Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:01] - To think for yourself and question authority. Halo, halo! Witam wszystkich bardzo serdecznie w Radiu Na Fali, w Hiperprzestrzeni w sobotni wieczór. Ja tu mam troszkę inny dzień, bo audycja jest nagrywana, leci centralnie z puszki, bo tak się złożyło, że nie mogę być o tej samej porze przy mikrofonie, czyli w sobotę. Dlatego słuchacie audycji z puszki. Także witam was wszystkich bardzo serdecznie. Witam ciebie, słuchaczko i ciebie słuchaczu. Witam wszystkich słuchaczy z Radia Paranormalium, które retransmituje Hiperprzestrzeń. Pozdrawiam wszystkich Mecenasów Radia Na Fali. Peace and love, kochani.
Przepraszam za to, że Mecenasi wpłacający wsparcie dla radia na polskie konto jeszcze się nie pojawili na stronie Radia Na Fali. Przepraszam was kochani, jeszcze nie dostałem tych wszystkich informacji. Także nie mogę was jeszcze wymienić z imienia, nicknamu i podziękować wam tak normalnie, po ludzku. Jeszcze czekam na te informacje. Także dajcie mi parę chwil. Co się odwlecze, to nie uciecze. Także przepraszam za zamieszanie i proszę o odrobinę wyrozumiałości i cierpliwości. Jak tylko się te dane pojawią od razu ruszę do podziękowań. Co jeszcze chciałem powiedzieć tytułem wstępu? Właśnie tak szybciutko, że niedługo będzie Grzegorz już na matczynej ziemi, można powiedzieć, będzie w Polsce.
Za parę chwil ruszą do was wszystkie zaległe tomy Carlosa Castanedy jak nic, czyli prezent od Radia Na Fali za wspieranie Radia Na Fali. Prosto od radia, prosto dla was. Właściwie za prezentami stoi Grzegorz, nie kto inny. To on wpadł na ten pomysł. To on to zorganizował i to jemu należy się dziękować i to jemu należy się kłaniać. Ja tu tylko tak do skoku, że tak powiem, dochodzę i spijam śmietanę z tego tortu. Właściwie zżeram wisienkę poniekąd. Pozdrawiam serdecznie Grzegorza ze swojego słonecznego ogrodu. Was też pozdrawiam. Za chwilę się przeniosę do tego ogrodu.
Zobaczymy, jak mi się tam będzie nagrywało. A co dzisiaj w Hiperprzestrzeni? Dzisiaj chcę się zastanowić troszeczkę nad kwestią szkoleń, nad kwestią prelekcji, nad kwestią różnych koncepcji, które się pojawiają dookoła, a głównie w internecie. Właściwie za pomocą internetu, bo internet stał się takim konkretnym medium, które przerosło te wszystkie mainstreamowe bullshity, jak ja to nazywam, czyli wszystkie te historie, które są skorumpowane nieprzeciętną cenzurą. Tam nie można mówić wszystkiego. Tam można mówić tylko to, co się podoba sponsorom i to takim specjalnym sponsorom. Także internet przejął na siebie taką poważną rolę komunikacyjną już parę lat temu i ta rola się coraz bardziej zwiększa z czasem i większa, i większa, i większa, i rośnie, i rośnie. I bardzo dobrze. No i przy okazji pojawiło się dużo różnych rzeczy w tym internecie. Pojawili się tacy ludzie jak ja, tacy szaleńcy, którzy opowiadają takie rzeczy i puszczają takie podcasty.
No a oprócz tego pojawili się ludzie, którzy za pieniądze są w stanie spowodować, że sami dobrowolnie, za pomocą magicznego dotknięcia, za pomocą nie wiem czego, zmienimy swoje własne życie. Już chciałem powiedzieć za pomocą magicznej pigułki, ale nie do końca, bo właśnie tam nikt pigułek nie oferuje. Pigułki oferują korporacje farmaceutyczne. To ich domena. Natomiast w internecie pojawili się ludzie, którzy oferują nam masę różnych prelekcji, szkoleń właściwie i takich warsztatów, które spowodują, że nagle upgrade'ujemy swoje życie do jakiegoś lepszego statusu. Ja mam taką refleksję na ten temat, bo dla mnie to jest troszeczkę takie szaleństwo. To jest taki właśnie wykwit tej cywilizacji, tylko że w troszeczkę innej formie. No i właśnie o tym będę chciał dzisiaj troszeczkę pogadać, porozkminiać się nad tymi tematami związanymi z warsztatami. Kurde, znowu nie czuję i rymuję. To chyba jakiś taki zbawienny wpływ rymowanych księcia Edwarda.
Właśnie. Przy okazji jeszcze zapraszam was, żebyście wpadli do archiwum Radia Na Fali, gdzie oczywiście są też moje podcasty takie jak „Wieczorowa Pora”, „Synteza”, „Dokładka”. Ale oprócz mnie są wyborne podcasty moich kolegów radiowych, czyli Edwarda „Wieczorowa Pora”. Zapraszam bardzo serdecznie. Książęca audycja, bardzo książęca. Jest „Czas snów Grzegorza”, o którym wspominałem. To są sny Grzegorza. Zapraszam serdecznie. Posłuchajcie moi drodzy, naprawdę warto. Właśnie, bo zapomniałem powiedzieć dosyć istotna informacja: Konwent Wiedzy Alternatywnej, bo konwent się zbliża.
15, 16, 17 zdaje się. Wszystkie informacje będą podane na stronie Radia Na Fali, także za chwilę spotkacie tam na pewno baner na sliderze na głównej stronie, który wam będzie opowiadał o tym, kiedy i gdzie to wszystko się dzieje. A za chwilę w Radiu Na Fali pojawi się też Basia i Tomek Grubba, czyli organizatorzy Konwentu Wiedzy Alternatywnej. A Konwentowi jak zwykle od chyba samego początku Radio Na Fali patronuje obiema rękami, nogami i nie tylko. Właściwie jesteśmy, jak to się dosyć poważnie mówi, patronem medialnym. Ale brzmi kurczę blade. No to jesteśmy tym patronem medialnym, a oprócz tego jesteśmy znajomymi i lubimy to, co robimy nawzajem i lubimy się wspierać. Dlatego też usłyszycie o konwencie, co będzie na nowym konwencie, bo lato nadchodzi. Także szykujcie się powoli, żeby zbierać dupsko w troki i wybrać się nad ładne polskie morze, jeżeli macie taką okazję. Mnie tam akurat nie będzie.
Oczywiście jak zwykle bardzo bym chciał, ale okazuje się, że obowiązki zatrzymują mnie w Londynie. Zatem ja zostaję tutaj. Będę obserwował z daleka, a wy jak macie czas to bierzcie, pakujcie plecaki i ruszajcie na ten konwent. Jak znaleźć ten konwent? Kiedy się odbywa? Dowiecie się już niedługo. A jeżeli jesteście niecierpliwi, to zapraszam na stronę fraktalna.pl. Tam są też informacje na temat konwentu, łącznie z datą i wszystkimi detalami. A oprócz tych wszystkich informacji są jeszcze pozostałe odcinki Hiperprzestrzeni, w których gościnnie był Tomek Grubba, była Basia. No i opowiadali te wszystkie historie, jak jest na konwencie, co trzeba ze sobą wziąć, o co w ogóle chodzi w tej imprezie.
Także nie pozostawiam was szczęśliwie bez żadnej informacji. Szczęśliwie dla siebie mam dla was po prostu wszystkie informacje w archiwum. Także na temat konwentu oczywiście. Także śmiało, jeżeli czegoś nie wiecie, wędrujcie do archiwum i szukajcie tam informacji. No i przybywajcie na ten Konwent Wiedzy Alternatywnej. Dzisiaj właśnie o szkoleniach, ale nie związanych z konwentem, ponieważ na takich imprezach też się odbywają różne szkolenia, warsztaty i tego typu hece. Ale ja dzisiaj o troszeczkę innej naturze warsztatów, o troszkę innej naturze szkoleń, o czymś troszeczkę innym. Bo ja sobie podzieliłem to na dwie grupy, roboczo, na potrzeby tej audycji. Są pewne rzeczy, które są praktyczne, czyli spotykamy się z pewnymi ludźmi, którzy pokazują nam, jak coś robią i robią to fajnie i się uczymy tego robić i wszystko jest okej. Sami zaczynamy robić to całkiem nieźle.
Następnie rozwijamy te koncepty, to wszystko rusza w świat i jest naprawdę rewelacyjnie i wszystko działa. I to jest jedna historia. A druga historia to jest taka historia, że przychodzimy do kogoś, kto nam mówi: „Usiądź, ja ci powiem kilka zdań i te kilka zdań zmieni twoje życie”. Czy jakoś tak. Ciekawy koncept. Może tak się odbywa. Nie wiem. Jeszcze nigdy nie spotkałem kogokolwiek, kto zmieniłby swoje własne życie pod wpływem takiej terapii, która wygląda troszkę jak siedzenie na krzesełkach i rozmawianie z kimś na temat, co ja robię ze swoim własnym życiem. Są takie terapie i chyba taka najsłynniejsza terapia to jest właśnie psychoterapia, że się siedzi na kozetce, tak zwana, można powiedzieć w cudzysłowie wielkim, postfreudowska psychoanaliza. Siada się albo się kładzie.
Lekarz siada obok, udaje, że się interesuje naszym życiem, a my mówimy, spowiadamy się z tego, że się źle czujemy i ponoć po tym spowiadaniu się, że się źle czujemy, mamy wrócić do siebie i mamy zostać mądrymi, odpowiedzialnymi, dobrze czującymi się ludźmi ze sobą samymi. Wygląda bardzo różnie. Z reguły te terapie polegają na ciągnięciu kasy od klienta przez całe jego życie, przynajmniej tak długo, jak ma siłę, żeby się z ledwo z wyra wyciągnąć portfel i zapłacić temu lekarzowi za tą wizytę. Tylko pod tym warunkiem. Natomiast z drugą stroną tak za bardzo nie chce działać. A jest kilka bardzo ciekawych koncepcji, kilka bardzo ciekawych terapii, które właściwie są rozdawane za darmo wszędzie na świecie, o których informacja jest ogólnie dostępna, aczkolwiek nie są one preferowane, ponieważ tam jest ten podstawowy problem, że właściwie odcina tak zwanego lekarza od źródła dochodu, ponieważ pacjent, na nieszczęście współczesnych lekarzy, staje na nogi, wraca do zdrowia i nie ma ochoty wracać do gabinetu lekarskiego i płacić za kolejne wizyty. I to jest taki właśnie problem współczesnej historii związanej z tym, jak się sami leczymy, jak podchodzimy do swojego zdrowia psychicznego, do wielu spraw. Jak do tej pory ustanowiliśmy taką cywilizację, która robi wszystko na zasadzie abonamentu, czyli płacimy komuś abonament za obietnicę tego, że kiedyś, z reguły w niedługiej przyszłości, przynajmniej tak staramy się o tym myśleć, wyprostuje nasze życie, postawi nas na nogi. I sami też wierzymy, troszkę budując tą cywilizację, że pewnego dnia wszystkie te cywilizacyjne hocki-klocki, nowe wynalazki, nowe rzeczy, nowe odkrycia, politycy, nowe prawa, nowe armie, nowe zasady spowodują, że wyprostuje się nasze cywilizacyjne życie, że cała cywilizacja się wyprostuje i że będzie już wszystko okej. Musimy jeszcze tylko troszeczkę powalczyć, spalić trochę ropy, wykonać kilka innych ruchów i wszystko będzie lepiej.
Nie wiem, czy tak będzie. Znaczy bym się nie spodziewał, nie stawiałbym na taki, że tak powiem, rozwój sytuacji. Podobnie jak w przypadku owych szkoleń i owych warsztatów. Też nie stawiałbym na taki rozwój sytuacji. Myślę, że te patterny, które w sobie nosimy, historie, które odpowiadają za nasze relacje ze światem zewnętrznym, są schowane troszeczkę głębiej. I takie warsztaty, które polegają na właściwie operowaniu schematami, że ktoś kiedyś wymyślił schemat, że jeżeli człowieka właduje się w taką, a nie inną sytuację towarzyską, w jakiejś grupie albo tylko i wyłącznie z terapeutą, to doprowadzi się go do jakiejś sytuacji, gdzie stanie pod ścianą albo przynajmniej się poczuje, że stoi pod ścianą i będzie musiał wypluć z siebie te wszystkie złogi tych paskudnych emocji. I to wystarczy. I ten poziom jest absolutnie zadowalający. Okazuje się, że nie do końca. A właściwie to nawet chyba ten poziom, o którym mówimy, czyli taki poziom z kozetki, gdzie opowiadamy lekarzowi, że ktoś nas zdenerwował, bo zaparkował na naszym miejscu, a my chcieliśmy tam zaparkować samochód i cofamy się z tym wspomnieniem do czasów, kiedy byliśmy małym chłopcem i mama nas zbiła, gdzie odstawiliśmy rower albo coś w tym stylu.
Nie wiem, czy to naprawdę pomaga. Nie wiem, czy to jest tędy droga. Na pewno na bazie tych wszystkich historii powstała potężna gałąź przemysłu, który się aktualnie nazywa psychiatrią, psychologią, bo to jest właściwie gigantyczny przemysł, który bazuje na tym, że wszyscy mieszkamy w patologicznej cywilizacji, o czym naprawdę nie będę tu chyba dużo mówił, bo i tak często o tym opowiadam. I z tej okazji wszyscy jesteśmy troszeczkę trzepnięci nie w tą stronę, w którą powinniśmy. I efekt jest taki, jaki jest, że jest zapotrzebowanie na rodzaj biznesu, który sprzedaje nam obietnicę tego, że będzie wszystko okej, że już nigdy nie będzie źle, że zawsze będziemy czuli się dobrze. I stąd się biorą wszystkie te szalone historie. Oczywiście jest to takie, jak się po angielsku mówi temporary, czyli po polsku tymczasowe rozwiązanie, właściwie bazujące tylko i wyłącznie na tym momencie, kiedy mamy pod ręką suto wypchany portfel dolarami. Nie alufergami, ale dolarami. Nie wiem, czy lekarze przyjmują alufere, dżiny i pas, ale na pewno przyjmują dolary i inne waluty. Tak że tak długo, jak mamy w kieszeni zasoby finansowe, tak długo ten system działa.
Ale co się dzieje, kiedy system nie działa? Kiedy naprawdę jesteśmy skonfrontowani z jakimiś bardzo poważnymi problemami w sobie, które już wiemy, że są w nas, już zidentyfikowaliśmy źródła tego problemu i teraz jak się tego pozbyć? Jak wyrzucić to z siebie? Ja jestem zwolennikiem takich bardzo prostych terapii, bardzo rdzennych terapii, które mają tysiące lat, są tak samo stare jak my, jako istoty na tej planecie. I wcale nie widzę specjalnego powodu, dla którego miałbym od tych terapii uciekać i Wymyślać sobie jakieś nowe teologiczne konstrukcje po to tylko, żeby nie skorzystać z czegoś, co działa. Haha. To moje podejście, o którym też zresztą dzisiaj troszkę wspomnę, jak zwykle. Tu dziękuję bardzo serdecznie wszystkim słuchaczom, wszystkim wam wysyłającym maile do Radia Nafali. Dzięki wielkie. Bo właśnie w tych mailach jest troszeczkę takich historii, opowieści, bo część z nas, nie tylko ja, ale część z was, drodzy słuchacze, myślę, że doskonale wiemy, o kim mowa, postanowiło wziąć swój własny los w swoje własne ręce.
Niech się daje parafrazować polityków, którzy mówią o braniu losu we własne ręce swojego własnego. Nie, chodzi mi o takie życiowe sprawy, czyli to, jak się czujemy, jak widujemy swoją własną przestrzeń, czyli własną wyobraźnię, to, czym my jesteśmy, naszą rzeczywistą istotę. Nie mówię tylko i wyłącznie o naszym fizycznym aspekcie, czyli o tym, że mamy 10 palców u rąk, 10 palców u nóg i głowę na karku. Nie. Mówię o tym, co jest w głowie, o tym, co jest w sercu. Ale to wszystko się wyjaśni po drodze. Jak słyszycie ten hałas młotki, tu trwa cały czas remont. Ja chodzę z tym mikrofonem. To może jeszcze przejdę na moment do ogrodu, żebyście mogli usłyszeć wreszcie mój londyński ogród. Tak, to jest ten londyński wiatr, to jest ten londyński ogród, to są te samoloty w tle, które słychać nieustannie na niebie.
Przepraszam, że tu robię taki wkręt krajobrazowy. Powiedziałbym prawie, że taką turystykę uprawiam, ale nie mogłem się powstrzymać. Wiecie jak to jest. Niektórzy podcasterzy robią podcast w wannie i to jest taki moment, kiedy człowiek się staje prawdziwym podcasterem. Mi jeszcze się nie udało zrobić podcastu w wannie, ale dzisiaj naprawdę jestem blisko. Mam nadzieję, że to usłyszycie. Tego akurat nie. Klęknąłem sobie w rogu ogrodu, w dół mam taki stawik. Bajoro takie małe, metr na metr można powiedzieć, w narożniku. Trochę wody, trochę kamieni.
Dawniej tu rosły różne roślinki wodne, ale padły, bo jakoś tak się nie zadomowiły specjalnie. Ale woda została. Został syf dookoła, który tutaj spada z drzew i tak dalej. Zrobiło się tak bardzo naturalistycznie, taka malownicza, śmierdząca troszeczkę sadzawka z czystą w miarę wodą. Nie jest tak źle. I w tej wodzie mam tu ziomów. Te ziomy to żaby. Mam dwie duże żaby, które tu mieszkają i ich dzieciaki, bo porobiły sobie dzieciaki. Tych dzieciaków troszeczkę jest tu w okolicy. Mam tu potencjalnie nowy narybek, nowe żaby.
Tak że może nie nagrywam podcastu z wanny, ale nagrywam podcast, siedząc przy sadzawce. Tak że myślę, że część tej duszy podcastera już nabrałem z samego nagrywania przy sadzawce. Pozwolicie, że jeszcze raz zrobię taki element jezioranów. Tak to brzmi. Dobra, nie będę więcej płoszył żab, bo jeszcze przyprawię o jakiś stres pourazowy, a żaby szczęśliwie lub nie, nie korzystają z internetu i nie mogą się wybrać na żaden kurs, który mógłby rozładować potencjalny stres. Tak że nie będę straszył żab. To w dodatku moi kumple. Słuchajcie, są w ogrodzie. Ja też jestem w tym ogrodzie. Jak można tak się nawzajem traktować?
Trzeba zostawić żaby w spokoju. Dobra, to może chwila przerwy. Ja tu włączę jakąś muzyczkę. A tymczasem zejdę sobie z ogrodu i znajdę jakieś spokojne miejsce w tym domu, w którym najmniej słychać pukanie młotkami, stukanie i wszystkie te historie. To co? To przerwa na muzyczkę. Tadam! A wy słuchacie oczywiście Radia na Fali, „Hiperprzestrzeń”. Ja mam na imię Tomek, a dzisiaj audycja jest z puszki, tak że nie możecie zadzwonić. Nie ma mnie przy mikrofonie w tą sobotę.
Jestem zupełnie w innym miejscu. Tadam! Pozwólcie, że zrobię sobie takie jeziorany, bo ja to nagrywam, chodząc sobie po domu za pomocą przenośnego sprzętu nagrywającego i z tej okazji jestem w stanie zrobić mikrosłuchowisko radiowe pod tytułem „Jak Tomek nalewa sobie kawę”. Tak że pozwolicie, że sobie naleję troszeczkę świeżo zaparzonej kawki. Taki wolny, swobodny odcinek. Tak że będę się tu plątał troszeczkę, krzątał i będziecie słyszeli całą tą historię, która się tu dzieje. Dobra, ale wracajmy do tej całej opowieści, bo zacząłem o tych szkoleniach, o tych warsztatach. I może zacznę od takiego wątku cywilizacyjnego. Pierwszego wątku cywilizacyjnego. Dzisiaj muszę rozgadać chyba jakoś.
To przez te piękne słońce. Jestem tak leniwy, że najchętniej to teraz jak zwykle jakiś leżak. Właściwie bez leżaka, po prostu na trawę. Spokojnie. Jestem tu z wami. O właśnie. Życie w Londynie. Nie mogę wam oszczędzić tych dźwięków. I tak to właśnie brzmi czasami. Szaleństwo dużego miasta.
Co tu dużo mówić. Ale wracajmy do tematu. Dobra, ja się przestanę może krzątać, bo tak się krzątam, zamiast stanąć w jednym konkretnym miejscu i się troszkę rozpraszam. Dobra, to się może oprę o tą szafeczkę. Wezmę sobie kawkę do ręki i już mówię o pierwszym czynniku cywilizacyjnym. Tak przyglądając się na całą kwestię edukacji, bo właściwie chyba od tego powinienem wyjść. Jeżeli spojrzymy na naszą cywilizację, tak szczęśliwie jestem po serii podcastów „Synteza”, które możecie sobie ściągnąć z archiwum Radia na Fali O wolnej energii i nie tylko, o prawach fizyki, o prawach naturalnych i o wielu odkryciach, o których nam się oficjalnie nie mówi, bo nikt nie chce o tym mówić za bardzo. Uczy nas się zupełnie innych rzeczy. I taki właśnie element cywilizacyjny numer jeden, czyli że pobieramy edukację, która właściwie nie ma nic wspólnego z rzeczywistym obrazem rzeczywistości. Może do pewnego stopnia wyjaśniamy pewne zjawiska naokoło.
Przynajmniej tak nam się wydaje, że je wyjaśniamy. Właściwie bardziej opisujemy i interpretujemy według współczesnej teologii, według współczesnej religii, o czym mówiłem nie raz, nie dwa. Efekt jest taki, że właściwie nikt nie ma żadnej wiedzy. W praktyce wygląda to dokładnie tak, że po szkole, w której człowiek spędza kawał życia, okazuje się, że nic w tej głowie nie zostało. Ile wam zostało po szkole? Jeżeli ktoś z was robił jakąś uczelnię, jakąś szkołę, przypuśćmy 10, przypuśćmy 15 lat temu. Ile z tego wszystkiego się przydało w waszym życiu? Takiej konkretnej wiedzy. Ja nie mówię o tym, że ktoś nauczył się jakichś konkretnych spraw, później wykonuje te same czynności zawodowo i to mu się przydaje, bo jest to naturalna rzecz. Zanim szewc zrobi buty, musi się nauczyć szyć te buty.
Zanim kucharz ugotuje obiad, też musi się nauczyć nawet obierać ziemniaki, żeby w ogóle było można je w normalnym stanie wrzucić do garnka, prawda? Zawsze jest coś, czego trzeba się nauczyć w życiu i nie ma z tym, moim zdaniem, absolutnie żadnego problemu. I to jest absolutnie zdrowa rzecz. I tak powinno być. Natomiast są pewne sprawy, których nikt nie jest w stanie nas nauczyć i są to sprawy związane z naszą psyche, z naszą duchowością, odczuwaniem świata. To jest już nasza percepcja, nasza własna indywidualna koncepcja na to, czym świat jest, a czym świat nie jest, według której sobie budujemy naszą rzeczywistość dookoła. I ten pierwszy czynnik cywilizacyjny jest czynnikiem, który powoduje, że coraz bardziej jesteśmy oddzielani od takiej prawdy o istniejącym świecie dookoła nas. Chociażby kwestia wynalazków, kwestia rozwiązywania problemów. Bo do czego piję z tym problemem cywilizacyjnym numer jeden? To jest kwestia rozwiązywania problemów, kwestia w ogóle zderzania się z sytuacjami.
Czyli jeżeli jest coś do zrobienia, to organizujemy się tak, żeby sprawę załatwić jak najszybciej, najwygodniej i jak najmniejszym kosztem, żebyśmy wszyscy mieli więcej czasu i fajniej się czuli. Jak widać, ta cywilizacja jeszcze do tego nie do końca dorosła, jeżeli w ogóle dorosła, bo te wszystkie rozwiązania technologiczne, cudowne rozwiązania, które tam parkują od ponad 100 lat, w ogóle niezbyt chętnie są dotykane. Żyjemy w czasach, które się szczęśliwie dla nas zmieniają. Widzimy tą całą historię z akumulatorami Tesli i widzimy, że troszeczkę ta percepcja, co można, a czego nie można, się zmienia. A właściwie to się poszerza i to dosyć drastycznie, w miarę szybkim tempie, co mi się bardzo podoba. I podejrzewam, pewnego dnia odbije się na naszej percepcji takiej w środku naszej głowy. Właśnie, bo tak mówię o tych szkoleniach, o tym, że jest ktoś, kto coś może z nas wyciągnąć i nas naprawić. I mamy pierwszy czynnik cywilizacyjny, który stoi na przeszkodzie tego wszystkiego. Czyli właściwie nawet gdyby ktoś taki się pojawił, to ja bym się zastanawiał, czy naprawdę jest to możliwe. Bo jeżeli wszyscy dorastamy w takiej cywilizacji, to wszyscy jesteśmy troszkę spaczeni tym syndromem edukowania według utartych schematów, takich schematów wymyślanych w szkołach, wymyślanych przez tą cywilizację.
I może być tak, że starając się nauczyć kogoś czegoś, właściwie nikogo niczego nie uczymy, a jedyne co robimy, to przekazujemy właściwie jakiś kawałek patternu z tej rzeczywistości, w której dorastaliśmy. Sami nieświadomie przekazujemy jakiś element wspomnień ze swojego własnego dzieciństwa. O tyle, o ile my czuliśmy się z tym elementem i dalej się czujemy doskonale, jest to nasze dzieciństwo, jest to fantastyczne wspomnienie, o tyle ten element prawdopodobnie nie zadziała z osobą, która stoi naprzeciwko nas, ponieważ ona ma swoje własne dzieciństwo i swoje własne elementy, z którymi czuje się dobrze. To jest ta klasyczna historia, którą można zamknąć w opowieści o numerze buta, że każdy ma swój własny rozmiar stopy. I nie może być tak, że wszyscy chodzą w tym samym rozmiarze buta, bo się po prostu nie da. Każdy jest indywidualny. I tak samo jest z tymi myślami w głowie, które nam tam kursują, z tymi wszystkimi historiami związanymi właśnie procesowaniem rzeczywistości. Mądrze zabrzmiało: procesowanie rzeczywistości. Z tym jak żyjemy, po prostu zwyczajnie. Z tym jak podejmujemy sprawy.
Podchodzi do nas koleś, mówi coś i teraz jest pytanie, jaka będzie nasza reakcja na to, co ten dżentelmen mówi. Czy będziemy nerwowi? Czy będziemy sympatyczni? Czy będziemy nostalgiczni? Jacy będziemy? Bo od naszego zachowania poniekąd zależy, jak ta sytuacja się potoczy. Chociaż ona teoretycznie się wydarzyła wcześniej, ale to, co my robimy z tą sytuacją, nadaje jej ten ostateczny kształt. To jest właśnie to, co wydarzyło się wcześniej, a my w tym momencie to robimy. I teraz jest pytanie, czy chcemy, żeby wydarzały się same dobre rzeczy. No właśnie.
Oczywiście, że chcemy, żeby wydarzały się same dobre rzeczy. Tu nawet nie będę kwestionował tego pytania. I pytanie jest, czy jesteśmy w stanie za pomocą narzędzi, które pochodzą z tego toksycznego świata, z tej toksycznej cywilizacji, w jakikolwiek sposób zbudować coś konstruktywnego w naszym życiu. Jeżeli spojrzymy od strony takiej czysto materialistycznej, jak się manifestuje ta cała historia, to tak jak wspomniałem, mamy oficjalną naukę, oficjalną wiedzę, która nie działa oraz wszystkie te zapomniane wynalazki w cudzysłowiu, które doskonale działają, pozbawiają nas problemów egzystencjalnych. Wszyscy mamy prąd za darmo, wszyscy jesteśmy w miarę zdrowi, wszyscy jesteśmy najedzeni i naprawdę wszystko jest okej. Ale tego nie ma. To jest coś, co potencjalnie dla niektórych będzie dopiero piosenką przyszłości. Ja myślę, że to już jest teraźniejszość. Jeszcze może nie wydała takich dużych owoców, ale już powoli wydaje. Może zostawmy moje interpretacje tego, co się dzieje na świecie.
