[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:07] - RadioNaFali.com jak zawsze w lesie. Trochę tego lasu musi być, czasami ciszej, czasami głośniej. I bardzo dobrze, bo las to zdrowy dźwięk. Dzisiaj też proszę element rezonansu w hiperprzestrzeni. Zatem witam cię słuchaczko, witam cię słuchaczu ze szklanką swojej ciepłej herbaty. Dziwną herbatę sobie zrobiłem. Ona ma dziwny smak. Nowa herbata, jakoś taka dziwna jest. Ale nic, przeżyję z tą herbatą. Pozdrawiam ciebie, mecenasko i mecenasie.
Peace and love. Wielkie dzięki za wspieranie Radia. Pozdrawiam wszystkich słuchających offline. Jeżeli teraz pracujesz, bo czasami się zdarza, że człowiek sobie słucha podcastów w pracy, żeby umilić rutynę, która tam panuje dookoła, mam nadzieję, że będzie to mile spędzony czas. Że się zrelaksujesz, odpoczniesz i będzie to najfajniejszy moment tej nużącej opowieści. W sensie nużącej pracy. Coś w tym stylu. Anyway. Zapraszam oczywiście na Facebooka Radia Na Fali. Zapraszam na Twittera Radia Na Fali, na czata Radia Na Fali też tam jestem.
Oczywiście Skype do radia to RadioNaFali.com. Oprócz tego, że hiperprzestrzeń to oczywiście Radio Na Fali. Ja mam na imię Tomek, a ty mnie w tym momencie słuchasz, to jeszcze oprócz tego możesz mnie słuchać w Radiu Paranormalium, które bardzo serdecznie pozdrawiam i wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium. Słuchajcie, Ivellios zaczął ponownie. Muszę zrobić w ten sposób. Przepraszam, wybaczcie. Kosmiczną krucjatę! W poszukiwaniu UFO. Dokładnie. Czyli zaczęły się debaty ufologiczne.
Bardzo musiałem dodać takiego dramatyzmu. Anyway, muszę się po prostu wyżyć. Miałem dzisiaj taki leniwy dzień. Znaczy leniwy. Cały tydzień ostatnio taki śpiący troszeczkę. I don't know. Może to po prostu jesień. A inna sprawa, że była mocna burza słoneczna. Może to to? I don't know.
Może sobie po prostu wkręcam. Może zwariowałem? I don't know. Nieważne. W każdym razie byłem troszkę ospały i postanowiłem, że się troszkę rozruszam, także będę się dzisiaj rozruszywał, wrzeszcząc czasami. Albo i nie. Zobaczymy. To się wyjaśni, się dowiemy. Także debaty ufologiczne w Radiu Paranormalium, w którym też jest retransmitowana hiperprzestrzeń. Co jeszcze chciałem powiedzieć?
Przede wszystkim sobie mikrofon poprawić. Otóż to. Teraz, kiedy poprawiłem mikrofon, mogę też powiedzieć, że dziękuję za listy. Postarałem się odpisać na wszystkie. Chyba, że nawet odpisałem. Wow, to mi się udało teraz i bardzo dobrze. Czasami musi się człowiekowi udać. Dzień chwały. Tak czy siak dzięki za maile. Jakby co wiecie: info@radionafali.com i tam mnie znajdziecie, proszę państwa.
I zapraszam, jeżeli macie konto na Facebooku i jesteście sklejeni z Radiem Na Fali. Tam się okazuje trochę ludzi jest i to właśnie ty. Słuchaj, to wpadnij tam na profil teraz, jak jesteś przy komputerze, jak się nudzisz, tylko wtedy. Tylko w tym wypadku. Wpadnij, kliknij i daj lajka tym podziękowaniom dla mecenasów, człowieku. Nawet jeżeli nie jesteś mecenasem. Właśnie szczególnie wtedy, jeżeli nie jesteś mecenasem, tam podziękuj, bo to ludzie, którzy wspierają to radio i dzięki temu to się elegancko kręci. Generalnie działa i tyle. I można sobie ściągać za darmo i wszystko jest okej. I cały czas funkcjonuje kolejny rok, kolejny miesiąc, kolejny dzień i kolejną godzinę.
I tak sobie leci powoli, powolutku, jak mawia staruszek. Jak leci? Powolutku. Także podziękujcie. Nie tak powolutku, tylko raczej tak poszybciutku tam na Facebooku. Jeżeli oczywiście chce wam się i możecie i żyłka wam w dupsku nie pęknie. Mecenasom ja będę bardzo wdzięczny. Peace and love. Namaste, moi drodzy. Tymczasem czas najwyższy, żebym zaczął.
O czym w ogóle dzisiaj będzie hiperprzestrzeń? Dzisiaj się relaksuję i mam nadzieję, że ty też się zrelaksujesz, człowieku słuchający tego przy jakiejś robocie, żeby to nie obciążało głowy, żeby relaksowało. I tu w Londynie jest sobota wieczór, także trochę spokoju, relaksu. Mam taką hipotezę, która jest uzupełnieniem wreszcie tego wszystkiego, o czym była ostatnio mowa w hiperprzestrzeniach i dniach ciemności. Ta-dam, ta-dam, ta-dam, ta-dam. Zacznę skatować o tych zmianach i transformacji. No i dzisiaj takie uzupełnienie, tak już na relaksie. Taka pewna hipoteza na temat, o co chodzi z tym wszystkim dookoła. Bo jest masa takich dziwnych spraw. Mój dobry przyjaciel nazwał to...
Jak on to nazwał? Ja to sobie zapisałem nawet specjalnie. Podwójny standard. Ale jestem ciapa z języka polskiego. Czasami zapominam takich elementarnych pojęć jak podwójny standard. Może to dlatego, że jestem już taki jednostandardowy? I don't know. Byłoby miło. W każdym bądź razie skąd się to bierze? I mam pewną hipotezę, taką posklejaną troszeczkę, bo to nie do końca tylko ja mam taką hipotezę, to też kilku ludzi ma podobne tropy.
Aczkolwiek jest to moja hipoteza, taka relaksacyjna, jedna z wielu. Także się chętnie dzisiaj z wami podzielę swoją szaloną hipotezą na temat tych kwestii związanych ze zmianami, transformacją świata i tak dalej, i tego, co się dzieje dookoła. Skąd to się bierze i z czym my w ogóle mamy do czynienia? Taki jest pomysł na dzisiaj. Taka hipoteza. Co się w ogóle dzieje? Co jeszcze chciałem powiedzieć? Chciałem powiedzieć tyle, żebyśmy posłuchali muzyki. Ja sobie popiję tą dziwną herbatę. Znaczy nie jest taka zła, ale jest...
I don't know. Nie wiem. Chyba idę po brązowy cukier. Chyba tak to się skończy i chyba tak też zrobię. Dobra, to może chwila relaksu. Ja idę po cukier, bo coś ta herbata taka hmm, I don't know. Ale myślę, że przełknę i nie umrę wcale od tego. Tymczasem właśnie co ja chciałem włączyć? Ja chciałem włączyć tymczasem jakąś muzyczkę, w ogóle zacząć od czegoś. I żeby od czegoś zacząć, to taki świeży numerek troszeczkę.
To dla tych wszystkich, którzy palą w ósemce i lubią troszkę taki londyński klimat typu The Clash. Polecam serdecznie. Taka świeżeńka. The Lions, „Magnificent Dance”. RadioNaFali.com, Hiperprzestrzeń. Oczywiście ja, a nie Tomek. Oczywiście jest to wszystko retransmitowane w Radiu Paranormalium. Ja po drodze sobie posłodziłem herbatę i powiem wam szczerze, teraz to jest jakoś bardziej po ludzku. Także myślę, że spokojnie przeżyję. Całkiem niezła jest teraz.
Brązowy cukier, taki naprawdę bardzo brązowy. Ja myślę, że to po prostu smak tego cukru. Dobra, to kończę odkręcanie i zaczynam wam opowiadać o tej swojej ciekawej hipotezie. Bo wszystko zaczęło się, hipoteza gdzieś tam krążyła, jakieś elementy tej hipotezy, ale tak się ciekawie to co jakiś czas składa. Nie chciałbym powiedzieć, że jest to hipoteza, która jest na 100%, w sensie, że daję wam jakąś prawdę o czymś, że człowieku, mówię ci o tym, jak jest. Nie, nie mam do tego pojęcia. To jest taki pattern, który się układa z tych wszystkich elementów gdzieś znajdowanych po drodze różnych poszukiwań. Ja sobie ostatnio śledzę jakieś papiery medyczne związane z moimi szalonymi pomysłami i trafiłem na bardzo ciekawą publikację naukową napisaną już jakiś czas temu. Nawet chyba mam datę. W marcu 1997 roku.
Nazywa się to, pozwólcie, że zrobię sobie to troszeczkę większe. Mam to na ekranie, nie mam tego w papierowej wersji. Okej, wklejam linka już na czata. Także jeżeli ktoś z was jest na czacie teraz, w tym momencie live, bo to jest live, to oczywiście możecie sobie kliknąć na linka i zobaczyć, o czym w ogóle jest mowa. Na czacie oczywiście Radio Na Fali, taka mała ikonka w rogu strony www.radionafali.com. Prawy dolny róg. Otóż to. Tak sobie poszukuję różnych rzeczy i trafiłem na tą publikację. Co to jest za publikacja? Mianowicie tytuł brzmi: „The effects of alpha 10 Hz and beta 22 Hz entertaining stimulation on the alpha and beta EEG bands: individual differences are critical to prediction of effects”.
Jakoś tak. Mój fatalny angielski akcent. Nigdy nie będę miał idealnego, ale lubię swój akcent. Taki właśnie wiśniowski. Anyway. Zostaję przy tym swoim akcencie i już tłumaczę, o co chodzi. Efekt częstotliwości alfa, bo 10 herców to jest częstotliwość alfa. To jest ten moment, kiedy powoli odpadamy w sen, zanurzamy się w relaks i tak dalej. I beta 22 to jest taki zrelaksowany stan entertainment, taki rozrywkowy troszeczkę. Jesteśmy zrelaksowani, elegancko chłoniemy nowe bodźce, kumamy, co się dzieje dookoła.
Wszystko jest okej, kumamy czacze, jak to mawiają. No i to jest symulacja. EEG bands to są po prostu fale mózgowe, tak to można nazwać. I różnice pomiędzy możliwościami przewidywania tego wszystkiego, co się stanie z naszym umysłem. Co można zrobić z naszym umysłem. To jest tak napisane, że nikt normalny nie jest w stanie tego zrozumieć. Normalnie, gdybym chciał to przetłumaczyć, brzmi to tak, jak takie pytanie można to określić: efekt operowania 10 hercami do 22 herców na otoczenie dookoła nas poprzez bodźce audiowizualne powoduje wpływ na naszą percepcję. Czyli generalnie, czy można w jakiś sposób przesunąć to, co się dzieje z nami i w jaki sposób? Tak najprościej ujmując, bo tego w rzeczywistości dotyczy ta praca. Właśnie, czego dotyczy ta praca?
Mianowicie tego, czy umysł tak zwany inteligentny, bo tak to jest określane, jest silniejszy od umysłu emocjonalnego i w jaki sposób. Bo chodzi o wpływanie na umysł emocjonalny, ale właściwie nie tyle wpływanie, ile w ogóle badanie, co się dzieje. Bo teoretycznie jak wielu ludzi mówi, że można wpłynąć na umysł poprzez różne fale i tak dalej. Tak, jest pewien sposób wpływania na umysł, ale ten sposób wpływania nie do końca jest taki, jak nam się opowiada, że słyszymy zdania w głowie i tak dalej. To już jest manifestacja naszych własnych lęków. Natomiast przynajmniej tak wygląda z tych papierów naukowych. A to są takie bardzo poważne papiery naukowe zakopane w bardzo ciekawym miejscu, o którym wam dzisiaj powiem. Naprawdę bardzo ciekawe miejsce. Oficjalnie jest to badanie zrobione Northwestern University, Evanston, Illinois, United States of America, Department of Psychology. 1997 rok w marcu, przynajmniej wtedy zostało opublikowane.
Wiadomo, że to badanie trwało troszeczkę. Anyway, to już jest taki końcowy wynik tego badania. Jest nawet PDF tego badania, taki konkretny opis, jeżeli chcecie. Zdaje się Gdzieś go mamy. Jeżeli go nie wkleję na czata, to na pewno będzie jak zwykle w linkach pod audycją. Także człowieku, wpadnij do Radia Nafali: radionafali.com. Tam sobie klikaj na hiperprzestrzeń i tam zawsze pod każdą audycją są linki, w których jest mowa o tych sprawach, o których tu mówię. W każdym razie, o co chodzi z tym wpływaniem na nasz umysł? Można to zrobić w ten sposób, że można zmieniać nasz stan samopoczucia, czyli czujemy się albo troszeczkę lepiej, albo troszeczkę słabiej, mówiąc w wielkim skrócie. Albo troszkę wolniej, albo troszkę szybciej, albo troszkę bardziej excitement, albo troszeczkę less excitement.
Znaczy pobudzeni, zaktywowani i tak dalej. Czy jakoś tak. Ekscytujący się, tłumaczący słowo w słowo. Chodziło o badanie częstotliwości 10 herców i 22 herców. Czy da się tak długo utrzymać sygnał i w ogóle jakie będą efekty traktowania ludzkiego umysłu takim sygnałem w miarę regularnych odstępach czasu. I była tam grupa ludzi, na których to testowano dobrowolnie. Oni zgłosili się dobrowolnie, także spokojnie, nie było to żadne MK-Ultra ani nic z tych rzeczy. Są takie uniwersyteckie, bardzo poważne badania. Tam była grupa testowa i badano wpływ tych fal, ale badano wpływ fal 10 herców i 22 herce. Chociaż pełne badanie dotyczyło troszeczkę większych zakresów, bo od 8 do 13 herców, od 13 do 30 herców.
To się nazywa FFT, czyli poszerzona częstotliwość na tych urządzeniach. Tam jest masa tych dziwnych technicznych nazw: baseline beta and alpha predict beta band resonance to beta stimulation, which was translated and changed in some participants. O guys! Po prostu to jak można jeszcze moim angielskim, które rewelacyjnie będzie brzmiało, moim cudownym akcentem i oszczędzę wam tego. Jestem boski. Oszczędzę ci tego, człowieku. Anyway. I wracam teraz do całego sensu tej opowieści. Okazuje się, że tak czy siak oddziaływując na nasz umysł można tylko na parę chwil zastymulować pewne historie dookoła, to że się tak czujemy. Ale okazuje się, że każdy z nas jest, jak to się po angielsku mówi self-made man, czyli i ty, i ja jesteśmy sobie sterem, panem i okrętem oraz żeglarzem i kapitanem i Majtkiem.
Jesteśmy nawet gumką w gadkach. Jesteśmy wszystkim na tym okręcie, łącznie z byciem tym okrętem. Tak po prostu. To oddziaływanie odpowiednimi częstotliwościami, na przykład takimi, które powodują, że czujemy się bardziej pozytywnie aktywni, tacy dobrze zastymulowani, czyli minimalnie więcej serotoniny się dzieje w organizmie, tego typu historie i 10 hercami. W kontrze do tego mamy taki stan troszeczkę, można powiedzieć pseudo medytacyjny, letargu lekkiego, taki relaks w fotelu. Jeżeli właśnie teraz tak słuchasz sobie tej audycji, no to rewelacja, tu dokładnie o to chodzi. W tej sytuacji, kiedy człowiek jest ładowany takimi częstotliwościami w miarę regularnie, to okazuje się, że część tych uczestników po jakimś dłuższym czasie poczuła się o wiele lepiej. Po prostu ludzie zaczęli czuć się lepiej. Zaczęto sprawdzać, jak to wygląda z tak zwaną inteligencją, bo samo badanie to, że można częstotliwościami troszkę człowieka zmęczyć albo troszeczkę doenergetyzować, jest wiadome od lat i to nie jest żadną tajemnicą. Jeżeli słuchaliście kiedyś małej dziewczynki, która właśnie miesiąc temu dostała od rodziców skrzypce i mieszka albo piętro nad wami, albo piętro pod wami i właśnie zaczęła grać pierwsze gamy.
Myślę, że chyba nie muszę tu wyjaśniać dalej. Otóż to. Także wszyscy doskonale wiemy, że są częstotliwości, które powodują, że nieważne co, nieważne jak kochamy życie, zrywamy się z fotela i wyskakujemy przez otwarte okno po kolejnej próbie zagrania kolejnej gamy przez naszą małą sąsiadkę. Czasami tak się może skończyć. Może? Może. Wiemy takie rzeczy. Także nie jest to żadną tajemnicą, tylko kwestia opracowania w sensie technologicznym, o jakich rezonansach mówimy, dlaczego gdzieś tam czujemy się troszkę bardziej doładowani, a gdzieś tam czujemy się rozładowani. Jak działają te rezonanse, w sensie numery, jak ustawić urządzenie, jak to emitować. Tego dotyczą głównie te badania.
Ale jako że to wiadomo i to już właściwie się nie bada od stu lat, bo są to rzeczy dosyć znane, naprawdę takie dosyć mocno znane, o czym za chwilę wspomnę. Przynajmniej w branży takiej, która się zajmuje takimi rzeczami. To jest kwestia badania korelacji z naszą inteligencją. Bo emocje to jest jedna historia, a nasza inteligencja to jest zupełnie osobna historia i tu sprawy się mają zupełnie inaczej. To, że czujemy się jak nie wiadomo co, że jesteśmy w stanie, kurczę balans, po prostu zrobić wszystko i czujemy się cudownie, zrelaksowani, jest nice. To wcale nie znaczy, że nie jesteśmy kompletnymi łopami w tym momencie. To wcale nie znaczy, że wsiądziemy teraz w taką rakietę kosmiczną albo w kokpit samolotu odrzutowego i polecimy tym urządzeniem, albo zrobimy jakąkolwiek skomplikowaną czynność związaną chociażby z obsługiwaniem urządzenia zwanego komputerem. Różnie to bywa. To wcale nie ma nic wspólnego, ale może mieć. I to właśnie jest badane.
W jaki sposób wyprodukować kogoś, kto jest szczęśliwym pracownikiem miesiąca, perfekcjonistą, robi wszystko doskonale, nigdy niczego nie zapomina, ale dalej jest człowiekiem, bo maszyna nie jest w stanie przewidzieć czegoś takiego, co się we współczesnej ekonomii nazywa damage management, czyli nie wie, co robić w sytuacji, kiedy wszystko trafia szlag. Absolutnie głupieje w takiej sytuacji. A świat jest tak czy siak, czy chcemy, czy nie, poza tymi komputerami i tym, jak się komunikujemy dalej czysto analogowy. Wszystkie materiały, z których cokolwiek jest produkowane, jest analogowe. Wszystkie zębatki, kable i tak dalej. Pomimo tej wielkiej zero-jedynkowej technologii wszystko jest tak analogowe, że wystarczy jedno drobne spięcie elektryczne i wszystko wylatuje w powietrze. Był taki drobny eksperyment robiony w Stanach Zjednoczonych w pewnym specjalistycznym laboratorium należącym do wojska. Mianowicie badano rozładowania elektrostatyczne i zbudowano taką lekką maszynkę. Była może wysokości 30 centymetrów, dwa takie druty, pomiędzy nimi łuk elektryczny. Panowie badali rozładowywanie się takich kondensatorów w stylu Tesli, tak zwane urządzenia wolnej energii i tak dalej.
Badano w sumie na najniższych zakresach, na takich małych częstotliwościach, takich, które nigdy nie dorównają takiemu zwykłemu piorunowi, który trzaska z nieba, są namiastką, jakimś ułamkiem tej mocy. Jak trzasnęli, to w całym laboratorium, a to taki duży kompleks jest, wszystkie komputery wywaliło. Wszystko wywaliło. Nie było rzeczy, która ocalała. Wszystkie urządzenia elektroniczne trafił szlag. Tam później zliczano koszta i powywano z nich, że ustalili troszeczkę taką śmieszną odległość od tego rozładowania, bo oni ustawili takie urządzenie, w którym działo się to rozładowanie elektrostatyczne, ten łuk pośrodku, wszystkie komputery stały w okolicach 50 metrów dookoła. To na takiej dużej hali połączonej jeszcze z innymi halami przez kable i tak dalej. Także doskonała antena dla tego wyładowania elektrostatycznego. Także jak grzmotnęło, to wszędzie zjarało wszystkie komputery. To były lata 90., kiedy ten sprzęt kosztował fortunę i to naprawdę niezłą fortunę.
To mowa raczej o setkach tysięcy. Tylko że w tamtych czasach w Stanach Zjednoczonych 100 000 dolarów to było tak jak dzisiaj chyba pięć milionów albo coś w tym stylu. To troszeczkę inne czasy były. Także się okazało, że jak panowie podliczyli straty w laboratorium i koszta kupna nowego sprzętu, tam wszyscy mocno zbladli. Była wielka afera w tak zwanym Ministerstwie Obrony, dlatego tak głośno było o tym wydarzeniu, bo się okazało, że chłopaki zrobili małą iskierkę i wszystkie urządzenia stanęły i nie wiadomo, co się dzieje. Właściwie już nigdy nie wstanęły z powrotem. Tam się troszkę wszystko jeszcze popaliło. Znaczy nie wszystko, tylko część tego się popaliło. Takie historie. Także wiadomo, że różne rzeczy się z tym wszystkim dzieją.
I to jest tak jak w tym eksperymencie z tymi emocjami, rezonansami i inteligencją, która musi sterować tymi wszystkimi urządzeniami, bo świat jest bardzo analogowy i ciągle oparty na tej niewidocznej iskierce, na tej tajemniczej mocy, do której nauka się nie chce przyznać. Znaczy nauka wie o tych mocach, bo w końcu ktoś robi te eksperymenty. Zanim ktoś wywali w powietrze ten cały sprzęt komputerowy i całe wyposażenie laboratoriów, to musi mieć pomysł, że coś tam się wydarzy, prawda? Także musi coś tam wiedzieć. Nie jest tak, że to jest taka niewidoczna wiedza. Ale właśnie, do czego zmierzam? Do dwóch standardów w nauce. Bo to jest taka ciekawostka. Wiemy o tym, że są podwójne standardy w nauce i wiemy o tym, że są tak zwane dziwne, tajemnicze, tajne projekty, które realizują pewne sprawy, które czasami gdzieś tam wyciekają do opinii publicznej. Się okazuje wow, wolna energia, wow, silniki jonowe, wow, silniki antygrawitacyjne, wow, niesamowita medycyna, wow, coś, co robi cuda na kiju.
Czasami się dowiadujemy, oczy robią się coraz większe i tak się zastanawiamy: „Wow, przecież to oficjalnie nie istnieje. Oficjalnie taki świat to tylko w bajkach”. No właśnie. I tak się człowiek rozgląda po tych papierach naukowych i czasami trafia na takie odrzuty, bo ja sobie szukałem, śledzę dokumentację związaną z DNA i chodziło o częstotliwości, które są tam związane właśnie z DNA i w ogóle takie częstotliwości różnego sortu, które się dzieją dookoła. No właśnie 22 herce i 10 herców. Relaks, taki naprawdę niezły relaks i taki całkiem miły entertainment excitement. To jakby ktoś puścił w sklepie takie 22 herce, ale jakąś fajną muzę, no to może klienci poczuliby się zrelaksowani. Wiesz co, słuchajcie, to jest wykorzystywane. To nie jest dowcip. To jest tak miksowane, żeby tak było.
W niektórych miejscach, oczywiście nie wszędzie. Ale co wykazały te badania? Bo tak ciągle krążę dookoła tego wszystkiego. Bo te badania miały bardzo ciekawą konkluzję. Brzmiała właśnie tak, jak wspomniałem, że self-made man jest w każdym z nas, czyli sami się robimy i że o ile ta częstotliwość może powodować pewne drobne zmiany, może nawet powodować jakieś tam, powiedzmy w cudzysłowie trwałe zmiany typu relaksacyjnego, że się lepiej czujemy po pół roku takiej sesji, że tam chodzimy co jakiś czas na takie sytuacje. Tam ileś tam minut jest puszczany ten sygnał audiowizualny, czyli jest odpowiedni obraz zgrany z odpowiednim dźwiękiem. Czyli mówiąc w skrócie siedzimy przed ekranem. Jak ktoś chodzi do kina, to chyba o to chodzi właśnie. I się czujemy tacy, a nie inni, ale tylko przez parę chwil. I się okazuje, że pomimo wszystko jedyny pattern, który jest w sumie w stanie przetrwać, to jest taki pattern, który jest związany z nami, z taką naturalną częstotliwością, gdzie czujemy się dobrze, ponieważ wszystkie próby odstrojenia nas od tego właściwego patternu kończą się jakimiś katastrofami.
Patologie, różne takie dziwne rzeczy. Były takie eksperymenty właśnie robione przez MK Ultra, gdzie próbowali wszystkich docisnąć w drugą stronę i okazało się, że nic poza tym, że zamieniono ludzi czasami w warzywa, nic z tych eksperymentów nie wynikło. Nie wyprodukowano żadnych cudownych superżołnierzy i tak dalej, pomimo że są różne legendy, różne opowieści i tak dalej. Ale prawda jest taka, że pouszkadzano ludziom fizycznie mózgi. Tam są raporty medyczne, które wyciekły w latach 90. właśnie z tych projektów MK Ultra. I tam są opisy, jak potężne były uszkodzenia rdzenia mózgowego, czasami od jakiejś chemii, od jakichś stymulantów, elektrowstrząsami czy jakoś tak. Jakieś takie masakryczne historie. W ogóle człowiek się łapie za głowę, że żywa istota może drugiej istocie zrobić taki numer. Takie szokujące troszeczkę.
No i w każdym razie wracając do tego eksperymentu, okazuje się, że nie ma to wpływu na naszą inteligencję. Czyli jeżeli ktoś z nas jest na tyle bystry, że wie, że świat wygląda tak, a nie inaczej, to te częstotliwości mogą tylko wpłynąć na niego w taki sposób, że będzie wiedział dokładnie to samo. Będzie jeszcze lepiej się przy tym czuł. Czyli jeżeli jest rewolucjonistą, to będzie taki miły moment, bo będzie bardzo zadowolonym rewolucjonistą, który nie będzie chciał rozwalać wszystkiego, tylko zbuduje taką bardzo mocną, stabilną alternatywę do na przykład jakiejś patologicznej sytuacji. I do tego się sprowadził W cudzysłowie można powiedzieć bardzo dużym, bo ja mocno nadciągnąłem wnioski tego badania, które są w oryginale opisane, bo są tam przede wszystkim dosyć sucho opisane i mówią o tym, że szuka się połączenia pomiędzy inteligencją a emocjami, że są pewne bodźce, które pomagają propagować coś takiego jak nasza inteligencja, ale właściwie nie zauważono takich mocnych połączeń. I o co chodzi w ogóle w tych badaniach? Bo po co takie rzeczy się bada? Moja hipoteza jest dosyć prostacka, bo ja taki prosty chłopak jestem. Bada się to po to, żeby sprawdzić, jak daleko można docisnąć ludzki umysł, jak daleko można stymulować żywą istotę, która normalnie jest stworzona do tego, żeby żyła w takim, a nie innym otoczeniu i środowisku. Naturalnie jest tak stworzona i ma swoje pryncypia, ma swój cel i ten cel gdzieś tu istnieje.
Zaraz do tego dojdę. I jest ktoś, kto zakłóca świadomość tego celu. Może nie zakłóca, ale stara się uciec od świadomości tego celu po to, żeby tworzyć coś w rodzaju alternatywnej rzeczywistości. I to jest ta cywilizacja dookoła nas, ta industrialna, rzymska, tak jak to dzisiaj nazywamy, cywilizacja. Tak mi się wydaje. To jest cały ten transhumanizm, to są chipy, to są badania DNA, które robi się w bardzo ciekawy sposób. Ja dzisiaj o tym też zamierzam wspomnieć. Właśnie bo to w ogóle się zaczęło od badania DNA. Zacząłem się przyglądać kilku maszynom i kilku technologiom, które są stosowane w tych maszynach do robienia testów DNA. To jest bardzo ciekawe zjawisko.
Bierze się kawałek DNA, bierze się taki kawałek z 20 par, wrzuca się do specjalnego płynu. To jest rodzaj specjalnych soli. Następnie podgrzewa się do odpowiedniej temperatury. To jest cały czas mieszane i w tym momencie ta sól powoduje rozłączenie się kodu DNA i on się rozdziela. Powstają dwa osobne słupki. Te tory się rozpadają, rozjeżdżają i w tym momencie się duplikują. Do każdego z nich dorastają kolejne tory i w taki oto sposób podgrzewając i obniżając temperaturę, podgrzewając, obniżając, cały czas mieszając, następuje coś w rodzaju krystalizacji. To jest krystalizacja, taka polimeryzacja DNA, bo ono zaczyna się rozrastać w przyśpieszonym tempie i w ciągu iluś godzin po wykonaniu, zdaje się, 130 paru tych operacji, bo to się ciągle powtarza w różnych temperaturach, otrzymuje się taki koktajl z DNA, który jest naturalnym polimerem i później robi się, zdaje się... Właśnie tego nie mogę się nigdzie dowiedzieć. Ciągle szykuję dokumentację, na jakiej maszynie to robią.
Jest to spektrograficzne zdjęcie kodu DNA, spektrografię, czyli wynajdują te elementy, które najbardziej świecą. Jeżeli duplikują kawałek sekwencji 20 par, to w tym momencie wyskakują najbardziej główne elementy kodu DNA, bo on z czasem gubi pewne elementy. Pewne stają się bardziej widoczne, pewne mniej widoczne i otrzymujemy coś w rodzaju zdjęcia, na którym pewne pary są bardziej jasne, a pewne są bardziej ciemne. Przy czym jest to dosyć egzotyczne badanie, bo właściwie nie do końca wiemy, co badamy. Jesteśmy w stanie tylko się cofnąć do najstarszego elementu DNA, bo porównując na wykresie spektrograficznym widzimy, że na przykład jest jeden element, który jest podstawowy i jest składowa, jakaś taka częstotliwość, która się objawia kolorem na tym wykresie, jest charakterystyczna, jest składową dla wszystkich pozostałych. Czyli to jest ten najstarszy pattern. To jest podstawa, z tego wszystko wystartowało i tylko tyle możemy zauważyć. Możemy podzielić sobie to wszystko na różne grupy DNA, patrząc w ten sposób. Właśnie nie do końca wiemy też, co badamy, bo to jest tak troszkę pomiędzy teorią a tym, co jest w stanie zrobić urządzenie, które też właściwie jest wymyślone po to, żeby sprostać i teorii i nie wiadomo czemu właściwie. Taka historia zakręcona troszeczkę.
Tak jest w tej nauce. Są takie podwójne troszkę standardy, ale chodzi o to, żeby wyselekcjonować ileś tam par kodu DNA, sprawdzić, co się powtarza i jeżeli są jakieś sekwencje, które się powtarzają, sprawdzić, za co są potencjalnie odpowiedzialne. I sprawdzono ten najstarszy kawałek kodu DNA, który przez jakiś czas był nazywany tak zwanym śmieciowym DNA. To się nazywa mitochondrialne DNA. I tam znaleziono najstarszego przodka nas, żywych istot. Szuka się w ten sposób, że zawsze po żeńskim kluczu, ponieważ w męskiej linii ten chromosom zanika w jakiejś tam kolejności co chyba trzy pokolenia czy jakoś tak. Coś tam do potęgi trzeciej, dziewiątej i tak dalej. Jest takie specjalne równanie matematyczne, które służy do sprawdzania tego wszystkiego, bo tam się liczy co ileś po kolei. I w każdym razie u kobiet zostaje część tego genu i część tego genu przechodzi na kolejne pokolenia. Ale on jest na tyle długi, że wiadomo co ile generacji znika.
Coś w tym stylu. Taka zamieszana, dziwna historia, ale wiadomo, że ubywa i wiadomo, że ubywa co... Tam wyliczono mniej więcej około 300 lat, co ileś tam pokoleń przez 300 lat, coś w tym stylu. Nie wiem, czy nie pokręciłem w tym momencie. Nieważne. Słuchajcie, warto to sprawdzić samemu, bo ja mogłem coś pokręcić. Nie jestem aż taki perfekcyjny i nie zrobiłem sobie takich akademickich notatek do tego wszystkiego, ale mniej więcej liczy się później statystycznie ten okres 300 lat czy iluś tam lat przez ten wzorek matematyczny. I w ten sposób później, patrząc na wykres z tego spektrografu, określa się, o ile to jest krótsze, o ile to jest dłuższe i można sobie mniej więcej zrobić taką skalę i sprawdzić, jak daleko to sięga. I się okazuje, że jest taki kawałek kodu DNA, który jest dziedziczony tylko w linii żeńskiej i sięga prapoczątku. Właściwie jest od początku wszystkiego.
To jest takie coś, że jak się wrzuca do tej soli, w której oni mnożą, robią z tego polimer, z tego kawałka pierwszego DNA, kiedy się zrobi taką podpuchę, podgrzeje niby trochę temperaturę, tam dodaje się różne sole, dodaje się jeszcze dwa czynniki, bo to nie są tylko sole. Dodaje się jeszcze aminokwasy i jakieś molekuły chyba z jakichś protein. Coś tam jeszcze się dodaje, jakieś tam kawałki DNA luzem, które się tam Wtedy łączą parami, bo ten luźny kawałek DNA zachowuje się jak antena i przyciąga te właściwe sekwencje. I tam jest jeszcze jakaś heca z kolejnością przyciągania, o której nie udało mi się jeszcze znaleźć specjalnie papierów, ale się okazuje, że prawdopodobnie to przyciąganie zawsze następuje od tego najstarszego kawałka DNA. Albo coś w tym momencie zmyślam. Kto to wie? Warto sprawdzić samemu, nie opierać się na moich szczątkach wiedzy. Anyway, ale takie informacje istnieją. Coś tam jest na ten temat. Także wygląda to ciekawie.
Niezależnie od hipotez na ten temat, nie jest to aż tak zbadane i aż tak wiadome, żebyśmy wszyscy mogli powiedzieć: „Okej, wiemy co to jest DNA, wiemy jak to działa i tak dalej”. Nie do końca. Widzimy jak to się zachowuje w pewnej części, ale też nie do końca możemy powiedzieć, że wiemy, co to jest. Są badania nad tym i są badania, jak wpływać na te DNA i jak je mutować. To są przede wszystkim badania nad roślinnością transgeniczną, czyli Monsanto, tego typu historie. I wiemy, że jest to związane z ludzkim DNA, że jest próba zrobienia super robota transhumanist, żeby za pomocą jakiejś magicznej technologii doprowadzić do sytuacji, kiedy wszczepi się człowiekowi coś tam i nagle wyrosną potężne mięśnie, zamieni się w przerysowaną, karykaturalną postać z amerykańskiego komiksu. I jeszcze na dodatek będzie miał taką pamięć, możliwości adaptacji jakiejkolwiek informacji i tak zwanego zapamiętywania. Chociaż to też jest ciekawy myk. Ale to też dzisiaj dojdziemy do tego, moi drodzy, żeby jeszcze taki potężny koleżka mógł obsłużyć zbrodniczą maszynę, która wymaga bardzo skomplikowanego podejścia do tego, dużej ilości przycisków i tak dalej. Są próby zrobienia czegoś takiego.
I tak sobie śledzę różne papiery, trafiam na takie rzeczy i tak człowiek to czyta, te wyniki badań, sprawdza co tam jest badane w tych uniwersytetach za te dziwne granty. I naprawdę kręcę sobie głową. Naprawdę kręcę sobie głową, bo to naprawdę bardzo dziwnie wygląda. I gdzieś tam trafiłem na wywiad z Michaelem Cremo. To jest ten dżentelmen, który napisał tą słynną, popularną książkę „Zakazana archeologia”. I tam był kawałek tego wywiadu dedykowany jego pracy dla Rockefeller Foundation, bo swego czasu miał stypendium z Rockefeller Foundation. I to jest w ogóle zabawne. Dużo ludzi, którzy badają bardzo alternatywne rzeczy, takie naukowe. Ja nie mówię o ludziach, którzy mówią o energiach i każą sobie za to płacić. Ja mówię o takich konkretnych naukowcach, że oprócz tego, że mają tą energię, to jeszcze potrafią ją pokazać i w ogóle wiedzą, o co w niej chodzi.
To nie jest takie teoretyczne. Jest takie dosyć namacalne i jest związane często z urządzeniami. Ci ludzie, do czego dążę, mają... Jak by to określić, jeżeli chodzi o ten profil badań? Ja może zostawię, bo to się samo wyjaśni, samo przeście w tej audycji, także tutaj nie będę rzucał zbyt wczesnych konkluzji. W każdym razie te badania są robione i jest tych ludzi trochę i są oparte na zupełnie innej fizyce, zupełnie innej matematyce. Teraz jest próba budowania takiego pomostu za pomocą fizyki kwantowej, która jest takim centralnie bullshitem, że aż głowa boli. Ale cóż, trzeba czymś zastąpić teorię Einsteina, żeby było bliżej do tej prawdy, bo być może nadchodzi moment zderzenia się tej rzeczywistej wiedzy z tym bełkotem, który jest oficjalnie uczony na uniwersytetach, także kto wie. Jest teraz próba przeniesienia, odłożenia tego Einsteina, żeby nie wyjść na kompletnych kretynów gdzieś na bok i lansowania teorii kwantowej, z której być może jakimś cudem uda się przejść do tej właściwej historii. A może i nie.
Albo jakoś tak. Kto to wie, na czym polega cała ta manipulacja? I jest ta rzeczywista wiedza, i są te rzeczywiste eksperymenty, i naprawdę są robione na uniwersytetach. Nie są może robione na taką potężną skalę, bo są to naprawdę drobiazgi. Nie jest to tajemnica, bo są to wszystko oficjalne publikacje akademickie, czyli każda rzecz ma opracowanie w papierze, ileś tam stron, opis eksperymentów, nazwiska naukowców, którzy to badali, uniwersytety, centra badawcze, które patronowały temu badaniu i tak dalej. To nie jest żadne takie nie wiadomo co, wymyślone. Ktoś usłyszał w filmie „Matrix”, zobaczył i tak dalej. Nic z tych rzeczy. I ci panowie i panie funkcjonują według zupełnie innego standardu. Czym są prawa fizyki, prawa matematyki?
Czym w ogóle jest cały świat? To są właśnie chyba te wszystkie, nie wiem, jak niektórzy mówią, czarne projekty. Na to by wyglądało. Jest tego trochę i jest taka próba, ja bym to powiedział, zhakowania mamy natury. To jest taka moja hipoteza, zresztą nie tylko moja, bo się okazuje, że Michael Cremo w tym właśnie wywiadzie zapytany o jego opinię na temat współczesnej nauki, mówi, że też zauważył swego czasu pewną rzecz, mianowicie pewien kierunek badań, który jest sponsorowany. Zapytany o tą korelację z Rockefeller Foundation, że jest pewien kierunek badań, którym właśnie zajmuje się Rockefeller Foundation i że właściwie kiedyś sobie nie zdawał z tego sprawy. Po prostu robił swoje badania, takie akademickie, robił swoją książkę, miał ten projekt, znalazł ludzi, którzy to finansowali. Było to ciekawe, właściwie niczego za bardzo nie wywalał w kosmos i tak dalej. Podobnie było z kilkoma innymi ludźmi, takimi jak Sitchin. Bardzo egzotyczny dżentelmen piszący o Anunnakich i tak dalej.
I się okazuje, że Rockefeller Foundation jest właściwie wydawcą jego prac i właściwie stoi za całym wydawnictwem, w którym on publikuje. Zabawna sprawa, bo Rockefeller Foundation macza palce praktycznie w każdej możliwej działalności naukowej, gdzie się solidnie robi eksperymenty na świecie. Po prostu w każdej możliwej. Od badania substancji psychoaktywnych typu LSD, poprzez badanie ludzkiego DNA. Jest to oczywiście związane z patentami i tak dalej, z tymi wszystkimi korporacjami farmaceutycznymi zwanymi popularnie Big Pharma, tymi ludobójczymi, zbrodniczymi, morderczymi. Tak, dokładnie. Tymi mordercami, którzy sprzedają nam wszystkim tabletki. I dokładnie tym się zajmuje owa fundacja, finansowaniem tych badań. Ponieważ jeżeli się finansuje te wszystkie egzotyczne badania, to automatycznie ma się podstawowy, elementarny dostęp po pierwsze do naukowców, po drugie do troszkę bardziej zaawansowanej dokumentacji technologicznej, po trzecie ma się dostęp do praw patentowych. Otóż ta maszyna, o której wspomniałem do badania DNA, jest opatentowana właściwie przez firmę, która jest kolejną córką matki córki rodziny Rockefellerów.
Wszystko to jest poklejone mocno ze sobą. Uniwersytety, te wszystkie granty, które na to poszły, też pochodzą stamtąd. To jest wszystko oczywiście pochowane, bo nie są to zawsze takie oficjalne metody finansowania, że oficjalnie w liście sponsorów badań naukowych jest wymieniona Fundacja Rockefellera i jest wspomniane na przykład, że fundacja zajmuje się tak zwanym potencjałem transhumanizmu i rozwojem badań na ten temat. Nie, to jest w ogóle zagadka i tajemnica. O tym się głośno w ogóle absolutnie nie mówi. Ale to widać. Robi się różnego rodzaju spotkania naukowe, seminaria naukowe, różnego rodzaju konsylia. Takie dziwne fundacje się zakłada. Bardzo dziwne fundacje, które później wynajmują jakieś budynki, mają potężne fundusze, ale budżety, od których praktycznie jeżą się wszystkie włosy na głowie. Gdybyś ty i ja, i wszyscy my, którzy tu jesteśmy, nawet gdyby nas było tylko dwoje, naprawdę to już wystarczy.
Gdyby policzyć nasze włosy, to i tak by nie wystarczyło na to, żeby przeliczyć to na ilość gotówki, które dostają te fundacje po to, żeby wykupiły jakieś budynki i zaczęły tam działalność pod różnymi pretekstami jako badania naukowe, jako prelekcje, jako spotkania. Wszystko to jest często w bardzo zamkniętym gronie, bardzo hermetycznym. Chociaż nie do końca, bo jeżeli jesteś naukowcem i jesteś bardzo poważnym naukowcem, który ma bardzo duże osiągnięcia akademickie i gdzieś tam się ślizgasz z bardzo dużym sukcesem pomiędzy tym czymś, co jest oficjalnie zakazane, czyli że nie istnieje, że eteru nie ma, że ether nie istnieje, to głupia teoria, ether nie istnieje i tak dalej. Ale robisz badania i elegancko gdzieś tam pomykasz, bo gdzieś tam u Einsteina był ten koncept. On może go zapomniał. Jeśli okazuje się, że coś tam jest, może to potwierdzić jego teorię. Jeżeli w ten sposób sprzedasz swój dorobek, to w tym momencie wiadomo, że jesteś osobą bardzo inteligentną i często się zgłasza do ciebie właśnie taka fundacja, jakieś badania albo coś w tym stylu. Jest dużo tego. Oni nie powiedzą ci, nad czym będziesz pracować. Oni nie dadzą ci konkretnej informacji.
To nie jest obszar w ogóle jakichkolwiek rozmów. Po prostu zajmują się na przykład badaniem komórek mózgu i to wszystko. Płacą pieniądze, chcą mieć dostęp do badań. Oficjalnie oczywiście chodzi o to, żeby znaleźć lekarstwo na jakąś konkretną chorobę albo jakiś sposób terapii, bo to z reguły jest w ten sposób sprzedawane, że to jest dla dobra ludzkości. Tam ktoś w trzecim kraju cierpi, bo jest jakaś dziwna choroba, którą choruje rzadko kiedy kto i wyrasta pięć rąk i trzeba znaleźć jakiś gen, który jest gdzieś na pewno w mózgu albo nie wiadomo gdzie, więc można szukać wszędzie i właściwie można sobie wymyślić dowolny kierunek badań. Ale za tym kierunkiem badań musi się kryć próba zhackowania ludzkiego organizmu, zrozumienia tego rzeczywistego mechanizmu mamy natury. Do tego się to wszystko sprowadza, do przejęcia kontroli nad żywym organizmem, którego częścią jesteśmy w naturze, na zbudowaniu czegoś takiego jak sztuczny interfejs, który będzie sztuczną inteligencją, która będzie mogła oszukać mamę naturę jako żywa istota, a my za pośrednictwem tego wszczepimy sobie to gdzieś w organizm i zamienimy się w nie wiadomo co. Będziemy żyli miliony i tysiące lat i tak dalej, i będziemy bardzo przewidywalni. Nie wiadomo, czy chodzi do końca o kontrolę, chociaż to też jest elementem badań, bo przecież o czym jest mowa, jeżeli bada się oddziaływanie konkretnych częstotliwości na ludzkie umysły w departamencie psychologii, prawda? To chyba nie po to, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nasze trawienie owoców, warzyw, tudzież soku pomarańczowego przebiega lepiej przy 10 hercach czy przy 22, tylko jak się można obejść z nami, kim my jesteśmy w tym momencie, w jaki sposób osoba, która będzie z zewnątrz, będzie mogła przejąć kontrolę nad nami.
Ale za pomocą inteligentnych komend. Bo właśnie do tego się to sprowadza, że trzeba nam wysłać dyrektywę i my musimy zrozumieć tą dyrektywę. Jest takie piękne badanie. Właśnie ja tu muszę zrobić taką krypciochę, moi drodzy. Zapraszam was bardzo serdecznie na czwartek do Radia Na Fali, dokładnie na godzinę 22:30 polskiego czasu do mojego nowego podcastu o nazwie „Substancja”, gdzie opowiadam o substancjach. Tam będzie być może gdzieś skrawek tej informacji, która jest właśnie związana z tym kawałkiem poszukiwania owej metody, jak zhackować mamę naturę za pomocą substancji psychoaktywnych przez właśnie ową Fundację Rockefellera i nie tylko, i kilka spraw z tym związanych, ale to tam będzie trochę więcej. Także ja tu dzisiaj odpuszczam ten wątek, chociaż domyślam się, że wielu z nas może... Nie, myślę, że doskonale wiesz, o co chodzi, bo ten film widziało wielu. Jeżeli słuchasz „Hiperprzestrzeni” od dawna, to też o tym wiesz. Anyway, ale jeszcze przypomnę dla tych wszystkich, którzy akurat słuchają pierwszy raz.
Jest takie wideo, które można sobie obejrzeć nawet na YouTubie. Jest to oficjalny film nakręcony przez Ministerstwo Obrony Wielkiej Brytanii, Królestwa Wielkiej Brytanii w '54 chyba czy '53 roku, kiedy dostali próbkę cudownego lekarstwa o nazwie LSD 25 z firmy farmaceutycznej o nazwie Sandoz prosto z Bazylei, czyli substancji, którą odkrył ponownie dla całego świata Albert Hofmann. Słynnego kwasu, czyli LSD. No więc wybrano grupę doborowych Komandosów brytyjskiej armii SAS, ale wybrano elitę. Poważnie, bo stwierdzono, że sprawa jest poważna i jeżeli jest to taka genialna substancja i wszyscy ludzie, którzy ją brali w tych raportach medycznych, tak to wywnioskowali wojskowi oficjele, są tacy zachwyceni i wszyscy psychologowie piszą, że ci ludzie tracą wszystkie toksyczne elementy swojego życia, tracą syndromy samobójcze. Dla takiego generała to jest rewelacja, bo w tym momencie żołnierz, który nie ma syndromu samobójcy, będzie zawsze walczył o przetrwanie i jego sprawność bojowa automatycznie wzrasta x-krotnie, bo on zawsze będzie chciał przeżyć i w tym momencie będzie wpadał w dziki szał i będzie kasował wszystkich. Marzyło się wszystkim, że znajdą substancję, która jest o wiele mocniejsza od amfetaminy, która była nałogowo używana praktycznie przez każdą z armii podczas II wojny światowej. Była nałogowo używana przez wszystkich podczas wojny w Korei, podczas wojny w Wietnamie. Do tej pory jest używana przez pilotów wojskowych i nie tylko. Nie wiem, gdzie jeszcze.
Piloci dostają taką ampułkę, którą muszą przegryźć, kiedy wchodzą do tak zwanej operacji wojskowej, kiedyś mówiłem o tym. Samolot wojskowy leci na autopilocie, a pilot właściwie jest tam tylko po to, żeby w odpowiednim momencie przejąć stery i rozstrzelać wszystkich dookoła i później z powrotem przełączyć się na automatyczne sterowanie i wrócić do bazy. I w tym momencie, gdzie musi rozstrzelać wszystkich, musi mieć idealną koncentrację, idealny umysł i potężną uwagę. I amfetamina daje to coś. Jest bardzo destrukcyjnym środkiem dla naszego organizmu i naszego umysłu, ale przez te parę chwil ten moment pobudzenia jest potężny. Percepcja jest taka, że ma się oczy dookoła głowy. Wiem, co to znaczy. Przynajmniej osobiście użyłem tej substancji kilka razy w życiu. Faktycznie jest coś w tym, nawet nie coś, tylko naprawdę jest coś w tym. Anyway, ale nie polecam.
Jest to bardzo mocna toksyna. Bardzo mocna i jora organizm potwornie. Anyway. I w każdym razie wiadomo było, że jeżeli jest substancja, która nie ma przede wszystkim side effect, bo amfetamina ma właśnie ten efekt uboczny, side effect, jak się po angielsku mówi. I z tego powodu żołnierze tracą swoją sprawność bojową, a szczególnie piloci i tak dalej. Nie można kogoś szprycować non stop amfetaminą, bo pewnego dnia wysiądą i to bardzo szybko wysiadają. Bardzo szybko ten peak się kończy. Człowiek zjeżdża centralnie do boksu i zamienia się we wrak człowieka, a jego refleks i wszelkie umiejętności, na które wydano tysiące, miliony dolarów znikają oraz co najgorsze maszyny, które kosztują fortunę, miliony dolarów znikają razem z nim w niewyjaśnionych okolicznościach. Także koleś musi być naprawdę kumaty i nie może chcieć się zabić w tej maszynie i musi ją doprowadzić z powrotem, bo ta maszyna jest więcej warta niż ten żołnierz bardzo często. I właściwie o to chodzi.
Człowiek jest tylko takim pionkiem do przesuwania maszyn w odpowiednie miejsca. I jak usłyszeli o LSD i przeczytali te raporty, to stwierdzili, że koniecznie musimy to sprawdzić, bo to wygląda na to, że będziemy mieli żołnierza doskonałego. No i wzięli te oddziały SAS i jeszcze takich panów z II wojny światowej, takich, którzy naprawdę mordowali ludzi i to takich ekstra wyszkolonych spadochroniarzy. A tam wtedy były hardkorowe czasy. To nie było tak jak teraz, że takie spadochrony, że nie łamie nóg. Wtedy tam zdaje się może 60 nie, ale jakieś 40 do 30% kolesi potrafiło połamać nogi przy takim zrzucie. Także takie czasy były. No i wzięto tych kozaków, największych morderców i rzeźników brytyjskiej armii na poligon i załadowano im LSD. No i skończyło się tak, że chłopaki tarzały się w trawie ze śmiechu, z radością i w ogóle odmówiły wykonywania rozkazów. I tu powstał problem, bo okazało się, że emocje, szczęście, radość i to podbudowanie, które jest związane z naszą rzeczywistą esencją życia, która wyłazi na wierzch, kiedy się wrzuci kwasa i stresy znikają gdzieś na boki, rozwiewają się w magicznych okolicznościach.
Nagle się okazuje, że nasza inteligencja takiego zabójcy, inteligencja oparta na patternie, jak to niektórzy nazywają ego, czyli na przeszłości, na próbie bycia kimś i udowodnienia sobie czegoś, nagle znika i zaczynamy doceniać tu i teraz i jesteśmy bardzo logiczni i poukładani. No i po tej całej historii armia w ogóle stwierdziła, że nie ma w ogóle LSD. Zakaz LSD to jest coś, co może zniszczyć żołnierzy. Co najwyżej może zostać spuszczane na żołnierzy wroga, żeby zwariowali na parę chwil, żeby przejąć władzę nad bitwą i wygrać bitwę, przejmując władzę nad żołnierzami. Jeżeli będą tripowali wtedy, a my ich okrążymy, obejdziemy, bo nie będą w stanie nigdy strzelać. Taki był pomysł na LSD stosowany przez wojsko w tamtych czasach. Ciekawe, egzotyczne, ale w każdym razie najzabawniejsza i chyba najbardziej intrygująca rzecz dla wszystkich badaczy związanych właśnie z tą Fundacją Rockefellera i z tym zhakowaniem mamy natury przez nasz umysł zaczęła się troszeczkę po tym eksperymencie. Okazało się, że w przeciągu roku praktycznie wszyscy ci żołnierze, elita brytyjskiej armii, najlepiej wyszkoleni. Ich wyszkolenie kosztowało fortunę w tamtych czasach, bo to nie byli tylko i wyłącznie tacy rzeźnicy, tylko elita też uniwersytecka. Ci kolesie mieli tytuły naukowe i to w takich konkretnych dziedzinach.
To nie do końca byli tacy komandosi, co to od dziecka biegał po lasach i chciał zostać komandosem. Nie, to byli panowie, którzy oprócz tego, że potrafili zabić z zimną krwią, podrzynając gardło scyzorykiem, to oprócz tego mieli czasami bardzo poważne prace naukowe za sobą. No więc ci panowie w ciągu roku czasu zrezygnowali z bycia żołnierzami SAS. Wszyscy dobrowolnie odeszli i powstał problem w brytyjskiej armii, bo okazało się, że uczestnicy tego eksperymentu nie chcą być mordercami. Po prostu rezygnują z tej roboty. I w tym momencie zakazano jakichkolwiek eksperymentów brytyjskiej armii z tak zwanymi substancjami psychoaktywnymi na takich doborowych jednostkach, w obawie, że doborowe jednostki zostaną stracone, że chłopaki zrezygnują z tego biznesu, stwierdzą, że jednak chyba wolą coś innego. To co? To ja może puszczę coś takiego na temat, proszę państwa Tych żołnierzy. Za chwilę wrócę do tego tematu i mojej dzisiejszej hipotezy, badań Fundacji Rockefellera, hakowania natury i tego, co właściwie o tym wszystkim wiemy, gdzie to wszystko zmierza i jaki ma sens. A wy możecie dzwonić: radionafali.com – taki jest adres na Skype.
Ja tu sobie siedzę zwyczajnie w Londynie i mówię do ciebie, człowieku. Otóż to. Tymczasem wracając do bardzo ważnego tematu dzisiejszego wieczora, przynajmniej dla mnie. Słuchajcie, moja herbata nabrała dobrego smaku. To chyba jest jakiś... Jak się nazywa ten kaktus? herbata z takiego kaktusowego... Eukaliptusowa. Właśnie. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni”.
Ja mam na imię Tomek, radionafali.com. Wszystko to jest retransmitowane w Radiu Paranormalium. Możecie zadzwonić: radionafali.com na Skype. Proszę nie dzwonić podczas muzyczki, bo podczas muzyczki nigdy nie otwieram rozmowy, bo lubię wysłuchać od początku do końca tak jak trzeba. Po to ludzie nagrali piosenkę, żebyśmy jej słuchali tak, jak została zrobiona od początku do końca, a nie jak jakieś pajace rwali w połowie, żeby sprzedać nam kawałek bigosu i nie wiem co jeszcze przy okazji. Ale to zostawmy. To nie to radio, moi drodzy. Tutaj są całe utwory i długie. Mamy czas. Tak że proszę śmiało dzwonić teraz, kiedy nie ma żadnej muzyki.
Odbieram oczywiście spokojnie na Skype wasze telefony. Tak że człowieku dzwoń i nie czekaj. Wiem, że był telefon podczas muzyczki, tak że wyjaśniam sprawę. Ale wracając do tej całej historii, bo ten trop jest bardzo intrygujący. Wpadłem na taką książkę, robiąc drobne poszukiwania, bo gdzieś tam siedzę oczywiście wokół tych maszyn. Free energy. Jeżeli ktoś słuchał „Syntezy”, to doskonale wie, o co chodzi. Podcast w archiwum Radia Nafali. Trzeba sobie wejść: radionafali.com, archiwa, podcasty i tam jest „Synteza”. Trzeba słuchać od początku do końca.
Koniecznie. A jak! Lubię sobie zbierać różne dokumentacje, różne rzeczy, które czasami trafiają mi w ręce w postaci skanów i tak dalej. Najczęściej w postaci skanów w dzisiejszych czasach, bo ciężko już o papier, ciężko jeździć po całym świecie, żeby gdzieś robić fotokopie na papierze i tak dalej, szczególnie po różnych archiwach. Musiałbym mieć fortunę niczym Fundacja Rockefellera, żeby móc sobie na coś takiego pozwolić. Tak się przyglądam często niemieckim historiom związanym z medycyną, technologiami, bo tam było kilka różnych koncepcji. I może o ile nie ma zbyt wiele zdjęć działających urządzeń, bo oczywiście była III Rzesza, było to tajne, a później wszystko, cokolwiek było, zostało wywiezione częściowo do Moskwy, a druga część gdzieś do Argentyny, a trzecia część gdzieś w projekcie Paperclip do Stanów Zjednoczonych i tak dalej. Ale czasami niektóre rzeczy wyciekają i są bardzo intrygujące. Jest kilka ciekawych wątków. Trafiłem poprzez jeden z ciekawych wątków medycznych historii na taką ciekawą książkę, która się nazywa, muszę sobie tutaj powiększyć, bo zwykle czytam teraz z ekranu: „Medicine and Medical Ethics in Nazi Germany: Origins, Practices, Legacy”.
Jakoś tak. I to jest bardzo ciekawa książka. Właśnie. James Gross, Rockefeller Foundation. Mówiąca troszeczkę o tym, jak w ogóle III Rzesza powstawała, bo jest to jedna z tych publikacji, która wyjaśnia meandry, jak to się wszystko działo, jak Fundacja Rockefellera, amerykańskie banki wymyśliły III Rzeszę, wymyśliły sobie taki kraj w środku Europy i doprowadziły do tego, do czego doprowadziły. Był to strategiczny plan, którego realizacja zajęła ponad 20 lat i były poważne przygotowania na bazie akademickiej, naukowej. Wszystko sprawdzono eksperymentalnie na uniwersytetach. Ja czasami o tym wspominam w „Hiperprzestrzeniach”. Są takie odcinki, gdzie mówię o propagandzie i tak dalej, gdzie są ślady tych opowieści. Dzisiaj będę ścinał jak zwykle po zakrętach.
Tutaj, w tej książce pada informacja na temat bardzo ciekawego society, można powiedzieć, czegoś, co się nazywa Kaiser Wilhelm Society. Takiej organizacji założonej przez Rockefellera, przez możnych tego świata w 1911 roku. To też ciekawy rok, bo działo się bardzo dużo rzeczy związanych z ustalaniem standardów na tak zwanych falach eteru. Generalnie był taki moment, że nagle politycy, wojsko zaczęło grzebać w prawie na temat technologii. Dosyć mocno. Wtedy były różne historie z prawami patentowymi. Właściwie wtedy się zaczynały i tak dalej. Europa jeszcze była wolna od tego, natomiast w Stanach Zjednoczonych zaczął się już taki praktyczny nazizm, można powiedzieć, w tej dziedzinie. Dokładnie w tym samym momencie powołano coś takiego jak German Kaisermicht w 1911 roku, czyli Kaiser Wilhelm Society. Geschäft.
Focke wie Winschaffen, czy jakoś tak. Ja nie jestem dobry z niemieckiego. Anyway. Może ktoś to rozczyta. Słuchajcie, już wklejam, bo zapomniałem wkleić linków. Już odbieram telefon przede wszystkim. Mam już pierwszy telefon, zatem odbieram. Halo, halo. Jak zwykle troszkę zawisa mi Skype. Chwila cierpliwości, moi drodzy, może to się odblokuje.
No cóż, wisi jak zwykle. Ja tymczasem wykorzystam ten moment i wkleję linka na Czata Radia na fali. Już wklejam pierwszego linka do owej pracy naukowej, która jest bardzo intrygująca. Już próbuję odebrać telefon na Skypie i coś się ciągle wysypuje. Halo, halo.
[55:40] - Witam, Przemku.
[55:41] - Witam serdecznie, panie Konradzie. Jak zdrówko szanownemu panu?
[55:44] - Wiesz co, ostatnio byłem trochę przeziębiony, ale chyba jest lepiej już.
[55:48] - Słuchaj, ja wykorzystam ten moment, jak ty mówisz o przeziębieniu, bo tak sobie śledzę te niemieckie dokumenty między innymi na temat różnych medycznych urządzeń. I jeszcze zanim się zaczęła Trzecia Rzesza, bo to była tak zwana Republika Weimarska i wtedy było masy wynalazców. Wilhelm Reich i tak dalej, Viktor Schauberger. Ja mówię o tych czasach. To jest intrygujące, bo stamtąd mamy najwięcej dokumentacji. Później był szlaban i tajemnica. To sobie przytul Zapera Janka Tarajcio. Zrób sobie kurację Janka. Każdemu z was polecam. Idzie jesień, zima, słoty, wiatry, wieje, pada.
Słuchajcie, od momentu, kiedy korzystam z Zapera, naprawdę Janek mi nic nie płaci za to. Ja też nic nie chcę od Janka za to, bo naprawdę jestem szczęśliwym użytkownikiem, który ma w dupie chodzenie do apteki, tak jak parę tysięcy ludzi, którzy posiadają Zapera Janka i działa idealnie. Także polecam serdecznie się zaopatrzyć. Jeżeli macie jakieś problemy zdrowotne, wszystko przejdzie. Sorry, musiałem taką króciochę zrobić. Musiałem to powiedzieć, bo to leczy zdrowie.
[56:43] - Generalnie to chyba było spowodowane ostatnią pogodą w Gdyni, bo teraz generalnie studiuję, więc-
[56:48] - Rozumiem.
[56:49] - ... tam taki odmienny klimat jest po prostu, że-
[56:52] - Łap Zapera i tyle, proszę pana. I koniec opowieści. Słuchaj, z czym dzwonisz? Mów, człowieku, z czym dzwonisz? Zostawiamy Zapera Janka. Kto wie, to wie.
[57:00] - Chciałem się właśnie odwołać do tych częstotliwości, o których wcześniej mówiłeś. Tych 10 i 20 herców generalnie.
[57:09] - 22 herce. 10 i 22 herce. Dokładnie.
[57:12] - 22, że ogólnie jest wiele rodzajów muzyki, które pobudzają fale mózgowe u człowieka i generalnie z własnego doświadczenia wiem, że muzyka po prostu potrafi działać tak na ludzi, że albo wywołuje bardzo pozytywne wibracje, tak że czujemy się właśnie tacy odprężeni i mamy różnego rodzaju wizje, albo po prostu jest muzyka, która działa na nas bardzo negatywnie. I teraz na przykład taka częstotliwość, jak 440 herców, która działa na nas bardzo negatywnie i może na przykład wywoływać jakieś wahania nastrojów albo coś w tym stylu. Tak więc muzyka o częstotliwości-
[58:01] - Właśnie widzisz, to nie jest do końca tak. Tu chciałem troszkę sprostować. Polecam sobie przestudiować tego linka, bo to nie jest do końca tak, że możesz to określić w taki bardzo zdeterminowany sposób.
[58:11] - Znaczy wiesz, ja ogólnie słyszałem o tym na konwencie wcześniej.
[58:15] - I don't know. Można było słyszeć. Człowiek różne rzeczy słyszy, ale polecam wbić się w papiery naukowe, bo troszeczkę o co innego tutaj chodzi, jak się okazuje. I kolesie mają z tym bardzo poważny problem, bo oni oczywiście by chcieli znaleźć tą częstotliwość, która powoduje, że można przejąć kontrolę nad moim i twoim umysłem. Bardzo wielu ludzi by to chciało. To jest taka cudowna broń, cudowny Graal, można powiedzieć dla wszystkich szaleńców i wariatów, którzy chcą nam zasiać niepokój w głowie, bym powiedział. Ale się okazuje, że mechanizm jest zupełnie inny. Jakby nie ma czegoś takiego. Z całym szacunkiem do tej prezentacji, gdziekolwiek by ona nie była przeprowadzana, jest to taka bujda, taka wyssana z palca, taka troszkę sensacja. Próba, że tak powiem, koloryzacja.
Po prostu umówmy się, jest to koloryzowanie. Nie jest to absolutnie żaden fakt.
[59:03] - Może masz rację, ale jednak jest dużo tych częstotliwości, które mają różne oddziaływania na ludzki umysł.
[59:12] - Tak, ale tutaj oddziaływanie jest zawsze, bo to nie jest pytanie o to, czy jest oddziaływanie. O tym wiemy i tutaj nie ma żadnych tajemnic. To nie jest kwestią nawet spekulacji ani kwestią odkrywania czegokolwiek. Na to wygląda i to tak co najmniej od 100 lat, bo właściwie pierwsze papiery na temat dźwięku i w ogóle wpływu dźwięków i w ogóle terapii dźwiękiem to jeszcze XIX wiek. To wcale nie jest takie młode i nawet całkiem bardzo takie poważne opracowania. Jest taka jedna książka, o której wspominam właśnie w serii „Synteza”. Książka z 1854 roku. Zapominam zawsze, jak się nazywa. Taka świetna publikacja poświęcona właściwie rezonansom natury. To jeszcze czasy eteru i tak dalej, gdzie te wszystkie sprawy pchały mocno do przodu.
I tam jest bardzo solidny opis tego wszystkiego. Jest jeszcze opis rezonansowy. Coś, co naprawdę miażdży, że tak powiem, w butach, jeżeli chodzi w ogóle o metodologię badawczą, o cały taki background naukowy, jeżeli chodzi o research. I jest to dżentelmen, który zajmował się światłem. Dinça. Też o nim wspominałem. I on napisał kilka książek właśnie na ten temat. To jest naprawdę kilka grubych tomisk. Oni próbowali, znaczy tak zwanym oni, czyli wojsko i wywiad, rządy. Ta owa ciemna siła próbowała pozbawić go życia.
O ile się udało z Wilhelmem Reisem, to z nim się nie udało. On się wcześniej wycofał. Był przerażony, zastraszony, w ogóle kazał dzieciom zmienić nazwisko. Tam różne historie się działy. Ja troszkę o tym wspominam właśnie tam w „Syntezie”. I to był dżentelmen, który opracował sprawy związane z rezonansami, właśnie tymi rezonansami wizualnymi. No i tutaj tylko kwestia teraz połączenia owych opracowań. No i właśnie to się teraz robi. Także wiadomo tylko tyle, że można zmienić nasze samopoczucie, że będziesz się czuł albo fajnie, albo mniej fajnie. Natomiast- Problem polega na tym, że oficjalnie wiadomo tyle, że nikt nie jest w stanie utrzymać ciebie w twojej aktywności w pracy albo zrobić z ciebie robota, mówiąc de facto w skrócie.
Czyli wykonujesz jakąś czynność i w pewnym momencie chcesz się zbuntować, bo masz już tego dosyć. Stwierdzasz, że to nie zgadza się z twoją percepcją, twoją logiką świata i po prostu chcesz wyjść z tej sytuacji. „Mamo, nie mogę trzymać tego pistoletu w ręku więcej”. „Knock, knock, knock. No heaven's door.” Rozumiesz? Wszystkie te sprawy. I wszyscy polują na ten moment, żeby zrobić taką sytuację, żebyś ty dalej trzymał ten pistolet w rękach. Okazuje się, że dając ci takie częstotliwości, nie ma żadnej gwarancji, że cokolwiek się stanie. Może być tak, że dostaniesz te niby 40 herców i strzelisz sobie w głowę. I w tym momencie cały sprzęt, który jest na tobie, całe centrum dowodzenia sterowane satelitarnie z noktowizorem, radiostacją, mierzeniem pulsu, cały ten sprzęt warty w okolicach 100 000 dolarów w kibel.
Rozumiesz?
[01:01:59] - No tak.
[01:02:01] - To nie o to chodzi. Także tam jest co innego. Szuka się właśnie rozwiązania logicznego. Jest dużo takich szalonych teorii, które mówią, że jak posłuchasz rezonansu, który ma 532 herce, to zmądrzejesz, zrelaksujesz się i tak dalej. Nie do końca. Oczywiście będziesz się czuł zrelaksowany, bo jest to miły rezonans, miły dźwięk i w ogóle człowiek, jak słucha miłego dźwięku, czego dowodzą te badania, to się czuje zrelaksowany. Później powiem jeszcze, co jest z tymi badaniami na koniec.
[01:02:28] - Wiesz co? À propos tego konwentu, tam był taki seans grany na takim gongu, jak masz na dalekim Wschodzie. Wiesz mniej więcej, o co mi chodzi.
[01:02:42] - Mhm.
[01:02:44] - To właśnie był koleś, który grał na takich gongach i ta muzyka podziałała na mnie bardzo odprężająco. Miałem flipa prawie że, że spędzałem tam jakiś czas.
[01:02:56] - Mocny rezonans zawsze wzbudza tak fajnie organizm. To jest taka normalna rzecz.
[01:03:02] - Czułem się zrelaksowany bardzo.
[01:03:05] - Fortepian to jest dokładnie ta sama historia. Nie wiem, czy siedziałeś kiedyś przy dużym fortepianie, takim dużym fortepianie. Fortepian ma trzy rozmiary: tak zwany mały, średni oraz tak zwany grand.
[01:03:17] - Mhm.
[01:03:18] - Koncertowy tak zwany po polsku. To jest taki duży. I jest niesamowita jazda, bo jak staniesz przy fortepianie nawet w odległości metra i ktoś zagra ci fajną melodyjkę, to się rozpływasz. Wszystkie ciały po tobie chodzą. Czujesz po prostu, jak się cały trzęsiesz.
[01:03:36] - Generalnie wychodzę z założenia, że muzyka, która jest grana z takich instrumentów analogowych, bardziej pozytywnie oddziałuje na ludzi. Nie wiem, czy się ze mną zgadzasz w tej kwestii, ale ja tak uważam.
[01:03:50] - Przynajmniej tak potwierdzają te badania, bo tak były robione te eksperymenty. Tu polecam się w ogóle wbić właśnie w opis eksperymentu. Ja chcę troszeczkę uciec od tych technicznych rzeczy. Właśnie dlatego tam wklejam te linki, bo było to robione przez jakąś tam sekwencję czasu. Dlatego gongi i misy z Tybetu są takie efektywne, ponieważ jest to urządzenie, które wzbudzone raz jednym rezonansem bardzo długo utrzymuje się. To się nazywa sustain, rezonans właściwie po polsku. Bardzo długo utrzymuje rezonans o dokładnie tej samej częstotliwości. Ta amplituda robi się mniejsza, ale częstotliwość jest dokładnie taka sama. Czyli dźwięk podczas zanikania nie ulega deformacji. Coś w tym stylu.
Jest to taka wspólna harmoniczna kosmosu. I ten dźwięk zachowuje się bardzo zdrowotnie, bo to jest taki dźwięk lasu, jak dźwięk wszystkiego. Tak długo, jak masz urządzenie, które jest dopasowane do wspólnych harmonicznych tej planety, rezonansowych, to urządzenie zawsze będzie działało na ciebie leczniczo. Jest taka fajna metoda, bo oczywiście ludzie mówią, że żeby uzdrowić wodę na przykład dźwiękiem, koniecznie trzeba mieć tybetańską misę. Otóż nie. Jest to kwestia kompletnej niewiedzy. Właściwie tylko stąd wynikają te wszystkie teologiczne rzeczy. Tylko misa, tylko coś tam. Z niektórymi rzeczami po prostu misa jest wygodna, bo ma ten specyficzny charakter akustyczny, który powoduje, że jak zrobisz to czujesz, jak przez pięć minut przez ciebie przechodzi ta fala.
[01:05:21] - Ale przykładowo?
[01:05:23] - Bierzesz wodę. Właśnie ja tylko tak skończę ci z tą wodą i tobie też, słuchaczu. Bierzesz kamerton dokładnie tej samej częstotliwości. Ja na przykład mam tutaj troszeczkę niższy, ale to jest dokładnie ta sama harmoniczna co 532 herce, tylko to jest 432 herce. Jakoś tak. I to jest
[01:05:43] - O!
[01:05:45] - I teraz wystarczy włożyć to do wody i woda automatycznie dostaje ten impuls i jest impulsacyjnie przeładowana. Jeżeli chodzi o strukturę wody.
[01:05:56] - Jak mówiłeś o tej wodzie wcześniej, przepraszam, że ci przerwę, ale czy to się też na przykład wiąże z pamięcią wody? Że jak zagrasz jakiś dźwięk, ta częstotliwość tego dźwięku może wywołać pozytywny efekt na tą wodę i będzie zdrowsza czy coś w tym stylu? Akurat taka myśl mi się teraz urodziła.
[01:06:16] - Właśnie to powiedziałem. To są rzeczy takie znane od co najmniej 100 lat, bo to są na przykład prace Viktora Schaubergera, które polegały na tym, że woda była traktowana specjalnym rezonansem, który był wzbudzany poprzez wiry, ruch wirowy albo na przykład jakieś przeładowania elektrostatyczne, które tam następowały w jego urządzeniach podczas wirowania tego wszystkiego, robienia tych vortexów. I właśnie w ten sposób było wytwarzane to zjawisko. Można je wytworzyć na wielu różnych sposobów, na przykład dźwiękiem. Możesz nalać wodę do akustycznego urządzenia, je wzbudzić i dokładnie w ten sposób przetransformować wodę. Równie dobrze możesz nalać do jakiegokolwiek pojemnika, następnie włożyć akustyczne urządzenie, które ma cały czas wzbudzoną wibrację i załadować wodę w ten sposób. To nie jest istotne. Możesz po prostu z każdej strony. Oczywiście w misie ten efekt jest spektakularny, bo wtedy widać, jak się fale rozchodzą i jak woda fajnie skacze do góry. Widać to zjawisko lewitacji.
Ale równie spektakularny efekt jest, jak weźmiesz duży fortepianowy kamerton, który jest naprawdę duży, odpowiedniej częstotliwości, czyli tych 500 ileś tam. Trzeba sobie sprawdzić te częstotliwości solfeggio. Tak go solidnie stukniesz i włożysz go do szklanki. Polecam eksperyment. Niezła zabawa. Nie wiem nawet, co się dzieje. Polecam. Ręcznik sobie przygotujcie troszeczkę, bo się przyda ręcznik dookoła szklanki. To tyle na temat rezonansów. Zostawiamy rezonanse, proszę pana, bo ja tu lecę z historią, bo to nie o rezonansach.
Tym bardziej, że wszystko jest w tych dokumentacjach naukowych.
[01:07:49] - Generalnie nie wiem, czy słyszałeś o takim instrumencie, który wygląda jak skorupa żółwia, coś w tym stylu.
[01:07:57] - Wiem, czanga. Strasznie nie lubię tego instrumentu. Uważam, że strasznie kiepsko brzmi, powiem szczerze. Nie jestem miłośnikiem czangi.
[01:08:07] - Jednocześnie możesz wytworzyć rytm i takie trochę kosmiczne dźwięki.
[01:08:13] - Na każdym instrumencie możesz wytworzyć rytm. Musisz się zwyczajnie nauczyć grać. Jeżeli masz kontrabas, zrobisz dokładnie to samo. To jest kwestia umiejętności. A czanga ma ten problem, że ma bardzo specyficzną charakterystykę. Trąbka brzmi jak trąbka, fortepian jak fortepian, a czanga ma swoją bardzo specyficzną sygnaturę. To jest duży zakres tak zwanych średnich tonów. I to jest taki paskudny instrument, bo praktycznie jest jak ketchup i taki zepsuty troszkę ketchup, bo jak zaczniesz grać z innymi instrumentami, to jego tak zwane pasmo środkowe jest tak szerokie, że zakłóca rezonanse innych instrumentów i powstaje taki strasznie gęsty, przemielony dźwięk. Jest strasznie toporny akustycznie, ale to jest moje odczucie. Ja nie jestem miłośnikiem.
Wolę na przykład bardziej rdzenne instrumenty troszeczkę z Indii. One według mnie mają taki sound, taką charakterystykę i są tak elegancko poukładane, że właściwie nie ma tego problemu, że nagle kłócą się z całym światem dookoła, że muszą grać tylko same. Ale to już zostawmy akustyczne rzeczy, proszę pana, bo już wjeżdżamy na sprawy, które w ogóle nie są związane z tą całą hipotezą, tylko z muzyką.
[01:09:23] - Ale wiesz co? Jeszcze się odwołam do różnych rodzajów muzyki elektronicznej, bo nie wiem, czy słyszałeś o takim stylu jak ambient czy chociażby experimental.
[01:09:32] - Nie, jasne, nigdy nie słyszałem. Powinieneś sobie posłuchać jakiegoś radia na fali poza audycją.
[01:09:38] - Polecam ci sprawdzić. Takie miksy są dwugodzinne i to też działa dosyć odprężająco. Nie wiem, jaki tam to jest.
[01:09:48] - Zostawmy ten temat, bo to jest naprawdę bardzo dyskusyjna sprawa. Ja mogę cię przestawić na przykład ludziom, którzy słuchają muzyki klasycznej i to ich odpręża. Ja na przykład po paru godzinach muzyki klasycznej, czasami nawet po trzech minutach dostaję ataku szału. Pomimo że kiedyś spędzałem godziny w filharmonii, to teraz dostaję po prostu ataku szału, rozumiesz? A niektórzy przy tym śpią i to tak bosko i tak słodko, że ja to jestem w szoku. Także tutaj nie ma na to reguły. Zostawiamy te dźwięki, proszę pana.
[01:10:17] - Ja tylko powiem ci, że moja sąsiadka czasami puszcza na cały regulator muzykę.
[01:10:22] - To rozmawiaj z sąsiadką. Ja to ścinam ten temat. Sorry, proszę pana, musimy wracać do tematu. Czas leci, a my tu w ogóle o dupie Maryi za przeproszeniem.
[01:10:29] - Znowu spirytus.
[01:10:31] - Dokładnie. Dobra, proszę pana, to ja dziękuję za telefon serdecznie.
[01:10:38] - Dzięki za rozmowę.
[01:10:39] - Dzięki wielkie. No właśnie. Ale dzięki koledze, który zadzwonił, udało się wrzucić troszeczkę informacji na temat rezonansów i dźwięków tak przy okazji. Także mam nadzieję, że może zachęci to was do jakichś poszukiwań, żeby sobie rzucić okiem trochę na dokumentacji takiej czysto naukowej, jak się bada te wszystkie rezonanse. Polecam serdecznie. Jest link na Radio na Fali. Właśnie. I nawracam do tematu, bo te badania nad rezonansami między innymi dźwiękiem i tak dalej. Słynna historia ze zmianą strojenia 440 herców jako punkt referencyjny dla dźwięku A przez Fundację Rockefellera, wymuszona później przez ONZ w latach 50. jako taki ogólny standard dla wszystkich instrumentów, tak zwaną normę i tak dalej.
No i były ślady tego o wiele wcześniej. Jest taka książka, która nawet wspomina o tych miejscach, gdzie się to wszystko działo, bo to oczywiście nie działo się gdzieś tam w bankach albo nie wiadomo gdzie, ale to działo się, przynajmniej te badania, na konkretnych uniwersytetach, a później, żeby utrzymać tajemnicę, przechodziły właśnie do owych dziwnych fundacji, za którymi stały właśnie Rockefeller Foundation albo Bank Rockefellera. Chodzi mi o tą całą korporację rodziny Rockefellerów i generalnie całą tą banksterkę, czyli że tak powiem, bandziorów, proszę państwa. I właśnie jest taka książka, o której wspomniałem, „Medicine and Medical Ethics”, czyli „Medycyna i etyka w medycynie w nazistowskich Niemczech. Początek, praktyka i spuścizna”. Tak to się nazywa. Dokładnie taki jest tytuł książki tłumaczony na język polski. No i jest tam mowa o bardzo ciekawym miejscu, które się nazywa Kaiser Wilhelm Society. O tej dziwnej fundacji, o której wspomniałem wcześniej. No i owa fundacja robiła właśnie jakiś szereg bardzo dziwnych badań.
Można powiedzieć, że to są same początki badań nad tym, jak zhakować, i to w taki konkretny sposób człowieka, używając tych dziwnych, tajemniczych, tak zwanych tajemniczych technologii, które nagle okazały się już nie naukowe, tylko nagle okazały się science fiction, tak jak właśnie to pole eteru. Nagle powstała taka fundacja, która jak oficjalna nauka uciekła od tego, została z Newtonem, Einsteinem i tak dalej. Uciekła od Tesli. To tutaj, w tych stowarzyszeniach, tych fundacjach naukowych nagle powstaje grupa ludzi, która zajmuje się dokładnie tym, co zostało wyklęte przez oficjalną naukę, czyli dokładnie taki obraz podwójnego standardu. Bardzo dziwne fundacje robiące bardzo dziwne badania. Doktor Mengele to właśnie człowiek, który pochodził z takich fundacji. Właśnie nie z takich fundacji, tylko dokładnie z tej fundacji. Masa ludzi. Kolejka jest bardzo długa. Do tego wszystkiego dołącza nie kto inny, moi drodzy, jak Albert Einstein, który też był dzieckiem tego całego systemu.
Tam było jeszcze kilku bankierów niemieckich, takich jak Wartburg, który to finansował tylnymi drzwiami. I właściwie tak to wyglądało. Do dzisiaj wygląda bardzo podobnie, że Fundacja Rockefellera stara się wejść tylnymi drzwiami poprzez różne tak zwane fundacje córki do różnych badań i wchodzą wszędzie, gdzie tylko mogą, na zasadzie sponsora. Czasami ciężko prześledzić, skąd się bierze dana fundacja, jak wyglądają korzenie tej fundacji i tak dalej. Normalne jest to, że ludzie, którzy mają duże pieniądze, ludzie tak zwanego dużego kalibru w świecie, wielkie finansjery znają się prywatnie bardzo dobrze, bo to nie jest bardzo duża grupa ludzi na świecie, która posiada takie fundusze, żeby wspólnie odwiedzać ekskluzywne miejsca, lokale, imprezy i tak dalej. Trzymają się razem. Jest to taki klub towarzyski ludzi, którzy finansują te wszystkie badania. Spotykają się często na spotkaniach zarządów i tak dalej. Jest tego troszeczkę. Oni doskonale o tym wiedzą i zakładają różne fundacje.
Z zewnątrz właściwie nie ma połączenia, bo jedyne, co możemy powiedzieć to: zamożny albo ultra zamożny, bogaty człowiek, ekskluzywny miliarder, który buja się w świecie miliarderów i zna tego kolesia, tamtego kolesia, siamtego, nawet z Rockefellerem bywa. To wcale nic nie zmienia, bo on tam ma niby swoje, ale nie jest tak do końca. Okazuje się, że znakomita większość, to jest oczywiście moja spekulacja, bo większości nie sprawdziłem, ale tak wygląda przynajmniej z mojego doświadczenia śledzenia owych dokumentacji medycznych, dokumentacji papierowych związanych chociażby z badaniem ludzkiego chromosomu DNA, z badaniem rezonansu, z badaniem tych wszystkich rzeczy, czytaniem tej całej dokumentacji i sprawdzaniem, kto właściwie był finansistą tych badań, kto stał za takie shadows eminence, czyli taka szara eminencja, która gdzieś tam stała z tyłu przede wszystkim głównie z pieniędzmi, bo to do tego się sprowadza. Zawsze się ląduje na Uniwersytecie Rockefellera albo uniwersytety, takie jak Stanford, które są właściwie bardzo mocno zależne od pieniędzy Fundacji Rockefellera. I to nie jest dowcip. Czy się chce, czy nie, to czasami zwyczajnie nie jest się świadomym, że Fundacja Rockefellera wydaje na przykład twoją książkę. To nie jest dowcip. Było kilka takich przypadków w historii, naprawdę niezłych, łącznie z Michaelem Cremo, że Fundacja Rockefellera wydała opracowanie dotyczące zakazanej archeologii. Co jest dosyć zabawne, kiedy spojrzy się na to, że jest to organizacja stojąca za czymś takim, co się nazywa Smithsonian Institute. To jest potężne centrum badawcze, które zajmuje się przeszłością planety Ziemia.
