[00:00] - To think for yourself and question authority. Jak zawsze dźwięk prosto z lasów hiperprzestrzeni. Witam was serdecznie w tą piękną sobotę moi drodzy. Witam w radiu na fali, w podcaście, który się nazywa Hiperprzestrzeń. Na imię mam Tomek oczywiście. Pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia na Fali. Peace and love. Wielkie dzięki za wspieranie radyjka. Pozdrawiam was słuchacze offline, którzy słuchacie tego nie wiadomo gdzie i nie wiadomo jak. Gdzieś tam.
Także pozdrawiam moi drodzy. Pozdrawiam wszystkich was będących tu i teraz w radiu na fali przy radiokomputerach czy jak to zwał. Zapraszam oczywiście na czata, żebyście sobie wpadli. Radiowego czata. Już tam się zaanonsowałem, przywitałem, powiedziałem brrry. No właśnie i co jeszcze? Zapraszam na Facebooka radiowego. Radionafali.com oczywiście. Oprócz tego na Twittera radiowego. Nie pamiętam nazwy Twittera, ale generalnie link jest na stronie Radia na Fali.
Tam jak zwykle wrzucam troszkę ilustracji, czasami jakieś zdjęcia, jakieś takie rzeczy do podcastów. Także zapraszam serdecznie, jeżeli ktoś z was jest fanem Twittera. Tak specjalnie nie tweetuję, nie chce mi się, za leniwy jestem. I oczywiście pozdrawiam absolutnie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, które retransmituje Hiperprzestrzeń. Peace and love kochani. Wielkie dzięki, że tu jesteście. Bardzo miło was tu widzieć, bardzo miło was tu słyszeć i czuć. No a co dzisiaj, moi drodzy w Hiperprzestrzeni? Dzisiaj relaksacyjnie. Ja w ogóle dochodzę do siebie troszeczkę po ostatniej wyprawie, którą odbyłem do innych światów, mówiąc w cudzysłowie.
A o tym wszystkim między innymi dzisiaj. No może nie tyle o wyprawie, bo jakoś tak nie jestem miłośnikiem robienia czegoś takiego jak trip reports, czyli raportów z tripu. Uważam, że to jest takie troszeczkę... Hmm, no jakby to nazwać? Swojego czasu pytałem się Kuby Babickiego oczywiście, który robi te badania nad tymi wszystkimi substancjami i nie tylko. Pytałem, jak on się czuje, kiedy przeżywa takie doświadczenie, a później musi usiąść i zrobić z tego taki dokument, że później jakikolwiek inny człowiek mieniący się naukowcem mógł wziąć do ręki i powiedzieć: „Proszę państwa, tam są jakieś dane, tam są informacje. To jest droga, w którą będziemy zmierzać.” A są to, jak wiemy, nieprzelewane rzeczy. No bo okej, można sobie zapisać pewne rzeczy z tripu, można pomierzyć sobie czas, można porobić te wszystkie rzeczy. Tylko pytanie jest po co? Myślę, że istotniejsze są rzeczy, które w tripach przychodzą do nas.
Informacje, pewne refleksje. Także dzisiaj będę troszkę wyrzucał z siebie te refleksje. Zdążyłem troszkę odparować. W zeszłym tygodniu jak wskoczyłem w tą hiperprzestrzeń, ledwo się wyspałem. Wróciłem z tego tripu i od razu przed mikrofon do radia. Także nic za bardzo nie wspominałem, nie mówiłem na ten temat, bo też jeszcze chyba mocno parowałem wszystkimi substancjami, można powiedzieć. Także dzisiaj już jestem odparowany, świeży, rześki, owocowy w miarę. Także troszkę refleksji na ten temat, bo podróż była bardzo intensywna, też związana z tymi wszystkimi rzeczami, o których ostatnio opowiadam w Hiperprzestrzeni. Z tym konceptem quadrilium i kilkoma innymi rzeczami dookoła. Przede wszystkim z mocą myślę, bo to jest chyba takie najbardziej właściwe słowo, które chyba powinno być tytułem tego odcinka Hiperprzestrzeni, czyli historie z mocą albo o mocy.
Carlos Castaneda swego czasu popełnił taką książkę, która się nazywa „Ścieżki mocy”. Proszę państwa, niektórzy z was na pewno czytali. Ja tutaj Castanedę oszczędzę dzisiaj. Nie będę na ten temat nic... No może coś tam wspomnę, ale nie za wiele, moi drodzy. Nie za wiele, bo to jest świetnie opisane w książce i to jest tylko część tego doświadczenia. I też należy pamiętać, że opisana przez kogoś już konkretnie, jakby przefiltrowana. A są to takie doświadczenia, które wymagają podejścia jak najbardziej indywidualnego. Żadna książka, żadna literatura, żaden film, żaden reportaż, żadna historia, którą nam ktoś opowie z drugiej, trzeciej, piątej, czwartej, siódmej, dziesiątej ręki nie zastąpi naszego własnego doświadczenia z prostej przyczyny. Jeżeli chcemy się najeść, to musimy się sami najeść.
Nikt za nas tego nie zrobi. I dokładnie tak samo jest w tym przypadku, z tą historią, z tymi substancjami, z tymi doświadczeniami. Także dzisiaj troszeczkę wyrzucę z siebie te wszystkie rzeczy, które gdzieś tam zaparkowały po ostatniej wyprawie. Natomiast zapraszam, moi drodzy, jeżeli chcecie zadzwonić, to oczywiście Skype do radia: radionafali.com. Jeżeli byliście na jakichś wyprawach i macie jakieś refleksje z tym związane. Ja dzisiejszą swoją gadkę, swoją nawijkę, swoje, że tak powiem, refleksje rozdzielę troszeczkę. Tu dziękuję bardzo serdecznie za list. Już w ogóle mówię, co z tym rozdzielaniem, bo tak troszkę wrzucam 30 wątków naraz. Więc co z tym rozdzielaniem? Więc prowadzę korespondencję z kilkoma z was.
Ci, którzy prowadzą ze mną korespondencję to wiedzą. I tak w odpowiedzi na owo nagranie przy strumyku tak troszeczkę dzisiaj. Ja tak czy siak za chwilę się ogarnę i tam wyślę ci odpowiedź, drogi słuchaczu. Także spokojnie. Dziękuję wielkie za podesłanie tego listu. No i powiem szczerze, że mam bardzo podobne refleksje. Także dzisiaj będę, moi drodzy, wyrzucał refleksje, które jak się okazuje nie tylko parkują w mojej głowie, ale parkują w wielu głowach i dotyczy to właśnie naszych transformacji, naszego przejścia przez samego siebie, można powiedzieć na drugą stronę tej całej tęczy. Czy jak to zwał. I zacznę od numeru, który został zainspirowany owym listem. Wielu z was słuchających Hiperprzestrzeni, ty, droga słuchaczko i ty, drogi słuchaczu, doskonale myślę wiecie, że jestem miłośnikiem tego bandu i uważam tych dwóch dżentelmenów za jednych z niewielu geniuszy muzycznych ostatniej dekady, tak można by to powiedzieć.
I tekst w tym numerze jest wręcz idealny. To jest takie wspomnienie dla was nieznających za bardzo angielskiego lub niechcących specjalnie słuchać tekstu. To jest takie zdanie, że ciało młode, a umysł Bardzo stary. I trochę coś w tym jest. Jak bardzo trochę? Jak mało? Jak dużo? O tym wszystkim się dzisiaj będę chciał zastanawiać właśnie pod nazwą „Zastanawianie się nad mocami”, ale nie w takim ujęciu Castanedy, chociaż to właściwie jest nie do uniknięcia, bo właściwie wszyscy funkcjonujemy w bardzo podobnym świecie. Właściwie nie w podobnym, tylko wszyscy funkcjonujemy w tym samym świecie. Wszyscy funkcjonujemy z tymi mocami dookoła.
Można udawać, że ich się nie widzi. Można ich nie widzieć. Można je widzieć. Można nic z tym nie robić. Można coś z tym robić. Opcji jest jak zwykle wiele. A ja dzisiaj o tej opcji, która wynika z tego, że te moce się widzi, te moce się czuje i one po prostu są. I co to są w ogóle za moce? Jak wygląda rozłożenie tych sił w kosmosie? Dobra, moi drodzy, dzisiaj takie swobodne refleksje.
Także jeżeli macie jakieś opowieści, macie jakieś swoje refleksje na temat na przykład czym jest nasze ego, jak to wszystko zmierza, gdzie, co i jak, gdzie jest kres tej drogi, to zapraszam serdecznie. Będzie między innymi troszkę o ego. Taka bardzo krótka definicja. Myślę, że chyba najbardziej zwięzła. Nie moja, ale o tym wszystkim już po piosence, moi drodzy. Także zacznijmy od piosenki, która mówi o tym, że czasami jest tak, że ciało dalej wygląda młodo, a umysł jest już bardzo stary, bo przygarnął masę informacji i się poczuł tak troszkę wiekowo. To zatem posłuchajmy Chemical Brothers. Tak, ten numer zawsze tak kończy, a ja zawsze się na tym łapię i zawsze sobie robię taką niespodziankę, że się tak pu-pu-pu kończy i ja tak: „Ee, to już koniec?”. Tak to jest z doskonałymi rzeczami, przynajmniej doskonałymi dla mnie. Dla was nie wiem jak.
Myślę, że podobnie. Nigdy nie chcemy, żeby się kończyły. Może na sam początek tej historii, bo dzisiaj nie mam żadnych specjalnych notatek przy sobie. Dzisiaj audycja jest centralnie z głowy. No, może nie tak do końca. Czyli z niczego, jak to się zwykło mówić. Z niczego, czyli z głowy. Ach, ten Nietzsche, ach ten Goethe! Zacznę od tej historyjki. To jest troszkę takie uzupełnienie tych wszystkich opowieści z dwóch ostatnich odcinków „Hiperprzestrzeni”.
Ja to w ogóle jakoś ostatnio jakiś syndrom tryptyku mam chyba. Tridrium, czyli trójca. Może powinienem zrobić jakąś audycję o trójcy, o tym podziale trójkowym, ale to za jakiś czas na pewno się coś takiego pojawi, bo już quadrilium i dzisiaj nawiązanie właśnie do quadrilium. Także może będzie jeszcze czwarty odcinek, który będzie to ciągnął. I don't know. Historia na sam początek, moi drodzy, na sam początek tej audycji i wszystkich opowieści. Tak pociągnę wątek tych historii z peyoti, które się pojawiały w ciągu ostatnich „Hiperprzestrzeni”, bo powiedziałem, jak się zaczyna, powiedziałem, jak wygląda ta ceremonia tak po kawałeczku. Dzisiaj dopowiem, jak się to wszystko kończy, bo jest to chyba bardzo takie z namienitem powiedzią. To esencja tego całego zjawiska. Ale do rzeczy, moi drodzy.
Więc kiedy ceremonia peyoti dobiegnie końca, wszyscy przywitają się z duchem peyoti, który przychodzi z pustyni, tudzież z innych miejsc. Wszyscy dowiedzą się tego, czego mieli się dowiedzieć. Peyoti odchodzi do swojej krainy, a jednocześnie ta moc peyoti zostaje z nami. Owa moc, tajemnicza moc, o której dzisiaj mowa. Co się robi w ogóle z tym wszystkim? Mianowicie zostaje nam namiot, prawda? Pamiętacie z tej opowieści, że się buduje specjalnie namiot ceremonialny, się specjalnie buduje specjalne palenisko w specjalnym kształcie, rozstawia się specjalną ilość przedmiotów, robi się wszystko po prostu bardzo specjalnie. I później, po zakończonej ceremonii te wszystkie rzeczy, jeżeli dzieje się to oczywiście na pustyni, trzeba rozebrać i posprzątać całą pustynię. Znaczy nie całą oczywiście, tylko posprzątać po sobie tą pustynię. Ma nie pozostać ani grama śladu po przeprowadzonej ceremonii.
Ma być dokładnie tak, jak zastaliśmy rzeczywistość. Taką mamy ją zostawić. To jest taka piękna rzecz, która jest esencją tego całego zjawiska i myślę jasno i wyraźnie mówi o tym, czym jest ta moc. W sensie można powiedzieć metaforycznym. Czym jest nasza podróż przez życie i jaka jest esencjonalność tej podróży? Gdzie się kryją owe esencje? Bo tych esencji jest oczywiście parę. W sumie wszystko zamyka się w jednej, ale to jak zwykle zostawię tą jedną każdemu z was indywidualnie do odkrycia. Żeby nie było tak, że tutaj wszystko tak wam mówię, wszystko wam tu wykładam od razu. Myślę, że doskonałą rzeczą jest samemu złapać tą esencję.
Inna sprawa, że wydaje mi się, że ta esencja jest po prostu nieprzekazywalna. Jest przekazywana do pewnego momentu w słowach za pomocą metafor, ale tylko właśnie do tego pewnego momentu. Ten moment to jest nasza percepcja rzeczywistości, ponieważ rzeczywistość, w której żyjemy, o czym doskonale wiemy, jest bardzo materialistyczna. Jeżeli czegoś nie dotkniemy, to dla nas nie istnieje. I tak w ogóle jesteśmy wychowywani, że to jest wszystko taki świat, który sam się nie wiadomo jak tworzy i jest bardzo chaotyczny, jest niepoukładany, jest niezrozumiały, jest przerażający. Nie ma dla niego żadnej alternatywy, poza tym, że musimy w to całe zamieszanie cały czas brnąć. Przypomina to trochę dżentelmenów od sprzedawania ropy, dżentelmenów od sprzedawania węgla i tych wszystkich trefnych, toksycznych technologii, łącznie z Monsanto, którzy twierdzą, że nie ma innej opcji, że to jest jedyna opcja, że jesteśmy skazani na nich i na ich pomysły, ponieważ świat jest chaotyczny i to jest jedyna szansa, żeby uchronić naszą przyszłość przed zderzeniem z owym chaosem i wyparowaniem naszego gatunku z tej planety. Co oczywiście jest absolutną ściemą, o czym zdaje się chyba wszyscy już aktualnie w dzisiejszych czasach wiedzą. Są jakieś rzesze Fanów, tych dżentelmenów, którzy też chcieliby jak ci dżentelmeni odcisnąć swój własny ślad na tej planecie koniecznie tak, żeby wszyscy później po latach wspominali: „Zobacz, dziadek to zrobił. To jest robota dziadka.
Musisz być dumny z dziadka” albo coś w tym stylu. Takie szaleństwo, że chcemy zostawić coś, czego właściwie w ogóle nie musimy zostawiać, bo nie po to jest ta planeta, żebyśmy zostawiali po sobie jakieś śmieci. I tutaj ta ceremonia peyotii doskonale to ogarnia. To jest taka piękna, czysta metafora. Zrobiliśmy swoje, dowiedzieliśmy się tej informacji, której mieliśmy się dowiedzieć i następną rzeczą, którą robimy, tacy parujący z tym wszystkim, ledwo się zbierający po tych mocnych często wizjach, trzeba się zebrać do kupy, wstać, rozebrać ten namiot, posprzątać wszystkie te rzeczy, rozrzucić popiół. Tam nie ma zostać ani grama śladu po tym, co w ogóle się działo na pustyni. To ma być wszystko rozwiane w cztery kierunki świata. Na tym polega cała ta historia. Nie możemy nic zostawić z tego dla siebie. Zresztą tam nie ma nic, co moglibyśmy wziąć dla siebie.
