[00:02] - Café de Flore. Zapraszają Renata Engel i Monika Jakubczak.
[00:09] - Halo, halo Café de Flore. Witamy państwa bardzo serdecznie po dłuższej naszej nieobecności. Zapraszam do rozmowy Renatę Engel. Witam cię Renatko.
[00:20] - Witam serdecznie ciebie i wszystkich słuchaczy naszych kochanych.
[00:24] - Witamy was serdecznie. Z tej strony Monika Jakubczak. Macham i wielkie całusy dla wszystkich słuchaczy. Nie wiem czy Reniu wiesz, ale słuchacze już się bardzo upominali o Café de Flore. Kiedy będzie z Renią audycja? Kochani, marzenia się spełniają. Renia jest tu z nami.
[00:42] - Sorry wszystkich, ale byłam troszeńkę zajęta. Ale tak jak mówiłyśmy z Monią, jak tylko będzie możliwość, to będziemy zawsze coś nagrywać. A czasami mogą być tygodniowe przestoje, jak coś się w międzyczasie w naszych życiach dzieje, czy mamy jakieś fajne przygody.
[01:00] - Kochani, dzisiejszym tematem audycji jest samodzielność.
[01:05] - I samowystarczalność.
[01:07] - Wolność w swoim domku. Wolność, tak. I wszystko, co się wiąże z tym aspektem samowystarczalności naszej własnej istoty. I tu oczywiście będziemy się dzielić własnymi doświadczeniami z naszego życia. Nie wiem Reniu, czy my już jesteśmy takie wolne i samowystarczalne. Ja mam takie wrażenie, że jestem, ale czasami się przewracam i okazuje się, że tak nie do końca. No właśnie, ale co my mamy właśnie na myśli, mówiąc samowystarczalność naszej istoty? Ty miałaś ostatnio przygody własne, o których mogłabyś opowiedzieć. Ja sobie przypomnę z przeszłości coś w tym czasie, jak będziesz opowiadać.
[01:53] - Dobrze. To znaczy powiem dość oględnie. Natomiast chodzi mi o sytuację, w której uczestniczyłam na innych poziomach. Czyli samowystarczalność, samodzielność i też niezależność, jeszcze raz podkreślam, nie tylko mnie jako Renaty, tylko mnie jako istoty duchowej. To też oznacza, że te wszystkie przymioty mają występować na poziomach duchowych. Czyli nie mam na przykład opierać się na innych istotach duchowych, które mogą wcale nie być złe, ale na przykład mogą być na poziomie duchowym mniej rozwinięte albo mieć inne pomysły do realizacji niż moja własna droga duchowa. W związku z tym mogą mi w pewnych sytuacjach bardzo pomieszać moją własną drogę. Więc cała niezależność powinna też polegać na tym, czy samodzielność, czy samowystarczalność na tym, żeby koncentrować się jak najbardziej na swojej istocie, na tym, żeby ją przebudzać, na tym, żeby samemu się integrować i żeby w pełni funkcjonować w swojej własnej drodze duchowej z minimalną pomocą innych. I dotyczy to, tak jak mówię, nie tylko fizycznej, zwykłej, materialnej rzeczy, bo ty mówiąc, że się przewracasz, to raczej pewnie miałaś na myśli czysto fizyczną rzecz. Czyli oczywiście, że czasami tak jest.
[03:19] - Nie do końca. To znaczy wiesz, to, że się przewrócę fizycznie, to jest dla mnie sygnał, że ja na wszystkich poziomach mam problem.
[03:25] - Aha. No tak.
[03:27] - Fizyczność jest odzwierciedleniem tego, co się dzieje na górze. Jak na dole, tak na górze i odwrotnie. Jak na górze, tak na dole.
[03:34] - No tak, można do tego w ten sposób podejść. Czyli tym bardziej to świadczy o tym, że powinniśmy patrzeć na całość swojej istoty wielowymiarowej na wszystkich poziomach i przede wszystkim funkcjonować w taki sposób, żebyśmy byli jak najmniej zależni od kogokolwiek innego. Oczywiście są różne sytuacje, szczególnie na poziomie fizycznym, gdzie na przykład mamy dzieci, czy mamy męża, czy ktoś jest chory, czy komuś trzeba pomóc, czy czasami my jesteśmy w sytuacji, w której trzeba pomóc nam. Tak jak ja, powiedzmy po wypadku samochodowym, gdzie nie mogłam ręką ruszyć i przychodzili przyjaciele i pomagali. Są takie sytuacje, ale mówimy generalnie o świadomości, bo oczywiście w świadomości niezależności czy samowystarczalności istnieje też ten punkt, w którym mamy pokorę i mamy umiejętność przyjmowania pomocy, kiedy jest nam niezbędna, bo jesteśmy wciąż ludźmi i wciąż się doskonalimy. To jest tak samo jak z braniem i zdawaniem. Czyli oczywiście niezależność to nie jest tylko dawanie. Niezależność to jest też umiejętność brania w określony sposób z równowagi wewnętrznej. Także cała moja przygoda to była związana z istotami, z którymi w jakiś sposób poprzez kogoś nawiązałam kontakt i obserwowałam z poziomu swojej równowagi. Najpierw przechodziłam przez różne lęki i tak dalej, po czym zaczynałam obserwować cały proces, jak to się dzieje, jak te istoty chcą z nami współpracować, jakie metody stosują.
I wreszcie na samym końcu doszłam do wniosku, że jednak mimo wszystko najbardziej pasuje mi moja własna droga życiowa, własna duchowa, moje własne wyższe ja i moja własna niezależność, więc troszkę mnie ta przygoda ubawiła. Tym razem nie byłam przestraszona, tylko raczej ubawiona.
[05:27] - No tak, właśnie takie sytuacje pokazują nam jeszcze nasze słabe strony związane z naszą samodzielnością, z naszą odrębnością, z naszą indywidualnością. To są wszystko tak, jak pięknie nazwałaś tutaj w rozmowie naszej prywatnej, próby nas samych, żebyśmy mieli szansę w ogóle skonfrontować się z tematami, które mamy jeszcze do przepracowania. I właśnie ja tutaj chciałam taką historię opowiedzieć swoją bardzo szybciutko na temat schodzenia z naszych ścieżek życiowych Schodzenia z naszej drogi rozwoju. Ja miałam taką klientkę, zresztą już chyba kiedyś o niej opowiadałam w audycji, która przynosiła mi naprawdę dobre pieniądze w trakcie całego miesiąca. Ja byłam wręcz od niej uzależniona ze względu na moje lęki ekonomiczne, na lęki finansowe. Po prostu miałam przekonanie gdzieś bardzo głębokie na poziomach nieświadomych, że bez niej mój świat finansowy runie. Tak naprawdę ona była jedynym, tak mi się wydawało, jedynym pewnym źródłem tego, że będę mogła w miesiącu zapłacić za czynsz i włożyć coś do garnka. Natomiast praca z nią, z tą osobą była bardzo dla mnie traumatyczna, toksyczna i cała moja duchowość, cała moja dusza, całe moje jestestwo, oprócz logiki, krzyczało: „Wyjdź z tej sytuacji”. Natomiast logika była tak uparta, że pracowałam z tą osobą około sześciu miesięcy i to było bardzo ciekawe doświadczenie. Z jednej strony jak człowiek sam w takich trudnych sytuacjach przekracza siebie, niszczy siebie, jest dla siebie osobą, która siebie sama unicestwia.
W trakcie pracy z tą osobą ewidentnie czułam na wszystkich poziomach destrukcję dla samej siebie i absolutną bezradność w pomocy tej osobie, ponieważ ta osoba w ogóle nie chciała żadnych zmian. I po pół roku mój organizm po prostu wysiadł. Moje ciało fizyczne wysiadło. Ja już nie miałam wyboru pracować z nią czy nie pracować i gdzieś tam ten los zadecydował za mnie, że już nie było takiej możliwości w ogóle pracować z tą osobą. I nagle okazało się, że jak ta osoba odeszła z mojego życia, pojawiło się mnóstwo innych możliwości związanych z pracą zawodową. Czyli jeśli ja coś odpuściłam, nagle okazuje się, że otwiera się 10 tysięcy innych drzwi, którymi mogę szukać rozwiązań albo z których płyną nowe rozwiązania. Czyli ta sytuacja dopuściła mnie do zrozumienia, że nie warto trzymać się starych wzorców wynikających z lęku przed czymś, co tak naprawdę w ogóle miało się nie wydarzyć, dlatego że mój spirit chciał zupełnie czego innego przeżywać. Natomiast logika jeszcze się bardzo bała. Mój umysł bardzo się bał dopuścić nową energię twórczą, nową energię płodności. Czyli stare rzeczy ograniczały moją płodność, ale jednocześnie samowystarczalność.
I takich przykładów w moim życiu było bardzo dużo. I wiem, Reniu, że u ciebie też takie sytuacje się wydarzały, że człowiek się kurczowo trzyma jakichś starych rzeczy, które stanowią taką bazę pozornego bezpieczeństwa, a okazuje się, że jest to baza niebezpieczeństwa i baza samounicestwienia się w różnych sytuacjach. Nie masz takiego wrażenia, że my ludzie często trzymamy się takich starych wzorców z lęku?
[08:57] - To znaczy powiem tak, nawet jestem przekonana, patrząc na siebie samą, że przeżyłam dokładnie identyczną przygodę, tylko tym razem nie była to palnia, był to pan. Ale sytuacja właściwie mogę powiedzieć, była dokładnie identyczna. Najgorsze było to, że zauważyłam, że właściwie przestają do mnie dzwonić inni klienci, a ja cały czas trzymam się, jak to ładnie nazwałaś, pozornego bezpieczeństwa. Po czym dokładnie wtedy, kiedy ta sytuacja odpadła, dzięki Bogu, że tak powiem, zostałam też z tego wyciągnięta nie poprzez moją świadomość, bo logika pewnie też nie bardzo by mi w tym pomogła. To nagle dokładnie okazało się tak jak u ciebie, że się otworzyły nowe rzeczy i z dużo większą szansą, z dużo większym potencjałem i ja dzięki temu się wzmocniłam też. Czyli mogę powiedzieć tak wracając do tych prób, że czasami one są fajne, jeżeli już mamy dystans i staramy się przekraczać i czegoś się uczymy, to fajnie jest się skonfrontować z pewnymi rzeczami, bo jeżeli okazuje się, że dla siebie samych wygrywamy i przekraczamy siebie, to są też doświadczenia, które nas wzmacniają. Czyli tych prób też się nie bójmy i nie unikajmy ich za wszelką cenę, bo one też są pożyteczne.
[10:19] - Wszystko, co prowadzi nas do samowystarczalności, jest absolutnie genialną drogą. I teraz tak sobie w trakcie tak jak mówiłaś, przypomniałam taką historię sprzed pięciu lat, może troszkę cztery lata temu była taka sytuacja, że musieliśmy pożyczyć pieniądze na zapłacenie czynszu i ja byłam tak zła, tak wściekła na to, że ja nie mogę być samowystarczalna i nie mogę zarobić na to. Ja mówię tak do swojego męża: „Słuchaj, mam dwie zdrowe ręce. Jestem młodą osobą, prężną. Coś ze mną jest nie tak, że ja nie mogłam na ten czynsz zarobić”. Nie cieszyłam się z tego, że pożyczam te pieniądze. Była to dla mnie pewnego rodzaju porażka, ale był też bodziec, ogromny bodziec do tego, żeby wybudzić we mnie potencjał niezależności i żebym ja mogła wychwycić wskazówki od swojego wyższego „ja”, żebym ja jednak szła drogą samodzielnego zarabiania i niezależności finansowej. To było przykre doświadczenie pożyczyć te pieniądze, ale z drugiej strony pokazało mi, że u mnie jest deficyt, że jednak ja gdzieś swoje radary, gdzieś tam cały czas rzucam kotwicę w kierunku innych osób, żeby korzystać z ich potencjałów, z ich dobrobytu. Rozumiesz, o co chodzi?
[11:43] - Rozumiem.
[11:44] - I teraz tak. To był taki moment przebudzenia. Powiedziałam: „Okej, to jest ostatni raz. To jest ostatni raz, kiedy ja muszę sięgać do zewnętrznej sytuacji, żeby uratować swój tyłek”. I słuchajcie, to był przełom. Po prostu to był przełom. I rzeczywiście od tej pory to silne takie postanowienie. Okej, pokazujcie mi cały czas, którą ja mam drogą iść. Żebym ja była samodzielna, uczyła samodzielności moje dziecko i w późniejszym czasie uczyła samodzielności i samowystarczalności wszystkich ludzi, którzy do mnie trafiają. I wszyscy ludzie, którzy do mnie trafiają, wiedzą, że ja nikogo nie uzależniam od swoich porad czy rad.
U mnie wszyscy muszą pracować sami na siebie. Nie ma tak, że ktoś w tej chwili przychodzi i pięć razy w tygodniu do mnie dzwoni z dopytaniami czy z jakąś sytuacją, która jest nagła. Nie ma. Umawiamy się raz w życiu albo umawiamy się kilka razy w życiu. Dostajesz narzędzie albo dostajesz wskazówki i idziesz sam. Nie ma współzależności.
[12:47] - Śmieję się, bo widzę tu podobieństwo do mnie.
[12:51] - Nie ma, bo to jest toksyczne. I teraz nawet sobie postanowiłam właśnie w ostatnim tygodniu, gdzie bardzo dużo rzeczy się dzieje w moim życiu. To jest ogromny kalejdoskop i ja czasem nie nadążam sama w obserwacji siebie. Ale przyszedł taki moment, że ja już nie nazywam się panią jasnowidz. Nie robię tego ze względu na to, że zdałam sobie sprawę, że w jasnowidzeniu jest mi za mało pracy z drugim człowiekiem. I w tej chwili na jasnowidzenia do Reni odsyłam. Ja się zapytałam Reni, Renia wyraziła zgodę, ja jeszcze trochę popracuję.
[13:28] - Dzięki, ale ja na ostatnich dniach dochodzę dzięki między innymi też niesamowitej rzeczy, właśnie temu doświadczeniu z tymi istotami z innych światów, gdzie już poprosiłam w desperacji swoje wyższe ja. Myślę sobie, czy ja nie umiem już rozczytać swojej drogi, o co chodzi. I nagle klient o czwartej nad ranem wysłał mi e-maila, a ja się obudziłam i od razu przeczytałam tego e-maila i dostałam link do książki, którą od razu nad ranem właściwie zaczęłam czytać. „Praca z ośrodkiem serca” i nagle uświadomiłam sobie jedną rzecz po tym całym moim śmiesznym doświadczeniu z tymi istotami, że ewidentnie jasnowidzenie chcę wykorzystywać do pracy terapeutycznej z ludźmi.
[14:08] - No właśnie.
[14:09] - I dzięki Bogu, że wszyscy się tacy trafiają.
[14:12] - Jeszcze tylko dokończę właśnie tamtą myśl zrezygnowania z jasnowidzenia, gdzie ludzie traktowali to jako gotowe recepty na ich życie. Że ja powiem, jaki mają potencjał, że ja powiem, jaką ścieżkę mają iść. I ja się też przyznaję, że ja się poddawałam temu, bo uważałam na dany moment, że to jest okej. Z dzisiejszej perspektywy widzę, że to nie jest okej, dlatego, że każdy z nas musi sam znaleźć w sobie potencjał. Ja mogę pomóc dać narzędzie czy powiedzieć, jak mnie to pomogło, w jaki sposób ja dochodziłam. Ale każdy z nas musi to znaleźć sam poprzez pracę nad sobą, a szczególnie znalezienie własnej ciszy, posiedzenie we własnej ciszy i przyjęcia z odwagą tego, co będzie się nasuwać. Pewne sytuacje będą same przychodzić, żeby wybudzać w nich potencjały. Więc dziś, co ja mogę zaproponować, to jest nauczenie was pewnego mojego warsztatu pracy. Jak dochodzić do samego siebie, jak się obierać z różnych zależności zewnętrznych, jak się opierać różnym istotom, które przychodzą i kuszą, jak się opierać pewnym ludziom, którzy przychodzą i kuszą. Bo my mamy te doświadczenia, te kuszenia z różnych stron one przychodzą.
[15:19] - Tak, oczywiście.
[15:20] - Z różnych stron. Myśmy tutaj już w audycjach mówiły o rozróżnianiu. Wszystkie tematy ruszyłyśmy, które są potrzebne tak naprawdę do pracy nad samymi sobą. Natomiast ja jeszcze bym chciała wrócić tutaj do ostatniego naszego warsztatu z moim mężem, który się wydarzył w tym tygodniu. Przyjechały dwie wspaniałe osoby i na ich przykładzie też nauczyłam się, czy zaobserwowałam, jak ludzie trzymają się sztywno starych sytuacji, które dają im pozorne bezpieczeństwo materialne. Gdzieś tam się umościli, przykryli pierzyną i w momencie, kiedy dostali wiedzę sami od siebie, czy nawet wchodziłam w jasnowidzenie, obserwowałam tych ludzi, bo zapytali się o ich potencjał. Kiedy mówiłam o ich potencjałach, oni mieli łzy w oczach, płakali, dotykali swojej własnej istoty, ale jednocześnie mówili tak: ja się boję, ja nie jestem gotowa, gotowy jeszcze wyjść z tej starej sytuacji. Kochani, co chcę powiedzieć przez to. Nie dotkniecie nowych wartości samych siebie w momencie, kiedy będziecie się trzymali starych, umoszczonych sytuacji materialnych, między innymi materialnych. Nie dotkniecie.
