[00:06] - Portal spirytyzm.pl przedstawia: wykłady spirytystyczne. Dziś w Radiu Paranormalium zapraszamy państwa do wysłuchania krótkiego wykładu Divaldo Franco o depresji. Mówimy, że istnieją zaburzenia duchowe. To zresztą teza samej Światowej Organizacji Zdrowia. To dokładnie jej słowa. Istnieją wyłącznie chorzy, a nie choroby. Pewne osoby są predysponowane do zapadania na różne schorzenia. Choroby zagęszczają się w tych osobach. To teza spirytyzmu. Allan Kardec powiadał, że choroby nie istnieją.
Istnieją chorzy, ponieważ duch niesie w sobie winę. W oparciu o prawo przyczyny i skutku wchodzi w trudną sytuację i robi się predysponowany do tej lub innej choroby, do tego czy innego zaburzenia neurotycznego, psychotycznego albo o innej naturze. A zatem dodana istota sama w sobie jest chora. Chorego należy leczyć tam, gdzie znajduje się źródło choroby, a spirytyzm w tym sensie przynosi wspaniałą odpowiedź. W „Księdze mediów” w rozdziale 23 Allan Kardec wykazuje, że u większości osób mających zaburzenia umysłowe, w tamtym czasie używano innego nazewnictwa. Psychologia zmieniła swój język, ale nie zatraciła przy tym swojej esencji, że spośród wszystkich chorych umysłowo wielu, twierdzi Kardec, nie jest psychopatami. Są opętani. Opętanie, jak wskazuje na to sama nazwa, polega na wpływie jednej istoty na drugą i jej zdominowaniu. W konsekwencji opętany staje się prawdziwą marionetką w rękach tego, który nim kieruje. Jakiegoś ducha.
Allan Kardec, badając opętanie, dostrzegł jego trzy fazy: zwykłe opętanie, które ja osobiście nazwałbym stanem przeddepresyjnym, opętanie poprzez fascynację, na przykład w przypadku manifestacji psychograficznych i tych natury psychofonicznej, które nazwalibyśmy stanem depresji i zawładnięcie, które określilibyśmy jako stan głębokiej depresji. Allan Kardec zdecydował się na słowo zawładnięcie, podczas gdy w Ewangelii Jezusa nazywa się je opętaniem demonicznym. Czemu zdecydował się na słowo zawładnięcie? Ponieważ wcześniej uważano, że duch przejmuje ciało człowieka i wpływa weń jak woda w naczynie. A tak nie jest. Jesteśmy trójdzielną istotą: duchem, który jest myślącą energią, półmaterialną powłoką znaną w tradycji jako ciało astralne, ale którą Allan Kardec nazywa ciałem duchowym, a parapsychologia biologicznym modelem organizacyjnym i materią. Gdy materia umiera, pole wibracyjne, które tworzy aurę, scala się z duchem. To na tym polu dochodzi do powiązań psychoumysłowych. Psychoumysłowe to rozwlekłe określenie. Duch emituje fale, a jego umysł zaczyna przejmować władzę nad umysłem człowieka.
W tym przypadku możemy zastosować porównanie. Weźmy chwasty. Niech ziarnko chwastu spadnie na ziemię, a drzewo obok zaczyna żywić tę pasożytniczą roślinę. Będzie ona zagłębiać się aż w jego soki i zabijać swojego żywiciela. Roślinę, dzięki której trwa. Depresja jest jak pasożyt, który kieruje człowiekiem, aż odbierze mu rozum i uniemożliwi trzeźwe myślenie. Duchy mogą się do nas zbliżać, jeśli mamy na koncie jakieś przewinienia, a wszyscy w mniejszym lub większym stopniu mamy długi do spłacenia. Będą się do nas zbliżały, przekazywały melancholię, niepokój, lęk, strach. Zachęcają do samotności, a my zbieramy te myśli. Z początku to monolog.
Następnie zamienia się w dialog i całkowite oddanie. Odnajdziemy w Ewangelii Jezusa przypadki zawładnięcia. Opętany Garazeńczyk. Dziecko, które nauczyciel leczy, gdy schodzi z góry Tabor. Nieczysty duch zawładnął chłopcem. Sprawiał, że ten wielokrotnie ślinił się krwią. A Jezus podchodzi i mówi: „Nieczysty duchu, nakazuję ci, wyjdź z niego”. Pod wpływem jego autorytetu nieszczęśliwy duch się odłączył, a dziecko odzyskało zdrowie. A zatem wśród problemów afektywnych zaburzeń dwubiegunowych w depresji mamy opętania. Warto odwołać się do zadziwiających terapii spirytystycznych, w których psychoterapia, wykłady spirytystyczne, uczestniczenie w spotkaniach spirytystycznych, słuchanie, budująca lektura, by wyjść z pesymizmu.
Namagnetyzowana woda, nazywana także wodą fluidyczną i bioenergia. Naukowo zostało wykazane przez wielu badaczy psychoterapii i transmisji energii, że jesteśmy prawdziwymi dynamami. Emitujemy, ale także odbieramy. Ilu ludzi mi to mówi. Spacerowałem sobie i spotkałem przyjaciela. Spytałem się, jak się ma. Przywitałem się, a on odpowiada: „Bardzo boli mnie głowa”. Nagle jemu przeszło, a mnie zaczęła boleć głowa. Doszło więc do przeniesienia energii. Możemy także transferować tę bioenergię jak Jezus.
W Ewangelii mowa o leczniczym dotyku. Jezus leczył dotykiem. Gdy stał w tłumie, kobieta chwyciła go za szaty, a on pyta się Szymona: „Kto mnie dotknął? Poczułem, jak wyszła ode mnie moc”. A biedna kobieta, Syrofenicjanka odpowiada: „To ja, panie. Byłam chora”. Cierpiała na upływy krwi. Żaden lekarz nie był w stanie jej uleczyć, ale poprzez dotknięcie świetlistego człowieka uleczyła się. Chodziło o fizyczną chorobę. Duchy bały się Jezusa.
Pewnego dnia przyszedł do synagogi i wstał jakiś psychopata opętany i krzyczy: „Jezusie z Nazaretu, wiem, kim jesteś”. „Zamilcz. Jeszcze nie nadszedł mój czas”. Autorytet Jezusa. Jako że my nie mamy takiego autorytetu, spirytyzm taki, jaki został nam przekazany przez Allana Kardeca, zachęca nas do stosowania mechanizmów psychoterapeutycznych, aby pomóc osobom przechodzącym zaburzenia. Zachęca nas do stosowania psychoterapii zapobiegawczej, bo gdy pojawi się już zarzewie depresji, trzeba poddać się leczeniu, aż zdrowie przywróci nam specjalista. Musimy kontynuować nasze główne zadanie, którym jest przemiana moralna na lepsze. Złe duchy przyciągane są tylko dlatego, że mamy wobec nich zobowiązania. Jeśli czynimy dobro i kochamy, anulujemy zło, które wyrządziliśmy. Stajemy się wówczas zdolni wziąć los we własne ręce i odkupić krzywdy dobrymi uczynkami.
To więc oczywiste. Duchy już nam nie przeszkadzają, ponieważ wchodzimy na inny poziom wibracyjny i kończą się wszystkie niskie powiązania. Spirytyzm jest więc dziś cudowną formą psychoterapii na zaburzenia natury psychologicznej i psychiatrycznej. Zalecamy więc terapeucie, tak, psychoterapeucie, ponieważ funkcją spirytyzmu nie jest, mówimy to raz na zawsze, leczenie ciała, ale leczenie duszy. Gdy leczymy duszę, stan ciała się poprawia. A dlaczego duchy nam pomagają? By dać nam środki do wyleczenia duszy tak, jak czynił to Jezus. Gdyby było inaczej, nikt by już nie umierał, a wszyscy, których Jezus leczył, umarli. On też. Ale on wrócił i oni także powrócili w wielu cielesnych szatach.
Odrodzili się wielokrotnie, by się oczyścić. Depresja jest dziś prawdziwą pandemią. Na każde 10 osób, to przerażająca statystyka, niemal trzy były, są albo będą chore na depresję. Jest to coś strasznego, ponieważ mamy zwyczaj utrzymywania negatywnych idei, skarżenia się. Żyjemy w okresie skarg. Zawsze na coś narzekamy, krytykujemy, złorzeczymy. Jesteśmy pesymistami. A tymczasem Ewangelia Jezusa, która nazywana jest dobrą nowiną, jest w całości poematem gloryfikującym życie i zachęca nas do radości. Musimy więc być radośni, nawet gdy towarzyszy nam ból. Pamiętam pewne zdarzenie z mojego życia.
Skończyłem właśnie wykład na uniwersytecie. Jako że nie jestem zbyt wykształcony, udałem się na uniwersytet bardzo zdenerwowany. Bałem się, że jakiś profesor zada mi kłopotliwe pytanie, że nie będę potrafił jasno wyrazić myśli. Byłem przejęty jak każdy, kto stara się przekazać filozofię, którą wyznaje. Ale wygłosiłem wykład. Odpowiedziałem na pytania. Wywiązała się ciekawa dyskusja. Gdy skończyłem i wygłosiłem ostatnie słowa, skupiłem się, mimo że w pomieszczeniu panowała ogromna radość. Skupiłem się i zacząłem dziękować Bogu. Powiedziałem: „Dziękuję ci bardzo, Panie.
Przynajmniej nie zagmatwałem teorii spirytystycznej niosącej wyzwolenie”. Dziękowałem z taką radością, gdy pojawiła się Joanna d'Angelis, moja duchowa mentorka i spytała się: „Co robisz?” Odpowiedziałem, że dziękuję. Dziękuję za dobre rezultaty, nawet chwilowe. A ona mi odpowiedziała: „Moje dziecko, podsunę ci pomysł. Skoro dziękujesz za dobro, które ci się przydarzyło, podziękuj także za zło, które ci się nie przydarzyło”. To takie ciekawe. Nigdy o tym nie pomyślałem. Wystarczyłoby, żeby w samochodzie przedziurawiła się opona, a spóźniłbym się. Jakikolwiek problem: grypa, niedyspozycja żołądkowa. Ile mogło się wydarzyć, ale się nie wydarzyło.
Zacząłem więc od tej pory mówić: „Bardzo dziękuję za dobro. Bardzo dziękuję za zło, które mnie nie spotkało”. Przebywałem na konferencji zagranicznej w Londynie i opowiedziałem o tej sytuacji, która wydaje mi się ciekawa. Na koniec podeszła do mnie pewna kobieta. Poprosiłem tłumaczkę, żeby mi pomogła, jako że nie mówię po angielsku, a kobieta powiedziała mi: „Panie Franco, chcę panu powiedzieć coś ciekawego. Dziękuje pan Bogu za dobro, które otrzymał?” Odpowiedziałem: „Tak, proszę pani”. „Za zło, które się nie wydarzyło?” No właśnie. „Ja dziękuję także za zło, które mi się przydarzyło”. Uniosłem wówczas brwi i spojrzałem na nią. Wie pan dlaczego, panie Franco?
Bo przydarza mi się tylko to, czego potrzebuję, by się rozwijać. Boże mój! To prawo reinkarnacji. Przydarza się nam tylko to, czego potrzebujemy. Nigdy o tym nie pomyślałem, więc dodałem: i teraz dziękuję za dobro, za zło, do którego nie doszło, a gdy coś niemiłego mi się przydarza, mówię: dziękuję Boże za to, że uwolniłem się od tego długu. Życie jest więc hymnem radości. Jeśli pragniesz zdrowia albo wyzwolenia, bądź też chcesz uniknąć depresji — kochaj, bo kto kocha, jest bardzo szczęśliwy. Joanna de Angelis nauczyła mnie bardzo ciekawych zasad. Powitaj dzień każdego poranka. Gdy otwieram okna o świcie, mówię: Boże, świeci we mnie słońce.
Nie chodzi mi o słońce, królewską gwiazdę. Chodzi o radość życia, bo będę miał szansę naprawienia błędów. Jak uczył św. Augustyn w odpowiedzi na pytanie numer 919: „Poznaj siebie samego. Postępuj tak jak ja, gdy żyłem na ziemi” — powiedział wielki biskup z Hippony. Codziennie analizowałem swoje postępowanie. Gdy uznałem, że popełniłem błąd, dzień później prosiłem o wybaczenie. A gdy uznałem, że zrobiłem coś dobrze, kolejnego dnia robiłem to samo. Mówię więc coś wspaniałego. Słońce wewnątrz mnie świeci.
Słońce życia. Słońce szansy. Słońce radości. Potem ona mi powiedziała. A teraz druga zasada. Urodziłem się, aby kochać. Większość z nas urodziło się, żeby być kochanym. Ale miłość jest jak bumerang. Najpierw kochaj, rzuć bumerang. On wróci.
Nie liczy się kiedy i jak. Wróci. Trzeci punkt. Urodziłem się, żeby służyć innym. Bo kto nie nauczył się służyć, nie nauczył się jeszcze żyć. Czwarty punkt jest bardzo ciekawy. Zło, które inni mi wyrządzają, mnie nie krzywdzi. To zło, które ja sam wyrządzam, jest dla mnie niedobre, bo staję się przez nie złym człowiekiem. Naprawdę. Jeśli ktoś mniej mnie lubi, ja pozostaję taki sam.
Jeśli ktoś mnie wychwala, ja również się nie zmieniam. Ale gdy to ja wyrządzam krzywdę, to coś niedobrego, bo staję się złym człowiekiem. I w końcu życie jest piękne. Musimy składać hołd życiu, wszystkim jego elementom. Błogosławieństwo rodziny, błogosławieństwo pracy. Tak często pracownik źle obsługuje klienta. Żyje dzięki klientowi, ale źle go traktuje, bo dla niego życie nie jest piękne. Jest w złym humorze. Chce zdobyć coś, czym nie potrafi zarządzać. Chce zaznawać radości bez pracy, a nikt nie może zaznać radości, jeśli godnie nie pracuje.
To jeszcze prymitywne cechy ducha. Powiedzielibyśmy, używając psychologicznego języka: niedojrzałość psychologiczna. Zamiast reagować, współczujmy. ONZ i UNESCO przyznają, że żyjemy w czasach, w których współczucie zaniknęło, więc trzeba, by nasze ideały dodały życia naszemu zdrowiu. A ci, którzy przechodzą depresję, niech zapamiętają, że nie są chorzy. Mają dwubiegunowe zaburzenia afektywne i jeśli zaczną czynić dobro, powrócą do zdrowia. Niech postępują zgodnie z zaleceniami psychiatrów, psychologów czy psychoanalityków, zależnie od źródła choroby. A przede wszystkim niech poszukają Jezusa, psychoterapeuty ludzkości, który ukazuje się dzisiaj w filozofii spirytystycznej. W Radiu Paranormalium zaprezentowaliśmy wykład Divaldo Franco o depresji. Tłumaczenie: Konrad Jeżak.
Polskie Towarzystwo Studiów Spirytystycznych. www.spirytyzm.pl. Czytał Ivellios.