[00:13] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Zapraszamy na kolejne spotkanie z jednym z ludzi, których można spokojnie nazwać ludźmi niezwykłymi, ludźmi ciekawymi. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios", a dzisiaj jest z nami współzałożyciel projektu ŁowcyPrzygód.tv Marcin Drews. Dobry wieczór, panie Marcinie.
[00:36] - Dobry wieczór panu. Dobry wieczór państwu. Bardzo się cieszę, że po raz kolejny możemy rozmawiać.
[00:41] - Pana Marcina Drewsa już niektórzy słuchacze zapewne znają. Już brał pan udział w jednej z naszych audycji w Radiu Paranormalium. Wiem, że wielu słuchaczy i czytelników Radia Paranormalium i portalu Infra ogląda również internetowy projekt ŁowcyPrzygód.tv. Dzisiaj troszeczkę czasu również na ten projekt poświęcimy. W poprzedniej audycji z udziałem pana Marcina poruszyliśmy temat wydarzeń na Hohenstein i tajemnicy Argaroth. Dziś powracamy do państwa z nowym tematem. Opowiemy bowiem o kolejnym tajemniczym, można by rzec nawet upiornym miejscu na Dolnym Śląsku, a mianowicie o popadającym w ruinę zamku świątyni w Jędrzychowie. W przeciwieństwie do Hohenstein wydarzenia, jakie miały miejsce w Jędrzychowie, wydarzyły się naprawdę. Zanim jednak przejdziemy do szczegółów, chciałbym prosić, panie Marcinie, aby przybliżył pan naszym słuchaczom historię tego miejsca. Zacznijmy może od czasów najdawniejszych.
Co mówią o tej lokalizacji podania i legendy?
[01:42] - Wiemy stosunkowo niewiele. Był to zamek wybudowany przez księcia Henryka Głogowskiego w dość strategicznej lokalizacji, bowiem przy skrzyżowaniu traktów wiodących w stronę Lubina, Polkowic i Chocianowa. To były miejscowości, które wówczas liczyły się na mapie Dolnego Śląska. Tenże zamek przechodził z rąk do rąk. Różni właściciele się nim opiekowali. W końcu został zburzony w czasie jednej z potyczek i popadł w wieloletnią ruinę. I to tyle, jeśli chodzi o jego najdawniejszą historię. Niewiele więcej można na ten temat powiedzieć, dlatego że zachowały się jedynie szczątkowe doniesienia potwierdzające, iż taki obiekt był, że na początku była to typowa wieża zamkowa. Dopiero później obiekt zmienił kształt. Natomiast to, co więcej wiadomo, to historia, która rozpoczyna się w roku 1750, około roku 1750, kiedy obiekt przechodzi w ręce szlachty ewangelickiej, której przedstawiciele na gruzach zamku budują ewangelicką świątynię.
Budują kościół. Stąd też pewne przekłamania w internecie. Możecie państwo przeczytać o tak zwanym zborze obronnym. Jest to określenie niefachowe. Przede wszystkim nie ma w zasadzie kościołów, które pełniłyby funkcję obronną. Od tego były zamki. Natomiast ja tutaj z kolei nie jestem fachowcem, jeśli chodzi o religię, ale specjaliści od Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego zwracają uwagę, iż świątynie ewangelickie to nie zbory, jak zwykło się mówić, lecz podobnie jak w Kościele katolickim są to kościoły. Mamy więc kościół wybudowany na gruzach dawnego piastowskiego zamku, bo przecież książę Henryk Głogowski był Piastem. I cóż, właściciele niedaleko, kilkaset metrów dalej budują potężny pałac, w którym sobie pomieszkują. Natomiast kościół służy do nabożeństw, a także jest swoistym sanktuarium, miejscem, w którym składa się zmumifikowane zwłoki.
To tyle, jeśli chodzi o historię, o tę historię, którą można przeczytać w książkach. Natomiast jest jeszcze cały bagaż legend mówiących o podziemiach, o podziemnych korytarzach, o ukrytych skarbach, o infiltracji tegoż kościoła przez nazistów. I w każdej z tych legend muszę powiedzieć tutaj szczerze jest ziarno prawdy. Badam ten temat od dwudziestu lat, ba, od dwudziestu pięciu, ponieważ pierwszy raz pojawiłem się tam jako młodziutki dziennikarz w roku 1990 i znam każdy kamień. Natomiast nie udało mi się dotrzeć do tych podziemi, ale wiem, że one tam istnieją.
