Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority. Dzień dobry! Dzień dobry. Dobry wieczór albo dobry ranek wszystkim serdecznie oczywiście w RadiuNaFali.com. Hiperprzestrzeń, ja mam na imię Tomek. Audycja jest oprócz tego retransmitowana w Radiu Paranormalium, jakby ktoś nie wiedział. Także pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium. Trochę szaleństw z mikrofonem, ale już chyba ustaliłem i już wszystko jest absolutnie okej. Zatem witam w Hiperprzestrzeni oficjalnie i kończę dzisiaj wątek hipotezy, który się pojawił w ostatnim odcinku. Także dzisiaj wykańczam hipotezę i pozdrawiam cię mecenasie i mecenasko pisano.
Wielkie dzięki za wspieranie. Namaste. I oczywiście zapraszam cię człowieku, żebyś wspierał Radio na Fali. Jak masz parę drobnych na jakąś kawkę. Ja tu mam jakieś ambitne plany sprzętowe. Może chcesz wspomóc te moje ambitne plany sprzętowe, moje szaleństwo, a pewnego dnia zawładniemy światem. Nie, spokojnie. A może jednak? I wszędzie... Nie.
Dobra, zostawiamy ten wątek. Co się wtedy stanie, zanim zawładnę światem? Dokończę ci historię z hipotezą słuchaczu i słuchaczko, także dokończę wam tą całą opowieść. Przy okazji zapraszam serdecznie, żebyście wpadli na czata Radia na Fali: RadionaFali.com — tak to się nazywa. Na stronie internetowej taka jest ikonka po prawej dolnej stronie, taki dymek, chmurka. Tam są numerki. Trzeba w to kliknąć, zalogować się i fi fa ra fa fa jesteście na miejscu — czat Radia na Fali. Ja też tam jestem jednym okiem po piracku. Oprócz tego, jak zwykle jesteśmy na Facebooku wszyscy nadający w Radiu na Fali. W sensie Radio na Fali ma swój profil jako instytucja i tam też możesz wpaść, dać lajka.
Oczywiście Twittera, na którym się najmniej udzielam, ale pozdrawiam wszystkich twitterowców, którzy tam mają swtwitterowanego mnie. W sensie nie tyle mnie, ile instytucję zwaną Radio na Fali. Ten projekt. Pozdrawiam serdecznie. Tam też jesteśmy. Tam są zawsze zdjęcia wrzucane, jakieś ekstra ilustracje. To przez tą kawę. I tam mam jeszcze troszkę kawki. Co wy macie? Anyway, jak się nudzicie podczas mojej opowieści i potrzebujecie jakichś bodźców wizualnych na Twitterze, najchętniej wrzucam tam jakieś ilustracje, które są uzupełnieniem do tekstu, które wypowiadam w Hiperprzestrzeni we wszystkich podcastach, które prowadzę.
Takie mamy zboczenie troszeczkę wizualne. Także zapraszam serdecznie. Co jeszcze chciałem z ogłoszeń powiedzieć? Grzegorz podesłał mi nowe sny, ale dzisiaj nie ma wieczorowej pory. Dzisiaj się zawijam, bo muszę się wyspać na jutro. Mam troszeczkę inne rzeczy do zrobienia niż leżenie w łóżku jutro rano. Zatem nie będzie wieczorowej pory dzisiaj i dzisiaj nie będzie snów. Ale dostałem paczkę, wszystko jest przygotowane, także za tydzień zaczynamy wieczorową porę od snów, moi drodzy. A dzisiaj takie wakacje od wieczorowej pory w sobotę. Otóż to, tylko Hiperprzestrzeń.
Także fajnie trafiłeś. I ty też fajnie trafiłaś. Taki krótki wieczór, a później się wyspać. Przynajmniej ja. Także dzisiaj, żeby się wyspać i przed tym snem, żeby mieć nad czym rozmyślać. Może coś się przyśni, jakaś odpowiedź na tą hipotezę, może jakaś refleksja. I don't know. Się zobaczy. Refleksja na drugą część mojej hipotezy związanej z tym, co tu się w ogóle dzieje. Tak sobie wypunktowałem oczywiście, bo wyjątkowo zrobiłem sobie szaleńczy zestaw notatek do dzisiejszej audycji.
Trzy karteczki zapisane. No tak, zapisane w sumie. Właśnie à propos tych dziwnych fundacji Kaiser Wilhelm Society, Max Planck Society, tego szaleństwa z fizyką kwantową. Niektórzy mówią, że spisek globalny, ale nie do końca jest to taki spisek globalny. Jest to, po dokumentach patrząc, taka dosyć mocno zaprojektowana działalność i ta hipoteza ma jakiś taki kryminalny wątek. Ciężko od tego uciec, coś mi się tak wydaje. Trudno. Taki reset pamięci. Pamiętacie? Wspominałem reset pamięci.
Reset pamięci. Zapominasz wszystkiego. Zapominasz wszystkiego. Wpłacasz wszystkie pieniądze na Radio na Fali. Sięgasz na portfel. Patrzysz na ten portfel, otwierasz go, wyciągasz, wpłacasz wszystko na Radio na Fali, wszystkie oszczędności życia. Otwierasz „Pana Tadeusza” na trzeciej stronie i wyciągasz tą kopertę, którą zostawiła tam babcia i wpłacasz na Ra-- budzisz się, budzisz się. Okej. Nie, nic nie wiem na temat twojego portfela. Oczywiście, że nie wiem.
I oczywiście o tym resecie pamięci chciałem wspomnieć dzisiaj. O tych wszystkich historiach związanych z wykopaliskami archeologicznymi, które towarzyszą tej mojej hipotezie. Pamiętacie, jak wspominałem o tym electrofossilizing? O tym procesie, który polegał na tym, że powstały skamieliny i to w taki sposób, że musiał przejść taki prąd elektryczny, który tak popieścił ten las, że las skamieniał. Dosłownie skamieniał. I są jakieś skały w ogóle, bardzo dziwne skały w kilku miejscach na świecie. Ciekawe skały. Oczywiście nie wszystkie są dokładnie tą samą skałą, ale mają różne właściwości. Na Gozo są takie skały między innymi. W Afryce Południowej są takie skały między innymi.
W kilku miejscach są takie skały, że jak się stuknie młoteczkiem, czymkolwiek tą skałę, to ona ma taki dźwięk jak fortepian. Może nie jak fortepian, ale jest prawie jak prawie jak kamerton. Dokładnie tak się zachowuje. Można sobie grać jak na takich steel drums, założyć sobie karaibską orkiestrę neolityczną. Jest dużo takich ciekawych rzeczy, ciekawych obserwacji, które się dzieją dookoła w ogóle w tej archeologii. I troszeczkę dzisiaj poza tym resetem, poza tymi wszystkimi opowieściami, gdzie ja mam tą właściwą notatkę? Okej, to może powinienem od czegoś zacząć, bo żeby wkroczyć, że tak powiem, w okowa piasku na pustyni, szczoteczek do zamiatania, sitek do przesiewania, Indiany Jones uciekającego przed dużą kulą i srania się z gestapowcami na pokładzie samolotu. Nic z tego dzisiaj nie będzie. To dobrze było zacząć od DNA, ale zanim zacznę od DNA, od tej opowieści z DNA, bo to jest w ogóle ciekawa historia, to ciągle jest szukanie odpowiedzi na pytanie, kim my właściwie jesteśmy, co się stało z naszą pamięcią, w ogóle o co tu w tym wszystkim chodzi? Otóż to.
To ja może zacznę od muzyczki. Taka wstrząsająca muzyczka w sam raz. Ja się też muszę rozbudzić, bo taki dzisiaj senny dzień. Naprawdę taki konkretnie senny. Ja w ogóle taki... znaczy czuję się doskonale, ale jest tak miło senny. Jest tak miło, że tak powiem, przysiąść i uciąć sobie drzemkę i kanapkę z dżemem do drzemki. To ja sięgam po swoją kawkę i troszeczkę łomotliwej muzyczki na początek. Mało oryginalnie dzisiaj. Ja puszczam czasami te numery i czasami lubię do nich wracać.
Także dzisiaj jest ten dzień, kiedy do tego wracam. Zatem wróćmy razem. RadioNaFali.com, hiperprzestrzeń. Właśnie Skype do radia to RadioNaFali.com. Jakbyś chciała albo ty człowieku chciał zadzwonić. Oprócz tego, że jestem na czacie, to jest to absolutnie live. Teraz tu w sobotę wieczorem jest też poza tym, że w RadioNaFali.com retransmitowany w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam. I muzyczka Obertasa skocznego. Brawurowe i jakże żywiołowe wykonanie, szczególnie dramaturgia, werwa w trzecim akcie podczas ostatniego unisono.
RadioNaFali.com. Otóż to. Hiperprzestrzeń, moi drodzy. A ja dzisiaj, jak mówiłem wcześniej, przystępuję do drugiej części opowieści mojej hipotezy. Rozsiądźmy się przy ognisku, stwórzmy miłą atmosferę. Sięgam po swoje papiery i lecę dalej. Słuchajcie, jeżeli macie jakąś hipotezę, która się klei albo gdzieś jest obok, albo coś na rzeczy w tym klimacie, to się odezwijcie, ale tak po cichu, żeby nikt nie słyszał. Wiadomo, NWO czuwa, RadioNaFali.com, a ja mam na imię Tomek oczywiście i może zacznę od tej historii z DNA, bo tyle się o tym słyszy, prawda? Wszędzie, gdzie człowiek się nie obejrzy DNA, DNA, DNA. To jest ta historia związana z pytaniem, czym jest DNA, więc nikt do końca nie wie, czym jest w rzeczywistości DNA.
Znaczy wiemy, że jest to... Właśnie, to może zacznę od tego, że DNA to jest genetyka. Tu powinien jeszcze dodać „Sieg Heil”, wielkie Niemcy. Otóż to. I nie darmo byłoby to „Sieg Heil”, gdyż byłoby to oddaniem hołdu prawdziwym ojcom współczesnej genetyki, czyli eugenikom. Dokładnie eugenika tak to się nazywało. Ja zawsze mylę te słowo, zawsze je przekręcam. Taki mankament. Może pewnego dnia mi to przejdzie, ale może dlatego, że ja nie mówię „Sieg Heil”. W każdym razie kiedyś nazywało się to eugenika i to była ta szalona nauka, która polegała na stwierdzeniu, że jeżeli masz za duże uszy, to na pewno jesteś głupi, a jeżeli masz na przykład zbyt kanciastą rękę, to na pewno znaczy, że jesteś jeszcze głupszy.
Ale jeżeli miałeś na przykład mniej trzepnięte coś tam i do tego jeszcze była taka okoliczność, że włosy były białe albo jasne, to byłeś swój chłopak, to nie byłeś trzepnięty, to byłeś panem świata. Takie pomysły były, że trzeba było odpowiednio wyglądać, żeby być po prostu panem świata. Trzeba było być tak zwanym Aryjczykiem. I w ogóle były takie pomysły, że jest rasa panów, rasa nie panów, rasa zwierzątek, które są podobne do ludzi, tak jak na przykład Aborygeni, którzy swój status ludzi otrzymali dopiero w latach 60. poprzedniego stulecia. Bo przez długie, długie lata Aborygeni mieli w Australii status właściwie mniejszy niż psidingo, bo można było pójść do więzienia za to, że ktoś sklepał psidingo. Natomiast zabicie Aborygena to właściwie jak zabicie muchy, natrętnej muchy, która gdzieś lata dookoła. Tak to wyglądało w rzeczywistości. To nie było wcale tak kolorowo. Chodziło oczywiście o kolonie i wszystkie zasoby związane z koloniami.
Taka jest moja hipoteza i nie do końca jest to tylko i wyłącznie moja oryginalna hipoteza, bo jest na ten temat masę książek historycznych, które wychodzą w dzisiejszych czasach opisujących interesy w czasach kolonialnych. W Polsce nie jest to jakaś tam popularna dziedzina, że tak powiem, literatury historycznej. Natomiast w Anglii, gdzie te tradycje są żywe, gdzie każdy miał, no, może nie każdy, ale wielu miało dziadków, którzy na tych koloniach gdzieś tam doglądali tych lokalnych mieszkańców, żeby szybciutko tą bawełnę zrywali, w podskokach ładowali na statki, żeby to szybko płynęło do Manchesteru. Było... znaczy do Liverpoolu było przeładowywane na takie bareczki, płynęło do Manchesteru do największych magazynów w Europie w ówczesnych czasach. To był XVIII i XIX wiek. Największe magazyny lądowe, które znajdowały się właściwie w wodzie. Potężne podziemne porty dla barek. Wszystkie towary z Imperium Brytyjskiego przypływały do Liverpoolu przez Morze Irlandzkie, przez Atlantyk. Tam były rozładowywane, ładowane na barki i wszystko płynęło w środek lądu, który był osłonięty górami.
Nikt nie mógł zaatakować. Wszędzie dookoła posterunki wojskowe i clenie towarów. I po tym, jak były clone, rozjeżdżały się do wszelkich możliwych portów w Wielkiej Brytanii. Do różnych portów. Bardzo często wracały z portem do Liverpoolu z pieczątką, że były oclone i że część tego towaru została w Anglii albo pieniądze zostały przekazane kilku frajerom. Dalej wędrowały do swojego odbiorcy. Także nie są to tajemnicze opowieści spiskowe. Jest masa książek na ten temat — jak prowadzono politykę kolonialną, jak to wyglądało, jak traktowano oryginalnych mieszkańców oryginalnych ziem, jak ich wyzyskiwano, mordowano i katowano. Wszyscy doskonale to wiemy. Można się spocić, wymieniając te wszystkie niecne rzeczy, które się działy w historii tej rzymskiej cywilizacji, jakbyśmy zapomnieli.
