziaływuje w troszkę inny sposób, bo wiadomo, że jak ci ktoś puści takie częstotliwości, to nie jest tak, że zaatakuje tylko ośrodek w mózgu. Ta częstotliwość przechodzi przez wszystkie receptory w twoim organizmie i to nie jest tak, że ty usłyszysz cudzą myśl w głowie, bo to jest bełkot tych, którzy żyją z reklam na YouTubie najczęściej i próbują w to wkręcić całą resztę ludzi, żeby później poglądy o płaskiej Ziemi mogły zaistnieć. Tylko to jest twój własny lęk przed sobą samym najczęściej. To jest twój głos w twojej własnej głowie. Innego głosu nie ma. Przerażająca historia.
Przerażająca. Co prawda niektórych najciężej się zgodzić z tym swoim własnym głosem, szczególnie wtedy, kiedy on zupełnie nie działa z nami w kolaboracji takiej współpracy. Okazuje się, że tam jest inna osoba, na zewnątrz jest inna osoba rozmawiając z innymi ludźmi jest inna osoba, a tam jeszcze próbuje się zachować jak jeszcze ktoś inny. Same dekoracje, po prostu marna aktorzyna na gównianej scenie, w gównianym dramacie, na którym naprawdę żal siedzieć. I jak na ironię okazuje się, że właściwie jedynymi postaciami, które uczestniczą w tym gównianym wydarzeniu najczęściej jest tylko jedna postać. To my sami. Tadam! Także jak to jest z tymi reinkarnacjami? Jak to jest? Bo może jest tak, że wcale nie ma żadnej reinkarnacji.
Po prostu jest to tylko i wyłącznie możliwość doświadczenia po prostu ekstra empatii, takiej potrzebnej i niezbędnej do funkcjonowania na tym statku kosmicznym. Bo jak tu funkcjonować na tym statku kosmicznym, skoro jedyna empatia ogranicza się do jakichś teologicznych bełkotów i teorii, która nie ma żadnego pokrycia w praktyce. Natomiast kiedy wylądujesz u kogoś w sytuacji i usłyszysz, co on myśli, będziesz jak ten duch, który się pojawił w moim otoczeniu i tak dalej. Kiedyś opowiadałem tą historię, a w tym momencie ją puszczę. Będziesz jak ten duch. Przemkniesz i odczytasz wszystkie nasze stany emocjonalne. Odczytasz mój umysł, odczytasz umysły ludzi, którzy są obok. Tu nie ma żadnych tajemnic. To, co jest w naszej głowie i tak manifestujemy bardzo mocno na zewnątrz. To tylko jest naiwność czasami niektórych cwaniaków, którzy myślą, że kupi drogi zegarek, lepiej się ubierze, założy inne buty i poprawi koszulę i będzie ze mną rozmawiał miękkim językiem.
Ja nie dostrzegę tego, kim on jest. No nie, tak to się nie dzieje, niestety. Tak samo jak z dziewczętami, które potrafią wyrzucić na siebie tonę makijażu. Próbują zrobić takie bardzo mocne wrażenie, naprawdę mocną fryzurę codziennie rano, dbanie i tak dalej. To też nie zmienia faktu, że kiedy spojrzę na taką istotę, widzę, kim ona jest. Zawsze widzimy siebie prawdziwymi. To, że kupujemy ten teatr jest tylko i wyłącznie naszą dobrowolnością. To, że ktoś chodzi do cyrku nazwanego Świątynią X albo Świątynią Y oglądać swoich cyrkowców skaczących na linie i partycypować w tym całym zamieszaniu to jest jego cyrk i jego małpy. To nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, która się dzieje dookoła nas. Nic.
To jest tylko przedstawienie, takie odgrywane przedstawienie, czy łobitne w jednym albo w drugim kierunku. Tym przedstawieniem jest kwestia tożsamości narodowej. Tym przedstawieniem jest kwestia tożsamości religijnej. Wszystko właściwie jest dookoła tym przedstawieniem. Dlatego zresztą, cokolwiek by nie mówić, mieszkamy w świecie, który wygląda jak wygląda. I dlatego się tak zastanawiamy czasami nad tym, dlaczego świat jest taki podły, że mamy tu Strefę Gazy, mamy tyle miejsc, gdzie dzieje się naprawdę źle i ci wszyscy ludzie, którzy mówią te wszystkie dobre rzeczy, chcieliby, żeby było tak dobrze na planecie. Pierwsze co robią, to kupują karabin i mordują kogoś. I pierwsze co robią, to chcą komuś zrobić krzywdę. Pierwsze co chcą zrobić, to chcą się odgrażać. Już co chcą zrobić, to nie złapać interakcję z innym światem, złapać inną perspektywę, wskoczyć w inny punkt widzenia.
Dzięki temu być może zmienić własny punkt widzenia, tylko wyprawę w zupełnie inną stronę. Wyprawa jest po to, żeby udowodnić swój własny punkt widzenia. Nowy człowiek. Człowiek konsumujący. Człowiek, który jest nieświadomy decyzji. Nie mówię o komercyjnym rynku, bo tam przynajmniej jest wszystko jasne. Tam wszyscy wiedzą, że jest podpierdolka i wszyscy bawimy się w tą podpierdolkę. Wszyscy udajemy tą podpierdolkę. Wiemy, że gówno z tego będzie. Wiemy, że jesteśmy nieszczęśliwi, ale na tym polega taka zabawa.
Lubimy bawić się w nieszczęśliwych dupków. Git. Pobiegniemy do sklepu, kupimy sobie coca-colę, odwiedzimy jakieś historie religijne po drodze, żeby nasycić duszę albo coś tam innego, albo pojedziemy na jakieś kursy i tak dalej. Ale pytanie jest zawsze to samo: jakie otoczenie robisz dookoła siebie? Bo taki, że tak powiem, zwanierowany świat dookoła jest, niestety... Czekajcie, ktoś mi tutaj... Muszę się na moment wyrwać z tej rozmowy, bo ktoś mi się odzywa na Skype'ie, atakuje mnie w ogóle w zupełnie innym wymiarze. Dobra, już nie mam wszystko połączane. Okej. I teraz wracając do mojej rozkminki.
Wyobraź sobie, że ktoś taki, tak skonfliktowany chciałby odkrywać swoją rzeczywistość. Nawet jeżeli wysadzisz tego człowieka gdzieś na orbitę, to on zawsze będzie widział w sobie dualizm. To jest taki piękny obrazek narodowy. Konrad Wallenrod. Na pewno słyszałeś o tej postaci. Jest to tak zwany człowiek chory psychicznie, z którego zrobiono bohatera narodowego. Jakby nie można było wziąć jakiejś normalnej postaci, zbudować normalnego życiorysu człowieka, которому się udało. Jest zdrowy na umyśle i jego życie jest pełne higieny psychicznej. Wszystko jest okej, wszystko działa, wszystko jest fantastycznie. No właśnie.
I zrobić z niego bohatera jakiegokolwiek. Ale nie można zrobić, bo oczywiście trzeba zrobić jakąś skonfliktowaną, dziką postać, która jest nie wiadomo kim. I co dalej z tym bohaterem narodowym? Ten bohater narodowy, jak wielu innych bohaterów narodowych, jest wtłaczany dzieciom do głowy, że: „Przyglądaj się, bo kiedyś będziesz taki jak on”. Przerażające, prawda? I to jest taki właśnie obraz naszej dychotomii, że jest koleś, który jest jednym, a koleś, który jest drugim. Bo co to jest Konrad Wallenrod? Wszyscy standardowo zastanawialibyśmy się nad postacią z literatury. Ale postać z literatury, człowieku, nie bądź głupkiem. Naprawdę tu nie chodzi o postać z książki.
Książkę napisał koleś i ta książka o nazwie „Konrad Wallenrod” jest niczym innym jak jednym wielkim kompleksem kolesia, który to dzieło stworzył. Bo to nie jest Konrad Wallenrod, który napisał książkę o sobie. Zapomnij. To jest koleżka, który przebrał się w sukienkę, ale tylko tak na pokaz. I wielu ludzi się przebiera w sukienki na pokaz. Czy to jest sukienka uszyta na miarę narodowej szmaty w dwóch szmatławych, lokalnych kolorach. Zawsze są inne. W każdym kraju jest troszkę inny kolor szmaty, która nad tobą powiewa. Nie może być tak, że twój włos powiewa nad twoją głową i ty już nie potrzebujesz szmaty, bo jesteś żywą istotą na tej planecie. Nie, nie, nie.
Żeby potwierdzić fakt, że naprawdę istniejesz, że wcale nie jesteś wymyślony, musisz sobie wziąć szmatę o nazwie flaga, bo bez tej szmaty ty nie istniejesz. To jest taki klasyczny numer. Biedactwa, narodowe biedactwa zgięte ideą narodową, gdzie już dawno nie ma człowieka, jest tylko szmata i idea, i jeszcze jedna wielka idea. I to jest właśnie taka dychotomia, obraz pięknego świata. Zło pięknego. Obraz naprawdę totalnej porachy. Bo facet, który nie ma wystarczająco dużo „ja” i żeby sam zmienić swoje własne życie, pisze książkę o kolesiu, który zmienia swoje własne życie radykalnie. To jest taki klasyczny numer i to jest często związane z jazdą z naszymi wyobrażeniami o poprzednich życiach, że wymyślamy sobie faceta, który często zmienia swoje życie radykalnie. Jest tu, tam, siam, bo my jesteśmy centralnie dupowo w swoim własnym życiu i to na takim elementarnym poziomie, z takimi elementarnymi decyzjami. Jesteśmy chciwi, jesteśmy łapczywi.
Jako society wzmacniamy sobie te cechy. To oczywiście nie jest naszą naturalną cechą. To jest największym dowcipem w historii cywilizacji, że naturalną cechą żywej istoty na tej planecie, takiej jak człowiek, jest miłość i pokój. Dałbyś wiarę? Wiem, że trudno w to uwierzyć w dzisiejszych czasach, ale taka jest prawda, czy chcesz, czy nie. Jeżeli sprawdzić, jak organizm funkcjonuje, to nie ma innej opcji na zdrowy organizm jak po prostu miłość, pokój, zdrowie i spokój. Na chilloucie i z dystansem do siebie i, że tak powiem, kompleksowo do siebie. Nie na zasadzie, że będziesz leczył ból nogi w nodze, bo może ból nogi jest gdzieś w kręgosłupie na przykład. Może się okaże, że nerw uciska. Natura jest kompleksowym zjawiskiem.
To jest bardzo ważna, cenna informacja. Natura jest nieprzeciętnie prosta, ale jest bardzo kompleksowa. I to jest ten numer, którego wielu z nas nigdy nie lubi zauważać. I objawem tego jest ta dziwna koncepcja związana właśnie z podróżami do poprzednich żyć. Ja myślę, że w bardzo dużej mierze wszystko, co nas spotyka na takich podróżach do poprzednich żyć, jest niczym więcej jak tylko manifestacją dokładnie tego świata, który jest dookoła nas. Taki reportaż poprzebierany w dekoracje. Ewentualnie druga rzecz: ten reportaż łączy się z konkretnym wydarzeniem historycznym, które zostało zrobione w tej przestrzeni gdzieś tutaj dookoła. Nazywamy to na przykład 300 lat temu, ale to może być dosłownie dwa metry od ciebie. I to się dzieje 300 lat temu. Wystarczy, że tylko przejdziesz przez magiczną bramkę gdzieś znajdującą się w powietrzu.
Zrobisz sobie takie gwiezdne wrota do innego wymiaru. Jak ten duch pojawisz się nagle, przemkniesz obok mnie i ja cię zobaczę. Ludzie cię zobaczą, wszyscy cię zobaczą. To nie jest tak, że jesteś w tym momencie kwestią dyskusyjną, że ktoś musi potwierdzać fakt twojej egzystencji w jakikolwiek sposób. Nie, już nie musi. Ty już się zamanifestowałeś, pokazałeś się, wszyscy cię widzieli. Nie ma co do tego żadnych złudzeń. To po prostu jest. No, no, no. Nie, jeszcze nie ma wieczorowej pory.
Muzyczka jeszcze dopiero za parę chwil, a tu jeszcze troszeczkę o tych pomysłach na tą Podróż przez siebie w czasie zwaną hipnozą, z odwiedzinami do poprzednich wcieleń. I teraz jesteśmy w tym punkcie, że jesteśmy tu i teraz. I w tym punkcie tu i teraz łączymy się z każdym dowolnym punktem, który ma podobny potencjał energetyczny do pewnego wydarzenia w historii kosmosu gdzieś tam dawno temu. I normalne jest to, że z tego punktu widzenia, zaraz ci powiem, dlaczego wydaje mi się, że jest to normalne, bo niekoniecznie musi to być normalne dla ciebie, że właśnie teraz, w tym momencie historii na tej planecie masz taką możliwość, ja też, przebiegnięcia się, odwiedzenia tych wszystkich miejsc, które wywarły jakieś mocne wrażenia na naszej koncepcji, na rzeczywistość. Nie mówię na historii, bo historia troszkę tak martwo brzmi i to właściwie nic nie oznacza, bo to są wydarzenia, które odcisnęły się na historii. Co to w ogóle oznacza? Co za bullshit. Są tylko wydarzenia, które odciskają się na naszej percepcji świata. Tylko i wyłącznie. Bo co cię obchodzi to, że ktoś gdzieś, jakaś tam wojna?
Nie. To ktoś z tej wojny zrobił wydarzenie historyczne, bo ktoś wymyślił sobie szmatę, religię, jakieś kolejne niewolnictwo i w kategoriach: „Zrobię z ciebie, frajerze, niewolnika i dam ci nową teologię i ty będziesz tutaj zapieprzał jak niewolnik”. Najlepsze są opisy Krzysztofa Kolumba, jak wylądował w Nowym Świecie. „Piękni, fantastyczni, przyjacielscy ludzie dają nam jedzenie, doskonale nadają się na niewolników”. Kawał skurwysyna, taki klasyczny. Teraz jest pytanie, ile jest tego skurwysyna w każdym z nas? Jak on się będzie manifestował? I ludzie mają takie mocne loty gdzieś tam do tyłu, że wojny, rozpacze, pożogi, rozpacz, jeszcze raz rozpacz, jeszcze raz rozpacz i dramat i jeszcze raz dramat. A to jest tylko i wyłącznie historia, która się dzieje tu i teraz. Wszyscy przywykliśmy do tego, że świat dawniej był brutalny.
Przynajmniej tak mówią książki historyczne, podręczniki. Świat dawniej był brutalny. My zrobiliśmy cywilizację, żeby świat nie był brutalny, bo cywilizowany człowiek nie jest brutalny. Człowiek jak się obejrzy, co się dzieje dookoła, jakie gówna jest sprzedawane, jedzenie i tak dalej. Wiesz o tych wszystkich rzeczach. To teraz jest pytanie: wyobraź sobie, żeby kiedyś w tak zwanym niecywilizowanym świecie, w jakiejś wiosce ktokolwiek wykonał komuś taki świński numer i dał mu gówno do jedzenia, które go przekręci i pozabija jego dzieci. No co ty, człowieku, czyś ty zwariował? Pokaż mi takie plemię na świecie. Nie ma takiego plemienia, nie ma takich ludzi na świecie poza jedną grupą, bardzo wąską, wyspecjalizowaną grupą teatralną. Trupą.
Trupa teatralna o charakterze trupa i śmierdząca trupem. I to się nazywa cywilizacja. I to jest nic innego jak nasza podróż do tych momentów. Dlaczego podróżujemy do tych drastycznych momentów? Właśnie to jest odpowiedź. Jakiż mamy potencjał na tej planecie dokładnie w tym momencie, po tych cudownych 6000 lat rozwijającej się cywilizacji, ostatnich 2000, niecałych, tysiąca lat masowego ludobójstwa o nazwie Watykan oraz korporacje, które się po drodze pojawiły, rządy, państwa. Wszyscy ci ludzie z ideami, którzy przychodzą w brudnych, śmierdzących gównem butach do twojego salonu i jeszcze ci robią zadymę, że ty nie śmierdzisz tym samym gównem co oni. Przecież smutne jest, prawda? Jest żałosne, nawet powiedziałbym bardziej niż żałosne. I nagle obudziliśmy się w sytuacji, gdzie wielu z nas przez ostatnie lata pozwalało na doprowadzenie do takiej sytuacji.
Poprzednie pokolenia pozwalały. To było to macanie się jednych z drugimi, że kawał skurwysyna, ale zrobię z nim deal, to tylko interes. Może go nawrócę. Idea mesjanizmu tam do tego, która tak naprawdę jest niczym innym jak, moim zdaniem, idea mesjanizmu, to jest po prostu taki egocentryzm. To jest ten moment, że udowadniamy sobie samemu fakt swojej własnej egzystencji poprzez udowodnienie komuś, jak bardzo jesteśmy potrzebni w jego życiu, bo nie potrafimy stworzyć swojej własnej wartości w swoich własnych oczach. Siądasz sobie na kamyku i nagle wpadasz na pomysł: „Hej, nie muszę sobie przedstawiać ani tego kamyka, ani innego. Może sobie tylko posiedzę. Po prostu jestem. To może sobie pobędę i tylko tyle”. To jest poważny problem.
Z reguły pojawia się czasami taka napinka mesjańska, że gonisz, gonisz, będziesz ludzi tam nawracał, będziesz jeszcze ludzi pouczał i tak dalej. W gniazdo os. Rozsadzę system od wewnątrz. Ja, bojowa sunia, rozsadzę system od wewnątrz. Dokładnie z jamnikiem na rękach, takim małym pieskiem będziesz tak wchodzić do banku jako menadżer. Z takim pieskiem jak to gwiazdy mają takie zwierzęta, które już wyglądają jak karykatury zwierząt z kokardkami. Karykatura zwierzęcia jest zawsze ilustracją na temat właściciela. Nie będę więcej mówił na ten temat. Chyba więcej nie trzeba. I ta cała historia nie jest niczym nowym.
Nasi ojcowie, nasi dziadowie, wielu ludzi do tyłu, cofając się historycznie w te odmęty, wielu ludzi zrobiło dokładnie taki numer, że po prostu poszło na ugodę. Poszło na deal. Zrobiło kompromis w swoim własnym życiu i wpuściło gówno do swojego własnego życia, licząc na to albo wierząc w to, że są na tyle zatomizowanymi, odciętymi od całej reszty jednostkami, że nic ich nie dotyczy. Że to, że już się urodził z kobiety na świecie oznacza, że może mieć wszystko i wszystkich w dupie. I wszystkie decyzje jego życiowe polegają na tym, że ma wszystko i wszystkich w dupie. Jest biznes do zrobienia czy misja do zrobienia. Jedno i to samo. To jest tylko kwestia nazewnictwa, semantyki. Natomiast emocje, które za tym stoją, są dokładnie te same. Udowadniasz sobie fakt swojej własnej egzystencji.
Nic innego nie robisz. Jeżeli mówisz komuś jakieś takie rzeczy, przynajmniej taka jest moja opinia. Chyba że spotkasz mnie i powiesz do mnie kilka takich rzeczy i ja stwierdzę, że naprawdę to ma jakikolwiek sens. Ale może być tak, że odpowiem ci, że po prostu: „Człowieku, to, co do mnie mówisz, nie ma żadnego sensu. Może powinieneś się wyspać albo odpocząć, bo chyba nie za bardzo wiesz, o czym mówisz, z kim rozmawiasz”. Tak może się skończyć rozmowa. Wcale nie jestem i nie muszę być, i nigdy nie musiałem być aktorem w żadnym przedstawieniu, a już tym bardziej W swoim własnym dramacie i tworzyć w ogóle tego dramatu, bo to też jest taka historia tworzenia własnego dramatu w tej całej opowieści. Może się okazać tak, że jesteśmy właśnie w tym momencie historii, w którym wszystko mocno przyspiesza, łącznie z planetą Ziemia, wszystkimi kosmicznymi wydarzeniami. I właśnie teraz, kiedy stoimy w takim piku historycznym, takim miejscu, gdzie wszystko już zostało wypełnione, całe gówno świata miało się już wypełnić, wszystko się wypełniło. Wszystkie brutalne pomysły, co można zrobić bliźniemu swojemu, zostały już zrealizowane dawno na tej planecie i we wszystkie możliwe kierunki.
Już chyba doskonale wiemy, jak się pozabijać. Wiemy nawet, jak unicestwić pozostałe planety, na których nie zarejestrowaliśmy życia. Wiemy już wszystko na temat jak się zamordować. I nawet jeszcze stworzyliśmy do tego piękne systemy teologiczne, które nazywają się religiami. Katolska, judaistyczna, wszystkie te półkrzyże, księżyce, gwiazdy Dawida, wszystkie te ściemy i podpierdolki, które mają zrobić z ciebie niewolnika zawsze na kolanach, liżącego cudze dupy pośredników dobra oczywiście. Pamiętaj zawsze, że ty nie jesteś pośrednikiem. Nie jesteś dość dobry. Dlatego jedyne, w czym możesz być dobry, to tak połowicznie możesz być dosyć dobrym konsumentem. W tym momencie damy tutaj taki zestaw, który cię zadowoli. Oczywiście damy ci wszystkie te opowieści.
