Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:05] - Co za wymowny początek. Oczywiście RadioNaFali.com. Witam wszystkich serdecznie w sobotni wieczór. Ciągle jestem w wakacyjnym nastroju dzisiaj. Tak czy siak, witam was serdecznie. Witam wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Pisano wielkie podziękowania za wsparcie radia w ostatnich chwilach, które były może nie dramatyczne, ale takie troszkę weryfikujące. I oczywiście przypominam, że książki do was, jeżeli jeszcze nie doszły, to właśnie dochodzą. Mam nadzieję, że dotarły i że jest miła lektura. Za książki odpowiada oczywiście Grzegorz.
Czas snu, moi drodzy, czas snu. Właśnie, bo ja dzisiaj odpuszczam troszeczkę wieczorową porę. Robię sobie trochę wakacji. Inna sprawa, że mam tu jedną rzecz do zrobienia wieczorem. Zatem nie będzie dzisiaj wieczorowej pory. Jest tylko hiperprzestrzeń. Ale tak czy siak, ponieważ ruszyły nam serwery, nastąpi rozładowanie naszego contentu, który się troszeczkę pozbierał ostatnimi czasy, kiedy serwery stały w miejscu. Także pojawi się czas snu, pojawi się etykieta zastępcza, pojawi się teoria chaosu, hiperprzestrzeń, wieczorowa pora i tak dalej. I może coś tam jeszcze. Zobaczymy, proszę państwa.
Także szczęśliwie wszystko już działa i grunge działa, proszę państwa. Bardzo się z tego cieszę. Oczywiście sto lat wszystkim tym, którzy są dzisiejszymi solenizantami. Tak jak zwykle na Skypie mam takie zgłoszenie, kto zaś ma urodziny. Jak zwykle tego trochę. Trochę tych postaci. Także sto lat, moi drodzy, sto kosmicznych lat. Niech wam moc sprzyja. Właśnie powiedziałem już o akcji upload z całym tym contentem, który się pozbierał. No właśnie, a dzisiaj garść takich postserwerowych, można powiedzieć i postspacerowych refleksji z miodem.
Będę dzisiaj nawracał do pewnego filmu dokumentalnego, który jeden ze słuchaczy podesłał na czata swego czasu. Ja o tym filmie ostatnio mówię, bo jakoś tak opętał moją głowę. Tak mi się podoba. Wydaje mi się, że pokazuje doskonale takie parę sytuacji, które można przełożyć do wielu miejsc i wszędzie na świecie wygląda bardzo podobnie. Taka jakaś historia i chodzi mi po głowie także dzisiaj troszeczkę na ten temat i o intencji, bo książę Edward mnie ostatnio troszeczkę wywołał u siebie. Jeżeli ktoś słuchał księcia Edwarda, to wie, o co chodzi. Jeżeli ktoś nie słuchał, to chwilę poczeka, usłyszy, połączy te dwa fakty i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Taki kawałek mojego konceptu, takiej mojej prywatnej teologii, jak ja to widzę. Może nie jakoś tak specjalnie oryginalny, bo i tam Chwila, Chwila, ale przodki mówiły podobne rzeczy. Wiele spraw z piramidami, jakimiś takimi historiami.
Przynajmniej tak mi się wydaje. I ja generalnie też jestem mało oryginalny w tym wszystkim. Niemniej tak czy siak mam jakiś tam swój pomysł na to wszystko. Dzisiaj troszeczkę ciapnę na ten temat i będzie taki ciap ciap z tą intencją. No właśnie. Będzie historia z podróży w pociągu, będzie kilka innych historii i tak się zmierzę troszeczkę z tym tematem. A co, szczególnie po tym, że serwery już ruszyły i w ogóle o tej całej historii z dziwnymi pomysłami, które tam się pojawiły w komentarzach. Ja troszkę wyjaśnię może swój punkt widzenia na wiele spraw, bo wydaje mi się, że pomimo że mówię tutaj czasami tyle na ten temat, właściwie tylko na ten temat, to ciągle czasami nie dociera. Czasami mi się tak wydaje. Dokładnie.
Ale spokojnie, nie będę używał francuskiego, nie będę klnął. Postaram się zrobić to w cywilizowany sposób. Elegancko się sklnąłem w komentarzu, ale wszystko wyjaśnię. Mam nadzieję, że doskonale zrozumiecie i że był to ostatni raz, kiedy w ogóle dyskutujemy. W ogóle takie sprawy. Tak mi się wydaje. Przynajmniej ja dyskutuję takie sprawy. Jakoś tak się czuję, że nie do końca sedno życia leży w takiej formie i takiej relacji z rzeczywistością. Ale o co konkretnie chodzi? O tym dzisiaj opowiem w hiperprzestrzeni.
Mam troszkę muzyczki. A żeby było miło, tak troszkę nawiążę do ostatniej etykiety zastępczej i puszczę polską piosenkę. A co, niechaj będzie taka piosenka sprzed lat. Troszeczkę lat minęło. Trochę lat minęło. Dżentelmena nie ma już z nami. Chyba że jest w nowym wcieleniu, tego nie wiemy. No mniejsza o to. Posłuchajmy.
[04:37] - Bo chodzi o to, żeby było miło. Chociaż nie każdy o tym wie, że chodzi o to, żeby było miło. Chociaż nie każdy to czuje. Takiś firaha to ściągnij macha. Nikomu tutaj, koleś, nie należy się żadna blacha. Wyluzuj, dookoła tyle...
[05:16] - Nie pozostaje mi powiedzieć, że też tak to czuję. RadioNaFali.com oczywiście transmitowane też retransmitowane w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam zarówno Ivelliosa, jak i Radio Paranormalium i słuchaczy Radia Paranormalium, bo tam też jest czat. Bo ja tu jestem na czacie Radia Na Fali. Właśnie, bo zapomniałem powiedzieć, że oczywiście jest czat RadioNaFali.com. Trzeba wejść na stronę, wbić się na czata, zalogować i jesteście tam. Jednym okiem jestem. Chwila, chwila. Przeczytałem pytanie od Grzegorza. Za chwilę odpowiem.
I co jeszcze poza oczywiście czatem? Poza czatem jest Twitter. Poza Twitterem jest Facebook. Za chwilę tam się pojawią oczywiście zaległe podcasty. Chwilę to potrwa, bo to trzeba rozładować, bo my sobie zrobiliśmy takie troszeczkę wakacje i się poobijaliśmy, co tu dużo mówić. Przynajmniej ja mówię za siebie. Sam się poobijałem. I nie wszystko pomontowałem. Także chwilę to jeszcze potrwa, ale spoko. Co się, że tak powiem, odwlecze, to nie utonie, czy jakoś tak.
Ale wracajmy do tej całej historii. Właśnie, nawet sobie notatki zrobiłem na dzisiejszą opowieść. Chodzi o to, żeby było miło. Właśnie tu może zacznę od takiej historii, jak to się dzieje, że czasami jest dziwnie. Spacerowej historii, pospacerowej historii można powiedzieć, po Londynie z moim dobrym przyjacielem, który wpadł tu w odwiedziny ostatnio i troszeczkę sobie pochodziliśmy, pogadaliśmy. Kilka ciekawych koncepcji się pojawiło podczas tych rozmów. I jedna z tych koncepcji właśnie dzisiaj się wyjaśni w tej audycji. Może nie tyle wyjaśni, ile się wyjawi w tej audycji. Oczywiście nie w całości. Nie chcę was zamęczać jakimś swoim światopoglądem.
Nie jestem tu od zbawiania, nie jestem tu od bycia mesjaszem. Nie, to jest taka swobodna moja refleksja. Właściwie kawałek tej refleksji taki w sam raz, żeby rzucić wam na ucho w ten jakże radosny sobotni wieczór. No to co? To zacznijmy od tej historii, bo jak sobie podróżowaliśmy po tym mieście i wracając z ostatniego takiego dnia, gdzie zrobiliśmy sobie taką miłą trasę, odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc, zobaczyliśmy jak wygląda taki prawdziwy Londyn wieczorem, gdzie ludzie wychodzą z pracy, zasuwają do pubów, jest troszkę inna atmosfera, w mieście robi się troszkę ciemniej, zapalają się latarnie. You know what I mean. Romantycznie się robi w okolicy. Jest taka fajna atmosfera po prostu. To takie fajne miasto kameralne. Przynajmniej tam, gdzie jest niska zabudowa.
Ten kameralny nastrój robi swoje. No w każdym razie kto był to wie, kto nie był, to jeżeli odwiedzi to miasto kiedykolwiek, to na pewno to zauważy. Ja tu mieszkam i powiem szczerze do tej pory to zauważam. Nie da się od tego uciec. Ale zostawmy może atrakcje turystyczne miasta Londyn i wróćmy do atrakcji socjologicznych. Jakie eksperymenty socjologiczne wręcz się odbywają na oczach mieszkańców tego miasta? Bo jest to duże miasto, żywa arteria, milionowa arteria, miliony ludzi pędzących z jednego końca na drugi pociągami, metrem, autobusami i tak dalej. Ja ze swoim dobrym przyjacielem też poruszaliśmy się metrem i pociągiem. I w pociągu spotkała nas taka ciekawa historia, bo w pociągach w Anglii, podobnie jak w pociągach praktycznie wszędzie na świecie, jest podział na pierwszą klasę, drugą klasę albo jakoś tak. Albo na pierwszą klasę i całą resztę.
Tak można to zgrabnie ująć. Tam oczywiście jest droższy bilet, specjalny bilet. Tam oczywiście zawsze jest miejsce, nie ma nigdy tłoku. Jeżeli wszyscy się tłoczą w pociągu, co dosyć kuriozalnie wygląda, wyglądają jak ryby w puszce, takie szprotki napakowane do takiej stalowej puszeczki i wszyscy mniej więcej wyglądają jak te ryby w puszce. A tam jest tak luksusowo, jest dużo miejsca. No i tak sobie akurat wbiegliśmy do pociągu w ostatniej chwili i nie chciało nam się iść dalej, bo zatłoczony był jak diabli. Zostaliśmy dokładnie przy drzwiach do tej pierwszej klasy i tak się oparliśmy o drugie drzwi, że właśnie nasz widok stanowiły wszystkie sytuacje, które się działy w owym przedziale pierwszej klasy. No i obserwujemy. Tak sobie rozmawiamy o różnych rzeczach, a tam się zaczyna dziać historia. Wychodzi pani konduktor.
Oczywiście pociąg ruszył i pani sobie sprawdza bilety i szczególnie zainteresowała się jednym dżentelmenem, który coś chyba jej tak niewyraźnie wyglądał albo jakoś tak. Generalnie wszyscy dali bilety, ona sprawdziła, ale przy nim stanęła. Tego momentu dlaczego? Tego nie widzieliśmy, bo akurat w tym momencie o czymś rozmawialiśmy i się okazało, że coś jest nie tak. Ten dżentelmen już się rozłożył z laptopem, z telefonem, z portfelem, ze wszystkim na tym stoliku. Takie przenośne biuro zrobił. Rozmawiał z kimś bardzo uporczywie przez telefon i zbywał tą panią tak jakby troszkę odmachiwał. Machnął jej biletem i tak ją odmachiwał troszkę jak muchę. Ona poprosiła go o bilet, on coś tam odpowiedział na ten telefon. Tak bardzo arogancko ją potraktował.
Nie przestał rozmawiać przez telefon, nie przerwał tej rozmowy, nie załatwił sprawy. Tak ją troszkę odrzucał, że ona nie jest tu istotna. On ma bilet na pierwszą klasę. On tu jest troszkę uprzywilejowany, bym powiedział. No i koniec końców przerwał tą rozmowę. Dał ten bilet. Okazało się, że to nie ten bilet. Ona poprosiła, żeby stąd wyszedł, a on, że to ten bilet, bo on zapłacił za pierwszą klasę. I tam się zaczęli mocno kłócić. Na tyle mocno, że fragmenty tych rozmów dobiegały na drugą stronę owych szklanych drzwi, które oddzielały oba te przedziały.
No i słychać było, jak ten dżentelmen już wie, że jest na straconej pozycji. Widać było w jego oczach, że wie, że walka jest przegrana. Ale był takim szanserem, który się wbijał do oporu. Do oporu, dopóki się da wstawić nogę pomiędzy futrynę a drzwi i rozepchać tą sytuację tak długo jak się da walczyć, tak długo będzie walczył. I oczywiście walczył, walczył, walczył. Wszystko trwało chyba jakieś dobre 10 minut. Dosyć długo, powiem szczerze. Aż zaskakująco długo. W końcu pani go wyprosiła. On sam się spakował do tej torby, wyszedł na zewnątrz, stanął z całą resztą ludzi.
No i zaczął szukać sprzymierzeńców, bo wszyscy patrzyli tak na niego troszeczkę: cwaniaczek. To jest ta sytuacja, kiedy cwany doktor, który serwuje dziwne chemiczne substancje swoim pacjentom, zamienia się w pacjenta i ktoś zaczyna serwować mu te dziwne substancje. To jest ta zamiana ról. Która jest troszkę mało wygodna. W każdym razie dżentelmen zamienił się rolami. Kiedyś był taki film „Zamiana ról” z Eddiem Murphym. Nie pamiętam tytułu filmu. Nie pamiętam. Ale mniejsza o to. Koniec końców wylądował w tym przedziale dla tak zwanych normalnych ludzi.
Dla motłochu, można powiedzieć. Bo tamci mają pierwszą klasę, tamci są uprzywilejowani, a reszta to już nie. To już troszeczkę tak gorzej. No i zaczął szukać sprzymierzeńców. Wyciągnął telefon i tak z tym telefonem stoi w ręku i tak rozgaduje się. Do każdego takie słówko puszcza, jakieś takie troszeczkę oczko, że on jest naprawdę taki bardzo fajny, taki całkiem sympatyczny. I co tam się dzieje? On zapłacił za pierwszą klasę, on ma nawet bilet na pierwszą klasę, a ona tego nie respektuje. Mówi, że bilet jest nieważny. Jak to nieważny, skoro on zapłacił za ten bilet?
I tak próbuję zwerbować kogoś do rozmowy. Obok nas, na takim rozkładanym siedzonku od ściany. Wiecie, o co chodzi, czasami w pociągach, właściwie wszędzie na świecie są takie siedzonka, które są zwinięte do ściany i trzeba je otworzyć i można sobie usiąść i się oprzeć gdzieś w korytarzu. I siedziała taka pani na owym krzesełku. Obok niej buszowała jej córka, taka radosna pięcio-, sześciolatka, jakoś tak, która miała niesamowity ubaw i pytała się ciągle, jak daleko jest do kolejnego przystanku. Zaczęliśmy sobie żartować i tak dalej. Taka zwykła towarzyska sytuacja. Czasami ludzie ze sobą zamieniają parę słów w pociągu, żeby sobie skrócić podróżowanie. Wiecie jak to jest, taki social life. I oczywiście parę słów z mamą tej dziewczynki.
Ten dżentelmen postanowił się chyba wbić w naszą rozmowę, żeby zrobić sobie dobre publicity. Tu mama z dzieckiem, on zostanie zrozumiany przez taką wyższą, naturalną instancję. I tak się wbija w tą rozmowę. Wbija, wbija, wbija. Mówi o tym, jak on to ma z tym biletem. W końcu ta pani przerywa mu, bardzo stanowczo mu przerywa. Nie to, żeby jakoś zaczęła na niego krzyczeć, ale tak bardzo stanowczo i takim bardzo żołnierskim powiedział słowem, bez żadnego mięsa. Tak elegancko odpowiedziała, że ona w ogóle ma problem z rozumieniem, na czym polega ta pierwsza klasa i kto jest tą pierwszą klasą. Że to chyba my tutaj jesteśmy pierwszą klasą. A gdzie są miejsca dla ludzi, którzy są niepełnosprawni?
Gdzie są miejsca dla starców? Gdzie są miejsca, gdzie można postawić wózki spokojnie? Gdzie są miejsca dla normalnych ludzi, którzy płacą za ten cały środek transportu? I ten pan, ów dżentelmen już się zbierał, żeby coś dziarskiego powiedzieć, żeby spławić sprawę. A ta pani tak sobie na tym krzesełku się przesunęła troszkę w bok i pokazała swoją nogę, którą miała całą na takim temblaku, takim specjalnym rusztowaniu. Widać, że coś solidnego się stało z jej nogą, bardzo mocno skraszowana i dochodzi do siebie. Także normalnie chodzić nie może i normalnie siedzieć też za bardzo niewygodnie z taką nogą, która jest w kawałkach. Koleżka się troszkę przymknął i tak na chwilę zamilknął, ale po chwili nie wytrzymał. Jakiś taki pattern energetyczny w nim, to rozładowywanie, jakaś taka wewnętrzna walka, poszukiwanie konfliktu. Złapał za ten swój telefon, który i tak cały czas trzymał w ręku.
Gdzieś tam zadzwonił i zaczął z kimś rozmawiać na temat tej całej sytuacji. I telefon był tak głośno ustawiony, że słychać było całą rozmowę. I zaczął opowiadać o tej pani konduktor, która go wyrzuciła z tego przedziału pierwszej klasy. I tam ktoś z drugiej strony w bardzo nieeleganckim, powiedziałbym, szaletowym poczuciu humoru skwitował to. Ja tu nie chcę tego nawet cytować za bardzo. I wszyscy to usłyszeli dookoła i się zrobiło takie: „O shit, man, jak można tak odlecieć?”. No właśnie, jest taki ciekawy pattern w naszym zachowaniu, że być może żywa istota, dokładnie, ale coś jest nie tak czasami. Oczywiście nie była to jakaś sytuacja, która zmieniłaby nasze życie, która zorałaby nam nasze mózgi, coś w tym stylu i spowodowała jakiś stres pourazowy. Nie, taka po prostu historia, która się wydarzyła. Inna sprawa, że sposób, w jaki została spuentowana ta historia był doskonały, bo tam się pojawiła jeszcze taka radosna puenta, taka rozmowa pomiędzy pozostałą resztą ludzi, takie porozumiewawcze wymienienie wzroku, pokiwanie głową.
Także ów dżentelmen w pewnym momencie poczuł się mocno, że tak powiem, skazany na ostracyzm w tym kawałku przedziału, gdzie próbował zamanifestować te swoje szalone dążenia do nie wiadomo czego. Do tego, że jest pierwszą klasą. I to jest taki widoczny przykład pewnego szaleństwa, które można nazwać, że postawiliśmy na materię kosztem żywej istoty. I właściwie każdej, bo jak człowiek się przyjrzy, co robią te potężne koncerny wydobywcze, jak to się wszystko odbywa. Wiecie, o co chodzi. Niektórzy mówią: teorie spiskowe, a w rzeczywistości zdjęcia satelitarne z tego, jak wyglądają lasy po ostatnich 10 latach. Nagle się okazuje, że tego lasu troszeczkę ubywa. A nam, co nam z tego? A my mamy kryzys i wszystkie te historie. Myślę, że doskonale wiemy, o co chodzi, ale ja tu zostawię w ogóle wszystkie te spiskowe opowieści, bo ja nie o tym dzisiaj.
Tak troszeczkę wybiegłem przed szereg. Dobra, ale co z tego ma intencja? Bo książę Edward mnie troszeczkę wywołał w ciągu ostatnich swoich rozważań w etykiecie zastępczej. Pozdrawiam księcia, jeżeli słucha. Tak mnie wołał na temat tej intencji, bo ja tam mam taką swoją koncepcję. Nie będę całej opowiadał, bo ona jest jakaś kompleksowa i też nie chcę was zanudzać, bo uważam, że jest to moja prywatna sprawa. Ale jest kilka elementów tej mojej prywatnej refleksji, która gdzieś mi tam kolebie w głowie, które myślę są ciekawe i chętnie wam wrzucę na ruszta. Mianowicie jest to koncepcja tak zwanych, można powiedzieć, dwóch punktów referencyjnych, że my jesteśmy jednym i jak wysyłamy gdzieś tam intencję, to intencja to jest taka wiązka energii. Możemy sobie wyobrazić, niczym w bajce dla dzieci, że wyrzucamy z siebie kulę energii, która leci gdzieś tam przed nas, odbija się od tego, coś tam aktywuje i jak to aktywuje, to widzimy to, jesteśmy tam energetycznie, można powiedzieć, częściowo oczywiście. Jest tam nasza intencja i ta fala referencyjna wraca do nas, robi jakąś tam interferencję.
I to jest sposób, w jaki funkcjonujemy, w jaki odbieramy całą rzeczywistość, że zawsze mamy ten jeden punkt, na którym się skupiamy. On oczywiście jest lotny, przelotny, cały czas w ruchu. Ja tu nie chcę podejmować tego tematu. On jest troszeczkę złożony. Zresztą kiedyś tam o nim wspominałem. Ale tak zwyczajnie biorąc na ludzki rozum, o co chodzi z tymi falami, z tym odbiciem tego naszego punktu referencyjnego, drugiego punktu referencyjnego, tej naszej intencji? Mianowicie, kiedy jest to tylko i wyłącznie koncept, to tak mi się wydaje, to odbija się w całości, bo właściwie tak jak gdzieś tam doleci i nie znajdzie swojej reprezentacji, swojego, że tak powiem, odparowania jakiejś fali, która go wzmocni i zmieni jego vorteks, coś takiego. Tylko odbija się niczym fala akustyczna od ściany i wraca do nas z powrotem, powodując coś takiego jak falę stojącą. I ta fala stojąca gdzieś tam po drodze, bo ma takie właściwości. Można sobie zrobić taki eksperyment z wodą w wannie, wzbudzając fale w różnych odstępach czasowych, a później wzbudzić fale dokładnie w tych samych interwałach czasowych, dokładnie takimi samymi płaszczyznami i zobaczyć, co się dzieje z obydwu stron i wyjdzie nam fala stojąca.
I są takie możliwości, żeby tą falę naprawdę całkiem długo utrzymać, bardzo małym kosztem. I dokładnie tak samo się dzieje z naszą intencją. Kiedy się odbija od tego punktu referencyjnego, na który zawiesimy swój wzrok, swoją uwagę, cokolwiek to jest, możemy to nazywać w różny sposób, to otrzymujemy taką falę, która wraca do nas i wpada w interferencję z tą oryginalną falą, aż jest dokładnie tym samym. Wytwarza się fala stojąca, która też nie do końca jest falą stojącą, bo to ciągle jest wszystko w ruchu i ona gdzieś tam się przesuwa zawsze w naszym kierunku i troszeczkę wytłumia nasze dobre samopoczucie, nasze kumanie większej całości, wytłumia naszą energetykę, tak bym to nazwał. To jest taki mój koncept. Można się zgadzać albo nie. To jest taki mój bardzo indywidualny koncept. Słuchajcie, nie robię tu kościoła swojej własnej teologii. Zapomnijcie o tym. Takie wnioski z moich przemyśleń.
Ja sobie robię takie różne eksperymenciki i to bardzo podobnie wygląda w urządzeniach, w opisach owych dziwnych, tajemniczych urządzeń free energy i nie tylko. I w takich konkretnych opisach eksperymentalnych z laboratorium, gdzie się robi takie eksperymenty, które do tej pory właściwie nie mają wyjaśnienia. Znaczy tam są różne interpretacje tych eksperymentów, ale to można sobie zostawić na bok. Ale zawsze warto przeczytać nie tyle wnioski z eksperymentu, ile wyniki eksperymentu, to co się tam wydarzyło, czyli to co panowie zmontowali, odpalili i co się stało. I powyciągać sobie może samemu wnioski czasami. Jest to, myślę, taki ciekawy sport intelektualny i nie tylko intelektualny. Bo ta nasza intencja działa właśnie raz jako fala stojąca, która potrafi wykasować nam po jakimś czasie nasze dobre intencje i spowodować, że zaczynamy wymagać czegoś od kogoś albo jakoś tak troszkę schodzi nam na głowę mocno. Zaczynamy szukać jakiejś furtki na kasę. Zaczynamy się kleić z materią kosztem każdej żywej istoty. Materia staje się celem.
Utrzymanie materii, utrzymanie jakiegoś materialistycznego przyczółka, jakiegoś działania, utrzymanie tego bunkra staje się najważniejszym celem. Utrzymanie kraju. Wiecie, o co chodzi. Wszystkie te szalone ideologie, które zmuszają nas do tego, żebyśmy coś utrzymali kosztem własnego życia, kosztem naszej rodziny, kosztem poświęceń. Wszyscy będziemy walczyć z kryzysem w kolejnym planie pięcioletnim, coś w tym stylu. To się chyba nie za bardzo zmienia od nie wiadomo kiedy. Ja stawiam na jakieś 6000 lat, ale to też mam jakieś tam swoje szalone koncepcje, które mogą być po prostu szalone. A może ja po prostu zwariowałem? Ale wróćmy do naszej intencji, bo o ile jest ten moment, kiedy potrafi nas wytłumić przez to odbicie, rozładować troszeczkę z dobrego samopoczucia, o tyle jeżeli ją wzmocnimy, czyli włożymy jakąś falę harmoniczną, czyli coś, co jest manifestacją tej intencji, jakieś działanie, które dokładnie polega na tym, że robimy to, co chcemy zrobić. Tak mi się wydaje.
Taki mam koncept. To wzmacniamy taką właśnie harmoniczną falą i popychamy tą całą intencję i wtedy zmieniamy jej vorteks troszeczkę. Można powiedzieć, że dodajemy tam dodatkowych wirów, trochę jakbyśmy włożyli taki duży kamień do środka rzeki i nagle rzeka zaczęła wirować i zaczęła być troszkę bardziej zdrowa. Ryby zaczynały troszeczkę żwawiej w niej pływać, otoczenie dookoła rzeki zaczęłoby się zmieniać. Taka ciekawa historia. Jeżeli ktoś z was czytał prace Wiktora Schaubergera, to tam jest troszeczkę na ten temat. Właśnie jak uzdrawiać ekosystemy, wprowadzając tam takie naturalne elementy, które powodują, że pojawia się taki dodatkowy rezonans, taka implozja w naturze, która jest właściwie mamą wszystkich istot. Jeżeli włożymy tą implozję, która jest zwyczajnie mówiąc działaniem, które jest dokładnie niczym innym jak zmaterializowanie naszej intencji, to sprawa ma się myślę całkiem dobrze. To właśnie następuje to wzmocnienie i wtedy ta fala nas buduje. Taki jest koncept.
Ja gdzieś tam sobie śledzę wyniki badań i powiem wam szczerze, że jest troszeczkę na ten temat, że sprawy tak właśnie wyglądają. Ja myślę, że takim dobrym wytłumaczeniem, to jest takie moje wytłumaczenie, może nie jest takie naukowe i nie łapcie się tego jako jakiegoś eksperymentu socjologicznego, który bym przeprowadził zgodnie ze wszystkimi prawidłami akademickiej nauki. No ale tak przyglądając się zwyczajnie światu, myślę, że to jest ta tajemnica dużej ilości ludzi, którzy niby coś kumają, wiedzą, o co chodzi. Wiedzą, że nie wszystko na tym świecie jest takie, jak mówi telewizja, radio, podręczniki akademickie, że jest tu kilka rzeczy, które wymykają się naszemu pojęciu rzeczywistości. I wcale nie jest ich mało. Jest sporo takich ludzi, ale dalej mamy takich samych polityków. Dalej mamy podobne wojny. Tu jest ludzi, którzy próbują odstawić wojny jakoś tam z mniejszym albo większym skutkiem. Im to jeszcze wychodzi, że niby jest coś takiego, ale ta intencja jeszcze nie przekuła się na takie masowe działanie. Znaczy jest w toku, dużo się dzieje, dużo ludzi zaczyna iść za swoją intencją, co jest naprawdę bardzo dobrym znakiem na plus.
Są to takie działania, które są aktualnie w drodze. No ale widać, że sama intencja nie wystarczy, że jest masa świetnych rozmów, masa świetnych tematów, masa świetnych koncepcji, ale nie wszystko jest wkładane w ruch i czasami one sobie leżą. Czasami niektóre koncepcje muszą poleżeć jakieś 100 lat, żeby później podnieść je z podłogi i pojawiła się generacja, która zacznie coś z tym dziobać, coś tam kręcić, coś skrobać, jakieś takie rzeczy. Co ja tak dzisiaj rymuję? I don't know. Wybaczcie. To ten polski hip-hop chyba tak na mnie działa. Właśnie, a wy możecie zadzwonić radioanfali.com taki jest telefon na Skypie. Powiedzieć, jaki wy macie pomysł na to wszystko. Śmiało, zapraszam, moi drodzy, a ja sobie zrobię przerwę na herbatę i puszczę jakąś muzykę.
W Radiu na Fali, albo oczywiście słuchacie w hiperprzestrzeni w Radiu na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. A ja mam na imię Tomek i czas na muzykę. radionafali.com Hiperprzestrzeń. A ja ze swoim dzisiejszym tematem, miodnym tematem. Dzisiaj widać troszeczkę ludzi, którzy niby kumają, o co chodzi, ale tak nie do końca się cokolwiek dzieje z tym kumaniem. Efektu właściwie żadnego nie ma, chociaż jak na ironię masa krytyczna jest już aktualnie dawno, moim zdaniem, przekroczona i przeciążona. Ale działania, tak jak powiedziałem, są dopiero w drodze, co tak czy siak jest na plus. Co oczywiście nie znaczy, że kiedykolwiek ktokolwiek wykona jakiekolwiek działanie i że cokolwiek się wydarzy. Jest to tylko i wyłącznie szansa na to, żeby wykonać to działanie. Przynajmniej jak na razie.
Jeżeli się wykonuje, to wtedy jest wykonywane. Ja też mam takie troszkę podejście, że albo coś jest, albo czegoś nie ma. I nie ma tak, że jest w drodze. Trochę jak w ciąży. Albo się jest w ciąży, albo się w ciąży nie jest. Nie można być w połowie ciąży. Albo jest noc, albo jest dzień. Takie proste podejście. Ja taki prostak jestem pod tym względem. Ale wracajmy do tematu, bo to była historia, bo tak troszkę zjechałem tego dżentelmena.
Opowiedziałem o jego dziwnym eksperymencie socjologicznym, który chyba nie za bardzo wyszedł w tym pociągu. Ale to nie jest tak, że tylko ten dżentelmen. Słuchajcie, każdy z nas robi takie numery. Opowiem wam historyjkę ze swojej młodości, kiedy to ze swoimi przyjaciółmi udałem się do lasu na wyprawę w góry. I wybraliśmy się na tą wyprawę. Umawialiśmy się na tą wyprawę, było nas czterech. Wybraliśmy się razem, wspólnie pociągiem, autobusem. Dojechaliśmy w górki, w Karkonosze. Wybraliśmy się na łąkę, do lasu i tak dalej. I kiedy przyszedł ten kluczowy moment, że postanowiliśmy napić się herbaty, okazało się, że mamy wszystko, za wyjątkiem jednej niezbędnej rzeczy.
Mianowicie chodzi o metalowy kubek albo garnek, w którym można podgrzać wodę. Mieliśmy wszystko. Mieliśmy paliwko turystyczne, mieliśmy zapalniczki, mieliśmy cały zestaw. Mieliśmy wszystkie możliwe herbaty, mieliśmy kawę, mieliśmy wodę, mieliśmy wszystko. Nie mieliśmy tylko tego jednego kubka, w którym moglibyśmy cokolwiek podgrzać. A kubka nie było z jednego prostego powodu. Ponieważ każdy z nas myślał, że ktoś weźmie ten kubek i nikt tego kubka nie wziął, łącznie ze mną. Także koniec końców wylądowaliśmy w poszukiwaniu jakiejś ciepłej wody, wrzącej wody, żeby móc skorzystać z naszych napojów, w pomocy schroniska, które spotkaliśmy po drodze. Trzeba było zejść w dół. Nie było to nam absolutnie po drodze.
Mieliśmy taki pomysł, żeby omijać te schroniska jak najbardziej. Mieliśmy taką autorską, że tak powiem, wyprawę w góry. I okazało się, że daliśmy centralnie ciała. I to jest troszeczkę tak mi się wydaje z każdym z nas. Czasami każdy potrafi zapomnieć kubka. To jest to takie indywidualne działanie, takie bardzo indywidualne działanie, proszę państwa. Właśnie, bo ja tu nawiążę do tych zbieraczy miodu, bo to jest taka ciekawa historia z tym dokumentem, o którym tu wspomniałem, bo ja tak się przypomniałem, przyglądając się temu dokumentowi, jak oni współpracują ze sobą. Jak to wygląda, że tam jeden koleś zasłabnie troszeczkę po zbioraniu tego miodu, po tym, jak za dużo tego miodu zje czasami albo zje po raz pierwszy taką ilość świeżego miodu i czasami troszkę go poniewiera po drodze. I jak oni się wszyscy sobą opiekują, jaka to jest społeczność zbieraczy miodu. I to jest właśnie taka społeczność, o której tu wspominałem, bo ostatnio jestem trochę zafascynowany tym filmem dokumentalnym, że są to ludzie, którzy mieszkają w tych najbardziej odległych partiach Himalajów.
Tam nie ma bankomatów, tam można dojść tylko chyba przez cztery, może przez trzy miesiące w roku. Przez resztę czasu ta społeczność jest odizolowana od świata, ponieważ jest to gdzieś w takim miejscu, gdzie ptaki już dawno, że tak powiem, tyłkami zawracają i nie ma już nic poza krainą wiecznego śniegu. I oni tam sobie mieszkają. Są kompletnie samowystarczalni. Im właściwie nie robią żadnego interesu. Pieniądze nie funkcjonują jako takie, bo nie ma infrastruktury do pieniędzy, nie ma bankomatów, nie ma banków, nie ma niczego, nie ma państwa. Znaczy jest oficjalnie jakieś państwo, oni gdzieś tam należą i czasami się jakiś urzędnik państwowy tam na osiołku przypełznie, ale właściwie nie za bardzo może zrobić, bo zależy od tych ludzi. Jeżeli oni nie dadzą mu jedzenia, to on tam zginie z głodu. Także nie za bardzo można im podskoczyć, bo to jedyne takie spoty, takie miejsca w tych górach, w tych niedostępnych miejscach, gdzie człowieka zawsze przyjmą do domu, zawsze dadzą coś do zjedzenia, zawsze są mili, życzliwi, a jeżeli jest się miłym, to naprawdę jest się bardzo mile traktowanym. I w tym dokumencie jest taka scenka, jak przychodzi taki młody człowiek z gwiazdką na koszulce z napisem, że jest jakąś tam partią komunistyczną Nepalu czy Himalajów, czy cholera wie co, i tam próbował ich agitować jakimiś tekstami.
Oni właśnie szli po ten miód i tak się patrzyli na niego. Dawali mu szansę przez moment, że może pójdzie z nami, może nie. Zobaczymy, może się wybierze na miód. A on tak zdecydowanie stwierdził, że jednak chyba nie za bardzo. Nie złapał porozumienia chłopak. Okazało się, że materia, system jakiś, jakaś ideologia jest ważniejsza od istoty żywej każdej. Od wybrania się i spotkania, zmierzenia z naturą. Z pszczołami jest ciekawa historia. Dzisiaj nie przez przypadek nawiązuję do tej opowieści. Poza tym, że mają taki pattern współpracy, pattern energetyczny, że razem odbierają to zjawisko, razem sobie pomagają, współpracują.
Zupełnie inne przeładowanie energetyczne niż w naszej cywilizacji. U nas ta współpraca jest nie za bardzo. Różnie to bywa. Nie jest to tak skonstruowane. Dlatego korporacje rządzą częścią naszego świata. Dlatego mamy rządy, dlatego mamy wojny. Jest to efekt tego tajemniczego patternu, który jest na siłę budowany i my czasami jedną nogą robimy to przeładowanie energetyczne w trochę inny sposób. Niekoniecznie jak ci zbieracze miodu z Himalajów. Chciałem poruszyć pewien temat, proszę państwa, tej intencji w strukturze, bo dzisiaj ciągle o intencji. Ci zbieracze miodu mają ciekawą rzecz.
Oni się dostosowują elegancko do tych pszczół, które tam przylatują raz w roku. Ponoć jedne z największych pszczół na świecie, które jak użądną człowieka, to raczej marne szanse na przeżycie. Tam taki dżentelmen wisi na drabinie, która znajduje się chyba 10 metrów nad ziemią albo naście metrów co najmniej. Jak spadnie, to za bardzo szans na to, że wstanie cały i zdrowy, nie ma. On wytwarza specjalne połączenie pomiędzy sobą a pszczołami. Dokładnie przez ten moment pięciu minut, kiedy oni zbierają miód, pszczoły nagle tracą swój agresywny charakter i to wszystko jest ich intencja. Oni są sklejeni, kumają się razem z pszczołami. Wiedzą, że wpadają tam oskubać pszczoły z miodu. Pszczoły też o tym doskonale wiedzą i widzą ich z daleka. W tym dokumencie jest taki fajny moment, jak pszczoły zebrane razem w kupie tak dziwnie wachlują, po tym klastrze miodu, który wisi przyczepiony do kawałka skały.
Niesamowicie to wygląda. Wygląda dokładnie jak organiczny radar trójwymiarowy, który się kręci i skanuje cały obszar dookoła. Widać jak niby owad, taka dziwna, prosta istota. My nie doceniamy tych istot. Często się boimy owadów, bo nas przerażają swoją złożonością, swoją inteligencją chyba przede wszystkim. Do czego rzadko kiedy się przed sobą przyznajemy. Chociaż jak widzimy stado mrówek i co one robią, to jest tak mało dziarsko w głowach niektórych ludzi. Boją się, że mrówki się nimi zajmą. Wyobraźnia zaczyna pracować. Owady są niesamowite, moi drodzy.
To jest kawał niesamowitej lekcji dla nas. Te pszczoły skanują sobie ten cały świat dookoła i dosłownie chyba z odległości kilometra widzą już, że ktoś próbuje dojść i się dobrać do ich miodu. One czują instynktownie. Już wysyłają sygnał tym swoim radarem i taki dziwny dźwięk, tak buczą, że kumają, o co chodzi. Kumają, że zbliża się intruz i przybierają postawę obronną. Taka ciekawa historia. Nie ma ani prądu elektrycznego, ani telefonów komórkowych. Kilka owadów razem tworzy niesamowitą strukturę. Strukturę, która jest nieprzeciętnie inteligentna. Nawiążę troszeczkę do tego skanowania przestrzeni i do mrówek przede wszystkim.
Inteligencja w strukturze, tak bym to nazwał, te zjawiska z pszczołami i mrówkami. Ja się troszkę skupię na mrówkach, tym bardziej że mi termity wlazły na ogródku teraz. Mam tego trochę, łazi sobie. Staram się ich nie zadeptywać, niech sobie robią, co robią. One czyszczą ogródek z różnych dziwnych substancji, które tam są. Wyżerają, jak wyżrą sobie wszystko, to zadowolone, z pełnymi brzuchami, mam nadzieję, że sobie pójdą w cholerę i zostawią całą resztę. Z reguły tak się to kończy. W każdym razie każdy ma swoje miejsce do życia. Mi one nie przeszkadzają, tak że skupię się na przyjaciółkach, kuzynkach termitów ogrodowych, czyli na mrówkach, jakichkolwiek mrówkach. Porównam troszkę naszą sytuację do mrówek.
Taka naturalna siatka energetyczna. Jak się przyjrzymy mrówkom, one budują te swoje korytarze. Jak byłem młody i w ogóle do tej pory, jeżeli zdarzy mi się gdzieś hasać po lesie i trafić mrowisko, to zawsze z zafascynowaniem się przyglądam tej strukturze. Nie wiem, czy macie tak samo. Ja mam to do dzisiaj. Jest to niesamowita historia. To jest tak inteligentna struktura i my troszkę dziwnie patrzymy, tak mi się wydaje, bo oficjalna historia na temat tego zwierzaka, czyli mrówki, jest taka, że on jest skonsolidowany, karny, poddaje się regulaminom i tak dalej. Jest taki przewidywalny, taki niewolnik nieustanny. Kiedy przyjrzymy się mrówkom i zbadamy, jak wygląda cała ta struktura w rzeczywistości, kiedy to pomierzymy, obraz jest zgoła odmienny, bo mrówki sobie wędrują po lesie, proszę państwa. Chyba wiemy, o co chodzi.
Robią sobie te szlaczki. Okazuje się, że nie wszystkie mrówki wędrują razem z tym głównym streamem, z tymi głównymi arteriami komunikacyjnymi. Praktycznie każda z nich raz na jakiś czas odchodzi od tego głównego streamu i sobie drecze gdzieś tam dookoła. Ten obszar, po którym się poruszają, jest naprawdę potężny. Każda z tych mrówek albo w kupie, albo trzy, albo cztery gdzieś tam sobie znika, może pochodzić po zupełnie innych listkach. Jeżeli sobie przetłumaczymy to na język statystyczny, na język numerów, matematyki i pomiarów i sobie porównamy do naszego życia, to się okazuje, że taka mrówka ma tyle wolności, o której nam się nawet w głowie nie może pomieścić. Tak to funkcjonuje, proszę państwa. Taka jedna mała mróweczka przemieszcza się tak po świecie i przemieszcza taki kawał świata, że gdybyśmy chcieli to nadrobić, to byśmy musieli zacząć teraz podróżować, mieć kasę na te podróże i przejechać przynajmniej w ciągu najbliższych pięciu lat pół świata. Wtedy byśmy być może dorównali jednej setnej podróży takiej jednej mrówki. Historia mówi o tym, że to jest skonsolidowane zwierzątko, które nigdy się nigdzie nie zapuszcza, jest niewolnikiem swojego systemu.
A tu się okazuje, że właściwie mróweczka, chociaż z zewnątrz widzimy tą niesamowitą inteligencję, rozchodzi się tymi kanałami, rządzi kawałkiem lasu, czyści wszystko, zjada wszystko, co napotka na swojej drodze, co nas tak przeraża, że jest taką inteligentną strukturą, która się elegancko manifestuje, rozrasta, transportuje, jest zorganizowana. Ta mrówka robi to, te tamto, te siamto. Każda z tych mrówek ma taki zakres niezależności, że to się nam w głowie nie mieści jako istotom żywym, bo my się tak zlimitowaliśmy do siedzenia na tyłku w porównaniu do takiej mrówki i to mocnego siedzenia na tyłku. I tak to jest z tą naturą. To posłuchajmy sobie jakiejś muzyczki, a ja tu pomyślę sobie o mrówkach i nie tylko. RadioNaFali.com. Hiperprzestrzeń retransmitowana też w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy jak zwykle Radia Paranormalium i oczywiście macierzynego Radia na Fali. Jak zwykle sobie muszę poprawić mikrofon. To lecę dalej ze swoimi refleksjami postspacerowymi ociekającymi miodem filmu dokumentalnego o zbieraczach miodu z Nepalu.
Wróćmy zatem do tego patternu natury, bo to jest w ogóle historia dosyć ciekawa. My mamy swój naukowy, można powiedzieć, my w cudzysłowie, oczywiście jako społeczeństwo, cywilizacja, mamy taki swój pattern, odpowiedź na to, jak to niby działa. Swoją własną strukturę informacji, którą nazywamy uniwersytetami, naszymi urządzeniami pomiarowymi i tak dalej. Tworzymy tą własną strukturę, która moim zdaniem jest kompletnie w opozycji w stosunku do tego, czym natura w rzeczywistości i swojej istocie jest. Niemniej tak się wydarzyło na tym świecie i właśnie tego jesteśmy świadkiem. Koniec końców tworzenie tej całej struktury, tego patternu jest związane z podróżowaniem z dala od tych wyznaczonych szlaków. Bo im bardziej chyba wyznaczone szlaki, tym bardziej to znaczy ktoś próbuje kontrolować tą strukturę. Te naturalne szlaki energetyczne są takie po prostu wszędzie. Nie wiem, jak to określić. One się wydarzają wszędzie.
Takie mrówki łażą wszędzie. Jakie pszczoły, jak zaczynają latać nad łąką, to latają wszędzie. Widzieliście kiedyś owady, które zasuwają w jedną i w drugą stronę? Do tej pory nauka ma taki poważny problem, że nie wie, jak pająki się przemieszczają. Jest taka ogólna koncepcja, która mówi o tym, że jest to kwestia hydrauliki, że te nóżki pająka są jak takie małe rurki, w których przemieszcza się odrobina wody, jakiegoś płynu za pomocą ładunków elektrostatycznych. Ale właściwie nikt do końca nie wie, bo wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym. Wszystko jest zjawiskiem, które dzieje się teraz. Nie ma czegoś takiego, że coś przepływa z lewego na prawo. Pająk się nie buja. Pająk po prostu chodzi tymi nogami dokładnie w czasie rzeczywistym.
Tak samo je opuszcza na krawędź pajęczyny wszystkie naraz, a nie tak, żeby się zawsze kiwał na boki i żeby czekał, aż mu się troszkę płynu pomiędzy nogami przeleje z jednej strony na drugą. Klasyczny numer z niektórymi latającymi owadami, gdzie okazuje się, że po przeliczeniu powierzchni skrzydeł te owady fizycznie nie mają prawa wisieć w powietrzu. Miałem takie rozmowy ze swoim dobrym przyjacielem tutaj w kuchni na ten temat. Jednym i drugim, trzecim, których tu pozdrawiam, jeżeli słuchają w tym momencie. Mieliśmy takie spotkanie towarzyskie troszeczkę i kilka tematów padło przy stole. Doskonałych, rześkich tematów. Z tymi owadami jest tak, że ciężko nauce zaakceptować historię pod tytułem to machanie skrzydełkami i ta wibracja serca, impulsy, które wydziela taki owad. To jest pewien specyficzny rezonans, który go utrzymuje w troszeczkę innej sytuacji, niż nam się wydaje. To nie chodzi o zjawiska aerodynamiczne, tylko chodzi o zjawiska bardziej natury elektrostatycznej. Ten cały dystans do podróżowania z dala od wyznaczonych szlaków to jest taki bardzo indywidualistyczny pattern.
Widzimy go wszędzie w naturze. Tak się rozsiewają rośliny wzdłuż rzek, że powoli, powoli pierw powstaje jedna roślina, a później minęły lata kolejne, kolejne. Zawsze taki pattern indywidualizmu w działaniu, że każdy musi myśleć za siebie, każdy musi, że tak powiem, działać za siebie. Wiedza jest w strukturze, która powstaje z naszego działania, co widać po konstrukcjach tego analogowego radaru. Czy to jest pajęczyna, po której chodzi pająk, czy to są mrówki, ich szlaki komunikacyjne, czy to jest rój pszczół, który automatycznie, tak jak w tym filmie dokumentalnym, zamienia się w taki radar, który cały czas pulsuje, takimi falami przechodzi przez te klastry. Wygląda to niesamowicie jak takie wojskowe radary, które się cały czas kręcą. Tylko że dzisiaj pszczółki wyglądają z gracją moim zdaniem. Ten wojskowy radar mnie troszeczkę przeraża. Anyway, na pewno znacie postać Wiktora Grebennikowa. Było o nim zarówno troszeczkę kiedyś tam w którymś odcinku „Hiperprzestrzeni” wspomniałem naprawdę parę słów, ale na pewno trochę więcej wspomniałem o nim w „Syntezie”.
Jeżeli jeszcze nie słuchaliście „Syntezy”, to was zapraszam, żebyście tam wpadli. Jest tam w jednym z odcinków troszeczkę na ten temat. Jest to taki dżentelmen, który opracował metodę lewitacji, korzystania z energii magnetycznej i energii kształtu, jak to nazwał. Wymyślił swoją nazwę do tego. Właściwie powtórzył zdrową część eksperymentów Wilhelma Reicha na temat orgonu i tego, jak działają akumulatory orgonowe. Niesamowicie łebski dżentelmen, niesamowicie zdolny, malujący bardzo ciekawe obrazki. Tak w skrócie może powiem, o co chodzi, bo może właśnie teraz słuchaczu jedziesz samochodem albo gdzieś w ogóle jesteś w drodze i nie możesz sobie sprawdzić, kim był Wiktor Grebennikow. Rosyjski biolog, naukowiec zesłany do jakiegoś dziwnego muzeum na zadupiu Rosji Radzieckiej, z którego nie mógł za bardzo wyjechać. Bo Rosja to taki kraj, że żeby zmienić miejsce zamieszkania, to trzeba mieć paszport i zezwolenie lokalnych władz. Trzeba mieć wizę do innego miasta.
Zdaje się, do tej pory funkcjonuje na tej samej zasadzie. Do Moskwy trzeba mieć specjalną wizę. Taki dziwny kraj troszeczkę. Zawsze taki dziwny był. Wiktor Grabiennikow siedział tam na tym zadupiu Rosji i wpadł na genialny pomysł, który mu troszkę wcześniej wpadł do głowy. Generalnie zaczął sprawdzać, dlaczego owady latają, bo stwierdził, że te oficjalne koncepcje, teorie w ogóle nie wyjaśniają żadnej sprawy. I zaczął badać klastry miodu, struktury, nanostruktury można powiedzieć, czyli te wszystkie naturalne formy produkowane przez naturę, przez roje pszczół, przez te wszystkie małe owady. To, w jaki sposób mieszkają, w jaki sposób się przemieszczają i tak dalej. Koniec końców znalazł takiego żuczka, że jak mu zdjął skrzydełka i położył jedno na drugim, to się okazało, że to drugie skrzydełko lewituje. Odkrycie.
Przeprowadził serię eksperymentów. Opisał je w książce „Мой мир” po rosyjsku, czyli „Mój świat” po polsku. Książka nie jest przetłumaczona na język polski. Z tego, co słyszałem, jest jakieś tłumaczenie. Dostałem linka z tłumaczeniem tej książki gdzieś tam na jakimś serwisie. Niestety nie udało mi się tego ściągnąć, ale sobie przeglądałem. Ciekawa rzecz. Przepraszam, to było chyba po rosyjsku w oryginale. Ja to w ogóle poluję na wersję papierową, żeby sobie pewnego dnia zorganizować. Jeżeli ktoś z was ma i chce się podzielić, to zapraszam.
Odwiedźcie maila Radia Nafali, napiszcie do mnie maila, jeżeli chcecie się podzielić właśnie taką papierową wersją książki „Мой мир”. Grabiennikow opisał to całe zjawisko, to jak to działa w owej książce. Oczywiście zostało to potraktowane jako taki żart. Można powiedzieć, że został potraktowany dokładnie jak nie kto inny, jak baron Münchhausen z opowieści, który przemieszczał się na armatniej kuli pomiędzy szwadronami wroga, przelatując nad frontem na drugą stronę. Tak samo Grabiennikow na urządzeniu, które było wielkości rozłożonej drewnianej szachownicy, przemieszczał się w czasie i przestrzeni. Przy czym z panem Grabiennikowem była ciekawa historia. Zaraz po jego śmierci, kiedy zrobiono inwentaryzację w muzeum, okazało się, że znajduje się tam kilka eksponatów, których pochodzenia nikt nie jest w stanie wyjaśnić. I są to bardzo dziwne eksponaty, ponieważ jak wcześniej powiedziałem, pan Grabiennikow był skazany na banicję przez system. Dali mu jakieś muzeum na zadupiu, na jakiejś wiosce, gdzie czasami docierała jakaś szkolna wycieczka, żeby się opiekował tym muzeum za jakąś minimalną kwotę finansową. Nigdy już nie wrócił do pracy badawczej w Moskwie, w Sankt Petersburgu.
Nigdy już nie wrócił do centrum naukowego. Został tam bez możliwości powrotu gdziekolwiek. I tam też siedział i robił te swoje badania. Jako że nigdzie nie mógł wyjechać, to właściwie nie powinien posiadać takich rzeczy jak zasuszone rośliny z miejsc, w których nigdy nie był oraz owady z miejsc, w których nigdy nie był. A że był, tak jak wspomniałem, bardzo zdolnym człowiekiem i malował. Pięknie malował owady, krajobraz, naturę. Był takim naturalistą, pięknym, bardzo hiperrealistycznym. Jego obrazy są dosłownie trójwymiarowe. Naprawdę robi wrażenie. Taki perfekcyjny artysta.
Na tych obrazkach są namalowane miejsca i owady, które w ogóle nie występują w tej części świata, w której Grabiennikow kiedykolwiek był fizycznie. Poza tym rzeczywiście znaleziono te żuczki i te dziwne rośliny jako eksponaty muzealne w jego kolekcji. I tu sprawa zaczyna się komplikować. Prawda, że ciekawe? On cały czas mówił o lewitacji, o energii kształtu, o tego typu historiach. Tu wróćmy do intencji, do pszczelarzy, do patternu informacji, bo to jest dokładnie ta sama historia. Ten kształt jest związany z patternem. Tak mi się wydaje. To jest właśnie jedna z tych moich szalonych koncepcji. Nie tylko moich, bo tu nie jestem oryginalny.
Może niektórzy z was o tym słyszeli nie raz, nie dwa i właśnie w tym momencie ich zanudzam. Ale do rzeczy. Bo chodzi o to, że tak samo jak ów klaster miodu, tak samo jak my, żywe istoty, które mają ten sam rezonans, kiedy się zbieramy w jakiejś troszkę większej grupie, zaczynamy budować spontanicznie taką strukturę energetyczną, po której się poruszamy, która zaczyna być naszą anteną, zaczynamy się lepiej czuć. Świat zaczyna wyglądać naprawdę bardzo interesująco i nabiera rumieńców, bym powiedział. Dokładnie to samo tyczy się owadów. I to jest ta lekcja od owadów. Dokładnie pojedynczy owad wydaje nam się takim głupkiem, który nie wie, gdzie jest szyba. Taka tępa mucha, która próbuje wylecieć z pomieszczenia i trzeba jej czasami pomóc, żeby ją wypędzić na zewnątrz. Ale kiedy jest to rój pszczółek, to ich inteligencja i ich intuicja jest po prostu zabójcza. Prawie że tyle filmów horrorystycznych, przerażających, gdzie ludzie uciekający krwią uciekają przed owadami, które próbują ich zjeść.
To pobudza wyobraźnię? Pobudza. Ale wracając do tej intencji, do pszczelarzy, to się okazuje, że ten pattern informacji, który się manifestuje chociażby w postaci owych klastrów miodu i tego, jak pszczoły się ustawiają jak antena, od tego, jak sobie mrówki organizują mrowiska, od tego, jak pająki sobie budują pajęczyny, jest dokładnie energetyczną sprawą i to taką konkretną energetyczną sprawą. I że jest to niewidoczny pattern, bo to, co widzimy, to jest manifestacja tego patternu. Te zwierzaki sobie to wszystko obudowują, żeby korzystać z tej informacji. I nagle się okazuje, że wtedy dostają potężnego, że tak powiem, zastrzyku energetycznego. Zaczynają tworzyć taką ultrainteligentną strukturę dla nas, z naszego punktu widzenia nas przewyższają, dlatego się ich boimy. Tak mi się wydaje. Przynajmniej ten strach wewnętrzny o to posądzam. To jest dokładnie tak, jak się manifestuje struktura, że wpierw jest jeden, czyli sam obiekt, później jest dwa, czyli dwa rezonujące obiekty.
Później powstaje trzeci obiekt, czyli pierwszy kształt, który rezonuje i może się duplikować. A jak się zduplikuje, czyli powstaje druga osoba, znaczy czwarta osoba do tego wszystkiego, to zaczyna być forma przestrzenna, trójwymiarowa i wtedy zaczyna się duplikować w trójwymiarowy sposób. I to jest ta trójwymiarowa struktura energii, informacji, o której wielu wynalazców, wielu odkrywców mówi. Nie jest to oczywiście akceptowane przez naukę oficjalną, bo tam jest tak, że żadnego pola nie ma. Zresztą dopiero jakby pole miało strukturę. Tam jest fizyka kwantowa i splątane równania. Tego typu rzeczy, których ja za bardzo nie łapię. Ja jestem troszkę prosty chłopak, który podąża za koncepcjami naturalistów, chciałoby się rzec. Tak właśnie chyba powinienem powiedzieć: naturalistów. Bo to jest taka energetyczna sprawa i albo ta energia jest, albo jej nie ma.
Tak mi się wydaje. Bo tu nie ma żadnego mitycznego mesjanizmu. To jest zwyczajne organizowanie i zapewnianie sobie takiej adekwatnej struktury do naszej energii, którą chcielibyśmy mieć dookoła siebie, którą chcielibyśmy czuć. Jeżeli wykonujemy pewne działania, to w tym momencie sobie budujemy tą strukturę. Ona się właściwie spontanicznie pojawia. Myślę, że my nawet nie musimy uczestniczyć w budowaniu tego. Wystarczy, że każdy z nas robi swoje i ona automatycznie się pojawia wszędzie. To jest ten pattern, który jest wykorzystywany przez wszystkie kredyty bankowe i tak dalej. Tam jest taka struktura, że każdy z nas co miesiąc jakoś tak musi coś zrobić, wykonać jakąś czynność, dołączyć jakieś struktury. Ona jest budowana.
Jakieś tam fizyczne przedmioty, które każdy ma jakąś energię, przelatują w jedną i w drugą stronę. To przecież musi dokładnie działać. I to jest ta energia, która tam sobie pulsuje. My oczywiście wiemy to, bo każdy myślę, że logicznie sobie zdaje z tego doskonale sprawę, ale czasami dociera do nas ten koncept na poziomie energetycznym. Wiemy o tym logicznie, rozumiemy tą sytuację, ale często pomysły, które przychodzą nam do głowy są dokładnie tym samym. Są taką odwrotnością tego, czyli właściwie dokładnie takim samym wytracaniem energii, można powiedzieć, i rozmywaniem tego wszystkiego, rozmywaniem tego punktu referencyjnego, a nie składanie go w konkretny sposób, tak żeby budował tą strukturę. Tylko czasami zasilamy troszkę inne struktury, ale to jest kwestia tego, że żyjemy w takiej cywilizacji i każdy ma takie warunki, jakie ma. Ja tu naprawdę nie chcę nikogo z nas rozliczać, moi drodzy. To nie jest na ten temat. Jeżeli ktoś chce się rozliczyć, to niech poszuka lusterka i rozliczy się sam ze sobą.
Wracając do tego całego konceptu. Na jakiś moment oderwałem od tego wszystkiego. Cokolwiek by nie mówić, jest to, nie przymierzając, między innymi koncept Radia Na Fali, które właśnie tu słuchacie. To jest dokładnie ta sama historia. A tu już mam telefon i już odbieram księcia Edwarda. Halo, halo, książę. Halo, halo, książę. Nie słyszę cię, a powinienem. Polecę dalej ze swoimi refleksjami i czekam tutaj na to, aż książę oddzwoni. Bo to jest taki sam projekt, tak jak wspomniałem jak Radio Na Fali, bo koncept tego projektu jest oparty na takiej samej strukturze, co tu dużo mówić.
Czasami mi się wydaje, że pewna asertywność, w której chcemy nasiłę uczestniczyć, próbując wysyłać naszą dobrą intencję w któreś miejsce, jest takim troszkę rodzajem samobójstwa. Może nie do końca samobójstwa. Jest takim rozmyciem naszego punktu referencyjnego. Dlatego akceptujemy tak mało przyjemną stronę naszego życia związaną z tymi korporacjami, że gdzieś próbujemy związać troszeczkę obydwa końce niepasującej do siebie historii. Ja mam takie troszkę podejście, prosty chłopak jestem, że nie akceptuję za bardzo takich struktur energetycznych, można tak powiedzieć. Ale to brzmi: struktury energetyczne. Nie jest to żadna, tak jak mówię, mitologia, nie jest to żaden mesjanizm, nie jest to żaden mit stworzenia ani próba budowania religii. Tylko tak mi się wydaje, że jeżeli jest jakiś rezonans, to powinniśmy go troszkę pochuchać i podmuchać, jeżeli chcemy, żeby on funkcjonował. I to jest ta miła rzecz. To jest troszeczkę jak bycie fajną mrówką albo fajną pszczółką, która jak się okazuje też ma taką przestrzeń wolności i lata po tylu miejscach, że gdybyśmy ją porównali do naszego życia, to my właściwie jesteśmy prawie drzewami, prawie w ogóle się nie poruszamy.
Okej, czasami zmieniamy miejsce zamieszkania. Ja zmieniłem ich parę w życiu, ale moje życie w stosunku do kilometrów, miejsc, które odwiedza taka pszczółka w stosunku do jej skali i tego, kim ona jest w tym fizycznym wymiarze, jest praktycznie żadna. Ja naprawdę jestem istotą chyba, która stoi w miejscu. Tak można by to określić. Chociaż wcale nie tak specjalnie stoję w miejscu, ale jednak. Tak jest z owadami i myślę, że chyba dlatego, tak jak wspomniałem, tego boimy. Tej właśnie esencji, która stamtąd paruje. Tego, że tamten punkt referencyjny nigdy nie ulega rozmyciu, że jak jest kawałek jedzenia, to wszystkie przychodzą i zjadają to wszystko. To jest ten przerażający moment w tych filmach o mrówkach, gdzie wszyscy zasłaniają oczy, kiedy mrówki napotkają jakąś istotę, która może jeszcze troszeczkę oddycha, ale stwierdzają, że to jest doskonały obiad i dzięki temu tak czy siak ta istota umrze, bo już nie ma szans się podnieść. Także nie będą, że tak powiem, przeciągały sprawy.
Nie będą przedłużały całej tej rozmowy. Zajmą się posprzątaniem tej historii i przy okazji się najedzą. Oczywiście z naszego punktu widzenia jest to jakieś barbarzyństwo. Inna sprawa, że jak tam się sprawdzi to wszystko, to się okazuje, że mrówki wstrzykują jad w swoją ofiarę tak zwaną, swój obiad. Dzięki czemu obiad szybciutko umiera i ponoć absolutnie nie jest świadomy tego, co się dzieje. Być może ten jad jest substancją psychoaktywną i dają mu taką mocną imprezę. Kto to wie? Właściwie nie mamy pojęcia na ten temat. To jest taki świat, który jest kompletną tajemnicą dla nas. My czasami podpieramy się tym światem jako stereotypem, że jesteśmy pracowici jak mrówki albo coś tam, ale mrówki naprawdę nie wstają o 8:00 rano do pracy, nie mają kredytów i podróżują w tak wolny sposób, tak samo jak pszczoły, że nam do tego to hu, hu!
To w ogóle jesteśmy gdzieś w zupełnie innym miejscu świata, bo my troszkę mamy czasami zgięcie. Wyobraźcie sobie sytuację, że robicie jakieś ciasto, robicie komuś prezent. Szczęśliwie nigdy nie spotkała mnie taka sytuacja. Właśnie, ale opowiem wam o sytuacji, która spotkała mojego znajomego. Była impreza w górach. Pojechali sobie gdzieś tam w górki. Jakieś takie świętowanie, coś takiego albo po nartach, albo po czymś takim. Obkupili się w cały ten sprzęt. Zrobili zrzutę, każdy wyciągnął troszeczkę gotóweczki, zrobili zrzutę. Kupili to, co trzeba było na duże ognisko, żeby było całe wyposażenie na tą imprezę, żeby nikomu nie zabrakło.
No i zaczęli imprezę. Robili duże ognisko i tak dalej. W pewnym momencie podchodzą jacyś ludzie. Wyglądali jak turyści, tacy, którzy zeszli troszeczkę z gór z dobrym w miarę sprzętem turystycznym. Widać było, że może nie są wyczynowymi turystami, ale chyba troszeczkę chodzą, bo takie ciuchy, że tak powiem, trochę bardziej wyczynowe. Dosiedli się do tego i spytali się oczywiście, czy muszą coś zapłacić za to, jakby chcieli partycypować w tym ognisku. Na co gospodarze tej całej imprezy odpowiedzieli, że tyle ile łaska, tyle ile zjedzą, tyle ile wypiją, tyle niech zostawią. Przecież każdy wie, ile kosztują te rzeczy. To nie jest żadna tajemnica. Impreza trwała, goście bawili się, jedli do syta, pili do pełna.
Humorów i żartów nie zbywało i w pewnym momencie wstali i odeszli od stołu, nie zostawiając nic po sobie. Po czym wsiedli do wypasionego samochodu terenowego, naprawdę nietaniego i odjechali. I wszyscy zapadli w lekką konsternację. What? Trochę taka dziwna sytuacja, prawda? Niektórzy mają taki dziwny pattern, że tak funkcjonują. W rzeczywistości świat na szczęście funkcjonuje w troszeczkę inny sposób i to jest ta naturalna energia. I chyba może dlatego te mrówki czasami przychodzą do tych betonowych domów i wzbudzają taki niepokój wszystkich mieszkańców tych domów, że nagle przychodzą mrówki, które są nie do opanowania. Sypie się trucizny, a to owady doskonale tam się organizują i swoją inteligencją zjadają kawałek tego paskudnego świata , który za chwilę mam nadzieję zamieni się na coś pozytywnego oczywiście. Takie mam podejście do życia, proszę państwa.
To tak, jak zrobić komuś ciasto w prezencie, z dobrej intencji dać mu go w prezencie, a on w tym momencie dzwoni do kogoś i oferuje sprzedanie ciasta i zaczyna się targować o jego cenę i sprzedaje jak swoje. Taka sytuacja troszeczkę kosmiczna, prawda? Czasami trzeba się jakoś zachować w takiej sytuacji. A jak coś takiego się dzieje, to co to ma być, prawda? Ja mam takie podejście, że trzeba troszeczkę może nie tyle polaryzować sytuację, ile nie ma chyba powodów, żebyśmy udawali, że jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy i że myślimy to, co myślimy. Takie jest moje podejście do tego wszystkiego. Nie wiem, czy powinniście to robić. Nie każdy powinien podążać tą samą drogą. Myślę, każdy powinien podążać swoją własną drogą, a nie na czyichś plecach się ślizgać. Dokładnie.
Ja mam taki pomysł, że ta struktura jest taka jasna, widoczna i zapewnia nam taką rzeczywistą niezależność. Ta energetyczna, ta naturalna struktura to jest ten koloryt w praktyce, że możemy korzystać z tylu rzeczy dookoła, że niekoniecznie jesteśmy skazani na jedną wersję rzeczywistości, że możemy sobie budować tą własną rzeczywistość. Generalnie podoba mi się ten wątek wyskoczenia poza tą jednostkową i dualistyczną koncepcję rzeczywistości. Taką troszkę inną koncepcję, która się manifestuje w strukturze energii, którą jesteśmy. Taki koncept na rzeczywistość. Taki koncept z miodem, bym powiedział. To chyba czas najwyższy, żebym puścił jakąś muzykę, skoro tak się wygadałem. A wy śmiało możecie dzwonić radiofali.com. Ja przypominam, że dzisiaj nie odbędzie się „Wieczorowa pora”. Ja znikam.
Mam do wypieczenia dwa chleby, które jutro już będą o tej porze, zdaje się we Francji, czy jakoś tak. I tam będą zjadane, chyba że zostaną zjedzone po drodze w dzikim szale. I don't know. To się okaże. Dowiem się o tym troszeczkę później. Być może wam opowiem o przygodach owych chlebów. A tymczasem posłuchajmy piosenki. Dźwięki prosto z Tybetu. Radiofali.com. Hiperprzestrzeń retransmitowana też w Radiu Paranormalium.
Ja, moje imię Tomek i możecie śmiało dzwonić. Dzisiaj się uzewnętrzniam ze swoim konceptem, z kawałkiem swojego konceptu na rzeczywistość. Czym to jest dookoła nas? Co jest istotne? Przynajmniej z mojego punktu widzenia są to rzeczy, które są istotne dla mnie. Niekoniecznie muszą być istotne dla kogokolwiek. Już odbieram telefon. Halo, halo! Witam serdecznie. Doesn't matter.
Halo, halo.
[01:00:23] - Słyszysz mnie, Tomku?
[01:00:24] - Idealnie cię słychać. Wszyscy cię słyszą. Jak zdrówko, proszę pana?
[01:00:29] - Proszę pana, bardzo dobrze. Cieszę się, że pana słyszę, bo jak pana słyszę, to się cieszę.
[01:00:34] - To bardzo mi miło.
[01:00:39] - Myślę, że powinniśmy ludziom powiedzieć, że powinniśmy się cieszyć sobą. Jak cię widzę, to się cieszę. I tyle.
[01:00:48] - Zwierzęta mają coś takiego, prawda? Nie mogą powstrzymać radości. To, co się dzieje z ogonem u psa, jest niekontrolowalne na widok istoty żywej.
[01:00:57] - Co zrobisz? Pies tak ma i bierzesz sobie takiego psa, żeby był koło ciebie i popatrzeć. Jak to robisz stary? O co ci chodzi?
[01:01:05] - Otóż to. Jaką ty masz teologię? Taką w cudzysłowie teologię dla tak używanych i modnych słów, jak dzisiaj na taką sytuację Że powstaje obok inna struktura. Ty masz swoją własną. Co robisz? Ja jestem radykalny i mówię: „Go away mi z tą złą strukturą. Ja zostaję w swojej własnej”. Rozumiesz? Jestem konkretny.
[01:01:26] - Masz troszeczkę rację, bo niektórzy odlatują w hiperprzestrzeń i w tej-
[01:01:36] - Dziękuję bardzo
[01:01:37] - ... hiperprzestrzeni zostają i się nie trzymają tej ziemi. Bo oni już tam polecieli. Tacy są. Jak oni wszystko wiedzą. Przeczytali 100 książek i przeżyli to wszystko.
[01:01:52] - Rozumiem. Bo ja mam wspomnienie zaczytanego i zasłyszanego o pewnym prawie, które funkcjonowało jeszcze 100 lat temu na Islandii, że jak ktoś zrobił krzywdę komuś, to jego rodzina, ewentualnie jego najbliżsi. Nie było sądu jako takiego, nie było instytucji sędziego, ludzi, którzy nikogo nie znają, nie wiedzą, o co chodzi, rozpatrują sprawę, żeby było rozpatrzone porządnie. Nie było takiej szalonej opcji.
[01:02:16] - Ale krzywda jest krzywdą.
[01:02:18] - Była jedna opcja. Tak, była jedna opcja, że najbliżsi, po kolei. Jeżeli już nie było rodziny, to był sąsiad. Na nim spoczywał obowiązek stwierdzenia, jaka kara należy się sprawcy zbrodni na przykład. I jeżeli chciał mu go wykluczyć, to wszystko było prawo naturalne. Nie trzeba było żadnych regulacji, żadnego papieru. To był deal pomiędzy ludźmi, dosyć konkretny. I to funkcjonowało jeszcze 100 lat temu i nie było problemu, nie było przestępstw, nie było żadnych złodziejstw. Ludzie wiedzieli, o co chodzi. Każdy znał wartość swojego własnego życia, swojego czasu, swojego zdrowia.
Rozumiesz pan. Tak naturalnie. I to takie prawo naturalne jak u pszczółek, że jak jesteś ptaszkiem, wpadniesz w mrowisko, to zostaniesz zjedzony. To jest takie prawo natury. Ja tu nie widzę nic strasznego w tym, że pewne stany są z naszego punktu widzenia radykalne i podejmując pewną decyzję, być może dla niektórych wydaje się to zbyt radykalne i mało elastyczne.
[01:03:17] - Ponad nami jest to prawo naturalne i jeżeli ktoś tego nie rozumie, to nie może się znaleźć w prawie naturalnym. Bo jak? Bo on tego nie rozumie. On sobie tu czy tam i nie wie, czym jest prawo naturalne i w ogóle go to nie interesuje. I teraz my patrzymy na niego i mówimy: „Gościu, to jest takie proste, a ty tego nie możesz zrozumieć”.
[01:03:44] - Czyli nie oglądasz się za bardzo za siebie, tylko jeżeli jest taka sprawa, to wykonujesz konkretną akcję, która jest wymagana w tej sytuacji. Masz takie podejście.
[01:03:57] - Właśnie tak.
[01:03:58] - Właśnie.
[01:03:59] - Mówisz: „Facet, ja z tobą nic nie zrobię”. Jak nie masz w sobie potrzeby, żeby to zrozumieć, że podlegasz temu samemu prawu co ja.
[01:04:12] - Otóż to. Wszyscy jesteśmy urodzeni skubity.
[01:04:16] - To jest twój wybór. Ja nic z tym nie zrobię, bo ja jestem w prawie naturalnym, więc sorry.
[01:04:23] - Doskonałe. To się okazuje, drodzy słuchacze, że nie jestem tu oryginalny i się okazuje, że jest nas troszeczkę na świecie takich dżentelmenów, którzy mają troszkę swobodne podejście do tego i zdają się na prawo naturalne.
[01:04:38] - Tak.
[01:04:38] - Otóż to. Nic innego chyba nie działa. Ja się przyglądam temu światu, tak zwyczajnie swojemu życiu nawet, bo te patterny energetyczne nazywam na swoje własne potrzeby, bo mi jest tak zwyczajnie wygodniej. Bo ja czasami siadam z lutownicą i dla mnie jest taka frajda łączenia tych kilku spraw do kupy, bo to wszystko jest dla mnie bardzo kompleksowe. Ale tu nie będę nikogo zanudzał. I z powodu, że sobie to łączę w taki sposób, to widzę te patterny. Nazywam to właśnie patternami energetycznymi i widać je w moim własnym życiu, w życiu moich przyjaciół, w życiu świata dookoła. To jest dla mnie oczywiste. Od pewnego momentu oczywiście zacząłem się troszkę bardziej przyglądać tym mrówkom i pszczółkom. Troszeczkę nauczyłem się od tych owadów, wskoczyłem w to ich pole informacyjne, można powiedzieć, przyglądając się im.
[01:05:24] - Tak, bo sobie zdajesz sprawę, że jesteś w tym polu informacyjnym i po coś tu jesteś i chcesz to zaznać.
[01:05:33] - Zauważyłeś, jak latają te malutkie owady, te malutkie myszki po jakichś dziwnych trajektoriach? Pau, pau, pau. Ja w ogóle chciałbym LED-a przyczepić takiej muszce.
[01:05:42] - One będą je gryzły, one będą kombinowały i tak dalej. Dobrze, one sobie tak robią.
[01:05:49] - Otóż to. Oczywiście nie chciałbym nic takiej muszce ani krzywdy zrobić, broń mi niebie. Najciekawiej byłoby zobaczyć, gdybyśmy przykleili do niej takie małe LED-y i nakręcili taki timelapse i zobaczyli, jakie kształty wychodzą z poruszania się tych owadów. Przecież one tam budują takie struktury energetyczne, że ja to nie wiem co. Tak samo jak człowiek stanie przy jakiejś roślinie, gdzie latają owady na dłużej troszeczkę.
[01:06:11] - Może jakiś horror wymyślasz. Horror.
[01:06:13] - Nie, to ślicznie wygląda. To jest bardzo ładne. Ja tam nie mam takiego horrorystycznego podejścia do tego. To jest dla mnie taka radykalna historia fajna. Tak właśnie działa natura, że owad leci dokładnie tam, gdzie ma polecieć, a nie w inne miejsce. On nie szarpie się tak w powietrzu, nie wie, w którą stronę. On ma konkretne historie. Punkt intencji jest ting, ting, ting.
[01:06:32] - Obserwujesz takiego owada. Dla ciebie on lata chaotycznie.
[01:06:35] - Nie, właśnie nie chaotycznie. Dla mnie to jest taka kosmiczna struktura. Nie widzę w tym chaosu. Widzę zawsze jakiś taki ład, który ciężko opisać, ale czuję ten ład, czuję jego powagę, powiem ci szczerze, dosyć mocno.
[01:06:47] - I to jest to założenie, że patrzysz i mówisz: „Kurczę, jak ta mucha lata tutaj”. Tak. A mówisz: „Ona posługuje się schematem muchy”.
[01:07:02] - Dokładnie, proszę pana.
[01:07:04] - I co teraz?
[01:07:05] - Nikt nie zna schematu muchy.
[01:07:07] - No i przyjmujesz to. Dobrze i tak jest.
[01:07:13] - Dokładnie. Ja mam taką refleksję, że To natura jest tym czerwonym przyciskiem, który nas dociska. I to nie my przyciskamy przycisk, to przycisk dociska nas. I bardzo mi się to podoba.
[01:07:28] - Sam tworzymy ten przycisk.
[01:07:30] - Otóż to.
[01:07:31] - I teraz jak bardzo chcesz nacisnąć ten przycisk, to idziesz w tą stronę. Jak nie chcesz naciskać go, tylko chcesz tego słodkiego świata i różnych przekłamań, to idziesz w tą stronę.
[01:07:46] - To prawda.
[01:07:47] - I to jest twój wybór. Czy idziesz: „A pieprzę to wszystko, nacisnę ten przycisk, a niech się dzieje”. Albo idziesz i mówisz: „Nie. Ja tu mam jakieś reguły”.
[01:07:59] - Niech przycisk dociśnie mnie. Jeżeli mucha leci w tą stronę, ja pójdę za tą muchą. Może coś z tego wyjdzie. I z reguły wychodzi, jak się okazuje. Ja mam taką jedną rzecz przy sobie. Tak się pochwalę i tobie, i słuchaczom. Robię drobne eksperymenty. Jak zwykle zawsze coś mnie korci i nosi. Aż wreszcie do ręki, nie pokażę wam, bo żadnych kamer tu nie ma, ale mam taką kopułę Fullera o średnicy 40 centymetrów okręgu, taką połówkę. I to jest niesamowite.
Specjalnie dla zabawy troszkę zrobiłem, bo sprawdzam sobie kilka rzeczy. Fenomen tej kopuły polega na tym, bo pewnie wszyscy wiedzą, że to są takie charakterystyczne trójkąty i to jest sklejane z takich modułów, że one tworzą taką strukturę geometryczną, trochę jak te latające muchy. Tylko że to jest taka struktura, która w naszych oczach ma ład i porządek. Bo czasami tak jak powiedziałeś, jak się patrzymy na muchy, to wydaje nam się, że jest chaos. Tu ten porządek troszkę lepiej widzimy, bo on jest taki dosyć namacalny. I fenomen tego polega na wytrzymałości tej struktury, która jest tak wytrzymała, że to się w głowie nie mieści. To jest fenomen. Każdy inżynier o tym doskonale wie. To jest fenomen. I my jako cywilizacja niby z boku stoimy, w opozycji.
Wiesz, natura naturą.
[01:09:12] - Wiesz, jak z tymi inżynierami jest. Jak im uszy opadają, jak na przykład z tym 9/11.
[01:09:23] - To prawda.
[01:09:24] - Inżynierowie mówią: „Nie jest możliwe to, że palnikiem nadpalasz drut wbity w ziemię i ty go opalasz u góry i on się zawala jak domek z kart”.
[01:09:39] - On w ogóle wyparowuje, żeby było zabawniej, bo to jeszcze widać, że on znika.
[01:09:44] - I dokładnie tak, że on się tam zawala, że na nic się nie kładzie. Tylko tak się zawala, jakby tam nic nie było.
[01:09:51] - Ten brak tych wszystkich odczytów, pomiarów sejsmicznych ziemi podczas runięcia budynków. Okazuje się, że wygląda to tak, jakby się po prostu przewróciły kartonowe pudełka. Co nie do końca było kartonowym pudełkiem swoją drogą. Jest to specyficzne. Oglądamy trochę taki hologram, bo właściwie budujemy ten hologram.
[01:10:11] - Jak jest wysoka temperatura, to nie ma dymu.
[01:10:16] - Otóż to.
[01:10:17] - To jest to. Bo jak jest wysoka temperatura spalania czegokolwiek, to jest jeden wielki płomień i nie ma dymu. Jak jest niska temperatura, to brakuje powietrza i wtedy jest czarny dym.
[01:10:35] - Otóż to. Dlatego ognisko dymi takie z prawdziwego drewna, świeżego, bo jest tam woda i dokładnie to samo zjawisko, że jest dodatkowa jeszcze substancja w tym wszystkim, która działa na powolnych czasach. A jak jest wysoka temperatura, to wszystko znika i topi się w idealny stop stali. I praktycznie cała stal, która by się tam stopiła, powinna mieć wręcz idealne parametry, bo takie parametry są otrzymywane tylko i wyłącznie w takich specjalistycznych piecach hutniczych, gdzie jest wtryskiwane powietrze pod, zdaje się, ciśnieniem chyba dwóch tysięcy atmosfer czasami czy tam tysiąca atmosfer, żeby otrzymać taki czysty stop. Tego nie znaleziono na dole, także dyskusyjna ta historia. To oczywiste fakty, takie oficjalne.
[01:11:17] - Tak się zdarzyło, tylko zawsze odpowiedź jest jedna: kto na tym zarabia?
[01:11:25] - Ktoś, kto jest panem naszej intencji. Ktoś, kto próbuje zostać panem naszej intencji. Tak mi się wydaje. I czasami mu się udaje. Jesteśmy zapatrzeni troszkę w ten telewizor, trochę w te wszystkie historie, trochę w te gazety, trochę te wszystkie opowieści, które nam ktoś sprzedaje. Zapatrzeni, nawet powiedziałbym czasami całkiem dziarsko. Tak bywa.
[01:11:46] - Przecież im na tym zależy, nie?
[01:11:48] - Na tym to polega w końcu. Nasza intencja tworzy rzeczywistość. Pozwólcie, że ja sobie naleję herbaty. Herbaciany dźwięk.
[01:11:56] - Oni chcą, żebyśmy mieli taką intencję właśnie.
[01:11:59] - Jest taka grupa ludzi, która uparcie dąży. Ja się tak zastanawiam, czy przypadkiem nie jest tak, że oni sami już w to wierzą. Troszeczkę jak z tym dżentelmenem, od którego zacząłem dzisiaj swoją opowieść, z tą pierwszą klasą w pociągu. On chyba naprawdę wierzy, że jest wybrańcem losu. To może być ciężka pobudka pewnego dnia w życiu, bo widać, jak świat, który jest troszeczkę oddzielony już od tego, gdzie nie ma takiej relacji finansowej, gdzie nikt nikomu, że tak powiem, niczego nie zawdzięcza, niczego nie opłaca, niczego nie wymaga. Nie ma tego biznesu, nie ma interesu pomiędzy ludźmi. Nagle wracają normalne relacje, nawet jeżeli jest to kawałek przedziału w pociągu i nagle się okazuje, że ten bad guy, czy chcemy, czy nie, get out of fuck out of here, bo nam się naprawdę słabo to podoba.
[01:12:41] - Właśnie. Niektórzy wierzą w to, że są tymi bad guyami.
[01:12:48] - Właśnie. To jest taka troszkę chyba dziwna wiara, bo myślę, że każdy z nas jest taki zdrowy i normalny gdzieś tam w środku, tylko czasami nam z dziwnych powodów odjeżdża. Ma jakieś tam swoje pomysły na to, dlaczego nam odjeżdża, ale oszczędzę światu tych wszystkich wariacji. Myślę, że zostawię tutaj indywidualnie dla każdego z nas i myślę, że chyba czas na jakąś muzyczkę, proszę pana, po tych naszych refleksjach.
[01:13:09] - Proszę pana, jak najbardziej. Ja się z panem zawsze zgodzę.
[01:13:12] - To ja dziękuję bardzo za telefon.
[01:13:15] - Trzymaj się.
[01:13:16] - Dzięki wielkie. Trzymaj się.
[01:13:17] - Trzymaj się.
[01:13:19] - To był telefon od Doesn't Matter, człowieka, który przyjął nickname „To nic nie znaczy”. Doskonały nickname. I tak właśnie jest. Jak wspomniałem trochę o radiu, nie chciałem, żeby to zabrzmiało jakoś tak dramatycznie, że tutaj też jest jakaś akcja robiona. Ale to też jest taka akcja, która właściwie nic nie znaczy, bo my sobie rozmawiamy i powstaje jakaś tam struktura. Jak tu sobie szczerze ze sobą normalnie funkcjonujemy, jak czasami mamy siłę, żeby sobie podziękować i się uśmiechnąć do siebie, to wtedy właśnie to powstaje. A wtedy, kiedy wskakujemy sobie na plecy z jakichkolwiek powodów, to nie działa. Absolutnie nie działa. Ja lubię takie duże zwierzaki, które czasami mają pazury i tak dalej. One mają fajne podejście do sprawy.
Są takie bardzo direct. Wiedzą, czego chcą. Jeżeli czegoś chcą, to idą po sprawę i załatwiają. I nigdy nie śmiecą, nigdy nie zostawiają po sobie żadnych dziwnych rzeczy. I są bardzo podobne do nas, bo niektóre z nich potrafią zwariować czasami. Są takie historie, że te duże koty potrafią czasami zwariować. Nie tylko one. Czasami i psy potrafią zwariować. Każda istota potrafi oszaleć troszeczkę, kiedy jakaś sytuacja ją przyciśnie do ściany. Myślę, że to świat dokładnie ten, o którym wspominałem wam dzisiaj w hiperprzestrzeni.
Ten świat tej struktury energetycznej. Wszyscy koniec końców funkcjonujemy w tej samej strukturze i to jest ten tajemniczy powód, dla którego ci ludzie, zanim podbiorą ten kawałek miodu tym pszczółkom gdzieś tam w górach w Himalajach, to robią taką fajną ceremonię, że gotują jedzenie dla siebie. Oprócz tego odrobinę tego jedzenia odkładają mamie naturze. Robią takie coś w rodzaju ołtarzyka, można powiedzieć. Chociaż nie jest to ołtarzyk do końca. Jest to takie specjalne miejsce. Wystawiają to całe jedzenie, niech tam natura, niech te wszystkie bakterie, ptaki, cokolwiek tam żyje, przyjdzie i sobie to zje. I to jest część ich obiadu, bo to nie jest coś specjalnego, co gotują tylko i wyłącznie dla tej istoty, żeby mogli taką podpuchę robić, że tam wygotują taki tani ryż, a sobie wezmą trochę lepszy. Nic z tych rzeczy. Jest ta sama intencja.
Mama natura dostaje taki sam posiłek jak oni przed tą finalną wyprawą. Bo już wiedzą, że za chwilę pszczoły ich wyczują, jak tylko miną zakręt. Pszczoły ich po prostu poczują, zanim nawet ich zobaczą. I że zacznie się ten dziwny efekt, który widać na tym klastrze miodu, że to zacznie wyglądać jak wielki, pulsujący radar, który się kręci w kółko. Troszeczkę jak na takich wojskowych dziwnych urządzeniach. Teraz te wojskowe urządzenia często są obudowane taką kopułą, która jest biała i wygląda czasami jak kopuła Fullera. Tam są właśnie schowane te dziwne radary, które właśnie tak wirują, trochę jak te pszczółki. No i wygląda na to, że to pole właściwie jest chyba wspólne dla nas wszystkich, że to jest ta jedna wielka intencjonalna historia, że albo chcemy robić deal, albo chcemy rozpuścić to swoje pole i stworzyć sobie normalne warunki. Właściwie nie ma co robić dealu. Deal jest taką informacją, przynajmniej tak mi się wydaje, taką informacją z zewnątrz.
To jest takie szaleństwo cywilizacyjne, które powoduje, że czasami nam kompletnie odbija, świrujemy i zaczynamy charge'ować innych na zasadzie biletów, na zasadzie dostępu. Sprawdzać ich, próbować motywować się nawzajem, popychać, szkolić, trenować i kopać w tyłek. Absolutnie tego nie toleruję. Cokolwiek by nie mówić, nie podoba mi się to i w ogóle uważam to za jedno wielkie nieporozumienie, jeżeli chodzi o relacje między nami. Powinniśmy się zdecydowanie wspierać. Nie musimy tego robić za wszelką cenę. Jeżeli czegoś nie lubimy, to zwyczajnie nie wspieramy tej historii. Jeżeli coś lubimy, to wtedy wspieramy. I można robić cokolwiek ze swoim własnym wsparciem. Myślę, że ten normalny świat opiera się właśnie na takim po prostu wyrwanym z serca wsparciu, takim zwyczajnie ofiarowanym, bez żadnej wielkiej strategii, bez żadnej polityki, żadnych różnych fantasmagorii polegających na tym, że ktoś na górze, ktoś na dole.
Specjalne loginy, dziwne, tajemnicze, podejrzane historie. Żadnej segregacji finansowej, żadnej segregacji rasowej, żadnej segregacji informacji, że ta jest dostępna dla jednych, ta tylko dla tych lepszych. To taki dziwny świat. Ten naturalny pattern polega na tym, że informacja jest wszędzie. Mrówki nie mają banku, nie płacą kredytu. Tak samo wiewiórki. Tak samo praktycznie wszystkie zwierzaki, które są dookoła nas. Przede wszystkim wszelkie owady. A tworzą tak niesamowicie zorganizowane struktury i tak niesamowicie wydajne i działające, i zapewniające tak dużą indywidualność, że aż szokujące, jeżeli porównamy do swojego własnego życiorysu. Wydaje mi się, to jest taka moja własna koncepcja, którą przykładam do swojego własnego życia, że lepiej brać przykład z przysłowiowego pająka, pszczółek, mrówek, tego typu istot.
Są to potężne historie. One się doskonale dopasowują do tego całego pola. A ja tymczasem mam tu telefon i odbieram. Witam serdecznie panie Konradzie. Halo, halo.
[01:18:01] - Witajcie Tomku.
[01:18:02] - Jak zdrówko szanownemu panu?
[01:18:05] - Bardzo dobrze. Generalnie jestem w miarę wypoczęty, także jest okej.
[01:18:10] - Jakie jest swoje podejście do takiej sprawy? Jak łączysz te dwa światy? Czy w ogóle widzisz świat w taki sposób, że jest na przykład jedna struktura energetyczna, którą ty robisz, czy gdzieś w nią wskakujesz i ona właściwie się samodzielnie robi, że nie musisz nic konstruować, nie musisz mieć strategii na to. Po prostu jesteś, pomyślisz sobie fajny sposób, ting, rzeczy się dzieją. Tudzież robić jakąś inną strukturę. Jakie ty masz w ogóle podejście do tego?
[01:18:32] - Znaczy mi się wydaje, że ja generalnie mam taką własną strukturę energetyczną. W sensie chodzi też o postępowanie, podejście do życia. A czasami się spotykam z tym, że ludzie ogólnie mają różne charaktery i to też się wiąże z energią, jaką wydzierają. Bo przykładowo ja jestem w większości pozytywnie nastawiony do życia, a jak ktoś emanuje taką negatywną energią, to ogólnie też zaburza tą strukturę energetycznie. Jeżeli rozumiesz, o co mi chodzi.
[01:19:06] - Generalnie nie bujasz się w towarzystwie, które nie lubisz. Mówiąc w skrócie.
[01:19:09] - No tak, po prostu jeżeli jestem ze znajomymi, to wiem jakby, jak mogę się zachować, a jak jestem po prostu z obcymi ludźmi, to staram się z nimi Zapoznać. Ja nie lubię przebywać w niechcianym towarzystwie. O, tak to określę.
[01:19:25] - Proszę bardzo. Czyli jak się okazuje, chyba jest to jednak zdrowy wybór, bo kolejny słuchacz. Ja tu jestem mało oryginalny dzisiaj, jak się okazało, co mi się bardzo podoba. Się okazuje, że chyba większość z nas podobnie reaguje na tą sytuację i to jest miłe. Wydaje mi się, że to jest chyba najlepsza odpowiedź na to, jak miło poukładać sprawy dookoła i spotkać miłych ludzi. Właśnie, bo byłeś na konwencie. Pamiętam, że dzwoniliście przed konwentem. Dotarłeś. Nie było problemu z biletami. To ja poproszę-
[01:19:51] - Nie było problemu. Powiem ci, że-
[01:19:53] - O relację.
[01:19:55] - Poznałem wielu fajnych ludzi na konwencie. Naprawdę było super.
[01:19:58] - Właśnie, bo to jest podobna historia. Ja tu pozdrawiam Basię i Tomka, jeżeli słuchają. Do nas się odezwali. Wygląda na to, że się pojawią całkiem niedługo w hiperprzestrzeni, tak swoją drogą. Także będzie można zadzwonić, pogadać z nimi.
[01:20:10] - To generalnie w ogóle zmieniło moje podejście do życia między innymi, bo ja myślałem, że ludzie są nastawieni, że w życiu najważniejsze są pieniądze.
[01:20:23] - Jest taki głośny pattern. To prawda.
[01:20:26] - I każdy po prostu jest w pogoń za pieniądzem w każdym razie. A tam byli niektórzy ludzie, którzy przedstawili to w trochę inny sposób, że trzeba odkryć sens swojej egzystencji w życiu. Co naprawdę chcesz osiągnąć? Było też parę ciekawych wykładów. Zaintrygował mnie cywilizacyjny skok kwantowy. Tam była mowa może nie głównie o fizyce kwantowej, ale o tym na przykład, że było takie doświadczenie, że była pewna populacja małp i jedna małpa miała zwykłego ziemniaka i ktoś go przysypał piaskiem. Później ta małpa wpadła na to, żeby go utopić w wodzie i potem go zjeść. Potem coraz więcej małp robiło to samo. I to się odnosiło właśnie do cywilizacji, że cywilizacja idzie cały czas do przodu za postępem. To się odniosło na różne dziedziny nauki, w psychologii, że na przykład terapeuci zaczęli stosować substancje psychoaktywne, o czym Kuba też mówił na konwencie.
[01:21:48] - Widziałem tą prezentację. Szczęśliwie gdzieś tam trafiłem, spotkałem i widziałem jej z pierwszego dnia. Bardzo ciekawa prezentacja, mam nadzieję, że się już niedługo pojawi w materiałach w Radiu Na Fali. Dzięki Tomkowi właśnie, który jest organizatorem owego konwentu. Także chwila cierpliwości, ale on jest już gdzieś na YouTubie, także wpiszcie sobie „Kuba Babicki 2015”.
[01:22:09] - Jest już dużo na YouTubie.
[01:22:12] - Otóż to. Także możecie sobie trafić na to bez problemów, bo jest to ciekawy koncept. Ja zgadzam się z tym konceptem. Mój troszeczkę biegnie obok, bo opowiadam to w sposób trochę bardziej w cudzysłowie elektryczny, a niekoniecznie biologiczny i organiczny, ale bardzo ta koncepcja się pokrywa. Zresztą nawet ta, o której powiedziałeś, ta związana z cywilizacjami, jest, że tak powiem, po drodze. Chociaż ja nie jestem miłośnikiem historii kwantowych, o czym tutaj głośno mówię, ale jeżeli chodzi o pojawienie się cywilizacji, o ten eksperyment z małpami, to widać, w jaki sposób działa pole, które jest tworzone, kiedy nagle pojawia się kilka istot, coś się dzieje, jakaś sytuacja i nagle jedna z tych istot, zawsze któraś z tych małp złapie za tego owoca, za tego ziemniaka, za cokolwiek. Zawsze któraś z nich to zrobi. To jest taki mechanizm, którego nie można zatrzymać. I cywilizacja wygląda jak taki mechanizm, który jest kompletnie niekontrolowalny, nie do zatrzymania, że jest ten moment rozładowania elektrostatycznego, jakkolwiek by to nazwać. Moment rozładowania kosmicznej energii.
Nagle bam! I rodzi się całe pokolenie kolesi z cyklu Nikola Tesla albo coś w tym stylu.
[01:23:19] - Tak.
[01:23:20] - Sorry, zagadałem cię strasznie. Jak było jeszcze na konwencie? Jeszcze poproszę taką drobną relację, skoro byłeś na miejscu.
[01:23:26] - W sumie dużo było takich psychologicznych warsztatów, typu „Odkryj swoją misję”, na przykład było coś takiego, że siadałeś. Ja ogólnie byłem z taką dziewczyną w parze i po prostu usiedliśmy i musieliśmy patrzeć sobie w oczy cały czas.
[01:23:49] - Romans. Dobrze wybrany.
[01:23:52] - Tak. Ogólnie chodziło o to, że każdy jak patrzył komuś w oczy, to spontanicznie się śmiał. Bo chodziło o takie rozładowanie napięcia, bardziej integracja taka głównie.
[01:24:08] - Powrót do korzeni, poczucie wspólnego pola z ludźmi, można tak powiedzieć. Ja tak dzisiaj perswaduję to pole troszeczkę. Przepraszam was wszystkich. Tych, którzy nie wierzą w takie historie, że otwieracie lodówkę, tam pole, idziecie do toalety, tam pole. Sięgacie po szczoteczkę do zębów, a tam pole informacyjne. Pole jest wszędzie.
[01:24:28] - Dokładnie. Jeszcze mówiono o tym, że człowiek, żeby się tak rozładować psychicznie czy coś w tym stylu, potrzebuje od dwóch do ośmiu przytuleń na dzień. W sensie, żeby po prostu był taki spokojny, szczęśliwy.
[01:24:51] - Ludzki.
[01:24:51] - Tak, dokładnie.
[01:24:53] - Ja polecam jeszcze chodzenie na bosaka po trawie.
[01:24:56] - Też. Tak, też to jest dobre, bo też mówili o tym. I też była poruszana tematyka filozofii według Gurdżijewa, jeśli się nie mylę.
[01:25:09] - Ciekawa postać, bo to taki filozof w sumie, ale jego koncepcje takie dosyć mocno sprawdzalne naukowo zdaje się przez kilku dżentelmenów.
[01:25:17] - Na przykład twierdził, że człowiek w aktualnym stanie nie może dostrzec rzeczywistości, bo nie posiada odpowiedniej świadomości do tego i żyje w takim hipotetycznym śnie na jawie.
[01:25:31] - Poniekąd się z nim zgadzam. Ma taki swój własny koncept dotyczący cienia, bym powiedział. Troszeczkę podobny, trochę nie, ale już nie będę opowiadał na ten temat. Ale co w ogóle myślisz o tym koncepcie, o tych koncertach Gondziejewa?
[01:25:48] - Generalnie one też mają dużą styczność z nauką, bo on tam też poruszał chyba temat reptilian, tych pozaziemskich istot. Jakieś tam legendy były, że one dużo złego wyrządziły naszej cywilizacji czy coś w tym stylu. Już nie pamiętam.
[01:26:09] - Jest taka historia, która się ciągnie za nami od jakiegoś czasu. Historia istot, które się tu pojawiły. Jest to ciekawa sprawa, ale dzisiaj myślę, że podarujemy, proszę pana, te wkręty. Dziękuję bardzo za tą szybką recenzję konwentu. Jeszcze się zapytam, jak było na plaży. Czy wylądowałeś na plaży na tym afterparty?
[01:26:28] - Wiesz co? Nie było czasu, bo ogólnie mieliśmy taki problem z kumplem, że już byliśmy z walizkami w drodze na dworzec i się okazało, że nie można było nigdzie ich schować. W głównych miejscach są takie schowki, żeby zostawić kasę i schować. I one były już do 18:00, a była 16:00.
[01:26:59] - Next time.
[01:27:01] - Generalnie bardzo fajnie było i jeżeli słuchają tego ci ludzie, których poznałem, to też ich pozdrawiam.
[01:27:08] - To ja też pozdrawiam wszystkich tych, którzy tam byli. Dzięki wielkie za telefon. Mamy jeszcze czas na jakąś muzyczkę.
[01:27:15] - Ewentualnie się w wieczorowej porze odezwę.
[01:27:17] - Dzisiaj nie ma wieczorowej pory. Dzisiaj ja znikam robić chleby, które jutro przekroczą granicę Wielkiej Brytanii i wylądują na terytorium Francji.
[01:27:26] - Dobra, dobra.
[01:27:28] - Zamieniam się w piekarza dzisiaj. Dzięki wielkie za telefon. Trzymaj się. To był Konrad. A my teraz myślę, że z radością posłuchamy troszeczkę muzyczki. Tutaj ukłon w stronę księcia Edwarda. On czasami puszcza takie polskie dźwięki i te polskie dźwięki są naprawdę nice. Tak mi się wydaje. Ja też dzisiaj puszczę polski dźwięk troszeczkę więcej. Posłuchajmy.
Radionafali.com. Cyberprzestrzeń, jakby nie było, a ja mam na imię Tomek. Ostatnie 10 minut. Możecie śmiało zadzwonić. Radionafali.kontakt jest adres na Skypie. Taką garść ostatnich refleksji związanych z całym tym tematem. Czytam na czacie pytanie na temat wyjazdu chleba do Francji. Czy mnie wpuszczą z tym chlebem? Słuchajcie, same bochny jadą do Francji, ja zostaję tu w Londynie i montuję cały ten materiał, żeby jak najszybciej zrzucić wam wszystkie te podcasty, które troszeczkę zaparkowały w naszym archiwum. Jeszcze właściwie nie zaparkowały w archiwum, bo ledwo co je odpaliliśmy z powrotem.
Tutaj pozdrawiam Czajka, który jest dziarskim managementem tego całego zamieszania z serwerami. Peace and love, proszę pana. Pozdrawiam serdecznie. Wielkie dzięki za patrzenie na sprawy i za to, że sprawy się mają tak, jak się mają. Wielkie, głębokie podziękowania. Wielkie podziękowania dla was, mecenasi. Mam nadzieję, że do większości już książki trafiły. Macie je w rękach i czytacie namiętnie. Będą kolejne książki. Są kolejne książki od Grzegorza, o których powiem troszeczkę więcej w czwartek.
Zatem zapraszam was na wieczorową porę w czwartek już tak normalnie. Zapraszam, żebyście wpadali na profil facebookowy Radia Na Fali. Tam będą wszystkie te audycje, które teraz będę obrabiał. I oczywiście na Twittera radiowego, gdzie jak zwykle pojawią się zdjęcia, które towarzyszą różnym tematom, które są tam obrabiane w tych różnych audycjach, przynajmniej w tych moich podcastach. Jakoś tak mam, że rzucam się tam na zdjęcia, żeby było trochę bardziej kolorowo. Zatem zapraszam, żebyście odwiedzali owe media społecznościowe. To radio swoją drogą, bo właśnie tu chciałem zakończyć taką refleksją. To całe działanie nie jest żadną działalnością, że tak powiem, misyjno-religijno-nawracającą. Absolutnie o tym zapomnijcie. Ja myślę, że takie inicjatywy, które w ogóle robimy, poza oczywiście kwestią najedzenia się do syta razem ze sobą, co jest czasami dosyć istotne, żebyśmy wszyscy byli najedzeni, mieli dach nad głową.
To jest takie zdrowe i tego potrzebujemy na starcie, żeby funkcjonować na tym świecie. Ale wszystkie pozostałe rzeczy nie są wcale kwestią życia i śmierci. Nic od nich w rzeczywistości nie zależy i są poniekąd naszą wariacją, naszym hobby, naszą metaforą na rzeczywistość, na to, jak byśmy chcieli, żeby wyglądała i jak de facto ona zaczyna wyglądać, kiedy zaczynamy to manifestować, robiąc coś z tym naszym pomysłem konkretnego. Ja w tym przypadku sobie piekę chleb, gdzieś tam gadam do mikrofonu, robię jakieś inne szalone projekty i dobrze się z tym czuję. I powiem wam szczerze, że to jest według mnie, oczywiście mogę się absolutnie mylić, tutaj niech każdy z nas sobie myśli za siebie, ale wydaje mi się, że to jest ta właściwa droga, żeby tą intencję trzymać we właściwym punkcie, żeby coś z niej wychodziło, żeby ona się podłączała pod jakieś fajne pole, w którym jest masa fajnych informacji, zamiast jęczenia, jakiegoś komentowania się nawzajem i rozliczania z czegoś i stawiania po kątach, próbowania budowania lepszego świata, zmieniając tego samego parszywego systemu na jeszcze bardziej parszywy moim zdaniem. I myślę, że czasami dobrze jest powiedzieć stanowcze: hola, hola, dobry człowieku. Właśnie taki dowcip mi się kojarzy, ale może go oszczędzę. Tak czy siak dobrze jest powiedzieć hola. Dobrze jest się zatrzymać i narysować bardzo jasno taką granicę na piasku przed sobą, nieprzekraczalną granicę pewnych spraw. Wydaje mi się, to jest właśnie moja koncepcja, że utrzymanie tej granicy tam, gdzie ona jest, wracając do naszej intencji, powoduje, że partycypujemy w tym właściwym rezonansie, naturalnym rezonansie o wiele mocniej, o wiele lepiej, niż kiedy olewamy te wszystkie sytuacje, kiedy jedną nogą ciągle próbujemy gdzieś tam się skleić z tym dziwnym pomysłem na rzeczywistość, który nam zafundowano, który właściwie sami sobie fundujemy koniec końców.
I że to jest taka ciekawa opcja na rzeczywistość. Dlatego zawsze bardzo serdecznie dziękuję mecenasom Radia Na Fali, którzy wspierają ten projekt, bo dzięki właśnie takiemu wsparciu można budować tą strukturę troszeczkę większą. Może nawet nie tyle budować jakąś strukturę, bo właściwie to radio nic nie robi, poza tym, że można sobie posłuchać i spędzić miło czas. I mam nadzieję, że spędzacie teraz bardzo miło czas. I do tego się to wszystko sprowadza, że mamy taką miłą refleksję w miłym czasie, w miłym towarzystwie i wszystko jest okej. Just okej. Doskonała historia. I to jest clou tej całej struktury. Jeżeli tak siądziemy, z takim nastawieniem, to taka struktura się manifestuje dookoła nas. Swego czasu, wspominałem, jest odcinek poświęcony na ten temat.
Nazywa się Akcja Medytacja w archiwum hiperprzestrzeni o tej słynnej grupie 10% ludzi, która medytuje i w ten sposób oddziałuje na całą resztę. Tylko 10% musi mieć pewną koncepcję w głowie, bo to nie chodzi tylko i wyłącznie o medytację. To chodzi o większość rzeczy. Ja mam taką koncepcję, że medytacja właśnie jest tym działaniem, bo trzeba wstać, trzeba spotkać się z innymi ludźmi w grupie, trzeba usiąść dokładnie w tym samym momencie. To jest ta intencja przeniesiona na działanie. To teraz sobie wyobraźmy, co się dzieje, kiedy ta intencja nie polega tylko i wyłącznie na byciu rezonującą anteną dla pewnego konceptu, który zaczyna się odbijać w głowach innych ludzi i wszyscy łapią troszeczkę większy chill, trochę większy relaks, trochę się luzują i przestępczości na ulicach. Są naprawdę świetne badania na ten temat zrobione w Stanach Zjednoczonych, Anglii, w wielu innych miejscach na świecie, które to potwierdzają. Jeżeli te 10% ludzi czasami coś zrobi, popchnie jakąś ideę w jakikolwiek sposób, tak jak chociażby takie media, jeżeli wrzucicie odrobinę cashu, żeby opłacać lepsze serwery, więcej serwerów, cokolwiek zrobicie po prostu, żeby popchnąć tą ideę dalej. Super! Na tym to polega.
Ta idea już jest, zatem nie trzeba jej robić od nowa. Wszystko jest gotowe i to też jest taki obraz świata, że koniec końców okazuje się, mamy wszystko pod ręką, mamy wszystko na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko sięgnąć i włożyć tam odrobinę swojej intencji, odbierając cudzą intencję. I nie musimy się chyba specjalnie martwić o konsekwencje tego zjawiska, bo wygląda na to, że to naturalne pole, w którym zaczynamy rezonować, które zaczyna się manifestować dookoła nas, załatwia masę spraw. Właściwie organizuje nam w taki bardzo miły, sympatyczny i zdrowy sposób całe życie. Myślę, że to ciekawa historia. Tu warto się przyjrzeć na tę historię z Viktorem Grabennikowem i jego urządzenia związane z lewitacją i energią kształtu. To nie tylko są sprawy właśnie dziwnych maszyn, tudzież tajemniczych wynalazków. To są też sprawy związane z tak zwaną złotą geometrią, z tym, jak widzimy owoce, kiedy je przekroimy, jak funkcjonuje cały świat dookoła nas. Czasami tak troszkę ignorancko, bym powiedział, podchodzimy do naszych relacji z kosmosem, do tego, czym jest manifestacja energii w postaci roślin, czym jest manifestacja energii w postaci nas na tej planecie, czym jest manifestacja w ogóle energii na tej planecie.
Próbujemy wszystko to skleić z jakąś materią kosztem każdej żywej istoty, która tu istnieje. Wycinamy las, robimy naprawdę jakieś szalone bezmyślne rzeczy. Chociaż wcale, jak się okazuje, nie musimy. To tylko kwestia pewnego konceptu, konstruktu rzeczywistości, który nosi każdy z nas w sobie samym, w naszej głowie, w naszym sercu, w naszym polu. I to jest tylko kwestia moim zdaniem tego, co fizycznie zasilamy naszym działaniem, jeżeli będziemy zasilali kiepskie sprawy. Tak jak w tej mojej ulubionej opowieści o tym dziwnym śnie, który miał młody Indianin, który przyszedł do wodza, że dwa wilki ze sobą walczą biały i czarny. I on się boi, że ten zły przegra czy i że będzie katastrofa. I nie wie, co ma zrobić z tym snem. I wódz mu mówi: „Słuchaj, ten, którego nakarmisz, wygra”. I dokładnie na tym to polega.
Ja ciągle mam taką samą refleksję. Te wszystkie przygody, które mnie spotykają, prowadząc to hobbystyczne radio, szczęśliwie dalej funkcjonuje. Wszystko jest okej i przynosi masę doświadczeń, takich fajnych doświadczeń, gdzie człowiek konfrontuje się z tym, jak idea się propaguje na troszkę większą skalę. Dalej ta sama idea żadnego mesjanizmu, żadnej religii, żadnych takich rzeczy. Po prostu jeden człowiek, który ma koncepcję i drugi człowiek, który ma jakąś tam koncepcję, o której mówi trzeci, czwarty, piąty. Grupa ludzi z pewnymi koncepcjami na rzeczywistość. Jak się okazuje, to jest taki naturalny mechanizm. Cokolwiek by się nie działo, dalej działa. Jakaś siła mamy natury w tym wszystkim. I mi się wydaje, że kiedy przekraczamy pewne progi i zaczynamy się właśnie tak, jak wspominałem, kasować za bilet, zaczynamy wymagać czegoś od siebie, zaczynamy wskakiwać sobie na plecy.
Nagle cała ta magia mamy natury znika, wszystko się rozsypuje. Kiedyś widziałem taką ciekawą sytuację tu w Londynie. Zostałem oddelegowany przez firmę, dla której pracowałem do wykonania pewnego zlecenia dla takiej specjalistycznej agencji fotograficznej i zobaczyłem, jak to funkcjonuje od wewnątrz. Bardzo mała agencja, może pięć osób wszystkiego razem. Właściwie trzy, cztery osoby tak na bieżąco, dwie dochodzące. Masa fotografów dookoła, stylistów, różnych ludzi, którzy się kręcą przy tych wszystkich zdjęciach reklamowych. I kompletny chaos w firmie. Taki chaos, że szukanie każdego dokumentu, nawet dokumentu z wczoraj, zajmowało jakąś wieczność. Wszystko było nie do znalezienia, nie do ogarnięcia. Panował wieczny chaos, wieczny stres, wiecznie coś się waliło, ale wszystko idealnie działało.
Okazało się, przynajmniej taka jest moja definicja, nie wiem, jak wy na to spojrzycie, ale okazało się w moich oczach, że intencja tych ludzi, żeby kontynuować ten biznes, pomimo tego, że właściwie nie ma żadnych podstaw ku temu, żeby racjonalnie mogło to w jakikolwiek sposób funkcjonować i istnieć na tej planecie, powodowało, że to wszystko działało. Właśnie ta intencja. I kiedy pewnego dnia ta intencja zniknęła, bo właścicielka dorobiła się drugiego dziecka i cała intencja w tym momencie wywędrowała na potomka, co zresztą jest naturalne i myślę, bardzo zdrowe, bo lepiej jest jak dziecko ma mamę, a firma niekoniecznie musi mieć właściciela. Można zamknąć firmę. To w tym momencie firma zaczęła troszeczkę schodzić w dół i szczęśliwie taki naturalny instynkt, który tam panował, pomimo tego chaosu, rozgardiaszu, tego, że w ogóle było nieprzewidywalne, wszystko się waliło albo przewracało, ale działało idealnie, co było fenomenem, że przynosiło potężny dochód. I koniec końców historia zakończyła się tak, że w ostatnim momencie sprzedała takiej potężnej globalnej korporacji, która należy między innymi do Microsoftu, Getty Images zdaje się, tak się to nazywa, całą tą firmę i gdzieś tam zniknęła, wychowując swoje dzieci. I taki naturalny pattern energetyczny, nawet przy tych pieniądzach, nawet przy takich biznesowych sprawach widać, jak to się układa, jak intencja troszkę steruje naszym życiem, że sprawy się składają tak, a nie inaczej. Później próbowała wrócić do tego zawodu, otworzyć jeszcze raz drugą agencję, ale się okazało, że ciężko jest wejść z powrotem na już skomercjalizowany rynek. I to też była taka ciekawa nauczka, że tak powiem, ciekawe doświadczenie, że nie można wskoczyć jeszcze raz do tej samej rzeki w życiu. Jest coś takiego w naszej strukturze energetycznej, że ciągle się zmieniamy, ciągle podróżujemy.
Jak mawiał Billy Hicks: życie to wycieczka. It's just a ride. Przejażdżka, prawda? Tak jak mawiał Terence McKenna, że płyniemy po wielkim oceanie w małej łódce i od nas zależy, jak się będziemy z tym wszystkim czuli. I na to wygląda. I taki jest mój koncept na rzeczywistość, którym się chciałem z wami dzisiaj dzielić tutaj jako żywa istota. I jeszcze raz podziękować wszystkim mecenasom za wspieranie radia i wszystkim wam, tym, którzy chcą wesprzeć radio. Tobie słuchaczko i Tobie słuchaczu z góry wielkie dzięki za okazanie miłosierdzia, serca i zrozumienia i takiej współpracy fajnie z tym projektem, że w jakiś taki sposób troszkę taka chillowa siatka energetyczna, jakiś taki konstrukt, który nie wymaga od nas chyba zbyt wiele poza tym, żebyśmy sobie usiedli i posłuchali jakiejś opowieści i fajnie sobie pomyśleli o świecie w jakiś taki czasami mniej lub bardziej konstruktywny sposób. Mam nadzieję, że bardziej. Myślę, że warto kontynuować takie spoty, czy to robię ja, czy ktokolwiek inny.
Myślę, że jest to taka esencjonalna rzecz dla żywej istoty. Zatem znikam sprzed tego mikrofonu wykonać owe dwa bochenki chleba, które już jutro przekroczą granicę i znajdą się na kontynencie. A ja oczywiście zostaję w Londynie po to, żeby montować zaległe odcinki tych wszystkich podcastów i zapraszam was do swoich kolegów na wieczorową porę, do siebie oczywiście w czwartek. I oczywiście w środę do księcia Edwarda, do Etykiety Zastępczej. W piątek do Michała, czyli Claude Monet, do Teorii Chaosu. A za tydzień już mam nadzieję tak normalnie z wieczorową porą. Hiperprzestrzeń oczywiście z I Chingiem, ze snami i wszystkimi tymi hecami, ale to za tydzień. A ja tymczasem znikam transformować swoją energię, swoją intencję w kierunku pięknych, smakowitych bochnów chleba, które będą rozpływały się w gębie razem z lokalnymi przysmakami, które zostaną skomponowane w tych kanapkach. To tyle, co mam do powiedzenia na dzisiaj. Dziękuję bardzo, proszę państwa, za wysłuchanie.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Na Fali, Radia Paranormalium, które retransmituje Hiperprzestrzeń. Trzymajcie się w zdrowiu. Słuchaliście radiana fali.com.