[00:19] - Witamy bardzo gorąco wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, Radia Wolne Media, Radia Na Fali. Rozpoczynamy audycję, którą z różnych powodów, głównie pogodowych, przekładaliśmy wielokrotnie. Niestety zarówno pogoda, jak i ciamajdowatość wrocławskich wodociągowców powodowały takie czy inne trudności. Ale w końcu jesteśmy, w końcu się słyszymy. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios", a naszym gościem po drugiej stronie Skype'a jest Marcin Drews z projektu Łowcy Przygód. Witam panie Marcinie.
[00:52] - Kłaniam się panu i wszystkim słuchaczom. Od razu bardzo przepraszam za przekładanie terminów. Faktycznie życie we Wrocławiu to jest zmaganie się z przedziwnym fatum. Ciąg ostatnich burz i różnych zmian pogodowych powodował, że prąd stał się gościem w moim domu rzadkim, podobnie jak internet i inne media, bo nawet wody brakowało. Coś niesamowitego. Zaczynam powoli wierzyć w fatum. Mam nadzieję, że będzie to wiara niepotwierdzona.
[01:36] - Dzisiaj będziemy dyskutować o Riese i innych różnych pamiątkach, jakie pozostawili po sobie naziści na Dolnym Śląsku. Na początku chciałbym, aby przybliżył nam pan historię samego projektu Riese. Skąd się wziął pomysł na wybudowanie tego kompleksu? Jaki był jego cel?
[01:56] - Do dziś można tylko spekulować. Są różne teorie na ten temat. Ja przede wszystkim zacznę od tego, co wiemy na pewno. Marek Dudziak w książce „Riese. Tajemnica Gór Sowich” pisze o nasilających się w 1943 roku nalotach lotnictwa alianckiego, w związku z czym pojawiła się w III Rzeszy potrzeba przeniesienia gdzieś strategicznych obiektów przemysłowych. Góry Sowie były lokalizacją znakomitą. Mocno zalesione, pełne wzgórz, w których można było drążyć kilometrowe chodniki i wielkie podziemne hale, które z góry były zupełnie niewidoczne. W związku z czym zdecydowano się właśnie tam podjąć tych ogromnych, tytanicznych wręcz prac. Natomiast jaki był ich nadrzędny cel, nie wiemy do dzisiaj. Po wojnie mówiono o tym, że miała być to bardzo wystawna kwatera Hitlera, ale naukowcy dowodzą, że jest to twierdzenie czysto propagandowe, które miało ukryć prawdziwy cel, prawdziwe przeznaczenie kompleksu Riese.
Riese, przypomnę, w języku niemieckim oznacza olbrzyma. I faktycznie ten kompleks jest olbrzymi. Natomiast istnieje pewna teoria, ku której ja osobiście się skłaniam, bo brzmi ona całkiem sensownie. Przypomnijmy, że naziści byli o krok od wynalezienia i zastosowania bomby atomowej i Hitler był wręcz pewien, że przeważy to szalę zwycięstwa. Teoria więc mówi, iż przygotowywano podziemne miasto, w którym miano się schronić tuż przed zmasowanym atakiem atomowym. Niemcy mieli liczyć na to, że spacyfikują Europę, spacyfikują w ten sposób aliantów, a po okresie falloutu, czyli opadu radioaktywnego, po pewnym czasie wyjdą i staną się panami Europy. Ja wiem, że brzmi to trochę fantastycznie, ale pod kątem logiki jest to bardzo sensowne i wiele danych zdaje się tę teorię potwierdzać. Także podziemne wielkie miasto dla nazistów, dla ważnych osobistości, w tym też dla samego wodza, po to, żeby przetrwać pożogę nuklearną, a potem rządzić światem, a przynajmniej całą Europą.
[04:51] - Właśnie, jakie są te poszlaki? Bowiem mówił pan przed chwilą o danych potwierdzających to, że miało to być schronienie dla Hitlera i jego świty. Jakie są poszlaki na to wskazujące?
[05:02] - Właśnie przede wszystkim tutaj kluczowe słowo padło „poszlaki”. To są wszystko plotki, to są wszystko niepotwierdzone dokumenty. Natomiast wiele różnych okruszków, oczywiście symbolicznych okruszków chleba prowadzących do celu, wskazuje na to, że faktycznie prowadzono właśnie w tamtych okolicach prace nad bronią nuklearną. Hitler osobiście zainteresowany był tym, co się dzieje w Książu i w ogóle w kompleksie Riese. Szykowano się właśnie do przeniesienia się tam na wypadek godziny X, że tak to nazwę, czyli tego momentu, kiedy odpalone zostaną ładunki nuklearne.
[05:59] - A co wiadomo o poszczególnych elementach kompleksu Riese?
[06:03] - Obecnie znamy sześć podziemnych kompleksów. I tak z pamięci Mam nadzieję, że się nie pomylę. Gontowa, Jugowice, Osówka, Rzeczka, Soboń i Włodarz. To jest sześć tych podziemnych kompleksów, ale mimo odległości zwykło się doliczać jeszcze do nich zamek Książ i jego podziemia. Czyli w zasadzie możemy mówić tutaj o kompleksie numer siedem, ale tych obiektów może być znacznie więcej. Mówi się bowiem także o Wielkiej Sowie. To jest wzniesienie w Górach Sowich. Podobno tam też były prowadzone prace, lecz nie znaleziono tam do dziś żadnych sztolni. Mówi się też o Mosznej, gdzie jest przepiękny pałac. Tam również nie odnaleziono podziemi, ale podobno są tam studzienki i kanały wentylacyjne, a położenie miejsca wskazywałoby na wysoce strategiczne znaczenie, dlatego że to mniej więcej byłoby w środku całego kompleksu Riese.
Warto też wspomnieć o kopalni Wacław w Ludwikowicach Kłodzkich i późniejszej fabryce dynamitu Nobel, która się tam znajdowała. Tu oczywiście trwają spory między badaczami i pasjonatami Riese. Większość badaczy twierdzi, iż kopalnia nie była częścią planu Olbrzyma. Jednak mówi się o tym, że w znajdującej się tam górze o nazwie Włodyka mógł się znajdować osobny kompleks sztolni. Z pewnych źródeł wiem, że potwierdził to Ruszczkarz. Pytanie, na ile pewne były jego badania. Ale mam też nagranie wideo, gdzie właściciel obiektu Włodarz i jednocześnie właściciel muzeum w Ludwikowicach Kłodzkich pokazuje miejsce domniemanej sztolni, która jeszcze nie została odkryta. Czekam na rozwój wypadków, bowiem uzyskanie zgody na badania terenu to rzecz bardzo skomplikowana. Tutaj trzeba uzyskać odpowiednie dokumenty od nadleśnictwa, od gminy, więc nie jest to takie proste. Tym bardziej, że wiązałoby się to z częściową degradacją terenów zielonych.
