[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:06] - Ojejku, co za las! Las, bo las, bo jest hiperprzestrzeń. W hiperprzestrzeni z reguły jest tak, że jest las, bo to bardzo leśna audycja. Witam cię słuchaczko, witam cię słuchaczu. Witam cię człowieku po drugiej stronie słuchawek. Jest hiperprzestrzeń w sobotę w Radiu Na Fali, retransmitowana w Radiu Paranormalium. Ja tym razem ciągle na siedząco z dochodzącą do siebie, zwichrowaną kostką witam wszystkich na czacie. Nawet się przywitam normalnie, bo przez to siedzenie jestem jakoś bardziej władny swoich kończyn, bym powiedział. Bry wszystkim na czacie. Także bry wszystkim.
Pozdrawiam serdecznie. Pozdrawiam też słuchaczy Radia Paranormalium, którzy też siedzą na czacie pewnie Radia Paranormalium. Tak to jest z czatami, że jak ktoś siedzi na czacie to siedzi na czacie, a ty trzymaj za mnie kciuki, nawet jeżeli słuchasz tego offline człowieku, bo po prostu padam na twarz po tym tygodniu niczym koń po westernie. Mam ze sobą dzbanek z kawą. To jest moja tajemnicza broń na dzisiejszą hiperprzestrzeń. Także trzymaj za mnie kciuki, żebym tutaj nie poległ. Pozwolisz, sobie doleję troszkę kawki. Kawa z mlekiem oczywiście, jak najbardziej. Taką lubię i tyle. Pozdrawiam serdecznie mecenasów Radia Na Fali przy okazji.
Dzieje Mecenasko i dzieje Mecenasie. Jeszcze nie dotarłem do informacji, co słychać na koncie, jeżeli chodzi o wsparcie radia z polskiego konta dokładnie. Kto, co i zaś. Jak zwykle z lekkim opóźnieniem, za co przepraszam, ale też nie będę czekał. Tak czy siak wymienię tych, których mam tu pod ręką, którzy się odezwali i po prostu na koncie PayPala, gdzie mam informację bezpośrednio o tym, kto wsparł radio. Także Klaudio, Katarzyno, druga Katarzyno, czyli panie Katarzyny, Anonimie, Kamilu, Jarosławie, Grzegorzu, Rafale, Grzegorzu, czyli panowie Grzegorzowie, Pastlanderowi, Patrykowi, Jacku, Grzegorzowi kolejnemu. Co to za banda Grzegorzów? Edwardowi, Edwardzie tobie i tobie Tomaszu, dzięki wielkie za wspieranie radia. Peace and love. A ty słuchaczko i ty słuchaczu, jak chcesz dorzucić mi się do kawki, do serwerów, do funkcjonowania tego całego radia, święta idą dla katolików.
Ja słyszałem, że to taki katolicki kraj, katolickie obyczaje, jakiś prezent. Też bym sobie kupił. Dla radia mam prezent. Także wspieraj radio, wspieraj Radio Na Fali. Wiesz jak to zrobić? Nie wiesz? No to idziesz na stronę radionafali.com i tam jest zakładka Wspieraj Radio Na Fali. I tyle. To à propos Bilonu z Babilonu oczywiście, najbardziej tłustego. To tymczasem zostałem ten Babilon i troszeczkę może nadrobić i tak relaksacyjnie, bo książę Edward ostatnio znikł troszeczkę, bo i zajęcia zawodowe i wichury.
Słuchajcie, jak to wichura to tam w górach za bardzo ten internet nie działa. Kto był w górach i kto szukał internetu w górach, ten doskonale wie, że szybciej znajdzie bacę niż internet czasami. Albo jakoś tak. To nie jest dźwięk z gór, ale mógłby być potencjalnie. Orange. Wszystko może być pomarańczą. Ale co dzisiaj w ogóle w hiperprzestrzeni? Bo dzisiaj z okazji w ogóle jakiegoś ja odłożę dzisiaj temat techniczny, tak może wspomnę dwa, trzy słowa, ale dzisiaj tak relaksacyjnie nadrabiam relaksaksięcia i wykorzystuję sytuację, że w końcu jest sobota. Ostatnio byłem taki bardzo fifara fa fa opowiadający o sprawach. Też dzisiaj będzie poważnie.
Też mam pewne refleksje, właśnie związane z wynalazkami. I poza tymi refleksjami zamierzam dzisiaj bardzo relaksacyjnie spędzić ten wieczór razem z tobą dziewczyno i z tobą chłopaku, i z tobą kosmosie, i ze sobą samym. Tomek, to do ciebie mowa. No właśnie. I relaksacyjnie będę się zastanawiał troszeczkę nad kwestiami takiej obserwacji świata, tego, co się aktualnie dzieje, tych szalonych wynalazków, kilku spraw, które się pojawiają. Powiem troszkę więcej, co się jeszcze pojawiło ostatnio w dziedzinie ciekawych wynalazków, które mogą zmienić nasze życie za naszego życia i to w bardzo szybkim tempie, wręcz zaskakująco szybkim. I troszkę właśnie o tym, jak to wszystko wchodzi, jak to się pojawia. Troszeczkę taka obserwacja, jak ten nowy świat jest wyczekiwany, przez kogo, gdzie, w jaki sposób. Tak chcę się zastanowić troszkę nad kilkoma aspektami tej sprawy. Także dzisiaj dokładnie na ten temat.
I tak będę trochę wrzeszczał do tego mikrofonu, żeby wszystko się dobrze nagrało. Taki mam pomysł. Także człowieku, zostań tu ze mną. Mam jeszcze ciekawą muzę, naprawdę dużo świeżej muzy przede wszystkim dzisiaj, tak po sąsiedzku, troszeczkę prosto powiedziałbym z Paryżewa. I nie tylko. Tak trochę świeżej muzy, bo tak często puszczam ciągle te same numery i dzisiaj chcę zrobić troszeczkę odmiany. I mam tu taki zestaw. Myślę, że całkiem ciekawy zestaw na dzisiaj. To może zacznijmy od Wrong Road, czyli niewłaściwej drogi. Tak się nazywa utwór.
Niezła rzecz. Właśnie, bo jeszcze możesz zadzwonić Skype do radia, radionafali.com. Ja wykorzystam tą chwilę twojej nieuwagi. Przepraszam bardzo. I podłączę mikrofon. A w międzyczasie posłuchajmy sobie muzyki. Radionafali.com, Hiperprzestrzeń. Wrong road. Niewłaściwa droga. Niewłaściwa.
Tak. I dzisiaj troszkę o tej niewłaściwej drodze w radiu Na Fali w hiperprzestrzeni. A w ogóle mam na imię Tomek, jakbyś zapomniał, człowieku i ty dziewczyno. Właśnie mnie w tym momencie słuchasz w swoim podcaście. Jestem na skrzypiącym krześle, pirackim krześle, jak przystało na radio Na Fali. I dzisiaj się tak pozastanawiam tutaj do twojego ucha nad pewnym aspektem tego, w jakim właściwie świecie żyjemy. Jak zwykle. Bo nad tym zwykle się zastanawiam. Ale oprócz tego taka refleksja z obserwacji świata wynalazków, bo za chwilę, oprócz oczywiście technologicznego, która rozpaliła umysły i nie tylko, to jeszcze jedna historia pojawiła się na horyzoncie. Mianowicie Orbo.
Takie urządzenie, które korzysta z pomysłu z magnesem elektrycznym, można powiedzieć, z elektromagnesem. Taki pomysł Nikoli Tesli. I z tej okazji, że korzysta z tego pomysłu, produkuje prąd z niczego. Jest takie pudełko wielkości ośmiu centymetrów. Muszę je do ręki wziąć. Nawet mam pod ręką, także dam sobie radę. Pudełko mniej więcej jakieś 15 centymetrów na 15 centymetrów. Takie kwadratowe, zaokrąglone rogi. Troszeczkę podobne, jeżeli kojarzycie takie urządzenie produkowane przez firmę Apple Macintosh. Coś w rodzaju takiego storage, memory storage, taki telewizyjny.
Kiedyś były też takie kwadratowe małe komputery, takie kostki. To jest coś w tym stylu. Taka mała kostka, mniej więcej chyba 15 centymetrów na 15, jakoś tak. Nie pamiętam dokładnie. Tam już są opisane te rozmiary, bo jest na stronie. To chyba powinienem właściwie wejść w tym momencie, bo zachowuję się jak taki klasyczny ignorant. Inna sprawa, że taki cwaniak jestem, bo oczywiście, Steron się nazywa firma, bo mówiłem o tym wszystkim przy okoliczności syntezy i już mamy to wszystko. Przepraszam bardzo, to jest takie okrągłe pudełko. To nie jest kwadratowe. Oryginalne było, znaczy prototyp, który ja pamiętam, był kwadratowy.
Troszeczkę teraz się zaokrągliło. Jest takie okrągłe. Tam się w ogóle nazywało Ocube. No i w ogóle teraz przybrało formę Ocube'a. Jest na stronie. Już ci mówię, człowieku, jakbyś chciał wejść i sprawdzić. Zastanawiam się, czy w ogóle oni mają swoją własną stronę. Gdzieś tam mają. Ja po drodze postaram się dotrzeć do tych wszystkich informacji. Mam nadzieję, że trafię.
Na razie mam ich profil facebookowy. Także jeżeli słuchasz tego live, absolutnie live, to wklejam ci ich profil na Facebooku jako linka. Możesz sobie tam wejść i sprawdzić, co i zaś. Firma nazywa się Steron i wypuści takie urządzenie. Tak troszkę mówię dookoła, które produkuje prąd, jak to zwykle przyszło mi mówić, z niczego. Urządzonko, które ma USB i można tam podłączyć wszystkie urządzenia, które są na USB i nie potrzebują zbyt dużo prądu, bo to urządzonko nie daje jakiejś potężnej ilości energii, ale daje tyle, żeby zasilić telefon. I teraz firma Steron wpadła na pomysł, że nie będą sprzedawali tylko i wyłącznie urządzenia, które daje prąd, ale będą sprzedawali też telefon, który ma taką baterię, że ona się nigdy nie kończy ta bateria i ona jest prawie że do końca świata. Także telefonu w ogóle nie trzeba ładować, bo się sam automatycznie naładowuje. Właściwie jest naładowany, nigdy się nie rozładowuje. Taka historia.
No i panowie wymyślili to już dawno temu. Ja pamiętam tą historię zaraz jak się przeprowadziłem do Anglii, dokładnie z Dublina, z miejsca gdzie firma Steron ma swoją siedzibę. I o tym wszystkim opowiadam właśnie w owej syntezie w archiwum Radia Na Fali. Także nie będę tutaj powtarzać tej całej historii, ale do czego zmierzam? Bo sedno tej historii, którą opowiadałem dawno, dawno, dawno temu, było takie, że panowie mają technologię i planują wejść na rynek. Okazało się, że są już właściwie na rynku. Właściwie wchodzą na rynek właśnie dokładnie w tym momencie. Ach, nieszczęśliwie się okazuje, że ich strona przekierowuje automatycznie na Facebooka, na którym promują to nowe urządzenie Ocube, tak się nazywa. Można sobie obejrzeć wideo, można sobie obejrzeć całą dokumentację, znaczy nie dokumentację, tylko to, czym to jest. Takie okrągłe coś.
Wygląda troszkę jak głowa małpki. Jedno oko to jest krzyżyk, a drugie oko jest przymknięte. Jest taka kreska. Trochę przypomina to, co tu dużo mówić, przynajmniej mi, taką postać z filmu Metropolis. Jeżeli ktoś z was lubi stare filmy czarno-białe, nieme filmy, szczególnie na przykład Fritza Langa. Ja mam takie troszkę skrzywienie delikatne. I z tej okazji, że jestem miłośnikiem filmu Metropolis, tam jest taka postać, która ma takie jedno skrzywione oko. Jeżeli ktoś z was jest fanem zespołu Queen, to jest taki wideoklip jak panowie lecą w takiej futurystycznej, czarno-białej scenografii, w takim dziwnym mieście z lat 30. futurystycznym. Radio Ga Ga tak to się nazywa.
I to są właśnie fragmenty z tego oryginalnego filmu Metropolis. Mi to trochę tak przypomina, ale koniec końców mamy urządzenie, które działa, które właśnie wchodzi na rynek. Jest takie okrągłe, taki dysk właściwie. No dobra, taka główka małpki i można podłączyć sobie telefon do ładowania każdy, jakikolwiek się ma. Można podłączyć sobie iPada czy cokolwiek się tam ma do ładowania. Można sobie ponoć, jeżeli ktoś używa elektronicznych, elektrycznych, elektronicznych, nie wiem jak to się poprawnie mówi, papierosów Takie coś elektryczne podłączane do USB. To jest właśnie takie urządzenie. Daje chyba 12 V. Nie pamiętam dokładnie, ile tego jest. Nie chce mi się w tym momencie szukać całej specyfikacji.
Generalnie wychodzi na rynek, będzie można sobie kupić. Także człowieku, będziesz mógł mieć takie urządzenie. Nie wiem, ile będzie kosztowało. Nie mam bladego pojęcia na ten temat. Jest kampania promocyjna. Chodziła ładna dziewczyna po ulicach Temple Bar, po ulicach Dublina, po samym centrum się kręciła z tym urządzonkiem i się pytała ludzi, co w ogóle myślą na ten temat. I tej ładnej dziewczynie wszyscy opowiadali, że jest naprawdę super. Inna sprawa, że urządzenie jest naprawdę super, ale to zostawiam troszkę. Urządzenie firmy Steren, bo i tak będzie o tym głośno już niedługo, już za parę chwil. Mają swój profil na YouTubie, gdzie mają masę filmów, na których pokazują fragmenty tej technologii, o co w tym wszystkim chodzi.
Takie animacje komputerowe. Fajnie jest to zrobione, świetnie wygląda. Nie oglądałem jeszcze tego wszystkiego. Obejrzałem tylko chyba może jedną i to wszystko. Ale ja już słyszałem o nich dawno temu, także jestem taki cwany. Tak czy siak wklejam to wszystko na czata Radia Na Fali. Także człowieku, wpadaj na tego czata, bo tak po drodze wklejam te wszystkie rzeczy, także na żywca możesz sobie to zobaczyć. One i tak pojawią się jako linki, te wszystkie historie, które tam wklejam pod podcastem. Także jeżeli słuchasz tego offline jadąc samochodem to wdepnij na stronę Radia Na Fali i tam sobie znajdziesz człowieku wszystkie te linki pod tą audycją z tego samego miejsca, z którego ją ściągnąłeś. Zresztą tak podejrzewam.
I wracając do tego tematu wynalazczości, bo się pojawia troszkę rzeczy, ale ja bardziej z powodu technologii, którą zaprezentował pan Keshe, bo to naprawdę zrobiło się takim gorącym ziemniakiem, mocno gorącym ziemniakiem dla wielu i takim troszkę frustrującym tematem dla niektórych, niebezpiecznym dla innych. Ale koniec końców, ja lubię ten zwrot koniec końców. Sprawdziwa prawda. Koniec końców. I tak do końca z tym końcem. Pojawiły się dwie spolaryzowane opinie, widoczne jak na dłoni. Właściwie ciężko nazwać, że są to dwie opinie. Można szybciej powiedzieć, że są to dwa sprzeczne ze sobą stanowiska, ale nie wynikają one z tego, że coś się wydarzyło aktualnie, że pojawił się taki koleś jak Keshe i że opublikował to, co opublikował, że mówi to, co mówi i że komuś się może to podobać, a komuś się może to nie podobać. Okazało się, jak wiele w naszym świecie zależy od wiary, jak potężna część tak zwanej cywilizacji jest oparta na wierze. Nie na wiedzy, ale na wierze.
Ja dzisiaj troszkę się zawieszam w tym wszystkim. Tym bardziej że pada mi tu deszcz w słuchawkach i tobie też. A inna sprawa, że w rzeczywistości, bo mówię do ciebie z Londynu, jak pewnie wiesz, za oknem mam taki wiatr, że urywa dupsko przy samej głowie. Nie chce się wychodzić, zimno i wieje, a ten deszcz tak przyjemnie brzmi. Tropikalny deszcz. Ale ja dzisiaj nie o tropikalnym deszczu, tylko właśnie o tej historii związanej z tą nową technologią. Kto się tego boi i w jaki sposób ma się pojawić ta technologia i jak w ogóle wyglądają oczekiwania, które wyprodukowała ta cywilizacja, która została wyprodukowana wiarą w coś, cokolwiek to jest, czy to jest wiara religijna, czy to jest wiara w przedmiot, czy to jest wiara w sukces, czy to jest wiara w cokolwiek. W cokolwiek to jest, takie zawieszenie, że to jest wiara. Wiara jest fajną rzeczą i jest naprawdę super rzeczą, nawet bym powiedział. I dobrze jest sobie wierzyć w różne rzeczy.
Jeżeli ktoś lubi wierzyć w różne rzeczy, jeżeli to cię uszlachetnia człowieku, to bardzo dobrze. I ani o tym, czy to uszlachetnia, czy nie. Ale wiara jako taka jest tylko elementem tego wszystkiego. Ja mam takie alchemiczne podejście, że co na górze, to na dole. Drzewo musi mieć korzenie. Niech wiara będzie. Pozwolisz, że powiem ci natchnionym tonem troszeczkę, jakbym chciał od ciebie wydobyć jakąś ekstra kasę. Dawaj człowieku. Dobra, żartowałem, żartowałem. Wiara jest jak liście, gałęzie.
Chyba przestanę, już po prostu robię cyrk. Nie, ale faktycznie jest troszkę tak, że wiara reprezentuje górę rośliny, która jest związana chociażby z cyklem księżycowym, z cyklem słonecznym. Są to nieustanne zwroty akcji dwa, cztery na dobę. Natomiast korzenie można porównać do wiedzy i ta roślina składa się zawsze z dwóch elementów: wiedzy i wiary. Mi się wydaje, że jeżeli wiedza jest po drodze z wiarą, jest dokładnie w tym samym miejscu, w którym ma być, obok wiary i razem sobie podają ręce i robią taki handshake, masoński handshake. To wszystko jest okej. To wtedy ta wiara służy wyobraźni, generalnie łapaniu nowych, świeżych pomysłów i niezawieszaniu się na starych klamotach. I to jest dobry, że tak powiem, punkt wyjścia do inspiracji na cokolwiek, na znalezienie nowego rozwiązania, na znalezienie czegoś ciekawego, co będzie służyło każdemu, kto będzie chciał z tego skorzystać. I to jest takie pozytywne rozwiązanie i też daje energię do realizowania rzeczy, pomimo że nie zawsze wszystko wychodzi od razu. Droga do sukcesu usiana jest porażkami.
Dobra, żartowałem. Chociaż no nie do końca. Ach, to już zostałem ci na głowie. Ale wracajmy do tej drogi do sukcesu, która nie jest usiana różami. W pewnym momencie ta wiara jest bardzo potrzebna, ponieważ czasami pula eksperymentów, które nie wychodzą, przekracza jakąś niemiłosierną granicę, nieludzką granicę. I potrzeba jest troszeczkę wiary do tego, żeby to pchnąć dalej. I bardzo dobrze, ale- Dobrze, żeby ta wiara była oparta może nie na fundamencie, ale na jakimś kumplu, bo ciężko jej szukać fundamentu. Tym bardziej, że żyjemy w takiej rzeczywistości, w której wszystko dookoła jest naprawdę niezłym hologramem. Dla mnie to jest taki buddyjski element w tym wszystkim. Chociaż nie jestem buddystą, także uprzedzam, spokojnie.
Nie każę ci tutaj śpiewać mandal i malować mantry. Spokojnie, chill down człowieku. Dziewczyno też, spokojnie. Ta wiedza, na której się opiera, jak na kumplu i cały zestaw pojęciowy, który opisujemy jako wiarę, znaczy ten stan emocjonalny, bo to właściwie stan emocjonalny, który temu wszystkiemu towarzyszy, nie jest związany z logiką. To jest intencyjna historia, taka czysto intencyjna. Tam jest ta żywa energia, tak mi się wydaje. Natomiast wiedza jest istotna, żeby to popchać, żeby się nie złożyć w połowie. Myślę, że ta cywilizacja ma ten mankament, że właściwie bazuje nie na żadnej wiedzy, tylko na wierze. I wydaje mi się, że za każdym razem, czy bazuje się tylko i wyłącznie na wiedzy, czy tylko i wyłącznie na wierze, na którymkolwiek z tych dwóch czynników pojedynczo, w tym momencie zaczyna się katastrofa. I widać taką polaryzację na świecie, że mamy transhumanizm, mamy zamianę naszych rąk w ręce cyborga, żeby nosić pięciotonowe ciężarki i strzelać amunicją jeszcze większego zasięgu.
Przecież te wszystkie roboty są po to wymyślone, żeby żołnierz więcej amunicji mógł udźwignąć na plecach. Paranoja wymyślona przez psychopatów, którzy naprawdę powinni już dawno temu odstawić te flaszki z tymi alkami. Ale zostawmy tych dżentelmenów z ich nałogami. Każdy ma swoje. Ja tu sięgam po kawkę. Jednak to krzesło dalej skrzypi. Oliwiłem je dzisiaj specjalnie z powodu audycji. Nie tylko, bo też normalnie skrzypiało, ale dalej słyszycie krzesełka, na którym siedzę. Przepraszam bardzo. Taki element krajobrazu.
Troszkę jezioranów jak zwykle, takiego słuchowiska. Co prawda nie wejdzie Mariola i ja nie spytam się, co będzie na obiad i o której wrócisz dzisiaj ze szkoły. Ale jest taka namiastka rodzinnej sytuacji. Ale wróćmy do tego problemu cywilizacyjnego, który dzisiaj nurtuje mnie w hiperprzestrzeni. Chodzi o taki podział ról. Część naszych dżentelmenów i dam też się wybrała na wycieczkę w kierunku transhumanizmu ekstremalnego. To są te historie z Rothschildami, z masonami. To są te historie z tym, że praktycznie wykorzystują wiarę, ale sami wierzący nie są i właściwie jako swój dogmat uważają taką sytuację, gdzie będę mógł przeszczepić sobie cyfrowe ramię i mózg do jakiegoś słoika. Dzięki temu utrzymam się na tej planecie troszeczkę dłużej niż krócej. W tym słoiku i z tym stalowym ramieniem czy jakimś już biotechnologicznym, zrobionym z nano czegoś.
Nie mylić z nano-coatingiem oczywiście. Chociaż kto wie, jak się mogą potoczyć losy technologii cywilizacji. Zobaczymy, czas pokaże. I mamy tą jedną grupę, która jest zafascynowana tym, żeby przenieść się do jakiegoś metalicznego wymiaru. Chcą zamienić się w kawałek puszki, którą ktoś później będzie oliwił i oni w tej puszce przetrwają kolejną zagładę atomową. I druga część cywilizacji, która z kolei jest mocno zdefiniowana na wierze. Właściwie chce tylko wierzyć i podąża tylko i wyłącznie za wiarą. To jest ta cała historia, począwszy, tak mi się wydaje, od potężnej popularności telewizji, takiej zawodowej, rasowej propagandy. To jest właśnie obraz tego, jak daleko zaszła wiara. Wszyscy na początku wiedzieli, że ci kolesie i te panny, których oglądamy w tym szklanym okienku czy na zdjęciach, czy na obrazach.
Na obrazach to jeszcze byli prawdziwi ludzie, którzy płacili pieniądze za to, żeby ich sportretowano. Zamawiano portrety, płacono za to pieniądze. Natomiast później te same obrazki to było takie przedstawienie właściwie od początku do końca. Cała kinematografia, to, co później zamieniło się w to, czym jest dzisiaj, czyli gigantyczną gałąź takiej masowej propagandy, masowego rażenia, właściwie wywodzi się z wodewilu, z takich burleskowych teatrzyków gdzieś na Montmartre czy tu gdzieś na West Endzie w Londynie. Taka burleska. Począwszy od pań, które ściągały z siebie część odzienia, doprowadzając do wrzenia publiczność męską oraz do wszystkich tych ludzi, którzy próbowali śpiewać piosenki na scenie, podczas kiedy pod sceną trwała naprawdę niezła impreza i trzeba było mieć naprawdę niezły hit, niezły głos albo niezły seksappeal, żeby zapanowała na sali cisza i żeby zostać gwiazdą wieczoru i żeby zrobić takie tournée po teatrach. I stąd się właściwie to wzięło. Takie pierwsze radiowe przedstawienia teatralne transmitowane właśnie z takich imprez. Pierwsi śpiewacy i pierwsze odezwy. Bo zaczęło się oczywiście od odezw.
Jeżeli spojrzę historycznie na pierwszy film, to jest ten wjeżdżający pociąg na peron i ludzie jeszcze nie łapali do końca, o zgrozo, i chyba do dzisiaj trochę tak jest, że ten pociąg to nie jest prawdziwy pociąg, to jest lipa. Chociaż był to czarno-biały obraz, który się trząsł, nakręcony taką pionierską kamerą na analogowej kliszy pionierskimi metodami. To było dawno, dawno temu. To ludzie wybiegali z kina. Na pewno znasz tą historię. A ty jeżeli nie znasz tej historii, to się dowiadujesz. Włączono ten film i ludzie zaczęli wybiegać z kina. Dlaczego? Ponieważ na filmie Był nakręcony przyjazd pociągu. Tylko że numer polegał na tym, że kamera była umieszczona na torach i kiedy pociąg najeżdżał na kamerę, ludzie mieli wrażenie, że pociąg wyjedzie z ekranu i rozjedzie ich w tym kinie.
I ludzie wybiegali z tego kina i taka była panika. Później była historia z eksperymentem socjotechnicznym związanym z „Wojną światów" w Ameryce, słuchowiskiem radiowym w latach 30., gdzie nagle się okazało, że ludzie uciekają z domów, bo w radiu słyszeli, że Marsjanie przylecieli i atakują wszystkich. O tym już mówiłem w „Hiperprzestrzeni" kiedyś, dawno temu. Proszę się cofnąć do archiwum. To co? To może jakaś muzyczka, bo zacząłem troszkę o tej wierze. Jeszcze przed muzyczką, dlaczego przypomniałem te wszystkie stare klamoty związane z tym wodewilem, z tym teatrzykiem i słuchowiskami radiowymi? Właściwie niewiele się do dzisiaj zmieniło. Część z naszej populacji mieszka na przykład w telewizji, mieszka w propagandzie. Jeżeli nie w telewizji, to mieszka w newsach.
Pomimo że część z nas odstawiła telewizor lata temu, to dalej bolączką codziennego dnia jest odwiedzenie jakichś newsów. Mi też się zdarza i też widzę, co tam się dzieje, ale jest kwestia, którą możemy dyskutować i ja tą kwestię chcę dzisiaj z tobą podyskutować, człowieku. Co mamy dyskutować w ogóle ze sobą? Czy mamy dyskutować te newsy, czy też mamy dyskutować swoje własne życie? I na czym polega cała ta dyskusja i gdzie jest to połączenie pomiędzy tymi roztrzaskanymi światami wiary, który z jednej strony zaczyna się od obsesyjnej pogoni za kolejnym odcinkiem swojego ulubionego serialu i dopasowywaniem się do rzeczywistości, a kończy się czasami na niezłym, można powiedzieć w cudzysłowie, odlocie i przegrzaniu swoich własnych intelektualnych możliwości. Czasami, niekoniecznie. Ja to troszkę surowo oceniam i mówię pro cathedra trochę czy jakoś tak. Pro sprawy chciałem powiedzieć. Awizo poczty. Chciałem zażartować.
Nie wiem, czy wyszedł mi ten żart, ale będę udawał, że był śmieszny. I po tym żarcie, czasami się po prostu kończy takim szaleństwem, że ludzie wpływają kompletnie w strefę wiary w swoim życiu. I to też potrafi crasować, bo jedna sytuacja, ten transhumanizm jest taki crashujący w pewnym momencie, bo wiadomo, że nasza natura nie jest skłoniła w tym, żeby być cyborgiem. I z drugiej strony też nasza natura tutaj fizycznie, dopóki tu jesteśmy, nie jest wcale tak odklejona od tego świata. I to wcale nie jest tak, że my jesteśmy tacy zawsze pięć centymetrów nad ziemią. Fajnie jest chodzić obiema stopami na ziemi i ta wiara czasami odkleja wszystkie religie, wszystkie obsesje na tym punkcie, wszelkie ideologiczne zawieszenia mentalne to są właśnie takie piękne kwiatki. Jakiekolwiek to by było zawieszenie, czy to jest zawieszenie na punkcie lokalnego guru, czy jakiegoś kolesia, który sprzedaje jakąś lokalną prawdę o wszystkim, czy też zawieszenie na poziomie serialu w telewizji, który sprzedaje prawdę o wszystkim. Ten sam zestaw. Może zestaw elementów jest inny, ale efekt i konsekwencja jest dokładnie ta sama. I to są te dwa zabawne światy.
I między tymi światami lądują na przykład takie wynalazki jak wynalazki Keshe'go. I co się dzieje teraz? Wyskakuje gorący kartofel. Ale o tym wszystkim to może po kolejnej takiej świeżyńce. Świeżyńka jak świeżyńka. No nie, świeżyńka. W sumie płyta z marca świeża, ale brzmi strasznie staro. Fajnie brzmi, solidnie brzmi. Zatem posłuchajmy. Brian Jonestown.
I ten dziwny, niepokojący dźwięk ciągnie się tak. Ciągnie i ciągnie, i ciągnie, i ciągnie przez kolejne sekundy. Ja troszkę skróciłem. Numer nazywa się „Piss”. Brian Jonestown Massacre. Tak to się nazywa. Płyta z tego roku. Fajna rzecz. Strasznie takie vintage sound, troszkę taki Manchester sound. Polecam serdecznie każdemu miłośnikowi takich brzmień.
Tymczasem wracamy do swojego dzisiejszego tematu właśnie, bo Kto się boi tych nowych wynalazków, nowych technologii poza korporacjami? Bo okazuje się, że korporacje to jedna sprawa i całe te historie związane z rządem, cała ta zabawa. Ale ktoś tą zabawę podnosi. Część tej zabawy odbywa się na naszych oczach przecież, prawda? Ktoś to musi robić, nie? Ktoś to robi i ktoś się boi konsekwencji tych nowych technologii poza korporacjami. Myślę, że do tych ludzi bojących się owych konsekwencji należą miłośnicy i jednej strony takiego ekstremalnego transhumanizmu, czyli projektowania mas, projektowania społeczeństw, projektowania człowieka, bioinżynierii, cybernetyki stosowanej i z drugiej strony kolejni maniacy i psychopaci, którzy chętnie wysadziliby wszystko gdzieś w kompletny odlot. I oni to już tylko i wyłącznie wiara. Tylko i wyłącznie follow the leaders, follow concept, follow religion. Po prostu follow something.
Czyli podążanie za czymś, cokolwiek by to nie było. Tak po prostu bezdurno, bezmyślnie podążanie. Jest dziś, drodzy, ten cały rzeczywisty świat, gdzie się okazuje, że... Co się okazuje w tym świecie? Ten świat nowych technologii jest taki, że inne rozwiązania technologiczne automatycznie wymuszają troszeczkę inny sposób funkcjonowania cywilizacji na co dzień. To jest ten problem, który kiedyś rozpatrywano jakieś niecałe 200 lat temu, kiedy pojawiły się samochody i zaczęły jeździć na masową skalę. Samochody elektryczne, bo dopiero w latach 20. i właściwie po pierwszej wojnie światowej w zeszłym stuleciu pojawiły się samochody tak naprawdę na masową skalę z napędem na benzynę i na ropę. Wcześniej wszystkie samochody były elektryczne z reguły. Tak jakoś świat był wcześniej bardziej chyba cywilizowany niż aktualnie.
Ale wracając do historii troszkę wcześniejszych, były konie. I kiedy pojawiły się samochody, pojawił się bardzo poważny dylemat, co zrobić z końmi i jaki będzie problem potężny, bo przecież nie będzie można wyżywić tych koni, bo przecież one będą stały, nie będą używane. I co się zrobi z tą potężną populacją koni? Jak ten cały biznes? Przecież to są stadniny, to są potężne układy pomiędzy ludźmi, którzy zaczynają od tego, że wbijają podkowy tym zwierzakom, a kończą na tym, że budują wozy, które są ciągnięte przez te zwierzaki. Przecież cały ten ekosystem finansowy upadnie. I była wielka tragedia. Co się stanie? Przecież co się stanie z ulicami? Co się stanie z sianem, z transportem wszystkiego?
I się okazało, że konie stały się ekskluzywnym produktem dla co najmniej bardzo dobrze przędzącej klasy średniej wszędzie na świecie i stały się ekskluzywnym zwierzęciem do posiadania. I samochody wyparły konie i się okazało, że nie będzie już problemów, które były rozpatrywane jeszcze za czasów koni, czyli na przykład, czy wystarczy siana dla wszystkich koni w postępie geometrycznym, ponieważ za 100 lat będzie więcej ludzi w miastach i będzie potrzeba więcej koni i więcej pól, gdzie będą się pasły te konie. Jak my te konie wszystkie pomieścimy? I tak mi się wydaje, że te obydwie strony zajmują się z reguły zawsze rozpatrywaniem problemów dokładnie z tej samej perspektywy, z perspektywy własnych ograniczeń. Nie chce być inaczej. Jest to taka generacja, która właściwie nic innego nie robi poza tym, że chce konsumować, zamiast zrozumieć. A z tą całą wiedzą, z tą całą nową historią, cokolwiek by to miało być, jakkolwiek by tego nie nazywać, ja to nazywam po prostu nową technologią, jest taka, że tu właściwie samemu trzeba partycypować w tym całym zjawisku. To nie jest coś, co się wydarzy obok. To jest coś, co właściwie trzeba jakoś na swoje barki wziąć częściowo. To jest zupełnie inny deal.
To nie jest coś w rodzaju zabawy, do której nas ktoś zaprasza, opartej na takich klasycznych zasadach, do których wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni, że jest tak zwana zabawa w odstawianie jednego krzesła, kiedy kończy grać orkiestra i zawsze ktoś zostaje bez krzesła, kiedy kończy grać orkiestra. I to się nazywa ekonomia współczesna. Taka religia, w którą bardzo wielu uwierzyło. Mamy rywalizację, nowa ekonomia to właściwie rywalizacja o zasoby, o wszystko. I to wszystko stoi w kontrze z człowieczeństwem takim zwyczajnym. Taki typ zabawy społecznej, gdzie młodzi i starzy profesjonaliści piłują, żeby w tej ekonomii, w tej wierze wytrzasnąć czegoś więcej, więcej tego bóstwa i tej rywalizacji naprzeciwko człowieczeństwa, które przeszkadza im strasznie w tym wszystkim. I ta zabawa społeczna trwa. To jest taki zupełnie inny deal, bo tu właściwie nie ma miejsca na to, żeby usiąść i się zastanowić. Bo kiedy jest rywalizacja, kiedy jest ekonomia, kiedy trzeba wytrzaskać najwięcej z najmniej, to gdzie tu miejsce na to, żeby usiąść i zastanowić się, co zrobić, żeby i sąsiad miał tyle samo co ja i żebym ja miał tyle samo, co wszyscy dookoła i żeby generalnie zaspokoić potrzeby wszystkich dookoła tym, co się robi. Ja nie mówię o jakimś takim nadętym, katastroficznym, odlotowym podejściu do życia, że podrę własną koszulę ostatnią i rozdam te połówki sąsiadom.
Nie, tą koszulę zatrzymam sobie, nie mam zamiaru jej drzeć. To nie o to chodzi. Chodzi o to, że jeżeli jest technologia, która powoduje, że mogę mieć w domu 1000 koszul, to może po prostu rozdać te albo 999, zostawić sobie 10 sobie, a resztę rozdać po sąsiadach i po ludziach. Może większy z tego pożytek będzie. Raczej o takim podejściu. Jeżeli są ku temu sposobności i zasoby i można tak robić, jeżeli jest taka potrzeba. A potrzeb nam tutaj nie brakuje na tym świecie, absolutnie nie brakuje. I cała ta historia związana z tą wiarą jest związana właśnie z utkwieniem w tej zabawie społecznej z jednej i z drugiej strony, gdzie młodzi i starzy profesjonaliści, jedni profesjonalni w cybernetycznych zabawach programowania świata maszyn, świata ludzi, świata wszystkiego, przyszłości i przeszłości. A drudzy zapaleni w zabawie społecznej o nazwie programowanie umysłów, pokoju. Dobroduszne myślenie o wszystkim, ale bez żadnego spójnego konceptu.
Bardziej podążanie za utopijną historią. Tak mi się wydaje. Tak to wygląda czasami z mojej perspektywy. Nie chcę tego puentować na jakichś konkretnych przypadkach, bo byłoby to, wydaje mi się, mocno nie fair z mojej strony, bo nie wiem, czy te przypadki akurat w tym momencie słuchają i zadzwoniłyby i powiedziały: „Tomek, o mnie mówisz? Wyskakujemy na klatę”. Ja mówię: „Jasne, że wyskakujemy”. Nie będę go robił, oszczędzę tego wszystkiego. Spotkamy się na ulicy jutro o 12:00. Ale wracając do tego całego konfliktu, jedni i drudzy właściwie są zapaleni w tych zabawach i grach społecznych polegających na tym samym modelu, czyli na rywalizacji, kto więcej przyciśnie, czy z jednej, czy z drugiej strony. Z religią jest podobnie.
Niektórzy mówią, ale jest takie wybawienie, coś, co robi nas dobrymi i wiara w bullshit. Ale wszyscy o tym wiemy, to nawet nie ma co komentować, puentować. Oczywiście jest milion ludzi, którzy mogą się z tym nie zgodzić i mają do tego prawo. Jeżeli ty się z tym nie zgadzasz, też masz do tego prawo, ale ja mam prawo do tego, żeby ci powiedzieć… Tak ci powiem, córko i synu. Bullshit. Tyle mogę ci powiedzieć na ten temat. Taka jest moja opinia i musisz się z nią pogodzić, słonko. Takie jest brutalne życie. Tak to wygląda z tej perspektywy.
Przerażające, prawda? Ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo. I wracając do tej kwestii wiary i wiedzy. I jedni, i drudzy nie są w stanie zaabsorbować tych wszystkich dwóch elementów. Nie ma ich zbyt wiele, jak mówię, tych wszystkich dwóch raptem elementów do siebie, ponieważ jeden element waliduje wszystkie duperele i gówno warte bzdury w drugim świecie, w świecie wiary. Tak samo jak świat wiary waliduje, czyli sprawdza dokładnie wszystko w świecie wiedzy. To jest taki check. Ktoś tutaj ma czwórkę asów i jednego jokera i właśnie gramy w pokera. I ma minę największego głupka, który właśnie przegrał i wszyscy właśnie go zaczęli licytować. To jest dokładnie taka sytuacja.
Nie wygrasz, nie masz szans. Ten człowiek ma cztery asy i jokera w ręku. Tak to wygląda. Nie da się inaczej. To działa tylko w ten sposób. Każda z tych sytuacji sprawdza się nawzajem. Bez siebie nie funkcjonują. Tak mi się wydaje. Taka jest moja koncepcja na to, jak to funkcjonuje w tym tak zwanym polu. Taki pomysł.
A dlaczego o tym mówię i dlaczego wydaje mi się to ważne? Opowiem po tej piosence i tu wrócę troszkę do takich klamotów, staroci. Takich konkretnych klamotów i staroci. Nazywa się to John Lee Hooker „Pot's On, Gas On High” from mythic album „Endless Boogie”, tak to się nazywa. Nie wiem, czy dobrze wymówiłem. Mam nadzieję, że tak. Ten gość miał taki akcent z południa, że i tak tego nie nadrobię słowiańskim akcentem. Zatem posłuchajmy John Lee Hookera, a ja tutaj posiorbię sobie. O, tak właśnie. Jaki showmański dzisiaj trochę jestem.
Trochę cię rozbawiam, żeby było trochę zabawy. Jest sobota wieczór. Come on, niech będzie troszkę wodewilu w tej sobocie i John Lee Hookera. Posłuchajmy zatem. Garnek na ogniu, gaz pod garkiem. Dokładnie tak to się nazywa. I taki jest kultowy album. Jeżeli jest tu jakiś ekspert, twierdzi, że jest ekspertem od historii rock'n'rolla i muzy i nie ma tej płyty „Endless Boogie” John Lee Hookera, to synu skraszowałem teraz twoją wiarę z rzeczywistością. Dokładnie z wiedzą. Tego słuchaliśmy przed chwilą.
John Lee Hookera „Pot's On, Gas On High”. Ale ja wracam z tą opowieścią o tym, o czym dzisiaj mówię właściwie, czyli o tej całej historii związanej z tą zabawą społeczną i z tym, jak lądują wynalazki w dzisiejszych czasach. Bo żyjemy w takich rozjechanych troszkę światach. Taki ślad kultury zupełnie innej mamy w przeszłości. To jest ta historia, którą tu nieustannie opowiadam. Jeden aspekt tej kultury jest bardzo zabawny, który jeszcze się wydarzył całkiem nie tak dawno temu, wydarzył się w poprzednim stuleciu, na początku. Taka kultura DIY, można powiedzieć, gdzie tak w przeszłości było, gdzie każdy sobie sam kręcił żaróweczkę, kupował obsadki, wkładki, szklane nakładki i sobie kręcił żarówkę. Chciał mieć radio, kupował zestawik, sobie sam w domu kabelki skręcał, kryształki, lampki odpalał i radyjko grało. I wszyscy obchodzili się z technologią przez kupę lat. Właściwie początek poprzedniego stulecia, czyli XIX, właściwie nawet trochę wcześniej, bo zaczęło się już od 1800 któregoś tam, kiedy były pierwsze maszyny na prąd, na iskry elektryczne i nikt nie wiedział, co robić z prądem, poza tym, że robią iskry.
Te maszyny na iskry i cała technologia, która się wtedy pojawiła, była tak świeża, tak nowa, że jedynym standardem, jaki panował, to był standard zestawu DIY, czyli do it yourself, synu i siostro, i bracie, i córko, czy coś w tym stylu. Czyli zrób sobie po prostu samemu. Nic więcej. Kupowało się opakowanie. W opakowaniu zestaw śrubek, drucików, kabelków albo najczęściej nie kupowało się opakowania, bo to rzadko kiedy bywało, tylko kupowało się książkę i w tej książce był opis, jak za pomocą słoja, druta, gwoździa i wielu innych, jakże przydatnych, praktycznych i znajdujących się w domowym obejściu elementów można skonstruować działającą maszynę. Ślad takich książek pozostał. Sam odebrałem książkę, która jest rewelacyjna i w dzisiejszych czasach uważam, że mam tutaj białego kruka, dosłownie. Jak to się nazywa? „Boy Electrician” czy jakoś tak. Mam to na pulpicie, poszukam, znajdę, przypomnę sobie, jak się nazywa, tak żeby tutaj nie robić wtopy i oczywiście nie przekręcać tytułu.
A mówię o książce, którą ponoć czytam, prawda? Tak, ale nigdy nie wiem tytułu tej książki. Ale nie tytuł jest istotny, bo istotna jest zawartość, a dokładnie to, jak budować sobie wszystkie urządzenia, począwszy od kondensatorów, własnego radia, własnego generatora prądu i to opisane dosłownie tak, że idzie się do szopy, bierze się deskę, młotek, gwoździe, śrubokręt, druta. Przesadzam troszeczkę, ale mniej więcej taki klimat. I aż popiję to kawką. Był taki przebłysk w historii, który został do dzisiaj. Ślad tego przebłysku w postaci właśnie tych książek, tego poprzedniego stulecia, rozwijania się nowej technologii, bo pojawił się prąd elektryczny, który był tak zjawiskową rzeczą i właściwie nikt nie wiedział, co to jest. Do tej pory nikt nie wie, co to jest w sumie. Teraz już wiemy. Mamy pana Keshe i nie tylko, bo mieliśmy pana Nikolę Teslę, mieliśmy wielu panów po drodze i każdy z tych panów koniec końców wspominał o tym, że jest to plazma, zjawisko plazmowe.
Każdy inaczej to nazywał. Wilhelm Reich nazywał to bionem między innymi, orgonem, ale mowa jest o tym samym zjawisku. A prąd jest już po tym zjawisku i właściwie nikt do końca nie wie, czym jest ten prąd w swojej istocie. Są tylko takie oficjalne teorie, których się tam uczy, ale to jest kwestia właśnie wiary. I w czasach, kiedy nikt jeszcze za bardzo nie wierzył w to, czym jest prąd, a bardziej zajmował się wiedzą, czyli sprawdzaniem, czy ten prąd może być albo czym nie być. Właściwie cała kultura technologiczna dookoła tego niecodziennego zjawiska, jakim jest prąd elektryczny, polegała na zestawach do własnego montażu. Technologia się tak szybko zmieniała. Lampy, nowe urządzenia, nowe odkrycia, nowe cewki. W takim tempie, że gospodyni domowa wręcz wychodziła do sklepu na rogu, kupowała nowe rodzaje żarówek, tudzież nowe wkłady do żarówek, które były lepsze od starych i tak sobie skręcała swoje własne żarówki z dłuższymi wkładami, krótszymi, mocniejszymi, słabszymi, w zależności od tego, jaka była potrzeba w danym pokoju, w danym pomieszczeniu. Generalnie w zależności od potrzeb.
Człowiek sobie montował to, czego potrzebował. I tak to wyglądało przez kawał czasu, dopóki duże monopole, takie potężne monopole związane bardzo mocno z rządem i koncernami zbrojeniowymi nie przejęły całego rynku lamp, nie przejęły całego rynku urządzeń, przede wszystkim licencji na produkowanie tych urządzeń i sprzedawanie jakiejkolwiek wersji tych urządzeń. Ale to zostawiam tak troszeczkę na boku, bo chodzi właściwie o te zestawy DIY, bo to jest najistotniejsze w tym wszystkim. Widać, że kiedy rozwija się technologia, kiedy nagle coś startuje, kiedy pojawiają się świeże rzeczy, jedyną opcją i najbardziej skuteczną, i właściwie jedyną działającą jest zestaw DIY. I to jest coś, co jest takim eleganckim rozwiązaniem, ale za tym się kryje jedna rzecz. Za tym się kryje zrozumienie, co ja właściwie robię, jeżeli coś składam. Właściwie na tym opiera się cała ta zabawa. Opiera się na konfrontacji wiary z wiedzą. Bo taki zestaw DIY wcale nie oznacza, że musimy go posłać w taki sposób, w jaki on jest opisany na kartce papieru. W pewnym momencie, jak zwykle w takich przypadkach, ktoś zaczyna eksperymenty, które kończą się tak, jak się skończyła historia Nikoli Tesli, dzięki której mamy wiatraczki w komputerach między innymi i wiele innych rzeczy.
I tak właśnie się kończy ta konfrontacja wiary z wiedzą, że powstają takie urządzenia. I widać ten świat DIY, widać w tej przeszłości wcale nie tak zamierzchłej. Ale jeżeli się cofniemy jeszcze bardziej. Ja mam taką swoją koncepcję, o której tutaj gadam nieustannie, że te cywilizacje, poprzednie cywilizacje, gdzieś tam zapomniane kamienie w środku pola to właśnie takie kultury DIY. Ludzie, którzy wiarę mieli sklejoną z wiedzą i to na takim potężnym poziomie. Skalę tego potężnego poziomu widać na poziomie tych kamieni, gdzie zostały podniesione, jak zostały obrobione. O tym się nie będę rozwodził, bo i tak się rozwodzę tak często, że tutaj nie ma co mówić więcej. Przynajmniej dzisiaj. Może następnym razem będzie trochę więcej. Będzie dzisiaj bardziej o tej współczesnej technologii.
I jest coś takiego jak taki właśnie ślad tej cywilizacji. Czyli wiemy, że nie jest to zjawiskowe. Ani ty, ani ja. I podejrzewam, że ciężko byłoby nas przekonać do takiego pomysłu, że to się nigdy nie wydarzyło, że to jest takie abstrakcyjne i że to jest po prostu fantasmagoria, iluzja, że tego się nie da zrobić, bo cywilizacja ma swoje jakieś tam wojenne zasady, na których jest oparta i że wszystko musi się opierać na tych wojennych zasadach. Czy jakoś tak. Te ślady kultury DIY W przyszłości i obsługiwania tego świata w inny sposób to jedna rzecz i oficjalna historia, którą sobie opowiadamy to druga rzecz, ale jeszcze nie tak dawno temu, bo w sumie jeszcze w czasach średniowiecza było tak, że zły król z reguły w pewnym momencie miewał rewolucję, czyli przychodzili ci, że tak powiem, wstrząśnięci jego zachowaniem mieszkańcy okolicznych wiosek, ale nie przychodzili z gołymi rękami. Przychodzili z widłami i zły król kończył czasami wyniesiony na tych widłach razem ze swojego zamku. Zdarzały się takie sytuacje. Czasami kolega, który siadał razem z królem do stołu, stwierdzał, że jednak on lepiej nosi koronę i coś się tam pojawiało w pucharze. Król padał otruty na podłogę.
Generalnie zły król źle kończył i rekomendacje nie pomagały. W dzisiejszych czasach jest troszeczkę inaczej, bo właściwie, o ile zły król kiedyś miał rewolucję i był obalany, to w dzisiejszych czasach zły prezydent, o czym pewnie wszyscy doskonale wiemy, co najwyżej może mieć nowy show w telewizji, opłacany reklamami produktów kupowanych przez tych, którzy są przez niego dymani nieustannie. Znaczy byli dymani, kiedy był prezydentem. Takie gry i zabawy w społeczeństwo i strach, który jest jedyną motywacją do szukania szczęścia w tej kulturze oczywiście. Jesteśmy przestraszeni tym, że nie starczy na rachunki, dlatego z przestrachu gnamy po sukces, żeby koniec końców wylądować na jakiejś luksusowej łódce w jakiejś egzotycznej lokacji. Czasami tak bywa. Wielu o tym śni. O luksusowym samochodzie, o luksusowym czymś. Generalnie jest takie pozycjonowanie życia, ale to jest ta nieustanna napinka związana z tą grą i zabawą społeczną o nazwie ekonomia. Z tą wiarą, religią, rywalizacją, gonitwą po raj.
Bo to też jest taki wyścig, ta religia. Nie każdy stanie na podium w raju. Tak słyszałem. Jest taka historyjka. Ktoś nieźle na tym zarabia, tak słyszałem. Znaczy nie słyszałem, nawet widziałem. Tu w Londynie są nieruchomości warte biliony funtów, należące do tej korporacji, co tak stawia na raj. Ale wracając do tego mojego głównego tematu, który tutaj opowiadam, bo to jest związane właśnie poza tym, że oczywiście szukaniem szczęścia i motywacją, tą strachliwością do szukania tego szczęścia w tej kulturze. Jest jeszcze przykład pomysłów Tesli, a właściwie taki przykład niezastosowania tych pomysłów. Bo tak tyle lat minęło, minęło sto lat i jest masa rozwiązań technologicznych, o których doskonale wiemy, że działają, że nie ma problemu.
Nie chcę tu cię zanudzać w sobotę, w końcu jest impreza, dajmy spokój, opowieściami o jakichś maszynach i tym, co te maszyny robią, ale jest w opisach patentowych w cholerę tego, naprawdę sporo, normalnie ogólnie dostępne. I gdyby dzisiaj zastosować nie wszystkie nawet te technologie, wybrać sobie może nawet dwie czy trzy te technologie na co dzień i po prostu zacząć używać, nagle okazałoby się, że zużycie prądu elektrycznego bez jakichś specjalnych ceregieli, bo naprawdę nie wymaga to wysadzania w powietrze elektrowni i zmieniania wszystkiego. Dalej zarabialiby swoje. Gorzej? Zarabialiby lepiej. Jeszcze ja bym płacił mniej i ty byś płaciła mniej i ty byś płacił mniej i wszyscy by czuli się o wiele lepiej, wygodniej i byłoby fajnie. To nikomu się nie chce, bo jest ta wiara, że bez napinki, bez wyścigów po pierwsze pozycje w tej całej cywilizacji to nie ma sensu. Wyścig o pierwsze pozycje zawsze dotyczy zasobów. Jeżeli nagle ktoś przychodzi z pomysłem, mówi: „Ej, stary, zostaw te zasoby, bo po cholerę to jest potrzebne? Jest taki zasób nieskończony, można powiedzieć, wszystkim wystarczy”.
To nagle jest taka panika. No tak, ale co wtedy? Wszyscy stracą ochotę do ścigania się razem ze mną. Nie będą udowadniać światu, że jestem najszybszym palantem, jakiego można znaleźć pod słońcem. I chyba do tego się sprowadza cała ta wiara, że się wierzy w to, że ten wyścig gdzieś prowadzi i właściwie jest on główną motywacją tego szalonego transhumanizmu z jednej strony, tego zawieszenia z drugiej strony. Wiedza bez wiary, wiara bez wiedzy. Mógłbym się zacząć jeszcze pewnie jakąś laskę wziąć do ręki, włos zapuścić jakiś jeszcze i taki z szatami powiewającym w wietrze. O, tak to powinno brzmieć. Nie, nic z tych rzeczy. Chcę tylko zauważyć jedną rzecz, że niestety, czy chcemy, czy nie, uczestniczymy.
Poza tym, że doskonale sobie zdajemy sprawę z tego, ile na przykład książek o reptilianach zostało, za przeproszeniem, przetłumaczonych na język polski, ile romansów przetłumaczonych zostało na język polski, takich brukowych, a ile na przykład dokumentacji takiej technicznej wiedzy, że koleś przyszedł i powiedział na przykład tak: „Myślę, że natura jest moim nauczycielem i mam tu prace naukowe wyjaśniające moje odkrycie. Odkrycie tego, czego dokonuje natura w swojej istocie”. Nie, tego się nie tłumaczy. Tłumaczy się natomiast inne historie. Widać to gołym okiem. Trudno od tego uciec. Ja przepraszam, że tak po prostu robię taki bitching, ale generalnie za chwilę przestanę. Zmierzam do pewnego sedna. Więc spokojnie, człowieku, spokojnie. Bo chciałem powiedzieć, że to jest takie czasami, nie wiem, czy męczące, czy drażniące, czy jakoś tak, że czasami wrzucając pewien temat dobrze jest opowiedzieć wszystko od początku do końca.
Czasami opowiadanie od początku do końca wszystkich podstaw zajmuje w cholerę czasu i czasami wydaje mi się, że szkoda, że tych podstaw czasami zabrakło gdzieś tam, bo można było zrobić dwa kroki do przodu i nie wracać do tego samego starego, tylko zastanowić się, jak z tego skorzystać. Troszkę inny pomysł na korzystanie z tej wiedzy nie po to, żeby jej się na nowo uczyć, na nowo odkrywać, skoro ona już jest, tylko wykorzystać ją. No ale trudno, zawsze musi być ten pierwszy raz. Tak że dobrze, że on anyway jest, bo tak czy siak ważne, żeby się wydarzył. Ważne, żeby spotkać w ogóle tą wiedzę w jakimkolwiek wymiarze. A taką wiedzę skonfrontowaną właśnie z wiarą w naturę, z wiarą w te wszystkie naturalne procesy. Do czego zmierzam? Bo główna motywacja dzisiejszych historii, która się dzieje dookoła, to, że tworzymy taką generację bezmyślnych konsumentów, można powiedzieć, których oczekiwania w dużej mierze kształtuje propaganda. Czyli te tak zwane iluzje wolności, iluzje medycyny, iluzje opieki nad nami, iluzje technologii i wszystkie te historie dookoła. Prawda.
Jak się okazało, główną motywacją nie wszędzie na szczęście i bardzo dobrze, ale w niektórych miejscach jest rozrywka i chciwość związana z tą rozrywką, żeby troszkę więcej przytulić, żeby było więcej entertainment tak zwanego po angielsku na co dzień, więcej rozrywki. Że jeżeli się nudzimy, brakuje nam jakiegoś impulsu do życia, żeby ktoś nam nieustannie dostarczał te impulsy, które nas będą rozbawiały. Ktoś musi takiemu delikwentowi zająć czas i go zabawić. No musi koniecznie jeszcze spełnić jedno z jego marzeń o posiadaniu czegoś. Do tego się sprowadza cały ten wyścig, żeby posiadać jakąś historię. Z drugiej jest to jakiś sportowy samochód, różne rzeczy, domy, cudowne wakacje i tak dalej. Jasne, fajnie spędzić miejsce, czas i w ogóle wszystkie te warunki dookoła. Spędzić tak dziwnie mówię. Spędzić do takiego worka, w którym wszystko elegancko pasuje do siebie i czujemy się bardzo komfortowo. Ale czy koniecznie to musi polegać na tym, że komfort zależy od tego statusu społecznego?
Nie do końca. Ja mam takie bardzo dyskutowane, że tak powiem, pomysły na ten temat. Przynajmniej dyskutowane z tym poglądem, który mówi, że tak, powinniśmy dążyć do tego jachtu, basenu i do tej rozrywki, chciwości na tą rozrywkę. Ja myślę, że to jest wyłącznie wiara. To jest właśnie jeden z aspektów wiary. Takiej wiary odklejonej od rzeczywistości. Właściwie nikt się nie zastanawia, skąd się bierze ropa do tego wszystkiego, skąd się biorą te wszystkie napinki, żeby wyprodukować tą całą masę tego złomu, który musi zafunkcjonować, przywalić pół wojen na jednej części świata po to, żeby grupa ludzi na drugim końcu świata mogła sobie popływać jachtami czy coś w tym stylu, wybudować taki obieg zamknięty, gdzie ta sama fabryka produkuje śrubki. Dokładnie wszyscy to znamy. Słynna historia z nowym porządkiem światowym, gdzie wojna generuje pokój w drugiej części świata. To, w co niektórzy wierzą jako współczesną ekonomię.
To też jest taka religia, że musi być wojna, musi być zagrożenie, musi być jakaś polaryzacja, żeby się rozwijała cywilizacja. To jest taka wiara, która nie ma w sobie nic z wiedzy. Ci cwaniaki zawsze kradną wszystkie patenty tym kolesiom, którzy mają pokojowe podejście do życia. Nieustanne obrazy, który jest obserwowany wręcz wszędzie. Jeżeli jest jakiś patent, to pierwsi goście, którzy przychodzą, to przychodzą kolesie w mundurach, którzy akurat czasami na tą okoliczność potrafią ściągnąć mundury. Przychodzą i mówią: „Kolego, nie chcę ci grozić, ale mam do ciebie dobrą ofertę. Jest taka idea, w którą tu wierzymy. Naród i ojczyzna. Wiara, synu, wiara. Schowaj swój patent, bo inaczej ostrzelę ci tego durna łeb”.
A często bywa tak, że taki wynalazca stwierdza: „Kurczę blade, nie mam z kim się podzielić. Ojczyzna”. Każdy z nas potrafi wierzyć w różne rzeczy i czasami, nawet kiedy zweryfikujemy część swojej wiary z wiedzą i powstaje cudowny wynalazek, cudowne odkrycie, cudowna maszyna, to niekoniecznie znaczy, że zacznie służyć ludzkości. Słuchajmy, ludzie, słuchajmy wszyscy. Powiem tutaj głośno. Sejfy dużych korporacji są wypchane, szczególnie energetycznych, są wypchane patentami na produkowanie energii praktycznie z powietrza, na wszelkie możliwe dowolne sposoby od chyba co najmniej stu lat. Słynna opowieść opowiadana na każdej imprezie, kiedy wszyscy są już naprawdę dobrze zrobieni i nagle rozsądzają się nad losami świata. O żyletkach firmy Gillette, które się nigdy nie kończą. I ta żyletka jest w sejfie i nigdy nie ujrzy światła dziennego, bo kto by kupował wtedy co tydzień nowy komplet żyletek, prawda? I tak akceptujemy tą chciwość i to jest nasza wiara.
Wierzymy w to, że to napędza nasz świat. Dlatego akceptujemy. Dlatego nikt nie zrobił włamu, nie przyszli z pochodniami pod siedzibę firmy Gillette, tak jak 500 lat temu poddani przyszli pod zamek króla z pochodniami i widłami. Nie, to się nie wydarzyło. Wręcz odwrotnie. W dzisiejszych czasach ci, którzy kupują akcje firmy Gillette, kupują też żyletki produkowane przez firmę Gillette. Wiara spotkała wiarę, a wiedza spotkała wiedzę. Takie Towarzystwo Królewskie i samolot 100 lat temu. Dokładnie pięć lat, jakoś tak, mogę się tu mylić. To było chyba pięć czy siedem lat po tym, jak bracia Wright dokonali pierwszych lotów.
Opisali je, sfotografowali w gazecie, był o tym artykuł jeden, drugi w jednej gazecie, w drugiej zdjęcia. Pierwszy lot samolotem taki udokumentowany. Ponoć były wcześniejsze loty robione przez jakiegoś Polaka i kogoś tam innego. Ciężko tego dociec. Zapewne były. Wcale tego nie neguję, ale nie ma takiej dokumentacji jak z braćmi Wright. Więc kiedy bracia już sobie latali tym samolotem na takie w sumie całkiem miłe dystanse, można powiedzieć, że doskonała rozrywka w piękne, wietrzne dni, takie jak ja tu mam za oknem, to dokładnie w tym samym czasie, kiedy oni już od pięciu lat latali, czy siedmiu tym samolotem, Brytyjskie Towarzystwo Królewskie, a dokładnie szef tego brytyjskiego towarzystwa naukowego, którego nazwiska w tym momencie nie pomnę, ponieważ to człowiek, który jest do tej pory uważany za jednych z czołowych umysłów nauki. Tłuk nieprzeciętny. Ten dżentelmen wydał taką książkę, publikację o tym, że człowiek nigdy nie uniesie się na żadnej maszynie w powietrze, ponieważ wszystkim takim zjawiskom przeczą wszelkie możliwe znane prawa natury. I to nie jest możliwe.
Absolutnie. To jest jakiś sen wariata, mrzonka debila i pomyleńca, którego należy zamknąć w szpitalu psychiatrycznym, ponieważ człowiek oraz maszyna cięższa od powietrza nigdy nie uniosą się w powietrzu. I było to oficjalne stanowisko Brytyjskiej, właściwie Królewskiej Akademii Naukowej, która przyznaje takie tytuły jak sir, jak tytuły doktora, jak tytuły profesora i nie tylko. Generalnie wszystkie te historie związane z dyplomem z ziemniaka i pieczątką z kartofla. Taka droga na skróty troszeczkę. Do wiedzy bez wiedzy. Ja sobie myślę, że wiedza jest tak jak mówię, widzeniem potencjału tam, gdzie on jest. Taka najkrótsza droga, taka rzeczywista droga. Bo ja też mam swoją własną prywatną definicję na to, czym ta wiedza jest. Bo wiara wiemy, czym jest.
Deszcz tu chlapie, ale nie na mikrofon, tak że spokojnie, nie zamoknę. Wracając do tej wiedzy, wiedza jest wiedzeniem. Jest taka historia, że coś się dzieje z urządzeniem elektrycznym. Coś się dzieje, jest kawałek czegoś i ktoś mówi: „Człowieku, tam jest prąd, sprawdź to”. I mógłbym mu uwierzyć na słowo. Mógłbym, daję ci słowo. Tobie też. Mógłbym uwierzyć na słowo każdemu, sobie też przede wszystkim. Sobie zawierzam na słowo jak nic. I mógłbym uwierzyć, ale robię taką rzecz, że biorę ten miernik do ręki, mierzę to i kiedy to zmierzę dla siebie, ale jak mierzę, to wierzę, że mierzę.
Taki się zmierzyłem i zważyłem, proszę państwa. I kiedy zmierzę i widzę, że tam coś się dzieje, to wierzę temu człowiekowi. I wtedy ta wiedza łączy się z wiarą i ja się go mogę zapytać, czy też mierzyłeś, a on mówi: „Mierzyłem”. I kiedy będziemy następnym razem mieli sytuację, że spotkamy się z jakąś taką historią i ja na przykład nie będę miał miernika, to będę mógł polegać troszkę czasami, być może na ramieniu tego człowieka i wesprzeć się na jego wiedzy, która wynika z konfrontacji z tym, że też mierzy na mierniku. Czasami, jak widzi taką sytuację, konfrontuje rzeczywistość fizyczną ze światem niematerialnym. To jest ciekawa historia i myślę, że warta zauważenia i warta podniesienia i że warto w ten sposób czasami spojrzeć na sprawę. Ja to się tak czasami śmieję z ludzi, którzy uprawiają tłuczenie i walenie w bębny, zbieranie się i tłuczenie w bębny. Nie mówię o Indianach, bo oni mają swoje, jak to się po angielsku mówi, purpose, czyli mają swoje przyczyny. Mają swoje powody, dla których się zbierają. Tam nigdy nie tłucze się w bęben po to, żeby tłukło w bęben.
Rozrywka też. To też jest rozrywka, też jest entertainment, też są tańce i hulanki, i swawole, ale to ma swoje zasady rytualne można w cudzysłowie powiedzieć. Jest związane z obsługą tego świata dookoła, że ten bęben wyzwala moce i te moce świata dookoła, moce chmur, moce deszczu, moce pogody, słońca, księżyca i trawy, która rośnie dookoła i dymu, który się wydobywa z fajki i duchy przodków, i nie tylko. I kiedy jest coś takiego, to się wali w bęben i widać korelację pomiędzy tymi światami. Być może jest trochę tak, że jak ktoś nie umie walić w bęben, to jak wali, to spada deszcz zawsze. To znaczy, że nie umie walić w bęben, bo jak wali w bęben i spada deszcz, a on wali na słońce, to znaczy, że wiara nie schodzi się z wiedzą. Znaczy coś z tym rezonansem jest nie tak. Musi zacząć inaczej walić w bęben albo pomyśleć inaczej przy tym waleniu w bęben. Albo jakoś tak. Albo może nie walić w bęben.
Różne pomysły. Przypominam taki przykład z bębnem. Jeżeli człowieku grasz na bębnie i w tym momencie mogłeś poczuć, że mówię o tobie, a myślisz, że mówię o tobie. Jeżeli tak myślisz, to na pewno mówię o tobie. Zawsze tak jest. Ja i twój bęben. Właśnie, to może jakąś muzyczką. Tak się zabębniłem w tych bębniastych opowieściach o tej wiedzy i tak dalej, ale ja właściwie zmierzam do tego wątku z Panem Keshe, bo jest to historia, która jest intrygująca. Teraz sobie siedzę i grzebię sobie troszkę w tej technologii. Nawet nie trochę, tylko jestem w trakcie składania jednego i drugiego urządzenia i trzeciego według właśnie tej technologii, sprawdzania po kolei miernikami, innymi urządzeniami tego wszystkiego, czy to, o czym jest mowa w tych wykładach, naprawdę się tam dzieje.
I mogę ci powiedzieć, że tak, dokładnie te sytuacje się dokładnie tam dzieją i to jest ta wiedza spowalniająca z nóg, ale o tym może za parę chwil. Może nie o technicznej stronie. Nie będę ci mówił, co się zgadza, co się nie zgadza i tak dalej. Oszczędzę techniczne sprawy. Będzie taki moment, że ja to sobie zbiorę troszeczkę więcej tego technicznego tematu i zrobię taką techniczną audycję. Kolejny odcinek dla kosmicznych świnek, które dziergają na drucie o grubości 1,6 milimetra. Tak że spokojnie, dziewczyno i chłopaku, będzie i o tym. A tymczasem muzyczka. Dzisiaj słuchałem tego numeru i postanowiłem, że puszczę go sobie jeszcze raz. I tobie też puszczę jeszcze raz.
A co? Las. Miły las. Biła woda w tym lesie. Przesuwam ten mikrofon znowu na siedząco. Swoją drogą miła odmiana tak czy siak. Ale wracając do mojego tematu, czyli do wiedzy, która jest naprzeciwko wiary. Swoją drogą można obserwować teraz to zjawisko na czacie Radia Na Fali. Droga słuchaczko, drogi słuchaczu w salach eksperymentalnych zapraszam cię. Jest tam dwóch osobników, którzy w coś wierzą.
Żyją wiarą. Nie mają żadnej wiedzy, ale mają wiarę i sprzedają ją jako wiedzę. Bury in your mind. Dokładnie. Widzę tych wierzących. Ciężko ich nie zauważyć. Ale wracając do tej historii. Zabawnie wyszło, bo ta cywilizacja spowodowała wykręcenie też pewnej dosyć istotnej sprawy, która nazywa się drogą do celu. Mówią, że jeżeli coś jest zbyt proste, to jest droga na skróty. To nie działa, bo jest zbyt proste.
To jest taki synonim naszej tragedii intelektualnej troszeczkę. Tu mam szybki telefon, także odbieram ten telefon. Halo, halo, człowieku.
[01:07:18] - No tak. Dobry wieczór.
[01:07:19] - Dobry wieczór. Jak zdrówko szanownemu panu?
[01:07:22] - Szanownemu panu bardzo dziękuję.
[01:07:25] - To miło mi, że zdrowie bardzo dobrze. Mi też bardzo dobrze. Słuchaj, co ty myślisz na temat miejsca tych wynalazków? Jak widzisz tą całą sytuację? Bo widzisz taki wynalazek, do czego ja zmierzam, to jest połączenie tej wiary i wiedzy w praktyce.
[01:07:41] - No tak.
[01:07:42] - I to jest przez to przesrana sprawa, bo ci kolesie-
[01:07:45] - Nie.
[01:07:46] - Którzy wierzą w cuda, oni w to nie uwierzą, bo jak szukasz cudu, takiego cudownego wynalazku, to ta maszyna zawsze będzie największym rozczarowaniem dla ciebie. Jakakolwiek.
[01:07:57] - Oczywiście musisz się z tym pogodzić. Tak jest.
[01:08:00] - To jest największym fenomenem, że dla ludzi wierzących, szukających wiarą tej maszyny, która daje im free energy, to jest największym rozczarowaniem pojawienie się tej maszyny.
[01:08:09] - Na przykład.
[01:08:10] - Fenomen.
[01:08:11] - Ale z drugiej strony mówisz, twoje zdolności postrzegania tego świata, szukania tej wiedzy, tego, co cię tam najbardziej zainteresuje. I zainteresowało cię takie coś. I robisz to z pełną świadomością, bo już jesteś świadomą istotą.
[01:08:35] - To samo robienie nawet wystarczy, bo jeżeli robisz regularnie, to i tak życie konfrontuje to, czy chcesz, czy nie. Zawsze będziesz miał jakąś sytuację, takiego crashu, coś ci nie wyjdzie, coś pójdzie nie tędy i już będzie ten konflikt oczekiwań i rozczarowań i sam zobaczysz, kim tak naprawdę jesteś.
[01:08:55] - Bo wtedy sobie zdajesz sprawę właśnie z tego powiedzenia, że wszystko już było. Więc jeżeli wszystko już było, to znaczy, że i tak to już jest tam gdzieś we mnie, tak?
[01:09:05] - Tak. Ja się zgadzam z jedną rzeczą, że nikt nie jest właściwie wynalazcą, a wszyscy są odkrywcami.
[01:09:12] - To jest we mnie. Ja nie mam szukać tego tam gdzieś. O, znajdziemy.
[01:09:17] - Tak, to prawda.
[01:09:18] - To musi być coś, co ja ogarnę swoim małym rozumkiem, który mi przyszło tu być. A że się interesuję takimi rzeczami, to później mi się to składa wszystko do kupy i mówię: „Przecież to takie proste, wystarczy na to spojrzeć i już wiem, o co chodzi”. Bo wiemy, jak to zrobić fizycznie. I to jest najważniejsze.
[01:09:40] - Zauważyłeś, że przynajmniej taka jest moja, sorry, że tak ci przerywam, taką mam refleksję, na szybko tu wtrącę, taką uzupełniającą tych swoich wniosków, że myśl o prostocie, szczególnie urządzeń, prostocie swojej własnej egzystencji, która się manifestuje jako urządzenie, bo to jest manifestacja naszego stanu umysłu, taka jest prawda. Czyli proste urządzenia paraliżują sytuację, w której występują ludzie albo wierzący, albo tylko posługując się wiedzą bez wiary. Tacy tylko technologiczni. To ich paraliżuje zawsze z każdej strony ta prostota. To jest taki charakterystyczny syndrom. Im bardziej proste, tym bardziej niemożliwe.
[01:10:20] - Nawet jak ja znam na przykład od tej technologicznej strony, jak to jest zbudowany ten telefon komórkowy, gdzie ma antenę, gdzie ma nadajnik. Ja wszystkie elementy dokładnie znam. Mało tego, jakbym się tym bardzo zainteresował, to jestem w stanie każdy telefon, dobrać się do niego, do jego procesora, wszystko wyciągnąć, co tam zostało w tym.
[01:10:45] - Ja myślę, że parę chwil i kilka instrukcji. Dużo po prostu chęci swoich własnych.
[01:10:49] - To jest-
[01:10:50] - I nagle budujesz sobie swój własny telefon. Bo ja tu znam kogoś, niektórzy mają właśnie taką jazdę, że budują swoje własne telefony komórkowe, łącznie z programowaniem procesorów.
[01:10:58] - No tak. I teraz takie odniesienie do tego, taki ten film „Matrix”. Nie wiem, czy pamiętasz. Taki był, takie coś tam. Bracia, nie, czekaj, kurde. Bo oni tak, były najpierw siostry Wachowskie.
[01:11:10] - Nie o to. Zostawmy ich tam.
[01:11:13] - Wszystko wiesz, tam z nimi.
[01:11:14] - Tak. Oni tam się zmieniają zawsze albo siostra, albo brat, albo dwóch braci, albo siostra. I don't know. Tak lubią.
[01:11:19] - To mnie w ogóle nie interesuje. Tak, chłopaki lubią się bawić. Niech się bawią. Ich zabawa. Natomiast film bardzo fajny i tam był taki moment, że są w takiej sytuacji zagrożenia i ona mówi: „Wgraj mi ten program jak mam pilotować helikopter”. Bo z twojego punktu widzenia czy z mojego punktu widzenia siadasz pierwszy raz za stery helikoptera. Przecież sobie nie poradzę. Tak?
[01:11:48] - Otóż to. Można powiedzieć, że wiara jest tym dobrym programem do pracy. Niezbędnym.
[01:11:53] - Ty, ale wszystko już było. Kurwa, wszystko już było. I te latania helikopterami, rozpieprzania się, wojny jakieś tam. Patrzysz na to wszystko i mówisz: „Ty, wszystko już było”. To o co chodzi? Gdzie ja idę?
[01:12:08] - Idziemy dokładnie w miejsce, gdzie wiedza łączy się z wiarą, gdzie wszystkie te historie się konfrontują ze sobą. I prawda jest tylko jedna. Prawda jest tym, co ocaleje w tej konfrontacji.
[01:12:22] - To ja to wszystko pieprzę na te 126 minut czy ileś tam. I ja rozpalę to ognisko w lesie, kartofle sobie upiekę. Wracasz do takich prostych czynności i na tym się skupiasz po prostu. Takie miałem pragnienie, żeby to ognisko sobie zapalić i żeby te kartofelki takie były. Spróbuję jak to jest. Smakować te kartofle z ogniska, bo już dawno tego nie robiłem. Taki pomysł na dzisiaj.
[01:12:49] - Dokładnie. Czasami właśnie ten pomysł przynosi czasami takie pomysły
[01:12:54] - I mówisz: „To nie jest nic nadzwyczajnego. Po prostu robię to”.
[01:13:01] - Tak. I się okazało, że ten prosty pomysł z tym, co zostaje w tym ognisku, jak to się robi, to jest słynny nano coating, czyli technologia warta chyba pięć bilionów euro, która została zastosowana w CERN-ie, bo nikt nie wiedział, jak ją zrobić najprostszą metodą, więc kosztowała jakąś bajeczną fortunę. I się okazuje, że można zrobić to na stole w kuchni, w pudełku za pięć funtów, a nie za pięć bilionów euro.
[01:13:24] - To technologia atakuje mnie-
[01:13:26] - To są właśnie takie proste rzeczy i to jest ciężkie do zaakceptowania ludziom, którzy są głębokiej wiary, bo wiara oznacza podążanie z reguły za jakimś autorytetem. Zawsze wiara jest związana w ogóle z autorytetem.
[01:13:40] - Pomyśl sobie, jak ktoś jest bardzo głęboko wierzący, bardzo pobożny, czy on by patrzył w taki plugawy telewizor? Co oni tam pokazują w ogóle?
[01:13:49] - Im więcej kabli dookoła, im więcej dyplomów, tym bardziej wiarygodna sytuacja, tym więcej ludzi się schyla, bo tam z kolei jest wiara w przebieranie się, jak się prezentujesz, jak wygląda cała twoja historia, historia twojego życia i tak dalej. Naukowe tytuły.
[01:14:03] - Człowieku, jakie pornosy lecą po nocach, aż się boję włączyć ten telewizor.
[01:14:07] - Ale koniec końców się okazało, że ta cała historia z rewolucją technologiczną jest bliżej ziemniaków w ognisku niż budżetów za pięć bilionów euro, które są już kosmiczne, gdzie się wytrąca specjalne substancje, montuje dziwne urządzenia, nad którymi siedzą kolesie w białych kitlach, w specjalnych maskach tlenowych, żeby broń cielesna nie upadł pyłek kurzu na tym urządzeniu, bo wyleci w powietrze i cała cywilizacja zatoczyła potężne koło technologicznie. I to jest fenomen, jak ta prosta rzecz potrafi, jak konfrontuje wiarę cywilizacyjną, to jest jedna rzecz i wiedzę tak zwaną cywilizacyjną. Czyli te dwie rzeczy z osobna.
[01:14:52] - Proste ćwiczenie. Tak sobie pomyśl, że ni z tego, ni z owego, bo tak sobie wymyśliłeś, masz bilion euro do dyspozycji. I mówisz: „O kurwa, to już wtedy jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. To już wszystko zrobię, bo czuję, jak posiadam ten bilion euro w tym momencie. Przed chwilą nie miałem, teraz mam. Jezu, jaka kasiora! Nareszcie se pożyję”.
[01:15:20] - To jest ta wiara, tak.
[01:15:22] - I to jest ta wiara. Kurwa, mam ten bilion euro.
[01:15:25] - Dokładnie.
[01:15:26] - Co ja teraz zrobię ze sobą?
[01:15:29] - To jest ta wiara. Słuchaj, wielu w tą grę gra, wielu w tą wiarę wierzy, wielu w ogóle wyznaje przede wszystkim tą wiarę. To jest główna wiara życia. Trudno.
[01:15:38] - To może się nazywać złotówka, jen czy tam korona.
[01:15:41] - Cokolwiek. Samochód. Wszystko. Każda rzecz jest doskonała, żeby stała się jedną z takich historii. Finał jest zawsze mniej więcej ten sam. Gdzieś lądujemy w którymś tym świecie na końcu, kiedy pojawia się to proste rozwiązanie. Będziemy prawdopodobnie ostatnimi, którzy je zaakceptują i którzy z niego skorzystają. To jest dosyć sympatyczne.
[01:16:05] - Są tacy, którzy liczą na poczucie winy, że my jesteśmy winni, że oni cierpią.
[01:16:15] - To już jest chyba poza mną. Także tutaj nie będę wbijał poczucia winy. Ale jest taki syndrom.
[01:16:20] - Ale możesz powiedzieć: „Człowieku, kurwa, cierpisz i ja ci mogę powiedzieć, wyrzucić na ciebie całą twoją złość, którą w sobie nosisz”.
[01:16:28] - Jest takie cierpienie, to prawda. Ja to zrzucam troszeczkę na taki karb nostalgii. I ci transhumaniści.
[01:16:37] - Jak komuś wyrzucisz to prosto w twarz, to on cię odrzuci. On ci powie: „Jezu, jakim ty mnie syfem oblałeś”.
[01:16:41] - Nie do końca. Ja myślę, że to jest taka kwestia nostalgii.
[01:16:44] - To, co w sobie nosiłeś, to ja ci to wyrzuciłem.
[01:16:46] - Ja myślę, że to jest troszkę łagodniejsze. Nie do końca wbijałbym aż tak dramatyczny ton z tymi zachowaniami. Myślę, że bardziej jest to-
[01:16:52] - Dużo łagodniejsze.
[01:16:53] - Nostalgia, bo każdy-
[01:16:56] - Że to jest takie oblewanie się pomyjami, a to jest po prostu powiedzenie: „Ej”.
[01:17:04] - Wielu do tej pory doskonale pamięta i czuje to połączenie, jak dobrze jest, kiedy sprawy się weryfikują. Kiedy nie musisz polegać tylko i wyłącznie na wierze albo nie musisz tylko i wyłącznie polegać na wiedzy, która jest niesprawdzalna, bo jest dogmatem. Wiedza w dzisiejszych czasach niewiele się różni od wiary. Przecież połowa tych wzorów fizycznych to są takie wzory teoretyczne, które funkcjonują tylko i wyłącznie w teorii. Natomiast normalnie wykorzystywane w praktyce przez panów inżynierów są z tak zwanymi zmiennymi, bo w praktyce żaden z tych wzorów nie działa tak po prostu jeden do jeden. Nikt tego nie używa jeden do jeden.
[01:17:39] - Znałem to kiedyś pogłębnie, bo mnie to interesowało. Zawsze mnie interesowało. O co w tym wszystkim chodzi?
[01:17:46] - Rozumiesz? Możesz się nauczyć tego na pamięć i wtedy masz tą tak zwaną wiedzę, która jest dalej koniec końców tylko i wyłącznie wiarą.
[01:17:54] - Tak, ale ja to nie mam z pamięci, tylko patrzę na to wszystko i po prostu wiem, jak to działa. I ja nie muszę tego liczyć, oglądać i tak dalej, tylko mówię: „Wiem, jak to działa”. Jak nie działa, to wiem, co się spieprzyło w tym całym łańcuszku takich technicznych rzeczy. Chociaż mówisz w duchowości, żeby ktoś duchowy, taki lama przewielebny powiedział ci: „Widzisz, nie działa ci ten tylny most, bo tu nie taką zębatkę włożyłeś”. Rozumiesz? To takie proste. Tu możesz sobie policzyć te zęby, te zęby, te zęby i już widzisz, że nie ta zębatka.
[01:18:32] - Viktor Schauberger miał takie powiedzonko i zwykł mawiać, że natura jest moim nauczycielem. I powiem ci szczerze, że lubię powtarzać to za nim. Chociaż nie jestem miłośnikiem cytatów, ale ten jest wyjątkowo doskonały. Szczególnie jeżeli spojrzeć na to, jak zębatki układał właśnie ten dżentelmen, który doskonale rozmawiał z naturą. Właściwie po prostu ją rozumnie obserwował i miał doskonały, partnerski deal z tą naturą. Uczuł się tylko i wyłącznie odkrywcą. Prawa i zasady, które są religią, tutaj nie działały. Absolutnie. Tutaj działa wiedza, która jest tak zwaną rozumną obserwacją natury. Piękna historia, prawda?
I okazało się koniec końców, że żeby cokolwiek zbudować w tej cywilizacji, która jest oparta na wierze, tak czy siak oni muszą przyjść i buchnąć te rozwiązania od tych kolesi, którzy mówią: „Panowie, to nie tędy droga”. Ale wszyscy mówią: „Nie, to jednak nasza droga, to jednak jest taki ciąg cywilizacyjny”. Ale tak się zdarzyło. I teraz troszeczkę losy tego zachwiania, rozechwiania tej dychotomii mentalnej, społecznej, nie wiem, jak to nazwać-
[01:19:38] - Ale o to chodzi
[01:19:39] - ...płacze do nas Keshego troszeczkę. To jego odkrycie właściwie. To jest właściwe słowo.
[01:19:44] - Ja ci powiem, że to jest jedna trudna rzecz do akceptacji, że wszystko, co postrzegasz na tym, co nazywasz tym, co widzisz. Bo to taki jest jakby telewizor, w którym jest telewizor, jest i okno, jest i regał, są gwiazdy za oknem.
[01:20:00] - Nowy, świetlany cały świat.
[01:20:01] - I tak dalej. I to, w tym momencie, jaki jest, wiesz, że to wszystko jest i to twój wzrok obejmuje. Oprócz tego telewizora, który jest w centralnym miejscu przed tobą, to jeszcze są takie aspekty, które też postrzegasz poza nim, nie?
[01:20:18] - Oczywiście. To jest połączenie tych dwóch rzeczy. Możesz widzieć tylko to. Możesz też widzieć to i rozumieć, że masz jeszcze pewien potencjał, który dają ci te przedmioty dookoła. To jest zupełnie inne rozwiązanie.
[01:20:29] - Jako wszystko, jako jeden ekran, jako twój główny telewizor, w którym ty sobie to oglądasz z totalnym spokojem, co tam się dzieje. Z totalnym spokojem po prostu postrzegasz to, co się dzieje przed oczami, przed zmysłami.
[01:20:43] - To jest chyba ta różnica pomiędzy naturą konsumenta a naturą jako natura taka, jaka istnieje w rzeczywistości. Na półce w sklepie to się nie wydarza. Rozumiesz?
[01:20:56] - Każdy konsument ma prawo wejść w ten sam obszar, gdzie ja jestem i to jest jego indywidualny wybór. Dopóki ja-
[01:21:06] - Znaczy nie znajdziesz natury na półce w supermarkecie jako jednej z zabawnych opcji dla ciebie. Rozumiesz? Natura po prostu jest naturą.
[01:21:12] - No tak.
[01:21:13] - I nigdy nie zegnie karku przed tobą, bo ty też jesteś skonstruowany z tej samej natury, tak samo jak ja. Ma tylko jedną opcję. Rozumiesz? Przepływ informacji przez fizyczną interakcję.
[01:21:22] - Ale może cię oświecić właśnie w tym pieprzonym hipermarkecie, gdzie się yngasz po swoje ulubione ciasteczka.
[01:21:27] - Może, oczywiście. I akcja nie na górę.
[01:21:29] - O co chodzi? Dlaczego moja ręka idzie po te ciasteczka? Co ja robię w tym hipermarkecie w ogóle? Gdzie ja jestem? Kim ja jestem?
[01:21:37] - Może tak być, proszę pana. Może tak być.
[01:21:39] - Jeżeli zareagujesz tak, jak ci serce powie, że zrozumiesz, gdzie jesteś, co robisz, gdzie ta twoja ręka idzie, to sobie zdajesz równocześnie sprawę z tego, że otoczenie cię będzie postrzegało jako kogoś zupełnie pojebanego. To się nie nadaje-
[01:21:56] - Być może
[01:21:56] - ...do środowiska tego sklepu. Wypierdalaj z tego sklepu, ty wypierdalaj od nas. My cię w ogóle nie chcemy.
[01:22:01] - Być może. Nie jest to zupełnie historia związana z tym, czy ja się tym przejmuję. Bardziej jest to taka zabawna obserwacja już takiej troszeczkę większej historii. Jak reagujemy na dodatkowy potencjał, który się znajduje dookoła nas. Bo to nie jest kwestia tego, czy ty krzykniesz, czy masz zły, czy słaby dzień, że ktoś ma ci znikać z tego sklepu, czy nie. Bo to nie chodzi o osobę, która się pojawia, jakąś tam jednostkową sytuację. Tu chodzi o to, jakbyś spojrzał na swoją przyszłość i powiedział: „Hej” Wiesz, przychodzę do ciebie jako twoja przyszłość. Mówię: „Hej, jestem twoją błyskotliwą przyszłością, pełną samych dobrych rzeczy”. A ty mówisz: „Fuck off”. Rozumiesz?
[01:22:39] - Będzie Ferrari czy nie?
[01:22:40] - Nawet nie. Nawet nie ma w ogóle tej gadki.
[01:22:42] - Chodzi mi o ten biznes, nie?
[01:22:43] - Albo co najwyżej możesz powiedzieć: „Pokaż mi jakiś film na YouTubie. Ja chcę zobaczyć jakiś film na YouTubie. Daj mi jakiegoś linka”.
[01:22:48] - No. Chcesz mi-
[01:22:49] - Daj mi jakiegoś linka, stary. Daj mi jakiegoś linka albo spadaj. W ogóle nie masz żadnego linka? Stary, spadaj.
[01:22:54] - Jeszcze linka. I mówię: „No weź”
[01:22:56] - Pogadamy, jak podeślesz linka. Rozumiesz? Nie no spoko, rozumiem to podejście.
[01:23:01] - Ale kurczę dobra.
[01:23:04] - Jest to taka natura konsumentów.
[01:23:05] - Dla ciebie wszystko. Dla ciebie, Tomek wszystko znajdzie się.
[01:23:09] - Rozumiem. Wiesz, wszyscy lubimy sobie obejrzeć reklamę. Chociaż wielu z nas mówi, że reklamy są zupełnie niepotrzebne. Nie lubimy. Ale pokaż mi to wideo na YouTubie.
[01:23:19] - Dobra, ale czy chcesz z tym zespołem Mazowsze czy solo? Bo ja nie wiem. Co?
[01:23:26] - Wiesz co, ja chyba z Szopką Krakowską chcę. Słuchaj, to ja mam może taki pomysł. Bo ja mam tutaj taką inną szopkę, troszeczkę małą krakowską do puszczenia. To ja dziękuję serdecznie za telefon, to jakoś przerwę na muzyczkę.
[01:23:37] - Czekaj, poczekaj. O!
[01:23:40] - Proszę to zostawić. Ja tu mam już muzyczkę ustawioną, proszę pana. Zatem dzięki za telefon.
[01:23:44] - Już zostawiam. Na razie.
[01:23:46] - Trzymaj się.
[01:23:47] - Trzymaj się. Hej.
[01:23:48] - To był telefon. A my teraz po tych rozważaniach dookoła tej wiary i wiedzy myślę, że chyba przywitamy miło jakiś radosny dźwięk z przepastnej przyszłości. Ale jakże konkretny dźwięk. Watch the technique of Bo Diddley. Się zrobiło. Bo Diddley. To się działo. Piski. Wszystko było, wszystko. Prawdziwy rock and roll.
No a ja na samo zakończenie dzisiejszej hiperprzestrzeni, która oczywiście w Radiu Na Fali jak najbardziej radionafali.com i oczywiście retransmitowana w Radiu Paranormalium. Jakbyś człowieku zapomniał, gdzie tego można słuchać. I oczywiście w archiwum Radia Na Fali możesz znaleźć. Ja zmierzam troszeczkę do takiej puenty wynikającej właśnie z tej obserwacji tego, co się dzieje. Historia wzięta z życia. Historia generatora Keshego aktualnie. W sumie nic nowego, bo jeżeli człowiek się przyjrzy na tą dokumentację, a przyglądał się przez parę lat dokumentacji Nikoli Tesli, to właściwie nic nowego tam nie zobaczy. Poza tą genialną technologią, która pozbawia człowieka wielu, wielu problemów. Wielu, wielu. To jest w ogóle jakby skok do innej przestrzeni, ale jest to radykalny skok.
Jest to zupełnie inna historia, właściwie historia Tak samo inna, jak była inna sto lat temu. Chociaż jak się okazuje, sto lat temu być może była mocniej akceptowalna, ponieważ wszystko było bardziej nowatorskie, bardziej świeże. Po stu latach propagandy, po stu latach tej wiary, wymyślania sobie zabaw społecznych, stało się to jeszcze większym abstraktem niż kiedykolwiek w historii cywilizacji i wylądowało w ekstremalnym marginesie, ponieważ zachowuje się jak taki walec. Takie urządzenia są centralnie walcem cywilizacji, który miażdży i prasuje wszystkie nasze wyobrażenia o tym, czym są prawa, które sobie wymyśliliśmy na uniwersytetach i w książkach, czym jest nasza wiara, którą sobie praktykujemy, ćwicząc tą cywilizację, ekonomię, religię i wiele innych zabawnych, patologicznych chorób psychicznych. To jest mocna rzecz. To jest taka zmiana, która nie daje za bardzo wyboru. Konfrontuje na tyle mocno, że miażdży to wszystko i jedyne, co jest akceptowalne w obliczu tej nowej rzeczywistości, która się wyłania z nową technologią czy z nowym sposobem myślenia, który tak naprawdę za tym stoi w konsekwencji. Jak by to określić najprościej, żeby tutaj nie wbijać się jakieś pięć godzin rozważania, bo to w sumie prosta sprawa jest. Tylko czasami ciężko ująć proste sprawy w prosty sposób. Czy tobie też się to zdarza?
Mi się czasami zdarza. Ocalałe jest tylko to, co przeżyje zderzenie tych dwóch wartości, ale skrajnych wartości, czyli taką ekstremalną wiarę. I to w takie pojechane rzeczy, czasami nawet bardzo ekscentryczne, bardzo pojechane nawet dla tych bardzo mocno wierzących dzisiaj, nawet będące marginesem dla nich często. I co przeżyje zderzenie tej wiary z taką technokracją, z taką wiarą w to, że maszyna zrobi wszystko w momencie, kiedy wszystkie systemy wysiądą i się okaże, że mama natura jest nie do zaorania. Mama natura jest królową tego świata i nie ma innej królowej. I cała ta technologia będzie musiała klęknąć nie na jedno kolano, ale czołem w glebę przed mamą naturą i już właściwie funkcjonuje tylko i wyłącznie dzięki mamie naturze. Tylko na tym się to opiera i zderzenie tych dwóch rzeczy zetrze na pył wszelkie iluzje, wszelkie bzdurne pomysły, wszelkie ściemy. Taka jest moja koncepcja. Tak mi się wydaje. Nie wiem, czy mam rację, ale wydaje mi się, że to będzie doskonały walec do przemielenia i sprawdzenia, które rzeczy są naprawdę wartościowe, z którymi rzeczami warto zostać na kolejne parę lat jako zbiorowość, jako przede wszystkim indywidualność.
Jako osoba, która bierze sobie na klatę albo na plecy jakiś koncept i sobie myśli, że pociągnie ten koncept czy technologicznie, czy w jakikolwiek inny sposób. Tak zwyczajnie, indywidualnie. Już nie chcę mówić za żadne społeczeństwo ani za cudze plecy, bo w sumie mam tylko własne i nie chce mi się wrzucać kamieni do twojego plecaka, człowieku, sam sobie nawrzucaj i nie wrzucaj do mojego. Nawet nie próbuj. Jeżeli ta przyszłość jest inna, a ta przyszłość jest inna, to wymaga takiego radykalnego wycofania się z tych gier i zabaw społecznych, z tej całej wiary, z tej całej technokratycznej kultury i spojrzenia na świat w bardzo, być może prosty sposób. To jest to coś, co zostało kompletnie zagubione. Strach przed prostym rozwiązaniem, że to nie może być tak, że to jest takie proste, że to było przed oczami przez tysiące lat, że tak można, że właśnie w tą stronę, że to nie może być tak, że to jest takie proste. Tutaj wiara przeszkadza zauważyć kilka rzeczy, wziąć czasami miernik do ręki, pomierzyć tą całą historię, posprawdzać sobie elementy technologii, nawet jeżeli urządzenie jest nie zmontowane w całości. Posprawdzać sobie elementy, jak się zachowują i co się w ogóle z nimi dzieje. Nie wierzyć do końca wszystkim tym rzeczom.
To się na przykład od takiej technicznej strony doskonale składa, żeby jeżeli coś robisz, to żebyś wiedział, co robisz na każdym etapie, żebyś rozumiał to zjawisko, a nie był konsumentem technologii. Takim kolesiem, który przychodzi do supermarketu, wybiera urządzenie. Jeżeli nie działa, to dostaje nowe urządzenie w opakowaniu i jeżeli nagle pewnego dnia fabryka urządzenia stanie albo coś się zmieni, to właściwie jest już po tym urządzeniu. Nie chodzi o jakąś katastroficzną wizję, że ktoś ci zabierze stołek spod twojego tyłka już jutro i zabierze ci telefon i wyłączy fabrykę i będzie katastrofa. Nic z tych rzeczy. Jest to kwestia samodzielności. Myślę, że ta propaganda, wiara czy w technokrację, czy też w jakieś maksymalnie ciężkie loty pozbawia nas wolności. Jedyna wolność, jaka funkcjonuje, taka rzeczywista, wynika właśnie z tego crashu, zderzenia się tych dwóch wartości, ekstremalnego sprawdzenia tego, co tak naprawdę jest zweryfikowalne w życiu na co dzień, a co zweryfikowalne nie jest. Jeżeli jest zweryfikowalne, to jest idea, która ze mną zostaje. Jeżeli coś, co robię, znika za każdym zakrętem, po prostu znika, nic z tego nie zostaje, rozsypuje się zawsze w proszek przy każdej sytuacji, kiedy powinno mnie wspierać, to znaczy, że jest to trefna idea i że nie ma żadnego powodu, żeby z nią zostawać na kolejne lata.
I to jest ta historia, która się nazywa brakiem kompromisu. I ja myślę, że ta nowa technologia, która właśnie weszła, czy to się komuś podoba, czy nie, jest takim brakiem jakiegokolwiek kompromisu z tymi, którzy wierzą w tą aktualnie panującą technologię z jakiegokolwiek stopnia. Czy to jest wiara w politykę i życie opowiadaniem sobie o tym, co nowego, panie, w polityce i jak ważne jest orędzie, srędzie duperędzie oraz kolesiom, którzy opowiadają sobie o tym, jak ważne są wzory i zasady z obydwu stron. Nie zadziała. Odrzucenia tej całej wiary, odrzucenia tej całej iluzji po to, żeby zauważyć prostotę pewnych rozwiązań. Tak mi się wydaje. I zawsze stamtąd będzie stękanie i jęczenie, marudzenie i krzywienie się na to wszystko i mówienie, że nie, nie tędy droga. Nie można, to nie zadziała i tak dalej. Szczęśliwie nikt nie słucha się za bardzo ich gadek i generalnie można sobie to w buty wsadzić. Dzięki temu korzystamy z takich urządzeń jak komputery, internet, z takich urządzeń jak silniki elektryczne i wiele innych rzeczy.
Ponieważ wszyscy kolesie, którzy praktycznie stoją za tymi wynalazkami, z których korzystają wszyscy ci maruderzy, byli kompletnie zaprzeczeniem owych maruderów. Ci ludzie twierdzili, że nie ma zasad, że nie ma czegoś takiego, że po prostu jest, bo ktoś sobie wymyślił, że tak jest. Coś się sprawdza i może być tak, że właśnie ty będziesz tą osobą albo już jesteś tą osobą, która ma coś takiego w głowie, że nikt do tej pory nie wpadł na ten pomysł, bo było to zwyczajnie zbyt proste i wszyscy od dosłownie tysiąca lat przechodzili obok, tak jak przechodzili obok tej technologii Rubiana o coatingu. Może tak właśnie być i to będzie kolejny prosty pomysł, który sparaliżuje tych wszystkich, którzy w swojej definicji wiary i doktryny mają to, że chcą rozwoju cywilizacji, co jest największym paradoksem w tej całej opowieści. A rozwój dokonuje się zupełnie w innym miejscu. Jak pokazuje rzeczywistość, owi propagatorzy owego rozwoju są jego największym hamulcem. Ale też z drugiej strony żyjemy w cudownych czasach i o ile takie gadki mogły być teoretyczne jakieś 50 lat temu, 100 lat temu, kiedy nikt z nas już nie pamiętał Nikoli Tesli albo nie mieliśmy takich informacji i takie rzeczy się nie działy, to teraz, kiedy się dzieją takie rzeczy i my tu jesteśmy, możemy sobie o nich pogadać i skumać, gdzie właściwie chcemy stać. Bo to też jest kwestia tego, że sobie wybieramy opcje w naszym życiu. Nie musimy być aktorem w cudzym show i sami możemy zdecydować, czy chcemy być palantami, którzy żyją tylko i wyłącznie wiarą, czy palantami, którzy żyją tylko i wyłącznie dziwną wiedzą. Także ja znikam.
Zostawiam tu samodzielnie ciebie, człowieku, z tą refleksją, żebyś się zastanowił sam nad tą całą cywilizacją, co się w ogóle dzieje dookoła. Jakby co, wyciągaj swoje wnioski. Ja tu wyciągam swoje własne, jakby co. Spotkamy się już całkiem niedługo. Dzięki wielkie za słuchanie. Pozdrawiam wszystkich mecenasów wspierających „Radio Na Fali”. Nie odbieram już telefonów. Nie dzwońcie ludzie, nie dzwońcie. Kończę audycję. Zamykam tą historię.
Jeszcze raz wielkie dzięki za słuchanie. Zapraszam na wieczorową porę tuż po tej „Hiperprzestrzeni” i zapraszam ciebie, człowieku do archiwum „Radia Na Fali”. Jest tam kilka ciekawych rzeczy. Czas snu. Substancja, która powoli dobiega końca. Etykieta zastępcza. Historia chaosu. Wiele innych spraw. Myślę, że masę słuchanie, dużo mojej gadki. Także jeżeli lubisz moją gadkę i relaksuje cię słuchanie tej gadki w pracy albo w ogóle przy prowadzeniu samochodu, to szalenie mi miło.
Dzięki stary. Fajnie być z tobą i pozdrawiam cię serdecznie. Także do usłyszenia następnym razem. Zostawiam cię z tą refleksją zmagania się z tymi grami albo wyskoczenia poza to wszystko i sprawdzenia sobie tak zwyczajnie tych prostych opcji. W ogóle nawet nie sprawdzenia, tylko po prostu skonfrontowania w praktyce, dania sobie kredytu na proste rozwiązania. A myślę, że to jest przyszłość. To jest przyszłość według mnie. I tyle, proszę państwa. To ja znikam. Zostawiam cię sam opas i do usłyszenia następnym razem w radiunafali.com.
Słuchaj „Hiperprzestrzeni”.