Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:05] - Las sobie szumi, ptaki sobie śpiewają. No cóż, wygląda na to, że jest sobotni wieczór. RadioNaFali.com, kolejny odcinek „Hiperprzestrzeni”. Ja mam na imię Tomek. Witam was tu wszystkich bardzo serdecznie. Mam nadzieję, że macie jakąś kawkę gotową, bo jak zwykle wieczór z Radiem Na Fali w sobotę troszeczkę trwa, bo „Hiperprzestrzeń”, a później „Wieczorowa Pora”, na którą was oczywiście zapraszam. Także mam nadzieję, że jeżeli jesteście po wyczerpującej sobocie, to macie gdzieś tam jakąś kawkę pod ręką, która sobie dymi. Ja tu mam zieloną herbatę, która mi dymi. Z cytryną mam zieloną herbatę dzisiaj, taką zwykłą. Piję sobie z kubka, a herbatę mam w dzbanku.
Żadnych tam specjalnych wygibusów. I ceregieli. Wasze zdrowie. Mmm, delicious! To właśnie ta moja herbata. To może powinienem wreszcie od czegoś normalnie zacząć tą „Hiperprzestrzeń”. Właśnie, to zacznę przede wszystkim od najważniejszej rzeczy, bo jest koniec miesiąca, moi drodzy. I jako że koniec miesiąca, to wszystkie dane na temat mecenasów ściekły do mnie. Pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Peace and love, kochani.
Wielkie dzięki za wspieranie. Z całego serca dziękuję bardzo serdecznie i tobie, Aldono, tobie, Katarzynie, tobie, Patryku, tobie, Zawodowy Słuchaczu, tobie, Rewolucjonisto, tobie, Rafale, tobie, Niburaku, tobie, Tomie Lisaczu, tobie, Łukaszu i tobie, Mateuszu z Cieszyna, i tobie, Rafale, i tobie, Macieju. I tobie, Dariuszu, też dziękuję. Mateuszu, oczywiście tobie też dziękuję. No i Grzegorzu, i Patryku. Moi drodzy, dziękuję wam serdecznie. Peace and love. Wielkie dzięki za wspieranie radia w tym miesiącu. Słuchajcie, wydarzyła się cudowna rzecz. Jesteśmy chwilę przed zamknięciem, spięciem budżetu, można powiedzieć.
Książę Edward zacznie już nadawać z normalnego miksera i zacznie to brzmieć z porządną jakością. A Książę Edward nadaje etykietę zastępczą, także będzie solidnie słychać porządnego rock'n'rolla wreszcie u niego. Od niego właściwie, w jego etykiecie zastępczej. Także dzięki wielkie. Dzięki wam to się rozwija, kręci. No i coś z tego jest, proszę państwa, coś z tego jest i jest coś do posłuchania. A przy okazji, drodzy mecenasi, oczywiście już za chwilę ruszają do was kolejne książki w podziękowaniu, w podarku za wspieranie Radia Na Fali. W tym miesiącu mamy do rozdania trzy tomy całej trylogii Carlosa Castanedy. Myślę, że niektórzy doskonale znają „Nauki Don Juana”. Słynna legendarna książka.
Jeżeli nie wiecie, kto to był Carlos Castaneda i co zrobiła ta książka w historii naszej współczesnej kultury, cywilizacji, zwał, jak zwał, to zapraszam, żebyście wpadli do jednego ze starszych odcinków „Hiperprzestrzeni”. A tu zaraz sobie szybciutko otworzę gdzieś tu na boku, żeby wam powiedzieć co i jak, jak to się nazywa, czego macie sobie posłuchać. Macie tam od razu. Jak chcecie, to posłuchacie oczywiście. Wszystko w dobrej woli, że tak powiem, odbierać. Książę mnie ostatnio Calibrem troszkę zaraził i gdzieś ciągle mi chodzą te calibrowe rymy po głowie. Nazywa się to „Droga bez powrotu”. Jest to taki jeden ze starszych odcinków „Hiperprzestrzeni”. Tu sobie zaraz znajdę. Dokładnie odcinek numer 56, moi drodzy.
Stary odcinek. Także zapraszam serdecznie, jeżeli nie wiecie, kto to był Carlos Castaneda. Może to was zainspiruje, jeżeli jeszcze nie czytaliście jego tryptyku, a właściwie więcej niż tryptyk, bo to nie są trzy książki. Tego jest wszystkiego 10 tomów. Także może jak sobie posłuchacie audycji, a jeszcze nigdy nie słyszeliście o Carlosie Castanedzie albo nie za bardzo wiecie, o co chodzi, bo dookoła tej postaci jest masa legend, masa różnych historii, najczęściej opowiadanych przez ludzi, którzy nie mają pojęcia, o czym mówią. Przynajmniej tak to wygląda trochę z mojej perspektywy. Ale zapraszam, żebyście sobie sami posłuchali, sami przeczytali, sami ocenili i sami sobie pomyśleli na ten temat. Ja tu nie jestem od myślenia za was, moi drodzy. Niech każdy myśli za siebie. No dobra, bo to nie koniec tej rozbiegówki.
Jeszcze nie powiem, o czym będę mówił. Jeszcze chcę tutaj pozdrowić wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, które retransmituje Radio Na Fali i „Hiperprzestrzeń”. Peace and love, kochani. Wielkie dzięki, że słuchacie. Wielkie dzięki, że jesteście tutaj. Bardzo mi miło was tu czuć. No i pozdrawiam oczywiście wszystkich słuchaczy matczynego Radia Na Fali. Peace and love, kochani. Szczególnie pozdrawiam wszystkich z was tych, którzy słuchacie tego jako podcastu offline, gdzieś siedząc sobie może w pracy, może sobie jadąc samochodem, może wykonując jakieś zupełnie inne czynności, a może po prostu siedzicie sobie gdzieś w miłym lesie ze słuchawkami na uszach i sobie słuchacie tego wszystkiego. Także nice.
Pozdrawiam was serdecznie. Dzięki w ogóle serdecznie za korespondencję, za maile, za to, że jesteście. Naprawdę szalenie miło, kochani. Dobra, to co? To jeszcze wspomnę o tym, żebyście wpadli na radiowego Facebooka, na radiowego Twittera, żebyście się tam pobujali, zobaczyli co tam jest, żebyście sobie po prostu sprawdzili, polubili albo jakoś tak, albo podali dalej. Ja tu przypominam o akcji, którą prowadzi Radio Na Fali aktualnie, mianowicie chodzi o patenty Nikoli Tesli. Jest to związane z drugim podcastem, takim troszkę bardziej technicznym. Zatem zapraszam, żebyście sobie przytulili troszeczkę „Syntezę”, jeżeli nie wiecie, o co chodzi, a jeżeli jeszcze oczywiście jej nie przytuliście. Myślę, że znakomita część z was doskonale wie, o czym jest „Synteza” i czasami jej słucha. I bardzo mi miło.
Także pozdrawiam wszystkich miłośników „Syntezy” tutaj zza mikrofonu serdecznie. No i oczywiście Skype do radia to radionafali.com. Jeżeli chcecie zadzwonić, pogadać ze mną, się odezwać głosowo Także zapraszam moi drodzy, linia jest absolutnie otwarta, jak zwykle zresztą. O czym dzisiaj? Dzisiaj o tym, że wszystko już się wydarzyło, a teraz tylko to robimy. W wielkim skrócie, czyli o intencji. Dzisiejszy odcinek jest poświęcony intencji i nie przez przypadek, bo jak zwykle w ciągu ostatnich tygodni wpadłem w ten temat quadrillium. Opowiadania o rzeczywistej idei stojącej za tym całym światem, który jest dookoła nas. O rzeczywistej, można powiedzieć prawdzie, która została zapomniana, tudzież specjalnie zakopana pod dywan, żebyśmy wiecznie się zastanawiali nad tym co, jak i zaś, i czuli nieustannie wielką niepewność związaną ze swoją egzystencją na tej planecie. Niepotrzebnie zupełnie, moim zdaniem, moi drodzy.
I o tym będzie troszeczkę dzisiaj. O intencji, o tym, że wszystko, tak jak powiedziałem, już się wydarzyło, a teraz tylko to robimy. Ten podcast się już wydarzył, moi drodzy, to wszystko już jest dawno zrobione i ja to tylko teraz robię po prostu tak, żeby było zrobione, bo to już się i tak wydarzyło. Tak czy siak. Po drodze oczywiście zapraszam was, bo te ogłoszenia dzisiejsze jak zwykle są związane z tym tematem. Zapraszam, żebyście wpadli na stronę Radia Na Fali, oczywiście radionafali.com, bo ostatnio jakoś tak się stało, że drinujemy wszyscy tutaj całą ekipą ten temat intencji z różnej strony, każdego z nas trochę to dopadło. Może taki moment specjalny w historii tej planety, że właściwie powoli zaczynają nas dopadać te właściwe refleksje, te właściwe wnioski, można powiedzieć. Chociaż kto to wie. Pożyjemy, zobaczymy. Ale mniej więcej o tym samym ostatnio jakoś tak wszyscy tutaj sobie przemyśliwujemy i zrzucamy te wszystkie przemyślenia w formie materiału wideo, materiału dźwiękowego.
Zapraszam do Pichontarium przede wszystkim, moi drodzy. Są bardzo ciekawe rzeczy. Jest człowiek ośmiornica, jest mózg rzodkiewnika i kilka innych rzeczy. I przede wszystkim oprócz tych całych dokumentacji wideo, które robi Pichont, jest doskonały podcast, który ostatnio nagrał. Odcinek Pichontarium, który się nazywa „Pierwiastek”. Pozdrawiam bardzo serdecznie. I tak, mam odpowiedź na to pytanie. Dzisiaj jest właśnie odpowiedź na to pytanie, tak à propos. Tu się z Pichontem razem zgadzamy. Także pozdrawiam bardzo serdecznie.
Pozdrawiam oczywiście księcia Edwarda, który naprawdę wysmażył doskonały odcinek „Etykiety zastępczej”, do którego też was zapraszam, żebyście sobie posłuchali, bo jest i o czym, moi drodzy. Dokładnie wygląda na to, że wszystkich nas dorwało to samo zjawisko z pola morfogenetycznego. Ta sama historia związana z egzystencją, którą sobie uprawiamy na tej planecie. Także dzisiaj dokładnie o tym. Zebrały się te wszystkie wątki z prywatnych rozmów. Jeszcze przy okazji pozdrawiam Krawca, z którym dzisiaj sobie zamieniłem parę słów i to też w sumie dokładnie ten temat. Także to wszystko chodzi gdzieś tak ciągle dookoła. Także dzisiaj myślę, że dobry, doskonały wieczór, żeby wziąć to wszystko, upchać w jedną całość i spróbować wypluć to w postaci podcastu, ewentualnie audycji. Zwał, jak zwał. Po prostu opowiedzieć o tym wszystkim razem i zobaczyć, co z tego wszystkiego wyjdzie.
Także zostańcie ze mną, nie odchodźcie. Czy jakoś tak. Oczywiście mam fajną muzę na dzisiaj. Nic specjalnie rewolucyjnego, odkrywczego, chociaż kilka numerów, które właściwie jeszcze nigdy nie leciały w Radiu Na Fali, być może się wreszcie pojawią w tej nowej playliście, jak wreszcie siądę, znajdę czas, żeby to wszystko poogarniać i pomontować. Bo mamy tu kilka pomysłów związanych z tym, co chcemy zrobić dalej. Może nie tyle jakieś wielkie, straszne przemeblowanie i tak dalej, jakieś takie duże rzeczy. Nie, chcemy kilka drobiazgów dookoła radia tutaj wykonać, żebyście mieli więcej zabawy z tego wszystkiego, żebyście mieli po prostu fajniejszy sposób korzystania z tego i tak dalej. Tu nie będę się rozwodził i mówił, co jest w przygotowaniu. Zostawię to w cichej tajemnicy. Jak będzie gotowe, to wam powiem.
Tak czy siak. Tymczasem są patenty Tesi, tak jak mówiłem, do ściągnięcia. Także jeżeli chcecie pomóc, to podajcie dalej do jakichś technicznych ludzi, nie tylko, bo jest to naprawdę, myślę, taka rewolucyjna rzecz i to już jest ten czas, moi drodzy. Rewolucja się właśnie zaczęła. Ale o tej rewolucji, która się właśnie zaczęła kilka chwil temu i nie tylko od strony firmy o nazwie Tesla, która produkuje te słynne samochody na prąd, ale też od kilku innych stron. Ale o tym wszystkim będzie w czwartek. Także tutaj z góry was zapraszam do syntezy na czwartek. I przy okazji jeszcze chcę pozdrowić dzisiaj głośno zza mikrofonu dżentelmenów z altermedium.net, którzy podają content z Radia Na Fali dalej. Dzięki temu on się rozłazi jak zaraza po internecie. I tam są jeszcze zresztą bardzo fajne artykuły, które uzupełniają trochę te tematy.
Jest trochę rzeczy z archiwum radia i nie tylko. Także zapraszam www.altermedium.net i zapraszam na Wolne Media, które też dokładnie, tak powiem, puszcza dalej w obieg materiały z Radia Na Fali. Także pozdrawiam serdecznie dżentelmenów z owych dwóch stron internetowych. I przy okazji właśnie pozdrawiam kolegę Krawca, z którym tu zamieniłem dzisiaj parę słów, który zakładał razem ze mną to radio swego czasu. Razem wspólnie przeprowadziliśmy pierwszą audycję, a teraz Krawiec ma swój własny show, swoje własne radio, które się nazywa Nocne Radio. Także zapraszam serdecznie, jeżeli chcecie sobie posłuchać, sprawdzić, co teraz robią ludzie, którzy dawniej zakładali Radio Na Fali, teraz mają swoje własne, niezależne projekty. Dokładnie. To tyle z takich ogłoszeń. Jeszcze dobra, przypomnę, że możecie zadzwonić na Skype'a radionafali.com. Linia jest absolutnie otwarta, że możecie się dzielić swoimi refleksjami.
A ja już powoli wbijam w temat, żeby tutaj nie przeciągać tej całej historii, bo temat jest intrygujący dla mnie prywatnie. Tak jak wspomniałem, jest to rzecz, która się ostatnio pojawia w rozmowach z moimi przyjaciółmi, moimi znajomymi. Generalnie gdzieś ten temat cały czas dryfuje i to coraz mocniej. I myślę, może nie tyle temat dryfuje, ile Konsekwencje związane z tymi wszystkimi sprawami dookoła intencji. Właściwie można powiedzieć, że owoce tych drzew, które sadzimy, zaczynają do nas bardzo szybko wracać. I na czym to wszystko polega? Taka stara egipska przypowieść. Nie będę tej całej przypowieści opowiadał, bo to w ogóle długa historia. Oprócz tej przypowieści jest jeszcze stare egipskie powiedzonko, które brzmi, że po owocach poznacie drzewo. To jest oryginalnie egipskie powiedzonko.
Ja wiem, że później zostało ukradzione przez kilku cwaniaków, którzy się podpisali pod pewną książką i stwierdzili, że mają jakąś wyłączność na coś. Ale ściema ściemą, a prawda prawdą. Także po owocach poznamy to wszystko i te owoce powoli do nas wracają. I to jest moim zdaniem historia związana z intencjami. Ten temat tak mi właśnie łazi po głowie. Także dzisiaj dokładnie o tym wszystkim. Może nie o tym wszystkim, ale postaram się w miarę taką dosyć sproszałą część tego tematu poruszyć. Niech ten kurz opadnie z tego kamyka, który gdzieś tam leżał w kącie i nikt go nie chciał za bardzo tykać. Także dzisiaj odkurzam ten temat. To co?
To może jak zwykle zacznę od jakiejś muzyczki. A co. A wy słuchacie oczywiście Radia Na Fali Hiperprzestrzeni, która też jest retransmitowana w Radiu Paranormalium. No i co? Posłuchajmy jakichś radosnych dźwięków na początek tego podcastu, tej audycji. W końcu jest sobota wieczór, jakiś imprezowy czas, no nie? To posłuchajmy. Tam dalej było . Ale to poleci później. Jeżeli ktoś zna tą płytę, a myślę, że niektórzy znają płytę doskonale i wiedzą, jaki jest następny numer.
Bardzo charakterystyczny riff. Dobra, ale zostawmy na razie chłopaków z Beastie Boys, czyli bestialskie chłopaki. A wy słuchacie oczywiście bestialskiej Hiperprzestrzeni, jak gdyby nigdy nic. Ja mam na imię Tomek oczywiście i możecie zadzwonić radionafali.com, jeżeli macie jakieś refleksje dotyczące właśnie dzisiejszego tematu, czyli intencji. Ja zacznę od tego, od czego właściwie zacząłem ten temat quadrigium. Może nie tyle zacząłem, bo jest to historia, która się powtarza nieustannie przez całe nasze życie i to nie tylko moje. Przez właściwie życie każdego z nas. To są te nieustannie zadawane sobie kiedyś pytania, kiedy dorastaliśmy w tej dualistycznej koncepcji świata, w którym nas wychowali rodzice, dziadkowie, przede wszystkim cała ta cywilizacja. Czym i kim jesteśmy? Wiemy mniej więcej, kim i czym jesteśmy.
Ale żeby ten temat ugryźć, to najlepiej ugryźć go, że tak powiem, od tyłu, czyli od dupska, czyli od przeszłości, od tego, co jest z tyłu za nami, a za nami jest zawsze przeszłość, moi drodzy. Czyli ego. Ego, proszę państwa, to jest ta historia, która jest bardzo mocno związana, moim zdaniem, z kwestią intencji. To tak bez dwóch zdań. Czym jest ego? Ego to, o czym tu często mówię. Tu dziękuję jednemu ze słuchaczy, z którym tu prowadzę bardzo ciekawe dyskusje. Pozdrawiam serdecznie. Mianowicie chodzi o taką jasną, klarowną definicję ego, której nie ja jestem autorem, aczkolwiek dokładnie mam to samo podejście. Nigdy nie zdążyłem właściwie usiąść i zdefiniować tego od początku do końca w jednym zdaniu.
Tu pozdrawiam właśnie swojego rozmówcę, który doskonale to zrobił. Jednym rzutem na taśmę wykonał doskonałą robotę. A mianowicie chodzi o to, że ego to jest wszystko to, co jest za nami. To jest nasza przeszłość. To są wszystkie te doświadczenia, które mamy za sobą. Cała ta historia, która się dawno temu wydarzyła, którą już możemy opowiadać, którą możemy wspominać. Właściwie co tu dużo mówić, są to po prostu wspominki, nasza przeszłość. I te historie z naszej przeszłości to są historie przede wszystkim związane z naszym życiem emocjonalnym, które definiuje niejako nasze żądze, nasze oczekiwania, wiele spraw dookoła nas. W jaki sposób? Taki dosyć brutalny, bo na przykład robiąc coś przez ileś tam lat spodziewamy się, że coś z tego będziemy mieli.
I to jest takie szaleństwo, które nas czasami próbuje gdzieś tam dorwać. Brzmi mniej więcej tak, że musimy osiągnąć coś, bo skoro tyle lat spędziliśmy na dłubaniu czegoś, to nie po to, żeby to poszło na marne. Takie gadanie z reguły albo coś w tym stylu. Ja bym tutaj odcedził te dwie rzeczy, bo smutno się robi, kiedy nasza przeszłość, wszystkie lęki, strachy, frustracje, całe te bzdury, które właściwie już się dawno pokończyły, nie mają nic wspólnego z dniem dzisiejszym, starają się nieustannie zdefiniować nasze życie. To tak, jakby lęk przed potworem z szafy z dzieciństwa ciągle niszczył i rujnował nam zdrowy sen. A minęło już x lat od tego. U niektórych minęło 10, u niektórych 20, u niektórych 30 i dalej się boją tego potwora z szafy i dalej żyją w ego. To jest właśnie ego. To jest ta przeszłość. To są te lęki z przeszłości.
To są te iluzje, które sobie powbijaliśmy do głowy, żeby pewnego dnia je koniecznie zrealizować. I bardzo mocno się czasami potrafimy, taki jest mechanizm naszego umysłu, że tak powiem, skleić z tymi iluzjami i w pewnym momencie wydaje nam się czasami, szczęśliwie, że tylko czasami, a nie przez cały czas, że To jest właściwie jedyny sens naszego życia. Stąd się biorą wszystkie te obrazki na ścianach, które sobie wieszamy. Dokładnie chodzi o zdjęcia z naszej przeszłości. Czasami jest to bardzo fajna rzecz, bo chodzi o pamięć miejsc, pamięć sytuacji w sensie pozytywnym. Which is nice, which is good. Całkiem pozytywna historia. Czasami przekracza to już wszelkie granice rozsądku i jest to już tylko i wyłącznie odwoływanie się do przeszłości. Wygląda troszkę tak, jakby praktycznie kawał naszego życia, jeżeli nie całe, nagle zamieszkało w miejscu, które właściwie nigdy nie istniało, nigdy nie istnieje. Taka kraina wirtualna, tak jak przyszłość, też wirtualna kraina.
Czasami o tym wspominam. Takie dwa kraje, które nie mają ani hymnu, ani flagi, ani miejsca, ani nic nie mają, ani nawet przejścia granicznego, ani paszportów nie ma do tych krajów. Po prostu takie wirtualne miejsca. I my czasami potrafimy spędzić w cholerę swojego życia, parkując w miejscach, które właściwie nie istnieją. Istnieją oczywiście tu i teraz, ale nas tu nie ma, bo w głowie gdzieś ciągle mamy taką gonitwę, która wynika właśnie z owej przeszłości, która mówi nam, że skoro kiedyś, lata temu wykonaliśmy kilka czynności, to teraz powinniśmy coś z tego powodu mieć. Nikt nam oczywiście tego nie obiecywał. To wcale nie było sensem sprawy. To w ogóle nie o to chodziło, ale gdzieś ten człowiek, którym jesteśmy, zaczyna mieszkać w tej przeszłości i zaczyna chcieć to wszystko skapitalizować. Te wszystkie pragnienia, te wszystkie szaleństwa. To jest właśnie cała ta historia z ego.
Przeszłość. Podobnie jest z przyszłością. A ja myślę sobie, że jest do tego jeszcze taka trzecia furtka, która brzmi mniej więcej tak, że wszystko już się wydarzyło, a teraz tak naprawdę to robimy. Wszystkie te rzeczy już są dawno za nami, pod jednym warunkiem, że teraz je robimy. Taka przewrotność może dla niektórych troszeczkę. A mianowicie chodzi o decyzje, które robią nasze życie. Bo normalne jest to, może nie dla wszystkich, ale dla każdego zdrowego, rozsądnie myślącego człowieka, który przynajmniej raz w życiu walnął się z rozpędu młotkiem w palec, przybijając gwóźdź do ściany, że nasze decyzje robią nasze życie. Jeżeli weźmiemy młotek do ręki, weźmiemy gwóźdź i zadecydujemy, że go trzaśniemy i nie przyłożymy się do tego, to trzaśniemy sobie po palcach. Z reguły jest od razu taki skowyt i czujemy troszeczkę, można powiedzieć, dziwne wibracje przez ten moment, jak sobie przywalimy tym młotkiem w palec. Dobra, czujemy potworny ból.
Czasami jest to mocne klepnięcie. Niektórzy sobie potrafią tak mocno klepnąć. Mi się też zdarzyło kilka razy w życiu tak przybić gwoździa sobie po palcach, poprzybijam tego gwoździa. Bywa czasami. Ale to jest właśnie decyzja, która robi nasze życie. Podejmujemy jakąś decyzję, bierzemy ten młotek, bierzemy gwoździa i przybijamy go do ściany. I właśnie na tym to wszystko polega. A skoro decyzje robią nasze życie, to można niejako powiedzieć, że decyzje robią ludzi. Bo to jest jakby przeniesienie takiego bardzo indywidualnego konceptu, gdzie dotyczy to tylko i wyłącznie nas, na taką szerszą płaszczyznę. Bo jak się rozejrzymy, nikt z nas nie jest tu samotny na tej planecie.
Dookoła nas są miliony tych samych istot, takich samych istot jak my, czyli też ludzi. Poza tym, że są jeszcze zwierzęta, są jeszcze rośliny, są jeszcze wszystkie pozostałe istoty. Natomiast to dotyczy nas i nie jesteśmy tutaj tacy unikatowi. Także decyzje robią nie tylko nas. Właściwie decyzje robią wszystkich ludzi. To jest taka, można powiedzieć, elementarna prawda o nas samych. A skoro decyzje robią ludzi, to ludzie robią rzeczywistość. Tak to wygląda. Czyli do pewnego momentu sprawy rozgrywają się w naszej głowie. Gdzieś musi się pojawić jakiś koncept po to, żeby później móc go zrealizować.
To nigdy nie jest tak, że jest realizacja, a my dopiero wskakujemy w coś i po prostu to robimy. Z reguły pierwszy jest koncept, pierwsza jest idea, pierwsza jest myśl, pierwsza jest metafora. Tak jak mawiał Terence McKenna, że zaczyna się od metafory, że każdy język startuje od momentu, kiedy nagle łapiemy jakieś doświadczenie i chcemy się nim podzielić z kimś innym obok, czyli z tymi wszystkimi milionami ludzi dookoła. Musimy go ubrać w jakąś zgrzebną metaforę i owa metafora zaczyna tworzyć język. Właściwie język wynika dokładnie z tego doświadczenia, tak bezpośrednio. Po drodze pomiędzy tym wszystkim jest właśnie owa tajemnicza magiczna transmutacja, która zamienia ten pomysł na działanie. I dlatego właśnie wygląda tak, że decyzje robią ludzi, a ludzie robią rzeczywistość. A decyzje, które się biorą w naszej głowie, właśnie wynikają z tego pierwszego konceptu. Bo oczywiście decyzja jest już takim momentem przybicia gwoździa. Tu już jest ten gwóźdź właściwie w ścianie.
Decydujemy się na to i wbijamy tego gwoździa. Ale chwilę przed tym jest moim zdaniem taka najważniejsza rzecz, która właściwie odpowiada za to wszystko. To jest taki prawdziwy mechanizm, prawdziwy silnik tego zjawiska i nazywa się intencja, moi drodzy. Taki jest pomysł na tą historię i ta intencja zawsze jest rzeczą, która się dzieje tu i teraz. To jest coś, co nie mieszka ani w przeszłości, ani w przyszłości. To jest jedyna rzecz, której nie możemy podkleić pod stare zdjęcia z wakacji, nie możemy podkleić pod plany na przyszłość to, co będziemy robili za parę lat albo jutro, albo jakoś tak. Ta jedna rzecz, ta jedna specyficzna sprawa, która jest związana z naszym, że tak powiem, ogarnianiem rzeczywistości, czyli intencja, jest związana tylko i wyłącznie z jednym momentem, momentem tu i teraz. Ona nie mieszka w przeszłości ani w przyszłości. To jest tylko tutaj. I to jest to, co myślimy sobie o jakiejś sprawie.
To jest nasz kierunek, który sobie wybieramy w głowie. To jest ten moment, kiedy podchodzimy do na przykład półki z jedzeniem w naszym domu i mamy tam kilka owocków i zastanawiamy się, który owoc nam bardziej pasuje, który byśmy chcieli sobie przekąsić. To jest ta intencja, ale zastanawiamy się pod kątem: może coś słodkiego, a może coś kwaśnego? A czasami ta intencja jest od razu wcześniej. Z reguły ona jest od razu wcześniej. Wygląda to tak, że sobie siedzimy i myślimy Kurczę, zjadłbym pomarańcza. Szczęśliwie mam go gdzieś tam w szafce. Także biegniemy do tej szafki, wyciągamy pomarańcza i to już jest zrealizowana intencja. To jest właśnie to, ta intencja myślenia o czymś, że wybieramy sobie coś do zrobienia i wybieramy sobie metodę, jaką to zrealizujemy oraz wybieramy sobie sposób, w jaki o tym pomyślimy. Chyba co jest najistotniejsze, bo właściwie intencja jeszcze troszeczkę ma, że tak powiem, do realizacji.
Natomiast właściwie intencja opisuje sposób, w jaki to robimy. Czyli jeżeli mamy intencję na pomarańczę, to ta intencja realizuje ten moment, kiedy wstajemy z krzesła, jeżeli siedzimy na krześle, robimy te parę kroków do szafki i to jest właśnie ten intencjonalny moment, że robimy to w intencji. Tak jak są medytacje w intencji, tak jak jest wiele innych rzeczy w intencji, robimy coś z intencją. Co oznacza właściwie ta intencja? Można to zdefiniować w taki bardzo prosty sposób. Jest to właściwie nadanie kierunku naszej myśli. To jest forma komunikacji nas z nami samymi, można powiedzieć tak w największym skrócie. Bo jak inaczej to opisać, proszę państwa, jeżeli chcemy się ze sobą skomunikować w jakikolwiek sposób, czyli nasz umysł z naszym ciałem, to musimy posłużyć się intencją. Wszystko to się odbywa dokładnie na tym poziomie i to jest właściwie, można powiedzieć, definicja intencji, czyli że jest to taka oryginalna, ta najgłębiej schowana, odpowiadająca za wszelkie funkcje komunikacyjne forma komunikacji. Tu bardzo ciekawą rzecz w ostatnim podcaście Pichontarium powiedział Pichon, bardzo cenną moim zdaniem.
Zapraszam, żebyście sobie posłuchali pierwiastka. Oczywiście do pobrania ze strony www.radionafali.com, tam do kliknięcia i to jest na Soundcloudzie zdaje się u Pichonta. Mniejsza o to. Kliknijcie sobie na Pichontarium pierwiastek i sobie po prostu posłuchacie. Pichon zauważył jedną rzecz, że wszyscy mamy zupełnie inny ogląd rzeczywistości, że każdy z nas ma zupełnie inne doświadczenie. Każdy z nas jest troszeczkę inny. Normalna rzecz. Każdy ma inne linie papilarne, każdy ma inny rozmiar buta. Standard, prawda? I jest jedna rzecz, która nas łączy.
Jakoś tak podświadomie, jak niektórzy mówią, gdzieś na samym dole jest coś wspólnego, coś, co powoduje, że pomimo wszelkich różnic, można powiedzieć porozumienie ponad podziałami. I to porozumienie ponad podziałami, ta forma komunikacji, która tam przebiega, ta niewidoczna forma komunikacji, która powoduje, że dobrze się czujemy ze sobą, chociaż każdy z nas przychodzi z innym pomysłem na siebie, na rzeczywistość, na opisanie tego świata, na zdefiniowanie jego różnych aspektów w swoim własnym otoczeniu. To wszystko się bierze właśnie z owej intencji. I tą komunikacją jest intencja. W praktyce oznacza to tyle, że ludzie mający dobrą intencję do siebie i do świata świetnie się ze sobą dogadują i nigdy nie ma między nimi jakichś spięć, konfliktów. Okej, czasami może jest troszeczkę podniesiona adrenalina, głośna dyskusja, przekomarzanie się, mocne słowa czasami się pojawią, ale tylko na chwilę. Bo tak czy siak, ta najważniejsza rzecz, która definiuje to, że ze sobą rozmawiamy i że siebie słuchamy, że wymieniamy ze sobą różne pomysły, to jest właśnie ta tajemnicza intencja, ta pierwotna forma komunikacji. Przypomina to trochę, że tak powiem, spotkania z ludźmi, którzy nie używają tego samego języka, którego my używamy. Ja to przeżyłem w praktyce, bo dorastałem, urodziłem się i wychowałem w Polsce i pewnego dnia się z tej Polski wyprowadziłem. I żeby było zabawniej za bardzo nie znałem innego języka poza polskim.
Wydawało mi się, że znam, ale okazało się w praktyce, że tak w dużym cudzysłowie można ująć to moje znawstwo jakiegokolwiek innego języka. Trzeba właściwie było się uczyć wszystkiego od nowa. I tu się w praktyce okazało, jak potężna jest ta intencja i jak właściwie my się komunikujemy. To są moje doświadczenia z rozmawianiem z ludźmi, z którymi właściwie nie potrafiłem się gramatycznie dogadać. Wszystkie rozmowy sprowadzały się do poziomu intencjonalnego, że mieliśmy wspólną intencję, mieliśmy dobrą intencję i wystarczyło pokazać na coś palcem albo coś w tym stylu i wszyscy łapali, o co chodzi. Jest takie bardzo niesamowite wideo, które ostatnio chyba dwa czy trzy miesiące temu się pojawiło. Nie jest to nowy materiał filmowy. Jest to materiał filmowy nakręcony przez antropologów, zdaje się w latach 80., a może nawet 70. Nie pamiętam w tym momencie, także nie będę strzelał datami, żeby nie zrobić jakiejś koszmarnej wtopy. Ale o co chodziło?
