[00:00] - To think for yourself and question authority. No tak, oczywiście las i ja w hiperprzestrzeni. Jeszcze się zbieram. Także witam cię słuchaczko, witam cię słuchaczu. Jak zwykle w momencie podłączania ostatnich kabli. To się nazywa profesjonalne podejście do sprawy i tak powinno być. Wiem, że w takich miejscach, gdzie sprzedają reklamy, wszyscy udają, że wszystko jest zawsze gotowe, ale nikt nie sprzedaje reklam. Zatem witam cię serdecznie. Już po wpięciu wszystkich kabli we właściwe miejsca w hiperprzestrzeni w radiunafali.com. Dokładnie audycja jest retransmitowana w Radiu Dreamtime, w Radiu Paranormalium i tak dalej.
A ja retransmituję siebie z południowej części Londynu oczywiście, prosto do twojego ucha. Dzisiaj w programie przede wszystkim dziwny dzwonek, który za chwilę się odezwie. Będzie on oznaczał, że muszę na chwilę wyskoczyć do kuchni, gdyż chleb mi się robi, człowieku, w piekarniku. Myślałem, że fajnie wyrośnie, ale jak troszeczkę chłodno się zrobiło, nie wyrósł aż tak wielki. Okej, ale ja zostawię może te piekarskie historie. One się i tak włączą w pewnym momencie. Mam tu budzik włączony, on zacznie dzwonić. Anyway. Także pozdrawiam cię słuchaczko i słuchaczu. Pozdrawiam przede wszystkim mecenasko i mecenasi Radia Na Fali.
I ty, który słuchasz tego offline i ty, który słuchasz tego online. Jest drobny problem z archiwum na Radio Na Fali, o czym przypominam od paru miesięcy, bo od paru miesięcy jest to martwe. No cóż, bywa. Coś mi do oka wpadło. Ha! To przez to radio. Anyway. Co ja dzisiaj miałem w ogóle na tą hiperprzestrzeń? Tak, dzisiaj taki temat troszeczkę, można powiedzieć rozwinięcie albo przeciągnięcie, albo kontynuacja, bo czas leci, ciekawe dokumenty się pojawiają, a tu akurat w sam raz parę chwil temu zobaczyłem przesłany przez Majka, mojego znajomego dokument, gdzie amerykański rząd strasznie się obawia kosmicznej katastrofy za 120 dni. Jest to taki poważny dokument.
Oczywiście wszyscy ci, którzy bawią się w kredyty, w przyszłość tego świata. Rozumiesz? Chyba rozumiesz, o co mi chodzi. Nie muszę tutaj precyzować tych moich refleksji, o kim tutaj dokładnie mówię. Ci oczywiście to ignorują, bo dla nich jest ważna stopa wzrostu. No właśnie, ja dzisiaj troszeczkę odbiegnę od tej stopy wzrostu. Troszeczkę powrócę do mamy natury. Trochę się przegonię po różnych takich bezdrożach, gdzie rosną magiczne rośliny. Jak zwykle, bo sezon jest, absolutnie sezon. Jest jesień.
Już po pierwszych przymrozkach. Grzyby zawierające psylocynę na łąkach. Także medycyna wyszła przywitać się z człowiekiem. Nie tylko medycyna, bo przede wszystkim potężna informacja. Ta medycyna, czyli substancje psychoaktywne zawierają potężną dozę informacji. Właściwie może nie tyle zawierają, ile są, można powiedzieć, takim kluczykiem do tej właściwej informacji w całym kosmosie. Powiem nawet tak, że bo to jest bardzo kosmiczna informacja. I powiem ci szczerze, że od 20 lat nigdy by mi nie wpadło do głowy, że jest to coś innego niż kosmiczna informacja. Od kiedy się z tym zderzyłem po raz pierwszy w swoim życiu. Bo jest to kosmiczne przesłanie, tak to można nazwać.
Tym bardziej że można powiedzieć, że jesteśmy zaginionymi, zagubionymi kosmikami na planecie Ziemia, którzy zwariowali i założyli sobie banki. Zaczęli czarować się na pieniądz. Wymyślili pieniądze przede wszystkim. Zrobili technologię, która polega na tym, żeby przejechać od punktu A do punktu B, trzeba wysadzić pół świata i wszystkich ludzi po drodze. To taka trefna technologia, bo generalnie w skrócie mówiąc tankujesz coś do samochodu, żeby odwiedzić kumpla albo przyjaciela, albo przyjaciółkę, albo kogokolwiek, żeby dojechać na drugi koniec świata. I akurat tak się złożyło, że ten ktoś mieszka w okolicach tych złóż naftowych i ty sobie zatankowałeś albo ty zatankowałaś sobie ten samochód, dojechałaś, a tam już nikogo nie ma, bo wszyscy są dawno pozabijani tylko po to, żebyś ty mogła albo ja mógł sobie tam dojechać. Tylko że właśnie to już wszystko traci jakikolwiek sens, bo gdzie mamy jechać, skoro nie ma już kogo odwiedzać? Bo cała ta zabawa, którą wymyśliła cywilizacja spowodowała, że właściwie odgryźliśmy sobie wszystkie możliwe kończyny, jakie tylko mogliśmy odgryźć. Przynajmniej w tej części cywilizacji, która sobie parkuje pomiędzy lśniącymi wieżowcami, kontami bankowymi i kredytami i całą tą dziwną, pokraczną zabawą w świra, w chorobę psychiczną człowieka chorego psychicznie, który stracił jakikolwiek kontakt z rzeczywistością. Jedyne co mu zostało to klepanie czołem w podłogę przed banknotem, ewentualnie przed kimś, kto wypłaca mu ten banknot.
Szczęśliwie w dzisiejszych czasach mamy bankomaty i posiadają one program komputerowy i wszyscy o tym wiedzą. Dlatego jeszcze nikt nie modli się do bankomatów. Ale kto wie, gdyby tej części społeczeństwa, która tak dziarsko, gromko biegnie po to, żeby budować ten nowy, świetny, świetlany raj, który wysadzi wszystkich w powietrze. Myślę, że może następna generacja ich dzieci chyba będzie jednak się modlić do bankomatów. Jeżeli oczywiście będzie ta generacja dzieci. Właśnie, boję się, że tej generacji dzieci, tych tłuków już nie będzie. Jest już końcówka. Jesteśmy konkretnie na wykończeniu. Suchy donoszą bardzo ciekawe słuchy z różnych miejsc, że płyta tektoniczna, na której wisi Ameryka i te płyty tektoniczne, gdzie się spotyka Pacyfik z Ameryką, na dole jest Meksyk. Właśnie się rozjechały dokładnie dwa tygodnie temu, jakoś tak z kawałkiem.
Były takie dwa newralgiczne trzęsienia ziemi. Jedno w miejscu, które się nazywa Salt Lake. Takie dziwne miejsce pod Los Angeles. Słone jezioro, z którego próbowano kiedyś zrobić taką riwierę. Oczywiście okazało się, że lipa z tego wyszła. Jak zwykle taki pokraczny pomysł kilku cwaniaków, którzy stwierdzą: „Hej, mam kawałek miejsca, muszę tylko zrobić tam drogę i na pewno zmuszę ludzi, żeby tam przyjeżdżali. Nie wiadomo po co, nie wiadomo dlaczego. Ale to musi być świetny biznes. I teraz trzeba wymyślić jakieś zabawy, żeby ci ludzie chcieli w tych zabawach uczestniczyć w tym miejscu”. Słynna historia z Las Vegas.
Słuchajcie, znam ludzi, naprawdę znam takich ludzi Już sobie myśl, co chcesz na temat tych ludzi. Ja sobie myślę, co sobie myślę. Głośno tego nie powiem. Łatwo się domyślić. Strasznie domyślarsko, że ci ludzie jadąc do Ameryki, jadą do Las Vegas na przykład. To jest fenomen. I don't know. Ja tego nie łapię, ale też nigdy tam nie byłem i chyba nie zdążę, bo jak widać po obwieszczeniach rządu amerykańskiego za 120 dni, tadam, będziemy mieli piękne morze amerykańskie w środku Ameryki. Rząd amerykański mówi o czymś takim jak kosmiczne wydarzenie, kosmiczna katastrofa. Poważnie, jest taki dokument.
Ja poproszę wklejenie. O, jest dokładnie dokument. Dziękuję Majkowi. Wklejenie. I ja to nawet przeczytam z angielskiego, żeby nie było, że ja taki jestem niekumaty. Dokument znajduje się na stronie, już ci mówię. Z angielskiego? Dobra, powiem po angielsku, żeby było szpańsko. www.whitehouse.gov, czyli oficjalna strona Białego Domu w Stanach Zjednoczonych i jest to na podstronie Briefing Room Presidential Actions, czyli taki pokój briefingowy raportów czy jakoś tak. Presidential Action, czyli akcje prezydenckie i Executive Orders, czyli rozkazy do wykonania.
Nie wiem, jak to można nazwać. Chyba tak. I Executive Order Coordination Effort to Prepare the Nation for Space Weather Events, czyli po polsku mówiąc rozkaz, żeby przygotować i skoordynować naród do kosmicznego wydarzenia. Space weather, do kosmicznej pogody. Tak to można przetłumaczyć oczywiście, bo space weather to jest kosmiczna pogoda. Space weather event, czyli do wydarzenia związanego z kosmiczną pogodą. I oczywiście tam jest dalej. Tam tekst się zaczyna, cytując autorytety, bo to prezydent pisze: „Powołując się na autorytety, z którymi rozmawiam jako prezydent i consultation under the law of the United States of America and to prepare the nation for space weather events, I hereby order as follows. Section 1. Policy.
Space weather events in the form of solar flares, solar energetic particles, and geomagnetic disturbance” i tak dalej. Już nie będę nadużywał swojego fatalnego akcentu, którego nigdy nie posiadłem. Ale właściwie ja mam swój własny akcent. Nie muszę mieć brytyjskiego ani amerykańskiego. Anyway, chodzi o to, że kosmiczna pogoda. Solar flares, czyli takie smugi świecące na niebie, zorze polarne. Generalnie będzie się działo. Nie będę cytował, bo dokument troszkę zawiera zdań. Musiałbym usiąść to wszystko przetłumaczyć. Wielu ludzi się śmiało do tej pory mówiło: „Ha, ha, ha.
Jakaś psychopatyczna mania mówienia o końcu świata, bo się 2.0 zrobiło na liczniku i wszyscy chcą, żeby się przekręcił”. Nie do końca. Być może w czyjejś głowie jest to psychopatyczna wizja świata i licznik, który chce się przekręcić. Ale jeżeli spojrzymy, tak jak mówiłem nie raz, nie dwa, na strukturę geologiczną Ziemi, czeka nas nieuniknione. Właśnie płyty, na których jest Ameryka i Pacyfik, się odpięły. Wisiały na jakichś trzech centymetrach dosłownie przez ostatnie dwa lata i wszyscy czekali na to, co się stanie. Było takie lekkie tupnięcie, że płyty się rozsunęły. To jest prawdopodobnie powód, bo oczywiście wątpię, żeby ktokolwiek podawał oficjalny powód, dla którego prezydent Stanów Zjednoczonych wysmarowuje takie oświadczenie, które oznacza, że generalnie stan jest w cudzysłowie prawie w stanie wojny. Może nie w stanie wojny, bo nie jest to wojna z żadnym wrogiem, tylko jest to stan oczekiwania na wielką globalną katastrofę. Dokładnie.
Że będzie pole magnetyczne Ziemi przestawione, że będzie wiele rzeczy przestawionych lub wszystko będzie przestawione. Ale cwaniaki nie mówią o jednym. Ja sobie przestawię mikrofon, bo jak już mówię o tym przestawianiu tych biegunów magnetycznych, to jeszcze nawet sam się magnetycznie przestawię. Momencik. Ależ mi się przykręcił ten mikrofon tutaj. Dobra, może go tak przesunę. Dobra. Lepiej, już lepiej. No właśnie. I czeka nas kosmiczne wydarzenie.
Ja cały czas mówię, że to jest dokładnie to, na co ja, niezbyt oryginalny pomysł, wpadłem, tak samo jak pewnie parę tysięcy ludzi na tej planecie, że to jest dokładnie to, o czym jest mowa w tych wszystkich przepowiedniach z prehistorii. Ja nie wiem, jakiego idiotę trzeba na tej planecie... Trzeba i Rockefellera, trzeba prezydentów, trzeba polityków. Trzeba wszystkich tych cwaniaków, którzy siedzą teraz i mówią ci o tym, że masz na przykład zakładać stowarzyszenie, że masz bawić się w politykę, że masz obcyndalać się i na pinkę robić, żeby w wyborach za cztery lata wystartować, że masz budować lokalne społeczności oparte na programach wyborczych, referendach i tak dalej. Jakie to ma znaczenie w tym momencie? Właściwie żadnego. To nawet nie jest śmiech przez rozlanym mlekiem. To jest banda naprawdę naiwnych ludzi, zdesperowanych, którym się wydaje, że siłą woli pokonają falę tsunami wysokości 200 metrów. Chyba się nie uda. Ja myślę, że się nie uda.
Ja wiem, że są tacy, którzy twierdzą, że nic się nie wydarzy, bo przecież kilku ludzi wcześniej mówiło, że będzie koniec świata, łącznie z Nostradamusem i kilkoma innymi, ale końca świata nie było. Ale pytanie jest: co ma wspólnego gadka jakiegoś cwaniaczka albo nie cwaniaczka, albo kogokolwiek innego, gadka tak zwanego wizjonera lepszego lub gorszego z faktami, które podają struktury geologiczne? Co ja powiedziałem? Faktami, które podają struktury... No nie, faktami, które wypływają z uniwersytetów na temat geologicznej struktury Ziemi. Otóż to. O tym jest cały czas mowa. I to nie są żadne bajki, żadne czary-mary. To jest coś, co się aktualnie dzieje. Wszystko się przesuwa, a za chwilę nieźle tąpnie.
Wygląda na to, że właściwie aktualna technologia, którą posiadamy, okazała się dowcipem idioty, który postanowił sprowadzić wszystko do statusu licznika. Jeżeli jest jakiekolwiek urządzenie, które może działać, to to urządzenie musi szlag trafić. Ewentualnie urządzenie musi naliczać jakąś prowizję, jakąś kaskę od użytkownika dla producenta. I to jest taki moduł, w który wszystkich wrzucono. Megościanka zwana: czy oddychasz, czy się stoi, czy się leży, czy się śpi, musisz komuś płacić kasę. Jeżeli rodzisz się na planecie Ziemia, to jesteś frajerem, który winien jest komuś w cholerę kasy i całe życie twoje, jeżeli nie urodziłeś się we właściwej rodzinie, która akurat tak się zdarzyło, jest właścicielem kilku set niewolników albo jakoś tak. I oni z kolei mają kasę, żebyś ty już nie był aż takim niewolnikiem, że musisz pracować albo coś tam. Może wtedy się uda, ale wiadomo, że kasta niewolników aktualnie ma 99,9% mieszkańców tej planety. Zdaje się 0,01% to są ci, których stać na to, żeby nie pójść do pracy, jak się okazuje i z głodu nie padną, przynajmniej przez najbliższy rok albo dwa, albo trzy lata. Oczywiście to nie jest prawda, bo jest dosyć spora grupa ludzi na świecie, która jak na ironię posiada takie zasoby finansowe, że nie musi wstawać następnego dnia do pracy, robić niczego specjalnego, nie musi właściwie robić nic.
Może sobie spokojnie walnąć kopytami do przodu, wentylem do góry, założyć ręce za głowę i patrzeć się w sufit oraz rozmyślać nad pewnymi przyjemnymi rzeczami w swoim życiu. I jest nas bardzo dużo. Ja też do takich ludzi należę, a to dlatego, że twierdzę, że właściwie nie ma żadnych utrudnień, żeby coś takiego się wydarzyło. Tak się śmieję, że właściwie cały ten system napędzany jest i mam rację. To jest taki mój śmiech przez łzy. Pozórz oczy, łzę, że ten cały świat jest napędzany tylko i wyłącznie naszą permanentną głupotą. A później siedzimy, marudzimy, że lekarze są do dupy, świat jest do dupy, politycy kradną, a policjanci to skurwiele, którzy strzelają do wszystkiego, co się rusza i jeszcze bardziej kradną. Żołnierze to już w ogóle banda skończonych alkoholików, która za każdą kasę jest w stanie zrobić cokolwiek chce. Już nie mówiąc o tych religiach świata, bandach pedofili, które pod postacią modlenia się do Boga próbują wydymać małe dzieci. Ale oczywiście my partycypujemy w tym świecie.
Tak się zastanawiałem ostatnio, bo jest masa ludzi, która na przykład w tym momencie ma kupę kasy, kupuje sobie nowe mieszkania, kupuje nowe domy, ładuje kredyty, robi potężne biznesy, siedzi na potężnej kupie kasy i zastanawia się jedynie nad jedną perspektywą w swoim życiu: co zrobić, żeby tej kasy mieć coraz więcej. Życie tych ludzi zredukowało się tylko i wyłącznie do postępowego hasła pod tytułem: wszystko mnie wali, najważniejsze, żebym miał tłusto w portfelu. I to jest taka historia, tak jak na samym początku dzisiejszej opowieści powiedziałem, że taki pajac jeden z drugim siądzie w samochód, który zostanie zatankowany za pomocą wymordowania połowy ludzi na świecie, bo gdzieś tę ropę trzeba wydobywać, a tam ludzie mieszkają, to najlepiej ich wytłuc wszystkich, bo oni nie chcą mieć skażonej wody, bo chcą mieć czystą wodę, a jak się wydobywa ropę, to wiadomo, że już nie ma tam ani grama czystej wody. Podobnie jak w przypadku wydobywania gazu łupkowego. Dookoła nie ma ani grama czystej wody. Jak się okazało, jest wszystko pięknie. Mamy gaz w palniku, możemy kupić sobie doskonałą kuchenkę gazową, która jest najlepsza na świecie. Jest genialna. Sprzedaliśmy nasze pola frajerom, którzy wydobywają gaz łupkowy, także mamy kasę na piękną kuchenkę gazową. Odpalamy tą kuchenkę gazową i jest taka refleksja: okej, mamy kuchenkę, mamy nawet garnek.
Jest problem. Nie mamy już wody do podgrzania, bo właściwie cała woda, którą podgrzewamy zaczęła wybuchać w powietrzu. I to jest logika współczesnego człowieka z cyklu: mam pieniądze i wszystko mnie wali. Prawda, że fascynujące? Dobrnęliśmy do momentu, gdzie połowa z nas doznała trwałej korozji mózgu i właściwie ciężko by było nazwać to, co posiada połowa populacji w głowach, szczególnie tej cywilizowanej populacji, jakimkolwiek słowem, które reprezentuje synonim słowa mózg. Namiastkę słowa mózg. Tam nie ma mózgu. Nie ma czegoś takiego jak mózg, jest tylko chrzcica, chciwość i nie wiem co. Jest jakaś dziwna kraina, która istnieje tylko i wyłącznie w głowie tych ludzi. Aż sam się dziwię czasami.
Ja mieszkam w takim mieście, gdzie ciągle jest taka próba wymyślenia nowej waluty. Okazało się, że złota nie można już wymyślić, bo złoto ma właścicieli, rodzinę Rothschildów. Funty też. Można by wymyślić nową walutę, ale jaki jest sens, skoro to i tak zawsze będzie miało właściciela? Wszystko ma zawsze swojego właściciela, który żyje z tego, że ma układy i tak dalej. Jako że wszystkie te waluty i ci właściciele się troszeczkę spopularyzowali i konsekwencją tej popularyzacji było to, że straciło to troszkę wartość, bo część z nas przejrzała na oczy i stwierdziła: to naprawdę jest zabawa dla idiotów, także ja się wypisuję z tego cyrku. I wiadomo, że wartość tego cyrku spada na pysk, bo im mniej chętnych do oglądania przedstawienia w cyrku, tym mniej cyrk na tym zarabia. Oczywiście nie wszyscy ci, którzy tam przychodzą albo protestują przeciwko temu, żeby cyrk w ogóle przyjeżdżał, szczególnie siedząc w tym cyrku, są tego świadomi. To jest z reguły największy problem współczesnej cywilizacji, że mamy setki, miliony, tysiące ludzi, gaziliony ludzi, którzy wychodzą, protestują, krzyczą przez megafony, malują prześcieradła, jakieś slogany na tych prześcieradłach, pokazują to wszystko, ale właściwie nie idzie za tym nic, ponieważ następnego dnia czy nawet tego samego ci ludzie idą do bankomatu, wyciągają swoją kasę, wkładają swoją kasę w banku, idą, wypełniają papier w urzędzie, robią wszystkie te zabawne rzeczy i nawet sobie nie zdają sprawy, że właściwie protestowali te parę dni temu, kiedy protestowali przeciwko temu, żeby świat był już okej, to właściwie protestowali przeciwko sobie z przyszłości, bo to oni są tymi frajerami, którzy rozpieprzają wszystko dookoła, to oni zasilają ten system. Nic się nie zmieniło.
Słyszałem piękną opowieść o dżentelmenie, który był tu u mnie w odwiedzinach. Dżentelmen mieszka w Irlandii. Historia znamienita. Można powiedzieć śmiałem się przez łzy prawie że. Dotyczy to naszych prasłowiańskich, oczywiście pralechickich, żeby nie było, że ujmuję komuś, rodaków mówiących w języku „Sława”. Sława wszystkim. Jak się okazało te słowiańskie kmioty, bo to inaczej chyba nazwać tego nie można. Po prostu niewolnik, kmiot taki. Sprawa dotyczy się Irlandii i historii zwanej Irish Water, bo oni mają taki „R” akcent. Mieszkałem tam, to trochę pamiętam.
I się okazało, że jedynymi frajerami, którzy biegli do urzędu, żeby płacić haracz za wodę, która w Irlandii była za darmo, tylko dlatego, że jakaś banda pajaców ich straszyła, byli Polacy. To był fenomen i dochodziło do sytuacji, to mi ludzie opowiadali. Słyszałem to z pierwszej ręki. Także człowieku, nastrosz uszu i posłuchaj, co robią twoi rodacy w innym mieście, jak są niewolnikami, jak są skuci mentalnie kajdankami. Więc ta banda frajerów wbiegła do urzędu i chciała płacić za wodę. Na co irlandzcy urzędnicy pukali się w głowę i kazali im wypieprzać z tego, mówiąc: „Stary, to ja nie płacę za wodę. To jest mój kraj, woda jest tu za darmo i żaden frajer nie będzie robił ze mnie niewolnika. Chcesz płacić za wodę? Ja ci tych pieniędzy nie przyjmę. Wypieprzaj stąd”.
I tak się często kończyły spotkania w urzędzie, kiedy biedny Słowianin, Lechita, niewolnik nieustanny próbował zapłacić za wodę. Niewolnik jest w głowie, absolutnie w głowie. Tak czasami się przeglądam przez te polskie newsy. A dzisiaj tak się przejadę po słowiańsku. A co mi tam. W końcu też jestem Słowiak zdaje się, czy jakoś tak. Ale mieszkając na południu Londynu oczywiście. Przeglądając tak się zastanawiam, zaraz, zaraz, kto ten cyrk kupuje? Ale ten cyrk, bo tak mówię o Słowiak, Słowiak, bo ten cyrk nie jest tylko po polsku. Ten cyrk jest w Anglii, jest wszędzie.
To nie jest wcale tak, że tu jest mniejszy cyrk. Tu jest na troszkę innym poziomie. Ludzie podjęli tą grę lata temu. Kapitalizm istnieje od nie wiadomo kiedy. Znaczy w sensie niewolnictwo w tej formie zwanej kapitalizmem. Trochę to trwa. Nie jest to młoda historia. I tu zabawa wygląda tak, że właściwie wszyscy udają, że bardzo poważną rzeczą jest, co tu dużo mówić, jest taka historia związana z nową walutą i to absolutnie z nową walutą. Nowa waluta nazywa się między innymi w Londynie nieruchomości i to tak konkretnie nieruchomości, czyli wszystkie te sprawy, które są związane z miejscem, gdzie istota, która rodzi się na tej planecie, powinna generalnie mieszkać. Czyli jeżeli szukasz dachu nad głową, nagle okazało się, że dach nad głową dla ciebie, kogoś, kto właściwie rodzi się na tej planecie z kobiety, tak jak miliony ludzi dookoła, właściwie to jest twoja planeta tak samo jak moja.
O, mam chleb. Właśnie dziękuję Ivelliosowi, bo podpowiedział mi tutaj, co znaczy to magiczne słowo w języku angielskim znaczy rozporządzenie. No właśnie, tak to jest ze mną, że jestem tak urzędowy jak żaden urząd na świecie. Nawet nie rozumiem tego urzędowego bełkotu. Rozporządzenie znaczy że co? Rozporządza czym? Czym jeden pajac drugiemu może rozporządzać poza tym, kiedy zrobi kupę i wyjdzie do toalety albo się wyśpi? Nawet za bardzo chyba tego nie może w dzisiejszych czasach przy tej chemii w jedzeniu, bo to właściwie już nie od niego zależy, tylko od substancji chemicznych, które mu tam załadowano. Ale wracając do tej zabawnej historii, która doprowadziła nas do sytuacji, gdzie istota, która rodzi się na swojej własnej planecie, właściwie nie ma prawa na niej mieszkać. Bo nie ma.
Bo jakie masz prawo, żeby tutaj mieszkać? Nie masz żadnego prawa. Podaj mi choć jedno prawo, które gwarantuje ci cokolwiek na planecie, na której się urodziłeś. Nie ma takiego prawa. Oczywiście są prawa człowieka tak zwane gwarantowane, ale prawo człowieka nic nie gwarantuje, poza tym, że możesz sobie wziąć kartkę, na której w nagłówku napisano prawo człowieka. Przeczytałeś te zabawnie poskładane literki w te zabawnie brzmiące słowa, które tworzyły jeszcze zabawniej brzmiące zdania. I właściwie to wszystko. Jeszcze przyjdzie ktoś i powie: „O, trzymasz niewłaściwą kartkę w ręku. Jesteś w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym momencie. Trzeba cię stuknąć”.
I tak to najczęściej wygląda. Słynna historia z Palestyną i Izraelem. Kraj, który został wymyślony przez frajerów od Rothschilda, Rockefellera. Pamiętam, że była próba budowania tego kraju już od lat 30., od lat 20. Nieustanna próba zrobienia nowej Trzeciej Rzeszy, jakoś tak. Trzecia Rzesza się udała. Miała być kolejna. Nie wiem, czy się udała. Właściwie cały świat wyszedł troszkę na Trzecią Rzeszę. No właśnie.
I powstał kraj zwany Izraelem, do którego wpierw próbowano zwabić wszystkich bidoków z Polski. Są takie piękne plakaty reklamowe takich dużych statków wpływających znad Morza Czarnego, żeby to się osiedlać w tych wszystkich zamorskich krajach, że Polska już się nie nadaje do mieszkania, żaden kraj już się nie nadaje do mieszkania, tylko żeby osiedlać się gdzie indziej. To nie chodzi o to, że każdy ma mieszkać w miejscu, gdzie się urodził, bo nie tego dotyczy moja refleksja, że wyganiają ludzi z miejsca, gdzie się urodzili. Nie, nie o tym mówię. Nie o tym. Mówię o tym, że każdy ma prawo do mieszkania na planecie, na której się urodził. No i nagle się okazuje, że właściwie nie ma czegoś takiego jak prawo. Jest natomiast takie odgórne zarządzanie tym, żeby zmusić tych, że tak: ci będą mieszkali przy hucie, bo komuś się wymyśliło, że tam będzie po prostu łatwo i tanio postawić hutę, na której zarobi ileś tam pieniędzy, kiedy zacznie pracować tam iluś niewolników. Tam postawi nie wiadomo co. Tam trzeba też postawić tych niewolników.
Właściwie jeżeli chodzi o taki zwykły moment, że idziesz sobie przez łąki i pola i stwierdzasz: okej, tu mi się podoba, stawiam tu swoją chatę. Coś, co jeszcze działo się 100 lat temu, nawet 50 lat temu, dzisiaj jest nie do pomyślenia. Jest kilka miejsc na świecie, gdzie możesz tak zrobić. Nawet dokładnie nie wiem gdzie, ale wiem, że parę takich miejsc jest. Tak, słyszałem, ale nie będę mówił na głos, żeby się nie okazało, że zaraz tam mi ktoś zniszczy te miejsca. Ale są takie. Ale generalnie w tych wszystkich cywilizowanych miejscach, gdzie mówimy cywilizacja, to jest największy paradoks tego słowa. Mówimy, że jesteśmy cywilizowani, a efekt jest taki, że właściwie nie ma tam żadnej cywilizacji, jest tylko i wyłącznie jeden wielki zamordyzm. I część z nas centralnie uwierzyła, że to jest po prostu teologia, w którą wszyscy musimy brnąć, że to jest dokładnie ta historia i że tak ma być, i że jesteśmy urodzonymi niewolnikami. Ja się śmiałem naprawdę jak mops, jak wiewiórka, jak wszystkie możliwe zwierzaki świata, kiedy słyszałem te opowieści o tym, jak to moi rodacy w Irlandii biegali z wywalonym jęzorem po to, żeby spełnić rolę niewolnika.
Tutaj jest troszkę inaczej. Tutaj rola niewolnika opiera się na tym, że musisz sycić banki, znaczy też za pomocą kredytu właściwie w sumie tak samo. Tylko że tutaj jest jeszcze zabawna rzecz. Tu niewolnik musi zainwestować pieniądze w nieruchomości. Właściwie chyba wszędzie musi zainwestować w nieruchomości. W Londynie jest to bardzo mocno widoczne. Nie wiem, jak u ciebie w reszcie świata. Znaczy wiem, że jest podobnie. Takie wieści mnie dochodzą. Tu kilku ludzi czasami wpada w odwiedziny, wiesz, rozmawiamy, co u nich słychać tam, gdzie mieszkają i tak dalej.
No i teraz doszło do tego, że już niewolnik wie, że musi sam zarobić na swoją robotę. No bo wiesz Za darmo roboty nie ma. Ty musisz zapłacić za tę robotę. Musisz się wyedukować, kupować sobie ubrania, żeby w tej robocie wyglądać tak, jak trzeba. Musisz się przygotować, żeby dojechać do tej roboty. Teoretycznie ci zapłacą, ale nie jest to żadna zapłata, bo to ty spędzasz swój własny czas. Siedzisz osiem godzin twojego życia, niezależnie od tego, ile jest warte, ile masz dzieci, ilu masz przyjaciół dookoła, jakie masz życie. To nie jest istotne, bo ty jesteś niewolnikiem. Masz siedzieć na dupie i robić to, co ci koleś każe przez osiem godzin i to wszystko. Jeszcze musisz się za to trzymać tak, żebyś miał możliwość dojechania do tej pracy na czas.
Znam taki obrazek z Londynu, że wielu ludzi walczących o karierę jest w stanie w akcie desperacji, kiedy za chwilę rano do pracy, próbować łapać taksówkę, żeby tą taksówką szybciej dojechać, żeby się nie spóźnić, żeby szef nie zauważył. Niezależnie od tego, ile kosztuje taksówka, że właśnie w tym momencie cała ich praca traci jakikolwiek sens. Bo kiedy wykonasz taki numer dwa, trzy razy w miesiącu, to się okazuje, że taka jest prawda. Przy pensji w Anglii jest tu trochę ludzi, którzy robią sukces finansowy. Natomiast reszta to jest, jak to się mówi tutaj lokalnie, working poor, czyli ludzie, którzy na koniec miesiąca mają 100 funtów, ale na minusie na karcie kredytowej, które jeszcze muszą spłacić. To są rodziny z dwójką dzieci. To są wszyscy ci ludzie, których widzisz normalnie w telewizji, uśmiechniętych, spacerujących po ulicach Londynu. Tak jest 80% mieszkańców Londynu i mówią o tym oficjalne dane bankowe, że tak to dokładnie wygląda. Reszta Anglii wygląda bardzo podobnie. Emeryci jeszcze mają troszkę zaskórniaków, ale w dzisiejszych czasach emeryci wspierają rodziny tak jak wszędzie na świecie.
Zawsze było tak, że nowe pokolenie robiło tyle, że babcia nie musiała już nic robić, a w dzisiejszych czasach babcia i dziadek generalnie muszą zasilać nowe pokolenie, bo nowe jest tak uwalone, że już nie ma czasu na nic ani kasy na nic. Młodziaki, które się wbiły w studia, mają potężne kredyty do spłacenia, które przerastają ich absolutnie w jakichkolwiek opcjach na spłacenie tego przez najbliższe 30 lat. Chyba że będą mieszkali w namiocie, ale ciężko mieszkać w tym kraju w namiocie. W ogóle ciężko mieszkać całe życie w namiocie. Można, ale nie wiem, czy każdy chce. Bo to jest kwestia wyboru. Czy ja koniecznie chcę mieszkać w namiocie? Jest taka zabawna historia, że generalnie namówiono znakomitą część ludzi do tego, żeby zabawiła się w taką zabawę i teraz już poświęcili nawet miejsce, gdzie mieszkają, żeby stało się częścią zabawy. Po prostu zabawy. Zabawa w pieniądze.
I jeszcze doszło kilka dodatkowych elementów z tymi nieruchomościami, że właściwie dach nad głową przestał być już dachem nad głową. Przestał spełniać jakąkolwiek sensowną rolę, taką oryginalną. Zawsze mówiliśmy dach nad głową. I ten dach nad głową w sumie dalej brzmi tak samo. Tylko że dach nad głową jest dzisiaj nie dachem nad głową, tylko jest lokatą kapitału. Ilu z nas próbowało inwestować w nieruchomości? Ilu z nas? Ja akurat szczęśliwie nie. Haha, jestem cwaniakiem, także mogę wskazać palcem na ciebie i powiedzieć: „I co? To jest ten nowy świat.
Te pięć chat, które sobie kupiłeś, to jest ten nowy świat”. Otóż to. Ale to jest kwestia strachu, tak mi się wydaje. Jak jest to obwieszczenie rządu amerykańskiego, to może robić się zabawnie w najbliższych miesiącach i to mocno zabawnie, bo przecież to nie jest jedno obwieszczenie, które się będzie pokazywało. Za chwilę królowa brytyjska będzie chciała abdykować, bo biedactwo jest przerażone tym, że przecież jak coś się stanie, to będzie musiała odpowiadać. Przyjdą do niej mieszkańcy tego kraju i się spytają: „I co dziewczyno zrobiłaś z tym krajem? Do czego to doszło? Zobacz, wszystko się zawaliło. Nie ma prądu przez 15 minut i nie masz nic. Jak to jest skonstruowane?
A to było inne rozwiązanie. Miało być zupełnie inaczej. Przecież wiedziałaś o tym od paru lat. Dlaczego nie powiedziałaś? Dlaczego się nie przygotowaliśmy? Dlaczego nas wszystkich zabiłaś? Dlaczego ludzie zostali zamordowani tylko przez twoją dumę, pychę, butę, głupotę, ignorancję? Co, wierzyłaś w to, że więcej jako królowa zarobisz pieniędzy, kiedy nie będziesz nam mówiła o tym, że za chwilę wyspę przemyje 200-metrowa fala tsunami? Czy ktoś z tego coś będzie miał?”. To jest fenomen właśnie tej całej sytuacji.
Jesteśmy w pięknym momencie związanym z polaryzacją naszych poglądów, że wiadomo już, kto ma siano w głowie, a kto ma resztkę oleju w głowie. Jeżeli ktoś ma resztkę oleju w głowie, to już widzi, że coś jest nie tak i zaczyna się przyglądać. Każdy ma swoje własne wnioski. Ja tu nie będę ci wrzucał swoich własnych wniosków. Ja mam swoje własne refleksje, które tutaj dosyć głośno artykułuję. I bardzo dobrze. Ty masz swoje własne. Ale generalnie jesteśmy tu i teraz. Natomiast jest część ludzi, która będzie usilnie starała się być z drugiej strony i właściwie jest z drugiej strony. I to jest tak zabawna sytuacja, tak ciężka do uwierzenia, że wow.
Ciężko to po prostu obrobić w głowie, tak mi się wydaje, że w dzisiejszych czasach, kiedy jest taka komunikacja i wiemy tyle o świecie, nagle staliśmy się tak ekstremalnymi ignorantami jako tak zwane społeczeństwo. Ekstremalnymi. Myślę, że dużą rolę tutaj odgrywa zasada dualizmu, w którą nas wprasowano przez ostatnie tysiące lat, mówiąc, że jest i dobro, i zło, że jest taki podział. Jak się okazuje, podejrzewam, że znakomita część naszego życia, nie wiem, czy to nazwać życiem, egzystencja na tej planecie społecznie, niezależnie od tego, kto gdzie, w którym miejscu jest, czy jesteś właścicielem banku, czy jesteś tym człowiekiem, którego właśnie bank zamordował parę sekund temu, żeby zarobić kasę na prezesa tego banku. Właściwie wszystkich nas dotyczy jedno i to samo. Dokładnie ten sam problem związany z dualizmem. Tak mi się wydaje, bo to ciągle zawraca jak bumerang do tego, bo ciężko też nie zawracać, bo jest to tak widoczna historia i myślę widoczna na tak wielu płaszczyznach, że się w głowie nie mieści. W sensie jak daleko doszliśmy. W głowie się mieści, w końcu tu jestem, głowa mi jeszcze nie pękła, także jakoś mi się to mieści. Tobie pewnie też.
O co chodzi z tym dualizmem? Że używamy pojęcia dobro i zło. I na tym się będę chciał dzisiaj troszkę mocniej po tym swoim mocnym wejściu, że tak powiem, rozważyć. Więc ja mówię zastanowić nad tym tematem, dokładnie. Rozważyć ten temat tego dualizmu dzisiaj, bo rzecz jest fascynująca. Przepraszam, że tak skrzypię, ale to jest moje krzesełko, które sobie skrzypi i sobie będzie skrzypiało, bo jest to audycja radiowa nadawana prosto ode mnie i tak ma być. Ale fajnie skrzypi. Może pewnego dnia znajdę jakieś normalne krzesło, które przestanie skrzypieć, ale to może kiedyś. A tymczasem włączę jakąś muzyczkę, żeby nie było, że nie ma żadnej muzyczki. Tak sobie jeszcze raz przeglądnę ten, jak to się mówi, executive order.
Czyli Rozporządzenie rządu Stanów Zjednoczonych do tego, żeby Ameryka zaczęła się ewakuować, bo za chwilę będzie Morze Amerykańskie w środku Ameryki, a w Europie będzie Morze Niemieckie i Berlin będzie takim archipelagiem małych wysp. Myślę, że będzie fajne miejsce, żeby sobie na kajaki pojechać albo jakoś tak. Tak mi się jakoś wydaje. Oczywiście są tacy ludzie, którzy na pewno w tym momencie w Berlinie, w środku Ameryki, w Londynie kupują nieruchomości. Gwarantuję ci. Znam takich ludzi tutaj w Londynie, którzy właśnie kupują nieruchomości. Ludzie wiedzą, o co chodzi, ale nie są w stanie przyjąć do wiadomości ani nawet sprawdzić, bo nie trzeba przyjmować do wiadomości. Jeżeli słyszysz, że coś idzie, że idzie burza, to chociaż odwróć się w kierunku horyzontu i spójrz, czy ktoś, kto to mówi, ma rację. Może burza nie idzie, a może idzie. Ale spójrz na ten horyzont.
Może coś tam się dzieje. Może jednak. No właśnie. A tu w dzisiejszych czasach, kiedy głowa tak wtopiona, wręcz oczy sklejone z wyświetlaczem telefonu komórkowego, gdzie są akcje, telefony od przyjaciół, w której restauracji się spotkać i jaka sukienka, i jaka książka jest modna, i na jaki film, i do jakiego teatru trzeba pójść teraz, i jaką opcję polityczną wspierać. To może nie być czasu na to, żeby podnieść głowę do góry i zobaczyć, co się dzieje na horyzoncie, jakie chmury nadciągają. Trudno. Będzie zabawnie. Jeszcze bardziej. Co poza niektórymi. Jakiegoś ściągnąłem ten las dzisiaj w tle i bardzo dobrze.
Niech będzie trochę lasu w tle. Tym bardziej że jest sobota wieczór w Radiu na Fali. Ty możesz tutaj człowieku dzwonić, śmiało się odzywać i ten teges partycypować w tym po prostu twarzą, gębą, tak zwyczajnie. Ja rozumiem, że ja nie wiem, o co chodzi. Nie, nie będę tego wątku ciągnął. Może kiedy indziej. Taki wątek na temat tego, w jaki sposób ludzie mówiący w języku polskim są odważni wewnętrznie, żeby poruszyć jakikolwiek temat. Ile mają w sobie ikry, a na ile są po prostu... Nie wiem, nawet tego kończę. Anyway, ja to zostawię ten wątek.
To są moje takie własne refleksje troszkę na temat, kto jest większym niewolnikiem, a kto mniejszym. Dokładnie. Wrócę do swojego konceptu na dobro i zło, bo to jest takie szaleństwo, które mam zakorzenione w głowie i to tak centralnie w głowie, że niektórzy nie są w stanie tego wyrzucić. Oczywiście powstały frakcje w dzisiejszych czasach, bo niektórzy twierdzą, że czasami poza telefonami komórkowymi sprawdzają swojego konta, jeszcze się oglądają na horyzont i coś tam chcą robić. Niektórzy nawet próbują. Robią tak zwane, ja to nazywam alternatywne biznesy, bo dokładnie jest to nic więcej, przynajmniej w moim odczuciu, jak zwyczajnie taka podmianka, że dawniej wszyscy chodzili do kościoła, teraz pojawiła się klasa średnia, która się troszkę zblazowała. Wiadomo, że dzieci już pochrzczone, wychowane, w kościele jest nudno, trzeba sobie znaleźć nowe zajęcie w życiu. Więc zaczęły się, że tak powiem, nauki alternatywne i przede wszystkim cała warstwa warsztatów. Wszyscy biegają na warsztaty. Co ostatnio gdzieś, że tak powiem, nie wspomnę, gdzieś nie zajrzę, ciągle są warsztaty.
Słuchaj, żeby było zabawniej, dostałem chyba w tym tygodniu cztery zaproszenia na warsztaty, w tym chyba dwa żem sam jeszcze prowadził. Rozumiesz? Po prostu paranoja schizofrenidalna. Nie wiem, jak to nazwać. Schizofrenia. Dokładnie. Już paranoja. Wszyscy chcą przyjść jak do cyrku i szukają klauna. Bo to jest taki odruch pod tytułem: „Hej, znudził mi się mój cyrk z wczoraj, więc szukamy nowego cyrku z nowym zestawem klaunów, którzy przyjdą i będą nas zabawiali”. W rzeczywistości niczym się to nie różni od tego samego gówna, które jest dokładnie w kierunku banku, które jest w tym samym ścieku, który nazywamy telewizją, gazetami i tak dalej.
Niczym to się nie różni. To jest dalej ten sam numer z dobrem i złem. Słuchaj, ile razy na tych warsztatach w tego typu miejscach słyszysz o tym, że pewne rzeczy są tak, a pewne rzeczy są nie. Koncepcja jest dosyć prosta. Najczęściej jesteś roztrzaskiwany na kawałki. Mówi ci się, że albo jedna część twojego ciała działa, albo druga nie działa, albo trzecia, albo czwarta, albo piąta, albo szósta. Pamiętam parę lat temu to było jakieś chyba z sześć, siedem lat temu w Stanach, nawet więcej, chyba 10 lat temu w Stanach była taka jazda na warsztaty i nie tylko. W ogóle opowieści o szyszynce. Nagle wszyscy odkryli szyszynkę, że wow, wow, wow, jest szyszynka, jest kilka innych rzeczy. Później nastąpiło wielkie wow, wow, odkrycie, że serce wydaje z siebie dźwięki.
Później inne odkrycie. No i pojawiła się banda jedna, druga, trzecia, czwarta. Same bandy szkolicieli i edukatorów, którzy postanowili zgłębić temat dosyć po łebkach, że tak powiem, bo ani żaden z nich nie robił żadnego, że tak powiem, research takiego naukowego, nigdy nic na ten temat właściwie chyba nie przeczytał, nic nie zrobił. I don't know. Przynajmniej ja nic takiego nie spotkałem, ale za to bardzo dużo różnych zabawnych spekulacji. Ja tu nie będę rozbijał teraz na części ciała, ale generalnie okazało się w tych warsztatach, że każdy z tych warsztatowców ma konkretnie inny pomysł na mnie. Jeden mi mówi, że moje serce, drugi mi mówi, że moja szyszynka, a trzeci mówi, że moja lewa noga. Czwarty mówi, że nie wiem. Pięść, palec, trzustka, śledziona, wątroba. Rozumiesz?
Każdy ma swoją metodologię, każdy mówi mi o czymś zupełnie innym. I fenomen polega na tym, że ci ludzie właściwie niczym się nie różnią od uczestników takiego luksusowego rejsu. To się nazywa cruise. Taki wypoczynkowy jacht dla takich zblazowanych kompletnie życiem ludzi, którzy nie mają chyba nic do robienia. Wsiadają sobie na taką dużą łódź i płyną od wyspy do wyspy. Łódka się zatrzymuje w porcie na dwa dni. Schodzi się, pije lokalne drinki. Lokalni mieszkańcy przebrani w ludowe stroje zblazowani odtańcują ci lokalny taniec, po czym musisz zapłacić napiwek. Wracasz z powrotem na statek, gdzie załoga serwuje ci drinki, żebyś był tak nawalony, żebyś nic nie skumał. I jak się bujasz przez trzy tygodnie na tym wielkim statku wypoczynkowo-turystycznym, który płynie pośrodku morza, a baseny ma wmontowane w sobie tak, żebyś przypadkiem nie musiał pływać w morzu, żebyś pływał w basenach, które są na statku.
Jesteś na wodzie, ale pływasz w innej wodzie. Paranoja. Taki wiesz, abstrakt troszkę sytuacyjny. No i właściwie niczym się to nie różni od tych ludzi, którzy pływają na tych statkach, wiesz, w takich dziwnych eks wakacjach. Te kursy, no bo co? Jedni są roztrzaskani na kawałki. Ci na tych statkach, bo tamci idą na ten statek, bo chcą uciec od swojego codziennego dnia, chcą złamać rutynę. Tym razem już nie będą pili drinka w domu ani w restauracji, tylko wypiją go na pokładzie statku, który jest nie wiadomo gdzie. Płynie od wyspy do wyspy. I tak przez trzy tygodnie będą pływali od wyspy do wyspy.
Właśnie. I to wszystko. Wysiadł z tego statku i nawet nie zobaczył, gdzie oni właściwie byli, bo właściwie nigdzie nie byli poza pokładem statku i barem, który znajduje się na trzecim pokładzie tego statku, co mi się najbardziej spodobało i basenem obok. To jest ta historia związana z jeżdżeniem do ekskluzywnych kurortów na zasadzie all inclusive. To jest kategoria ludzi, która nigdy nie wychodzi z tego hotelu i myśli, że zobaczyła nowy kraj. To jest dokładnie to samo na tych warsztatach. To jest dokładnie ta sama historia. Oczywiście w troszkę innym wydaniu, bo tam jest z kolei gadka na temat, że jesteśmy otwarci, szerocy, zwiedzamy świat, alternatywni i tak dalej. Co jest bullshitem, bo jakim cudem możesz holistycznie złapać albo ja mógłbym holistycznie złapać naturę kosmosu, kiedy jeden koleś drugiemu mnie roztrzaskuje na kawałki. Jeden mówi mi, że moja wątroba, drugi śledziona, a trzeci każe mi masować sobie plecy, czwarty serce i właściwie wszystko jest w kompletnej rozwałce.
Nie ma ani grama logiki ani niczego. Jedyną logiką, która tam występuje, to jest logika, która nazywa się opłata za wejście na warsztaty, bo wiadomo, że to trzeba uzupełnić. To jest taki klasyczny numer. Efekt był taki, że powstało coś, co jest właściwie idealną kopią wręcz systemu bankowego, bo ile dawniej system bankowy został stworzony po to, żeby zablokować jakąkolwiek informację. Jeżeli jest jakakolwiek informacja o tym, że coś gdzieś jest i jest za darmo, to ty nie możesz dostać tej informacji, bo jeszcze weźmiesz tą rzecz za darmo. Natomiast jeżeli bank wie, gdzie ta informacja jest za darmo, to bank ją bierze i tobie sprzedaje tę informację. Ty już wtedy za to płacisz. Na tym polega ten numer. I tu jest dokładnie to samo. Właściwie skapitalizowano wszystko do cna i to tak ekstremalnie, że się w głowie nie mieści.
Wszystko już kosztuje fortunę. Wychodzą kolesie, którzy przez 100 godzin ci opowiadają o tym, co masz robić ze sobą, jak masz zmienić swoje życie rysując różne grafy, wskazówki i tak dalej na wielkich tablicach, robiąc ci pokazy slajdów. Efekt taki jest, że wychodzisz z pustą kieszenią. No ale co dalej? Co dalej? Czy świat przestał się kręcić? Czy idea dobra i zła zniknęła? Nie, dalej nie zniknęła. Bo jak mogłaby zniknąć idea dobra i zła, czyli tego dualizmu w sytuacji, kiedy znowu ktoś potraktował tylko twoją nogę i tylko twoją rękę, a ta cała reszta została w ogóle nieruszona. To jest chyba, moim zdaniem taka obawa przed zaakceptowaniem tego, że wszystko jest jedną wielką całością i właściwie duża część tego alternatywnego rynku.
Ja tak sobie przyglądam z boku, bo co dużo mówić, ja nie jestem człowiekiem, który przyszedł z tego alternatywnego świata, jak to się mówi, społeczności czy jakoś tak. Absolutnie nie. Ja mam swoje własne życie. Tak się złożyło, Radio na Fali jest traktowane przez wielu ludzi gdzieś tam obok tych alternatywnych rzeczy, to to już jest ich percepcja świata w ich własnej głowie. Ja nie mam z tym nic wspólnego za bardzo. Ja po prostu mam na imię Tomek i żyję sobie swoim własnym życiem. Zwiedzam sobie tą planetę i tak sobie obserwuję tą planetę i mówię do mikrofonu, co sobie widzę na tej planecie i tak się dzielę tym z tobą i to wszystko. Ale nie będziesz mnie miał za żadnego alternatywnego ziomka, który tutaj będzie wykonywał jakieś czary z mleka nie wiadomo jakie. Nie, nic z tych rzeczy. Absolutnie.
Ja nie z tej opowieści, proszę państwa. Dlaczego ja nie jestem z tej opowieści? Bo właśnie jakoś tak mam problem, żeby nie widzieć w tym tej spiny i napinki na kasę, że jak widzę te warsztaty, nieustanne pogonie, próby tłumaczenia ludziom czegoś, czego sami tłumaczący nie są w stanie zrozumieć i wyjaśnić, bo sami nigdy nie zrobili żadnego porządnego researchu i nawet taki tłuk jak ja, który właściwie nie zajmuje się aż tak dosadnie nauką. Mam takie hobby, że lubię sobie poczytać prace naukowe od x lat, bo mieszkam w kraju anglojęzycznym i mam tą frajdę, że jakoś tam sobie radzę z tym anglojęzycznym językiem i masa prac, które mnie zawsze interesowały, jest w tym języku napisana, także sobie nie odpuszczam. Ale naprawdę nie jestem jakimś ekspertem w tej dziedzinie. Jestem po prostu zwykłym tłukiem, który lubi sobie poczytać troszkę prac naukowych na interesujące mnie tematy. Co nauka na to? Co eksperymenty, co laboratorium jakieś takie siak i owak je zrobiło. Takie proste historie. Jak się okazuje, taki tłuk jak ja często ma więcej wiedzy w głowie i jest przerażony, kiedy słucha tych ekspertów od warsztatów, którzy mówią tak niesamowite historie, że ja się zastanawiam, gdzie oni to wymyślają.
Można by zapytać, co oni biorą, ale różnica polega na tym, że biorę to akurat ja. Sam jestem użytkownikiem substancji psychoaktywnych od 20 lat. Tak liczyć, na to wygląda. I to takim raczej rzutkim użytkownikiem. Nie to, że bym w cudzysłowie tą psylocybinę za kąt nie wyrzucał. Absolutnie nic z tych rzeczy. Jestem absolutnie trwałym, stałym użytkownikiem, który ma dużo radości z używania tych substancji i dużo zdrowia i wcale nie zamierzam ich odkładać. Ta medycyna jest doskonała. Czy to jest ayahuasca, czy to jest psylocybina, czy to jest LSD, czy to jest MDMA, czy to jest meskalina. To jest prawdziwa medycyna.
I powiem ci jedną rzecz, że po tych 20 latach podróży, kiedy właśnie teraz jest taki peak tych warsztatów, bo to koniec świata, niektórzy zauważyli, że na koniec świata, bo instynktownie czujemy, że coś nadchodzi, każdy czuje. Troszeczkę większa nerwówa i tak dalej u niektórych. Myślę, że to czuć w powietrzu i to mocno czuć w powietrzu. Niektórzy na tą nerwówkę reagują właśnie sprzedawaniem kolejnej wersji Bank of Vaticano, czyli tym razem warsztaty, gdzie znowu wiedza kosztuje. To miał być pewien inny świat. Zdaje się, na tym polegał ten numer, że zbieramy się i mówimy koniec z tym gównem i rozdajemy wiedzę za darmo, bo na tym polega wiedza. Jeżeli ja coś wiem, to przekazuję tobie. Dzięki temu ty jesteś moim backupem, człowieku. Cokolwiek mi się stanie, ty wiesz, jak to zrobić. I to jest esencja wspólnej wymiany informacji.
Nie ma czegoś bardziej esencjonalnego. Nie ma. Jest tylko wymiana informacji. I właściwie to jest moja oczywiście koncepcja. Nie musisz się z tym zgadzać. Całe nasze życie jako istot na tej planecie polega na wymianie informacji. I teraz jeżeli ktoś ci mówi, że za wymianę informacji chce od ciebie kasę, no to znaczy go chyba mocno pogięło. I to już tak pogięło, że niezależnie od tego, co pieprzy na tych swoich warsztacikach, naprawdę możesz powiedzieć: „Wiesz co kolego? Nara. Masz swojego bożka, pomódl się do swojego bożka.
Zapłacą ci pieniądze. Jak chcesz, to może jak znajdę parę groszy w kieszeni, też ci dorzucę, jeżeli twoje życie będzie dzięki temu lepsze”. Ale naprawdę to wszystko, co chcę w tym temacie Zrobić. I nie chcę się za bardzo specjalnie wiedzieć z tymi mądrościami, bo naprawdę nie jest to mój świat i ludzie czasami. Miałem ostatnio kilka rozmów. Się dziwią: „Tomek, ale wiesz, taki alternatywny, jaki nie w tym”. No właśnie, ja nie jestem alternatywny. Ja jestem po prostu normalnym, żywym, uczciwym człowiekiem, żywą istotą, która traktuje informację jako esencjonalną część swojej egzystencji na tej planecie. Także nigdy nie zaakceptuję tego momentu, że informacja jest komercyjna, bo to jest moment śmierci cywilizacji, śmierci każdego gatunku. Jeżeli jedna wiewiórka zapomniałaby powiedzieć drugiej, gdzie są fajne drzewa, które mają dużo orzeszków, dzięki którym można przeżyć srogą zimę, to wiewiórek na tej planecie by już nie było.
Ja myślę, że gdyby nie tacy ludzie jak ja i podobni tak jak ty. Właśnie do ciebie mówię. Właśnie tacy ludzie jak ty, to świat by dawno szlag trafił, bo tylko na nas się trzyma ten świat. Przecież nie na frajerach, którzy proponują warsztaty, za które chcą kasę i mówią nam, że jesteśmy oderwani od siebie i ciągle próbują nas sklejać. To jest w ogóle fenomen, który obserwuję od lat. Nie to, że chcę komentować, bo każdy ma różne problemy zdrowotne i to, jak wyglądamy, jest podyktowane wieloma czynnikami. I naprawdę nie mi to oceniać. Nie jestem lekarzem, chociaż jestem doktorem i proszę się odsunąć i zrobić mi miejsce. Natomiast najbardziej zabawną historią są ludzie, którzy wychodzą i uczą innych na temat pracy z własnymi emocjami, jak to się nazywa. Bo teraz z emocjami się pracuje, emocji się już nie ma.
Z emocjami się pracuje w dzisiejszych czasach wszystko się już pracuje. A mi się podoba ten język niewolnika wszedł już wszędzie. Na tych warsztatach to już chyba nieustannie język niewolnika. Wszyscy odpracowują, przepracowują i zapracowują. Do roboty nie robię. Jestem twoim panem niewolniku, zapieprzać mi tu, do roboty. Na tym to polega. Masz przepracować, masz sobie zapracować synku na to. A ty dziewczynko też masz sobie zapracować, bo ci dyplomu nie dam. No właśnie.
Jest kilka takich zabawnych rzeczy. Na przykład kiedyś spotkałem coś takiego jak dyplom trenera osobistego i z kolegami się zastanawiałem i ze znajomymi w ogóle, kto wydaje dyplom trenera osobistego? Bo wiesz co, dyplom osobisty w tym momencie. To może sam sobie wydam dyplom trenera osobistego. Są właśnie takie numery. No i kiedy jest ta kasa, kiedy jest to wszystko i są ci ludzie, którzy opowiadają o tym, jak sobie radzić z emocjami. Widzisz człowieka, który waży tak z trzy razy więcej niż powinien ważyć. A jeżeli człowiek się ogarnia troszkę w temacie czym są emocje, jak funkcjonuje ludzki organizm i naprawdę nie trzeba być lekarzem, bo jest masa prac naukowych na ten temat i to ogólnie dostępnych w każdym możliwym języku. Podejrzewam, może za wyjątkiem polskiego, no ale bywa. Każdy kraj ma takiego Elvisa, na jakiego zasłużył.
Jasno i wyraźnie jest to opisane, że to związek z emocjami. Jeżeli ktoś miał taką historię, że przez kawałek czasu był mocno zaburzony emocjonalnie z wielu powodów, chociażby stresująca praca i tak dalej, to nie jest kwestia tego, że ktoś jest złym człowiekiem i ma zaburzenia emocjonalne. Żyjemy w tak popapranym świecie, że ciężko być tu normalnym człowiekiem. I to nie jest żart. Każdy psycholog, który zajmuje się klinicznymi badaniami, takimi z pogranicza pod tytułem: jak nasz stan psychiczny wbija się w fizyczną część naszego życia i jak determinuje zachowania naszych organów wewnętrznych, naszego organizmu. Po prostu generalnie co się psuje w nas od stresu, to ci powie. To nie jest żadna taka rzecz, że jak ty się źle czujesz w głowie, to tylko tyle, że się źle poczujesz, wyśpisz i ci przejdzie. Czasami tak, ale w większości przypadków zupełnie nie. Parę lat później nagle okazuje się, że wszystko się cofnęło i pojawiają się dziwne choroby w organizmie. Ale to jest właśnie ten stres, ta napinka związana z niesklejeniem się emocji z naszą fizycznością.
Jak widzę takich dżentelmenów i takie panie, które ważą naprawdę pięć razy więcej niż powinny, mówiące mi o balansach emocjonalnych, równowagach emocjonalnych, o spokojnym życiu. Tak się zastanawiam: jejku, czy ktoś tym ludziom nie dał lustra w domu? Przecież jak się zobaczysz w lustrze dziewczyno i chłopaku, to pierwszą refleksją, która ci powinna przyjść do głowy to taka, żeby pierw zrobić porządek ze sobą samym. Ustabilizować swój organizm, swoje życie, zanim zaczniesz biegać po ludziach, żądać pieniądze za to, że ty będziesz im mówić, że mogą ustabilizować swoje życie. Każdy idiota to wie. To naprawdę nie trzeba tutaj wielkiego maga albo nie wiadomo czego. No i to jest taki klasyczny numer z warsztatami. Kolejny numer to oczywiście... Ach, to ja nie wiem nawet czy wspominać, bo za każdym razem wypływają takie kwiatki, że to się w głowie po prostu. Nie wiem co się robi, ale dziwnie się robi w głowie.
Ja z takiej pozycji takiego chłopka roztropka troszeczkę czasami się przyglądam tym warsztatom. Czasami się czymś zaintryguję i tak sobie sprawdzę. Tak sobie sprawdzę i się zastanawiam: wow, człowieku, na jakiej podstawie ty wysnuwasz te swoje koncepcje na tych warsztatach i za co każesz płacić ludziom? Rzeczy, o których mówisz, to są takie opowieści sprzed stu lat, które dawno zostały już obalone na wszelkie możliwe sposoby. I żeby było zabawniej, w ciągu ostatnich lat są bardzo ciekawe badania naukowe na ten temat, które wyrobiły rewolucję, a ty nawet do tego jeszcze nie dotarłeś. Ty jesteś sto lat do tyłu. No właśnie, czasami sobie tak myślę w głowie. Taki mam syndrom, czasami się włączy cywilizacyjny. Tak spojrzę na człowieka i myślę: men, naprawdę nie powinieneś być w tym miejscu i mówić ludziom to, co mówisz, bo jest to jakaś centralnie ściema. I tak się przyglądam troszkę tym warsztatom i tak się zastanawiam, co tam jest tak naprawdę alternatywnego.
Bo tak: ani nie ma alternatywnych walut, ani nie ma alternatywnej energii, ani przede wszystkim nie ma najważniejszej rzeczy. Nie ma wolnej wymiany informacji, bo jest coś, co świadczy o poziomie cywilizacji, moim zdaniem. Wiem, że tam czasami niektórzy z nas mają taką obsesję na punkcie pewnego Rosjanina, który nigdy w życiu nie brał kwasu, a już wymyślił teorię, jak są skonstruowane cywilizacje kosmiczne. Co jest dla mnie naprawdę dowcipem zabawnym. Tak zwana skala Kardasziewa. Ta skala Kardasziewa obowiązuje tylko i wyłącznie Kardasziewa, szczęśliwie, a nie nas. Mnie obowiązuje zupełnie inna skala. Skala informacji. Albo jest przepływ informacji i albo jest dostęp do tej informacji, albo dostępu do informacji nie ma. Jeżeli nie ma dostępu informacji, no to wiadomo, w którym świecie jesteśmy.
Nie ma dyskusji na ten temat absolutnie żadnej ze mną. Albo chcesz mi powiedzieć, o co ci chodzi, albo nie chcesz mi powiedzieć i robisz z tego tajemnicę tylko po to, żeby...? Po co robimy tajemnicę? Po to, żeby mieć lepszą pozycję przed kimś. Po co chcemy mieć lepszą pozycję przed kimś? Bo mamy kompleks w głowie, że jesteśmy gorsi od kogoś i że musimy rywalizować. Po co rywalizujemy? Odpowiedź w głowie jest taka: żeby mieć więcej. Że ten, kto jest na dole, jest zły, a ten, kto jest na górze, jest lepszy, jest generalnie dobry. Ciekawe koncepty.
Ciągle ta historia dobra i zła, którą ktoś wprasował do głowy. Czy ja robię dobrze? Czy ja robię źle? A może po prostu róbmy swoje życie zwyczajnie, bez podziału na dobro i zło. Wiadomo, że jak nie wymieniasz informacji z innymi ludźmi, to nie jest dobre. Wiadomo, że jak krzywdzisz innych ludzi, to nie jest dobre. To czego więcej potrzeba? Nie wiem, czy potrzeba do tego ton papieru, żeby zapisywać szczególne definicje tego, co kogo obraża, co nie obraża, bo naprawdę nie potrzeba do tego żadnej definicji. To jest zwykłe poczucie samego siebie. Jeżeli czujesz, że sytuacja jest okej i w tej sytuacji czujesz się traktowany po partnersku i ludzie, z którymi rozmawiasz, traktują cię jako partnera w rozmowie, to wszystko jest okej.
Natomiast kiedy rozmawiasz z kimś, kto ma bardzo poważne problemy z tym, żeby nie wpychać do twojego talerza swojej łyżki, tym bardziej że jego talerz stoi tuż przed nim, a on uparcie bierze swoją łyżkę i uparcie grzebie w twoim talerzu, to chyba należy się szybciutko pożegnać z takim dżentelmenem, bo to oznacza, że ten ktoś nie jest w stanie samodzielnie nic wykonać. Ciągle się przypieprza do ciebie. I to jest bardzo ciekawa rzecz, która nieustannie krąży dookoła nas. Taki syndrom oceniania się, sprawdzania, porównywania. Zło i dobro. Czy lewa, czy prawa. A to wystarczy tylko i wyłącznie nie wpychać się w cudze życie, tylko się zastanowić nad swoim własnym życiem. To jest tak trywialnie proste. Nie ma nic specjalnego do roboty poza jednym: poza wzięciem głębokiego oddechu. Jeżeli ktoś potrzebuje trochę więcej relaksu, ja polecam jakiegoś dobrego jointa.
Żadnych alkoholi, bo są depresantami, i to bardzo mocnymi. Wziąć sobie jakieś dobre zioło. Sensimilia. Sensimilia, jeżeli chodzi o cannabis, oznacza, że nie ma nasion w środku. To oznacza sensimilia. To jest materiał bez nasion. Tak że wziąć sobie jakiejś sensimilii, żeby nie trzaskały nasiona w fajce, zapalić się i zrelaksować. To jest ta opcja. Bo ta zabawa pod tytułem kto wyżej, kto dalej, kto lepiej chyba się nie skończy dobrze. To nie mówię o sobie, ale wątpię, żeby skończyła się dobrze dla kogokolwiek z uczestników tej zabawy.
Tym bardziej że za 120 dni, jak mówi dokument amerykańskiego rządu, nastąpi coś, na co amerykański rząd w ogóle nie jest przygotowany. I teraz starają się zrobić wszystko, żeby zachować swoje status quo, bo wydaje im się, że ich koncept na życie, koncept, że oni muszą mieć niewolnika, że jakiś Obama musi mieć niewolnika, że królowa musi mieć niewolników, że w ogóle muszą być niewolnicy i panowie tych niewolników, może runąć. I jest poważny problem, jak zrobić ze światem tak, żeby niewolnicy dalej czuli się niewolnikami i jak kurz opadnie, żeby dalej chcieli tyrać na tych świrów, którym się wydawało, że są ich właścicielami. Może być tak, że struktura świata się zmieni. Ja widzę, że ta struktura się powoli zmienia. Coraz więcej ludzi wyskakuje z tego cyrku zwanego gonitwą za cywilizacją, kupowaniem chat na kredyt. Jest taka mocna polaryzacja. Nie będę cię oszukiwał, że widzę coś innego w swoim życiu. Wiesz co widzę? Bardzo konkretne sytuacje.
Widzę ludzi, którzy albo idą bardzo mocno w lewo, albo idą bardzo mocno w prawo. Pamiętam, że przez lata, przez pół życia widziałem ludzi, którzy zawsze gdzieś tam trochę w lewej, trochę w prawej można było funkcjonować na obu płaszczyznach. A teraz widzę bardzo mocne ruchy albo w jedną, albo w drugą stronę. Widzę ludzi, którzy uwierzyli w pieniądze już lata temu w swoim życiu i zagoniło ich to tak daleko, że jedyne, w co teraz wierzą, jedyne, do czego się mogą przytulić, to tylko pieniądze. Są to bardzo smutni ludzie, wiecznie zestresowani, wiecznie z problemami, wiecznie szukający dziury w całym. I przede wszystkim są to ludzie, z którymi nie rozmawiam, bo numery telefonów tych ludzi wykasowuję ze swojego telefonu. W ogóle nie utrzymuję takich kontaktów, bo po prostu nie chce mi się. Smęтно mi się robi, jak muszę słuchać ludzi, którzy nieustannie zajmują się komentowaniem życia innych ludzi w kontekście, jakimi są bidakami. I najbardziej zabawne jest to, że to się cofa gdzieś do komentarzy w ogóle. Nie wiem, o co chodzi.
Czasami się zastanawiam, dlaczego jest taka trudność, żeby wziąć swoje własne życie w swoje własne ręce i powiedzieć: „Okej, przecież to jest moje życie. Robię to, co chcę, to, co lubię, a jeżeli tego nie robię, to chyba czas najwyższy, bym to zaczął robić, bo przecież nic innego mnie tu nie spotka. Jeżeli dalej będę robił to same gówno, to będę miał tylko gówno”. To chyba każdy dorosły człowiek jest w stanie bardzo szybko zrozumieć, że sam generuje swoje własne życie. Jest oczywiście grupa ludzi, która jest tak zdeterminowana na bycie katastrofistami, że zawsze będą szukali jakiegoś czegoś. Głosu w ich głowie, który im mówi, podpowiada. I to jest na przykład mind control. Mind control. Głos w mojej głowie, który do mnie mówi. Jasne.
Szkoda tylko, że nie jesteś świadomy, że to jest twój głos w twojej głowie, że to ciebie poprało i że nie ma z tym żadnego problemu, poza tym, że nie chcesz sobie z tym poradzić, bo wygodnie jest słyszeć głos w głowie i udawać, że to nie jestem ja. Tym bardziej jakiś taki paskudny głos w głowie. A później się okazuje, że te wszystkie konferencje to w ogóle niezły biznes jest. Oczywiście. Jak zwykle ze wszystkimi rzeczami. Widzisz, bo informacja ma to do siebie, że szereguje wiele spraw. I to bardzo mocno szereguje. Jeżeli wdepniesz na drogę informacji, to się okazuje, że jest masa rozwiązań w bardzo wielu sprawach i one są ogólnie dostępne dla tych, którzy chcą znaleźć tą informację. I oczywiście te informacje mogłyby być o wiele bardziej dostępne, tak jak informacje o nowych źródłach pozyskiwania energii, tak żeby nikt już nie musiał płacić rachunków za prąd, o alternatywnych sposobach leczenia się, które powodują, że właściwie szpitale zbankrutowałyby z dnia na dzień. Tego jest naprawdę masa.
Nie ma z tym problemu, ale fenomen polega na tym, że powstało na świecie coś takiego jak środowisko alternatywne. I te środowisko alternatywne, wyobraź sobie, zrobiło taki cwany numer, którego nie udało się zrobić bankierom, Watykanowi i reszcie tej hołoty. Oni skapitalizowali tą informację i doprowadzili do tego, że właściwie ta informacja znikła. Bo jeżeli chcesz ją dostać, to musisz za nią płacić. I to się już niczym nie różni od momentu, kiedy ty musisz zapłacić za licencję. Bo płacenie za warsztaty, płacenie za informacje, za wszystkie te historie To jest nic innego jak płacenie za licencję. Świat komercyjny jest oparty na licencjach. Każdy bank, każdy transfer danych, każda transakcja związana z kupnem, handlem ropą, z jakimkolwiek produktem, od którego zależy życie dużej ilości ludzi, zawsze jest związany z licencją. Who got the license? Who got the license?
No właśnie. To teraz ciekawe pytanie mam dla ciebie. Na czym jest oparty świat? Na licencjach czy na żywych istotach? To jest dobre pytanie. Niezależnie od tego, jak te licencje się nazywają, czy to jest licencja za dobre samopoczucie się, czy to jest licencja za 30. bój w 50. punkcie, czy to jest licencja za nie wiadomo co. No właśnie, po co jest ta licencja? Skąd się to w ogóle wzięło?
To licencja. Ja to jeszcze podpowiem. Dobro i zło. Ktoś ci powiedział, że ten, kto ma licencję, jest lepszy, a ten, kto nie ma licencji, jest gorszy. I po to jest licencja. Chyba tak to wygląda. Radio na Fali sobie gra. Sobotni wieczór. Ja sobie krzyczę do mikrofonu w sobotni wieczór, bo jestem dzisiaj tak senny, chociaż nie słychać, ale naprawdę, człowieku, spałem jak zabity przez pół dnia. Nie byłem w stanie się zwlec z łóżka.
Dosłownie tak mnie ścięło, ale doskonale się wyspałem. Jestem taki senny. Także sobie tu pokrzykuję troszkę do mikrofonu, żeby tą swoją senność z siebie przegonić. A co! Wracając do moich rozważań związanych z informacją, przekazywaniem sobie informacji i kto tu podpierdala, to moim zdaniem zasada jest bardzo prosta: informacja jest za darmo i to jest ta największa wiedza, którą zostawili nam przodkowie. Wszyscy zostawiali. Wiedza jest za darmo. Zauważyłeś, że tajemnicami nie chcą się dzielić tylko ci, którzy mają coś do stracenia, mają nieczyste intencje. Bo jeżeli ktoś wie, że ma informację, dzięki której ty będziesz wolnym człowiekiem i nie chce ci jej dać, jeżeli twierdzi, że ma takowe informacje i chce za to pieniądze. Uściślę tą sytuację, bo jak zwykle zamieszałem.
Jeżeli jest osoba, która mówi, że po jej warsztatach w ogóle będzie wszystko, w ogóle nie wiadomo co z tobą i chce za to pieniądze, to jakie są intencje tej osoby? Moim zdaniem dosyć proste. Jeżeli ta osoba nie daje ci możliwości samodzielnego funkcjonowania, używania tej techniki, to robi z ciebie swojego własnego niewolnika, który musi do niej wrócić i zapłacić jeszcze raz za kolejną sesję, kolejne terapie i tak dalej. Są pewne cudowne medycyny, po prostu genialne, naturalne. I to jest doskonały przykład, jak to wygląda w normalnym świecie, jak wygląda normalnie, bez tej chorej patologii. Bez tej chorej patologii na przykład wygląda kambo. Robisz sobie tych zastrzyków kambo parę. Nie są to zastrzyki. Jest to taka żabka. Nie będę opowiadał dokładnie.
Gdzieś w archiwum Radia na Fali jest. Wpisz sobie „kambo”, znajdziesz, o co chodzi. Jest to coś, co robisz ileś tam razy i jeżeli chcesz, to możesz się nauczyć robić te kambo. I właściwie nie jest to biznes, bo to nie jest tak, że ty będziesz musiała po tą szczepionkę iść nieustannie do każdego, kto robi kambo. Nie. Zrobisz sobie ją trzy razy i to już jest okej na przykład. Jeżeli poczujesz, że więcej, to może więcej. Możesz się nauczyć informacji za darmo. Jedyne pieniądze, jakie są płacone przy tego typu rzeczach, to są kwestie organizacyjne i nikt stamtąd nie wyjeżdża mercedesem. Ale tam też nikt nie robi serii warsztatów obwoźnych po całym kraju i tak dalej.
Takie przedstawienia. Ja rozumiem koncerty rockandrollowe, koncerty jazzowe, że bierze się band i band po prostu jedzie w trasę. Pytanie tylko, co z tą trasą mają wspólnego wszystkie te warsztaty, wszystkie te nurty wyzwolone, które próbują ciągle nam opowiedzieć, że serce jest ważniejsze od mózgu. Albo drudzy dżentelmeni, którzy z kolei mówią, że mózg jest ważniejszy od serca. I jedni, i drudzy dalej nie zauważyli, że właściwie tak samo ręce są ważne, jak i mózgi i serca. I tak samo nogi są ważne jak ich mózgi i serca. Bo gdyby nie te ręce i nogi, to nigdy nie dotarliby na to miejsce, gdzie były te warsztaty, za które biorą pieniądze, gdzie mówią, że tylko mózg i serce, a reszta tylko kan dupy pobić i jest w ogóle nieważna w życiu. To są zabawne, paranoidalne sytuacje, że człowiek sprawdza tą historię zwaną warsztatem i nagle się okazuje, że jejku, nieustanna paranoja, język zaprzeczeń. Źli i dobrzy. I ciągle z tym dyplomem, że kończysz warsztat, to już coś więcej wiesz, bo masz więcej informacji.
A teraz jaki jest problem, żeby podać tą informację ogólnie, zrobić ją za darmo, przekazać wszystkie te techniki? Bo właściwie płacimy za umiejętność zdobywania techniki obsługi naszego ciała. Przynajmniej tak nam opowiadają. Ciężko jest wierzyć, przynajmniej mi osobiście, że obsłużę swoje własne ciało, kiedy oglądam kobietę, która jest mniejsza ode mnie o 20 centymetrów, niższa, a waży 10 razy więcej. Ciężko mi uwierzyć w to, że kiedy ja zacznę stosować jej rady do własnego zdrowia, to coś dobrego z tego wyjdzie. Jest pewna obawa, że skończę tak samo jak ona i będę szybciej się turlał po ziemi, niż przechodził po tej ziemi. Otóż to. To są takie elementarne sprawy. Czasami się zastanawiam, że to jest dokładnie taka hipokryzja. Zastanawiam się czasami.
Inaczej nie chcę tego widzieć, bo tak to wygląda w moich oczach. Nic innego, jak tylko inna wersja banksterów, tylko taka troszkę bardziej wyzwolona. Taki nurt wyzwolonego świata. Rozumiem, że jest czasami kwestia organizacji. Nie żyjemy w idealnym świecie i trzeba czasami za coś zapłacić. Ale tak się nie raz, nie dwa z nimi zastanawiałem, co by było, gdyby na przykład wszyscy ci warsztatowcy się zmówili ze sobą, gdyby się okazało, że nie są takimi dupkami, jakimi są w rzeczywistości, tylko się zmówili ze sobą i zrobili taką wspólną komitywę. Przecież na przykład w jednym języku, w jednym kraju bardzo łatwo się zebrać, naprawdę nie trzeba specjalnych heck. I na przykład porozmawiali troszkę z ludźmi, których spotykają na tych swoich warsztatach, za które biorą te pieniądze, że może ci ludzie nie powinni iść do pracy następnego dnia, że może powinni rzucić pracę. Ale żaden z tych psychoterapeutów, żaden z tych cwaniaczków przecież nie powie, żeby człowiek rzucił pracę, nawet gdyby praca była frustrująca. Przecież człowiek idzie do takiego kolesia nie po to, żeby rzucić pracę, tylko po to- Żeby nauczyć się wytrzymywać tej frustrującej pracy jeszcze więcej.
Żeby nauczyć się znosić to jeszcze bardziej frustrujące życie. Bo właściwie znakomita część tych historii nie polega na tym, żeby cię zmienić, bo przecież gdybyś się zmienił, człowieku, to byłoby zbyt duże ryzyko, że byś tam nigdy nie wrócił. Stwierdziłbyś: „O, man, o czym ty do mnie mówisz w ogóle? Nie ma pokrycia z moim własnym życiem. Może ty masz problem? Jesteś chciwy. Chcesz moich pieniędzy. Gdzie jest informacja za darmo? Gdzie jest twoje człowieczeństwo?”. Jakby się okazało, że nie mam człowieczeństwa i tak naprawdę robię te warsztaty tylko po to, żeby z tego żyć, bo jest to łatwa praca i bardzo fajnie się na tym zarabia, więc udaję alternatywnego człowieka, a tak naprawdę mam to w dupie.
Usłyszałem takie zdania kilka razy w swoim życiu od ludzi, którzy prowadzą warsztaty, dosłownie na własne uszy. Stąd też moja refleksja na ten temat, że dziwnie to wygląda. I to jeszcze w czasach, kiedy wszystko zaczyna się trząść, się okazuje, że nawet w tym świecie alternatywnym ciężko byłoby znaleźć cokolwiek, co mogłoby pomóc nam zrozumieć albo okiełznać tą sytuację, która nadchodzi od tej strony. Tam, jak się okazuje, jest jeszcze większa zabawa niż w bankach, bo o ile w bankach już powoli zaczynają wycofywać zarząd oddziału w pewnych miastach na wszelki wypadek, że gdyby się stała katastrofa, to żeby zarząd banku był z dala od miejsca, gdzie będzie epicentrum katastrofy, to tamci to już nawet się nie wycofują. Oni w ogóle w to nie wierzą. W środowiskach alternatywnych jest taki lot, takie jednorożce z różowymi skrzydłami, takie opowieści, że się w głowie nie mieści. Przynajmniej w mojej głowie. Bo koniec końców dobrnęliśmy do końca tej historii dosyć mocno. Nowy świat jest tuż za rogiem. Jak rząd amerykański szacuje 120 dni, a myślę, że dokładnie do końca grudnia mamy czas.
Na to wygląda. I to nie tylko ja myślę, wielu geologów na świecie, wielu innych ludzi. O tym się nie mówi głośno. Zdaje się, że należę do tych nielicznych ludzi, którzy odważyli się powiedzieć o tym głośno i wyjść na wariata. I bardzo dobrze. Tak należy robić. Reszta sobie spokojnie o tym milczy i udaje, że tego nie ma. I to jest właśnie paradoks sytuacji, że my nawet nie dopuszczamy do tego, że jesteśmy kosmicznymi istotami, że dotyczą nas kosmiczne procesy. I żeby było zabawniej, jeżeli spojrzymy na siebie jako społeczeństwo, najzabawniejszym elementem jest to, że ludzie, którzy twierdzą, że mają kontakt z kosmosem, że są wyzwoleni w kosmiczny sposób, ci to już w ogóle nie mają żadnego kontaktu z niczym poza własnym portfelem i warsztatami, które prowadzą, albo czymś takim. Albo biznesami.
Bo właściwie zrobił się z tego taki biznes zastępczy. Dawniej była religia, a teraz się sprzedaje różne cudowne paciorki, tajemnicze rzeczy, urządzenia, których nie możesz rozebrać i nikt nie wie, jak one działają, ale robią ci nie wiadomo co. Ostatnio się pojawił taki dżentelmen, który mówi, że ma urządzenie, które robi prąd i faktycznie urządzenie robi prąd. Ale znowu ząb, znowu chciwość, znowu kasa, znowu patenty. Znowu się okazało, że kolejny genialny wynalazek, który się pojawił, nikt nie wie, jak go zbudować poza dżentelmenem, który go zbudował i jest chyba nawalony wódą, kiedy opowiada o tym w materiale wideo. Strasznie bluzga, na czym świat stoi, strasznie sfrustrowany i mówi, że odgraża się wszystkim tym, którzy sprzedają Europę do samochodu. Jak słucham, się śmieję, bo ja tu mam troszkę inną technologię. Technologię, która jest otwarta, która nie wymaga zastanawiania się, co ten biedny, pijany człowiek mówi w tym swoim materiale wideo i na kogo on krzyczy i o kim w ogóle i o czym on mówi. Nie mam tego problemu, bo mam informację. To jest ta różnica tych dwóch światów, że jeden świat jest tak spolaryzowany, że jakiekolwiek rozwiązanie by się nie pojawiło, to i tak ląduje centralnie na miliźnie, bo nic z tego nie będzie, bo poziom frustracji i sama to wiara w dobro i zło, że trzeba partycypować w tym wyścigu, już dyskwalifikuje działanie jakiegokolwiek urządzenia.
Bo to jest ponadjednostkowe istnienie na tej planecie. Jeżeli ja coś buduję, to sensem budowy tego urządzenia, w ogóle tworzenia sytuacji czegokolwiek, sensem każdej czynności, którą robię, jest to, żeby świat był okej, żeby to działało w bardzo pozytywny sposób i żeby ta informacja dotarła sobie bez problemu i żeby sobie żyła już beze mnie. Ja tylko inicjuję informację w świecie i już ją zostawiam, ona sobie płynie dalej. To jest moim zdaniem takie zdrowe rozwiązanie. Ja się z tym czuję doskonale. Natomiast ciekawi mnie, na czym ma polegać świat, w którym informacja nigdy nie jest inicjowana. Nie ma czegoś takiego. Jest tylko wzmianka o tym, że jest informacja i jest coś, co może robić coś i nic więcej. I co to ma zmienić w moim życiu? Do czego to ma doprowadzić?
Co to ma zrobić? Jedyne co zrobi, to spolaryzuje, doprowadzi do frustracji niektórych, którzy będą chcieli z tego skorzystać i się nagle okaże, że ten fantastyczny nowy świat, ten fantastyczny nowy wynalazek, ponoć wymyślony przez fantastycznego człowieka, okazał się takim samym skurwysynstwem jak ropa naftowa. Bo przecież ani ty, ani ja nie wiemy, jak to zbudować. Chyba że ty wiesz, jak to zbudować. Te dziwne wynalazki, o których ludzie nigdy nie chcą mówić, twierdzą, że mają coś cudownego, ale nie pokażą, bo ktoś im ukradnie, a oni muszą na tym zrobić miliony. Wiadomo, że wynalazek nie jest żadnym wynalazkiem, że jest to podpierdolka, która będzie tylko napychała kieszenie kilku frajerom. Patent nie jest wolny, nie ma patentu. Koniec piosenki. Ja akurat mam podejście takie, że uznaję tylko te rzeczy, które są w otwartej komunikacji, bo to jest jedyna rzecz, która może doprowadzić do tego, że cokolwiek się stanie, jakikolwiek event kosmiczny na tej planecie, to my sobie spokojnie przetrwamy i pomożemy sobie. Bo jaki sens ma atomizowanie teraz tego wszystkiego?
Właściwie nawet nie tyle w tej sytuacji, że za 120 dni będzie jakieś wielkie halo, tylko w ogóle jaki sens ogólnie ma atomizowanie relacji międzyludzkich? Na czym to ma polegać, że ktoś coś wie, a ktoś czegoś nie wie? Do czego to ma służyć? Do czego to ma prowadzić? Co to pomoże? W czym to pomoże? Kogoś to wyleczy? Wybuduje komuś dom czy co? Nie. Doprowadzi do sytuacji, kiedy jeden człowiek kontroluje drugiego za pomocą kawałka informacji.
Nic więcej. Jak jest ze współczesną technologią? Czy potrafisz rozebrać swój telefon i go naprawić, jak ci się zepsuje? Nie potrafisz. Jest grupa ludzi, która kontroluje technologię i to w taki sposób, że jesteś w dupie, jak ci wysiądzie telefon. A jak jeszcze jest najnowszy telefon i akurat ty jeszcze na swoje nieszczęście zależysz od wszystkich tych zabawnych zapisów w mailach, w telefonie, na czatach i tak dalej. I nagle twój sprzęt szlag trafi. Nagle się okazuje, że już nie ma życia. Jest taka ciekawa refleksja, bo ludzie czasami zamiast zastanowić się, co właściwie się dzieje dookoła, biegną od razu po nowy sprzęt i starają się odtworzyć to wszystko. Ja też, jak mi siądzie, ale mam taką refleksję, że żeby trzymać te backupy do odtwarzania z dala od tych wszystkich rzeczy, w ogóle nie trzymać tego zbyt dużo.
To jest inna sprawa. Bo kiedy się tak złapię na myśleniu o tej sytuacji, to właściwie to gdzie jest rzeczywiste życie? Gdzie to się odbywa? Bo tutaj są tylko backupy, które ja nieustannie staram się ratować w tej sytuacji. I nagle się okazuje, że nie ma już żadnych kontaktów międzyludzkich, bo wszystkie kontakty międzyludzkie są oparte na właściwie kilku mailach i wszystko jest zdominowane tylko i wyłącznie tą jedyną formą wymiany komunikacji. I jest na to taki monopol, mentalny monopol, bo to nie jest monopol taki, że nie wstaniesz i nie pójdziesz, nie odwiedzisz człowieka w domu. Ale w dzisiejszych czasach to już jest taki monopol mentalny, że nie mając telefonu, nie mając czegoś tam, ty się nie połączysz ze światem. Pytanie jest, jakie połączenie ze światem daje nam telefon komórkowy? Bo ja ostatnio twierdzę, że właściwie chyba żadne połączenie ze światem. Można się oczywiście umówić, ale można się umówić na milion innych sposobów.
I kiedy tracimy te dane, nagle się okazuje, że nasz świat znika. Teraz jest pytanie, co jest naszym światem? Jeżeli nasz świat znika w przypadku walania się telefonu i komputera, to co jest naszym światem? Komputer? Kontakty zapisane w komputerze czy życie poza komputerem? Ciekawa historia. I tak patrzymy i szukamy tej normalności. Szukamy pięknych wakacji, które dadzą nam odpoczynek od wytrwałego znoju i trudu pracy niewolnika w jakimś kurorcie all inclusive albo na warsztacie, w którym przynajmniej przez tydzień czasu poudajemy sobie kogoś innego, bez konsekwencji wdrażania tego wszystkiego w swoje własne życie. A nawet gdybyśmy mieli wdrażać swoje własne życie, to i tak jest to taka hipokryzja, że spokojnie możemy to wdrożyć. Mamy na to dyplom.
Rozumiesz? Wszystko jest okej. Możemy powiedzieć komuś: „Byliśmy na fantastycznym warsztacie w weekend. Kosztował fortunę, ale mówię ci, dał mi tyle, jak jeszcze żaden inny warsztat w życiu”. Po czym następnie ta sama osoba wsiada i bez żadnej autorefleksji na temat własnego życia powtarza wszystkie patologiczne historie, które produkowała do tej pory. Tadam! „Ale wiesz co? To był tak fantastyczny warsztat, tak wiele zmienił w moim życiu”. To jest zabawne. Tylko nie ma informacji w tych miejscach.
Ja jestem zwolennikiem mocnej informacji, bo tylko informacja jest w stanie przetrwać i uratować kogokolwiek. Jeżeli nagle się okaże, że nie masz tego wytrycha do swojego telefonu i nie potrafisz tego naprawić, to już nie masz tej informacji, którą zbudowałeś na tym telefonie. I nie dość, że tracisz swoje zdolności komunikacji z kimś, to tracisz komunikację ze sobą samym, właściwie swoim własnym notesem, cokolwiek by nie mówić. I nie masz na to żadnego wpływu. Kto tu jest właścicielem twojego życia? Technologia czy ty sam? Oczywiście można wziąć kartkę papieru i sobie zanotować na kartce papieru. Jest to łatwiejsza rzecz. Możesz to zapamiętać jeszcze. Jest jeszcze łatwiejsza.
No właśnie, ale tu się kończy ta kontrola. To już w tym momencie znika ten odruch księgowania. Bo w dzisiejszych czasach, z tymi telefonami komórkowymi i z tym całym zamieszaniem pojawił się taki odruch księgowania sobie życia, czyli zliczania statystyk, kombinowania i sprawdzania, ile ludzi tak, ile ludzi nie, kto zaś, kto proaktyw, a kto troszeczkę z tyłu. O kim należy mówić, a o kim nie należy mówić. W ogóle sam ten syndrom, że w dzisiejszych czasach częściej możesz usłyszeć gdzieś opinię o kimś niż rzeczywistą rozmowę z tą osobą. To jest taki klasyczny numer. Jak się powłóczysz troszeczkę na necie, to zauważysz, że główna część opowieści, czy to w postaci dźwiękowej, czy w postaci pisanej, czy w postaci czatowej i tak dalej, to są często i coraz częściej w dzisiejszych czasach rozmowy na temat kogoś, kogo tam nie ma. I to są takie fenomenalne historie, że my właściwie już nie szukamy informacji. To już jest naprawdę taki czysty entertainment, jak się okazało. Czyli wiadomo, że te warsztaty to już taka rozrywka, nic z tego nie będzie.
Poza tym, że oczywiście będzie z tego coraz lepszy i wspaniały orwellowski świat, bo przecież tam są wymieniane pieniądze, a nie ma wymiany informacji. Przecież jaka tam jest informacja, jeżeli jest za pieniądze? Co możesz dać człowiekowi za pieniądze? To jest dobre pytanie. Jaki świat możesz dać za pieniądze? Bo zdaje się na samym początku tych wszystkich warsztatów, na samym początku tych wszystkich alternatywnych ruchów chodziło o zbudowanie tego nowego świata, w którym to, ile masz banknotów w kieszeni, nie determinuje twojej egzystencji, nie determinuje tego, że możesz sobie spokojnie żyć i oddychać na tej planecie, na której się urodziłeś z kobiety, jak każdy na tej planecie. To jest fenomen. Dzisiaj się okazało, że ten cały alternatywny ruch szybciutko stał się ruchem jeszcze bardziej bankierskim niż jakiekolwiek banki aktualnie na świecie. Bo o ile w bankach jeszcze sobie wynegocjujesz dobrą ratę, bo jest to biznes i każdy będzie chciał się dobrze czuć w tym biznesie, to tutaj raczej nie będzie takiej opcji. Tu warsztaty będą tylko droższe, mogą trwać tylko dłużej i co najwyżej jeszcze będziesz musiał i ty też, dziewczyno, sobie dokupić do nich ekstra dodatki, bo same warsztaty tutaj już powoli przestają wystarczać.
Trzeba jeszcze mieć do tego odpowiednie miejsce, w które musisz pojechać. Tanio nie jest. Jeszcze musi być odpowiednia atmosfera, odpowiedni ludzie. Droga zabawa w każdym razie. I troszkę mnie dziwi, że to wszystko tak skręca i z taką łatwością przechodzi. Znaczy dziwi jak dziwi. Nie do końca, ale jednak dziwi. Tak bym to określił. Bo to jest szokujące, jak daleko ten instynkt w nas został wytłuczony i to właśnie w tej części alternatywnej, tej części, w której spodziewalibyśmy się mieć taki dowód, że jeżeli cokolwiek się dzieje na świecie, to to jest ta czuła, sensitive, wrażliwa warstwa ludzi, która od razu odczuje, że coś się święci. A jak się okazuje, ludzie z kręgów alternatywnych są najbardziej ślepi ze wszystkich możliwych gatunków ludzkich na tej planecie.
Bankier szybciej zauważył, że zaraz się poprzestawiały kontynenty i wycofał swoich menadżerów, żeby mu szlag ich nie trafił na drugi koniec świata, tam, gdzie jest najmniejsza aktywność sejsmiczna. A ludzie, którzy wierzą w alternatywę, nawet tego nie są w stanie zaakceptować. To jest fenomen współczesnego świata. Tak się zastanawiam czasami Nad pewnym zdaniem, które powiedział Marshall McLuhan, a później powtarzał je Terence McKenna, że ciemność w dzisiejszych czasach rozprzestrzenia się z prędkością światła. Dokładnie. Ciemność rozprzestrzenia się z prędkością światła. Jak ja już zaobserwowałem, że na tych alternatywnych kręgach ludzie poważnie dyskutują na serio kwestię tego, czy Ziemia jest płaska, to już było mocnym plackiem w głowę i zastanawiałem się, komu to już odjechało i czy naprawdę nie trzeba wzywać poważnych lekarzy medycyny, bo to, co się dzieje z gatunkiem ludzkim aktualnie czasami jest bardziej niż kabaretem, ale takim przerażającym kabaretem, strasznym kabaretem permanentnej głupoty i skrętynienia, tak mi się wydaje. Sorry, że tak dzisiaj ostro, a tak dokładkowo trochę, ale w inną stronę. Ale wiesz, taki sobotni wieczór, muszę się tu trochę obudzić. Tak mi się chce obudzić i trochę muszę sobie pokrzyczeć do mikrofonu po tej sobocie.
To ja może włączę jakąś muzyczkę, a później zacznę z powrotem krzyczeć o tych nurtach wzniosłego wyzwalania świata, które niosą ze sobą tylko i wyłącznie zachętę do zapłacenia pieniędzy. Pracuję w takiej technologii, jeszcze zanim włączę muzyczkę, ci powiem, w której jasno i wyraźnie każdy podpisuje pewien dokument, na którym jest napisane, chodzi o technologię Keshe, w tym dokumencie, że są pewne pryncypia i są pewne powody, dla których to robisz i robisz to za darmo. I wiesz co się okazuje? Okazuje się, że jest z tym poważny problem, bo ludzie, którzy dostają technologię za darmo, chcą ją nagle sprzedawać. Widzą w tym swój wielki życiowy sukces. Widzisz pan. I niektórzy to się nawet z tym tak troszkę chowają po krzakach, żeby nikt nie zauważył, ale żeby troszkę kaski przyciąć. I tak jest ze wszystkim, bo to nie jest tak, że tylko zjawiskowa, że z jedną technologią tak jest ze wszystkim. Jeżeli jest grupa zdołowanych ludzi, którzy mają nasrane w głowie i nie wiedzą, jak sobie z tym poradzić, to zawsze się znajdzie banda frajerów, która im powie, że muszą wydać całą swoją kasę, a oni poprawią w ich głowach tak, że będą się czuli lepiej. Efekt jest zaden, jak widać, bo dalej informacji o tym nie ma.
Dalej nie widzę żadnych ruchów, że pojawiła się informacja o nowych źródłach energii, że pojawiła się informacja o tym, jak to budować, że pojawiła się informacja o tym, jak robić coś samodzielnie, że przede wszystkim pojawiła się informacja, żeby razem wspólnie odchodzić od tego systemu, żeby robić coś, co jest alternatywą i po prostu robić to. Bo manifestów jest dużo. Tylko że problem z tymi manifestami polega na tym, że z reguły wychodzi 60-letni koleś, który ci mówi: „Musimy dorwać się do władzy, wykopać tamtych i wstawić naszych”. I na tym to polega. Musimy zmienić konstytucję, musimy zmienić Rosję i tak dalej. Jestem zmęczony od tego. Mnie to boli po prostu. Jak ktoś mi takie rzeczy mówi, to wyganiam go za drzwi. Mówię: „Weź, człowieku, wyjdź. Weź zrób jakiś prysznic chłodny, odpocznij, jointa sobie zapal.
Może zrozumiesz, po to tu jesteś na tej planecie. Jeżeli powiesz mi, że twoja matka specjalnie podpisała jakąś konstytucję i dokumenty, zanim cię urodziła, to może tak, to może ty powinieneś robić”. Ale zdaje się nigdy się coś takiego nie wydarzyło. Po prostu rodzimy się z kobiety na tej planecie wszyscy i ty dziewczyno, i ja. I każdy ma prawo do życia po swojemu na tej planecie i nikt z nas nie ma obowiązku ani prawa egzekwować cudzych dyrdymałów i fobii maniakalnych, które są zapisane nawet na najpiękniej zadrukowanym papierze. To naprawdę jest sprawa, która ani mnie, ani ciebie zupełnie nie dotyczy. Jedyne, co nas dotyczy, to przepływ informacji, prawdziwa informacja, czyli to, co może spowodować, że ty i ja będziemy wolnymi ludźmi. I nie ma nic innego na świecie. Jeżeli ja mam informację o tym, jak coś zrobić, zrobić tak, żeby działało i dzięki temu ty nie będziesz musiał się bawić już w tą całą patologiczną zabawę, w ten Babilon, to to jest moja robota. Jeżeli ty znajdziesz tą informację, to puszczasz ją do mnie.
I na tym polega zdrowe society. Dlatego zdrowe society, zdrowe społeczeństwo nigdy nie jest niewolnikami. Zdrowe społeczeństwo nigdy nie ma liderów. Zdrowe społeczeństwo nigdy nie ma władców. To jest ta różnica. Co najwyżej jest grupa ludzi, którzy posiadają autorytet, ponieważ po prostu są fajnymi ludźmi i jeżeli jest jakiś problem do rozwiązania, to fajnie jest rozwiązać go z fajnymi ludźmi, którzy mają dobrą energię i wiedzą, jak to rozwiązać, żeby było okej. I to jest cała filozofia. Nie potrzeba do tego ani przepisów, ani dokumentów, ani psychopaty, który zakłada mundur, bo jest dewiantem i musi kajdanki sobie przypiąć do paska, bo lubi chłopców i lubi się przebierać za policjanta w pracy. Rozumiesz? Te sprawy zostawiamy po prostu.
Dobrze by było, żeby ci wszyscy kolesie wrócili do normy i zajęli się normalnym życiem. Zdjęli te mundury i zaczęli się zastanawiać, co tu robić w sytuacji, kiedy planeta się zmienia, wszystko się zmienia i trzeba sobie fajnie zorganizować życie. Znaczy trzeba, nie trzeba. Nie musisz. Ale prawda jest taka, że i tak nasze życie ulega organizacji. Wykonujemy pewne ruchy, mamy kawałek dachu nad głową. I teraz jest pytanie: jaka jest jakość tego dachu nad głową? Jak my się czujemy w tym dachu nad głową? Czym jest ten dach nad głową? Czy to jest tylko i wyłącznie część naszej zabawy w bycie niewolnikiem albo właścicielem niewolników i dach nad głową istoty żyjącej na planecie, na której się rodzi, jest już tylko i wyłącznie kwestią właśnie niewolnictwa?
Zabawne. Znaczy mało zabawne. Bardzo mało zabawne. Ale mamy tylko parę tygodni, także mogę sobie spokojnie pokrzyczeć troszeczkę. A co? No tak. Znowu mi uciekł gdzieś las. Gdzieś mi uciekł las. A leśna pora. Bo już taka pora jesienna.
Grzyby na horyzoncie. Jest wreszcie las. Wrócę do tej struktury informacji. Właściwie wszystko, moim zdaniem, na tej planecie jest domeną struktury informacji i nigdy nie będzie inaczej. To jak rosną roślinki, to jak nasz kod genetyczny się przechowuje. W ogóle jak kod genetyczny każdej żywej istoty się przechowuje, jak w ogóle cokolwiek się dzieje, jakakolwiek energetyka tego świata jest oparta tylko i wyłącznie na informacji. I to jest przyszłość tego świata, jedyna przyszłość. I to jest to rzeczywiste dostrojenie, moim zdaniem, do tego prawdziwego konceptu, z którego jesteśmy zbudowani. Czyli kierunek informacja i to taka nieblokowana informacja z dala od patentów, z dala od szaleństwa związanego z chowaniem się po kątach. Ale to jeszcze wymaga może paru chwil.
Być może świat musi kompletnie dupnąć, żeby niektórzy musieli zauważyć, że jednak tamto, co było wcześniej, to, w czym tkwią, nie do końca działa, bo ta hipokryzja troszkę im przeszkadza. Widzieć to, że świat, który budują po drugiej stronie globusa, wykańcza innych ludzi i że to tak naprawdę nie jest żadne rozwiązanie do niczego, że jedynym rozwiązaniem jest tylko i wyłącznie informacja. Ale z tą informacją jest jeszcze taka heca, że informacja nie ma żadnego statusu pod tytułem zło i dobro. Także nie możesz zweryfikować tego na zasadzie: to jest dobra informacja albo zła informacja. Tu już kwestia dyplomu, warsztatu, przeszkolenia się, odpracowania, zamienia się w konia, który nieustannie tyra, bo ktoś na tej planecie wymyślił kiedyś, że człowiek nadaje się do pracy. A ja twierdzę, że człowiek nie nadaje się do pracy. Człowiek w ogóle jest istotą wolną, żywą i nie nadaje się do pracy. Nie wiem, kto to wymyślił, jaki idiota, żebyśmy pracowali, bo to nie o to chodzi. Wiem, że współcześni terapeuci, psycholodzy i tak dalej nieustannie powtarzają o tym, żeby przepracować, zapracować, napracować się, wiecznie w pracy. A problem polega na tym, że cały nasz stres w życiu bierze się stąd, że zamiast usiąść na dupie, zastanowić się konkretnie nad swoim własnym życiem, odlecieć gdzieś w kosmos w swojej własnej głowie, my ciągle pracujemy i ciągle sklejamy się z jakimś konceptem, który nie należy do nas.
Bo jak pracujesz nad jakimś konceptem, to nie jest to twój koncept. Twój koncept to jest relaks. Mój też. Jedyny koncept to jest relaks i normalne funkcjonowanie. Co możesz zrobić w stanie wkurzenia? Co możesz zrobić w stanie zdenerwowania ze swoim organizmem? Nic. Możesz jedynie się popsuć, wykoleić i skrzywić. I nic więcej. Na tym się kończy.
Także tutaj za bardzo innych opcji nie ma. I to jest ta opcja, w którą idziemy. To jest opcja informacji, bo wiadomo, że jak się wszystko zatrzęsie, to nie będzie już miejsca na żadne zagadki, żadne tajemnice. Ci, którzy będą mieli te zagadki, szybko z tymi zagadkami znikną z tego świata, bo teraz jeszcze jest taka napinka, że ktoś się pojawia. Na przykład ja ostatnio śledzę los takiego pewnego polskiego odkrywcy, ciężko mi wyrolować, odkrywcy z Aberdeen, który jest nieustannie sfrustrowany tym, że nigdy nikomu nie pokazał tego, jak to robi, ale ma pretensje do całego świata, że świat nie chce z tego skorzystać. A jak się przyglądam, to się zastanawiam, dlaczego nie zrobiłeś jak Mr. Cash? Nie opublikowałeś wszystkiego ogólnie dostępnego dla wszystkich i niech ludzie sobie budują. A prosty powód. Masz jakieś issue, masz jakąś nieczystą myśl w głowie na ten temat.
Taka jest moja opinia. Oczywiście nie muszę mieć racji, ale taka jest prawda. Jak ktoś jest chciwy na kasę, to wiadomo, że nie będzie publikował czegoś, co pozbawia go tej kasy, bo dla niego ta kasa jest czymś najważniejszym. Czyli nie to, że nie masz ropy, nie masz benzyny, nie masz takich rzeczy. Wszyscy są zdrowsi, nikt nikogo nie morduje. To naprawdę nie jest istotne w stosunku do pieniędzy, które można zarobić. Jak się okazuje życie ludzkie kontra pieniądze, pieniądze dalej wygrywają nawet u tych, którzy twierdzą, że tak naprawdę robią to wszystko dla ludzkiego życia i dla ludzkiego dobra. Prawda, że zabawne? Hipokryzja pełną gębą. Oczywiście moim zdaniem najlepsza opcja to taka, żeby się wycofać w ogóle z tego wszystkiego.
Ja się tam powoli wycofuję. Jak możesz robić jakąś własną rzecz, to sobie ją rób. Nie musisz opierać się na supermarkecie, warsztatach i wielu innych rzeczach. Możesz to zrobić samemu. Wcale nie trzeba nikomu płacić za nic. Co najwyżej można się z kimś, czymś podzielić. Czymś, czego masz odrobinę za dużo, a ktoś czegoś potrzebuje. Jest to najwłaściwsza opcja. Myślę, że to jest ta opcja, która działa. Natomiast reszta jest zabawą, która doprowadzi nas, no nigdzie nie doprowadzi.
Doprowadzi do miejsca, w którym aktualnie stoimy. Czyli że nawet kwestia tego, że rodzimy się na tej planecie, jest dyskusyjna, ponieważ to, że urodzisz się na planecie Ziemia, wcale nie oznacza, że masz prawo na niej mieszkać, jak się okazuje. Taki dowcip sytuacyjny to troszkę tak, jak powiedzieć koniowi: „Ty tu nie stałeś”. Albo wejść na pole, stanąć przed krową i powiedzieć: „Ja cię tu nie chcę widzieć”. To jest dokładnie ta sama historia. Tylko że akurat w naszym przypadku jest tak, że zaraz ktoś próbuje komuś zrobić krzywdę, wręcz fizycznie, bo po prostu eksterminuje się ludzi. Jeżeli akurat urodzi się troszkę ludzi w Palestynie, no to szans na to, żeby przetrwali za bardzo nie ma, bo zawsze jakieś są. Ale z drugiej strony mamy kilku młodych ludzi, którzy być może jeszcze nie dorobili się własnych dzieci, a największą frajdę mają w tym, żeby strzelać do cudzych dzieci jak dla zabawy, bo ktoś im powiedział, że jedni są dobrzy, drudzy są źli. No i tu się bierze kontekst boskości, bo oczywiście jest pojęcie Boga dobrego i złego, wszystkich tych szalonych pomysłów. I jak się tak przyjrzymy na to wszystko, całe to gówno, które nam towarzyszy nieustannie o nazwie cywilizacja, powoduje tylko i wyłącznie blokadę wszelkiej możliwej informacji.
Wszelkiej. Cokolwiek wiemy, znika. Na końcu zostajemy z tym telefonem komórkowym, przysłowiowym urządzeniem, które działa tak, że nie wiemy, jak go naprawić i właściwie cokolwiek obok nas jest, jest sterowane na przyciśnięcie jednego guzika i cokolwiek się zepsuje, nikt właściwie nie wie, jak z tego skorzystać. I właściwie jeszcze ta technologia jest tak skonstruowana, że to naciśnięcie guzika powoduje potężne problemy na całym świecie i to jeszcze takie ekstremy, z którymi nikt nie jest w stanie sobie aktualnie poradzić. A już szczególnie ci, którzy produkują te problemy. Oni przed nimi uciekają. Oni udają, że ich nie ma. To jest taki podstawowy problem z tymi ludźmi. No ale to jest też problem z użytkownikami tych koncepcji, bo ci użytkownicy koncepcji są dokładnie tak samo odpowiedzialni za to gówno jak ci, którzy je produkują. I ci też udają, że ich to nie dotyczy, że to nie jest ich problem.
Po prostu tak już jest skonstruowany świat. To tak jak ci kolesie, którzy stali w Norymberdze i mówili: „To rozkazy wydawał Führer. Ja musiałem tylko wykonać rozkaz. Ja byłem po prostu w pracy”. I to jest dokładnie to rozdzielenie. To jest nic innego. Właściwie nie widzę specjalnych różnic pomiędzy jakimikolwiek środowiskami alternatywnymi a środowiskami bankowymi. Właściwie wszędzie dokładnie chodzi o to samo. Chodzi po prostu o... No właśnie, już wiesz, o co chodzi.
Chodzi o zabawę w dymanie się nawzajem, o zabawę w zło i dobro. O zabawę kto przepracuje najwięcej, kto przepracuje najmniej. Ciągle ta kategoryzacja. Więcej, mniej, wyżej, niżej, lepiej, gorzej. A gdzie jest normalne życie w tym wszystkim? Bo ja jak tu sobie siedzę na fotelu, słuchaj, siedzę, to nie wiem, czy jest mi lepiej czy gorzej. Nie mam takiego pojęcia. Po prostu jestem okej. Po prostu jestem. To jest piękny moment mojego życia.
Po prostu jestem tu z tobą i do ciebie mówię, człowieku. I naprawdę nie widzę powodu, dla którego którykolwiek z nas i ktokolwiek gdziekolwiek musiałby mówić komuś, że jest lepiej, gorzej albo wyżej, szybciej i tak dalej. Nie sądzę. Po prostu tu jesteśmy. Jesteśmy wszyscy razem i mamy masę informacji, którymi dobrze by było, jakbyśmy się dzielili, bo nadchodzi taki mocny crash cywilizacyjny. To, co stare, sobie szczęśliwie odejdzie i przyjdzie nowe. A to nowe jest oparte już na informacji, takiej konkretnej informacji. Informacji o technologii, która jest otwarta. Informacji o pozyskiwaniu sobie wszelkich możliwych źródeł, też otwartej informacji i wszystkich tych otwartych rzeczach. Nie ma tu nic zamkniętego.
Jedyne, co można zrobić, to się po prostu zamknąć i posłuchać sobie i poczytać sobie troszkę dokumentacji, zbudować urządzenia i przekazać informacje dalej. To jest ta chyba najważniejsza rzecz, moim zdaniem i ta esencjonalna, że tak powiem. Dlatego jeżeli pojawia się jakakolwiek ważna technologia, moim zdaniem papierkiem lakmusowym jakiejkolwiek technologii ważnej, jakiejkolwiek ważnej sprawy, ważnej doktryny, ważnego odkrycia naukowego, polega na tym, że musi być ona ogólnie dostępna. Tylko wtedy jest możliwość złapania tego konceptu i załadowania sobie w życie i zmienienia naszej czasami niewygodnej rzeczywistości na taką naturalną, na rzeczywistość człowieka, który rodzi się z kobiety na planecie Ziemia i rodzi się na tej planecie nie przez przypadek i nie rodzi się po to, żeby walczyć o dach nad głową i nie rodzi się po to, żeby walczyć o szansę egzystencji na planecie, na której się urodził, tylko jest tu u siebie. I to jest taka bardzo istotna rzecz, żebyśmy wszyscy widzieli siebie u siebie, ale za to akurat ciężko zapłacić, bo jest to rzecz słabo komercyjna. No bo co? Postawię człowieka i powiem mu: „Słuchaj, jesteś u siebie, a teraz musisz mi zapłacić za warsztaty”. Warsztaty bycia u siebie. Nie, są na pewno takie warsztaty. Myślę, że jakbym przeleciał tytuły, to na pewno znalazłby się i taki.
Warsztaty bycia u siebie samego. Rozumiesz? Ale to nie jest coś, co może ktoś zrobić za ciebie. To jest coś, co każdy z nas musi zrobić za siebie i tylko w tym momencie, kiedy ma możliwość zrobienia tej sytuacji. Także wszystkie warsztaty można sobie rozbić o kam dupy, bo jedyne co właściwie jest do zrobienia w tym momencie, to robienie sobie warunków. Warsztaty na temat jak zastosować sobie teologię w życiu można sobie wyrzucić za okno albo do kibla na śmieci. Właśnie tego typu pomysły. Naprawdę jest to zupełnie zbędna rzecz w życiu, zawracająca tylko głowę i dupsko. Najlepszym rozwiązaniem i jedynym działającym jest działanie. Jest konkretne działanie.
Jest robienie pewnych rzeczy. Rzeczy, które mają sens, ręce i nogi, a nie mówienie o teologiach, które są piosenkami przyszłości i które nie mają żadnego odzwierciedlenia w tym, w jaki sposób tu się pojawiamy i w jaki sposób tu funkcjonujemy i co właściwie robimy na tej planecie. Bo jeżeli terapeuta czy jakikolwiek cwaniak, który przychodzi do mnie i mówi mi, że on ma dla mnie system ćwiczeń, które spowodują, że będę się czuł bardziej zrelaksowany w pracy, to ja myślę, że ten człowiek jest po prostu chory i to bardzo chory. Bo jeżeli on mi proponuje na mój stres iście do pracy i że będę tam bardziej zrelaksowany, to znaczy, że go pogięło chyba mocno w głowie. To ja myślę, że ja powinienem go zakuć w jakieś kajdanki i takie łańcuchy jak w czasach Marka Twaina i zagonić do kopania jakichś rowów. Taki skuty kajdankami będzie stał i na przykład budował trakcję kolejową. A co, skoro mówi, że praca czyni wolnym? Już był taki jeden dżentelmen, który mówił, że praca czyni wolnym. Ten napis istnieje nad bramą Oświęcimia. Brzmi „Arbeit macht frei” – praca czyni wolnym.
I teraz dokładnie mamy taką samą teologię. Pokazuje nam się pięknych, uśmiechniętych ludzi z hollywoodzkimi uśmiechami, którzy szczęśliwi robią karierę, kupują chaty na kredyty, biją się, biją się o lepsze jutro. Co to jest za świat? Nie jest to normalny świat. Absolutnie nie mam nic z tym nic wspólnego. Jak na ironię, żeby było zabawniej, moim zdaniem to jest właśnie ten sam świat, który należy do tych wszystkich warsztacików alternatywnych, do tych wszystkich światcików alternatywnych, banksterów i tak dalej. To jest jedno i to samo. Ja nie widzę żadnej różnicy. Mój świat nie bierze się z warsztatów. Twój też wątpię, żeby się brał z warsztatów.
Bierze się z normalnego życia, takiego po angielsku mówiąc ground to earth, czyli blisko ziemi. I to jest ta opcja. To jest dokładnie to doświadczenie i wymieniamy się tym doświadczeniem i stąd się bierze nasze życie, a nie z czegoś, że wychodzi koleś, co jest tak teoretyczny. Moje buty są mniej teoretyczne niż ci kolesie, którzy prowadzą warsztaty. Powaga, bo są przynajmniej praktyczne, ja w nich chodzę. I opowiada mi te swoje teorie. I żeby było zabawniej, ten facet nic nie wie o mnie. Także nawet opowiadając mi swoje teorie, nie jest w stanie skonfrontować ich z moją informacją. Bo na czym to polega, że wychodzi koleś i mówi coś bez odebrania informacji ode mnie? To jest taka zawsze zabawa w jedną stronę.
To jak telewizja tylko w jedną stronę. Jedyne co możesz zrobić, to zmienić pilotem kanał na inny. Z pań, które są w dekolcie możesz zmienić na panów, którzy są w dekolcie, a z tego wszystkiego możesz zmienić na newsy o wojnie, gdzie wszystkie te dekolty latają w tą i w tamtą oraz zmienić na konkurs tańca na lodzie, gdzie to wszystko jeszcze pływa po lodzie. No i to wszystko. I to jest jednokierunkowa droga. Tak samo jak przy tych warsztacikach, przy tych wszystkich opowieściach. To jest ciągle moment, kiedy ktoś nam wystawia coś i mówi: „Stary, musisz w to wejść, nie możesz tu nic zmienić”. Ale to jest idealne. To jest nowy system. Nowy system zastąpi stary, zły system.
To jest najlepsza opcja. Teraz mam dużo ubawu z wieloma sprawami, bo jest taki gorący moment, że wielu ludzi jest bardzo mocno podminowanych, chce robić jakieś polityczne zwroty akcji w różnych miejscach na świecie. Zatrudniać do tego papier, pisać na tym papierze jakieś manifesty nie wiadomo po co. A ja się zastanawiam, gdzie jest informacja? Gdzie jest informacja o tym, że mamy technologię do robienia wolnych zasobów? Gdzie jest ta informacja, że mamy technologię do zrozumienia samych siebie? Gdzie to wszystko jest? No bo tam tego nie ma. No właśnie, co tam jest? Jaka informacja tam jest?
Informacja o tym, że trzeba zapłacić, trzeba przyjść i co? Kochani, przecież jak przyjdziesz, zapłacisz, to później musisz zdobyć pieniądze na całą resztę. No właśnie. Także koło się zamyka. Efekt jest taki, że podejrzewam, że wszyscy ci, którzy biegają po tych warsztatach W życiu nie wypłacą się ze swoich długów i do końca życia będą musieli żyć w kieracie, żeby robić jak ci niewolnicy po to, żeby przynajmniej przez ten weekend poczuć się wolnymi ludźmi na warsztacie. Gdyby się okazało, że ktoś powiedział, dlaczego te rzeczy robią nas dobrymi, to by się okazało, że połowa z nas opracowałaby sobie technologię we własnym zakresie, we własnym domu, która czyniłaby nas wolnymi i powodowała, że każdy z nas mógłby co najwyżej nauczyć kogoś innego i efekt byłby taki, że jeden, drugi warsztatowiec nie miałby nic do roboty. To trochę jak z bankiem. Gdybyśmy olali chodzenie do pracy, gdybyśmy olali zabawy w branie kredytów i tak dalej, jeśli nagle stwierdzimy, że mamy to w dupie, przecież żaden bank, żaden rząd, żaden ustrój by nie przetrzymał trzech dni. Tydzień byłby maks. Musieliby bardzo szybko uciekać, żeby ludzie nie dorwali ich we własne ręce i nie nakopali im do tyłka i nic więcej.
Tak mi się wydaje. Życie jest naprawdę bardzo proste, przynajmniej w mojej opinii, w moim oglądzie nie ma tam nic skomplikowanego. Jedyne komplikacje, które robimy, to są nasze obsesje maniakalne, które wynikają z próby dostosowania się do tej cywilizacji, która ciągle nam próbuje coś wpoić, że musimy coś mieć i że jedyną wartością, jaką mamy w życiu, jest posiadanie czegoś. Nie będę teraz precyzował czego. Każdy sobie sprecyzuje sam. Wszyscy znamy tą cywilizację doskonale. Czy to jest to, czym my jesteśmy? Oczywiście, że nie jesteśmy tym, żeby mieć. Każdy doskonale wie, ale z drugiej strony jak patrzę na tytuły tych warsztatów, to połowa z tych warsztatów to jest jak zdobyć szczęście, jak zdobyć sukces, jak mieć rzeczy, których jeszcze nie mamy, jak zrealizować swoją chciwość. Czym to się różni od London Business School of Economics?
Niczym się nie różni. I tu niestety z przykrością powiem w kierunku każdego, kto się identyfikuje z tak zwanym niezależnym środowiskiem czy z niezależnością, a wykonuje takie manewry, to powiem ci jedno, kolego, tam ludzie nie są hipokrytami, bo każdy, kto idzie do takiej szkoły London School of Business Economics i tak dalej, doskonale wie, dlaczego tam idzie i nie oszukuje samego siebie, bo idzie tam po to, żeby zrealizować własną chciwość. On przynajmniej jest szczery sam ze sobą. To jest fenomen. Ilekroć mi się zdarzało rozmawiać z różnymi ludźmi, to największa hipokryzja jest zawsze u tych wszystkich, co to różowe jednorożce skaczące po 30 czakrach w 52 punktach i tak dalej. To jest potężna hipokryzja. Natomiast nigdy nie spotkałem takiej hipokryzji u facetów, którzy tu pracują w City przy dużych pieniądzach. Oni po prostu szczerze mówią: „Wiesz, stary, po prostu taki jestem. Interesują mnie pieniądze, jestem chciwy”. Szczera osoba.
To jest fenomen zobaczyć w takich miejscach kogoś szczerego. Nie to, żebym oczywiście tutaj robił bohaterów z pracowników City. Absolutnie, bo są to rzeźnicy nieprzeciętni, ale przynajmniej jedna rzecz: są uczciwi wobec siebie i to jest piękna rzecz. I chyba taka pierwsza podstawowa informacja, jeżeli chcemy ruszyć z jakąkolwiek wymianą informacji na świecie, czy to technologii, czy zdrowia, czegokolwiek, musi pierw nastąpić jedna rzecz: zabicie tej koncepcji, że jest dobro i zło w naszej głowie i musimy ustalić komunikację pomiędzy sobą samymi, pomiędzy lewym a prawym albo pionowym, albo poprzecznym. Jak sobie to nazwiesz, to już twoja sprawa. Musimy sobie złapać komunikację sami ze sobą w swojej własnej głowie. Bez tej komunikacji żadna inna komunikacja nie pójdzie dalej. Prosta sprawa. I żeby złapać tą komunikację, myślę, warto by wyrzucić te wszystkie zabawy w dymanie się nawzajem w postaci warsztatów, w postaci zabawy pieniędzmi. Redukować to do zera.
Jeżeli nie potrzebujesz, redukuj. Na tym polega cała zabawa. Nie używaj rzeczy, których nie potrzebujesz. Szczególnie w świecie, w którym wszyscy mówią ci, że potrzebujesz wszystkiego. Jeżeli chcesz zmienić świat, jest tylko jedna opcja. Tym bardziej że myślę, że wszyscy doskonale wiemy, że nikt z nas nie potrzebuje tego gówna, które nam się promuje w tych wszystkich reklamach i śmiało możemy to wyrzucić do śmieci. Ale ta informacja o tym, bo wiadomo, jest pewna technologia, która jest nam potrzebna do egzystowania, bo się przyzwyczailiśmy i poginiemy jak Andzie w poziomkach, kiedy nie będzie pralek w domach i tak dalej, będzie ciężko prać w rękach. Jasne, spoko, ale jest technologia, która robi takie rzeczy jak pralki. Naprawdę nie trzeba do tego lotów w kosmos i nie trzeba do tego prezydenta i nie trzeba do tego 40 naukowców z wielkimi tytułami i badającymi niesamowite, dziwne zjawiska w kosmosie. To jest tylko pralka.
Rzeczy, które nas dotyczą fizycznie, naprawdę nie są tak skomplikowane, jak by się wydawało. Ale to jest wszystko informacja. To jest w postaci informacji do nas dociera, że pralka jest prostym urządzeniem, ale kiedy nie ma połączenia informacyjnego pomiędzy lewą a prawą półkulą, w cudzysłowie mówię, w nas, to w jaki sposób my złapiemy tę informację, że pralka jest prostym urządzeniem? Nie potrzeba nam do tego rządu, armii, policji, nie wiadomo czego, banków i tak dalej, żeby zbudować pralkę. Możemy mieć problem, żeby wpaść na ten pomysł, bo zawsze będziemy widzieli tylko wszystko naraz i wszystko będzie złe i dobre i będziemy musieli mieć wszystko, bo przecież pralkę musimy mieć z bankiem, bo pralkę trzeba wziąć na kredyt, bo nie da się inaczej. A jak ci powiem, że pralka kosztuje grosze, wyprodukowanie pralki kosztuje tak naprawdę dokładnie 5% ceny, którą za nią płacisz i to i tak w świecie banków, to wyobraź sobie, ile by kosztowała ta pralka, gdyby nie było banków w świecie, gdyby technologia była jeszcze bardziej otwarta, gdyby jeszcze wszystkie te rzeczy były ogólnie dostępne. Przecież ta pralka kosztowałaby grosze i byłaby to pralka, która nigdy się nie psuje przez całe życie. Mógłbyś tą pralkę, jak moja babcia, zostawić kolejnemu pokoleniu. U mnie w rodzinie jest pralka Frania, pracuje od 70 chyba czy 60 lat. Jedyne, co się zmienia, to paski klinowe.
Pralka do tej pory pierze. Rodzina do tej pory używa. Wyobrażasz to sobie? To jest postęp technologiczny z lat 50. A kiedy widzisz pralki z dzisiejszych czasów, gdzie jest ta informacja? Trzeba sobie złapać tą informację w głowie. Dopiero wtedy, kiedy łapiemy, że w głowie rzeczy mogą być proste, wcale nie są skomplikowane, że życie zależy od nas, a nie od kogoś, że nie jesteśmy niewolnikami tych koncepcji, tylko że sami mamy po to głowę, żeby tworzyć własne koncepcje i je realizować, wtedy sprawy stają się jasne. Ja myślę, że przed nami bardzo mocny moment, kiedy zatrzęsie i bardzo wielu ludzi nagle dozna szybkiej, raptownej pobudki. „Jejku, co ja robiłem całe życie? Ojejku”.
Będzie trochę zamieszania. Cóż, zamieszanie nadchodzi duże, skoro już Obama publikuje ten radosny dokument, który się nazywa Executive Order i jest ustawiony na stronie Białego Domu w Waszyngtononie. Jasno i wyraźnie w punktach mówi, że będzie ten problem, że wszystkie GPS-y, to jest tak zwany Global Positioning System, który mamy w telefonach, cały electric power grid i tak dalej. Generalnie nic z tego nie przetrwa. To, co przetrwa, to tylko ty przetrwaniesz jako żywa istota ze swoim konceptem. Jeżeli nie będzie w tobie komunikacji ze sobą samym, to nie będzie komunikacji ze mną. To jak my złapiemy komunikację, człowieku? To, że ja się komunikuję ze sobą, to jest wszystko świetnie, ale pytanie, co jest z tobą? Bo jak ty nie złapiesz komunikacji u siebie, to nie złapiesz z nikim. Tak samo jak ze mną.
Jak ja nie złapię ze sobą komunikacji, to nie złapię z nikim. To jak my tu będziemy żyli? To co, jedyna opcja to skazywanie się na oglądanie reklamówek w telewizji? Nie. Ja tu postuluję złapanie komunikacji samym ze sobą. Tak że myślę, tak czy siak, niedługo wielu z nas zostanie, że tak powiem, naturalnie przez warunki atmosferyczno-kosmiczne, cytując obwieszczenie rządu Stanów Zjednoczonych, zostaniemy zmuszeni do złapania komunikacji ze sobą. A ten, kto nie będzie chciał złapać komunikacji, I don't know, może odparuje z tego świata, bo innej chyba opcji nie będzie. Tak mi się coś wydaje. Koniec krzyczenia na dzisiaj. Zostawię troszkę więcej krzyczenia na przyszły tydzień do hiperprzestrzeni.
Czasami człowiek musi się wykrzyczeć, szczególnie na jesień, kiedy grzyby na łąkach, kiedy czas najwyższy wyruszyć po spotkanie z mamą naturą i przyjrzeć się sobie samemu, złapać komunikację ze sobą, zrozumieć, że nie jesteśmy po to, żeby banki funkcjonowały. Nie po to się rodzimy na świecie, żeby były kredyty mieszkaniowe i nie po to się rodzimy na świecie i rozmawiamy ze sobą, żeby używać gówna zwanego pieniędzmi. Takich papierków śmiesznych z nadrukowanymi postaciami. To nie po to jest nasze życie, ani twoje, ani moje. Wiem, że są ludzie, którzy twierdzą, że jest inaczej, ale możemy ich zostawić w spokoju. Szlak ich trafi i tak. I tak są skazani na zagładę. Tak że zostawmy tych ludzi w spokoju, a sami wskakujmy w informację. Myślę, że to jest najlepsza opcja i jedyna opcja, która działała. I to jest ta opcja, o której mówią zawsze pradawne dzieje, pradawne legendy, że jest informacja.
Przyszedł człowiek z informacją i pozmieniał świat na lepsze. Zawsze tak jest w legendach. Niektórzy chcieliby widzieć Jezusa, niektórzy kogoś innego. To nie jest istotne, to już takie duperele. Każdy z cwaniaków próbował zmanipulować tą historię na swój sposób. Jedni wymyślali Dżizusa, inni wymyślali Arki Przymierza, inni wymyślali inne rzeczy tylko po to, żeby zakopać tą jedną cenną informację, że wszystko jest przepływem informacji, że w pewnym momencie, kiedy puszczamy ją w ruch, to właściwie jest nie do zatrzymania i znika wtedy niewolnictwo. Znika to, co my, nie wiem dlaczego, nazwaliśmy cywilizacją. Ale niedługo myślę, wszyscy zobaczymy, jak wygląda prawdziwa cywilizacja, a nie podpierdolka ani dowcip cywilizacji, to, co mamy teraz. Ale to jeszcze parę chwil. Jak głosi dokument rządu Stanów Zjednoczonych, czekają nas 120 dni.
Mamy jakieś trzy miesiące. Jeszcze raz przypomnę, że nic dziwnego, że rząd Stanów Zjednoczonych publikuje taki dokument. W końcu od dwóch tygodni właściwie płyta, na której wiszą Stany Zjednoczone i ta płyta Pacyfiku się rozjechały. Tak że właściwie jesteśmy na samym początku nowej historii. Nowiutkiej historii nowego świata i nowej cywilizacji. I będzie zabawnie, jak spojrzymy do tyłu. Będzie taki obciach, jak się spojrzymy na to gówno, które mamy dzisiaj. To już jest obciach dzisiaj. Ja nawet tego nie komentuję. Tak że zostawię te swoje komentarze krzykliwe sobotniego wieczora na następny sobotni wieczór.
Może mniej krzykliwe, może jakąś historię ci opowiem, bo tak mnie korci, żeby nawiązać troszkę do systemu kultu solarnego, bo to jest związane z tą psychopatyczną wizją świata, w którą nas wkręcili. W te zabawy w pieniążki, w te zabawy w pytanie się, czy ja niewolnikiem jestem, a pan jest władcą? Ale to może za tydzień. A tymczasem czas najwyższy skończyć hiperprzestrzeń, moje krzyczenie do mikrofonu. Chyba się już obudziłem z tego swojego jesiennego snu, przynajmniej na te parę chwil. Zapraszam cię do wieczorowej pory w Radiu Na Fali po hiperprzestrzeni, tu i teraz, sobotni wieczór. Mam jeszcze jedno ogłoszenie. Mam obwieszczenie od Grzegorza, bardzo fajne, na temat czasu snu. Już bym zapomniał, że ciekawostka polega na: „Pozdrawiam tego, kto słucha Radia Na Fali aktualnie w brytyjskim parlamencie”. Okazuje się, że mamy logi z brytyjskiego parlamentu.
Nic dziwnego, załadowaliśmy tam tyle gansów, że chłopaki mają teraz troszkę problem i podejrzewam, że im się ciasno robi troszkę od tych krawatów. Ale to już zostawiam. Tak że człowieku, tego słuchają nawet w brytyjskim parlamencie. Przynajmniej tak pokazują logi. Otóż to. A ja zapraszam cię na środę na księcia Edwarda, którego pewnie też słuchają w jakimś parlamencie, być może irlandzkim, bo książę jest też postacią światową. Tak że kto wie. W środę o godzinie 23:00 w Radiu Na Fali etykieta zastępcza księcia Edwarda. Tak że koniecznie człowieku się nie spóźnij. To jest taki środek weekendu.
Miły relaks właśnie w tym środku weekendu, z dala od wszystkiego. Książę teraz chodzi i nagrywa jak to chodzi i zbiera grzyby po łąkach. I bardzo dobrze. Też bym tak chciał pochodzić. Może się wyrwę w przyszłym tygodniu. Mam taki plan, że znikam do lasu pochodzić, poszukać grzybów. Nie tych do jedzenia. Też do jedzenia, ale szukam grzybów z psylocybiną. Nie będę ci udawał, że chodzę po prawdziwki. Zapomnij o tym.
Nie szukam nigdy prawdziwków. Szukam amanity muscariei i psylocybiny. To są grzyby, które mnie interesują. To jest mój świat. Oczywiście w czwartek zapraszam na troszkę takie technologiczne opowieści z technologią cash w tle, dosyć mocno w tle. Na czwartek na 21:30, czasami o pięć minut później, ale mniej więcej 21:30 startuję. W piątek w Radiu Na Fali Teorii Chaosu. Nie wiem kiedy, bo się dowiaduję tak samo jak ty z czata Radia Na Fali, że na przykład nie będzie czegoś takiego. Jak na przykład audycji dzisiaj, bo Michał jest tak zorganizowanym człowiekiem, że ta informacja tutaj nie dociera zupełnie. Albo jak dociera, to z dużym opóźnieniem.
Tak że musimy sami liczyć na siebie. Być może będzie, być może nie będzie. Kto to wie? Anyway, ja tymczasem kończę swoje opowieści o przemożnej i potężnej roli nieskorumpowanej informacji w kosmosie i o tym, że nieskorumpowana informacja jest papierkiem lakmusowym, czy sytuacja jest prawdziwa, czy też udawana, czy ktoś nas wrabia, czy nie wrabia. Właśnie to. Jeżeli informacja jest za darmo, to znaczy, że sytuacja jest czysta. Jeżeli ktoś oczekuje czegoś w zamian za informację, to znaczy, że intencje są krzywe i szuka niewolników. I z tą refleksją zostawiam nas tutaj w hiperprzestrzeni, a my się spotkamy za tydzień w hiperprzestrzeni i tyle. To się nagadałem, nakrzyczałem. To do usłyszenia następnym razem, bo oczywiście słuchałeś RadiaNaFali.com.