Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:05] - Witam wszystkich serdecznie w tą piękną sobotę, bo jak zwykle każda sobota jest piękna, w Radiu Na Fali. Ja mam na imię Tomek. To wszystko nazywa się Hiperprzestrzeń. Dzisiaj jak zwykle coś wam poopowiadam, moi drodzy. Mam nadzieję, że jest miło dookoła was. Słuchajcie, tu się zrobiła wiosna. Jest naprawdę miło, aż zaskakująco wiosennie, powiem wam szczerze. Mam nadzieję, że u was też troszeczkę skończyła się ta zima, skończyły się te słoty i deszcze, i wiatry, i paskudna pogoda. Dobra, mam tu ze sobą notatki, mam płyny, żebym przypadkiem nie nabawił się jakiejś dehydracji, odwodnienia organizmu dzisiaj. Co jeszcze mamy?
Mam temat na dzisiaj, proszę państwa. Dzisiaj o naturze informacji. Taki temacik. I tak będę sobie dociekał o tej naturze informacji. Będę się rozgadywał. To może zacznę od początku jak normalny człowiek, bo ja tak się dzisiaj rozpędzam, tak jakbym się żegnał chyba troszeczkę. Zaraz tu sobie zrobię troszeczkę miejsca. Przede wszystkim peace and love, mecenasi. Dzięki wielkie za wspieranie radia w poprzednim miesiącu, proszę państwa. Dzięki wielkie.
Dostałem już wszelkie namiary z polskiego konta, także jesteście wszyscy wpisani na listę mecenasów. Peace and love, mecenasi. Ja osobiście dziękuję wielce Kraśce, Aldonie, Katarzynie, Aleksandrze, Łukaszowi, Gibonowi, Jamon, Dariusz, Krzysztof, Mateusz, kolejnemu Grzegorzowi, Tomaszowi, Mariuszowi, Patrykowi i Maciejowi. I tym, którzy wspierają radio nawet w tym miesiącu: Rafał, Maciej, Patryk. Chłopaki, wielkie dzięki, wszystkiego najlepszego, peace and love. Książeczka niedługo zostanie zapakowana. Ja za parę chwil doślę adres do Grzegorza, który jest fundatorem nagrody książki o „Śnieniu” Jarka Bzomy, drugiego tomu. Generalnie najbardziej hojny mecenas dostaje w prezencie książeczkę od Radia Na Fali w tym miesiącu. Także lada chwila, drogi mecenasie, droga mecenasko, kto wie, kto wie, na kogo padnie, dostaniecie książkę. Znaczy książka jest jedna i jedna osoba dostanie.
Także peace and love, wielkie dzięki za wspieranie. Mam nadzieję, że prezencik będzie bardzo miły i że się spodoba, że się będzie fajnie czytało. Także dziękuję jeszcze raz. Oczywiście pozdrawiam wszystkich tych, którzy na czacie Radia Na Fali. Już tam wchodzę na ten czat. Zaraz, moment, nie śpieszy się, nie pali. Jest sobota, troszkę spokoju. Może kawkę sobie łyknę. Od razu lepiej. Jestem już na czacie Radia Na Fali.
Pozdrawiam wszystkich czatowników i tam obecnych. Jeżeli chcecie tam wpaść, to oczywiście radionafali.com. Tam z boku jest taka dziarska zakładeczka, gdzie są linki i do czata, i do wszystkich tych historii, także myślę, że sobie bez problemu znajdziecie. Przy okazji, proszę państwa, zapraszam do archiwum Radia Na Fali, jak ja tu się będę tak rozgadywał. Przy okazji pozdrawiam wszystkich tych, którzy teraz są gdzieś na Gozo. Gozowicze, czujcie się pozdrowieni, gdziekolwiek byście w tym momencie nie byli. Znaczy oni są na Gozo dokładnie, ale nie wiem, gdzie oni są na Gozo. Gdzieś na Gozo. Gozowicze. I pozdrowienia przede wszystkim dla uczestników spotkania.
Takie spotkanie, bardzo dziwna nazwa, Mediów Niezależnych, ale mniejsza o nazwę, proszę państwa. Byłem na takim spotkaniu online oczywiście, nie byłem fizycznie. Przy okazji chciałem pozdrowić wszystkich uczestników spotkania owych niezależnych mediów, wszystkich z Fundacji Nawigatorów Jutra i Jesteśmy Zmianą. Także pozdrawiam was, kochani. Dzięki wielkie za zaproszenie na spotkanie. Macham tutaj do was ręką. Było bardzo miłe spotkanie. Fajnie było się spotkać i po prostu pogadać i zobaczyć, czy nie jest przypadkiem tak, że są jakieś takie pomysły, które nam wszystkim chodzą po głowie i czasami moglibyśmy wspólnie jakiś tam pomysł podjąć i spróbować go ogarnąć w takiej szerszej skali. Każdy po swojemu oczywiście. Takie spotkanie.
Zadzierzgnięcie towarzyskie bym powiedział. Bardzo miłe, z bardzo pozytywnym skutkiem, ale o tym kiedy indziej, moi drodzy. Dziękuję wszystkim uczestnikom spotkania. Pozdrawiam was, kochani. Dzięki wielkie jeszcze raz za zaproszenie. Tak sobie mówię, że media niezależne i tak się podśmiechuję troszeczkę. Media niezależne. Media. Taka jest nazwa troszeczkę szumna, bym powiedział. W sumie szumna jak szumna.
Mam tą legitymację dziennikarską Radia Na Fali, żeby było zabawniej, także mogę błysnąć troszeczkę. I niby teoretycznie według prawa mogę zdobywać informacje. Mają mnie gdzieś wpuszczać, bo muszę zamachać tą legitymacją dziennikarską i drzwi się przede mną otwierają. Tak nie do końca, chociaż przyznam wam się szczerze, że kilka razy drzwi się otworzyły przed tą legitymacją. Bardzo dowcipne sytuacje. Mniejsza o to. Chodzi po prostu o zbieranie informacji. Także dzisiaj chcę sobie podociekać, moi drodzy, o naturze tej informacji, bo jest o informacjach wędrujących w tą, o informacjach wędrujących w tamtą. Ludzie się spotykają, informują, co robią i tak dalej. Puszczają jakąś informację dalej.
Generalnie chcę dzisiaj zrobić taki informacyjny wieczorek w hiperprzestrzeni oczywiście. Także zapraszam, żebyście dzisiaj sobie spokojnie rozsiedli w fotelach, gdziekolwiek jesteście, wzięli cokolwiek macie do picia, jakąś kawkę, herbatkę i zostali z Radiem Na Fali. Ja bardzo serdecznie przy okazji pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, którzy też słuchają w hiperprzestrzeni. I oczywiście słuchaczy Radia Na Fali. I słuchaczy offline. Moi drodzy, czujcie się pozdrowieni. Tak pozdrawiam, zanim zacznę tą historię, żeby nie było, że zapomniałem o tych wszystkich pozdrowieniach. To co? Zanim zacznę opowiadać te wszystkie historie, to może jakąś muzyczkę, bo ja tu się w ogóle muszę rozgadać. Chlupnąć sobie jakiś łyk tej kawki.
Właśnie Skype do radia. Jeżeli chcecie zadzwonić: radionafali.com taki jest adresik na Skype. Ja na imię Tomek, także możecie śmiało się wbijać, jeżeli macie jakieś refleksje na temat informacji. Ja na dzisiaj tak jeszcze szybko przed muzyczką rzucę, właściwie nie przed muzyczką, tylko zagadując oczywiście moje wstrząśnięcie i zmieszanie. Akurat, że nie mam jej oczywiście pod ręką i teraz właśnie w panice tutaj szaleję pomiędzy folderami i próbuję to znaleźć. Ale oczywiście robię dobrą minę do złej gry, także udaję, jakby to wszystko było częścią planu. Także moi drodzy, dzisiaj przyjrzę się w ogóle na kilka aspektów tego wszystkiego. Taki mam pomysł i będzie to kilka takich bardzo konkretnych aspektów dotyczących naszego funkcjonowania, łącznie chociażby z prawem patentowym, łącznie z pewnym aspektem religijnym, można powiedzieć, zjawiskami paranormalnymi i tak dalej. Właśnie o tej naturze informacji. Czym jest ta informacja właściwie?
Może nie wyczerpiemy odpowiedzi na wszystkie te pytania, ale może będzie to jakiś dobry trop, żeby uderzać dalej w kolejne kierunki z tymi dociekaniami o tej naturze informacji. Dobra, to tyle z zapowiedzi. Czas najwyższy włączyć jakąś muzyczkę, a ja wrócę sobie po muzyczce i zacznę opowiadać całą historię. To tyle na początek. No właśnie, ja tu nie będę wam ściemniał. Ja sobie dzisiaj bardzo relaksacyjnie chilluję w tą sobotę. Siedzę sobie z jointem, proszę państwa. Pokończyłem część roboty, relaksuję się po robocie przy sobocie i w ogóle zamyślam nad tą naturą informacji, która właściwie klei tą całą rzeczywistość dookoła nas. Tak z wielu powodów. Oczywiście ja myślę, że taki powód główny to to, że ta informacja jest czymś takim intensywnym dookoła, czymś determinującym, bym powiedział.
No ale właśnie czym jest ta informacja? Się dowiemy. Nie wiem, czy się dowiemy. Ja spróbuję naświetlić tu kilka refleksji, które gdzieś tam mi łażą po głowie. Mam nadzieję, że się odezwiecie, zadzwonicie i powiecie, jakie wam refleksje łażą po głowie, bo to nie może być tak, że moja jest jedyną refleksją, która się pojawiła w tym kosmosie. Tymczasem odrobina kawki. Doskonała kawa. Był taki serial, nazywał się „Twin Peaks” i jeżeli ktoś zna doskonale, to jestem wielkim fanem agenta Coopera. „God dang good coffee”, by powiedział. Przepraszam, musicie mi wybaczyć moją słabość do kawy, moi drodzy.
Każdy ma jakieś słabości. Jedną z moich jest słabość do kawy i rozważań czasami przy tej kawce. W ogóle tutaj bardzo serdecznie pozdrawiam Andrzeja i słuchacza z Edmonton. Peace and love kochani. Wielkie dzięki za odezwanie się na Skypie. Ja przepraszam, że tak zdawkowo traktuję wszystkich was na Skypie, kiedy tutaj sobie mówię do mikrofonu, ale po prostu wiecie jak to jest albo domyślacie się jak to jest. Ja staram się grać, jak zwykle skoncentrować troszkę na tych swoich szalonych refleksjach. No dobra, to może zaczynam całą tą historię, bo historia jest w ogóle dosyć zabawna. Takie moje pierwsze skojarzenia z tym, to na przykład takie sprawy jak prawa autorskie, komercjalizacja informacji, hierarchizacja naszych potrzeb. Na przykład taki model edukacyjny, który panuje dookoła.
Bo tak brzmi troszkę kosmicznie, że hierarchizacja naszych potrzeb. Model edukacyjny, który stoi w opozycji czasami do takich faktów eksperymentalnych, które się tam dzieją w nauce. To, o czym czasami mówię w innych podcastach, na przykład takich jak Synteza i tak dalej. Jest trochę tak, że ten model nie do końca zgadza się z rzeczywistością w bardzo wielu miejscach i w bardzo wielu eksperymentach. Jest oparty na takiej właśnie komercjalizacji tej całej informacji. Czyli trzeba zapłacić komuś za informację, za to, że przekaże nam jakąś wiedzę, bo wiedza jest właściwie informacją. I jest do tego jakaś tam hierarchia społeczna, czyli ten, kto ma teoretycznie więcej wiedzy, ale takiej uznanej, że zapłacił za nią, że jest to coś w rodzaju produktu, automatycznie awansuje na wyższe stanowiska. Tu się pojawia potrzeba awansu w społeczeństwie, bo nikt nie chce być na dole, większość chce być na samej górze, więc powstaje automatycznie hierarchizacja. Taka ciekawa rzecz. I to wszystko jest nie tylko związane z informacją, bo na pewno doskonale wiemy, że na takie sytuacje wpływ ma masę czynników.
Jednym z tych czynników jest właśnie informacja. Ona ma wpływ na to troszkę, jak wygląda nasz świat dookoła. Cała ta struktura, cała ta hierarchia, sposób, w jaki dealujemy ze sobą. Jak to się po angielsku mówi: dealujemy. Pierwszym takim ciekawym przypadkiem, który mi przyszedł dzisiaj do głowy w ogóle na ten temat, to jest przypadek z prawami Newtona. To jest jajko nieprzeciętne, moi drodzy. Z Newtonem jest kilka takich zabawnych historii. Ja nie chcę wam opowiadać całego życiorysu Newtona. Jest taki bardzo fajny dokument zrobiony przez BBC nie tak dawno temu na temat życiorysu Newtona. Nie ma tam oczywiście wszystkiego.
Jest pod pewnym kątem zrobiony, że tak powiem, dokument. Pod kątem jego alchemicznych zapędów, bo on się czuł przez całe życie alchemikiem. Wtedy były takie czasy, że każdy wykładowca musiał mieć jakieś tam specjalne święcenia dla wykładowców, żeby w ogóle mógł uczyć kogokolwiek oficjalnie, żeby miał jakąś tam pieczątkę, że to jest legit i że to naprawdę działa. Ten dżentelmen był jednym z tych niewielu ludzi, którym się to udało. Jednocześnie był alchemikiem, a były to czasy, gdzie stosy szalały i tak dosyć konkretnie. Może nie zawsze stosy, czasami ukamienowanie, czasami po prostu zatłuczeni kijami, czasami po prostu spaleni razem z całym dobytkiem i razem całą chatą. Także różnie to bywało w tamtych czasach w Anglii. Wszyscy wiedzieli, że nie jest to zbytnio rozsądne afiszować się ze swoimi alchemicznymi i gnostyckimi poglądami. Newton był bardzo rozsądnym człowiekiem. Nie afiszował się ze swoimi poglądami.
Wręcz ukrywał to, że jest alchemikiem. Koniec końców robił te swoje eksperymenty i tak dalej. Tutaj troszeczkę przytnę temat. Nie chcę wam opowiadać całej biografii Newtona. Jest naprawdę bardzo intrygująca. Jest tam wiele różnych ciekawych rzeczy. Polecam poszukać tego filmu dokumentalnego. On chyba nawet ma wersję polskojęzyczną, z tego, co się orientuję. Taki film zrobiony przez BBC, gdzie jest o tych jego alchemicznych zapędach. Ale mniejsza o to.
Był takim dziwnym człowiekiem, który miał swoje jazdy, swoje troszeczkę pokręcone życie. Anyway, kto z nas nie ma pokręconego życia, moi drodzy? Ale do sedna. Opanował coś takiego jak dworskie maniery, można powiedzieć, taki kanon zasad i był na tyle poprawny w tym wszystkim, w tym całym dworskim zachowaniu i w tej całej dworskiej polityce, że dochrapał się takiego wysokiego stanowiska. Miał taką robotę, że sobie siedział, bo nie lubił za bardzo bywać na spotkaniach. Bał się, że ktoś go odkryje, prawdopodobnie. Wysyłał co tydzień przez specjalnego pośrednika swoje prace do gremium powołanego przez królową czy króla w Anglii. Nie pamiętam już, jak to było, ale było takie gremium akademików, które potwierdzało różne tezy albo negowało, ponieważ wtedy już każde królestwo chciało przodować w nauce. Taki wyścig szczurów. Trzeba było, żeby ten wyścig szczurów się odbywał, mieć jakieś paliwko do tego.
Więc każdy, kto pisał dużo prac i które były jakoś tam zjadliwe, przechodził. Ale Newton przechodził w bardzo dziwny sposób. Właściwie nie tyle on, ile jego prace. To jest taka bardzo dziwna historia na ten temat, bo wiemy, że jako heretyk żył w nieustannym stresie, że ktoś odkryje, że jest heretykiem i go spalą, odbiorą mu majątek, zniszczą mu całą karierę, jego życie legnie w gruzach. Także ten stresik troszeczkę był, ale z drugiej strony te prace, które go utrzymywały przy życiu i na tym jego wysokim stanowisku i przysporzyły mu tyle sław i takie miejsce w historii przede wszystkim, były pisanymi pracami na „odwal się”, na „odczep się”, ponieważ on prowadził swoje własne notatki, takie osobiste, a druga część notatek, którą wysyłał oficjalnie i dzielił się korespondencyjnie z owym gremium akademików, to była taka ściema. Na to wygląda. On sam sobie wymyślał różne teorie i im wysyłał. Chodziło o to, że on musiał przynajmniej raz w tygodniu wysłać pół kilo papieru do biura, że robi, że wcale się nie obija, że jest jakiś sens płacenia mu za to wszystko, że jego rola i jego miejsce naprawdę ma sens i że jest potrzebny królestwu. Tak on zarabiał kasę. Wysyłał różne szalone papiery do tego gremium naukowego, czasami z przerwą mniejszą, większą.
A te gremium było całkiem zabawne, bo zostały rachunki po tym, jak oni przygotowywali te spotkania. Oni się po prostu spotykali tu w Londynie. Siadali, zamawiali około 20 butelek sherry na dzień dobry, takiej mocnej sherry albo ginu, dosyć sporo zamawiali tych butelek. Rachunki zostały do dzisiaj. Po czym siadali. Służący przynosił te listy i oni otwierali te listy. Jeden z nich, za każdym razem inny, bo oni się wymieniali tą rolą, czytał na głos list od sir Isaaca Newtona. Po czym kompletnie narąbani, sześciu kolesi walnęło 20 butelek sherry, to wiadomo, co się dzieje. Więc ci kolesie kompletnie nawaleni, praktycznie chyba słaniając się na tych krzesełkach, przybijali pieczątkę do tego, że jest to valid knowledge i że to jest właśnie tak, jak świat jest zbudowany i od tej pory jest to prawo naukowe. Tak było z tym koleżką.
Poważnie, nie żartuję. Taka oto historia związana z przepływem informacji, bo ja dzisiaj troszeczkę o przepływie i naturze informacji. Brak właściwie tego przepływu spowodował, że znamy Newtona od strony oficjalnej, mainstreamowej, takiej, jakiej znamy. To jest taka zabawna historia. Jak pięciu nawalonych kolesi stworzyło bohatera, można powiedzieć, za pieniądze królowej oczywiście. Taki przepływ informacji versus bełkot, można powiedzieć, bo on doskonale o tym wiedział i tam wysyłał taki troszkę bełkocik. Nie forsował tych swoich alchemicznych pomysłów, tych swoich heretyckich pomysłów, bo miał obsesję, że ktoś to odkryje. On w ogóle szyfrował część tych swoich zapisów właśnie po to, żeby nikt nie skumał, że on jest heretykiem. Jak mógł wysyłać coś takiego oryginalnego, prawdziwego, w co wierzy, do takiej rady królewskiej, gdzie każdy z tych kolesi miał święcenia kapłańskie, każdy był oficjalnym akademikiem i jedno takie zdanie o tym, że cały ten Kościół jest upadły i zupełnie inne światła rządzą światem i sferami niebieskimi, spowodowałyby, że utraciłby swoje stanowisko i prawdopodobnie spłonąłby na stosie. Także koniec końców koleś wysyłał takie bicie piany do tej komisji.
I tak oto bicie piany, które było taką zasłoną dymną do informacji, stało na przeszkodzie, żeby oni się nie dowiedzieli, jaka jest prawdziwa informacja w tych jego papierach, co tam tak naprawdę się znajduje. I to bicie piany stało się podstawą współczesnej nauki. Taki dowcip à propos przepływu informacji i bełkotu. To jak w jedną stronę płynie bełkot, to wiemy, co się dzieje. A jak w jedną stronę płynie informacja, to wiadomo, co się dzieje. Z bełkotu chyba nic za bardzo nie powstaje. Taka ciekawa historia z sir Isaakiem Newtonem, proszę państwa. Dalibyście wiarę? Paru nawalonych kolesi z ginem i sherry. Oni cały wieczór siedzieli, a czasami się spotykali nawet na trzy dni, gdzieś wyjeżdżali poza Londyn i tam siedzieli, wino pili, lulki palili.
Tak jak mówię, zostały po nich rachuneczki, ile tego wszystkiego było, ile potraw było i tak dalej. Taka historia, proszę państwa. Zabawne, prawda? Komu my zawdzięczamy współczesną naukę? Można powiedzieć kilku nieźle nawalonym kolesiom. Dobre sobie. To co? To ja zapraszam tym razem na jakąś muzyczkę, proszę państwa, w Radiu Na Fali w „Hiperprzestrzeni”, która jest też retransmitowana przez Radio Paranormalium. Takie debile trochę, ale fajnie grają chłopaki. Bardzo fajnie.
A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. Ja mam na imię Tomek. Audycja jest retransmitowana też w Radiu Paranormalium. A dzisiaj sobie dociekam o naturze informacji, proszę państwa. Tak się zastanawiałem przed chwilą trochę nad przypadkiem Sir Isaaca Newtona. Zabawne. Tak zwyczajnie z braku przepływu informacji wyłonił się dziwny potwór niczym z najbardziej mrocznych mitów, który stworzył współczesną naukę. Zabawne. Ja już nawet nie chcę wspominać o tym, jak to się działo, kiedy jego zapiski później, po jego śmierci zostały skolekcjonowane i powstała kolejna komisja, która spędzała troszeczkę czasu też przy sherry i przy takim konkretnym ginie, który był wtedy rozlewany do szklanek, do pint. Bo pinta, czyli pół litra browaru w szklance.
Angielska pinta, angielska szklanka do piwa. Wzięło się właściwie od ginu. Oryginalnie pinta ginu. Ciężko było się utrzymać na nogach po czymś takim, bo to wtedy był taki mocny gin, który naprawdę troszeczkę szedł do głowy. I ci dżentelmeni po parach lepszych fajek, po parach droższej wódki ustalali te wszystkie zasady: jak działa nauka, jakie są prawa Newtona i tak dalej. To dosyć zabawne historie są. Na dzisiaj oszczędzę tych rzeczy. Słuchajcie, można je łatwo znaleźć, jeżeli chcecie poszukać, bo to wszystko jest szczęśliwie dla nas zapisane. Nauka wcale się tego nie boi. Po prostu o tym nie mówi, bo się wstydzi chyba, czy jakoś tak.
Ale słuchajcie, co dalej z tą informacją? Bo to wygląda na to, że to jest taki klasyczny przypadek, że następuje zjawisko kontroli informacji. I to jest bardzo interesująca rzecz. To jest bardzo ciekawy aspekt tego wszystkiego, bo on świadczy o czymś, w co ja osobiście bardzo wierzę. Często o tym mówię. Nawet nie tyle wierzę, to jest po prostu świat, który ja widzę i sposób, w jaki widzę świat. Czyli że nie ma przypadków i że generalnie cała informacja, która jest gdzieś tam w świecie, powinna sobie przepływać swobodnie, bez żadnych zatorów. Jeżeli powstaje zator, to w tym momencie powstaje rozlewisko, a później powódź i zaczyna się katastrofa albo powstaje jakakolwiek katastrofa. I tu jest taki kolejny przykład właśnie na to, że brak przepływu sensownej informacji potrafi nas wprowadzić w jakieś potworne manowce. Goethe zwykł mawiać, że zła bieda jest w stanie zniszczyć pokolenia czy generacje.
Ja tu często powtarzam, że Goethe miał rację. Goethe, mój Goethe. Słuchajcie, podobnie z tą informacją było dawno, dawno temu, jeszcze przed czasami Newtona, że była po prostu ściśle kontrolowana. To nie było coś, do czego każdy z nas miał dostęp. Każdy z nas mógł sobie spokojnie poczytać na dowolny temat. Każdy z nas mógł spokojnie znaleźć dane dotyczące różnych spraw, które go interesują, po to, żeby sprawdzić swoje własne wnioski, skonfrontować je z rzeczywistością i być może zostać ogłoszonym geniuszem, który odkrył, co się odkrył w każdym razie. Kiedyś, żeby kontrolować całe społeczeństwo, właściwie używano religii. Proszę państwa, taka ciekawa rzecz. Myślę, że niektórzy doskonale wiedzą. Jeszcze do lat okresu międzywojennego właściwie w Polsce był zakaz czytania Biblii, zdaje się.
Ja nie jestem jakimś tam biblistą i watykanistą, także nie znam się za bardzo na tych chrześcijańsko-katolickich historiach. Ale taki zakaz tam obowiązywał i to dosyć długo. Normalny człowiek nie mógł przeczytać generalnie zbioru zasad tego, w co wierzy. Przynajmniej teoretycznie. Były jakieś powody ku temu. Jakie? Nie mam bladego pojęcia ani nie chcę nawet się w to wbijać. Znaczy okej, mam blade pojęcie, może nawet troszkę większe niż blade. Ale generalnie zakaz, proszę państwa, czyli taka kontrola informacji, żeby nikt się za bardzo nie dowiedział, co tam jest, żeby nie zaczęły się dyskusje i podważanie, czy coś ma ręce, czy coś ma nogi i głowę na karku. Takim kolejnym ciekawym przypadkiem odzyskiwania informacji, można powiedzieć, jest na przykład taki system filozoficzny, który się nazywa buddyzm.
Jakieś niecałe 100 lat temu pewien angielski dżentelmen, szlajając się po Himalajach, przez przypadek rozkopał taki kopczyk, który sobie gdzieś tam stał na jakimś centralnym, za przeproszeniem, zadupiu tych Himalajów, gdzieś w Nepalu. I w miejscu, gdzie już ptaki zawracają, nagle okazało się, że są takie zwoje. Znaczy zwoje, takie drewniane deseczki, na których są pisane teksty. I ten dżentelmen był w szoku, bo to była bardzo stara rzecz. Wyglądała jak bardzo stara rzecz. Zabrał to ze sobą do Anglii. Okazało się, że jest to zapomniana księga buddyzmu. Właściwie można powiedzieć nie tyle może dogmat, ile chyba najważniejsze pismo referencyjne odnoszące się do konkretnych spraw, które się z nami dzieją, jeżeli chodzi o całą historię związaną z buddyzmem, czyli księga umarłych mówiąc po polsku. Nazywa się Bardo. Ja kiedyś o tym, zdaje się, opowiadałem kilka razy jakieś parę słów więcej.
Także tu was zapraszam jak zwykle do archiwum Radia Na Fali, do archiwum „Hiperprzestrzeni”, żebyście sobie tam pogrzebali. Być może kiedyś wrócę do tematu. Taka święta księga. Ale generalnie dowcip polegał na tym, że ten cały buddyzm w ogóle funkcjonował przez jakieś 1000 lat Bez tego Bordo. Ono zostało specjalnie schowane po to, żeby nikt się o tym nie dowiedział, żeby ta informacja przetrwała przez jakiś kawałek czasu, który był niezbyt sprzyjający. Działo się dużo kiepskich rzeczy. Nie mam bladego pojęcia, dlaczego to się stało. To jest taka zagadka historii, jedna z miliona zagadek świata, który nas otacza, ale też mamy do czynienia z kontrolą informacji. Ktoś stwierdził, że jest tam za dużo rzeczy i że te informacje mogłyby zbytnio albo zdewastować, albo wywrzeć za duży wpływ na naszą rzeczywistość. I dokładnie z tych powodów to schował, bo innych powodów nie ma.
Natomiast nie znamy tego, co było z kolei powodem takiego postępowania i jaki był powód w tej sprawie. Dobrze, że to mam. Generalnie ktoś to musiał zrobić i musiał mieć jakiś pomysł, dlaczego to robi. Taki dosyć kompleksowy, bo nikt nie robi takich spraw ot tak sobie. Chyba że pamiętacie te zabawy z dzieciństwa. Czasami jeszcze w moim pokoleniu było coś takiego, że dzieciaki brały szkiełko, brały różne kolorowe rzeczy, znajdowały tajemnicze miejsce, robiły jamkę w ziemi, wkładało się zdjęcie, jakieś pamiątkowe sprawy, na to się kładło szkiełko, się przysypywało i to było takie wspomnienie, taki zamrożony czas. A ja tu mam Pichonta. Witam panie Pichoncie, witam serdecznie.
[25:38] - Dzień dobry, dobry wieczór.
[25:39] - Dobry wieczór panu. Jak zdrówko?
[25:40] - Ja tutaj też mam Pichonta. Zdrówko, wiesz.
[25:47] - Okej. Powiedz, że dobrze.
[25:50] - I'm fine. Słuchaj, zanim zapomnę, bo dzisiaj mam taki dzień, że szybko zapominam. To ja schowałem te księgi. Po prostu chodziło mi o taką zawiść. Chciałem mieć dla siebie bardziej.
[26:09] - Wiedziałem, że ktoś za tym stoi. Wiedziałem.
[26:14] - À propos, nie wiem, czy to jest w ogóle na temat, ale ja sobie teraz skojarzyłem, jak mówiłeś o tych księgach, o tych zwojach. Oglądałem niedawno taki program o religii, która była przed buddyzmem przez parę tysięcy lat. Nie pamiętam, jak ona się nazywa. Jakoś tak podobnie do tego Bordo, co ty mówiłeś, ale to chyba nie to.
[26:32] - Jest coś takiego. Niektórzy nazywają to już buddyzmem, niektórzy mówią, że to nie jest jeszcze buddyzm.
[26:37] - Właśnie chyba nie jest. Z tego, co ja oglądałem, to wynika, że nie jest, bo tych wyznawców tej prastarej religii, bo ona była przez chyba 7000 lat, podobno czy 6000. Właśnie przed buddyzmem. A buddyzm w sumie jest ile? Ze 3000 lat, mniej więcej.
[26:52] - Polscy etnografowie po badaniach gdzieś tam w Nepalu wysunęli taką nazwę i właściwie używali, gdzieś tam w książkach jest używane, że to jest szamański buddyzm, czy jakoś tak.
[27:06] - Bo to była chyba taka pierwotna religia. Ona coś z szamanizmem ma wspólnego.
[27:12] - Tak, zdecydowanie. I to w ogóle występuje tylko gdzieś tam w paru częściach Nepalu. Natomiast ten taki buddyzm, który akurat jest gdzieś na Sri Lance albo w innych miejscach, to już tak za bardzo nie ma z tym nic wspólnego. To jest zupełnie inna sprawa.
[27:23] - Ja mówię o tym tybetańskim, te rejony. I wiesz co? Pokazywali takie jakieś skałki, w tych skałkach były kiedyś miasta w środku robione, oni w takich poblach mieszkali.
[27:38] - Jak Indianie Hopi.
[27:40] - I tam jest masa tych skałek i tam jest ileś tysięcy takich dziurek, tych takich balkoników, wejść, pięterek. I większość jest w ogóle niezbadanych. I wleźli tam do kilku i tam znajdują w ogóle jakieś tysiące stron tych dokumentów. One się tam idealnie zachowują, tak jakby były wczoraj napisane i wszystkie są właśnie dotyczące tej religii. Tam idzie walka o obrazki, które są w tych papierach, bo te obrazki kradną, sprzedają. Jeden kosztuje chyba 100 000 dolarów. Jakieś straszne pieniądze. Ale dobra.
[28:15] - Ja tak wrzucę może jedną rzecz, bo to się idealnie zazębia z tym, co mówisz. Tam jest taka historia, takie historie właściwie i krążą po tamtym rejonie i właściwie krążą po całym świecie, że mnisi się sami zakopują, proszę pana, w takich jaskiniach zamurowują i tam medytują przez x lat. Nie wiadomo jak, 100, 1000 lat. Jest masa takich legend na temat takich właśnie mnichów. I oni trzymają jakąś starą tradycję informacji i pewnego dnia mają się obudzić i przekazać tą informację światu ponownie. Poważnie.
[28:47] - Wiesz co, niektórym mogło się nie udać, bo oni tam w tych jaskiniach znaleźli dosyć dużo szkieletów, więc nie wszyscy chyba wytrwali w swoim postanowieniu.
[28:56] - Mogło się wydarzyć. Wypadek przy pracy, bywa. Zawsze jest ryzyko.
[29:01] - Na razie tylko kilka tych norek przegrzebali, zostało ileś tysięcy. Może któreś tam jeszcze siedzi i się nie połapał, że to już czas, że już Chrystus był i zagarnął kawałek tortu.
[29:12] - Tu siedmiu rycerzy wstanie w Tatrach zaraz.
[29:14] - Bo ja chciałem o tej informacji.
[29:15] - Właśnie. Ty poczekaj, ale zauważyłeś, że te bajki też, co jest dosyć zabawne, nie wszystkie, ale duża część bajek, na przykład te siedem rycerzy w Tatrach, dotyczy właśnie informacji, że ktoś wstanie i powie: „Ej, chłopaki, dawno mnie tu nie było, mam dla was list”. Albo coś w tym stylu. Pichonta zerwało, ale zaraz, mam nadzieję, się pojawi. Halo, halo.
[29:37] - Halo, halo.
[29:38] - Jesteś ponownie.
[29:40] - Coś wzięło mi przerwę. Chciałem generalnie do tej informacji nawiązać i chciałem uściślić jedną rzecz, bo powiedziałeś przed chwilą, że kiedyś właśnie religii używano do kontrolowania informacji. Ja bym chciał to uściślić, że to chyba się nic nie zmieniło od tamtych czasów.
[29:57] - Wiesz, doszły nowe religie, rozumiesz?
[30:01] - Ja myślę, że w ogóle taką tezę bym postawił, że informacja jest generalnie najważniejszą rzeczą w naszym życiu, dlatego że jest wszystkim. Wszystko, co wiemy, co widzimy, czego doświadczamy, są to informacje. Wszystko, co nas dotyczy, wszystko, co myślimy, to są zgromadzone informacje. Nasza psychika to jest zbiór jakichś tam informacji, jakiejś tam analizy później.
[30:29] - Ja mam bardziej rewolucyjny pomysł Myślę, że prawdziwe rewolucje są niczym innym jak udrażnianiem przepływu informacji. Tak też chwilę leninostwo zrozumiałem, ale Lenin to już nie była prawdziwa rewolucja. To już były wymyślone. Ale takie stare rewolucje, takie, że tam się lud buntował przeciwko królowi. Rozumiesz pana? Taka magnacka karta powstawała. Takie historie, proszę pana. I to myślę, że to był właśnie taki świeży oddech, bo ktoś zablokował informację. Tak bardzo praktycznie.
[30:59] - Mnie się wydaje, że wiesz, bo się mówi o tym polu morfogenetycznym. Są różne teorie dotyczące takiej informacji, bardzo szeroko rozumianej. I mnie się wydaje, że to może być tak, że wiesz, jakbyś tego nie nazywał, to wszystko w naszym świecie, w takim, jaki my jesteśmy w stanie w ogóle odbierać poprzez naszą konstrukcję, jakiej konstrukcji to jesteśmy.
[31:24] - Jako taki sensor.
[31:26] - Tak, to jest wszystko. To jest taki kocioł informacyjny. Te informacje wszystkie są. Powiedziałbym, że wszelkie nagrody Nobla, wynalazki, wszystko to nie są nowe odkrycia, tylko to są tak, jak powiedziałeś, udrożnienia pewnych strumyczków informacyjnych, które gdzieś tam są. One są, te informacje, one wszędzie tutaj wokół są. Nie da się nic wynaleźć, nic odkryć. To wszystko, co nazywamy odkryciem, nie ma takiego wydźwięku, że to jest zupełnie coś nowego. To jest po prostu tylko odkrycie w sensie dosłownym, żeśmy zrozumieli, udrożniliśmy sobie i teraz widzimy ten strumyczek. I ludzie jak ci lichwiarze po prostu próbują zawsze zawłaszczyć sobie te strumyczki, które tworzą z tego, co już jest. Wiesz, ta woda płynie tu cały czas.
[32:19] - Dokładnie cały czas.
[32:21] - Jak w takiej mokrej ziemce pogrzebiesz patykiem, to stworzysz strumyk. Ale wiesz, to nie jest twoja woda, a ona cały czas tutaj gdzieś była w tej ziemi. I podobnie jest chyba z informacjami. Tak mi się wydaje, że to tak ludzie kombinują. Ludzie, my wszyscy kombinujemy, że wszystko, co człowiek sobie wymyśli, to wydaje nam się, że to jest nasze i próbujemy sobie tą informację przywłaszczyć.