No więc dżentelmeni, panowie antropolodzy wzięli kamery, wzięli cały sprzęt i pojechali badać dzikie ludy gdzieś na Papua Nowa Gwinea. To jest takie miejsce, które niby brzmi tak w miarę cywilizowanie, bo niedaleko Australia, niedaleko Indonezja i wszystkie te miejsca. Singapur, tygrysy azjatyckie, szaleństwo bicia bilonu z Babilonu. Ale gdzieś tam po drodze pomiędzy tymi miejscami, pomiędzy Sydney a tym Szanghajem jest takie miejsce, które się nazywa właśnie Papua Nowa Gwinea i jest to absolutnie dzikie miejsce. Słyszałem kilka naprawdę niezłych opowieści stamtąd, bo tak się złożyło, że pracowałem z człowiekiem, który ma tam rodzinę. Inna sprawa, że też wyszło na to, że swego czasu byłem tam zaproszony. Szczęśliwie nie pojechałem, bo okazało się, że osoba, która nas tam zaprosiła, bo mieliśmy tam ze znajomym się udać na wyprawę, dostała potężny łomot od tubylców, o mało co nie przypłaciła tego życiem. Tak zupełnie przez przypadek. Tam są naprawdę dzicy ludzie. Znaczy może nie przez przypadek, bo to pracownik firmy naftowej, a oni tam bardzo nie lubią tych nafciarzy, bo nafciarze do nich strzelają, próbując powybijać wszystkich co do nogi, żeby zacząć wydobywać ropę.
Także podobnie jak w Amazonii, o czym niewielu ludzi wie, trwa wojna, taka oficjalna wojna wypowiedziana przez Indian, tudzież lokalne rdzenne plemiona tym, którzy przychodzą i niszczą im las. W Amazonii słuchajcie, jakbyście nie wiedzieli te Armie robotników, które próbują ścinać las tropikalny i równikowy, wjeżdżają do niego na buldożerach. Są chronione przez armię i pracują w specjalnych osłoniętych maszynach, bo chwila nieuwagi i taki dżentelmen dostaje lotkę prosto w szyję, zatrutą strzałkę i po trzech sekundach wita bramy Hadesu i jeżeli już wraca, to w innym wcieleniu do tego wymiaru. Tak to wygląda w praktyce. Są naprawdę dzikie miejsca, gdzie ludzie żyją jeszcze po swojemu, tak jak żyli tysiące lat temu i wcale nie zamierzają tego zmieniać i dalej twardo bronią swojego pomysłu na rzeczywistość. I okej, bardzo mi się to podoba. Tu proszę odsunąć dzieci od głośników, bo użyję nieparlamentarnego słowa. Uważam za naprawdę potężne skurwysyństwo wpierdalanie się tym ludziom i mordowanie ich i niszczenie całego ich dobytku, całego życia po to, żeby jakiś frajer na giełdzie wyciągnął z tego kasę. Jestem absolutnie przeciwko takim działaniom i nie podoba mi się to bardzo. Tak jak zresztą słyszeliście, aż musiałem użyć męskiego, żołnierskiego rzucania mięsem prawie że.
Ale mniejsza o to. Wróćmy do Papui Nowej Gwinei i naszych antropologów. Antropolodzy wybrali się na Papuę Nową Gwineę i postanowili skontaktować się z ludźmi, którzy właściwie nigdy nie widzieli białego, bo tam mieszkają plemiona, które specjalnie świadomie unikają kontaktu z jakąkolwiek cywilizacją. Jedyny kontakt, jaki następuje, to dlatego, że biała cywilizacja na siłę chce tam dotrzeć, chce się tam pojawić i chce koniecznie ich znaleźć. Natomiast oni wiedzą, że są biali ludzie, bo ich czasami widzą, ale jak tylko ich widzą, to z reguły przenoszą wioski, likwidują wszystko i znikają. Po prostu rozpływają się w lesie. Jest w wielu miejscach na świecie dokładnie taka sama sytuacja. Po prostu nie chcą mieć kontaktu z tymi pasożytami, którzy przychodzą zniszczyć im całe życie i wszystko to, co mają, doprowadzić do ruiny. Tym razem udało się spotkać takich oryginalnych mieszkańców gdzieś tam w lesie. Antropolodzy usiedli przede wszystkim przy rzece.
Opowiem wam całą historię, bo nie będę motał po kawałku, bo to nie ma sensu. Wrzucę wam w całości. Historia była taka, że widzieli, że przechodzą nad rzekę, więc usiedli na tej rzece. Było ich, zdaje się, dokładnie trzech. Nie mogło być ich dużo, bo plemię by się przestraszyło. Widzieli ze zdjęć lotniczych, że są tam jakieś plemiona, które mieszkają, po śladach dymu i tak dalej. Można takie rzeczy wyśledzić. Specjalnie rozbili obóz przy rzece, przy której wiedzieli, że tamci czasami łowią ryby i przemieszczają się gdzieś w okolicy, tak że ich na pewno zauważą, bo tamci ludzie znają świetnie las i jak ktoś obcy wejdzie do lasu, to oni od razu wiedzą. Nie potrzebują radarów, zdjęć satelitarnych, po prostu czują, że obcy jest w lesie. Tak siedzieli przy tej rzece i czekali na moment, kiedy wyjdą do nich owi mieszkańcy.
I owi mieszkańcy pojawili się na drugim brzegu rzeki. Trwało to chwilę. Trwało to dwa dni czy trzy dni. Jakoś tak się przyglądali tym białym, którzy tam siedzieli i czekali, co się stanie. Wszystko oczywiście było kręcone kamerami, wszystko było rejestrowane. Dzięki temu wiemy, co się wydarzyło. W końcu lokalne plemię wybrało najbardziej hardych dżentelmenów, żeby przyszli i sprawdzili tych białych ludzi, którzy tam siedzą sobie nad rzeką i nie wiadomo, co robią. Po prostu siedzą i czekają na coś. Ci najbardziej dzielni, dziarscy wojownicy w końcu pojawili się nad rzeką. Pierwsze co, to stali i obserwowali białych.
Przyglądali się, co biali robią. Drugiego czy trzeciego dnia postanowili przekroczyć rzekę. Stanęli w połowie rzeki, oglądając się na białych. Powoli, z czasem zmniejszali dystans, ale z bardzo dużą rezerwą. Nie wiedzieli, jakie biali mają intencje, bo po raz pierwszy widzieli ludzi, którzy są ubrani w jakieś dziwne stroje, ludzi, którzy mają jakieś dziwne rzeczy ze sobą. Nie wiadomo, o co chodzi. Szczęśliwie widzieli, że tamci nie mają broni, bo tak specjalnie zostało to pomyślane, bo przecież jakikolwiek element typu włócznia od razu by spowodował być może sytuację konfrontacyjną i owi antropolodzy prawdopodobnie mogliby już nie wrócić, bo przywitałyby ich jakieś dziwne, przytrute czymś lotki, które spowodowałyby, że zostaliby już na stałe razem ze swoimi kośćmi w tym lesie. W końcu owi tak zwani dzicy odważyli się podejść do tych białych. Wyglądało to niesamowicie. Właściwie nie było żadnego sposobu komunikacji, żadnego wspólnego języka, bo nie ma czegoś takiego jak wspólny język pomiędzy białymi kolesiami, którzy mówią w języku angielskim, a ludźmi, którzy żyją od tysięcy lat w dżungli swoim własnym życiem.
Co można zrobić w takiej sytuacji? Jedyne, co można mieć, to dobrą intencję. Wyglądało to niesamowicie, kiedy ci wojownicy podchodzili do nich i wyciągali rękę i chowali rękę, wyciągali i chowali rękę. To był taki test intencji. Co się stanie, kiedy podejdziemy bliżej, kiedy staniemy razem na bardzo wąskiej przestrzeni i zobaczymy, jak każdy z nas się zachowuje. Największą trudnością tych białych antropologów było przekazanie intencjonalnie, że naprawdę nie chcą zrobić im krzywdy, że są okej, że nie są obcymi, że chcą się z nimi czymś podzielić. To była główna historia z tym związana. Czyli wszystko się opiera na intencji i widać jak na dłoni, że w momencie, kiedy ludzie, którzy zupełnie należą do przeciwstawnych światów, muszą się ze sobą skontaktować, to troszeczkę tak, jak ludzie z innych planet dosłownie i nie mają żadnego wspólnego języka, nie mają czegokolwiek, na co mogliby się powołać. Nie mają wspólnych narzędzi, nie mają nic, co mogłoby ich łączyć i co mogłoby wybudować most tak automatycznie, że widzimy i wiemy, że to jest nasz człowiek. Yeah, you are my man.
Nie ma takiej opcji. Jedyne, co można zrobić, można tą opcję stworzyć. I tą opcją była intencja. Dlatego tamci Obserwowali tych białych przez tak długi czas, sprawdzając ich intencje. Co oni będą robili? Jakie mają intencje w tym lesie? Czy nie zaczną niszczyć tego lasu? Czy oni coś jedzą, czy nie jedzą? I tak dalej. Koniec końców, kiedy wreszcie udało się zadzierzgnąć kontakt, doszło do pierwszego takiego kontaktu.
To było dotykanie skóry, dotykanie swoich włosów nawzajem, bo oni po raz pierwszy właściwie mieli kontakt z białym człowiekiem. Także pierwsze co, to trzeba wymacać mu rękę, wymacać skórę, dotknąć włosów, które są proste, a których nigdy wcześniej nie widzieli. I cały ten kontakt opierał się na intencji. Jeżeli w tym momencie którykolwiek z antropologów poczułby się takim cwaniakiem, który już wie, o co chodzi, bo on tu już jest szefem i tak dalej, wykonałby jakiś krzywy gest, to w kierunku tych antropologów byłoby wykierowanych kilka takich włóczni. Nie wiem, czy były nasmarowane te włócznie, ale wolałbym nie sprawdzać i dosłownie w ułamku sekundy zostaliby pozbawieni życia. Gdyby Indianie poczuli inaczej, gdyby ci właściwie, bo to nie są Indianie, to są mieszkańcy Papui Nowej Gwinei, ale nazwijmy ich Indianami na potrzeby dzisiejszej opowieści. Gdyby poczuli, że tamci kolesie są coś trefni i że coś kombinują. I największą trudnością dla tych antropologów później się okazało, było po prostu posiadanie takich szczerych intencji. Doprowadzenie się do takiego momentu, że oni nic nie oczekują, że nic nie chcą od tych ludzi, że jedyne co mogą zrobić, to się podzielić z nimi jedzeniem, dać im na przykład spróbować sól albo coś innego i tak dalej. Wszystkie tego typu rzeczy.
Koniec końców okazało się, że obydwie strony, pomimo że w ogóle nie mają nic wspólnego ze sobą, nie mają ani jednego słowa, ani jednej literki, którą razem są w stanie zrozumieć w ten sam sposób, za pomocą intencji, która jest tym niewidocznym językiem, tym, można powiedzieć beta językiem, tym czymś, co odpowiada za elementarną komunikację wszystkich istot chyba na tej planecie, się porozumieli i po dwóch dniach takiego dotykania się, sprawdzania i sprawdzania swoich intencji, dopiero antropolodzy dostali pozwolenie na to, żeby wejść głębiej do lasu razem z owymi dzikimi. Gdyby nie było dobrej intencji, bardzo szybko by się to skończyło tak jak mówiłem, kilkoma szybkimi rzutami takich oszczepów w białych i byłoby po sprawie. I nie jest to jedyna historia z intencjami, moi drodzy, ale o tym może za chwilę. O kolejnej historii z intencjami. Jak to wygląda w praktyce i dlaczego myślę, że jest to najważniejsza forma naszej komunikacji. Może nie tyle forma komunikacji, bo forma to już jest coś opakowanego. To jest jak kartonowe pudełko. Ale żeby był sens budowania tego kartonowego pudełka i w ogóle używania go w jakikolwiek sposób, to musi być coś, co włożymy do tego pudełka. Musi być jakiś sens istnienia tego pudełka. Więc sensem istnienia naszej komunikacji, jakby tej formy, którą w ogóle używamy, którą nazywamy komunikacją, jest moim zdaniem intencja.
I tak to troszkę wygląda moim okiem. A tymczasem posłuchajmy sobie jakiejś muzyczki, a wysyłać oczywiście w hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek. Audycja jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium. Oprócz tego przypominam, że możecie sobie ściągnąć audycję z Radia Na Fali. Tam jest całe archiwum tych wszystkich podcastów, także zapraszam na matczyny download radiowy: radionafali.com, archiwum podcastów i wszystkie te rzeczy tam znajdziecie. A tymczasem jakiś kawałek dźwięku do ucha w ten sobotni wieczór. Radionafali.com oczywiście. Hiperprzestrzeń jak najbardziej. Ja mam na imię Tomek.
Jak chcecie zadzwonić to śmiało moi drodzy. Przypominam, że nie odbieram za bardzo teraz komunikatów na Skype. Proszę mi nie wysyłać miliona linków, które mnie zupełnie nie interesują i które nie mają nic wspólnego z tematem dzisiejszej audycji. Słuchajcie, jeżeli macie pomysły na jakieś sprawy, które was bardzo nurtują, to użyjcie swojej własnej intencji i zamieńcie je w działanie. Po prostu zróbcie swój własny podcast i tak dalej. Nie musicie zarzucać całego świata waszymi własnymi prywatnymi problemami, ale szczególnie mnie, kiedy mówię do mikrofonu, o co bardzo serdecznie wszystkich proszę i z góry będę bardzo wdzięczny. Tymczasem wracając do naszego tematu owej intencji, moi drodzy, mianowicie moim zdaniem chodzi o umiejętność widzenia rzeczy prosto i umiejętność zdefiniowania tego właściwie siebie. Tak można to chyba najprościej powiedzieć, żeby wiedzieć, kim jesteśmy, w którym momencie jesteśmy i co tak naprawdę widzimy, co nas otacza, nie to, co chcielibyśmy widzieć przez pryzmat swojej własnej przeszłości, doświadczeń, że na przykład wykonujemy pewną czynność, którą wykonujemy już od jakiegoś czasu i pomimo że ją wykonujemy i widzimy, że okej, robimy ją, to nie chcemy widzieć tego, że robimy pewną czynność, tylko chcemy widzieć ją jako cel, jako element pewnej drogi, jako element do celu sam w sobie, do osiągnięcia czegoś, do zrobienia czegoś, do bycia kimś albo coś takiego. To jest ta definicja, która wynika z myślenia przeszłością, z myślenia ego. I w tym momencie nagle cały nasz obraz rzeczywistości jest kompletnie zakłócony, bo właściwie chcemy oceniać rzeczywistość oczami faceta, którym byliśmy, nie wiem, rok temu, dwa lata temu, jeszcze wczoraj albo jakoś tak.
A dzisiaj jesteśmy kimś zupełnie innym, bo każdego dnia jesteśmy kimś zupełnie nowym. Umieramy, kładąc się spać i rodzimy się na nowo jako nowa istota w tym samym ciele. Tak to troszkę wygląda, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Ta umiejętność widzenia rzeczy prosto i definiowania siebie w tej rzeczywistości na swoje własne potrzeby, bo ja tu nie mówię o tym, żeby definiować komuś rzeczywistość, chociażby za pomocą pakowania go w jakieś newsy, pakowania go w jakieś historie. Koniecznie musisz to wiedzieć. Nie, nie muszę tego wiedzieć. Jakbym chciał to wiedzieć, to bym się sam dowiedział. Dosyć proste, prawda? Jeżeli tego nie przeskoczymy, to może być problem właśnie z tą umiejętnością klarownego widzenia, co tak naprawdę się dzieje dookoła nas. Poza tymi dzikimi ludami, o których wspomniałem i kontaktami z owymi dzikimi, są jeszcze historie związane z naszymi kontaktami ze zwierzakami.
Swego czasu internet i nie tylko obleciało... To była reklamówka, zdaje się GoPro. Jest taki dżentelmen w Afryce i obleciał fi-, tak mówię po kawałku. Internet obleciał filmik zrobiony właśnie na tych kamerach, które oczywiście się promowały, te kamery i tak dalej. Nie wiem, nie używam. Tam Pichont używa, zdaje się GoPro. Także jak chcecie się wypytać co i zaś, to tam do Pichonta, proszę bardzo. I Pichontowi postawić jakąś kawkę może albo coś. Radiu na Fali też możecie postawić jakąś kawkę. To przyspieszy troszeczkę zakupy sprzętowe, które tu mamy w planie.
Jeżeli oczywiście macie taką intencję, bo nic na siłę, moi drodzy, nic absolutnie na siłę. Co z tym filmem i dzikimi zwierzakami? Jest taki dżentelmen w południowej Afryce. Biały chłopak, słuchajcie, to jest Afrykaner, czyli człowiek, który jest tam z pokolenia. To nie jest koleżka, który tam przyjechał, nie wiem, jest może drugim pokoleniem białych mieszkańców czarnego lądu. Nie, nic z tych rzeczy. Absolutnie. To jest Afrykaner, czyli może jakieś 200 lat jego rodzina już tam mieszka w tej Afryce czy coś w tym stylu. Nie pamiętam, gdzie to się dokładnie dzieje. Chyba jakaś północ RPA.
Mniejsza o detale, bo nie o to chodzi. Nie wiem, czy może nie Kenia. I don't know. Gdzieś w Afryce, w każdym razie gdzieś, gdzie są lwy. I ten dżentelmen zajmuje się właściwie spędzaniem swojego czasu z owymi dzikimi, wielkimi kotami. Na czym ta cała historia polega? On nagle sobie wsiada w samochód, z tego swojego jeepa i jedzie w busz. Wie, gdzie są lwy. Jedzie tam do tych lwów i tak zwyczajnie wysiada z tego samochodu i podchodzi do nich i się z nimi wita. Się z nimi wyściskuje, się z nimi tarza po ziemi i jest to niesamowite zjawisko.
Normalnie to jest tak, że wszystkie dzikie koty, patrząc na człowieka, z reguły widzą może nie najlepszy obiad, bo człowiek ponoć nie smakuje dobrze. Nie wiem, nigdy nie próbowałem i nie mam zamiaru, ale gazele, zdaje się, są smaczniejsze. Akurat gazele i kudu zdarzyło mi się jadać w życiu. Takie tropikalne, dziwne, egzotyczne zwierzęta. Egzotycznie one brzmią w Europie. Po prostu są takie duże krowy z Afryki, które niekoniecznie wyglądają jak krowa. Czasami mają większe rogi, czasami mają skórę w paski, które naprawdę są bardzo smakowitym mięsem. Ja tak za bardzo mięsa nie jadam. Czasami mi się zdarza. Nie jestem takim radykalnym wegetarianinem.
Także w życiu mi się zdarzyło nie raz, nie dwa i myślę, że jeszcze nie raz, nie dwa się zdarzy. Tam to jest czymś normalnym. W Polsce albo w Europie jada się normalnie świnkę albo krowę, natomiast tam jada się taką dziką krowę albo dziką świnię. Taki lew normalnie jak widzi człowieka, to widzi taki substytut troszeczkę dzikiej krowy, czyli obiad. Nie wiem, czy smaczny, ale generalnie widzi obiad i raczej jeżeli chodzi o taki kontakt, można powiedzieć, interpersonalny, wymianę koncepcji, poglądów na życie, to raczej może nie dojść do tej sytuacji, bo zanim wyartykułujemy swój pogląd na życie i przywitamy się z lwem, będziemy już dziarską sztuką mięsa na jego talerzu razem dla jego rodziny oczywiście i jego znajomych i całej społeczności lwów. A ten dżentelmen po prostu potrafi przekazać swoją intencję dla zwierząt, ponieważ zwierzęta wyczuwają idealnie intencje. Myślę, że każdy, kto ma nawet kota w domu, każdy, kto ma psa, każdy, kto ma jakiekolwiek zwierzę, doskonale sobie z tego zdaje sprawę, że zwierzęta właściwie nawet nie tyle reagują na nasz głos, tylko reagują na intencję zawartą w naszym głosie. Nawet nie musimy nic mówić. Zwierzę reaguje na to, jak się czujemy. To jest ta nasza intencja, niewypowiedziana myśl, niewypowiedziany koncept na rzeczywistość.
Czyli jeżeli tym niewypowiedzianym konceptem na rzeczywistość dookoła nas jest jakiś parszywy koncept i się kiepsko czujemy i w ogóle mamy wszystkiego dosyć, to zwierzęta nas omijają. Natomiast jeżeli nasze intencje są szczere, są pełne miłości, są pełne radości, to zwierzaki nie mają z nami problemu. Od razu przybiegają się przywitać i nie wiedzą, co zrobić z tą energią. Po prostu widzieliście kiedyś, jak was pies wita? Koty są troszkę inne, ale też potrafią zrobić dokładnie to samo. Przychodzą, się głaszczą, tulą. Nie wszystkie oczywiście. Niektóre są wredne, tak jak ludzie czasami. Zwierzaki też mają swoją intencję i są o wiele bardziej inteligentniejsze od ludzi. Chociażby dlatego, że nie wymyśliły nigdy banków, nie wymyśliły nigdy giełdy i nie wymyśliły nigdy cywilizacji.
Na tym polega ich największa mądrość. Dlatego są na tej drabinie, że tak powiem, intelektualnej w całym ekosystemie znacznie, znacznie wyżej niż my. Nie są tak ześwirowane pod tym względem kontrolowania rzeczywistości, budowania sobie nie wiadomo czego z tej rzeczywistości. Po prostu radzą sobie po prostu zwyczajnie, bez żadnych dodatków. Ten koleś po prostu podchodzi do tych lwów i jest dokładnie tak, jakbyśmy podchodzili do swojego ukochanego psa, którego uwielbiamy i na widok tego psa dostajemy świra w głowie i chcemy się przywitać. Tak samo pies dostaje świra, macha ogonem, szczeka, nie wie, co ze sobą zrobić. Nas też rozpiera radocha i tak dalej. To są wszystkie te emocje. To jest właśnie owa intencja. I ten dżentelmen robi właśnie tą niesamowitą rzecz.
Podchodzi do najbardziej dzikich zwierząt, do jakich można tylko podejść. Do zwierząt, które właściwie w 99,99999% widzą nas głównie jako obiad. On podchodzi do nich i jest członkiem ich stada i one się z nim witają. One z nim rozmawiają po swojemu, głaszczą się. Żaden z członków tej lwiej społeczności nie odgryzł głowy, ręki ani nogi. To jest fenomenalny widok i zjawisko. Jest taka dziewczynka, która też się wychowała z dzikimi zwierzakami w Afryce. Też słynna historia, nie pamiętam w tym momencie nazwiska. Dokładnie ta sama sprawa. Dziewczyna podchodziła jako sześcioletnie dziecko do najbardziej dzikich bestii i bawiła się z nimi w sposób taki, że wszyscy dookoła stali sparaliżowani i nie wiedzieli, co się dzieje.
Jak sześcio- czy siedmioletnia dziewczynka potrafi ugłaskać dużego, potężnego lwa, który jest pięć razy większy od niej i właściwie jednym mlasnięciem paszczy by ją wchłonął jako przekąskę przed obiadem. Niesamowita historia. Jest teraz świeże wideo z tym dżentelmenem. Niektóre lwy tam są łapane z powodów medycznych, leczone, jak się coś stanie. Jest taka historia, że jest organizacja, która się tym wszystkim opiekuje, żeby nikt nie strzelał za bardzo do tych lwów. Długo by opowiadać. Generalnie czasami lądują w ogrodzeniu. Są leczone wtedy i kiedy już terapia jest zakończona, te lwy trzeba wypuścić na zewnątrz. Ten człowiek pomaga przy tych wszystkich historiach związanych z opiekowaniem się zwierzakami, dużymi kotami. Widziałem ostatni film z tym dżentelmenem.
Wyglądało niesamowicie. Otwiera bramkę od dużej zagrody, po której biega młody lew i nagle ten lew na jego widok dostaje świra i biegnie do niego. On otwiera furtkę, taką dosyć sporą, robi sobie dwa kroki do tyłu, specjalnie ustawia się tak, żeby lew go nie przewrócił na ziemię od razu za pierwszym skokiem, a ten lew skacze na niego, łasi się na niego i w ogóle jest niesamowita historia. To, co widzimy, to obrazek dwóch fantastycznych przyjaciół, którzy nie mają ani wspólnego alfabetu, ani wspólnego języka. Nawet gdyby chcieli, nie potrafiliby wyartykułować tych treści dokładnie w ten sam sposób. Właściwie jakakolwiek forma logicznej komunikacji, o której nieustannie mówi Noam Chomsky, że to logika odpowiada za to wszystko, absolutnie idzie się walić. Cała ta teoria i koncepcja po prostu nie działa tutaj. Nie ma takiej opcji. A jednak jest coś, co działa, bo ten człowiek ma doskonały kontakt z tymi dzikimi zwierzakami. Tak jak my czasami ze swoimi zwierzakami domowymi zresztą.
Niesamowita historia i wszystko właśnie się opiera na tej intencji, bo jest to jedyna rzecz, którą właściwie widzimy. Jedyna rzecz, którą czujemy. To jest to tajemnicze połączenie ponad podziałami, można powiedzieć. Otóż to. Jeżeli spojrzymy na naszą współczesną cywilizację, to z reguły, przynajmniej w mojej opinii, jesteśmy mocno otumanieni, chociażby strategiami. To jest ta historia chociażby z polityką i koncepcjami na życie. Nie potrafimy artykułować dobrej intencji. Przynajmniej mamy często jako cywilizacja z tym bardzo poważny problem. W ogóle intencja nie jest czymś takim, co bierzemy pod uwagę. Dla nas najważniejsze jest w tym cywilizacyjnym rozgonieniu i szaleństwie takie logiczne komunikowanie się, czyli ten tu, ten tam, ten siam.
Generalnie wysyłamy sobie newsy. Co na pewno czasami jest okej, bo jest to czasami jakaś ciapka informacji. Ona jest okej generalnie wtedy, kiedy chcemy. Natomiast normalnie nie komunikujemy się w taki sposób za bardzo. Wysyłamy sobie coś z przeszłości. To jest komunikacja oparta bardzo mocno na naszym ego tripie, czyli wysyłamy sobie newsa, którego ktoś gdzieś tam złożył, poskładał do kupy, wypuścił w świat i w tym momencie my jesteśmy częścią tego dramatu, który gdzieś tam się odbył. I co? Właściwie nie ma żadnej komunikacji między nami, jest tylko zgoda na pewien, można powiedzieć, werbalny, logiczny ogląd świata. Jak dla mnie lipa centralnie. Taka konkretna lipa.
Nie konkretna lipa, bo lipa to drzewo, a lipa jako drzewo jest naprawdę fantastycznym drzewem. Mam w ogrodzie jedną lipę, także wiem, co mówię, bo bardzo ją lubię. To jest rewelacyjne drzewo. Kochane drzewo, moje własne, można powiedzieć. Może nie moje własne, bo właściciela tego domu, ale tak czy siak uwielbiam to drzewo. Anyway. My nie wykorzystujemy właśnie owej intencji do komunikacji. To zostało zastąpione przez nasz nieustanny ego trip, gdzie właściwie wszystkie wydarzenia z przeszłości, wszystko to, co już dawno za nami, co właściwie nie gra żadnej roli w naszym życiu, definiuje nieustannie nasz każdy dzień. I czasami jest jeszcze gorzej, bo czasami definiuje nas w przyszłości, definiuje nasze jutro i czasami jeszcze bardziej gorzej. Jeszcze bardziej paskudniej, bo definiuje nie tylko jutro, ale definiuje nasz sposób widzenia świata na kolejne miesiące, że nagle wbijamy się w jakąś akcję i zaczynamy żyć przeszłością, że ktoś kiedyś coś tam gdzieś.
W nas pojawia się jakiś lęk albo jakaś frustracja. Właściwie wszystkie te newsy, może nie wszystkie, ale znakomita część, to jest przekazywanie sobie frustracji z przeszłości. Ktoś się poczuł sfrustrowany kimś, gdzieś tam kiedyś, bo nie spełniły się jego oczekiwania związane z tym, że on całe życie chciał coś. Całe życie on tu pracował. Chce to mieć, a tu nie ma tego. Więc jedyne, co możesz zrobić, to poskładać sobie do kupy jakieś newsy, które są równie frustrujące i swoją frustracją zarażać wszystkich dookoła, twierdząc, że przesyłasz informację. Nie jest to żadna informacja. Jest to tylko i wyłącznie frustracja przesyłana dalej. Informacją jest coś, co robimy aktualnie teraz. Informacją jest coś, co jest konstruktywne, przynajmniej w moim oglądzie rzeczywistości.
Informacją jest coś, co pozwala uciec od tego szaleństwa związanego z potwornym dualizmem i egocentryzmem, który nam się cywilizacyjnie przydarzył. I to jest ta właściwa droga. Czyli informacją może być na przykład jak sobie zrobić lepsze życie. Niekoniecznie tym, co się wydarzyło wczoraj gównianego i dlaczego mam się tym przejmować. To nie jest żadna informacja, bo próbowaliście kiedyś zmienić świat, cofając się do tyłu? Właśnie. Nikomu się jeszcze nie udało. To jak to jest możliwe, że to się uda kiedykolwiek, prawda? Normalna historia, że życie w przeszłości jest życiem w przeszłości. Nie da się zmienić przeszłości.
To jest słynne powiedzonko, które ma chyba setki lat, że nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Co najwyżej można wziąć szmatę i posprzątać podłogę i to wszystko. Natomiast tak czy siak trzeba pomyśleć o nowym mleku albo o tym, jak je zorganizować. I to jest właściwie sedno informacji, którą powinniśmy sobie podawać. Jak zorganizować sprawy tak, żeby działały, a nie tak, żebyśmy wiecznie się zajmowali tym, co się wydarzyło wczoraj, tym, co się wydarzyło przedwczoraj i kiedyś tam. Historia jest bardzo ważną rzeczą, bo historia uczy nas tego, czego nie robić, co jest toksyczne. To jest to doświadczenie, które mówi o tym, że jak źle wycelujemy młotek, to przywalimy sobie w palce. I bez tego doświadczenia byłoby ciężko przybijać gwoździe, bo za każdym razem byśmy sobie tłukli po palcach. Chociaż jest tu też inna definicja, którą ja wolę o wiele bardziej. Jest taki koncept z boku, który tak jak wspomniałem, mi pasuje o wiele lepiej i myślę, że to jest ku całej sprawy.
Chodzi o nasze poczucie bólu, ponieważ konsekwencje związane z naszymi intencjami są mocno zbijane przez tą cywilizację. Wszystkie sprawy, które nas z reguły dotyczą, są bardzo mocno związane z logicznym poglądem na rzeczywistość, czyli ze strategią, mówiąc w skrócie. I ta strategia, że tak powiem, nie dotyczy nas na planie fizycznym, w aspekcie fizycznym. Jak coś spieprzymy, to spieprzymy. Czekamy na moment, kiedy to wyjdzie. Kiedy spieprzymy. „Okej, dobra, poszło i było” coś w tym stylu. Z młotkiem jest troszkę gorzej. Jak spieprzymy, to sobie walniemy tym młotkiem po palcach i od razu nas boli. I to jest taka lekcja, którą dostajemy natychmiast.
Z karmą jest troszeczkę gorzej u niektórych ludzi, bo niektórzy twierdzą, że ich to w ogóle nie dotyczy, że każde gówno, które zrobią, można zamieść pod dywan i sprawa jest w ogóle załatwiona. Ja się tutaj, że tak powiem, nie zgadzam z takim pomysłem na rzeczywistość. Inna sprawa, że nigdy w życiu nie widziałem, żeby to, co człowiek robi, nie wróciło do niego. Zawsze to, co mi się udaje, zdarza obserwować w życiu, to jest dokładnie ta sama historia. Czyli dostajemy z powrotem to, co zrobiliśmy wcześniej. Mówiąc w takim eleganckim skrócie: to, co przydarza nam się dzisiaj, jest dokładnie tym, co zrobiliśmy wczoraj, tudzież to, co przydarzy nam się jutro, jest dokładnie tym, co robimy teraz. Tak bardzo oględnie to ujmując. I to otumanienie, które dzisiaj mamy, jest kompletnie na kontrze właśnie do owej intencji. Właściwie cała nasza cywilizacja, jeżeli się przyjrzeć na newsy, na to, co my nazywamy informacją, to jest życie w przeszłości i grzebanie ciągle w niej, ale takie bezrozumne, bo właściwie nie zajmujemy się wyciąganiem jakiegoś wniosku, który jest konstruktywny, tylko zajmujemy się komentowaniem przeszłości. To jest taki klasyczny numer.
Z komentowania przeszłości nie wiem, czy cokolwiek kiedykolwiek komuś wynikło lub cokolwiek się wydarzyło z tej okazji. Nie sądzę. Nikt z nas nie może cofnąć się w przeszłość, nie może naprawić swoich starych błędów i tak dalej. Po prostu zrobiliśmy te wszystkie błędy. Czas się nauczyć, żeby nie robić ich więcej. Czas się nauczyć co najwyżej, żeby sobie nie tłuc tym młotkiem po palcach i to wszystko, żeby następnym razem, wbijając gwóźdź w ścianę, wbić go bezinwazyjnie. Właśnie wspomniałem o tej mojej koncepcji, w którą ja z kolei wierzę. To znaczy nie jest to moja koncepcja. Jest to koncepcja pewnego włoskiego matematyka, który twierdzi, że gdyby ból przychodził dwa tygodnie po tym, jak się uderzymy w palce tym młotkiem, to praktycznie znakomita większość ludzi podczas przybijania gwoździa w ścianę miałaby sklepane palce. Dopiero dwa tygodnie później przychodziłby ten ból i byłoby takie opamiętanie.
I z nami jest podobnie. My tak sobie wymyśliliśmy taki konstrukt świata, gdzie tą całą odpowiedzialność za te wszystkie rzeczy, które robimy, tak przesuwamy dalej. Zresztą co tu dużo mówić, obejrzyjmy się, jak wygląda współczesna cywilizacja. Kupujemy produkty, które są produkowane w krajach tak zwanego trzeciego świata, a są to w większości, moi drodzy, przymusowe obozy pracy i to takie koncentracyjne obozy pracy. Chiny, Malezja, Tajlandia to są kraje, w których oczywiście nie ma oficjalnie stanu wojennego, ale tam wszędzie rządzi armia, wszędzie jest bardzo policyjny ustrój. Nawet taka Jamajka jest bardzo policyjna od tej strony, jeżeli jest się blisko ośrodków władzy. Wszystkie tego typu historie i my troszkę odsuwamy to od siebie. Żyjemy tym swoim fajnym życiem tu i teraz i właściwie zakładamy te fajne buty, te fajne ubrania, nie zdając sobie zupełnie sprawy z tego, jaka jest cena płacona przez ludzi, którzy muszą to wyprodukować dla nas. Nie chcą produkować, tylko muszą, bo nad nimi stoi facet z przeładowanym karabinem automatycznym i jeżeli tamten nie wykona jego rozkazu, to dostanie serię po plecach. I tak się cała historia kończy.
Także nie jest to kwestia wyboru. To jest kwestia tego, że mamy grupę ludzi, która jest kompletnie parszywa i zmusza gdzieś tam ludzi na drugim końcu świata, z którymi my nie mamy komunikacji, bo nie czytamy ich myśli, bo nie widzimy, co się tam dzieje. Jeżeli już tam lądujemy, to tylko jako turyści na takich specjalnie wydzielonych plażach, które są specjalnie dla białych turystów z Ameryki, Europy, tak zwanego cywilizowanego świata. I nie zdajemy sobie nawet sprawy, że facet, który nam podaje drinka, generalnie trzęsie się troszeczkę ze strachu, bo jak nam krzywo poda drinka albo my złożymy jakąś skargę na niego, to w tym momencie on traci wszystko. Może nie zostanie aresztowany i nie pójdzie do więzienia, ale właściwie cała egzystencja jego rodziny zależy dokładnie od tej gównianej pracy, którą ma i musi nam z uśmiechem, z przymusem podawać tego drinka, bo jak nie, to teoretycznie zdechnie z głodu i straci dach nad głową. Nam się o tym nie mówi. My myślimy: „O, jaki przyjemny człowiek, jak miło, że taki zadowolony lokalny mieszkaniec ofiarowuje nam drinka”. On nam się nie ofiarowuje. On jest zmuszany przez ten cały system, bo najchętniej to zająłby się swoim własnym życiem. Ale my o tym nic nie wiemy.
Jesteśmy trzymani w izolacji, a nawet jeżeli nie my jesteśmy trzymani w izolacji poprzez ogrodzenia tych wszystkich osiedli ogrodzonych, tych wszystkich kompleksów zamkniętych tylko dla Bogatych ludzi z tak zwanego cywilizowanego świata, którzy chcą odpocząć od zgiełku cywilizacji. My tego po prostu nie widzimy, a tam jest zupełnie drugie życie na Kątrzy. Zupełnie inne życie. Jasno i wyraźnie manifestuje ta kwestia intencji, że nie mamy żadnych intencji, żeby coś z tym zrobić, bo lądujemy w tym miejscu i dalej procesujemy naszą rzeczywistość, naszą cywilizację, która polega na nieustannym życiu w przeszłości. Na tym, że nawet siedząc w tym kurorcie, czasami ktoś włączy telewizor albo weźmie gazetę do ręki po to, żeby przeczytać jakiś news, który komentuje przeszłość, która i tak ma gówno do powiedzenia, jeżeli chodzi o to, co się dzieje teraz i co się wydarzy jutro. To jest przeszłość. I tak oto zdefiniowani tą przeszłością tworzymy swoją przyszłość. To jest fenomenalny paradoks współczesnego świata, w którym żyjemy. Bardzo uwielbiam sentencję Marshalla McLuhana, który mówi, że nasza cywilizacja przypomina zwariowanego kierowcę, który pędzi w samochodzie po autostradzie, dociskając do oporu pedał gazu, żeby wycisnąć jak najwięcej z tej maszyny i używa do tego wszystkiego lusterka wstecznego. To bardzo ryzykowna opcja.
I tak właśnie robimy z naszą cywilizacją. To jest piękna ilustracja, która opowiada, jak daleko jesteśmy ze swoimi intencjami, gdzie właściwie się podziały nasze intencje. One gdzieś zniknęły. W ogóle nie chcemy ich używać, ponieważ gdybyśmy musieli użyć tych intencji, musielibyśmy przejrzeć się w pewnym momencie na oczy i zobaczyć: zaraz, przecież ten facet, który nam podaje drinka w tym kraju trzeciego świata, wcale nie robi tego za bardzo dobrowolnie. On wolałby robić coś zupełnie innego. On nam tego nawet nie może powiedzieć. Po prostu jest zmuszony do takiej sytuacji. I właściwie nasza rzeczywistość, która polega na tym, że komentujemy historie, które się już dawno wydarzyły, na które nie mamy żadnego wpływu, definiuje jego życie. To jest taki paradoksalny i troszkę przerażający, nawet nie trochę, tylko mocno przerażający obrazek tej całej historii. Gdzie tu mieszka ta cała intencja?
Widać, że nie ma wspólnego poziomu intencji pomiędzy nami jako gatunkiem. Czasami niektórym z nas udaje się wyskoczyć poza całe szaleństwo związane z procesowaniem swojego życia i mieszkaniem w krainach, które nigdy nie istniały, czyli w kraju o nazwie Wczoraj i kraju o nazwie Jutro. Ci ludzie nas zaskakują. Za każdym razem, kiedy widzimy takie zjawisko, coś, co jest esencją, chyba najbardziej naturalnym procesem komunikacyjnym na tej planecie, jesteśmy zszokowani. Jak to się dzieje? Kiedy widzimy człowieka, który się bawi z lwami, kiedy widzimy dziecko, które ogarnia potężne dzikie bestie i nikt nikogo nie zjada, jesteśmy w szoku. Jak to możliwe, że to się dzieje? Jak to możliwe? Przecież nie ma tego w newsach z przeszłości. Tego nikt nie komentował.
Jak to nie komentował? Nie ma tu nic do komentowania właściwie. Bo po co to komentować? Tu jest intencja. To jest ta esencja. Ale za bardzo nie chcemy tego widzieć, bo też za bardzo nie chcemy wiedzieć, gdzie mieszka ta intencja. Tak cywilizacyjnie. Na szczęście to się troszeczkę zmienia i świat się dosyć mocno kurczy, także dociera do nas informacja. Ta prawdziwa informacja, jak wygląda rzeczywistość tu i teraz. Czym jest świat dookoła nas.
Że to nie jest news z wczoraj, który nas definiuje dzisiaj i zdefiniuje nasze jutro, tylko że to jest coś, co robimy teraz. Bo wszystko już się wydarzyło, a teraz tylko to realizujemy i stąd się to wszystko bierze. Pozwólmy sobie w tym wszystkim na odrobinę muzyczki w tym gadaniu. Także chwila relaksu, a wy oczywiście słuchacie Radia Na Fali. Jak najbardziej. Ja mam na imię Tomek i jak chcecie zadzwonić, to radionafali.com na Skypie. I to tyle. A zatem muzyczka. Oh yeah, that's real life. A wy słuchacie oczywiście Radia Na Fali retransmitowanego też w Radiu Paranormalium.
Ja specjalnie na dzisiaj mam książkę przy sobie, która ma już chyba prawie 60 lat. fragment z tej książki, który dotyczy koncepcji związanej z ową intencją, która funkcjonuje w buddyzmie. To jest bardzo ciekawa rzecz. Nazywa się to forma wyrazu właściwie w buddyzmie. Tu ma czas na polski. Można tu się jak zwykle kłócić o definicje i poprawność słów, które to nazywają. To taki klasyczny problem. Tymczasem mam telefon, także poczekam jeszcze chwilę i odbieram telefon od słuchacza. Okej, momencik. Jak zwykle Skype się troszeczkę wiesza, także dajcie mi chwilę.
Proszę chwilę poczekać, bo mam problem ze Skype'em. Zaraz muszę go zrestartować. Tu jak zwykle są jakieś dziwne hece. Także panie prawny, proszę dać mi chwilę czasu, bo Skype mi świruje i już go restartuję i pan się może śmiało zdzwonić. Czasami bywa tak, że są problemy techniczne. Po tym, jak Microsoft wziął się za poprawienie tego oprogramowania, wyszło tak jak z systemem operacyjnym. Bill Gates i jego kumple nie mają chyba nic za bardzo do zaoferowania poza psuciem. Wygląda na to, że działa. Także proszę sprawdzić u siebie internet jeszcze raz. Chociaż łączę się ze słuchaczem, który właśnie się odważył zadzwonić.
Czy pana słychać? Pana nie słyszę w ogóle zupełnie. Próbuję się połączyć. Coś tu świruje z tym połączeniem. To może zróbmy tak, żeby nie było tych problemów, to szybciutko się podłączę z drugą maszyną i myślę, że będzie okej. Także dajcie mi sekundę. Przepraszam was za takie techniczne niedogodności, ale mamy 2015 rok i bywają problemy z takimi rzeczami. Bywają problemy, jak się okazuje. Gdzie tu jest jakiś Skype? Proszę państwa, proszę śmiało dzwonić, panie prawny.
Wszystko już jest okej, wszystko działa, urządzenia działają, także jestem w stanie wszystko odebrać. Nie ma z tym żadnego problemu. Zatem proszę się śmiało odzywać. A ja tymczasem tutaj skończę tą historię, którą chciałem wam opowiedzieć o tym, jak taka bardzo stara historia o nazwie buddyzm sobie z tym radzi, jak ona to opisuje, bo myślę, że jest to warte wrzucenia, że tak powiem, na ruszta. Tam jest taki koncept związany ową intencją, taki dosyć ciekawy. Nazywa się to wyobrażeniem, bo jest to właściwie wyobrażenie, bo nasza intencja jest dokładnie niczym więcej jak tylko wyobrażeniem o tym, co się dzieje dookoła nas, kim jesteśmy i czym jest świat dookoła nas. Pozwólcie, że zacytuję tutaj prosto z tej książki sprzed 30 lat: „Wywołanie wizji jakiegoś wyobrażenia oznacza jednocześnie przywołanie duchowej zasady, którą ona reprezentuje oraz wypełnienie danego miejsca lub przedmiotu energią zawartą w tej zasadzie. Każdy z przedstawionych tu obiektów oddziaływuje swoją energią w odmienny sposób. Zaklęcia napisane lub wydrukowane techniką drzeworytniczą na papierze są skuteczne dzięki świętemu pismu i sformalizowanemu stylowi”. Tam jest taki opis, że współczujący bodhisattva wyrzeźbiony na kamieniu komunikuje, że fizyczna obecność kamienia jest jeszcze jednym przejawem tak zwanej prawdy buddyjskiej.
Można to ująć, że praktycznie cała ta intencja jest czymś, co jest teraz, że ta rzeczywistość, w której funkcjonujemy tu i teraz, nie właśnie wczoraj, nie jutro, nie jakieś takie odległe, dziwne, wirtualne światy, tylko tu i teraz jest ową prawdą o rzeczywistości. Nie mniej, nie więcej. I na tym cała historia bazuje. I to tak dosyć mocno bazuje, powiem wam szczerze. Jest to właściwie chyba, moim zdaniem, jeden z takich najciekawszych opisów tego, czym jest owa nasza intencja. Bardzo mi się podoba ten opis zresztą, bo mówi jasno i wyraźnie, że wszystkie rzeczy, które prowokujemy, całą tą rzeczywistość, którą generujemy, generujemy tu i teraz tylko i wyłącznie przez swoje podejście do sprawy takie, jakie mamy w głowie w tym momencie. Że to, co zrobimy teraz, zrobi nasz jutrzejszy dzień. Czyli stare powiedzonko, które mi mówiła babcia, mama i tato i wszyscy przodkowie w rodzinie: jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. I do tego się wszystko sprowadza. A ścielimy sobie łóżko właściwie każdego dnia, codziennie i to jest czynność, którą robimy tu i teraz.
Ja tymczasem jeszcze raz spróbuję się tu połączyć z człowiekiem, który dzwoni. Tam też był jakiś restart komputera. Tak to wygląda. Proszę śmiało dzwonić. Ja tu już jestem podłączony pod te wszystkie maszyny, także mogę śmiało cię odebrać, drogi dzwoniący słuchaczu. Okej. Halo, halo, witam serdecznie. Jak możesz się zrobić troszeczkę głośniej, byłoby idealnie. Ja też ciebie tutaj zrobię troszeczkę głośniej. Okej, już powinno być naprawdę super.
[01:10:31] - Jak mnie słychać teraz?
[01:10:32] - Słychać bardzo dobrze. Jak zdrówko szanownemu panu?
[01:10:35] - Dziękuję. Mam nadzieję, że u szanownego pana także.
[01:10:38] - Doskonale. Wrzucaj swoją refleksję. Co ty myślisz o tej intencji? Jakie jest twoje podejście do tego?
[01:10:44] - Ja przede wszystkim co do intencji uważam, że zbyt wiele przypisujemy osobiście nam. Pomimo że jesteśmy wychowani w danym systemie, jesteśmy od małego uczeni, co powinniśmy, a co nie, jest nam to narzucane. To jest jedna rzecz. Następna rzecz co do tego, że gdzie indziej jest gorzej, a tu niby jest tak dobrze i tak dalej. Nie zgodzę się z tym do końca.
[01:11:21] - Tego to nie powiedziałem. Tu proszę takiego hold on zrobić. Tego nie powiedziałem. Wszędzie jest różnie.
[01:11:28] - Ja rozumiem, że tego nie powiedziałeś. Ze siebie mówię to tak teoretycznie bardziej niż w formie akurat osobistej. Ale tutaj chodzi o to, że jeżeli weźmiemy projekt Disclosure, czyli projekt ujawnienia. Jeżeli weźmiemy później film, który się ukazał, „Shrine”, czyli że wzrost.
[01:11:51] - Widziałem to.
[01:11:52] - Jest też projekt Venus, o którym też nie wiem, ilu ludzi słyszało, ale mi się nie wydaje, że zbyt dużo, bo z drugiej strony każdy niby oglądał Zeitgeist w cudzysłowie każdy. Natomiast jeżeli chodzi o ten projekt, być może tam nie każdy w to zagląda.
[01:12:12] - Jak wskoczysz na stronę Radia Na Fali, to właściwie od samego początku istnienia Radia Na Fali patronujemy Jacques'owi i jego projektowi. Także jest tam link od trzech lat już na stronie Radia Na Fali do projektu Venus. Także myślę, że znany jest. Jest tak naprawdę bardzo dobrze znany, bo ten człowiek robi masę prelekcji na świecie. Ma już teraz chyba 99 lat w tym roku.
[01:12:34] - Co to jest w porównaniu do tego, jak Sowiecka Akademia Nauk w Nagorno-Karabach sprawdzała to w latach 70., że tam ludzie nawet i 150 parę lat. To jest normalne, że na przykład biorą śluby w wieku jakimś 60 lat.
[01:12:55] - Masa ludzi żyje w ten sposób. W Tybecie średnia wieku jest około setki. To jest standard. Także różnie to bywa, ale to jest kwestia z wiekiem. Na razie zostawmy te kwestie, jak długo żyjemy.
[01:13:05] - Tylko jeszcze dokładając tutaj do tego, że dlaczego Guinness Record Book jest po prostu tak Nieszczelnie. W sensie nie, odwrotnie. Zbyt szczelnie. To jest zbyt ukartowane tak, że najwyższy wiek, jaki człowiek do tej pory osiągnął, to jest 123 lata. Ale wracając do tego postrzegania i do tych intencji. Jeżeli my jesteśmy ułożeni w jakiś sposób od dziecka i nie zastanawiamy się nad racjonalnością tego, w jaki sposób myślimy i co jest właściwie naszym myśleniem, a co jest narzuconym z góry. Jeżeli nie analizujemy tego typu spraw, to w takim razie jak można powiedzieć, że nasze intencje są naszymi? Wracając do tych układów karmicznych. Z tego, co ja wiem, to jeżeli dusza się nie skończy na to, to żadna karma nie zostanie wykonana.
[01:14:10] - To jest nasza spekulacja. Nie opieramy się na spekulacji.
[01:14:15] - Ale jest coś bardzo znamiennego, co się nazywa... To nawet po polsku można sobie zobaczyć na YouTube. To jest życie pomiędzy życiami. To są hipnozy, były robione przez ekspertów. Tych ekspertów nie ma za dużo aktualnie na świecie. Może jest ich góra kilkadziesiąt. I to jest, co się dzieje z duszą człowieka pomiędzy życiami. Nie wiem, czy to przeszłe, zeszłe życia i tak dalej, byłe życia, bo wiadomo, że są. Natomiast co jest pomiędzy, to jest sprawa bardzo interesująca. Co się właśnie wtedy dzieje.
I wygląda na to, że dusza może sama decydować, do jakiego ciała wejdzie, jakie będzie to życie, czy chce je przeżyć i tak dalej. Z tą karmą to jest taka sprawa, moim zdaniem, w takim razie, jeżeliby te sprawy się potwierdzają.
[01:15:12] - Tu powiem ci szczerze, się zgadzam absolutnie z tobą, że sami wybieramy, gdzie wylądujemy z powrotem, ale nasz wybór jest determinowany. Chciałbym się cofnąć do tego, co powiedziałeś wcześniej, mianowicie o tej informacji werbalnie pozyskiwanej o cywilizacji w świecie dookoła nas. Moim zdaniem jest to lipa i ta lipa jest bardzo łatwa do obalenia. A już ci mówię jak. Słuchaj, czy swoją dziewczynę, kobietę, z którą jesteś, ludzi, których kochasz, przyjaciół i tak dalej, poznałeś na zasadzie werbalnej, czy po prostu był taki impuls i mówiłeś: „Wow, that's my man” albo „To jest ta kobieta”. Rozumiesz? To nie jest werbalne. Nie ma tu ani grama logiki. To nie jest coś, czego możesz się nauczyć. Możesz to tylko poczuć.
To jest intencja. Nie ma tu ani grama cywilizacyjnych historii. Nawet jakbyś się z nią nie dogadywał, jakbyście byli z odmiennych światów, to i tak czujecie. To się czuje, to jest intencja. To jest coś o wiele głębiej. To nie ma nic wspólnego z logiką. Ja myślę, że ta logika, tak to nazywamy w dzisiejszych czasach, jest mocno przecenianą historią i właściwie odpowiada w dużej mierze za potężną ilość patologii, w której funkcjonujemy. Bo próbujemy w jakiś patologiczny sposób opisać mechanizmy, których właściwie nie rozumiemy, a nawet jeżeli rozumiemy, to powinniśmy się przyjrzeć, skąd się biorą te mechanizmy. One są na poziomie, moim zdaniem, emocjonalnym, a nie na poziomie takim, że ktoś napisał książkę, podał dalej, ktoś przeczytał wzór i zrozumiał i się zakochał.
[01:16:36] - Na ile intencja, która jest genetyczna, na ile intencja, która jest, załóżmy, w cudzysłowiu nazwijmy to tak grupowa, a na ile intencja, którą się nauczyliśmy od dziecka i tak dalej. To przynajmniej trzy rzeczy wchodzą w grę.
[01:16:55] - Ja myślę, że jest jedna intencja, jest zawsze taka sama. Intencji się nie uczymy. To jest coś, co po prostu mamy w sobie. To jest to miejsce, gdzie tak naprawdę mieszkamy. To jest to miejsce, które tak naprawdę manifestujemy. Ono później przybiera różne formy, ale to już są tylko formy. Przynajmniej taka jest moja opinia. Nie trzeba się z nią absolutnie zgadzać.
[01:17:13] - Ja bym tutaj jednak powiedziałbym tak, że dajmy na to, czy wziąć dosłownie słowo intencja, czy wziąć to jako jakąś energię, którą przesyłamy.
[01:17:31] - Jedno i to samo. Tu nie ma rozróżnienia. Myślę, że to jest dokładnie ta sama sprawa. Można do niej podejść od strony przesyłanej energii. Wszystko promieniuje. Każda rzecz, którą robimy, promieniuje. Nawet to, że stoimy w danym miejscu powoduje, że zmienia się wibracja częstotliwości dookoła nas. Możemy sobie bardzo łatwo zmierzyć na urządzeniach pomiarowych nawet. To nie jest żadna tajemnica i wszystko jest jednością. Nasze myślenie jest związane przecież z pulsem naszego serca, częstotliwością pracy naszego organizmu.
Tu nie ma rozbicia na trzecia, czwarta, piąta, szósta. To wszystko jest jednością. Przynajmniej ja to tak widzę. Ale tak jak mówię, nie trzeba się absolutnie ze mną zgadzać.
[01:18:09] - Ja to widzę następująco: jeżeli od dziecka mamy wrobione, że coś jest złe i tak dalej, później się nastawiamy odpowiednio wobec tego i mamy odpowiednie intencje wobec danej rzeczy czy osoby, coś takiego, to są intencje, które nie my sobie sami wybraliśmy, ale które nam są jak gdyby wepchnięte.
[01:18:31] - Przepraszam, że ci tak przerywam, ale nie nazywam tego intencją. To jest właśnie to, jeżeli się czegoś uczymy, to jest świat werbalny. Ktoś nam mówi o tym, że to jest złe, a to jest dobre. To nie jest kwestia tego, że czujemy. To jest ktoś, kto nam powiedział i ktoś nam zamanifestował taki logiczny porządek świata. Natomiast nie ma to nic wspólnego z intencją. To jest tak jak małe dzieci, które ściągają z siebie ubranka, bo naturalnie są żywymi istotami i zaraz po urodzeniu chcą być dokładnie w tym samym stanie. To jest klasyczny numer. Rozumiesz? My się dopiero z latami uczymy, że właściwie ubrania, ta cywilizacja wmówiła nam, że mamy trzymać gacie na tyłku, no nie?
[01:19:13] - No to w takim razie teraz tak: jeżeli ten świat wygląda w taki sposób, jak wygląda W takim razie co my możemy powiedzieć o tym, co jest dobre, a co jest złe, jeżeli tak dużo jest nam wpakowane już z góry. Nie mamy do końca wyboru, tak?
[01:19:33] - Mamy cały czas. To nie jest deterministyczne. Ja tu chciałbym właśnie odłożyć tą deterministyczną historię, bo to nie jest kwestia tego, że ktoś za nas zadecydował. To jest nasza intencja, to my sami wkładamy tą intencję w ten mechanizm. Wszystko się wydarzyło. Oczywiście możemy zmienić ten ciąg wydarzeń, nie musimy wcale tego robić i koniec końców nic się nie wydarzy.
[01:19:53] - Ale do tego, pardon, że teraz ja się wtrącę, ale do tego jest potrzebna wiedza.
[01:20:00] - A może czucie? Słuchaj, a co ty na to? Właśnie, bo chciałem, żebyś się zastanowił przez chwilę, co ma wspólnego wiedza z tymi antropologami, którzy spotkali owych dzikich w Papui Nowej Gwinei. Każdy z nich dysponował innym potencjałem. Nie było właściwie żadnej wiedzy. Oni tylko intencjonalnie się-
[01:20:17] - Dobrze się nie zachowali podobnie do nich, bo być może gdyby się zachowali podobnie albo w jakiś inny sposób nie mieli tej wiedzy, w jaki sposób tych ludzi podejść, to w takim razie wypadki mogłyby być zupełnie inne.
[01:20:31] - Wiedza jak wiedza. Jest to jakaś tam wiedza, ale to taka normalna rzecz. Idziesz nad rzekę, ludzie spotykają się nad rzeką, bo każdy korzysta z rzeki. To nie jest kwestia logiki, tylko kwestia intencji. Tak samo jak z tymi zwierzakami. Przecież z lwem się nie dogadasz, nie ma połączenia logicznego.
[01:20:44] - Ale trzeba coś na temat lwa wiedzieć, tak?
[01:20:47] - Czuć. Nie możesz nic wiedzieć na temat lwa. Czego się możesz dowiedzieć na temat lwa?
[01:20:51] - Przynajmniej, że nie trzeba do niego podejść, bijąc bęben albo próbować tak dla śmiechu po prostu skoczyć sobie na niego. „Cześć, jak się masz?” i coś w tym stylu.
[01:21:07] - Wiem, o co ci chodzi. Ale tu mamy kolejny przykład, który obala ten koncept, o którym mówisz, czyli tą małą dziewczynkę, która miała pięć, sześć lat czy siedem lat i nie miała absolutnie żadnej wiedzy. Nie ma żadnej wiedzy. Po prostu intencjonalnie podchodziła do dużych kotów. Po prostu czuła się dobrze z tymi zwierzakami i te zwierzaki czuły się dobrze z nią. To nie jest kwestia logicznego kontaktu z rzeczywistością.
[01:21:29] - To jest jeden przykład, a inne dziecko, dajmy na to, zostaje dosłownie zagryzione.
[01:21:35] - Wiesz co, może inne dziecko-
[01:21:37] - Będą głodne.
[01:21:38] - Może.
[01:21:40] - Będzie miało i tak dalej.
[01:21:42] - A może kwestia intencji. Może inne dziecko zostanie właśnie wychowane w ten sposób, że ktoś mu powie, że musi myśleć o tym logicznie. I ten moment, kiedy twoja intencja się przez kilka sekund zawaha, jest już po tobie, bo zwierzęta wyczują, że w tym momencie tracisz kontakt z nimi. Tracisz kontakt z tym elementarnym alfabetem, którym się komunikują wszystkie żywe istoty. My z roślinami, rośliny z nami, ze zwierzętami, wszystko dookoła. I nagle, kiedy tracisz kontakt z tym, koniec.
[01:22:09] - Jeżeli wszystko jest intencją, to w takim razie jak to wygląda, że właściwie wszystko dookoła nas jest pustką i właściwie nie wiadomo, czy to wszystko w ogóle w taki sposób istnieje, czy w ogóle w jakiś sposób my istniejemy i te rzeczy dookoła nas.
[01:22:27] - Wiesz, czy jest pustką, to bym się tak zastanawiał, bo to jest takie bardzo dosłowne potraktowane.
[01:22:33] - Chodzi tutaj o intencję. Czyli jeżeli ja mam intencję, dajmy na to, żeby miał taką intencję zrobić ten świat, dajmy na to spojrzeć na niego, żeby na przykład móc rękę przełożyć przez ścianę, pomachać po drugiej stronie i z powrotem ją wyjąć.
[01:22:53] - Poczekaj, ale wiem, o co ci chodzi. I tu już ci odpowiadam. Skąd się bierze pomysł na przełożenie ręki przez ścianę? Czy masz ku temu jakiś cel? To nie jest intencja. To, o czym mówisz, absolutnie nie ma nic wspólnego z intencją. To jest twój logiczny konstrukt, który opiera się dokładnie na tym, że chcesz przycisnąć rzeczywistość do takiego momentu, żeby ją kontrolować do oporu. To jest egoizm, egocentryzm. Chcesz odkuć się na rzeczywistości i pokazać, że to nie jest żadna współpraca. Ty, stary, chcesz pokazać, że jesteś szefem tego wszystkiego i dlatego chcesz przełożyć rękę przez ścianę.
Tak to wygląda z mojej strony.
[01:23:29] - Wielka pomyłka tutaj. Mi chodzi o to, że jeżeli byśmy nie chcieli, jesteśmy istotami bardzo leniwymi. Gdybyśmy niby nie byli, nie mielibyśmy tego, co mamy, przynajmniej nawet prymitywnych rzeczy, takich jak komputer czy coś takiego. Ale mamy, tak?
[01:23:46] - Ja właśnie nie wiem, jaki jest z tym lenistwo.
[01:23:47] - Ale o co mi chodzi? Do czego ja zmierzam? Jeżeli mielibyśmy to odłożyć to, co przed chwilą przedstawiłem i w jakiś sposób ty to przedstawiłeś, to w takim razie nie używajmy komputerów, nie używajmy niczego i tak dalej. Zdajmy się w ogóle na łaskę losu. W cudzysłowie.
[01:24:08] - My się i tak zdajemy na łaskę losu. I tak mieszkamy na kawałku skały, która zasuwa w kosmosie z niesamowitą prędkością.
[01:24:17] - Wszystko kontrolować.
[01:24:19] - Ja tak nie za bardzo. Powiem ci szczerze. Nie chce mi się za bardzo.
[01:24:22] - Ale jeżeli to przedstawiłeś, że to jest egoistyczne to, co ja przed chwilą chciałem-
[01:24:29] - To nie jest dowód na intencję. Słuchaj, intencja jest językiem. Intencja jest tą właściwie prawdziwą informacją, rozumiesz? Taka jest rola intencji, a nie kwestią przestawiania wszystkiego dookoła. Indianie mają świetne powiedzonko, że jeżeli nie musisz podnosić kamienia, który mijasz po drodze, to tego nie rób. Podnieś kamień tylko wtedy, kiedy naprawdę jesteś zmuszony. Jeżeli ten kamień tu leży, to nie przez przypadek i niech on tu będzie. To jest kwestia rozumienia tego, że jesteśmy wspólnym ekosystemem, wspólną rzeczywistością. To nie polega na tym, że my jesteśmy na górze i ty musisz przełożyć teraz rękę przez ścianę i udowodnić coś. To na tym nie polega.
[01:25:06] - Teraz gdyby tak miało być i tak dalej, to po co się udoskonalać w jakiś sposób? To żyjmy nadal w jaskiniach.
[01:25:15] - Wiesz co, ja myślę, że ludzie, którzy mieszkają w dżungli i mieszkają w kilku innych miejscach, robią często lepszą robotę dla naszej cywilizacji. Szczególnie ci, którzy mieszkają w dżungli aktualnie niż ci, którzy żyją w wieżowcach. Bo ci wszyscy, którzy żyją w wieżowcach i są kompletnie popieprzeni już od nadmiaru kolekcjonerstwa, kasy i ambicji życiowych, dostają w pewnym momencie takiego pierdolca, że albo skaczą z okna, albo jadą do Amazonii i się leczą z tego na plantacjach łaski. To jest elementarna sprawa. I gdyby nie ci ludzie, gdyby nie to, że oni mieli dobrą intencję i ich intencją było nie dociskanie tak jak ty, że chcesz przełożyć rękę przez ścianę i wybudujesz cywilizację, która pozwoli ci założyć specjalny strój i to zrobić albo w jakikolwiek inny sposób. Oni powiedzieli: „Fuck off. Zostajemy ze swoim staffem. Pewnego dnia przyjedziesz do nas i jak zrozumiesz, że zwariowałeś, to mamy coś, co cię wyleczy. My tu specjalnie sobie siedzimy, łowimy ryby, mieszkamy w dżungli, zmieniamy wioskę jak się znudzi i tak dalej, ale mamy lekarstwo dla ciebie”.
[01:26:14] - Czy się zgodzisz w takim razie, że ci ludzie też mają intencje?
[01:26:17] - Tak, wszyscy mają intencje.
[01:26:19] - Skąd te intencje się biorą? Gdyby ci sami ludzie, którzy siedzą w tych wieżowcach, się wychowywali w Amazonce, czy coś takiego, czy oni by byli tacy sami? Nie. Czyli to jest nauczone.
[01:26:33] - To właśnie to jest to, co ci powiedziałem, że pewnych rzeczy nas cała cywilizacja uczy.
[01:26:38] - Ale nie można tylko polegać na intencji. Zależy, jaką wiedzę masz. Jeżeli chcemy zmieniać tą cywilizację, to w takim razie powinniśmy rozpropagować jak najbardziej na przykład projekt Ujawnienie. Żeby nawet na tych zasadach, na jakich jesteśmy nauczeni, wymuszono na nas, w jaki sposób mamy się zachowywać, w jaki sposób mówić i tak dalej, to pomimo wszystko na tych zasadach możemy wejść wyżej i do tego jest potrzebna wiedza. Same intencje jakoś tego nie widzę.
[01:27:10] - Ta wiedza, żeby wejść wyżej, bierze się z właściwych intencji. To jest taki konstrukt, który budujemy. Musisz zacząć od pierwszej cegły. Dom musisz zacząć od fundamentów i tym fundamentem jest to, co cały czas mówię, bo nie neguję tego, że później mamy możliwość zbudowania tego kartonu, do którego to coś włożymy. Tylko to, o czym cały czas mówię, to jest to, że w naszym świecie, który jest pozbawiony dobrej intencji, ten karton jest pusty w środku. Właściwie nie ma sensu posiadanie tego kartonu. Cała ta wiedza jest praktycznie bezużyteczna, tak jak te wszystkie potężne miasta. Mieszkam w Londynie i jest tu gigantyczny kawał miasta, który się nazywa City, który jest kompletnie bezużyteczny. Jakby się zapadł dokładnie w tym momencie pod ziemię, myślę, że świat odetchnąłby z ulgą. Skończyłoby się bardzo wiele wojen.
[01:27:52] - Nie wiem, czy oglądałeś wykłady Michaela Tellingera.
[01:27:57] - Tak. Znam go od paru dobrych lat. Nie znam go prywatnie, ale znam jego rzeczy od ośmiu, prawie 10 lat.
[01:28:04] - Wielkie miasta, dlaczego i tak dalej. Jeżeli on tam podaje strukturę, że jedno miasto, drugie miasto i tak dalej, to jest coś jak układ komputerowy i z tego można czerpać energię.
[01:28:15] - Nie chcę się wbijać, komentować koncepcji Tellingera, to w ogóle zostawmy na boku. Chodzi tu o intencje. Tu ciągle jest ta sama sprawa, że dom budujemy od fundamentów.
[01:28:26] - Jeżeli bierzemy intencje, bo mówisz, że odpada to, co człowiek jest uczony od małego. Proszę bardzo, jeżeliby ludzie byli uczeni od małego, że najwyższą rzeczą, którą możesz robić, to jest dzielić się czy mieć intencję tworzenia dobra, totalnie wyzbyć się egoizmu i tak dalej, to jakby było?
[01:28:49] - Ja myślę, że jest odwrotnie i tak naprawdę, kiedy się rodzimy, nie mamy tego problemu. My jesteśmy uczeni tej patologii. To właśnie logika tego współczesnego świata nas ora. To nie jest tak, że my się musimy uczyć intencji. To są wszystko rzeczy, które mamy gifted od zawsze. Jeżeli pojedziesz do owych dzikich ludzi, to zobaczysz, że oni właściwie nigdy tego nie stracili. Oni to mają cały czas właśnie dlatego, że tam nikt nie wpadł na pomysł uczenia ich tego, że mają się uczyć intencji. To tak, jakbyś chciał uczyć dużego kota bycia dużym kotem. Jest to troszkę abstrakt sytuacyjny.
[01:29:21] - Moment. Patrz, też potrafią pomiędzy nimi być krwawe walki, wojny i tak dalej. To nie jest to, że wszyscy są tacy-
[01:29:30] - Wiesz co, ale tu chciałem zatrzymać, bo jeżeli podasz mi jakikolwiek przykład, kiedy ludzie z dżungli przyjechali i zrobili eksterminację innej cywilizacji, to się z tobą zgodzę. Natomiast jak na razie wygląda inaczej. To, że tam są potyczki pomiędzy ludźmi, że ludzie się czasami pokłócą i czasami mocno, to się wszędzie może zdarzyć na świecie, w każdej możliwej sytuacji.
[01:29:48] - Pomiędzy plemionami potrafią być.
[01:29:49] - Proszę?
[01:29:50] - Wojny pomiędzy plemionami potrafią być.
[01:29:53] - Ale są o coś. Nigdy nie są bez przypadku. Są o konkretne sprawy. Jeżeli już dochodzi do czegoś takiego, to widocznie mają swój powód. Ja tu nie chcę teoretyzować.
[01:30:02] - Ale gdyby się stali bez logiki, bez wiedzy i tak dalej, gdyby się stali totalnie na los, to w jaki sposób by to wyglądało?
[01:30:11] - Ale to nie jest zdanie na los, bo ty podchodzisz do tego deterministycznie, że wydaje ci się, że intencja jest niczym rzucanie kostkami i później biegniecie za tymi kostkami. Jest taka świetna książka na temat logiki, którą bardzo serdecznie ci polecam. Już ci powiem, bo akurat właśnie ją czytam. Pięknie, już ją mam. Powiem szczerze, aktualnie chyba najlepsza rzecz na temat logiki. Nazywa się „The Trivium”, czyli trójca. Jest autorstwa Sister Miriam Joseph, wydana przez Marguerite MacGuain. Kultowa książka na ten temat. Jest to opis właściwie, czym tak naprawdę jest logika. Ja myślę, że czasami my troszeczkę się zapędzamy, tak jak wspominałem wcześniej, w takim ego tripie, że procesujemy informacje, które właściwie są komentarzem do czegoś, o czym właściwie nie mamy pojęcia.
Właściwie żyjemy komentarzem z wczoraj, nie zdając sobie sprawy, że żyjemy tu i teraz.
[01:31:04] - Ale czy się zgodzisz ze mną, że każdy człowiek, obojętnie czy by chciał, czy nie chciał i tak dalej, jest egoistą?
[01:31:12] - Nie zgadzam się z tobą.
[01:31:15] - Nie zgadzasz się?
[01:31:16] - Nie zgadzam się z tobą, ale tu nie będę tego wątku ciągnął. Powoli zbliżamy się do końca. Mam tu jeszcze jednego słuchacza, który usilnie próbuje zadzwonić.
[01:31:23] - Dobrze. Życzę miłego wieczoru i powodzenia dalej.
[01:31:29] - Dzięki wielkie za telefon. Zapraszam do dzwonienia częściej, bo mnie atakujesz na Skype. Mi po prostu strasznie trudno kontrolować te wszystkie urządzenia na bieżąco, kiedy mówię do mikrofonu. Także słuchaj, naprawdę masz fajny koncept na rzeczywistość Ciekawy i myślę, warty porozmawiania wspólnie razem, pomimo że jest kompletnie inny. Także zapraszam, żebyś dzwonił częściej, jeżeli możesz oczywiście.
[01:31:49] - O ile będę mógł, tak.
[01:31:50] - Wow, rewelacja.
[01:31:51] - Chętnie.
[01:31:52] - Wow. Dzięki wielkie za telefon jeszcze raz.
[01:31:54] - Dziękuję bardzo.
[01:31:55] - Dzięki. Trzymaj się. To telefon od słuchacza. Ja tu się przełączam już na inny sprzęt, żeby to wszystko podłączyć. Dajcie mi chwilę. Tak to jest troszkę z tą całą technologią. Trochę musi poskwierczeć na kablach. Miałem drugi telefon, już tam się zdzwaniam z kolejnym słuchaczem. Ma taki troszkę radykalny punkt widzenia na to, jak wygląda, ale może właśnie o to chodzi. Halo, halo, panie Jarku?
[01:32:19] - Cześć Tomek.
[01:32:20] - Witam serdecznie, jak zdrówko szanownemu panu?
[01:32:22] - No w porządku, ogólnie okej.
[01:32:27] - Doskonale. Doskonale. Wrzucaj swoją refleksję.
[01:32:31] - Powiem ci Tomek. Słucham tak słucham. No i tak trochę mi wpada do głowy, trochę mi wypada i to tak taki kołomyjkę trochę porobił.
[01:32:43] - Okej, uporządkujmy to.
[01:32:47] - Od tej intencji to, co wcześniej mówiłeś. Głównie chodzi o to, że niby to, co się ma wydarzyć, to się wydarzyło wcześniej. I powiem ci pierwsze tak na szybko, to ci powiem: śniłeś się mi ty z wielkimi oknami na pierwszym piętrze.
[01:33:12] - Okej.
[01:33:14] - Bo sen jakby coś tam ma wspólnego z tym wszystkim. Na dole jak zeszliśmy po schodach, znaczy jeszcze byłeś z jakimś kumplem swoim.
[01:33:26] - Okej.
[01:33:27] - Zeszliśmy po schodach. Miałeś jakieś urządzenia takie wiesz, co pokazywałeś tam jakieś tam Nikoli Tesli chyba cewka była jakaś taka. Ciekawe spostrzeżenia i ja z tobą zagadałem. Może byśmy jakieś czasopismo na ten temat wydali. No ale coś tak jakoś nieciekawie, nie? No i w końcu się skończyło tak ten mój sen się skończył na tym, że wydałeś książkę. No to jest ciekawe.
[01:33:59] - Ciekawe, proszę pana. Niedługo się pojawi. Sen powiem ci prawie proroczy, bo tu jest praca nad pewną publikacją, taką, żeby każdy z słuchaczy to, ale to do syntezy odsyłam, że każdy będzie mógł skorzystać sobie właśnie. No stary, mówię ci, sen proroczy. Właśnie zamówiłem wczoraj kable do tej cewki, bo mi się pokończyły druty, że tak powiem. I są duże okna na pierwszym piętrze, tak.
[01:34:23] - A masz duże okna? Masz duże okna?
[01:34:25] - No w miarę spore. Powiem ci szczerze. W miarę spore.
[01:34:28] - Niesamowite.
[01:34:30] - Tak. I są schody. Tak. Także naprawdę, żeby zejść tam, to trzeba po schodach. Trzeba zakręcić na schodach. Nie wiem, czy na schodach właśnie zakręcałeś, ale one są takie zakręcone.
[01:34:38] - Powiem ci, że było około piętnastu, szesnastu gości u ciebie, wiesz? Także się pogubiłem trochę w tym całym tym twoim pomieszczeniu.
[01:34:47] - Rozumiem. No ciekawe, ciekawe.
[01:34:50] - No ale byłem po tym śnie, który miałem. No byłem zafascynowany. No coś fajnego było. No a druga sprawa dzisiaj. Dzisiaj tak byłem z małym swoim. Sześć lat ma.
[01:35:03] - Wow, Kopaczko-Smitha małego.
[01:35:06] - I on mi mówi tak. Mówi: „Weź mi włącz tego pana Tomka, który tak fajnie mówi.”
[01:35:13] - Jejku, tylko ciszej tam czasami, bo ja, wiesz, używam języka nieparlamentarnego czasami i nie chciałbym, żeby później twój brzdąc w przedszkolu sobie-
[01:35:21] - Zauważyłem, że wspomniałeś, żeby odsunąć dzieci.
[01:35:24] - Tak, tak. Wiem, że ludzie słuchają. Wiem, że dzieciaki też tego słuchają. Tak się dowiedziałem jakiś czas temu.
[01:35:31] - Sześciolatek słuchał dzisiaj.
[01:35:33] - No widzę, że odsunąłeś od głośnika w odpowiednim momencie.
[01:35:36] - Ale nie, nie tej audycji akurat.
[01:35:37] - Okej, to dobrze.
[01:35:39] - No bo to jest live, nie?
[01:35:42] - Dokładnie. Absolutnie live.
[01:35:44] - I co chciałem powiedzieć co do intencji. Intencja, jak by to powiedzieć. No jakoś tak mi wylatuje z głowy trochę.
[01:35:54] - To może naprowadzę, bo mój koncept taki, od którego zacząłem, być może właśnie z tym jest związany to, co chcesz powiedzieć, nie wiem. Jest tym, że jest to taki język komunikacji, że jest to taka podstawa naszej komunikacji. Jest taki prawdziwy język, którym się komunikujemy. To z Pichontem ostatnio właśnie sobie tak poza anteną rozmawialiśmy na ten temat i nie tylko. Jeszcze tam z księciem Edwardem i nie tylko. I wychodzi na to, że właściwie mamy bardzo podobną refleksję, każdy z osobna oczywiście, bo nie jest to kwestia, że się przekonujemy do tego i że właśnie tak myślimy, że to jest właśnie to. No, ja jestem bardziej nawet niż przekonany, mówiąc szczerze, ale to już inna historia właśnie o tym, że ta intencja to jest ten background, to jest prawdziwa komunikacja między nami. Ta, która nie bazuje na ego, nie bazuje na logice, nie bazuje na przeszłości, na strategiach. To jest ta czysta intencja. Tak zwyczajnie.
Albo tu jesteś i lubisz to, co jest dookoła ciebie i starasz się zrobić tak, żeby naprawdę wszystko było okej i po prostu to robisz bez zastanawiania się za bardzo i strategii. Albo te strategie zaczynają już tam wchodzić w paradę, zaczyna się kombinowanie i wtedy już ten pattern znika.
[01:36:54] - No niby tak. Jest pewnego rodzaju intencja, ale też jest do czegoś przyzwyczajenie, jakby nie można było się od tego oderwać. No czyli nałóg jakiś, przypuśćmy papierosy, nie?
[01:37:09] - Tak, to prawda. Sam jestem palaczem od czasu do czasu. Raz bywa tak, że nie palę przez długi czas, a później se palę. Także wiem, o co ci chodzi.
[01:37:18] - No czyli jest jakby masz możliwość na przykład, no bo to jest twoje albo jeżeli to jest nałóg, bo każdy myli nałóg po prostu z tym, co chce.
[01:37:36] - Tak.
[01:37:36] - Bo przykładowo nałogiem jest to, że bierzesz papierosa, ale zaznaczasz o tym: o, mam papierosa. No jednak mogę Mogę zadecydować, czy chcę go zapalić, czy nie. To jest właśnie to. Ale jest wyważenie sił. Czy on swoją energią żąda tego, czy to swoje ja wyodrębnisz.
[01:38:06] - Tak, to prawda. Jest coś takiego. Chociaż przyznam się szczerze, uważam, że moje palenie jest bardziej związane z tym, że czasami po prostu nie radzę sobie z tak zwanym stresem w życiu i jest to kwestia substytutu.
[01:38:20] - Właśnie przypomniałem sobie jedną rzecz co do palenia papierosów. Myślałem coś takiego, że jeżeli palisz i wiesz, że ci to nie szkodzi, ale nie mówię o paleniu tytoniu. Może być to tytoń afrykański.
[01:38:40] - Ja nie palę papierosów. Taka jest prawda. Ja palę tytoń akurat. To jest inna historia. Papierosów nie jestem w stanie palić. Po prostu śmierdzą. Nie potrafię.
[01:38:48] - Ja bardzo dobrze wiem, o co ci chodzi, ale przykładowo ostatnio u Alexa była dziewczyna taka-
[01:38:55] - Ja tylko powiem słuchaczom, o co chodzi z tym Alexem, bo tacy branżowi się robimy. Chodzi o zaprzyjaźnioną telewizję Porozmawiajmy TV, proszę państwa, która jest też zlinkowana na Radiu Na Fali. Tak że zapraszam do Alexa, bo naprawdę są tam ciekawe rozmowy. Okej, już nie przerywam.
[01:39:09] - Ciekawą sytuacją było pole radioaktywne, czyli na przykład kopalnia wydobywania uranu. Była tam dziewczyna, nie wiem, czy akurat ona, ale według licznika Geigera promieniuje chyba sześć.
[01:39:30] - Wiem, o co ci chodzi. Że jest taka para napromieniowana, która dalej chodzi, żyje i funkcjonuje, że to jest taki fenomen troszeczkę dla współczesnej medycyny.
[01:39:39] - Fenomen taki. Nie wiem, czy ona ma taką intencję, bo jeżeli słuchałem tego wywiadu, to było coś takiego, że ona się tego nie bała i po prostu była nastawiona na to, że ją to nie boli. Ale później według tych audycji trochę tak jakby mnie to ukierunkowało inaczej. Niby ona się odrodziła, jakby miała duszę taką, prąd, coś tam. Trochę pogmatwane to jest.
[01:40:09] - Wiem, o co ci chodzi. Powiem ci szczerze, traktuję ich z dystansem, ale mam dla ciebie i dla was, słuchaczy, taką ciekawą historię, o której chyba kiedyś wspominałem. Jest taka sekta w Teksasie, w Stanach Zjednoczonych, która tam jest chyba od ponad 100 lat może. Tacy bardzo ortodoksyjni bibliści. To są tacy baptyści, ale biorą Pismo Święte dosłownie, czyli tą Biblię. I są tak ortodoksyjni, że sprawdzają swoją intencję czystości wiary w bardzo radykalny sposób. Mianowicie wystawiają się na ugryzienie grzechotnika. Taki adept, żeby pokazać, że ma czyste intencje kontaktu z Bogiem, wchodzi w te grzechotniki, one go kąsają i nie umiera. Normalnie człowiek po jednym takim strzale jest po prostu martwy, a ci kolesie wytrzymują. Oczywiście są przypadki zejścia.
Oni to tłumaczą tym, że ci, którzy umierają, nie mają czystej intencji do ich Boga. I tu się okazuje, że właściwie chyba wychodzi na to, że ta intencja jednak.
[01:41:05] - Właśnie też tak się zastanawiałem nad tym. W ogóle moje życie w ciągu ostatniego roku zmieniło się kolosalnie. Włącznie z tym, że moja kobieta, mój syn. Odwaliłem kupę roboty takiej w stosunku do siebie. Nie wiem, czy pamiętasz, teraz 14 maja mam ceremonię. Psylocybina, ayahuasca, kambo. Wszystko w jednym.
[01:41:40] - Wow.
[01:41:40] - I pierwszy raz mam przeżyć. Tak się dostosowuję do tego wszystkiego.
[01:41:46] - Bardzo dobrze.
[01:41:47] - Nawet sobie słucham muzy peyoti z ceremonii.
[01:41:53] - Potężny sound.
[01:41:55] - Ciekawe. Nawet można sobie posłuchać. Nawet przyjemne dla ucha jest, ci powiem.
[01:41:59] - To prawda.
[01:42:00] - I kalimurę też posłucham. To jest jednak też-
[01:42:05] - Myślę, że słuchamy podobnych dźwięków, bo chyba historia jest ta sama w tych piosenkach.
[01:42:11] - Tomek, zaczynałem kiedyś od Dänikena.
[01:42:14] - Rozumiem.
[01:42:15] - On się zajmował rysunkami naskalnymi i tak dalej. Wszystkie książki. Poleciałem od prawa do lewej. I od roku czasu haramein mnie po prostu... Dostałem tej mocy, jak to się mówi.
[01:42:40] - Ja pamiętam harameina, kiedy zaczynałem swoją drogę do tego wszystkiego. Pamiętam jego pierwszą prezentację.
[01:42:46] - Mógłbym go słuchać non stop. Powiem ci. Nie mówię tak jak ciebie.
[01:42:51] - Rozumiem. Jest to lepszy koleś. Ja mam takie swoje troszkę inne podejście, bo też spędziłem trochę czasu z jego historiami, ale tu troszkę odbiłem w bok. Poszedłem w trochę innym kierunku, jakby z dala od-
[01:43:02] - W stronę Tesli.
[01:43:06] - Dokładnie. Nie do Einsteina, tylko do Tesli. Ale zostawmy te techniczne sprawy. Ja mam do ciebie prośbę. Jeżeli oczywiście to możliwe, jeżeli będziesz chciał po tej całej ceremonii, po tych wszystkich sprawach już odparujesz. Trochę czasu trzeba, żeby odparować. Czasami dwa miesiące, czasami trzy miesiące, czasami nawet pół roku się paruje. Jak już poczujesz się na siłach, żeby po prostu się pojawić w radiu głosem i opowiedzieć o tym parę słów, co by zbić troszeczkę tego strachu dookoła medycyny naturalnej, bo ona jest strasznie traktowana po macoszemu. Ludzi się po prostu straszy, demonizuje się potwornie. To jest bardzo złą robotą, bo później ktoś przez przypadek trafia na taką substancję i w tym momencie właśnie zapomina pomyśleć o dobrych intencjach i zaczyna procesować logiczną percepcję rzeczywistości, tak to można nazwać.
I w tym momencie ma naprawdę koszmarny trip.
[01:44:00] - Jeszcze ci powiem. 9 maja Ruszam na seminarium do Jerzego Zięby.
[01:44:10] - Wow! No to nieźle. Mam nadzieję, że tam spotkasz Tomka Obarę. Pozdrów go ode mnie.
[01:44:15] - Abelana będzie właśnie.
[01:44:17] - Pozdrów od Radia Na Fali. Ja tu bardzo kibicuję temu, co pan Zięba próbuje w Polsce odpalić. Wreszcie historię związaną z medyczną cannabis. Bardzo ważna sprawa, także poproszę pozdrowić.
[01:44:31] - Jeżeli będę mógł z nim zamienić słowo chociaż.
[01:44:34] - Myślę, że tak, chociaż on jest oblegany. Zdaje się jest to bardzo popularna postać aktualnie w Polsce, z tego, co słyszałem.
[01:44:39] - Pozdrawiam Janka Taratajcio. Oczywiście, bo też jestem zwolennikiem zapera. Mam już ponad siedem miesięcy i jest super. Wszystkiego najlepszego.
[01:44:52] - Dzięki wielkie za telefon. Zapraszam do kolejnych telefonów i trzymam kciuki za całą historię związaną z ceremoniami, które nadchodzą.
[01:45:00] - Odzwonię. Okej.
[01:45:02] - Wysyłam tutaj do ciebie masę dobrej intencji.
[01:45:05] - Ja tobie też również.
[01:45:07] - I miłej podróży, proszę pana, do samego siebie i najdalszą krawędź kosmosu.
[01:45:13] - A jeszcze chciałem pozdrowić Cohabitat.
[01:45:16] - Cohabitat. Dokładnie. Chłopaki z Cohabitatu.
[01:45:20] - Super chłopaki. Dzięki. Cześć.
[01:45:23] - Dzięki wielkie. Trzymaj się. To był słuchacz Jarek. Pozdrawiam serdecznie. A my tymczasem, moi drodzy, doszliśmy do samego końca tego wszystkiego i na sam koniec chciałem wrzucić taką refleksję, na którą dzisiaj za bardzo nie ma już dużo czasu, żeby ją rozbijać na kawałki, ale myślę, że do niej bardzo chętnie wrócę i to już chyba niedługo. Jak już tak cyklami lecę, to chyba następnym razem właśnie o tym trochę więcej wspomnę. A mianowicie chodzi o to zdanie, od którego zacząłem, czyli że wszystko już się wydarzyło, a teraz to tylko robimy. Bo z pozoru brzmi to bardzo deterministycznie, ale tylko z pozoru. Natomiast jeżeli spojrzymy na to troszeczkę z innej strony, właściwie nie tyle od strony, ile z perspektywy tego, że wszystko w naszym życiu i wszystko dookoła jest cyklem, że natura, energia, wszystko jest falą, jak by powiedział Nikola Tesla, czy jakoś tak. Jest to po prostu regularny cykl tej całej planety, ten cykl życia.
I to jest taki kosmiczny cykl życia. To nie jest coś, co jest związane tylko i wyłącznie z nami, że my to budujemy, że to zależy wszystko i wyłącznie od nas. Tak, od nas zależy jedna rzecz, moi drodzy. Od nas zależy dostrojenie się do tego cyklu. I to jest to miejsce, gdzie wszyscy jesteśmy zdrowi, wszyscy funkcjonujemy w doskonałej symbiozie ze sobą, z naturą. Nie wskakujemy naturze na plecy. W konsekwencji nie wskakujemy sobie sami na plecy. W konsekwencji nie budujemy cywilizacji, która wskakuje innym ludziom na plecy, którzy nie chcą w tym partycypować i tak dalej. Czyli troszeczkę inne podejście, czyli działanie. To, co wynika z intencji.
Jeżeli intencja jest czysta i stoi za nią regularne, cykliczne działanie, które jest właśnie czyste od wewnątrz, takie prawdziwe, gdzie dostrajamy się do tego naturalnego, kosmicznego cyklu, a nie do jakichś szalonych utopii, logiki, szalonych utopii, jakichś wyznań, czegokolwiek, cokolwiek by to nie było, tylko dostrajamy się do tego, co bije w nas samych, do samych siebie i do drzewa w okolicy, do nieba, które jest nad nami, do ziemi, po której chodzimy, to w tym momencie to wszystko już się dawno wydarzyło, a my teraz to tylko robimy. I to, co teraz robimy, jest właśnie dostrajaniem się do tego regularnego cyklu, który nas otacza, z którego właściwie jesteśmy zbudowani. I myślę, że to właśnie na tym polega, moi drodzy. Taka jest moja koncepcja. Nie jest to kwestia deterministyczna, że jesteśmy wrzuceni już do jakiejś sytuacji i odgrywamy jakąś rolę, która już dawno została odegrana, a my tu się męczymy z tym wszystkim, bo musimy robić coś, czego nie chcemy. Nie, myślę, że to jest zupełnie w drugą stronę. Myślę, że to jest kwestia szczęścia, radości, jakby kumania życia od tej pozytywnej strony, gdzie jest miłość, zaufanie, wiara w siebie nawzajem. Takie same dobre sprawy. To jest to, co czuje każde małe dziecko. To, co my czujemy, kiedy czujemy w sobie małe dziecko.
To jest to, co czują zwierzaki na nasz widok, że wariują i nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Przecież taki pies nie wie, co ma zrobić z tym ogonem. Go już tak zarzuca, jak widzi właściciela, którego kocha. Jest tak szczęśliwy. I my też powinniśmy chyba troszeczkę... Może nie mamy ogonów, to nie będziemy machali ogonami, ale może powinniśmy troszkę pomyśleć o tym, żeby nauczyć się czegoś od zwierzaków. Sami od siebie nauczyć się tego dostrajania. Tej nie inteligencji, tylko tej intencji, która tworzy cały świat, całą rzeczywistość. Bo jeżeli będziemy mieli czystą intencję, którą elegancko przekujemy na systematyczne, regularne działanie, które zabija w nas strach, zabija w nas lęki i daje nam perspektywę po prostu przytulenia się na misia razem ze sobą i powiedzenia sobie, że wszystko jest naprawdę okej, nawet jeżeli mamy różne zdanie na jakikolwiek temat, to naprawdę niewiele zmienia, bo dalej jesteśmy tymi samymi braćmi i siostrami i żywymi istotami na tej planecie. To wszystko jest okej.
I myślę, że do tego się to wszystko, moi drodzy, sprowadza. Że to działanie, dobre działanie, które się pojawia na świecie, jest zawsze efektem czystej, nieskażonej intencji, która nie ma nic wspólnego z logiką, nic wspólnego ze strategią, nic wspólnego z zarządzaniem, menadżerowaniem. Bierze się z naszego serca. I pomimo że cywilizacja próbowała w nas zatłuc to i wymazać do poziomu parteru, to myślę, że nie udało się. Myślę, że dalej mamy to w sobie i myślę, że to jest ta siła, która się teraz budzi. To jest właśnie ten moment chyba w historii cywilizacji, o którym mówili starożytni, że ta intencja i siła tej intencji zaczyna rosnąć aktualnie. I o ile jeszcze może parę lat temu ta intencja nie była taka głośna, to teraz ta intencja naprawdę zaczyna przestawiać świat. Terence McKenna kiedyś powiedział genialne zdanie, że to nie natura stała się bardziej cicha, tylko to my przez jakiś czas zrobiliśmy się troszeczkę głusi. Także teraz myślę, jest ten moment, że Zaczynamy powoli słyszeć. A co zaczynamy słyszeć?
Zaczynamy słyszeć ten głos w swojej własnej głowie. Ten, który my tworzymy, my generujemy tą intencję. I fajnie by było, gdybyśmy czasami się przyjrzeli i sprawdzili, jaką tam mamy intencję. A jeżeli coś jest nie tak, żebyśmy sobie szybciutko poprzestawiali i czuli się z tym dobrze, by wszystko było naprawdę tak, jak powinno być, żebyśmy się czuli sami dobrze ze sobą, bo dzięki temu wszyscy ludzie dookoła nas będą się dobrze czuli razem z nami. I o to chyba w tym wszystkim chodzi. Otóż to. Zatem żegnam was, moi drodzy, w tym kolejnym odcinku „Hiperprzestrzeni”. Dzięki wielkie za telefony. Pozdrawiam wszystkich dzwoniących dzisiaj. Macham do was, kochani.
Pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia Na Fali, którzy wsparli radio w zeszłym miesiącu. Pozdrawiam cię Aldono, Katarzynie, Patryku, Zawodowy Słuchaczu, Rewolucjonisto, Rafale, Nibiraku, Tomaszu, Lisaczu, Łukaszu, Mateuszu z Cieszyna, Rafale, Macieju, Dariuszu, Mateuszu, Grzegorzu i Patryku. Peace and love, kochani. Wielkie dzięki za wspieranie swoją własną krwawicą finansową tego działania o nazwie RNF, tego szalonego projektu. Kłaniam się w pas. Dziękuję serdecznie za wspieranie radyjka. Jeżeli ktoś z was chce wesprzeć Radio Na Fali to oczywiście www.radionafali.com. Tam jest zakładka „Wspieraj RNF” i możecie śmiało zrobić to, co uważacie za stosowne. Wybór należy do was. Jest to wasza intencja.
Dokładnie, to jest intencja każdego z nas indywidualnie. A ja przypominam, że do mecenasów za chwilę zostaną rozesłane prezenty od Radia Na Fali. Mam nadzieję, że jeden z mecenasów z zeszłego miesiąca już dostał, otrzymał książkę. Także Jerzy już sobie czyta. Także pozdrawiam serdecznie. Peace and love, kochani i do usłyszenia w następnej „Hiperprzestrzeni”. Przy okazji pozdrawiam słuchaczy oprócz Radia Na Fali i ciebie, droga słuchaczko i słuchaczu, który słuchasz tego gdzieś, tak jak czasami wspominam, gdzieś w pracy, gdzieś w drodze, gdzieś w tym swoim procesie, który nazywa się życie. Także pozdrawiam cię serdecznie, gdziekolwiek byś tam nie był, drogi słuchaczu i droga słuchaczko. No i pozdrawiam wszystkich słuchaczy właśnie Radia Paranormalium i was na czacie pozdrawiam i w ogóle pozdrawiam cały świat. Zatem do usłyszenia następnym razem.
Przy okazji jeszcze zapraszam na pozostałe audycje w Radiu Na Fali. Koniecznie posłuchajcie „Pichontarium” o pierwiastku. Koniecznie posłuchajcie. Jest to bardzo cenne ugryzienie tego tematu i koniecznie posłuchajcie „Etykiety zastępczej” ostatniej, bo też dotyczy tego tematu. Tak obchodzimy ten temat każdy ze swojej własnej strony i dochodzimy, tak mi to wygląda, do tych samych wniosków. Także zapraszam, moi drodzy, żebyście wpadli, posłuchali i sobie pomyśleli na ten temat. I jak coś sobie pomyślicie i będziecie chcieli się tym podzielić, to śmiało dzwońcie, wbijajcie się do Radia Na Fali. Ja tu jeszcze raz podziękuję za wszelkie maile od was. Także dzięki kochani, trzymajcie się i do usłyszenia następnym razem w kolejnej „Hiperprzestrzeni”.