Ale po rozmowie z panem Krzysztofem, który jest właścicielem obiektu Włodarz, powiem szczerze, wierzę w tę teorię i w to, że ta sztolnia się tam znajduje. Tym bardziej, że przed tym miejscem, gdzie wejście miałoby zostać wysadzone i ukryte, znajduje się bardzo szeroka betonowa droga, której przeznaczenie jest niewyjaśnione do dziś. Ona się po prostu urywa w pewnym miejscu i mamy zwalisko skalne. Więc można przypuszczać, że faktycznie za tym zwaliskiem znajdowało się wejście do kolejnego kompleksu i jeśli uda się to wkrótce odkryć, bo takie są plany, to będziemy musieli zrewidować wszystko, co wiemy o kompleksie Riese i przyznać, że Ludwikowice Kłodzkie są częścią projektu. Co jeszcze? Reszta doniesień w zasadzie jest niepotwierdzona. Każdy gdzieś coś widział, każdy o czymś słyszał. Ale najlepiej skupić się właśnie na tych sześciu głównych obiektach podziemnych. Na siódmym, którym jest zamek Książ i na Ludwikowicach Kłodzkich, które być może wkrótce wejdą już do kanonu.
[09:55] - Zahaczyliśmy przed chwilą o magiczne słowo klucz spędzające sen z powiek wielu badaczom, nie tylko Riese. Zezwolenia. Jeszcze kilka lat temu władze Polski konsekwentnie odmawiały udzielenia zgody na przeprowadzenie dalszych badań tych podziemi. Czy coś się zmieniło w tym temacie?
[10:13] - To jest bardzo dobre pytanie. Niestety w tej materii, podobnie jak Sokrates, wiem, że nic nie wiem, bowiem każdy twierdzi co innego. Oficjalnie władze nie mają nic do kompleksu Riese. Wciąż jednak bardzo trudno go badać. A to problem z nadleśnictwem, a to problem z władzami danej gminy. Coś jest więc na rzeczy. Jeśli mimo tylu niewyjaśnionych kwestii władze wykazują niezwykłą wręcz obojętność, taką, powiedziałbym, sztuczną obojętność, to jest to dla mnie dowód na to, że ktoś na górze wie coś, czego nie wiemy my i bardzo nie chce, by wyszło to na jaw. To mnie bardzo dziwi, szczególnie, że bardzo wiele mówi się o polskich odkryciach w Egipcie. Mamy wspaniałych egiptologów, którzy przekopują się przez tony piasku, odnajdując kolejne fragmenty starożytnej historii tamtych terenów. Natomiast w Polsce mamy co prawda już historię w zasadzie najnowszą, bo dotyczącą XX wieku, ale równie ciekawą i chyba bogatszą w tajemnice.
A jednak kompleks wciąż nie jest badany przez fachowców, a przynajmniej nieoficjalnie. Dla mnie to rzecz bardzo dziwna, że Rzeczpospolita, czyli kraj, który uzyskał niepodległość w 1989 roku, nie podjął do dziś zakrojonej na szeroką skalę akcji badania kompleksu Riese. Albo takie badania zostały już wykonane przez wojsko i ich efektów nie znamy. Albo komuś zależy na tym, żeby nikt tego nie badał, bo być może jest tam coś, czego odkryć nie powinniśmy i o czym nie powinniśmy wiedzieć.
[12:10] - Szczególnym obiektem zainteresowania pasjonatów tajemnic Riese są podziemia zamku Książ. Mówi się między innymi, że miała tam się znaleźć rzeczona kwatera Hitlera, a nawet tajne laboratoria, w których przeprowadzono badania i eksperymenty.
[12:24] - To prawda. W 1943 roku Książ stał się obiektem zainteresowania organizacji Todt. Przebudowano wtedy wnętrza zamku i to w sposób dość siermiężny. Akurat organizacja Todt zajmowała się obiektami militarnymi, w związku z czym dziedzictwo historyczne nie było dla tych ludzi specjalnie ważne. Zniszczono wiele przepięknych pomieszczeń. Może to jest temat na inną opowieść. Wracając do sedna sprawy. W Książu mamy dwupoziomowe podziemia pod zamkiem, które mają około kilometra długości i przeszło 4000 metrów kwadratowych powierzchni, więc jest to spory obiekt. Jest wiele teorii spiskowych, których jednak z drugiej strony lekceważyć nie wolno. Jedna z tych teorii mówi o słynnym, tajemniczym 61.
kilometrze, tak zwanym 61. kilometrze, czyli tunelu pod zamkiem, gdzie miał zostać ukryty pociąg z tajemniczym ładunkiem. Do dziś szuka się tego tunelu. Oczywiście nikt oficjalnie niczego jeszcze nie znalazł. Inna teoria mówi o laboratorium, gdzie przeprowadzano badania nad wunderwaffe, czyli cudowną bronią, cokolwiek to miało być. Mówi się tu i o broni biologicznej, i o teorii übersoldata, czyli superżołnierza. Moim zdaniem najciekawszym domniemaniem jest teoria oparta na wspomnieniach Hubertusa Strugholda, który twierdził, że w jednym z dolnośląskich zamków, którego nazwy nie pamięta, testował loty rakietowe. Dzisiaj wiemy, że człowiek ten, choć w imię nauki mordował więźniów w strasznych warunkach, został zrehabilitowany przez władze USA, gdyż został w Stanach Zjednoczonych jednym z ojców amerykańskiego programu badań kosmicznych. Tymczasem Hubertus niewiele się różnił od doktora Mengele. Natomiast to, co pisał, co mówił, a wspominał Dolny Śląsk, wskazuje na to, że prawdopodobnie właśnie w podziemiach zamku Książ przeprowadzał niezwykłe badania dotyczące wysokich ciśnień, dotyczące odporności ludzkiej na loty rakietowe.
Także to jest niezwykle ciekawa historia. A program lotów kosmicznych w Stanach Zjednoczonych wskazuje na to, że faktycznie takie rzeczy wcześniej przez Niemców mogły być praktykowane.
[15:21] - W podziemiach kompleksu Riese pracowano podobno nad bronią jądrową.
[15:28] - Według mojej skromnej wiedzy trop wskazuje przede wszystkim na podziemia Książa i być może samego Wałbrzycha, który kryje pod sobą do dziś wiele niezbadanych korytarzy. Szkoda, że tak mało się o tym mówi, bo Riese jest niezwykłą atrakcją turystyczną. Jest niezwykle ciekawym kompleksem i bardzo często zapomina się o tym, że Wałbrzych i jego dzielnica Szczawno-Zdrój to są miejsca, w których jest wiele niesamowitych i niezbadanych do końca podziemi, o których wspominały dokumenty związane z projektem Riese. Ja może posłużę się cytatem z Jerzego Rostkowskiego, bo akurat mam pod ręką książkę. Przygotowałem sobie na dzisiejszą rozmowę. To jest książka „Podziemia Trzeciej Rzeszy” i pochwalę się, dostałem w prezencie od teściowej, notabene mieszkanki Wałbrzycha. Już sięgam po ten fragment. Cytuję: „W Waldenburgu, czyli Wałbrzychu, Florov dokonał bardzo ważnych ustaleń. Przekazał je do centrali w Moskwie. Szczegółów nie znamy.
Wiele wskazuje na to, że w samym Wałbrzychu lub bardzo blisko tego miasta znajdują się do dziś niewykryte pomieszczenia pod ziemią i urządzenia, dzięki którym prowadzono prace nad pozyskaniem atomu w formie przydatnej do stworzenia broni niekonwencjonalnej. Głupota i paraliż naszych powojennych władz uniemożliwiły do dziś odnalezienie tych pomieszczeń. Florov zgodnie z prawdą mówił o podziemnym laboratorium atomowym. Rostkowski pisze: Sądzę, że Amerykanie już od bardzo wielu lat wiedzą sporo na ten temat, lecz z przyczyn nam nieznanych nie ujawniają swojej wiedzy”. I tyle, jeśli chodzi o tę książkę. Ja zresztą polecam. Przepiękne wydanie, twarda oprawa. Jerzy Rostkowski „Podziemia Trzeciej Rzeszy. Tajemnice Książa, Wałbrzycha i Szczawna-Zdroju”. To książka nietypowa, dlatego że ona niewiele mówi o samym Riese, natomiast skupia się na Wałbrzychu, na Książu.
Więc to jest dodatkowy, często pomijany wątek. Także faktycznie jest bardzo dużo różnych doniesień, w tym udokumentowana rozmowa z radzieckim fizykiem atomowym, który zaraz po wojnie badał podziemia Wałbrzycha i który był w kompleksie Riese i który jest przekonany, że właśnie tam pracowano nad ładunkami nuklearnymi.
[18:21] - A co z domniemanymi eksperymentami genetycznymi? Współcześnie niektóre osoby podające się za przewodników twierdzą, że po okolicznych lasach miało grasować pokłosie tych eksperymentów w postaci różnej maści wilkołaków i innych dziwnych stworzeń. Ile w tym jest prawdy, a ile mitu?
[18:40] - To jest kolejna teoria, której oczywiście nigdy nie dowiedziono. A wszystkie te historie o wilkołakach, gnomach, koboldach i innych stworzeniach raczej bym między bajki włożył. To są takie historyjki, które raczej mają wymiar turystyczno-marketingowy. Ale z drugiej strony dobrze jednak wiemy, że Hitler był człowiekiem obsesyjnym, a nauka w służbie nazizmu stała na bardzo wysokim poziomie. Zapożyczona z filozofii Nietzschego teoria Übermenscha, czyli nadczłowieka, faktycznie mogła się przerodzić w pracę nad stworzeniem z kolei Übersoldata, czyli tego superżołnierza. Dobrze wiemy, chociaż nikt tego nie udowodni, że takie prace nieoficjalnie prowadzą do dziś i Amerykanie, i Rosjanie. Więc dlaczego Niemcy, pionierzy techniki, nie mieliby robić tego samego w czasie II wojny światowej? Wiemy, że Hitler chwytał się każdej brzytwy, żeby przechylić szalę wojny na swoją stronę. A że był też człowiekiem ogarniętym różnej maści obsesjami, w tym okultystycznymi, więc wierzył w połączenie nauki i magii i okultyzmu. Zresztą przecież cała ta teoria nazizmu w pewnym aspekcie opierała się na pogańskich germańskich mitach, więc całkiem możliwe, że prowadzono eksperymenty genetyczne, biologiczne, testowano różnej maści bronie chemiczne i całkiem możliwe, że były ofiary tych eksperymentów, które przeżyły i które być może potem ukrywały się w lasach w obawie przed atakiem ciemnego tłumu, bo tak trzeba to powiedzieć.
Każdy odmieńiec zawsze w Polsce miał trudną sytuację. Wiemy, że i w naszym kraju palono czarownice. Więc jeśli ktoś był ofiarą eksperymentów nazistowskich, to na pewno nie wracał potem do rodzinnego domu. Co jeszcze mogę powiedzieć w tej materii? W zasadzie niewiele. Powiem tylko tyle, że Lasy Gór Sowich i okolice to najbardziej tajemnicze miejsca w Polsce. Włożono też masę pracy, wiele pieniędzy i poświęcono wiele istnień ludzkich, by zachować tajemnicę kompleksu Riese. Więc na pewno coś jest na rzeczy.
[21:35] - W książce pod tytułem „Tajemnica Riese. Na tropach największej kwatery Hitlera” autorstwa Jacka Kowalskiego, Roberta Kudelskiego i Zbigniewa Regucia znajduje się następująca wzmianka: „W 1942 roku gauleiter Koch popadł w ostry konflikt z Alfredem Rosenbergiem. Hitler zarządził wówczas odprawę przywódców NSDAP. Podczas przerwy w obradach Hitler chwalił się Kochowi i Göringowi, że prowadzi doświadczenia nad bronią bakteriologiczną i wkrótce wyhoduje Niemca odpornego na zabójcze bakterie i zawsze zdrowego nadczłowieka. Rozmowa trwała chwilę, gdyż Himmler zabrał na bok Goebbelsa, który wyraził swoje zainteresowanie tymi doświadczeniami. Koch i Goebbels słyszeli wówczas, jak padło określenie Führerstein”. Co wiadomo na temat tych doświadczeń? Czy zachowały się jakieś ślady po nich lub dokumenty świadczące o ich prowadzeniu?
[22:30] - Nie, o dokumentach nic mi nie wiadomo. Zresztą w ogóle dokumentów dotyczących Riese jest jak na lekarstwo. Dokumentów pochodzących z tamtych czasów. Ktoś bardzo dokładnie posprzątał po sprawie, więc pozostają nam tylko domniemania i bardzo mocno okrojone półamatorskie badania powojenne. Ale faktycznie, jeśli ta rozmowa Himmlera z Cochem i Göringiem miała miejsce, to zgadzałoby się to z teorią mówiącą, że w podziemiach zamku Książ faktycznie prowadzono badania nad biologią i chemią, mówiąc w dużym skrócie. A doświadczenia Hubertusa, które co prawda miały trochę inny wymiar, też jednak pasowałyby do tej teorii. Prawdopodobnie faktycznie w podziemiach zamku Książ przeprowadzano eksperymenty na ludziach i być może faktycznie tam pracowano nad tym Übersoldatem, czyli nad tym superżołnierzem, który miałby podbić całą Europę. Ja wiem, że to teoria fantastyczna, którą przede wszystkim znamy z gier komputerowych, takich jak „Übersoldier” czy „Return to Castle Wolfenstein”. Ale pamiętajmy, że te popkulturowe dzieła powstały właśnie na bazie tych wszystkich doniesień związanych z domniemaną działalnością nazistów w kompleksie Riese i przede wszystkim w podziemiach zamku Książ.
