Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[01:39] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę niekontrolowaną na naszej antenie. Dziś spróbujemy dokończyć temat „Magów bogów” Grahama Hancocka. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji Marek Sęk „Ivellios”, a dzisiaj po drugiej stronie Skype'a są z nami, jak zawsze współprowadzący nasze debaty, współzałożyciel portalu infra.org.pl oraz współpracownik „Nieznanego Świata” Piotr Cielebiaś. Witaj, Piotrze.
[02:11] - Witam, witam.
[02:12] - Jest z nami również poszukiwacz prawdy Chris McGeena. Dobry wieczór, Chrisie.
[02:16] - Całe szczęście, że nie mam tylu tytułów co Piotr. Dobry wieczór wszystkim.
[02:20] - Oraz badacz ufologii z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej Arkadiusz Kocik. Witaj, Arku.
[02:26] - Witam, dobry wieczór.
[02:27] - Dzisiejsza debata jest realizowana w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Czekamy również na Wasze pytania na Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl, jak również na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Można także nas spotkać w grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania i komentarze drogą e-mailową na adres radio@paranormalium.pl. Tak jak wspomniane było na początku, dziś będziemy próbowali dokończyć temat „Magów bogów”. Pierwsza debata niekontrolowana i już wieloodcinkowa. A pytanie pierwsze dzisiaj z naszej listy brzmi następująco: panowie, wiele sugeruje, że kilka czy też kilkanaście tysięcy lat temu doszło do kataklizmu, który przerwał nić istnienia cywilizacji matki bądź cywilizacji X, na której pniu wyrosła nasza cywilizacja.
Co takiego się wtedy wydarzyło? Tradycyjnie pierwszemu oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[03:48] - Dziękuję. Ja przypomnę tylko, że rozmawiamy dzisiaj o historii może nie tyle zakazanej, co zapomnianej z koncepcji Grahama Hancocka. Myśmy w tym tygodniu rozmawiali z Hancockiem, prawda, Marku? Mieliśmy taką okazję.
[04:06] - Tak, przeprowadziliśmy krótki półgodzinny wywiad, który jak się okazało, rozrósł się na siedem stron A4.
[04:13] - Tak. Miejmy nadzieję, że uda się go nam niebawem opublikować. Natomiast dzisiaj rozmawiamy o koncepcjach Hancocka w związku z tym, że w Polsce ukazał się nakładem wydawnictwa Amber jego bestseller „Magowie bogów”. Wiele osób się zastanawia, skąd ten dziwny tytuł. To tak tytułem wstępu dla tych, którzy może nas nie słuchali tydzień temu. „Magowie bogów”. Kim są ci magowie bogów? Otóż koncepcja Hancocka, chociaż wiele osób zna go z produkcji „Starożytni kosmici na History”, odwołuje się nie tak naprawdę do hipotez paleoastronautycznych, ale do koncepcji, która mówi, że przed tysiącami lat istniała cywilizacja matka czy cywilizacja X, jak ją sobie nazwiemy, która zniknęła w wyniku wielkiego kataklizmu naturalnego. Ale jej przedstawiciele, którzy pozostali przy życiu, postanowili założyć cywilizację na nowo. I Hancock szuka tych śladów zaginionej cywilizacji.
Niektórzy uznają ją za cywilizację atlantyjską. Szuka i wskazuje na pewne ciekawe historyczne paralele sugerujące, że może mieć rację. Co takiego się stało, że ta cywilizacja X czy cywilizacja matka, czyli ta, która istniała kilka tysięcy lat przed Sumerami, zniknęła? Wskazówek jest naprawdę dużo i pierwszą jest chyba uniwersalny mit o potopie, ale może o tym jeszcze powiemy. Natomiast w trzech słowach i bezpośrednio, co się wtedy wydarzyło? Otóż cywilizacja X, która kwitła W tamtym okresie w miarę rozwinięta. Została zniszczona w wyniku serii kataklizmów naturalnych, które zostały zapoczątkowane od uderzenia odłamków komety. Hancock twierdzi, że doszło do tego kilkanaście tysięcy lat temu i że te odłamki komety — powołując się na najnowsze badania stwierdza, że było ich około ośmiu — uderzyły między innymi w czapy lodowe w Ameryce Północnej oraz w Europie. W wyniku tego, że do uderzenia doszło właśnie w miejsce skute lodem, uwolniona została duża ilość upłynnionej wody, która wpadła do oceanów i nagle podniósł się poziom wody w tym rejonie na południe od tych rejonów, gdzie upadły te kawałki komety, doszło według Hancocka do powodzi. W ten sposób cywilizacja matka przestała istnieć.
Ale tak naprawdę to był tylko początek. To był wstęp do tej wielkiej hekatomby, bo tak naprawdę ten okres kataklizmów trwał przez około 1000 lat. Dlatego, że pył z komety, który dostał się do atmosfery Ziemi, wywołał tak zwaną małą epokę lodową, młodszy dryas. Temperatury spadły nagle, mimo że panowała już ogólnoplanetarna tendencja do ich wzrostu. Co za tym idzie? Możemy sobie tylko wyobrazić, że kometarna zima oznacza spadek temperatur. Możemy sobie przypomnieć na przykład słynną kolizję fragmentów komety Shoemaker-Levy z Jowiszem. Jeżeli poszukacie sobie państwo zdjęć, zobaczycie, jak ogromna w skali Jowisza, który jest przecież niepomiernie większy od Ziemi, była skala tego kataklizmu. Teraz wyobraźmy sobie, że coś podobnego dzieje się na Ziemi. Tak chyba to najłatwiej przedstawić.
Nasza planeta pogrążyła się w ciemności, doszło między innymi do zagłady megafauny, ale według Hancocka doszło też do wydarzeń, które zadały cios cywilizacji X. Więcej o tym przeczytacie państwo w „Magach bogów”. Książce, którą można zamówić na stronie księgarni Nieznanego Świata, nieznane.pl. Polecam. Natomiast działo się tam jeszcze wiele innych rzeczy, bo pamiętajmy, że ten kataklizm, o którym pisze Hancock, skończył się tak naprawdę bardzo dawno temu i to, co stało się potem, wyznaczyło tak naprawdę kurs cywilizacyjny dla nas. Dlatego, że cywilizacja matka zdaniem Hancocka upadła. Ale owe postaci zwane magami, czarnoksiężnikami, jak on twierdzi, lub magami bogów zdołały dotrzeć do ludzi, do plemion, które żyły na niższym poziomie, ale mimo to przetrwały kataklizm i założyć cywilizację na nowo. Oczywiście pojawia się problem, jak owa cywilizacja matka wyglądała, gdzie były jej centra, jak była zaawansowana. O tym troszkę już mówiliśmy w tamtym odcinku. Kluczowe znaczenie w koncepcji Hancocka, o czym też warto wiedzieć, mają dwa stanowiska: Göbekli Tepe w Turcji, które ów Hancock ma za rodzaj centrum naukowego.
To znaczy Hancock uznaje, że Göbekli Tepe było czymś w rodzaju monumentalnej struktury, gdzie owi magowie bogów, spadkobiercy wiedzy po poprzedniej cywilizacji, stworzyli ogromną szkołę dla tych ludzi, którzy byli beneficjentami ich wiedzy, którzy przyjmowali tę wiedzę. To jest oczywiście koncepcja Hancocka. Ja się nie do końca z nią zgadzam i może będzie jeszcze czas o tym powiedzieć. Drugim miejscem, o którym on mówi, jest tajemnicze Gunung Padang w Indonezji. Ale to tyle, jeżeli chodzi o odpowiedź na pytanie, co się wtedy stało. Jak mówię, zdaniem Hancocka, i to znajduje potwierdzenie w hipotezach naukowych, pewnych modelach naukowych związanych z nagłą zmianą klimatu w epoce młodszego dryasu, że przyczyną mogło być właśnie uderzenie komety. Tutaj jest jeszcze kilka innych wątków związanych z możliwą powtórką tego kataklizmu, ale o tym może powiemy troszkę później. Ja oddaję głos teraz Chrisowi, znanemu hancockologowi.
[11:49] - Hancockologowi. Ciekawa dziedzina wiedzy. Hancock rzeczywiście jest w stanie zrobić wrażenie na każdym ze względu chociażby na to, jak bardzo konsekwentnie poszukuje on, chyba już od 30 lat, tej zaginionej cywilizacji, konsekwentnie podążając każdym możliwym śladem, osobiście będąc w każdym niemalże miejscu, gdzie takie ślady zachowały się, oceniając je i próbując stworzyć jakąś koncepcję. Która ewoluuje oczywiście w czasie i dlatego ta jego najnowsza książka „Magowie bogów”. Ciekawe, że w Polsce przetłumaczono ten tytuł jako „Magowie”, jako coś bardzo solidnego i poważnego. Angielski tytuł „Magicians of the Gods” sugeruje raczej magików. Magowie, byłoby użyte inne słowo, żeby tak nazwać tych ludzi. Także magicy bogów, dla mnie przynajmniej. Magowie, jest to termin bardzo z serii, wskazuje na kogoś, kto ma bezpośrednie połączenie z istotami nadprzyrodzonymi czy pozaziemskimi, którzy mają dostęp do niezwykłych technologii. Natomiast magicy są już nam znacznie bliżsi.
Być może to są ludzie tacy jak my, którym udało się tak jak Prometeuszowi, tak jak wielu innym, skraść jakieś tajemnice bogów bądź zrozumieć je, poznać, zapisać i później spróbować zrealizować je, odbudować je na Ziemi, przekazać je w jakiś sposób ludziom, swojej własnej rasie. Dlatego myślę, że magicy ciągle, mimo tego, że sugeruje sztukmistrzów, byłoby być może jednak lepszym tytułem niż magowie. Ale już stało się. Książka ma tytuł „Magowie”, jest świetna, jest konsekwencją, jak mówiliśmy wcześniej, „Śladów palców bogów”. Hancock nie spieszył się z pisaniem tej książki. Zajęło mu to ponad trzy lata. Zebranie tych materiałów, odwiedzenie tych wszystkich miejsc. Robi to konsekwentnie po to, żeby móc dać najpełniejszy obraz tego, czym mogła być ta cywilizacja X i co się z nią stało. Dlaczego, skoro była tak potężna, tak doskonale rozwinięta, coś starło ją z powierzchni Ziemi? Tym czymś był kataklizm.
Kataklizm jest słowem straszliwie niepopularnym w naszym paradygmacie naukowym, bo kataklizm jest czymś gwałtownym. Natomiast nasza nauka usiłuje w każdym możliwym miejscu swojego działania wskazać, że wszystko podlega ewolucji, że wszystko rozgrywa się w bardzo długim czasie, powoli doskonaląc się w jakiejś funkcji, stając się coraz bardziej dojrzałym dziełem, wyrafinowanym dziełem. Zajmuje to, tak jak powiedziałem, masę czasu. Natomiast kataklizm jest czymś niezwykle gwałtownym, co z jednej strony coś burzy, ale będąc końcem czegoś, jest jednocześnie początkiem kompletnie nowej jakości. I to jest cały problem w nauce. Dlatego Hancock w książce poświęca temu wątkowi aż kilka rozdziałów, pokazując, jak trudno przedrzeć się w nauce z koncepcją, która próbuje odstawać od tego ewolucyjnego modelu. Jak trudno naukowcom jest przełknąć fakt, że coś może wydarzyć się w sposób gwałtowny i absolutnie nieoczekiwany. Praktycznie ta wojna na argumenty trwa do dziś. Akademia ciągle ma się świetnie, mimo że teoria o tym, że rzeczywiście lodowiec mogła uderzyć kometa, jest mocną teorią. Jest teorią, która jest właściwie jedyną logiczną teorią, która udowadnia czy pokazuje, czy tworzy w ogóle model tego, co się stało 12 tysięcy lat temu.
Nauka wciąż ma z tym problem, wciąż usiłuje znaleźć jakieś inne rozwiązanie. Zresztą mamy tego przykład do dziś, bo widzimy, co dziś dzieje się w światowej dyskusji na temat klimatu. Dyskutuje się o tak zwanym globalnym ociepleniu, które rzekomo jest wywołane działalnością człowieka. Jest to teoria, absolutna teoria stworzona na użytek dzisiejszych czasów, prawdopodobnie na użytek stworzenia kolejnego podatku od działalności człowieka, od tego, co on wykonuje. Ponieważ wiadomo, że jeżeli coś produkuje, zużywa się energię, wówczas efektem tego jest tworzenie tak zwanych gazów cieplarnianych. Między innymi takim gazem cieplarnianym jest dwutlenek węgla i on podobno jest głównym winowajcą globalnego ocieplenia. My jako ludzie, oddychając zużywamy tlen i również wydzielamy dwutlenek węgla, więc również przyczyniamy się do tworzenia tego globalnego ocieplenia, co ma bardzo niebezpieczne ewentualne konsekwencje w przyszłości. Jeżeli zgodzimy się, że to my jesteśmy winni temu globalnemu ociepleniu. Takie badania, właściwie bardzo trudno je oprzeć, mimo że nazywane są naukowymi, na jakichś głębszych naukowych podstawach, ponieważ nie mamy żadnych danych sprzed nawet 200, 300 lat, a co dopiero sprzed tysięcy lat, by móc zrozumieć jakiś cykl. Dlatego te dyskusje na temat klimatu za każdym razem tworzą wiele emocji i niestety prowadzą często na najrozmaitsze manowce wiedzy.
I tak jest w przypadku kataklizmu, który miał skończyć cywilizację X, która zresztą znowu nauce bardzo nie odpowiada, bo w myśl konwencjonalnego modelu rozwoju naszej cywilizacji zaczęliśmy cokolwiek siać, uprawiać, budować domy, miasta i świątynie jakieś trzy i pół tysiąca lat przed naszą erą, maksymalnie może cztery i pół tysiąca lat w najlepszym razie, ale nie dalej. Dalej był kamień łupany. Było prymitywnie, ciemno i bardzo nudno. Dlatego cywilizacja X, gdyby rzeczywiście udało się udowodnić jej istnienie, zmieniłaby kompletnie naszą historię. Pokazałaby, że przed nami żył ktoś jeszcze. A problem polega na tym, że my nie wiemy, kto to był. Tak naprawdę nie jesteśmy w stanie wskazać palcem, kto jest potomkiem tamtej cywilizacji, która została starta na pył przez gigantyczny potop, który nawiedził Ziemię jakieś 12 tysięcy lat temu. Właśnie ten potop jest Można powiedzieć absolutnym faktem historycznym, ponieważ przejawia się on niemalże we wszystkich dokumentach z tamtych czasów, jakie przetrwały do dziś. Przejawia się on w folklorze, przejawia się on także w religiach. Jest tego tak wiele, że z samego tego tytułu musimy to brać jako historię serio, nie jako tylko wymysł ludzi, którzy nie mieli nic więcej do roboty niż tworzenie najrozmaitszych historii, które miały być opowiadane w długie zimowe wieczory młodszego dryasu.
Tak rzeczywiście nie było i na szczęście część geologów zachowuje zdrowy rozsądek i używa obecnych zdobyczy naszej cywilizacji, z jej badawczymi metodami do tego, ażeby wskazać, że potop był faktem historycznym. Miał swoje miejsce i jego przyczyną było roztopienie się lodowca. Bo nawet gdyby spojrzeć na to z bardzo zdroworozsądkowego punktu widzenia, co się stało z tym lodowcem? Dlaczego on stopniał? Właściwie nikt za bardzo nie potrafiłby odpowiedzieć, bo przecież nie było technologicznej cywilizacji w tamtych czasach, która wytworzyłaby tyle gazów cieplarnianych, które stworzyłyby to globalne ocieplenie i roztopiły ten lodowiec. Nie było takiej możliwości. A jednak lodowiec nie tylko stopniał, ale stało się to wszystko w sposób gwałtowny i żeby do tego doszło, potrzebne jest jakieś zewnętrzne źródło ciepła, które mogło to wszystko spowodować, ponieważ wszystko to, co dzieje się na Ziemi, a także ewentualna działalność Słońca w tamtym czasie byłaby niewystarczająca, aby dokonać tego w tak krótkim czasie. A więc największym i najlepszym wytłumaczeniem tego, co wydarzyło się 12 tysięcy lat temu, jest kometa. Tak jak Piotr wspomniał, kometa podobna do Shoemaker-Levy, która w 1994 roku pojawiła się niedaleko Jowisza, by w 2003 roku powrócić i uderzyć znów w planetę Jowisz, co byłoby doskonałą ilustracją tego, co mogło się wydarzyć na Ziemi. To, że pojawiła się jakaś kometa, jakieś ciało niebieskie, rozgrzane, które eksplodowało na części wręcz, tuż nad naszą planetą.
