[00:01] - To think for yourself and question authority. RadioNaFali.com. Witam was wszystkich bardzo serdecznie w ten jakże piękny sobotni wieczór. Jak zwykle zaczynam, jak to w Jezioranach przystało, słyszycie przestawianie mikrofonu. Zastanawiam się, czy na siedząco, czy na stojąco, czy w jakikolwiek inny sposób. Mam nadzieję, że mnie wszyscy słyszycie. Tak się porobiło, że część urządzeń mi dzisiaj wysiadła. Może nie tyle wysiadła, ile odmówiła chwilowo współpracy i zanim urządzenia wrócą do współpracy, to nie wiem, czy mnie słyszycie, czy nie. Tak czy siak, słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. Ja mam na imię Tomek.
Audycja jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium, także możecie słuchać z dwóch źródeł, a ściągać możecie tylko z jednego: z Radia Na Fali. Zapraszam was, jeżeli chcecie sobie pościągać troszeczkę „Hiperprzestrzeni”, do Radia Na Fali, oczywiście do archiwum. Wszystko tam sobie poznajdujecie. Mam nadzieję, że wam się poukłada to wszystko w jedną wielką układankę. Taki obsesyjny syndrom widzenia tego kosmicznego patternu. Właśnie, dziś jest zapowiadana część, właściwie takie uzupełnienie, bo miało być o tych wszystkich sprawach związanych z quadridium. Pamiętacie cztery odcinki? Okazało się, że zabrakło czasu w tych czterech odcinkach, żeby zamknąć temat, wrócić troszeczkę do tych wszystkich oryginalnych opowieści, legend i w ogóle zastanowić się, co takiego przed nami. I to nie coś przed nami w takiej perspektywie może tysiąca lat, jakichś świetnych galaktyk, odległych rzeczy, tylko co przed nami w bardzo bliskiej odległości czasowej, można powiedzieć. Chociaż czas jest bardzo względnym pojęciem.
To jest tylko ilość czegoś, co trudno sformalizować, zwerbalizować. Ilość przestrzeni, którą przebywamy w swojej własnej głowie, kiedy podróżujemy od punktu A do punktu B. To jest chyba najlepsza definicja czasu. I don't know. Mi przynajmniej taka chodzi po głowie, moi drodzy. A wy możecie śmiało wskoczyć jeszcze na radiowego Twittera, Radia Na Fali oczywiście. Możecie wskoczyć na radiowego Facebooka, jak najbardziej. Możecie wskoczyć na czata radiowego. Zapraszam wszystkich serdecznie. Ja dzisiaj nie mam zbyt wiele linków, ale jak zwykle na tym czacie jednym okiem będę siedział, jak przystało na mnie podczas prowadzenia audycji.
Pozdrawiam wszystkich słuchaczy offline. Gdziekolwiek byś nie był słuchaczu, słuchaczko, czuj się pozdrowiony. Pozdrawiam zatem bardzo serdecznie i także tych, którzy są online, czyli wszystkich was, którzy tu jesteście. I oczywiście wielkie podziękowania dla mecenasów Radia Peace and Love. Kochani, wielkie dzięki za wspieranie radyjka. Dzięki temu to się ciągle jakoś radośnie toczy do przodu. Będę w „Syntezie” najbliższej, zareklamuję tutaj od razu na starcie „Syntezę”, troszeczkę słów o Tesli i tak dalej. Przypomnę wam o tym, że w Radiu Na Fali są za darmo patenty Tesli do ściągnięcia, moi drodzy. I to są najważniejsze patenty Tesli. Pierwszy raz w języku polskim, przetłumaczone, ogólnie dostępne dla każdego, żeby mógł sobie korzystać.
Nie ma na tym żadnej łapy praw autorskich, nie ma na tym żadnej łapy korporacyjnej, nie ma na tym żadnej łapy, nawet łapy Radia Na Fali. Nikt nie ma na tym łapy. To napisał Nikola Tesla i napisał to dla nas. Za tą sprawę odpowiada Mariusz, którego czasami, jak odbijcie archiwum Radia Na Fali, a szczególnie „Syntezę”, możecie spotkać w dwóch odcinkach. Współpracownik Jan Taratajcio. Zapraszam kochani, żebyście dali tam wici całemu światu polskojęzycznemu, który ma problemy czasami z językiem angielskim i czasami się tak bije i kłóci, zastanawia, jak to jest z tymi patentami, jak to z tym wszystkim wygląda, bo język angielski jest nieznany każdemu. Teraz ten problem jest rozwiązany. Wszyscy absolutnie za darmo, w prezencie od Mariusza, od Radia Na Fali, od wszystkich tych, którzy siedzą w temacie, dostajecie do ręki patenty Nikoli Tesli. Ja oczywiście wam mówię, że są trzy patenty, ale w rzeczywistości jest to dokładnie 11 patentów przetłumaczonych na język polski. Łącznie przede wszystkim chyba, co najważniejsze, z opisem, o jakich mocach w ogóle rozmawiamy, co to w ogóle jest.
I to tak naprawdę napisane od początku do końca, a nie przez jakichś bęcwałów z akademii, z uniwersytetów, politechnik i tak dalej. Tych wszystkich ludzi, którzy sobie uzurpują prawo do wiedzenia, na czym świat stoi i jakie są rzeczywiste prawa działania tych wszystkich sił dookoła nas. Wiemy, że ci ludzie nie za bardzo wiedzą. Jeżeli cokolwiek wiedzą. Właściwie nic nie wiedzą, bo gdyby wiedzieli, to już by dawno przetłumaczyli te patenty Nikoli Tesli i nikt nie musiałby na to czekać. A jak się okazało, cwaniaków jest wiele, ale nikogo chętnego do roboty oczywiście. Poza oczywiście Radiem Na Fali, Mariuszem i kilkoma innymi ludźmi, którzy partycypowali w tym całym procesie i dzięki temu jest już absolutnie dostępne za darmo. Ja tu wam przypominam, żebyście wzięli to sobie, ściągnęli i puścili dalej w obieg. Wszystko znajduje się w „Syntezie”. Jeszcze czeka na dorzucenie ostatni odcinek „Syntezy”, który jest już gotowy.
Wszystko już działa. Ja po prostu nie wyrobiłem, żeby go wrzucić. Także zostanie wrzucony dzisiaj po audycji. Tak to wygląda w praktyce. Zapraszam serdecznie, żebyście tam dali cynk wszystkim ludziom, którzy siedzą w technicznych sprawach, że jest coś takiego i że mogą z tego skorzystać, że jest już specjalnie coś dla nich i że nie trzeba się kopać z koniem. Nie trzeba wymyślać świata na nowo. Jest już całkiem nieźle opisany przez Nikolę Teslę i dobrze by było pójść po tych śladach, bo te ślady to są jedyne ślady, które działają. Inne tak nie za bardzo. Także zapraszam serdecznie. Dzielcie się tym, puszczajcie informację dalej.
Patenty Tesli w języku polskim po raz pierwszy. Premiera od 100 lat. W Radiu Na Fali oczywiście premiera jak najbardziej, żeby nie było. Także zapraszam serdecznie. A tymczasem co dzisiaj, moi drodzy? Co dzisiaj? Bo troszeczkę za nami w tych rozważaniach o quadrium O tych wszystkich czterech podstawowych elementach. Jeżeli słuchacie „Hiperprzestrzeni” wytrwale, to pamiętacie, o czym była mowa. Także ja dzisiaj będę starał się zamknąć wreszcie ten temat. Czyli zmierzyć się z samym środkiem tej osi, po której wiruje cała ta nasza egzystencja.
Z tym punktem centralnym, na którym wszystko jest osadzone i wszystko gdzieś tam podlega temu punktowi centralnemu. Nie chcę tu mówić, że zmierza do niego albo się od niego oddala, bo to już była troszkę za mocno postawiona hipoteza. Niemniej jest ten środek osi, jest ten punkt centralny, wokół którego wszystko się to kręci. I to też nie jest taki przypadkowy punkt. I to też nie jest taka tajemnica. Wielu próbuje zrobić z tego tajemnicę. Tu mamy wszystkie te opisy katastrof, które dotyczyły całej cywilizacji. Jak tak człowiek przegląda książki związane z archeologią, dinozaurami i tym, co tam wykopują na tych stanowiskach archeologicznych. To jest mowa o sześciu takich masowych katastrofach, które już są za nami. Pięć, właściwie sześć światów, które wyrosły, się załamały.
Wszystko urosło i umarło. I my teraz odkopujemy kości tych wszystkich zwierzaków, odkopujemy te pnie starych drzew, te wszystkie historie. I wiemy, że tego było mniej więcej sześć. Przynajmniej tak wynika z badań archeologicznych. Indianie Hopi mówią, że właściwie kończy się czwarty świat i wchodzimy w piąty świat. To jest właśnie ten moment transformacji. Niektórzy go kojarzą z rokiem 2012. Ten proces w rzeczywistości zaczął się troszeczkę wcześniej, co było widać po planetach, o czym trochę wcześniej wspominałem w poprzednich odcinkach quadridium, że pewne ruchy planetarne zaczęły się już zdrowo wcześniej, przed 2012. 2012 był tym, można powiedzieć, środkowym momentem przejścia, takim, gdzie wszystkie planety ustawiły się na jednej osi i automatycznie zmieniliśmy ekliptykę w naszej galaktyce. Dawniej byliśmy na dole, a teraz jesteśmy na górze albo odwrotnie.
Zależy, z którego punktu widzenia na to patrzymy. I wiele spraw uległo zmianie. Właśnie, jeżeli chcecie zadzwonić do Radia Nafali, to oczywiście Skype: radionafali.com. Ja mam na imię Tomek i zapraszam was serdecznie do współuczestniczenia w tej audycji. Nie bycia takim tępym konsumentem, co to tylko z browarem przy telewizorze i tańce na lodzie albo jakoś tak. Jak macie jakąś ciekawą rzecz, to dzwońcie i się nią dzielcie. A tymczasem jak zwykle na samym początku ja tu się trochę ogarnę, bo ja tak po prostu prosto z biegu do tego radia dzisiaj wpadłem. Taki dzień. Fajna sobota, troszkę chłodno na zewnątrz, słońce niczym w lecie, ale już tak powiewa wiatrem troszeczkę z zimy. To co?
To może coś na rozgrzanie, moi drodzy. Jakiś zacier muzyczny niechaj tutaj nam zabrzmi na początku tej „Hiperprzestrzeni”. To co? To zaczynamy od muzyki jak zwykle. Tradycyjnie. Not so blue, jak mówią słowa piosenki, czyli nie za smutno, żeby troszkę radości, bo sobota, a nie inny kota. Impreza, you know? No. RadioNafali.com. Czy mnie w ogóle, słuchaj, słychać?
Ja tak jak zwykle sobie te wszystkie gałki pościszałem w dramatyczny sposób i myślałem, że mnie nie słychać, ale się okazuje, że mnie słychać. A wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni”. Ja mam na imię Tomek. Audycja jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium. Oczywiście do ściągnięcia wszystkie pozostałe odcinki, przypominam, w archiwum Radia Nafali, przepastnym archiwum. To się nazywa Audycje i podcasty, a nie Archiwum. Na górze w nawigacji. Także teraz już wiecie na 100% jak to znaleźć. Właśnie, bo tak się rozgadałem w tych czterech odcinkach o tym quadridium, o tej elementarnej strukturze, skąd się wziął właśnie symbol krzyża i tak dalej. Wszystkie te historie.
I myślę, że czas najwyższy dzisiaj, tak jak wspomniałem, popchnąć temat troszeczkę dalej, bo wystarczył czas na opowiedzenie, skąd to się wszystko wzięło, a nie wystarczyło czasu na opowiedzenie, gdzie to właściwie zmierza. Przepraszam bardzo. Więc tak. Opowiedziałem o tych wszystkich sprawach związanych z planetami, tylko jeszcze to wspomnę, bo dzisiaj poruszę kilka tematów, wątków, które tam się pojawiły w tych poprzednich odcinkach. To może nie będę mówił, co wspomnę, a czego nie będę wspominał. Po prostu polecę z tematem. Polecę z tym koksem tak jak trzeba od początku. Więc zacznijmy od grawitacji naszej radosnej planety. Oficjalny koncept klimatyczny wymyślony przez grupę klimatologów. To się nazwało w Klubie Paryskim.
To jest rok 1970, ewentualnie 1972 czy jakoś tak. Stwierdzili, że wreszcie mają wielką maszynę, mają wielki komputer, w którym policzą cały ten model klimatyczny i że oni już wiedzą, na jakiej zasadzie działa ten świat. Wzięło się to z prostego punktu widzenia banksterów, że skoro potrafią skorelować wszystkie krachy na giełdzie, wszystkie kryzysy z cyklami słonecznymi i mniej więcej mają taką rozpiskę tych cykli słonecznych, to wiedzą teraz co i jak i mogą z tego sobie planować cały świat do przodu. Szczególnie potencjalne zyski w tym świecie. I opracowali sobie ten taki model klimatyczny. Ten model klimatyczny okazał się o kant dupska rozbić. Taki bardzo cienki, wiśniacki algorytm pisany w latach 70. Nie biorący pod uwagę chyba najważniejszych czynników. Okazało się, że algorytm właściwie w ogóle nie chce działać, poza tym, że przewidział jakąś katastrofę klimatyczną dla planety Ziemia i właściwie teraz, w tym roku 2015, to my już powinniśmy być ugotowani, niczym żółtko na patelni. Przynajmniej to przewidywał ten moment klimatyczny.
On mówił jasno i wyraźnie, że w miejscu, gdzie jest aktualnie Polska, będą rosły palmy. Ja pamiętam jeszcze gazetę, która śmie nazywać się prasą , chyba bardziej brukową, Gazetę Michnika dokładnie, gdzie bardzo mądrzy naukowcy w latach 90., na samym początku, pieli peany. I w ogóle takie długie rozkminki, jak to młodzież mawia w dzisiejszych czasach, rozważania na temat, jak to świat ulega katastrofie. I to jest wszystko związane z ociepleniem globalnym. Wcześniej to było CO2, znaczy przed CO2 jeszcze była ta dziura ozonowa i oni wszystko w ten model grawitacyjny, w ten model Klubu Paryskiego, ten model komputerowy działania świata. Okazało się, że wszystko to jest absolutną bzdurą, ale dla nas bzdurą. Oni, myślę, całkiem niezłe kariery na tych zrobili bzdurach. Część z nich dostała nawet ciężkie granty, część z nich sobie zrobiła tytuły naukowe i dalej nimi świeci na ścianach. Takie czasy. Ale jak to jest z tą grawitacją owej planety Ziemi?
Jak jest z rzeczywistymi faktami, a tym konceptem, który nam się wtłacza do głowy, że coś jest tak, a nie inaczej, bo ktoś kiedyś tak powiedział i mamy w encyklopedii, ktoś napisał 100 lat temu i tak już jest. Okazuje się, że grawitacja Ziemi właściwie niewiele ma wspólnego. Przynajmniej nie wiadomo. Może to będzie bezpieczniejsze określenie. Wygląda na to, że niewiele ma wspólnego z tym, co naukowcy planują, żeby było w centrum naszej Ziemi, czy jakąś reakcją jądrową. Oni tam widzą pustą Ziemię i że w ogóle wszystko jest wywrócone do góry nogami, ale tego konceptu dzisiaj nie będę podnosił. To zostawiam całą tą hollow Earth idea, czyli Ziemia wewnątrz Ziemi. Wewnętrzna Ziemia właściwie. To jest po drodze, ale nie dzisiaj. Pewnego dnia o tym wspomnę.
Anyway. Okazuje się, że te zjawiska magnetyczne, które my nazywamy biegunem północnym i południowym, są związane nie z jakimiś fantastycznymi opowieściami o tym, jak to termojądrowe jądro planety Ziemia wybucha i tak dalej, tylko jest związane z oceanami. I okazuje się, że ostatnio zaczęło się bardzo drastycznie przemieszczać. Jest taki fenomen, bo ono się nie przemieszcza pod płytami tektonicznymi, tak jak mówi ta oficjalna teoria, że jeżeli jest takie jądro Ziemi magnetyczne, które jest kipiącym, wrzącym metalem i ono ma tą swoją polaryzację w lewo albo w prawo, to te pole magnetyczne, niezależnie od tego, czy jest skorupa ziemska, czy nie, się wszędzie będzie przemieszczało. Eksperyment z magnesami, moi drodzy. Bierze się mianowicie magnes, bierze się metalowe coś, resoraka, kładzie na stole, magnes od spodu tego stołu i tym magnesem można tym resorakiem w jedną i w drugą, nie dotykając go w ogóle rękami. Taka dziecięca zabawa, że: „Hehe, zobacz, sam jeździ!", a tam jest magnes pod spodem, którym popychamy ten samochodzik. I generalnie, jeżeli byłoby tak, jak mówią owi wszyscy ci kolesie z dyplomami, to cała historia związana z grawitacją ziemską, z przemieszczaniem się owych centrów owej grawitacji dotyczyłaby bardziej lądów, ponieważ w lądzie jest więcej metali, więcej zjawisk, które nazywamy kondensującymi, czyli tam się może lepiej zamanifestować, a nie manifestuje się tam. Według tej oficjalnej teorii, według tego, co wiemy o całym świecie, co definiuje naszą całą wiedzę i nasze przewidywania na temat przyszłości, jeżeli cokolwiek się przesuwa, właściwie powinno się szybciej przesuwać w miejscu, gdzie mamy płyty tektoniczne, bo to, co jest na płytach tektonicznych, jest takim doskonałym kondensatorem magnetycznym. I co z tymi biegunami?
Nie przemieszczają się po Ziemi tak, jakby wszyscy chcieli się tego spodziewać. Nic z tego nie chce wychodzić za bardzo, natomiast doskonale przemieszczają się po wodzie. I teraz, tak jak wspominałem, te wszystkie bieguny magnetyczne zjechały praktycznie z tych górnych końcówek tej planety, czyli z Grenlandii, Arktyki. Zjechały sobie w dół. Jedno znajduje się aktualnie w centrum Pacyfiku, a drugie znajduje się w centrum Atlantyku. Taki fenomen. Właściwie nie całe pola, tylko jakby się tak rozciągnęły w bardzo dziwny sposób. Nikt nie jest w stanie tego wyjaśnić według oficjalnych oczywiście standardów naukowych. Według nieoficjalnych standardów naukowych, czyli używając swojej własnej głowy, odrobiny logiki i po prostu robiąc eksperymenty w domu, każdy może zrobić sobie taki prosty eksperyment. O co chodzi z tym polem magnetycznym?
Dlaczego pole magnetyczne tak propaguje i dlaczego lubi propagować w ten sposób? Odpowiedź jest trywialnie prosta. Proszę sobie wziąć taki kompas harcerski, jeżeli macie, który wskazuje północ, południe i w ogóle kierunki planety Ziemia. Jeżeli macie bojler w domu, to jest najlepsza opcja, bo ten bojler jest podłączony pod prąd i tam jest kilka takich zjawisk, które powodują, że ten prąd elektryczny się zawsze gdzieś wydostaje do kaloryferów i zawsze tego prądu trochę tam jest. I dzieje się dziwne zjawisko, jak podejdziecie z owym kompasem harcerskim do kaloryferów, które są podpięte pod taką instalację, a jeszcze jak nie daj Boże jest jakieś lekkie przebicie elektryczne, szczególnie w starszych domach, tam zawsze gdzieś coś tym kablem przejdzie do tego kaloryfera. Szczególnie że z reguły te instalacje obok siebie są kładzione naraz. Okazuje się, że ten kompas reaguje na nasz kaloryfer i nasz kaloryfer właściwie staje się biegunem albo północnym, albo południowym w naszym domu. Ciekawa historia, prawda? I widać tu jasno, jak na dłoni, jak przepływ wody powoduje anomalie magnetyczne, bo właściwie to, z czym mamy do czynienia, to jest anomalia magnetyczna. Wszyscy mówili o jakichś wielkich wybuchach termojądrowych, o jakichś niesamowitych historiach, o jakimś wulkanie, który jest wewnątrz Ziemi.
A tu się okazuje, że właściwie to, co determinuje i ustawia pole magnetyczne tej planety, jest wodą. Bo nie chce być inaczej. Te pola magnetyczne przenoszą się tylko praktycznie i wyłącznie w wodzie. Tam dokonuje się ta cała fluktuacja. Nie wiemy, co się stanie dalej. Na razie się zsunęły gdzieś tak na wysokość równika. Nikt tego do końca nie wie. I to jest ten fakt naprzeciwko całej tej mitologii związanej z konceptem klimatycznym, z tym, że niby rozumiemy, jak funkcjonuje cała ta planeta. Wygląda na to, że chyba nie za bardzo, bo o ile nie zabrakło grubych milionów na wyposażenie gigantycznych laboratoriów, zderzaczy cząsteczek i wszystkich tych rzeczy i tam miliony i granty lecą, tłustym strumieniem się sypie gotówa, prawie wręcz z ciężarówek, to nikt nie miał chyba wystarczająco pomysłów i rozsądku w głowie, żeby podejść z kompasem do kaloryfera i sprawdzić, co się dzieje, kiedy sprawdzimy ten system jako system otwarty, czyli tak, jak to funkcjonuje w planecie, nie jako coś zamkniętego w pudełku, tylko po prostu pomierzymy sobie, jak wyglądają te wszystkie napięcia i naprężenia energetyczne dookoła nas. To całe promieniowanie magnetyczne, magnetyzm jest właściwie dokładnie jedną z form owych energii, co tu dużo mówić.
Widzimy teraz, jak ta cała grawitacja zaczyna nurkować w oceanach. Fenomen, proszę państwa, fenomen. Wspominałem w ostatnim chyba tym odcinku Quadridium o tym, że coś dziwnego dzieje się z naszą atmosferą. Także szybciutko tu przypomnę. Okazuje się, że atmosfera się zmniejsza. Ta cała warstwa dookoła Ziemi po prostu robi się coraz mniejsza. Aktualnie zmalała w ciągu ostatnich chyba 10 lat o prawie 10%. Także tego płaszczyka dookoła nas jest coraz mniej i można powiedzieć kurteczka robi się troszkę przykrótka i zaczynają nam wystawać ręce i nogi spod tej kurteczki. Ciekawa historia. Z tym jest związana inna sprawa, która jest, myślę, bardziej znacząca dla tej całej dzisiejszej opowieści, od której właściwie chyba zacząłem to Quadridium.
Przynajmniej ten ostatni odcinek. Mianowicie chodzi o pas Van Allena, pas tej radiacji dookoła Ziemi. NASA zauważyła jedną ciekawą rzecz. Po oczywiście wykonaniu tych dziwnych eksperymentów w tym pasie radiacyjnym, jak wywalili tam bombę atomową, to się nazywało Starfish. Wszystkie te rzeczy, które wam opowiadałem wcześniej. Okazało się, że ostatnio w tym pasie radiacyjnym, chociaż nikt już tam nie wywala żadnych ładunków termonuklearnych, zaczęły się dziać dziwne rzeczy. To są zdjęcia z tych obserwatoriów astronomicznych umieszczonych na satelitach, które gdzieś tam sobie na tych orbitach zasuwają. Zaczyna dziać się z powrotem takie zjawisko, które zostało zaobserwowane przy tej eksplozji termonuklearnej w pasie Van Allena. Czyli pioruny, zamiast walić na ziemię, zaczynają w dziwny sposób walić w kosmos. I okazuje się, że tych wyładowań atmosferycznych, które ładują w kosmos, jest o wiele więcej niż tych, które ładują w dół.
Nie wiem do końca, jakie są dane, bo właściwie myślę, że znakomita część tego wszystkiego jest kompletnie zablokowana dla takiego normalnego użytkownika, dla normalnego czytelnika, tak można by to powiedzieć. Jest ciekawa historia teraz z rezonansami Schumanna, od kiedy tuż przed zaćmieniem Słońca z tymi rezonansami zaczęło się dziać coś dziwnego. To już wcześniej były takie drobne anomalie i tam był taki moment, że kiedy zaczęło się dziać coś dziwnego na przestrzeni świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku, urządzenia zostały wyłączone na parę dni. Nie podano właściwie ani przyczyny, ani nic. Nawet nie pojawił się żaden komunikat, że coś jest konserwowane i że za chwilę wróci online i wszystkie pomiary dalej będą dostępne. Nic takiego się nie pojawiło. Gorzej, kiedy zaczęły się dziwne anomalie. I zaraz wam powiem, jakie anomalie, bo to nie są byle jakie anomalie w tak zwanych częstotliwościach Schumanna tej planety. Po tygodniu rejestrowania tych anomalii sygnał został wyłączony. Nie wiem, czy urządzenia zostały wyłączone.
W to śmiem wątpić. Myślę, że one cały czas sczytują i podają dane. Natomiast wszelkie dane, które trafiały normalnie do tak zwanych cywilów, czyli do wszystkich możliwych ludzi na planecie za pomocą internetu, zostały po prostu wyłączone. Także nikt już aktualnie nie ma informacji z tym, co się dzieje z rezonansami Schumanna. Właściwie nie wiadomo, o co chodzi. Dowcip polega na tym, że znikły, moi drodzy i to tak bardzo znikły. Ale ja tu jeszcze wrócę na moment do tego pasu Van Allena. Wygląda na to, że nastąpiło czyszczenie owego pasa radiacyjnego, ponieważ kolejna ciekawostka, którą zaobserwowano, że pewien rodzaj wyładowań elektrostatycznych, to, co nazywamy piorunami, ma bardzo dziwną reakcję w substancjach, które są promieniotwórcze. Mianowicie pewna częstotliwość tych rozładowań elektrostatycznych, ja tu w tym momencie nie jestem w stanie wam podać dokładnie, o jakie częstotliwości chodzi, ale są takie częstotliwości, które powodują, że radiacja jako taka po prostu znika. Czyli jeżeli nam walnie elektrownia jądrowa, to teoretycznie, tylko teoretycznie jak na razie, mówię o teorii, za chwilę powiem o praktyce, to ładując tam duże wyładowania elektrostatyczne możemy użyć i czegokolwiek, po prostu urządzeń, które generują owe wyładowania i jesteśmy w stanie wygonić tą radioaktywność, po prostu zniwelować ją praktycznie do zera.
I to była teoria, o której pisał Nikola Tesla i w dzisiejszych czasach jest to używane po cichu przez rząd japoński, a mianowicie urządzenia, zdaje się fundacji Keshe tam już dotarły i stoją w Fukushimie i zajmują się zdejmowaniem radiacji. To są takie małe generatory plazmowe wielkości piłki futbolowej, nawet mniejsze troszeczkę. W środku jest specjalna cewka, rdzenie, które odbierają sygnał z tej cewki albo w drugą stronę. Jest specjalny gaz tłoczony. Tam jest specjalna, tak zwana nanostruktura dookoła tego wszystkiego i okazuje się, że doskonale ściąga to radiację dookoła. Nie wiem, ile tego tam postawili, nie wiem, co z tym robią. Nie wiem, jak wyglądają badania, bo to wszystko jest objęte ciężką rządową tajemnicą. Oni się boją podawać jakiekolwiek informacje na ten temat. Normalne jest to, że jak wywaliło tą elektrownię, to właściwie pół Japonii jest skażone i informacja o tym, że jest coś takiego, co ściąga to promieniowanie radioaktywne, jest automatycznie związana z tym, że musiałoby podać do wiadomości publicznej, jak duże jest to skażenie. Także to są dwie rzeczy, które się nawzajem wykluczają.
I wracając do tego pasu Van Allena, dokładnie to samo zjawisko zaobserwowała NASA, że Jest gigantyczna ilość tych wyładowań atmosferycznych i właściwie jedyne wyjaśnienie, jakie jest dookoła tego, to jest takie bardzo proste, że atmosfera, taka ziemska atmosfera pełna zaczęła się oczyszczać. Bo my oczywiście jako atmosferę nie traktujemy pasu Van Allena. To jest coś, co jest dla nas troszkę abstraktem. Jest nam też sprzedawane jako coś, co już nie należy do Ziemi, jest częścią kosmosu, a nie tej planety. Co w rzeczywistości jest kłamstwem, bo właściwie pas Van Allena jest dokładnie tym pączkiem dookoła Ziemi, który ochrania nas przed nadmierną propagacją tej kosmicznej energii, tak żeby życie mogło się toczyć na tej planecie. Taka elementarna sprawa. Jest to część naszego całego ekosystemu. Te wyładowania, kiedy zaczęły się pojawiać w tym pasie Van Allena, zaczęła spadać radioaktywność wywołana różnymi dziwnymi ludzkimi działaniami w owym pasie. I zaczęła dziać się jeszcze kolejna rzecz. Oprócz tego czyszczenia, takiego automatycznego, zaczęło się dziać, moi drodzy, dziwne zjawisko.
Powstawanie trzeciego pasma tych częstotliwości w tym właśnie pasie Van Allena. To ja może szybciutko wytłumaczę, o co tu chodzi. Normalnie ten pas składa się z dwóch takich pączków złożonych na siebie. Jeden, można powiedzieć, ma polaryzację dodatnią, drugi polaryzację ujemną. Czyli jeden odpycha, drugi przyciąga. Coś w ten sposób. I one, że tak powiem, cały czas tak funkcjonują ze sobą. Troszkę jak takie dwie obrączki na palcu, które się przeplatają nawzajem. I się okazuje, że pomiędzy tymi przeplotami tych dwóch podstawowych energii, które postulowano w tym właśnie pasie Van Allena, ostatnio pojawiła się trzecia, taka ciekawa. Nikt właściwie nie wie, o co chodzi.
Wiadomo, że jest to bardzo mocno połączone z polem magnetycznym całego kosmosu i praktycznie polem magnetycznym naszej Ziemi. Tu jest ta ciekawa historia związana właśnie z owym magnetyzmem, że nagle oceany zwariowały i urządzenia, które są poustawiane w różnych miejscach na świecie, wypluwają z siebie raporty, które mówią o tym, że poziom wody się podnosi, chociaż właściwie nie ma żadnych naukowych podstaw do oszacowania, skąd się właściwie to bierze. Właściwie nie ma czegoś takiego jak jakikolwiek fakt naukowy mówiący, skąd teoretycznie ta woda, która zaczyna się podnosić, mogłaby się brać. Są te tłumaczenia, że lodowce się topią. Ale tu jest jeszcze taka zabawna sprawa z tymi lodowcami. Badania naukowe mówią bardzo jasno i wyraźnie, że masa lodowcowa aktualnie przybywa, że lodowce nie topnieją, a wręcz odwrotnie, robią się coraz grubsze. Oczywiście jest dużo teoretyków dookoła, ludzi zaangażowanych w zarabianie pieniędzy z globalnego ocieplenia wywołanego działaniem człowieka. Nie wiem, na ile to szczytne, na ile nie. Nie chcę tutaj tego osądzać. Oni wprowadzili taki koncept, że topią się te pokrywy lodowe i stąd przybywa wody w oceanach.
Jak się okazuje, nie za bardzo, bo współczynnik tej wody, która się podnosi, jest zbyt duży w stosunku do tego, ile w ogóle mogłoby się wytopić z tych pokryw lodowych. Inna sprawa, te pokrywy lodowe się okazuje, też nie są aż tak głębokie i one cały czas ulegają przemianie. To nie jest też tak, że ten lodowiec ma miliony lat, co nam się bardzo często sprzedaje przy okazji sprzedawania wody mineralnej, że wyciągnięta z lodowca ma tysiące lat. Okazuje się, że nie za bardzo, że temperatura pod lodowcem jest cieplejsza niż na zewnątrz i właściwie ta masa lodu, która płynie pod spodem, jest taką warstwą, która ma może tysiąc, dwa tysiące lat, jakoś tak. W każdym razie nie za dużo. Nie chcę tutaj strzelać z sumami, czy ma 10, czy 2 tysiące lat, ale generalnie ona cały czas jest w takim ruchu rotacyjnym. Tam nie ma czegoś takiego jak stałość. Dlatego jest taki problem z pomiarami, sprawdzeniem tego, co się w ogóle działo na Ziemi w ciągu ostatnich tysięcy lat. Bo nawet jeżeli wbijamy taką okrągłą rurę w ten lodowiec i wyciągamy ten gigantyczny sopel i zaczynamy go badać, krojąc na plasterki niczym kanapkę, i sprawdzać, jaka była zawartość tlenu w powietrzu, jaka była zawartość innych substancji chemicznych na tej planecie ileś tam setek tysięcy lat temu, kiedy ten lodowiec zamarzał, to się okazuje, że właściwie nie za bardzo jesteśmy w stanie cokolwiek określić, bo nie jesteśmy w stanie datować tego lodowca. Są bardzo dziwne anomalie przy tym wszystkim.
W ogóle tych anomalii związanych z naszą przeszłością jest tyle, że można godzinami na ten temat mówić. Ale wróćmy do tego pasa radiacji, tych wyładowań. Jest z tym taka bardzo ciekawa sprawa związana z czymś, co zaobserwował dżentelmen o nazwie Wilhelm Reich. Nawet zrobił tego zdjęcie. A nie on jeden, bo i Nikola Tesla zaobserwował takie rzeczy. Mianowicie poza połączeniem magnetyzmu z wodą, że tak jak Księżyc, kiedy jest pełnia Księżyca, jest przypływ. Woda w oceanach rośnie, ponieważ nic się nie topi, żaden dodatkowy lodowiec nie znika w oceanie. Wcale nie przybywa tej wody. Wody jest dokładnie tyle samo, ile było, ale w ciągu paru godzin ta woda się potrafi idealnie podnieść do góry. Wygląda na to, że w momencie, kiedy nasze bieguny magnetyczne się zsunęły do oceanów, to one automatycznie zaczęły się podnosić, ponieważ w ogóle zachodzą bardzo dziwne zjawiska magnetyczne w całej naszej galaktyce.
Mówiłem o tym, że Wenus zwalnia na swojej orbicie. Mówiłem o tym. O tych wszystkich pozostałych kosmicznych historiach. I co to ma wspólnego z owymi prądami i z owym dziwnym zdjęciem i zjawiskiem zauważonym przez i Teslę, i Wilhelma Reicha? Mianowicie chodzi o zjawisko fantomowych piorunów. Dziwna nazwa. Po angielsku właściwie fantom się używa na określenie zduplikowania czegoś, że coś ma swój duplikat, czyli fantomowy, czyli duplikat oryginału. Właściwie nie tyle duplikat, ile samoistniejąca energia w tej samej formie. Taki bliźniak można powiedzieć po polsku. Okazało się, że każdy piorun, każde wyładowanie atmosferyczne ma swojego fantoma, czyli drugi piorun, który jest kompletnie niewidoczny w naszym spektrum widzenia, takim, którym my oglądamy świat naszymi oczami.
Natomiast jest doskonale widoczny, kiedy robi się zdjęcia w podczerwieni na bardzo czułych filmach. Okazuje się, że kiedy strzela taki normalny, potężny piorun z nieba, tuż obok jest taki drugi piorun, który na zdjęciu wygląda jak czarne coś. Jest po prostu czarnym piorunem. Normalnie niewidoczny, ale w podczerwieni rejestrowany bez żadnych problemów. I ten niewidoczny piorun nie jest taką idealną kopią tego pierwszego, który my widzimy. Jest troszeczkę inny. To jest dokładnie ten sam piorun, ale inny. I tu są w ogóle bardzo ciekawe refleksje pod tytułem wyładowania i rozładowania. I tu bardzo ciekawa historia. Ja oczywiście do tego wrócę Do tych wyładowań i rozładowań.
Właściwie o tym dzisiaj mówię, ale zanim do tego wrócę, to chciałem jeszcze wrzucić wam kilka rzeczy na ruszta. Mianowicie o naszym stałym połączeniu z kosmosem. Bo tak jak widać po polu magnetycznym, które funkcjonuje w wodzie i nie tylko na Ziemi, jesteśmy nieustannie podłączeni nie tylko z Księżycem, ale z całą resztą planet. To są te cykle kosmiczne, które się zazębiają, nachodzą na siebie i dzieją się dziwne rzeczy. Z tym jest też związana historia zwalniających prądów w oceanach, bo okazuje się, że do tego wszystkiego jeszcze prąd tych potężnych sił oceanicznych, jak to się nazywa? Golfstrom tutaj. Ale to nie jest tylko jedyny nurt, który funkcjonuje. Golfstrom to jest nurt na Atlantyku, który przegania wodę raz z zimnego miejsca do ciepłego, a później odwrotnie z ciepłego do zimnego, żeby wszystkim było okej, żeby życie sobie funkcjonowało i się kręciło. Natomiast jest taki główny nurt oceaniczny, który funkcjonuje przez wszelkie możliwe oceany i zasila wodę, wymienia całą wodę w oceanach i tak dalej. Ten główny stream oceaniczny zwolnił i to dosyć mocno.
Jedynym wytłumaczeniem tego streamu jest to, że nasze pola magnetyczne zamieszkały w oceanach. Tak można to wyjaśnić. I tu są takie ciekawe historie, bo właściwie wszystko to, co obserwują naukowcy na tych danych naukowych. Ja nie mówię o teoriach, bo teorie to jest jedna sprawa, a rzeczywiste dane naukowe i te numerki, które tam są wypluwane to druga historia. Te numerki jasno i wyraźnie pokazują, że wyglądamy jak w przeddzień kolejnej epoki lodowcowej. Ale czy na pewno? Właśnie, czy na pewno? Bo mamy zmniejszającą się ilość radiacji słonecznej, która dociera do Ziemi. Mamy też takie bardzo ciekawe historie jak grupę ludzi, którą popularnie nazywamy banksterami, która korzysta z cykli słonecznych, projektując te wszystkie kryzysy na świecie, te wszystkie wojny i katastrofy po to, żeby wstrzelić się w to idealne miejsce. Oczywiście część z was być może zahaczyła o taki news w zeszłym roku, jak to szefowa, to się nazywa Międzynarodowy Fundusz Światowy czy jakoś tak, IMF, Bank Światowy na jakiejś takiej dziwnej prelekcji ciągle się odwoływała do siódemek.
Mówiła: „Siedem, siedem, musimy tylko do siedmiu” i tak dalej. „Nie zapominajmy o siódemce. Siedem, siedem, siedem”. Kiedy tak sobie dogramy te cykle, to się okazuje, że chyba oni wiedzą, o czym mówią, że tam ludzie bardziej wierzą w cykle i bardziej sobie z tego zdają sprawę niż ci, którzy siedzą przed telewizorami, łoją browara i oglądają ostatnią hollywoodzką produkcję, bo zapomnieli o tym, że mają swoje własne życie i oglądają cudze życie w cudzym filmie. Okazuje się, że to za siedem lat, proszę państwa, to będzie 2022 rok i teoretycznie według tych klasycznych zasad, według tej prognozy, która do tej pory się częściowo sprawdzała, częściowo nie, aktywność Słońca powinna być taka właśnie wręcz idealna do zrobienia globalnego kryzysu światowego, globalnej wojny, wywołania jakiegoś gigantycznego konfliktu i zarobienia na tym jeszcze większej kasy. Była taka próba w 2013 roku. Kolejny taki peak przypada na 2019 rok. Wtedy się zaczyna, bo to wszystko to są procesy. My nigdy nie mówimy o jednej dacie, że jest piątek 13 i od tego momentu wszystko jak w bajce się zaczyna dziać. W tym momencie otwiera się historia.
To nie wygląda w ten sposób. To jest proces i oni sobie doskonale zdają z tego sprawę. Absolutnie. Przynajmniej ten cały Bank Światowy, wszyscy ci banksterzy. Oni wiedzą, że muszą się przygotować do tego procesu. Żeby zaaplikować pewne scenariusze i pewne rozwiązania, trzeba przycisnąć grupę ludzi do ściany i wyprodukować taką sytuację. Z tym peakiem jest taka ciekawa historia, bo jest oczywiście moment peaku, znaczy jest peak, czyli ten moment do góry i jest ten moment, kiedy wszystko schodzi na dół. Przygotowania zaczynają się, kiedy wszystko schodzi na dół. I te przygotowania teoretycznie powinny się zacząć w 2017 roku, bo to jest ten najlepszy moment na robienie według kosmologicznych cyklów owych przygotowań do właśnie 2019 roku. W 2019 roku prawdopodobnie trzeba było już tą maszynę zacząć poważnie wytaczać, że tak powiem, na ulice do różnych instytucji, żeby powstawało takie troszkę prawo, które temu sprzyja, po to, żeby w 2022 zrobić kolejny taki big hit, taki big shot, który będzie przypominał połączenie II wojny światowej i kryzysu z 1928 roku.
Tak to wygląda. To są oficjalne historie, moi drodzy. To nie jest tak, że tu sobie ktoś coś wymyśla, że ktoś, że tak powiem, naczytał się ezoterycznych książek i powymyślał, miał wizje i tak dalej. To oczywiście inna sprawa, że wiele wizji, wiele historii, które się dzieją dookoła tego zjawiska, bardzo mocno to potwierdza, bo jest to pattern, który jest bardzo jasno i wyraźnie widoczny. Z dzisiejszej perspektywy można tak powiedzieć. Naprawdę dobrze go widać. Jeżeli ktoś nie jest ślepy, to widzi to jak na dłoni. Te rzeczy się na siebie nakładają. To, że ludzie mówią, że widzą pewne zjawiska, które nadchodzą, to jest czymś normalnym. Tu się okazuje, że nie jest to tylko kwestia widzenia, nie jest to kwestia metafizyki, nie jest to kwestia jakichś takich odlecianych spraw którejś tam gęstości.
Jest to coś, co tutaj dotyczy nas dosyć mocno na Ziemi. Wygląda, że banksterzy się tu już przyszykowali i już sobie tam planują imprezkę na 2019 rok, czyli od 2014 roku plus siedem lat to będzie 2022 rok i wtedy ma być taki big hit. Big hit. Oni są na tyle bezczelni, że im się wydaje, że te prognozy naprawdę działają. Inna sprawa, że z tymi prognozami się mocno przestrzelili, bo aktywność słoneczna miała się zacząć dokładnie wtedy, kiedy wieżowce w Nowym Jorku zostały wyburzone za pomocą specjalnych ładunków przygotowanych przez CIA i administrację amerykańską, która postanowiła w imię bilonu z Babilonu na ołtarzu złożyć taką ofiarę z ludzkiego życia, żeby jeszcze więcej pieniędzy było w portfelu i żeby jeszcze większą ilość populacji kontrolować swoimi różnymi szalonymi pomysłami i sprawdzać to wszystko w praktyce na żywym organizmie. Ale się okazało, że nie zadziałało. Miała być wielka historia, miało się zacząć coś naprawdę dużego, mocnego. Ale aktywność Słońca nie przyszła, a wręcz odwrotnie. Okazało się też dodatkowe kilka spraw, takich jak na przykład to, że globalna świadomość, czyli to, że my sobie pomyśleliśmy o czymś wszyscy razem, dotarł do nas pewien fakt, do naszej świadomości, że stało się coś bardzo niedobrego. Spowodował takie dosyć mocne obniżenie, że tak powiem, intensywności wszystkich częstotliwości na tej planecie i to nawet takich pomierzalnych, bo tam to wszystko rejestrowano na maszynach i widać było, jak normalnie sobie jest na przykład w skali od jeden do 10, idzie gdzieś tak na piątce ten cały sygnał, to nagle jest ciach i sygnał w dół do zera praktycznie i już idzie na jedynce.
Taki ogólny dół, ogólny dół społeczny. Wszyscy załapali dużego doła i się okazało, że ten wielki hit, który miał być, ta aktywność słoneczna, która miała sprzyjać tym ludobójcom, tym ludziom, którzy składają ofiary z innych ludzi, czyli wszystkim bankierom na świecie, którzy uwielbiają zabijać w białych rękawiczkach. Taki klan morderców, ale w białych rękawiczkach. On sam nie pociągnie za pistolet. On po prostu wynajmie armię, która nawet nie pociągnie za pistolet. Oni to maczetami zrobią. On im jeszcze kupi te maczety do tego wszystkiego. No i ci ludzie doskonale o tym wiedzą i wszystko jest już tak dosyć mocno zaplanowane. Przy czym najzabawniejsza jest ich wielka ignorancja i buńczuczność, że oni są na tyle bezczelni, że są w stanie wyjść. I taka pani Lagarde jest w stanie mówić o tym, że za siedem lat wszyscy kupimy sobie nowszy model Rolls-Royce'a czy coś w tym stylu, jakby ten, którym jeżdżą teraz, się zaczynał psuć.
No nie wiem, o co tu chodzi tym ludziom. Nikt chyba za bardzo nie wie, o co im chodzi, a podejrzewam, że oni sami nie wiedzą, o co im chodzi. Ale to już rozmowa na inny temat, który zamierzam tutaj poruszyć, czyli to, czym się zajmuje w rzeczywistości Fundacja Rockefellera. Bo to jest, myślę, taka ilustracja, która doskonale pokazuje skalę szaleństwa, która objęła te tępe umysły, które po prostu chwyciły się za te dziwne rzeczy. Zacznijmy łączyć te wszystkie rzeczy razem do kupy, ale zanim zaczniemy łączyć, to oczywiście tu sobie włączę jakąś muzyczkę, moi drodzy, żeby nie było tak, że ja tu ciągle gadam. I posłuchamy sobie jakiejś muzyczki i zaczniemy łączyć te wszystkie elementy w całość. Ten pas Van Alena, te pioruny, które nagle zaczęły strzelać w drugim kierunku, nie do Ziemi, tylko w kosmos. Te cykle, między innymi siedmioletnie cykle Słońca, znikająca radiacja słoneczna, która dociera do Ziemi, zanikająca troszeczkę ta otoczka naszej planety i zmieniające się pola magnetyczne też w swoim specyficznym cyklu. Ale to po muzyczce, moi drodzy, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. Ja mam na imię Tomek.
Jak zwykle „Hiperprzestrzeń” do ściągnięcia ze strony radionafali.com. Także śmiało zapraszam. Jak się nudzicie pewnego razu wpadnijcie i pościągajcie. A tymczasem muzyczka. Oh yeah, legaliza. Always, always. Czyli zawsze pamiętajcie o legalizowaniu cannabis. Mam nadzieję, że wszyscy już mają doniczki i nasionka posadzone. Jeżeli nie, to jutro posadzicie albo nawet w tym momencie po prostu rzucacie się do łopatek, grabek i sadzicie to, co macie posadzić. Pamiętajcie o legalizacji.
Nikt za was tego nie zrobi. Rządy nie są zainteresowane tym, żeby ich służby wywiadowcze zarabiały mniej pieniędzy, a wy żebyście nie umierali na raka. Oni są zainteresowani tym, żebyście wszyscy zdychali jak bydło, a oni będą na tym zarabiać tak, jak do tej pory zarabiali. Także polecam sobie przytulić jakąś doniczkę i zalegalizować cannabis i jeżeli wyrosną fajne zbiory to się po prostu z kimś podzielić, kto na przykład ma padaczkę albo kilka innych schorzeń. Także polecam serdecznie. Ta akcja w Radiu Na Fali się nigdy nie kończy. Akcja legalizacji. Także wszystkich oportunistów, hipokrytów tutaj chciałem przywołać do porządku troszeczkę, żeby się ogarnęli i zamiast robić propagandę, która sprzyja zabawie w ludzi i nadludzi, że ktoś może być panem cudzego życia, tak jak polski rząd stał się doktorem Mengele w przypadku ludzi posiadających raka i inne schorzenia. Przejść na drugą stronę polecam. Lepszy efekt to daje w rzeczywistości zamiast powtarzania tej hipokryzji.
Ale to zostawiamy cannabis, zostawiamy wszystkie te rzeczy. Wracamy do tych wszystkich zmian, które też myślę, są związane z cannabis. Cannabis ma bardzo specyficzną sygnaturę, sygnaturę planety Wenus, ale to może o tym troszkę później. Zresztą wspominałem o tym ostatnio troszeczkę. No właśnie, wracając do tych wszystkich rzeczy, do tego wszystkiego, co się dzieje. Wspomniałem w ostatnim quadrigium o tej chmurze wodoru, która sobie zasuwa przez galaktykę, która sobie tam przyspiesza na jakąś koszmarną prędkość. No właśnie, bo historia z tą chmurą jest dosyć intrygująca. Ona była tam namierzana przez te radary typu Havel i tak dalej, i tak dalej przez ileś tam lat. No i miała swoją stałą prędkość. Służyło to jako podporę całej tej ściemy dotyczącej czarnych dziur i oficjalnych teorii naukowych, które mają niby wyjaśnić to, jak funkcjonuje cały świat.
No i pewnego razu okazało się, że dzieją się dziwne rzeczy, bardzo dziwne rzeczy z tą chmurą wodoru w kosmosie. Znaczy my to nazywamy chmurą wodoru. Nie wiemy, co to jest. Po prostu na urządzeniach, którymi to wszystko badamy, wyrzuca nam takie parametry, które teoretycznie powinna mieć chmura wodoru w kosmosie, ale to takie szacowanie z cyklu: tą drogą na horyzoncie kiedyś przechodziła baba. Jak zobaczy, że coś tam się będzie kręciło w lewo albo w prawo, to może być baba. No i wszyscy przyjęli za pewnik, że tak, ktokolwiek idzie tamtą drogą gdzieś na horyzoncie, którą ledwo co widać, to na pewno jest baba. A tam? A tam może sobie przybiegać koń, moi drodzy, a nie baba. A może iść chłop? A może iść dwóch chłopów?
No właśnie, ale dla nas to jest już baba. No i nazwaliśmy to chmurą wodoru. Generalnie ona sobie zasuwa przez ten kosmos, przez tą galaktykę i była niejako punktem odniesienia, jak wygląda ruch spinowy w galaktyce, jakie prędkości tam funkcjonują. Okazała się bardzo ciekawa historia. W cyklu siedmioletnim ta chmura wodoru zastanawiająco przyspieszyła. Przyspieszyła dwukrotnie. Nie jednokrotnie, nie pięciokrotnie. Przyspieszyła dwukrotnie swoją prędkość w stosunku do tego cyklu, który był siedem lat wcześniej. Siedem, osiem do dziesięciu lat maksymalnie. Mniej więcej tak wyglądają te cykle.
One są tak samo reprezentowane przez cykle naszego Słońca, cykle planet, wszędzie dookoła. Wygląda na to, jest dokładnie ta sama struktura, którą my nazywamy cyklami. Jak przyspieszyła, to przyspieszyła do prędkości, specjalnie zapisałem, żeby nie robić takiego zonka i się nie mylić, osiem miliardów kilometrów na godzinę. Z taką prędkością cały czas przyspiesza i cały czas zasuwa do samego centrum galaktyki i przyspiesza. Teraz jest już w okolicy samego centrum. Został nam chyba rok czasu, chociaż właściwie wygląda na to, że wszystko się wydarzy dokładnie w tym roku, tu i teraz, w 2015 roku. Za chwilę to wszystko doleci do centrum galaktyki i za chwilę dojdzie ta fala. Nikt nie wie jaka, nikt nie wie, co się wydarzy. Szacunki mówią o 2018 roku i podają właśnie tą datę jako miejsce, w którym jeżeli cokolwiek walnie w centrum galaktyki, to prawdopodobnie zdąży dolecieć i owiać nas tą całą swoją energią. Generalnie zobaczymy impact.
Zobaczymy, co się będzie działo, bo ponoć są takie duże dystanse. Pojawia się bardzo ciekawe zjawisko, zjawisko tak zwanej antykorelacji, o którym już wspomniałem, które występuje ze Słońcem, cyklami słonecznymi i planetami w naszym Układzie Słonecznym i w naszym układzie galaktycznym i wieloma innymi rzeczami. To zjawisko występuje przede wszystkim w nas i na tej planecie. Żeby to wyjaśnić chyba najszybciej, posłużę się przykładem siatki geomancyjnej. To są punkty na Ziemi, w których są stawiane różne dziwne budynki albo były stawiane. Później współczesne teologie, różne religie i psychopaci to przejęli. Tam się teraz buduje katedry, kilka innych miejsc. Jak na ironię, po zbadaniu tych wszystkich miejsc okazuje się, że znakomita większość owych punktów mocy na owej siatce geomancyjnej Ziemi to są miejsca po byłych wulkanach albo po dużej aktywności wulkanicznej. I to tak dosyć mocno. Okazuje się, że praktycznie to jest naturą tych wszystkich miejsc, że jeżeli stoi tam jakiś kamienny krąg, który stoi od tysięcy lat, to prawdopodobnie był tam kiedyś wulkan i jeżeli się wbije łopatę i zacznie robić wykopaliska archeologiczne, to faktycznie są pozostałości skał wulkanicznych i wszystkich historii związanych z erupcjami tej potężnej masy skalnej.
Nikt właściwie nie wie dlaczego, oficjalnie oczywiście, ale wygląda na to, że Ziemia przejmuje te pola magnetyczne z innych planet. To też jest dosyć ciekawe i wszystko jest związane z tą strukturą, można powiedzieć fraktalną, bo to chyba najlepsze określenie, czyli wszystko oparte na trójkątach, na tych bryłach Keplera. Tak to można nazwać w sumie, czyli częstotliwości, bo rezonanse inaczej narysowane to są po prostu formy geometryczne. To są właśnie elementarne bryły platońskie, podstawowe figury geometryczne, przestrzenne oczywiście. Ziemia się okazuje też właściwie być skonstruowana dokładnie w ten sam sposób, o czym zresztą mówi jasno i wyraźnie cała ta sprawa związana z siatką geomancyjną. To można sobie bardzo łatwo wyliczyć, pomierzyć, sprawdzić. A jeżeli ktoś w to nie dowierza, wystarczy sobie weźmie urządzenia pomiarowe i sobie odwiedzi te wszystkie miejsca i zobaczy, że faktycznie takie jest. Urządzenia to pokazują, także można się kopać z koniem. Można się upierać przy tym, że świat jest płaski i stoi na czterech słoniach. To chyba nie za bardzo działa.
I tu jest właśnie taka ciekawa historia. Okazuje się, że anomalie magnetyczne na Ziemi, które aktualnie następują, są związane z anomaliami magnetycznymi na planecie Mars. I to nie jest dowcip. Dokładnie tak samo, jak tam się przesuwają pola magnetyczne, tak samo okazuje się, przesuwają się pola magnetyczne na Ziemi. Tu jest taki dosyć oczywisty wniosek potwierdzający wszystkie te kosmologiczne, alchemiczne historie, czyli to, że Ziemia dokładnie funkcjonuje według tego kosmicznego porządku. W praktyce wygląda to tak, że przejmujemy pole magnetyczne z innych planet, że pole magnetyczne, które jest tutaj, na naszej planecie, wcale nie zależy od naszej aktywności, od tego, co my tu robimy. To jest o wiele grubsza i cięższa sprawa związana z całym Układem Słonecznym. Jeżeli wszystkie planety się ustawią dokładnie na konkretną energetykę, można powiedzieć na konkretny rezonans magnetyczny, to wszystkie automatycznie się przestawiają na tą właściwą pozycję, ewentualnie zmieniają ją na jakąś inną. My to kojarzymy bardzo często z tak zwanymi cyklami precesyjnymi Ziemi, czyli z tymi cyklami 12, 6 tysięcy lat, 25 tysięcy lat, 36 tysięcy i tak dalej. Generalnie co sześć i co 12.
Tak to można najszybciej wyliczać. Oczywiście można to dzielić na 3 tysiące lat, później na 2 tysiące lat. Jest kilka opcji z tym mierzeniem, ale generalnie wiadomo, że chodzi o pełny cykl precesyjny, czyli 12 tysięcy lat. To jest ten numerek, który nas obchodzi i jest dla nas najważniejszy, przynajmniej jak na razie. Wszystko wygląda, że działa jak duża elektryczna impreza. I tu wszystko wraca do koncepcji Goethego, czyli metamorfozy roślin, moi drodzy, bo dokładnie rośliny są takimi antenami tych wszystkich kosmicznych sił, o czym tu wspominałem w radiu Nafali. Czasami wspominam nie raz, nie dwa. Jeżeli się przyjrzymy roślinom, to zauważymy, że rośliny posiadają sygnaturę innych planet. Już o tym wspominałem troszeczkę, ale myślę, że nie zaszkodzi, kiedy wspomnę jeszcze raz, jakbyście zapomnieli, bo ja tu mam nawet takie sprytne notatki dotyczące sygnatury planety Wenus i dokładnie sygnatury cannabis. Pozwólcie, że sięgnę po te notatki.
Miałem je gdzieś pod ręką oczywiście. Zaraz. No mam. Przepraszam, to tyle trwało, ale musiałem się naszumieć kartkami Sygnatura Cannabis jest dosyć ciekawa, bo podlega właściwie Wenus, tak jak powiedziałem, ale nie tylko, bo podlega też drugiej gwieździe, która się nazywa Merkury. Jedna ma cykl 240 dni, a druga ma cykl 470 dni. I to są cykle względem Ziemi, bo to nie jest tylko tak względnie czegoś, po prostu cykl 240 dni. I skąd się to bierze? To się bierze stąd, że Wenus razem z Merkurym wykonują ruch po naszym nieboskłonie i dokładnie po 240 dniach wracają mniej więcej na to samo miejsce, się duplikują. Te orbity przechodzą przez siebie i ruszają w następną część tej podróży. Wszystko to jest oczywiście względem Ziemi.
Te 240 dni to jest Merkury względem Wenus. Tak wygląda cykl tych dwóch planet względem Ziemi, czyli cykl Merkurego względem tej planety to jest 470 dni. Jeżeli sobie zaczniemy dodawać te wszystkie cykle, to się nazywa synodyczny rok i tak dalej. Słowo synodyczny to jest nazwa tego wszystkiego. Stosunek Ziemi do Wenus wynosi dokładnie 32 lata. To się nazywa pocałunek Wenus. Można sobie to podzielić na krótsze odcinki. Wychodzi 584 dni. I to wszystko się idealnie mieści dokładnie w tych właściwie bryłach geometrycznych. Bo jeżeli to sobie rozłożymy wszystkie te historie na wartości kątowe i zaczniemy sobie to rysować w postaci różnych geometrycznych wzorków, to zaczniemy się łapać, że spotykamy tam coś takiego jak liczbę phi, czyli serię Fibonacciego, lekko przesuniętą.
1,618. Ta liczba, którą spotkamy, to będzie dokładnie pochód 1, 2, 3, 5, 8 i 13. I tak dalej. I będzie się duplikowało. I tam są właśnie te wszystkie sprawy związane z tak zwanym rokiem synodycznym, czyli wtedy, kiedy wszystkie te cykle się zerują. I to jest dosyć istotne dla naszej całej opowieści, bo tu mowa jest o tym, że cykle się zerują i że możemy to sobie sprawdzić eksperymentalnie dosłownie w każdej roślinie. Jeżeli weźmiecie jabłko i przekroicie je na pół, nie w poprzek, tylko na pół, to zobaczycie, że tych miejsc, w których są nasionka, jest dokładnie pięć. To jest sygnatura Wenus. Dokładnie. Nie więcej, nie mniej.
W jabłku, w cannabis sygnatura Wenus. Żeby było zabawniej, nawet nie musicie iść po jabłko ani nóż, żeby je kroić, ani sadzić cannabis. Wystarczy, że wysuniecie przed siebie swoje dwie cudowne, fantastyczne dłonie. Co widzicie? Widzicie pięć palców u jednej ręki i pięć palców u drugiej ręki. To jest właśnie sygnatura Wenus, moi drodzy. Otóż to. Jesteśmy bardzo mocno związani z cyklami tej planety. I to tak nie w kij dmuchał. Nie przez przypadek to wszystko jest związane też z cyklami Księżyca i wszystko razem tworzy dosyć specyficzne bryły.
Można sobie to po prostu narysować jako bryły, proszę państwa, na papierze sobie policzyć i zamienić w częstotliwości. I dokładnie z tym samym mamy cały czas do czynienia. Nie jest to taka przypadkowa, teoretyczna historia, którą sobie ktoś wyssał z palca, tylko właściwie dowód na istnienie tych mocy i to, że one operują w bardzo specyficzny sposób, zupełnie przeciwstawny do tego, co nam mówi oficjalna nauka, jest widoczny praktycznie wszędzie. Tak jak mówię, wystarczy wejść do parku, wystarczy się przyjrzeć na swoją własną dłoń i sprawdzić nasze życie. Jak wyglądają cykle w naszym życiu, kiedy się dzieją dziwne rzeczy, kiedy się zmieniamy, kiedy transformujemy, ile czasu potrzebujemy, żeby zacząć mówić od urodzenia, ile czasu potrzebujemy, żeby zacząć chodzić i tak dalej. Wszystkie te cykle się dokładnie zerują, zawsze spotykają w którymś miejscu i w miejscu, gdzie się spotykają tak naprawdę wszystkie te cykle, to jest moment, kiedy rodzi się nowy człowiek. Tak zwyczajnie. Dlaczego horoskop jest wytyczany w momencie naszych urodzin? Dokładnie z tego powodu. To jest właśnie ten punkt, w którym się wszystko zeruje i wszystko zaczyna z powrotem swój bieg dookoła jakiejś kosmicznej osi.
Tak to wygląda w praktyce. Ciężko jest temu zaprzeczyć. Można się z tym kopać jak z koniem, ale tu niewiele z tego przyjdzie, bo właściwie nawet pomimo tych 100 lat próbowania zaorania tej rzewnej nauki, ona ciągle spod dywanu wystaje, a dywan się robi coraz bardziej krótszy, a tej prawdziwej wiedzy robi się coraz bardziej więcej i dociera do coraz większej grupy ludzi. Więc wracając do tej koncepcji Goethego. Goethe opisał to doskonale jako metamorfozy roślin. Napisał na ten temat kilka książek. I tu wygląda na to, że proces jest o wiele bardziej gruby niż nam się wydaje, bo metamorfoza nie dotyczy tylko roślin, nie dotyczy tylko nas, ale dotyczy też planet. To jest dokładnie ten sam układ. Jest takie zabawne miejsce na planecie Ziemia. Nazywa się Pustynia De Nazin.
Znajduje się gdzieś w Arizonie pomiędzy Teksasem a Arizoną. Jest takie bardzo ciekawe miejsce, bo jest pełne kości dinozaurów i bardzo dziwnych skamielin, ale naprawdę takich bardzo dziwnych. To są te skamieliny, które są używane jako argumentacja przez zwolenników wiary w jakiegoś boga, który przyszedł i stworzył ziemię w ciągu siedmiu dni. Ponieważ wszystkie rzeczy, które są znajdowane na tej pustyni, nie jest to jedyne takie miejsce na świecie, ale tam głównie, przeczą kompletnie takiej koncepcji ewolucji, którą nam się wsuwa do głowy, że wszystko powstawało tak po kolei się rozwijało. Najpierw z komórki ryba, później z ryby się coś wyłoniło na ląd, przepełzło, wpełzło na drzewo, zamieniło się w małpę, a później spadło z tego drzewa, zamieniło się w człowieka. To wygląda coś zupełnie innego. Nie będę wam dzisiaj opowiadał, co z tego wynika, bo to nie na ten temat, ale generalnie wszystkie wykopaliska, które są tam robione, przeczą w ogóle wszelkim oficjalnym teoriom i wprowadzają wszędzie takie duże znaki zapytania. I właściwie nikt nie jest w stanie tego wyjaśnić. Kreacjoniści jak to kreacjoniści, oni zwykle szukają wszystkiego na potwierdzenie swojej tezy i nawet jeżeli ten człowiek po prostu idąc po chodniku się potknie najzwyczajniej w świecie, to będzie dla niego to dowód na istnienie Boga. Ktoś inny powiedział: „Po prostu byłem nieuważny i się potknąłem”, ale dla niego będzie to coś boskiego.
Także oni wykorzystują tych argumentów do udowodnienia swoich tez. Ale tu jest troszeczkę coś innego. Tu jest o wiele grubsza sprawa, która się za tym wszystkim chowa, ponieważ te skamieliny mają bardzo dziwną cechę. Wygląda trochę tak, jakby wszystko nagle zamarzło. Po prostu dosłownie w ciągu ułamka sekundy zamarzło. Jakby potężny zimny wiatr schłodził wszystko. I to w taki sposób, że wszystkie procesy organiczne, które funkcjonowały normalnie w tym lesie, który został zamrożony w tych roślinach, w tych zwierzakach, dinozaurach, wszystko to stało się w ułamku sekundy, że nawet krew nie zdążyła się skrystalizować. Jest tu kilka różnych koncepcji na ten temat. Chyba taka najbardziej popularna z racji tego, że jest bardzo blisko mainstreamu, to jest koncepcja związana też między innymi właśnie z owym ruchem wody w oceanach. Że jest taki moment, że podczas przebiegunowywania się tej planety, czyli planety Ziemia, nagle ten prąd w oceanach staje i to wystarczy, żeby obniżyć temperaturę na całej planecie w ciągu ułamka sekundy.
Przynajmniej tak mówi koncepcja. Ale po sprawdzeniu tego głębiej okazuje się, że praktycznie termodynamika tej planety nie jest w stanie zrealizować takiego scenariusza. Czyli o ile jest to możliwe w warunkach laboratoryjnych, że obniżamy bardzo raptownie ciśnienie w zamkniętym pomieszczeniu i nagle wszystko w tym pomieszczeniu zamarza natychmiast. Jest możliwe. To w naturze jest to niemożliwe. Chodzi o kwestie radiacji słonecznej. Chodzi o kwestie zachowywania się jonosfery i atmosfery. Jest to zbyt duży obiekt, żeby go schłodzić, zachowując te same parametry wszędzie dookoła całego tego obiektu w ciągu ułamka sekundy. Okazuje się, że pewne reakcje, które są wyzwalane na Ziemi podczas takiego potencjalnego procesu, spowodowałyby chyba rozsadzenie tej planety i chyba żadna skamielina by nie ocalała. Przede wszystkim, co najważniejsze, nie ocalałby nikt, który mógłby później zbadać te skamieliny i w ogóle zastanowić się, skąd się to wzięło.
I tu się pojawia taki bardzo ciekawy koncept związany z tym, jak wygląda historia naszej planety, bo ta historia jest związana z naszą przyszłością, moi drodzy. Jeżeli funkcjonujemy w cyklach i wszystko jest tymi nieustającymi cyklami, tą nieustającą podróżą, która zawsze się zeruje i z powrotem zaczyna od zera i tak dalej, ciągle w drodze, moi drodzy, to znaczy, że wszystko już się wcześniej wydarzyło i mamy ślad tych cykli wcześniej. Pierwszym śladem jest datowanie tych wykopalisk, czyli możemy określić te katastrofy, które nas spotkały, które ledwo co uszliśmy cało z życiem, ledwo co przetrwaliśmy na tej planecie. Było ich ponoć sześć. Przynajmniej tak mówi oficjalna nauka o tych mass extinctions, czyli wszystko wymarło masowo z planety Ziemia i ponoć zaludniała się praktycznie od zera. Ale te masowe wymarcia są, że tak powiem, związane z pewnymi punktami na mapie, którą nazywamy kalendarz, na mapie w czasie i przestrzeni. I dotyczą właśnie tych 12 tysięcy lat do tyłu i dotyczą cyklu precesyjnego, który sięga 25 tysięcy lat. I te wykopaliska na owej pustyni De-Nazin, tak to się nazywa, są właśnie z tego okresu. I tu jest ciekawa sprawa, że w ogóle nie wygląda to tak, jakby chciało wyglądać w oczach oficjalnej nauki. Czyli tak: z dala od jakichkolwiek elementów powodzi, ani śladu tego nie ma.