[05:19] - Do podziemnych korytarzy i skarbów jeszcze za chwilę powrócimy. Natomiast wiadomo, że w podziemiach zamku pochowanych było dwadzieścia jeden osób. Kim oni byli?
[05:29] - To byli członkowie prawdopodobnie rodziny właścicieli obiektu. Były to osoby uznane wśród społeczności ewangelickiej. Były tam także i dzieci, co jest rzeczą smutną, ale takie jest życie. Umiera człowiek w różnym wieku. Natomiast chciałbym tutaj sprostować jedną rzecz. Faktycznie bardzo często mówi się, iż zwłoki pochowane były w podziemiach. Nie Kaplica grzebalna nie była kryptą, jak donoszą przewodniki czy książki historyczne. Krypta to jest piwnica, to jest podziemie. Natomiast kaplica grzebalna była na parterze obiektu, czyli było tak zwane wejście z przyziemia. I tam faktycznie spoczywało 21 trumien, z czego większość była otwarta i w każdej z tych trumien spoczywały wspaniałe mumie.
Ja wiem, że brzmi to trochę groteskowo, kiedy mówię „wspaniałe mumie”, ale te ciała naprawdę były zachowane w znakomity sposób.
[06:47] - Wiele lat temu rozeszła się wieść, że wycofujący się w 1945 roku Niemcy ukryli w zamku kilkanaście tajemniczych skrzyń. Co w tych skrzyniach mogło się znajdować? Broń? Skradzione dzieła sztuki? Mapy? Podobno w podziemiach zamku ma się znajdować również tunel prowadzący do jednego z polkowickich kościołów. Ile w tym jest prawdy, a ile mitu, panie Marcinie?
[07:12] - Na pewno ta opowieść obrosła warstewką legendy. Natomiast jak wspomniałem na wstępie, jest w niej ziarno prawdy i to wcale nie takie małe ziarno. Bardziej orzech kokosowy niż gorczyca. Bowiem faktycznie z różnych niezależnych od siebie źródeł dowiedziałem się, iż prawdopodobnie w podziemiach obiektu coś było schowane, coś było ukryte. I tutaj może mała dygresja. Żeby lepiej unaocznić słuchaczom, muszę powiedzieć, że ten zamek był wybudowany na wzgórzu. Do dzisiaj nie wiemy, czy było to naturalne wzniesienie, czy też wzgórze usypane sztucznie. W każdym razie parter obiektu jest jednocześnie poziomem wzgórza. Czyli żeby dostać się na parter obiektu, trzeba się wspiąć na wzgórze. Ten parter jest mniej więcej na wysokości pierwszego piętra, licząc od ziemi.
I to wzgórze jest przekopane różnej maści piwnicami, lochami i podziemiami, z czego znamy tylko i wyłącznie jedną piwnicę. W tej chwili pustą, choć wiele lat temu dokonano tam dość makabrycznego znaleziska. Natomiast tuż przed wejściem do obiektu znajduje się ogromny teren, ogromne obniżenie, które jest niczym innym jak zapadłym stropem. Stropem zapadłym pod podziemną komorą, pod piwnicą czy też lochem, w którym przynajmniej od czasów II wojny światowej nikt nie był. Ponieważ nikt nie wie, gdzie było tam wejście. Różnych metod próbowano, by je odkryć. Niestety się to nie udało. Próbowano też kopać, próbując odkryć ten zapadły strop. Niestety na wierzchu jest bardzo gruba warstwa ziemi i roślinności. Rosną tam gęste drzewa i system korzeniowy sprawia, że nie da się po prostu przekopać bez profesjonalnego sprzętu.
W zasadzie trzeba byłoby tam wjechać z koparką. To nie może być łopata, to nie będzie szpadel, to nie będzie saperka. To musi być porządny kawałek automatu. To musi być koparka. I tylko taka maszyna mogłaby odkryć to zapadlisko. I co ciekawe, takie plany wreszcie po latach się pojawiają. Nawet konserwator zabytków przyznał i jest to pierwsze publiczne oświadczenie od 25 lat, że tam są nieodkryte podziemia i że te podziemia będą badane.
[10:13] - No właśnie, czy były robione już do tej pory jakieś próby badań tych korytarzy znajdujących się na tym terenie? Co wiadomo na ich temat?
[10:22] - Niestety bardzo niewiele. Jest legenda mówiąca o tym, iż z tego kościoła, z tej świątyni wiódł tunel w stronę Polkowic. Niestety jest to odcinek chyba siedmiu, może dziesięciu kilometrów, więc raczej wydaje się to mało prawdopodobne, by ktoś przekopał tak długi tunel. Natomiast nie jest powiedziane, że tunel nie wiódł do znajdującego się niedaleko pałacu, który był w rękach właścicieli tej świątyni. W każdym razie wiele niezależnych osób związanych z obiektem twierdzi, iż faktycznie takie tunele i takie podziemia są. Ale ponieważ zabytek nie należy do obiektów klasy zerowej i już dawno popadł w zapomnienie, to nikt nie pokwapił się, by dokonać jakichkolwiek badania. Niestety mówię to z ogromnym żalem. Tym bardziej że aktywnie 25 lat — co zresztą uświadamia mi to, że czas nie stoi w miejscu, a ja się naprawdę starzeję — ale 25 lat o ten obiekt walczyłem i naprawdę nikt nie był zainteresowany jakimikolwiek badaniami w celu odkrycia tych podziemi. Co też może sugerować, iż być może ktoś nie chce, by te podziemia w ogóle były odkryte.
[11:51] - Zamkiem w Jędrzychowie interesuje się pan od 1990 roku. Dlaczego właśnie ten obiekt nagle przyciągnął uwagę na początku lat 90.
[12:03] - Tutaj historia jest dość banalna, może nawet zbyt banalna, żeby opowiadać ją naszym słuchaczom, ale poświęcę na to minutę, dwie. Wówczas miałem Niewiele lat, bo 15. Byłem już młodziutkim fotoreporterem w jednej z lokalnych gazet i pisałem też swoje pierwsze artykuły, a jednocześnie byłem ogromnym fanem zabytków tajemnicy i zaprzysiężonym pasjonatem filmów z Indianą Jonesem. Więc kiedy się dowiedziałem, że 13 kilometrów od mojego miejsca zamieszkania jest jakiś tajemniczy zamek, w którym spoczywają mumie i o obiekcie tym nie mówi żadna książka, poprosiłem rodziców o to, żeby mnie tam zawieźli. I faktycznie była to wyprawa udana. Kiedy weszliśmy do kaplicy grzebalnej, okazało się, że zastaliśmy tam otwarte trumny, o których opowiadałem. Niestety zwłoki były w stanie potwornym. Nie ze względu na rozkład, ale ze względu na działalność wandali. Ponieważ z 21 ciał tylko jedno zachowało głowę. To jest niezwykle mroczna ciekawostka.
Zdecydowana większość, 20 głów zostało odciętych i zabranych. Nie wiadomo kto to zrobił i po co. Ciekawe na pewno też były trumny, które posiadały multum żeliwnych zdobień. Też nie wiadomo, co się z nimi stało. Te trumny w pewnym momencie, po jednej z moich interwencji po prostu zniknęły.
[13:50] - Dlaczego właśnie dokonano tej profanacji zwłok? Co mogło być tego przyczynkiem? Czy stał za tym motyw czysto rabunkowy, czy może było coś jeszcze? W jednym z artykułów, bodajże w pana artykule w serwisie naTemat.pl przeczytałem o przebiciu zwłok drewnianym kołkiem. To przywodzi na myśl wątki wampiryczne.
[14:11] - Dokładnie. Nie chcę nikogo straszyć. Nie chcę też tutaj prezentować żadnych spiskowych teorii dziejów. Natomiast trzeba przyznać, że w Jędrzychowie działy się rzeczy dziwne. Nawet jeśli złożymy to na karb działalności wandali, to co tam poczyniono jest z pewnością niezwykłe. Ciało, o którym pisałem, faktycznie było to ciało dziecka. Zostało pozbawione głowy, wyniesione przede wszystkim z kaplicy, zaniesione do piwnicy pod wieżą dzwonniczą, tam pozbawione głowy i przebite drewnianym kołkiem. Mało tego, było mnóstwo śladów, że odbywały się tam różnej maści rytuały. Nie mnie osądzać, czy były to zwykłe zabawy nastolatków, czy być może rytuały satanistyczne. Natomiast palono część zwłok.
Było tam mnóstwo świeczek. Trafialiśmy na zabite ptaki, które nie mogły się do środka dostać, ponieważ ptak nie byłby w stanie wlecieć do tej kaplicy grzebalnej. Z zewnątrz wejście było zamurowane, więc trzeba było przechodzić przez inne pomieszczenia. Także te ptaki musiały tam zostać wniesione. Były resztki świeczek, odrywano kończyny, coś z nimi robiono, układano je w przedziwne wzory. Także każda wizyta w Jędrzychowie zastawała mnie właśnie takim przedziwnym widokiem, którego nie jestem w stanie zinterpretować. Dlatego mówię: działy się tam rzeczy dziwne. Działy się za wiedzą, w związku z czym, jak mniemam, także za milczącą zgodą urzędników i parafii katolickiej, pobliskiej parafii katolickiej, która jest właścicielem tego obiektu, mimo że obiekt jest ewangelicki. Także jest to dziwna sprawa, którą dzisiaj bada policja, ale nie dlatego, że ktoś w końcu dostrzegł dziwność całej tej sytuacji, tylko dlatego, że jako redaktor naczelny „Łowców Przygód” złożyłem doniesienie do prokuratury. Nie wiązało się to już z profanacją tych zwłok, ponieważ one zostały pochowane, ale z kwestią zaniedbania obiektu.
Ponieważ ustawa o ochronie zabytków mówi, że właściciel jest zobowiązany odpowiednio zabezpieczać obiekt i moje doniesienie dotyczyło już właśnie takiej czysto, powiedziałbym, technicznej i absolutnie niemistycznej kwestii. Natomiast pozostaje niewyjaśnionym to, dlaczego pozwalano przez 25 lat... Tutaj mała dygresja, bo ktoś może się pogubić w chronologii. Co prawda w roku, o ile dobrze pamiętam, '94 doszło też po mojej interwencji do ekshumacji tych zwłok i pochówku na terenie obiektu. Jednak część tych ciał została. Po prostu ekshumacja była wykonana niefachowo, więc jeszcze trzy lata temu resztki ciał pozostawały w kaplicy grzebalnej i robiono z nimi przedziwne rzeczy.
[17:53] - Właśnie, z tego, co czytałem, swoje zrobił też grabarz, którego zatrudniono do pogrzebania zwłok w ziemi. Co on takiego z nimi wyczynił i jakie motywy mogły stać za jego działaniami?
[18:05] - Historia jest wręcz absurdalna. Nie powiem, że grabarz był pijany, ponieważ żeby stwierdzić upojenie alkoholowe, trzeba mieć wydruczek z alkomatu. Ja takiego dowodu nie mam. Natomiast mogę powiedzieć, że moim zdaniem zatrudniony grabarz był pod wpływem alkoholu, bo tak się zachowywał i to, co wyczyniał, to był absolutny danse macabre, ponieważ Te ciała wyrzucał z kaplicy grzebalnej przez dziurę wybitą dwa metry nad ziemią. Rzucał nimi jak kłodami, po czym już w świetle dziennym przed wejściem do budynku na kolanie łamał te ciała na kawałki po to, by zmieściły się w ledwie czterech trumnach. Wcześniej z tych trumien na moich oczach i na oczach kolegów, z którymi byłem, bo mam tutaj dwóch albo trzech świadków, którzy ze mną wówczas pracowali w telewizji, ów człek wyrwał białe płótno, żeby w trumnach było więcej miejsca i te połamane szczątki upchał, upakował, bo inaczej tego nie da się określić w tych właśnie czterech trumnach.
[19:28] - Zwłoki.rar.
[19:29] - Tak, dokładnie. To była kompresja zanim to jeszcze było modne. Mamy kilka zdjęć, które można w naszym materiale „Łowców przygód” zobaczyć. Widać tamtego grabarza. Widać akurat to ciało, któremu została jeszcze głowa. I jeśli przeliczymy, że grabarz zostawił chyba dwa albo trzy ciała, a pierwotnie było ich 21, to 18 ciał jednak udało mu się zmieścić w czterech trumnach. Także faktycznie zwłoki.rar.
[20:10] - Pozostawionymi w podziemiach szczątkami zaopiekowali się po grabarzu oczywiście również poszukiwacze wrażeń.
[20:18] - Tak jest. W sieci można znaleźć blog, którego adresu nie pamiętam w tej chwili. Natomiast pokazuje on młode dziewczęta pozujące w trumnach, pozujące z resztkami tych ciał, co jest chyba mało zabawne, natomiast raczej makabryczne. Tymi zdjęciami, z tego, co wiem, też zainteresowała się policja, ponieważ tutaj to jest domniemanie dotyczące profanacji zwłok, co oczywiście w tym przypadku mimo wszystko mnie wydaje się sprawą mniej ważną niż kwestia samego zabezpieczenia obiektu. Bo gdyby właściciel odpowiednio uniemożliwił wejście na teren osobom postronnym, to do takich sytuacji by nie dochodziło, a zabezpieczenie było niestety priorytetem, dlatego że jedna z piwnic zapadła się. Mówię o piwnicy pod wieżą dzwonniczą w ten sposób, że w ziemi była wyrwa w stropie i osoba, która nie zna topografii terenu, mogła tam wpaść i po prostu się zabić.
[21:36] - Wiemy, że sprawa zamku świątyni w Jędrzychowie jest od wielu lat regularnie tuszowana. Komu może zależeć na zatuszowaniu i dlaczego? Jakie są tego motywy?
[21:48] - To jest dość mocno skomplikowany temat. A mówię to z autopsji, dlatego że badam to od 25 lat i korespondowałem już chyba z każdym możliwym urzędem, z każdą możliwą instytucją. Liczyłem nawet na pomoc Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dość elegancko i dyplomatycznie kazano mi... Tutaj słowo nie powinno paść na falach radiowych, więc powiedzmy, kazano mi się przestać tym zajmować. O, tak to określmy.
[22:28] - Mówiąc paranormalnie, kazali panu zdematerializować się z tej lokalizacji.
[22:33] - Dokładnie tak. Lepiej bym tego nie ujął. W każdym razie jak wygląda sytuacja? Obiekt jest wpisany do rejestru zabytków od 1960 roku. Ja rozumiem, że w tamtych latach nie było pieniędzy na odpowiednie zabezpieczenie obiektu, na prace remontowe, chociaż gdyby wówczas zwykłą folią zabezpieczono dach, to ten obiekt dzisiaj wyglądałby pięć razy lepiej. Niestety dach uległ mocnemu zniszczeniu przy silnych deszczach, przy śniegach ta cała wilgoć przenikała do wnętrza, więc ten budynek jest w stanie daleko posuniętego rozkładu. Tym bardziej że całe wnętrze jest drewniane. To typowy kościół ewangelicki z drewnianymi emporami, czyli takimi pięterkami dookoła sali nabożeństw. Kiedy dowiedziałem się, że właścicielem tego obiektu jest parafia św. Piotra i Pawła w Szklarach Górnych, to miejscowość niedaleko Jędrzychowa.
Próbowałem czegokolwiek dowiedzieć się, natomiast nawet nie wpuszczono mnie na teren parafii. Udało mi się dosłownie raz zamienić chyba dwa słowa przez domofon, gdzie bardzo szybko zerwano ze mną połączenie, w związku z czym nie mogłem się dowiedzieć niczego na ten temat. I tutaj nagle dochodzi do sytuacji dziwnej, ponieważ właściciel kompletnie nie reaguje, nie zajmuje się tym obiektem, ale prac nad świątynią podejmuje się z kolei proboszcz z Jędrzychowa. To właśnie jest ciekawe, że świątynia jest na terenie Jędrzychowa, ale należy do Szklar Górnych. Natomiast wiekowy już proboszcz z Jędrzychowa postanowił obiekt zabezpieczyć. I plus jest to, że się starał. Natomiast jak wiemy dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Z inicjatywy tegoż proboszcza rozebrano bowiem zabytkowe dębowe klatki schodowe, które same w sobie były wspaniałe. To były przecudowne XVIII-wieczne konstrukcje drewniane. Rozebrano je po to, żeby użyć tych desek do zabicia wyłomów w murach.
Część z tych desek. Gdzie się podziała reszta? Nie wiemy. Natomiast można się domyślać, że poszły na opał, bowiem w zeszłym roku doszło do podobnego podziału, mówiąc w cudzysłowie, podziału tego mienia, kiedy miejscowi po prostu rozebrali salę do nabożeństw i zabrali deski po to, żeby zimą sobie palić w piecach. Ja interweniowałem wielokrotnie. Próbowałem rozmawiać z konserwatorem zabytków, wówczas wojewódzkim. Wtedy był jeszcze inny podział administracyjny kraju. Było to województwo legnickie. Szybko okazało się, że konserwator był mi bardzo przychylny do momentu, kiedy zapytałem o Jędrzychów i o właściciela obiektu i o sprawę dewastacji, i o sprawę profanacji zwłok. W tym momencie, kiedy poruszyłem te tematy, konserwator nabrał wody w usta i natychmiast zostałem publicznym wrogiem numer jeden, ponieważ zadawałem pytania.
