Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:06] - Halo, halo! Witam wszystkich serdecznie. Radionafali.com. Sobotni wieczór. Coś chciałem powiedzieć na sam początek, takiego bardzo mądrego, jak zwykle wszystkie te mądre rzeczy wyleciały mi centralnie z głowy. No ale mniejsza o to. Jest sobota, imieniny kota. Tak że witam was bardzo serdecznie w Hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali w ten piękny wieczór po zaćmieniu Słońca. Bardzo ciekawa historia. Nie wiem, jak tam u was z zaćmieniem.
U mnie było potwornie zachmurzone niebo i właściwie była mgła i w ogóle nie było widać Słońca, ale zrobiło się ciemno i cicho w okolicy. Fajnie było. Ale o tym to może później. A na sam początek peace and love, mecenasi. Peace and love. Wielkie dzięki za wspieranie radia, moi drodzy. Jak zwykle troszkę się będę ogarniał ze swoimi notatkami i tymi wszystkimi rzeczami dookoła. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy offline i szalenie dziękuję za wszystkie maile, które od was dostaję. Naprawdę rewelacja. Dzięki wielkie, moi drodzy.
Zapraszam oczywiście wszystkich na Facebooka i Twittera radiowego. Pozdrawiam też słuchaczy Radia Paranormalium, które retransmituje Hiperprzestrzeń i wszystkich was będących aktualnie tu i teraz w Radiu Na Fali, słuchających właśnie mojego głosu, tego lasu w tle i tych wszystkich opowieści. No i pozdrawiam oczywiście wszystkich tych, którzy aktualnie zaparkowali na czacie radia. Jak chcecie wejść na czat radia, to oczywiście musicie wskoczyć na stronę Radia Na Fali. Tam w prawym dolnym rogu jest ikonka z dymkiem. Klikniecie, zalogujecie się i jesteście na miejscu. Ja dzisiaj mam troszeczkę linków, które będę wrzucał na czata, tak że zapraszam bardzo serdecznie. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Drogi Mecenasie, książka do ciebie już jest chyba w drodze albo już ją masz w rękach. To jedna rzecz.
A jest w tym miesiącu oczywiście kolejna książka ufundowana przez Grzegorza, który prowadzi „Czas Snu”. Tak że zapraszam bardzo serdecznie wszystkich was do bycia mecenasem Radia Na Fali. Jeżeli wam się chce wspierać tą, nie wiem, jak nazwać, obywatelską inicjatywę. Dobra, żartowałem z tą obywatelską inicjatywą. Tak że jest prezent i w tym miesiącu, tak że szczęśliwie możemy rozsyłać prezenty. Może nie jest ich aż tak wiele i aż tak dużo, ale są. Tak że możemy się podzielić tymi prezentami. Za to wszystko odpowiada Grzegorz, który prowadzi właśnie „Czas Snu”, na który was zapraszam jak zwykle dzisiaj na wieczorową porę, gdzie kolejne odcinki i kolejne sny Grzegorza. Tak że zróbcie sobie jakiś dzbanek z kawką, dzbanek z herbatą, żebyście mi tutaj nie posnęli, nie poprzewracali się, czy jakoś tak, żebyście dotrwali w ogóle do tej późnej pory. Ja to w ogóle nadaję o takich rzeźnickich porach.
Co jeszcze chciałem powiedzieć? Właśnie pojawił się nowy projekt, który oczywiście możecie znaleźć na Radiu Na Fali. Jest to projekt Pichonta, nazywa się to „Ashley Way” i jak na razie są dwa odcinki. Jest pierwszy odcinek, który jest trailerem całej tej serii. Zapraszam w ogóle, żebyście sobie wpali. Nie w tym momencie oczywiście, tylko sobie później poklikali na stronie Radia Na Fali albo na Pichontarium. Generalnie znajdziecie po prostu radionafali.com i są dwa pierwsze krótkie filmiki. Jeden jest trailerem, a drugi jest pierwszym odcinkiem opowieści Pichonta o niesamowitych rzeczach. Oprócz tego w ogóle pozdrawiam cię, Pichącie, serdecznie, bardzo wielce. Jest też odcinek o radości z wdzięczności, którego jeszcze nie zdążyłem obejrzeć, ale sobie obejrzę później, moi drodzy.
Tak że jakbyście szukali jakiegoś zajęcia, jakiejś rzeczy do słuchania i oglądania, to zapraszam serdecznie. Są nowe rzeczy. Właśnie à propos tych wszystkich ogłoszeń, skoro tak już poleciałem z tymi ogłoszeniami, to Synteza wraca w czwartek. Moi drodzy, dla wszystkich miłośników Syntezy myślę, że bardzo cieszący i bardzo radosny news. Na razie oczywiście nie powiem, co będzie w Syntezie. Myślę, że w ogóle nie powiem dzisiaj, co będzie w Syntezie. Jak zwykle zostawię to jako niespodziankę. Tak że w czwartek o godzinie 22:00 polskiego czasu w Radiu Na Fali wraca po lekkiej wakacyjnej przerwie Synteza. Tak że zapraszam bardzo serdecznie. Roześlijcie wici po wszystkich znajomych, których interesuje ten temat i przybywajcie, moi drodzy.
Co jeszcze z takich ogłoszeń? Wspominałem na ostatniej wieczorowej porze w czwartek, zdaje się, ale tu wspomnę jeszcze raz, że „Dokładka” wypłynęła na morza i oceany cyfrowe po raz kolejny. Poza tym, że jest dostępna na serwisie altermedium.net. Myślę, że część z was już doskonale zna ten serwis altermedium.net, gdzie „Dokładka” znalazła swoje miejsce. Jest seria artykułów, które uzupełniają „Dokładkę”. Oprócz tego można sobie tam właśnie kliknąć i posłuchać „Dokładki” jeszcze raz. No i oprócz tego do „Dokładki” dołączyły Wolne Media, które zaczęły też publikować „Dokładkę”. Tak że zapraszam serdecznie. Tu pozdrawiam w ogóle wszystkich słuchaczy, którzy przyszli ze strony Wolne Media. Peace and love, kochani.
Mam nadzieję, że się podoba. Tak że „Dokładka” wypłynęła na oceany, moi drodzy, i się zaczęła pałętać dosyć mocno po necie. Bardzo miło z mojej strony. Jeżeli ktoś z was nie wie, o czym jest „Dokładka”, to ja tu nie będę zbyt dużo na ten temat mówił. W ogóle nie będę nic mówił, bo szkoda czasu na te rzeczy. Słuchajcie, wszystko znajduje się w archiwum Radia Na Fali. Wystarczy wejść na stronę radionafali.com, podcasty i audycje i tam się znajduje „Dokładka”. Sobie sami poczytacie, posłuchacie. Ja tu was zostawiam z tym tematem. Bo dzisiaj jest oczywiście Hiperprzestrzeń, tak że zupełnie inny temat.
Skarb do radia to oczywiście radionafali.com. Ja mam na imię Tomek, tak że jeżeli chcecie się odezwać dzisiaj, bo macie jakieś swoje refleksje, to zapraszam bardzo serdecznie. No a ja jak zwykle zanim zacznę tą swoją opowieść Oczywiście puszczę kawałek muzyczki. A dzisiaj kontynuacja tematu, moi drodzy, z zeszłego tygodnia. Rozklibiłem się troszkę nad tym, skąd przychodzi wiedza. Mam swój własny koncept na ten temat i jest to bardzo dla niektórych być może konserwatywny, ortodoksyjny, niezrozumiały koncept albo jakoś tak, a dla niektórych myślę, że doskonale zrozumiały. Mianowicie chodzi o to, że nie uczymy się niczego od nikogo. Nikt nas nie jest w stanie niczego nauczyć, tak samo jak nikt nie jest w stanie się najeść za nas, zrobić kupy za nas, wyspać za nas. Tak samo nikt nie jest w stanie nas czegokolwiek nauczyć czy się nauczyć za nas. Sami musimy zrobić te wszystkie rzeczy i one tkwią gdzieś w nas.
To my wracamy pamięcią do czegoś, co jest schowane w środku nas. Nawet nie wiadomo gdzie. Nie wiadomo, czy lewa noga, czy prawa noga, czy w kolanie, czy w łokciu, ale gdzieś te wszystkie informacje są schowane i my je odzyskujemy samodzielnie. Ktoś co najwyżej może być takim spustem, który będzie aktywował ten cały proces. I przypomnijmy sobie troszeczkę szybciej, kim jesteśmy w rzeczywistości, dokąd zmierzamy i co chcemy robić ze sobą w swoim własnym życiu. O tym wszystkim, moi drodzy, w dzisiejszej hiperprzestrzeni, czyli kontynuacja wątku sprzed tygodnia. A dzisiaj o tym, co jest z tej drugiej strony. Bo jeżeli wszystkie informacje mamy w środku, wszystkiego uczymy się sami, to co jest z tym światem zewnętrznym? Czym jest ten świat zewnętrzny i jak wygląda korelacja, połączenie tych dwóch rzeczy, czyli tej wiedzy, którą zdobywamy samodzielnie z tym światem, który jest dookoła nas, który dzielimy już wszyscy między sobą, ze sobą. Ten świat, w którym wszyscy funkcjonujemy jako społeczność, jako ludzie, którzy ze sobą rozmawiają, kontaktują się i tak dalej.
I dokładnie o tym będzie dzisiejsza opowieść, moi drodzy. Jak macie jakieś refleksje na ten temat, to zapraszam bardzo serdecznie. Jeszcze raz przypominam: radionafali.com. Taki jest adres na Skype'ie do radia. Ja na imię Tomek i możecie śmiało się wbijać, dzwonić i rzucić swoją refleksją. A tymczasem jak zwykle warto by było od czegoś zacząć, a najlepiej zacząć od muzyczki. Także zaczynamy. Oczywiście hiperprzestrzeń w Radiu Na Fali. Jak najbardziej. Mam nadzieję, że was muzyczka troszeczkę rozruszała.
W końcu jest sobota, jeśli impreza. Ja właściwie dzisiaj dochodzę do siebie po wczorajszej, można tak w cudzysłowie powiedzieć, imprezie. Także jestem wstrząśnięty i absolutnie zmieszany, ale myślę, że nie przeszkodzi mi to absolutnie w opowiedzeniu wam kilku refleksji na temat jak wygląda cała ta kwestia z edukacyjnością, z tym, co jest schowane troszkę za tą tajemnicą związaną z tym, skąd przychodzi do nas informacja i co właściwie robimy z tą informacją. Myślę, że doskonale wszyscy wiemy, że jesteśmy jedynym gatunkiem, który jest tak ześwirowany, żeby się w ogóle w jakikolwiek sposób skomunikować, koniecznie musi napisać książkę, koniecznie musi coś zrobić. Ja tu nie jestem wyjątkiem, bo ja też siedzę przy tym mikserze, siedzę przy tym całym sprzęcie, mikrofonie i całej tej graciarni z kablami. I też muszę generalnie coś tam wykonać. W miarę akurat najmniej inwazyjnej formie, czyli po prostu przekazuję swój głos. To jest chyba najbardziej klasyczne rozwiązanie. To trochę jak usiąść przy ognisku, rozpalić się dosyć solidnie, tak żeby naprawdę było ciepło, żeby te iskry waliły prosto do nieba. Ogień oczyszcza.
I przy tym ognisku i oczyszczającej atmosferze poopowiadać sobie kilka rzeczy. Otóż to. Tak zwyczajnie, niczym drzewie to robiono, niczym nasi przodkowie. Niczym tu się za bardzo nie różni. Poza oczywiście tą stertą kabli i urządzeń technicznych dookoła, żeby zasymulować ten syndrom ogniska. Trochę tak to wygląda. Zwierzęta mają bardzo ciekawą historię, bo zwierzęta i rośliny w sumie, bo to nie tylko zwierzęta, właściwie robią bardzo podobną rzecz. Za wyjątkiem jednej sprawy, jednego detalu, można powiedzieć. Po prostu nie rozpalają sobie ogniska, bo nie muszą. U nich ta informacja śmiga sobie bez żadnych problemów.
Nie muszą zakładać bibliotek, nie muszą sobie wymyślać tytułów ucznia, tytułu nauczyciela, nie muszą słyszeć całego tego bullshitu. Nie sprzedają sobie tej informacji, nie robią tego komercyjnie, po to, żeby się wzbogacić i być jeszcze bardziej kimś ważniejszym w swojej hierarchii. Generalnie informacja funkcjonuje bez żadnej hierarchii, czyli nie ma w niej ani miejsca na nauczycieli, ani miejsca na uczniów. Po prostu jest informacja. I tak jak wspomniałem, co najwyżej ktoś może nas popchnąć w kierunku właściwych drzwi, ale tylko wtedy, kiedy my sami chcemy, żeby ktoś nas popchnął w tym kierunku. Inaczej się to absolutnie nie uda. I myślę, że wielu z nas było świadkami w życiu, kiedy ktoś próbował naprawić komuś życie tak na siłę. Bo on zrobi coś źle, to on będzie poprawiał, będzie mu tam poprawiał, będzie mu przypominał i tak dalej. I męczył go, wskakiwał mu na plecy, kazał się czegoś uczyć, kazał traktować nauczycieli z szacunkiem, kazał czuć się uczniem albo w drugą stronę. I wszystko to kończy się jakąś jedną wielką katastrofą.
