Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority. Ale Timi krzyknął do ucha i bardzo dobrze, że krzyknął do ucha. Jest las w jednym uchu, jest las w drugim uchu, jest las w obydwu uchach. Jest hiperprzestrzeń. Jest sobota wieczór, Radio Na Fali, a na imię Tomek. Wszystko jest absolutnie live. Cześć. Pozdrawiam serdecznie mecenaską i mecenasie Radia Na Fali. Peace and love. Bardzo serdecznie i namaste, jak to mawiają w zamorskich krajach, bo ja na wyspie z Londynu z całego południa.
Co jeszcze chciałem? Pozdrawiam cię słuchaczu offline serdecznie. Pozdrawiam w ogóle Ivelliosa, dzięki któremu możesz być słuchaczem offline, bo dzięki jego serwerom hiperprzestrzeń jest dostępna. Za słabo to było. Zróbmy to konkretniej. Jest dostępna. Otóż to. Także wielkie dzięki Ivellios. Peace and love, człowieku. Pozdrawiamy wszystkich obecnych na czacie.
Widzę, że KESZYŚCI z cyfkami na sztorc opanowali czat Radia Na Fali. Cóż mogę powiedzieć? To musiało się kiedyś tak skończyć. Takie czasy. I co jeszcze chciałem powiedzieć? Że pozdrawiam przede wszystkim ciebie, tu i teraz, człowieku, który tu jesteś w Radionafali.com. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Że zaległości troszkę w radiu, ale to widać i tak dalej. Że oczywiście są inne audycje. Wszystko jest absolutnie live.
Naprawdę cały czas live. Tu się nic nie zmieniło. Dokładnie. W środy z książę Edward z etykietą zastępczą, później czwartek dla wszystkich KESYSTÓW, a później piątek, Michał z Theory of Chaosu, a później sobota i znowu hiperprzestrzeń. I tak nie wiadomo do kiedy. Pewnego dnia to się zmieni. Jak się czasy zmienią, to się wszystko zmieni, nie? No i dzisiaj troszkę o tych zmianach w czasie, jak zwykle. Dzieje się troszkę. Ja w ogóle postanowiłem dzisiaj troszeczkę tak wrzucić na aktualności, bo tak zawsze zbaczam na jakieś starocie, jakiś kurz, zakurzone zwłoki w szafie, w kufrach, stare gramoty.
Klamoty właściwie. No właśnie. I chyba czas najwyższy, żebym ja sobie pofolgował dzisiaj z okazji wakacyjnego czasu, takich karczek dziennikarskich, chociaż nie do końca karczek dziennikarskich, w ogóle tego, co się dzieje dookoła. Oczywiście też w powiązaniu z tymi zwłokami w szafie, ale troszkę bardziej aktualnie, jak zwykle w hiperprzestrzeni. Mam muzyczkę, bo dzisiaj postanowiłem przy staroci popuszczać. Jakoś tak w ogóle w rozmowach prywatnych, nie powiem jakich, zostawię to dla siebie. Pojawił się Jimi Hendrix i oczywiście, ale to może później. Oczywiście będzie krótka wieczorowa pora, bo chcę chleb zrobić i ciasto mi już wyrosło. Wszystko jest okej, jest super i jest piękna pora, żeby zrobić chleb. Niech sobie rośnie w nocy.
Ja sobie nad ranem go elegancko . No właśnie. Rozumiesz, pani i rozumiesz, pan. No ale chleb to taki też nie tylko dla mnie, także takie tam. Rozumiem. Ja też rozumiem. I co jeszcze chciałem powiedzieć? Oprócz tego, że dzisiaj wieczorowa pora w miarę krótka, hiperprzestrzeń, troszkę wakacyjny temat, trochę spiskowy, chociaż nie do końca właściwie spiskowy. Chociaż właściwie nie wiadomo, jakie mamy czasy dzisiaj. No właśnie, jakie mamy czasy dzisiaj?
Ja myślę, że czasy troszeczkę niektórych może zaskakuje, ale myślę, że nie wszystkich. Myślę, że znakomita część jest w takiej sytuacji, że kiwa głową i mówi: „A nie mówiłam, a nie mówiłem”. I faktycznie tak troszeczkę jest w dzisiejszych czasach. Ja tu mam kawkę i właśnie sobie popijam troszkę, żeby moje suche gardło nabrało jakiejś formy, kiedy tutaj do ciebie nawijam, człowieku. No właśnie. I człowieczko. Co ja chciałem powiedzieć? Że się po prostu dzieje. I dzisiaj właśnie z tej okazji, że się dzieje, ale to nie jest takie w sensie, że się dzieje, będę dzisiaj teraz opowiadał jakieś newsy, coś takiego. Nie, nic z tych rzeczy.
Chociaż na pewno trzeba wspomnieć o paru rzeczach. O ustawce, która była planowana przez sekretny rząd Stanów Zjednoczonych. Jakoś tak. Nie wiem, jak to nazwać w ogóle. Jak się człowiek tak przygląda, bo to już nie chodzi o teorie spiskowe ani żadne szaleństwa z tym związane, w sensie wymyślanie rzeczywistości, która nie istnieje i nie zaistniała. To nawet nie o to chodzi. Po prostu zestaw suchych faktów, człowieku. Takich faktów zbieranych od iluś tam lat. Mi się bardzo podoba taka ilustracja, która czasami jako mem gdzieś śmiga po internecie. To jest takie zestawienie, ile wojen wywołały Stany Zjednoczone, ile konfliktów zbrojnych, w ilu partycypowały w ciągu ostatnich tam, od zakończenia drugiej wojny światowej dokładnie.
I tam wychodzi jakaś koszmarna ilość. To w ogóle, że tak powiem, europejskie tournée Adolfa Hitlera. Tam zahaczył troszeczkę trasą o Afrykę. Było kilka koncertów takich gościnnych, ale generalnie takie tournée tylko europejskie. A tu się okazuje, że mamy takiego, można powiedzieć, mocnego gracza. Takie tournée światowe i to takie tournée, które się nigdy nie kończy. Taki, można powiedzieć, hit sezonu, który jest odgrywany nieustannie. Przedstawienie, które nie schodzi z afisza. Jak się okazało, przedstawienie, które nie schodzi z afisza, chyba za bardzo zeszło, za mocno gdzieś docisnęło. I generalnie, jak się okazało, nie wszyscy są z tego powodu happy, ale w zupełnie inny sposób.
Chociaż właśnie jest pewien brutalny element w tym wszystkim. Mianowicie mówię o tym, co się wydarzyło w kraju o nazwie Turcja. Wiadomo, że jest to kraj, ja tak enigmatycznie mówię, chodzi o Stany Zjednoczone oczywiście. Turcja jest pod kontrolą Stanów Zjednoczonych. Szczególnie cały ten kompleks militarny. I to właśnie, to nie jest teoria spiskowa, to właściwie chodzi o jedną rzecz: szkolenia tych żołnierzy. To jest pierwsza rzecz. Właściwie szkolenia tam attaché takimi wojskowymi ludźmi, których szkołą są Amerykanie. Kolejna rzecz: darmowy sprzęt wojskowy, niezłe ceny, rabaty, tego typu historie. Prosto dwójka sama.
Amerykańskie bazy wojskowe, wszystko kupione. Wiadomo, że lokalna generalicja za bardzo generalicją turecką nigdy nie była. Każdy być może lubi zjeść kebab, ale niekoniecznie mają cokolwiek wspólnego z tym, co się nazywa Turcją. Być może zamarzyli sobie wakacje gdzieś w okolicy Białego Domu albo cholera wie gdzie. Gdzieś może na Florydzie, taką starość będą wspominali: „I come from Europe, Turkish”. Na starość oczywiście jako taki miły dziadek, coś w tym stylu. To byli tacy dziadkowie z takim niemieckim akcentem w Ameryce Południowej przez jakiś czas. Zawsze uśmiechnięci, zawsze kochali zwierzęta i dzieci. Tak już zostało chyba do dzisiejszych czasów. W każdym razie dzisiaj się okazało, że ludzie nie kupili tego numeru.
Bardzo krwawo się to skończyło dla co poniektórych. Takie brutalne dosyć sceny. Właściwie zapewne satysfakcjonujące żądze krwi i zemsty. Skopali dupę systemowi na pewno, ale te śmierci i takie dzikie zwierzęce zachowania na ulicy zupełnie niepotrzebne. Może jakiś gest taki w stosunku do budynku, jasne. To mi się zawsze podobało. Budynki czasami trzeba potraktować troszkę z buta, tak mi się wydawało. Ja to w ogóle takie dziecko troszkę jestem czasów lat 80. trochę, z Polski, pomimo że tutaj na południu Londynu, co słychać w głosie i pamiętam takie historie, które brzmiały mniej więcej tak, że tam nie trzeba palić komitetów i tak dalej. Byli tacy rewolucjoniści, którzy później się okazali kupieni od samego początku, że bardzo mocno dbali o to, żeby komitety nigdy nie zniknęły z okolicy.
No i szczęśliwie im się udało. Komitety raczej nie zniknęły z okolicy, zostały do dzisiaj. W każdym razie w Turcji się okazało, że ludzie dosyć mocno potraktowali zniknięcie komitetów. Dołączyli do tego jeszcze tak zwany z angielskiego staff, czyli załogę tych komitetów, częściowo oczywiście. Jak widać próba chyba zrobienia Syrii, bo wcześniej wydarzyła się taka sama historia w Syrii, gdzie właściwie lokalny koleś rządzi po swojemu i nie spodobało mu się, jak lokalny piosenkarz śpiewa, że rzuci w niego butem, bo jest kutasem, czy coś w tym stylu. Może nie aż tak ostro, ale mniej więcej tak to brzmi w tamtym języku. Okazało się, że facet zniknął, ale właściwie to jest dobry numer, bo właściwie nie wiadomo kto faceta stuknął do końca. Rząd twierdzi, że nie miał z tym nic wspólnego. Amerykanie twierdzą, że to rząd zrobił w ramach odwetu za to, że facet powiedział, że rzuci w kmiota butem. Taki pomysł.
A do tej pory nikt nie przedstawił śladów na to, że lokalny rząd to zrobił. No i minęła chwila czasu i się okazało, że na ulice wyszło jakieś tam 10 tysięcy protestantów. Dajmy na to 100 tysięcy. Wyszło 100 tysięcy ludzi. No i się okazało, że te 100 tysięcy ludzi jest tak zniesmaczonych lokalnym rządem, że koniecznie w tym momencie trzeba wysłać tam brytyjskie myśliwce, amerykańskie myśliwce. Chwilę później dołączyły izraelskie myśliwce i jeszcze oczywiście jakieś tam izraelskie czołgi. Może coś jeszcze wysłać, po prostu wysłać troszkę złomu. No i wysłać generalnie tych kolesi, którzy już właściwie nie mają nic do roboty po Iraku, by stworzyć nowy kraj. Zacząć od armii, jak zwykle, kupić najemników, którzy sobie hasają po lasach i po łąkach, po stepach, po pustyniach w oryginalnych toyotach. Właśnie ktoś musiał zakontraktować.
Przecież to jest kupa fur. Przecież taki kontrakt to jest jakieś 2 tysiące samochodów. To jest taka liczba, że tam każdy księgowy mówi: „Szefie, mamy tu nietuzinkowego klienta”. I to właśnie w takiej dużej korporacji. Powaga. Tam się mówi, że tych samochodów się sprzedaje miliony, ale to miliony się sprzedaje wszystkich marek na świecie. Ale ile trafia na pojedynczą firmę? A już szczególnie taki wyjątkowy model, który jeździ tylko i wyłącznie z napędem 4x4 po pustyni i da się zamontować na górze karabin maszynowy. Nie jest to samochód, który kupuje 40-letnia mama do odwożenia swoich dzieci do szkoły. Chyba że jeździ gdzieś po Bliskim Wschodzie i musi wozić ze sobą karabin maszynowy razem z obsługą tego karabinu maszynowego.
Może w ten sposób. W każdym razie ciężko nie zauważyć takich kontraktów. No ale w Syrii się udało. Później była taka seria żartów tutaj w Anglii, że co by było, gdyby jakiś kraj potraktował poważnie to, że w środku Londynu potrafi być demonstracja po ulicach pół miliona ludzi do miliona ludzi, pokojowa, która jest goniona tam przez policję. Ktoś powinien tu zarządzić jakieś bombardowanie tego miasta. Przecież to jest jawna rewolucja, to jest tłamszenie, takie kontrrewolucyjne tłamszenie kontrrewolucji czy jak się to nazywało dawniej, w czasach towarzyszy. W każdym razie widać, że jest to taka mocna ustawka. Była historia z Ukrainą po drodze, która dalej jest taka kontrowersyjna. Wiadomo, że każdy z nas, każdy normalny człowiek, kiedy nadarza się okazja do wolności, chce skorzystać z tego i chce po prostu normalnie funkcjonować. Czyż nie jest to oczywiste?
Prawda? Jest oczywiste. No i normalne jest to, że jak zaczyna się obalanie władzy, to jest to ten moment, gdzie można stwierdzić, że okej, żegnamy tych liderów, do widzenia im mówimy wszystkim i zaczynamy funkcjonować po swojemu. Jest to moim zdaniem doskonała rzecz i tu zawsze jest szansa. Tak sobie myślę. Zawsze jest szansa. Dlatego należy chyba kibicować tylko i wyłącznie takim rozwiązaniom. Przynajmniej ja kibicuję takim rozwiązaniom. Niekoniecznie kibicuję temu, żeby wziąć i skatować człowieka na ulicy. Ach, zostawić go, niech se sam żyje z tym wszystkim, co zrobił.
I tak wszyscy wiedzą dookoła, co zrobił. Nikt mu ręki nie poda. To będzie go bardziej męczyło niż pozbawienie go ręki, nogi albo czegokolwiek. Taka zemsta nic nie załatwia, to tylko kawałek nogi, ręki albo cokolwiek tam innego. Kilka szram, tak można powiedzieć. Natomiast życie z tym jest troszeczkę... No właśnie. Przynajmniej takie jest moje podejście. Oczywiście nie musisz dzielić mojego podejścia. W każdym razie wracając do tych mocnych czasów, widać, że te wydarzenia nie są takimi wydarzeniami, które są jak wybuchy wulkanów.
Dzieją się dlatego, że ma natura, układ kosmosu. Tu dum, du dum, du dum, dum. Wszystkie te historie ciężko mi zacząć opowiadać i wymieniać, bo musiałbym wymienić sporo hiperprzestrzeni, ale począwszy od tych konceptów wiatru fotonowego, a skończywszy na naszej bliźniaczej planecie, drugim słońcu, wszystkich tych opowieściach, ustawieniu się magnetycznym Ziemi względem osi precesyjnej. Bo ta oś precesyjna to jest oś magnesu Ziemi, która się ustawia do planety, która jest dokładnie taka sama jak Ziemia albo bardzo podobna do Ziemi i za chwilę być może ją zobaczymy. Kto to wie? Zostawiając wszystkie te wątki gdzieś tam na boku, ja bym tak powiedział, chciałbym się przyjrzeć temu, że są sprawy kosmiczne, ale są sprawy, które są ewidentnie projektowane, tak jak te wszystkie ostatnie zamachy terrorystyczne. To jest taki ciężki lot, bym powiedział. Nazywa się to zamachami terrorystycznymi. Taka jest dzisiejsza nazwa. Jeżeli słuchasz tego w dalekiej przyszłości, sto lat do przodu, Adam '84 przypominam.