[32:44] - Słuchaj, mi się to kojarzy z tą częścią tematu związaną z komercjalizacją i limitacją informacji. Właściwie z komercjalizacją. Z tym, że informacja nabrała takiej wartości fetyszu, bym powiedział. Stała takim Świętym Graalem prawie że, że tam każdy jak ma troszkę za dużo informacji, to robi sobie dziurę w piwnicy, prawda? Szybko tą dziurę izoluje sobie, żeby tam nie zamokła i tą informację chowa w tej dziurze w piwnicy, zalewa betonem, później kładzie podłogę, jeszcze raz fundament, tak żeby nikt nie znalazł. I ma schowaną tą, proszę pana, informację tam sobie w piwnicy.
[33:18] - Przy czym wiesz, trzeba brać pod uwagę to, że na nieszczęście takiego właśnie kitracza piwnicznego-
[33:24] - No właśnie.
[33:25] - To wiele informacji ma taki charakter, że one są wolne, nie da się ich ukryć, są zbyt eteryczne, one są wszędzie. Wiesz, ta informacja-
[33:34] - Ja myślę, że każda jest nawet eteryczna. Dlatego jest taka zabawna zabawa z blokowaniem drzwi do tego innego wymiaru, bo właściwie ta cała eteryczna historia, wiesz, telepatia, zjawiska paranormalne, UFO i tak dalej, to są drzwi do innego wymiaru. Właśnie nie da się tego za bardzo skomercjalizować. Znaczy można napisać książkę i sprzedać, prawda? Pewnego dnia to zrobię. Coś sobie wymyślę.
[33:54] - No właśnie, bo tak mi się czasami kojarzy. Wiesz, że tak alegorycznie patrząc na to, że jesteśmy jak te takie kurde plemię, ileś tam tych milionów czy miliardów, bo tak nie wiem, w sumie-
[34:05] - Poczekaj, bo tak powiedziałeś o nauce i z tą komercjalizacją jest właśnie związana też fala wynalazków i odkryć, prawda? Zauważyłeś? Ja tak sobie zauważyłem. To jest takie moje spostrzeżenie. Nie wiem, czy mam rację, bo nie robiłem jakichś specjalnych badań statystycznych. Naprawdę nie sprawdzałem dzienników statystycznych, moi drodzy, jest to moja hipoteza. Być może nie mam racji, a może mam. Chodzi o falę wynalazków i odkryć. I grą jest, że jest taki moment w historii dziejów, że nagle jest bang i pojawia się dziesięciu facetów, którzy dokładnie robią w tym samym momencie to samo.
[34:33] - A to jest właśnie ciąża mnoga. Wiesz? Odwołując się do tych plemion. Wiesz, masz miliardy plemion, które gdzieś tam lecą do tego jaja i nagle jeden odkrywa jajo. I odkryłem jajo moje, nie? I tutaj u nich akurat to się sprawdza, ale czasami się zdarza, że kilka z nich odkryje to jajo.
[34:55] - Ja jestem fascynatem.
[34:57] - To jajo i tak tam jest.
[34:59] - Słuchaj, fascynująca jest historia na przykład, proszę pana, tablicy Mendelejewa. To jest jajko, że przecież tam było chyba z dziesięciu ludzi albo nawet więcej. Właściwie co drugi dżentelmen zajmując się badaniem natury istnienia cząsteczek i katalogowaniem tego i tam liczeniem, że to twarde, to jest coś tam i to musi mieć taką wagę, jaką musi mieć, a kolejne musi mieć mniejszą wagę. I że oni sobie robili tabele z tym wszystkim. Chodzi o tablicę Mendelejewa tak zwaną. Tych kolesi było paru. Było okrągłe, kwadratowe, trójkątne, nawet w ogóle inaczej rysowane. Znaczy jak na ironię wszystkie właściwie są dokładnie takie same, poza oczywiście tym, że różnią się graficznym przedstawieniem i nazywają się inaczej od nazwisk swoich odkrywców. I wszystko to wydarzyło się mniej więcej w takim bardzo krótkim okresie czasu. Taka inwazja odkrywania pierwiastków na świecie.
Inwazja pierwiastka, bym powiedział. Pierwiastek, który zrobił inwazję na świat.
[35:57] - No to widzisz, ileś tablic Mendelejewa, ileś religii, ileś światopoglądów. Wiesz, to są po prostu inne sposoby porządkowania tych samych informacji. Tak mi się wydaje, że to tak wygląda. Co prawda nic to nie wnosi chyba takie spojrzenie jest bardzo filozoficzne tylko i wyłącznie, ale.
[36:17] - Ja nie wiem, czy może rozwiążemy, bo tworzymy informację tak czy siak i tworzymy tak zwaną otwartą informację, czyli informację, która nie ulega komercjalizacji. Rozumiesz? Czyli tak czy siak, jakiekolwiek bzdury byśmy nie powiedzieli w tym momencie, z szacunkiem do ciebie, to ja oczywiście biorę te bzdury na siebie. Niezależnie od tego wszystkiego, słuchaj, robimy tą informację, rozumiesz pan? I z tego powodu, chociażby-
[36:40] - Niczego nie zrobisz bez informacji, wiesz, nawet każdy twój oddech będzie już informacją, tylko inne receptory będą zbierać tą informację.
[36:48] - Tak, tak, ja wiem o tym. Myślę, że chyba wszyscy wiemy.
[36:51] - Ja wiem, że ty wiesz, bo to jest ogólna informacja.
[36:55] - Słuchaj, a teraz zobacz, skąd się nam wziął taki pomysł na limitowanie tego w postaci chociażby budowania sobie takiego systemu prawnego jak ochrona prawna wynalazków albo dzieł autorskich, albo tego typu podobne hece.
[37:09] - Chyba stąd, że informacje są w pewien sposób nieuporządkowane dla nas i kiedy je odkrywamy, to wydaje nam się, żeśmy odkryli istnienie jaja i chcemy je mieć dla siebie. Po prostu, bo informacja jest jakby zblokowana. Ja nie mówię w sensie jakiejś teorii spiskowej, tylko nie jest dostępny dla nas cały zbiór informacyjny w sposób jasny. Gdyby tak było, że rodzisz się w świecie, w którym wszystkie informacje są dostępne, nic nie jest blokowane, to nie odczułbyś potrzeby blokowania, dlatego, że nie miałoby to sensu. Gdyby świat był tak od podstaw skonstruowany, że nie blokuje się informacji. Może kiedyś taki był. Bardzo możliwe, że był taki.
[37:57] - Ja też właśnie chciałem zaznaczyć, że też mam taką wiarę w to, że był, bo też mi się wydaje tak samo jak tobie, że nie mogło być tak, żeby coś powstało, takie normalne, sensowne przy blokowaniu informacji. Po prostu widzimy efekty tego blokowania informacji. Ja tu dzisiaj taki startowy przykład podałem, taki bardzo ekwilibrystykę. Brak przepływu informacji pomiędzy kolesiem, który uważał się za alchemika i heretyka, zdradą naukową królestwa Anglii spowodowała taki zwrot w nauce, że to wszystko gdzieś poszło w takim kierunku, że do tej pory nie może się nauka, że tak powiem, wykaraskać, biedactwo. Jest wiele takich przykładów. Tylko kwestia kontroli, bo ktoś bał się, że puści informację dalej, że ta informacja w tym przypadku go zniszczy, zniszczy jego życie de facto.
[38:48] - Tomek, a może to było wszystko bardziej proste w ogóle. Może nie ma nawet co filozofować. Może człowiek pierwotny odkrył jakiś sposób na jakiegoś mamuta czy coś, to nie powie innemu, bo w ten sposób tamten też złapał te mamuty, też by je zjadł i by zabrakło mu mamutów.
[39:06] - Nie, myślę, że mamuta co ja chcę, mamuta by nie zabrakło. Ja sobie tak żartuję, ale tak całkiem serio posłuchaj.
[39:13] - Mogły być to ptaszki dodo, które się ostatecznie skończyły, ale ktoś mógł próbować oszczędzać i nie mówić innym, że nadają się do jedzenia i w ten sposób wymyślił ochronę informacji w celach „moje”.
[39:24] - Wiem, o co chodzi. Wydaje mi się, że patrzenie na to w taki sposób jest nieco deterministyczne i bierze się z tego szalonego przypływu informacji, który nazwałbym tą darwinowską kulturą, która ciągle próbuje znaleźć tą małpę, od której pochodzimy i ciągle nie może znaleźć.
[39:40] - Nie, wiesz co, nie. Ja bym się tu nie odwoływał do małpy. Chodzi mi o zwykłą ludzką naturę. Ciężko mi sobie wyobrazić.
[39:48] - Ja mam ciekawy koncept, bo z jednej strony myślę, że masz tutaj bardzo dużo racji. Powiem po prostu, jak to widzę. Tak powiem, powiem, jak jest.
[39:59] - To mów.
[40:00] - Chodzi o selektywność odbioru informacji, która się nam wydarzyła. Ponieważ to, jakim jesteśmy receptorem, to jak jesteśmy zbudowani, determinuje, jak odbieramy. I jest taki fenomen. To są te moje różne szalone przekopywania obcych informacji związane chociażby ze spektrum światła, że samo spektrum światła jest o wiele większe niż my jako nauka oficjalna, jako cywilizacja, która ma swoją naukę, jesteśmy w stanie zaakceptować. Tu jest ta cała historia z Getem i jego badaniami nad światłem, później z tym całym cyrkiem związanym z dyńczą, leczeniem kolorami, po drodze historie nawet związane z orgonem. Rozumiesz, można tutaj godzinami opowiadać. Ja o tym opowiadam tak czy siak, ale w zupełnie innym podcaście. Ale jest coś takiego. Nasz sposób, selektywność tej informacji, którą możemy zobaczyć na własne oczy, jest dosyć spora i być może jest jakiś taki moment w historii, że na przykład zaczyna nam się większa selektywność i manifestacją tego w takim ogólnym polu morowym genetycznym, że nagle wszyscy świrują, bo my wszyscy jesteśmy kosmitami i wszyscy możemy zachorować na space madness, ponieważ wszyscy mieszkamy na statku kosmicznym zwanym planeta Ziemia. Space madness się zdarza kosmonautom.
[41:14] - Wiesz co, można by było jeszcze się zastanawiać. Już będę kończył, ale takie ostatnie przemyślenie. Myślę, że można by było się jeszcze zastanowić, czy to nie jest przypadłość, wada genetyczna, takie skrzywienie akurat homo sapiens. Popatrz, ja już nie będę mówił o zwierzętach, bo nie wiem, jak jest w świecie zwierząt, czy tam są przypadki ukrywania informacji. Myślę, że tak, bo wiewiórki też kitrają te swoje zasoby i raczej nie ujawniają tego. Czyli to jest też sposób na chowanie informacji o żywności.
[41:48] - Właśnie widzisz, tu jest na przykład taka teoria, że one sobie chowają w miejscach, gdzie ona po prostu lepiej wytrzymuje i dłużej wytrzymuje. I to nie jest kwestia chowania, tylko kwestia budowania lodówki. Można powiedzieć tak, że taki misiu, kiedy sobie coś tam chowa, to on tak naprawdę nie chowa, tylko on sobie buduje na przykład lodówkę.
[42:05] - Może. Nie będę się tu spierał, bo nie znam na tyle dobrze świata zwierząt, że nic mi nie przychodzi do głowy w tej kwestii. W każdym razie ja sobie myślę o tym, że mamy taką sytuację, że kiedyś, ja nie wiem, które to były lata, wcześniej niż na pewno 40, jak był homo sapiens i był jeszcze neandertalczyk równocześnie. Mieliśmy taką sytuację, że te oba gatunki żyły równolegle koło siebie w którymś tam momencie. I cóż, wygląda na to, to nie jest pewnik, ale tak to wygląda, że my żeśmy wybili tego neandertalczyka w tym momencie, a neandertalczyk z kolei, z odkryć wiadomo, że był bardziej twórczy. On stawiał na sztukę. Podczas kiedy homo sapiens jeszcze ganiał za mamutem, to oni już tworzyli. Tworzyli sztukę i teraz-
[42:59] - Jesteście poniekąd ponoć miksem właśnie tych dwóch gatunków w ogóle teraz.
[43:04] - Możliwe. Coś od nich musieliśmy przejąć, bo pewnie niejeden puknął drugiego i gdzieś tam się to wszystko poskładało.
[43:10] - Słuchaj, są badania genetyczne. Słuchaj, panie Pichoncie, są badania genetyczne, które wskazują na to, że faktycznie tak było.
[43:17] - Było. Wiesz co, ja kiedyś dawno temu, jak robiłem Cookoffon, żeśmy robili nawet taki odcinek o tym właśnie, jak się te gatunki pukały wzajemnie i ile jest w genomie tych różnych innych podtypów, bo oprócz Neandertalczyka były jeszcze tam jakieś inne. Już nie pamiętam tego.
[43:32] - Znasz na pewno słynną historię zjawy, gdzie znaleziono w ogóle, to była jakaś taka łacińska nazwa i to dosłownie parę lat temu znaleziono szkielet. Okazało się, że szkielet jest bardzo młody. Dosłownie mowa jest o 10 latach i się okazuje, że gdzieś tam w tych lasach prawdopodobnie-
[43:48] - Świeży szkielet czy młody osobnik?
[43:50] - Świeży szkielet, świeży szkielet świeżego osobnika, tak można powiedzieć, prosto z lodówki, można powiedzieć. Świeżutki, nówka nić śmigany, jeszcze data ważności i się okazało, że one do tej pory żyją. I się okazuje po przebadaniu lokalnych mitów i legend u tych wszystkich dzikich, którzy tam mieszkają, że faktycznie wszyscy do tej pory myśleli, że to jest taka bajka, wiesz, jeden z mitów i legend opowiadana przez Indian, którzy mają na pewno space madness. No i po zbadaniu tego szkieletu okazuje się, że to już nie jest bajka. I jeszcze się później okazało, że gdzieś ktoś złapał jakieś ślady w dżungli właśnie takich istot i że wszystko się zgadza. Czyli de facto prawdopodobnie, nie jest to pewne na 100%, jakaś taka część takiego gatunku, tego pierwotnego człowieka, naszego starszego brata gdzieś na tej planecie mieszka. Tadam! No nie wiem, jak to brzmi.
[44:37] - Jest to możliwe. No dlaczego miałoby być niemożliwe? Może gdzieś tam sobie mieszka ten nasz koleżka. Ale właśnie tak kończąc temat Neandertalczyka, to ja myślę, że stawiam taką czystą hipotezę zupełnie, że oni mogli po prostu nie trzymać gęby na kłódkę. Oni nie gromadzili tych informacji dla siebie. Dzielili się, bo tworzenie sztuki jest formą, wiesz, wykazuje, pokazuje, że człowiek ma chęć dzielenia się z innymi.
[45:05] - No tak, to jest taki, my to nazywamy ekshibicjonizmem w dzisiejszych czasach.
[45:10] - Tak, tak, bo to za dużo to niezdrowo. Pokazał co ma, zamiast schować dla siebie. No to być może Neandertalczyk po prostu nie trzymał gęby na kłódkę i trzeba było go po prostu usunąć i tyle. Takie pierwsze struktury mafijne powiedziałbym. Dobra, kończę. To tyle na dzisiaj. Dziękuję bardzo. Pozdrawiam serdecznie.
[45:33] - Dzięki wielkie. Dzięki za telefon.
[45:35] - No na razie strzelecke. Hej.
[45:37] - To był Pichon słuchajcie. No właśnie, ciekawe, ciekawe. God damn! Jesteśmy potomkami starszych braci i gangsterów? Chłopaki i dziewczyny, nie mogę w to uwierzyć. Tymczasem myślę, że jakaś muzyczka. Myślę, że jakaś muzyczka. Ja wrócę do tej informacji. Ciekawa, ciekawa historia. Słuchajcie no, byłoby to pewnym uzasadnieniem pewnych naszych dziwnych zachowań, bym powiedział, gdyby się okazało, że tak właśnie jest.
Dobra, dobra, to my się pozostawiamy troszkę dalej dzisiaj, a wy oczywiście możecie się odezwać tak samo jak Pichon do radia: radionafali.com. Taki jest adres na Skypie. Ja na imię Tomek. Wszystko dzieje się absolutnie live dla ciebie słuchaczko i słuchaczu słuchających offline. Jest to troszkę po czasie, ale tak czy siak znajdujemy się w tej samej hiperprzestrzeni. To co? Muzyczka, proszę państwa. A muzyczka. Była już premiera, ale mało puszczam w ogóle, bo troszkę się obsunąłem i pozapominałem. A to jest świeży materiał od Kuby Babickiego, jego bandu DNA „Has Changed in Mechanical Network” tak to się nazywa.
Posłuchajmy tej piosenki. radionafali.com, Hiperprzestrzeń. Ja mam na imię Tomek, a dzisiaj myślę, że wszyscy doskonale wiedzą o naturze informacji. Dociekam z tą informacją troszeczkę. Wrzucamy jak zwykle do tego gródka troszeczkę swoich refleksji. Właśnie rozmawiałem o tej selektywności informacji. Mi się naprawdę wręcz instant kojarzy cała historia z Goethem i z tym spektrum światła, składowym spektrum światła. Raptem parę chwil temu dostałem niesamowitego maila od pewnego dżentelmena, który zrobił sam własnoręcznie eksperyment na ten temat. Opracował tą koncepcję od początku do końca, nawet nie oglądając się na Goethego, nie oglądając się właściwie na nikogo. Sam z siebie stwierdził, że też widzi pewne anomalie w tym wszystkim i że on ma swój własny pomysł na to, jak to zbadać.
Efekt tego wszystkiego jest taki, że właściwie odkrył to samo. Mieliśmy bardzo miłą rozmowę i właśnie zauważyliśmy, że jest coś takiego, że momentami pewne idee wracają niczym bumerang. Po prostu jest fala wynalazków, fala odkryć i tak dalej. Ja w ogóle mam zawsze tą swoją koncepcję niezmienną od lat. Jest też związana z teorią czasu falowego Terrence'a McKenna, ale to już historia z lat 90. Jest w archiwum Radia Nafali audycja poświęcona Terrence'owi McKennie i jego teorii czasu falowego. Polecam sobie tam przeszukać, bo rzecz jest naprawdę arcyciekawa, intrygująca. Polecam sprawdzić. Stara, troszkę zapomniana, ale naprawdę solidna. Takie paralo sytuacyjne.
Ta koncepcja zakłada istnienie właśnie takiego sytuacyjnego paralo, takiego bardzo jeden do jeden można prawie że powiedzieć. Tylko że oczywiście w mniejszych albo większych skalach, ale jeżeli chodzi o typ zjawiska, czyli manifestowanie się jakichś specyficznych mocy, jeden do jeden prawie że oczywiście. Tu jest taki nasz ogólny mit, który panuje w naszej cywilizacji, że za wszelkie odkrycia odpowiadają wojny i konflikty zbrojne, jakieś takie dramatyczne sytuacje. Po takim zbadaniu okazuje się, że podczas wojny właściwie nigdy nic się nie wymyśla. Ta fala pomysłowości zanika. Świat generalnie stacza się raczej na dół, bo wszystko jest kontrolowane. Wiadomo, wojna, tajemnica wojskowa. Nie można nic mówić, trzeba uważać, bo wróg czai się wszędzie. Nie ma żadnych odkryć, żadnych wynalazków. Ta fala wynalazków zawsze dzieje się w jakimś spokojnym momencie.
Ona przychodzi i właściwie nikt do końca nie zna jej natury. Poniekąd jest to związane z czymś, co niektórzy nazywają kompletną szarlatanerią, czyli chociażby układem gwiazd na niebie. Niektórzy mówią, że są specjalne cykle, w których funkcjonujemy. Niektórzy w to wierzą, niektórzy w to nie wierzą. Różnie z tym wygląda. Ja myślę, że ja tu was zostawiam z takimi refleksjami. Ja mam swoje refleksje na ten temat. Czy to w ogóle ma coś wspólnego z gwiazdami? Generalnie ta selektywność informacji występuje i jest to taki poważny stymulant dla całej cywilizacji. Przynajmniej tak mi się czasami wydaje, że jest to taki drive, który potrafi wskoczyć do głów tysiąca ludzi i nagle w jakiś magiczny sposób świat się zmienia i nagle pojawia się na przykład prawo patentowe.
Nie wiadomo w ogóle, o co chodzi. Czy jest kontra dla tego? Bo jeżeli to wszystko jest takie skalowalne, to powinna gdzieś być kontra do takich sytuacji. Jeżeli oczywiście wszystkie te koncepcje, że coś takiego ma miejsce, mają mieć rację bytu. Jest taka zabawna kontra do tych wszystkich sytuacji, że pojawiają się fale wynalazców. Są w ogóle takie różne fale w naszej historii jako ludzkości. Jest takie dziwne plemię, które mieszka sobie w dorzeczu Amazonii, o którym nikt nic można powiedzieć nie wie. W cudzysłowie oczywiście. Średnia wieku tego plemienia wynosi około trzydziestu paru lat, coś koło tego. Cała zabawa polega na tym, że jest to plemię samobójców.
Ludzie dorastają tam pewnego wieku i kiedy zaczynają się starzeć, kiedy widzą pierwsze objawy tego, że nadchodzi radosny czas bycia staruszkiem Albo przygotowanie się przynajmniej do bycia staruszkiem w swoim życiu, popełniają samobójstwo i mają bardzo ciekawe historie z tym związane. Nie opowiem wam, jak popełniają samobójstwo, oszczędzę, ale mają bardzo ciekawy koncept, ponieważ twierdzą, że tak czy siak przychodzą z powrotem do tego plemienia jeszcze raz po samobójstwie i że to jest taka rzecz, którą robią, taki rodzaj recyklingu, żeby nie męczyć się, nie martwić. Życie upływa na zabawie, na radościach i kiedy się okazuje, że nadchodzi czas, że coś się zaczyna sypać w naszym organizmie, że jest już ten moment, że trzeba powiedzieć wszystkim „do widzenia”, jest pożegnanie ze wszystkimi w plemieniu i następnie delikwent traci swoje życie, aby ponownie wrócić jako nowonarodzony i spokojnie imprezować dalej. Taki mają pomysł na rzeczywistość. Bardzo egzotyczne, bardzo dziwne podejście, prawda? Ale z drugiej strony taka kontra do tego świata. Także jeżeli coś takiego ma mieć miejsce, czyli pewne fale, chociażby wynalazczości, pewne fale właśnie my to nazywamy wynalazczością, ale dzisiaj o informacjach, jeżeli w ogóle jest coś takiego jak informacja, to jest to prawdopodobnie fala i nawet nieprawdopodobnie. Nawet wygląda na to, że jest to centralne, falowe zjawisko. To mi się ciągle kojarzy z Goethe, ale na razie go odpuszczę. Skoczę do całej telepatii i zjawisk paranormalnych związanych chociażby z manifestacją się UFO, czyli niezidentyfikowanych obiektów latających.
To jest bardzo intrygująca sprawa. Ja twierdzę, że to jest bardzo gruba sprawa i nie do końca jeszcze jest poznana od właściwej strony. Myślę, że jest taka drobna furtka. Ta furtka jest właśnie związana z selektywnością informacji, którą odczuwamy, będąc tym, kim jesteśmy jako ludzie, mając skórę, kości, mięśnie, receptory na końcach palców, kubki smakowe, aparat mowy, uszy, węch i tak dalej. Wszystkie te historie to są tak intensywne receptory, że zanika nam troszeczkę widzenie tego dodatkowego spektrum. Jeżeli zanika nam widzenie spektrum światła, a było masę eksperymentów. Ja taki Goethe dzisiaj jestem troszeczkę. W tym klimacie bym powiedział. Nie ja jestem Goethe, ale gra niesie mnie w kierunku Goethe. Jeżeli spektrum światła się zmienia i ten kawałek, który jest bardzo istotny dla funkcjonowania tej planety, chodzi o ten kawałek światła, który zasila rośliny, zasila wodę, zasila wiele różnych mocy dookoła nas.
Sami właściwie nie wiemy, jak dużo jest tych mocy. Wygląda na to, że jest to taki jakby drugi, odwrócony świat, równoległy w stosunku do naszego. Jeżeli jest coś takiego w świetle, to na pewno istnieje coś takiego w pozostałych materiach. Są to właśnie wszystkie szalone eksperymenty, o których czasami opowiadam w innym podcaście o nazwie „Synteza”. Ale mniejsza o to. Także zostawię te wszystkie eksperymenty. Ale są, moi drodzy, są eksperymenty. Dobra, żeby nie być takim gołosłownym, taki mój ulubiony eksperyment to jest eksperyment z miedzianą tubą, do której wlewa się specjalny roztwór na przykład soli albo kwasu bardzo lekkiego, żeby nie było jakiegoś wysokiego stężenia. Jest to, przypuśćmy, miedziana tuba. Wystawia się to na działanie warunków atmosferycznych i ten kwas sobie odparowuje przez jakiś kawałek czasu i zostawia się to czasami na rok, czasami na parę lat, czasami na jeden miesiąc.
I automatycznie odparowując, zapisują się po tym kwasie na owej miedzianej rurce albo na miedzianej blaszce. Różnie to wygląda w zależności od tego, jaki jest pojemnik do zrobienia tego eksperymentu. Ale mniejsza o to. Zapisują się tam różne kolory. Kiedy kwas wyparowuje, zmniejsza się jego objętość jako płynu w tym pojemniku, to coś się tam zaczyna osadzać na tej miedzianej płytce i to zmienia swoje barwy. I się okazuje, że jest to doskonale zsynchronizowane na przykład z zaćmieniami Księżyca, z pełniami Księżyca, z taką historią, która się nazywa geocentryczny punkt widzenia. Bardzo ciężko przechodzi to przez gardło każdemu poważnemu naukowcowi. Bardzo ciężko, bo to troszeczkę jak wrócić naprawdę dla nich do epoki kamienia łupanego, bo to się w głowie nie mieści. Geocentrycznie. Są takie eksperymenty.
I nauka właściwie nie wie, jak je wyjaśnić. Ale z tą nauką to jest właśnie jak historia z całą resztą informacji opartej na kontroli. Czyli jest to grupa ludzi, która właściwie stara się kontrolować przepływ informacji i wybiera na zasadzie różnych kryteriów to, co staje się tak zwanym paradygmatem współczesnego świata, co paradygmatem się nie stanie i nikt właściwie nie wie, dlaczego tak się dzieje. Poniekąd. Ja stawiam na to, że jest coś związanego z tą falą. I kolejny argument, który przemawia za tą falą wynalazków, odkryć, za tą falą informacji, tudzież falą, która wzmaga informacje, można to traktować na różne sposoby. Okres czasu, kiedy nagle ta informacja się pojawia i robi zamieszanie w całej cywilizacji, w całej naturze. Myślę, że chyba w całym kosmosie. Anyway. I kolejnym dowodem na to może być potencjalnie DNA, które jest nośnikiem informacji i niczym więcej.
Tu jest cała ta historia z tą niewidoczną naturą i kompleksowością tego zjawiska, że my właściwie nie wiemy, czym jest DNA, poza tym, że wiemy, że to jest zapis informacji o naszej biologicznej strukturze, o tym, jak jesteśmy skonstruowani, o tym, jak byli skonstruowani nasi dziadkowie, nasi pradziadkowie, o tym, jak była skonstruowana praewa, z której pochodzimy. To wszystko gdzieś tam jest. Dawniej mówiono, że to jest śmieciowe DNA. Później się okazało, że to jest mitochondrialne DNA, czyli ten najstarszy kawałek, w którym są zapisane jakieś niesamowite informacje i właściwie nikt nie wie, co tam jest zapisane. Kolejna historia jest związana z naszą strukturą, taką czysto fizyczną DNA Niewielki procent różnicy od tak zwanych naczelnych. To też jest zabawne, bo właściwie od najbardziej rozwiniętej małpy, szympansa różnimy się procentowo chyba nawet niecałymi trzema procentami kodu DNA. Nawet niecałe trzy procenty. To jest naprawdę drobiazg, który łamie umysły naukowców. Mamy jeden element w tym DNA dodany. Mamy troszkę więcej par, mamy trochę więcej połączeń.
O jedno więcej. Wygląda, jakby było sprytnie przesunięte. Koncepcje dookoła tego są naprawdę intrygujące. Są koncepcje, że jesteśmy wyprodukowani genetycznie. Są inne pomysły. Jest świetny koncept swego czasu przedstawiony przez nieobecnego już wśród nas Lorda Pie. Ten człowiek od gwiezdnych dzieci, od dziwnych czaszek, które zaczynał badać, zanim nas opuścił. Bardzo ciekawe historie. On ma bardzo ciekawą koncepcję na ten temat, że właśnie jesteśmy zmajstrowani genetycznie w jakiś sposób. A ja sobie myślę, że może być też trzecia furtka, że być może to nawet nie jest taka manipulacja genetyczna w postaci, że ktoś przyszedł i nas zmanipulował.
To właśnie może być owa fala informacji, która odbywa się na wielu płaszczyznach. Tak jak z tym kolorem. Skoro odbywa się z kolorem i odbywa się podczas reakcji na przykład kwasów na metale, to tak samo prawdopodobnie odbywa się w każdej innej manifestującej się formie materii. Tylko że my tego zwyczajnie nie widzimy. Troszkę jak z piorunem, który jak grzmotnie, to czujemy, że jest fajnie. Czujemy, jeżeli nie jesteśmy w klatce Faradaya. A jak to mierzymy, to okazuje się, że dodatkowo w tym momencie, kiedy poczuliśmy się lepiej, było trochę więcej prądu w powietrzu. Takiego sprytnego prądu zrobionego przez piorun. I kiedy sprawdzimy zdjęcia robione temu piorunowi w troszkę innych pasmach po czerwieni, okazuje się, że mamy drugi piorun obok, który jest kompletnie czarny, który jest duplikatem, negatywem tego, który normalnie widzimy, tego błyszczącego rozładowania elektrycznego, które występuje podczas niezłej burzy. Ciekawa historia.
Właściwie nikt do końca nie wie, jak jest. Jest bardzo solidna koncepcja, która mówi o tym, że DNA jest właściwie oparte na bazie elektrycznej i to jest coś, do czego ja się dokładnie skłaniam. Myślę, że wielu z was doskonale to zna, bo jest sporo naukowców, którzy się zajmują tym tematem i temat naprawdę nie jest świeży. Temat ma już chyba aktualnie prawie 20 lat tak spokojnie. Myślę, że jest doskonale znany. Chodzi o to, że nasze kawałki DNA — jeżeli ktoś z was oczywiście jeszcze tego nie zna, żeby tu nie było, że ja was wpędzam w kompleksy jakieś — pomysł jest banalnie prosty. Generalnie każdy kawałek DNA jest skonstruowany troszeczkę jak podłużny magnes, jak długopis. Z jednej strony ma plus, z drugiej strony ma minus. Jest takim magnesikiem i generalnie automatycznie podczas konstruowania się sprawdza swoje potencjały i łączy się z czymś, z magnesem, czyli z drugim takim kawałeczkiem, który ma taki sam plus i minus, który ma taki sam potencjał automatycznie. Same się tak znajdują, same się idealnie organizują, same się łączą.
Wygląda troszkę tak, jakby była jakaś niewidoczna struktura dookoła i one po prostu znajdowały się pomiędzy tą strukturą, starając się uzupełnić. Trochę tak to wygląda. Taka jest podstawowa hipoteza, która funkcjonuje aktualnie. Ja bym się bardzo mocno zgadzał z tą hipotezą. Nie jest to oczywiście popularna hipoteza, nie jest to hipoteza mainstreamowa. Jest to coś zupełnie uważanego za jakieś szaleństwo przez oficjalną naukę. Jeżeli spojrzeć na to od tej strony, ja tam się za bardzo nie przejmuję, co sobie myśli oficjalna nauka, to DNA jest nośnikiem informacji z tej niewidocznej struktury. Struktura jest czymś, co rezonuje jakąś dużą falę. Jeżeli ta fala jest, nadchodzi ta fala większej informacji, to informacja jest tylko jednym z wielu czynników. Dla nas dosyć istotnym, jak się okazuje, powiedziałbym grubym czynnikiem, bo odpowiadającym za to, co się dzieje dookoła nas.
To ja może przestanę na moment gadać. Puszczę w ogóle hicior, bo ciągle za mną chodzi. Ja często to puszczam. Myślę, że niektórzy doskonale znają. Jest sobotni wieczór. Żeby nie było, że tak gadam, gadam o tych informacji, o naturze informacji, o tym, jak ona płynie, czym jest. Wynajduję jakieś dziwne kosmiczne przykłady o Indianach, którzy popełniają samobójstwo w wieku lat 30. No właśnie, a muzyczka leży odłogiem. Posłuchajmy zatem muzyczki o Samsonie. RadioNaFali.com.
Hiperprzestrzeń. Ja mam na imię Tomek. Jak chcecie zadzwonić to RadioNaFali.com. Taki jest adres na Skypie. A ja sobie dociekam o naturze informacji, co tą naturą jest. Może nie będę tutaj próbował nawet odpowiedzieć właściwie na pytanie, co tą naturą jest. Tak próbuję scharakteryzować pewną część tego zjawiska. Tak się porozkwitliwiać troszkę nad tą informacją, proszę państwa. Co dalej z tą informacją? Co z tym dociekaniem?
DNA dziwnie się zachowuje. Widzimy takie fale owej wynalazczości i owej informacji, która się nagle pojawia wśród nas. Widzimy w ogóle generalnie falę pojawiającego się czegoś. Jedną z tych fal jest informacja. I normalne jest to, że oprócz tego, że jest częścią tego zjawiska i nie wiem jak dużą, jak małą, to w jakiś sposób na bank jest związana z kilkoma innymi rzeczami. Troszeczkę jak ten kwas z tymi stalowymi albo miedzianymi, albo mosiężnymi płytkami w tym eksperymencie ze sprawdzaniem, jak oddziałują moce gwiazd. Może tak być, proszę państwa, bo w sumie wszystko ze sobą się klei. Jeżeli tak jest, to nagle cała ta historia z polem morfogenetycznym, o którym właśnie postuluje zresztą bardzo dobry przyjaciel Terrence'a McKenna, Rupert Sheldrake Czyli cała historia z polem morfogenetycznym doskonale się tu wpasowuje. Elegancko wszystko układa się w jeden i ten sam pattern, proszę państwa. Cała ta historia z telepatią, czytaniem informacji w polu, zjawiskami paranormalnymi i tak dalej, wszystko to jest dokładnie związane z tym czymś, czym jest spostrzeganie.
Gdzie zaczyna się nasze spostrzeganie rzeczywistości? Co my właściwie widzimy tak normalnie, kiedy się manifestuje dookoła nas? Gdzie jest ta limitacja i co jest dalej? Właściwie nikt nic nie wie. Dalej jest tajemnica, która oczywiście czasami jest odkrywana przed nami, czasami mniej lub bardziej, ale w rzeczywistości, tak czy siak, nie jest to część na tyle intensywna naszej rzeczywistości, żebyśmy doskonale wiedzieli, co się tam dzieje. Właściwie nikt nie wie. Tak jesteśmy skonstruowani. Jest to z jednej strony zaleta, a z drugiej strony mankament, jeżeli chodzi o badanie tych wszystkich dziwnych zjawisk. Może po prostu nie ma ani końca, ani początku. To jest tylko przejście przez cykl.
I to wygląda na to, że być może jest to właściwie najbliższe temu wszystkiemu. Czyli znowu mamy pojawiający się cykl. Czym jest ta informacja? Wygląda na to, cokolwiek by nie mówić, może brzmi jak szaleństwo, ale jest to po prostu czymś kosmicznym, czyli kosmicznym cyklem, który się spontanicznie w jakichś harmonicznych odstępach pojawia na tej planecie. Robi zamieszanie, dzieje się bardzo miło, pojawiają się skojarzenia i wszystko gra tak, jak należy. Możemy oczywiście sami to kształtować do pewnego stopnia. Myślę, że nawet do bardzo dużego, a właściwie w całości. Terence McKenna i jego teorie czasu falowego doskonale mówią o tym, jak te idee się pojawiają. To są skojarzenia z różnymi indianinskimi historiami, jak Indianie Hopi, którzy też mówią o różnych falach, które się pojawiają. To jest taka natura, która jest ciągle w ruchu, która ciągle jest opowiadana przez wszystkich dookoła.
Wygląda na to, że ta informacja dokładnie taką ma strukturę. Jeżeli tak spojrzymy na tę informację od tej strony, to cała ta historia z jej kapitalizowaniem, patentami i ustawianiem tego wszystkiego po kątach okazuje się zupełnie irracjonalna i kompletnie bez sensu. I właściwie nic dziwnego w tej całej sytuacji, że z takich spotkań, które są obarczone ciężkim kamieniem na plecach wszystkich tych, którzy uczestniczą w takich spotkaniach, wychodzi taki potworek pod tytułem na przykład współczesna nauka. Tak się zdarza, proszę państwa. Tak się coś kojarzy, że to jest właśnie związane z tą kontrolą. Być może był taki czas w naszej historii, że coś się takiego stało, że nam przycięło postrzeganie rzeczywistości. Może to o to chodzi. Może stajemy się mniej czuli na te instynkty dookoła nas. Chociaż ja tu jeszcze raz wspomnę Terence'a McKenna. Kiedyś miał takie fajne powiedzonko, że to nie jest tak, że natura stała się bardziej cicha, tylko my staliśmy się bardziej głusi.
I tu można powiedzieć, że właściwie racja, proszę państwa. Ale może teraz jest tak, że ta fala znowu wraca. Nawet chyba nie jest tak. Jeżeli sobie obserwujemy to, co się dzieje w naturze, czyli aktywność planety, to wszystko rośnie do góry. My tą aktywność planety rejestrujemy troszeczkę inaczej i tłumaczymy sobie ją inaczej. Chociażby same zachowania związane z ruchami tektonicznymi naszej planety. Dla nas jest to katastrofa. My to zawsze jarzymy jako: coś zaraz umrze, znikniemy z tej planety, gorąca lawa nas zaleje i spali nasz dobytek. W rzeczywistości dla całego tego systemu, którego częścią jesteśmy, dla całej tej mamy natury jest to naturalny proces. Po prostu pewne sprawy muszą się wydarzyć i nie ma tak, że one się nigdy nie wydarzą.
One po prostu muszą się tu i teraz wydarzyć. Dzieją się tu i teraz i na tym to polega. Później przestają, później jest znowu spokój, później się znowu dzieją. Ta transformacja jest wpisana w naturę, istotę wszechrzeczy, bym powiedział. Nasza nauka kompletnie to kwestionuje, przynajmniej ta oficjalna. Chyba stąd się może brać taka kontrola też, która przynajmniej jest podyktowana naszymi indywidualnymi względami, że to jest nasz indywidualny wybór. Być może stąd, że chcemy zakwestionować to, że to będzie cykl, że chcemy stanąć w miejscu albo nie wiadomo co. Nie wiem. Wydaje mi się to dosyć niebezpieczną siłą, bardzo destrukcyjną. Myślę, że całe to szaleństwo związane z próbą zatrzymania sobie tej energii, którą jest informacja, sprowadza na nas jakieś paskudne nieszczęścia.
Dla tych, którzy wierzą w biblijny ogon świata, bym powiedział, że biblijne nieszczęścia, plagi biblijne wręcz. Czasami żaby gdzieś tam spadają z nieba na świecie, ale właściwie nikt nie wie dlaczego. Tak już po prostu bywa. Na nas sprowadziły plagę tej cywilizacji, która traktuje to wszystko jako coś bardzo ezoterycznego, coś, co się wymyka, pomimo że, jaka ironia, masa tych szalonych eksperymentów. A czemu ja nazywam szalone tak w skrócie? Ja akurat z dużą sympatią mówię w cudzysłowie na temat szaleństwa, bo dla mnie to taka sympatyczna historia. Dużo tych szalonych eksperymentów potwierdza istnienie tych wszystkich dziwnych mocy, te powiązania pomiędzy tymi mocami. I tu się znowu pojawia cała ta historia z informacją. Tylko że właśnie to, że są zbyt rewolucyjne, żeby mogły się pojawić. I ta informacja jest nieustannie blokowana.
Jest to takie dziwne zjawisko. Ciężko to czasami ogarnąć, ale z drugiej strony właściwie nie ma tu nic do ogarniania, bo wygląda na to, że poniekąd jest to częścią tej całej natury. Ja nie wiem, jak z tym Bordo, bo to w ogóle ciekawa historia ze zgubieniem i znalezieniem tej tybetańskiej księgi, o której wspominałem wcześniej w audycji. Może być tak, że pewna wiedza jest dla nas troszeczkę niebezpieczna, tak jak wspominał Pichond, a może być tak, że to jest wynik naszej głupoty. Możemy też tak bezpiecznie obstawić, że może być coś tak pół na pół, że z jednej strony zwariowaliśmy, a z drugiej strony ktoś jeszcze jak zobaczył, jak wariujemy, miał kawałek zdrowego rozsądku. Szybko pobiegł, zakopał parę książek gdzieś tam w piwnicy tak, żeby nikt tego nie znalazł. Jak przyjdzie właściwy czas, to sama się znajdzie. Bo ten cykl nastąpi. Może o to chodziło? Ciekawa historia.
Co wy myślicie, moi drodzy, o tym wszystkim? Co myślicie o tej informacji, naturze tej informacji? Czym ta informacja jest? Bo mnie tak ściąga, jak to słyszycie, do momentu, gdzie zaraz powiem, że informacja nas uzdrawia, że informacja to jest to coś, co powoduje, że wszyscy dookoła są w miarę normalni i nikt nie zwariował. Tak mi się wydaje. Posłuchajmy jakiejś muzyczki, proszę państwa, a wy słuchacie jej w hiperprzestrzeni, w Radiu Na Fali. Ja sobie tak o tej informacji i jej naturze, takiej zupełnie jakby spoza oficjalnych ram. Jaka to jest energia? Bo to musi być energia i to jest energia. I jak ona funkcjonuje z nami?
Ciekawe zjawisko. Dobra, to posłuchajmy muzyczki, moi drodzy. Też takiej informacyjnej. Radionafali.com, Hiperprzestrzeń, proszę państwa. Ja mam na imię Tomek. Audycja jest też transmitowana w Radiu Paranormalium, podaję na słuchaczy Radia Paranormalium. Ja się tak zasłuchałem w ten dźwięk. Ten dźwięk brzmi jak czasy, w których informacja była ogólnie dostępna. Zmierzając do sedna tej całej opowieści, przynajmniej mojej dzisiejszej dywagacji dociekaniom związanym z naturą informacji. Konkluzja jest taka, że właściwie dokładnie w tym momencie mamy ten czas, kiedy nadeszła wreszcie owa fala informacyjna.
Tego nie zauważyliśmy zupełnie, bo to przemknęło gdzieś tam po kątach, można powiedzieć, zupełnie niezauważenie. Niby te telefony komórkowe każdy zauważył, ale tak nie do końca. Tak właściwie przemknęło. Teraz wydaje się nam to takie normalne. Internet dokładnie taka sama historia. Tak nagle wystrzelił z siebie. Nikt tego nie przewidział. To był taki fenomen. Poza Indianami Hopi, którzy mają w swojej przepowiedni mowę o pajęczynie, która powstanie na końcu jednego świata i początku drugiego i tak dalej. Polecam w ogóle przepowiednie Indian Hopi.
Naprawdę niesamowite historie. Dzisiaj je odpuszczam. Ale wracając do tej przepowiedni z tym internetem, to właściwie żaden z tych wielkich wróżbitów globalnej sławy, światowej sławy, znanych, popularnych nie był w stanie przewidzieć czegoś takiego. Nikt nie przewidział internetu. A się okazało, że taka siła połączeń i siła wymiany, tylko tyle, że po prostu ludzie siebie widzą, nawet niekoniecznie, że ze sobą rozmawiają cały czas, że wymieniają jakieś informacje. Sam po prostu fakt, że są podłączeni i że widzą, że tam po drugiej stronie ktoś jest, niezależnie od tego, czy chcą z nim gadać, czy nie. Kiedyś słyszałem taką fajną opowieść z takiej wioski Aborygenów. Opowieść padła z ust młodej Australijki, która się tam wyprowadziła razem ze swoim mężem, bo stwierdziła, że właściwie wychowywanie dzieci i relacje społeczne w takiej aborygeńskiej wiosce są o wiele zdrowsze niż w Sydney, gdzie mieszkali w apartamencie w ekskluzywnej dzielnicy i wszystkie te fifa rafa fa fa historie. Opisała to tak, że kiedy przechodzi przez wioskę i mija teściową, to wcale nie musi się zatrzymywać. Wcale nie musi opowiadać, co się u niej działo.
Wcale nie musi prowadzić całej tej etykiety. Wystarczy, że sobie po prostu czasami nawet kiwną głową. Nawet nie muszą sobie kiwnąć głową. Jest okej. Po prostu widzą siebie, odczuwają się. Nie jest to takie, że tak powiem, zabierające przestrzeń w jakąkolwiek stronę. Poza tym, że wszyscy mają świetne relacje między sobą i nie ma ciśnienia. I miała właśnie taki opis rzeczywistości, że jest coś takiego, że nikt nie blokuje informacji. Jeżeli ma przepłynąć informacja, to po prostu jest. Być może samą informacją jest świadomość tego, że jest ktoś po drugiej stronie, ktoś żywy.
Jest to bardzo ważna informacja. Właśnie taka informacja stała zawsze za tymi wszystkimi podróżnikami i żeglarzami, którzy wsiadali na małą drewnianą łupinkę niczym ostatni straceńcy na tym świecie. Płynęli nie wiadomo cholera gdzie, próbując przeżyć te wszystkie nawałnice. Efekt był taki, że gdzieś tam dopływali, bo mieli takie przeczucie, że coś tam jest. Jest jakaś żywa istota. Przecież nawet do dzisiaj zostało we wszystkich możliwych mitach, że to dramat rozbić się na bezludnej wyspie, że człowiek po prostu wariuje, że wtedy człowieka, parafrazuję, dopada tak zwane space madness, czyli kosmiczne szaleństwo, które występuje też na orbicie pozaziemskiej. Poważnie, jest coś takiego. Tak to się nazywa normalnie w słowniku, w definicji chorób psychicznych. Astronauci na to chorują czasami. Space madness.
Kosmiczne szaleństwo. Wydaje mi się, że blokowanie tej informacji przysparza nas troszeczkę nawet nie migreny, tylko owe kosmiczne szaleństwo i że ten czas się skończył. I być może właśnie dlatego dokładnie w tym momencie, nawet nie być może, tylko ja to jestem nawet przekonany. Takie moje wewnętrzne zapatrywania na to, jak to wygląda wszystko dookoła i czym to jest. Oczywiście nie musicie absolutnie się z tym zgadzać, moi drodzy. Proszę o tym pamiętać. Każdy z nas powinien mieć własną refleksję na ten temat. Moja refleksja jest taka, że właśnie to, że teraz jest taki dym i zamieszanie, niektórzy oczywiście widzą pokój. Ja też widzę dużo pokoju, ale się dzieje generalnie. Widać te wszystkie miejsca, gdzie ze sobą iskrzy, widać te wszystkie kontrasty, one stają się coraz bardziej wyraziste.
W każdym mieście, w każdej dużej społeczności. Ten czas po prostu w tym momencie istnieje. On nadszedł. On już jest. To jest ten czas, kiedy informacja wraca na swoje tory, niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie. Czy ktokolwiek będzie próbował zablokować internet, czy nie będzie próbował, czy ktokolwiek będzie podsłuchiwał nasze telefony, czy nie będzie podsłuchiwał, jest skazany na porażkę i zagładę, ponieważ aktualnie idzie taki czas, że tego się nie da zatrzymać. Bo jeżeli ta informacja ma połączenie, jak chociażby owe światło słoneczne z tymi miedzianymi płytkami, kwasami, wszystkie te szalone eksperymenty, to jest połączone z całym kosmosem. I nie jest to kwestia tego, że nasza pomysłowość to jest reprezentacja pojedynczej siły, która się pamięta po tej planecie, tak zwyczajnie sama z siebie czasami wyskakuje. Tak po prostu zawężenie, tak, że tych wszystkich niepokojących rzeczy już nie widzimy. Mamy klapki na oczach i wszystko jest okej.
Ale jeżeli usuniemy te klapki, to się okazuje, że to jest tylko część tego zjawiska i zjawisko jest tak kompleksowe, że właściwie sami nie wiemy, co jest po drugiej stronie tego świata. Wiemy tylko, że tam dalej są kolory. Wiemy, że tam dalej też jest jakiś rodzaj materii, która w ogóle jest niewidoczna z naszego punktu widzenia. Tu i teraz, kiedy siedzimy przy tych radiokomputerach. Mnie się wydaje, że nie jest to przypadkowy element. Na moje oko, moi drodzy, jest to jak nic, po prostu tylko kawałek tego całego zamieszania. Tylko taka drobna manifestacja tych wszystkich sił. Dlatego być może w tych wszystkich legendach, w tych opowieściach, zawsze jak coś się dzieje, to jest taki konkretny opis, że jak ma coś walnąć, to jest nawet nie jedna burza z piorunami, tylko po prostu pioruny trzaskają we wszystko. Rzeki występują ze swoich koryt, oceany wylewają albo zalewają, góry się trzęsą, ziemia się trzęsie. W ogóle generalnie dzieje się wszystko.
I to może tak być. Ja myślę, że to może nawet nie chodzi o kwestie takiej fizyczności, że wszystko się dosłownie zatrzęsie. Chociaż właściwie jeżeli sprawdzamy te wszystkie ruchy sejsmiczne, to widzimy, jak elegancko sobie wzrastają w górę w taki bardzo dziwny sposób. Jedna korelacja, jaką możemy nanieść na ten graf, jeżeli sobie wyrysujemy graf z tych wszystkich ruchów sejsmicznych, pokrywa się z aktywnością planet. I tu znowu jest ząb dla nauki, bo pokrywa się z aktywnością, ale taką astrologiczną, a nie astronomiczną, czyli geocentryczną w sumie. I tu jest po prostu mega awaria, której nikt nie potrafi przeskoczyć. A sprawa jest gruba, bo właściwie wszystkie eksperymenty, gdzie się szuka czegoś do sedna, istoty sprawy, wskazują dokładnie to samo. W tym Wielkim Zderzaczu Cząsteczek panowie też doszli do tego momentu, nie mówią o tym oficjalnie, ale chodzi o wektor, po którym się rozładowuje energia. Oni ciągle szukają tej cząsteczki, która się już zamanifestowała z materii. Ona już jest, że tu jest energia, a tu jest materia i że tak to właśnie wygląda i że mają najmniejszą cząsteczkę.
Jak na razie jedyne co znajdują, to znajdują to, że wszystkie te efekty rozpadania się na energię mają taki specyficzny wektor i wyglądają jak taka spirala w sekwencji Fibonacciego. I się okazuje, że wskazują coś, czego nauka nie chce uznać, bo okazuje się, że relatywizm Alberta Einsteina nie istnieje. A to, co istnieje, to jest jakaś niewidoczna struktura, która w ogóle się nie rusza i że wszechświat się w ogóle nie rozszerza. Energia, która zasila ten wszechświat, podróżuje po tej strukturze, ale w ogóle się nie rozszerza. I że to jest ta natura pierwotna informacji, która funkcjonuje gdzieś tam schowana w laboratoriach, gdzieś tam w jakichś takich naprawdę bardzo odległych peryferiach nauki, która rzadko kiedy jest robiona. Czasami ktoś na 20, 30 lat wyciąga w ogóle takie eksperymenty. Ktoś na kolejne 20, 30 lat podnosi ten problem tak w ogóle czysto intelektualnie, że się zastanawia: „Zaraz, zaraz, stop. To, na co my właściwie patrzymy? Co my właściwie widzimy teraz? O czym jest mowa w ogóle?”.
Bo do tej pory myśleliśmy, rozmawiałem z Pichonem, że to jest tak, że on sobie chowa te zwierzątko, chowa sobie po prostu to jedzonko, że ten niedźwiadek tam zakopuje to wszystko, żeby zachować, żeby schować. A może on po prostu buduje lodówkę? No właśnie, a to jest zasadnicza różnica, bo albo człowiek robi lodówkę, albo robi coś, żeby schować przed innymi. W lodówce to chowa po to, żeby przeleżało dłużej, prawda? No właśnie. Czyli generalnie jest bardziej praktyczny niż głupi. No i tu jest taka zabawna historia, że ta praktyczność, taka pozytywna praktyczność i informacja, było nie było, są strukturalnym elementem wszechświata, który nas otacza. Poza oczywiście tymi wszystkimi tajemniczymi mocami, o których nie mamy bladego pojęcia i sami nie wiemy, jak dużo i jak mało tego jest. Przerażające dla niektórych, a dla mnie myślę, że bardzo pocieszające. Naprawdę jakieś drzwi do kompletnie nowego wymiaru.
W ogóle wycieczka w kompletny kosmos. Nie może taki kosmos gwiazd, chociaż to akurat absolutnie nie wyklucza, a wręcz moim zdaniem jak na ironię w tej części, gdzie ta informacja podąża naturalnym torem, naturalnym tokiem, nie jest blokowana przez patenty, że właśnie w tej części wydarzy się coś bardzo intrygującego. Właściwie już się wydarza powoli. Takie czasy, proszę państwa. To może jakaś muzyczka jeszcze na koniec, żeby nie było, że tak sobie zagadałem. Właśnie. To posłuchajmy. Posłuchajmy muzyczki. RadioNaFali.com, Hiperprzestrzeń. Ja mam na imię Tomek i ostatnie minuty owego podcastu, owej audycji.
Dzisiaj tak się roztkliwiam. Roztkliwiam się nad naturą informacji. I taka moja refleksja na koniec. Myślę, że niektórym doskonale znana, bo nie jest ona naprawdę odkrywcza. Wielu ludzi postulowało już nawet 300 lat temu, a są ślady, że właściwie wszyscy nasi przodkowie dokładnie to wiedzieli, bez żadnych dywagacji. Oni właściwie dorastali w świecie, gdzie ta informacja o rzeczywistości, która ogólnie panowała, była właśnie informacją o tym, że mama natura skazała na wycieczkę do szkoły. Czasami z tej szkoły się urywamy w kosmiczny sposób. Wracamy z powrotem do tej życiowej szkoły. Może się okazać tak, że trzeba będzie przeczytać parę książek, trzeba będzie zrobić miejsce dla kilku nowych pomysłów. Może tak być, proszę państwa, może tak być.
Jest to niejako natura tego świata. Tak że tak czy siak się to wydarzy i każdy opór, który będziemy stawiali na tej drodze, będzie przyprawiał nas o jakąś migrenę. Skończy się to jak cała reszta tej kontroli informacji. Jak tak się przyjrzeć tej historii, nawet tym historyjkom, które dzisiaj wyciągnąłem z rękawa, to każda kontrola tej informacji kończy się jakimś drobnym dramatem, czasami większym lub mniejszym. Czasami kończy się właśnie tak, jak skończyło się ze współczesną nauką. Oby zaczynała się tak jak u Goethego, a nie tak, jak się skończyła u Newtona. Oby, moi drodzy. I wygląda na to, że moje „oby” jest już tylko i wyłącznie czystym marudzeniem do mikrofonu. Bo cóż, mama natura skazała nas na tą wycieczkę do szkoły. Tak że tak czy siak przed nami dużo ciekawych informacji.
Myślę, że nadchodzą. Nadchodzą i myślę, że być może lawinowo. Kto to wie? Zauważymy to dokładnie tak samo jak internet albo telefony komórkowe. Na początku będzie lekka sensacja, że facet wchodzi z walizką, którą musi odstawić na bok, otworzyć, wyciągnąć telefon na kabelku i pogadać przez pięć minut. I to jest coś. To jak z krokodylówką na plecach. A teraz każdy ma coś w kieszeni, coś mu brzęczy i może sobie pogadać z całym światem. Tak zwyczajnie od ręki. I wydaje się to takie normalne, prawda?
Jakby się nigdy nic nie stało. My po prostu jesteśmy chyba pierwszym pokoleniem. Jesteśmy zafascynowani tym nawet nieświadomie. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wykręciło to świat w drugą stronę, jakie procesy się dzieją dookoła. Być może właśnie dlatego troszeczkę oszaleliśmy, że na czas naszego życia na tej planecie przypadł właśnie taki moment, że nagle nastąpił taki potężny bum i zmieniło się tak wiele. Nasze sposoby komunikacji, percepcja o takim nawet czysto materialnym świecie, która za każdym razem, kiedy wchodzimy w te wszystkie odmęty i zaczynamy je badać do samego najbardziej czarnego, odmętnego kąta, który jest gdzieś tam schowany w tym wszystkim, i się okazuje, że znajdujemy właśnie ciągle bardzo podobne anomalie, które mówią nam o tym, że to wszystko jest taką właśnie kosmiczną strukturą. Proszę państwa, ciekawa historia. Ciekawa historia. Ta cała informacja z tym związana i że to wszystko falami sobie przychodzi, że te fale właśnie takie nieobliczalne. Znaczy obliczalne, bo wiemy, że przyjdzie.
Nieobliczalne, bo nigdy nie wiemy, co ze sobą przyniesie, poza tym, że przynosi same dobre rzeczy. Bo tak jak powiedział Pichot, ja też tak twierdzę i też uważam, że nie jesteśmy tu pierwsi, bo od tysięcy lat prawdopodobnie ludzie to wiedzieli, że to jest zdrowe po prostu, kiedy ta informacja sobie tak swobodnie przepływa, kiedy ona jest istotą tej natury, a nie jakimś elementem, który został sfety szyzowany dla jakichś tymczasowych, lokalnych potrzeb wynikających z choroby popularnie zwanej space madness, czyli szaleństwa w kosmosie. I jesteśmy kosmonautami na tym kosmicznym statku zwanym Ziemią. Zdarza się. Zdarza się nawet w najlepszej rodzinie, proszę państwa. Pozdrawiam wszystkich. I tych, którzy mają objawy space madness i tych z nas, którzy jakoś sobie radzą z tym kosmicznym szaleństwem. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy offline. Pozdrawiam słuchaczy online. Wszystkich tych, którym się udało coś dzisiaj napisać na czacie.
Zaraz tam rzucę okiem. No i pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium, które retransmituje Hiperprzestrzeń. I zapraszam w ogóle do wszelkich pozostałych audycji w Radiu Na Fali, do całego archiwum. I jeszcze raz na sam koniec dziękuję wszystkim mecenasom, którzy wspierali radio w poprzednim miesiącu swoimi dziarskimi wpłatami. Tak że dzięki wielkie z całego serca. Kraska, Aldona, Katarzyno, Aleksandro, Łukaszu, Gibonie, Dariuszu, Krzysztofie, Mateuszu, Grzegorzu, Tomaszu, Mariuszu, Patryku i Macieju. Peace and love, kochani. Wielkie dzięki z całego serca za zostanie i bycie mecenasami Radia Na Fali. Dzięki serdeczne też Rafałowi, Maciejowi i Patrykowi za wsparcie w tym miesiącu. Peace and love, kochani, wielkie dzięki.
Przypominam, że prezencik za parę chwil będzie już w drodze do jednego z was, kochani mecenasi. Tak że jeszcze raz wielkie dzięki za wysłuchanie mojego dzisiejszego odcinka, a właściwie dociekań o naturze informacji. W sumie nie powiedziałem nic rewelacyjnego, nic odkrywczego, ale myślę, że warto było jeszcze raz wzmocnić to pole morfogenetyczne tej informacji. Tak że stawiam was w tym wzmocnionym polu, moi drodzy, z waszymi własnymi refleksjami. Zapraszam na wieczorową porę do Radia Na Fali. I to tyle. Zatem do usłyszenia następnym razem. Słuchaliście RadiaNaFali.com.