Tę katastrofę doskonale obserwujemy zza naszych okien. Chyba że ktoś mieszka na jakimś odludziu i ma za oknem las, wtedy nie ma katastrofy, jest prawdziwa natura. Natomiast jeżeli ktoś z nas, tak jak ja, mieszka w mieście i czasami zobaczy te kanciaste budynki, to posrane nieszczęście za przeproszeniem, bo sen pijanego architekta, który kompletnie oszalał, postanowił zastawić wszystko kwadratowymi klockami, to widać jasno i wyraźnie, że tam nie ma żadnego przepływu informacji. Oczywiście funkcjonują wszystkie te pojęcia typu uczeń, mistrz, nauczyciel, ale ile to jest warte? To jest właściwie nic niewarte, nie ma żadnego znaczenia. To jest taka nasza teologia związana z tym, że staramy się udawać, odegrać taką rolę, że czegoś się uczymy i tak naprawdę nie ma to nic wspólnego z jakąkolwiek informacją. Jest to taki teatrzyk cieni, który sobie po prostu odgrywamy w życiu, żeby się poczuć lepiej, żeby nasze własne ego lepiej zadziałało. Wymyślamy tych wszystkich mistrzów, nauczycieli, całą hierarchię i przez całe życie łazimy po tej drabinie w tę i z powrotem, zamiast spokojnie usiąść na dupsku, wrzucić coś do swojego organizmu, spotkać się z jakąś rośliną, wrócić do świata zwierząt, do świata roślin, do Mamy Natury i w rzeczywistości dowiedzieć się, co tak naprawdę w nas drzemie. A nie słuchać jakichś bzdur, dziwnych magicznych opowieści i jeszcze słono za to często płacić. A co najgorsze uczestniczyć w ceremoniach, które są taką centralną podpuchą, gdzie ktoś udaje Indianina, szamana, że coś robi tylko po to, żeby odegrać jakieś fajne przedstawienie, skasować za to trochę kasy, ewentualnie poczuć się dobrze pomiędzy tym swoim dramatem wyścigu po jeszcze lepszą zdolność kredytową.
O tym opowiadałem w zeszłym tygodniu, także nie będę tu was męczył tymi wszystkimi refleksjami. Generalnie chciałem tutaj tylko odróżnić dwie podstawowe rzeczy, mianowicie czym jest owa informacja, która jest w nas wewnątrz i czym jest świat, który jest na zewnątrz. Ponieważ nam się wmawia, że informacja przychodzi do nas z zewnątrz. Tak jak wspomniałem, jeszcze się powołam na zeszłotygodniową audycję. Powołujemy się właśnie na tych mistrzów, uczniów, nauczycieli i tak dalej. W taki sposób, że opowiadamy, że ta informacja przyszła do nas z zewnątrz. Przyszedł ktoś, coś powiedział i nauczył nas czegoś. To jest absolutną bzdurą moim zdaniem. Żyjemy w takim szalonym rozkroku. Efekt jest taki, że właściwie niczego się nie uczymy.
Czasami może czegoś się nauczymy, bo szczęśliwie czasami zdarza się tak, że ta wiedza, którą ktoś nam opowie, jak się czuje, co myśli na jakiś temat i to zarezonuje z nami, zadrga dokładnie w tej samej częstotliwości i obudzi w nas te same pokłady informacji i nagle odkryjemy w sobie dokładnie tą samą informację. O co z tym wszystkim chodzi? Oba informacja manifestuje się zawsze indywidualnie i to jest świat wewnętrzny. To jest coś, co mamy w sobie. Natomiast jakie jest połączenie na zewnątrz? Gdzie jest to uzupełnienie? Tym uzupełnieniem jest świat zewnętrzny, czyli manifestujący się materiał. Te wszystkie przedmioty dookoła. To, że słyszycie mój głos, to, że możemy robić jakiś dźwięk. To, że możemy wziąć kawałek gliny, ulepić garnek i coś sobie w tym garnku potrzymać.
Ja na przykład mam kubek, który ktoś zrobił, jakaś fabryka z gliny i sobie trzymam w nim herbatę. Taka manifestacja świata fizycznego, żeby moje ciało dostało odpowiednią porcję ciepłej, doskonałej zielonej herbaty. W rękach bym tego za bardzo nie utrzymał. To znaczy mógłbym, ale niekoniecznie. Tu się różnię troszkę od zwierząt. Zwierzęta nie potrzebują mieć kubków, zbanków, plantacji herbaty. Nie potrzebują nic z tych rzeczy. Jakoś sobie świetnie radzą, bo z jakichś powodów zwierzęta nie partycypują w takiej manifestacji materii na takim poziomie jak nasz gatunek. Jak my istoty zwane ludźmi, którzy się manifestują jako ludzie na tej planecie. My jesteśmy, jak mawiają Indianie, tymi, którzy kształtują tą manifestującą się rzeczywistość jako jedni z nielicznych gatunków.
Właściwie jako jeden gatunek na tej planecie mamy tą niesamowitą moc. Mamy ten cudowny dar, że możemy wziąć coś w swoje własne łapy, jeżeli nie popsujemy, jeżeli mamy dobre intencje i chcemy coś zrobić, to generalnie jesteśmy w stanie coś zrobić i to działa, cieszy. I właśnie o co w tym wszystkim chodzi? Jeżeli doświadczenia są indywidualne, czyli wszystkie sny, wizje, cała wiedza, którą mamy o sobie, o naszej relacji ze światem zewnętrznym ma taką, a nie inną naturę, to doświadczenia wspólne, czyli siła tworzenia i dzielenia się musi być czymś odwrotnym. Nie przeciwstawnością, tylko jakby przedłużeniem, czymś po drugiej stronie tej spirali. I tym jest właśnie manifestacja owego świata zewnętrznego. To jest właśnie dzielenie się. To jest właśnie robienie czegoś. To są przede wszystkim moi drodzy ludzie, wszystkie żywe istoty dookoła nas. Nie tylko ludzie oczywiście.
Mogą być delfiny, wilki, jaguary, wszystkie możliwe zwierzęta, orły i cała ta historia. To jest ten cały świat zewnętrzny, to jest jego istota. Czyli co tu dużo mówić, zamieniły nam się pojęcia troszeczkę przez naszą chciwość materii. Ten kierunek wektoru energii, ten specyficzny kierunek zawsze podąża dokładnie tak samo. Zaczyna się wewnątrz nas. Później przechodzi przez tą magiczną bramkę manifestacji gdzieś w naszym umyśle. Następnie pojawia się w postaci koncepcji na przedmiot, koncepcji na jakąś formę materii. Ta koncepcja rusza do działania. Właściwie my ją popychamy do tego działania i powstaje chociażby coś takiego, co ja trzymam w ręku, czyli kubek. I to jest właśnie owa manifestacja.
Ale ten kubek też ma swoje uwarunkowania, bo oczywiście możemy sobie zrobić sami kubek i będziemy na pewno zadowoleni, jeżeli będzie oczywiście fajnym kubkiem i nam się nie rozsypie. Ja w ogóle myślę, że jak sobie człowiek coś samemu zrobi, to w ogóle jest bardzo zadowolony. Ale to jest pierwsza część tego wszystkiego. Natomiast drugą istotną częścią jest to, że właściwie cały sens zrobienia tego kubka wiąże się z tym, że nie robimy go tylko dla siebie, tylko robimy go też dla innych ludzi. Nie jest to jednostkowe działanie dla nas, ponieważ dla nas często może się okazać tak, że my właściwie nie potrzebujemy tego kubka, że możemy się obejść bez niego. Możemy się zachować jak zwierzaki na przykład, czyli być na tyle inteligentni. Jeżeli oczywiście jesteśmy sami, samodzielni, gdzieś w lesie albo jakoś tak, gdzie rosną na przykład dynie, możemy sobie tą dynię wyskrobać i zrobić sobie kubeczek z dyni. Czyli nie musimy nic specjalnie formować, bo Mama Natura daje nam takie możliwości. Co tu dużo mówić, dużo ludów tak zwanych pierwotnych, nie wiem, dlaczego się nazywa pierwotnych Tych wszystkich ludzi, którzy są na tyle inteligentni, że nigdy nie wpadli na pomysł budowania wielkich wieżowców i zostali u siebie w dżungli, zostali u siebie na preriach, zostali na sawannach i dalej prowadzą ten właściwy tryb życia, który nie niszczy tego całego świata. I dzięki nim te najważniejsze tradycje, z których my teraz powoli zaczynamy korzystać, wracając do siebie, się zachowały.
Oni tego nie robią. Tam za bardzo się nie robi takich rzeczy. Może w jakimś minimalnym rozmiarze, minimalnym zakresie, bo panuje taka zasada, że nie podnosi się kamienia wtedy, kiedy nie trzeba go podnosić. Także generalnie szuka się każdej opcji, która może zastąpić sytuację, kiedy musimy docisnąć rzeczywistość do ściany i wyprodukować jakieś urządzenie. Czyli zamiast kombinować, jak tu wybudować hutę, fabrykę, kopalnie, sklepy, banki i całą tą patologię dookoła, idziemy do lasu i rozglądamy się po roślinach i szukamy czegoś, co będzie się dobrze nadawało na wędkę, czegoś, co będzie się dobrze nadawało na kubek. Taki normalny, analogowy, tak żebyśmy nie musieli nic specjalnie dociskać i niszczyć tej całej przyrody. To jest taki ciekawy koncept. My oczywiście uciekliśmy jako cywilizacja od tego konceptu. Kompletnie oszaleliśmy na punkcie kreowania tej materii, robienia tej materii, produkowania tych wszystkich gównianych, niepotrzebnych rzeczy zupełnie bez żadnego powodu. Zamiast zająć się właściwymi rzeczami, czyli relacjami ze sobą, a nie relacjami z bankiem oraz naszą zdolnością kredytową.
Jest taki koncept, który to doskonale ogarnia, bo ta cała zamiana pojęć, która nastąpiła na wskutek naszej chciwości do materii, tego, że zaczęliśmy twierdzić, że ktoś nas czegoś nauczył albo nauczy, że ktoś w ogóle przyjdzie z zewnątrz i zmieni nasze życie. To jest taka właśnie odwrotność, że jak wybudujemy jakiś taki kanciasty budynek, który zeszpeci wszystko dookoła, wybudujemy jakąś hutę stali, żeby w ogóle zrobić stal na ten budynek i tak dalej, i tak dalej, to jest taka wewnętrzna sprawa, że to jest nasz imperatyw cywilizacyjny i tak dalej, i tak dalej. Straszna awaria moim zdaniem. To jest właśnie ta nieszczęśliwa zamiana pojęć, że wszystko nam się kompletnie pomerdało i wyszło na to, że ogon zaczął machać psem, a nie pies ogonem. Takie drobne szaleństwo. I czy jest jakiś koncept w ogóle, który to opisuje? Bo z reguły, kiedy patrzymy na tych wszystkich Indian, patrzymy na te wszystkie oryginalne, nasze własne, oryginalne tradycje, które gdzieś tam jeszcze przetrwały, często są takie refleksje. Często w ogóle traktujemy te tradycje jako coś ezoterycznego, jako jakieś takie nie wiadomo co, duchowe majaki, wizje nazywamy iluzjami. Nie traktujemy tych wszystkich rzeczy poważnie. Bardzo w materii jesteśmy, mógłbym tak powiedzieć, bo to właściwie do tego się wszystko sprowadza.
I twierdzimy, że nie ma czegoś takiego jak pomost pomiędzy tym światem niewidocznym, o którym mówią chociażby Indianie, czyli światem duchów, światem magii, światem mocy przede wszystkim, bo to się nazywa mocą, a tym naszym rzeczywistym. Taki normalny inżynier pokaże na wieżowiec, mówi: „Proszę bardzo, to jest wieżowiec, który ma 48 pięter. Jeżeli za pomocą magii jesteś w stanie wybudować taki wieżowiec, to uwierzę w twoją magię”. Rzeczywista istota owej magii dealowania z mocami, tą rzeczywistą siłą, która stwarza życie dookoła nas, tą siłą, do której przynależymy, nie ma nic wspólnego z budowaniem brzydkich, paskudnych, toksycznych budynków i to zupełnie temu nie służy. To służy temu, żebyśmy ogarniali świat dookoła w taki sposób, żeby go nie psuć i nie szpecić i nie popadać dzięki temu w choroby psychiczne, w które popadamy jako całe społeczeństwo dookoła. Jest jeden koncept, który to doskonale ogarnia bez żadnych problemów. Wbrew temu, co się nam wmawia o naszej bezdennej głupocie i braku zrozumienia świata i całego kosmosu, utwierdzając nas w takiej pozycji na kolanach do nauczycieli, hierarchii tej całej cywilizacji, twierdząc, że to jest właśnie jedyna predestynacja, jedyny cel naszego istnienia, żeby wybudować coś wielkiego. Ja swego czasu pamiętam, oglądałem wywiad z jednym z jakichś szalonych biznesmenów, jakiś miliarder, gruba, tłusta, śmierdząca ryba z biznesu amerykańskiego, która zarabia biliardy, gazyliardy. I marzeniem tego kolesia było to, żeby cały świat się o nim dowiedział, żeby cały świat znał jego imię. I właściwie się okazało, że wszystkie te biznesy robi tylko po to, żeby jego zasmarkane logo wylądowało wszędzie.
I tam człowiek zadał mu pytanie w tym wywiadzie: co by było, gdyby miał taką możliwość dolecenia na Księżyc i zrobienia czegoś z tym Księżycem? To koleś powiedział, że chciałby tam widzieć swoje logo i że to byłoby cool, że to byłoby coś. Tak sobie pomyślałem: zaraz, ale czy ja chciałbym oglądać logo jakiegokolwiek dupka na Księżycu, czy ja po prostu chciałbym oglądać normalny Księżyc? Właśnie to jest to pytanie. I tu jest trochę tak, że jasno i wyraźnie widać, że ludzie, którzy obsesyjnie wierzą w to, że czegoś ktoś ich nauczy albo oni są w stanie kogokolwiek czegoś nauczyć, mają tą obsesję dociskania tej swojej pieczątki na wszystkich innych dookoła. Troszkę jak takie znakowanie bydła za czasów Dzikiego Zachodu, że generalnie cokolwiek jest dookoła nich, oni muszą rozgrzać to żelazo i zaznaczyć to bydło, że należy do nich. I tak tego nie zjedzą, ale muszą zaznaczyć fakt swojego egocentrycznego tripu, swojego egocentrycznego nie wiadomo czego na tym świecie. I tak już się porobiło. I to jest właśnie powód, dla którego zamieniliśmy te pojęcia i wydaje nam się, że się czegoś w ogóle uczymy, a z wewnątrz nas później wypływa jakaś taka siła, która powoduje, że budujemy taki patologiczny świat. I właściwie uwierzyliśmy, że to jest coś naturalnego, że ta cywilizacja, którą stworzyliśmy, jest naturalna, że to naprawdę w nas siedzi.
Tylko że oczywiście, kiedy spojrzymy troszkę bardziej za tą kurtynę, to nic takiego w nas nie siedzi. To jest właśnie powód, dla którego lekarze psychiatrzy w ostatnich czasach mają tak dużo klientów, ponieważ jak się okazało, ta cała iluzja, że to jest właśnie to, czego nam do szczęścia potrzeba, okazała się niestety tylko i wyłącznie toksyczną, patologiczną iluzją. Dobra, co z tą zamianą pojęć? Bo wspomniałem, że opowiada się nam o tym, że nie ma innej wersji na rzeczywistość. Jest tylko jedna. Sklejenie się z materią, otworzenie konta w banku i zostanie tłustym graczem na arenie finansowej i przybicie swojego loga na Księżycu tak, żeby wszyscy je oglądali. Mniej więcej taka jest filozofia tego świata, której podstawą jest stwierdzenie, że innej opcji nie ma, inna droga nie istnieje. To jest jedyna droga. My możemy sobie po drodze jeszcze poudawać, że robimy różne ceremonie, o czym wspomniałem tydzień temu. Możemy się zakopać w ziemi i udawać, że przeżywamy wielkie wizje.
Oczywiście bez peyoti i tak dalej, żeby nas przypadkiem nie wstrząsnęło, żeby nie było tak, że jak przeżyjemy taką prawdziwą wizję, gdzie przyjdą na nas prawdziwe duchy, to się okaże, że nasze życie jest gówno warte. Także dla bezpieczeństwa biali ludzie robią wszystkie te ceremonie w taki sposób, żeby broń Cię losie nie zderzyć się z tym całym magicznym, rzeczywistym światem. Rzeczywistym światem tej prawdziwej mocy i energii, do którego wszyscy należymy. Rozrywka klasy średniej, która stwierdziła, że teraz, kiedy ma już kasę, kiedy ma już kredyty, kiedy ma już apartamenty, postanowi się uduchowić i postanowi zostać dobrymi ludźmi. Oczywiście nie zmieniając nic w kwestii swojego statusu finansowego poza tym, że oczywiście musi rosnąć. A część z nich twierdzi, że to w ogóle najlepiej byłoby połączyć ten rozwój duchowy i zarabianie kasy, czyli generalnie uczyć ludzi, żeby byli szczęśliwi i jeszcze niech nam za to płacą, bo nie ma oczywiście innej opcji. To jest jedyna opcja jaka jest, to jest sklejenie się z materią, czyli wszystko musi wędrować koniec końców do portfela i tam wszystkie tropy się urywają albo się zaczynają. Nie wiem, jak to zwać. Mniejsza o to. Generalnie wszystkie tropy prowadzą do portfela.
Ale tak jak mówiłem, jest inna opcja. Opcja, o której wiedzą wszystkie te, jak to się mówi po angielsku native tribes, czyli wszystkie te oryginalne plemiona, które mieszkają z dala od cywilizacji, które nie zamieniły tych pojęć, które doskonale wiedzą, skąd się bierze wiedza, które doskonale wiedzą, czym jest interakcja ze światem zewnętrznym i jak wygląda połączenie tych dwóch stanów i że to jest jedna wielka całość. Otóż to. I oni doskonale o tym wiedzą. I to funkcjonuje od tysięcy lat. Ba, nie tylko oni, bo ta informacja została zachowana częściowo w alchemii. Ta informacja została zachowana częściowo właśnie w pismach hermetycznych. Dawno, dawno temu, jeszcze za czasów Egiptu, która jasno i wyraźnie tłumaczy, jak wygląda nasze połączenie duchowe, te wewnętrzne, ta manifestacja naszego ducha w tej materii. Bo to nie jest naprawdę żadna tajemnica. To tylko nam się powiada, że powinniśmy paść na kolana i modlić się do na przykład symbolu typu krzyżyk, który oznacza coś zupełnie innego.
I dzisiaj między innymi opowiem wam, co tak naprawdę oznacza znak krzyża, co zawsze oznaczał, zanim został sprofanowany przez kłamców, bandziorów, złodziei i szarlatanów. A tymczasem, moi drodzy, odrobina muzyczki. RadioNaFali.com. Hiperprzestrzeń, moi drodzy. Retransmitowana też w Radiu Paranormalium. Także pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium bardzo serdecznie, którzy słuchają tych moich wywodów. Przypominam wam, że możecie oczywiście się wszyscy odezwać, bo aktualnie dzieje się to wszystko live na Skypie. Skype do radia to RadioNaFali.com i w ten sposób możecie mnie tutaj złapać i przytulić jakąś refleksję. A właściwie wysłać jakąś refleksję, wymienić ze mną refleksję. Ale wracajmy do tej całej opowieści o tym, że opowiada nam się, że nie ma tego połączenia pomiędzy światem duchów, światem mocy a światem materii.
Od początku do końca. Co najwyżej może gdzieś tam, kiedy umrzemy. Oczywiście jest taka oficjalna forma, która teoretycznie to łączy, ale to łączy też tylko w taki sposób, że trzeba wyciągnąć portfel i zapłacić. Nazywa się to religia. Inaczej się jak nie da. I to jest ta obietnica szczęśliwego jutra już po naszej śmierci. Czy jakoś tak. Mówi się, że tego połączenia nie ma i że brak tego połączenia jest dowodem na to, że wszystkie te rzeczy związane z mocami, wizjami to tylko jakieś senne majaki. To tylko jakiś dziwny, nieprzystający do prawdziwej, materialnej rzeczywistości dodatek, który tylko przeszkadza. Tak jak empatia, która przeszkadza w chciwości, jak to, że musimy sami pójść po wiedzę, co oczywiście przeszkadza w tej naszej teologii, która mówi, że ktoś nas czegoś nauczy bez naszego jakiegokolwiek wysiłku.
To jest taki klasyczny numer, że zrobimy coś, nie robiąc niczego i będziemy szczęśliwi oczywiście. Ten koncept ma kilka nazw. Dzisiaj funkcjonuje głównie pod poniekąd dwoma nazwami: quadrivium i quaternity. Bierze się to od czwórki. Symbol, którym można by to opisać, to jest koło, w które jest wpisany krzyż. I to jest właśnie quadrivium, czyli podzielenie koła na kwarty. Dlaczego quadrivium? Bo mamy cztery kwarty. Każde z tych ramion jest w stosunku do siebie przesunięte o 90 stopni. To jest właśnie klasyczny krzyż w kółku.
Rycerze maltańscy tego używają. To jest najstarszy symbol, jaki właściwie bardzo często jest znajdowany we wszystkich możliwych wykopaliskach w całej Afryce. Jeszcze zanim się pojawiła jakakolwiek sekta twierdząca, że ma monopol na wieczne życie albo na jakieś zbawienie dusz, albo cokolwiek innego, jakkolwiek by to zwał, podpisująca się tym symbolem. Nie, to nie jest ich symbol. Ten symbol oznacza cztery kwarty energii. Cztery kwarty, które reprezentują naszą egzystencję w całości, kompleksowo naszego ducha. I naszą materię i to, jak to ze sobą funkcjonuje, jakie są korelacje między tymi wszystkimi elementami. To jest odpowiedź na pytanie o kompleksową strukturę świata. Ale zacznijmy może od początku, bo tak wspomniałem o tym Egipcie. Nie chcę cofać się za bardzo do tyłu i mówić o tych wszystkich archeologicznych wykopaliskach, gdzie znaleziono ten symbol, bo jest tego naprawdę potężna ilość, także mógłbym gadać do białego rana.
Dlatego zostawiamy te wszystkie archeologiczne wykopaliska, które są tam starsze niż 12 000 lat. Skupmy się na czasach troszeczkę świeższych dla nas, na czasach chociażby Pitagorasa, słynnej tajemniczej pitagorejskiej szkole. Pitagoras urodził się w 582 roku przed erą zwaną Chrystusem i zmarł w 500 roku. Przynajmniej tak podają wszystkie kroniki. Kim był Pitagoras? Pitagoras był pierwszym człowiekiem, który użył zwrotu filozof. Nazwał się filozofem, czyli miłośnikiem wizji, tudzież wiedzy przychodzącej z wizji. W dzisiejszych czasach słowo filozof tłumaczy się zupełnie inaczej. Nie ma to nic wspólnego z oryginalnym znaczeniem tego słowa w starożytnej Grece, po prostu tak się wydarzyło. Ale to nic dziwnego.
Ciężko było wymagać od współczesnych ludzi, którzy pozamieniali wszystkie te pojęcia po to, żeby czuć się bardziej komfortowo ze swoimi wszystkimi przypadłościami i bynajmniej nie sięgać zbyt daleko, żeby się nie okazało, że świat, który budują te wszystkie opowieści, które nam próbują sprzedać, są o kant dupska rozbić. Teraz słowo filozof oznacza coś zupełnie innego. Kiedyś to po prostu znaczyło dokładnie miłość do wiedzy przybywającej z wizji, tych wewnętrznych wizji. W dzisiejszych czasach możemy śmiało powiedzieć chodzi o wizje związane z roślinami psychoaktywnymi. Coś, co nauka nazywa halucynacjami, takimi majakami, że tam się jakieś nasze podświadomości manifestują jedna, czwarta, piąta, szósta i że to w ogóle nie jest rzeczywisty świat, to tylko jakieś takie przerabianie problemów z tej materii, że właściwie ten świat ducha to jest na usługach tej materii, że my w ten świat ducha wchodzimy tylko po to, żeby — jak się mówi — przerobić pewne problemy w nas i żebyśmy mogli jeszcze lepiej obsługiwać ten portfel i swoją zdolność kredytową. W rzeczywistości oznacza to coś zupełnie innego. W ogóle za tym stoi taka niezła, gruba historia, bym powiedział, ponieważ Pitagoras to słowo zaczerpnął z jednego miejsca. Z miejsca, które nazywa się starożytny Egipt. Jest w tym kilka historii. Właściwie nikt do końca nie zna życiorysu Pitagorasa.
Jest wiele spekulacji na ten temat. Też tam żył 104 lata i tak dalej. Generalnie masa opowieści, które są praktycznie niemożliwe do zweryfikowania. Poza tym, co możemy zweryfikować z tych manuskryptów, które pozostały po jego uczniach i z jego twierdzeń, więc znajdujemy po raz pierwszy to pojęcie quaternity, quadrilium, czyli kwadratury w kole właśnie u Pitagorasa. I on twierdzi, że jest to starożytna wiedza, którą on przywiózł od prawdziwych mędrców z Egiptu. Cały rdzeń pochodzenia słowa filozof, które uknuł ów Pitagoras, wziął się właśnie od owych mędrców, ponieważ ci mędrcy nazywali się Sofos. Pitagoras wziął tą swoją nową nazwę, to, że jest filozofem właśnie od tego tajemniczego słowa, które oznaczało owych mędrców Egiptu, czyli Sofos. On twierdził, że to są prawdziwi mędrcy, a on co najwyżej jest miłośnikiem ich mądrości. Stąd się wzięło to określenie. Nie wiadomo, kim byli ci prawdziwi mędrcy z Egiptu.
Jest dookoła tego tyle legend, że ciężko było tutaj znaleźć jakiś jeden wspólny wniosek. Tym bardziej że kilka z tych legend się wyklucza nawzajem jak zwykle. Historię piszą zwycięzcy i wiadomo, że wygrali ci, którzy chyba nie chcieli, żebyśmy wiedzieli, co się działo wcześniej, żeby ta informacja do nas dotarła. Także część z niej uległa prawdopodobnie bezpowrotnie zatraceniu, chociaż być może pewnego dnia uda się wykopać jakieś manuskrypty, które ocalały i tam znajdziemy te brakujące elementy całej układanki. Ale wracajmy do naszej całej opowieści, bo Pitagoras nie był pierwszym ani jedynym człowiekiem, który używał tego pojęcia quaternity, quadrium, czyli tej kwadratury, podziału koła na kwarty. Ten symbol reprezentował naszą całą egzystencję tu i teraz. Naszą całą egzystencję, moi drodzy, nie tylko materialną, ale też duchową. Zostawiając tego Pitagorasa, przenieśmy się na troszkę inny kontynent, bo Pitagoras nie był pierwszy ani jedyny. Więc jeżeli przyjrzymy się na etniczne wzory Indian z Ameryki Północnej, znajdziemy dokładnie przedstawienie tej samej sytuacji, czyli tej kwadratury w kole, tego specyficznego podziału, gdzie każda kwarta reprezentuje inny rodzaj energii i znajdziemy praktycznie wszędzie. To jest symbol szachownicy, moi drodzy.
Ten symbol występuje w buddyzmie. Ten symbol występuje w hinduizmie. Ten symbol występuje też u Aborygenów. Ten symbol praktycznie występuje we wszystkich najstarszych tradycjach, które posiadały jakąś wiedzę, jakąś informację, jak się ogarniać z tym wszystkim. I ta informacja przetrwała do naszych czasów. Jest to po prostu wszędzie. To jest taka bardzo kompleksowa sprawa, która została, wygląda troszeczkę tak, jakby była wielka jedna cywilizacja i wszyscy operowali dokładnie tą samą wiedzą. I pewnego dnia ta wiedza zgasła i zostały tylko drobne szczątki. I gdzieś tam obserwujemy już tylko symbole, które zostały po tej tajemniczej wiedzy. Część z tych ludzi, którzy używają tych symboli do dzisiaj.
Chodzi o Indian z Ameryki Północnej, chociażby Indian Hopi, Indian Cherokee i nie tylko, a skończywszy na buddyzmie gdzieś na drugim końcu świata. Tam ludzie wiedzą, o co chodzi, bo tam przy tym symbolu dalej funkcjonują wszystkie te opisy. One nie zostały pogubione. Wszystko jest jasne. Wiadomo, co oznacza każda z tych czterech kwadr koła. Także nie ma z tym żadnego problemu. I dzisiaj wam o tym opowiem, bo to jest uważane za podstawę naszej egzystencji. Więc o co w tym wszystkim chodzi? Jeszcze wrócę na sekundę do Pitagorasa. Pitagoras miał tą swoją tajemną, sekretną szkołę, którą prowadził.
