[00:02] - Café de Flore. Zapraszają Renata Engel i Monika Jakubczak.
[00:09] - Halo, halo Café de Flore wita. Z tej strony Monika Jakubczak i zapraszam do rozmowy.
[00:16] - Renata Engel. Dzień dobry wszystkim.
[00:19] - Reniu, kochanie. I właściwie to dzisiaj bym chciała zacząć od małego dowcipu o blondynkach.
[00:27] - Dobrze, że już jestem w naturalnym kolorze.
[00:30] - Ale ja mam tu prześmierzny swój plan, dlaczego taki kawał chcę opowiedzieć. Więc słuchajcie kochani. Jedzie blondynka samochodem pod prąd. Policjant ją zatrzymuje i pyta: „Czy pani wie, gdzie jest?” „No tak, jadę na zebranie, ale chyba się już skończyło, bo widzę, że wszyscy wracają.” I teraz mam takie pytanie do ciebie. Czy mogłabyś wejść w jasnowidzenie i zobaczyć, kto te kawały o blondynkach wymyśla? Bo jest taki stereotyp, że to brunetki rywalizują o względy.
[01:17] - A wiesz co? Że myślę, że to wcale nie blondynki, tylko faceci. Po prostu lubią blondynki chyba bardzo.
[01:29] - To tak chyba à propos właśnie tej poprzedniej audycji, gdzie ruszałyśmy temat rywalizacji płci, że nawet w kawałach jest to bardzo widoczne. To jeszcze jeden, taki zupełnie z innej bajki powiem kawał. Jest wycieczka na Księżyc. No i jeden pan do drugiego mówi: „No słuchaj Armstrong, no niby wszystko jest w porządku. Grill rozpalony, piwko jest, dziewczynki są, ale jakoś tak atmosfery nie ma.”
[02:09] - Mówmy dzisiaj tytuł.
[02:14] - To już koniec kawałów.
[02:17] - Tytuł? Musimy iść do tablicy.
[02:19] - Tak, kochanie. Jaki dzisiaj my mamy tytuł audycji?
[02:23] - No to zaczęłyśmy śmiesznie i tytuł też jest śmieszny. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
[02:29] - Stare przysłowie. Stare, ale jare. I właściwie można powiedzieć, że ostatni tydzień i nie tylko ostatni tydzień, ale właściwie całe życie wskazuje na to, że rzeczywiście jest tak, że w każdej sytuacji, nawet traumatycznej, która się wydaje na pierwszy rzut oka, można wyciągnąć naprawdę dobre treści. Reniu, czy ty chciałabyś podzielić się swoim doświadczeniem w tym temacie?
[02:57] - To znaczy mogę powiedzieć tak. Doświadczeń prywatnych mam niezmiernie dużo w tym zakresie, bo mam talent do pakowania się w takie historie. Ale mogę powiedzieć oczywiście intymnie nie będę opowiadać historii, natomiast mogę powiedzieć, że rzeczywiście większość moich doświadczeń, znaczna większość pokazuje, że rzeczywiście to przysłowie jest prawdziwe. I zaczęłam się nawet w pewnym momencie nad tym zastanawiać, bo mówię, jak to jest, że mam ochronę, proszę o tą ochronę, dostaję ją, a jednak zawsze mam ten talent, jak to mówię, wpadać w jakieś takie śmieszne, trudne historie. I długo się nad tym zastanawiałam, po czym doszłam do wniosku, że wiem, dlaczego tak się dzieje. I tutaj się podzielę tym właśnie dlaczego tak myślę, że dlaczego tak się dzieje. Bo doszłam do wniosku, że jakby góra, czyli jak mówimy Boskie źródło czy jakkolwiek kto to nazwie w ten pozytywny sposób, czy nasze wyższe ja, czy nie wiem, do czego to w tej chwili odnieść, w każdym razie na pewno do czegoś dobrego. Wykonuje bardzo taki przyzwoity, dobry i sprytny plan. Czyli zawsze to, co ciemna strona wymyśli i dla nas zgotuje i już wydawałoby się, że w to wchodzimy i nie jesteśmy w stanie z tego w żaden sposób wyjść, bo te plany ciemnej strony są zazwyczaj sprytne, manipulacyjne i w pewnym sensie trudne do rozpoznania. Bo to nie jest tak, że pokazuje się tylko cała nieprawda, ale są w tym też elementy prawdy.
W związku z tym ta strona wie, jak nas złapać za nasze słabe punkty, to okazuje się, że ta jasna strona wzmacnia bardzo mocno te mocne punkty w nas i mocne punkty w sytuacji. I zawsze okazuje się, że mimo wszystko, mimo tych trudności nagle okazuje się, że pojawiają się skutki bardzo dobre w sumie, gdzie trudno jest powiedzieć, że ach, ta sytuacja była kompletnie zła, beznadziejna, tylko jednak okazuje się, że można powiedzieć no tak, ale dzięki temu na przykład mam to, czy to albo dzięki temu nauczyłam się tego i tego. No i uznałam, że to takie fajne doświadczenie i warto na to zwracać uwagę ludziom, bo to też kwestia jest uwagi. Czyli jeżeli bardzo mocno przywiązujemy wagę do tej sytuacji negatywnej, w której się znajdujemy, to później możemy kompletnie przeoczyć rezultat, czyli to, że tak naprawdę mieliśmy też dzięki tej sytuacji szansę na to, żeby cokolwiek innego, fajnego i dobrego z tego wyciągnąć.
[05:29] - No właśnie, ja tu bym chciała taki przykład ze swojego życia sprzed właściwie trzech lat, kiedy miałam bardzo duży dylemat, czy poddać się medycynie konwencjonalnej i wyleczyć sobie pewien problem. Chodziłam z tym tematem bardzo długo, chyba ponad pół roku. I przyszedł taki dzień, że siedzę sobie na ogrodzie jeszcze w Rzeszowie, patrzę na sarny, które przebiegają przez ogródek i impuls OK, zadzwonię do tego lekarza. Zadzwoniłam do tego lekarza. Akurat tak się złożyło, że od razu odebrał telefon. Od razu zaprosił mnie do szpitala na zabieg. Było miejsce. Poddałam się temu zabiegowi i wybudzam się na sali, gdzie leżą ze mną jeszcze dwie kobiety. Jedna kobieta obok mnie z prawej strony, dosyć hałaśliwa, taka energia bardzo dominująca, a druga kobieta z drugiej mojej lewej strony leży bardzo cicho i tylko się do mnie uśmiecha. No i oczywiście wiadomo, że przyciągnęło mnie do tej kobiety, która jest spokojna i się uśmiecha.
I zaczęłyśmy sobie rozmawiać. Oczywiście każda z nas jest w bólu i w cierpieniu, bo to sala pooperacyjna i nagle rozmowę przerywa jej telefon. Odbiera i rozmawia z własnym synem, który nie mógł do niej do szpitala przyjechać, ponieważ jest za granicą i z tej zagranicy nie może wrócić, ponieważ jest tam nielegalnie, więc jakby wrócił, to już by tam nie przyjechał, a zostawiłby tam swoją rodzinę. I rozmowa jest w bardzo spokojnym tonie, nienarzekającym. Ci ludzie zaczynają rozmawiać o ogrodach, o kwiatach, które kwitną zarówno u niego w ogrodzie, tam gdzie mieszka i u tej kobiety. I ja pierwszy raz w życiu jestem świadkiem rozmowy między matką a synem w taki piękny sposób, gdzie oni przekazują sobie miłość, dzielą się dobrymi informacjami. I ja czuję całą tę atmosferę. Czuję tę więź, mimo że tego człowieka nie ma. I tak sobie pomyślałam: mój Boże, ja nigdy ze swoimi rodzicami nie przeprowadzałam takich rozmów. Zawsze były to rozmowy dotyczące albo chorób, albo jakieś pouczanki, nauczanki, korygowania mojej osoby.
Albo ja korygowałam swoich rodziców i nagle poczułam olbrzymią miłość wybudzoną przez tę kobietę, przez to, że słyszałam tę rozmowę do mojego własnego dziecka, na którego spojrzałam właśnie w tym momencie zupełnie z innej perspektywy. I ja już wiedziałam, po co ja poszłam do tego szpitala tak naprawdę. Nie po to, żeby nareperować zdrowie, tylko dlatego, żeby spotkać energię tej kobiety, która wybudziła we mnie prawdziwy potencjał miłości do mojego własnego dziecka, które tak naprawdę wtedy po raz pierwszy zaakceptowałam, że on jest krew z mojej krwi, że to jest owoc jakby z mojego drzewa. To było nieprawdopodobne uczucie. To jest właśnie jedna z takich historii, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Historia niesamowita. Do tej pory mam dreszcze, jak nawet wspominam o tym i o tym opowiadam.
[08:49] - Tak, niesamowite. To prawda. Do tego stopnia, że aż tak się zamyśliłam i weszłam w to. Niesamowite. Myślę, że nasi słuchacze też by mieli parę takich historii, bo jednak okazuje się, że ja tak cały czas się tylko ciekawię. Myślę sobie, jak niesamowicie są zbudowane te plany, jakie misterne, jak niesamowicie przepływa ta informacja w tym świecie dualnym, mówiąc z jednej strony w drugą stronę, jak pewne rzeczy widzimy jako negatywne czy jawią nam się jako negatywne, czy są negatywne, a potem nagle okazuje się, że wychodzi coś z tego naprawdę niesamowitego. No myślę sobie... Ale to takie proste przykłady nawet też. Mój syn jest już w tej chwili pełnoletni i tak jak mówiłam nawet wcześniej w audycji, od pierwszego sierpnia wyprowadził się do swojego mieszkania. Wynajmuje sam w Berlinie właśnie, bo tam dalej kończy szkołę, a ja poza tym Berlinem siedzę na wsi i na początku miałam takie wyrzuty sumienia.
Myślę sobie Boże, może to dziecko zostawiam za wcześnie, może powinnam była dłużej, że może to mój egoizm, że ja tak chcę już po prostu odpocząć od tego bycia matką, że już bym chciała zaznać troszkę innej sytuacji, bo tak jednak do tej pory to cały czas tylko matka, żona, matka, żona i tylko w tym tkwiłam. W związku z tym tak też miałam różne rzeczy. Myślę sobie, a może coś mnie tam egotycznego podkusiło w tym wszystkim, czyli też dopatrywałam się w tym ciemnych rzeczy, po czym miesiąc później, akurat ja teraz byłam na wyjazdach, wracam z powrotem. No i wczoraj właśnie spotkałam się z moim synem i przyjechał tutaj do mnie na weekend. I tak rozmawiamy jeszcze wczoraj i też właśnie złapałam się na tym, że rozmawiam z nim i widzę, jak on dojrzał, jaki zrobił się niesamowity, jak ta cała sytuacja zadziałała tak naprawdę na korzyść. I ciekawe, że opowiadał o uczuciu do mnie. Dzielił się tym, co przeżył. Mówił bez żadnego zająknięcia, że się za mną stęsknił. Myślę sobie niesamowite doświadczenia, że jednak okazuje się, że mimo to, że już sama wątpiłam w to, czy to była właściwa decyzja, czy nie za wcześnie, czy we właściwym momencie, czy dobrze. Zresztą pamiętasz ciebie też dziesięć razy pytałam, to nagle okazało się, że sytuacja pokazuje, że tak jak mówię, nie ma tego złego.
No tęskni. To prawda. Ja też tęsknię. To prawda. Musimy borykać się z innymi problemami. Ja z innymi, on przez to, że ja jestem sama, on jest sam. Natomiast okazuje się, że to wszystko ma swoje dobre strony, co też pokazuje, jak w świecie dualnym funkcjonuje wszystko, że jednak zawsze są te dwie strony, co mogę powiedzieć tu w tym przypadku można podkreślić, że napawa to nadzieją, nadzieją w tym kontekście, że jeżeli jesteśmy w jakichś sytuacjach bardzo trudnych, no to zawsze musimy sobie przypomnieć tą jedną informację. Nic nie trwa wiecznie. Góra zawsze z każdej sytuacji zrobi najlepsze co da się w tej sytuacji zrobić i właściwie zawsze można tego oczekiwać. To już nawet nie jest kwestia wiary, tylko po prostu czasu, w którym to się wydarzy.
Czyli jest to nadzieja na to, że jak jest źle i jesteśmy w tej sytuacji, to zawsze będzie lepiej.
[12:00] - To też pokazuje właściwie to, co żeśmy opowiedziały te historie, że ten dualizm jest właściwie tylko w naszych głowach, że to nasze głowy odczytują sytuację jako dualną, czyli odbierają traumatyczne wydarzenia za coś negatywnego, związanego z ciemnymi mocami. I może właśnie fajnie by było przypatrzeć się też takiemu tematowi skąd to się wzięło, że nasz umysł jakby rozdziela doświadczenia na dwie sfery?
[12:31] - Widzę.
[12:33] - No mów kochanie, jak już widzisz to mów.
[12:37] - Od razu dostałam informację bardzo małe połączenie z sercem. W sercu nie ma w ogóle dualności, natomiast umysł jest bardzo mały jeszcze, ale teraz mówię na poziomie rozwoju ludzkości. Bardzo mało istot ludzkich ma już zawiązane połączenie między umysłem a sercem. Jak to nastąpi, to wtedy nie ma takiej dużej potrzeby budowania tej dualności, więc wtedy jest szansa na to, że rzeczywistość zmieni się z dualnej, pójdzie wyżej. To tak jak kiedyś, pamiętasz, mówiłyśmy, robiłyśmy jasnowidzenia, że im wyżej wchodzimy w te wyższe rejestry duchowości, to znika tam dualność.
[13:18] - Dokładnie.
[13:19] - To tutaj widać, że nie ma połączenia z sercem za bardzo.
[13:22] - Czyli to jest informacja podlewająca nas i motywująca do pracy nad rozwojem tego ośrodka energetycznego.
[13:33] - Zdecydowanie.
[13:34] - Żeby jednak ten umysł trochę zacząć bojkotować i tak jak-
[13:40] - Podporządkowywać sercu.
[13:41] - Ewelina Stępnicka zawsze podkreśla twórczość i pracę Byron Katie, która ma taką fajną metodę pracy z umysłem. I zawsze jak umysł każe wypowiedzieć ci pewne zdanie negatywne, to ona zawsze mówi do klienta: „Ale czy to jest rzeczywiście prawda? Czy to jest rzeczywiście prawda, że jesteś na przykład głupi?” Wtedy człowiek jest zmuszony do zastanowienia się.
[14:15] - Umysł wpada w konwulsje.
[14:16] - Tak! Jest w szoku i nagle okazuje się: nie, to jest nieprawda. To jest nieprawda, że ja jestem głupi.
[14:25] - Fajna technika.
[14:26] - Tak. To jest też fajna metoda. Zachęcam nawet do szukania na YouTube „Byron Katie fajna metoda”, dająca pewność na temat właśnie jak funkcjonuje nasz umysł, jaki jest sprytny, jak bojkotuje naszą kreatywną część. Ale wracając jeszcze do tego tematu nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, to nawet ostatnie moje wydarzenia, moja przeprowadzka. Słuchajcie, dom super, miejsce przepiękne, szlaki rowerowe, wszystko idealnie, piękna pogoda i tak dalej. Natomiast jest jeden szkopuł w tym wszystkim.
[15:05] - Maleńki.
[15:06] - Nie, dom jest spory, tu do domu nie mogę się-
[15:09] - Nie, maleńki szkopuł.
[15:10] - Tak, maleńki szkopuł, który naprawdę jest dosyć duży. A mianowicie wyschła studnia i nie mamy wody. Ale słuchajcie, historia na początku okazywała się bardzo trudna. Przerosła mnie. Byłam zdegustowana tym wszystkim, że podjęłam taką decyzję, że taki dom wybrałam. Jak to ja, jasnowidz i taki dom wybrałam bez wody! W ogóle jak to jest? I siądę i myślę w ogóle, gdzie tu jest pies pogrzebany, o co chodzi w tej całej historii? I słuchajcie, okazuje się, że cała moja rodzina nagle musi się zorganizować w zupełnie inny sposób. Musi wykazać się kreatywnością, żeby dany problem rozwiązać.
[15:55] - Współpracą.
[15:57] - Tak! I myśmy nigdy tak nie współpracowali z gośćmi, jak w tej chwili. Są zapisy na kąpiele, lista społeczna. Oczywiście wtedy, kiedy na przykład mamy z mężem klientów osobistych, to przysługuje nam pierwszeństwo w kąpieli. Młodzi ludzie schodzą na dalszy plan i muszą czekać następne dwa dni, aż studnia się napełni. Takie w cudzysłowie oczywiście trudne sytuacje dla umysłu przymuszają do szukania nowych rozwiązań. To po pierwsze. Odkrywają nasze nowe strony, jak jesteśmy twórczy i zaradni jednocześnie. I że tak naprawdę ta sytuacja z tą wodą stała się zabawna dla nas w tej chwili. Jest to taki temat do rozmów, nawet kawał już sobie w tej chwili opowiadamy na temat wody i organizujemy się.
Na szczęście w Krakowie jest pralnia taka, że wrzuca się pieniążki i możesz sobie wyprać rzeczy jak w Nowym Jorku. Więc też sobie żartuję, że w poniedziałek albo we wtorek jadę do Krakowa z workiem brudnych i poczuję się, jakbym była w Nowym Jorku.
[17:15] - À propos zabawnych historii, to ja może powiem jeszcze jedną rzecz, też z własnego doświadczenia, taką osobistą, ale mam nadzieję, że słuchacze nie będą mi tego mieli za złe, tylko się przy tym ze mną dobrze uśmieją. Chciałam opowiedzieć à propos tego, że to hasło „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” zależy od naszego nastawienia, czyli od tego, czy my rzeczywiście chcemy to w ten sposób zobaczyć, czy nie chcemy. Była śmieszna historia, bo już tutaj chyba na antenie wszyscy słuchacze wiedzą, że rozchodzę się z mężem. W związku z tym wiadomo, są różnego rodzaju konflikty i troszkę się męczymy z tym i męczymy. A ponieważ traktujemy to jako proces i chcemy przejść w taki, powiedziałabym, ludzki sposób, w którym się nie obrażamy, w którym nie ma pretensji, czyli naprawdę to przepracować już gruntownie, żeby nie musieć tego robić później, to już tak krok po kroku idziemy. I właśnie wczoraj wróciłam akurat z tych wszystkich wakacji. Przychodzę do niego do domu, rozmawiamy. Na początku oczywiście konflikt, potem coraz spokojniej podchodzimy do tego konfliktu, aż wreszcie tak się zamyśliłam i mój prawie eksmałżonek coś opowiada, a ja słucham. I w międzyczasie zaczęłam ogarniać całe to nasze życie. A tak jak wspomniałam, znam go dwadzieścia parę lat.
Weszły mi do głowy i te wszystkie konflikty, i te sytuacje napięciowe i różne rzeczy. I tak to się rozrosło w mojej głowie, ale obserwuję siebie i cały czas w sobie czuję spokój. I tak się na chwilę zamyśliłam i w pewnym momencie taka informacja do mnie doszła. Mam nadzieję, że słuchacze nie uznają, że jestem egotykiem, bo to naprawdę było niesamowite doświadczenie w moim osobistym procesie. I tak patrzę, i nagle uświadamiam sobie, że ja to wszystko z taką ludzką miłością akceptuję. W nim akceptuję ten proces, akceptuję siebie, akceptuję te wszystkie niedobory. I nagle coś mnie tknęło i mówię to głośno. I mówię to głośno w taki śmieszny sposób, gdzie rozbawiłam tego mojego małżonka, bo mówię: „Wiesz, Piotr, tak patrzę na ciebie i słucham, i nagle uświadamiam sobie, jak ja mam wiele miłości do ludzi. Że ja mogę to wytrzymać w ogóle wszystko. Muszę być obdarzona nadludzką miłością, nawet żeby tak, że tak powiem, przepraszam kolokwialnie, nie zdzielić cię przez głowę”.
Tak się zgłosiłam, on oczywiście też. Mieliśmy pół godziny dobrej zabawy. Natomiast oczywiście mówiąc głębiej, żeby oczywiście nie pozostać tylko na tym egotycznym poziomie, to chciałam powiedzieć, że można tę sytuację też potraktować jako budowanie siebie, budowanie swojej siły, swojej mocy, miłości do siebie, swojej wartości własnej i każdemu człowiekowi jest to potrzebne. I dlaczego ja to opowiadam? Dlatego, że jestem bardzo z siebie dumna, że to potrafię już. Wprawdzie bardzo powoli, ale jak już zaczęłam się uczyć, to mistrzynią się we mnie odezwało. Po prostu.
[20:24] - Bardzo się cieszę, że się takie właśnie uaktywowały u ciebie cechy. Ja też pracuję nad tym, żeby mieć tę miłość dla człowieka mimo wszystko. I powiem ci i właściwie słuchaczom taką historię, którą zobaczyłam po raz pierwszy u siebie. Może to było w zeszłym roku, też przy okazji konfliktu jakiegoś z moim mężem, który ja to tak nazywam: dziamgał, dziamgał, dziamgał.
[20:54] - Ponarzekamy na mężów.
[20:56] - Ale w dobrym kontekście, bo chodzi o to, żeby pokazać, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
[21:02] - Dokładnie.
[21:03] - I coś tam rozmawia, lecą różne słowa, które gdzieś tam ten umysł odbiera mój jako rany. Na początku chce się zbuntować i coś odpowiedzieć, wejść w konwersację, pokłócić się. Ale to wszystko obserwuję zimnym umysłem. Bardzo się przy tym oczywiście jeszcze wtedy wysilałam. I nagle przychodzi obraz. To było nieprawdopodobne. On tak oczywiście gada, gada, dziamga, a widzę go jakby w poprzednim wcieleniu, nie wiem, w jakiejś innej przestrzeni wibracyjnej, kiedy jest małym chłopcem. Siedzi w kącie w jakiejś ciemnej komnacie i jest zaszczuwany przez innych ludzi, którzy do niego mówią, rzucają w niego kamienie, a on się tak strasznie kurczy. I patrzę na to wszystko i olbrzymie współczucie wybudziło się we mnie. Boże, przecież to jest jego reakcja obronna, czyli ten jego krzyk, to jego dziamganie to jest jego reakcja obronna, która wzięła się z programu właśnie z tamtego doświadczenia.
Czyli to nie jest on, tylko to jest ten mały chłopiec, który chce się obronić, bo wtedy był bezbronny, a teraz jest dorosłym mężczyzną w tym wcieleniu, w tej przestrzeni, w którą ze mną żyje i on się w ten sposób broni. I ja to zrozumiałam i natychmiast przeszła mi wszelka ochota, żeby z nim dyskutować, żeby zasycać ten konflikt, tą sytuację. Tylko swoim spokojem go też zszokowałam, bo ja nigdy dłużna nie zostawałam w różnych scżeczkach. Tylko był wyścig intelektualny, kto komu więcej dokopie.
[22:53] - Ale ten sport to chyba wszyscy słuchacze znają.
[22:56] - Tak. I to był przełom u mnie, kiedy właśnie wylała się ogromna miłość i nagle okazuje się, że Jarek stoi taki skonfundowany, w ogóle nie wie, o co chodzi. Jak to? To ja nie reaguję? I później, jak już cała ta sytuacja przeszła, opowiedziałam mu całą tą historię, co ja zobaczyłam w tym wszystkim. I powiem ci teraz tak: jak ludzie tak zygają czasem jeszcze czy do mnie, czy obserwuję, jak między sobą zygają, cały czas przypominam sobie, nasuwam sobie ten obraz, że każdy człowiek ma jakąś przyczynę tego, że tak szczeka.
[23:32] - Tak. I żeby nabrać dystansu, nie wchodzić w to.
[23:35] - Tak, dokładnie. Więc to też była taka bardzo dla mnie pouczająca historia pod tytułem „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Potrzebna była wtedy ta awantura, żeby udostępnić mi pewną inną wiedzę, inną przestrzeń tego wszystkiego, co się wydarza. I właściwie ja nie chcę się przedstawić jako osoba, która nie ma tej przestrzeni konfliktowej, bo owszem, jest. I też borykam się z różnymi takimi sytuacjami, które wybudzają we mnie jeszcze jakiś taki bunt czy chęć takiej riposty. Ale już jest to coraz słabsze właśnie poprzez to doświadczenie, które przeżyłam z moim mężem. Także też się cieszę.
[24:18] - No więc kochana, pocieszmy się, że gdybyśmy nie miały nic do zrobienia, to byśmy przyszły tu jako anioły, a nie jako Monia i Renia. Nie?
[24:28] - Dokładnie.
[24:30] - Mamy do zrobienia tak jak inni. Tyle tylko, że więcej o tym gadamy i głośniej.
[24:35] - Czyli Monia i Renia są z krwi i kości i z ciut dualności.
[24:42] - Tak, dokładnie. Natomiast pomyślałam sobie — to też niesamowite — bo czasami tak narzekam na tego mojego małżonka i narzekam, i narzekam, a potem jak patrzę na to z perspektywy i udaje mi się czasami ją złapać, to myślę sobie: „Boże, ja się nauczyłam najwięcej przez ten ostatni czas właśnie przy nim”. Czyli też myślę sobie: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Najwidoczniej byłam bardzo krnąbrnym uczniem, więc potrzebowałam trudnych sytuacji, żeby się uczyć. Ale z kolei rezultaty są nawet dla mnie zaskakujące, że pewne rzeczy w tak błyskawicznym tempie przerabiałam i tak byłam przyciśnięta do muru, żeby to przerobić, że myślę sobie: nikt inny nie byłby w stanie tego na mnie wymusić. A jemu się to udało, za co jestem wdzięczna notabene, bo to też niełatwa praca. Zresztą też czasami myślę tak à propos tego, co mówiłaś, tej wizji, że czasami jest tak, że w poprzednich życiach nasze dusze się umawiają w taki sposób, że ktoś jest dla nas w określony sposób, na określonym poziomie nauczycielem i właściwie robi to, ponieważ tak się umówiliśmy. Czyli gdzieś jest ta zgoda na przyjęcie takiej trudności bycia dla drugiego człowieka takim nauczycielem. Bo to nigdy nie są proste role aktorskie. Lepiej być takim miłym, przytulackim, sympatycznym i dającym, niż stawiać granice, być ostrym albo przymuszać kogoś do miłości własnej i do wartości, do podnoszenia wartości.
To są chyba bardzo trudne lekcje dla większości ludzi. Zresztą często mnie ludzie pytają na przykład: ale jak bardziej pokochać siebie? Jak bardziej zaufać sobie? To nie są nawet proste pytania. To znaczy powiem ci, że nawet niespecjalnie umiem na nie odpowiedzieć w taki jasny i zgrabny sposób, bo w moim świecie to nie jest kwestia tylko pracy na przykład ze sobą i z wyższym ja i z podświadomością, tylko też przechodzenie przez pewne procesy. I co najgorsze wcale nie takie najłatwiejsze procesy, żeby to naprawdę zbudować w sobie w tak wartościowy i tak stabilny sposób, żeby rzeczywiście można było powiedzieć, że ten rezultat faktycznie jest stabilny.
[26:52] - Tak, masz rację. Ta miłość do samego siebie. Też były takie pytania odnośnie audycji, które prowadzimy. I właściwie można powiedzieć, że w każdej audycji, którą poprowadziłyśmy, jest kawałek odpowiedzi na temat pokochania siebie, ponieważ jest to temat tak złożony, tak wielowymiarowy i dotyczący wszystkich aspektów naszego życia, że w jednym zdaniu nie da się powiedzieć.
[27:16] - Nie da się. Dokładnie.
[27:17] - Po prostu to przez życie chyba, przez własne życie, przez obserwację, przez uważność.
[27:25] - Uważność też dla siebie.
[27:27] - Przede wszystkim tak. Przede wszystkim dla siebie, dla swojej uczciwości.
[27:29] - Dla swojej przestrzeni.
[27:31] - Jak ja się czuję w danej sytuacji. Zaobserwować to i podjąć odpowiednią decyzję. Oczywiście my tutaj mówimy o tych wszystkich takich sytuacjach z naszymi mężami, ale to można odnieść w ogóle do przyjaciół, w ogóle do ludzi w naszym świecie. I to nie oznacza, że my namawiamy, żeby tylko przepracowywać ciągle ten sam wzorzec z partnerami czy z ludźmi, obdarzać to tolerancją, akceptacją i dalej w tym tkwić. Przynajmniej to nie jest moja koncepcja, tylko moja koncepcja jest taka, że zaobserwować i jeśli twoja decyzja jest taka, że okej, jeszcze wytrzymam, to dajemy szansę tej relacji.
[28:12] - A ile wytrzymam, to idę.
[28:14] - Jak jest to zbyt ciężkie, to po prostu odchodzę. Jeśli chcę inaczej zacząć żyć i doświadczać innych wibracji, innych energii, innych emocji, innych zadań w życiu — też tak można określić — no to wtedy należy wyjść z danej sytuacji. Ale zanim wyjdę, to warto zaobserwować, co spowodowało, że ja w ogóle weszłam do tej sytuacji. To po pierwsze. Po drugie, co spowodowało u mnie, co jest takiego we mnie, że ja tkwię w tej sytuacji. Także tutaj trzeba naprawdę dużą uważność i wiele rozmów takich przeprowadzonych z nami samymi.
[28:52] - Tak. Ja jeszcze bym powiedziała taką przy okazji na marginesie jedną rzecz, że w tych wszystkich sprawach, o których my mówimy, też tych trudnych sprawach, to też cały czas mi do głowy przychodzi, jak ty to ładnie zawsze nazywasz w tych swoich arkuszach: programy wyzwań. Bo tak zaczęłam ja się w międzyczasie zastanawiać. Mówię: dlaczego ja tkwię czasami w pewnych sytuacjach? No właśnie z powodu programu wyzwań. I podejrzewam, że bardzo dużo ludzi z tego samego powodu tkwi w pewnych sytuacjach. I to już nie chodzi tylko o partnerskie, tak jak mówiłaś, ale na przykład czasami zawodowe. Na przykład poznałam człowieka, który dochodził na sam szczyt, potem spadał, dochodził na sam szczyt i spadał. I cały czas, i cały czas. I wreszcie jak ja się temu przyjrzałam, to mówię: Boże, ale ty po prostu musisz mieć ciągłe wyzwania.
Czy ty zdajesz sobie... „No tak, bo ja lubię”. Ja mówię: no dobrze, lubisz, lubisz, fajnie. Tylko musisz zdawać sobie sprawę z tego, jaki jest skutek uboczny, czyli ta ciemna strona tego programu. Za każdym razem, żeby było wyzwanie, to coś musi się rozsypać, bo inaczej nie ma wyzwania. Jeżeli non stop jesteś na górze, to tam nie masz żadnych wyzwań. Po prostu wyzwanie jest dopiero wtedy, kiedy spadasz na dół, a masz ochotę znowu pójść w górę. Jeżeli takie życie ci nie odpowiada, to trzeba te programy po prostu pouczyszczać w sobie. Pomyślałam sobie, że to może warto zaznaczyć, bo dużo ludzi się zastanawia dlaczego. A czasami odpowiedź jest bardzo prosta.
Ma te bardzo silne programy albo nie odchodzi na przykład od drugiego człowieka, bo nie może się znowu pogodzić z porażką, bo wyzwaniem dla niego jest sprostanie pewnym rzeczom. I nie ma na to też zgody.
[30:25] - To bardzo fajnie, że ruszyłaś ten temat. Dlatego, że ja sama borykałam się z takim programem bardzo silnie zakodowanym w podświadomości, że dotykałam jakiegoś tematu, dochodziłam na sam szczyt i rezygnowałam z tego, czyli nie ciągnęłam tego dalej. I już jako dorosła osoba zainteresowałam się i mówię: „Kurczę, co to jest za przyczyna, że ja osiągam pewien cel w jakimś temacie i odpuszczam?” Nie chcę tego sukcesu dotknąć. Sukcesu oczywiście w cudzysłowiu, czyli takiej energii zrealizowania tak bym to nazwała. Nagle weszłam w medytację i pokazała mi się taka scena: jestem małym dzieckiem, małą dziewczynką w naszym drugim domu, jaki pamiętam u moich rodziców. Może jestem w pierwszej klasie. Tak to kojarzę. Rozkładam wszystkie misie, lalki, w ławkach sadzam i jestem nauczycielką. Prowadzę tam jakąś lekcję, robię dyktando, więc pozbierałam wszystkie kartki z domu, jakieś fiszki, długopisy, ołówki i rozkładam tym zabawkom. I nagle słyszę, jak otwierają się drzwi do mieszkania i wchodzi mój ojciec.
A ponieważ mój ojciec często pił, więc wysłuchiwałam jako małe dziecko, jakie są kroki, czy są pewne, czy są niestabilne, bo to od tego zależało, w jaki sposób potoczy się następny kawałek tego dnia, czy będzie spokój, czy będzie awantura. Tym razem przyszedł trzeźwy i ja lecę do przedpokoju w tej wizji do niego i mówię: „Tato, tato, patrz, bawię się w szkołę. Rozłożyłam misiom i lalkom kartki i robię dyktando". I to była realna sytuacja. To się wydarzyło rzeczywiście. I on do mnie mówi: „Wiesz, ty nie możesz być nauczycielką, ponieważ ty nie umiesz tabliczki mnożenia". I to był taki tatuaż podprogowy, bardzo silny. I ja skojarzyłam, że ja nie mogę osiągnąć sukcesu, ponieważ mam jakiś deficyt, nie mogę czegoś przekroczyć. I ja całe życie chciałam być nauczycielem czy przedszkolaną, czy w szkole. To jedno zdanie tak bardzo głęboko utkwiło mi w podświadomości, ponieważ ja tej tabliczki mnożenia rzeczywiście nie mogłam się nauczyć.
Jeśli się jej nauczyłam, to powiedzmy na miesiąc i później wszystko zapomniałam. Natomiast ten program spowodował, że ja dotykałam czegoś w tej dziedzinie akurat jeśli chodzi o bycie nauczycielem. Skończyłam studia. Bardzo dobrze zdałam. Miałam propozycję pracy, ale jej nie przyjęłam, bo ten kod działał, ściągał mnie znów w dół. Potem skończyłam szkołę wróżbiarstwa. Zaproponowano mi, żebym od razu wykładała w tej szkole, bo bardzo dobrze ją skończyłam. Powykladałam chwilę. Znów zrezygnowałam, bo się przestraszyłam. Potem były jeszcze różne moje działania, gdzie dochodziłam do pewnego punktu, gdzie znów jest ten strach, lęk, ten deficyt przypominał się podprogowo i znów rezygnowałam.
W momencie, kiedy w tej wizji oczyściłam tę całą sytuację, czyli przepuściłam przez swoje zrozumienie, nagle okazuje się, że wychodzę na światło dzienne i można powiedzieć już drugi rok w tej chwili idę tą ścieżką, nie wycofuję się, tylko robię nowe rzeczy, dokładam do starych, dokładam cegiełki, buduję siebie jako osoba pracująca w zawodzie, który kocham.
[34:01] - Kochana, pochwalmy się jeszcze teraz jedną rzeczą zupełnie. Ja ciebie, a ty mnie, jakie jesteśmy konsekwentne. Bo pamiętasz, ile razy już miałyśmy zrezygnować z tych audycji i skakaliśmy to tu, to tam, to tam. A jednak za każdym razem jedna drugą wspierała i mówiła: „Dobra, robimy, robimy dalej. Tobie nie szło, to ja robimy. Mi nie szło, to ty robimy". I to też takie fajne.
[34:24] - Tak, dokładnie. Czyli taka konsekwencja, takie budowanie od podstaw, budowanie powolne, co powoduje, że to, co zbudujemy, jest trwałe i silne, że trudno będzie już zburzyć to, co zbudowałyśmy. To może przybierać różne odnogi, różne formy. Natomiast jesteśmy już na takim etapie, że budujemy cegła po cegiełce i to jest bardzo stabilne właśnie w tej chwili. Oczywiście te doświadczenia związane z tym dualnym w cudzysłowiu światem również nas zahartowały. Również wzmocniły nasz charakter. Również spowodowały, że my poprzez te niezbyt miłe doświadczenia dla umysłu potrafimy segregować w tej chwili to, co chcemy wpuszczać do swojego życia, a czego już nie chcemy. Czyli dało nam to olbrzymią wiedzę w ogóle na temat nas samych, kim jesteśmy i co chcemy.
[35:28] - Tak, to prawda. Jeszcze raz powtórzę to, żeby ludzie usłyszeli tak naprawdę głęboko, że to, czy nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, czy to rzeczywiście działa, to też zależy bardzo mocno od nas. Od tego, czy my chcemy rzeczywistość w ten sposób zobaczyć. Ale jeżeli zobaczymy, to właściwie nie ma sytuacji, która byłaby w stanie nas pogrążyć i położyć na łopatki tak, że nie jesteśmy w stanie z tego wyciągnąć nic dobrego. Czyli tutaj mam duże zaufanie do góry, że zawsze te sytuacje są budowane w taki sposób, że jednak zawsze jest coś. Co można potraktować do budowania siebie bądź do budowania poczucia wartości, stabilności, siły czy czegoś zupełnie innego, dobrego. Na przykład zrobienia czegoś dobrego dla kogoś w danej sytuacji. Na przykład ta pani z twojej historii stała się palcem w rękach boskiego źródła, żeby zrobić coś dobrego dla ciebie. Przecież jej motywacją nie było zrobienie czegoś dobrego dla ciebie. Ona po prostu w super sposób kontaktowała się ze swoim synem.
[36:39] - Dokładnie.
[36:40] - Czasami to też w ten sposób wygląda, że jesteś palcem dla zrobienia dobrze dla kogoś innego i to też jest piękne. Jak sobie to uświadomisz, też jest to piękne.
[36:50] - Dokładnie.
[36:51] - W różnych wymiarach, różnych sposobach, różnych kombinacjach można zobaczyć, że rzeczywiście zawsze wychodzi z tego coś dobrego.
[37:03] - Takie trudne sytuacje wybudzają w nas to, że my możemy dać więcej z siebie. Wybudzają w nas nowe potencjały, nowe możliwości, o których my w ogóle nawet nie wiemy, nie jesteśmy tego świadomi.
[37:21] - Zazwyczaj.
[37:23] - Właściwie można powiedzieć, że zawsze. Miałam taką rozmowę wczoraj z kobietą, która od lat tkwi w toksycznym związku. Z jednej strony ten związek ją niszczy, ale z drugiej strony już jest na takim etapie, że im jest trudniej w tej chwili, tym większa jest dla niej motywacja do zrobienia dla siebie więcej. Co jest w tym momencie bardzo budujące tak naprawdę, nawet jak się to obserwuje z zewnątrz. To też jest taka prawda, że co nas nie zabije, to nas wzmocni.
[37:56] - Tak.
[37:56] - Taki slogan. Aczkolwiek chciałabym, żeby Ziemia wyglądała tak i nasze doświadczenia i duchowe, spiritualne i czysto ziemskie, żeby zawsze wszystko nas wzmacniało, ale w sposób miły, czyli nietraumatyczny.
[38:14] - To by się przydało.
[38:15] - I wydaje mi się, że idziemy w tym kierunku. Natomiast żeby wyjść z takiej dualności, należy sobie uświadomić, że wszystkie doświadczenia z punktu widzenia duchowości, ducha, tam nie ma oceny. To nie jest ani dobre, ani złe.
[38:34] - Jest po prostu.
[38:37] - Tak, jest i ma swoją przyczynę, że tak się ma wydarzyć. Jeśli my to zrozumiemy i przyjmiemy, że nie ma dobrego i nie ma złego, tylko jest doświadczenie, jest informacja, to wtedy siłą rzeczy ten dualizm zaczyna odchodzić i zaczynają odchodzić te negatywne wibracje wraz z tym puszczeniem. Dlatego że nie ma przestrzeni, nie ma miejsca już na te wibracje. Kiedyś czytałam sobie książkę Eckharta Tolle „Nowa Ziemia”, gdzie jest fragment o tym, żeby wszystko akceptować, co się wydarza w naszym życiu bez oceny, bez negowania tego, tylko z czystą obserwacją, żeby zachować spokój. I w pewnym momencie mówię: „Kurde, jest to złota myśl, tylko jak to zrobić? To nie jest takie proste”. Oczywiście góra dała mi doświadczenie od razu tego samego dnia, co przeczytałam ten fragment. Spryciarze są na tej górze. Słuchajcie kochani, miałam ogromną ochotę na placki ziemniaczane, a nie lubię ich smażyć w domu, bo dużo roboty przy tym jest i później człowiek cały śmierdzi tą smażeniną. Pod Rzeszowem była taka fajna drewniana knajpka, gdzie robili dobre zupy, więc mówię do Jarka: „Słuchaj, tam są też placki, jedziemy i sobie te placki zjem”.
Pojechaliśmy. Siedzę, pani miła podaje placki, próbuję. One są kompletnie spalone, twarde, nie nadają się do zjedzenia. I co Monia? Stara Monia mówi: „No nie kuźwa, to ja jadę tyle kilometrów na placki, tu takie placki dostaję. Nie, bo puszczę”. Idę do tej pani i mówię tak: „Zwracam placki. One są nie do jedzenia. Proszę mi nowe usmażyć”. Byłam niemiluch straszny.
I czekam, ale oczywiście atmosfera już zawiesista, pani niezadowolona. Wytworzyłam energię nerwowości, czyli byłam współautorem.
[40:40] - Jeszcze gorsze placki?
[40:41] - I pani wjeżdża z nowymi plackami. Nie gorsze, takie same. A Jarek tak się śmieje, bo ja mu opowiadałam o tej historii, co czytam. I Jarek mówi: „No i co? Eckharta Tolle rano czytałaś fragment o tym, akceptuj wszystko, co się wydarza. Przyjmij bez oceny, a ty poleciałaś, wymieniłaś placki. Masz takie same. Temat nieprzerobiony”. Ja mówię: „Kurczę, jak to działa momentalnie. Dostałam nauczkę.
Okej, ja już wiem, o co chodzi z tą akceptacją. Dopóki ja tego nie przepuszczę przez siebie, to te sytuacje będą mnie bombardować. Dopóki ja ich nie oleję, za przeproszeniem, kolokwialnie mówiąc”.
[41:23] - Tak, ale to dokładnie dotyczy wszystkich sytuacji.
[41:25] - Tak, dokładnie. Tylko ja tego nie rozumiałam i to mi pokazali najprościej jak było można.
[41:32] - Dobrze, że przez placki. To i tak niezła lekcja. Nietrudna. Mogło być gorzej.
[41:39] - Dokładnie.
[41:40] - Natomiast przyszło mi do głowy coś innego. To w ogóle niezwiązane jest z tą audycją, ale chciałam to powiedzieć, bo może to da też pewną informację. Troszkę jest związane w sensie transformacji, zmiany i tak dalej. Ponieważ jak byłam w Hiszpanii na tym urlopie, takim trochę pracującym urlopie, to tam strasznie dużo pojawiło się informacji, że od sierpnia aż do listopada mają być jakieś wybuchy na słońcu, końce świata i różne dziwne rzeczy.
[42:11] - Też pytają nas właśnie.
[42:13] - No właśnie. I przyszło mi to, akurat teraz dostałam informację, żeby to poruszyć, więc niby nie jest z tematem związane, ale chciałam powiedzieć, ponieważ jedna z osób tam w międzyczasie, która na tym urlopie wpadła w panikę dość poważną, co to się stanie i co trzeba robić i w ogóle najlepiej do bunkru zejść. To ja już po prostu nie wytrzymując nerwowo tych gadat innych wokoło, zrobiłam to jasnowidzenie i właściwie chciałam się nim podzielić. I to będzie związane z tematem. Co mi się pojawiło? Pojawiła mi się bardzo podobna energia, którą kiedyś opowiadałam chyba w tej niezależnej telewizji, jak mi Mikołaj zadawał pytania à propos tej zmiany transformacyjnej z 21 grudnia. To teraz widziałam dokładnie to samo. Czyli powtórzę to jeszcze raz: takie złotawe, dosyć mocne, nawet wyglądały na bardzo materialne, chociaż to nie są materialne. Złote chmury, złote energie, które w takich plastrach złotych spadały na ziemię i one przymuszały do tego, żeby każdy człowiek przechodził o stopień wyżej, czyli powiedziałabym wymuszały zmiany dosyć poważne. I to właśnie widziałam, że mniej więcej tak pod koniec do dwudziestego któregoś listopada się ciągną.
Dlaczego zaczęłam o tym myśleć i dlaczego o tym mówię? Dlatego, że zauważyłam, że w moim osobistym życiu dzieje się dokładnie to samo, co działo się przed tym 21 grudnia i chwilę po. Jakieś chyba dwa miesiące po. Czyli zostałam przymuszana i konfrontowana z najtrudniejszymi sytuacjami w swoim życiu i z najtrudniejszymi tematami, które zostawiłam w sobie i nie miałam odwagi do tego podejść, a to bardzo szybko mnie zaczęło prostować. Mówię to też ze względu na to, że prawdopodobnie dużo ludzi będzie miało dokładnie to samo odczucie. Więc żeby byli spokojni i à propos tej akceptacji akceptowali, że tak jest i po prostu w to wchodzili i na to się otwierali i wtedy jest wszystko w porządku. To znaczy ułatwi się przez to przechodzić. Czyli ta energia bardzo mocno wzmacnia. Chcesz, to możesz obejrzeć.
[44:27] - Ja absolutnie ci ufam tutaj, dlatego, że jak mówisz, to jeśli coś ze mną nie rezonuje, to ja od razu tutaj wypowiadam swoje zdanie. Natomiast poczułam to sercem, nie muszę tu komentować nic, dlatego, że poczułam to serce, że to, co mówisz, to absolutnie to jest to, co ja chcę doświadczyć.
[44:48] - Tak.
[44:49] - I to bardzo mi to zabrzmiało.
[44:51] - To, co mnie zaskoczyło, to fakt, że czułam to jeszcze mocniej niż przy tym 21. Myślę sobie: ciekawe. Tak gadali o tym 21 grudnia po prostu wszędzie i wszem. I wydawałoby się, że to już jest po prostu najsilniejsza rzecz, jaka w ogóle może się zdarzyć. Po czym okazuje się, że to czuję dużo silniej.
[45:09] - I tak myślę sobie teraz, jak mówisz, że każde następne takie przełomy, czyli kiedy otwierają się jakieś nowe możliwości do napłynięcia nowej energii, będą coraz bardziej silnie odczuwalne. Tak to gdzieś tam, jak mówiłaś, poczułam. Więc coraz bardziej ta energia, która zaczyna spływać. Oczywiście to jest połączone z tymi wybuchami na słońcu i z różnymi takimi jeszcze innymi energiami. Będą coraz bardziej silnie na nas oddziaływały. Ale ja bym tu chciała poruszyć sprawę, bo było takie pytanie, czy spodziewać się jakichś kataklizmów z tego tytułu.
[45:51] - Jedna rzecz, przerwę ci na sekundkę, bo mi wypadnie z głowy. Dlaczego w ogóle moja motywacja, żeby to powiedzieć? Dlatego, że na jedną rzecz się wkurzyłam bardzo, że media bardzo mocno podkręcają strach i lęk. I dlatego to mówię, żeby kompletnie ten strach i lęk zlikwidować i powiedzieć: nie bójcie się, bo nie ma w tym żadnych dramatów.
[46:14] - Poza tym powiem tak: nawet z mężem wczoraj szliśmy na zakupki tutaj na wieś i mówię: słuchaj, tak właśnie podsycają media ten strach i tak dalej. A Jarek mówi: to wejdź w jasnowidzenie i zobacz, czy te wybuchy na słońcu coś tam spowodują. Ja mówię: wiesz, nie. On mówi: dlaczego? Ja mówię: dlatego, że nawet gdyby coś spowodowały, to ja nie chcę o tym wiedzieć, ponieważ ja chcę jeszcze ten kawałek czasu, który mi został, przeżyć w szczęściu i radości. Chcę iść na rower, chcę zdobyć górę Chełm, która jest w pobliżu. Mówię, nawet ta wiedza jest mi niepotrzebna. Ale oczywiście czułam wewnętrznie, że nie wydarzy się nic traumatycznego.
[46:54] - Ponadprzeciętną. Bo ja to też sprawdzałam i oczywiście dzieją się różne rzeczy, ale pamiętajmy o tym, one dzieją się codziennie. Codziennie są jakieś powodzie, codziennie są susze, codziennie są wybuchy wulkanów. Nie ma właściwie dnia, w którym na świecie coś by się nie zdarzyło. To można uznać jako standard. W związku z tym my myślimy o czymś, co jest kompletnie niestandardowe. Niestandardowa dla mnie jest szybkość, z jaką się rozszerza ludzka świadomość. I nie ograniczajmy tego lękiem, bo ciekawe jest to, że za każdym razem, kiedy jest możliwość na podniesienie świadomości, to zawsze dostajemy informację, która nas ma wpędzić w lęk albo w strach. Albo w panikę. Ciekawe, że za każdym razem te dwie rzeczy łączą się razem.
Tym razem postanowiłam zastrajkować. Stąd ten przerywnik.
[47:46] - Bardzo dobrze zrobiłaś, dlatego że teraz ja chyba nawet o tym nie myślałam i dałaś mi do zrozumienia, że rzeczywiście tak się dzieje, że wtedy, kiedy dzieją się dobre rzeczy energetycznie, kiedy idzie energia zmiany, druga strona jest taka, że-
[48:04] - Jakby mogła to uciąć główkę szybciutko.
[48:06] - Tak, zatrzymać to w jakiś sposób zbojkotować, ale w imieniu, jakby to powiedzieć: stop NWO.
[48:14] - Dobra dla nas wszystkich.
[48:16] - To się okazuje paradoksem.
[48:18] - Tak. Właśnie. Dlatego zwróciłam na to uwagę. Myślę sobie: nie. To tylko tyle, żeby słuchacze się o tym dowiedzieli po prostu i naprawdę byli spokojni. Zresztą z drugiej strony też taka wyluzowana jestem, to opowiem wam. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wracam do tematu. Jak leciałam do tej Hiszpanii samolotem i tak jak wiesz, Moniu, pytałam cię wcześniej w panice, bo to był dokładnie ten sam dzień i miesiąc, czyli 7 sierpnia, kiedy miałam wypadek samochodowy trzy lata temu i dosyć kiepsko on się skończył. Chociaż nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo okazało się, że podjęłam się jednak tej pracy, którą teraz wykonuję, że tak powiem, z większą gorliwością i gotowością niż wcześniej.
Ale tym razem mówię: kurczę, akurat ten samolot musiał wypaść, wolna i najtańsza linia dokładnie tego samego dnia i miesiąca. To jakaś złośliwość losu. I okazało się oczywiście, ty mnie uspokajałaś, patrząc w wizję, że nic nie będzie się działo. Natomiast ja ze spokojem poleciałam, wróciłam z powrotem i tak lecę z powrotem. I troszkę się denerwowałam. Zaobserwowałam to znowu u siebie i myślę sobie tak, ale właściwie to ja sama tym razem zobaczyłam, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Myślę sobie tak: cholera, jak człowiek jedzie samochodem i coś się wydarzy, to może zostać kaleką, może być w traumie, może być w komie, może być w różnych dziwnych rzeczach, ale jak lecisz samolotem, to nie masz żadnej szansy na przeżycie. Programy i problemy tego świata przestają dla ciebie istnieć. Więc jest to też dobra umiejętność spojrzenia na życie, że tak też można spojrzeć i też można w tym zobaczyć coś dobrego.
[50:01] - Tak jest. W każdym razie tak już chyba będziemy powoli kończyć, bo pytań jest troszkę. I właściwie chciałam powiedzieć, że kochani, nastawiajmy się tak naprawdę na kreację swojego życia, na to, żeby nie musieć doświadczać takich jak myśmy to dzisiaj w temacie powiedziały: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, tylko nastawiajmy się na same dobre doświadczenia. Bo my tutaj omówiłyśmy, że ze wszystkiego można wyciągnąć lekcję, ale właściwie lepiej by było, żeby nie wyciągać lekcji z takich rzeczy.
[50:40] - Nie musieć przechodzić w taki sposób.
[50:41] - Tak, tylko od razu weźmy się za kreowanie, że na przykład jak ja wynajmuję dom, to życzę sobie, żeby też była woda.
[50:52] - Ale wiesz co, pomyślałam sobie, że przypomina mi się wciąż ta przypowieść, którą pewnie wszyscy znają, bo krążyła po internecie. To może szybciutko ją krótko.
[51:06] - Halo? Halo, halo. O, chwileczkę. Mamy problem z połączeniem internetowym.
[51:18] - Przepraszamy za małą przerwę. Tym razem nie woda, tylko prąd mi wysadziło. Oni wiedzą kiedy. Więc opowiem jeszcze raz tą samą historię. Mam nadzieję, że tym razem nie wywali. À propos duszy i à propos tego tematu, o którym mówiłaś, że może fajnie by było, żebyśmy zaczęli już kreować tylko i wyłącznie i nie musielibyśmy przechodzić przez te wszystkie trudne sytuacje, które nam jeszcze tu w życiu towarzyszą. I pewnie w tym kierunku troszkę idziemy, natomiast myślę sobie, że to, że idzie to tak powoli, to też chyba świadczy o tym, że gdzieś lubimy się troszkę ekscytować, lubimy się bawić, może na wyższych poziomach duszy bardziej się bawimy niż jak się mordujemy tutaj w tym 3D, ale jednak coś jest. I à propos tego chciałam opowiedzieć historię, w której jedna z dusz postanowiła gdzieś się odrodzić. I przychodzi do takiego biura turystycznego. Pewnie wszyscy znają tą historię i mówi-
[52:16] - Ja nie znam.
[52:17] - To właśnie tym, którzy nie znają opowiadam. I mówi: „Chciałabym gdzieś zejść". I ten pan z biura mówi: „No dobrze, w takim razie tutaj mamy taką pomarańczową planetę. Ona jest bardzo piękna, pełna miłości. To tam pani się we wszystkim zakocha i wszystko pokocha". A dusza mówi tak: „Nie, to mi brzmi trochę za nudno". On mówi: „No to dobrze, to niech będzie ta druga planeta. Ta druga planeta to będzie relaks, słońce, niebo, plaża. Po prostu naprawdę odpoczniesz". A dusza mówi: „Nie, to też brzmi strasznie nudno.
Ja to bym chciała się podekscytować, przeżyć przygody, poszaleć, poczuć, że żyję". I ten przewodnik tak myśli. Ten pan z biura myśli, myśli i mówi: „Dobra, mam taką planetę. Nazywa się Ziemia". I mówi: „I wiesz co jest najlepsze? Nie dość, że wszystko to, co będziesz chciała jeszcze przeżyć, to przeżyjesz. A najzabawniejszy jest fakt, że zejdziesz tam, zapomnisz kim jesteś i przez całą resztę życia będziesz się rozwijała duchowo i zbliżała do boskiego źródła, bo kompletnie zapomnisz, że cały czas jesteś z nim połączona". I to jest najlepszy żart na tej planecie. Tak mnie ta historia ubawiła, że już wszystkim ją chyba opowiadałam. Ale myślę, że ona pokazuje też jedną rzecz.
Pokazuje, że te dusze jednak w wielu przypadkach przychodzą tutaj, żeby się bawić też. Nie tylko uczyć, nie tylko się mordować, nie tylko doświadczać ciężkich sytuacji, ale też przez to się bawić i dystansować.
[53:57] - Kurczę, ja nie znam takiego człowieka. Ale jak zobaczę, to naprawdę będę szczęśliwa, bo dużo się od niego nauczę.
[54:07] - Powiem ci, że właściwie się śmiałam, że powoli, bardzo powoli, ale idę w tym kierunku, że niektóre trudne sytuacje, na przykład jak stracę jakieś pieniądze, bo coś tam, to zaczynam-
[54:20] - Bo mnie ktoś naciągnie.
[54:22] - Tak, bo mnie ktoś naciągnie, to myślę sobie, już się nie denerwuję tym, nie stresuję, nie zastanawiam się, co znowu, że tyle musiałam za tę lekcję zapłacić, tylko po prostu dobrze mnie ona bawi. Zaczynam się z tego śmiać.
[54:35] - Tak, dokładnie. Dobrze, że jest dystans do tego wszystkiego.
[54:38] - Więc zaczynam się śmiać i mówię: coraz bardziej rozpoznaję, że jednak przyszłam się troszkę więcej bawić, niż mi się wydawało i troszkę mniej martwić i przejmować tym wszystkim. I tak z dnia na dzień coraz bardziej się tego uczę, więc mam nadzieję, że dojdę do perfekcji jeszcze w tym życiu.
[54:56] - Bardzo się cieszę i ja mam też taką nadzieję. I właściwie to jest bardzo fajne podsumowanie, cała ta historia, którą opowiedziałaś o tej zabawie, bo właściwie to życzę nam, Reniu, i wszystkim słuchaczom, żebyśmy zaczęli właśnie bawić się tymi wszystkimi sytuacjami, które wydarzają się w naszym życiu. To bardzo fajnie to, co powiedziałaś. Czyli co?
[55:24] - Czyli odpowiedzi na pytania teraz pewnie.
[55:26] - Tak mi się wydaje. Chyba że masz jeszcze coś do powiedzenia, ale wydaje mi się-
[55:30] - Nie, co rozmawiać, to my mogłybyśmy długo, ale myślę sobie, że już chyba ten czas, który przeznaczamy, to już powoli dobiega końca, więc żeby słuchacze nie byli rozczarowani, to jakieś pytanka, chociaż ze dwa, to pewnie przejrzymy.
[55:43] - Dobrze, to ja wybrałam na dzisiaj takie pytanie jedno łagodne, a drugie kontrowersyjne. Od którego mam zacząć?
[55:51] - Od kontrowersyjnego. Będziemy miały za sobą.
[55:54] - To ja muszę przesunąć tutaj komentarze na blogu. I mamy tak, poczekaj. Tylko doczytam się do tego fragmentu, to chwilkę mi dajcie czasu. Czy zdarza się paniom kłamać? Czy okazyjne kłamstewka i tak zwane białe kłamstwa mają jakiś sens? Czy jednak lepiej zawsze mówić tylko prawdę? Reniu, proszę bardzo.
[56:26] - Powiem tak: absolutnie uważam, że nie powinno się nigdy kłamać. Natomiast niestety przyznam się bez bicia, że czasami, ale bardzo rzadko, zdarza mi się skłamać. Mniej więcej wychodzi to jedno kłamstwo raz na rok. W sensie świadomym, bo nie mówię o takich nieświadomych, gdzie na przykład zupełnie inaczej widzę rzeczywistość albo mam w pamięci, że inaczej to było i się na przykład potrafię wykłócić o to, że tak było. To trudno mi nazwać kłamstwem. Natomiast generalnie uważam, że nie, kłamać się nie powinno. Mnie często pytają, to tutaj już powiem w sprawie zawodu, nie tylko prywatnych spraw, że nawet jeżeli mnie pytają: a jeżeli pani zobaczy coś takiego niespecjalnie fajnego, to czy pani to mówi, czy pani przemilczy, czy kłamie? A ja mówię: zawsze mówię. Chcę być uczciwa wobec swojego jasnowidzenia i zawsze mówię. W najgorszym wypadku, jak przeczuwam, że coś może być nie tak, to mówię: proszę mi tego pytania nie zadawać na przykład.
Albo to nie jest pytanie, na które chciałabym w ogóle odpowiadać. W związku z tym czasami tak to bywa. Natomiast generalnie uważam, że nie, nie powinno się kłamać.
[57:38] - I teraz może ja się wypowiem na ten temat. Słuchajcie kochani, jeśli my idziemy w kierunku światła, które z samego założenia jest czystą prawdą, więc dla mnie odpowiedź jest oczywista, że kłamanie jest związane z trzecim wymiarem, z trzecią gęstością, ze światem dualnym, ale również z czystym umysłem ludzkim, który jest bardzo lękowy. Więc tutaj dla usprawiedliwienia, może nie dla usprawiedliwienia, tylko dla pokazania przyczyny-
[58:08] - Zrozumienia.
[58:09] - Tak. Kłamiemy, przede wszystkim to jest strach i lęk przed prawdą i przed konsekwencjami prawdy. Jest nawet takie przysłowie, że przy bajce śmiech, a przy prawdzie gniew. Co to oznacza? Że kiedy my mówimy prawdę, ta prawda jest dla ludzi często ciężka do przełknięcia i mogą się od nas odsunąć, mogą się obrazić, mogą na nas nakrzyczeć. Więc wyrobiliśmy w sobie mechanizm obrony przed reakcją innych ludzi i wolimy kłamać, dlatego że wtedy spotykamy się z aprobatą. Po prostu ludzie nas aprobują. To tak w kwestii wyjaśnienia, czy ja kłamię. To znaczy tak, już mówię jak na spowiedzi kochani, dzisiaj spowiedź Reni i Moni. Kiedyś oczywiście byłam w tym samym stereotypie kłamstwa usprawiedliwionego lub nieusprawiedliwionego.
Oczywiście też w tym tkwiłam. Tak zostaliśmy wychowani, to było promowane, akceptowane. Prawda nie była mile widziana. Nie we wszystkich środowiskach w każdym razie. Natomiast w trakcie pracy metodą Droga do Wolności i innymi metodami, siłą rzeczy, jak się idzie w kierunku światła, tego kłamstwa jest coraz mniej lub w ogóle nie ma. I powiem wam tak, szczerze powiedziawszy jest mi bardzo trudno z tą cechą, kiedy wylewa mi się najpierw słowo, a potem się zastanawiam: mój Boże, co ja powiedziałam? Dlatego że, jak by to powiedzieć? Jedni mnie akceptują z tym, inni odchodzą. Jeszcze mam chyba problem z tym, jak ludzie odchodzą ze względu na to, że wypowiadam to, co myślę. Natomiast jeszcze coś we mnie jest takiego, może talent literacki.
Czyli każdą historię, jak mój mąż mówi: „Ale ty się trzymaj faktów”. Ja mówię: „O co ci chodzi?” „Przecież to nie było tak dokładnie, jak opowiadasz”. Ja mówię: „Wiesz, bo tak mi się wydaje, że jak ubarwię to trochę, dodam koloru, zapachu i smaku, to to jest bardziej ciekawe”. Przyznaję się, że w tym nieścisłość stuprocentowa z faktami jest, ale to jest widziane obrazem, głową czy umysłem mojego męża, że jemu się nie zgadzają te fakty. Czyli sytuacja, w której braliśmy udział we dwoje, on inaczej pamięta i mój umysł to inaczej maluje i przedstawia. Ale nie wiem, czy jego umysł jest tak konkretny i pamięta konkretnie jakiś wyrywek z tej sytuacji, który mój umysł bojkotuje i przedstawia to w zupełnie inny sposób. Tego nie wiem, czy to jest moje kłamstwo, czy to jest, jakby powiedzieć, że mój umysł tak to pamięta, a jego umysł pamięta to inaczej.
[01:00:58] - Ale to jest właśnie to, co powiedziałam, że poza tymi, ja to nazywam nieuświadomionymi kłamstwami. Tak to nazywam, ponieważ złapałam się na tym na przykład, że czasami pewnego, tak jak ty nazwałaś to literackim, zostanę przy tym słowie, tego literackiego przerysowania, to ja to traktuję jako wyraz emocjonalności. Na przykład mogę powiedzieć, co mężczyzn strasznie męczy. Na przykład mówię: „Przecież mówiłam ci to już tysiąc razy”. Oczywiście, że nie mówiłam tego tysiąc razy, ale powiedzenie dla mnie mówiłam na przykład trzy razy. Ale powiedzenie tysiąc razy dla mnie, w moim świecie nie jest kłamstwem, tylko jest pokazaniem emocjonalnym, że jest to dla mnie tak strasznie ważne i tak istotne, że musiałam to powtórzyć trzy razy. A dla mnie te trzy razy w tym przypadku to jest dużo.
[01:01:47] - To jest pewien rodzaj metafory.
[01:01:48] - Tak! No więc właśnie.
[01:01:50] - Takiej przenośni.
[01:01:50] - No więc o tym mówię, że tego rodzaju rzeczy tak. Ja mam niestety tą samą tendencję co ty przekoloryzowywania. Troszkę inaczej to nazywam, ale identycznie przekoloryzowuję. Ale też zauważam dokładnie to, co ty zauważyłaś z mężem, że na przykład jest sytuacja dana i mówię na przykład coś, widzę tą sytuację, doświadczam jej, druga osoba też i potem o niej rozmawiamy i okazuje się, że widzimy zupełnie inaczej. Ale tego bym też kłamstwem nie nazwała. To z kolei jest chyba związane z naszymi programami, z naszą podświadomością, naszą świadomością i umiejętnością widzenia rzeczywistości w taki, a nie inny sposób. Natomiast myślę, że słuchacz pytał po prostu o konkretne kłamstwo. Kłamstwo w życiu prywatnym, czyli na przykład nie mówisz określonej prawdy albo ją przemilczasz, bo dla mnie to też jest pewnego rodzaju kłamstwem. Bądź na przykład w zawodowym, że przychodzi do ciebie klient, zadaje ci pytanie, a ty widzisz inną odpowiedź, ale nie chcesz mu jej powiedzieć, bo boisz się, że on na przykład od ciebie odejdzie, czy go stracisz, czy obrazisz, czy cokolwiek. Akurat w tym przypadku to i temu, i drugiemu mówię nie, nie robię i podejrzewam, jak patrzę na ciebie, że jest dokładnie to samo.
[01:03:02] - Przynajmniej nie mam takiej świadomości, żebym gdzieś jeszcze utrzymywała jakieś kłamstwa dla własnych korzyści. To absolutnie nie. Raczej jestem osobą, sama wiesz, dosadną w tym wszystkim.
[01:03:16] - Właśnie, więc dlatego mówię, że jak cię widzę, to...
[01:03:20] - Są takie sytuacje, że chciałabym to jakoś przemilczeć i tak dalej, ale kurde, zawsze mi to wylezie z ust. Jak nie teraz, to za pięć minut.
[01:03:31] - Ja mam czasami taką tendencję, ale to świadomą. Czyli na przykład wiem, że nie umiem skłamać i nie będę mogła skłamać, nie uda mi się to, a wiem, że odpowiedź będzie taka średnia, więc tylko modlę się: „Boże, żeby nie zadał mi tego pytania”.
[01:03:50] - Właśnie, więc tutaj podsumowując, czy kłamstewka, nawet takie białe, jak tutaj nasz czytelnik nazwał, są dobre czy nie, to my z Renią opowiadamy się, kochani, za tym, że jeśli ktoś podąża ku światłu, to w świetle jest tylko prawda. Więc od was zależy, czy skorzystacie z tej naszej wiedzy, czy nie. To jest w sumie wasze życie. I ja mówię prawdzie tak, ale też nie mówię, że jestem idealna, bo może pewnych rzeczy sobie jeszcze nie uświadamiam, więc ja też jestem w drodze.
[01:04:28] - Tak, jak każdy z nas.
[01:04:31] - I mamy tutaj jeszcze takie fajne pytanko dodatkowe, właśnie też od Stop NWO: czy żywność GMO jest niezdrowa? Zaraz, żywność GMO jest niezdrowa, to chyba wszyscy wiemy. Ale czy samo GMO ma potencjał, by być czymś dobrym dla człowieka, gdyby zabrali się za to dobrzy ludzie? Czy celowo jest tak projektowane, żeby nam szkodzić? Ciekawe pytanie pod takim zupełnie innym kątem, bo o GMO się już bardzo dużo mówiło i to już jest ustalone, że w tych rękach jest.
[01:05:05] - No więc ja tutaj bym podziękowała za to pytanie, bo to, co zobaczyłam od razu, to powiedziałabym tak: można było wykorzystywać je bardzo dobrze. Zobacz ty jeszcze, ale ja już to zobaczyłam. Ma potencjał.
[01:05:25] - GMO. To znaczy tak, nie mogę tak określić jednoznacznie, że można by było, ponieważ wychodzi mi trupia czaszka na pomyśle mieszania gatunków. Czyli mieszanie gatunków. Rozumiem, to też musimy określić, która o czym myśli. Ja tylko powiem, gdzie ja widzę zagrożenia, że mieszania gatunków Tutaj zabawa genami nie jest do końca w porządku ze względu na określony system trawienia u nas. Mówię tutaj pod kątem człowieka, pod kątem spraw żywieniowych. To nie jest dobre. Cholera. Może ja mam jakieś uprzedzenia. Może się za dużo naczytałam i teraz takiego obiektywizmu nie mogę zachować.
[01:06:18] - To może ja sprecyzuję-
[01:06:20] - Wiesz, o co chodzi.
[01:06:21] - Tak, o co mi chodzi. GMO to dla mnie jest genetyczna modyfikacja. I ta genetyczna modyfikacja zazwyczaj w prasie jest mówiona tylko po to, żeby modyfikować rośliny i modyfikować zwierzęta, które dajemy do naszego przewodu pokarmowego. I to rzeczywiście jest beznadziejne. Nawet takie mi się fajne słowo niemieckie kojarzy: „schlecht”.
[01:06:46] - Schlecht.
[01:06:47] - Nauczyłam się tego i bardzo mi się to słowo podoba.
[01:06:50] - Scheiße.
[01:06:51] - Tak. A tego nie umiem. Tylko to „schlecht” się nauczyłam. To było fajne. Natomiast to, co chciałam powiedzieć, to podeszłam do tego inaczej. Pomyślałam sobie, czy jest taka możliwość, żeby modyfikować genetycznie, czyli tak naprawdę modyfikować nasze własne geny na przykład w komórkach ludzkich po to, żeby unikać chorób i gdyby to było robione bardzo uczciwie, ze świadomością dla rozwoju ludzkiego, ze świadomością dla ratowania życia, dla tego rodzaju rzeczy, to ja o tym myślałam i na to odpowiedziałam. Ze względu na to, że wydało mi się pytanie interesujące, żeby spojrzeć nie w taki sposób, jak się do tej pory mówi o tym jedzeniu, bo wszyscy wiedzą, że to jest do bani. I mogę powiedzieć, każda modyfikacja tego rodzaju nie jest specjalnie dobra i ona ma wpływ na nas, ponieważ w jakiś sposób musi rezonować bądź nie rezonować z naszym organizmem. To tak jak ty powiedziałaś w tej części. Także myślę, że trzeba byłoby wziąć pod uwagę i jedno, i drugie, bo patrzyłyśmy z zupełnie dwóch różnych punktów widzenia.
Ja po prostu sobie pozwoliłam tylko na spojrzenie na to w inny sposób, ze względu na to, że samo pytanie wydało mi się nietypowo postawione. W związku z tym postanowiłam nietypowo na nie zajrzeć. Tylko w tym kontekście.
[01:08:17] - Okej, to już ja nie będę zaglądać. Aczkolwiek w ogóle mnie samo słowo „modyfikacja” gdzieś tam jeszcze wybudza pewien bunt.
[01:08:31] - Tak, rozumiem.
[01:08:33] - I nie do końca mogłabym się podpisać pod tym, co powiedziałaś, jeśli chodzi o modyfikację nawet naszych genów i tak dalej, ale ja nie wiem, czy ja nie mam przefałszowań już z mojego umysłu, czy to jest czyste. Czasem, kiedy my mamy bardzo sprecyzowane poglądy, takie typowo umysłowe, to jest trudno zachować pełen obiektywizm w jasnowidzeniu, bo gdzieś tam te treści się mimowolnie przemycają. I dlatego też jak klienci dzwonią, zadają pytania i zaczynają opowiadać swoją historię, to ja zawsze stopuję. „Stop, stop, stop. Ja nie chcę nic wiedzieć, bo ja muszę mieć pełen obiektywizm tej sytuacji. Nie chcę mieć żadnych informacji”. A ponieważ mam te informacje o GMO, gdzieś tam ustalony swój światopogląd, więc po prostu ja się nie wypowiem na ten temat, bo boję się tu zafałszowań.
[01:09:25] - Ale wiesz co, myślę sobie, że tak jak mówimy zawsze, te nasze jasnowidzenia nie muszą być traktowane jako wyrocznia. W związku z tym każdy ma swój rozum, każdy może to obejrzeć na swój własny sposób, każdy może poruszyć swoją własną intuicję, każdy może zapytać swoje wyższe „ja” i obserwować też siebie w taki prosty sposób. Czy to ze mną rezonuje, czy nie. I my to mówimy na zasadzie takiej luźnej, co my widzimy. Ja widzę to, ty widzisz to, a oni może zobaczą coś jeszcze innego. A może gdyby zadali pytanie jeszcze inaczej, to jeszcze inaczej byśmy zobaczyły. Więc po prostu myślę sobie, że prosimy słuchaczy o to, żeby traktowali to na luzie i nie traktowali nas jako wyrocznię, tylko jako osoby, które widzą coś też z jeszcze innej perspektywy i dodają to od siebie dla innych. I tyle.
[01:10:17] - No i super. To teraz sobie chyba przejdziemy do drugiego pytania. Bardzo zainteresowało mnie to pytanie. Skąd się wzięło Moai? To się chyba tak czyta.
[01:10:30] - Co to w ogóle jest?
[01:10:32] - Nie wiem właśnie. Kto, kiedy, w jaki sposób i w jakim celu wyrzeźbił te posągi? Co oznacza treść na drewnianych tabliczkach pokrytych pismem zwanym rongo rongo? Jakie energie panują na Wyspach Wielkanocnych? Już wiadomo, że to chyba chodzi o Wyspy Wielkanocne.
[01:10:49] - Tak, o te wielkie posągi chyba.
[01:10:50] - I czy te drewniane tabliczki mają coś wspólnego z posągami i z całą tą wyspą? Bardzo ciekawe pytanie.
[01:10:58] - Ciekawe. Wrzuciłbym na to „nie wpadła”. Boże, ale ludzie mają niesamowitą ciekawość. I że tak im się chce zajrzeć i jeszcze te wszystkie nazwy zapamiętać.
[01:11:05] - To jest niesamowite, ale właściwie to nas ta wiedza może wzbogacić.
[01:11:09] - No tak, ja tam chętnie.
[01:11:10] - Taka żyłka podróżnika mi się zaraz włączyła.
[01:11:13] - Znowu masz to, jak to się nazywa, co powiedziałam w tym dowcipie, w tej historii? Chęć na-
[01:11:20] - A! Zabawy, tak.
[01:11:22] - Zabawy i pasjonowania się życiem.
[01:11:25] - No zobaczmy. Może od tego zaczniemy. Jakie energie panują na Wyspach Wielkanocnych?
[01:11:32] - Poczekaj.
[01:11:35] - Jeśli ci nie przeszkodzę, to ja bym zaczęła już mówić. Jeśli chodzi o te Wyspy Wielkanocne, to jest tam bardzo dużo takich pierwotnych energii, pierwotnych pierwowzorów bym powiedziała, pierwotnych rysów. Czyli jest tam wiedza taka pierwotna. Masz to samo?
[01:11:50] - Śmieję się, bo ja to chciałam nazwać „dziwne”.
[01:11:56] - To jest pierwotne, nie zniekształcone, pierwotny zarys, co nie oznacza, że jasny, świetlisty, ale coś takiego rdzennego, pierwotnego, behawioralnego nawet. Takiego niezależnego w ogóle od umysłu. Dziwna jest ta energia, powiem szczerze.
[01:12:17] - Dziwna, właśnie się śmiałam.
[01:12:18] - Dlatego, że ona nie kojarzy mi się do końca ze światłem. Czyli to nie jest miłe, nie jest uwznioślające, nie wybudza spokoju. Jest to bardzo pierwotne. Tak jakbym powiedziała, że jest energia rdzenia, korzenia w człowieku, taki gadzi umysł bardzo mocno rozwinięty, czyli instynkt przetrwania, instynkt rozmnażania i silnego połączenia z matką naturą. Tak bym to określiła. I bardzo silny instynkt seksualności tam wyczuwam, bardzo dużo wibracji seksualnej. Ani dobrej, ani złej. Opisuję nie oceniając tego, aczkolwiek nie jest to w stu procentach świetliste. Niepokoi mnie to, co oglądam.
[01:13:07] - Ja może nie powiedziałabym, że mnie to niepokoi, ale sam fakt, że przyszło mi słowo na tą energię „dziwne”. Dodałabym jeszcze jedno: dla mnie jest to obce w jakiś sposób. Czyli są tam wibracje, które jeżeli są obce, to znaczy, że nieczęsto z tymi wibracjami spotykam się w tym świecie teraz.
[01:13:27] - Tak, bo to jest przez nas nieoswojone, nierozpoznane, prawda?
[01:13:31] - Tak. Czyli to, co mi się pierwsze pokazało, to to, że jest to bardzo dziwna i obca energia. I powiem ci, że miałabym trudność z powiedzeniem, że jest to po takiej czy po takiej stronie. Tu bym miała trudność, więc nie będę się w ogóle na ten temat wypowiadać. Natomiast rzeczywiście jest to dla mnie energia, którą nie wiem, czy trzeba ją poznać, czy nie trzeba, czy trzeba ją oswoić, czy nie trzeba. Natomiast jest dla mnie zdecydowanie dziwna i obca. Czyli ja w takiej na co dzień nie egzystuję.
[01:14:02] - I chyba ja bym nawet nie chciała. Aczkolwiek zawsze Wyspy Wielkanocne jak sobie oglądam jakieś programy podróżnicze, bo uwielbiam, to jak obserwowałam tak sobie tylko oczami, bez włączenia dodatkowego zmysłu, to było miłe doświadczenie.
[01:14:19] - To ja z kolei odwrotnie. Oglądałam oczami i nie wiedziałam, że one się tak nazywają, dlatego byłam zaskoczona na początku tym pytaniem. Ale jak przypominam sobie te posągi, to wtedy właśnie wzbudza się we mnie jakiś rodzaj specyficznego lęku.
[01:14:35] - Wiesz co? Ja tych posągów nie skojarzyłam z tymi wyspami. Natomiast teraz jak patrzę na te posągi drewniane, wybudza to we mnie niepokój.
[01:14:46] - Niepokój. Ja miałam to samo, jak patrzyłam.
[01:14:48] - Dokładnie, niepokój. I było pytanie kto i w jakim celu wyrzeźbił te posągi?
[01:14:55] - No czekaj, zobaczymy.
[01:15:03] - Mnie wychodzi, że to zostało wyrzeźbione przez człowieka. Natomiast w jakim celu?
[01:15:10] - Niesamowite.
[01:15:11] - W celu rytuałów pewnych, ale ciemnych rytuałów.
[01:15:15] - Wiesz, co zabawne? Nim zaczęłam patrzeć, to najpierw intelektualnie myślę sobie: „Pewnie pojawią się jakieś wielkie istoty albo coś w tym stylu, po czym patrzą zwykli ludzie”.
[01:15:26] - Tak, dokładnie. I małe, że tak powiem, ludki.
[01:15:30] - Dokładnie.
[01:15:31] - Nie umniejszając.
[01:15:32] - Niesamowite to. To znaczy teraz się zachwycę nie naszym jasnowidzeniem, ile informacjami, które dostałyśmy. Bo myślę sobie: „Wiesz co? W intelekcie bym nie wymyśliła tego w ten sposób”. Czyli miałam zupełnie inne skojarzenia i zupełnie czego innego się spodziewałam. Bardziej mistycznego, bardziej niesamowitego. A po prostu niestety wcale mi się to takie nie wydaje.
[01:15:54] - Ale jeszcze wracam do „w jakim celu?”. To ewidentnie mi się pokazuje wojna, najazdy i cel czysto ochronny. Czyli miały za zadanie odstraszania. Energia strachu i lęku w tym zawarta jest, zakodowana w tych figurach. Ja bym tam chyba już nie chciała iść.
[01:16:15] - Widziałam to samo. Tak, to niesamowite. Wiesz co? Mogę jeszcze jedną rzecz dodać. Mogę dodać jedną rzecz, że bardzo jestem wdzięczna temu słuchaczowi, który zadał to pytanie. Ze względu na to, że w mojej głowie funkcjonowało to jako coś niesamowitego, mistycznego i coś, co po prostu jest wielkie i naprawdę warto temu poświęcać uwagę. Warto się w to angażować i łączyć się energią swoją własną z tym. A nagle okazuje się, że w jakiś sposób zostałyśmy, że tak powiem, lekko szturchnięte, żeby do tego podejść w niekonwencjonalny sposób i naprawdę to obejrzeć. I nagle okazuje się, że popsuł mi się cały domek z kart, który zbudowałam na bazie tej historii, bo okazało się, że zupełnie inne widzenia mamy w tym kontekście, prawda?
[01:16:56] - Teraz nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
[01:16:59] - Dokładnie. Niesamowite, nie?
[01:17:01] - Opadają nam iluzoryczne wytwory naszego umysłu na pewne tematy.
[01:17:06] - Tak, dokładnie.
[01:17:06] - To jest wspaniała rzecz i właściwie to jest fajnie obserwować poprzez to, że zadajecie nam tyle pytań, wchodzimy w różne tematy i obalamy mity.
[01:17:17] - Tak.
[01:17:18] - Na różne tematy, które nasze umysły już były zaprojektowane na pewne wersje.
[01:17:22] - My też byłyśmy w tym micie.
[01:17:25] - Dokładnie. Oczywiście ja się tutaj absolutnie nie rozdzielam od słuchaczy, bo zawsze podkreślam: my jesteśmy w drodze. My jesteśmy takimi samymi ludźmi. Po prostu zbieramy wiedzę, zbieramy doświadczenia, jesteśmy bardzo uważne, analizujemy to. Może tylko dlatego jesteśmy bogatsze od niektórych ludzi, że zachowujemy dużą uważność.
[01:17:45] - No i sprawdzamy się permanentnie.
[01:17:46] - Tak. I słuchaj, ostatnie takie króciutkie, bo nam tak szybko idzie.
[01:17:51] - Dobra.
[01:17:52] - Co panie myślą o mandalach?
[01:17:59] - Co ja myślę o mandali? Pierwsze, co widzę, to wyciszenie, czyli przynajmniej bardziej znaczna część mandali powoduje wyciszenie w umyśle. Co też mnie zaskoczyło, bo uczyli mnie inaczej w buddyzmie. Ale widzę wyciszenie. Może ty będziesz na to odpowiadać, bo ty w buddyzmie nie siedziałaś, więc pewnie to powiesz w inny sposób niż ja. Ja widzę przede wszystkim wyciszenie i praktykę pracy nad sobą w kontekście umysłu, czyli nazwałabym to metodą na uspokajanie umysłu, na wyciszenie umysłu.
[01:18:36] - Mandale. Wiesz, że ja mam trudność, żeby zajrzeć do tego.
[01:18:42] - Bo to jest obce.
[01:18:45] - Albo ma jakieś podwójne dno, albo ma aspekt, którego nie umiem sformułować w słowach. Nie umiem nazwać tego. Ale poczekaj, niech ja dopuszczę do siebie, żeby chociaż jakieś słowo przyszło. Przychodzi mi słowo „synchronizacja”. To jest pierwsza rzecz. To tak, jakby w trakcie układania tej mandali dochodziło do synchronizacji obu półkul mózgowych, czyli do współpracy prawej i lewej półkuli. Ale jednocześnie jest synchronizacja, a potem układanie pól świadomości. Nie do końca jest to świetliste, czyli nie zostawia wolności, tylko jest w tym jakaś metoda z góry określona i malując mandalę, wkładamy sobie pewne kody i wzorce.
[01:19:43] - Natomiast ja chciałam dodać jedną rzecz. To, co zobaczyłam poprzez twoje jasnowidzenie, postanowiłam pójść jeszcze dalej, to w tym przypadku powiedziałabym: nie wymyślił tego człowiek. To zostało ewidentnie dane z zewnątrz.
[01:19:59] - Ale to jest sprytne.
[01:20:00] - Ewidentnie przekaz. Nie jest to coś, co człowiek wymyślił, jak na przykład się maluje obrazki różne, czy coś tam się innego robi, tylko ewidentnie to było z przekazu od innych istot. To widzę.
[01:20:14] - Natomiast to za bardzo porządkuje nasze umysły na różnych poziomach. Umysły, czyli nasz mózg w ogóle, układ nerwowy. I to mi się nie podoba, bo kreuje mi się, czyli pokazuje się pewnego rodzaju zniewolenie. Tak to widzę. Nie zostawia nam wolności w rozwoju naszego umysłu, tylko jest pewien kod. Malujemy tę mandalę od tysiącleci, można powiedzieć, i zawsze tak samo te nasze mózgi się układają. Dla mnie to jest pułapka.
[01:20:53] - Mi się wydaje, że to też może być tak, że to będzie droga czy metoda dla danego człowieka, który z poziomu wolnej woli to wybierze, nie?
[01:21:01] - Oczywiście, tak jak wszystko.
[01:21:02] - Nikt nam nie każe tego malować. Czyli jak mamy na przykład przyciąganie, powiedzmy ja do technik buddyjskich na przykład, to ja lubię te techniki. Lubię je w sensie takim, że oczywiście nie ze wszystkich korzystam, upraszczam pewne rzeczy i tak dalej. Natomiast prawdopodobnie przez to, że w niektórych żywotach żyłam w Tybecie czy byłam Tybetanką, sprawia mi to łatwość. Może nie jest obciążone żadną traumą. W związku z tym łatwiej mi to idzie, łatwiej przez to przejść. Chociaż nie zmienia to faktu, że to jest część mnie czy część mojego życia i przekraczam to też. To tak jak na przykład łatwo mi jest się poruszać na poziomie numerologii, ale nie robię tego na co dzień, chociaż zawsze się śmieję, że zrobię jasnowidzenia, potem sprawdzę w numerologii i za każdym razem okazuje się, że numerologia mówi mi to samo. Tak się śmieję z takich przypadków, nie przypadków, że te informacje są zawarte w różnych miejscach, w różny sposób, na różnych poziomach i każdy wybiera sobie dostępny, nie?
[01:22:06] - Tak.
[01:22:10] - Natomiast zawsze są niebezpieczeństwa.
[01:22:12] - Tak. Jeśli już człowiek uruchomi w sobie dostęp do pewnego poziomu świadomości ponad podziałami i szufladkami.
[01:22:20] - Tak, to nie potrzebuje takich rzeczy.
[01:22:22] - To okazuje się, że te rzeczy już stają się pewnego rodzaju ograniczeniem, bo nas w szufladkę jakąś tam wkładają.
[01:22:30] - Zdecydowanie.
[01:22:30] - Okazuje się, że gdzieś tam wyżej mamy zupełnie większy potencjał.
[01:22:35] - Dokładnie.
[01:22:36] - Czyli co? Mandale skończyłyśmy. Jestem zszokowana.
[01:22:44] - Fajne, ciekawe informacje. Jeszcze raz dziękuję słuchaczom, że takie fajne pytania zadają, bo przy okazji możemy sobie popatrzeć trochę w to. Przyznam, że ja tutaj to chyba nie mam albo przepracowana, albo jestem za mało zainteresowana takimi rzeczami, bo bym w ogóle nie wpadła na pomysł, żeby to sprawdzić. A tu okazuje się, że przy okazji sprawdzamy to i same się czegoś dowiemy, nie?
[01:23:06] - Tak.
[01:23:07] - To też jest fajne. Dobrze, kochanie, to dzisiaj już chyba kończymy naszą audycję. Mam nadzieję, że słuchaczom było miło nas słuchać. Zaczęłyśmy z fajnymi twoimi dowcipami, skończyłyśmy grzecznie z jasnowidzeniem i odpowiedzią na pytania. To chyba dzisiaj było grzecznie. To jeszcze tylko na koniec informacje o nas i żegnamy się ciepło. Do następnego razu. Moniu, powiesz o sobie?
[01:23:32] - Tak. Zanim powiem o sobie, to jeszcze kochani przypominam, że mamy trochę tego sierpnia, więc to jest miesiąc podziękowań i dziękczynienia. Może zrobimy sobie taką metodykę i wdrożymy te podziękowania na pozostałe miesiące, bo to jest fajna rzecz.
[01:23:51] - To jest fajne, tak.
[01:23:51] - Tak. Tak że tutaj już podziękowania były dla naszych słuchaczy za e-maile, za komentarze, za inspiracje, za wsparcie. Właściwie za wszystko. Za to, że jesteście. Reniu, tobie też znów dziękuję za prowadzenie audycji.
[01:24:07] - To się zawsze przyda.
[01:24:08] - Za wsparcie, za to, że jesteś. Za to, że jesteś tak różna ode mnie, że pewnych rzeczy się od ciebie uczę.
[01:24:17] - Nawzajem.
[01:24:18] - Że ta różnorodność jest budująca, a nie niszcząca. I co? I jeszcze chcę podziękować pani Ewie z Kronik Wiedzy Niekonwencjonalnej, która prowadzi wraz z przyjaciółmi bardzo fajny portal. Na końcu, oczywiście na początku umieszczę adres. Bardzo fajne treści są tam napisane. Są to treści kompatybilne z tym, o czym my mówimy i dlatego panią Ewę i ten portal lansuję. Tak to weślę.
[01:24:57] - Ja się do tego dołączam oczywiście i dziękuję.
[01:25:00] - Tak. I chcę jeszcze tutaj tylko wyjaśnić, że osoby, które będą promować się na moim blogu, a nie jest ich wiedza i ich energia kompatybilna z moją, będę takie wpisy usuwała i nie ma to nic wspólnego z konkurencją czy z rywalizacją. Natomiast mam prawo wyboru, co chcę wpuszczać do swojego domu, do swojego życia. Tak w kwestii wyjaśnienia pewnych spraw. I przechodzę do meritum sprawy, czyli do lansowania siebie.
[01:25:35] - No wreszcie!
[01:25:37] - Taki żarcik, kochani, wiadomo. Nazywam się Monika Jakubczak, jestem jasnowidzem. Zapraszam na prywatne sesje jasnowidzenia przez Skype. Jeśli ktoś ma ochotę, to może przyjechać. Zapraszam was na kursy „Droga do wolności. Metoda oczyszczania duchowego". I właściwie kochani tyle. To wszystko, co mam wam do zaproponowania na dzień dzisiejszy.
[01:26:02] - A o blogu?
[01:26:03] - Ach kochani, o blogu! Oczywiście zapraszam was do... Dziękuję ci Reniu, że mi o tym przypomniałaś. Zachęcam was do odsłuchiwania audycji, które są wrzucane na blog. W tej chwili też wrzucam swoje stare teksty, z którymi wzrastałam. Czytam je. Bardzo dziękuję wszystkim słuchaczom, że przysyłacie mi tak wspierające maile, że chcecie więcej, żebym tego nakręcała. To jest bardzo budujące, bo przyznam się, że naprawdę byłam osobą bardzo zakompleksioną i nie wierzyłam w siebie. Ale te teksty były dyktowane sercem. To były takie przekazy od mojego wyższego „ja", z którymi ja wzrastałam.
Czytałam po 10 000 razy te teksty, żeby pewne rzeczy u siebie zrozumieć czy przepracować, więc uznałam, że jeśli mnie się przydały, a dużo osób jest do mnie podobnych albo podąża podobną ścieżką, to kochani, życzę wam, żeby one również i dla was były konstruktywne i coś w was wybudzały, wasze potencjały. Także dziękuję bardzo. Reniu, zapraszam cię teraz do lansowania.
[01:27:09] - Nazywam się Renata Engel, też jestem jasnowidzem i też zapraszam na sesje indywidualnego jasnowidzenia. Robię to tylko i wyłącznie przez Skype'a, od razu zaznaczam dlatego, że mieszkam pod Berlinem i jestem w Polsce właściwie tylko na warsztatach, ale na warsztatach, muszę się przyznać z kolei jestem tak przepracowana, że już nie mam siły popołudniami robić czy wieczorami robić takich typowych sesji indywidualnych, bo robię też jasnowidzenia na tych warsztatach, więc naprawdę jest to trudne. Natomiast zapraszam właśnie na te Skype'owe, zapraszam też na warsztaty. Najbliższe są 7, 8 września. Wciąż jeszcze są miejsca w Warszawie. W związku z tym zapraszam serdecznie. Wszystko oczywiście jest na stronie i jest podany e-mail na początku audycji i mój, i Moni. Wszystkie nasze dane, także zawsze można nas łatwo odnaleźć. I dziękuję wszystkim bardzo.
[01:28:07] - Dziękujemy. Do następnego spotkania, do następnej audycji. Ściskamy was mocno, ślemy buziaki jeszcze letnie.
[01:28:16] - I pozdrawiamy ciepło.
[01:28:18] - Do usłyszenia. Pa.
[01:28:19] - Do usłyszenia. Pa.
[01:28:20] - Archiwalne odcinki audycji „Café de Flore" znajdziesz do pobrania w archiwum Radia Paranormalium, a także na serwisie YouTube, na kontach Renaty Engel i Moniki Jakubczak, jak również na stronie Renaty Engel www.engelenrata.com.