[00:02] - „Café de Flore”. Zapraszają Renata Engel i Monika Jakubczak.
[00:09] - Halo, halo! Witamy wszystkich w audycji „Café de Flore”. Zapraszam do rozmowy Renatkę Engel i z wami z drugiej strony spod Katowic, spod Katowic nie, spod Krakowa. Hej!
[00:24] - Monika Jakubczak.
[00:24] - Mów do nas Monika Jakubczak. Może do Katowic się wybieram. Ale jeszcze tego nie wiem.
[00:37] - To byłoby dobre.
[00:41] - I oddaję ci, kochanie, od razu głos. Chyba że chcesz, żebym jeszcze coś pogadała.
[00:49] - Myślę, że przejdziemy do tytułu. Tytuł jest taki ciut zabawny, ale tak naprawdę poważny temat: wentyl bezpieczeństwa.
[00:56] - Puścił. Kochani, dzisiaj oczywiście jak zwykle u nas w audycji pół żartem, pół serio, ponieważ tydzień był dosyć trudny, przynajmniej dla mnie, więc w tej chwili będzie zabawa na całego. Muszę się odstresować, a właściwie te audycje są dla mnie jak balsam na duszę i bardzo dużo dobrego humoru wnoszą. Więc kochani, bawimy się dzisiaj wspólnie. Ja bym chciała może na samym początku już tak poważniej troszkę, jeszcze nie na temat, ale chciałabym bardzo podziękować wszystkim słuchaczom za przepiękne komentarze, to po pierwsze, za pytania do audycji i chciałabym przeprosić tutaj wszystkie osoby, które upominają się bardzo, jest im przykro, że nie odpowiadamy na ich pytania, ale kochani, tych pytań jest sporo. Te wszystkie pytania obiecałam, że w trakcie tych audycji będziemy sukcesywnie odpowiadać. I tutaj mam przy ostatniej naszej audycji taki rozpaczliwy komentarz od pani, że nigdy nie otrzymała w audycji odpowiedzi i szkoda, i jest zasmucona, ale dzisiaj obiecuję, że odpowiemy na pytanie. Przefiltrujemy przez nasze jasnowidzenie preparaty MMS i DMSO. Tak że na samym końcu, to się zobowiązujemy. Też panią bardzo pozdrawiamy i proszę cierpliwie czekać na odpowiedź.
Reniu, czyli co? Do tematu jedziemy.
[02:32] - Właściwie mogę powiedzieć tak, chociaż brzmi troszkę zabawnie ten sam tytuł, to temat generalnie jest dość poważny i mogłabym powiedzieć dość rozległy. Czyli mogę powiedzieć, co dla nas czy dla mnie oznacza wentyl bezpieczeństwa. Jakby zatoczenie pewnej granicy wokół siebie, ale też wokół swoich emocji, wokół swojego ciała energetycznego, wokół swojego ciała fizycznego, wokół wszystkich ciał i wszystkich aspektów, czy wokół nawet ciała duchowego chyba można powiedzieć, Moniu, nie?
[03:06] - Wydaje mi się, że to chyba najważniejsze.
[03:08] - Najważniejsze, no właśnie.
[03:10] - Ale tak naprawdę najważniejsze, bo to są przecież wszystkie nasze wyższe wymiary, które też mogą podlegać atakom energetycznym z różnymi-
[03:18] - Tak. Czasami sobie kojarzymy.
[03:21] - A to jest bardzo silne, czasami silniejsze niż zwykły fizyczny atak na człowieka.
[03:28] - Tak, dokładnie.
[03:29] - Tutaj na tym planie.
[03:31] - W związku z tym pomyślałam sobie, że jednak jest to bardziej tak zabawnie brzmi, ale dużo bardziej temat szeroki niż na pierwszy rzut oka by się wydawało. I druga rzecz poza tym o tych granicach dotyczy też wielu aspektów, czyli może dotyczyć i naszych relacji z dziećmi, i naszych relacji z partnerami, i z przyjaciółmi, i ze znajomymi, i ze współpracownikami, i z pracodawcami. I jeżeli my jesteśmy pracodawcami, to z naszymi pracownikami. Czyli mogę powiedzieć właściwie dotyczy każdej dziedziny naszego życia.
[04:05] - I z obcymi też.
[04:06] - I z obcymi też. No właśnie.
[04:08] - Że pojawiają się osoby w naszym życiu, przypadkowe to nie jest tak dobrze powiedziane, bo nie ma przypadków, ale osoby obce, które chcą czasami w sposób bardzo dla nas traumatyczny wejść w obszar naszych osobistych spraw, osobistych rzeczy. I ten wentyl bezpieczeństwa, Reniu, tak jak ja to rozumiem, oczywiście zgadzam się z tym, że to jest wyznaczanie granicy, gdzie ja chcę dopuścić kogoś albo kogo chcę wpuścić do swojego życia. To tak, jakbyśmy mieli, kochani, piękny ogród. Mamy wypielęgnowane wszystkie kwiaty, pięknie rosną i nagle ktoś nam do tego ogrodu wchodzi i zaczyna ścinać nasze drzewa owocowe, nasze kwiaty, korzystać z naszej pracy i brać do siebie.
[05:01] - Albo ma pomysł, żeby tam dom wybudować.
[05:04] - No właśnie. Albo ma pomysł, żeby ten dom wybudować i okazuje się, że jeśli my mu mówimy, że absolutnie nie, nie wyrażam na to zgody, to jest mocno zdziwiony, zszokowany i zaczyna atakować nas. Jak to?
[05:16] - Bo przecież dom to fajny biznes. Dla ciebie to robię.
[05:20] - Że ja tu będę miał dom na twoim terenie, a ty niewdzięczny, dlaczego się nie zgadzasz?
[05:26] - Tak.
[05:29] - Jeszcze tylko słówko powiem tą historię, którą tobie przed audycją opowiadałam akurat w aspekcie wytaczania granic między mną a moim dzieckiem. Tutaj poszło o segregowanie śmieci. W każdym razie mój syn stwierdził, że nie, że to jest za dużo pracy to segregowanie, bo jest pięć pojemników, a właściwie sześć różnych pojemników mamy i to jest dla niego duża niewygoda, bo on chce mieć tylko jeden kosz w pokoju i do tego kosza wszystko sobie wkładać. I później to zawinąć w folię i wrzucić do bio śmieci, żeby nie było widać, co tam powyrzucane. Ja na to tak patrzę, mówię: „Owszem nie, nie wyrażam na to zgody. Po to żeśmy tutaj podpisali umowę z samym sobą i z miastem, że segregujemy śmieci ze względu na to, żeby Matce Naturze pomóc i żeby coś włożyć z siebie też, żeby tego świata nie zaśmiecać”. I absolutnie nie wyrażałam na to zgody. A syn mówi: „Nie, to ja w takim układzie i tak będę robił po swojemu”. A ja na to mówię tak: „Kochanie, jesteś gościem w moim życiu. Jeśli chcesz tak robić, jak powiedziałeś, to musisz zatoczyć swoją przestrzeń życiową”.
I odeszłam. Nagle okazało się, że mój spokój, moje niekrzykliwe niewymuszanie mojego terytorium, tylko spokojny głos spowodował, że okazało się, że ta koncepcja moja została przyjęta. Dlatego, że musimy też sobie zdawać sprawę z tego, że każdy człowiek w naszym życiu jest gościem, niezależnie od tego, czy to są dzieci, czy to jest mąż, czy to jest znajomy. My sami stanowimy najważniejszą dla siebie bazę życiową. I chodzi o to, żeby dobrze zbudować też swoją przestrzeń życiową, żeby zadbać o wszystkie swoje potrzeby i duchowe również, i emocjonalne również. I żeby się nauczyć właśnie w tym swoim życiu zadbać o swoją własną przestrzeń, czyli nie dawać naruszać swoich granic. Każdego traktować, że owszem, ty jesteś w moim życiu, ale możesz być tylko na chwilę. Jeśli twoja energia, twoje zasady życiowe, twoje gospodarowanie twoją energią, twoim życiem jest niekompatybilne z moim, to niestety my tych dwóch płaszczyzn czasami nie możemy pogodzić, prawda Reniu? Często się tak zdarza.
[07:42] - To znaczy ja bym dodała jeszcze jedną rzecz, że czasami jest tak, że niekoniecznie te osoby mają złą motywację. Bo tak teraz opowiadasz o synu, czy mogę powiedzieć? Ja mogę przytoczyć ostatnią historię też z moim synem, który po całym tygodniu, bo w tej chwili ma wakacje, w związku z tym, że jest w tym Ausbildung, to dla tej firmy, która z nim podpisała umowę przez wakacje zobowiązał się normalnie pracować. Więc dla takiego osiemnastolatka osiem godzin ciężkiej pracy fizycznej, bez szkoły, bez niczego, bo tak to jednak jest przerywnik, to jest zupełnie inaczej. No i jest bardzo mocno zmęczony, więc bardziej się denerwuje i tak dalej. Więc jak przyjechał tutaj do mnie na tą wieś, to oczywiście ja jestem przyzwyczajona, że mieszkam sama, mam ciszę, spokój, nie włączam radia, muzyki, niczego. A syn tu muzyka, tam demotywatory mi czyta. Tu koniecznie coś mi musi powiedzieć. Tutaj musi się koniecznie podzielić czymś, bo nie ma ze mną już tak częstego kontaktu, jak gdybyśmy razem mieszkali, więc zaczyna troszkę inne życie. A mnie traktuje jako przyjaciółkę, więc wszystkim musi się podzielić.
I troszkę mnie to, przyznam, zmęczyło. To znaczy zmęczyło w tym kontekście właśnie tych granic, że jednak ja jestem przyzwyczajona do ciszy. Ja wstaję, ja nie włączam od razu radia, jak niektórzy ludzie włączają, tylko muszę się wybudzić ze spokoju. Muszę ogarnąć swoją energię, swój umysł. Dlatego się też wyprowadziłam na wieś. A moje dziecko to taki ruchliwy ADHD-owiec, więc takie zamieszanie zrobił, że ja już powoli nie wytrzymywałam i tak trzeciego dnia to już mówię: „Fili, po prostu jak tutaj przyjeżdżasz, to ani krzyków, ani podniesionych głosów, bo ja nie wyrabiam psychicznie z tobą”. A on mówi: „Mamo, co ci to przeszkadza?” Ja mówię: „Synku, ja po prostu muszę pilnować swoich granic”. I tak mu bardzo zresztą spokojnie powiedziałam. Mówię: „Jeżeli nie będziesz mógł, jeżeli to ci nie odpowiada, to będziemy rozmawiali przez Skype'a i tylko tak będziemy się kontaktować, bo ja po prostu muszę pilnować tej energii ze względu na to, że pracuję w określony sposób” i tyle. I z tym to jest związane, że powiedzmy, jak pracuje człowiek fizycznie, to bardzo fajnie jest czasami zrobić sobie odskocznię i popracować psychicznie.
Natomiast jak ktoś cały czas pracuje w tych energiach, to odskocznią jest cisza po prostu najnormalniej w świecie. Zresztą myślę, że z tego powodu obie się wyniosłyśmy na wieś właśnie, że jednak ta cisza to jest coś, co jest bardzo istotne, w czym się dobrze człowiek czuje. Przynajmniej taki typ czy przy takiej pracy. I wracając do zataczania granic musiałam o tym poinformować mojego syna. I też się śmiałam przed audycją, jak ci opowiadałam, że jak to powiedziałam cicho i spokojnie, to od razu dziecko to przyjęło. Jak bym się zdenerwowała, to niestety zadziałałoby dokładnie przeciwnie. Więc myślę, że czasami to jest tak, że nawet ten drugi człowiek sobie z tego nie zdaje sprawy w ogóle, że tak się dzieje. Czy myśli, że robi coś naprawdę dla nas dobrego i wścieka się na nas, że my tego nie chcemy przyjąć, ponieważ nie jest to nasze, a mamy do tego prawo. Czyli to, co chciałam przez tę historię powiedzieć, to fakt, że mamy prawo do tego, żeby stawiać te granice i przy nich się trzymać. Aha, jeszcze jedną rzecz, żebym nie zapomniała.
Czasami, to chciałam też powiedzieć, że te granice wytaczamy takie, a nie inne z powodu tego, że posiadamy określone rany. I jeżeli mamy te rany, to dla drugiego człowieka to może się wydawać nienormalne, dlaczego my wytyczamy tą granicę akurat w tym punkcie. Ale też bym powiedziała dawajmy sobie do tego prawo. To są nasze rany, jesteśmy tylko ludźmi, mamy prawo do tych ran i mamy prawo do tego, żeby wytyczać je w taki, a nie inny sposób, bo to są nasze sprawy, nasza część życia.
[11:21] - Dokładnie, ale też z drugiej strony dawajmy prawo innym ludziom do tego samego. Oczywiście, żeby była równowaga. Nie obrażajmy się, nie czujmy się urażeni, nie bierzmy tego w ogóle do siebie, bo to jest tylko i wyłącznie sprawa tej osoby, która wytycza ramy. To nie ma z nami tak naprawdę nic wspólnego. Jeśli my to zrozumiemy, to będzie nam łatwiej nawiązywać relacje międzyludzkie oparte o wolność tak naprawdę. Ale jeszcze wracając właśnie do tego Reniu, co powiedziałaś o potrzebie tej ciszy. Ja obserwuję siebie od lat w swoim rozwoju i uważam, że właściwie każdy rok przynosi mi moją nową odsłonę. Na początku, jakby to powiedzieć, może jeszcze jakieś 10 lat temu byłam osobą, która zresztą to już w audycjach mówiłam, która lubiła ludzi wokół siebie. Ludzie, którzy zapełniali mi taką moją wewnętrzną pustkę, czyli zapewniali mi komfort bycia w społeczeństwie, zapełniali mi czas i stanowili dla mnie pewnego rodzaju rozrywkę. A w momencie, kiedy człowiek zaczyna wchodzić po schodkach coraz wyżej, poznawać siebie z innej perspektywy, z wyższej perspektywy, okazuje się, że naszych odsłon jest nieskończenie wiele.
I na dzień dzisiejszy poszukuję ciszy właściwie częściej, niż poszukuję kontaktu z drugim człowiekiem. I to mnie samą przeraża. Dlatego że kręcimy audycję, mamy bardzo dużo e-maili, na które człowiek właściwie czuje się zobowiązany odpowiedzieć. Ludzie chcą się umawiać na prywatne rozmowy na Skypie o sobie, o życiu, o świecie. Ja to wszystko rozumiem, bo w tej perspektywie też kiedyś byłam, że potrzebowałam rozmów. Natomiast w tej chwili mnie to przerasta, ponieważ ja potrzebuję bardzo dużo spokoju, żeby wejść jeszcze wyżej i jeszcze lepiej siebie poznać. I z góry znów tutaj chcę powiedzieć, że na prywatne maile, kochani, nie będę odpowiadała, ponieważ zrozumcie, że człowiek w rozwoju duchowym bardzo często musi być sam ze sobą, żeby siebie zrozumieć, siebie zaakceptować, siebie poznać i sam do siebie nabrać też dystansu i przyzwyczaić się do każdej odsłony, która jest. Zmieniamy się bardzo mocno, Reniu, przecież sama-
[13:55] - No i dla siebie znaleźć czas przede wszystkim.
[13:58] - I dla siebie znaleźć dokładnie czas. Więc tu mówię, na prywatne maile nie będę odpowiadać. Jeśli są to maile, które proszą o-
[14:07] - Pomoc.
[14:08] - O sesje i o pomoc naprawdę w drastycznych sytuacjach, to absolutnie jestem otwarta. Ale tak to możecie kontaktować się z nami właśnie poprzez te audycje. Słuchajcie tych audycji i to po prostu musi wam wystarczyć. Będziemy organizować czasami spotkania na żywo i też przychodźcie. Ale tu właśnie jest ta moja granica, o której mówię. Muszę mieć czas w ciszy. W ciszy. Po prostu taki etap rozwoju. Jak będzie dalej? Myślę, że chyba im dalej, tym jeszcze więcej tej ciszy.
Tak mi się wydaje.
[14:44] - To chciałam powiedzieć.
[14:46] - Tak mi się wydaje. I właściwie mówię to i jestem przerażona.
[14:53] - Ale wiesz co? Przerwę ci na sekundkę, bo przypomniałam sobie, że ja jednak wiesz co zaczęłam robić? Zaczęłam ustawiać sobie w inny sposób rzeczywistość, że na przykład podzieliłam to — mój prawie eksmałżonek już się ze mnie śmieje, mówi: „Jak ty to sobie dobrze zorganizowałaś”. Ja podzieliłam sobie życie na parę części i zostawiłam na przykład rozmowy i kontaktowanie się z ludźmi. To właściwie jest tylko w sprawach dotyczących pracy, czyli tego jasnowidzenia bądź warsztatów. Mam parę osób, z którymi też, bo zobacz, że nawet nasze kontakty, gdzie wcześniej miałyśmy potrzebę wydzwaniać do siebie codziennie bądź co drugi dzień, to teraz wystarczy nam raz w tygodniu. Może dojdziemy do mistrzostwa i raz w miesiącu będziemy się kontaktować prywatnie. Natomiast rzeczywiście to się jakoś poustawiało i zostawiłam jakby na gadanie — to dla mnie jest praca, a jak jestem poza pracą, to przestaję gadać.
[15:47] - Dokładnie.
[15:48] - I wtedy daję sobie tą ciszę. No więc myślę sobie, że to później pewnie będzie w ten sposób zorganizowane, że nie, że kompletnie przestaniemy rozmawiać i tak strasznie ta cisza będzie potrzebna, tylko że będziemy inaczej organizowały sobie czas poza pracą. Że wcześniej ja jeszcze miałam ochotę pójść do znajomych i jeszcze z nimi pogadać, a teraz muszę tu się wytłumaczyć przed wszystkimi, że już w tej chwili jestem za bardzo zmęczona i ograniczam ten kontakt po prostu. Także...
[16:14] - To tak samo jest i to właściwie można powiedzieć, że to kochani, nie tylko u nas tak jest, ale większość osób będzie tak miała, która się rozwija duchowo, oczyszcza swoje programy, oczyszcza swoją podświadomość, że te kontakty międzyludzkie będą coraz rzadsze. I żeby mieć tego świadomość, nie bać się, nie bać się tego i nie bać się tej ciszy i nie bać się zostania ze sobą. Dlatego, że kiedy my sami ze sobą zostajemy, ma możliwość wybudzić się nasza kreatywna część. Czyli to jest bardzo potrzebne do tego, żeby stworzyć sobie nowe życie. To po pierwsze, ale żeby stworzyć nowe życie, to my musimy się obrać ze wszystkich potrzeb, które były nam narzucone jakby na zewnątrz i dotrzeć do tych swoich własnych potrzeb. I nagle się okaże, że kiedy docieramy do tego swojego pierwotnego rdzenia, okazuje się, że my mamy bardzo mało potrzeb. Naprawdę bardzo mało potrzeb. Ja w tej chwili patrzę na przykład na swoją szafę i przypominam sobie, jak moja szafa wyglądała siedem lat temu, prawda? Czy dziesięć lat temu. To było pięć szaf dziesięć lat temu, a w tej chwili mam T-shirty na lato, krótkie spodenki i jedną parę butów, czyli klapki na trawie, bo muszę mieć duży kontakt z naturą.
I nawet mój mąż mówi: „Słuchaj, no może byś sobie coś kupiła”. Ja mówię: „Wiesz, ja nie mam po prostu takiej potrzeby”. „Ale to wiesz co dziwne, bo ty się zmieniłaś. Kiedyś to była rewia mody”. Ja mówię: „Cieszę się, chociaż nie rozumiem tej nowej Moniki, ale ja nie mam takich potrzeb. Ja mam potrzebę im bardziej naturalnie jestem ubrana, im bardziej to ubranie jest luźne, tym bardziej czuję się dobrze”. I właściwie można powiedzieć, że nawet w sytuacje wchodzę, gdzie obowiązuje w cudzysłowie społecznie jakaś inna forma ubioru, centralnie mam to gdzieś.
[18:15] - Dobrze, że ładnie się wyraziłaś, bo to audycja.
[18:18] - Staram się trzymać formę. Nie, żartuję. Na co dzień rzadko mi się wysmykają takie dosadne słowa, ale à propos tych dosadnych słów. Słuchajcie-
[18:33] - Są fajne.
[18:35] - Była taka sytuacja prześmieszna. Wspaniała dziewczyna do nas przyjechała, notabene też z Berlina i poprosiła mnie o jasnowidzenie przed kursem i rozmawiamy na temat jej związku. Tutaj szczegółów nie będę zdradzać, ale wreszcie powiedziałam tak. Te słowa mi wyszły samoistnie i mówię: „Do kurwy nędzy, chyba jakiś szacunek się należy do tej osoby. Chyba nie?” Dziewczyna oczy jak pięć złotych, bo tu rozwój duchowy. Tu pani bardzo poważna, w ogóle wzniośle mówię z serca i nagle tutaj taki rozdźwięk ogromny. Później, po kilku godzinach — przygotowywałam posiłek dla grupy — przychodzi do mnie ta bardzo fajna dziewczyna i mówi: „Wiesz, muszę ci podziękować”. Ja mówię: „Za co?” „No właśnie za te słowa”. A ja mówię: „Za które?” Ale oczywiście już się domyślam. I mówię: „Czyżby do kurwy nędzy?” „No tak, bo to po prostu mnie wybudziło.
Zrozumiałam sens tego wszystkiego, co chciałaś mi przekazać”. Taka proza.
[19:45] - Czasami tak trzeba. Natomiast wracajmy z powrotem do tematu. To chciałam powiedzieć à propos tych granic, między innymi też o tej ciszy, bo tak rozmawiałyśmy, żeby słuchacze dobrze zrozumieli. Mogę powiedzieć, są ludzie tacy bardzo mocno zobowiązani. Na przykład mogę się też podzielić jedną sytuacją z klientką, która czuła się bardzo zobowiązana wobec pomagania rodzicom i strasznie ją to mordowało, bo po prostu nie wytrzymywała ani psychicznie już, ani fizycznie, a jednak nie dawała sobie przestrzeni i zgody w sobie samej na to, żeby upilnować tych swoich granic, swojego zdrowia. Bo tu też o zdrowie chodzi, swojego bezpieczeństwa, swojej dobrej kondycji psychicznej czy psychiczno-emocjonalnej. I bardzo trudno jest w tym naszym społeczeństwie, które wytworzyło pewne ramy, że na przykład musimy być dobrzy, musimy poświęcać się, musimy poświęcać siebie dla innych, a już na pewno poświęcać dla rodziców czy dla dzieci chorych. W Niemczech widzę, że to zupełnie inaczej jest. Na przykład ludzie swoje emerytury oddają i są stworzone bardzo fajne ośrodki dla starców i naprawdę na wysokim poziomie, bo w dwóch już tutaj byłam i mogę naprawdę powiedzieć, że są fajne. Jest fachowa opieka, ludzie starsi mają ze sobą kontakt, nie czują się wyekscytowani, nawet robią dyskoteki, własne wieczorki.
Wprawdzie kończą się o 19:00. To mnie ubawiło najbardziej. Ale te dwie godziny od 17 do 19 jednak spędzą ze sobą czas. Czyli mogę powiedzieć, wcale to tutaj nie jest traktowane jako... Czy na przykład chore dzieci. Mam tutaj też znajomą, która ma chorego syna. Sama nie mogłaby się nim opiekować, bo ma jeszcze drugiego, którym musi się zająć i mąż, i dom na głowie, i praca, i tak dalej. W związku z tym są specjalne ośrodki. Mogę powiedzieć, jest to inaczej rozwiązane i nie ma takiego nacisku psychicznego na granice. I te granice są zachowane i to też w zdrowy, dobry sposób.
I wcale nie oznacza to, że te dzieci, które dają rodzice do domu starców, ich nie kochają albo nie mają sumienia, albo rodzice, którzy dają swoje dzieci chore do fachowców. Czyli mogłabym powiedzieć, to też jest troszkę inny poziom świadomości. Natomiast my jesteśmy jeszcze obciążeni wciąż różnymi sposobami. A przecież rodziców tu nie można dać, rodzicom to nie można zrobić, trzeba tutaj się poświęcać. I tak mam pełno złości, pełno pretensji w sobie, nie wytrzymuję nerwowo, jestem zniecierpliwiona, jestem zmęczona fizycznie, ale muszę to robić. Czyli mogę powiedzieć: dajmy sobie prawo też do zachowania naszych granic. Przecież jeżeli my jesteśmy już tym tak strasznie zmęczeni, że ledwo oddychamy i nie mamy siły rano wstać, to jakim cudem my możemy pomóc w dobry sposób naszym rodzicom czy naszym dzieciom?
[22:39] - Bardzo to jest fajne to, co mówisz. Dlatego, że ja też ostatnio miałam taką klientkę, która ma mamę chorą na Alzheimera i to jest bardzo trudne. W ogóle przypadek Alzheimera jest bardzo trudny dla całej rodziny. I właśnie też w jasnowidzenie weszłam i powiedziałam, że trzeba szukać innych rozwiązań, że to jest za mało, żeby opiekował się ojciec i opiekowały się dwie siostry, dlatego że to jest zbyt duże obciążenie. Zbyt duże, chociaż wydawałoby się, że trzy osoby nie dadzą rady przy jednej. Otóż nie. Na poziomach emocjonalnych my się bardzo szybko wypalamy, na poziomach mentalnych my się szybko wypalamy przez poczucie winy przede wszystkim, że nie jesteśmy w stanie tej osobie pomóc przywrócić ją do zdrowia, bo mamy problem z zaakceptowaniem, że ta choroba jest, że ta choroba będzie się posuwać, że proces degradacji będzie i takim przyjęciem do wiadomości, że trzeba szukać pomocy jeszcze fachowców, czyli osób obojętnych emocjonalnie do tej osoby, którą my się opiekujemy. I właśnie powiedziałam, że trzeba szukać kogoś z zewnątrz, kogoś, kto przychodzi, zajmie się chociaż samą pielęgnacją czysto fizyczną, czyli mycie, przewijanie, bo to już są bardzo ciężkie takie stany. I ta osoba nie była gotowa w ogóle. Nie była gotowa.
[24:09] - W moim przypadku też było to samo.
[24:10] - Właśnie, że taka wersja przyjęcia pomocy z zewnątrz jest czasami konieczna. Znów tutaj powracam do korzeni związanych z wychowaniem. My nie jesteśmy od małego uczeni stawiania własnych granic jako dzieci, prawda?
[24:28] - Dokładnie.
[24:28] - Tylko mama przychodzi, daje ubranko i dziecko ma się ubrać. A jak się buntuje, to mama klapa w tyłek da. „Masz się ubrać, nie ma dyskusji, dzieci i ryby głosu nie mają”. I tak naprawdę takie sformułowanie, takie przekonanie, takie podprogowe zaszyfrowanie nas, że dzieci i ryby głosu nie mają, towarzyszy nam całe życie. A potem jak nagle zaczynamy gdzieś tam wyrastać-
[24:50] - Głos dawać.
[24:51] - Tak. I buntować się, to okazuje się, że to jest siła wulkanu, czyli nie potrafimy spokojnie, konstruktywnie tych granic stawiać tylko przez awanturę, wykłócanie się i wymuszanie. Czyli właściwie też nic dobrego z tego można powiedzieć, że nie wychodzi na samym początku. Dopiero potem, jak my się z tym zrównoważymy, to jest okej. Jestem taką osobą, która promuje nauczanie najpierw w tej małej komórce z naszymi rodzinami, uczenie się wzajemne stawiania tych granic w sposób spokojny.
[25:26] - Ja jeszcze chciałam dodać, że to jeszcze, że nie uczą granic, to jeszcze człowiek by się nauczył jakoś później w społeczeństwie. Najgorszy problem jest taki, że nie dość, że rodzice nie uczą nas stawiania granic i każdą taką sytuację od razu ucinają, tak jak mówiłaś, że ryby i dzieci nie mają, to jeszcze ja uważam, że problem jest drugiego rodzaju, że przede wszystkim rodzice w naszej kulturze uzależniają. Czyli wychowują dzieci i nie mówią im: „Macie prawo do własnego życia”, tylko podprogowo: „Jak my będziemy starzy, to macie się nami opiekować”.
[26:06] - Ale to kochani, nie tylko podprogowo, dlatego że w mojej rodzinie było to absolutnie wprost jawne. Moja siostra była taką osobą, która była wspierana do takiej funkcji zabawowej, bo była to osoba zawsze wesoła, opowiadała dowcipy, była towarzyska, więc ona zapewniała rodzicom funkcję rozrywkową. Natomiast o mnie zawsze było mówione mi wprost w mojej obecności, że ja jestem wychowywana jako opiekun na stare lata, czyli ta przysłowiowa osoba, która podaje herbatę i obiad, i przejmuje całą funkcję nadzorczą już nad starymi ludźmi.
[26:41] - Odpowiedzialność.
[26:42] - Tak. I zawsze jak ja mówiłam: „Mamo, ja wyjeżdżam za granicę na stałe”, to było tak: „Chyba po moim trupie”. Ja zawsze się buntowałam i mówię tak: „No to musisz szybko umierać” tak w żartach, bo to już niebawem. Ale co chcę powiedzieć? Nigdy za granicę nie pojechałam ze względu na ten szyfr, ze względu na ten kod, który gdzieś tam od małego został mi wdrukowywany. Dlatego że nawet jak byłam małym dzieckiem, to zawsze było tak: „Nikt tak dobrze nie ugotuje jak Monisia, nikt tak dobrze nam nie wysprząta jak Monisia, nikt tak dobrze się nami nie zaopiekuje jak Monisia”. No i tego było przez tyle lat. Więc ja właściwie już tę rolę przyjęłam. Nie potrafiłam stawiać granic, aż przyszedł właśnie moment tego rozwoju duchowego, kiedy zobaczyłam, że to jest po prostu nie w porządku. Absolutnie nie w porządku taki sposób wychowywania interesownego.
[27:35] - To ja muszę tutaj obronić. Dzisiejszą audycję przerywamy.
[27:41] - Chcę dokończyć tylko, że to było nie w porządku, dlatego że ja nie mogłam dotknąć swojej ścieżki. A może ja miałam pojechać na ten rok, czy dwa lata, czy trzy lata, czy pięć lat pomieszkać za granicą, żeby szybciej wybudzić potencjał. I teraz co ja zrobiłam w swoim domu? Kiedy urodził się Konrad, od samego początku dawałam mu prawo wyboru co chce jeść, jak chce się ubierać, do jakich szkół chce chodzić. Raz popełniłam błąd, opowiadałam na antenie, że zaburzyłam mu proces wyboru szkoły ponadpodstawowej. I zawsze mu mówię: „Ty wybieraj swoją ścieżkę. Nie jesteś do mnie przywiązany. Świat jest piękny, świat jest duży. Jeździj, szukaj swojej ścieżki i nie musisz się mną opiekować. Ja sama o siebie zadbam”.
Oczywiście tutaj chciałaś obronić. Proszę bardzo, oddaję ci głos. Ja też nie mówię, że to było złe. Oni sami byli tak wychowani. Sami. Moi rodzice.
[28:33] - Nie, ja chciałam pochwalić moich rodziców przy okazji. Dlatego że moi byli wyjątkowo tolerancyjni i mama do tej pory pracuje. Ma 71 lat i pracuje ciężko.
[28:45] - Pożycz mi tej swojej mamy na chwilę.
[28:46] - Bardzo chętnie. Jakby chciała to bardzo chętnie, bo naprawdę fajna mama, tato zresztą też. Więc muszę powiedzieć, że oni mnie właściwie nauczyli tego, bo mama zawsze mówiła tak: „Ja to chcę” to też oczywiście program, ale zawsze mówiła tak: „Ja to chcę żyć tylko tak długo, jak będę mogła się sobą opiekować, a potem to już chcę umrzeć, bo ja tam nie mam zamiaru być niczyim ciężarem”. Była oczywiście w określonym programie też, ale nigdy ani jeden, ani drugi rodzic mnie nie obciążał w taki sposób. Dlatego myślę, że ja też może nie mam takich zobowiązań programowych. Ja na przykład pewne rzeczy robię z przyjemnością albo nie dlatego, że rusza mnie sumienie albo coś tam, tylko po prostu myślę sobie okej, mam możliwość, zrobię to dla nich. Czyli z zupełnie innego poziomu, czyli już tego nieprogramowego. No i oczywiście dlaczego ja chwalę rodziców i zawdzięczam im to? Dlatego, że dużo łatwiej jest mi potem uczyć mojego dziecka w ten sposób, bo ja już nie muszę przereagowywać programu, tylko po prostu jemu to zostawiam. A co ciekawe, wtedy trafiają się takie dusze jak mój syn, który ja nie mogłam mu nic, nawet jakbym się zaparła i chciałabym się wtrącić, to i tak nic by to nie dało, bo on jest tak silny, że wymyślił sobie, że tak i tak.
I właściwie nie mam nic do powiedzenia. On po prostu sam sobie bierze to, co uważa. Jak próbuję mu coś powiedzieć, to on wtedy mówi: „Mamo, pozwól mi doświadczać na mój własny sposób”. Ja wtedy mówię okej, no i koniec. Także tutaj muszę pocieszyć, pochwalić rodziców, że jednak są też tacy, którzy potrafią i wtedy łatwiej się żyje. Ale to już à propos też sytuacji, która rozwija się nam na przyszłość. Czyli jeżeli na przykład rodzice są tacy, to nas wychowują w taki sposób, to my mamy większe szanse i z większą łatwością w taki sposób podchodzimy do naszych dzieci. No i wreszcie dochodzi do punktu, w którym całe pokolenie zmienia to tak jak chociażby mówiłam o tych Niemcach, gdzie tu po prostu standardem jest to, że na przykład osiemnastolatek po prostu się wyprowadza i zaczyna żyć sam, tak jak mój syn na przykład.
[30:46] - We Włoszech jest odwrotnie.
[30:48] - No tak, ale tam myślę, że są jednak powiedziałabym, jak się patrzy ogólnie na całe społeczeństwo, to powiedziałabym w związku z tymi zasadami są problemy Innego rodzaju problemy, które nie są rozwiązane ze względu na to, że są schematy. Czyli na przykład jak ja powiedziałam do tej pani naprawdę współodczuwając z nią, że jest to dla niej potwornie ciężkie, że może chociaż na parę godzin wziąć, jeżeli ją na to stać na dwie czy na trzy godziny jakąś panią do tego, żeby właśnie pomogła rodzicom, to ona mówi: „No ale sumienie mi na to nie pozwala”. I ja myślę sobie, a co sumienie ma z tym wspólnego?
[31:25] - No właśnie, otóż to.
[31:27] - Właśnie. Ale zobacz, jak jesteśmy zaprogramowani. Od razu wchodzi nam słowo sumienie, a słowo sumienie no to już jest po prostu czarodziejskie słowo. Nie można go przekroczyć i nikt tak naprawdę nie wie, co to znaczy i nie odczuwa tego, co to znaczy tak naprawdę to sumienie, tak?
[31:44] - No właśnie. I tutaj jeszcze wiesz, takie jest ogólne pojęcie o kobietach w ogóle, jeśli jest małżeństwo, czy jeśli jest para, że muszą mieć dzieci ze względu też mi się wydaje, tak to obserwuję teraz, jak rozmawiamy w jasnowidzeniu trochę, że płodzenie tych dzieci wynika również z takiego lęku co będzie ze mną na starość, tak?
[32:04] - No tak, no bo jak nie ma domu starców, to muszą być dzieci.
[32:07] - Właśnie.
[32:08] - Ktoś musi.
[32:09] - Dokładnie. Więc dużo kobiet, które tak naprawdę gdzieś tam w środku, w swojej istocie wcale nie przyszły tutaj na ziemię, żeby realizować siebie jako matka, doświadczać jako matka, jako osoba wychowująca dzieci i prowadząca dom, tylko mają doświadczyć tak naprawdę siebie w ciele kobiety jako wolna istota, co może trochę przypominać doświadczenia mężczyzny wolnego, prawda? I tu właśnie one mają te kobiety i mężczyźni również taki dylemat w środku: kurczę, no właściwie powinienem mieć to potomstwo czy powinnam mieć to potomstwo.
[32:45] - Tak.
[32:46] - Ale kurczę, no gdzieś tam ta część moja w ogóle tego nie chce. Jest ogromny wewnętrzny konflikt, właściwie już natury moralnej nawet.
[32:55] - No tak.
[32:55] - Czyli tutaj teraz też ten wentyl bezpieczeństwa, czyli nakreślanie własnych granic, to też jest zgoda na naszą własną osobowość, na naszą własną postawę-
[33:06] - Potrzeby.
[33:06] - Na własne takie potrzeby, takie pierwotne, własne, czyli-
[33:10] - No tak.
[33:11] - Wynikające ze spirit, żeby pozwolić sobie. Okej, społeczeństwo ma taką normę, że każde małżeństwo, związek powinno mieć dzieci ze względu na to, żeby pracować na emeryturę między innymi.
[33:23] - Tak.
[33:24] - A okazuje się, że nie, że zataczajmy granice. Jeśli nie chcemy mieć dzieci z jakichkolwiek byłoby to powodów czy programowych, czy traumatycznych z innych wcieleń, czy rzeczywiście dusza tak sobie wybrała, to mamy do tego prawo mówić nie.
[33:39] - No właśnie.
[33:40] - Jeśli nie chcemy na przykład żyć w jakimkolwiek związku, bo przyszliśmy przerobić sobie zupełnie inne rzeczy, to też nie podlegajmy takim naciskom społecznym i pilnujmy tego, co nam w duszy gra po prostu.
[33:58] - No muszę tutaj zaznaczyć, patrząc na siebie chociażby i swoje życie, bo ty je dobrze znasz, to mogę powiedzieć nie jest łatwo. Nie jest łatwo.
[34:05] - Jest kolorowo. Jest kolorowo.
[34:06] - Tak, z jednej strony jest kolorowo. Ale z drugiej strony muszę powiedzieć, że nie jest łatwo zachowywać takie granice, ponieważ ludzie naprawdę reagują na to czasami w taki typowy programowy sposób. Czyli na przykład jak ja mówię, że miałam trzech mężów, to od razu nasuwa się ocena, że jestem taka, a nie inna, bo mam trzech mężów. Ale jak na przykład powiem, że wolałabym mieć trzech mężów niż dwudziestu pięciu kochanków przez całe życie, no to dopiero wtedy ludzie otwierają oczy. Ale jak ktoś ma jedną żonę, ale ma tych dwudziestu pięciu kochanek, to nagle to nie jest problem. Czyli mogę powiedzieć troszkę trudno czasami przebić się z własnymi granicami. Oczywiście myślę tak: no ja jestem akurat odważna, ale znam parę osób, które nie potrafią być tak odważne. W związku z tym i w związkach się mordują, i z dziećmi się mordują tylko dlatego, że boją się, że ludzie ich ocenią źle, że nie będą w stanie tego wytrzymać. Czyli tego zataczania granic musimy się uczyć. To też bym chciała zaznaczyć.
To nie jest takie proste. To nie jest tak, że człowiek się z tym od razu rodzi i umie to robić, bo my jesteśmy programowani właściwie od momentu urodzenia. W związku z tym po prostu przez to przejść i zbudować taką siłę, żeby to umieć robić, to mogę powiedzieć nie dawajmy się i budujmy to przez całe życie, bo na przykład może się okazać, że część granic umiemy zbudować na przykład dopóki jesteśmy młodzi, a potem wchodzimy w partnerstwo i tam nie potrafimy na przykład tak jak ja nie potrafiłam, musiałam się wiele, wiele lat tego uczyć. Jeżeli chodzi o dzieci, bardzo długo czułam się matką zobowiązaną i uważałam, że pierwszeństwo mają dzieci, a nie ja. I właściwie od niedawna dotykam punktu, w którym też zresztą toczę boje z ludźmi o to, którzy mi zarzucają: jak możesz powiedzieć, że najpierw trzeba kochać siebie? Ja mówię: no przecież to już Jezus powiedział, że najpierw trzeba kochać siebie, a dopiero potem bliźniego jak siebie samego. No to co to oznacza? Że najważniejsze jest, żebyśmy umieli kochać siebie. Jak nie będziemy tego umieli robić, to nie możemy nikogo tym obdarzyć. W związku z tym jest to proces, to znaczy to, na co chciałam zwrócić uwagę w tej wypowiedzi, to fakt, że jest to proces i że różne poziomy też tego zataczania granic przejawiają się przez całe nasze życie.
Że już nam się wydaje, że powinniśmy zataczać, bo na przykład jesteśmy takim pracownikiem, że wszystko jest w porządku i nikt nam tamtych granic nie przekracza. Mamy ułożoną sprawę z rodzicami, bo rodzice nie przekraczają, umiemy tego upilnować, umiemy to zrobić z partnerem, a na przykład nie umiemy z dziećmi. Czy jakiś inny przypadek. Czyli że jest to na różnych płaszczyznach naszego życia, że to, że my gdzieś, w którymś punkcie potrafimy, to nie znaczy, że we wszystkich innych potrafimy. Warto na to patrzeć. Nie mówiąc o tym, że czasami, tak jak słusznie powiedziałaś na samym początku, są to sprawy subtelniejsze, dotyczące na przykład bardzo głębokiego poziomu wykorzystywania drugiego poziomu duchowego na przykład. Jak ci opowiadałam przed audycją, to podzielę się ze wszystkimi ludźmi. Jak byłam młodą dziewczyną, to chciał mnie wykorzystać do pracy jasnowidz, gdzie ja jeszcze nie dawałam zgody na tę pracę jako jasnowidz i nie ufałam sobie jeszcze i właściwie zajmowałam się tylko uzdrawianiem. Ten jasnowidz wyłapał mnie w tłumie tylko z jednego powodu. Sam się już kończył, był dużo ode mnie starszy, w związku z tym uznał, że będę na niego pracować.
[37:58] - Dokładnie.
[37:58] - Wykorzystał jasnowidzenie, czyli przewagę w tym przypadku nade mną i dojrzałość, i spryt w pewnym sensie powiedziałabym, po to, żeby zobaczyć, co będzie się działo w przyszłości, żeby ta przyszłość już od danego momentu pracowała na niego. Są to sprytne rzeczy, gdzie to się dzieje właśnie, ja bym to nazwała, ciemnymi mocami, bo przecież jasna strona takich rzeczy nie zrobi, które wskazują, że czasami tych granic nie umiemy postawić z powodu kompletnego braku świadomości, naiwności i pewnego rodzaju czystości, bo nie przyszłoby mi to do głowy, że jasnowidz może nie być czysty. A jednak okazuje się może.
[38:41] - Ale te wszystkie sytuacje-
[38:42] - Niestety może.
[38:43] - Opowiadasz i opowiadałyśmy do tej pory, to wszystko to nas przymusza właśnie do podejmowania decyzji, bo cóż innego to jest? Wentyl bezpieczeństwa to jest coś, co jest związane z naszymi decyzjami. To my musimy podjąć decyzję, że coś wpuszczamy do naszego życia, a czegoś nie chcemy w swoim życiu. I właściwie większość osób wypuszcza ten wentyl bezpieczeństwa ze względu na to, że są leniwi z jednej strony i nie chcą podejmować. Nieświadomość to jest druga część.
[39:20] - Lęki.
[39:20] - Konformizm, czyli ułożenie się w sytuacji za wszelką cenę, bo mamy jakieś korzyści.
[39:28] - Ale też lęki przed zmianą.
[39:29] - Lęki przed zmianą. Oczywiście to jest cała gama, cała pula energii, która może nas w tym bojkotować. Ale jeśli my już wiemy, że zdrowo żyć, to znaczy mieć ten wentyl bezpieczeństwa, mieć ten gen samozachowania siebie przy życiu. On jest niezbędny, żeby zdrowo żyć. Bo przecież przebywając z ludźmi, którzy są toksyczni na poziomach chociażby energetycznych, czyli nasze potencjały się zbyt mocno różnią, to wpływa również na nasze zdrowie. Też w audycji opowiadałam historię, jak mąż wykończył swoją żonę z wielkiej miłości. On nie miał świadomości, ale miał negatywne energie i niszczył ją na poziomach energetycznych. Kiedy my w otoczeniu pewnych osób intuicyjnie czy całe ciało nam mówi, że źle się czujemy, to nie można sobie tego usprawiedliwiać. „Okej, to już dla świętego spokoju ja zostanę w tej sytuacji. A bo jak on to odbierze?
Jak ja bym nagle wyszła z tej sytuacji, to co on by sobie pomyślał? Wzorce społeczne nakazują mi w tym tkwić”. To jest taki oportunizm, to jest lenistwo wobec własnego rozwoju i tu już nie ma żadnego usprawiedliwienia, kochani. Jeśli ktoś chce rozwijać się duchowo, to jest naprawdę cholernie ciężka praca, uważność i ciężka praca. I nie ma usprawiedliwienia dla lenistwa. W rozwoju duchowym nie ma lenistwa.
[40:52] - A dodałabym jeszcze jedną rzecz, bo to, co najgorsze jeszcze, to tutaj też powiem o ezoteryce w niepochlebny sposób, to fakt, że ta ezoteryka też nas, brzydko się tu wyrażę, udupia, jeżeli mamy niewłaściwy sposób myślenia. Czyli niektórzy w tym tkwią na przykład w jakimś związku albo nie powiedzą dziecku czegoś, czy w pracy, czy jakakolwiek sytuacja życiowa, którą weźmiemy pod lupę, dlatego że wychodzą z założenia, że mają coś do przepracowania.
[41:24] - Tak.
[41:25] - I to jest też problem, że cały czas trzymają się tej wersji: „Najwidoczniej muszę to jeszcze przerobić. Najwidoczniej ja coś tam złego zrobiłem”. I bardzo często ostatnio, właściwie w wielu sesjach z klientami tak te tematy zaczynają funkcjonować, że ja zaczynam tłumaczyć, bo często się wcześniej mówiło o tym lustrze, że jest prawo lustra, cała rzeczywistość odbija. Odbija, ale nie w taki prosty sposób. To nie znaczy, że ja muszę to przepracować. To oznacza, że tkwię w programie podobnym. Czyli na przykład jeżeli ktoś mnie okrada w tym życiu, to wcale nie oznacza, że ja kiedyś okradałem. To aż takie proste to nie jest.
[42:06] - Bo to może być inne przełożenie.
[42:08] - Na przykład, że ja jestem typem, który po prostu jest ascetykiem, nie trzyma się pieniędzy, nie daje temu takiego wielkiego znaczenia. W związku z tym trafią się ludzie, którzy będą to ze mnie ściągać, bo ja będę miała program na przykład braku wartości pieniądza. To się składa w różny sposób. I ta ezoteryka, ta dawna jeszcze, do której ja już nie chcę się specjalnie przykładać i w pewien sposób staram się to pokazać inaczej. Druga rzecz, po co mamy te energie transformujące? Przecież żyjemy w czasach, w których ta transformacja istnieje. Ona istnieje jako proces codziennie. My mamy prawo powiedzieć, że na przykład nie chcemy tego zlecenia już, że już doświadczyliśmy albo chcemy w lżejszej formie, albo chcemy w ogóle z niego zrezygnować i żyć szczęśliwie i kreować szczęśliwe życie bez tego rodzaju rzeczy. Po to urodziliśmy się w transformacyjnych czasach, żeby to się dało zrobić.
[43:06] - Ja bym powiedziała, że nie tyle mamy prawo, ale mamy obowiązek wobec siebie samych z pewnych sytuacji toksycznych wychodzić. Natomiast zbrodnią jest-
[43:16] - A nie opowiadać, że musimy.
[43:18] - Użyję takiego bardzo dosadne słowo. Zbrodnią wobec nas samych jest zostawać w traumatycznych układach z niewłaściwych powodów, bo zostajemy w traumatycznych układach tylko dlatego, że mamy brak miłości do samego siebie. Bo człowiek, który kocha siebie, który szanuje siebie, który docenia siebie i uwielbia siebie Na pewno nie pójdzie się kąpać w brudnej wodzie.
[43:42] - No właśnie.
[43:44] - Tak? Bo on ma nastawione radary na czystą wodę, bo to jest dla niego komfort.
[43:50] - Czyli krótko mówiąc, możemy powiedzieć, że zataczanie granic to jest właśnie rozwój duchowy, a rozwój duchowy to jest przede wszystkim, jakby tak bardzo w skrócie powiedzieć, budowanie miłości i wartości własnej. Do siebie samego, nie do kogoś innego, nie do dzieci, nie do męża, nie do współpracownika, nie do pracodawcy, nie do ludzkości, nawet nie do ziemi, tylko do siebie samej. Czyli zaczynamy od tego.
[44:13] - Dokładnie. Jeszcze chcę tylko dopowiedzieć-
[44:14] - Cała reszta jest skutkiem
[44:15] - ... że zataczanie granic i ten wentyl bezpieczeństwa to nie jest to, żeby ocenić osobę, od której chcemy odejść czy od której chcemy się uchronić, tylko to trzeba zaakceptować, ale mieć świadomość, że zostanie w energii tej osoby czy energii tej sytuacji wiąże się z konsekwencjami. To znaczy, że my zawsze możemy rykoszetem tych energii dostać my. I trzeba mieć tego świadomość, że zostając w traumatycznej sytuacji, takie same energie u nas się wybudzą.
[44:48] - Dokładnie.
[44:49] - Trzeba mieć świadomość. Ja zawsze podaję taki przykład: jeśli grzebiesz w gównie patykiem, oczywiście to jest tylko symbol, to nie licz na to, że nie będziesz śmierdział. Nie licz na to, bo to jest iluzja.
[45:05] - Śmieję się z tego, bo kiedyś mi opowiadałaś to. Ja to lubię takie dosadne rzeczy czasami od ciebie usłyszeć.
[45:16] - Ja mówię takie dosadne rzeczy, bo do mnie samej właśnie trafiają takie dosadne rzeczy, bo ludzie, którzy mają problem z zobaczeniem w negatywnych rzeczach negatywnych rzeczy, tylko mają tendencję do usprawiedliwiania wszystkiego. Łagodne perswazje, łagodne sugestie nie trafiają.
[45:37] - Nie działają.
[45:38] - Ja pamiętam też moje wyższe poziomy, jak jeszcze pisałam takie listy sama do siebie, to po prostu też było kiedyś napisane: „Ty to już naprawdę musisz się umazać na dnie gówna, żeby zauważyć, że śmierdzi”. I pamiętam, że do mnie to tak trafiło po prostu, że już wtedy okej, rozumiem. Wystarczą drobne sugestie.
[46:05] - To znaczy myślę sobie, że chyba wszystkie formy są dobre, jeżeli rzeczywiście do nas trafiają, tak?
[46:10] - Dokładnie. Ktoś może poczuć się urażony nawet tym, co my mówimy. Także nie czujcie się urażeni. Są ludzie, którzy potrzebują nawet takiego mocniejszego słowa, żeby wybudzić. To tak, jakby klepać osobę nieprzytomną delikatnie po twarzy, a jak uderzysz raz mocno, to się wybudza z tego letargu.
[46:31] - Dokładnie.
[46:31] - Także nie na wszystkich metody marcheweczki tylko działają.
[46:37] - Tak, to też prawda. Myślę, że rzeczywiście każda metoda jest dobra po to, żebyśmy nauczyli się pilnowania czy ochraniania, czy wspierania naszej własnej przestrzeni. I to można nazwać na różny sposób, nawet i naszą przestrzenią życiową, bo przecież my w ten sposób się rozwijamy. Jeżeli wszędzie znajdujemy innych, którzy są od nas ważniejsi, gdzie sumienie w cudzysłowie nam podpowiada, że tu i tu musimy się poświęcać, to zadaję sobie takie głupie pytanie właściwie mogłabym powiedzieć, a naprawdę proste i sensowne: gdzie ja tutaj jestem?
[47:19] - Dokładnie.
[47:20] - Czyli mogę powiedzieć: jeżeli przyszłam tutaj na to życie i tu mam się rozwijać, tutaj mam żyć, tutaj mam doświadczać, to chciałabym, żeby to się rzeczywiście działo. Czy to się musi zawsze wiązać z cierpieniem, z poświęcaniem dla innych, właściwie z moim nieistnieniem? To myślę sobie: raczej chyba nie.
[47:43] - Ja mówię pewno nie.
[47:45] - Właśnie. Ja tak sobie raczej to mówię z dużym znakiem zapytania, bo oczywiście, że obserwując każdy człowiek, który się rozwija duchowo i który idzie gdzieś do przodu i który jest w tym bardzo konsekwentny, a ja akurat uważam, że ja jestem wyjątkowo konsekwentna w tym kontekście, zauważa jedną rzecz: że kompromisów jest coraz mniej, że robi się coraz bardziej zdrowym egoistą. I co najśmieszniejsze, to jest najzabawniejsze, że jeżeli patrzy wokoło na innych ludzi, to nagle okazuje się, że te relacje robią się dużo zdrowsze, kiedy zaczyna od miłości do siebie.
[48:22] - To jest ważne.
[48:22] - I od pilnowania własnych granic. I to nie jest chwalenie się, brak pokory i różne rzeczy, w które już teraz nie daję się nabrać, tylko naprawdę życie mi pokazuje, że jeżeli ja uszanuję siebie, to znaczy, że potrafię uszanować każdego człowieka. Jeżeli kocham siebie, to znaczy, że w tym punkcie potrafię kochać każdego człowieka. Jeżeli daję sobie przestrzeń i daję sobie wolność, to siłą rzeczy daję wolność wszystkim innym ludziom. Nie można zrobić tego inaczej, bo my zawsze oceniamy poprzez siebie.
[48:52] - Dokładnie.
[48:53] - Czyli jeżeli tu mamy porządek ze sobą zrobiony, to siłą rzeczy ten porządek automatycznie przejawia się na poziomie zewnętrznym. I myślę, że takie działanie jest warte tych skutków, bo te skutki naprawdę są super.
[49:08] - Brawo! Nie ma lepszego podsumowania audycji. Ja wszystkimi swoimi pazurkami się pod tym podpisuję.
[49:16] - Czy teraz odpowiadam na pytania?
[49:17] - Tak. Przyszedł ten czas.
[49:24] - Super, bo się rozkręciłam.
[49:26] - Ale bardzo pięknie to powiedziałaś. Podsumowanie jest bardzo trafne, bardzo pięknie i wydaje mi się, że już jaśniej i prościej wytłumaczyć tego naszym słuchaczom nie można i wydaje mi się, że to jest jedna z bardziej wartościowych audycji. Bo porusza bardzo ważny temat. A teraz kwoli zadowolenia jeszcze większej masy ludzi i słuchaczy przechodzimy do pytanka. Może być?
[49:58] - Tak, znamy od tej pani, co tak się martwiła, że omijamy ją. Dobrze. No to przyłożymy się Moniu. To żart, zawsze się przykładamy.
[50:09] - Tym razem mam bardzo ważne pytanie, więc proszę o odpowiedź, bo jeśli prawdą jest, co twierdzi się o skuteczności w leczeniu tymi substancjami, to sprawa może zainteresować większą grupę ludzi. MMS i DMSO. Podam tylko nazwy, bo podkreślacie panie, że wolicie się nie sugerować, a może znacie już te substancje. Ja nie znam. Firmy farmaceutyczne podobno boją się ujawnienia, bo są to rzeczy tanie i wszechstronne. Obejrzyjcie to panie wiesz-
[50:43] - Ta pierwsza to jest MMS?
[50:45] - Tak. MMS.
[50:47] - Dobra, poczekaj. To znaczy tak, pierwszą informację, którą widzę Moniu, patrzę na to MMS najpierw, bo tej drugiej nazwy nie zapamiętałam. To MMS to jest substancja, która powiedziałabym jest bardzo dobra, natomiast na jakieś poważne choroby, ale nie na wszystkie. Czyli to nie jest tak, że bym powiedziała, że och, wynaleziono jakiś niesamowity lek, który jest dobry na wszystko, tylko ja tak dokładna nie potrafię być, rozwiązuje jakieś ważne problemy z jakimiś ważnymi chorobami. Nie wiem jakie to są, ale jedna, dwie, trzy. Dwie poważne choroby. Trzy to już jak patrzę, to już mi za dużo. Dwie choroby jakieś.
[51:45] - Przepraszam na chwilkę. Głos mi siada, musiałam zrobić porządek z głosem. Dobrze, to teraz co ja widzę.
[51:55] - Może ty będziesz dokładniejsza.
[51:57] - Dokładniejsza. Oczywiście sobie tutaj wzięłam arkusz procentowy i nie mam dobrych wiadomości w sumie jeśli chodzi o ten preparat pierwszy MMS. Może tak powiem, jego skuteczność jeszcze kilka miesięcy temu była większa. Natomiast w tej chwili ma przy zerze skuteczność, więc prawdą jest też to, że na pewne rzeczy może zadziałać, jest wspierający, ale pula tych rzeczy jest naprawdę znikoma.
[52:31] - No to dlatego mówię, że tam widzę góra dwie choroby.
[52:34] - Czyli w zasadzie można powiedzieć, że nadzieje, bo ja czuję energetycznie duże nadzieje pokładane w tym preparacie, ale tak naprawdę chyba to nie o to chodzi w leczeniu, żeby preparatami się wspierać. Taką mam informację w tej chwili.
[52:54] - To też możliwe, ale nie zabierajmy może całkiem nadziei, bo nawet jeżeli może powiedzmy tak bardziej ogólnie, że może być tak, że jeżeli naprawdę trafi to na człowieka i do niego się dobrze dopasuje, to ten człowiek ma szansę, nie?
[53:09] - Dokładnie.
[53:11] - Prawdopodobnie pani pyta o te preparaty ze względu na to, że tak jak mówiłaś, nadzieja, która tam jest, jest tak wielka, że spodziewają się, że to uczyni cuda. Ja niestety cudów też nie widzę, ale nie lubię zabierać nadziei w takich sytuacjach, powiem ci.
[53:30] - To znaczy tak, tutaj nie zabrałyśmy nadziei, bo powiedziałyśmy, że w niektórych formach schorzeń działa.
[53:37] - Zadziała, tak.
[53:38] - To po pierwsze. Po drugie to nie jest odebranie nadziei, że mówimy, że trzeba zacząć myśleć inaczej o sile umysłu i o efekcie placebo. Jest bardzo dużo filmów na YouTubie dotyczących efektu placebo i nocebo, czyli efektu wiary w chorobę i efektu uzdrowienia. Także tutaj ja też jestem po to, żeby promować siłę umysłu oprócz preparatów. Dobrze, to weźmy teraz ten DMSO.
[54:07] - DMSO. Poczekaj.
[54:12] - Ja bym powiedziała, że właściwie można powiedzieć, że trochę to jest podobne.
[54:19] - Dla mnie troszkę gorsze. To znaczy ja bym powiedziała, tak się uśmiałam, że jak placebo, to bym nazwała placebo troszkę. Chociaż ja nie wiem, czy to nie jest jakaś roślina, co to jest? Bo mi się to kojarzy jak patrzę z jakąś rośliną. Muszę to poczytać, DMSO zapamiętać.
[54:37] - W każdym razie jeśli chodzi o taką-
[54:39] - Ale też nie nazwałabym tego preparatem cudotwórczym.
[54:44] - Przepraszam, raczej bym tutaj cudów nie oczekiwała, mimo że jest tani. Kurczę, szkoda takiej informacji dać.
[54:54] - Szkoda. Dlatego ci mówię trudno.
[54:57] - Lecimy dalej do następnego pytania, a mianowicie z innej troszkę beczki. Interesuje mnie kwestia mrożonek. Czy warzywa i owoce mrożone bardzo różnią się od świeżych, jeżeli chodzi o ich właściwości? Niby zachowują większość witamin, tak mówią producenci, ale czy to prawda? Nie tracą swoich dotychczasowych właściwości w procesie mrożenia?
[55:21] - Dobre pytanie.
[55:23] - Tak, to jest pytanie. Mrożonki centralnie i generalnie czy są pełnowartościowe?
[55:29] - Kurde, nie wiem czy by nam patrzeć, bo ja trochę mrożonek zostawiam nawet.
[55:33] - Ale ja też jem.
[55:34] - Nawet warzywa. Choroba. Albo zioła, mrożę zioła.
[55:38] - Ja też. Czekaj, chwila prawdy.
[55:43] - Może ominie mnie to pytanko.
[55:44] - Może ominie. Trzeba spojrzeć prawdzie w gały. Mrożonki, zobaczymy energetycznie. Energetycznie, kochani, to wiadomo, na minus 50 schodzi energię.
[56:00] - Wiem, dobrze.
[56:02] - A wartości odżywcze to zobaczmy. Wartości odżywcze to jeśli surowy produkt ma na 100%, to tutaj ma na plus pięć. Taka jest prawda, kurde.
[56:14] - Mówiłam, żebyśmy tego nie robiły.
[56:16] - O mrożonkach.
[56:17] - Co mam teraz zrobić z tymi ziołami ładnymi? Zapraszać nie kuną?
[56:23] - Energetycznie co zyskują w procesie?
[56:26] - Tak się czułam.
[56:26] - Ale słuchaj, na przykład energetycznie w procesie gotowania to mi uzyskują energię. Czyli tak jak w procesie gotowania odzyskują energię z jakimiś ziołami. Energię, nie właściwości odżywcze, umówmy się, bo to jest zupełnie co innego. A tobie jak wychodzi, jak my gotujemy te mrożonki? Zobacz tam. Zajrzyj do moich garów.
[56:47] - Więcej. Ja nie umiem w procentach, ale jakbym już się o to pokusiła, to powiedziałabym nawet jest 50%. Możesz mnie sprawdzić, bo ty to umiesz. Bo wiesz co? Powiem ci, to jest kwestia wiesz czego? Energii cieplnej.
[56:58] - Dokładnie.
[56:58] - Ona wpływa na to.
[57:00] - Dokładnie.
[57:00] - Więc zupełnie inną energię dostaje się, energię ognia, jak to się na przykład w medycynie chińskiej mówi, element ognia. On zawsze coś doda, zawsze doda energię. Natomiast niestety ta energia, tak jak dobrze mówisz, nie ma nic wspólnego z odżywczą, czyli odżywcze jednak są nadal mini, natomiast jest ta energia cieplna, czyli element ognia się dodaje. W ten sposób można zrobić. Ale tak też robią Chińczycy, zobacz, w tej medycynie chińskiej, że mówią różne elementy. I element ognia czasami jest potrzebny, dodają do tego czy na przykład gotują coś, co nie ma specjalnie wielkiej wartości odżywczej na przykład, ale jeżeli jest gotowane, to mimo wszystko równoważy w nas element ognia.
[57:44] - Ma wartość energetyczną, tak. Oczywiście mówimy o tych ciałach, które są jeszcze na tym etapie, które potrzebują wsparcia energetycznego z zewnątrz, bo są osoby, umówmy się, które jak Jericho Sunfire, który jest Brytarianinem i jego ciało jest przystosowane do pobierania wyłącznie energii z zewnątrz.
[58:09] - Tak à propos, to znowu nie z tematem związane, ale może niektórzy będą zainteresowani. Dostałam ostatnio informację à propos patrzenia w słońce, ale nie w słońce w środku dnia o 12 w południe, tylko godzinę przed zachodem słońca. Zaczęłam to ćwiczyć i muszę się tu podzielić ze słuchaczami dwiema różnymi niesamowitymi rzeczami. Może też to popróbują. Jedna to jest taka, oczywiście nie mówię, żeby wszyscy zaczęli to robić, tylko niech zachowają umysł i rozsądek, żeby nie okazało się, że może akurat ja mam tak, a inni nie będą mieli, ale mimo wszystko się podzielę, bo może będą. Po pierwsze jedną rzecz zauważyłam. W momencie, kiedy patrzy się w zachód słońca tą godzinę przed zachodem, gdzie on już jest różowy, to zauważyłam, że oko stwarza niesamowitą rzecz, bo ja się bałam, że będą się odbijały plamy albo coś w tym stylu. Okazało się, że oko robi mi taki różowo-fioletowy filtr. W związku z tym w ogóle nie razi mnie słońce. To jest jedna rzecz.
Możecie sobie popatrzeć, czy u was tak samo działa, bo to było bardzo ciekawe i rzeczywiście odpoczęły mi w ten sposób oczy. Znam koleżankę, od której się dowiedziałam tutaj w Dusseldorfie i ona robi to dwa tygodnie już i poprawił jej się wzrok i widzi różnicę. To jest jedna rzecz, a druga rzecz à propos tego, Moniu, pamiętasz, jak mówiłyśmy o tych filtrach do opalania, że one nie są specjalnie dobre? A ja wtedy, prawdę mówiąc, troszkę wpadłam w panikę, bo wyszło mi, że nie są dobre, a myślę sobie: „Kurde, to jak pojadę gdzieś się opalać, to co ja zrobię?”. I wyobraź sobie, co zrobiłam w Hiszpanii. Tu się ze wszystkimi podzielę. W Hiszpanii się opalałam. Oczywiście też nie mówię o południu, bo między 12 a 15 w ogóle nie wychodziłam na słońce, ale wychodziłam rano i wychodziłam po 15. I żeby się nie oparzyć i żeby nie wysuszyła się skóra, wiesz, co robiłam? Świadomie wdychałam promienie słońca do ciała.
[01:00:07] - Rozumiem.
[01:00:08] - I pierwszy raz w życiu nie oparzyłam się, opaliłam się równomiernie. Nie schodzi mi skóra. Sama jestem zaskoczona. Pierwszy raz w życiu. Więc okazuje się, że chyba to słońce ma bardzo dobrotliwe skutki, a wiele jest przekłamań.
[01:00:26] - Wiele przekłamań, ale wiesz co? Patrzę na to patrzenie w słońce, co mówiłaś. I teraz tak. Ja nie mam aż tak dobrych informacji. Może dla ciebie to jest korzystne, natomiast wydaje mi się, że dla większości z nas nie do końca to jest taka informacja mi się pokazuje, nie do końca jest to korzystne.
[01:00:48] - Więc dlatego mówię, że to wszyscy muszą po prostu sprawdzić sami. Dlatego to powiedziałam, bo to było tylko podzielenie się moją informacją. Ja tego w jasnowidzeniu nie sprawdzałam. Po prostu zobaczyłam, że tak jak ta koleżanka mówiła, na nią super i ja zauważyłam, że rzeczywiście też. Tylko trzeba być ostrożnym w sensie takim, że tak jak mówię, nie patrzy się w południe na słońce, jak ono świeci, nas oślepia, tylko jest to już zachodzące słońce, w związku z tym ono ma zupełnie inne promieniowanie. Ale też mówi się, z tego, co ja z dzieciństwa pamiętam, że mówiła moja mama na przykład: „Ach, wychodź opalać się o 17, jak prawie zachodzi słońce, dlatego, że wtedy jest najładniejsza opalenizna i najmniej ciebie parzy”. No więc myślę sobie, co z tym jest? Tak mówię tylko na zasadzie informacji, bo mnie one po prostu zadziwiły.
[01:01:35] - Jak zwykle próbujmy na sobie.
[01:01:37] - Tak, dokładnie. O tym właśnie mówię, że niech każdy spróbuje na sobie, bo to nie muszą być rzeczy dla innych. To też tak, jak mówiłaś z tym brytarianizmem. Są ludzie, którzy są gotowi już wibracyjnie na brytarianizm i mogą to robić, ale ci, którzy nawet będą stosowali właściwe techniki, a nie są jeszcze gotowi wibracyjnie, to po prostu umrą z głodu.
[01:01:56] - Dokładnie.
[01:01:57] - Więc mogę powiedzieć, patrzmy oczywiście wszyscy na siebie.
[01:02:00] - Dokładnie
[01:02:00] - Na to, jak reaguje nasze ciało i nasza psychika, nasza emocjonalność. To też ważne.
[01:02:05] - I tu jeszcze mam takie pytanie: czy bursztyn naprawdę ma takie dobre działanie na nasz organizm i duszę? Czy ten wyszlifowany bursztyn, na przykład w naszyjnikach, bransoletkach ma jakiś wpływ? Aha, dobra, to jest to.
[01:02:20] - Ja na to nie powinnam odpowiadać, bo ja strasznie lubię bursztyn i na mnie działa idealnie. To będzie to samo.
[01:02:27] - Zobaczymy. Bursztyn. To znaczy tak. Wiele jest mitów dotyczących działania bursztynu. To na pewno. Właściwie można określić, że on ma wartość estetyczną. Największa wartości estetyczna, że jest po prostu piękny. Samo to, że jest tak piękny, że ma tak cudowny kolor i tak cudowną strukturę, już jest wartością samą w sobie. Ale nie doszukiwałabym się mitów na jego temat. Tak to określę.
[01:02:59] - Wiesz co, ale powiem ci, że jak patrzę w to tak ogólnie, nie wiem, czy to na wszystkich. Znowu tu nie będę dokładna, ale mam wrażenie, że jednak na jakiś rodzaj układu u człowieka działa. Tylko bym musiała teraz patrzeć po kolei, o co to chodzi. To bym musiała sobie zadać pytanie.
[01:03:19] - To ja ci zadam. Na jaki rodzaj układu działa?
[01:03:23] - Poczekaj. No wiesz co? Działa na skórę. Działa zdecydowanie na skórę i jest to dobre działanie. Nawet jak leży na skórze, to działa na nią, oddziaływuje. Na co jeszcze działa? Poczekaj. Na układ krwionośny — nie widzę. Na oddechowy układ działa też. Nie wiem dlaczego.
A sprawdź to u siebie, bo ja widzę, że działa. Nie wiem na ile mocno, ale wygląda na to, że działa. Mięśniowy — nie. Nerwowy też nie.
[01:04:09] - Ja mam tylko taką odpowiedź, więc może ty zaglądasz głębiej, wiesz bardziej. Ja mam tylko ze względów bardzo estetycznych, że jest piękna. Energia piękna może działać na różne nasze układy, bo przecież to też jest energia. Kiedy my się zachwycamy, kiedy my coś podziwiamy, wytwarzają się w nas też endorfiny. Więc jeśli endorfiny, to na wszystko to działa. Organizm nasz zdrowieje, wchodzi w harmonię.
[01:04:35] - Dobrze, dałyśmy tak czy owak odpowiedzi, więc myślę, że pani czy pan, którzy zadali to pytanie, usłyszeli to, co chcieli.
[01:04:43] - I teraz jeszcze ty miałaś takie fajne pytanie. Pan do ciebie napisał e-mail.
[01:04:48] - Pan do mnie napisał e-mail w związku z Aghartą, jeżeli ktoś wie w ogóle co to jest. Ale pan mi króciutko wyjaśnił. Znaczy właściwie nie wiem, czy dobrze zrozumiałam. Agharta to chyba jest miejsce. Najgorsze to jest to, że ludzie tyle fajnych rzeczy wiedzą, a ja nie mam czasu chodzić po internecie i tego szukać, więc dla mnie to są nowe rzeczy i jak napiszą mi krótki e-mail i parę zdań, to ja nie bardzo się orientuję, o co chodzi. Ale to, co mi powiedział pan, to powiedział mi, że na którejś półkuli, czyli albo na północnym, jak to się nazywa z geografii, na samej północy albo na samym południu kuli ziemskiej, na biegunach. Tylko teraz nie powiem, nie chcę nikogo wprowadzić w błąd, bo nie pamiętam, na którym to jest, czy na północnym, czy na południowym, ale są podobno jakieś wielkie dziury i tam podobno są jakieś istoty, które tam mieszkają i chyba to nazywa się Agharta, ale nie jestem pewna, czy to dokładnie o to chodziło. I pan zapytał, czy to prawda, żebyśmy sprawdziły to i zobaczyły, co w tym jest. To tylko tyle, jak to dobrze zrozumiałam. Nie słyszysz mnie?
[01:05:57] - Przecież cię słyszę. Tylko sobie wzięłam słuchawkę.
[01:06:04] - To usłyszałaś, o co z tą Aghartą?
[01:06:06] - Tak, wszystko słyszałam. Czy to jest prawda? Czy tam żyją ludzie? Mam taki ciemny, zamazany obraz, ale raczej bym powiedziała, że chyba nie.
[01:06:26] - A ja wiesz co widzę? A ja widzę tam jakieś kombinatorstwo, czyli powiedziałabym tak, jakby to nie byli ludzie, którzy są rdzenni i tam mieszkają, bo chyba o to panu chodziło, o tą Aghartę, że to po prostu jakieś istoty na przykład, które po prostu żyją pod ziemią czy pod lodem, czy nie wiem co, ale tam coś się dzieje. To znaczy coś jest, tak jakby ludzie, ale tacy, którzy nie chcę powiedzieć, bo to audycja, więc nie wiem, czy powinnam takie rzeczy mówić, ale ja to już od razu węszę jak po Mikołaju teorie spiskowe.
[01:07:02] - Ja widzę tam ciemną energię, ciemną wibrację, jakieś kłębienie się czegoś. Natomiast nie mam sprecyzowanej odpowiedzi na pytanie, czy mieszkają tam ludzie. Mam ewidentnie nie. Ale rzeczywiście coś tam jest.
[01:07:14] - No wiesz, ale to mogą być jacyś ludzie-nie ludzie. Nie wiem, czy tak ich w ogóle można nazwać. Po prostu nazwijmy to istotami, które gdzieś coś kombinują. I tutaj nie widzę, żeby to było pozytywne i raczej mam widzenie machloi na wielką skalę. Czyli tak jak pamiętasz, kiedyś oglądałyśmy te góry, nie pamiętam ich nazwy.
[01:07:38] - Nie pamiętam nazwy, ale pamiętam, tak.
[01:07:40] - Tak. Gdzie miałyśmy wizję, że nie chcą nas dopuścić do tego, żeby to zostało tam uruchomione i tak dalej. To tutaj mam wrażenie, że jest takie miejsce, które jest pełne potencjału, a absolutnie jest wykorzystane przez zupełnie inne siły. Takie mam odczucie. I czy to są ludzie, czy to są istoty, to powiem ci nie wiem, ale sprawa mi nie pachnie. Może tak to ujmę. Sprawa mi nie pachnie. Chyba poczytam sobie o tym.
[01:08:08] - A ja nie.
[01:08:09] - Zawsze mnie przymuszają słuchacze do interesowania się różnymi rzeczami. Niektórzy to już wiedzą, że ja nie łg, to mi wysyłają linki. Nie muszę szukać, za co jestem wdzięczna bardzo, bo od razu mogę wejść w linki, znaleźć to i zobaczyć.
[01:08:27] - Ja nie. Ja sobie świadomie wybiorę, że nie będę tego oglądać, ponieważ jak widzę ciemną energię, to tak jakbym powiedziała, że nawet jak z gównem do tego podejdę, zacznę grzebać, interesować się, focus swój tam pójdzie, to osłabi swoją część, która jest kreatywna i która ma iść w światło.
[01:08:43] - No tak. Chociaż z kolei jeszcze zawsze się u mnie chyba ten program buntownika włącza. Ja to od razu chciałabym to wszystko rozpiżyć. Może powinnam zostać politykiem, nie jasnowidzem.
[01:08:58] - Tak. Ja to lubię u siebie właśnie taki moment, taką cechę, tak: „Aha, ciemne. No to olewam, to idę dalej.”
[01:09:06] - To ja muszę się chyba tego nauczyć, ale najpierw tego buntownika zlikwidować, bo ja to bym świat zmieniała zaraz. Mam tak: „O, już tutaj coś czuję. Choroba, trzeba coś zrobić.” Jak agar, wiesz?
[01:09:17] - Trzeba coś robić z tym. No właśnie. Kochanie, mamy już taką godzinę, jaką mamy.
[01:09:24] - Tak. W związku z tym kończymy i żegnamy się prawie.
[01:09:28] - Prawie się żegnamy.
[01:09:29] - Jeszcze tylko powiedz, co ty robisz i przedstaw się na koniec, potem ja.
[01:09:32] - Że zacznij dzisiaj pierwsza, bo zazwyczaj wzywasz mnie do tablicy w tym aspekcie i ja dostaję traumy.
[01:09:42] - Ja dostaję traumy na początku, jak mam tytuł pamiętać. Jest sprawiedliwie.
[01:09:47] - Ale było fajnie, zapraszam cię w ogóle.
[01:09:49] - Nazywam się Engel Renata, jestem jasnowidzem i pracuję oczywiście w sesjach indywidualnych. Zaznaczam, że przez Skype'a i właściwie są niewielkie szanse na to, żeby spotykać się tutaj. Wyjaśniam wszystkim tym ludziom, którzy do mnie dzwonią i pytają, kiedy jestem w Polsce i mam warsztaty, żebym też przyjęła, to mogę powiedzieć: przepraszam was kochani, ale po prostu nie daję fizycznie rady. Jestem tak zmęczona po warsztatach, że jak je kończę, a warsztaty są naprawdę takie pełne pracy, że zaczynamy o 9:00, kończymy o 19:00, mamy tylko godzinę przerwy na obiad i pięć minut między medytacjami i jeszcze wykłady. W związku z tym jestem tak zmęczona, że nawet nie myślę o tym, żeby kogokolwiek przyjąć. Bo tutaj powiem tak: ja też muszę mieć świadomość, że po pierwsze chcę być dokładna, więc muszę być wypoczęta, a po drugie mogę powiedzieć: to też jest moja granica. Po prostu nie mogę przekroczyć swojego ciała fizycznego. Nie daję rady. Okupuję to wieloma bólami, długimi bólami głowy. Naprawdę Monia coś wiesz na ten temat, że to naprawdę dla mnie jest kładące.
Więc to nie dlatego, że nie chcę, tylko dlatego, że po prostu nie daję rady. Więc zapraszam na Skype'a. Dla mnie to naprawdę jest kompletnie obojętne, bo ja ani zdjęć nie potrzebuję, niczego nie potrzebuję znać historii. Wystarczy, że ktoś mi powie imię. W związku z tym jest to naprawdę komfortowa sytuacja dla drugiej strony też, nie tylko dla mnie. Druga rzecz robię warsztaty. Warsztaty wciąż te same integracji podświadomości i wyższego „ja”. Dodaję tam elementy, jedną medytację taką już rozpracowałam poważniejszą w sensie aktu stwórczego i kreowania tej rzeczywistości, ale wciąż jeszcze koncentruję się na tej integracji, ponieważ widzę, że wiele osób nie może tego zrobić. Tu ciekawostka, chciałam powiedzieć. Trudności mają ludzie, którzy kiedyś brali psychotropy albo jakieś leki właśnie z integracją podświadomości, jest kompletnie zablokowana zazwyczaj.
To taka ciekawa, a ostatnio to właśnie zauważyłam. Ewentualnie ludzie, którzy mają tendencję do nerwic albo schizofrenii, kompletnie mają zablokowany kontakt z podświadomością. To też ostatnio właśnie odkryłam z klientami. Zadziwiło mnie to. Jednak człowiek się uczy poprzez doświadczenia z ludźmi. Więc zapraszam. Najbliższe są 7, 8 września w Warszawie. Od razu też zaznaczę, bo pytają mnie też ludzie tak z innych miast z Polski, jak i z innych miast, ostatnio pani z Francji, że jestem gotowa, jeżeli ileś osób się zbierze, na przykład te 8, 10 osób się zbierze, to jestem w stanie po prostu dla tej grupy przyjechać. Czy to będzie Europa, czy to będzie Polska, to jestem w stanie. Więc nie trzeba mnie o to pytać.
Po prostu wystarczy zorientować się, czy grupa jest chętna i ustalić ze mną termin. I to chyba na dziś. I mam oczywiście tą swoją stronę helzeje.pl. Zaznaczam wszystkim, że jest tutaj ta strona po niemiecku, a końcówka jest polska pl. I zapraszam bardzo chętnie na tą stronę, chociaż tam są właściwie tylko informacje, bo też nie mam czasu nawet z blogiem czy artykułów pisać, tylko są zazwyczaj po prostu informacje o warsztatach czy kursach, czy to, co ja akurat aktualnie na dany moment robię w Polsce. Także zapraszam. Moniu, ciebie proszę do tablicy.
[01:13:11] - Jak grzecznie drepczę do tablicy. Kochani! Nazywam się Monika Jakubczak i jestem z zawodu i z zamiłowania jasnowidzem. Zapraszam was na indywidualne sesje, które odbywają się na Skype'ie i właściwie można powiedzieć, że jeśli ktoś chce to może przyjechać. Ale te Skype'owe sesje, tak jak Renia powiedziała, naprawdę są bardzo fajne, są komfortowe. Tu już nie będę się powtarzać. Zapraszam na mój blog na zmiany2012.blogspot.com, gdzie możecie komentarze swoje umieszczać. Oczywiście proszę o miłe, dobre komentarze w atmosferze miłości, akceptacji i zrozumienia.
[01:13:54] - To zawsze wykazujemy.
[01:13:56] - No nie, dlatego że ja już wykasowałam dwa komentarze. Okazało się, że to i tak niczego nie zmieniło. Dalej trwają ataki. Także tutaj Góra mówi zostawiać, nie komentować, akceptować. Tak jak kiedyś w audycji powiedziałam: ten pies, co szczeka, ma całą swoją historię. Czyli ten człowiek, który atakuje, ma swoją historię, z jakiegoś powodu to robi. Wysyłam ogromną dawkę miłości i zrozumienia dla tej osoby. Teraz tak. Zapraszam również na stronę internetową Metoda Droga do Wolności. Tam macie informacje o bieżących kursach, które organizujemy oczyszczania duchowego.
Także przyjeżdżajcie do nas. Jest jeszcze piękna pogoda na te kursy. Możecie sobie chodzić jeszcze na spacer, dobrze zjeść, dobrze w naszym towarzystwie się bawić i skonfrontować tę wiedzę, którą głosimy w audycjach z Renatą, można to skonfrontować z rzeczywistością jak żyjemy. To jest też bardzo fajne doświadczenie. Kochani, ściskam was mocno. Całuję. Przysyłajcie maile, przysyłajcie pytania. Buziaki. Pa.
[01:15:11] - Buziaki. Pa dla wszystkich.
[01:15:13] - Archiwalne odcinki audycji Café de Flore znajdziesz do pobrania w archiwum Radia Paranormalium, a także na serwisie YouTube, na kontach Renaty Engel i Moniki Jakubczak, jak również na stronie Renaty Engel www.engelrenata.com.