Tak najprościej mówiąc, Pitagoras był człowiekiem od muzyki i rezonansów. Jako pierwszy właściwie opisał te wszystkie rezonanse i to, jak funkcjonują harmonie. Jako pierwszy wyliczył też kwestię związaną z polem trójkąta. Matematyka, muzyka. I tak dalej. Na pewno uczyliście się o trójkącie pitagorejskim w szkole. To jest dokładnie ten sam dżentelmen. Ten dżentelmen, kiedy uknuł te swoje wszystkie koncepcje, zamknął to wszystko właściwie można by powiedzieć w takim stwierdzeniu, że świat i cała energia, całe te moce, wszystko, co znajduje się dookoła nas, jest niczym innym jak reprezentacją cykli, na których bazuje cała esencja, z której wszystko jest zbudowane dookoła. Taka bardzo kompleksowa teoria. Nazywa się to normalnie, bo to w ogóle istnieje normalnie w świecie nauki, ponieważ te wszystkie wyliczenia Pitagorasa dotyczące muzyki, dotyczące matematyki działają do dzisiaj.
Dzięki temu możemy sobie zbudować różne urządzenie, możemy przenieść nasze wyobrażenie czegoś na materię i zrobić to tak, że działa. Są terminy, które to określają, których używamy do dzisiaj. Nazywa się to między innymi komplementarna symetria. Co znaczy komplementarna symetria? To jest taki rodzaj symetrii, można porównać troszkę do holu hotelowego, takiego długiego hotelowego holu, gdzie mamy drzwi po lewej i po prawej stronie. Drzwi po lewej stronie są lekko przesunięte względem drzwi po prawej stronie, czyli tam, gdzie jest ściana z lewej strony, z prawej strony są drzwi i odwrotnie z drugiej strony, tak że tworzą coś w rodzaju takiej szachownicy. To jest owa komplementarna symetria. I oczywiście cała ta komplementarna symetria jest oparta o kąt 90 stopni. I tu dochodzi bardzo ciekawy temat z matematyki, który jest też używany do dzisiaj. Nie za bardzo chyba ze zrozumieniem i chyba nie wszędzie.
Mianowicie chodzi o tak zwane liczby urojone, których ojcem jest niejaki René Descartes. My go znamy często pod nazwą Kartezjusz. To jest ta kartezjańska wizja świata, na której jest oparta właściwie cała współczesna nauka. Znaczy próbuje się opierać na tym, ale to też tak wybrali sobie tylko to, co im pasowało, a resztę odrzucili do kubła na śmieci. To troszkę jak ci badacze DNA, którzy zbadali kawałek ludzkiego DNA, a to, co się nie dało zbadać, stwierdzili, że to jest śmieciowe DNA i tego już nie badają. Po latach się okazało, że to śmieciowe DNA jest ważniejsze od tego, co zbadali na samym początku. Tak często bywa. Może być tak podobnie z ową komplementarną symetrią i owymi liczbami urojonymi za parę lat, ale zostawmy to na razie. Kartezjusz dokładnie twierdził, że liczby urojone reprezentują opozycję do liczb istniejących. Czyli jeżeli mamy istniejącą jedynkę w naszej materii, czyli mamy jedne drzwi, jesteśmy w tym holu hotelowym, mamy jedne drzwi po lewej stronie na lewej ścianie i skierujemy się twarzą w ich kierunku, to za nami będzie ściana, ale wystarczy, że się przesuniemy tak, żeby przed naszymi oczami była ściana i się odwrócimy, to za plecami będziemy mieli drzwi.
Czyli tak na zmianę. Taka szachownica. Lewo, prawo, lewo, prawo, lewo, prawo. I to jest opis tego, jak funkcjonują moce. My to troszkę wyrzuciliśmy. Właśnie, na czym polega różnica współczesnej matematyki z tą oryginalną, prawdziwą matematyką pitagorejską, z tą tajemniczą, sekretną, alchemiczną szkołą, która pochodzi z Egiptu? W naszej współczesnej matematyce minus jeden oznacza coś zupełnie innego. Oznacza tak zwaną liczbę ujemną, czyli czegoś jest o jeden mniej. Natomiast w owej pitagorejskiej matematyce, w tej klasycznej, alchemicznej, ezoterycznej szkole minus jeden oznacza obrót o 360 stopni. Nie na darmo wspomniałem o symbolu krzyża, ponieważ ten cały układ jest właśnie reprezentowany przez krzyż w środku koła.
Czyli jeżeli jedynka jest na górze, to jest to najwyższe ramię, tak jak mamy na przykład zegarek i godzinę 12:00 na zegarku, to dokładnie tam jest numer jeden. I teraz minus jeden to jest taki obrót o trzy czwarty, czyli dokładnie na godzinie 21:00 na tarczy zegara, czyli na dziewiątej. Od godziny 12:00 przez 3:00 do 6:00 to jest kolejna kwadra. Czekajcie, bo tak troszkę motam. Powiem konkretnie. Pierwsza kwadra jest od 12:00 do 3:00, kolejna kwadra jest od 3:00 do 6:00, kolejna kwadra jest od 6:00 do 9:00 i kwadra, która wraca z powrotem, to jest od 9:00 do 12:00 i cykl się powtarza. Więc minus jeden nie oznacza wartości ujemnej. Oznacza tylko i wyłącznie... właśnie, co? Obrót spiralny dookoła własnej osi o 360 stopni.
Nic więcej, nic mniej. Przez co nie jest żadną wartością ujemną, ale koordynatą dla położenia czegoś. Przypuśćmy, ta nasza jedynka to jest nasze coś i to jest właśnie koordynata. Jeżeli ją obrócimy o część tego kąta, czyli 180 stopni plus 90 stopni, to otrzymamy minus jeden. I to jest właśnie koordynata. To nie jest wartość. To nie jest liczba do odejmowania, do dodawania. To jest po prostu opis czegoś w ruchu i to jest miejsce, gdzie to coś w tym momencie się znajduje. I to jest taka bardzo kompleksowa koncepcja, która mówi o wielowymiarowości przestrzeni, w której żyjemy, czyli w którym miejscu tego koła znajduje się dany obiekt. I można to sobie liczyć.
Tutaj dochodzi do koncepcji związanej z dźwiękiem. Czyli dźwięk ma dwa wymiary. Dźwięk się zaczyna od, przypuśćmy, że jesteśmy w oktawie C, czyli od jednego C do drugiego C. Tutaj bardzo serdecznie wszystkim polecam, bardzo serdecznie, żebyście zaglądnęli do prezentacji Jana Taratajcio na temat częstotliwości rezonansu dźwięku i złotego podziału w tym dźwięku, gdzie ten koncept jest doskonale wytłumaczony. Ja tutaj nie zrobię tego po prostu lepiej, bo tu warto byłoby obejrzeć taką prezentację, gdzie widzicie wzory, widzicie, jak to wygląda po prostu tak czysto graficznie, bo to sobie łatwo wtedy po prostu zbudować wyobrażenie tego w swojej własnej głowie. A jak tak mówię w radiu, to troszkę ciężko z tym wyobrażeniem. Ja tu nie mam możliwości pokazywania wam za bardzo obrazków. No ale mniejsza o to. Dźwięk składa się z dwóch wymiarów. Jeden wymiar jest pierwszym dźwiękiem C, a drugi jest kolejnym dźwiękiem C.
Gdziekolwiek startujemy, zawsze musi być jakiś pierwotny dźwięk i ten drugi, a to wszystko, co gramy, cała melodia, którą tworzymy, się zabiera pomiędzy jednym a drugim, czyli pomiędzy Jednym stanem, a drugim stanem. To jest jak dwa wymiary i każdy dźwięk właściwie jest reprezentacją dwóch wymiarów. To twierdził Pitagoras. To jest część tej jego informacji, która została po owej tajemnej, sekretnej pitagorejskiej szkole, że dwa wymiary. Nazywa się to inwersja. A wszystko to oczywiście pochodzi ze starożytnego Egiptu, z nauk tak zwanych hermetycznych, nauk Hermesa. Dobra, to ja może włączę jakąś muzyczkę, moi drodzy i po muzyczce opowiem wam troszeczkę więcej na ten temat, bo ta wiedza naprawdę jest dosyć potężna. Ale dzisiaj troszkę muzyczki, bo sobota. Ja też jestem po imprezie, także czas poczuć troszkę nastroju imprezy w tą sobotę. Nawet w tej filozoficznej hiperprzestrzeni.
RadioNaFali.com. Hiperprzestrzeń retransmitowana też w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy i jednego i drugiego radia i tych wszystkich, którzy na czacie właśnie teraz rozmawiają o zaćmieniu słońca. Ciekawy był moment. Aż się tak cicho zrobiło. Wszystkie papugi przestały śpiewać mi tu w Londynie. Ciekawie było, ale wracajmy do naszego tematu, czyli do tego pomostu pomiędzy światem duchowym a światem materialnym, o którym nam się mówi, że nie istnieje pod pretekstem, że nie ma żadnego połączenia i że jeżeli nie ma żadnego połączenia, to jest to dowód na to, że istnieje tylko jeden materialny świat. A połączeń jest więcej niż jedno i to połączenie jest znane od setek tysięcy lat prawdopodobnie. I połączenie nazywa się quadrilium albo quaternii, czyli kwadratura w kole, czyli cztery kwarty koła. Ale lećmy dalej, moi drodzy, bo poza tym, że ma to oczywiście swoją reprezentację w matematyce poprzez liczby urojone, wskrzeszone ponownie przez Kartezjusza, czyli René Descartesa, pojawia się coś takiego jak chaldejski system numerologiczny.
Bardzo ciekawa rzecz, bardzo mistyczna historia właściwie. Nikt do końca nie wie, skąd to się wzięło, poza tym, że oczywiście jak zwykle — Egipt, starożytny Babilon, wszystkie te tajemnicze, najstarsze miejsca. W każdym razie tutaj się nie będę za bardzo wbijał, bo podejrzewam, że nie mamy właściwie takiej osi łopat, żeby móc zrobić takie solidne, zaawansowane wykopaliska archeologiczne i chyba zezwoleń na to, żeby kopać w tych miejscach i sprawdzić, skąd to się właściwie wzięło. Ale mamy taką informację. Ona przetrwała właśnie między innymi w Egipcie, troszeczkę w Grecji, przetrwała w kilku innych wierzeniach. Tak po kawałku troszeczkę. O co chodzi z tym systemem numerologicznym? Chaldejskim systemem numerologicznym. System jest oparty na dziewięciu cyfrach, przy czym używa się tylko ośmiu. Jest taka tabela, taki najprostszy opis tego wszystkiego.
Weźcie sobie kartkę papieru, jeżeli macie coś do pisania teraz przed sobą i na kartce papieru zróbcie w jednej linii na samej górze taki zapis: jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem. Osiem liczb. Tak jak wspomniałem, oczywiście system składa się z dziewięciu, ale używa się tylko ośmiu. Do każdej liczby jest dopasowany zestaw liter. Czyli pod jedynką mamy: A, I, J, Q i Y. Pod dwójką mamy: B, K i R. Pod trójką znajduje się: C, G, L, S. Pod czwórką jest: D, M, T. DMT. Dobre sobie.
Pod piątką znajduje się: E, H, N, X. Pod szóstką znajduje się: U, V, W. Pod siódemką: O, Z i pod ósemką: F, P. I to jest taka baza tego systemu. Używa się go w tak zwanej numerologii imion. Czyli jeżeli mamy jakieś imię, to sobie sprawdzamy po wartościach, jakie ma numery. Czyli w moim przypadku to jest Tomek i wychodzi na to, że T to będzie cztery. O to jest siedem. M to jest cztery z powrotem. E to jest pięć.
K to jest dwa. I dodajemy to wszystko do siebie, czyli cztery, siedem, cztery, pięć, dwa. I to jest zapis numerologiczny mojego imienia. Sumujemy to wszystko. No i wychodzi z tego czwórka. I to jest ta liczba, która reprezentuje moje imię. Generalnie moje imię reprezentuje akurat właśnie quadrilium, czyli te cztery elementy mocy, którą operujemy w świecie zarówno duchowym, jak i materialnym. Sprawdźcie sobie. Ciekawa historia z tym wszystkim. Ale o co chodzi z tym systemem?
Dlaczego jest dziewięć, a nie używa się dziewiątki? Ponieważ dziewiątka oznacza zero. Przy czym nie jest to takie stricte zero jak w takim współczesnym zapisie matematycznym, tylko jest to zero reprezentujące ową dynamikę, owo koło, czyli ten obrót o 360 stopni dookoła. Jeżeli lecimy sobie po kątach, to mamy te właśnie 90 stopni. Dlatego mamy osiem numerów zawartych w kole. Koło reprezentuje zero, a zero reprezentuje koło. Osiem cyfr reprezentuje podział tego koła. I to wszystko dzieli się na cztery pola. Taką sekwencję symboli. Słuchajcie, Tesla z tego korzystał.
To jest w ogóle intrygująca sprawa. Praktycznie, jeżeli się przyjrzycie na urządzenia Mr Tesli, na jego kondensatory, na część jego cewek, to odkryjecie dokładnie te same zależności. Ma to swoje przedstawienie graficzne. Wygląda to dalej tak samo. Jest to krzyż zawarty w kole, ale w postaci trójwymiarowej. Czyli wyobraźmy sobie kostkę, taką normalną kwadratową kostkę. I teraz na każdej ze ścian tej kostki pośrodku robimy kropkę. Po prostu małujemy sobie markerem kropkę na środku każdej z tych ścian i teraz łączymy je po przekątnej. Także jeżeli trzymamy tą kostkę en face prosto przed sobą i połączymy linię pomiędzy poziomymi a pionowymi płaszczyznami, to wychodzi nam krzyż. Ale jeżeli teraz obrócimy tą kostkę o dziewięćdziesiąt stopni w bok, także widzimy ją z boku, nasz krzyż staje się linią.
Czyli co robimy? Dodajemy kolejną linię pomiędzy ścianą, która wcześniej była frontem do nas i tyłem do nas. Czyli w tym momencie, z którejkolwiek perspektywy nie spojrzymy, zawsze widzimy taki przestrzenny krzyż. Przypomina to troszeczkę używane w czasach przedśredniowiecznych, a to jest kwestia związana z gnostykami, heretykami, którzy budowali katedry. Wszystkie te znaczki na starożytnych katedrach, takie koguciki, że tak powiem. Bo oprócz krzyża, który tam stawiano, były jeszcze takie wskaźniki do tego, w którą stronę wieje wiatr. Taki kogucik, a pod kogucikiem często był taki symbol. Ja postaram się gdzieś go znaleźć i wam podesłać, ponieważ ten symbol jest często używany w alchemii i gdzieś tam się na pewno pojawi w linkach pod audycją. Także zapraszam, żebyście sobie wpadli. Jeżeli słuchacie tego offline na stronę Radia Na Fali do hiperprzestrzeni sobie poklikali linki pod audycją.
Tam jest troszeczkę więcej na ten temat, łącznie z tymi liczbami, łącznie z liczbami urojonymi, z komplementarną symetrią i tą czaledyjską numerologią, tym systemem numerologicznym. No i co reprezentują te kwadry? Bo tak cały czas mówię, jak to wygląda. Ale mam nadzieję, że udało mi się to opisać i że łapiecie, łapiecie, o czym mówię. Czas najwyższy powiedzieć, o czym w ogóle jest ta cała historia w środku tego koła. Bo tak, wiemy już, jak je dzielić. Wiemy, że jest to reprezentacja wszystkich tych energii. Ale o jakich energiach mówimy? Są to moce stwarzania. Jeżeli znacie starosłowiański symbol swastyki, to jest dokładnie to samo.
To jest jeden z tych symboli, który reprezentuje dokładnie tą samą moc. Co to oznacza? Oznacza to dwie komplementarne, uzupełniające się rzeczywistości. O tym dokładnie pisał Goethe. O tym jest symbol yin i yang. To jest ta polaryzacja przeciwności. O tym są wszystkie te wzory rysowane przez Indian. Zresztą słuchajcie, co by dużo nie mówić, koncepcja współczesnej szarlatanerii o nazwie psychologia jest oparta w dużej mierze pracach dżentelmena, który się nazywał Carl Gustav Jung, który dokładnie na tej sekwencji oparł swoją całą koncepcję archetypów i tego, jak to wszystko jest skonstruowane w naszym sercu, naszej głowie, z naszymi emocjami. Dokładnie na tym schemacie owego quadridium, owej quaternity, czyli kwadraturze koła. No, nie jest to oryginalna historia, bo tak, bo teraz można by się zastanowić: okej, no dobra, mamy to kółko, ktoś sobie kiedyś wymyślił.
No jeden koleś zrobił trójkąt. Udało mu się z trójkątem. Do tej pory się w szkołach uczymy, jak wyliczać sobie te pola trójkątów z tego Pitagorasa. No ale reszta to tak niekoniecznie. To tak troszkę magicznie brzmi. Okej, no mamy te liczby urojone, no ale to są liczby urojone. No mamy potwierdzenie tych liczb urojonych w postaci konstruowania urządzeń mechanicznych. To jest tak, że jeżeli jest fala, no to jak fala przejdzie, to zaraz po piku fali musi być zejście w dół. No i to zejście w dół to jest właśnie tym obrotem, jest ową minus jedynką. No ale git.
To brzmi tak troszkę teoretycznie, tak nie wiadomo, jak to złapać, a to jest bardzo prosta historia. Bo o ile opis techniczny jest troszkę skomplikowany i mówi o tym, że to się wszystko kręci i tak dalej, ciężko sobie to wyobrazić. No to najłatwiej wrócić do Goethego, czyli więcej światła, moi drodzy, czyli rotacji Księżyca dookoła Ziemi. To jest dokładnie ta sama historia. Księżyc znajduje się w czterech stanach dookoła Ziemi. To są te cztery podstawowe stany, które wytyczają cykle tej planety. I to nie jest dowcip. Tym cyklem tej planety są cykle miesiączkowe u kobiet. Pierwsza rzecz. Przypływy i odpływy.
Przyrost kryształów. Każdy, kto się zajmuje krystalografią, doskonale wie, o co chodzi, że w kryształach doskonale się zapisują wszystkie wydarzenia, które są związane właśnie z tymi cyklami. Wtedy kryształy na przykład szybciej albo wolniej rosną. Widać te wszystkie rzeczy. Masa tego, masa tego. No i oczywiście z roślinami, z całym ekosystemem na naszej planecie, ze zwierzętami, z tym, jak my się czujemy. Dlatego na przykład podczas pełni niektórzy nie mogą sobie zasnąć. No i oczywiście w naszej ignorancji twierdzimy, że: „Eee, to takie czary-mary, takie tam. Wezmę tabletkę i przejdzie.” Nie do końca, nie do końca, ponieważ jest to taki naturalny cykl i wszystko, cokolwiek jest dookoła, podlega temu cyklowi. Ja tu polecam w ogóle zapoznać się, jeżeli lubicie sprawy od strony technicznej, takiej właśnie elektrycznej, związanej na przykład z Nikolą Teslą i grzebaniem w urządzeniach.
Polecam bardzo świeżą pracę Erika Dallarda, o której troszkę więcej powiem w syntezie. I tam jest bardzo dużo o tym, jak konstruować urządzenie właśnie posługując się ową koncepcją quadridium, quaternity. Jak to się wszystko dzieli, jak to się łączy i jak się wylicza na przykład miejsca, gdzie się te cewki ustawia dookoła na przykład rotującego magnesu właśnie za pomocą tego wzoru, który jest oparty na liczbach urojonych. Ale to taka bardzo techniczna sprawa. Także tutaj odpuszczam kompletnie. No ale sens tego wszystkiego jest taki, że wszystko jest propagacją energii po kształcie koła. Można powiedzieć, że wszystko jest kołem dokładnie, parafrazując. I to koło dzielimy na cztery kawałki z kątem dziewięćdziesięciu stopni. To są te trójkąty, które są zbudowane właśnie na dziewięćdziesięciu stopniach na samej górze i mają po czterdzieści pięć stopni w rogach. To o tym doskonale mówi Jan Taratajcio w swojej prezentacji na temat właśnie tego właściwego strojenia i dostrajania się do dźwięku.
Naprawdę bardzo gorąco polecam każdemu, słuchajcie, bo praca jest zrywająca nogi z butów i jest to chyba najważniejsza praca w tej dziedzinie od czasów Pitagorasa. Pitagoras był ostatnim kolesiem, który to opisał i zrobił już to błąd, którego Jan nie zrobił, bo Jan poprawił jego błąd. A mam tutaj telefon, także już odbieram. Witam serdecznie. Halo, halo Mateuszu.
[54:49] - A witam, witam Tomaszu. Jak tam zdrowie?
[54:51] - Doskonale. Doskonale, dziękuję bardzo. Jak twoje?
[54:55] - Dobrze. Słuchaj, ja dzwonię tak na szybko. Nie będę w tej hiperprzestrzeni ci tutaj zawracał głowy. Tylko dzwonię, żeby sprostować pewną kwestię, o której powiedziałeś, która jest nieprawdą. Chodzi o psychologię
[55:07] - Generalnie to jest szarlataneria, mój drogi.
[55:10] - Psychologia nie wzięła się od żadnego Junga, bo Jung jest uczniem Freuda, tego Żyda. Współczesna psychologia naukowa wzięła się od Wilhelma Wundta, który oddzielił filozofię od psychologii. Posługiwał się introspekcją w swoich badaniach własnego siebie. Tylko tyle chciałem tu powiedzieć, że generalnie współczesna psychologia nie wywodzi się od Junga.
[55:34] - Moim zdaniem wywodzi się-
[55:35] - Freud wyznaczył jedno podejście z psychologii. To jest podejście psychoanalityczne. Jung jest uczniem, tak jak Horney i paru jeszcze innych gości. Są uczniami Freuda tak naprawdę. I to jest tylko jedno-
[55:48] - Chciałem sprostować, że Jung nie był właściwie uczniem Freuda. Oni byli kumplami i jeden zaprzeczył koncepcji drugiego. Dlatego się pokłócili i nigdy ich koncepcje się nie zeszły razem. Także to troszkę taka mistyfikacja z tym, że jeden się uczył od drugiego. Jeden miał swoją własną koncepcję.
[56:02] - Psychonalitykiem. Podejście Freuda jest też psychoanalityczne. A Jung? Freud wyznaczył tę psychoanalizę, odkrył.
[56:10] - Słuchaj, ja tu w ogóle polecam książkę Carla Gustava Junga „Sny...” i tak dalej. Ciągle pamiętam tytuł tej książki. Jest taka ostatnia publikacja, którą wydał, gdzie bardzo fajnie jest to opisane. Ale generalnie współczesna psychologia bazuje na archetypach opracowanych przez Carla Gustava Junga, także śmiało można powiedzieć.
[56:25] - Jedno z tych podejść tylko. Tylko podejście psychodynamiczne na tym bazuje.
[56:29] - Ale to jest coś podstawowego. Także tutaj się nie chcę za bardzo wbijać w te szaleństwa związane.
[56:34] - Mamy pięć podejść w psychologii. Mamy jeszcze podejście biologiczne, behawioralne, humanistyczne. Czyli na przykład-
[56:42] - To jest taka szarlataneria
[56:43] - ... Maslow czy Rogers jest z humanistycznego. Skinner czy Pawłow jest z behawioralnego. Jest pięć tych podejść. Nie możemy tego wszystkiego do jednego wora wrzucać.
[56:55] - Ja bym bardzo chętnie wrzucił to i wrzucam absolutnie z całą świadomością do jednego wora, ponieważ jest to czysta i wyłącznie szarlataneria. To jest tak, jakby ktoś próbował leczyć skutki, a nie przyczynę. I te chłopaki nic nie rozumiały kompletnie, dlatego podzielili. Jak można na przykład twierdzić, że zdrowie psychiczne nie ma nic wspólnego ze zdrowiem fizycznym i tak dalej?
[57:11] - Ale nieprawda, bo współczesna psychologia twierdzi, że psycho i soma, czyli ciało i psychika jest-
[57:17] - Carl Gustav Jung był tym pierwszym kolesiem, który to jasno i wyraźnie głośno powiedział, że wszystko ze sobą jest połączone. Natomiast reszta kolesi z kimś szarlatanami, która sobie wyciągała kawałek i twierdziła, że ma tutaj rozwiązanie, a to okazało się, że właściwie nie mają żadnego rozwiązania poza-
[57:30] - Ja tylko tyle, tak na luźno, żeby sobie pogadać, to sobie zadzwonię najwyżej później, tam na wieczorówce.
[57:35] - Zapraszam bardzo serdecznie.
[57:37] - Dzięki za rozmowę.
[57:38] - Dzięki wielkie. To był, słuchajcie Mateusz, który mnie tutaj poprawił. Ja nadal twierdzę, że to jest szarlataneria. Mam na to dowody, moi drodzy. Między innymi to, co mówię, jest jasnym dowodem. Ale mniejsza o to. Wracamy do naszej sekwencji. Sens tego wszystkiego jest taki, że wszystko jest dookoła kołem, że ta propagacja energii jest dzielona na te 90 stopni. I to jest ta kwadratura, o której mówił Antar Tasiu, o którym wam wspomniałem, żebyście koniecznie obejrzeli tą rzecz, bo tak jak wspomniałem wcześniej, jest to po raz pierwszy po Pitagoresie właściwie rozpracowanie tego od początku do końca. Także jeżeli chcecie się dowiedzieć, to tam prosto do źródła zapraszam.
Ja tutaj nie będę nic na ten temat mówił, przynajmniej dzisiaj. Generalnie jest to sprawa bardzo mocno związana z urządzeniami wolnej energii i tym, o czym mówię w syntezie. Także na takie tematy zapraszam do syntezy, tam troszkę więcej o tym powiem. Czyli co mamy? Mamy cykl życia, który jest opakowany właśnie jako symbol, to koło. I to jest tak zwana kosmiczna pulsacja, rytm kosmosu, który jest reprezentowany przez dzień i noc. To jest kolejny element, który jest opisany właśnie tym kołem. To jest dzień i noc. Część tych kwadr opisuje dzień, część opisuje noc. To jest tak, jak przyszłość i przeszłość.
Słońce i księżyc. Złoto i srebro. To jest dokładnie ta stara alchemiczna prawda, która się nazywa: to samo, co na górze, to samo to na dole. Tu są w ogóle takie tajemnicze proporcje w tym wszystkim, bo się okazuje, że na przykład Słońce jest 400 razy większe od Księżyca w takiej właśnie równej proporcji. Czyli mamy cztery i dwa zera. To jest owa tajemnicza czaledyńska matematyka. Czyli ciągle operujemy na tych proporcjach i wygląda na to, że ten opis quadrivium jest jedynym rzeczywistym, działającym i prawdziwym opisem tej rzeczywistości, która jest dookoła nas. I to czy chcemy, czy nie, po prostu tak jest. Właściwie dlatego, kiedy jest zaćmienie, Słońce jest doskonale zasłonięte przez Księżyc. Widzimy tylko te rozbłyski dookoła tarczy słonecznej.
Dlatego, że to jest ta idealna proporcja, która się opiera na czterech. To są te cztery kwarty. Do tej pory, zresztą jeżeli robi się zdjęcia Słońca, robi się cały czas w obserwatoriach astronomicznych, robi się zdjęcia w czterech podstawowych pasmach tego Słońca. Dlatego jeżeli sobie śledzicie na przykład pogodę słoneczną i też wszystkie burze, to macie do czynienia z czterema typami zdjęć. Jedno jest w ultrafiolecie, drugie jest w podczerwieni, jedno jest robione radiowym teleskopem i drugie jeszcze jakimś tam innym teleskopem. Generalnie razem są to cztery elementy, które się składa do kupy i z tych czterech elementów otrzymujemy rzeczywisty obraz Słońca. Tak samo jest z tymi właśnie proporcjami i tak dalej. Generalnie jest to bardzo kosmiczna sprawa, która wszędzie jest dokładnie taka sama. To jest właśnie ten podział na te kwarty. Dzięki temu właśnie ten Księżyc, tak jak mówiłem, zakrywa idealnie Słońce i mamy zaćmienie.
Zatem stwierdzenie, że numer dwa, cztery i osiem reprezentują podstawowe zasady, jest tu bardziej niż na miejscu, delikatnie mówiąc. Zasada tu jest dosyć prosta. Chodzi o te odchylenia, które reprezentują dynamikę układu. Ta cała dynamika jest związana też z liczbą pi. Tu zostawię tą liczbę pi, bo jest to zbyt chyba techniczne. Mniejsza o to. I czas najwyższy powiedzieć, o jakich mocach mówimy, bo tak mówiłem o tym kółku, o tym podziale na cztery, o tym quaternity, że są cztery moce, cztery energie. Energie są elementarne. Pierwsza podstawowa, czyli ziemia. To jest ta pierwsza kwadra od godziny 12:00 do godziny 15:00.
Jeżeli spojrzymy na coś w rodzaju tarczy zegarka i sobie będziemy te kwadry w ten sposób wyliczać, czyli pomiędzy godziną 12:00 a 15:00 mamy ziemię, która jest podstawą kosmosu, podstawą materii. Tu się wszystko materializuje. Takie jest znaczenie. Kolejną kwadrą, czyli od godziny 15:00 do godziny 18:00 jest woda i to jest przepływ, to jest manifestacja. I tu jest w ogóle taki dziwny Podział. Pierwszy kwadrat, czyli ziemia, jest połączona z wodą. I te dwie kwadry są opisywane właśnie jako manifestacja materii. Kiedy jest ziemia, kiedy jest woda, manifestuje się życie. Kolejna kwadra od szóstej do dziewiątej reprezentuje powietrze, czyli żywą moc tworzenia, tak zwane siły eteryczne. Ostatnia kwarta reprezentuje ogień, czyli można powiedzieć, to jest kosmiczny wyzwoliciel od elementu ziemi.
Ogień reprezentuje wyzwolenie. Wszystkie energie, które powstają na ziemi, są uwalniane do kosmosu poprzez ogień, poprzez spłonięcie. To jest ta historia związana z ogniskami. Dlatego przy bardzo poważnych ceremoniach, przy substancjach psychoaktywnych i nie tylko, dobrze jest rozpalić ognisko, ponieważ wszystkie złe moce wrzuca się do ogniska. I te dwa ostatnie elementy reprezentują niemanifestujące się elementy materii. Czyli mamy dwie połówki tego koła, tak jakbyśmy przekroili je dosłownie na pół. Jedno oznacza manifestację, manifestujące się elementy, a drugie niemanifestujące się elementy. Jasne, że proste. I tu mamy cały ten kompleksowy świat, cały świat naszej duchowości, który jest reprezentowany przez powietrze i ogień oraz świat materii, czyli nasze portfele, zdolności kredytowe, które są reprezentowane przez wodę i ziemię. I teraz mamy te cztery stany.
Brzmią być może alchemicznie, ale jak na ironię współczesna nauka nie poradziłaby sobie ni w ząb bez tej oryginalnej alchemii. Ponieważ cała współczesna chemia i fizyka, jeżeli chodzi o struktury materiałów, jest dokładnie na tym oparta. Klasyczny podział wszystkich pierwiastków i podział materii w tych pierwiastkach jest na stałe, płynne, gazowe i plazmowe. Stały i płynny reprezentuje dokładnie manifestację, a gazowy i plazmowy reprezentuje niemanifestujące się elementy tej materii. To dalej zostało. My oczywiście oficjalnie nie przyznajemy się do tego, że to jest alchemiczna sprawa i że to nie jest tak, że alchemia to jakaś szarlataneria i że to w ogóle jakieś powymyślane rzeczy przez szalonych alchemików. My używamy tego do dzisiaj, tylko że dzisiaj się nie przyznajemy do tego, że to jest taka stara prawda, która bazuje na koncepcjach, które wynikają jeszcze sprzed prawdopodobnie starożytnego Egiptu, na tym właśnie quadrilium. Dobra, to może czas na muzyczkę, moi drodzy. RadioNafali.com, oczywiście hiperprzestrzeń, moi drodzy. Retransmitowana też w Radiu Paranormalium i transmitowana w Radiu Nafali oczywiście.
Pozdrawiam słuchaczy i Radia Nafali, i tych co na czacie Radia Nafali, i tych z Radia Paranormalium. A ja wracam dalej do tego konceptu, który tak nam się wynurzył z tej otchłani wieków. Cały czas jest tu z nami obok i cały czas ta informacja funkcjonuje. Tylko nie zawsze chcemy ją podnieść z podłogi. O quadrilium, o tej kwadraturze w kole. Więc mowa jest o tych czterech mocach, które na początku, jak wspomniałem, są reprezentowane przez ziemię, wodę, powietrze i ogień. Dokładnie to samo jest u Indian w Ameryce Północnej. To reprezentują wszystkie te wzory. Reprezentują połączenie świata duchów, które są reprezentowane przez powietrze i ogień ze światem ziemskim, czyli z ziemią i wodą. I to nie jest tylko tak, że to przeszło na oficjalną naukę i teraz nazywa się to ciała stałe, płynne, gazowe i plazmowe.
Cztery elementarne elementy w alchemii. Ale to samo znajdujemy też w częstotliwościach pracy naszego mózgu, moi drodzy. Mamy cztery podstawowe wartości częstotliwości pracy naszego mózgu. Pierwszym elementarnym jest stan beta. Podejrzewam, że my się właśnie znajdujemy w tym stanie beta, czyli to jest taki normalny stan aktywności naszego umysłu, kiedy pracujemy, kiedy rozmawiamy ze sobą, komunikujemy się normalnie, bez żadnych wizji. To jest właśnie stan beta. Kolejnym stanem jest alfa, czyli relaksacje, takie lekkie medytacje, odprężenie. Kolejnym stanem jest theta, czyli głęboka medytacja, sny. Powoli zaczają się takie mocne wizje. I delta, stan, w którym tracimy kontakt z rzeczywistością.
Łapiemy głową kontakt z sercem, z globalną świadomością i rozpuszczamy się w tej całej energetycznej, informacyjnej, eterycznej strukturze. To generalnie jak wrzucimy bardzo dużo substancji psychoaktywnych, to jest właśnie dokładnie taki stan delta w naszej głowie połączony ze stanem beta. Jakby operujemy na tych wszystkich stanach. Cokolwiek by nie było, mamy cztery elementarne stany pracy naszego mózgu, czyli znowu mamy powtarzającą się kwadraturę w kole. Dokładnie to samo reprezentuje mandala. Tam jest taki dosyć złożony opis tych wszystkich moc. Ja tu wam nie chcę cytować, bo to w ogóle powinien być osobny odcinek, żeby opowiedzieć o tych wszystkich tradycjach, które teraz są nazywane buddyzmem, ale są o wiele starsze. Tam oczywiście każda z tych mocy, każda z tych części koła, kwart, ma swoją nazwę i jest przyporządkowana do konkretnej mocy i wygląda dokładnie tak samo, moi drodzy. To się niewiele różni. W środku każdej tej kwarty koła jest jeszcze wewnętrzny podział na różne rodzaje tej mocy.
Jeżeli chcecie to zrozumieć na przykładzie kolorów, to świetną reprezentacją jest właśnie paleta kolorów Goethego, która dokładnie, idealnie to opisuje. Zresztą z tym samym problemem zderzał się Walter Russell, który zrobił masę fantastycznych rysunków, które dokładnie o tym mówią. Tylko że on troszkę w bok uciekł, bo on zajmował się opisaniem tych dwóch ostatnich kwart, czyli ognia i powietrza, i tego, w jakiej korelacji one funkcjonują z tymi pierwszymi dwoma kwadrami. Także u niego jest to trochę w inny sposób opisane. Można powiedzieć, że chyba taki najłatwiejszy do ugryzienia koncept występuje u Waltera Kiwi, tego kolesia od tych dziwnych maszyn, o którym wspominam w syntezie. Zapraszam do syntezy, jeżeli nie wiecie kto to jest. Ja sobie odpuszczam takie techniczne sprawy. Ale wracając do tej mandali, do tych wszystkich czterech planów. Jeżeli się przyjrzycie na budowę katedr w Europie budowanych przez owych heretyków, każda katedra jest budowana na planie krzyża. Nie przez przypadek, ponieważ każde ramię tego krzyża reprezentuje każdą z mocy tworzenia, która nas otacza, której częścią jesteśmy.
Dlatego właśnie tak się dzieje. Stąd ten krzyżyk. I tak podróżujemy, proszę państwa, w tym świecie pomiędzy tymi kwartami. Zresztą nie skończyło się to na katedrach. To funkcjonuje do dzisiaj. Jeżeli przyjrzycie się na urządzenia wysyłane przez organizację o nazwie NASA w kosmos, to zauważycie bardzo charakterystyczne paralelo pomiędzy ową kwadraturą koła a sposobem, w jaki są konstruowane te urządzenia. One wykorzystują dokładnie te elementy. I to nie wszystko. Tu jeszcze na momencik wrócę trochę do starych dziejów, starych czasów. Czasów, gdzie podróże pomiędzy ideami a ich manifestacją, miłością, wiecznością były czymś normalnym, a nie takim dualizmem jak u nas.
Te cztery słynne emanacje. Jeżeli ktoś z was rzuca monetami do I-chinga, takimi prawdziwymi, to wystarczy przyjrzeć się na monetę do I-chingu. Ona dokładnie reprezentuje to samo. Monet jest co prawda trzy. Te trzy monety reprezentują podział w środku jednej kwarty. Są opisane w bardzo specyficzny sposób. Sięgnę po moje monety do I-chinga i już wam troszkę opowiem. To są okrągłe monety, które mają kwadrat w środku. Ten kwadrat reprezentuje ów podział i każdy z boków tego kwadratu jest opisany osobną mocą. Ma swój osobny znaczek.
Oznacza dokładnie każdy z tych żywiołów. I to występuje też w I-chingu. Jest taka bardzo stara wiedza. Bardzo stara. Używana do dzisiaj. I to nie wszystko, moi drodzy. Że tak powiem, egzotycznie brzmią rzeczy z drugiego końca świata, bo to nie jest do końca taka tradycja, w której wzrastaliśmy i tu mamy zawsze jakiś taki lekki dystans do takich rzeczy czasami, bywa. Ale z naszego własnego podwórka nie kto inny jak Leonardo da Vinci wykorzystywał w swoich pracach dokładnie ten układ, ową kwadraturę koła, owo quadrilium. Jeżeli się przyjrzycie uważnie rysunkowi reprezentującemu człowieka witruwiańskiego, tak się o poprawnie mówi, witruwiański człowiek, to dokładnie cała proporcja tego rysunku jest oparta na kole, w który jest wpisany kwadrat. Jeżeli sobie wszystko sprawdzicie z linijką, to odkryjecie dokładnie te same zasady.
I nie jest to jedyny rysunek Leonarda da Vinciego, który się na tym opiera, ponieważ on był obsesyjnie zakręcony na tym punkcie. Jeżeli się przyjrzycie jego mapie Imoli, to zobaczycie dokładnie to samo. I jeszcze jeden rysunek, taki bardzo słynny rysunek Leonarda da Vinciego, który się nazywa rombiku boktahedron. Taka bardzo dziwna bryła składająca się z kwadratów i trójkątów. Dziwne są te nazwy, ale takie są. Mniejsza o to. I tak to wygląda w sztuce. Także możemy obserwować podróż tej wiedzy i to, jak ona przetrwała do naszych czasów w wielu miejscach. Począwszy, tak jak wspomniałem, od Indian w Ameryce Północnej i tych wzorów używanych na ubiorach, poprzez całe te nauki Wschodu, poprzez I-ching, poprzez chociażby konstrukcje, które NASA wysyła w kosmos, poprzez rezonanse naszej głowy, poprzez cztery elementarne grupy pierwiastków. Ale to jeszcze nie wszystko, moi drodzy.
Tu dochodzi kolejna sprawa związana z naszym DNA. Podwójna heliksa DNA. Dokładnie to samo. Tam występują dokładnie te same proporcje. Jak się okazuje, wszystko jest oparte na owej kwadraturze zawartej w kole i jest to łącznik pomiędzy światem duchowym a światem materialnym. Każdy z tych elementów oczywiście ma też swój kolor. Każda z tych kwadr. To jest to związane z buddyzmem. Tak wspomnę już od razu, że pierwsza kwadra ma kolor niebieski, druga ma żółty, kolejna czerwony, a trzecia ciemnozielony, który jest takim zamknięciem tego wszystkiego. Ciekawa historia, bo te cztery stany dnia, cztery kierunki, cztery etapy życia, cztery sezony się powtarza prawie wszędzie.
Ja tu w ogóle bardzo serdecznie zapraszam, jeżeli znacie angielski, do prac Thomasa Josepha Browna. To jest jeden z naprawdę takich bardzo łebskich ludzi, który odgruzował kawał wiedzy i tam jest dosyć sporo na ten temat. Właśnie połączeń pomiędzy sposobami opisywania tej energii. Bo właściwie czasami chyba największy problem wynika z tego, jak to opisujemy, że niektórzy twierdzą, że jeden opis jest lepszy od drugiego i mają problem, jak owi psycholodzy ze złapaniem jednej elementarnej prawdy o życiu, że wszystko jest jednością. I wydaje im się, że jeżeli ja będę pobuczył nogami, bo ktoś mi przetrąci kręgosłup, to jak będą mi kładli okłady na stopy, to mi przejdzie na kręgosłupie. Nie. Trzeba naprawić kręgosłup. Więc co z tymi czterema stanami dnia? Słuchajcie, każdy z tych elementów reprezentuje dokładnie cztery stany dnia. To się tyczy takich codziennych rzeczy, czyli: świt, dzień, który trwa, zachód słońca i noc.