Doskonała czeska seria. Bajka niby dla dzieci. Polecam Adam '12. Serdecznie polecam i pozdrawiam Honzę. Honza, pisnę do człowieku. Anyway, wracając do głównego tematu, jeżeli się tak przyjrzymy. Ja ciągle tego używam: „jeżeli się tak przyjrzymy”, ale przyjrzyjmy się, spójrzmy na to trochę bliżej. To co my tu mamy? To jak zostawimy taki ślad, to widać w tym śladzie. Jak zostawimy jakiś ślad.
Wrócę na ten wątek. Jeżeli się przyjrzymy tym wszystkim śladom, które ktoś tu zostawił. Nie mówię, że ja zostawiałem te ślady. Nie strzelałem do Kennedy'ego. Naprawdę, człowieku, musisz mi uwierzyć. Ale mogłem wczoraj spotkać Elvisa na stacji benzynowej. Kto to wie? Te ślady jasno i wyraźnie wskazują na to, że jest to zaplanowana akcja, że ktoś za tym stał, że to ktoś zorganizował i tak dalej. Ja mam takie własne refleksje na temat tego tak zwanego domniemanego terroryzmu na świecie. A to choćby dlatego, że nie mieszkam w Polsce, a wyprowadziłem się z Polski akurat w takim wieku, kiedy sobie sam radziłem.
Mieszkałem w jednym kraju, w drugim kraju. Rozumiesz, człowieku? W trzecim. Rozumiesz? Mieszkałem i dalej mieszkam w innym kraju i za każdym razem lądując w nowym kraju dostaję troszkę takiej perspektywy. Wiadomo, co się powtarza, co się nie powtarza. Niektóre rzeczy łatwiej zobaczyć, niektóre być może stają się po prostu bardziej namacalne albo jakoś tak. W każdym razie widać, jeżeli patrzę z tego punktu widzenia, to widać te nici połączeń i to tak dosyć mocno, bo o ile w jednym kraju można puścić ludzi na tych z drugiego kraju i zrobić taką sytuację polaryzacji, to kiedy ruszasz dupsko w jedno i w drugie miejsce, mieszkasz tu, mieszkasz tam i tak dalej, to w pewnym momencie łapiesz, że właściwie nie ma czegoś takiego. Wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi. Nic tu za bardzo nie ma do zmiany.
Możesz próbować, ale niewiele tu zrobisz. Po prostu wszyscy jesteśmy tacy sami. Każdy ma swoją jazdę i bardzo miło. O to chodzi w życiu, prawda? Okazuje się, że z takiej perspektywy nagle te wszystkie sprawy wyglądają troszkę abstrakcyjnie, bo przede wszystkim dostrzegasz, ile energii i co w ogóle musisz pozałatwiać, żeby zacząć mieszkać w nowym kraju. Teraz sobie słyszysz historie o terrorystach. Pozwolisz, że łyknę kawki. Na zdrowie i tobie. Mam nadzieję, że masz też doskonałą kawkę. God damn good coffee.
Anyway, to z „Twin Peaks”. Na pewno wszyscy złapali. Jeżeli jesteś kolesiem, który nie zna lokalnego języka, masz zupełnie inny kolor skóry, lądujesz w białym kraju, szczególnie takim, który się deklaruje jako liberalny, że możesz mieć nawet 10 par rąk i w ogóle wszystko jest okej. Przynajmniej moje doświadczenie, doświadczenie moich znajomych, wielu ludzi z wielu krajów jasno i wyraźnie wskazuje, że jest to tylko i wyłącznie część tej historii. Jest to, można powiedzieć, taka fasada troszeczkę, bo pod spodem, jeżeli chodzi o takie codzienne życie, wcale nie jest aż tak, jak by się wydawało. Są pewne historie, o których oficjalnie się nie mówi, nie słyszy. I na przykład człowiek, który generalnie przybywa znikąd i miewa czasami inny kolor skóry, wcale nie ma takiego startu, żeby od razu miał tyle kasy, żeby mógł sobie tutaj przywieźć kałacha. Przede wszystkim spróbuj przywieźć do takiego kraju przez lotnisko kałacha albo cokolwiek, jakikolwiek ładunek wybuchowy. Tutaj na lotnisku, na każdym lotnisku w Europie się tak czepię, że myślę, że naziści w obozach koncentracyjnych byliby po prostu... Myślę, że podpisaliby od razu dożywotni kontrakt z producentami tych maszyn na lotniskach.
Tak od razu, bez zastanawiania się, bez pudła, bo to tak prześwietla wszystko. Od razu widać co masz. Złote zęby, ukrył diamenty w tyłku. Od razu wiadomo. No i ten niemiecki ordnung doskonale tutaj wtłoczono i nie ma takiej opcji, żebyś ty człowieku coś wziął. Weź spróbuj wziąć na przykład słoik z grzybami marynowanymi zrobionymi przez swoją babcię i przewieźć przez lotniska Europy. Nie, żartowałem. Nie rób tego człowieku, bo jeszcze cię zgarną na rozmowę. Co tam masz w tym słoiku? Otworzą.
Na pewno będziesz po grzybach. Na pewno nie będziesz mógł tego przewieźć. Rozumiesz? Jest masa takich zabawnych historii. Generalnie jesteś jak owca, która dostaje taką torebkę. Ja też. Wszyscy jesteśmy tak traktowani jak potencjalna owca, która dostaje torebeczkę na 100 mililitrów, taką małą, plastikową masz i to wszystko, co możesz ze sobą wziąć. Natomiast jeżeli mijasz te bramki, znajdujesz się w otoczeniu luksusu, w otoczeniu barwnych neonów, sklepów, znanych marek, ekskluzywnych produktów tylko i wyłącznie za pół ceny albo coś w tym stylu. Oczywiście nie są za pół ceny. Są mniej więcej w takiej samej cenie albo często nawet droższe niż normalnie w sklepie.
Tuż za rogiem, obok twojego domu. Bardzo często. Sprawdź, naprawdę będziesz zdziwiony. Ale oprócz tego, jeżeli lecisz gdzieś daleko, zmieniasz strefy wolnocłowe, to w ogóle jest taka zabawna procedura. Jeżeli latasz, to znam całą historię. Człowieku, sorry, że cię tak zanudzam opowiadając coś, czego też pewnie nie lubisz. Jak robisz jakieś zakupy, to oczywiście co się dzieje? Pani pyta cię o kwitek. To nie jest kwitek, to jest bilet i musisz pokazać pani bilet na swój lot. Dopiero wtedy pani ci sprzeda produkt, który jest w tym sklepie.
Ponieważ te sklepy są tylko dla- tu się przypominają czasy Rosji radzieckiej. W Rosji nazywano to „inostrańcami”, czyli obcokrajowcy. I były sklepy zrobione tylko dla obcokrajowców. W Polsce były Pewexy. Taki klasyczny zabieg: elita i cała reszta. Więc jeżeli masz bilet, należysz do tej elity i musisz pani pokazać ten bilet i wtedy możesz dokonać zakupu produktu. Jeżeli lecisz gdzieś poza boarding card, tak to decydent mi tu mówi. Dokładnie, boarding card po angielsku, po polsku po prostu bilet na samolot. W każdym razie, jeżeli lecisz dalej niż sięgają granice tego kontynentu. To jest chyba Brexit, tak to się nazywa.
Brexit, trexit. Śmędry-mędry. W każdym razie wtedy płacisz taniej, bo wtedy jest różnica ceł i wtedy kupujesz w sklepie wolnocłowym. Tu też jest taki podział na tych, którzy mają produkty taniej i ci, którzy mają jeszcze drożej. Numer polega na tym, że właściwie i tak wszyscy wsiadają do tego samego samolotu i tak wszyscy wchodzą przez te same bramki i jedyna różnica to właściwie żadna różnica. Poza tym, że lecąc z cięższym bagażem, bo jeżeli będzie taniej, to kupią więcej na tej długiej trasie, to więcej ważą, więc więcej paliwa w samolocie. W ogóle generalnie cała sytuacja jest, jak to się zwykło z angielskiego mawiać insane, czyli kompletnie bez sensu. Tak, jest taki paradoks historii, że powstała pierwsza linia lotnicza, druga, trzecia. Kiedy powstało ich dużo, nagle postanowiły zredukować koszty. Teraz w ogóle się okazało, że wchodzą nowe napędy.
Ja o tym nie będę mówił, o tym mówię w czwartek. Zapraszam kaszystów wszystkich. W każdym razie się okazało, że historia świata się zmienia, bo tak nawiązuję do tych zmian oczywiście, żeby nie było tak, że same trupy w szafie albo coś takiego i tak zanudzam. W każdym razie ceny Airbusa, akcji i tak dalej idą w dół. Nikt nie chce kupować tych dużych, wielkich, potężnych samolotów zbudowanych z komponentów. Tych leciutkich, które ponoć mają spalać minimalną ilość paliwa i latają na potężnych trasach. Inna sprawa, że się troszeczkę psują albo coś, albo nie wiadomo co. W każdym razie okazuje się, że cokolwiek by nie mówić, branża lotnicza macha do nas i mruga okiem, mówiąc: „Hej, czas silników spalinowych się już dawno skończył. Nie ma silników odrzutowych. Jest coś- No, jest mój las z powrotem.
Jest coś zupełnie nowego i jest coś, czego niewielu ludzi przewidywało w swoich najśmielszych snach. Jest takie coś i to jest zupełnie inny napęd. W każdym razie, cokolwiek by to nie było, jest to na tyle solidne, że tak czy siak wyciągamy kaskę z tych wszystkich silników odrzutowych. Wyciągamy. Generalnie te firmy pakujemy rządową kasą. Boeing. Ta amerykańska firma od samolotów, która robi potężne samoloty, ma wielkie fabryki, a jest zarejestrowana na takiej malutkiej wyspie, jakieś Kanary Islands, coś takiego. Poważnie, taka wysepka, na której nawet nie ma lotniska, bo jest za mała. Dobry numer. I tam jest główna siedziba korporacji Boeing, która produkuje potężne samoloty.
Nie stać ich. Za drogo. Za drogo! Za drogo. Krzyczą, to takie biuro na Manhattanie. Co ty człowieku, przy tych cenach samolotu jesteśmy ciągle w plecy, non stop. W każdym razie ci dżentelmeni poza tym, że mieszkają na tej wyspie, w sensie są zarejestrowani jako firma, właściwie też nie istnieją jako człowiek, to tylko jest zarząd, który zarządza firmą, która właściwie nie wiadomo do kogo należy, bo należy do zarządu, ale zarząd to są pieniądze inwestorów, którzy niby siedzą w zarządzie, ale nie do końca, bo to jest ich osobna funkcja. Bo to, że są inwestorami, to inwestują w inne fundusze, które akurat inwestują w niektóre z tych firm. Ale to nie jest ich wina, bo to już nie ich sprawa. Także kółko się zamyka.
W każdym razie wszyscy mają się doskonale. No i się okazuje, że nawet ci, którzy mają się tak doskonale, wiedzą, że koniec tej historii nastąpił dosyć dramatycznie, dosyć rychło. Nie ma się na co oglądać. Tam są takie pokazywane prototypowe samoloty wojskowe ostatnio, troszeczkę o takiej dziwnej geometrii skrzydeł. Przepraszam, że tak fachowo mówię. Jeżeli nie wiesz, co to znaczy geometria skrzydeł, ale myślę, że wszyscy wiedzą. Chodzi o ten kształt skrzydeł samolotu i są tak dziwnie opuszczone w dół. Mają takie dziwne zgięcie i tak wyglądają. Człowieku, jak to może latać? No właśnie, bo to już zupełnie inne napędy, jak się okazuje.
Jest takie podejrzenie, o którym oczywiście można spekulować lub nie. To już zostawiam tobie na głowie, że już w dzisiejszych czasach kilka tych konstrukcji, nie powiem ci jakich, bo naprawdę nie chcę tutaj robić za eksperta. Nie zajmuję się latającymi czołgami z karabinami maszynowymi na pokładzie. W każdym bądź razie widziałem zdjęcia, ale nie pamiętam jak się nazywa. Są takie prototypowe maszyny. Nie wiem jak dużo ich jest. Ja widziałem tylko chyba zdjęcia dwóch czy trzech. Takie bardzo prototype właśnie takiej geometrii skrzydeł i jedna z nich zdaje się już lata. Rosjanie mają coś takiego, jakiś myśliwiec dalekiego zasięgu. Cholera wie co.
Takie coś. Nie wiem, czy to lata na stałe, czy nie na stałe. I don't know. Nie jestem ekspertem od takich kalibrowych spraw. W każdym razie widać tą technologię. Widać, że nie ma już za bardzo chętnych na zakupy. Boeing jest ratowany rządowymi kontraktami, bo to właściwie jedyna opcja. Rolls-Royce też, ale Rolls-Royce zainwestował kasę w tyle silników, turbiny. W ogóle to jest taka duża korporacja, która właściwie zasila kawał przemysłu w komponenty. To jest taka zabawa, która polega na tym, że jest grupa znajomych.
Każdy opanował konkretną dziedzinę. Przecież wiadomo, że i tak mowa jest o prezesach. To nie są kolesie, którzy na przykład są mechanikami, bo lubią być mechanikami, a się okazało, że: „Stary, w naszej paczce brakuje mechanika, zostajesz mechanikiem”. Nie, człowieku, nie. To tak jak zakładanie bandu. Ty będziesz basistą. „Nie! Nie chcę być basistą. Ja będę wokalistą”. Rozumiesz?
I oczywiście band się rozsypuje w momencie, kiedy pięć minut wcześniej została wymyślona nazwa taka dramatyczna i wiadomo było, że to będzie hit. Generalnie tylko dlatego, że basista nie chciał być basistą, bo chciał zostać wokalistą, a perkusista wolał grać solówki na gitarze. Chłopaki się po prostu pokłócili na starcie. I tu podobnie by to wyglądało, gdyby nie to, że właściwie współczesna ekonomia, czyli ta religia, w której wszyscy żyjemy, operuje na tym, że właściwie kilku cwaniaków ma kasę, bo ją drukuje. Taka jest prawda. Reszta się troszkę zgina w karku i w plecach i maszeruje przed nimi. Tak, maszerujemy troszeczkę. Taka jest prawda. Tak się zdarzyło. Szczęśliwie już niedługo.
