Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:06] - Już wszystko podłączone. Witam zatem, kiedy wszystko już jest podłączone, serdecznie was wszystkich w sobotni wieczór w Radiu Na Fali. Ja mam na imię Tomek. Jak zwykle co tydzień udzielam swojego głosu i tych wszystkich opowieści tutaj w hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali, moi drodzy. Radionafali.com. Pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Peace and love, kochani. Wielkie dzięki za wspieranie radia i w ogóle bycie, proszę państwa. Serwery opłacone, wszystkie sprawy pozałatwiane. Jeszcze w międzyczasie jak zwykle dokręcam mikrofon.
Wow, jak miło jest wszystko pozałatwiać. Także dzięki wielkie mecenasi za wspieranie radyjka jeszcze raz. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy online aktualnie będących gdzieś tam po drugiej stronie w słuchawkach albo przy głośnikach. Pozdrawiam oczywiście słuchaczy offline, czyli was. Nie wiem, gdzie jesteście, moi drodzy, ale tak czy siak was serdecznie pozdrawiam. Mam nadzieję, że gdzieś przemierzacie jakieś miłe miejsce, jakąś miłą krainę i miło wam się sączy prosto z głośnika czy jakoś tak prosto ze słuchawek do uszu z tą całą opowieścią. A dzisiaj w ogóle taki swobodny wieczór tak czy siak. Także mam nadzieję, że spędzicie całkiem miło tą następną, nie wiem ile to jest, chyba półtorej godzinki jakoś tak czy dwie godziny wszystkiego razem. Jest prezent dla wszystkich mecenasów. Także przypominam, że w tym miesiącu staną rozlosowane i rozesłane do was trzy tomy Carlosa Castanedy.
Do każdego trafi coś innego. Jak będziecie chcieli kontynuować, to będziecie wiedzieli, jak to znaleźć. Za tymi prezentami stoi nie kto inny jak Grzegorz, który prowadzi podcast „Czas Snu”, na który w ogóle bardzo serdecznie zapraszam i się pojawią dzisiaj premierowe odcinki w wieczorowej porze, która jest po hiperprzestrzeni. Także zapraszam was bardzo serdecznie, żebyście sobie zrobili jakąś kawkę, może herbatkę i posiedzieli z tym radiem, jak się wam nigdzie nie śpieszy i jak nie macie nic do roboty w ten piękny sobotni wieczór, żebyście tutaj po prostu się przebujali razem ze mną. Także zapraszam na wieczorową porę po hiperprzestrzeni. Zapraszam oczywiście na Twittera radiowego, na Facebooka radiowego. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, które też retransmituje hiperprzestrzeń. Także peace and love, kochani. Przy okazji jeszcze zapraszam wszystkich słuchaczy, miłośników tematów UFO. Dzieje się ciekawa rzecz na Radiu Paranormalium już od jakiegoś czasu.
Debaty ufologiczne. Ja też się czasami przyznaję cichaczem, że podsłuchuję. Jasne, że podsłuchuję. Ostatnio nawet Michał tam się pojawił. Także zapraszam, moi drodzy, jakbyście się nudzili jutro. To jest taka ciekawa opcja w polskim internecie na temat UFO. Jeszcze przy okazji w ogóle tutaj pozdrawiam, wykorzystuję tą okoliczność na pozdrowienia. Pozdrawiam Zawita bardzo serdecznie, jednego z lubianych przeze mnie wideoblogerów chyba. Pozdrawiam serdecznie, proszę pana. No i co, moi drodzy?
Dzisiaj taki bardzo swobodny temat, troszkę o znaku czasów. Postanowiłem, że po tym maratonie związanym z tematem quadrilium, tą opowieścią o tym, jak jest zbudowany świat według naszych przodków i jak jest zbudowany nie tylko według naszych przodków. Anyway, te wszystkie historie, które wam opowiadałem właśnie na temat czwórki, koła, krzyżyka i wszystkich tych historii. Myślę, że dzisiejsza audycja będzie takim właśnie zebraniem już wszystkich tych ostatnich wątków do kupy, ale już takim bardzo luźnym, bardzo swobodnym. Niech temat sobie spokojnie odparuje. Ja się w ogóle muszę rozgadać jak zwykle przed tym mikrofonem. Zrobi się nostalgicznie. Nie no, żartuję sobie. Nostalgia to w ogóle jest troszeczkę coś innego, ale dzisiaj będę nawiązywał do nostalgii, bo żyjemy w takich troszkę nostalgicznych czasach, jak mawiał Marshall McLuhan, taki bardzo cenny dla mnie filozof amerykański z lat 30., 50., 70. Bardzo cenna postać, myślę, wrzucająca bardzo cenne refleksje do tej rzeczywistości.
Postać, o której często wspominał Terence McKenna. Polecam i jednego, i drugiego dżentelmena. Obydwiema ręcyma polecam i nogymy. Marshall McLuhan kiedyś powiedział, że imitujemy naszą wolność, że nasza nostalgia to jest właśnie tęsknota za utraconą wolnością i że ta imitacja wolnych wyborów, która nas otacza dookoła, jest niczym więcej jak właśnie ową nostalgią. Taka iluzja wolnych wyborów, nowego modelu telefonu, nowego produktu zamiast nowej drogi życia i tak dalej. Takie substytuty troszeczkę. I że one nas wprowadzają w taki bardzo nostalgiczny charakter. Jako że czas zmian, opowiedziałem o tych wszystkich quadropolarnych historiach, o tym, jak wygląda cała konstrukcja od zarania dziejów, o czym nam się nie mówi. Dzisiaj, tak jak wspomniałem, będę zbierał wszystkie te wątki do kupy. Będę się tutaj roztkliwiał nad kilkoma refleksjami dookoła tych tematów, nad czasem przejścia, znaki czasu, moi drodzy.
Właściwie to powinienem powiedzieć znak czasu, a żyjemy w naprawdę niesamowitym momencie historii tej planety i historii kosmosu. To jest taki fenomen swoją drogą. Skype do radia to oczywiście radionafali.com. Mam nadzieję, że dzisiaj się odezwiecie, będziecie troszkę bardziej życzliwi. Towarzyscy chciałem powiedzieć. Życzliwi na pewno jesteście. Także mam nadzieję, że będziecie bardziej towarzyscy i się dzisiaj poodzywacie ze swoimi refleksjami. Gdzieś ostatnio widzę refleksje zamilkły i snów tak mało przychodzi. Ja nie wiem, co się dzieje. Może lato, może wszystkich was wygnało na jakieś łąki i zamiast spisywać te sny, zamiast się zastanawiać nad tym, doświadczacie tego w praktyce.
Kto wie? Wiosna nadeszła, wszystkie rzeczy są możliwe. A tymczasem jak zwykle na samym początku, zanim się rozgadam, zanim rzucę wszystkie te swoje refleksje, które dziś mi latają po głowie. Zatem, moi drodzy, zaczynamy jak zwykle od muzyczki, a ja wracam po muzyczce. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali, a ja mam na imię Tomek, a to wszystko jest też retransmitowane w Radiu Paranormalium. Ta-dam! Ale pogrzechotał, połomotał, tu u Beck. A wy oczywiście słuchacie radia na fali, słuchacie Hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek. Wszystko to jest retransmitowane w Radiu Paranormalium.
Jak zwykle będę sobie jeszcze trochę ten mikrofon przestawiał, żeby mi się oczywiście jak najwygodniej do tych moich dzisiejszych rozważań na tematy właściwie na znak czasów, który mamy wszędzie i dookoła. Jakoś tak się okazało, że przyglądając się całej tej historii, którą wam tu ostatnio opowiadałem, czyli temu zjawisku quadrilium, czyli kwadratury w kole. Jest tu masa takich wątków, które gdzieś tam umknęły. One się czasami pojawiały w Hiperprzestrzeni, a lubię o nich czasami wspominać, jak jest tylko okazja. No i dzisiaj tak sobie powspominam troszeczkę, bo dzisiaj taki relaksacyjny wieczór. Nie mam zamiaru męczyć was datami, nazwiskami, jakimiś historiami. Bardziej powyrzucać te spostrzeżenia, bo to jest taki temat, moim zdaniem kompleksowy. Przynajmniej tak się jawi w mojej głowie. Nie wiem, czy w waszej. Tak się jakoś poskładało, że prowadząc drugi podcast w Radiu na Fali oczywiście, czyli Syntezę, dryluję, krążę i biegam dookoła tego samego tematu poniekąd.
Tam się okazuje dokładnie to samo, bo właściwie te przełożenie tych, można powiedzieć, dla niektórych chyba wierzeń, starych prawd naszych pradziadków i naszych przodków na jakąś taką bardziej zwartą strukturę, czyli maszyny, skutkuje bardzo dużymi sukcesami. To jest ta historia, o której opowiadałem ostatnio. Jeśli słuchasz, słuchacz tej audycji jako audycji offline, to na pewno ta Synteza też tam jest. I tam wziąłem się za bary z jednym takim ciekawym pomysłem, opowiadając jakąś tam historię. Ale mniejsza o to. To jak chce wam się posłuchać, to zapraszam was do tamtej Syntezy, żebyście sobie posłuchali o co chodzi, bo tam jest trochę tematów technicznych, jest jakaś historia opowiedziana, ale ja tu chcę zostawić te wszystkie wątki, bo to nie to miejsce i nie ten podcast. Chciałem nawiązać do tematu, który jest związany z tamtą historią, ale tak czy siak funkcjonuje jako coś samodzielnego w sobie, czyli to nasze położenie cywilizacyjne. To, że mamy kawał fajnej wiedzy, możemy z niej skorzystać, możemy coś z tym konkretnego zrobić. Możemy właściwie powyłączać wiele tych toksycznych spraw ze swojego życia. No i się okazuje, że jak na ironię albo coś bardzo szybko zamienia się w kult cargo, albo bardzo szybko zamienia się w jakiś taki korporacyjny, materialistyczny byt.
Generalnie żyjemy na połączeniu dwóch światów. To jest taka moja teologia, którą ja tam sobie w głowie, że tak powiem, poukładałem. Nikt oczywiście nie musi się z tym zgadzać, każdy z nas widzi świat po swojemu. Ja mam to swoje widzenie świata, takie, w którym nie ma miejsca za bardzo na dualizm. I tak wracając do Marshalla McLuhana i jego powiedzonek. On w ogóle miał generalnie masę cennych powiedzonek. Jedno z takich genialnych moim zdaniem to to, że ta cywilizacja próbuje prowadzić samochód do przodu z zawrotną prędkością, przyciskając pedał gazu do oporu, używając do tego wstecznego lusterka. I dokładnie tak wyglądamy. Po prostu próbujemy pędzić przez coś, oglądając się nasze wsteczne lusterko. I to jest taka troszkę choroba, która nam się przypałętała.
Jak tak się spojrzymy na te wszystkie historie, to to jasno i wyraźnie widać jeszcze ten moment przejścia tych gwiazd, przejścia w ogóle z jednego momentu do drugiego, który właśnie towarzyszy całemu kosmosowi. Ta historia, o której wam tutaj opowiadałem w poprzednich Hiperprzestrzeniach, to, że się dzieje naprawdę wiele na różnych planetach, że nie jest to tylko tak, że to są jakieś sprawy związane z czysto i wyłącznie materialnym bytem ludzi na Ziemi, że ktoś zbudował jakąś maszynę, zaplanował serię katastrof i tak dalej, i tak dalej. Na pewno są takie historie. To normalne jest to, że armie i różne takie zacne w cudzysłowie bardzo dużym organizacje mają dostęp do różnych dziwnych technologii i na pewno posiadają taką technologię, którą między innymi mogą wpływać na pogodę, mogą wpływać na kilka innych zjawisk dookoła. Ale wiadomo, że to wpływanie na te różne zjawiska dookoła jest takie, że nawet jeżeli wiemy, że możemy i jak przycisnąć, w którym miejscu, to nie wiemy, gdzie wyskoczy ta energia, która będzie przez to wyprodukowana. Czy przypadkiem nie będzie tak, że my kogoś kopniemy w plecy i sekundę później parę osób z kolei kopnie nas w plecy, bo ta siła wróci z takim mocnym odbiciem prosto do nas. Także tego nie wiemy. To są takie gry i zabawy współczesnej cywilizacji, która tak jak się bawi z atomem, tak się bawi z kilkoma innymi technologiami, nie zdając sobie zupełnie sprawy z tego, jakie są konsekwencje tego zjawiska. No i tu jest taka cała historia związana z tym, że część ludzi zakochanych w takim bardzo materialistycznym poglądzie świata albo widzącym wszędzie jakieś dalekie rządy, łapska jakichś tajemniczych organizacji, które kierują dosłownie całym naszym życiem, tudzież bytów z kosmosu i tak dalej, i tak dalej. I różne historie na ten temat.
Generalnie chodzi po prostu o to, że jesteśmy ubezwłasnowolnieni, że ktoś robi coś za nas. To jest ten słynny koncept, że Ziemia jest jakimś więzieniem i tak dalej, i tak dalej. Wszystkie te szalone, przynajmniej z mojego punktu widzenia historie. A z drugiej strony mamy historię o tym, że jest tylko i wyłącznie materia, którą jesteśmy w stanie poznać, dotknąć, zważyć, zweryfikować w tak zwany obiektywny sposób. Czyli cała ta, jak to się dzisiaj nazywa współczesna akademicka nauka. Właściwie całe nasze doświadczenie, wszystkie te sprawy, które tworzą życie, wyglądają na to, że wylądowały pomiędzy jednym a drugim, bo jedni sobie wybudowali kościół ze swojej doktryny, ze swoich wiar, swoich różnych przekonań i będą tego bronić do końca swojego życia. Drudzy dokładnie to samo. Jedni i drudzy myślę, że świetnie na tym zarabiają, bo jedni i drudzy stanowią taką doskonałą platformę do ucieczki dla każdego z nas. Gdyby się w okolicy pojawiło coś, że musimy podjąć jakąś ważką decyzję, zbudować coś, zorganizować, zrobić coś w taki sposób, w jaki jeszcze wcześniej nikt przed nami nie robił. Przynajmniej nikt ze znanych nam obecnych tu w tej cywilizacji, że musielibyśmy wykonać jakiś Gigantyczny zwrot.