Dokładnie to są te wszystkie rzeczy. I to wszystko w takim wielkim skrócie wiemy stąd, że ta czwórka jest zawarta w kole, a koło reprezentuje tę dynamikę. I to najlepiej się właśnie tłumaczy na przykładzie dnia, że dzień sobie zasuwa tak jak wskazówki na zegarze, że pierw mamy świt, później przechodzimy do kolejnej kwarty, która reprezentuje cały dzień. Później przechodzimy do kolejnej kwarty, która reprezentuje zachód słońca i do kolejnej kwarty, która reprezentuje noc. Tak to wygląda. One funkcjonują razem ze sobą. Tu jeszcze raz wrócę do Goethego, bo nam się mówi, że na przykład w nocy się nic nie dzieje, że nie ma światła. To jest taka koncepcja dualistyczna, że albo coś jest, albo czegoś nie ma, która nie zakłada tego, że jeżeli czegoś nie widzimy, to tam jest po prostu inna moc. Moc, która jest ukryta przed naszymi sensorami, takimi jak uszy, wzrok i tak dalej, w takim normalnym stanie skupienia. Aghetto to doskonale opisał i zauważył jako pierwszy, że w nocy też jest światło, tylko to światło ma troszkę inną częstotliwość.
I do dzisiaj nauka ma z tym bardzo poważny problem. Kopie się z teorią Newtona, która jest wymyślona na kartce papieru na odczepnego i próbuje to sprasować razem i wyciągnąć z tego jakieś wnioski. Do tej pory się nie udało. Einstein był kolejnym szaleńcem, który próbował. Też mu się nie udało, ale trudno, żeby się cokolwiek udało, bo tam po prostu nie ma zrozumienia tego, czym to w rzeczywistości jest. Ale mniejsza o to. Zostawiamy te wszystkie marudzenia na współczesną naukę. Wróćmy do dynamiki koła. Bo mamy już tło całej naszej opowieści. I tu jest jeden bardzo ciekawy element, związany chociażby z ceremonią peyoti, moi drodzy, i z takimi prawdziwymi szamanami i pieśniami, które oni grają.
Bo oni mają swoje specjalne piosenki, które są grane podczas ceremonii peyoti. Do tych piosenek wykorzystuje się dwie grzechotki z dyni, które są niejako strażnikami. Wykorzystuje się tak zwany smoke stick. Takie coś do palenia, żeby robiło trochę dymu. Zawiązane razem ze sobą pióra, a najlepiej orle. To się nazywa feather fan. Oczywiście jest do tego meskalina, czyli te batoniki. Jest do tego specjalny naszyjnik zrobiony z takich małych koralików. To się nazywa naszyjnik z ziaren meskaliny. Żelazny bęben.
On nie jest z żelaza, ale go się tak nazywa, że to jest żelazny bęben i taki gwizdek, który jest zrobiony z kości orła, z łapki orła. I do tego jest taka specjalna dzida, też z piórami orła. Wszystkich elementów jest: raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem. Równo osiem elementów. Jak się rozkłada cały plan do ceremonii peyoti, to używa się dokładnie tego podziału quaternity. Zaczynamy od piosenek, a już tutaj mówię o tym, jak się to kładzie na ziemi. To może skończę o tych piosenkach. Te piosenki są dosyć specyficzne. W muzyce to się nazywa, że to jest tak zwane duratonalne. Tak to się poprawnie mówi?
Generalnie, że troszkę przyspieszają i zwalniają, ale mają swój stały bit. To nie jest tak, jak nam się próbuje czasami wmawiać, że szaman to jest koleś, który zwariował i tłucze jak opętany wariat w bęben bez rytmu i składu, i jeszcze wrzeszczy do tego bębna i przyzywa moce. Nie. Nic z tych rzeczy, moi drodzy. Tam się gra w takim bardzo specyficznym podziale na dwa. Raz, dwa, raz, dwa, raz, dwa, raz, dwa i przeplata ich podziałem raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć. Raz, dwa, trzy, cztery. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem. Raz, dwa, trzy, cztery. Raz, dwa.
Raz, dwa. I tak cały czas takie potężne pieśni. Jest to związane nie do końca z tańczeniem, ale z reprezentacją tych dwóch podstawowych mocy, którymi się łączymy z Małą Ziemią, czyli właśnie ziemi i wody. Dźwięki te reprezentują, można w skrócie powiedzieć, nasze dwie stopy, które dotykają ziemi. To troszkę jakbyśmy chodzili. To trochę taki rytm do marszowania. Lewa, prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa, prawa. I na tym to polega. Te wszystkie pieśni są oparte dokładnie na tym samym schemacie quadrigum. To jest ta sama wiedza, która jest u Platona.
To jest ta sama historia, która jest zawarta w naszym DNA. To jest to samo, co robi NASA. To jest to samo, co mamy we współczesnej fizyce i chemii. To jest dokładnie ta sama historia, absolutnie ta sama. Te pieśni są fascynujące, bo śpiewa się cztery pieśni. Pierwsze trzy śpiewa się, można powiedzieć razem, a czwarta pieśń... One w ogóle śpiewa się kompleksowo razem jedną po drugiej. A czwarta, która to wszystko zamyka, jest śpiewana przez mistrza ceremonii, który ją przeprowadza, mistrza ceremonii peyoti i ona zamyka ten cykl. Później oczywiście następuje kolejna sekcja tych czterech pieśni, gdzie się śpiewa pierwsze trzy i czwarta, czyli ten powrót do jedynki z minus jeden jest śpiewana przez człowieka, który prowadzi ceremonię tak, żeby wszystko było okej. A więc w ogóle bardzo ciekawie, bo te cztery pieśni, osiem elementów do tego wszystkiego tak standardowo.
Oczywiście czasami jest więcej, czasami mniej, bo to też jest trochę tak, że każde plemię ma troszeczkę inne zwyczaje i niektórzy dokładają swoje dodatkowe elementy. Jest tam specjalne miejsce na wodę, jest specjalne miejsce na ogień. Właśnie to specjalne miejsce na ogień też się specjalnie buduje, bo kiedy się stawia tipi, zanim się je postawi, rozkłada się 12 liści szałwii na planie okręgu. Tak jak zegarek. Jeżeli spojrzycie na tarczę zegarka dokładnie w ten sposób, jak są godziny na zegarze, tak się rozkłada te liście i dokładnie w tym miejscu wbija się paliki. Następnie łączy się te paliki na górze tak, że jest taki szkielet do tipi i odziewa to skórami. I te tipi musi mieć 12 drewnianych patyków, na których jest oparte. I co dalej? Wytycza się krzyż, którego punkt znajduje się w samym środku namiotu. Na podstawie właśnie tego okrągłego planu i tam, gdzie jest centrum tego krzyża, robi się ognisko.
I to ognisko też robi się w odpowiednim kierunku. Wszystko się ustawia odpowiednio północ, południe, wschód, zachód i tak dalej. Tu was nie będę zanudzał, bo to w ogóle generalnie jest ceremonia peyoti i jeżeli sobie chcecie sprawdzić, to udajcie się po prostu na ceremonię peyoti i tam się dowiecie wszystkiego. Ja tutaj mówię bardziej o tej uniwersalnej prawdzie, która dotyczy nas wszystkich. Także tutaj omijam takie opisy poszczególnych ceremonii. Bardziej chodzi mi o to, żebyście złapali, że ta informacja jest wszędzie, jest przekazywana z pokolenia na pokolenie od tysięcy lat i tylko nasza cywilizacja, ta związana z tymi wielkimi wieżowcami, spalaniem tej ropy, z bankami, z pieniędzmi, jest jedyną cywilizacją, która wyparła się elementarnej prawdy o tym, czym jest nasza egzystencja, jak wygląda propagacja mocy w nas i na zewnątrz, czym to wszystko jest. Jesteśmy jedyną cywilizacją, która się tego wyparła. Wszystkie pozostałe do tej pory zachowują mniej lub bardziej tą tradycję. O co w ogóle chodzi z tym planem krzyża? Na środku robi się ognisko i do tego ogniska dokłada się patyczki tylko z jednej strony.
To jest dokładnie ten podział quadrigum, czyli materia jest reprezentowana przez jedną część ogniska Ze specjalnej strony się dokłada drewienka. To nie jest tak, że drewna do ogniska przy ceremonii peyotl się dokłada z każdej strony, wrzucając do ogniska jak wypadnie z każdej strony. Tu ktoś wrzuci z lewa, ktoś z prawa. Nie. Tam się dokłada dokładnie z jednej strony, a później ten popiół się rozsypuje w poprzek tak, że tworzy kształt orła. Budowanie zaproszenia dla duchów, które mają nam pomagać w tej całej podróży. Oczywiście jest tu masa antropologicznych spekulacji na ten temat, które sobie wymyślają, co tak naprawdę to wszystko oznacza. Ale z punktu widzenia białego człowieka, który tak jak powtarzam, ma problem ze swoją własną zdolnością kredytową, to dla niego to jest bardzo ciężki problem do ugryzienia, bo się okazuje, że wszystkie te rzeczy związane ze snami, stanami wizyjnymi są dokładnie tak samo ważne, jak cała kwestia materii. Czyli jeżeli przyśni się sen, w którym usłyszymy, że moc nam mówi, że mamy coś zrobić, mamy wstać i gdzieś pójść, to mamy wstać i gdzieś pójść. W dzisiejszym świecie jest to niemożliwe, bo gdybyśmy wstali, gdzieś poszli, a jeżeli ktoś ma jakieś zobowiązania finansowe związane z tym uwielbieniem dla materii, która nas ściska w tej cywilizacji, to jak wyjdzie z tego układu, to nie będzie już miał za bardzo gdzie wrócić.
Ani dachu nad głową, ani zapłaconych rachunków, ani wszystkich tych rzeczy dookoła. Aborygeni dalej mają tą tradycję i dalej jest ten moment, że mają idealne połączenie ze światem duchów i jeżeli nadchodzi ten właściwy sen, to wstają i idą. I nieważne, czy tam się żaby zniebalują, czy cokolwiek innego, po prostu wstaje i mówi: „Słuchajcie, miałem sen, muszę wyruszyć teraz w drogę”. I tak to wygląda w praktyce. U nas w ogóle jest zupełnie od drugiej strony. Zapomnieliśmy o tym i twierdzimy, że właściwie nie ma żadnego połączenia pomiędzy jednym stanem a drugim. Jest to związane z tą naszą dziwną, wyuczoną właściwie, wtłoczoną nam przez tą cywilizację percepcją rzeczywistości. Bo jeżeli się przyjrzymy sami sobie od początku do końca, to mamy wszystko to jak na dłoni. Wystarczy stanąć sobie na łące i zobaczyć, jak wygląda dzień i sobie podzielić to na elementy, na proste elementy i widzimy, że wszystko zależy od tych prostych elementów i że one się nawzajem uzupełniają i że nie jest tak, że te moce nie istnieją, że to jest jakiś wizyjny świat, który gdzieś jest poza nami. Ten świat jest tu i teraz, jest obok, jest troszkę może w innym rezonansie, może nie jest widoczny dla każdego na co dzień, w każdej sekundzie jego życia, a on tu cały czas jest.
I cały czas jest reprezentowany, ponieważ te wszystkie moce tak naprawdę manifestują się dopiero w wodzie i ziemi, czyli zupełnie w inny sposób niż nas się uczy, że to jakaś chemiczna struktura biologiczna, to sobie samo z siebie rośnie. Nic z tych rzeczy, moi drodzy. Cały wniosek z tego wszystkiego, gdzie są w ogóle nasze wszystkie cele? Bo jeżeli wiedza jest w środku i jeżeli cała informacja, którą zdobywamy, bierze się z nas, to jest proces przypominania sobie, kim tak naprawdę jesteśmy. To czym jest ten świat na zewnątrz? To ten świat na zewnątrz jest owym uzupełnieniem tego koła, tych kwart. Ten świat wewnątrz nas to są te dwie elementarne kwadry, a ten świat na zewnątrz to są te kwadry wody i ziemi. I to wszystko jest w jednym kole. I moment, w którym jesteśmy w danym punkcie naszego życia jest bardzo dynamiczny, jest zawsze dynamiczny i gdzieś sobie podróżujemy po tym okręgu. I co tu dużo mówić, jedyny sens tego, że ta wiedza przychodzi do nas i ją znajdujemy w sobie, że niczego i od nikogo się nie uczymy i nigdy się nie nauczymy, że uczymy się tylko i wyłącznie sami, że to jest taka bardzo indywidualna droga, bardzo indywidualne doświadczenie i tylko tak to działa.
To jedyny sens tego wszystkiego, jaki istnieje, jest materializacją tych koncepcji w świecie rzeczywistym. Czyli wszystkie nasze wybory, wszystkie rzeczy, które robimy dookoła siebie, są reprezentacją mocy, które w nas drzemią. Mocy kosmosu, mocy duchów przodków, energii, która jest w nas. Energii, która powoduje, że przypomina nam się starożytna wiedza, że zaczynamy powoli kumać i ogarniać, gdzie i w którym momencie jesteśmy. I teraz, jeżeli spojrzymy w taki sposób bardzo dualistyczny, to oczywiście znajdziemy tam jakieś wytłumaczenia, bo stwierdzimy, że w tym momencie na przykład kiedy mamy sny i wizje, to się nie liczy, bo nie mamy urządzeń pomiarowych do zmierzenia tych wszystkich rzeczy. Ale to jest taka bardzo, że tak powiem, trefna koncepcja, bo przecież skądś to wszystko się musi brać. Gdzieś, skądś te wszystkie koncepcje muszą na nas przyjść, a przychodzą gdzieś z naszego serca, z naszej głowy. I świat dookoła jest tylko uzupełnieniem tego wszystkiego. I de facto właściwie chodzi o to, że te wszystkie energie i moce się uzupełniają. I żeby było zabawniej, tak jak wspominałem, dokładnie te same zasady wykorzystane przy budowach silników free energy, szczególnie tych z magnesami, robiły mi doskonale.