Wróćmy do kolejnego aspektu tej sprawy. Bo tak jak się manifestuje w materii, czyli tym, że niby taka piękna cywilizacja, a w sumie najlepsze rozwiązania wyrzuciła na śmieci, bo się boi, że życie będzie za proste i będzie zbyt mało skomplikowane. I drugi aspekt cywilizacyjny, który sięga dawnych czasów Grecji. Ja tu nie będę się wbijał za bardzo w szczegóły. Myślę, że jeżeli sobie wskoczycie na Wikipedię i poczytacie, to na pewno znajdziecie tam masę informacji na ten temat. Ja przypominam, że linki jak zwykle są pod audycją, dokładnie w tym samym miejscu, z którego możecie ściągać „Hiperprzestrzeń”, czyli radionafali.com, archiwum Radia Nafali, czyli audycje i podcasty. I tam sobie pościągajcie. Jak sobie wejdziecie, to oprócz tego, że możecie sobie pościągać, to macie linki do tych wszystkich tematów, o których opowiadam. Także pod audycją wszystkie te historie. Linki będą także pod tym odcinkiem.
Także drogi słuchaczu, który słuchasz tego gdzieś z dala od komputera, w słuchawkach, mknąc przez świat, wpadnij później na stronę radia i sobie poklikaj po tych linkach. Ja tutaj oszczędzę troszkę tych technicznych historii i łyknę sobie kawki. Skoro już tak nagrywam, taki jezioralny jestem tu w kuchni pomiędzy garnkami, patelniami, ogrodem i hałasem, to niech już będzie kuchenna atmosfera. A co? I wracając do historii z Grekami, bo tego tyczy się drugi problem cywilizacyjny, który jest bardzo ciekawą historią moim zdaniem. Dotyczy on kwestii przekazywania wiedzy. W Grecji dawno temu, czasy Platona, Sokratesa, Arystotelesa i tak dalej, nie były zbyt spokojnymi czasami. Były to czasy oczywiście eksplozji wiedzy, informacji i wszystkich tych spraw, które znamy do dzisiaj. W sensie całej tej greckiej szkoły filozoficznej, greckiej szkoły matematycznej, która de facto nie jest grecka, ale o tym już mówiłem kilka razy, że ona pochodzi z Egiptu, pochodzi z kilku innych miejsc. Grecy to po prostu adoptowali, przepisali i właściwie ocalili dosyć sporą część tych informacji dla nas, dla potomnych.
I tam w momencie ocalania tych informacji, przepisywania, powstały pewne perturbacje. A jakie to były perturbacje? Tym problemem cywilizacyjnym numer dwa było podejście do wiedzy. Przede wszystkim elementarna historia, która była związana z przekazywaniem wiedzy w miejscach, skąd oryginalnie wzięli ją Grecy. Ona zawsze była za darmo. Szkoła nigdy nie kosztowała. Wiedza dla tych, którzy chcieli ją zdobyć, była zawsze za darmo. Nie było obowiązku edukowania się. Edukacja nie zmieniała statusu społecznego tyle, o ile zmieniała status rozmówcy względem swojego przedmówcy. Co najwyżej można było powiedzieć, że człowiek jest łebski i się czegoś nauczył i do tego się to sprowadzało.
Natomiast nie stanowiło to o jego statusie w społeczeństwie, nie stanowiło to o tym, że będzie jadał lepiej, więcej i jeździł większą bryczką. Nic z tych rzeczy. Po prostu był lepiej wyedukowany, a wręcz odwrotnie. Właściwie dzięki tej edukacji nosił na sobie troszkę większą odpowiedzialność za dealowanie tej rzeczywistości. Jeżeli był wychowany w takiej klasycznej, alchemicznej, gnostycznej szkole hermetycznej, to normalne było to, że za bardzo się materią nie interesował, ponieważ doskonale sobie zdawał sprawę z tego, że materia bierze się z tego niewidocznego pola i że to, co my nazywamy już przedmiotami, pozwólcie, że zapukam w lodówkę, taki duży przedmiot, jest już efektem materializujących się mocy eterycznych. Także tam było troszkę inne podejście do tego, zupełnie inne. My tak jak myślę doskonale wszyscy wiemy, nie uznajemy oficjalnie istnienia eteru i wszystkich tych mocy. To jest w ogóle zabronione przez naukę. I problem cywilizacyjny, który tam wystąpił, ów drugi problem w mojej audycji, to był problem z pobieraniem opłat za wiedzę. Doszło do dużych zamieszek w Grecji.
Nie wiem jak dużych, nie wiem jak małych, bo historia nie spisała dokładnie wszystkich tych rzeczy w detalach, ale wiemy, że było mocne zamieszanie i szkoły się, że tak powiem, rozdzieliły. Jedni proponowali zostanie przy oryginalnej tradycji, czyli wiedza jest za darmo dla każdego chętnego. Czyli jeżeli droga słuchaczko i drogi słuchaczu, chcecie się czegoś dowiedzieć i ktoś ma czas, to nie ma problemu. Chętnie wam poda to dalej, wy podacie to dalej i w taki oto sposób każdy ma otwarty dostęp do informacji. Można powiedzieć, że dzisiejszą wersją takiej oryginalnej greckiej szkoły są patenty i dokumentacje open source, czyli otwarte, z możliwością korzystania z tego przez wszystkich zainteresowanych, bez żadnych licencji, żadnych dodatkowych opłat. Jeżeli ktokolwiek czuje się na siłach, chce podjąć temat, proszę bardzo, zapraszamy serdecznie. Oto dokumentacja. Rób, co chcesz. I dokładnie tak była skonstruowana pierwsza oryginalna grecka szkoła. Później pojawiła się historia związana z płaceniem i tu się filozofia rozdzieliła.
To też był taki problem natury filozoficznej. Czy wiedza powinna kosztować, czy nie? Moim zdaniem ten moment, kiedy w Grecji zaczęto pobierać opłatę za wiedzę i zaczęła być właśnie ową nauką hermetyczną, ale nie w znaczeniu hermetyczności takim duchowym, czyli że jest to taka skompresowana wiedza kompleksowa o istnieniu całego świata, tylko zaczęła być hermetyczna pod względem dostępu, co oznacza troszkę coś innego moim zdaniem. I niestety to coś innego nie ma pozytywnej konotacji, nie ma żadnych pozytywnych aspektów. Efekt był taki, że koniec końców Grecja z miejsca, które było takim bardzo intelektualnym miejscem, można powiedzieć kolebką cywilizacji, jak niektórzy nazywają, przynajmniej takim przejściowym miejscem, gdzie część dokumentacji się przewalała i dzięki temu ocalała, bardzo szybko straciła swój status. Bardzo szybko okazało się, że właściwie ta komercjalizacja wiedzy i to, że ona nie jest dana nam tak sobie, tak zwyczajnie, tak jak dobra intencja, jak spotkanie z ludźmi, jak podanie komuś ręki, jeżeli tego potrzebuje i tak dalej, doprowadziła do polaryzacji sił pomiędzy księstwami, pomiędzy władcami. Efekt był taki, że Grecję ogarnęły wojny domowe. Wykorzystali to Rzymianie i wszyscy inni sąsiedzi dookoła. Efekt był taki, że Po prostu Grecja i cała jej myśl zniknęła z powierzchni ziemi. Później było kilka traktatów napisanych, dlaczego tak się stało.
Ja obstawiam, że powodem było to, że wiedza się skomercjalizowała i efektem komercjalizacji była agresja. Zwyczajna agresja, bo ktoś chciał mieć więcej, nie miał tego więcej, więc musiał zdobyć to więcej. A żeby zdobyć, to trzeba komuś spuścić łomot. I cała ta zabawa w grę, w zależności, kto komu jest co winien i ile co ma kosztować i komu trzeba zapłacić za to wszystko. I że jest taki ktoś, komu trzeba za to wszystko zapłacić, za nasze poczucie bezpieczeństwa i za naszą wiedzę, że ktoś czuwa nad nami. Ta piękna tradycja załamała się w Grecji. Tam zaczęto charge'ować za informację po raz pierwszy i przez to wygląda na to, szlag wszystko trafił. I to konkretnie trafił, aż do dzisiaj. Do dzisiaj uniwersytety i większość uczelni jest płatna. Nie dlatego, żeby uczono tam czegoś specjalnie wartościowego.
Przynajmniej taka jest moja opinia. Nie chciałbym nikogo urazić, jeżeli czuje, że to były najbardziej wartościowe lata w jego życiu i ta wiedza pozwala mu przeżyć każdy dzień od początku do końca. Ja nie wiem, czy uniwersytet jest potrzebny do przeżycia każdego dnia od początku do końca, szczególnie taki współczesny. Tu bym się z tym mocno spierał. Ale koniec końców, tak czy siak, żyjemy w cywilizacji, która jest przedłużeniem tego patologicznego pomysłu związanego z płaceniem za informację. I kiedy się pojawił internet, kiedy wszystko się poluzowało, przeszliśmy nasze problemy cywilizacyjne. Wiemy, gdzie mieszkamy, wiemy, że coś się zawaliło i kontynuujemy cały czas tą parszywą tradycję, nie chcąc jej specjalnie zmieniać jako cywilizacja, myśląc, że pewnego dnia może wydarzyć się jakiś cud i coś się zmieni na lepsze. Ale sami nic nie robimy w tym kierunku. To są nasze dwa problemy cywilizacyjne. To co będzie dalej, moi drodzy?
Jaka jest konsekwencja tego wszystkiego? Skoro tak się już wydarzyło w tej cywilizacji, to konsekwentnie część historii, która dzieje się teraz w internecie, związana z tak zwanym offem, czyli czymś poza nurtem mainstreamowym, też się tam będzie wydarzała, że będziemy mieli do czynienia z lustrzanym odbiciem naszej rzeczywistości. I nazwa czasami może nas zmylić, bo czasami wszystkie te alternatywne nazwy operujące słowem duchowość w niezliczonej ilości odmian i kontekstów wcale niekoniecznie muszą być duchowe. Tym bardziej że bardzo często za te wszystkie duchowe rzeczy trzeba płacić bardzo nieduchową kasę. I to jest właśnie taki konflikt. Ja się zastanawiam, gdzie tu jest ta grecka szkoła, gdzie się podziało to prawdziwe budowanie tej otwartej społeczności. Widać, że właściwie podziało się nigdzie. Właściwie nie ma go. Nie ma czegoś takiego. To jest taki aspekt, który nam gdzieś wyparował.
I jest taka zabawna historia, o której czasami wspominam, że staramy się budować cywilizację, powtarzając nieustannie te same błędy, które robiliśmy tysiąc lat temu, które robiliśmy trzy tysiące lat temu, wierząc wytrwale w to, że być może jakiś dzyńks, jakiś gadżet, który zostanie wyprodukowany w jakimś laboratorium, spowoduje, że dalej będziemy mogli robić to samo, co robimy. Ale ten drobny dzyńks naprawi cały świat i to będzie takie cudo. To będzie taki cud, który zbawi wszystkich. Szalona koncepcja. Czekamy troszkę na transhumanizm, na taką cudowną rzecz, która załatwi wszelkie problemy za nas. A już szczególnie uwielbiamy ludzi, którzy załatwią wszystkie te problemy za nas. To jest takie przedłużenie, troszkę taka proteza tych wszystkich spraw. I stąd się myślę pojawiły te szkolenia psychologiczne, te wszystkie warsztaty. Zdarzyło mi się mieć do czynienia z ludźmi, którzy na takie warsztaty chodzili, bywali w takich miejscach, spędzali tam sporo czasu, wydali sporo kasy i ich wrażenia były co najmniej, delikatnie mówiąc, niezbyt pozytywne. Wszyscy oczekiwali czegoś.
Ale to też jest kwestia oczekiwań. Tutaj można rozsądzać na kilka sposobów, ale koniec końców okazało się, że jest to taka zwyczajna historia pod tytułem: zróbmy spotkanie ludzi, zbierzmy się w jakimś miejscu, ktoś za to skasuje kasę, my sobie usiądziemy i jest pewna szansa, ponieważ zawsze jest taka szansa, że jak się zbierze grupa ludzi, to ta grupa stworzy na tyle solidną społeczność, przynajmniej przez parę minut, że wszyscy poczujemy tą inność siebie razem zebranych tutaj dookoła. I efekt jest taki, że czujemy jakieś tam ozdrowieńcze działanie. Troszeczkę na zasadzie efektu placebo, a trochę tego ozdrowieńczego działania w rzeczywistości tam występuje, bo kiedy ludzie się zbiorą, to przecież działa. Nie przez przypadek przy takich dużych rytuałach następują takie ozdrowienia, szczególnie takich grupowych rytuałach związanych z monoteistycznymi religiami w jakichś tam sektach, gdzie ludzie się modlą nad kimś i nagle człowiek doznaje ozdrowienia. Nic dziwnego, nic specjalnie szokującego. Właściwie takie samo ozdrowienie można sobie zrobić samemu, tylko że trzeba się wyczyścić troszeczkę energetycznie, żeby mieć taki potencjał, który dorównuje potencjałowi takiej dużej grupy ludzi. Bo jeżeli taka grupa ludzi wyśle nam taki ładunek elektryczny, niewidoczny ładunek elektrostatyczny, to przejdzie przez nasz mózg i troszeczkę wyora. I jest pewna szansa, że wykona to pewne zmiany w naszej psyche, które pójdą nam na lepsze. Ale jest to głównie na zasadzie efektu placebo.
Tam się okazało podczas badań, że niestety taka psychoanaliza nie powoduje żadnych zmian w strukturze funkcjonowania mózgu, takich czysto fizycznych, bo oczywiście jest ta część niemierzalna, ale jest ten kawałek mierzalny. Czyli możemy sobie włożyć głowę w takie urządzenia, które wygląda jak taki przerośnięty toster, który się kręci dookoła i prześwietlić sobie takim ultrascanem wszystkie nasze historie w mózgu. I wtedy nam pokazuje, jakie części mózgu były aktywne. I się okazuje, że właściwie tego typu terapie nie zmieniają nic w strukturze naszego mózgu. Te patterny, które mamy, te wszystkie oryginalne, toksyczne historie, które się za nami ciągną, dalej się za nami ciągną. I co z tym zrobić? Bo tu się okazuje, że musimy płacić potężne pieniądze za coś, co właściwie tylko ugruntowuje nasze wady w nas samych, bo efekt jest taki, że po iluś tam latach chodzenia na tą terapię Właściwie mam niezaleczoną ranę. Kiedy to wszystko wraca, to wraca ze zdwojoną siłą, jak mówi jakaś reklama: „Z siłą wodospadu”. I może być tak, że poczujemy się na tyle kiepsko, że będzie już po nas, pomimo tych wszystkich wielkich, cudownych terapii. Bo co jest punktem terapii?
Punktem terapii jest zawsze wyjście z siebie i zobaczenie siebie z zewnątrz. To jest takie clou całej tej historii. Przynajmniej tak się przyjmuje. Ja też w to wierzę. Też jestem wyznawcą tej koncepcji, żeby siebie wyleczyć, to dobrze jest wiedzieć, kim się jest i na co się choruje i co w ogóle w naszej głowie funkcjonuje jako takie, jako myśl, która zaraża całą naszą rzeczywistość, którą sobie konstruujemy w tym życiu. To chyba czas najwyższy, żebym powiedział troszeczkę o pigułkach i o tym, że poza takimi terapiami wymyślonymi przez tą cywilizację, które właściwie są tylko i wyłącznie takim lustrzanym odbiciem patologii, w których funkcjonujemy i właściwie ich jakakolwiek funkcja medyczna jest głęboko dyskusyjna. Co poza tym? Bo mamy coś jak ową magiczną pigułkę, magiczne coś, co powoduje, że faktycznie stawia nas na nogi. Ciekawe. Ale to może po muzyce.
Ja sobie wyjdę do ogrodu, zrobię sobie lekką pauzę, popiję sobie tej kawki w ten piękny dzień. Słuchajcie, jest naprawdę pięknie. Muszę wyjść na moment do ogrodu. Jeszcze was troszkę pomęczę tym hałasem Londynu. Jak już robić suchowisko, to już na maksa, prawda? W końcu niech będzie taka jedna hiperprzestrzeń, która brzmi troszeczkę jak Londyn. Nawet nie trochę, tylko brzmi jak Londyn w całości, bo w sumie jest nagrywana. I to jest dźwięk tego miasta. A ja zapraszam na jakąś muzyczkę. A wy słuchacie „Radia na fali”, „Hiperprzestrzeni”.
Ja mam na imię Tomek, a audycja dzisiaj z puszki. A wy słuchacie dzisiaj „Hiperprzestrzeni” w „Radiu na fali”. Dzisiaj tak trochę nietypowo. Słychać trzaski z mikrofonu, słychać różne dźwięki. Dzisiaj takie troszkę jeziorany i nagrywane w troszkę inny sposób. Tak jak wspominam, bujam się po chacie i po ogrodzie w tą i w tamtą, snując swoje rozważania. I tak wspomniałem o tej magicznej pigułce, o tych magicznych pigułkach, bo jest taka rzecz. Oczywiście cała ta cywilizacja zakazała owych magicznych pigułek, wszystkich tych genialnych substancji. A mówię tu o substancjach psychoaktywnych, takich właśnie jak psylocybina, jak LSD, jak metoksytryptamina, czyli DMT i kilka innych substancji, które należą do właśnie tego gatunku. Nie mówię absolutnie o czymś, co się nazywa substancje uzależniające, czyli wszelkie kokainy i tego typu bzdury.
Nie. Mówię o naturalnych, analogowych substancjach organicznego pochodzenia, które są owymi magicznymi pigułkami, cokolwiek by nie mówić i jakkolwiek by na to nie spojrzeć. Oczywiście jest całe zamieszanie z tymi pigułkami, takie dosyć poważne, bo są, jak wszyscy doskonale wiemy, nielegalne. I myślę, że gigantyczna część tego biznesu, która jest oparta na naprawianiu nas samych, na robieniu z nas kogoś lepszego, właściwie funkcjonuje w dużej mierze tylko i wyłącznie dzięki temu, że nie mamy dostępu do tych naturalnych substancji, które nas stawiają na nogi, które są naszym interfejsem z mamą naturą, bo są po prostu nielegalne i w ramach takiej protezy, bo ciągle mamy to nasze zgięcie cywilizacyjne. Chociażby kwestia wstawania rano, które naprawdę nie jest zdrowe, o czym nieraz mówiłem. Kwestia deprawacji snu, jakości jedzenia, milion innych rzeczy dookoła. Myślę, że wszyscy doskonale to znamy na pamięć, tak że nie będę was tu zamęczał. Generalnie efekt jest taki, że tak czy siak musimy się stawiać na nogi i jako że rzeczywiste stawianie się na nogi okazuje się po prostu nielegalne. Nielegalnie jest czuć się dobrze, nielegalnie jest być zadowolonym człowiekiem. Przynajmniej tak po prostu sam z siebie.
Oczywiście, jeżeli się cieszymy i jesteśmy zadowoleni z tego tytułu, że zarobiliśmy furę pieniędzy, zrobiliśmy jakiś mega deal, wtedy jest okej cywilizacyjnie, wtedy jesteśmy akceptowani. Natomiast w drugą stronę jest tak troszeczkę, bym powiedział, różnie. Sprawa jest zawsze dyskusyjna. Ale wracając do tej protezy, bo to najistotniejsza rzecz w tym wątku, wydaje mi się, oczywiście nie muszę mieć tu racji, że znakomita część tych szkoleń, tych warsztatów to są tylko i wyłącznie protezy na te rzeczywiste ceremonie. Kiedyś o tym wspominałem, mówiąc o bębenku, o tym, jak istotną rolę pełni przy na przykład takiej ceremonii spożywania kaktusa peyote i nie tylko przy kaktusie peyote. I jak jest dziwnie używany przez ludzi, którzy właściwie nigdy z kaktusem peyote do czynienia nie mieli. To już nawet nie chodzi o kaktusa peyote. Chodzi o w ogóle substancje psychoaktywne, bo tak wspomniałem, że trzeba stanąć obok nas Bo tak wspomniałem, że żeby się samemu wyleczyć, trzeba wyjść niejako z siebie i spojrzeć na siebie z zewnątrz. O co chodzi z tymi substancjami? Myślę, że wielu użytkowników doskonale wie, o co chodzi.
Jeżeli, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, nie używaliście nigdy tych substancji, nie mieliście z nimi do czynienia, to szybko tutaj mówię w takim bardzo wielkim telegraficznym skrócie, że są to substancje, które wysyłają nas z naszego ciała do innych lokacji. I taką standardową rzeczą jest to, że widzimy swoje problemy z dystansu, widzimy z boku wszystkie te sprawy, widzimy siebie z boku i to już nie jest koleś, z którym jesteśmy sklejeni, o którego trzeba walczyć, o którego trzeba zabiegać, który jest bardzo ważny, jest najważniejszy na świecie. To już jest koleś, którym żyjemy w tym życiu i tak się patrzymy na jego życie, na siebie, jak manipulujemy tym dżentelmenem, którym jesteśmy, co nim wyczyniamy w świecie dookoła. I to jest, jak się okazuje, jedyna skuteczna metoda, żeby się czegokolwiek nauczyć. Chodzi o taki tajemniczy, niewidoczny feedback tych wszystkich informacji. To, że jedne rzeczy robimy, a drugie rzeczy myślimy. I ten tajemniczy moment, kiedy wyskakujemy spoza siebie, jest tym momentem, kiedy te dwa stany się synchronizują wręcz idealnie. Jesteśmy dokładnie tym, czym myślimy i mamy jeszcze świadomość tych wszystkich myśli po drodze. I nagle zauważamy, że kiepska myśl powoduje bardzo kiepskie życie, że dobra myśl powoduje bardzo dobre życie i zaczynamy przekładać to do tej postaci obok. I jak się patrzymy na tą postać obok, wiemy już mniej więcej, o co tam w tym całym zamieszaniu chodzi.
Wiemy, czego nie robić, wiemy, co robić. I tutaj niestety nie mogę wam powiedzieć, co robić, a czego nie robić i co widzimy w takiej sytuacji, ponieważ jest to tak indywidualna historia, że tutaj nie ma takiej opcji, że ja na przykład coś wam powiem i ktoś z was będzie mógł za pomocą ćwiczeń, jakiejś metodologii zbudować sobie trajektorię lotu przez życie tak, żeby wszystko było szczęśliwie i wszystko było super. Niestety nie posiadam takiej mocy. Obawiam się, że nikt na świecie nie posiada takiej mocy w stosunku do naszego własnego życia. Jedyną istotą, która posiada tą cudowną, zbawczą moc naprawiania istoty ludzkiej, jest właśnie owa istota ludzka, która jest zepsuta. Czyli jeżeli nie wychodzi to z nas samych, jeżeli sami nie skonfrontujemy się z tą fizyczną manifestacją postawioną troszeczkę obok, tak żebyśmy mogli z dystansu spojrzeć na wszystkie ruchy, które wykonujemy w swoim własnym życiu, może być poważny problem, żeby to załapać, ponieważ większość tych szkoleń, tych dziwnych warsztatów, których ja za bardzo nie trawię. Oczywiście nie chciałbym tu wszystkiego wrzucać do jednego worka. Absolutnie, ponieważ są warsztaty, są zajęcia, które naprawdę mają sens, ręce i nogi, i to bardzo poważne i świetnie ludziom pomagają, ale znakomita część tego wszystkiego jednak bazuje tutaj na szalbierstwie i takim mocnym szalbierstwie, gdzie się bierze kwestie materialne i stara się człowieka skleić z tym, żeby on jakoś jeszcze lepiej pożądał tych wszystkich materialnych historii, żeby afirmował tą materialną rzeczywistość i to uczyni go lepszym. Tam nie ma troszkę tego punktu wyjścia, moim zdaniem właściwego, punktu od wewnątrz, od samych siebie. Bo jeżeli do tej pory ktoś jest popsuty, a wiadomo, że wszyscy żyjemy w materialnym świecie, bardzo fizycznym.
Ja tu mogę stukać po szafkach, walić po garnkach, żeby udowodnić, jak bardzo materialny jest, ale myślę, że wszyscy doskonale sobie z tego zdajemy sprawę. I dziwne dla mnie jest to, że ktokolwiek próbuje nawracać świat, zaczynając od tej materialistycznej części, szczególnie właśnie przy tych wszystkich historiach związanych z odmianą słowa: oświecenie, duchowość, świadomość na wszelkie różne rodzaje. Tam to najbardziej szokuje, bo jeżeli ktoś akceptuje i rozumie ten koncept świata, który opiera się na tych siłach eterycznych, które są po prostu niewidzialne, to jakim cudem chce opierać swoją konstrukcję świata na materii? Przecież normalne jest to, że ta materia dopiero wynika z tego niewidzialnego świata, że trzeba się cofnąć nawet nie tyle do wspomnień z dzieciństwa, nie tyle się rozpłakać niczym pięcioletnie dziecko na terapii. Nie, nic z tych rzeczy. Przynajmniej moim zdaniem. Moim zdaniem trzeba wrócić troszeczkę głębiej i zobaczyć, kim się nie jest. I myślę, że to jest taka istota tej całej zagadki związanej z naprawianiem siebie samego. Ale to oczywiście moja taka własna koncepcja. Może nie tylko moja, bo w sumie koncepcja jest dosyć znana właśnie w tej części, w cudzysłowie, psychologii, która zajmuje się dealowaniem z owymi substancjami psychoaktywnymi.
Jest to historia, która się dosyć często powtarza, jeżeli chodzi o relacje lekarzy i pacjentów, że właściwie dopiero w tym momencie, kiedy skonfrontowali się ze sobą samymi, tak w całości, bez sytuacji, że muszą opowiadać o sobie komuś i zawsze mają ten punkt selekcji informacji, że są pewne rzeczy, których tak czy siak terapeuci nie powiedzą, a być może są to dosyć istotne informacje. Są też informacje, których nigdy nawet sobie sami nie powiedzą, bo właściwie wyparli je ze swojej własnej świadomości i zapomnieli o tym wszystkim. I to gdzieś tam parkuje w środku, cały czas męczy, ale wszyscy już o tym zapomnieli i właściwie nikt nie wie, co tak naprawdę męczy. I cofanie się do tych wszystkich werbalnych wspomnień, bicie pokłonów do bycia jeszcze bardziej zorganizowanym człowiekiem z jeszcze lepszym planem na jutro tutaj chyba nie za bardzo pomoże, bo trzeba wykonać jakiś manewr wręcz ekwilibrystyczny, żeby cofnąć się do samego siebie i znaleźć tą oryginalną refleksję, która stoi za tym kiepskim samopoczuciem. Oczywiście nie jest to tak bardzo popularne, jak by się mogło wydawać, chociaż bardzo wielu ludzi deklaruje, że gdyby tylko była taka możliwość, to bardzo chętnie wskoczyliby właśnie na tą drogę, bo skoro jest coś, co działa i jest coś, co działa rewelacyjnie, to przecież dlaczego z tego nie skorzystać? Ale się okazuje, że wbrew pozorom nie jest do końca tak, że wszyscy chcemy żyć w pięknym, cudownym świecie. Wielu z nas się najzwyczajniej w świecie obawia tego, że będzie fantastycznie. Że będzie super, że nie będzie już problemów, że trzeba będzie zacząć żyć innym życiem. Tak długo, jak dealują ze swoimi lękami, ze swoimi strachami, czują się bezpiecznie, ponieważ znamy swoje lęki, znamy swoje strachy. Nie ma tam specjalnych tajemnic dla nas.
Oczywiście poza tą jedną tajemnicą, jak daleko nas to zaprowadzi, jak bardzo nas to powykręca na koniec naszego życia i do jakiej ruiny psychicznej nas doprowadzi na sam koniec tej podróży. I to jest jedna rzecz, która właściwie chyba jest gwarantowana, że wiemy, że się będziemy kiepsko czuli. To jest jedyne coś. Bo z tym dobrym samopoczuciem to różnie bywa. Mamy masę pojedzonek, które nam starają się wbić do głowy taki patologiczny punkt widzenia rzeczywistości, że tylko chwila w życiu jest piękna, że tylko moment, że życie jako takie jest zupełnie ciężkie. Nie sądzę. Myślę, że najbardziej ciężkostrawną ideą jest właśnie owa idea, że życie jest ciężkie i tak naprawdę tę ideę powodują, odwołując się gdzieś do jakichś zapomnianych wspomnień w naszej głowie, że sobie strzelamy codziennie rano w stopę. Jeżeli taka sytuacja ma miejsce, już strzelamy sobie w stopę. Można tego uniknąć w bardzo prosty sposób: zderzyć się z samym sobą. Opcji na to jest wiele.