Nie ma takiej możliwości. Tu jest ryzyk fizyk, tu jest ryzyko. To jest stanie na krawędzi i skok w przepaść. Jeśli chcemy doświadczyć nowych swoich wartości, nowych potencjałów. A warto, dlatego że my tu z Renią nie raz mówiłyśmy, że my jesteśmy ogromnie silnymi istotami, z olbrzymimi potencjałami, z olbrzymią mocą. I tak naprawdę, jak ja wchodzę z klientami w medytację plastronu, gdzie dotykamy tych swoich najwyższych rejestrów, które możemy doznać na dany moment, wszyscy płaczą, bo dotykają czegoś, czego nigdy nie doznali. Nawet nie można tego ubrać w materialne słowa, co czują. Tak mi się wydaje, że my sami boimy się. Boimy się tego, jak jesteśmy wielkimi istotami i wolimy tkwić w tym znanym świecie, w tym takim już oswojonym, w tej naszej pierzynce destrukcji, że tak powiem. Zamiast to wszystko puścić i dowiadywać się o sobie coraz to nowych rzeczy, zbyt mocno przywiązujemy się do materii, do tego, co osiągnęliśmy.
A żeby pójść dalej, to musimy — to jest warunek konieczny — nauczyć się puszczania i wyrzucania starych rzeczy, chociaż są na dany moment nawet dla nas wartością pewną, ale bez tego się nie da.
[17:43] - Ja bym powiedziała jeszcze jedną rzecz, właściwie dwie. To znaczy jedną to taką, żeby pamiętać o tym, że te kuszenia są zazwyczaj na poziomie egotycznym. Co nazywam egotycznym i fajnie, że my mówimy o tym, ty rezygnujesz w pewnym sensie z tych jasnowidzeń i ja jakby przenoszę je w stronę warsztatów i w stronę terapeutyczności, czyli otwierania tej istoty. Tutaj mamy dokładnie te same doświadczenia.
[18:07] - To ja też przenoszę na terapeutyczne, ale na warsztat, żeby dawać warsztat ludziom.
[18:13] - W związku z tym to, co chciałam powiedzieć, to fakt, że jak robię integrację z wyższym Ja, to mam dokładnie te same doświadczenia co ty, gdzie ludzie albo są bardzo niesamowicie zadziwieni i otwierają się Albo mówią, że się boją tego swojego wyższego ja. Czyli jeżeli wyższe ja jest częścią naszej istoty, to jeżeli się jego boimy, to znaczy, że tak naprawdę, w skrócie mówiąc, można powiedzieć, boimy się swojej wyższej istoty. Czyli krótko mówiąc, też nie chcemy z tego potencjału skorzystać z różnych poziomów lęków. To jest jedna rzecz. A drugą rzecz, którą chciałam powiedzieć, dokończyć tę myśl w związku z ego, to wziąć pod uwagę to, i to też słusznie Monia mówi, że tak naprawdę, jeżeli chcemy siebie dotknąć, to musimy się rozwijać. Rozwój dla nas oznacza oczywiście czasami wsparcie innych osób. I tak samo Monia mnie wspierała, jak ja ją w różnych momentach. I różni ludzie, i różne sytuacje, tak jak ten pan, który wysłał mi e-maila akurat z tym linkiem do książki, też w jakiś sposób mnie wsparł. Natomiast to nie jest związane z uzależnieniem.
[19:17] - No właśnie, trzeba to rozróżnić, prawda?
[19:19] - Poczekaj kochanie, bo potem zapomnę o tej myśli. Jeżeli była taka sytuacja na przykład coraz częstsza, że ludzie dostają channelingi, nagle okazuje się, że łączą się z jakimiś istotami, informacje przez nich przepływają. Sprawdzają tylko, czy te informacje są wiarygodne. A ja myślę sobie: niewłaściwy punkt widzenia. Dlaczego niewłaściwy? Dlatego, że patrzą nie z punktu widzenia swojej wielkości swojej istoty. Bo gdyby na to spojrzeli, to by się zastanawiali, dlaczego ja mam się uzależnić i wziąć niby dar od kogoś, co tak naprawdę jest skutkiem ubocznym pracy nad sobą.
[19:52] - Tak jest.
[19:53] - Czy to jest praca nad sobą w poprzednich życiach, czy to jest praca nad sobą w tych życiach i dopiero się uruchamia, to tak czy owak jest to tylko i wyłącznie skutek uboczny. Tak samo dar uzdrawiania, telepatii, wszystkie inne dary są skutkiem pracy duchowej. Czyli mogę powiedzieć, to praca duchowa powoduje, że jesteśmy wielkimi istotami, a nie to, że posiadamy tego rodzaju dary. Czyli nie łapmy się na to, bo w ten sposób różne istoty, różni ludzie też i różne poziomy doświadczeń i sytuacji próbują nas złapać po to, żeby nas uzależnić. Mogę powiedzieć, jeżeli ja dostanę od kogoś uruchomienie daru, to w takim razie jestem wciąż od niego zależna, bo jak on uruchomił, to on może mi to zamknąć.
[20:33] - Dokładnie.
[20:34] - Czyli cały czas wracamy do punktu, w którym uczymy się tylko tych technik. Patrzymy na rzeczywistość tylko z, powiedziałabym, najbardziej sensownego poziomu, czyli z poziomu wielkości swojej własnej istoty, swojego potencjału, swoich możliwości, swojej twórczości. Tu jeszcze chciałam dodać do tego tematu, o którym mówiłaś wcześniej, żeby się nie pogubić. Mówiłaś, że często jest tak, czy ty o sobie opowiadałaś, że gdzieś tam dokarmiałaś kogoś, czy od kogoś brałaś w związku z tą pożyczką. To ja pomyślałam sobie, że też fajnie trzeba jeszcze raz przypomnieć twoje własne słowa do mnie, gdzie mi kiedyś w trudnej sytuacji życiowej mojej powiedziałaś: „Renatko, weź korzenie swoje własne z czyjejś ziemi, włóż do swojej”.
[21:19] - Tak jest.
[21:20] - I ja to wciąż pamiętam i wciąż wszystkim będę powtarzać. Ze względu na to, że w momencie, kiedy my nie wierzymy we własną moc i patrzymy z innego punktu widzenia, to nawet nasza kreatywność może być uruchomiona, bo w twoim przypadku akurat była blokada i musiałaś dostać doświadczenie, które cię odblokuje. Natomiast czasami mamy ją bardzo mocno uruchomioną, ale mamy też potężne lęki, bo nie patrzymy z punktu widzenia wielkości swojej istoty. W związku z tym tą energią i kreatywnością pracujemy na kogoś innego. Czasami są to rodzice, czasami dzieci, czasami mąż, czasami żona, czasami szef w pracy, czasami firma. Ale idzie to na zewnątrz. Ja zresztą nie dalej jak wczoraj miałam klientkę, która po prostu w desperacji wieczorem w niedzielę zadzwoniła do mnie i mówi, że jest kompletnie roztrzaskana. Ja patrzę na nią, a ona ma tak potężny potencjał, że mi opadła szczęka i ona pracuje dla korporacji. Więc ja mówię: „Czy nie może pani tej energii wycofać do siebie i zacząć budować swoją własną korporację, że tak powiem w cudzysłowie?”
[22:24] - No właśnie, ale ludziom się wydaje, że bezpieczniejsza praca jest na zewnątrz.
[22:29] - Taki to pozór.
[22:30] - Tak. Natomiast kochani, chyba takie idą w ogóle czasy i energia bardzo nas wspiera w takiej indywidualnej twórczości i w tworzeniu indywidualnych przedsiębiorstw. Na razie małych, jednoosobowych, a potem będziemy się dobierać na zasadzie wspólnoty energetycznej, czyli takich w cudzysłowie bratnich dusz. Nie można nazwać tego bratnimi duszami, tylko jakby to powiedzieć wspólnego światopoglądu, wspólnych pasji, wspólnych takich w cudzysłowie misji. I będziemy tworzyć takie kolektywy, gdzie firmy będą się rozrastać na zasadzie wspólnoty, chęci przeżywania wspólnych doświadczeń, tak to określę. Ale najpierw trzeba iść w kierunku indywidualizmu, indywidualności. Na razie trzeba wyjść z tych starych struktur związanych z brataniem się przypadkowych osób, przypadkowych energii. Wejść w swoją samotnię, wejść w swój indywidualizm, swój tryb twórczy, w swojego reżysera życiowego. Natomiast później my znów będziemy się łączyć, ale na zupełnie innych zasadach. I Maryniu też tutaj myśmy same przepracowywały nasze własne indywidualne potencjały.
Był taki pomysł, żeby stworzyć Café de Flore, gdzieś wyjść z warsztatem czy na żywo, żeby zrobić tę audycję. Ale doszłyśmy obie do wniosku, że nie. To jest czas, kiedy my same musimy pracować nad swoim indywidualizmem i wypracować swoją własną energię.
[24:02] - Dokładnie.
[24:03] - A potem dopiero będzie możliwość połączenia się lub nie, bo może nasze drogi absolutnie są odmienne i każda z nas musi znaleźć zupełnie innych ludzi z innym potencjałem, prawda? Więc to samo się dzieje też w ludziach, którzy na przykład mają firmę i żyją w spółkach. Też muszą dopuścić do tego, że te spółki mogą się rozpaść po prostu z bardzo dobrych przyczyn, żeby szukać indywidualizmu najpierw, a potem szukać ludzi, którzy będą do nas pasować na bardzo wielu poziomach, żebyśmy łączyli się w takie pary, w takie grupy, które budują wspólną energią, a nie te energie są na tyle różne, że to powoduje na pewnym poziomie rozłam prędzej czy później.
[24:46] - Lub uzależnienie.
[24:47] - Lub uzależnienie z niedobrych motywacji, z niedobrych intencji. I też zwracam się tutaj do mam. Czy do ojców, którzy mają dzieci jeszcze w wieku takim, gdzie się mówi, że powinno być wychowanie, żeby bardziej przyglądali się swoim dzieciom i wspierali tylko to, co na przyszłość spowoduje u tych dzieciaków samodzielność i samowystarczalność. Podam zwykły przykład. Często rodzice prowadząc dzieci na plac zabaw mówią: „Uważaj kochanie, bo ta huśtawka może spowodować, że spadniesz”. Albo „Uważaj kochanie, syneczku, córeczko, uważaj, bo wspinając się na te drabinki możesz spaść”. To jest zasiewanie lęków. Ale my możemy pójść z dziećmi na plac zabaw i powiedzieć: „Kochanie, trzymaj się mocno rękoma i dobrze się baw na tej huśtawki”. Dokładnie. Albo: „Słuchaj, ja tutaj jestem.
Patrzę, podziwiam jak wchodzisz po tych drabinkach. Dasz sobie radę, tylko mocno trzymaj się tych drabinek”.
[25:53] - Na przykład.
[25:53] - Prawda? To jest taki pozytywny przykład zasilania odwagi wręcz i ciekawości i twórczości. Następny przykład. Często rodzice w domu są po remoncie jak się dzieci rodzą, mają nowe meble, nowe pomalowane ściany, a dziecko wchodzi w okres twórczości, w okres rozwijania swojej artystycznej części i uwielbia mazać wszystko co mu popadnie. Czyli ściany, meble i tak dalej.
[26:19] - Tak, mój syn szminką mi walkę wymalował.
[26:21] - Właśnie. No i co rodzice robią najczęściej? „Co ty robisz klapa w dupę? Nie wolno tak robić, bla bla bla”. I oczywiście co robią? Ucinają twórcze możliwości dziecka, zastraszają i dziecku twórczość kojarzy się z klapem w dupę.
[26:34] - Tak.
[26:35] - I to mamy na wstępie załatwione.
[26:37] - A podświadomość złapała szybciutko.
[26:39] - Dokładnie.
[26:40] - Programik.
[26:41] - Tak. Ja widziałam ostatnio taki film na YouTubie, na którym się poryczałam, ponieważ jest to filmik o dziewczynce, która ma około czterech lat. Tutaj chyba jakiegoś linka dostałam od kogoś. Dziękuję za tego linka. Ma ogromną pracownię artystyczną, przeszkloną. Płótno na podłodze jest położone, żeby farba nie zaszkodziła podłodze. Jest mnóstwo kartonów, są płótna i to dziecko po prostu maże się w tych farbach. Maluje, tworzy przepiękne obrazy. Oczywiście one są abstrakcyjne. Ja po prostu siedziałam, płakałam i mówię: „Kurczę, jaką ja byłam destrukcyjną matką.
Dlaczego ja swojemu dziecku nie mogłam stworzyć takiej twórczej przestrzeni?”. To się oczywiście łączyło z tym, jak ja byłam wychowywana, prawda? I moi rodzice, jak byli wychowywani w takich mocnych, sztywnych ramach, gdzie tak naprawdę ten system cały wychowawczy blokował nas w twórczości, nie dawał wolności, dlatego, że ważniejsze były czyste rajstopki kurde, niż dobre przeżycie w malowaniu jakiejś przestrzeni. I apeluję tutaj do wszystkich nawet jak macie kochani już dorosłe dzieci, to zacznijcie ich wspierać w swoich potencjałach, a nie w lęku. Nie w lęku tkwijcie w tym, że jeśli on już wybrał studia prawnicze, to niech on już to zakończy. Mimo że ja widzę, że on ma talent fotograficzny, to ja mu tego nie powiem, bo niech on najpierw skończy te studia prawnicze. Kochani Boże, co wy robicie? I to słyszę takie teksty też od osób, które rozwijają się duchowo, pracują nad sobą, uważają, że naprawdę dużo już przeszli, a oni takie teksty zawalają. Nie powiem swojemu dziecku, bo niech on skończy, to może on się domyśli. To dziecko moje może się domyśli, że ma taki talent i pójdzie swoją drogą.
Nie róbcie tego ani sobie, ani tym swoim dzieciom. Jeśli coś zauważacie, że dzieci mają piękny talent, potrafią śpiewać. Okej, zróbcie wszystko, żeby ten głos ich szkolić. Zróbcie wszystko, a nie mówcie: „A ze śpiewania jeszcze nikt nie wyżył".
[28:43] - Ja bym jeszcze dodała jedną rzecz, czyli rozszerzyła. Może rozszerzamy to, rozszerzamy opowiadając różne rzeczy, ale bym podkreśliła to rozszerzenie, że ta samodzielność i samowystarczalność dotyczy wszystkich poziomów, czyli dotyczy samowystarczalności na przykład duchowej, dotyczy samowystarczalności energetycznej, samowystarczalności emocjonalnej i samowystarczalności materialnej. Czyli nie tylko chodzi nam o materię. Na przykład możemy wziąć pod uwagę związki, które budują się. Też niedawno miałam klientkę, która po prostu poświęcała się dla swojego partnera do tego stopnia, że płaciła długi za ślub jego pierwszego ślubu. Pieniądze. Ze względu na to, że jak poświęcała się, to spodziewała się, że on też jej to kiedyś odda. Będzie równowaga i miłość. No więc ja już sama. Wszyscy już wiedzą, ilu ja miałam mężów, w związku z tym za szeroko o tym nie będę opowiadać, ale zdecydowanie ten temat mam przepracowany.
Czyli mogę powiedzieć tak: najważniejsze to jest to, żeby na wszystkich poziomach tak emocjonalnym, czyli najpierw kochać siebie, potem kochać innego. Też niesamowite, bo ta pani mnie zapytała, czy to nie jest egoizm i po prostu o mało się nie rozpłakałam ze wzruszenia, jak ludzie mają powrzucane programy i jakie to jest przerażające, że tak jesteśmy poograniczani w taki sposób, że miłość do siebie traktujemy jako egoizm.
[30:13] - No tak, miałam takie doświadczenie właśnie sama ze sobą ostatnio, kiedy bardzo byłam zmęczona na różnych poziomach i potrzebowałam absolutnej ciszy, pustej od dźwięków człowieka. I też napisałam sama do siebie przekaz. Czy ja mogę go przeczytać? On jest krótki, nie wiem, czy go znajdę, ale bardzo odzwierciedla właśnie to, jak my jesteśmy poblokowani różnymi przekonaniami na swój własny temat, że rzeczy, które są dla nas zdrowe, traktujemy jako egoizm.
[30:44] - To ty możesz poszukać, a ja skończę jeszcze myśl związaną z tym poprzednim zdaniem, które mówiłam. Więc to, co chciałam podkreślić, to chciałam po prostu podkreślić fakt, że nawet związek, który budujemy z poziomu równowagi, miłości do siebie, szacunku dla siebie, dla swoich potrzeb, to budujemy indywidualnie, podkreślamy własną samodzielność, własną niezależność i on po prostu dopiero wtedy ma szansę na to, żeby stworzył się partnerski.
[31:12] - Dokładnie.
[31:13] - Czyli na wszystkich poziomach mamy tę samodzielność i samowystarczalność. To nie jest tylko kwestia, że ja zarabiam pieniądze i mój mąż zarabia swoje i mamy osobne kasy, ale to dotyczy wszystkich poziomów. Wynika to z naszej miłości do siebie, z naszego zrozumienia, że jesteśmy kimś wartościowym, kimś wielkim i że zasługujemy na wszystkie dobre rzeczy w naszym życiu, a nie że musimy płakać i cierpieć, bo jesteśmy egoistami.
[31:45] - Dokładnie.
[31:45] - Znalazłaś?
[31:46] - Tak, znalazłam.
[31:47] - No to czytaj.
[31:48] - Wejdź w swoją ciszę, swoją niczym nieograniczoną byciem z kimś lub niebyciem. Wściekłość jest częścią ciebie. Chcę poczuć się ważna sama dla siebie. Chcę mieć swoją przestrzeń nieograniczaną ludzkim dźwiękiem. Chcę współbrzmieć ze swoją prawdą cichą i ulotną, móc pokazać swoją cichą i delikatną naturę. Opór mnie zmęczył, wypalił, odebrał godność mnie samej. Chcę tylko tego, co współdziała w empatii uczuć i przeczuć. Wszystko, co współpracuje, a nie rujnuje. Czy zasługuję na ciszę, harmonię i relaks? Czy wszystko mam rozdać, podzielić się swoim kosztem, ratować innych z opresji?
Po co? Na co mi być Matką Teresą? Tak bardzo chcę być dla siebie dobra. W ciszy, w rozmowie o sobie, we wszystkim wreszcie dobra dla siebie. Ja nawet nie wiem dziś, co to znaczy. Pogubiłam się, aby nie skrzywdzić innych swoim wycofaniem. Chcę szczęścia, ale nie wiem, czy cudzego bardziej niż własnego. Jestem egoistką tylko dlatego, że pragnę swojej ciszy? Chyba zwariuję. Jeszcze jeden dźwięk, jeszcze jedna ludzka energia i po mnie.
Czy ja wariuję? Czy to talent, czy przekleństwo? Wrażliwość motyla w świecie zbrodni i kary. Czy to ja przesadzam? Czy to świat nie rozumie delikatności, zwiewności ciszy? Ciągle gada, gada, gada. Dźwięk za dźwiękiem. A gdzie muzyka własnej ciszy? Gdzie zrobić na nią przestrzeń i jak? Jestem zmęczona.
Ta moja inność, dziwaczność. Dostaję za nią bęcki, ciągłe bęcki. A może kochanie, zrób dzisiaj tak: stwórz sama przestrzeń dla siebie, bez oczekiwania, że inni zrobią to za ciebie i nie miej z tego powodu poczucia winy. Dziękuję za uwagę.
[34:11] - Pięknie. I nie potrzebujesz do tego ich zgody.
[34:15] - Właśnie, kochani. To był tekst pisany w desperacji, w ogromnym zmęczeniu, w ogromnym przepracowaniu. Ale to doświadczenie spowodowało, że wyszłam z trybu myślenia o sobie samej jako egoistce, kiedy chcę stworzyć swoją przestrzeń, która ma wyglądać tak, jak ja chcę, żeby wyglądała. I też musiałam się przekonać, że wycofanie się z jakiejś relacji na chwilę chociaż to nie jest egoizm, tylko to jest moja potrzeba. To, że ja nie mam ochoty z kimś rozmawiać, a ktoś ma ochotę ze mną rozmawiać, to też nie jest egoizm z mojej strony, tylko to jest potrzeba ochrony swojej energii i wejścia w swoją własną ciszę, żeby dowiedzieć się, co teraz jest dla mnie ważne. A ludzie boją się ciszy.
[35:09] - Czyli powracamy do punktu, w którym musimy najpierw dać sobie prawo do wszystkiego i dopiero jak tego się nauczymy, to dopiero wtedy możemy dać prawo komuś innemu. Czyli mogę powiedzieć: jeżeli sobie zabieramy prawo do ciszy, do spokoju, to znaczy, że drugiemu człowiekowi też tego nie damy. Czyli jeżeli trafimy na kogoś, kto też będzie potrzebował ciszy albo czasu dla siebie, to my wtedy będziemy czuli się odrzuceni. Czyli prosty mechanizm, który pokazuje, że wszystko zaczyna się od nas samych.
[35:38] - Dokładnie. Tylko jeszcze tu bym chciała dodać, że jeśli już będziemy mieli ochotę wejść w swoją ciszę, to miejmy pewność, że w tej ciszy przyjdą dla nas wskazówki z naszej ciszy, z naszej przestrzeni. Tak że to też jest bardzo ważne, żebyśmy zdali sobie z tego sprawę. Żeby dojść do samodzielności, do samowystarczalności, to trzeba zawsze korzystać z własnej ciszy, bo wtedy przychodzą odpowiedzi. Czy to jest w medytacji, czy to jest w modlitwie, czy to jest przy skrobaniu ziemniaków, czy to jest przy samotnym spacerze, czy po górach, czy nad morzem, gdziekolwiek. W tej ciszy zawsze coś do nas przyjdzie.
[36:16] - Tak, to prawda.
[36:18] - Wejście w swoją przestrzeń ciszy najbardziej uczy nas samowystarczalności i samodzielności. Najbardziej. Bo my często otaczamy się ludźmi dlatego, żeby wypełnić własną pustkę i uciec od siebie samego.
[36:32] - Opowiem śmieszną historię, troszkę rozluźnić atmosferę.
[36:37] - Ja też w tryb powagi weszłam. Obudź się!
[36:42] - Dlatego postanowiłam rozluźnić. Zostałam zaproszona na mały warsztat do Brukseli i prowadziłam tę integrację i to poruszenie nas jako wielowymiarowej istoty. Mieszkałam oczywiście w domu u pani, która to organizowała i najbardziej zabawne było to, że ja przeżywałam olśnienia za każdym razem, jak szłam siku do ubikacji. Czyli wchodziłam w ciszę akurat tam, bo to tak sprzyja i co wracałam do góry, bo to było na parterze ta toaleta, to zawsze z jakimiś niesamowitymi rewelacjami. Wszyscy się tak ze mnie śmiechali, że co im mówię: „Chodź częściej sikać”. U bawiło mnie to nieprawdopodobnie. Mówię zabawnie, ale to pokazuje, że możemy korzystać z ciszy we wszystkich momentach naszego życia. Nie znaczy, że to tabu, bo sikam, to muszę się tylko na sikaniu skupiać, tylko na ciszy mogę też albo wstydzić się tego. Tak że to była zabawna historia.
[37:49] - Właśnie. Jeszcze tutaj chciałam też powiedzieć o takiej samowystarczalności. W sensie, żeby nie brać do swoich projektów życiowych osób tylko dlatego, że my się boimy być sami w tym projekcie. To też jest na moim przykładzie. Renia zawsze mi mówi-
[38:05] - Dlatego mówię mhm.
[38:06] - Tak. „Czemu ty ciągle coś z kimś?” i tak dalej. I ja mówię: „Nie wiem, tak mi się wydaje, że tak jest dobrze, że ja zapraszam do współpracy”. A historia taka jest, kochani, że lęk dupę ściska i trzeba było usiąść w prawdzie sama ze sobą i przyjrzeć się temu, jaka jest moja motywacja, że cały czas chcę być z kimś w pracy i we współpracy. Prawda jest taka, że pokazało mi to moje lęki, moje deficyty na mój własny temat. Bo kiedy ja przepracuję te lęki i deficyty, to dopiero z prawidłowych motywów, z prawidłowych motywacji zaproszę do współpracy osoby i to będzie już w równowadze. A teraz, niestety tu się przyznaję publicznie, moja motywacja nie była klarowna dla mnie samej. To znaczy to było nieświadome, ale przyszło to olśnienie, to uświadomienie i trzeba to przepracować i znów można wrócić do współpracy.
[39:17] - Zaznaczę tutaj szybciutko i wejdę ci w słowo, że nie musimy się jakoś specjalnie biczować z tego powodu, że mieliśmy takie lęki czy takie motywacje, bo każdy z nas w określonych momentach swojego życia to ma. W związku z tym ja to się zawsze śmieję, bo niektórzy się tak bronią przed swoją stroną cienia, a ja mówię: „Chwilę, trzeba ją najpierw zobaczyć, zaakceptować, pokochać i dopiero wtedy można coś w niej zmienić”. Jak udajesz, że ona nie istnieje albo udajesz, że jej nie widzisz, to po prostu nic z tym nie możesz zrobić. W związku z tym sam fakt, że zauważasz swoje lęki, to już daje ci 50% szansy, że je zarobisz.
[39:52] - Dokładnie.
[39:52] - Że je przepracujesz.
[39:53] - Tak, ale ja też ostatnio dopuściłam swoją wściekłość do siebie. Dlaczego? Dlatego że ona mi dała informację, że przekraczam swoje własne progi.
[40:04] - To dokładnie.
[40:05] - I dałam pozwolenie na to. Naprawdę okropnie się zachowałam w pewnej sytuacji, w sensie społecznym. Społeczeństwo mnie oceniło, bo zaczęłam się tak drzeć i tak mięsem rzucać, że-
[40:19] - Bardzo żałuję, że cię nie widziałam wtedy.
[40:21] - Ale może to i dobrze.
[40:22] - Nietęsty widok.
[40:23] - Dlatego że, jak by to powiedzieć, to już wypłynęła też pewnego rodzaju moja bezradność w tym wszystkim. Ale ja może nie po raz pierwszy, ale rzadko pozwalam sobie na taki wybuch emocjonalności i spuszczenia tego wentylu. Halo?
[40:40] - Ja jestem cały czas.
[40:41] - Coś tutaj mi trzasnęło. I po raz pierwszy w życiu nie miałam z tego poczucia winy. Po raz pierwszy w życiu.
[40:48] - Gratulacje.
[40:50] - Po prostu, bo zawsze: „O Jezu, co ja zrobiłam? Taka duchowo rozwinięta osoba, nauczyciel duchowy i sto tysięcy łapek przypinam i kurde, krzyczę”, no nie? A teraz powiedziałam sobie: „Okej, to było mi potrzebne”. To było mi bardzo potrzebne, żeby zobaczyć po pierwsze, w jakiej sytuacji się znalazłam, jaką sytuację sobie wykreowałam i że to jest absolutnie niedopuszczalne dla mnie, ponieważ mnie to niszczy. I wolałam ten krzyk wypuścić, to wszystko, co się nagromadziło, niż trzymać to latami w sobie i potem wyprodukować nowotwór na przykład gdzieś.
[41:27] - Na przykład.
[41:28] - Tak że pozwoliłam sobie na to.
[41:31] - Muszę powiedzieć też ostatnio swoją historię. Jak wiesz, co jakiś czas przyjeżdża do mnie mój syn tutaj na dwa dni na weekend. Ja już jestem tak przyzwyczajona do tej ciszy, bo akurat tutaj to dużo jej mam, bo mieszkam sama. Natomiast jak przyjeżdża mój syn, który pracuje, chodzi do szkoły i cały czas jest zajęty swoimi sprawami, to jak przyjeżdża, to pierwsze co robi, to non stop gada. Boże, jaki ten głos mi się wydaje głośny. Ja mam wrażenie, że on po prostu do mnie krzyczy. I tak pierwszy dzień przereagowuję, czyli wciąż mówię do niego: „Filip, ciszej, Filip ciszej” i się denerwuję. A ostatnio uświadomiłam sobie, że tak mówić to po prostu nie ma sensu. I mówię: „Dziecko, wiesz co? Ja bym zaproponowała ci jedną rzecz.
Może spróbujmy. Ja wiem, że dla ciebie to będzie uciążliwe, nie jesteś przyzwyczajony, ale może zróbmy doświadczenie. Spróbujmy do siebie za wiele nie mówić, ale się spotykać w energii i w uczuciu”. Czyli na przykład spojrzysz na mnie, spotkasz się wzrokiem, uśmiechniesz się, ja do ciebie, wezmę cię za rękę, przytulę cię. I myślę sobie: „Boże, może uda mi się jakoś w ten sposób pominąć ten głośny głos”.
[42:39] - Tak, ja cię rozumiem.
[42:40] - Ten głośny głos. I powiem ci, że to się dzieje, bo on może raz na trzy tygodnie przyjeżdża, bo zmęczony jest, więc też nie zawsze mu się chce te 70 kilometrów jechać tutaj do mnie. Natomiast na szczęście zgodził się na to i już ten drugi dzień w pełnej harmonii spędziliśmy ze sobą. I mam nadzieję, że to mu dało też taką wskazówkę, żeby pokazać, że z drugim człowiekiem możemy się kontaktować nie tylko przez mówienie.
[43:05] - Właśnie chciałam to powiedzieć.
[43:06] - Że jest 5 tysięcy innych sposobów. Wiem, że cierpisz z tego samego powodu co ja, w związku z tym zupełnie nieźle cię rozumiem. I tak mnie to olśniło z tym moim synem, bo najpierw tłumaczyłam, mówię: „On cały dzień to tylko rozmawia po niemiecku, non stop o pracy, non stop o szkole, non stop się uczy, musi się wygadać”. I tak też czułam wyrzuty sumienia, że tutaj mu nie pozwalam gadać, jak on tak chce. A potem sobie pomyślałam: „Nie, muszę znaleźć inny sposób, bo po prostu ja zwariuję”. Czyli zaczęłam dokładnie tak samo siebie przekraczać. I wymyśliłam ten pomysł i na szczęście moje inteligentne dziecko poszło na to, bo bym chyba się też wykończyła.
[43:44] - Właśnie. Więc dziękuję ci za to, że powiedziałaś, że ludzie mogą komunikować się ze sobą na różnych poziomach. Ten werbalny jest taki bardzo namacalny, ale my jeszcze mamy 10 tysięcy innych sposobów. I też mi się wydaje, że osoby, które są tak wrażliwe jak my, a jest na pewno miliony, miliardy takich osób z takim układem nerwowym jak my, że- Nie potrzebują już rozgadywania się, paplania, tylko bardziej lubią swój świat wewnętrzny i komunikację pozawerbalną, czyli telepatię czy sczytywanie wibracyjne. Ten sposób komunikacji, nie wiem, czy Reniu zauważasz, ale u mnie zaczyna bardzo się rozwijać. Czyli komunikacja pozawerbalna zaczyna się rozwijać bardziej, a zanika mi komunikacja werbalna. Powiem tak: nawet w komunikacji werbalnej w tej chwili jestem na takim etapie, że nawet nie lubię pędzić.
[44:42] - Ja jestem na sesjach, na warsztatach, więc mam dosyć już i w prywatnym potrzebuję ciszy.
[44:47] - Dokładnie. Jest dla mnie męcząca, ale zauważyłam u siebie, że im bardziej pragnę żyć w milczeniu, w ciszy, tym bardziej rozwijają się u mnie inne części mózgu, które powodują, że komunikuję się z ludźmi na innych poziomach. I takie zrobiłam dwa eksperymenty w ostatnich dniach. Miałam medytację plastra miodu, ale wcześniej rozmawiałyśmy z kobietą o jej córce i ja nie wiedziałam, jak temu dziecku pomóc, dlatego że w medytacji nie widziałam potrzeby czy możliwości, żeby dziecko uczestniczyło. Bo to jest mała dziewczynka. Więc mówię: „Poczekaj, kochanie" — do tej mamy — „zobaczę, co jej dusza chce powiedzieć ci". I weszłam w tryb rozmowy bezpośredniej z duszą człowieka, omijając werbalny poziom. I powiem ci, że to był szok dla mnie, dlatego że ja byłam bardzo wzruszona, prawie płakałam i rozmawiałam z duszą tego dziecka i mówiłam tej kobiecie, czego ta dziewczynka oczekuje, gdzie jest jej źle, gdzie ona cierpi w tej rodzinie. Słuchaj, to było niesamowite. Ta matka: „O Jezu, to jest fakt.
Ja to robię. Boże, ja to robię". To było coś niesamowitego. Ominęłam poziom werbalny, poziom programów, natomiast weszłam w przestrzeń rozmowy z duszą. To było coś nieprawdopodobnego. I druga sytuacja, która mi się przytrafiła, to właśnie w tym tygodniu na warsztatach u nas Drogi do Wolności. Przy obiedzie rozmawialiśmy sobie o różnych rzeczach z kursantami i kursantka zapytała mnie o takie wydarzenie w jej życiu, że widzi obrazy poruszające się, jakieś twarze do połowy. I była tym troszkę zdziwiona, skonsternowana, może trochę przestraszona nawet, bo nie wiedziała, czy wariuje, czy to jest normalne. Ja wzięłam ją tylko za rękę. Mówię: „Pokaż, daj mi rękę".
I znów to samo. Poziom duszy włączył się i mówię: „Kochanie, to nie jest nic paranormalnego. To twój mózg się rozwija, dlatego, że w dzieciństwie miałaś zblokowaną twórczość przez to, że wydarzyło się coś, co spowodowało, że musiałaś urosnąć. I taki okres, kiedy u dzieci rozwija się mózg, kiedy one konfabulują, kiedy zmyślają, kiedy mają okres twórczy, mazania po ścianach i różne artystyczne rzeczy został zblokowany. Teraz rozwija ci się mózg, bo masz na to przestrzeń". I to było tak wzruszające. Ona zaczęła płakać. Ja tak samo. Takie ogromne wzruszenie. Czyli kiedy my dotykamy tych poziomów pozawerbalnych, to jest niesamowita wibracja, niesamowita energia.
I postanowiłam sobie: okej, ja będę pracować tylko tak.
[47:34] - Mogę jeszcze dodać swoje ciekawe doświadczenie. Mnie tutaj sytuacja przymusiła — to złe słowo — ale dała mi szansę na doświadczenie. Zgłosiła się pani z dzieckiem autystycznym, z którym w ogóle nie było kontaktu. W związku z tym jedyne, co mogłam zrobić, to właśnie rozmawiać z jego duszą. Więc doświadczyłam stanów, o których opowiadasz, z takim dzieckiem, z którym nie dało się inaczej nawiązać kontaktu. Mama też nie mogła. Zresztą kiedyś miałam taki pomysł, dawno temu, żeby jasnowidzenie wykorzystywać do pracy z dziećmi autystycznymi, z dziećmi z zespołem Downa czy z dziećmi, które rzeczywiście na pewnych poziomach nie potrafią się komunikować werbalnie w określony sposób, tak żeby być zrozumianym przez rodziców. Ale ten pomysł jakoś upadł, bo nie pojawiały się sytuacje, a teraz dosyć często mam takie doświadczenia.
[48:22] - Super.
[48:23] - Rzeczywiście jest to niesamowite. A mogę jeszcze dodać jedną fajną rzecz, która mi się przypomniała à propos klientki, z którą współpracuję. Klientka działa w sporcie i najbardziej niesamowita była historia, w której w pewnym momencie ona akurat jest na zawodach i ma tam występować. I ja rozmawiam z jej wyższym ja i pytam, jak tam będzie, jak tam te zawody i tak dalej. No i wyższe ja, całe dumne, szczęśliwe, opowiada, jakie jest dumne, jak ona przepracowuje, jak idzie do przodu. No i ona przegrała. Ja myślę sobie: kurczę, co to wyższe ja opowiadało? Czy to moja jakaś paranoja? Czy ja źle odczytałam? Czy to wcale nie rozmawiałam z wyższym ja?
A potem nagle dostałam olśnienia. Myślę sobie: Boże, to pokazało tylko jedną sytuację. Jak zupełnie inaczej nasza dusza i nasze wyższe ja patrzy na nasze doświadczenia, że pewne rzeczy my traktujemy jako porażki, a nasze wyższe ja właśnie w ten sposób pokazuje nam, jaką wielowymiarową istotą jesteśmy, jak przekraczamy siebie. Czyli dla naszych poziomów duchowych istotne jest to, że się rozwijamy i że stawiamy kroki do przodu, a nie to, że my tutaj mamy pieniądze bądź nie, wygrywamy bądź nie, czy mamy porażkę, czy nie. Bardzo ciekawe doświadczenie.
[49:41] - Bardzo fajnie. Teraz sobie przypomniałam taką historię à propos tych doświadczeń w cudzysłowie dobrych i złych. Ja lubiłam mojej mamie robić prezenty różnego rodzaju i za każdym razem spotykałam się z dużą krytyką z jej strony. Albo po co to kupiłaś? Albo to nieładne. Niefajne to były doświadczenia z punktu widzenia mojego logicznego umysłu. Zbliżały się święta i oczywiście znów myślę na temat prezentu dla mojej mamy. Już się na ten temat cieszę, a z drugiej strony już to znerwicowanie, napięcie okropne wychodzi. I pytam się swojego wyższego ja Co mam zrobić? Co mam kupić?
Co mam kupić? Co mam kupić? Słyszałam odpowiedź: kup to też, baw się doświadczeniem. Ale coś już tutaj taki smród czuję. Jak oni tak mówią góra, to znaczy się, że coś mam przemyśleć. Pojechałam do sklepu, kupiłam taką piękną, dla mnie piękną apaszkę różową. Oczywiście niosę ją swojej mamie. Taka zadowolona. Mama: po coś mi to kupiła w ogóle? Co to za kolor?
Jaki ty miałaś pomysł, by taki kolor mi kupić starej babie taki róż i w ogóle. Strasznie się nasłuchałam. Ja mówię: jak to? Powiedzieliście mi, że mam się cieszyć doświadczeniem i w ogóle tu wpuściliście mnie w jakiś kanał kurwa, co to w ogóle jest? Strasznie się wściekłam, ale potem sobie zdałam sprawę. Boże, baw się doświadczeniem. Zobacz wreszcie, tyle razy się uczysz i uczysz i uczysz. Nie możesz się nauczyć. Przestań kupować swojej mamie prezenty. Po co ci doświadczać ciągłej krytyki i tak dalej.
Po co ci to? To był ostatni prezent, jaki zrobiłam w życiu. Ale muszę wam powiedzieć, że tak mnie te doświadczenia wyćwiczyły, że teraz zbliżają się święta.
[51:35] - A ty byłeś zadowolona.
[51:36] - Nie, właśnie nie. Właśnie o to chodzi, że zbliżają się święta, a ja odczuwam w ciele ogromne napięcie. I mówię: cholera, skąd to napięcie? Weszłam w wizję. No tak, prezenty trzeba kupić. Już mam lęk, że zaraz ktoś mnie znowu wiesz, zrobię. I teraz mówię: Boże, tak, żeby nie przekroczyć siebie. Co ja mam w ogóle zrobić, żeby wszyscy byli zadowoleni, ale ja też. Wiesz, jeszcze nad tym myślę. Właśnie jak to jest głęboko.
[52:03] - Ja ci będę podpowiadać, co ja chcę.
[52:06] - Okej.
[52:06] - Zobaczysz tą problem.
[52:08] - Ale wiesz, jakie to jest silnie zakorzenione to wyćwiczenie takie w negatywie, że wybudza się lęk już na samą myśl i napięcie w ciele, aczkolwiek sobie w ogóle nawet nie zdajesz sprawy z tego.
[52:18] - Tak. Ja ostatnio opowiadałam klientce, jak się śmiałam à propos właśnie wszystkich programów, które są głęboko, tak jak o tym ty mówisz, gdzie przypominałam sobie, że obserwowałam siebie jeszcze parę lat temu, mimo to, że miałam czterdzieści parę lat, przyjeżdżałam do mojej mamy do domu, otwierałam drzwi i stawałam się Renatą, malutką Renatką. Wszystko się, że tak powiem, uruchamiało po staremu i musiałam kiwać głową, nim się zorientuję, że to stare programy, trzeba je pooczyszczać i że już jestem w nowej rzeczywistości, w tu i teraz, a nie jestem sprzed 30 lat malutką Renatką, która mieszka w domu z mamą. Więc to niesamowite. Też się złapałaś kiedyś.
[53:00] - Kochanie, ale już czas nam się kończy, a jeszcze bym chciała, żebyśmy się przedstawiły.
[53:06] - Dobrze, że tego pilnujesz, bo jak się rozgadamy czasami.
[53:11] - Dzisiaj miałyśmy mało czasu trochę. No ale co? Reniu, to chyba temat wyczerpany. Powiedziałyśmy tak troszkę pobieżnie, troszkę gdzieś tam głębiej żeśmy wchodziły. Natomiast naszą intencją jest tylko pokazać wam pewien temat, a reszta to wszystko w waszych rękach.
[53:32] - Jak zwykle.
[53:33] - Jak zwykle. Nie ma lekko.
[53:35] - Nie ma lekko, tak.
[53:37] - Jak to powiedzieć? Każdy jest kowalem swojego losu. I wreszcie warto to przekonanie przyjąć do siebie, bo wziąć odpowiedzialność za swoje życie przede wszystkim.
[53:49] - To jest związane z samodzielnością i samowystarczalnością. Bez przyjęcia odpowiedzialności się nie da.
[53:56] - Niestety.
[53:57] - Niestety.
[53:58] - Chociaż bym, Reniu, wolała powiedzieć tak: to twoja wina.
[54:04] - Dzięki, nie biorę na siebie.
[54:06] - O właśnie, to jest prawidłowa odpowiedź. To jest, kochanie, wszystko to, co sobie sama wyprojektowałaś. Powinnaś im powiedzieć. To jesteś ty. A twoje rzeczy zewnętrzne to jest obraz ciebie samej w środku.
[54:20] - Dokładnie.
[54:22] - Najwyższy czas się tym zacząć bawić, delektować, bo jeśli zbudowaliśmy coś negatywnego, to znaczy, że jest szansa, żeby zbudować coś co innego.
[54:32] - Ale myślę, że to można potraktować też jako powiedzmy, fajnego miałam klienta na indywidualnym właśnie tej integracji podświadomości wyższego ja na warsztacie indywidualnym, gdzie zaobserwował tyle mechanizmów, które wciąż powtarza po swojej rodzinie i w pewnym momencie mówi: ale będę miał się czym bawić. Ja myślę sobie: no i to jest właściwe podejście, że można do tego podchodzić z takim większym dystansem i rezerwą, czyli nie stresować się i wpadać w paranoję. O Boże, jak ja sobie z tym moim życiem poradzę? Jak ta ciemna moja strona wyjdzie, to co z tego będzie? Tylko po prostu tak na kompletnym luzie powiedzieć okej, no to jest sposób na życie w pewnym sensie powiedziałabym. Czyli coraz częściej zauważam, że ta praca nad sobą czy podejście, czy te nasze metody, których, że tak powiem, uczymy innych, służą przede wszystkim zmianie spojrzenia na rzeczywistość z innego punktu widzenia. Czyli nie musi to być od razu dramat, że my mamy strasznie dużo do roboty, tylko może to być po prostu inne spojrzenie. Może to być fajna dla nas zabawa. Możemy cieszyć się tym, cieszyć się rezultatami, cieszyć się zmianą w sobie samych, w naszych życiach. Więc nie musi to akurat być strasznie dramatyczne.
Więc przyjęcie odpowiedzialności na siebie niekoniecznie musi być związane z dramatem. Pocieszam tutaj.
[55:50] - Dokładnie. No to Reniu, zapraszam do tablicy.
[55:55] - No więc właściwie to już przed chwilą zrobiłam podsumowanie.
[55:59] - Nie do tablicy, Boże, na mównicę. Co mi się dzisiaj dzieje?
[56:03] - A ja wiem dlaczego. Dlatego, że dzisiaj na początku nie powiedziałaś do tablicy, tylko ja od razu powiedziałam temat.
[56:08] - Widzisz, jaka ty jesteś? Popsułaś mi plany.
[56:11] - Że teraz ty mnie do tablicy. Ale dobrze.
[56:14] - Ale to jeszcze pokazuje, jak człowiek w pewnych konwenansach żyje i jak w pewnych planach. Kochani, uczymy się elastyczności. Dzisiaj nie było tablicy.
[56:24] - Dzisiaj jest tylko mównica.
[56:26] - Tak jest.
[56:27] - Wychodzę na mównicę i mówię. Coraz bardziej zaczynam się koncentrować na warsztatach. Najbliższe warsztaty są 30 listopada, 1 grudnia w Poznaniu tym razem. Postanowiłam sobie ułatwić i dojechać spod Berlina trochę bliżej. Warsztaty generalnie są oparte na tym, żeby uruchomić świadomość istoty wielowymiarowej poprzez integrację podświadomości i wyższego ja, ale dodaję dodatkowe punkty. I dodatkowym punktem jak zwykle jest zawsze to, że chcę, jak już jesteśmy zintegrowani, żeby nasze wyższe ja pomagało nam otwierać ośrodek serca. I dostałam ostatnio taki przedziwny przekaz, który przypomniałam sobie, że sama doświadczyłam chyba ze 20 lat temu, czyli spotkanie z naszą grupą dusz w świecie energetycznym, która zazwyczaj z nami współpracuje. Przypomniało mi się, że to było bardzo niesamowite doświadczenie i pomyślałam sobie, że tym doświadczeniem podzielę się na tych warsztatach. Głównie oczywiście pracuję na to, żeby wszyscy byli niezależni i im więcej tych ludzi będzie, tym bardziej wierzę, że będziemy w stanie coś zrobić z naszymi życiami i z życiem całej planety w najbardziej pozytywny i zrównoważony dla nas sposób. Robię też oczywiście warsztaty indywidualne przez Skype'a i jeszcze wciąż robię jasnowidzenia, ale już, prawdę mówiąc, coraz bardziej idę w kierunku pokazywania ludziom, dlaczego mają takie życie i co jest powodem tego.
Jeżeli mają gotowość na to, żeby to zmienić, to zmieniają, a jeżeli nie, to ja już tego dalej nie prowadzę. Na przykład trafiłam na panią, której wytłumaczyłam, co jest powodem, a pani powiedziała: „Ojej, to ja jeszcze będę musiała pracować, robić coś?” Ja mówię: „Niestety, ja tego za panią nie mogę zrobić”. Czyli tutaj zbieżność, Moniu, z tobą, że rzeczywiście coraz bardziej skupiam się na ludziach, którzy naprawdę chcą i są gotowi do tego, żeby coś ze sobą zrobić. Nie ludziach, którzy chcą ode mnie gotowych recept. Nie wiem, czy ty zauważyłaś, ale ja też miałam ciekawy przypadek związany z jasnowidzeniem, że zauważyłam, że jak osoba się wycofała z kreacji, to jej życie stanęło i to, co widziałam wcześniej, przestałam widzieć jako potencjał. Czyli pokazuje to, że my jesteśmy kreatorami. Jak tego nie przyjmiemy, to siedzimy w głębokiej... A teraz, żebyśmy wyrobiły się w czasie.
[59:00] - Dobrze, kochani. Nazywam się Monika Jakubczak. Właściwie to już nie nazywam się jasnowidzem. Nie wiem teraz. Nazywam się po prostu Monika Jakubczak.
[59:10] - Robisz jasnowidzenia.
[59:12] - Tak. Swój talent wykorzystuję w tej chwili na warsztatach, wykorzystuję w medytacji plastra miodu, także zapraszam was, kochani, przede wszystkim na medytację plastra miodu, która naprawdę jest bardzo efektywnym narzędziem. W medytacji tej dochodzimy do waszej pierwotnej istoty, do waszej pierwotnej matrycy. Pokazuję wam, w jaki sposób możecie pracować nad sobą, w jaki sposób uaktywniać swoje własne potencjały, odszukiwać samych siebie codziennie. Także to jest jedna rzecz. Zapraszam was, kochani, również na warsztaty Droga do Wolności, które odbywają się w Polsce, ale i zapraszam was do Londynu. Do Londynu zapraszam was 7 i 8 grudnia, to jest pierwsza grupa, lub 9 i 10 grudnia druga grupa. Na 7 i 8 już raczej nie ma miejsc, ale na 9 i 10 jeszcze są miejsca, także zapraszamy was. Wszystkie informacje są na naszej stronie internetowej Droga do Wolności. Zapraszam was również na warsztaty, które organizuję razem z Eweliną Stępnicką Droga do Siebie, Droga do Duszy.
Są to warsztaty typowo terapeutyczne. Bardzo dużo rzeczy tam się przepracowuje, zarówno my, jak i wy. Wszystkie informacje dotyczące terminów warsztatów są na blogu lub na Facebooku. Nowość, kochani. 9 lutego jedziemy z Eweliną Stępnicką do Londynu, także chętnych zapraszamy również do zapisywania się. Zbieramy w tej chwili grupę. Dziękuję wam za uwagę.
[01:00:54] - Ja bym jeszcze jedną rzecz chciała dodać, ponieważ część ludzi odnajduje kontakt do mnie przez formularz kontaktowy mojej strony internetowej helzeje.pl, ale też można pisać bezpośrednio na e-mail renatajasnowid, pisane razem małymi literami, @gmail.com, bo to ułatwia troszkę sprawę.
[01:01:17] - Właśnie.
[01:01:18] - Tylko to chciałam dodać.
[01:01:19] - Żegnamy się. Dziękujemy za uwagę i do następnego spotkania.
[01:01:26] - Wszystkim mówimy dziękuję za to, że nas słuchają. Bardzo się cieszę, że za mną tęsknicie i za Monią, bo to dla nas informacja zwrotna.
[01:01:37] - Za tobą, bo ja nie daję o sobie zapomnieć. Cały czas tutaj coś robię.
[01:01:41] - Rozumiem.
[01:01:42] - Za tobą się stęsknili.
[01:01:44] - W takim razie za nami i za naszą audycją wspólną. Za to też bardzo dziękujemy wszystkim. To do usłyszenia dla wszystkich.
[01:01:52] - Archiwalne odcinki audycji „Café de Flore” znajdziesz do pobrania w archiwum Radia Paranormalium, a także na serwisie YouTube, na kontach Renaty Engel i Moniki Jakubczak, jak również na stronie Renaty Engel: www.engelrenata.com.