Nagle się okazuje, że silnik naprawdę zasuwa i to lepiej niż taki zbudowany na innych zasadach. Jeżeli później się przyjrzymy na konstrukcję świata, to się okazuje, że faktycznie cały świat tak zasuwa. Bo jeżeli księżyc zasuwa na tej zasadzie po niebie, to chyba cała energia jest tak skonstruowana, prawda? Jeżeli my podlegamy tym cyklom tak czysto biologicznie, organicznie, to znaczy, że te cykle są w nas wpisane, one są wpisane w nasze urodzenie. I tu nie ma kwestii dyskusji pod tytułem czy tamten świat istnieje, czy jest tylko iluzją, czy to jest nasza wizja, czy to w ogóle jest prawda. Nie, tego pytania w ogóle nie ma. Pytanie jest, jak bardzo oślepliśmy czasami, jak bardzo ślepi jesteśmy, żeby tego nie dostrzegać. Tego, że te wszystkie elementy łączą się ze sobą i to one stwarzają życie w całej tej krasie, w całej tej objętości. Dlatego ta planeta jest tak cudowna, tak piękna, bo to są wszystkie te energie, które są zebrane do kupy. Kiedy jesteśmy już w kosmosie, te dwie pierwsze kwadry nas nie obejmują.
Nasza energia wygląda zupełnie inaczej. Jesteśmy bardziej powietrzem albo ogniem. Jesteśmy już innym stanem eterycznym. Natomiast tu i teraz obowiązuje nas zawsze jedna i ta sama zasada. Zasada dzielenia koła na cztery kwadry i przypisania konkretnej mocy do konkretnej kwadry i operowania dokładnie takim schematem w naszym życiu, czy chcemy, czy nie. Tak jest skonstruowany cały świat i tak jest skonstruowany ten cały świat duchowy, proszę państwa, bo jeżeli się przyjrzymy na wszystkie te ceremonie Jest jedna ciekawa rzecz przy owych duchowych ceremoniach, które współczesna cywilizacja traktuje jako szarlatanerię, że o duchach mówią, że duchy przodków przyszły, a kto by widział te duchy przodków? Ktoś zrobił zdjęcie? Przecież nikt zdjęcia nie zrobił, to znaczy, że tego nie ma. Jest taki zwyczaj przy ceremonii ayahuaski i przy kilku innych sprawach. Przy ceremonii ayahuaski nazywa się to mapacho.
To jest zawiniątko z liści dzikiego tytoniu. Bierze się duże liście, zrywa, związuje w środku i tworzy taką grzechotkę. Taki specyficzny dźwięk wydziela, grzechotka z liści. I to nie jest tylko i wyłącznie przy ceremonii ayahuaski. Przy peyotii jest ten father fan, czyli coś do machania po to, żeby komunikować się z duchami. O co w ogóle chodzi z tymi grzechotkami, tymi urządzeniami? Żeby zrozumieć ten świat duchowy, żeby wybudować sobie pomoc, żeby nie zapomnieć o tym, że on w ogóle istnieje wszystkie te tradycje mówią o tym, że trzeba sobie zrobić interfejs i tym interfejsem jest na przykład zrobienie swojego własnego mapacho, tak jak przy ayahuasce albo swojej własnej grzechotki, tak jak przy peyotii. To my musimy wykonać ten pierwszy ruch. Nie ma nauczycieli, nie ma uczni, nie ma czegoś takiego. Nie ma tak, że ktoś przyjdzie, powie nam: „Musisz zrobić to i to.
Ja cię teraz uczę i już jesteś nauczony”. Nie, nic takiego nie istnieje. To musi być nasza wewnętrzna decyzja, coś, co wynika indywidualnie z nas, coś, co gna nas do tego miejsca, że robimy tą grzechotkę sam i dopiero ta grzechotka, kiedy już jest zrobiona, kiedy wydziela ten swój specyficzny dźwięk, dopiero wtedy ona zaprasza ten drugi świat. Ten świat, który jest cały czas obok. Świat, który nigdzie nie znika, cały czas funkcjonuje od tysięcy lat. Razem tu wszyscy mieszkamy na tej samej planecie, w jednym wymiarze, który jest troszkę niewidoczny dla siebie nawzajem. Przynajmniej tak na co dzień. Podróżujemy pomiędzy jednym a drugim stanem. Dlatego w ciągu dnia mamy ten stan beta, czyli normalną pracę, a w ciągu nocy tracimy kontakt z tym stanem i mamy te wszystkie wizje. Łapiemy kontakt z ową globalną świadomością, z tą prawdziwą wiedzą, której częścią jesteśmy.
Właściwie wygląda na to, że to my jesteśmy biblioteką tej wiedzy i żeby tą bibliotekę aktywować, musimy wykonać ten gest. To jest też znane w celtyckich wierzeniach jako tradycja wylewania resztek jedzenia albo alkoholu na ziemię po to, żeby przeprosić, łagać. To jest takie dziwne, trefne, antropologiczne tłumaczenie, takie spekulacje, ale bardziej chodzi o to, że musimy coś dać od siebie, pokazać, że naprawdę widzimy ten świat duchów. Musimy wybudować ten interfejs, dać tą intencję, bo tam wszystko się opiera na intencji. Tak jak w naszym materialnym aspekcie, gdzie jest woda i ziemia wszystko opiera się na akcji i tu wszystko, co robimy, jest akcją. Jest akcją, która opiera się na interakcji z innymi ludźmi. Po to robimy coś, żeby komuś coś dać, po to, żeby się tym podzielić. Gdybyśmy żyli na bezludnej wyspie, żadna działalność nie miałaby żadnego sensu. Po co budować cokolwiek, robić cokolwiek na bezludnej wyspie? Poza tym, że robimy tylko po to, żeby sobie przetrwać.
W rzeczywistości, kiedy nas jest, żywych istot trochę, naturalne jest to, że właściwie nasza emanacja, materializacja tych wszystkich konceptów ma tylko jeden cel: dzielić się tym ze światem dookoła. Nic więcej, nic mniej. Taki jest cel. To jest trochę jak z tym dowcipem o kolesiu, który wylądował na bezludnej wyspie i spotkał jakiegoś dżina. Pomasował butelkę, dżin wyskoczył, spytał się, co sobie kolega życzy. Kolega powiedział, że sobie życzy randkę z topową modelką, więc ten dżin zrealizował jego marzenie. Była ta randka. Randka się skończyła, modelka znikła i dżin wraca i się pyta: „Jakie masz kolejne marzenie?”. Ten taki się zastanawia: „Shit, to weź mnie z tej wyspy, bo co z tego, że ja spełniłem swoje marzenie, skoro nie mam nikogo, komu mógłbym opowiedzieć o tym, że spędziłem taką randkę z taką modelką?”. I dokładnie na tym to polega, że musimy mieć drugie lustro dookoła siebie.
To jest zasada owych przeciwieństw. My to w tej kulturze nazywamy dualnością, ale to nie są dualności. To jest połączenie ognia i ziemi, powietrza i wody. To wszystko w jednym i tego się nie da rozłączyć. Jeżeli w ogóle cokolwiek robimy i szukamy sensu w tym, co robimy, to sens jest zawsze ten sam. Sensem jest to, że jesteśmy tu razem i o ile ten świat wewnętrzny manifestuje się bardzo indywidualnie, cała ta wiedza, którą zdobywamy, zdobywamy sami od siebie. To jest nasza interakcja z naszym całym światem i duchowym, i fizycznym. To już manifestacja fizyczna, duchowa też często, ale ten aspekt fizyczny naszego życia jest podporządkowany dzieleniu się z innymi, byciu z innymi ludźmi i byciu lustrem dla innych ludzi. Czyli generalnie mówiąc w skrócie nie możemy być draniami. Ale tu odbieram telefon od księcia Edwarda.
Halo, książę?
[01:31:04] - Halo, halo.
[01:31:07] - Halo, halo.
[01:31:08] - Witam serdecznie. Przepraszam, że tak się wtrącam.
[01:31:12] - Idealnie.
[01:31:13] - Ale to ciekawy zbieg okoliczności, bo generalnie ta historia z dżinem, ja znam trochę inaczej. Znam w wersji dowcipu.
[01:31:21] - To opowiedz.
[01:31:22] - To jest mój ulubiony dowcip.
[01:31:23] - Opowiadaj, bo ja jestem lipa z dowcipów.
[01:31:26] - Generalnie sprowadza się to wszystko do podobnej sytuacji, że ktoś ląduje na bezludnej wyspie z supermodelką i w końcu się do siebie zbliżają. On później ją prosi o to, żeby się przebrała za faceta. Idą na spacer i on mówi do niej: „Wiesz, sypiałem z Cindy Crawford”. Także podobna koncepcja. Kłaniam się nisko i tobie, i słuchaczom. Zapytuję o zdrowie.
[01:31:54] - Doskonale, proszę pana. Troszkę zmęczony, ale czuję się jak nowo narodzony dzisiaj.
[01:32:00] - Ja trochę podobnie, chociaż gardło jeszcze jest dalekie od stuprocentowej formy. Ale jestem po swoich wszystkich zabiegach związanych ze zdjęciami i wracam do świata żywych, bo to jednak wymiata na chwilę taka wyprawa. Bardzo to wszystko jest absorbujące. Także słuchałem tylko twojej audycji przez chwilkę i akurat trafiłem na ten numer z dżinem i modlarką.
[01:32:29] - Ja chciałem wejść w ten dowcip, ale tego dowcipu w ogóle nie pamiętałem. Pamiętam tylko tą sytuację z tego dowcipu.
[01:32:34] - No tak.
[01:32:35] - Na szczęście uratowałeś mi dupsko. Jest to fraternity. Te dwa elementy, proszę pana.
[01:32:41] - There you go.
[01:32:44] - Jeżeli mogę cię poprosić, żebyś zaanonsował swoją audycję tutaj.
[01:32:50] - Tak, zrobię to niniejszym, bo nagrywałem tutaj trochę wstawek i cóż, co tu dużo mówić. Przed rokiem, chyba 20 marca, miałem swój debiut w Przesilenie. I teraz nawał tych wszystkich kosmicznych wydarzeń, także zapraszam wszystkich serdecznie na nowy rok z etykietą zastępczą. Zazwyczaj w środowy wieczór. Mam nadzieję, że w tą środę nic nie przeszkodzi. Będę z wami, słuchacze i słuchaczki mili moi i opowiem wam całe te wszystkie historie, które się działy przez ten jakże intensywny tydzień.
[01:33:25] - To ja się melduję, proszę księcia, jak nic w środę.
[01:33:29] - Fantastycznie.
[01:33:32] - Dziękuję zatem za telefonik i zmierzam tutaj do końca. Zapraszam na wieczorową porę, jakbyś chciał się odezwać, jak twoje gardło pozwoli.
[01:33:38] - Obawiam się, że właśnie nie, dlatego tak się ośmieliłem wtrącić, bo już udaję się jednak na spoczynek. O szóstej rano pobudka i gnam na lotnisko. Także chciałem tylko zaakcentować tutaj.
[01:33:49] - Człowiek w podróży.
[01:33:51] - Tak, znów się troszkę worek otwiera. Niedługo Petersburg znowu. Także będą nowe historie w tej audycji, jak i pewnie w twojej, kapitanie. Niejednej zresztą.
[01:34:05] - Podróżujemy po tym okręgu dookoła tych ćwiartek w kole.
[01:34:10] - Indeed. Ja będę sobie musiał w takim razie to odsłuchać wszystko, jak już opublikujesz, żebym dokładnie wiedział, o czym była mowa. Tak z grubsza wiadomo, wszystko to brzmi bardzo znajomo. Miło będzie posłuchać sobie całej audycji.
[01:34:25] - Okej, dziękuję za telefonik serdecznie.
[01:34:27] - To już chyba tyle. Bardzo miło mi również było na chwilkę się tu włączyć, także udanej dalszej części audycji.
[01:34:34] - Dziękuję bardzo. Życzę miłego powrotu do zdrowia.
[01:34:37] - Dziękuję bardzo i do usłyszenia. Kłaniam się nisko. To byłem ja, książę Edward w podróży.
[01:34:43] - Tadam!
[01:34:44] - Tadam!
[01:34:45] - Dobra, narazicho, trzymaj się. To był książę Edward. Słuchajcie, książę z podróży. Nie zapomnijcie: środa, godzina 23.00 polskiego czasu, Radio Na Fali, żebyście się pojawili, moi drodzy. Książę Edward będzie opowiadał o swoich podróżach i o tym, co u niego. A ja tymczasem powoli kończę tą historię o tym brakującym elemencie, w cudzysłowie oczywiście brakującym elemencie, o którym nam się nie mówi, twierdząc, że właściwie tylko materialna rzeczywistość istnieje. W rzeczywistości nie tylko materialna. Materia jest tylko połową tego jabłka, a drugą połową jest ta druga moc i to bez siebie by nie zadziałało. Wszystko musi być razem, komplementarnie, niczym liczby urojone od Kartezjusza. I wszystko to reprezentuje obrót dookoła tej osi, osi naszego życia, spirali naszego DNA, całego dnia, cyklów księżyca, przesileń słonecznych, przesileń księżycowych.
Te cztery tajemnicze pole, sekwencja prostych symboli, które reprezentują wszystkie moce tworzenia. Także mamy to, moi drodzy. Nie musimy wcale szukać nowych teorii. Nie musimy się zastanawiać, czy przypadkiem pójdziemy do nieba i w niebie nas coś wyzwoli od czegoś, czy jest jakiś Bóg albo bóstwo, które nas zbawi. Nie sądzę. Myślę, że dobrym pomysłem jest zastanowić się, czy przypadkiem sami nie powinniśmy wrócić do pieśni naszych przodków i przypomnieć sobie o tym, że to my sami się zbawiamy i to my jesteśmy częścią tej energii. I to my musimy pamiętać o tym, że wszystko jest nieustannym cyklem i że przez to, że jest nieustannym cyklem, każde nasze działanie ma swoją konsekwencję w materii. Zostawiam was z tym tematem, moi drodzy. Zapraszam do pozostałych audycji w Radiu Na Fali, żebyście tam sobie słuchali tego, co jest w archiwum. I to tyle na dzisiaj.
Także dziękuję jeszcze raz wszystkim wam serdecznie za wysłuchanie. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy offline i dziękuję jeszcze raz za maile. Pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Peace and love. Jeszcze raz wielkie dzięki za wysłuchanie tej „Hiperprzestrzeni”. Zapraszam na kolejny tydzień do pozostałych audycji w Radiu Na Fali i zapraszam do nowego wątku w Pichontarium o niewyjaśnionych historiach. To tyle na dzisiaj moi drodzy. Peace and love i do usłyszenia następnym razem. Słuchaliście Radia Na Fali, „Hiperprzestrzeni”.