[24:32] - Wiemy, że w takim ZSRR prowadzono pewne eksperymenty w kierunku ożywienia zmarłych i wykorzystania ich w walce, więc who knows? A teraz wątek żywcem wzięty z jednej z naszych Debat Ufologicznych Online. Nazistowskie UFO. Podobno w Ludwikowicach testowano niemieckie Unbekannte Flugobjekte. Co wiadomo na ten temat?
[24:56] - Cóż, niewątpliwie to najbardziej ryzykowna teoria, ale Właśnie. Zawsze jest to „ale”. Wspominałem już o tym, że Niemcy byli pionierami techniki, a działalność Hubertusa Strugholda idealnie wpisuje się w programy Chronos czy Laternen Träger, bo zawsze mam problemy z przypomnieniem sobie niemieckiej nazwy, język jest mi obcy. Laternen Träger, z tego, co pamiętam. To były programy, których efektem miał być słynny dzwon, czyli Die Glocke. Podobno w 1944 roku „The New York Times” podawał, że z terytorium III Rzeszy Niemieckiej startują okrągłe, pozbawione skrzydeł pojazdy, które mają się pojawiać pojedynczo lub w formacjach. Niektóre miały być metaliczne, inne miały się wydawać przezroczyste. Nie widziałem kopii tego wydania „New York Timesa”. Nie wiem, czy to doniesienie jest prawdziwe, czy jest to tylko internetowa plotka. Poza tym niestety większość doniesień dotyczących Die Glocke i niemieckich latających talerzy pochodzi z bardzo wątpliwych źródeł.
Oznacza to jednak, że nie można tych teorii potwierdzić, ale też ciężko im zaprzeczać, bo nie wiemy nic, a poszlaki są zbyt nikłe. Obecnie najwięcej kontrowersji w tej materii wywołuje tak zwana Muchołapka w Ludwikowicach Kłodzkich. Jedni mówią, że to obiekt, gdzie testowano nazistowski dzwon, czyli Die Glocke, że była to konstrukcja startowa. Inni z kolei mówią, że to zwykła podstawa klasycznej chłodni kominowej. Zapewne jest to ta druga opcja, ale jeśli tak, to pytanie, dlaczego Niemcy zadali sobie tyle trudu, wiercąc w zbrojonym betonie Muchołapki głębokie otwory na ładunki wybuchowe? Jak wiemy, chłodnie kominowe nie miały żadnego znaczenia strategicznego, więc wysadzanie takiego obiektu byłoby równie sensowne co wysadzanie zwykłej podwórkowej latryny. W związku z czym pytanie: dlaczego i skąd te otwory na ładunki wybuchowe? Dlaczego tak bardzo zależało Niemcom na tym, żeby Muchołapkę wysadzić, co zresztą im się nie udało? Zawsze będą zwolennicy i przeciwnicy teorii związanych z niemieckimi UFO. Możemy jedno sobie powiedzieć na pewno.
Niezależnie od tego, czy naziści pozyskali technologie pozaziemskie, czy też sami byli autorami, wynalazcami napędów niekonwencjonalnych, to te eksperymenty albo nie dały zadowalającego efektu, albo w ogóle nie wyszły poza fazę deski kreślarskiej. Strughold w Stanach Zjednoczonych wiele wniósł do programu lotów kosmicznych, a jednak wciąż amerykańskie rakiety mają silniki konwencjonalne, bardzo mało wydajne. Wciąż nie trafiliśmy na żaden ślad napędów antygrawitacyjnych. Chociaż niejaki doktor Pająk będzie twierdził co innego, bo mamy takiego interesującego, mieszkającego za granicą naukowca, który twierdzi, że sam wymyślił taki napęd, ale Politechnika Wrocławska nie pozwoliła mu go zbudować. Ale to jest temat na zupełnie inną i chyba bardziej humorystyczną rozmowę.
[29:05] - Swoją drogą, z tego, co słyszałem, pozbawiono go tytułu naukowego.
[29:11] - Z tego, co wiem, ten tytuł naukowy był wątpliwy, a po czasie pan Pająk zaczął siebie określać mianem profesora. A przypomnijmy, że profesor to tytuł, który może nosić tylko i wyłącznie doktor habilitowany. Mamy tutaj dwa tytuły: profesora zwyczajnego i profesora nadzwyczajnego. Jeden nadaje uczelnia, drugi nadaje prezydent kraju. Pan Pająk na pewno nie jest profesorem i prawdopodobnie nie jest też doktorem, a wszystkie jego teorie są o kant stołu rozbić, dlatego że on się już kompletnie pogubił. Najpierw był zwolennikiem teorii mówiących o obcych, potem stwierdził, że istnieje Bóg, który tych obcych wymyślił i tak naprawdę ci obcy nie istnieją, tylko są to jakieś sztuczne, nieświadome byty. Długo by się tutaj zagłębiać w to wszystko. Natomiast wracając do nazistowskich eksperymentów. W latach 60. w Stanach Zjednoczonych miały miejsce bliskie spotkania trzeciego stopnia.
Oczywiście domniemane bliskie spotkania trzeciego stopnia i świadkowie twierdzili, że z latającego talerza wyszły dwie albo trzy postacie, które rozmawiały między sobą płynnym językiem niemieckim. To jest taka ciekawostka, która przez niektórych badaczy jest wiązana z całą teorią Die Glocke i projektu Chronos. Ja raczej w to wątpię, bo gdyby doszło do realizacji tego projektu, to po pierwsze być może wszyscy dzisiaj mówilibyśmy po niemiecku, bo z taką technologią Niemcy mogłyby wygrać II wojnę światową. A po drugie gdzieś ślady tych technologii by istniały. Chyba że faktycznie uznamy zgodnie z jedną z szalenie fantastycznych teorii, że naziści wyprowadzili się nie do Argentyny, tylko na Księżyc i tam sobie latają po drugiej, ciemnej stronie Księżyca. Oglądaliśmy fantastyczny film, który pokazuje to w dość humorystyczny sposób. Jest to oparte na jednej z teorii spiskowych. Natomiast nie zmienia to faktu, że Die Glocke wywołuje wiele kontrowersji, że podobno istnieją plany. To znaczy plany tych obiektów istnieją, rysunki koncepcyjne istnieją, tylko nie możemy potwierdzić ich autentyczności. Także kłótnie będą trwały do końca świata.
Chyba że znajdziemy działający obiekt, wtedy będziemy musieli przyznać rację.
[32:17] - W Riese miała się też podobno znajdować fabryka rakiet, również międzykontynentalnych.
[32:23] - Podobno tak. Natomiast nie udało mi się dokopać do żadnych interesujących informacji na ten temat. Wszystko to są plotki. Wszędzie po wojnie widzieliśmy, tutaj oczywiście w cudzysłowie, fabryki rakiet. Przez pewien czas mówiono o tym, że i w klasztorze w Lubiążu były podziemia, gdzie budowano takie rakiety. Natomiast nie zmienia to faktu, że faktycznie było to całkiem możliwe. Ostatnio czytałem opracowanie, które mówiło, jak wiele głowic nuklearnych gotowych do wystrzelenia po wojnie osadzili w Polsce Rosjanie. Więc biorąc pod uwagę zaawansowane technologie niemieckie i działalność nad usprawnieniem rakiet V1 i V2, całkiem możliwe, że w Riese właśnie nad tym pracowano. Natomiast nie udało się niczego znaleźć. Pamiętajmy o tym, że Niemcy bardzo dokładnie po sobie sprzątali, choć w pośpiechu.
To jest jedna rzecz. Po drugie do Riese po wojnie weszli Rosjanie i w ogóle alianci. A po trzecie Polacy są jedynym narodem, który tych podziemi i całego kompleksu nie spenetrował w sposób właściwy. Jak już wspominałem, władze naszego kraju po '89 roku wykazują przedziwny brak zainteresowania tym obiektem. Bardzo dziwny moim zdaniem.
[34:10] - Z relacji dostępnych w internecie dowiadujemy się między innymi, że w jednym z korytarzy w Osówce ze ścian miała wyciekać jakaś niezidentyfikowana czarna substancja. Tak przynajmniej twierdzą przewodnicy. Co to mogło być, panie Marcinie?
[34:25] - Faktycznie o czarnej substancji słyszałem, czy raczej czytałem, ale brak tutaj jakichkolwiek danych. To mogła być tak naprawdę zwykła sadza zmieszana z wodą. Podziemia bardzo często mają mokre ściany, więc sadza w połączeniu z wodą może dawać taki efekt. Mógł to być też stary brudny olej, ale mogło to być coś zupełnie innego. Osobiście zwiedzając podziemia nie zetknąłem się z niczym takim. Za to gdyby tak się stało, natychmiast pobrałbym próbki i oddał do badania. Nie wyobrażam sobie, by takie odkrycie zostawić samemu sobie. Może to jest moja upierdliwa natura, przepraszam za dygresję, ale kiedy w moim rodzinnym mieście odkryłem, że gdzieś do małej rzeczki wylewane są nielegalnie ścieki, to pierwsze co zrobiłem, to zabrałem plastikową butelkę po wodzie mineralnej. Pobrałem próbki, nalałem półtora litra tego niezwykle śmierdzącego płynu i wysłałem do Państwowej Inspekcji Ochrony Środowiska. Także nie wyobrażam sobie, że ktoś znajdując dziwną substancję nie chce tego zbadać, nie chce pobrać próbek.
Rozumiem, że może bać się promieniowania czy kontaktu z niebezpieczną substancją chemiczną, ale gumowe rękawiczki i szklana fiolka to aż nadto, by pobrać próbkę i oddać ją do badania.
[36:10] - W jednym z programów telewizyjnych o tematyce paranormalnej podano wiele lat temu informację, że u podnóża Gór Sowich stacjonują bądź stacjonowali niemieccy strażnicy pilnujący ukrytych tam skarbów.
[36:24] - I to faktycznie jest jeden z najciekawszych wątków. I powiem wprost, zresztą zacytuję Rostkowskiego. Zdaje się, że jeden z rozdziałów jego książki brzmi tak: „Strażnicy byli, są i będą”. Może to jest lekka parafraza. Nie pamiętam dokładnie, jak ten tytuł brzmiał, ale faktycznie powtórzę: strażnicy byli, są i będą. Jest na to mnóstwo dowodów. Zbyt wiele, by włożyć tę historię między bajki. Jednym ze strażników bez wątpienia był Anton Dolmus czy też Dalmus, bo to nazwisko występuje w dwóch formach. W '45 roku brał on udział w likwidacji budowy tajemniczych sztolni w Górach Sowich, po czym został w Głuszycy i bardzo uparcie trzymał się Polski. To jest szalenie ciekawa sprawa.
On zresztą potem otrzymał jakieś stanowisko w jednym z ministerstw. To ciekawe. Mógł spokojnie wyjechać i żyć w Niemczech Zachodnich, natomiast wybrał komunistyczną Polskę. Na pewno nie ze względu na gust ani nie na zaopatrzenie sklepowe. Coś go tam w tych Górach Sowich trzymało. Poza tym jest też kwestia obecnych przelewów z niemieckich banków. Otóż do dziś przychodzą regularne wpłaty na konta agencji ochroniarskich i są to najczęściej agencje ochroniarskie, w których udziałowcami są niemieckie firmy. I te agencje strzegą pewnych strategicznych miejsc związanych właśnie i z kompleksem Riese, i z innymi obiektami. Pamiętajmy, że Niemcy nie mogli wywieźć wszystkich zrabowanych dóbr. Mam na myśli i dobra stricte kulturowe, czyli dzieła sztuki, jak i rzeczy o mocnej wartości materialnej.
Złoto zrabowane Żydom. Wiele tego typu rzeczy ukrywano, skrzętnie ukrywano, licząc na to, że kiedyś będzie można po te dobra powrócić. Z pewnością ci strażnicy tego typu rzeczy pilnują. Być może są to też pozostałości tych zaawansowanych technologii, o których wspominaliśmy, bo nazistom zależałoby na tym, żeby one nie wpadły w niepowołane ręce. A ponieważ pewnych dużych obiektów, maszyn nie dałoby się wywieźć, kiedy już Niemcy uciekali w popłochu na Zachód, po prostu ukryto je i pozostawiono strażników. I oni działają do dziś. Nie zawsze są to ludzie, którzy żyli w tamtych czasach, bo tak jak mówiłem, czasami są to współczesne, dzisiejsze nowoczesne agencje ochroniarskie. Wiadomo, że ci strażnicy, którzy tam byli po 1945 roku już prawdopodobnie nie żyją albo są wiekowymi starcami. Natomiast niczego z Polski oficjalnie nie wywieziono. Przynajmniej oficjalnie.
Nie udało nam się trafić na żadne ślady takiego procederu. A strażnicy są do dziś i miejscowa ludność o takich osobach mówi i takich osób się boi.
[40:01] - Proszę mi powiedzieć, dlaczego okoliczni mieszkańcy tak niechętnie mówią o Riese, panie Marcinie?
[40:07] - Właśnie. To jest po części efekt tak zwanej spirali milczenia, bo każdy coś słyszał, każdy coś wie, ale ludzie boją się ośmieszenia. Z kolei inni przekonani są, że są w posiadaniu tajemnic, których nie powinni zdradzać, bo kiedyś w przyszłości, kiedy uzyskają taką możliwość, być może sami będą mogli po nie sięgnąć. Na przykład rozmawiałem z osobą. Obiecałem anonimowość, więc nie zdradzę personaliów i nie zdradzę miejsca, ale rozmawiałem z osobą, która jest w posiadaniu pewnych dowodów na to, że pod ziemią jest nietknięta od czasów wojny sala ze złotymi precjozami. I była to sala, w której odprawiano rytuały okultystyczne. To jest takie doniesienie, które ma dwa źródła. Jednym jest zeznanie świadka, drugim jest niezależne badanie przeprowadzone przez kogoś w rodzaju bioenergoterapeuty czy kogoś związanego z alternatywnymi metodami wyszukiwania różnych obiektów podziemnych. I ten człowiek, nie wiedząc, czego szuka, potwierdził to, że pod ziemią znajduje się sala i że jest w niej złoto. Natomiast jest to gdzieś głęboko ukryte.
Nie wiadomo, gdzie jest wejście. Całość jest pokryta z wierzchu lasem, gdzie wycięcie jednego drzewa to jest natychmiastowa reakcja ze strony nadleśnictwa, w związku z czym dokopanie się do takiej sali wcale nie jest rzeczą prostą. I ta osoba zapewne czeka na sprzyjający moment, kiedy będzie mogła sięgnąć po te skarby. Stąd wynika fakt, że ludzie niechętnie mówią o tym. Tak jak wspomniałem, coś wiedzą i mają nadzieję, że sami będą mogli po to sięgnąć. Nie zdradza się miejsc ukrycia skarbów, bo przecież ktoś inny może je zabrać. Niewątpliwie jednym z czynników tego milczenia i tego, że niechętnie mieszkańcy mówią o Riese, jest też strach. I to strach właśnie przed strażnikami, którzy podobno wciąż mają dość długie i spore macki. Możemy tutaj mówić wręcz o siatce strażników. A jeśli włączymy w to agencje ochroniarskie, czyli przeszkolonych ludzi z bronią w ręku, to nic dziwnego, że mieszkańcy wolą milczeć.
[43:25] - A czy oprócz Riese na terenie Dolnego Śląska znajdują się jeszcze jakieś inne warte zobaczenia pamiątki po nazistach?
[43:32] - Masa, dosłownie masa. Ciężko mi w tej chwili wymieniać. Może naciągnę pana na kolejną rozmowę, bo myślę, że to jest temat na osobny wywiad. Na osobny wieczór przy mikrofonie czy też podwieczorek przy mikrofonie, że sięgnę po klasykę. Pamiętajmy, że cały Dolny Śląsk był niemiecki i to jest wręcz kopalnia tematów, kopalnia historii, nieprzebrana kopalnia. Naprawdę można się pławić w tych tematach, w niesamowitych wręcz historiach. My swego czasu rozmawialiśmy o Jędrzychowie. Moja dość mocna interwencja zaowocowała tym, że w końcu obiekt został zabezpieczony. To raz. Dwa: będzie remontowany.
A trzy: oficjalnie po raz pierwszy od czasów II wojny światowej konserwator zabytków będzie próbował sięgnąć do ukrytych podziemi, które się tam znajdują i na co są dowody. A przypomnę, że w jednym z lochów, w jednej z piwnic Jędrzychowa, czyli kościoła ewangelickiego, który kiedyś był piastowskim zamkiem, znaleziono swego czasu i to już gruby czas po wojnie, zmumifikowane ciało, wyschnięte ciało żołnierza Wehrmachtu, które potem zniknęło w tajemniczych okolicznościach. Od '45 roku przeleżało do lat 70. To coś niesamowitego. Jest mnóstwo tych tajemnic, mnóstwo ciekawych historii. Ja ostatnio byłem w pałacu przepięknym, choć zrujnowanym pałacu w Bełczu Wielkim. Tam się do lat 90. znajdowała jeszcze szkoła i o tym pałacu mówi się wiele. Publikuje się wiele zdjęć, dlatego że jest to obiekt niezwykłej urody. Natomiast mało kto wie, że jego właścicielem był główny inżynier firmy Zeppelin, który potem został dyrektorem tej firmy.
Mówimy o firmie, która wyprodukowała słynny sterowiec Hindenburg. Potem ten pałac został przez III Rzeszę Niemiecką odebrany temu właścicielowi i też związane są z tym różne historie. Tego jest nieprzebrana masa. Ja postaram się specjalnie dla słuchaczy, którzy w tej chwili przysłuchują się naszej rozmowie, zebrać najciekawsze historie w taką, mam nadzieję, atrakcyjną pigułkę, którą następnym razem z przyjemnością przedstawię.
[46:26] - Tak więc ja będę przygotowywał pytania do tych kolejnych audycji, a w międzyczasie porozmawiajmy może jeszcze o aspekcie turystyczno-krajoznawczym Rise. Na podstawie publikacji oraz materiałów dostępnych w internecie można wysnuć wniosek, że tamtejsze korytarze ciągną się na setki metrów i że mamy tam do czynienia z wielością ciekawych miejsc do zwiedzenia i zbadania. Czy rzeczywiście tak jest?
[46:53] - Jak najbardziej. Szczerze powiem, że stawiam Risę ponad Wilczy Szaniec i ponad MRU, czyli Międzyrzecki Rejon Umocniony. Oczywiście nie ujmując nic tym wspomnianym obiektom. Jednak w tamtych obiektach nie ma tego smaczku, nie ma tej tajemnicy, nie ma tego mroku. Natomiast Rise jest obiektem niezwykłym, wyjątkowym i jedynym takim na świecie, więc Risę po prostu zobaczyć trzeba. Powiem tak: można sobie podarować krzywą wieżę w Pizie, ale do olbrzyma wyruszyć należy. Polecam wszystkie kompleksy, a zwłaszcza Włodarza, którego obecny właściciel, pan Krzysztof, jest kopalnią wiedzy i wspaniałym, otwartym człowiekiem, którego po prostu trzeba poznać. A spotkać go można nie tylko we Włodarzu, ale także w Ludwikowicach Kłodzkich, do których w jego i swoim imieniu serdecznie zapraszam, bo naprawdę warto. To jest prawdziwa przygoda. To jest niezwykły czas, kiedy można eksplorować te podziemia, słuchać tych niesamowitych historii i cieszyć się krajobrazami.
Dlatego, że to nie tylko mrok i nie tylko potworne czasami historie dotyczące najmroczniejszych aspektów działalności nazistów, ale też przepiękne, wspaniałe krajobrazy. Słynna kolejowa linia 285, która wiedzie wokół tajemniczego zamku Grodno, w którym też działali naziści. To też jest temat na osobną opowieść. To jest linia kolejowa, która zahacza też o kompleksy podziemi wchodzące w skład Rise. Dziś już ta linia kolejowa nie działa, natomiast pozostała masa niesamowitych wiaduktów, przepięknych małych stacyjek. Ja w minioną sobotę odwiedzałem Jugowice, gdzie brałem udział w 13. mistrzostwach w drezynowaniu. Miałem okazję przejechać się starą zabytkową drezyną właśnie takim nieczynnym wiaduktem linii 285. Wracając do sedna pytania: jak najbardziej Rise jest obiektem turystycznym klasy zerowej, czyli tym najlepszym, najciekawszym. I tak jak powiedziałem, to nie tylko gratka dla fanów podziemi i fanów pasjonatów tajemnic II wojny światowej, ale także dla osób, które cenią sobie turystykę, świeże powietrze i przepiękne górskie krajobrazy, bo mamy tam już wspaniałe, wcale niemałe wzgórza i nieprzebrane, gęste, zdrowe lasy.
[50:12] - Na koniec tej części naszej audycji spróbujmy podsumować, co w przekazywanych historiach dotyczących Rise jest prawdą, a co fikcją.
[50:21] - Prawdą na pewno jest to, że w przypadku Rise mamy do czynienia z inwestycją unikalną na skalę światową Rozmach, technologia, liczba przymusowych robotników, geniusz logistyczny, a także potworne dane dotyczące liczby tych, którzy zginęli przy kopaniu niezwykłych kanałów podziemnych. To wszystko wskazuje na niezwykłe przeznaczenie kompleksu. To wszystko zbyt dużo, żeby mówić o banalnym zastosowaniu. W Riese musiało się dziać coś wyjątkowego. Rozmach, o którym wspominałem, wyraźnie na to wskazuje. Prawdą jest również i bardzo proszę wybaczyć mi to stwierdzenie, proszę nie brać go do siebie i proszę się nie obrażać, ale prawdą jest, że jesteśmy my wszyscy tylko tak zwanymi durnymi Polaczkami. Już wyjaśniam to nieładne określenie. Otóż ogromną wiedzę na temat Riese posiadają nie tylko strażnicy i pozostający jeszcze przy życiu naziści, ale także rządy USA, Wielkiej Brytanii i Rosji. Alianci spenetrowali to, czego nie zdążyli ukryć Niemcy, a nam do dziś nie powiedziano niczego. Dla aliantów Polacy zawsze byli tylko mięsem armatnim, więc trudno się dziwić, że nikt nie chciał się z nami dzielić tajemnicami Riese, mimo że obiekt znajduje się teraz w granicach Rzeczpospolitej.
Także jeśli są jakiekolwiek ocalone dokumenty, znajdują się one w archiwach brytyjskich, amerykańskich czy rosyjskich i nikt nie chce się tym z nami dzielić, co też potwierdza wyjątkowość tego kompleksu i wyjątkowość tego, co się tam musiało rozgrywać, czy co miało się tam rozgrywać, a nie rozegrało się ze względu na to, że wojska radzieckie wkroczyły już na teren Dolnego Śląska. Natomiast fikcją pozostają wszystkie wyssane z palca opowieści przez różnej maści badaczy amatorów, którzy chcą błysnąć w internecie i nie tylko, w ogóle w mediach, a nie potrafią podać żadnych źródeł. Ja się posłużę cytatem z doktora House'a i powiem tak: wszyscy kłamią. Tutaj przykładem jest chociażby sprawa Jędrzychowa, o której rozmawialiśmy, gdzie przez lata udowadniałem kłamstwa i konserwatorowi zabytków, i właścicielom obiektu, i udowadniałem też, że są podziemia, które należałoby zbadać. I dziś ta prawda wychodzi na jaw. Także musimy pamiętać o tym, że wszystko to, o czym piszą ludzie w internecie, ale nie potrafią podać żadnych źródeł, powinniśmy przynajmniej po części wsadzać między bajki. Dlatego, że bardzo łatwo jest zmyślać, szczególnie jeśli chce się zabłysnąć. I są takie postacie, nie będę ich wymieniał z nazwiska. Starożytne przysłowie mówi: nomina sunt odiosa, czyli nazwiska to przekleństwo. W związku z tym będziemy tutaj-
[53:46] - Bardziej zorientowani w tym temacie wiedzą, o kogo chodzi między nimi.
[53:50] - Wiedzą. Właśnie. Także wiemy i możemy się tutaj z przekąsem uśmiechnąć. Natomiast nie zmienia to faktu, że w Riese działo się coś niezwykłego, coś niesamowitego, niekoniecznie kosmicznego, niekoniecznie mistycznego, natomiast na pewno związanego z nowoczesnymi technologiami i z wielkimi planami, być może właśnie związanymi z pożogą nuklearną. W związku z czym na pewno były to rzeczy nowatorskie, na pewno były to rzeczy zakrojone na szalenie ogromną skalę. I tak jak mówię, wiedzą więcej Amerykanie, wiedzą Brytyjczycy i wiedzą Rosjanie. My, Polacy, pozostajemy bez tej wiedzy, a rząd Rzeczpospolitej Polskiej wykazuje przedziwną bierność. Być może na bazie jakiejś umowy podpisanej z ówczesnymi aliantami, ale do tego nie dojdziemy. Ja pokładam nadzieję w takich ludziach jak wspomniany pan Krzysztof, który chce badać to wszystko, który robi to nie dla pieniędzy, ale z pasji i który chyba przeczytał wszystkie możliwe dokumenty i stara się odkrywać to, co jest w tych legendach czy w tych półoficjalnych doniesieniach obecne. To właśnie on będzie starał się potwierdzić obecność sztolni w Ludwikowicach Kłodzkich.
Jeśli to mu się uda, jeśli odkryje tę sztolnię, to jak już wspomniałem, będziemy musieli zrewidować wszystko, co do tej pory wiedzieliśmy o Riese. Ja trzymam za to kciuki i mam taką obietnicę. Pochwalę się, że w momencie, kiedy będą wszystkie możliwe zgody, to zostanę zaproszony na ten moment, kiedy ta sztolnia będzie odkrywana. Także mam nadzieję, że stanie się to już wkrótce.
[56:02] - Również mamy takie nadzieje. A na koniec dzisiejszej audycji jeszcze jedno pytanie. Taki mały przeskok tematyczny. Jakie są plany odnośnie Łowców Przygód?
[56:16] - Planów jest dużo. Planów jest zawsze dużo i każdy zawsze ma wiele planów. Natomiast plan, a jego realizacja to są dwie różne rzeczy. My mamy to szczęście, że uzyskaliśmy wsparcie poprzez akcję crowdfundingową, bo zebraliśmy 11 tysięcy. To nie jest dużo. Z drugiej strony nie jest też mało, ponieważ dzięki temu zakupimy trochę fajnego sprzętu, lepsze mikrofony. Kupiliśmy już lepsze obiektywy. Dosprzętawiamy się tak, żeby jakość naszych odcinków była coraz lepsza, ale też staramy się, żeby częstotliwość publikacji była o wiele większa. Już w tej chwili prawie udaje nam się publikować nowy odcinek co tydzień. Ostatnio niestety przez problemy natury technicznej, o których wspominaliśmy na początku, czyli problemy z prądem, z internetem we Wrocławiu, bardzo nam pokrzyżowały plany.
W tej chwili mamy też skromne plany urlopowe, więc na dwa tygodnie zawieszamy działa... Na tydzień. Przepraszam, bo zaplanowaliśmy już odcinek na przyszły tydzień, mimo że nas nie będzie. Więc będzie tylko tydzień przerwy i generalnie staramy się co tydzień publikować coś ciekawego. Muszę przyznać szczerze, że portal Infra i Radio Paranormalium bardzo nas zainspirowały, w związku z czym uruchomiliśmy nowy cykl pod tytułem „Akta X”. Tutaj tytuł jest świadomym nawiązaniem do „X-Files”, czyli do serialu, który znamy u nas pod tytułem „Z Archiwum X”. Niedługo będziemy mieli premierę nowego sezonu, ponieważ jest reaktywacja, więc stwierdziliśmy, że to jest najlepszy czas, by zająć się zjawiskami paranormalnymi i różnymi ciekawostkami. Na pierwszy rzut w tym tygodniu poszły radiostacje numeryczne. Tutaj zdradzę, że w następny czwartek – i to zdradzam tylko państwu, bo nikt inny jeszcze tego nie wie – będziemy mówić o zjawisku zwanym noctilucent clouds, czyli o obłokach srebrzystych, które przez parę lat badała NASA i które jeszcze trzy lata temu czy dwa lata temu nawet były niezwykłym, niewyjaśnionym fenomenem. Teraz już znamy jego genezę, co nie zmienia faktu, że jest to zjawisko niezwykle spektakularne i zjawisko, które ma genezę pozaziemską.
A co będzie dalej? Tego nie zdradzę. W każdym razie zamierzamy cykl „Akta X” dopieszczać. Jest zapotrzebowanie na tego typu wiedzę, a my bardzo lubimy research właśnie w tej materii. Nie będziemy też odpuszczać zabytkom. Będziemy eksplorować zabytki, będziemy też pokazywać miejsca atrakcyjne turystycznie, ale oczywiście mam tutaj na myśli turystykę alternatywną. Czyli nie będziemy jechać nad Morskie Oko i pokazywać, gdzie można wyrzucić papierek po cukierku, tylko będziemy pokazywać różne ciekawe miejsca, takie jak Riese chociażby i inne miejsca. Będziemy też na przykład jechać zabytkową drezyną do zamku Grodno, w którym jest wiele jeszcze nieodkrytych miejsc i tajemnic i który też związany jest po części z historią Riese. Także będzie tego wszystkiego dużo, znacznie więcej niż było do tej pory. Bardzo mocno się zaangażowaliśmy w „Łowców”, mimo że osobiście mieliśmy prywatne problemy związane z pracą.
Rynek pracy jest niepewny, a my cykl „Łowców” robimy pro publico bono, więc nie zarabiamy na tym. Chyba że weźmiemy pod uwagę to 20 złotych, które rocznie z YouTube'a nam przychodzi, ale nie jest to jakaś kwota, którą moglibyśmy szarpać jak Reksio szynkę. Przepraszam za określenie, ale uwielbiam je.
[01:00:49] - Reksio nie szarpał szynki, bo była na kartki.
[01:00:52] - Tak jest. Faktycznie. Ja nie pamiętam, chyba jakieś ziemniaki z tej michy jadł. To takie dziwne było. W każdym razie łowcy się rozwijają i niezależnie od tego, czy uda nam się cykl zmonetyzować, ten cykl będzie się rozwijał. I o tym jeszcze nie wspominałem: jest przed nami bardzo duża szansa. Tutaj nie mogę zdradzać jeszcze szczegółów, ale już jesteśmy po udanych negocjacjach z pewnym kanałem tematycznym, który jest obecny w kilkuset telewizjach kablowych w całej Polsce i który na jesień tego roku będzie wchodził na platformę NC+. W związku z czym wszyscy widzowie, którzy niespecjalnie operują internetem, czy też nie lubią oglądać czegoś na YouTubie, a mają w domu albo telewizję kablową, albo platformę NC+, będą mogli nas za darmo oglądać, dlatego że my od razu do jesiennej ramówki tego tematycznego kanału wejdziemy. Ze względu na gentlemen's agreement nie mogę w tej chwili zdradzać nazwy tego kanału ani szczegółów negocjacji. Powiem tylko tyle, że nie jest to jakaś wielce komercyjna umowa.
Natomiast liczy się w tej chwili to, że potencjalny zasięg, jaki jest nam oferowany, to jest 10 milionów odbiorców, co może nam dać taką oglądalność, jakiej nie ma nikt na YouTubie. A to jest dla nas bardzo ważne. I nie chodzi tu o parcie na szkło, tylko chodzi o to, by upowszechniać pewne historie, upowszechniać pewną kulturę związaną z turystyką i zachęcać wszystkich do odkrywania tajemnic i przeżywania przygód. Dlatego, że w Polsce ostatnio przygodą jest dla większości młodych ludzi wyjście w piątek na rynek miasta, gdzie można w sklepie nocnym kupić piwo, a potem dobić się w knajpie w dymie papierosów. Natomiast my uważamy, że weekendy można spędzać inaczej, aktywnie i odkrywać wspaniałe historie i czuć się jak Indiana Jones. To jest niepowtarzalna okazja, bo życie jest tylko jedno i my chcemy tego typu postawy promować, upowszechniać i pokazywać, że nasz kraj pełen jest fantastycznych tajemnic i oferuje wiele różnych ciekawych przygód.
[01:03:43] - W weekendy można podróżować, można wychodzić na rynek, można przeżywać przygody, ale równie dobrze można oglądać „Łowców Przygód” i słuchać Radia Paranormalium. Naszym dzisiejszym gościem był Marcin Drews z projektu lowcyprzygod.tv. Dziękuję jeszcze raz, panie Marcinie.
[01:04:02] - Ja również bardzo się cieszę, że mogliśmy porozmawiać. Bardzo się cieszę, że w końcu ustąpiły te wszystkie problemy techniczne, za które jeszcze raz wszystkich słuchaczy przepraszam, dlatego, że nie mogłem się w odpowiednim terminie wywiązać z obietnicy. Jest mi bardzo przykro. Mam nadzieję, że ta sytuacja się już nie powtórzy. Mamy XXI wiek. Internet powinien działać non stop.
[01:04:25] - Ja powiem tylko słuchaczom, że mieszkam chwilowo w Goczałkowicach Śląskich. Tutaj przebywam na wakacjach i tutaj również przez jakiś czas doświadczałem z powodu pogody problemów z dostępem do internetu, nawet z prądem. Tak więc niestety znam ten ból. Na tym możemy dzisiejszą audycję już zakończyć. Mówili do państwa Marek Sęk "Ivellios" oraz Marcin Drews. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia ponownie już niedługo.