Po angielsku jest takie ładne słowo, to się nazywa turn over. Wrócić gdzieś, gdzie właściwie nawet nie wiemy, jak jest. Poza tym, że oczywiście mamy gdzieś to w sobie, nosimy i wiemy, że jest taki świat. Jest. I to jest ten prawdziwy świat, bo właściwie wszystkie te zasady związane z funkcjonowaniem energii dookoła nas jasno i wyraźnie mówią, że ten świat jest, że te wszystkie magiczne rzeczy są, że to wszystko naprawdę funkcjonuje tak, jak funkcjonuje. Nauka to też potwierdza, chociaż, tak jak wspominałem, robi to kompletnie na około i stara się to potwierdzić w taki sposób, żeby temu automatycznie zaprzeczyć, żeby potwierdzić swoim własnym teoriom. I jeżeli one się zgadzają z naturą, to bardzo dobrze. Jeżeli nie, to próbują przestawić naturę. I bywają różne takie sytuacje, które z tego wynikają. Pierwsza sytuacja to takie kompletne pomieszanie określenia miejsca, w którym jesteśmy.
Nie na darmo wspomniałem o tych wszystkich rządach, długich rękach tajemniczych organizacji i dziwnych urządzeniach, bo jest kilka ciekawych spraw w tym temacie. Jak wygląda to w praktyce, przynajmniej jak można to potraktować. Ja oczywiście nie mam tu żadnych twardych, dymiących dowodów w ręku, nie pokażę wam żadnej dokumentacji na ten temat. To są tylko i wyłącznie moje przypuszczenia. Ale było kilka takich dziwnych trzęsień ziemi na świecie, naprawdę bardzo dziwnych, gdzie nie było ani żadnych płyt tektonicznych, ani żadnych wulkanów. Nic, co mogłoby spowodować, że takie zjawisko jak trzęsienie ziemi następuje. Jednym z takich miejsc jest Haiti i tam się wydarzyło takie trzęsienie ziemi. Okazało się, że infrastruktura rządu amerykańskiego, a dokładnie amerykańskiej armii, jest tak doskonale zorganizowana, że w ciągu dosłownie trzech dni zajęli wolne, demokratyczne państwo o nazwie Haiti. I teraz to państwo jest cały czas dalej, już chyba cztery czy pięć lat mija, pod okupacją amerykańską, taką dosyć dosłowną. Tam są już bazy wojskowe i tak dalej.
Wszystkie te historie. To było takie dziwne trzęsienie ziemi. A z drugiej strony mamy trzęsienia ziemi, które są kompletnie nieobliczalne, które potrafią na przykład walnąć gdzieś w okolicach uskoku tektonicznego w Fukushimie. Jest taki koncept, który mówi o tym, że tak jak my przyciśniemy ziemię w jakimś miejscu, to tak samo ona troszeczkę odda w drugą stronę. Czyli jeżeli my wzbudzamy sztucznie jakiś rezonans, to ten rezonans będzie musiał się rozładować, a jedyne rozładowanie tego rezonansu, ponieważ jest nienaturalny dla tej planety, to jest taki dodatkowy ładunek energetyczny i ten ładunek załadowany w ziemię musi z powrotem z niej wyskoczyć. To jest troszeczkę jak my wchodzący do wody. Zawsze jest ten moment, że musimy z tej wody wyjść, gdzieś na jakimś brzegu wypłynąć z tego jeziora i nikt nie wie, na jakim brzegu to się wydarzy, gdzie właściwie z tego jeziora wypłyniemy. To trochę jak z takim życiem w oceanie. Nie wiadomo, na którym brzegu wyjdzie pierwsze i kogo zje pierwszego ten krokodyl, który wyjdzie z oceanu. Nikt tego nie wie.
Nikt nie ma bladego pojęcia. Nie ma właściwie żadnego modelu, który mógłby to szacować i mógłby dawać nawet jakąś iluzję tego, że kiedykolwiek wpadniemy na pomysł, że akurat jak przyciśniemy w tym miejscu, to w tamtym miejscu wszystko poleci w powietrze. Poza oczywiście jakimiś bombami, które konstruujemy, że wiemy, że jak tu przyciśniemy, tam na pewno wyleci w powietrze, bo są ku temu druty specjalne, kable, komputery, połączenia i sztab ludzi, który nad tym czuwa, żeby właśnie tak się wydarzyło. A tak poza tym to właściwie nie wiemy zbyt wiele. Jest kilka takich koncepcji związanych właśnie z tym, że na świecie dzieje się teraz bardzo dużo rzeczy, począwszy od aktywności sejsmicznej, aktywności wulkanicznej, tych dziwnych anomalii pogodowych. Pierwsza koncepcja zakłada, że to wszystko jest oczywiście efektem i działaniem Illuminati lub temu podobnych organizacji. Ja bym nazwał po prostu bezpośrednio, tak prosto z mostu. Chodzi mi o Fundację Rockefellera i wszystkich cwaniaków, którzy się czają za drzwiami owej fundacji i wszystkimi dziwnymi badaniami wykorzystywanymi przez armię i niecne rządy i innych takich cwaniaków. Jest taka ślepa wiara, że właśnie Fundacja Rockefellera tudzież temu podobni ludzie odpowiadają za wszystkie te katastrofy. A ja myślę, że tak nie jest.
Inna sprawa, że dowodów na to mamy masę. I teraz jest pytanie, czy te dowody pozwolą nam zobaczyć siebie w tym rzeczywistym miejscu w kosmosie. Zobaczymy te wszystkie siły, które oddziaływują i nie będziemy zachowywali się jak banda głupków, która stwierdziła, że to wszystko jest zależne od nas, że to tylko my i para innych wariatów, którzy mieszkają na tej samej planecie, tak naprawdę robi wszystkie te wydarzenia. To jest taka troszeczkę ignorancja. Wydaje mi się, że my po prostu nie zdajemy sobie sprawy, jak potężna jest mama natura, jak potężny jest ten ekosystem, że to nie jest tylko jedna planeta, że ten ekosystem jest kosmiczny i tak dalej. Ale normalne jest to, że nas się o tym wszystkim nie uczy. Nie bierzemy tego pod uwagę. Mam nadzieję, że większość z nas doskonale to czuje gdzieś tam pod spodem, bo są to wszystkie te tajemnicze uczucia, emocje, które się manifestują w nas gdzieś po drodze. I wiemy, że coś takiego jest, że jest coś, co nazywa się imponderabilia, czyli coś, co nie nadaje się do opisania. Po prostu nie ma opcji, żebyśmy mogli to opisać, a jednocześnie jest naszym normalnym, trwałym doświadczeniem, które nas spotyka każdego dnia.
I tu warto by się schylić do pojęcia, którego ja lubię sobie często używać na swoje własne potrzeby, i tak też właśnie tutaj zrobię, do tak zwanych granicznych doświadczeń, czyli do tej informacji o tym, jak dużo nas dzieli z materią, jak dużo nas od tej materii oddziela, jak wygląda ta rzeczywista korelacja pomiędzy materią a niematerią i tak dalej. Te wszystkie opowieści, które wam opowiadałem, są takimi historiami, które są tak w miarę, można powiedzieć, poukładane. Można sobie sprawdzić zakres funkcjonowania tych planet, czy te wszystkie zjawiska, o których mówiłem, się naprawdę dzieją, jak wyglądają te krzywe na grafach i tak dalej. Natomiast jest jeszcze ta druga strona, która się dzieje poza wszelkimi możliwymi danymi, poza wszelkimi możliwymi, zliczalnymi pomiarami z różnych urządzeń. I to jest, myślę, ciekawa historia i myślę, że jakakolwiek rewolucja się zacznie, to zacznie się dokładnie w tej tak zwanej szarej strefie. W tej strefie, gdzie występują tak zwane graniczne doświadczenia, których nie jesteśmy w stanie właśnie opisać. O tyle tak jak- Niektóre sprawy, które widzimy swoimi oczyma, teleskopami jesteśmy opisać i, tak jak mówiłem, wrzucić to na graf, przetworzyć w postaci cyferek i czegoś tam jeszcze. To już są rzeczy, które troszkę się wymykają sprawie, ale o tym może za sekundę. I wszystko to oczywiście w ramach obych zmian na świecie, proszę państwa. Tak wykańczam ten wątek.
A tymczasem muzyczka, moi drodzy. A wy tak czy siak możecie zadzwonić do Radia Nafali, radionafali.com. Może ktoś się dzisiaj odważy i się odezwie. A tymczasem muzyczka, a ja tu leniwie sobie posiedzę i też posłucham muzyczki. Radio Nafali, hiperprzestrzeń, a Skype do radia to oczywiście radionafali.com. Jeżeli jesteście odważni i chcecie się odezwać, to zapraszam serdecznie, bo ja dzisiaj sobie układam wszystkie te wnioski po quadridium, bo troszkę o tym się nagadałem ostatnio i w „Hiperprzestrzeniach”, i w jednym odcinku „Syntezy”. Także dzisiaj zbieram to wszystko do kupy i wyrzucam wszystkie te brakujące elementy, które gdzieś tam się nie zmieściły po drodze i głównie swoje refleksje, moi drodzy. Także jeżeli macie jakieś refleksje na ten temat, to myślę, że idealny wieczór, żebyście się zdzwonili, wpadli i się podzielili tymi refleksjami. No właśnie, bo co z tą nostalgią i Marshall McLuhanem, od którego zacząłem dzisiaj swoje mgliste wywody? Marshall McLuhan, tak jak wspomniałem, miał tą fajną refleksję, że żyjemy w czasach, gdzie po prostu króluje, panuje nostalgia na świecie.
Taka centralna nostalgia. Jak zobaczyć tą nostalgię? Bo my możemy jej po prostu nie widzieć z naszej perspektywy, bo wszyscy jesteśmy zanurzeni w tym samym, także wydaje nam się, że to już nie jest to, to już jest coś zupełnie innego. A tymczasem ta nostalgia, moi drodzy, to jest nostalgia za wolnymi wyborami, ale takimi prawdziwymi wyborami życiowej drogi i dzielenia się swoimi własnymi doświadczeniami z innymi ludźmi. To jest ta nostalgia i cenę braku owego wolnego wyboru, rzeczywistego wyboru, który powinniśmy mieć jako normalne, żywe istoty, jaki mają na przykład ptaki, konie. Konie może nie, bo konie już są hodowane dzisiaj w zagrodach. Chyba że są jakimiś dziko żyjącymi istotami, to wtedy tak. Natomiast praktycznie nie ma czegoś takiego jak pojęcie wolności w dzisiejszych czasach, jakikolwiek wolny wybór życiowej drogi. Jest kilka opcji teoretycznie, które nam się opowiada, ale jedyny wybór, który mamy, to jest nowy model produktu, który nam imituje naszą nową drogę życiową. Zauważyliście kampanie reklamowe, które mówią, że z tym produktem poczujesz, jakbyś się narodził na nowo i tak dalej.
Wszystko właściwie jest taką imitacją jakiejś dużej zmiany w naszym życiu, bo normalne jest to, że każdy z nas ma w życiu, wydaje mi się, kilka takich dużych zmian. To co jakiś czas nas spotyka. Jest to normalne zjawisko, takie, powiedziałbym, elementarne. Bez niego po prostu życie się nie odbywa. Począwszy od pierwszego upadku na rowerze, pierwszej miłości, pierwszego rozstania z ową miłością, pierwszej śmierci kogoś bliskiego i tak dalej. Te wszystkie tak zwane graniczne doświadczenia. Ja to tak nazywam, znaczy na swoje potrzeby, że to są graniczne doświadczenia, bo doprowadzają nas do takiej granicy, że zawsze wierzyliśmy, że kontrolujemy wszystko w naszym życiu, że mamy miejsce i wszystko poukładane i dochodzimy do tej granicy niemocy, że nagle widzimy, że właściwie jesteśmy nikim i niczym w rękach owych magicznych sił. Jesteśmy niczym greccy podróżnicy, którzy podczas swojej odysei byli miotani siłami bogów po oceanie w jedną i w drugą stronę, i przetrwali. I my troszkę właśnie tacy Odyseusze jesteśmy. I to jest to graniczne doświadczenie, które nas kompletnie czasami rozwala.
To różnie to wygląda. Niektórzy z nas mają taki lęk w sobie przed tym doświadczeniem, bo dorastamy w takim świecie, gdzie to doświadczenie jest traktowane jako zupełnie niepotrzebne, jako jakieś kompletne szaleństwo i w ogóle znak choroby psychicznej. Generalnie lepiej, żebyśmy panowali w 100% nad naszą rzeczywistością. Wtedy wszystko jest okej. Wtedy teoretycznie ten świat czuje się z nami bezpiecznie, bo jesteśmy w stanie wykonać jego każdy rozkaz lub coś w ten deseń. Graniczne doświadczenie rozwala to wszystko kompletnie w pył, bo nagle się okazuje, że świat, który znaliśmy do tej pory, nagle się skończył. Doszliśmy do pewnej granicy, która zawsze była dla nas końcem wszystkiego. Zrobiliśmy nagle parę kroków do przodu i okazało się, że to nie jest koniec wszystkiego. To jest początek. I ta nostalgia cywilizacyjna, którą mamy, ten bieg za nowymi modelami, te nowe trendy, te wszystkie historie, które nam się przydarzają w takiej masowej skali jako tak zwanej społeczności, to jest właśnie objaw braku owej wolności, że w jakiś sposób ciągle staramy się sobie ją jakoś przytulić, zasymulować, skoro nie mamy jej w naturze.
Bo pierwsza historia jest związana chociażby z wolnym wyborem życiowej drogi. I oczywiście każdy z nas może sobie wybierać dowolnie drogę w swoim życiu i wszystko jest absolutnie okej, aczkolwiek nie jest to takie łatwe zajęcie w dzisiejszych czasach. Słuchajcie, prosta sprawa polegająca na tym, że chcemy wstać i gdzieś pójść. Jeżeli zaczniemy iść i będziemy szli tak na upartego przed siebie, a nie mieszkamy na wyspie, dojdziemy do prawdopodobnie jakiejś rzeki. Po drugiej stronie tej rzeki ludzie będą mówili troszeczkę innym językiem i się okaże, że wymagają od nas jakiegoś dokumentu. Także nie możemy ruszyć gdzieś w podróż przed siebie tak zwyczajnie, z własnego wyboru, bo jesteśmy tacy dosyć, że tak powiem, poukładani w tym wszystkim. Wolności w tym za grosz. I jeszcze ten wybór życiowej drogi jest związany z dzieleniem się własnymi doświadczeniami. Bo koniec końców esencja nas, żywych istot na tej planecie, sprowadza się do tego, że jesteśmy tutaj razem i że możemy się dogadać ze sobą. I tak to funkcjonuje.
Gdybyśmy byli takimi zatomizowanymi jednostkami, to byśmy nawet nie mieli komu powiedzieć, że jesteśmy zatomizowanymi jednostkami, że jesteśmy tacy sami. W tym momencie cały sens tego, że jesteśmy sami, kompletnie się kończy. Także jest to taki paradoks. Czasami wielu z nas nie chce sobie zdać sprawy, że jesteśmy tu po to, żeby funkcjonować ze sobą, a nie wręcz odwrotnie, żeby funkcjonować tylko i wyłącznie dla siebie. Ta nostalgia cywilizacyjna jest właśnie tym workiem utraconej wolności, który gdzieś jest schowany pod łóżkiem i czasami wieczorem odsypujemy kawałek tego worka, kawałek tej wolności wyleci i czujemy nostalgię. Co by było, gdyby cały świat był wolny? Na nasze doświadczenia to jest chyba kluczowy moment tej całej nostalgii cywilizacyjnej. Można tak to nazwać z prostego powodu, tak mi się wydaje przynajmniej. Mianowicie szczególnie w tych czasach, które aktualnie się dzieją, mamy różne dziwne sny. Zauważyliście?
Nie wiem jak wy, ale ja naprawdę mam potężne sny w ciągu ostatnich czasów i myślę, że jest to związane dokładnie z tym momentem przejścia. Wielu ludzi ma takie historie. Wielu psychologów opowiada bardzo ciekawe historie na temat swoich pacjentów. Dzieje się troszeczkę, dużo ludzi wariuje i to nawet dosyć mocno widać. Świat troszeczkę oszalał i to też nietrudno zauważyć. Wystarczy otworzyć szeroko oczy i się rozejrzeć dookoła. Nawet nie trzeba oczu otwierać, wystarczy się po prostu pokręcić tu i tam i od razu widać, gdzie mieszkamy. Cokolwiek by nie mówić, jakiekolwiek doświadczenia, które wymykają się spoza tych dwóch paradygmatów, o których wcześniej wspominałem, czyli albo tego, że budujemy swój własny kościół i jakąś własną szaloną teologię, albo że powierzamy wszystko materii. Jeżeli nasze doświadczenie gdzieś parkuje pomiędzy tymi stanami, a zawsze jest tak, że parkuje pomiędzy tymi stanami, bo taka jest jego natura, nagle się okazuje, że właściwie nie ma gdzie się tym za bardzo dzielić. Opcje są dosyć proste: albo zrobimy z tego rodzaj jakiejś sekty, jakiejś religii, zaczniemy wydawać na ten temat książki, zaczniemy robić warsztaty, szkolenia z ludźmi.
Wtedy nas wszyscy potraktują poważnie. Albo zaczniemy robić jakieś przedmioty i zaczniemy też je sprzedawać. Cokolwiek byśmy nie robili, jakąkolwiek aktywnością byśmy się nie wykazali, musi ona sprowadzić się do przekucia na twardą materię. To jest właściwie chyba ta jedyna opcja, która funkcjonuje dookoła nas. I w sumie jest to naturalna opcja, bo normalne jest to, że każda intencja, żeby zadziałała, musi zostać przekuta na działanie. I jest to taka starodawna, odwieczna prawda cywilizacji znana ludzkości, od kiedy ludzkość istnieje na tej planecie. W sumie nic nowego, ale w naszej wersji mocno wykręcone, bo u nas nie sprowadza się do zrobienia czegoś, co jest po prostu zrobieniem czegoś dla kogoś, tylko sprowadza się do zgromadzenia pewnej ilości przedmiotów. Jest taka ciekawa postać, była taka ciekawa postać w historii ludzi, którzy szukali nowego kościoła w swoim życiu, jakkolwiek by tego nie nazywać. Był taki dżentelmen, który się nazywał Sai Baba. Nazywał siebie świętym człowiekiem.
Świętym człowiekiem za bardzo nie był. Był chyba bardzo daleko od tego świętego. Okazało się w międzyczasie, że gdyby nie jego koneksje i nie potężne pieniądze i wpływy, które zawdzięczał bogatym, zblazowanym turystom Zachodu, którzy przyjechali do Indii, aby odkryć swoje nowe duchowe wnętrze i gdyby nie ich pieniądze, to nie byłoby komu opłacić policjantów, żeby zatuszowali sprawy o molestowania seksualne i wszystkie dziwne rzeczy związane z tym dżentelmenem. Tam była taka zabawna historia, że on właściwie stworzył coś w rodzaju sekty, takiego ashramu, do którego przybywali wszyscy ludzie chcący odmienić swoje własne życie, powierzając mu oczywiście to swoje własne życie i pieniądze w kompletnej opiece, wierząc mu w 100%. Koleś robił z tym, co chciał. Nie był właściwie nigdy uznany mężem świętym w Indiach przez prawdziwych świętych mężów w Indiach. On był uznawany zawsze za takiego hossztaplera i cwaniaka. Właściwie dookoła niego kręcili się głównie ludzie z tak zwanej białej cywilizacji, bo ludzie z Indii nie wierzyli za bardzo. Na czym polegał fenomen? Ten koleś siedział i robił takie sztuki magiczne, można powiedzieć.
Dobry, bardzo sprawny iluzjonista, który odgrywał taką sztuczkę, że wypluwa pierścionki, złote łańcuszki, jakieś odrobiny złotej biżuterii, w każdym razie. Generalnie pluje złotem, można powiedzieć. Jest to tak zwana mucha złotoplujka. On oczywiście do tego udzielał swojej rady i tak dalej. Tam była taka historia, że ktoś go złapał kilka razy na tej sztuczce i za każdym razem ci dżentelmeni, którzy złapali go na uprawianiu tego szarlatanerstwa, byli wyganiani z tego ashramu i stwierdzano, że są nieczyści i tak dalej. Kiedy Sai Baba zmarł, okazało się, że miał takie specjalne trzy pokoje, w których gromadził dolary w gotówce, których miał tam, zdaje się siedem milionów. Miał złoto w biżuterii, sztabkach i tak dalej, też w wysokości jakichś paru milionów dolarów. Generalnie trzy takie pokoje, w których było paręnaście milionów dolarów. I to takie dosyć zabawne, bo w sumie człowiek oświecony, niby oświecony, a taki kolekcjoner i taki solidny kolekcjoner. Ale się okazało, że właściwie on doskonale się wpasowywał i dalej wpasowuje w tą mentalność, która ciągle tu gdzieś na świecie krąży, że ciągle się szuka jakiegoś bóstwa, ciągle się szuka jakiegoś Pana Boga, jakiegoś świętego człowieka, który nam powie, co mamy robić ze swoim własnym życiem.
Bo właściwie nie mamy zbyt dużo wyboru, moi drodzy. To jest ta nostalgia, o której Marshall McLuhan mawiał, że właściwie nie możemy się podzielić tym swoim niewerbalnym, pozazmysłowym, pozaopisywalnym doświadczeniem, tym swoim kosmicznym doświadczeniem za bardzo, bo nie ma gdzie. Jak nie chcemy przekuć na kasę, to ci nas nie przytulą. Drudzy, którzy właściwie nawet może nie tyle dla kasy, ale dla jakichś innych względów też nas nie przytulą, bo tam też musi być jakaś twarda materia, a to jest wszystko gdzieś zupełnie z boku tego wszystkiego, tej zabawy z lewej i prawej strony. Nagle lądujemy gdzieś pośrodku. Jest trochę jak z tym urządzeniem, o którym właśnie opowiadałem w ostatniej syntezie, że wybudowano urządzenie i się okazało, że followersi, czyli ci, którzy podążają za tymi odkryciami, uwierzyli w cudowną moc boskości tego nieskończonego urządzenia. I tak jak tysiące lat wcześniej ktoś uwierzył w krzyżyk i jego cudowną moc, tak jak w Gwiazdę Dawida, tak jak w półksiężyc, wiele innych rzeczy, nagle urządzenie techniczne stało się Przedmiotem kultu właściwie. Taka kultura cargo, proszę państwa. Zabawne. I to dzieje się na naszych oczach, dzieje się do dzisiaj.
To nie jest tak, że to jest coś, co już mamy za sobą, że dorośliśmy do tego, żeby zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, bo już mamy książki, mamy wszystkich tych mądrych ludzi, którzy to opisali, mamy doświadczenia, mamy eksperymenty, mamy całą tą wiedzę. Ale jak się okazuje, wcale za bardzo nie chcemy z tej wiedzy korzystać. Jest troszeczkę jak z tymi ludźmi, którzy jeździli do Saobaby po to, żeby zmierzyć się ze swoim własnym duchowym wnętrzem, gdzie byli obrabiani praktycznie z całej kasy. Musieli im oddać praktycznie wszystko, co mieli. I właściwie to był koniec tego biznesu i nic z tego nie wychodziło za bardzo chyba. Chociaż może komuś coś wyszło, I don't know. To już indywidualne historie. Mniej więcej tak to wygląda, że wszystko się sprowadziło do takiej bardzo prostej zabawy. Mamy wszystkie te zabawki, mamy to wszystko pod ręką, a dalej nie chcemy tego masowo użyć, bo się boimy, że złamiemy jakieś tabu, że coś się wydarzy. Ja wiem, czego się boimy.
Boimy się owego granicznego doświadczenia. Boimy się, że przekroczymy ten magiczny próg, który w naszej definicji sobie zbudowaliśmy. Ten próg, który zamyka i kończy rzeczywistość, w której powinniśmy jako istoty żywe funkcjonować. Jeżeli zrobimy ten krok dalej, nie róbmy tego kroku. Możemy się dowiedzieć zbyt dużo rzeczy. Trochę jak z odkrywaniem Ameryki, o której wszyscy doskonale wiedzieli wszyscy królowie w Europie, ale nikomu się nie spieszyło do tego, żeby tam płynąć, bo nikt do końca nie wiedział, jaka jest sytuacja polityczna i nikt nie wiedział, czy nie będzie tak, że jak tam popłynie, to oni przypłyną do Europy, zrobią taki łomot, że skończy się biznes w Europie i trzeba będzie zostać niewolnikiem jakichś kolesi, którzy przypłynęli z drugiej strony. Ale wtedy, kiedy zebrano armię i okazało się, że tamtych można sklepać, to z tamtych zrobiono niewolników. Podobnie jest w nauce. Te postacie w nauce i ich followersi tak zwani, którzy zapomnieli, skąd się wzięło doświadczenie owych mężów, którzy stworzyli tą naukę, doświadczenie owych odkrywców, za którym tak wytrwale pożądają. To jest dokładnie ta sama historia.
Po prostu wszyscy już zapomnieliśmy. Chociaż te historie są tak znane, tak oczywiste, ale tak niechętnie pilnowane przez nas, żeby w ogóle mieć je na uwadze czasami i podrapać się po głowie i zastanowić, czy naprawdę tędy droga. Olala, proszę państwa, się zebrało tego trochę. Się zebrało tej nostalgii naszej cywilizacji za tym utraconym wolnym wyborem, światem naszych przodków. Się zebrało. To posłuchajmy muzyki, moi drodzy, tymczasem. Ja tu dzisiaj się tak bardzo refleksyjnie rozwodzę w tej hiperprzestrzeni i jakaś relaksacyjna muzyka na te relaksacyjne rozwodzenie się nad tymi tematami. A ja się dzisiaj relaksuję w hiperprzestrzeni po tych maratonach związanych z quadrilium. I zbieram te wątki razem do kupy. Bo zmiana na Ziemi, co tu dużo mówić, w dzisiejszych czasach, gdzie świętym Graalem stał się cel w materii, czyli zbieractwo przedmiotów, te zmiany na Ziemi wyglądają naprawdę dziwnie.
Co najmniej dziwnie. Ostatnio widziałem nawet reportaż na jednej z niezależnych polskich telewizji, że nawet w Polsce znaleziono taką dziwną dziurę i panowie ją badali, spuszczali kamerę i tam zauważyli dziwne anomalie, że sprzęt się wyłączał, przełączał i tak dalej. Często te same historie towarzyszą praktycznie każdej zmianie. Właściwie to graniczne doświadczenie zawsze jest chyba związane z przekraczaniem czegoś, co doskonale znamy, czyli nagle urządzenia się mogą włączyć, powyłączać, mogą się porobić dziwne rzeczy. To jest owe graniczne doświadczenie. Przekraczamy pewien dziwny, magiczny próg. I właśnie wracając do tych zmian na Ziemi, bo wygląda to dosyć ciekawie, jeżeli to zestroimy razem z owymi przepowiedniami Indian, bo to właściwie chyba tak najlepiej dostrajać. Oczywiście można tutaj powoływać się na jakieś nowoczesne przepowiednie Edgara Cayce'ego i tak dalej, ale z tymi nowoczesnymi przepowiedniami, lightworkerami czy jak ich tam zwał, jest jeden problem, że żaden z nich nie przewidział na przykład istnienia internetu. Żaden z nich nie przewidział najważniejszych spraw dla naszej cywilizacji, które właściwie zmieniły praktycznie wszystko, które doprowadziły tą cywilizację do tego miejsca, że zaczynamy teraz nową cywilizację. Żaden z tych dżentelmenów o tym nigdy nie wspominał.
Natomiast żeby było zabawniej, kilka naprawdę bardzo starych przepowiedni, ja to czasami tak gdzieś tam kątem wspominam o przepowiedni Indian Hopi. Wspomina właśnie o internecie, o tym, że pojawi się wielka sieć, która połączy ludzi i tak dalej. Jest to przepowiednia, która jest tam powtarzana od tysięcy lat. Także nie jest to zrobione tylko i wyłącznie po to, żeby sprzedać więcej folderów turystycznych z odwiedzania rezerwatu Indian gdzieś w okolicach Nowego Meksyku. Nie jest to absolutnie dla żadnego biznesu. Tu nie ma celu w materii. To nie jest ten święty Graal. To jest informacja, która sobie przetrwała, która sobie funkcjonuje i po prostu jest. I teraz możemy się z tym kłócić lub nie. I tam są bardzo ciekawe historie związane właśnie z tym naszym doświadczeniem, że właściwie cała ta zmiana, że wszystkie te historie związane z planetami, tymi kosmicznymi falami, które właśnie teraz docierają do centrum Galaktyki, już właściwie wywołało ponoć pierwsze tsunami.
Chyba dwa dni temu pojawił się bardzo ciekawy news. Kosmiczne tsunami chciałem powiedzieć. Okej, może nie będę motał pełen od początku do końca. Kilka dni temu pojawił się bardzo ciekawy news z obserwatoriów astronomicznych, który mówi o tym, że zauważono coś w rodzaju kosmicznej fali tsunami gdzieś blisko centrum naszej galaktyki. Co wy na to, moi drodzy? Czy to nie jest przypadkiem fragment tej gigantycznej energii, która zmienia się dookoła w całym kosmosie, dookoła nas oczywiście, i że ta energia w jakiś sposób może na nas wpłynąć? Wracając do Indian, wszystkie historie o tym, jak ta energia wpływa na nas, mówią jasno i wyraźnie o tym, że wpływa na nas od strony emocjonalno-poznawczej. Tak można to chyba najlepiej nazwać, czyli od strony głowy i od strony serca, mówiąc po ludzku. Chodzi o rezonanse tej planety. Już o tym wspominałem w odcinkach quadrillium, że są dziwne herce z rezonansami Schumanna planety Ziemia.
Po prostu nagle skoczyły do góry. Nie wiadomo właściwie o ile, nie wiadomo, jak to wygląda. Wspominałem o tym, że urządzenia zostały wyłączone, w cudzysłowie wyłączone. Po prostu żaden człowiek postronny nie ma dojścia do informacji na temat, co się aktualnie dzieje z rezonansami naszej planety. Ostatni zapis, żeby nie być gołosłownym, jest dokładnie z trzeciego chyba marca. Od czwartego marca zapis jest wyłączony, wszelkie dane są wyłączone, tak że nikt z nas nawet nie wie, co się w ogóle dzieje dookoła tej planety. Wiemy tylko jedno. Wiemy, że dzieją się dziwne rzeczy z ludźmi dookoła. Nie wiem, czy to nie jest kwestia naszego placebo oczywiście, bo tu zawsze można sobie wrzucić taki dodatkowy wątek, że widzimy to, co chcemy zobaczyć i to jest absolutnie prawda. Ale są pewne rzeczy, które się dzieją tak czy siak.
Albo rzeczy się dzieje dużo, albo się dzieje jedna, albo dwie. A wygląda na to, że to nie jest ani jedna, ani dwie, tylko to jest dużo rzeczy. Dużo ludzi ma bardzo dziwne sny. Tak jak wspominałem o psychiatrach, wygląda na to, że dużo ludzi się wybrało ostatnio do psychiatry, dużo ma problemy ze zdrowiem. W ogóle jest statystycznie taka ciekawa rzecz ostatnio. Jest fala śmierci, tak to można nazwać. Ludzie po prostu odchodzą. Taki sezon. Normalnie zawsze na sezon jest ileś tam śmierci. Są takie lata, w których nagle ludzie odchodzą z większym impetem.
Po prostu więcej ich odchodzi z tej rzeczywistości niż mniej. I się okazuje, że teraz między innymi jest dokładnie taki moment, że wszyscy jesteśmy niejako nastawieni na te doświadczenia graniczne, czy chcemy, czy nie, bo oczywiście śmierć i wszystkie zjawiska z tym związane mają się nijak do całej tej materii, do całego tego pomysłu na życie, który sobie tu wymyśliliśmy. Mamy wielki dramat ze śmiercią tutaj, bo dla nas jest to koniec egzystencji, przynajmniej dla niektórych z nas. I to taki dramatyczny koniec. Nie będę mógł zabrać swojego rolls-royce’a ze sobą. Co się stanie z moimi wspomnieniami? Co się stanie z moją przeszłością? Nic się nie stanie, po prostu zniknie i tyle. Jest to graniczne doświadczenie. Po prostu przechodzimy.
Okazuje się, że to, co było za nami, to jest tylko naprawdę drobny ułamek tego wszystkiego. I tak jak się nie zastanawiamy nad smakiem obiadu sprzed paru lat ani smakiem obiadu sprzed tygodnia, miejmy nadzieję, że był dobry i że nie są to wspomnienia jakiegoś strasznego czegoś. Generalnie po prostu pamiętamy, że był fajny obiad i wszystko było okej. Tak samo nie musimy pamiętać wszystkich tych detali, bo to nie one determinują nasze życie. To jest klasyczna historia z ego, którą ja tu od jakiegoś czasu powtarzam. Pozdrawiam serdecznie autora tej refleksji ubranej w tak zgrzebne zdanie, że ego jest tylko i wyłącznie naszą przeszłością. Jest tym, co się wydarzyło już dawno temu. Tym, na podstawie czego czasami budujemy sobie życie i to tworzy straszne patologie w naszej okolicy. Taka normalna rzecz, tak mi się wydaje. Tak samo jest z przyszłością.
Przyszłość też nie istnieje. To też jest takie mocno wirtualne planowanie czegokolwiek. Tu zostaje tylko ograniczone doświadczenie i się okazuje, że cokolwiek jest tak namacalnie tu i teraz, to jest właśnie to niepoznawalne, to nie wiadomo co. Wracając ponownie do tych szalonych Indian i tych wszystkich przepowiedni, jasno i wyraźnie mówią, że jest to właśnie, tak jak wspomniałem, związane i z naszym sercem, i z naszym mózgiem, czyli że sprawa wydarzy się w zupełnie innym miejscu niż potencjalnie planowaliśmy to jako cywilizacja, wymyślając sobie różne scenariusze na ten moment przejścia. Bo oczywiście ta nostalgia w nas cały czas jest. Ja tu twardo się zaparłem na refleksję Marshalla McLuhana naprawdę twardo dzisiaj, bo ciężko, przynajmniej w moich oczach, nie wiem jak wy, tej nostalgii cywilizacyjnej nie zobaczyć. Tego pożądania w oczach za tymi wszystkimi ludźmi, którzy gdzieś tam w dziczy nagle zostawiają to, co mieli, i ruszają przed siebie. Ach, ilu ludzi dałoby prawie wszystko, żeby zerwać ten krawat z siebie i koszulę, i wyjść z tego biura, i poczuć po raz pierwszy w swoim życiu wolność. Wielu by dało bardzo dużo. Bez przesady, tak dużo by nie dało.
Gdyby naprawdę chcieli dać dużo, to już dawno wyszliby z tego biura. Taka jest prawda. Ale mamy tę nostalgię. Mamy kilka rzeczy, które nas tu zatrzymują. Przede wszystkim taki drobny strach, nawet nie drobny. Ja bym powiedział, że nawet bardzo duży strach przed ujawnianiem troszkę naszych własnych refleksji, że boimy się sprecyzować, opisać to, co tak naprawdę czujemy, a szczególnie wtedy, kiedy nie stoi za tym ani kasa, ani jakaś sławna przyszłość, ani nic. Kiedy po prostu nie możemy powiedzieć: „Hej kolego, słuchaj, śniło mi się to i to” lub tego typu historie i powiedzieć: „I to uczyni mnie sławnym”. Bo jeżeli dodajemy właśnie na końcu: „I to uczyni mnie sławnym”, to jest świetny materiał na film, na coś tam, to w tym momencie ta rzecz jest bardziej akceptowalna niż w momencie, kiedy mówimy: „Wiesz” i to po prostu się tak dzieje, bo w tym momencie nie wiadomo, co z tym zrobić, nie wiadomo, jak to skeszować, nie wiadomo, co z tym zrobić. Nasza nostalgia cywilizacyjna mówi, że jest to coś bardzo ważnego, coś, co jest przełomowym momentem w naszym życiu. Wiemy, że właśnie od tego zaczyna się wszystko na nowo.
Ale kurczę, jest tyle rzeczy, których trzeba pilnować, że nie mamy czasu nawet zacząć czegoś na nowo. Wiemy, że gdzieś tam się zacznie i tak stymulujemy to troszeczkę. Albo nowy model samochodu, albo nowy model telefonu, albo nowe ubranie, albo nowa fryzura, albo coś nowego. Po prostu coś nowego. Nowa dziewczyna, nowy chłopak, nowe życie, nowi przyjaciele. Wszystko jest nowe, wszystko jest nieustannie nowe. Właśnie, a nostalgia dalej trwa w tym wszystkim. I okazuje się, że jakkolwiek byśmy się nie starali docisnąć według tej cywilizacji jedynej istniejącej strony, czyli tej materialnej strony, rozładować to ciśnienie związane z sobą nostalgią, wygląda na to, że nie działa. Dzięki temu myślę, że wszelkie brandy, które są oparte na byciu ekskluzywnym produktem, świetnie się jeszcze będą miały przez parę lat, bo ta nostalgia w ludziach wzrasta. Im więcej kasy, tym nostalgia większa.
Tym więcej Michael Jackson jest w stanie wydać na swoją kolejną operację plastyczną i nowy, nikomu niepotrzebny, fantastyczny globus, który nie wiadomo gdzie wstawi, bo nawet nie zna wszystkich pokoi w swojej rezydencji. To trochę tak wygląda. I ta nostalgia rośnie. Tam jest oczywiście strach, że pewnego dnia się okaże, że to wszystko było szaloną iluzją, pogonią za nie wiadomo czym. To jest owe graniczne doświadczenie. Wygląda na to, że ta fala, jak już nam pracownicy obserwatoriów astronomicznych mówią, jest już widoczna w kosmosie. Tak że wygląda na to, że ta fala, która ma dokonać tej znamienitej zmiany w naszych sercach, w naszych umysłach, za chwilę dojdzie do nas. Jest już widziana gdzieś tam i robi jakieś niezłe zamieszanie. Zobaczymy, co się stanie z naszymi głowami. A co może się stać?
Jest kilka opcji ciekawych, o których tu już wspominałem nie raz, nie dwa i myślę, że dzisiaj też sobie chętnie o nich wspomnę, bo dziś jestem bardzo relaksacyjny. Właśnie po to sobie robię taki relaksacyjny wieczór. Mam nadzieję, że też się miło bujacie i miło relaksujecie z muzyczką i z tymi opowieściami. Mam nadzieję, że czujecie się doskonale i że nie jesteście tak sklejeni z materią. Wygląda na to, że cała ta historia, tak jak wspomniałem, odbędzie się gdzieś z naszymi emocjami, w naszym umyśle. Cała zmiana na Ziemi. Myślę, że ona już się dokładnie w tym miejscu odbywa. Ciekawy jestem, jak mocno to będzie ewoluowało z czasem, bo to, o czym powiedziałem, czyli te rzeczy, które nas czekają, troszkę nieprzewidywalne z tego punktu widzenia, czyli na przykład telepatia. Bardzo poważna zmiana. Nagle może się okazać, że całe te centra sprawdzania komunikacji i kontrolowania populacji informacją, nagle szlag trafi w ciągu ułamka sekundy.
Myślę, że to już się powoli dzieje, bo takie zjawiska widać dosyć mocno po ludziach. Ludzie zaczynają się coraz lepiej dogadywać i widać to po tym, jak na przykład rządy próbują zorganizować sobie funkcjonowanie, jak sobie organizują tak zwany workflow, jak to się po angielsku nazywa, czyli ten cały warsztacik pracy. Im więcej tej propagandy próbuje w nas cisnąć, to znaczy tylko jedno, że propaganda przestaje być skuteczna. Jedyny powód, dla którego się wydaje ekstra pieniądze na dodatkowe reklamy, na dodatkowe przepisy, na dodatkowy lobbing, to tylko dlatego, że te stare już są za mało skuteczne. Oczywiście do tego dochodzi kwestia chciwości, że na tym się zarabia potężne pieniądze i że ta chciwość też jest potężnym motorem do wszelkich możliwych działań w tym temacie, ale ja chciwość stawiałbym jako efekt tego wszystkiego. Myślę, że bardziej chodzi o strach, który się czai za chciwością, bo jeżeli człowiek na przykład coś kolekcjonuje, coś bardzo uparcie kolekcjonuje w swoim życiu, to co to oznacza? Oznacza, że czegoś mu brakuje, że to jest rekompensata jakichś rzeczy, które po prostu mu zniknęły w życiu. Ja na przykład zapalając sobie papierosa takiego skręconego z tytoniu, doskonale zdaję sobie sprawę, że jest to w dużej mierze rekompensata wzięcia sobie głębokiego oddechu czasami w niektórych momentach przeze mnie. Tak to wygląda, zdaje się, u każdego. Oczywiście lubimy do tego dorabiać sobie dodatkowe znaczenia i nie za bardzo chcemy przyznawać się przed sobą, co my robimy w danej sytuacji.
Do pewnego momentu, dopóki nie dojdziemy do owego granicznego doświadczenia, dopóki się nie okaże, że właściwie nie ma już przedstawienia. Wszyscy aktorzy wyszli, zostali tylko widzowie. Właściwie nawet jeżeli aktorzy jeszcze jacyś zostali, to już przestali grać i w ogóle im się nie chce. I nagle stoimy, scena jest pusta i musimy się jakoś zorganizować. To jest chyba ten moment organizacji. Dlatego tak nas cisną te wszystkie dziwne, tajemne stowarzyszenia i rządy, i różni wariaci. Bo też podświadomie myślę, że oni tak samo jak my wszyscy to czujemy, że nadchodzi koniec starego świata, koniec świata, który znaliśmy, że te graniczne doświadczenie, to przekroczenie tego progu, który sobie podpisaliśmy, że to jest koniec naszej rzeczywistości, to jest ta ostateczna definicja, która zamyka wszystko i nikt tak naprawdę nie wie, co za tym progiem się wydarzy, co nas tam czeka, jak wygląda świat z drugiej strony. To trochę jakbyśmy byli dosłownie na parę sekund przed ponownym odkryciem, w cudzysłowie, Ameryki i byśmy na przykład wtedy snuli potężne plany dotyczące strategicznych działań w Europie. Nagle się okazało, że wszelkie te strategiczne plany na temat działań w Europie nagle zniknęły. Wszystkie wojny przeniosły się na morza.
Prawie wszystkie wojny z Europy przeniosły się na morza, oceany i w kolonie. Nagle się okazało, że wszelkie te strategie, które nam gotowano, w ogóle nie mają tutaj nic do gadania, bo się okazało, że jest nowy kontynent, który zmienił kompletnie praktycznie wszystko. Akurat w tym przypadku nie była to jakaś strasznie dramatyczna zmiana. Nie taka zmiana jak ta, która nadchodzi teraz, ponieważ nie zmieniło się nic specjalnego w naszym zachowaniu. To była taka zmiana wynikająca tylko i wyłącznie z poszerzenia sobie pola manewru działania, z oddalenia konsekwencji od siebie. Okazało się, że nie musimy wycinać swojego własnego lasu i później zastanawiać się, gdzie znajdziemy kawałek cienia, by zniszczyć sobie cały las. Tu się okazało, że można zostawić ten swój las i dalej udawać, że wszystko jest okej, że dbamy o przyrodę, dbamy o mamę naturę i po prostu wyciąć las na drugim końcu świata, którego nikt nie widzi, bo nikogo tam Poza naszymi wysłannikami nie ma. I to było przesunięcie konsekwencji. To była zmiana, która się wydarzyła około 500 lat temu. Wykopaliśmy rozwiązania problemów poza nasze życie.
Stwierdziliśmy, że te problemy już nas nie dotyczą. Minęło troszeczkę lat, nawet więcej niż trochę. Problemy wróciły z łoskotem. Okazuje się, że dalej mieszkamy w rzeczywistości bardzo mocno feudalnej i te problemy zaczynają bardzo mocno wszystkich uwierać. Poza chyba tymi, którzy posiadają większą część materii na tym świecie, ale nie wiem, co ich uwiera. Ciężko w ogóle zrozumieć takich ludzi. Anyway, te zmiany, które teraz nadejdą, będą innymi historiami. Będą historiami, które dzieją się w świecie, który jest niezmierzalny, gdzie funkcjonuje bardzo mocna konsekwencja, bo tam, tak jak wspominałem, nie ma odgrywania przedstawienia, nie ma aktorstwa. I to będzie, podejrzewam, dla wielu bardzo poważny problem. Myślę, że jest całkiem prawdopodobne, że wielu ludzi skoczy z okna i to wcale nie jest tajemnica, że bardzo wielu ludzi popełni samobójstwo, że bardzo wielu ludzi będzie się czuło bardzo źle ze swoim własnym życiem, ze swoimi własnymi wyborami.
Myślę, że pojawi się gigantyczna ilość różnych koncepcji, a te, które są teraz bardzo popularne, chociażby koncepcje z szarakami, koncepcje z reptilianami, koncepcje z planetą więzieniem, staną się jeszcze bardziej popularne niż aktualnie. I to będzie popularność po cichu rosnąca przez jakiś czas, myślę, bo gdzieś ci ludzie będą chcieli się znaleźć. I jeżeli ktoś chce sobie budować kościół, to normalne jest to, że czasami może mu się po prostu nie chcieć budować wszystkiego od zera, także dołączy do już istniejącego. A teraz wybór jest dosyć spory. Właściwie wybór jest żaden, bo dalej żyjemy w iluzji wolnego wyboru. Dalej jest to kwestia zastanawiania się, czy model z lewa, czy model z prawa. Natomiast nie ma to nic wspólnego z dzieleniem się doświadczeniami i wiedzą, która za tymi doświadczeniami może się kryć. Jest to tylko i wyłącznie nostalgia i zapisywanie się do organizacji, która pomoże nam przejść ten moment nostalgii, poczuć, że właśnie robimy coś wielkiego w swoim własnym życiu. Tak czy siak robimy coś wielkiego. Każdy dzień jest wielkim wydarzeniem w naszym własnym życiu i myślę, że to jest kluczowa i elementarna sprawa.
Niemniej ta zmiana, która nadchodzi, myślę, że będzie naprawdę z łoskotem dla bardzo wielu ludzi. Szczególnie w dzisiejszych czasach, moi drodzy, które są naprawdę mocno szalone. Wielu ludzi się nad tym zastanawiało: jak to możliwe, żeby doprowadzić siebie do takiego stanu? My doprowadziliśmy siebie jako cywilizację do takiego stanu. Skąd to się wzięło? Jakimi drogami to poszło? Dlaczego nikt się nie zastanowił, gdzie ta wiedza zniknęła? Jak to jest, że na bzdury w dzisiejszych czasach się wydaje gigantyczne fortuny, a na to, żebyśmy się uwolnili od uciążliwego kieratu, stresu, ciśnienia, wojen bratobójczych, skakania sobie do gardeł, na to gotówki nie ma. I ciągle wszyscy aktorzy tego przedstawienia mówią nam o zagrożeniach, że ciągle czai się jakieś niebezpieczeństwo, jakiś strach, jakaś wojna. Ciągle się nas prasuje gdzieś w dół.
Prasuje, żebyśmy byli już tak płascy jak najcieńsza kartka papieru, którą można kupić w sklepie papierniczym. Jak bibuła, tacy mamy cieńsi i przeźroczystsi dla nich być. A tu rzeczywistość wygląda na coś zupełnie innego. Wygląda na to, że potoczy się zupełnie innym torem. Ale zanim wspomnę tego innego toru, Indian i tych wszystkich opowieści, jak magicznie może to wyglądać, to jakaś odrobina muzyczki. A co. A wy możecie jak zwykle zadzwonić do „Radia Na Fali”. Nie wiem, czy „jak zwykle” jest dobrym słowem, bo ostatnio nikt nie dzwoni. Nie wiem, może macie jakieś problemy. Słuchajcie, czy wszystko z wami jest okej?
Czy naprawdę wszystko jest okej? To dobrze. Zatem posłuchajmy muzyczki. Las. A wy słuchacie w hiperprzestrzeni „Radia Na Fali”. Ja mam na imię Tomek. Audycja jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium, a jak chcecie sobie ściągnąć, to oczywiście musicie wskoczyć na „Radio Na Fali”. Tam parkują wszystkie te podcasty w archiwum audycji. Tam znajdziecie wszystkie te odcinki. „Archiwum podcastów” — tak to się nazywa.
Ale wróćmy do naszego dziwnego skoku do przyszłości, która nas czeka, której ślady widzimy wszędzie dookoła nas, czy to na planecie, czy w kosmosie. Właśnie, bo tam rzuciłem okiem na czata i Grzegorz wspomniał na czacie co z tą falą śmierci i co konsekwentnie z potencjalną falą urodzin. Właśnie nie wiem, co jest z falą urodzin, ale z drugiej strony są bardzo ciekawe dane na temat funkcjonowania naszej planety, naszego ekosystemu. I wygląda na to, że cała zielenina na tej planecie, wszystko, co jest liściaste i nie biega, nie posiada rąk ani nóg, zaczęło mocno rosnąć. Pustynie zaczęły się zalesiać. Do pewnego momentu traktowaliśmy to jako katastrofę ekologiczną, że jak to jest, że na pustyni drzewa zaczynają rosnąć? Ale to jest nasz szalony pogląd na rzeczywistość, że jak natura zaczyna rosnąć, to my nazywamy to katastrofą ekologiczną. Współczesna ekologia czasami jest naprawdę bardziej niż szalona. Przyrost całej tej zieleniny na tej planecie jest aktualnie dosyć duży, bo zawartość tak zwanego dwutlenku węgla się zwiększa, a dwutlenek węgla jest pożywieniem dla roślin, które jak tylko mają go więcej, to od razu zaczynają rosnąć jak dzikie. Nie wiem, jak wasze rośliny.
Przyjrzyjcie się na kawałek swojego ogródka, kawałek swojego parku, kawałek swojego lasu i jeżeli tam bywacie systematycznie co roku, w tym samym momencie roku, o tych samych porach, zauważycie pewne zmiany. Nie wiem, czy zauważycie akurat to, że planeta się coraz bardziej zieleni i tam się akurat jeszcze bardziej zazieleniło, ale jest pewna szansa, moi drodzy. Zdjęcia satelit jasno i wyraźnie mówią, że planeta zaczyna się mocno zielenić. Chciałoby się powiedzieć rumienić. Na jedno i to samo wychodzi. Ale wróćmy do tego skoku w nieznaną przepaść, kiedy się wybijemy od tego progu, na którym mamy napisane: koniec rzeczywistości, którą znamy, koniec cywilizacji. Pojawia się zjawisko telepatii. O ile łatwo sobie wyobrazić wszystkie sprawy związane z komunikacją i to jest bardzo wyzwalające, to czasami nie zastanawiamy się, jaki będzie miało to impakt na kwestie związane z czymś takim, co nazywamy społeczeństwem, społecznością, w ogóle sposobem komunikacji, ale takim troszkę bardziej zaawansowanym. Mianowicie cała ta farsa związana z wyborami, cała ta farsa związana z polityką nagle się kończy. I to od razu, bo w tym momencie telepatią każdy odczuwa draństwo człowieka, który się wypowiada.
To jest takie dosyć mało przyjemne i będzie mało przyjemne. Już jest dla wielu mało przyjemne, bo czują to draństwo, które sami wykonują, bo to do nas wraca. To jest pierwsza rzecz tego całego systemu, że tak jak w tym quadrillium, w tym opisie, który jest dla niektórych czystą teorią, a tak jest w praktyce też, ta energia wraca, wykonuje to swoje kółko, wykonuje i wraca do punktu, z którego startuje i wtedy jest wartość dodana. I wtedy mamy ten dodatkowy impuls. I ta telepatia dokładnie działa właściwie tak samo, jak te wszystkie moce na tej planecie i w kosmosie, czyli też wykorzystując to zjawisko quadrillium, jak je moglibyśmy potocznie nazwać. Pierwsze co się dzieje, to oczywiście złe myśli kopią właścicieli. To jest taka normalna rzecz, przy czym oczywiście czasami to dziwnie wygląda, bo prawda jest taka, że nie siedzimy ludziom w głowach. Jesteśmy w stanie do pewnego momentu siedzieć komuś w głowie, ale też nie do końca. Też nie zawsze nam się chce. Nie zawsze znamy człowieka na tyle, nie dzielimy z nim wszystkich tych trudnych momentów, a wiadomo, że znamy się na tyle, na ile się sprawdziliśmy i z zewnątrz wszystko się wydaje okej.
Z zewnątrz wydaje się całkiem wspaniałe, ale nagle się okazuje, że człowiekiem zaczynają miotać dziwne rzeczy. Przy czym często jest tak, że te rzeczy się bardzo szybko zaczynają manifestować na takiej płaszczyźnie fizycznej, czyli zaczyna coś nie wyrabiać w organizmie. Wszystkie zmiany, które zachodzą w naszym duchu, można powiedzieć w nas jako istocie duchowej, automatycznie manifestują się w naszym organizmie tak po prostu od razu. Jakiekolwiek zmiany życiowe, to, że dorastamy, to nie zawsze oznacza jakiejś katastrofy życiowej, nie zawsze oznacza zawału, nie zawsze oznacza jakichś takich dziwnych hec związanych z byciem niezdrowym. To często oznacza wręcz odwrotnie, hece związane z tym, że wracamy właściwie do zdrowia. Taki kryzys ozdrowieńczy, tak można to nazwać. Czasami się tak dzieje, czasami nie. Tak czy siak ta telepatia jest takim zjawiskiem, że wysłany impuls wraca do nas i wraca sprzężony z dodatkową informacją. Właściwie tak do końca ciężko przedstawić model teoretyczny działania telepatii. Wiadomo, że chodzi o pole morfogenetyczne, tak jak nazwał je Rupert Sheldrake, czyli pole a-eteryczne, tak to można powiedzieć bardziej technicznie, jak mają Nikola Tesla.
I co ta telepatia robi, jeżeli się przyjrzymy politykom? Strasznie ich zaora. Spowoduje im bardzo złe życie. Bardzo kiepskie życie. Tak to powinno teoretycznie wyglądać, bo te wszystkie rzeczy wracają do punktu, z którego wyszły. Czyli całe draństwo wraca tam, gdzie powstało. To jest pierwsza rzecz. A druga rzecz to to, że nasza iluzja na temat, że ten koleś jest w stanie przeskoczyć wyżej niż siedzi, się bardzo szybko kończy, ponieważ kiedy wylądujemy u niego w głowie, zobaczymy skalę tego szaleństwa, to głosowanie na niego lub jakakolwiek opcja partycypowania w tej całej zabawie wybierania pomiędzy aktorami bardzo szybko może się skończyć. Może się skończyć dokładnie w ciągu paru godzin i tak zwany system polityczny światowy runie, bo się okaże, że właściwie nikt nie chciałby mieć popapranego pedofila, złodzieja, bandziora, kłamcy, dziwkarza za lidera, prawda? Kto by chciał mieć takiego człowieka za lidera?
Kto chciałby z takim człowiekiem dzielić talerz w kuchni? Ja nie za bardzo. Niezbyt chętnie. Uważam, że tacy ludzie powinni się pierw sami ogarnąć i nauczyć się tego, jak dzielić się wszystkim, co mają z innymi ludźmi, a dopiero później inni ludzie powinni się dzielić z nimi. Oni powinni pierwsi wyciągnąć rękę i dać coś od siebie. Ten cały system może bardzo szybko upaść, bo to jest emocja, która dochodzi do nas w taki bardzo bezpośredni sposób. To nie jest coś, co przeczytamy w gazecie, że ukradł, nakłamał, ale w sumie jest fajny, ale fajnie wygląda na zdjęciu i gdzieś tam nam to się jakoś prasuje, że w końcu nie ma w sumie żadnego wyboru, że jak nie zagłosujemy, to nikt nie zagłosuje, to wtedy będzie niby jeszcze gorzej. Wszystkie te gry i zabawy społeczne, które odtwarzamy nieustannie, strasząc się tym, że jeżeli nie zrobimy którejś części układanki, to wszystko to runie i całe nasze życie straci jakikolwiek sens. Tu się okazuje, że jak to wszystko runie, to nasze życie chyba nabierze tak naprawdę sensu, bo wtedy zrozumiemy, w czyich rękach tak naprawdę drzemie prawo o naszym życiu i śmierci. Szczególnie jeżeli ktoś na przykład chce sobie użyć olejku, oleju robionego z cannabis, który jest nielegalny w Polsce, bo akurat ma raka, na którego umiera.
I tu się nagle okazuje, że wiadomo, kto jest panem życia i śmierci. Tylko że to, ile w przypadku właśnie przekraczania tej granicy doświadczeń, tego granicznego doświadczenia związanego ze śmiercią sprawy wydają się bardzo proste i bardzo jasne, bo tu jest prosta historia. Albo ratujemy człowiekowi życie, albo robimy wszystko, żeby go zamordować po to, żeby na tym zarobić pieniądze. I tak się aktualnie zachowują wszyscy możliwi politycy i urzędnicy. To są mordercy w białych rękawiczkach, którzy twierdzą: „To nie ja jestem doktorem Goebbelsem. Ja tylko wykonuję rozkazy doktora Goebbelsa i nie jestem za nic odpowiedzialny, ponieważ jest tak, że wszyscy musimy respektować prawa”. Jak ta telepatia się zacznie, to nie wiem, co się będzie działo w urzędach. To może być tak, że przede wszystkim nikt nie przyjdzie do pracy w urzędzie, bo nikomu się nie będzie chciało. Politycy popełnią zbiorowe samobójstwo. Przynajmniej znakomita część z nich.
Może być tak jak na giełdzie w Nowym Jorku podczas wielkiego krachu w 1928 roku, gdzie kolesie skakali z okien, bo już nie widzieli żadnego sensu swojego własnego życia. Bo nagle się okazało, że jak nie mają fortuny, to nie ma życia. I to jest ta pierwsza sprawa związana z telepatią. Taki pierwszy masowy ruch w drugą stronę, czyli nagle wszyscy uciekną od tej całej psychopatycznej zabawy. Ale za tym stoi jeszcze ciekawsza rzecz związana z teleportacją. Bo czym jest telepatia? Telepatia to jest pierwszy krok do teleportacji, czyli do przenoszenia się w inne miejsce. My traktujemy teleportację dosyć dosłownie, bo nasza rzeczywistość jest bardzo materialistyczna i w naszym przypadku to jest zabawa, która polega na tym, że weźmiemy paczkę ziemniaków i tą paczkę ziemniaków przetransportujemy w mgnieniu oka za pomocą urządzenia zwanego teleportem na drugi koniec kosmosu albo gdziekolwiek indziej. Natomiast to może wyglądać troszeczkę inaczej. Może być tak, że ta telepatia da nam możliwość wejścia do technologii teleportacji w trochę inny sposób.
W sposób, można powiedzieć, duchowy. Czyli będziemy sobie leżeli na leżance. Przynajmniej tak będzie wyglądało nasze ciało, że sobie leży na leżance, a my będziemy się teleportowali do innych wymiarów, innych częstotliwości. Przypomina to dokładnie sen. I to się zaczyna powoli dziać, moi drodzy, w snach. Wielu ludzi zaczyna mówić, że w tym momencie mają naprawdę niesamowite sny. Nie chodzi mi o ten moment, kiedy umierają albo kiedy mają telepatię, tylko w tym momencie czasu i przestrzeni, w którym aktualnie jesteśmy. Tego, jak się te wszystkie gwiazdy posuwają na niebie i tak dalej. Właśnie tego momentu, tu i teraz. Bo to jakoś tak spokojnie, powoli, niepostrzeżenie gdzieś tam nadchodzi, wynurza się zza rogu.
Jakoś tak. Jest z tym bardzo ciekawa historia. Na pewno się wydarzy dużo szaleństwa dookoła tej całej telepatii i teleportacji, ponieważ system filozoficzny, w którym funkcjonujemy, tak jak mówię tutaj cały czas, nie zostawia nam żadnego wyboru i zmusza nas do tego, żebyśmy wiecznie kapitalizowali wszelkie nasze doświadczenia. I może być tak, proszę państwa, że ta kapitalizacja się troszeczkę zamieni i będzie taką personalizacją. To właściwie jest w kilku miejscach, bo to jest takie oryginalne znaczenie kultu cargo, że się bierze kogoś, wymyśla kult w stosunku do niego, obwołuje się go bogiem i następnie się personalizuje wszelkie duchy dookoła, które zaczynają mu służyć i tak dalej. Także okaże się, że może być tak, że tą całą moc, którą nagle poczujemy, zaczniemy, przynajmniej część z nas, personalizować. I część z nas nagle dozna niesamowitych objawień. Stwierdzi, że albo świat jest jednym wielkim więzieniem, druga część może zwariować, uciec do kościoła i zacząć się żarliwie modlić do Jezusa. Trzecia część może... Nie wiem, co zrobić.
Nie mam pojęcia. Nikt właściwie nie wie, co się wydarzy. Na pewno jest ta część, która spokojnie to zdealuje, bo dealuje już powoli to teraz. To jest kwestia tych wizji, tych wszystkich historii, o których tu czasami opowiadam. Także ci, podejrzewam, nie będą mieli żadnych problemów z tym tematem. Tu się pojawia taki troszeczkę inny koncept tego nowego świata, który stoi przed nami. Świata opartego na czymś zupełnie innym. O ile wiemy doskonale, na czym jest oparty ten świat, ten nadchodzący może być światem, ja to nazywam, intencji, czyli wszystko będzie intencjonalne. Bo kiedy jesteśmy transparentni w swoich myślach, kiedy jest teleportacja, kiedy jest telepatia, kiedy są już takie bardzo zaawansowane technologie i nikt nie musi skakać sobie do gardeł, wystarczy, że mamy zapewniony spokojny byt egzystencjalny. Czyli nikt nie jest głodny, wszyscy mamy coś do zjedzenia, każdy ma dach nad głową i każdy może sobie pójść w dowolnym kierunku, w którym chce i robić ze swoim własnym życiem to, co dowolnie chce.
Czyli to, skąd się wzięła ta nostalgia w naszej cywilizacji, czyli prawdziwą wolność. Jeżeli w tym momencie oddzieli mi prawdziwą wolność, to jedyne, co zostaje, to intencje. Intencje będą na wagę złota. Ja myślę, że już są na wagę złota. To jest chyba najważniejsza rzecz, o czym wielu ludzi mówi. To są te wszystkie słynne badania naukowe związane z wodą. Jeżeli ktoś z was przeglądał kiedyś ten temat, to być może spotkał się z nazwiskiem doktora Emoto. Pan doktor Emoto. Kiedyś o nim opowiadałem. Jest odcinek poświęcony wodzie i tym eksperymentom, ale tu tak szybciutko jeszcze powtórzę na wszelki wypadek, że eksperyment polegał na tym, że bierze się trzy pojemniki z wodą.
Na każdy się przykleja kawałek taśmy klejącej, na której się pisze odpowiednie słowo. Na jednym jest „Kocham cię”, na drugim „Nienawidzę”, a na trzecim „Obojętne”. I się okazuje, że jeżeli wsypiemy ryż do tych wszystkich słoików, to ten ryż, który jest w słoiku z napisem „Kocham cię” i przed którym stajemy i codziennie intencjonalnie wypowiadamy w myślach i na głos taką intencję do tego słoika, tam proces gnilny nie za bardzo zachodzi. Natomiast w słoiku, do którego mówimy: „Nienawidzę cię i w ogóle mnie nie obchodzisz”, czyli tych dwóch pozostałych, te procesy gnilne szaleją i niszczą ten cały ryż szybciutko. I to pokazuje, jak potężna jest skala naszej intencji. W zasadzie też, co by tu nie być gołosłownym, to są wszystkie sprawy związane z fizyką kwantową, o którą się właśnie owa fizyka ciągle nieustannie rozbija. Bo ciągle stoi na tym progu, że chce złapać tą rzeczywistość, że sobie wytyczyła tą granicę, którą jest ten horyzont einsteinowski czy jak to tam zwał współczesnej szarlatanerii zwanej nauką akademicką. I sobie ustawili ten próg, opisali go, trzymają się tego progu, a wszystko to, co przychodzi z tamtych eksperymentów, doświadczeń mówi jasno i wyraźnie, że właściwie Mówimy o wpływie intencji na obiekty, że wszystko podlega właściwie tej intencji, że eksperymentator ma wpływ na przebieg eksperymentu. Oczywiście nie da się tego wytłumaczyć trzymając się na upartego naszego progu cywilizacji, stania w drzwiach i próby zostania w tym miejscu, w którym stoimy od tysiąca lat. Tak się wyjaśnić tego nie da.
Ale z drugiej strony jeszcze chyba era intencji nie nadeszła w całości. Ona jest w drodze. Tak że ta fizyka kwantowa próbuje, że tak powiem, okrakiem pogodzić dwie rzeczy, których się nie da pogodzić, czyli zmusić nasze wizje, żeby stały się czymś bardzo fizycznym, mierzalnym i przeliczalnym w tym systemie matematycznym, który też swoją drogą jest trochę iluzją, że tak powiem, tego, co widzimy dookoła i tego, co tak naprawdę opisujemy. To jest bardziej taka hipotetyczna, teoretyczna historia, bym powiedział. A ja tu mam telefon i już odbieram. Zaraz, jak zwykle ten Skype się troszeczkę zacina, tak że dajcie mi chwilę, żebym odgruzował tego Skype'a, bo nie wiem, co się dzieje. Jak zwykle się pewnie wyłączy i włączy jeszcze raz. Tak to wygląda w praktyce. Posłuchajmy sobie muzyczki, a po muzyce zapraszamy na rozmowę telefoniczną i podzielenie się swoimi refleksjami na ten temat. Jak to czas leci.
To są znaki naszych czasów. RadioNaFali.com, „Hiperprzestrzeń”. Ja mam na imię Tomek oczywiście. I mknę dalej po tych swoich refleksjach. Przy okazji zrestartowałem Skype'a, tak że jeżeli ktoś z was chce się dodzwonić, zapraszam serdecznie. Powinno już działać. Już mam telefon, zatem odbieram. Witam serdecznie. Halo, halo.
[01:10:25] - Cześć Tomku.
[01:10:26] - Witam. Jak zdrówko szanownemu panu?
[01:10:29] - Dziękuję bardzo dobrze.
[01:10:30] - To wspaniale.
[01:10:30] - Słuchaj, długo nie będę w sumie. Zostawię cię, że tak powiem, przy mikrofonie, ale chciałem powiedzieć na temat badań tego Japończyka. Ja widziałem też, i to w takich niszowych mediach jak twoje, w jakimś tym programie chyba tych „NieDoWiary” czy coś. Właśnie to badanie było przeprowadzone i generalnie było gdzieś to badanie. I chyba też gdzieś wyczytałem u innych naukowców, że to badanie jest nieprawdą. To znaczy generalnie, że to się nie sprawdza, że ta woda pod wpływem tego, co myślisz, co mówisz, jednak się nie zmienia.
[01:11:13] - Było tylko jedno badanie, które próbowano zrobić, żeby obalić tę tezę, ale się nie udało. Czytałem wyniki tego badania. Było w ogóle przeprowadzone w taki sposób, żeby go nie przeprowadzić. Właściwie się okazało, że koledzy w ogóle nie zrobili tego eksperymentu. Inna sprawa, że ja nie jestem tu jedyny. Też zrobiłem ten eksperyment. Paru słuchaczy Radia Na Fali też zrobiło ten eksperyment. Można sobie po prostu sprawdzić samemu. Trzeba wziąć trzy szklanki-
[01:11:35] - Ale ja w innej sprawie jeszcze dzwonię. Też à propos wody. Z pytaniem do ciebie właśnie, bo jak tą wodę restrukturyzować? Ty rozmawiałeś z Teflonem bodajże na ten temat, na temat jakiejś aparatury do restrukturyzacji wody, nie?
[01:11:49] - Wiesz co, ja robię to po swojemu, ale tu zostawię ten temat, bo tu mam zupełnie inny pomysł na dzisiaj do opowiadania. Tam jest o tej restrukturyzacji wody w jednej z „Hiperprzestrzeni”, tak że gdzieś tam poszukasz, to na pewno znajdziesz.
[01:12:02] - Mhm.
[01:12:03] - Tam powinno być na ten temat.
[01:12:05] - Ale nie ma jakiegoś takiego jednego urządzenia do tego?
[01:12:10] - Jest parę. Jest zamrażarka, jest plazma i tak dalej, i tak dalej. Tak że jest trochę.
[01:12:21] - Aha. Nie no okej, dobra. Ja tylko to chciałem wiedzieć. Dobra, dzięki w takim układzie.
[01:12:26] - Dzięki za telefon.
[01:12:27] - Dzięki, na razie.
[01:12:28] - Na razie. To tyle na temat restrukturyzacji wody, moi drodzy. Ja tymczasem wracam do swoich refleksji na temat tych szalonych zmian, które są przed nami. Właściwie nie wiemy, jakich dużych zmian. I chcę tu wrócić do pewnego konceptu, który jest jednym z takich moich ulubionych konceptów. Mianowicie koncept rozdwojenia się i rozejścia się świata w tym kluczowym punkcie, że nastąpi taki moment, gdzie cała ta energia doprowadzi do tego, że wszystkie światy, tak mówią indiańskie przepowiednie, powaga, wszystkie światy się ze sobą połączą, zaczną się przenikać. Czyli to, co powoli rejestrujemy niektórzy z nas w snach, tudzież w stanach wizyjnych, to, że Nagle odczuwamy dużą łatwość przemieszczania się pomiędzy różnymi wymiarami, większą łatwość rozmawiania z duchami przodków, większą łatwość poruszania się w zupełnie innej przestrzeni, chociażby podczas snów. I to jest tajemnica, która według starożytnych indiańskich przepowiedni za tym stoi, czyli to, że żyjemy w czasie, kiedy wszystkie te światy nakładają się na siebie. My, według tej kosmologii, jesteśmy większą istotą. Funkcjonujemy w dwóch równoległych światach do tego na dole i na górze, a nasze ciało fizyczne jest gdzieś pośrodku tego wszystkiego.
Tak można to w wielkim skrócie nazwać, tam jest trochę bardziej skomplikowanie na ten temat, ale to mniej więcej jasno pokazuje sytuację, że ten kawałek materii, który nazywamy swoimi własnymi mięśniami, kośćmi, jest tylko drobnym elementem całej konstrukcji, której jesteśmy. Cała ta konstrukcja jest jednocześnie zaczopowana w krainie naszych przodków oraz w tym kosmosie, niesamowitym kosmosie, który właśnie się dopiero wydarza. Czyli można powiedzieć, że jedną nogą mieszkamy w przeszłości, drugą mieszkamy w przyszłości, a nasze fizyczne ciało, czyli nasz tułów, jest pośrodku, tu i teraz. Całe rozejście się światów jest związane bardzo mocno z tym konceptem, z tym energetycznym konceptem, że jesteśmy niczym innym jak tylko kawałkiem energii, która zasuwa po tej kosmicznej strukturze energetycznej. Ta energia to intencja. Co tu dużo mówić. Kiedy te światy się zejdą razem, czasami przynajmniej niektórzy z nas mogą mieć problemy z tym, żeby złapać, z kim w tym momencie rozmawiają. Bo może być tak, że rozmawiają z duchem przodków, a nie z kimś, kto jest fizycznie obok. Generalnie jest taki pomysł, że to wszystko się zejdzie i to tak konkretnie. To jest ta legenda o trzech dniach bez słońca, moi drodzy, i według tej legendy generalnie wszyscy mamy się udać na poważny psychodeliczny trip, gdzie wszyscy sięgniemy do swoich korzeni, wszyscy sięgniemy do naszej przeszłości, do takiej przeszłości jeszcze związanej z poprzednimi życiami.
Nagle zobaczymy siebie jako pełne istoty, bo właściwie chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby złapać większy obraz całości samego siebie, żeby nie koncentrować swojej własnej uwagi tylko i wyłącznie na kciuku albo na palcu wskazującym, albo na jakimś drobnym detalu naszego organizmu, na dużym palcu u nogi. Tylko spojrzeć na siebie całościowo jako na istotę, która ma pewną koncepcję, ma pewną intencję, później realizuje tą intencję, później tworzy z tej intencji jakiś przedmiot, który się składa z materii i można się napić z niego na przykład herbaty i nazywa się kubek. Do tego się to właściwie sprowadza i do spojrzenia na to wszystko w całości, nie tylko na ten moment, kiedy robimy kubek i na sam proces duplikowania tego kubka, żeby za każdym razem wyprodukować dokładnie ten sam produkt. Tu sprawy się zaczynają o wiele wcześniej i ta cała kosmologia mówi o tym, że właściwie te sprawy mieszkają w krainach, które są kompletnie niewidoczne. To jest cała historia związana z quadrillium, moi drodzy, o której właśnie opowiadałem przez tyle odcinków. Ta siła energetyczna, którą my posiadamy, ta siła naszej intencji, bo to jest dokładnie ta siła. Na Wschodzie mi się podoba, tak zwanym Dalekim Wschodzie, Chinach i tak dalej, jest to nazywane energią chi. Niektórzy wypowiadają ki, ale generalnie chodzi o energię chi, że to jest tajemnicza siła, która daje nam życie. Jeżeli te wszystkie światy się zejdą, przynajmniej na jakiś czas razem do kupy, to w tym momencie automatycznie nasza intencja dostanie potężnej mocy. Bo co oznacza zejście się tych światów?
To oznacza, że częstotliwości tych światów będą bardzo podobne, będą praktycznie na tych samych wibracjach, można powiedzieć. Dlatego będą widoczne dla nas. Dlatego wtedy będziemy mogli przemieszczać się pomiędzy tymi światami wręcz tak czysto fizycznie. Wyskakujemy z jednego, wskakujemy do drugiego bez niczego, tak zwyczajnie, jak teraz wskakujemy do windy i wyskakujemy z tej windy. Trochę w ten sam sposób. Zgubimy ten kawałek, który nas determinuje, tą wiarę w to, że ten proces duplikowania tego kubka, który produkujemy, jest najważniejszą rzeczą, jaka nas w życiu spotkała i spojrzymy na siebie w całości. Zobaczymy, jak wyglądamy jako istoty żyjące w troszeczkę innych wymiarach i innych przestrzeniach. Samo to doświadczenie, że spotkamy siebie w takiej pełni rezonansowej, można powiedzieć, zabrzmimy wtedy jak gitara z dużym pudłem rezonansowym, bo na razie nie mamy tego pudła rezonansowego i te struny, którymi jesteśmy w tej częstotliwości, nie brzmią tak do końca czysto, jak powinny brzmieć. Tak to można wytłumaczyć. Kiedy te rzeczywistości się nałożą na siebie, to w tym momencie dostaniemy to pudło rezonansowe i w tym momencie każde lekkie drgnięcie struny, każda lekka myśl, każda bardzo swobodna, delikatna intencja natychmiast się będzie materializowała.
To jest ten numer, na który łapie się ludzi, którzy koniecznie szukają czegoś, w co muszą wierzyć. Ten numer, który stosował Sai Baba, że po prostu materializował przedmioty, bo wszyscy czekają na ten magiczny moment, kiedy będą mogli zrobić coś z niczego. Chociaż właściwie jesteśmy świadkami powstawania czegoś z niczego, bo sami jesteśmy czymś z niczego. Z jednej komórki, z kawałka DNA, coś takiego. Spójrzmy na drzewo. Z jednego nasionka, coś takiego. Widzimy to na co dzień, ale nie chcemy tego traktować jako poważnej wiedzy. Natomiast jak ktoś wypluje złoty pierścionek, to już wszystko jest w porządku, bo wypluł złoty pierścionek. Efekt może być taki, że jak te dwa światy się spotkają, to zauważymy bardzo mocno i wyraźnie, że nie dość, że cała natura dookoła nas funkcjonuje w ten sposób i jest takim cudem samym w sobie, który się sam tworzy nie wiadomo skąd, to każdy z nas będzie mógł wypluć dowolną ilość złotych pierścionków, niczym Sai Baba, a nawet sztabek złota, jeżeli ma wyjątkowo pojemną szczękę i nie będzie z tym problemu. Ale o ile nie będzie z tym problemu, jeżeli chodzi o materię, to mogą się pojawiać takie problemy związane z nami, bo wiadomo, że wtedy wszystko rezonuje, każde drobne tupnięcie, każde drobne szurnięcie nogą i te wszystkie rzeczy będą wzmacniane.
Właściwie już są wzmacniane, to już jest coraz głośniej. Efekt może być taki, że jeżeli pomyślimy coś krzywo w swojej głowie, to może być niezła awantura z tego powodu. Właściwie sami sobie zrobimy niezłe bubu. Możemy nawet zwariować z tego nieszczęścia. I to jest pierwszy aspekt tego schodzenia się i rozchodzenia światów. Bo elementem, całością tej całej opowieści jest to, że światy się zejdą, będą jakiś czas ze sobą razem. To mają być owe trzy dni ciemności, gdzie wszystko się zespoli i spotkamy swoich własnych przodków. Zobaczymy siebie, jak wyglądaliśmy 100 lat temu i co robiliśmy w poprzednim życiu. Dowiemy się, jakie są predestynacje naszego życia tu i teraz, w którym kierunku zmierzamy, jaki jest kompleksowy obraz tej całości już poza materią, uwzględniając oczywiście materię. Po tych trzech dniach te światy się rozejdą.
Tak mówi legenda. I legenda mówi bardzo ciekawą rzecz, bo te światy się nie rozejdą w taki zwyczajny sposób, że po prostu się rozejdzie jak zaćmienie słońca, które się pojawia i znika. Tylko kiedy światy się rozejdą, wyłoni się zupełnie inna, nowa rzeczywistość. A ta nowa rzeczywistość będzie polegała na tym, że ci, którzy mieli właściwe intencje, zostaną na jednej ziemi, a ci, którzy mieli niewłaściwe intencje, zostaną ze swoimi intencjami w zupełnie innym świecie. Czyli świat się wpierw zejdzie. Wszystkie te częstotliwości, wszystkie te wymiary, w których rzeczywiście funkcjonujemy i istniejemy, się zejdą do kupy. Nasze intencje będą wtedy brzmiały bardzo głośno i będą miały moc materializacji praktycznie wszystkiego, co sobie wymyślimy. I po chwili, gdzie te światy się zaczną rozchodzić, okaże się, że właściwie świat wygląda tak samo jak przed chwilą, ale nie ma połowy znajomych dookoła nas, bo ci znajomi po prostu wyparowali. I to jest bardzo intrygujący opis tego, jak to się ma wydarzyć. Moim zdaniem jeden chyba z najbardziej zaskakujących.
To jest jedna rzecz, najbardziej szokujących to jest druga rzecz i chyba poniekąd z punktu widzenia nawet naukowego najbardziej z prawdopodobnych scenariuszy, mówiąc szczerze, chociaż brzmi kompletnie nieprawdopodobnie. Jeżeli spojrzymy na świat jako zbiorowisko częstotliwości fal rezonansu, to, o czym między innymi mówił Nikola Tesla, to wygląda na to, że może tak być i ci z nas, którzy wylądują na innej planecie, będą już na tej innej planecie z innymi ludźmi. Z tymi, którzy przeszli to rozdzielanie się światów. Jak to opisać po ludzku to rozdzielenie się światów? Generalnie wszystko sprowadza się do poziomu energetycznego. Jeżeli ktoś będzie w tym momencie procesował w swojej głowie jakieś kiepskie sprawy, na przykład będzie zajmował się polityką albo będzie zastanawiał się nad strategiami, będzie zastanawiał się nad kasą, będzie zastanawiał się nad tym, jak wyprodukować tych kubków jeszcze więcej i żeby one wszystkie były dokładnie takie same, jak najwięcej zarobić, to w tym momencie jego energia będzie tworzyła dookoła niego taki świat, czyli świat, który się w ogóle nie zmienił. Energia tych ludzi, którzy koniecznie chcą dalej biegać na wybory, koniecznie chcą dalej kupować te produkty, koniecznie chcą dalej żyć tą nostalgią za wolnym wyborem, który dawno, dawno, dawno temu już gdzieś utracili, już nawet zapomnieli, że coś takiego istnieje. Tylko ta podświadomość czasami gdzieś w sercu albo gdzieś w mózgu tam tyka i mówi: „Człowieku, ten jeden krok. Gdybyś mógł wziąć głębszy oddech, to świat wyglądałby lepiej”. Energia tych ludzi stworzy duplikat rzeczywistości, którą mamy teraz.
Jak świat zacznie się rozchodzić, to oni zostaną ze swoim duplikatem, ponieważ każdy wtedy będzie miał moc wytwarzania swojej własnej rzeczywistości, a ich jest dosyć skondensowana, dosyć mocna rzeczywistość oparta na potężnej ilości strachu, nienawiści, lęku, psychozach maniakalnych, złym samopoczuciu, obarczaniu wszystkich ludzi dookoła winą za nasze złe samopoczucie i tak dalej. Całe te szaleństwo cywilizacyjne. I jeżeli to szaleństwo cywilizacyjne dalej pozostanie w swojej niezmienionej formie, czyli ci ludzie dalej będą mieli w głowie dokładnie te same intencje, które mają, żeby spłacić kredyt, żeby pójść na wybory, żeby wygrał dobry, a nie zły prezydent. Wszystkie te fantasmagorie, wszystkie te bajki. I dalej będą wierzyli w te bajki, to zostaną z tym swoim bajkowym światem i w momencie, kiedy świat się będzie rozdzielał, oni gdzieś przejdą do zupełnie innego wymiaru, bo ta intencja, która ma się przemieszczać tak idealnie po strumieniu tej energetycznej struktury, która jest w kosmosie, się ich pozbędzie. Oni stworzą coś osobnego, coś, co zniknie z naszego horyzontu, a my zostaniemy z takim światem, jaki jest dookoła nas i może być mniej ludzi dookoła. Jest bardzo ciekawa historia z tym związana, jeżeli chodzi o na przykład sny, które mają ludzie. Chodzi o sny związane w cudzysłowie z depopulacją. Nie chodzi o depopulację w wykonaniu Fundacji Rockefellera i dużych organizacji finansowych i rządów tego świata. Nie, chodzi o coś zupełnie innego.
Jeżeli tak się przyjrzymy na te zagadkowe opowieści z naszej przeszłości, to czasami ciężko nie wpaść na taki wniosek, że gdzie się podziali ci wszyscy ludzie. Przecież jeżeli to były tak potężne cywilizacje, to nie mogło być tak, że je zwiało w ciągu ułamka sekundy z ziemi. Przecież zawsze był ktoś, kto wziął kawałek kamienia, wziął kawałek blaszki albo dłutka i pisał: „Właśnie umieram. Nasza cała cywilizacja zostawia wam message. Nie wkładajcie bomby atomowej do kuchenki mikrofalowej” czy jakoś tak. Nie ma żadnych takich przesłań. Jest kilka takich rzeczy, które zostały po przodkach, które nam opowiadały bardzo dziwne historie kontaktów z kosmitami, z inną rzeczywistością, z tym światem można powiedzieć przejścia, ale niewiele na ten temat wiadomo. Nikt nie chce za bardzo tego tłumaczyć. Większość tych rzeczy jest odsądzana od czci i wiary jak zwykle. Jest jeszcze oprócz tego masę fałszerstw z tym związanych, bo oczywiście każdy chce zarobić, a jest to taka historia, której nikt nie jest w stanie zweryfikować.
Także naturalne jest to, że przyciąga strasznie dużo fałszerzy i szalbierzy, którzy chcą na tym przyciąć kasę. Bo kto ich sprawdzi? Przecież nikt tego nie sprawdzi, prawda? Kto sprawdzi moją wizję? Nie ma takiego dżentelmena, który by sprawdził moją wizję albo twoją, droga słuchaczko, albo twoją, drogi słuchaczu. To są tak indywidualne sprawy, że tu każdy może sprzedawać dowolną ściemę. Dokładnie tak to wygląda. Wracając do rozdwojenia się świata, bo to jest bardzo intrygująca sprawa. Jeżeli spojrzymy na to z tej strony, że każdy z nas stworzy jakąś rzeczywistość, jakąś społeczność i że ta siła intencji stworzy duplikat Ziemi, który się oddzieli od innego duplikatu i że tak to się potoczy dalej, że powstaną dwie Ziemie. Jedni z bankierami i z wojnami wrócą do swojego cyklu przemian, a my pomkniemy dalej, bo nie jesteśmy zainteresowani tą zabawą.
Widzimy większy obraz całości. Jeżeli się przyjrzycie historii, to faktycznie wygląda tak, jakby wszyscy znikali. Masowe wymarcia. Dinozaury jeszcze widać, kilka innych organizmów jeszcze widać, odkopuje się jakiś kawałek kości, ale ludzi absolutnie się nie odkopuje. Jasne, że powody są różne. Pierwszy to to, że ciężko, żeby kość przetrwała tyle tysięcy lat, jak jest w ziemi albo w jakimkolwiek wilgotnym środowisku, po prostu gnije, rozpada się, zamienia się w zwykłą glebę. Właściwie ciężko uchować coś takiego. To jest jedna sprawa, czysto fizyczna, że nikt nie jest w stanie sprawdzić, dlaczego tak mało się zachowało. Jest teoria, która mówi o tym, że nie mieszkaliśmy w lasach, mieszkaliśmy gdzieś na otwartych terenach i to dlatego nic nie zostało po naszych przodkach albo nas z przeszłości. Druga hipoteza związana z indiańskimi przepowieściami mówi o tym, że jak się świat łączy ze sobą, następuje połączenie i przejście się światów wszystkich nawzajem.
Światów przodków, światów przeszłości, przyszłości, kosmosu i tak dalej. Wtedy widzimy UFO, wtedy mamy niesamowite sny. Dużo ludzi popełnia samobójstwa, dzieją się dziwne rzeczy na wszystkich planetach dookoła w naszym Układzie Słonecznym, dzieją się wszystkie te dziwne rzeczy w galaktyce. To wtedy następuje przejście. Świat się rozdwaja, bo właściwie każdy z nas ma wystarczająco dużo energii, żeby tworzyć swój nowy świat, bo w tym momencie lądujemy w miejscu, gdzie jest bardzo duży potencjał energetyczny. Jeżeli ten świat się rozdwoił, to część tych ludzi wraca na Ziemię 2, nie wiem gdzie , nie mam bladego pojęcia, a druga część dryfuje dalej. Tadam! Nie wiadomo, co się wydarzy, moi drodzy, ale te przepowiednie są bardzo intrygujące i powiem wam szczerze, że to jest coś, co mi się bardzo podoba i myślę, że to jest właściwy trop, żeby tym tropem sobie dalej pójść. Bo gdzie są ci ludzie, którzy budowali te piramidy? Gdzie są te gigantyczne cywilizacje?
Przecież to nie było trzech, dwóch kolesi na krzyż. Może ich było trzech tysięcy na krzyż i mieli niesamowitą technologię. Spoko, ale zawsze jakiś ślad zostaje, a tu nie ma żadnego śladu. Wygląda to trochę tak, jakby wszyscy wyparowywali z tej planety. Nadchodzi jakiś okres czasu, jakiś moment. Wszyscy generalnie spokojnie żyją. Nagle pojawia się jakieś dziwne niebo, chmury, które wychodzą wręcz z siebie, materializują się, dziwne kolory. Pojawia się dziwna mgła, dziwne rzeczy się dzieją. Pojawia się dziwny dźwięk, dziwne częstotliwości i wszyscy dokonują rozdzielenia. Ten, kto był głową w świecie starym, ląduje w świecie starym.
Ten, kto był głową w świecie nowym, automatycznie idzie do nowego świata. Nauka tutaj jest dosyć okrutna, bo jest to kwestia związana z potencjałami elektrostatycznymi, potencjałami magnetycznymi, że pewne potencjały się przyciągają, a pewne się odpychają i jeżeli cokolwiek takiego może się wydarzyć, to tak jak wspomniałem wcześniej, wygląda na to, że jest to jedna z najbardziej szalonych opcji, która ma wszelkie uzasadnienie, jeżeli chodzi o prawa nauki, szczątkowe rozumienie praw fizyki i świata, który nas otacza dookoła. Ta jedna opcja. Fenomen. Żadna inna nie chce za bardzo pasować do tego wszystkiego. Wszystkie inne gdzieś się wywracają po drodze. I tylko ta jedna, która mówi o tym, że światy się mogą rozejść i że niektórzy zostaną w swoim świecie, a inni powędrują do innego świata. Ciekawa historia. Ja czekam na te trzy dni ciemności, moi drodzy. Ciekawa historia jest z tym związana.
Myślę, że może być tak, że to nie będą trzy dni ciemności do końca, tylko że może być to skorelowane z rezonansami Schumanna, że nagle tak przywalą, że może nie będzie ciemno, ale może niektórzy ludzie przestaną cokolwiek widzieć. Może ten rezonans wpadnie w taką interferencję z rezonansem tej planety, że wszystko zniknie na jakiś czas. Właściwie jest tyle kosmicznych zagadek przed nami. Jedyna rzecz, o której jesteśmy pewni, to to, że ten moment nieubłaganie nadchodzi. Zdjęcia, które widziałem w tym tygodniu z obserwatorium astronomicznego, tej gigantycznej energetycznej fali tsunami, która w centrum galaktyki już się pojawiła. Naukowcy stwierdzają, że nie wiadomo, skąd się wzięła ta gigantyczna fala tsunami. Szkoda, że nie sprawdzili tego, co się działo parę lat wcześniej, kiedy gigantyczny ładunek energetyczny kierował się w kierunku centrum owej galaktyki. Co przyniesie ta fala tsunami, nikt do końca nie wie. Widzimy tylko poszlaki. Drugą część poszlak mamy w starych opowieściach, które brzmią naprawdę jak potężne bajania dla co poniektórych z nas w dzisiejszych czasach.
Rzeczy kompletnie nieweryfikowalne, zupełnie niesprawdzalne i stojące na kompletnej kontrze z tym, cokolwiek myślimy o naszej rzeczywistości i co się da z nią zrobić, jak się da ją pokleić i ugnieść. A co będzie z telepatią, teleportacją, intencjami, częstotliwościami pracy naszego mózgu? Kto wie. Wygląda na to, że wszystko idzie w tym kierunku, że z powrotem będziemy mogli zostawić tę nostalgię i zająć się odczuwaniem wolności w normalny sposób. Przynajmniej ja mam taką nadzieję, że te czasy już nadchodzą, że koniec tej nostalgii, bo ileż można żyć udawaniem życia, prawda, moi drodzy? Przecież wszyscy doskonale wiemy, że Ani nowy dom, ani nowy samochód, ani żadna z tych rzeczy nie zapewnią nam czegoś takiego, co się nazywa nowymi urodzinami, nowymi narodzinami do życia. To wcale nie jest takie doświadczenie, które można powiedzieć, że jest granicznym doświadczeniem, że nas weryfikuje, że stajemy przed czymś, z czym nie możemy zrobić żadnego dealu, żadnego interesu, dyskutować żadnych spraw. Tu jest po prostu sprawa, która przychodzi i albo ją zdealujemy, albo jej nie zdealujemy. Czyli albo przeżyjemy, albo zostaniemy pożarci przez te siły kosmosu. Trochę tak to wygląda.
Dla niektórych chyba bardzo brutalnie to brzmi, bo tu nie ma takiej opcji middle range, czyli że jedną nogą tutaj, jedną nogą tam. Tu sobie w portfelu odłożę trochę kasy na trudne czasy, ale z drugiej strony zrobię jakiś kurs osobowości, coś w tym stylu, żeby się nauczyć jakieś dobre intencje. Nie wiem, czy to tak będzie działało. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi pokazują, że jest to dosyć radykalna zmiana. Radykalna w myśleniu o sobie, radykalna w pojmowaniu świata. Radykalna praktycznie w każdym aspekcie, w którym się do niej człowiek przyłoży i w którym próbuje ją ugryźć. Coś zupełnie na kontrze z dzisiejszą rzeczywistością, która boi się takiego radykalnego podejścia, bo to wszystko musi być ze sobą połączone bardzo mocno, żeby ten biznes niewolnictwa mógł cały czas działać, żeby ktoś miał sens wstawania rano do pracy po to, żeby jakiś niewolnik gdzieś w kraju trzeciego świata budował jakieś komputery, na których on w pracy będzie robił coś, jeszcze trampki dla niego po to, żeby tamten koleś mógł raz w roku za zaoszczędzone pieniądze pojechać zobaczyć tego wieśniaka, który mu robi te trampki, te komputery, usiąść na tej plaży i pomyśleć: „Wow, jakie oni wiodą tu sielskie życie”. To jest po prostu paradoks współczesnych czasów. Anyway, zostawiam was z tymi refleksjami. Na pewno jeszcze przyjdą jakieś dodatkowe do głowy i na pewno nie zapomnę się tymi refleksjami z wami podzielić.
Także dziękuję jeszcze raz, kochani, za wysłuchanie moich nieco chaotycznych refleksji na ten temat. Na temat quadrydium, na temat tego, co może się wydarzyć z naszą planetą Ziemią, gdzie kierują nas te wszystkie kosmiczne kroki. Mam nadzieję, że was nie zanudziłem i że macie jakieś ciekawe refleksje. Ciapnijcie jakiegoś maila do „Radia Na Fali”, jeżeli wam się chce z tymi refleksjami albo po prostu zadzwońcie następnym razem. Albo jakoś tak. A ja tu już dziękuję za słuchanie tego odcinka. Pozdrawiam słuchaczy „Radia Na Fali”. Pozdrawiam wszystkich tych, którzy są na czacie „Radia Na Fali” i tam sobie dyskutowali. Tak podglądałem jednym okiem tą dyskusję. I oczywiście pozdrawiam wszystkich słuchaczy „Radia Paranormalium”.
Jak najbardziej oczywiście. I przypominam, że oprócz „Radia Na Fali”, oprócz „Teorii Chaosu”, „Pichontarium”, kilku innych rzeczy, jest jeszcze „Debata Ufologiczna” w „Radiu Paranormalium”. Żeście moi drodzy jutro, jak się nudzicie, wpadli. Ciekawa produkcja, bardzo polecam debaty ufologiczne. I pozdrawiam w ogóle wszystkich uczestników debat ufologicznych, szczególnie Ivelliosa. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję jeszcze raz na koniec wszystkim mecenasom „Radia Na Fali”, że wspieracie w ogóle ten projekt i że dzięki temu projektowi ja mam okazję, żeby tu sobie usiąść i w taki leniwy sposób troszeczkę, bez ciśnienia, bez powoływania się na jakieś ciężkie tytuły i ciężkich autorów, posnuć te swoje własne refleksje i odgruzować tą trzecią opcję, moi drodzy, tą tajemniczą opcję, która wynika z posiadania serca i umysłu, a nie z posiadania umiejętności kształtowania przedmiotów materialnych. I może się okaże, że właśnie to jest naszą furtką do tej nowej rzeczywistości. Kto to wie, moi drodzy? Także jeszcze raz wielkie dzięki mecenasi za wspieranie radia. Pozdrawiam wszystkich was słuchających offline, gdziekolwiek byście nie byli.
I ty, drogi słuchaczu i ty, droga słuchaczko. A wszystkich pozostałych, którzy tutaj są absolutnie live, duszą i ciałem, jak to się mówi, zapraszam na zrobienie sobie jakiejś kawki i zostanie z „Radiem Na Fali”, bo zapowiada się wieczorowa pora. Oczywiście ze mną za mikrofonem, jak zwykle w sobotnią noc. Także jeszcze raz wielkie dzięki za słuchanie i do usłyszenia następnym razem, moi drodzy. Aha, i nie zapomnijcie wpaść na stronę „Radia Na Fali”, radianafali.com do działu Download i Galerie. I tam są patenty Nikoli Tesli kompletnie za darmo. Możecie zrobić z nimi cokolwiek chcecie, a najlepiej jakbyście wybudowali te urządzenia. A najlepiej jakbyście jeszcze zebrali ekipę ludzi, wybudowali jeszcze więcej tych urządzeń. Tam jest siła, moi drodzy. I to tyle na koniec tych wszystkich opowieści.
Także miłego wieczora, moi drodzy, miłego dnia, gdziekolwiek byście nie byli, gdziekolwiek byście tego nie słuchali i do usłyszenia następnym razem. Peace and love.