Uderzyło w nią, spowodowało gwałtowne topnienie lodowca i ten z kolei oczywiście podwyższył poziom światowego oceanu o około 100 metrów. Gdy dziś patrzymy na mapę świata, widzimy oczywiście te olbrzymie oceany, widzimy kontynenty. Wiele z nich wykazuje pewne podobieństwa do siebie. Znaczy na zasadzie takiego domina, że możemy je dołożyć do siebie, połączyć ze sobą i stworzą one taką jedną wielką Pangę jako jeden ląd, co udowadnia teorię o wędrówce kontynentów. O tym, że te kontynenty poprzez to, że leżą na tych olbrzymich płytach tektonicznych, które są w nieustannym ruchu, oddalają się bądź zbliżają się do siebie. Ale mniej więcej świat wyglądał od zawsze w ten sam sposób, jaki dziś obserwujemy na globusie. Tymczasem przed potopem ten świat wyglądał absolutnie inaczej. Z tego względu, że lodowiec wciągnął olbrzymie masy wody na swoją powierzchnię, oceany parowały, tworzył się śnieg, spadał na lodowiec, natychmiast zamarzał, więc wody w oceanie ubywało. Dlatego mamy dziś wiele historii o lądach, które kiedyś istniały. Dziś już więcej nie istnieją, co oznacza, że poziom oceanu, będąc niższy, jednocześnie wyznaczał inne granice kontynentów.
Na przykład jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, ta granica sięgała w ocean o wiele dalej. Wschodnia granica Stanów Zjednoczonych byłaby dzisiaj około 150 kilometrów dalej. Także jest to olbrzymia różnica między Wielką Brytanią a Europą. Praktycznie istniał lądowy pomost zwany dziś Doggerlandem. Jest to tajemniczy zaginiony ląd, który zniknął z powierzchni ziemi. I to, że nie jest to legendą, potwierdza fakt, że rybacy, którzy łowią tam ryby, co jakiś czas wyciągają w swoich sieciach tajemnicze śmieci, które są artefaktami po tej właśnie zaginionej cywilizacji Doggerlandu. Podobnie jest w masie innych miejsc. Dzisiejsza Indonezja, te miliony wysp, które tworzą Indonezję, Malezję, część Indochin i parę innych miejsc, jak Nowa Gwinea na przykład, to był kiedyś jeden ląd zwany Sundalandem. Wspaniała, kwitnąca cywilizacja, gdzie odkryte niedawno Gunung Padang potwierdza jej istnienie. To, że coś działo się tam bardzo dawno temu, być może nawet 20 tysięcy lat temu i rozwijało się na bardzo wysokim poziomie, by zniknąć zniszczone falami potopu.
Gdy popatrzymy dziś na Bliski Wschód i na miejsca, w których powstawała nasza cywilizacja, czyli na Mezopotamię, na krainę między Tygrysem a Eufratem, widzimy, że jej jedną część ogranicza Zatoka Perska. Zatoka Perska w myśl tej samej logiki była kiedyś stałym lądem i być może właśnie w jej wodach kryją się ruiny tych pięciu dużych miast, których istnienie zostało opisane na tabliczkach klinowych przez starożytnych Sumerów, a miały zostać pochłonięte przez falę potopu. Także niewątpliwie to katastrofalne w swoich skutkach wydarzenie rzeczywiście istniało. Oprócz tych danych historycznych potwierdza to sama geologia. Wspomniałem już wcześniej o geologii. Odszedłem znów za daleko w historię, ale wracając do geologii, rozmawialiśmy i Hancock wspomina o nim w swojej książce, o geologu Randalu Carlsonie, który bada te tereny od kilkunastu lat, a może nawet i dłużej, który urodził się na terenach zachodnich Stanów Zjednoczonych. Spędził tam swoje dzieciństwo. Zaintrygowały go one, ponieważ powierzchnia i geologiczna budowa Tego terenu jest absolutnie niezwykła i wygląda, jakby ktoś olbrzymimi pazurami rozszarpywał tę ziemię na strzępy. Trudno jest znaleźć wytłumaczenie tego faktu. Próbowano to wytłumaczyć trzęsieniami ziemi, wybuchami wulkanów, być może nawet powodziami.
O te powodzie wynikła olbrzymia wojna, którą Hancock w swojej książce doskonale opisuje. Trwa ona niemalże 80 lat na temat tego, czy była powódź w tamtej części dzisiejszych Stanów Zjednoczonych, Ameryki, czy też jej nie było. Wszyscy naukowcy, którzy oponują jakiejkolwiek katastroficznej teorii tego, co mogło wydarzyć się na Ziemi, usiłowali znaleźć wyjaśnienie, że te powodzie były w miarę często, w odstępach co jakieś 100-150 lat. Trwały przez kilka tysięcy lat i dlatego stworzyły tak dramatyczny krajobraz, kaniony, pęknięcia i wyrywy w ziemi, a jednocześnie głazy narzutowe tu i ówdzie rozrzucone w odległości czasami kilkuset kilometrów od miejsca, skąd pochodziły. Tymczasem żaden rozsądny model naukowy dzisiaj nie jest w stanie tego potwierdzić. Żeby wynieść tak olbrzymie głazy narzutowe o kilkaset kilometrów dalej, potrzebny jest strumień wody, który niemalże nie mieści się w naszej wyobraźni. Taki strumień wody mógł dostarczyć topiący się nagle lodowiec. Carlson opisał coś takiego, co się nazywa Carolina Bay. To są takie niecki wgłębienia w ziemi. Ponieważ ziemia w obu Karolinach i na całym wschodnim wybrzeżu Stanów jest raczej miękka, złożona z piasku, te odciski przetrwały dziś do naszych czasów.
Te odciski wskazują, że wydarzyło się coś, co miało pochodzenie pozaziemskie i są to tak jakby odciski palców komety. Zostawiła je po sobie, kiedy przedzierała się przez naszą atmosferę lub jej części tego jądra komety, które rozpadając się na drobne kawałki, przedzierały się przez naszą atmosferę i prawdopodobnie z olbrzymim hukiem, dymem i w ognistych okolicznościach uderzyły najpierw w kontynent amerykański, a później w całą resztę miejsc, między innymi Europę i Azję, a nawet po części Afrykę. Żaden fragment Ziemi nie był wolny od tego ataku kometowego, więc te niecki powstały najprawdopodobniej w podobnych okolicznościach, jak na przykład to, co wydarzyło się w Tunguzce, kiedy eksplodował tam meteor, który położył wiele set hektarów lasu. Nie zostawił żadnego krateru, ale zostawił coś w rodzaju niecki, ponieważ ciśnienie, które stworzyło wybuch, odcisnęło ten ślad w ziemi. Dlatego Carlson, obserwując te niecki, ich ciąg, bo one układają się równolegle i idą jak po sznurku w stronę środkowej części prerii amerykańskiej i nagle nikną. Nikną dlatego, że podłoże tam już jest o wiele twardsze, często granitowe. Ale jeśli wyznaczyć szlak podążania tych niecek, które zaczynają się od Karoliny, a prawdopodobnie zaczynają się także już w Oceanie Atlantyckim, w wodzie, która zalała ląd amerykański w czasach, kiedy był większy, niż jest dziś. Gdy podążyć tym kierunkiem, doprowadzi nas on prosto do Kanady, prosto do lodowca. Jest to wytłumaczenie tego, co się wówczas mogło wydarzyć. Lodowiec stopniał i olbrzymia rzeka, która być może miała 10 kilometrów szerokości, 700 metrów głębokości, niosąca ze sobą góry lodowe, w których uwięzione były olbrzymie głazy, podążała na południe i niszczyła wszystko, co napotkała na swojej drodze, wyrywając glebę, niszcząc jakiekolwiek ślady ludzi, zwierząt i czegokolwiek natrafiła na drodze.
Te ślady zniszczenia możemy dziś obserwować w Skablandzie czy na przykładzie tak zwanego suchego wodospadu. Jest to miejsce, które kiedyś było wodospadem, który był co najmniej trzy razy większy od wodospadu Niagara i niósł z sobą olbrzymie ilości wody. Jego spadek to co najmniej 300 metrów w jednym z punktów, więc można sobie wyobrazić, jak olbrzymia ilość wody z tego lodowca podążała i niszczyła ten kontynent. Jeżeli do tego dołożymy fakt, że przez wiele lat ludzie, zwierzęta, w ogóle cały świat nie zobaczył słońca, ponieważ otaczała całą kulę ziemską chmura pyłu, a potem chmura brudnej pary, która zamieniała się w brudny, czarny deszcz i znowu spadała na ziemię, to ten efekt zniszczenia został w jakiś sposób utrwalony. Utrwalony do tego stopnia, że bardzo niewiele zostało po tej cywilizacji X. Nie ma takiej cywilizacji, która byłaby w stanie przetrwać coś podobnego. Tak olbrzymi, tak gigantyczny i tak niebezpieczny kataklizm, takie właśnie gwałtowne uderzenie ciała pozaziemskiego w tym przypadku. Problem w tym wszystkim polega na tym, że jeżeli coś spada na Ziemię, uderza w jakąś planetę, nie jest to rzecz, która jest jednorazowa i nigdy już więcej się nie wydarzy. Historia Ziemi pokazuje, że nasza planeta została uderzona już wielokrotnie. Jeśli pozbawić Ziemię roślinności, okaże się, że nasza planeta pokryta jest szramami po takich właśnie kosmicznych uderzeniach na przestrzeni milionów lat istnienia Ziemi.
To też oznacza, że takie zjawisko może się również wydarzyć w przyszłości. Często jest tak jak w przypadku komety Shoemaker-Levy, że kometa, która Raz pojawiła się w jakimś rejonie astronomicznym, na przykład naszego Układu Słonecznego, ma tendencję do powrotu w to samo miejsce. Podąża jakąś bliżej nieznaną nam trajektorią, która czasami sięga daleko poza nasz Układ Słoneczny, by za ileś tam lat znów powrócić w to samo miejsce i nieść ze sobą bardzo podobne zagrożenie. Także to, że ta cywilizacja X zniknęła i przyczyną tego zniknięcia było jakieś wydarzenie kosmiczne, ciało niebieskie, kometa, która doprowadziła do jej zniszczenia, nie oznacza, że wydarzyło się to raz i nigdy więcej nie powróci. Być może my jesteśmy następni w kolejce. Nie chcę tutaj oczywiście siać żadnych katastroficznych przewidywań i wróżb, sfusów na ten temat, ale jest to możliwe, co można było zaobserwować na modelu komety Schumacher-Levy, która wróciła do Jowisza i uderzyła w tą olbrzymią planetę, by zakończyć swoje życie raz na zawsze. Natomiast nie wiemy do końca, co stało się z wszystkimi odłamkami, które 12 000 lat temu przeleciały nad Ziemią. Część z nich rzeczywiście spadła na Ziemię, ale część z nich gdzieś dalej krąży w przestrzeni kosmicznej. Historie, które raz wydarzyły się w przeszłości Ziemi, mogą się powtórzyć i nie ma powodu, żeby sądzić, że będzie inaczej. Teraz spójrzmy na to, co dzieje się w obecnych czasach na Ziemi.
Wiemy o tym, na jak olbrzymią skalę prowadzi się prace nad budową podziemnych baz, a nawet całych podziemnych miast. Są to historie, które rozgrywają się w różnych miejscach świata. Te prace prowadzi się dniem i nocą. Często słychać je. Słychać, że coś dzieje się pod ziemią. Często ziemia wstrząsana jest pracą maszyn, które pracowicie ryją coś, jakąś instalację, o której za bardzo nie wiemy, do czego ma służyć i po co ona ma być. Być może właśnie te wszystkie bazy podziemne, te wszystkie podziemne miasta, które już otaczają legendy, nowe legendy naszej cywilizacji, są właśnie takimi arkami, w których ludzkość albo tylko i wyłącznie elita ma przetrwać zbliżający się kataklizm, który już przepowiedzieli Majowie, którzy obliczając tą wielką rachubę stworzyli, okazało się, bardzo precyzyjne określenie precesji Słońca, czy raczej precesji Ziemi, która ma 25 900 lat. Oczywiście miało to być w 2012 roku, ale tu musimy dodać parę lat do tyłu, parę lat do przodu. Niekoniecznie jest to super dokładne, jak za pomocą atomowego zegara zrobione wyliczenie. Więc kto wie, czy Majowie, którzy sami w swoich historiach, chociażby jak w Popol Vuh opisują kataklizm, który spadł na ich ziemie, opisują olbrzymie zniszczenia, opisują zimno i spadający czarny deszcz, który pogrążył ziemię w ciemności.
Czy to właśnie nie jest sygnał tego, że historia lubi się powtarzać? Dziękuję. Może już przestanę.
[34:30] - Dziękujemy. Panowie, ja mam cały czas problemy z odbiorem, że tak powiem. Słyszę wyjątki, urwane słowa, także mam nadzieję, że to się nie przekłada na jakość naszej transmisji. Arku, co sądzisz na temat tego wielkiego kataklizmu sprzed kilkunastu tysięcy lat?
[34:56] - Może wrócę do książki Hancocka i tam na stronie 45. jest bardzo fajny wykres przedstawiający rozkład temperatur w centralnej Grenlandii. Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że tam bardzo fajnie jest pokazane właśnie to obniżenie. Jest stabilna temperatura mniej więcej w granicach -40 stopni do mniej więcej 16 000 lat wcześniej przed naszą erą. Później jest gwałtowne ochłodzenie o w sumie prawie 10 stopni. Później jest stopniowe ocieplanie tego klimatu do wartości w granicach około -32 stopni, a później jest ponowne ochłodzenie, takie dosyć skokowe, ale bardzo gwałtowne. Właśnie to ostatnie gwałtowne ochłodzenie miało miejsce między 12 000 lat a około 11 000 lat. Właśnie w tym miejscu Hancock upatruje to miejsce czasowe jako moment kolizji właśnie z tą kometą. Warto też się przypatrzeć światu, jaki wówczas był, to znaczy pokryciu czapy lodowej właśnie na północy.
Między innymi tu bardzo fajnie jest pokazane Stany Zjednoczone, ale też i to dotyczyło Europy. Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że część zwierząt, bo najlepiej się podeprzeć właśnie zoologią i biologią, te wielkie, duże gatunki zwierząt, megafauna tak zwana, jej rozkwit przypada mniej więcej w okresie przed 16 000 lat. Następnie niektóre giną i nie pojawiają się więcej. Niektóre jeszcze to ocieplenie potrafią przeżyć, ale następnego ochłodzenia już nie. Chodzi konkretnie mi o te bobry olbrzymie, które były w Ameryce, między innymi niedźwiedź krótkopyski. I to wszystko mniej więcej w tym czasie upada. Podobnie jak cywilizacja, która prawdopodobnie gdzieś tam musiała być, też upadła. Dlatego Hancock szuka wspólnej przyczyny do tego, że wtedy miało miejsce i wymieranie, i zagłada cywilizacji. Jest pomysł z kometą, która uderza.
Mniej więcej to wygląda w ten sposób, że za kometę uważałoby się, że jest to upadek jednego ciała niebieskiego o określonej wielkości, jak w przypadku dinozaurów, tej komety czy meteorytu sprzed 65 milionów lat. Natomiast tutaj Hancock mówi, że to nie tak było, tylko kometa musiała się rozpaść i jej części, podobnie jak ze śrutówki, przywaliły, uderzyły w pokrywę śnieżną, roztapiając ją. Wtedy z jednej strony w powietrze uciekają duże masy pary wodnej, które powodują deszcze, które wzmagają topnienie czap lodowych. Z drugiej strony w pewien sposób odcinają operację słoneczną, ale wilgotne powietrze, które jest nieprzejrzyste, nagrzewa się też i od słońca. Do tego jeszcze dochodzi duży spływ słodkiej wody do oceanów, a więc ustają wszystkie te prądy wody, które mogły być termiczne. Za tym od razu się podnosi wszystko do góry. Stąd mamy właśnie te informacje o nieprzerwanie padających deszczach, ciemnym niebie i potopie. My mówiąc między innymi, debatując na tematy ufologiczne przy temacie paleokontaktów, mówiliśmy bardzo często o potopie jako o zjawisku. Nie wnikaliśmy specjalnie w to, po prostu powiedzieliśmy, że taka rzecz miała miejsce i tutaj raczej chyba wszyscy się z tym zgadzają. Między innymi dlatego mówiliśmy o tym, że to figuruje, tak jak Chris mówił, w folklorze prawie wszystkich narodów, które mają troszeczkę głębsze korzenie.
U Indian było to, że ktoś przeżył dlatego, że uciekł w góry i z jakiejś góry pochodzi dany szczep. Bardzo często jest też tak, że odnajdują się jakieś podziemne szlaki, pod wodą umiejscowione jakieś budowle. To też świadczy o tym, że tam gdzieś na styku lądu i morza musiała być jakaś cywilizacja, musiały być jakieś zabudowania, które zostały zalane. Mniej więcej wszyscy upatrują to właśnie w momencie, kiedy 11 tysięcy lat temu nastąpiło stopniowe, ale również bardzo szybkie ocieplenie klimatu, gdzie w przeciągu niecałych nawet 100 lat temperatura na Grenlandii potrafiła podskoczyć z -45 stopni do -32, więc to jest bardzo duży skok. W tej chwili średnia według tych wyliczeń, wynosi około -32 stopni, według tego, co tutaj jest na tym wykresie. Temperatura wyrównała się mniej więcej około 10 tysięcy lat temu. Mniej więcej już nie było gwałtownych skoków. Natomiast początki naszej cywilizacji upatruje się, co jest rzecz ciekawa, dopiero jakieś 4 tysiące lat temu. Zatem co można było robić przez ten czas? Warto też zwrócić uwagę na to, na co Hancock zwraca też uwagę.