Ja nie chcę za bardzo wymieniać wszystkich tych terapii i wszystkich tych opcji, bo nie jestem tu ekspertem, który spędził całe życie na warsztatach, polując na coś, co działa. Ja poszedłem w sumie taką najprostszą drogą. Zamiast kombinować jak koń pod górę, po prostu zderzyłem się z tymi substancjami, które robią całą tą robotę od tysięcy lat. Wszyscy ci, którzy żyją gdzieś tam w dżunglach i innych miejscach, doskonale o tym wiedzą. Tam nie ma pojęcia psychologii, tam nie ma pojęcia medycyny zorganizowanej. Tam generalnie nie ma bardzo wielu pojęć, które jak się okazuje, właściwie mocno nas uwierają. I to tak bardzo mocno nas uwierają, bo się okazuje, że ani ta medycyna za bardzo nie chce działać współczesna, ani za bardzo ten system pojęć nie chce pasować do świata, który czujemy gdzieś wewnątrz siebie, ani ta rzeczywistość, którą wybudowaliśmy za pomocą tego systemu pojęć, nie chce pasować do naszego dobrego samopoczucia i do tego, co właściwie sobie wyobrażamy jako normalne życie. Nie tyle wyobrażamy, ile po prostu czujemy, bo każdy wie, że lubi się wyspać, lubi być wypoczęty i nie lubi stresu. Właśnie, jak tu dealować z życiem tak, żeby tego stresu nie było? Jest taka opcja, którą ja wyznaję.
Być może dla niektórych zbyt szalona. Niektórzy nawet nazywają to sekciarstwem, bo oczywiście nie ma tu bicia pokłonów do nikogo. Tu trzeba uwierzyć w samego siebie i jest to dla niektórych zbyt mistyczna historia. Łatwiej uwierzyć w portfel, łatwiej uwierzyć w nowy samochód, łatwiej uwierzyć w nową żonę albo w coś w tym stylu. Ciężej uwierzyć w to, że ten cały świat się odgrywa w naszej głowie i zanim cokolwiek się wydarzy dookoła, wszystko to mamy już poukładane gdzieś tam pomiędzy sercem, głową, nogą, stopą, ręką naszą własną, nie cudzą. I tu na chwilę cofnę się do naszych problemów cywilizacyjnych, o których wspomniałem na początku, a mianowicie do problemu cywilizacyjnego numer dwa, problemu z Grecji, tego problemu z płatnością za edukację, bo ten problem wytworzył taką zabawną sytuację, w której właściwie żyjemy do dzisiaj. Jesteśmy spadkobiercami tej całej historii w bezpośredniej linii. Mianowicie okazało się, że wiedza jako taka nie ma już żadnej wartości. Wartość ma zdobywanie wiedzy. To jest ten moment, za który musimy zapłacić.
Natomiast wiedza, którą już posiądziemy w ten sposób, właściwie nie ma żadnej wartości, bo jest już takim gotowym produktem. My już nie za bardzo możemy podać tą wiedzę dalej, żeby nie narażać się na jakiekolwiek problemy. Pierwsza rzecz, że ten system jest tak skonstruowany, że pierwszym podstawowym problemem będzie to, że nie mamy certyfikatu na to, żeby podawać tą wiedzę, ponieważ ci, którzy uczą, wydają certyfikaty, kto może uczyć tych informacji dalej, kto może podawać to dalej. Ale oczywiście nie stoi za tym żadna wiedza, ponieważ nie widzimy żadnej manifestacji w praktyce. Widzimy natomiast całe stado różnych szalonych teorii, począwszy od teorii kwantowych, skończywszy na szaleństwach związanych z Einsteinem i tak dalej. Widzimy masę tych wszystkich pogiętych, krzywych, głupich pomysłów, ale nie widzimy żadnego rozwiązania. To jest ten mój ulubiony przykład z tym, że maszyny Nikoli Tesli stoją gdzieś po garażach, stoją gdzieś w dziwnych miejscach, a my oczywiście zastanawiamy się nad kwantową naturą świata. No i trochę tak wygląda z tymi wszystkimi szkoleniami, że próbują naprawić nas w bardzo dziwny sposób, bo wykorzystują do tego koncepcje, które pochodzą z tego dzisiejszego współczesnego świata naukowego. Jest czasami taka próba tłumaczenia, że coś jest polem kwantowym, coś jest siamtym albo owantym, ale oczywiście są to tylko i wyłącznie teorie i to tylko i wyłącznie teorie zbudowane na podstawie bardzo kalekich predystynacji intelektualnych kilku naprawdę mocnych szaleńców w ciągu ostatnich stu lat. Te teorie nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, która jest dookoła nas.
Wystarczy podejść sobie do drzewa, o czym często czasami mówię, że naprawdę wystarczy usiąść, posiedzieć, popatrzeć na drzewo i zastanowić się, jaki sens ma ta cała współczesna fizyka i te wszystkie teorie, łącznie z teorią Newtona, łącznie z tymi rzeczami, które się nazywa popularnie prawami fizyki. Dla mnie to po prostu absolutnie szalataceria. No i jest taka zabawna sytuacja, bo w dzisiejszych czasach znakomita część wyciągania pieniędzy z kieszeni ludzi, którzy się kiepsko czują, polega na sprzedawaniu im czegoś, co jest takie tajemnicze i bardzo ciężkie do zakwestionowania, jeżeli chodzi o niezadowolonego klienta. Mianowicie chodzi o wszelkie te szamańskie warsztaty, tak zwane świadomościowe i tak dalej, ponieważ nie jest to edukacja, nie jest to wiedza, którą możemy skonfrontować z rzeczywistością tak jeden do jeden. Nie jest to warsztat pod tytułem idziemy nauczyć się rzeźbić albo warsztat, gdzie uczymy się wbijać gwoździe we właściwy sposób, tak żeby budynek, który później zbudujemy z tych desek i gwoździ, wytrzymał lata albo całą wieczność. Nie. Tam nie ma możliwości sprawdzenia tej informacji. Poza oczywiście tym, że czujemy się troszeczkę lepiej, że jedyną opcją jest to, że po prostu działa I właściwie poza opcją czysto emocjonalną nie ma żadnej innej, żeby sprawdzić, czy to w ogóle działa. Ale opcja emocjonalna jest obarczona kilkoma problemami. Mianowicie pierwszy główny, tak jak wspomniałem, efekt placebo, który jest bardzo potężny, ponieważ jeżeli ktoś się decyduje na takie warsztaty, to ma ku temu jakiś powód i ten powód jest genialnym motorem dla każdego efektu placebo.
Jest taki bardzo znany eksperyment, robiony nie raz, nie dwa. Chodzi o sprawdzanie, jak działa efekt placebo na nasz wspaniały umysł, nasze samopoczucie. I było to badanie związane z chorymi ludźmi, którzy odczuwają pierwsze objawy grypy. I co się dzieje, kiedy wybierają się w drogę do lekarza po to, żeby sprawdził, czy mają grypę? Dokładnie w tym momencie, kiedy są w drodze do lekarza, ta grypa naprawdę zaczyna się mocno manifestować. Natomiast ludzie, którzy olewają wyprawę do lekarza, mają często w drugą stronę. Drobne przeziębienie się trochę cofa. Oczywiście nie zawsze. Ja tu nie chciałbym was zmuszać ani perswadować, że jeżeli się kiepsko czujecie, to nie idźcie do żadnego lekarza. Jeżeli czujecie, że musicie pójść do lekarza, idźcie do lekarza.
Nie chciałbym was zatrzymywać. Droga słuchaczko i drogi słuchaczu, możecie zrobić pauzę na tym podcaście i biec teraz do lekarza, jeżeli macie taką potrzebę. Zatem nic dziwnego, że w przypadku takich warsztatów jest dokładnie tak samo, jak w przypadku wyprawy do lekarza. Ale chciałem wrócić troszkę do tego patternu w naszym mózgu, który tam się wydarza, do tego patternu, który buduje te wszystkie połączenia neuronowe. To jest manifestacja tego wszystkiego, co jest niewidoczne. Tak bym to w skrócie nazwał. Wyniki badań przeprowadzane dookoła tych wszystkich różnych kursów, warsztatów są dosyć brutalne, bo pokazują, że ten pattern w naszym mózgu się nie zmienia, że wszystko jest dalej tak, jak było. I tu chyba warto wrócić do elementarnej logiki, bo czasami mi się wydaje, że gdzieś pomiędzy tymi szkoleniami, gdzieś pomiędzy natłokiem tych wszystkich informacji, co po dla niektórych, gdzieś ta logika wyparowała, gdzieś ten, jak to się po angielsku mówi, common sense kompletnie znikł. Obawiam się, że szukając w ten sposób szukamy czegoś, co zwyczajnie nie istnieje. Jest taką iluzją wymyśloną przez tą cywilizację.
Ale co istnieje? Bo to jest istotne pytanie. Myślę, że wielu z nas doskonale sobie zdaje z tego sprawę, że wiele tych spraw, które odpowiadają za jakieś takie krzywe historie w naszym życiu, jest zakorzenionych w emocjach gdzieś tam w środku nas. I na chłopski rozum biorąc, wszystko jasno i wyraźnie wskazuje, zresztą nie tylko na chłopski rozum biorąc, bo też wyniki badań naukowych mocno to potwierdzają, że te wszystkie kiepskie rzeczy, które gdzieś tam w nas tkwią, są właśnie tą kiepską emocją, która wyryła szramę gdzieś na naszej duszy. I ta niezagojona blizna się czasami jątrzy. Ona właściwie nigdy nie jest zagojona i czasami się odzywa i czujemy tą kontuzję intelektualną, duchową, umysłową sprzed lat. I ta kontuzja jest właśnie związana z takim bardzo wysokim, potężnym stanem emocjonalnym. I teraz jak odwrócić tą sytuację, żeby ta najbardziej parszywa emocja nie była czymś, co determinuje całe nasze życie i żeby zastąpić ją jakąś pozytywną emocją? Ja tak się zastanawiam, bo w sumie odpowiedź na to jest dosyć prosta, przynajmniej z mojego punktu widzenia, że wybieram naturalne terapie związane z psylocybiną, ayahuascą, LSD i tego typu substancjami. Myślę, że jest to o wiele zdrowsze i bardziej efektywne niż jakikolwiek lekarz, który podejrzewam, że sam może mieć całkiem niezłe problemy ze sobą.
I ja wcale nie jestem pewien, czy on sam siebie nie oszukuje w swoim własnym życiu. Także gwarancja, jakąkolwiek by mi mógł potencjalnie udzielić, jest właściwie żadna. Bo w jaki sposób człowiek, który sam nie kontroluje swojego własnego życia, będzie mnie uczył kontroli mojego własnego życia? To jest tak zwana kwestia pewnej otwartości i przejrzystości ze sobą samym. Normalne jest to, że ta największa przejrzystość, największa otwartość jest tylko i wyłącznie w tym momencie, kiedy stoimy sami oko w oko ze sobą samymi, ponieważ nie znamy cudzego życia. Musielibyśmy spędzić z nim właściwie całe życie na zasadzie chyba bratu bliźniaków. Wtedy byśmy wiedzieli dokładnie, co u niego siedzi w głowie. I to chyba jedyna opcja. A tak normalnie takiej opcji po prostu nie ma. My jesteśmy tą opcją.
Sami musimy wiedzieć, co siedzi nam w głowach. Żaden psychiatra za nas tego nie zrobi. I teraz jest pytanie, co zrobić z tą potężną emocją, która się wyryła taką bruzdą na naszej duszy? Jak ją załatać? Na pewno nie załata tego facet, którego zadaniem jest spowodować to, żebyśmy się czuli komfortowo. Jeżeli zastanawiacie się, na czym polegają gówniane warsztaty i tak zwana ściema od takich prawdziwych warsztatów, gdzie ludzie przepracowują swoje własne problemy, to moim skromnym zdaniem różnica jest zasadnicza w organizowaniu tego zjawiska. Jeżeli całe to spotkanie, jeżeli cała terapia polega na tym, żebyśmy byli cały czas osadzeni w tej swojej własnej strefie komfortu, jeżeli ktokolwiek nam mówi, że wykonamy jakiś manewr, nie za bardzo się pocąc, męcząc ani właściwie nie za bardzo się starając, tylko wykonując jakiś tam zestaw gestów, manipulacji, krok do przodu, krok do tyłu, troszeczkę na zasadzie poćwiczysz jogę i wszystko ci przejdzie. Oby tak było. Joga jest świetną rzeczą. Polecam ćwiczyć sobie każdemu, nawet nie tyle regularnie, ile przynajmniej raz na jakiś czas, żeby sobie porobić troszkę takich ruchów.
Bardzo zdrowa historia, ale oprócz tego wszystkiego jest właśnie cała ta sprawa, która gdzieś tam w głowie u nas parkuje i ona nie ma nic wspólnego z żadnymi ruchami. Prosta sprawa. Co takie fizyczne ćwiczenia mogą mieć potencjalnie wspólnego z przełamywaniem naszego własnego problemu? Moim zdaniem nic. Powód jest banalnie prosty. Każdy ruch, który miałby mieć potencjał terapeutyczny, powinien być sklejony z naszym stanem emocjonalnym. I wiedzą to doskonale szamani, którzy właściwie dobierają każdemu indywidualną drogę. I nie ma oczywiście jak grupowe rozwiązania. Coś, co jest takim kompletnym szaleństwem potwierdzającym, jak bardzo wykręcone są te współczesne koncepcje, które ponoć mają nas stawiać na nogi. ...
jest samo to, że takie spotkania są robione grupowo. Zastanawiałem się, jaki sens ma grupowa terapia. Wszyscy doskonale znamy historie z tak zwanych kółek Anonimowych Alkoholików, Anonimowych Narkomanów, wszystkich tych ludzi, którzy wbili się w potężne kłopoty w życiu i właściwie nie kontrolują swojej własnej myśli, nie kontrolują swojego własnego pożądania. Czy to jest przedmiot, czy to jest jakakolwiek inna sytuacja w życiu. Mają problem, żeby złapać tą myśl i ją zatrzymać i nie działać według tej myśli. Ta myśl determinuje całe ich życie, dlatego muszą się spotykać razem i to ponoć trzyma ich w kupie. Dzięki temu nie podążają za tymi szalonymi myślami. Takie spotkania potencjalnie, jak twierdzą organizatorzy tych spotkań i uczestnicy owych spotkań, stawiają ich na nogi. Nie wiem do końca, jak to jest z tym stawianiem na nogi. Swego czasu przyglądałem się terapiom związanym z alkoholizmem i dosyć poważnymi uzależnieniami i zachodziłem w głowę.
Właściwie do dzisiaj zachodzę w głowę, dlaczego wszystkie te grupy terapeutyczne nie chcą się przełamać i dlaczego nie chcą zażegnać tego problemu swoich pacjentów od początku do końca tak raz i na zawsze. Przecież są substancje, które doskonale pozwalają przeprowadzić taką terapię. Właśnie dzięki tym substancjom wszystko to działa rewelacyjnie, nie mają żadnego skutku ubocznego, ale tu jest ten delikatny problem, że nie mogą przeskoczyć tego pułapu, że wiedza jest za darmo i że wiedza pochodzi z zupełnie innego miejsca. To jest taki transhumanizm, tylko jeszcze nie aż taki zaawansowany. Tam nikt nie wszczepia sobie bionicznej ręki, bionicznej nogi, sztucznego oka, żeby lepiej widzieć. Tam ludzie sobie wszywają na przykład jak alkoholicy plastry. Wydaje im się, że jeżeli wszyją sobie jakąś taką substancję, która powoduje, że przyjęcie alkoholu do organizmu spowoduje bardzo drastyczną reakcję owego organizmu, to ich przed czymkolwiek zatrzyma, że czucie się jeszcze bardziej gównianie spowoduje, że przestaną pić. Bardzo egzotyczna historia. Przypomina to trochę taki wierszyk Gombrowicza z „Teatru zielona gąska”, który mówi o pacjencie, który przychodził do lekarza, mówił, że boli go noga. Lekarz odcinał nogę, pacjent wracał, mówił, że boli go ręka, lekarz odcinał rękę.
Kiedy pacjent przyszedł i powiedział, że boli go głowa, lekarz odciął mu głowę. Tu wracamy do naszego problemu cywilizacyjnego numer dwa, czyli do tej słynnej historii z Grecją, która się wyłożyła w momencie przekazywania wiedzy. Bo właściwie cała ta historia związana z wiedzą i jej pozyskiwaniem, która towarzyszy nam do dzisiaj, właściwie niewiele się zmieniła od tamtych czasów. Jest taką bezpośrednią, można powiedzieć, spuścizną po czasach, kiedy Grecja się załamała, kiedy trzeba było płacić za wszelkie informacje. Dzisiaj żyjemy w takim właśnie świecie, kiedy trzeba płacić za informacje. I to jest taki kluczowy punkt. Punkt, który weryfikuje całą tą opowieść od początku do końca. Bo jeżeli informacja jest tylko i wyłącznie w aspekcie komercyjnym, to normalną sprawą jest to, że człowiek, który nabywa tą informację, też będzie chciał ją skapitalizować, chociażby po to, żeby odkuć sobie koszta, które poniósł pozyskując tą informację. Czyli nagle coś, co powinno być za darmo, coś co powinno być takim dywanem, po którym wszyscy mają prawo się przejść i mają skorzystać. Coś, co teoretycznie ma być dostępne dla każdego.
Coś, co właściwie jest dostępne dla każdego, nagle jest sztucznie limitowane tylko dla tych ludzi, którzy mają odpowiednie zasoby finansowe. I bynajmniej nie chodzi tu o intencje. Tu została złamana ta zasada intencji. To tak poważnie, od początku do końca. Jedyną intencją na zdobywanie wiedzy w dzisiejszych czasach są pieniądze. Bez pieniędzy nie da się zdobywać wiedzy. Tak jak wspomniałem, mając tą wiedzę musimy często jeszcze zwrócić sobie tą kasę, którą wydaliśmy na tą wiedzę. Także też nie puścimy jej za bardzo dalej. Jeżeli już puścimy ją dalej, to w bardzo limitowanym wymiarze, jeżeli już, to takim, żeby nam ktoś zapłacił za pracę naukową, ponieważ tak jest skonstruowany cały ten system. Koniec końców jesteśmy w takiej sytuacji, że mamy tą naukę, która właściwie nie ma żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Jest taką fantasmagorią wymyśloną na potrzeby propagandy, na potrzeby tego, że rozwijamy się cywilizacyjnie, że mamy jakieś zdobycze naukowe i że coś więcej na temat rzeczywistości rozumiemy. Bardzo dyskusyjny punkt, bym powiedział, bardzo dyskusyjny, ale ten dyskusyjny punkt ma prawo funkcjonować i ma prawo istnieć z jednego powodu. Mianowicie jest kompletnie niesprawdzalny. W dzisiejszych czasach wiedza jest naprawdę bardzo mocno hermetyczna i bez posiadania potężnych laboratoriów, potężnych specjalistów, gdzie wszystko jest rozbite w ogóle na różne działy i właściwie, żeby zrobić jakieś solidne badania naukowe, trzeba mieć specjalistów z bardzo wielu dziedzin. Co za tym idzie oczywiście górę gotówki. I okazuje się, że nawet najprostsza informacja, najprostsza wiedza z poziomu ulicy w ogóle nie jest weryfikowalna, bo nikt, kto chodzi normalnie po ulicy, nie ma takich możliwości, żeby zderzyć się z tym światem nauki i sprawdzić to w praktyce. Większość tych szkoleń, tak jak wspomniałem, która jest oparta też na tłumaczeniu nam świata właśnie za pomocą owych naukowych, oficjalnych koncepcji, tylko po to, żeby troszeczkę podnieść cenę do góry, żeby to wyglądało bardziej, że tak powiem, sensowniej z punktu widzenia takiego zwykłego użytkownika cywilizacji, który naoglądał się tych wszystkich bzdur w Discovery. Oraz w programach paranaukowych. Naprawdę wydaje mu się, że Einstein oraz cała historia ma ręce i nogi. Także kiedy idzie na takie szkolenie i słyszy, że to jest metodą fizyki kwantowej, że to jest coś tam, nagle cała ta historia się troszeczkę uwiarygadnia, przynajmniej w takich cywilizacyjnych aspektach, że nie jest tak daleko, coś tu jest, gdzieś jest jakiś element zmierzalny.
Ale w rzeczywistości tego mierzalnego efektu nie ma i na tym bazuje cała ta historia. Jest tu jeszcze kwestia ze skanowaniem tego, jak pracuje ludzki mózg. Okazuje się, że wszystkie te ciężkie szramy, które gdzieś tam na naszej duszy nasze życie wyryło, wszystkie te rany na duszy, z których się później leczymy, nie mają nic wspólnego właśnie z ową metodologią. Tu jest ta właśnie zabawna historia z ową metodologią, że po prostu nie działa, że ten taniec jest świetny tylko dla osoby X, natomiast druga osoba w ogóle potrzebuje czegoś zupełnie innego, żeby odkryć samego siebie w sobie samym i dysponując jakże dziarskim podejściem cywilizacyjnym nie jesteśmy w stanie nic za bardzo zrobić w tej dziedzinie. Wygląda na to, że znakomita część tych warsztatów jest taką dyscypliną samą w sobie. Jest właściwie takim przedłużeniem tej cywilizacji, czyli kolejną opcją pod tytułem: za pomocą pieniędzy możesz wyleczyć swoje własne życie. Właściwie nie robiąc nic, tkwiąc dalej w strefie własnego komfortu, możesz poprawić wszystkie rzeczy dookoła. Nie wiem, czy to jest możliwe. Nigdy w życiu czegoś takiego na własne oczy nie widziałem. Jedyną rzeczą, którą uważam za taką solidną i taką naprawdę konfrontującą nas z naszymi problemami, jest po prostu zmierzenie się samym ze sobą i nikt za nas tego lepiej nie zrobi.
Tak na chłopski rozum biorąc tą całą sytuację, przecież jasne jest to, że jeżeli mamy gdzieś tą skazę na własnej duszy, którą nosimy ze sobą, która powstała na skutek jakichś bardzo ciężkich, emocjonalnych oddziaływań, jakiejś naprawdę mocnej sytuacji, która nas zaorała, to normalne jest to, że za pomocą tłuczenia w bębenki, skakania dookoła ognia i machania grzechotkami możemy tego nie wyleczyć, ponieważ potrzebujemy z drugiej strony dokładnie tak samo mocnej emocji. Takiej naprawdę potężnej emocji, która pozwoli nam zrozumieć samych siebie w troszeczkę innym aspekcie. Musimy powiększyć swoją skalę, mówiąc w skrócie. To tak, jakbyśmy mieli przejść z jednego końca łódki na drugi koniec łódki po to, żeby zobaczyć, jak tak naprawdę się buja pod naszym ciężarem. I tak długo, jak nie znamy wyporności owej łódki, siedzimy w jej końcu skuleni i zastanawiamy się, czy przypadkiem nie pójdziemy razem z nią na dno. Ale jeżeli sprawdzimy potencjalne możliwości tej łódki, przejdziemy się z jednej strony na drugą, to już mamy tą wiedzę, która mówi, że okej, tu jest przestrzeń dla nas. Możemy pójść troszkę w lewo, troszkę w prawo, możemy tutaj. Tam jak nadepniemy, to troszkę łódka się zanurzy, tam jak cofniemy, to też się zanurzy. A tu jest to nasze miejsce, w którym jesteśmy suchą stopą w łódce i to miejsce jest okej, w tym się czujemy dobrze. Nam się sprzedaje taki wykręcony obraz rzeczywistości, w którym z jednej strony jesteśmy takimi psychopatycznymi maniakami operującymi tylko i wyłącznie w materii, niewidzącymi nic poza materią, a z drugiej strony mamy taką opcję, że możemy wyskoczyć i poczuć odmiany słowa duchowość, dusza na wszelkie możliwe sposoby.
I chyba cały ten numer z tymi warsztatami polega na tym, że nikt nie chce tego skleić w całość. Mnie naprawdę bardzo mocno zastanawia, jak to jest, że ludzie, którzy mówią o świadomości, że ludzie, którzy mówią o duchowości, negują naturę, że ci ludzie twierdzą, że natura jest niebezpieczna, że ci ludzie nie chcą wrócić do naturalnych metod stosowanych od tysięcy lat, że sprzedali te metody za parę srebrnych talarków po to, żeby kasować wszystkich ludzi dookoła za obietnicę czegoś, co i tak się nigdy nie dzieje. To jest fenomen cywilizacyjny. Mam taki swój własny papierek lakmusowy takich sytuacji. Jak to sobie sprawdzać? Prosta sprawa związana z przepływem informacji. Nasz organizm i właściwie wszystko, czym jesteśmy, jest przepływem informacji. Czyli jeżeli jakikolwiek warsztat jest tym rzeczywistym warsztatem, jeżeli są jakieś takie spotkania, które leczą ludzi, stawiają na nogi, powinny ich ustawiać dokładnie w tej pozycji, takiej bardzo energetycznej. To wszystko powinno przepływać przez tych ludzi podczas tych warsztatów i powinni się uczyć, jak właściwie funkcjonować w życiu w taki sposób, żeby dać szansę tej energii przepłynąć spokojnie przez nasze ciało, przez nasze sytuacje w życiu, żeby nic się nam nie zablokowało i nic później nie wybuchło i nie wyleciało w powietrze razem z nami. To jest taki papier lakmusowy, przynajmniej według mojej opinii i mojej definicji tego, jak powinno to działać.
I tym papierem jest wiedza. Jeżeli ktoś posiada taką wiedzę, jak spowodować, że ktoś się lepiej czuje, to automatycznie nosi na sobie odpowiedzialność tego, żeby tą wiedzę przekazać jak najszybciej i jak największej grupie ludzi. Po prostu tak z buta. Nie może za to brać pieniędzy. Musi po prostu puścić tą wiedzę dalej. Jeżeli ktoś za to zapłaci dobrowolnie super, ale to tylko w ten sposób. Natomiast jako tako nie może brać i czerpać z tego jakichkolwiek korzyści, ponieważ sprawa dotyczy naszego zdrowia. To nie jest kwestia jakiejś rywalizacji, że on będzie się czuł lepiej i ci, którzy mu zapłacą za warsztaty, poczują się lepiej, a ci, którzy mu nie zapłacili, już nie mają tej szansy, bo to jest właśnie patologia tego systemu. Na tej zasadzie to działa. I tak długo, jak wszystkie te metody są do pewnego stopnia tajemnicze i pilnowane, i nikt o nich za bardzo nie mówi, i pojawiają się tam takie argumenty, że to jest metoda tamtego, to jest metoda siamtego.
Tu mamy swoje własne metody. Nie możemy ich zdradzać, bo prowadzimy z nimi warsztaty. Wszystkie tego typu opowieści, jeżeli nie jest to weryfikowalne i podawalne dalej, to znaczy, że to po prostu nie działa, że jest to taka sztuczka dla sztuczki. Robienie takich magicznych trików przed- Ograniczoną publicznością i to w taki sposób, żeby ta publiczność czuła się z tym doskonale i żeby robić wrażenie, że to coś zmienia w ich życiu, że ta publiczność po wyjściu z tego przedstawienia stanie się idealnymi ludźmi. Widzimy doskonale na świecie, że pomimo eksplozji wszystkich tych warsztatów, eksplozji odmieniania słowa duchowość, świadomość we wszelkich możliwych kontekstach, świat od tej strony nie za bardzo się zmienia. I widać, że akurat, żeby było zabawniej, przynajmniej z mojego punktu widzenia, te kręgi, które twierdzą, że są bardzo oświecone, świadome i duchowe, uduchowione, mają gigantyczny problem z zaakceptowaniem naturalnych substancji pochodzenia roślinnego, które są medycyną, które są po to, żebyśmy nie zwariowali otoczeni tą manifestującą się materią. Żebyśmy nie uwierzyli w to, że materia bierze się z materii. Żebyśmy zrozumieli, skąd pochodzi źródło tej rzeczywistej mocy i jak być częścią tej mocy w taki sposób, żeby nas zwyczajnie nie zaorała. Bo moc jest potężna. To jest moc tej planety.
I tak długo, jak autorzy owych warsztatów, owych spotkań reprezentują opinię o tym, że natura jest ich wrogiem, tak długo w mojej głowie funkcjonuje taki duży znak zapytania. A wy oczywiście słuchacie Radia Na Fali w hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek i oczywiście audycja jest retransmitowana w radiu Paranormalium. Pozdrawiam jak zwykle słuchaczy Radia Paranormalium i oczywiście Radia Na Fali. Tymczasem wróćmy do naszego tematu, właściwie mojego tematu na dzisiejszy wieczór, o którym tutaj się wynurzam. Tych wszystkich swoich refleksji, które dzisiaj się tak pałętają po ogrodzie. Ja tak nagrywam po kawałku troszeczkę ten podcast dzisiaj. Tak się jakoś poskładało, już się zrobiło troszeczkę ciemniej. Także już nie jestem w ogrodzie, już zdecydowanie w kuchni. Jak chyba większość tego podcastu.