Szybko się zresztą okazało, że konserwator żyje w bardzo wielkiej przyjaźni z właścicielami obiektu, co może nasuwać podejrzenia, że krył właściciela i krył ten fakt, że obiekt nie jest właściwie zabezpieczany. Ale z czasem ten konserwator przeszedł na emeryturę. Zastąpił go inny. Ten urząd wojewódzki stał się zamiejscową delegaturą urzędu wojewódzkiego, ponieważ zmienił się podział administracyjny kraju i nie było już województwa legnickiego, tylko województwo dolnośląskie. I sytuacja nie przyniosła żadnej zmiany. Mało tego, mam pisemne dowody na to, iż urząd konserwatora zabytków kłamie i kłamał wielokrotnie, wprowadzając dziennikarzy i osoby zainteresowane w błąd, kiedy pytany był o to, kto jest właścicielem obiektu. Była taka sytuacja, że przyjechał zza zachodniej granicy człowiek związany prawdopodobnie z Dolnym Śląskiem poprzez rodziców czy dziadków, bo jak wiemy, były to tereny niemieckie. I kiedy przypadkiem znalazł się w Jędrzychowie, z miejsca zakochał się w tej świątyni do tego stopnia, że powołał stowarzyszenie przyjaciół tego kościoła. Wydał nawet dwa internetowe ziny na ten temat i miał plany zakupu i odbudowy obiektu. Niestety jeździł po wszystkich możliwych urzędach w województwie i każdy wskazywał na innego właściciela.
Natomiast w żadnym przypadku nikt nie przekazał temu człowiekowi prawdy. Ostatnio złożyłem pisemne zapytanie do konserwatora zabytków, dlaczego przedstawiciel urzędu kłamał w kwestii tego, kto jest właścicielem. I odpowiedź brzmiała: „Nie wiem”. Także tyle, jeśli chodzi o urzędnicze wytłumaczenie. Natomiast jest to zabawne. Mówię to trochę z przymrużeniem oka i trochę tak na smutno, ale w jakimś sensie jest to zabawne, że kiedy łowcy podjęli temat i dość mocno zaczęli dokręcać śrubę czynnikom urzędowym, to okazało się, że wsadziliśmy kij w naprawdę duże mrowisko i zaczęli występować w telewizji wszyscy związani z tym obiektem: jeden konserwator, drugi konserwator, rzecznik kurii biskupiej. I najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że jedna wypowiedź przeczyła drugiej, w związku z czym mamy do czynienia z chaosem informacyjnym, który moim zdaniem nie jest chaosem przypadkowym, tylko jest dalszą próbą wprowadzania ludzi w błąd.
[28:52] - Po tym, co pan powiedział, trudno faktycznie nie odnieść wrażenia, że komuś bardzo zależy na ukryciu wszelkiej prawdy o tym zamku i o tym, co się tam dzieje. Natomiast co się dzieje z zamkiem dzisiaj? Z tego, co mi wiadomo, z tego, co ja przynajmniej czytałem, wynika, że coś tam wreszcie w zeszłym bodajże roku ruszyło w zakresie zabezpieczenia obiektu przed dalszą dewastacją.
[29:17] - Faktycznie tak. Kiedy uruchomiliśmy już wszystkie nasze, kolokwialnie mówiąc, wtyczki medialne i przyjechaliśmy tam na miejsce ze stacją TVN24, która zrobiła dwa dość mocne materiały na ten temat, proboszcz z innej jeszcze wsi, bo ze wsi Sobin, też sąsiadującej z Jędrzychowem, wziął sprawy w swoje ręce. I tu też dziwna sprawa. Dlaczego proboszcz z Sobina, a nie dlaczego nie parafia Świętego Piotra i Pawła w Szklarkach Górnych? Dlaczego właściciel nic nie robi? Dlaczego właściciel milczy? Ponieważ proboszcz z Sobina jako przedstawiciel innej parafii nie jest stroną w sprawie. No ale zostawmy to, bo to są już niuanse prawne. Mniej lub bardziej prawne. Natomiast faktycznie padł blady strach i na czynniki urzędowe, i na czynniki kościelne.
Tym bardziej że na to wszystko są paragrafy w ustawie o ochronie zabytków. I faktycznie podjęto prace związane z zabezpieczeniem obiektu. Polega to na tym, że wstawiono bramę wejściową, uniemożliwiając wejście na teren obiektu. Zamurowano wszystkie okna i wszystkie otwory na parterze i bodajże na pierwszym piętrze. Zabezpieczono zapadłą piwnicę. Natomiast pozostają w dalszym ciągu wyrwy w murze, także na teren obiektu można bez problemu wejść. Tyle że już nie da się wkroczyć do samego kościoła. Co ciekawe, te prace wyceniono, o ile dobrze pamiętam, na sto pięćdziesiąt tysięcy złotych, co jest kwotą astronomiczną w przypadku kilku takich zabezpieczeń, bo tam mieliśmy do czynienia z użyciem może stu pustaków, jakąś starą bramą przywiezioną prawdopodobnie ze złomowiska i kawałkiem płotu, którym zabezpieczono tę wyrwę w ziemi. Także prace były dalekie od profesjonalnych. Co jeszcze?
Wycięto drzewa, twierdząc, że są to samosiejki. I co ciekawe, te samosiejki jako młodziutkie drzewa widnieją na przedwojennych widokówkach. Także ktoś się bardzo mocno pomylił tutaj w tej rachubie.
[31:56] - Albo zadziałał celowo.
[31:58] - Być może. Natomiast może powrócę do tego wątku, o którym mówił pan na początku, ponieważ ja go przez swoje gadulstwo nie dokończyłem. Rozmawialiśmy o możliwości ukrytych skarbów i moje zdanie jest takie, że ktoś czekał, aż obiekt w końcu będzie na tyle zniszczony, żeby można było zadziałać według przepisów, według planu zagospodarowania przestrzennego, do którego dotarłem. Gminnego planu, który mówi, iż jeśli obiekt będzie już w stanie daleko posuniętej dewastacji, to będzie można go zburzyć i w jego miejscu postawić działalność usługową. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację. W tej chwili jest to obiekt chroniony prawem. Jest to zabytek wpisany do rejestru, więc niespecjalnie można tam kopać. Niespecjalnie można tam szukać tych skrzyń, niespecjalnie można też wjechać z koparką, nie wzbudzając żadnych podejrzeń i nie łamiąc żadnych przepisów. Jeśli ten obiekt zostanie uznany za tak zniszczony, że zostanie przeznaczony do rozbiórki, to w tym momencie wyburzanie tego obiektu będzie znakomitym pretekstem do tego, żeby w tej ziemi pogrzebać i odnaleźć to, co jest tam prawdopodobnie schowane. I co ciekawe, obiekt ma zostać przekazany pewnej fundacji, o której absolutnie nic nie wiadomo.
Jeśli się pogugluje w sieci, to można oczywiście znaleźć REGON, KRS i nazwę tej fundacji. Natomiast kompletnie nie wiadomo, czym się ta fundacja zajmuje. Fundacja podobno znajduje się kilka wsi obok, także nie wiem, skąd fundacja w malutkiej wiosce, ale jakaś tam funkcjonuje. Być może została założona właśnie specjalnie pod tę potrzebę. I taka ciekawostka. Konserwator zabytków wspomina tylko o tym, że pewna fundacja przejmie obiekt, ale nie chce mówić jaka. Natomiast pospieszył się dziennikarz z „Gazety Katolickiej”, bodajże z „Gościa Niedzielnego”, ponieważ podał dane tej fundacji i myślę, że tutaj wyskoczył trochę przed szereg, bo w tej chwili będzie można tę fundację prześwietlać, co zamierzam zresztą zrobić, bo sprawa w dalszym ciągu jest niezwykle dziwna. Ja od dwudziestu pięciu lat chcę wiedzieć, co jest pod ziemią i chcę, żeby jeśli cokolwiek tam uda się znaleźć, żeby trafiło to do muzeum, a nie do rąk prywatnych.
[34:46] - A ja odnoszę takie wrażenie, że zamek-świątynia w Jędrzechowie to nie pierwszy i nie ostatni obiekt, na miejscu którego prędzej czy później stanie Biedronka. Ale na koniec naszej audycji mała zmiana tematu. „Łowcy Przygód TV” cały czas się rozwija. Wiem, że słuchacze Radia Paranormalium również się tym projektem interesują. Czy może pan zdradzić jakieś plany związane z „Łowcami Przygód” właśnie? Z tego, co widziałem na fanpage'u, szykuje się coś o Rieze między innymi.
[35:18] - Tak, dokładnie tak. Rieze było pierwszym tematem, który zaczęliśmy realizować. Niestety byliśmy wtedy za słabi sprzętowo i temat nas trochę przerósł, więc przesunęliśmy realizację na czas, kiedy będziemy odpowiednio dosprzętowieni. Chociażby w ten sposób, żeby robić zdjęcia w ciemnościach, ponieważ chcieliśmy pokazać te podziemia, ale nie tylko w taki sposób, że będziemy świecić latarką po stropach. Natomiast tak, Rieze jest jednym z tematów, ale nie będę ukrywał, że to właśnie kontakt z państwem, kontakt z radiem i z portalem Paranormalium podsunął nam pomysł, by sięgać właśnie po tematykę nieco zbieżną z waszą. To znaczy zaczynamy wyszukiwać różne miejsca, z którymi związane są legendy niezwykłe, które mają w sobie jakiś wątek mistyczny czy też tyczą się może właśnie jakichś nieznanych technologii. Tutaj, jeśli chodzi o Rieze, mamy bardzo dużo różnych historii związanych z tym, co Niemcy mogli tam robić. Ale nie tylko tam będziemy, bo chcemy wrócić na Wysoki Kamień, na Der Hochstein, dokładnie w rocznicę tego rzekomego porwania chłopców i chcemy tam spędzić noc. Będziemy też spędzać noc w ponurym, ale przepięknym neogotyckim szpitalu, opuszczonym szpitalu w Mokrzeszowie, gdzie w czasie II wojny światowej był prowadzony program Lebensborn. Bardzo niesławny program.
płodzenia Aryjczyków dla III Rzeszy. Szukamy tematów, zaglądamy na wasz portal, oczywiście nie chcąc niczego podkradać, natomiast jesteście dla nas dużą inspiracją i obiecuję, że w tym kierunku będziemy zmierzać. Chcemy, żeby słuchacze Radia Paranormalium i czytelnicy portalu też mieli u nas coś do obejrzenia, coś do posmakowania. Zdradzę w tej chwili chyba największą tajemnicę: temat, którym będziemy zajmować się wkrótce, może nie ma w sobie pierwiastka mistycznego, ale jest jedną z najmroczniejszych historii związanych z Dolnym Śląskiem. Będziemy śledzić losy dolnośląskiego kanibala, który znany był z tego, iż konsumował osoby bezdomne, a resztki ich mięsa sprzedawał na wrocławskim rynku. To bardzo mroczna, bardzo dziwna historia, która mogłaby stać się kanwą naprawdę znakomitego horroru. Natomiast jest to prawda, jest to historia niesławna, natomiast z pewnością warta opowiedzenia.
[38:40] - A czy macie w planach coś z pewnym, powiedzmy, stworzonym człowiekiem, który nosiłby dzisiaj imię Ząbkowice Śląskie, czyli z Frankensteinem?
[38:49] - Jak najbardziej, to jest jeden z tematów, który jest u nas na liście. Chcemy się rozprawić z tą legendą. To może jest złe słowo. Nie tyle rozprawić, co zbadać jej źródła, dlatego, że tutaj mamy dwie szkoły: falenicką i otwocką, jak mówi stare przysłowie. Są zwolennicy teorii mówiącej, iż faktycznie Mary Shelley inspirowała się historią z Ząbkowic Śląskich, czyli z ówczesnego Frankenstein. Natomiast przeciwnicy tej teorii mówią, iż jest to zwykły zbieg okoliczności. Tak czy siak, niezależnie od tego, jaka jest prawda, historia, która wydarzyła się w Ząbkowicach, jest warta opowiedzenia. Jest niezwykle mroczna, jest niezwykle ciekawa i zawiera w sobie taki pierwiastek nie tylko horroru, ale też niezwykle ciekawej opowieści socjologicznej, ponieważ mówi o reakcjach ludzi i o tym, jak fakty z czasem przeradzają się w legendy. Ponieważ ta historia z roku na rok i z wieku na wiek ewoluowała do niezwykle fantastycznej opowieści.
[40:04] - Tak więc będziemy śledzić rozwój projektu ŁowcyPrzygód.tv. Wiem, że słuchacze Radia Paranormalium oraz czytelnicy nie tylko strony paranormalium.pl, ale również portalu infra.org.pl żywo interesują się tym, co panowie przygotowujecie, tym, co publikujecie. Tak więc można przypuszczać, że te plany, które pan przed chwilą ujawnił, tylko jeszcze wzmogą apetyt na wiedzę i na materiały ŁowcówPrzygód.tv. Na tym możemy chyba zakończyć dzisiejszą audycję. Naszym gościem był dzisiaj Marcin Drews z projektu ŁowcyPrzygód.tv. Dziękujemy bardzo, panie Marcinie.
[40:48] - Ja bardzo dziękuję i serdecznie pozdrawiam wszystkich słuchaczy i wszystkich czytelników. Łowcy Przygód zawsze będą o was pamiętać.
[40:57] - A przy mikrofonie mówił do państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia.