Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - Think for yourself and question authority. Jejku, był las. Oprócz lasu oczywiście był jeszcze ocean. Myślę sobie, że był to po prostu kawałek oceanu w środku lasu niczym łąka. Ja tu dzisiaj troszkę szaleję. Jestem na takich wszelakich, można powiedzieć, może nie tyle pionierskich ustawieniach mikrofonu, co troszeczkę innych, bo mam tu gościa ze sobą. Ja będę tak obracał ten mikrofon w jedną i w drugą stronę, myślę. Ojejku, co za deszcz w lesie. Bo tu jest ze mną gość. Właśnie, gościu, przywitaj się, a ja was witam w hiperprzestrzeni w ogóle przede wszystkim.
Ciebie, człowieku i ciebie, człowieczko witam w hiperprzestrzeni. Dobry wieczór, to znowu ja. Jest tutaj książę ze mną. Książę Edward, który jest teraz zapracowany. Tak, wybaczcie, będę trochę wam klikał przez chwilę, ale potem się wszystko ustabilizuje. Dokładnie. On tutaj siedzi, klika, walczy z maszyną, walczy z twardą materią. I z tej okazji ja w ogóle dzisiaj postanowiłem taki relaksacyjny odcinek zrobić troszeczkę po tych wszystkich opowieściach. Znaczy relaksacyjny jak relaksacyjny. Trochę refleksji.
Taki turystyczny odcinek, można powiedzieć. Ciąg mojej hipotezy, bo ja ciągle z tą swoją hipotezą się tutaj troszkę bujam. I jest idealny w ogóle moment, żeby zrobić taki odcinek świeży, nowatorski. Może bez przesady z tym nowatorskim, ale po prostu taki newsowy troszeczkę. Bo tak: nie ma chwilowo substancji. Znaczy jest substancja, przepraszam, co ja mówię. Jest substancja, nie ma syntezy. A ja dzisiaj chcę nawiązać troszkę do opowieści, które się pojawiają w podcaście o nazwie „Synteza", tam w archiwum Radia Na Fali. Otóż to. Bo wydarzyła się taka ciekawa rzecz na świecie.
Właśnie zostały opublikowane plany, jak zrobić sobie takie naprawdę niezłe urządzenie. I ja dzisiaj między innymi troszeczkę o tym będę nawiązywał do tego. I będę nawiązywał do kilku innych historii: do Göbekli Tepe, do tych kamiennych kręgów. Ale opowiem jedną rzecz właśnie z tym związaną, o której nigdy nie mówiłem. I właściwie mało ludzi mówi tam oficjalnie. Wszyscy mówią Göbekli Tepe to coś tam, coś tam. Wszyscy znamy oficjalne historie, ale jest jeszcze kilka innych historii, które też są oficjalne, ale nikt o nich głośno nie mówi. A tak powiem, włosy stanęły dęba na głowie. Też chciałem powiedzieć: będzie o masonerii, o Egipcie. Taki troszeczkę round midnight.
Tak się trochę pobujam w temacie w tą i w tamtą. Taki mam pomysł na dzisiaj. Dokładnie, że będę się tak po prostu przemieszczał radośnie pomiędzy tematami w hiperprzestrzeni. Oczywiście ciąg dalszy hipotez. Także człowieku, zostań tutaj, zostań, zrób sobie jakąś herbatę, kawę albo coś takiego. Ja mam taki dzisiaj przypadkowy trochę sound system. No, może nie tyle taki aż tak przypadkowy, ale mam tu gościa. Także gość może coś tam dorzuci od siebie, jak skończy się uwijać ze swoją robotą. A tymczasem coś na sam początek, zanim w ogóle zacznę to wszystko. A w ogóle zanim zacznę, to w ogóle jeszcze: drogi sponsorze, drogi mecenasi „Radia Na Fali", droga mecenasko, droga sponsorko „Radia Na Fali", wielkie dzięki za wspieranie.
Peace and love. Wszystkich was, ciebie i ciebie, człowieku zapraszam do wspierania oczywiście „Radia Na Fali", jak najbardziej, jak najintensywniej i tak dalej. Zapraszam: radianaali.com. Tam jest przycisk taki na stronie „Wspieraj RNF" i możesz przelać tam całą fortunę swojego życia. W tym momencie tutaj przelewaj. To się przyda na serwery. Ty będziesz miał tańszy rachunek za prąd i ty też, dziewczyno, i ty też, bo sprawa jest tak prosta do zrobienia, że ty też, dziewczyno, możesz sobie to zrobić w kuchni. Każdy może sobie zrobić to urządzenie. Jest tak trywialnie proste. A o tym to może za parę chwil.
Co jeszcze chciałem powiedzieć? Oczywiście pozdrawiam ciebie, człowieku słuchający tego w Radiu Paranormalium, które retransmituje hiperprzestrzeń z radianaali.com. Co jeszcze chciałem powiedzieć o ogłoszeniach? Oczywiście archiwum „Radia Na Fali", Twitter „Radia Na Fali", Facebook „Radia Na Fali". À propos tego wynalazku, o którym właśnie dzisiaj tutaj tak zagrzewam ciebie, człowieku, do którego cię tak zagrzewam, to link jest na Facebooku „Radia Na Fali", na profilu „Radia Na Fali". Tam jest link do strony Fundacji Keshe, gdzie jest opis, jak zrobić to urządzenie. Zatem jeżeli na przykład się nudzisz, klikasz bezmyślnie myszką po zakładkach w swojej przeglądarce w tym momencie. Nie do ciebie mówię, człowieku, który słuchasz mnie teraz gdzieś za kółkiem samochodu albo do ciebie gdzieś krzątającej się na spacerze albo jakoś tak z podcastem w uszach, kto to wie. Anyway. Zatem jeżeli słuchasz tego live, to zaglądnij sobie na Facebooka.
Na Twitterze „Radia Na Fali" też jest link. Na stronie nie ma, ale na stronie jest link do Fundacji Keshe'go w banerach z boku, także tam też można sobie kliknąć. Co w tym linku? Co w tym linku jest instrukcja, tak jak powiedziałem i polecam. Jest po angielsku, ale jest tak prostacko napisana. Są zdjęcia, jest wszystko. Powiem jak w reklamie pewnych sportowych butów: just do it, all right? Just do it, all right? Just do it. I trochę dzisiaj o moich refleksjach na temat archeologii, kilku spraw dookoła tematu właśnie między innymi Keshe'go i w ogóle takiej wynalazczości troszeczkę wolnej energii.
Taki chcę update trochę zrobić i korzystam z tej zdradzieckiej sytuacji, że nie ma syntezy i robię tutaj syntezę. A może nie syntezę, bo to dalej hiperprzestrzeń i dalej wątek mojej hipotezy. Się nagadałem. To może czas najwyższy na polską muzykę dla polskiej młodzieży. This then is stereophonic sound. Sound sculpture in space. Lasu szum, liści śpiew. Może przesadzam troszeczkę. Pozdrowienia dla Ivelliosa. W sumie podsumował mnie, że wszystko się zgadza, bo las równa się morze liści.
Pozdrawiam serdecznie i przy okazji przypominam ci słuchaczko i tobie słuchaczu, jeżeli lubisz historie związane... Postanowiłem, że dzisiaj będę troszeczkę rekreacyjny. Także pozwólcie mi, że włączę pewne urządzenie, bo to ogłoszenie wymaga specjalnego podejścia. Zatem moi drodzy, już jutro w Radiu Paranormalium o godzinie 19:00 dalej debaty ufologiczne. Wiem, że to się cieszy wielkim powodzeniem. Także pamiętajcie: debaty ufologiczne. Przepraszam bardzo, nie mogłem wytrzymać. Musiałem zrobić taki dziwnydzień. Jakieś psychozy manikalne trochę, żeby generować czasami trochę hałasu dookoła. Poza oczywiście paszczą.
Okej, także przypominam, że jutro, jeżeli się nudzicie, w niedzielę o 19:00 debata ufologiczna o kosmicznych, ufologicznych sprawach w Radiu Paranormalium. A dzisiaj oczywiście hiperprzestrzeń, a po hiperprzestrzeni oczywiście wieczorowa pora w RadioNaFali.com. Zatem zapraszam, żebyście zostali. Jeżeli czujesz się zmęczona albo ty czujesz się zmęczony, to biegnij do kuchni po kawkę, w trymiga na jednej nóżce zasuwaj i tyle. Wracaj mi z kawką, człowieku. Ja tu w ogóle zamierzam troszkę porozdzierać szaty. Naciągnie dalsze moje hipotezy. Porozkminiać temat o masonerii i tak dalej. A ty jak chcesz zadzwonić to RadioNaFali.com. Taki jest adres na Skype.
Jestem też na czacie Radia Na Fali. To jest ta ikonka, która tam się znajduje w rogu strony www.RadioNaFali.com. Dobra, wszystkie ogłoszenia już opowiedziane, cały ten długi wstęp zrobiony, chyba czas najwyższy, żebym opowiedział i zaczął od czegoś, bo jak zwykle mam problem od czego zacząć gadkę. Zacznę od Göbekli Tepe. Znana historia i ja o niej wspominam co jakiś czas, bo też siedzi mi w głowie i robi mi takie echo w tej mojej głowie, bo jest tam kilka ciekawych rzeczy. Poza tym, że oczywiście są to kamienne kręgi. Jeżeli ktoś nie wie, to szybko w dwóch słowach mówię. W Turcji, blisko granicy z Syrią, na pustyni są takie wzgórza, które nazywają się Göbekli Tepe. Göbekli Tepe albo Göbekli Tepe. Zależy jak chcecie czytać.
To po polsku Maćkowe Wzgórza. Maciek, ale w sensie Maciek nie od imienia, tylko od brzucha, czyli takie spasione brzuchy, bo Maciek to jest spasiony brzuch. I to jest taka turecka nazwa. Wzgórze to właściwie takie spasione brzuchy. Tak się nazywa spasiony brzuch. Göbekli Tepe. I tam odkryto takie duże kamienne kręgi. Tam jest legenda, czyli nie legenda. Tam jest opowieść, że troszkę wcześniej znaleziono tam różne rzeczy, ale generalnie wykopano w latach 70. kawałek tego.
Okazało się, że jest tego dużo. Chwilę to poczekało i w latach 90. pewien niemiecki archeolog to odkopał. Okazało się, że to właśnie są potężne kamienne kręgi z takimi obeliskami w kształcie litery T, na których są rzeźbione różne dziwne rzeczy, do których zaraz nawiążę. No i dookoła, pomiędzy tymi dużymi, tak zwanymi z angielskiego T-shape obeliskami są takie kamienne murki. No i zaczęli to odgrzebywać owi archeolodzy, a dokładnie ów niemiecki archeolog, robić pomiary i tak dalej. Okazało się, że na jednym wzgórzu jest raptem tylko 27 takich okrągłych konstrukcji. Najmniejsze w okolicach pięciu, sześciu metrów, siedmiu, a największe tam chyba 30. Takie duże raczej średnicą kamienne kręgi, wszystko zasypane w piasku. Okazało się, że znaleziono podłogę.
Podłogę, która jest tak samo stara jak ten kamienny murek, który został wybudowany dookoła pomiędzy tymi obeliskami. Zbadano zawartość kamiennego murku oraz wszystkiego, co się znajdowało w okolicy kamiennego murku, czyli w tej podłodze. Okazało się, że datowanie węglem nie tylko C14, bo nie jest to taka precyzyjna metoda, działa tylko 3000 lat przed naszą erą do tyłu, więc zbadano na okoliczność różnych substancji. Tam się bada różnymi węglami. Bada się tak zwaną density, czyli intensywność drgania konkretnych atomów i jak często się to wszystko trzęsie. Później porównuje się do takiego świeżego atomu tej samej substancji dzisiaj i się sprawdza, na jakim obszarze czasu ten atom gdzieś tam parkował w ziemi. No i tak dalej. Długa historia. Oszczędzę może tych technicznych rzeczy. Generalnie robi się takie badania, żeby potwierdzić, jak stary jest obiekt kilkoma różnymi metodami.
Koniec końców zbadano zawartość składu tego cementu czy jak to zwał, tej podłogi, tej materii, która była upchana pomiędzy kamykami. Okazało się, że ma to jakieś 12 000 lat od nas, czyli jakieś 10 000 lat przed naszą erą. No i tu pojawił się pewien drobny problem, bo oczywiście badania były bardzo solidne, bardzo konkretne, bardzo rzetelne, także nie można było zakopać wszystkiego w kieszeń. Jeszcze rząd turecki przyklasnął temu wszystkiemu, bo to atrakcja turystyczna i stworzyło taką sytuację bardzo mocnej konsternacji w archeologii, bo okazało się, że zakwestionowało całą historię, której jesteśmy uczeni wszyscy w szkołach, na uniwersytetach. ... college'ach, gdziekolwiek jesteśmy oficjalnie od dziecka. Historia wyglądała zupełnie inaczej. Okazuje się, że 10 000 lat temu nie było czegoś takiego jak era kamienia łupanego, tylko ludzie, którzy budowali takie duże kamienne kręgi, potężne. To jest w stylu, można powiedzieć, Stonehenge. Kamień, z którego jest to zbudowane, nie jest aż tak twardy.
To nie jest żaden ciężki granit ani nic z tych rzeczy. Jest to jakiś tam lokalny piaskowiec, ale tak czy siak, przetaszczenie tego i skala tego przedsięwzięcia jest tak poważna, że ciężko wyobrazić sobie, żeby kolesie zrobili to z dnia na dzień. I też jest pytanie, kto to zrobił? Bo kultura, która się pojawia i buduje takie rzeczy z dnia na dzień to raczej niemożliwa sytuacja. Czyli ktoś miał niezłą technologię. Bo pierwsza rzecz z tą technologią to jest to, że te wzgórza powstały w sztuczny sposób. Historia wyglądała tak, że były te kamienne kręgi. Ktoś wybudował murki dookoła. Przynajmniej tak się oficjalnie mówi, że powstały razem. Przynajmniej do tej pory było, że te kamienne kręgi to murek razem z tym obeliskiem, wszystko razem i ktoś to sprytnie zasypał te 12 000 lat temu.
Ostatnie kości, ogniska, niedojedzone resztki chleba i tak dalej, które znaleziono właśnie w tej warstwie, pochodziły właśnie sprzed 12 000 lat. Wniosek był taki, że budowlę wybudowano owe 12 000 lat do tyłu, ale po chwili się okazało coś jeszcze bardziej ciekawszego, związane właśnie z technologią. Pierwsza rzecz to właśnie zaskoczenie, że 12 000 lat temu sprawdzono warstwy archeologiczne i się okazało, że cała ta górka jest usypana sztucznie po to, żeby schować całe te centrum. Przeskanowano całe wzgórze. Okazało się, że tych okrągłych centrów nie jest jedno, dwa czy trzy, tylko tak jak wspomniałem 27 i wygląda na to, na razie nikt nie chce głośno jeszcze tak formułować takich prac, zdjęć, chociaż już zdjęcia są. Widziałem zdjęcia, skany z georadaru i zdjęcia lotnicze robione tam dodatkowo przez innych archeologów i się okazuje, że na pozostałych wzgórzach jest taka sama historia, czyli znajdują się pod ziemią takie potężne kamienne kręgi. Nikt nie wie, kto to wybudował, nikt nie wie, jak to zrobił i nikt nie wie, jak to przede wszystkim zasypał. Właśnie, bo czasami wydaje się, że postawić kamienny krąg to nic prostszego. Wystarczy tylko trochę luda, trochę chłopa. Skała, jeżeli jest miękka, da się ją jakoś tam wyrzeźbić.
W sumie wydaje się to całkiem możliwe do realizacji. No i racja, wydaje się możliwe, ale nie przy takiej skali, bo ilu ludzi potrzeba, żeby wybudować tak potężne centra? Oficjalnie mówiło się, że to centrum ceremonialne właśnie z tego powodu, że znaleziono tam kości zwierząt, świnki, krowy i tak dalej. Nie byli wegetarianami. Jeżeli ktoś się zastanawia. Absolutnie żadnego wegetarianizmu. Ci ludzie posiadający ową kosmiczną wiedzę nie byli wegetarianami. Na to wygląda. Chociaż kto to wie. Kości po zwierzętach wcale nie znaczą, że jedli te zwierzęta.
Ale do tego wrócę troszeczkę później. I dziwna historia. Jak usypiać taki kawał górek? Właściwie kawałek masywu, można powiedzieć takiej pagórki. To troszeczkę jak usypiać takie Bieszczady od zera. I w każdej takiej górce w Bieszczadach znajduje się dwadzieścia parę kręgów neolitycznych ze stojącymi takimi dużymi menhirami, tak zwanymi T-shape, czyli w kształcie litery T. Ciekawe. Nie jest to łatwe do zrobienia. Wiadomo, że nie zrobi tego jedna osoba, nie zrobi tego 100 osób, nie zrobi tego nawet 1000 osób. Potrzeba było jakiejś potężnej masy luda.
No ale ja tu nie chcę spekulować. Zostawiam te kwestie, ilu by było potrzeba do wybudowania takiej konstrukcji, zasypania i schowania tego pod ziemią, żeby nikt przez te lata, kiedy to parkowało pod ziemią, nie dowiedział się, co tam było, żeby tylko właściwi ludzie we właściwym czasie zajrzeli i dowiedzieli się, o co w tym wszystkim chodzi. W każdym razie to jest ta pierwsza warstwa. Tam jeszcze jest pomysł, żeby skanować troszeczkę poniżej tych kamiennych kręgów, bo wygląda, że coś tam jest poniżej. Nie wiadomo, ale to na razie zostawiam, bo to są przypuszczenia i nie chcę tu snuć zbyt wielu spekulacji, takich kosmicznych spekulacji. Kto wie, może pewnego dnia się okaże, że tak jest, a może i nie. Ale wróćmy do drugiej zagadki Göbekli Tepe. Bo samo to, że to jest zasypane, to jedna sprawa. Druga, jeszcze zabawniejsza, to jest to, jak, do diaska, zbudowano te całe kamienne kręgi. Bo tak jak wspomniałem, są to obeliski w kształcie litery T, a dookoła nich znajduje się taki kamienny murek.
Więc kiedy archeolodzy zaczęli zdejmować tą warstwę tego świeżego, nasypanego piasku, żeby to schować, żeby to zakopać przed następującymi cywilizacjami, takim pogromem, nie wiadomo co, żeby to schować po prostu. Więc kiedy dokopano się do tej podstawowej warstwy, tam, gdzie jest to ścięcie pomiędzy 12 000 lat a coś starszego, do tej podłogi, tego kamiennego murka, który łączy te obeliski, okazało się, że te obeliski w ogóle nie chcą stać o własnych siłach. I zaczęły się problemy. Rozwiązano te problemy w ten sposób, że do wielu obelisków ustawiono takie specjalne rusztowania. Podwieszono to na specjalnych linkach. To jest tak specjalnie zaizolowane, można powiedzieć, żeby żaden z tych obelisków nie runął i nie przewrócił się na chodzących gdzieś tam w okolicy ludzi. Teraz w ogóle jest to przykryte dachem i troszkę odizolowane i nie widać takiej ciekawej rzeczy. Nie widać, jak idealnie jest to ustawione astronomicznie, że można dosłownie, oglądając się na te kamyki, na ustawienia tych kręgów, pozycjonować się w kosmosie, patrząc na gwiazdy. Czyli mowa jest o tej samej historii, która dotyczy chociażby piramid w Gizie, chociażby piramid w Meksyku. Znowu ta sama heca.
Historie z kosmicznymi mapami i tak to wygląda. Ale wracając do naszych megalitów. Problem polega na tym, że ścianki, które są pomiędzy nimi, nie są w stanie ich utrzymać. I teraz jest pytanie, takie dosyć poważne pytanie wśród wszystkich ludzi, którzy badają Göbekli Tepe: jak ci ludzie to zrobili? Bo żeby coś zasypać ziemią Tak od początku do końca. To trzeba postawić. To musi po prostu stać. Można to podeprzeć czymś i zasypywać podczas podpierania, ale nie ma ani grama śladów, że te kamienie były w jakikolwiek sposób podparte. Okej, brzmi może dziwnie, ale wygląda to tak, jakby te kamienie lewitowały w powietrzu i ktoś budował dookoła nich murek i prawa ciążenia tam nie działały. I w momencie, kiedy tylko archeolodzy dokopali się do tej warstwy murku, nawet nie rozbierali murków.
Zostawili te murki tak, jak były, tylko odkopali ziemię z tych murków. Okazało się, że nie są w stanie utrzymać tych obelisków. To tak zabawnie wygląda, że jest taki, można powiedzieć, podest z ziemi dookoła tego obelisku, po czym wychodzi murek, który jest wkopany do podłogi, który sobie stoi samodzielnie. Potem z powrotem zaczyna się takie podejście, żeby kolejny cokół, który się znajduje, przypadkiem się nie przewrócił. Jest wielkie pytanie na temat, jak, do diaska, oni sobie poradzili z tą historią konstrukcyjnie, bo to nie jest takie łatwe. Hop, postawić kamień i jeszcze zrobić to w taki sposób, żeby na przykład nie wgniótł murka dookoła. Ten kamień musi być w tym samym stałym położeniu, a nie ma żadnych śladów, żeby ktokolwiek w jakikolwiek to podpierał. To nie są małe kamyki, może nie są największe. Może nie jest to jakaś gigantomania, ale tak czy siak ciekawe zagadnienie. Takie związane właśnie z konstrukcją tego kamiennego kręgu.
Jednego, drugiego, trzeciego. Właściwie nikt nie wie, ile tego jest. Jeżeli jedna górka ma około 27 kręgów i to tylko w tej podstawowej pierwszej warstwie, a tych górek dookoła jest trochę. Anyway, zostawiamy to wszystko i ja myślę, że czas najwyższy na jakąś muzyczkę. Ja jak zwykle trochę zawaliłem z muzyczką dzisiaj, bo goście w dom i tak dalej, ale coś tu mam pod ręką, także myślę, że damy radę. Taka spontaniczna lista przebojów, żadnych specjalnych wynalazków. Tutaj książę siedzi obok, pracuje. Jeżeli będzie miał jakiś pomysł i mi podpowie, to mi podpowie. A tymczasem co ja chciałem puścić? To chciałem puścić.
Dawno nie leciało, a też doskonała piosenka. A ty słuchasz „Hiperprzestrzeni”. Ja mam na imię Tomek. Możesz tu zadzwonić: radionafali.com, taki jest telefon na Skypie i pogadać ze mną i się też zastanowić troszkę nad tą hipotezą. Moją dzielną hipotezą, dziarską hipotezą. Jeżeli nie słuchałeś poprzednich odcinków, to może po prostu... Nie wiem, co ci powiedzieć, bo tam jest ta hipoteza. Jeszcze dzisiaj nie powiedziałem, jaka jest ta moja hipoteza. Anyway, dzwoń człowieku, a ja tu włączam jakąś muzyczkę. Tak klepię nerwowo w ten stół i herbaty się napiję.
O, taki mam pomysł. Radionafali.com. „Hiperprzestrzeń”. Oczywiście ty możesz zadzwonić do tego radia na Skype radionafali.com i się pojawić głosowo. Dobra, ja wracam do swojego tematu związanego z ową hipotezą. Bo dlaczego wspominam o tej zmianie historii świata troszeczkę? O tym przebiegunowaniu, o tych nowych faktach, których nie sposób podważyć. I trzeba zaakceptować tą historię, że świat nie zaczął się tak, jak wszyscy mówili, w Mezopotamii jakieś 4000 lat temu, tylko wiele wcześniej. Oczywiście są te wszystkie stare księgi w Indiach, które mówią, że to jest 12 000 lat. Vimany latały, się działy sprawy, się strzelali laserami i różne hece z tego wynikły.
Jeżeli ktoś z was czytał owe indyjskie historie, to doskonale rozumie, o co chodzi. Jeżeli ktoś z was nie czytał, to są takie historie w Indiach, takie najstarsze opowieści i tam są właśnie latające maszyny, bogowie. Generalnie cały taki epos o powstaniu świata, upadku cywilizacji. Poważna, epicka historia. Tyle mogę na ten temat powiedzieć. Także ja dzisiaj będę skracał. Nie będę nawiązywał do indyjskich historii. Jest to łatwo dostępne, także myślę, że każdy może sobie te Wedy sprawdzić, bo tak to się nazywa: indyjskie Wedy i tam w Wedach są historie świata. Ale to, można powiedzieć, lokalna wersja indyjska, bo w każdym miejscu na świecie jest taka lokalna wersja tego mitu o tym, jak powstał świat. I one w paru miejscach, w pewnych momentach się oczywiście ze sobą zgadzają i to zgadzają idealnie.
O czym ja tu często opowiadam. Często mówię. Chociażby ta sprawa z kosmicznym ustawieniem piramid. Moja psychoza maniakalna oczywiście. Ale wróćmy trochę w czasie do pozostałych wykopalisk i do całego tego datowania, bo ja tu chcę nawiązać właśnie do tej całej sprawy związanej chociażby z linią genetyczną, gdzie ostatnim czasem okazało się, i jest to praca naukowa na ten temat. Zaraz wam wkleję linka, żebyście sobie mogli przeczytać. Jest taka praca ludzi związanych z badaniem DNA. Postanowili sprawdzić, jak to jest z tym DNA Aborygenów, o czym chyba wspominałem, bo tam jest niezbyt wielu ludzi. Około Paru tysięcy ludzi. Jest oficjalna teza, jak ludzie dotarli do Australii, że przedarli się przez Indie.
Z Afryki generalnie dreptali przez Indie, przez Sri Lankę, później przez Indonezję. Później część poszła na Nową Gwineę, druga część trafiła do Australii. I że to jest taki oryginalny kierunek wędrówki ludów, o którym się uczy w atlasie o powstawaniu cywilizacji. O tym, że wszyscy wyszliśmy z Afryki, o tym, że cywilizacja wystartowała gdzieś nad Eufratem i Tygrysem, tam, gdzie teraz stacjonują amerykańskie bazy w Iraku. Dokładnie tam. I koniec końców ktoś się pokusił o badania genetyczne tych, którzy znajdują się oficjalnie na samym końcu tej tak zwanej ewolucyjnej linii DNA. Zbadano najstarsze DNA, czyli to mitochondrialne DNA oryginalnych rdzennych mieszkańców Australii, czyli Aborygenów. Okazało się, że jest to najstarszy genotyp na Ziemi. Czyli de facto Aborygeni są naszymi tatami i mamami. To są jasi prapradziadkowie.
Właściwie wszyscy pochodzą od nich. Badania są na tyle ciekawe, że pokazują na przykład cały przebieg linii genetycznej całej naszej cywilizacji, o czym się oczywiście oficjalnie nie mówi, bo to podważa oficjalny pomysł pod tytułem ewolucja i przebieg tej ewolucji. Oczywiście mówi się o homonoidach znajdowanych w Afryce i że to musi być kontynuacja darwinowskiej teorii, że jak są homonoidy, to oczywiście konsekwencją tego powinien być człowiek i tak dalej. Każdy zna teorię Darwina, tak że nie będę tutaj tych bzdur powtarzał. Ja nie wierzę w tą teorię. Mam swój inny pomysł, ale też nie wierzę w to, że jakiś Bóg Ojciec kogoś tam stworzył. Mam tutaj swój koncept, ale o nim innym razem. Inna historia zupełnie. Zostawiamy to na boku. W każdym razie te badania na temat DNA pokazują jasno, że najstarsi ludzie na świecie to Aborygeni i z nich dopiero wyszło jedno plemię, które gdzieś przed Indiami, gdzieś ginie ten pierwszy podstawowy ślad, ale gdzieś Indie, coś koło tego, Sri Lanka rozchodzi się na dwa kierunki.
Jeden kierunek trafia bezpośrednio do Australii. To są ludzie, którzy pochodzą genetycznie z Australii. Oraz drugi kierunek, który zaczyna się w Indiach i pojawia się w Nepalu, w Tybecie, pojawia się na Syberii. Syberyjscy szamani mają praktycznie prawie „identyczny kod DNA" jak Aborygeni. To jest ciekawe zjawisko. I później oczywiście, żeby było zabawniej, ludzie gdzieś z Białorusi, Ukrainy, gdzieś z okolic Iranu i Syrii. I oczywiście ludzie z Polski. Ta słynna grupa R1. R1 coś tam, coś tam dwa. Nie pamiętam już w tym momencie nazwy.
Zaraz pewnie ktoś na czacie podrzuci, bo pamiętam doskonale. W każdym razie badanie pokazało jasno i wyraźnie, że najstarszymi ludźmi na świecie, praojcami, są ludzie, którzy mieszkają w Australii, grają na didgeridoo i nie ma tutaj żadnej lipy w tym temacie. Wygląda na to, że cała ta historia na temat jak powstawała cywilizacja jest aktualnie mocno kwestionowana i praktycznie gdziekolwiek by nie zacząć robić badań naukowych, to wychodzi, że jest zupełnie inaczej. Oczywiście nikt nie chce się jeszcze oficjalnie przyznać. Wynikają z tego różne perturbacje. Nie wiem, czy wspominałem, ale pani, która badała mumię Tutanchamona, tą mumie, którą znaleziono gdzieś w Egipcie, tą słynną mumię ze złotą maską. W latach 80. pobrano kawałek tkanki skóry z tej mumii, przywieziono ją do Paryża. Tam zrobiono te badania. I kiedy zrobiono badania, okazało się, że w mumii znajdują się ślady kokainy.
Czyli osoba, którą zmumifikowano, używała kokainy i to w dosyć sporych ilościach oraz używała tytoniu też w sporych ilościach. Na dodatek była to osoba, zdaje się blond w włosach, żeby było jeszcze zabawniej. I w ogóle taki dziwny kod DNA. To nigdy nie zostało chyba do końca ujawnione. Przynajmniej ja nigdy nie dotarłem do takiej pełnej informacji, jaki to jest genotyp i tak dalej. To były stare dzieje. Może wtedy to nie działało tak idealnie, ale w każdym razie udało się wyseparować różne substancje z tej tkanki skóry organizmu, który został zmumifikowany, żeby sprawdzić, co tam było. I znaleziono kokainę i tytoń. I nie byłoby z tym żadnego problemu, gdyby nie fakt, że nikt w Europie nie znał ani kokainy, ani tytoniu, bo były to rośliny, które mieszkają na kontynencie zwanym Południową Ameryką. To jest ta historia z zakopanym statkiem naprzeciwko piramidy.
Nagle się okazało, że jest taka komora i jest zakopany statek. Ktoś tam robił eksperyment, wybudował taką małą replikę tego statku i sprawdzał, jak on jest żeglowny. I się okazuje, że doskonale można tym żeglować. Tu się przypomina historia Heyerdahla, który zafascynowany postumentami Maui, tak to się nazywa, czyli tymi kamiennymi historiami z Wyspy Wielkanocnej, takimi popiersiami, które jak się okazało nie są popiersiami, tylko są potężnymi kamieniami, tylko że zasypanymi do połowy. Postanowił sprawdzić, czy da się taką łódeczką zbudowaną na tej wyspie przez lokalnych mieszkańców przepłynąć Pacyfik. Jak się okazało, bez problemu przepłynął ten Pacyfik na tej łódce. Przepłynął też później Atlantyk na tej łódce, udowadniając, że jest to naprawdę niezła maszyna. Oczywiście nikt tego poważnie nie potraktował. Teoria brzmiała tak dosyć kosmicznie, bo postulował teorię, że ludzie podróżowali w troszeczkę inny sposób i że zupełnie inaczej wyglądała kolejność zasiedlania kontynentów. Stricte mówiąc, cały ten bullshit, który jest nam władowany do głowy, nie ma absolutnie racji bytu.
I z czasem okazywało się, że faktycznie każde kolejne wykopalisko, jakieś badania naukowe nad starymi mumiami ciągle potwierdzają tą zupełnie inną hipotezę, zupełnie inny obraz rzeczywistości naszej historii. ... naszej cywilizacji niż ten, który nam się sprzedaje, że jest oparty na jakichś wojnach, na konfliktach, na walczeniu o zasoby, na państwowości. Trochę inaczej to wygląda. I tu zaraz nawiążę do języków, bo o tym wspominałem wcześniej, ale muszę się wygadać, bo ciągle siedzi mi to po głowie i o masonerii troszeczkę i o Egipcie starożytnym, bo to właśnie też z językami historia i nie tylko. Etruskowie też mieli język i ten język też nie do końca jest dzisiaj, zdaje się, odczytany taki na 100%. Chociaż jest jeden dżentelmen Stanów Zjednoczonych, który na początku lat 90. zadeklarował, że odczytał ten język i nawet opublikował coś w rodzaju takiego tutorialu, jak czytać ten język, jak go tłumaczyć. Jest to bardzo intrygujące. Ja próbowałem się wgryźć w ten temat i troszeczkę przebić przez to tłumaczenie i coś tam mi z tego wychodziło, ale dosyć kiepsko.
Ale ciekawy koncept. Nie wiem, na ile jest to sprawdzone, na ile nie. Jeżeli ma rację, to te teksty, które znaleziono na przykład w stanie Michigan, to jest obok Chicago, nad tym dużym jeziorem, tak zwane artefakty z Michigan, mają bardzo ciekawe opowieści. Zresztą są bardzo ciekawe rysunki na tych artefaktach z Michigan. Nie wiem, czy mówiłem. Na pewno kiedyś mówiłem w „Hiperprzestrzeni", ale myślę, że dzisiaj jest dobry moment, żeby przypomnieć jeszcze raz, bo to w ogóle ciekawa historia, nieźle pokręcona z tymi artefaktami. Ja myślę, że jakąś muzyczkę troszkę puszczę tutaj. Nawet nie troszeczkę, nawet trochę bardziej, a nawet nie trochę bardziej, a tak zdecydowanie bardziej. „Ulice Istambułu" — tak to się nazywa. To à propos Göbekli Tepe.
RadioNaFali.com. „Hiperprzestrzeń", a oprócz tego jest transmitowana jeszcze w Radiu Paranormalium. A ja mam na imię Tomek, a ty możesz zadzwonić. RadioNaFali.com — taki jest adres na Skypie. Człowieku, właśnie ja wracam do tej swojej hipotezy, bo czas najwyższy, żebym poza suwaniem tymi szklęczkami po blacie troszkę więcej na ten temat wrzucił. Właśnie wspomniałem troszkę o Wyspach Wielkanocnych, tak szybko jeszcze dokończę, żeby później nie zawracać, nie nawracać. O co chodzi z tymi moai? Ciekawa historia. Jeden z tych moai stoi w Londynie i niewielu ludzi wie, ale jest to jeden z najstarszych moai odkopanych na Wyspie Wielkanocnej. Jest ich tam troszeczkę.
Dlaczego najstarszy? Bo ten był zakopany najgłębiej zdaje się. Przynajmniej taka jest fama. Jeszcze jeden element, który przynajmniej oficjalnie mówi, że jest to najstarszy moai, bo legendy mówią, że jest grupa najstarszych moai, co potwierdzają właśnie owe badania, są w najgłębszej warstwie archeologicznej. Te starsze są wyciosane, wyrzeźbione ze skały, która się nazywa bazalt. Te młodsze z troszeczkę bardziej miękkiej skały. Nie pamiętam już w tym momencie nazwy. I ten moai, który tutaj przyjechał do Londynu, to jest właśnie taki moai wyrzeźbiony w skale bazaltowej. Cały numer polega na tym, że ciężko jest wyrzeźbić takie coś z owej skały, ponieważ ta skała ma współczynnik twardości opisywany mniej więcej tak: pi razy oko, pi razy drzwi, 8,5 w skali Mohsa. Skala Mohsa obejmuje od 1 do 10.
10 ma diament, czyli jest najtwardszy. No i schodząc w dół oczywiście schodzimy do gipsu, który ma 1 czy talku. Właściwie talk ma 1, gips ma zdaje się 2 czy 1,5, coś w tym stylu. Można sobie sprawdzić. Tak to się nazywa. Skala Mohsa. Skala twardości materiałów, głównie kamienia. No i właśnie ten bazalt jest to jedna z najtwardszych skał na świecie. No i teraz jest pytanie, jak to zrobiono? Normalnie, żeby to zrobić, to taka maszyna musiałaby stać i nawet gdyby stały dwie takie maszyny, ploter z przodu, ploter z tyłu z dwoma głowicami albo jakoś tak, no to by to wszystko szlifowały w okolicach chyba 50 lat.
Gdyby jeszcze ktoś zmieniał głowice non stop, żeby to urządzenie chodziło przez 24 godziny na dobę. I tyle by mniej więcej trwało. No, może krócej by się udało, ale przedsięwzięcie jest potężne. Jeżeli chcemy coś takiego zrobić, to trzeba właśnie takich specjalnych głowic, które pracują w systemie 3D. A głowice do cięcia bazaltu raczej nie pracują w takiej technologii, bo to są za ciężkie bloki. Jeżeli już, to się obraca blokiem, bo piła jest tak potężna, jest tak duża i po prostu musi być taka, żeby była odpowiednio schładzana. Robi się tak ciepło przy cięciu właśnie takiej skały. Problem jest taki, że właściwie nikt nie wie, jak to zrobiono. Bo jeżeli mówimy o ludziach, których największą technologią było zostawienie po sobie parę ognisk i kości objedzonych świnek albo krówek, albo jakoś tak oraz no nie wiem, no parę ogryzków i nagle tak obrobione bazaltowe skały, to troszeczkę jest powód, żeby się podrapać po głowie. Ale właśnie ja tu wrócę do tych artefaktów z Michigan, bo tak zacząłem, że zabawna historia z tymi artefaktami.
W Michigan wydarzyła się podobna historia jak na Wyspach Wielkanocnych. Podobna. Nie odkopano wielkich kamiennych głów. Chociaż też jest troszkę kamiennych artefaktów, ale odkopano metalowe artefakty z miedzi, która jest w idealnym stanie, tak można powiedzieć. Żeby zrobić miedź w idealnym stanie, taką, którą się wykopuje z ziemi, to trzeba wykonać pewną operację. Trzeba ją wrzucić do pieca hutniczego i wpompować tam jakieś trzy atmosfery. Taka prędkość, takie ciśnienie. Czysty tlen pod ciśnieniem trzech atmosfer minimum. W tym momencie temperatura, która jest w piecu, podnosi się bardzo mocno do góry. Dzieje się takie dziwne zjawisko, że właściwie wszystkie brudy, które znajdują się oryginalnie podczas krystalizowania się miedzi, bo wszystko jest właściwie kryształem, można powiedzieć.
Jest to metal, ale generalnie się formuje w ziemi. Podczas formowania są tam różne zanieczyszczenia i żeby się ich pozbyć, topi się ten metal, zamienia w płyn. Część tych śmieci wypływa na zewnątrz, druga część troszeczkę opada na dno. W taki oto sposób uzyskujemy w miarę czysty materiał. Więc jeżeli wtryskujemy pod ciśnieniem paru atmosfer tlen do pieca, to okazuje się, że miedź, która z niego wypływa, jest idealnie czysta. Tę technologię odkryto w latach 50. Zupełny przypadek, można powiedzieć. No i okazuje się, że prawdopodobnie, właściwie nikt nie jest w stanie powiedzieć, czy taką samą technologię, czy inną, ale my używamy takiej technologii jako cywilizacja, żeby wytworzyć sobie taki materiał i właściwie tylko taką znamy. I ta miedź, z której są zrobione te artefakty, które tam są znajdowane, są dokładnie z takiej miedzi, która potrafi przeżyć setki, tysiące lat w ziemi. Śniedzieje.
Główna warstwa zamienia się w taką, można powiedzieć, nanostrukturę, taki nanolayer węgla, polimer węgla. I tak jak zostało w ziemi, jeżeli warunki są sprzyjające, tak już zostaje. Taka warstwa izolacyjna, która tworzy się naturalnie. Podobna historia dzieje się z dachami kościołów, które mają miedziane dachy, które zaczynają zielenieć, śniedzieć, nabierają pewnego ciemnego koloru, czarnieją i od tego momentu właściwie są nie do ruszenia. Mogą tak sobie leżeć setki lat i właściwie się ich w ogóle nie wymienia i doskonale się sprawują podczas deszczu i tak dalej. Podobnie z tą miedzią. Tylko że ta miedź znajdowana w Michigan ma te niesamowite właściwości. To znaczy niesamowite właściwości. Ma po prostu wręcz szokującą czystość jak na metal. I znajdują się takie różne zapisy, różne teksty, które właściwie wyglądają jak tekst etruski.
Z językiem etruskim jest pewien problem, ponieważ jest to cywilizacja, która istniała przed rzymską cywilizacją i wszystko dosyć mocno wskazuje na to, że rzymska cywilizacja to banda bandziorów, która zrabowała etruskie królestwo i właściwie wybudowała swoją cywilizację na etruskich wynalazkach, takich jak kanalizacja, akwedukty. To właściwie są etruskie pomysły. Właściwie cały alfabet rzymski jest oparty, co tu dużo mówić, na takim miksie pomiędzy znakami, które pochodzą z etruskiego alfabetu i z greckiego alfabetu. Taka grupa śmondaków, która postanowiła zhackować jakąś cywilizację w jakiś sposób. Nie wiem, jak im się to udało, ale udało. W pewnym momencie zaatakowali króla Etrusków. No i koniec końców Etruskowie musieli się zawijać z Rzymu, ale zanim się zawinęli, stworzyli bardzo ciekawą cywilizację, której ślady znajdowane są w wielu miejscach. Ich język jest momentami bardzo podobny w kilku hieroglifach, tak to można nazwać, glifach do egipskich historii znajdowanych tam w różnych świątyniach, na różnych manuskryptach. Widać dużo połączeń. I te wszystkie rysunki z Michigan są takie bardzo egipskie.
Szokujące. Ale zostawię może te tematy rysunków z Michigan i w ogóle tych artefaktów z Michigan. Jeżeli słuchasz tego offline, to wpadnij pod audycję. Tam na pewno znajduje się jakiś link, gdzie znajdziesz zdjęcia do tych artefaktów. A z tymi artefaktami jest ciekawa historia, bo oczywiście oficjalnie zostały uznane za fałszerstwo. Takie ekstremalne fałszerstwo, bo tam są takie dziwne rzeczy, które tak podważają jakąkolwiek wersję historii, że wszyscy się łapali za głowę. To były czasy, gdzie Darwin wkroczył mocno na salony uniwersyteckie, zatem nie było mowy o tym, że jest jakakolwiek inna wersja historii niż ta, że starożytny Rzym jest kolebką cywilizacji. I koniec końców uznano to, tak jak wspomniałem, za ekstremalne fałszerstwo, takie zrobione jeszcze przez religijnych bigotów, bo okazało się, że te artefakty na swojej farmie znalazł koleś, który był założycielem religii o nazwie mormoni. On w ogóle miał jakąś wizję, jakiś sen. Napisał swoją własną wersję Biblii i tą swoją własną wersję Biblii oparł o nie do końca tylko i wyłącznie swoje własne wizje, ale o coś, co wykopał na swojej farmie.
Ponieważ on sobie po prostu kupił ziemię w Michigan i kiedy zaczął tam orać pługiem, zaczął wykopywać artefakty. A na nich na przykład człowiek rozłożony na czymś w rodzaju krzyża. Wygląda na taką egzekucję robioną przez rzymskich żołnierzy na jakimś kolesiu, który nie jest ewidentnie rzymskim żołnierzem. Jakieś takie dziwne historie, niekoniecznie nawiązujące, znaczy dla niego nawiązujące bardzo mocno do biblijnych opowieści, ukrzyżowanie i tak dalej. Ale też bardzo mocno związane z egipską historią, o czym ten dżentelmen wtedy nie wiedział. Cóż, nikt wtedy nie zajmował się tłumaczeniem egipskich hieroglifów. Nikt nie miał aż tak szerokiej wiedzy o tym, co jest znajdowane też na pozostałych wykopaliskach i stanowiskach archeologicznych jak świat długi i szeroki. Jedyną podstawą do porównywania czegokolwiek, jak stare może być, była Biblia. I ten dżentelmen tak się zagapił w tą Biblię i tak był zafascynowany tymi artefaktami, że napisał swoją własną. Stworzył religię Mormonów, taką sektę.
Ciekawa historia. Napisał swoją własną świętą księgę, znaczy swoją własną wersję czy jakoś tak, ze swoim własnym Genesis. I zaczął kolekcjonować te artefakty. I właśnie przez to, że koleś był takim dewotem religijnym, cała ta historia z tymi artefaktami została uznana za jedną wielką ściemę. Stwierdzono, że facet właściwie wszystko wymyślił po to, żeby uwiarygodnić swoją własną, nową, szaloną religię. I don't know jak było, ale artefakty w każdym razie, bo sprawdzono te artefakty parę lat później. W latach 90., 80. Do tej pory jest taka opcja, że można sobie sprawdzić, jeżeli ktoś z was jest w stanie, drodzy kochani słuchacze, do ciebie mówię człowieku, jeżeli masz kasę, żeby zapłacić za badanie takiej próbki, a to kosztuje w okolicach od 50 do 100 tysięcy dolarów w jednym laboratorium, a to trzeba sprawdzić w dwóch albo trzech, żeby był miarodajny wynik, to myślę, że nie będzie problemu, jeżeli chcesz to zasponsorować. Tam się zawsze bardzo chętnie na to zgadzają. W każdym razie z badań wyszło, że te artefakty są bardzo stare.
Pamiętają czasy Aleksandra Wielkiego, Macedonii. Pamiętają, Macedońskiego oczywiście, Aleksandra Wielkiego Macedońskiego. Pamiętają czasy Aleksandry, Aleksandrii. Co ja mówię? Aleksandrii, tego miasta w Egipcie. Być może pamiętają czasy Biblioteki Aleksandryjskiej. Kto to wie? Czasy być może Kleopatry. To już są takie spekulacje. Chociaż odkodowano kilka napisów i właśnie ten dżentelmen, o którym mówiłem, twierdzi, że odkrył pismo etruskie.
I powiem wam szczerze, że zgadza się to dosyć mocno z kilkoma elementami zawartymi w gnostyckich tekstach, które zostały odkopane w latach 70. w Egipcie razem ze zwłokami pewnego dżentelmena na pustyni, na starym cmentarzu, na którym chowano koptyjskich mnichów. W tamtych czasach był taki przepis wydany przez biskupa Aleksandrii, że wszelkie księgi, jakiekolwiek księgi, które nie są zatwierdzone przez niego, należy natychmiast palić. I był po prostu nakaz palenia wszelkich ksiąg i wszelkich tak zwanych ewangelii, pism natchnionych i tak dalej. Nie nazywało się to jeszcze ewangeliami, chociaż to się nazywało po prostu pismami gnostyckimi. Gnoza, ale o tym to może kiedy indziej. Zresztą chyba kiedyś wspominałem w Radiu Na Fali. W każdym bądź razie był nakaz palenia wszelkich tekstów gnostyckich i ci byli tak przerażeni, że czasami zabierali ze sobą przepisane kawałki tekstów do grobu. I tak oto udaje się czasami znaleźć kawałki właśnie tych manuskryptów. Co jeszcze chciałem powiedzieć o tych manuskryptach?
Właśnie, że są bardzo podobne, jeżeli chodzi o zawartość do tych skryptów z Michigan. Właściwie nikt do końca chyba nie odkodował. Przynajmniej ja nie słyszałem, żeby były przetłumaczone w całości te wszystkie teksty. Później okazało się, że nie tylko na tej farmie są znajdowane te artefakty. Okazuje się, że w ogóle w całym tym, zdaje się stanie Michigan jest dużo miejsc, gdzie pojawiają się bardzo dziwne rzeczy w ziemi. Popularnie nazwano to artifacts out of place. Zaczęto datować. No i ciągle ten sam zrąb, ciągle ta sama historia. Nikt nie jest w stanie uwierzyć, że w Ameryce, po której biegali wtedy oficjalnie tylko Indianie, oficjalnie nawet bez koni, bo one pojawiły się dopiero z Hiszpanami i uciekły Hiszpanom i dopiero wtedy zostały ujarzmione przez Indian. Że wtedy w Ameryce Południowej nad jeziorem Michigan mieszkali ludzie pochodzący z Egiptu.
I to nie jest jedyna sprawa. Ja tu wrócę do australijskiej opowieści, ale to może za chwilę. A na razie puszczę troszeczkę muzyczki, bo tam też w Australii jest jakaś egipska historia w ogóle z tym związana. No proszę bardzo. Aż nie wiem, co powiedzieć. Po prostu nie wiem. To może puszczę muzyczkę. „Give me my anger back." To się nazywa. RadioNaFali.com. Hiperprzestrzeń.
Ja na imię Tomek. Oprócz tego oczywiście transmitowane w Radiu Paranormalium. Tymczasem wracam do swojego tematu. Tematu mojej hipotezy, bo tak wspomniałem o tych dziwnych artefaktach. Właśnie jeszcze jedna rzecz na temat tych artefaktów z Michigan. Jest muzeum, gdzie można to oglądać, ale muzeum nie jest traktowane poważnie, ponieważ muzeum nazywa się Muzeum Biblii i te artefakty są tam jako wyjaśnienie i ilustracja do tego, że wszystkie te biblijne historie się wydarzyły w jakiś tam sposób. Taka sprawa. Dlatego nie jest to traktowane serio przez tak zwanych oficjalnych naukowców. Mają świetny pretekst, bo też z drugiej strony jest szaleniec religijny, można powiedzieć. I nie tylko jeden, bo teraz już cała sekta Mormonów.
To trochę jak z Watykanem podobna historia. Ale zostawiamy te sekciarskie historie i zasuwam właśnie w jakiś sens dlaczego wspomniałem o tych artefaktach, które znikają? Bo jest taka organizacja jak Smithsonian Institute, która się sławi tym, że lubi położyć łapę na jakimś artefakcie. Artefakt sobie znika nie wiadomo gdzie i nie można go znaleźć. A to jest na przykład młotek, który jest zamarznięty razem z trzonkiem skamieniałym w skale. Ta skała ma parę milionów lat. I właściwie wszyscy drapią się po głowie i mówią: „Jak to możliwe, że coś takiego istnieje?" Wtedy były tylko bakterie, które sobie pływały w oceanach. Jeszcze nie było lądów, jeszcze nie ewoluowały jaszczurki, które zaczęły chodzić po drzewach, zamieniły się w małpy, a małpy w nas. Wygląda na to, że młotek był wcześniej, przed tym, zanim pojawiły się komórki na tej planecie, przynajmniej z tych wykopalisk. Koniec końców Smithsonian Institute kładzie na tym łapę.
Artefakty znikają. To jest ta słynna historia ze znikającymi artefaktami, na przykład długimi czaszkami, które znikają zarówno z muzeów w Peru, jak i z Muzeum na Gozo. Z wielu miejsc znikają długie czaszki. Były w wielu miejscach. Zdaje się nawet w Chinach. I też poznikały. Za bardzo nikt nie chce tego pokazywać, bo to ryzykowne. Troszkę pokazuje inny obraz świata, jakoby ludzie wyglądali inaczej. A może to nie byli ludzie? Może to nie my?
Może to jakaś inna wersja? A może to jacyś sąsiedzi z kosmosu, którzy tu mieszkali razem z nami? Nikt tego nie wie. Spekulacji jest wiele, ale artefakty znikają nie tylko dzięki Smithsonian Institute, ale też w British Museum. Ja mam zdjęcie jednego takiego artefaktu, który został przestawiony w inne miejsce i opis zniknął. Właściwie druga część tych artefaktów zniknęła, bo to był komplet i nagle zniknął. Dziwny taki. Nie wiadomo co. Właściwie wiadomo co. Trochę wyglądająca jak cewka.
Takie urządzenie z okresu predynastycznych Chin, czyli zanim jakikolwiek cesarz się tam pojawił, jakakolwiek wzmianka o istniejącej władzy. Tak zwane predynastyczne Chiny. Wykopano kilka ciekawych rzeczy. Ni to, ni wiadomo co. Niektórzy nazwali to na początek biżuterią. Okazuje się, że to jest troszkę za małe, żeby przeciągnąć przez to rękę, żeby przełożyć jako bransoletkę. Za duże do wsadzenia do ucha. Generalnie taka lipa troszkę, bo nie wiadomo, do czego służyło. Dziwne. Tam stwierdzono, że jakieś dziwne artefakty do przędzenia i że wykorzystywano do robienia tkanin.
Jakieś takie abstrakcyjne tłumaczenie. Na dowód pokazywano zdjęcie maszyn tkackich z Chin, gdzie jakiś kawałek kamyka służy za obciążenie i też jest akurat wydrążony w podobny sposób. Ale te kamyki wyglądają troszeczkę inaczej. Mają na sobie bardzo dziwne znaczki. Kółko, przekreślone kółko, tak jakby pozycje biegunów oznaczone, że góra, dół. Właściwie jest to kamień zrobiony z jadeitu, który do lekkich kamieni w obróbce nie należy. Jest dosyć ciężki, twardy przede wszystkim. Jest to precyzyjnie zrobione i to zrobione w taki sposób, że tu muszę wspomnieć o Ameryce Południowej, wszystkich tych kamiennych blokach Puma Punku i tych kamiennych blokach, które znajdują się w okolicy piramid w Egipcie. Mają wydrążone dziury. Jeden z takich kamieni znajduje się nawet w British Museum w Londynie.
Chyba nawet dwa. Mają takie otwory wydrążone przez cały granitowy, bazaltowy blok. Nie byłoby problemu w tym, gdyby nie to, że nikt właściwie nie wie, jak wydrążono te otwory, bo mają prowadnice w środku. I nie jest to normalne wiertło, bo kiedy opuszcza się wiertło w dół, jest tylko ślad po wiertle. Natomiast jeżeli coś idzie wzdłuż prowadnicy, jest taki rowek, który idzie wzdłuż całego cięcia. Właściwie nikt nie wie, jak to zrobić. Inna sprawa, że znowu mamy do czynienia z bazaltową skałą. Jak kroić bazaltową skałę, w której jest tak dużo minerałów i każdy z nich ma inny współczynnik twardości? Każdy ma z tego samego powodu, że jest inny współczynnik temperatury, przy której strzela i obróbki tego wszystkiego. Zatem wiertło musiałoby chodzić bardzo powoli, bo przy zbyt wysokich obrotach byłby bardzo poważny problem z chłodzeniem.
Po pierwsze wiertło by się stopiło, bo właściwie nie ma metalu na świecie, który miałby tak dużą twardość, żeby osadzić to wiertło, żeby wytrzymało sam wstrząs wibracyjny, który pochodzi od zdzierania mikropowierzchni tego kamienia za każdym obrotem. Ciężka sztuczka wykonać coś takiego. Teraz się stosuje specjalnie utwardzane stale, które produkuje się chyba od 40 czy 50 lat w specjalnej technologii i to też nie pomaga. Te tarcze się bardzo szybko niszczą i trzeba je wymieniać na nowe. Nie jest to, że tak powiem, chleb powszedni. Nie jest to taka technologia, którą łatwo zrobić. A jeżeli zobaczymy na skalę tego wszystkiego, to już w ogóle włosy stoją dęba, bo okazuje się, że to tak, jakby teraz zamienić wszystkich ludzi mieszkających na świecie w profesjonalnych kamieniarzy i każdej rodzinie na świecie dać profesjonalne kamieniarskie narzędzia i kazać rzeźbić dziwne kwadratowe klocki w bazaltowej skale. Trwałoby to w okolicach być może pięciu pokoleń i nasza cywilizacja dorównałaby w połowie temu, co znajdujemy w wykopaliskach archeologicznych. Nawet używając jakiejś ultralaserowej techniki obróbki kamienia i zupełnie innych głowic, które pracowałyby dwa razy szybciej, to i tak zajęłoby całemu światu zdaje się pięć pokoleń, żeby przynajmniej połowę z tego zrobić. Jest jeszcze ta druga połowa, która powoli się pojawia z tych lasów, z tej otchłani, z dziczy.
Taka druga połowa, bardzo zaskakująca, znajduje się na Syberii i w Rosji. To jest fenomen. Ostatnio oglądałem zdjęcia takich konstrukcji neolitycznych gdzieś tam w Syberii, z miejsc, gdzie żeby dotrzeć, trzeba iść chyba pieszo przez dwa tygodnie, przez nie wiadomo co, o właściwej porze roku, żeby się nie zapaść w bagna, żeby w ogóle przetrwać. Naprawdę dzikie odmęty. I budowle potężne, tak gigantyczne, że to się w głowie nie mieści. Dokładnie ta sama historia jak w Ameryce Południowej, jak w Egipcie, jak w Japonii. Bo w Japonii też są takie monolity. Znajdują się troszeczkę za Tokio, a oprócz tego znajdują się w Tokio. Praktycznie w każdym miejscu na świecie jest coś takiego. I ten artefakt, o którym wspomniałem, znajdował się w British Museum.
Był zrobiony z jadeitu, bardzo ciężkiej do obróbki skały i był to taki przedrążony długi wazon, taki wysoki wazon, można powiedzieć kwadratowy, wysoki na 50 centymetrów, przedrążony na wylot, ale w bardzo dziwny sposób. Te tulejki nie trafiały idealnie na siebie. Tworzyły taki skok, ale ten skok był idealnie zrobiony. Oczywiście w opisie było to, że jest to błąd konstrukcyjny i że na pewno konstruktorzy po prostu się pomylili i przez przypadek uciekło im spozycjonowanie osi dla przewiercenia całego kamienia. Ale okazuje się, że nie za bardzo, bo zrobiono zdjęcia, jak zostało to obrabiane i jak wyglądają ścianki. Oczywiście tam z boku była podana technika, że jest do tej pory używana, że tam się robi jakiś kamienny kwarcowy piasek, coś tam jeszcze i tak się patyczkami wyciera. Tylko że patyczkami ani analogowymi technikami nie da się zrobić tak precyzyjnego skoku pod takim kątem. To jest po prostu fizycznie niemożliwe. Jeszcze jednocześnie zachować dokładnie ten sam kierunek tarcia, bo zrobiono zdjęcia pod mikroskopem elektronowym i okazało się, że wszystkie kierunki tarcia Idą dokładnie w tę samą stronę, czyli zaprzecza to w ogóle jakiejkolwiek koncepcji robienia tego ręcznie, ponieważ ręcznie te rysy leciałyby właściwie w każdą stronę. To jest fizycznie nie do zrobienia.
Samo wyjęcie tego materiału do szlifowania z tego otworu powoduje rysy, bo trzeba by z powrotem to zapolerować. Problematyczna historia. Nikt nie wie, jak to zrobiono i te artefakty zniknęły. Były wyświetlane przez lata, przez lata. I nagle tak cała gablotka zniknęła. Część z tej kolekcji pojawiła się w zupełnie innej gablocie i tak widać, że one znikają, że jest jakaś intencja odgórna, że nikt nie chce przyjrzeć się naszej historii jako cywilizacji jeszcze raz, ale tak porządnie, tak normalnie powiedzieć: okej, dobra, mamy swoje koncepcje, mamy swoje przekonania, mamy ten cały pomysł, który mamy teraz w kieszeni. Ale wygląda tak, jak wygląda. Wygląda, że za bardzo to, co mamy w ziemi, nie pokrywa się z tym pomysłem, co mamy w kieszeni, więc zostawiamy pomysł w kieszeni albo chowamy w buty i zajmujemy się teraz poszukiwaniami tej rzeczywistej informacji. Nic takiego się nie dzieje. Wszystkie artefakty raczej, jeżeli stają się dyskusyjne, stają się zbyt popularne, znikają.
Niektóre się pojawiają, ale to tylko dlatego, że przyciągają rzesze turystów i że propaganda dookoła tego jest taka, że właściwie i tak nikt nie wierzy, że to jest oryginalny artefakt. Tak jak w przypadku kryształowej czaszki, która oczywiście jest bardzo dyskusyjną historią, bo z jednej strony jest podejrzenie, że zrobili to ludzie Cartiera i jest bardzo sensowne podejrzenie. Testując jedne z pierwszych maszyn do szlifowania diamentów, zaczęli wykorzystywać zupełnie inną konstrukcję i zupełnie inną metodę szlifowania kamieni, zostawiając zupełnie inną smugę po szlifowaniu. I to była taka pionierska technologia w tamtych czasach właściwie po raz pierwszy użyta. Podobny ślad znaleziono na tej czaszce. Tylko problem polega na tym, że szlif na czaszce został zrobiony bardzo tak zwaną, jak to się mówi profesjonalnie, drobną gradacją diamentu, ale taką naprawdę ultra drobną. A wiemy, że w latach 20. minionego stulecia ten materiał do szlifowania nie był aż tak drobny. Po prostu nie posiadano technologii, żeby wytworzyć taki diamentowy pył. Dzisiaj właściwie pył się wytwarza sztucznie.
To już nie jest taki diament wykopywany w kopalniach, tylko to jest taki specjalnie hodowany pył diamentowy. Też kosztuje swoją kasę. Też nie jest to tanie, ale nie jest to aż takie drogie. Dlatego mamy pilniki diamentowe do paznokci, ponieważ jest to produkowane na skalę przemysłową i mniej więcej ten pył jest używany właśnie, może nie zawsze, ale często do takich sprytnych głowic, żeby wiercić takie otwory. Inna sprawa, że trzeba, tak jak mówiłem, osadzić go w czymś, co go utrzyma tak, żeby nie wyleciał. Tak jak z pilników do paznokci ten pył w pewnym momencie wylatuje. Jest dokładnie ta sama historia. Te urządzenia się niewiele różnią od siebie, poza tym, że jedne są profesjonalne, takie ultra i drążą w takich super twardych kamieniach, a inne po prostu służą tylko i wyłącznie do szlifowania paznokci na przykład. Zatem jest dużo zagadek na ten temat. Właściwie jest jedna wielka zagadka, jak zostały zrobione te obiekty, w jakiej technologii, bo oficjalne wytłumaczenie w ogóle nie odpowiada na przynajmniej połowę pytań, które powstają podczas oglądania tych przedmiotów.
I jeszcze jedna ciekawa historia, że dookoła tych przedmiotów są takie bardzo ciekawe artefakty, też z jadeitu. Takie płytki, które wyglądają troszeczkę jak słynne flames, takie płomienie, które maluje się na Harleyach Davidson albo takich samochodach typu vintage w Ameryce. Taka popularna historia, takie płomienie, które tak płyną po samochodzie, tak zwane flames. I są takie tabliczki jadeitowe, które są wycięte troszeczkę właśnie w takie kształty i na nich są takie ciekawe rysunki, które wyglądają jak instrukcje obsługi pola elektrostatycznego, pola energetycznego. Wygląda to dla mnie tak, jakby przelatywała energia. Znajduje się to w British Museum. Zapraszam, żeby się przejść. Jest to na pierwszym piętrze, kolekcja japońskiej. Tam są takie płytki. Ciekawie to wygląda, bardzo intrygująco.
Teraz są robione eksperymenty w wielu laboratoriach akademickich. Dzięki temu mam wgląd w te prace. Także dzięki człowieku, który robisz czasami takie prace i publikujesz je w internecie, szczególnie na niektórych amerykańskich uniwersytetach. Chodzi o zachowanie się różnych kształtów. Buduje się różne cewki i sprawdza się, jak na przykład energia z tego propaguje, sprawdzając różne materiały, czy to fotowoltaikę, czy to jakieś nowe ogniwa. Generalnie jest taki boom troszeczkę. Firma Tesla pomogła zrobić ten boom komercyjnie. Wszyscy zobaczyli tam świecące się złote dukaty i pobiegli w tym kierunku. I bardzo dobrze niech biegną. I robi się troszkę badań na ten temat.
I badania pokazują, że kształty generują bardzo ciekawe zjawiska energetyczne. Jeżeli ktoś z was czytał prace Wiktora Grabelnikowa na temat energii kształtu, to właśnie bardzo podobna historia. Właściwie ta sama historia. I okazało się, że tak, jest coś takiego, coś takiego istnieje i że jeżeli się stworzy odpowiednią strukturę, to ona zmienia polaryzację dookoła siebie. Część z tych artefaktów, które są w British Museum wyglądają jak wypisz wymaluj tych eksperymentów, które czasami są przeprowadzane. Przynajmniej ja mam taką refleksję. Nie wiem jak ty. Ale lecąc dalej po tej historii, bo to nie koniec. Mówiłem, że wspomnę o Australii jeszcze raz i o Egipcie. Więc w Australii w latach 50., gdzie był taki duży boom na poszukiwanie złota, było takie lokalne miejsce należące do lokalnego plemienia.
Tam są tak zwane rezerwaty i tych lokalnych mieszkańców trzyma się w rezerwatach jak w takich gettach, a resztę przejęły firmy wydobywcze, duzi farmerzy i tak dalej, i tak dalej. Brudna, klasyczna historia białej cywilizacji. Nie wiem, jak to inaczej nazwać. Nie najlepiej to wygląda. Do tej pory ci ludzie są dosyć mocno dyskryminowani, chociaż to jest ich ziemia i to ich prawa powinny tam obowiązywać. Ale mniejsza o to. Ziemie trafiły pod obstrzał firm wydobywczych. I było takie jedno miejsce, o którym krążyła fama, że może być tam złoto. I pojawiła się firma wydobywcza w latach 50. I to miejsce było święte dla lokalnych ludzi.
Było określane jakim miejscem? Do którego przybyli kiedyś bracia. Australia była miejscem, do którego przybywali wszyscy po wiedzę, było to takie edukacyjne miejsce, globalne edukacyjne miejsce. I przybyli pewnego razu bracia z innego miejsca. Łodzią przybyło dwóch braci się uczyć. Dostali wiedzę, ale wnieśli troszeczkę zamętu z kobietami. No rozrabiali troszeczkę i zostali wyproszeni z wyspy, żeby wracali do swojej cywilizacji. Tak wyglądała historia, którą opowiadali Aborygeni. I ta skała była miejscem, gdzie owi bracia rozbili pierwszy obóz. Nie wiadomo, czy było ich tylko dwóch, czy było ich więcej, ale historia ciągnie się dalej.
I dokładnie w tym miejscu firma wydobywcza postanowiła sprawdzić, czy jest złoto. Zrobiono odwiert, wrzucono dynamit, walnięto, bo była jaskinia, więc było podejrzenie, że skoro jest jaskinia, to przecież Aborygeni nie wydrążyli jaskini. To jest jakiś naturalny twór skalny. A jeżeli są takie przerośnięcia w skale, może tam był kwarc, może coś innego. Skała kwarcowa także wygląda na to, że może być złoto. I jeszcze dziura w ziemi. To trzeba tam wysadzić w powietrze kawał tej skały i poszukać, czy nie ma złota. Wysadzili w powietrze. Okazało się, że złota nie znaleźli, ale znaleźli kawałek tuneli. I zabawne było to, że jest to skała granitowa i to o bardzo dużej twardości, takiej w okolicach ośmiu, siedmiu w skali Mohsa.
Tunel zrobiony ludzką ręką. Aborygeni nie robią takich rzeczy. Tunel bardzo precyzyjnie zrobiony i w tunelu był szkielet jakiejś dużej postaci w okolicach prawie dwóch metrów, coś koło tego. Dziwne legendy chodzą dookoła tej historii, ale w każdym razie, bo nie ma zdjęć oczywiście i to jest akurat ten kawałek tak zwany dyskusyjny. W każdym razie przez moment ta jaskinia była dostępna, ale to wysadzenie skały doprowadziło do poluzowania się części pozostałych skał. I zaraz po tym, jak tylko wejście się otworzyło od tego wybuchu, to automatycznie zaspało się z powrotem i tak solidnie, że nikt właściwie nie zdołał już tam z powrotem wejść. Ponoć znajdował się tam grób i ponoć znajdowały się tam jakieś artefakty. I ciekawa rzecz, bo ten wybuch, który zrobiono, odsłonił też takie dodatkowe boczne wejście do tego mikromasywu granitowego, które znali tylko miejscowi. To było ich święte miejsce i okazało się, że można tam po prostu dojść normalnie z buta. I ktoś tam doszedł i odkrył na ścianach egipskie hieroglify.
I zrobiło się ciekawie. Historia gdzieś tam utknęła, bo ludzie, którzy tam mieszkali, mieli bardzo dobry kontakt z Aborygenami, którzy poprosili ich o to, żeby zatrzymano tę historię w tajemnicy. Z czasem pojawił się jeden badacz, który się zajął tą całą historią. Zaczął to badać, zaczął to nagłaśniać. Dookoła sprawy zrobiło się trochę głośno. Oczywiście rząd oficjalnie stwierdził, że jest to fałszerstwo. Jest to jakiś hoax. Ktoś tam przyjechał i specjalnie, żeby wybudować sztuczną atrakcję turystyczną, wybił w ścianie coś na wzór greckich hieroglifów, bo one są tak nieprecyzyjnie zrobione i one właściwie wyglądają na miks greckich i etruskich hieroglifów. To jest w ogóle ciekawa sprawa. Bardzo podobnie do tych artefaktów z Michigan, bardzo podobnie momentami do takiego oryginalnego pisma, które jest gdzieś pomiędzy sanskrytem a głagolicą, tego prapisma prawdopodobnie.
Bardzo podobnie to wygląda. Rzucają się w oczy bardzo mocne podobieństwa. Zresztą rzućcie oczyma do linków pod audycją, tam postaram się wrzucić tyle, ile się da na ten temat. I w każdym razie postanowiono zacząć to badać. Wyniki badań prowadziły właściwie w dwa kierunki. Jeden ten, który potwierdzał oficjalną tezę, że jest to fałszerstwo i drugi robiony przez bardzo niewielką grupę ludzi, starając się potwierdzić rzeczywistość tej historii i sprawdzić, co to w ogóle jest, czy to jest prawda, niekoniecznie zakładając, że jest to kłamstwo. I oczywiście ogólna propaganda sprzedała to jako taką atrakcję turystyczną, tandetną. Gdzieś tam sprawa zniknęła, została zamieciona pod dywan. Ale koniec końców kilku tych prawdziwych naukowców, koniec końców kilku tych prawdziwych researcherów postanowiło sprawdzić tę sprawę konkretnie, bez tych naukowych schematów. I odkryli, że właściwie nie było nikogo, kto mógłby znać egipskie hieroglify i wykonać taką robotę w tym kamieniu.
To jest pierwsza rzecz. Druga rzecz taka, że za dużo jest tych hieroglifów i jest to zbyt duże odludzie. Mieszka tam raptem kilku ludzi, więc jeżeli ktokolwiek by się kręcił, zostałby od razu zauważony, bo tak jest na odludziu, że każdy obcy jest od razu widoczny z daleka, szczególnie kiedy ktoś jest z płaskiego, jedzie samochodem, a musiałby targać ze sobą troszeczkę sprzętu, żeby móc to zrobić, bo tam są jeszcze takie wyrzeźbione przejścia przez te skały. Także to wszystko idzie razem. I kolejna historia to jest sposób, w jaki zostało to zrobione, czyli że jest to takie dosyć głębokie cięcie i głębokie cięcie na tyle nietypowe, że ciężko znaleźć jakiekolwiek narzędzie, które mogłoby to zduplikować. Koniec końców powstało bardzo dużo znaków zapytania dookoła tej całej historii. I pewnego dnia postanowiono sprawdzić to w asyście geologów, czyli na ile jest potencjalnie stary ten napis po tej warstwie ześniedzenia skały. I okazało się, że napisy są bardzo stare, że nie jest to absolutnie fałszerstwo, nie jest to nic, co mogło powstać w ciągu ostatnich stu, dwustu albo tysiąca lat. Z jednego prostego powodu. Skała się utlenia i krystalizuje na zewnątrz ta pierwsza zewnętrzna warstwa.
I dokładnie w ten sam sposób jest skrystalizowana warstwa, która jest wewnątrz hieroglifów, tak samo jak i na zewnątrz skały, gdzieś tam obok hieroglifów. I tu zaczęło się robić ciekawiej. Tu cała ta legenda nabrała rumieńców. Okazuje się, że dokładnie ta sama cywilizacja funkcjonowała w kilku miejscach i mamy ślady po tej cywilizacji. Przynajmniej to jest taka moja hipoteza, że zarówno te tablety z Michigan, zarówno ta historia z Australii, z tym, że są ślady po Czymś, co my nazywamy właściwie kulturą egipską, bo kojarzymy najczęściej właśnie z rzeczami znajdowanymi w Egipcie. One posłużyły za kanwę tej całej legendy, która jest nam sprzedawana jako historia ludzkości. Przynajmniej tak to wygląda w moich oczach, proszę państwa. A tymczasem może odrobinę muzyczki. Ja to sobie łyknę herbaty. A ty, człowieku, jak chcesz zadzwonić, to radionafali.com i dzwoń.
A ja tutaj mam kolejne elementy swojej hipotezy. Mam taką szaloną hipotezę i za chwilę dobiegnę do końca i wyłuszczę, co to wspólnego ma z genialnym wynalazkiem pana Keshe. A ty po drodze, dziewczyno — tak, do ciebie mówię — i ty, chłopaku, też, rzućcie okiem na Facebooka Radia Na Fali. Tam jest link do patentu pana Keshe. Do jego odkrycia, wynalazku. Opublikził to. Każdy może z tego korzystać, budować maszyny, robić, cokolwiek chce. Rzecz jest genialna. Myślę, że jest to ten przełom cywilizacyjny, który spotkał nas za życia. To trochę jak urodzić się za czasów Nikoli Tesli, można powiedzieć.
Urządzenie jest tak łatwe do zrobienia, że każda gospodyni domowa jest w stanie to zrobić. I wcale nie żartuję. Robi to 10-letnia dziewczynka w Chinach i nie ma z tym problemu. Urządzenie daje wolną energię. Jest ciekawa historia związana z technologią robienia tego urządzenia, bo jest trywialnie proste oraz kilkoma bardzo spektakularnymi elementami znajdowanymi dookoła tych wszystkich neolitycznych wykopalisk i tej kultury, która w jakiś sposób zniknęła i w jakiś sposób jest ciągle chowana, zamiatana pod dywan i opowiadana nam jest zupełnie inna wersja historii. Ale tom po muzyczce, moi drodzy, ja to się napiję herbaty, żeby nie wyschnąć. A książę Edward tutaj pracuje dzielnie, cały czas. W pocie czoła. Właśnie. Człowiek pracy żadnej się nie boi.
Czas na muzyczkę zatem. Radio Nafali kropka com. Hiperprzestrzeń. Ja za mikrofonem, czyli Tomek dokładnie mnie słuchasz. A dzisiaj kolejna część mojej hipotezy, bo to jest bardzo kompleksowa sprawa. Wspomniałem o panu Keshe i czas najwyższy, żebym powiedział, bo jeżeli jeszcze nie wiesz, jeżeli jeszcze ci nikt nie powiedział, bo zapomniał, jest strona fundacji pana Keshe. Link jest na stronie Radia Na Fali. Jeżeli nie chce ci się klikać gdziekolwiek indziej, tam jest coś takiego, co się nazywa Keshe Foundation. Bardzo łatwo znaleźć. Strona się nazywa www.keshe.foundation — fo-un-da-tion — kropka org.
Keshefoundation.org zwyczajnie. I tam znajduje się taki napis na stronie głównej, aktualnie, przynajmniej teraz. Nie wiem, kiedy tego słuchasz. Może słuchasz tego w przyszłym tysiącleciu albo w innej czasoprzestrzeni, tak że sprawa jest nieaktualna. I na pierwszej stronie jest jasno i wyraźnie: „The Magrav Power Blueprint is now available. Here is the link to download”. I tam jest link, który trzeba nacisnąć i tyle. Jest tam pełna dokumentacja, ale ja nie o tym, bo to jest do kliknięcia, otworzenia i sprawdzenia sobie samemu, żeby nie być cwanym gapą po raz kolejny. I na czym polega cała historia? Sercem tego systemu, sercem tej aplikacji, tej metody pozyskiwania energii jest niesamowita rzecz, która też jest opisana.
Teraz to dopiero łapię, teraz to rozumiem. Też miałem moment centralnego zaskoczenia, kiedy wszystko się połączyło w całość. To jest tak zwany nano coating, czyli bierzemy miedziany drut i robimy tak zwany nano coating. Pokrywamy go nanowarstwą. To jest taka jednoatomowa warstwa. Grafen jest podobną historią. To jest właśnie taki nano layer. Tylko że to jest nie nano coating. Można coś pokryć grafenem, wtedy jest nano coating grafenowy, a tu jest bardzo podobna historia. Właściwie chodzi o pokrycie polimerem naturalnego węgla, który ma pewne specyficzne właściwości, jeżeli się to zrobi w odpowiedni sposób.
I wystarczy tylko pokryć miedziany drut owym nano coatingiem. Jest on robiony w specyficzny sposób. Znaczy jest kilka metod na robienie tego nano coatingu. Jest metoda chemiczna, jest metoda analogowa. I tu jest ciekawa sprawa związana z tymi wykopaliskami archeologicznymi i tą obsesją wręcz palenia potężnych ognisk w niektórych centrach, tak zwanych neolitycznych. Wręcz potężne ogniska. Widać, jakby impreza się w życiu tam nie kończyła, jakby ludzie tam non stop imprezowali. A zabawne jest to, że nie ma śladów mieszkania. Jeżeli jest impreza przez kilka dni, to trzeba gdzieś jakiś namiocik może rozstawić, żeby się przykimać przynajmniej pomiędzy jedną imprezką a drugą. Ale nie ma śladu jakiejkolwiek aktywności ludzkiego życia, żeby cokolwiek tam było, poza potężnymi ogniskami i resztkami z jedzenia.
Ani śladów nomadów, którzy musieliby tam zaparkować przynajmniej na jakiś czas, żeby utrzymać to na chodzie. Nic, absolutnie. Po prostu wyparowało. Poza ogniskami. Najprostsza metoda zrobienia nanocoatingu polega na tym, jak Chińczycy zastosowali, jak się okazuje, i tak zabezpieczali metal. Aczkolwiek nie wykorzystywali. Chociaż kto wie. Właśnie, te wszystkie artefakty zabawne. Trzeba będzie teraz to posprawdzać. Bierze się kawałek miedzi, bierze się węgiel drzewny.
W ogóle można zrobić ognisko z drzewa. Bierze się normalny kawałek drzewa, pali się i kiedy węgiel jest już biały, przepalony w środku, ten kawałek drzewa ciągle się żarzy, wkłada się ten miedziany drut, który ma się zwinięty w odpowiedni kształt i się go wsuwa na parę chwil, żeby go podgrzać. On się robi ciemny i się go wyciąga, wsadza do wiaderka z wodą, żeby schłodzić i z powrotem się powtarza. Taki proces się powtarza w okolicach 100 razy. Jeżeli chcemy zrobić to w ten analogowy sposób, jest to najprostsza metoda, żeby pokryć tak zwanym nanocoatingiem, czyli tą nanowarstwą drut miedziany. Ale to nie wszystko, bo to jest pierwsza warstwa nanocoatingu. Ona jest bardzo istotna, ale ta druga, która wyzwala tą właściwą reakcję i produkuje substancję, którą Mr Keshe nazywa gans, bardzo istotna substancja do działania tych reaktorów. To jest ta druga tajemnica tego zjawiska. Potrzebna jest sól. Kiedy mamy już te nasze cewki z miedzi, które są już pokryte tym nanocoatingiem podczas procesu zanurzania w ognisku, które jest pełne żarzącego się białego węgla i wyciągania i wkładania do wody.
Kiedy to wszystko wyschnie, musi być idealnie suchutkie, nie może być grama wilgoci na tym. Wkładamy to do zbiornika ze słoną wodą i w tym momencie sól zaczyna bardzo ciekawy proces na tej cewce. Ona zaczyna się robić biała. Cała miedź bieleje troszeczkę. Wyciągamy, suszymy i mamy gotową cewkę. Jest to tak genialny pomysł, że to się w głowie nie mieści. Chodzi o to, że ta nanowarstwa, ten nanolayer idealnie izoluje miedziany drut od wszystkiego, co jest dookoła. To były te największe problemy Nikoli Tesli. Geniusz Nikoli Tesli polegał na rozłożeniu tych wszystkich zjawisk na osobne elementy i regulowaniu ich za pomocą rezonansów. To była jego tak zwana w cudzysłowie tajemnica.
Zresztą, jeżeli słuchasz radia Na Fali i zdarzyło ci się słuchać syntezy, to wiesz doskonale, o czym mówię, bo radio Na Fali partycypowało w projekcie tłumaczenia patentów Nikoli Tesli po raz pierwszy na język polski za darmo, żeby były dostępne dla każdego. I tam też jest to opisane. Tylko że on to robił w dosyć techniczny sposób, używając tony drutu, tony cewek. Generalnie troszkę geeky sprawa i tam trzeba się troszkę namachać śrubokrętem, trzeba się namachać różnymi innymi miernikami, żeby to poskładać do kupy i trzeba dobrze wiedzieć, co się robi, bo jeden drobny błąd i urządzenie nie chce działać, chociaż teoretycznie jest zbudowane idealnie według planu. Z tym nanocoatingiem sprawa jest genialna, bo właściwie rozwiązuje wszelkie problemy, które powstawały właśnie z powodu tej drobnej precyzji, którą trzeba było w ekstremalny sposób czasami przy produkcji niektórych komponentów utrzymać za wszelką cenę, żeby cokolwiek zadziałało. I to jest tajemnica tego nanocoatingu, że właśnie wtedy pokrywa się idealnie warstwami. Trzeba to robić w rękawicach. Nie jest dobrze robić tego w rękach, ponieważ wtedy zdejmujemy ten nanocoating. Musimy tak robić elegancko, żeby sobie nie zniszczyć tej warstwy. Później robimy tak zwany gans, czyli z substancji, która powstaje z tego, bo część tej miedzi krystalizuje się i osadza się jako takie nanokryształy, można powiedzieć, w tym roztworze soli.
Jeżeli robi się to chemicznie, to robi się w tak zwanym, jak to się po polsku nazywa? To jest taka substancja do zalewania toalet, żeby wyżarło. Nie sodium, tylko sól kaustyczna. Tylko że trzeba robić w rękawicach gumowych. To jest świetna metoda, bo ona robi w rewelacyjny sposób ten nanolayer i się wkłada w taki pojemnik, gdzie jest soda kaustyczna. Zalewa się tą sodę wrzącą wodą. To wszystko sobie tam paruje, zachodzi, tylko że to trwa w okolicach miesiąca wyprodukowanie tego, ale warstwa jest niesamowita. Trzeba uważać. Są przepisy na internecie, jest cały opis tego procesu, także nikt się nie zgubi. Łatwe do zrobienia.
Nie będę opowiadał tego procesu, bo nie chce mi się, że tak powiem, tutaj wbijać w technologiczne historie. Powstaje taki płyn, który się nazywa gans. Skrzyżowanie od nanogazu, dokładnie. Gans, czyli gaz i nano, czyli takie nanocząsteczki, które nam sobie pływają. I generalnie w zależności od tego, z czego robimy ten roztwór, bo możemy z różnych materiałów, nie tylko z miedzi. Ten roztwór zawiera te substancje i później go, że tak powiem, suszymy, doprowadzamy do takiego stanu, że zamienia się w taką ciapę. Troszkę przypomina szpachlę, taką normalną murarską szpachlę i możemy tą szpachlą zaszpachlowywać różne obiekty w różne kształty. Na przykład otworzyć sobie piłkę pingpongową, przeciąć na pół, wrzucić do środka, zrobić specjalny taki nanocoating miedzią dookoła. Też są na to metody. Wszystko jest opisane.
Wrzucić do środka ten właśnie gans, czyli tą szpachlę, wstrzyknąć to zwyczajnie strzykawką i mamy środek reaktora. I z tych cewek, które są dookoła, zgarniamy energię. Niesamowicie prosta sprawa. Chodziło właśnie o ten nanocoating i się okazuje, że być może to jest właśnie ta technologia, którą tych kilku ludzi na świecie nie chciało albo nie wiedziało, albo nie wiadomo co. W każdym razie zniknęła ta technologia i być może te wielkie, potężne ogniska i te bardzo dziwne, szokujące wykopaliska archeologiczne są właśnie świadectwem zupełnie innego sposobu pozyskiwania energii tysiące lat temu w cywilizacji, która była wcześniej tej prawdziwej, oryginalnej naszej cywilizacji. Przecież to by tłumaczyło wszystkie te lewitujące hece, bo historia z tymi urządzeniami pana Keshe jest związana właśnie między innymi z lewitacją, z plazmą. Bo to, co mamy, to właściwie urządzenie, które generuje potężne pole plazmowe i właściwie energię otrzymujemy dokładnie z tego powodu. Ale to jest ciekawa historia, bo ja troszkę krzywo wytłumaczyłem. Cały numer polega na tym, że robiąc w ten sposób instalację, jest cały opis, jest PDF do ściągnięcia, jest cała historia, także łatwo sobie samemu zrobić. Zapraszam każdego, żeby sobie sprawdzić samodzielnie.
W każdym razie to urządzenie ma wiele ciekawych zalet. Właśnie to odkrywam. Anyway, jedną z tych ciekawych zalet jest to, że to urządzenie właściwie powoduje, że wszystko, co jest podpięte do tego urządzenia, zaczyna pokrywać się warstwą nano coatingu. Płaszcz nano. Nanowarstwa. I ta nanowarstwa zapamiętuje stan energetyczny na przykład instalacji energetycznej, czyli wszystkie kable w domu, wszystkie te elementy, niezależnie z jakiego metalu są, pokryją się w ciągu od trzech do pięciu tygodni taką warstwą nano coatingu. To ich nie zepsuje, to nie zniszczy, nic nie przestanie działać. Nie ma tutaj żadnego problemu, jeżeli chodzi o jakiekolwiek obawy o zniszczenie instalacji. Natomiast dzięki temu, że pokrywa się nano coatingiem, ten nano coating zapamiętuje stan energetyczny instalacji. Coś jak pole morfogenetyczne.
Wręcz w dosłowny sposób. Jest ten moment, kiedy wszystko już jest pokryte. W tym momencie się odłącza instalację domu od zasilania z elektrowni i okazuje się, że nasza instalacja szczytuje cały czas tą energię i przekazuje nam do sieci i nagle mamy w domu prąd z niczego. Na tym polega ta sztuczka. Podczas robienia nano coatingu w wersji chemicznej jest taki moment pomiędzy jednym a drugim, że traktuje się te miedziane elementy czy jakiekolwiek elementy bardzo drobnym ładunkiem elektrycznym, który można sobie wyprodukować chociażby z małej baterii, takiej niewielkiej baterii. Jeżeli ktoś kojarzy z was takie wykopaliska archeologiczne o nazwie „bateria z Bagdadu”, wszyscy zastanawiali się, po cholerę komu bateria, która ma takie bardzo małe ładunki i to tylko elektrostatyczne, ale jest tak stabilna, jeżeli chodzi o działanie właśnie na tych niskich napięciach. Po cholerę komuś coś takiego? Bo przecież żarówki nie zapali, iskry tym nie wywoła. Co można tym robić? Takie niepraktyczne z naszego punktu widzenia.
Tu się okazuje, że taka bateria mogłaby być idealna wręcz do robienia nano coatingu. Można podczas procesu nano coatingu podłączyć urządzenie w specjalny sposób, bo to się robi na takich metalowych siatkach. Sprawdźcie w dokumentacji. Jestem zafascynowany tym pomysłem i prostotą tej idei, tego pomysłu, ale nie chcę tu was zagadać technicznymi sprawami. W każdym razie podczas tego procesu używa się troszeczkę takiego niskiego prądu elektrycznego, tak żeby ułożyć te polimery w odpowiednim kierunku, żeby wzbudzać to zjawisko na cewkach. Ciekawa historia. Nagle mnie oświeciło, bo wiedziałem, że ten proces nano coatingu jest związany właśnie z sodą, ale nie wiedziałem, że z sodą kaustyczną. Wiedziałem, że z sodą, bo te pierwsze eksperymenty Keshe'go, bardzo docinny jest pan Keshe, pokazywał właśnie butelki z Coca-Colą, a Coca-Cola i wszelkie tego typu detergenty, które są sprzedawane ponoć do spożycia przez ludzi, te detergenty zawierają już tą chemię i zostawienie tych właśnie cewek w Coca-Coli powodowało, że one się odpalały. Tylko oczywiście nie jest to taki idealny nano coating. Jest taki pionierski, można powiedzieć.
A jeżeli zrobi się to w taki sposób, jaki jest opisany w instrukcji, którą można ściągnąć sobie ze strony Keshe'go, działa idealnie. Można to zrobić w sposób chemiczny. On też jest rewelacyjny, aczkolwiek tu uprzedzam, że trzeba mieć gumowe rękawice. Trzeba sobie maskę założyć, bo to są takie środki chemiczne, które są troszeczkę żrące i trzeba uważać. Taka historia, proszę państwa. Także żyjemy w takim ciekawym momencie. Okazuje się, że mamy już wreszcie spokój i wygląda na to, że część z nas tej zimy ze źródła zasilania własnej produkcji. Ciekawa historia, bardzo mi się podoba i jestem za, proszę państwa i myślę, że czas najwyższy na jakąś muzyczkę. A po muzyczce wrócę i jeszcze raz posklejam te wszystkie wątki z tymi wykopaliskami archeologicznymi, z tą zapomnianą technologią, o której nikt nie chce nam powiedzieć, bo być może oni nie wiedzieli. Chociaż cholera wie.
Ale są ciekawe ślady tej technologii, bardzo ciekawe, które nagle, przynajmniej dla mnie nabrały właśnie tego znaczenia, że jest to część technologii i to jest właśnie ta technologia albo przynajmniej związana z tym. Część tego wszystkiego, bo być może ona była o wiele większa, o wiele bardziej zaawansowana. My na razie odkryliśmy ten pierwszy krok, można powiedzieć, ale tak rewolucyjny, że po prostu zamiata. Także jakby ktoś chciał sobie budować maszynę wolnej energii, to już nie ma żadnych wymówek. Naprawdę dziesięcioletnia dziewczynka jest w stanie to zrobić i zrobiła to dziesięcioletnia dziewczynka. Widziałem zdjęcia tego urządzenia. Więc to niezły ubaw. Się okazuje, że można i ta rewolucja odbywa się dosłownie w kuchni. Co tu dużo mówić. Nie na żadnych wiecach, nie na spotkaniach, ale po prostu zwyczajnie rewolucja w kuchni, gdzieś przy stole, w salonie.
Jakoś tak. Ciekawa sprawa. A zatem posłuchajmy muzyki. Radio Paranormalium, Hiperprzestrzeń. Oczywiście radioanafali.com. Hiperprzestrzeń. Także ostatnie minuty hiperprzestrzeni. Możesz dzwonić człowieku i podzielić się swoją własną refleksją. Ja na koniec chcę tak związać i skleić te sprawy, bo dla mnie wszystko zaczyna się łączyć dosyć mocno w jedną całość. Wygląda na to, że z powrotem wróciliśmy na trop naszej rzeczywistej cywilizacji.
Być może będzie to ostatni rok. Ten rok, który teraz jeszcze mamy przed sobą. Ostatni rok, kiedy duże, tak zwane w cudzysłowie korporacje, kiedy bardzo wąska grupa ludzi, którzy trzymają w rękach zaawansowaną tak zwaną technologię i właściwie dyktują warunki całemu światu, jakiego prądu używać, w jaki sposób go pozyskiwać przede wszystkim i w jaki sposób czerpać zasoby i jakie zasoby. I oni to wszystko limitują. Może właśnie jest to ostatni rok w tej całej historii, kiedy mogą sobie pozwolić na bycie, że tak powiem, królami tej planety. Bo właśnie z powrotem na jaw wyszła technologia i wiele wskazuje na to, bardzo wiele, bardzo dużo, wiele, gigantycznie, że to jest właśnie ta technologia, która była dawno, dawno, dawno temu. Jeszcze mam swoje podejrzenie, takie dosyć istotne, związane z biżuterią, którą sobie oglądam, szczególnie jeżeli mam okazję gdzieś wdepnąć do jakiegoś lokalnego muzeum. Szczególnie takiego, które ma kolekcje z czasów Etrusków, z czasów Egiptu. Lubię sobie wejść i popatrzeć troszkę na takie zabytki, właśnie związane z biżuterią, takimi drobnymi rzeczami, bo tam widać bardzo ciekawą rzecz, mianowicie technologię, w jakiej zostało to zrobione. Akurat szczęśliwie się zdarzyło.
Znam się na technologii obróbki metalu. W miarę dobrze bym powiedział. Pamiętam przynajmniej jeszcze trochę ze swojej młodości. I koniec końców, kiedy widzę przedmiot, mniej więcej jestem w stanie określić tak sam dla siebie — oczywiście zawsze mogę się mylić — jak został zrobiony i znam te techniki. Wiem, jak to się robi. Przynajmniej to, jak to się robi dzisiaj. I jest kilka ciekawych refleksji, przynajmniej w mojej głowie zawsze, kiedy oglądam te przedmioty. Przede wszystkim wszyscy używali drutu. Nie wiadomo skąd mieli drut w idealnym stanie, idealnej grubości i często gęsto używali techniki sklepywania, skuwania. Czyli mieli coś grubego ze złota.
Był jakiś oryginalny przedmiot i jedyna metoda, żeby zrobić z tego inny przedmiot, na przykład listki, pierścionek, broszkę, jakiś wisiorek. Jedyną metodą było sklepanie tego na blaszkę i wygięcie z tej blaszki jakiegoś nowego przedmiotu, poklejeniem tego do kupy na tyle, na ile się dało i w ten oto sposób otrzymywano nowy przedmiot. I widać bardzo ciekawą i bardzo charakterystyczną rzecz, że im starsza biżuteria, tym większa precyzja. Później jest taki moment, kiedy pojawia się tak zwany współczesny Egipt, znaczy tak zwane już oficjalne czasy dynastyczne, dynastie w Egipcie, ten Egipt, który my znamy właśnie jako Egipt faraonów. I nagle cała ta technologia praktycznie znika i biżuteria, wszystkie te przedmioty codziennego użytku, takie drobne, troszeczkę ważniejsze, używane trochę może częściej i robione z troszeczkę bardziej trwałych materiałów, nagle stają się kompletnie dziadowskie. Biżuteria pada. No i też jest kilka takich wątków pod tytułem: dlaczego we wszystkich możliwych kulturach dokładnie używano drutu w ten sam sposób? Nie chodziło mi o związywanie rzeczy, bo to wydaje się naturalne. Masz kawałek drutu w środku, masz dwa pręciki, to sobie zawiązujesz dookoła i się trzyma kupy. To nie jest kwestia, że trzeba tworzyć jedną wielką cywilizację, żeby wpaść na taki prosty pomysł.
Ale sposób używania i skręcania tego drutu jest taki, jakby wszyscy uczyli się w tej samej szkole. I zabawne jest to, że ten drut swoją grubością jest bardzo podobny i w ogóle wygląda to trochę jak z jednej fabryki. Przynajmniej może nie tyle z fabryki, ile jakby wszystko pochodziło dokładnie z jednej i tej samej książki. I kiedy przyglądam się na te dziwne kamyki, tak zwane zabytki neolityczne, które mają czasami takie bardzo dziwne otwory, dziwne zagłębienia, to mam taką naturalną ochotę wręcz wykręcić jakąś cewę z miedzi i przyłożyć do tego miejsca i jakoś to przykleić, przyczepić i podłączyć. I obawiam się, że mogłoby zadziałać. Można spróbować. Słuchajcie, teraz jest technologia. Jest technologia pana Keshe, także można sobie zrobić dowolne cewki i próbować się nimi pobawić. Także zapraszam wszystkich zainteresowanych do linków pod audycją. Tam jest link do technologii pana Keshe, a myślę, że z tej okazji niedługo kilka urządzeń u Jana Tartagie się pojawi, bo tam było też siedzenie troszeczkę nad tym i nad tym, jak wykorzystać te wszystkie rzeczy.
Chodzi o konkretne zastosowania w taki najłatwiejszy, najskuteczniejszy sposób. Także jest i, że tak powiem, polski dotyk w tym wszystkim. Ale główna rzecz to właśnie ta technologia związana z nano coatingiem, czyli tą nanowarstwą, którą trzeba pokryć materiał. I ta nanowarstwa ma niesamowite właściwości. I ten materiał, który powstaje z tej substancji, z której się robi właśnie nanowarstwę, tak zwany ganc, który wygląda jak szpachla. Można go otrzymać w postaci płynu i na przykład napylić rozpylaczem na coś. Jest wiele różnych aplikacji na ten materiał. Można go używać jako kleju, jako gumy, jako twardego materiału. Różne hece. Robi się z tego cewki i kondensatory do plazmy.
Tam też jest opisane w tym całym opisie, jak zrobić to urządzenie. Naprawdę dziesięcioletnia dziewczynka jest w stanie to zrobić, także łatwa rzecz. Zapraszam, proszę państwa, serdecznie do sprawdzenia tego patentu, zrobienia tego we własnym zakresie na kuchennym stole. Da się. Naprawdę się da. Zastanawialiśmy się, czy żyjemy naprawdę na takim przełomie wieków, że to jest ten moment, że wszystko się zmienia, że świat już będzie inny. I wygląda na to, że tak. Właśnie tak po cichu, cichutko. Tam wielu marudzi, mówi: „A ja tam nie wierzę, bo coś tam, bo coś tam.” Słuchajcie, maruderów nigdy nie brakuje. Ludzi, którzy chcą dalej biegać jak chomik w kółeczku nigdy nie brakuje.
Nigdy nie brakuje. Ale teraz szczęśliwie i ty, i ja jesteśmy wolni od tych ludzi, ponieważ możemy sobie wybudować to urządzenie i zacząć robić sprawy po swojemu i tak dosyć mocno. Bo w końcu zasoby, energia, jakiej używamy dookoła, chociażby ta energia, której używamy do słuchania radia, skądś musi pochodzić i dobrze jest mieć ją we własnym zakresie. Zatem zapraszam jeszcze raz do tych linków albo po prostu bezpośrednio na stronę Fundacji Keshe. Zapraszam się pobawić. Człowieku, zrób coś, pobaw się tym, jeżeli oczywiście masz ochotę. Oprócz tego zapraszam cię, żebyś wpadł na kolejny odcinek moich refleksji na temat tej hipotezy, tego dziwnego spisku na temat urządzenia i kilku innych spraw. Ale to może w następnym odcinku. Bo miałem powiedzieć o masonerii, ale tak mi wymskosił troszeczkę i nie zdążyłem, ale to przekładam. Tak czy siak, historii jest dosyć sporo.
Ja myślę, że kilku z was, drodzy słuchacze i z Radia Paranormalium, i z Radia Na Fali, i ty, i ty, i ty, i ja, że za tydzień być może ktoś z nas będzie już miał część działającego urządzenia pana Keshe. Także może pojawią się dodatkowe refleksje na ten temat. Zapraszam. Tak czy siak, kto wie, co się wydarzy. Żyjemy w takich czasach, że naprawdę nie wiadomo. Może jakieś wykopaliska archeologiczne. Właśnie, jeszcze na koniec dodam, że jest zielone światło do wykopalisk archeologicznych pod płaskowyżem Giza, a mianowicie chodzi o wejście do podziemi, które znajdują się pod piramidami. Oficjalnie Ministerstwo Kultury w Egipcie przyznało, że faktycznie są tam podziemia, są tam korytarze i oficjalnie powiedzieli, że otwierają program poszukiwań i generalnie szykują się do sprawdzenia, co tam się znajduje, ale o tym dowiemy się pewnie w przyszłości. Ja trzymam kciuki, żeby to była niedługa przyszłość. Ja tymczasem znikam, moi drodzy.
Po pierwsze, żeby dorwać swój chleb, który w piekarniku właśnie rośnie i chyba czas najwyższy go włączyć, żeby za godzinę z kawałkiem przywitała mnie świeża, pachnąca kromka świeżego pieczywa. Oprócz tego, co jeszcze chciałem powiedzieć? Za chwilę „Wieczorowa Pora”. Także zapraszam na „Wieczorową Porę”. Ja tam mam gościa, który mam nadzieję już dołączy i już nie będzie tak zapracowany. I tyle. Pozdrawiam ciebie, mecenasko i mecenasie za wspieranie Radia Na Fali. Peace and love i namaste. Znikam i do usłyszenia następnym razem. Zapraszam do archiwum Radia Na Fali, żebyście tam wpadli.
Nie zapomnijcie, że w niedzielę w Radiu Paranormalium jest debata ufologiczna. Bardzo popularna audycja i bardzo fajna. Ja lubię słuchać. Ty na pewno też. Albo jakoś tak. To co? Do usłyszenia następnym razem. Zobaczymy, ile wniosków się pojawi następnym razem w głowie na temat tej historii. Także do usłyszenia w następnej hiperprzestrzeni w radionafali.com.