[00:00] - To jest ten las w Radiu Na Fali oczywiście, jak najbardziej. Witam cię dziewczyno, witam cię chłopaku. Witam cię słuchaczu, gdziekolwiek byś nie był w tej pierwszej hiperprzestrzeni w nowym astronomicznym roku. Jak ktoś obchodzi takie rzeczy jak astronomiczne Nowe Roku, myślę, idealna sytuacja. Jak się zdarza chyba bardziej niż jakiekolwiek katolickie święta. Anyway. Także witam cię człowieku tutaj w miłą sobotę. Ja tu troszkę mam dzisiaj zamieszanie ze sprzętem lekkie. Chyba już nie. Chyba już wszystko będzie okej, chociaż coś wskazuje, że ten komputer coś świruje ostatnio.
Także przede mną chyba troszeczkę pogrzebania w tym wszystkim, ale to nie w tym momencie. Tak czy siak udało się wszystko okiełznać. Wszystko działa i mam nadzieję, że mnie słyszysz bez problemu. Zapraszam na czata Radia Na Fali. Zaraz tam wskoczę na tego czata. Się pojawię. Jeszcze tutaj kontroluję urządzenia czy przypadkiem nie ma gdzieś jakiegoś zamieszania. Ja przypadkiem nie jestem gdzieś za głośno, za cicho albo nie wiadomo co. Chyba jestem okej. Tak mi się wydaje.
Zobaczymy. Próbuję ciągle się poustawiać dzisiaj, ale jak ci mówię, troszkę sprzęt siadł i jestem trochę pioniersko. Chyba już jest okej. Tak mi się wydaje. Powinno być okej, człowieku. Jakby co to się później poprawi albo się nie poprawi, ale mam nadzieję, tak czy siak, że mnie dobrze słychać i nie ma z tym problemu i będzie troszkę fajnej muzy dzisiaj. Takiej niespecjalnie nowej, takiej, która leciała w tym roku w kilku hiperprzestrzeniach albo w ogóle ją puszczałem gdzieś tam przy wieczorowych porach czy w innych podcastach. Także dzisiaj takie, nie wiem, czy podsumowanie muzyczne, bo to wcale nie jest żadne podsumowanie muzyczne, ale takie odświeżenie sobie kilku rzeczy, które często się pojawiały w zeszłym roku, minionym roku astronomicznym. Ale o tym co i jak to może za chwilę, bo dzisiejszy odcinek, właśnie to może powiem, o czym jest dzisiejszy odcinek. Jest o poszukiwaniu wieku niewinności.
Taki jest dzisiejszy temat mojej refleksji i tej hiperprzestrzeni, człowieku. Ja jestem w ogóle na Skypie, radionafali.com jak chcesz się odezwać. Nie, jeszcze nie jestem, ale zaraz będę na tym Skypie i oczywiście za chwilę będę na czacie Radia Na Fali, radionafali.com, tam jest czat. Ja tymczasem wchodzę na Skype'a radiowego i będziesz mógł zadzwonić do radia, bo to jest absolutnie live. W tą niedzielę, co ja mówię, jaką niedzielę? Niedziela będzie za parę godzin, ale w tą sobotę, tu i teraz, któryś tam grudzień, koniec roku. Jakoś tak. Dzięki wielkie za listy w ogóle, które przyszły. Jeszcze nie odpisałem na wszystkie. Tam chyba jakieś dwa czy trzy zaległe leżą.
Także człowieku, daj sobie chwilę cierpliwości, a ja już za chwilę postaram się jak najszybciej odpisać na to wszystko. Przy okazji przypominam, że nieustannie Radio Na Fali ma swój profil na Facebooku, ma swój profil na Twitterze, jest strona radionafali.com i oprócz tego hiperprzestrzeń jest retransmitowana w Radiu Paranormalium, a oprócz tego jeszcze w Radiu Dreamtime. No dobra, to tyle takich szybkich ogłoszeń i zanim wyruszę na poszukiwanie wieku niewinności, to chcę podziękować tobie mecenasie i tobie mecenasko, wszystkim wam mecenasi Radia Na Fali za wspieranie radia w zeszłym roku. Sorry tobie dziewczyno i tobie chłopaku wspierający radio przez polskie konto bankowe Radio Na Fali, gdyż jest to konto użyczane Radiu Na Fali po koleżeńsku i informacje co i jak z tego konta dostaję zawsze z lekkim opóźnieniem. Dlatego nie miałem jeszcze okazji się dowiedzieć kto tam wsparł radio. Także człowieku, sorry, jeszcze nie mogę ci podziękować tak z imienia, tak normalnie wrzucić informację na stronę Radia Na Fali albo na Facebooka i całą tą resztę. Ale daj mi chwilę, a jak tylko pojawią się te informacje, automatycznie człowieku ci z całego serca podziękuję imiennie, normalnie, jak przystało na normalnego człowieka, na stronie radia i wszędzie gdzie się da. Także jeszcze parę chwil i jak tylko się pojawi to ci oficjalnie podziękuję. Ale tak czy siak dziękuję ci bardzo wielce za wsparcie dla radia. Tak czy siak nawet nieimiennie człowieku.
Peace and love. Co jeszcze chciałem z takich ogłoszeń? Właśnie to wszystko z ogłoszeń. Oczywiście są takie drobne ogłoszenia. Właśnie, bo za chwilę kończy się, jeżeli słuchasz tego na żywca w tą sobotę i w ogóle słuchasz Radia Na Fali raczej na żywca niż na martwo, i w ogóle słuchasz innych rzeczy, to pewnie wiesz o czymś takim jak Substancja. I przed nami ostatni odcinek Substancji, na który cię bardzo serdecznie zapraszam. Także nie zgub, nie przegap. W czwartek jak zwykle o tej samej porze Substancja. I co jeszcze chciałem powiedzieć? Chciałem powiedzieć, że po Substancji troszeczkę relaksu takiego wieczorowo-porowego, a w międzyczasie, zanim się, że tak powiem, ogarnę z kilkoma sprawami, w międzyczasie ogarniając się na wieczorowych porach po Substancji, troszeczkę się relaksując, będę się zbierał, właściwie już się zbieram, właściwie nawet jestem zebrany do ruszenia z kolejnymi odcinkami, można powiedzieć drugiej serii podcastu o nazwie Synteza Który musi się pojawić, bo wydarzyło się kilka rzeczy na świecie.
Dzisiaj wspomnę o jednej z tych rzeczy, bo to zjawiskowa historia. Może nie zjawiskowa, chociaż myślę, że poniekąd zjawiskowa, poniekąd cywilizacyjna. Jest związana z moim dzisiejszym tematem, czyli z poszukiwaniem wieku niewinności, człowieku. Tu w lesie, w Radiu Na Fali. Ja nie jestem w lesie, jestem w Londynie, ale mam las, bo w lesie się lepiej czuję. Jak sobie do ciebie mówię, człowieku, a ty możesz zadzwonić. Przypominam: radionafali.com na Skype'ie. Ja tu jestem na żywo w tą sobotę i pozdrawiam ciebie, słuchaczko i słuchaczu słuchającym mnie offline. Nie wiem, gdzie jesteś, człowieku. Wiem, że nie możesz zadzwonić.
Trudno, bywa, zdarza się, ale przynajmniej możesz posłuchać. A jak by co, następnym razem wpadnij na żywca i zadzwoń i tyle. Bo ja tu jestem na żywca i mam na imię Tomek. Właśnie. To kiedy już wszystko powiedziałem na temat ogłoszeń i wszystkich możliwych rzeczy, które się będą potencjalnie wydarzały w Radiu Na Fali w tym nowym astronomicznym roku, to zanim wskoczę w swój temat, jeszcze jedną rzecz chciałem powiedzieć. Droga słuchaczko i drogi słuchaczu, przepraszam cię serdecznie za opóźnienie w uploadzie audycji, w zrzucaniu zaległych hiperprzestrzeni i substancji i tak dalej, ale postanowiłem zrobić sobie drobne wakacje od radia. Tym bardziej że prowadzenie tego radia zajmuje w cholerę czasu. Taka jest prawda. I czasami zjada aż za dużo czasu i czasami po prostu sobie uciekam z tego radia. Także ostatnio sobie troszeczkę uciekłem, żeby sobie trochę odpocząć i też uciekłem sobie na wyprawę.
Jeżeli słuchałeś radia, w ogóle chciałeś posłuchać sobie radia na przykład w tą sobotę. Nie w tą sobotę, co ja mówię. Ta sobota jest teraz. Jeżeli słuchałeś w czwartek, wtedy, kiedy miała być substancja, a wtedy nie było substancji. Katolicy świętowali Boże Narodzenie, czy jakoś tak, a ja świętowałem sobie narodziny nowego roku i się relaksowałem z substancją o nazwie LSD. I kilka refleksji się oczywiście pojawiło. I nie świętowałem sobie sam. Nie podróżowałem sam. Nie, na tym relaksującym spacerze byłem z kilkoma jegomościami i generalnie mieliśmy troszkę refleksji. Ja miałem swoje refleksje, każdy miał swoje refleksje.
Zbieraliśmy te refleksje, roztrząsaliśmy przez parę chwil i tak dalej. I dzisiaj troszeczkę, można powiedzieć, takie odbicie tych refleksji po tym tripie. To poszukiwanie wieku niewinności. Także dokładnie stąd się to wzięło. Po wyprawie. A ty właśnie, bo wspominam o tym, jeżeli żałuj, że nie słuchałaś radia w czwartek wieczorem albo w nocy, bo to była oryginalna playlista i nie tylko. Właściwie była oryginalna playlista. Bardzo fajna muza przez całą noc. Właśnie taka muzyka, która została specjalnie dobrana, żeby towarzyszyć tej nocy wszystkim podróżnikom w kosmos, którzy aktualnie podróżowali wtedy, w ową czwartkową noc po kosmosie za pomocą chociażby substancji. I taki prezent od Radia Na Fali dla wszystkich użytkowników substancji.
Bardzo fajna muza była. Dzisiaj może ochłapy troszeczkę tej muzy się pojawią i to wszystko. Ale tak czy siak dzięki za obecność w czwartek, droga słuchaczko i słuchaczu. Peace and love. A ja tymczasem powiedziałem, że ochłapy troszkę tej muzy. Tak zabrzmiało, jakby to były gorsze kawałki. Nie. Wybrałem troszkę lepsze. Tak mi się wydaje. I może zanim wskoczę właśnie w ten cały temat, który przybył tutaj z tej wyprawy na kwasie, czyli poszukiwanie wieku niewinności w dzisiejszych czasach.
Bo koniec pewnej ery, prawda? Koniec. 2012. Wielu spodziewało się wysadzenia świata w powietrze. Świat nie wyleciał w powietrze. Wyleciało kilka rzeczy w powietrze, ale to z reguły coś wylatuje w powietrze w tej cywilizacji, która z reguły wysadza wszystko w powietrze. Ale nie o tym rzecz. Moim zdaniem zmiany się dzieją i to bardzo mocne zmiany, i to takie konkretne zmiany. I cała ta historia z rokiem 2012 jest jak najbardziej prawdziwa. It's the real, baby.
Prawdziwa historia. Naprawdę nie ma tu żadnej ściemy. Dzisiaj troszkę będę roztrząsał to zagadnienie. Nie będę wracał do 2012 roku, bo to jest, myślę, sprawa jasna, ale będę nawracał do kilku przepowiedni, a właściwie może nie tyle przepowiedni, ile do obserwacji. Oddzielmy wiarę od obserwacji. Otóż to. Także dzisiaj nie o wierze, dzisiaj o wieku niewinności i utracie tego wieku, pożegnaniu tego wieku niewinności, o tym, że pewne stare historie odchodzą, by mogły pojawić się nowe. Tu się troszkę wykrzyczałem do mikrofonu i się trochę rozgadałem. I bardzo dobrze. I teraz puszczę jakąś muzyczkę.
Mam tu troszeczkę ciekawych rzeczy, które chodziły za mną przez cały rok i puszczałem ci tutaj tą muzyczkę. A dzisiaj popuszczam trochę więcej. Taka kompilacja tego wszystkiego. Gdzież ja wiem, zawsze jest jakaś kompilacja. Generalnie jest miło i przyjemnie. A niedługo sylwestrowe imprezy, prawda? Mam nadzieję, że nastrój imprezowy już tam w głowie szumi. Bum tara bam! Zatem posłuchajmy muzyki. Posłuchajmy.
Oprócz tego słuchasz RadiaNaFali.com. Tak to się nazywa. Ja mam na imię Tomek. To się nazywa hiperprzestrzeń. Nic więcej nie powiem. Puszczajmy muzyki, a wracam po muzyce. Ruszmy się zatem. Move on, move on people. W ten sobotni wieczór. Hiperprzestrzeń Radio Nafalia, a na imię Tomek.
Skype do radia to radionafali.com. Chcę coś zrobić koniecznie. Przybywaj mocy! Żartowałem. Przepraszam bardzo, zawsze się trzymają mnie takie dowcipy, a szczególnie wtedy, kiedy łapię za mikrofon, ujawnia się we mnie moja dzika natura. I bardzo dobrze. Kiedyś się musi ujawnić. Na co dzień jestem spokojnym dżentelmenem. Właśnie. Co na temat poszukiwania wieku niewinności?
Ponieważ ta wyprawa, w którą się udałem w ostatni czwartek, wyprawa za pomocą LSD, była wyprawą, w którą się udałem z moimi dwoma kompanami. Towarzyszyliśmy w swoich własnych wyprawach nawzajem, można powiedzieć, i mieliśmy kilka bardzo ciekawych refleksji. Ja tu przytargałem swoją refleksję i jakoś tak w ogóle ten pomysł krążył dookoła tego całego tripu właśnie gdzieś w tej okolicy: poszukiwanie wieku niewinności, tego, czym jest ego w cudzysłowie, a właściwie roztrząsania zagadki, co po dla niektórych zagadki, dla mnie niespecjalnie, taki cwany jestem, konfliktu wewnętrznego. Otóż to. Ale zanim dojdę do tego konfliktu wewnętrznego, wszystkich aspektów, tych refleksji, które się pojawiły w ten piękny czwartek, właściwie całą noc i trwały chyba 12 godzin. Ciekawa podróż. Zacznę może od nauki i jej limitacji, bo współczesna nauka to straszne dziadostwo, człowieku. Nie wiem, skąd to się wzięło. Znaczy wiem, skąd to się wzięło. Nie chcę tutaj za bardzo rzucać mięsem, ale generalnie tępy materializm i to taki ekstremalnie tępy.
I to widać we wszystkich przejawach współczesnej nauki uniwersyteckiej. Naprawdę to tępotę mocno widać. Jadę z tym miłośnikiem przyglądania się spraw od strony eksperymentalnej. Wziąć sobie kawałek patyka i zważyć kawałek patyka jeżeli potrzebuję wiedzieć, ile waży. Generalnie lubię sobie sprawdzić i lubię sobie troszkę pogrzebać przy tym wszystkim. I jak wielu ludzi, bo generalnie cała kwestia, nie wiem, jak to nazwać, pozyskiwania informacji polega na tym, że człowiek, przynajmniej tak mi się wydaje, myślę, że też tak samo robisz, sprawdzasz. Po prostu sprawdzasz. Kiedy ktoś próbuje grać z tobą w pokera i mówi, że ma cztery asy w ręku plus jokera, a ty właśnie trzymasz jednego asa, to normalne jest, że koleś ściemnia. I dzięki temu, że ty masz tego asa, że masz informację, ile jest w puli, ile tych kart w ogóle, bo powinny być cztery asy. Czyli jeżeli koleś mówi, że ma cztery asy, to znaczy, że ściemnia i może nie mieć ani jednego, bo ty masz jednego i on nawet nie wie, kto ile ma asów.
Nawet się nie domyśla. Także prosta rzecz. Ten kawałek informacji ratuje cię albo jest przyczynkiem twojego zwycięstwa. Jeżeli oczywiście jesteś pokerzystą w takiej sytuacji i masz oczywiście zimne i stalowe nerwy. Ja nie gram w karty, nie jestem pokerzystą, nie nadaję się do tego zupełnie. W ogóle nie lubię dotykać kart specjalnie. Nie jest to moja bajka, chociaż tarot jest bardzo intrygujący, ale ja mam te swoje wyprawy po kwasie i nie tylko, które moim zdaniem są o wiele bardziej intrygujące i bardziej pasują do sposobu, w jaki pozyskuję wiedzę niż jakiekolwiek historie związane z tarotem albo czymkolwiek innym. Mniejsza o to. Wrócę do nauki, bo właściwie chodzi o to sprawdzanie. Zawsze jest ten moment, że ktoś tutaj, w tej całej sytuacji, kiedy jest tyle opowieści dookoła, tyle teorii, tyle pomysłów, tyle wytłumaczeń, chociażby na to, skąd się wziął świat, że wielki wybuch i tak dalej, i tak dalej, że teoria względności, że prawa Einsteina, prawa Newtona, wszystkie te bzdury.
Tak, tak, to są absolutnie bzdury, łącznie z prawem termodynamiki. Właśnie. I nagle nadchodzi ten moment, kiedy trzeba sprawdzić wszystkie te prawa termodynamiki, wszystkie te prawa niby grawitacji, wszystkie te prawa Einsteina. I się nagle okazuje, że właściwie te prawa w żaden sposób nie występują nigdzie. I nauka ociera się o takie fenomenalne zjawisko, które, co tu dużo mówić, powoduje taki duży problem. Powoduje, że nagle cała nauka traci swoją niewinność. I w poszukiwaniu tego wieku niewinności, nieustannie tej naiwności, tej dziecięcej radości, szybko opuszcza te badania. Ja się zawsze śmieję, bo na końcu tych wyników badań naukowych, jeżeli jest to praca Papierowa. Jest na końcu takie zdanie, znamienne zdanie: „Bardzo interesujące zjawisko, niosące ze sobą szereg różnych interesujących możliwości. Bardzo interesujące do przyszłych badań.
Koniec”. I tak się kończy raport. A co stwierdzają takie raporty? Na przykład taki raport stwierdza, że materia jako taka nigdzie na świecie, przynajmniej tym znanym przez nas, nie wywiera interakcji ze sobą. Ale mądrze brzmi. Chodzi o to, że nic na świecie się nie dotyka. Nie ma czegoś takiego jak jedno dotykające drugie. Zawsze pomiędzy jedną a drugą materią, czy tego chcemy, czy nie, jest jedna wielka pustka. Tę pustkę nazwano atomem i wymyślono fizykę atomową. Wymyślono neutrony, protony.
W rzeczywistości spotkano tylko jedną sytuację. I sytuacja wygląda tak: kiedy się trzaśnie coś mocno jak jasna cholera, wytworzy się jakaś krytyczna sytuacja, powstaje bardzo duża różnica potencjałów. Czegoś jest praktycznie dramatycznie mało, a czegoś jest dramatycznie dużo. Nagle powstaje iskierka, coś „bing”, świeci i mruga światełko w laboratorium. I to światełko, które się cały czas świeci w środku czegoś, to jest atom. Te światełka, które się pojawiają dookoła tego dużego światełka, to są protony, a kolejne światełka, które się pojawiają dookoła tego pierwszego rzędu światełek, są neutrony. Czy jakoś tak. Nauka sobie wymyśliła, że pierwsze światełko — protony, drugie — neutrony. Te światełko w środku to jest atom. I stwierdzono, że po prostu tak jest.
I że świat składa się z atomów. I to wszystko. Tylko nikt nie zauważył, że dystansy pomiędzy tymi atomami, pomiędzy jednym światełkiem a drugim, są tak potężne, że jasno i wyraźnie pokazują to zjawisko, że nic się nie dotyka. I to nie jest materia jako taka, jak się okazuje, tylko to jest kondycja. I można powiedzieć, że nauka i cała limitacja, całe to szaleństwo polegające na tym, że wszystko się bierze z zarządzania zasobami, że jedna materia poddana obróbce tworzy drugą materię, idzie się walić. I to tak od początku do końca, bo okazuje się, że sorry kolego, ale tu nie ma ani grama materii. Rozmawiamy o przestrzeni i kondycji, która występuje w tej materii. Ktoś w to nie wierzy? Można sobie zrobić bardzo łatwy eksperyment. Wystarczy tylko wziąć sobie kawałek jednej blaszki i drugiej blaszki, włożyć do posolonej wody, włączyć prąd pomiędzy tymi blaszkami i obserwować, co się stanie.
Dzieje się takie zjawisko, które się nazywa elektrolizą. Oczywiście naukowiec wytłumaczy to na swój pokrętny sposób. Podejrzewam, że sam nie rozumie, co się tam dzieje, ale nauczył się na pamięć teorii. Nauczył się, wyklepał, budzi się w środku nocy, powtarza ją co do przecinka, co do kropki. Ale nie zauważył jednej rzeczy. Nie zauważył tego, że pomiędzy materiałem, który włożył do słonej wody, pomiędzy tymi blaszkami wydziela się jakaś substancja i ciągle nie może zauważyć, że jedna blaszka tworzy kondycję dla drugiej blaszki. Przypina sobie magnesy na lodówkę i dalej nie może zauważyć, że to nie jest kwestia magnesu. To jest kwestia kondycji, która powstaje pomiędzy czymś, co nazywa magnesem, a czymś, co nazywa lodówką. No to może kwestia tego, że ma za dużo piwa w tej lodówce i każdą wolną chwilę spędza z butelką i może troszeczkę, I don't know, za dużo meczy w telewizji do tego wszystkiego i za mało refleksji w głowie. W każdym razie nauka doszła do takiej permanentnej limitacji.
Wiadomo, że współczesna fizyka, współczesna nauka, taka oficjalna, akademicka, nie jest aktualnie w stanie posunąć się o krok dalej. Nie ma takiej fizycznej możliwości. Doszli do takiego maksimum obserwacji obiektów, czyli do tych mikroskopów atomowych. Wiadomo, że są mikroskopy, które są lepsze, ale nikt tych mikroskopów nie wyciągnie, nie wstawi do uniwersytetu, ponieważ zacznie się efekt domina i się okaże, że to, co jest obserwowane pod tymi mikroskopami, przeczy kompletnie oficjalnym teoriom medycznym. To jest taki klasyczny numer, że przyzwyczailiśmy się do mówienia, że lekarz nas wyleczył. Żaden lekarz nas nie leczy, leczymy się sami. To, co się dzieje między nami a lekarzem, to jest sytuacja, w której ktoś pomaga nam stworzyć kondycję dla naszego organizmu, dzięki której nasz organizm wróci do swojej oryginalnej kondycji. Nie ma w tym niczyjej zasługi ani niczyjej zalety. Oczywiście poza zrobieniem sympatycznie człowiekowi, który potrzebuje pomocy, co akurat nie jest ani zasługą, ani zaletą. Wydaje mi się, że jest to normalnym, że tak powiem, zakichanym obowiązkiem każdej żywej istoty.
I to jest właściwie sens istnienia każdej żywej istoty tutaj na świecie, razem z jej bliźnimi. Wobec jej bliźnich albo jakoś tak można powiedzieć wobec wszystkich żywych istot, żeby się troszeczkę sobą opiekować, a nie wskakiwać sobie na plecy. Okazało się, że coś się stało z naszą głową jakiś czas temu. Ja ciągle o tym mówię. Jakoś tak zostaliśmy w takiej naiwności, dziecięcej naiwności, w poszukiwaniu wieku naiwności. I uparliśmy się na to, że materia tworzy materię i że właściwie zostajemy na tym etapie ... młotka i dłuta, można powiedzieć. Chociaż właściwie nic nie działa na tej zasadzie. Ale wymyśliliśmy sobie, że zasada „kto ma więcej albo kto jest silniejszy, rządzi całym światem" i że właściwie nie ma czegoś takiego jak oddziaływanie na siebie i stwarzanie warunków. Cała nasza cywilizacja jest zaprzeczeniem stwarzania sobie warunków.
Jest tylko i wyłącznie pomysłem na to, żeby stworzyć sobie zasoby, żeby mieć zasoby. I to jest ta różnica: rozumienie świata jako kondycji, która występuje pomiędzy różnymi zjawiskami, a rozumienie świata jako zbioru zasobów. Indianie mają piękny tekst. Kiedy Indianin patrzy się na mapę, mówi: „To jest ziemia”. A kiedy ktoś inny patrzy się na mapę, mówi: „To jest terytorium”. I to jest właśnie ta różnica. Człowieku, kiedy patrzysz się na mapę, to jest obszar, to jest miejsce, to jest ziemia. To nie jest terytorium, niczyje terytorium. To jest po prostu mapa. My zaczęliśmy chyba patrzeć jako cywilizacja na wszystko jako na swoje terytorium, szczególnie na zasoby.
Doskonale sobie zdają sprawę, że nasze zabawy społeczne, nasze zabawy cywilizacyjne oparte są na bardzo wąskiej puli zasobów. I nie chodzi o to, że zasoby się kończą albo jakoś tak. Chociaż to też, ale ja nie o tym, że zasoby się kończą, tylko o tym, że są to zasoby potrzebne do kształtowania kondycji, dzięki której mamy normalne, zdrowe życie, czyli chociażby zwyczajnej wody. Myślę, że Coca-Cola w tym roku była jednym z największych wygranych owych chrześcijańsko-katolickich, czy jak to się tam nazywa, Jezusowych w każdym razie świąt. I to jest największy zwycięzca. Myślę, że oczywiście żaden z tych wielbiących święta pokój na świecie, kupujących sobie butelkę Coca-Coli nie chciałby być aktualnie w tej sytuacji, kiedy ogląda, jak izraelski żołnierz razem ze swoimi kumplami odpala karabin maszynowy i strzela po samochodzie, w którym jest ciężarna kobieta na granicy ze Strefą Gazy, ponieważ stwierdził, że tam na pewno musi być terrorysta, ponieważ tak sobie wymyślił. I na tym polega cała ta zabawa. Tylko po to, żeby ludzie, którzy mieszkają z drugiej strony, nigdy nie mogli wrócić na swoją ziemię, ponieważ aktualnie stoi tam fabryka Coca-Coli, dzięki której wszyscy możemy celebrować. No właśnie, co my właściwie możemy celebrować dzięki temu? Nic nie możemy celebrować.