W opisie Arki Przymierza jest taki fragment, który mówi o tym, że było tam światło, było tam jasno. To właśnie skłania ku następnej konkluzji, że ta poprzednia cywilizacja musiała dysponować możliwością zapalania światła innego niż naturalne. To na pewno było w jakiś sposób w następnych cywilizacjach ukrywane. Niemniej jednak ten pomysł z oświetleniem innym niż naturalne i nie poprzez ogień było w paru miejscach zaznaczone. Warto zwrócić na to uwagę ze względu na połączenie tej starej cywilizacji, która kiedyś istniała, a tym. A tym, które powstały później. Tutaj należałoby jeszcze dodać to, o czym mówił Artur Boznański, który badał ruiny budowli w Ameryce Południowej. Stwierdził, że żeby miało sens ucentrowanie na gwiazdy tych budowli, to należałoby się cofnąć albo 12, albo nawet 20 kilka tysięcy lat temu. Nauka akademicka bardzo fajnie sobie wypracowała sposób na kształtowanie historii. Bardzo fajnie wszystko pasuje do siebie.
To znaczy, że przez długi czas ludzie biegali za zwierzętami i tak dalej. Później próbowali prowadzić osiadły tryb życia. To wszystko bardzo fajnie niektóre rzeczy pasują, ale musimy wziąć pod uwagę jedno, że tak jak mówiłem, w archeologii jest tak, że badanie jakiegokolwiek miejsca archeologicznego w sumie niszczy je, bo wykopując niszczymy dowody takie, jakie były. Wszystko zależy tutaj od wiarygodności tego pana profesora, który nadzoruje te wykopaliska. Bardzo często jest tak, tak mi się wydaje, że jeżeli coś nie pasuje do ogólnie przyjętej osi czasu i postępu rozwoju cywilizacji, jest albo marginalizowane, albo w ogóle nieujawniane i traktuje się to jako rzecz niemożliwą i być może ląduje to wszystko w muzeach albo jest po prostu wyrzucane, dlatego że nikt nie ma na tyle odwagi, żeby burzyć tą historię. W tej chwili powoli to się zmienia, bo niektóre odkrycia, tak jak te w Turcji, są niepodważalne. Nie da się tego ani zamknąć, ani wykluczyć, bo te megality są zbyt duże. Naukowcy są postawieni pod ścianą i muszą przyznać, że trzeba zrewidować to, co było. Podejrzewam, że będziemy się jeszcze cofać długo. Za jakiś czas Hancockowi zostanie zwrócony honor.
Dziękuję.
[46:11] - Przechodzimy do kolejnego z naszej ściśle tajnej listy pytań. Kim są tajemniczy magowie bogów, których Hancock uczynił bohaterami swojej najnowszej książki? Może tym razem zapytamy pierwszego o tę kwestię naczelnego hancockologa Rzeczypospolitej Polskiej, czyli Chrisa Mikine. Chrisie?
[46:33] - Widzę, że tytułów mi przybywa. To cieszy. Bardzo oryginalne. Podobają mi się takie tytuły. Hancockolog. Interesujące. Kim byli magowie bogów, o których pisze Hancock i których szuka on chyba przez całe swoje życie? Zresztą nie tylko on, wielu innych podobnych jemu również. To są właśnie ci, którzy odpalili tą cywilizację X do życia, bo ona sama z siebie i w sposób ewolucyjny nie powstała, jak chciałaby dzisiejsza nauka, że człowiek mozolnie i długo dochodził do czegoś, udoskonalał i wreszcie doprowadził do takiej cywilizacji, do takiego poziomu, jaki mamy dziś. Te wszystkie historyczne zapiski, zwłaszcza te utrwalone w piśmie klinowym, który okazał się być niesamowicie trwały.
Jeśli chodzi o ten czas, jaki spędził pod ziemią w różnych trudnych warunkach, dotrwał do naszych czasów i dzięki temu możemy mieć dość niezłą wiedzę na temat tego, co działo się wiele tysięcy lat przed naszą erą. W przeciwieństwie do na przykład zupełnie nowoczesnych książek, które wytrzymują zaledwie 100 lat, czy obecnych zapisów elektronicznych, które nie wytrzymują właściwie wcale. Bo jeżeli coś wytrzyma na drive 5 lat, to już jest całkiem nieźle, a 10 to nie ma co liczyć. A jeżeli nie będzie prądu, nie będzie to do odczytania. Proszę bardzo, taka tabliczka klinowa wypalona w piecu, tak samo jak i garnek, przetrwała do naszych czasów i dziś jest ciągle tak samo dobra do przeczytania, jak wiele tysięcy lat temu. I właśnie z tych tabliczek dowiadujemy się nie tylko o tym, jak wyglądał potop, ale także o tym, jak wyglądała ta złota era. Złoty czas, kiedy pojawili się ci magowie, ci mędrcy i właściwie oni przynieśli całą wiedzę, jaka spowodowała, że nasza cywilizacja jest tym, czym być może jest dziś. Nie bardzo wiemy, skąd oni przyszli. Wiadomo, że bezpośrednio pojawili się z morza i potwierdza to każda kultura. W Mezopotamii był to na przykład Oannes, który nosił na sobie kostium ryby.
Z kolei Viracocha w kulturach południowoamerykańskich był też człowiekiem, który przypłynął z morza, który właściwie przyszedł po falach morskich. To chodzenie po morzu było czymś bardzo charakterystycznym dla tych, którzy Odpalali cywilizację, którzy przynosili coś nowego, przynosili nową dobrą zmianę. Znamy też jednego magika sprzed 2000 lat, który potrafił także chodzić po Jeziorze Genezaret. W jakiś sposób koresponduje to z tymi starymi archetypami ludzi, którzy przynieśli tę wiedzę. Może źle to określiłem. Tych osobników czy tych przybyszy, którzy przynieśli wiedzę nam ludziom i popchnęli nas troszeczkę w tym rozwoju cywilizacyjnym do przodu. To samo dzieje się w Egipcie. Tam znowu mamy do czynienia z mędrcami, którzy przybyli nie wiadomo skąd i stworzyli cywilizację Zep Tepi, czyli pierwszy nowy początek. To może wyda się banalne, ale wszyscy oni w jakiś sposób byli przedstawiani w różny artystyczny sposób, na różnych ilustracjach, płaskorzeźbach i za każdym razem to, co ich łączy, to fakt, że posiadają długie brody. O ile nie dziwi to na przykład w Mezopotamii czy może nawet i w Egipcie, o tyle zaskakuje to w Ameryce Południowej, gdzie tubylcza ludność w ogóle nie ma brod, nie zapuszcza brod.
Ostatnio okazało się, że posągi na Wyspie Wielkanocnej, te, które mają wydatne, szerokie szczęki, to wcale nie są szczęki. To są brody. W jakiś sposób znów koresponduje to z tą samą historią, że przybyli bogowie albo ich wysłannicy i nauczyli ludzkość, w jaki sposób żyć i dalej się rozwijać. Przywieźli ze sobą przede wszystkim wiedzę. Ta sama historia, którą odnajdujemy w Mezopotamii, Egipcie, odnajdujemy w Ameryce Południowej. Odnajdujemy ją także na przykład na Polinezji i na Pacyfiku, gdzie podobnie jak Atlantyda w naszym regionie kulturowym miała funkcjonować Lemuria albo cywilizacja Mu. Bardzo tajemnicze konstrukcje przez historyków uznawane za wyłącznie teoretyczne i literackie, które miały niewątpliwy wpływ na to, że coś się wydarzyło wśród ludzi i nagle z poziomu człowieka prymitywnego zaczęli tworzyć wyrafinowane grupy, budować miasta, tworzyć prawo i kolejne wynalazki. A co się z tym wiąże także i budowle, które przetrwały do dziś, ciągle zdumiewają swoją wielkością i precyzją. Jeżeli chcieć mówić o magach bogów, którzy przybyli nie wiadomo skąd, myślę, że nie sposób jest tutaj ominąć tego nieszczęsnego Zecharia Sitchina, o którym co jakiś czas rozmawiamy tutaj w radiu, który chyba najdokładniej opisał tą całą historię, ponieważ opisał ją w sposób, jakby opisywał Lem przygody pilota Pirxa wędrujące pomiędzy innymi planetami. Ludzie nie chcą tego przyjąć za bardzo serio do wiadomości.
Natomiast on, opierając się na tłumaczeniu starych klinowych tabliczek, opisał dokładnie, co się wydarzyło, co za tym stało. Opisał historię Anunnaków, opisał historię boga Enki, syna Anu, który był sprzymierzeńcem ludzi i Enlila, który był wrogiem ludzi, który doprowadził do zagłady i zniszczenia, jakie niósł ze sobą potop. Enki i Enlil są bardzo żywymi postaciami w całej mitologii sumeryjskiej, a jeśli chcieć znaleźć ich odzwierciedlenie w starożytnym Egipcie, również nie będzie z tym kłopotu, bo tam mamy Ozyrysa i Thotha, którzy w jakiś sposób również korespondują z postaciami Anunnaków osławionych, występujących w Sumerze. Myślę, że w podobny sposób możemy znaleźć niemalże tą samą informację zakodowaną we wszystkich najstarszych kulturach. Te osoby, te postacie, ci przybysze, nie wiemy, skąd się pojawili. Czy pojawili się z kosmosu, czy pojawili się być może z wnętrza Ziemi, bo Sumerowie uważali, że Oannes i jego siedmiu mędrców Apkalu przybywali właśnie z dna oceanu. I o ile wydaje nam się to być dziś taką myślą fantastyczną i być może trudną do uwierzenia, to kiedy zdamy sobie sprawę z poziomu naszej wiedzy na temat oceanów, to okaże się, że jest ona niewielka. Nie znamy światowego oceanu. Nie wiemy, co leży na dnie. Bardzo rzadko zapuszczamy się w głąb tego oceanu, by móc z całą pewnością stwierdzić, co się kryje na jego dnie.
Lepiej znamy już powierzchnię Księżyca czy Marsa niż dno naszego oceanu. To jest absolutnie coś niezwykłego, zwłaszcza w świetle tego, co odkryto niedawno. Okazało się, że pod Oceanem Atlantyckim, pod jego dnem znajduje się absolutnie drugi ocean dorównujący mu powierzchnią. Nie jest to fantazja. Są to już powtórzone badania naukowe, jakie przeprowadzono w różnych częściach Atlantyku, gdzie okazało się, że podobna ilość wody znajduje się pod dnem oceanicznym. Że coś tam jeszcze jest i że być może jest taki proces geologiczny, który pozwala na wymianę tej wody. Myślę, że Ten proces, o którym teraz wspominam, być może w przyszłości zrobi całkiem niezłą karierę i być może będzie kolejnym źródłem wody, która sprawiła, że potop, ten biblijny potop, starożytny potop sprzed 12 000 lat był tak potężny i wchodziły w grę tak olbrzymie ilości wody. Bo czasami ludzie zadają takie pytanie: jak mógł powstać potop, skoro wody jest tylko tyle, ile jest i więcej być nie może. Jak można zatopić świat? Okazuje się, że właśnie można.
Wystarczy wypompować albo doprowadzić do czegoś, żeby ta woda, która znajduje się pod dnem oceanicznym, przeszła na jego powierzchnię i wówczas niemalże wszystko jest możliwe. Ciągle nasza planeta i procesy, które na niej zachodzą, są niezwykle zagadkowe i do końca ich nie rozumiemy. Dlatego myślę, że niekoniecznie musimy przedstawiać czy wkładać między bajki to, co opowiadali starożytni. Wracając do naszych mędrców. Były to osoby, które przyczyniły się do tego, że cywilizacja ludzka ruszyła z miejsca. I ruszyła z miejsca tak ostro, że od razu doprowadziła do złotego wieku. Temperatury wszędzie wówczas na całym świecie były łagodne. Panowało niekończące się ciepłe i przyjemne lato. Ludzie żyli szczęśliwie, rozmnażali się, tworzyli swoje niezwykłe dzieła, tworzyli budowle. Aż któregoś dnia nie spodobało się to przybyszom, zwłaszcza Enkiemu.
Jak wynika z tabliczek, Enkiemu przeszkadzał hałas, jaki robili ludzie. Nie mógł spać, biedaczyna. Obudził się kiedyś bardzo zdenerwowany, że go ludzie obudzili i na radzie bogów uznał, że trzeba coś z tym zrobić. Wymyślił taki prosty sposób jak potop, żeby z tym wszystkim skończyć. Na szczęście Enki miał więcej sympatii dla ludzi. Ostrzegł ich w porę. Część tych ludzi przetrwała i myślę, że przetrwała w tych wszystkich miejscach. W arkach czy w warze, czy w podziemnych strukturach Kapadocji, czy być może jeszcze w innych miejscach. Ludzie, którzy przetrwali, byli właśnie tą najwartościowszą częścią tej cywilizacji. Tą częścią, która przechowała przede wszystkim wiedzę.
Być może to, że mamy w tych historiach opowieść o tym, że Noe zbierał każdą parę zwierząt i ludzi po to, żeby odpalić od nowa cywilizację, to być może jest to tylko symbol całej wiedzy, jaką należało przenieść ze sobą. Po potopie, już w czasach współczesnego Sumeru, Nabuchodonozor chwalił się, że on sam jest w dwóch trzecich Abkalu, czyli jest w dwóch trzecich potomkiem mędrców, którzy tworzyli ten złoty wiek przed kataklizmem. Także wiedza w jakiś sposób pozostała i potomkowie tych mędrców ciągle jeszcze funkcjonowali na Ziemi. I to, co próbowali stworzyć i to, co jest charakterystyczne dla wszystkich powstających cywilizacji mniej więcej od 5000 lat przed naszą erą, jest to, że one usiłują w jakiś sposób coś od nowa odtworzyć, że nie tworzą czegoś nowego, tylko próbują zagospodarować wiedzę, którą posiadają. Myślę, że zagospodarowanie tej wiedzy polegało na tym, że próbowano ją w jakiś sposób utrwalić, a najlepszym sposobem utrwalenia wiedzy jest zamknięcie jej w geometryczną i logiczną formę. Myślę, że większość budowli taka właśnie jest, zwłaszcza że każda z nich jest zorientowana astronomicznie, co w jakiś sposób implikuje olbrzymie ilości wiedzy, do której dochodzi dziś powoli współczesna fizyka. Co jakiś czas okazuje się, że to, o czym w sposób poetycki opowiadali starożytni, odpowiada nowym odkryciom naukowym, a jednocześnie wyliczenia, które wynikają na przykład z budowy geometrycznej danego obiektu, potwierdzają pewien proces fizyczny, który gdzieś tam zachodzi. Magowie byli kimś absolutnie istotnym w całej naszej kulturze i cywilizacji, bo bez nich ciągle bylibyśmy prawdopodobnie na poziomie szympansów i nie byłoby dzisiaj mowy o żadnej cywilizacji ani o nowej serii debat w Radiu Paranormalium. Dlatego istotne jest, aby móc stwierdzić, kim oni byli. Co ciekawe, takie same postaci jak i jego siedmiu mędrców poprzebieranych za ryby czy za ptaki na przykład opisują Dogoni.
Afrykańskie plemię, niezwykle prymitywne. Na tyle prymitywne, że można założyć, że te przekazy ustne, które trwają tam już załóżmy od tysięcy lat, nie zostały w jakiś sposób skażone i są w pewnej czystej formie. Okazuje się, że są bardzo podobne do tego, co działo się w Mezopotamii. Podobnie zresztą jak i w innych miejscach na kuli ziemskiej. Historia Atlantydy na przykład, którą jako pierwsi właściwie opisali Egipcjanie. Nazwał ją oczywiście Platon. Nazwał ją Atlantyda, ale jednocześnie widzimy jej odzwierciedlenie gdzie indziej. Spójrzmy na przykład na Teotihuacan w Nowym Meksyku, w mieście Mexico City. Które było zbudowane na jeziorze, otoczone groblami i tamami. Jeśli spojrzeć na nie z lotu ptaka, to przypomina odtworzenie Atlantydy, którą opisał Platon.
Czyli coś jest w tych kręgach, w tych wałach i groblach, w tym modelu, który pokazywał, jak ma być zbudowane to idealne miasto. To miasto, w którym mieli zamieszkiwać bogowie, mędrcy i ci, którzy przynieśli ludziom wiedzę. Dziękuję.
[01:01:56] - To teraz może Arek Kocik. Arku?
[01:01:59] - Tak jeszcze mi to w uszach brzmiecha, co Chris powiedział. Magowie bogów to są właśnie ci, którym udało się przeżyć w jakiejś formie ten kataklizm i teraz chcąc w jakiś sposób podnieść cywilizację do poziomu cywilizacji, to, co zostało zniszczone. A podniósł się poziom mórz, więc wszystkie miasta, ośrodki, jakieś skupiska ludzkie zostały pod wodą, więc ci ludzie, którzy tam mieszkali, zostali w sumie bez niczego. Więc pierwsze, co należy zapewnić, to zapewnić wyżywienie, więc podejrzewam, że głównym kierunkiem działań będzie przekazanie kalendarza zasiewu, stworzenie czy przekazanie jakichś roślin, które umożliwiają przeżycie. Czy tam metalurgię, takie proste rzeczy. Bo jeżeli popatrzymy nawet na chwilę obecną, zastanówmy się, który z nas oderwany od cywilizacji byłby w stanie stworzyć maszynę parową, chociażby nie mając nic wcześniej wspólnego z mechaniką? Podejrzewam, że bardzo mało. Podobnie ci ludzie pewnie zostali zmuszeni do ucieczki ze swoich mieszkań, ze swoich domów bez niczego. Ci, którym się udało przeżyć. W którymś tam pokoleniu przychodzą właśnie ci magowie bogów ubrani w sumie jednakowo.