Można powiedzieć, że jest to hiperprzestrzeń nagrywana w kuchni po raz pierwszy w moim życiu. Może następna będzie nagrana w łazience, kto to wie? Był już stawik, jest kuchnia. Zobaczymy co będzie dalej, jak to się potoczy. Wracajmy do tematu. Do naszego głównego tematu, do tych wszystkich rzeczy związanych z pobieraniem owej edukacji, z tym dziwnym tripem edukacyjnym, który się wydarzył po drodze. Bo tak powiedziałem o tym znaku zapytania. Powiedziałem, jak mnie to bulwersuje, szokuje i dziwi. Bo tak, wiemy jak wygląda. Znamy wszystkie te historie.
A teraz pytanie okej, papierek lakmusowy tej sytuacji, czyli jak sprawdzić, że to działa? Jak sprawdzić, że to jest okej? Chyba prosta sprawa. Jeśli mamy budować nowy świat, to są jakieś priorytety na ten nowy świat. Zdaje się. Jeżeli ma być lepszy od tego, który jest, to normalną siłą rzeczy te priorytety będą troszeczkę inne i wiadomo, że będzie można to sobie zweryfikować, że jeżeli nowy świat, który ma nie przypominać tego starego, to normalne jest to, że nie jest oparty na tych samych priorytetach, a wręcz zupełnie w drugą stronę, w ogóle je ignoruje. Jak wygląda z realizacją tego w praktyce? Ja to się tak przyglądam po różnych miejscach. Od miejsc komercyjnych to nie wymagam, żeby za bardzo realizowały te moje pomysły, żebym tam widział jakieś odzwierciedlenie pewnych sił natury, ponieważ tam chodzi o coś zupełnie innego. Chodzi po prostu o zbicie kasy i wszyscy o tym doskonale wiemy.
Wiedzą o tym ludzie, którzy to zakładali. Wiedzą o tym ludzie, którzy tam siedzą. Wiedzą o tym ludzie tacy jak ja, którzy to oglądają z zewnątrz. I teraz pytanie właściwie kto z nas jest z zewnątrz, a kto z nas jest w środku troszeczkę? Bo to jest pytanie o tym, jak z realizacją tego postulatu, tego priorytetu w praktyce. No właśnie, jeżeli jest jakiś priorytet na tą nową cywilizację, to w końcu jaki jest ten priorytet? Bo jakiś musi być. Moim zdaniem jednym z wielu, bo oczywiście nie jest to jeden, ale jednym z dosyć istotnych priorytetów jest owa transparencja informacji, ów przepływ informacji. Można tak sobie porównać troszeczkę do rynku księgarskiego dzisiejszych czasów, kiedy każdą książkę pisze się i tak z reguły na komputerze. Ona i tak musi być tam wprowadzona, nawet jeżeli została napisana piórem na kartce papieru.
I efekt jest taki, że mamy ją w wersji cyfrowej. Teraz jest pytanie, ile z tych książek, które i tak są pisane w wersji cyfrowej, trafia na rynek jako książka za darmo, tak zwyczajnie dla ludzi? Bardzo niewiele. Niby że wszystko jest już przygotowane, że właściwie jest technologia. Można dystrybuować to wszędzie, gdzie się da. Można zaufać sobie nawzajem i stwierdzić: okej, man, jeżeli przeczytasz tą książkę, to po prostu wpłać mi parę groszy na kawkę. Tyle ile uważasz za stosowne za tą książkę. Ufam ci i wszystko jest okej. Ale się okazuje, że nie do końca. Że są już jakieś ceny, że są już jakieś standardy.
A oczywiście standard oznacza jakąś tam wartość ceny. Ileś tam standardów oznacza zwiększenie tej ceny i tak dalej. Koniec końców informacja, która właściwie powinna trafić do każdego za darmo, bo taka jest esencja tego, że wypowiadam jakąkolwiek informację. Dlatego mamy artykuły. To chyba taka dosyć oczywista rzecz, że dosyć istotną funkcją naszej egzystencji na tej planecie jest sposób, w jaki się komunikujemy i to, że się w ogóle komunikujemy. I ta komunikacja jest czysta i wolna. Można tak powiedzieć normalnie, że jest po prostu nieskorumpowana. Jeżeli cokolwiek jest w tym polu informacyjnym dookoła, to nie ma problemu z tym, żebyśmy sobie przekazali tą informację idealnie, żebyśmy wszyscy wiedzieli. Bo jeżeli wszyscy będziemy mieli pojęcie o tym, co się dzieje wokół nas, to nikt z nas nie wpadnie w panikę i nie zacznie wykonywać nerwowych ruchów. A nawet jeśli, to znakomita większość będzie wiedziała, o co chodzi, więc będą mogli usiąść z delikwentem i powiedzieć mu: spokojnie Czesław, spokojnie Jola, usiądźcie, nie denerwujcie się, wszystko jest okej.
Wyjaśnimy, o co tu chodzi, bo mamy informację. Okazuje się, że informacji nie ma. Nie wiem, czy to plus, czy minus w dzisiejszych czasach, bo kiedy się tak człowiek przygląda na to, co nauka nazywa informacją, to włos się na głowie jeży. Ale to zostawmy gdzieś na boku. Generalnie wniosek jest taki, że pomimo że mamy narzędzia, okazało się, że wykorzystujemy je głównie do celu o nazwie licznik. I to taki licznik, który wpuszcza tylko tych, którzy płacą. Ci, którzy nie płacą, nie dostają żadnej informacji, są skazani na życie w takich odmętach. Przypomina to średniowiecze troszeczkę. Ci, którzy mają kasę, mogą się nauczyć. Ci, którzy nie mają kasy, nie za bardzo.
Oczywiście szczęśliwie dla nas dużo tej informacji tak czy siak wylądowało za darmo w internecie. Tak że powoli to, co się dzieje dookoła, cała ta globalna transformacja ściąga nam trochę ten kamień z pleców. Tak czy siak robi się troszeczkę lżej nawet od samego patrzenia, co jest akurat całkiem miłym elementem, bo człowiek nie musi się za bardzo pocić, a świat zmienia się na lepsze. Miłe, prawda? Też mi się podoba. Jak wygląda nasza akceptacja samych siebie? Bo to jest, myślę, najistotniejsza sprawa, bo cała ta heca z puszczaniem informacji dalej jest niczym więcej jak ilustracją, jak czujemy się sami dobrze ze sobą. Czy mamy jakieś blokady? Czy myślimy, że na przykład nasza myśl jest nie fair w stosunku do świata i wiemy, że coś tam jest nie fair, coś jest niepoukładane i boimy się tej myśli puścić, blokujemy ją troszeczkę. Jeżeli jest to urządzenie, to wiemy, że ono nie do końca coś tam, że może nie jest najlepsze.
Wiemy, że tam są pewne triki, że kantujemy, że robimy coś nie tak i trzymamy te wszystkie tajemnice albo boimy się, że ktoś nas okantuje, bo sami też w sumie kantowaliśmy nie raz. I efekt tego jest taki, że dowiadujemy się tylko i wyłącznie troszeczkę informacji o sobie. Niestety dowiadujemy się tych akurat kiepskich rzeczy o sobie, że nie akceptujemy samych siebie, nie akceptujemy własnych wyborów, że wszystkie te wybory, które podejmujemy, produkując całą tą cywilizację, są mocno wbrew całej naszej egzystencji jako żywej istoty na tej planecie. Nie mają nic wspólnego z czymś, co obserwujemy za oknem o nazwie natura, czyli dzikie drzewa, krzaki, rośliny, zwierzaki. Cała ta historia. Po prostu wiemy, że jest tam dysonans i nie akceptujemy tego dysonansu, nie akceptujemy siebie w tym dysonansie. Jesteśmy troszkę tacy złamani na pół. Używamy tej ropy, wiemy, że nic dobrego z tego nie ma, ale jej używamy. I tak dociskamy to wszystko. Dociskamy, dociskamy.
Jest tak, o czym ja tu często mówię, że z powodu tej akceptacji samych siebie, właściwie braku kompletnie tej akceptacji, że jest trochę tak, że sami bez niczyjej pomocy budujemy ten system spontanicznie i dobrowolnie, każdego dnia wstając z łóżka. Bardzo często, bardzo gęsto i właściwie codziennie. Dzięki temu zresztą ten system, na który wszyscy tak psioczą, doskonale funkcjonuje. Ja się troszkę śmieję czasami i tak szydzę. Oczywiście dżentelmeńsko, bez przesady, bez urazy z ludzi, którzy nazywają się niezależni, alternatywni i tak dalej, bo rzadko kiedy się zdarza, żeby akurat w tym miejscu można było zaobserwować coś za darmo. Z reguły wszystkie te zgrupowiska, zgromadzenia alternatywne, awangardowe, proponujące nowe rozwiązania, opierają się dokładnie na tym samym, na czym opiera się działanie na giełdzie nowojorskiej, na giełdzie londyńskiej, na każdej innej giełdzie. Chodzi dokładnie o to, żeby wyciosać troszeczkę gotówki, że generalnie zbudujemy system, który będzie inny niż ten, który jest, który twierdzimy, jest toksyczny, a my potrafimy zbudować lepszy, ale tylko z jednego powodu, ponieważ ten stary system nie działa dobrze dla nas. Ale jako że nie lubimy zbyt dużo myśleć, bo głowa boli od myślenia albo jakoś tak, lepiej pogadać coś o świadomości, o nie wiem czym, pooglądać telewizję, zająć się zupełnie innymi rzeczami. Ale nie myślmy zbyt dużo, bo głowa pęknie. Generalnie chodzi o to, żeby było nam dobrze, bo w tym systemie, który jest, który nam się nie podoba, jest dobrze tym, których nie lubimy.
Jeżeli zmienimy system, to nam będzie dobrze, a tym, których nie lubimy, będzie źle. Czyli właściwie dokładnie to samo, tylko zmieniają się role. Ofiary zaczynają grać przywódców, przywódcy zamieniają się rolami z ofiarami, ale system dalej pozostaje ten sam i właściwie wszyscy ci, którzy są pośrodku, dokładnie dostają ten sam łomot, jeżeli nie o wiele większy. Bo czas leci, zasoby ludzkie troszeczkę maleją, energii do życia troszeczkę spada. I generalnie, kiedy się pojawia nowy system na horyzoncie i obietnice nowego, cudownego systemu, który będzie lepszy od tego starszego systemu, to już od samego słuchania tego robi się troszeczkę matowo w głowie, bym powiedział, tak trochę szaro i nawet się ściemnia troszeczkę. Przynajmniej u mnie. Nie wiem, jak u was. Może muszę udać się do lekarza z tą swoją głową. I don't know. Zobaczymy.
Jak się nie ściemni do końca, to znaczy, że żyję i że wszystko działa. Wróćmy do tego spontanicznie budowanego przez nas systemu i dobrowolnie oczywiście każdego dnia. To jest nasza ucieczka od rzeczywistej konfrontacji ze swoimi intencjami co do nowych utopijnych systemów, o których tu wspomniałem, wymyślanych w naszych głowach. Tak, moi drodzy, myślę, że to jest absolutnie ucieczka od tej prawdziwej, własnej natury. Przede wszystkim od konfrontacji, bo zanim poznamy swoją własną naturę, musimy skonfrontować swoje wszystkie łgarstwa, cwaniactwa, cały ten bullshit, całe te chore pomysły na rzeczywistość. To, że widzimy innych ludzi jako masy, to, że widzimy, jak rządzimy światem, widzimy, jak przesuwamy wszystkie te kamienie, z których wszystko jest zbudowane i już czujemy się panami stworzenia. Nie, to można sobie odłożyć na bok. Tego nie szukamy. Chcemy się skonfrontować ze swoją rzeczywistością na sam początek. To jest właściwie chyba pierwsza i jedyna bramka, która nas prowadzi we właściwym kierunku.
Żeby przejść dalej, musimy przejść przez tą bramkę. Tak trochę to wygląda. Większość tych szkoleń, większość tych rzeczy, o których dzisiaj rozprawiam, właściwie nie dają absolutnie nikomu żadnej konfrontacji z niczym. Są głównie miłymi spotkaniami towarzyskimi. Są spotkaniami, w których terapeuta nie może nam zadać zbyt nerwowego w cudzysłowie pytania albo pytania, które by nas poruszyło zbyt mocno, ponieważ jest bardzo duże ryzyko, że pacjent poruszony zbyt mocno i zbyt ak-Dynamicznie może już nie wrócić do lekarza. Ta dynamika go wyrzuci gdzieś daleko i ta kasa już nie przyjdzie z powrotem. Siedź i cały biznes idzie się walić. Nie ma nowego systemu, a jak wiadomo, nowy system w zamian starego jest chyba największą ambicją alternatywnej grupy ludzi. I to chyba wszędzie na świecie, bo to jest historia, która się dzieje naprawdę nie tylko w Polsce, moi drodzy, wszędzie na świecie jest masa ludzi, którym się wydaje, że jeżeli zastąpią jeden system drugim systemem, to ten drugi z samej natury, że jest drugi, będzie po prostu lepszy albo z samej natury, że to będzie zbudowany przez nich system, będzie o wiele lepszy, bo według nich oni są po prostu lepsi. Ja nie do końca w to wierzę.
Uważam, że jedyny działający system to jest system indywidualny, gdzie każdy z nas przechodzi przez tą swoją bramkę konfrontacji ze sobą i ze swoimi intencjami takimi, jakie one w rzeczywistości są. Czy to chodzi o konfrontację z naszymi iluzjami na temat naszej relacji z rzeczywistością, czy relacji ze wszystkim, bo w sumie rzeczywistość jest wszystkim, przynajmniej tym materialnym, co się manifestuje dookoła nas, a to jest kluczem do naszych duchowych historii. Ponieważ to, co się materializuje dookoła nas, jest wynikiem tego, co mamy w głowie. Jeżeli przyjrzymy się uważnie na takie szkolenia, takie grupy ludzi, które starają się za wszelką cenę zorganizować w grupę ludzi, zorganizować w coś na wzór i przykład armii, stworzyć jakieś ruchy społeczne, zmusić wszystkich do partycypacji w jednej konkretnej idei, to zaczyna się robić niebezpiecznie. Też powoli ręka się podnosi do góry pod kątem 45 stopni. Oczywiście dzieje się to pod wieloma hasłami. Adolf Hitler robił pod swoim, Józef Stalin robił pod swoim. Ci, którzy teraz zarabiają grube miliony na innych w bankach, robią to pod swoim. Ci, którzy często kontestują ten cały babiloński system, w rzeczywistości robią to dokładnie w ten sam sposób, tylko że pod swoim sztandarem. Także niewiele się tutaj zmienia.
Naprawdę niewiele. Widać to po sposobie angażowania się na przykład w politykę, partię, biznes. Przecież i polityka, i partie polityczne, i biznes, i wszystko, co jest na styku tego całego łajna, że tak nieelegancko powiem, to są narzędzia tego systemu i każdy parszywieje od samego dotykania tych narzędzi. Wszyscy doskonale to wiedzą. Wszak powiedzonko, że władza korumpuje, a absolutna władza korumpuje absolutnie, jest nam znane od czasów rzymskich i nie jest to zupełnie przypadek. Nie jest to absolutnie przypadek. Nie jest to właściwie żaden przypadek. Jest to, myślę, zdanie, które bardzo celnie opisuje, co się dzieje, kiedy dotkniemy pewnych narzędzi, które naprawdę ani się nikomu nie należą, ani nikt, moim zdaniem, nie powinien ich dotykać, bo naprawdę naszą rolą nie jest decydowanie za drugą osobę tak długo, jak nie potrafimy jej nakarmić, nie potrafimy zapewnić jej spokojnego życia i ona sama nie zdecyduje, że chcemy za nią decydować. Tylko wtedy to może zadziałać. W drugą stronę absolutnie należy zawsze, że tak powiem, dbać o ten indywidualny poziom jakości bycia żywą istotą na tej planecie, żeby się nie angażować w to wszystko.
I to jest właśnie zabawne, że z jednej strony mówimy o gigantycznej sile duchowej przemiany, a z drugiej strony widzimy często tych samych ludzi, którzy mówią nam o sile owej duchowej przemiany, wrzucających wszystkich w ramiona polityki, rozprawiających PBK, brutto, netto, ile co kosztuje, kto kim rządzi, jaka jest władza, za jaką ustawą trzeba głosować, co jest ważne, co się wydarzyło i kto do kogo się pomodlił. Ciekawe, prawda? I tu jest pytanie: w jaki sposób ci ludzie są w stanie zbudować nowy, lepszy świat? Przecież nie są. Jedyny świat, jaki powstanie z tego, to będzie dokładnie taki sam świat, tylko że może troszeczkę inaczej opakowany. Tym razem opakowania w kolorze czerwonym zostały zastąpione przez opakowania w kolorze niebieskim, a te, które były kwadratowe, od tej pory będą pozaokrąglane. I na tym się skończy właściwie cała różnica, bo dokładnie na tym ta cała heca polega. Parszywieje się od samego dotykania tych rzeczy. Polityka, biznes, cała ta historia polega dokładnie na kontroli informacji, bo tylko dzięki kontroli tej informacji bardzo wąska grupa ludzi może wpływać na życie innych ludzi. To jest właśnie ten priorytet tak zwanego nowego świata, który teoretycznie wielu na świecie chce budować.
Ale ilu robi to w praktyce? To już pytanie, które ma troszeczkę inną odpowiedź. Bym powiedział: numery maleją drastycznie. Może nie do zera, ale dosyć mocno maleją. Jak się okazuje, bardzo często ci, którzy najgłośniej mówią o tym, że jest potrzeba duchowej odnowy, są najbardziej w dupie w tym temacie i oni najszybciej zapominają o tym elementarnym priorytecie pod tytułem: informacja jest za darmo. Przekaz informacji jest jak przekaz energii. To jest poniekąd paliwo dla naszego świata, dla nas między sobą, dla naszych relacji, dla tego, jak funkcjonujemy, jak pojmujemy świat. Jeżeli ktoś stara się limitować to paliwo, postawić nam bramkę w tym miejscu i powiedzieć: „Okej, kochany, zatankujesz 10 litrów, dopłacasz ekstra stówkę”, to w tym momencie coś już jest nie tak. A jeżeli człowiek, który to robi, jeden z drugim, trzecim mówi: „Ale wiesz, robisz to dla dobrej sprawy, bo to rozwija twoją świadomość”, to znaczy, że należy złapać za duży bejsbolowy kij, taki, który ma aluminiowe wzmocnienie w środku i — nie żartowałem oczywiście — puknąć w ziemię, żeby taki łoskot poszedł duży, żeby pokazać, że nie jest do końca tak i że masz swoją rację, człowieku. Żartowałem z tą agresją, wcale nie jest potrzebna.
Specjalnie udramatyzowałem hiperprzestrzeń na potrzeby słuchowiska radiowego, jako że dzisiaj w ogóle nagrywam w kuchni. Właściwie stoję, rozglądam się po kuchni. Mogę wam powiedzieć, co jest w garnku. Mmm, w garnku jest doskonała zupa. Dobra, nie będę zdradzał detali, żeby nie narobić wam smaka, bo nie wiem, kiedy tego słuchacie. Może przed wami do kuchni droga daleka. A w waszym żołądku czuć już ssanie. Także zostawmy może kuchnię. Wystarczy, że nadaję z kuchni. Mam nadzieję, że słyszycie te wszystkie fantastyczne zapachy jedzenia.
To co? To może jakaś przerwa? A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. Tym razem „Hiperprzestrzeń” jest nagrywana. Poza tym, że jest oczywiście retransmitowana w Radiu Paranormalium. Zatem nie przejmujcie się, że nie możecie dodzwonić się do radia, bo się po prostu nie dodzwonicie. Mnie tutaj nie ma. Jestem z wami wirtualnie. Zatem posłuchajmy muzyczki. RadioNaFali.com.
„Hiperprzestrzeń” retransmitowana w Radiu Paranormalium. A ja dzisiaj jestem z puszki. Jestem z taśmy takiej prawie jak taśma z gatek. Nagrywam z kuchni oczywiście. Jest dzisiaj kuchenny odcinek. Takie specjalne wydanie. Gorące wydanie kuchenne. Prosto przy garnku i nie tylko, bo też w ogrodzie. Czyli można powiedzieć takie letnio-kuchenne wydanie. Właściwie piknikowe.
Chociaż nie no, na piknik się kuchni nie wozi ze sobą. Ale mniejsza o to. Można powiedzieć, że kuchenno-ogrodowe wydanie „Hiperprzestrzeni”. A dzisiaj troszkę o tych wszystkich wariacjach związanych z tym, jak to siebie pouczamy, szkolimy i jeszcze staramy się wyciągnąć kasę od siebie za takie historie. To taki już na sam koniec, bo to już się zbliża w sumie do końca, moi drodzy. Ja tam mam taką refleksję, że troszeczkę chodzi za nami strach przed prostotą i oczywistością rozwiązań. Strach przed czuciem się dobrze bez tej cywilizacji i bez kompleksów. I przede wszystkim bez poczucia winy i stresu. Żyjemy w troszeczkę takim micie etosu opartego na ilości materii w portfelu. Nie ma co kryć, że jest inaczej.
No i kolejną częścią tego etosu są wszystkie te czynności, które wykonujemy po to, żeby wyciosać tą zawartość tego portfela, żeby było więcej niż mają inni i żebyśmy robili wrażenie. Teraz się to troszeczkę zmienia. Ten portfel oczywiście dalej jest dominujący, ale chodzi też o wpływy na ludzi, czyli tak zwany rząd dusz. Czyli im więcej ludzi słucha, im więcej ludzi nam kiwa głową, im więcej ludzi mówi nam, że jesteśmy wspaniali, że jest w stanie pójść za nami w ogień, tym lepiej. Władza korumpuje, jak mawiali Rzymianie. I ta władza nad ludźmi i to wmawianie troszeczkę, że ma się jedno rozwiązanie, które działa i uzależnianie ludzi troszeczkę od tego rozwiązania, jest moim zdaniem dosyć mocno patologią, która się zdarza dosłownie wszędzie. To, co chcę dzisiaj powiedzieć, to to, że krzywe numery nie dzieją się tylko i wyłącznie w krainie banksterów i na giełdzie. Krzywe numery dzieją się właściwie wszędzie, bo jest to spuścizna po naszej cywilizacji, moi drodzy. I tak samo jak przekazywanie informacji w biznesie doprowadziło do takiej konkretnej, totalnej patologii, że właściwie żyjemy w takiej grze Monopoly, w której wszystkie karty zostały już dawno rozdane, wszystkie nieruchomości zostały już dawno kupione, a my tylko służymy po to, żeby dać rozrywkę ludziom, którzy się już naprawdę wybitnie nudzą grając w te Monopoly, bo już właściwie wygrali wszystko i nikt z nimi nie chce grać. I te sprawy wyglądają dokładnie tak samo od tych tak zwanych niezależnych stron.
Właściwie z każdej strony wygląda tak samo, bo z każdej strony są ludzie, są tacy sami ludzie, jest człowiek taki jak ja, taki jak ty. I tu się nic nie zmienia. I tak długo, jak w naszej głowie ten strach przed prostotą i oczywistością owych działających rozwiązań tkwi, gdzieś się tam czai, tak długo jesteśmy odcięci od tego wszystkiego. A ile mamy rozwiązań? Mamy dużo rozwiązań, począwszy od właśnie takich technologicznych historii o Tesli, poprzez sprawy związane z terapiami, medycyną, rośliny. Słuchajcie, niesamowita historia związana ze szczepionkami, prawda? Żabka o nazwie kambo. Przecież to jest rewelacja. Nikt o tym za bardzo nie chce oficjalnie mówić. Nawet ci ludzie, którzy prowadzą te ceremonie, boją się o tym mówić, bo gdzieś jest ta blokada na informację.
Gdzieś się nauczyli. No było na to jakieś trzy tysiące lat od Greków, to mogło trochę wyprać głowę właściwie każdemu. Wszędzie pod każdą szerokością geograficzną, że informacje trzeba szetrzeć. To jest bardzo ważna rzecz. Nie, moi drodzy. Moim zdaniem informacja, która stoi w miejscu, jest jak zaraza, potrafi zniszczyć. Bo jest to ładunek energetyczny i jeżeli ten ładunek energetyczny się nie porusza, no to zaczyna się robić coś bardzo dziwnego. Zaczyna coś tam gnić i coś przestaje działać. Naturą tego czegoś, co nazywamy informacją, jest to, że zawsze jest w ruchu. I naszym obowiązkiem jest puszczać tą informację przodem.
Się troszkę odsunąć. Tak jakbyśmy szli chodnikiem i ktoś przejeżdżał na rowerze, to my się odsuwamy troszeczkę i przepuszczamy, przepuszczamy przodem. Niech se spokojnie jedzie. My i tak dojdziemy tam, gdzie mamy dojść. Nie ma z tym absolutnie problemu. I to jest dla mnie taki papierek lakmusowy tego, czy ludzie, z którymi rozmawiamy i ludzie, którym czasami oddajemy w ręce kawałek swojego zdrowia i kawałek swojej percepcji rzeczywistości, naprawdę wiedzą, co robią. To jest taki elementarny sprawdzian. Jeżeli się okazuje, że nie ma tam intencji na przekazywanie sobie informacji, takiej czystej, nieskorumpowanej informacji, no to znaczy, że chyba tego nowego świata tam nie będzie. Co najwyżej będzie ten sam stary świat, tylko że troszeczkę inaczej opakowany. I nikt nam wcale nie obieca, że ten nowy rozmiar buta będzie pasował do naszego rozmiaru stopy.
Może być tak, że będzie jeszcze mniejszy niż ten, który jest aktualnie. Taką mam refleksję z tego wszystkiego. I w ogóle postuluję za otwartą informacją. Jeżeli jest jakaś informacja, jeżeli jest jakaś książka, jeżeli coś robisz, człowieku, to puszczaj to dla ludzi. W sumie to jest chyba jedyny sens tego wszystkiego. I tak pewnego dnia wszyscy odejdziemy z tej planety i nawet najbardziej szalone pomysły próbujące przedłużyć nam życie tego nie zmienią, bo nie jesteśmy tu na stałe. Nic tu nie jest na stałe. Jesteśmy tu tylko podróżnikami i informacja jest tą częścią podróży, która się wydarza na równi z nami w tej przestrzeni. I to jest taka elementarna, podstawowa zasada. Proste, analogowe formy bez żadnej finezji.
Trochę jak właśnie z ową szczepionką i żabką kambo. Tadam! Tak jak z psylocybiną. Tak jak z meskaliną. Tak jak z ayahuascą. Nagle się okazuje, że świat jest o wiele prostszy. No właśnie, słyszę, że włączył się mój bojler w kuchni. To chyba czas już najwyższy, żebym kończył nagrywanie tego odcinka „Hiperprzestrzeni". Zatem dzięki wam, słuchacze, za wysłuchanie moich refleksji i kolejnego odcinka „Hiperprzestrzeni" w Radiu Na Fali, retransmitowanego też w Radiu Paranormalium. Jestem z wami duchem, bo nie ma mnie tu z wami fizycznie ciałem w tą sobotę, co oczywiście akurat nie dotyczy słuchających tego jako podcastu.
Tak czy siak, pozdrawiam wszystkich słuchających absolutnie gdziekolwiek byście nie byli i w jakimkolwiek wymiarze. Mam nadzieję, że ta informacja dotarła do was bez żadnego przekłamania i bez żadnej korupcji. Jasno i wyraźnie. Także dzięki wielkie za słuchanie. Dzięki wielkie za wysłuchanie tego kolejnego odcinka „Hiperprzestrzeni" nagrywanego w kuchennych warunkach. Oczywiście profesjonalnym mikrofonem i tak dalej, ale w kuchni i na ogrodzie troszeczkę. Pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Peace and love. Zapraszam wszystkich do archiwum Radia Na Fali, do wszystkich pozostałych audycji, które parkują w owym archiwum, do moich zacnych kolegów. Zapraszam do „Etykiety zastępczej" w środę, zapraszam do „Siebie wieczorowej pory" w czwartek, zapraszam do „ teorii chaosu" w piątek.
No i oczywiście do archiwum Radia Na Fali i do czasu snu, moi drodzy. Tak na sam koniec, bo oczywiście mnie nie ma, także „Wieczorowa pora" się nie odbędzie. Ale nie płaczcie. Nie płaczcie. Zapraszam was w czwartek na normalną, regularną „Wieczorową porę", a sobotnia „Wieczorowa pora" wróci, jak tylko ja wrócę żywcem za mikrofon. Także trzymajcie się moi drodzy, pozdrawiam was ciepło i serdecznie. I do usłyszenia następnym razem. Słuchaliście RadiaNaFali.com.