To jest poszukiwanie naiwności, ponieważ celebrujemy rzeczywistość, która nie istnieje. Rzeczywistość z reklamy Coca-Coli, gdzie wszyscy opuścili już biuro. Wyobraź sobie taką scenkę właśnie. Jest biuro, takie duże boksy i boks przy boksie. Fabryka ludzi, fabryka prania brudnych pieniędzy, taki duży bank. I wszyscy wyszli z tego banku właśnie przed chwilą. Jeszcze te kartki się kołyszą na sznureczkach, widać świąteczne dekoracje, widać, że jest to fantastyczna atmosfera pracy, w której ludzie robią karierę, coś w tym stylu. Wiesz, też chciałbyś tam pracować albo właśnie tam pracujesz dziewczyno, właśnie w takim biurze. I te kartki tak wiszą, jakby wszyscy przed chwilą właśnie gdzieś stąd wybiegli natychmiast, spiesząc się bardzo. I następne ujęcie w tej reklamie, jak oni siedzą w ciepłym pubie, żartują, dowcipkują i tętnią życiem, popijając twój napój.
Ten sam napój, który masz w lodówce. I też myślisz, że celebrujesz. Tylko że co celebrujesz? Celebrujesz reklamę w telewizji, celebrujesz budżet reklamowy wydany po to, żeby ten izraelski żołnierz, to biedne dziecko, zostało wzięte do armii w wieku 18 czy 19 lat. Wyprano mu mózg i prawdopodobnie po całej tej zabawie uświadomi sobie, że właśnie zabił kobietę, która była w ciąży tylko dlatego, że jego dowódca mu kazał strzelać do wszystkich ludzi, którzy nie są Izraelczykami. Dlatego, że tam jest fabryka Coca-Coli, którą ochraniają. I pewnego dnia on to zrozumie. I nagle może się pojawić problem z tym, jak ten chłopak sobie w życiu poradzi. Inna sprawa, jak sobie poradzi rodzina tej kobiety, jak sobie my wszyscy z tym radzimy. Jak sobie ty w tym momencie radzisz z tą informacją, prawda?
Że nie jest to miłe. Świadomość takich rzeczy zawsze jest gówniana i zawsze jest parszywa, i zawsze ściąga nas troszeczkę w innym kierunku. Właśnie, ale ta cała cywilizacja jest oparta na tym, żeby nam wmówić, że my ciągle żyjemy w wieku niewinności, że nie ma takich rzeczy, takie sytuacje się nie dzieją. Juliana Assange wcale nie siedzi w więzieniu. Nikt na niego nie poluje. Ta policja obok jest tylko po to, żeby go pilnować. Wojna w Iraku i Afganistanie jest po to, żeby zatrzymać terrorystów z dala od naszych domów, a policjant jest po to, żebyśmy mogli spokojnie się czuć wtedy, kiedy będziemy pili nasz napój gazowany. Człowieku, czy ty w to wierzysz? Czy ty w to wierzysz? Jest to zabawny paradoks.
Taka grupa ludzi stworzyła cywilizację, która zżera wszelkie możliwe zasoby na tej planecie. I co jest zabawniejsze, że są to zasoby właśnie takie jak woda, chociażby potrzebna do tych napojów gazowanych. Jak się okazuje, że jak postawimy tam fabrykę na tym strumyku z wodą, to normalne jest to, że wszyscy ludzie, którzy żyją w dół tej rzeki, tego strumyka, nie będą już mieli czystej wody, ponieważ woda wychodzi brudna z fabryki i wszystkie technologie, których używamy, są oparte na bardzo brudnych metodach pozyskiwania energii. Przecież ropa, oleje, ścieki, chemia, przecież to wszystko tam spływa. Nie dlatego, że nie ma innej technologii, tylko dlatego, że ta technologia jest, o czym myślę wielu z nas doskonale wie, ja tu nie będę za bardzo wbijał w ten temat, ale wspomnę, jest po prostu łatwa do kontroli, bo jest bardzo skomplikowana, bardzo złożona, wymaga dużej ilości ludzi do kontynuowania takiego przedsięwzięcia, przez co nie jest czymś łatwym do powtórzenia. I jeżeli wszyscy się wbiją w daną technologię, to się okazuje nagle, że niby miało być takie dla wszystkich, ale okazało się, że stało się to tak elitarne że nawet głupie radyjko, głupie, proste urządzenie codziennego użytku właściwie pozostaje poza zasięgiem rozumienia, zwykłej percepcji normalnego człowieka, jak to urządzenie działa. Mamy milion urządzeń dookoła i właściwie absolutnie grama wiedzy na temat, co się dzieje w tych cholernych urządzeniach. Wiemy tylko tyle, że jeżeli się zepsuje, to płacimy za nowe. Idziemy i kupujemy nowe. I to jest nasz wiek niewinności.
To jest nasza niewinność. Nie zdajemy sobie sprawy, co się staje ze starym urządzeniem, dlaczego nie działało, co się w ogóle wydarzyło w tym urządzeniu, jaka jest konsekwencja tego wydarzenia i właściwie gdzie to urządzenie skieruje swoje kolejne kroki. Chodzi mi o takie miejsce w Afryce, gdzie właściwie ludzie nie mają za bardzo innych możliwości funkcjonowania, poza tym, że wyjdą na taki duży śmietnik, który się bierze stąd, że wszystkie te odpadki elektroniczne są ładowane na duże statki w Ameryce i Europie i wyrzucane tam na miejscu. Jest taki problem, ponieważ właściwie wszelkie zasoby wody pitnej w tym miejscu są kompletnie skażone tymi śmieciami. Jak się okazuje, jedyna możliwość funkcjonowania, ponieważ wszystko jest już skomercjalizowane i nawet zwykła woda, która jeszcze nadaje się do picia, ma już swoją cenę. Nie jest już za darmo w tej rzece obok. Ta rzeczka już jest kompletnie zatruta i ludzie, którzy normalnie nie zdawali sobie sprawy z tego, że potrzebują w ogóle jakichkolwiek pieniędzy do życia, nagle potrzebują panicznie tych pieniędzy, chociażby po to, żeby napić się zwyczajnie czystej wody i coś zjeść. Bo na tej ziemi, która została już spacyfikowana tą toną śmiecia, nic już nie jest w stanie wyrosnąć. Oczywiście my stwierdzamy, że właściwie ta sprawa nas nie obchodzi w tej cywilizacji. My poszukujemy ciągle tego naszego wieku niewinności.
Szukamy tego momentu, gdzie ta fantastyczna maszyna według naszej teologii zapewni taki rozwój technologiczny, że te biedne dzieci w Afryce pewnego dnia siądą za laptopem, skomunikują się z nami, skończą jakiś europejski albo amerykański uniwersytet, dołączą do naszej cywilizacji i wymyślą nowe urządzenie dla nas. Urządzenie, które będzie lepsze niż urządzenie, które mamy aktualnie, gdyż urządzenie, które mamy aktualnie, startuje dopiero pięć sekund po naciśnięciu guzika i potrzebujemy tego chłopca z Afryki, żeby pewnego dnia swoim geniuszem spowodował, że następny guzik wystartuje maszynę w ciągu ułamka sekundy po jego naciśnięciu. I właściwie do tego się sprowadza nasza percepcja rozwoju cywilizacji. Czyli że karabin maszynowy będzie działał lepiej i nie będzie się już w ogóle zacinał. Do tego właściwie wszystko się sprowadza. Ale tymczasem, bo ja tak w poszukiwaniu tego wieku niewinności, tej całej cywilizacji, która w panice jest w stanie poświęcić wszystkie zasoby: wodę, którą pije, jedzenie, które zjada, wszystko. Jest w stanie poświęcić swoją własną nogę, rękę, głowę, dzieci, dziadki, samych siebie złożyć w ofierze po to, żeby móc poszukiwać nieustannie tego wieku niewinności. Ach, Goethe mój Goethe, każdy chciał być taki naiwny, każdy chciał być dziecinny, każdy chciałby żyć w pięknym miejscu i być na pięknych wakacjach z pięknymi ludźmi, w pięknych sytuacjach czy jakoś tak. Oczywiście szczęśliwie nie każdy. Niektórzy sobie zdają sprawę, jak wyglądają konsekwencje tych pięknych wakacji, skąd się właściwie biorą pomysły na te piękne wakacje.
Szczęśliwie mam nadzieję, że ja też sobie z tego zdaję sprawę. Mam nadzieję, że ty też, ale tak czy siak pogadam do ciebie troszkę na ten temat. A tymczasem taki utwór, który jeżeli dziewczyno słuchałaś rozgłośni radiowej zwanej Radio Na Fali w czwartkową noc, kiedy my tu lataliśmy na kwasie po różnych wymiarach i kosmosach, puszczając muzykę w nocy, będąc kompletnie pod wpływem LSD, absolutnie, to na pewno słyszałaś ten utwór muzyczny. To było życzenie księcia Edwarda, żeby się pojawił. I ja dzisiaj też mam swoje życzenia w dzisiejszej audycji, bo to początek roku i spełniam swoje życzenia. I moim życzeniem jest posłuchanie tego utworu. Zostań ze mną i posłuchaj, a jeżeli znasz angielski, tekst jest rewelacyjny, bo mówi o bardzo istotnej rzeczy w nas samych, do której ja też będę dzisiaj nawiązywał. Ale to może później, po piosence. Zatem ja sobie łyknę herbaty, może nawet sobie coś skręcę, bo skoro to początek roku, to właściwie też powinienem przywitać jakimś soczystym dymem. Ale to zobaczymy.
A tu jak zwykle zaczynam się motać przed puszczeniem muzyki. To może po prostu puszczę tą muzykę, a pomotam się w ciszy. Radio na fali oczywiście. Jak najbardziej. Ja mam na imię Tomek, a dzisiaj o poszukiwaniach utraconego wieku niewinności przez tą cywilizację. Myślę, że w ogóle cała ta cywilizacja, to co tak dzielnie i dziarsko nazywamy właśnie cywilizacją, to jest nasza tęsknota, poszukiwanie utraconego wieku niewinności, że cokolwiek robimy, cokolwiek działamy, w którą stronę idziemy, zawsze jest ekstra, zawsze jest super i robimy tylko właściwe rzeczy. Nawet jeśli wysadzimy pół świata w powietrze, to robimy to z dobrymi intencjami czy jakoś tak. To po to, żeby się rozwijać. Oczywiście ogólnym Świętym Graalem jest rozwój nauki, rozwój cywilizacji i tak dalej. To jest właśnie taki nieustanny problem limitacji owej nauki, kiedy już owa nauka zrozumiała, że właściwie ociera się o kompletny absurd, czyli stworzyła prawa, które mówią o tym, że jedna materia w interakcji z drugą materią powoduje, że coś się dzieje.
Ta sama schizofreniczna nauka, która zauważa dokładnie pod każdym mikroskopem, w każdym laboratorium, podczas każdych badań, że właściwie nic ze sobą się nie klei, nic ze sobą nie łączy się w jedną całość. To wszystko są ciągle kwestie związane z historią o nazwie kondycja, że dwie substancje, zawsze dwie osobne, tworzą coś w rodzaju zjawiska i to zjawisko tworzy tą substancję, która nie wiadomo skąd się pojawia. Nauka cały czas twardo mówi, że nie, to jest tak, że weźmiesz jedno, weźmiesz drugie i zawsze otrzymasz dokładnie tą rzecz. Fajnie byłoby, gdyby tak było. Nie zawsze tak jest. Oczywiście z prostymi rzeczami jeszcze się udaje sprzedać tą teologię i że właśnie to się bierze stąd, a nie z inąd. Ale kiedy pojawiają się troszeczkę bardziej zaawansowane prace i nagle trzeba zbadać, co się dzieje w danej substancji, co się dzieje w danym przedmiocie, okazuje się, że właściwie nikt do końca nie wie. To jest nieustanny problem współczesnych urządzeń, między innymi, które właściwie niby są niezawodne, ale ciągle się psują i są na takim etapie zaawansowania technologicznego, że nikt z autorów tak do końca nie wie, gdzie to się psuje. Gdzieś się psuje i kiedy się psuje, trzeba to wszystko rozkręcić, sprawdzić kawałek po kawałku, przelecieć wszystkie kable, wszystkie druty, a jak się znajdzie to wszystko, to trzeba się zastanowić, dlaczego się psuje. Klasyczny problem konstrukcyjny w dzisiejszych czasach, który jest najważniejszym problemem we wszystkich centrach badawczych, które produkują różne dziwne urządzenia, to jest problem z wytrzymałością materiałów.
A tu już odbieram telefon. Halo, halo. Nie wiem, czy mnie słychać. Nie, jeszcze nie słychać. Jak zwykle troszeczkę zamieszania. Halo, halo. Czy mnie w ogóle słychać teraz w tym momencie? Chyba powinno być słychać okej.
[39:59] - Tak. Witam.
[40:00] - Okej, witam ciebie. Jak zdrówko?
[40:03] - Bardzo dobrze, dziękuję. Właściwie to wypoczywam w tym świątecznym klimacie, można by powiedzieć.
[40:09] - Rozumiem.
[40:11] - Więc tak, chciałem powrócić do tematu poszukiwania wieku niewinności we współczesnej nauce, bo to się też wiąże z wieloma teoriami, które nie są jeszcze do końca potwierdzone. Mianowicie chodzi mi o fizykę kwantową konkretnie i tak dalej.
[40:31] - To jest takie bardzo mocne poszukiwanie naiwności, wieku niewinności.
[40:36] - Tak, dokładnie.
[40:38] - Tak, żeby wszystko było bez konsekwencji, że pojawia się tu i tam i nikt nie wie, jak się pojawia. Splątane równania, nic nie zależy od siebie, wszystko jest wielkim chaosem. Szaleństwo.
[40:48] - Nie wiem, czy słyszałeś o teorii wielkiej unifikacji, która chyba łączy chromodynamikę kwantową z oddziaływaniami elektrosłabymi.
[41:00] - Problem z tymi teoriami jest zawsze ten sam podstawowy, że właściwie nikomu nie udało się potwierdzić tych teorii w żadnym działającym urządzeniu w ogóle na świecie ani przedstawić ani jednego fizycznego dowodu, że takie prawa gdziekolwiek oddziaływują, poza oczywiście kartką papieru, na której jest to opisane.
[41:17] - Ale na przykład w mechanice kwantowej, chodzi o znalezienie tej cząstki elementarnej w przestrzeni w tym równaniu Schrödingera, to na tym się opiera cała współczesna elektronika, bo jest takie urządzonko jak dioda tunelowa, która działa chyba na podobnej zasadzie.
[41:38] - Ale nie do końca. To jest takie bardzo wysokie szacowanie. Podejrzewam, tak to się sprzedaje, że to dzięki tej teorii, ale w rzeczywistości to nie do końca dzięki tej teorii, ponieważ pierwsza rzecz: prąd nie płynie. Także pierwsza rzecz: nikt właściwie nie wie, jakie zjawiska oficjalnie, przynajmniej żadna oficjalna teoria nie wyjaśnia, co się dzieje w diodzie, bo tam nie płynie prąd z lewego do prawego. Tam się tworzy pewna kondycja w strukturze polimeru. Teraz jest pytanie, skąd się bierze ta kondycja i dlaczego ta kondycja skutkuje na przykład świeceniem się czegoś. To nie ma nic wspólnego z fizyką kwantową. Oczywiście równie dobrze, moim zdaniem, oczywiście mogę się mylić, mógłbym sobie tutaj wymyślić jakąkolwiek dowolną teorię, łącznie z Harrym Potterem i wytłumaczyć świecenie diod, używając „Harry'ego Pottera” trzeciego tomu albo coś w tym stylu, albo jakiejkolwiek innej bajkowej opowieści, bo to właściwie jest taka bajkowa opowieść.
[42:28] - Mi się wydaje, że ta kondycja wynika z tego, że przepływa prąd. Jest jakiś układ, przez tą diodę płynie prąd. To zjawisko zachodzi. To jest chyba zjawisko tunelowania, kojarzę
[42:41] - Mamy prąd, ale wiemy, że prąd nie płynie i zachodzi zjawisko.
[42:45] - Jeżeli prąd nie płynie, to tego zjawiska teoretycznie nie ma.
[42:50] - Ale zjawisko jest, bo dioda świeci.
[42:54] - Tak.
[42:54] - I teraz co na to nauka? Rozumiem, że każdy chciałby być niewinnym chłopcem i powiedzieć: „To ja mam rację, to jest moja piaskownica, to ja mam rację”. Problem w tym, że właściwie nikt nie ma racji. To jest ten nieustanny problem z urządzeniami elektrycznymi i z całą koncepcją fizykalności tego świata, że dalej nikt nie wyprodukował transformatora, który by się nigdy nie grzał, ponieważ nikt właściwie nie rozumie, jak działają te prawa. Drzewo się na przykład nigdy nie grzeje.
[43:20] - W termodynamice, że przecież nie istnieje silnik, który ma sprawność 100%. Czyli że jakby ta sprawność wynosiła 100%, to on by chodził cały czas.
[43:32] - I teraz bierzesz do ręki magnes, taki zwykły magnes. Nie musi być jakiś mocny neodymowy i tak dalej. Bierzesz drugi magnes i nagle się okazuje, że sprawność tego magnesu jest większa niż 100%. A silnik zbudowany mechanicznie według współczesnych teorii i konceptów właściwie w ogóle nie działa. Cud, że działa.
[43:55] - W sumie tak, bo tam biorąc pod uwagę jeszcze te wszystkie normy, parametry i tak dalej. Jakieś przekładnie, nie przekładnie i tak dalej. I generalnie jeszcze jest takie coś jak model standardowy, który chyba opisuje fizykę cząstek elementarnych. To też mi się trochę wydaje nie do końca jasne.
[44:20] - Ja podejrzewam, że większość tych teorii z reguły jest nie do końca jasna albo w ogóle nie jest jasna, ponieważ ludzie, którzy je tworzyli, właściwie nie potrafią zaprezentować żadnego fizycznego przykładu działania swojej teorii.
[44:31] - Ale na przykład jest takie stwierdzenie, że materia jest pusta, bo w atomie nic nie ma. A skoro są te cząstki elementarne, które tworzą atom, czyli te protony i neutrony i tam jeszcze są te elektrony. A tu jeszcze sobie czytałem ostatnio, że te elektrony są zrobione z kwarków, coś w tym stylu. Ale to też mi się trochę wydaje nie do końca-
[44:57] - Oczywiście jest to zawsze, jak roztrzaskasz dwie najmniejsze cząsteczki, to coś tam z tego poleci i te wióry, które lecą, też się świecą. I taki najmniejszy wiór, który z tego wylatuje, został nazwany przez naukowców kwarkiem.
[45:10] - Tak. W sumie jeszcze jest ta historyjka z bozonem Higgsa, który nie wiadomo, czy w ogóle istnieje.
[45:18] - Jest to teoria, która szuka swojego usprawiedliwienia nieustannie i myślę, że żadne pieniądze nie są w stanie ani tego zatrzymać, ani nic z tym zrobić. To jest kwestia ludzi, którzy mają swoją wiarę, mają swoją religię i teraz za wszelką cenę, ponieważ nigdy się to nie udało, starają się to udowodnić. Czas mija, panika rośnie, bo wiadomo, że nauka doszła do takiej limitacji, że właściwie może wrócić z powrotem do początku i nic tam nie ma. Jest taka świecąca pustka od początku do końca.
[45:47] - Tak. Symulacja.
[45:48] - Sam kończę-
[45:50] - Zresztą fizycy teraz cały czas dążą do tego, żeby zjednoczyć te wszystkie siły, które na nas oddziałują, czyli elektromagnetyzm, oddziaływania słabe i silne i grawitację. Szukają takiej teorii, która będzie w stanie połączyć to wszystko, ale cały czas nie można znaleźć sensownego wyjaśnienia. I mi się wydaje, że to jest poszukiwanie tego wieku niewinności.
[46:15] - Jest coś takiego. To jest takie szaleństwo moim zdaniem, bo kondycja to są warunki, w których coś powstaje. A współczesna nauka w ogóle nie akceptuje czegoś takiego, że świat jest kondycją, w której coś powstaje. Absolutnie. To jest w ogóle nieakceptowalne. Jest tylko materia. Atom musi rąbnąć w atom i coś z tego powstaje. I to jest troszeczkę tak, jakbyś uparcie wierzył, że mikroklimat w lesie tworzy las, że to mikroklimat tworzy las. I spodziewał się, że na środku pustyni albo na środku betonowego placu, jak postawisz jedno drzewo nawet w doniczce, to to drzewo stworzy ci mikroklimat lasu. Albo że ty weźmiesz mikroklimat.
Lepiej, bo współczesna nauka jest przekonana, że weźmie kawałek z tego, czyli weźmie mikroklimat, wezmą butelkę do lasu, otworzą, butelka napełni się powietrzem zdrojowym, leśnym powietrzem z pięknym zapachem dzikich ziół. Zakręcą tą butelkę szczelnie, przewiozą ją w specjalnej kapsule na środek betonowej pustyni, otworzą butelkę i nagle wyrośnie las. Tak się nie może wydarzyć i nigdy się jeszcze nikomu nie udało w ten sposób, ale nauka twardo próbuje stworzyć ten las z atmosfery, coś z niczego. Ciekawa teoria.
[47:30] - I też ta cała mechanika kwantowa chyba też polega na tym, żeby zrobić coś z niczego, bo te wszystkie cząstki nie są jeszcze po prostu potwierdzone. I te eksperymenty, większość nie była prowadzona w warunkach laboratoryjnych.
[47:50] - Bo się nie da właściwie prowadzić tego w warunkach laboratoryjnych, mówiąc szczerze, bo to tylko takie teorie na papierze. Dawno, dawno temu, właściwie nawet nie muszę się cofać dawno temu, bo cała sprawa jest dosyć jasna. Wystarczy w sumie spojrzeć na niebo i wydaje się to dosyć oczywiste. Mamy wodę w postaci pary, która paruje z ziemi, jest niewidoczna, zamienia się w chmury i skrapla się jako materia w postaci wody. I to jest dokładnie ta sama substancja, która jest plazmą cały czas w stanie plazmy. Tylko że ta plazma ma różne stany, właściwości, różną kondycję. W zależności od kondycji, w której się znajduje, od warunków, w których jest zorganizowana, ma dokładnie takie, a nie inne zachowanie. I to jest chyba najcięższy problem dla współczesnej nauki, żeby zaakceptować, że materia, cokolwiek jest na tym świecie, jest związane z nami interaktywnie, że jesteśmy drugim końcem każdego konceptu, który wypluwamy z siebie, że jesteśmy sklejeni z tym wszystkim. To jest chyba najcięższe do zrozumienia.
[48:54] - W sumie tak. Tak samo jak było takie stwierdzenie, że na przykład wodór jest najstarszym gwiazdką w ogóle i tak dalej.
[49:04] - Ja nawet nie chcę patrzeć na te szalone naukowe pomysły. Zostawiam je w spokoju, bo tu chodzi o coś zupełnie innego. Wszystkie te szalone pomysły, łącznie na niwie naukowej, jak i na niwie eksperymentów socjologicznych z budowaniem czegoś takiego o nazwie społeczeństwo, narody, religie. Wszystkie te eksperymenty, które doprowadziły do hekatomby. Miliony ludzi zostało wyoranych na świecie po to, żeby przeprowadzić eksperymenty religijne, eksperymenty narodowe, państwowe, ideologiczne, które potwierdziły tylko tyle, że nic nie potwierdziły. Potwierdziły, że są patologią same w sobie od początku do końca i że nie jest to model na jakikolwiek rozwój. Ciężko nazwać rozwojem sytuację, kiedy połowa społeczeństwa umiera nienaturalną śmiercią na przykład. To słaby rozwój taki troszeczkę, bym powiedział.
[49:55] - Masz rację. Zresztą te kłótnie współczesnych fizyków gdzieś tam na konferencjach czasami przypominają mi konflikty dzieci w piaskownicy, że ta teoria jest niewłaściwa albo inna teoria jest właściwa. A jeszcze wyskoczy jakiś ziomek z inną teorią, to wszystko właściwie nie ma końca.
[50:18] - Błyskotliwe czasy błyskotliwych reklam, bym powiedział. Może powinni opakowywać te swoje teorie w jakąś dziewczynę w bikini albo jakoś tak na okładce, to może by się lepiej przedstawiało albo lepiej by to sprzedali. Tak, bo ja tego dalej nie rozumiem. Dalej się śmieję z tego dosyć solidnie, bo właściwie co tu dużo mówić, nauka doszła do końca. Ostatecznego końca. Bo co mogą zrobić? Mogą rozbić kolejny atom, zobaczyć, że okej, jak rozbiją kawałek cząsteczki, to dalej się będzie rozbijała na kawałki i dalej nie będą w stanie stwierdzić, skąd się bierze ta kondycja?
[50:56] - Tak samo też chcą stworzyć tą kondycję do stworzenia wielkiego wybuchu w tym akceleratorze cząstek.
[51:06] - Gdyby jeszcze ta teoria była walidowalna, potwierdzana przez cokolwiek. Gdyby to jeszcze nie była taka fantazja rodem z filmu fantasy, że gdzieś w dalekiej galaktyce była taka moc, która wybuchała i tworzyła galaktyki. Piękna bajka, cudowna bajka dla niektórych. Niektórzy na niej zrobili karierę i to całkiem niezłą. Zostali naukowcami. Ale dalej jest to fantastyczna bajka, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i same pomiary radiacji w kosmosie pokazują, jak ciężkim idiotą można zostać, oddając swój umysł we władanie tej idei. Ale to już inna historia, którą zostawię w tym momencie. Myślę, że czas na jakąś muzyczkę, proszę pana.
[51:50] - Dobra, nie ma problemu.
[51:51] - Dzięki za telefon.
[51:53] - Najwyżej trochę później, jeżeli będzie wieczorowa pora.
[51:56] - Zapraszam. Myślę, że będzie. Zapraszam serdecznie.
[51:59] - Dobra.
[51:59] - Dzięki wielkie. Trzymaj się.
[52:01] - Dzięki za rozmowę. Na razie.
[52:03] - To był Kondi w Radiu Na Fali. Słuchacz, ty też możesz zadzwonić, człowieku. Radionafali.com, a ja tu lecę ze swoją refleksją i przy okazji pozdrowienia noworoczne dla ekipy z Edmonton. Pozdrawiam serdecznie. Peace and love. I chyba czas najwyższy na kolejny utwór z mojego zestawu, który się tutaj zorganizował spontanicznie po czwartku. To posłuchajmy czegoś ciekawego. Radio Na Fali, człowieku. Hiperprzestrzeń oczywiście. I lecę dalej z tą swoją refleksją po ostatniej wyprawie w poszukiwaniu wieku niewinności.
Czyli tak się powinna w sumie nazywać nasza cywilizacja, że jest to cywilizacja poszukiwania wieku niewinności. Poszukiwania sytuacji, w której jesteśmy oddzieleni od konsekwencji naszych czynów. Czyli cokolwiek nie robimy, cokolwiek byśmy sobie nie wymyślili, jakąkolwiek teorię, jakąkolwiek koncepcję, nigdy nie skonfrontujemy się z konsekwencjami tej sytuacji. Czyli możemy sobie wymyślać do oporu, tak jak wymyślamy współczesną naukę. Wymyślamy, na czym stoi świat, wymyślamy, czym to jest, czym to nie jest. Chociaż za przeproszeniem tyle na ten temat wiemy. I co? I dalej uciekamy od konsekwencji. Bo to jest właśnie ten problem z badaniem owego lasu. Wspomniałem przed muzyczką, że niby jak się weźmie butelkę z lasu z powietrzem z lasu, to zrobi nam las na środku betonowej dżungli.
W Japonii się sprzedaje butelki ze świeżym powietrzem, żeby ktoś, kto znajduje się w smogu, mógł sobie odetchnąć świeżym powietrzem w butelce. Paranoja, prawda? Jasne, że paranoja. I teraz jest pytanie: po co jest nam świeże powietrze, skoro doszło do takiego rozdzielenia troszkę? Czy my w ogóle rozumiemy, do czego jest świeże powietrze i czym jest świeże powietrze, skoro rozdzieliliśmy świeże powietrze od lasu, od drzewa, od łąki, szuwarów, moczarów, komarów i wszystkich tych cudowności? Oddzieliliśmy i przenieśliśmy sobie w pudełku do naszego świata. Takiego, który jest zaprzeczeniem absolutnie jakiegokolwiek lasu. Skąd to się wzięło? To się wzięło chyba z naszego wewnętrznego konfliktu. Taka jest moja opinia.
To sprawa związana z naszym wewnętrznym konfliktem, tym, że w wielkim skrócie to powiem: nie akceptujemy swojego własnego wewnętrznego głosu. Religie na świecie doskonale to wykorzystują. Każdy z nas ma swój wewnętrzny głos. To jest to coś, co w nas mieszka. Te drugie ja, można powiedzieć, chociaż to jest dokładnie to samo ja, które mamy. Człowieku, lubisz mówić do siebie? Lubisz rozmawiać ze sobą czasami? Lubisz sobie zaśpiewać piosenkę pod nosem? Ja też lubię. Też lubię rozmawiać ze swoim bratem.
Można powiedzieć we mnie mieszka. W każdym z nas. I to jest zdrowe i normalne. Tak już jesteśmy skonstruowani. Natomiast wszelkie religie, wszelkie teologie wykorzystują tą sytuację, żeby nas skonfliktować. Zaczęło się chyba od religii, które zaczęły nam opowiadać, że ta druga postać, która jest w nas, tak naprawdę nie jest w nas, tylko jest poza. I jeżeli są jakieś dobre historie, które się dzieją dzięki tej postaci, a dzieje się dużo dobrego dzięki tej postaci w głowie, którą mamy, bardzo dużo dobrego w naszym życiu, to jest Bóg. To nie jesteśmy my, to nic nie dzieje się w nas, to jest wszystko na zewnątrz. To gdzieś tam kamień uderza o kamień i Bóg schodzi na ziemię, grzmi, rzuca jakieś kamienne tablice, zabija, zjada kogoś. Generalnie historia Popaprańca z tej ziemi i mamy w to wierzyć.
I to jeszcze tak, że to wszystko się dzieje poza nami. My tu jesteśmy biedne Jurki, biedne Ziulki, biedne dzieci. Niewinne dzieci, które nie potrafią nic zrobić, nie mają odpowiedzialności, nie biorą żadnej odpowiedzialności. Potrafią wziąć, zabić, spalić rytualnie, wymyślić religię i stworzyć sobie wrogów z każdego, kto nie wierzy w tą religię, ale nie chcą wziąć konsekwencji za swoje własne działanie, bo konsekwencja jest Bogiem. To jest Bóg. Bóg nas prowadzi do cudownego, fantastycznego celu: zajebać od mieńca. I to jest ta cudowna idea, która przyświeca wszystkim religijnym ludziom od tysięcy lat. Zajebać od mieńca. Tak się powinna nazywać każda religia na świecie. To jest moja opinia oczywiście.
Nie musisz się z nią zgadzać, ale miło mi, jak się z nią zgadzasz oczywiście. Przepraszam bardzo za swój francuski, jakoś tak nie mogę skojarzyć innej nazwy dla religii niż zajebać od mieńca. Ciągle ta sama historia, która się nieustannie powtarza. No właśnie, bo ciągle jest ten wewnętrzny głos i kiedy ten wewnętrzny głos sprzeciwia się każdej religii na świecie, każdemu dogmatowi, każdej teologii, to nagle pojawia się jakiś koleś i mówi: „Ej, to zło przez ciebie mówi. Na bank stary, mówi przez ciebie zło. Nie radzisz sobie z tym. Nie radzisz sobie ze sobą, człowieku. Mówi przez ciebie zło. Ja tu mam dla ciebie lekarstwo. Zostaniesz moim niewolnikiem.
Skopię ci dupsko tak, że będziesz się czołgał po ziemi i wył o cokolwiek i zobaczysz wtedy, jak się poczujesz. A ja wtedy dam ci łaskę i wtedy dostąpisz łaski. To jest rozwiązanie twoich problemów. Będziesz się czuł tak podle, że nie będziesz miał czasu zastanawiać się, co tak naprawdę jest w twojej głowie, ponieważ będziesz zajęty walką o przetrwanie i ta nieustanna walka o przetrwanie uwolni cię od twoich trosk, a ze mnie zrobi właściciela kasty niewolników”. I tak się wydarzyło, że powstała kasta niewolników, która właściwie to my sami, to nasza cywilizacja. Skrompowaliśmy nasze myślenie o nas samych. Rozdzieliśmy na pierwszym etapie, wyrzucając nasz wewnętrzny głos na zewnątrz, później konsekwencje tej historii, czyli wyrzucenie odpowiedzialności na zewnątrz. Bo wewnętrzny głos jest tym głosem, który widzi wszystko, co robimy i słyszy wszystko, co myślimy. Jeżeli ktoś robi jakieś gówno w życiu, jeżeli robi jakiś shit w swoim życiu, taki solidny shit, to w głowie słyszę: „Człowieku, co ty do jasnej cholery robisz? Czyś ty zwariował?”.
To jest taki wewnętrzny głos i każdy to słyszy. Słynne historie z mordercami, których złapała policja za jakieś brutalne zbrodnie, że taki jeden siedzi i zastanawia się: co ja zrobiłem? To jak ten izraelski żołnierz, który po to, żebyś człowieku, jeżeli pijesz coca-colę, mógł się napić teraz spokojnie coca-coli. Ten izraelski żołnierz, który zastrzelił tą kobietę w ciąży, bo przecież trzeba pilnować fabryki coca-coli przed terrorystami oczywiście, żeby ktoś mógł na święta się napić tej coca-coli, pepsi-coli oczywiście, bo to ta sama rada zarządu, te same pieniądze, to tylko tak oficjalnie dwie różne firmy. W rzeczywistości jest to dokładnie ta sama firma i ci sami ludzie, którzy za tym stoją. Ale tu już zostawiam kwestie finansowe i do kogo co należy. Myślę, że jeżeli jesteś łebskim człowiekiem, to wyrosłeś z tego wieku naiwności i doskonale sobie z tego zdajesz sprawę. I nie muszę ci opowiadać tych wszystkich rzeczy, tym bardziej, że to wszystko jest ogólnie dostępne na świecie. Właśnie tylko nasza naiwność czasami powoduje, że nie chcemy tego widzieć. Tak jak nauka nie chce widzieć tego, czym jest, w którym momencie jest, jak wyglądają sprawy.
Tak samo my nie chcemy widzieć, że ta historia, którą sobie serwujemy na święta, kosztuje kogoś troszkę więcej niż nas. Przysłówowo. Dokładnie taki konflikt wewnętrzny, który pomaga istnieć takiej sytuacji, bo tak mi się wydaje, będąc wewnętrznie skonfliktowani, ciągle nastajemy na siebie. Jeżeli jedna część nas samych nie dogaduje się z drugą, automatycznie skazujemy się na, nie wiem, czy to jakieś zło operujące w naszej okolicy, czy reptilian operujących nie wiadomo gdzie, czy też kontrolę umysłu, która operuje naszym życiem w postaci jakichś cwaniaków w słuchawkach siedzących w vanie obok po drugiej stronie ulicy i streamujących częstotliwościami nam przemówienia nie wiem kogo do głowy czy coś w tym stylu. Nie, to jest nasz wewnętrzny głos, który jest z nami skonfliktowany i w pewnym momencie myślę, że każdy z nas, jeżeli zaryzykuje wyprawę w tą stronę, może dojść do momentu, gdzie wewnętrzny głos po prostu będzie miał serdecznie wszystkiego dosyć i stwierdzi, że się stąd wynosi. Jest taka opcja, że wewnętrzny głos się wynosi z naszego wnętrza, ale zdaje się nikt nie przeżył tej opcji osobiście. Kończy się to zejściem fizycznym z tego świata z reguły, jakoś tak. Tak mówią wszyscy. To jest to słynne fantomowe ciało, o którym mówią ludzie, którzy zajmują się taką medycyną, ale kosmiczną medycyną i te informacje nie do końca trafiają na poziom tabletek, szczepionek i tego typu historii opowiadanych nam przez konowałów zwanych lekarzami. To jest taka technologia, którą się wykorzystuje w kosmosie, gdzie się wysyła wybrańców.
Podejrzewam, kilku wybrańców na świecie też korzysta z tej technologii. To są właśnie rzeczy związane z biorezonansem i tak dalej. Szczęśliwie dzięki dobie cyfrowej informacji w postaci internetu normalny człowiek już też ma do tego dostęp. Niemniej są takie technologie, które dalej są troszeczkę zablokowane do ogólnego dostępu, ale są wykorzystywane i te technologie jasno i wyraźnie potwierdzają istnienie czegoś takiego, o czym wspomniałem jak fantomowe ciało. Na pewno ktoś z nas albo ty, albo ja. Ja na pewno słyszałem. Słyszałem o leczeniu fantomowym i to nie jest dowcip. To nie jest tylko tak, że to jest jakaś dziwna, egzotyczna historia, która jest nie wiadomo gdzie na YouTubie, ale to jest coś, co jest praktykowane przez panów naukowców, rosyjskich panów naukowców z kosmonautami na orbicie. W przypadku co by było, gdyby taki kosmonauta nagle zachorował na nie wiadomo co, przecież wiadomo, że na orbitę nie wyśle się lekarza, nie wyśle się po niego karetki, a jeszcze ten koleżka, który jest tam na orbicie, musi w odpowiednim momencie nacisnąć kilka przycisków, żeby wrócić z tej orbity. Jeszcze palcie licho, gdyby to był tylko ten koleżka, bo można by go było zostawić na tej orbicie i w tym kosmosie niech sobie tam do końca dożyje swoich paru dni.
Świat by się tym za bardzo nie przejął podejrzewam. Zaraz by wymyślono jakąś katastrofę techniczną, że to musiało się tak wydarzyć i tak dalej. Jakie wkurzenie było amerykańskich kosmonautów, kiedy skumali, że Waszyngton miał przygotowane takie specjalne taśmy filmowe, gdzie prezydent wychodzi i mówi: „Jak nam żal tych ludzi, że zginęli, polegli za ojczyznę”. Jakie to cyniczne było. Byli troszeczkę wściekli. Taka słynna historia, że nie za bardzo chcieli się spotkać z prezydentem, jak się o tym dowiedzieli. Zostali potraktowani jako laboratorium. Nawet nie laboratorium, tylko zostali potraktowani jako szczury eksperymentalne i nikt się nigdy w ogóle nie liczył z ich życiem od samego początku. Chodzi tylko o to, żeby ściągnąć na ziemię tą kupę złomu, w której są te wszystkie fiolki z badaniami, w której są wyniki eksperymentów i tak dalej. Chodzi tylko i wyłącznie o informację, którą można później wykorzystać przy konstruowaniu większej bomby, szybciej działającego karabinu maszynowego czy lepszego systemu bankowego, który jeszcze szybciej tworzy niewolników niż ten aktualny system bankowy.
Można troszkę tak to ująć. Ta technologia jest wykorzystywana, absolutnie jest sprawdzalna. Widać to fantomowe ciało. Widać tego naszego niewidocznego brata albo siostrę. Różnie ludzie mają. Ja mam brata. Ty to nie wiem. Sam sprawdź człowieku, sam posłuchaj swojego własnego wewnętrznego głosu. Myślę, że każdy powinien. To naprawdę nie jest żadne zło, nie jest to żaden diabeł, nie jest to żadna schizofrenia, nie jest to nic z tych rzeczy.
To jest też, żeby było zabawniej, ta historia, która jest opowiadana między innymi na tych wszystkich egipskich posągach, gdzie jedna osoba zawsze ma za sobą drugą osobę i jest to przedstawienie głównej osoby. Oficjalnie mówi się, że kartusz przedstawia faraonów, ale do dzisiaj tak naprawdę nikt nie wie, co przedstawia jakikolwiek monogram, jakikolwiek wzorek zapisany w kartuszu. To, że zaczął oznaczać faraona, to dopiero w Drugim Królestwie, a do tego momentu właściwie nikt nie ma pojęcia, czym jest ten kartusz. Są dwa różne rodzaje kartusza, nawet chyba więcej i właściwie jest to jedną wielką zagadką. W każdym razie postacie, które są opieczętowane owymi kartuszami w tych najstarszych egipskich zabytkach, to są postacie człowieka wychodzącego ze ściany, można powiedzieć, takiego posągu, który ma zawsze krok do przodu, manifestującej się żywej istoty i drugiej istoty będącej schowaną za jego ramieniem, często kobiecej. Dwa pierwiastki żeński i męski, które istnieją w jednej istocie. Oczywiście zapis o tym jest wszędzie. Tylko kwestia, czy ktoś z nas chce o tym przeczytać. Można się o tym dowiedzieć od Indian w wielu różnych miejscach na świecie. Znaczy ja mówię Indian, chodzi o tak zwanych rdzennych mieszkańców, łącznie z Aborygenami.
Każdy z nich mówi, inaczej to opisuje. Indianie mówią, że każdy z nas ma takiego ducha opiekuńczego. Każdy ma swojego Manitou. Ten Manitou jest taki indywidualny. Oczywiście wszyscy wierzymy w Manitou, bo wszyscy mamy jakieś Manitou. Manitou jest taki kompleksowy, globalny, ale oczywiście każdy ma swojego własnego ducha i to jest jego duch i to jest historia związana z jego życiem. To jest ten tajemniczy szpieg w jego głowie, który wie, o czym on myśli, co on robi i przed tym szpiegiem niczego nie da się ukryć. Ten szpieg nas nieustannie rozlicza z naszych wszystkich wysiłków życiowych i nie tylko fizycznych, bo przede wszystkim wysiłków intelektualnych i takich, można powiedzieć, myślowych. Jeżeli myślisz do dupy, to generalnie będziesz się mocno sam ze sobą rozliczał. To jest ten klasyczny numer z depresją maniakalną, wieloma innymi rzeczami.
To jest czasami niezrozumienie samego siebie i próba wyorania z siebie właśnie owego drugiego głosu. Często kończy się samobójstwem. Często tak bywa. Ta cywilizacja nie pomaga w tej materii, ale też inna sprawa, że też nie pomagamy sami sobie. Nie chcemy często zauroczeni tym wiekiem niewinności i tym poszukiwaniem owego wieku niewinności, tego, że dalej będziemy mogli żyć dokładnie w taki sposób bez żadnych konsekwencji, kontynuując swoje dotychczasowe wybory życiowe. Unikamy tego momentu, żeby zauważyć, że wszystko, cokolwiek robimy, zostaje z nami i jest taką sygnaturą, która Nigdy nie zniknie i, co najzabawniejsze, determinuje nasze życie. I tu cała ta historia, która brzmi nieco ezoterycznie, łączy się z tak twardą jak jasna cholera, że tak po szewsku powiem, nauką, że aż boli. Pierwsza rzecz to to, że każda materia manifestuje się dopiero wtedy, kiedy na nią patrzymy. Słynny eksperyment z tym, że kolesie chcieli zobaczyć, jak się zachowuje substancja, kiedy na nią nie patrzą i substancja w ogóle się nie zachowywała. Natomiast kiedy się pojawiali w okolicy, substancja reagowała.
Substancje z roślinami, substancje z tym, jak zachowuje się plazma, którą nazywamy wodą, kiedy myślimy do tej plazmy. Słynny pan Emoto. Kontrowersyjny bardzo, bo niektórzy twierdzą, że wcale nie był żadnym profesorem, a niektórzy nazywają go profesorem, ale w każdym razie jego research, jego badania są bardzo sensowne. Za wyjątkiem tego drobnego punktu z tak zwaną muzyką metalową. Podejrzewam, że po prostu pan Emoto oraz jego eksperymentatorzy bardzo kiepsko myśleli o muzyce metalowej i im się kojarzy dźwięk z czymś kiepskim, z jakimś stresem. Może to o to w tym wszystkim chodzi, bo tam też nie zauważono jednej rzeczy. I może dlatego właśnie to badanie posłużyło troszeczkę do powstania wielu różnych egzotycznych teorii na temat energii człowieka, czakramów, różowych jednorożców z tęczowymi skrzydłami i czakramem serca na czole. Tych wszystkich legendarnych opowieści nie wiadomo skąd. To się właśnie też wzięło troszeczkę z niezrozumienia chyba istoty, czym jest natura, że to nie jest materia, tylko to jest kwestia oddziaływań. To jest kondycja, która jest tworzona.
Jeżeli tworzysz kondycję, to automatycznie ta kondycja jest zapisywana. To, co się dzieje dookoła nas, to jest twardy dysk. Nie możesz odtworzyć kondycji z czegoś. Kondycja, która się odciska na materii, wynika z twojej interakcji z ową materią. To nie jest tak, że puścisz muzykę, wyjdziesz z pomieszczenia i woda przechwyci właściwości tego czegoś. To tak nie do końca. To musiało być coś żywe. Okej, gdyby obok leżał ogórek, obok leżał kwiatek, obok leżał pomidor albo pomarańcza to przechwyci, bo jest to żywa struktura, która emituje swoje pole. Jeżeli masz taki czujnik, potężny czujnik nanotesli, taki laboratoryjny, który czasami kosztuje w okolicach 15 tysięcy funtów albo jakoś tak. Taki bardzo czuły, że gdzieś tam mikronanotesle bada.
Strasznie takie dziwne, pokręcone urządzenie, ale ono pokazuje część tego pola i widać od razu, jak to się zachowuje. Widać, gdzie się kończy, gdzie się zaczyna każda żywa istota, nawet jeżeli jest to końcówka jej życia, czyli rozstała się właśnie ze swoim krzakiem, tak jak ta pomarańcza. Emituje to pole i to pole tworzy interakcję. Natomiast dźwięk puszczony z głośnika, można powiedzieć nie tworzy takiej interakcji. Tworzy historie związane ze strukturą, ale o tym nie będę się rozwijał, bo to troszkę taka bardzo naukowa historia, która wymagałaby wbicia w bardzo konkretne tematy na temat rezonansów. Także ja tutaj oszczędzę człowieku, oszczędzę jakichś technicznych rzeczy w sobotę. W każdym bądź razie, wracając do tych wszystkich fantastycznych różowych jednorożców, na poszukiwanie których, niczym na poszukiwania swego wieku utraconej niewinności udało się wielu ludzi w dzisiejszych czasach. Szczęśliwie, mam nadzieję, nie ty. Tam się pojawiło dużo takiego niezrozumienia, które jest właśnie związane z teologią, z teologią takiego dualizmu, że nie chcemy widzieć czasami tego, że jesteśmy jedną istotą. Okej, jesteśmy dwoma istotami, ale jedną taką skondensowaną.
I cała zabawa polega na tym, że się dogadujemy sami ze sobą, że tu tworzymy pierwsze połączenie. Pierwsza komunikacja, pierwszy węzeł z kimkolwiek innym, pierwsza wymiana czegokolwiek powstaje tylko i wyłącznie między nami samymi, wewnątrz nas samych. Następnie konsekwencją tej wymiany wewnątrz nas samych, jeżeli jest niezaburzona, jest wymiana informacji na zewnątrz z innymi istotami, które składają się dokładnie tak samo kompleksowo, na przykład z dwóch osobowości jak my. I jest to kompletnie naturalne. I teraz szczerość naszej konwersacji, można powiedzieć informacji, tudzież cokolwiek to jest, co wypływa z nas, jest zawsze osądzane przez ten cień, który mieszka w tej drugiej osobie oraz nas. Ponieważ cienia nie da się oszukać. Niektórzy właśnie nazywają to cieniem. W niektórych opowieściach z niektórych dalekich krain Indian, Inuitów i wielu innych tajemniczych dla nas miejsc, gdzie ludzie biegają na bosaka, chodzą w skórach lub coś w tym stylu i generalnie żyją troszkę innym stylem życia. Nie posiadają koniecznie kont bankowych i wielu innych niepotrzebnych rzeczy. I tam ta informacja została czasami właśnie nazywana jako cieniem, że każdy ma swój cień, który za nim chodzi i że musi się dogadywać ze swoim cieniem, bo jeżeli przestaje się dogadywać, to zaczynają się dziać z człowiekiem dziwne rzeczy.
To jest troszeczkę tak, jakby połowa z nas chciała iść w lewo, druga połowa w prawo. Następuje wewnętrzne rozdarcie i myślę, że cała ta zabawa cywilizacyjna, która jest dookoła, polega na utrzymywaniu nas w tym wewnętrznym rozdarciu. Właściwie my sami lubimy się utrzymywać w tym rozdarciu i skwapliwie utrzymujemy wszelkie atrybuty tego rozdarcia, które występują dookoła nas, tworząc ten cudowny, wspaniały świat. Ironicznie mówiąc, ten orwellowski świat. Otóż to. To jest ten wewnętrzny konflikt, który mamy w sobie. Jeżeli się ze sobą pogodzimy i ze sobą dogadamy, jeżeli ja się z tobą dogadam, człowieku, jeżeli ja się dogaduję, to gwarantuję ci, że dogadam się z tobą, bo chcę się z tobą dogadać. Ponieważ moje attitude, jak się po angielsku mówi, moje nastawienie Wynika z zrozumienia tego, że wszystko na świecie jest kondycją. Czyli ty i ja, jeżeli się dogadamy, tworzymy kondycję energetyczną. Można powiedzieć, że ósemkę.
Ja to lubię właśnie przedstawiać w ten sposób, że jest to litera osiem. Możesz sobie to wyobrazić. Jeżeli masz coś do rysowania, usiądź dziewczyno i chłopaku, jeżeli chcesz oczywiście, ja nie każę ci robić jakichś notatek, nic tego. Ale jeżeli chcesz skumać, o co chodzi, masz z tego zabawę, masz coś do pisania, zrób sobie taką zamaszystą ósemkę, długą ósemkę z takimi długimi oczkami, które wyglądają jak takie łezki. Zamaszysta ósemka. Właśnie sobie zrobiłem taką ósemkę . Sobie doskrobię. Ja to lubię tak wizualnie troszeczkę ogarniać sprawy. Lubię się spojrzeć. Estetą chyba jestem.
Mniejsza o to. I miejsce, które powstaje, kiedy się spotykamy we dwójkę, to jest to miejsce pośrodku tej ósemki. Ty jesteś na końcu jednej pętli tej ósemki, ja jestem na końcu drugiej. To jest, można powiedzieć, pętla nieskończoności. Wstęga Möbiusa, tak to się nazywa w geometrii chociażby. Jest to prosta reprezentacja struktury energetycznej i kondycji, która się pojawia w każdej możliwej materii. Jeżeli weźmiesz ze sobą dwa magnesy i połączysz, to w tym momencie magnesy mają dokładnie ten sam kierunek pola. Z południa na północ, ze wschodu na zachód. Dokładnie przyciągają i odpychają tym samym biegunem, jakby się sklejają w jedną całość. Zauważyłeś na pewno.
I ty też zauważyłaś. A teraz rozdziel magnesy i każdy z nich ma osobne pole. I kiedy ustawisz je względem siebie, to ma osobne pole. Odpychają się wtedy. To jest ta kondycja. Ty jesteś po jednej stronie tej ósemki, ja jestem po drugiej stronie tej ósemki. I jeżeli ja się chcę z tobą dogadać, a prawda jest taka, że i ja się chcę z tobą dogadać, i istota, która mieszka we mnie, bo lubimy się dogadywać zwyczajnie. I teraz, jeżeli ja mam takie attitude, takie nastawienie i ty masz takie nastawienie, to pomiędzy nami powstaje kondycja, jakieś zjawisko. I to zjawisko tworzy zaczyn materii. To jest tak zwana plazma.
Plazmy nie widać, widać ją dopiero na pewnym etapie, w pewnej, jak się mówi, radiacji. Zawsze jest skala gęstości. W fizyce też jest skala gęstości. W nauce też jest skala gęstości. To jest to, czego owa nauka najbardziej nienawidzi, bo na tym się nieustannie wywraca. Wszystkie badania naukowe sprowadzają się do badania materiałoznawstwa w cudzysłowie. Czyli na przykład biologia molekularna to jest taki bardzo modny kierunek, bo oczywiście stoi za tym wiara, że jeżeli weźmiemy kawałek molekuły, czyli weźmiemy ten nasz słoik, złapiemy trochę powietrza w lesie, to jak później wypuścimy tą molekułę w innych warunkach, to zrobi nam jakieś cuda. To jest dokładnie taki sam fetyszyzm, jak wiara w karabiny, jak wiara w całą tą historię. Dokładnie dualizm, nieustanny dualizm, rozdzielenie warunków od tego, co powstaje w tych warunkach. Zaskakujące, jak daleko można oszaleć.