Nie wiem, kiedy zostało powołane, musiałbym sprawdzić kiedy, ale chyba spokojnie ponad 100 lat Smithsonian Institute ma. I wszystkie te dziwne znaleziska archeologiczne, tak zwane artifacts out of place, czyli artefakty znajdowane poza miejscem, były zgarniane właśnie do tego instytutu. Jest taka ciekawa legenda, która krąży od lat dookoła Smithsonian Institute i brzmi ona tak, że te najbardziej dyskusyjne, najbardziej tajemnicze i najbardziej, można powiedzieć, chyba oczywiste dla zrozumienia naszej własnej przeszłości artefakty, te, które były najbardziej niebezpieczne dla tej cywilizacji, zostały spakowane w statek do specjalnych skrzyń, które zostały zaimpregnowane dosyć solidnie, żeby przetrwały wszelkie możliwe warunki parkowania pod wodą w słonej wodzie w cholerę długo, nie wiadomo ile. I specjalnym statkiem, jest nawet nazwa tego statku. W tym momencie nie powiem, bo nie wiem do końca, na ile jest to sprawdzona historia, a na ile nie, bo jest tyle urban legend dookoła tych wszystkich rzeczy. Tylu ludzi próbuje zarobić na tym kasę opowiadając bajki, sprzedając je jako prawdę jedyną, że naprawdę głowa mała. Tym bardziej w czasach YouTube'a. Ale jest taka legenda i ona nie jest wcale z czasów YouTube'a. Jest bardzo stara, pochodzi jeszcze z lat 40. czy 50.
o tym, że Smithsonian Instytut zapakował tak co najbardziej dyskusyjne, kontrowersyjne i szokujące eksponaty, które mogłyby nas obudzić z naszego braku pamięci, z naszej amnezji. Załadował te skrzynie i utopił w specjalnych miejscach gdzieś w Zatoce Meksykańskiej. One gdzieś są tam poutykane pod wodą tak, żeby nikt niepowołany nie mógł do nich dotrzeć. Bo to byli ludzie stojący za tym instytutem, którzy właściwie z ramienia rządu Stanów Zjednoczonych mieli dostęp do praktycznie wszelkich wykopalisk prowadzonych na obszarze całej Ameryki Południowej, tam, gdzie była dominacja Stanów Zjednoczonych, części Azji, oczywiście całej Ameryki i Kanady. Także potężne zbiory, gigantyczne. Do tej pory przecież są takie tajemnicze historie, że nagle znajduje się nie wiadomo coś w Smithsonian Institute. Coś, co tam leżało przez 100 lat, pokryło się kurzem. W Anglii też są instytuty, które mają takie zabytkowe rzeczy. Niemniej jednak nic nie dorasta do pięt Smithsonian Institute, nawet do pięt. To jest taki potężny zestaw wszystkich tych gratów i klamotów, które zebrano na tej planecie.
Sam bym chciał się dorwać kiedyś do ich archiwum. Myślę, że nie tylko ja. Ale wracajmy do owego Kaiser Wilhelm Society, które było ojcem eugeniki, czyli tej nauki o rasie panów. Tam testowano wszystkie te zbrodnicze idee. Jak się okazuje, praktycznie była organizacja, która stała za badaniami medycznymi podczas II wojny światowej na terenie obozów koncentracyjnych, nazistowskich obozów koncentracyjnych znajdujących się na terenie Polski. I nie były to takie przypadkowe historie, że doktor Mengele był szaleńcem, który zwariował i postanowił robić te wszystkie zbrodnicze eksperymenty, bo rano wstawał i taki pomysł mu przychodził przy kawie do głowy. Okazuje się, że była to część bardzo mocnego, dużego programu badawczego zakrojonego naprawdę na gigantyczną skalę. Zresztą wiadomo o tym nie od dziś. Jest kilku ludzi w Polsce, którzy o tym dosyć głośno mówią. Wystarczy sobie poszukać.
Jest masa dokumentacji zarówno niemieckiej i tej, która ocalała po II wojnie światowej w Polsce. Są takie ślady i przede wszystkim wszystkie nazwiska. Generalnie co dużo mówić, sprawdźcie sobie sami. Ja oczywiście mogę nie mieć racji, dlatego warto ufać sobie samemu. Jak się okazuje, wszystkie kroki prowadzą do owej Kaiser Wilhelm Society. I to było bezpośrednie połączenie z Uniwersytetem Harvard. Otóż to. Te połączenia można wymieniać w nieskończoność. One oczywiście nie były formalne. To była bardziej wymiana naukowców, nieformalna i prac badawczych.
Ja tu już odbieram telefon. Halo, halo! Witam serdecznie.
[01:20:12] - Halo?
[01:20:13] - Halo. Wyłącz tam radio, jeżeli możesz. Przechodzimy tylko na Skype'a. Wyłączam radio, zostaje tylko Skype.
[01:20:22] - Już mam.
[01:20:23] - Idealnie.
[01:20:24] - W porządku?
[01:20:25] - Jak zdrowie szanownego pana?
[01:20:27] - W porządku.
[01:20:29] - Pan pozwoli, ja sobie zapalę. Skorzystam z okazji, że mogę z kimś porozmawiać i nie muszę ciągle mówić.
[01:20:34] - Spoko.
[01:20:35] - Dzięki.
[01:20:37] - Na początku chciałem powiedzieć, że ja trochę inaczej uważam. Przynajmniej inaczej niż to, co do tej pory było mówione. Ja myślę, że nie ma sensu polaryzacja, że coś jest dobre, tak jak na przykład jakieś dźwięki gitary sprawiają nam przyjemność. Tak wcześniej ty mówiłeś, słusznie zauważyłeś. Inne dźwięki nas wnerwiają, na przykład jakiś dźwięk piszczący, skrzypiący. A są jeszcze inne częstotliwości, które służą do czegoś innego, czyli do tego, że na przykład tak się toczy, a nie inaczej w naszym życiu. Czyli w jakiś sposób jesteśmy formowani i kierowani na taką drogę.
[01:21:16] - Wiesz co, nie do końca. Tutaj jest taka ciekawa rzecz, bo to jest finał tych prac naukowych, o którym będę chciał za chwilę wspomnieć. Ale myślę, że skoro wspomniałeś, to myślę, że jest dobry moment, żeby teraz to wyrzucić i nie przeciągać tej sprawy. Słuchaj, cała konkluzja tych prac naukowych okazała się, że... Proszę tylko wyłącz radio. Słuchamy się tylko w Skype'ie.
[01:21:33] - Spoko, ja słyszę cię na bieżąco, nie ma problemu.
[01:21:35] - Ale ja mam tu pogłos, także wyłącz to tam wszystko.
[01:21:40] - Ja do laptopa rozmawiam, wiesz?
[01:21:42] - Okej, dobra.
[01:21:43] - Nie mam mikrofonu ani...
[01:21:44] - Okej, to troszeczkę poproszę o ściszenie minimalnie, jak możesz i tyle. Konkluzje tego całego eksperymentu były dosyć brutalne, bo okazało się, że oczywiście możemy się czuć lepiej na poziomie emocjonalnym i po jakiejś serii oddziaływań takich częstotliwości na nas w okolicach iluś tam ośmiu minut dziennie przez, przypuśćmy, trzy, cztery do pięciu miesięcy, wzrasta nasze dobre samopoczucie i tak dalej. Robią się takie fajne, fajnie się czujemy. To jest to tylko na poziomie emocjonalnym, natomiast nie ma to nic wspólnego z naszymi werbalnymi, logicznymi umiejętnościami. Czyli wcale nie będziesz lepszym kierowcą ani wcale nie będziesz nikim. To jest jedna rzecz, a druga konkluzja, taka dosyć istotna. I co się okazało? Okazało się, bo oczywiście była próba wpływania perswazjami na tych ludzi, sprawdzenia, jak głęboko się posunie perswazja. Okazuje się, że w tym momencie człowiek wyskakuje z możliwości manipulowania nim. Czyli właściwie pomimo tego, że wpływasz na samopoczucie człowieka, nie masz żadnej szansy na wpłynięcie tego, o czym on myśli.
I ten eksperyment był robiony dlatego, bo okazuje się, że metoda wpływania na ciebie jest kompletnie bez kontroli. Nie można cię kontrolować, bo nie wiadomo, czy dostaniesz ataku szału, czy dobrze się poczujesz. Można bardzo łatwo przekroczyć granicę, ponieważ każdy mózg jest inaczej skonstruowany i nie ma takiej opcji, że puścisz konkretny rezonans i nagle wszyscy maszerują w lewo, puścisz rezonans X i maszerują w prawo. Okazuje się, że znakomita część ludzi może dostać szału i w tym momencie pobiegną w twoim kierunku, wyrywając wszystkie możliwe sztachety we wszystkich płotach po drodze, żeby cię zlinczować. Wychodzą takie ciekawe rzeczy właśnie w tych eksperymentach i oni właśnie to sprawdzają. W jaki sposób zrobić tak, żebyś ty nie biegł z tą sztachetą, kiedy oni będą próbowali tym rezonansem coś z tobą zrobić? Do tej pory się nie udało. Nie ma takiej opcji, bo właściwie nie wiadomo na jakiej zasadzie to działa. Okazuje się, że wzmacnia to nasze tak zwane self-image, czyli-
[01:23:34] - Na zasadzie przyczyny i skutku. Jeżeli coś się wydarza, to dalszy ciąg zdarzeń jest tylko i wyłącznie na zasadzie przyczyny i skutku. Inaczej nie ma nic. To my tego nie rozumiemy. Jeżeli przykładowo nam się wydaje tak i tak, a nie rozumiemy tego w 100% od samego początku do samego końca, ale krok po kroku każdej rzeczy, dodatkowo każdej z dróg, która prowadzi do czegoś pobocznego, że tak powiem.
[01:23:56] - Jakaś po prostu świadomość normalnego życia. Po prostu świadomość tego, że robimy to, co robimy i takie są konsekwencje. Jak walniesz się młotkiem w rękę, to będzie bolało. Celujesz w gwoździa, a nie w palce. Także proste sprawy, prawda? Otóż to. Rozumiem pana doskonale. I się okazuje, że można sobie ładować tym impulsem nas w jedną i w drugą stronę. Można nas tylko zmęczyć. Można cię po prostu zmęczyć i tylko tyle.
I właściwie nikt nie zna granicy zmęczenia. I to jest bardzo ryzykowne, że sama próba kontroli i mnie, i ciebie może skończyć się tym, że po prostu wysiądzie nam tak zwana pikawa albo się zbuntujemy i właściwie nikt nie wie, jak tym kontrolować. Może tylko rozpędzić tłum dźwiękiem.
[01:24:35] - Jedyne wyjście to po prostu rozumienie tego. Rozumienie tego i tak samo znanie innych możliwości, też ich rozumienie, rozumienie każdej innej możliwości i wtedy świadomie wybrać sobie taką. To jest prawdziwa wolność wtedy, bo inaczej wolności nie ma. Bo wszystko, co się dzieje, jeżeli nawet jest to na zasadzie przyczyny i skutku, to przecież coś się dzieje.
[01:24:52] - Otóż to. Ja myślę, że część tej informacji, że my na przykład jesteśmy poddawani takiemu praniu mózgu jakimiś falami i tak dalej. Mam taką koncepcję, że to komuś bardzo odpowiada, żeby nas tak straszyć, bo nie ma takiej technologii, żeby do końca tobą zawładnąć. Dlatego jeszcze możesz tu zadzwonić, człowieku. Gdyby taka technologia była, nie byłoby szans, żebyśmy w ogóle tu rozmawiali już od lat.
[01:25:13] - Ale patrz Tomek, zobacz, jeżeli ktoś sprawia, że jakieś dźwięki lubimy, jeżeli coś lubimy pozytywnie, automatycznie musi być do tego przeciwieństwo. Czyli jeżeli my po prostu coś jaramy-
[01:25:26] - Tak, ale nie, to tak jak ci mówię, ale-
[01:25:27] - Automatycznie sami tworzymy przeciwieństwo tej rzeczy.
[01:25:29] - Tak.
[01:25:30] - Automatycznie. Musi być równowaga, nie ma inaczej.
[01:25:33] - To jest to, co mówię, proszę pana. To jest to, że możemy-
[01:25:35] - Musimy zauważać właśnie te negatywne rzeczy i mówimy o kontroli, o tym. Właśnie to są te negatywne rzeczy, które są dzięki temu, że są pozytywne.
[01:25:43] - To jest ten wynik owego eksperymentu, że możesz wpływać tylko i wyłącznie na strefę emocjonalną, natomiast nie ma możliwości, żeby zapanować nad twoją strefą logiczną. Jeszcze raz tłumacząc: twoje emocje nie mają wtedy kontekstu zachowawczego, tak zwanego zachowawczego, czyli właściwie powstaje taka emocja, która nie wiadomo, jak się zrealizuje. Jedyna szansa to wybudować taki świat, który będzie cię kierunkował w tym kierunku. I to jest taka próba robienia takiego świata. Właśnie dlatego mamy taką awarię z reklamami, taką awarię z tą propagandą, która nas ciągle próbuje skonfliktować. Tu masz absolutnie rację, proszę pana, bo jest to zaplanowany proces.
[01:26:20] - To oświecenie tak zwane. Każdy porusza oświecenie. Tego się słyszy pełno wszędzie. Oświecenie, oświecenie, oświecenie.
[01:26:28] - Jestem ciemniakiem. Rozmawiasz z ciemniakiem. Ja jestem człowiekiem nocy. Rozmawiasz z ciemniakiem.
[01:26:32] - Nie, to nie o to chodzi w tym oświeceniu. Chodzi o zrozumienie, jak to się zaczęło. Będziemy wiedzieć dokładnie, co nastąpi, bo na zasadzie przyczyny i skutku. Zrozumienie, całkowite zrozumienie, ale na 100%. Każdego kroku. Dlaczego coś się wydarzyło tak, a nie inaczej? Wszystko ma swoją przyczynę. Nic się nie dzieje bez przyczyny. Nawet to, jeżeli przykładowo ja bym poszedł się teraz wysikać do kibla, to też jest przyczyną tego, że przykładowo 55 minut temu piłem tyle i tyle wody, potem 45 minut tyle i tyle, i tak dalej. Sumą tego będzie-
[01:27:05] - Ale dowcip jest w tym, że nikt tak do końca nie wie, czy to będzie 55 minut, czy to będą dwie godziny. I to jest najlepsze w tym. I podobno to jest ta sama historia.
[01:27:14] - Ten, kto twierdzi, że jest oświecony, musi to rozumieć. Właśnie tym jest oświecenie, rozumieniem wszystkiego, każdej jednej rzeczy.
[01:27:20] - Ten termin „oświecenie” wiesz...
[01:27:26] - Ja tak samo.
[01:27:29] - Pozostanę ciemniakiem z ciemnego lasu. Ciemny las jest moim przyjacielem.
[01:27:33] - Zaznaczam, że ja mówię tylko tak, jak jest to traktowane ogólnie wszędzie w internecie. Dla mnie tak samo czegoś takiego jak oświecenie nie ma. Żeby było jasne.
[01:27:40] - Mnie chodzi po prostu o wiedzenie, co się dzieje. Taką świadomość tego, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy i tak wygląda cały ten konspekt. Dla mnie jest to sprawa związana właśnie ze śledzeniem w sobie takich rzeczy, bo dzięki temu wychodzi kilka takich myków. I tak po drodze robiąc, tak jak i tobie słuchaczowi, i tobie, drogi dzwoniący, tutaj opowiadam. To nie jest efekt jakichś moich poszukiwań, że ja szukam tutaj jakiejś teorii spiskowej. Nagle się okazuje, że z kilku prac naukowych, chyba ostatnio praktycznie, bo to był taki cykl. Słuchajcie, wziąłem chyba z ponad 10 prac naukowych, takich dosyć poważnych. Szukałem tych wszystkich spraw związanych ze spektrografią, spraw krystalizacji naturalnych polimerów, jak oni właściwie robią ten wykres spektrograficzny z tego, jaki on jest duży i tak dalej, bo to jest w ogóle takie „wow”. Nie będę was wkręcał, ale dla takiego chłopaka jak ja to jest po prostu niezła przygoda się dowiedzieć takich spraw. No i koniec końców tak czytam do końca i sprawdzam, o co chodzi.
W ogóle jest taka ciekawa historia, że to są badania zrobione w ramach jakiegoś programu, który ma swoich uczestników. I to jest taki dziwny program, bo niby jest to program badawczy, ale taki sklejony z paru zrzuconych projektów i one są konsolidowane w ramach takiego spotkania, które jest co jakiś czas. I w ogóle takie dziwne formacje. Czytasz o badaniach naukowych i właściwie to jest tak zaprojektowana sieć. Widzisz tą całą sieć powiązań i to taką dziwną sieć powiązań, że one zawsze gdzieś prowadzą i zawsze się redukują. Nagle z paru takich badań gdzieś prowadzą w jedno miejsce. Nagle się okazuje, że jest kolejna jedna fundacja. Nagle się okazuje, że cały sprzęt laboratoryjny, który jest dostarczany w ramach finansowania i bycia sponsorem tego research, też pochodzi z konkretnego miejsca. Bo on jest związany z patentami i część ludzi, która używa tego sprzętu, bo jak czytasz o sprzęcie, na którym jest to robione, to szukasz technologii, bo wiadomo, że oni mają patenty i tam jest opis tego. I nagle się okazuje, że te same nazwiska i wracasz z powrotem.
I nagle: fundacja Rockefellera, rozumiesz?
[01:29:41] - Powiem ci jedną rzecz. Ja doskonale to rozumiem, bo od paru lat na oku prawym mam plamę. Nie będę mówił dlaczego. Chodzi o słońce, patrzenie w słońce. Tą plamę miałem cały czas. Było coś takiego, jakbym przykładowo wziął zapalniczkę w rękę, schował plastik i zostawił tylko żelazo i wystawił rękę przed siebie i patrzył na zapalniczkę, to ja ten punkt widzę zamazany, widzę czarny. Przesrane trochę jest to w życiu normalnym. Lewe ucho przez te rezonanse tak samo praktycznie w połowie słyszę gorzej, niż słyszałem. Także dużo różnych rzeczy. Właśnie przy okazji żonie muszę podziękować, że wytrzymuje wszystkie te moje jazdy.