Tam na rysunkach są zaznaczone tak, jakby byli ubrani w skórę ryby, ale to wystarczy, żeby być ubranym na srebrno. I pierwsze skojarzenie człowieka, który wcześniej nie miał z tym wspólnego, to będzie skojarzenie z rybą, z rybią łuską i z rybim kolorem. Chcąc to zaznaczyć w jakiejkolwiek innej formie na płaskorzeźbie, to najlepiej go właśnie odziać w coś takiego. I oni właśnie to robili, to krzewili. Przede wszystkim wszędzie są kalendarze. Zorientowanie tych kalendarzy w najprostszej formie, to znaczy według gwiazd, które się tam stosunkowo mało przemieszczają i rośliny, które pozwalają przeżyć i w jakiś sposób dookoła zasiewy tych roślin, które podnoszą jakość życia. Mniej więcej w ten sposób powiedzmy. Inną sprawą będą wyszukane takie zapiski jak na przykład w Chinach znano już system szczepień. To znaczy jest tam opis, w jaki sposób zaszczepić się przeciwko chorobom. To znaczy tam ospie.
Konkretnie chodziło o zanurzenie noża w krostach krowy, a następnie zarażenie człowieka. Wypisz, wymaluj 1000 lat później zrobili to w Europie. Także takich pomysłów na działanie jest więcej. Na pewno zostało to w jakiś sposób przekazane przez cywilizację wcześniejszą. Jeżeli teraz weźmiemy jeszcze do tego, dołączymy, czego Hancock nie robi, eposy hinduskie o możliwościach w sumie cywilizacji, która kiedyś tam istniała, czyli lotów, przelotów i tego, że to się kiedyś tak powoli skończyło jako odległe czasy i zostało zapisane jako legendy. To mamy taki pełny obraz mniej więcej tego, co było i skąd oni się wzięli. Tutaj akurat Biblia, nasza książka, którą chyba wszyscy znają czy przynajmniej powinni znać po tylu latach nauczania religii w szkole, jest odzwierciedleniem tego, co zostało napisane i co Żydzi zaczerpnęli z innych kultur, o które się ocierali, że tak powiem. I tutaj dlatego mamy takie powiedziałbym popłuczyny po tych legendach, które były. Niemniej jednak to też mówi o tym, że coś takiego faktycznie miało miejsce i to właśnie drzemie w kulturze wszystkich narodów. Po Chrisie ciężko cokolwiek takiego dodać po jego dobrych i długich wypowiedziach, więc Na razie tylko tyle.
Dziękuję.
[01:07:29] - Piotrze?
[01:07:31] - Problem magów bogów jest dość złożony. Po pierwsze, Hancock Hancockiem, bo jak mówiłem na początku, wstrzymuje się od koncepcji starożytnych astronautów i stwierdza wprost, że takiej wizytacji obcych przed tysiącami lat nie było. Przynajmniej nie znajduje na to dowodów. Za magów bogów uważa — chociaż według mnie to jest niezręczne sformułowanie — tak zwanych boskich nauczycieli, którzy występują w różnych mitach różnych kultur. Ja o tym mówiłem chyba z pięć razy w ciągu debat ufologicznych i myślę, że nie będę o tym mówił kolejny raz. Chodzi o słynnych Apkal czy Apkallu z mitologii sumeryjskiej i późniejszej, czyli akadyjskiej, asyryjskiej i tak dalej. Czyli istoty o ciele ryb albo, jak opisuje je kapłan Berosos, o ludzkiej głowie skrytej pod rybią głową i tak dalej, które miały nauczyć ludzi podstaw cywilizowanego życia. Pierwszym z Apkal był Uan lub Boannes, potem nadciągnęli kolejni Apkal. Te istoty pojawiły się zarówno przed potopem, jak i po potopie. Uan był tym pierwszym przedpotopowym, natomiast po potopie też się pojawili Apkal, tylko oni już zgrzeszyli czymś zgodnie z tym mitem.
Zgrzeszyli czymś, prawdopodobnie zbytnim zbrataniem się z ludźmi i zostali ukarani przez bogów. Kiedy przyjrzymy się innym kręgom kulturowym, również znajdziemy takie postaci bogów, dobrodziejów z kosmosu. O tym już mówiłem. Chociażby Hsi z Chin, Prometeusz i Deukalion z mitologii greckiej. Mamy też Quetzalcoatla z mitologii ludów Mezoameryki. Tak więc w wielu kulturach rzeczywiście tkwi takie przekonanie, że kiedyś ludzkość otrzymała cywilizacyjne dary od istot wyżej rozwiniętych lub od bogów. Hancock troszeczkę modyfikuje tę hipotezę i uznaje, że tak naprawdę był to ślad dawnych wspomnień o zetknięciu z przedstawicielami cywilizacji, która istniała na Ziemi, ale zniknęła. I ci niedobitkowie, spadkobiercy zaginionej cywilizacji, uciekinierzy z Atlantydy spotkali w pewnym momencie ludzi stojących na niskim poziomie. Bo Hancock mówi wprost, że wtedy ta cywilizacja, która istniała, ta cywilizacja matka czy cywilizacja X, nie była ogólnoświatowa. To wyglądało mniej więcej tak jak teraz.
Oczywiście moim zdaniem mówimy o cywilizacji, która nadal stoi na pewnym niskim stopniu zaawansowania w porównaniu z tym, co mamy teraz. Natomiast on twierdzi, że zarówno obok tych przysłowiowych Atlantów istniały też grupy prymitywnych zbieraczy, łowców i tak dalej. Ci uciekinierzy z Atlantydy w momencie, kiedy ich cywilizacja się zawaliła, trafili do tych miejsc, gdzie żyli prymitywni ludzie i po prostu zaczęli ich nauczać. Stąd się wzięli magowie bogów. Dlatego że oni zostali ujęci za bogów, za czarodziejów i przypisano im takie poczesne miejsce w dziejach. I to w zasadzie tyle. Skąd się wzięli magowie bogów, kim są i tak dalej. Natomiast jest jeden problem zasadniczy, bo nie mamy na to, jak było naprawdę, żadnych dowodów. Sugestie, które są najciekawsze, to moim zdaniem mit o Apkal oraz ta historia z Księgi Henocha. Nie wiemy niestety, skąd ta historia z Księgi Henocha pochodzi.
Możliwe, że pochodzi od Apkal. W każdym razie osobiście do mnie bardziej przemawia hipoteza o jakiejś obcej ingerencji pozaziemskiej w ramach ściśle kierowanego projektu, która to inteligencja zaszczepia na Ziemi cywilizację w różnych miejscach, a robi to tylko dlatego, że wie, iż nasza planeta ma tendencję do ulegania okresowym kataklizmom. Oczywiście hipoteza Hancocka również nie jest czymś, co można wykluczyć. Natomiast Hancock powołuje się także na pewne źródła, które tak do końca nie muszą być źródłami. Cały problem w interpretowaniu historii starożytnej polega na tym, że na przykład historię o Atlantydzie zawartą w „Dialogach” Platona możemy poczytać jako źródła historyczne i wtedy uznamy, że ta historia opowiada o czymś, co wydarzyło się naprawdę. Ale my nie mamy stuprocentowej pewności, że tak było. I Hancock opiera się między innymi na pewnych wątkach znalezionych u Platona. Między innymi na tym, że kapłani egipscy byli szafarzami jakiejś wiedzy zaginionej cywilizacji, że słynna świątynia w Sais była czymś w rodzaju biblioteki po tej starożytnej cywilizacji i tak dalej. Wszystko to się jakoś ze sobą może wiązać. Natomiast jeden podstawowy problem polega na tym, że Jest to hipoteza, która pozostaje tylko hipotezą.
Tak naprawdę Hancock z jednej strony poskładał to wszystko jakoś do kupy, ale z drugiej strony nie jest to coś, co można przypisać tylko jemu, dlatego że wiele osób poszło podobnym tropem. Tak naprawdę jest cała grupa pisarzy, którzy mieli podobne wnioski. Ale to może malutka krytyka. Główne pytanie sprowadza się do tego, jak osobiście interpretujemy postaci przewidzieli kultury i cywilizacji. Bo jeżeli uznamy, że byli to jednak ludzie i że tak naprawdę nasza cywilizacja jest odnogą czy gałęzią po cywilizacji matce, to tak naprawdę jesteśmy spadkobiercami ogromnej tysiącletniej cywilizacji, kultury i sami sobie z tego nie zdajemy sprawy. Czy możemy znaleźć jakieś dowody, przesłanki świadczące o tym, że magowie bogów, przekazując swoją kulturę i swoją wiedzę, zrobili to tak skutecznie, że do dziś mamy jakieś zachowane po tym ślady, chociażby w mitologii? Są takie rzeczy i mówiłem o tym w poprzedniej audycji. Między innymi skupiając się na Plejadach, skupiając się na micie o potopie. Gdybyśmy uznali, że pewne paralele między mitami ludów z różnych stron świata sugerują, że te mity wzięły się z jednego źródła, to tak naprawdę zyskujemy potwierdzenie teorii o tym, że magowie bogów mogli działać w rzeczywistości. Natomiast kiedy wejdziemy głębiej w historię, to zobaczymy, że jest ona często bardzo pokręcona, szczególnie jeżeli chodzi o mitologię.
Posłużę się tutaj przykładem synów Boga i Abgar. Tak naprawdę synowie Boga z Biblii najprawdopodobniej wzięli się z owego mitu Abgar o owych nauczycielach. Tak samo jest z historią zawartą w księdze Henocha. Kiedy analizujemy źródła starożytne, musimy zawsze pamiętać o tym, że nie wszystko jest tam tak łatwe. Tak naprawdę łatwo jest stworzyć scenariusz. Tylko czy on będzie historycznie poprawny? I tak, i nie. To jest cała tragedia historii starożytnej, że z jednej strony coś jest wiadome, ale nie do końca. Mówię o tej najgłębszej starożytności. Dlatego jest to takie fascynujące.
Reasumując mój trochę chaotyczny wywód, muszę powiedzieć, że zaskakuje mnie troszeczkę w teorii Hancocka o tym, że magowie bogów byli przedstawicielami zaginionej cywilizacji. Fakt, że oni wystartowali tę cywilizację z powrotem, ale zrobili to również z bardzo niskiego pułapu. Gdyby oni reprezentowali naprawdę zaawansowaną wiedzę wysoce, to myślę, że plan ich działania powinien być bardziej skoordynowany. Gdyby chcieli zachować swoją spuściznę w jakiś sposób, myślę, że nie powinni poprzestać na samym nauczaniu, ale też na utrwaleniu tego. Utrwaleniu chociażby najprostszej rzeczy. Mamy grupkę ludzi, która przetrwała potop. Przetrwała wielki kataklizm. Ta grupa reprezentuje pewną cywilizację, reprezentuje pewien poziom, także intelektualny. Ci ludzie się nagle pojawiają wśród dość prymitywnych plemion. I co robią?
Uczą ich rolnictwa, uczą ich rzemiosła. Ale wydaje mi się, że pierwsza rzecz, którą powinni zrobić, to wytworzyć lub wyhodować sobie kastę bardziej zmyślnych prymitywów. To jest bardzo brzydkie słowo, przepraszam, ale nic innego mi teraz nie przychodzi do głowy. Którzy byliby beneficjentami tej ogromnej wiedzy, bo w inny sposób ona uległaby szybkiemu rozproszeniu. Uczniowie magów bogów powinni przejąć od nich pismo, bo przecież zaawansowana cywilizacja musiała posiadać jakieś pismo. Powinni przejąć jakąś skodyfikowaną wiedzę. My niestety na 100% nie możemy powiedzieć, że takie coś zaszło. Owszem, legenda o komnacie zapisków, legenda o słynnym labiryncie. Z drugiej strony legenda o metalowej bibliotece po drugiej stronie oceanu sugerują, że coś takiego mogło się wydarzyć. Natomiast nie mamy 100% pewności, bo gdyby to wszystko działo się w tak wielkim stopniu zaawansowania, to nie może istnieć sytuacja, że
[01:19:34] - Cywilizacja jest tak wielka, że jej po prostu nie widać. Taka cywilizacja może istnieć tylko w książkach pewnego polskiego autora, który twierdzi, że istniała cywilizacja Lechitów tak ogromna i tak wielka, że w ogóle jej nie widać. Oczywiście Hancock jest intelektualistą i zna historię. Natomiast momentami wydaje mi się, że gubię się w pewnych elementach jego modelu. Ale modele tego typu mają to do siebie, że nie wszystko jest dopracowane, bo gdyby wszystko było dopracowane, to nie mielibyśmy zagadki, a po drugie byłyby one chyba mniej wiarygodne, dlatego, że wszystko w nich byłoby naciągane. Tutaj mamy jeszcze kilka otwartych kwestii, które pozostają. Rzeczywiście mogę się mylić dlatego, że jak powiedziałem, historia starożytna nosi w sobie piętno dramatyzmu, a z drugiej strony taką nutkę romantyczności, że tam gdzieś w tysiącleciach od powiedzmy V wstecz działo się coś, co może być prymitywną historią z krzemiennymi narzędziami, igłami z kości i futrami w tle. Ale może być też bajką albo fascynującą opowieścią o cywilizacji, która istniała i zniknęła. Fascynującą opowieścią o naszej zakazanej, zapomnianej spuściźnie. Ja to tak widzę.
Dziękuję.
[01:21:20] - Przechodzimy do kolejnego pytania. Brzmi ono następująco: gdyby nie katastroficzny scenariusz sprzed kilkunastu tysięcy lat, cywilizacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Na jakim etapie byliby dziś ludzie, gdyby nie zostali wówczas zatrzymani przez naturę? Może teraz pierwszy niech się wypowie Arek Kocik. Arku?
[01:21:42] - Tak jeszcze myślę o tym, co mówił troszeczkę wcześniej Piotr. Być może nie potrzebowali przekazywać pisma. Być może przekazali coś o wiele istotniejszego. Kronikę Akaszy i naukę, jak sięgać po nią. Być może te wszystkie wynalazki, które przychodzą wynalazcom do głowy w czasie snu czy w takiej właśnie fazie, są właśnie z tej biblioteki, ale takiej trochę innej. Troszeczkę inaczej do niej się wchodzi. Tutaj jest powiązanie z tym, na jakim etapie bylibyśmy, gdyby tamtej cywilizacji nie zakończyło. Być może byśmy byli cywilizacją całkiem inną, nie tyle techniczną w ten sposób, w jaki w tej chwili jesteśmy. Czyli tak jak już wcześniej w poprzedniej debacie wspominaliśmy, gadżeciarskiej, tylko mielibyśmy bardziej otwarte umysły i być może to wszystko potoczyłoby się troszeczkę inaczej, choć nie sądzę, żebyśmy lecieli do gwiazd. Mógłby być też inny scenariusz.
Każda cywilizacja, która dochodzi do pewnego dobrobytu, do pewnego stanu zadowolenia mieszkańców, zatrzymuje się i to na bardzo długo. Co widzimy po Afryce, co widzimy po niektórych cywilizacjach, które były, że po prostu się zatrzymali. Dobrze jest, nie należy nic robić. Taka chińska stagnacja. Nic nam więcej nie potrzeba. Nie jesteśmy w stanie niczego się więcej nauczyć i nie jest to do niczego potrzebne. Jakoś tak na tej zasadzie. Ciężko przewidzieć, gdzie byśmy byli, gdybyśmy mieli wcześniej większą wiedzę na jakiekolwiek tematy. Doszliśmy dokąd doszliśmy i należałoby myśleć, co dalej my tu możemy, co nas czeka, bo na przykładzie tego, co było, można przewidzieć to, co będzie. Musimy się w jakiś sposób zabezpieczać przed kataklizmami, które gdzieś tam w kosmosie czyhają na nas i powoli się do nas zbliżają, a my tu zadowoleni z siebie budujemy jakieś tarcze antyrakietowe.
Dziękuję.
[01:24:38] - Na czacie, który towarzyszy naszej transmisji na YouTube użytkownik Szakal IFX napisał: „Aż mi książka »Magowie bogów« spadła z półki. Chyba jakaś energia idzie z tej audycji”. Oddajmy teraz może głos Chrisowi. Chrisie?
[01:24:52] - Ja się tutaj absolutnie zgodzę z tym, co powiedział Arek. Rzeczywiście różnica w tym, co mamy teraz, a prawdopodobnie co było wtedy, patrząc na te pozostałości, jakie jeszcze tu i gdzie spotykamy, chyba polega właśnie na tym gadżeciarstwie. My dziś nie jesteśmy w stanie żyć bez gadżetów. Wygląda na to, że kiedyś ich kompletnie nie potrzebowano i używano zupełnie innej technologii, która w jakiś sposób zupełnie nie trafia do nas dziś, że mogłaby być stosowana i używana, ponieważ nasza cywilizacja oparta jest na absolutnej fizyczności. Wszystko musi być materialne. Do wszystkiego musi być użyte w jakiś sposób urządzenie. Cała reszta jest nieistotna. Zresztą tak jesteśmy wychowywani. Nauka nas w tym wszystkim utrwala. Fakt, że Większość tych budowli, tych najstarszych megalitów, tych, o których nie wiemy, kto je zbudował i w jaki sposób je zbudował, na przykład nie posiada żadnych ozdób.
To, czego nie posiada, co nie posiada, również umocnień. Kiedy kopano tam dookoła i poszukiwano śladów po tych, którzy je wykonali, nie natrafiono na przykład na ślady po broni. Nie znaleziono głupiego ostrza od strzały czy włóczni. Wyglądało na to, że nikt tych ludzi nie atakował, nie walczyli ze sobą, nie potrzebowali czegoś takiego. Takich śladów nie ma w Caracol, w Mohenjo-daro, w całej kulturze Harappa. Dopiero później, po potopie, nagle ludzie zaczynają wojować ze sobą. Zaczynają odbierać sobie ziemie i tereny. Nie wiadomo, z czym to jest związane. To, co jeszcze jest ciekawe i istotne w zrozumieniu tego, w którą stronę ta cywilizacja mogłaby pójść, jest fakt, że jest to cywilizacja niezwykle metafizyczna, że jej odległym echem jest szamanizm, który stał się pierwszą kulturą tuż po odbudowaniu tej naszej cywilizacji po potopie, kiedy następuje w jakiś sposób bezpośrednie połączenie z bogami, kiedy bardziej się je odczuwa i odczuwa się świat, niż doznaje w sposób fizyczny. Gdzie podróż, nawet kosmiczną, można wykonać w innym stanie świadomości.
Może być ona tak samo skuteczna jak dzisiejsza podróż za pomocą na przykład statku kosmicznego. Zresztą niezbyt daleko, jak się okazuje, bo za daleko nie potrafimy ulecieć. Dziś nie potrafimy inaczej o tym myśleć, jak tylko o konkretnej przestrzeni do pokonania za pomocą konkretnego urządzenia z mnóstwem przycisków i z różnymi zwojami, jakimiś elektrycznymi, elektronicznymi i z procesorami koniecznie. To są główne różnice. To jeszcze, co mi się nasuwa, kiedy myślę o tej cywilizacji, to jest jedna rzecz, która mnie najbardziej niepokoi. Bo my ją zawsze chwalimy. Mówi się o niej w historii jak o złotym czasie. Ale kiedy przyjrzeć się tym wszystkim starożytnym kronikom, tym zapiskom w piśmie klinowym czy na ścianach staroegipskich budowli, to rzecz charakterystyczna jest taka, że ci wszyscy bogowie, którzy dali impuls do powstania tej cywilizacji, mają olbrzymią słabość do ofiar. I są to ofiary z żywych stworzeń, ze zwierząt, ale i z ludzi. To jest bardzo dla mnie niepokojące, że oni tak bardzo kochają te ofiary z ludzi, że coś im to daje w jakiś sposób, że w zasadzie w pewnym momencie można dojść do wniosku, że właściwie cały układ pomiędzy człowiekiem a twórcami tej cywilizacji polegał na tym, że oni dają nam technologię albo dają nowe pomysły na życie, natomiast my będziemy im za to składać ofiary, bo im są one do czegoś bardzo potrzebne.
Myślę, że ten koncept w naszej logice bardzo trudno jest sobie w jakiś sposób odpowiednio ustawić w odpowiedniej perspektywie, ale ten element mnie bardzo niepokoi. Jeżeli spojrzeć na to z tej perspektywy, cała nasza obecna historia, ta zapisana w książkach historycznych, głównie polega na wojnach, a wojny są nic innym jak zabijaniem, a zabijanie jest tak jakby składaniem ofiar. Wiele z tych wojen jest kompletnie nielogicznych, nie doprowadza do niczego. Jeżeli człowiek byłby mądry po szkodzie, nie tylko Polak, ale w ogóle człowiek ogólnie byłby mądry po szkodzie, zauważyłby, że w perspektywie 200, 300 lat wygranie bitwy pod Grunwaldem nie ma żadnego znaczenia. Jest to tylko niepotrzebny przelew krwi. Zamiast wrócić do domu, nabarzyć sobie piwa i włączyć sobie „Taniec z gwiazdami” na przykład. Czy może raczej coś bardziej pożytecznego niż to. Ale ludzie to robili i robią, i ciągle chcą to robić. Ciągle chcą wojować ze sobą tak, jakby ktoś im podszeptywał, że już czas na to, żeby złożyć jakąś ofiarę dla tych, którzy dają nam tą energię, tą technologię, tą wiedzę tajemną, do której my sami nie potrafimy dojść. Jesteśmy nią w jakiś sposób opętani.
Także na podstawie tych szczątków, które dziś jeszcze tu i ówdzie możemy znaleźć, tak jak Sacsayhuamán w Peru czy te megality na Malcie, czy piramidy egipskie. Ponieważ nie wiemy absolutnie, do czego one mogły służyć i w jaki sposób działały i funkcjonowały, nie wiemy, jak wyglądałoby nasze życie dziś. Być może. Z pewnością byłoby kompletnie inne niż jest ono teraz. Z pewnością nie wymagałoby zewnętrznej technologii, tych gadżetów, którymi się posługujemy, ponieważ tych gadżetów nie znaleziono wokół tych miejsc. Dlatego to jest jedna z wielkich zagadek tych megalitów. Jak tak niezwykle precyzyjnie budowle można było wykonać bez użycia skomplikowanych i na tą samą skalę mierzonych narzędzi? I dlatego historycy uważają, że wszystko to był młoteczek, meselek i bardzo dużo wolnego czasu do stworzenia tego typu historii. I pewnie jeszcze budowali ludzkie piramidy, żeby podnieść na przykład kamyczek do góry czy podnieść młoteczek, który komuś spadł z takiej piramidy. I nie miał już nim co wystukiwać dalej.
Także nie ma tej infrastruktury. To, o czym mówiłem wcześniej, to być może takie nieporozumienie z poprzedniej naszej debaty wynikło, że nie uważam, że ta cywilizacja była niewidzialna, bo niewidzialna nie była. Ona istnieje jak najbardziej. Natomiast nie ma tego, co sprawiało, że jest ona wielka. Czyli oprócz tego, że mamy szczątki niezwykłych budowli, nie mamy nic. Na przykład nie mamy żadnych dowodów na to, że zmieniono krajobraz po to, żeby umożliwił zbudowanie takiej budowli. Czyli na przykład, jak to jest w przypadku wielu budowli megalitycznych w Peru, na przykład zwykłego stworzenia dróg dojazdowych. Żeby móc dowieźć te głazy z 20, 30, a czasami 70 kilometrów dalej. Na przykład w przypadku piramid, podobno te wielkie bloki skalne wieziono łodziami po Nilu i zawożono do Gizy, żeby zbudować te piramidy. Tyle że na dnie Nilu nie znaleziono ani jednego kamienia, co oznaczałoby, że jeśli przez ileś set lat wożono te kamienie, to nigdy nie wydarzył się żaden wypadek i żadna łódź z takim kamieniem nie zatonęła.
Nigdy taki kamień nie wypadł z takiej łodzi przez przypadek albo przez to, że łódź była stara i spróchniała i nigdy coś podobnego się nie zdarzyło. Mimo to historycy mówią, że ten olbrzymi materiał wozili łodziami właśnie w stronę Gizy, żeby móc budować te piramidy. Także nie ma tej infrastruktury, czyli musiało zajść coś zupełnie innego. I tą niewidzialność, o której mówiłem, to miałem na myśli to, że być może umiejętność dotarcia do innego wymiaru, do przerwania tej płaszczyzny czasoprzestrzennej, którą jesteśmy otoczeni, jest właśnie wyjaśnieniem zaginionej cywilizacji. Ta magiczna umiejętność, która tych ludzi, których Hancock nazywa twórcami cywilizacji, nazywa magami, że ich największa moc polegała na tym, że potrafili przejść do innego wymiaru. Jeżeli przeniesiemy wielki głaz do innego wymiaru, być może istnieje on tam w formie kompletnie zdematerializowanej. Być może waży tylko trzy gramy i może go przenieść mrówka na plac budowy albo nawet ustawić w miejscu, gdzie materializuje się w naszych trzech wymiarach i jest wielką skałą, wielkim blokiem skalnym. To miałem właśnie na myśli i potwierdza mi takie spojrzenie, być może dla niektórych takie bardzo fantastyczne, na to, jak mogła wyglądać tego typu cywilizacja. Potwierdza mi to, co robi się dziś obecnie w fizyce i co wyprawia CERN, czyli wielki zderzacz hadronów, gdzie doświadczenia, jakie tam się prowadzi, mają doprowadzić do tego, aby móc przerwać ten płaszcz czasoprzestrzenny, który nas otacza. Tak jak na przykład eksplozja nuklearna przerywa go w jakiś sposób na maleńki ułamek sekundy i dzięki temu ni stąd, ni zowąd stajemy się od pewnego czasu, czyli od roku gdzieś '45, '47 świadkami niemalże inwazji UFO.
Nie wiemy, co to jest, z czym to jest związane. Nie umiemy tego wytłumaczyć. Snujemy mnóstwo teorii i przypuszczeń, że jednak nas znaleźli, ale kiedy popatrzymy na to z perspektywy historii, to może rzeczywiście pojawiało się tu i ówdzie w przeszłości, ale w takiej masie, z jaką mamy do czynienia w XX wieku, od końca II wojny światowej nigdy. A jest to ściśle związane, jeśli spojrzeć na to z tej samej perspektywy, z której ja patrzę na to, że nagle dokonuje się całej masy eksplozji nuklearnych, które przerywają tę właśnie strukturę czasoprzestrzenną, przez którą nie tylko ktoś może wlecieć, ale ktoś może wykorzystać do czegoś. Ta inna, pozaziemska cywilizacja, która funkcjonuje w innym wymiarze, jest w stanie dotrzeć do naszej, czy jest w stanie tylko nas w jakiś sposób wizytować. Wiem, że jest to chaotyczne troszeczkę to, co mówię, ale w taki sposób to właśnie widzę i ten niepokojący element składania ofiar też sugeruje mi, podpowiada mi, że być może o to wszystko tak naprawdę chodziło w II wojnie światowej. Bo jeżeli popatrzymy na opętanie, to ezoteryczne opętanie nazistów i bardzo poważne podejście do tego tematu, wręcz państwowe, oficjalne podejście do tego tematu i jeśli założyć, używając kompletnie fantazji, że rzeczywiście dotarli do jakichś postaci nie z tego świata, nie z tego wymiaru, którzy podpowiedzieli im parę technologii, ale za cenę ofiar ludzkich, to wówczas II wojna światowa i hekatomba wydaje się o wiele bardziej logiczna niż to, że tak solidnie myślący Niemcy potęgę, którą zbudowali, potrafili praktycznie zniwelować w ciągu kilku lat, wyruszając na absolutnie samobójczą i nonsensowną wyprawę. Zamiast opanować świat drogą pokojową, drogą absolutnej przewagi gospodarczej i potęgi militarnej, jaką stworzyli, bez tworzenia takiej masowej hekatomby i wojny wszystkich ze wszystkimi, do jakiej doprowadzili. Nie widzę innego wytłumaczenia w bezsensownym zabijaniu, jak właśnie w jednym wielkim misterium, gdzie trzeba złożyć olbrzymią ilość ofiar, którą ktoś się karmi, która komuś odpowiada. To może będzie bardzo drastyczne, ale nawet palenie w piecach tych zwłok przypomina składanie ofiar całopalnych przez tych starożytnych po to, żeby przymilić się bogom, po to, żeby popatrzeć, czy oni są zadowoleni, czy nie.
W jakiś sposób dla mnie to korespondują te dwie sytuacje, bo ludzkość od tego czasu nie zmieniła się za bardzo. Podąża pewnym logicznym kursem, tylko zmienia się nasze otoczenie i nowe pokolenia wzrastają i tylko to tak naprawdę się zmienia. Także tak to widzę, może troszeczkę za bardzo chaotycznie. Nie do końca mam przemyślany ten moment czy ten problem, ale myślę, że coś być może jest tu na rzeczy i dlatego o nim dzisiaj wspominam. Dziękuję.
[01:38:13] - Piotrze?
[01:38:14] - Tak jak panowie wspomnieli, pewnie teraz nasi słuchacze znowu mówią: „O, znowu się będzie z nimi zgadzał” i tak dalej. Znowu nie ma życia w debatach logicznych, bo nikt się-
[01:38:25] - Zgadzaj się, nie zgadzaj
[01:38:26] - Tak. Kiedyś musimy się pokłócić na wizji. Gdzie tam na wizji? Na antenie. Coś dzisiaj nie dojeżdża. Jak panowie wspomnieliście, Hancock tak napisał: „Cywilizacja X, matka wszystkich kultur, mogła opierać się o zupełnie inne wartości”. Tak na dobrą sprawę, my w tym codziennym pędzie życia nie dostrzegamy pewnych spraw, które są dla nas naturalne. Ale gdybyśmy byli przedstawicielami innej kultury, gdybyśmy się urodzili gdzie indziej, nasze życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Gdybyśmy przeszczepili na nasz grunt wartości Indian północnoamerykańskich czy Aborygenów. Zresztą o tym chyba też już kiedyś mówiłem, że istnieją cywilizacje, czasami cywilizacje nieformalne, które nie wypracowały wielkiej kultury, spuścizny materialnej, ale wypracowały wielką spuściznę duchową.
Najlepszymi przykładami są Indianie i Aborygeni. Ogromną spuściznę duchową wypracowały też Indie, ale wypracowały też inne formy cywilizacyjne. Natomiast Aborygeni nie wypracowali literatury. Tak samo było z Indianami północnoamerykańskimi. Ale mimo wszystko ich kultura duchowa jest ogromna, dlatego że była przekazywana innymi drogami niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Gdyby nagle stało się coś takiego, że żywotność tych kultur zostałaby przerwana, mogłoby się okazać, że w ogóle nie mamy śladów po Aborygenach i Indianach. Gdyby tysiąc lat temu stało się coś, co sprawiłoby, że zniknęli oni z powierzchni ziemi, znaleziono by kości, jakieś ślady osadnictwa, ale nic nie wiedzielibyśmy o ich przebogatej kulturze. Tak mogło być z cywilizacją X, która istniała przed naszą, że była to cywilizacja oparta bardziej o wartości niematerialne, duchowe. Hancock idzie chyba o krok dalej i twierdzi wprost, że ona była oparta o wątki parapsychiczne. To znaczy, że przedstawiciele tej cywilizacji dysponowali zdolnościami umysłu, które w naszym przypadku uległy pewnemu zatamowaniu, zahamowaniu lub przestaliśmy ich używać.
Nieużywana zdolność zanika i od czasu, kiedy homo sapiens przestał wykorzystywać zdolności parapsychiczne, one po prostu zanikły. Chodzi chociażby o telepatię. Hancock uważa, że w cywilizacji X istnieli ludzie, którzy potrafili to lepiej wykorzystywać. Czy to prawda? To jest temat bardzo kontrowersyjny, dlatego że nie mogę powiedzieć, że to jest nieprawda, że na przykład homo sapiens, jeszcze żyjąc na tych bardziej pierwotnych stadiach rozwoju, nie posiadał czegoś, co my dzisiaj nazwalibyśmy zdolnością parapsychiczną. Dlatego, że coś takiego jak dziś rozwinięta empatia czy przeczucia mogą być pozostałościami czegoś, czym nasi przodkowie dysponowali, kiedy jeszcze nie potrafili mówić. Może nie to, że nie potrafili mówić, ale mieli ograniczoną możliwość wypowiadania się i musieli się zdawać na inne metody komunikacji. Czy możliwe, że wchodziły tam również w grę takie zjawiska jak komunikacja pozazmysłowa? Nie jest to wykluczone, że istniał homo sapiens psychicus, czyli ten, który posługiwał się zdolnościami paranormalnymi. Oczywiście nie był to jakiś Superman, ale ktoś, kto w znacznie lepszym stopniu wykorzystywał zdolności takie jak empatia czy intuicja.
Ale powracając do cywilizacji X, jak ona by wyglądała, gdyby przetrwała? Według Hancocka na pewno dziś... Zresztą myśmy mu zadali to pytanie, Marku, podczas naszego wywiadu w środę i on odpowiedział, z tego, co pamiętam, coś takiego, że gdybyśmy się zetknęli z tą cywilizacją, to byśmy jej nie poznali, dlatego że byłaby tak odmienna od naszej. Pod wieloma względami na pewno tak. Z naszego punktu widzenia możemy sobie wyobrażać to w następujący sposób: że cywilizacja X, dajmy na to na poziomie starożytnych Egipcjan, istniała już na przykład 12 tysięcy lat temu, ale upadła. Gdyby ona od tych 12 tysięcy lat, bo nie wiadomo, ile istniała wcześniej, ale dajmy na to, że od 12 tysięcy lat się gdzieś tam rozwija, mniej więcej, to do tej pory mielibyśmy już cywilizację na znacznie wyższym poziomie. Prawdopodobnie na znacznie wyższym poziomie chyba też technicznym, bo możliwe, że przełożyłoby się to na rozwój techniczny. Nasza spuścizna duchowa i kulturowa też wyglądałaby absolutnie inaczej. Na pewno nie byłoby tych religii, które istnieją teraz. Moim zdaniem, gdyby cywilizacja się rozwijała nieustannie, to na pewno Popularne byłyby wątki kulturowe i religijne, które istniały w jej kręgu.