Ale tak daleko to wszystko poszło. Zatem cokolwiek by nie mówić, w tym miejscu, gdzie spotykają się nasze intencje, twoja i moja, powstaje materia. Jeżeli jesteś żywą istotą, to na pewno ktoś cię musiał urodzić, a zanim cię urodził, musiało dojść do tego faktu zapłodnienia. To jest między innymi ten moment. Dlatego Wilhelm Reich zajmował się badaniem właśnie tej historii i stąd się wzięło odkrycie biona. Ponieważ właśnie w tym momencie zaobserwowano owe zjawisko plazmowe bion, czyli to, że zanim pojawia się jakakolwiek komórka, jakakolwiek molekuła, zanim zamanifestuje się jakikolwiek kawał twardej albo miękkiej materii, jest coś, co nazywamy polem plazmowym. A że plazma jest wszędzie dookoła nas, my widzimy tylko to, co widzimy, pewną, że tak powiem, szerokość geograficzną i wysokość tej plazmy, tak mógłbym to w skrócie nazwać, czyli pewną gęstość energetyczną, to wydaje nam się, że jej nie ma. I podobnie jest, myślę czasami z tym naszym fantomowym ciałem, z fantomowym bratem lub siostrą, kto tam co ma z nas, że wydaje nam się, że tego nie widać, ale cały czas słyszymy. I ten głos w naszej głowie ma czasami nas serdecznie dosyć. I to jest czasami kwestia zrewidowania dosyć solidnie swojego życia.
To jest taka mocna, radykalna zmiana i to jest to utracenie tego wieku niewinności. Myślę, że te czasy, które aktualnie nadchodzą, co tu dużo mówić, to jest dokładnie ten moment, kiedy czy ktokolwiek chce, czy nie, będzie musiał utracić swoją niewinność. I cała ta zabawa, która polega na tym, żeby zatrzymać ten moment w miejscu, żeby to zdjęcie z wakacji nigdy się nie kończyło, żebyśmy mogli żyć w tym cudownym filmie, się już dawno skończył. I Mama Natura puka mocno do drzwi. Dlaczego wspominam o nauce dzisiaj? Bo to jest chyba taki główny element, gdzie Mama Natura mocno zapukała do drzwi i widać, w jakiej desperacji znaleźli się wszyscy ci szarlatani próbujący załapać się na tą nową wiedzę, ale jednocześnie zatrzymać w swojej głowie dualizm. Ja myślę, że jest to niemożliwe. Każdy z tych ludzi będzie musiał się spalić sam w sobie i narodzić na nowo niczym feniks z popiołów, żeby zrozumieć ten nowy koncept i nową technologię, która już jest aktualnie obecna. Tak, człowieku, ten świat już się zmienił, to już jest tutaj z nami. Ale o tym to może kiedy indziej.
W każdym razie ta nowa technologia nie polega już na przeciskaniu czegoś, dociskaniu i budowania koła zębatego, udawaniu, że na tym polega cała zabawa, tylko polega na wykorzystaniu rzeczywistej interakcji Z polem, które jest nieustannie dookoła nas. To pole robi nas, to my robimy to pole, człowieku. To się nigdy nie zmieniło, nigdy się nie zmienia. Wszystko, cokolwiek widać pod mikroskopem i o czym ci nie chcą powiedzieć, mi też zresztą, ale byłem cwani i dotarłem, bo jest trochę ludzi, którzy robią swoje własne, indywidualne badania. Udało im się zdobyć potężne fundusze na potężny sprzęt laboratoryjny w domu i robią takie badania. Robią. I publikują takie informacje. Można się do nich dostać i tam jasno i wyraźnie widać, że początek tego wszystkiego, co my nazywamy tutaj materią, życiem, jakąkolwiek formą egzystencji dotykalną, sprawdzalną, weryfikowalną, że początkiem tego jest w rzeczywistości zjawisko plazmowe i że wszystko bierze się z zupełnie innej sytuacji. Z sytuacji, która polega na tym, że jest specjalna kondycja, warunki, w których powstaje życie. To nie jest życie wymyślone w mechaniczny sposób za pomocą załadowania kawałka DNA albo czegoś takiego gdzieś w jakąś strukturę i spowodowania cudownego wzrostu.
Jak do tej pory nikomu się nie udało. Firma Monsanto twierdzi, że potrafi zrobić rośliny, które żyją dłużej niż ileś tam lat. Prawda jest brutalna. Nie potrafią zrobić takich roślin, dlatego też sprzedają to, co mają. To nie jest kwestia schowanych pomysłów, ukrytych zagadek. Nie. Sama manipulacja genetyczna w roślinie powoduje, że roślina się po prostu nie rozprzestrzenia. Roślina już nie rośnie, nie wydaje nasion, ewentualnie mutuje w taki sposób, że przerasta i w pewnym pokoleniu kompletnie znika, często niszcząc kompletnie lokalny ekosystem, ponieważ w tym momencie roślina staje się ślepym szaleńcem. Roślina traci kontakt ze swoim oryginalnym fantomowym ciałem, które jest zapisane w zupełnie inny sposób w konstrukcji DNA. Nikt nie potrafi tego znaleźć, ponieważ nie ma żadnej metodologii na szukanie takiego zjawiska.
Całe DNA, które nauka jest w stanie zaobserwować i zbadać, bierze się z obserwowania tego pod mikroskopem atomowym. A mikroskop atomowy to jest takie urządzenie, które kompletnie miażdży na pył każdą organiczną substancję podczas robienia fotografii tej substancji. To jest dokładnie jak kiedyś mówiłem, próba osądzenia charakteru psa po tym, jak właśnie trzasnęliśmy w niego stutonową ciężarówką pędzącą z prędkością 200 kilometrów na godzinę. I właśnie oglądając ścierwo po tym psie na drodze zastanawiamy się, jaki charakter miał ten pies. Czy dobry, czy też zły miał charakter i jak miał na imię ten pies i czy głośno szczekał. To jest mniej więcej tak samo z badaniem DNA. Nikt nie wie, co tam naprawdę jest. Badamy to, co zostaje po tym DNA, kiedy prześwietlimy to potężną radiacją. I wygląda to dokładnie jak porównanie koralowca, tak można to określić. Koralowiec w morzu wygląda świetnie, rosną na nim roślinki i jest życie.
Ale jeżeli wyjmiesz koralowca z jego naturalnego środowiska, to otrzymujesz taką suchą, kamienną strukturę, można powiedzieć. Takie coś po prostu. Kamienne, które bardzo łatwo się rozbija. Kawałek wapna i nic więcej. Nie ma tam ani grama życia. Ale kiedy włożysz z powrotem do oceanu dokładnie w to miejsce, z którego wyjąłeś ten kawałek koralowca, nawet ten po prostu szkielet, zwykły wapienny szkielet włożysz z powrotem do tego środowiska i wrócisz tam za parę chwil, okaże się, że z powrotem coś w nim zamieszkało i wraca tam życie. Czyli wniosek jest dosyć prosty. Tylko że pytanie, czy my chcemy zobaczyć tą historię? Bo tu, jak się okazuje, cała zabawa na tym, że akceptujemy to, że jesteśmy taką ósemką i że nasza relacja z każdą historią, która jest dookoła nas, jest dokładnie taką przysłowiową ósemką. My jesteśmy na jednym końcu, na drugim końcu jest nasza intencja, ewentualnie ktoś, z kim, że tak powiem, organizujemy w tym momencie sytuację i gdzieś po drodze powstają warunki, w których powstaje coś.
To są momenty, w których powstają różne koncepcje. To są momenty, w których przede wszystkim powstają też urządzenia i powstaje to, co generalnie robi nasze fizyczne życie. Przecież mikser, z którego nadaję, musiał jakoś powstać. Na pewno nie został zrobiony czakramem serca ani czakramem korony za pomocą różowego jednorożca z tęczowymi skrzydłami, który śpiewał mandalę. Nie. To zostało zrobione przez kogoś, kto to zrobił fizycznie. Ale gdzieś był pomysł, gdzieś się pojawiła idea. I to jest właśnie zaczyn tej idei. Te idee są różne i myślę, że jakość tego naszego połączenia pierwotnego, które mamy w sobie, czyli historia związana z tym, czy mamy konflikt wewnętrzny, czy nie mamy, czy dogadujemy się ze sobą, czy nie, czy lubimy sobie zaśpiewać sami sobie pod nosem piosenkę, czy też się nienawidzimy wewnętrznie, bo mamy problemy ze sobą, bo jedna część nas robi coś, co jest wbrew jakiejkolwiek normalnej, że tak powiem, ludzkiej życzliwości jakimkolwiek normalnym zasadom funkcjonowania w tym świecie. Są ludzie, którzy żyją w ten sposób.
Można powiedzieć, że może niekoniecznie z własnej woli te dzieciaki w Izraelu, które w wieku lat 18 dostają karabin do ręki, muszą strzelać do wszystkiego, co się rusza, łącznie z dziećmi. Czasami trafiają tam pchane. No właśnie, kto pcha tych ludzi w te miejsca? Kto pcha ludzi, żeby łapali za broń? Kto pcha bankierów, żeby robili z innych ludzi niewolników? Kto to wszystko pcha? Sami siebie pchamy. To jest ten konflikt wewnętrzny, moim zdaniem taki mocno zarysowany. Jeżeli jedna strona nie akceptuje drugiej, to zawsze będzie próba dominacji i ta próba dominacji zawsze będzie się manifestowała na zewnątrz. Także każda relacja, która wychodzi z osoby posiadającej wewnętrzny konflikt, będzie próbą dominacji albo znalezienia się w jakiejś takiej sytuacji, gdzie ktoś jest na górze albo ktoś na dole, gdzie jest jakaś rywalizacja, gdzie jest coś do wygrania albo przegrania Tworzenie sztucznej rzeczywistości i będzie odgrywanie tej roli nieustannie.
To są takie klasyczne problemy, o których wiedzą ludzie już nieco dorośli, którzy bywają w związkach. Doskonale. Wiedzą o tym małe dzieci, które próbują się dogadać czasami ze swoimi rodzicami. Czasami rodzice nie dają rady i nie potrafią się dogadać z nikim, łącznie ze sobą razem. Różnie bywa. Widzimy to na co dzień. Widzimy to jako przedstawienie czegoś takiego, co się nazywa pomysł na życie, czyli na przykład polityki tej cywilizacji i tak dalej. Widzimy ludzi, którzy nie dogadują się z samym sobą, nie dogadują się ze światem, nie akceptują rzeczywistości takiej, jaka ona jest. To jest fenomen na przykład z legalizacją cannabis i w ogóle legalizacją wszystkich substancji psychoaktywnych, generalnie medycyny, całej tej kompleksowej historii. Przecież wiedza jest, wszystko jest.
Podobnie jak z urządzeniami, które produkują wolną energię. Przecież to wszystko jest i to jest od stu lat, a to, co jest teraz, się pojawiło ostatnimi czasy. To już w ogóle zamiata. Przecież to jest. Tylko to jest nasz wewnętrzny konflikt. Czy my chcemy zaakceptować świat, który jest zbudowany z konsekwencji naszych działań, czy też dalej chcemy wymyślać sobie jakąś grę, jakieś atrybuty, które według nas, według tylko połowy nas, tej połowy, która jest w nas samych. Nie mówię o połowie populacji, o tobie ani mnie, tylko mówię o tej połowie w sobie. Dopóki ta połowa we mnie nie zaakceptuje konsekwencji działań i tego, że cała ta sytuacja, właśnie konsekwencje budują warunki, budują tą kondycję, w której dzieją się te piękne rzeczy. Jeżeli konsekwencje mojego działania są takie, że pół świata wylatuje w powietrze, to nic dziwnego, że sprawy nie dzieją się dobrze w moim własnym życiu parę chwil później, bo to wszystko wraca. To jest ta kondycja ósemki.
Ta energia cały czas krąży po tej pętli w jedną i w drugą. Ilekolwiek, cokolwiek byś człowieku nie robił, zawsze do ciebie wróci. Możemy rozciągnąć tą pętlę, owszem i rozciągamy tą pętlę. Możemy rozciągnąć ją za pomocą odklejenia fizycznie naszych konsekwencji od naszych działań. Chodzi o naszą sygnaturę energetyczną, tak to się nazywa, czyli tak zwane energetyczne linie papilarne. One są bardzo głośne i bardzo mocno widoczne, kiedy robimy coś, bo wtedy się odciskają bezpośrednio na urządzeniu. Taka zabawna historia. Jeżeli się mierzy takie drobne różnice napięć, to się okazuje, że coś w tym jest. Człowiek, który tworzy pewne urządzenie, dotyka pewnego urządzenia, to urządzenie łapie charakter jego energii. Zresztą to jest ta historia związana z biorezonatorem Jana Katara Taicho.
I właśnie na tym polega wspomaganie tych naturalnych funkcji leczniczych organizmu, że biorezonator dopasowuje się do naszego własnego rytmu. Właściwie każde urządzenie się dopasowuje do naszego własnego rytmu. Ta sygnatura jest widoczna w wielu miejscach, chociażby w wodzie. Jeżeli sobie zamrozisz wodę, to będzie twoja własna sygnatura, a jak ktoś sobie zamrozi wodę ze swoim własnym myśleniem, będzie jego sygnatura. Nigdy nie będzie dwóch takich samych. Zawsze jest indywidualna. Informacja się zapisuje w całości. To jest kolejny taki szpieg, który widzi i słyszy wszystko, łącznie to, co wydaje nam się schowane przed całym światem. Ale ci głupio, nie? Mi też.
Co ty, żartowałem. Nie, nie mam takiego konfliktu wewnętrznego, także polecam się godzić ze sobą. Godzić. Ja to lubię swoją drugą część osobowości, można powiedzieć. Jest to bardzo zdrowa część i wszystko jest z tym okej. I nie pozwolę tutaj żadnemu, że tak powiem, szaleńcowi wprowadzić konfliktu wewnętrznego we mnie samym. No i to będzie ta, tak jak wspominam, chyba największa rewolucja cywilizacyjna, która się wydarzy już niebawem. Ona właściwie już się dzieje, już jest na naszym kroku. Co ja mówię? Już jest tutaj, na miejscu.
Otóż to. Huch, ja se łyknę herbaty. I przebiega na takiej linii, która znajduje się w samym środku naszej głowy. I to jest kwestia tego, w co wierzymy. Czy wierzymy w iluzję i będziemy biegli z powrotem, żeby odkleić właśnie, rozciągnąć tą całą drogę. Tak wspominam o rozciąganiu drogi, bo faktycznie jest taka rzecz do rozciągnięcia drogi. Jest, a zapomniałem powiedzieć. Nazywa się oczywiście pieniądze, bo płacąc komuś powodujesz, że wzbudzasz jakieś działanie z jego strony i już tylko w tym momencie tylko część twojej sygnatury energetycznej trafia dalej. Czyli jeżeli twoje pieniądze idą na zły cel, to nie załatwiają cię od razu. Także tak zwana karma wraca do ciebie natychmiast i padasz porażony piorunem na progu swoich drzwi.
Nie dzieje się to aż tak szybko, ale troszeczkę dłużej. Troszeczkę dłużej. Trwa to czasami lata. Niemniej dalej ta twoja sygnatura podąża za tą intencją, za tym wszystkim, co się dzieje i wraca do ciebie. To jest nieubłagane. Tak działa każda forma energii. Tą sygnaturę widać wszędzie. Czy to w koncepcjach, które się pojawiają, bo ta sygnatura i jej energia też wymusza pewną kondycję, która stwarza pomysły, które są bardzo podobne do tej sytuacji. Dlatego współczesna ekonomia nie jest w stanie nikomu zapewnić ani wolności, ani dobrobytu, ani radości. Jest w stanie tylko zapewnić kondycję do nieustannej rywalizacji, ponieważ jest produktem wewnętrznego konfliktu, gdzie jedna część osobowości rywalizuje z drugą i stworzyła z tego wielką wojnę na świecie.
Bo wpierw zaczyna się wojna w nas samych, później po wojnie w nas samych zaczyna się polaryzacja rozmówcy, później po polaryzacji rozmówcy rozpoczyna się taki kompleks wewnętrzny niespójności. I żeby sobie z tym poradzić, zaczyna się szukanie wiary, czyli przerzucanie odpowiedzialności z siebie na świat zewnętrzny. Że teraz jest jakiś Bóg, teraz jest jakiś Jezus, jakaś istota nie wiadomo jaka, która kieruje wszystkim. Święte księgi. Później zaczynają się zasady. Po zasadach zaraz zaczynają się państwa, narody, chorągiewki i szmatki w różnych kolorach i kształtach. A potem zaczyna się, co się potem zaczyna? Potem jest dokładnie jutro, które się wydarzy na świecie, czyli nasza cywilizacja. Czyli moment, w którym aktualnie jesteśmy jako kompleksowa struktura. Nie mamy innej struktury.
Właśnie mamy taką strukturę. Jeżeli przejdziesz się na lotnisko, bo stwierdzisz, że chcesz polecieć do jakiegoś innego kraju, zostaniesz wypytany, sprawdzony i przeszukany niczym największy morderca wchodzący do więzienia w średniowieczu. Gorzej, człowieku, gorzej. Zostaniesz potraktowany jak terrorysta zawczasu, żebyś przypadkiem nie pomyślał, że możesz nim być. To jest ten dualizm. Teraz jest pytanie, kto tak naprawdę jest terrorystą w tym świecie? Kto stał się swoim własnym zakładnikiem? Wygląda na to, że jak na razie przynajmniej część z nas jest zakładnikami swojego wewnętrznego konfliktu. I cokolwiek by się nie wydarzyło na świecie, jeżeli chodzi o jakąkolwiek cudowną technologię, jakiekolwiek nie wiadomo co, to i tak sprawa związana z rozwojem na świecie, ze skorzystaniem z tej technologii i z zaakceptowaniem tego nowego świata, właściwie zupełnie nie dotyczy tych ludzi. Przynajmniej do tego momentu, dopóki nie poradzą sobie z owym wewnętrznym konfliktem.
Dopóki nie poradzą sobie z tym, że całe ich poszukiwania wieku niewinności, braku konsekwencji nigdy się nie udadzą. Nigdy nie znajdą owego różowego jednorożca z tęczowymi skrzydłami i czakramem korony, który wybawi ich od konsekwencji złych rzeczy przede wszystkim. Bo tam też nikt nie szuka zaprzestania robienia, tam bardziej się szuka zaprzestania odczuwania konsekwencji. A skąd się biorą konsekwencje? Konsekwencje biorą się z tego, że ktoś coś wcześniej zrobił. I to jest ta gigantyczna zmiana, która nadejdzie. To jest ta obawa, że być może pewnego dnia wszyscy zaczniemy słyszeć swoje własne myśli w swojej własnej głowie. I co wtedy? Wydaje nam się, że intrygujące jest usłyszenie cudzych myśli, ale jakże zaskakujące może być usłyszenie swoich własnych myśli w głowie, niekoniecznie cudzych. Myślę, że to dla wielu może być bardzo poważna rewolucja i myślę, że to jest dokładnie taki punkt historii cywilizacji, który nas czeka.
Widzimy to po wszystkim. Wystarczy się przyjrzeć na archeologię, na ślady cywilizacji, jakie wykopujemy, które przeczą absolutnie oficjalnemu pomysłowi na całą historię cywilizacji. Wszystko to, co znajduje się w ziemi, jest absolutnie stuprocentowym zaprzeczeniem czegoś, co nazywamy oficjalną wersją historii. I to nie jest dowcip. Tak wygląda rzeczywistość. Oczywiście dalej uczymy się w uniwersytetach, szkołach i tak dalej, i oglądamy w telewizji historie, tudzież czytamy w gazetach i książkach, które budują nasz świat, operując jako konstruktem i przyczyną, że jest, jak jest. Pomysłem zaczerpniętym jako żywo z tego szalonego nie wiadomo czego. Z tej utopii o tym, kim ponoć byliśmy, jak ponoć kiedyś żyliśmy, jak wyglądała cywilizacja. Czyli właściwie z utopii zrobiliśmy coś, co próbujemy nazwać sensowną strukturą i właściwie chyba nigdy nie będzie sensowną strukturą. Myślę, że to jest właśnie główny powód, dla którego jeżeli ktoś dealuje na co dzień swoje życie z konfliktem wewnętrznym, to ten nowy czas, nowa technologia, która nadchodzi, po prostu go zaora.
To będzie poważny cios. To właściwie jest poważny cios, ponieważ tej technologii ani tak funkcjonującego świata nie da się zrozumieć tylko i wyłącznie połową siebie. Nie da się zrozumieć na zasadzie: okej, rozumiem, akceptuję. To trzeba po prostu czuć. I to tak czuć, że konsekwencje naszych działań odbywają się automatycznie. Bo kiedy jest to tylko i wyłącznie werbalną zabawą, jest to tylko i wyłącznie takim planem strategicznym i nie funkcjonują tutaj żadne konsekwencje. A w sytuacji, kiedy człowiek sam się za to łapie i sam jest panem tej całej historii, w tym momencie jest tylko jedno źródło konsekwencji: on sam. I to jest coś, czego jeszcze nam się nie chce powiedzieć. Na razie pokazuje nam się zdjęcie jakiejś dziewczyny albo chłopca, albo jakichś zadowolonych ludzi, cokolwiek, w pięknym tropikalnym miejscu, z drinkami tudzież z sokiem pomarańczowym w ręku, w szklaneczkach. Nie wiadomo co.
Zawsze jakieś takie w miarę poprawne politycznie, żeby nie było, że tam tańce, swawole nadmierne, ale widać jak są zadowoleni. Opaleni, palmy w tle, baseny, szumi ocean i pokazuje nam się to jako iluzję, która powinna determinować nasze działanie, które zwiemy pracą. Jakąkolwiek pracą. Że właściwie nasze życie, czyli nasza egzystencja, to, co robimy, służy tylko temu, żebyśmy pojechali i zamienili się dokładnie w takich ludzi. Nic więcej, nic mniej. Taka makieta, bym powiedział. Musimy odegrać scenkę z makiety, którą przed nami wybudowano. I to ponoć ma być właśnie to. I nic dziwnego, że nauka tak stanęła w miejscu, bo ciężko ruszać się do przodu, kiedy każdy naukowiec akademicki praktycznie i cała ta skarbnica ponoć wiedzy właściwie zajęła się przeżywaniem swojej symulacji, którą sobie wymyślili i doszli do takiego punktu, w którym uwierzyli, że ta symulacja to jest rzeczywisty świat. I po chyba niecałych 100 latach z powrotem obudzili się w momencie, w którym stwierdzili, że właściwie symulacja nie odpowiada żadnym warunkom zewnętrznym, na których była wzorowana i nie wiadomo, co dalej z tym zrobić.
Bo jeżeli chcemy to zmienić, to musimy zaakceptować siebie samych myślących w zupełnie inny sposób. I to jest właśnie ta granica w głowie, którą chyba każdy będzie musiał przekroczyć z momentem pojawienia się nowej technologii, jeżeli będzie chciał z niej skorzystać i cokolwiek tu zorganizować. Każdy moment wewnętrznego rozdarcia, wewnętrznego konfliktu będzie go skazywał na kompletny brak zrozumienia i brak dealowania z konsekwencjami wszystkiego, co się dzieje dookoła niego. Nie będzie w stanie utrzymać tego konceptu w jednym ręku. Zawsze się będzie gdzieś wywracał i jego urządzenia nigdy nie będą działały. Tak zwyczajnie. Po prostu gdzieś zawsze będzie moment, w którym zamiast pomyśleć po swojemu, włączy mu się konflikt wewnętrzny i na przykład będzie kalkulował jakieś strategie albo jak zrobić szybciej, jak zrobić wydajniej, biorąc za wzór i przykład coś, co obserwował w zupełnie innym świecie. W tej cywilizacji, która jest zaangażowana w to poszukiwanie nieustanne wieku niewinności. To jest troszeczkę jak zmuszanie ryb do tego, żeby zostały ekspertami we wspinaniu się po drzewie. To się nigdy nie uda.
Tak samo jak nie uda się nigdy myślenie prawami Einsteina, tak samo jak nie uda się nigdy myślenie kategoriami współczesnej biologii, fizyki, matematyki, jakiejkolwiek oficjalnej nauki. To się nigdy nie uda w wyjaśnieniu rzeczywistej struktury świata, ponieważ każda z tych nauk w swojej istocie jest zaprzeczeniem tego, czym ten świat jest. I zabawna będzie historia już niedługo, jak się okaże, że ci, którzy twierdzą, że to, co jest zaprzeczeniem, jest istotą tego świata, będą musieli przetrzeć sobie oczy i to przecieranie oczu nie za bardzo będzie pomagało. Trzymajmy za nich kciuki, bo może być ciężko. To tyle z dzisiejszych rozważań. Takie refleksje się pojawiły ostatnio u mnie w głowie i tymi refleksjami się człowieku z tobą podzieliłem. I z tobą dziewczyno też. Dzięki wielkie za wysłuchanie. Szalenie mi miło i miło w ogóle cię spotkać w tym nowym roku, poczuć cię na tej drugiej pętli owej ósemki po drugiej stronie. Peace and love istoto żywa.
Zapraszam cię na wieczorową porę, pierwszą w tym astronomicznym roku do Radia Na Fali. Jeżeli jeszcze tego słuchasz, to mam nadzieję, że tu zostaniesz. Jeżeli słuchasz tego offline to sorewicz borewicz. Do usłyszenia następnym razem. Dobra, to czas najwyższy, żebym skończył. Jeszcze raz wielkie dzięki dla wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Peace and love człowieku za wspieranie radia. Jeszcze raz przepraszam za obsuwę z informacjami i podziękowaniami. Przede wszystkim z podziękowaniem tobie, człowieku, który wspierasz Radio Na Fali przez polskie konto. Jeszcze nie dostałem namiarów.
Jak tylko dostanę informację od razu wpisuję i ci głośno dziękuję, żeby nie było człowieku. A ty jak chcesz wesprzeć Radio Na Fali żywa istoto, śmiało zapraszam. Każde wsparcie jest tu mile widziane. radionafali.com tak się nazywa strona internetowa. Ja w ogóle z góry dziękuję za każde wsparcie. Peace and love człowieku i szalenie mi miło, że tego wysłuchałeś. No i zapraszam przy okazji do archiwum Radia Na Fali. Nie zapominaj, że tam jest naprawdę sporo fajnych podcastów i nie tylko moich. Jest różnie, kolorowo, bajkowo. No właśnie, a ja tymczasem znikam.
Także jeszcze raz wielkie dzięki człowieku za wysłuchanie tego kolejnego odcinka Hiperprzestrzeni w radionafali.com.