Jak będzie za mało, to jest podróż do poprzedniego życia. Byłeś Kleopatrą albo Napoleonem, cokolwiek. Taki zestawik. Dzięki temu, jak pozbieramy sobie to do kupy, nie musimy ani za bardzo na ten temat myśleć, bo zawsze jest parę książek na ten temat, które zostały napisane, w których ktoś wyjaśnia, że jednak to ma jakikolwiek sens. I skoro jest książka, to po co będę myślał na ten temat? Kiedyś tacy kolesie wprowadzili na rynek taką publikację, dzieło zbiorowe ja to nazywam. Taki zbiór opowiadań napisany przez nieznanych autorów o nazwie Biblia. I słuchaj, jadą na tym do dzisiaj naprawdę z tego zbioru autorów. I co jest jeszcze żebym zapomniał, nie muszą płacić tantiemów nikomu. Nie ma podpisów.
Ponoć jeden koleś nawet zrobił. Słuchaj, jadą na tym naprawdę całkiem nieźle. Wielu jeździ na takich sytuacjach. Tylko pytanie, czy my w tym wszystkim jesteśmy i na ile jesteśmy? Bo przecież to jest taki klasyczny numer. To całe to gówno teraz jest dokładnie stąd, że przez ostatnie lata dopuszczaliśmy do sytuacji, gdzie akceptowaliśmy kawał gówna obok nas i stworzyliśmy z tego część swojej rzeczywistości. W pewnym momencie zaakceptowaliśmy to i stworzyliśmy rzeczywistość, w której kawał gówna jest składową częścią naszego życia. Wyobrażasz sobie? To jest fenomenalna rzecz. To jest coś, co jest naprawdę rzadko kiedy spotykane na jakiejkolwiek planecie, w ogóle nie spotkasz tego nigdzie w kosmosie.
To jest takie czary-mary, że to się w pale nie mieści jak się przyglądasz na ten świat. To jest fenomen. Ja myślę, że cała ta historia związana właśnie czasami z podróżami do swoich poprzednich wcieleń jest niczym innym jak tylko jest objawem tego fenomenu, tego szalonego fenomenu, po prostu permanentnego szaleństwa nas w tym momencie historii. Teraz, kiedy możemy wrócić do jakichś historii z przeszłości, bo potencjał energetyczny planety jest porządny, jest tak porządny, że wszystkie kontynenty się aktualnie przestawiają. Mamy jeszcze jakieś może parę tygodni, dosłownie trzy, dwa, nie wiem, może jakoś tak, na to, aż Kalifornia spłynie do oceanu i zaczną się dziać dziwne rzeczy dookoła. Dla niektórych dziwne oczywiście. Dla części, która nigdy w życiu nie zadała sobie żadnego pytania, ponieważ postanowiła zostać księciem, białym księciem albo białą księżniczką na białym koniu. Ci raczej nie za bardzo, bo ci nie lubią refleksji. Raczej pójdą do sklepu i coś kupią. A jeżeli coś się wydarzy, czego nie są w stanie zrozumieć, to mają od tego wiarę i mają od tego przywódców duchowych.
I taki człowiek mówi: „Ja tego nie rozumiem, ale to jest mój przywódca duchowy. On rozumie te sprawy troszkę lepiej ode mnie”. Równie dobrze mogę powiedzieć: „Słuchaj, zostajesz moim niewolnikiem, bo jestem twoim przywódcą duchowym. Oddajesz mi wszystko, co masz i od tego momentu nie masz już żadnych refleksji, żadnych skojarzeń i cokolwiek będziesz chciał pomyśleć i wydać opinię na jakikolwiek temat, pamiętaj, będziesz musiał się skonsultować ze mną, ponieważ ja jestem tym jedynym, który ma kontakt z wszechmogącym bóstwem”. Dobre sobie. Zabawne, prawda? I w tym ujęciu ta hipnoza zaczyna wyglądać inaczej. To nie jest może koniecznie taki powrót do tego, że w poprzednim życiu byłaś Kleopatrą albo coś tam. Nie. Może to jest o wiele mocniejsza lekcja.
Moim zdaniem to jest dokładnie taka sama lekcja, którą nam serwuje mama natura, jak pozwala zobaczyć świat oczami innej istoty, innego zwierzęcia i to mocno innego zwierzęcia, które na co dzień, gdyby cię spotkało, mogłoby cię zjeść. A w tym momencie masz spojrzeć na świat w trochę inny sposób. I jak się okazuje, tam to się odbywa. Tylko że widzisz, nie są to wyprawy do tyłu, żeby odgruzować kwestie tego, kto, kiedy i jaki rachunek zapłacił. Nie są to sesje pod tytułem osądzanie, sprawdzanie, monitorowanie. Bo też zauważ, że połowa z tych opowieści, które się dzieją w naszej cywilizacji, jak próbujemy się cofnąć do tyłu, to tylko po to, żeby przystawić na tym taką pieczątkę sceną. Ile jest warta ta sytuacja dla nas? To jest ciągle ten monitoring tego swojego udowadniania, że naprawdę tu jesteśmy, że wydarzyła się ważna sytuacja i ona udowadnia fakt mojej egzystencji na tej planecie. Tak, jestem tutaj. Już w to wierzę.
Wiesz, na czym polega numer? Czasami jest tak, że jak człowiekowi nie dasz papieru, na którym jest napisane, że on jest, że w ogóle ma jakiś dokument, to on się czuje taki niepewny, bo on na przykład nie ma dokumentu tożsamości i on w sumie jest, ale go nie ma, bo on się nie czuje, żeby on był, bo nie ma dokumentu. To jest zabawne. Czujesz to? 2001 rok, XXI wiek można powiedzieć. Tak, XXI wiek, 2016 teraz, 16 rok tego nowego wieku i ludzie dalej determinują swoją egzystencję od faktu tego, czy są zapisani na papierze. Wierzysz w to? Tak jest. Co mogę powiedzieć? Przesunę się do tych wniosków w ogóle, bo już tak się rozgadałem troszeczkę na te wszystkie rzeczy, na te wszystkie tematy po drodze i czasem skleił to powoli w jakąś całość, zgrzebną całość, żeby to miało sens, ręce i nogi.
Wyobraź sobie, że teraz, nie wiem, czy musisz sobie wyobrażać. Zobacz, jak wyglądają przejścia na Ziemi aktualnie na świecie. Zobacz, w którym momencie stanęliśmy. Właściwie Thomas McKenna mawiał: „To jest koniec historii” i ja się absolutnie zgadzam. To jest po prostu koniec historii. Człowiek zrozumiał wszystko, co miał zrozumieć na swój temat. Taka jest moja opinia. A jeżeli człowiek do tej pory jeszcze nie zrozumiał, to już nigdy nie zrozumie. Przynajmniej ten egzemplarz, tak sobie myślę, że już jest trochę za późno. I to jest taki moment kompresji, że czas i przestrzeń się kompresuje.
Fizycy to pokazują w postaci przeliczania czasu ziemskiego, że Ziemia ciągle ucieka z tym czasem. Dlaczego Ziemia ucieka z czasem? Proste. Zmienia położenie w swoim wymiarze. Oczywiście ktoś może powiedzieć: „Nie, to w ogóle jaki wymiar?”. Tak, człowieku, jesteś na planecie Ziemia, na statku kosmicznym, który jest w przestrzeni trójwymiarowej. Nazywa się kosmos, jakbyś nie zauważył. Rozumiem, że portfel może mocno przyćmić wzrok i kilka innych misji życiowych też może ostro przyćmić wzrok i nawet oślepić na lata. I to mocno oślepić. Ale tak czy siak pewnego dnia odzyskasz swój wzrok.
Nawet schodząc z tego świata będzie ten krótki moment, gdzie żegnając się ze swoim fizycznym ciałem, nagle odkryjesz, na czym polegała ta historia i będzie ten moment: „O siek, teraz spieprzyłem”. Tak to czasami wygląda. Słuchaj, nie chcę cię martwić. Bardzo poważnie to czasami wygląda od tej strony. Jest dramatycznie z tej ziemi w takich sytuacjach. Ale bywa. Każdy z nas robi swoje własne życie, także warto nie robić takiego życia, żeby później nie mieć takiego zonka, że tak powiem, na koniec. I wracając do tej kosmicznej historii, nie pozostaje nic innego, jak stwierdzić, że czas się kompresuje i to mocno się kompresuje ostatnimi czasy. Zegarki atomowe są przestawiane nieustannie. Naukowcy nie wiedzą, co się dzieje.
Synchronizuje się pole magnetyczno-grawitacyjne Ziemi. Tak, te fotografowane przez te trzy geostacjonarne satelity NASA cały czas są w takim trójkąciku, latają dookoła Ziemi. Są dane, możesz sobie sprawdzić na necie. Są inne rzeczy. Ludzie nagle dostają wizji. Zaczyna się robić troszkę gęściej od różnych opowieści. Czy to są właśnie sesje regresyjne. Świetna sprawa swoją drogą. Ja w ogóle liczę na to, że kiedyś wreszcie znajdzie się taka okazja, że po prostu ktoś mnie zahipnotyzuje i wreszcie uda mi się odbyć taką wycieczkę. I to się uda, bo jak na razie nie udało się.
Ale też nie naciskam. Nie to, żebym biegał specjalnie po wszystkich hipnotyzerach w moim mieście i szukał tego, kto mnie zahipnotyzuje. Nie, nic z tych rzeczy. Jakoś tak mnie nie ciągnie specjalnie do tego. Inna sprawa, że mam swoją własną głowę i ta percepcja świata jest trochę inaczej. Inaczej podróżuję po jego różnych miejscach w historii i przyszłości, cokolwiek by tego nie nazwać. Po prostu innych przestrzeniach. Może tak chyba będzie najlepiej nazwać po prostu i zwyczajnie. Jako że doszliśmy do czasu kompresji i permanentnej, to naturalne będzie to, że wszystkie te historie, które zaważyły na tym, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, każda decyzja podjęta przez przodków, przez kogoś tam w historii i ta decyzja podjęta w ten specyficzny sposób, decyzja podejmowana w taki zatomizowany sposób, że to jest one to one, czyli że pomogę temu człowiekowi, nie jego środowisku, tylko jego człowiekowi, że nie widzę nigdy żywej istoty w całości, że ona robi dookoła siebie środowisko, tylko widzę jeden aspekt tej istoty. Widzę tylko to, że na przykład zapłacę mu pieniądz.
I to jest tylko jeden aspekt. Ja nie chcę mieć kontaktu z jego rzeczywistością. Daję pieniądz właśnie po to, żeby nie mieć z nim kontaktu, bo to jest ten interfejs, który mnie odgradza jak szklana ściana od życia pani w sklepie na przykład, której podaję ten pieniądz. A może ona ma na przykład dzisiaj taką historię, że jakby mi opowiedziała, to bym usiadł z nią i się rozpłakał. I wszyscy to wiemy, że każdy z nas może mieć takie historie. Wszyscy się boimy, że gdzieś pod tym pięknym dywanem z reklam czai się nic innego jak kompletne takie, z angielskiego znowu pojadę, disaster. Już 12 lat nie mieszkałem poza Polską. Czasami zapominam polskich słów i to się zdarza. Czyli takie zniszczenie. Najczęściej zapominam tych takich oczywistych słów.
Normalne. W każdym bądź razie to jest tylko to odkrywanie dywanu. I to jest ten moment, że już nie mamy gdzie się cofnąć. Stoimy już przy ścianie i jedyne miejsce, gdzie można zajrzeć, to jest tylko podnieść dywan. A pod dywanem są te wszystkie rzeczy, które się nazbierały z ostatnich lat. I czy chcemy, czy nie, wszystkie te wyprawy w przeszłość będą bardzo podobne, bo właściwie opisują sumę tych wszystkich wydarzeń, sumę tej ignorancji, którą nawet czasami w dobrej wierze każdy z nas gdzieś tam może posiadać, że w sumie z potrzeby poczucia misji w życiu, udowodnienia faktu, że musisz istnieć albo nie musisz istnieć, albo cokolwiek innego, albo innych pobudek finansowych, jakichkolwiek. Nie chcę nawet się zastanawiać, bo co człowiek na świecie to inny typ pobudek. Każdy z nas jest indywidualnym charakterem i każdy ma indywidualne, że tak powiem, chcenia. I zostawiam twoje chcenia z tobą. Tych chceń jest tyle, ilu ludzi na świecie.
I co z tego, że jest to chcenie? Każde ma indywidualne, ale jest niekonsekwencja w tym potworna. Chcemy zbudować fajny świat. Chcemy zbudować świat, w którym ludzie czują się bezpiecznie, wchodząc w przestrzeń innego człowieka. Bo dokładnie na tym to polega, że my tworzymy przestrzenie. Każdy z nas indywidualnie. Nasza myśl tworzy przestrzeń, to, co robimy, tworzy przestrzeń i jak ktoś wchodzi, to wchodzi w naszą przestrzeń. My dajemy mu tą swoją przestrzeń. On się nie tyle wchodzi, ile my mu ją dajemy, udostępniamy i ktoś udostępnia nam. I wtedy właśnie powstają wszystkie te fajne rzeczy.
Na pewno zakochałeś się nie raz w życiu. Ty, dziewczyno, też to wiesz, o czym mówię. To dokładnie ta sama przestrzeń. Nie ma nic innego. I teraz wyobraź sobie, że przestajemy być hipokrytami i zaczynamy robić tą przestrzeń, a nie deal z kawałkiem człowieka, a nie deal z jego portfelem, nie deal z jego nogą, ręką, opinią, jego postacią teatralną, którą odgrywa i potrzebuje mieć fajne tło, żeby inni go lepiej akceptowali, bo sam ma problem z własną akceptacją. Nic z tych rzeczy. Można to zrobić zupełnie inaczej. Można po prostu zbudować otoczenie, takie otoczenie, które jest przyjazne. Tylko że przyjazne otoczenie jest transparentne i tu już trzeba być po prostu szczerym ze sobą. I to tak konkretnie szczerym.
Czyli wiadomo, że słabe historie odpadają. Jak trzeba być szczerym ze sobą, to się włącza odpowiedzialność. Odpowiedzialność to jest podejmowanie decyzji. Podejmowanie decyzji, gdzie i z kim, w jakiej przestrzeni wylądujesz, bo do tego się sprowadza. Bo zanim gdziekolwiek się pojawimy, jest ta decyzja w głowie, że ja tworzę przestrzeń swoimi rzeczami. I teraz moja przestrzeń jako coś, chmura energii, cokolwiek, jak byśmy tego nie nazwali, razem z inną chmurą energii coś stworzy. Wiadomo, że ta chmura energii jest taka, tamta jest taka, tamta jest taka i to jest nasza indywidualna odpowiedzialność. To jest ten numer, który wydarzył się w historii cywilizacji na początku stulecia, gdzie kilku naukowców, kilku biznesmenów postanowiło zrobić interes z nogą, ręką, portfelem. I efekt jest taki, że wszyscy płacimy za prąd. Chociaż to była rzecz nie do pomyślenia jeszcze w latach 20.
minionego stulecia. Nikt nie był w stanie, każdy, kto siedział w temacie, nie był w stanie uwierzyć w to, że prąd jest jakimkolwiek biznesem, że to jest rozwojowy biznes w jakikolwiek sposób. Ponieważ były już urządzenia, które dawały tyle prądu za darmo, że się w głowie nie mieściło. Wszystko zostało walone, ale zostało walone nie w ten sposób, że jakieś machinacje. Odgórne machinacje na 100%. Rodzina Rothschildów tutaj mocno wkłada pieniądze. Bardzo mocno rodzina Rothschildów, Rockefellerów, Forda, rodziny każdego polityka, każdego premiera, każdego ministra. Ciężko nad tym pracują, żebyś i ty, i ja, żebyśmy nigdy nie mieli dostępu do pełnej informacji. Ponieważ ta informacja zmienia nasz punkt widzenia o wielu rzeczach. Czy to jest UFO, czy to jest energia, czy to jest medycyna, cokolwiek to jest, to zmienia diametralnie punkt widzenia.
Zmienia to w taki sposób, że zaczynamy widzieć przestrzeń. Ponieważ ta rzeczywista technologia, która gdziekolwiek jest i działa na tym świecie, ta technologia, ta prawdziwa, to jest to, jak się zakochujesz dziewczyno i ty chłopaku. To jest właśnie technologia. To jest ta technologia oparta na rzeczywistym dostrzeganiu swoich własnych przestrzeni, na dealowaniu swoich własnych przestrzeni w całości, a nie tylko ręki, nogi i portfela albo coś w tym stylu. Kiedy pojawiało się zagrożenie, że trzeba podjąć decyzję z całością, że tu już nie ma tak, że zawsze jest dobrze, zawsze wszystko jest okej, że tu się podejmuje decyzje, że wiadomo, że jak zrobisz to, to zniszczysz tych ludzi, jak zrobisz tamto, to zniszczysz tamtych ludzi, jak nie zrobisz tego, to nie zrobisz tamtego i tak dalej. Takie konsekwencje, że każdy twój krok ma konsekwencje na tej planecie. Indianie mają piękne określenie opisujące tą sytuację, którego ja jestem wyznawcą. Jeżeli coś wyznaję, to właśnie takie zachowania. Jeżeli jest jakiś kamień, który leży przy drodze, to nie po to, żebyś go od razu przesuwał. Może ten kamień leży tu po to, żeby leżał.
Leży tysiące lat. Leżał przed tobą i poleży po tobie. Nie przesuwaj tego kamienia. Przejdź obok, zostaw go w spokoju. Nie każdy kamień na tej planecie jest do przesunięcia. I to jest myślę taka bardzo ważna rzecz, przynajmniej dla mnie indywidualnie, o której lubię cały czas pamiętać. Mam ją cały czas w głowie. Naprawdę nie jestem tu od przesuwania każdego kamienia. Ten kamień tu leży dłużej niż ja i wcale nie zamierzam niczego zmieniać. Absolutnie.
Zamierzam po prostu skorzystać z tej sytuacji, która jest dookoła. Stworzyć swoje pole, nie niszcząc tego kamyka, nie przesuwając go, nie robiąc żadnych takich rzeczy. I to jest ta różnica pomiędzy normalnym funkcjonowaniem, przynajmniej w mojej opinii, a toksycznym, patologicznym nie wiadomo czym, które odpowiada za ten moment historii, w którym się właśnie pojawiliśmy. Zobacz na deale naszych dziadków. Zobacz, jednemu sprzedawali wolność, drugiemu sprzedawali karabiny. Wiesz, jakie to jest skurwysyństwo, żeby jednocześnie być częścią takiego zbrodniczego układu, a z drugiej strony opowiadać ludziom o pokoju. Piękny przykład z naszej polskiej historii. To jest w ogóle mocna rzecz, o której niewielu ludzi wie, bo to też nie jest taka rzecz, o której ktoś chciałby głośno mówić i się przyznawać. Chodzi o powstanie w getcie warszawskim. Przecież powstanie w getcie warszawskim było zaplanowane i to nie w getcie warszawskim, tylko przez Rothschilda.
To była taka podpierdolka. Chodziło o to, żeby pozbyć się zbyt dużej ilości niewygodnych ludzi, którzy byli już nikomu niepotrzebni. Zrobić jeszcze jakąś sektę, jeszcze bardziej wiarygodną albo coś. Zrobić ofiarę przede wszystkim z człowieka, bo ta ofiara była potrzebna po to, żeby później ktoś, kto jest sekciarzem tej judaistycznej patologii, mógł tam z tego robić nie wiadomo co. I stwierdzono, że mamy doskonałą sytuację. Po prostu wysadzimy w powietrze parę tysięcy ludzi w getcie warszawskim. I decyzja zapadła w Nowym Jorku. W decyzji partycypowali Rosjanie, Amerykanie, bo to w ogóle amerykańska decyzja. Roosevelt był bardzo skory do tego, w ogóle nie było dwóch zdań na ten temat. Angielski rząd się na to zgodził.
Rząd niemiecki. To był taki jeden z największych dealów podczas II wojny światowej, o którym nikt nie chce za bardzo mówić, bo to był deal ubity przez wszystkie strony tylko po to, żeby zrobić ofiarę. Żeby po prostu wymordować rytualnie ludzi w zamkniętej przestrzeni miasta i to wszystko. Mniejsza o to, czy oni winni czemuś, czy nie winni. To nie chodziło w ogóle o nic innego. Chodziło tylko o ofiarę. Najlepiej, żeby byli Żydami, bo ofiara musiała być zrobiona z Żydów, żeby później można było odpalić pomysł pod tytułem Izrael. Potrzeba było spalenie baranka. Musisz wziąć żywą istotę, rozpierdolić jej głowę, bo inaczej po prostu nie ma życia. Po prostu nie ma biznesu, nie?
I wszyscy polscy generałowie, którzy tak pieprzyli głodne kawałki o niepodległości i tak dalej, tak naprawdę przyłożyli do tego łapy bezpośrednio. Sikorski. Generał Sikorski był dokładnie kolesiem, który wiedział o tym wszystkim i właściwie partycypował w tej całej zabawie. Cóż, się okazało, że koledzy, z którymi zrobił interes, zagrali z nim dokładnie w taki sam sposób. I to są decyzje swoich drobnych ludzi, bo nikt nie musiał dealować tego interesu. Jeden koleś z drugim nie musiał mieć parcia na szkło, nie musiał tego robić. Mógł odpuścić, powiedzieć: „Stary, to może polegasz na czymś zupełnie innym. Może to nie chodzi o to, żeby wysyłać się tonami do piachu nawzajem. Bo co z tego, że ja wyjdę z domu, wejdę do twojego domu, wbiję ci nóż w plecy?” Jak będziesz mi robił kanapkę, bo poproszę cię o kanapkę akurat wtedy, kiedy będziesz się schylał, żeby posmarować mi tą kanapkę, ja tak cię pojebię z tyłu w kuchni, tak z naska po prostu jako twój sąsiad cię ożenię kosą w plecy. Jaki to ma sens?
Przecież jakim trzeba być zdrowym człowiekiem, żeby takie numery robić? To się działo na poziomie takim generałskim, takim ministerialnym, prezydenckim. Wszyscy o tym doskonale wiedzieli. Generał Sikorski jako człowiek, który miał potężny posłuch wśród polskiej opozycji, był człowiekiem, który ten pomysł tam dowiózł na miejsce. Dzięki temu to powstanie mogło zostać spacyfikowane w taki sposób, w jaki zostało spacyfikowane i ofiara została z ludzi złożona. Piękna ofiara. Tysiące ludzi poszło do piachu. Szczęśliwie akurat lub nieszczęśliwie dla nich było to związane z ich wiarą. Już pomijam ten aspekt. Ja nie jestem człowiekiem wierzącym.
Jestem człowiekiem doświadczającym wiedzy. Otóż to. Taki krzywy numer. Później wiatr historii zawiał i wiadomo, że nie można krzywo o nikim powiedzieć, więc z każdego zrobiło się bohatera. I połowa 40-milionowego narodu klęka w ogóle na kolana, bo wielki generał został zamordowany przez spiskowców w zamachu lotniczym. Został zamordowany, ponieważ za dużo wiedział. Było ryzyko, że przecież za chwilę, jak będzie powstanie warszawskie, cokolwiek będzie, to się zaraz koleś wygada i wszystko to wypłynie na wierzch i się okaże, że powstanie w getcie warszawskim było elegancko zaplanowane przez najwyższe kręgi władzy tej walczącej z nazizmem, szczególnie tej walczącej z nazizmem. I że to był taki pierwszy deal, takie ludobójstwo, takie globalne ludobójstwo masowe, że zeszli się wszyscy właściciele państw, dosłownie wszyscy się zeszli i podpisali wyrok śmierci na grupę ludzi po to, żeby się zabawić w swoje gry i zabawy. Ten sam numer dział się podczas pierwszej wojny światowej, bo nie jest to pierwsza taka historia, tylko że tam akurat nie było takiej radykalnej ofiary z ludzi, dosłownie takim sekciarskim, tak jak zrobili to Rothschildowie, tak jak Giełda Nowojorska zrobiła z tymi wszystkimi mieszkańcami getta w Warszawie. Przecież ci ludzie zostali poświęceni po to, żeby zostali spaleni jak ten baranek na ołtarzu.
Tylko po to. Musieli wszyscy w rytualny sposób zostać zamordowani, zginąć w bólach, troskach, w ekstremalnej sytuacji. To nie miało być ładnie, przyjemnie i kolorowo. Miała się lać krew i tak bardzo brutalnie być. Szczególnie dzieci i tak dalej. Wszystko miało zostać wyorane. I takie pomysły mieli ludzie, którzy później byli stawiani i dalej są stawiani na pomniki. To jest kwestia konsekwencji. To jest dokładnie ta sama historia. Teraz wyobraź sobie i zastanów się, co ty właściwie robisz w swoim własnym życiu.
Co ja robię? My robimy tylko otoczenie. Ci panowie zrobili otoczenie i konsekwencje tego otoczenia, bo zrobili deal ze sobą, nie licząc się z nikim. Po prostu potraktowali wszystkich jako taki właśnie... Tak się kończy taka zabawa. Teraz wyobraź sobie, że ktokolwiek, gdziekolwiek na świecie, a to jest jedna z miliarda, to jest kropla w morzu niegodziwości, która się wydarzyła w ciągu ostatnich lat i to jeszcze z ręki właśnie tych tak zwanych rządzących, ludzi z władzą, którzy wrzucili taki koncept. I nagle ktoś podjął ten koncept, bo jak się okazuje, polityk, który jest skurwysynem, niewiele się różni od obywatela, który jest skurwysynem, który robi dokładnie te same wybory na co dzień. Tutaj panowie mogą sobie zawsze podać ręce jeden z drugim. Naprawdę nie gra żadnej różnicy, przynajmniej dla mnie, z mojego punktu widzenia. Teraz wyobraź sobie, że właśnie następuje kompresja czasu.
To co my mamy w tej kompresji czasu do oglądania? Bieganie po łące czy zabawy w rytualne ludobójstwa na masową skalę? Normalne jest to, że jak się zaczniesz cofać do stanów emocjonalnych, które zostawiliśmy po sobie na tej planie, to co ty znajdziesz? Znajdziesz to ludobójstwa. Można oczywiście stwierdzić, że to poprzednie wcielenia. I może tak jest. Ja nie jestem tak do końca przekonany o tym. To nie znaczy, że nas tu nie było, ale może niekoniecznie w tej formie, może w troszkę innym wymiarze, w trochę innej przestrzeni. Nie chcę rozwijać tego tematu. To jest dosyć taki lotny temat i to w ogóle na osobną historię, ale myślę, że w dużej mierze konkluzja dzisiaj jest taka, że masa tych historii, tego, że czujemy się Kleopatrą, tego, że czujemy się Napoleonem, jeżeli ktoś się czuje oczywiście albo Kleopatrą, albo Napoleonem, nie jest związana z żadną rzeczywistą historią, która nam się wydarzyła.
Jest to tylko zapis stanów emocjonalnych, które stworzyliśmy jako nasze indywidualne środowiska i zsumowaliśmy te środowiska. Środowisko ludzi, którzy na święta kupują Coca-Colę i robią to swoje środowisko, ten swój environment jest morderczy dla ludzi w Strefie Gazy, morderczy dla ludzi w Ameryce Południowej. Z jednej strony ktoś pije napój gazowany, a z drugiej strony producent napoju gazowanego morduje lokalnych ludzi, którzy są właścicielami wody, bo chce nalać ci tej wody. Nawet nie nalać ci tej wody, bo ta woda mu posłuży tylko i wyłącznie do wyprodukowania plastiku. On tylko i wyłącznie do tego jej potrzebuje. Nawet ci jej nie dostarczy, żebyś miał lepszą wodę, bo on i tak leje ci gównianą wodę do tych napojów gazowanych. Ale żeby wyprodukować opakowania do napojów gazowanych, trzeba pozabijać trochę ludzi. Ofiara musi zostać spełniona. Ofiara z człowieka jest obowiązkową rzeczą w tym rytualnym świecie, w tej cywilizacji. Tak to wygląda.
Słaba sprawa troszeczkę, ale wiesz co? Z jednej strony słaba sprawa, z drugiej strony piękna lekcja, bo pokazuje w skali makro i takiej globalnej, gdzie leży clou każdej drobnej decyzji. Clou decyzji nie leży w tym, czy ty się zgodzisz na coś, czy się nie zgodzisz, robiąc deal z człowiekiem. Prawda jest taka: nigdy nie robisz dealu z człowiekiem. Robisz deal z tym całym jego światem, z jego środowiskiem i z jego otoczeniem. Zawsze. Nigdy się nie zmienia. Jeżeli jesteś naiwny i głupi naprawdę, będzie się do końca życia wydawało, że robisz deal z człowiekiem, portfelem, z rzeczą, przedmiotem. Zapomnij o tym. Robisz deal z jego otoczeniem i albo jego otoczenie jest w stanie cię wchłonąć, albo jest konflikt, albo nic więcej.
A otoczenie tego człowieka to są jego decyzje w życiu. I twoje decyzje, bo w tym momencie wytwarza się interakcja i to wszystko wraca do ciebie. On sobie pójdzie dalej ze swoim otoczeniem, cię zostawi, a ty sam zostaniesz z tymi interakcjami później i sam będziesz musiał to zdealować. I to jest ta odpowiedzialność, którą każdy z nas bardzo niechętnie przyjmuje na klatę, mówiąc dosłownie. Nie chcemy dealować konsekwencji własnych wyborów, bo w telewizji mówią, że nie potrzeba. Bo ten koleś jednego dnia zachowuje się jak schizofrenik, krzyczy, skacze, jest pełen entuzjazmu, a w drugiej scenie w tym filmie jest permanentnie załamany i przypomina osobę, która właśnie wyszła po ciężkim leczeniu antydepresyjnym. Albo właściwie jest przy ciężkim leczeniu antydepresyjnym. Nikt z nas nie ma takich huśtawek emocjonalnych w ciągu jednego dnia. Jedyne huśtawki emocjonalne, jeżeli nam się takie wydarzają, są tylko i wyłącznie odgrywanymi scenkami, które jak tani aktorzyna odgrywamy sami przed sobą. Fenomen.
I cały świat, który tak sobie skonstruowaliśmy żarliwie, skonstruowaliśmy po to, żeby potwierdzał te nasze aktorskie ambicje, żebyśmy mieli wszędzie scenę, żeby nie było tak, że wyjdziesz z domu, a tam już nie ma sceny. Nie, scena jest wszędzie. Wchodzisz tu, wchodzisz tam, tam musisz wyglądać, tam musisz wyglądać, tam musisz być. Dla niektórych ludzi scena się nigdy nie kończy. Jedynym miejscem, gdzie nie są na scenie, jest moment, kiedy zamykają oczy i śnią się im koszmary. Dlatego nie za bardzo lubią sny, bo w koszmarach przypomina im się, gdzie oni są. I myślę, w dużej mierze część tych historii, które być może trafią do twojego i do mojego ucha teraz. Prawda jest taka, że jestem naprawdę miłośnikiem tych wszystkich opowieści z hypnos, z wypraw poza czasem i przestrzenią. Autentycznie, człowieku. Gazety nie przeczytam, ale chętnie przeczytam na przykład opowieść człowieka, który wybrał się w sesję regresyjną i uważam, że to jest o wiele ważniejsze dla mojego życia w jakikolwiek sposób niż czytanie gazety na co dzień.
Podejrzewam, że w tej części regresywnej pojawi się troszeczkę ciekawych informacji w najbliższym czasie, bo też czas kompresji. Wszyscy będziemy dotykali, właściwie nawet nie będziemy, już dotykamy dokładnie tego samego problemu, tego samego syfu, który leży pod dywanem. Jesteśmy już pod ścianą i nastał czas na decyzję, kto, gdzie i w jaki sposób się będzie na tej planecie bujał i jakie środowisko stworzy dookoła siebie. I to jest chyba najpiękniejsza lekcja, którą przyszło nam odebrać teraz od planety Małej Ziemi, że możemy sobie teraz podjąć taką decyzję w swoim własnym życiu i zdecydować, w którą stronę idziemy, a w którą stronę nie idziemy. Bez kompromisów. Właściwie w naturze nie ma kompromisów. Otóż to. To jest zabawna historia. To ja znikam, człowieku. Dzisiaj się przegadałem.
Troszeczkę przeciągnąłem jak zwykle, zacząłem późno, także mam nadzieję, że miło ci się słuchało moich dziarskich refleksji na temat życia i kilku innych spraw dookoła, które wydają się dosyć istotne, bo to jest właśnie moje otoczenie, to jest moje środowisko, to jest mój, z angielskiego mówiąc, environment. Dokładnie to, a nie to, co ktoś tam mi wymyśla. I teraz idąc dalej za ciosem, pamiętaj, że dealujesz z tobą nic innego jak swoje środowisko, a nie samego siebie. Bo ja to jestem ja. Komórek nie wymienimy żadnych. Kości też ze sobą nie wymienimy, ani narządów wewnętrznych też nie wymienimy, ale wymienimy swoje otoczenie, elementy swojego otoczenia. Ta energia, która tam funkcjonuje. Koniec kolejnego odcinka „Hiperprzestrzeni”. Dzięki, człowieku, za wysłuchanie moich refleksji na temat tych wydarzeń, które się dzieją dookoła nas i tego, jak się wszystko kręci w tych czasach, co dużo mówić, prawie że ostatecznych dla co poniektórych. I to mocno ostatecznych.
Ale takie czasy i takie nastroje. Słuchaj, także miłego weekendu. Dzięki w ogóle za wysłuchanie. Mam nadzieję, że sympatycznie się spędziło czas i miłe refleksje w głowie na temat tego, co tak naprawdę tworzy twoją i moją rzeczywistość. Także zostawiam cię jak zwykle z tym wątkiem w twojej głowie sam opas, sobie radź z tym wszystkim samodzielnie. Ja sobie też jakoś poradzę. No i co? Do usłyszenia następnym razem. Jeszcze raz wielkie dzięki dla wszystkich mecenasów radia. Mecenas człowieku za wspieranie tej inicjatywy, pomimo ciężkich problemów, żeby to okiełznać czasami i żeby wszystko działało idealnie, jak należy i tak dalej.
To jest inicjatywa charytatywna, taka jest prawda. I po prostu jak ktoś tego własnymi rękami nie zrobi, nie znajdzie tego czasu, żeby móc to zrobić, to tego po prostu nie ma. A tych ludzi, którzy to robią, jest naprawdę... Właśnie do ciebie mówi taki człowiek. Także wybacz, że nie jest to biznes, bo nie jest to biznes. Także trudno, musisz wykazać się cierpliwością. Jest to amatorska inicjatywa bez żadnego budżetu, robiona z własnych pieniędzy, z własnej woli i za własne. Tak to wygląda. Czasami jest lepiej, czasami jest gorzej. A ja dziękuję w ogóle przede wszystkim nawet nie tyle z góry i dziękuję za w ogóle okazane wsparcie tym, którzy okazują wsparcie radyjku.
Dzięki temu mam tutaj na jakąś kawkę czasami, także jest miło sobie siarnąć kawkę do tego wszystkiego zafundowaną przez ciebie, człowieku. Także nice, namaste i strasznie dziękuję w ogóle, że tutaj jesteś i że dzielisz tą swoją przestrzeń i nie widzisz mnie jako kawałka takiego kolesia, który jest tylko ciekawą historią, która ci czasami uprzyjemnia sobotni wieczór. Tylko że widzisz we mnie kogoś więcej i troszkę bardziej kompleksowo. Także dzięki ci, człowieku, za to i nawzajem. I do usłyszenia następnym razem w następnej „Hiperprzestrzeni”.