[00:01] - To think for yourself and question authority.
[00:06] - Dzień dobry. Dzień dobry, proszę państwa. Właściwie dobry wieczór albo jakoś tak w Radiu na Fali. Oczywiście witam was ja, Alain Jan Tomek w hiperprzestrzeni. To jest sobotni wieczór, słuchajcie, naprawdę. Okej, zwyczajem brytyjskim powiem o pogodzie. Nie mogę się od tego uwolnić. Zwyczajnie. Słuchajcie, jest paskudna pogoda na zewnątrz. Taka historia, że w ogóle jakbym miał psa, to bym w ogóle z domu go nie wygonił nawet.
Nie wiem, co bym zrobił wtedy z psem. Okej, dobra, zostawiam tą paskudną pogodę. Mam nadzieję, że gdzieś tam u was jest troszeczkę lepsza pogoda niż u mnie. Niekoniecznie takie żaby z nieba z wiatrem. No dobra, okej, zostawiam może pogodę. Tak czy siak mam nadzieję, że to będzie miły, radosny wieczór w Radiu na Fali. Mam wam ciekawą historyjkę dzisiaj do opowiedzenia jak zwykle. No i jak zwykle zaczynamy od pozdrowienia dla wszystkich mecenasów Radia na Fali. Peace and love kochani, wielkie dzięki za wspieranie. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy online, wszystkich was, którzy teraz siedzicie przed radiokomputerami i słuchacie tej hiperprzestrzeni.
Pozdrawiam wszystkich słuchaczy offline. Kobieto, mężczyzno, gdziekolwiek byście nie byli, czujcie się dobrze. No i oczywiście pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium i Radia na Fali. No i co mogę wam jeszcze powiedzieć dzisiaj na dzień dobry? Jak zwykle mogę wam przypomnieć o tym, że radio ma swojego Skype'a. Oczywiście, że ma swojego Skype'a. Jest coś takiego. Można zadzwonić, bo to wszystko się dzieje absolutnie live w Radiu na Fali. Skype do radia to oczywiście radionafali.com. Dokładnie jak domena, jak nazwa strony radia.
Na Facebooku znajdziecie dokładnie pod tej samej nazwie. Na Twitterze też znajdziecie Radio na Fali. Zresztą słuchajcie, żeby nie szukać specjalnie po Twitterach i Facebookach, macie linki na głównej stronie radia. Maszerować, klikać, dodawać, jeżeli oczywiście lubicie i korzystacie. Także zapraszamy serdecznie. Ja przypominam, że jest prezencik dla najbardziej hojnego mecenasa w tym miesiącu. Oczywiście jest to drugi tom Jarka Bzomy „Krajobrazu mojej duszy”, proszę państwa. Prezencik ufundowany przez Grzegorza, który prowadzi „Czas snu”, który się pojawia w wieczorowej porze właśnie w sobotę. W ogóle zapraszam do archiwum, do „Czasu snu” i nie tylko do „Czasu snu”, bo i do wszystkiego co tam się czai w archiwum. A żeby nie było, że zapraszam tylko do Radia na Fali, to zapraszam do zaprzyjaźnionego Radia Paranormalium, bo tam się prowadzą od jakiegoś czasu takie imprezy jak Debaty Ufologiczne.
Ja sobie zacząłem tak podsłuchiwać i powiem wam szczerze, z czasem to się rozkręca. Miło się słucha. Pozdrawiam wszystkich jak zwykle uczestników debat i wszystkich słuchaczy i Velliosa. Miła inicjatywa. Także polecam serdecznie, jeżeli się nudzicie. No i zapraszam oczywiście do wszystkich audycji Radia na Fali jak najbardziej, żebyście nie zapomnieli pomiędzy tymi wszystkimi innymi rzeczami, innymi audycjami, innymi radiami o tym, że tu jest piękne archiwum, które sobie czeka na was. Dobra, to ja zostawiam wszystkie ogłoszenia moi drodzy, bo to właściwie już tyle z tych ogłoszeń na dzisiejszy wieczór. Ja dzisiaj będę taki mało ogłoszeniowy. Ja dzisiaj w ogóle jestem zrelaksowany i zamierzam wam opowiedzieć taką ciekawą, relaksacyjną historię. Troszeczkę w nawiązaniu do odcinka sprzed tygodnia, gdzie gościem była pani astrolog.
Dokładnie. To zapraszam, żebyście sobie odsłuchali, jeżeli jeszcze nie słuchaliście. Ja dzisiaj nawiążę troszkę do tej astrologii. Opowiem o takim ciekawym eksperymencie i tak dalej. Jak to jest z tą ezoteryką? Tak dzisiaj będę próbował się zastanowić nad odpowiedzią na owo pytanie: jak to z tą ezoteryką jest? Aż sobie język połamałem na tej ezoteryce. Jak jest z tą astrologią? Jak jest z tymi naukami, które są uznawane za takie magiczne troszeczkę, prawda? Nieuniwersyteckie.
Nie tam żadna fizyka, matematyka. Dyplomu z tego nie ma. No właśnie, jak to z tym jest? Bo są bardzo ciekawe eksperymenty dookoła, o których tam się normalnie oficjalnie nie mówi jak zwykle, bo te eksperymenty są troszkę takie szalone i tak dalej. Także dzisiaj się zastanawiam nad tym wszystkim jak zwykle. Także zapraszam was, jeżeli macie jakieś przemyślenia związane z astrologią, z ezoteryką, żebyście dzwonili, a szczególnie chodzi mi o przepowiadanie przyszłości, to dzwońcie jakby co. Radionafali.com taki jest adres na Skype. Moi drodzy, a ja jak zwykle muszę zacząć od muzyczki. Dzisiaj sobie obiecałem, że nie będzie tak jak zwykle, że zapominam włączyć tej muzyczki i prawie w ogóle nie ma muzyczki. Dzisiaj się uparłem, że nie wiem jak, ale postaram się tak zmobilizować ze sobą, żeby ta muzyczka tutaj była, proszę państwa, bo tej muzyczki jest dzisiaj troszeczkę i mam nadzieję, że jest całkiem miła i że nam miło będzie towarzyszyła podczas tego radosnego wieczora w radionafali.com oczywiście w hiperprzestrzeni retransmitowanej w Radiu Paranormalium.
Ja mam na imię Tomek. Co więcej chcecie wiedzieć? Co więcej? No to myślę, że chyba na razie wystarczy. Zatem posłuchajmy sobie muzyki. Numer, który mi dosłownie siedzi non stop na uszach przez ostatni tydzień. Tak przy okazji swoją drogą. Ja dzisiaj tak popuszczam zwyczajnie jak zwykle to, co mi siedzi ostatnio na uszach. RadioNaFali.com, proszę państwa. Hiperprzestrzeń.
Ja mam na imię Tomek. Przy okazji dziękuję słuchaczowi Edmonton. Jak się okazało, wysłał mi informację o tym, jak wygląda tam za oknem, żeby nie było, że ja jestem jedynym świrem, który mówi ciągle o pogodzie, jak zaczyna rozmowę. To jest nas już dwóch. W Edmonton jest, żeby nie było, 60 centymetrów śniegu za oknem. Tak że pozdrawiam serdecznie. Ja czuję się tutaj naprawdę wakacyjnie. Żadnego śniegu. Rewelacja. No dobra, czas najwyższy wrócić, a właściwie zacząć temat dzisiejszej Hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali i zastanowić się, jak to jest z tą ezoteryką, astrologią.
Specjalnie robię to „hmm”, żeby nadać tajemniczego posmaku całej tej opowieści. Jak to z tym wszystkim jest? Bo są bardzo ciekawe eksperymenty z zupełnie innej strony. Od strony czysto, można powiedzieć, naukowej, mainstreamowej, gdzie ludzie zajmujący się socjologią, matematyką i historiami związanymi z przeliczaniem dużej ilości numerów na kartce papieru za pomocą komputerów i kalkulatorów, z dużą ilością dyplomów, wzorów i tak dalej, postanowili też się zająć tym tematem. Pojawił się jeden taki dżentelmen, szczególnie właśnie w tym temacie. To tak à propos dzisiaj nawiązuję do odcinka sprzed tygodnia, gdzie gościem była Asia, która jest astrologiem i takim konkretnym. Asia tu jeszcze się pojawi. Pozdrawiam w ogóle bardzo serdecznie, jeśli słucha w tym momencie. Są takie eksperymenty, proszę państwa. Tak że dzisiaj opowiem wam o tym eksperymencie.
Jest to intrygująca historia. Anyway, ale zanim opowiem o tym eksperymencie zrobionym przez profesjonalnych, tak zwanych naukowców, to opowiem wam o swoim eksperymencie. Bo astrologia, co oznacza astrologia? Generalnie w bardzo wielkim skrócie, żebym tutaj Asi nie zabił, to jest takie przypasowanie naszych cech charakteru do konkretnego znaku zodiaku. Że jakiś zestaw cech charakteru pasuje do tego znaku zodiaku, kolejny zestaw do kolejnego znaku zodiaku i tak dalej. Jest 12 znaków zodiaku, 12 głównych cech charakteru. Na tym między innymi się oparł jeden z myślicieli, którego sobie bardzo cenię, Carl Gustav Jung. Człowiek, który stworzył niejako podstawy współczesnej psychiatrii na dobrą sprawę. Chociaż nie wiem, czy to dobrze brzmi, czy źle brzmi, czy to jest zasługa, czy wręcz przekleństwo. Nie mam pojęcia, ale generalnie ten dżentelmen stworzył podstawy myślenia o nas samych.
Z powrotem przywrócił pewne standardy, które można nazwać poniekąd alchemicznymi standardami. To funkcjonuje we wszystkich starych religiach indyjskich, indiańskich i tak dalej. My w Europie zapomnieliśmy o takich rzeczach przez jakiś czas. Była inkwizycja i nie tylko. Palono dużo książek i pewne idee wyparowały. Później pewne idee wróciły. I Carl Gustav Jung był tym kolesiem, który przywrócił ideę archetypów. Zajmował się jako pan psycholog badaniem ludzkich archetypów i wyszczególnił 12 cech charakteru. Okazało się, że pasuje tak jak horoskop, że mniej więcej są podobne korelacje i tak dalej. Stąd to się wzięło.
Napisał o tym parę książek. Tak że ja wam tu nie chcę skracać za bardzo tej całej historii, bo myślę, że jest warta przeczytania. Jest taka świetna publikacja Carla Gustava Junga. Nazywa się chyba „Sny i wspomnienia”. To jest zbiór. Nie wiem, jak to jest opisane, bo występuje w różnych opisach. To jest zbiór jego krótkich prac tudzież rozważań na pewne tematy zebranych do kupy. Generalnie wyszła jako książka w Polsce. Nie wiem, czy jest aktualnie dostępna. Bardzo ciekawa publikacja.
Ona tam się zaczyna mniej więcej od takiego tekstu pod tytułem: „Jestem już stary i właściwie mam gdzieś, co o mnie pomyślą. To teraz wam napiszę, co tak naprawdę myślałem”. Coś w tym stylu. Żartuję. Jest napisana w ogóle nie taką akademicką, można powiedzieć medyczną nomenklaturą jak normalnie prace wszystkich naukowców w tamtych czasach, tylko napisana normalnie po ludzku. Jest o snach, jest o wielu bardzo ciekawych rzeczach. I tam jest wytłumaczenie, o co chodzi z tą historią, z 12 archetypami, takimi głównymi cechami charakteru. Polecam serdecznie każdemu, bo naprawdę myślę, że świetna lektura. Książkę czyta się rewelacyjnie. Tak że zapraszam.
Nie będę tu się rozpływał za bardzo nad tym, bo to w ogóle historia głęboka jak wszystkie studnie na tej planecie podejrzewam. Może kiedyś się skuszę, żeby o tym opowiedzieć, ale to może kiedyś. Mniejsza o to. Sytuacja wygląda tak, że mamy cechy charakteru, 12 znaków zodiaku. Do każdego pasuje coś konkretnego i to jest zestaw cech i właściwie sytuacji. Właśnie tu jest ciekawa sprawa. Jak byłem młody, to pewnego razu zrobiłem taki eksperyment. To jeszcze były czasy, kiedy telefony były na kablu i na telefon się czekało. Dostawało się telefon z bardzo krótkim numerem. Pamiętam do dziś swój numer telefonu.
Jeżeli chcecie zadzwonić pod ten nieistniejący numer 51 37 73. Do dzisiaj pamiętam. Taki klasyczny telefon z wykręcanymi oczywiście numerami na tarczy. Anyway. Robiliśmy taki eksperyment, a szczególnie właściwie ja wpadłem na pomysł, że sprawdzę, jak to jest z tą astrologią. Eksperyment wyglądał dokładnie tak, że brałem sekwencję horoskopów na przykład tydzień do przodu dla wszystkich znaków zodiaku. I co robiłem? Dzwoniłem po kolei po wszystkich swoich znajomych. Wcześniej ich uprzedziłem. Spytałem, jakie mają znaki zodiaku.
To w ogóle znajomych z klasy, znajomych ze szkoły, z podwórka i tak dalej. Wszystkich tych, którzy mieli telefony w tamtych czasach. Nie każdy akurat wtedy miał telefon, ale generalnie większość już powoli miała. Numer polegał na tym, że znałem ich oryginalne znaki horoskopu i na przykład dzwoniłem do dziewczyny, która była tak zwaną przecież wagą i czytałem jej znak horoskopu, który przynależy rybom. Pytałem się, jaka jest zgodność. Tam było w punktach wyszczególnione, na czym polegała ta zgodność. Ja sobie wypełniałem coś w rodzaju formularzu i Robiliśmy taki test. Nie ja jeden, bo jeszcze mój dobry przyjaciel z czasów dzieciństwa też mi pomagał przy tym teście. No i wyszło na to, że właściwie jest to taka centralna ściema. Efekt placebo jest nieprzeciętny.
Były to raczej dobre horoskopy, nie jakieś katastroficzne, że coś się stało i tak dalej. No i właściwie każdy się zgadzał z tym horoskopem. My wiedzieliśmy jako prowadzący, że to jest wszystko oszustwo. Natomiast nasi respondenci, uczestnicy eksperymentu nie mieli o tym bladego pojęcia. No i tu się okazało, że trafiłem na informację związaną z tym, że właściwie horoskop jest troszeczkę przesunięty, bo jest zjawisko precesji i tak dalej, i że to się troszkę inaczej wylicza. To w ogóle wytłumaczyła akurat w poprzednim odcinku dosyć dobrze Asia. Także zapraszam serdecznie, żebyście tam sobie zajrzeli, jeżeli jeszcze nie słuchaliście poprzedniej „Hiperprzestrzeni” o astrologii. Właściwie myślę, że chyba pierwszego odcinka, bo będzie trochę więcej. Taką mam nadzieję. Trzymajcie kciuki.
No i generalnie wtedy dowiedziałem się o takich anomaliach, że tam są jakieś takie przesunięcia i tak dalej, i że niekoniecznie ten mój eksperyment tak naprawdę ma jakikolwiek sens, bo właściwie przeprowadziłem go w taki sposób, że to nie ma nic wspólnego z horoskopem, astrologią i wszystkimi tymi rzeczami. Bo zaraz po przeprowadzeniu tego eksperymentu rzuciłem się na takie zawodowe podręczniki do astrologii. Zacząłem sobie sprawdzać, na czym właściwie polega ta cała wiedza. Bo ja tak postanowiłem po prostu obalić jakąś tezę, którą sobie wymyśliłem i przypisałem w swojej własnej głowie do astrologii i myślałem, że to jest głównie takie przepowiadanie gazetowe, właśnie jarmarczne przyszłości czy coś w tym stylu. No i zrobiłem ten eksperyment właściwie tylko po to, żeby udowodnić sobie swoją własną tezę. Nic więcej, nic mniej. No tak się czasami zdarza, proszę państwa. No i później postanowiłem przestudiować temat i okazało się, że jest zupełnie inaczej i że temat jest troszkę bardziej złożony. No i okazało się, że nie ja jeden postanowiłem zrobić eksperyment na ten temat i pojawił się taki eksperyment na początku lat 80., a właściwie oryginał tego eksperymentu sięga pamięcią do lat 50. Poprzedniego stulecia oczywiście, czyli 1955 rok, kiedy to została opublikowana książka, w której ten efekt został opisany, proszę państwa.
Ale zanim opowiem o tym eksperymencie, opowiem o tym z lat 80., bo jest ich trochę więcej niż jeden. Dzisiaj mam zamiar wam powiedzieć dokładnie o trzech eksperymentach. No to zacznijmy od tego pierwszego. Ja będę skakał w czasie i przestrzeni jak zwykle. No wiadomo, „Hiperprzestrzeń”. Więc eksperyment odbył się pod koniec lat 80. zeszłego stulecia, czyli 1980 rok. Patronowała temu telewizja BBC na potrzeby filmu dokumentalnego o astrologii i właściwie zgodności horoskopu z ludzkim życiem, charakterem i tak dalej. No i postanowiono zrobić taki eksperyment z fałszywym horoskopem. Eksperyment polegał na tym, że wybrano grupę 12 uczestników.
Każdemu wyliczono jego horoskop. Taki normalnie, taki profesjonalnie wyliczany. Dokładnie to, czym się zajmuje Asia, tudzież każdy profesjonalny astrolog. No i te horoskopy, że tak powiem, pomieszano sobie. Wzięto do eksperymentu grupę astrologów. Oryginalnie zgłosiło się ich czterdziestu paru, ale tuż przed eksperymentem się znacząca większość z tych dżentelmenów wycofała z tego całego zamieszania i zostało ich tylko paru. No i tych paru astrologów typowało, do kogo należy, po bardzo krótkiej rozmowie z tymi ludźmi, do których należały te horoskopy oryginalnie. Mieli wytypować, czytając horoskop, do kogo należy właściwie dany horoskop. Mieli tak elegancko odgadnąć po cechach charakteru. Tak sobie dopasować szybciutko.
Tam był jakiś taki prosty kwestionariusz i tak dalej. Ten eksperyment jest, zdaje się, gdzieś tam opisany w internecie, także nie będę was tu zanudzał tymi wszystkimi technicznymi sprawami. On był tak przeprowadzony dosyć solidnie. No i w pierwszej grupie, która została poddana temu testowi, okazało się, że na 12 uczestników i mniej więcej bardzo podobną liczbę astrologów wyszło dokładnie sześć trafień. No czyli co to dużo mówić, 50 na 50. Z tym że jedno z tych trafień jest takie niepełne. Ono jest z pewnych jakichś tam powodów eksperymentalnych troszeczkę tak uznawane przez niektórych za nieodbyte, przez niektórych za odbyte. Niektórzy twierdzą, że to jest właściwie pół trafienia, coś w tym stylu. No ale nawet jeżeli byłoby to pięć, to statystyka jest dosyć zatrważająca, bo właściwie oznacza to, że 40% informacji o przyszłości gdzieś dookoła nas w jakiś sposób jest i jest ukryta w tym całym horoskopie. No bo w końcu te pięć trafień na 12 to tak czy siak robi dosyć sporą procentową przewagę.
Jest to więcej niż jakiekolwiek losowe wydarzenie. Losowość wydarzeń statystycznie kończy się po jakimś tam progu, zdaje się chyba 20 czy coś koło tego. Tam jeszcze się wylicza cykle dookoła, bo wiadomo, że jak się powtarza w cyklach, no to też jest raczej nie tyle losowy, ile coś tam za tym stoi i tak dalej. Nie chcę tutaj was zamęczać całą historią związaną ze statystyką i wszystkimi metodologiami pomiaru tego, co się dzieje i zapisaniem tego w postaci grafu tudzież krzywych pnących się po długich kartkach i wykresach na monitorach. Czy jakoś tak, proszę państwa. No mniej więcej w pierwszej grupie wyszło tak w okolicach sześciu trafień na 12 horoskopów. No moim zdaniem całkiem nieźle. Druga grupa miała już siedem trafień, czyli o jedno tudzież o półtorej trafienia więcej. No tu się można zastanowić, czy przypadkiem mamy do czynienia z polem morfogenetycznym, o którym pisze Rupert Sheldrake, czyli tym polem informacji, które jest dookoła nas. I to są te eksperymenty, gdzie szczury w Nowym Jorku, które przechodzą labirynt, uczą wszystkie szczury na świecie, jak przejść taki labirynt i wysyłają informację do tego owego pola morfogenetycznego.
No i ta informacja trafia do szczurów na przykład w Londynie i okazuje się, że ta druga grupa testowa szczurów, która jest wysyłana do takiego samego labiryntu, ale już w Londynie, przechodzi go o wiele szybciej. No i się okazuje, że te eksperymenty potwierdzają coś takiego. No i tu można się zastanawiać właściwie, czy mamy do czynienia No właśnie, z czym mamy do czynienia? Bo okazuje się, że mamy zjawisko pola morfogenetycznego, które jest postulowane już tak dosyć solidnie w nauce, chociażby przez Ruperta Sheldrake'a. Myślę, że jego prace są wam całkiem nieźle znane. Jeżeli nie wiecie, o kim mowa, to zapraszam do „Hiperprzestrzeni”. Gdzieś tam z przeszłości jest troszeczkę na temat pola morfogenetycznego i o czym w ogóle jest cała ta teoria. Co tu dużo mówić, bo taka nazwa bardzo skomplikowana „pola morfogenetyczne” brzmi jak nie wiadomo co, kurde, wypadło po prostu z mądrej książki, się rozbiło o podłogę. W zasadzie chodzi o informację. Chodzi o to, że jest potencjał informacji.
Uczymy się czegoś i to w postaci bąbelków powietrza sobie zamieszkuje gdzieś w przestrzeni dookoła nas i automatycznie jest dostępne dla każdej żywej istoty, która znajduje się w zasięgu tego samego pola. Nie wiadomo właściwie tutaj, czy ten eksperyment można niejako podciągnąć pod pole morfogenetyczne, patrząc tak bardzo naukowo, czy też jest to eksperyment dotyczący zgodności rzeczywistej takiego horoskopu z naszym życiem. Jak się okazuje, właściwie nie stoi tutaj nic na przeszkodzie. Nie są to argumenty, które się wykluczają. Jak na ironię okazuje się, że są to rzeczy, które doskonale się uzupełniają, bo to, o czym jest mowa w owym horoskopie, to jest nasza niejako podległość. Nie wiem, czy podległość. W pewien sposób jesteśmy nacechowani pewnymi mocami, które są przyporządkowane do ruchów gwiazd na niebie, do ruchów tych wszystkich sfer niebieskich, tych niewidocznych, subtelnych energii, o których czasami się mawiało dawno temu przy tych dziwnych maszynach, o których tak niewiele wiemy, że to są sympatyczne moce przyciągania i że one tworzą cały kosmos dookoła nas. Jest coś takiego w tym wszystkim, że to jest ta informacja w polu i okazuje się, że właściwie mamy potwierdzenie tej informacji na wielu aspektach. Okej, możemy teraz tylko się zastanawiać, z jaką przewagą. Czy to jest przypadkiem działanie pola morfogenetycznego, czy to horoskop?
Ale tutaj wygląda na to, że potencjalny horoskop ma coś wspólnego z tym polem informatycznym dookoła nas. Być może jest to taka bardzo śmiała i wybiegająca gdzieś tam daleko przed szereg hipoteza. Ale, moi drodzy, za chwilę wam opowiem o kolejnym eksperymencie, takim troszkę lepiej opisanym i zostawiającym jeszcze mniej złudzeń dotyczących natury tych dziwnych, tajemniczych mocy gwiazd, jak mawiali dawni nasi przodkowie. To co? Jakaś muzyczka? To jakaś muzyczka, moi drodzy, żeby nie było, że tak tylko siedzę i opowiadam. A wy oczywiście słuchacie sobie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. Ja mam na imię Tomek. Audycja jest retransmitowana w Radiu Paranormalium. Zapraszam na czata Radia Na Fali.
Ja tam sobie siedzę, nawet czasami zaglądam okiem. Za chwilę wam tam podrzucę jakieś linki zapewne. Tak że zapraszam serdecznie. I przy okazji zapraszam do jakiegoś tańca czy coś takiego. W końcu jakaś sobota. W końcu trzeba się poruszać, prawda? Łapcie tam dziewczyny za pas i o bertasa. RadioNaFali.com, „Hiperprzestrzeń”. Ja mam na imię Tomek. To lecę dalej z tą opowieścią, moi drodzy.
Po tym całym zamieszaniu z tymi eksperymentami czas chyba na ten najważniejszy eksperyment. Taki dziwny eksperyment w każdym razie. Wszystko zaczyna się w 1955 roku. W rzeczywistości zaczyna się o wiele wcześniej i tak dalej. Zaczyna się z postacią Michela Goukenelza. Jest to Francuz mieszkający w Paryżu. Człowiek, który zajął się studiowaniem matematyki, studiowaniem statystyki i zaczyna pisać prace statystyczne na różne tematy, jakby opracowywać różne metodologie badania, kto jest mniej, kto jest bardziej utalentowany. W tamtych czasach było to dosyć popularne. Musimy pamiętać, że eugenika w tamtych czasach święciła sukcesy i wszyscy zastanawiali się, jakie cechy charakteru są związane z jakimi cechami fizycznymi, żeby produkować taką armię władców świata, super ludzi czy jakoś tak. I wiele takich eksperymentów, badań się wpisywało doskonale w tą całą teologię.
Między innymi w ogóle takie podejście właśnie, jak znaleźć i wyselekcjonować tych najlepszych. I tutaj statystyczne metody się pojawiły na horyzoncie stulecia. I wszyscy naukowcy postanowili, może nie wszyscy, ale znakomita część właśnie matematyków, rzucić na owe metody. I zaczęli badać te wszystkie rzeczy. I w 1955 roku Goukenelz publikuje swoją książkę, która się po angielsku nazywa „The Influence of the Stars”, czyli „Wpływ gwiazd”. Ciekawa książka. Słuchajcie, psycholog zajmujący się statystyką, jeszcze dodatkowo studiujący matematykę. W ogóle taka dziwna historia. Książka jest naprawdę dziwna i mówi o pewnym bardzo dziwnym eksperymencie, którego efekt został nazwany Mars Effect, czyli efekt Marsa. Na czym polegał ten eksperyment?
Chodziło o sprawdzenie, jak wysoce właściwie, jak daleko są połączone zawody przez nas wykonywane z naszym horoskopem. W ogóle nasze predyspozycje, to, czy osiągamy sukces, czy sukcesu nie osiągamy. Jak to jest wszystko sklejone? Jak dokładny jest ten nasz horoskop w określaniu tych wszystkich cech charakteru? Więc Goukenelz poszedł sobie do Instytutu Francuskiej Akademii Nauk w Paryżu i wyciągnął sobie papiery kilku naukowców, zaczynając od jednego z noblistów, zdaje się. Od Ludwika Pasteura. Dokładnie. Postanowił postawić mu horoskop i sprawdzić, czy faktycznie Pasteur miał w ogóle kiedykolwiek w swoim horoskopie ten spektakularny sukces naukowy, sławę i tak dalej. Ten cały dorobek. Okazało się, że faktycznie ma i że w jego horoskopie jest bardzo ciekawa tendencja, mianowicie tendencja, która wskazuje na duży wpływ Marsa na jego charakter.
Taki wpływ Marsa, ale od strony astrologicznej, proszę państwa. Tutaj pan psycholog zajmujący się statystyką nie zwariował wcale. Po czym stwierdził, że skoro najbliżej jest astrologii, najbliżej jest horoskopu, to zacznie studiować to statystycznie, używając normalnych naukowych metod, ale pod kątem właśnie owych astrologicznych rewelacji. Zaczął to studiować. Oczywiście przysporzyło mu to masę wrogów, którzy stwierdzili, że nie są to naukowe metody badania i że w ogóle astrologia, która jest z geocentrycznego punktu widzenia nieuznawana w jakikolwiek sposób przez naukę, bo to troszeczkę tak, jak powoływać się na to, że Ziemia jest płaska. Przynajmniej tak można porównać te dwa stany w dzisiejszych czasach. Została wzmożona krytyka wysłana w kierunku jego książki. W ogóle pojawiło się bardzo dużo krytycznych artykułów. Kilka uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych opublikowało bardzo poważne prace odsądzające go od czci i wiary na ten temat. Ale słuchajcie, o co w ogóle chodzi w tym Mars Effect?
Tak jak wspomniałem, na horoskopie Ludwika Pasteura jest taka anomalia. Jak w ogóle wygląda ten zapis horoskopowy? Tak sobie gadaliśmy w zeszłym tygodniu o tym horoskopie, a nie wszyscy z was może kojarzą. Tak szybciutko opiszę. To jest troszeczkę tak, jakbyśmy sobie narysowali kółko i w kółku narysujemy sobie potencjalnie krzyżyk. Mamy oś poziomą i oś pionową tego wszystkiego. Mars jest mniej więcej gdzieś troszeczkę na godzinie pierwszej po 12.00 na tym naszym kółku, które sobie narysowaliśmy. Gdzieś w tej okolicy. Rysujemy sobie kwadrat. Ten kwadrat z reguły ma boki w miarę równo wpisane właśnie w te czubki owego krzyżyka, który się automatycznie robi w środku tego naszego kółka.
Czyli mamy troszkę takie przesunięte o 10 stopni, coś koło tego. Generalnie te rogi naszego kwadratu, właściwie on zaczyna wyglądać jak gwiazdka, uderzają dokładnie w te same specyficzne miejsca na okręgu. Okazuje się, że po zebraniu kilku naukowców z owej Francuskiej Akademii Nauk, takich wielkich sław stulecia, wielkich odkrywców, wynalazców, noblistów i tak dalej, i zrobieniu im wszystkim horoskopów, ponieważ tam była zwyczajnie taka możliwość, gdyż we Francji, moi drodzy, jest od set lat taka zasada, że zapisuje się urodzenie razem z godziną we wszystkich dokumentach, tak że można sobie elegancko prześledzić każdego delikwenta i ma się wszystkie dane do wystawienia poprawnego horoskopu dotyczącego czasu urodzenia i tego, co się może delikwentowi przydarzyć. Po zestawieniu tych wszystkich wyników, tych wszystkich wielkich naukowców z Francuskiej Akademii Nauk okazało się, że wszyscy ci wybitni mają taką samą specyficzną anomalię na tym grafie. Dokładnie ten ich wykaz mocy, można powiedzieć ten kwadracik, czy właściwie taka gwiazdka na bazie kwadratu, która się tam pojawia w tym kółku, dokładnie zahacza o te same miejsca na okręgu. Te same miejsca są związane właśnie z planetą Mars. Ja tu nie będę wam tłumaczył wszystkich tych astrologicznych znaczeń z tym związanych, bo nie jestem tutaj specjalistą. Tak jak wspomniałem, niebawem się pojawi jeszcze raz Asia i ją o to tak czy siak wypytam bez dwóch zdań. Nazwano to Mars Effect, że właśnie na horoskopie owych wszystkich tych wielkich naukowców z Francuskiej Akademii Nauk wszyscy mają takie skrzywienie, jakby urodzili się właśnie z takimi silnymi mocami Marsa i Saturna. Później, żeby sprawdzić ten eksperyment, czy naprawdę wszystko jest okej, nasz naukowiec Gauquelin postanowił poszerzyć to pole eksperymentu, biorąc po prostu coraz większe grupy kontrolne.
Na kolejne ruszta poszli aktorzy, politycy, żołnierze, sportowcy, artyści i pisarze. Zrobił taką listę, spisał to wszystko, zajęło to parę lat i zaczął publikować te wszystkie rzeczy. Okazało się, że faktycznie tam też jest zjawisko takiego patternu, który się nazywa właśnie Mars Effect, tylko że jest troszeczkę przesunięty. Okazuje się, że na przykład artyści względem naukowców i sportowców są jakby przesunięci w drugą stronę. Tak jakbyśmy mieli lustrzane odbicie, bo się okazało, że naukowcy i sportowcy mają dokładnie taką samą anomalię, czyli mają ten efekt Marsa na swoim horoskopie. Nikt nie ustanie tego zanegować, bo po sprawdzeniu tych wszystkich danych, a to taki pan od statystyki, który tam przeszukiwał wszystkie te roczniki statystyczne, wpisywał dane. Tam tych wszystkich ludzi do grupy testowej było już parę tysięcy. Okazuje się, że wynik jest bardzo podobny, że generalnie ludzie tak zwanego sukcesu w odpowiedzi na to pierwotne pytanie wykazują się dosyć specyficznym horoskopem, którym nie wykazują się inni. I to też nie do końca, bo okazuje się, że ludzie sukcesu w konkretnych dziedzinach mają ten punkt lekko przesunięty na przykład na właśnie Marsa, a inni już na przykład na Jupitera albo na jakąś tam inną planetę. Chyba na Jupitera zdaje się.
Nie pamiętam już dokładnie wyników całego tego eksperymentu. Zostało to opisane chyba w 20 tomach, ponieważ każda ta grupa testowa była poddawana badaniom. Były robione te wszystkie obliczenia statystyczne i to wszystko było publikowane normalnie w takich tomach akademickich. To jest dostępne w języku angielskim i francuskim. Wywołało to taką niezłą sensację w nauce, bo się okazało, że jest jakiś taki dziwny pattern, który właściwie opiera się na jakiejś nieistniejącej mocy, której oficjalnie nauka w ogóle za żadną cholerę nie chce uznać. No właśnie, jak tu ugryźć? Właśnie. I tu pojawiło się kolejne rozwiązanie. Żeby ugryźć jeden eksperyment, dobrze by było powtórzyć ten eksperyment jeszcze raz. I powtórzono ten eksperyment.
Ale zanim wam opowiem, co wynikło z powtórzenia tego eksperymentu, może odrobinę muzyczki, moi drodzy, a oczywiście słuchacie „Hiperprzestrzeni” w radionafali.com, retransmitowanej też w Radiu Paranormalium. Radionafali.com, „Hiperprzestrzeń”. Jak najbardziej. Wspomniałem o tej sytuacji, co zrobić, kiedy eksperyment zaczyna być dyskusyjny. Należy zrobić drugi eksperyment. Więc główny bohater Gauquelin zaprosił tak zwane Belgian Committee, czyli taką grupę poważnych naukowców z Belgii do tego, żeby powtórzyli ten eksperyment razem z nim. On im powie, o co w ogóle tam chodzi, oni będą go robili i tak dalej. Także nie ma problemu, jakby mieli jakiekolwiek pytania. Co tu dużo mówić, eksperyment powtórzono tak szybciutko, tylko żeby było w miarę precyzyjnie, żebyście wiedzieli na kim. Na belgijskich sportowcach.
Wzięto godziny, daty urodzenia, miejsce urodzenia i tak dalej. Zrobiono z tego horoskopy i okazało się, że faktycznie pattern Marsa się pojawia. I tutaj belgijscy naukowcy stwierdzili: „Zaraz, zaraz. To chyba jest jakieś logiczne uzasadnienie. Po prostu jest jakiś naturalny cykl związany chociażby z zimą, latem”. Takie były podejrzenia, że to jest po prostu wytłumaczenie bardzo prozaiczne, zwyczajne, dotyczące tego, że na wiosnę się robi więcej dzieci albo zimą się robi więcej, albo jakoś tak i że jakoś to racjonalnie można wytłumaczyć bez zmieniania całej nauki, wszystkich osób świata. Zrobiono taki eksperyment, że podzielono wszystkie te elementy, czyli nazwisko sportowca, datę urodzenia, miejsce urodzenia i godzinę urodzenia w kolumny, na cztery kolumny i przesuwano troszeczkę na zasadzie pasków, że wpisywano ich wszystkich w jednej linii, a później przesuwano troszeczkę tak, że każdy dostawał inną godzinę urodzenia, inną datę urodzenia i tak dalej, bo stwierdzono, że jeżeli jest to taki naturalny pattern, który właśnie jest związany chociażby z tym, że sportowcy urodzili się w większości zimą albo jakoś tak, czy na wiosnę, że jest jakiekolwiek inne logiczne uzasadnienie, że to logiczne uzasadnienie będzie się kryło właśnie za powtarzalnością owej anomalii tego tak zwanego efektu Marsa. I po przesuwaniu tych pasków okazuje się, że ten efekt Marsa kompletnie znika. On funkcjonuje tylko wtedy, kiedy wszystkie wyniki są naturalne, prawdziwe. Niezależnie od tego, że to wszystko wybitni sportowcy, którzy mieli wybitne wyniki w swoich dziedzinach, to nie jest istotne.
Po prostu każdy musi mieć oryginalną datę urodzenia, oryginalną godzinę urodzenia, miejsce urodzenia i tak dalej, bo inaczej jak przesuwamy, to okazuje się, że horoskop i w ogóle cała ta astrologiczna maszyna jest jakaś taka cwana, że widzi, że ją kantujemy i w ogóle nie wysyła nam żadnych takich informacji. Natomiast jak skleimy, tak jak powiedziałem, poprawnie, tak jak powinno być, od razu widzimy ów efekt Marsa. I formalnie, bo nie mają co zrobić, potwierdzają wyniki Gauquelina. Po tych wszystkich testach okazuje się, że faktycznie nasz naukowiec z Paryża ma rację. I oczywiście fala krytyki jego prac się wzmaga dosyć solidnie. Pojawia się kolejny test w 1975 roku. Paul Kurtz postanawia udowodnić, że to wszystko jest bzdura. I w ogóle stoi za nim taka ciekawa fundacja, bo to się nazywa Committee of the Science Investigation of Claims of Paranormal, taka grupa do badania wszystkich zjawisk paranormalnych. Takie CSI. Oczywiście było to związane właściwie, bo tak jak powiedziałem w skrócie CSI to jest skrót od Committee for Skeptical Inquiry, czyli takiego komitetu do sceptycznego rozważania spraw, można powiedzieć, powołanego właśnie do badania taką bardzo sceptyczną metodologią wszystkich dziwnych zjawisk dookoła, tak żeby odsączyć wszelkie podejrzenia o jakiekolwiek szalbierstwa i szarlatanerstwa.
I postanowiono zrobić jeszcze raz ten eksperyment. Ten eksperyment zrobiono, ale zrobiono to inaczej, bo naukowcy w Ameryce postanowili wziąć swoich tak zwanych najlepszych sportowców. Ale w Ameryce jest troszeczkę inaczej, bo tam najlepszy sportowiec to jest sportowiec, który jest najlepiej opłacany i on jest najczęściej wystawiany. Tam to jest biznes. Troszeczkę przypomina to taką pracę w korporacji. Że lepszy pracownik dostaje lepsze kontrakty, on jest lepiej promowany, go się wystawia w lepszych składach, dlatego ma więcej punktów i tak dalej. Jest taka polityka, która po prostu za tym stoi. Ci amerykańscy sportowcy bardzo często, chociażby tak jak ci, którzy grają w baseballa, dostają na przykład łupnia od takich trzecioligowych drużyn gdzieś z Dominikany albo z krajów trzeciego świata. To jest taki klasyczny numer, że najlepsza amerykańska baseballowa drużyna jest gorsza od podwórkowej drużyny w Dominikanie albo na Kubie. Wybrano tych najlepszych amerykańskich sportowców i wybrano ich takimi dziwnymi metodologiami, że właściwie część z nich w ogóle nie była amerykańska, tylko gdzieś tam na przykład jacyś gracze baseballowi z Kuby właśnie, którzy zostali adoptowani do Ameryki i tak dalej.
W każdym razie złamano Wiele restrykcyjnych zasad prowadzenia tego eksperymentu podczas doboru wszystkich uczestników tego eksperymentu. Po sprawdzeniu tego wszystkiego okazało się, że pattern znikł. Było to dowodem owego komitetu do tych sceptycznych studiów, można tak to określić po polsku, zakwestionowania całej metodologii naszego francuskiego naukowca i zakwestionowania w ogóle efektu Marsa, który się pojawia. Po chwili, po sprawdzeniu okazało się, że cała metodologia, którą się posługiwali, właściwie była specjalnie albo świadomie lub nie, bo można jak zwykle widzieć jakiś spisek, lub nie, była tak skonstruowana, że właściwie zaprzeczała znalezieniu tego patternu i szukaniu go we właściwy sposób. Później powtórzono te eksperymenty pomiędzy 1976 a 1977. Nazywało się to Challenge to Gauquelin, tak oficjalnie. Oczywiście znowu okazało się, że coś jest nie tak w doborze tych eksperymentatorów. Tam wybrano około 303 osoby, które wygrały jakieś mistrzostwa na zasadzie losowej. Szukano tego patternu. Szukano, szukano.
Okazało się, że nie znaleziono tego patternu. Była taka teoria, że nie dość, że źle dobierano tych wszystkich uczestników tego eksperymentu, to jeszcze specjalnie zrobiono to w taki sposób, żeby udowodnić, że to nie działa. Konkluzja była taka, że 303 amerykańskich lekkoatletów różni się od 42 paryskich lekkoatletów. To jest inna wysokość geograficzna, inne warunki i tak dalej. Jest to bardziej związane z tym, kiedy przychodzimy na świat, kiedy jest moment poczęcia, że ludzie poczynają dzieci na przykład częściej na wiosnę i tak dalej. Zrzucono na jakieś takie absurdalne rozważania te wszystkie konsekwencje tych eksperymentów. Nikt za bardzo nie chciał podnosić tej poprzeczki, żeby sprawdzić jeszcze raz dokładnie według tych oryginalnych ustaleń z 1955 roku. Tamci Amerykanie robili swoje własne ustalenia do eksperymentu i za każdym razem, kiedy chcieli powtórzyć jego eksperyment, robiąc to wszystko od zupełnie drugiej strony, okazywało się, że to nie działa. Została opublikowana książka, czyli całe rezultaty tych wszystkich testów w 1979 roku i po opublikowaniu tej książki Gauquelin zakwestionował oficjalnie metody, metodologię, które zostały użyte do przeprowadzenia tego eksperymentu i tak dalej. Tam jeszcze był jeden test w 1994 roku.
Okazało się, że po zrobieniu tego we właściwy sposób z powrotem pojawił się ten sam pattern. Okazało się, że już się pojawiło jakieś statystyczne wyjaśnienie, że oczywiście da się to opisać. Przy czym problem polega na tym, że jest związany właśnie z 12 sektorami na niebie, czyli z 12 znakami horoskopu, 10 tak zwanymi ciałami niebieskimi, czyli 10 gwiazdami, które przez te znaki horoskopu przechodzą. Wszystkie te kombinacje są dokładnie tymi samymi kombinacjami, które znajdują się w horoskopie, tym poprawnie wyliczanym, tym astrologicznym horoskopie. Faktycznie ten pattern istnieje. Co z tym wszystkim zrobić? Bo się okazuje, że coś takiego jak jakaś predefinicja, jakieś predyspozycje, które dostajemy z kosmosu, istnieją, do nas docierają. Ta grupa kontrolna z Ameryki oczywiście twierdziła, że w ogóle jest brak jakichkolwiek wyników potwierdzających. Później zrobiono te badania, zrobiono je na Berkeley w ogóle, żeby było zabawniej i jedna z pań profesor, która je prowadziła, Elizabeth Scout, potwierdziła tą anomalię. Próbowano zrobić dokładnie to samo.
Wprowadzić zmiany, żeby obalić test na zasadzie metodologii statystycznej. I się okazało, że znowu jest ta sama historia, że Mars effect, czyli efekt Marsa jest widoczny tylko wtedy, kiedy wszystkie dane są właściwie zestawione, dotyczą rzeczywistych mistrzów. Gdzieś tam są opisane warunki tego eksperymentu. Ja tu was nie chcę zanudzać. Jeżeli jest przeprowadzany powtórnie, dokładnie w taki sposób, w jaki został po raz pierwszy zrobiony, jak został opisany, zawsze wskazuje dokładnie na te same wyniki. Ciekawa rzecz. I potwierdza ową statystyczną anomalię. Nikt oficjalnie właściwie za bardzo nie chce się w tym grzebać, bo nie wiadomo, jak to ugryźć. Bo w sumie astrologia, horoskopy to są bajki dla dorosłych, prawda? To nie jest coś, co normalny, porządny naukowiec, który ma biały kitel i tak dalej, te długopisy i ołówki włożone w kieszeń, potraktował całkiem serio.
Jak można traktować serio widzenie świata z punktu widzenia geocentrycznego, że co? Że planety wyznaczają jakieś tam miejsca na niebie i tak dalej? Hu hu hu, ho ho ho, Hator sator saturator. Właśnie, nie wiadomo, co z tym zrobić. Ale to nie koniec tego wszystkiego, moi drodzy. Nie koniec tych wszystkich eksperymentów. A tymczasem może jakaś muzyczka, a później wam opowiem o kolejnych historiach związanych właśnie z tą astrologią i tym, jak nauka nie może sobie z tym wszystkim poradzić. RadioNaFali.com. Hiperprzestrzeń. Ja dzisiaj o tych wszystkich tajemnicach, właściwie nie wszystkich, tylko tych drobnych paru tajemnicach takiego potężnego worka tajemnic i zagadek związanych z ezoteryką, astrologią i nauką współczesną, która próbuje też czasami ogarnąć ten temat, bo się okazuje, że te tak zwane anomalie, które nauka nazywa anomalie.
Niektórzy nazywają to ezoteryką, niektórzy astrologią. Są różne ciekawe wyniki badań, które zostały przeprowadzone na polach takich czysto naukowych. I się okazuje, że faktycznie jest coś więcej niż mniej w tym temacie. Właśnie, to ja lecę dalej. Słuchajcie, bo jest ciekawa rzecz przy tych eksperymentach, przy tym Mars effect. Jest taka bardzo intrygująca sprawa. Jeżeli chodzi o tą grupę statystyczną, bo wspomniałem o tym, że Amerykanie robili błędy, ciągle źle dobierali grupę statystyczną. Jest konkretna przyczyna, dlaczego robili to źle. Mars Effect nie dotyczy zwykłych, normalnych sportowców, którym się czasami coś udaje, dotyczy tylko i wyłącznie takich normalnych, długodystansowych w cudzysłowie można powiedzieć mistrzów. Czyli kolesi, którzy zaczynają być dobrzy, są dobrzy bardzo długo, są mistrzami, mistrzami, mistrzami i w chwale swojego mistrzostwa odchodzą.
Natomiast tacy zwykli kolesie, którzy się pojawiają na sezon, może czasami trochę dłużej, nie pojawiają się w tym schemacie tak zwanego Mars Effect, czyli dotyczy to tylko i wyłącznie tak zwanych wybitnych w swojej dziedzinie jednostek, a Amerykanie jako wszystkich klasyfikowali nawet tych sezonowych kolesi. I generalnie tam się okazywało, że właśnie owego efektu nie ma. To właśnie taka ciekawostka związana z tym Mars Effect, że dotyczy on tak zwanych wybitnych w swojej dziedzinie jednostek. Nie chodzi tylko i wyłącznie oczywiście o sport, politykę i tak dalej, o artystów, pisarzy, żołnierzy, aktorów i wszystkich, że tak powiem, im pokrewnych. To w ogóle dotyczy praktycznie każdego. Ale wracając do eksperymentów, bo tu się czaiły w ogóle bardzo ciekawe zagadnienia. Michael Gauquelin cały czas sobie siedział nad tymi swoimi historiami, cały czas toczył batalię z nauką taką oficjalną, bo to przeczy jakiejkolwiek racjonalności, takiej statystycznej, bo się okazuje, że właściwie cykle naszego życia, to, co się dzieje w naszym życiu i nie tylko na taką globalną skalę, łącznie z imprezami sportowymi i tego, kto na tych imprezach wygrywa, zależy od ruchu gwiazd. To jest coś, co się, że tak powiem, takim zwykłym naukowcom w głowie nie mieści, bo to po prostu brzmi jak taka centralna herezja, za którą to w ogóle nic, tylko wziąć, porąbać troszeczkę drewna, wysuszyć, jakiś stosik ustawić. Bardziej w tym klimacie. Gauquelin dalej się czasami kopie właśnie z takimi tak zwanymi racjonalistami, którzy twierdzą, że to nie jest możliwe, bo to nie jest po prostu racjonalne z naukowego punktu widzenia.
I robi dalej te testy. I nie tylko on, bo te testy robiono w kilku innych miejscach. One co jakiś czas są po prostu zwyczajnie robione. Ktoś próbuje to podnieść tak czysto eksperymentalnie i sprawdzić, czy zadziała. Oczywiście ciągle jest ta sama historia z tym efektem Marsa, który się pojawia właśnie w życiorysach owych wybitnych jednostek i wnioski w ogóle wynikające z takich dłuższych badań. Pierwsza książka została opublikowana w 1955 roku, a badania trwają do dzisiaj i autor tych książek, czyli Gauquelin dalej się tym tematem zajmuje, bo okazuje się, że gwiazdy są związane bardziej z naszym charakterem niż naszym zajęciem. Druga część tych błędów pomiarowych związana właśnie z tym, że próbowano udowodnić, że ona w ogóle nie istnieje, polegała na tym, że dostosowywano do zawodów, a tu się okazuje, że chodzi o nasz charakter, że trzeba wybrać jednostki, które na przykład zrobiły karierę z powodu swojego charakteru. I tu bardzo jednoznacznie widać właśnie ów Mars Effect. Kolejne konkluzje z tym związane, bo skoro nie są to sprawy związane z naszym zajęciem, czyli tym, co robimy, tylko z tym, kim jesteśmy, jak kształtujemy swój charakter. Na dodatek jeszcze ta sama gwiazda, która się wtedy pojawia w naszym horoskopie, jest dokładnie taka sama jak u naszych rodziców, że właściwie niejako dziedziczymy to po naszych rodzicach.
Czyli jeżeli nasi rodzice mają charakter, to dzieci też mają charakter. I tu mi się przypomina taka zabawna dykteryjka, bym powiedział. To są wszystkie te opowieści gdzieś tam od moich sióstr, rodzin i tak dalej, wszystkich tych ludzi dookoła, którzy gdzieś tam posiadają jakieś tam dzieci. Z reguły się pojawia takie coś, że charakter po rodzicu, prawda? Że coś tam dziecko po tym rodzicu ma. Jest jakaś taka charakterystyczna cecha. Ona nie występuje nigdzie w kodzie DNA. Cały kod ludzki został przeszukany na tą okoliczność nie raz, nie dwa. I się okazało, że genetycznie to my nie dziedziczymy nic takiego. Natomiast pewne zachowania, normalna sprawa, bo tam dzieci się przyglądają rodzicom i próbują odtwarzać te same zachowania.
Ale jest pewien pattern emocjonalny. Nie wiem, jak to nazwać. Ja to się będę pytał, jak się pojawi następnym razem Asia w ogóle jak to interpretować, bo ja tu nie jestem specjalistą od właśnie astrologii i horoskopów. Okazuje się, że nasi rodzice, jeżeli jesteśmy charakterni, to nasi starzy też byli charakterni, nasi dziadkowie byli charakterni, że jest to coś, co dziedziczymy niejako w horoskopie, że w przeciwieństwie do tej takiej czysto biologicznej formy, w której właściwie nie dziedziczymy za bardzo nic, za oczywiście wyglądem, ale nie ma żadnych śladów żadnego patternu w naszym mózgu, żadnego patternu emocjonalnego. Wszystko jest tak zwane zachowawcze. Stąd wielki sukces owej psychologii zachowawczej ostatnich dziesiątków lat. Taki bardzo darwinistyczny sposób widzenia świata. Nagle się okazuje, że jest coś, co się wkrada takimi bocznymi drzwiami. Jest sprawdzalne eksperymentalnie. Nie da się tego wyrzucić przez okno.
Znaczy można spróbować, ale wpadnie kominem z powrotem. I że jest taki pattern. I to nie tylko to, bo okazuje się, że ta cała historia związana z Saturnem i Marsem jest związana właśnie chociażby z tym, że występuje tylko u zdolnych naukowców. U zwykłych zanika. I że pojawia się właściwie nie tylko u naukowców, ale w każdej dziedzinie. I pojawia się też na zasadzie pewnych przeciwieństw, moi drodzy, czyli pewne grupy robiące tak jak na przykład naukowcy i sportowcy karierę w swojej dziedzinie, mają ten pattern ukierunkowany na Marsa. Druga grupa ludzi, chociażby przypuśćmy pisarze i aktorzy albo jakoś tak, ma ukierunkowane na przykład w drugą stronę. I to jest troszeczkę takie yin i yang byśmy powiedzieli, jakby się nałożyli na siebie. Oni się dokładnie uzupełniają. Jest w ogóle bardzo ciekawa rzecz, że w ogóle ten pattern Marsa i Saturna chodzi naprzemiennie i to jest w ogóle takie szalone w tym całym eksperymencie.
Kiedy jest duża aktywność Saturna, to aktywność Marsa spada w dół i na zmianę. I to są te cykle, które się nieustannie uzupełniają. I się okazuje, że to jest Taka cecha charakteru znaleziono podczas analizy statystycznej tego wszystkiego. W 1979 roku doktor Cyril E. Wassing zrobił taką analizę, jak się czujemy, że tak powiem, że lubimy świat na zewnątrz albo że zamykamy się sami w sobie, czyli introwertycy i ekstrawertycy. Tak się poprawnie chyba powinno po polsku mówić. Sprawdził cechy charakterów tych dwóch grup. Wziął taką dosyć dużą grupę ludzi, którzy deklarowali się właśnie jako introwertycy i ekstrawertycy. Zbadał te wszystkie rzeczy pod kątem właśnie ich cech charakteru. Pogrupował to sobie i zaczął przypisywać do cech owego horoskopu według tego eksperymentu.
Okazało się, o dziwo, że połowa ludzi, czyli tych introwertyków, równo połowa przypada na tak zwanego Marsa, a druga połowa ekstrawertyków przypada dokładnie na Saturna. I że ich cechy się dokładnie uzupełniają. Takie szaleństwo. Dla nas, w tym momencie słuchających, wydaje się to absolutnie logiczne, że to się w jakiś sposób uzupełnia. Ale dla nauki nie jest to może do końca takie łatwe do strawienia jak dla nas, ponieważ jest ten nieustanny problem, że to się uzupełnia wobec właśnie cyklów Marsa i Saturna, że nie uzupełnia się wobec jakichś racjonalnych przekonań naukowych, że to się powinno na przykład według czegoś tam uzupełniać, bo nauka twierdzi, że świat jest zbudowany według takich, a nie innych zasad. Tylko właśnie jedyne, do czego można to odrysować na kartce, przyłożyć i będzie pasowało, jest taki tradycyjny horoskop, taki właśnie astrologiczny horoskop. I to jest taki fenomen tego zjawiska, z którym nikt się za bardzo nie chce kopać, bo nie wiadomo, jak ugryźć ten cały temat. Dosyć niebezpiecznie wygląda od strony nauki i nie wiadomo, co z tym zrobić, proszę państwa. Taka historia z tym wszystkim. Także się okazuje, że w nauce też są takie rzeczy i wcale nie jest ich bardzo mało.
To jest tylko jeden z takich przykładów na to, w jaki sposób ta astrologia, królewska nauka, ezoteryka, całe te wszystkie rzeczy związane z tak zwanymi tajemnymi mocami z gwiazd, które zostały wykpione przez naukę, bo to takie nieracjonalne, prawda? Trochę jest jak wierzenie w Królewnę Śnieżkę. Ale z drugiej strony, jak się robi eksperyment i się okazuje, że nasze cechy charakteru, ilość na przykład naszych zachowań introwertycznych i ekstrawertycznych i to wszystko się elegancko sumuje, składa i tak dalej, da się wyliczyć statystycznie i wszystko jest okej do tego momentu, dopóki się nie okazuje, że te wszystkie statystyczne wyliczenia są w oparciu właśnie o horoskop. I jest z tym pewien problem, ponieważ właśnie horoskop i owa astrologia nie należą do czegoś, co w dzisiejszych czasach nazywamy racjonalnym podejściem do rzeczywistości. Taki troszeczkę paradoks dzisiejszych czasów, prawda? To może jakaś muzyczka, proszę państwa, a wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni”, a dzisiaj tak troszeczkę astrologicznie. Ja pozdrawiam słuchaczy Radia Na Fali. Tych słuchaczy online, offline, tych, co tam siedzą na czacie widzę. No i słuchaczy Radia Paranormalium. Peace and love, kochani.
I co? Posłuchajmy jakiejś muzyczki. Jak chcecie zadzwonić i powiedzieć, co w ogóle wy myślicie o tym horoskopie, czy to jest racjonalne, czy nieracjonalne, to zapraszam serdecznie. Radionafali.com. A tymczasem troszeczkę dźwięku, bo tak sobie obiecałem, że dzisiaj muzyczka, no to kurczę, nie odpuszczę. Radionafali.com. „Hiperprzestrzeń” jak nic. A dzisiaj o tajemnicach ezoteryki, astrologii i o tym, co na to nauka, która się czasami udaje trafić na kawałek anomalii. Nie wiadomo, co z tym zrobić. Przy okazji dziękuję serdecznie.
Dostałem podpowiedź, jak poprawnie się po polsku nazywa owa książka Karla Gustava Junga o owych 12 archetypach i nie tylko. Jest to, w mojej opinii, chyba najbardziej wartościowa książka Karla Gustava Junga swoją drogą. Nazywa się „Wspomnienia, sny, myśli”. Polecam wam bardzo serdecznie. Jest to naprawdę genialna pozycja. Jest tam kilka ciekawych wątków, naprawdę bardzo ciekawych wątków i czyta się rewelacyjnie. Może troszkę czuć, że jest ona sprzed stu lat, może niecałych stu lat, ale naprawdę warto. Także jeszcze raz: „Wspomnienia, sny, myśli” — Carl Gustav Jung. Polecam serdecznie. A propos, skoro tak wspomniałem o Gustawie Jungu, poprawiłem ten tytuł, to wspomnę wam o jeszcze jednym koleżce, takim w ogóle ciekawym przykładzie, tak odbiegnę troszeczkę od tych naukowych historii, jak ta cała historia z astrologią, tak troszkę poza nauką, ale związana między innymi z polityką i taką dosyć solidnie znaną chyba wszystkim, bo chodzi o II wojnę światową, chodzi o III Rzeszę, bo ma swoje powiązania ta horoskopowa historia.
Jest traktowana bardzo poważnie przez bardzo wielu ludzi, którzy stoją czasami na bardzo wysokich stołkach i robią bardzo dziwne rzeczy. Był taki koleś, który się kiedyś nazywał Carl Ernst Krafft. To był astrolog. Słuchajcie, astrolog, właściwie matematyk, który został astrologiem, napisał taką książkę, która się nazywa „Trials of Astrobiology”, czyli jakby zafascynowany dokonaniami Rudolfa Steinera, całej tej szkoły Goethego i tak dalej. To generalnie dosyć popularne wątki w tamtych czasach były. To nie było żadną tajemnicą. Ludzie dosyć normalnie traktowali to, że każda roślina ma swój czas, kiedy rośnie i jest to czas związany z aktywnością pewnych planet na niebie i tak dalej. To było troszkę bardziej normalne niż teraz. Teraz to bardziej jest takie czary-mary. Dawniej troszeczkę swobodniej, może swobodnie to złe słowo, ale było to traktowane troszkę bardziej normalnie.
Anyway. No i ten dżentelmen został astrologiem. Napisał coś takiego jeszcze jak Typu Cosmos i coś w tym stylu. Takie różne ciekawe historie związane z przewidywaniem przyszłości i studiowaniem tego, jaki wpływ ma na to indywidualna osobowość i jakie są typy tej indywidualnej osobowości. Na początku lat 30., kiedy Hitler doszedł do władzy, Krafft generalnie zdobył status bardzo popularnego okultysty w Niemczech. Robił jakieś wróżby prawdopodobnie dla narodowych socjalistów. Te wróżby były takie, że Hitler wygra wybory. Wszystko się spełniło. Niemcy mieli własną wersję tak zwanej masonerii. To się nazywało Okkultyst, okultyści.
Dołączył do tej rzeszy okultystów i był takim bardzo cenionym, nie wiem, czy powiedzieć medium, czy astrologiem. Medium też był swoją drogą. Był poplecznikiem Rudolfa Hessa i Heinricha Himmlera, którzy mieli niezłą korbę na tym punkcie, jeżeli chodzi o wszystkie te astrologiczne sprawy. Mu się przypisuje, moi drodzy, to, że inwazja na Rosję ruszyła wtedy, kiedy ruszyła i kilka innych działań wojennych związanych z ruchami armii Trzeciej Rzeszy, ponieważ on był takim ekspertem od astrologii, który sprawdzał te wszystkie sprawy dla Hitlera. Chwalą oni się, że nigdy Hitlera nie spotkał osobiście. Wszystkie rzeczy były dostarczane przez jakichś oficerów SS czy coś w tym stylu. Ten dżentelmen miał niestety pecha, bo zaczął dosyć szybko przewidywać to, że losy się potoczą w niewłaściwym kierunku. Pierwszą rzeczą było przewidywanie związane z zamachem na Hitlera. Kiedy doręczył kopertę, okazało się, że jest to zbyt niepopularne i oficerowie nie przekazali tego wszystkiego. Okazało się, że wydarzył się wtedy zamach na Hitlera, dokładnie mniej więcej w tym samym czasie, który został przewidziany przez owego Karla Ernsta Kraffta.
Koleś dostał taką dosyć solidną sławę w tamtym czasie. Tak czy siak miał tego pecha, że zaczął przewidywać, że Trzecia Rzesza się powoli kończy. Było kilka takich historii, które spowodowały, że trafił do więzienia, bo został zamknięty przez SS, ponieważ został powiązany z ucieczką jednego z niemieckich oficerów do Anglii. Historia z tym nieprzeciętna. Na rok więzienia został skazany. Siedział i też zajmował się robieniem horoskopów dla całej nazistowskiej generalicji. Później go zwolniono, później znowu napisał, że to już koniec tysiącletniej Trzeciej Rzeszy i się okazało, że to uraziło Führera i że to jest zbyt niebezpieczne. Znowu trafił do więzienia, tym razem zdaje się do obozu koncentracyjnego i generalnie zmarł w jakichś bombardowaniach podczas wyzwalania jednego z obozów czy transportu pomiędzy obozami. Taka ciekawa historia, jak taki jeden dżentelmen miał tak potężny wpływ na tyle operacji militarnych podczas II wojny światowej. Alianci go typowali jako taką postać numer jeden, jeżeli chodzi o Trzecią Rzeszę i ostatni decyzyjny element w tych wszystkich bataliach, że jeżeli ten człowiek nie zatwierdzi, to Hitler nie zatwierdzi na przykład wysłania jakiejś tam dywizji.
Okazuje się, że w polityce, w wojnach, przy tych wszystkich rzeczach ślady tych dżentelmenów są. Może nie wszyscy kończą tak kiepsko jak ów Karl Ernst Krafft gdzieś tam pomiędzy obozami koncentracyjnymi, bo się okazało, że przyszłość, którą przepowiedzieli, nie pasowała do koncepcji na przyszłość, którą miał Adolf. Się zdarza. Generalnie są tacy ludzie i jak się okazuje, są wykorzystywani. Ta astrologia być może naukowo jest traktowana jako coś zupełnie, jakaś szarlataneria, coś zupełnie z kosmosu, coś, na co nie ma absolutnie żadnego powodu, żebyśmy patrzyli w jakikolwiek racjonalny sposób, ponieważ to wszystko jest gdzieś poza jakimkolwiek racjonalnym sensem. Mowa jest o jakichś kosmicznych mocach, planetach, znakach zodiaku. To nie jest całkiem serio, prawda? A tu się okazuje, że tak czy siak ci ludzie mają naprawdę niesamowite wzięcie i że ta wiedza coś takiego w sobie ma, że ciężko ją ignorować. I pomimo tego, że tak jak mówię, oficjalna nauka jest cały czas oficjalnie tą oficjalną historią, to gdzieś tam pod spodem ciągle, nieustannie są tacy ludzie, którzy się zajmują takimi historiami jak astrologia i robienie tych wszystkich horoskopów. To wszystko jest takie bardzo istotne.
Słuchajcie, na giełdzie w Nowym Jorku ponoć masa decyzji zapada właśnie po wizytach u astrologów i to jest często w bardzo wielu miejscach. W Londynie podejrzewam też. A tu już mam telefon, już odbieram. Halo, halo, witam serdecznie.
[59:25] - Witam ciebie Tomaszu, jak tam zdrowie?
[59:26] - Doskonale, jak zdrówko twoje z kolei?
[59:28] - Bardzo dobrze. Coraz lepiej można powiedzieć.
[59:31] - Doskonale. Czy słyszałeś kiedyś o takich historiach jak Mars Effect? Żeby jakieś elementy z horoskopu potwierdzały jakieś elementy związane z tak zwaną oficjalną psychologią?
[59:43] - Z oficjalną nie. Właśnie ja chciałem w roli takiego adwokata diabła wystąpić, żeby powiedzieć, że w oficjalnej nauce, której Radio na Fali zwolennikiem nie jest, oficjalna nauka jest całkowicie nastawiona negatywnie do tego typu rzeczy. Ludzie, którzy są w tej nauce twierdzą, że w ogóle to jest jakaś bzdura totalna. Właśnie tak jak powiedziałeś, z kosmosu, szarlataneria, jakiś wróż Maciej. Nawet się śmieją, że to wróż Maciej taki tam sobie siedzi w TVN-ie i usiłuje przepowiadać jakąś tam przyszłość.
[01:00:19] - To chyba ci, którzy mają tyle czasu, żeby siedzieć i oglądać telewizję w swoim życiu. Ci wiedzą, kim jest wróż Maciej. Ja nie wiem. Szczęśliwie.
[01:00:27] - Ja tam też tego wróża Macieja tak sobie troszeczkę dla zabawy w sumie. Ja ci powiem, że jestem jedną z tych osób takich, która nie dowierza w astrologię, mogę tak powiedzieć. Która nie dowierza temu, co mówiłeś przed chwilą o Hitlerze i tym Karlu, całym jego przydupasie, jego piątku. Ja nie wierzę, że miało miejsce coś takiego, że miała miejsce taka rzecz, chociaż kto wie.
[01:00:59] - Są dokumenty na istnienie tego dżentelmena. Jest część jego notatek, która tam ocalała. Także nie ma z tym problemu. Stąd wiemy, że na przykład w horoskopie wyszło Adolfowi Hitlerowi, że nie powinien jechać pomiędzy 7 a 10 grudnia. I dokładnie w tym momencie wydarzył się przecież zamach na Hitlera. Chyba właśnie ósmego, czyli pomiędzy 7 a 10. I to był człowiek, który to przewidział. W ogóle ciekawa historia z takim dżentelmenem. Jest o nim jeden film, zdaje się chyba nakręcony przez jakąś węgierską telewizję lata temu. Nie pamiętam już dokładnie.
Mniejsza o to. Generalnie ten pan jest sprawdzalny, także to jest fenomenalna postać. Jedna z takich niewielu, o których wiemy, bo normalnie się gdzieś tam za kulisami trzyma i nikt się głośno nie przyznaje, że biega do wróżki, prawda? A tu się okazuje, że ten dżentelmen naprawdę istniał. Także twój sceptycyzm został, mam nadzieję, obalony.
[01:01:56] - Nie wiem, bo ja dokumentów nie widziałem, prawda? Natomiast nie wiem. Ja mogę być otwarty, aczkolwiek nie jestem obiema nogami w jednej rzeczywistości. To znaczy, w tym sensie, że nie jestem za tym, żeby powiedzieć, że nie masz racji albo że masz rację. Rozumiesz? Jestem na tym etapie, że być może. Nie wiem. Na tej zasadzie.
[01:02:23] - Dobra, to wyjaśnijmy te anomalie, które się pojawiają właśnie przy badaniu tych życiorysów, przy statystycznych metodach, które są naukowe, poważne i nagle wyskakują takie nie wiadomo co.
[01:02:37] - Nie, tak. Jeżeli dobrze się zagłębisz w to wszystko, to wtedy się dowiesz, jak to było naprawdę. Czy to jest tak, jak mówisz z tych materiałów, czy to właśnie tak nie jest. Fajnie by było prześledzić więcej takich opcji. Czy gdzieś jeszcze coś takiego się pojawiło? Czy to jest jednorazowy incydent z tym Adolfem, czy życie nam pokazuje jednak, że jest tego więcej?
[01:03:06] - Nie, chodzi mi o tak zwany Mars Effect, o ten eksperyment, że on pokazuje tą anomalię i on jest powtarzalny i to nie jest byle co, bo i na Uniwersytecie w Berkeley, i w kilku innych miejscach ten eksperyment był robiony, łącznie tu w Anglii na, zdaje się, Cambridge University. I faktycznie się okazało, że jest coś takiego jak efekt Marsa w tych horoskopach i że ciężko to wyjaśnić, bo to się wymyka racjonalnemu oglądowi rzeczywistości. Bo jak horoskop, coś, co jest horoskopem, może nagle determinować w pewien sposób nasz poniekąd życiowy potencjał do realizacji pewnych rzeczy?
[01:03:46] - Wiesz co, z jednej strony to jest śmieszne, bo ja w roli adwokata diabła wystąpiłem, że jednak nauka twierdzi, że to nie za bardzo, że to ściema, że to w ogóle z kosmosu. A z drugiej strony właśnie, bo jadę teraz na trójkę i czwórkę na dwupunkt i jadę też na rysunek automatyczny, który będzie po trójce i czwórce, który jest właśnie metodą rozpakowywania tych informacji, o których ty mówisz, czyli metodą, która rozpakowuje informacje z tego pola morfogenetycznego. Więc tak dziwnie. Powinienem raczej się ustosunkować i powiedzieć tak, jak ty mówisz, przyznać ci rację, nie?
[01:04:24] - Tego nie wiem. Do tego cię nie zmuszam. Mówisz to, co masz w głowie. Każdy mówi to, co ma w głowie. Także tutaj nie zmuszam do powtarzania tego, co ja mam w głowie. Tak się z ciekawości, wiesz, ja mam swój ogląd na to. Co ty na to swoim oglądem, jak się nagle okazuje, że są takie eksperymenty.
[01:04:44] - Co ja na to osobiście? Ja ci mogę powiedzieć, co ja na to osobiście. Jakbym w ogóle odciął całą naukę, to bym ci przyznał rację. Dlatego, że ja po twoich I Chingach sobie rzuciłem I Ching i jest 64 wzory i akurat wzór, który reprezentuje Barana, mój znak zodiaku, od razu wypadł przy pierwszym rzucie w ogóle. Także na 64 wzory. Więc bardzo mi przykro, ale coś w tym musi być. Rzuciłem jeszcze parę razy i to, żeby było śmieszniej, nie taki I Ching jak ty, żeby monety, wielka jakaś tam taka otoczka tego wszystkiego. Tylko sobie gdzieś tam wylosowałem i też mi się coś tam gdzieś tam sprawdziło to, co I Ching mi pokazał generalnie. Więc sorry, ale coś w tym musi być. Coś musimy w tej podświadomości, w tych wzorcach z tych archetypów jakoś w tym polu morfogenetycznym aktywować jednak mimo wszystko jakąś informację, że to coś, co jest jakby tym i-eterem, powoduje właśnie, że ta informacja do nas trafia.
Ta, która właśnie powinna trafić w danym momencie. To ja mogę powiedzieć z własnego doświadczenia. Ale tak jak mówię, nauka jest całkowicie negatywnie nastawiona do tego typu rzeczy, nie?
[01:06:01] - Nie wiem. Właśnie dziwnie to troszkę wygląda, bo z jednej strony jeżeli miałbyś urządzenie, które jak zalewasz benzyną, to taki silnik na przykład daje 40% zysku, a nie jak taki spalinowy tylko 5% zysku, bo reszta leci gdzieś tam po rurach, po kablach i tak naprawdę tej spalanej ropy to tylko jak tak policzysz, ile tej energii wyciągasz, tam może jest 5%.
[01:06:20] - A właśnie chciałem-
[01:06:21] - Rozumiesz? A tu się okazuje, że struktura ta energetyczna jest po prostu zupełnie inna. Bo tu masz coś, co energetyczny boost bym powiedział.
[01:06:33] - A właśnie dwie rzeczy chciałem poruszyć. Właśnie słuchaj, sobie wyobraź, że na tym spotkaniu, na którym byłem przez te cztery dni, ci ludzie właśnie potwierdzili twoje. Dosłownie ten sam wzór przedstawili, który ty przedstawiasz, czyli mówili o tych atomach, później tych alteratomach, czymś tam jeszcze i zeszli też do tego i-eteru, który napędza to wszystko.
[01:06:57] - To nie ja. To dżentelmeni 200, 300 lat temu knuli terminy. Ja tylko podążam tą samą drogą .
[01:07:07] - I coś jeszcze. Coś mi wyleciało teraz z głowy. Też chciałem coś powiedzieć właśnie. No nic, wyleciało mi z głowy w każdym razie. Jak mi się przypomni, to potem dopowiem. Ale też mi się coś przypomniało. Aha, już wiem! Jest Polka, na pewno już wiesz, bo w mediach mainstreamowych o tym trąbili chyba przez trzy dni, która wynalazła to na zasadzie chyba grafenu czy czegoś powiązanego z grafenem. Baterie słoneczne, które możesz sobie przykleić gdzieś tam na zasadzie takiego cienkiego tworzywa, które sobie przyklejasz gdzie tylko ci się podoba i przetwarzane ciepło słoneczne na jakąś energię.
[01:07:53] - Rozumiem, ale nie znam jej horoskopu, a my dzisiaj o horoskopach. Nie to porównanie z tą energią. Chodziło po prostu o to, że jest taki próg w nauce z czymś takim, co się nazywa powtarzalność pewnego efektu, powtarzalność pewnego zjawiska. Na tym są oparte wszystkie silniki, cała mechanika dookoła nas. Kiedy zapalamy lampkę, buty, które zakładamy na nogi, wszystko jest oparte na tej mechanice. Ta mechanika zakłada jasno i wyraźnie, że jeżeli powtarzalność pewnego zjawiska jest na poziomie 20%, to trzeba się za to zabrać, bo to znaczy, że to już nie jest anomalia. A przy tych zjawiskach związanych z horoskopem i astrologią wygląda to jeszcze zabawniej, bo powtarzalność tych zjawisk jest powyżej 50%, a już szczególnie z eksperymentami z polem morfogenetycznym. To jest dokładnie, można powiedzieć łeb w łeb, bardzo podobna statystyka, jakbyśmy mówili dokładnie o tym samym zjawisku, tylko że nazwanym troszeczkę inaczej. Tu powtarzalność masz powyżej 60%. Gdyby to przełożyć na maszynę, to miałbyś perpetuum mobile prawie.
To jest fenomen i nie da się tego po prostu wyjaśnić.
[01:09:00] - Słyszałem właśnie o fizykach rosyjskich, którzy mówią, że gdzieś tam już to perpetuum mobile podobno istnieje. À propos pola morfogenetycznego, to ja się tym polem morfogenetycznym bawiłem przez cztery dni. Także mogę ci tylko powiedzieć, że coś w tym jest.
[01:09:17] - Wszyscy w nim żyjemy. To nie jest kwestia zabawy. Czy się bawimy, czy śpimy, czy jesteśmy całkiem serio, jesteśmy cały czas w tym polu morfogenetycznym. Nieustannie.
[01:09:27] - I te wszystkie metody, nawet taka mocno psychologiczna metoda jak ustawienia hellingerowskie. Przecież on też, o dziwo, odwołuje się do pola morfogenetycznego w pewnym momencie tak naprawdę.
[01:09:43] - Czyli właściwie horoskopu, czyli do takiej ezoteryki astrologicznej można powiedzieć. Bo to jest dokładnie taka sama historia.
[01:09:51] - Dokładnie. A to już jest przecież bardziej taka psychologiczna metoda. Więc nie powinien właściwie tak naprawdę ten terapeuta się do tego odwoływać.
[01:10:00] - No właśnie, czemu nie powinien? Mamy jakieś takie dziwne myślenie mi się czasami wydaje. Czemu terapeuta nie powinien się odwoływać do czegoś, co jest starą, sprawdzoną wiedzą, która ma tysiące lat i która działała?
[01:10:10] - Tak samo Jung przecież. Carl Gustav Jung. Archetypy też biorą się z pola morfogenetycznego. Gdzieś tam została zapisana informacja i ona się powtarza. Jest archetyp kogoś tam, jakiejś postaci i ten archetyp się przejawia od iluś tysięcy lat cały czas w naszym życiu. Nie pamiętam teraz tych starych archetypów.
[01:10:33] - No to jak jest z tobą? Z jednej strony, proszę pana, wierzysz w to, że jest, bo Carl Gustav Jung napisał, że jest, a z drugiej strony masz taki problem, żeby zaakceptować to, że być może właśnie jest tak, że to wszystko idzie z gwiazd .
[01:10:49] - Wiesz co, taki Tomasz niedowiarek. Im bardziej w to wszystko wchodzę i jak mi się to objawia, to jest okej. A jak już mi się nie objawi i to tak nie zadziała w pewnym momencie, to nie znaczy, że nie jest okej, ale już mam wahania. Trochę mam takie jak ty podejście, eksperymentator, że jak sprawdzę i zobaczę, że to działa, to działa, a jak sprawdzę i to nie działa, to tak średnio działa.
[01:11:13] - Rozumiem. No dobra, to ustawiam się z tymi hellingerowskimi metodami i z tym całym bigosem hellingerowskim.
[01:11:21] - To był dwupunkt, a Hellinger tak samo się też odwołuje do tego.
[01:11:23] - Przepraszam, czy dwupunktową metodą. Ja nie jestem ekspertem od takich spraw. Także czasami mogę się pomylić w tych nazwach. Tego jest tyle, że człowiek naprawdę czasami, przynajmniej ja, nie pamiętam. Taka jest prawda.
[01:11:33] - No tak, pewnie. Jeszcze pewnie się odezwę wieczorową porą.
[01:11:37] - Zapraszam serdecznie. Dzięki wielkie za telefon i dzięki za potwierdzenie, że w tych metodach też jest taki element horoskopu i astrologii.
[01:11:46] - Jest oczywiście.
[01:11:47] - Także dzięki wielkie.
[01:11:48] - W djingu jest na pewno. W djingu ja już to przerobiłem sam. Sprawdziłem to na własnej skórze.
[01:11:53] - Też się zgadzam, proszę pana. Absolutnie. Także dzięki jeszcze raz za telefonik i do usłyszenia, proszę pana. To był Mateusz, a wy oczywiście słuchacie sobie radia Nafani. Ja już wkleiłem na czata linki do tych dwóch rzeczy. To może wkleję jeszcze raz, czyli do tego, co funkcjonuje pod nazwą Mars Effect. Muszę powyciągać troszeczkę. Poczekajcie. Troszeczkę zamieszania, żeby to poprzestawiać wszystko. Okej.
Jestem cały i zdrowy . Wszystko jest całe, nic się nie rozbiło. Super. To ja wklejam na czata szybciutko dwa linki, o których była mowa, czyli o tym, o czym dzisiaj opowiadałem. O tym eksperymencie związanym z Mars Effect. No i o tym dżentelmenie, jednym z wielu, podejrzewam, który funkcjonuje na świecie, który wiemy o nim, że był takim spiritus movens pewnych dziwnych ruchów taktycznych w Trzeciej Rzeszy, którego się słuchał sam Adolf Hitler. Taka dziwna postać. A tylko dlatego, że człowiek wiedział, kiedy następują te właściwe momenty przesilenia. I nawet naziści, tacy szaleni ludzie, nawet oni bali się gwiazd, nawet oni bali się astrologii. To nauki się nie bali, a bali się astrologii.
To troszkę jak spojrzymy na tą naukę dzisiaj, wygląda to trochę tak, że ona dalej się boi astrologii dokładnie w podobny sposób Nie wiadomo, co zrobić z tym eksperymentem. Robią ten eksperyment Mars Effect. Jeżeli on jest zrobiony dokładnie według tych elementarnych założeń, że wybiera się tych właśnie wybitnych sportowców, sprawdza się ich horoskopy, ale takich naprawdę wybitnych, to na końcu wychodzi, że wszyscy zmierzają w kierunku Marsa w swoim horoskopie. Wszyscy mają taki charakterystyczny peak. Jak się nakłada na siebie te horoskopy, to tworzą bardzo symetryczny, regularny pattern i wiadomo, że albo sportowiec, albo jakoś tak. Nie wiadomo, co zrobić, bo wygląda na to, że coś się dzieje dookoła nas. Wiemy, że jesteśmy wyłącznie fizycznie kawałkiem mięsa, że jesteśmy zdeterminowani do materii. I tu się okazuje, że to coś, czym my jesteśmy, jest orientowane na jakieś moce z gwiazd i to jeszcze wyliczane w taki sposób, że to w ogóle nie da się zaakceptować od strony naukowej. Jak to wszystko ugryźć? Jest to ciekawa teza, moi drodzy, ale myślę, że może odrobina muzyczki, trochę relaksu, a po muzyce opowiem wam o bardzo ciekawej koncepcji, która jest związana z ową astrologią, ezoteryką, z tymi horoskopami, z tym, co tak naprawdę wyziera powoli spod tego dywanu, co było zamiatane przez tyle lat i udawanie, że niczego nie ma.
Jest ciekawa refleksja związana z budową naszego mózgu, moi drodzy, przy tym wszystkim i z tym zamieszaniem od tej biologicznej strony. To może jakaś odrobina muzyczki, a wysłuchacie oczywiście w „Hiperprzestrzeni”, w Radiu Na Fali. Ja się dzisiaj rozchylam nad astrologią i horoskopami i ezoteryką. Posłuchajmy muzyczki. radionafali.com. „Hiperprzestrzeń” retransmitowana też w Radiu Paranormalium. Ja mam na imię Tomek. Jeżeli chcecie zadzwonić, to oczywiście radionafali.com. Taki adres na Skypie, proszę państwa. Na koniec chciałem wrzucić tych wszystkich refleksji i opowieści o szalonym eksperymencie związanym z efektem Marsa.
Taką refleksję uzupełniającą, można powiedzieć, zastanowienie się nad tym, gdzie właściwie i w którym miejscu z całą opowieścią jesteśmy. Jeżeli się przyjrzymy tym wszystkim rzeczom związanym choćby z tą elementarną sprawą. Ja tak troszeczkę dookoła mówię: choćby z elementarną sprawą, czyli generalnie chodzi o nas i naszą definicję. Może zacznijmy właśnie od definicji materii dookoła nas. Definicja tego, co nazywamy materią dookoła, funkcjonuje od 300 lat. Wcześniej była troszeczkę inna i w ogóle tej definicji za bardzo nie było. To dopiero od jakichś 300 lat jest taki pomysł, że to, co jest dookoła nas, jest jedyną rzeczą, która funkcjonuje. W sensie przedmioty, materia. Natomiast innych energii już po prostu nie ma. Jeżeli jest niewidoczna i nie oddziałuje bezpośrednio na zasadzie tych Newtonowskich praw i tak dalej, to jej po prostu nie ma.
I to jest ten główny problem z owym efektem Marsa. Ale to nie jest jedyny problem z efektem Marsa. Ani astrologia, ani ezoteryka, ani horoskop, ani tarot, ani I Ching. Cokolwiek z tych rzeczy, to nie są jedyne tematy, które mają problem z nauką, bo ten problem ma neurobiologia, czyli nauka o naszym mózgu. Okazuje się, moi drodzy, że są przypadki śmierci mózgu, kliniczne śmierci. Doskonale myślę wszyscy zdajemy sprawę z przypadku śmierci klinicznej. Wniosek z tego jest dosyć prosty, łatwy do ogarnięcia. Generalnie świadomość nie mieszka w mózgu, tak samo jak spiker radiowy nie mieszka w radiu. W radiu słyszymy tylko głos, który jest tam nadawany. Dokładnie taka sama historia, wygląda na to, dzieje się absolutnie z naszym mózgiem.
Tu są różne wyniki bardzo dziwnych badań, bo są ludzie, którym się zdarzają bardzo przykre wypadki w życiu. Trzasną samochodem na motorze albo coś takiego, uszkodzą sobie głowę. I jest masa dowodów medycznych, jak ktoś, kto na przykład nie ma fizycznie połowy mózgu dosłownie, bo podczas wypadku coś tam się stało, wyleciało. Osoba przeżyła. Jak ktoś taki normalnie funkcjonuje, chociaż ma gigantyczne braki tkanki mózgowej gdzieś w środku różnych części mózgu. Nauka sobie przyporządkowała pewne nasze zachowania do pewnych elementów naszego mózgu. Mamy ich kilka, w sensie płatów czołowych, przednich, hipokampus i tak dalej. Jest tego trochę. Nie będę wymieniał wszystkich tych elementów mózgu. Pierwotna koncepcja była taka, że zakładała, że każdy z tych elementów odpowiada bezpośrednio za jakieś sprawy związane z naszą egzystencją.
I to było takim pośrednim dowodem do tego, że świadomość nie mieszka w naszym mózgu. Skoro na przykład emocje tudzież stany wizyjne są deklarowane gdzieś w okolicy szyszynki i tak dalej, to tam mieszkają takie doświadczenia typu spotykamy boski. Jeżeli na przykład walniemy się w kolano i nas boli, to rejestrujemy jakieś sygnały w przednich płatach mózgu. Czyli generalnie tam mieszkają jakieś informacje odpowiedzialne za koordynację bólu tudzież mięśni, czegoś takiego. W ten sposób próbowaliśmy rozkładować to wszystko. Pojawiły się te wszystkie bardzo dziwne wypadki ludzi po wypadkach. Dokładnie, to są te wypadkowe historie, gdzie nie ma w środku mózgu albo brakuje bardzo poważnej ilości tkanki, a człowiek normalnie dalej funkcjonuje, normalnie dalej myśli. Nie jest wcale upośledzony. Jak to wyjaśnić? W jaki sposób może być tak, że tylko część mózgu, która została po jakiejś katastrofie, dalej spełnia te wszystkie wymagania?
I tu się okazuje, że właściwie nasza definicja tego, że energia jest w taki, a nie inny sposób skorelowana z materią. Mówię w tym momencie o materii zwanej naszym mózgiem, tego, co mamy pod czaszką. Bo jeżeli materia jest dokładnie tym, czym jest w tej definicji sprzed 300 lat, to co się dzieje w naszej głowie? Widać jasno i wyraźnie, że oddziaływują moce, o których nie mamy bladego pojęcia. To jest ta sama historia, co tu dużo nie mówić z kwestią prądu i magnesu. Czy widzimy pole magnetyczne? Nie, nikt nie widzi pola magnetycznego. Dlatego potrzebujemy kompasu w lesie. Jeżeli nie wiemy, z której strony rośnie huba na drzewie albo mech, to musimy użyć sobie właśnie takiej metalowej strzałki namagnesowanej, bo my tego nie widzimy. Natomiast nietoperze, zwierzaki bez problemu sobie z tym radzą.
Nie widzimy też mocy prądu elektrycznego. Na nas to działa tylko w momencie, kiedy widzimy iskrę i kiedy nas kopnie, to wiemy, że tam był prąd. W gniazdku nie widać, żeby coś tam się świeciło dookoła gniazdka. No chyba, że jest jakaś dioda w gniazdku. Ale prąd sam z siebie, to nie widzimy tego prądu zupełnie. Są ludzie, którzy widzą coś takiego jak aura. To można poniekąd zakwalifikować właśnie do widzenia pewnej energetyki, która troszeczkę umyka naszej normalnej percepcji. Jest kilka takich ciekawych kwestii, bo okazuje się, że właściwie te najważniejsze moce nawet dla naszego organizmu, które determinują chociażby pracę naszego mózgu, czasami pracę naszego serca, właściwie jedno i drugie, bo wszystkie te moce są mocno ze sobą związane, są tak samo niewidoczne jak te moce w astrologii. I fenomen tych dwóch rzeczy polega na tym, że są połączone ze sobą cyklami, bo właściwie cykle naszego życia, cykl ciąży, kiedy przychodzimy na świat, cykl naszego rozwoju są bardzo, czy chcemy, czy nie, mocno związane dokładnie z tymi samymi cyklami, o których opowiada astrologia, ezoteryka, horoskopy i wszystkie te historie. Oczywiście możemy tutaj przyjąć taką postawę sceptyczną i stwierdzić, że to jedno wcale nie musi mieć cokolwiek wspólnego z tym drugim, ale jeżeli nałożymy te cykle, a nie będziemy trzymali ich tak osobno z boku, to te anomalie są dosyć widoczne.
I właśnie tymi anomaliami są te dziwne eksperymenty, które na nie bardzo wyraźnie wskazują, czyli chociażby Mars effect i skąd to się wszystko bierze. Także polecam się przyjrzeć tej całej sytuacji, bo sprowadza nas do takiego bardzo prostego pytania o naszą rzeczywistą naturę. Gdzie są te moce, które determinują może nie nasze całe życie, a determinują warunki, w których odbywa się nasze życie? Właśnie, gdzie te moce są? Bo skoro wiemy już, że spiker nie mieszka w radiu, czyli świadomość nie mieszka w naszej głowie, wiemy już, że wydarzenia, które nas otaczają, też właściwie są jakimś zapisem prawdopodobnie. Ja tak mówię z dystansem prawdopodobnie, ale dla mnie to wygląda już bardziej na 99,99% zapisem pewnych sytuacji energetycznych, które później się manifestują w postaci, nie wiem, spotykamy kogoś w życiu, robimy jakąś podróż, następuje jakaś transwersja jednego ja w drugie ja, coś w tym stylu. Generalnie zmieniamy się diametralnie, kiedy przeżywamy jakieś doświadczenia, które nas zmieniają. I się okazuje, że te cykle są ze sobą wszystkie zgodne, że to wszystko się elegancko trzyma. I nawet jeżeli do wyliczania tego wszystkiego zatrudnimy właśnie tą oficjalną statystykę z jej matematycznymi metodami uniwersyteckimi, to się okazuje, że nawet tam ciężko uciec przed tymi prostymi refleksjami, analogiami do tego kosmicznego świata, który nas otacza. Wszyscy jesteśmy mieszkańcami statku kosmicznego o nazwie Ziemia, który mknie z niesamowitą prędkością przez kosmos.
Nie wiadomo jak, po jakiej trajektorii. Czasami chyba to mówię, te trajektorie wyliczamy właśnie tylko z naszych punktów odniesienia i tak naprawdę nie mamy pojęcia, jak wiele może być tych punktów odniesienia. To jest naprawdę poważny, ciężki kosmos, moi drodzy, taki solidny kosmos, w którym ciężko się, że tak powiem, czegoś trzymać. Jedyna rzecz, o której wiemy na 100% to to, że jest ta struktura energetyczna dookoła nas. Bo musi jakaś być, skoro te informacje, czyli astrologia, horoskopy, wszystkie te sprawy związane chociażby z zachowaniami naszego mózgu, kiedy właśnie stracimy gdzieś kawałek tej tkanki, wszystkie te dziwne anomalie zbierzemy do kupy, to widać, że one funkcjonują. Gdzieś ta energia jest przekazywana. Jeżeli jest przekazywana, to musi być jakieś medium, po którym jest przekazywane, prawda? Żeby były rodzynki w cieście, musi być ciasto, moi drodzy. I to ciasto musi mieć jakąś konkretną strukturę, żeby te rodzynki nie spadły wszystkie na samo dno w jednej chwili. No właśnie.
I gdzie w rzeczywistości mieszka ten spiker, którego się spodziewaliśmy zobaczyć w radiu, a tam się okazało, że go nie ma? No właśnie, gdzie jest ten kosmos, w którym mieszkamy? To by taka ciekawa koncepcja. Z tym konceptem was zostawiam, moi drodzy. Myślę, że jest to ciekawe, żeby się nad tym zastanowić. Nie wiem, jakie pomysły wam przyjdą do głowy. Przed nami cały kosmos. Dziękuję jeszcze raz za wysłuchanie tego kolejnego odcinka „Hiperprzestrzeni”. Zapraszam na kolejny. Peace and love dla wszystkich mecenasów Radia Nafali.
Przypominam, że jest prezent dla najbardziej hojnego mecenasa w tym miesiącu. Jest drugi tom Jarka Bzomy „Krajobraz mojej duszy”. Prezent jest zasponsorowany przez Grzegorza, który prowadzi „Czas, który się ujawnia” o wieczorowej porze w Radiu Nafali i też w archiwum Radia Nafali. Zapraszam, bo jest to jeden z podcastów w Radiu Nafali. Zapraszam też do pozostałych podcastów, do „Pichontarium”, które ostatnio ciekawe refleksje snuje. Bardzo serdecznie polecam. No i zapraszam oczywiście do siebie, do „Syntezy”, proszę państwa, zapraszam do księcia Edwarda do „Etykiety zastępczej”, do „Teorii chaosu” i do wszystkich pozostałych podcastów, które tam parkują w archiwum Radia Nafali. Przy okazji po sąsiedzku zapraszam na „Debaty ufologiczne”, które nabrały rumieńców w Radiu Paranormalium. Myślę, że stały się na tyle popularne, że znajdziecie. Jak nie, to linki w Radiu Nafali.
Tam jest Radio Paranormalium i wszystko wam się objawi. To tyle moi drodzy. Dzięki wielkie za słuchanie i zostawiam was jeszcze raz z tym pytaniem, gdzie my właściwie mieszkamy i skąd my właściwie jesteśmy, skoro te moce kosmosu, które nas otaczają dookoła, mają na nas wpływ, są właśnie aż tak kosmiczne, są w tak szerokim przedziale, tak szerokim spektrum. To skąd i kim my jesteśmy? To jest dobre pytanie. To zostawiam was, moi drodzy, z owym pytaniem i do usłyszenia następnym razem w radionafali.com.