Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:07] - RadioNaFali.com. Hiperprzestrzeń. Jakie dramatyczne echo na początek. Witam cię słuchaczu, witam cię słuchaczko. Witam cię istoto, skądkolwiek nie przybywasz istoto. Witam cię. Oczywiście pozdrawiam bardzo serdecznie i wielce mecenasów Radia na Fali z całego serca za wspieranie tej inicjatywy, pomimo że serwery stoją, ale się nagrywa. Także człowieku, szukaj tego na Radiu Paranormalium. Szukaj tego na radiodreamtime.com. Otóż to.
Link jest na stronie głównej Radia na Fali. Tam są backupy, zapasy i wszystkie te frykasy dźwiękowe, które się tu działy. Ja dzisiaj będę jak zwykle troszkę roztargniony, bo przyznam się szczerze, udało mi się dzisiaj ogarnąć porządki częściowo. Szczęśliwie czasami się okazuje, że pod biurkiem jest trochę miejsca i właśnie zrobić rewolucję, a później nazywać to porządkami albo jakoś tak. Ja sobie racjonalizuję te swoje porządki, bo oczywiście nie są skończone do końca. Nieskończone. No właśnie, dzisiejszy temat w Hiperprzestrzeni to racjonalizacja, bo ja w ogóle mam ostatnio dużo refleksji na temat, co jest racjonalnym myśleniem, a co nim nie jest. Oj, bardzo dużo refleksji. To z okazji tego, co robię i tak dalej. Jeśli ktoś słucha Radia na Fali, to doskonale wie, że w czwartek jest na przykład Synteza, gdzie opowiadam o tym, co mniej więcej robię.
No właśnie, to wiadomo, co robię. Co się tak zagalopowałem? No to co, człowieku? Ja tu nie jestem w pracy. Ja tu po prostu się spotkałem z tobą w ten sobotni wieczór. Tak że nie myśl, że ja tu będę zaraz poprawiał krawat, pracował jeszcze bardziej koszulę albo coś w tym stylu i będę mówił: „Proszę państwa, witam serdecznie w sobotni wieczór”. Nie no, zapomnij, człowieku, zwariowałeś? Zapomnij. Weź sobie wylej kubeł zimnej wody na głowę albo jakoś tak. Zapomnij o takich frykasach.
Po prostu surowo, bezceremonialnie. Ty i ja w Radiu na Fali. I tak ma być w Hiperprzestrzeni. A ja mam na imię Tomek i oprócz tego jestem na czacie Radia na Fali. Muszę tam napisać coś. Coś tam napiszę. Napiszę, że w ogóle jestem. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Napisałem: „Bry”. Bry wieczór.
Się przedstawiam jak taki kurde, jak w starej polskiej komedii można powiedzieć: „Bry wieczór” albo coś takiego. Gdzieś chodzą za mną te komedie. Tam też troszkę jest na temat racjonalizmu. Kręcę się na krzesełku, sobie coś skręciłem do palenia, bo dzisiaj naprawdę na temat racjonalizmu i ja myślę, że bez jakiegoś normalnego podejścia to w ogóle to słowo naprawdę ciężko wytrzymać. Ja mówię ci, człowieku, nie jestem tu w pracy. Weź sobie coś zapal, sobie skręć. Jest sobotni wieczór, jestem częściowo po robocie. No właśnie, mam soczek pomarańczowy, mam kawkę. No nie całą, ale połóweczka tam jeszcze jest. I mam dużo refleksji na temat tego, co ja w ogóle zauważam przede wszystkim.
Już chciałem powiedzieć za ciebie, za siebie, za cały świat. Nie. Co ja zauważam pod pretekstem racjonalizmu? Bo to jest ciekawa historia w ogóle w dzisiejszych czasach. Ja sobie popijam ten soczek pomarańczowy. Mówię ci, że nie jestem w pracy. Zapomnij o tym. Fajnie, że wpadłeś na kawkę i że ty też wpadłaś na herbatę. Fajnie cię widzieć. To już ci mówię, o co chodzi z tym racjonalizmem.
Trafia mi się taka refleksja ostatnio. Wiele rzeczy, które się wydawało racjonalne, nagle racjonalne nie są. W ogóle samo pojęcie racjonalizmu. W ogóle, że mówimy, że coś jest racjonalne. Ja sięgnąłem aż do definicji słowa „racjonalizm”. Sięgnąłem aż strasznie daleko, bo po klawiaturę do Google'a. Ale mniejsza o to. Szybko wyjaśnię, o czym to jest, bo może słuchasz tego w samochodzie albo nie wiadomo gdzie i przecież nie będziesz teraz klikał po internecie w Wikipediach i sprawdzał, jaka jest definicja tego słowa, o czym ten człowiek mówi. Definicja jest taka jak zwykle z łaciny w naszej kulturze. Ratio, czyli rozum i racjonalizm, czyli rozumny, rozsądny, posiadający rozum właściwie można z łaciny tłumaczyć.
Do tej pory w angielskim języku, w slangu w ogóle używa się czasami, bo czasami słychać takie ratio. Coś takiego, że wiesz, racja, rozumiem, że rozumiem. Wszystko łapię. Ratio. Łapiesz. Ratio. Coś takiego. No właśnie, tak jakoś. Ale zostawmy te lokalne slangowe historie, które też pochodzą z łaciny notabene i nomen omen. Mianowicie racjonalizm to jest ogólna nazwa różnych stanowisk i nurtów intelektualnych podkreślających znaczenie rozumu lub ewentualnie racjonalności, czyli tego, że potencjalnie gentleman albo lady jest racjonalna, tak zwana rozsądna i rozumna.
Właściwie tego się tyczy to słowo. No właśnie. Najbardziej ogólne i istotne są racjonalizmy filozoficzny i światopoglądowy. Ja wytłumaczę ci to normalnym językiem, bo to jest taka naukowa definicja w języku polskim i ona z reguły brzmi tak, jak pisana dla konia, który i tak nie potrafi czytać. Mianowicie chodzi o to, że racjonalizm filozoficzny to jest wymyślenie sobie teologii, która teoretycznie wydaje się rozumna i rozsądna, a racjonalizm światopoglądowy to jest na przykład współczesny świat dookoła. To jest ta cudowna religia pieniądza. No właśnie, całe to szaleństwo dookoła. I to wydaje się oczywiście bardzo rozumne i rozsądne, szczególnie dla tych, którzy chcą mieć jak najwięcej tych pieniędzy. Dla nich jest to rozumne i rozsądne, ponieważ to jest ich świat. I to jest tak zwany racjonalizm światopoglądowy.
Prawda, że proste? Jest jeszcze kilka innych rzeczy. Racjonalizm kontynentalny, nowożytny i tak dalej. Generalnie po prostu racjonalizm. Racjonalizm w architekturze, racjonalizm Racjonalizm w domu i zagrodzie, można by powiedzieć. W językoznawstwie też racjonalizm charakteryzujący się naukowym podejściem do języka, czyli że na przykład staram się, jak tylko mogę, poprawnie odmieniać wszelkie możliwe izmy, racjonalizmy i soki pomarańczowe, i plazmowe. Mam CO2 w ogóle w soku pomarańczowym. Jakby się ktoś pytał, czy ja tutaj czegoś nie używam ekstra. Oczywiście używam, technologii kesze używam, ale to zostawmy na moment, bo ja o tym w czwartek w radiu, a w środę, przypominam, „Etykieta zastępcza” księcia Edwarda. Pozdrawiam serdecznie książę.
Peace and love, człowieku. Anyway. W ogóle się tak zagapiłem troszkę, bo ktoś mi coś tam pisze na Skypie. Poczekaj, człowieku, aż włączę muzyczkę. Przejdę troszkę do tego Skype'a, poczytam, co tam jest napisane. Na razie to w ogóle racjonalizm. Chcę ci powiedzieć, na czym polega moja refleksja dzisiaj i o czym ci będę truł przez dwie godziny. I mam nadzieję, że zadzwonisz, bo oprócz tego, że jestem na czacie Radia Nafali, to oczywiście jestem pod Skypem live. Absolutnie. Radionafali.com tak to się nazywa.
Także śmiało możesz, człowieku, dzwonić i pogadać sobie ze mną na temat racjonalizmu, bo ja mam taką koncepcję, którą już ci tutaj z góry zrzucam. Nie będę czekał z puentą do końca, bo będę rozbierał teraz tę puentę, a ty możesz dołączyć, że racjonalizm to jest taka ściema. To jest tak jak z tym powiedzonkiem, że jest wiele prawd. Kompromis. Tak to się nazywało. Kompromis. Sama definicja słowa kompromis to jest połączenie przeciwstawnych sytuacji, zgodzenie się. Z cyklu gorąca woda zgadza się z zimną i podają sobie rękę i nic się nie dzieje. Nie wybucha, nie zmienia temperatury. Takie połączenia.
Ten termin i w ogóle cały ten koncept, że coś jest właśnie takie, że tak się łączy ze sobą bez problemów, wymyślił facet, który wierzył w płaską ziemię. Ja wcale nie żartuję. Ja wiem, że w dzisiejszych czasach jest to dosyć popularny ruch. To troszeczkę tak, jakby pogrobowce Watykanu wstały, takie jeszcze XIII-, XIV-wieczne i nagle zaczęły żyć pomiędzy ludźmi, mówiąc, że Ziemia jest płaska. Niektórzy w to wierzą, ale zostawiamy syndrom płaskiej Ziemi. Ja tylko tak ilustruję, że ten sam koleś, który w ogóle wymyślał, że Ziemia jest płaska i starał się to, jak to się ładnie dzisiaj mówi w dzisiejszym odcinku, zracjonalizować, czyli nadać temu jakikolwiek element rozumu i rozsądku. Dlatego się mówi, że coś się stara zracjonalizować, czyli starasz się spowodować, że coś jest mądre , niezależnie od tego, jak bardzo głupie jest oczywiście, ale to taka moja własna dygresja. W każdym razie ten sam facet twierdzi, że jest kompromis. Dosyć egzotyczna historia. Doszedłem do takiego momentu, że ciężko jest powiedzieć cokolwiek, bo właśnie ten cały racjonalizm, jakkolwiek by tego nie nazywać, czyli tak zwane rozumne, rozsądne podejście, z definicji niby rozumne.
Bo tu trzeba się zastanowić, czym jest rozum. W naszym podejściu racjonalne to znaczy takie, że przewidujemy, że na przykład jest jakieś prawo, są jakieś zjawiska i racjonalnie coś nie ma prawa miejsca. To jest taki klasyczny ukłon w kierunku współczesnej cywilizacji. Racjonalnie to w ogóle słuchaj, ty i ja tak naprawdę nie mamy prawa miejsca, racjonalnie rzecz ujmując. I tu na pewno kojarzysz wszystkie te wywody naukowe związane z czarnymi dziurami, kosmicznymi planetami, układami, meteorytami, katastrofami i tak dalej. Katastrofa swoją drogą, może nie katastrofa, tylko narodziny, ale zostawiamy katastroficzne historie. W każdym razie zawsze jest jakiś taki punkt, że to jest po prostu rozumne, racjonalne i jest ku temu jakaś sensowna trajektoria lotu, która powoduje, że nasza cała myśl nie rozbija się o jakiś manowce. Albert Einstein miał jakieś teorie, są jakieś oficjalne teorie, jest Newton, są jakieś inne rzeczy, jest masa różnych pomysłów. Różnych, naprawdę. Te pomysły się czasami starzeją szybciej lub wolniej.
Czasami niektóre wracają do łask, tak jak pomysł o płaskiej Ziemi, który w dobie internetu wrócił do łask. To jest naprawdę, co dużo mówić, moim zdaniem rewolucyjna historia, bo tak ciężko troszeczkę mogłoby się wydawać, że nie jest łatwo zrobić taki back do średniowiecza, ale jak się okazuje, jeszcze raz się powtórzę za Marshallem McLuhanem i Terrancem McKenną, który też to często powtarzał, że w czasach telewizji ciemność rozprzestrzenia się z prędkością światła. I coś w tym jest. Anyway, chodzi o ten cały racjonalizm poglądowy, można powiedzieć, całe to coś, w czym dorastamy, że trapi nas czasami taki pomysł, przynajmniej tych, którzy próbowali wdrożyć mi do głowy takie różne koncepcje, że są sprawy racjonalne i są sprawy nieracjonalne. Czyli coś z jakiegoś punktu widzenia ma sens, a coś sensu nie ma. Oczywiście nie chcę tu dyskutować o jakichś prostych rzeczach, że na przykład chcę sobie coś zrobić, ukroić kanapkę i to jest nieracjonalne. To może jest racjonalne. Może sobie ukrój tą kanapkę, napij się herbaty, dolej sobie mleka do kawy. Wszystko jest okej. Ale tu chodzi o troszkę inny racjonalizm.
O w ogóle taki racjonalizm ogólny, bym powiedział, czyli takie rozsądne myślenie. To, co my nazywamy jako cywilizacja rozsądnym myśleniem. Bo wydawałoby się, że mieszkamy w racjonalnym świecie, gdzie mamy tą całą zabawę z zasobami, gdzie mamy tą całą zabawę z prawem, gdzie mamy całą zabawę z wojnami. Wszystko wydaje się bardzo racjonalne. No bo tak: kasa płynie, instytucje działają, prawo teoretycznie też działa jakieś i jest to dla niektórych poczucie bezpieczeństwa w przyszłościowym jutro, które prawdopodobnie może się nigdy nie wydarzyć dla niego, bo na przykład jutro wpadnie pod ciężarówkę albo coś się innego wydarzy. Ale tak czy siak jest to tak zwany przez współczesnych nazywany racjonalizm. Żyjemy w racjonalnym świecie, gdzie coś ma sens. No właśnie, czego się dotyczy ten racjonalizm? Tu jest jeszcze jedna rzecz związana z tym racjonalizmem, o czym nie wspomniałem. Mianowicie chodzi o to, że racjonalizm zakłada konkretne podejście do życia.
I tutaj się kłania termin pod tytułem racjonalizm światopoglądowy, czyli że ktoś, na przykład twój znajomy, mój znajomy, znajoma, ktokolwiek albo ty patrzy się na świat w taki sposób, że cokolwiek nie zobaczysz, czy wiesz jak to działa, czy nie wiesz jak to działa, cokolwiek to jest, to ty generalnie twierdzisz, że to ma sens, to jest rozumne. I są naukowcy, którzy to wyjaśniają, że to jest po prostu rozumna historia, a ty jesteś rozsądną osobą i rozumiesz, że to jest rozumna historia. Ja myślę, że w szalonych czasach każdy chce wyjść na takiego zdroworozsądkowego. Dlatego każdy, prawie każdy chętnie przytula termin, że jest racjonalistą w dzisiejszych czasach. Ale ja wracając do tej definicji racjonalizmu, ja tak ciągle kluczę po bokach, a czas leci. Mianowicie tutaj się posłużę Wikipedią, że jest to światopogląd i postawa charakteryzująca się wiarą w pozytywną rolę rozumu i nauki, przeciwstawnego negatywnie ocenianym uczuciom, wierze religijnej, fanatyzmowi, dogmatom, uprzedzeniom, arbitralnej władzy. Jego przeciwieństwem jest irracjonalizm w różnych postaciach: sentymentalizm, wiara, religia, zabobon. No właśnie, ja myślę, że to jest przerażająca historia troszkę, że utkwiliśmy z tym całym racjonalizmem i z tą całą historią związaną z tym, co jest po drugiej stronie racjonalizmu, czyli tak zwanym irracjonalizmem. Okazuje się, że stworzyliśmy zdualizowany świat, w którym właściwie żadne z tych pojęć w naturze jako takiej nie ma prawa bytu. To jest dokładnie tak jak to pojęcie o tym, że jest kompromis.
Weź człowieku i znajdź mi kompromis pomiędzy na przykład dziesięciotysięcznikiem a oceanem. Nie ma kompromisu. Dziesięciotysięcznik to jest góra, która stoi tak wysoko, że sięga 10 000 metrów, a ocean to jest coś mokrego, coś, co sobie pływa gdzieś poniżej tej góry. Nie ma tu kompromisu. Oczywiście można sobie wybudować teologię. Teologia z definicji to jest budowanie tak zwanego rozsądnego, czyli racjonalizowanie sobie. Nazwijmy to po prostu po imieniu. Już nie bądźmy tacy drobiazgowi. Racjonalizowanie własnego widzimisię, bo mi się na przykład ubzdurało, że od dzisiaj światem rządzą zielone smoki i generalnie wszędzie są zielone smoki, a jeżeli ty ich nie widzisz, to dlatego, że nie jesteś kapłanem wiary zielonego smoka. I sorry, jesteś frajerem, ale musisz odpalić mi działkę, ponieważ ja tego smoka widzę, a ty nie.
Jak sobie pogadam z tym smokiem i jak ci... No właśnie. Działeczkę daj dla mnie, a smok wtedy zapuka do drzwi. Wtedy obiecuję ci piękne życie po śmierci. Piękne. Ale to musi być kasa za zielonego smoka, który lata po niebie. Trójcę zielonych smoków, bo trzeba wtedy więcej płacić. Otóż to. Jak się okazało, część tego, jak się opisujemy, bo właściwie ja dzisiaj o tym, jak się opisujemy, bo ostatnio się spotykam z pojęciem racjonalizm, że budując pewne urządzenia z pewnej technologii oglądam różne dziwne zjawiska i wielu ludzi ogląda razem ze mną te zjawiska. I słowo pod tytułem: „Nie, to nie jest racjonalne, to nie jest możliwe”.