To jest dosyć oczywiste samo przez się. Lądujemy w świecie, który należy do mocy, jak to mawiają Indianie. Niektórzy z was czytali pewnie kilka opracowań na ten temat, mniej lub bardziej naukowych i pewnie zauważyliście, że to słowo moc się nieustannie przedziera przez te cyferki, literki, wiersze, strony zapisane tym drobnym maczkiem i to słowo moc jest takim chyba najczęściej spotykanym słowem, jeżeli chodzi o opis tych wszystkich spraw. Przynajmniej opisy robione od strony ludzi, którzy prowadzą te ceremonie, bo od naszej strony cywilizacyjnej my zwykliśmy używać słowa nie tyle moc, ile energia. Dla nas to jest energia. To jest też taki troszeczkę znak czasów, ponieważ kiedy straciliśmy łączność z tą energią jako cywilizacja i nie potrafimy się już w tym wszystkim za bardzo odnaleźć, zaczęliśmy nazywać to energią i twierdzić, że energia przypłynie do nas, wpłynie do nas, bo to jest takie łatwe w logicznym konstrukcie jako coś, czym można zarządzać, czyli taki można energy management robić. Trochę jak ci właśnie dżentelmeni od ropy, od węgla, od tych wszystkich toksycznych rzeczy. Oni też robią tylko management, zarządzanie tą energią. I my też mamy taką iluzję, że to jest energia, którą możemy załadować, rozładować. Traktujemy to troszeczkę jak baterie, w takim bardzo fizycznym aspekcie.
Traktujemy to dokładnie tak, jak wszystkie rzeczy dookoła nas. Przy czym musimy sobie chyba zdawać sprawę, tak mi się wydaje, przynajmniej ja sobie zdaję z tego w taki sposób sprawę, że te rzeczy są niczym innym, jak tylko manifestacją tej mocy. Czyli tłumacząc na taki nasz cywilizacyjny język, jest to manifestacja się energii. No i tu jest pytanie, skąd owa moc, czy też tak jak my ją nazywamy, dosyć krzywo i po kwadracie, energią, skąd ona się bierze? No i tu jest wiele różnych koncepcji, bardzo dużo różnych koncepcji, ale może najlepiej było zacząć od takiej chyba najbardziej czystej koncepcji, która przetrwała w wielu miejscach, o której już tam czasami wspominałem. Koncepcji związanej z naszą bytnością na tej planecie, a mianowicie przenikających się światów. To jest ta historia związana z rokiem 2012, tym procesem, który wtedy może nie tyle się zaczął, ile odcisnął swój ślad na niebie. I my dalej podążamy w tym procesie. To jest ta słynna historia owej transformacji, do której zmierza cała nasza rzeczywistość. I ta transformacja, jak mówią wszystkie te legendy, odbędzie się od strony mocy.
Dziwnie brzmi, prawda? Od strony mocy. Bo co to oznacza? Że od strony energii, że załadujemy jakąś energię? Łatwo można skumać, że chodzi o energię z kosmosu, prawda? Bo przecież ci wszyscy Indianie budowali te wszystkie budynki, wszystkie te piramidy, wszystkie te historie są bardzo kosmiczne. Tam za bardzo nie ma motywów roślinnych. To jest takim fenomenem w tej całej historii, że tam pokazuje się takie czyste moce kosmiczne. Niektóre z tych budynków zostały troszkę przebudowane z czasem, o czym myślę doskonale wiemy. Zostały troszkę poprawione, trochę jak Stonehenge.
Niektóre zostały dosyć mocno przebudowane. W Indiach to przybrało gigantyczną skalę. Słuchajcie, bo tam ta kultura, kultura, na której są oparte właściwie Indie, ich hinduizm i wszystkie te rzeczy, które tam się kręcą dookoła, jest bardzo, bardzo stare. Jest to oryginalnie tak samo stara i nieprzerwana kultura jak Aborygeni. Tylko że z czasem, ponieważ były szlaki handlowe, pojawiły się różne dziwne rzeczy dookoła. Generalnie Indie leżały pomiędzy dwoma bardzo cywilizowanymi światami, takimi bardzo intensywnymi w swojej ekspansji pomiędzy dzikim Wschodem, zwanymi Chinami nie tylko oraz dzikim Zachodem, zwanym Europą, gdzie ludzie troszkę do szczętu zwariowali. No i też Indie zapłaciły tą cenę. Tam pozostały ślady oczywiście tych budynków. Jest masa zabytków neolitycznych, tylko że te zabytki tam są tak mocno wkomponowane w te istniejące świątynie, że ciężko je zauważyć takim zwykłym okiem, bo normalnie bardzo łatwo jest zauważyć na przykład taki Stonehenge, czyli grupę kamieni gdzieś tam w środku polu w Anglii, tak samo jak te kamienie na wybrzeżu Francji. To jest takie dosyć spektakularne, bo człowiek wychodzi i widzi tylko takie normalne domki, w miarę świeże, można powiedzieć.
No dobra, czasami mające 300, 400 lat, ale takie w miarę rześkie, świeże w tej skali czasowej, a obok widzi stojące kamienne kręgi, które nie mają żadnych dat. I ten kontrast powoduje, że zauważamy te kamienne kręgi. Natomiast jak się przejedziemy gdzieś po indyjskich świątyniach, po różnych takich miejscach, to właściwie nie zauważymy nic z jakichś starych czasów, dopóki oczywiście nie przyjrzymy się bardzo uważnie fundamentom bardzo wielu budowli. I nagle się okazuje, że te wszystkie nowoczesne świątynie, znaczy nowoczesne jak nowoczesne, te, które mają tysiąc lat, dwa tysiące lat, czasami trochę krócej, są zbudowane na fundamentach czegoś, co nie wiemy, ile miało lat, było od bardzo dawna. I te fundamenty mają tą specyficzną cechę, że nie ma tych roślinnych patternów dookoła. Podobna jest historia z Taj Mahal, tą taką niesamowitą budowlą wybudowaną według legendy na cześć zmarłej żony jednego z radżów czy jakoś tak bogatych sułtanów w Indiach. Jeżeli się przyjrzymy się temu, jak Taj Mahal jest wybudowany, to też jest wybudowany na specyficznym planie. Są inne budynki, które parkują sobie w dżungli, chociażby w Kambodży Angkor Wat, który jest dokładnie taką samą historią. Tylko że tam oczywiście nie wiemy, kto to wybudował poza legendami, które zostały, ponieważ to jest o wiele starszy budynek. Tam też jesteśmy świadkami pewnej zmiany.
Przyjrzyjmy się, gdzie są te zmiany. Pierwsze budynki, takie najstarsze, przynajmniej te, które według nas oficjalnie, przynajmniej części z nas, są takimi pra-strukturami pozostawionymi przez najstarszych członków naszej społeczności, którzy dawno wyparowali z tej planety. To są piramidy. To są wszystkie te kanciaste budynki. Im bardziej kanciasty, im bardziej precyzyjny w swojej geometrii, tym bardziej stary. Tak można to ująć. Im nowsza cywilizacja, im więcej aktualnych wpływów, tym więcej różnych patternów, esów-floresów na tym wszystkim. Przede wszystkim wzorów roślinnych. Tutaj akurat ma bardzo wiele do powiedzenia, do czego wrócę troszeczkę później. Widać, że te budynki, właśnie bo wspomniałem o Angkor Wat i o Taj Mahal.
Taj Mahal jest zbudowany na planie piramidy, tylko że nie wygląda jak piramida. Ale jeżeli się weźmie wszystkie proporcje z boku, z góry i tak dalej i się połączy to liniami z gazetek dla dzieci, gdzie są kropki ponumerowane i trzeba te ponumerowane kropki sobie połączyć w jedną całość, wtedy pokazuje nam się kształt. Podobna historia jest z Taj Mahal. Okazuje się, że o ile budowla jest w miarę młoda i świeża, to fundamenty do tego wszystkiego i cały pomysł na tą konstrukcję, całe podstawy tego wszystkiego sięgają gdzieś tam bardzo daleko, w otchłani przeszłości znikają z horyzontu i nikt właściwie nie wie, o co chodziło. Poza tym, że wszystkie zapisy, wszystkie informacje, które zostały do naszej świetności, do naszych czasów mówią o mocy. Przynajmniej znakomita część tych przekazów. My to nazywamy energią, bo lubimy to słowo energia. Lubimy się doładować i rozładować, bo myślimy, że tak to trochę działa. Jest to bardzo wygodne pojęcie, ponieważ nie funkcjonuje tutaj pojęcie procesu. To jest takie bardzo natychmiastowe, na jeden strzał, że tak powiem, wziął, kopnął w drzwi i otworzył je z buta.
I trochę tak traktujemy tą energię, że jest właśnie czymś takim natychmiastowym. Tutaj się ładuje, znika, przemiela, coś wybucha, strzela i tak dalej. To jest ta energia. Natomiast moc ma zupełnie inną historię, bo słowo moc już chyba nawet słychać, że brzmi tak, że jest po prostu moc. Moc jest albo jej nie ma. Nie ma uderzenia mocy, tylko jest moc. To jest coś, co jest nieustannie tutaj przy nas i nasza rzeczywistość jest manifestacją części tych mocy. Co z tym zamieszaniem energetycznym? Co z tą mocą? Bo tak, mamy już niekończące się światy, mamy te wszystkie legendy, mamy te dziwne budynki, mamy te swoje własne wyprawy i mamy ten niesamowity ceremoniał po peyotl, czyli to sprzątanie pustyni, czystka, żeby po nas żaden ślad nie został, żeby nikt nie zauważył, że cokolwiek tam się działo.
Nie dlatego, żeby był jakiś strach, że ktoś nas będzie szpiegował. To jest takie zrozumienie rzeczywistości, to, czym to naprawdę jest, że przychodzimy na ten świat, korzystamy z tego świata i odchodząc z niego z całą wiedzą, tym wszystkim, czego się dowiedzieliśmy, musimy posprzątać po sobie i to tak skutecznie, żeby nie pozostał po nas ani jeden ślad. Chyba że chcemy coś koniecznie zostawić dla potomnych, to wtedy przykładamy do tego wagę i robimy jedną taką rzecz, żeby, że tak powiem, zawarła wszelkie te informacje. I to przypomina te starożytne budynki, bo one mają pozawieraną gigantyczną ilość matematycznych informacji, takich matematyczno-kosmologicznych informacji. Teraz dopiero powoli nauka się nam przyznaje, że faktycznie te proporcje i te wszystkie rzeczy są kosmiczne, że są dokładne. My też to zauważyliśmy, ale jeszcze chyba troszkę czasu minie, zanim zostanie to zaakceptowane. To ma chyba, zdaje się, dwa końce ten kij. I albo ta oficjalna nauka wymrze śmiercią naturalną jako szarlataneria, albo po prostu zaakceptuje i przytuli się do tej prawdziwej wiedzy, która właśnie drzemie w piramidach. Tu jest bardzo ciekawy koncept tego, czym w ogóle te światy są. Ale zanim zacznę od tego, czym te światy są, może zacznę od tego, czym my w ogóle jesteśmy pomiędzy tymi światami.
Dostałem niedawno świetnego maila, także tu pozdrawiam autora. Daj mi chwilę, żebym ogarnął wszystkie te sprawy i się pozbieram i się odezwę. Tam padło takie sformułowanie, którego ja jestem absolutnie fanem, bo myślę, że idealnie oddaje część naszej natury. Mianowicie chodziło o kwestię ego. To jest taki odwieczny problem dla wielu ludzi. Czym jest to ego? Czy warto się nim zajmować, czy nie warto się nim zajmować? Czy ono nam przeszkadza, czy nie przeszkadza? Czy jest pozytywne, czy jest negatywne? Co w ogóle się dzieje z tym ego?
Jest taka bardzo prosta odpowiedź na to, czym ego jest. Ego jest naszą przeszłością, czasami naszą przyszłością. Jest naszymi wspomnieniami albo wyobrażeniami. I tutaj dochodzimy bardzo szybko do kwestii mocy, tudzież energii, jak niektórzy wolą nazywać. Bo co jest tą mocą? O czym mówią ci wszyscy starożytni mistrzowie? Można tak to powiedzieć. Te wszystkie starożytne kultury, które ocalały do naszych czasów. Mówią, że moc ma tą niesamowitą cechę, że kiedy się tylko pojawi, manifestuje się życie. Że ta moc tworzy życie w każdej możliwej formie.
Czy to są rośliny, zwierzęta, czy to jesteśmy my. Że cała energia, która jest potrzebna, żeby cokolwiek wyrosło na tej planecie, łącznie z nami i marchewką, tym, że chmury sobie krążą nad naszymi głowami, tym, że słońce wychodzi, że je widzimy. Wszystkie te historie, płynąca woda w strumyku to jest już uformowana moc, która się tu pojawia. Mówią, że generalnie moc ma taką naturalną tendencję do tego, że się formuje. Na pewno część z nas zna doskonale powiedzonko, że natura nie znosi próżni i myślę, że tysiące, jeżeli nie setki razy widzieliśmy w swoim życiu to zjawisko na własne oczy, że jak coś znikało, to zaraz na tym miejscu pojawiało się coś w zastępstwie. Według tych wszystkich oryginalnych opinii, oryginalnej wiedzy, tej prastarej wiedzy, to jest właśnie moc. To jest manifestująca się moc, nic innego. Ta moc po prostu musi zostać zaproszona. Wtedy się pojawia i wtedy się manifestuje i zamienia w coś żywego, w taki niezależny w tej materii, w tym materialnym świecie istniejący byt. Czy to jest, tak jak wspomniałem, roślina, czy to jest zwierzę, czy to jesteśmy my, czy to jest cokolwiek innego, czy to jest kamień przy drodze.
Wracając do całej historii z ego. Ego nie jest niczym innym jak grupką naszych wspomnień z przeszłości, grupką naszych refleksji z przyszłości, tego, czego oczekujemy, czyli naszych oczekiwań mówiąc w skrócie, wszystkich naszych wyobrażeń o świecie. Nie tego, jak jest tu i teraz, tylko tego, jak mogło być, jak było, jak potencjalnie może być. Czyli generalnie taki science fiction troszeczkę. Wymyślamy sobie krainy, w których nigdy nie będziemy w stanie zamieszkać, nigdy nie będziemy w stanie ich odwiedzić i nigdy nie będziemy w stanie zaśpiewać ich hymnu narodowego. Po prostu nie można się tam dostać. Żadnym pociągiem nie można tam dojechać. Nie ma paszportu, nie ma żadnego przejścia granicznego. Nikt właściwie nie zna drogi, żeby się tam dostać. Wielu próbowało, ale do tej pory się nie udało, moi drodzy.
To jest właśnie ta historia z naszym ego. To jest taki konstrukt, który powstaje właśnie w obych krainach. I kiedy jest tego już dużo nazbierane, kiedy tych wspomnień jest wystarczająco dużo albo na przykład aspiracji, ambicji i tego typu rzeczy, to automatycznie pojawia się moc i moc zaczyna w tym mieszkać. Jeżeli możemy sobie ją jakoś porównać do bardzo obrazkowego schematu, to możemy sobie wyobrazić wszystkie te myśli jako kawałki nitki, które się sklejają razem i tworzą taką długą nić, która się zwija automatycznie w taki kłębek, który powstaje gdzieś w naszym sercu, w naszej głowie, naszej wątrobie, nerkach, w całym naszym organizmie. I te wszystkie myśli z przeszłości tworzą właśnie taki kłębek. I ten kłębek, dopóki jest tymi pojedynczymi nitkami, które nie mają ze sobą powiązania, to gdzieś tam jest rozładowywany w organizmie, gdzieś tam to umyka z nas, znika i nie przeszkadza w życiu. Są to miłe wspomnienia, miłe odbicie do teraźniejszości. Wszystko jest okej. Ale jest pewien moment, gdzie tych wspomnień, tego wszystkiego i tych aspiracji wynikających z procesowania tych wspomnień jest już na tyle dużo, że zaczyna to razem tworzyć właśnie taki kłębek, zbity kłębek z grubego, ciężkostrawnego sznurka. I co się dzieje?
W tym kłębku, jak w każdym kłębku zostawionym gdzieś nie wiadomo gdzie w kącie ogrodu może coś zacząć rosnąć. Jeżeli zostawimy takie coś, taki kłębek w ogrodzie, czysto eksperymentalnie, to zobaczymy po połowie sezonu, że tam zaczęła rosnąć trawa, która potraktowała sobie ten kłębek jako pożywkę, jako kawałek ziemi. Coś tam na pewno zaczyna sobie rosnąć. Może jakieś zwierzaki sobie tam zaczęły mieszkać w tym kłębku. Różne rzeczy się dzieją. Nagle się okazuje, że to materialne coś szybciutko znajduje sobie lokatora. I wszystkie te starożytne przekazy mówią o takiej samej sytuacji, która dotyczy naszego umysłu. Jeżeli tylko zostawimy te wszystkie rzeczy w głowie samopas, żeby się tam pasły i się sklejały w wielkie stada, to za chwilę przyjdzie moc. Moc automatycznie się pojawia, bo moc, kiedy widzi miejsce, gdzie może zamieszkać, jest jak taka kura, która jak tylko znajdzie grzędę, żeby usiąść, to od razu tam siada i składa swoje jaja. I tak jest z naszymi myślami, że jak już się poskładają z tych kawałków jeden wielki kłębek, to pojawia się tam moc i ta moc zamienia się w ego.
I to ego się manifestuje w sposób inteligentny, proszę państwa, bo moc jest żywa, moc jest żywą energią. Właściwie nie wiem, jak to nazwać, bo tak samo jest z naszym ego. Nasze ego też jest żywe i tak dalej. Oczywiście można się zastanawiać, czy moc jest dobra, czy moc jest zła, bo czasami ego nas prowadzi na manowce. Moc nie ma żadnego znaczenia sama w sobie, poza tym, że jest mocą. A to, co powstaje w tych kłębkach, które gdzieś tam w nas siedzą, to już nie jest kwestia mocy. To nie jest zależne od energii, od tych wszystkich historii, że tam coś rośnie. Po prostu moc ma taką sprawczą cechę, że wszystko ożywia. Jeżeli są to kłębki poskładane z naszej przeszłości i zaczną się ożywiać i nagle powstanie taki Frankenstein w naszej głowie, to ten Frankenstein będzie żył już swoim życiem. To nie jest wina ani mocy, to tylko wina nas, że pozwoliliśmy, żeby te kłębki się zbiły jeszcze bardziej, żeby zaczęły tworzyć taką zwartą strukturę i pewnego dnia w tej strukturze coś zamieszkało i zaczęło żyć swoim własnym życiem gdzieś obok nas, w środku nas.
Ale to nie jest wina absolutnie mocy. Moc tylko to wyzwala. I tak się dzieje ze wszystkimi rzeczami. Cokolwiek byśmy nie zostawili w naturze, nawet jeżeli zostawimy wielkie, duże miasto, w którym mieszkają tysiące, miliony ludzi, wyprowadzimy wszyscy się z tego cholernego miasta gdzieś nie wiadomo gdzie i odwiedzimy to miasto po 30 latach, się okaże, że ta naturalna moc, moc natury w nim zamieszkała, że po mieście już właściwie nie ma za bardzo śladu. Beton został zjedzony przez korzenie, fundamenty zostały przeżarte przez korniki i tak dalej. Generalnie nie ma po tym ani śladu. Ale coś tu jest. To nie jest tak, że została pustynia, tylko coś zaczęło tu mieszkać. Jest taka ciekawa obserwacja związana z wypadkami związanymi z substancjami radioaktywnymi. Mianowicie okazuje się, że są rodzaje grzybów, są rodzaje pleśni, są rodzaje żywych istot, słuchajcie, które uwielbiają mieszkać w środowiskach radioaktywnych.
Pierwsze takie odkrycia zostały dokonane gdzieś tam na dnie oceanu przez łodzie podwodne, które penetrowały tamtejszy ekosystem, bo tam jest troszeczkę takich miejsc, gdzie jest radioaktywnie. Niektórzy mówią, że to ciśnienie oceanu powoduje, że substancje radioaktywne są dociskane na dno. Hipotez naukowych na ten temat jest masa. Co druga to jeszcze bardziej poważniejsza, jeszcze więcej kartek do przeczytania. W rzeczywistości nikt do końca nie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Wiadomo, że jest to związane z elektrycznością. To już inna sprawa, ale ja tu nie chcę tego tematu rozwijać, zostawię to gdzieś na boku. W każdym razie są takie miejsca w oceanie, gdzie ta radioaktywność naturalnie po prostu wzrasta. To jest tak jak z kopalniami uranu, że są miejsca, gdzie radioaktywność jest większa, bo jest tam na przykład uran w ziemi. I się okazuje, że wszystkie istoty, które tam sobie normalnie w tym ekosystemie żyją, unikają tego miejsca poza paroma istotami, które według całego naszego zdrowego rozsądku w ogóle też nie powinny się tam pojawić, ponieważ jest to energia, która właściwie niszczy każdą formę życia.
Ale nie do końca, bo są formy życia, które doskonale się adaptują do tego wszystkiego. Przynajmniej my tak twierdzimy, że to jest jakaś adaptacja do praw natury, że gatunek się adaptuje do czegoś. A starzy Mówili coś zupełnie innego. Starzy mówili, że nie ma próżni w świecie i nawet jeżeli jest jakieś toksyczne miejsce, to nawet tam się pojawi moc, ponieważ moc pojawia się wszędzie i nie ma co do tego dwóch zdań. Po prostu moc jest mocą i życie się musi zamanifestować. I nie ma tak, że my coś zostawimy, znikniemy, zepsujemy w nadziei, że zawsze powstanie tam pustynia. Chwilę po tym, jak nasza noga zniknie zza horyzontu, okaże się, że coś tam zaczyna wyrastać. Okazało się, że bakterie są w kosmosie, o czym donoszą naukowcy z NASA. Okazuje się, że w ogóle życie generalnie jest czymś takim naturalnym, że ono zawsze się manifestuje. I dokładnie tak samo z naszymi myślami.
Mogłoby się wydawać, że takie porozwalane kawałeczki nie wiadomo czego, że to się nigdy, że tak powiem, nie sklei, że to tylko przeszłość, że to nie gra żadnej roli. Ale jak się okazuje, wystarczy dopuścić troszeczkę samopas, niczym krowy w pole i zeżrą nam całą trawę. Wszystko zeżrą i zostaną tylko krowy i to łyse pole. Dokładnie podobnie wygląda właśnie z naszym ego. I to jest taki, myślę, że na sam początek taki dobry start, żeby ogarnąć tą refleksję, czym jest w ogóle moc. Przede wszystkim od tego, jak się manifestuje w nas samych, że jest to coś, co potrafi ożywiać nawet nasze wspomnienia i ożywiać je w taki sposób, że stają się dla nas bardziej żywe niż nasze własne, aktualne życie. To jest ten numer z ludźmi, którzy sobie wieszają zdjęcia ze swojej przeszłości na ścianach w swoich gabinetach, dyplomy, wszystkie te historie. Podświadomie staramy się ciągle żyć w tej bezpiecznej przeszłości. To jest taka iluzja poczucia bezpieczeństwa, ponieważ przeszłość jest już czymś, co się wydarzyło. Jeżeli wydarzyło się w miarę bezkolizyjnie w naszym życiu, nikt nie stracił ręki ani nogi, to automatycznie przybiera znamiona takiej bezpiecznej przystani, do której można wpłynąć podczas każdego ciężkiego sztormu ze wzburzonego morza naszego życia.
Zaparkować tą łódkę, wyjść na ląd i się zrelaksować, czekając, aż burza przeminie na oceanie, żeby móc wypłynąć z powrotem. Oczywiście okazuje się, że to nie za bardzo tak działa, że jest to taka przystań tylko w jedną stronę, że to przystań, przy której się cumuje i już się z niej nigdy nie odpływa, ponieważ tam mieszka swoista, specyficzna moc, która ma to do siebie, że z czegoś, co staje się już tylko i wyłącznie naszą iluzją, czyli naszymi wspomnieniami, które już właściwie nie mają nic do gadania, bo życie jest tu i teraz i nie ma na ten temat za bardzo dyskusji. Nawet gdybyśmy chcieli, to nie ma tu żadnego dealu do zrobienia z czasem i przestrzenią. I nagle się okazuje, że zamiast być tu i teraz, zaczynamy się przenosić po kawałeczku do nieistniejącego świata i wszystkie rzeczy, które nam się zdarzają, zaczynamy oceniać z punktu widzenia swojej przeszłości, gdzieś tam procesować, bo gdzie kiedyś coś się tam wydarzyło, no to teraz będziemy robili to tak, a nie inaczej. Ja to tak osobiście odbieram jako na przykład kwestię chociażby poczucia bezpieczeństwa w naszym życiu. Kwestia zaufania sobie nawzajem. Bo to jest taki trigger, taki spust, takie miejsce, gdzie jak się zamieszka, chodzi mi o tą naszą przeszłość, no to tam już nie ma miejsca na zaufanie do kogokolwiek. To jest taka opcja zero-jedynkowa. Albo ufamy naszej przyszłości dlatego, że nie ufamy nikomu dookoła nas. Życie jest niebezpieczne, jest jednym nieustannym pasmem zagrożeń.
Albo nie mamy z tym problemu i ufamy sobie nawzajem, cokolwiek z tego nie wyniknie. Taka zwyczajna, prosta historia. To tak to wygląda od strony naszej, że tak powiem, indywidualności od strony nas samych. Tak wygląda cała ta historia z mocą. Tym jest moc w nas. Tak ona się potrafi zamanifestować, tworząc dodatkowe byty w nas samych. Często, słuchajcie ludzie, którzy są tak zwani, jak to się mówi, chorzy na schizofrenię, właśnie mają ten problem, że wydaje im się, że mieszka w nich parę różnych postaci. Indianie nazywają to też szaleństwem. Nie ma na to nazwy pod tytuem schizofrenia, tylko czasami mówią, że po prostu duchy w tych ludziach zamieszkały, że zamieszkało bardzo dużo różnych duchów. I oczywiście tam jest troszeczkę inne podejście do tego, bo żaden z ludzi, którzy mieszkają, że tak powiem, z Indianami i wyznają tą kosmologię, żaden z nich nie jest tak naiwny, żeby wierzyć niczym małe dziecko, że te moce sobie przyszły i sobie zamieszkały bez zgody właściciela, bo to zawsze jest potrzebna zgoda właściciela na to, żeby te moce w nas zamieszkały.
Tą zgodą jest nasz brak zaufania. Tą zgodą jest nieustanne knucie strategii. Tą zgodą na zamieszkanie tych mocy jest nieustanne robienie interesu w życiu, nieustanne cwaniakowanie, nieustanne bycie po prostu cwaniakiem, no co tu dużo mówić. I tak to się kończy. Także tam nie ma co do tego złudzeń i są na to terapie oczywiście. Właśnie owa ceremonia pejot jest jedną z owych terapii na to, żeby się, że tak powiem, wyleczyć z tych dziwnych duchów, które zaczynają w nas mieszkać, kiedy tylko zaczynamy pożądać za bardzo tej materii. Ten jeden kawałek sznureczka z przeszłości, że to ścięliśmy, to jest drugi kawałek sznureczka z przeszłości. Tamten się dorobił, a wcale nie jest lepszy ode mnie albo coś takiego. I tak się powoli składają, powoli składają. Albo ja chcę być lepszy od niego.
I tak tych parę sznureczków, parę sznureczków. Nagle robi się kłębek i pojawia się tam moc, która to ożywia. A że myśli są kiepskie, bo jest to zbitek naprawdę bardzo słabego myślenia od, że tak powiem, dupy strony, no to pojawia się w środku nas taka istota, która jest też, za przeproszeniem, dupy strony, no i zaczynamy się z nią czuć kiepsko. To jest taki wytyk naszej cywilizacji, że sobie wymyśliliśmy chorobę psychiczną, która nazywa to schizofrenią. Jest wymyślone raptem sto lat temu ta cała choroba. Szarlataneria i to dosyć mocna. I kiedy ta istota sobie mieszka w nas, to tam wymyślamy, że damy człowiekowi, który uważa, że taka istota mieszka w nim tabletki. Będziemy z niego wybijać elektrowstrząsami, będziemy robić wszystkie inne rzeczy tylko po to, żeby go wrócić z powrotem do tego społeczeństwa, żeby on był dalej prawidłowym obywatelem, żeby wrócić go na tą właściwą drogę. Ta właściwa droga polega na tym, że my nieustannie robimy biznes naszą planetą. Kopiemy dziury w ziemi po to, żeby zarobić na czymś, co wyciągniemy z tej ziemi i sprzedamy komuś innemu.
To jest taki nieustanny biznes. No i de facto właściwie tłumacząc na taki bardzo ludzki język bierzemy człowieka, który jest chory na katar i następnie wrzucamy go do zamrażarki w celu wyleczenia go ze wszystkiego. No i efekt jest taki, jaki jest. To wcale nie za bardzo chce mu przechodzić Badania statystyczne są takie dosyć brutalne, bo mówią, że tu w Anglii i w ogóle w tak zwanych cywilizowanych krajach około 50% społeczeństwa ma chroniczną depresję. Co nie jest zbytnio szokującym zjawiskiem, jeżeli się chodzi po ulicach w dużym mieście, w każdym miejscu na świecie i się ogląda troszeczkę ludzi dookoła. Widać brak zaufania, widać zagonienie, widać, że każdy ma tam jakiś deal do zrobienia. Każdy ma w głowie jakieś wyobrażenie rzeczywistości, do którego dąży, i dąży za wszelką cenę do tego wyobrażenia rzeczywistości i gdzieś już u niego w głowie ta moc spowodowała, że coś tam zamieszkało. I to coś, co zamieszkało w jego głowie, to już są rzeczy, które niektórzy nazywają demonami, inni nazywają duchami. Cały Kościół katolicki robi na tym gigantyczną kasę, bo nie opowiadają ludziom skąd to się bierze, tylko mówią, że wyleczą ludzi za pomocą modlitwy i ludzie nawet za to płacą. Potrafią nawet zabić dziecko, które ma na przykład wizje albo różne takie rzeczy, bo generalnie wszystko jest wrzucane do tego worka.
Cokolwiek jest z tej drugiej strony, ze strony mocy, która się manifestuje w nas, jest wrzucane do worka zarazy, jakiejś paskudy, jakichś złych rzeczy i tak dalej. Takie stopniowanie. Jest to zaleta życia w takim dualistycznym świecie, gdzie wszystko musi być albo dobre, albo złe. Albo kariera i sukces, albo przegrany. Albo wyścig, albo cię w ogóle nie ma, człowieku. Tak to trochę wygląda. Tak jest z mocą od naszej indywidualnej strony, bym powiedział, ale to wszystko, że tak powiem, rozszerza troszeczkę bardziej, bo my jesteśmy też manifestacją mocy i też nie żyjemy w jednym świecie tak do końca. Też w drzewie o tym mawiano. I ja też mam takie przemyślenia, że tak to jakoś wygląda. Ale o tym wszystkim po muzyczce, moi drodzy.
A wy, jeżeli macie jakieś przemyślenia na temat właśnie czym jest ego, jak to wygląda, gdzie to zmierza, co wy na ten temat myślicie? Radionafali.com taki jest adres na Skype. Możecie śmiało zadzwonić, nawet jeżeli czujecie się onieśmieleni. To co? Jakaś muzyczka, moi drodzy, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali, która jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium. Dzisiaj przypominam sobie niektórym, gdyby się, że tak powiem, spóźnili i nie wiedzieli, o co chodzi. Mowa jest o mocy troszkę, bo ja odparowałem po wyprawie, którą odbyłem w zeszłym tygodniu. Takiej długiej wyprawie. Wyrwała mnie i mojego towarzysza podróży prawie na 12 godzin out. Myślę, że osiem godzin to było tak centralnie poza w ogóle tym światem, pomiędzy światami można powiedzieć.
Także troszkę nas wytarmosiło, wytarzało. I z tego powodu refleksje dzisiejsze troszkę o mocy, o tym, kim my jesteśmy w stosunku do tej mocy, czym jest ta moc, czy moc jest z nami? Właśnie. Bo z nami jest moc, moi drodzy. I wracam do tego konceptu mocy, proszę państwa, bo z ego jest sprawa dosyć jasna. Tutaj te wszystkie przekazy są dosyć oczywiste. One zostały potwornie na przestrzeni dziejów zmanipulowane. Tak potwornie, że właściwie zaczęto nas straszyć tymi rzeczami, które powstają w naszej głowie, tymi demonami, które sami tworzymy i wymyślamy i one później wcielają te swoje szalone utopie w działanie, generując taką, a nie inną rzeczywistość. Ale to wszystko pochodzi z nas samych i nam się opowiada, że to jest jakaś istota zła, z którą musimy nieustannie tworzyć jakąś dualistyczną walkę na jakiejś nieustannej kontrze, że najlepiej walczyć ze światem o pokój za pomocą karabinów. Sąsiadowi chyba samochód się włączył.
Słyszycie? Słyszycie. Tak to jest, jak się mieszka w Londynie. Proszę bardzo, jaki szybki relaks. Już wyłączony. Właśnie. Dobra, ale wracajmy do historii mocy, bo tam jest jedna taka ciekawa sprawa, o której mówili nasi przodkowie i właściwie ci, którzy trzymają tą wiedzę do dzisiaj, mówią cały czas, pomijając całe te hece związane z manipulacją, jak zostało to wszystko pozmieniane tym, że nawet w Indiach, nawet buddyzm został troszkę powykręcany. Wiele rzeczy właściwie ciężko było znaleźć takie oryginalne wierzenia, takie w 100% oryginalne informacje, bo to nie są kwestie wierzeń i to nie jest wiara, tylko to jest taki zapis dokumentalny tego, czym my jesteśmy, z jakich mocy się składamy, jak to wszystko funkcjonuje dookoła nas. To wszystko na przestrzeni ostatnich 12 000 lat zostało tak zniszczone i tak zmanipulowane, że właściwie sami nie za bardzo wiemy, o co w tym wszystkim chodzi. Poza tym, że mamy masę takich wymyślonych bajkowych opowieści, które próbują, że tak powiem, wziąć nas pod włos i sprzedać nam po raz kolejny wizję takiego dualistycznego świata, gdzie jest energia, która coś tam.
Ja to nazywam mocą. Moc nie jest coś tam. Moc po prostu jest. Moc po prostu jest w nas. Moc jest w każdej żywej istocie. Moc odpowiada za manifestowanie się tego wszystkiego dookoła. Moc jest kompletnie na kontrze z całym tym pomysłem na to, że świat jest dualistyczny. Moc nie ma ani dobrej, ani złej strony, moi drodzy. I to akurat szczęśliwie zostało w kilku tych, można powiedzieć, systemach filozoficznych, takich jak między innymi buddyzm. Gdzieś tam zostało troszeczkę w Indiach, bardzo dużo zostało właśnie w dżungli.
Zostało bardzo dużo wśród Indian Ameryki Północnej. Tam zostało to w pieśniach i tak dalej. To jest cała ta informacja o skutku i przyczynie. O tym, że to dzieje się w nas samych, że to nie jest kwestia zewnętrznego świata, tylko że ta moc zaczyna się manifestować przez nas. My później dociskamy rzeczywistość i z tego powstają wszystkie te niezliczone historie, o których sobie później rozmawiamy. A manipulacja polega na tym, że wydaje nam się, że możemy zrobić deal z tą mocą. Możemy zrobić biznes z tą mocą, że to my jesteśmy panami tej mocy. I tak oto powstały świątynie. I tak oto powstały wszelkie możliwe kościoły wszelkich możliwych religii. Powstały jako miejsca, w których ktoś nas okłamał.
Ta moc działa w pełnej sile, bo już poza tym miejscem nie działa. To tam jest przekazywana, co nie jest tak w rzeczywistości prawdą, bo ta moc jest wszędzie. Oczywiście część tych świątyń stoi na miejscach, które są bardzo stare i miały troszeczkę inne przeznaczenie. I one korzystają z tej mocy, bo stoją bardzo często na siatce energetycznej ziemi. Ale to absolutnie nie ma nic wspólnego z nami samymi. To są naturalne wzmacniacze, można powiedzieć, mocy eterycznych, fali skalarnej. Zwał, jak zwał. Tu was wszystkich zapraszam do Syntezy, podcastu, który też w radiu na fali i też ja. Także tam możecie posłuchać trochę więcej na ten temat. Jakby chcę opuścić te techniczne sprawy.
Takim zaprzeczeniem wiary i w ogóle może nie tyle wiary, ile świadomości tego, że każda rzecz, która się pojawia, ma swoją przyczynę i każda przyczyna ma swój skutek, i każdy skutek ma swoją przyczynę, że to wszystko jest ze sobą powiązane, brakiem w ogóle świadomości tego, że to jest tak bardzo kompleksowy i jednolity system, że to jest jedność sama w sobie, jest budowanie owych świątyń. Jeżeli ktoś nie widzi świata w sposób kompleksowy, nie widzi go jako jedności, widzi go jako dualizm i jako reprezentację tego dualizmu zawsze będzie budował świątynię. Będzie budował uświęcone miejsce, w którym będzie twierdził, że jest większa energia niż poza tym miejscem, co nie jest do końca prawdą. Tam jest oczywiście jakiś rodzaj energii. Chodzi o energię eteryczną fali skalarnej, która jest oczywiście o wiele większa i można ją transmitować i tak dalej, można z tego korzystać. To wszystko jest dla nas tutaj, na tej planecie. Zwierzęta doskonale wiedzą, nasi przodkowie doskonale o tym wiedzieli. Wszystkie ptaki jak latają. Przyjrzyjcie się uważnie, jak ptaki latają, jak zakręcają. Szczególnie w górach, szczególnie w takich górach, w których jest dużo kwarcu.
Przyjrzyjcie się, jak wyglądają te patterny przelotów ptaków nad owymi górami. To nie jest coś przypadkowego, tak jak nam się opowiada, bo nam się właśnie pod pretekstem tej przypadkowości zaserwowało świątynię. Wszystkie te dogmaty, te systemy religijne, wszystkie te szalone rzeczy, które doprowadziły nas do kompletnego upadku cywilizacyjnego, w którym aktualnie tkwimy. Jakkolwiek kolorowo by to nie wyglądało, jeżeli chodzi o opakowania batoników i czekoladek, moi drodzy, naprawdę nie jest to nic więcej niż tylko opakowanie, które błyszczy przez parę chwil, zanim przypadkowo nie ulegnie zniszczeniu i nie zatruje środowiska. Bo jeżeli ta moc jest wszędzie, to herezją jest budowanie specjalnie uświęconego miejsca i twierdzenie, że w tym miejscu jest jakaś większa moc, jakaś większa energia. To jest zaprzeczenie tej istoty, że świat jest jednością, bo tu już mamy rozdzielenie. Już mamy budowlę, która gromadzi energię i miejsce, gdzie tej energii nie ma. Samo to, że są kapłani i kapłanów nie ma, jest bardzo zasadniczą różnicą. Bo jest społeczeństwo, w którym ktoś jest gdzieś wyżej i ten dualizm funkcjonuje już w codzienności, tak jak w naszych dzisiejszych czasach ktoś jest banksterem, ktoś coś ma, a ktoś czegoś nie ma. To jest właśnie ten klasyczny dualizm, że nie może być tak, żeby wszyscy coś mieli, ponieważ wtedy nie byłoby niewolników.
To takie klasyczne sprawy związane z tą mocą. Jeżeli przynajmniej ja mam jakiś problem czasami, może nie tyle problem, ile taką zagadkę, to się zastanawiam, czy przypadkiem człowiek, który do mnie coś mówi, naprawdę wie, o czym mówi. Jest, że tak powiem, z mocą, a moc jest z nim. To pierwszym papierkiem lakmusowym jest kwestia widzenia jedności całego świata. Jeżeli ktoś ma z tym problem i nieustannie odwołuje się do dualistycznego konceptu świata i ciągle próbuje gdzieś wybudować swoją kapliczkę, swój kościółek, swój ołtarzyk, na którym się będzie modlił do nie wiadomo czego, to co dużo mówić, ten człowiek nie zna mocy i moc jeszcze chyba do niego nie przyszła. Pewnego dnia przyjdzie tak czy siak, bo moc przychodzi, żeby zabrać nas w następną część podróży, która się dzieje po czymś takim, co nazywamy śmiercią. To jest właśnie moc. To jest ta istota, która po nas przychodzi. My to często widzimy jako istoty. Ja to lubię nazywać istotą, bo moc jest czymś żywym, jest żywą inteligencją.
To jest ta moc tworzenia. Przynajmniej ja to tak czuję. Nie wiem jak wy, moi drodzy, także zapraszam. Jeżeli macie jakieś refleksje, dzwońcie śmiało i mówcie jakie macie. I o co chodzi z tą mocą? Czy przychodzi czy nie? Wiadomo, że jeżeli ktoś, tak jak wspomniałem, buduje ciągle te ołtarzyki, to wiadomo, że za nic nie jest w stanie zrozumieć tego, jak działa moc. To jest fetyszyzacja. Jeżeli ktoś wierzy w to, że amulet zrobi za niego dobre życie, że coś odstraszy złe duchy, że jakaś fizyczna manifestacja, jakiś przedmiot, który on po prostu wygeneruje, położy parę kryształów, nie wiadomo co, zmieni jego świat i zmieni sposób, w jaki układają się myśli w jego głowie, to moja refleksja jest taka, że jest w bardzo mocnym błędzie. Ale to jest moja refleksja, moi drodzy, także tutaj spokojnie.
Nie chcę tutaj osądzać nikogo ani stawiać do kąta. To dla mnie jest jasny przykład człowieka, który na pewno nigdy nie miał do czynienia z mocą, ponieważ ciągle się buja pomiędzy czymś, co reprezentuje właśnie jego ego. Ciągle swój świat buduje na aspiracjach, podpierając się właśnie wspomnieniami do tej ambicji, żeby wybudować jakiś budynek, który będzie jego kaplicą życia, można powiedzieć. Powieszać sobie zdjęcia z prezydentem na ścianie, jak podaje komuś rękę czy jakoś tak. I w ten sposób idzie i zdobywa i kontroluje całą rzeczywistość. Przynajmniej tak mu się wydaje. Szczęśliwie życie jest tak cudownie zbudowane, że ludzie, którzy występują naprzeciw mocy i chcą z nią sobie pograć, dostają taki łomot, że to się w głowie nie mieści. Taka jest moja opinia oczywiście na ten temat, jako że należę do ludzi, którzy lubią być z mocą za pan brat i lubią ją widzieć wszędzie i nie lubią wyłączać tego ekstra wizjera ze swojej własnej głowy. Co jest oczywiście bardzo łatwe, bo w dzisiejszych czasach możemy sobie bardzo szybko wyłączyć percepcję świata i stwierdzić: „Okej, zostawiamy ten cały niematerialny świat, zostawiamy przyczynę i skutek. Skupimy się tylko i wyłącznie na materii i zrobimy karierę.
Zrobimy coś, za co ktoś nam zapłaci gigantyczną ilość pieniędzy. Później opanujemy cały świat. Nasze logo będzie wszędzie”. Albo coś w tym stylu, żeby być jeszcze bardziej popularnym, żeby jeszcze więcej ludzi słuchało, oglądało, żeby nasze ego mogło się odbijać w przeszłości i przyszłości, żeby to była taka solidna konstrukcja, nasza własna kapliczka, grobowa kapliczka, taka fetyszyzacja życia. Właśnie. Może wróćmy do pojęcia mocy w takim globalnym znaczeniu. Jak to w ogóle wygląda, kiedy świat nie jest dualistyczny, bo świat nie ma nic w sobie z dualizmu, absolutnie. To wszystko siły, które się uzupełniają nawzajem. Przynajmniej taka jest moja koncepcja i tak widzę świat i jakoś nie mogę przejrzeć na oczy tak, żeby zobaczyć coś innego. Wszędzie, gdzie się obejrzę, widzę dokładnie taki układ sił.
Co z tym podziałem świata? Jeżeli słuchaliście poprzedniego odcinka „Hiperprzestrzeni”, a jeżeli słuchacie w ogóle tego gdzieś offline i jest już dawno po publikacji tego odcinka, to zapraszam na stronę radionafali.com. Tam są poprzednie odcinki „Hiperprzestrzeni” na ten temat, które mówią o quadrilium, o tej tajemniczej filozofii, która została zakazana przez praktycznie wszelkie mainstreamowe i rządzące światem religie. To byli ci pierwsi heretycy, którzy spłonęli na stosie. Ludzie, którzy twierdzili, że nie ma rozróżnienia pomiędzy boskim a nieboskim, że nie ma rozróżnienia pomiędzy ziemią świętą a nieświętą, że nie ma rozróżnienia pomiędzy człowiekiem a tym, który twierdzi, że jest kapłanem. Wszyscy jesteśmy po prostu ludźmi. Także zapraszam was, jeżeli jeszcze tego nie słuchaliście, żebyście sobie wpadli do archiwum, do owych „Hiperprzestrzeni”. To jest, zdaje się, 130. odcinek i 129. „Na zewnątrz i na wewnątrz” zdaje się takie tytuły mają.
Także zapraszam serdecznie. Tam jest trochę więcej na ten temat, ale dobra, wracajmy do tych mocy. Chyba najlepiej będzie to opisać znowu obrazkowo. I znowu brakuje jakiegoś projektora. Także proszę przełożyć podręcznik na stronę następną do ilustracji numer 41. Właśnie, bo tak mówiłem o tym quadrilium, czyli o tym schemacie, że nasza rzeczywistość dzieli się na wiele elementów. Dzieli się przede wszystkim na dwa elementy: na rzeczywistość fizyczną i na rzeczywistość, która tworzy tą fizykalność, tak to można nazwać, tworzy całą tą materię. Że wszystko to, z czego ta materia powstaje, jest w troszkę innym świecie, który jest tu obok nas. To jest trochę jakbyśmy żyli w akwarium, a to akwarium sobie stało obok drugiego akwarium. Tak to można powiedzieć.
I czasami przeskakujemy z jednego do drugiego. Tak to wygląda. I tak jak ryby nie widzimy tego powietrza, nie widzimy tej wody, nie widzimy tych mocy, bo one są esencjonalne. One stwarzają to wszystko. My jesteśmy częścią tych mocy, także nigdy nie uda nam się ich specjalnie zobaczyć. Widzimy je tylko w momentach przejścia, kiedy przechodzimy z jednego miejsca na drugie, z jednego akwarium do drugiego. Wtedy widzimy: „Ups, wody nie ma dookoła, nie ma czym oddychać” albo coś takiego. I wtedy nagle odświeża nam się ta percepcja świata. Mówimy: „Zaraz, zaraz, to świat, w którym żyjemy, ma dodatkowe składniki, które nam pozwalają w nim funkcjonować”. I ta materia nie jest z definicji esencją tego świata, tylko jest już produktem, który powstaje gdzieś tam na dnie.
To jest taki osad, który opada w naszym akwarium i my ten osad traktujemy jako esencję. Nam się wydaje, że to jest to, z tego powstało wszystko, z tego powstało akwarium. Zdrapujemy ten osad z samego dna i twierdzimy, że to właśnie jest to. To jest ewolucja. To są wszystkie te procesy, że mamy kontrolę nad tym, że tylko jeszcze musimy rozpracować ten popiół, który opadł czy tam kawałek kurzu, który opadł na dno akwarium. Jak rozbijemy to na jakieś ultra pierwiastki, to zobaczymy, jak się formułuje życie. Nie zdając sobie zupełnie sprawy, że ten cały pył spada nam z góry na głowę, bo mieszkamy w akwarium, które jest otwarte, jest układem otwartym. To jest taki podstawowy rozdział mocy, że jest świat, który jest światem fizycznym i jest świat, który go tworzy, który nie jest światem fizycznym. Doskonale o tym wiedzieli Indianie i nie tylko, bo ta wiedza została właśnie wśród tych ludzi, których my często zwykliśmy nazywać dzikusami, bo na przykład nie chcą oglądać serialu telewizyjnego razem z nami. Nie chcą pić piwa razem z nami, nie chcą chodzić na imprezę razem z nami i nie chcą generalnie opowiadać nam o tym, kto ostatnio powiększył sobie dekolt i komu spadły najtki i jaki cwaniak teraz został prezydentem kraju XYZ.
To w ogóle ich nie interesuje. Także za bardzo nie mamy wspólnej płaszczyzny do porozmawiania, bo my już jesteśmy tak skupieni jako cywilizacja na tym świecie, który generujemy, że właściwie jesteśmy już tylko zakochani w tych swoich własnych iluzjach. Taki syndrom Adonisa, który stanął przed tym lustrem i jak stanął przed tym lustrem i zobaczył, jaki jest śliczny, jaki cudowny, to już tak utknął na stałe i nie może odejść od tego lustra. I nieważne, że świat staje w pożodze, że albo coś się dzieje w ogóle, albo mu coś odgryzło nogi, albo właśnie coś innego się stało. To nie jest istotne. On po prostu jest zakochany sam w sobie. Ma świetny, piękny obrazek sam siebie. To jest jego wyobrażenie i on tym wyobrażeniem będzie żył do usranej śmierci. To wyobrażenie kosztuje tą planetę masę zasobów. Utrzymywanie w ogóle tego wyobrażenia.
No i to jest ta cena, którą płacimy za właśnie naszą, że tak powiem, bezczelność i za to, że nie potrafimy posprzątać tych wszystkich rzeczy tak jak po ceremonii pejot i tego całego namiotu, tego całego zamieszania i zostawić pustynię po sobie, bo właśnie żyjemy tym wspomnieniem. I co by było, gdybyśmy jeszcze posprzątali to wszystko i okazałoby się, że nie ma wspomnień, nie ma tego zdjęcia na ścianie, do którego możemy wrócić, zwrócić wzrokiem i poczuć się bezpiecznie, że jest jakaś przystań, w której możemy zaparkować. Przystań z naszych wspomnień, która powoduje, że czujemy się z powrotem bezpieczni, bo jakoś tak się porobiło, że w tym całym zamotaniu nie potrafimy stworzyć sobie bezpiecznego świata tu i teraz, tak normalnie do funkcjonowania. Do tego się to sprowadza. Dobra, co z tymi światami? Bo starzy mówili dawniej i mówią dalej, ci właśnie dzicy, że są dwa światy, które tworzą ten jeden i one dwa na siebie wpływają. To jest ten tajemniczy świat z wizjami, tajemniczy świat, gdzie się spotykamy w snach. Tajemniczy świat, który jest właściwie chyba takim przejściem do innych wymiarów, tak to można nazwać. Ślad tego przejścia został we wszystkich tych zmanipulowanych kłamstwach, które my nazywamy religią, między innymi w judaizmie szczególnie. To jest tak zmanipulowane i zakłamane.
I tam zostało to nazwane właśnie rajem, czy jakoś tak, że po śmierci się przechodzi do czysta, że jesteśmy tu tylko raz, że to w ogóle nie gra nic tam roli, że my tylko musimy tutaj pocwaniakować troszeczkę. Tam później trafiamy na jakieś takie przejście i z tego przejścia idziemy gdzieś dalej i przejściem tego wszystkiego jest jakiś Ihni Jah. W rzeczywistości nie ma czegoś takiego. Ja przynajmniej w swoim życiu nigdy tego nie spotkałem, a mówiąc, przekraczałem tą granicę kilka razy i no Podejrzewam, że widziałem więcej płonących krzaków w swoim życiu niż Mojżesz i żaden z tych krzaków w rzeczywistości nie spłonął. Widziałem cały las, który płonie i ani jedno drzewo się nie zwęgliło. Także nie wiem co na to Mojżesz, ale w sumie też nie wypadłem sroce spod ogona, bym tak powiedział, jeżeli o to chodzi. I to jest świat mocy. To jest świat naszych wizji, gdzie często widzimy rzeczy, które się już tam manifestują, bo jest to świat, właśnie nauka mówi o tym kwantowe, zaraz do tego dojdę. Jest to świat niejako równoległy, tam mieszka moc i ta cała moc przychodzi do tej rzeczywistości i tu się manifestuje. Jest taka bardzo ciekawa koncepcja związana z roślinami, która mówi o tym, że rośliny są ową manifestującą się kosmiczną energią tutaj na planecie Ziemia, że rośliny są tymi pra-kosmitami, które tu zamieszkały.
I powiem wam szczerze, jest kilka takich różnych koncepcji, które mówią właśnie o tym prastworzeniu, o tym, że te najdrobniejsze elementy naszego ekosystemu to są najbardziej inteligentne istoty, które tutaj panują na całym świecie, tak jak owady, tak jak właśnie rośliny, które są królami tej planety. A my tu jesteśmy gośćmi i to nie przez przypadek. I to nie jest wcale takie głupie, bo jeżeli spojrzymy sobie na to, jak roślina rośnie, obraz jest taki dosyć jasny. Bardzo jasno to widać, że roślina tuninguje całe otoczenie dookoła siebie. Lata temu, kiedy żyliśmy w takim paradygmacie darwinowskim, można powiedzieć einsteinowskim, gdzie my właściwie robimy wszystko, gdzie zaczęliśmy strzyc trawniki, przycinać drzewa, żeby ich kształt pasował do naszej estetyki w danym sezonie. Straciliśmy gdzieś kompletnie poczucie tych naturalnych rytmów. No ale z czasem ono wróciło. Pojawiły się badania naukowe nad dużymi lasami, pojawiły się pierwsze tak zwane parki krajobrazowe, parki przyrodnicze i zaczęły się badania nad tymi parkami przyrodniczymi. No i okazało się, że drzewa budują sobie samodzielny ekosystem w zależności od klimatu, który panuje. Albo las się rozrasta, albo las się spontanicznie kurczy.
Dokładnie ze wszystkimi żywymi istotami, czyli roślinami, mchami i tak dalej. Wszystko to jest jedną wielką całością, która ze sobą idealnie funkcjonuje, idealnie rezonuje i idealnie działa. I fenomen polega na tym, że te rośliny się pojawiają w miejscach, gdzie właściwie w ogóle nie powinny się pojawić, bo ekosystem nie posiada żadnych zasobów, z których roślina mogłaby potencjalnie korzystać. Czyli generalnie nie ma tam żadnej lodówki dla rośliny, nie ma tam żadnego pożywienia, nie ma tam żadnych warunków, a pomimo wszystko pojawiają się nagle rośliny, które nigdy tam nie rosły. To jest też takie kolejne zaprzeczenie tego mitu o ewolucji. To tak nie za bardzo wygląda. Pojawiają się nasiona i nasiona nagle zaczynają tuningować rzeczywistość dookoła siebie. Zaczynają zmieniać kawałek po kawałku ziemię. Świetnym przykładem są konopie, które jeżeli się ma, że tak powiem, bardzo zużyte pole, gdzie już tak ziemia jest kompletnie wyjałowiona. Wiecie co się robi?
Sadzi się konopie, dokładnie konopie indyjskie, po czym się je zostawia. Trzeba później przeorać na jesień całe pole razem z tymi konopiami. Nie ścinać ich absolutnie. No chyba, że macie tam jakieś topy, które wymagają ścięcia, to ścinajcie tylko topy, tak żeby było coś do palenia na zimę i to nie w kominku, tylko w fajce. A resztę roślin się zostawia na polu, żeby sobie spokojnie uschła i następnie bierze się pług i się generalnie ora tymi roślinami w polu tak, żeby je zostawić razem z korzeniami, razem ze wszystkim. I po zrobieniu takiego numeru okazuje się, że pole zaczyna odżywać. Oczywiście teoria jest taka, że taka oficjalna naukowa, mainstreamowa, że to rośliny użyźniają to pole. Ale come on, bądźmy szczerzy, zobaczmy, ile tego suszu roślinnego jest, ile bakterii jest w tych roślinach. Przecież to jest jakiś dowcip. To nie ma prawa się wydarzyć w tą stronę.
To jest zupełnie z innego powodu, ponieważ rośliny, kiedy rosną, zapraszają tą moc. I ta moc jest tak potężna, że transformuje glebę dookoła tych roślin. To jest słynna steinerowska szkoła związana z sadzeniem roślin i całą tą bio uprawą, taką związaną z cyklami księżyca, cyklami słońca. Bardzo naturalna sprawa. Się okazuje, że cała ta współczesna biologia, która bazuje na takim cząsteczkowym, dualistycznym podejściu do świata, że jest jakaś cząsteczka, która jest komórką i że jak damy tej komórce się najeść, to ona zaraz zacznie rosnąć. No to też może się wydarzyć, że jak damy jej jakieś jedzenie, a już jest komórka, to sobie będzie dalej rosła. Ale to nie dlatego, że komórka rośnie, dlatego, że daliśmy jedzenie, tylko dlatego, że już tam jest. My ją tylko dokarmiamy. Jesteśmy niczym tacy intruzi w zoo troszeczkę. Pozamykaliśmy te zwierzęta w klatkach.
Czasami przychodzimy i przez druciki wrzucamy im jakiś kawałek batonika, żeby nam nie padły z głodu, żebyśmy się poczuli się lepiej, że dokarmiliśmy dużego tygrysa w klatce. A w rzeczywistości ten tygrys ani nie potrzebuje nas, ani tej klatki, ani naszego batonika. To, że my to sprowadziliśmy do roli klatki, batonika i małego betonowego wybiegu, to jest tylko nasza percepcja rzeczywistości. To jest to nasze ego. My próbujemy budować swój bezpieczny świat, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistym istnieniem tej mocy i z rzeczywistym działaniem tej mocy. Taka jest moja, że tak powiem, esencjonalna myśl na ten temat. Chociaż to jest masa badań naukowych, które to potwierdzają. To takich badań, które są prowadzone od dwustu lat. I to nie jest tylko obserwacja takich gigantycznych ekosystemów, jak na przykład park Yellowstone albo Yosemite Park w Stanach Zjednoczonych. To jest obserwacja tego, co się dzieje na dnach oceanów, tej całej flory oceanicznej.
Są wszystkie te badania prowadzone od dosłownie chyba pięćdziesięciu lat, już tak dosyć solidnie, z wynikami, z danymi, z zapisanymi informacjami. No i wygląda na to, że właściwie rośnie sobie samo spontanicznie, tak zwyczajnie. Jest jeszcze gorzej, o czym kiedyś wspominałem, że minerały manifestują się też spontanicznie. Całkiem nie tak dawno temu okazało się, że na głębokości trzech metrów w takim podmorskim wulkanie na takiej bardzo płytkiej głębokości, tak że normalnie można sobie tam zanurkować jeszcze, gdzie tam wyrzuca tą gorącą wodę z jakimiś tam gazami, bo tam jest jakiś gdzieś tam wulkan w oceanie i na krawędzi tego krateru dosłownie w ciągu tygodnia pojawiły się diamenty, pojawiło się złoto, a właściwie nie było ani żadnego ciśnienia atmosferycznego, ani takiego nasycenia roztworami chemicznymi, żeby tam cokolwiek wyrosło ani nic. Po prostu ta energia, która tam się pojawia, ma w sobie to coś, że zaczyna się manifestować materia i cały jakby nasz pomysł na to, jak wygląda świat, po raz kolejny legł w gruzach. Bo my myśleliśmy, że to wszystko trzeba przycisnąć, ścisnąć, docisnąć, walnąć młotkiem, wysadzić w powietrze i wtedy mamy kupę diamentów. A najlepiej jak już dokopiemy się gdzieś do dna ziemi, bo ponoć kiedyś coś wybuchło i ta wielka eksplozja zostawiła po sobie ślad w postaci kryształów, które teraz możemy sprzedawać za miliony. Okazuje się, że niezupełnie i że nie ma to nic wspólnego z żadnym wybuchem. Nawet w ogóle jest bardzo daleko do jakiegokolwiek wybuchu, że jest to manifestująca się moc gdzieś tam. Taka historia, prawda?
Tak to wygląda od strony naukowej. To jest to podstawowe pytanie, którego boją się wszyscy naukowcy, bo tak jak wspomniałem o fizyce kwantowej, jest tam mowa o tym, że wszystko jest podwójne, wszystko jest duplikowane. Nawet nie podwójne, tylko jest wiele tego. Ja bardzo lubię tą indiańską sentencję, że albo jest jeden, albo jest dwa, albo jest dużo. I dokładnie podobnie wygląda w fizyce kwantowej. Tam nikt nie potrafi zlokalizować, ile tych cząsteczek jest i skąd się biorą. I taka zabawa wygląda na tym, że oni twierdzą, że jedna cząsteczka jest kopią drugiej i nie wiedzą za bardzo jak to ugryźć, bo wszystko musi być dualistyczne zgodnie z Einsteinową fizyką. A ta fizyka nie zakłada tej elementarnej rzeczy, o której widzieli nasi wszyscy przodkowie i nigdy się z tym nie kłócili, o której wiedzą wszystkie rośliny, wszystkie istoty żywe na tej planecie, poza oczywiście częścią z nas, która kompletnie zwariowała na punkcie przedmiotu zwanego banknotem i bezpieczeństwem, który ponoć to ma symbolizować. Jest druga rzeczywistość obok nas i ta rzeczywistość jest kompletnie nieuchwytna, bo ta rzeczywistość jest po prostu czystą mocą i możemy tam wejść tylko w świecie wizji, można powiedzieć. Ona się nie materializuje.
Ta materializująca część jest z nami. Natomiast nasze korzenie, nasze nogi, takie rzeczywiste nogi tam, gdzie stoimy i skąd przychodzimy, są w tym miejscu kompletnie niewidocznym dla nas, w tym miejscu, które nie istnieje z tej perspektywy. To jest to miejsce, w którym dzieją się wizje. To są miejsca, gdzie spotykamy duchy i czasami granice tych światów się zacierają. Niektórzy z nas mają naturalne tendencje do przekraczania granic owych światów podczas snu. Właściwie chyba każdy z nas ma taką tendencję, bo jak się przyjrzymy na konstrukcję naszego mózgu i na to, jak jest skonstruowane w ogóle nasze całe życie organicznie, to co tu dużo mówić. Zauważamy jedną elementarną prawidłowość, że jesteśmy zbudowani po to, żebyśmy przeżywali swoje życie dosłownie w dwóch miejscach nieustannie. Większość zwierząt śpi dosyć krótko, tylko niektóre ssaki śpią dokładnie taką samą ilość godzin jak my. To jest taka wyjątkowa ilość istot na tej planecie i te istoty podczas tego snu, my jesteśmy tymi istotami, przechodzą do tego innego stanu i to jest ten inny stan, który nie ma nic wspólnego z materią. Dlatego nie za bardzo możemy zabrać ze sobą do kieszeni jakiegoś kamyka stamtąd i przynieść tutaj, i położyć, i powiedzieć: „Aha, byłem w tym drugim świecie.
To jest kamyk, który przyniosłem.” Takiej opcji nie ma. Jedyne co możemy zabrać, to swoje wyobrażenie o rzeczywistości i to właściwie, czym jesteśmy, czyli naszą esencjonalność, czyli to, kim jesteśmy, moi drodzy. To jest taka ciekawa historia z tym, czym właściwie jest ten drugi świat i co się tam znajduje. Myślę, dosyć dobrze opisany przez naszych przodków. My w ogóle to kompletnie zignorowaliśmy. Ale to może po muzyczce, moi drodzy, po muzyczce o tym, co tam się znajduje z drugiej strony, bo to też jest ciekawa sprawa. I tak jak powiedziałem, nie jest to jakąś specjalną tajemnicą. Przynajmniej nie było kiedyś. To dopiero teraz jest tajemnicą dla nas i sprzedaje nam się to jako nie wiadomo co. A tymczasem posłuchajmy muzyczki.
Ładnie grają, ładnie grają, a wysłuchacie oczywiście Radia Na Fali jak najbardziej w hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek. Audycja jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy i Radia Na Fali i Radia Paranormalium. Wszystko się dzieje absolutnie live, tu i teraz, w ten sobotni wieczór. Pozdrawiam wszystkich, którzy siedzą na czacie. Macham do was ręką. No i co? Wracam do tej całej opowieści o tej mocy, moi drodzy, bo tu jest takie podstawowe zagadnienie, z którym się kopie nieustannie współczesna nauka od czasu, kiedy zeszła na parszywą drogę. Czyli chyba już właściwie od zawsze, bo to właściwie zawsze chyba na tym polegało.
Czyli odwieczne pytanie: czy jajko, czy kura? Co było pierwsze? To jest odwieczny problem fizyki kwantowej. Czy cząsteczka, czy fala? Co było pierwsze? Jeżeli się zakłada istnienie jednego świata, to faktycznie to jest taki dylemat nie do przeskoczenia. Ale fizyka kwantowa ma ten drobny mankament, że ludzie, którzy się nią zajmują, nie za bardzo kumają, o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. Moc na 100% do nich nie przyszła, bo to są ludzie, którzy sobie założyli, że będą badali chaos i będą w tym chaosie szukali prawidłowości po to, żeby stworzyć jeszcze bardziej nowe życie. Nawet sobie nie zdają sprawy, że samym swoim działaniem, tym, że sobie wymyślili to, że będą teraz Szukali w hipotetycznym chaosie hipotetycznego ładu. Stworzyli niezły chaos swoją drogą i stworzyli już kawałek rzeczywistości, który się odciska na świecie.
Już są dyplomy, ktoś za to ma kolację, ktoś za to ma obiad, a ktoś za to raty za cały domek, który sobie kupił niedaleko uniwersytetu po to tylko, żeby szczęśliwie i bezpiecznie dotrwać do starości bez żadnych perturbacji w tym szalonym świecie, bo jest tak przerażony tym, co się dzieje, że koniecznie musi mieć poczucie bezpieczeństwa zapewnione od początku do końca, bo inaczej zwariuje z nieszczęścia wieczorem przed snem i już się nigdy rano nie obudzi z tego strachu przed jutrem. Czy jajko, czy kura, moi drodzy? Co było pierwsze? Wygląda na to, że ani jajko, ani kura nie było tu pierwsze. Tu nie ma pojęcia pierwszeństwa. To jest tak jak w owej fizyce kwantowej, że z założenia ci dżentelmeni postanowili szukać porządku w chaosie. To jest ich założenie. Oni założyli, że wszędzie dookoła jest chaos, ponieważ nie widzą jedności tego całego świata. Nie widzą tego, jak się wszystko uzupełnia, ponieważ sami się chyba nie uzupełniają za bardzo. Ciężko jednocześnie badać naturę świata, ograniczając się do badania składu swojej własnej sznurówki u buta i sprowadzając wszystkie problemy świata do jednego supełka gdzieś na sznurówce i twierdzenie, że jeżeli to znajdziemy, to rozszyfrujemy, to będziemy wiedzieli, jak zbudować statek kosmiczny.
Nie wiem, czy to tak działa. Jak widać nie za bardzo działa. Wybudowano ten wielki zderzacz i właściwie nic nie osiągnięto poza tym, że ciągle nie dają im spać te elipsoidalne kształty owych rozładowań elektrycznych, które tam fotografują i ciągle nie mogą znaleźć w tym porządku, bo to ma ład. To wszystko jest poukładane, tam nie ma chaosu, ale jest chaos, bo z założenia jest chaos. Także to jest klasyczny problem ludzi, którzy zrobili sztukę z zastanawiania się, czy kura była pierwsza, czy jajko było pierwsze i zrobili z tego taką sztukę, że nieźle z tego żyją. Michio Kaku czy inni pajace zostały gwiazdami show-biznesu i mówią o tym, co jest możliwe, a co możliwe nie jest, a jakoś nic nie kumają. Absolutnie nic. To, co oni nazywają prawami fizyki, jest fizyką newtonowską, co jest w ogóle dowcipem. Wygląda to dosyć kuriozalnie, karykaturalnie, bym powiedział, ale to jest obraz współczesnej nauki, że to jedna wielka karykatura czegoś, co dawniej było rzeczywistą wiedzą. Teraz to już jest tylko zabawa, wyścig po granty, strategie w otrzymywaniu przywilejów, dyplomów i ustawianiu się na odpowiedniej pozycji społecznej.
Nie mam przeczucia, że tego absolutnie ten problem, czy kura, czy jajko nie dotyczy. Ale wróćmy do mocy. Jak wygląda moc według naszych przodków? Ciekawy opis i chyba taki bardzo solidny jest zachowany w kulturach Wschodu, a mianowicie chodzi o symbol yin i yang. Oczywiście te symbole są różne, one się powielają. To nie jest tylko symbol yin i yang, ale od niego zacznijmy, bo on jest znany przez każdego z nas i doskonale rozpoznawalny. Jest to symbol, w którym ta ciemna część zajmuje dokładnie taką samą pozycję jak ta jasna część i w każdym kawałku ciemnej części jest kawałek jasnej, w każdym kawałku jasnej jest kawałek ciemnej. Doskonale myślę znany ten symbol. Jeżeli teraz sobie wyobrazimy to jako dynamiczny układ i to czarne wyobrazimy sobie jako ten niefizyczny świat, z którego wychodzi cała ta historia, która powoduje, że nagle tu manifestuje się życie, że rośliny nagle zaczynają tuningować nawet ziemię dookoła siebie, że gdzieś to małe nasionko jest tak aktywowane, że cała ta informacja, która jest tam zawarta, nagle wie jak zapracować, wie jak zadziałać, wie, co zrobić ze sobą. To jest taki samobudujący się robot, można powiedzieć mechanizm.
Jeżeli potraktujemy to jako taki żelek, ten cały symbol yin i yang. Żelek, który składa się z dwóch konsystencji jasnej i ciemnej, to normalne jest to, że w tej ciemnej konsystencji zawsze będzie odbicie materii. To jest ten biały element, ta biała kropka, która to reprezentuje. Tak samo w naszej rzeczywistości zawsze będzie odbicie tej mocy niematerialnej, bo zawsze tak jest. To jest tak, jakbyśmy próbowali rozdzielić wannę od kranu. Jeżeli chcemy mieć wodę w wannie, to musimy mieć i kran, z którego cieknie woda i wannę, do której ta woda wcieknie. W naszym przypadku tym kranikiem, którym wcieka ta moc, jest owa czarna kropka na tym białym polu w symbolu yin i yang. To tam wchodzi ta niematerialna, niefizyczna energia, która kształtuje wszystko, co tutaj jest i jajko, i kurę. Dosłownie. A z drugiej strony mamy tą ciemną energię.
My to tak nazywamy czasami ciemna energia, albo mówimy, że to jest negatywne, albo coś takiego. Mamy dualistyczny, zachwiany obraz rzeczywistości. Takiej prawdziwej rzeczywistości tak naprawdę. Ja wam to z ręką na sercu mówię. Chodzi o to, że to jest reprezentacja tych mocy niematerialnych, że jedno się manifestuje, a drugie jest siłą, która powoduje tą całą manifestację i do tego się to sprowadza. Czyli taki dosyć prosty układ. Jest tego wiele, tak jak powiedziałem, bo yin i yang jest tylko jednym symbolem. Jeżeli się przeniesiemy do Indian w Ameryce Północnej, o czym wspominałem w poprzednim odcinku, to zobaczymy praktycznie, że cała symbolika, cały design, który stosują Indianie, jest oparty na reprezentacji tych dwóch sił, że dla człowieka, którego my nazywamy dzikim, chorobą psychiczną jest zapominanie o tym, że świat nie jest tylko i wyłącznie materią. I szaleństwem jest zapominanie o mocach, które tak naprawdę stoją za tą materią, które ją tworzą, które tutaj ściekają niczym nasza woda przez kran do wanny, żebyśmy mogli zaznać owej radosnej kąpieli. Tu się pojawia bardzo ciekawa koncepcja.
Koncepcja, która jest znana od tysięcy lat. Jest o tym kilka legend, takie bardzo stare legendy mówiące o tym, skąd się wzięły piramidy, skąd się wzięły wszystkie te budynki. Mówią w takim bardzo wielkim i ogólnym skrócie coś takiego, że nasi przodkowie przewidzieli, że coś się stanie z nami, nastąpi jakieś załamanie naszego umysłu, załamanie naszej świadomości, że zapomnimy być może, skąd jesteśmy i kim w ogóle w rzeczywistości jesteśmy, jakie moce się przez nas manifestują. I na wypadek tego trefnego rozwoju wydarzeń wybudowali budynki, które mają zakodowane wszystkie proporcje całej tej fizycznej matematyki, całej tej fizycznej struktury, a jednocześnie są takim interfejsem, przejściem do tej niematerialnej struktury. I tak to zostało opisane. Troszkę jak biblioteka. Można powiedzieć, że nasi przodkowie postanowili zostawić nam w spadku na wszelki wypadek, gdybyśmy stracili czucie, stracili węch, stracili wzrok, stracili dotyk i nie mogli już chodzić, żebyśmy mogli gdzieś tam tą książką sięgnąć na półkę i ktoś nam tą książkę przeczytał i że ta wiedza jeszcze gdzieś tam się ostała. I taki był według wielu legend plan wybudowania tych wszystkich struktur. Oprócz tego, że dostarczały energię, że robiły kilka innych rzeczy, miały być taką biblioteką na wypadek emergency, że jak coś walnie w nas, w naszą cywilizację, jakiś ładunek elektrostatyczny, który już walnął swego czasu 12 tysięcy lat temu, o czym kiedy indziej może opowiem. To była ta słynna powódź, ta słynna katastrofa na świecie.
Ślady po niej zostały dzisiaj w wielu miejscach i wielu dziś się sprzecza, że to lodowce, to coś tam, to woda grzmotnęła, a ślady są takie dosyć konkretne i nie pozostawiają żadnych złudzeń, że było to potężne rozładowanie elektrostatyczne. Coś się stało z mocami elektrostatycznymi. Dlatego wszystkie te zmiany na Ziemi zaszły tak ekstremalnie szybko. Dlatego właśnie teraz możemy wykopać sobie mamuty, które zamarzły podczas wędrówki, uciekając z miejsca, gdzie nagle zaczęło robić się zimno. I znajdujemy te mamuty dosłownie w drodze z zawartością żołądka, która jest datowana na dosłownie parę godzin przed tym, zanim zamarzły w tej wiecznej zmarzlinie. Czyli były żywe, hasające i właśnie zmieniały miejsce zamieszkania, ale nie zdążyły, bo jakieś gigantyczne rozładowanie elektrostatyczne spowodowało, że wszystkich szlag trafił, nie wiadomo w jaki sposób. I to taki ułamek sekundy. Nagle takim rezonansem poszło, że tylko część z tych zwierząt padła, druga część przetrwała. Mniejsze zwierzęta łatwiej się adaptują. Może właśnie były bardziej w wodzie.
Może ta energia po prostu nie stuknęła po nich tak mocno. Nikt tego do końca nie wie. Wiemy, że wygląda to tak, jakby potężny piorun przeorał ziemię. Zresztą ślady po tych wszystkich wydarzeniach nie wyglądają za bardzo jak kratery po wybuchach i eksplozjach, co jest dosyć znamienite. Tu wielu ludzi oczywiście może się kłócić, ale to już zupełnie inna historia. O tym w ogóle będę chciał tak czy siak dosyć serio opowiedzieć w osobnym odcinku „Hiperprzestrzeni”. Także zostawiam ten temat i jego głębsze korzenie dalej troszkę na później, ale generalnie są takie ślady na Ziemi, że widać jasno, że tam prądem elektrycznym pourało mocno i że wszystkie te ślady wyglądają jak po walnięciu właśnie solidnym piorunem. I wracając do naszej historii. Wygląda na to, że ta moc, w której jesteśmy, cała ta informacja — właśnie tak jak mówiłem o tej bibliotece — ta moc jest właściwie tą biblioteką. Bo o czym mówią te legendy, które gdzieś tam szczątkowo przetrwały?
O tym, że te biblioteki były budowane tak na wszelki wypadek, gdybyśmy zapomnieli i nie mogli odtworzyć naszego połączenia z tym niewidzialnym światem, to tam mieliśmy i mamy dalej instrukcję, jak się do tego dorwać z powrotem, jak z powrotem odtworzyć nasze przymierze z tą planetą, na której jesteśmy gośćmi. Jak to wszystko zbudować jeszcze raz. Tam są tylko i wyłącznie instrukcje, natomiast cała moc jest tu cały czas obok nas. To jest taki świat równoległy, do którego możemy włożyć w każdym momencie rękę i go wyjąć. To jest świat, który jest dokładnie tak samo ważny i tak samo obok nas, jak ten kubek, który obok mnie tu stoi, w którym trzymam w sobie doskonałą zieloną herbatkę, którą zresztą popijam. Na zdrowie moi drodzy, na zdrowie! I to między innymi reprezentuje ten symbol yin i yang. Tak jak wspomniałem, są też inne symbole. Te symbole u Indian, u Aborygenów jest dokładnie ta sama historia, w buddyzmie jest dokładnie ta sama historia. Przecież mandala jest dokładnie reprezentacją tego wielostopniowego świata, tego świata, który jest oparty na wielu planach.
Jest plan fizyczny, jest plan duchowy. No i było coś takiego u naszych przodków, że chyba wiedzieli, co się wydarzy, bo wykonali gigantyczną robotę, żeby pozostawiać nam ślady tego wszystkiego, pozostawić nam wszystkie te legendy, żeby one nie zostały zapomniane, gdzieś tam nie poznikały. I szczęśliwie tak się udało, że pomimo całej tej manipulacji ślady tych legend są do dzisiaj. Właśnie nawet te manipulacje, nawet te tak zwane religie, które nam mówią o boskości, o energii od Boga i wszystkich tych bzdurach, są oparte dokładnie na tych mitach i legendach. I to tak dosyć konkretnie. Tam oczywiście jest zbudowana cała nadbudówka związana z tym, że trzeba sobie wybudować kościół, trzeba komuś zapłacić za to, że jest pośrednikiem i tak dalej, wszystkie te bzdury dookoła, ale dalej bazuje na takim elementarnym zaczynie, że tak powiem. Ta informacja tam zawsze zostaje, bo właściwie nie da się inaczej zbudować żadnej informacji. Nawet ta manipulacja musi zawierać odrobinę prawdy, żeby była wiarygodna. Inaczej się po prostu nie da. No inna sprawa, że te manipulacje w naszych czasach doszły już do takiego, że tak powiem, wykręconego stanu, że tam już w tych najbardziej przodujących religiach nawet ślad po tym nie został, a wręcz odwrotnie.
Tam się ludzi straszy, że to była jakaś kara za grzechy, że jesteśmy zmuszeni teraz tutaj mieszkać na tym padole, że tu nigdy nie będzie raju, że to jest niemożliwe i co najwyżej możemy być niewolnikami kogoś, kto ma kontakt z Bogiem. Możemy być niewolnikami jakiegoś bóstwa tu na ziemi. To jest jakimś kompletnym szaleństwem, ponieważ moc ani nie jest panem, ani nie jest właścicielem. Moc po prostu jest. Ona stwarza życie i nie ma ani znaczenia dobra, ani znaczenia zła, ani nic z tych rzeczy. Po prostu jest obok nas nieustannie i wielu z nas przekracza tą granicę pomiędzy tym światem niematerialnym i materialnym codziennie wieczorem, kładąc się spać. To jest ta kraina naszych snów. Tak jak z tą kropką, o której mówiłem w tym białym polu znaczku yin i yang, który jest naszym przysłowiowym kranem, którym musimy nalać wody do swojej wanny, żeby się wykąpać. Tak samo w drugą stronę. Nasze materialne działania, czyli nasza woda w wannie, już brudna po naszej kąpieli, musi gdzieś spłynąć.
Albo czysta i pachnąca. Także musimy mieć jeszcze dziurę w tej wannie. Musimy wyciągnąć ten korek i wejście do tego wymiaru, tego obok, który tutaj sobie mieszka cały czas jest jak wyciągnięcie tego korka z wanny. Ta woda gdzieś się przelewa, ta woda nie zostaje w wannie. To wszystko jest ciągle w ruchu. Dlatego też yin i yang reprezentuje dynamikę i wszystkie te oryginalne opisy yin i yang jasno i wyraźnie mówią, że jest to reprezentacja dynamiki życia. To nie jest kwestia żadnej harmonii Żadnego balansu. To takie nadbudowane znaczenia, nadbudowane przez ludzi, którzy mieli problem z poczuciem bezpieczeństwa i nieustannie we wszystkim, cokolwiek widzieli dookoła siebie, musieli znajdować potwierdzenie swojej iluzji. I tak oto powstały wszystkie te szalone mity o balansach, o harmonii. Jasne, to jest istotna rzecz, bo zawsze jest harmonia pomiędzy światami.
Musi być, inaczej któryś z tych światów zaczyna cierpieć, a właściwie nie tyle zaczyna cierpieć, ile moc przestaje tam przebywać. A jak moc przestaje przebywać, to przestają się pojawiać rośliny na przykład. To przestajemy mieć kontakt z tą mocą, przede wszystkim my indywidualnie w naszych snach, przez co zaczynamy podążać tropem naszych wspomnień. Zaczynamy podążać tropem naszych iluzji, tropem naszych ambicji. Efekt jest taki, że budujemy nawet, czy chcemy, czy nie, bo ta moc, tak jak powiedziałem, tu cały czas jest i to nie jest kwestia robienia z nią interesu. I w tym momencie wszystko to, co wybudujemy, jest też zamieszkałe przez moc. Tylko że nagle się okazuje, że jedyne żywe istoty na tej planecie poza nami to jest nasze wielkie, gigantyczne ego, które zaczyna urastać do niezmierzalnych rozmiarów, można powiedzieć. Także taką drugą furtką po to, żeby nie wpaść w tę pułapkę tego świata, swojego własnego szaleństwa, jest po prostu podniesienie tego korka z wanny i spuszczenie tej wody w dół. I to jest ta kropka biała na czarnym polu. Ta energia zawraca w tą i z powrotem, w tą i z powrotem.
Te światy są ze sobą nierozerwalnie złączone. Nierozerwalnie. My trenujemy troszkę taki sport, że próbujemy zakręcić kurek w wannie, próbujemy zablokować odpływ wody w wannie i siedzimy w tej pustej wannie i udajemy, że jesteśmy niczym małpa w kąpieli pełna piany. Odgrywamy takie show troszeczkę, takie przedstawienia z tą cywilizacją. Wiemy, że tak się sprawy nie mają. Wiemy, że przodkowie mówili inaczej. Oczywiście to jest kwestia też tego, czy chcemy w to wierzyć, czy nie, bo to też jest kwestia indywidualna. Dla mnie jest to kwestia, która powstaje bez żadnych pytań. Ja po prostu tak widzę rzeczywistość, czy tego chcę, czy nie. Chociaż czasami oczywiście wygodniej byłoby odkleić się od tego wszechogarniającego, chodzącego za mną w postaci mocy poczucia skutku i przyczyny oraz przyczyny i skutku, i tego, że cokolwiek zrobię, zawsze do mnie wraca i że jestem w takim układzie otwartym, przez który ciągle cieknie woda z kranu i ciągle mi coś z tej wanny umyka.
I to jest normalny taki stan i to się nie kwalifikuje do szukania tej pozycji bezpieczeństwa, do szukania jakiejkolwiek pozycji. Jedyna opcja to jest taka nauczyć się pływać w tej wannie po prostu i to wszystko, i nic więcej. I po prostu mieć z tego fun i robić to na tyle fajnie, żeby woda, która będzie wracała tym kranem z powrotem, była też w miarę czysta i żebym nie wylądował, że tak powiem, we własnych śmieciach na koniec tej historii. Do tego to się wszystko sprowadza, żebyśmy wszyscy nie wylądowali na własnych śmieciach. Tymi śmieciami są właśnie te historie, które gdzieś tam nosimy sobie w głowie. I wracając do tej biblioteki, wygląda na to, że nasi przodkowie doskonale sobie zdawali z tego sprawę. I wszystkie te oryginalne mity, począwszy od Aborygenów, a kończąc na Indianach Hopi, tych oryginalnych przepowiedniach, które są tam od tysięcy lat, mówią cały czas dokładnie o tym samym, że zostawiono nam coś w rodzaju takiej biblioteki na wypadek właśnie, gdyby szlag nas trafił, gdyby ten prąd elektryczny z kosmosu nie dotarł tutaj tak, jak należy i coś nas pokarało na tyle, że zgłupieliśmy i zaczęliśmy traktować ego jako część własnej osobowości. To jest taki wytrych do tego wszystkiego. Jest biblioteka, z której możemy skorzystać. Okazało się, że to niewiele pomogło, bo na bibliotece łapę położyli ci, którzy byli bardziej zdesperowani tym swoim strachem i byli na tyle zdesperowani, żeby zacząć strzelać do innych ludzi.
Dlatego wszystkie te znamienite biblioteki, gdzie teoretycznie moglibyśmy znaleźć masę opowieści na ten temat i właściwie nie trzeba było wyważać drzwi do lasu jeszcze raz i odkrywać wszystkiego na nowo, bo to wszystko już było nie raz, nie dwa, nie trzy przed nami. Ale wszystkie te biblioteki są zamknięte i strzegą ich strażnicy z dużymi karabinami, które są załadowane amunicją, która ma takie ołowiane kulki na samym czubku. Także nie warto ryzykować tego, że chcielibyśmy przytulić jakąś wiedzę, bo nasza chęć do wiedzy może zostać szybko ostudzona i to tak dosyć konkretnie ostudzona, że wylądujemy dwie stopy pod ziemią z kawałkiem ołowiu gdzieś w czaszce. Tak się może zdarzyć, bo wezmą nas za złodzieja, co kolwiek. Tak wiedza skończyła w dzisiejszych czasach. Te wszystkie książki, te wszystkie informacje zostały ogrodzone i odizolowane od tak zwanego przeciętnego zjadacza chleba. Słuchajcie, myślę, że doskonały przykład mam tu w okolicy, chociażby Stonehenge. Proszę sobie podejść pod Stonehenge. Nie da się. Jest ogrodzone i nie można dojść nawet do kamieni.
Nie można ich dotknąć, nie można nic zrobić. Można tylko sobie stać i popatrzeć. Ale dopiero wtedy, jak się zapłaci za to bilet. I do tego się sprowadziła cała ta biblioteka, że właściwie jest używana tylko po to, żeby nas utrzymywać w tej iluzji tego materialnego świata, że właściwie wszystkie te budynki starożytni budowali po to, żebym ja mógł tutaj postawić kasę i teraz cię kasować za to, że ty chcesz sobie poglądnąć te stare kamienie. Tak to wygląda w praktyce i nie ma z tego żadnego pożytku ani nic. Część z tych urządzeń, część z tych informacji, która gdzieś tam na świecie jeszcze została zakopana w ziemi, jeszcze nie odgrzebana, myślę, że doskonale działa i spełnia swoją rolę i to bez dwóch zdań. Absolutnie takie mam podejrzenie. Nie wiem, co wy na to, ale tak jakoś mi się widzi. To jest taka nasza historia związana z tą biblioteką. Taka, że jak stracimy kontakt, to zawsze będziemy mieli skąd odtworzyć.
Zawsze chociażby ten jeden ostatni tribe dzikich Indian, którzy żyją gdzieś w Amazonii albo nie wiadomo gdzie na końcu świata. Oni mają ten fraktalny kawałek wiedzy. Nie kwantowy, ale fraktalny. Oni wiedzą, że drugi świat nie jest żadnym chaosem, który się nie wiadomo gdzie pojawia jak ta znikająca cząsteczka, która gdzieś nie wiadomo gdzie się pojawi. Fizycy się zastanawiają, gdzie ona się pojawi, gdzie, gdzie, bo potrzebują konkretne współrzędne, muszą nadać jej sens, kierunek i istotę działania. Indianie wiedzą, że ta cząsteczka się pojawia dokładnie w tym miejscu, w którym jest zamanifestowana w świecie duchowym. I to jest jak odbicie lustrzane. Przypomina to bajkę o Alicji w Krainie Czarów. Dokładnie ta sama historia, że wszystkie te rzeczy, które są w tamtym świecie, odbijają się w naszym i tworzą materię. Jeżeli jeszcze jest na to przestrzeń, jeżeli puścimy tam my swoje, że tak powiem, zasoby, w których będzie mogła zamieszkać moc, to się na 100% zmaterializuje.
Dlatego są wojny na świecie, bo myślimy o wojnach, myślimy o konfliktach i stąd się to wszystko bierze. Oczywiście nikt nie chce tego potraktować w większości serio, bo rozrywka jest dla nas, jak się okazało, bardzo uzależniająca. Jesteśmy bardzo uzależnieni od robienia sobie zabawy z opowiadania sobie złych newsów. Myślę, że doskonale sobie zdajemy z tego sprawę, otwierając gazetę każdego dnia. Także nie będę was tu męczył o tym, co można znaleźć w tej gazecie. Ja staram się nie otwierać żadnych gazet. Większość newsów mi tu podpowiada często albo książę Edward, albo Pichont, albo ktoś tam inny. Tak jak to, że samolot spadł albo coś takiego. Ja po prostu jestem tak dosyć ortodoksyjnie trochę. Trzymam się świadomie z dala newsów.
Czasami coś przeglądnę, ale prawda jest taka, że naprawdę niewiele. Anyway. Co z tą biblioteką, moi drodzy? Bo to jest intrygująca sprawa. To ja może zrobię tak: może przerwa na muzyczkę, moi drodzy i po muzyce opowiem wam, co z tą biblioteką i z tym drugim światem. To jest tak intrygująca sprawa i jest tak mocno opisana w tych starożytnych pismach i tak często się pojawia w opowieściach szamanów. Tak często się pojawia w tych najstarszych legendach, które gdzieś tam zostały przy tych ludziach, którzy do tej pory żywią się fokami i nie chcą używać skuterów napędzanych benzyną elektryczną. Bardzo ciekawe rzeczy tam zostały. To co? Posłuchajmy jakiejś muzyczki, a ja wracam po muzyce, a wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali.
Ja mam na imię Tomek, a audycja jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium, także pozdrawiam wszem i wobec i słuchaczy Radia Nafali i Radia Paranormalium. I ciebie słuchaczu, który słuchasz tego offline i ciebie słuchaczko kochana też. To co? Muzyczka. A wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni”, moi drodzy, jak najbardziej. A ja zmierzam powoli do końca tej całej dzisiejszej opowieści. Może właściwie nie tyle opowieści, ile wywodów. Co z tym drugim wymiarem? To jest ciekawa rzecz. Oprócz tego opisu, że zostawiono nam bibliotekę, to jest bardzo jasny i wyraźny opis tego, że tą bibliotekę zostawiono nam z jednego głównego powodu.
Na wypadek, gdybyśmy stracili kontakt z naszą bazą. Tak to w cudzysłowie nazywali drzewieje pradawni nasi przodkowie, czyli tą prawdziwą biblioteką, która jest w tym drugim wymiarze. Okazuje się, że ten cały drugi wymiar, który jest równolegle w stosunku do naszego wymiaru materialnego, tego, z którego się bierze i kura, i jajko, to wszystko, co się manifestuje w wodzie, manifestuje się jako rośliny i tak dalej. To jest właśnie tą rzeczywistą biblioteką. Ten pomysł trafił swego czasu na bardzo podatny grunt i wiele osób zaczęło na tym robić karierę, opowiadając o tym, że jest to jakieś ich rewelacyjne, nowoczesne odkrycie. I jeszcze kazali sobie za to słono płacić, twierdząc, że mają jakiś niesamowity wgląd w przyszłość planety, przeszłość planety i że to oni są tymi, przez których manifestuje się moc i cała wiedza. To jest taka ściema troszeczkę, bo mówiąc szczerze, jest to taka dosyć oczywista informacja. Wielu ludzi, praktycznie chyba każdy z regularnych użytkowników substancji psychoaktywnych doskonale zdaje sobie, szczególnie jeżeli chodzi o aspekty terapeutyczne i nie tylko, zdaje sobie doskonale sprawę i jest to dla niego coś bardzo oczywistego, że ten drugi wymiar jest po prostu sam w sobie biblioteką. To jest ten słynny kamień filozoficzny filozofii. To jest ta transmutacja, to jest ten moment przejścia.
Tam jest ta energia, ta moc, która tak naprawdę jest cały czas tu obecna, ta moc, która utrzymuje to życie na chodzie. I ten drugi wymiar jest po prostu w całości biblioteką, moi drodzy. I to zmienia bardzo wiele spraw, bo to zmienia i sposób patrzenia na rzeczywistość, i to, kim jesteśmy i to, czym są przedmioty dookoła nas. Chociażby taka prosta historia związana z tym, że mamy taki syndrom fetyszyzacji wszystkiego w tej naszej cywilizacji, że sobie wymyślamy na przykład święte obrazy, które będą odstraszały złe moce, że wymyślamy sobie talizmany i tak dalej. Oryginalne znaczenie tych rzeczy jest zupełnie inne. I jeszcze zostało do tej pory tak, że można sobie pojechać gdzieś w busz, w dżunglę i sobie popytać ludzi, co tak naprawdę to oznacza, zamiast sobie wymyślać do tego wszystkie te ukryjone znaczenia. No więc amulety przypominają o mocy intencji, bo właściwie jedyne co działa w tym drugim świecie, to jest tak zwana czysta intencja. To są wszystkie te legendy o przejściu do innego świata. Jest taka piękna egipska, stara legenda, jeszcze pochodząca z Pierwszego Królestwa, o którym praktycznie nic nie wiemy, poza tym, że zostały niesamowite budowle. To właśnie wtedy tworzono te gigantyczne biblioteki, które później spłonęły między innymi w Aleksandrii.
Tam jest takie zdanie: „I porzuć swoją nadzieję, kiedy tu wejdziesz”. Jest to zdanie nie dołujące, chociaż w dzisiejszych warunkach to brzmi tak dołująco. Porzuć swoją nadzieję, ale czymże jest życie bez nadziei? A to jest życie po prostu bez żadnych oczekiwań, bo to oznacza w oryginale: porzuć wszystkie swoje iluzje. Jedyne co ci zostaje, to twoja szczera, prawdziwa intencja. Kiedy wchodzisz do krainy Horusa, Ozyrysa i wszystkich pozostałych bóstw, jedyne co możesz ze sobą zabrać, to swoją intencję. Jeżeli jest ona czysta, świeża, prawdziwa, pełna bezinteresownej miłości, byśmy to nazwali człowieczeństwa czy właściwie bycia żywą, zdrową emocjonalnie z empatią i miłością dla ludzi i wszystkich istot żywych istotą, no to to jest właśnie ta pozytywna intencja. Trzeba mieć niezakłóconą intencję. Moment, kiedy nasza intencja jest zakłócona, to zawsze jest ten opis, że w tym momencie na delikwenta, który podróżuje po tamtych wymiarach po drugiej stronie Hadesu, rzucają się na niego demony i wpieprzają go żywcem. Jest tam opis, jak krokodyl zjada żywcem człowieka, który waży troszeczkę inaczej niż to złoto na drugiej szalce wagi.
No stąd się wzięło te wszystkie 10 przykazań. Przecież właśnie z owych egipskich legend. Tylko że tam jest troszkę lepiej opisane i nie jest zmanipulowane aż tak mocno. Tam jest dosyć jasny i wyraźny opis, że: porzuć swoją nadzieję, człowieku, kiedy wstępujesz w te wrota, jedyne co ci zostaje to intencje. I albo masz szczerą intencję i nie musisz się o nic martwić Albo chcesz próbować sprzedawać te swoje iluzje, robić interes z nami, z mocami, które są potężne, są o wiele potężniejsze niż jakakolwiek materia, która tu występuje. I zostaniecie zmieleni na miał, na pył, który zostanie rozrzucony w cztery strony świata. I dokładnie o tej samej historii mówią Indianie, którzy używają peyoti. Dokładnie o tej samej historii mówią Indianie, którzy używają innych substancji i też inne triby. To jest dokładnie ta historia, że ta biblioteka jest żywym organizmem i jakakolwiek próba robienia interesów z tą biblioteką jest skazana na zagładę. I to nie jest zagłada biblioteki, tylko naszą zagładę, tak zwanych potencjalnych biznesmenów, którzy przychodzą z teczką, aktówką, pieniędzmi i chcą coś od tej biblioteki zrobić, jakiś tu interesik, tu wyciągnę, tam coś tam.
Nie, tak się nie da. To jest cała biblioteka dostępna dla każdego. Wszystkie informacje całego świata. Jeżeli ktoś tam szuka, ma szczere intencje, wie, jak się tam poruszać, to na pewno znajdzie. Jest na to masa przykładów, chociażby wszyscy słynni naukowcy i odkrywcy związani chociażby z urządzeniami takimi jak te, które produkują prąd. A mówię tu o Nicoli Tesli. Przecież całe podstawy nauki generalnie bazują na tym. O tym się teraz nie mówi, bo troszkę nie brzmi to tak idealnie doskonale. Tam nie ma dyplomów, nie ma autorytetów, nie ma pomników. Są ludzie, którzy mieli wizję i to jakoś tak słabo skleja z takim pomysłem, który jest nam teraz sprzedawany jako opis całego świata.
Ale wracając do tej biblioteki, jeżeli spojrzymy na roślinę, no to mamy nasionko, tudzież spojrzymy na samych, to mamy kawałek kodu DNA. Ta informacja, która jest tam zawarta, to jest jakby tylko część tego wszystkiego. To jest tylko informacja dotycząca jakichś takich podstawowych, elementarnych spraw, która musi zostać aktywowana przez moc, bo reszta informacji, która to uzupełnia, jest moc. I to jest taki nieustanny problem tych właśnie szalonych fizyków, szalonych naukowców, którzy ciągle szukają tej cząsteczki, która da im odpowiedź na to pytanie: skąd się bierze świat? A świat się znikąd nie bierze. Świat po prostu tu jest. Ta moc cały czas jest z nami. Tylko czy chcemy ją zobaczyć, czy też nie chcemy jej zobaczyć? Czy też chcemy nosić amulety, wierząc, że przyniosą nam szczęście, czy też używamy amuletów oryginalnie tylko po to, żeby pamiętać o naszej szczerej, niepodważonej żadną chciwością, żadnym cwaniactwem, żadnym dealem i interesem intencji. Bo oryginalnie amulety służą tylko i wyłącznie po to, żeby ta moc, która nam się zamanifestowała, zderzenie, z którą przeżyliśmy, bo mieliśmy czyste intencje i wróciliśmy cało i zdrowi i od tej pory moc jest już naszym opiekunem, to te amulety mają nam przypominać o naszym przymierzu z mocą.
Kiedy przypadkiem okazałoby się, że materia się zbyt mocno manifestuje, to mamy kawałek tej materii, która też się zamanifestowała, ale zamanifestowała się bezpośrednio z udziałem mocy. Także kamień przeciwko kamieniowi, nożyce przeciwko nożycom, a kartka przeciwko kartce. I na tym polega siła amuletu. Przynajmniej tak mówią wszyscy starożytni. Tak mówią ludzie, którzy się na tym znają. Ja powiem wam szczerze, mam dokładnie takie same refleksje i wszystko sprowadza mnie dokładnie na tą samą drogę. Jedyne co mogę zrobić, to nauczyć się poprawnie wykonywać swój podpis swoją drugą ręką i podpisać się pod tym obiema rękami naraz. Mogę jeszcze potrenować nogami i podpisać się nogami pod tym wszystkim. Także wygląda na to, że ta druga część rzeczywistości, którą my czasami ignorujemy, czasami nie, nazywamy to czasami tak koślawo energią. Próbujemy to znaleźć jako nie wiadomo co.
Ta moc i ta cała kraina mocy, która jest obok nas, to skąd przychodzą duchy, tam, gdzie w ogóle mieszkają duchy. Kraina, przez którą przechodzimy, żeby polecieć dalej. Ta kraina, która jest elementem, esencją tego wszystkiego, to stamtąd pochodzi i kura, i jajko. Z tamtej biblioteki się wszystko bierze. Stamtąd jest kamień filozoficzny. Jeżeli tego nie złapiemy, no to nie mamy żadnej informacji tak naprawdę. Ciągle bujamy się od jednego wspomnienia do drugiego i tych wspomnień przybywa. To ego rośnie, to ego rośnie i być może niedługo będzie tak, bo już się pojawił jakiś bardzo dziwny sygnał elektryczny, właściwie impuls elektryczny w częstotliwościach rezonansowych Schumanna. Jest już obecny od kilku dni przed zaćmieniem Słońca i wygląda na to, że jakaś energia zaczyna rezonować na tej planecie. Jakaś energia.
Może być tak, że tak jak mówili nasi przodkowie, że to jest właśnie ten moment, kiedy te dwa światy z powrotem się przenikną. Bo o czym mówią te wszystkie stare legendy? Dlaczego tak wracam do tych dwóch światów i tych starych legend? Tam jest bardzo wyraźny opis tego, że nadejdzie dzień, kiedy niezależnie od tego, czy chcemy, czy nie, te dwa światy się z powrotem przenikną. Że to jest taki cykl, że przechodzimy przez siebie nawzajem. Następuje takie rozdzielenie, ponowne połączenie i wszystko wygląda na to, że dokładnie wszystkie te budynki, opowieści, nasi przodkowie, owidźcy ludzie, jak ich nazywamy, mówią cały czas i opowiadają cały czas tą samą historię, w którą my mamy problem, żeby uwierzyć, bo jesteśmy strasznie zajęci sprawdzaniem w gazecie, która ze znanych popularnych aktorek przypadkowo zapomniała majtek i fotograf zrobił jej zdjęcie albo jaki polityk się komu odgraża i dlaczego będzie wojna oraz jaka jest strategia finansowa ministra finansów. I tak mieszkamy w takim połamanym świecie. Mieszkamy w takim kanciastym świecie, oddzielonym kompletnie od tego drugiego wymiaru. Zakochani w swoich własnych wspomnieniach, próbujący budować na nich kolejne kapliczki, kolejne monumentalne dzieła, które będą nam przypominały o tym, że jednak wszystko jest bezpiecznie, że mamy poczucie bezpieczeństwa. A moc stoi obok i nabiera mocy.
Bo kiedy nie może sobie ścieknąć tak normalnie do nas, to jest taka sama sytuacja jak z tym wodospadem. Jak zablokowaliśmy wszystkie te wodospady, dorzuciliśmy jeszcze kamyków, to woda się bardzo mocno spiętrzyła. I czy chcemy, czy nie, ta woda tak czy siak znajdzie swoje własne ujście. Nie wiem, co nas czeka. Jeżeli spojrzeć na to z perspektywy naszych przodków, to czeka nas bardzo ciekawa historia. No i wygląda na to, że te światy zaczynają się powoli przenikać i to tak dosyć mocno, moi drodzy, na niebie i ziemi. Także zobaczymy co z tą mocą. Zobaczymy, jak ona zadziała na tą cywilizację. No na mnie działa dosyć mocno Mam duży respekt do tej mocy i czuję się tą mocą. Mam nadzieję, że czujecie się tą mocą razem ze mną.
I na tym zakończę swoje dzisiejsze dywagacje, swoje dzisiejsze refleksje po ostatnich podróżach, gdzie wywiało mnie do krainy mocy i skonfrontowałem się z nią w oko w oko i było niesamowicie. I to jest ta moc, która stwarza życie i robi to wszystko dookoła nas. Fenomen. Dzięki kochani za słuchanie. Pozdrawiam was serdecznie. Przypominam, żebyście jeszcze wpadli do archiwum Radia Na Fali, że „Hiperprzestrzeń” jest jedyną audycją, którą tu prowadzę. Oczywiście jest jeszcze „Synteza”, ale oprócz mnie jest tu także książę Edward z etykietą zastępczą, Pichontarium, czyli Pichon ze swoimi szalonymi filmowymi projektami, Grzegorz z „Czasem Snu”, który jest fundatorem prezentu dla mecenasów, moi drodzy. W tym miesiącu kolejny prezent. A ja w ogóle pozdrawiam wszystkich mecenasów. Peace and love kochani.
Także zapraszam bardzo serdecznie. Jest jeszcze retransmitowana „Teoria Chaosu” w Radiu Na Fali. Także zapraszam, wpadajcie do archiwum. Wszystkie te rzeczy, o których mówię tam sobie spokojnie znajdziecie. Jak będziecie się nudzili i zastanawiali, co zrobić z tą mocą, to może fajnie będzie wpaść do archiwum Radia Na Fali i sobie posłuchać czegoś tak po drodze. Łapania kontaktu z naszą prawdziwą mocą, z esencją, z miejscem, skąd wszyscy przychodzimy i do którego wszyscy odchodzimy po wycieczce w tym materialnym świecie. To tyle na dzisiaj moi drodzy. Także dziękuję jeszcze raz wielkie za słuchanie. Pozdrawiam was wszystkich bardzo serdecznie, szczególnie tych słuchających offline. Także pozdrawiam was kochani, gdziekolwiek byście nie byli.
Trzymajta się, a ja zapraszam na kolejną „Hiperprzestrzeń” w Radiu Na Fali. A oprócz tego zapraszam na „Wieczorową Porę”, która dokładnie za parę chwil też w Radiu Na Fali. A tymczasem bywajcie w zdrowiu i do usłyszenia następnym razem. Peace and love.