Jest taka ciekawa historia związana z badaniem tego, kto jest właściwie panem tego świata i komu się należy więcej i kto powinien zapieprzać na niego. Eugenika była taką nauką, która miała potwierdzić to, że biały katolik jest panem świata i o to w tym wszystkim chodzi. I to miała być taka historia, żeby to potwierdzić wreszcie naukowo, bo ciągle były takie problemy, że okazywało się, że właściwie ten dzielny, ziarski, przygłupawy, rdzenny ludek, który fajnie wygląda na zdjęciach i kiedyś opowiada w klubie towarzyskim o tym, jak odstrzelono kilku takich pajaców, którzy wyskoczyli z jakiejś wioski. Tak dla zabawy, poćwiczyć celność oka i wprawę używania sztucera. A co! Przecież łatwiej do nich strzelać niż do wiewiórek albo do lwa. I jak sobie panowie dyskutowali, to w pewnym momencie się okazywało, że strzelają do ludzi. Ale ta refleksja była nieprzysiadywalna i na gwałt szukano jakiejś idei, która to zastąpi. Wiesz co, każdy czas w historii ma swoje idee, które go pięknie portretują. Także wszelkie historie związane z darwinizmem, że jedni się rozwinęli troszkę bardziej tylko dlatego, że zaczęli się posługiwać grzmiącymi kijami, czyli bronią palną, a drudzy, którzy nie widzieli nigdy potrzeby ostrzeliwania sobie głowy, niestety za mało rozwinięci.
I na kanwie takich genialnych pomysłów na to, że jest się wyjątkowym dupkiem na świecie, powstała taka nauka, która miała to udowodnić. I właśnie to była eugenika. To był początek Trzeciej Rzeszy. To był ten wielki socjotechniczny eksperyment, że da się kontrolować ludzi poprzez kontrolowanie ich zachowań. Oczywiście wszyscy wiedzieli, że nie do końca jest to prawda i że to nie jest tak, że to są inni ludzie. To po prostu tacy sami ludzie jak wszyscy inni. Ja tu kiedyś wspominałem o propagandzie w jednej z „Hiperprzestrzeni”. Taką rzecz, ale przypomnę jeszcze raz w wielkim skrócie, bo to z historii propagandy, że był taki problem, jak znaleźć wroga w Niemczech. I to był problem dyskutowany nie w Niemczech, tylko jeszcze grubo zanim powstały Niemcy faszystowskie, zanim Hitler był przywódcą NSDAP, czyli Narodowo-Socjalistycznej Partii Niemiec i tak dalej. Zanim wszystkie te rzeczy się zaczęły, były prowadzone bardzo poważne eksperymenty właśnie nad tym całym systemem, jak go załadować, włożyć do społeczeństwa i manipulować społeczeństwem.
Takie duże socjotechniczne eksperymenty przeprowadzane. I te eksperymenty były bardzo łatwe, na przykład w Stanach Zjednoczonych, gdzie wiadomo było, że kolor skóry jest taką rzeczą, która się mocno rzuca w oczy i można generalnie na tym się oprzeć. Można wyprodukować taką sytuację, żeby spolaryzować życie w widoczny sposób, bo gorzej jest spolaryzować sytuację pomiędzy ludźmi, którzy wyglądają podobnie, niż pomiędzy ludźmi, którzy gdzieś tam się troszeczkę kolorem różnią. I żeby znaleźć jakieś właściwe techniki, które powodują, że jedni zapisują się do właściwego klubu, a drudzy się nie zapisują, żeby w ogóle opanować tę sytuację, zaczęto robić dużo eksperymentów. I znaleziono kilka rozwiązań, które zaaplikowano do społeczeństwa mieszkającego w Niemczech. Zresztą nie tylko w Niemczech, bo i w Anglii były takie próby, w Polsce były takie próby, właściwie w każdym kraju Europy. Natomiast w Niemczech był taki zawodowy poligon treningowy. To jest właśnie ten cały Kaiser Wilhelm Society. Cała ta historia, Instytut Maxa Plancka. Były dwa instytuty, chyba w Lipsku i w Berlinie.
Jakoś tak. Nadzorowali wszystko. O tym mówiłem w pierwszym odcinku, proszę państwa, o tych historiach. I wracając do tego DNA, bo właściwie poszukiwanie takiego klucza do rozwiązania, skąd się bierze ludzkie życie, wcale nie było takie oryginalne, bo oczywiście byli dżentelmeni, którzy znaleźli rozwiązanie tą sytuację, ale to rozwiązanie było zbyt nieobliczalne, ponieważ nie dawało się sterować. Było to stymulowanie mamy natury. I tu się pojawiał problem, bo właściwie stymulowanie jest samym stymulowaniem, tak zwyczajnie. Mama natura sama sobie radzi, my tylko musimy stworzyć odpowiednie warunki. I takich panów było parę. Jednym z nich był Wilhelm Reich, innym był King Royal. Ten od tych niesamowitych mikroskopów.
Kolejnym dżentelmenem był chociażby Nikola Tesla, który w jakiś dziwny sposób zmarł i jeszcze zanim zmarł, to zdążył przeszukać swoje własne sejfy i zjeść całą dokumentację techniczną, którą gromadził przez ostatnie lata swojego życia. Tak po prostu zjadł i nie było nawet widać po nim, żeby gdzieś to, kurczę, w tym brzuchu... Dokładnie wszystko zniknęło. Oczywiście tacy dżentelmeni byli. Były takie badania, były maszyny, które robiły dziwne rzeczy. Przecież pan Laskowski i jego niesamowite urządzenia i w ogóle zniknięcia tych ludzi. Wilhelm Reich przypłacił swoje odkrycie biona życiem. To samo monsieur Laskowski. Ta sama historia. Załadowany do limuzyny, nagle gdzieś zgarnięty z ulicy.
Dziwne rzeczy, dziwne opowieści. Nie wiadomo, jak to się stało, ale później znaleziono zawsze zwłoki. Takich dżentelmenów w historii było bardzo dużo. Można tu długo wymieniać. Do tej pory zdarza się, że co jakiś czas znikają różni naukowcy, różni ludzie. Bywa. Seriami znikają po różnych dziwnych aferach, które czasami wypływają. Tak to jest. Ale idąc za tropem, była potrzeba odkrycia, jak manipulować tą sytuacją. Niekoniecznie dawać szansę mamie naturze w celu wyleczenia kogokolwiek.
Opcją na zmanipulowanie było stworzenie. To był taki logiczny konstrukt, żeby odtworzyć strukturę, po której propaguje ta energia w jakiś sposób i kontrolować tą strukturę w mechaniczny sposób i w ten sposób będziemy mieli sposób, będziemy mieli zhakowaną mamę naturę. W taki oto sposób. Dzisiaj sposobności mam do mówienia sposobów strasznie sposobne. Tak się stało i tak się potoczyły te historie, że naturalne terapie zostały szybko zamiecione pod dywan. Natomiast próba zhakowania natury stała się clue całego programu. Pojawił się pomysł, żeby odseparować podstawowe komórki, które się pojawiają zaraz po tym stanie komórek macierzystych, po tym, jak się pojawia biom w organizmie, manifestuje się materia i ta materia ma to najmniejsze coś, co się nazywa DNA, czyli kod nukleinowy i tak dalej. Cała ta informacja, z której się fizycznie buduje nasz organizm, bo do tego się sprowadza, że jest to kawałek komórki, która nagle we właściwym środowisku zaczyna dobierać sobie komponenty i zaczyna się składać. Taki robocik, który się buduje od wewnątrz z gotowym programem i to składa się tak idealnie. Takie małe elektromagnesy, tak to można nazwać, takie silniki elektromagnetyczne.
Jak się ktoś przygląda pod mikroskopem atomowym. Jedyne, co oczywiście wiemy, to, że możemy sobie zrobić animację 3D, wizualizację, jak to wygląda w rzeczywistości, ponieważ żaden mikroskop atomowy nie jest w stanie obejrzeć tego, jak w rzeczywistości zachowuje się nasz kod DNA. Wszystkie zdjęcia z mikroskopu atomowego są zdjęciami martwej komórki i to takiej mocno martwej i to jeszcze przepalonej, prześwietlonej tym promieniem. Właściwie nie wiadomo, co tak naprawdę z DNA obserwujemy. Obserwujemy wiązania podstawowych tzw. aminokwasów, które tam podzielono na grupy i tylko tyle z tego wszystkiego wiemy. Z tego, co możemy wywnioskować to to, że im bardziej w las, tym pewne aminokwasy znikają, a im bardziej idziemy w drugą stronę, tym bardziej niektóre się pojawiają. Czyli możemy prześledzić naszą drogę cywilizacyjną do tyłu. Możemy się cofnąć i zobaczyć, która mama była pierwsza i czy ktokolwiek z nas miał wspólną mamę. Okazuje się, że owszem, mieliśmy wszyscy wspólną mamę.
Zabawne jest to, że wspólna mama genetycznie była Aborygenem. Aborygenką. Wszyscy jesteśmy Aborygenami. Otóż to, moi drodzy. To są ludzie, którzy mają najstarszy kod DNA i właściwie wszyscy inni pozostali mieszkańcy tej planety w formie ludzkiej są naznaczeni tą sygnaturą. I ja, i ty. Wszyscy mamy jednego przodka, który dokładnie był Aborygenem. To była aborygeńska rodzina. Później nastąpiło rozłączenie w pewnym momencie i jedna część skręciła do Afryki, przynajmniej oficjalnie, druga część skręciła w kierunku Syberii. I to jesteśmy my.
To jest to właśnie R1 coś tam. Tak jak się teraz mówi, bardzo popularna zresztą rzecz, śledzenie wątków słowiańskich w Polsce i szukanie tradycji przodków. Bardzo dobrze. Ja doczekam, aż zaczną szukać za pomocą Amanity muscaria tych przodków. Może szybciej znajdą, kto wie. Wracając do tego wszystkiego, jest jeszcze oczywiście pozostały kontynent pod tytułem Ameryka Południowa, Ameryka Północna. I co z tamtymi ludźmi? Tu jest w ogóle ciekawa historia, bo sposób badania DNA jest na tyle egzotyczny, że właściwie co tu dużo mówić. Oficjalne badania DNA są niczym innym, przynajmniej takie oficjalne, które są publikowane we wszystkich tych akademickich pracach edukacyjnych, w sensie uczą nas, na czym to polega i skąd się to bierze. Mówią jasno i wyraźnie, że najstarszy człowiek pochodzi z Afryki i do tego się wszystko sprowadza.
Paradoks polega na tym, że właściwie nie bada się kodu ludzkiego DNA poniżej pewnej granicy, czyli schodzi się, zdaje się do 200 000 lat czy coś koło tego, a nawet chyba mniej. Generalnie wnioski z tych pozostałych badań się zamiata pod dywan, bo zawsze są niewygodne i kompletnie nie pasują do oficjalnej teorii jakiejkolwiek oficjalnej teorii na temat skąd się wzięliśmy na planecie, że człowiek w Afryce się urodził, że później przewędrował dookoła wzdłuż Indii, wybrzeży, gdzieś tam okolice Jawy i tak dalej. Doszedł do Australii, gdzieś przepłynął albo przeszedł przez jakąś dziwną cieśninę górą przez Syberię, a później koło podbiegunowe na Alaskę i później zszedł sobie do Ameryki Południowej, później gdzieś w inne miejsca. Tak się kupy nie chce trzymać, bo się okazuje, że ta sygnatura genetyczna wygląda zupełnie inaczej i że jest taki moment w historii, gdzie nagle z jednego przodka zrobiło nas się trochę, zrobiło nas się parę. Tak po prostu. Gdzie to wszystko się rozchodzi. Nie badano wszystkiego. Ja widziałem tylko badania dotyczące tej głównej grupy, czyli mieszkańców Azji, ale tej od Syberii, Europy i oczywiście Afryki i Australii. Wszystkie te badania jasno i wyraźnie potwierdzają taki delikatny myk, że ten najstarszy kawałek kodu genetycznego właśnie stamtąd się wziął. Czyli nasza mama, można powiedzieć tańczyła do didgeridoo, na którym grał tato.
Tak można powiedzieć. Taki pratato. Taka ciekawa historia. To wygląda z naszego DNA i też do końca nie wiemy właściwie, co badamy. Są takie próby robienia różnych modyfikacji genetycznych z żywymi organizmami i sprawdzania, w jaki sposób przestawienie pewnych sekwencji w tym czymś, co my tam widzimy Zmieni działanie żywego organizmu. I to jest działanie na pałę, bo właściwie nikt nie ma bladego pojęcia, co się wydarzy z tym wszystkim. To jest świetny przykład jako uprawy GMO, wszystkie te historie genetic modify. Otóż to GMO, czyli wszystkie płatki kukurydziane, które stoją w sklepie na półce firmy Kellogg's. Wszystkie te rzeczy od Nestle. Wszystko to jest z kukurydzy, która jest z Roundupem.
Tak to się nazywa. Na czym polega to hakowanie natury? Bo to też jest ciekawa sprawa. To zostało wymyślone w latach 50. Bardzo ciekawa historia, bo zostało wymyślone przez Fundację Rockefellerów, zabawną rodzinkę, której losy jakoś tak czasami się splatają z naszymi losami. Rodzina Rockefellerów od pucybuta. Taka legenda. Co z tą uprawą? Tam się pojawił taki pomysł w latach 50. Na to, żeby go green, żeby wszystko było ekologiczne, żeby wszyscy jedli sałatkę, wszyscy byli ekologiczni.
Go green, go zielony, bądź zielony, człowieku. Na Harvard Business School, University of Economics, milion tytułów, czyli ta najbardziej prestiżowa i taka najbardziej pojechana uczelnia ekonomiczna, która zasila chyba najbardziej wpływowe think tanki sklejone właśnie z tymi psychopatycznymi mordercami z rodziny Rockefellerów. Otóż to. Bo to trzeba szczerze sobie jasno powiedzieć, moi drodzy, kto tu jest mordercą. Opracowano taką specjalną strategię, którą nazwano agrobiznes. Otóż to. To jest taka praca akademicka, która się pojawiła na Harvardzie. Taki model ekonomiczny przewidywalny do prowadzenia potężnych upraw monokultur i kontrolowania rynku żywności, kontrolowania rynku skupu nasion, sprzedaży nasion. Chodziło o to, żeby wyeliminować ten moment, kiedy producent roślinności jest naszym sąsiadem albo my produkujemy jeszcze jakąś roślinność i to na taką skalę, że na przykład pięciu ludzi dookoła nas nie musi robić nic. Czyli wszyscy ci lokalni, tacy domowi, hobbystyczni rolnicy, którzy zasilają siebie, sąsiadów w słoiki z ogórkami i tak dalej.
Rozumiecie? Macie na pewno działkowca w domu. Człowieku, masz działkowca. Dziadek, babcia, ja mam tatę działkowca i mamę działkowca. Po prostu wiem coś na ten temat. Otóż to. Plan był taki, żeby pozbawić ich tej przyjemności robienia zbyt dużych zapasów i żeby żywność generalnie była sprzedawana. I było to związane z takim projektem ekonomicznym, który miał na celu wprowadzenie idei powszechnego kredytu, że właściwie każdy z nas funkcjonuje na kredyt. Nieustanny kredyt, który jest odnawialny wtedy, kiedy wskakujemy do tego Babilonu i współpracujemy z Babilonem. I kiedy już nie współpracujemy, to kredyt jest usuwany albo jakoś tak.
I zbieramy cały czas, zbieramy i w pewnym momencie, kiedy już się natyramy, to możemy wziąć swoje kredyciki i pójść na emeryturę. Jakoś tak. Są takie naprawdę poważne opracowania naukowe na ten temat. To jest zabawne, bo właściwie Fundacja Rockefellera założyła organizację o nazwie Greenpeace. To jest w ogóle gruba historia i związana z urządzeniami Nikoli Tesli, bo była to organizacja, która zaczęła od zniszczenia sprzętu w stacjach nadawczych. Ale to już inna historia. Działo się to w Kalifornii w 1972 czy 1973 roku. Była taka słynna akcja. I okazało się, że organizacje zielone stały się tak wpływowe, że trzeba przesunąć kilka technologii w inne miejsce, że niektóre technologie są zbyt mało ekologiczne, żeby je rozwijać. Nagle się okazało, a niektóre są oczywiście o wiele bardziej ekologiczne, chyba bardziej ekonomiczne, bo z ekologią to, jak koniec końców po latach się okazało, nie ma nic wspólnego, ale tam prowadzą takie tropy, także ciężko, żeby je ominąć.
I wrócę tutaj do tych upraw GMO, bo o co chodzi z tym hakowaniem mamy natury? Normalnie, jeżeli ziemia jest zdrowa, to ziemia produkuje, rozpadając się, minerały. Się mineralizuje, wszystko zamienia się w kryształ. I to są te wszystkie wapnie, minerały, takie drobne kryształki widziane pod mikroskopem przedostają się do rośliny. I jest taki cały system, taki dynamiczny system, w którym funkcjonuje troszkę wody, trochę minerałów, powstaje troszkę związków chemicznych, świeci słońce, jest fala magnetyczna, jest magnetyzm, jest elektrostatyzm, jest życie, moi drodzy. Się dzieje. Roślinka sobie rośnie i wszystko jest okej. Trzeba ją podlewować wodą, dbać o nią naturalnie. Ona głównie też dba sama o siebie doskonale, ale nie dba sama o siebie, kiedy są takie gigantyczne monokultury, które nie mają nic wspólnego z tym, jak ta roślina rośnie naturalnie. To jest zaprzeczenie.
To jest na przykład próba wymuszenia na roślinie, która potrzebuje rok czasu, żeby zakwitnąć. Wymuszenie tego procesu, żeby skompresowała to do dwóch miesięcy, bo komuś się pali pod tyłkiem i musi zarobić x razy więcej, wyprodukować x razy więcej. Nie wiadomo po co. Nikt nie zna przeznaczenia tego działania. Generalnie, żeby później zrobić właśnie ten cornflakes, który jest sprzedawany w tych supermarketach, który ludzie jedzą na śniadanie myśląc, że zdrowo się odżywiają, bo jedzą płatki kukurydziane bez cukru. Wersja low fat, czyli nie ma żadnych tłuszczy, same witaminy D. A to jest wszystko Roundup i wiadomo, że wtedy jest mniejszy zysk i dochód z rośliny. Więc sadzi się taką genetycznie modyfikowaną roślinę, która ma wszczepiane kawałki genów ze świni, a niektóre nawet z ludzi. To nie jest dowcip. I ten gen, można powiedzieć, robi coś takiego roślinie, że ona przestaje czuć pewne rodzaje rezonansów.
Tak można to w skrócie wyjaśnić, bo wszystko się właściwie sprowadza do rezonansów i częstotliwości poniekąd. I kiedy przestaje czuć te rezonanse, jej system obronny zaczyna się zupełnie inaczej zachowywać. I tyle. Ale nie w każdym przypadku, bo tak czy siak te rośliny są bardzo chętnie żarte przez wszystko, co żarło te rośliny o wiele wcześniej i nawet jeszcze bardziej, bo nagle jest jedna monokultura. Czyli jak lubisz na przykład truskawki i wpadniesz w pole truskawek, to wyżresz wszystkie truskawki. Ja zrobię to samo. Truskawki nie mają wtedy szans, jeżeli są widoczne w zasięgu moich rąk i moich oczu. Taka prosta sprawa. Podobnie jest z tymi bakteriami i chodzi o to, żeby opylać to pole czymś takim, co wykańcza każdą żywą bakterię, czyli Roundupem. I żeby roślina przeżyła to pylanie tą supersubstancją, która jest właściwie koktajlem Mołotowa, można powiedzieć, takim ekstramiksem.
Tam są drobinki minerałów, składników odżywczych i tak dalej, plus coś, co jest ekstremalną trucizną i tą trucizną są opylane te roślinki i wszystko, co nie jest tą rośliną, co nie zawiera tego wzbogaconego kodu DNA, czasami o tą ludzką, czasami o świńską sekwencję, zdycha. Tylko ta roślina jest w stanie przetrwać, ale też nie jest w stanie przetrwać zbyt długo, bo ona jest w stanie przetrwać jeden sezon i nie odradza się już więcej. Oczywiście jest to zaprojektowane. Roślina jest zniszczona w ten sposób i właściwie nie wiadomo, co się dalej dzieje z tym wszystkim. One w ogóle rosną w dziwny sposób, te rośliny. I wiadomo jedno, że zwierzęta karmione tymi roślinami wszystkie zdychają na raka i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Badania powtarzano nawet dwa lata temu na Uniwersytecie w Paryżu, na Uniwersytecie Medycznym, takim rządowym uniwersytecie z dala od amerykańskich korporacji. Oczywiście akurat korporacja BASF, która wchodzi w skład właśnie Monsanto i tak dalej, to taki jeden wielki trust jest i nie tylko. Też tam są. Ale tak czy siak widać, że to jest morderczy koktajl dla żywej istoty.
I to się próbuje w ten sposób obejść ten naturalny proces, kiedy roślina jest ładowana tymi naturalnymi minerałami, które powstają w glebie. Się wybija właściwie całą glebę i się robi taką syntetyczną substancję, która ma być syntetycznym środowiskiem do wzrostu właściwie syntetycznej rośliny. I żywa istota, która nie jest syntetyczna, ma wciskać tą roślinę i być zdrowa. I taki jest pomysł, żeby to obejść. Bardzo taki egzotyczny, dziwny, powiem wam szczerze. I do tego się właściwie całe to DNA w dzisiejszych czasach sprowadza, bo właściwie nic więcej nie wiadomo. Wiadomo tylko, że można dodać tam jakiś element, który teoretycznie odpowiada za coś i obserwować, jak to się zachowa do pewnego stopnia. I właściwie to do pewnego stopnia się sprowadza, że każda z tych roślin mutuje i to w taki dziwny sposób, że właściwie umiera. One nie potrafią się duplikować, te rośliny. To jest fenomen.
To są właściwie rośliny produkowane w laboratoriach, a nie takie, które wzrastają na polu. I nie wiadomo, jaki jest wpływ na ekosystem, co się stanie z tą rośliną, jak ona się rozpyli. Nikt tego nie wie, czy będzie wielka katastrofa, czy nie. Wiadomo, że owady reagują koszmarnie na te rośliny i padają. To też, bo tam jest jeszcze historia z tym, że owady nie najlepiej znoszą telefonię komórkową, ale oprócz telefonii komórkowej są jeszcze genetycznie modyfikowane duże połacie pól. I to jest bardzo niebezpieczna rzecz dla wszelkich pszczółek i dla miodu, który potencjalnie może stać w naszej szafce. Może jakaś muzyczka, bo tu chyba już przestraszyłem wszystkich na śmierć. Hiperprzestrzeń RadioNaFali.com Nie bójcie się. Przepraszam, że tak musiałem powiedzieć, ale to fragment tego wątku, który jest związany z moją hipotezą. Co tu się w ogóle dzieje dookoła?
Właśnie, jeszcze dorzucę taki wątek, bo kto się zastanawia: „Zaraz, ale jeżeli ci wszyscy bogaci ludzie, ten 1%, który rządzi tym światem, który ma udziały w tym, który jest właścicielem Monsanto, tych upraw genetycznych, ten 1%, który wymyśla to wszystko, tą całą historię związaną z masowym ludobójstwem, to gdzie oni jedzą? Co oni jedzą?” Są takie uprawy, moi drodzy, w południowej Afryce. I była panika chyba zdaje się dwa czy trzy lata temu, bo do upraw dostały się przez przypadek jakieś nasiona genetycznie modyfikowanych roślin. I nagle się okazało, że trzeba zamknąć połowę upraw, bo się rozpleniły, przynajmniej na jakiś czas i nie wiadomo, co dalej będzie, jaki będzie wpływ na tą zdrową żywność. I tam jest produkowane jedzenie przez takiego pana, który ma taką potężną, dużą korporację, jedną z wielu korporacji, też zaprzyjaźniony z Billem i Melindą Gates. I to jest takie specjalnie hodowane jedzenie, które trafia na stoły tej elity z takich specjalnych farm. Bardzo drogie. To nie jest dla każdego człowieka. Reszta ma płatki kukurydziane w sklepie. Tak to wygląda.
Z genetycznie modyfikowanej kukurydzy, bo innej już nie ma na rynku, innej się zwyczajnie nie hoduje. No chyba że posadzicie sobie tak zwyczajnie w ogródku. Otóż to. Czas na jakąś piosenkę. Właśnie, a ja lecę dalej ze swoją hipotezą i zostawiam te smutne wątki związane z szaleństwem Babilonu. Odprężmy się troszeczkę. Właśnie też czasami nie rozumiem. Absolutnie nie rozumiem niektórych ludzi. Tak bywa. Radionafali.com.
Hiperprzestrzeń. Ja mam na imię Tomek. Można dzwonić Skype do mnie, bo to wszystko się dzieje live w sobotę wieczorem. To oczywiście radionafali.com, a wszystko to jest retransmitowane w Radiu Paranormalium, w którym też ostatnio się pojawiła debata ufologiczna. Pozdrawiam wszystkich uczestników debaty ufologicznej. Ja sobie posłuchuję oczywiście później, a co! Taki jestem fan. Ale wracając do mojego tematu, bo ja tu mam swoją koncepcję. Hipoteza. Właśnie powinienem zrobić inaczej.
Hipoteza część druga. Otóż to. Hipotezy część druga. I tak jeszcze wykończę, zamknę ten wątek z DNA, żeby wszystko było jasne i klarowne. Właściwie bardzo jasno widać, że są bardzo dziwne kierunki badań. Bardzo dziwne oznacza tyle, że na przykład się bada molekuły, które mają konkretną sekwencję DNA i ich zachowania na przykład w różnych środowiskach rezonansowych, czyli poddaje się oddziaływaniu różnych rezonansów akustycznych i nie tylko. I się sprawdza, co się dzieje, jak się molekuły reprodukują, jak się stymulują, jak się zmieniają i tak dalej. Ale wszystko to, i doskonale o tym wiemy, dzieje się na zasadzie uśmiercania substancji, bo jedyna technologia, przynajmniej ta technologia, którą używamy, jest wysoce, jak to się mówi, inwazyjna. I cokolwiek nie robimy, jest to zabijanie żywej substancji i obserwowanie, w jaki sposób możemy jeszcze ją powstrzymać w tym konaniu. I staramy się zatrzymać ten proces w pewnym momencie, doprowadzić do takiego minimum, żeby zabrać tej substancji jak najwięcej warunków do życia, a jednocześnie jak najdłużej utrzymać ją właśnie przy życiu.
I na tym polega to podmienianie mamy natury. Na tym polega budowanie tych silikonowych struktur, na przykład specjalnych rurek do ludzkiego mózgu, które można sobie wszczepiać przy bardzo kosztownych operacjach, które angażują czasami w okolicach tysiąca ludzi. Gdyby tak policzyć wszystkich panów po drodze potrzebnych od wykonania takiej rurki do tych, którzy są na sali operacyjnej i kroją komuś mózg. I jeszcze to ryzyko, że mózg po otworzeniu i włożeniu tam rurki niekoniecznie musi zadziałać i nikt do końca nie ma gwarancji, że cokolwiek tam zadziała po otworzeniu, bo właściwie zostało to tak zaprojektowane przez mamę naturę, żeby lepiej tego nie otwierać. I od tego jest na przykład psylocybina między innymi. Ale dzięki temu, że żyjemy w takim redukcjonistycznym, dziwnym, popopranym świecie cywilizacji rzymskiej, to się okazuje, że łatwiej jest zaciągnąć tysiące ludzi do roboty, kroić mózgi i próbować robić takie obejścia mamy natury. Tak hakować w taki dziwny sposób. Może ma to swój sens. Ja tego nie do końca rozumiem i wielu innych ludzi podejrzewam też nie rozumie. Może ty rozumiesz.
Ja w każdym razie nie łapię tego pomysłu. W każdym razie jest ten pomysł na obejście mamy natury i to właśnie w taki redukcjonistyczny sposób. Stąd się wzięły właśnie te genetycznie modyfikowane rośliny. Tam się usuwa gen odpowiedzialny za wzrost czy jakoś tak redukuje, zamienia innym, który powoduje, że roślina dochodzi do pewnego momentu, następnie sama się uśmierca przez jakąś dziwną mutację, bo startuje inna sekwencja genowa, która automatycznie niszczy tą pozostałą, czyli produkuje się takiego mutanta, który sam siebie przerasta w niewiadomy sposób, sam się zabijając. Takie bardzo destrukcyjne działanie i jest to właściwie jedyna metoda, żeby cokolwiek zrobić. I cały właściwie ten interfejs, przynajmniej we współczesnej biologii, w tych wszystkich badaniach, który jest budowany właśnie z tych nowych, silikonowych, syntetycznych materiałów, te próby zrozumienia, jak to działa i zbudowania takiego szkieletu właśnie służą po to, żeby po tym szkielecie później puścić taki fałszywy rezonans, można powiedzieć, i próbować przejąć funkcje organizmu na ten szkielet, żeby on na przykład obrastał mięśniami i tak dalej, i żeby jeszcze wyhodować komórkę, która sama, że tak powiem, jest rozrastającym się mięśniem. Nie do końca wiemy, jak to działa, bo o ile tkanka jako taka wyrasta i zachowuje się w stopniu laboratoryjnym, jak się zachowuje jak mięsień, to wcale nie znaczy, że taka ręka podniesie kartkę papieru. Właściwie nie wiadomo, co taka ręka zrobi z organizmem, ponieważ może odpalić pewną sekwencję genową, która spowoduje, że wyrośnie 30 głów dookoła tej ręki i właściwie nikt tego do końca nie wie. To są takie zabawy w nie wiadomo co. Ale to jest taka desperacka właśnie próba zbudowania obejścia mamy natury.
Czyli zamiast dać nam coś, co działa, robi się taki interfejs, który można kontrolować. Bo to jest jedyny moment, gdzie można kontrolować, że tak powiem, kontrolowaną w cudzysłowie agonię można przyspieszyć, czyli odciągnąć kurek i do pewnego stopnia jest pewien margines czasowy. Jeżeli ten kurek się z powrotem wepchnie, to można, że tak powiem, to życie przywrócić do tego poprzedniego wegetatywnego stanu życia. I tak jest to testowane na społeczeństwie. Widać to bardzo mocno. Jest masa eksperymentów takich socjotechnicznych. Zresztą świetny eksperyment był przeprowadzony na Facebooku parę miesięcy temu, gdzie podkradano słowa. Wszelkie miłe słowa z maili i prywatnej korespondencji wszystkich użytkowników portalu społecznościowego Facebook były usuwane i podmieniane tak, żeby sporyzować wszelkie opinie, wszelkie zdania. Wszystko zaczynało brzmieć o wiele twardziej, bardziej kanciaście, bez miłych grzecznościowych słów. I ludzie zaczynali się wściekać, bo okazało się, że dosyć dużo ludzi prowadzi też korespondencję biznesową.
Mają swoje małe firmy, małe biznesy i ze swoimi klientami gadają właśnie na Facebooku czasami o zleceniach. I te słowa też zaczynały znikać. Pojawiły się, że tak powiem, niedomówienia. Okazało się, że ludzie złapali bardzo kiepski nastrój, a było to widać po tym, co wklejali na swoich profilach, na swoich tak zwanych wallach, czyli ścianie. Wklejali bardzo smutne rzeczy, bardzo takie wkurzone. Widać było, że w pewnym momencie wszystkich powoli trafił szlag i to był taki jeden wielki eksperyment. I była próba sterowania naszymi emocjami w jedną i w drugą stronę. Okazało się znowu, że właściwie nie da się za bardzo sterować i jest to taki eksperyment wariata, który doprowadza wszystkich na skraj przepaści i zastanawia się, co oni teraz zrobią, kiedy są o krok od śmierci albo coś w tym stylu. Nie zdaje sobie sprawy, że ktoś się może tak wściec, że rzuci się na niego i go wyrzuci z tej skarpy. Albo jakoś tak.
To jest taki klasyczny eksperyment więzienny. Kto nie zna, proszę się zapoznać. Wikipedia, eksperyment więzienny przeprowadzony w Chicago. O nim jest jeden odcinek „Hiperprzestrzeni", gdzieś tam w archiwum. Także zapraszam do odwiedzenia archiwum. Czasami jest naprawdę przepastne. Sporo historii jest tam już opowiedzianych, zatem nie będę wracał. Ale chcę wrócić do tego DNA, bo to jest ta współczesna cywilizacja i myślę, że ta historia z DNA jest doskonałym obrazkiem, w jak nieudolny sposób ktoś tutaj próbuje zostać właścicielem rzeczywistości, wybudować właśnie coś, co będzie mógł kontrolować, bo natura go przerasta na wszelki możliwy sposób, we wszelkiej możliwej materii i emanacji. Po prostu natura jest nie do zaorania i tyle. I nie da się zdealować tego w ten sposób.
Jeżeli już, to można wybić naturę do minimum, starać się utrzymać na takim wegetatywnym poziomie i założyć na reszcie swój własny interfejs i kontrolować rzeczywistość w ten sposób, myśląc, że jest się panem świata i panem stworzenia, panem żywych istot. To jest ten kompleks depopulacji, który się pojawił u wielu ludzi. Ja to odpalłem, jak usłyszałem u takiego dżentelmena, który jest bardzo znany i sławny, a nazywa się sir David Attenborough. Ten, który czytał te niesamowite opowieści o zwierzętach, jak to lew. Let's look at the lion. He sleep now. Tak, już za chwilę pojawi się wielki drapieżnik, który niewzruszony pochwyci tą młodą sarnę, aby ją zjeść, rozszarpując ją na drobne strzępy i tak dalej. Sir David Attenborough był bardzo mocno za depopulacją. Widziałem, tak się złożyło, ogród prywatny sir Davida Attenborough w jego posiadłości. On nie ma małej rodziny.
To też jest druga historia. I tak sobie pomyślałem, że gdyby jego i jego wnuki, całą rodzinę zagonić do tego ogródka i tak zdepopulować. Myślę, może od niego zacząć. Tak sobie pomyślałem, jak to usłyszałem. To bardzo była ciekawa taka refleksja. Czasami się wydaje, że niektórzy ludzie są światli, ale jak się okazuje chyba mało światli, mało bystrzy. Albo ta idea jest dalej popularna. Ta idea eugeniki. Tego, że są tylko jedni nadludzie i to oni są do rządzenia tym światem. To im jest wszystko dane i oni mają za zadanie zarządzanie prawami natury.
Szczęśliwie jest tak, że są to nieprzeciętne tłuki, które nie są w stanie zrozumieć praw natury. Stąd się bierze ta cała jazda z tym interfejsem i próbą obejścia właśnie Mamy Natury. To się nagadałem o Mamie Naturze. Zanim skoczę właśnie do tej zakazanej archeologii, bo to też dzisiejszy główny punkt mojej refleksji, właśnie związany z tym DNA i z tym interfejsem. Właśnie też może zanim włączę muzyczkę, rzucę tak, żeby się zastanowić. To czy jest inna metoda? Bo skoro ta metoda budowania toksycznego interfejsu na Mamę Naturę jest taka dysfunkcyjna i mordercza i wiadomo, że są inne metody, to czy kiedykolwiek była zastosowana ta inna metoda? I wygląda, że była zastosowana. To jest ta przeszłość, o której nam nikt nie chce mówić. To jest ten cały dział, który się nazywa zakazana archeologia.
Na to wygląda ta cała kosmiczna historia. Ale o tym może po muzyce. Jasna sprawa oczywiście. I posłuchajmy o jasnej sprawie bardzo jasnego utworu, bardzo oczywistego. RadioNaFali.com oczywiście. Ja tymczasem sprawdzam ustawienia Skype'a, bo coś ostatnio chyba wszystkim się działy jakieś dziwne rzeczy ze Skype'em. Mi też. Także sprawdziłem je i ponoć chyba działa. I don't know. Wygląda, jakby działał.
Także jeżeli chcesz zadzwonić, chcesz się odezwać — RadioNaFali.com. A ja przechodzę do kolejnego punktu swojej hipotezy, bo tak się rozwlokłem z tą hipotezą potwornie w tą i w tamtą. To chyba czas najwyższy, żebym się zwlókł z nią we właściwe miejsce. Mianowicie chodzi o tą zakazaną archeologię, o te wszystkie tajemnicze rzeczy, które są wykopywane z ziemi. Jeżeli się człowiek przyjrzy, przynajmniej taka jest moja refleksja, jest kilka takich kompleksów pod tytułem na przykład Puma Punku w Ameryce Południowej. Są takie kompleksy w Afryce, są takie kompleksy w Azji. W wielu miejscach, praktycznie wszędzie na świecie i potężne kompleksy neolityczne w Rosji, na Syberii. Widziałem ostatnio zdjęcia, odpadłem. Takie x razy większe od tego, co jest w Ameryce Południowej. Jeszcze większe.
Po prostu gigantomania. Niesamowicie to wygląda. Zjawiskowe. Potężne platformy wybudowane przez nie wiadomo kogo, nie wiadomo kiedy, tysiące lat temu. Jest ta słynna historia ze Sfinksem, że nie wiadomo ile lat ma Sfinks, bo oficjalna archeologia mówi, że ktoś go wyrzeźbił 3000, 6000. Właściwie 3000 mówi. Później się okazało, że jednak przesunęli do 6000. Archeologia to jest taka nauka, jeżeli chodzi o wnioski, bardzo teoretyczna. Natomiast za sprawę się wzięło kilku panów, a szczególnie taki jeden pan, który jest geologiem z zawodu, wykształcenia i profesury, bo uczy ludzi geologii, wykłada na uniwersytecie. Kurczę, zapomniałem jego nazwiska w tym momencie, ale znajomy Roberta Bauvala, jeden z tych dżentelmenów, którzy zajmują się badaniami piramid.
Zrobił analizę Sfinksa. Okazało się, że Sfinks ma na sobie ślady erozji po deszczu, o czym chyba wszyscy wiemy, już na pamięć znamy tę historię. I te ślady erozji wskazują nawet nie na 12 000 lat, ale wskazują na 36 000 lat, na coś zupełnie innego. Oczywiście sam kształt Sfinksa jest ciekawy. Ja mam swój własny postulat, że nie ma to nic wspólnego ani z dużym lwem, ani z niczym innym. Mam swoją własną hipotezę, co to w ogóle jest w oryginale, jakie to jest zwierzę i co ono przedstawia i że jest ślad tego w legendach egipskich i to bardzo wyraźny, bardzo mocny. Ale to dzisiaj zostawiam ten wniosek. Dzisiaj odkładam te egipskie dywagacje. Może innym razem. Dzisiaj ta hipoteza w zarysie, bo jest ślad, że cywilizacja funkcjonowała zupełnie inaczej i nikt nie budował takiego obejścia na mamę naturę.
Nikt nie próbował jej zhakować, tylko budował zgodnie z jej naturalnymi zasadami. To jest bardzo ciekawe zjawisko. Wszystkie te budowle, te potężne kamienne konstrukcje są tak cięte, że cięte zgodnie ze strukturą kamyka, można powiedzieć. Bardziej naturalnie podejść do materiału nie można. My nie potrafimy używać materiału w taki sposób, żeby właściwie ten kamień pracował dla nas, żeby to było takie naturalne. My musimy tarczami ścierać, ciąć ten kamień, robić jakieś dziwne rzeczy, a tam właściwie nie ma za bardzo śladu cięcia. Są ślady drążenia, ale wszystko wygląda, jakby to było robione w plastelinie, wręcz na miękko, na gorąco. Taka modelina, która sobie zastygła i została w pięknych kształtach, formach, które właściwie przyprawiają człowieka o duże zdziwienie. Jak to możliwe, że ktoś wyczarował coś takiego za pomocą niby teoretycznie prostej technologii? Ja się zawsze śmieję, jak ludzie mówią, że to w czasach ery brązu wybudowano piramidy albo jakoś tak.
Brąz ma twardość w skali Mohsa zdaje się 3 i to taki dajmy mu 4, taki ekstremalnie skuty, zakuty, zahartowany. Maksymalnie 4. A skala Mohsa jest do 10 i na samej górze jest diament. A ta skała, z której są zrobione wszystkie te dziwne budynki ma z reguły od 7 do 9. Jest jeszcze z takimi przerysowaniami kwarcu, który utrudnia całą tę robotę, bo powoduje, że to wszystko potrafi strzelić, pęc w nieodpowiedni sposób. Dziwne rzeczy się dzieją. W każdym razie nie jest to łatwe do zrobienia. Absolutnie. Jest to, że tak powiem, nadludzki wysiłek i to taki potężny nadludzki wysiłek i nikt nie wie, jak to zostało zrobione. I wygląda na to, że jedyna metoda na to, to jest znajomość praw mamy natury, czyli tego, czym w rzeczywistości jest struktura kamienia.
Jak na przykład zrobić tak, żeby kamień zmieniał strukturę tak, jak my chcemy, bez tarcia, bez pił, bez maszyn. Zupełnie inna technologia. I są ślady tej technologii i są ślady końca tej technologii. Ja dzisiaj nie będę za bardzo o tej technologii mówił, bo to troszeczkę nie na temat, ale to też taki myślę bardzo ciekawy wątek tej całej opowieści, który warto sobie zatrzymać w głowie, jak chcesz sobie powędrować w tę stronę. Bardzo ciekawa wędrówka i bardzo ciekawe wnioski i bardzo ciekawe odkrycia. Dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry. Nie mogę, to po „Hydrozagadce" ostatnio oglądany. Nie mogę się powstrzymać. Nie mogę po prostu. Ale wracając do tej archeologii.
Jest tam ślad takiej mocnej technologii, która właśnie jest oparta na czymś, co jest często wykorzystywane w urządzeniach wolnej energii, tylko w skrócie dodam. Świadczy to o zupełnie innym podejściu, po angielsku jest takie ładne słowo approach, nastawieniu do całej natury, do korzystaniu z tych naturalnych mocy, które są wręcz potężne. I do tego się to sprowadza, żeby właśnie w ten sposób, żeby się nie siłować z tymi kamieniami za pomocą różnych tarcz z diamentami, tylko zrobić to w taki sposób, że ona się zamienia w plastelinę. Nic nie waży, lata w powietrzu i można sobie lepić cokolwiek się chce z tej plasteliny. I na dodatek jeszcze te stare rzeczy mają taką dziwną strukturę, można powiedzieć. Oprócz tego, że wyglądają jak urządzenia, jak duże generatory, tak przynajmniej dla mnie wyglądają, to jeszcze wyglądają trochę jak takie stare biblioteki wiedzy. Te dziwne kształty, dziwne języki. Języki, których do dziś nikt nie jest w stanie rozczytać. Tak jest z egipskimi hieroglifami. To jest w ogóle intrygująca sprawa i szybciutko muszę o tym wspomnieć koleżanko i kolego, o tych hieroglifach, bo oficjalnie mówi się, że rozczytaliśmy i odczytaliśmy i rozumiemy hieroglify.
Zaczął to monsieur Champollion, który na zlecenie samego cesarza Napoleona Bonaparte badał te rzeczy i rozkodował język, jak mu się wydawało. I myślę, że nie tylko mu się wydawało, ile rozkodował część tych hieroglifów i to całkiem w miarę słusznie. Ale z hieroglifami jest bardzo intrygująca historia, która brzmi tak Są dwa, a właściwie trzy rodzaje hieroglifów. Właściwie dwie główne grupy. Jedna grupa pochodzi z czasów Kleopatry, z tak zwanego późnego królestwa, tak można powiedzieć. A druga grupa hieroglifów pochodzi z okresu predynastycznego, czyli sprzed królów, sprzed faraonów, sprzed tego wszystkiego, co jest zapisane na papirusach, przynajmniej oficjalnie nam znanych. I to są właśnie historie związane ze Sfinksem, który jest datowany na te 36 000 lat, a nie nawet na 12 000 lat. I się okazuje, że to wygląda jak wielka biblioteka. I są dwa rodzaje hieroglifów. Właśnie, bo ja tak zmywam do tej biblioteki, ale właśnie to mam na myśli, dlatego tak wspominam o tej bibliotece.
Ale gdzie tu jest biblioteka? Bo te stare hieroglify są praktycznie nie do odczytania. Gorzej z tymi nowymi hieroglifami z tego późnego królestwa z czasów faraonów. Też nie jest do końca taka łatwa sprawa. Jest ta stella, która ma te pismo demotyczne, ma pismo greckie, starożytną grekę, no i te hieroglify egipskie. No i się okazuje, że nie do końca teksty się pokrywają. Właściwie nie do końca można powiedzieć, żeby one się pokrywały. Wygląda to na tekst urzędowy dotyczący podziękowań komuś tam, ale jest taki bardzo enigmatyczny i jego oficjalne tłumaczenie to jest tłumaczenie z greki i ciężko by było powiedzieć, że znamy już znaczenie hieroglifów i jesteśmy w stanie przetłumaczyć każdy tekst. Okazuje się, że z hieroglifów znamy tylko kilka tych hieroglifów. Nie wszystkie.
Nie znamy też kontekstu używania, bo okazuje się, że kontekst jest bardzo istotny. Tu jest ta znana historia dla wszystkich śledzących temat hieroglifów. Co w rzeczywistości oznacza kartusz, czyli wzięcie kilku znaczków w takie, że tak powiem, jajko. Obrysowanie dookoła w jeden kształt, zamknięcie. O ile mamy pewne przypuszczenia i pewne oficjalne koncepcje, że są to imiona królów, to tak nie do końca są to imiona królów, bo jest bardzo dużo historii, które nie dają się wyjaśnić. I to, że my się zgodziliśmy na taką hipotezę, że to jest akurat imię albo boga, albo króla, albo czegoś tam, to jest tylko i wyłącznie to, że się zgodziliśmy na taką hipotezę. Hipotez może być parę, a wygląda na to, że jest zupełnie odwrotnie w tej materii. Także nie do końca wiemy, o co w tym wszystkim chodzi. Oczywiście część z tych hieroglifów jest odkodowana i hipoteza, która za tym stoi, brzmi mniej więcej tak samo, jak za wszystkimi świętymi księgami, które są spisane. Jest wielu ludzi badających tak zwane święte księgi i mówiących: o, kiedyś był potop, kiedyś było coś tam.
I to potwierdza autentyczność tej świętej księgi. To nie za bardzo potwierdza autentyczność czegokolwiek, poza tym, że oczywiście mogła zaistnieć taka sytuacja kiedyś tam dawno temu i została ona sportretowana, żeby uwiarygodnić to pismo w oczach ówcześnie żyjących ludzi, którzy jeszcze doskonale o tym wiedzieli i to pamiętali. Owo pismo. To jest troszeczkę jak z ciastem z rodzynkami. Jeżeli weźmiemy ciasto z rodzynkami i je przekroimy jak kanapkę, po prostu zrobimy sobie taką pajdę ciasta, to z ułożenia rodzynek w tym cieście nie dowiemy się wcale, w jaki sposób robić to ciasto i co w głowie miał człowiek, który robił to ciasto. I co oznacza przede wszystkim to ciasto w tej sytuacji. A jeżeli nikt nam nie powie, że to jest coś do jedzenia, tylko powiedzą nam, że to jest gąbka do zmywania naczyń, a my nigdy nie widzieliśmy ciasta. Pachnie ładnie, ale jak gąbka do zmywania naczyń to gąbka do zmywania naczyń, prawda? Może być różnie. I przykładów na to jest parę, bo to nie jest tylko i wyłącznie taka hipotetyczna poza, którą sobie ustawiłem w głowie.
Jest kilka takich języków i kilka takich powstało. Jednym z takich słynnych jest właśnie esperanto. To był język, który użył oryginalnie już istniejącego alfabetu, alfabetu rzymskiego, z którego wszyscy korzystamy i stworzył nowe słowa, nową gramatykę, nowe zasady, posługując się dokładnie oryginalnym źródłem. I wszystko wskazuje na to, że dokładnie tak samo zostało zrobione z hieroglifami, że posłużyły one, nie wszystkie, ale tylko część, posłużyły jako taki budulec, jako podstawowy alfabet nowego języka, który stał się językiem urzędowym w cywilizacji, która odkryła coś, co zostawili przodkowie i wcale nie posunęła tego do przodu, tylko wymyśliła sobie niewolników, wymyśliła sobie jakieś dziwne rzeczy. Zaczęli się królowie, jakieś przepychanki. No i, że tak powiem, downhill cywilizacyjny, czyli tak zwana dewolucja, upadek obyczajów, bo właściwie do tego się to sprowadziło. Zobaczmy, w jakich czasach żyjemy. Żeby lekarze brali pieniądze od chorego człowieka za leczenie. Jakie czasy, prawda? I to są żywe istoty.
Taka historia. Ciężko uwierzyć. Ciężko uwierzyć. Absolutnie. Także podobnie wygląda z tymi świętymi księgami. Cokolwiek byśmy nie przekroili, zawsze znajdziemy jakiś kawałek rodzynka. Bo ciasto, żeby zrobić ciasto z rodzynkami, trzeba użyć rodzynków. A rodzynki to są te fakty historyczne. Także w każdym cieście z rodzynkami znajdziemy rodzynki. W każdej księdze, która siłuje się na bycie świętą, znajdziemy coś, co jest odwołaniem autentycznie istniejącej, zaistniałej gdzieś tam w przeszłości sytuacji, aczkolwiek jej sens metaforyczny, znaczenie, kontekst, powody, przyczyny to już jest tylko i wyłącznie często teologia.
No ale w tym starożytnym Egipcie, kiedy zostały te oryginalne hieroglify, to one na tyle zjawiskowo wyglądają, że tam są właśnie wszystkie rzeczy związane z helikopterem, z różnymi urządzeniami. Przynajmniej dla nas to wygląda jak helikopter, urządzenie, jakieś pojazdy jeżdżące, latające. Egzotycznie w każdym razie. Bardzo dziwna geometria. Ja tak mówię sobie dziwna, ale chodzi o to, że to jest kosmiczna, ta doskonała geometria, o której tu się rozgaduje godzinami w hiperprzestrzeniach zresztą czasami. To może żebym się nie rozgadywał tak godzinami w tej swojej hipotezie. To może jakaś muzyczka, moi drodzy, na jakąś drobną przerwę, a ja za chwilę opowiem wam, co ja w ogóle myślę o tych wszystkich rzeczach, bo Nawiązuję jeszcze, zanim puszczę muzyczkę, do tych wszystkich podziemnych historii, o których tu też często wspominam, że te budowle, które my odkopujemy, te piramidy mają to coś, co się znajduje pod spodem. Wiadomo, że jest takie wejście. Jest to oficjalnie wejście do podziemi, które znajdują się pod całym kompleksem Giza. Ja mówiłem o tych podziemiach znajdujących się pod Krokodopolis.
Myślę, że niektórzy z was przesłuchali tą „Hiperprzestrzeń” dawno temu jakiś czas. Ale to nie są jedyne podziemia pod piramidami. Wygląda na to, że w ogóle piramidy i w ogóle te budowle neolityczne od samego początku były zaprojektowane tak, żeby były znakami na powierzchni, że pod spodem, jak się wbije łopatę, to jest biblioteka, jest taki backup cywilizacyjny i są wejścia do tych wszystkich rzeczy. I jest takie wejście oficjalnie nawet na tak zwanym Giza Plateau, czyli płaskowyżu Giza. Jest ono oznaczone nawet na mapie, nawet na Google Earth i jest oficjalny zakaz wchodzenia i penetrowania tych podziemi wydany przez rząd egipski tam panujący, niezależnie od rewolucji, od tych wszystkich niby zmian i tak dalej, że niby demokracja sru-tu-tu-tu z drutu, to ten zakaz jeszcze mocniej obowiązuje. Także tam w ogóle nie można się nawet pojawiać. Wejście do podziemi zakratowane, wiszą kłódki i tyle. I czasami stoi jakiś koleś, pewnie z karabinem. I don't know. Nie byłem tam, ale wejść już nie można i nie można tego w ogóle badać.
Nie można tam chodzić z żadnym georadarem ani nic. Zakazane, ale można sobie, zdaje się, tak podjechać i popatrzeć tak z boku na to. Co za czasy. Ale wiemy, że są takie rzeczy i jest taka część mojej hipotezy właśnie. Nie jest oryginalna, bo naprawdę nie jestem jedynym kosiem, który ma taki pomysł, że tam jest właśnie backup cywilizacyjny na wszelki wypadek. I to jest taki backup, właśnie związany z naszym kosmicznym połączeniem. Tak mi się wydaje swoją drogą, bo ja dzisiaj o tym właśnie hipotetycznym kosmicznym połączeniu, tej mojej kosmicznej hipotezie. Ale posłuchajmy sobie jakiejś muzyczki troszeczkę. Troszeczkę z krainy naszych przodków tutaj. No właśnie, burza z piorunami.
Radio na fali, „Hiperprzestrzeń”. Ja mam na imię Tomek. À propos tej hipotezy z Sfinksem. Na czacie rozgorzała dyskusja i przyznałem się. Tak, należę do tych, którzy twierdzą, że prawdopodobnie Anubis jest kluczem do rozwiązania zagadki Sfinksa. Otóż to. Ów tak zwany bóg Anubis jest to metaforyczne przedstawienie pewnej bardzo ciekawej sytuacji, ale to zostawiam, bo to dzisiaj nie jest tematem moich rozważań. A ty możesz zadzwonić. Radionafali.com. Ja tymczasem przeskakuję z tych hieroglifów i tego alfabetu esperanto.
Właśnie, bo wspomniałem, że esperanto jest takim alfabetem, który powstał właśnie w taki sposób, w jaki prawdopodobnie powstał też grecki i powstał rzymski, bo były języki, które było wiele wcześniej i chociażby wiemy o istnieniu takich jak głagolica, to jest ten starosłowiański język. Niesamowita historia. Nikt tego nie potrafi przeczytać. To są te stele znajdowane gdzieś w Bułgarii. Znajdywano je na Ukrainie, w kilku innych miejscach. Ciężko je znaleźć w muzeach, bo oczywiście niechętnie są wystawiane, a raczej chętnie są usuwane stamtąd. Podobnie jak z ludźmi, którzy funkcjonowali dookoła basenu Morza Śródziemnego grubo przed Rzymianami. Też ani śladu po nich nie zostało za bardzo, poza pismem, które nie do końca jest odczytywalne. Tak samo wiele innych miejsc. I czekajcie, bo ja się chyba zapętliłem w tych pismach nieodczytywalnych, ale miałem powiedzieć o tym odczytywalnym i o tym, jak to funkcjonuje do dzisiaj.
Bo tak, esperanto to jest jeden z takich przykładów, jak to zapożyczono sobie formę graficzną przedstawienia poszczególnych słów z innych języków i zbudowano od początku do końca nowy język ze swoimi nowymi zasadami. Podobnie jest, o czym nie wszyscy wiedzą, z językiem angielskim, moi drodzy. No więc znakomita część języka angielskiego to jest wymyślony od podstaw język w czasach Williama Szekspira. Otóż to. I to nie jest wcale dowcip. Staroangielski jest zupełnie inny i ma więcej wspólnego z celtyckim. Jest masa innych zwrotów. To w ogóle jest praktycznie inny język. A ten, którym my się posługujemy jako angielskim, to jest takie coś wymyślone. Ha!
I właściwie do tej pory jest wymyślany, bo jest to język żywy, który zmienia swoje zasady, dochodzą nowe słowa, nowe nazwy i tak dalej. Także on cały czas funkcjonuje, ale jego budulcem podstawowym jest nic innego jak alfabet łaciński, z którego też zapożyczył masę słów i tak dalej. Także tą historię widzimy nieustannie dookoła. I to nie jest tak, że hieroglify do końca oznaczają to, co nam się wydaje, że oznaczają. Owszem, w czasach Starego Królestwa wiemy mniej więcej, co oznaczały. Odczytaliśmy, w sensie jako cywilizacja, bo nie ty i nie ja osobiście. Jako cywilizacja odczytaliśmy kilka tekstów urzędowych, kilka inskrypcji. Zgadza się, ale wiemy, że to nie jest wystarczające i nie potrafimy odczytać pozostałych części inskrypcji. I jest zagadka z tym. To tak samo jak z sumeryjskimi pismami Że jest starosumeryski i nowosumeryski.
Nowosumeryski jest odczytany i można go rozszyfrować, natomiast starosumeryski pozostaje dalej właściwie zagadką i nie wiadomo, o czym jest ten język. Chociaż właściwie wygląda podobnie, jak nie tak samo, to jednak jest w nim coś innego. I to może być ta sama historia. Widać, cokolwiek by nie mówić, taka jest moja hipoteza, że ktoś w pewnym momencie zmanipulował języki, wymyślając nowe zasady, używając starych podstaw, setupując jakiś nowy system, w cudzysłowie nową cywilizację w miejscach, w których istniała oryginalnie stara cywilizacja, żeby przejąć kontrolę nad czymś, nad jakimiś zasobami. Nie mam pojęcia na czym, znaczy nie mam pojęcia kompleksowo nad czym, ale jedną z tych rzeczy na 100% była informacja i wiedza o nas samych, skąd przychodzimy i czy jesteśmy sami w tym kosmosie, czy tak nie do końca i jak wygląda, w cudzysłowie, cały ten układ siły. Myślę, że to jest ta tajemnica, którą się próbuje do dzisiaj przed nami schować, żebyśmy nie mogli na to trafić. To jest ta historia związana z tą legendą wyrzucania i chowania tych dziwnych, niewygodnych znalezisk archeologicznych. To są te autentyczne historie, które się dzieją nawet w dzisiejszych czasach, kiedy to archeolodzy tracą nagle swoje granty, tracą możliwości publikacji, tracą możliwość robienia kariery, bo nagle na jakimś stanowisku archeologicznym odkopują zwłoki człowieka i okazuje się, że wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że te zwłoki mają 200 000 lat i dookoła człowieka jest biżuteria i to taka pięknie wykonana. Wszystko jest bardzo mocno zaawansowane. Biżuteria jest na takim poziomie, jak dzisiaj się wykonuje, a nawet często lepszym.
Materiały są o wiele lepiej obrobione i to takimi technologiami, że nam włosy dęba stają, bo nie wiemy, jak to zrobić. Na pewno nie zrobił tego człowiek epoki kamienia łupanego i na pewno nie 200 000 lat temu. I takich rzeczy jest masa. I to się wszystko chowa i zamiata pod dywan. To są te naturalne historie związane z naturalnymi prawami natury, z tą naturalną historią, którą się zamiata pod spodem po to, żebyśmy uwierzyli, że jedyną opcją na to, żeby tu funkcjonować, jest wybudowanie sobie takiego sztucznego interfejsu, bo mama natura nas z natury chce zatłuc. A wygląda, że jest zupełnie inaczej. Można sobie zrobić wiele ciekawych eksperymentów właśnie z tymi dziwnymi kształtami, które są wykorzystywane. Dziwnymi. Ja ciągle dzisiaj mówię słowo „dziwne”, ale taka kokieteria troszeczkę. Chodzi o te kształty budynków neolitycznych, tych dziwnych konstrukcji, takich jak piramidy.
Ja swego czasu zrobiłem eksperyment, o którym opowiadałem w zupełnie innym podcaście. W Syntezie opowiadałem o tym eksperymencie z orgonitowym urządzeniem. Dokładnie z piramidą zrobioną z orgonitu, taką orgonalną piramidą, właśnie taką błyszczącą i tak dalej, z tym kryształem i tak dalej. Wszyscy wiemy, co to jest orgonit, jak wyglądają krążki orgonitowe i że można mieć różne kształty tych krążków. Także eksperyment był właśnie z taką dużą piramidą i sprawdzaniem, jak się zachowa w polu elektrostatycznym, takim wzbudzonym. W których miejscach w piramidzie będzie największa kumulacja energii elektrostatycznej, i to takiej, która automatycznie zapala jarzeniówkę. I to tak mocno zapala jarzeniówkę, wzmacniając sygnał tam x-razy krotnie od oryginalnego sygnału, tego, który wzbudzałby zjawisko plazmowe. Okazało się, że są takie specyficzne miejsca w piramidzie, gdzie tej energii jest naprawdę po prostu pod dostatkiem. I są miejsca, w których w ogóle nie ma tej energii. I widać, że ktoś, kto projektował piramidę, doskonale o tym wiedział.
Przynajmniej te egipskie piramidy, ponieważ one są dokładnie tak zaprojektowane, że są niczym doskonały wzmacniacz energetyczny mocy. My to nazywamy elektrostatycznymi, ale to się manifestuje tylko część tego pola dookoła nas jako moce elektrostatyczne tego naturalnego magnetyzmu. Jest to potężny wzmacniacz i to, podejrzewam, nie jest jedyna rola tego urządzenia. Nie wiem, do czego to służyło do końca. Nikt właściwie z nas do końca nie wie, ale myślę, że wielu z nas zaczyna mieć taki troszkę prześwit, że to chyba było urządzenie. I ja myślę, że to sprawa związana z tym traceniem pamięci, bo właściwie to jest właśnie clou tej mojej hipotezy, że pewnego razu coś tak grzmotnęło. Ja na razie cofam się tylko te 12 000 lat do tyłu. Nie chcę cofać się bardziej i tam szukać jeszcze większych historii. Moja hipoteza dotyczy właśnie tych 12 000 lat do tyłu. I coś wtedy tak grzmotnęło, że pojawiły się bardzo duże wyładowania elektrostatyczne, o których wspominałem.
To są właśnie te electrofossilizing things, czyli lasy, które są elektroskamilinami. Naprawdę bardzo ekscytujące historie. Do tego jeszcze dochodzą mamuty, które zamarzły w ciągu ułamku sekundy, które są aktualnie gdzieś tam odkopywane. Na pewno słyszeliście o kilku tych mamutach. Nawet teraz jest taka historia, że znowu coś takiego wykopują gdzieś tam na Syberii czy w tajdze, w wiecznej zmarzlinie i się okazuje, że prawie cały jest. Gdzieś w Kanadzie znowu coś znowu wykopano. Jest tego naprawdę sporo. Okazuje się, że w ogóle na zachód od kompleksu Giza, na tym plato, na którym stoją te piramidy w piasku, na pustyni, na Saharze znajduje się około 17 piramid czy 18 dodatkowo. To takie świeże badania, które zaczęto robić dosłownie na rok przed tak zwaną Wiosną Ludów w Egipcie i nie zdążono skończyć tych badań. Na razie zrobiono tylko zdjęcia satelitarne i to tylko dzięki, że tak powiem, uprzejmości komisji do badań spraw kosmicznych z Francji i z Ameryki, że im udostępnili zdjęcia satelitarne tego kawałka pustyni w dużej rozdzielczości.
I stosunkowo małym nakładem kosztów, bo trzeba było po prostu usiąść przy tych zdjęciach, wrzucić je do jakiegoś Photoshopa i zacząć je po kolei analizować. I zdjęcia były robione różnymi częstotliwościami, żeby sprawdzić, co jest troszeczkę pod tym piaskiem i jak się zachowuje ten piasek w czasie i przestrzeni i pod różnym kątem. Później nakładano te wszystkie zdjęcia na siebie i robiono analizę, która część pustyni się przesunęła, a która została. I się okazuje, że Poza tym przesuwającym się piaskiem widać pod piaskiem bardzo wyraźnie pewne geometryczne struktury, które są niczym innym jak piramidy. Po prostu widać czubki piramid. I na razie panowie doliczyli się 17 czy, zdaje się, 18 na zachód od tych trzech piramid w piasku schowanych. Nikt nie wie, jak są duże. Może być tak jak ze Sfinksem, że odkopano malutką główkę, a pod malutką główką okazała się potężna konstrukcja, a pod Sfinksem są jeszcze potężne podziemia paropoziomowe i właściwie nikt nie wie, jak duże to jest. To wszystko są tylko spekulacje. Być może ktoś tam kiedyś pomierzył i sprawdził, jak wielka jest ta cała biblioteka.
I całe to ułożenie kosmiczne, o którym tu non stop wałkuję w hiperprzestrzeniach, że jest to takie doskonałe pozycjonowanie, że piramida stoi dokładnie w fizycznym centrum planety Ziemia, że jest doskonałym punktem obserwacyjnym, że jest doskonale skorelowana z ruchami gwiazd, z ruchem precesyjnym, który my znamy dopiero od czasu, kiedy wystrzeliliśmy satelity w kosmos i skumaliśmy, że faktycznie Ziemia się kręci trochę inaczej. Jest masa takich ciekawych rzeczy, które jak nic mówią o bardzo mocnym połączeniu z kosmosem. Teraz jest ta historia z wykopaliskami w Göbekli Tepe, tymi potężnymi kamiennymi kręgami, z których, zdaje się, wykopano chyba tylko 17%. I te 17% już na teraz jest tak potężne, że to jest x razy Stonehenge. Już na dzisiaj tego, co wykopano. I to jest właściwie pierwsza warstwa, bo wygląda na to, że tam pod spodem jeszcze coś jest i ktoś to zakopał. I są takie ciekawe budynki w Anatolii, w Turcji, Grecja, Turcja, Anatolia. Takie podziemne kompleksy, całe miasteczka podziemne. I to nie tylko tam, bo te kompleksy podziemne są znajdowane praktycznie na całym świecie, łącznie z tymi dziwnymi piwnicami w Ameryce Południowej pod piramidami. Tam też są takie historie.
Chociażby kompleksy Anasazi, czyli budynki przytulone do skał znajdujące się na granicy Stanów Zjednoczonych i Meksyku. Taka dziwna kultura, która nagle się pojawiła i zniknęła. Nikt nic na ich temat nie jest w stanie powiedzieć. Postawili po sobie bardzo dziwne budynki. Właściwie nikt nie wie, jakie są stare. Wiadomo, kiedy skończono budować, bo można datować to drewno, które tam było używane do tych budynków, ale też nie wiadomo, czy to była pierwsza grupa ludzi, czy druga. Takie tajemnicze. Właśnie nie wiadomo, co robili. To był jakiś 1000 rok do 500 naszej ery. Jakoś tak 500 lat ta kultura istniała i nagle jakby wszyscy wyparowali.
Po prostu zniknęli. Tysiące ludzi, potężne kompleksy, potężne miasta na tysiące ludzi. Nagle wszyscy znikają, nie wiadomo, rozpływają się w powietrzu. Ale zostawiło po sobie bardzo dziwne budynki, które noszą bardzo dziwny ślad. I ten ślad mi się tak kojarzy, to może trochę zabawnie zabrzmi, z moją babcią, już nieobecną na tej planecie, a może w nowym wcieleniu. I babcia jak piorun grzmotnął, to się bała i się chowała. Ludzie bali się pioruna. I to jest taki odruch zauważalny u wielu z nas. Jest taka legenda, że to jest taka pamięć wielkiej katastrofy związanej właśnie z tymi piorunami, że coś się stało z całą elektrostatyką i że zaczęły walić pioruny z nieba. I to tak, że jak się tak przyglądam na zdjęcia z tych kompleksów z Ameryki Południowej, to wygląda jakby coś potężnie grzmotnęło w tej konstrukcji i potężne kamienie, głazy ważące dziesiątki ton fruwały w powietrzu niczym piórka, się unosiły.
Wszystkie te kompleksy przecież są kompletnie roztrzaskane, jakby ktoś tam laserami z kosmosu walił. A jedyna metoda, żeby się uwolnić od tych laserów, to nawet wspominałem, to jest właśnie zejść do podziemi i wiadomo będzie, że ta duża energia elektrostatyczna rozładuje się na powierzchni Ziemi i przeżyjemy. I to może być tak, że ta energia elektrostatyczna odpowiada za pewien reset intelektualny, który nam się wydarzył, że zresetowaliśmy sobie pamięć w jakiś taki dziwny sposób przez te wyładowania elektrostatyczne. I teraz ta pamięć nam powoli wraca. I ta pamięć jest związana właśnie z tym, że mamy na przykład kosmicznych sąsiadów. To jest ta historia z Kolumbem, która się powtarza jeszcze raz, tylko teraz w skali kosmicznej. Za chwilę się dowiemy, że życie jest wszędzie i jest go masę. Za chwilę się dowiemy kilku innych rzeczy. Za chwilę się dowiemy, co było ściemą, a co ściemą nie było i może wywołać to bardzo duże zdziwienie u bardzo dużej ilości ludzi. Tym bardziej że ta cywilizacja dotarła do granicy i wiadomo, że ten interfejs na mamę naturę nigdy nie zostanie stworzony, ponieważ tkwi tam pewna zagadka, której nikt nie jest w stanie rozwiązać.
Owa tajemnicza zagadka życia, że żadna maszyna, która jest zaprojektowana przez nas, nie potrafi stworzyć tego, jakby ktoś powiedział, pola intencjonalnego, które tworzy rzeczywistość. Ten hologram, który jest wyświetlany dookoła nas, który nazywamy rzeczywistością. I wiadomo, że to się nie uda, że będzie tylko i wyłącznie próba lepszego albo gorszego odtworzenia tego jako efekt, jako takie coś pokazowe, jako film, można w ten sposób powiedzieć, jako wydarzenie. Natomiast nigdy nie uda się trwale odtworzyć takiej rzeczywistości i to w taki sposób, żeby ona działała, żeby tam rosły rośliny, żeby coś się działo. To zawsze będzie hologram. I wiesz, że jest bardzo toksyczny, bo utrzymanie tej struktury kosztuje potężne pieniądze, potężne fundusze i potężne zasoby tej planety i co najważniejsze kosztuje życie wielu istot na tej planecie, się okazuje ta cała zabawa. Ale jest to związane właśnie chyba z tym uciekaniem przed piorunami do piwnicy. Na to wygląda, że gdzieś ten pattern w głowie został i że ciągle część z nas na widok piorunów z nieba ucieka do piwnicy i boi się, że coś się stanie. I być może ta wiedza się tak pomyliła, że automatycznie pomyliliśmy to z naszymi sąsiadami z kosmosu i pomieszaliśmy te gigantyczne wyładowania atmosferyczne, moment, kiedy zostaliśmy sami. To trochę przypomina, jakbyśmy lecieli przez kosmos niczym kosmonauci, którzy wracają na Ziemię z Księżyca i przelatywali przez ten pas magnetyczny dookoła Ziemi.
To jest moment, kiedy się traci łączność z czymkolwiek. Nagle urządzenie znika z radarów, bo ten pas powoduje, że wszystko jest niewidoczne, chociaż ten obiekt tam jest. I może przelatywaliśmy przez jakiś taki pas, dziwny pas radiacyjny i nagle nas tak pokopało prądem, że cała ta pamięć, cała historia została stracona i powstała jakaś panika z tego powodu, która nam towarzyszy do dzisiaj, która zawładnęła umysłami niektórych ludzi. Być może stoją tam za tym jakieś dziwne istoty, które też straciły pamięć i utknęły na tej planecie. I nagle wszyscy jak utknęli, stracili pamięć. I teraz jest taki moment, że sobie przypominają i przestają sobie skakać na plecy i kilka spraw zostanie zweryfikowanych. Bo właściwie wszystkie te opowieści, które są związane z tym wielkim shiftem cywilizacyjnym, jakimkolwiek shiftem cywilizacyjnym, jakąkolwiek zmianą, taką globalną na świecie, są związane właśnie z podnoszeniem pewnego rezonansu. Tak to można nazwać. To chyba nawet nie tyle, że tak to można nazwać, tylko tak się to powinno nazywać, bo nawet krojąc te wszystkie skamieliny, drzewne skamieliny, wyciągając lód tam z Grenlandii i z Arktyki, sprawdzając, jaki był skład tlenu tam tysiące lat czy sto lat temu, jak rosły drzewa, jak to wszystko wyglądało. Widać, że takie zmiany następują dosyć raptownie i stanowią one taką dosyć istotną historię, bo później właściwie świat wygląda całkiem inaczej.
Niektóre rzeczy się rozwijają, a niektóre nie. I o ile bardzo łatwo nam traktować takie rzeczy naturalnie w skali na przykład okej, coś grzmotnęło i dinozaury się przestały rozwijać i coś się zmutowało z ich kodem DNA. To też jest historia zabawna, bo wreszcie udało się w Chinach odnaleźć dinozaura. Kości dinozaura zachowane w jakimś błocie, gdzieś tam się tak zbutwiały, zamieniły w taki węgiel drzewny, który tak się idealnie zachował, że zachowały się resztki piór jak się okazało. Dziwna sprawa. Dinozaur i pióra. Zawsze nam mówiono, że to takie duże węże były, takie gady, jaszczurki potężne na dwóch nogach z gigantycznymi zębami. I się okazało, że odkopano dinozaura, który zawsze miał być wielką jaszczurką, która biega po lesie na dwóch nogach i pożera wszystko, co biega obok niego, co jest mniejsze od niego. Ale ta jaszczurka ma pióra i to jeszcze takie kolorowe, fluorescencyjne, niebieskie. Wygląda jak papuga.
No więc zaczęto badać tego dużego dinozaura. Okazało się, że kawałek struktury takiej organicznej ocalał i można pod mikroskopem atomowym odszyfrować kawałek sekwencji DNA. Zobaczcie, jak to wyglądało. Można odzyskać. No więc odzyskano kawałek tego bardzo niewielki. Oczywiście nie da się z tego odtworzyć żadnego żywego organizmu, tylko da się sprawdzić, skąd ten organizm pochodził i właściwie do czego jest najbardziej podobny żyjącego w dzisiejszych czasach. No więc porównano owe DNA tego dinozaura, którego odkopano w Chinach z piórami i sprawdzono z bazą danych wszystkich żywych istot na świecie. Okazało się, że najbliżej tego dinozaura, właściwie nawet nie tyle jego kuzynem i jego bratem bliźniakiem jest nie kto inny jak zwykła kura domowa, która tam sobie dalej żyje w okolicy. I tu jest takie lekkie zdziwko. Badania odłożono na bok, bo one wywracają zbyt dużo w okolicy.
Bo wygląda na to, że DNA ma takie właściwości, że nie ma ewolucji, jest tylko coś w rodzaju zmiany pewnej sekwencji operowania. Że jeżeli jest możliwość, że kura rośnie duża i biega po lesie, to coś się w DNA zmienia. Ono dalej jest to samo, dalej jest to samo DNA, naprawdę dalej to samo, nic się nie różniące, tylko sekwencja, która jest aktywowana, jest po prostu inna. I ta sekwencja jest aktywowana czynnikami kosmicznymi, można powiedzieć. Oczywiście można się spierać, że to proces fotosyntezy, ilości tlenu, dwutlenku węgla i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej, no ale wszystko to jest efektem działań sił kosmicznych. Także ja to tak sobie spłycam i dochodzę do samego sedna sprawy. I że procesy kosmiczne są odpowiedzialne za włączanie i wyłączanie gatunków na Ziemi. I właściwie jeżeli człowiek obserwuje te rysunki naskalne, to często tak trochę wygląda, że są gwiazdki, jakieś konstelacje i stada zwierząt, kolejne konstelacje i kolejne stada zwierząt. I polowanie na te zwierzęta. Takie dziwne sekwencje cywilizacyjne, które pokazują taką ekstremalną mamę naturę, czyli zwierzaki zwyczajnie oraz gwiazdy i nic pośrodku.
No, czasami jest jakieś polowanie, jakieś postacie dziwne. I to wygląda trochę tak, jak wspomniałem, że siła kosmiczna włącza i wyłącza sekwencje i pewnego dnia któreś tam pokolenie nagle się urodzi i będzie trzy razy większe od tego pokolenia, które żyje tu i teraz. Albo coś w ten sposób, albo my po prostu nie wiemy. I tak wygląda ta cała historia, która może potencjalnie czaić się za tymi rysunkami. W każdym razie takie rzeczy tam są. Co tu dużo mówić. Możemy się kłócić lub nie, możemy spekulować, ale w każdym razie dalej mamy rysunki, które przedstawiają fajne zwierzaki oraz planety na niebie. I teraz gdzie jest połączenie pomiędzy tym wszystkim? Tym bardziej że ta kultura pozostawiła po sobie, znaczy te kultury, ta cywilizacja, to coś z przeszłości, to my z przeszłości zostawiliśmy taki ślad w postaci no takich konstrukcji neolitycznych, że to szczęka odpada na dół. I właśnie ustawień astronomicznych, jeżeli chodzi o precyzję matematyki, to właściwie wszystko, co nas otacza, jeżeli chodzi o naukę, zawdzięczamy szczątkom wiedzy, która ocalała dzięki Arabom właśnie z Aleksandrii, z Egiptu.
Pomimo tych królewsk, pomimo tego, że niszczono tą wiedzę nieustannie. Tylko dzięki temu właśnie to mamy, że nie udało jej się worać do gołej ziemi. To nawet na tej wiedzy dalej latają te wszystkie rakiety i satelity w kosmos, dalej na tej samej wiedzy. Tylko czy to jest to właściwe używanie tej wiedzy? Ja myślę, że nie. I myślę, że ludzie, którzy wpadają na ten pomysł i starają się nas docisnąć, żeby tak była używana ta wiedza, doskonale o tym wiedzą. I teraz jest taka próba, żeby się chyba załapać troszeczkę na taki pociąg do Mamy Natury, bo właściwie wygląda na to, że wszyscy od początku wiedzieli, że tego interfejsu się nie da zbudować. To był taki sen troszeczkę wariata. Są takie ciekawe opowieści ze średniowiecza o alchemikach, którzy zwariowali i że tak powiem, sprzedali duszę diabłu. Zresztą książka „Faust” Goethego jest dokładnie o takim dżentelmenie.
Jeżeli ktoś nie czytał, sorry, że spaliłem wątek, ale Jest tak czy siak niezły. Także polecam przeczytać „Fausta”. Jest właśnie o tej historii jak ktoś uwierzył, że ma moc sprawczą tworzenia całej rzeczywistości. Bo mamy moc sprawczą tworzenia rzeczywistości dookoła nas, ale przynajmniej według mojej hipotezy, mojej koncepcji, ręka w rękę, razem z mamą naturą. My razem pracujemy, a nie dla mamy natury albo mama natura dla nas. Nie, my robimy to razem i próba robienia tego osobno i dociskania mamy natury w jakiś kąt, upychania tam butami do pudełka i kontrolowania, trzymania pod kluczem i że tylko w środę od godziny tej do tej, a później to już nie. To za bardzo nie chciało nigdy działać. I właściwie wszelkie te próby socjotechniki, wszelkie te terrorystyczne organizacje zwane państwami, wszelkie te konstrukty teologiczne zwane religiami, te choroby psychiczne, to wszystko funkcjonuje tylko po to, żeby ten rezonans, który jest w naszej głowie, był na tym troszeczkę niższym poziomie, bo ten rezonans jest niższy, to pamięć operuje troszeczkę słabiej. Tak mi to troszeczkę wygląda. I wiadomo jest, że pewnego dnia ten rezonans po tym strzale elektrostatycznym, rozładowaniu gigantycznym tego kondensatora, którym jest Ziemia, z powrotem wróci do swojego oryginalnego stanu i wszystkie gatunki z powrotem odzyskają swoją wiedzę, swoje połączenie z tą starożytną, oryginalną wiedzą, której częścią jesteśmy, zawsze byliśmy i będziemy.
I każdy z ludzi, którzy tam siedział i śledził te tematy, tych szaleńców, którzy próbowali nam kontrolować całe życie i wybudować cały świat na nowo, doskonale o tym wiedział i dalej doskonale o tym wie. Dlatego teraz jest taka próba, myślę, desperacka, załapania się dokładnie na ten ostatni, jak się mówi gravy train, czyli na ostatni pociąg z pieniędzmi, żeby jeszcze coś na fali tej sytuacji wyciągnąć w tym ostatnim momencie, kiedy jeszcze można próbować gdzieś jakimś rezonansem oddziaływać na nas za pomocą bodźców audiowizualnych, odstroić nas troszeczkę od takiego normalnego, zdrowego myślenia, takiego normalnego common sense, że nie będziemy jedli płatków z genetycznie modyfikowanej kukurydzy i nie będziemy myśleli o depopulacji, tylko skorzystamy z technologii, którą mamy i przestaniemy na przykład produkować cały ten świat i wreszcie zajmiemy się robieniem takiego życia, jakie mamy robić, bo do tego się to wszystko sprowadza. I właściwie nie ma żadnego problemu z depopulacją. To jest problem tylko z ilością ludzi, którą da się kontrolować. Wiadomo, że jeżeli nas jest na świecie normalna ilość, a wykopaliska archeologiczne pokazują, że nasza cywilizacja jako istot żywych była zawsze potężna. Przecież te miasta, które wyglądają jak dosłownie takie milionowe aglomeracje, miliardowe czasami, cała Amazonia pokryta resztkami takich posiadłości, to jest troszeczkę szokujące dla człowieka z dzisiejszej perspektywy. To my dzisiaj jesteśmy taką grupką, która ledwo co ocalęła te wszystkie swoje szalone pomysły. Cud, że ocaleliśmy to całe szaleństwo. Jesteśmy takimi, że tak powiem, rozbitkami, można powiedzieć, swojej własnej głupoty i tępoty. I niektórzy chcą czuć się jeszcze bardziej rozbitkami tej swojej głupoty i chcą jeszcze wyekspediować dosyć sporą część społeczeństwa gdzieś w kosmos, żeby im tu nie przeszkadzała, bo boją się, że ktoś pokrzyżuje ich plan i będą musieli skonfrontować się z wiedzą, która może rozmazać ich po ścianie.
Może tak być, moi drodzy. Ja mam taką hipotezę, bardzo hipotetyczną być może dla niektórych, a tymczasem troszkę mniej hipotetyczny utwór muzyczny, proszę państwa. Ta. Ja i moja hipoteza w radionafali.com w hiperprzestrzeni retransmitowany też w Radiu Paranormalium. A ja mam na imię Tomek i możesz szyku zadzwonić, jeżeli ci się chce. Skype radia to radio nafali.com. A ja zmierzam do końca tej mojej hipotezy, która brzmi tak, że przed nami moment powrotu do naturalnego stanu pamięci, można powiedzieć. Przed nami moment przywrócenia naszej całkowitej pamięci o tym, skąd przychodzimy, gdzie zmierzamy i kim jesteśmy. I to w skali takiej indywidualnej. Tak sobie myślę, że ten moment nieustannie, znaczy nie tyle nieustannie, ten moment nieubłaganie nadchodzi i to dosyć szybkimi krokami, dosyć wartkimi, bym nawet powiedział.
Cóż, znaki na niebie i na ziemi. Widać, że coś takiego się wydarzy. I tu są oczywiście dwa pytania, bo ja też nie znam odpowiedzi na to, jak to będzie wyglądało, jak to wygląda w całości. Widać, że ten proces się odbywa, że, że tak powiem, wypływają na zewnątrz spod tego dywanu i ciężko z powrotem właściwie i ciężko w dzisiejszych czasach bronić tych dziwnych, chorych hipotez, takich jak darwinizm, takich jak eugenika i tak dalej, i tak dalej. To wszystko nagle zaczyna się zapadać w sobie. Wszystkie te szaleństwa religijne zaczynają się zapadać w sobie. Cały nasz stary świat cywilizacyjny aktualnie jest troszeczkę taki, no, na wylot można powiedzieć, prześwietlony i nie wygląda to najlepiej. A to, co mamy pod nogami, wygląda bardzo intrygująco i wygląda na to, że to jest ta, tak jak cały czas mówię, ta rzeczywista wiedza, która tutaj cały czas czeka, żeby ją zastosować i się, że tak powiem, przywrócić do tego pionu cywilizacyjnego. Ja myślę, że jest to w ogóle związane właśnie. Poczekajcie, bo tak motam.
Tu chodzi o konkretną rzecz. Są dwa scenariusze. Pierwszy jest taki, że być może ten okres przywracania właściwego poziomu energetycznego do tego układu będzie wyglądał tak, że z powrotem pojawi się duże rozładowanie elektrostatyczne. Coś z powrotem trafi, tylko że w drugą stronę i doładuje albo coś w ten deseń. Natomiast druga część mówi o tym, że właściwie niczego nie zauważymy, że widać tylko rozładowanie, natomiast doładowanie jest procesem niewidocznym. I to jest ta koncepcja, która mnie z kolei pociąga i właściwie wszystko, co znajduję, zdaje się dosyć mocno popierać tę tezę, że doładowywanie jest takim niewidocznym procesem. Natomiast proces tak zwanego rozładowania tego kondensatora jest tylko potencjalnym urazem dla kogoś, kto stoi obok. Ale w drugą stronę jest okej. Ta energia przepływa i ma bardzo ciekawe właściwości, bo właściwie aktywuje do działania każdy system. Wszyscy neurolodzy doskonale wiedzą, że zdolność operacyjna naszego mózgu, właściwie nasza zdolność operacyjna w życiu, to jest ilość połączeń neuronowych w naszym mózgu, czyli to, jak dużo mamy tego potencjału elektrycznego w głowie.
Takiego naturalnego potencjału elektrycznego, czyli tych rezonansów Schumanna i że to trafia we właściwe miejsca, że tego jest dużo, a nie mało. I wiemy doskonale, że sami też właściwie nie robimy całego tego potencjału, tylko można powiedzieć, intencjonalnie sterujemy tym potencjałem. Możemy wysłać w jedno albo w drugie miejsce, możemy go ukierunkować. Natomiast jako taka energia, ten potencjał jest składową całego świata, w którym jesteśmy. Jeżeli następuje w tym momencie doładowanie systemu, to niewidoczne doładowanie, to możemy widzieć pewne charakterystyczne cechy, elementy, wydarzenia, wszystko, co się dzieje dookoła nas, dosyć wykręcone. To może być właśnie to wytłumaczenie, że tak działa ten układ, że niekoniecznie będzie to z powrotem takie wydarzenie elektrostatyczne, o którym wiedzieli nasi przodkowie. Dlatego wszystko zostało zakopane w ziemi, żeby żaden potężny piorun, cokolwiek się stanie na powierzchni ziemi, bo nigdy nie wiadomo, jak będzie wyglądało to rozładowanie, żeby to nie zniszczyło tej informacji, która jest pod spodem. I jak widać informacja ocalała, czyli spełniła swoją rolę. My co prawda jako czytelnicy niestety zamiast czytać książkę użyliśmy jej jako gąbki do zmywania naczyń czy jakoś tak. Czy jeszcze nie dorośliśmy coś tam cywilizacyjnie?
A może my dorośliśmy? Może wszystko jest z nami okej, bo wygląda na to, że z nami jest jak najbardziej okej, bo wszyscy chcą to badać. Jest masa wniosków do tych wszystkich tajemniczych miejsc, żeby robić tam wykopaliska archeologiczne. Tylko nikt nie chce tam wpuścić tych ludzi. Znaczy nikt nie chce. Nie chce ich wpuścić Fundacji Rockefellera, bankierzy, politycy, czyli właśnie ten cały ekosystem, który ciągle próbuje wybudować taki zastępczy interfejs dla mamy natury. Oni się strasznie tego boją, że nagle zobaczymy coś, co się wymyka właściwościom poznawczym i tym wszystkim bzdurom, które są w tych wszystkich świętych księgach i całej tej teologii, którą nam tu wymyślono. Może być tak, że te wszystkie legendy — i wygląda, że chyba tak właśnie jest — są prawdą, że nadchodzi taki moment kontaktu i że to jest taka trzecia hipoteza właśnie z tym związana. Nadchodzi moment kontaktu z innymi cywilizacjami i to jest ten moment, który jednocześnie jest momentem przebudzenia, bo on się dzieje na pewnym poziomie energetycznym, żeby się spotkać w pewnym miejscu. To miejsce musi zaistnieć i takie miejsce się wydarza co jakiś czas i ono właśnie przywraca wszystkich do właściwego pionu.
Może tak być i może być, że ktoś się teraz szykuje, żeby wyświetlić jakieś hologramy i nas tutaj troszkę naściemniać, przestraszyć przed obcymi, że przyleci stado zombie, odgryzie nam głowy i rozstrzela nas z pistoletów laserowych. Jasne, może tak być, że nas będą chcieli spacyfikować, przestraszyć, żebyśmy się bali sąsiadów i bali się nowego odkrycia. Odkrycia tego, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy i skąd właściwie się tu pojawiliśmy. To może być bardzo ciekawy wątek i myślę, że tego dotyczy moja hipoteza, moi drodzy, że jest tutaj taka rzeczywista wiedza i jest bardzo dużo wątków, które nie wiem, czy uzupełniają, czy nie, bo to może taka moja prywatna spekulacja. Zawsze można w coś wierzyć albo nie wierzyć, albo jakoś tak. Może być to po prostu zwyczajnie efekt placebo. Także sami sprawdzajcie, sami szukajcie. Ja tu robię takie swoje własne dochodzenie na ten temat i przetrzepuję te tematy w lewo i w prawo i znajduję tam różne ciekawe informacje, o których wam tu zresztą opowiadam. Myślę, następnym razem też coś podrzucę ciekawego, właśnie związanego z naszymi przodkami. Bardzo dziwnego takiego, o czym się nie chce mówić, a co wyszło właśnie przy okazji badań DNA i tej archeologii, o której nikt nie chce mówić, bo się okazuje, że wszystko, co wykopujemy z ziemi, jest żywym zaprzeczeniem tego, co mamy napisane w oficjalnych książkach.
I nie da się tego połączyć w żadną z możliwych stron. I jest z tym lekki problem. I pewnego dnia ten problem może się rozwiązać samodzielnie, bez udziału owych książek, bo jak na razie wygląda na to, że jesteśmy mocno blokowani przez tą szarlatanerię, można powiedzieć, przez tą iluzję informacji, a wszystkie rzeczy, które mogą nam dostarczyć tej rzeczywistej wiedzy, są tam chowane gdzieś po piwnicy, żebyśmy nie wyciągali zbyt daleko idących wniosków. Być może na tym to polega, a może właśnie na tym polega ten moment, w którym jesteśmy. Taka hipoteza właśnie związana z tym rokiem 2012, tym, jak te kosmiczne siły oddziaływują i tym, że faktycznie jest to taka kosmiczna układanka i że część tej układanki jest związana właśnie z naszymi kosmicznymi sąsiadami. Jest to ta część związana z tym, skąd się wzięliśmy na tej planecie i kim właściwie tu jesteśmy. Myślę, że tam jest ta odpowiedź, że to jest ten właściwy wątek. Przynajmniej to jest wątek, w którym ja gdzieś uciekam w swoich rozważaniach. A ty? I don't know.
W takim razie taki wątek, moi drodzy i taka hipoteza w mojej głowie. Właściwie to garść hipotez i myślę ciekawe czasy. Zobaczymy, ile z tych hipotez się i w jaki sposób zweryfikuje w tym świecie dookoła nas. To będzie ciekawe, tak czy siak. Zatem znikam się wyspać. Dziękuję ci, człowieku, za wysłuchanie tych moich hipotez. Jest już środek nocy prawie. Nie środek nocy, jest początek nocy w sobotę wieczorem w Londynie. To ja kończę tą całą opowieść i tutaj się zawijam, drogi słuchaczu i droga słuchaczko. Co jeszcze chciałem powiedzieć na sam koniec?
Zapraszam do archiwum Radia Na Fali, żebyście sobie tam wpadli w odwiedziny, pościągali, posłuchali różnych rzeczy. Nie tylko mojego gadania. Jest tam masa innych rzeczy. Książę Edward już w środę o godzinie 23 polskiego czasu. Etykieta zastępcza, której bardzo serdecznie zapraszam. Ja się pojawię w czwartek w Substancji, na którą bardzo serdecznie zapraszam wszystkich miłośników Substancji. W piątek oczywiście Teoria Chaosu i tak dalej. I tak to leci. A ty jak chcesz zostać mecenasem tego radia, żeby leciało jeszcze fajniej i z jeszcze większymi zasobami mikrofonowymi i sprzętowymi i większą ilością czasu, żeby móc to robić, to zapraszam serdecznie do wspierania finansowo Radia Na Fali. Wskocz na stronę radionafali.com, wrzuć tam parę drobnych.
Naprawdę się przydaje. A ja z góry dziękuję za wsparcie i dziękuję wszystkim mecenasom Radia Na Fali. Peace and love. Co jeszcze chciałem powiedzieć na sam koniec? To wszystko moi drodzy. Znikam. Zostawiam was z tymi swoimi szalonymi hipotezami, co my tu właściwie robimy na tej planecie. I że jest to część naszej podróży, która jest bardzo mocno osadzona w kosmosie, bym powiedział, i jest bardzo mocno powiązana z naszymi kosmicznymi braćmi. Tylko nikt nam nie chce o tym powiedzieć. Nam się mówi o jakichś bożkach, jakichś wierzeniach, jakichś dziwnych historiach, a ja tu mam swoją hipotezę.
Właśnie taką hipotezę. Także zostawiam cię, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, jeszcze raz z tą hipotezą. Miłej reszty dnia i do usłyszenia następnym razem. Słuchaliście „Hiperprzestrzeni” w radionafali.com.