I tutaj taka zagadka i taka kwestia, bo wiele osób sugeruje na przykład, że pozostałością wierzeń tej cywilizacji X jest to, co nazywamy ezoteryką. Może nie ezoteryką, ale zachodnią tradycją ezoteryczną. Dlatego, że to jest tradycja, która zawiera w sobie bardzo wiele wymieszanych wątków i one dały w efekcie coś tak interesującego, że wiele osób zaczęło uważać, że niektóre elementy tych wierzeń okultystycznych pochodzą tak naprawdę z czasów przedcywilizacją egipską i one mogą pochodzić jeszcze z Atlanty. Dlatego spotyka się czasem taki pogląd, że wiedza okultystyczna, ezoteryka — nie należy tego mylić z wywoływaniem szatana, jak robią to niektórzy. Ale najprościej mówię: to, co nazywamy zachodnią tradycją okultystyczną, czyli tego typu nauki, pochodzą jeszcze z ich podstawy. Hermetyzm może być religią pochodzącą z tych czasów przedegipskich jeszcze, z cywilizacji X. Oczywiście historycy twierdzą co innego, że hermetyzm powstał tak naprawdę jako trochę dzika religia z połączenia wątków egipskich i greckich. Tak wyglądałaby cywilizacja X, gdyby rozwijała się naturalnym torem. Natomiast według Hancocka ona się rozwijała troszkę torem oryginalniejszym i nie tak do końca normalnym. Dlatego że, jak mówiłem, on twierdzi, że jej przedstawiciele oprócz tego, że byli rozwinięci cywilizacyjnie w pewnym stopniu, to posiadali jeszcze coś, czego my nie mamy.
I nie był to trzeci pośladek, tylko zdolności parapsychiczne. Pewne zdolności parapsychiczne w pewnym zakresie. I on potem przechodzi do takiego wniosku, że w toku cywilizacji już ta nowa ludzkość budowana przez magów bogów przestała używać tej rozwiniętej intuicji. Zostały nam jakieś jej szczątki i każdy z nas to może wyczuć. Natomiast zbudowano już cywilizację zupełnie inną, bardziej materialistyczną. I teraz pytanie, jak wyglądałaby ta cywilizacja w perspektywie Hancocka, cywilizacja psychików, gdyby rozwijała się do dziś? Nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć. Czy byłby to raj na ziemi, czy byłaby to jakaś paskudna fasadowa utopia? Jest to sprawa niezmiernie ciekawa i pokazuje, że tak naprawdę nasza historia jest tak głęboka i tak związana często z bardzo drobnymi zmiennymi, że taka jedna drobna zmienna, taki jeden element mógłby warunkować cały nasz rozwój. Innymi słowy, my żyjemy w pewnym systemie, który został nakręcony i który działa.
I tak naprawdę nie mam pojęcia, czy ktokolwiek na planecie wie, gdzie i po co to wszystko zmierza, bo wydaje mi się, że znaleźliśmy się w bardzo złym punkcie dziejów na chwilę obecną i potrzeba nam znalezienia pewnego stabilnego gruntu, żeby zobaczyć, jak będzie wyglądała nasza przyszłość i kim my w ogóle jesteśmy. Na chwilę obecną człowiek się cholernie pogubił i tak naprawdę nie wiemy, gdzie są nasi przodkowie i co my w ogóle zamierzamy zbudować. I tutaj Hancock też ma pewne przesłanie, ale to może powiemy o nim trochę później. Dziękuję.
[01:49:09] - I kolejne pytanie, czy tradycja magów bogów może żyć nadal w niektórych tajnych stowarzyszeniach? Może teraz pierwszemu damy głos Piotrowi. Piotrze?
[01:49:20] - O, to jest kwestia bardzo kontrowersyjna i spekulatywna. Powtórzę się. To pytanie zadaliśmy też Hancockowi. Marku, co on powiedział wtedy? Nie pamiętam. Chyba powiedział, że jest zdania, że coś takiego mogło się zdarzyć. Natomiast musielibyśmy założyć, że rozbitkowie z Atlantydy, bo tak ich będę nazywał, bo tak łatwiej sobie to wyobrazić, przetrwali, założyli jakieś bractwo, założyli jakąś grupę i od tego czasu w zasadzie odkąd uczyli pierwszych ludzi sadzić pszenicę i hodować jabłka. Hodować jabłka... Uprawiać jabłka. I od tego czasu mają cały czas tą ludzkość na oku.
My mówiliśmy o nadzorcach Ziemi w dwóch debatach ufologicznych, czyli w siostrzanym programie, ale gdybyśmy chcieli teraz rozgryzać ten temat, musielibyśmy powtórzyć zawartość tych dwóch programów. Ale tak w skrócie, gdyby takie hipotetyczne bractwo Kontynuujące tradycje owych rozbitków z Atlantydy istniało, miałoby pewnie formę podobną do tych organizacji, które nazywa się masonami. Do tych wszystkich tajnych organizacji, które mają gdzieś stać w tle naszej historii i przekazywać pewne wartości służące rozwojowi duchowemu, rozwojowi osobistemu i przekazujące prawdy, które nie są znane wszystkim. Czyli to innymi słowy byłaby jakaś pewnie tajna organizacja. Na 100% nie jestem pewien, czy akurat któraś z nich wywodzi się jeszcze z Atlantydy. Natomiast mówienie o nadzorcach Ziemi w kontekście magów Bogu, rodzi bardzo wiele sugestywnych związków. Oczywiście moglibyśmy zasugerować taką hipotezę, że oczywiście ci magowie Bogu, uciekinierzy z Atlantydy, założyli jakieś tajne bractwo i cywilizacja, którą zbudowali, została zbudowana, ale według ich modły i na ich warunkach. Została zbudowana cywilizacja, która obarczona jest pewnymi błędami albo zbudowany został system, na którym pasożytuje pewna kasta. Ale to są chyba bardzo daleko rozwinięte, daleko posunięte hipotezy. Dlatego ograniczę się może do takiej małej sugestii, która pojawia się chociażby u Platona.
Tam mamy powiedziane, że kapłani z Sais, z miasta w delcie Nilu, dysponują ogromną wiedzą. Podczas tej dyskusji Atlantydzie z Solonem, która zostaje przytoczona w „Timajosie” chyba, albo w „Kritiasie”. Dyskusja jest przytoczona w obu, ale nie pamiętam, w której występuje Sonchisis, czyli kapłan egipski z Sais, który mówi Solonowi, że: „Wy, Grecy, jesteście jak dzieci, bo wy znacie tylko małą część historii. Natomiast ta reszta historii znana jest kapłanom egipskim”. I na tym opiera się Gienko, który mówi, że w Egipcie istniał pewien rodzaj zakonu, tajnej organizacji, która przekazywała sobie wiedzę o tej zaginionej cywilizacji. I teraz gdzie ta wiedza się podziała? Czy ona została gdzieś spisana, czy ona była przekazywana ustnie, czy na przykład te materiały uległy zniszczeniu? Czy te materiały mogły być częściowo składowane albo jakieś odpisy z tych materiałów mogły być w Bibliotece Aleksandryjskiej, czy na przykład zostały ukryte? Czy na przykład ta słynna metalowa biblioteka, czasami o tym się wspomina. Chociaż to już jest sprawa wysoce spekulatywna.
A może Komnata Zapisków, która ma być ukryta gdzieś w okolicy Sfinksa? Tutaj cały problem w tym, że Komnata Zapisków jest czymś, co pochodzi z readingów Edgara Cayce'go, czyli jasnowidza żyjącego w XX wieku. Także Komnata Zapisków tak naprawdę historycznej wartości nie posiada. Ale jeżeli takie bractwo istniało, jeżeli ci uciekinierzy z Atlantydy założyli sobie uniwersytet, taki hipotetyczny gdzieś i ta wiedza była składowana i zniknęła. To pozostaje pytanie, co się z nią stało i dlaczego została tak zmarnotrawiona. Czy nastąpiło jakieś zmęczenie materiału, że ci uciekinierzy z Atlantydy zdali sobie sprawę, że cywilizacja, którą zbudowali, po prostu nie nadaje się do tego, by przekazać jej tę wiedzę. Jest zbyt prymitywna, rządzi się zupełnie innymi prawami i na przykład skupia się na tym, co powiedział Chris, na wojnie i na religii. Jest omamiona dwoma bożkami. Nie jest już na tak wysokim stopniu zaawansowania. Może dlatego ta wiedza gdzieś zniknęła i stała się bardzo hermetyczna.
Także rozważania te są niezwykle ciekawe. Tym bardziej, że rzeczywiście w Sais, chociaż wskazywano też-
[01:55:22] - Halo?
[01:55:22] - Tak?
[01:55:22] - Halo?
[01:55:23] - Halo, stały słuchaczu. Zaraz, za chwilę oddamy ci głos, tylko daj jeszcze tutaj dokończyć Piotrowi.
[01:55:31] - Dobrze. Nie, dobrze. To ja tutaj oddaję panu głos i słuchamy.
[01:55:35] - Dodzwonił się do nas stały słuchacz z Teorii Chaosu. Jesteś już na antenie.
[01:55:40] - Tak. Tydzień temu, jak była pierwsza debata, gość tam mówił, że my nie umiemy przesuwać ciężkich ładunków, blisko 1000 ton. Jak w latach 50. w PRL-u przesunięto w Warszawie katedrę o 50 metrów, bo była droga. Podnieśli ją. Oglądałem ten dokument w telewizji. Przesunęli katedrę w PRL-u, gdzie nic nie było. Jakoś daliśmy sobie radę. A współcześnie to wielka koparka w Bełchatowie waży ponad 1000 ton. Ona normalnie jeździ po kopalni.
Nie ma problemu z przesuwanie tak ciężkich obiektów. Most ostatnio budowali. Zbudowali most, przesunęli cały most na rzekę. On ważył ponad 1000 ton. Chciałem tylko o to zaprotestować, bo mówił, że nie umiemy przesuwać tak ciężkich ładunków. Tylko tyle. Jeszcze czy ta cywilizacja, która przed nami istniała, nie opuściła Ziemi. Gdyby umiała wznieść się na orbitę, to znaleźlibyśmy na orbicie jakieś szczątki satelitów. Innych obiektów. A jakby na Księżycu umieścili jakiś obiekt, to on by do dzisiaj dotrwał, bo tam nie ma żadnych sił, które by je niszczyły.
[01:56:56] - Dziękujemy.
[01:56:57] - Jakieś satelity.
[01:56:58] - Dziękujemy.
[01:56:59] - Do widzenia.
[01:57:00] - Do widzenia.
[01:57:00] - Dziękujemy.
[01:57:03] - No tak.
[01:57:05] - Może na orbicie istnieją. Tego nie wiemy przecież.
[01:57:09] - Zaraz tutaj oddam panu głos. Dwa słowa ode mnie. Nie pamiętam dokładnie, kto mówił o tym przesuwaniu przedmiotów. Natomiast taka mała wzmianka porządkowa. Dzisiaj mówimy o Hancocku i o „Magach bogów”. Hancock nie inkorporuje takich tematów do swojej teorii. On twierdzi, że to była cywilizacja zupełnie ziemska i raczej nie kosmiczna. I dlatego nie poruszamy tego tematu, bo gdybyśmy jeszcze to zrobili, to pewnie nam by się debata znowu przesunęła na kolejny termin. Dlatego nie bierzemy tego pod uwagę — dlatego, że nie ma tego w książce. Natomiast kiedyś może w jakiejś alternatywnej debacie to poruszymy.
Chris, proszę bardzo.
[01:58:06] - Dwa słowa na ten temat, co powiedział stały słuchacz. Nie wiemy, co znajduje się w kosmosie. Nie wiemy, co znajduje się na Księżycu. Nawet ci, którzy byli na Księżycu, nie opowiedzieli nam prawdopodobnie do końca wszystkiego tego, co tam odnaleziono i czy są tam ślady po czymkolwiek, co nie jest czymś absolutnie naturalnym. To samo jest z Marsem. Możemy tylko spekulować, że być może coś tam się działo w bardzo dalekiej przeszłości. Mamy pewne przeczucia, że nie jest to tak wyjałowiony i martwy, martwa planeta, jak nam się tylko wydaje. Co jakiś czas przelatuje obok nas jakiś kosmiczny kamyk, który wygląda bardzo podejrzanie, ponieważ ma na sobie jakieś takie geometryczne struktury i w momencie, kiedy można go w jakiś sposób sfotografować i obejrzeć dokładnie na przykład przez teleskop, ten teleskop wysiada, jak to było ostatnim razem. Akurat tego dnia jest konserwowany, coś tam nie gra i nie mamy takich zdjęć. Dlatego właśnie tej wiedzy na temat tego, czy jest coś w kosmosie, nie mamy.
Natomiast jeśli chodzi o podnoszenie najrozmaitszych rzeczy i elementów, znów wrócę do tej infrastruktury, którą my dziś posiadamy, żeby przenieść katedrę czy przesunąć na przykład świątynię, przewieźć świątynię z Egiptu do Metropolitan Museum of Art, bo jedna z takich świątyń tam właśnie się znajduje w muzeum, to jest to już olbrzymie przedsięwzięcie. Trzeba to wszystko rozłożyć w jakiś sposób na części i złożyć z powrotem. Ale jeżeli na przykład mówimy o tym, żeby podnieść taki gigantyczny kamyk, jak leży w Baalbek, to już są problemy. Chociażby z tego powodu, że w zasadzie chyba w tej chwili ciągle jeszcze nie dysponujemy dźwigiem, który byłby w stanie taki ciężar samodzielnie podnieść. Czyli jaki to musiałby być dźwig? Jak musiał być mocno zakotwiczony? Jaką musiałby mieć przeciwwagę, by móc w ogóle unieść taki ciężar i przenieść go w jakieś inne miejsce? I teraz, kiedy my mówimy na przykład o budowaniu piramidy, mamy tam do czynienia z wiele mniejszymi głazami, mniejszymi blokami kamienia. Jednak mimo wszystko, kiedy popatrzeć na zdjęcie takiej piramidy i porównać to do ludzkiej skali, to urządzenia, które pomagałyby to wszystko wznieść do góry na taką wysokość i stworzyć taką precyzyjną budowlę, nawet w dzisiejszych czasach byłby z tym poważny problem. Pamiętam taką historię, że Japończycy próbowali znacznie mniejszą piramidę wybudować.
To było chyba w latach 70. Tak straszliwie narozrabiali, że ich tamten rząd egipski, który na początku z przychylnością patrzył na ten eksperyment, że ich przegonił, bo jeszcze w latach 70. nie posiadano odpowiednich urządzeń i techniki, żeby móc tak wszystko dokładnie do siebie spasować, aby taka piramida mogła powstać. A oni budowali piramidę znacznie mniejszą niż ta Cheopsa. Nie zapominajmy, że piramida Cheopsa to jest 6 milionów ton. To nie jest igła z togusiana, to jest coś olbrzymiego. To jest ciągle najwyższy budynek na świecie do XIX wieku. Nic nie przewyższało tej piramidy chyba do początku XIX wieku. Więc jeżeli popatrzymy na to, że to zostało zbudowane w przeszłości, kiedy nie posiadano tych dźwigów, tej infrastruktury, którą my mamy dzisiaj, wydaje się to być wręcz niemożliwym przedsięwzięciem, żeby móc w prymitywny sposób, za pomocą paru deseczek, kijków i młoteczka coś takiego wykonać jak Wielka Piramida. Myślę, że na tym polega ten problem, właśnie w porównaniu tamtych możliwości i naszych możliwości.
Od tamtych czasów minęły tysiące lat. Nie zostało w zasadzie nic. Została tylko jedna wielka zagadka. Natomiast dziś nasza cywilizacja jest cywilizacją budowy. Nieustannie coś jest rozbudowywane, ciągle rozbudowujemy miasta, które tworzą gigantyczne megalopolis. Nigdy chyba w historii tej planety nie zamieszkiwało ją tylu ludzi, ilu jest dzisiaj. Wszyscy muszą gdzieś mieszkać, czymś się poruszać, gdzieś pracować. To powoduje właśnie, że jesteśmy tym wielkim placem budowy i tą infrastrukturę posiadamy i wiemy, ile ona miejsca zajmuje. Natomiast porównując skalę tego, co robiono wówczas, tego nie znajdujemy. Nie znajdujemy narzędzi, nie znajdujemy szkół, gdzie ci ludzie się nauczyli.
Nie znajdujemy budowli, które by w jakiś sposób ewolucyjnie doprowadziły nas do czegoś takiego jak Wielka Piramida. Tylko od razu jest Wielka Piramida. Nie ma nic gorszego. Od razu jest jedna wielka i wspaniała, i każda następna po niej jest gorsza. Tu mamy ten problem. Jak to ugryźć? Jak to zrozumieć, że zaczęto od razu z grubej rury, a potem ta rura nagle zmiękła i wszystko, co później stworzono, stawało się coraz gorsze? Jednocześnie każda kolejna cywilizacja, kiedy popatrzymy na nie, za każdym razem dochodzi do punktu, kiedy rozpada się kompletnie na kawałki. Tak było z Sumerem, który wydawało się, że posiadając swoją własną technologię, nikt nie jest w stanie im zagrozić. Upadł.
To samo stało się z Egiptem. Upadł. Cesarstwo Rzymskie, które było niezrównane technologicznie, nieporównywalne w swoich czasach do niczego, co się działo wokół, również zginęło pod ciosami Wandalów i innych, którzy nadeszli i zatrzymali ten rozwój na przynajmniej półtora tysiąca lat. Myślę, że jest to nauka dla naszej cywilizacji również, że nic nie jest wieczne, że nie można zakładać rozwoju liniowego, że jeszcze parę lat i będziemy jeździli na wycieczki na Marsa, bo wszystko się może w tym czasie wydarzyć. W jakiś sposób mamy taki zapalnik samozniszczenia zainstalowany w nas samych. Być może jest to coś, co jest zainstalowane w naszej planecie, która podlega tym cyklicznym kataklizmom, o których pisał Hancock i które ciągle są w większym lub mniejszym stopniu naszym udziałem. Być może właśnie na tym to wszystko polega, że nie jesteśmy w stanie stworzyć nic trwałego i nic na zawsze. Że to, co tworzymy dziś, co wydaje nam się bardzo dobrze rozwinięte, nie przetrwa następnych 200, 300 lat i być może o nas będą mówić kiedyś, za tysiąc lat, że jesteśmy też taką zaginioną cywilizacją. Tak patrzę na to wszystko. Dziękuję.
[02:04:39] - Jeszcze Arek Kocik. Arku?
[02:04:41] - Pytanie, czy tradycja magów, bogów może żyć nadal w niektórych tajnych stowarzyszeniach? Tutaj znowu trzeba by było wrócić do tego, co było mówione w poprzedniej debacie o metrycznym podziale czasu. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Atlantyda czy ta cywilizacja wcześniejsza, nazwijmy ją Atlantydą dla uproszczenia, zatonęła, została zniszczona 12 tysięcy lat temu. Natomiast pierwsze miasta, miasto Ur i pozostałe, są datowane na bodajże 6 tysięcy lat temu. Jakoś tak. Powstanie ich. Więc widzimy olbrzymią przepaść czasową. To jest parę ładnych metrów. Do tego jeszcze, jeżeli nawet były w jakiejś formie spisane te wszystkie rzeczy, to bardzo ciężko o przetrwanie tego, a tym bardziej odczytanie tego. Oczywiście może być to zapis ustny, że przekaz ustny, który by w jakiś sposób, tak jak Piotr mówił, stworzenie kasty wybranych i przekazanie im wiedzy, by ją krzewili i żeby ją kontynuowali.
Ale przez 12 tysięcy lat to by było w sumie spłycone do jakiejś legendy i można by było to w piosenkach tylko przeczytać czy nawet odsłuchać. Chris mówił poprzednio o zatrważającej skłonności człowieka do oddawania bogom ofiar właśnie z ofiar ze zwierząt najczęściej, które miały być palone. To jest dosyć popularny zwyczaj. Ale chciałem dodać do tego, że trochę dziwny, dlatego że wyobraźcie sobie Noe, który miał te zwierzątka dwa do kupy pozbierać i wsadzić na arkę. Utrzymywał to wszystko przy życiu przez ileś tam dni. Pierwsze, co robi po wylądowaniu, bierze zwierzątka i je po prostu zabija i pali. To takie trochę dziwne. Nie trzymał ich po to, żeby złożyć je w ofierze, a jednak to robi. Więc tutaj jest jakiś splot dziwnych zdarzeń, które w sumie troszeczkę stwarzają domniemanie, że ci bogowie są dosyć krwiożerczy. Przede wszystkim, żeby dla nich zabijać, żeby palić.
Tak się wszystko kręci dziwnie. Nie sądzę, żeby tajne stowarzyszenia, nawet najbardziej tajne stowarzyszenia mogły tak długo funkcjonować na zasadzie przekazu jakiegokolwiek. Raczej ludzie, którzy chcą utrzymać władzę czy może status quo, czy materialnie w jakiś sposób przodować w ludzkości, powiedzmy to w ten sposób, w swoim środowisku. Być może będą chcieli się odwoływać do informacji czy do koncepcji tych nauczycieli, którzy przyszli, którzy coś tam przekazali. Być może fajną ucieczką od tego jest powoływanie się na ludzi typu Blavatska czy Ktokolwiek tworzył zakony Złoty Brzasku i inne, może będzie chciał się na to powoływać. Być może będą mówili, ale to jest wiedza całkowicie pusta i wydaje mi się, nie ma żadnego przełożenia do tego, czym była ta jedna z pierwszych cywilizacji ludzkich i co ona chciała przekazać potomnym. Tak mi się wydaje. Nie jestem pewny, w którą stronę ta cywilizacja chciałaby doprowadzić innych, czy tylko zagwarantować im byt materialny i pozostawić w spokoju, żeby się rozwijali sami. Bo to na pewno było takie rozpierzchnięcie się ludzi po miejscach i umożliwienie im bytu, a resztę, jak wykształcą się, to w którą stronę pójdą, to już zależy od człowieka, od ludzi, od krainy geograficznej i od wszystkich innych zlepków. Tu jeszcze należałoby tylko wspomnieć o jednym.
Co jakiś czas przez całą ludzkość przechodzą pandemie, wirusy. Jakieś zmiany czynią w naszych genotypach. Tak naprawdę nie wiemy, jaki wpływ ma nawet wirus grypy długofalowy na ludzi, oprócz tego, że część po prostu wymiera. Ale ci, którzy zostają, którzy przeżywają, nie wiemy, w którą stronę idą, w którą stronę w ogóle będzie się nasz genotyp rozwijał. Być może te wirusy odpowiadają za to, że utraciliśmy część z tego, co mamy. Między innymi możliwości rozbudowanej telepatii. Ale z drugiej strony być może nauczyliśmy się wielu innych rzeczy, które kształtują nas dzisiaj. Dziękuję.
[02:11:31] - I tak oto dotarliśmy do ostatniego pytania na dziś, a brzmi ono tak: co bardziej do was przemawia? Koncepcja magów bogów czy teoria o nauczycielach paleoastronautach? Może pierwszy niech się wypowie w tym temacie Piotr Cielebiaś. Piotrze?
[02:11:50] - Żeby zachować pewną ciągłość wypowiedzi powiem, że tak naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć, która z tych hipotez jest bardziej prawdopodobna po przeanalizowaniu wszystkich wątków. Bo jeżeli przeanalizujemy tylko wątki dotyczące nauczycieli z nieba, samego tego mitu, to można łatwiej dojść do wniosku, słuchając o przybyszach wyglądających jak pół ryby, pół ludzie, jak jakieś chimery czy o aniołach, którzy osiadają na górze Hebron, można dojść do wniosku, że to była wizytacja, to był ktoś inny. Natomiast kiedy poszerzymy to spektrum poszukiwań, to nie okaże się to takie łatwe. Dlatego ja kiedyś nawet zacząłem pisać książkę pod tytułem chyba „Obcy bogowie czy cywilizacja X”. To było parę lat temu, nie skończyłem jej jeszcze. Zauważyłem tam, że istnieje bardzo ogromny rozdźwięk w poszlakach i dowodach na temat naszej najdawniejszej historii, tak zwanej zakazanej historii. Tak naprawdę nie ma jednego scenariusza, który byłby dobry, bo w jednych obszarach bardziej wszystko podkłada się na przykład pod hipotezy Sitchina, w innych pod hipotezy Hancocka, a w jeszcze innych pod zupełnie nową wersję lekkiej paleoastronautyki, która mówi, że bogowie z kosmosu nie mieli określonego wielkiego planu wobec Ziemi, tylko po prostu wpadli tutaj jak na piknik, a przy okazji ucywilizowali kilka osób. Dlatego dla mnie to jest ogromnie trudne, bo zauważam wielość wątków i rodzi się pytanie, czy z tego wynika jakiś konkretny jeden scenariusz. Hancock próbuje zrobić z tego jeden scenariusz. Natomiast są też takie wątki, które się nie dają w 100% wytłumaczyć.
Są to na przykład ci aniołowie Grigori czy Abgal, którzy w 100% mogą, ale nie muszą być magami bogów czy uciekinierami z Atlantydy. Osobiście do mnie, gdybym miał wybierać, przemawia jakaś trzecia droga. Ta trzecia droga mówi, że nasza historia była jeszcze bardziej skomplikowana i przebiegała być może na kilku różnych płaszczyznach. Nie było jednej drogi konkretnej. Było kilka scenariuszy, które się ze sobą przeplatały. Cywilizacja X jako taka mogła istnieć. Wiele na to wskazuje, że istniała, natomiast moim zdaniem ona nie była na tak wysokim stopniu zaawansowania. Była to po prostu pewna cywilizacja podobna do Tych, które znamy ze starożytności, która istniała i rzeczywiście byłaby niezwykle ciekawym tworem, gdyby przetrwała do naszych czasów, gdybyśmy mogli ją poznać z bliska. Natomiast gdzieniegdzie rzeczywiście zachowały się takie sugestie mówiące o tym, że mogliśmy zostać odwiedzeni, że ktoś mógł ingerować w nasze dzieje. Tutaj odwołam się oczywiście jeszcze raz do tych mitów o bogach z nieba, do boskich nauczycieli.
Chcąc być uczciwy wobec słuchaczy, muszę powiedzieć, że ta droga pewnie przebiega gdzieś między magami bogów a tym, o czym mówi hipoteza parakontaktu. Moim zdaniem. Bo jeżeli z tych wszystkich dowodów, kawałków puzzli, którymi są poszlaki, dowody, hipotezy i odkrycia archeologiczne, będziemy starać się ułożyć jeden obrazek, to on nam nie wyjdzie. Zawsze coś zostanie. Jeżeli na przykład będziemy chcieli ułożyć obrazek pod tytułem „Magowie bogów i zaginiona cywilizacja X”, to zostaną nam takie rzeczy jak vimany. Zostaną takie rzeczy jak zeszklone forty. Z kolei jeżeli będziemy próbowali ułożyć obrazek pod tytułem „Atomowa wojna bogów”, to zostaną nam wtedy wątki takie jak chociażby Atkalulu, jak inne elementy, które do tej wojny nie pasują, które są niezgodne z tym obrazem. Tak że jak powiedziałem, moim zdaniem jest to wszystko jeszcze bardziej zawiłe i ciekawe. Natomiast jak powiedział kiedyś mój profesor od historii, straszny nudziarz zresztą, i szczerze mówiąc wykładał taki temat — to była historia historiografii i coś jeszcze, chyba metodologia — i to było tak nudne, to było niczym. Natomiast raz na jakiś czas zawsze rano miał jakiś przebłysk szczerości i mówił, że tak naprawdę, drodzy państwo, nie wiemy, jak to było.
Może rację ma ten Däniken cały. Chociaż on nie wiedział, że Däniken nie był autorem tych koncepcji. Może rację miał ten cały Däniken, a może kto inny, ale człowiek już jest tak skonstruowany, że musi sobie tworzyć jakieś podbudowy i fundamenty, na których tworzy historię, bo inaczej by po prostu zgłupiał. Dla nas jako ludzi jest dość niemiłej sytuacji obecnie, dlatego, że nasza historia jako Słowian zaczyna się kilkanaście wieków temu. Nasza historia pisana. Natomiast nasza historia jako ludzi bierze się w zasadzie znikąd i my staramy się stworzyć jakieś stałe struktury, a w pewnym momencie zauważamy, że wcale tak nie było i ta cała sprawa może być jeszcze bardziej skomplikowana. Tak że reasumując i podsumowując, sprawa jest moim zdaniem dość zawiła i przebiega prawdopodobnie gdzieś po linii między magami bogów i cywilizacją X a odwiedzinami bogów z kosmosu. Chris, jak ty na to zapatrujesz się?
[02:19:09] - Ja na to zapatruję się bardzo podejrzliwie, bo żadna z tych koncepcji mi nie odpowiada. Dlatego, że każda z nich zakłada, że ktoś do nas przybył i obdarzył nas czymś. Tylko że zapominamy o tym, że w życiu nie ma nic za darmo. Że obdarzając nas czymś, coś chciał w zamian. Jeżeli przeanalizować wszystko, co się wydarzyło w naszej znanej historii i wszystko to, co ewentualnie możemy myśleć sobie o zaginionej cywilizacji, to jedyna rzecz, jaka przetrwała nienaruszona od tych czasów wręcz złotego wieku, kiedy człowiek razem z bogami, w cudzysłowie, przechadzał się nad Tygrysem i Eufratem, czy gdzieś może w jakichś innych miejscach, to jest wiara w istnienie jakiegoś boga. Wiara w istnienie siły nadprzyrodzonej. Potężna wiara, która gniota tą naszą ludzkością w prawo i w lewo, na wszystkie strony, rzuca nas sobie do gardła nawzajem. To właśnie jest to, co istnieje cały czas w niezmiennej formie. Istnieje nieustannie. Zmienia się tylko sposób, w jaki się to wszystko realizuje.
Ale ciągle mamy na karku tych bogów, nauczycieli, którzy ciągle nas czegoś chcą nauczyć, którzy dają nam coś, jakąś nadzieję na coś, ale w zamian żądają bardzo wiele i powodują, że jesteśmy zdolni niemalże do wszystkiego, ażeby im się tylko przypodobać. Dlatego mnie ta koncepcja o przybyciu, o tych właśnie bogach i nauczycielach, mnie bardzo ona niepokoi. Dlaczego oni nagle okazali się dla nas tacy dobrzy i tak im zależało na tym, żebyśmy zeszli rzeczywiście z tego drzewa? Zwłaszcza, że ciekawe jest to, że homo sapiens ciągle jest gigantyczną zagadką, jak wspomniałeś. Nie wiadomo, kiedy powstał. Brakuje nam tego ogniwa, z którego ten człowiek mógłby powstać, wyewoluować. Jest to zagadkowe pojawienie się, tak samo jak zagadkowe jest zniknięcie neandertalczyków, którzy z jakichś powodów dostali swoją szansę. Istnieli dużo wcześniej od homo sapiens, czyli ludzi takich jak my. Przez jakiś czas istnieliśmy wspólnie, a potem nagle Gdzieś zniknęli. Coraz więcej wykopalisk, tych bardzo starych, które pokazują, w jaki sposób rzucają światło na życie Neandertalczyków, pokazuje, że nie był to głupi naród, że nie byli to wcale na tyle prymitywni ludzie, że trudno ich było odróżnić od zwierząt.
Ale w jakiś sposób być może nie spełnili swojego zadania dla tych nauczycieli. Oni już pojawili się i u nich, u Neandertalczyków. Pojawili się i usiłowali uzyskać to, co udało im się uzyskać z nami. Natomiast Neandertalczycy nie dali się na to kupić i jak się okazuje, Neandertalczycy jako rasa przetrwali bardzo dużo kataklizmów, aż któregoś dnia po prostu zniknęli, rozpłynęli się. Niektórzy uważają, że w jakiś sposób połączyli się z nami, ale w człowieku jest maksymalnie 4% Neandertalczyka. Najczęściej jest to 1, 2%, czyli bardzo niewiele. Pokazuje to na przypadkowość kontaktów między Homo sapiens a Neandertalczykiem. I to mnie niepokoi. To, że tak łatwo daliśmy się tym bogom kupić, że coś nam obiecali, coś nam pokazali i my natychmiast rzuciliśmy się do pracy i zaczęliśmy się bardzo starać im przypodobać w jakiś sposób. Stąd to, co wspominałem wcześniej o ofiarach.
Sama historia dyskretnie unika mówienia o ofiarach ludzkich, a mnie one najczęściej kojarzą się z wojnami, na które wpadł człowiek, żeby walczyć tak naprawdę o pietruszkę, o coś, czego nie jest w stanie utrzymać, bo któregoś dnia siłą rzeczy, siłą grawitacji musi zejść z tego świata, zakończyć swoje życie. Cokolwiek zdobyłby tutaj na tej ziemi, nigdy tego nie utrzyma, nigdy tego nie zabierze ze sobą za świat. Jednak mimo to ludzie robią to do dziś, do tej pory. Wcześniej troszkę ominęło mnie to pytanie o tajnych stowarzyszeniach i myślę, że tajne stowarzyszenia, niemalże każde z nich kończy bardzo źle. Między innymi powstają po to, by w jakiś sposób znaleźć drogę na skróty nie tyle do bogów, co do ich przeciwników. Musimy też założyć, że ci, którzy przynieśli tę wiedzę z zaginionej cywilizacji, sami nie będąc aniołkami, mieli swoich wrogów także. Bardzo ładnie to wszystko przedstawia zaratustrianizm, który przedstawia to w formie dualizmu, że istnieje zawsze dobra strona i zła strona medalu. Jest to nieustająca walka dobra ze złem, które w jakiś sposób się równoważy. Ale samo dobro i zło jest czymś bardzo względnym. Czyjeś dobro być może jest tragedią kogoś innego.
Dlatego nie bardzo odpowiada mi żadna z tych koncepcji. Ani magów, ani nauczycieli, ani nawet wizytacji. Najbardziej odpowiada mi, że ktoś przybył tutaj do nas, ale w pewnym określonym celu i to celu bardzo pasożytniczym. Tak jak to opisywali gnostycy w Nag Hammadi w swojej Biblii, która opowiadała o archontach, którzy cały czas szukają drogi, aby dotrzeć na Ziemię, aby wedrzeć się w człowieka, posiąść go w jakiś sposób i móc przez to opanować Ziemię. Co jest takiego w tej Ziemi? Nie za bardzo wiemy. Dla Annunaków na przykład to było złoto. Było wystarczającym powodem, aby całą operację swojej cywilizacji przenieść na Ziemię. Między innymi w myśl tych wszystkich opowieści na ich temat to oni właśnie powołali człowieka do życia. To oni stoją za tym wszystkim, co się nazywa zaginioną cywilizacją i to oni stoją za jej zakończeniem, czyli wywołaniem tego gigantycznego potopu.
Sama ta legenda, ta opowieść o Annunakach pokazuje, że był to rodzaj biznesu pomiędzy bogami a ludźmi, że oni tak naprawdę przystąpili do niego tylko dlatego, że wiedzieli, czego od nas chcą. Rzucając nam marchewkę, mocno zdzielili nas kijem tu i ówdzie, ale byliśmy im potrzebni tylko po to, żeby móc jakoś to złoto wydobywać. Z historii o Annunakach wiemy, że istniało wcześniej wiele eksperymentów z pomocnikami, których sobie stwarzali, żeby móc więcej tego złota wydobyć. Być może złoto jest to tylko pewien symbol. Być może szukano czegoś innego, być może chodziło o coś zupełnie innego. Ja cały czas bardziej jestem skłonny wierzyć, że człowiek przez to, że posiada tę umiejętność czy możliwość używania swojej własnej podświadomości, czy przeżywania uczuć. To jest coś niezwykle unikalnego. Myślę, że w każdym świecie. Mówię o przeżywaniu uczuć i eksponowaniu tych uczuć i wpływaniu swoimi uczuciami na to, co się dzieje dookoła nas. Spójrzmy na przykład na fizyczny efekt obserwatora.
Nasze spojrzenie na pewną sytuację eksperymentalną, sytuację fizyczną jest w stanie wpłynąć na jej końcowy efekt. To pokazuje, jak dziwną siłą dysponujemy sami w sobie. Być może ta siła jest tym magnesem nauczycieli czy magów, którzy przybyli tu do nas i próbują i chcą wykorzystać nas, żeby móc tą energią się w jakiś sposób żywić. Bo inaczej trudno jest wyjaśnić, dlaczego wiara i religia ma tak ogromny i silny wpływ na ludzi. Są tak nią zamotani, że są w stanie dla rzeczy, z którą stamtąd nikt nie wrócił przecież. Nikt nigdy nie odpowiedział, czy tak jest rzeczywiście. Czy jest niebo, czy jest piekło, czy jest jeszcze coś innego. A jednak ludzie w to wierzą i są gotowi za to zabić. Drugiego człowieka. Spójrzmy na to, co się dzieje z muzułmanami.
Ostatnio słyszałem historię, że jeden muzułmanin złapany przez Kurdów prosił się wręcz, żeby go natychmiast zabili, bo nie zdąży na godzinę czwartą na modły gdzieś tam w tym muzułmańskim niebie. To pokazuje skalę fanatyzmu, jaki wywołuje religia w człowieku. I ta religia została nam zaszczepiona i rozpoczęła się w tej zaginionej cywilizacji, gdzie jeszcze człowiek był partnerem tych przybyszy skądś, tych nauczycieli, by później stać się ich oddanym sługą i dziś oddać im się niepomiernie. Czy jest to Bóg wyznawany w świątyni religijnej, czy jest to Bóg wyznawany w świątyni ze znakiem dolara w swoich insygniach i tak dalej. Jest to ciągle religia. Jest to ciągle wiara w to, że więcej pieniędzy spowoduje, że kupię sobie miejsce w raju czy bilet do raju i wyprzedzę tym wszystkich innych. Dlatego podsumowując tę koncepcję, kim oni byli, uważam, że ta trzecia droga to jest właśnie ta droga, która mówi o tym, że nie są to istoty, które mają na celu jakąkolwiek naszą pomyślność, jakikolwiek benefit w tej całej historii, że jeżeli przybyli, to przybyli tu po to, żeby w jakiś sposób nas wykorzystać. A tylko my wierzymy naiwnie, że zrobili to dla naszego dobra. Dziękuję.
[02:29:21] - I jeszcze Arek Kocik. Arku?
[02:29:23] - Ja mam nieco inną koncepcję całych tych dziejów, dlatego że koncepcja, o której napisał Hancock w swojej książce, to jest cywilizacja wcześniejsza i ją utrzymuje mniej więcej 12 tysięcy lat temu. Ale ona też musiała skądś powstać. Ten czas, tak jak mówiłem na samym wstępie, ten czas wahań klimatycznych był dosyć długi i co najmniej rozpoczął się 16 tysięcy lat temu. Hipoteza o nauczycielach i paleokontaktach wcale nie przeczy koncepcji magów Bogów. Dlatego że według mnie mogło dojść do kolonizacji Ziemi przez jakichś dziwnych obcych w tej czy w innej formie. I później się dzieje taka rzecz, która jest opisywana bardzo często w książkach fantastycznych. Co się dzieje w takich społecznościach, które próbują coś skolonizować? Pojawia się taka kasta, która próbuje rządzić tymi, których może wybudzić albo w jakiś sposób stworzyć ich ponownie. Czy obudzić? Powiedzmy, że obudzić ponownie.
I tutaj oni obudzeni zostali po prostu jak gdyby niewolnikami tych, którzy obudzili się wcześniej. I tutaj mamy wtedy całe te koncepcje czuwających i wszystkich innych. Zgrywają się troszeczkę w taki jeden ciąg. I właśnie by była taka cywilizacja, która by była pierwszą cywilizacją i ona by była taka od razu wielka, od razu bardzo mocno stechnizowana i taka przewyższająca nasze obecne możliwości nawet. Z tym że w miarę upływu czasu wszystkie części materialne się zużywają. Odbudować ich nie ma możliwości, bo nikt o to nie zadbał i ta cywilizacja ulega stopniowej degradacji do poziomu zapisów, wspomnień i jakichś legend o złotym wieku. Po pewnym czasie zapewne ci, którzy są przy władzy, nic nie trwa wiecznie, a więc oni w jakiś sposób ulegają degradacji biologicznej i umierają, czy odchodzą w jakiś inny sposób i zostają ta tłuszcza, która zostaje sama. I jeszcze na tych gruzach tej poprzedniej cywilizacji jeszcze są wspomnienia, jeszcze coś tam próbuje budować. I w tym momencie dochodzą te zmiany, które na Ziemi zaszły i całkowicie ją niszczy. Część ludzi, którzy ocaleli, którzy jeszcze posiadali tamtą wiedzę, próbują na nowo zaszczepić w jakiś sposób te ziarenka cywilizacji i rozpędzić to wszystko.
Tutaj wchodzimy w czas, gdzie upatruje początki cywilizacji Hancock. Mamy właśnie te jądra cywilizacji, które są zaszczepione, które w jakiś sposób chodzą. I to nie kłóci się w jakiś sposób z koncepcją, na którą się powołują wszystkie książki czy święte księgi wszystkich możliwych religii. W jakiś sposób próbuję to wszystko ogarnąć, w ten sposób myśląc. Dlatego jedna koncepcja nie kłóci się z drugą z tego względu. To jest kontynuacja tego, co było poprzednio. Wiele jeszcze nas odkryć czeka. Nie wspominaliśmy o tym, ale Morze Kaspijskie powstało. Wcześniej było normalnie zasiedlone przez ludzi i nie wiemy tak na dobrą sprawę, co się kryje pod mułem gdzieś hen daleko. Wiadomym jest tylko tyle, że na terenach polskich raczej nie znajdziemy żadnych śladów wcześniejszych cywilizacji, dlatego, że był tutaj lądolód i raczej nic nie jesteśmy w stanie znaleźć.
Jeżeli coś się znajdzie, to właśnie w okolicach Morza Śródziemnego, Morza Kaspijskiego, ale też być może coś się ukrywa pod piaskami pustyni. Być może coś tam się odnajdzie, co rzuci i zmieni całkowicie nasze postrzeganie przeszłości. Być może ostrzeże nas przed przyszłością. Dziękuję bardzo i dobranoc.
[02:35:36] - Dobranoc, Darku. Dziękujemy. Tak oto dobiega końca druga debata niekontrolowana w Radiu Paranormalium. Piotr już niestety musiał się ewakuować. Czy panowie chcielibyście jeszcze coś dodać na koniec? Parę słów może Chris?
[02:35:51] - Jest to temat, który można kontynuować godzinami, dlatego że zakłada całą masę spekulacji i mamy tylko kilka elementów, których możemy się w jakiś sposób trzymać. Jest to parę budowli, które przetrwały czas, których moment powstania bardzo trudno jest ustalić i które wskazują, że nasza historia jest dużo starsza niż mówią o tym szkolne podręczniki. Także skłania to do refleksji, dlaczego z takim trudem nauka przyjmuje do świadomości fakt istnienia takiej cywilizacji? Dlaczego nauka nie wykazuje żadnego entuzjazmu w odkrywaniu tego typu śladów i w zmianie swojego podejścia do naszej historii? Gdzie tu jest problem? Bardzo trudno jest to zrozumieć, gdzie tu jest problem i dlaczego jest to właśnie w taki sposób tak uparcie chronione, że właściwie wszystkie badania nad zaginioną cywilizacją, można powiedzieć, utknęły w miejscu. Może sobie pozwolić na nie zaledwie kilku ludzi. Hancock może sobie na to pozwolić dzięki między innymi swojej własnej reputacji, jaką zdobył sobie przez te lata tego typu badań, przez ilość książek, które na ten temat napisał i przez dostęp do wielu ludzi, którzy bezpośrednio usiłują coś znaleźć, wykopać bądź odkryć. Powracając do wątku, do którego ciągle wracam, do tego, że tak naprawdę tych nauczycieli interesuje, czy tych magów interesuje tylko to, jakie ofiary im złożymy, w jaki sposób im się przypodobamy. Tu właśnie przypomniała mi się rzecz z Göbekli Tepe, kiedy odkopano te kamienne kręgi.
To, co w nich znaleziono. Znaleziono w nich masę kości. Były to kości zmieszane, ludzkie i zwierzęce, co sugeruje, że w kręgach masowo składano ofiary i to w dużych ilościach. Że było to miejsce, które ociekało krwią, więc brzmi bardzo złowrogo. Tu jeszcze trzeba oczywiście do tego dodać, w jaki sposób Aztekowie czy Majowie oddawali cześć swoim bogom. Po prostu wyrzynali tysiące ludzi na tych swoich piramidach. Znowu piramidach, które są charakterystyczne dla bardzo różnych kultur. Są tym podobieństwem wskazującym, że ci sami magowie, ci sami nauczyciele ich odwiedzili również i przynieśli im tę „wiedzę” na ten temat. Majowie, Aztekowie również nie mieli problemów z ludzkimi ofiarami. Historia bardzo wstydliwie o nich pisze, o tym, że człowiek składa ofiarę z życia drugiego człowieka.
Takie są fakty. Dlatego bym chciał spojrzeć pod tym kątem na naszą cywilizację, na pierwszą cywilizację, cywilizację X i skąd to wszystko się wzięło. Dlatego, że dziś żyjemy w jej nie tylko cieniu, ale w jakiś sposób jej obciążeniu, ze względu na to, że najnowsze odkrycia naukowe w dziedzinie fizyki zwłaszcza pokazują, że jesteśmy wręcz o krok od olbrzymiego, epokowego odkrycia. Przede wszystkim od odkrycia zupełnie nowego źródła energii. Chociażby energii, która jest uzyskiwana ze spowolnionej reakcji nuklearnej, czyli z zimnej fuzji. Czy może z zupełnie innych elementów, że jesteśmy otoczeni kosmiczną energią, którą łatwo jest wykorzystać i zaprząc do pracy. Ale w tym przypadku większość ludzkości jest już na tej ziemi niepotrzebna i trzeba coś z nią zrobić. Bo do niczego się już nie przydaje, skoro już nie jest w stanie tej energii budować. Chyba że potrzebna jest po to, żeby móc z niej złożyć olbrzymią, gigantyczną ofiarę. Jedna ze złowrogich przepowiedni mówi o tym, że następna ofiara ma być złożona z siedmiu miliardów ludzi.
Dlatego populacja ludzkości tak gwałtownie wzrosła w ostatnim czasie. Być może właśnie z tego powodu. Nie zapominajmy też, że za każdym razem, kiedy ci nauczyciele czy bogowie postanowili skończyć istnienie tego świata, za każdym razem bardzo pieczołowicie zadbali o to, żeby ktoś przetrwał, żeby przetrwali najlepsi ludzie i najlepsze zwierzęta. Po to, żeby ich znowu rozmnożyć na ofiarę. Prawdopodobnie. Bo jaki byłby inny powód? Czyżby to było z czystej miłości? Tak dbali, że dawali im dokładne instrukcje, jak budować te bary, czy jak budować arkę, żeby mogli przetrwać czas tego wielkiego kataklizmu? Bardzo interesujące i bardzo podejrzane. Dziękuję wszystkim bardzo za uwagę.
Przepraszam za takie bardzo złowrogie i ponure rozmyślania na temat zaginionej cywilizacji. Poczekamy, co przyniosą następne, może będzie bardziej optymistycznie. Dziękuję. Dobranoc.
[02:41:32] - Dziękujemy Chrisie. Dobranoc. Czy jest jeszcze z nami Arek Kocik? Jeszcze parę słów.
[02:41:37] - Jestem. Zasłuchałem się w te czarne wizje Chrisa i tak sobie pomyślałem: fajnie, ale co byśmy mogli zostawić, gdyby nasza cywilizacja miała się kończyć? Co byśmy zostawili naszym potomnym, żeby przedłużyć i odbudować cywilizację w jakiejkolwiek formie, czy to dobrej, czy nie? Wydaje mi się, że jedyne, co zdobyliśmy, to możliwość rolnictwa. Tylko to na dłuższą metę się liczy. Jeżelibyśmy zostali oderwani od cywilizacji, wszystkie ciągniki, maszyny, cała wiedza w tej chwili nawet, w bardzo krótkim czasie by została nie tyle nawet zaprzepaszczona, co po prostu utracona. Utracilibyśmy z nią kontakt. Książki rozsypują się po jakimś tysiącu lat, jeżeli są dobrze i w suchym miejscu składowane. Ale trzeba znaleźć kogoś, kto będzie później w stanie odczytać ich znaczenie i normalnie przeczytać. To jest zastanawiające, co mówi Chris.
Wobec tego, co jakiś czas nas straszą media, a ostatnio straszą wybuchem supernowej Betelgezy, należałoby się spodziewać jakiegoś takiego kataklizmu, który może zniszczyć nas wszystkich. Zastanówmy się, co możemy przekazać innym. Przede wszystkim w jakiej formie zapisać, żeby zostało to odczytane i było na tyle sprawdzalne, żeby nie poszło w legendy. Tak jak Sfinks skierowany niegdyś oczami, wzrokiem na gwiazdozbiór Lwa, żeby było sensownie, w tej chwili jest jakimś dziwnym tworem, pod którym ludzie robią zdjęcia i przypisują jego autorstwo jakimś faraonom, którzy nawet nie byli w stanie tego zrobić, odkuć go w formie, jakiej jest w tej chwili, bo to jest monolit. Na sam wieczór takie czarne myśli. Dobranoc wszystkim. Dziękuję.
[02:44:26] - Dziękujemy Arku i do usłyszenia w kolejnych debatach. I tak oto kończy się kolejna „Debata Niekontrolowana” w Radiu Paranormalium. W dzisiejszej audycji udział wzięli: nieobecny już na Skypie Chris Miekina, nasz poszukiwacz prawdy, autor serwisu Nowa Atlantyda, Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Dzięki jeszcze raz, Arku.
[02:44:50] - Dobranoc. Dziękuję również.
[02:44:51] - Piotr Cielebiaś, współpracownik Nieznanego Świata, współzałożyciel portalu Infra oraz współprowadzący nasze debaty, a audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Kolejna „Debata Niekontrolowana” w Radiu Paranormalium już za tydzień. Jeszcze nie wiemy dokładnie, jaki temat weźmiemy, jaki temat omówimy, ale szykujemy temat związany z osobą pana Davida Paulidesa. Szczegółowych informacji jednak udzielimy na naszej stronie internetowej oraz na fanpage'u na Facebooku w osobnym newsie. Także śledźcie państwo nasz serwis www.paranormalium.pl oraz naszego fanpage'a facebook.com/radioparanormalium, bo tam dowiecie się na pewno już niedługo, jaki będzie dokładnie temat kolejnej „Debaty Niekontrolowanej”. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień.