Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:36] - Głucho wszędzie, ciemno wszędzie. Co to będzie? Co to będzie? Za oknem ciemno. Wydawałoby się, że już jest noc i że wszyscy powinni iść spać. Ale my w Radiu Paranormalium nie zamierzamy spać. My zamierzamy nadawać. Rozpoczynamy właśnie kolejny odcinek audycji „Świadomy sen — nasz drugi świat”. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie Skype'a są z nami dzisiaj Fallen Riff. Witaj, Fallen.
[01:04] - Witam wszystkich słuchaczy radia serdecznie.
[01:07] - Robert Niemiec.
[01:08] - Witam.
[01:08] - A przy naszym telefonie tradycyjnie Mariusz Sobkowiak z Ruchu Oneironautycznego.
[01:14] - Witam wszystkich bardzo serdecznie.
[01:16] - Zanim przejdziemy do głównego tematu naszej audycji, a będziemy dzisiaj dyskutować o świadomym śnieniu u ludów starożytnych, u starożytnych plemion. Między innymi dowiemy się, jak to wyglądało w starożytnych plemionach, czyli czego możemy się od nich nauczyć. Podam kontakty do naszego radia. Ponieważ audycja jest realizowana na żywo w całości, można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy również na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, a także na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i Oneironautów, jak również na grupach tematycznych poświęconych w całości świadomemu śnieniu. Jeżeli ktoś woli, może również do nas napisać na nasz numer komunikatora SMS-owego 517 986 778 lub też na naszego maila radio@paranormalium.pl. Oddam może teraz głos założycielowi Ruchu Oneironautycznego, Mariuszowi Sobkowiakowi. Mariuszu?
[02:53] - Dziękuję ogromnie, Marku. Witam jeszcze raz bardzo serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium. Dzisiaj chcielibyśmy opowiedzieć o tym, jak sen, śnienie, w tym śnienie świadome, lucid dreaming było postrzegane na przestrzeni dziejów i jak wiele tak naprawdę możemy się dowiedzieć od kultur dawnych. Ja się trochę opieram przed nazywaniem tych kultur prymitywnymi czy też plemionami prymitywnymi z racji tego, że ten prymitywizm jest tak naprawdę odbiciem naszej często etnocentrycznej kultury Zachodu. Prymitywizm jest postrzegany jako coś pejoratywnego również z mojego punktu widzenia. Trzymałbym się określenia kultury dawnej i w ten sposób właśnie określał tych wszystkich, od których chciałbym, żebyśmy dzisiaj uczyli się na temat snu i śnienia. Dlaczego mielibyśmy się uczyć? Proszę państwa, współcześnie traktujemy sen, śnienie jako coś marginalnego, często jako niemalże zło konieczne. Takim proroctwem, jeśli chodzi o drogę, którą podążamy, może być taka krótka nowela, krótka historia napisana przez Janet Winterson zatytułowana „The Disappearance I”, czyli coś w rodzaju „Zniknięcie ja”, „Znikające ja”. Nie wiem.
Tutaj Marek, jeśli chodzi o kwestie językowe, dużo lepszy. W każdym razie ta nowela o oryginalnym tytule „The Disappearance I” przedstawia taki świat dystopii. A dystopia, proszę państwa, to negatywny odpowiednik utopii. O ile utopia jest przedstawieniem takiego świata idealnego, często świata przyszłości albo też przeszłości, bo takim utopijnym światem miała być chociażby Atlantyda, prawda? Dystopia zaś byłaby takim światem bardzo wręcz nieidealnym. I ta dystopia przedstawiona w noweli „The Disappearance I” Janet Winterson opowiada o społeczeństwie, w którym spanie, w którym śnienie zostało uznane za nielegalne. Spanie zostało uznane za przestępstwo. Nie jesteśmy wprawdzie dzisiaj jeszcze na tym poziomie, chwała Bogu, ale wcale nie byłbym zdziwiony, gdybyśmy w tym kierunku podążali, prawda? Jak często zdarza się, że śpiąc dłużej w weekendy, spotykają się państwo z oburzeniem społeczeństwa, że jak to można spać? Przecież to marnowanie życia, prawda?
Ogromna liczba osób wierzy, że spanie jest nieproduktywne, jest stratą czasu, jest jego marnowaniem. Zupełnie inaczej do kwestii snu i śnienia podchodziły właśnie kultury dawne, o których chciałbym dzisiaj opowiedzieć. Co nieco dawniej, przykładowo większą wagę przywiązywano do zjawiska snu, do zjawiska śnienia, również do śnienia świadomego. Wydaje się w związku z tym, że bardzo wiele możemy nauczyć się od kultur dawnych w odniesieniu do snu i śnienia. Być może wynika to z wiary takich kultur w dualizm, czyli przekonanie o tym, że oprócz naszego ciała fizycznego istnieje też ciało nie fizyczne. W związku z tym ciało nie fizyczne, które może odbywać różnego rodzaju podróże. Przekonanie o tym, że takie podróże mogą odbywać się chociażby w trakcie snu, sprawiało, iż świat snu i śnienia był tak samo ważny, jak świat na jawie. W snach można było spotkać się z przodkami, odbywać podróże, zdobywać odpowiedzi na pytania, uzdrawiać. Proszę państwa, dla wszystkich Indian, począwszy od Eskimosów z północy aż po mieszkańców Ziemi Ognistej z dalekiego południa, rzeczywistość snów jest jak najbardziej realna. Przenika się z rzeczywistością widzialną, z naszym światem na jawie i tak mocno jest z nią spleciona na każdym kroku, że trudno rzeczywistość snu od świata na jawie rozdzielić.
To, co my nazywamy snem lub wizją, dla Indianina jest to przeżycie realne, podczas którego dusza opuściła na pewien czas odtleniające ciało. Na tym właśnie polegał ten dualizm. Udział nasze i ciało. Indianie wierzą, że największych czynów dla dobra swojego szczepu wykonywali ci, którzy umieli najlepiej śnić, proszę państwa. Zresztą właśnie sny wskazywały im drogę do tych wielkich czynów. Na przykład Indianie Dakota wierzą, że kukurydza, którą się dzisiaj zajadamy, zrodziła się pod wpływem snu. Czternastoletni chłopiec w czasie swojego pierwszego postu, który odgrywa bardzo ważną rolę, odgrywał i odgrywa w kulturze Indian, w ogóle w kulturach dawnych. Indianie Dakota wierzą, że czternastoletni chłopiec w czasie swojego pierwszego postu w samotności podczas snu spotkał młodzieńca okrytego zielonymi szatami i przystrojonego zielonymi piórami, który wzywał go do walki. Chłopiec zwyciężył i zakopał przeciwnika na jego życzenie w ziemi i otrzymał nakaz, aby zachować to w tajemnicy. Dzięki temu, że dotrzymał obietnicy, na miejscu bitwy wyrosła smukła, zielona roślina o liściach podobnych do piór i ze złotym kaczanem nazywana przez Indian Mondamin, czyli boskie zboże.
Roślina, którą dziś nazywamy kukurydzą. A żeby mieć dobry sen, to znaczy taki, który daje wskazówki do działania, który przynosi błogosławieństwo, człowiek musi się poprzez post wprawić w stan wizjonerskiej podatności. Dla Indian post jest stanem łaski, jest stanem mocy, który pozwala człowiekowi dostąpić rzeczy nieosiągalnych w inny sposób. Dla przykładu Indian z Ameryki Południowej, młodzieniec na czas postu naciera sobie twarz węglem drzewnym i udaje się do puszczy. W miarę jak postępuje osłabienie fizyczne, wzrasta intensywność jego snów, w których pojawiają się przedmioty, zwierzęta, postacie, które Indianie uważają za wysłanników wielkich sił magicznych i które odgrywają ważną rolę w całym późniejszym życiu tego młodzieńca. To podczas snów wybierano zwierzę totemiczne. Między snem a wizją nie ma, proszę państwa, dla Indian żadnej różnicy. Indianie Crow nazywają jedno i drugie tym samym słowem bakíli i wykorzystują wszystkie wizje do opanowywania życiowych sytuacji. Taką ciekawą legendę, historię na temat tego, jak działa sen, czy też jaka jest potęga snu, przedstawiają Indianie ze szczepu Ojibwa, którzy wierzą, że potęga snu jest uosabiana w postaci ducha zwanego Wing. Wierzą oni, że na każdym kroku na człowieka czyhają niewidzialne karzełki, które uzbrojone są w maleńkie maczugi.
I gdy tylko ktoś spragniony jest odpoczynku, ci słudzy Winga wdrapują się na czoło zmęczonego i stukają w nie maczugami. Pierwsze uderzenie powoduje zamroczenie, drugie zamknięcie powiek, a trzecie głęboki sen. Duchy te, proszę państwa, według tego indiańskiego szczepu przesiadują w szczelinach indiańskich namiotów albo w woreczku z tytoniem u myśliwego, skąd ulatują, gdy zapala się fajkę. I wskutek tego taki myśliwy może wejść w objęcia snu, a zwierzyna będzie przechadzała się spokojnie koło niego, nie dając się złapać. Możemy, proszę państwa, śmiać się z tego rodzaju historii, jednak prawdą jest, że w naszej postępującej kulturze, w której próbujemy uciec od snu, próbujemy jak najwięcej czasu wykorzystywać do tego, żeby spędzać go na jawie, czyli jakbyśmy to powiedzieli, produktywnie do tego, żeby wykonywać swoją pracę, czy też zajmować się różnego rodzaju innymi czynnościami, aktywnościami na jawie. Przydałoby nam się trochę więcej pokory i takiego podejścia, jakie przejawiały kultury dawne, które uważały sen za równie ważny, jak jawę, jak to przedstawiłem, a nawet przypisywały je działaniom bóstw, czy też ich wysłanników. Proszę państwa, najstarsza Legenda znana w kulturze ludzkości. Przekaz ustny szacowany na 40 do 50 tysięcy lat. To legenda Aborygenów, która opowiada o czasie snu. Alcheringa.
Czas snu miał być okresem sprzed stworzenia Ziemi, proszę państwa, kiedy nie istniał jeszcze fizyczny, materialny świat. Do tego czasu snu według wierzenia Aborygenów nadal istnieje przejście. Można się do niego dostać, porozumieć się z żyjącymi w Alcheringze, czyli w czasie snu, istotami, uzyskać od nich ważne informacje, odpowiedzi na dręczące nas pytania. Aborygeni, pierwotni mieszkańcy Australii, prawdopodobnie są najstarszymi znanymi obecnie świadomie śniącymi. Podróżują przez ten czas snu Alcheringę, dream time, żeby uzyskać odpowiedzi na pytania. Czas snu jest takim stanem świadomości, podczas którego można podróżować, można mieć kontakt z przebywającymi tam istotami, w tym z duszami przodków, którzy stworzyli świat. Brzmi to wszystko zagadkowo, prawda? Dla niektórych zabawnie. Można pukać się w czoło. Prawdą jest jednak, że pod takim sposobem przekazu treści kryje się wiele technik, wiele sposobów na to, jak sen wykorzystywać, w tym sen świadomy.
Ciekawą radę odnośnie osiągania snów świadomych, jak również zapamiętywania snów możemy znaleźć w książce Sylvii Brown, już tutaj wspominanej na antenie Radia Paranormalium, pod tytułem „Księga snów”. W książce tej znajdziemy, proszę państwa, rozdział poświęcony zapamiętywaniu snów. Autorka pisze tam o australijskich Aborygenach, którzy opracowali, odnieśli i stosowali od wieków metodę nazywaną śnieniem, a która pozwalała na przechodzenie do tego czasu snu. Aborygeni, proszę państwa, zawsze bezpośrednio po przebudzeniu, niezależnie od tego, co mają do zrobienia, zamykają oczy i pozwalają sobie na drzemkę 15, 20-minutową, czyli na to śnienie właśnie. Podczas tej drzemki ma się podobno niemalże od razu wchodzić w fazę REM, bez fazy non-REM, a sny podczas tej drzemki są niezwykle wyraziste, łatwe do zapamiętania. Często są to sny świadome. Mają się one odgrywać właśnie w tej rzeczywistości nazywanej czasem snu. Aborygeni rozróżniają te wyraziste sny, które mają podczas śnienia i czynią je przedmiotem publicznej debaty. Rozprawiają na temat tego, co się śniło i co to oznacza. Ze swojego doświadczenia mogę potwierdzić, że taka krótka drzemka zaraz po przebudzeniu, bezpośrednio po przebudzeniu, może rzeczywiście inicjować sny świadome.
W związku z tym rada od autorki książki „Księga snów” Sylvii Brown. Rada, którą przejęła od australijskich Aborygenów, aby ustawić sobie jeszcze budzik naszego telefonu czy też inne urządzenie, które zwykło nas budzić około 15, 20 minut przed czasem, o którym zwykle wstajemy do szkoły, pracy, po to, aby móc jeszcze przez tę chwilę się zdrzemnąć i przeżyć śnienie, a więc połączyć się z tym czasem snu, o którym mówią australijskie legendy. Najbardziej znane podejście, jeśli chodzi o śnienie, w tym śnienie świadome, prezentują na pewno tybetańscy jogowie. Adam Bytof, który gościł tutaj na antenie Radia Paranormalium, jest również wielkim zwolennikiem tybetańskiej jogi snu. Swoją przygodę ze snem świadomym rozpoczynał właśnie od medytacji, od jogi snu. Nie jestem ekspertem od jogi snu. Opowiem państwu co nieco dzisiaj na ten temat, ponieważ jest to rzeczywiście spuścizna wieloletnia, od przodków o rozwiniętej kulturze dawnej. Co jeszcze mogę powiedzieć w odniesieniu do audycji, która miała miejsce dwa tygodnie temu, w której jeszcze uczestniczyłem, bo tydzień temu niestety mnie nie było, za co przepraszam, ale dwa tygodnie temu opowiadaliśmy o snach jako źródle inspiracji. O snach, które niosą różnego rodzaju pomysły, które później zostają przekute na dzieła literackie, muzykę, filmy, również na obrazy. Ciekawą opinię na ten temat prezentują też australijscy Aborygeni.
Peter Sutton w swojej książce „Dreaming: The Art of Aboriginal Australia” pisze o czasie śnienia australijskim, mianowicie o tym, że według Aborygenów teksty sztuki, pieśni, które pojawiają się we śnie, każda nowa pieśń, opowieść, wzór, jakiś twór kultury czy pomysł otrzymany we śnie Jest postrzegany przez lud Aborygenów jako podsunięty przez przodków, jako reprodukcja pierwotnej kreacji. Możemy to przyrównać do platońskiego świata idei, którego marnym cieniem miałoby być odbicie tego, co znajdujemy tutaj, na jawie. Podobnie prawdziwe idee i wytwory miałyby znajdować się w czasie śnienia, a znajdujące się tam istoty, nasi przodkowie, mieliby nam przekazywać te pomysły i idee podczas snu. Więc te artystyczne dary, takie między innymi, o których mówiliśmy dwa tygodnie temu, nie uważa się za oryginalne twory, ale przekazy od istot z czasu snu. Plemię Aborygenów uważa śniącego za kanał, poprzez który otrzymuje się od przodków mądrość przekazu, a nie uważa się śniącego za twórcę tej mądrości. Zgodnie więc z mitami i zapisami snów również współczesnych nam Aborygenów, od niepamiętnych nam czasów twory artystów pojawiają się w snach i stale wzbogacają kulturę Aborygenów. To odnośnie naszych rozważań na temat tego, skąd te pomysły i skąd te inspiracje w snach miałyby się brać. Ja pozwolę sobie oddać głos kolegom, którzy prawdopodobnie również chcieliby coś powiedzieć. Czego możemy się dowiedzieć od naszych przodków? Jak postrzegany był sen i śnienie?
Jaką wagę do niego przywiązywano? Jakie to ma znaczenie w odniesieniu do śnienia go? Panowie, co uważacie na ten temat?
[20:16] - Ja chciałem powiedzieć, że świadomy sen był również w kulturach meksykańskich. Tam mamy na przykład książkę. Nie pamiętam, jak się nazywał. Książka, która opisuje plemię, w którym Don Juan, może Mariusz będzie wiedział, bo ja już tytułu nie pamiętam. Wypadł mi teraz z głowy. Przepraszam. Castaneda. Uczył Carlosa Castanedy, jak śnić świadomie poprzez zauważanie rąk w śnie i mówił o trzech bramach. W starożytnej Grecji zwracano uwagę na sen. Między innymi Platon, który mówił: „Ponieważ podczas snu-
[21:10] - Oczywiście mowa była przed chwilą o Carlosie Castanedzie. Carlos Castaneda.
[21:19] - Który mówił: „Ponieważ podczas snu nie używamy naszego ciała i pozostajemy wyłączeni z życia i jego spraw. Porównywano stan ten do śmierci dokonującej się codziennie, niejako na próbę”. Znajduje to odzwierciedlenie w mitologii greckiej, ponieważ wujem Orfeusza, boga marzeń sennych, był Tantos, czyli bóg śmierci. W wielu kulturach znajdujemy nawiązanie do snu, do snów, do snu świadomego.
[21:56] - Jeśli chodzi o kultury wschodnie, najbardziej fascynuje mnie i jednocześnie najbardziej zaznajomiony jestem z kulturą mnichów tybetańskich, tybetańskich joginów. Praktyki używane w Tybecie częściowo wyszły poza obręb tych plemion, dotarły do Zachodu. Są między innymi spisane w książce „Tybetańskiej jogi snu i śnienia” autorstwa Tenzina Wangiala Rinpoczego. I właśnie pewnie już tu, na którejś audycji opisywaliśmy praktykę, tj. technikę mającą pomóc osiągać świadome sny. To jest sen. Technika tybetańska. Polegająca ona, mechanizm zbliżony do testu rzeczywistości. Jednak w tej technice nie testujemy rzeczywistości, po prostu traktujemy życie jak sen. Najlepiej robić to przez cały dzień.
Ma być to swobodne, bez napięcia. Nie mamy się do niczego zmuszać, po prostu swobodnie mamy postrzegać życie, nasze doświadczenia, wszystko, co robimy, jak sen. Jednocześnie dobrze wykonywana technika zwiększa naszą uważność. Bowiem jeśli bierzemy za prawdę w tej chwili, że to jest sen, to nie ma sensu wybiegać w przyszłość czy w przeszłość. Jest dla nas tylko ważna chwila obecna. Jednocześnie właśnie tak zwracamy uwagę na teraźniejszość i przenosi się to oczywiście do snu. Zgodnie z zasadą: świadomość za dnia, świadomość we śnie. Tak.
[24:28] - Możesz mówić, Mariusz.
[24:31] - Praktyka, o której mowa w przypadku tej tybetańskiej jogi snu, śnienia nosi nazwę zmiany śladów karmicznych. Bo właśnie o to tam dokładnie chodzi, o zmianę śladów karmicznych. I bardzo przypomina test rzeczywistości, o czym mówił tutaj Valen. Na czym to polega? Mianowicie działa to w ten sposób, że na jawie wyobrażamy sobie, że jest to sen i mówimy do siebie: „To jest sen”. Ma to głębokie znaczenie również terapeutyczne i wpływa nie tylko na zdolność śnienia świadomego w czasie snu. Wpływa również na umiejętności radzenia sobie z problemami dnia codziennego w świecie na jawie. Chodzi, proszę państwa, o to, abyśmy wewnętrznie doświadczyli tego poczucia, że jest to sen, to, co nas otacza poprzez naszą percepcję, poczuli to wewnętrznie, abyśmy stworzyli w sobie taką rozluźnioną, zrelaksowaną wewnętrzną postawę. Przekonanie o tym, że to, co nas otacza, to sen, również tutaj, w świecie na jawie, pozwala nam zdystansować się do tego, co jest na zewnątrz, rozluźnić te uwarunkowania zewnętrzne w stosunku do sytuacji, w której się znajdujemy i przez kilka minut poczuć tę wolność. Taką wolność, jaką posiadamy we śnie, w którym uświadamiamy sobie, że śnimy.
Każdy oneiroauta, każdy świadomie śniący może potwierdzić, jakie niezwykle wspaniałe jest to uczucie wolności. Jakie jest to ekstatyczne doznanie, kiedy pojawia się świadomość, że rzeczywistość, która nas otacza, jest rzeczywistością świata sennego, z jakim związanym jest poczuciem wolności i bezpieczeństwa. Zresztą podobnie jest w przypadku Indian z plemienia Yakui i tych nauk Don Juana, o których zaczął mówić Robert. O naukach Don Juana przekazywanych Carlosowi Castanedie. Tymi Yakui również nauczało, aby traktować rzeczywistość na jawie jako sen. Jest to wspaniała nauka, wielowiekowa, przekazywana przez wiele różnych kultur dawnych, poczynając od tybetańskich joginów przez plemiona meksykańskie. Przekonanie o tym, że rzeczywistość, która nas otacza, jest tak naprawdę w dużej mierze uwarunkowana naszymi doświadczeniami wewnętrznymi. Utrzymując taką wewnętrzną postawę związaną z negowaniem rzeczywistości, powtarzając sobie, że to jest sen, mamy rozluźniać nasze karmiczne uwarunkowania. Czym są te karmiczne uwarunkowania w wiedzy o śnie śnienia jeszcze państwu powiem. Myślę, że ci, którzy próbowali już testu rzeczywistości, zauważają podobieństwo rozluźniania tych uwarunkowań karmicznych do stosowania TR-ów.
One również polegają na przekonywaniu siebie, że to, co nas otacza, jest snem. Takie mówienie do siebie, proszę państwa, że jest to sen, może wydawać się śmieszne, komiczne niemalże jak te wszystkie legendy, jak te wszystkie opowieści, które przedstawiałem dzisiaj, chociażby Indian. Jednakże proszę sobie przypomnieć takie sytuacje niespodziewane, koszmarne, jakieś bolesne doświadczenia życiowe. Jak często podczas takich sytuacji mówili państwo do siebie: „To niemożliwe, to jest sen. Nie wierzę w to”. Jest to naturalna reakcja, która ma nas właśnie zdystansować od tych nieprzyjemnych zdarzeń świata zewnętrznego. Natomiast w przypadku zwykłych, codziennych sytuacji nie mówimy sobie tego. Nie przekonujemy siebie, że to, co nas otacza, jest snem, mimo ogromnej mocy terapeutycznej i znaczenia, jakie taka praktyka mogłaby nieść. Większość ludzi tak naprawdę nic nie dziwi. Nie zwracają uwagi za bardzo na otaczający ich świat.
Nie mówią sobie, że jest to sen. Jeśli pojawia się coś, w co nie możemy uwierzyć, wówczas mówimy: „To jest sen”. Natomiast jeśli coś wydaje nam się zwykłe, to raczej tego nie mówimy, nie określamy tego jako snu. Jest to dla nas coś normalnego. Buddyzm natomiast uważa, naucza, że wszystko jest snem, że doświadczenia na jawie są równie realne, jak te doświadczenia ze świata snu, a doświadczenia na jawie są równie nierealne jak sen. Są więc tak naprawdę te doświadczenia do siebie zbliżone. I kiedy będziemy ćwiczyli za dnia to rozwiązywanie uwarunkowań karmicznych i będziemy przekonywać siebie, że to, co się dzieje wokół nas, to sen. Przy czym to przekonywanie nie może polegać jedynie na tym, że będziemy powtarzać: „To jest sen, to jest sen, to jest sen”, ale musimy wyrobić w sobie taką głęboką wewnętrzną percepcję, doświadczenie, przekonanie o tym, że to, co nas otacza, jest snem. To w naszych snach, kiedy tylko coś zobaczymy i powiemy sobie: „to jest sen” i rozpoznamy od razu, że śnimy, będziemy mogli osiągać przejrzyste sny, sny świadome, bo osiąganie snów świadomych jest właśnie jednym z etapów praktyki jogi snu i śnienia. Nie wiem, czy zrozumieli państwo ten związek.
Może na przykładzie: kiedy we śnie jest osoba, która wzbudza nasz lęk, tak naprawdę ten lęk jest w nas i my projektujemy ten lęk na tę osobę, którą widzimy we śnie. Jeśli coś innego wyprojektujemy na tę osobę, wtedy również zmieni się nasza relacja z tą osobą. Często możemy zauważyć w przekazach, w relacjach ze snów, że to tak naprawdę nasze wewnętrzne odczucia wpływają na rzeczywistość świata sennego. Jeśli czegoś się boimy we śnie, to rzeczywiście okazuje się, że to coś, co na początku może być tak naprawdę niegroźne, staje się czymś bardzo niebezpiecznym. Rzeczywistość świata sennego reaguje na nasze uczucia i na nasze myśli. Ale, proszę państwa, podobnie jest na jawie. Na jawie, jak naucza buddyzm tybetański, nie widzimy rzeczy takimi, jakie są, tylko widzimy je poprzez pryzmat naszych emocji, naszych oczekiwań, obaw, związków, projekcji. I w tym właśnie sensie świat jawy nie różni się od snu. Dlatego gorąco zachęcam do tego, żeby wykonywać takie ćwiczenie polegające na negacji rzeczywistości, na przekonaniu, że to, co nas otacza, to sen. Tak jak mówię, będzie miało to ogromne znaczenie terapeutyczne.
Nie tylko pozwoli państwu osiągać przejrzyste sny, ale sprawi, że jeśli zaczniemy postrzegać nasze problemy jako sen, jeśli nasz szef w pracy będzie na nas krzyczał i się wydzierał, a my mówimy sobie: „to jest sen”, wówczas nasz problem nieco zmaleje, prawda? I tak bardzo nie będziemy cierpieć z powodu tej sytuacji. Dlaczego nazywamy to zmianą uwarunkowań karmicznych, proszę państwa? Jeśli bito nas często pasem, sam widok pasa wywołuje nasz lęk, prawda? I to jest właśnie uwarunkowanie karmiczne. Ale kiedy widząc pas, mówimy sobie, że jest to li tylko i wyłącznie sen, wówczas nasz niepokój związany z tym przedmiotem znika. Czujemy się od niego wolni, w związku z czym zmieniamy to uwarunkowanie karmiczne. Dlatego właśnie negowanie rzeczywistości, czy też wyrabianie w sobie wewnętrznej percepcji, poczucia przekonania, że to, co nas otacza, jest snem tak samo realnym, czy też tak samo nierealnym jak świat marzenia sennego, pozwala nam uwalniać się od takich uwarunkowań karmicznych, o których mówi tybetańska joga snu i śnienia. W ciągu dnia, proszę państwa, wiele sytuacji pojawia się takich, w których czujemy się przytłoczeni, zagubieni z powodu doświadczanych uczuć. Wykonując to ćwiczenie, przekonując siebie, że to tylko sen, dystansując się od tego, zmieniamy naszą percepcję.
Możemy wtedy uwolnić się od tych emocjonalnych presji sytuacyjnych. Nauczenie się mówienia do siebie, że to jest sen, jest bardzo fajne, proszę państwa, i może nam bardzo pomóc w uwalnianiu się od tych uwarunkowań. Zamiast denerwować się na to, co się dzieje, mówimy sobie: „to jest sen” i nie dajemy się wciągnąć w taką sytuację, która normalnie zupełnie mogłaby nas emocjonalnie przytłoczyć. Również praktykowanie tego przekonania, że to jest sen nie jako coś incydentalnego, jak w przypadku ćwiczenia TR-ów, gdzie od czasu do czasu sprawdzamy tę rzeczywistość, czy rzeczywiście sen nie sen, ale wytworzenie w sobie poczucia, że to, co nas otacza, jest snem, niezależnie od tego, co się dzieje w każdej sytuacji. Po prostu budzenie się z przekonaniem, że świat, który nas otacza, jest snem i zasypianie z tym samym przekonaniem sprawia, że ten mur, czy też ta granica między światem snu i światem na jawie zanika. W związku z tym jest nam dużo łatwiej osiągać to przekonanie w świecie marzeń sennych, że otaczająca nas rzeczywistość nie jest prawdziwa z tej prostej przyczyny, że z takim przekonaniem funkcjonujemy cały czas na co dzień i do wyrobienia w sobie takiego przekonania zachęca nas tybetańska joga snu i śnienia. Efekt praktykowania jogi snu i śnienia jest dwojaki. Po pierwsze pozwala nam w sposób terapeutyczny niemalże zminimalizować nasze problemy, nieco uwolnić się od dręczących nas sytuacji, nabrać do nich dystansu. Pokazuje nam również, jak wiele z tych zdarzeń, które mają miejsce na jawie, jest tak naprawdę uzależnione od naszego życia wewnętrznego, mianowicie od naszych przekonań i naszych emocji. Po drugie wpływa na nasze życie również w tym świecie marzenia sennego poprzez zdolność kontroli Tej rzeczywistości, która nas otacza w świecie marzeń sennych, czyli osiągania tych przejrzystych snów.
Bo w tradycji tybetańskiej mówi się o snach świadomych właśnie sny przejrzyste. I to niezwykłe uczucie, to niezwykłe doznanie, jakim jest przekonanie o tym, że świat, który nas otacza, jest jak najbardziej bezpieczny, a jest bezpieczny z racji tego, że jest snem i że jest uzależniony tak naprawdę od naszych stanów wewnętrznych. Oprócz tego, że pozwala nam tego doświadczać właśnie we śnie, to pozwala nam również doświadczać tego w świecie na jawie. Przenieść to niezwykłe, budujące doświadczenie do świata tutaj za dnia.
[37:17] - Inną ciekawą, bardzo wartościową rzeczą, którą możemy się nauczyć od plemion tybetańskich, są sny przejrzystego światła, również opisane w książce Rinpoczego. Zresztą, o co chodzi? W kulturze tybetańskiej zwykłe sny, które my po prostu nazywamy snami. Te kultury określają snami samsarycznymi, czyli właśnie snami pochodzącymi ze śladów karmicznych, które dokładnie opisał niedawno Mariusz. Natomiast sny przejrzystego światła są snami, które nie mają źródła w tych śladach karmicznych, tylko w głębszych pokładach naszej podświadomości, nadświadomości. Jak ktoś chce, tak może to nazwać. Z głębszego pokładu naszego jestestwa. I właśnie praktyka „to jest sen” polegająca na postrzeganiu naszego życia jak sen, pomaga w osiąganiu takich snów. Bo jeśli uwalniamy się od tych śladów karmicznych, to po czasie coraz częściej sny będą korzystać właśnie z innych źródeł. I takie sny określane są przez tych, którzy go doświadczyli, jako o wiele bardziej wartościowe niż sny świadome, mogące podsunąć nam nie tyle pomysły, co po prostu powiedzieć nam dużo o nas, mogą zmienić nasze nawet życie.
A drugą częścią praktyki, która ma za zadanie pomóc osiągać te stany, jest pomocnicza praktyka wykonywana przed snem, polegająca na dodatkowym uwalnianiu się ze śladów karmicznych z ostatniego dnia lub kilku dni. Polega ona na tym, że przy zasypianiu odtwarzamy nasz dzień od końca. Jeśli bierzemy ostatnią sytuację przed położeniem się do łóżka, przypominamy sobie jej przebieg. Można to robić inaczej. To jest tylko przykład. Wyobrażamy sobie tę sytuację w bańce mydlanej, po czym po prostu dotykamy tej bańki i ona się rozpryskuje. To było snem. Było przejściem chwilowym. Tego już nie ma. I po tym bierzemy kolejną sytuację.
I tak cofamy się właściwie do momentu wstania albo nawet dalej. Właściwie dopóki zaśniemy, bo raczej efektem końcowym będzie zaśnięcie z mniejszą właśnie ilością uwarunkowań karmicznych. I to właśnie daje większą szansę na doświadczenie takiego snu. W praktyce tybetańskiej podobne praktyki stosuje się właściwie też przy samych snach świadomych. Jeśli ktoś stosując te praktyki, się uświadomi w śnie, to zamiast wykorzystywać go do na przykład spełniania marzeń, wykorzystuje go do medytacji. Polega to między innymi na usunięciu osnowy snu. Tych elementów wszystkich towarzyszących, budujących sen i efektem końcowym jest sen podobny właśnie do takiego snu przejrzystego światła.
[41:50] - Pojawiło się parę pytań od jednego z naszych słuchaczy. Curiosity na czacie Radia Paranormalium pyta: jaki udział w tych odkrywczych snach wspomnianych przez tego gościa, który fajnie mówi i którego pozdrawiam, to chyba Mariusz, zależy od śniącego, a w jakim stopniu była to świadomość zesłana przez istoty wyższe, którym zależało na popchnięciu cywilizacji ku rozwojowi?
[42:16] - To jest właśnie myślę clou tego, o czym dyskutowaliśmy dwa tygodnie temu, czyli na ile tak naprawdę te wszystkie idee, pomysły, które w snach się pojawiają, też te prawdy, które są nam przekazywane, chociażby przez Rinpocze, pochodzą tak naprawdę z naszej własnej głowy, a ile od jakichś istot wyższych, czy też od takiego miejsca, gdzie te wszystkie idee miałyby być Zebrane, z których moglibyśmy korzystać. Ja jestem głęboko przekonany, że cała ta wiedza, którą posiadamy, wszystkie te pomysły, idee i inspiracje pochodzą od nas samych, ale często możemy nie być tego świadomi. Dlaczego? Tutaj chciałbym nawiązać do psychologii zorientowanej na proces z racji tego, że jestem również członkiem Stowarzyszenia Towarzystwa Wiedzy Psychologicznej STAW, gdzie zajmujemy się promowaniem psychologii zorientowanej na proces. Psychologii zorientowanej na proces, która posiada pewien związek z kulturą tybetańską, z tą kulturą, o której dzisiaj sporo powiedzieliśmy. Jeszcze postaram się jeszcze kilka słów dodać na temat tego, w jaki sposób kilkunastotysięczna tradycja tak naprawdę dzisiaj może znaleźć zastosowanie w odniesieniu do snu i śnienia. W każdym razie w psychologii zorientowanej na proces wierzymy w istnienie obserwatora, coś w rodzaju nadjaźni, który jest zlokalizowany w każdym z nas i który obserwuje wszystko to, co się dzieje wokół nas i to, co się dzieje w nas samych, posiadając dogłębną wiedzę. Cała ta wiedza jest zapisywana na poziomie podświadomym. Taki obserwator, który jest w nas zlokalizowany, może zostać upostaciowiony podczas snu na przykład pod postacią mędrca, jakiegoś boga, wyższej istoty. I w śnie możemy nawiązać kontakt z tym obserwatorem, z tą istotą wyższą, z tym interpretatorem i może on nam przekazać informacje, które tak naprawdę były zbierane.
Dziwnie się mówi przez niego, bo tak naprawdę jest on częścią nas samych, ale zbierane przez niego, analizowane, łączone i później przekazane nam. To może sprawiać wrażenie niemalże przekazania jakiegoś natchnienia od istot wyższych, od istot boskich. Czy też może wywoływać w nas wrażenie, że jakieś idee pochodzą z jakiegoś miejsca, które nie znajduje się w nas samych. W każdym razie ja głęboko wierzę, że było to wielokrotnie potwierdzane również na bazie badań naukowych, że ogromna ilość informacji, które zbieramy w czasie naszego życia, jest gromadzona na poziomie podświadomym i możemy mieć dostęp do tych informacji chociażby poprzez nasze sny. Tak jak mówiłem, w psychologii zorientowanej na proces nazywamy to obserwatorem, nadjaźnią, która obserwuje wszystko, co się dzieje i obserwuje nas samych. I z którą możemy kontaktować się również podczas naszych snów. Wierzę głęboko, wielokrotnie z tego typu relacjami się spotykałem, że możemy indukować takie sny, w których spotykamy taką upostaciowioną nadjaźń obserwatora pod postacią na przykład jakiegoś mędrca na wielkiej górze, który mądrość nam przekaże, jakąś odpowiedź na pytania, ponieważ posiada wiedzę, do której my na poziomie świadomym nie mamy dostępu. W Towarzystwie Wiedzy Psychologicznej STAW prowadziliśmy swego rodzaju warsztaty z młodzieżą ze szkół ponadgimnazjalnych. Były to warsztaty aktywne. Zachęcaliśmy ich do działania.
Jedno z takich działań, które podjęliśmy, można uznać za swego rodzaju medytację, która miała doprowadzić do spotkania tego obserwatora i otrzymania od niego informacji. Mianowicie zachęciliśmy młodzież z jednego z gorzowskich liceów do tego, żeby zamknęli oczy, usiedli wygodnie, następnie wizualizowali sobie to, do czego ich zachęcaliśmy. Mieli mianowicie odbyć długą podróż. Opowiadaliśmy, że są na łące. Mieli wyobrazić sobie, jak ta łąka wygląda, poczuć tę łąkę wszystkimi zmysłami. Bardzo ważna jest integracja zmysłów w psychologii zorientowanej na proces. Mieli następnie odbyć podróż na skraj lasu, przejść przez las, przebyć rzekę. Oczywiście wszystko to zmierzało do tego, żeby pogłębić ich stan kontemplacji, ich stan skupienia. Można by powiedzieć, że chcieliśmy, żeby weszli głębiej, na głębszy poziom świadomości. Następnie mieli wspiąć się na ogromną górę.
W psychologii często wspinanie się na jakąś ogromną górę, na coś, co posiada zwieńczenie w postaci chociażby szczytu, ma właśnie symbolizować czy też wyobrażać docieranie do jakiejś głębszej prawdy. Bo też taki był nasz cel. Więc ci młodzi ludzie z zamkniętymi oczyma wizualizowali sobie tę podróż przez góry, rzeki, mijali miasto. Następnie wspinali się na tą ogromną górę, gdzie siedział mędrzec. Mędrzec, czyli właśnie obserwator z psychologii zorientowanej na proces, który posiada dostęp do informacji zebranych z ich podświadomości. I mieli temu mędrcowi zadać jedno pytanie, li tylko i wyłącznie jedno pytanie ważne dla nich, jakiekolwiek, które przyjdzie im do głowy. Ten mędrzec, następnie poinstruowaliśmy ich, że udzieli im odpowiedzi na to pytanie. Nie musiał zrobić tego ustnie, nie musiał nawet im czegoś powiedzieć. Mógł im coś dać. Następnie mieli oni odbyć całą tą podróż z powrotem z góry, minąć miasto, rzekę, las, dotrzeć na łąkę.
Wtedy zachęciliśmy ich, żeby powoli otworzyli oczy i zapytaliśmy ich. Zapytaliśmy ich na początku, żeby sobie odtworzyć tę podróż. Jak wyglądała łąka? Jak wyglądało to miasto, które mijali? Czy byli tam ludzie? Co robią? W końcu ta góra, na którą się wspięli, mędrzec, którego spotkali. Prosiliśmy, żeby opisali tego mędrca. To było właśnie upostaciowienie, wyobrażenie tego obserwatora. Jeśli ktoś był chętny, zachęciliśmy do tego, żeby podzielił się z nami tym pytaniem, które zadał obserwatorowi.
Nie ma zbyt wielu chętnych zwykle w tym momencie z racji tego, że wykorzystują oni tę szansę naprawdę dość poważnie, ponieważ ci, którzy nie chcą uczestniczyć w warsztatach, mogą po prostu wyjść, z czego wielu korzysta. Więc ci, którzy zostają, to ci, którzy naprawdę chcą z tego skorzystać i przeprowadzić w sobie takie wewnętrzne działania w oparciu o psychologię opracowaną przez Arnolda Mindella. Więc ci, którzy zostali i potraktowali to jakoś zupełnie poważnie, ważne pytanie zadali temu mędrcowi. A są to rzeczy głębokie i nie często chcemy się nimi dzielić. Ja też sobie pozwolę nie zdradzić, ale często otrzymywali odpowiedź i zwykle jest to odpowiedź nie wprost. Odpowiedź dość dziwna. Zachęcamy do tego, żeby zastanowić się nad nią głębiej. Niektórzy otrzymywali różne dary od mędrca, pudełka, które otwierali. W środku były dziwne rzeczy. Na przykład Smerfy.
Znalazła jedna dziewczyna właściwie jednego Smerfa, Marudę. To też pewnie coś dla niej znaczyło. I wierzę głęboko, że były to przekazy właśnie od ich obserwatora, od ich podświadomości, na podstawie wiedzy, informacji, które były zbierane przez ich całe życie. I tak jak ten obserwator z psychologii zorientowanej na proces, który tak naprawdę symbolizuje tego obserwatora, który zbiera informacje, tak podobnie w przypadku snów, w których spotykamy mędrców, postaci ważne, postaci totemiczne, które przekazują nam informacje. Możemy wierzyć, że rzeczywiście są to przekazy od istot wyższych, od bogów. Ja wierzę głęboko, że są to przekazy z naszej podświadomości, od naszego obserwatora. I takie podejście też stosujemy w psychologii zorientowanej na proces. I tak chyba najlepiej byłoby odpowiedzieć na to pytanie naszego słuchacza. Wierzę, że te inspiracje, pomysły, przekazy pochodzą tak naprawdę od nas samych. Na podstawie tych informacji, które były zbierane, gromadzone w naszej podświadomości, analizowane również poza naszą świadomością, a później mogą nam być przekazywane i wywoływać w nas to uczucie olśnienia, odkrycia pewnej prawdy.
Ale jest to li tylko i wyłącznie nasze dzieło.
[52:41] - Pozwolę sobie przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium. Audycja „Świadomy sen. Nasz drugi świat” jest realizowana w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym Radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, jak również na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i Oneironautów. Tutaj jeszcze wcześniej Curiosity na czacie Radia Paranormalium przesłał pytanie troszeczkę bardziej, że tak powiem, bliższe naszym czasom, ale również w podobnych sennych klimatach. Znamy historię o trybie polifazowym snu Napoleona i Leonarda da Vinci. Sen polifazowy wzmaga doświadczenia LD, a obie te osoby były geniuszami.
Czy wiadomo coś o szukaniu przez nich rozwiązań swoich problemów w snach?
[53:59] - Zacznę może od tego, że jednym z partnerów ruchu oneironautycznego, partnerów, których bardzo sobie cenię, jest strona internetowa Sen polifazowy, gdzie osoby, które prowadzą tę stronę, prowadzą właśnie doświadczenie ze snem polifazowym, również ze świadomym śnieniem. Także OBE dzielą się swoimi własnymi doświadczeniami z tym eksperymentem. Zachęcam do tego, żeby zajrzeć również na ich facebookowy profil. Wpisz w wyszukiwarkę sen polifazowy, świadomy sen OBE. Bardzo dużo informacji, o których słyszałem, mówi właśnie o tym, że wielkie osoby Znaczący ludzie dla rozwoju naszej cywilizacji, znaczące postacie w historii, często mówi się o tym, że spały bardzo krótko. Dotyczy to między innymi Napoleona czy Leonarda da Vinci. Była to ważna informacja od osób, które uważają, że sen jest tak naprawdę marnowaniem czasu, którzy mówili o tym, że sen jest bezproduktywny i należy ten czas wykorzystywać na życie tutaj, na jawie i aktywność na jawie. I w związku z tym przekonywanie, że ci najwięksi spali najkrócej. W przypadku Napoleona w książce, której tytuł za chwilę sobie pewnie przypomnę, już go tutaj podawałem, ale wyskoczył mi z głowy. „O liczeniu baranów”.
Tak, książka nosiła taki tytuł. „O liczeniu baranów”, o przyjemnościach i zaletach snu. Bodajże w ten sposób. Jest mowa tam o tym, że rzeczywiście Napoleon spał niewiele, ale spał niewiele w nocy. Natomiast był wielkim miłośnikiem spania za dnia i wielokrotnych drzemek. Z tego, co twierdzi autor książki, Napoleonowi zdarzało się zasypiać podczas bitew, proszę państwa, siedząc na koniu. Jak przekonuje autor książki, większość tych wielkich osobistości nie tyle spała krótko i zarywała noce, co też bardzo lubiła urządzać sobie drzemki. Winston Churchill podobno przekazał ludziom, aby obudzili go tylko i wyłącznie wtedy, kiedy Imperium Brytyjskie będzie zagrożone. W innym przypadku mają go nie budzić. Natomiast też podejmował nocną aktywność.
Sen polifazowy, który miałby zmierzać do skracania czasu, który poświęcamy na sen przy niezmienionej jego jakości, który ma nam pozwolić chociażby, jak się to często ogłasza, spać cztery czy nawet dwie godziny dziennie, dzięki temu, że podzielimy swój sen na pewne regularne cykle. Pojawia się informacja, często w internecie pojawiają się informacje, że ten sen polifazowy miał być stosowany przez Leonarda. Osobiście uważam, że wiarygodnych informacji na temat tego, że sen polifazowy był stosowany nie ma. Mogę się mylić. Natomiast głęboko wierzę w zbawienną moc drzemek również podczas dnia i w to, że te drzemki były stosowane przez największych: od Napoleona, przez Leonarda da Vinci. Czy sen polifazowy jest rozwiązaniem dla współczesnych czasów i czy pozwala osiągać zdolności takie, jakie przejawiali najwięksi od Napoleona przez da Vinciego i pozwala zwiększać doświadczenie LD czy OBE? Powiem szczerze, nie jestem przekonany. Moje stanowisko wobec snu polifazowego jest raczej dość negatywne. Uważam, że to odpowiednik czasów, w których się znajdujemy. Produkt XXI wieku, wynikający z tego, o czym mówiłem na samym początku.
Jeśli przekonujemy siebie, że czas, który spędzamy na sen tak naprawdę jest czasem zmarnowanym i nieproduktywnym, to będziemy dążyć do tego, żeby ten czas spędzany właśnie ograniczać. Taki jest też cel snu polifazowego. Nie jestem przekonany, że jest to coś dobrego. Nie wiem, czy koledzy tutaj z audycji zetknęli się też z snem polifazowym i jaką mają opinię na temat snu polifazowego, czy też w ogóle na temat snu tych wielkich ludzi, którzy zostali dzisiaj wymienieni na antenie radia dzięki temu pytaniu słuchacza.
[59:43] - Może na temat snu tych wielkich ludzi to dużo znanych ludzi praktykowało świadomy sen. Nie umiem powiedzieć, który z tych znanych. Basia wiesz. Dużo znanych ludzi praktykowało świadomy sen i czerpało z nich inspirację, co omawialiśmy na jednej z audycji. Nie wiadomo, czy Napoleon, czy kto inny śnił polifazowo, czy jakoś tam, ale wiadomo, że wielu znanych ludzi, którzy praktykowali świadomy sen, czerpało z niego korzyści i używało to w życiu codziennym.
[01:00:38] - Taka pierwsza myśl, która mi się nasuwa to niekoniecznie. Nawet jeśli stosowali ten sen polifazowy, to stosowali go dla świadomego śnienia lub stanów podobnych jak hipnagogii, hipna- hit na pompi, ale po prostu może chcieli wydłużyć swój dzień, dłużej pracować. Słyszałem o badaniach, które wykazały, że jednak jedynym w pełni regeneracyjnym snem jest sen monofazowy. Tylko niestety ubolewam, bo nie mogę ich przytoczyć teraz. Na forum ktoś pisał o nich, ale niestety nie poddał linka, odwołał się tylko do nich, że ktoś podawał, a ja nie wiem, gdzie są.
[01:01:44] - Pamiętam, że Mariusz coś chciał jeszcze dodać. Wszedłem mu w słowo z kontaktami Radia Paranormalium. Mariusz chciał coś jeszcze dodać chyba do tematu snów w dawnych kulturach.
[01:02:02] - Tak, jak najbardziej. Z racji tego, że zabrnąłem trochę w psychologię zorientowaną na proces, odpowiadając też na pytanie słuchacza o to, skąd mogą pochodzić przekazy w naszych snach, mówiąc o obserwatorze. Istnieje powiązanie między głęboką historyczną tradycją tybetańską a psychologią zorientowaną na proces. Jeszcze przed buddyzmem tybetańskim istniała, proszę państwa, starożytna tybetańska religijna tradycja nazywana tradycją Bon, która obecnie koegzystuje z tybetańskim buddyzmem. Jest to rdzenna tradycja duchowa Tybetu, obecna na długo zanim do Indii przywędrował buddyzm. Według współczesnych tybetologów religię Bon można datować na okres około 1800 lat p.n.e. Natomiast według samej tradycji Bon jest to nieprzerwana linia przekazu, która rozpoczynała się już 18 000 lat temu, więc z lekką ręką można ją nazwać tradycją kultur dawnych. Zgodnie z naukami tej tradycji Bon, która ukształtowała się przed tybetańskim buddyzmem, o którego jodze snu i śnienia dzisiaj mówiliśmy. Zgodnie więc z naukami tej tradycji sny można traktować jako obrazy, historie, które są zrodzone z naszych emocji. U podstaw każdego snu leży silna emocja, która w danym momencie w nas dominuje i ta emocja staje się motywem przewodnim snu.
Zaś cała akcja, wszystkie te obrazy, które pojawiają się przed naszymi oczami w trakcie śnienia, jest tak naprawdę przedstawieniem tej dominującej emocji. Przypomina to proces twórczy artysty, który swoje uczucia wyraża w formie obrazu czy jakiejś historii. Piękne, prawda? Może od tego zacznę, że jest to po prostu poetycko piękne, że te sny, te wydarzenia, w których uczestniczymy w trakcie marzenia sennego, miałyby być przedstawieniem w formie obrazów, zapachów, doświadczeń, naszych emocji. Emocji, które w nas dominują. Dzisiaj wiemy, że jest to jak najbardziej zgodne z współcześnie dominującym nurtem psychologicznym, o którym mowa chociażby w książce „Sen w psychoterapii” profesor Sciub, która również wierzy, że to właśnie nasze emocje odzwierciedlają nasze sny. Tym bardziej jeśli spojrzymy na to, jakie części naszego mózgu są aktywne, kiedy zasypiamy. Są to części, które możemy nazwać mózgiem gadzim, dlatego że są one historycznie czy też ewolucyjnie bardzo stare i wspólne dla nas i dla przedstawicieli gatunków, które możemy nazywać niższymi. Stąd mózg gadzi. Aktywne są szczególnie te części naszego mózgu, które odpowiadają za silne emocje.
Stąd też sny są emocjonalne, a ten świat snu z tych emocji wynika. Dzisiaj mówiliśmy wiele o tym, o tybetańskiej jodze snu. Mówiliśmy o tym, że świat snu jest bardzo plastyczny i nasze emocje mają właśnie wpływ na ten świat snu. Kiedy się boimy, to nasz sen wypełnia się tym bardziej przerażającymi obrazami. Natomiast kiedy zmieniamy naszą percepcję, kiedy przestajemy się bać, kiedy przekonujemy siebie, że nic nam nie grozi, uspokajamy się i zmienia się również świat marzenia sennego. Jest to zresztą wykorzystywane w świadomych snach, jeśli chodzi o funkcję terapeutyczną w zwalczaniu koszmarów sennych, szczególnie nawracających. Jeśli jesteśmy gonieni przez przerażającego potwora i uciekamy przed nim, ten strach, który się pojawia, jest przeżywany każdej nocy, sprawia, że ten sen powraca i ten potwór nas goni. Natomiast jeśli zatrzymamy się, spojrzymy na tego potwora, zapytamy go, przestaniemy się bać, zapytamy go, dlaczego nas goni, to również on się zmieni w coś mniej przerażającego. Udzieli nam odpowiedzi na pytanie. Ten świat marzenia sennego jest kształtowany przez nasze emocje.
Silne emocje, które Są produkowane przez układ limbiczny naszego mózgu, aktywny w czasie marzenia sennego. Emocje mogą się ujawniać w snach, jak również w naszym życiu na jawie, również na wiele innych sposobów. Tutaj pojawia się nawiązanie do psychologii zorientowanej na proces. W psychologii zorientowanej na proces wierzymy, że człowiek może przejawiać dwa rodzaje procesów: proces wtórny i proces pierwotny. Proces pierwotny to wszystko to, co się dzieje w nas podskórnie. Emocje, które próbujemy stłumić. Takie tłumione emocje mają wpływ na nasze ciało, mają wpływ psychofizyczny. Wierzymy, że różnego rodzaju emocje mogą kumulować się w różnych częściach naszego ciała. I dokładnie takie samo przekonanie żywi tysiącletnia ponad tradycja Bon, poprzedzająca tybetański buddyzm. Jest to również związane ze snami, bo skoro sny są odzwierciedleniem emocji, to takie blokowane, dominujące emocje miałyby wpływ na nasze marzenia senne.
Większość snów według tradycji Bon wiąże się z sześcioma grupami negatywnych emocji: gniewu, przywiązania, ignorancji, zazdrości, dumy i lenistwa. Ponieważ te emocje mogą manifestować się w ciele, stwarzając napięcia, podobnie jak jest w przypadku psychologii zorientowanej na proces, te emocje wiąże się z różnymi obszarami ciała, w których emocje te pozostają zablokowane. Dla przykładu: gniew. Gniew manifestuje się w dolnej części ciała, głównie w stopach i tam stwarza napięcia, tam się kumuluje. Można zaobserwować zresztą, że kiedy kogoś ogarnia gniew, napina on mięśnie nóg. Może zacząć tupać. Przywiązanie jest związane z obszarem organów płciowych. Proszę państwa, tam kumulują się i blokują emocje związane z przywiązaniem. Ignorancja związana jest z obszarem okolic pępka, duma z gardłem, lenistwo zaś z obszarem głowy. Łatwo zauważyć powiązanie różnych obszarów naszego ciała z emocjami u siebie.
Również mogą państwo dostrzec tego rodzaju powiązania, chociażby w wyrażeniach, które naturalnie używamy w języku. Mówimy często, że niektóre emocje chwytają nas za gardło, prawda? Inne za serce, jeszcze inne ściskają nam żołądek. Strach. Strach, zależnie od tego, z jaką emocją jest związany, może manifestować się we wszystkich tych miejscach. Strach przed zabiciem pojawia się w dolnej części ciała. Strach przed utratą w obszarze genitaliach, bo przywiązanie. Strach związany z zagubieniem, z niepewnością w obszarze pępka. Strach związany z poczuciem swojej wartości pojawia się w gardle. Jaki to ma związek z snami, proszę państwa?
Przykładowo, jeśli najczęściej pojawiają nam się sny związane z walką, z przemocą, z konfliktami, z ucieczką przed zagrożeniem i tym podobne sny, związane jest to z zablokowaniem emocji gniewu w dolnej części naszego ciała. Jeśli pojawiają się sny związane z pożądaniem, obawa przed utratą czegoś, co posiadamy, pragnieniem posiadania czegoś, kradzieżą, niemożnością zaspokojenia swoich pragnień, utratą pracy, to są to sny związane z emocjami zablokowanymi w drugim obszarze, w tym obszarze związanym z przywiązaniem, z tym obszarem genitalnym. Jeśli mamy zaś dużo snów, w których jesteśmy zagubieni, na przykład idziemy gdzieś i nie możemy trafić, szukamy czegoś i nie możemy tego odnaleźć albo sny są pomieszane, tak że nie możemy ich zapamiętać, to są to sny związane z emocjami zablokowanymi w obszarze pępka, z emocjami ignorancji i tym podobne. Tak samo jak we współczesnej nauce, tak w tradycji Bon zablokowane emocje uważa się za przyczyny chorób, różnych zaburzeń. Dlatego warto od tych zablokowanych emocji się uwolnić. I tutaj sny niosą nam pomoc. Sny wskazują nam, jakiego rodzaju emocje są zablokowane i pozwala użyć właściwych metod do tego, żeby pozbyć się tych negatywnych emocji. Istnieje zresztą szereg metod wypracowanych przez tradycję Bon, które pozwalają pracować z tymi zablokowanymi emocjami, które pozwalają uświadomić sobie te emocje, odreagować, uwolnić się od nich, zastąpić je emocjami pozytywnymi. Na czym mogą polegać takie metody? W jaki sposób możemy uwolnić się od tych negatywnych emocji?
Każdy z nas może teraz przeanalizować pojawiające się najczęściej sny pod kątem tych emocji, które są blokowane. Tak że na podstawie obserwacji swoich snów możemy zorientować się, jaki typ negatywnych emocji najbardziej się w nich manifestuje w danym okresie. Następnie po uświadomieniu sobie tego relaksujemy się, kierujemy uwagę Na ten obszar ciała, który jest związany z daną emocją, próbujemy odczuć tam te emocje, uświadomić je sobie, uświadomić sobie napięcia, doznania związane z tym miejscem. Następnie głęboko oddychamy, próbujemy rozluźnić ten obszar. Wyobrażamy sobie, że z każdym wydechem wyrzucamy z siebie te zablokowane emocje. Próbujemy ten obszar napełnić światłem, otworzyć go, zrelaksować. Takie pełne zaangażowanie w tę praktykę wywodzącą się z tradycji Bön, wykonywanie jej regularnie może sprawić, że nasze sny zaczną się zmieniać. Znikną z nich obrazy, które są związane z danym typem emocji. Doprowadzi to do oczyszczenia, pozwoli nam lepiej radzić sobie również w życiu na jawie. Ta tradycja Bön, uwalnianie się od napięć, od zablokowanych emocji może być dobrym wstępem do praktykowania jogi snu i śnienia, o której dzisiaj tyle mówiliśmy.
Istnieje, proszę państwa, głęboki związek między wszystkim tym, o czym dzisiaj mówimy, między tymi tradycjami wywodzącymi się z kultur dawnych, między tymi legendami, przekazami a odkryciami nauki, psychologii, odkryciami związanymi ze snem i śnieniem. To wszystko jest tak naprawdę odkryciem czegoś, o czym dawne kultury mówiły już od wielu wieków. Ciężko mówić nawet dzisiaj o czymś oryginalnym. Problem tkwi w tym, że te przekazy były przekazywane, jakkolwiek dziwnie by to brzmiało, te wszystkie prawdy były przekazywane w sposób, który umożliwiał ich zrozumienie na poziomie umysłowości człowieka tamtych czasów. Były więc one okraszane opowieściami o bogach, niezwykłych, mitycznych istotach, mędrcach, duchach przodków. Wszystko to, co dzisiaj wywołuje uśmiech na naszych twarzach. Ale jeśli zastąpimy duchy przodków, bogów, chociażby tym obserwatorem czy podświadomością, o której mówimy w psychologii zorientowanej na proces, to już przestaje to wtedy brzmieć jak bajka czy jak legenda, z której możemy się śmiać, a zaczyna brzmieć jak coś, co możemy wykorzystać. Ja w to dzisiaj głęboko wierzę i do tego chciałbym państwa zachęcić, żeby czerpać z doświadczeń ludów dawnych. Tak samo testy rzeczywistości czy świadomość świadka są głęboko związane z tysiącletnią tradycją tybetańskiego buddyzmu.
[01:16:20] - Gdy Mariusz mówił o tych obszarach, to skojarzyłem to z czakrami. Nie wiem, czy o to chodzi. Aha.
[01:16:29] - Tak. Tylko ja unikam używania określenia czakry, bo skojarzą mi się one bardzo religijnie i metafizycznie. A ja ze swojej strony chciałbym właśnie pokazać, że ta tradycja, też przekazywana od kultur dawnych, to nie jest magia, to nie są czary, to nie są bogowie. To wszystko jest przedstawiane w taki sposób właśnie ze względu na to, iż taki dominował przekaz, który umożliwiał zrozumienie tych przekazów przez dawnych ludzi. Dzisiaj, jeśli chcemy ich zrozumieć, możemy spokojnie przedstawiać to w kategoriach psychologicznych, unikając określeń czakry. Ale tak, nawet Rinpocze, kiedy mówił o tej tradycji Bön, używał określenia czakry. Już oddaję głos.
[01:17:19] - W praktyce jogi snu jedno z ćwiczeń polega na budzeniu się w środku nocy. Pierwsza pobudka następuje po dwóch godzinach snu. I właśnie po obudzeniu od razu mamy skupić się na obszarze, na czakrze, po czym znowu zasnąć, po czym znowu obudzić się dwie godziny później i skupić się na następnym obszarze. Te obszary idą od góry do dołu. Najpierw jest czakra na miejscu czubka głowy, czoła, gardła, serca, splotu słonecznego, podbrzusza i podstawy kręgosłupa. Ja tych nazw czakr nie znam, więc tego nie przytaczam. Być może to daje podobne efekty, o których mówił Mariusz, ale zasadniczym mechanizmem działania tych technik jest samo obudzenie się. To już rozbudza naszą świadomość. Właściwie takie mini WBTB. Jeśli obudzimy się kilka razy, to jest bardzo wysoka szansa.
Przypuszczalnie myślę, że mnisi tybetańscy w prawie każdym śnie osiągali świadomość lub też zdarzały się im spontaniczne, bezpośrednie wejścia w sen.
[01:19:11] - Na czacie Radia Paranormalium pojawiły się kolejne pytania. À propos obserwatora, to pytanie od Murdoca81. À propos obserwatora, czy istnieją jakieś przekazy mówiące o stanie, że, tak się wyrażę, nawiązania przez człowieka w realnej rzeczywistości kontaktu z owym obserwatorem, o którym wspomniał gość? Jakie ewentualnie korzyści miałyby dla nas płynąć z takiego kontaktu?
[01:19:43] - Tu się pojawia pytanie filozoficzne niemalże o to, czym jest realna rzeczywistość. Ja rozumiem oczywiście i pewnie większość słuchaczy w ten sposób to odbiera, że chodzi o rzeczywistość naszą tutaj, na jawie. Ja zawsze unikam stosowania innych takich określeń: rzeczywistość realna, rzeczywistość nierealna. To, czego doświadczamy w naszym śnie, również jest jak najbardziej realne. To przekonanie o tym, że jeden świat jest ważniejszy od drugiego i jeden jest realny, drugi jest zaś zmyślony, nierealny, wynika, jak mówiłem wiele audycji temu i chętnie jeszcze powtórzę, bo jest to nie tylko i wyłącznie moja teoria. Jeśli ktoś ją znajdzie gdzieś w internecie, to się ukorzę. Czy w jakiejś książce na chwilę obecną przypisuję sobie autorstwo. Jestem głęboko przekonany, że jest to związane z naszymi genami. Tak naprawdę z teorią samolubnego genu Richarda Dawkinsa. Jeśli wierzymy, że jesteśmy tak naprawdę tylko i wyłącznie wehikułami dla naszych genów, swego rodzaju pojazdami, które mają przenosić geny dalej, a jedynym celem naszego istnienia jako tych pojemników jest przekazywanie genów, to logicznym jest, że geny, które ukształtowały również nasze mózgi, będą dążyły do tego, żebyśmy faworyzowali jedną rzeczywistość nad drugą, jedną nazywali realną, ważniejszą, a drugą marginalizowali.
Ubóstwiać będziemy tę, w której geny mogą być przekazywane dalej, a marginalizować tę rzeczywistość, w której jest to niemożliwe. W marzeniu sennym jeszcze nikt nie spłodził dziecka, proszę państwa, przynajmniej prawdziwego, czyli nie przekazał genów dalej. W związku z tym nasze mózgi, ukształtowane przez nasze geny, zostały ukonstytuowane w ten sposób, aby żywić przekonanie, że ten świat tutaj jest ważniejszy od tego świata w marzeniu sennym. Bo spędzając czas w świecie marzenia sennego, nie jesteśmy w stanie zrobić niczego, aby ułatwić czy też wzmóc przekazywanie genotypu i z tego powodu, czysto biologicznego, genetycznego, ewolucyjnego również, faworyzujemy jedną rzeczywistość, rzeczywistość na jawie w stosunku do drugiej rzeczywistości, rzeczywistości świata sennego. Być może, i tutaj pozwolę sobie na postawienie hipotezy, którą również od siebie wywodzę, że kiedy będziemy mieli do czynienia z pewną zmianą w naszym społeczeństwie, ze zmianą, którą ja nazywam rewolucją memetyczną, dojdzie również do tego, że przestaniemy postrzegać świat snu jako gorszy w stosunku do świata na jawie. Czym miałaby być rewolucja memetyczna? Otóż oprócz idei samolubnego genu w tej słynnej książce Richarda Dawkinsa pojawia się również koncepcja memu. Po raz pierwszy terminu ukutego przez Dawkinsa. Mem miałby być kolejnym replikatorem, tak jak replikatorem jest gen, ponieważ umożliwia przekazywanie informacji dalej w przyszłość. Informacji nieprzepisywanej, niekopiowanej w sposób idealny, dzięki czemu możliwa jest zmienność i ewolucja.
Takim replikatorem w świecie idei miałby być mem. Mem jest podstawową jednostką informacji w tym sensie, że jest podstawową jednostką idei. Istnieją pewnego rodzaju idee: idea samobójstwa, idea książki, idea koloru, jakiejś muzyki. I taką podstawową jednostką przekazywania idei jest właśnie mem. Sposób tworzenia czegoś również jest memem. Memem może być cała książka, jak również określony fragment. Memem może być tekst piosenki. Przekazujemy memy na drodze naśladownictwa. Naśladujemy teksty innych, kopiujemy je, sposób postępowania, sposób ubierania się. Kopiujemy pewne idee.
My dzisiaj na antenie Radia Paranormalium od godziny 20:00 przekazujemy państwu wiele idei, legend, a więc zasialiśmy wiele memów w państwa głowie. Te idee również nie są kopiowane w sposób idealny. Podobnie jak w przypadku genów również możemy przeinaczyć tekst piosenki, który pójdzie dalej i w ten sposób będzie dalej przekazywany i śpiewany. Mogłem dzisiaj się pomylić, jeśli chodzi o jakąś nazwę i zasiać tę nazwę w państwa głowach. Państwo będziecie przekazywać ją dalej. Będziecie ją w ten sposób zapisywać, być może również z błędem, trochę jak w zabawie w głuchy telefon. Więc tak jak geny nie są kopiowane w sposób idealny, tak również memy nie są w sposób idealny przekazywane dalej. Są one replikatorami, które umożliwiają kopiowanie idei i przekazywanie ich w przyszłość, jak również ewolucję tej idei. I tak jak dzisiaj rządzą nami geny, geny, które ukształtowały nasze mózgi i sprawiają, że jedna rzeczywistość wydaje nam się ważniejsza od drugiej. Ta rzeczywistość jawy wydaje nam się ważniejsza od W rzeczywistości świata sennego.
W momencie, kiedy dojdzie do memetycznej rewolucji, czyli kiedy to memy, kiedy to idee zaczną grać rolę ważniejszą od genów, wtedy przestaniemy być może faworyzować ten świat, w którym to geny odgrywają główną rolę, czyli świat na jawie, a zaczniemy większą wagę, czy też równe zainteresowanie kierować w stosunku do świata idei, do świata marzeń sennych, który z idei jest właśnie zrodzony. I głęboko wierzę, że nasze zainteresowania w tym właśnie kręgu będą podróżować tak jak wielu futurologów. Michael Houellebecq w jednej ze swoich książek jest przekonany, że będziemy żyć w czymś w rodzaju rzeczywistości wirtualnej. Ja uważam, że ten świat rzeczywistości wirtualnej jest już dostępny i to każdej nocy, tylko go marginalizujemy. Chodzi oczywiście o świat snu i wierzę, że kiedy to memy wymkną się niemalże spod kontroli genów, wtedy przestaniemy mówić o tym, że świat snu jest mniej ważny i świat idei jest mniej ważny od świata na jawie. Ale to taka dygresja, jeśli chodzi o to, który świat jest realny, bo rozumiem, że jeśli pytamy o spotkanie tego obserwatora, o którym ja mówię i którego wywodzę z psychologii zorientowanej na proces w realnej rzeczywistości, to bardzo byśmy tego chcieli, bo spotkanie tego obserwatora w świecie idei, w świecie marzeń sennych jest jakościowo mniej interesujące i fajne, niż gdybyśmy spotkali kogoś takiego w świecie na jawie. Bo ten świat jest ważniejszy, bo ten świat jest prawdziwy, bo ten świat jest realny. Także ja zniechęcam do takiego podejścia, do traktowania któregoś ze światów jako ważniejszego i nie mogę się doczekać memetycznej rewolucji, w której to idee zaczną odgrywać rolę ważniejszą niż świat fizyczny, niż geny. Co do spotykania obserwatora w takiej realnej rzeczywistości, to mogę li tylko i wyłącznie mówić tutaj o doświadczeniach, które przeprowadzaliśmy w ramach warsztatów, które prowadziliśmy z młodzieżą szkolną, czy też takich zajęć, które prowadziliśmy między sobą, z osobami dorosłymi, zainteresowanymi psychologią zorientowaną na proces. Ponieważ raz w tygodniu spotykaliśmy się z ludźmi i zachęcaliśmy ich do tego, żeby spróbować odczytać przekaz pierwotny, czyli wszystko to, co stłumiliśmy w sobie, a co ujawniają różnego rodzaju nasze zachowania, co ujawniają nasze sny.
Arnold Mindell w swoich książkach pisze między innymi o zjawisku synchroniczności. Synchroniczność wywodzi się bodajże od Junga i dotyczy ona li tylko i wyłącznie świata fizycznego czy tej realnej rzeczywistości, o której mówi słuchacz. Na czym miałaby polegać synchroniczność? Otóż pewne wydarzenia miałyby się dziać w tym samym czasie, bez związku przyczynowo-skutkowego. Ja zawsze z dyskontem podchodziłem do tego i negowałem część tych nauk przekazywanych przez Arnolda Mindella. Negowałem pojęcie synchroniczności, ale osoby, które uczestniczyły w warsztatach, w naszych spotkaniach, mówiły często o tego typu doświadczeniach. O tym, że coś się wydarzyło jakoby bez związku przyczynowo-skutkowego, a uświadomiło im jakąś ważną prawdę na temat tego, co się dzieje, na temat procesu pierwotnego, który dzieje się w ich życiu. A podświadomość, te informacje, które są gromadzone, one miałyby mieć wpływ również na naszą realną, fizyczną rzeczywistość, doprowadzając do zaistnienia jakichś wydarzeń, które bez tej podświadomości nie zaszłyby, bo nie istnieje pomiędzy nimi ciąg przyczynowo-skutkowy na gruncie takim czysto fizycznym. Obserwator jako osoba, jako jakaś postać. Nie spotkałem się z twierdzeniem, że możemy ją spotkać w świecie rzeczywistym pod postacią materialną, fizyczną, taką namacalną.
Tak jak mówię, te informacje gromadzone w podświadomości mogą wpływać na realną rzeczywistość. Podobno według Mindella poprzez tą synchroniczność. Natomiast nie prowadzą do spotykania jakichś postaci, które miałyby nam przekazywać informacje. Taką postać w gruncie rzeczy możemy spotkać jedynie w odmiennych stanach świadomości. O ile odmienne stany świadomości zwykle w psychologii kojarzą się źle, czy to z zażywaniem różnych psychodelików, czy ze zjawiskiem ucieczki od świata realnego, tak w psychologii zorientowanej na proces my zachęcamy do osiągania tych odmiennych stanów rzeczywistości, ponieważ wierzymy, że są sposobem na poszerzenie naszej percepcji, dotarcie do dziejącego się podskórnie procesu pierwotnego. I to właśnie te odmienne stany świadomości są tym miejscem, w którym moglibyśmy spotkać namacalnie, tak to nazwę nieco w cudzysłowie, namacalnie, czyli w postaci upostaciowionej. Wiem, brzmi to dziwnie. W postaci uczłowieczonej, może w ten sposób, tego obserwatora, który gromadzi informacje na temat tego, co dzieje się w danej chwili i w moim otoczeniu, i wewnątrz mnie. Ja wiem, że użycie tego określenia obserwator prowadzi do takiej antropomorfizacji i zaraz nam się wydaje, że to jest jakaś istota, że to jest jakaś postać, która istnieje niezależnie od nas. Ale nie.
Ja przez to rozumiem pewien proces, który się dzieje w nas, który polega na tym, że ogromną ilość informacji, ogromną ilość rzeczy, które dzieją się wokół nas i w nas samych, postrzegamy poza świadomością. Może ten proces należałoby nazwać obserwatorem. Do tego procesu możemy mieć dostęp chociażby pod upostaciowioną postacią jakiegoś mędrca, którego możemy w snach spotkać. Z racji tego, że jest to związane trochę z naszą świadomością i można to przyrównać do techniki ADA, awareness. Jesteśmy nieświadomi tego, co się dzieje wokół nas. Kto z państwa w chwili obecnej, jak siedzimy, ja mówię, państwo słuchają radia, zdaje sobie jednocześnie sprawę z wszystkich tych rzeczy, które dzieją się dookoła. Może gdzieś tam jest jeszcze włączony telewizor, może gdzieś ktoś mówi coś w pokoju obok. Może w tej chwili nasz kot robi coś dziwnego, jak mój. Może nasz wzrok padł na jakieś czasopismo leżące obok i zanotował sobie podświadomie coś, co jest tam zapisane. A jednocześnie masa rzeczy dzieje się w nas samych.
Odczuwamy jakieś doznania fizyczne. Odczuwamy ciepło fotela, na którym siedzimy, odczuwamy nierówność naszego oparcia. Wiele rzeczy również dzieje się w sferze emocjonalnej. Odczuwamy w tej chwili podekscytowanie, a może znużenie, może strach, może jakiś ból. Może jakieś myśli pojawiają się w naszej głowie. Nie jesteśmy w stanie na poziomie świadomości odbierać tego wszystkiego, co się dzieje, natomiast odbieramy to na poziomie podświadomym i ten proces nazywamy obserwatorem. Możemy go sobie utożsamiać jako jakąś postać, która znajduje się, bo często w ten sposób mówimy, tuż nad i za naszą głową i widzi wszystko wokół nas, i widzi również to, co się dzieje w nas samych. Ale to przypomina właśnie to, o czym dzisiaj mówimy, czyli te przekazy ludów pierwotnych. Żeby móc sobie coś uzmysłowić, żeby móc to jakoś skonkretyzować, ubrać w słowa i przekazać dalej, używamy pewnego rodzaju metafor. Pojawiają się więc czakry, pojawiają się bogowie z młotami, którzy walą w naszą głowę, żebyśmy zasypiali.
I my robimy to samo dzisiaj, proszę państwa, używając chociażby pojęcia obserwatora. Ktoś, kto będzie czytał książki, chociażby Aldousa Huxleya za jakiś czas powie: „O Jezu, kultura dawna wierzyła rzeczywiście w istnienie jakiejś istoty, jakiejś postaci, która obserwuje wszystko, co się dzieje wewnątrz mnie i dookoła mnie, a później mogę ją spotkać i z nią porozmawiać”. Więc też zachęcam do tego, żeby nie traktować literalnie tych wszystkich przekazów od ludów pierwotnych, od ludów dawnych, bo wtedy będziemy się uśmiechać pod kątem, w jakie głupoty wierzyli, ale jako pewnego rodzaju metafory, które mają umożliwić nam przekazywanie tej prawdy dalej i zrozumienie jej. Jest to bardzo podobne do tego obserwatora, którego powiedziałem. Obserwator nie jest realnie żadną postacią. Jest uosobieniem, antropomorfizacją procesu, który się dzieje. Procesu, który polega na zapisywaniu informacji, ogromnej ilości informacji w naszej podświadomości, poza kontrolą naszej świadomości. Procesu, do którego możemy mieć dostęp w czasie snu, chociażby śniąc o jakiejś postaci totemicznej, postaci mędrca, postaci ojca, który może nam przekazywać jakieś informacje, które będą pochodziły właśnie z tego procesu zapisywania w podświadomości tej ogromnej ilości informacji, których na co dzień nie jesteśmy świadomi. Także w realnej rzeczywistości obserwatora raczej nie spotkamy, ponieważ coś takiego jak obserwator realnie nie istnieje. Jest to antropomorfizacja.
Jest to pewnego rodzaju alegoria, którą posługujemy się w psychologii zorientowanej na proces.
[01:35:38] - Kiedy tak, Mariusz, mówisz o obserwatorze, mi na myśl podsuwa się medytacja „Świadomość świadka”, do której nagranie stworzył Adam Bytof. I właśnie Adam Bytof na tym nagraniu pyta się: „Kim jesteś?”. Nasuwasz sobie między innymi swoją pracę, rolę społeczną. Jestem mężem, ojcem, prawnikiem, urzędnikiem, nauczycielem. Ale gdy odrzucisz to wszystko, gdy odrzucisz te fałszywe ja, jak to określa Adam Bytof, to właśnie zostaje ten obserwator. Ta nasza świadomość, która wszystkiego doświadcza, której zdecydowana większość ludzi nie jest świadoma, jest przywiązana tylko do tego fałszywego ja. I nie wiem właśnie, czy nie chodzi ci o tego obserwatora.
[01:36:49] - Brzmi podobnie. Nie zgłębiałem, jak to wygląda z pozytywnych przekazów, o których mówił Adam Bytof. Natomiast tak, tutaj chodzi o doświadczanie tego, co się dzieje w tym momencie. Z racji tego, że zwykle jesteśmy zaabsorbowani jakimś określonym wycinkiem rzeczywistości, związanym też z rolą, którą się utożsamiamy i o których mówiłeś, to nie doświadczamy ogromnej ilości tych bodźców i tych informacji, które dzieją się wokół nas. Ale one są zapisywane, one są gromadzone właśnie w naszej podświadomości i mogą być nam przekazywane później, jeśli utożsamimy sobie ten proces z jakąś postacią, o której mówiłem, obserwator czy też Czy też mędrzec. Także tak. Ja zresztą wspomniałem w jednym zdaniu, że ma to dużo wspólnego z all day awareness, czyli właśnie z tą świadomością świadka, z tym, żebyśmy pozostawali świadomi na co dzień. Natomiast nie jestem przekonany, ale to już taka moja opinia, że stosowanie all day awareness sprawi, że staniemy się niemalże tym obserwatorem, bo nie wierzę, że jesteśmy w stanie świadomie rzeczywiście te wszystkie informacje gromadzić i tych wszystkich bodźców doświadczać. Na pewno stosowanie ADA pozwala nam być bardziej świadomymi i sprawia, że więcej tych bodźców przepływa przez naszą świadomość. To na pewno i tego jestem pewny na 100%.
Natomiast na pewno nie wszystkie i do wielu z nich mamy dostęp tylko i wyłącznie na poziomie podświadomości, chociażby w naszych snach, spotykając tego właśnie obserwatora.
[01:38:31] - Z mojego punktu widzenia w pewnym sensie jest to więcej bodźców, ale z drugiej strony zawsze przepływa nawet przez naszą świadomość dużo bodźców. Na przykład skaczemy z myśli na myśl, ale te myśli nie są produktywne, są nawet destruktywne dla naszej świadomości. Jesteśmy przywiązani właśnie do tego fałszywego ja i kręcimy myślami wokół tego, co nie daje nam nic. Nawet zabiera czas, nastraja nas na negatywne emocje, a przy all day awareness, świadomości świadka i tym podobne, nasza uwaga jest stabilna i ukierunkowana na chwilę obecną, co jest bardzo produktywne. Między innymi polepsza naszą pamięć i oczywiście procentuje w sferze onirycznej.
[01:39:49] - To na pewno, ponieważ właśnie pozwala nam poszerzyć to spektrum bodźców, które do nas docierają, więc dzięki temu też zauważamy dużo więcej, co też wpływa wtedy na naszą pamięć. Więcej zauważamy, więcej zapamiętujemy. Pozwala nam to w snach, właśnie dzięki temu też, że zauważamy dużo więcej, zauważać te dziwne rzeczy i być świadomymi dziwności, które się dzieją. Dzięki temu możemy się w snach uświadomić. Także ja zachęcam jak najbardziej również do stosowania tej praktyki all day awareness, która ma na pewno dużo wspólnego z tym procesem pierwotnym w psychologii zorientowanej na proces i na pewno też bardzo dużo z tą tybetańską jogą snu i z uwalnianiem się od uwarunkowań karmicznych, o której to wielowiekowej tradycji dzisiaj też mówiliśmy.
[01:40:41] - Jeszcze co chciałem powiedzieć, zapomniałem wcześniej, mówiąc o kulturze tybetańskiej. Ta kultura doświadcza snów świadomych nie tylko dlatego, że przywiązują dużą wagę do sfery onirycznej, ale u podstaw kultury tybetańskiej leży medytacja i głównie jest to medytacja vipassana, którą na Zachodzie zwiemy uważnością, też mindfulness. I właśnie stosując tę medytację prawidłowo, właściwie po pewnym czasie nie mogą śnić zupełnie nieświadomie, bo jeśli są wysoce świadomi za dnia, będą też wysoce świadomi w śnie. Słyszy się o niespodziewanym efekcie ubocznym stosowania praktyki uważności, którą są właśnie sny świadome, bez nawet wiedzy o tym. To już dla ludzi z kręgu kultury tybetańskiej, tylko właśnie ludzi Zachodu, którzy próbowali tej medytacji.
[01:42:14] - Tak, ponieważ to trwale wpływa na nasz umysł i na to, w jaki sposób funkcjonuje nasza świadomość. Dzięki temu stając się niejako sposobem życia, nie już jakąś techniką określoną, którą stosujemy bądź nie i osiągamy świadome sny bądź nie, ale staje się to pewnym sposobem życia, sposobem doświadczania. W związku z czym staje się to czymś trwałym, składnikiem naszej osobowości i może doprowadzić do tego, że rzeczywiście sny świadome będą pojawiały się dużo częściej. Nie wiem, czy rzeczywiście ci tybetańscy mnisi doświadczają snów świadomych w każdym niemalże śnie, ale na gruncie teoretycznym jestem w stanie w to uwierzyć, a nawet uzasadnić. Ja jeszcze sobie pozwolę dzisiaj dwa słowa o pewnym ludzie, o pewnym plemieniu z wielowiekową tradycją, o którym nie można tak naprawdę nie wspomnieć w momencie, kiedy opowiadamy o snach świadomych i o znaczeniu plemion i kultur dawnych dla rozwoju świadomego śnienia i postrzegania w ogóle tej rzeczywistości świata sennego jako ważnej, czego nam brakuje dzisiaj w XXI wieku. Mowa mianowicie o Senoi. Lud Senoi poświęca się świadomemu śnieniu od wieków. Jest to plemię Malezyjczyków, którzy przed rozpoczęciem II wojny światowej posiadali rozkwitającą kulturę snów. Stracili niestety swój starożytny sposób życia, też ukierunkowany na sny, gdy napotkali komunistów. Sny dla ludu Senoi były bardzo ważne.
Dzisiaj badacze, którzy badają kulturę Senoi, przekazują nam co nieco na temat tego, jak wygląda wykorzystanie snów w tym śnienia świadomego u tych ludów, w tej kulturze. Problem jest taki, że lud Senoi jest głęboko ukryty w malezyjskiej dżungli i badacze mogą do nich dotrzeć jedynie helikopterem. Także niewiele wiemy. Wiemy natomiast to, jak ważne są dla nich sny i udało się opracować kilka takich zasad dotyczących snów i śnienia. Zasad, które pochodzą z kultury Senoi i były przekazywane od wieków. Artykuł na ten temat w języku angielskim przeczytałem na stronie, którą bardzo lubię. Właściwie na fanpage'u facebookowym, do którego państwa odsyłam: World of Lucid Dreaming. Znajdą państwo tam mnóstwo informacji o świadomym śnieniu właśnie w języku Szekspira. Co z tym ludem Senoi, proszę państwa? Otóż dzieci od maleńkości w kulturze Senoi były zachęcane nie tylko do tego, żeby zapamiętywać swoje sny i do tego, żeby zdawać relacje ze swoich snów, ponieważ sny były głęboko omawiane i szeroko przez całe plemię, które zbierało się, żeby omawiać swoje sny.
Dzieci były zachęcane również do tego, żeby wpływały na swoje sny w pozytywny sposób. Dla przykładu dzieci Senojczyków, które podczas tych relacji sennych opowiadały o tym, że są atakowane w snach przez dzikie zwierzęta i uciekały, były zachęcane do tego, żeby nie uciekać, żeby wyrabiać w sobie tę odwagę, stanąć naprzeciw temu zwierzęciu i walczyć z nim. Ponieważ jest to jeden z etapów wchodzenia w dorosłość w ludzie Senoi, zwalczanie tych negatywnych postaci sennych. O ile w naturze, w tym świecie, który dzisiaj został nazwany światem realnym, takie niebezpieczne zwierzęta jak tygrys mogą rzeczywiście stanowić zagrożenie i należy przed nimi uciekać, to w snach taki tygrys jest doskonałym narzędziem i świetną szansą ku temu, żeby stanąć twarzą w twarz z własnymi lękami. Dlatego dzieci są zachęcane do tego, żeby podejmowały taką aktywność w swoich snach. I antropolog Kilton Stewart, to właściwie kobieta, która bada kulturę Senoi, stworzyła taki zestaw trzech zasad odnoszących się do snów i śnienia w ludzie Senoi. Zasad, do których przestrzegania zachęcane są dzieci z tego plemienia. Pierwsza taka zasada mówi o tym, aby w naszych snach konfrontować się z niebezpieczeństwem, aby stawać mu czoło. Dzieci są uczone tego, aby nie były ofiarami w żadnej z możliwych sytuacji. W dzisiejszej psychologii nazwalibyśmy to treningiem asertywności.
Dzieci z ludu Senoi są zaś zachęcane do tego również w snach i to w takich przypadkach, jak już mówiłem, żeby stawić czoło chociażby tygrysowi. Więcej, dzieci są zachęcane do tego, żeby w świecie marzeń sennych prowokować takie niebezpieczne sytuacje po to, aby zmierzyć się z nimi i zwiększać poziom wolności czy też poczucia bezpieczeństwa. Druga taka zasada odnosząca się do snów i śnienia mówi o tym, aby podążać za przyjemnością, również w świecie snu. O ile w kulturze Zachodu jest to twierdzenie dość niebezpieczne, ponieważ religia utożsamia przyjemność zwykle z grzechem, o tyle przyjemność może odgrywać ważną rolę terapeutyczną, pozwalając nam respektować samych siebie, uczyć się doświadczania rzeczy przyjemnych, zmniejszać stres. Dzieci z ludu Senoi były zachęcane do tego, żeby sprawiać, aby ich sny były przyjemne, wypełnione pozytywnymi uczuciami, aby sprawiały, że te sny takimi będą. Miało to między innymi taki wpływ, że po każdym śnie wypełnionym uczuciami przyjemnymi za dnia człowiek jest bardziej produktywny. I bardziej chętny do współpracy i pomocy innym. Należy zaznaczyć, że lud Senoi, który ogromną wagę przywiązywał do snów, do ich wykorzystywania w zwalczaniu strachu czy czerpania przyjemności, jest opisywany jako lud, w którym nie ma wojen, nie ma przemocy, zabójstw, przestępstw. Jest to więc swego rodzaju świat utopijny zbudowany na bazie snów. Wprawdzie nie wiemy, ile z tego jest prawdą, a ile możemy porównać do opowieści o Wyspach Trobriandzkich, ale taki przekaz istnieje na temat kultury dobrobytu psychospołecznego ludzi z Senoi, który miałby być też związany z wykorzystywaniem do tego świata marzeń sennych.
Trzecia zasada stosowana w śnieniu u ludu Senoi mówi o tym, aby myśleć pozytywnie, osiągać pozytywne wyniki, tak można by to nazwać, w snach. Ja tutaj posługuję się wersją angielską artykułu, bo na stronie jest ten artykuł w wersji oryginalnej angielskiej. Dziękuję Markowi, bo pomógł mi nieco zrozumieć, co też autor miał na myśli w tym przesłaniu w języku Szekspira. W każdym razie, o ile dzisiaj, jak wspominaliśmy, często świat snów, w tym świat snów świadomych bardziej od tej rzeczywistości tutaj na jawie reaguje na nasze myśli. Dla przykładu, przykład, który podaje autorka artykułu. Pewnego razu przyśnił jej się wielki czarny potwór przypominający wilka. Wilk potwór, proszę państwa. Był on tak straszny, że ten strach mógłby ją właściwie zmrozić. Takiego określenia użyła frozen in fear, ale na szczęście uświadomiła sobie, że to nie może być prawda, że to nie może być rzeczywistość. Muszę znajdować się w jakiegoś rodzaju niefizycznej rzeczywistości, a więc właśnie pomyślała sobie wtedy badaczka i uzyskała świadomość.
W tym momencie skoncentrowała się na tym, żeby wywołać w sobie emocje pozytywne, aby wywołać w sobie poczucie siły. I ten wilk zmienił się w coś dużo bardziej pozytywnego i sen zamienił się z koszmaru w doświadczenie bardzo pozytywne. W ludzie Senoi, w którym sny odgrywają bardzo ważną rolę, uważa się je za szansę. Szansę na to, aby wykorzystać swoje słabości i przemienić je w siłę. Przemienić je tak naprawdę w coś, co będzie sprawiało, że będziemy wzrastać. Jeśli nauczymy się, że nasze sny są tak naprawdę odbiciem tego, co dzieje się w nas samych, to będziemy mogli wpływać na nie. Ale co więcej, i głęboko wierzy w to lud Senoi, jeśli nauczymy się wierzyć sobie w snach, jeśli nauczymy się wierzyć w siebie, w rzeczywistości marzeń sennych, to będziemy również wierzyć w siebie i swoje możliwości po przebudzeniu w świecie na jawie. To wszystko jest powiązane i taką naukę przekazuje nam właśnie lud Senoi, wierząc, że w naszych snach powinniśmy stawiać czoło niebezpieczeństwom. Powinniśmy czerpać przyjemność z naszych snów, jak również powinniśmy dążyć do tego, żeby zamieniać wszystkie te słabości i te negatywne rzeczy, które dzieją się w snach, koszmary na rzeczy pozytywne, ponieważ sny są odbiciem tego, co dzieje się w nas samych. A podobnie jest również myślę w świecie na jawie, o czym dzisiaj mówiliśmy.
I są to nauki, które przekazywane są nam od tych plemion dawnych.
[01:54:22] - Ja chciałem może jeszcze opowiedzieć o snach w tradycji plemion Bon. Zgodnie z naukami Bon sny można traktować jako obrazy i historie zrodzone w naszych emocji, więc u podstaw każdego snu leży bardzo silna emocja, jaka w danym momencie w nas dominuje i ta emocja jest motywem przewodnim snu. To jest cała akcja, obrazy towarzyszące temu przedstawieniu. Przypomina to proces twórczy artysty, który swoje uczucia wyraża w formie obrazu, historii albo utworu innego. Większość zwykłych snów wiąże się tu z sześcioma grupami negatywnych emocji: gniewu, przywiązania, ignorancji, zazdrości, dumy i lenistwa. Ponieważ te emocje manifestują się w ciele, stwarzając napięcia, wiąże się z różnymi obszarami ciała, w których te emocje pozostają zablokowane.
[01:55:21] - Tak, Świści, tak jest. Ja tutaj wspominałem o tym, nawiązując też trochę do psychologii zorientowanej na proces, że w tej tradycji wielowiekowej Bon, jak sama tradycja uważa, jest to linia, której przekaz sięga osiemnastu tysięcy lat wstecz. Rzeczywiście nasze sny miały być odzwierciedleniem naszych emocji. Jest to też nawiązanie do tego, o czym mówiłem w ludzie Senoi. I to potwierdza dzisiejsza psychologia, również neurofizjologia. W naszych snach dominuje układ limbiczny odpowiedzialny za silne emocje i te silne emocje wpływają na treść naszego snu, a my odpowiednio modulując nasze stany emocjonalne, możemy również wpłynąć na te sny i mieć nad nimi kontrolę.
[01:56:13] - Będziemy już powolutku zbliżać się do końca audycji. Już zbliża się godzina 22:00. Wcześniej jeszcze na czacie Radia Paranormalium użytkownik Curiosity zadał takie pytanie: „Jest taki sklep internetowy, który oferuje różne zioła legalne, wspomagające osiągnięcie innych stanów świadomości. Kupiłem kiedyś korzeń jakiegoś zioła, który trzeba było długo moczyć, mieszać, a potem spijać piankę słomką. No cóż, jakieś tam efekty były, ale na ile było to placebo, to nie umiem powiedzieć. Czy szanowni goście znają jakieś wspomagacze legalne, czy próbowali i mogą powiedzieć o ich skuteczności?”
[01:56:59] - Ja może krótko, zanim oddam tutaj głos koledze, bo to jest też nawiązanie do dzisiejszego tematu, o tyle że dzisiaj wszyscy pasjonujemy się używkami psychoaktywnymi, które mają wpływać na nasz umysł i doprowadzić do tego, że będą pojawiać się sny świadome. To jest również coś, co możemy czerpać od tych ludów pierwotnych, o których dzisiaj mówimy. Proszę państwa, południowoamerykańscy szamani różnych plemion stosowali napój o na pewno znanej nam nazwie ayahuasca. Ayahuasca, czyli w języku keczua liana dusz czy pnącze dusz. Substancją czynną, psychodelikiem, który zawarty jest w ayahuasce jest DMT, które wszyscy kojarzymy i które, dimetylotryptamina, jest związane z snami świadomymi i ostatnio święci triumfy. Także te rzeczy i te zioła to również nie jest nic nowego, tylko są pokłosiem wielowiekowej tradycji pochodzącej od ludów dawnych. Sam nie stosuję różnego rodzaju używek, więc tutaj już oddaję głos. Tylko tak krótko chciałem nawiązać kolego.
[01:58:21] - Ja chciałbym powiedzieć, że Tomasz powiedział. W wielu starożytnych plemionach właśnie używali środków, żeby osiągnąć świadomy sen lub stany transowe, które miały im pomóc przepowiadać przyszłość. Korzystali z deprywacji snu, czyli nie spali dłuższy czas, później zasypiali i dzięki temu mieli wizje albo brali różne zioła. Znany jest tak zwany korzeń snu. Ja nie wiem, czy ten korzeń snu działa. Jednakże w Internecie czytałem, że mógł wywoływać różne cudowne efekty.
[01:59:06] - A może Faleny ma jakieś doświadczenie, jeżeli chodzi o wspomagacze, czy też wie o jakichś wspomagaczach?
[01:59:15] - Osobiście doświadczeń nie miałem, ale według tego, co między innymi Adam Bytof sądzi, galantamina bardzo dobrze się sprawdza. Nie jest wyłącznie efektem placebo i stosuje ją powszechnie na warsztatach.
[01:59:42] - Tak jak mówiłem, będziemy już powolutku kończyć audycję. Planowo audycja ma trwać około dwóch godzin. Minęła już godzina 22:00. Może parę słów podsumowania, panowie?
[01:59:57] - Ja bym chciał zaprosić wszystkich serdecznie pod każdy koniec audycji na nasz fanpage Oneirosociety.tk i na naszą nową stronę oneirosociety przez dwa s, kropka tk. Nasza strona to facebook.com/oneirosociety. Przepraszam, wyjaśniam, że za stroną nasz fanpage. Zachęcamy do czytania artykułów. Zachęcamy też do wypełnienia EFDC. Oneirosociety.tk/efdc. Można tam dołączyć do naszego ruchu. Także zachęcam do śledzenia i włączania się w działania ruchu oneironautycznego. No i na koniec chciałbym życzyć dużo kolorowych i świadomych snów.
[02:00:46] - No i zapraszamy oczywiście panie, szczególnie w przededniu ich święta, do dołączania do ruchu oneironautycznego.
[02:00:56] - Tak. Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet dla wszystkich pań oneironautek i dużo świadomych snów.
[02:01:03] - Ja chciałem zachęcić wszystkich słuchaczy do interesowania się snami, nie tylko snami świadomymi. Myślę, że na tej audycji w miarę dobrze ujęliśmy, jak ważne były sny dla kultur wschodnich. Jestem przekonany, że jeśli ktoś się zainteresuje, to naprawdę jego sny staną się o wiele bogatsze, o wiele ciekawsze. Może odkryje, znajdzie w nich jakieś ciekawe pomysły, dowie się więcej o sobie, bo zawsze dowiedzieć więcej możemy się o sobie. Nie jest tak, że wiemy wszystko. Jesteśmy jedną wielką tajemnicą i sny są właściwie manifestacją tego.
[02:01:55] - Tej zagadkowości naszej.
[02:01:57] - Ze swojej strony mogę się tylko podpisać, również zachęcić państwa do tego, żeby nie próbować wyważać otwartych drzwi. Wiele z tych rzeczy, które dzisiaj uważamy za nowość, jesteśmy skłonni przypisywać naszej kulturze Zachodu, jest tak naprawdę odzwierciedleniem czy też odbiciem tego, co zostało już wiele wieków temu odkryte, być może opisane przez wiele z tych kultur, o których mówiliśmy. Dlatego bardzo wiele możemy się nauczyć. Szczególnie zainteresowałbym się wszystkimi tymi rzeczami, które wywołują w nas śmiech czy też ignorancję, bo ten śmiech lub ignorancja biorą się z niewiedzy. Z niewiedzy tego, o co im tak naprawdę chodzi. A wszystkie te opowieści o bogach, o demonach, o niezwykłych czasach snu są, myślę, alegorycznym językiem, za pomocą którego te ludy przekazują nam bardzo ważne prawdy. Prawdy, które mogą mieć wpływ na nasze życie na jawie i nasze życie we śnie. Z racji dzisiejszego dnia w imieniu Ruchu Oneironautycznego składam najlepsze życzenia wszystkim paniom. Zachęcam oczywiście do wstępowania w szeregi RO. Ciągle brakuje nam przedstawicielek płci pięknej.
Tym bardziej apeluję i z tego miejsca jeszcze raz życzę wszystkim paniom wszystkiego najlepszego, szczególnie cudownych snów. Chciałbym, proszę państwa, zaznaczyć jeszcze, że dokładnie za tydzień, 14 marca, obchodzić będziemy niezwykły dzień, szczególnie bardzo ważny dla naszego ruchu. 14 marca, za tydzień w sobotę obchodzić będziemy Międzynarodowy Dzień Snu. W związku z tym chcielibyśmy wszystkich bardzo serdecznie zaprosić do słuchania naszej audycji. Zrobimy coś niezwykłego. Gdybyśmy byli na wizji, rozebralibyśmy się wszyscy do naga, to od razu byłoby dla pań, ale z racji tego, że jesteśmy w eterze, to się nie rozbierzemy. Zrobimy coś innego. I z racji tego Międzynarodowego Dnia Snu, na który przygotowujemy wiele niespodzianek i wiele działań, między innymi chcemy przygotować pismo do Ministerstwa Zdrowia, w którym zaapelujemy o to, żeby większą uwagę przywiązywać jednak do snu i śnienia tak, jak robili to nasi przodkowie. Także do usłyszenia za tydzień w Międzynarodowy Dzień Snu na antenie Radia Paranormalium.
[02:04:30] - Tak więc za tydzień specjalny odcinek audycji „Świadomy sen. Nasz drugi świat”. A dzisiaj już kończymy. Po drugiej stronie Skype'a byli z nami dzisiaj Fallen Riff. Dziękujemy Fallen.
[02:04:44] - Dziękuję.
[02:04:44] - Robert Niemiec.
[02:04:46] - Do zobaczenia.
[02:04:46] - Oraz przy naszym telefonie Mariusz Sobkowiak.
[02:04:49] - Dziękuję serdecznie. Do usłyszenia.
[02:04:51] - Członkowie Ruchu Oneironautycznego. Ja tylko jeszcze przypomnę adres strony Ruchu Oneironautycznego oneirosociety.tk. Wchodzimy pod adres oneirosociety.tk. A jeżeli ktoś ma profil na Facebooku, to zachęcamy do polubienia konta Oneironauci. Mówił do państwa Marek Sęk "Ivellios". Dzisiaj już się żegnamy. Życzymy wszystkim słuchaczom pięknych, zdrowych, paranormalnych, kolorowych, a przede wszystkim świadomych snów. No i do usłyszenia już za tydzień. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc.