[00:05] - Witamy bardzo serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium oraz czytelników portalu Infra. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie Skype'a jest nasz dzisiejszy gość, Marcin Drews z telewizji internetowej Łowcy Przygód TV. Witam panie Marcinie.
[00:23] - Kłaniam się panu i wszystkim słuchaczom.
[00:25] - Na początek chciałbym, aby przedstawił się pan słuchaczom i czytelnikom Radia Paranormalium i portalu Infra oraz opowiedział o tym, czym się pan zajmuje.
[00:35] - Ja z zawodu i z wykształcenia jestem dziennikarzem z przeszło dwudziestoletnią praktyką, bo zaczynałem tuż po zmianie systemu, po transformacji systemowej. W 1990 roku pojawiły się pierwsze moje materiały. Wtedy jeszcze chodziłem do szkoły, ale wiedziałem, co chcę w życiu robić i wybrałem sobie ten zawód, który jak się okazało, jest zawodem obecnie nieco skarlałym, ale to temat na inną historię i na inną opowieść. Co robię w tej chwili? Zajmuję się tym, czym zajmowałem się od 20 lat, natomiast przeniosłem swoje zainteresowania w trochę inne rejony. Zajmuję się grami komputerowymi, zajmuję się także oświatą. To są dwie rzeczy, które teoretycznie się wykluczają, a jednak mają ze sobą wiele wspólnego. Natomiast jedną z moich największych pasji jest przeżywanie przygód. Ja jestem człowiekiem, który wychował się na filmach Spielberga, Lucasa. Zawsze chciałem być Indianą Jonesem, w związku z czym już jako młody chłopiec kopałem w pobliżu starych zamków, opuszczonych pałaców czy kościołów, szukając skarbów.
I tak mi do dzisiaj zostało. Stąd też idea portalu i telewizji internetowej Łowcy Przygód. To jest taki projekt, który kiedyś miał być realizowany dla Telewizji Polskiej. Niestety wycofał się sponsor. Po latach do pomysłu wróciłem razem z moim przyjacielem Mateuszem Stanem. Na spółkę staramy się to tworzyć bezbudżetowo, natomiast także, mimo że bezbudżetowo, to powiedziałbym uczciwie i to jest ważniejsze, bo działamy tutaj bez zewnętrznych pieniędzy, bez zewnętrznych nacisków.
[02:20] - Czyli to jest taka inicjatywa, powiedzmy, obywatelska.
[02:24] - W pewnym sensie. Ja zaczynałem od walki o dobro zabytków. Przy tej okazji poznawałem różne interesujące, ciekawe, czasami niesamowite historie i postanowiłem się temu poświęcić, ponieważ zajmuję się też tak zwanym urbexem, czyli urban exploringiem. To jest taka turystyka niekonwencjonalna, tak można byłoby to w skrócie określić, polegająca na eksploracji obiektów opuszczonych, obiektów industrialnych, tajemniczych, często zapominanych przez przewodniki. Będę skracał, bo mam tendencję do rozgadywania się. W każdym razie stąd-
[03:10] - Czas antenowy mamy teoretycznie nieograniczony.
[03:13] - Ach, no tak, zapomniałem, że rozmawiamy w sieci, ale postaram się jednak to skracać. Urbex spowodował, że Łowcy Przygód zyskali pewien określony kierunek. To znaczy z jednej strony staramy się promować turystykę niekonwencjonalną w Polsce i to promować ją również za granicą, czyli reklamujemy Polskę jako miejsce niezwykłych wycieczek. Informujemy ludzi na Zachodzie, że mamy coś poza Wawelem i Morskim Okiem. Z drugiej strony przy okazji tego urbexu napotykamy na różne niesamowite historie, które też staramy się promować, ponieważ one są nierozerwalnie związane z tego typu turystyką.
[04:02] - Będę jeszcze miał parę pytań odnośnie samego serwisu lowcyprzygod.tv. Natomiast proponuję, abyśmy przeszli już powolutku do głównego wątku dzisiejszego wywiadu. Jednym z obiektów, który pan zbadał jest Wysoki Kamień, Der hohe Stein. Zacznijmy może od tego, czym jest Der hohe Stein, czyli Wysoki Kamień. Mówi się, że to jest miejsce przeklęte, owiane złą sławą. Dlaczego? Skąd się to wzięło? No i przede wszystkim jak się do niego dostać? Bo to też będzie pewnie interesowało słuchaczy.
[04:33] - Może dwa słowa tytułem wstępu. Ja o zagadce Wysokiego Kamienia, Der hohe Stein dowiedziałem się, szukając nawiedzonych miejsc na mapie Polski. Zainspirowała mnie historia, która akurat rozgrywała się na terenie ówczesnego Związku Radzieckiego, natomiast szukałem jej odpowiedników w Polsce. Mówimy tutaj o zagadce Przełęczy Diatłowa. To też znakomity, niesamowity, choć zarazem mroczny temat. I zastanawiałem się, czy podobne przypadki, podobne tajemnicze zaginięcia miały miejsce również w Polsce. Trafiłem na pewne doniesienia, które swego czasu zlekceważyłem, ale kiedy już rozpocząłem na dobre przygodę z Łowcami, odezwał się do mnie jeden z widzów. Przysłał mail, w którym prosił o rozwiązanie zagadki Wysokiego Kamienia i ponownie wróciłem do tematu. Okazało się, że jest to miejsce w Górach Bardzkich. Góry Bardzkie to część Sudetów.
To góry znajdujące się na Dolnym Śląsku. Podobno tam w latach 60. doszło do tajemniczych zaginięć. Podobno do dziś gubią się tam w lasach ludzie. Znikają, nie ma po nich śladu. Natomiast wszystko to kręci się, kolokwialnie mówiąc, wokół złowieszczego szczytu właśnie nazwanego Wysokim Kamieniem. Tutaj trzeba od razu zaznaczyć, że jest kilka szczytów o podobnej nazwie. One w oryginale w języku niemieckim miały różne nazwy, natomiast w polskiej nomenklaturze są Przynajmniej dwa. Ja znam dwa takie szczyty, natomiast jest ich, o ile wiem, znacznie więcej i one wszystkie nazywają się Wysoki Kamień, więc trzeba rozróżnić, że chodzi tutaj o Wysoki Kamień nie w Górach Izerskich, który jest najbardziej znany, ale o pewne mało znane, zalesione, leżące poza szlakami turystycznymi wzniesienie właśnie w Górach Bardzkich nieopodal Barda. Ten Wysoki Kamień, który nas tutaj interesuje, ponieważ takich szczytów jest kilka, szczytów mających taką nazwę.
Ten wyjątkowy Wysoki Kamień, Der Hochstein znajduje się w Górach Bardzkich. To część Sudetów. Nie mylić z Wysokim Kamieniem w Górach Izerskich. Te szczyty leżą stosunkowo niedaleko od siebie. Natomiast nas interesuje właśnie Der Hochstein, czyli ten szczyt w Górach Bardzkich, nieopodal Barda, który jest wspaniałym, przepięknym, urokliwym miasteczkiem leżącym nad przełomami Nysy.
[07:25] - Jak się można dostać do tego miejsca?
[07:27] - To interesujące pytanie, dlatego, że z jednej strony trafić tam niezmiernie łatwo, z drugiej jednak jest to szczyt, którego przynajmniej teoretycznie nikt w Bardzie, czyli w pobliskim miasteczku, nie zna. Pytałem się o Wysoki Kamień w punkcie informacji turystycznej. Nikt nie był w stanie mi wskazać kierunku. Pytałem się też okolicznych mieszkańców. Nikt tego szczytu nie znał. Dopiero miejscowy proboszcz skojarzył nazwę, natomiast niespecjalnie wiedział, w którym kierunku należy się wybrać. Mało map pokazuje też ten szczyt. Tymczasem dotarcie jest stosunkowo proste, kiedy już się wie, gdzie on się znajduje. A leży on nieopodal wsi o nazwie Laskówka. To wieś leżąca dosłownie kilka kilometrów na południe od Barda i jeśli znajdziemy się w tej wsi, musimy minąć jej zachodnie granice, trafić na parking i z tego parkingu kierować się tam, gdzie jest najstromiej, czyli bezpośrednio ruszyć w stronę szczytu.
Oczywiście tu taka niespodzianka. Po osiągnięciu szczytu okaże się, że nie jest to jeszcze Wysoki Kamień, że trzeba zejść z bezimiennego wzniesienia, po czym wspiąć się na kolejne i dopiero tam będziemy mogli znaleźć dość przedziwną formację skalną. Tak naprawdę nieznana jest jej geneza. I to jest właśnie Wysoki Kamień. Sama skałka nie jest wysoka wbrew jej nazwie. To taka formacja, która może mieć dwa, może trzy metry wysokości. Mówię o tych skałach, które znajdują się na szczycie. Natomiast wzniesienie, bo całe wzniesienie określa się mianem Wysokiego Kamienia, to góra dość spora, także można się tam zasapać i bardzo łatwo zgubić się w lesie, dlatego, że nie ma na mapach turystycznych tego wzniesienia. Ja polecam rządowy geoportal. Geoportal.gov.pl taki jest adres internetowy.
Tam można znaleźć wieś Laskówka i tam przy włączeniu ortofotomapy albo mapy topograficznej, już nie pamiętam, będzie można znaleźć dokładne namiary na Wysoki Kamień. Ale to chyba jedyne źródło, ponieważ wszelkie mapy turystyczne pomijają to miejsce.
[10:10] - Co takiego stało się wedle podania, które krąży do dzisiaj? Co się stało na Hochstein w 1966 roku?
[10:19] - To niezwykle mroczna historia. Wedle informacji zawartych w książce omawiającej legendy i podania ziemi kłodzkiej w tamtych latach, w latach 60. w '68, o ile dobrze pamiętam, czy '66 roku. Proszę mnie-
[10:40] - W najczęściej powtarzanej, powielanej wersji jest rok 1966. Z tego, co wiem.
[10:46] - '66. Tak. Niestety ciąży na mnie klątwa humanisty, w związku z czym liczby nie trzymają się mojej głowy. Jeśli nie mam przed sobą kalendarza i notatnika, to mogę mylić daty. Natomiast-
[10:58] - To chyba obydwaj jesteśmy przeklęci.
[11:02] - Natomiast postaram się nie mylić faktów. Wedle doniesień zawartych w książce omawiającej legendy ziemi kłodzkiej. Otóż w 1966 roku na szczyt miała się, przynajmniej wedle doniesień zawartych w książce o ziemi ząbkowickiej i o ziemi kłodzkiej, miała się tam wybrać grupa nastolatków z miejscowej wsi. Oni z kolei mieli słyszeć legendy mówiące, iż szczyt jest nawiedzony, że za dawnych czasów był miejscem pogańskich kultów. Natomiast w czasie II wojny światowej najemnicy z SS mieli tam odprawiać równie pogańskie rytuały. Nastolatkowie ci postanowili wdrapać się na szczyt nocą i spróbować wywołać ducha czy też duchy. Rozpoczęli seans. Kiedy już byli pewni, że nic to nie da. Podobno nagle w lesie zaległa cisza. Potem zerwał się wiatr.
Usłyszeli czyjeś kroki. Jakaś postać zaczęła biegać wokół obozowiska. Przerażeni chłopcy uciekli z tego miejsca. Dobiegli do wsi Laskówka. Okazało się, że dwóch z nich zdążyło zaginąć. Pozostali dwaj, bo ich było czterech, zgłosili ten temat mieszkańcom. Mieszkańcy z kolei wezwali milicję. Poszukiwano tych chłopców. Niestety nie udało się ich znaleźć. Pozostałej dwójce natomiast zaczęły się śnić koszmary.
Podobno widzieli w nich demona o imieniu Argorot i mieli wizje śmierci. Po krótkim czasie obaj też zniknęli. Mimo że brzmi to trochę jak taka popkulturowa mieszanka „Blair Witch Project” i być może historii z Przełęczy Diatłowa, to autor, który podawał tę informację, pisarz zajmujący się ziemią kłodzką i ziemią ząbkowicką-
[13:28] - Znane jego nazwisko?
[13:30] - Ja w tej chwili nie przypomnę sobie, dlatego że tak naprawdę tych autorów było troje. To było dwóch mężczyzn i kobieta. Natomiast sytuacja jest o tyle dziwna, że o ile na stronie Barda jest podana ta trójka z imienia i nazwiska, o tyle trafiłem na informację, że tylko jedno z nich, czy też jeden z nich, bo chodzi tu o mężczyznę, występuje na spotkaniach bibliotecznych jako autor. Co ciekawe, źródła w sieci różnią się też w kwestii tytułu samej książki, a sami autorzy podają, iż książka nazywa się „Legendy i opowieści ząbkowickie”. Takiej książki w bibliotece znaleźć mi się nie udało. Natomiast trafiłem faktycznie na ich nazwiska i na książkę pod tytułem „Legendy i opowieści ziemi ząbkowickiej”. Niewielka różnica, ale jednak. Szczególnie jeśli się przeszukuje źródła biblioteczne i wpisuje się kompletny tytuł. Także to jest o tyle dziwne, że ciężko jest ustalić tak naprawdę, kto jest autorem tego konkretnego doniesienia dotyczącego Wysokiego Kamienia. Ja też próbowałem kontaktować się z autorami.
Trafiłem na adres mailowy jednego z nich i korespondowałem z nim do momentu, dopóki nie powiedziałem, że interesuje mnie kwestia Wysokiego Kamienia. W tym momencie ów człowiek natychmiast przerwał ze mną korespondencję i od tego czasu się do mnie nie odezwał.
[15:17] - Pan przeprowadził pewne dochodzenie w celu ustalenia, czy sprawa zaginięcia na Hochstein jest autentyczna. Jak wyglądało to dochodzenie i do czego ono doprowadziło?
[15:28] - Ja muszę powiedzieć, że jestem trochę jak agent Mulder. Ja chcę wierzyć. I want to believe. Ale nie wierzę na słowo honoru, tylko wszystko sprawdzam. W związku z czym bardzo chcąc wierzyć, że historia o Wysokim Kamieniu jest historią prawdziwą, sięgnąłem po źródła, na które powoływał się autor czy też autorzy. Bo tutaj jest w dalszym ciągu kwestia dyskusyjna, czy to jest ta trójka, czy być może jeden z nich był akurat autorem tej konkretnej opowieści. Jakie to źródła? Otóż książka rzecz, iż historia została spisana na podstawie źródeł prasowych, a w tamtych latach były tylko dwa regionalne dzienniki. To było „Słowo Polskie” i była to „Gazeta Robotnicza”. W związku z czym zacząłem od researchu bibliotecznego.
Spędziłem kilka dni w Bibliotece Wojewódzkiej we Wrocławiu, przeszukując tomy, tomiszcza wręcz, bo były to gazety formatu, o ile dobrze pamiętam, większego niż A3. To było nawet chyba A2. W związku z czym proszę sobie wyobrazić, jak wyglądało kilka roczników oprawionych w twardą oprawę. To była rzecz, której z archiwum nie była w stanie przynieść mi pani. Musiałem sam sobie to nosić, ponieważ to było tak ciężkie. Spędziłem tam kilka dni, przejrzałem stronę po stronie i nie udało mi się znaleźć absolutnie żadnych doniesień mówiących o Bardzie, o Laskówce, o jakichkolwiek zaginięciach. W związku z czym jako redaktor naczelny, ponieważ „Łowcy Przygód” są zarejestrowanym tytułem prasowym, napisałem oficjalne pismo do czynników urzędowych, do nadleśnictwa, do Urzędu Miejskiego w Bardzie i do Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Warto zaznaczyć, że w momencie, kiedy jako redaktor naczelny zwracam się z oficjalnym pismem, to czynniki urzędowe muszą odpowiedzieć. I nagle się okazuje, że tutaj pojawiła się przedziwna bariera. Nadleśnictwo milczy do dzisiaj.
Urząd Miejski Barda milczy do dzisiaj. Oddzwonił do mnie tylko rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Zresztą niezwykle sympatyczny i kompetentny człowiek, który powiedział mi niestety, że policja nie dysponuje źródłami z tamtych lat, w związku z czym nie może ani potwierdzić, ani zaprzeczyć, że takie wydarzenia miały miejsce. To tyle, jeśli chodzi o kontakt z urzędnikami, z urzędami, z instytucjami. Natomiast to, na co się powołują autorzy, czyli doniesienia prasowe, według mnie i według źródeł bibliotecznych nie istnieją. Chyba że przegapiłem stronę. Być może ktoś ją wyrwał. Ktoś, kto chciał tę historię zataić, ale nie sądzę, ponieważ do tej pracy podszedłem wyjątkowo starannie, przy okazji wyszukując masę innych ciekawych informacji. Natomiast do końca, do ostatniej strony nie trafiając na żadne doniesienie o zaginieniach w Górach Bardzkich. To był początek śledztwa.
Postanowiłem, że sięgnę jednak dalej. Wczytałem się we wszelkie zapisy internetowe, obejrzałem kilka amatorskich filmów kręconych w okolicach Wysokiego Kamienia i wszyscy autorzy twierdzili jednogłośnie, że miejsce jest nawiedzone, że ma jakiś dziwny wpływ, że jest prawdopodobnie źródłem mocy, że odchylają się tam igły magnetyczne, że nie śpiewają tam ptaki, że miejsce to omijają z daleka leśne zwierzęta i że jest tam naprawdę niesamowicie. W związku z czym postanowiłem razem z moją narzeczoną i z moim partnerem w łowcach przygód, z Mateuszem Stanem, postanowiliśmy we troje wybrać się w zasadzie już o zmierzchu na Wysoki Kamień. Muszę szczerze przyznać, że za pierwszym razem się zgubiliśmy. I tu faktycznie, gdybym był zwolennikiem spiskowej teorii dziejów, to powiedziałbym, że miejsce jest w pewnym sensie niesamowite, ponieważ zepsuł nam się GPS. Nie bardzo też mogliśmy odnaleźć drogę w tradycyjny sposób, a kiedy wróciliśmy pokonani do samochodu, to okazało się, że i samochód jest niesprawny i radio w nim szwankuje. Ale moim zdaniem przypadki chadzają parami, w związku z czym nie wyciągałem z tego jeszcze daleko idących wniosków. Tylko tydzień potem postanowiliśmy wybrać się ponownie o wcześniejszej już porze i faktycznie udało nam się dotrzeć na Wysoki Kamień. Tam spędziliśmy czas do zachodu słońca. Tu też padały potem zarzuty w stosunku do nas, że nie odważyliśmy się zostać na noc.
Odważylibyśmy się. Natomiast zbadaliśmy to miejsce i stwierdziliśmy, że w chłodzie i głodzie nie ma sensu po ciemku stacjonować w miejscu, które rozwiało wszelkie nasze obawy. Otóż ptaki tam śpiewają w najlepsze. Widzieliśmy tam hasające wesoło sarny. Samo miejsce w żaden sposób nie oddziaływuje na urządzenia elektroniczne czy magnetyczne. Kompasy działały jak trzeba. Telefony komórkowe również, więc te wcześniejsze awarie złożyliśmy na karb przypadku. Wysoki Kamień wpuścił nas na szczyt, wypuścił nas z tego szczytu i nie spotkało nas tam-
[22:01] - Przeżyliście.
[22:01] - Tak, przeżyliśmy. Chociaż nie mogę zagwarantować, że faktycznie jestem tą osobą, która tam weszła. Być może już tutaj doszło do jakiejś podmienki, a ja nawet nie zdaję sobie sprawy. Tak jak bohater „Impostora” czyli historii, która została zekranizowana na podstawie jednego z opowiadań Philipa Dicka. Natomiast co w Wysokim Kamieniu jest tak naprawdę ciekawego? Otóż bardzo bym chciał powiedzieć, że ta historia jest po prostu nieprawdziwa, bo tak uważam. Natomiast mimo wszystko niezwykły splot przypadków decyduje, że ta historia żyje swoim życiem. Otóż nikt w Bardzie nie zna, jak już wspominałem, tego szczytu. Jest to rzecz zrozumiała. Jest to wzgórze, które nie ma żadnych walorów turystycznych.
Jest to wzgórze, które dla mieszkańców jest po prostu jeszcze jednym zalesionym pagórkiem. Ale rzecz nie jest wcale taka prosta, ponieważ na szczycie Wysokiego Kamienia, na skale, która tam się znajduje, są wyryte w kamieniu słowa po niemiecku, wykute tam jeszcze przed wojną. Ja niestety języka niemieckiego nie znam, więc nie będę kaleczył tutaj mowy, bo byłby to wstyd. Natomiast w przekładzie na język polski sentencja brzmi: „Tutaj marzyło dwoje szczęśliwych”. Czyli jakaś zakochana para postanowiła uwiecznić swoje szczęście, wykuwając tę sentencję w kamieniu i pokrywając ją białą farbą, żeby ten napis był widoczny. Więc jeśli taka ciekawostka, taki smaczek ma miejsce i jest to atrakcja turystyczna, to dlaczegóż na Boga nikt w Bardzie o tej historii nie słyszał? I tutaj z kolei wkraczają zwolennicy spiskowej teorii dziejów, mówiąc, że wszyscy znają temat Wysokiego Kamienia, tylko nikt tak naprawdę nie chce o tym mówić. Trudno mi z takim argumentem walczyć, ponieważ nie ma tu dowodów ani za, ani przeciw, a jeśli nie ma przeciw, to ja nie jestem w stanie takiego twierdzenia obalić. Zrobiłem wywiad z kilkoma osobami. Każda z tych osób twierdziła, że nic o Wysokim Kamieniu nigdy nie słyszała i legendy o zaginięciach również nie zna.
Także albo wszyscy milczą, albo faktycznie legenda jest historią wyssaną z palca przez autora czy też autorów i mamy do czynienia z fenomenem wirusowości czysto internetowej, a mieszkańcy Barda to raczej osoby powyżej średniej wieku, które-
[25:14] - Mniej obyte z internetem.
[25:15] - Tak. To jest co prawda miasteczko, i to przepiękne miasteczko, natomiast klimat jest tam taki lekko rustykalny. Oczywiście w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. To jest taka atrakcyjna, ciepła wioska i nie sądzę, żeby mieszkańcy byli tam jakoś szczególnie scyfryzowani. W związku z czym być może oni po prostu tej historii nie znają. Być może ta historia pojawiła się tylko w książce wydanej w naprawdę niewielkim nakładzie egzemplarzy, a potem została przeniesiona do sieci i dopiero tam zaczęła swoje niezależne życie, o czym mieszkańcy Barda po prostu nie wiedzą.
[26:07] - Można jeszcze podsunąć taką teorię spiskową, że ktoś im po prostu zabronił o tym mówić. Takie bardzkie Roswell.
[26:17] - Tak. Powiem szczerze, że mimo iż twierdzę, iż historia prawdziwa nie jest, to jednak trudno mi z takim argumentem polemizować, ponieważ teoretycznie jest to możliwe. zmowa milczenia jest instytucją znaną nie od dziś i bardzo często swego czasu była stosowana. Zresztą jest wiele udokumentowanych przypadków i na świecie, i w naszym kraju, że faktycznie odpowiednie groźby czy po prostu nawet strach skutkował tym, że ludzie potrafili milczeć i nikt nie chciał informacji ani przekazać, ani sprzedać z obawy o własną skórę.
[27:04] - Przygotowując się do nagrania dzisiejszego wywiadu, trafiłem na pewne sugestie, czy też informacje, że Hochsztain jeszcze przed rzekomym tajemniczym zaginięciem wykazywał jakieś paranormalne właściwości. Wspominają o tym rzekomo dawne podania i legendy. Może pan coś wie więcej na ten temat?
[27:23] - Tak. Śmieję się, bo legendy, o których mówimy, wszystkie one są znane tylko i wyłącznie z tej jednej książki. Jest to bardzo romantyczne, choć w taki mroczny sposób, to jednak ciężko uznać, że mamy do czynienia z legendami zbudowanymi gdzieś tam na jakimś ziarnie prawdy, ponieważ autorzy ci, którzy wspominają o Wysokim Kamieniu, jednocześnie twierdzą, że do dzisiaj w Bardzie żyją gnomy, a po polach poruszają się wodne demony. Przyznajmy, że brzmi to dość niesamowicie. Ciężko mi tutaj kwestionować oczywiście wyobraźnię autorów, natomiast tak jak mówię, legendy funkcjonują tylko i wyłącznie w tej książce, którą zresztą bardzo ciężko nabyć, ale której fragmenty są dostępne w sieci i umieszczone są całkowicie legalnie, ponieważ umieścili je w sieci sami autorzy na prowadzonej przez siebie stronie Bardo Miasto Tajemnic. Przepraszam, nie pamiętam, ale jeśli wpisze w Google'a nazwę Bardo i tajemnice, to otworzy nam się ta strona. Ona się bardzo dobrze indeksuje, w związku z czym będzie można tam wszystkie te legendy odnaleźć. Faktycznie nie możemy kwestionować tego, że wszystkie te tereny kiedyś były pogańskie. W końcu chrześcijaństwo jest kulturą zachodnią, która została do Polski wprowadzona w konkretnym okresie. Chrzest Polski przypada na rok 966.
Tu też może taka zbieżność 1966 i 966. Proszę zwrócić uwagę na to, że od chrztu Polski do tego teoretycznego zaginięcia chłopców równy 1000 lat. Natomiast Bardo jest takim właśnie miastem pełnym sprzeczności, bo z jednej strony pogańskie legendy, z drugiej strony trzy drogi krzyżowe, czy też może dwie drogi krzyżowe, a trzecia różańcowa, bo to jest różnica subtelna między nimi. Niech osoby praktykujące mi wybaczą. Ja nie jestem akurat w tej materii osobą biegłą, więc ta nomenklatura katolicka może mi tutaj trochę umykać. Natomiast na pewno są te ścieżki uchodzące za miejsca kultu chrześcijańskiego. Jest też święte źródło, z którego płynie krystalicznie czysta woda, po którą wędrują w góry mieszkańcy Barda i okolic. Także mamy ten mariaż legend pogańskich i takiego aktywnego chrześcijaństwa, i to powiedziałbym nawet bardzo aktywnego, ponieważ przed 1989 rokiem Bardo było ponoć takim miejscem spotkań Solidarności, a jak wiemy, Solidarność Była też religijnie ustosunkowana. Tam odbywały się msze, tam spotykali się działacze związkowi. W związku z czym, tak jak mówię, po jednej stronie chrześcijaństwo, po drugiej stronie pogaństwo.
I ten mariaż funkcjonuje do dzisiaj. Także Bard to jest postrzegane jako taki tygiel. Więc możemy założyć, że faktycznie są jakieś legendy. Są miejsca, które prawdopodobnie były miejscami kultów pogańskich. Zresztą nie tak daleko jest do góry Ślęża, która przecież też była jednym z miejsc pogańskich kultów i do dziś na noc świętojańską zjeżdżają się tam neopoganie. Więc coś w tym faktycznie jest. Natomiast jak jest z samym Bardem i z samą legendą, to jest kwestia dyskusyjna. Mówiąc o legendzie, mam na myśli kwestię zniknięcia tych chłopców. Moim zdaniem autor mimo wszystko być może bazował na jakichś doniesieniach, jakichś faktach, natomiast moim zdaniem poniosła go wyobraźnia. Tym bardziej że twierdzi, iż ludzie znikają tam w lasach do dzisiaj.
Z drugiej strony ktoś może zakwestionować moje słowa i powiedzieć, że sam fakt, iż autor twierdzi, że zaginęło tam kilku strażników leśnych w połączeniu z faktem, iż nadleśnictwo nie odpowiedziało na moje zapytanie, mimo że powinno według prawa. To jest rzecz znamienna. Być może faktycznie coś tam się dzieje, tylko nikt nie chce o tym mówić, ponieważ nie ma racjonalnego wytłumaczenia.
[32:41] - Być może dzieje się tam też coś, co ma zdecydowanie mniej mistyczny charakter. Te wszystkie zaginięcia rzekome leśników.
[32:49] - Ciężko mi tutaj wyrokować, natomiast mnie już nic nie jest w stanie zdziwić od momentu, kiedy dwa albo trzy miesiące temu namierzono w końcu w Polsce jedną ze słynnych radiostacji numerycznych. To jest co prawda temat na inną rozmowę, ale sam fakt, że w Polsce takie nadajniki funkcjonują i że to do dziś są nadajniki, są stacje tajne, do których nikt się nie przyznaje. To jest rzecz, która wskazuje, że nie wszystko, co dziwne, da się przypisać tym bezpodstawnym spiskowym teoriom dziejów. Być może faktycznie na Wysokim Kamieniu coś się dzieje. Być może faktycznie jest to miejsce z jakichś powodów strategiczne, tylko my nie mamy odpowiednich informacji. Natomiast budowanie legendy, by ukryć jakieś konkretne działania, mniej faktycznie romantyczne, natomiast nie mniej złowieszcze, to jest jakiś sposób, żeby ludzi odepchnąć. Mnie zastanawia właśnie to, że tak ciekawy szczyt z tą swoją historią wydumaną czy też nie, ale jednak z historią i z tym jeszcze wykutym napisem na skale, że nie jest żadną atrakcją turystyczną, że nie przebiega przez ten szczyt żaden szlak i że nie ma tego szczytu na wielu mapach wskazujących na ten teren. Mnie się, zanim dotarłem do geoportalu, udało Trehueschtein zlokalizować tylko i wyłącznie dzięki przedwojennym niemieckim mapom, bo one pokazują, gdzie to wzgórze jest.
[34:42] - A może właśnie historia zaginięć na Wysokim Kamieniu jest przynajmniej w jakiejś części oparta na faktach autentycznych? Czy może udało się panu natrafić przynajmniej na jakieś wzmianki o innych zaginięciach podczas tego dochodzenia?
[34:56] - Niestety nie. W dalszym ciągu mnie niepokoi brak odpowiedzi z nadleśnictwa, brak odpowiedzi również z Urzędu Miejskiego w Bardzie. Natomiast analiza wszelkich źródeł prasowych, wszelkich doniesień, analiza wszystkich wpisów w sieci internetowej wskazuje na to, że jeśli ktokolwiek tam zaginął, to faktycznie jedynie ci czterej chłopcy. A tak jak mówię, i ta historia wydaje się być historią zmyśloną. Natomiast ta, nie chcę tego określać zmową milczenia, ale ta niekompetencja, ta niewiedza zarówno mieszkańców, jak i osób, które powinny znać te tereny, jest co najmniej dziwna. Zgłosił się do mnie też pewien młody mieszkaniec Barda i to jest szalenie ciekawy wątek. To może być oczywiście fałszywy trop, ale nie można tego zlekceważyć. Otóż pewien młody człowiek napisał do mnie z prośbą, bym wskazał mu trasę na Wysoki Kamień, ponieważ on kiedyś przeczytał o historii zaginięć. Chciał się tam dostać i kiedy porozmawiał z rodzicami, ci mieli na niego nakrzyczeć i powiedzieć mu, że nie wolno mu się tam wspinać i że nie pokażą mu, gdzie ten szczyt jest. Więc jeśli to doniesienie, jeśli ten mail, bo była to komunikacja internetowa, jeśli ten mail jest prawdziwy, to faktycznie mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko i wyłącznie wyssaną z palca historią.
Bo jeśli poprzednie pokolenie, czyli rodzice tegoż mojego rozmówcy znają tę historię i zabraniają synowi iść do lasu Tutaj już mamy pewien ślad. Natomiast niestety jest to jeszcze za mało, by wyciągać jakiekolwiek wnioski.
[37:09] - Rozumiem, że korespondencja z tym świadkiem nie urwała się nagle, tak jak to miewa miejsce w niektórych przypadkach?
[37:17] - To jest ciekawe, że żadna korespondencja w kwestii Barda nie trwa długo i to też można uznać za dość niepokojącą okoliczność. Nigdy nie udało mi się z nikim dłużej porozmawiać. Nikt nie jest zainteresowany wspólnym badaniem tego tematu, a największe moje zdziwienie wywołał fakt, o którym już wspominałem. Przepraszam, że będę się powtarzał, ale to wywiad, a nie czasopismo, można spojrzeć trzy akapity w górę. W związku z czym dla słuchaczy powtórzę. Byłem w punkcie informacji turystycznej. Tam o historii Wysokiego Kamienia nie wiedziano nic, albo też nie chciano mi nic powiedzieć. I to jest szalenie dziwne, ponieważ na stronach Barda, co prawda nieoficjalnych, ale znanych w sieci, na stronach, które podają tę historię, jest cały szereg tych doniesień i wydaje mi się niemożliwe, że punkt informacji turystycznej absolutnie nie ma jakiejkolwiek wiedzy w tym temacie. To jest trochę tak, jakby w Warszawie nagle ktoś zrobił wielkie oczy zapytany o syrenkę i powiedział, że absolutnie nie ma pojęcia, co to, czy kto to jest. Wydaje się nam taka sytuacja niemożliwa i mnie z kolei wydaje się, że tutaj analogicznie w Bardzie historia Wysokiego Kamienia powinna być znana, bo przecież to właśnie Bardo jest z tą górą, z tym szczytem nierozerwalnie związane.
[39:09] - Pod pewnymi względami historia Wysokiego Kamienia przypomina sprawę równie tajemniczego zaginięcia w Lesie Witkowickim. Ta sprawa też jest raz po raz odgrzewana zarówno przez media internetowe, czysto internetowe, jak i prasę. Ostatnio jeden z tabloidów w lipcu tą sprawę opisał. Niby coś tam się stało, niby są jakieś zdjęcia ze znalezionego aparatu, a tak naprawdę trudno powiedzieć, ile w tym tajemniczym zniknięciu dziewięciu młodych ludzi jest prawdy, a ile legendy.
[39:44] - Musimy pamiętać o tym, że pewien schemat popkulturowy ustanowili twórcy filmu „Blair Witch Project”, którzy tworząc najbardziej do dzisiaj znany mockument, zmienili trochę historię mediów. Może inaczej, postawili kamień milowy i dzisiaj bardzo ciężko jest odróżnić, szczególnie w sieci to, co jest prawdą od tego, co jest miejską legendą. Natomiast eksplorując różne miejsca i sięgając po historie i po legendy, spotykam się jednak z tym, że bardzo wiele miejsc ma swoje mroczne historie, które nie są rozwiązane do dzisiaj. I to jest szalenie ciekawe, ponieważ pozwala sądzić, że jednak coś gdzieś jest więcej, niż się to z pozoru wydaje, że nie tylko chcemy wierzyć, ale mamy w co wierzyć, że jest gdzieś jakiś inny świat. Być może nie tak romantyczny, jak byśmy chcieli myśleć. Być może nie jest to inny wymiar, a może właśnie jest. Kto wie? Natomiast faktycznie, jeśli się rozejrzymy i spojrzymy na okoliczne tereny, gdziekolwiek mieszkamy, starając się przeniknąć wszelkie pozory i tę całą powierzchowność, odnajdziemy dużo różnych ciekawych rzeczy. Ja swego czasu, zresztą nawet niedawno robiłem też reportaż o opuszczonej świątyni ewangelickiej, która jest też niesamowitym miejscem, ponieważ związanych jest z nią mnóstwo niewyjaśnionych tajemnic. Może to brzmieć banalnie, ale pytanie, co w piwnicy w latach 70.
mógł robić nieżywy żołnierz Wehrmachtu? Jakim cudem to ciało tak długo tam funkcjonowało? Dlaczego nagle zniknęło? Co stało się z przejściem podziemnym, które pod świątynią było, a którego nikt nie może znaleźć, chociaż widać, w którym miejscu było, ponieważ zawalił się strop. Dlaczego obecny właściciel obiektu twierdzi w mediach, że chce sprzedać tę świątynię, która jest ruiną, a jednocześnie kiedy przyjechali pasjonaci tej świątyni, właściciel się ukrywał i nie przyznawał do tego, że ten zabytek do niego należy. Jest bardzo dużo różnych dziwnych historii związanych z tym obiektem. Nie chcę w tej chwili wchodzić w szczegóły, dlatego że to jest odrębna historia. Natomiast fakt faktem, gdziekolwiek spojrzymy, jeśli postaramy się pokopać głębiej, Polska, podobnie jak inne kraje, jest miejscem pełnym tajemnic. To nie jest tak, że to tylko Stany Zjednoczone, że Skinwalker Ranch, że Strefa 51 czy jeszcze inne miejsca. Polska też ma swoje historie, swoje tajemnice.
Natomiast mimo że Polacy są narodem dość religijnym, jesteśmy jednocześnie w tak dużym stopniu racjonalistami, że staramy się nie dostrzegać tego drugiego dna. I o tym swego czasu pisał nieżyjący już badacz zjawisk paranormalnych Wiktor Farkas Który opowiadał niesamowitą historię. Otóż na pewnym zjeździe astronomów, duża konferencja naukowa była na Zachodzie. Ktoś nagle krzyknął: „Panowie, za oknem jest UFO”. I proszę sobie wyobrazić, że nikt z tych astronomów nie odwrócił głowy, ponieważ żaden z nich się nie odważył. Każdy był w 100% racjonalistą. Gdyby którykolwiek z nich odwrócił głowę, to dałby wiarę temu, że istnieją cywilizacje pozaziemskie, a na to żaden z naukowców nie mógł sobie pozwolić. W związku z czym, gdyby to UFO faktycznie wisiało za oknem, to żaden z nich nie byłby tego świadkiem ze względu na własną wymuszoną ślepotę. I faktycznie podobnie jest w Polsce. Kiedy pojawiają się dziwne historie, spycha się je gdzieś tam na skraj do takiego tabloidalnego rynsztoka, ośmieszając je, dewaluując.
Trochę niesprawiedliwie, ponieważ wydaje mi się, że wszystkim tego typu doniesieniom należy się uczciwe, jeśli nie policyjne, to przynajmniej dziennikarskie śledztwo.
[44:36] - Naukowcy w Polsce również w taki sposób traktują doniesienia o UFO. Ja miałem przyjemność uczestniczyć dwukrotnie w debatach ufologicznych. Nie tylko tematy ufologiczne są w ten sposób traktowane. Naukowcy, z tego, co ja zdążyłem się przynajmniej zorientować podczas tych debat i różnych innych spotkań, nie zajmują się tym tematem ze względu na nastawienie społeczeństwa do tej tematyki. Po prostu twierdzą, że im nie wypada, poważnym naukowcom zajmować się takimi tematami.
[45:09] - Tak, to jest problem. To jest właśnie kompleks tej wymuszonej ślepoty, o którym wspominałem. I dlatego wszelkie odkrycia to jest rzecz niestety czysto amatorska. Broń Boże, nie mam nic przeciwko amatorom. Natomiast amatorzy nie mają takich mocy przerobowych ani w dostępie takiej infrastruktury, jaką mają naukowcy w celu odpowiedniego zbadania danych zjawisk. Także niestety kończy się to na tym, że siedzimy w tej chwili obaj na łączach internetowych na Skypie i możemy sobie pogdybać. Natomiast temat pozostaje poza naszym zasięgiem, jeśli chodzi o profesjonalną analizę, ponieważ nikt tym tematem nie jest zainteresowany, a przynajmniej udaje ten brak zainteresowania. I to jest trochę dziwne. To jest trochę dziwne, bo nawet reakcja policji w tej chwili, kiedy wspominam w oficjalnym zapytaniu o czterech zaginięciach, a policja odpowiada mi, że to było dawno, w związku z czym my takich informacji nie mamy. To jest mimo wszystko dziwne, bo nie pytam o zgubioną damską torebkę, tylko o cztery ludzkie istnienia, więc to nie jest temat, który można byłoby uznać za banalny.
[46:41] - Przecież jeszcze policja ma jakiś rodzaj archiwum X, takiego archiwum spraw przedawnionych. To coś tam powinni chyba jednak mieć.
[46:50] - Teoretycznie. Pytanie jednak, czy ktokolwiek by się przyznał akurat do tej sprawy? Jest kilka różnych spraw niewyjaśnionych z czasów tak zwanej komuny. Przepraszam za to kolokwialne określenie, ale to chyba młodzi słuchacze najbardziej kojarzą. Jeśli będę mówił, że przed transformacją systemową, to być może nie będzie to zrozumiałe określenie, ale za tak zwanej komuny, czyli w latach 50., 60., 70., 80. zdarzały się różne rzeczy, które nie miały swojego właściwego wyjaśnienia, a potem okazywało się, że kwestie polityczne też wchodziły w grę. Czy były na przykład zamieszane persony wysoko postawione, w związku z czym aparat systemowy był zobowiązany kryć czy sprawców, czy uczestników danych mrocznych spraw. Być może coś takiego właśnie z Wysokim Kamieniem też miało miejsce. Być może tam się pojawiło niewłaściwe nazwisko, czy może któryś z zaginionych był krewnym kogoś ważnego, kogoś znanego. Wtedy takie sprawy wyciszano.
Ale tak jak mówię, możemy sobie tylko pogdybać. To, co moglibyśmy jeszcze zrobić, to próbować nawiązać kontakt z autorami ponownie, ale nie liczyłbym tutaj na wiele. Także pozostaje, nie powiem, czekać na rozwój wypadków, bo od 1966 roku minęło już wiele czasu. Natomiast bardzo bym chciał, żeby zajął się ktoś tematem i żeby to był ktoś, kto dysponuje stosownym budżetem. Bo nie czarujmy się, badania pociągają też za sobą pewnego rodzaju koszta. Już w moim przypadku sam wyjazd to jest kwestia dni wolnych, kwestia benzyny, kwestia researchu. To wszystko się przekłada na konkretne koszta. A w momencie, kiedy takie śledztwo podjęłyby czynniki, które są budżetowane i mają pieniądze na takie wydatki, to w tym momencie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby na przykład wynająć 10 czy 20 ludzi, którzy będą sprawdzać źródła biblioteczne w całej Polsce, którzy dotrą też do archiwów policji i należycie to wszystko sprawdzą. Na pewno taka siła poradziłaby sobie lepiej niż ja sam. Bo cóż może jeden człowiek?
Herkules kontra plures, przepraszam, jak mówi przysłowie. Więc to jest tak, że to, czego ja sam nie mogę, to grupa zorganizowana być może byłaby w stanie osiągnąć.
[49:48] - Wysoki Kamień nie jest jedynym nawiedzanym rzekomo przez duchy miejscem w rejonie Bard i w ogóle na Dolnym Śląsku. Gdzie jeszcze powinni udać się poszukiwacze strachów? Mam tutaj przed oczami pana artykuł na serwisie natemat.pl poświęcony właśnie temu kościołowi ewangelickiemu. A gdzie jeszcze można spotkać takie mroczne miejsca?
[50:10] - To jest doskonałe pytanie. Natomiast łatwiej byłoby mi odpowiedzieć, gdyby odwrócił pan tę kwestię i zapytał, gdzie nie można. Bo Dolny Śląsk jest krainą obfitującą w tego typu historie i chyba najbogatszą pod tym względem w całej Polsce. To niezwykła kraina, bo to kraina gór, jezior, lasów, kamieniołomów, starych dziwnych kopalni. Kraina złota, bo przecież tutaj były tereny złotonośne. Kraina zamków, pałaców, opuszczonych kościołów, wielkich twierdz, tajemniczych podziemi. Bardzo długo, by wymieniać, gdzie powinno się pojechać na Dolny Śląsk. Skracając bardzo temat powiem, że jeśli faktycznie ktoś uda się do Barda, to w promieniu niecałych 50 kilometrów będzie miał, ba! Chyba nawet 30 kilometrów, będzie miał Złoty Stok, gdzie jest niesamowita kopalnia złota. Srebrną Górę, gdzie stoi wielka twierdza czy samo Kłodzko, w którym też stoi fort, stoi twierdza.
Oczywiście dookoła jest mnóstwo przeróżnej maści zabytków. Na Dolnym Śląsku w zasadzie w każdej wiosce stoi pałac czy też zrujnowany kościół. Zamków jest co niemiara i z każdym z nich związana jest jakaś legenda. To jest niesamowite, bo brzmi to, jakby to była jakaś marketingowa działalność zorganizowana. Natomiast nie, to nie jest żaden wymysł ani urzędów wojewódzkich czy miejskich, tylko niezaprzeczalny fakt. Na Dolnym Śląsku zawsze działo się wiele i Dolny Śląsk obfituje w niezwykłe miejsca, w niezwykłe historie i ma też ogromny potencjał, jeśli chodzi o dalsze odkrycia. Proszę sobie wyobrazić, że sprawa kompleksu Riese, czyli Olbrzym, tego słynnego kompleksu przepastnych nazistowskich podziemi w Górach Sowich, to jest temat otwarty. Ja rozmawiałem z właścicielem jednego z tych obiektów o nazwie Włodarz i on informował mnie, że ma już badania wykonane stosownymi urządzeniami, które potwierdzają istnienie kolejnych, jeszcze nieodkrytych sztolni. Także jest to coś niezwykłego, ponieważ na naszych oczach wciąż ta historia się zmienia, wciąż ewoluuje i wciąż mamy szansę na dalsze odkrycia. Kto jest zainteresowany Dolnym Śląskiem polecam książki Joanny Lamparskiej.
To moja koleżanka. Co prawda lata się nie widzieliśmy, ale niezmiennie polecam jej prace. To jedna z najbardziej znanych eksploratorek w Polsce. Słynna poszukiwaczka skarbów. Ona na Dolnym Śląsku zjadła zęby. Wydała bodajże pięć książek. Ja w tej chwili przypominam sobie dwa tytuły, ponieważ mam je na swojej półce z autografem, z dedykacją. To są „Tajemnice, zamki, podziemia” i „Tajemnice skarbów Dolnego Śląska”. Te książki nabyć jest łatwo. One są dostępne w sprzedaży internetowej.
Wiem, bo ostatnio sprawdzałem. Adresu nie podam, bo nie pamiętam, a mówię ze szczerego serca. To nie jest żadna treść reklamowa. Po prostu ja te książki przeczytałem i je polecam. Aśka jest bardzo dobrym researcherem i wiele tych wszystkich niesamowitych historii podaje. Przy okazji, co jest ważne, nie ponosi jej wyobraźnia, więc tutaj te wszystkie doniesienia, które Joanna Lamparska podaje warto brać na serio i warto potem wyruszać w te miejsca. Także polecam. Poza wymienionymi rzeczami, jak Złoty Stok, Srebrna Góra czy Kłodzko, czy Bardo, to mamy jeszcze Ząbkowice Śląskie, które wedle pewnej teorii są duchową ojczyzną Frankensteina. To też temat na osobną opowieść, bo istnieje taka teoria, że Mary Shelley zainspirowała się, pisząc „Frankensteina” prawdziwą historią, która w Ząbkowicach miała miejsce, a która dotyczyła potwornej choroby, która zdziesiątkowała tam ludność i złapania potem tamtejszej szajki grabarzy, którzy sobie dorabiali jako hieny cmentarne. Ci grabarze zostali straceni w okrutnych okolicznościach, a po latach ta historia przybrała taki mroczno-romantyczny kształt właśnie potwora, który z cmentarza się wywodził.
I podobno Mary Shelley miała możliwość poznania tej historii i mogła się właśnie nią zainspirować. Także Ząbkowice Śląskie warto dodać, że-
[55:42] - Czyli po niemiecku Frankenstein.
[55:44] - Dokładnie tak. Właśnie o tym chciałem wspomnieć. W związku z czym, kiedy ktoś zobaczy zdjęcie z podpisem, że na Dolnym Śląsku jest zamek Frankenstein, to nie jest to, broń Boże, żadna fantazja. Faktycznie jest to zamek Frankenstein, bo tak Ząbkowice przed wojną się nazywały. Ale jeśli ktoś stroni od zabytków czy od ruin, a chce poznać miejsca bardziej związane z naturą, to temu polecam szlak dolnośląskich wulkanów, spośród których wyróżnia się chociażby tak zwana śląska Fuji Yama, czyli Ostrzyca Proboszczowicka. To też niesamowite miejsce, ponieważ zgodnie ze swoją nazwą jest to szczyt niezwykle ostry. Podobno też związane są z nim różne legendy, a przed milionami lat był to czynny wulkan. Mnóstwo jest też grodzisk średniowiecznych, mnóstwo jest miejsc pogańskich kultów i warto wspomnieć o tym, iż ja nie miałem jeszcze okazji się wybrać, ale właśnie w czasie najkrótszej nocy w roku Pasjonaci religii pogańskich spotykają się ponoć na zboczach Góry Ślęża i twierdzą, że to dodaje im mocy. Mają tam ponoć odprawiać rytuały, oczywiście bezkrwawe, zgodne z prawami natury. Tak jak wspomniałem, nie byłem tam jeszcze.
Natomiast te spotkania są znane, dość popularne i wydaje mi się, że są niezwykłą atrakcją nie tylko dla mieszkańców Dolnego Śląska. Z ciekawostek jeszcze wydaje mi się, że warto wspomnieć: może to nie jest temat bezpośrednio interesujący Radio Paranormalium, ale pośrednio jak najbardziej. Od lat dziecięcych jestem pasjonatem twórczości Lovecrafta i w ogóle całego weird fiction. Nie tylko zresztą Lovecrafta, ale i Stefana Grabińskiego, bo przecież mieliśmy naszego twórcę weird fiction. W tej chwili wyszła gra komputerowa, gra przygodowa, która zrobiła w rekordowo krótkim czasie karierę na całym świecie. To jest gra „The Vanishing of Ethan Carter” – „Zaginięcie Ethana Cartera”. Gra stworzona przez człowieka, który urodził się na Dolnym Śląsku, przez Adriana Chmielarza, który jest w tej chwili w top hundred of worldwide game developers, czyli jest w finałowej setce najlepszych twórców. Co ciekawe, graficzne inspiracje do tej gry to prawdziwe miejsca na Dolnym Śląsku: Zalew Pilchowicki, Tama Pilchowicka, tunel pod górą Strzyżyk w okolicach Pilchowic, a także okolice zamku Czocha i, o ile dobrze pamiętam, Karpacz, czyli słynna tutaj świątynia Wang przeniesiona z Norwegii. To jest o tyle ciekawe, że grając w historię oczywiście fantastyczną i zmyśloną, odwiedzamy miejsca, które mają swoje pierwowzory w rzeczywistości. To jest niezwykle ciekawe, dlatego że chociaż gra jest historią rozgrywającą się w Wisconsin w Stanach Zjednoczonych i jej zadaniem jest opowiedzenie jakiejś ciekawej, mrocznej historii i nie reklamuje ona Dolnego Śląska, to Dolny Śląsk może się tą grą reklamować.
Tak jak Nowa Zelandia reklamuje się tym, że kręcono tam „Władcę Pierścieni”, mimo że „Władca Pierścieni” nie dział się przecież w Nowej Zelandii, tylko w Śródziemiu. Polecam szczególnie artykuły w sieci pokazujące porównania między obrazkami z gry a prawdziwymi lokacjami, bo zbieżność wizualna jest na bardzo wysokim poziomie. To jest niesamowite, że takie miejsca funkcjonują naprawdę. Gracze z całego świata, oglądając te miejsca, zachwycają się, mówiąc: „Jaka wspaniała grafika”. A tymczasem okazuje się, że te miejsca istnieją naprawdę i że oni mogą je odwiedzić. To jest właśnie wszystko na Dolnym Śląsku. Także zapraszam szczególnie na Dolny Śląsk. Zawsze odpowiadam na wszelkie pytania dotyczące tego regionu, bo to jest nieprzebrana kopalnia tematów, historii i legend.
[01:00:32] - Czyli Dolny Śląsk można uznać za krainę mitów, legend, nawiedzonych miejsc i innych różnych ciekawych obiektów. Natomiast na koniec wywiadu chciałbym zapytać jeszcze o pana plany odnośnie serwisu łowcyprzygód.tv. Czy coś szczególnie interesującego szykuje się w najbliższym czasie?
[01:00:52] - Tematów mamy całe mnóstwo. Urobieni jesteśmy po pachy, więc na pewno będzie się wkrótce wiele działo. Jesteśmy po słowie z jednym z dużych ogólnopolskich portali, który chce nas na swój serwis video on demand, czyli w sekcji telewizyjnej będziemy. Nie powiem, który to portal, ponieważ jeszcze nie podpisaliśmy umowy i nie chcę zapeszać. Natomiast to jest jeden z trzech głównych ogólnopolskich portali. W tej chwili prawnicy przygotowują umowę i będziemy publikować nasze materiały również tam. Będziemy wchodzić do stacji kablowych, także osoby, które odbierają w ten sposób materiały, telewizje będą mogły się zapoznawać z „Łowcami Przygód” i będziemy mieli swój kanał na nowej, niezależnej platformie cyfrowej. Z tym że nie jest to taka rzecz jak te obecne platformy cyfrowe, tylko jest to system IPTV, czyli system dekoderów, które odbierają telewizję poprzez łącze nie satelitarne, tylko internetowe. To bardzo ważne, bo mając kanał w takiej telewizji, nie musimy starać się o koncesję, co jest tutaj akurat niezwykle korzystne z tego względu, że koncesja to niestety są opłaty.
[01:02:27] - Duże koszta.
[01:02:28] - Tak jest. Natomiast jeśli chodzi o tematy, w zasadzie gotowy mamy materiał, w którym opowiadamy o niewyjaśnionych wypadkach kolejowych i wiążemy to trochę z romantyczną wizją kolei żelaznej prezentowaną w utworach Stefana Grabińskiego. Więc będzie trochę o literaturze weird fiction, trochę o niewyjaśnionych wypadkach. Jeden taki miał miejsce pod Wrocławiem, kiedy to zderzyły się dwa pociągi, kiedy zginęło jedenaście osób, a było to w jedenaste, co ciekawe, urodziny syna człowieka, który kierował pociągiem. Maszynista zabrał swojego syna w tę podróż. Zginęli. Znaleziono ich w objęciach obu nieżywych. Także to taka mroczna historia, niewyjaśniona do dzisiaj. To jedna z najbardziej zagadkowych katastrof kolejowych w historii Polski. Także wkrótce o tym w materiałach „Łowców”.
Oczywiście informuję, że te materiały publikujemy oczywiście bezpłatnie. Nie monetyzujemy się na widzach. Mamy inne sposoby na to, żeby pozyskać jakieś skromne budżety. Natomiast to, co robimy, robimy dla widzów całkowicie za darmo, ponieważ chcemy się dzielić i swoją wiedzą, i swoimi odkryciami, i swoimi pasjami.
[01:04:05] - Myślę, że te niewyjaśnione wypadki kolejowe i różne inne sprawy poruszane na łamach lowcyprzygod.tv mogą też stanowić świetny materiał do kolejnych wywiadów.
[01:04:17] - Będzie mi bardzo przyjemnie. Ja nie tylko polecam „Łowców”, ale pozdrawiam wszystkich i twórców, i słuchaczy Radia Paranormalium i portalu Infra. Oczywiście pozdrawiam także w imieniu mojego kolegi, bez którego „Łowców Przygód” by nie było. W imieniu Mateusza Stana, który tutaj być w tej chwili nie mógł, ale który jest z nami duchem. To tak trochę à propos Wysokiego Kamienia.
[01:04:42] - Na tym będziemy kończyć dzisiejszą audycję. Naszym gościem Radia Paranormalium i portalu Infra był Marcin Drews z serwisu lowcyprzygod.tv. Dziękujemy bardzo serdecznie, panie Marcinie.
[01:04:55] - Dziękuję i do usłyszenia. Pozdrawiam.
[01:04:58] - Dziękujemy i do usłyszenia.
[01:05:04] - Produkcja i realizacja: Portal Infra, www.infra.org.pl