I powiem ci tak: na ten temat wiem dużo i zrozumiałem jedno, że nie ma sensu. Kiedyś tak sobie mówiłem: „Kurde, jaki byłem na siebie zły”. Patrzenie na słońce, to, tamto. Szukałem różnych rzeczy. Wiadomo, głodówki, nie głodówki, wody utlenione, wszystko. I w końcu doszedłem do wniosku takiego, że wszystko to, że to się dzieje, że o tym myślę, to właśnie jest koniec tego myślenia. W tym momencie zrozumiałem, że nie miałem żadnego wpływu na to. Wszystko się odbyło tak, jak się miało odbyć. Wcześniej mówiłem sobie, że głupi, sam na siebie, ale zrozumiałem. Zrozumiałem, że to wszystko po prostu tak miało być właśnie po to, żebym zrozumiał, bo jakby tego nie było, to bym tego nie zrozumiał.
I teraz to rozumiem i wiem, że to było potrzebne. Nie polecam nikomu tak przy okazji. Jak ktoś tak czuje, to niech to robi.
[01:31:08] - Ja się czasami lubię popatrzeć w słońce i czasami się patrzę, ale głodówek nie robię. Nie jestem radykalny, koleżko. Nie stać mnie na taki radykalizm. Rozpasany w radości życia.
[01:31:18] - Głęboko. Bo jest masakra.
[01:31:21] - Dobra, nie strasz już nikogo. Zostawmy te lęki.
[01:31:25] - Przestrzegam. Mówię, że jakiś czas temu ta czarna plama się zamieniła na taką jakby przeźroczystą. I powoli wraca mi to wszystko.
[01:31:31] - Czyli jednak sprawy wracają do właściwego pionu i o to w tym wszystkim chodzi.
[01:31:37] - Właśnie o te rezonanse w tym wszystkim chodzi.
[01:31:41] - Właściwy rezonansik i wszystko jest okej, a reszta jest związana z kwestią tego, jak chcemy myśleć. Tak jak powiedziałeś. Dzięki, mamo, za telefon. Dziękuję bardzo. Ja tu lecę dalej z tą opowieścią. Mam taką kolejną część tej hipotezy, która w ogóle wynika z kolejnej części poszukiwań. Taka naprawdę już bardzo egzotyczna historia. Także zapraszam do telefonu jeszcze raz jakby co. Także dzięki wielkie. To był słuchacz, to był telefon.
Myślę, że zanim wpadnę w dalszą część historii o tych fundacjach, to jeszcze może skończę jedną rzecz tuż przed piosenką. Fundacja Kaiser Wilhelm Society, która właściwie była zapleczem intelektualnym i naukowym Trzeciej Rzeszy, bo tym właśnie była owa dziwna organizacja finansowana przez Rockefellera. A byli tam bardzo ciekawi ludzie. Wystarczy wejść na stronę internetową, nawet na Wikipedii poczytać, kto był zaangażowany w tą fundację. Już wklejam na czata, także będziecie mogli. Klikajcie na czacie, tam już macie linka, także nie musicie za bardzo szukać. Oczywiście linki pod audycją, słuchaczu, który słuchasz tego gdzieś w pracy albo jakoś tak. Jak wrócisz do domu wyrelaksowany i będziesz chciał sprawdzić, o co chodzi, co zaś, to zapraszam serdecznie na linki pod audycją. Anyway, kończy się wojna, 11 września 1946 rok. I się okazuje, że fundacja zmienia nazwę na jednego ze swoich członków, bo oczywiście Max Planck był członkiem owej fundacji i został jej głównym przewodniczącym zaraz po wojnie.
On oficjalnie się dystansował od Hitlera, niby się nie zgadzali i tak dalej, ale to niezgadzanie polegało na tym, że też był członkiem owej zabawnej fundacji, która się nazywała Kaiser Wilhelm Society, po to, żeby później zostać prezesem honorowym tej fundacji. Dokładnie od 1945 roku do marca 1946 roku. Tak właśnie przejściowo, kiedy był cały projekt Paperclip robiony i wszyscy ci naziści z projektów naukowych byli przerzucani do Stanów. Pozostała reszta się kompletowała poprzez Watykan, Hiszpanię, Franco, taką specjalną willę w Hiszpanii. Ciekawa historia w ogóle, ale to gruba historia. To zostawiam, bo to można się rozkręcić na parę godzin. I oni tamtędy do Argentyny. Do tej pory ślady zostały. Zresztą wszyscy wiemy. Igor Witkowski, pozdrawiam serdecznie.
Człowiek robi tak konkretny research na ten temat, że to buty zrywa. Polecam książki Igora Witkowskiego bardzo. Jest link do jego strony nawet na stronie Radia Na Fali. Właśnie dlatego, że uważam, że jest to taki konkretny człowiek, jeżeli chodzi o badanie dokumentacji i klejenie ze sobą tych wszystkich faktów do kupy. Tu pozdrawiam serdecznie. Peace and love. Tymczasem wracajmy do tej Karl Wilhelm Society. Oczywiście Kaiser Wilhelm Society zostaje przemianowane na Max Planck Society. Twórca owej fizyki kwantowej, którą zachwyca się cały świat tej ściemy. Wcześniej Max Planck Society forsowało teorie Einsteina.
I to jest dosyć zabawne, bo właściwie odpryskiem tej fundacji są badania, które są finansowane przez Fundację Rockefellera. Ta Fundacja Maxa Plancka jest takim parasolem nad tymi wszystkimi naukowcami i można powiedzieć rozdziela nagrody, dba o ich karierę akademicką. Także chłopaki robią takie bardzo ciekawe researchy naukowe, badają właśnie wszystkie te sprawy związane z hakowaniem natury, ale jest to tak fajnie opisywane, że łapie się to jeszcze wszystko na rządowe granty, na zasługi, ordery z ziemniaka, z dyplomem z kartofla i pieczątką z brukwi. Wszystkie te historie idealnie się składają. Dzięki temu każdy z tych ludzi ma naprawdę suto w życiu. Słuchajcie, naprawdę bardzo suto. To są duże pieniądze, bardzo duże udziały w patentach. Jeżeli ktoś jest naprawdę bardzo miły i sympatyczny. Nie wiem jak w Polsce, ale na Zachodzie jest to taką praktyką, że tam są udziały w patentach procentowe. Te patenty właściwie i tak są tylko formalnością po to, żeby właściwie położyć na tym łapę, bo to i tak jest gdzieś tam wykorzystywane często w wojskowych technologiach.
Zatem są z tego fundusze. Nie jest to zabawa dla dzieci. Jest to zabawa dla tak zwanych ludzi, którzy twierdzą, że są dużymi chłopcami, bawią się dużymi samochodami i dużymi sumami pieniędzy. I oczywiście zaszczyt i sława, bo to jest całe to towarzystwo zgromadzone dookoła Nagrody Nobla. I tu jest ciekawa rzecz. Właśnie taka ciekawa historia, która wynikła między innymi też z badań, którym patronował Rockefeller Foundation. Zaczęło się od badań nad substancjami psychoaktywnymi, o czym nie będę tutaj mówił, bo od tego jest projekt o nazwie Substancja, do którego zapraszam. Archiwum Radia Na Fali. Już pierwsze dwa odcinki są gotowe do ściągnięcia. Miłego słuchania, jeżeli chcesz sobie posłuchać.
Częścią tych badań było badanie, czy można za pomocą impulsów elektromagnetycznych wpływać na nasz umysł. Oczywiście, że można, bo wiadomo, że zmienia się częstotliwość. Jest dokładnie podobna historia jak z tymi rezonansami audiowizualnymi i wnioski są dokładnie te same. Czy jest jeszcze gorzej? Poza tym, że można stymulować nasze samopoczucie przez ileś tam minut, to właściwie nic nie wiadomo. I okazało się, że wyszły jeszcze większe buty i jeszcze większe halo z tego projektu. A mianowicie okazało się, że ludzki umysł ulega uszkodzeniu i człowiek poddawany takiej tresurze elektrowstrząsów i ładowany na zmianę chemią, nagle okazuje się, że następują uszkodzenia mózgu i pacjenci tracą pamięć. Bardzo ważny wątek. Polecam zapamiętać. Droga słuchaczko i drogi słuchaczu tracą pamięć i zamieniają się w warzywa.
To jest powód, dla którego właśnie człowiek jest warzywem. Ma problem z pamięcią i to na jakimś dziwnym poziomie. Nie wiadomo, o co chodzi, nie potrafi sobie zawiązać butów i tak dalej. Wszyscy chyba wiemy, jak to wygląda. Ja akurat w swoim życiu miałem szczęście odwiedzić nie raz, nie dwa szpital psychiatryczny, ale taki otwarty i pomagać. Być nie tyle uczestnikiem, ile organizatorem od strony medycznej, czyli z tą całą medyczną dziatwą prowadzić muzykoterapii w szpitalu psychiatrycznym na takim otwartym oddziale. Bardzo ciekawe doświadczenie i tam się widuje ludzi, którzy mają taki reset pamięci w bardzo dziwny sposób zorganizowany i są to ludzie, którzy mają problem na przykład z zasznurowaniem buta. I to nie jest naprawdę zabawne, bo są to cudowni ludzie, niesamowicie wrażliwi, sympatyczni. Naprawdę to jest, można powiedzieć, sól naszej ziemi i Taki obraz nas samych. Tak długo, jak potrafimy zadbać o takich ludzi, którzy mają problem z zawiązaniem sobie buta, tak długo jesteśmy dalej ludźmi.
A jak nie potrafimy o nich zadbać, to możemy się zapytać, kim my jesteśmy na tej planecie. To taki mój wniosek z pracy przy tych terapiach. Końcem końców, wracając do głównego wątku, jest taki moment, w którym umysł dostaje szoku elektrycznego, w którym następuje reset pamięci. I to między innymi jest w dokumentach związanych właśnie z badaniami MK-Ultra, które wyciekły. Zresztą są na to świadkowie. Proszę zapamiętać: utrata pamięci, utrata pamięci, utrata pamięci, utrata pamięci, utrata pamięci. Dobra, to jakaś muzyczka, proszę państwa. Była już Morcheeba, był już taki klimat troszeczkę The Clash — „The Lions”. To może teraz troszeczkę przyłożymy do ucha, bo tyle gadania, to już prawie dwie godziny mijają, a jeszcze trochę tej hipotezy muszę pociągnąć, żeby wam skończyć. Posłuchajmy troszkę rock and rolla, troszkę przedmuchajmy uszy.
Nieźle chłopak przygrzmocił na gitarze. Kiedyś to potrafił grać, a to, co dzisiaj robi... Dajcie spokój. Ale to jest dobra płyta i dobry sound, dobry rezonans, dobra wibracja, dobra częstotliwość. A wy oczywiście słuchacie Radia Nafalia, a na mnie Tomek. Tadam! Hiperprzestrzeń, tadam! Retransmitowana też w Radiu Paranormalium. Tadam! Dzisiaj o hipotezie.
Wygląda na to, że chyba jednak nie uda mi się wyłuszczyć mojej całej hipotezy dzisiaj, bo się okazuje, że jeszcze trochę tych opowieści przede mną, ale to dobrze się składa. Myślę, że tak czy siak zróbmy z tego pierwszą część. Hipoteza część pierwsza. Może jeszcze raz tak bardziej dramatycznie. Hipoteza część pierwsza. Oczywiście i jak najbardziej. Może wnioski do tej pierwszej części, bo one tak czy siak są intrygujące. W drugiej części opowiem wam o ciekawych tropach, które pojawiają się właśnie w związku z tą technologią rezonansową, bo to jest też związane z prądem elektrycznym i tymi wszystkimi szalonymi historiami, które są związane z moim syndromem niespełnionego majsterkowicza w życiu. Pozdrawiam cię, mój kochany tato. Uwaga!
Są pewne tropy, które wiodą prosto na wykopaliska archeologiczne i bardzo ciekawe rzeczy, które są też związane właśnie z tymi badaniami nad ludzkim DNA. Takie bardzo intrygujące historie i jest to związane właśnie z ową utratą pamięci. Ale zanim zacznę tą drugą część za tydzień, to zostawię nas z pewnym dosyć istotnym wnioskiem, który jest podsumowaniem pierwszej części hipotezy. Są ślady bardzo ciekawej... Ciekawej. Ja to mam pomysły! Ciekawej katastrofy, która wydarzyła się 12 000 lat temu. Wszyscy doskonale o tym wiemy. To jest ta historia z wymarciem dinozaurów. To są te wieczne zmarzliny.
Ostatnio znowu odkopano jakiś kawałek dinozaura, tym razem całego mamuta i tak go wyciągają po kawałku, żeby nie skruszyć tego, jak leżał. I to są te tak zwane electro fossils, jak się po angielsku mówi, czyli elektroskamiliny. Bardzo dziwne rzeczy, takie na przykład całe dosłownie lasy palmowe tak zamrożone, jakby ktoś niczym w filmie science fiction z lat 50. takim piorunem strzelił w te drzewa i nagle one zaczęły tak . Wiecie, o co chodzi. Filmy science fiction z lat 50. amerykańskie, takie niskobudżetowe kategorii XYZ, czyli końcówka alfabetu. W każdym razie tak to wygląda. Po prostu cokolwiek by nie mówić. Las, który skamieniał w ułamku sekundy i to w taki sposób, że to nie była woda, to nie był ogień, to nie było nic.
Zamienił się nie w węgiel. To jest taki węgiel, bo to jest wszystko forma carbon. Carbon to jest wszystko ten naturalny polimer. Wszystko dąży do krystalizacji, każda żywa forma, bo kryształ też jest formą żywą. Anyway, ale o tym może kiedy indziej. Mamy ślady tej potężnej katastrofy i o ile są takie mocne ślady, główne teorie walnięcia meteorytów i właściwie to już nie są teorie, bo są powoli znajdowane podczas wykopalisk archeologicznych właśnie kawałki meteorytów i pozostałości po takich grzmotnięciach. Ale jest to bardzo intrygująca sprawa, ponieważ nie do końca wygląda to na sytuację, która była spowodowana tym, że coś grzmotnęło w ziemię. Bo tam jest cała heca związana z takim potężnym potopem. Na całym kontynencie Ameryki Północnej jest taki gigantyczny pattern, taki gigantyczny ślad potężnej powodzi, która wyorała te wszystkie malownicze kaniony, nad którymi teraz się można przelecieć helikopterem i wygląda to po prostu space, guys! Nigdy nie byłem.
Może kiedyś, jak przestanie być to bandycki kraj, który wymaga ode mnie wizy, bo jest wyznawana eugenika, to wtedy może ruszę tam dupsko i to zobaczę. Z chęcią bym to zobaczył kiedyś, bo wygląda zjawiskowo, przynajmniej na zdjęciach i na filmach. I to jest ślad po tej powodzi. Te ślady są nie tylko w Ameryce Północnej, one są właściwie na całym świecie, gdzieś tam w tajdze na Syberii i tak dalej. I tam też jeszcze są dziwne ślady, bo na Syberii, w tych właśnie miejscach, a dokładnie chodzi o sam środek Związku Radzieckiego, tą dziką dżunglę, która jest nieprzejezdna. Zaczyna się razem z Uralem. Ta dzika kraina naprawdę intrygująca. Po prostu dzika natura, co tu dużo mówić. Niedźwiedzie pożerają ludzi żywcem. Dosłownie takie miejsce.
I tam pozostało bardzo dużo zabytków neolitycznych, o których nie za bardzo się mówi, przynajmniej w Anglii, w świecie anglojęzycznym. One są teraz powoli odkrywane. Wiadomo, że jest bariera językowa, że to jest rosyjski, a tu jest angielski, inna mentalność, inaczej ludzie dealują ze sobą i nie zawsze się dogadują tak, jak trzeba. Ale tak czy siak, doba współczesnej cyfrowej fotografii zrobiła swoje i tego, że ludzie podróżują po Rosji i robią te zdjęcia. Okazuje się, że jest tam pozostałość po gigantycznej cywilizacji, która wygląda dokładnie tak samo, jak Ameryka Południowa, Egipt. Wszystkie te hece, które doskonale znamy ze wszystkich opowieści, które też doskonale znamy. Otóż to. Wszystkie te neolityczne historie, łącznie ze Stonehenge. Tutaj jest bardzo ciekawe połączenie z tym impulsem elektrycznym, bo wygląda na to, przynajmniej tak wskazują wyniki aktualnie prowadzonych badań nad pasami Van Allena i jonosferą. To jest kontynuacja tych szalonych badań prowadzonych w latach 50.
Jak to się nazywało? To miał jakiś swój postrzelony kryptonim. To było to wywalanie ładunków termojądrowych w jonosferze. Zapomniałem, jak to się nazywało. Naprawdę szalony kryptonim. Gdzieś tam o nim wspominałem. I się okazało, że pierwsze, co się pojawia, to impuls elektryczny. Właściwie można powiedzieć elektromagnetyczny. To też kwestia definiowania troszeczkę. Ja może po prostu będę używał takiego słownictwa XIX-wiecznego, bo się z nim najswobodniej czuję.
Wtedy było to nazywane magnetyzmem i elektryczność, zjawisko elektrostatyczne, elektryczne było konsekwencją tego zjawiska naturalnego magnetyzmu. Więc coś się dzieje z tym naturalnym magnetyzmem, czyli tym, jak przepływa cała ta energia z tym vortexem, że zmienia się coś tam i nagle Ziemia przez ułamek sekundy miała taki shift energetyczny, trochę jak przełączanie magnesów. To nie musi być wcale z poziomu ziemi. To może się dziać w ogóle z zupełnie innego miejsca. Tak jak z magnesami. Mamy dwa magnesy w odległości od siebie. Wystarczy, że obrócimy je biegunami i nagle pęk. Jeżeli będziemy to robili elektromagnesami na kawałku czegoś, co propaguje owe zjawiska magnetyczne, chociażby słona woda, wszystkie oceany. Dokładnie. To jest wystarczająco.
To jest tak potężny magnes, że to się w głowie nie mieści. Otóż to. Właśnie owa woda, niepozorna woda. O tym się nie mówi oficjalnie, bo tam się mówi, że skorupa ziemska naładowane tam złoża żelaza, bla, bla. Ale to bullshit, moi drodzy. Jest takie świetne opracowanie opracowane przez zespół badawczy NASA. To są dane zbierane z satelit przez 30 lat, konsultowane z Rosjanami i francuskim Instytutem do spraw Badań Kosmicznych i było to związane z badaniem magnetosfery Ziemi. I naprawdę jest to dobrze opisane, dobrze udokumentowane. Nie jest to tajemnica. Aczkolwiek nie jest to taka rzecz, którą każdy lubi podnosić.
Jest na to papier naukowy. Muszę go poszukać. Jak go znajdę, to go wkleję do linków. No i jest tam taka historia, która się pojawia, że pierwsze, co się wydarza, to oczywiście puls elektryczny, bo my właściwie widzimy puls elektryczny, widzimy potężną błyskawicę, bo oprócz śladów powodzi na Ziemi są gigantyczne ślady, które możemy porównać tylko i wyłącznie do tego, co pozostaje, kiedy puścimy kilka tysięcy woltów na jakiś przedmiot. Tak konkretnie strzelimy. Są takie fajne szkiełka do kupienia na eBayu. Hej, hej, są takie szkiełka do kupienia na eBayu. 999.999 zadzwoń. Bierze się taką płytę plexi, właściwie dwie płyty plexi, żeby pomiędzy nimi było troszeczkę przestrzeni. Wkłada w taką ramkę drewnianą izolowaną.
Bierze się 10 000 wolt. Z jednej strony jest kawałek metalu, który jest uziemieniem, z drugiej strony trzymamy coś, co jest podłączone do takich potężnych kondensatorów, dużej baterii. Mamy gumowe rękawice duże. Mamy takie coś w izolacji. Kabel musi być naprawdę gruby. Kabel jest gruby tak na co najmniej trzy centymetry albo nawet więcej. I odsuwamy wszelkie komputery, proszę państwa i tak odsuwamy co najmniej 200 metrów z daleka minimum. Najlepiej wyłączyć i naprawdę gdzieś odsunąć wszystkie elektroniczne urządzenia naprawdę daleko, bo różne cuda potrafią się dziać. Zależy od tego, czy przypadkiem nie stoimy w miejscu, które nie zamieni się w ciągu ułamka sekundy w wielką, dużą antenę. Także telefony komórkowe, takie sprawy polecam oszczędzać, pamiętać o takich rzeczach i można sobie tymi tysiącami woltów pojechać po takiej plexi.
Zależy, jak dużo mamy tych woltów, ile tysięcy, jak duża jest ta plexi, jak duża jest odległość pomiędzy tym ujściem dla tej energii, którą puścimy, bo ona sobie cały czas-- ona jest żywa. Ona cały czas szuka tej swojej drogi naturalnej propagacji, czyli czegoś, co nazwamy uziemieniem. Chociaż nie do końca jest to uziemienie, ale tu już polecam pracę Tesli w radiu Na Fali oczywiście. Możecie sobie ściągnąć kompletnie za darmo na otwartej licencji. Róbcie, budujcie, szerzcie dalej, podawajcie sobie, kopiujcie, drukujcie. Możecie robić z tym, co chcecie. Nie możecie na tym tylko zarabiać kasy. Nic więcej. Ale na urządzeniach, które wybudujecie, zarabiajcie tyle, żebyście byli najszczęśliwszymi ludźmi na świecie, jeżeli kasa ma was uszczęśliwić. Także zapraszam, ściągajcie, jest wszystko dla was za darmo, za free.
Absolutnie na otwartej licencji. Po polsku, także można zrozumieć. I się puszcza ten duży ładunek elektrostatyczny wyładowany z tych kondensatorów, z tych baterii generalnie. Jak ktoś z was nie kuma, co to kondensator, to jest taka w cholerę wielka bateria, kilka akumulatorów samochodowych. Człowiek się dotknie, włosy stają dęba, zamienia się w kawałek węgla. To wszystko. Mniej więcej. Robi się taki piorun, który przelatuje pomiędzy tymi płytami plexi albo szkła, albo różnego materiału. Zależy, co tam włożymy. I przelatując jest tak potężny, że automatycznie jakby przechodzi do innego wymiaru.
Tam oczywiście oficjalnie mówi się, że następuje rozładowanie elektrostatyczne. Ta dam dam. Pytanie, co to jest rozładowanie elektrostatyczne? To możemy się pobawić w definicje troszkę bardziej, ale to zostawiamy. Nie będziemy zanuza li się nawzajem. Jest sobota wieczorem i ja już i tak jestem za bardzo naukowy, jak na taką relaksującą porę. Sorry moja droga i moi drodzy, sorry Ale tak jeszcze chcę wyjaśnić dla tych wszystkich geeków i dla siebie chyba też. Anyway, tak się czuję troszkę, taki syndrom niespełnionego naukowca. I doprowadzając historię do końca, puszcza się to wyładowanie elektrostatyczne. Ten piorun rzeźbi taki kształt pioruna, jak widzimy dosłownie na zdjęciach piorunów na niebie, to dokładnie rzeźbi taką formę na tym materiale, który kładziemy.
To niesamowicie pięknie wygląda. Można sobie takie obrazy malować różnymi kolorami i tak dalej. Składać te warstwy ze sobą. Różne sztuczki ludzie robią i bawią się tym. Jeżeli ktoś ma duże kondensatory, lubi elektrykę, zna się na tym i jest w stanie się tym pobawić, to niech się bawi. Z reguły można kupić takie właśnie małe, bo nie potrzeba dużej ilości prądu do tego. To ludzie sobie robią w domu takie urządzenia za pomocą sprzętu z na przykład zdemolowanej kuchenki mikrofalowej. To też wystarczy, żeby zrobić. Ale zostawiamy te techniczne rzeczy, odkładamy śrubokręty, łapiemy za kawkę i herbatę. I relaksujemy się w fotelu.
Koniec tych technicznych rzeczy. Chodzi o taką hipotezę, która mówi, że te ślady, które znajdujemy na zdjęciach satelitarnych, które nie wynikają z powodzi, wyglądają dokładnie tak samo, jak ślady po takich potężnych przeładowaniach pioruna w ziemi. I to takich naprawdę nie w kij dmucha. Mowa jest o takich gigantycznych, można powiedzieć, jak na filmach science fiction, takie smugi, takie pioruny pomiędzy planetami. Że pomiędzy Ziemią a Księżycem od tej naszej strony, jak jest Księżyc od strony Ziemi, bo Księżyc zawsze jest tą samą stroną do Ziemi. My mamy te same orbity. Księżyc też jest na orbicie. On nie stoi w miejscu. I że chyba to mogło być z tym związane, bo na Księżycu jest masa takich śladów, poza oczywiście meteorami, które tam zryły jego troszeczkę powierzchnię. Na Ziemi też się pojawiły meteoryty, ale jest taka dziwna sytuacja, że mamy ślady po ataku meteorytu.
Wygląda na taki wściekły atak, który roztrzaskał wszystko. Następnie później nic. I wygląda na to, przynajmniej takie jest naukowe, jak na razie jedyne potwierdzone, eksperymentalne. Eksperymentalna próba wytworzenia takiej sytuacji polega na tym, że zmienia się polaryzację elektrostatyczną pomiędzy dwoma elektromagnesami. Tym zajmował się taki dżentelmen, który urodził się we Wrocławiu. Z Wrocławia musiał uciekać w środku nocy, bo go policja chciała aresztować. Nazywał się Steinmetz, a później sobie wymyślił imię Proteus Steinmetz. Mieszkał w Nowym Jorku, dobry przyjaciel Nikoli Tesli i zrobił z tego równanie matematyczne, bo on w silnikach stosował właśnie tę sztuczkę z tym prądem elektrycznym, bo to wyładowanie elektrostatyczne, magnetyczne powoduje gigantyczną ilość energii, która właściwie otwiera takie portale do innego świata i praktycznie wypala dziury wszędzie, we wszystkim dookoła. Takie robią się czarne dziury. Jak ktoś wierzy w czarne dziury, to to są właśnie czarne dziury.
I są takie ślady właśnie na zdjęciach satelitarnych. I się okazuje, że być może, bo chodzi o warstwy archeologiczne, że pierwsze było przeładowanie elektrostatyczne. Coś się stało od tej strony, jakiś duży impuls elektryczny, który grzmotnął. I w tym momencie Ziemia na chwilę zamieniła się w odwrotną sytuację. Pasy Van Allena i wszystkie te elektromagnetyczno-statyczne sytuacje dookoła Ziemi odwróciły się z plusa na minus. Wszystko zaczęło zachowywać się jak duży magnes, który przyciąga wszystkie kawałki skał, które są w najbliższej okolicy. Nagle wszystko grzmotnęło. To wystarczyło, żeby zacząć cały proces, który następnie był potężną powodzią, bo przesunęły się płaty lodowe. I to się wydarzyło jakoś dwa razy, bo są ślady po dwóch takich przesunięciach. Coś jedno walnęło tak, że lód zaczął narastać w jakimś miejscu w dosyć szybkim tempie i coś walnęło po raz drugi, kiedy tego lodu było już bardzo dużo.
Lód troszeczkę zachowuje się jak taka mocna antena, bo jest to taki potężny polimer naturalny. Także taka ciekawa hipoteza z tego wynika, związana z tym walnięciem prądu elektrycznego, bo nawet nie na upartego. Po prostu są ślady takiej potężnej ingerencji ładunków elektrostatycznych na powierzchni Ziemi w czasie owej domniemanej, nawet nie domniemanej, w czasie owej katastrofy, która nastąpiła 12 000 lat temu, której ślady są dosłownie wszędzie. Across the world, across the planet, po horyzont, jak okiem nie sięgnąć. I jeżeli badania naukowe mówią o tym, że jest taka opcja, że można zresetować pamięć mózgu częściowo, jakby zresetować odbiór anteny, że tracimy kontakt z czymś, co jest naszą przeszłością, bo my też nie mamy pamięci w sobie. To też jest zabawna sprawa, bo w ludzkim organizmie nie ma ani jednego czegoś, co mogłoby być takim storage, magazynem pamięci. To też jest taki fenomen. I neurolodzy, i biolodzy do tej pory zajmując się właśnie zagadnieniem tak zwanej świadomości i tak dalej, szukają w panice tego miejsca. Ci wierzący w to, że człowiek posiada pamięć, szukają tego miejsca, gdzie ta pamięć, do jasnej cholery może być, bo na pewno nie jest to mózg. Po prostu nie ma żadnego twardego dysku.
Jesteśmy tylko, można powiedzieć geekowsko procesorem i anteną do tego procesora, jednocześnie nadającą i odbierającą taką izometryczną anteną. Taką jak drzewo. Tak, tylko że jesteśmy w ruchu. To też jest inna sprawa. Ciekawa rzecz. Bardzo przypominamy wodę, właściwie dokładnie tak jak woda, tylko że w opakowaniu. Duży ładunek elektrostatyczny resetuje wodę, bo doskonale o tym wiemy, że resetuje wodę. Tak samo impuls, o czym rozmawiałem ze słuchaczem. Dokładnie. Doskonale się zbiegają te wątki.
Tak samo można zresetować pamięć naszego mózgu. I te nieszczęśliwe eksperymenty, które prowadzono w latach jeszcze 70. i 80., być może gdzieś są jeszcze szaleńcy na świecie, którzy dalej to robią, nad ludzkim mózgiem się pasją, nad jakimiś dżentelmenami albo kobietami i po prostu ładują im prądem po głowie. Jak się okazuje, jest taki stan, w którym bardzo łatwo doprowadzić nas do amnezji. Graham Hancock ma bardzo ciekawą koncepcję na ten temat, aczkolwiek on zajmuje się bardziej tymi wszystkimi sprawami związanymi ze starożytną cywilizacją. Tu bardzo polecam Grahama Hancocka I jego książki. Nie wiem, czy wyszło coś po polsku, ale jest z tego po angielsku i jest świetnie napisane. Także jeśli lubicie, polecam serdecznie. On ma bardzo ciekawy research na temat wszystkich tych starożytnych kultur i na temat tej niesamowitej cywilizacji, która istniała dawno temu, której ślady widzimy wszędzie, bo ta katastrofa zorała taką globalną cywilizację, która nie ma nic wspólnego z tym, co jest teraz. I wygląda na to, że ci kolesie, którzy teraz ćwiczą transhumanizm, starają się utrzymać nas troszeczkę w takim stanie amnezji.
Tak to trochę wygląda. Taka jest moja hipoteza. I na potwierdzenie tej hipotezy pojawia się masa różnych wątków właśnie w dziedzinie archeologii. Ale o tym wszystkim będę chciał pogadać za tydzień i opowiedzieć ci, co w ogóle myślę na ten temat i co wyszperałem gdzieś tam po drodze, zajmując się tymi wszystkimi swoimi szalonymi projektami. I to są takie okruchy w ogóle tych poszukiwań. Także taka ciekawa hipoteza, taki pomysł. A ty co o tym myślisz? No to tu cię zostawiam oczywiście z tą hipotezą. Dziękuję serdecznie wszystkim mecenasom Radia Na Fali. Peace and love.
I przypominam wam, drodzy słuchacze posiadający konto na Facebooku, żeby być takim miłym człowiekiem i podziękować mecenasom za to, że wspierają radio. Donać tam lajka dla mecenasów. No przecież nie ugryzą w rękę, prawda? Przecież to miło, jak podziękuje się człowiekowi, dzięki któremu jest na serwery, szmery, buzery i bajery, prawda? Także dziękuję z góry, jak podziękujecie mecenasom. Będę bardzo wdzięczny. I nie to, żebym był takim obsesyjnym na punkcie dobrego wychowania i chciał każdego tresować jak policyjnego psa. Nic z tych rzeczy, ale takie po prostu zdrowie psychiczne, higiena psychiczna, żeby tak zrobić sobie miło dookoła, bo to też jest związane z naszą pamięcią, że świat wygląda troszeczkę bardziej kompleksowo, jeżeli przyjrzymy na te wykopaliska archeologiczne i te nasze podziały, te nasze, że tak powiem, niemiłe zachowania nie są naszą naturą. Na to wygląda. Ale o tym wszystkim będę chciał powiedzieć, no właśnie, za tydzień.
Także zostawiam was z pierwszą częścią swojej hipotezy. Za tydzień wysnuję drugą część swojej hipotezy związanej z tajemnicą naszej współczesnej cywilizacji, Fundacją Rockefellera oraz wieloma dziwnymi sytuacjami, które się dzieją dookoła nas, których czasami nie jesteśmy w stanie wyjaśnić i nie wiemy, co się, do jasnej cholery, dzieje. Skąd te wszystkie krzywe akcje się czasami biorą i skąd te dobre akcje się biorą. To tyle, moi drodzy, na dzisiaj. Dziękuję jeszcze raz za wszelkie listy i z góry wielkie dzięki za wsparcie finansowe dla serwerów mojego funkcjonowania razem tu z radiem, żeby było na to, żeby to można było robić. Także dzięki wielkie moi drodzy. Zapraszam do archiwum Radia Na Fali. Zapraszam przy okazji po sąsiedzku do Radia Paranormalium jutro na debatę ufologiczną. Będą kosmici, będzie paranormalnie, będzie fajnie. Anyway, zapraszam.
Nie wiem, o której godzinie. Tam są wszystkie informacje na Paranormalium tam sobie znajdziecie. A ja zapraszam w środę oczywiście do księcia Edwarda, który dzisiaj wysłał mi wieści, bo się okazało, że był na moich starych śmieciach, czyli w Manchester, bo ja mieszkałem w Manchester dokładnie przez parę lat w tym mieście. Parę lat, parę błogich lat, dziwnych lat. I dziwne miasto. Także pozdrawiam księcia, jeżeli teraz pędzi właśnie w samochodzie z lotniska nad swój strumyk do swojej haciendy w górach po powrocie z jakiegoś fotografowania pewnie na jakimś stadionie. Może City, może jakimś tam innym. Tak, są takie ciekawe budowle i jest to ślad naszej cywilizacji właśnie. Ale czy właściwy? To bym bardzo mocno dyskusyjnie.
Pozdrawiam ciebie, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, jeżeli właśnie teraz jesteś w robocie i że miło się słuchało i była, że tak powiem, był taki miły entertainment. No i pozdrawiam wszystkich tych, którzy tam są na czacie i nie tylko. I na Twittera możecie Radia wpaść i na stronę Radia Na Fali: radionafali.com, aby słuchać w hiperprzestrzeni. Taramtaramtaram. Się wie.