Koniec końców od tego maszerowania im się troszkę nazbierało i jak im się nazbierało, to znaleźli odpowiednią ilość szaleńców, którzy są w stanie zaryzykować życie, wszystko, swą własną duszę przede wszystkim, żeby zostać wojownikiem za pieniądze. Takim policjantem, żołnierzem, politykiem, menadżerem wielkiej korporacji albo coś w tym stylu. Jakkolwiek. Generalnie funkcja, w której decyduje o cudzym życiu, cokolwiek by to nie znaczyło. Po prostu o czymkolwiek w cudzym życiu decyduje. Odbiera komuś jakiekolwiek prawo albo coś narzuca. Przynajmniej taka jest moja słodka, prosta definicja. No właśnie. W takim świecie ta technologia sieje spustoszenie. Booning jest ładowany właśnie w takie miejsca, które jeszcze trzeba zasilić, bo jest to taki łańcuszek powiązań tych wszystkich korporacji.
Oni już nie muszą robić to, co lubią. Oni na co dzień na przykład grają w golfa albo jeżdżą konno, cokolwiek lubią robić. Mają swoje zamki, pałace, fortuny, rancza i tak dalej. Loty w kosmos co poniektórzy. Albo i nie. Na które nigdy się nie wybrali, ale mają wykupione. I co dalej? Oni mają oczywiście firmy. Wiadomo, że jest monopol. Kiedyś w zupełnie innym podcaście, „Dokładka” się chyba nazywał, opowiadałem historię pewnej małej firmy z Korei Południowej, tej elektronicznej, takiej geeky.
Nie tej z Kim Ir Sena, tej rozwiniętej Korei elektronicznie. O firmie, która wymyśliła niesamowity typ LED-a. Takiej lampki świecącej, który pobierał praktycznie znikome ilości energii i niesamowicie świecił. Doskonałe rozwiązanie do ekranów, screenów i tak dalej. Elastyczny. Niesamowita historia i kolory, spektrum światła, koszty produkcji. Rewolucja. No i się okazało, że jak tylko chcieli podskoczyć, założyć własną fabrykę, to nie zdążyli nawet sprzedać pierwszej partii LED-ów, dosłownie zapakować chyba w kartony, i od razu rzucili się na nich prawnicy i to nie jednej korporacji. Samsunga, kogoś tam. Tak wszyscy.
Banda łysego, wszyscy na jednego. Proces trwał, chłopaki byli uwalone. Koniec końców ostatni komunikat był taki, że sprawa skończyła się ugodą polubowną pomiędzy stronami a pozwanym. Oczywiście chodziło o jakiś patent. Patent polegał jak zwykle na zaokrągleniu rogu tak jak Apple ma patenty na zaokrąglanie rogów. Zabawne. W każdym razie chodzi o ten rozmiar zaokrąglenia rogu. Także człowieku, nie zaokrąglaj nigdy w tym rozmiarze, bo cię skarżą. Mniejsza o to. Zabawne.
Ciężko się nie śmiać z takiego kretynizmu. Taki „Miś” się przypomina. Mi ostatnio właśnie teksty z „Misia” się kojarzą z takim kapitalistycznym podejściem do rzeczywistości trochę. „I zdanża pan?”. I zdanżam. Życie w Londynie trochę tak zaczyna powoli wyglądać dla tych, którzy robią tu karierę. Wie pan. I śniadanie jem na kolację. I rano już jestem wolny, nie? No właśnie.
To jest „Co mi zrobisz, jak nie złapiesz?”. Tak to się nazywa dokładnie. Z filmu Barei. Taka ciekawa scenka. Polecam serdecznie. W każdym razie, wracając do tego mojego monologu, to nawet tam panuje po prostu takie połączenie sił, bo jak jest ten monopol i oni utrzymują to wszystko, bo i tak oni od siebie kupują, czyli mają największe kontrakty, a i tak jak chcesz coś kupić, to musisz pośrednio albo bezpośrednio z nich skorzystać. Gadasz przez telefon, korzystasz z sieci satelit na przykład. Normalne jest, że ani ty, ani ja nie wrzucimy satelity w kosmos. Także chłopaki cwaniaki zagrały w taki numer, że zrobiły taką technologię, że pilnują sobie satelit i zawsze jak gadamy, to charge'ują nas za tą gadkę. Taki pomysł.
Oczywiście można było zrobić to na sto sposobów zupełnie inaczej, tak żeby było za darmo dla każdego, ale oczywiście to się nie opłacało tym kolesiom. Koniec końców podobna historia z ropą. O tym chyba naprawdę w ogóle nie muszę wspominać, bo to każdy z nas doskonale wie, że ropa jest potrzebna. No właśnie, nikomu nie jest potrzebna do niczego. Nawet polimery można robić bez ropy, ale to już inna historia. Są takie technologie, że to się w głowie człowiekowi nie mieści normalnemu czasami, bo też i media stały się częścią tej zabawy i taka gra się zrobiła troszeczkę. Widać jak ta gra nie do końca daje radę. Tu się okazuje, że znowu grupa interesów próbuje zrobić jakąś rewolucję, żeby gdzieś tam próbować spolaryzować coś tam. Ja się troszkę może nie tyle śmieję, ile krzywię pod nosem i tak sobie myślę, że kurczę blade, przecież dzisiaj Obama i królowa mają naprawdę smutne miny. Nie cieszą się po tej historii w Turcji, bo miało być wojennie.
Mieli sprzedać tam myśliwce, miała być władza wojskowa, miały być czołgi, mieli być doradcy wojskowi, tacy ci doradcy wojskowi. Miało być takie zaplecze militarne potężne, a ludzie troszeczkę potraktowali swój kraj jak swój kraj i stwierdzili, że trochę im to nie po drodze. Także całkiem niezła rzecz, powiem ci szczerze. Brutalna, ale też z drugiej strony co tu dużo będę mówił. Nie czuję się odpowiedzialny za tą brutalność, bo też nie ja tu byłem brutalny i też nie oceniam tu nikogo, bo też ani mnie tam nie było, ani ja rządziłem tamtym krajem, ani ja byłem kolesiem, który tam tych wojskowych wyciągał z tych czołgów. To już nie na mojej głowie. W każdym razie sytuacja się wydarzyła, historia przeszła do historii. I kolejny element współczesnych czasów, który jak widać jest projektowany przez takie towarzystwo, które trzyma dosyć mocno za sznurki. Pamiętam, kiedyś było wielkie oburzenie. To była historia z 1991 czy 1992 roku.
Historia z firmą Levi Strauss. Okazało się, że na kanwie popularności takiej telewizji, która się nazywała MTV i tak dalej, wskoczyła telewizja wszędzie, otworzyły się nowe rynki zbytu na wschodnią Europę. W ogóle troszkę się pozmieniało na świecie. Mniejsza o to, zrobiło się tak, jak się zrobiło. I z tej okazji niektóre produkty zyskały bardzo dużą popularność, kultowość i tak dalej. To oczywiście było planowane, bo w każdym filmie to było, producenci za to płacili. W każdym razie powstała moda lat 80., w której partycypowało kilka korporacji, w tym taka, która się nazywała Levi Strauss, która produkowała dżinsy. Dalej produkują. Oczywiście te dżinsy miały swoją cenę. To były tak zwane markowe.
Markowe jak markowe, normalnego obywatela na tak zwanym Zachodzie stać było na to bez mlaśnięcia. Natomiast w reszcie świata uchodziły za taki status, taki symbol. Troszkę amerykański mit o wolności, równości, braterstwie i bogactwie, że od pucybuta do miliardera. I generalnie na tej kanwie wypłynęły, bo i też reklama Jimi Hendrix i tak dalej. Powaga. Takie historie się działy. W każdym razie te dżinsy były podrabiane na masową skalę i w pewnym momencie zrobiło się to już tak kuriozalne, że właściwie można było w Europie, w Berlinie, w Paryżu, w Brukseli, właściwie wszędzie, w Rzymie, na każdym bazarze i straganie, łącznie z Polską, kupić podróbki Levi Straussa. Poza tym, że były lokalne podróbki, oczywiście lokalne, ale to bardziej w krajach tak zwanego Dalekiego Wschodu wtedy, czyli Europa Wschodnia, bo tam robiono. Była Europa Wschodnia, czyli tam produkowano raczej na miejscu, podrabiano. Część rzemieślników tak robiła.
Słyszałem o takich. W każdym razie oprócz tego były tony dżinsów, które przyjeżdżały z Turcji. Niektórzy, być może którzy są starzy, łysi, siwiejący, jeszcze pamiętają tony podrabianych dżinsów z Turcji, właśnie owych Levi Straussów. I zrobiło się gorąco, bo firma o nazwie Benetton postawiła zrobić taką aferę, że ich też się podrabia. I do tego dołączył Levi Strauss. Do tego dołączył w ogóle Bono z U2. Poważnie, była taka akcja. W ogóle już Bono wtedy się interesował prawami autorskimi. Wielki biznesmen Bono. W każdym razie wtedy, kiedy wszczęto tą sprawę, ktoś tam z dziennikarzy śledczych we Francji postanowił to zbadać i się okazało, że dżinsy Levi Strauss, te wszystkie podrabiane, które się transportuje z Turcji na całą Europę, na wszystkie te bazary w całej Europie, są robione w tej samej fabryce, w której są robione oryginalne dżinsy Levi Straussa.
Tylko że jedne wyjeżdżają jednymi drzwiami, a drugie drugimi. I że firma Levi Strauss po prostu lepiej zarabia na sprzedawaniu podrób za pół ceny niż na utrzymywaniu tych ekskluzywnych sklepów. Właściwie jedno się równoważy, bo dzięki temu utrzymują markę, status swojego produktu, a z drugiej strony taka gra troszeczkę z tymi ludźmi, którzy lubią się bawić w grę pod tytułem: „Wiesz, mam produkt, który ma status”. Dla nich to jest zabawa. Generalnie firma Levi Strauss podjęła z nimi taką mocną zabawę o terytorium, można powiedzieć, i wzięła ich w całości, że tak powiem. Zabawiła się z nimi do końca. Także ten, kogo nie było stać na oryginalne Levi Strauss, kupował tureckie, na których firma Levi Strauss doskonale zarabiała, dwa razy więcej niż na oryginałach. A ten, kto był taki bardziej wypasiony, ten oczywiście kupował oryginalne. I oczywiście szkoły, jak rozpoznać podróby od fałszywych. Takie historie się działy, proszę ja, koleżanki i kolegi.
Takie historie. A na końcu się okazało, że za tym wszystkim stała firma Levi Strauss. Później wypłynęła taka sama historia z firmą Benetton, która oczywiście walczyła o prawa jednostek, pokoju i tak dalej. Okazało się, że troszkę trzymają kasę w takim miejscu, w którym właściwie zabezpieczyli się skutecznie do końca życia na to, żeby jakakolwiek jednostka dostała cokolwiek z ich kasy. Tak się zabezpieczyli podatkowo. Taka historia i oczywiście skandaliczne kampanie reklamowe. Ale to były takie czasy, gdzie widać było takie wejście monopoly. Zresztą ja sobie tak opowiadam, jak to wyglądało w popkulturze, ale jeżeli cofniesz się do takich newsów z gazet tu angielskich na temat giełdy, na temat dużych korporacji, przejęć i tak dalej, lata 80., 90. i to sobie sprawdzisz, to zobaczysz, jakie potężne przejęcia następowały, jak wchodziły te gigantyczne korporacje, które wykupywały wszystkie gazety w okolicy i tak dalej. I to się działo praktycznie w całej Europie.
Cała ta telewizja, wszystko generalnie było napędzane z jednego miejsca, z takiej grupy cwaniaczków, którzy tam ze sobą funkcjonują. W każdym razie efekt jest taki, że cokolwiek chcesz zrobić albo cokolwiek ja chcę zrobić, jeżeli generalnie nie możesz tego zrobić, nie wiem, wystrugaj z patyka, który znalazłeś w parku, to często musimy się posługiwać pośrednio czymś, co ma pieczątkę tej korporacji. Coś, co czasami przechodzi przez ręce... znaczy nie czasami, zawsze przechodzi przez ręce ich księgowych. Niekoniecznie przez korporację. Często jest tak, że to dalej robią te same firmy, które robiły, ale zostały po prostu wykupione i rządzą nimi inni ludzie. Ktoś przyszedł do ciebie, bo produkowałeś fajne buty i powiedział: „Słuchaj, daję ci milion dolarów i teraz tłuczesz moje logo na butach. Możesz swoje takie małe, taką małą kropkę, tak designersko, żeby było, że ja zamawiam u rzemieślnika. Jesteś rzemieślnikiem w tej korporacji, a wiesz, sprzedamy to ludziom jako high tech. I ja tu stawiam fabrykę taką w Chinach, i produkujemy tych butów 10 tysięcy.
A nie, nie w Chinach. Stawiam w Indiach. Będą to robiły 10-letnie dzieci w starym, tanim budynku. Jak się zawali, to będzie sprawa załatwiona. Nie będzie odszkodowań ani wypłaty do zapłacenia. Najwyżej się straci trochę towaru. Towar jest tani, bo z Chin. Nie będzie problemu. Odszkodowanie pokryje stratę towaru. My i tak jesteśmy ubezpieczeni.
Buty na końcu i tak kosztują 300 funtów. Spoko, damy radę. Nasz profit i tak wynosi 3000%. Także Spokojnie patrzą na to z góry właściciele owych fabryk. Przynajmniej tak mi się wydaje. Dla nich to jest betka, bo co to jest? To jest takie mlaśnięcie, troszeczkę taka strata. A jak się zrobi gorąco, to teraz się skończyły piłkarzyki, w sensie jakieś mistrzostwa kopanej piłki. Zawsze jest jakiś modny piłkarzyk albo grupa modnych piłkarzyków z ich żonami. Te pośladki, te piersi oczywiście nieustannie w gazetach, bo oczywiście każda gazeta musi zaczynać się od tego, jak wygląda dupsko jakiejś laski, która ma chłopca sportowca.
Klasyczna historia. W każdym razie dobrze wyglądają, jeżeli jesteś estetycznym chłopcem. Rozumiem. Ale może zostawmy te ekscesy i wróćmy do tych sportowców. Chociaż te panny mają dokładnie to samo skrzywienie. One uczestniczą w kampaniach reklamowych takich produktów , najczęściej szytych właśnie w takich miejscach i one robią takie dziubki. Tamte dzieci w tych sweet shopach dziergają w kurzu, pyle. Później się bierze takiego sportowca, jakiegoś piłkarzyka, robi się mu zdjęcia, jak stoi w gaciach, a i gacie idą jak woda, proszę państwa. Lepiej się na nich zarabia niż na sprzedaży wody mineralnej. Chociaż w dzisiejszych czasach każdy biega, każdy coś ćwiczy nieustannie po pracy na jogging non stop.
Także woda mineralna bardzo ważna rzecz, czyli oczywiście witaminizowana woda ze specjalnymi dodatkami. Fantastyczne życie. Zabawna historia. Widać jak to się troszkę składa, bo to jest jedna część historii, a się okazuje, że właściwie ludzie wychodzą troszkę na ulicę i dosyć raźno sobie poczynają w różnych miejscach. Nie zawsze i nie wszędzie, ale doświadczenie, jak się okazuje, uczy i świat się troszeczkę zmienia. Poza tym, że oczywiście takie wydarzenia spontanicznie finansowane przez mafię, która gdzieś tam jest zgromadzona wokół Białego Domu, Waszyngtonu, bankierów, takiego lobby, które strasznie lubi Izrael i tam się czują tak w Izraelu. Poza tymi historiami, bo oni są sklejeni z takimi kosmicznymi historiami, bo tu wyciągnę trupy z szafy, które jak zwykle uwielbiam w hiperprzestrzeni. Mianowicie chodzi o tajemnicze cyfry, daty, specjalną numerologię, kabałę. Oni mają takie skrzywienie i generalnie w ramach obejmowania władzy nad światem, bo chyba tak im się marzy. Nie jest to to, że mówię, że to jest jakaś teoria spiskowa, ale jaki jest powód, dla którego na przykład firma, która i tak nigdy w życiu nie wyprodukuje dobrego buta, kupuje na takich prawach wyłączności rzemieślnika, że on i jego dzieci nigdy nie będą mogły nic wprowadzić na rynek?
Oni się tak zabezpieczają i jednocześnie stają się jedynym producentem butów, które ty możesz założyć na nogi. Znana historia z czasów socjalizmu w Polsce. Nie było zbyt wiele sportowych butów w okolicy Wałbrzychy i nie tylko. Taki minimalizm można powiedzieć w designie. Trochę jak w Farmi. Kazik kiedyś śpiewał, że brązowe buty dla całej grupy. Tak to trochę wygląda, że korporacja robi to w trochę inny sposób, bo właściwie w dzisiejszych czasach te maszyny, które produkują te produkty, są tak zaprojektowane i te produkty, że bardzo łatwo zmienić opakowanie. Cały wkład jest dokładnie taki sam. I tu są te historie technologiczne, że właściwie jak rozłożysz taką maszynę, to widzisz takie czarne coś, co wygląda jak pająk na płycie drukowanej. To się nazywa kości, układy scalone.
I jak się czasami przyjrzysz, to zobaczysz na takie kości, które się nazywają procesory, że na przykład tam połowa nóżek nie jest dolutowana. Połowa jest, połowa nie jest. Pisze, że to jest dokładnie ta sama firma, która wyprodukowała tą maszynę. To jest najbardziej zabawne. Czyli generalnie tłumacząc to na ludzki, normalny rzemieślnik to jak robi buta, to robi takiego, który pasuje na twoją nogę, bo ty jesteś jego klientem. To jest produkt, który ma pasować do standardu. Więc jeżeli projektujesz do standardu swojego urządzenia i nagle się okazuje, że połowa slotów tak zwanych, czyli tych wejść, nóżek jest nielutowana, to co tam się dzieje? Po czym kupujesz model trzy miesiące później, 20 modeli dalej, on kosztuje jeszcze drożej. Jest to najlepszy model hightechowy. Rozkładasz tą obudowę, patrzysz dokładnie.
Taka sama kość scalona, taki sam układ. Układ może troszeczkę inny, przeprojektowany, ale tam niewiele, tylko designersko, bo właściwie to jest najtańsze. Po co zmienić design? To, że maszyna w tym momencie, to i tak są roboty. Pojedzie w lewo, a nie w prawo. Ty weźmiesz do ręki, zobaczysz inne skosy, inne kształty. Wow, nowoczesna technologia, kupuję ten kit. W każdym razie jak się przyjrzysz, nagle widzisz ten sam procesor. Zlutowali cztery nóżki ekstra. Niezły upgrade.
Widać, że to jest tak zaprojektowane, że to już na zapas jest zrobione. Przecież to jest zrobione w magazynie, leży. Przecież nie będą tego ściągali na każde twoje życzenie non stop co 20 minut. Oczywiście każde z tych urządzeń ma inne opakowanie, żeby nie było, że kupujesz ciągle to samo albo że nie masz wyboru. Takie proste rozwiązanie. Właściwie jak się okazuje te firmy technologiczne i właściwie główne rozwiązania technologiczne, sorry, że tak zbiegam na technologię, ale muszę o tym wspomnieć, są właściwie takie same od 50 lat. To, co się wydarzyło, to jest miniaturyzacja i rzeczy są już naprawdę małe. Pojawiło się kilka ekstra zjawisk, ale tak niespecjalnie, jeżeli chodzi o logikę działania systemów. Jak na ironię powoli zaczyna to przypominać historię z londyńskim metrem, które jakiś czas temu zmierzono. Jeździło dwa razy szybciej 100 lat temu, w czasach wiktoriańskich niż aktualnie dzisiaj.
Powód jest prosty . Po prostu jakość wykonania tych wszystkich remontów, które były robione w ciągu ostatnich lat i jakość tych nowych połączeń i pociągów, i stacji całej tej instalacji tak siadła, że to się nie nadaje do użytku i jest oficjalnie, jak to się mówi, zbyt duże ryzyko, żeby normalnie jechać dwa razy szybciej. Zbyt duże ryzyko. 100 lat temu się dało, teraz już się nie da. Jest popsute. Mamy najnowszą technologię. Widziałem nie raz, nie dwa, bo mieszkam w Londynie I tu spędziłem chyba z pięć czy sześć lat w centrum tego miasta, dosłownie w samym centrum tego miasta. I metro w tym mieście to właściwie trochę jak drugi dom. Czytanie książek, krótka drzemka, wszystkie te historie. Jeżeli byłeś w takim dużym mieście, jechałeś metrem, widziałeś tych zmaltretowanych ludzi, to na pewno byłem to kiedyś ja.
Dokładnie. W każdym bądź razie, powtarzając się nieustannie, wrócę do tego metra. W dzisiejszych czasach, jak widujesz takie ekipy, które tam schodzą, bo z racji podróżowania metrem widujesz takie ekipy, które schodzą remontowo i naprawiają to metro, to są wyposażeni w niesamowity sprzęt, mierniki elektroniczne. Wszystko to jest podłączone. Słuchaj, technologia, którą niosą ze sobą na dół jest prawie taka, że można lecieć nią na Księżyc. Przynajmniej tak to wygląda. Każdy jest obarczony toną mierników, urządzeń. Pipczy, świszczy, brzęczy, wydaje dźwięki z siebie, urządzenia robiące bip, bip. Wszystko jest. I nie ma opcji, żeby metro jeździło dwa razy szybciej niż jeździło w czasach wiktoriańskich.
Jest tylko jedna opcja. Może jeździć jeszcze wolniej. Czyli jeżeli teraz jeździ połowę wolniej, to może jeszcze je zwolnią. Są takie długie trasy, na których bardzo zwolniło. One zostały wybudowane jako takie szybkie, że masz myk z jednym końcem miasta na drugie, bo to zawsze było wielkie miasto. No i się okazało, że za bardzo nie daje rady. Trzeba zwolnić i to już tak trwa. Myk, myk. Taka historia troszeczkę. Sorry, że tak prywatnie.
Nie żeby tak prywatę tu z Londynu, ale ciężko się tutaj nie zawiesić na tym spostrzeżeniu. Czasami z siebie wyrzucam, ale nigdy dość, bo naprawdę jest takie, przynajmniej jak dla mnie, esencjonalne, jeżeli chodzi o współczesną technologię. Teraz ostatnio niejaki mózg, dżentelmen od korporacji Tesla powiedział, że szykują taki cios, że ma coś, co zmieni świat i tak dalej. Ja oczywiście się tak śmieję, bo jest kilku takich ludzi, którzy twierdzą, że zmienią świat. Jest taki dżentelmen, który się nazywa Robert Gear czy Richard Gear i on mówi, że to będzie takie objawienie, że on robi disclosure. On zawsze robi te disclosure i to polega na tym, że on zbiera fundusze na jakiś film, który kręci i on żyje z tego budżetu, robi prezentacje i tak dalej. Ja się zawsze śmieję, bo tam ludzie już zaczęli mu wysyłać w linkach na Facebooku linki do schematu, jak budować sobie Magrava, żeby szkodać, nie robić z siebie idioty na tym disclosure o free energy i tak dalej. Teraz pewnie mu zaczną wysyłać blueprinty do tego, co było ostatnio. Przepraszam, że tak zboczyłem troszkę na kaszubszczyznę, ale to też znak dzisiejszych czasów. Też kawałek historii armii Warmii i Mazur.
Albo jakoś tak. Albo będzie, albo już jest. I nie tylko, bo historii chyba całego świata, jeżeli chodzi o tą technologię, bo to właśnie chodzi o te zjawiska. To nie o technologię, ale o zjawiskach, o tym, co się dzieje i dzieje się kosmicznie. Alchemicy mówili, Indianie mówili, bo ten wykwit wydarzeń zostały przewidziane przez moje ulubione zwłoki z szafy, czyli Indian Hopi. I to kaszubszczyzna, kaszubszczyzną, ale zostawmy technologię. Może jeszcze przez chwilę wspomnę, że poza tym metrem jeszcze kilka innych rzeczy się tu mocno wywaliło. I jako że jest nowa technologia, widać, że tak jak wspomniałem burning, rządowe historie inwestują w siebie, żeby nie było tak, że coś stracą. Wszyscy do tego dopłacają, ale nawet tutaj już takie potężne inwestycje, które teoretycznie powinny się kryć, jak się okazuje, też są ofiarami współczesnych koncepcji intelektualnych bankierów. Że pieniądz się bierze z przyciskania zera na klawiaturze albo nawet lepiej.
Najlepiej jak się przysnąć na klawiaturze, tak się omsnąć paluszkiem na zerze i zżenąć, takie zera lecą. Klient pożyczył kredytu zero zero jednego centa, a on tak się zżenął na klawiaturze. A jak sobie poradzi? Tam już tak pięć zer poleciało przed przecinkiem oczywiście. Bo się omskała ręka. To tam się zdarza. Wszystkie pieniądze w okolicy generalnie wymsknęły się spod palca. Tu właściwie prawda jest taka, że to mało znaczące troszkę papierki, te żetony to taka umowna dosyć historia taka: „Hej, mam banknot", „Hej, ja też". „Jaki masz numer?" „10", „Ja 20". Coś takiego.
Taki zachwycik. Za chwilę może się okazać, że ten zachwycik będzie taki: „Ty, to dam ci 20, bo 10 ma fajniejszy obrazek" i właściwie będzie się tylko do tego sprowadzało, że tylko z powodów estetycznych będą miały jakiekolwiek wartości. Może tak być, bo właściwie więcej wartości aktualnie nie ma. I nagle się okazało, że nawet te duże inwestycje muszą na czymś zawisnąć. Nawet w tym kręgu wspólnych znajomych, krewnych królika, którzy narobią bardzo dziwne, makabryczne rzeczy z tym światem. Okazuje się, że nawet oni nie są w stanie udźwignąć ciężaru zmian w dzisiejszych czasach. A swoją drogą obudził się jakiś kolejny wielki wulkan i to chyba nie jeden. Ostatnio coś się dzieje. Też takie w ogóle ruchy nerwowe korporacji się przeprowadzają z kraju do kraju. Przynajmniej tak zaczynają głośno mówić o tym, że otwierają nowe rynki.
Coś w tym stylu. Tu zawsze są takie pomysły na otwarcie nowych rynków. Sobie popijam w ogóle kawkę. Tu słuchasz „Hiperprzestrzeni" w Radiu Nafalia, a na mnie Tomek. To dzwońcie, śmiało, jak masz jakieś refleksje. Ja tu nie będę poszedł aż tak spiskowych tematów nie będę ciągnął. Wniosek jest prosty. Generalnie cały ten shit, który się dzieje dookoła, nie jest shitem związanym ze zmianami na Ziemi. Takimi, że po prostu tak ma być, że tak jest napisane w księgach. Nie, to jest shit robiony przez kolesi, którzy chcą, żebyś ty albo ja, żebyśmy uwierzyli prawdopodobnie w to, że tak jest w księgach, że tak ma być, że to jest w ogóle normalny znak czasu.
Armagedon. Wszyscy sobie podrzynamy gardła. Jakoś tak. A myślę, że jest zupełnie inaczej. Bo tu widać, że jak się okazało przed chwilą, posiadać karabin i mundur jest bardziej niebezpieczne niż nieposiadać karabinu i munduru. Czyli jak się okazuje, posiadanie może sprowadzać do karabinu jest bardziej niebezpieczne niż nieposiadanie karabinu. Także to coś się zmienia na świecie. Z reguły było tak, że posiadanie karabinu dawało niektórym większe poczucie, przewagę można powiedzieć liczebną, fizyczną na świecie, a reszcie drugą część. Ekstra parę gram ołowiu. Taki numer.
Z tej okazji można powiedzieć, że dawno czegoś takiego nie było, bo właściwie świat się dosyć mocno zmienił. W Syrii jeszcze jest taka troszkę klepanka w jedną, w drugą stronę. W Libii właściwie nie wiadomo, co jest. W kilku miejscach w ogóle nie wiadomo, co jest, ale wiesz jak to jest. Wszystko idzie za ciosem. Efekt domina i być może to jest część tego efektu domina. Ja tu nie mówię o tym, że ktoś to prowokuje, bo to jest ustawka dla mnie jawna, że za tym stoją wywiady, które próbują sprowokować globalny konflikt i odciągnąć uwagę od czegoś grubego, co nadchodzi aktualnie. I oni próbują się przygotować na tą sytuację, że jak coś się grubego stanie, to oni będą w cudzysłowie wtedy robili wojnę. Jakieś takie rzeczy będą próbowali, będą bronili. Przez przypadek oni byli zajęci obroną, bo było niebezpiecznie.
Było człowieku, nie mieli do mnie winy. Nowa brytyjska premier się rozpłacze w telewizji i powie, że ona się nie spodziewała czegoś takiego, że to ją zaskoczyło, że nikt się tego nie spodziewał, że ona jest tylko człowiekiem, tak samo jak my wszyscy musimy to jakoś przeżyć. A tam z tyłu będzie stał helikopter i będą próbowali go odpalić i coś nie będzie chciało zadziałać, a ona będzie musiała grać na czas i będzie jazda. Może tak być, może też z okna wyskoczyć. I don't know. Różnie się może wydarzyć. Nikt nie wie, co się właściwie stanie. Ja liczę na to, że generalnie wszystko się odbędzie pokojowo, bo właściwie ten cały numer, który się odbywa, wygląda na mocno pokojowy numer. W sensie cała ta historia kosmiczna związana z tym, jak w ogóle funkcjonuje organizm ludzki, jak są skomponowane te pola magnetyczno-grawitacyjne Ziemi, jak w ogóle zwierzaki żyją, jak rośliny funkcjonują, jak to się wszystko kręci. Takiej naukowej strony biorąc, oczywiście dla niektórych jest to nauka dalej awangardowa.
Dalej nie mogą się pogodzić z wieloma faktami, obserwacjami takimi dosyć banalnymi, nie wspominając o eksperymentach i działających urządzeniach, ale to może zostawiam tych dżentelmenów. W każdym razie wiesz, o co mi chodzi. Mówię o różnych rzeczach, począwszy od testii, a kończąc, wiesz, na czym kończę. I wiadomo, że takie rzeczy są. Wiadomo, że to jest tak poważna część rzeczywistości, że to ciężko nie uklęknąć na jedno, jak nie na dwa kolana i że to jest właściwie przyszłość, że zawsze tak wyglądała, że przyszłość zawsze jest pokojowa. Przyszłość, która jest oparta na troszeczkę innym podejściu do życia, kiedy się nie zgarnia pod siebie, kiedy się współpracuje. Jeden drobny paradygmat zmienia wszystko. Kiedy sytuacja, gdzie człowiek z karabinem, który właściwie służy tylko jednemu, żeby odstrzelić komuś głowę, stanowi mniejszość w stosunku do ludzi, którzy nie mają karabinu i generalnie gorzej jest mieć karabin, niż go nie mieć, to wtedy to już się zaczyna konkretna historia. Bardzo konkretna. Wiesz co, też ciekawa rzecz, że właściwie nie to, że mnie ocenią.
Absolutnie. Tutaj proszę, nie kombinuj, nie szukaj drugiego dna w tym, co mówię. To jest tylko i wyłącznie obserwacja. Nie powiem ci, czy chłodna, czy gorąca, bo to nie w tym rzecz. To sam sobie swoją emocję ogarnij na ten temat. Ja mam tu swoje emocje i nie chcę cię infekować tym. Każdy jest sterem, czy właziem, okrętem, a ja, jak to niektórzy mawiają nawet kapitanem w Radio Paranormalium. W każdym razie jeżeli się przyjrzeć, to co tu dużo mówić. Nikt nie strzelał. Po prostu skopano tych ludzi fizycznie.
Interakcja człowieka, który czuł się ofiarą, która chciała wyrównać rachunek, chciała dokonać zemsty na swoim kacie odbyła się ręcznie. Tam nie było w ogóle żadnych noży, nie było rzezi. To była rzeź, ale taka interakcja, że chce cię dorwać człowiek chce poczuć, jak się boisz. Przerażające troszeczkę, bo to jest szaleństwo na maksa. Ale wydarzyło się. Myślę, że jedni i drudzy na to zasłużyli. To jest też znak czasów, że pewne sprawy się dosyć mocniej manifestują. To się tak cofając w historii do takich ekstra zwłok, do powstania religii monoteistycznych, do bogini Isztar, wiecznego płomienia gdzieś w Iranie się to znajduje czy w Jemenie? Gdzieś tam w krajach arabskich. Nie jestem jakimś ekspertem od tych arabskich historii.
W każdym razie tą historię z Isztar akurat znam, bo to podstawa właściwie monoteistycznej religii, która się później zamieniła w judaizm, która się później zamieniła w to, co stoi w Watykanie, później się zamieniła po drodze w pomysły na państwa, później zamieniła po drodze w pomysły na narodowości, na podziały, na rasy. Tak poszło jak efekt domina. Elegancko. Szaleństwo, pełne szaleństwo. I widać, że Mama Natura chyba ma tutaj zupełnie inny plan, bo wszystko się zupełnie inaczej odkręca. Ja mam taką definicję, może niepasującą do wszystkich możliwych teorii na świecie, ale to jest taka moja prywatna opcja na to. Jak na to patrzę, to to, że te pola wreszcie po długim czasie, kiedy się rozsynchronizowały, kiedy Ziemia jest daleko od swojego magnesika, który ją przyciąga i te pola są słabe, te bujanie się jest troszeczkę większe. Ding, ding. 72 lata, jak Egipcjanie rysowali na swoich budynkach 72 bogów. 72 lata to jest dokładnie jeden stopień obrotu kąta precesyjnego Ziemi.
I Ziemia musi wykonać takich obrotów 25 000 lat z kawałkiem i wtedy wraca na swoje oryginalne miejsce. Jeżeli się przyjrzysz na przykład na epokę lodowcową, na wszystkie te rzeczy, bo my się generalnie zatrzymujemy najczęściej na epoce lodowcowej. Właśnie o tym chciałem wspomnieć. Ale jeżeli masz ochotę, chcesz zrobić swój własny research w klimatach geologicznych, to polecam ci odwiedzić na przykład strony uniwersytetu geologicznego, który się znajduje w twojej okolicy. Poważnie. Oni mają takie fajne wykresy. Często to jest normalnie dostępne na stronach internetowych owych uczelni, bo jest to normalna wiedza, ogólnie dostępna. Masz książki na ten temat. Chodzi o strukturę warstw geologicznych. Jeżeli się przyjrzysz, jak to w ogóle wygląda, jak to żyje, to zauważysz, że to jest taka kanapka.
Był śnieg, później śnieg stopniał, były drzewa, drzewa szlag trafił, była pustynia, później było morze, później z powrotem wynurzył się, później była skała wulkaniczna, później ziemia, później coś tam wyrosło. I z powrotem zamieniło się w morze, i z powrotem zamieniło się w pustynię i tak dalej. To są cykle, niedyskutowalne w żaden sposób. I te cykle właściwie nauka oficjalnie nigdy nie była w stanie uszeregować w sensie, kiedy one nastąpią. Jedyne, co wiadomo, właściwie nikt nie jest w stanie tego datować. Można datować pierwiastkami ciężkimi, rozpadem tych węgli. Tego jest chyba z siedem różnych pierwiastków aktualnie, jeżeli nie chyba 14. Dużo tego w każdym razie. Testują we wszystkich, jak się rozpadają, z jaką prędkością i z tego próbują wywnioskować, jak jest stary, ale ciężko wywnioskować z takiej sytuacji, bo też materia, która jest pod ziemią podlega napromieniowaniu, bo przecież całe substancje radioaktywne, a wszystko ma swoją radiację mniejszą, większą, razem z deszczem ścieka do ziemi. To jest ten numer pod tytułem, że najgłupszym pomysłem podczas na przykład potencjalnego konfliktu nuklearnego jest chować się w bunkrze przeciwatomowym, bo o ile nie zmiecie cię fala wybuchu, to od razu i bez żadnego problemu umrzesz na chorobę popromienną w tym bunkrze.
I to tak od razu, bez dwóch zdań, bo właściwie wszystkie ładunki radioaktywne będą ciągnęły grawitacyjnie do betonu. Taka struktura po prostu. Beton ma taką strukturę i nie tylko. Mniejsza o to, zostawmy te smutne historie, które się i tak nigdy nie wydarzą. Właśnie, ciągle przyglądając się od tej strony. Ja tak troszkę boczę. Przepraszam, jeszcze przełknę kawkę, bo tak się rozgadałem, poleciałem, a to mi troszkę w gardle. No właśnie. Ach, odchrząknąłem. Tak że sorry za przerwę, ale już kończę ten swój wątek.
I się okazuje, że jak wbijesz łopatę, przekroisz ziemię w dół, to wyciągasz właśnie takie kanapki warstwami. Nie wiadomo, jak szybko one powstają, jak późno. Te datowania są takie pirazy kopirazy drzwi. Wiadomo, że te procesy zawsze się dzieją. Zabawnie to wygląda wizualnie. Jeżeli wyobrazisz sobie globus, jeżeli masz w ogóle globus gdzieś pod ręką, to spójrz na ten globus, na Ziemię i zobaczysz kontynenty. One wszystkie są połączone tymi płytami kontynentalnymi. I kontynenty to jest kawałek tego lądu, który wystaje ponad powierzchnię oceanu. I numer polega na tym, że Ziemia cały czas się kręcąc, przesuwa automatycznie kontynenty. To jest trochę tak, jakbyś miał łaty na piłce, które podczas kręcenia tą piłką się przesuwają.
Jako że one mają swoje właściwości magnetyczne, grawitacyjne, to jest metal, wszystko sobie przyciąganie odpychają. Wszystko cały czas ma interakcję ze sobą. Otóż to. Jest taki moment, że kontynenty się przyciągają, tworząc jeden kontynent, a później się rozciągają, tworząc wiele kontynentów. I tak schodzą i nachodzą na siebie. I to jest taki cykl, który się nieustannie powtarza i jest on odczytywany w jakichś warstwach głęboko pod ziemią. One mają tak egzotyczne nazwy, że ja nigdy nie jestem w stanie ich spamiętać. Tak że wybacz człowieku, że ci nie podam żadnej z tych nazw, ale naprawdę są takie rzeczy. Ja tu się przyglądnąłem, jak wygląda historia w Anglii, w miejscu, gdzie ja mieszkam i się okazuje, że następna rzecz, która mnie tu czeka, to prawdopodobnie zostanie Beduinem, bo ziemia, na której stoję, za parę chwil zostanie pokryta piaskiem takim jak na pustyni. Generalnie skały, piasek, jak Dolina Śmierci w Kalifornii, w której jest tak sucho, gdzie wszystko wyparowuje, gdzie w ogóle jest od razu taka specjalna tablica, że jeżeli nie masz tyle a tyle wody ze sobą, to trzeba nawet nie wjeżdżać, bo padniesz i tak dalej.
Tam co jakiś czas ktoś się przekręca, bo właśnie nie spełnił, się z angielskiego mówi health and safety regulation, czyli nie zachował względów bezpieczeństwa, BHP, się nie zabezpieczył na drogę i troszeczkę go przyprażyło. Generalnie spotyka się wszystko wysuszone na wiór, łącznie z jaszczurkami. I tak będzie wyglądało za parę chwil w Anglii, bo nawet warstwa geologiczna jasno i wyraźnie to pokazuje. Po czym się to rozpoznaje? Na przykład po specyficznym rodzaju piasku, a dokładnie krzemu, z którego jest ten piasek skonstruowany. Ponieważ krzem jest minerałem, który sobie rośnie w odpowiednich warunkach. Wiadomo, że za naszego życia tam za bardzo niewiele się zmieni. Za życia naszych praprapra, przypuśćmy nawet Atlantów też za wiele się nie zmieni, ale jeżeli wiemy, jak to sprawdzać takie dwa razy Atlanci, to może się zmienić. I ten cykl jest w ogóle ciekawy, bo on wskazuje na datę 25 000 lat. I to właściwie jest ciekawa historia z tymi datami, bo tych opowieści o cyklach Ziemi jest kilka i oczywiście podstawowy jest 12 000 lat, 8000 lat.
Właśnie. 8000 lat jeszcze by się zgadzało, bo to jest 8000, drugie 8000, 16 000 lat plus osiem, czyli cztery, czyli 24. I to by się zgadzało, że są trzy cykle, bo część opowieści mówi o trzech cyklach, część mówi o czterech. Legendy Majów, nie tylko Majów, bo to generalnie w całej tej kulturze w Ameryce Południowej gdzieś tam została informacja, że to jest piąty świat, bo oni odliczają na światy poprzednie cywilizacje i że każda cywilizacja zostawia po sobie ślad i że zawsze następuje kolejna. I że są różne typy cywilizacji. Są jej, że tak powiem, z angielskiego downhilly, czyli upadki, są jej wzloty. I że to jest taki normalny proces, że w ogóle nie ma na jaki temat dyskutować. I oni się dziwią, że na przykład ktoś traktuje Ziemię jako w ogóle taki stały punkt. I oni wiedzą, że pewnego dnia być może nie oni, ale ich dzieci, ktoś będzie musiał się ruszyć. Właściwie nawet nie wiedzą, czy oni sami będą musieli się ruszyć, bo żyją z tą wiedzą tak na bieżąco.
Wiedzą, że to jest takie trochę nieprzewidywalne. Nie próbują odgrywać takich proroków nieszczęśliwych. I jak na ironię się okazuje, że ci, którzy nie próbują odgrywać proroków, mają niesamowicie precyzyjne proroctwa, które cokolwiek by nie myśleć, cokolwiek by nie mówić na ten temat, doskonale się spełniają w dzisiejszych czasach. Jeżeli się przyjrzysz, to są historie właśnie od Indian Hopi, to są wszystkie te sprawy związane z rokiem 2012. Ja tak troszeczkę dzisiaj będę boczkiem tutaj nawiązywał do tego, bo myślę, że naprawdę warto. Myślę, że po takim czasie, który minął od tego zamieszania z grudniem 2012 roku, wszyscy już chyba doskonale łapiemy, przynajmniej doczytaliśmy, że to wcale nie chodziło o jakąś wielką rewolucję. W sensie wszystko się wywróci do góry nogami to też, ale o pewien proces, że to jest początek pewnego procesu, że to przejście to jest jakby przywitanie, wejście w nowy świat, że zaczyna się nowy świat. I właśnie o tym mówią te legendy Indian między innymi. Indianie Hopi też mają ileś tam światów i też wchodzimy w kolejny świat. I w ogóle bardzo ciekawe legendy są z Afryki.
To jest w ogóle jazda nieprzeciętna, bo okazuje się, że w miejscu dookoła Sahary od strony Egiptu żyją ludzie. To też taki fenomen trochę, bo przez chyba jakieś 300 lat czy 400, tak długo, jak Afryka istniała dla kolonizatorów, kolonistów, Brytyjczyków, Niemców, Belgów, Holendrów i tak dalej, tak długo nikt nie złapał, że jest takie miejsce na Saharze, w którym żyją ludzie. Oni żyli w takim odcięciu cywilizacyjnym. Oni się tam dopiero pojawili gdzieś w jakichś legendach. Niektórzy Beduini ich spotykali. Czasami opowiadali, że jest taki tajemniczy lud, który żyje gdzieś tam. No i generalnie legenda po nich została i chyba na początku poprzedniego stulecia, lata 50. czy 60. komuś się udało tam dotrzeć i spotkać właśnie jednych z tych ludzi. I oni w ogóle żyją gdzieś tam na jakiejś Saharze.
To jest Sahara Południowa, nie pamiętam, jak to się nazywa. Generalnie bardzo ekstremalne miejsce i to takie plemię, które nie lubi za bardzo się kontaktować. Oni mają swoje karawany i tak przemieszczają się tą pustynią w tę i z powrotem i mają swoje legendy i twierdzą, że tu właściwie zawsze byli. Jak było inaczej, jak było tak jak teraz. I wspominają czasy przodków i pokazują rysunki. I one faktycznie są. Widziałem zdjęcia tych rysunków z południowej Sahary. Wyglądają niesamowicie. Co jest na rysunkach? Na rysunkach są jeziorka, kąpiący się ludzie, masa zwierzaków, w ogóle jungle, człowieku, można powiedzieć naprawdę taka riwiera, że się w głowie nie mieści.
I taka radość i taki fun, że ktoś naskrobał te rysunki. Jak to w ogóle wygląda? I to wiesz, że takie dziecięce rysunki, bo dorośli tam rysunków nie skrobali. To chyba była zabawa dzieci, które się tam kąpały. Nie wiem, może inne zaawansowane rzeczy są. Rysunki, które wskazują na pewną wiedzę astronomiczną, nawet bardzo zaawansowaną, ale tego tutaj nawet nie będę poruszał. No dobra, poruszę. Są takie elementy tych rysunków, które po zanalizowaniu przez panów astronomów okazało się, przedstawiają konkretne konstelacje, konkretne układy konstelacji, przejścia tych konstelacji, konkretne daty, numery. Ciekawą rzeczą jest to, że całe plemię posługuje się systemem numerologicznym, tak to się dzisiaj nazywa, czyli systemem do ośmiu? Do ośmiu.
Takim jak chaldejski system, czyli liczą do ośmiu. Nie ma zera, jest jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem. I wtedy zaczyna się kolejny jeden, bo nigdy nie ma zera. Ale to jest jeden i osiem. Czyli to jest coś pełnego i kawałek, jakby pełne obroty. W ogóle zupełnie inaczej się to dzieli, mnoży. Zupełnie inna historia i zupełnie co innego znaczy. Jakby metafora w ogóle myślenia o tym, czym jest matematyka, do czego się używa numerów i jak się liczy, jest zupełnie inna. Ja to tak lubię przypominać, to przypomnę jeszcze raz. Tak jak Indianie mówią, że albo jest jeden, albo jest dwa, albo jest trzy, albo jest dużo w sumie, albo jest tyle, co palców na ręku, albo jest dużo po prostu.
Jak już jest więcej niż palców u człowieka, to naprawdę jest bardzo dużo. Jeden, dwa, trzy. Reszta to jest dużo. Tak się liczy i to nie gra roli. Jak się okazuje, ta matematyka wcale nie jest taka głupia, bo jest właściwie taką rewolucyjną matematyką, do której oficjalna nauka właściwie nie wiem, czy kiedykolwiek dojdzie. Może być tak, że zdąży sczeznąć po drodze i pojawi się dopiero nowa forma wiedzy i dopiero wtedy to wyjdzie, że tak powiem, na salony. A jaka jest matematyka? O co w niej chodzi? O jedną bardzo ciekawą rzecz, która jest dosłownie rewolucyjna, jeżeli chodzi o najnowsze badania czegoś, co nazywamy plazmą, pola grawitacyjno-magnetyczne, rezonanse i wiele innych rzeczy. Te wszystkie rzeczy, które od 100 lat były skutecznie blokowane przez tą mafię, która trzyma wszystkie te korporacje i stara się pośredniczyć w każdej naszej transakcji.
To jest w ogóle ciekawa sprawa, a tego jest naprawdę masa. A teraz mamy już taką esencję w postaci plazma. Plazma, plazma. Ale nie będę mówił o plazmie, tylko właśnie opowiem o takich detalach tego wszystkiego, zupełnie nietechnicznych. Słuchasz „Hiperprzestrzeni”. W sobotni, piękny, ciepły, letni wieczór w Londynie. Wreszcie troszeczkę lata poczułem dzisiaj. Zrobiło się ciepło w ogóle tak naprawdę. Wow! Rewelacja.
Wracając do naszych systemów numerologicznych. Dlaczego okazało się, że ci dżentelmeni są bardziej genialni niż współczesna nauka? Powód jest prosty i oczywisty, można powiedzieć. Te systemy numeryczne doskonale się sprawdzają, jeżeli chodzi o skalowanie przestrzeni. Okazuje się, że to, co popularnie nazywamy energią, jakkolwiek na to nie spojrzysz i cokolwiek na ten temat nie myślisz, cokolwiek to oznacza, jest związana z interwałami. Jeżeli weźmiesz sobie coś, to masz odbiornik i nadajnik. Masz raz, dwa i masz coś, co przechwyta ten sygnał w połowie. Kolejny odbiornik lub nadajnik, czyli wzmacniacz. I masz trzy. I tak dalej.
Możesz sobie tak dzielić, łączyć, robić sobie różne rzeczy. Drzewo też nie ma jednej gałęzi, wszystko się rozrasta. To jest to skalowanie przestrzeni, sekwencja Fibonacciego i tak dalej. Można to w nieskończoność mnożyć. Myślę, że doskonale wiesz, o co mi chodzi. Cała złota geometria jest na ten temat, jak to się wszystko nieustannie rozwija. To jest zakodowane w naszej matematyce i żeby było zabawniej, ponieważ jest wykorzystywana normalna matematyka, to od strony algebry, czyli od strony siedzenia z cyrklem, linijką i ołówkiem, wszystko podlega troszkę innym regułom, jeżeli się z tym zawodowo pracuje. Regułom pod tytułem interwały. Poważnie, jest coś takiego. Miałem książkę, nie mam jej chyba przy sobie.
Chociaż poczekaj chwilę. Sorry. Moment. Gdzieś tu mam. Powinienem mieć. Tak, jest. Sekundę. Poczekaj, sobie pomogę troszeczkę. Taka graciarnia jest teraz. Ciężko nawet książkę wyciągnąć spod jednej rzeczy.
Okej, mam książkę. Sekundę, zaraz będę szukał. Tak jeszcze układając tą graciarnię tutaj, przepraszam bardzo, jak zwykle jezioralne lekkie. Co ja tu robię? Co ja tu robię, człowieku i dziewczyno? Dobra, wracam do tego zamieszania. W każdym razie cała historia jest związana z interwałami, z takim podziałem muzycznym, że są odległości, że możesz zrobić na jednej strunie dwie te same nuty w dwóch miejscach i tak dalej. Jak masz dwie struny, to wtedy możesz zrobić dwie te same nuty. Sorry. Jak masz dwie struny.
Jest dzisiaj podział dźwięku. Jak masz ting, to jak przyłożysz palec w środku, to robi się ting, a jak przyłożysz palec w środku, robi się ting. I tak to wszystko schodzi wyżej i wyżej. Bo jak na ironię w muzyce się nazywa wyżej. Im wyższy jest dźwięk, tym wyżej, im bardziej piskliwy. A niskie to są te basowe częstotliwości. Tak to jakoś zostało. Już mam książkę, już mam tutaj porządek. Boję się, że coś mi jeszcze tu pospada. Jest coś takiego, skąd się wzięło to wszystko w muzyce.
Jest taka alchemiczna kosmologiczna historia. Nie wiem, czy w tej książce jest. Ryzykuję. Taki strzał. Tu jest właśnie. Przepraszam, jak zwykle mam troszkę podpór naukowych, można powiedzieć, że numery w nauce. Czy ja to tu znajdę? To jest trójkąt Pascala, tak to się nazywa. Książka mi pomaga, bo ja nie pamiętam tych nazw wszystkich. Szukam dokładnie tego.
Sfery muzyczne, tak to się nazywało. Ciągle szukam, może uda mi się znaleźć. Wiesz co, ja to może odłożę. Zostawmy to. Trudno. Może kiedyś o tym wspomnę i przypomnę sobie jeszcze raz. W każdym razie sfery muzyczne. Taki średniowieczny sztych, który wygląda jak lutnia z takimi łuczkami. Bardzo charakterystyczne coś i to zapis dźwięków. W tym momencie nie mam pod ręką, także sorry.
To jest radio, także wybacz mi, człowieku, musisz sam sobie poszukać. Tam były rozpisane pierwsze interwały. To jest średniowieczny strój, można powiedzieć, ale interwały to zupełnie inna matematyka. Ta, którą mamy dzisiaj, opisuje to numerami, które rzadko kiedy mają jakiś porządek, ład i skład. Natomiast ta oryginalna posługuje się numerami tylko i wyłącznie w kontekście interwału. Jeżeli masz jakąś falę, to nakładasz drugą i trzecią falę przesuniętą o konkretny odcinek. I to wszystko. I cała ta matematyka. Jeżeli masz osiem numerów, pokazuje ci, że masz osiem rodzajów fal, osiem rodzajów interferencji i operujesz tymi ośmioma rodzajami interferencji. Wiadomo, że każdy z tych ośmiu rodzajów się skleja ze sobą.
Są bliźniacze, czyli masz cztery interferencje. Indianie Hopi i w ogóle Indianie w Ameryce Południowej rysują coś, co się nazywa medicine wheel, czyli koło medycyny. Taka specyficzna konstrukcja na ziemi. Kiedyś o niej opowiadałem. Reaktor, dosłownie można powiedzieć reaktor praktycznie. Jeżeli ktoś zna odpowiednie technologie, jak to obsługiwać, to jest to reaktor, który potrafi leczyć ludzi. Cuda się dzieją w takich miejscach, zmienia energię dookoła i tak dalej. Takie nawet zmierzalne sprawy. Rośliny rosną inaczej. Indianie wiedzą, o co chodzi.
Robią takie coś. My tego czasami nie doceniamy z punktu widzenia naszej cywilizacji. Patrzymy na to i widzimy, że ktoś kamyki w kółko ułożył i krzyżyk do tego i co posadził, wysypał inne kamyki tu, inne tam. I co to ma działać? To działa na tych subtelnych mocach, na naszym polu zdrowotnym, można powiedzieć, i nie tylko, i w głowie, i tak dalej. Bo jak sprawdzisz swój mózg i ja też jakbym sprawdził, to mamy bardzo nikłe moce elektryczne w sobie. I te nikłe moce elektryczne to jest clou sprawy. Nie potężne kilowaty, gigawaty, tylko te drobne, subtelne energie. Jak sobie zobaczysz te wszystkie historie związane z systemami numerycznymi, to od razu zauważasz, że jest to wykorzystywane jako podział częstotliwości, jako tak zwane harmoniczne. Tak to się nazywa.
I tutaj się wraca sprawa wykopalisk i tuneli z wielu miejsc na świecie. Można tu wspomnieć o Anglii, Irlandii, Szkocji, wielu miejscach, Europie, Rosji, tunele pod piramidami i tak dalej. Jest tego naprawdę w jasną cholerę albo jeszcze więcej. Ale do czego zmierzam? Zmierzam do tego, że właściwie wygląda na to, że to nie jest jednolita cywilizacja. Te cywilizacje powstają w podobnych miejscach, często jedna na zgliszczach kolejnej. Doskonałym przykładem jest Ameryka Południowa i Środkowa Ameryka. Przecież tam od razu widać, które zostało dobudowane, a które zostało wybudowane wcześniej. Zresztą sami Indianie opowiadali, że to, co zostało dobudowane, zbudowali ich dalecy przodkowie, którzy jeszcze coś kumali. A to, co zostało zbudowane na samym początku, to bogowie zbudowali i tyle.
I to była też cywilizacja. I tych śladów jest masa. Chociażby ja czasami wspominam Iona Gun, ta wyspa w Japonii, na południu Japonii, gdzie w podmorskim nurcie 100 metrów pod wodą znaleziono potężny kawał cywilizacji, miasta i tak dalej. Teraz jest już kamienny krąg, który dołączył do tego całego kompletu znalezisk. Potężny kamienny krąg, taki jak Stonehenge, tylko że troszkę może inny design, ale ta sama historia. W każdym razie o co chodzi? Bo jest pewien element tych starych budowli, który jest kompletnie zdewastowany. Są strasznie zniszczone i to właściwie wszystkie. Za każdym razem, niezależnie od tego, czy to była dokładnie zawsze ta sama cywilizacja, czy być może patrzymy na kolejne warstwy. Na razie wielu badaczy, takich konkretnie sprawdzających temat, czyli grzebiących tam w ziemi, mówi, że bardziej mamy do czynienia z wieloma cywilizacjami, z których niektóre przekazywały informacje dalej.
Widać jak upadała albo jak rosła, albo coś w tym stylu. Z reguły raczej widać jak upadają. To, co mamy jako historię, to właściwie jest historia klęski i porażki totalnej. I to nie jest żart. Właściwie jest to zabawne, ale taka jest prawda. Coż tu mogę zrobić? Nic. Wsadzić ręce w kieszenie i to właśnie zrobię. Ręka w kieszeniach. No właśnie.
To może wyjmę z kieszeni, już nie będę taki bezczelny. Słuchaj, oprę się po prostu o biurko i opowiem ci dalej tą historię. Więc wnioski wskazują na to, że część z tych budynków, zniszczenia, które tam siedziały, były w innej części cyklu, a niektóre w innej części cyklu, a niektóre w innej części cyklu. Ciekawą tutaj podporą naukową jest Wielki Kanion Colorado, który jak się okazuje został zmasakrowany jakieś 8000 lat temu i w ogóle są bardzo ciekawe ślady w Ameryce. 8000 lat temu wielka woda się cofnęła stamtąd. I w ogóle dziwne osady takiej kultury, które pojawiają się na 200 lat, budują strasznie dziwne budynki. W ogóle nie wygląda to nic jak mieszkanie. Opracowują coś w rodzaju magicznej technologii i nagle znikają. I nie ma ich w ogóle. Jest taka kultura, która zniknęła z Europy.
Nikt o tym nie chce z historyków głośno mówić, bo to jest w ogóle cenzurowane. Jest zakaz. Chodzi o przodków Fenicjan. Oficjalnie mówi się, że tylko Fenicjanie i oczywiście dookoła Fenicjan jest masa legend. Jest masa źródeł, które potwierdzają, że mają pochodzenie dokładnie z tej części Europy, z której pochodzisz prawdopodobnie ty. Jeżeli urodziłeś się w Polsce i na przykład ja. Jest takie duże prawdopodobieństwo, że były tam bardzo duże wpływy, ale one się mieszały, bo te wpływy były wszędzie. To też proszę pamiętać, że właściwie genetycznie wszyscy pochodzimy gdzieś z Papui-Nowej Gwinei, gdzieś po drodze. Poważnie. Nasz kod genetyczny sięga gdzieś Papui-Nowej Gwinei i Australii.
Tam była nasza mama. Otóż to. Taka jest prawda. I nasz tato, żeby było zabawniej. Ale może być tak, że nasz tato był z Ameryki Południowej, bo właściwie tak wygląda struktura kodu DNA, którą zbadano u Indian i Aborygenów. Ma te dwa elementy, które my uważamy za najstarsze u siebie i oni mają to u siebie, ale nie łączą żadnego ze sobą. Tak więc oni są przodkami, bo mamy już ten dodany zmiksowany. Także można powiedzieć, że prawdopodobnie nasza pra, pra, pra, pra, pra do kwadratu babcia była Indianką w Amazonii. Wiesz, Pochatankas. Jeżeli lubisz te romantyczne disneyowskie ściemy, to sobie wyobraź Pochatankas i chłopaka z bumerangiem, który gadał z kangurami.
Był taki ziom z Australii. Dokładnie. Otóż to. I z tego generalnie wyszli ludzie, którzy mieszkają na Syberii i z tych ludzi na Syberii, idąc za naszym kodem genetycznym DNA, pojawili się ludzie w Europie, w Iranie i w kilku innych miejscach. I to między innymi właśnie jesteśmy my. Tak samo jak ludzie w Iranie, tak samo jak ludzie w kilku innych miejscach. Jest ślad jeszcze jednej kultury, która tak samo jak my, jak wszyscy inni. No właśnie, nie do końca, bo oni byli tu wcześniej i ich ślady są zmiksowane z Fenicjanami. Część historii z Fenicjan pochodzi dokładnie z tej cywilizacji, która mieszkała w tak zwanej wschodniej Europie. Znakomita część.
Natomiast ta druga tajemnicza połowa, która zniknęła, pochodzi w ogóle nie wiadomo skąd. Legendy mówią, że jest to spuścizna po Atlantydzie, ale o czym ja dokładnie mówię? Bo są na to wykopaliska archeologiczne. To są te dziwne tablety z Michigan. Historia z tym naprawdę jest pokręcona, bo jak na ironię losu, dosłownie taki dowcip historii. Jak kiedyś o tym wspominałem, ale wspomnę jeszcze raz, bo to dobra historia. Tablice zostały wykopane przez dżentelmena, który w ogóle przyjechał do Ameryki gdzieś z Niemiec czy jakoś tak. Ktoś po prostu dewota biblijny i tak dalej. Przyjechał do jakiegoś bractwa biblijnego, w którym miał zamieszkać i studiować swoje święte pisma i świętego Boga, który każe kłaść ofiary z żywych ludzi. Coś w tym stylu.
Taki pokręcony dżentelmen. W każdym razie przyjechał oczyszczać świat, nową ziemię i głosić słowo Boga. Coś się tam zamieszało. Stwierdził, że jednak to słowo głoszone oficjalnie i jego kolaboracja z tym głoszonym oficjalnie słowem wygląda słabo i kopiąc dosłownie na swojej farmie zaczął znajdować dziwne artefakty. Takie duże tablice. Tablice były z miedzi. Miedź jest czarna. Poważnie. Cała jest nanokotlingowana. Jest na zdjęciach.
Jest muzeum, można tam odwiedzić, póki jeszcze Ameryka istnieje. I na tych tabletach są rysunki zrobione dzieciną ręką. Może nie do końca dzieciną ręką. Widać, że niewprawną. Widać, że było to robione nie dlatego, że ktoś chciał coś namalować, że miał wenę twórczą i był artystą zawodowym, trenującym i tak dalej, tylko ktoś zapisywał historię i po prostu rysował tak najszybciej, jak mógł i jak najbardziej komunikatywnie, żeby mogła zostać odczytana. Jest tam bardzo dziwne pismo. Pismo, które przypomina pismo fenickie. Właściwie wygląda na to, że połowa pisma fenickiego jest dokładnie stamtąd zapożyczona, jeżeli nie większa część. Poważnie. Nie, żadne tam słowiańskie runy.
Dokładnie te tajemnicze pismo. Historia tego pisma sięga jeszcze dodatkowo Sumerii. Ono ma takie dziwne elementy. Jest troszeczkę czymś jak prapismo. Jest taka oficjalna teoria w lingwistyce na temat tych wszystkich starożytnych języków w Europie, starosumeryjski i tak dalej. Wszystkie te hebrajskie, starohebrajski i tak dalej. Nie pamiętam nazw wszystkich tych języków. Także nie okraszę ci tutaj uszu nazwami. W każdym razie konkluzja jest taka, że one wszystkie miały albo dwóch, albo jednego praojca, można powiedzieć, jedno źródło, z którego pochodziły i miały jakieś tam dodatki, które są traktowane jako jedno albo dwa ekstra, głównie jedno. Czyli że to jest taka troszkę składanka z dwóch, ale tak wymiksowana i coś tam jest dodane, bo one były podobne, ale w każdym razie jedna grupa.
I się okazuje, że prawdopodobnie ten język spełnia te wszystkie warunki. Jest takim właśnie czymś, co wygląda jak pismo fenickie, ale nie do końca jest pismem fenickim. Jest jeden dżentelmen, który się deklaruje, że rozkminił to pismo i odczytuje tablety. Brzmią niesamowicie, ale zanim powiem, jak brzmią, to może powiem, co w ogóle na nich jest. Ten dżentelmen był taki sfiksowany na punkcie Biblii w Ameryce w 1800 którymś tam roku i odkrył te tablety na swojej farmie, przekopując ją pługiem. Nagle zobaczył, że na tabletach jest na przykład postać na krzyżu. Poważnie. Na tabletach jest postać na krzyżu i postacie coś w rodzaju dwóch rzymskich żołnierzy. Nie, naprawdę nie żartuję. Nie jestem wyznawcą sekty z Watykanu, biblistą ani z tych rzeczy.
Mam swoją własną koncepcję na ten temat, ale zostawmy moje podejście do sprawy. Zobaczmy, co znaleziono w ziemi. Są tablety, które pokazują liczne sceny ukrzyżowania. Przy czym dowcip polega na tym, że nie jest to jedna scena ukrzyżowania. Jest tych ukrzyżowań parę i są to różne postacie i różne scenerie tego ukrzyżowania. Jest dookoła tego spisana historia. Całe datowanie, bo oczywiście te tablety z Michigan ciągną się do dzisiaj. Dalej są znajdowane niektóre z tych artefaktów. Jest specjalne muzeum powołane ku temu. Jest datowana ziemia, w której są znajdowane i okazuje się, że było to tak zwane 200 lat przed Chrystusem, 100 lat przed Chrystusem, jakoś tak.
I wygląda to trochę tak, jakby część ludzi z Europy wyemigrowała wtedy do Ameryki Północnej. Żeby było zabawniej, Indianie oryginalnie cały ten region nazywali, zanim biali tam przybyli, bo tą nazwę usłyszeli biali od Indian. Memfis. Dokładnie tak samo jak miejsce w Egipcie. Nowy Memfis. Ciekawa historia. I co się kryje za historią z tym dżentelmenem? Dlaczego te artefakty właściwie bardzo ciężko uwiarygodnić lub cokolwiek z nimi zrobić? Ponieważ ten dżentelmen, jak zobaczył tą scenę ukrzyżowania, to ogłosił się nowym prorokiem. Poważnie.
I napisał swoją własną wersję Biblii na podstawie tego, co mu się wydawało, przedstawiały te obrazki. Ale to tak sobie powymyślał chłopak, że powstała sekta o nazwie... Jak oni się nazywają? Zapomniałem. Taka bardzo... Nie świadkowie Jehowy, ale też coś w tym stylu. Mniejsza o to. W każdym razie założył swoją sektę religijną, która istnieje do dzisiaj i jest taka w ogóle duża, dostaje niemało i muzeum, w którym te wszystkie rzeczy odkopał, znalazł, jest muzeum poświęconym Biblii. Jest to muzeum Biblii. Tak to nazwał.
I w ten oto sposób jakby zabił gwoździa do całej historii. Mormoni. Dokładnie. Dziękuję, Mike. Mormoni. To jest właśnie koleś od Mormonów. I od tej pory właściwie wszyscy mają gwoździa, jak to ugryźć, bo Mormoni trzymają na tym łapę. Jest taka potężna kolekcja tych tabletów z Michigan, bo to szczęśliwie nie tylko on wykopał, ale masa ludzi, która tam mieszka. One są jakiś czas znajdowane. Ponoć są jakieś podróbki tego wszystkiego i tak dalej, ale faktycznie jest to oryginalne.
Na czarnych takich płytach piaskowca wyrzeźbione bardzo intrygujące rzeczy, bo to nie są tylko sceny ukrzyżowania. Są w ogóle sceny latających pojazdów na niebie. Tak, tak. Są w ogóle praktycznie zebrane wszelkie możliwe mity i legendy, które zostały wykorzystywane do zbudowania tych świętych ksiąg, które nam zostały sprzedane jako prawda historyczna. Nagle może się okazać, że Jezusów było na przykład 200 i że wcale nie było tak naprawdę Jezusa jako takiego, tylko była grupa ludzi, która postanowiła zrobić coś, czego lokalny rzeźnik nie zaakceptował. I doszło do takiej drobnej rewolty. Rewolta została wygrana i dżentelmeni dali każdemu szansę czy dołącza do, czy też wraca sobie do poprzedniego życia. I się okazało, że część chciała wrócić do poprzedniego życia. Oni się gdzieś zawinęli. I numer polega na tym, że o ile sekta Mormonów istnieje, to sekta Mormonów to są normalni ludzie stąd, teraz, którzy nie mają tej wiedzy.
To nie oni robili te tablety. W rzeczywistości nawet nie wiedzieli, jak są opisane tablety, co jest na nich opisane. A tam są tak ciekawe historie mówiące o innym narodzie, który z Atlantydy w ogóle historie. Poważnie. Tak to brzmi, że po wielkiej katastrofie ocaleni, że była rebelia, jedni chcieli zostać tu i teraz, sadzić drzewa, jeść owoce, zwierzęta, kroić i piec. Coś w tym stylu. Druga postanowiła wrócić do starych czasów. Jedna chciała zostać już w tych nowych. Dla nich to była nowa technologia, że mogą sobie zjeść mięso, wyhodować drzewa i tak dalej. Coś w tym stylu.
Takie bardzo poważne rozejście cywilizacyjne. Jak się okazało po obserwacji tych tabletów, praktycznie cały design, główny styl rysunków, które są na tych tabletach, jest niczym innym prawie jak hieroglifami z Egiptu. Dokładnie taki sam styl rysunkowy, wszystko rysowane z boku i tak dalej. Numer z tym jest taki, to jest coś, o czym opowiadałem już jakiś czas temu w „Hiperprzestrzeni”, że znaleziono w Australii, w bardzo ciekawym miejscu. To proszę się cofnąć do „Hiperprzestrzeni”. W tym momencie nie pomnę gdzie. Na skale hieroglify i numer polega na tym, że te hieroglify w Australii są diabelnie stare. Powstały gdzieś w okolicach 2000, może 3000 lat. Właściwie nikt nie wie. Erozja wskazuje na 2000 lat, z kawałkiem być może.
Wiadomo, że jest próba zaniżania albo zawyżania. Nie wiem. Może się dowiemy z czasem. W każdym bądź razie te hieroglify to są egipskie hieroglify. To jest numer. Mówią jasno i wyraźnie o tym, że jest tam grób księcia, który tam zmarł ukąszony przez węża. Są różne historie z tym związane. Jest nawet rysunek na skale. Rysunek dziwnie wygląda, bo na początku, jak go zobaczyłem po raz pierwszy, to myślałem, że to jakaś barbarzyńska scena, że ktoś się rozmazał. To był taki niezdarnie zrobiony rysunek zwłok z takim wężem, który przechodzi przez niego tak, jakby dostał baseballem trochę.
Myślałem na początku, że chodzi chyba o to, że dostał baseballem, ale później, po sprawdzeniu tej całej notki, tego, co tam w ogóle odszyfrowano z tych hieroglifów, okazało się, że jeden z egipskich księciów, jakichś dostojników, wylądował w Australii, ponaukił aborygenów i tak się zdarzyło, że ukąsiła go jakaś żmija i nie przeżył. Przybył jego brat, który wyprawił mu pogrzeb i tak dalej. Takie wydarzenie zostało zapisane hieroglifami na skale, gdzie znajduje się zresztą jego grobowiec. I żeby było zabawniej, Klaus Dona ma takiego koleżkę, który robi badania radarem, o których mówiłem, bo te badania były robione w Egipcie. Wtedy odkryto te potężne podziemia osiemdziesiąt parę mil na południe od Kairu. Crocodopolis. I użyto tej samej maszyny, żeby sprawdzić, czy przypadkiem legendy mówią prawdę. I okazało się, że w Australii, dokładnie w Australii, tam, gdzie są te hieroglify, jest potężna komora podziemna i właściwie wygląda na to, że jest tam coś w rodzaju, można powiedzieć, jeżeli legendy mają tutaj rację, nic innego jak komora grobowa, w której znajdują się zwłoki jednego z dostojników z Egiptu, który był na naukach w Australii u Aborygenów. Historia nie z tej ziemi dla niektórych. Ciekawie brzmi, ale wtedy nie wygląda na fałszywą, bo ciężko sfałszować starzenie się takiej skały, która tam zawsze była.
Bo oczywiście biali ludzie przybyli tam dopiero w latach 50. To nie jest takie miejsce, gdzie wszyscy byli od tysięcy lat. To było w ogóle pustkowie, tylko Aborygeni, którzy tą legendę trzymali jako tabu. W ogóle nie mówili nikomu o tym. To była taka wewnętrzna tajemnica poliszynela plemienia, które tam mieszkało. I biali się dowiedzieli o tej historii właśnie od plemienia. I później się okazało, że przybył tutaj dżentelmen jeden, drugi, trzeci z aparatem, porobili zdjęcia, ktoś próbował to odczytać. Wiadomo, że niewielką część prawdopodobnie, właściwie nie wiemy jak dużo, jak mało, tu nie będę spekulował. Część tych egipskich hieroglifów jesteśmy w stanie odczytać i faktycznie potwierdzają całą tą historię. Ciekawe zjawisko i bardzo podobne pismo.
To jest już troszeczkę bardziej, nie wiem, czy rozbudowane, czy młodsze, czy starsze. Ciężko to ogarnąć. Występuje właśnie w Memphis, w Stanach. To jest w ogóle ciekawa historia właśnie o tych tabletach, ale tam jest tyle historii, że ciężko to w ogóle uznać za historię jednego kolesia. To bardziej historie wielu kolesi, grupy, która posiadała technologię, której ktoś powiedział, żeby się wynosiła czy jakoś tak, może byli pokojowo nastawieni, to zamiast walczyć, budować maszyny do wojny się po prostu wynieśli i wyeksportowali gdzieś w kosmos, albo coś w tym stylu. Nie wiem, jak to ogarnąć od tej strony, także tu nie będę nic wymyślał. Ja mam swoją teorię, że się zawinęli w kosmos i chyba stwierdzili, że może wrócą, jak będą lepsze czasy albo cholera wie co, bo jest tyle opowieści na ten temat. Wracając do tych cykli, jeżeli sobie podzielisz właśnie na zasadzie tych systemów numerycznych, to wszelkie te cykle, kiedy dzieją się takie dziwne rzeczy, których żaden archeolog nie jest w stanie wyjaśnić, wszyscy przymykają oko, udają, że tego nie ma, że jest tylko jedna wersja historii. Dzieją się w tych slotach, które właściwie wyglądają jak interwały. Wszystko jak taka fala, jedna wchodząca w drugie w takich równych odległościach.
Czasami przyśpiesza, czasami zwalnia, ma swoją amplitudę. Ciekawa historia. I tutaj wracając do tego całego datowania. Wygląda na to, że to, co do tej pory traktowano jak taki cykl 12 000 lat, niekoniecznie może wyglądać na 12 000 lat. To jest tylko próba zbadania przez nas. Nie będę mówił co, nie będę spekulował. Wygląda na 36 lat. Wygląda na 25 000 lat. 25 000 lat jak na razie jest takim terminem, który powoli się zaczyna pojawiać w bardzo wielu miejscach, na bardzo wielu polach. Tak przynajmniej jest mierzany, jeżeli chodzi o rozpadanie się tych cząsteczek radioaktywnych podczas tych prób węglem i tak dalej, wszystkich tych organicznych rzeczy.
Ale nie wiemy, jak do końca to wyglądało, bo wiadomo, że może być tak, że na przykład Ziemia została poddana promieniowaniu i niekoniecznie takiemu radioaktywnemu, ale ta siła interakcji rozciąga troszeczkę w tej interakcji w atomach. I nagle się okazuje, że właściwie nic się dookoła nie zmieniło, tylko przyłożyliśmy troszeczkę inną substancję do tego naszego atomu i on nagle się zachowuje, jakby miał już 2 miliony lat za sobą. Może tak być. Właściwie nie do końca jest to takie zjawisko na 100% opanowane i potwierdzone. Zawsze może być- Elementem pewnej anomalii, a właściwie elementem pewnej wiedzy, która jeszcze być może nie jest aż tak masowo znana. Doskonała kawa. W każdym razie wszystkie badania geologiczne aktualnie coraz częściej mówią o 26 tysiącach lat i przede wszystkim nie tyle może geologiczne struktury, wywrotki i tak dalej, bo to ciężko zbadać, ale struktury wybudowane przez człowieka. Jest ta historia w Azji. Jest tam parę historii, właściwie nie wiadomo jak dużo. Teraz się okazuje, że tam troszeczkę pary poszło, gwizdek w Meksyku, chociaż meksykański rząd bardzo nie lubi o tym mówić.
Trzymają to w tajemnicy. Wszystkie te artefakty. Tam od razu kładą łapę na te wykopaliska, wyganiają wszystkich archeologów spoza Meksyku. To jest tylko rząd meksykański. Przysyłają carabineros. Mówią: „Senor and senores. No, no, no, we're gonna shoot you. Government property. Don't come here, because we're gonna kill you”. I w ten sposób traktują wszystkich tych, którzy chcą tam badać cokolwiek.
Wiadomo, że jest tam masa rzeczy w ziemi, bo poprzednie kultury, które były, zanim się pojawili Hiszpanie i Portugalczycy, zapisywały wszystkie te rzeczy. I to dosyć skrupulatnie. Oczywiście panowali tam rzeźnicy, którzy wyznawali kult ścinania głów i zjadania serc, ale akurat nie wszędzie. To akurat w Ameryce Środkowej, w Ameryce Południowej wyglądało trochę inaczej, chociaż też taka elita pokręcona troszkę była. W każdym razie tam historię pilnowano, tam ją przeinaczało w jakiś inny sposób. Nie mam pojęcia w jaki, nawet nie chcę się zastanawiać, ale w końcu też coś sczezło i to dosyć mocno. Ale historia była. Jeżeli ktoś był chętny, żeby się dokopać, mógł się dokopać. Był taki szacunek do tego, że to, co zrobili starzy, to wiadomo, że oni nie są w stanie tego zrobić. To przynajmniej nie będą niszczyli, zostawią.
Może nie potrafią odczytać, może nie potrafią przekazać, może przekręcili, może skłamali, ale może ktoś kiedyś skuma. No właśnie. Tam napisałeś, że 25 200 lat, czyli siedem razy po 3600 lat. Na to wygląda. Tak wyglądają te skoki i te skoki są rejestrowane też jako katastrofy geologiczne, tak to nazywamy w dzisiejszych czasach, czyli rozsunięcia rowów tektonicznych i tak dalej, i zmiany klimatu, takie globalne. Przecież sama historia związana z dwoma tysiącami lat i klimat u mnie tu w Londynie, na południu miasta. Przecież tu wszędzie były sady, ale nie drzew 2000 lat temu, tylko winogrona tu rosły jak dookoła Rzymu. To troszkę inny klimat był, troszeczkę bardziej gorący i do tej pory część ulic nawet w północnej części Londynu nosi nazwy, które nadali im Rzymianie, którzy mieli tam swoje winorośla, swoje winnice. Poważnie ci mówię. Mur Hadriana sięgał do połowy tej wyspy i naprawdę sporo tutaj Rzymian się kręciło.
Rzymskie monety są tu znajdowane tak często w ogrodach podczas przekopywania grządek i tak dalej, że kosztują naprawdę parę funtów, jeżeli kupujesz takie mają 2000 lat albo coś takiego w sklepach numizmatycznych. Po prostu grosze, bo tego jest tu masa. To jest taki żart historii, że tego się tyle tu zapodziało, takie tutaj się rzeczy działy, że właściwie rzymska kolonia była zawsze i to od dawna. Kiedyś byli Druidzi, ale po nich ślad i słuch zaginął. Ale wracając do tych systemów numerologicznych, bo ja ciągle się odklejam gdzieś na boki tematy i tych tonów, i rezonansów, i tych jaskiń, w których instrumenty mają bardzo dziwne rezonanse i w ogóle wszystko brzmi tak dziwnie, ludzie się dziwnie czują. I te datowanie. W każdym razie datowanie pokazuje na trzy cykle, że jeden cykl składa się z trzech. I to jest w ogóle ciekawa historia związana właśnie z tymi katastrofami. Bo tak: pierwszy cykl objawia się na przykład przesunięciem płyt tektonicznych i ukształtowaniem części nowej linii kontynentalnej. Drugi cykl jest takim ustabilizowaniem się tego i część rzeczy się na przykład może wynurzyć z oceanu albo coś takiego.
Jeszcze jedno takie nie wiem, czy tąpnięcie, ale takie „wuch”, zassanie, można powiedzieć troszeczkę. I później jest trzeci cykl. One są generalnie podobne do siebie, przynajmniej na to wygląda. W sensie te same procesy zachodzą jeden po drugim w tej samej kolejności, ale w różnych odległościach. Czasami ta era lodowcowa jest mniejsza, czasami jest większa. I ten ostatni cykl z tych trzech prawdopodobnie jest tym cyklem, który jest związany z erą lodowcową. I to jest przynajmniej w mojej głowie odpowiedź na zagadkę, dlaczego te wszystkie dolmeny, te wszystkie tajemnicze budowle, łącznie z Carnakiem we Francji, te wszystkie tajemnicze kamienne kręgi są tak zdewastowane. Część z nich jest budowana prawdopodobnie z kamienia na surowo. Tak po prostu było mało czasu albo coś. Ale wygląda na to, że znakomita część jest zdewastowana i nie przez człowieka.
Szczególnie gdzieś na północy Szkocji, gdzie kilka się ostało naprawdę niezłych, ale przez lodowiec. Po prostu widać, że skała została przemielona, jakby potężny lodowiec przeszedł przez skałę. Nic jej nie zrobił, w sensie nie uszkodził. Po prostu przymroził. Przeszło, poszło, rozmroziło. Skała się troszkę zmieniła kształtem. Być może nie jest już taka kanciasta i tak dalej. To jest historia Stonehenge. Niezależnie od tego, że te ustawienie, które jest tam serwowane turystom, jest fantazją współczesnych archeologów. Ale wiadomo mniej więcej, że kształt, bo to widać po kamykach.
Byłem i widziałem. Nie ściemniam. Widać, że były oryginalnie równo ciosane, że to nie był taki chaos. Widać, że są obłupane i to mocno. I to nie jest taka erozja, która bierze się z młotka, tylko na przykład w dużej mierze z tego, że tam musiał lodowiec przejść i że poprzewracane są te dolmeny tak, jakby lodowiec przechodził, bo kiedy się dzieje taka historia, to troszeczkę przesuwa ziemi i nie wszystkie przetrwały. I tam się ludzie zastanawiają: katastrofa, katastrofa. To mogła być właśnie historia lodowcowa. Są różne miejsca na świecie, które wyglądają, jakby potraktowano je mocnym promieniowaniem, wręcz bombą atomową. Są takie ślady cywilizacji, bardzo różne, znajdowane w różnych miejscach. W Malezji znaleziono.
Jak się nazywa? Mam książkę. Uwaga! Szukam. Nie mogę znaleźć. Znowu falstart. Nieważne. Gdzieś miałem książkę właśnie o tym miejscu. Znaleziono tam, dalej nie pamiętam, gdzie to jest. W Azji, gdzieś w Malezji, takie malownicze miejsce, wzgórze, na którym znaleziono na samej górze coś w rodzaju małego ołtarzyka.
Po zbadaniu okazało się, że nie jest wcale taki mały i nowy. Okazało się, że ma 6000 lat. Okazało się, że pod spodem jest kolejny ołtarzyk, który ma 12 000 lat i pod spodem jest kolejny, który ma 26 000 lat, czy jakoś tak, czy 25. Kiedy zrobiono zdjęcia solidnym radarem, okazało się, że tych tysięcy lat może być tam o wiele więcej, bo jeszcze są chyba trzy czy cztery, czy nawet więcej poziomów w głąb. Badania na chwilę wstrzymano, później z powrotem ruszono. Teraz nie wiem, jaki mają status. Ponoć ruszyły z powrotem. Troszeczkę z boku monitoruję tę sprawę. Nie to, żebym był śledczym dziennikarzem albo coś w tym stylu, ale generalnie czasami się przyglądam. Jak będę coś wiedział, to na pewno ci coś powiem.
Wygląda na to, że wszystko to jest bardzo mocno związane z cyklem precesyjnym, bo co jest wizualnie związane w zabawny sposób z tym cyklem precesyjnym? To, że Ziemia się obraca wokół własnej osi, jest bardzo łatwo obserwowalne z prostego punktu. Z Ziemi widzisz trzy gwiazdy nad sobą. Jeżeli staniesz na samym czubku Ziemi, zobaczysz trójkącik z trzech gwiazd nad sobą. I Ziemia się kręci pomiędzy tymi trzema gwiazdami i jest przez pewną część obrotu pomiędzy jedną i drugą gwiazdą, później pomiędzy kolejną, a później wchodzi w zakres oddziaływań tej trzeciej gwiazdy i robi takie kółko pomiędzy tymi dwoma i tą jedną, tymi dwoma i tą jedną. I okazuje się, że ten ruch nie jest wcale okrągły, jest eliptyczny i właściwie na dodatek jeszcze spiralny. To już taka chyba oczywista sprawa. Myślę, że wielu z nas widziało te niekończące się memy na Facebooku wszystkich, że tak powiem, nawiedzonych odkrywców tego, że Ziemia się kręci dookoła siebie. Tak, kręci się dookoła siebie, dookoła kosmosu. Słońce się kręci dookoła pewnego miejsca tuż obok Słońca.
Jest troszkę kręcenia. To się troszkę buja wszystko, kręci. Trochę zakręcona sprawa. W każdym razie nasza linia orientacyjna to te trzy gwiazdy i ta trójeczka robi swoje. I to jest właśnie ta tajemnica, która spoziera z tych starych wykopalisk. Wygląda na to, że w dzisiejszych czasach, przynajmniej tak mawiają starożytni, doszliśmy do tego momentu. Indianie Hopi mówią, że to jest piąty świat. Kolejni Indianie mówią, że to jest czwarty. Inni mówią, że to jest piąty, inni mówią, że trzeci. Kto wie.
Egipcjanie powiedzieliby pewnie, że trzeci. Ja myślę, że to zależy od tego, jak daleko sięgasz o ten pełny cykl 24, 25 000 lat, czy jakoś tak. Myślę, że chyba o to chodzi. Taka koncepcja, że właściwie ten przewrót, ten wielki łomot, który teraz się dzieje w naszych głowach, zmiana myślenia, to, że się pole grawitacyjno-magnetyczne synchronizuje Ziemi i że my już stajemy się innymi istotami i że to jest taka potężna przemiana, która się odciska na praktycznie wszystkim, bo jest kosmiczna. To się zmienia cały kosmos. Wszystko w lewo na przykład, albo wszystko w prawo i nikt tu nie ma nic do gadania. Żadnej wojny się nie da tu już utrzymać. Nie da się absolutnie nawet utrzymać człowieka z karabinem na ulicy, żeby nie został pojmany przez ludzi bez karabinów. To jest fenomen. Oni nie boją się ryzykować własnego życia.
Nagle coś się zmieniło. Ludzie inaczej się organizują, inaczej reagują. Są w stanie ryzykować. Materializm dla części społeczności stał się dodatkiem do rzeczywistości. Nagle świadomość, że jest się czymś więcej, dociera troszkę mocniej. Czasami w sposób barbarzyński, czasami mniej lub bardziej. Miejmy nadzieję, że następne wydarzenia będą już tylko i wyłącznie pokojowe i że cała ta historia związana z kultem bogini Isztar, bo to właściwie wygląda, że te cykle są po 360 lat. Czyli ta paskudna bogini, która jest dla niektórych chyba prawie jak Kali, czyli taka bojownicza, śmiercionośna, jedzenie mięcha innych istot, wieczny ogień, zniszczenie i pożoga. Te czasy się właśnie skończyły i w 2012 roku minęliśmy ten obręb, granicę energii. I to zabawnie by się składało, bo właściwie pytanie, skąd się bierze Droga Mleczna?
Mamy trzy gwiazdy precesyjne. Skąd się bierze Droga Mleczna? Co ona tak naprawdę wyświetla? Skąd się bierze ta, w cudzysłowie wielkim, chmura gazów, czyli te pole plazmy, które tam występuje? Czy przypadkiem przejście, nasz widok na to pole nie jest świadectwem tego, w którym miejscu tego pola jesteśmy? My je po prostu widzimy z boku, bo stoimy gdzieś, bujamy się pomiędzy równikiem. Trochę jakbyśmy wisieli w powietrzu. Trochę w dół, trochę w górę. I teraz odbijamy w górę. I to są chyba ślady tego odbijania w górę.
Tak że już nie ma czasów bogini Isztar. Nadeszły czasy może jakichś Atlantów, może Lemurian. Człowieku, nie wiem. Złap się za głowę i jeżeli masz ochotę krzyczeć przez okno, krzycz przez okno. I don't know. Sam nie wiem, co się wydarzy, ale dziwne rzeczy widzimy i wygląda na to, że całkiem niezłe. Może trochę zatrzęsć, bo zawsze trzęsie wtedy, ale taka historia. Myślę, że nic tam się strasznego nie stanie. Ci, którzy mają przeżyć, myślę, że przeżyją. Wszystko będzie okej.
Ty też przeżyjesz, człowieku. Jak słuchasz „Hiperprzestrzeni”, to masz duże szanse przeżyć. Spokojnie, człowieku. Chill down. Myślę, że nie będzie katastrofy w niczyim życiu. To jest wielkie wyzwolenie dla świata, jak się okazuje. Jedyne, co było próbowane przez ostatnie 100 lat, to zatrzymanie informacji o tym. Na to wygląda, że ktoś ciągle ustawicznie stworzył takie stowarzyszenie najbogatszych ludzi, którzy zajęli się tylko tym, żeby utrzymać resztę w niewiedzy, że coś się może zmienić, że kiedy oni mogą tu coś zrobić, oni tak ustawią, że tu się nic nie zmieni, że zawsze będą mogli czerpać z tego korzyści. I to troszkę trwało 2000 lat, 2500 lat, 3600 lat. Trwało.
Trwało 25 000 lat z kawałkiem. Trwało i teraz się znowu pozmieniało. Czyli generalnie jesteśmy na dobrej drodze. Tak że człowieku, nominalnie mógłbym ci powiedzieć, wiesz... Co mógłbym ci nominalnie powiedzieć? Nominalnie to ja mogę dzisiaj powiedzieć nie tyle piąteczka, ile trójeczka, ziomka i ziomuś. Trójeczka. Nominalnie trójeczka dzisiaj. Tak że dziękuję serdecznie za wysłuchanie moich refleksji w „Hiperprzestrzeni”, takich trójkowych i systemów numerycznych opartych na trójkach na przykład. System numeryczny oparty na trójce.
Co ty na to? Ciekawa rzecz. Tylko trzy palce jak Indianie. Raz, dwa, trzy. Reszta to dużo. Coś w tym jest, człowieku, i to mocno w tym jest, bo coś się dzieje i wygląda na to, że też nieprzypadkowe historie i to zakończenie zaczyna wyglądać inaczej niż jak do tej pory. Tak że miej oczy otwarte i trójeczka na ostatniej „Hiperprzestrzeni”. Nara. Słuchałeś radiana fali.com. Trójeczka.