Z dala od jakichkolwiek elementów wielkiego kataklizmu, takiego globalnego, żeby cały świat się zawalił, żeby płyty tektoniczne się jakoś gigantycznie porozsuwały, żeby po prostu był taki megakataklizm. Nie ma ani śladu. Chodzi o aktywność wulkaniczną. Przecież to wszystko musiałoby zostać w powietrzu, które opada i zamarza razem z tą tkanką organiczną. I dzięki temu byśmy mogli wiedzieć, że okej, coś walnęło, jakiś meteoryt i tak dalej. Są ślady meteorytu, to prawda. I to coraz ciekawsze, bo znaleziono go dokładnie w Zatoce Meksykańskiej i wygląda na to, że coś grzmotnęło w Zatokę Meksykańską i to mocno. Ale te ślady meteorytu są dwuznaczne. I tu jest taka ciekawa koncepcja, która jest związana z tak zwanym elektrycznym wszechświatem. To jest ta koncepcja, którą ja może nie tyle wyznaję, ile generalnie studiuję, tak można powiedzieć.
Do wyznawania jeszcze mi trochę zostało. Ołtarzyka sobie nie wybudowałem żadnego, no chyba że to urządzenie pomysłu Nikoli Tesli, ale ciężko nazwać to ołtarzykiem. To jest po prostu urządzenie, które mi podświetla mój ulubiony stół, ale o tym to może kiedy indziej. Także jest jedyny koncept, który potrafi to wszystko ogarnąć. I tu jest jeszcze słynne wykopalisko owego kraba ze stanu Washington. Określeniem, które się pojawiło właśnie na tą okoliczność, mianowicie elektryczna fosylizacja, electric fossilizing, czyli elektryczna skamielina, tak to można nazwać. Co się okazuje? Okazuje się, że po bliższym przyglądnięciu się właśnie skamielinom z owej pustyni De-Nazin, owym krabom znajdowanym w stanie Washington i kilku innym wykopaliskom archeologicznym praktycznie z każdej możliwej długości i szerokości geograficznej na planecie Ziemia, są znajdowane takie dziwne anomalie. Mianowicie ta warstwa dookoła tego obiektu, który uległ skamielinie, ma bardzo dziwną strukturę. Wygląda jak taki dziwny polimer.
Można to przetłumaczyć w taki bardzo prosty sposób. Okej, albo coś walnęło, jakiś duży meteor, który nagle się tu czasowo pojawia raz na 24 tysiące lat i czyści wszystko do zera i cywilizacja startuje na nowo, albo raz na co 12 tysięcy lat. Ale nic o tym meteorycie nie wiemy z zapisków pozostałych cywilizacji. Ani Indianie w swoich przepowiedniach o tym nie mówią, ani nic z tych rzeczy. Wiemy tylko o wojnach, które toczyliśmy ze sobą w pewnym momencie historii tej planety. I są dziwne wykopaliska związane z zielonym, ciemnym szkłem, które powstaje tylko podczas reakcji termojądrowej. Ale i tu jest myk, bo się okazuje, że to szkło i ta struktura dookoła kraba nie powstają tylko i wyłącznie podczas reakcji termonuklearnej, termojądrowej. Okazuje się, że właśnie owe dziwne, potężne napięcia elektrostatyczne, które występują przy takich dużych wyładowaniach, to nawet nie są wyładowania, tylko to jest coś, co im towarzyszy, powodują pojawianie się tych zjawisk. I to, co zaobserwowano na przykład na potężnych takich sekwojach, które tam zostały w tych skamielinach wręcz po prostu zamrożone w czasie i przestrzeni, bo dookoła są pokłady węgla i praktycznie jakkolwiek się tną w tych warstwach ziemi, to spoza tego węgla nagle się wyłania stojące w pionie drzewo. Tak jakby sobie stało.
Nagle przyszła jakaś fala, która zamroziła to wszystko. Później pojawił się węgiel dookoła, wszystko zapadło się gdzieś głęboko pod ziemię. I jakoś tak się to wszystko wydarzyło. Ale okazuje się, że materiał organiczny, który stworzył węgiel dookoła drzewa, jest na przykład młodszy od tego drzewa odrobinę, tylko odrobinę. I to się zamieniło w węgiel. Natomiast drzewo, które było kompletnie organiczne, w węgiel się nie zamieniło. Jest masa takich anomalii, że widzimy dwa obiekty, które są datowane, są w tej samej warstwie archeologicznej. Czyli wszystko wydarzyło się dokładnie mniej więcej w tym samym okresie czasu, ale niektórych obiektów ni w ząb szlag nie chciał trafić. A to jest wręcz niemożliwe, bo mówimy o czymś, co zalega w ziemi i tam jest flora bakteryjna taka, która zżera wszystko. Jeżelibyśmy opuścili nasze współczesne miasta, to w ciągu 20 lat beton zostałby zjedzony przez bakterie i nie byłoby śladu po tych wielkich, aluminiowych, brzydkich budynkach.
Tak właśnie to wygląda w praktyce, proszę państwa. Czyli okazuje się, że mamy do czynienia z bardzo ciekawą anomalią. I to, co znaleziono, to właśnie taka dziwna warstwa nanostruktury naturalnego polimeru, która powstaje między innymi właśnie przy tych wyładowaniach elektrostatycznych dookoła organicznych obiektów. I dokładnie to samo znaleziono między innymi dookoła tego kraba, dookoła tych drzew znajdowanych na pustyni Nazca, dookoła kilku innych rzeczy. Jak to wszystko pogodzić? Bo oficjalna koncepcja mówi, że walnął meteor. Że nawet jeżeli nie na Ziemi samo z siebie jakaś erupcja wulkanów, to musiał walnąć meteoryt. Są ślady po tym meteorycie. Ale właśnie nie wiemy, czy są to ślady po meteorycie, czy są to ślady po transakcji wiązanej. Bo wygląda na to, że Ziemia i cały ten myk związany z magnetyzmem naszej planety jest związany z magnetyzmem innych planet.
Nie przez przypadek dokładnie wtedy, kiedy obroty spiralne Ziemi zwalniają, dokładnie w tym samym czasie zwalnia planeta Wenus. Wygląda na to, że jesteśmy połączeni takim, można powiedzieć, łańcuchem, niczym rower. Że mamy tą część z pedałami, gdzie machamy tymi nogami i mamy łańcuch, który przenosi ten cały napęd na tylne koło. I że te wszystkie planety są połączone właśnie takimi niewidocznymi łańcuchami ze sobą. Jak się jedna kręci, to druga tak samo się kręci, dokładnie w tym samym cyklu. Ciekawa historia z tym wszystkim, bardzo ciekawa, że zawsze, jeżeli coś się dzieje w tym układzie, coś, co go destabilizuje i znika kawałek tych naturalnych właściwości grawitacyjnych, jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że coś się do nas przyczepi, jakiś meteoryt z kosmosu. Bardzo łatwy eksperyment do zrobienia w domu. Bierzemy magnes i sprawdzamy sobie, jak się zachowuje polami. Ponieważ to, o czym ciągle mówimy, to jest zmiana polaryzacji tej kosmicznej energii dookoła nas, której my na tej kosmicznej planecie, na tym naszym statku kosmicznym sobie zasuwamy gdzieś tam w kosmos. I wystarczy, że tu się zmieni drobnie polaryzacja, a my nawet tego nie widzimy, bo my jesteśmy, tak jak czasami tu wspominam, gdzieś na środku oceanu, a pod nami jest ta fala tsunami.
My nawet jej ze swojej perspektywy nie zauważamy, poza tym, że widzimy o wiele jaśniejszą gwiazdę Wenus na niebie. I jest to bardzo ciekawy znak. Ostatni raz obserwowany, zdaje się, 12 tysięcy lat temu, jak mówią przekazy starych cywilizacji. Anyway. Ten cały ruch spiralny planety, kiedy te pola grawitacyjne znikają, powoduje, że zachowuje się jak duży magnes i w tym momencie jest w stanie przyciągnąć jakąkolwiek kometę, która może sobie śmiało trzasnąć w nas. Natomiast normalnie ten pas Van Allena, ten pas radiacyjny dookoła Ziemi ma te dziwne właściwości, które powodują, że praktycznie wszystkie komety, wszystkie takie dziwne rzeczy są odpychane od Ziemi i nie ma prawa nic w Ziemię walnąć. To są takie zagrożenia, które są cytowane przez NASA, że jest ryzyko walnięcia komety w planetę Ziemia. Nie ma takiego ryzyka. To jest fenomen. One są po prostu odpychane i wszyscy o tym doskonale wiedzą, którzy zajmują się tematem kosmologii od tej strony.
To jest taki straszak robiony na ludzi, żebyśmy wszyscy wierzyli w tą całą współczesną naukę, bo oni nas będą bronić przed meteorytem, który spadnie na nas i nas wypali do gołej ziemi, a właściwie nawet nie gołej ziemi, do gołego kosmosu, bo już tu nic nie powstanie z ziemi. Wygląda na to, jakby coś zdestabilizowało zjawisko antygrawitacyjne. Co za tym przemawia? Bo to nie jest tylko czcza teoria. To jest teoria poparta badaniami w terenie, wykopaliskami. Okazuje się, że pewne zjawiska nastąpiły szybciej, czyli ta cała, jak to się nazywa, electric fossilizing, czyli elektryczne zamienianie się w skamielinę nastąpiło wcześniej niż przywalił meteoryt. Meteoryt przysypał to wszystko dodatkową warstwą. I to jest taki ciekawy moment. I te momenty się dzieją właśnie co 12 tysięcy lat, co 25 tysięcy lat. Tak to wygląda.
Nie chce wyglądać inaczej. Co z tym pyłem wulkanicznym? Właśnie. Ten pył wulkaniczny, moi drodzy, przykrywa owe kraby i przykrywa owe drzewa, które tak zastygły w dziwny sposób. I tu jest bardzo ciekawa historia związana z taką jedną bardzo ciekawą anomalią. Mianowicie chodzi o mamuta, który został wykopany parę lat temu na Syberii, w takiej wiecznej zmarzlinie, bo okazało się, że jak trachnęło gdzieś na świecie, te właśnie 12 tysięcy lat temu, kiedy jeszcze mamuty, dinozaury, to wszystko pełzało sobie po ziemi, to wszystko nagle zamarzło w ciągu ułamka sekundy. I wyciągnięto takiego mamuta z tej wiecznej zmarzliny. Może ktoś z was zahaczył w jakiejś telewizji albo gdzieś tam news na ten temat, bo było to dosyć głośno swego czasu. Rosjanie to zrobili. Wyciągnęli, właściwie wypiłowali go razem z taką bryłą lodu i go powoli tam rozmrażali, żeby przypadkiem nie zakłócić tego procesu, bo chcieli zbadać, co się właściwie stało.
Dlaczego te mamuty wymarły? Skąd się wziął ten kataklizm na świecie? I szukano tego pod kątem właśnie jakiejś katastrofy kosmicznej. Jakiś meteor przywalił w Ziemię i zrobiło się nagle tak chłodno w ciągu ułamka sekundy, że cała praktycznie biosfera została zwiana, przynajmniej zniknęła na jakiś czas i to wystarczyło, żeby wszystkie gatunki wymarły i Ziemia zawinięła się i zaczęła cykl od nowa. I tu się okazała ciekawa rzecz, o której nikt jeszcze głośno nie chce mówić za bardzo. Zaczęto badać tego mamuta. Mamut okazał się bardzo świeży. Okazało się, że dosłownie zamarzł w momencie posiłku. Brzmi dziwnie, ale to prawda, moi drodzy. Ten mamut zamarzł dokładnie w tym momencie, kiedy po prostu sobie szamał trawę.
I to jest taki szok, bo wcześniej była taka teoria, że mamuty wyczuły, że coś się dzieje i to była jakaś masowa migracja, że one po prostu próbowały zwiać z jednego miejsca do drugiego. Okazuje się, że tak nie za bardzo. On po prostu sobie stał, skubał tą trawę i nagle zamarzł w ciągu ułamka sekundy. I sprawdzono w ogóle, o co chodzi. Rozcinając tego mamuta po odmrożeniu się okazało, że trawa w środku uległa zamrożeniu szybciej niż krew. Bo to się bada w taki dosyć sprytny sposób, bo wiadomo, że kiedy coś raptownie zamarza, to generalnie krew nie powinna się skrystalizować. Ta krystalizacja ma swój ustalony czas i proces, którym przebiega i jeżeli zamrażanie trwa dłużej, to te kryształy lodu są coraz większe. Zresztą pamiętacie, jak wyglądają zimą nasze okna, kiedy mróz na zewnątrz i te wzorki się rysują na szybach? To jest dokładnie proces krystalizacji. Im więcej wilgoci i rozciągnięty jest ten proces w czasie, tym te kryształy są większe.
Natomiast jeżeli następuje takie raptowne zamrożenie, typu wkładamy kogoś do helu niczym Hana Solo w „Gwiezdnych wojnach”, to właściwie nie ma czasu na powstanie tych kryształków. I zaczęto badać tego mamuta pod tym kątem. Czy przypadkiem nie było tak, że zrobiło się bardzo zimno z powodu na przykład dużej różnicy ciśnienia, cokolwiek. Tam jest kilka różnych koncepcji na ten temat. Generalnie wydarzyło się jakieś zjawisko, które spowodowało, że w ciągu dwóch godzin maksymalnie, bo cały ten proces jest obliczony na krócej niż na dwie godziny. Wygląda na to, że wydarzyło się dokładnie prawie w ciągu 15 minut, że wszystko nagle tak się pozmieniało na tej planecie. I teraz było zastanawianie się, skąd przyszło to zamarzanie, bo jeżeli była to jakaś ingerencja jakiegoś obcego ciała, które walnęło w ziemię i to wszystko przyszło z zewnątrz, nawet jeżeli to się wydarzyło w ciągu 15 minut, to przyszło z zewnątrz i wiemy przynajmniej, gdzie szukać. Szukamy meteorytu, szukamy czegoś na kształt meteorytu. Okazuje się, że coś dziwnego z mamutem się stało. On zamarzał od wewnątrz.
On nie zamarzał od zewnątrz, czyli od teoretycznie fali zimna, która powinna go zacząć opatulać, ale on zamarzał od wewnątrz i to przypomina zjawisko elektrostatyczne. I to tak bardzo mocno. To jest to, co się dzieje w kuchence mikrofalowej, tylko że odwrócony proces, ale też na tej samej zasadzie. Jest promieniowanie. To promieniowanie jest wysyłane przez to działo w tej kuchence mikrofalowej i generalnie obiekt się zaczyna nagrzewać od środka, a nie od zewnątrz. Oczywiście chodzi o gęstość obiektu i tak dalej. Tak jak wkładamy ceramiczne miseczki, takie zwyczajne, to one się nagrzewają same w sobie i ciężko później utrzymać w ręku, bo ona się grzeje od wewnątrz, tak jakbyśmy wypiekali ceramikę od wewnątrz. I taką właśnie historię znaleziono z tym mamutem, którego odkopano na Syberii. Nikt oficjalnie nie chce się za bardzo pokusić o wyjaśnienie tego, bo to przeczy praktycznie całej oficjalnej nauce i burzy ten cały z kunsztem zbudowany konstrukt stojący na czterech żółwiach, które stoją na jednym słoniu, a ten słoń stoi na czterech krokodylach. I to się nazywa współczesna nauka.
Bo tu się okazuje, że niby ten proces nastąpił natychmiastowo. Praktycznie mamut powinien zamarznąć w ciągu niecałych pięciu minut. A jeżeli sprawdzimy właściwie sposób, w jaki zamarza krew, szczególnie takich dużych zwierzaków, które są dosyć dobrze uodpornione na, że tak powiem, niskie temperatury, są specjalnie skonstruowane. Tam krew za bardzo nie ma prawa zamarznąć w ciągu ułamka sekundy. Okej, godzina na wychłodzenie. Jasne, jest to możliwe, ale nie 15 minut i nie w taki sposób. A tu się okazało, że jeszcze jest zabawniej, bo właściwie nawet to nie było 15 minut, że ten proces zamarzania właściwie wygląda, jakby wszystko się wydarzyło natychmiastowo. Jedyne kryształki, jakie się pojawiły w tej zmarzlinie, to takie na zewnątrz, tak jakby podczas odparowywania z zewnątrz ta energia została oddawana. Trochę jak wyrównywanie się potencjałów elektrostatycznych. I tu jest cała historia związana właśnie z fantomowymi piorunami, tymi niewidocznymi piorunami, których nie widzimy.
Bo jest bardzo ciekawa rzecz, która się zdarza podczas wyładowania atmosferycznego. Normalne jest to, że powstaje wyższa temperatura i że jest błyśnięcie, gdzieś topi, strzeli w drzewo, wywala stacje transformatorów na wiosce i tak dalej. A druga historia to jest takie miejsce dookoła tego całego pioruna, gdzie nagle praktycznie znika temperatura, robi się totalnie chłodno, zimno. To jest też historia związana z polem magnetycznym, które zawirowując, też potrafi zmienić temperatury dookoła. To są te eksperymenty Wilhelma Reicha robione z orgonitami, gdzie badano poziom orgonu w powietrzu za pośrednictwem temperatury. Bo wiadomo, że orgon jako taki jest dosyć ciężki do zbadania, ale wiadomo, że jego interakcja z tym otoczeniem na zewnątrz jest bardzo mocna. To jest wszystko mocno posklejane właśnie w ten sam sposób wszystko, taki bardzo kosmiczny sposób i że my możemy to zaobserwować jako obniżenie albo podwyższenie temperatury. I wygląda na to, że coś dziwnego się stało i wszystkie ślady nas prowadzą do tych bardzo elektrycznych historii, moi drodzy. Nie chemicznych, nie biologicznych, nie kwestii teorii ewolucji i na przykład ewolucji komórki z czegoś w coś. Nie teorii o czarnych dziurach i kosmosie, który nas zdzielił jakąś katastrofalną w skutkach skałą, która przeorała planetę Ziemia.
Właśnie, bo tu jest jeszcze jedna ciekawa historia związana z Kanionem Kolorado. Okazuje się, że po sprawdzeniu zdjęć lotniczych Kanionu Kolorado, który do tej pory służył za taki sztandarowy przykład wielkiego kataklizmu na Ziemi, że obsunęły się lody, a gdzieś tam na Arktyce czy Antarktyce zrobiło się wielkie jezioro, takie potężne jezioro, bo się zmieniła temperatura i gdzieś pośrodku tego wielkiego wiecznego lodu, jak my to nazywamy, powstał taki duży ocean. I pewnego dnia ten lód się przetopił na krawędzi i ten ocean cały wyciekł prosto takim potężnym strumieniem, robiąc taką potężną lawinę, takie gigantyczne tsunami, które przeorało całą Amerykę Północną. I ślad tego przeorania to jest właśnie Wielki Kanion Kolorado. I do tej pory tak to było traktowane. Powody dosyć proste i prozaiczne, bo tak, w wykopaliskach, które są tam znajdowane, widać, jakby wszystko zostało wymyte troszeczkę do tego kanionu, jakby zostało zmyte. Wszystkie wykopaliska, które się tam znajduje, znajduje się na samym dnie kanionu. Przy czym właśnie znalazła się bardzo ciekawa hipoteza, która jak się okazuje, jest chyba jedyną, która się trzyma kupy w tym wszystkim. Bo zrobiono zdjęcia lotnicze i zaczęto analizować ślady, które zostawił ten potencjalny wielki potop w Kanionie Kolorado. Okazuje się, że właściwie woda nie zostawia takich śladów, że takie ślady zostawia co?
Co, moi drodzy, zostawia wielkie wyładowanie elektrostatyczne. Dokładnie te same zdjęcia zaobserwowano przy eksperymentach z plazmą w Stanach Zjednoczonych i to właśnie w Instytucie Los Alamos. Dokładnie tego samego typu kształty. Zresztą nie tylko tam, bo dokładnie sto lat wcześniej te wszystkie rzeczy na swoich zdjęciach pokazywał podczas prezentacji i prelekcji Nikola Tesla. Gorzej, te wszystkie rzeczy na zdjęciach pokazywał Wilhelm Reich, który miał masę eksperymentów z tym związanych. Kolejny dżentelmen, który to pokazywał, to Trevor Constable, ten człowiek, który odziedziczył spuściznę Wilhelma Reicha, jeżeli chodzi o badania nad orgonem. I oni cały czas to pokazywali. Tu parallel jest troszkę więcej niż symboliczne i się okazuje, że mówimy o tym samym. I doszła jeszcze jedna ciekawa rzecz, która zanegowała teorię wielkiego oceanu gdzieś na Arktyce, który wywołał wielką katastrofę, że ta fala gigantycznej słonej wody czy słodkiej wody, która zalała ocean, spowodowała tą katastrofę. Że to było jeszcze powiązane z tym meteorytem, że on walnął, przetopił ścianki, no i wtedy wszystko wyciekło i zalało cały kontynent i jednocześnie zalało całą planetę.
Tu się okazuje, że chyba nie za bardzo, bo szczątki, które są znajdowane na samym dnie to jedno, ale właściwie nikt przez ileś tam set lat się nie pokusił sprawdzenia, co z tymi wyższymi partiami w owym Kanionie Kolorado i nie tylko, bo też dotyczy to tak samo tej pustyni Dehna Zin. No i zaczęto badać. Podniesiono się troszeczkę z tego dna owego wąwozu. No i panowie przeszli do badania wyższych warstw, takich, w których praktycznie według tej koncepcji nie powinno być nic, bo ona powinna zostać kompletnie wymyta do zera. Bo jeżeli już ta fala się przelewała, to właśnie cały ten osad skalny, wszystko, cokolwiek było ciężkie, opadało na dno i opadało na dno kanionu. Natomiast na górze nie powinno zostać ani śladu. I się okazuje, że jest taka bardzo dziwna warstwa na samej górze, przykryta przez ten kurz, który tam naleciały przez tysiące lat, ale jednak dalej została. I ta warstwa jest, jak to się mówi po angielsku, more potential than other, czyli ma więcej potencjału niż pozostałe warstwy. I okazuje się, że te najstarsze kości i najstarsze wykopaliska i najlepiej zachowane najstarsze skamieliny znajduje się w tej właśnie warstwie, która w ogóle nie jest na dnie tego kanionu. Ta warstwa jest praktycznie przy samej górze tego kanionu.
I teraz jest pytanie, skąd to się wzięło? No właśnie. I tu wszystko prowadzi nas w kierunku prądu elektrycznego, ale nie takiego prądu elektrycznego, który my znamy jako wyładowania atmosferyczne, chociażby błyskawice, ale właśnie w kierunku tego fantomowego prądu, tej dziwnej energii, która się dokładnie obok pojawia, jest dla nas niewidoczna, ale jak ustawimy sobie kamerę niczym Wilhelm Reich, włożymy tam kliszę, która jest specjalnie przygotowana na robienie zdjęcia w podczerwieni, założymy specjalny filtr na aparat fotograficzny albo specjalne obiektywy, a później jeszcze wywołamy to zdjęcie w specjalnej technice, żeby właśnie było w stu procentach robione w podczerwieni, to zauważymy ten drugi piorun. I nagle być może znajdziemy odpowiedź na te dziwne zjawiska, które wcześniej były niewytłumaczalne, bo wydawało nam się, jak to możliwe, żeby normalny piorun robił te wszystkie rzeczy dookoła siebie? Skoro robimy sam normalny piorun bez wyładowania fantomowego, to się nie dzieje, a w naturze się to dzieje. To są te dziwne anomalie z natury, że zawsze jest więcej niż mniej, a to więcej mniej może być tym właśnie fantomowym strzałem, moi drodzy. Ale to może chwila przerwy i ja tu puszczę jakąś muzyczkę, która jest troszkę mniej fantomowa. A wy słuchacie oczywiście Radia na Fali, Hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek. Oczywiście audycja jest retransmitowana w Radiu Paranormalium.
Pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium bardzo serdecznie. No i oczywiście Matczynego Radia na Fali jak najbardziej. No i oczywiście przypominam, że audycja jest do ściągnięcia z przepastnego archiwum Radia na Fali, moi drodzy i jest kompletnie za darmo dostępna dla was. Czeka, aż znajdziecie na nią czas. Także słuchajcie, jak macie czas, wpadajcie i ściągajcie, a ja tymczasem jakąś muzyczkę. Sobie popiję herbaty, odsapnę troszkę od tego gadania, bo temat jest gruby. Tu jest tyle wątków. Ciężko mi się jest nie pogubić po bocznych dygresjach w tym wszystkim, bo tu co wątek to milion dygresji. Wszystko do siebie pasuje. I te bryły Keplera, i ten prąd, i te dinozaury, i to wszystko.
I posłuchajmy muzyki. Ale były bębny, a wy słuchacie oczywiście Hiperprzestrzeni w Radiu na Fali jak najbardziej. Ja mam na imię Tomek. Jakbyście chcieli zadzwonić to oczywiście radionafali.com na Skype'ie taki jest adres. Także zapraszam serdecznie, jeżeli macie jakieś pomysły, jakieś informacje na ten temat, żebyście wrzucili do tego gara. Niech się pogotują troszkę te koncepcje. Tym bardziej, że mamy tu bardzo mocną koncepcję, taką naprawdę ultramocną. Właśnie, co przemawia za mocą tej koncepcji? To taki bardzo konkretny sposób i to taki, że ciężko ją podważyć z którejkolwiek strony. Mianowicie ten cały proces erozji, a właściwie dokładnie to brak śladów jakiejkolwiek erozji, dokładnie na tej pustyni, która się nazywa Dehna Zin.
We wszystkich tych skamielinach, a tam jest taki potężny las, który po prostu skamieniał. Nagle las skamieniał i nic się go nie złapało, nic nie zżarło tych drzew, nie zamieniło ich w węgiel, w pokłady węgla albo czegokolwiek innego. Chociaż dookoła są takowe pokłady. Także nie jest to kwestia tego, że te drzewa były jakieś specjalne, wyjątkowe. Nie. Były takie same jak inne. No i dokładnie brak śladów erozji, czyli coś jakby wybiło całą florę bakteryjną. Mamut zamarzający od środka. Na dodatek okazało się, że udało się zbadać dokładnie skład posiłku owego mamuta, czyli tą trawę, którą sobie właśnie skubał. Nawet znaleziono, jaki to gatunek trawy i do tej pory ten gatunek trawy sobie tam mieszka.
Także ciekawa historia z tym. Taka fala, która ogarnęła nie wiadomo co i wszystkie żywe organizmy, które były troszkę bardziej żywe, po prostu wybiła. I jeszcze historia z tak zwanym przypływem, wielką falą, woda do góry. Te wszystkie opowieści o potopach. Co by nie mówić, wygląda na to, że był to wielki kosmiczny przypływ, że coś się tak poukładało i tak trachnęło z tą fantomową energią, że przypływ się pojawił. Tak samo, jak się pojawia, kiedy jest księżyc w nowiu. Proszę państwa, kiedy jest pełny księżyc na niebie. Wszystkie dziewczyny doskonale wiedzą, bo wtedy mają z reguły trudne dni. I to też nie jest przypadek, że jesteśmy tak skorelowani z siłami kosmosu. Nazywa się to w alchemii kosmiczną orientacją.
Bardzo często. Chodzi właśnie o te rośliny, o te paterny rezonansów. O to, czym jest owa rozszerzająca się świadomość. Słuchajcie, wygląda na to, czy chcemy, czy nie, jeżeli spojrzymy na tą całą naukę i wszystkie fakty dookoła tego zebrane, że właściwie jesteśmy uczestnikami takiej zabawy, że system stał się naszym snem, który na upartego śnimy. Planujemy strategie, planujemy różne rzeczy i planujemy dopasowywać to wszystko do naszych strategii tak, żeby ten sen nieustannie trwał. Ale co robi tak naprawdę tą cywilizację? Co robi kulturę? Co robi te momenty iluminacji, które się pojawiają dookoła? Mianowicie odpowiada za to dynamika pracy naszego mózgu. Tu można rzucić okiem w kierunku telewizora, jeżeli ktoś ma.
To jest taka klasyczna destrukcja. Dużo ludzi mówi o programowaniu i deprogramowaniu w dzisiejszych czasach naszych umysłów i tak dalej, ale tu nie trzeba jakoś specjalnie daleko szukać. Program się nazywa w telewizji. Nie przez przypadek się nazywa program, bo programujemy się, czyli kupujemy jakąś rzeczywistość dla nas. Możesz to oglądać albo robić swój własny program. Takie są opcje. Nie ma opcji robienia gdzieś tam po drodze. Chyba że ktoś pracuje w telewizji, ale to wtedy też tak naprawdę nie robi własnego programu, tylko robi program na zapotrzebowanie kogoś, bo ktoś stwierdził, że ma taki program, ma taki plan, strategię, żeby coś pokazać i wszyscy musimy w to uwierzyć. A dynamika pracy naszego mózgu polega zupełnie z innego miejsca. Nie polega właśnie z tego programowania zewnętrznego.
Jest po prostu naturalna sama w sobie. Tak samo jak nie jesteśmy w stanie zaprogramować wielkiej katastrofy dla tej planety, biorąc na wzgląd wszystkie te oficjalne teorie, bo żadna z nich się, że tak powiem, nie trzyma kupy razem. A ta jedyna teoria, która trzyma te wszystkie razem w kupie, gdzie wszystko się nagle zaczyna układać w elementy tej samej układanki, wszystko idealnie do siebie pasuje, jest bardzo nielubiana, ponieważ wyskakuje poza te schematy, poza te ramy. I tu się okazuje, że to paralo z naszym mózgiem jest dosyć mocne, moi drodzy. Bardzo mocne, jeżeli nawet nie chyba najistotniejsze w tej całej historii, o czym tu czasami wspominam. To może zaczniemy od tego, czym jest w ogóle świadomość, bo w poprzednich odcinkach wspomniałem, czym jest nasze ego. Więc ego tu tak szybko przypomnę. Ego to nasze wspomnienia oraz nasze oczekiwania dotyczące tego, co się potencjalnie może wydarzyć w przyszłości. Nic więcej. Czyli takie martwe konstrukty.
To jest martwa kraina. Tam mieszkają już tylko zwłoki albo z przeszłości, albo coś, co się jeszcze nigdy nie wydarzyło i nie wiadomo, czy się kiedykolwiek wydarzy. Tak sobie wymyśliliśmy i żyjemy uczepieni, że tak powiem, tych zwłok. To nazywa się ego. Ale czym jest nasza świadomość? Na to pytanie też jest odpowiedź. Też nie jest żadną tajemnicą. Nasza świadomość jest naszą wspólną wiedzą. Niektórzy nazywają to systemem czakr. Dosyć mocno zmanipulowane w dzisiejszych czasach.
Z reguły, jeżeli ktoś mówi o systemie czakr, to nie ma bladego pojęcia o czymś takim jak kosmiczna orientacja, nie ma pojęcia o sygnaturze planet, nie ma pojęcia praktycznie o niczym i najczęściej powtarza takie bzdury, które dotarły do naszej cywilizacji przez taki specjalistyczny filtr, który sobie wymyśliliśmy. Nałożyliśmy na oczy nasze różowe okulary tak, żeby te wszystkie koncepcje Dalekiego Wschodu były zjadliwe i pasowały do naszego kotleta schabowego, żeby ta chińska kapusta z tym kotletem schabowym dała się zjeść. Bo ciągle chcemy żreć ten kotlet schabowy. No i git, spoko. Jeżeli jest smaczny, to smacznego. Wszystko jest okej, ale tu jest troszkę coś innego. Tu jest takie dziwne paralo. I joga, i wszystkie te rzeczy z tym związane, z czakrami, są właśnie dokładnie związane z tym samym. Z tą kosmiczną orientacją, która wyznacza cykle na naszej planecie, która wyznacza te wielkie katastrofy, można powiedzieć, która wyznacza te wielkie naładowania i rozładowania tymi dziwnymi energiami, które wyznacza nasze cykle życia. Dokładnie wyznacza te cykle w naszym organizmie takiej skali mikro, można powiedzieć.
O co chodzi w ogóle z medytacją? Bo dużo ludzi powtarza, że na przykład medytacja, może nie tyle medytacja, ile bardziej, chociaż to też i medytacja, i joga, bo to są te dwie rzeczy, które razem są spasowane. Wielu ludzi ma problem, żeby złapać to jako jedną całość, ale to jest dokładnie to samo. I zaraz wam powiem, co to jest, bo słyszy się opowieści o tęczowych kolorach czakramów. Więc czakramy nie mają tęczowych kolorów. Absolutnie. To jest taka ściema wymyślona po to, żeby to sprzedać gospodyniom domowym w białej Europie, które po prostu się nudzą i muszą sobie wymyślić jakieś zajęcie potem, jak odbiorą dzieci ze szkoły. I tam się opowiada wszystkie te bajki o tym, że czakramy mają kolory i tak dalej, i tak dalej. Takie tęczowe kolory. One rzeczywiście mają kolory, ale te kolory są jasno i dosyć mocno związane z tymi kwestiami rozładowywania się, przeładowania energii.
Ja tu was bardzo chętnie odsyłam do prac Dinci, tego dżentelmena od kolorów, o którym tu zdaje się kiedyś wspomniałem. Trochę więcej na jego temat jest w syntezie, tym drugim podcaście o wolnej energii, o którym mówię. Tam są podane te właściwe kolory czakr. Bo to nie są takie przypadkowe kolory, które są dokładnie tym samym co tęcza na niebie. Nie ma to nic z tym wspólnego. Są dokładnie te kolory, które są reprezentacją tych samych sił natury, które operują w kosmosie. Dlaczego te kolory są tak zdefiniowane? Ponieważ każdy kolor jest przetłumaczalny i transferowalny, można powiedzieć na częstotliwości dźwiękowe, na rezonanse akustyczne, na rezonanse w częstotliwościach fali eterycznej. Są doskonale przetłumaczalne na Praktycznie język matematyki na długości kątowe i koniec końców przetłumaczony na bryły geometryczne, którymi się posługiwał Platon, żeby opisywać świat. To jest dokładnie wszystko to samo.
To jest ta sama informacja, tylko że opisana troszkę inaczej. Można coś zapisać jako bryłę geometryczną, a można też równie dobrze zapisać jako kolor. To są dokładnie dwie te same rzeczy. Chodzi o częstotliwości, w których pracuje ten kolor. Ta częstotliwość jest dla nas wtedy wyznacznikiem tak zwanej długości kątowej i wtedy możemy sobie zbudować ową bryłę. Wiemy, jaka bryła odpowiada za jaką częstotliwość, ponieważ każde rozładowanie tej częstotliwości ma też swój własny, osobny kolor. Jeżeli ktoś z was bawi się kulą plazmową pomysłu Nikoli Tesli, to dokładnie widzi, jak ta energia zmienia swoje kolory. Zresztą wystarczy zrobić zdjęcie pioruna i też widzimy, jak kolory transferują z miejsca, gdzie właściwie jest tylko biało, do miejsca, gdzie jest fantomowy czarny piorun na tle czarnego nieba. Fenomenalne, prawda? Tak jest z tym wszystkim i to ma pewne konsekwencje związane właśnie z naszą wiedzą.
Bo tak jak wspomniałem, sprzedaje nam się dużo zagadek, że nie wiemy, czym jest świadomość, nie wiemy, czym jest ego. Wiemy doskonale. Idioci nie chcą się do tego przyznać i nie chcą tego nikomu powiedzieć, ale mniejsza o to. Więc świadomość jest naszą wspólną wiedzą, moi drodzy. To jest tak, jak ten system czakr, w którym wszyscy się łączymy. Nic więcej ni mniej. To jest tak, jak te wszystkie kolory, które obserwujemy, tak jak cała ta kosmiczna orientacja tej planety. Wszyscy jesteśmy na tej planecie, dotyczą nas dokładnie te same siły. I dokładnie to samo jest z naszą świadomością. Wszyscy tworzymy tą jedną wielką wspólną świadomość.
Można tu się oczywiście spierać. Wielu twierdzi, że oni nie tworzą, oni są sami w sobie. Ale jakoś tak ciężko byłoby udowodnić, że nie mają mamy. I to jest chyba taki główny punkt, dla którego i na którym te wszystkie koncepcje o tej, że tak powiem, atomizacji jednostki człowieczej, że jesteśmy sami, samotni. Jesteśmy sami. Oczywiście, ale to jest samotność w mnogości, można powiedzieć. I cała nasza świadomość, to, kim jesteśmy, bierze się stąd, że posiadamy wspólną wiedzę, że się dzielimy czymś z kimś. Stąd się bierze świadomość. To jest nic więcej, nic mniej. Nie ma tu żadnego dodatkowego konstruktu nadświadomości, podświadomości i tak dalej.
Przynajmniej taka jest moja koncepcja. Tu można się oczywiście ze mną serdecznie kłócić na ten temat i dyskutować, ale wróćmy. Jaką tajemnicę kryje w sobie joga, o której jogini nie chcą jeszcze mówić? Myślę, że pewnego dnia zaczną o tym mówić głośno. Myślę, że część już powoli zaczyna. Gdzieś tam dotarły do mnie wieści i ci medytujący mędrcy też dokładnie to samo. Mają dokładnie tą samą wiedzę. Mianowicie chodzi o synchronizację. Chodzi o zamykanie cyklu, o czym tu kiedyś wspominałem jakiś czas temu w jednej „Skiperprzestrzeni”, o tym, żeby zamykać cykle, że na tym to wszystko polega. Cała informacja przyszła do nas z badań nad naszym ludzkim umysłem, moi drodzy.
Więc okazuje się, mit, w którym jesteśmy prasowani od dziecka o lewej i prawej półkuli, że ktoś z nas jest albo matematyczny, albo holistyczny. Albo lubi rozwiązywać zadania matematyczne, albo lubi sobie porysować, albo pograć na instrumencie, albo jakoś tak. I te rzeczy się ze sobą, że tak powiem, rozmijają. Jest to kłamstwo. To jest taki urban legend, mit powtarzany nieustannie i na tyle skutecznie powtarzany, że wielu z nas uwierzyło w to, że na przykład jest bardziej matematyczni, a inni, że są bardziej artystyczni. Ale taki podział nie istnieje. Czemu służy joga i czemu służy medytacja? I dlaczego siedzi się podczas tych zajęć z nogami, które są skrzyżowane? Dlaczego tak istotne jest przekładanie lewej ręki na prawą stronę, prawej ręki na lewą stronę? Joga jest chyba doskonałym przykładem tego.
Tai chi jest doskonałym przykładem. Każda sztuka walki, która wywodzi się z Dalekiego Wschodu i z tych teologicznych opowieści, jest dokładnie przykładem owej energii, przesuwania tej energii. Więc okazuje się, że owszem, nasz mózg ma ten specyficzny pattern, że jeżeli ja w tym momencie macham lewą ręką, to zaangażowana jest prawa półkula i ona jest niby ta bardziej werbalna, odpowiadająca za komunikację i tak dalej. Tak sobie ktoś powymyślał takie bzdury i nas tak wypracował tymi bzdurami. Myślimy, że tak właśnie jest, że jak nam walnie w tą półkulę, to stracimy całą logiczną pamięć w swojej głowie. I się okazuje, że kiedy tą samą rękę, czyli lewą rękę, za którą odpowiedzialna jest prawa półkula, przesuwamy na prawą część naszego ciała tak, żeby chociażby pojawiła się za naszym ramieniem. Po prostu weźcie rękę i sobie zegnijcie na drugą stronę ciała, tak sobie przełóżcie. Wiecie, co się dzieje z naszym mózgiem? Nasz mózg automatycznie przełącza swoją percepcję rzeczywistości, receptory. I okazuje się, że w momencie, kiedy tylko nasza ręka znajduje się na tej prawej połowie naszego ciała, tej oryginalnej części tego mózgu, który powinien tym zawiadywać, mózg się przełącza na lewą stronę.
Właściwie za każdym razem, kiedy sięgamy ręką na lewą stronę po coś, to przełączamy się z prawej na lewą półkulę i w drugą stronę tak samo. Kiedy sięgamy lewą ręką na prawą stronę, to dokładnie przełączamy się w ten sam sposób. Jeżeli zakładamy nogę na nogę, to tworzymy taki vortex energetyczny. To jest dokładnie ta opowieść. Te wszystkie procesy się krzyżują w nas samych i my jesteśmy chyba największymi świadkami i najbardziej powinniśmy być przynajmniej świadomymi świadkami tego procesu, bo ten proces sobie stymulujemy sami w sobie. To jest właśnie joga. To są te ćwiczenia, że trzeba się obrócić, że trzeba przemieścić część swojego ciała na tą stronę, po której normalnie to ciało nie bywa. Trzeba troszkę walczyć z balansem, tam się powyginać w lewo i w prawo. Dokładnie o to chodzi. O przemieszczanie tego punktu energetycznego w nas, o tą kosmiczną orientację.
Nic więcej, nic mniej. Ja słyszałem niesamowite legendy o tym, że zakładanie nogi na nogę świadczy o tym, że człowiek jest na przykład taki albo siaki, a jak założy lewą na prawą, to świadczy, że jest taki, siaki. To są bzdury powymyślane przez ludzi, którym zabrakło czasu być może na zdobycie wiedzy na ten temat. Ale szczęśliwie ta wiedza jest do zdobycia, także nie musimy koniecznie słuchać tych, którzy sobie wymyślają nowe znaczenia do swojej teologii po to, żeby wszystko na świecie pasowało do ich teorii. Mamy na to bardzo zaawansowane badania, tak zwane MIR. To są skany mózgu, gdzie robiono masę eksperymentów z ludźmi medytującymi i sprawdzano, jak wygląda aktywność naszego mózgu. Kolejny urban legend, który mówi o tym, że tylko 10% naszego mózgu jest aktywne, do 15% czy jakoś tak. Bzdura, proszę państwa. Aktywny jest nasz mózg w całości, cały czas, nieustannie. Nie ma obszaru martwego.
Każdy z tych obszarów mózgu ma swoją rolę. Nie ma czegoś takiego, że mamy uśpiony mózg w sobie. Nie ma pojęcia uśpiony mózg. Nie, nic takiego nie istnieje. Po bliższym sprawdzeniu okazuje się, że nasz mózg cały czas pracuje i zjawisko tej fantomowej energii, jak to można określić, tak jak przy piorunie, o którym mówiłem, który był fotografowany przez tych dżentelmenów, występuje dokładnie w naszej głowie. Tu jest nowe odkrycie naukowe. Ludzie siedzą nad tym od paru lat w Stanach. Jest taki pan doktor, który nad tym siedzi. Mianowicie chodzi o coś takiego, co nazwał nanotubes, czyli takie nanotuby w środku naszego mózgu. Pomiędzy tymi połączeniami neuronowymi w środku są takie małe rurki, małe tuby i ładunek elektrostatyczny się przemieszcza po tych tubach.
I to jest takie oficjalne wytłumaczenie, bo to jest tyle, ile możemy znaleźć na naszych urządzeniach. Ale po wszystkich sytuacjach, które się wydarzają dookoła, widzimy, że dzieje się coś więcej. Coś więcej to jest właśnie owa fantomowa energia, która równolegle dokładnie po tych samych szynach zasuwa. To jest trochę jak taki niewidoczny pociąg, który jeździ po niewidocznych szynach razem z naszym pociągiem dokładnie wzdłuż. My nie widzimy tego pociągu nigdy, ale widzimy, że wiatr z tej jednej strony, z której jest ten fantomowy pociąg, jest zawsze chłodniejszy. I my się zastanawiamy dlaczego? Szukamy rozwiązań. A rozwiązanie już jest od lat, ponad 100 prawie że. Moi drodzy, to jest ta fantomowa energia, która jest praktycznie nie do zbadania. My ją widzimy tylko i wyłącznie w tych niewidocznych fotografiach pasma podczerwieni, które gdzieś umykają naszej percepcji, ewentualnie kiedy sobie rozszerzymy naszą percepcję, co też jest dosyć istotnym zjawiskiem.
To jest dokładnie coś takiego jak ta trzecia moc w pasie Van Allena. Dokładnie to. Bo machając tymi rękami i nogami tak jak podczas jogi czy podczas medytacji, synchronizując lewą i prawą półkulę tak, żeby nie było tego dualizmu w nas, żeby ta energia cały czas właściwie była w stanie ruchu, bo jak tylko osiądzie, to zaczyna się robić tak jak z jeziorem, do którego nie ma dopływu świeżej wody. Wszystko zaczyna tam gnić i obumierać, zamienia się w śmierdzącą sadzawkę. Dokładnie tak samo jest z naszą głową. Tak długo, jak wierzymy w to, że mamy półkulę, która odpowiada za abstrakcję i tak długo, jak wierzymy w to, że mamy półkulę, która odpowiada za te funkcje motoryczne i logiczne, tak długo jesteśmy uwaleni w tym schemacie i właściwie funkcjonujemy w czymś, co właściwie nie istnieje. To jest tak, jakbyśmy wskoczyli do bajki i na siłę starali się żyć niczym Królewna Śnieżka albo siedmiu krasnoludków, czy jakoś tak. Nikt z nas nie jest ani Królewną Śnieżką, ani Krasnoludkiem. Tak że skąd pomysł na to, że ktoś z nas będzie przez całe życie odtwarzał te przygłupawe role? Ale okazało się tak, że odtwarzamy troszkę te role.
I tu się okazuje, że po prostu to machanie rękami i nogami synchronizuje te wszystkie elementy i że łatwiej znajdujemy ten rzeczywisty pattern energetyczny, bo w tym momencie jesteśmy lepiej zsynchronizowani nie tylko ze sobą. Bo to nie chodzi o synchronizację taką egocentryczną, że jesteśmy zsynchronizowani ze sobą. Co to oznacza? My nie jesteśmy tutaj sami. Jesteśmy tutaj razem z tą kosmiczną energią. Tak że jeżeli się synchronizujemy, to nie do siebie się synchronizujemy, tylko synchronizujemy się z informacją, która nas otacza. To jest ta informacja kosmiczna, ta kosmiczna orientacja, te wszystkie siły, które panują dookoła nas. I to jest ta ciekawostka związana z tą trzecią mocą, która się pojawiła w pasie Van Allena. Tajemnicza moc, która wynika z synchronizacji i ona się pojawiła dopiero wtedy, kiedy zmienił się kąt nachylenia owych pasów Van Allena, kiedy częstotliwości i prędkości energii, która tam zasuwa, się zmieniła. To trochę tak, jakby Ziemia zaczęła ćwiczyć jogę.
Można tak to nazwać. Jedną z takich ciekawych koncepcji na temat, jak to się wszystko aktualnie odbywa, jak tłumaczyć pewne dziwne zjawiska, które nas otaczają, jest takie tłumaczenie, że właśnie ten fantomowy piorun to doładowanie energetyczne odpowiada za te okrągłe wyrwy w ziemi, które powstają wszędzie na świecie. Jest to moc związana właśnie z tą fantomową częścią energii. Ona jest może nie tyle destrukcyjna, ile ona odpowiada za dematerializację. To jest taki dziwny moment, w którym wszystko, cokolwiek jest, po prostu znika. Po prostu znika i nie zostawia po sobie śladu żadnej widocznej energii poza jednym miejscem, drugą częścią pioruna. Bo okazuje się, że korelacje pomiędzy tymi piorunami, co zresztą sprawdzano właśnie na zdjęciach za czasów Wilhelma Reicha i nie tylko. Trevor Constable był takim specem od sprawdzania tych wszystkich rzeczy. On wypluł z siebie taką gigantyczną kolekcję tych zdjęć właśnie piorunów fantomowych, które mu tam towarzyszyły przy tych eksperymentach z orgonem. No i zauważył paralogię.
To jest dokładnie ta sama energia, która się uzupełnia nawzajem, jakby jest pobierana z jednego miejsca i się manifestuje w drugim. To trochę jakbyśmy wzięli coś na biurku, wzięli kubek i przestawili z lewego kąta na prawy kąt biurka. Trochę tak to wygląda. I kubek, kiedy jest po lewej stronie, jest kompletnie niewidoczny. Kiedy jest po prawej stronie, też jest kompletnie niewidoczny. My nawet nie wiemy, że on tam jest. My go widzimy tylko w momencie, kiedy ktoś, jakaś magiczna siła przesuwa ten kubek. On jest widoczny gdzieś tak w połowie stołu. Wtedy widzimy te dwie moce, czasami się manifestują. Widzimy, skąd przybył i dokąd zmierza.
I to wszystko. I na tym się kończy. Tu jest taka bardzo ciekawa koncepcja, o której kiedyś wspominałem, związana właśnie z rokiem 2012, która mówi o tej fali fotonowej, że to jest ta trzecia moc, która gdzieś w kosmosie zanikła. Natrafiliśmy w takie miejsce, gdzie tych ładunków fotonowych, czy jakoś tak, jak to naukowcy określili, po prostu tej chmury energii jest o wiele mniej i część tych zjawisk zniknęła. I teraz nagle, kiedy się pojawia ta potężna moc, która jest ładowana z kosmosu, z tej potężnej chmury wodoru, która zasuwa gdzieś tam i tych wszystkich dziwnych anomalii na planetach, okazuje się, że Nie wiem, jak to nazwać, ale chyba najcelniej będzie powiedzieć, że nagle aktywowały się moce odpowiadające za zdrowie na planecie Ziemia, czyli moce w pasie Van Allena. Pojawiła się ta trzecia dziwna częstotliwość. Ba, i pojawiła się z takim hukiem, moi drodzy, że częstotliwości rezonansów Schumanna zniknęły z urządzeń. Są na to dwie koncepcje. Pierwsza koncepcja mówi o tym, że dokładnie dostajemy konkretny impuls, który jest duplikowany, jest impulsem fantomowym i on, uderzając w rezonanse oryginalne, powoduje, że one nam znikają z radarów. To jest tak zwana fala stojąca.
Pojawiła się fala stojąca, tylko że miejsce, gdzie ta fala stoi, jest daleko poza naszym wzrokiem, daleko poza horyzontem naszych zdarzeń. Tak można powiedzieć. My nawet nie wiemy, że tam ta fala stoi, bo my jej nigdy nie widzieliśmy. Nasza rzeczywistość to jest odbicie wszystkich tych fal, a nie oryginalna fala mocy energii w swojej istocie. Tylko odbicie tego wszystkiego. Widzimy odbicie w lustrze tych wszystkich zjawisk. I tu jest cała historia z falą fotonową, falą naładowanej energii, która mknie przez kosmos. Pierwsza koncepcja była taka, że ta fala właściwie nie poleci do centrum wszechświata, tylko gdzieś tam zawinie po nas. Ale się okazuje, że wygląda to trochę inaczej. To wszystko zawinęło do środka i tak mocno.
I teraz czekamy nie tyle na falę fotonową, ile na reakcję, która zostanie wzbudzona przez falę fotonową. I ta reakcja, z tego, co wiemy, jest interaktywna z każdą możliwą żywą formą na tej planecie. Nie tylko na tej planecie, bo i z każdym żywym organizmem praktycznie wszędzie w kosmosie, gdziekolwiek ten żywy organizm by nie był. Bo to nie jest tylko kwestia czysto teologiczna, to nie tylko masoni, różokrzyżowcy i tak dalej. To jest ogólna wiedza, która parkuje w prehistorii naszej cywilizacji. To jest to, o czym te zakony zresztą mówią, właśnie masoni, różokrzyżowcy i tak dalej. Tylko że u nich jest to pusta wiedza, która do niczego nie prowadzi. Mają część tej układanki. Wiedzą, że to są kosmiczne cykle. Wiedzą o orientacji kosmicznej, wiedzą o kosmicznej sygnaturze roślin i ludzi.
Oni to wszystko wiedzą. Dlatego te cykle zagłady na giełdzie są tak projektowane. Wszystkie katastrofy ekonomiczne, których jesteśmy ofiarami, wszystkie te wojny, gdzie robi się z nas ofiary. Wszystkie te historie są projektowane dokładnie pod kątem tych cykli. Tylko wygląda to trochę tak, że ci ludzie nie zdają sobie sprawy z pełnego bagażu tej wiedzy. Oni mają tylko drobny kawałek i też sami nie za bardzo kumają, jak tego użyć. Poza tym, że używają tego w taki dosyć paskudny sposób. I nie zdają sobie sprawy, że jest ta fantomowa energia, proszę państwa. Oni to wyrzucili, bo to się nie łączy z koncepcją świata, którą oni obsługują. Tak że taka normalna historia, że siedzą, mają tę wiedzę.
Niby ta wiedza ma ratować świat, a jak widzimy na efekty działań masonów, różokrzyżowców, wygląda na to, że praktycznie cały świat zdycha z głodu, wiecznie pracując jak niewolnicy w cudzych kamieniołomach. A ci siedzą przy tym stole z zostawionym żarciem po sam sufit, ochraniani przez armię psychopatów z karabinami przeładowanymi ostrą amunicją i chronią swojego systemu wiary. No właśnie. I to jest pytanie: czy oni coś rozumieją z tego, czy też są to takie tłuki, którym się przypadkowo trafiło odrobinę wiedzy i tę wiedzę przekazują sobie w tajnych stowarzyszeniach, żeby przypadkiem nikt więcej się na ten temat nic nie dowiedział? No właśnie. Bo świadomość jest wspólna, moi drodzy. I widać jak na dłoni, że ci ludzie i wszystkie te organizacje, wszystkie teologie, które mówią nam o jakimś Bogu, которому mamy oddawać cześć, o kościołach, że jak się pomodlimy, to nie będzie zaćmienia Słońca i tak dalej, to jest wszystko odwracanie kota ogonem. Czyli chronienie swojego własnego systemu po to, żeby świadomość nie stała się wspólna. Po to, żeby zatrzymać część tej informacji, żeby nigdy nie było tak, że ktoś będzie miał tak samo, jak oni mają. Cały świat ma zdechnąć z głodu, oni mają żreć do oporu i na tym cała ta zabawa ma polegać.
Gdyby nie oni, to nie powstałyby żadne kościoły, żadne rządy, żadne korporacje, armie i tego typu historie na tym świecie, bo świadomość jest wspólna. Czyli tak naprawdę szczęśliwie dla nas te matołki nie za bardzo nawet rozumieją, co mają w swoich archiwach. Tak że nie musimy się bać masonerii, nie musimy się bać różokrzyżowców, wszystkich tych ludzi. Część z nich kuma, o co chodzi, część widzi, że coś tu jest mocno nie tak. Ale co tu dużo mówić. Nie łapią najważniejszej rzeczy. Nie łapią tego, że świadomość jest wspólna i nie złapali tego, że jeżeli szczęśliwie udało im się trochę wiedzy odziedziczyć po przodkach, których intencją było rozdawanie tej wiedzy za darmo, to kiedy łamią to przymierze z naturą, kiedy nie rozdają tej wiedzy i budują, używając tej wiedzy, kolejny kościół, kolejną kapliczkę i kolejny ołtarzyk dla własnych iluzji, to w tym momencie zaprzeczają istocie tej całej informacji. To jest po prostu zaprzeczenie samo w sobie. Bywa, proszę państwa, bywa. Tak to wygląda w życiu.
No właśnie, ale jak się rozwinąć wewnętrznie, moi drodzy? To też jest taka ciekawa historia, że część tej wiedzy teraz powoli wraca do łask, ale też wraca trochę koślawo. Jest to sprzedawane jako rozwijanie swojego wewnętrznego ja, czyli jak się rozwinąć wewnętrznie i jednocześnie zarobić na tym pieniądze i tak dalej. Wszystkie tego typu kursy. Przecież wewnętrzne... Wiadomo, że nie ma kasy. Nie ma materii. Wewnętrzny świat, ten fantomowy, funkcjonuje bez materii. Jest to czysta energia intencji. Jest to czysta energia dzielenia się świadomością, dzielenia się swoją wiedzą.
Nic więcej. Nie ma z tego jeszcze nic. Nie wyrośnie z tego żadne drzewo, nie upieczony zostanie żaden chleb, nikt nie uklei żadnego garnka. To jest tylko koncept. I ten koncept musi być za darmo ogólnie dostępny dla wszystkich. To jest taki standard i za to się po prostu nie płaci. Co najwyżej można powiedzieć komuś: „Okej, stary, rzuć tyle, ile uważasz za stosowne, jeżeli chcesz mi pomóc”, bo czasami się przydaje trochę gotówki w kieszeni. To wszystko. Żeby coś zjeść. I do tego się to sprowadza.
Niemniej jeszcze jesteśmy w takim momencie, że próbujemy pogodzić te dwa kompletnie przeciwstawne systemy. Jeden oparty na wyzysku człowieka przez człowieka i psychopatycznej wizji świata, że trzeba kogoś zabić, żeby się samemu najeść. Oczywiście teraz w imię intencji, że świat będzie lepszy, że my będziemy bardziej świadomi, bardziej bogaci. No właśnie nie za bardzo, bo tu nie chodzi o materię, nie chodzi o zbieractwo w życiu. Ten syndrom tutaj nie za bardzo chce działać. Nie ma tu materii, po prostu. Trochę tak wyszło, że zmieniamy jeden przygłupi rytuał na jeszcze głupszy. Produkujemy kolejną iluzję wiedzy, iluzję życia, iluzję wszystkiego. Dziwne jest to, że żadna z tych frakcji biegnących zawsze po to samo, czyli po więcej kasy i więcej władzy, jakoś nie rozdaje książek za darmo, nie rozdają całej swojej wiedzy, którą posiadają. Nikt nie otworzył Biblioteki Watykańskiej i jej nie zdigitalizował, żeby każdy z nas mógł sobie poczytać te manuskrypty.
Nikt z tych masonów też nie udostępnia swoich wewnętrznych dokumentów, a oni drukują swoje wewnętrzne książki, gdzie opisują te wszystkie cykle planet i tak dalej. Jest kilka takich książek. Można je kupić tylko od nich. Nie rozdają niczego za darmo, moi drodzy. Poza tym, że jak zawsze rozdają tylko wątpliwości i legitymacje członkowskie, za które trzeba zapłacić. Rzeczywistość jest tutaj, moi drodzy, chyba największym dowodem na ich chciwość, na ich obsesję kontroli wiedzy i władzy, na strach przed konkurencją, bo do tego się to sprowadza, że przypadkowo te całe cykle kosmiczne dotkną nas wszystkich w taki sposób, że wszyscy zaczniemy mieć tą wiedzę i przestaniemy się modlić do fetyszy. To jest dosyć istotna sprawa. Zaczniemy kumać, że stoi za tym wiedza i że korzystając z tej wiedzy możemy sobie stuningować rewelacyjnie życie i nikt nie musi nikomu skakać do gardła. I naprawdę nie ma potrzeby na robienie jakiejkolwiek wojny. Tu jest ta niespodzianka, która idzie z kosmosu.
Legendy mówią o tym, że światy się będą rozjeżdżały, że świat materii się będzie rozjeżdżał, ponieważ ta cała luka, ta trzecia moc, która się pojawia pośrodku, która odpowiada za u nas w głowie, można powiedzieć fakt kojarzenia tego, że to, co zrobiliśmy wczoraj, jest dokładnie tym, co spotka nas jutro. A właściwie nawet gorzej, bo jest dokładnie tym, co spotyka nas dzisiaj. Dla niektórych gorzej, dla niektórych doskonale. Dla mnie doskonale. Czyli właściwie cały nasz koncept klejenia z materią, do którego cały czas biegliśmy, tutaj zaczyna się mocno wywracać na plecy i wygląda na to, że to nasze dualistyczne wyobrażenie świata nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, która nas otacza. To jest taka bajka, którą sobie wymyśliliśmy, że w niej zamieszkamy i sobie po prostu mieszkamy w tej bajce, a światy zaczynają się rozjeżdżać, a pomiędzy nimi pojawia się coś nowego, coś zupełnie innego, coś, czego się nikt nie spodziewał. I bynajmniej nie jest to, moi drodzy, rozwijanie swojego wnętrza, zarabianie na tym pieniędzy. Bynajmniej nie jest to prowokowanie wojen i rozwijanie kryzysów światowych po to, żeby na nich zarobić. Bynajmniej nie jest to żadna ani z tych dróg na lewo, ani z tych dróg na prawo. Jest to zupełnie inna kosmiczna droga.
I to jest właśnie ten moment, kiedy ta materia zaczyna płatać psikusy. A właściwie to nasz ten cały koncept, w który uwierzyliśmy. To nasze właśnie owe, jak wspomniałem, dualistyczne wyobrażenie o tym, co widzimy. A tu jest chmura gazu, która zawija do centrum naszej galaktyki. Chmura intencji. O, właśnie. To jest dokładnie to samo, moi drodzy, bo wygląda na to, że te wszystkie zjawiska są fantomowe i dzieją się w kosmosie dokładnie w czasie rzeczywistym. Jeżeli to zasuwa do centrum galaktyki, to wygląda na to, że ta chmura intencji i wiedzy powoli zaczęła zasuwać do centrum naszej własnej galaktyki, czyli do naszej głowy. I generalnie nasza cała percepcja będzie ulegała mocnemu przestawieniu. Pojawią się pytania.
To mocne pytanie. Myślę, że już się w wielu głowach pojawiają. Co jest rzeczywistą percepcją tego świata dookoła nas? Tu padają pytania, czy nasze życie nie jest przypadkiem snem? Moja odpowiedź na to brzmi: w dzisiejszej formie jest absolutnie snem wariata. Chyba czas najwyższy się poobudzić. A jeżeli ktoś się nie chce obudzić, to wszystko wygląda na to, że jest taki duży, wielki galaktyczny budzik, który dzwoni co jakieś 24, 25 tysięcy lat. Ewentualnie jak się go wyłączy, to on z powrotem dzwoni po 12 tysiącach lat. I ten budzik nas mocno obudzi. Jaki będzie ten budzik?
Tego nie wiemy. Ślady, które zostały, mówią o rzeczach, które są niepojęte przez nas, o czymś gigantycznym, o gigantycznej transformacji. Transformacji na poziomie, właściwie można powiedzieć praenergii, bo jest to energia, która jeszcze występuje, zanim my w ogóle to widzimy jako energię. Ciekawa historia. No i co najfajniejsze w tej historii, jest to taka historia, gdzie na końcu zawsze pojawia się napis: „Ciąg dalszy nastąpi”. I z tym ciągiem dalszym, moi drodzy, was zostawiam. Ja na pewno będę sobie wracał do tego tematu, bo właśnie zapomniałem o tych wszystkich starych przepowiedniach i tak dalej dzisiaj wspomnieć, bo też nie było czasu. Ale pewnego dnia wrócę do tego. Tym bardziej że jesteśmy właśnie dokładnie w tym momencie. W tym roku chmura owego kosmicznego gazu stuknie się z centrum kosmosu i dokładnie kilka rzeczy w naszej głowie też się stuknie ze sobą.
Kilka planet na ekliptykach też się stuknie ze sobą swoimi polami energetycznymi i już widać, że to nadchodzi. Proszę spojrzeć na niebo. Ostatni raz Wenus była tak jasno widoczna ponoć jakieś 12 tysięcy lat temu, a to zawsze zwiastuje bardzo duże zmiany. I ta informacja nie uległa żadnym zmianom, moi drodzy. Zatem zostawiam was z tymi zmianami. Zapraszam na wieczorową porę. Przypominam, żebyście sobie wpadli, pościągali sobie trochę „Hiperprzestrzeni”, jak wam się chce, z archiwum Radia Nafali: www.radionafali.com. No i zapraszam do pozostałych rzeczy w archiwum Radia Nafali, do „Etykiety zastępczej” księcia Edwarda. Polecam serdecznie chilloutowy środek tygodnia. Polecam „Pichontarium” troszkę nieregularnie, ale jak to Pichontarium, na tym polega urok Pichonta.
Polecam oczywiście „Teorię chaosu”, gdzie pojawiają się różne dziwne, mniej lub bardziej szalone teorie spiskowe i świat w tym ujęciu spiskowym. No i polecam w ogóle do archiwum Radia Nafali w całości, czyli do „Kładki” i nie tylko. A niedługo już powinno się pojawić, bo mieliśmy drobną awarię maszyn, komputerów i się okazało, że trzeba troszkę roboty zrobić od nowa. Pojawią się materiały z Konwentu Wiedzy Alternatywnej, także dajcie chwilę czasu. Tam już Tomek wszystko ogarnia, żeby do drugiego Tomka, czyli do mnie to podesłać, a ja to wrzucę i wszystko będzie ogólnie dostępne. A wy pamiętajcie o „Syntezie”, którą tu jeszcze prowadzę w Radiu Nafali. Niekoniecznie, żebyście musieli słuchać, bo jest trochę czasami techniczna i nie każdego to interesuje i doskonale to rozumiem. Niemniej jeżeli znacie jakiegoś technika, kogoś, kto naprawdę chce zmienić świat na lepsze, to mamy tu piękną rzecz. Po raz pierwszy przetłumaczoną na język polski dokumentację 11 patentów Nikoli Tesli, najważniejszych patentów. Okazało się, że można i już jest zapłacona, opłacona i dla was kompletnie za darmo dokumentacja Nikoli Tesli do ściągnięcia ze strony Radia Nafali kompletnie za darmo.
Radio Nafali nie czuje się ani autorem, ani nikim w tej sprawie, także możecie wziąć to, podawać dalej ludziom. Ja bym był bardzo szczęśliwy, gdybyście to zrobili. Po prostu podajcie dalej każdemu, kto jest tym zainteresowany. Niech wiedza roznosi się jak gorące bułeczki za darmo, moi drodzy. Jeszcze przypominam o jednej rzeczy, że wszyscy mecenasi Radia Nafali, kochani, w tym miesiącu jest prezent dla was. Są trzy prezenty, za które odpowiada Grzegorz, z „Czasu snu”. Otóż to. Dobra, to ja wszystkie ogłoszenia już wyrzuciłem z siebie. Czas najwyższy, żebym zaprosił was do wieczorowej pory, która dokładnie w tym samym radiu już za chwilę, po jakimś dłuższym utworze muzycznym. Dokładnie ja za mikrofonem.
Także zapraszam serdecznie. No i co? I czas się pożegnać. Zatem słuchaliście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali, retransmitowanej też w Radiu Paranormalium. No i zapraszam was na kolejną „Hiperprzestrzeń”, oczywiście w Radiu Nafali. Radionafali.com.