Ten racjonalizm to taki moment, gdzie dużo rzeczy, które wydawały się racjonalne, sensowne i poukładane, że tak właśnie, że to była definicja rozsądku, że tak właśnie dzieją się rzeczy na świecie. To jest rozsądek, bo rozsądek polega z wiary w to, że właśnie tak sprawy się dzieją. Cokolwiek by się nie stało, żaby z nieba, huragany, babcia ugotowała koszmarne wiadro pierogów i trzeba je wszystkie zjeść naraz. Cokolwiek by się wydarzyło, jest to tak zwane rozumne podejście. Coś przewidywalnego, coś, co się po prostu dzieje i jest okej. Rozumiemy to wszystko, wiemy skąd się bierze. Damy sobie z tym radę. Tak zwane racjonalne podejście. I widzę, jak w wielu momentach racjonalne podejście wysiada, bo zjawiska, które się dzieją, nie są specjalnie właśnie z tego punktu widzenia do złapania. Bo sam w ogóle ten pomysł, że ustawiam jakąś poprzeczkę tak zwanego rozumu, że w ogóle biorę taką definicję, że coś jest rozumne, coś jest rozsądne, że sobie stawiam taką poprzeczkę, powoduje, że właściwie to trochę jakbym wyszedł na duże pole, piękne pole, cudowne.
Wlazł na połowę tego pola, postawił sobie wysoki mur, chociaż tam nie ma żadnego sąsiada. Nie ma nikogo. Puste pole, piękny widok na horyzont. Wiesz, wschody i zachody słońca. Pięknie jest. Może grzyby rosną jakieś psychoaktywne na tych łąkach. W końcu już po przymrozkach jest pierwszych. W każdym razie, że sobie stawiam na środku tego pola wysoki mur, który zagradza mi kompletnie, całkowicie widok. Mur jest jeszcze wysoki na sześć metrów i przypomina ten, który zbudowali naziści pod izraelską flagą dookoła Palestyny. I generalnie mam taki widok jak mieszkańcy Palestyny, czyli żaden.
Takie getto. Z racjonalnego punktu widzenia to oczywiście jest racjonalne. To jest rozsądne, bo ja na przykład się ogradzam. Zawsze mogę znaleźć jakąś — i tu kolejny raz użyję słowa teologia — jakąś wiarę i religię, bo mi się ubzdurało. Lęki, własne lęki psychopatyczne, że zaraz wybiegnie stamtąd szablozębny tygrys i zeżre mnie żywcem, kiedy ja będę podziwiał te zachody słońca. Dlatego wybudowałem ten mur, postawiłem strażnicę i generalnie wykarczowałem cały las dookoła. Wiesz, boję się tego wilka. Albo coś w tym stylu. Z racjonalnego punktu widzenia ma to sens, bo jest to rozsądne. Jest lęk i jest coś, co powoduje, że możemy zdjąć tą odmę lęku z nas samych.
Ale właśnie pytanie, czemu ma służyć w ogóle racjonalizm? Ja myślę, że to są w ogóle takie pojęcia jak na przykład racjonalizm i irracjonalizm. Wszystkie te poprzeczki mają jedną genialną zaletę. Służą tylko i wyłącznie do tego, żeby doprowadzić człowieka do kompletnego szaleństwa, w którym nie daje sobie za bardzo szansy na to, żeby przyjrzeć się zjawisku tak, jak ono wygląda, żeby się za bardzo nie przejmować, czy ono jest rozumne, rozsądne czy nierozsądne. Wyobraź sobie starą babę 300, 500 lat temu, jak skrzyczał ją ksiądz na kazaniu Ale skrzyczał ją tak, bo coś mu za mało kasy dała. I baba taka przerażona wychodzi z kościoła i nagle burza się zrobiła i piorun grzmotnął w kościół. Się troszeczkę dymu zrobiło i baba spojrzała i powiedziała: „Ojojoj, kara boska na złego”. Czy jakoś tak. I tak by pomyślała. Tak czy siak i tak by się przeżegnała, bo dla niej jest to wydarzenie religijne.
Coś, co jest dogmatem. Po prostu piorun jest dogmatem. Pojawia się i znika i po prostu jest. Arbitralna władza reprezentuje Boga, bo nie wiadomo kogo reprezentuje. Pojawia się i znika. Ty nie potrafisz tego zrobić, stara babo. W cudzysłowie. Później się pojawia taki stary Nikola Tesla i stwierdza: „Nie, to nie jest żadna arbitralna władza Boga. Na pewno nie w tym kontekście, że tam na kolana i się modlić, to nie jest żaden dogmat”. Poniekąd jest, ale jest to zjawisko, które można wywołać i można powiedzieć, że to jest racjonalna postawa, ale to nie jest racjonalna postawa, bo racjonalna postawa, rozumna zakłada, że skoro jest, to trzeba go tam zostawić gdzie jest i po prostu niech sobie będzie.
To jest taki dogmat, który jest. Jest fajnie. Są te pioruny, gdzieś tam się pojawiają jeszcze, ale wiadomo, dogmat, nie grzebiemy. I jak się okazuje wszystkie wynalazki, cokolwiek chcesz na świecie, wynika z tego, że ktoś centralnie olał pojęcie racjonalizowania albo irracjonalizowania jakiejkolwiek historii, pomysłu, czegokolwiek. Że nikt nie zastanawiał się nad tym, czy to ma sens. Bo właściwie de facto cała ta historia sprowadza się do zastanowienia się, czy to, co robię, ma sens. Są takie momenty w życiu, tak mi się wydaje, że co jak co, ale ostatnie pytanie, które trzeba było sobie zadać, to pytanie o sens. Ponieważ wszystko ma sens, a to pytanie tylko miesza w głowie. To nie za bardzo pomaga akurat w wielu sytuacjach. Po prostu człowiek robi rzeczy sensowne z natury, ponieważ tak mi się wydaje, jesteśmy żywymi istotami na tej planecie, ty i ja.
I chyba nie ma z tym problemu, żeby sobie zrobić normalne życie. Chyba że ktoś się boi i racjonalizuje sobie strach. Racjonalizm, bo jeśli tak przyglądam à propos tych swoich eksperymentów i działalności pozahiperprzestrzennej, okołohiperprzestrzennej bym powiedział albo nawet całkiem hiperprzestrzennej, ale z tej drugiej technicznej strony, że wiele spraw, które się dzieją dookoła nas, się tak elegancko wymyka wszelkim próbom złapania na taki haczyk rozumu, rozsądku, klasycznego zrozumienia. Tak żeby sobie pokiwać, powiedzieć: „A, to rozumiem, to spoko” i wrócić do swojego poprzedniego życia. Bo ja myślę, że są takie rzeczy w ogóle wszędzie, generalnie dookoła w nauce, czy to w tym stuleciu, każdym. Przepraszam, jak zwykle ten porządek pod biurkiem. Kartony mi się wysypują. A miało być tak spokojnie. Anyway, w każdym razie ten racjonalizm właściwie sprowadza się do tego, że wszystkich trzyma mocno za ziemię, za dupsko i wielu z nas nie podskakuje, bo właściwie jest ten racjonalizm, jest poczucie rozumu i rozsądku. Czyli jeżeli coś działa do tej pory, bo to jest taka logiczna dźwignia tego całego patentu, że jeżeli coś działa, to po co to psuć?
Można lepiej, ale po co to psuć? I teraz jest pytanie, czy przypadkiem nie jest tak, że jak długo siedzimy w miejscu, gdzie śmierdzi, to o ile na początku zracjonalizowaliśmy sobie szybciutko ten smród albo nawet nie zauważyliśmy, to w pewnym momencie przywykliśmy do smrodu i dopiero tylko ten, kto wchodzi do tego pokoju na świeżo, mówi: „Ej, ale tu śmierdzi”. Na co wszyscy się oglądają na niego i mówią: „Nie, tutaj nic nie śmierdzi, wszystko jest okej. Coś ci musiało zawiać”. Bo sobie zracjonalizowali, że przecież rozumne jest to, że jako rozumny człowiek, świadomy, rozsądny nie siedziałbym w smrodzie, prawda? Tak że smrodu tu nie czuć. Człowiek się przyzwyczaja, jak siedzi przez dłuższy czas. Tak że tylko ten nowy wchodzi i ten nowy musi ulec pokusie dołączenia do grupy racjonalistów. Posiedzieć chwilę i poruszać nosem na lewo i na prawo. Powiedzieć w pewnym momencie, jak mu przejdzie to odczucie tego smrodu, bo już tym smrodem zajdzie dookoła centralnie, stwierdzi: „Właściwie to macie rację.
Jest to rozsądne. Coś mi musiało zawiać, bo jak tu posiedziałem, to przestało śmierdzieć”. I na tym polega ta sztuczka. Racjonalizm. Kolejna rzecz, którą myślę, wykręcano nam głowę przez ostatnie, nie wiem kiedy, kiedy się pojawił ten koncept, że coś jest racjonalne, coś takie jest mądre i rozsądne. Ja się zawsze śmieję, bo mam taki przykład. Może troszeczkę... Nie chcę powiedzieć, że stajenny, ale troszeczkę taki dosadny, bym powiedział. To chyba najlepsze słowo. Jest to kwestia tego, jak przychodzimy na świat.
Taka zwykła, trywialna kwestia. Człowiek jakoś powstaje. Żeby powstał człowiek, musi być dwoje ludzi płci przeciwnej. Czy ktoś w tej sytuacji jest rozsądny? Właśnie o to się chciałem zapytać. Czy ktoś w tej sytuacji jest w ogóle rozsądny? No właśnie. To ja może z odrobiną rozsądku albo i bez puszczę troszeczkę muzyczki. Trochę dubowej muzyki. To sobie poleję tego soku pomarańczowego.
Coś mi chodzi ten sok pomidorowy po głowie. Mam pomidory, zrobię sobie. Albo i to soczek pomarańczowy na dzisiejszy wieczór. A ty słuchasz „Hiperprzestrzeni” i ja się zastanawiam troszeczkę nad znaczeniem słowa racjonalizm w ogóle. Co właściwie jest racjonalne? Czy w ogóle istnieje pojęcie racjonalizmu? Czy to nie jest jakiś kit, że my zaczęliśmy się modlić na przykład troszkę na zasadzie kultu cargo, bo jest masa kultów cargo dookoła. Popełniłem parę długich wywodów na ten temat. Pewnie znajdziesz w archiwum „Hiperprzestrzeni” na stronie radiana fali.com. Ale te kulty cargo sięgają trochę głębiej.
Sięgają czasami do takich pojęć, które wzięliśmy. Wymyśliliśmy sobie słowo ty i ja. Wymyślamy sobie słowo, znaczenie tego słowa, teologię, definicję. Wymyślamy sobie później na przykład Wikipedię i wpisujemy: „racjonalizm – od rozumu, rozsądny, rozumny”. I czujemy się lepiej w każdym momencie, kiedy cokolwiek się dzieje, dyktowane strachem, lękiem. Właściwie powody są nieznane, można powiedzieć, bo słowo „racjonalizm” nie oznacza powodu. Oznacza tylko i wyłącznie nasz stan umysłu, bo pojęcie, czy coś jest rozsądne, czy coś jest rozumne, moja kochana koleżanko i kochany kolego, polega tylko i wyłącznie na tym, że nasza głęboka wiara powoduje, że wierzymy, że to ma jakikolwiek sens. Moja głęboka wiara powoduje, że mam wiarę w sens tego, żeby puścić teraz muzykę. Ale to jest tylko to. Ciężko by nazwać to rozumnym, rozsądnym.
Chociaż są szaleńcy, którzy by stwierdzili: „Tomek ma strategię. Długo mówi. Teraz będzie rozbawiał towarzystwo i puści muzykę”. Można by tak pomyśleć, ale pytanie jest: co ma w głowie taki człowiek? Właśnie, co on ma w głowie? Jeżeli to jest rozsądek, to co oznacza? Bo w takim przypadku oznacza chciwość, a w moim przypadku to oznacza potrzebę relaksu. Także dzisiaj o racjonalizmie, o tym właściwie, czym jest główna część naszej filozofii, tak zwanej naszej w cudzysłowie filozofii, którą próbowano nam narzucić, którą niektórzy do dzisiaj uskuteczniają. I to dosyć intensywnie, powołując się na różne koncepcje, począwszy popularne w krajach komunistycznych Hegla, bo był wałkowany za czasów komuny na komunistycznych uniwersytetach jako bezpieczna opcja na to, żeby niewolnicy dalej myśleli o swoim niewolnictwie jako wyzwoleniu. Także on jest popularny w bloku byłym socjalistycznym.
Z kolei inne nurty filozoficzne są popularne w innych blokach, które są zakochane w innych pieniądzach, inaczej wyglądających, bo właściwie religia sprowadza się do tego samego: do wiary w bogactwo, władzę i pieniądze. I ja w ogóle mam taki pomysł, że wszystkie te terminy, teologie i kupa koncepcji, takich jak racjonalizm, właściwie jest niczym innym jak próbą opisania granicy, ale takiej wytyczonej, że ktoś idąc przez pole stwierdził: „Okej, dobra, nie idę dalej. Absolutnie. Odpuszczam w ogóle tą historię, bo się przestraszyłem. Nie wiadomo co, zjedzą mnie po drugiej stronie”. Cokolwiek. Powodów tutaj nie biorę pod uwagę. Przepraszam bardzo, musiałem sobie siąknąć. W każdym razie staje na tej łące w połowie i obsesyjnie, w ogóle nie zwracając na nic uwagi, zaczyna budować jakiś mur dookoła siebie. Zostaje nagle CEO fremie megalomanii i buduje sobie słupek.
Następnie robi pomiary tego słupka i cokolwiek mówi o rzeczywistości, mówi na podstawie pomiarów zdjętych słupka. Jeżeli na przykład pada deszcz, to on mierzy kropelki wody spływające po słupku i buduje takie aktorie tego, ile racjonalnie może opadów spaść na tą łąkę w skali rocznej. W ogóle takie są racjonalne pomysły, żeby sobie wybudować słupek i go mierzyć, i mierzyć, i mierzyć. Słynna historia z Monty Pythona o słynnych naukowcach, którzy budowali maszynę, która robiła „pip”. Maszyna robi po prostu „pip”. No i właśnie o to chodzi, żeby coś robiło pip. I to jest tak zwany racjonalny koncept na rzeczywistość. Myślę, że cokolwiek by się nie wydarzyło, przyszłość, która nas czeka, jest, mówiąc z angielskiego way far way, czyli bardzo daleko, daleko, jeszcze bardziej daleko od pojęć właśnie związanych z czymś, co nazywaliśmy naszym światem intelektualnych zdobyczy. Bo nie wiem, jak inaczej nazwać współczesną filozofię. Jeszcze raz przypomnę w ogóle, co było filo i sofia.
Sofia to miłość do wiedzy. To wiedza właściwie. Sofia to wiedza, a filo to jest miłość, pożądanie. Zoofil pożąda zwierzątek, prawda? Otóż to. Zofia. Filo. Umiłowanie, pożądanie do wiedzy. I w przypadku starożytnych czasów oznaczało to właściwie, tłumacząc dosłownie, umiłowanie tripa, czyli wiedzy przychodzącej z tripa, czyli bycie tripowiczem. Dosłownie chyba.
No bo cóż innego się robiło w tamtych czasach? Jechało się do Delf, wrzucało się substancje psychoaktywne. No i były wizje. Nie można było oczywiście o tym nikomu mówić. To była tajemnica hermetyczna, że każdy ma dostęp do tej wiedzy. Trzeba było się udać do Delf, trzeba było wykonać kilka rzeczy, być tam przyjętym, spędzić trochę czasu i obiecać, że nikomu się za dużo na ten temat nie powie. W ogóle się nic nie powie. Kiedyś wspominałem o pewnym dżentelmenie, który został zapisany nawet w greckich kronikach, bo dżentelmen ów wrócił z Delf od tych przepowiedni, od tych mistycznych podróży i zaczął opowiadać u siebie na wiosce w cudzysłowie, w miasteczku, co tam widział. Chwilę jak tylko zaczął mówić, jak tylko słuchy się rozeszły, że jest dżentelmen, który właściwie zaczął mówić, co się tam w Delfach dzieje, pojawili się strażnicy z Delf. Porozmawiali z nim w taki sposób, że już więcej dżentelmen nie chciał powiedzieć ani słowa.
Być może zagrozili mu śmiercią. I don't know. Nie mam pojęcia, co się wydarzyło. Taka legenda dotarła do mych uszu. Jest to spisane właściwie w kronikach greckich. Poważnie. W tym momencie ci nie powiem, kto i gdzie to napisał, ale wiem to od człowieka, który właśnie to wyciągnął z kronik. Starych kronik, bo badał ten temat. Ciekawa historia z tymi Delfami. W każdym razie chodzi o tą wiedzę, że wiedza jest zawsze przekroczeniem tego magicznego słupka, który sobie ktoś tam wybudował na środku pola, twierdząc, że ten słupek jest jedynym systemem miar, wag, pomiar jakości czegokolwiek.
Potwierdzenie faktu naszej egzystencji na tej planecie, że właśnie ten słupek i wszystkie zasady manifestujące się na tym słupku. Ja rozumiem, że mogło się skądyś to wziąć. Jeżeli spojrzysz na piramidy, to widać taki potężny pomnik. Lądowisko widać Dziwne urządzenie łączące się komunikacyjnie z gwiazdami, z Ziemią, opisujące właściwie kąty geometryczne całego kosmosu i operujące dziwnymi mocami, o których mówią ludzie, którzy czują dziwne moce, dziwne sny w środku piramidy. Słyszałeś nie raz tysiące rzeczy. W ogóle sama konstrukcja, która jest szokująca, to gdzie są wejścia, że tych komór jest cztery, co odkrył taki dżentelmen z Polski, pan archeolog. Anyway, o nim już wspominałem jakiś czas temu. Może ktoś wrzuci linka. Jak znajdę podczas muzyczki, to wrzucę linka. Anyway.
Wracając do naszego pomysłu na racjonalność, to wynika się racjonalności. To można próbować sobie zracjonalizować, ale tak długo jak nie przekroczysz tego słupka. Samo pojęcie racjonalizować brzmi jak koszmarne wiadro kiełbasy. Bo co można sobie zracjonalizować? Czy życie polega na racjonalizowaniu sobie czegoś? Czy życie polega na tym, żeby nie budować tego słupka, nie robić z niego kultu cargo? Bo może się skończyć tak, że ty wybudujesz słupek i będzie fajnie. Twoje dziecko wychowa się przy słupku. Będziesz z tym słupkiem za pan brat, a wnuk zacznie się modlić i klepać czołem do tego słupka. I może skończy się tak, że parę tysięcy lat później, parę tysięcy twoich wnuków, następne generacje będą tysiącami uderzały do tego miejsca i tam czołami tłukły w kierunku tego słupka, bo ten słupek będzie oznaczał niezbadany sens ich egzystencji.
Nie niezbadany dlatego, że ten sens jest niezbadany, chociaż poniekąd do pewnego stopnia ciężko powiedzieć na ile jest zbadany, ale samo założenie, że jest niezbadany jest założeniem krzywym, bo to tak jak spojrzeć na buty albo rower, albo cokolwiek i powiedzieć: „Nie, nigdy”. Rozumiesz o co mi chodzi. Na cokolwiek spojrzeć, na własną rękę i powiedzieć: „Nigdy”. Trochę w tym stylu. Nigdy ręki. Taki brak akceptacji samego siebie i z tej okazji, że ten brak akceptacji był jakiś taki chyba przemożny, potężny, nie wiadomo było z czym się tu skleić. Niektórzy się do dzisiaj sklejają. Potrzebują, muszą, czują wewnętrzną potrzebę. W dzisiejszych czasach w kraju Słowian jest modne bycie prasłowianinem, pralehitą i tak dalej. Bardzo dobrze, pralehito.
Sława i tobie. W każdym razie zawsze jest jakaś potrzeba słabego charakteru. Się troszkę powiało trochę pewnym niemieckim klasykiem, że słaby charakter potrzebuje wiary. No tak. Ale może zostawmy Nietzschego na boku, bo to z Nietzschego, który notabene nie był wcale nazistą i nie miał nic wspólnego z nazistami, którzy sobie akurat, wiadomo z jakich powodów, umiłowali akurat kilka strofów z niego i robili z niego narodowego bohatera, chociaż koleś pisał o zupełnie innych sprawach, ale tych akurat rzeczy nie wydawano w czasach nazizmu. Wydano tylko coś zupełnie innego, parę zdań. Anyway, to jest indywidualna historia. To, o czym chciałem powiedzieć, cała historia z tą granicą, z wytyczaniem sobie murka, bo ciągle tak odpływam w różne kierunki. Ten cały racjonalizm, bo jeżeli nie ma racjonalizmu, bo nie ma jako takiego, czym to jest? To jest po prostu kult cargo.
To jest obiekt kultu, który sobie budujemy. To jest właśnie coś, co czai się za słowem racjonalizm. Albo być może jest to słowo, które zwyczajnie, niezwyczajnie powoduje, że łatwo nam tak przychodzi budowanie tych kultów cargo czy to szukanie jakichś nowych praw fizyki. Zauważyłeś, że wielu ludzi, naukowców, kogokolwiek siedzących na przykład w czymś takim, co nazywamy nauką, szuka nowych praw albo bada prawa? Wszystko opiera się o pewne prawo, o racjonalizm, bo jest pewne prawo, czyli jest coś rozsądnie przyjęte. To jest rozumna koncepcja, którą zaakceptowało tysiąc naukowców. I teraz ja w rozumny sposób będę racjonalnie oczywiście, czyli rozumnie, będę teraz szukał nowej koncepcji. Co najwyżej opisując tak zwyczajnie jak chłop krowie na rowie, co najwyżej mogę postawić drugi słupek obok tego pierwszego słupka i właściwie niewiele to zmienia, bo powstaje kolejny kult cargo. Ewentualnie te słupki pewnego dnia się połączą. Będzie trójca słupków świętych, do których wszyscy będą tłukli czołem i za paręset lat może się okazać, że cała generacja, wszyscy nagle uwierzyli w to, że to jest koniec i początek świata.
Właśnie ten słupek. I nazwali to jeszcze racjonalizmem z jednej i z drugiej strony. Bo tak: jedni biegną do Boga, drudzy biegną do racjonalizmu, bo jeszcze jest ten drugi kierunek przeciwstawny, o którym chcę wspomnieć parę słów, a mianowicie irracjonalizm, że coś się wydaje kompletnie bez sensu. Jest to tak bez sensu, że po prostu jest irracjonalne. No to co? To ja może sobie włączę jakąś muzyczkę. Ty też sobie posłuchasz tej muzyczki razem ze mną. Co ja tu zrobiłem? Aż sobie właśnie zamknąłem tą muzyczkę. No co za historia.
W każdym razie nie, nie zamknąłem sobie. W każdym razie zapraszam cię na kawałek muzyczki, a ja wracam i powiem ci, co ja w ogóle myślę na temat tej drugiej części, bo jeszcze przed muzyczką naprowadzę cię na trop, bo mam wrażenie, przez przypadek czy nie, mniejsza o to. Uwikłaliśmy się czasami mentalnie w głowie ty i ja, jak dorastaliśmy. Tak mi się wydaje. Ja się łapię na tym, łapię różnych ludzi na tym, z którymi pracuję. To taki, można powiedzieć, syndrom, który dotyczy bardzo wielu z nas. Może akurat ciebie nie. Także może jesteś wolną istotą od tego, ale taki syndrom racjonalnego światopoglądu można powiedzieć na technologię, na wiele innych rzeczy, że szukamy logiki, ale szukamy logiki tylko i wyłącznie podług znanych nam faktów. A jeżeli coś jest do tej pory nieznane albo było ukrywane i jest całkiem normalne, to jest tak jak ten piorun, z którego Nikola Tesla zrobił prąd, a babcie się do niego modliły, bo widziały tam niezbadaną część i nas wrzucono pomiędzy coś, co jest nierozsądne. Czyli jeżeli w coś wierzysz, jeżeli chcesz złapać tą nierozsądną część, to albo jesteś człowiekiem wierzącym i już jesteś konkretnie wariatem, świrem wierzącym w jakieś bóstwo, albo jesteś człowiekiem racjonalnym, rozsądnym, człowiekiem rozumu.
Ten wiek ostatni był nazwany wiekiem rozumu. Potworny wiek. Chyba największa ilość zbrodni, jakąkolwiek człowiek mógł wykonać na drugim człowieku. Wiek rozumu — to wiele mówi o słowie rozum, przynajmniej definicji. Przejdę do kolejnej części, bo sobie siedzę i się zastanawiam troszkę nad tymi wszystkimi rzeczami, nad racjonalizmem. Składam sobie te refleksje z tego tygodnia właśnie nad tym, co jest racjonalne, co nie jest racjonalne, w którą stronę, którą drogą pójść. Czasami pytań się mnoży, a odpowiedzi zero. Tak niektórzy mówią. Ja mam raczej w drugą stronę: mnoży się odpowiedzi, czasu tylko mało, żeby wybrać wszystkie możliwe kierunki. Ale może czemu nie?
Tak czy siak w głowie jestem chyba we wszystkich możliwych kierunkach. To mi się chyba najbardziej podoba. Właśnie, bo ja nie jestem chyba człowiekiem racjonalnym. Absolutnie nie jestem człowiekiem rozsądnym. Trudno mi byłoby powiedzieć o sobie, że jestem człowiekiem rozsądku, że oceniam swoje uczucia jako coś negatywnego. Ale też z drugiej strony nie jestem człowiekiem, który mógłby siebie nazwać irracjonalistą. Absolutnie. Ależ o sobie mówię. No cóż, ale to najlepszy przykład. Lepszego nie znam, prawda?
Ty też chyba nie znasz lepszego jak ty sama ze sobą albo ty sam ze sobą. Bo mówić za kogoś, to trochę wychodzić na idiotę. Tak długo przynajmniej, jak długo człowiek nie chodzi w jego butach, a wiadomo, że nigdy mu się nie uda. O sobie chyba najlepiej i najsensowniej. Z drugiej strony tego racjonalizmu jest coś, o czym chciałem tu teraz wspomnieć. O irracjonalizmie, czyli o czymś, co możesz wziąć jako sentymentalizm, szkodliwy sentymentalizm. Ja w sumie tak to biorę sam też jako taki troszkę toksyczny sentymentalizm. To jest taka wiara religijna, zabobony. Co nie znaczy, że to jest coś złego. Bo to też jest taka zła historia, że zmiksowaliśmy cywilizacyjnie wszystko do kupy w taki sposób, że teraz czasami ciężko się połapać.
Bo wyobraź sobie teraz starszą babcię gdzieś na jakiejś wsi, która w jakiejś chałupie na końcu wioski robi zioła i teoretycznie wszyscy mówią: „Zabobony, baba rzuca zabobony". A babcia jest takim chemikiem oldschoolowym, ma takie receptury, które przetrwały tysiące lat cudem i babcia wie, jak wyleczyć praktycznie prawie wszystko. I dla połowy wsi, która z kolei została tak zwanymi irracjonalistami, czyli wybrała się na tą samą wycieczkę, na którą wybrali się racjonaliści, czyli ci niby rozsądni i rozumni, to ci religijni wierzący wybrali się poza zabobon i cokolwiek się z tym światopoglądem oryginalnie nie zgadza, automatycznie wędruje do przegródki pod tytułem wróg. A wiadomo, że każda religia na świecie, która jest oparta na systemie dualistycznym, czyli że jest dobro i zło, ma generalnie głównie tylko jeden cel: zajebać odmieńca. I innego sensu nie ma istnienia tej religii. Tak długo, jak na świecie są odmieńcy, tak długo nasz pan nie może tu przyjść w całości, więc trzeba zajebać odmieńca, wszystkich odmieńców od razu, najlepiej od ręki, wszystkich naraz. Oczywiście. To też taka legenda troszeczkę, bo się przypisuje pewnemu papieżowi takie zdanie na temat świętej inkwizycji: „A co jeśli on był niewinny?” Na co odpowiedź papieża brzmiała: „Ogień pański go... Jeżeli był niewinny, to Pan zabrał go do raju". Coś takiego, jakiś taki bełkot, coś w tym stylu.
„To ogień go jeszcze bardziej oczyści", coś w tym stylu. Oczywiście akurat jest to anegdota, bo żaden z papieży tego nie powiedział. Faktycznie napisał to pewien dżentelmen w XVII wieku, opisując czasy inkwizycji. Ale generalnie przylgnęło do jezuitskiego pasterza. No i tak już zostało. W każdym razie to jest właśnie ta wiara religijna. To jest fanatyzm, to jest dogmatyzm, to jest uprzedzenie. Tam zawsze będzie koncept ktoś jest dobry, ktoś jest zły, ten, kto z nami jest z nami, a ten, kto przeciw nam... Zawsze zasada taka sama i tu się nigdy nic nie zmienia i często poddajesz się takim upraniu mózgu. Ja sobie tak to po prostu widzę.
Nie wiem jak ty, ale jeżeli włączysz telewizję, cokolwiek, gazety od dziecka, książki, koncepcje naukowe, literackie, koncepcje filozoficzne, sztuka, nauka, kultura i inne barachło, wszystko zawiera ten koncept dualizmu, że coś jest racjonalne, że to ma sens. To jest na przykład przemyślana konstrukcja, na przykład silnik spalinowy, którego wydajność jest niecałe 20%. I my cywilizacyjnie określamy, że urządzenie zwane silnikiem spalinowym montowanym powszechnie we wszystkich prawie pojazdach spalinowych na świecie jest wydajne. I wierzymy w to, bo to jest nasza wiara. Nikt sobie nie zadaje trudu, żeby sprawdzić wyniki tej wydajności. Tam się okazuje, że właściwie jesteśmy chyba kretynami centralnie jako cywilizacja. Inaczej się tego nazwać nie da, bo wydajność silnika jest często poniżej 20%. Tam się koncerny biją, żeby przypadkiem jej nie przekroczyć. Poważnie. Ale o tym nie będę opowiadał, bo to chyba wszyscy doskonale wiemy, że lepiej spalić więcej ropy, co dla niektórych niż mniej.
To jest właśnie też taki racjonalizm, bo wierzymy w to, że usługi są na tym oparte, że wszystko jest na zasobach, bo na przykład w nauce panuje takie racjonalne podejście, że jak coś się wysadzi w powietrze, to już nigdy go nie będzie. I jedyna metoda, żeby pozyskać troszkę ciepła, to najlepiej coś wysadzić w powietrze. Najbardziej współczuję tym facetom, którzy siedzą w metalowych puszkach. Wystrzeliwuje się ich na zbiorniku bardzo wybuchowego paliwa w kosmos następnie. Chłopaki muszą wykazać się dużym hartem ducha, żeby nie zwariować i przeżyć. Ponoć warto dla widoków. Jeżeli już latałem w kosmos, to tylko i wyłącznie po substancjach psychoaktywnych lub bez, ale nigdy w tej stalowej kapsule. Podziwiam ich za wytrzymałość, hart ducha i za to, że mają tyle odwagi, żeby wsiąść do czegoś takiego. Nigdy w życiu bym tam nie wsiadł. Anyway.
Ale to też jest racjonalizm, bo z racjonalnego punktu widzenia ludzie, którzy to składają, operują prawami naukowymi i kawałek stali zachowuje się jak kawałek stali po danej temperaturze, a ty siedząc w tej puszce z stali przeżyjesz. Przynajmniej tak głosi definicja. Nie każdy oczywiście przeżywa. Czasami jest fajerwerk na niebie i później jest spuszczona flaga amerykańska do połowy, bo się okazało, że tam sześciu wywiało w kosmos, bo silnik nie wytrzymał. Czasami nie jest dobrze siedzieć na bombie. Ale my spalając Europę w napędach samochodowych właśnie siedzimy na bombie cały czas. I to jest ten racjonalizm światopoglądowy oczywiście, bo według naszego światopoglądu to jest ta metoda. Później mamy z drugiej strony irracjonalizm. On też został zaakceptowany w sumie jako irracjonalizm pogodzony z tą sprzecznością, czyli wiarę religijną. Wiadomo, że wierni przecież też na piechotę do kościoła nie pójdą, tylko też muszą przepalić ropę.
Tak że wszyscy sobie podali ręce. Jest świat dobry, zły. Wiadomo, że ten, kto ma ropę i chce sprzedać ją albo taniej, albo na przykład nie ma ropy, ale ma coś, co zastąpi ropę i sprzeda to w ogóle za darmo, odda to za darmo, to jeszcze gorzej. Wiadomo, że przecież wierni do kościoła za darmo jeździć nie mogą. Wszystko musi tu kosztować. I to jest światopogląd, w którym nas wykonano. Taki świat, w którym wierzymy, czy chcemy, czy nie, podświadomie wnika do głowy. To widać czasami w życiu, że jest coś takiego jak pojęcie, że wydaje nam się, że jest to logiczne, chociaż wcale nie musi być. Albo że jest pojęcie, że jest irracjonalizm, że jest coś nielogicznego. Dla mnie obydwa te pojęcia są dokładnie takimi samymi słupkami na środku pola, do których ktoś w akcie desperacji, rozpaczy, nie mam pojęcia czego, postanowił się przywiązać drutem kolczastym i z tego powodu się zacierpieć na śmierć.
A jeżeli ktoś jeszcze podejdzie wystarczająco blisko, to będzie jak wściekły pies przywiązany do budy, który zwariował na starość i rzuca się na każdego, kto przechodzi obok budy. I gdyby nie gruby łańcuch, to odgryzłby mu głowę. I dokładnie na tej samej zasadzie opiera się cały ten irracjonalizm. Tu się pojawia słowo normalność, bo w tym momencie, jeżeli jedno i drugie jest takim słupkiem widnym na środku pola, przy którym się przywiązują mniejsi lub więksi sadyści, to chodzenie po tym polu w całości jest chyba czymś normalnym. Zejście z tego pola, przejście się przez las, pójście na inne pole. To chyba na tym powinno polegać nasze życie. Ja myślę, że w ogóle nawet nie powinno. To na tym polega tak czy siak. Czy chcemy, czy nie. Może nam się wydawać, że oczywiście wiążemy się do tego słupka, ale też nawet ten słupek potrafi przegnić i albo przyjdzie jakiś wiatr, wichura nas przewieje, sturlamy się po tym zboczu wzgórza, na którym był ten słupek i nagle odkryjemy nowy potencjał samych siebie, bo na dole trawa będzie w innym kolorze.
Albo będzie las na dole, albo coś innego. Po prostu zmieni się coś w naszym życiu, otoczenie się zmieni i ta zmiana otoczenia, bo to głównie chodzi o otoczeniową historię, wywoła refleksję w nas samych, naszą własną prywatną, indywidualną rozmowę. Gdzie my w tym momencie jesteśmy i dlaczego tutaj wszystko wygląda inaczej niż tam, gdzie byliśmy jeszcze parę minut temu? Czy świat jest racjonalny? Czy świat jest irracjonalny? Co w ogóle oznacza pojęcie racjonalny albo irracjonalny? Co znaczy pojęcie z logiką? Nic nie znaczy. Jak się okazuje, jest to tylko i wyłącznie punkt referencyjny. O tym też kiedyś mówiłem w hiperprzestrzeni naszej percepcji, czyli tego, co sobie wymyśliłem jako świat.
Mógłbym sobie wymyślić teraz milion rzeczy i teraz podążać tymi rzeczami tak samo jak ty, tak samo jak ktokolwiek inny. Taka zwyczajna rzecz. Odpowiedzialność za samego siebie. Ale gdzie tu racjonalizm? Nic a nic. No właśnie. I ja sobie myślę, że jeszcze jest zabawniej z tym racjonalizmem i z tą normalnością, że tylko z definicji nieracjonalny i nieirracjonalny człowiek może coś ciekawego stworzyć, bo tylko ten człowiek nie jest ograniczony do jakiejś jednej unikatowej iluzji, jednej opcji pojmowania świata, jednej książki, według której buduje sobie odpowiedzi na wszelkie możliwe pytania. Nawet jeżeli ta książka składa się tylko z dwóch zdań na krzyż. To nie jest istotne. Przynajmniej wtedy, kiedy nie jesteś przywiązany do słupka.
Bo tak czy siak, wędrując sobie po świecie, czy chcesz, czy nie, jesteś skonfrontowany tak samo jak ja ze zwyczajnie rzecz ujmując zmieniającym się otoczeniem i ta refleksja z tego, że świat się zmienia dookoła, daje chyba troszkę więcej. Nie wiem, czy jest to powód do obserwowania pewnych prawidłowości. Tu poznałem księcia Edwarda, z którym czasami rozmawiamy o takich historiach, że człowiek żyjąc sobie przez ileś tam lat w jednym miejscu zaczyna widzieć pewne prawidłowości. Ja widzę te prawidłowości dookoła siebie w dużym mieście, jednym, drugim, trzecim, w którym mieszkam, czwartym, w różnych miejscach. Po latach widzę pewne podobne procesy. Tak to nazywam, że to jest proces. To są sytuacje, które się dzieją przez x lat. To jest część mojej podróży. Nie ma to nic wspólnego z jakimkolwiek tak zwanym kierunkiem racjonalistycznym albo kierunkiem irracjonalistycznym, jakkolwiek by to nazwać. Zwyczajnie jedyne, co można powiedzieć właściwie o życiu i będzie to najgłębsza filozoficzna prawda, to jest to, że życie jest podróżą.
Tak sobie myślę. I właściwie czasami zastanawia mnie, czy przypadkiem ktoś świadomie nie spowodował, że część z nas ugrzęzła sobie i to tak konkretnie w tych pojęciach. Przynajmniej ugrzęźliśmy tą częścią literacką, być może częścią filozoficzną, tą częścią opisową swojego świata. Bo ja mam taki koncept, że tak jak sobie opisujesz świat, tak sobie stwarzasz świat i że jeżeli ktoś wejdzie w twój opis świata i włoży ci konkretną konstrukcję, to ty przemyśliwując sobie takie coś i takie ułożenie cegieł w życiu, takie koncepty, czy chcesz, czy nie W pewnym stopniu albo do pewnego stopnia będziesz realizować kawałek cudzego życia, jego życzenia, że twoje życie i moje życie musi wyglądać w taki sposób, więc to jest racjonalne i tak wszyscy będziemy żyli. I od tej pory chłopcy bawią się karabinami, a dziewczynki lalkami. Efekt jest taki, że wszyscy na końcu palą ropę i spalają się nawzajem we wzajemnych relacjach nieustannie. Przynajmniej tak to wygląda troszkę na zewnątrz. Dookoła na świecie, o czym są filmy, o czym jest literatura? Jest to historia niespełnionych ludzi, którzy na pozór są rozsądni i racjonalni i próbują połączyć to z czymś, czego nie akceptuje światopogląd racjonalistyczny, rozsądkowy: uczuć. Ja ciągle omijam ten temat, ale zaraz do niego wrócę.
Oczywiście normalnie w tej koncepcji uczucia są zarezerwowane tylko i wyłącznie do bóstw. Jeżeli masz jakieś uczucie, to według współczesnego świata na pewno jest to uczucie miłości, posłania związane z jakimś bóstwem. Ale hola, hola, dobry człowieku. Jak powiedział pewien człowiek obok Adolfa Hitlera, stojący na zdjęciu obok Adolfa Hitlera z podniesioną ręką do góry, kiedy wnuczek się zapytał: „Dziadku, ale co ty robisz obok tego strasznego pana?”. A dziadek powiedział: „Widzisz tą moją podniesioną rękę? Ja mówię mu: hola, hola, zły człowieku. Hola, hola!” No właśnie. Porozmawiajmy troszeczkę o tych uczuciach, bo te racjonalne historie to taka ciekawa rzecz. Prawda jest taka, przynajmniej w moim przypadku, że jakiekolwiek emocje, które mam dookoła, wcale nie są związane z tym, że ja sobie powieszę jakiś otarzyk, że sobie postawię Buddę albo coś w tym stylu. Niespecjalnie.
Nie mam, proszę ciebie, ani stojącego Buddy. Zapomnij, nic takiego. Nie mam właściwie żadnego symbolu religijnego. Dostałem kiedyś w prezencie od znajomego, bo znalazł na ulicy, jarmułkę. Takim szyderczym. Nosił ją z ironią przez parę chwil na ulicy, przespacerował się, żeby poczuć, jak to będzie, kiedy założy coś takiego. I to gdzieś lądowało w jakichś gratach. Wiem, że gdzieś tu jest. Jak znajdę, to pewnie wyrzucę do śmieci, bo po co mi to? Anyway.
Ale wiem, że przeniósł i wrzucił. Gdzieś w gratach tu jest. I była kupa zabawy z tym związana i rozmowy o religii, o tym, jaki to ma sens. Jakakolwiek religia, bo tu nie chciałbym tylko się ograniczać do szaleńców spod znaku tego jedynego Boga, bo tych jedynych bogów na świecie jest chyba setki czy tysiące w dzisiejszych czasach. Więcej niż korporacji. Korporacji jest limitowana ilość, bogów nigdy. Przynajmniej tak długo, jak przynoszą dochód tym, którzy ich wyznają. Sprowadzają na ten świat, można powiedzieć. Dokładnie. Wróćmy troszkę do tych uczuć, bo wydaje mi się, przynajmniej oglądając się na swoje własne życie, że co jak co, ale ostatnim miejscem, z którym bym związał swoje uczucia, są kwestie związane z jakimkolwiek bóstwem.
Nie wiem, jak jest u ciebie, ale przynajmniej u mnie jest to zupełnie niezrozumiała, abstrakcyjna historia. I to tak abstrakcyjna, że się mogę co najwyżej podrapać po głowie. Jest coś takiego w potocznym języku w różnych krajach, które zostały spacyfikowane przez rzymską prokuraturę, watykańską prokuraturę, że w niecnych powiedzonkach używa się zwrotów „święty” i tak dalej. W języku angielskim ostatnio popularne tutaj na warsztaciku u mnie powiedzonko to: „holy cow”, święta krowa. „Holy shit” oczywiście wszystkim znane „święte gówno”. I wiele innych odmian. Chociażby po polsku mówienie „Jezu” albo „Boże”, albo wszystkie te historie. To jest troszkę taki wytrych do naszego życia, że ciągle procedujemy coś w głowie, ciągle procedujemy tak podświadomie pewien rozsądny lub irracjonalny, religijny w każdym razie pogląd na życie. Ciągle gdzieś się odwołujemy do czegoś. Bo na czym się opiera wiara?
Przynajmniej część wiary. Ja tu nie chcę robić takiej głębokiej analizy lęków, stresu pourazowego, zaburzeń psychopatyczno-maniakalnych, tego typu historii. Zostawiam to gdzieś z boku. Trzepię tym mikrofonem, postawię go w jednym miejscu. Lubię obok tego mikrofonu pobujać się trochę. Anyway. Wiara religijna też jest niczym innym jak zagospodarowaniem emocji. Jeżeli na przykład z definicji, bo to w praktyce się nigdy nie wydarzyło, ale przypuśćmy, że na przykład poczułbym się dziwnie emocjonalnie, jakiś stan wzburzenia albo uniesienia, cokolwiek, jakkolwiek tego nie nazwiesz, dziwny sen, potężny sen. I gdyby jedyną koncepcją albo jedyną opcją wytłumaczenia sobie tego był jakiś dżentelmen, który przychodzi w sukience i mówi mi: „Hej stary, może ty sam nie wiesz, o czym jest ta historia, ale ja reprezentuję pewnego Boga. Kosztuje to tylko stówkę za godzinkę.
Wpadam tylko raz w niedzielę i ty też wpadasz raz w niedzielę. Się gadamy. Później zwiedzam cię na chacie. Wtedy w kopercie dajesz mi więcej i wszelkie twoje stany emocjonalne jestem w stanie wyjaśnić. Słuchaj, to Bóg się z tobą kontaktuje. Jeżeli dajesz mało, to Bóg się kontaktuje słabo. Bolą cię nerki, źle się czujesz. Słuchaj, musisz dać więcej. Jeżeli dajesz dużo, dobrze, to te stany to jest błogosławieństwo Boga. Nawet jak umrzesz na raka.
To jest oczywiście błogosławieństwo, bo pamiętaj, że tam czeka na ciebie raj”. Możesz mieć wrażenie, że mówię tylko o jednej watykańskiej, psychopatycznej wersji, ale naprawdę to nie jest jedyna watykańska, bo w wielu miejscach na świecie się utarło, że tylko oni, ale w rzeczywistości takich koncepcji na świat mniej lub bardziej opartych o jedno, trójcę, czwórce, nie wiem, cokolwiek, ale tej samej zasadzie, że ktoś ci tłumaczy, jak się czują twoje emocje z tobą i bierze za to kasę, jest sporo. I to jest taka podstawa wszelkich ruchów, nie tylko religijnych, a właściwie jak na to spojrzeć normalnie zdrowymi oczyma, to też ruchów religijnych tak zwanej współczesnej psychiatrii. Nic więcej. Przecież to jest próba tłumaczenia tylko i wyłącznie tego, czym są twoje i moje uczucia. Ktoś przychodzi, siada razem ze mną, gadamy i on mi tłumaczy: „Słuchaj, twoje uczucia to są zaburzenia czwartego, piątego rzędu. To jest tabletka, będziesz ją żarł przez pół roku. Jak cię nie przekręci, to ci przejdą te uczucia albo będziesz miał inne. Właściwie to nikt nie wie, ale podpisz papier. Jakbyś się przekręcił, to chcę być czysty”.
Do tego sprowadza się cała wiara i to dalej jest religijna historia. A gdzie jest życie? Życie jest absolutnie poza tym. Życie nigdy nie było religią i życie nigdy nie było racjonalne. Tak jak tworzenie nowego życia na tej planecie też nie ma nic wspólnego ani z rozsądkiem, ani z rozumem, ani tym bardziej z wiarą. Wyobraź sobie chłopaków i dziewczyny, jak tak stoicie obok siebie i siłą wiary, pięć metrów dystansu między wami i macie czworaczki. Jasne, już to widzę. Jak się okazuje, wszystkie te cudowne powiedzonka, które weszły do naszego życia jako definicja naszych stanów intelektualnych, jako coś, co jest miarką, którą przykładamy do praktycznie 80% naszego życia, że coś jest rozumne, racjonalne, że to ma sens i tak dalej, że coś jest oparte na wierze, że ta wiara jest okej. Wszystko to stoi tak daleko od tego, w jaki sposób żyjemy, że ja myślę, że ten dystans powoduje, że czasami chyba nie zauważamy, jak daleko to jest. Bo to jest jak życie na innej planecie.
Chociaż żyjemy na Ziemi, to żyjemy troszkę jako społeczność, jeżeli chodzi o te pojęcia: racjonalizm, irracjonalizm, wiara, niewiara, zabobony i tak dalej. Wszystkie te rzeczy żyjemy troszeczkę, jakbyśmy mieszkali na Ziemi i jest takie zjawisko, które powoduje, że chodzimy po niej. Nie do końca mamy pojęcie, co to jest. Nazywamy to grawitacja. Te naukowe definicje grawitacji to ja bym z dystansem traktował. Jeżeli się wbijesz w poważne naukowe rozważania, jest sporo prac na ten temat, to sama zauważysz i ty też, że nauka oferuje ci tylko jedną prostą odpowiedź na ten temat. Taka oficjalna nauka. Nie wiemy, co to jest i to jest ta oficjalna odpowiedź. Zakładamy. Jest oczywiście pewna koncepcja, która istnieje, która tłumaczy to zjawisko, ale tłumaczy to zjawisko, nie mówi, czym ono jest.
I to jest ta różnica, że jedna działająca koncepcja opisuje zjawisko i próbę korzystania z niego. Natomiast konserwatywna nauka zajmuje się badaniem zjawiska jako takiego, a nie wykorzystaniem. To jest ciekawa historia, zracjonalizowanie. Zjawisko się pojawiło, mrugnęła iskierka na środku pola i od tamtej pory pole jest ogrodzone. Wyszła tam ekipa naukowców z wojskiem dookoła i badają to miejsce, licząc na to, że pewnego dnia iskierka pojawi się znowu i wtedy dokonają wszelkich niezbędnych badań i wyprodukują wielką, niesamowitą broń, która będzie miotała tymi iskierkami i unicestwi wszystkich wrogów królestwa, którzy wierzą w innego Boga i mają ropę, którą spalają nasze czołgi. I tak to wygląda. I to jest racjonalizm? Troszeczkę daleko do tego, ale właściwie nie, niedaleko. To jest właściwie racjonalizm. To jest coś, co nazwaliśmy rozumem.
Czym jest rozum? Bo to jest zabawne i tu dochodzę do pewnej esencji, ponieważ współczesna filozofia i w ogóle współczesna teologia to jest coś, co się wyklucza nawzajem. I już ci wyjaśniam dlaczego. Bo fenomen polega na tym, że jeżeli tak się stanowisz normalnie jak chłop z krową na rowie, o co tu w tym wszystkim chodzi, to rozsądek to jest nic innego jak wiara w to, że ja ogarniam to zjawisko, które widzę dookoła siebie. To jest nic innego. Jeżeli mówię, że to jest rozsądek, ja to rozumiem, to znaczy tylko tyle, że ogarniam sytuację, która jest dookoła mnie przynajmniej w części albo wydaje mi się, że w większej lub mniejszej, albo że wszystko, nieważne. W każdym razie wydaje mi się, że kawałek z tego ogarniam. Na tyle wystarczy. Ten kawałek „wydaje mi się” właściwie nie jest żadna rozumna historia. Oczywiście mogę sobie wymyślić wzory matematyczne i tak dalej, ale to jest wiara.
I jak się okazuje, cały ten nasz rozum to jest wymyślony rozum, bo kto jest w stanie ocenić rozum? To jest dobre. Właściwie wymyślamy sobie, jak jesteśmy w stanie ocenić rozum. To można powiedzieć, że wymyśliliśmy sobie rozum jako cywilizacja. I jak sobie wymyśliliśmy rozum, bo uwierzyliśmy, że hu, hu, hu. Przepraszam, musiałem zrobić dramatyczny efekt, że jak wymyślimy sobie rozum, to wszystkie sprawy będą już logiczne, to będziemy mogli powiedzieć, że coś jest rozumne i zwalić na to wszystko, bo to właściwie chyba tylko chodzi o zwalanie naszej ignorancji i właściwie jest to nic innego jak tylko potwierdzenie pewnej ignorancji, że wymyśliliśmy sobie, że racjonalizm jako zaprzeczenie emocji. A tu się okazuje, że emocje to jest ciekawa rzecz. I teraz ta nauka ma bardzo ciekawe problemy, o których wspominałem ostatnio nawet na „Hiperprzestrzeniach”. O tej historii związanej z aminokwasami, o bardzo poważnych badaniach naukowych, które tam się czają. I nie mówię tylko o badaniach z Fundacji Keshe, bo tam akurat jest to temat dosyć dobrze znany, ale mówię o takich badaniach z innych laboratoriów, z bardzo porządnych laboratoriów i z Rosji, i z Ameryki.
W ogóle niezależnych, normalnych, oficjalnych. Nawet granty tam były rządowe, żeby to badać, bo każdy chce wiedzieć, jak jest. Może nie każdy, ale niektórzy, którzy płacą za nowe tabletki, chcą wiedzieć jak jest, bo dla nich to jest ich przyszłość. Oni wiedzą, że nie jest tak, jak piszą na opakowaniach do tabletek. To jest tylko część prawy, którą się opowiada. Najsłabsza część. Właściwie ciężko znaleźć tam nawet prawdę w tym wszystkim. Ale jest ta druga część, która też jest na raportach, tylko że te raporty zostają, bo te eksperymenty są cały czas robione. Ale tamte raporty już nie wyciekają do opinii publicznej. Natomiast informacja o tym przedostaje się w kręgach akademickich, bo koniec końców są to ludzie, którzy się spotykają, pracują często w tych samych uniwersytetach.
Zamknięte środowisko, bardzo hermetyczne. Także informacje się troszeczkę rozchodzą i tam czasami komuś zaświerzbi głowa i postanowi rozumnie, rozsądnie, czyli zracjonalizować coś i zrobić eksperyment. I się okazuje, że faktycznie coś z tymi aminokwasami jest i naszymi emocjami. Tu wrócę do eksperymentu szczelinowego, znanego strasznie chyba wszędzie na świecie. Jest tak popularny. Wszyscy miłośnicy nowej religii. To jest taka religia w obrębie oficjalnej nauki, która się nazywa fizyka kwantowa i jak dla mnie to jest po prostu bullshit kompletny, ale to moja definicja. Ty nie musisz się z tym zgadzać, człowieku. Ja absolutnie w to nie wierzę. Dla mnie to jest ściema na maksa.
W każdym razie wszyscy się rzucili na badanie tych powiązań, bo się okazuje, że w tym eksperymencie szczelinowym, gdzie się rozbija ten promień lasera i się bada, jakie on wywoła efekty, kiedy przechodzi przez jedną dziurę, przez jedną szczelinę albo dwie szczeliny, co się będzie działo. I tam jest oczywiście ten paradoks, jak niektórzy nazywają, że obserwator ma wpływ na obiekt obserwowany, na przebieg eksperymentu. Tak brzmi to w definicji. Obserwator zawsze wpływa na przebieg eksperymentu. Normalne. Alchemik jest częścią swojego alchemicznego warsztatu. O tym czyżby już wszyscy od średniowiecza zapomnieli? I się okazuje, że wszyscy sobie teraz gremialnie w świecie naukowym przypominają. Słynna historia opisywana, zresztą chyba nie jedna, setki historii opisywane przez jak się ten gentleman nazywa? Zawsze go zapominam, bo czytałem go też chyba z 10 lat temu.
Bardzo popularny teraz w Polsce, bo przetłumaczony na język polski. Bruce Wilson. Och, zapomniałem. Mniejsza o to. Dżentelmen mówiący o DNA, o tym, jak się komórki reprodukują i tak dalej. Zostawię to. Jak zwykle nie pamiętam żadnych nazwisk. Anyway, jest sporo takich ludzi i sporo badań, które w ogóle nie trafiają do takiej publiczności, bo właściwie nie ma takiego showmańskiego wyrzucania ich na zewnątrz, nie ma książek takich fajnie napisanych na ich temat i tak dalej. Są po prostu tylko i wyłącznie suchymi pracami naukowymi. I tam się pojawia bardzo dużo, ostatnio coraz częściej opisów, w jaki sposób eksperymentator wpływa na obiekt i jak mocno jest wszystko ze sobą powiązane.
Oczywiście możemy to zawęzić do aminokwasów, możemy pójść trochę dalej, czyli zastanowić się, czym są aminokwasy, ale to są takie naukowe dywagacje. Ja to zostawiam. Sens tych dywagacji, bo sens tu właściwie jest chyba najbardziej istotny, jest taki, że my jesteśmy siłą sprawczą, która kreuje rzeczywistość dookoła nas, ale nie w formie teoretycznej, takiej wymedytowanej, bo to oczywiście jest znany numer właściwie z każdej tak zwanej filozofii Wschodu, że to my tworzymy rzeczywistość. Tam to jest normalne, to jest energia chi. To praktycznie chyba wszędzie poza Europą jest to normalny standard, który jest ogólnie akceptowalny i przyjmowalny przez każdego mieszkańca. Natomiast ci mieszkańcy tej planety Ziemia, którzy dorastali w Europie, mają z tym największy problem. I teraz odkrywają to, że nagle tworzą rzeczywistość swoją myślą. I że to jest takie fascynujące, że jak medytujesz, to się uspokajasz i świat dookoła ciebie robi się spokojniejszy. Dziwni ludzie znikają dookoła. Widzisz takie duże pozytywne działanie w swoim życiu tych wszystkich praktyk, takie delikatne praktyki, że ty chodzisz sobie, wyciszasz się przez parę godzin i tak dalej.
Proste rzeczy. Dawniej chłop szedł do lasu, posiedział sobie przy drzewie, efekt był ten sam. Ale dzisiaj okej, dobrze, że przynajmniej mamy jogę i wszystkie te dodatkowe rzeczy. Dobrze to działa, bo działa. Nie ma z tym żadnego problemu. I to jest właśnie powrót do uczuć, bo nagle się okazuje, że nasz stan emocjonalny jest sterowany przez taki pilot remote control, który trzymamy w ręku, który się nazywa uczucia. I teraz, jeżeli ktoś mówi, że wbijając sobie ten słupek racjonalizmu gdzieś na środku pola albo zakładając jakąkolwiek teologię, filozofię, cokolwiek, jakikolwiek koncept, on będzie tworzył cokolwiek nowego i że jeszcze uda mu się przeżyć na tej planecie w całości do końca swoich dni, to ja bym się tak zastanawiał, czy to naprawdę ma sens, czy nie mamy do czynienia zwyczajnie z samobójcą takim cywilizacyjnym, bo jak się okazuje, jest to osoba, która może mieć poważny problem z obserwacją rzeczywistości taką, jaka ona jest. I właściwie więcej w tym wyobrażania sobie świata i takiego bardzo, no co dużo mówić, zdroworzeczeniowego myślenia, właściwie bardziej fatalistycznego, bo jeżeli masz takie podejście, to właściwie czeka cię chyba tylko fatalizm. No bo jak tutaj zdając się na rozsądek albo na religię, na wiarę religijną zejść z tego wzgórza, a wyobraź sobie, że rozpadał się deszcz, a poniżej jak sobie zejdziesz, jest piękny las, w którym jest sucho albo piękna chatka, w której jest kominek, a ty stoisz, a tam leje, bo stoisz przywiązany do tego słupka z napisem racjonalizm albo cokolwiek. I to jest ta zasadnicza różnica, że to pozbawia nas tej elastyczności, dzięki której możemy przeżyć na planecie.
I mi się wydaje, że cokolwiek, tak jak ci wcześniej wspominałem, przecież jak się przyjrzysz na eksperymenty, odkrycia naukowe, cokolwiek się pojawia na tej planecie, nie ma absolutnie wspólnego nic. Nic. 100%. Absolutnie. W ogóle inna historia. Nie ma nic wspólnego z racjonalizmem ani z wiarą. Chociaż niektórzy wynalazcy lubią widzieć rękę Boga w swoich odkryciach i często to raportują. Nie tylko jednego, wielu wynalazców. Są tacy, którzy mówią, że Shiva. Są tacy, którzy mówią, że Jezus Lord, Jesus Lord.
Inni mówią, że coś innego. Każdy mówi po swojemu. Są tacy, owszem, zgadzam się. Nie jest to tak, że ja tutaj teraz wycinam ten kawałek rzeczywistości. Nie, on istnieje. On istnieje. Zawsze istniał. On jest tutaj pracowany od paru tysięcy lat. I tak jak racjonalizm, tak jak inne pomysły na światopogląd, bo w ogóle sam termin, że światopogląd, że człowiek spotyka się z drugim i będzie wymieniał światopogląd. To jest jakieś szaleństwo.
Jak człowiek spotyka się z drugim, to po to, żeby się poznać, a nie no właśnie ... sobie stroić postawę, bo oczywiście definicja światopoglądu też istnieje i jest to postawa charakteryzująca się wiarą w pozytywną rolę rozumu i nauki. Czyli jeżeli uwierzysz w to, że moje kółka zębate w moim urządzeniu, które działa tylko w 20% i ciągle się psuje, jest odpowiedzią na wszelkie twoje pytania, to w tym momencie oznacza, że jesteśmy ludźmi, którzy wyznają światopogląd rozumu. Jesteśmy racjonalni i naukowi, bo to jest też definicja poniekąd współczesna nauki. Teraz co zrobić z tymi wszystkimi, którzy ani nie poszli do kościoła, ani za bardzo nie szlifują grantów na uniwersytetach, a zrobili urządzenia, w których sprawność wynosi powyżej 100% wkładanej energii? I co teraz z tym zrobić? No właśnie. Przerwa na ostatni łyk kawki i na ostatni kęs ciasteczka. Sobota po robocie. Doskonale.
Anyway, także już skończyłem. Ale wracając do tych szalonych wyskoków racjonalności. Właśnie, w Radiu Na Fali, możesz zadzwonić, bo to jest live. U mnie jest, tak jak mówiłem, na południu Londynu jest już prawie wpół do dwunastej. W Polsce jest o godzinę później, więc jest po dwunastej. radionafali.com. Także śmiało, jeżeli masz jakiś pomysł na ten racjonalizm. Ja tutaj skręcam w kierunku czegoś takiego. Kawę połknąłem chyba. Musi się coś dziać.
To jest na żywo. Absolutnie, człowieku, nie będzie cięte. Zapomnij o tym. W każdym razie ja tu się kręcę na foteliku i z mikrofonem się kręcę i w ogóle jestem dynamiczny. Ale wracając do tego wszystkiego, bo ja tutaj oczywiście cały czas o tym racjonalizmie, o ucieczce od racjonalizmu, o emocjach przede wszystkim, o uczuciach. Bo tak jak wspomniałem, co z tym całym racjonalizmem technologicznym, jeżeli się okaże, że te nowe urządzenia robią więcej niż pobierają? Czyli co? To już nie jest racjonalne. To już nie jest rozumne, bo rozum nie zakłada takiego działania. Rozumne, czyli wiara w to, że prawa są takie, a nie inne.
Ale teraz pójdźmy dalej. Co się okaże za chwilę, jeżeli panelem sterowania będą nasze emocje do tych wszystkich urządzeń, a nie czerwone guziki albo zielone, albo przekładnie, jakieś programy komputerowe, tylko zwyczajnie rzecz ujmując nasze uczucia. I to nie jest kwestia wiary, tylko kwestia tego, czym są uczucia. To jest stan emocjonalny. Czyli emocje to jest to coś, o czym mówi ta współczesna nauka, że jeszcze na sekundę wrócę do tych historii związanych z aminokwasami, z polem, które człowiek tworzy dookoła. Każdy lekarz wie, że szczęśliwy pacjent szybciutko wraca do zdrowia. Nieszczęśliwy może nawet zemrzeć po drodze i to nawet z błahej przyczyny. Znane od setek tysięcy lat albo i dłużej, odkąd ludzkość istnieje, prawidła natury, które ciągle w tej racjonalnej zalewie światopoglądowej mają bardzo poważny problem, żeby się przebić. Takie elementarne prawdy, że jak jesteś szczęśliwy, ja jestem szczęśliwy, to w ogóle życie jest fajniejsze. Te koncepty, które budujemy w głowach, są szczęśliwsze i nie kopią nas po tyłku.
Nie wstajemy codziennie rano i nie strzelamy sobie w kolano na dzień dobry, tylko robimy coś miłego. I to jest właśnie ten koncept. Tylko że nie jest to racjonalne, bo jeżeli sobie, przynajmniej ja tak przeleciałem w głowie te koncepcje racjonalne, jak to wygląda w dzisiejszych czasach, co jest z tym racjonalizmem naprzeciwko emocjom? To jest pozyskiwanie energii i to w taki sposób, że ktoś musi zostać zabity. Czyli generalnie kiepskie emocje, ale kiepskie emocje są wyparte przez tak zwany racjonalizm. Jest takie pojęcie, bardzo popularne w dzisiejszych czasach. Nazywa się realpolitik, czyli prawdziwa polityka. Przepraszam. Realia polityki. Przepraszam, idę sobie po jakąś wodę.
Człowieku, daj mi sekundę, zaraz wracam. Jejku, jak dobrze mieć pod ręką butelkę wody. Wow, doskonała historia! Przepraszam, że ja tutaj tak znikam, ale nie jestem w pracy. Jesteś moim gościem. Tak zwyczajnie witam cię u siebie prywatnie, w domu. Załóż sobie kapcie, rozsiądź się wygodnie ze swoją kawą i herbatą i posłuchaj, co tutaj mówię. Jak chcesz zadzwonić, tak jak mówiłem radionafali.com. Dobra, mam już wodę, nie uschnę, także mogę dalej kontynuować swoje rozważania z tym racjonalizmem. Bo mówię o wygonieniu tego racjonalizmu.
Myślę, że to jest chyba taka rzecz, która charakteryzuje nadchodzące czasy, że cokolwiek chcemy, ten cały racjonalizm, jak każda właściwie filozofia, bo racjonalizm nie jest jedyną filozofią, która uwiązała nas w jakiś sposób, że ktoś nam wrzucił do głowy taki pomysł i zaraził tym, że koniecznie część naszego świata musi tak wyglądać, bo iluś tam ludzi to powiedziało. To jest trochę tak jak z tymi prawami naukowymi, że zebrało się 100 naukowców i wiele takich poważnych praw w nauce na temat elektryczności i kilku innych rzeczy powstało tak, że się zebrali i jeden koleś powiedział: „Słuchajcie, po prostu napiszmy, że to jest to”. I robimy głosowanie, kto jest za. 57 było za, 43 było przeciw. Przeszło. Rozumiesz? I tak przechodzą prawa nauki. Poważnie. Nie chcę teraz cytować co i jak, bo byś się załamał człowieku. Na razie to zostawię, ale możesz sobie znaleźć.
Wiele praw nauki zostało poddanych głosowaniu i w ten oto sposób stały się prawami nauki. Nie eksperymentalnie. Nikt tego nie sprawdzał, co ty, tylko było na zasadzie kto w co wierzy i jak dużo jest wierzących w tych z lewej albo jak dużo wierzących z prawej strony. I to jest tak zwany racjonalizm. Ja wcale nie żartuję. Całe podręczniki akademickie są na ten temat. Na temat tych prac, które zostały wybrane metodą głosowania, jak w słynnym filmie „Race”. Którą metodą głosujemy? Ale jaką metodą głosowania wybierzemy do głosowania oczywiście. To takie główne bolączki tego racjonalnego świata naukowego.
Bo co się człowiek tam wychyli, to wiadomo, że cokolwiek by nie mówić, takie prawdziwe życie jest na kontrze, bo nasze emocje i sterowanie tym wszystkim w ogóle nie zakłada pojęcia na przykład pośrednika, czyli takiego cwanego kolesia w białym kitlu z długopisami w kieszonce, który ci mówi: „Okej, proszę pana, my to wiemy lepiej, co z panem zrobić” i tak dalej. Tu się okazuje, że w ogóle koncept rzeczywistości jest inny, przynajmniej od tej strony. Jeżeli spojrzysz, przynajmniej takimi oczyma, jak ja się na to przyglądam, że skoro racjonalizm nie istnieje i naszą naturą jest nic innego jak zwyczajnie podróż, taka wędrówka. Wędrujemy sobie poprzez wzgórza, łąki, pola, lasy, dookoła jeziora, światy, wzdłuż wybrzeża. Sobie wędrujemy tak zwyczajnie, podróżnicy, życiowi podróżnicy. I to jest sposób, w jaki zdobywamy doświadczenie. Cokolwiek nie nazwamy tym doświadczeniem, nie ma nic wspólnego ze staniem w miejscu. Jakakolwiek opcja na to, że budujesz coś albo ja coś wybuduję i zacznę się do tego modlić, albo ty, albo ja, w tym momencie powoduje, że właściwie nie ma już dalszych rozwiązań, że uznaliśmy, że to jest nasz kres naszej drogi i że wynosimy się stąd. Bo jeżeli w tym momencie grzebiemy swoje uczucia, czyli coś, co nawet współczesna nauka zaczyna zauważać jako taki kluczowy element, właśnie te uczucia tworzą takie ciekawe pola dookoła, tak wbiję trochę w naukę, które determinują zachowania różnych substancji, właściwie jak się okazuje, wszystkich substancji dookoła nas. Coraz częściej coraz więcej wypływa tych wszystkich rzeczy.
Ja wspomniałem o medycynie, o czuciu się szczęśliwym, że to pomaga w leczeniu. Przecież są całe terapie na tym oparte. Przecież nie po to człowiek wywala gigantyczną kasę, żeby się udać do ekskluzywnej kliniki, żeby go tam traktowali jak szmatę od podłogi tylko dlatego, że tam ma doskonałą opiekę i się czuje genialnie. Na tym polega cały numer. Oprócz oczywiście doskonałych technik medycznych albo jakoś tak, które tam najczęściej lądują. Takich, których nie ma w normalnych przychodniach, bo jest więcej kasy. Bo to też taki racjonalizm, że oczywiście z racjonalnego punktu widzenia tylko ten, kto dostarcza więcej pieniędzy, może skorzystać z dostarczenia mu lepszego sprzętu medycznego. Światopogląd i postawa. Racjonalizm światopoglądowy. Ja myślę, że to wszystko jest skazane na zagładę tak czy siak, bo wyobraź sobie, że cokolwiek zaczyna się ruszać na świecie, a wygląda na to, że już się ruszyło.
Zależy oczywiście, jak na to spojrzeć. Z mojej perspektywy świat się cały czas rusza. To nie jest kwestia, że od wczoraj rusza się szybciej, a przedwczoraj ruszał się wolniej albo coś takiego. Okej, są pewne rzeczy, o których mogę powiedzieć, że wydaje mi się, że pewne interakcje dookoła mnie przyśpieszyły, ale to też nie będę się czarował za bardzo, bo znam, przynajmniej tak mi się wydaje, samego siebie od tej strony i zakładam, że nie jestem człowiekiem racjonalnym i nie ma we mnie ani grama rozsądku. Przy czym na dodatek w ogóle nie jestem osobą wiary. Nie jestem aż tak sentymentalny, chociaż lubię sentymentalizm, dlatego że mi go chyba czasami brakuje. Czasem jest taki pociągający, taka inna sprawa, bardzo egzotyczna troszeczkę. Anyway, ani jedno, ani drugie. Jestem po prostu człowiekiem w drodze. Podejrzewam, tak samo jak ty, tak samo jak milion innych ludzi.
I nie ma tutaj miejsca właśnie na ten infantylizm, tak to się po angielsku nazywa. Przynajmniej często się używa właśnie tego określenia, że jest to tak dziecięce, bo infantylizm to jest po prostu zdziecinnienie i to jakieś zdziecinnienie w sensie takiego rozkapryszonego dziecka. Postaci z hollywoodzkiego filmu, można powiedzieć, złego dzieciaka. Otóż to. I taka naiwność w to, że wszystkie rzeczy, wszystkie wytłumaczenia, które są dookoła nas, są tymi właściwymi wytłumaczeniami. I to jest chyba ta jedyna rzecz, która potrafi przytrzymać czasami całe narody na setki lat przed tym, żeby zrobić krok do przodu, żeby przestać się wyrzynać, żeby przestać tworzyć jakąś patologię. Ja myślę, że to jest jedyny, może nie jedyny, ale to jest taki główny wątek, który się pojawia zawsze w okolicy. To jest właśnie wątek racjonalizowania sobie swojego własnego życia, czyli nadawania mu sensu. Cokolwiek robimy, właściwie się często okazuje, że czasami ktoś ma krzywe emocje, zrobi coś krzywego i zaczyna się wielki dramat, bo w tym momencie zaczyna zwyczajnie szukać jakiegoś wytłumaczenia, że przynajmniej nie poczuć się kiepsko ze sobą, bo właściwie moim zdaniem sprowadza się to do takiej bardzo prostej opcji: jesteśmy efektem tego, co robimy. Czyli jeżeli zrobisz kiepski numer, to kiepski numer do ciebie wraca.
Może nie wraca dosłownie. W sensie taka sama historia. Jeżeli komuś nadepnąłeś na nogę, to nie znaczy, że ktoś ci nadepnie na nogę za pół godziny. Może być tak, że coś ci nie pójdzie, jakaś sprawa nie zostanie załatwiona, ktoś cię potraktuje w bardzo niemiły sposób albo spadnie ci cegła na głowę na środku pustyni. Różnie może to się skończyć. Może być tak, że cały czas to zgarniasz, tylko jesteś już w takim bigosie, w takim zamęcie, że sam tego nie widzisz. Znam taką historię. Przepraszam, sobie łyknę wody. Przyznam się szczerze, Gentlemana prywatnie nie znam. Ale też nie wiem, czy chciałbym poznawać.
Pozwolisz, że sobie jeszcze odpalę troszkę dymu w dobrej intencji pokoju i miłości, bo nie znam Gentlemana, ale opowiem troszkę tak z drugiej ręki znam historię. Nie powiem ci żadnych nazwisk, ale ciekawa sprawa Dżentelmen zajmuje się leczeniem. Nie jest lekarzem. Jest to właściciel prywatnej kliniki medycznej. I dżentelmen ma chorobę psychiczną, można powiedzieć, że rozmawiając ze znajomymi bardzo lubi używać takiego zwrotu, że bardzo mu się podoba, kiedy ludzie chorują, że on sobie życzy, żeby wszyscy ludzie na świecie chorowali, bo on wtedy będzie miał klientów w swojej klinice. Im bardziej chorzy, im bardziej ciężko chorzy, tym więcej zarabia ta klinika. I on normalnie na prywatnych imprezach, w towarzystwie ludzi potrafi bałwanować takim tekstem. I wydaje mu się, że wszystko jest okej. Bo jest to, co by tu dużo nie mówić, z angielskiego mówiąc profitable, bardzo dochodowe zajęcie. Naprawdę bardzo w jego przypadku dochodowe.
Nie jest to aż taka tania i dziadowska klinika od tej strony. Mało się chyba nie płaci. I don't know. Nie chcę tu wymyślać. Też nie jest to taki exclusive. Biznes chyba na rozruchu jest. I don't know. W każdym razie jakaś kasa jest. Jest drogi samochód, są wakacje w drogich miejscach, jest kobieta, jest dziecko. Nie będę tutaj opowiadał prywatnych historii, bo to nie miejsce, ale efekt jest taki, że ludzie się z własnym dzieckiem nie dogadują i to bardzo poważnie.
A dziecko jest w takim wieku, że jeżeli dziecko nie dogaduje się z rodzicami, to nie możesz niczego zwalić na dziecko, bo ono chętnie by się z nimi dogadało każdego dnia. Tylko zdaje się, rodzice są zajęci czymś innym. I to jest taki kocioł, w którym ludzie dorastają, bo to jest jedno, drugie, zdaje się dziecko. I tak sobie dorastają w tym kociołku, nie zdając sobie sprawy, jak życie kręci się dookoła nich. Pewnego dnia emocja, którą cały czas sieją z drugiej strony, będzie słaba do przyjęcia. Bo dziecko podrośnie i jaka będzie emocja pomiędzy nimi? Może być słaba emocja, nawet nie pomiędzy nimi, tylko własna emocja, kiedy się zauważy, że dziecko dorosło i że to jest też żywa istota, która emituje pewną interakcję nawet stojąc obok ciebie. Ty się albo fajnie czujesz, albo nie. Jeżeli to jest twoja krew, to jak dużo tracisz, jak dużo zyskujesz, można powiedzieć. Jeżeli ktoś szuka takiego podejścia zwycięzcy.
I to jest związane z tym chorowaniem. Człowiek, który marzy sobie, życzy sobie wszystkich ludzi chorych na świecie, sam właściwie po cichutku sprowadził na swoją rodzinę zarazę. Taką zarazę, że właściwie nikt tam nie ma kontaktu. Masz parę osób, które mieszkają pod jednym dachem, które mają wszystkiego w bród. Mają czas dla siebie, mają pieniądze na ekskluzywne wakacje, na które nigdy razem nie jeżdżą. Dzieci zostają z niańką, bo rodzice nie chcą mieć kontaktu z dziećmi. Takie historie. I teraz sobie wyobraź, że ci ludzie mają wszystko. Ta grupa ludzi, a jednocześnie nie ma niczego. Są chorzy i nawet tego nie zauważyli.
I to jest ciekawa historia. Wyobraź sobie, że takich ludzi spotykasz masę. To są czasami ludzie, z którymi robisz interesy. Ty, tak samo jak ja, często nie widzimy poświęceń, które są płacone przez tych ludzi. Bo tym jest. To jest poświęcenie. Ktoś świadomie się na to skazuje, mniej lub bardziej, ale jest to poświęcenie. Tutaj nie ma miejsca za bardzo, żeby ktoś był draniem. Po prostu są tylko i wyłącznie ludzie, którzy rzucili się w taki samobójczy lot. Jedynie można współczuć i żałować i życzyć jakiejś poprawy, bo krzyczeć na nich to nawet już nie ma sensu, bo to jest naprawdę mocno samobójcza misja.
I takich ludzi jest masa. Na pewno znasz paru takich ludzi. Ja opowiedziałem ci historię jako przykład historii człowieka, którego nie znam, ale nie chcę mówić o ludziach, których znam, bo znam jeszcze takich ludzi. Tamten jest bezpieczny, zostanie anonimowy do końca świata i się nie dowieś kto to jest, bo ja też go nie znam. Bo historia jest prawdziwa. Niemniej widzę dokładnie takie same historie i w swoim życiu przede wszystkim, bo mówienie o ludziach to taki cwaniacki numer. U siebie w życiu widzę ewidentnie te same historie. Teraz jestem cwany, bo troszkę lat na karku stuknęło i dzięki temu mogę się cofnąć ileś tam lat do tyłu swojego życia i tu, i tam, z tymi ludźmi, tamtymi ludźmi, w takich, a nie innych sytuacjach. I to fajnie wszystko wychodzi. Bardzo mi się to podoba.
To jest taka pewna klarowność myślenia i jak zwykle dodam, bo dzisiaj jest na ten temat. Wyobraź sobie, że wszystkie te rzeczy, które zadziałały w moim życiu i które działają do tej pory, nie mają nic wspólnego z pojęciem słowa racjonalizm. W ogóle z tym, że ja w jakikolwiek sposób uwierzyłem w coś albo ustawiłem się w pozie takiego rozsądnego człowieka, który rozsądnie coś rozumie. Nie za bardzo. Z reguły jest to dziki bieg przez łąkę na zasadzie eksperymentatora. I powiem ci szczerze, chyba wszyscy ludzie, których znam, którzy są okej i z którymi dobrze się czuję i myślę, że ty też byś się dobrze czuła i ty też, człowieku, bo są to fantastyczni ludzie, mają jedną charakterystyczną cechę. Mianowicie ten odruch eksperymentatora, który powoduje, że biegnąc jeszcze przez to pole, kiedy będą na drodze mieli ten słupek z napisem „racjonalizm”, do którego ktoś się przywiązał, to jeszcze kopną ten słupek tak, że tamten się zerwie ze smyczy i nie będzie wiedział, co ze sobą zrobić. To bardziej takie charaktery, które sobie przebiegają beztrosko przez wszelkie pola, nie robiąc sobie nic z niczego. Oczywiście mówię w sensie pozytywnym, bo tutaj nie ma opcji na jakąś krzywdę dla drugiego człowieka. Jedyną opcją, gdzie się pojawia krzywda, możesz mi wierzyć lub nie, to jest oczywiście moje podejście do sprawy i to, jak ja to widzę, to jest ten racjonalizm, bo to jest jedyne miejsce, gdzie ludzie po cwaniacku próbują kopnąć się nawzajem w dupę, wyciągnąć od siebie trochę kasy i szukają argumentów, które spowodują, że będą się lepiej czuli we własnych oczach.
Kiedy przyjdzie do momentu wydawania tej kasy i oni na przykład będą czuli się zajebiście, bo kupują coś, czego potrzebują, cokolwiek. Prowadzą tą grę z tymi banknotami, wymieniają to na coś innego. Te emocje pulsują tu, chcą tam, tam. Dobre. Ciągnie ich gorąco we krwi. Zakupy. Całe to szaleństwo, te uczucia. Tylko sobie nie zdają sprawy z tego, że te uczucia można osiągnąć w inny sposób. Moim zdaniem nie można, ale to już jest mój własny osąd sytuacji. Moim zdaniem się nie powinno orać kogokolwiek, żeby dojść do patologicznego momentu, żeby orając kogoś samemu podbudowywać swoje własne emocje.
I to jeszcze w taki sposób, że nie wymieniasz się interakcją z kimś, tylko wymieniasz się przedmiotami. Tylko ty masz interakcję z przedmiotami. To jest właśnie ta racjonalizacja. To jest ten zwariowany numer, za którym stoją wszystkie morderstwa, ludobójstwa, cała ta polityka, realpolitik na świecie. Ten termin, o którym wspomniałem, to długa historia z Brzezińskim w tle i nie tylko, z Grupą Bilderberg. W każdym razie jest to termin, który właściwie określa najbardziej brutalne rzezie w historii wojen i polityk. Jak skazywano narody na eksterminację, nazywano to realpolitik, czyli że to była prawdziwa polityka. Jak to po rusku powiedzieć? Tego się nie da po rusku powiedzieć. Tylko psychopata może wymyślić coś takiego.
Chodzi o to, że były jakieś powody ku temu, że ci ludzie musieli zginąć, że były jakieś wyższe powody natury politycznej, bo polityka taka była i wszyscy musieli zostać wymordowani. To jest chore. Wyobrażasz to sobie? Że polityka to jakaś zabawa, że ktoś się ustalił z kimś, że: „Jurek, jutro wysyłam na wzgórze 345 facetów z karabinami. Co ty na to?” „Dobra, wysyłaj, zobaczymy, jak się zabawa potoczy dalej.” Po czym wraca i mówi: „Jurek, chłopaki były świetne, wyrżnęli mi pół miasta. To ja teraz stawiam tych z czołgami naprzeciwko temu od ciebie. Zobaczymy, jak sobie poradzą chłopaki.” I taka zabawa. I to się nazywa realpolitik, bo ktoś coś komuś, coś zobowiązania. I najlepszy numer polega na tym, że ludzie, którzy uprawiają tą zabawę, nigdy nie wysyłają swoich własnych dzieci na wojnę. Jest taka oczywiście legenda związana z I wojną światową, bo ciężko to oficjalnie zweryfikować, że głównym powodem, dla którego się zakończyła, było to, że fala zniszczeń wśród ludzi, personalnych strat, że praktycznie każda rodzina była bez kogoś podczas I wojny światowej, przynajmniej w samym środku Europy.
Doszło do tego, że właściwie możne rodziny europejskie zaczęły tracić swoich synów na wojnie. Głupio było zrobić tak, żeby oni nie szli na wojnę, bo byłby bunt społeczny. Troszeczkę inne czasy były. Ludzie czytali może mniej gazet, mniej telewizji oglądali, bo jej jeszcze w ogóle nie było. Propaganda świetnie działała, ale ludzie jeszcze mieli troszkę ognia w sobie. I w pewnym momencie się okazało, że kiedy ci bogaci zaczęli wysyłać swoje dzieci na wojnę, to te dzieci często trafiały na pierwszy front, bo ta cała wojna stała się jednym wielkim pierwszym frontem. Taką ekstremalną eksterminacją się nawzajem w okopach, w błocie. I się okazało, że zbyt dużo ich zginęło. I w tym momencie zabawa przestała być fajna, bo się okazało, że kiedy giną nasze dzieci, to zabawa jest już mniej fajna niż kiedy giną dzieci sąsiada. I to był racjonalizm.
Ktoś powiedział racjonalizm? Nie wiem, czy racjonalizm. Ciężko szukać tu racjonalnego podejścia. Jeżeli dopiero w tym momencie, kiedy twoje dziecko jest stuknięte, to dopiero widzisz, że coś się dzieje. Inne dzieci nie grają roli. To już troszkę daleko od racjonalizmu, chociaż może to jest właśnie chyba jednak definicja racjonalizmu. Może właśnie to jest to, z czego są dumni ci wszyscy wyznawcy słowa racjonalizm i tego racjonalnego świata, tego umysłu oświeconego, który jest taki techniczny i w ogóle nie daje sobie rządzić żadnymi emocjami, który w ogóle nie uznaje żadnych emocji, nie ma empatii. Bo chyba najważniejszym czymś, składnikiem moim zdaniem naszego życia na tej planiecie, naszej egzystencji, jest nic innego jak empatia. Taka szczera, bezwarunkowa miłość do siebie nawzajem. Oczywiście nie mówię, człowieku, żebyś się rzucał każdemu na szyję, ale żebyś miał dobre serce dla każdego.
Nie musisz z każdym spędzać swojego życia. Ja mam masę ludzi, z którymi absolutnie nie mam ochoty spędzić nawet minuty w swoim życiu. Co nie znaczy, że uważam, że to źli ludzie. Po prostu nie chcę spędzać z nimi czasu i to wszystko. Chociaż to na pewno fantastyczni ludzie, robią swoje rzeczy, wszystko jest okej. Ale to nie jest moja bajka i wszystko jest super, bo to wcale nie znaczy, że ja muszę być wszędzie. Ale właśnie to jest taka empatia. Niech sobie będzie, niech sobie każdy po prostu będzie. Przecież mi to absolutnie nie przeszkadza. I to jest piękna rzecz.
I to jest coś, co stoi w ogóle z dala od racjonalizmu. Bo ja po prostu biegnę przez łąkę. Wiem, że biegnę przez łąkę. Nigdy nie będę się wiązał do tego słupka. Nie mam konkurencji. Nie muszę walczyć z tym kocim przywiązanym do słupka obok i się zagryzać o to, kto wygryzie więcej trawy dookoła słupka na swojej smyczy. Nic z tych rzeczy. Nie muszę się zajmować sentymentalną wiarą w jakiegoś Boga i bronić swojego dogmatu. Nie mam na to czasu. Po prostu biegnę przez to pole i zobaczymy, co ja nazrywam w te ręce.
Jak zejdę z pola, to zobaczę, co się będzie działo dalej. Myślę, że to jedyna chyba opcja. Tymczasem dzwoni telefon i już odbieram. Halo, halo.
[01:30:36] - Halo, halo.
[01:30:37] - Halo, halo. Witam, jestem Bart. Jak zdrówko, szanowny panu?
[01:30:41] - Bardzo dobrze. Pozdrawiam ciebie. Pozdrawiam słuchaczy Radia Napali. Bardzo mi się podoba twoje dzisiejsze rozważanie na temat rozsądku. Tak sobie tu siedzę i słucham.
[01:30:50] - Miło mi serdecznie.
[01:30:51] - Chciałem dorzucić parę groszy swoich z mojej perspektywy.
[01:30:55] - To ja się wyciszę, zrobię jakąś chmurę w intencji pokoju i miłości i słucham twojej refleksji.
[01:30:59] - Rozumiem, rozumiem. To jest bardzo ciekawe rozważanie, które dzisiaj prowadzisz o rozsądku i o tym, jakie to właściwie nam nadaje kajdany, że tak powiem.
[01:31:10] - Toksyczne słowo, jak się okazuje. Dosyć mocno.
[01:31:12] - Tak. W ogóle ma znaczenie kompletnie inne niż takie ogólnoprzyjęte, jeżeli się nad tym zastanowić. Rozsądek jako coś, co bardzo ogranicza nasze poznanie w ogóle. I właściwie ten obszar badawczy się bardzo zawęża, jeżeli chodzi o wszystkie dziedziny naukowe, akademickie i tak dalej, które opierają się na takich czystych faktach, tak zwanych naukowych. Ten obszar poznania naszego się bardzo zawęża Ja myślę o takiej rzeczy automatycznie, o której wielu ludzi wydaje się zapominać ostatnimi czasy, że my jako istota ludzka nie tylko składamy się z ciała materialnego, tylko jest jeszcze ciało duchowe i to energetyczne. I ludzie na co dzień wydaje się, nie myślą o tym i tego ciała energetycznego czy duchowego nie uznają za oczywiste. To jest coś, co trzeba udowodnić albo nauczyć się o tym od jakiegoś pana profesora, który ma papiery z akademii i przeszedł niesamowite kursy i tak dalej. A ludzie zapominają o tym, że wszystko to jest interakcja energii i materii. To wszystko się kotłuje razem i to wszystko się kręci wokół siebie i tak jest stworzony świat i nasze istnienie.
[01:32:42] - A my dysputujemy jako cywilizacja zawsze sztywny model. Co jest w ogóle najbardziej fascynującym zjawiskiem w tym wszystkim. Żyjemy w dynamicznym świecie, ale jako podstawę bytu uznajemy statyczny model.
[01:32:55] - Właśnie. I teraz ja się zastanawiam nad tym, dlaczego tak jest. I wydaje mi się, że odpowiedź jest bardzo prosta. My jako cywilizacja w tak zwanym swoim postępie rozwinęliśmy się na dwa sposoby, ale na jeden z tych sposobów bardziej niż drugi. Dlatego, że dwa sposoby pojawiają się z tego faktu, że my jesteśmy istotami i materialnymi, i fizycznymi, i istotami energetycznymi. To jest połączone, jedno bez drugiego nie istnieje. Tylko my w tym procesie cywilizacyjnym zaczęliśmy się jak najbardziej utwierdzać w tym, żeby zapewnić sobie tak zwane przetrwanie na tej planecie, w świecie fizycznym, materialnym. Czyli my skupiliśmy się bardzo na tym, żeby pozyskać sobie własności, żeby kontrolować nasze otoczenie w sposób taki, żeby nam się nic złego nie stało, żebyśmy się czuli bezpieczni, żebyśmy mieli zapewnione schronienie nad głową, żebyśmy mieli ubrania, ale później to się przenosi na domy. Im większy dom, tym prawdopodobnie lepiej, bo on będzie mocniejszy, będzie nam wygodniej w nim, będziemy się w nim czuli bardziej bezpiecznie, bo będzie miał większe drzwi, większą bramę wjazdową i tak dalej.
[01:34:10] - No i wyższy płot przede wszystkim.
[01:34:11] - I teraz cały rozwój techniczny, technologiczny przez ostatnie lata wydaje się skupiać tylko na tym, żebyśmy sobie mogli jak najbardziej dogadzać w tej wygodności życia. A zapomnieliśmy trochę po drodze o tym, że my już właściwie jako ludzie nauczyliśmy się przetrwać w tych warunkach ziemskich. I to nie jest aż tak skomplikowane, bo to, co my potrzebujemy, to jest tylko i wyłącznie schronienie nad głową, posiłek, ubrania i woda do picia. Dajmy na to. To są takie podstawowe warunki przetrwalnicze, prawda?
[01:34:48] - Oczywiście znajdzie się ktoś, kto powie, że potrzebuje Lamborghini do tego, ale prawda jest taka, że jest to kit.
[01:34:53] - Sponsorujemy cały przemysł tylko po to, żeby się kręcić w kółko w tych kajdanach. Zniewoleni rozsądkiem, tym rozumem naszym postrzegania świata. Bo nam się wydaje, że im będziemy mieli większy dom z większą ilością alarmów i systemów bezprzewodowych i większymi telewizorami, to nasze życie będzie bardziej wypełnione.
[01:35:20] - Wiesz co, rozumnie rzecz ujmując i racjonalnie.
[01:35:23] - Racjonalnie zapewniamy sobie status bytu. Tylko że zapominamy kompletnie o tym, że my nie jesteśmy tylko materialnymi małpkami, zwierzątkami na tym świecie, tylko jest jeszcze cała głęboka, inna sfera, w której są powiązane uczucia. Właśnie to, o czym mówisz.
[01:35:41] - Myślę, że to jest ten problem z próbą wybudowania sobie domku, który przetrwa na samym czubku górki, na której wieje. Zawsze będzie problematyczne, jak się może okazać, zejście z tej górki na samym dole. Po prostu bycie w ruchu powoduje, że nigdy nie szukasz domu, bo dom masz wszędzie. Wystarczy, że zejdziesz z tej górki. Tam się wchodzi tylko, kiedy jest słoneczny dzień i tylko po relaks, a nie do pracy.
[01:36:04] - To jest tak, jak wspomniałeś wcześniej. My jesteśmy wszyscy podróżnikami tutaj na jakiejś misji. My doznajemy tego świata dlatego, że prawdopodobnie, jestem przekonany, że sami o tym zadecydowaliśmy w pewnym stopniu.
[01:36:17] - Też tak twierdzę.
[01:36:18] - Że chcemy być w takiej formie, w takich warunkach po to, żeby osiągnąć coś, ale pojawia się ten strach przed tym, że nie zapewnimy sobie dostatecznych warunków przetrwania. A ludzie zapominają o tym, że są tak diametralne rzeczy, które trzymają nas przy życiu.
[01:36:41] - Niszczymy warunki naszego przetrwania. Aktualnie wierząc w to, że je pozyskujemy, tak naprawdę niszczymy warunki, które tworzą nasze życie.
[01:36:48] - To jest jedno, a oprócz tego ograniczamy sobie bardzo mocno pole manewru, dlatego że nam się wydaje, że nasze życie polega tylko na tym, żeby przetrwać tym ciałem, tym organizmem, tym workiem kości i mięśni, i tego systemu, który wiecznie karmimy, bo wydaje nam się, że to, co jemy, to jest coś takiego jak benzyna, takie paliwo, że to się rozkłada i nam się z tego coś robi i to nam daje siłę na drugi dzień, że możemy wstać i pójść do pracy.
[01:37:17] - I wyprodukowałeś takie kanapki, które następnego dnia ktoś taki sam jak my rano wstanie, pójdzie do sklepu, bo też będzie pracował w kanapkarskiej firmie i z tej wypłaty będzie kupował te kanapki, które są już gotowe, bo w pracy nie będzie miał czasu zjeść tej kanapki.
[01:37:31] - Tak, i koniecznie kanapki wszystkie muszą wyglądać tak samo.
[01:37:34] - Oczywiście.
[01:37:35] - To jest w ogóle ciekawe. Ostatnio widziałem taki materiał o tym, co się w Wielkiej Brytanii dzieje z piętkami chlebów, bo to jest ewenement. Bo jak pójdziesz do sklepu, to w tych kanapkach, sorry, że zmieniam temat na minutę.
[01:37:47] - Śmiało.
[01:37:48] - Ale to jest ciekawa historia moim zdaniem, bo Jak się nad tym zastanowisz, co się dzieje z wszystkimi? Jak pieką chleb i te firmy wszystkie kanapkarskie produkują miliony kanapek dla tego kraju-
[01:38:01] - I nie ma piętek
[01:38:02] - I nie ma piętek.
[01:38:02] - Nie ma. To prawda.
[01:38:03] - Co się dzieje z tymi wszystkimi piętkami? I co się okazuje? Że nie tylko piętki są wybierane z tego chleba, tylko też pierwsza kromka z każdej strony, bo ona czasem ma troszeczkę brązowego i jest nierówno ucięta. Więc żeby mieć pewność, że wszystkie te kanapki będą kwadratowe, identyczne, się zabiera te piętki i te pierwsze kromki. No ale teraz zgadnij co? Gdyby to w jakiś sposób było spożytkowane, większość z tego po prostu ląduje do kubła.
[01:38:35] - No oczywiście.
[01:38:36] - To jest bardzo dobry, świeży chleb, którym można by wyżywić pół świata. Kontrolując dystrybucję tych piętek z Anglii na resztę świata głodującego.
[01:38:48] - To prawda.
[01:38:49] - To jedyne zastosowanie, jakie znaleziono w tym materiale, który oglądałem, było takie, że jakiś pan, który ma browarnię, wymyślił, że z tego można piwo robić.
[01:39:00] - Ale lokalnego.
[01:39:01] - I on po tych piekarniach wielkich jeździ, zbiera te wory piętek i z tego robi gorzałę. Po prostu paranoja.
[01:39:12] - No tak, jest to rozsądne jak nic.
[01:39:15] - Świetne rozwiązanie. To jest po prostu najlepsze rozwiązanie. Ujednolicenie kanapki. To jest jakieś dwadzieścia procent bochenka chleba, o którym mówimy w tej chwili. Bo jak obetniesz te dwie piętki i po jednej kromce z każdej strony, to ci zostaje osiemdziesiąt procent tego chleba.
[01:39:32] - To jest krótki chleb, to prawda. To jest taki tostowy, krótki chleb. No to piętka to są cztery kanapki z chleba, to już właściwie tam niewiele zostaje.
[01:39:41] - Niewiele, ale przynajmniej wszystkie są takie same i przynajmniej jest-
[01:39:46] - Ale to jest piękny przykład.
[01:39:48] - Dwa funty pięćdziesiąt za kanapkę.
[01:39:50] - Powiem ci lepszy numer.
[01:39:51] - Musi być taka sama jak ten koleś, który obok ciebie stoi.
[01:39:53] - I teraz wyobraź sobie, że w dzisiejszych czasach, kiedy tak właśnie wygląda robienie kanapek, tak właśnie wygląda załatwianie problemu żywności na świecie. Ponoć w czasach, w których ludzie umierają z głodu. Nie ponoć, tylko umierają z głodu.
[01:40:08] - Otóż to.
[01:40:09] - I w tych czasach, kiedy robi się takie kanapki, powstają nowe programy polityczne, nowe dogmaty filozoficzne.
[01:40:16] - Tak. Pod nie uwagę klienta.
[01:40:21] - Ile są warte te dogmaty religijne? Gdzie one są, te dogmaty? Gdzie są te wszystkie religie? Gdzie są te religie w obliczu piętki od chleba? Rozumiesz? Bo to jest w ogóle fenomen. Bo jeszcze filozofię pal licho, prawda? To może być filozofia. Ktoś powie: „To tylko filozofia. Jestem teoretykiem.
Po prostu mam dyplom. Studiuję filozofię”.
[01:40:36] - Tak, ale w praktyce cały ten chleb po prostu leci do kubła. Nikt nawet nie zadaje pytania dlaczego.
[01:40:46] - Albo na browara.
[01:40:48] - Albo na browara. Tylko jakiś tam mały ułamek tego.
[01:40:51] - To prawda. Czy tych firm.
[01:40:53] - Jest to uznane za odpad, mimo tego, że to jest ten sam chleb, z tego samego kawałka chleba, tylko on jest przypieczony trochę z jednej strony.
[01:41:00] - To jest ten najlepszy kawałek.
[01:41:01] - Ma ten tak zwany kwas. Ale nie każdy lubi kwas. Ale z drugiej strony można by się zastanowić na przykład jak ktoś jest fanem piętek, to jest to swego rodzaju dyskryminacja, bo w sklepie nie kupisz kanapki z piętkami.
[01:41:17] - Jak na ironię chyba stworzyłeś po prostu doskonały pomysł biznesowy dla kogoś, kto chce zdobyć jakieś zaplecze w Babilonie.
[01:41:26] - Tak.
[01:41:27] - Niech otwiera-
[01:41:28] - Kanapki z piętek.
[01:41:29] - Kanapki z piętek. Otóż to. Ale wiesz co? Nie, to już nie przejdzie, bo to już jest. Po prostu kupuje się bułki.
[01:41:35] - Okej, tylko chodzi o to, żeby uratować te-
[01:41:38] - Piętki. Akcja ratowania piętek.
[01:41:40] - Akcja ratowania piętek. To mi się podoba. Albo wyślij piętkę do Afryki, coś w tym stylu. Chleb można zamrozić, odmrozić. To wcale nie jest tak, że trzy dni chleb ma termin ważności.
[01:41:52] - Ten chleb to wytrzymuje troszkę dłużej.
[01:41:55] - Niestety tak.
[01:41:56] - Chociaż ja nie wiem, czy w dzisiejszych czasach ten chleb powinno się gdziekolwiek wysyłać. Może to i dobrze. Te piętki kończą tam, gdzie kończą. Biorąc pod uwagę ich skład chemiczny. Współczuję glebie, która tam się znajduje, do której te piętki lądują.
[01:42:08] - Też racja.
[01:42:09] - I współczuję piwoszom, którzy piją ten radosny browar. Chociaż może nie jest tak źle, ale tak czy siak to jest taki abstrakt w świecie, w którym dzieją się takie rzeczy dalej istnieją religie, które twierdzą, że szukają prawdy.
[01:42:23] - Szukają prawdy, tylko że skoro jej szukają, to znaczy, że jest jakaś dziura w systemie, prawda?
[01:42:28] - Otóż to.
[01:42:29] - Że jest dziura w systemie, to cały system można podważyć łatwo. No ale cóż, życzę wszystkim tym zwolennikom religijnych dogmatów powodzenia.
[01:42:40] - Jeżeli jest tu ktoś religijny, słuchaj, człowieku, wyobraź sobie, że przemawia przeze mnie twój pan. Zrobię troszkę większy efekt, dam pogłos. To ja, twój pan, który przemawia przez Tomka teraz. Masz teraz misję do wykonania.
[01:42:52] - Czekaj, nie masz echa.
[01:42:54] - Mam echo. Ty go nie słyszysz.
[01:42:56] - Aha.
[01:42:57] - Okej, więc masz misję do wykonania. Ja, twój pan, mówię ci w obliczu głodu na świecie masz natychmiast wybrać się do najbliższych kanapkarskich firm, zabrać wszystkie piętki i rozdawać te piętki biednym ludziom. Ja, twój jedyny pan.
[01:43:14] - Pięknie. Teraz ja zrobię evil laugh.
[01:43:20] - Jeszcze raz poproszę ten evil laugh, bo chyba mi się nie włączył.
[01:43:24] - Teraz wyżywimy świat piętkami od chleba. Jak było?
[01:43:33] - Doskonale. Słuchaj, doskonale.
[01:43:35] - Ja nie słyszałem siebie z echom, tylko twoim zdaniem.
[01:43:39] - Było doskonale. Troszkę się zamotałem przy tych klawiszach, ale to dla każdego religijnego człowieka. Bo to jest taki podpis tego świata, tej cywilizacji. To jest ta wydajność przysłowiowego silnika spalinowego w samochodzie dwudziestoprocentowa i dogmatu na to, że to jest technologia, która działa. Gdzie? Niech ktoś mi pokaże, gdzie ona działa, bo jak na razie to ona jeszcze nigdzie ta technologia nie działa jako technologia. Na razie to jest tylko taki szalony prototyp, można powiedzieć silnika spalinowego od stu lat.
[01:44:10] - Dokładnie.
[01:44:12] - To chyba czas najwyższy porzucić tą racjonalistyczną wizję świata, ten rozum.
[01:44:18] - Pozwól, że jeszcze na chwilkę wrócę do tego tematu.
[01:44:21] - Emocji.
[01:44:22] - Później już zostawię cię. Właśnie emocje pojawiają się w tej całej wirze rozwoju cywilizacyjnego. Jest ten pęd. To jest taki dynamiczny pęd, dlatego, że każdy z nas właściwie szuka tego czegoś w życiu. Każdy szuka tego szczęścia. To się ciśnie na usta, że każdy z nas szuka szczęścia. Ale co to to szczęście jest? I jak to szczęście można sobie zapewnić tak naprawdę w tym życiu? W perspektywie tych dwóch płaszczyzn ludzkich, czyli sfery materialnej i sfery duchowej, okazuje się, że jak jesteśmy tylko skupieni na sferze materialnej, to właściwie to szczęście jest bardzo ulotnym.
[01:45:06] - To chyba nie ma szczęścia, bo jak się okazuje-
[01:45:09] - Jeżeli dla kogoś jest szczęściem to, że kupuje sobie kolejne czarne wypasione BMW czy tam nie wiem, jakie samochody są teraz na chodzie. Wiesz, o czym mówię.
[01:45:19] - Rozumiem.
[01:45:19] - Otacza się przedmiotami. Zgódźmy się, jest to jakieś poczucie szczęścia chwilowego. Można się przejechać po mieście, głośno muzykę puścić, pokazać się i tak dalej. Jednak jakiś czas minie i to każdy wie, że to mija. I się pojawia ta pustka znowu, którą trzeba znowu czymś wypełnić.
[01:45:38] - Tam jeszcze jest takie zjawisko jak tak zwana akceptacja społeczna. Tu w Anglii jest taka charakterystyczna historia. Dlatego Teslami się jeździ w Skandynawii, a nie w Anglii, w Londynie. W Londynie Tesla raczej długo jeszcze nie przejdą z tego powodu, że jeżeli ktoś osiągnął taki status finansowy, że stać go na Bentleya, Astona Martina, tego typu samochody. Nie mówimy o samochodach dla fryzjerów typu BMW, tylko o czymś takim budzącym większą grozę finansową. Te samochody ze swojej definicji dużo palą i każdy z tych użytkowników, rozmawiałem z paroma o swoim życiu, jest właściwie dumny z tego, że jego samochód przepala tyle ropy, bo on ma tyle przepalać. To jest jego status ekonomiczny. To jest właśnie jego gra, to jest jego racjonalizm. To jest jego rozum, który jest jego wiarą, uczuciem, że przepalając dużo ropy wygrywa akceptację społeczną. Ludzie będą na niego milej patrzyli, ponieważ właśnie przepala więcej ropy w samochodzie.
Ma droższy samochód, stać go na nią.
[01:46:36] - Rozumiem.
[01:46:37] - I nie będzie miał ekologicznego samochodu, bo ekologiczny samochód jest za tani i nikt nie widzi, że go stać na to. To jest światopogląd, postawa można powiedzieć. Wiarą w pozytywną rolę rozumu i nauki. Bo skoro jest taki drogi, to jest też naukowy. Przecież emocjonalnie ci ludzie, biedni ludzie w Afryce, ci ludzie, którzy przy tej ropie, biedni ludzie, oni mają uczucia. Nie, nie mają uczuć. To jest po prostu zaawansowana technologia w postaci bardzo drogiego samochodu, który spala w cholerę nie wiadomo czego. Ma być drogo. To jest coś takiego. To jest taki syndrom.
To jest coś, o czym się oficjalnie nie mówi, ale normalne jest to, że najbogatsi raczej nie kupują samochodów ekologicznych. Poza Skandynawią, bo tam jest to teraz taki-
[01:47:24] - Tam jest trochę inne zjawisko kulturowe, dlatego że tam są ludzie zamożni, ale w modzie też jest oprócz tego, żeby być jak najbogatszym, to też jest w modzie być ekologicznym. To świetnie wygląda wśród znajomych, jak się wymienia informacje, ile się zarobiło w ciągu roku, a później w kolejnym zdaniu ile na przykład się zaoszczędziło emisji carbon oxide.
[01:47:49] - Doskonałe rzodkiewki. A jak twój carbon oxide? Wyśmienicie. A carbon doskonały. Słuchaj, redukcja o 11%.
[01:47:58] - Tak właśnie wyglądają. A ile zarobiłeś w zeszłym roku? Ile? 30 milionów? To świetnie, bo ja 32. To są już rozmowy z innego gatunku.
[01:48:09] - Rozumiem. To są takie rozmowy racjonalistów, można powiedzieć, bo jest racjonalny świat.
[01:48:13] - Chciałem dorzucić, że ten samochód to jest tylko taki przykład. To jest przykład budowania sobie takiego uśpionego gniazda w głowie, że my się czujemy bezpiecznie z tym, że jesteśmy zamknięci chociażby na trzy zamki w domu.
[01:48:28] - Masz telewizor. To samo. Czujesz się bezpiecznie ze swoim pilotem w ręku.
[01:48:30] - Czujesz się bezpiecznie, bo nikt na ciebie nie patrzy, nikt cię nie ocenia. Nie musisz być oceniany przez nikogo.
[01:48:39] - To też prawda.
[01:48:40] - Jesteś w środowisku swojej albo rodziny, albo najbliższych przyjaciół. Oglądacie ten show „Big Brother” w telewizji.
[01:48:47] - Tylko dlatego, że nie chcesz być oceniany albo wsiadasz do urządzenia, albo siadasz przed jakimś urządzeniem po to, żeby ocenić innych albo żeby wywrzeć na nich wrażenie.
[01:48:57] - Zobacz, to wszystko są takie namiastki szczęścia, ale one są chwilowe. Teraz jednak okazuje się, że ta stara prawda, że pieniądze szczęścia nie dają. Jednak coś w tym jest. I to nie mówię tylko z perspektywy kogoś, kto tej fortuny, że tak powiem, nie ma. Nie wiem. Dla kogoś bardzo biednego po drugiej stronie świata, w kraju trzeciego świata ja prawdopodobnie jestem bardzo bogaty, bo żyję w domu, mam okna.
[01:49:24] - Rozumiem.
[01:49:25] - I mam rower na przykład.
[01:49:28] - Fajny rower. Widziałem.
[01:49:30] - Ale dla kogoś w innym kraju czy nawet w tym samym kraju jestem biedny, bo ja nie mam na przykład samochodu. To są takie dodatkowe rozważania. Tylko tak jeszcze w skrócie. Wydaje się, że to szczęście jako istoty nie tylko materialne, ale również duchowe możemy sobie zapewnić jedynie na drodze doskonalenia się tego duchowego, a nie otaczania się dobrami materialnymi.
[01:49:55] - Emocje. Wszystkie starożytne szkoły się zgadzają.
[01:49:58] - Teraz tutaj jest pytanie: którędy droga? To już są drogi, które wykraczają często poza ten rozsądek tak zwany.
[01:50:10] - Racjonalizm. Właściwie wszystkie drogi wyjścia. Fenomen programu to jest taka moja refleksja na sam koniec, że wszystkie drogi wyjścia z tej całej toksycznej zabawy mają jedną charakterystyczną cechę: nie są rozumne i nie są rozsądne.
[01:50:26] - No i teraz mam, żeby to podsumować ładnie, taką analogię domu. Wyobraźmy sobie, że budujemy ten dom. I to jest tak, jak w tej historii z trzema świnkami, że jest dom słomiany, dom drewniany i murowany. Przychodzi wilk bardzo zły i tam się nadmucha, napucha i zmiecie.
[01:50:47] - Zeżre świnki.
[01:50:48] - I zmiecie ten domek słomiany. I ten drewniany też, a ten murowany stoi. I teraz my sobie budujemy sami te ściany wokół siebie i czujemy się tym bezpieczniej. Dom jest tylko taką metaforą tutaj, ale ten świat wokół nas jest taki bardziej solidny, te ściany są grubsze. Czujemy się wtedy bardziej komfortowo, bardziej bezpiecznie i tak dalej. Tylko że okazuje się w pewnym momencie, że możemy się bardzo łatwo znaleźć w pokoju bez drzwi. I teraz te ściany, które nam dawały bezpieczeństwo, stają się naszym więzieniem. Jesteśmy w pokoju bez drzwi i im te ściany są grubsze, tym gorzej i trudniej wyjść. Walenie łbem o ścianę nie daje rezultatów.
[01:51:35] - Żadnego. Mnie się przypomina odcinek „Sąsiadów”, gdzie jest taka animacja czechosłowacka.
[01:51:42] - Pamiętam.
[01:51:43] - Gdzie dżentelmeni zatapetowali sobie drzwi. Pat i Mat, dokładnie. Gdzie dżentelmeni zatapetowali sobie drzwi i okna. A ja witam Maxa Mada. Witam serdecznie.
[01:51:51] - Cześć, Mirek z tej strony. Słuchaj, ja mam takie pytanko troszkę inne.
[01:51:58] - Wiesz co, ja jeszcze tylko dokończę dwa zdania, jak nie masz nic przeciwko i się będę żegnał, będzie rozmawiać, dobra?
[01:52:04] - Spoko, luzik.
[01:52:05] - Jeszcze tylko dokończę temat. Jesteśmy już w tym pokoju bez drzwi. Jesteśmy w osnowach z niewoli racjonalizmu, rozsądku i tak dalej. I szukamy wyjścia dlatego, że wiemy, że wyjście musi być z tej sytuacji, dlatego, że czujemy, że ono jest. I często się okazuje, że to wyjście nie będzie ani dookoła. Patrzymy w lewo, nie będzie w prawo i nie będzie przed nami, ani za nami, tylko czasami wyjście jest przez podłogę.
[01:52:37] - Czasami jest przez sufit, chciałem dodać.
[01:52:40] - Albo czasami jest przez sufit. Otóż to. Tylko trzeba je dostrzec. Ja wiem, że to brzmi bardzo nieracjonalnie.
[01:52:47] - No właśnie.
[01:52:48] - Niekonwencjonalnie, ale uważam, że nad tym się często warto zastanowić. I tym akcentem żegnam cię.
[01:52:56] - Dziękuję bardzo.
[01:52:56] - Polecam poszukać wyjścia przez podłogę.
[01:53:00] - To jest tak zwana nieracjonalna opcja. Dzięki wielkie.
[01:53:04] - Pozdrawiam.
[01:53:05] - Trzymaj się. Witam Maksie, witam serdecznie.
[01:53:08] - Cześć Tomku. Słuchaj, takie pytanko tylko mam, bo tutaj wszedłem na twoją stronę.
[01:53:15] - Moją?
[01:53:16] - Na RNF, na Crash & Foundation i tam jest ten mały wodny system balansowy.
[01:53:20] - Słuchaj, ale to nie. To jest hiperprzestrzeń, człowieku.
[01:53:23] - Ja wiem, ale powiedz mi tylko to niebieskie co to jest?
[01:53:25] - Słuchaj, to nie jest ta audycja. To nie tutaj, proszę pana, to trzeba się nauczyć raz i na zawsze, że „Hiperprzestrzeń” jest poświęcona innym tematom. Także zostawiamy to wszystko do czwartku. Od tego jest czwartek. Także ja przy okazji wykorzystuję tą sytuację, żeby zaprosić ciebie i ciebie słuchaczko i ciebie Maksie na czwartek do Radia na Fali, gdzie właśnie jest o tym, co ja w ogóle rysuję na tych rysunkach. Otóż to.
[01:53:50] - Dobra, okej. Jak chcesz.
[01:53:53] - Jak chcesz. Co za burak z siebie. Nie wiem, jak to nazwać, skąd to się bierze?
[01:54:00] - Dobra. Ale co ci zależy powiedzieć?
[01:54:04] - Nie mam bladego pojęcia. Jestem głową zupełnie gdzie indziej, człowieku. Rozważam zupełnie inny temat. Gdzie jest twoja intencja, kurczę blade? Właśnie tak myślę. To jest ten racjonalny punkt widzenia, proszę pana. Czas może czasami porzucić ten racjonalny punkt widzenia i przejść się po łące.
[01:54:23] - Nie, z racjonalnością to ja nie mam nic wspólnego. Sorry.
[01:54:26] - Dobra, zostawiamy te rzeczy. Mam nadzieję, że już raz na zawsze, bo już chyba po raz czwarty czy piąty ci powtarzam dokładnie tą samą historię w sobotę. Także mam nadzieję, że teraz już złapałeś, że wszystkie rzeczy związane z rysunkami i innymi historiami to w czwartek. Bo ja tu w ogóle o czymś innym.
[01:54:41] - Okej, dobra.
[01:54:43] - To ja dziękuję wielkie za to pytanie. Zapraszam z nim na czwartek i chyba że coś w temacie, to absolutnie, bo tu w temacie, rozumiesz.
[01:54:53] - Nie, to chyba nie.
[01:54:55] - Dobra, to ja cię zrzucam. Dzięki wielkie za odezwanie się. Trzymaj się i do czwartku, człowieku.
[01:55:00] - Okej.
[01:55:01] - Widzimy się w czwartek, a jeżeli cię nie będzie, to w piątek widzę twoich rodziców w pokoju nauczycielskim z dzienniczkiem. Także do widzenia. Takie pytania. Właśnie. To jest to. Może to jest ta gonitwa w kierunku podłogi. Może tak. To chyba czas najwyższy, żebym ja skończył tą gonitwę w kierunku podłogi, bo jak powiedział Bart: wyjście. I to jest ta zaskakująca rzecz. Jest przez podłogę, nie przez drzwi, nie przez okna.
Może być przez podłogę. I czas najwyższy, żeby wreszcie porzucić ten toksyczny pomysł na to, że świat jest racjonalny. Co tu jest racjonalnego? No właśnie. Jeszcze nic takiego nie zauważyłem. Chyba że w tym znaczeniu, o którym dzisiaj troszeczkę pogadaliśmy. Jeszcze na sam koniec dodam ciekawą rzecz, która się tu wyjawia z badań naukowych i nie tylko. Ta dziwna rola związana z naszymi emocjami i to, czym są nasze emocje, jak to w ogóle funkcjonuje, jakie pole tworzymy dookoła siebie, jak to jest używane. Ja chyba powinienem zrobić odpowiedni odcinek „Hiperprzestrzeni” na temat tych emocji, bo to jest poważnie wykorzystywane nawet w wojsku, w kilku innych technologiach. Poważnie.
Ta dziwna, nieopisywalna rzecz, tak zwane imponderabilia, czyli wszystkie te rzeczy, które czujemy, a których właściwie ciężko opisać, zmierzyć, zważyć nikt nie potrafi. Ale to o tym może kiedy indziej. A tymczasem dzięki ci serdecznie dziewczyno i chłopaku za wysłuchanie „Hiperprzestrzeni”, kolejnego odcinka. Dziękuję bardzo serdecznie i co ja chciałem jeszcze powiedzieć? Dziękuję serdecznie Mecenasko i Mecenasie za wspieranie tego radia, pomimo że obijam się strasznie na stronie internetowej radia z mailami, ale po prostu zarobiony jestem i ledwo co zdążam w soboty, żeby tu być. Żartuję, nie jest tak źle, ale jestem faktycznie zarobiony, także wybacz mi moją nieobecność w mediach społecznościowych, ale przyznam się szczerze, też nie jestem człowiekiem mediów społecznościowych. Jestem człowiekiem kontaktu bezpośredniego. Czyli jakoś tak. Nawet telefon nie noszę ze sobą. Powaga.
Taki już jestem. Nie lubię. Jak za starych czasów moi dziadkowie, pradziadkowie. Umawia się z człowiekiem. Umówić się można na milion sposobów, a później jak się umówisz, to jesteś wolny. Przecież nie będzie się zdzwaniania, dzwonienia, wysyłania maili. To takie racjonalne potwierdzanie nieustannie faktu własnej egzystencji, że wszyscy dalej żyjemy i nikt nie umarł. Nie. Dalej żyjemy. Wszystko jest okej.
To ja wracam do tego swojego porzucania racjonalizmu. Lecę gnać przez łąkę. Zapraszam ciebie na wieczorową porę, audycję w radiu Na Fali na żywo, teraz tutaj zaraz po „Hiperprzestrzeni”. Dzięki jeszcze raz za wysłuchanie i za refleksję i pozdrawiam serdecznie Jubego, który prowadzi Dream Time, czasnu.com, gdzie ląduje „Hiperprzestrzeń”. Jest członek załogi radia Na Fali. Także peace and love, gentlemens. I oczywiście Veliosa, który jest dżentelmenem odpowiedzialnym za Radio Paranormalium. I tam z kolei też ląduje „Hiperprzestrzeń”. Także pozdrawiam obydwóch dżentelmenów jeszcze raz serdecznie z całego serca. Dzięki wielkie za wspieranie mnie swoimi archiwami radia Na Fali.
To ściąga mi nieco z krzyża. Anyway. Dziękuję jeszcze serdecznie wszystkim tym, którzy wrzucają to poważnie na Chomika, na YouTube'a, gdziekolwiek. Audycje z radia Na Fali z powodu awarii serwerów i dzięki temu są dostępne dla tych, którzy akurat nie mogą wpaść, bo coś robią dokładnie o tej porze, kiedy ja nadaję. Także dzięki ci człowieku, że to ripujesz i to wrzucasz. Naprawdę nie mam do ciebie absolutnie żadnej pretensji. Broń mnie losie. Zmieniłem swoje podejście. Byłem elementem, ale nawróciłem się. Chcę być dobrym człowiekiem.
Także nie ma żadnych praw autorskich. Zapomnij o tym. Jestem ci co najwyżej naprawdę dozgonnie, z całego serca wdzięczny za to, że to wrzucasz, bo to w sumie moja robota, a ty ją robisz. Także namaste, sir. I dzięki wielkie za wspieranie radia w ten sposób. Także żegnam się człowieku na ten dzisiejszy wieczór. Zapraszam cię na środowy wieczór do księcia Edwarda. Ja liczę na to, że książę znowu, jak zwykle weźmie nagrywajkę i usłyszę szelest jego kroków po łące przy zbieraniu grzybów. Bo książę jeździ i tu i tam, lata, się porusza po świecie, zmienia te punkty referencyjne, te punkty położenia i szuka grzybów ostatnio i słychać, jak chodzi po łąkach. Także zapraszam cię na środę, bo książę zbiera grzybów, ale tych z psylocybiną.
Nie tych prawdziwków. Te inne zbiera książę. Także być może o tym coś będzie u niego. Jak zwykle relaks i świetna muza. Ja w czwartek z tymi rysunkami, o których mówił dżentelmen, który tu dzwonił, Max. Jeżeli nie skumałeś, o co tu w ogóle chodziło, to chodzi o audycję, którą ja prowadzę w czwartek. Technologia Keshe. Tam będzie jeden fajny news o kilku świeżych rzeczach. Właściwie jednej świeżej rzeczy, ale to w czwartek. Etykieta zastępcza jest w środę o godzinie 23 polskiego czasu.
Ja jestem z Syntezą w czwartek o 22.30 polskiego czasu i w piątek Teoria Chaosu Michała oczywiście o 24.00. To ja się zawijam. To tyle tych wszystkich ogłoszeń. Peace and love. Dzięki jeszcze raz za wsparcie dla radia i trzymajcie się, bary white'a i do usłyszenia w następnej „Hiperprzestrzeni”. Hu hu. Słuchałeś radio nafali.com.