[00:13] - Witamy bardzo serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, Radia Wolne Media, Radia na Fali, czytelników portalu Infra i wszystkich innych miejsc, radiostacji i stron internetowych, na których nas słychać. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios", a jest dzisiaj z nami po drugiej stronie Skype'a Marcin Drews z serwisu slowcyprzygod.tv. Witam panie Marcinie.
[00:37] - Kłaniam się panu, kłaniam się państwu. Bardzo się cieszę, że możemy znowu porozmawiać.
[00:41] - Dziś przeprowadzimy kolejny świetny wywiad. Wiem, że będzie świetny, ponieważ pod ostatnim wywiadem pojawiło się sporo komentarzy pod tytułem: „Zapraszajcie tego pana częściej”. Tak więc postanowiliśmy ponownie zaprosić pana Marcina do Radia Paranormalium. Będzie jeszcze więcej wywiadów, więc słuchacze na pewno się ucieszą. A dziś będziemy dyskutować o zamku Książ. Jest to jeden z obowiązkowych punktów do zwiedzenia, jaki obierają sobie miłośnicy zagadek odwiedzający Dolny Śląsk. Na początek jednak chciałbym, aby przybliżył pan naszym słuchaczom historię zamku Książ.
[01:21] - Zanim do tego przejdę, drobna dygresja, bo zaskoczył mnie pan szalenie tymi komentarzami. Przyznam szczerze, nie czytałem tych komentarzy. Odwiedzam państwa stronę, natomiast ściągnąłem wywiad na pulpit i przesłuchałem go w wersji offline. Także nie przeglądałem komentarzy, ale zawsze z humorem podchodzę i odpowiadam, że jeśli są pozytywne komentarze, to prawdopodobnie napisałem je sam. To jest oczywiście żart, ale bardzo dziękuję. Ktokolwiek pisał, komukolwiek się podobało, ktokolwiek chciał wysłuchać tego, co mam do powiedzenia, wszystkim państwu dziękuję. Szczególnie za cierpliwość wobec moich wielu dygresji. Ale to jedna na początek i już postaram się, żeby więcej nie było. Wracając do pytania, do historii zamku Książ. Doprawdy jest to miejsce niezwykłe.
Pierwsze wzmianki pochodzą ze średniowiecza, jeszcze z XIII wieku i pada w nich niemiecka nazwa Książa, czyli Fürstenstein. Warto zapamiętać tę nazwę, dlatego że pojawia się w wielu niemieckich nazistowskich dokumentach i warto wiedzieć, że Fürstenstein to jest właśnie Książ. Zamek, którego pierwotnego kształtu oczywiście dzisiaj nie znamy, wybudowany został na wysokim, malowniczym cyplu skalnym w zakolu rzeki Pełcznicy. Przepiękne miejsce, warto je odwiedzić. Parę lat temu oprowadzałem tam przyjaciół fotografików z Holandii. Byli urzeczeni tym miejscem. Pytali się, czy to jest jakiś specjalny rezerwat, bo w życiu tak pięknego miejsca nie widzieli. Ale wracając do zamku. Taka ciekawostka. Po drugiej stronie Pełcznicy, na innym wzgórzu stoją ruiny tak zwanego Starego Książa, ale jest to nazwa bardzo myląca, bowiem mamy tu do czynienia z pięknymi co prawda i malowniczymi resztkami, ale stanowią one pewnego rodzaju oszustwo, chociaż są już dzisiaj zabytkiem.
Te ruinki są stylizowane. Wybudowano je na średniowiecznym fundamencie, to prawda, ale powstały dopiero w XVIII wieku na zlecenie właścicieli Książa. Także Stary Książ, a Książ — te nazwy są mylące. Najstarszy oczywiście jest ten właściwy zamek. On pochodzi z XIII wieku, choć oczywiście był wielokrotnie rozbudowywany. Rozbudowywany, a także zmieniali się jego właściciele. Przechodził z rąk do rąk. W 1605 roku trafił w ręce rodziny von Hochberg. To bardzo ważne nazwisko. I stał się własnością dziedziczną.
W zasadzie do II wojny światowej pozostawał w rękach tej rodziny szlacheckiej. 200 lat po odzyskaniu praw własności, czyli około roku 1840 bodajże, o ile dobrze pamiętam, Hochbergowie otrzymują tytuł książęcy. W 1891 roku książę Jan Henryk XV von Hochberg poślubił słynną Marie Theresę Olivię Cornwallis-West. To nazwisko może brzmi obco, ale jeśli powiem, że była to księżna von Pless nazywana księżną Daisy, to myślę, że wielu słuchaczy od razu skojarzy tę osobę. Przepiękne może nie przezwisko, ale to przepiękne określenie Daisy, czyli stokrotka nawiązywało podobno właśnie do niezwykłej i wyjątkowej urody księżnej. Przy czym chodziło tu i o urodę fizyczną, i o urodę charakteru. Była to podobno naprawdę wspaniała kobieta. Obiecałem, że nie będzie dygresji, ale tutaj jedna bardzo ważna. Życie Daisy było trudne, żeby nie powiedzieć tragiczne, a niektórzy twierdzą, iż było to efektem klątwy, jaką na nią rzucono. Otóż w czasie podróży poślubnej młodzi małżonkowie trafili do Zatoki Adeńskiej u wybrzeży Afryki, gdzie mąż obiecał Daisy sznur pereł.
Księżna na pokładzie jachtu obserwowała pracujących dla niej tubylców, pływających perłoplawy i ponoć jeden z nich umarł z wycieńczenia, wcześniej przeklinając Daisy. Koniec końców księżna zyskała co prawda sześciometrowy sznur pereł, za to zupełnie opuściło ją szczęście. Mąż ją zdradził. Została oskarżona o szpiegostwo. Zdrowie odebrała jej poważna choroba, bo zapadła prawdopodobnie na stwardnienie rozsiane. Jej młodszy brat zginął tragicznie, a sama księżna została koniec końców wyrzucona z zamku przez nazistów. Podobno pochowano ją wraz z tym sześciometrowym sznurem pereł, którego jednak do dziś nie odnaleziono i który jest do dziś poszukiwany. Wracając jednak do samego zamku. Książę Jan Henryk XV w 1907 roku rozpoczął ostatnią przebudowę zamku, a raczej w pewnym sensie przedostatnią, bowiem ostatniej dokonali już naziści. W 1940 lub 1941 roku, bo tu źródła się różnią, zamek został skonfiskowany przez reżim Trzeciej Rzeszy, a w 1943 roku do Książa wkroczyła słynna Organizacja Todt, niszcząc zabytkowe wnętrza, a pod zamkiem kopiąc tajemnicze tunele.
Dziś Książ to jeden z większych zamków Europy i trzeci największy w Polsce. Niezależnie od tego, czy jesteśmy zwolennikami teorii mówiących o tajemniczych badaniach w podziemiach Książa, czy też postrzegamy ten zamek jedynie jako zabytek, warto to miejsce odwiedzić. Będzie to na pewno niezapomniana wizyta. Szczerze polecam.
[07:59] - Właśnie głównym tematem dzisiejszej audycji będą te tunele pod zamkiem Książ. Co wiadomo na ich temat? Czy wiadomo coś o pierwotnym przeznaczeniu tych tuneli? Czy zachowały się jakieś dokumenty na ich temat? Przez lata pojawiło się sporo różnych, niekiedy zaskakujących wyjaśnień mówiących na przykład o domniemanych eksperymentach naukowych.
[08:22] - W sumie powstały, a przynajmniej wiemy o tym, że powstały przynajmniej dwa poziomy wyrobisk 15 i 55 metrów poniżej poziomu dziedzińca. Ich długość szacuje się na ponad 1000 metrów, a powierzchnię na około 4000 metrów kwadratowych. Oczywiście wciąż mówię o tych wyrobiskach, które udało nam się poznać, bowiem wiele doniesień mówi jeszcze o tym, że były tam sale, których do dziś nie odkryto. Do drążenia tuneli zatrudniono włoskich minerów i 400 ukraińskich górników. Natomiast pobliska filia obozu koncentracyjnego Gross-Rosen dostarczała tanią, w zasadzie bezpłatną siłę roboczą. W sumie mówi się dziś o aż trzech tysiącach więźniów, którzy przymusowo pracowali w podziemiach Książa. Dzisiaj drugi poziom podziemi jest zamknięty, bowiem Polska Akademia Nauk prowadzi tam stację sejsmograficzną. Wśród badaczy natomiast toczą się spory na temat tego, czy odkryto już naprawdę wszystkie korytarze. Wiemy, że Niemcy mieli spory talent w ukrywaniu tego, czego nie mogli zabrać ze sobą. A prace w Książu trwały praktycznie aż do wkroczenia tam armii radzieckiej.
Czasem mówi się o tych podziemiach w kontekście schronu przeciwlotniczego. Pytanie, czy potrzeba było aż 35 architektów, których plany zniknęły jak kamfora do budowy zwykłego schronu? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam słuchaczom.
[10:04] - A może był to jakiś obiekt o przeznaczeniu wojskowym? Nie wiem. Obiekt badawczy? Fabryka broni?
[10:10] - Osobiście pod uwagę biorę dwie teorie. Obie związane są z Wunderwaffe, czyli z tą słynną cudowną bronią, o której tak naprawdę niewiele wiemy, natomiast wiele możemy się domyślać. Jedna z tych teorii mówi o laboratorium, w którym pracowano nad bronią biologiczną lub chemiczną, a być może i przeprowadzano eksperymenty dotyczące stworzenia übersoldata, czyli tego żołnierza doskonałego, odpornego na najtrudniejsze warunki. Ja wiem, że to brzmi fantastycznie, że to jest taki wątek rodem z horrorów, szczególnie z gier komputerowych. Ostatnio wspominałem o takich grach jak „Übersoldier” czy „Return to Castle Wolfenstein”, ale w każdej legendzie jest ziarno prawdy. I zawsze mówię, że przecież tym samym do dziś zajmują się Stany Zjednoczone czy Rosja i jest to tajemnica poliszynela. Zawsze prowadzono badania nad zwiększeniem odporności żołnierzy na różne skrajne warunki. Można więc założyć, że do samego końca Niemcy wierzyli, że osiągną sukces, bowiem bardzo ociągali się z opuszczeniem zamku mimo stojącej u bram Armii Czerwonej. Druga teoria związana jest z Hubertusem Strugholdem, zbrodniarzem nazistowskim, który został potem zrehabilitowany w USA, bowiem potrzebny był rządowi amerykańskiemu przy programie badań kosmicznych. Teoria ta mówi, iż prowadzono pod Książem badania rakietowe.
Nie tylko rakietowe, ale badania związane ze wszystkim, co związane było z rakietami. Czyli tutaj mam na myśli nie tylko kwestie samego napędu, nie tylko kwestie ładunku, ale też kwestie związane z przetrwaniem pilotów, bowiem mowa tu o lotach załogowych. Najpewniej chodziło o następcę słynnej rakiety V2, międzykontynentalną rakietę załogową, tak zwaną Amerikan raketę. Tak to po niemiecku brzmi, która miała wznosić się na wysokość pięćdziesięciu pięciu kilometrów i dolatywać aż do Stanów Zjednoczonych. Stąd też testy na ludziach dotyczące ich odporności na skrajne warunki meteorologiczne, wysokie i niskie ciśnienia i temperatury. Żeby był nauczni w skalę eksperymentów podam ich skutki zanotowane w dokumentach niemieckich. Cytuję: „Kurcze, mdłości, utrata przytomności, paraliż, ślepota, obłęd i śmierć”. Co więcej, na żywych jeszcze osobach doświadczalnych, jak określano torturowanych więźniów, dokonywano sekcji, by zbadać oddziaływanie ekstremalnych warunków na poszczególne organy. I tutaj pozwolę sobie na cytat. Proszę mi dać sekundę, sięgnę po książkę.
Mam tutaj zaznaczony cytat. Książka, do której często wracam. Jerzy Rostkowski „Podziemia Trzeciej Rzeszy. Tajemnice Książa Wałbrzycha i Szczawna-Zdroju”. I tutaj cytat z relacji świadka: „Doktor Rascher obstawał przy tym, byśmy wykonywali sekcje świeżych, jeszcze ciepłych zwłok, czasem jeszcze oddychających ludzi. Rascherowi zależało na tym, żeby jak największa część organów pracowała jeszcze na stole sekcyjnym. Wycinało się części mózgu, okolice trzeciej i czwartej komory, przysadkę i szyszynkę, część nerwu współczulnego z gardła i jamy klatki piersiowej, część wątroby, trzustkę, jądra i nadjądrze, dalej część mięśnia sercowego, nerki i mięśnie poprzecznie prążkowane kończyn. Ponieważ wzbraniałem się przeprowadzać te wiwisekcje, doktor Rascher załatwił do tej pracy specjalnego prosektora, lekarza z Wiednia”. Brzmi to strasznie, natomiast to dość mocny dowód na to, że badano te skrajne warunki. Chciano jak najwięcej wiedzieć o wpływie ich na fizjologię człowieka.
Tutaj wrócę do tych skutków, jakie odnosiły te skrajne warunki. Wspomniałem o tym, że niektórzy testowani popadali w obłęd i być może to jest właśnie źródło tych legend mówiących o dziwnych stworzeniach w lasach otaczających Książ i w ogóle w okolicznych lasach kompleksu Riese. Tak mi się wydaje. Oczywiście jest to domniemanie trochę bezdowodowe, trochę fantastyczne, ale wydaje mi się, że Niemcy nie byli w stanie zrobić sekcji wszystkich badanych, ponieważ bardzo wielu więźniów było tam testowanych. Więc być może te osoby, które popadły w obłęd, już nie były wiarygodnym źródłem informacji. Być może były wypuszczane, a ponieważ byli to więźniowie z zupełnie innych części kraju, błąkali się potem po lasach, uchodząc za dziwne kreatury. Wiemy, że w średniowieczu osoby dotknięte obłędem bardzo często były wyrzucane z domów i błąkały się po lasach. I stąd wszystkie takie legendy o wilkołakach, o czarownicach, o innych dziwnych magicznych stworzeniach. Więc być może ci więźniowie dotknięci obłędem byli po prostu wyrzucani spod ziemi zamku jako osoby już nieprzydatne do dalszych testów. Ale dlaczego wszystko to miało się dziać w Książu?
Otóż to szalenie ważna informacja. W tysiąc dziewięćset czterdziestym czwartym roku alianci zbombardowali niemiecki ośrodek badań nad nowymi broniami Trzeciej Rzeszy znajdujący się na wyspie Uznam oraz Instytut Badawczy Medycyny Lotniczej w Berlinie. Placówki te więc trzeba było gdzieś przenieść, a najbardziej bezpiecznym miejscem okazał się właśnie Dolny Śląsk. Miejsce wręcz wymarzone, bowiem można było w górach porośniętych gęstymi lasami drążyć tunele niemożliwe do zlokalizowania przez lotnictwo wroga. Oczywiście nie można też zapominać o pracach nazistów nad bombą atomową. Jeśli mówimy tutaj o teoriach. Tę teorię łączy jednak z pracami Strug Holda, bowiem Amerikan raketę byłaby doskonałym nośnikiem pocisków nuklearnych. Z taką bronią Hitler rządziłby światem. Wyobraźmy sobie atak atomowy na Nowy Jork. To byłby ostateczny cios zadany Amerykanom, który mógłby przeważyć szalę wojny właśnie na stronę nazistów.
[17:33] - Mówi się też, że korytarze miały posłużyć za schronienie na wypadek przegranej Trzeciej Rzeszy w drugiej wojnie światowej. W końcu budowę, jak twierdzi część źródeł, rozpoczęto pod koniec wojny. Do dziś krążą legendy mówiące o strażnikach, którzy wciąż mają pilnować korytarzy.
[17:52] - Jak już wspomniałem w ostatnim wywiadzie, cytując Jerzego Rostkowskiego: „Strażnicy byli, są i będą”. Natomiast pytanie, czy pilnują oni także i Książa? Bardzo możliwe. Na pewno związani są z obiektami Riese, a Książ jest do nich bardzo często zaliczany. Co do schronienia, ta teoria jest zbyt banalna i zbyt wiele jest poszlak mówiących o tym, że pod zamkiem Wiele się działo i to znacznie więcej, żeby jego podziemia potraktować tylko i wyłącznie jako schronienie, jako bunkier.
[18:33] - Są też jednak źródła, które podają, że budowę podziemnych korytarzy rozpoczęto już na długo przed II wojną światową. Skąd się bierze ta rozbieżność?
[18:43] - To jest dość dziwne doniesienie. Nie wiem, skąd pochodzi ta teoria. Tu się uśmiecham z lekkim przekąsem, bo dla mnie to trochę taki przykład bajdurzenia w stylu Onetu. I nawet nie będę przepraszał, bowiem zbieram regularnie dowody jako taki antypasjonat tego portalu na to, że czego nie da się opisać, to się tam po prostu wymyśla.
[19:14] - To jest akurat taka teoria, która stała się popularna na pewnych forach o tematyce paranormalnej.
[19:20] - Musimy pamiętać, że tunele bezsprzecznie zaczęli budować naziści, a ci z kolei wkroczyli na zamek dopiero w 1940 lub 1941 roku. Natomiast organizacja Todt, która zajmowała się budową obiektów wojskowych, zaczęła w Książu działać dopiero w 1943 roku, więc były to jak najbardziej czasy II wojny światowej. Kopanie takich tuneli wymagało ogromnego nakładu prac i bez tysięcy robotników przymusowych nikt nie byłby w stanie takiego przedsięwzięcia rozpocząć. Oczywiście ja nie będę zaprzeczał. Na pewno jakieś podziemia wcześniej istniały, jak i w każdym innym zamku. Od piwnic na wino po drogi ewakuacyjne. W końcu to najzupełniej normalne, że średniowieczne warownie miały, musiały mieć wręcz tajne korytarze ewakuacyjne na wypadek oblężenia. Jednak ostatnia przedwojenna rozbudowa zamku, rozbudowa przeprowadzona przez właścicieli, która miała miejsce w latach 1907–1938, dotyczyła rozbudowy wieży z tego, co pamiętam i dobudowy dwóch neorenesansowych skrzydeł. Natomiast nie ma absolutnie żadnych danych na to, że von Hochbergowie budowali jakieś specjalne podziemia. Warto też wspomnieć o tym, że ten ród nie był nigdy sprzymierzeńcem nazistów.
Stąd też zamek został potem przez reżim III Rzeszy von Hochbergom odebrany, a księżna Daisy, która wcześniej była oskarżona o kolaborację z aliantami, została z zamku wyrzucona. Także ja osobiście teorię budowy podziemi jeszcze przed wojną włożyłbym między bajki.
[21:23] - Mówiliśmy już o teorii, jakoby podziemia zamku Książ, jakoby te korytarze miały służyć za schron dla armii III Rzeszy na wypadek przegranej wojny. Ale są też teorie, jakoby te podziemia stanowiły taką przechowalnię różnych skarbów, które III Rzesza zrabowała z innych krajów, między innymi z Polski, właśnie podczas wojny. Podobno w podziemiach zamku Książ ukryto między innymi Bursztynową Komnatę i różne inne zrabowane rzeczy.
[21:54] - Bursztynową Komnatę zwykliśmy umiejscawiać w zasadzie wszędzie, gdzie istnieją jakiekolwiek podziemia. Natomiast nie ma żadnych danych, które lokowałyby ten artefakt właśnie w Książu. Ba, powiem więcej, istnieją przesłanki przeczące temu twierdzeniu. Natomiast pewne jest, że w Książu przebywać miało przez pewien czas blisko pół tysiąca skrzyń ze skarbami. Jednak podziemia, w których wciąż prowadzono prace budowlane, gdzie łupały młoty pneumatyczne, gdzie wysadzano dynamitem ściany skalne, nie były bezpiecznym schronieniem dla delikatnych i wiekowych dzieł sztuki. Tym bardziej nie można by tam było umiejscowić Bursztynowej Komnaty, gdyż byłaby narażona na uszkodzenie lub zniszczenie. Te skrzynie, o których mówiłem, około 500 skrzyń, przewieziono w inne miejsce i na pewno lwia ich część znalazła się w klasztorze w Krzeszowie pod Kamienną Górą, czyli stosunkowo niedaleko. A co dalej? Cóż, naziści i Kościół mieli wiele wspólnych ideałów i celów, a Kościół mógł te dobra zarówno łatwo ukryć, jak i potem przemycić, gdzie trzeba. Nie wiem, czy na teren Niemiec, czy być może do Argentyny.
Tutaj niestety musimy zaznaczyć, że po skrzyniach ślad zaginął. Urwały się wszelkie tropy. Na pewno trafiły do Krzeszowa. Co dalej? Niestety już tego nie wiemy.
[23:32] - A ile jest prawdy w twierdzeniu, jakoby pod zamkiem bądź też w samym jego zamku miała znaleźć swoje miejsce kolejna kwatera Hitlera? Sporo takich dociekań znajdujemy w publikacjach, jakie ukazały się w Polsce po II wojnie światowej. Mówił też o tym między innymi Bogusław Wołoszański.
[23:49] - Teoria, że Książ miał być jedną z kwater Hitlera, jest bardzo prawdopodobna, a potwierdzenie znajduje i w polskich, i w niemieckich dokumentach, i w zeznaniach świadków. Pamiętajmy jednak, że istnieje też dość mocna kontrteoria mówiąca o tym, że niektóre lokalizacje kwater były fałszywe, a wynikały z polityki dezinformacyjnej. Naziści chcieli, żeby alianci myśleli, że Hitler może przebywać w jednym czy drugim miejscu po to, by skupiali się z potencjalnym atakiem na niewłaściwych lokalizacjach. Tym niemniej nie poddaję dziś w specjalną wątpliwość tego, że jeden z najpiękniejszych zamków Europy miał być jedną z siedzib Führera. Jednak rozmach, z jakim organizacja Todt budowała podziemia w Książu i w Górach Sowich wskazuje, że chodziło o coś znacznie więcej. A zatem zamek jako kwatera Hitlera jak najbardziej. Natomiast podziemia zamku Książ i podziemia kompleksu Riese to już inna bajka związana z o wiele większym przedsięwzięciem.
[25:02] - Współcześnie coraz więcej argumentów przemawia za tym, że w podziemiach Książa mogły być prowadzone badania nad nowym rodzajem broni, o czym już wspominaliśmy. Być może nawet atomowej. Słynnej Wunderwaffe, która miała odwrócić losy wojny.
[25:19] - Tak. Tutaj mogę dodać tylko to, że bardzo zagadkowe jest, że te podziemia wciąż są w zasadzie niedostępne, że wciąż odwleka się termin udostępnienia ich turystom. Być może znajdują się tam śladowe ilości promieniowania, które można byłoby wykryć nawet nieprofesjonalnymi licznikami Geigera. Dzisiaj można nawet w chińskich sklepach internetowych kupić za stosunkowo niewielkie pieniądze takie liczniki, takie mierniki promieniowania, więc być może byłby to dowód na to, że zarówno prace Struckholda nad zwiększeniem odporności pilotów rakiet, jak i próby montowania ładunków nuklearnych do tych rakiet faktycznie w podziemiach Książa miały miejsce. To jest dość mocna teoria i jeśli przyjrzymy się jej bliżej, nie ma w niej absolutnie nic fantastycznego. Wiemy doskonale, że naziści byli dosłownie o krok od skonstruowania bomby atomowej, przy czym prawdopodobnie byliby w stanie wysłać ją pociskiem sterowanym przez pilota samobójcę. Bowiem te rakiety międzykontynentalne miały być właśnie przez takich niemieckich kamikadze pilotowane.
[27:08] - Jednym z przyczynków do powstania teorii o budowie nowej broni w podziemiach zamku Książ były częste wizyty w tym miejscu dwóch ważnych osobistości życia politycznego i naukowego III Rzeszy: Wernhera von Brauna oraz Alberta Speera. Dlaczego ta dwójka tak bardzo interesowała się tym zamkiem?
[27:28] - Von Braun był jednym z czołowych konstruktorów rakiet i współtwórcą pocisków V2. Do tego prawdopodobnie był projektantem kolejnej generacji rakiet, czyli tych międzykontynentalnych, o których już mówiłem, a które miały dotrzeć do Ameryki. Po wojnie został z kolei jednym z pionierów amerykańskiego programu kosmicznego, podobnie jak Hubertus Strughold. Natomiast jeszcze w 1937 roku został, i tu proszę zwrócić na to uwagę, dyrektorem wspomnianego już wcześniej ośrodka na wyspie Uznam oraz oficerem w stopniu sturmmannführera. Albert Speer był z kolei ministrem uzbrojenia i amunicji, co też mocno jest związane z przemysłem rakietowym. Jeśli dodamy do tego trzecią osobę, czyli wspomnianego Hubertusa Strugholda, to wyłania się nam tutaj bardzo logiczna teoria. I powiem jak Macierewicz: przypadek? Nie sądzę. To wszystko świadczy o tym, że Książ był czymś więcej niż tylko kwaterą Hitlera. Jeśli trzy kluczowe dla programu rakietowego osoby spotykały się w jednym miejscu, a całkiem niedaleko funkcjonowała kopalnia uranu, to naprawdę wszystko to nie może być tylko i wyłącznie przypadkiem.
[29:04] - Podobno to, co zostawili Niemcy, to zaledwie część większej inwestycji, a dojście do kolejnych jej odcinków zostało skrupulatnie zasypane. Czy są może prowadzone jakieś badania mające na celu sprawdzenie, co się znajduje za tymi zwałowiskami? Gdzie można znaleźć jakieś dodatkowe informacje na ten temat?
[29:23] - To jest chyba najbardziej gorący temat w tej dyskusji. Nie wiadomo w zasadzie nic pewnego, chociaż wiele jest doniesień świadków mówiących faktycznie o tym, że Niemcy maskowali pewne wejścia, wyjścia, niektóre sale i chodniki. Powiem szczerze, choć być może narażę się tutaj komuś ważnemu, ale dla mnie wprowadzenie Polskiej Akademii Nauk z jej stacją sejsmograficzną to naprawdę afera grubymi nićmi szyta. Dzięki temu można było bowiem łatwo odciągnąć i badaczy podziemi, i poszukiwaczy tajemnic. Ta stacja rejestruje bardzo delikatne drgania, toteż nie wolno przebywać w podziemiach. Ale w takim razie czy imprezy masowe w Książu, huczne koncerty, festyny z poważnym nagłośnieniem nie są rejestrowane? Oczywiście, że są. A że w Książu takie imprezy odbywają się niezwykle często, to coś tutaj nie pasuje. Tym bardziej, że słyszałem, iż naukowcy ze stacji mieli narzekać na A koncerty rockowe organizowane w Ludwikowicach Kłodzkich, a to 35 km od Książa. Zatem turyści odwiedzający podziemia mają przeszkadzać w badaniach, a w zasadzie niemalże cotygodniowe imprezy w Książu w tych badaniach nie przeszkadzają?
To się tutaj nam mocno nie klei. Jak podaje „Gazeta Wrocławska” z 13 czerwca tego roku, najwcześniej to jest bardzo pozytywny scenariusz. 1 kwietnia 2016 roku podziemia mają w końcu zostać udostępnione turystom.
[31:17] - 1 kwietnia.
[31:20] - Tak, prima aprilis, prawda? Pytanie, dlaczego tak późno? Dlaczego w 2016 roku? Dlaczego tyle lat po wojnie? I tutaj pozwolę sobie na cytat właśnie z tej gazety. „Od około dwóch lat prowadzimy z Polską Akademią Nauk dyskusje w sprawie udostępnienia podziemi turystom bez podważania funkcjonowania w tym miejscu części naukowo-obserwacyjnej Polskiej Akademii Nauk” — mówi Roman Szełemień, prezydent Wałbrzycha. Niestety przez długi czas był opór i brak współpracy w tej sprawie. Mimo różnych propozycji z naszej strony nie było chęci rozwiązania problemu. Proszę zwrócić uwagę: opór i brak współpracy w tej sprawie. Brak chęci rozwiązania problemu to dość niezwykłe.
[32:13] - Właśnie. Śledząc losy współczesnych badań podziemi zamku Książ, można odnieść wrażenie, że komuś bardzo zależy na ukryciu, zatajeniu prawdy na temat tego obiektu. I znów pojawia się pytanie: komu? Po co? Dlaczego?
[32:30] - Właśnie. Dla mnie działalność Polskiej Akademii Nauk to tylko zasłona dymna. Tak jak naziści zwlekali z opuszczeniem tych podziemi w zasadzie do ostatniego dnia, tak też teraz polskie władze, zasłaniając się instytucją naukową, nie chcą tych podziemi oddać. Musi tam więc być coś, czego nie udało się do końca zbadać przynajmniej od 1976 roku, kiedy to Sztab Generalny Ludowego Wojska Polskiego przekazał podziemia właśnie Polskiej Akademii Nauk. I tu chciałbym odnieść się do jeszcze jednego cytatu. Co prawda nie mogę potwierdzić prawdziwości doniesień w nim zawartych, ale mimo wszystko proszę posłuchać, bo to naprawdę niezwykle ciekawe. Serwis sudety.net.pl pisze o książęcej placówce sejsmograficznej. Z cytuję: „Cała aparatura, komputery, oprogramowanie, środki łączności warte milion dolarów została nam podarowana przez USA w początku lat 90”. I dalej ten artykuł mówi o tym, że Amerykanie w zamian wymagali dość dużej dozy dyskrecji. A jak wiemy kompleksem Riese, w którego skład wchodzi Książ, po wojnie alianci się bardzo interesowali.
Najpierw gościli tam Rosjanie, a potem również Anglicy i Amerykanie dorzucili swoje trzy grosze. I jak opowiadałem ostatnio, to my jesteśmy tutaj tym głupim Jasiem jako Polacy, bowiem my o kompleksie Riese i o Książu nie wiemy nic. Natomiast wszystkie dane są w archiwach postradzieckich, czyli obecnie rosyjskich, angielskich i amerykańskich. Niestety raczej nie możemy liczyć na ich odtajnienie. Natomiast to doniesienie dotyczące aparatury przekazanej przez Amerykanów jest naprawdę niezwykle intrygujące i wskazuje na to, że komuś bardzo zależało na tym, żeby ta Polska Akademia Nauk mocno się tam zaszyła, nie dopuszczając innych do podziemi.
[34:54] - Ale właściwie co Polska Akademia Nauk tam bada? Bo to jest jakiś sprzęt do badań sejsmograficznych z tego, co pamiętam.
[35:01] - Dokładnie tak. Bada się tam wszystkie wstrząsy, ruchy górotworów. Tak naprawdę na terenie całego globu są podobne stacje, które potem porównują ze sobą wyniki. Dzięki temu jesteśmy w stanie bardzo dokładnie określić epicentra różnego rodzaju wstrząsów. Czy to wybuchów podwodnych wulkanów, czy ruchów górotworu, czy nawet takich zjawisk jak tąpnięcia i zawały w kopalniach. Na przykład to, co się dzieje na Górnym Śląsku czy na Dolnym Śląsku w Okręgu Miedziowym. Wszystkie te wstrząsy, te tąpnięcia są bardzo wyraźnie rejestrowane. Dane z tych stacji sejsmograficznych są potem dostarczane do odpowiednich instytutów, są ze sobą korelowane i dzięki temu można tworzyć dokładne mapy wszystkich zjawisk sejsmicznych. Natomiast jest mnóstwo miejsc, w których tego typu ośrodki można byłoby w Polsce zainstalować. I fakt, że od lat 70.
Polska Akademia Nauk rezyduje w Książu i tak bardzo broni tych podziemi, wydaje się być podejrzany, szczególnie w świetle tych wszystkich doniesień mówiących o tym, co Do '45 roku prawdopodobnie się tam rozgrywało.
[36:49] - A która z wersji o wykorzystaniu zamku Książ i tuneli pod nim przez nazistów wydaje się panu najbardziej prawdopodobna?
[36:57] - Ja osobiście obstaję przy rakietach międzykontynentalnych i pociskach nuklearnych. Zbyt dużo tutaj zbiegów okoliczności. Proszę spojrzeć: czołowi naukowcy, czołowi konstruktorzy rakiet, pobliska kopalnia uranu czy pobliska fabryka amunicji. Do tego rozpoczęcie tam w Książu prac tuż po zbombardowaniu dwóch kluczowych dla programu ośrodków w Berlinie i na wyspie Uznam. I oczywiście fakt, że dwaj wymienieni naukowcy, czyli Strughold i von Braun, zostali potem w Stanach Zjednoczonych ojcami programu kosmicznego. Ta działalność w Książu i w kompleksie Riese była o wiele ważniejsza nawet niż 500 wspomnianych skrzyń ze skarbami, bo wiązała się z panowaniem nad światem. Wiem, jak to brzmi panowanie nad światem, ale mówimy tutaj o wygraniu II wojny światowej, czyli ten, kto wygra tę wojnę, ten będzie panem świata. Więc to troszeczkę filmowe określenie czy literackie określenie panowanie nad światem jest tutaj jak najbardziej uzasadnione. W końcu kto wie, co by było, gdyby Armia Czerwona w odpowiednim momencie nie dotarła do Książa i kompleksu Riese. Być może dzień, być może tydzień, być może miesiąc więcej, a Niemcy byliby w stanie zbombardować Europę i Amerykę pociskami nuklearnymi.
A co do Armii Czerwonej, skoro już o niej wspominam, pamiętajmy, że pobliska kopalnia uranu dostarczała po wojnie Rosjanom materiały do radzieckich pocisków nuklearnych. Także, jak już wspomniałem, za dużo tu tych zbiegów okoliczności. Dlatego ja jestem zwolennikiem teorii mówiącej o testach na ludziach dotyczących wszystkich ekstremalnych zjawisk meteorologicznych, czyli wysokich, niskich temperatur, wysokich i niskich ciśnień, o testowaniu napędów rakietowych i o budowie rakiet atomowych, które miały pozwolić Hitlerowi wygrać II wojnę światową i zapanować nad całym globem.
[39:21] - To tyle, jeżeli chodzi o zamek Książ, ale korci mnie, aby tradycyjnie zadać na koniec audycji pytanie, co słychać u Łowców Przygód?
[39:31] - Bardzo dziękuję. Wszyscy zdrowi. Bardzo się cieszę z tych pytań, bo zawsze lubię trochę o działalności łowców opowiadać. Dosłownie dzień przed naszą rozmową odświeżyliśmy naszą stronę, zupełnie zmieniliśmy jej wizerunek. Ona jest w tej chwili o wiele bardziej przystępna. Będziemy ją też częściej aktualizować, bowiem do niedawna skupialiśmy się tylko i wyłącznie na informowaniu naszych widzów poprzez profil facebookowy, ale dostaliśmy takie sygnały, że nie każdy przepada akurat za portalami społecznościowymi. Natomiast strona www powinna być takim corem, takim rdzeniem tej naszej działalności. Także strona jest w nowej odsłonie o wiele fajniejsza, o wiele sympatyczniejsza. Od jutra będą się tam pojawiać bieżące newsy. Będzie dużo aktualności.
Uruchomiliśmy też osobny adres mailowy. To jest komunikacja@lowcyprzygod.tv. To jest adres mailowy dla wszystkich, którzy chcą się z nami podzielić historiami, którzy chcą nas poprosić o to, byśmy podjęli dany temat. Wcześniej takich doniesień, takich próśb dostawaliśmy bardzo wiele poprzez Facebooka, ale niektóre osoby sygnalizowały nam, że wolałyby właśnie komunikować się z nami via e-maile. Także ten adres komunikacja@lowcyprzygod.tv udostępniamy wszystkim, także i wszystkim słuchaczom, którzy w tej chwili są z nami. Piszcie do nas państwo, dzielcie się swoimi historiami i mówcie, co mamy dla was kręcić, co mamy dla was robić. Jesteśmy też po dwóch odcinkach nowego cyklu pod tytułem „Akta X”. To taki cykl, który jest specjalnie przygotowany z dedykacją dla słuchaczy, bowiem tutaj sięgamy trochę mniej po historię i zabytki, a bardziej po różne dziwne zjawiska, po różne ciekawe, mroczne, paranormalne historie. Dwa pierwsze odcinki są już dostępne na naszym profilu YouTube. To odcinek o obłokach srebrzystych.
I tutaj wszystkim, którzy czytają Lucjana Znicza, a wiem, że książki są tutaj często cytowane.
[42:07] - W Radiu Paranormalium też się czyta książkę o Trójkącie Bermudzkim.
[42:12] - I właśnie z tej książki. Dokładnie tak. Właśnie na końcu tej książki jest rozdział „Obce ślady”. Książka, zdaje się, została wydana w '89 roku. Nie mam jej w tej chwili pod ręką, ale stoi na półce i dosłownie patrzę na nią tutaj kątem oka. W tym rozdziale „Obce ślady” pierwsze doniesienie tyczy się właśnie obłoków srebrzystych. W tamtych czasach była to jeszcze wielka tajemnica, na której skupił się Lucjan Znicz. Dzisiaj znamy już odpowiedź i dlatego wszystkich zachęcam do obejrzenia odcinka o obłokach srebrzystych. Kolejny odcinek To z kolei historia radiostacji numerycznych. Tutaj słuchacze Paranormalium dobrze znają ten temat.
Trochę opowiadamy o tym, gdzie można tych radiostacji słuchać poprzez internet, a gdzie w zwykłym odbiorniku radiowym. Także zachęcam do obejrzenia i przede wszystkim zachęcam do tego, żebyście państwo współtworzyli z nami ten cykl, dlatego że każdy ciekawy temat nie pozostanie bez odpowiedzi. I tu znów wrócę do Znicza. W tymże rozdziale „Obce ślady” w książce o Trójkącie Bermudzkim jest bardzo ciekawa historia ze Śląska. Zbadałem ją na razie pobieżnie, ale wygląda to na kolejny temat dla łowców przygód. Otóż proszę sobie wyobrazić, że mniej więcej 90 kilometrów, może nawet mniej, w każdym razie niedaleko Wrocławia, w okolicach Nysy, w okolicach tych słynnych zbiorników wodnych, które są największymi kąpieliskami na Śląsku, w latach 70. doszło do przedziwnego zjawiska atmosferycznego. Otóż na totalnie bezchmurnym niebie pojawił się ogromny obiekt, ogromna czarna chmura, z której spadła taka masa deszczu, że zmyło jedną wieś z powierzchni ziemi. Dosłownie. Wieś nazywa się Szybowice i pisze o tym Lucjan Znicz, a potwierdzają to doniesienia zawarte na stronach gminy, do której należy ta wieś.
Tam jest cytat ze słów miejscowego księdza, który powiedział, że był to lokalny armagedon. Był to lokalny koniec świata. I to dość dziwne, dlatego że podobno żadna stacja meteorologiczna nie zarejestrowała tego zdarzenia, a to dość niezwykłe. Oczywiście jako meteorolog amator wiem, jak bardzo aktywny może być jeden duży, rozbudowany cumulonimbus, czyli chmura kłębiastoburzowa, jak wielkie opady może dać, ale są to opady chwilowe i rzadko kończą się potopem, a tutaj mieliśmy do czynienia z lokalnym potopem. Także wygląda to na kolejny temat dla łowców przygód, na kolejny temat, który warto zbadać, poszerzając spuściznę Lucjana Znicza, który zawsze był dla mnie idolem, przez długie lata był autorytetem i uważam go za najcenniejsze źródło informacji o wszelkich zjawiskach nienaturalnych na Ziemi. Mam wszystkie jego książki, czytam je ponownie. Lucjan Znicz jest mi bardzo bliski i zamierzam podążać tropami, które on wytyczył.
[46:10] - I pozostaje tylko mieć nadzieję, że wszyscy polscy publicyści zajmujący się tematyką paranormalną będą brali przykład z Lucjana Znicza właśnie, a nie z niektórych, nazwijmy to w cudzysłowie badaczy, którzy żerują na sensacjach typu miskolot ze Stanów. Naszym gościem dzisiaj był Marcin Drews z serwisu ŁowcyPrzygód.tv.
[46:36] - Bardzo dziękuję. Dziękuję panu za rozmowę i mam nadzieję, że Polska Akademia Nauk nie będzie ingerować w nasze przyszłe rozmowy.
[46:43] - Mamy jeszcze pomysły na kilka wywiadów. Tak więc pana Marcina jeszcze nie raz usłyszymy na antenie Radia Paranormalium. A na razie dziękujemy za uwagę. Mówił do państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Do usłyszenia ponownie już niedługo.