[00:01] - To think for yourself and question authority. Witam w hiperprzestrzeni w ten piękny sobotni wieczór, proszę państwa. Witam wszystkich serdecznie. Pozdrawiam słuchaczy Radia Na Fali, peace and love kochani. Pozdrawiam też słuchaczy Radia Paranormalium, które retransmituje hiperprzestrzeń. Peace and love too. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Przede wszystkim jak zwykle mam kartkę z notatkami, którą szarmancko wyrwę z notesu. Właśnie to zrobiłem. Nice.
Chciałem zacząć od podziękowań dla mecenasów Radia Na Fali. Za chwilę powiem kilka słów więcej na ten temat. Peace and love kochani za wspieranie radia. Zapraszam oczywiście wszystkich na Skype’a radiowego: radionafali.com. Przybywajcie, jakbyście chcieli się podzielić własną refleksją. Dzisiaj temat, który dotyczy wielowymiarowości. Nie tylko wielowymiarowości, ale w troszkę innym kontekście. Nie takim czysto fizycznym, nie w kontekście czysto naukowym. Nic z tych rzeczy za bardzo. Chociaż częściowo, bo właściwie wszystko jest ze sobą związane.
Chcę wrócić do pewnego pomysłu. Właściwie nie tyle wrócić, ile przypomnieć o pewnej alchemicznej zasadzie, że co na górze, to na dole. I zastanowić się troszeczkę nad pewnymi pojęciami, które funkcjonują w naszym tak zwanym społeczeństwie, w naszej społeczności. Głównym tytułem dzisiejszego odcinka jest control freak. Nie ma polskiego tłumaczenia. Oczywiście powiem wam za parę chwil, co to w ogóle oznacza control freak. Skąd się to w ogóle wszystko wzięło. Także dzisiaj na ten temat. Miałem wspomnieć troszkę, jak zwykle ogłoszeń na sam początek. Zapraszam was oczywiście, żebyście wpadali na naszego Twittera, na naszego Facebooka, żebyście wspierali Radio Na Fali finansowo.
A dlaczego warto wspierać radio finansowo? Poza tym, żeby działało. Oczywiście żebym ja mógł swoim głosem gościć w waszych słuchawkach, w waszych głośnikach, w waszych domach, samochodach, metrze, gdziekolwiek jesteście z tymi podcastami, żeby mogło to działać. I jeszcze inna sprawa, że wygląda na to, że potrzeba będzie wymienić troszeczkę sprzętu nagrywającego, także trzeba zorganizować jakieś fundusze na ten sprzęt nagrywający. To wszystko. Na razie jeszcze nic więcej nie mówię na ten temat, bo nie chcę prowokować, żeby tu się nic nie zepsuło. Ale niektóre mankamenty, które się pojawiają z połączeniem i z kilkoma innymi sprawami na antenie, są niejako i częściowo związane ze sprzętem do nagrywania. Także wygląda na to, że sprzęt, z którego korzystam już od co najmniej chyba dwóch lat, powoli wysyła mi sygnały, żebym znalazł następcę. Także wszystko w tym temacie, moi drodzy. Trzeba będzie znaleźć następcę i tu bym was poprosił o jakąś pomoc.
Jaki będzie następca i o co w tym wszystkim chodzi? Informacja pojawi się już niedługo na Radiu Na Fali, także chwila moment. A jeżeli nie potrzebujecie jakichś specjalnych detali, tylko wiecie, że czasami trzeba pomóc, to zapraszam, żebyście pomogli i wsparli radio. Dziękuję z góry za wszelkie możliwe wsparcie, żeby ta akcja się jak najszybciej udała i wydarzyła. Oczywiście jedyne, co mogę obiecać w tej sytuacji, to to, że przy tym nowym sprzęcie jakość dźwięku skoczy diametralnie do góry. Aktualnie dźwięk live właściwie będzie bardzo podobny, ale jakość tego, co odsłuchujecie jako podcast, będzie nieporównywalnie lepsza i będzie jeszcze możliwość organizacji kilku innych spraw dodatkowych związanych z nagrywaniem podcastów, z robieniem większego zamieszania i tyle. Nie chcę na razie nic więcej mówić. Generalnie jest to sprzęt potrzebny w robocie, żeby ta robota, która się tu dzieje w Radiu Na Fali działała. Okej, zostawmy ten temat. Bilą z Babilonu.
Wszyscy wiemy, o co chodzi. Ja chciałem jeszcze jedno ogłoszenie, takie bardzo istotne. Jest to jedna z postaci, która w jakiś sposób może nie tyle wpłynęła, ile jej refleksje wpłynęły na moje refleksje, a to później wpłynęło na moje życie pośrednio. Jest to bardzo zacna osoba, która naprawdę wie, o czym mówi. Legenda. Po prostu legenda. Nie kto inny jak sam Stanislav Grof. Człowiek prosto z Pragi, który właściwie pewnego dnia przeniósł się do Stanów i uczestniczył w tej gigantycznej rewolucji naukowej, która tam się odbywała, w tej rewolucji LSD, rewolucji substancji psychoaktywnych. Słuchajcie, dokładnie 15tego w tym miesiącu w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim w Auditorium Maximum Stanislav Grof ma swoją prelekcję pod tytułem „Propozycja radykalnej rewizji w psychiatrii, psychologii i psychoterapii”. Także moi drodzy, jeżeli mieszkacie w Krakowie albo jesteście gdzieś blisko, to jest to właściwie unikatowa okazja spotkać legendę.
I to taką legendę, która bujała się z Timothy Learym, bujała się praktycznie z każdym, kto wtedy się zajmował tymi wszystkimi rzeczami, łącznie z Ram Dasem. Wymieniać można by bez liku. Tu was odsyłam do audycji na temat LSD, gdzie jest więcej detali i informacji na ten temat. Tam się dowiecie, któż to zaś ów Stanislav Grof. Jest to po prostu legenda, cokolwiek by nie mówić. Także 15tego w Krakowie Uniwersytet Jagielloński, Auditorium Maximum. Just go, go! Autobus odjeżdża, moi drodzy. Dokładnie. Nie wiem, ile kosztuje wstęp.
Nie ma mnie w Krakowie, jestem w Londynie, także nie będzie mnie tam na miejscu. A szkoda. Oczywiście szkoda, bo fajnie by było się tam pojawić, ale mam nadzieję, że ktoś z was skorzysta z tego zaproszenia i tam wpadnie, posłucha i się pojawi. Bardzo ciekawa historia. Kolejne ogłoszenie, też chyba ostatnie dzisiaj. Ogłoszenie związane z koszulkami Radia Na Fali. Właśnie koperty już leżą, wszystko już jest, koszulki odłożone. Ostatnie dosłownie Dwie koszulki, bo tyle z tego zostało. Przepraszam wszystkich mecenasów, którzy spodziewali się, że będzie więcej koszulek i że szybciej je dostaną. Przepraszam kochani, po prostu miałem prawie jak książę Edward lato Muminków, takie centralne lato Muminków.
Działo się tyle rzeczy, musiałem tyle spraw dookoła własnego, za przeproszeniem, dupska ogarnąć, że ledwo co się z tym wszystkim wyrobiłem. Konsekwencje są takie, że troszeczkę się spóźniłem z wysłaniem koszulek i w ogóle nie sprawdzałem, ile tych koszulek jest. Mam je w reklamówce, dużej torbie, gdzieś schowane pod łóżkiem czy jakoś tak wsunięte, żeby się nie kurzyły, żeby leżały i czekały na właścicieli. I za każdym razem brałem, wkładałem, wysyłałem, brałem, wkładałem, wysyłałem, nie zadając sobie trudu, żeby spojrzeć, ile jeszcze zostało tych koszulek. Kiedy ostatnio spojrzałem do tej torby sprawdzić, ile tych koszulek zostało, ogarnęła mnie trwoga, bo koszulek zostało dosłownie chyba cztery czy jakoś tak. Dwie tu zostają, które pójdą na prezenty dla tych ludzi, których spotkam osobiście. Te zostawiam w centrali, w kapitanacie Radia Na Fali na wszelki wypadek, dla bezpieczeństwa. Więcej koszulek już nie ma kochani. Absolutnie. Bardzo mi przykro.
Fajnie by było, jakby było więcej, ale nie będzie dodruku, ponieważ są to wersje, może nieelegancko to zabrzmi, limitowane, można powiedzieć kolekcjonerskie wręcz. Nie do końca kolekcjonerskie, po prostu limitowana edycja. Więcej takich samych koszulek już nie będzie. Albo wpadłem na pomysł, że może następnym razem jakieś koszule. Nie wiem, co będzie następnym razem, ale jeżeli się pojawią kolejne koszulki, to będą już troszeczkę inne. Jedyne, co oczywiście łączy te koszulki to to, że mają logo Radia Na Fali, czyli ten znaczek heksagonalny. Nic więcej. Nie ma tam żadnych napisów, nie ma adresów internetowych, nie ma żadnego zachęcania do kupowania, sprzedawania i reklamowania. Nie jesteśmy billboardem. Wystarczy, że właściwie chyba każda firma odzieżowa i nie tylko wciska nam koszulki, ciuchy z firmowymi napisami, żebyśmy chodzili jak te billboardy i reklamowali ich produkty.
Radio Na Fali tego od nikogo nie wymaga. Ja tego od nikogo nie wymagam. Przede wszystkim od siebie nie wymagam reklamowania czegokolwiek. Tak że koszulka nie posiada żadnych napisów pod tytułem adres internetowy albo jak znaleźć. Ci, którzy wiedzą, jak wygląda logo, wiedzą, jak wygląda logo. Poznamy się po tej koszulce. Jest tak charakterystyczna, że od razu wiadomo, o co chodzi i tylko wtajemniczeni, tylko ci, którzy wiedzą, o co chodzi, będą świadomi, na co patrzą. Jakoś tak. Tyle w ramach ogłoszeń. Przepraszam jeszcze raz wszystkich was, kochani, liczących na to, że jest więcej koszulek i że dostaniecie swoje koszulki.
Okazało się, że naprawdę są dwie i to jeszcze tylko w rozmiarze M. Te, które zostały, to jest rozmiar S, taki ultra mały i jeden w rozmiarze L, który ja sobie zostawiam właśnie w kapitanacie. To tyle na ten temat. Tak że przepraszam raz jeszcze. Czekamy, jak się pojawi okazja, będą nowe koszulki i wtedy niezwłocznie dam informację. Albo w ogóle jakieś inne gadżety, naklejki albo coś takiego, stickery. Pojawią się informacje na stronie Radia Na Fali, pojawią się na naszym Facebooku, pojawią się na Twitterze, pojawią się po prostu wszędzie. Zalejemy cały świat! Dobra, żartowałem, ale coś w tym stylu. Tak że chwila cierpliwości, dobrej medytacji, może coś się pojawi nowego, kto to wie.
Ale wiadomo, że nie o prezenty chodzi. Chociaż to też jest bardzo ważne. O prezenty też chodzi. Każdy lubi dostawać prezenty. Ja tu nie jestem wcale wyjątkiem. Ale przejdźmy do audycji, moi drodzy, bo nie na darmo wspomniałem, że dzisiaj właśnie o tym, co na górze, co na dole. Dzisiaj chciałem kontynuować troszkę temat pewnych moich rozważań, które się ciągną w mojej głowie od nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak, nie wiadomo skąd. Po prostu się ciągną. Tych rozważań jest jak zwykle masa. Mam nadzieję, że też macie jakieś refleksje na ten temat.
To, co na górze, to i na dole. Tak sobie zapisałem, że to jest troszeczkę na temat wielowymiarowości rzeczywistości, w której sobie funkcjonujemy na tej planecie. To jest takie połączenie, ja tak slangowo nazywałem sobie w notatkach, połączenie, że jesteśmy wszyscy połączeni ze sobą niewidzialną nitką. Niektórzy Indianie nazywają to srebrną nicią, którą jesteśmy złączeni z kosmosem i każdy z nas jest połączony z tym kosmosem. Nazwy na to są różne. Jest dużo różnych teologii, dużo różnych mitologii, dużo różnych legend, dużo różnych historii na ten temat. Dzisiaj troszkę na ten temat. To wszystko staje na bardzo mocnej kontrze w stosunku do atomizacji naszej postawy. Co znaczy atomizacja naszej postawy? Znaczy to, że czujemy się jedyni, unikatowi, a nasze ego jest najważniejszym drivem.
Z angielskiego pochodzi. Co ja zrobię? Czyli najważniejszym kierunkiem, w którym powinniśmy się udać. I że najważniejsze jest nasze ego i że ono definiuje nasze życie. Bardzo dyskusyjnie do tego podchodzę. Osobiście uważam, że jest to jeden z największych bullshitów, jakie można spotkać na tej planecie. Tu pojawia się podstawowy konflikt poznawczy, jakby można to było naukowo powiedzieć. Konflikt pomiędzy tym, co reprezentuje połączenie pomiędzy nami, tym, co reprezentuje nas jako ludzi, którzy współpracują ze sobą, w ogóle funkcjonują ze sobą. Bo czymże jest jedna istota, kiedy nie ma możliwości pogadania z drugą istotą? Jest po prostu praktycznie nikim, w sensie nikim, bo dalej jest istotą, ale całe życie traci troszkę sens, gdyby nie ci ludzie dookoła nas.
I tu się pojawia kilka różnych rzeczy, bo z drugiej strony jest właśnie ta atomizacja, ta postawa pod tytułem: ego jest najważniejsze i ego definiuje całe nasze życie, ego definiuje nas i tak dalej. Jest masa szaleństwa na ten temat i dzisiaj właśnie na ten temat. O kontrolowanych freakach. Jak przetłumaczyć słowo control freak? Bo nie ma odnośnika w języku polskim. Control to znaczy kontrola, czyli taki kontrolujący, a freak to znaczy świr po angielsku, czyli control freak to jest świr, który ma obsesję nieustannej kontroli całej rzeczywistości. Na tym polega cała ta historia. I dzisiaj dokładnie o tym. To ja może zacznę od jednej refleksji, bo jakiś czas temu z jednym z moich przyjaciół rozmawiałem prywatnie, bo czasami rozmawiam z ludźmi. Żartowałem.
Jak sobie rozmawialiśmy, podczas rozmowy podesłał mi linka na temat czegoś, co się nazywa HAARP, czyli High Frequency bla, bla, bla. Te wszystkie dziwne anteny. I jest masa stron internetowych ukierunkowanych tak, żeby nam opowiedzieć o tym, że jest to spisek, że jest to konspiracja, że jest to HAARP, że tym HAARPem się steruje pogodę, że tym HAARPem się steruje nasze umysły, że HAARP steruje naszym życiem. Podesłał mi te wszystkie sajty. Siedliśmy z tym wszystkim, zaczęliśmy to przeglądać i zacząłem się śmiać, bo każdy amator krótkofalarstwa, ale dosłownie każdy, który sobie buduje własne anteny, po prostu doznałby kociokwiku, przewróciłby się ze śmiechu i tarzał z tego śmiechu po podłodze przez co najmniej parę godzin, gdyby był zmuszony czytać te brednie, które wypisują dziwni autorzy, którzy nie wiadomo skąd mają te informacje. Twierdzą, że skądś je mają. Są z książek, są z wielu innych miejsc, że to są wszystko jakieś instalacje, które mają na nas wpływać i nas zmieniać. Chłopcy i dziewczęta nie zauważyli, że w 99% pokazują na zdjęciach instalacje wojskowych anten do częstotliwości UKF z pozostałego stulecia, które służą zupełnie czemuś innemu i zupełnie o co innego chodzi. A druga pozostała część zdjęć to są instalacje do tak zwanej fali skalarnej, do komunikacji wojskowej. Tak to się nazywa fala skalarna.
Nie wiem, jak to wojsko nazywa. To są te wszystkie sprawy związane z komunikacją pomiędzy łodziami podwodnymi. To wszystko to, czego my nie powinniśmy słyszeć na swoich radioodbiornikach, ponieważ ta fala jest tak niska albo tak wysoka, jest w takim spektrum nadawania, żeby nikt tam przypadkowy przypadkiem tego nie usłyszał, bo tam już wojskowi czuwają nad tym wszystkim. I tak oglądaliśmy te wszystkie zdjęcia, sprawdzaliśmy dokumentację techniczną różnych anten, jak są konstruowane, bo jak na ironię wszystkie te informacje są dookoła. I tak się zastanawialiśmy troszeczkę, że jak to z tym jest, że nagle jakikolwiek temat, czy to jest kawałek drutu, który służy za antenę, czy to jest cokolwiek innego, w dzisiejszych czasach część z nas dostaje po prostu kompletnego świra. Jest takim control freak na punkcie na przykład HAARPa albo wielu innych rzeczy. Mind control też. O tym też dzisiaj wspomnę, bo to też jest historia taka, że czasami oczy mi się duże robią, ale to są moje własne, indywidualne refleksje wynikające z przeglądania tony dokumentacji technicznej, sprawdzania źródeł. Aczkolwiek moje źródła mogą się oczywiście mylić. Tak że proszę każdego, żebyście sami sobie sprawdzali i sami wyciągali wnioski.
A dzisiaj wam rzucę troszkę garść swoich własnych wniosków. I z tym HAARPem skojarzyła mi się cała ta historia z tym, jak to lubimy chodzić do restauracji, tym jak to lubimy być obsługiwani przez kelnera, obsługiwani przez kucharza, obsługiwani przez kogoś. Mówiąc w skrócie lubimy być w dzisiejszych czasach obsługiwani przez treści. Nie lubimy się za bardzo często zastanawiać. Nie wiem dlaczego. Po prostu nie podoba nam się to. To jest trochę taki syndrom pokolenia konsumentów, które nawet jak się buntuje, to buntuje się w taki sposób, że co najwyżej zmienia restaurację, ale w życiu nie wpadnie na pomysł, że może po prostu sami się zbierzemy i coś ugotujemy albo sami sprawdzimy, jak to się robi. Sami się nauczymy robić te wszystkie smaczne posiłki. Może będą nam wychodziły lepiej. Może to jest rozwiązanie.
To rozwiązanie chyba zbyt wielu przez głowę nie przebiega. Przynajmniej tym, którzy piszą o tych wszystkich dziwnych instalacjach i robią z tego niesamowicie tanią, tandetną sensację pozbawioną jakiejkolwiek racji bytu. Taka jest prawda niestety. Czy chcemy, czy nie. Wystarczy, że ktoś z was jest takim geekiem technicznym, ma taką obsesję, że lubi sobie sprawdzić dokumentację, jak się buduje te wszystkie urządzenia. O co chodzi z antenami, gdzie to się podłącza, dlaczego ten kabel idzie w lewo, tamten w prawo, a tamten w ogóle nie idzie nigdzie. To też szybko to zauważy, że po prostu jest to taka ściema centralnie walona przez ludzi, którzy myślą, że zmieniają świat albo cokolwiek. Jest taka opcja, że zamiast jednej restauracji po prostu wyszli do drugiej. Siedzą w tej restauracji, nic im nie smakuje i mają pretensje do tego, że tamta jest jeszcze gorsza i że jak zmienimy tą restaurację na jeszcze kolejną, to może pewnego dnia trafimy na tą właściwą restaurację, w której wszyscy będziemy szczęśliwi, zadowoleni. Nikt dalej nie chce samemu gotować, nikt dalej nie chce nic samemu zrobić, tylko każdy chce być obsługiwany.
Każdy chce być konsumentem. I tu właśnie w tych wszystkich sprawach tak zwanych alternatywnych w cudzysłowie pojawia się bardzo poważna polaryzacja, taka biegunowość, że z jednej strony mamy grupę ludzi, która protestuje przeciwko czemuś, bo wydaje im się, że to jest sensem, esencją zła na świecie i że kiedy tylko uda się wyeliminować tą parszywą restaurację z miasta, to od razu jakość wszystkich posiłków wszędzie na świecie skoczy diametralnie do góry i wszyscy już będą szczęśliwi i będą mogli dialektować się doskonałymi posiłkami. Gdy tylko ta jedna parszywa restauracja zniknie z horyzontu. Bardzo ciekawy pomysł na życie. Dzisiaj chciałem się zająć tą biegunowością, właściwie polaryzacją tych biegunów. Okazuje się, że czytając te strony, przeglądając te materiały, większość z tych ludzi jest tak zwanymi kontrolowanymi świrami, którzy mają obsesję na punkcie kontroli: że ktoś ich ciągle kontroluje, że świat ich sprawdza. Nie wiadomo, o co chodzi, ale ktoś ciągle nad nimi trzyma łapę i nie mogą niczego zrobić we własnym życiu, ponieważ ciągle ktoś i coś stoi im na przeszkodzie. I cały świat jest zły i cały świat jest do dupy tylko dlatego, że ktoś stoi im na przeszkodzie. To ja może szybciutko rzucę na Wikipedię i powiem wam w ogóle, skąd się wziął ten control freak. Pojęcie wzięło się z lat 60.
Nie ma oczywiście polskiego tłumaczenia. Bywa. Wzięło się z badań psychologicznych. To są czasy LSD, czasy substancji psychoaktywnych, kiedy jeszcze można było robić badania, kiedy dowiadywaliśmy się, że świat wygląda troszeczkę inaczej i że to, co na górze, to na dole i że jesteśmy bardziej kompleksową istotą wielowymiarową. Niekoniecznie funkcjonujemy w jednym tylko i wyłącznie fizycznym wymiarze, który ogranicza się do bzdurnych opowieści o tym, jak to ktoś próbuje nami manipulować. Inna sprawa, że jest próba manipulacji naszymi poglądami, jest próba manipulacji naszą kieszenią, jest próba manipulacji tym, co mamy myśleć, ale w rzeczywistości nikt nie manipuluje tym, co myślimy. To już jest nasza własna indywidualna odpowiedzialność, o czym wielu nie chce mówić i wielu nie chce tego brać na barki, bo zaraz by się okazało, że sami codziennie rano strzelają sobie w kolano i robią sobie tak gówniane życie na własne życzenie, że aż po prostu boli. I od tego bólu jest już tak im niedobrze, że muszą coś zmienić. Oczywiście nie chcą zmienić siebie, tylko chcą zmienić innych. Cały świat.
Zmieńmy innych i będzie lepiej. Klasycznie. Zniszczmy tą jedną restaurację, a jakość posiłków wszędzie podskoczy. Tutaj muszę trafić na trop współczesnej ekonomii, ale zanim trafię na trop współczesnej ekonomii, posłuchajmy troszeczkę muzyczki. I tak nawiążę do tych lat 60. A wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni”. Ja mam na imię Tomek. A wy słuchacie Radia Nafali retransmitowanego w Radiu Paranormalium. Audycja nazywa się „Hiperprzestrzeń”, moi drodzy. Właśnie, bo tak nie skończyłem mówić o tym control freak, bo jest to taki medyczny termin.
Control freak jest to generalnie osoba, która ma taką psychozę, że najchętniej to mówi każdemu, co ma robić i jak wszystko ma być zrobione, ale sama generalnie nic nie robi. To jest taki management, klasyczny menadżer, taki archetyp psychopaty. Można tak to określić. Czyli człowiek, który musi mieć wszystko poukładane, wszystko musi być tak, jak on sobie wymyślił i nie może być takiej opcji na świecie, że coś jest inaczej. On powiedział i tak właśnie jest. I nie ma, że jest inaczej, bo on twierdzi, że tak właśnie jest i wszyscy mają tak robić, wszyscy mają w to wierzyć i o tym właśnie chodzi. Generalnie osoby te charakteryzują się tak zwanym perfekcjonizmem, takim obsesyjnym perfekcjonizmem. Słuchajcie, spotkaliście ludzi, którzy mają taką jazdę, że siedzicie przy stole, rozmawiacie, coś jecie, przestawicie jedną rzecz, a ta osoba po chwili poprawia tą rzecz, przesuwa na oryginalną pozycję, na której była, po czym uśmiecha się do was. Hehe. To jest właśnie taki klasyczny control freak ześwirowany.
Później wy specjalnie spróbujcie przesunąć tą solniczkę albo pieprzniczkę troszkę w lewo albo w prawo, troszkę w bok. Poczekaj, ona znowu to przesunie. Hehe. Po którymś momencie ona wam powie: „Wiesz co, jakbyś zostawił ją tutaj, bo ona tu lepiej wygląda i lepiej pasuje”. To jest właśnie taki klasyczny przykład kontrolowanego freaka. Jest to bardzo mocno związane z wojskiem, z władzą, z wszystkimi tymi historiami. Generalnie klasyczny numer to jest taki, że jest to osoba, która po prostu jest nakręcana tym, że dominuje i kontroluje w sposób obsesyjny wszystko dookoła siebie. Po prostu świat bez niej umiera. Przynajmniej tak ta osoba wierzy, że bez niej po prostu już nic się nie wydarzy. To jest taka klasyczna rzecz dotycząca osoby.
W managementie jest to taka historia związana z tym, że jest to takie zarządzanie odgórne, że jest taki apodyktyczny szef, który mówi: „Będzie tak, jak ma być. Wszyscy przychodzą do pracy ubrani w gacie na głowach i mówimy po szwedzku”. To z filmu Woody'ego Allena, słuchajcie. Klasyczny numer. Polecam. Nazywa się „Bananowy czubek” filmu Woody'ego Allena. Tam jest taka piękna scena o tym, jak się odbyła rewolucja w kraju trzeciego świata, gdzieś w Ameryce Południowej. Nie będę wam palił filmu i opowiadał, o co chodzi, ale polecam scenę właśnie z gadaniem po szwedzku i gaciami na głowie, czy jakoś tak. Także jest to dokładnie taki przykład po prostu kontrolowanego freaka. Po prostu kolesia, który ześwirował na punkcie kontroli rzeczywistości dookoła.
I to jest klasyczna właśnie historia w managementcie. Teraz duże korporacje od tego odchodzą, bo jest to tak destrukcyjne, że właściwie firmy po prostu padają. Jak jeden psychopata rządzi, a ten psychopata wiadomo, jak firma urośnie, nie zna się na wszystkim, w pewnym momencie podejmuje jakieś decyzje, które po prostu orają wszystkimi i już jest po firmie. Inna sprawa, że pracować się nie da z takim człowiekiem. To już inna historia. Myślę, że wielu z was w swoim życiu spotkało takiego psychopatę. Nie raz, nie dwa. Ja też trafiłem. Też bywałem w życiu czasami takim psychopatą. Także anyway, człowiek z dwóch stron.
Co na górze, to na dole. W historii, słuchajcie, taki klasyczny przypadek o tym kontrolowanym freaku. Control freaks to jest Wellington kontra Napoleon. Przynajmniej tak jest to opisane w historii psychologii. Generalnie Napoleon dawał dużą wolność swoim dowódcom podczas walki. Mówił: „Panowie, wy wiecie lepiej, co się dzieje na polu walki. Wy sami organizujecie sytuację. Ja wam dostarczam posiłki. Mówcie, czego potrzebujecie. Idziemy bić Nelsona czy Wellingtona, czy cholera wie kogo tam”.
Właściwie Wellingtona, bo Nelson to troszkę inna sprawa. Nelson pływał na statkach i tłukł się z Hiszpanami tuż przy wybrzeżu Anglii, ale zostawmy te zawiłości historyczne. Z kolei Wellington miał obsesję, że wszystko musi być tak, jak on sobie w notesie zanotował i bez tego żadna sprawa się nie odbędzie. I że każdy, kto występuje przeciwko niemu, jest przeciwko całemu światu, przeciwko armii, przeciwko porządkowi, przeciwko ładowi. Generalnie lądował w więźniu. Takim klasycznym przykładem w Anglii jest królowa Wiktoria, która była wręcz psychopatą zaawansowanym i wszystko kontrolowała. Łącznie z tym, co się dzieje ze wszystkimi dziećmi w Anglii. Wydawała specjalne dekrety na temat tego, jak matki powinny postępować z dziećmi. Tak jak Stalin na przykład dekrety na to, co człowiek powinien myśleć. Tak jak w dzisiejszych czasach polskie sądy też wydają takie dekrety i polscy politycy to samo.
Zresztą polscy politycy nie są tutaj wcale tacy wyjątkowi w tym, że są kompletnymi świrami, którzy nadają się na kliniczne leczenie psychiatryczne, bo praktycznie 99,999... Okej, powiedzmy 100% polityków się na to nadaje. Od razu, od teraz powinien ktoś przyjechać z karetką pogotowia, zamknąć ich w kaftany bezpieczeństwa i wywieźć na długie leczenie. Najlepiej psylocybiną albo LSD, bo to, jak się okazuje, chyba jedyna sprawa, która działa. W biznesie takim przykładem jest Steve Jobs i jego tak zwany closed system, czyli zamknięty system, że jego wszystkie aplikacje, jego urządzenia są tylko jego i nikt nie ma dostępu do tych urządzeń z zewnątrz. To on będzie to wszystko kontrolował. To on będzie kontrolował, jakie aplikacje macie na telefonie, jakie ja mam na telefonie, jakie w ogóle wszyscy mamy. To on będzie kontrolował, jakie aplikacje możemy sobie zainstalować na jego komputerach. On osobiście, nikt inny. To był właśnie ten konflikt pomiędzy Stevem Woźniakiem a Jobsem, bo Woźniak był zupełnie innej bajki.
On generalnie rozumiał pewną elementarną sprawę na temat naszej egzystencji na tej planecie, do której zamierzam dzisiaj dotrzeć po drodze tych wszystkich rozważań. Skoro tak wspomniałem o Stevie Jobsie i zamkniętym systemie, to czas najwyższy, żebym przeszedł do przykładów współczesnej psychologii o społeczności konsumentów. Jest to taki klasyczny numer, że grupa bankierów, która sobie organizuje różne swoje tajemnicze organizacje, które nazywają Illuminati, nazywają je masonerią, wiele innych rzeczy, rości sobie prawo i predyspozycje do decydowania o losie innych ludzi. Tak samo jak politycy. W dzisiejszych czasach przejął to duży korporacyjny biznes, chociażby farmaceutyczny, który decyduje o tym, co można, a czego nie można, co nas będzie leczyło, a co nie będzie nas leczyło. W cudzysłowie, bo to leczenie to bardzo dyskusyjnie, kontrowersyjnie i w bardzo dużym znaku zapytania i jeszcze większą ilością cudzysłowów dookoła. Natomiast generalnie idea jest ciągle ta sama. Jest grupa ludzi, która twierdzi, że ma lepsze pojęcie o życiu, że ma lepsze predyspozycje do decydowania o naszym życiu niż my sami i oni z tego powodu będą tworzyli naszą rzeczywistość, będą kontrolowali wszystko od początku do końca jeżeli chodzi o cały ten kawałek świata, który jest w ich zasięgu. Zdarza się bardzo często. Myślę, że objawy tego widzimy wszędzie dookoła.
Chociażby cały ten korporacyjny system, polityka korporacyjna tak zwana, czyli że wszyscy przychodzą w uniformach do pracy, że jest tylko jeden dzień, kiedy można sobie założyć bluzę na przykład albo nie zakładać białej koszuli z krawatem w dużych korporacjach, że są pewne bardzo specjalne zasady, które dokładnie wyglądają tak samo jak w wojsku, bo właściwie te zasady zostały wymyślone przez tych samych ludzi, którzy tworzyli armię w latach 50. i 30. Anyway, o tym wszystkim, jak to się zaczęło i jakie są podstawy takich korporacyjnych działań zapraszam was do już historycznej audycji, podcastu, który prowadziłem w Radiu Nafali. Jest tam w archiwum, nazywa się „Dokładka”. Tam jest bardzo dużo detali, łącznie z takimi technicznymi detalami, dokumentacją na temat tych wszystkich zachowań i skąd to się wszystko wzięło. Także jeżeli jesteście zainteresowani tym, żeby przyjrzeć się, skąd cała ta psychoza maniakalna, która towarzyszy światowi wielkiego biznesu, się wzięła, to tam jest to wszystko opisane. Także zapraszam serdecznie do archiwum, ale to później. Może jutro sobie po prostu ściągniecie. Dzisiaj zapraszam was jeszcze później na wieczorową porę. Także spokojnie, nie słuchajcie innych podcastów teraz, słuchajcie tylko mnie.
To jest właśnie taki klasyczny przykład świra, który chce mieć wszystko pod kontrolą. Ja tak jak zwykle mylę polski z angielskim i wychodzą takie zlepki słowne, że się drapię później po głowie, jak to przesłuchuję i wrzucam te podcasty i się zastanawiam: „To ty to powiedziałeś? Shit happen”. Ale mniejsza o to. Wybaczcie mi to. Wybaczcie. O co chodzi z tymi przykładami współczesnej ekonomii? Chociażby sama kwestia pieniędzy, kontrolowania waluty i kontrolowania dochodu, kontrolowania nas poprzez całą tą sferę finansową, czyli uczestniczenie w tej zabawie, która polega na tym, że limit dóbr jest sztucznie ograniczany, limit pieniędzy jest sztucznie założony. Wszystko jest sztucznie wymyślone. Są zasady, więcej tego nie będzie.
To nie jest tak jak z koszulkami Radia Nafali, że było faktycznie tyle, ile było i więcej już nie ma fizycznie. Tylko tam jest tak, że ktoś zawsze steruje tym, czy się dodrukuje trochę więcej tych pieniędzy, czy się troszkę mniej, czy trochę więcej ludzi będzie bawiło się w tą zabawę, że ktoś włącza muzykę. Jest stół, dookoła stołu stoją krzesła. Jest ich 12, a uczestników zabawy jest 13. Muzyka gra i kiedy muzyka się kończy, każdy musi szybciutko znaleźć swoje krzesło. Ten jeden, który ma pecha, ma troszkę mniej ochoty na przepychanie się łokciami, ten odpada z gry. Później odstawia się jeszcze jedno krzesło. Włącza się muzykę, muzyka gra, muzyka gra. Muzyka się kończy i trzeba szybciutko znaleźć sobie krzesełko. I znowu ten, który ma najsłabsze łokcie i najwięcej empatii do świata i nie chce mu się po prostu nikogo kopać po kostkach, ten znowu ląduje bez krzesełka.
I tak do samego końca, aż w końcu zostaje jedno krzesło i tylko jeden. Ten, który wszystkich stłukł, wszystkich porozpychał, miał najtwardsze łokcie, wylądował na tym krzesełku. Na tym polega dokładnie zabawa współczesnej ekonomii. Nic więcej, nic mniej. Po prostu zabawa psychopatów w to, kto będzie kontrolował rzeczywistość. Bo wiadomo, że na tym krześle można kontrolować po prostu cudze życie. Może nie tyle całe życie, ile część tego życia albo próbować nas włożyć w jakiś taki system, który nam coś nakazuje, narzuca. I wszystkie te historie dookoła tego. To jest właśnie klasyczny przykład współczesnej ekonomii, która jest oparta na świrach, którzy nas chcą kontrolować, ponieważ mają taką obsesję, że chyba sobie nie radzą ze sobą. Ale to już inna sprawa.
Nie chcę się zajmować za bardzo tym, skąd się to bierze, a myślę, że wielu z was doskonale kojarzy ten mechanizm w głowie, skąd się biorą takie lęki. Zresztą tak czy siak dzisiaj o tym wspomnę, bo jest to nieodłączną częścią takiej historii, ale od innej strony. Słuchajcie, ten sam numer, który występuje w tym całym Babilonie, w tym biznesie, w ekonomii, w tych banksterskich historiach, w wojnach, w tym świecie, który popularnie część ludzi nazywa systemem. Bo jest to system i system to chyba właściwie jest najlepsza nazwa na to wszystko. To jest taki patologiczny system. Jest jeszcze tak zwana alternatywa, można powiedzieć. Są ludzie, którzy są z drugiej strony i proponują nam różne dziwne rzeczy. Właściwie, jeżeli się tak temu przyjrzeć, przynajmniej taka jest moja refleksja, to dokładnie druga strona odzwierciedla wszystkie możliwe fobie, psychozy maniakalne i cały ten syndrom psychopaty, który próbuje wszystko kontrolować dokładnie w taki sam sposób. Spójrzmy na przykład na psychologię i wszelkie alternatywne terapie psychologiczne. Bardzo intrygująca sprawa.
Zdarza mi się, że gdzieś tam zahaczę kątem oka, kątem ucha o powieści o tych wszystkich historiach. Wygląda na to, że właściwie pomiędzy taką oficjalną psychologią, która pochodzi dokładnie z tego systemu ekonomicznego, gdzie się zawsze próbuje człowieka utemperować i wsadzić do tego systemu, żeby czuł się szczęśliwy, że pracuje w dużym obozie koncentracyjnym pracy przymusowej na 30-letni kredyt, dokładnie jest właściwie tym samym, czym jest wiele tak zwanych w cudzysłowie alternatywnych terapii. Generalnie i jedni, i drudzy próbują zrobić z człowieka wiewiórki, opowiadając bardzo niebezpieczną rzecz moim zdaniem, czyli twierdząc, że na przykład mamy różne poziomy świadomości, 300 rodzajów ego. Wszystko jest tak elegancko opisane, jest tak sklasyfikowane. Jedni twierdzą, że są tam jedną nogą, drudzy drugą nogą, trzecią, czwartą, ale wszystko jest oddzielnie, wszystko jest osobno. Tak samo jak w psychologii jest taki klasyczny problem dzielenia wszystkiego i posługiwania się stereotypami, które właściwie nie wiadomo skąd się wzięły. Prawdopodobnie z głowy jakiegoś szalonego psychologa, który postanowił zrobić na tym karierę. Generalnie całe nasze doświadczenie życiowe, co jest esencją mojej dzisiejszej gadki, sprowadza się do tego, że panowie poważni psycholodzy związani z tym całym Babilonem to klasyfikują na zachowania, dzielą poziomy doświadczeń, dzielą poziomy naszej świadomości i wszystko jest wkładane do pojedynczych szuflad, do pojedynczych przegródek w specjalnych klaserach. Tak samo się dzieje z drugiej strony. Ci wszyscy alternatywni kolesie opowiadają o tym, że tu jest jedna rzecz, tam jest druga, tu jest trzecia.
Tego mamy nie dotykać, tamto możemy dotykać, to możemy robić, a tamto nie możemy robić. Takie stereotypy, ogólnie mówiąc, na temat naszego doświadczania rzeczywistości, że osobno ręka, osobno noga, osobno jest wątroba, a to, że my jesteśmy jednym ciałem, to w ogóle nie powinniśmy zwracać na to żadnej uwagi, bo to jest w ogóle przypadek. Powinniśmy się skupić albo na nodze, albo na ręce, albo na wątrobie. Tak jak ta klasyczna psychologia, która opowiada też o takich historiach, że człowiekowi włosy dęba na głowie stają od słuchania tego szaleństwa. Jest to taka właśnie nieudana próba kwalifikacji, klasyfikacji właściwie determinowana przez, co tu dużo mówić, kapitalizację. Chodzi po prostu o kasę. Okazuje się, że nikt nie chce nam powiedzieć, że jesteśmy jedną istotą i że wszelkie rzeczy, które odczuwamy, są po prostu jednością. Że jesteśmy jednym kawałkiem czegoś. Zamieszkujemy w tym jednym kawałku czegoś. Nikt z nas nie składa się z 30 elementów.
Owszem, mamy parę elementów, takich jak ręce, nogi, głowa i wątroba, i tak dalej, wszystkie te rzeczy. Ale to wszystko jest w jednym kawałku. I cała ta psychologia, zarówno od strony biznesowej, ta, która nas wysyła na terapie do psychoanalityków, które nigdy się nie kończą, ale oczywiście słono kosztują. Tak samo ta druga alternatywna wersja wysyła nas na terapię, gdzie właściwie uczestniczymy w ciągu niekończących się szkoleń, niekończących się warsztatów, niekończących się prelekcji przez całe życie po to, żeby zrozumieć, kim jesteśmy. Oczywiście wszystko to kosztuje. Żadna z tych informacji nie jest za darmo. Żaden z tych ludzi nie podaje nam swojej wiedzy tak po prostu. Zwyczajnie po polsku nie podejdzie i nie powie: „Hej, masz to po prostu. Jestem okej ze sobą. To masz, to jest dla ciebie.
Po prostu weź skorzystaj, może coś z tego będziesz miał”. Nie. To wszystko jest oczywiście za kasę. Jak na ironię jedna i druga strona wyznaje dokładnie tego samego boga z Babilonu, boga Mamony. I twierdzi, że żadne nasze doświadczenie nie ulegnie nigdy transformacji, dopóki nie wydamy na to kasy. To jest klasyczny numer, że to musi kosztować, żebyśmy mogli poczuć, że ta sytuacja ma swoją powagę, że to jest coś serio, że to jest coś tak, że po prostu musisz za to zapłacić, bo jak nie zapłacisz, to nie poczujesz, jak ważna jest ta sprawa. Musisz harować przez całe życie. Im drożej kosztuje, tym lepsza ta sprawa. Tak jak z samochodami. Im drożej kosztuje, tym lepszy jest Rolls-Royce.
Dokładnie ta sama piosenka z lewej i z prawej strony, się nic nie zmienia. Absolutnie. Ci, którzy się oczywiście załapią, to się załapią, reszta może obejść się smakiem. Ewentualnie martwić przez całe życie, że zacznie być uczestnikiem jakiejś terapii albo jakiegoś spotkania grupowego i tam powiedzą, o co chodzi. Tam się dowie, na czym polega sens życia. Oczywiście dalej doświadczamy wszelkich opowieści na temat tego, co przychodzi z zewnątrz, co jest nasze, a co nie jest nasze. Bo clue tych wszystkich terapii polega na tym, że ktoś nam ciągle opowiada, co jest częścią nas samych, a co nami nie jest. I tu następuje właśnie klasyfikacja tych wszystkich pojęć, że tego mamy się bać, tamtego mamy się nie bać, to jest okej, tamto nie jest okej. I przede wszystkim jedna rzecz: nie możemy myśleć za siebie, nie możemy wysnuwać własnych refleksji. Musimy wyskoczyć z grubej kasy, zapłacić tą grubą kasę i słuchać jakiegoś guru.
Czy to jest pan psycholog i jego bycie guru polega na posiadaniu 40 dyplomów na ścianie ze wszystkich możliwych uniwersytetów, na których dało mu się zrobić jakąkolwiek pracę naukową, czy to jest jakiś guru, który stwierdził, że jest guru i po prostu on już wie. I on teraz będzie uczył ludzi, jak mają żyć swoim własnym życiem. Oczywiście nie za darmo, bo to wszystko kosztuje. Im więcej, tym lepiej, bo ta impreza nie jest tania, jak mawiał Bill Hicks. O co chodzi z tą moją refleksją na temat tych wszystkich ludzi, którzy próbują nas zapakować do jakiegoś stereotypu, próbują nas naprawiać i — żeby było zabawniej — oczywiście naprawiać za kasę, bo nikt nie naprawia za darmo. Oczywiście każdy chce zburzyć system, każdy chce zbudować nowy, lepszy, wspaniały świat, ale każdy chce, żeby w tym świecie mieć pełny portfel i żeby pieniądze dalej funkcjonowały, żeby to wszystko dalej było, bo po to to robi. To mamy być szczęśliwi z kasą. Także teraz pojawiają się na przykład kursy o tym, jak być w zgodzie ze sobą, jak przytulić jak najwięcej kasy i tak dalej. Wszystkie takie medytacyjne rzeczy. Słuchajcie, ja osobiście powiem wam szczerze, jeżeli ktoś ma taką psychozę na punkcie kasy i czuje się nieszczęśliwy z powodu braku, to pieprznijcie te bzdury w bok i zajmijcie się pracą dla na przykład Londynskiego City.
Tam przynajmniej zarobicie pieniądze i nikt nie będzie pieprzył głupot na temat, że jest to duchowa droga, która czyni świat lepszym. Nie, nie czyni lepszym, czyni po prostu was bogatszym, powoduje, że macie więcej kasy. Możecie sobie kupić droższego Rolls-Royce'a i do tego sprawa się sprowadza. Na tym cała zabawa polega. Jeżeli ktoś przychodzi do was i mówi: „Naprawię twoje życie, tylko musisz zapłacić pieniądze”. Olej to, zacznij pracować dla dużego banku. Myślę, że dokładnie taka sama psychoza i ta sama sprawa. Także nie ma z tym absolutnie problemu. Ale o co chodzi? Słuchajcie, bo tu sięgam do pierwszego clue mojej opowieści.
Gdzie jest ten konflikt? Bo ten konflikt jest bardzo wyraźny, że coś jest bullshitem, takim centralnie zorientowanym tylko na dymanie innych z kasy albo w ogóle z czegoś wszystkiego, żeby robić wszystko tak na zasadzie: „Hej, hej, chcę zmienić system, ale nie zmieniajmy wszystkiego, bo jeszcze zubożeję. Już sobie nie kupię kolejnego Rolls-Royce'a na przykład. Co wtedy będzie? Zmieńmy system tak, żeby był troszkę przyjemniejszy, ale żebym dalej mógł mieć Rolls-Royce'a”. Generalnie cała ta historia jest związana z informacją. Tym, co nas transformuje jako istoty żywe na świecie, to jest informacja. Model świata, który jest dookoła nas. W ogóle wszystko, co jest dookoła nas, jest zbudowane i bazuje na doświadczaniu i przekazywaniu sobie informacji o tym, jak doświadczamy tą rzeczywistość jeden drugiemu, bez żadnej cenzury, bez żadnej autocenzury, a przede wszystkim bez kwestii związanej z tym, że ktoś musi za coś zapłacić. Informacja jest za darmo.
Jeżeli rodzi się człowiek na świecie, nowy, młody człowiek przychodzi na ten świat całkiem nówka niśmigany, to przecież jego matka nie nachyla się nad nim i nie mówi: „Słuchaj, sorry, mam tu rachunek dla ciebie. Nie przewinę cię, jak nie zapłacisz tego rachunku”. Nie ma takiej opcji. Właściwie, jeżeli się przyjrzymy całemu światu dookoła, informacja i cała transformacja w nas, która następuje, to, co czyni nas lepszymi, to, co czyni ten świat normalny i funkcjonujący, to jest podawanie sobie informacji. To jest dokładnie elementarny fundament całego świata. Przekazywanie sobie informacji z naszych własnych doświadczeń. Tych doświadczeń nie da się zaszufladkować, nie da się ich opisać w jednym zdaniu i jednej części, rozdzielić tak, jak to na przykład robi współczesna psychiatria albo psychologia właściwie bardziej. Czyli wymyśla poziomy doświadczeń i tak dalej. Ja się kiedyś na przykład z tym spotkałem lata temu, kiedy w Polsce LSD było takie bardzo... Niewielu ludzi miało okazję zobaczyć, co to w ogóle jest, ale legend na ten temat było masę.
Tony legend. Jedną z takich głównych legend był tak zwany opis poziomu doświadczeń, że doświadczy poziom numer jeden, poziom numer dwa, poziom numer trzy, poziom numer cztery, poziom numer pięć i poziom numer sześć. Najwyższy poziom wtajemniczenia. Co oczywiście okazuje się kompletną bzdurą. Ale wszyscy to kupowali, ponieważ to bardzo odpowiada temu modelowi świata, który jest dookoła nas, że wszystko jest odseparowane, jest pełna atomizacja i że nasze doświadczenie z wczoraj nie ma nic wspólnego z tym, co się dzieje dzisiaj z nami. Albo że nasze doświadczenie z pracy nie ma nic wspólnego z tym, co się dzieje w naszym domu. To jest taki klasyczny przykład związany chociażby z pracownikami bankowymi, wysokim managementem, którzy orają całym światem — przynajmniej tym, który się jeszcze da zaorać — orają niemiłosiernie, ale przychodzą do domu i mówią do żony: „Kochanie, miałem cudowny dzień w pracy”. A tam gdzieś w trzecim świecie wysadzono znowu paru tysięcy ludzi w powietrze. Znowu gdzieś zrobiono rewolucję za pieniądze, które przepłynęły z konta, które on obsługuje. Znowu parę tysięcy ludzi zostało rozstrzelanych po to, żeby wybudować nowe fabryki kolorowych butów, które wejdą w nowym sezonie do sklepów gdzieś w Nowym Jorku, gdzieś w Londynie, żebyśmy wszyscy my, świadomi ludzie, mogli założyć te nowe błyszczące buty na nogi i poczuć się częścią większej społeczności.
Ale oczywiście tylko do pewnego momentu. Wszyscy uciekamy od esencji naszej transformacji duchowej. Szczęśliwie nie wszyscy. Szczęśliwie kawał świata działa i funkcjonuje tylko dlatego, że czy chcemy, czy nie, jesteśmy na to skazani, bo bez przekazywania sobie informacji za darmo, czyli normalnie, ja jakąś informację puszczam dalej, bez przekazywania swojego doświadczenia nasza transformacja jest niemożliwa. Terence McKenna miał bardzo ciekawy koncept na temat języków, z którym się, powiem szczerze, bardzo zgadzam, że język to jest próba opisania naszego doświadczenia komuś innemu. Nie zgadzam się za bardzo z koncepcją Noama Chomsky'ego. Uważam, że jest kompletnie nietrafiona. Zresztą została obalona parę razy, także tu nie chcę was zamęczać takimi akademickimi dyskusjami, kto jest lepszy, czy Terence McKenna, czy Noam Chomsky. Ja staję po stronie Terrence'a. Inna sprawa, że w moim życiu wszelkie doświadczenia, które spotkałem związane z informacją i wszystko, co pomogło mi transformować swoje sprawy w głowie i być tu, gdzie jestem, i chociażby mówić do was to, co mówię, było oparte na czymś zupełnie innym.
Czymś, o czym mówił Terence McKenna. Zdecydowanie. Czymś, o czym grzyby mówiły Terence'owi. Grzyby to samo mówiły mi i wielu innym ludziom grzyby mówią dokładnie to samo. Nie tylko grzyby, bo też ludzie dookoła nas przekazują te informacje. To jest właśnie ten fundament naszego człowieczeństwa. Gdzie tu zmierzam? Ponieważ ten alternatywny świat charakteryzuje się tym, akceptuje tą wielowymiarowość. To jest właśnie taki fenomen. O ile banksterzy nie akceptują tego, że świat jest wielowymiarowy, tam świat jest zawsze tylko jednobiegunowy.
Jest albo pieniądz, albo pieniądza nie ma. Natomiast w tak zwanym w cudzysłowie świecie alternatywnym, który właściwie niczym się nie różni od klasy banksterskiej, jest z kolei w drugą stronę, że oczywiście są wymiary, jest wiele wymiarów, ale tam jest cała ta bajka o reptilianach, całe te historie o tym, że ktoś ciągle czai się za rogiem, ktoś ciągle mieszka w naszej czarnej szafie, wyjdzie w nocy i wyssie naszą krew. Jeszcze na dodatek oczywiście opanuje nasz umysł wysyłając fale do głowy i tak dalej. Wszystkie te historie. Część z tych historii, nie wiem która właśnie część historii, ale to może później na ten temat troszkę więcej wspomnę. Sorry, że was tak na rozbiegówce trzymam. Anyway. Generalnie chodzi o to, że nikt nie chce zaakceptować fundamentalnej istoty naszego człowieczeństwa, czyli tego, że wielowymiarowość jest jednością. Tak samo, jak mamy obydwie ręce, obydwie nogi i jedną głowę i to wszystko mamy w jednym ciele. To nie jest tak, że jesteśmy rozszczepieni na kawałki.
Kiedy my sobie śpimy, nasze nogi odchodzą gdzieś, idą na zakupy, a nasze ręce idą pogadać z kumplami, a nasza głowa wynosi się do salonu pooglądać jakiś film. Nie, nigdy się tak nie dzieje. Jesteśmy jednym elementarnym, właściwie nie wiem, czy elementarnym. To jest taka elementarna zasada, że jesteśmy jednością od początku do końca i nie ma ani poziomów doświadczenia, które można zaszufladkować, bo wszystko jest doświadczeniem. Nasze życie jest prawdopodobnie tutaj trochę za krótkie, żebyśmy mogli siać taką bufonadę i mówić, że to jest taki podstawowy poziom doświadczenia. Tam jest troszkę inny poziom. Jak wejdziemy na ten poziom, to pozmieniamy kilka spraw. Ja się z tym absolutnie nie zgadzam. Uważam, że wszystko jest jednością. Jeżeli człowiek idzie do lasu, to widzi tą jedność.
Las nie funkcjonuje bez wiatru, las nie funkcjonuje bez deszczu, las nie funkcjonuje bez ziemi, na którym sobie stoi, właściwie w którą wrastają te wszystkie drzewa. Las nie funkcjonuje bez trawy, las nie funkcjonuje bez tego wszystkiego. I to wszystko jest takie samo z siebie napędzające się. Tu nie ma miejsca na to, od czego zacząłem, czyli na bycie takim psychopatą, który próbuje wszystko kontrolować, ponieważ psychopata, który próbuje wszystko kontrolować, ma właśnie tą obsesję, że nie kontroluje tej wielowymiarowości, bo każdy z nas dokładnie czuje tą wielowymiarowość. To są sny, to są wizje, to jest cały ten świat, który popularnie się nazywa imponderabilia, czyli wszystkie rzeczy, których nie jesteśmy w stanie opisać, a wszystkie rzeczy, które odczuwamy. To jest ten telefon, który odbieramy parę sekund zanim zadzwoni, a dzwoni ciocia z Australii i telepatycznie dała nam znak. Jak to wszystko później poustawiać w tej rzeczywistości, która jest skonstruowana i skrojona do bycia takim psychopatycznym, obsesyjnym osobnikiem na punkcie kontroli i wszystkiego dookoła? Nie da się, bo okazuje się, że życie i jego fundamenty i fundament całego naszego człowieczeństwa nie da się kontrolować. A esencją tego wszystkiego jest to, że jesteśmy jednością i że każde nasze doświadczenie musi. To nie jest kwestia, czy chce, czy nie.
Musi i ma swój sens. I na tym to polega, że nie ma czegoś jak stopniowanie doświadczenia, chociaż każde doświadczenie na nas wpływa w jakiś sposób i nie pozostaje bez jakichkolwiek skutków w przyszłości. I nie możemy z punktu widzenia dzisiejszego sklasyfikować naszego życia i stwierdzić, że okej, to jest taka mało istotna sprawa, która zupełnie nie gra roli. Zostawiam tą sprawę, bo to jest takie doświadczenie z poziomu numer jeden. Ja tu będę tylko polował na doświadczenia z poziomu numer pięć. Nie ma czegoś takiego. Wszystko jest jednością. Przynajmniej taka jest moja opinia. Cały numer z tą współczesną szarlatanerią, tak mógłbym to nazwać, to jest ciągłe sprzedawanie nam takiej nieustannej dychotomii To jest takiej atomizacji, bardzo egocentrycznego świata, gdzie ciągle, nawet próbując być bardzo duchowymi i tak dalej, rozdzielamy wszystkie te rzeczy. Przede wszystkim nie jesteśmy transparentni ze sobą samymi.
Inne rzeczy robimy w domu, inne w pracy, inne rzeczy robimy gdzie indziej. Nie akceptujemy tej elementarnej zasady, że jesteśmy jedną istotą, która wcale się nie zmienia, wychodząc z domu, ani wcale się nie zmienia, przechodząc z pomieszczenia do pomieszczenia, że dalej funkcjonujemy w tym samym ciele, że wszystko jest dalej to samo. Naprawdę nic się nie zmienia. Medytacja na Wschodzie jest rewelacyjną rzeczą. W Europie traktujemy to w inny sposób. Jest dookoła tego masa stereotypów, masa różnych szalonych pomysłów. Ale generalnie istota jest banalnie prosta. Służy konsolidacji nas samych, żebyśmy nie popadali w to szaleństwo, nie stwierdzali, że na przykład jakieś doświadczenie jest mało ważne, a inne doświadczenie jest bardziej ważne dla nas. Wszystko jest ważne, wszystko się dzieje z nami. To jest nasze całe życie.
Jeżeli sobie odkręcimy na przykład nogę, to nie da się biec. Wystarczy sobie zrobić taki eksperyment: walnąć się w jeden palec u ręki. Teoretycznie to jest właśnie taki obrazek, który ilustruje, jak działa owe rozdzielenie. Czy naprawdę w ogóle funkcjonuje? Czy to jest tak, że możemy wyjść z domu i być już innymi ludźmi? Czy w pracy możemy być innymi ludźmi? Czy gdzieś indziej możemy być inni? A tu możemy być tacy? Proszę sobie wziąć młotek. Dobra, nie róbcie tego.
Żartowałem. Ale jeżeli się walniecie w palec konkretnie tym młotkiem, to teraz wyjdźcie z domu i zastanówcie się, czy przypadkiem boli mniej. Czy naprawdę boli mniej, kiedy się z tym sklepanym paluchem, młotkiem wyjdzie na zewnątrz? Nawet jak pójdziecie do pracy, to czy będzie naprawdę mniej bolało? Nie, nie boli mniej. Boli dokładnie tak samo. Tu się nic nie zmienia. Absolutnie. I to jest taka elementarna zasada. To jest właśnie to, czemu służy całe zjawisko medytacji.
Dla naszej psyche, dla nas samych. Pomaga nam się skonsolidować, bo jesteśmy połączeni z tym wszystkim dookoła. To jest, tak jak wspominałem, ten tajemniczy moment, kiedy odbieramy telefon, a dokładnie trzy sekundy później dzwoni ciocia z Australii i nikt nie wiedział, że ona zadzwoni, bo ona dzwoni raz na pół roku. Że akurat teraz? Tu i w tym momencie? No właśnie. Szczęśliwie mamy substancje psychoaktywne. I tu jest taka troszkę naturalna obrona nas przed tą dychotomią, którą sobie wymyśliliśmy i którą próbujemy ćwiczyć na różne możliwe sposoby, nazywając to alternatywnymi metodami, które są 300-punktowe, 400-punktowe, 200-punktowe. Czytałem ostatnio o takich metodach. Byłem przerażony, o co tu w ogóle chodzi.
To jest taka próba zarobienia pieniędzy na rzeczach bardzo oczywistych. Tak to dokładnie wygląda, bo oczywiście nie jest to wszystko za darmo. Nikt tego nie zrobi tylko dlatego, że czuje się kiepsko. To nie jest sytuacja, gdzie idziecie do człowieka albo wysyłacie mu maila i mówicie: „Stary, mam problemy, nie radzę sobie w swoim życiu. Potrzebuję pogadać z kimś, żeby sobie to wszystko poukładać. Możesz mi pomóc?” A tam wychodzi taki mail pod tytułem: „Terapia zaczyna się w ten... Tu jest nasze konto, proszę przesłać pieniądze”. I na tym polega cała zabawa. Ja sobie zastanawiam, gdzie jest ta jedność tego fundamentu naszego człowieczeństwa? Gdzie jest ta wielowymiarowość sprasowana do jedności?
Gdzie jest ta jedność dbania o siebie? Właśnie, takie ciekawe pytanie. Gdzie to się podziało? Gdzieś zniknęło? Na szczęście substancje psychoaktywne dawane nam od natury, czyli psylocybina i kilka innych spraw. Przypominam, że nie namawiam nikogo i nie propaguję. Jeżeli ktoś lubi, to polecam. Naprawdę stawia na nogi w wielu bardzo poważnych sprawach. Ale tak jak mówię, nie propaguję. To jest decyzja każdego z nas, czy się wybierze skorzystać z psylocybiny, LSD tudzież ayahuaski tudzież czegokolwiek.
A ja tu mam już pierwszy telefon. Właśnie. A to jak krzyczę do mikrofonu. Witam serdecznie. Halo, halo?
[52:43] - Dobry wieczór.
[52:44] - Dobry wieczór. Jak zdrówko szanownemu panu?
[52:47] - Bardzo dobrze.
[52:48] - Doskonale.
[52:49] - Dzwonię przede wszystkim z pozdrowieniami.
[52:52] - Dziękuję serdecznie.
[52:53] - Tak się składa, że nawet tak samo mam na imię.
[52:57] - Dokładnie. Są dwa Tomki przed wami, także Tomków jak psów na tym świecie. Nas nigdy nie zabraknie.
[53:03] - Właśnie. A jeszcze jak ci powiem, że łączy nas jeden kraj, którym akurat w tym momencie przemierzam.
[53:11] - Królestwo Wielkiej Brytanii.
[53:13] - Tak jest. Co prawda trochę inne miasto, bo akurat jestem w Manchesterze.
[53:18] - Mieszkałem w Manchesterze przez chyba prawie cztery lata. Jakoś tak. Także pozdrawiam bardzo serdecznie. Znam bardzo dobrze to miasto.
[53:26] - Ja cię również pozdrawiam i Londyn pozdrawiam. Co prawda Londyn znam bardziej jako turysta i to niezbyt długo, bo wiadomo, że takie wyjazdy to niezbyt długotrwałe.
[53:37] - Jest dziura w kieszeni. Nie ma się co czarować.
[53:42] - Właśnie. I tak sobie zadzwoniłem, szczerze mówiąc z ciekawości, bo już nie pierwszy raz się zdarza, że akurat trafiam na twoją audycję, bo mam tutaj w swoim smartfoniku „Paranormalium”, które akurat jest retransmitowane. Mam jakiś pakiecik internetowy, który jest nieskończony, więc chodząc sobie po ulicach i jakoś łapiąc ten wieczorny-
[54:15] - Atmosferę wieczoru w Manchesterze.
[54:18] - Właśnie.
[54:18] - Gdzieś na Curry Mile pewnie wśród tych zapachów.
[54:23] - Jestem akurat na takiej ulicy, gdzie to jest chyba jedna z większych ulic, jeśli chodzi o imprezy. Deansgate. Nie wiem, czy się kojarzy.
[54:33] - Oczywiście, że wiem.
[54:35] - Po prostu, kurde... Chodzę tu akurat na takim placu, gdzie troszeczkę spokoju jest. Przerwa pomiędzy tymi wszystkimi lokalami, aczkolwiek jest jakiś bankomat i stoi tutaj tłum przede wszystkim kobiet, które pobierają właśnie owe pieniądze.
[54:57] - Dokładnie.
[54:58] - Tak jest mówisz. Bardziej z ciekawości chciałem zobaczyć, czy się w ogóle dodzwonię i jak to z tym Skype'em tutaj jest na żywo.
[55:10] - To ja mam do ciebie pytanie. Ja wykorzystam twoją ciekawość i twoją obecność przede wszystkim i zadam ci pytanie: jaki jest twój pomysł na to? Bo ja mam taki bardzo zdeklarowany. Wydaje mi się, że jest to bardzo spolaryzowana sytuacja, że po prostu nie da się połączyć tych dwóch światów. Światów ludzi, którzy próbują naprawić tylko lewą nogę bez zastanawiania się, skąd się te problemy w lewej nodze wzięły i ludzi, którzy szukają przyczyny, skąd się to wzięło. Tych dwóch światów nie da się połączyć. Tu po drodze stoi naprawdę bardzo duży mur, bym powiedział. Jeden świat reprezentuje atomizację, a drugi reprezentuje połączenie. Jeden reprezentuje dychotomię, kompletne szaleństwo, a drugi normalną komunikację, która nie jest obarczona żadnym stereotypem, nawet jeżeli ten stereotyp to są pieniądze. Cokolwiek by to nie było.
[56:02] - Szczerze mówiąc, to nie wiem, czy jestem kompetentny, żeby tutaj głosić swoje poglądy.
[56:10] - Oczywiście, że jesteś. Każdy.
[56:12] - Zwłaszcza, że to idzie w ether.
[56:14] - Oczywiście.
[56:15] - Jak widać wszędzie można słuchać, co zresztą jest fajne i w ogóle to jest ten plus tego całego naszego globalnego świata. Ale wydaje mi się, że to tak właśnie jest, jak mówisz, czyli to jest takie marzenie ściętej głowy. Jeśli nie nastąpi jakaś świadomość, klapki pewne się nie pootwierają niektórym ludziom, to pewne rzeczy po prostu są nie do zrobienia. Bo to jest trochę coś takiego jak leczenie medycyną akademicką niektórych chorób. Czyli leczy się tylko objawy, natomiast przyczyna gdzieś tam ciągle jest w głębokiej warstwie i ona, przynajmniej dla tych ludzi, dla tych lekarzy, nie obrażając pozostałej części mądrzejszych lekarzy, bo to też wszystkich do jednego worka moim zdaniem nie można wrzucić, to niestety gdzieś ta przyczyna jest ukryta i w ogóle poza zasięgiem, poza świadomością. Często negują pewne rzeczy i to tak chyba jest ze wszystkim.
[57:32] - Ja mam ten problem z tą oficjalną medycyną. To to, że właściwie po to był robiony ten cały rozwój cywilizacyjny, przynajmniej tak nam się opowiadało, że po to to wszystko jest, po to się zaharujemy, po to będziemy orali, po to będziemy to wszystko robili i robili te wojny na świecie, żeby świat był lepszy. A efekt jest taki, że jak cokolwiek ci się stanie teraz, to lekarz kosztuje fortunę. To nie jest zabawa dla biednych ludzi. Bycie chorym w dzisiejszych czasach i próba leczenia się w akademicki sposób absolutnie nie jest dla biednych ludzi. To jest tylko i wyłącznie dla bardzo zamożnych ludzi.
[58:05] - Ale słuchaj, nie wiem, czy to jest dobre słowo, „pozwolić sobie”. Może trzeba sobie w cudzysłowie pozwolić, żeby to inaczej postrzegać i dostrzegać przyczyny choroby, załóżmy jakiejś choroby, często poważnej, trochę na innym poziomie i żeby móc temu zaradzić, to niestety tutaj trzeba mieć samemu jakąś świadomość. Ja mówię to nie tylko z jakiejś wiedzy wyczytanej, tylko naprawdę mogę to tutaj powiedzieć, bo to nie jest tajemnica. Zwłaszcza że na pewnym poziomie abstrakcji tutaj podejdę do tego, czyli powiem ogólnikowo, że przerabiałem to w swoim życiu. Byłem o krok od tej drugiej strony jakiś czas temu i w pewnym momencie po prostu postawiłem. Skoro jeden, drugi, trzeci, piąty lekarz, specjaliści naprawdę wysokiej klasy, jak to się jeszcze w Polsce działo, na początku w ogóle nie mogli nic zdiagnozować. Mówili, że wszystko okej, a ja powoli, można powiedzieć, umierałem chyba, bo traciłem siły życiowe z miesiąca na miesiąc. Zwątpiłem w to i w ogóle w czorta walnąłem to wszystko obok i poszukałem zupełnie gdzie indziej rozwiązań. Natomiast, żeby to też tak kolorowo nie wyglądało, to jest naprawdę ciężka praca, bo jeśli mówimy o poważniejszych rzeczach, to wiadomo, że to się wszystko nie rozwiązuje z dnia na dzień i nawet z tygodnia na tydzień czy z miesiąca na miesiąc. Ten proces trwał bardzo długo, wręcz można powiedzieć w latach.
I powiem ci szczerze, że minęło od tamtego momentu mniej więcej koło 10 lat. Ja od tych 10 lat nie choruję na żadne pospolite choroby. Ludzie się dziwią, bo szczepionki, jakieś inne rzeczy to ja mam w głębokim poważaniu. Ciężko to nazwać lekami, tylko przyjmuję jakieś suplementy, ale pochodzenia naturalnego i to też teraz już w bardzo ograniczonej ilości, bardzo rzadko. Bo był taki okres, że może tego bardziej potrzebowałem. To też ciężko wyczuć, ale To są jedyne rzeczy. Żadnych leków syntetycznych od tych 10 lat, kiedy mi się zaczęło poprawiać, nie przyjmuję. Natomiast, żeby być szczerym, muszę powiedzieć, że nie do końca jeszcze wszystko jest załatwione. Mimo, że 10 lat minęło.
[01:01:03] - To ja ci polecę jedną rzecz, jeżeli mogę, żebyś spróbował. Nie gwarantuję ci niczego, ale u mnie zadziałało. Też miałem podobną historię. Nie chcę tego opowiadać, bo to-
[01:01:14] - Wiadomo
[01:01:16] - ... normalna sprawa. Polecam ci biorezonator Jana Taratajcio i naprawdę nie żartuję. Polecam każdemu. Janek zrobił genialne urządzenie, które przywraca ludzi do życia. Ludzi z rakiem, ludzi po raku z poważnymi sprawami. Także polecam bardzo serdecznie.
[01:01:36] - Będę miał do ciebie prośbę prywatną w związku z tym, to może poza anteną podasz mi maila.
[01:01:44] - Śmiało.
[01:01:46] - Ja wtedy do ciebie coś napiszę i wtedy się jakoś wymienimy.
[01:01:53] - Okej, idealnie.
[01:01:58] - Fajnie to prowadzisz.
[01:02:01] - Dzięki.
[01:02:02] - Niejedną audycję słucham i myślę, że masz dość rozległą wiedzę. Co prawda z jedną rzeczą się, nie chcę nawet powiedzieć, że się z tobą nie zgadzam, bo jestem zupełnie laikiem w tej sprawie. Z tego, co niejednokrotnie na antenie słyszałem, ty raczej stoisz na stanowisku, że jesteś za substancjami psychoaktywnymi.
[01:02:32] - Tak.
[01:02:33] - Że się tak wyrażę.
[01:02:36] - Uratowało mi życie, powiem szczerze. Gdyby nie to, być może w ogóle mnie nie byłoby przy mikrofonie. Także ja mam swój własny powód.
[01:02:45] - Jasne. Ja to szanuję, natomiast mnie się to zawsze kojarzyło, miałem też styczność, ale totalnie incydentalną z dwoma chyba rodzajami czy trzema, ale mówię, totalnie incydentalna i całe szczęście mnie po pierwsze to nie wciągnęło i tutaj widzę zagrożenie, bo sam dobrze wiesz, nie wiem kiedy byłeś ostatnio w Polsce, ale tutaj w Anglii czy w ogóle w Wielkiej Brytanii, nie wiem czy cannabis można też do tego zaliczyć, ale tutaj na każdym kroku wszyscy kopcą.
[01:03:28] - To prawda. Sam należę do ludzi, którzy bardzo lubią sobie czasami zapalić. Ostatnio jakoś mi się nie chce, to inna sprawa, ale generalnie spędziłem lata paląc cannabis i to jest bardzo fajna rzecz. Absolutnie się zgadzam z tobą, ale problem widzę zupełnie gdzie indziej. Problem widzę w tym, że uczestniczymy w tak potwornym wyścigu szczurów, że trzeba rozładowić to ciśnienie, bo jeżeli sobie nie rozładujesz tego ciśnienia, to wybuchniesz. Stąd w tym kraju praktycznie połowa kraju próbuje się odkleić od tego w jakikolwiek sposób. Dobrze, że się odkleja za pomocą cannabis, a nie za pomocą kokainy.
[01:04:08] - Albo te imprezy, które tutaj są na porządku dziennym.
[01:04:12] - Dokładnie.
[01:04:14] - Znaczy dziennym, właściwie weekendowym, bo to w piątek i sobota wchodzi w rachubę. Ja tu jestem stosunkowo krótko, bo ty tam siedzisz, z tego, co mówiłeś, ileś lat już.
[01:04:26] - Lata już.
[01:04:28] - A u mnie to pojedyncze miesiące tylko. Natomiast tu praktycznie obojętnie w jakim mieście jestem w weekend, to jest szał pały, jeśli chodzi o imprezy. Po prostu impreza. Moja wersja tego jest taka, na razie jeszcze się nie wgryzłem w te klimaty, ale wydaje mi się, że to wygląda tak, że ci ludzie przez cały tydzień zapierdzielają, uczą się, zapierdzielają.
[01:05:05] - Ja tak żyłem w Manchesterze.
[01:05:08] - I odreagowują być może w taki sposób, kładą nacisk na te imprezy.
[01:05:15] - Wcale nie byłem inny od tych ludzi, mieszkając w Manchesterze. Miałem bardzo mocne życie zawodowe, bardzo intensywne i generalnie w piątek jeszcze się nie kończyła praca, wychodziliśmy po piwo do pubu, który był na dole zresztą i impreza trwała do niedzieli. Po to właśnie, żeby nie brać na głowę tego całego ciśnienia związanego z tym, czy to zostanie zrobione, czy ta kasa zostanie przelana, czy to w ogóle się wydarzy. Ten świat, który należy do tych control freaks, ta cała zaplanowana rzeczywistość, którą sobie wymyśliliśmy, że tak ma być. Każdy sobie zdaje sprawę, że to wszystko jest pisane patykiem na wodzie. I żeby przeżyć to ciśnienie i uwierzyć w to wszystko i nie zwariować przy tym wszystkim najlepszą opcją było pójść na trzydniową imprezę, wrócić do domu, wziąć prysznic, przespać się i w poniedziałek pojawić się w pracy.
[01:06:06] - Tak.
[01:06:06] - Tak to wyglądało.
[01:06:08] - Tak. Wszystkich twoich audycji oczywiście nie słuchałem od A do Z i każdego weekendu, czy nie wiem, od kiedy one trwają.
[01:06:19] - To dobrze.
[01:06:20] - Od jakiegoś tam czasu. Więc nie wiem, czy zdradziłeś i mówiłeś coś o swojej profesji, czym się zajmowałeś albo czym się zajmujesz?
[01:06:31] - Gdzieś tam jest powiedziane, także proszę posłuchać, poszperać, na pewno trafisz.
[01:06:36] - Okej. Ale rozumiem, że skoro o City mówisz londyńskim-
[01:06:41] - Nie byłem bankierem.
[01:06:42] - Właśnie. To raczej z branżą finansową to nie ma coś tam za bardzo wspólnego.
[01:06:48] - To byli klienci. To bardziej byli klienci i świat, który niestety dotyka ludzi, którzy z nimi pracują, bo to jest bardzo intensywny świat. Tak jak normalny.
[01:06:58] - Mhm. Chociaż szczerze mówiąc to chyba tydzień temu mówiłeś o tym, przynajmniej w Paranormalium, jak słuchałem. Tak mi się wydaje. To było mówione o tym City, że żeby w ogóle zaistnieć, to trzeba by było mieć dwie osoby, które w ogóle cię tam wprowadzą, tak?
[01:07:16] - Tak. Klasyczna procedura przyjmowania do Golden Sachs. Tak to wygląda.
[01:07:23] - W związku z tym to też nie jest tak hop-siup z tego, co mówiłeś 10, 15 czy 20 minut temu, że jeśli komuś tam bardzo zależy, to niech sobie pójdzie do City i znajdzie pracę.
[01:07:38] - Jeżeli ci zależy, to się przebijesz, bo ludzka desperacja nie zna granic i jeżeli masz odpowiedni współczynnik desperacji, to on zostanie doceniony. Ponieważ jeżeli już jesteś tak zdesperowany, to wiadomo, że wykonasz każdy rozkaz i że będziesz starał się w psychopatyczny sposób zorganizować tą rzeczywistość tak, jak wymyślił twój szef i że zrobisz wszystko, co ci każą. Także jest zawsze szansa. Pięknie. Słyszę właśnie dźwięk.
[01:08:08] - Ktoś jadę. Sorry.
[01:08:11] - Sobota w Manchesterze. Jutro będzie trochę podbitych oczu.
[01:08:17] - Dobrze, że nie po mnie.
[01:08:18] - Dokładnie.
[01:08:19] - Tak szczerze mówiąc, wracając do tej kasy, to moje zdanie jest takie, mówię z własnego doświadczenia być może, bo spotkałem się z taką opinią, że osoby, które są tutaj w Anglii, to bardzo często podłoże gdzieś tam i zawsze jedna z przyczyn jest finansowa. To są jakieś kłopoty, różne rzeczy związane z kasą. I w związku z tym naprawdę uważam, że skoro przyszło nam żyć w takim świecie i z tymi wszystkimi uwarunkowaniami, które są odgórnie, nie mamy na dobrą sprawę wpływu. W pojedynkę czy nawet jak się skrzykniemy, nie wywrócimy tego z dnia na dzień.
[01:09:09] - Ja myślę, że bardziej chodzi o taki-
[01:09:12] - O stosunek. Okej, ale słuchaj, ta kasa jest po prostu niezbędna. Tylko oczywiście jest kwestia stosunku do niej i wysokości. Bo jeśli mówimy o balansowaniu na granicy życia i śmierci, jeśli chodzi o jakiś byt, to wiadomo, nie ma czubka, który powie, że nie, w tych czasach to obojętnie, może i nie w tych czasach, to nie trzeba właściwie tej kasy tutaj. Musisz mieć tą kasę. Jak żyjesz gdzieś w jakimś tym, to musisz mieć tą kasę. Tylko kwestia ile i tego stosunku. Czy to jest twój wyznacznik i nic poza tym w ogóle nie widzisz jaki masz poziom świadomości, czy nie.
[01:09:56] - Myślę, że dobrze by było zacząć od tego, co mówisz. Od zastanowienia się, co robić z tą kasą, jeżeli już ją masz.
[01:10:02] - Tak, jeśli ją masz. I oczywiście nie mówimy o tym niezbędnym minimum.
[01:10:06] - Chodzi o drobiazgi. Ja jestem zwolennikiem grzebania w detalach i drobiazgach. Chodzi naprawdę o drobiazgi. To jest nawet rozmowa o tym, co zrobisz z tym jednym funtem, bo to naprawdę kształtuje rzeczywistość. To nie jest taki dowcip, że świat składa się z detali. Słynne powiedzonko mówi: „Diabeł tkwi w szczegółach”. W szczegółach tkwi piękno. Przynajmniej taka jest moja refleksja. Biorąc się za szczegóły, nawet sprawdzając takie drobne rzeczy, tylko wtedy jesteśmy w stanie mieć szansę na zmianę czegokolwiek. Ja nie mówię, że cokolwiek zmienimy, ale chodzi o danie sobie szansy bez tej refleksji na takim poziomie beta, na takim najniższym poziomie.
Czy to jest 50 pensów, czy jeden funt. Nawet bez tego nie poradzimy sobie z całą resztą. Absolutnie. Tak mi się wydaje.
[01:10:55] - Jasne. W każdym razie może dobrym rozwiązaniem jest, nie raz sobie już tak myślałem i to na razie może w sferze marzeń zostaje, ale żeby być jakoś zabezpieczonym finansowo, żeby nie było stać każdą osobę na, nie chcę tego nazwać fanaberiami, ale właśnie na refleksję, na życie totalnie na luzie, na zainteresowania różne, na czytanie różnych milionów ciekawych pozycji, książek, czasopism, magazynów. Ja nie mówię o tych mainstreamowych.
[01:11:42] - Słuchaj, do it now, nie czekaj na to, bo możesz się nigdy nie doczekać. Moja opinia jest taka, żebyś nie czekał na to. Po prostu rób w takim wymiarze, w jakim możesz robić. Nie przejmuj się tym, czy będziesz bezpieczny, czy nie będziesz. W dzisiejszych czasach ekonomicznych, finansowych, tak jak wygląda ten system, nikt z nas nie ma ani grama podstaw do czucia się bezpiecznym z czymkolwiek. Ten system umiera. Także jeżeli to przetrwa kolejne lata, to i tak będzie cud, że się jeszcze nie zawaliło. Oczekiwanie na to, że pewnego dnia uzbieramy i będziemy już mieli czas, pieniądze i tak dalej, nie doprowadzi nas do niczego, bo właściwie w tym momencie wracamy do punktu wyjścia i przez ten cały czas, przynajmniej taka jest moja refleksja, budujemy świat, który jest naprawdę spierdolony od początku do końca. I wiesz, za parę lat może się okazać, kiedy już będziesz miał tą kasę, że już nie masz gdzie z tą kasą wrócić. Zostanie ci tylko ta kasa i co?
[01:12:41] - Tak.
[01:12:42] - Już nie będzie przyszłości.
[01:12:43] - Tak. Trzeba rzeczywiście coś robić i nie czekać. Zresztą do tej pory wyznaję tą zasadę, bo przecież mam przez ten cały czas, właściwie nie chcę powiedzieć od urodzenia, ale od bardzo młodego wieku się już różnymi rzeczami- Interesowałem i to taki, gdzie często rówieśnicy nawet patrzyli na mnie trochę podejrzanie, bo nie było to-
[01:13:16] - Rozumiem. Nie szedłeś z kolegami robić flaszkę. Bywa.
[01:13:20] - No tak.
[01:13:21] - Słuchaj, dzięki za refleksję. Ja tu lecę jeszcze z audycją. Mam kilka rzeczy, które chcę tutaj wrzucić. Zapraszam ciebie, żebyś później się przełączył na przykład na Radio Na Fali i został na „Wieczorową Porę”, która będzie po „Hiperprzestrzeni”, jeżeli będzie się chciał. Także zapraszam też na telefon do „Wieczorowej Pory”, a ja tymczasem opowiem jeszcze kilka drobnych-
[01:13:40] - A jeśli chodzi o samego Skype'a, to jest dokładnie ten sam?
[01:13:44] - Dokładnie ten sam. radionafali.com.
[01:13:47] - Okej, a słuchaj, a gdzie znajdę maila do ciebie?
[01:13:52] - Śmiało możesz wysyłać. Słuchajcie, wszystkim wam, jeżeli jesteście zainteresowani biorezonatorem Janka Tarajcio, wszelkie informacje, bo daję wam bezpośredni kontakt do Jana, żeby nie było żadnych pośredników po drodze. Nie toleruję pośredników. Wszystkie maile wysyłajcie do Radia Na Fali. W kontakcie jest e-mail do Radia Na Fali: www.radionafali.com. Ja na wszelkie odpisuję i każdemu wysyłam e-mail do Janka Tarajcio i każdy z was indywidualnie może bez żadnego pośrednika się załapać.
[01:14:20] - Nie ukrywam, szczerze mówiąc, że biorąc pod uwagę tutaj twoje doświadczenie, bo naprawdę te rzeczy, które mówiłeś ostatnim razem na temat tych, świadczą o tym, że całkiem nieźle się orientujesz w ogóle w całej tej rzeczywistości takiej angielskiej.
[01:14:40] - No men.
[01:14:40] - Królowa. Różne takie ciekawostki, ale też i w takich podejrzewam bardziej przyziemnych rzeczach. I nie ukrywam, że być może już wtedy na maila pozadaję pytania na takie rzeczy.
[01:14:57] - Śmiało, to my tu nie będziemy zanudzać słuchaczy opowieściami o Królestwie Wielkiej Brytanii. Zapraszam na maila.
[01:15:08] - To było ciekawe, bo to było na antenie ostatnim razem to, co mówiłeś, to było naprawdę całkiem fajne i okej.
[01:15:16] - Może kiedyś ten temat wróci. Ja dziękuję serdecznie za telefon. Naprawdę. Peace and love, man.
[01:15:21] - Ja dziękuję za rozmowę, że odebrałeś i można było tutaj na żywo-
[01:15:26] - To zawsze tak jest. To jest normalne. To jest właśnie to, o czym dzisiaj mówię. To jest ta komunikacja. Transformujemy, zmieniamy się przez to, że przekazujemy sobie informacje za darmo o naszych doświadczeniach. Każdy z nas ma inne doświadczenia, możemy się nie zgadzać i to jest absolutnie okej. Tak długo, jak sobie przekazujemy tą informację za darmo i transformujemy w tym wszystkim, to tak długo to działa. Bez tego nie ma nas na tym świecie. Okej, dzięki za telefon.
[01:15:55] - No dobra.
[01:15:56] - Jeszcze raz zapraszam.
[01:15:56] - Ja pozostaję na słuchu. Słucham dalej audycji.
[01:16:01] - Rewelacja. Dzięki wielkie.
[01:16:05] - Pozdrawiam. Narazka.
[01:16:06] - Nawzajem. Słuchajcie, to był Tomek, a jak wiemy wszystkie Tomki to fajne chłopaki i tak to już jest z tymi Tomkami po prostu. Także pozdrawiam. A my chwila przerwy, chwila muzyczki, a ja tu wam opowiem jeszcze kilka takich moich własnych refleksji właśnie związanych z tą całą historią. To może jeszcze zanim muzyczka, jeszcze wam wrzucę trochę tych refleksji. Wspomniałem o tej historii z medytacją na Wschodzie, że właśnie służy konsolidacji naszej własnej osobowości, żebyśmy nie wpadali na ten szalony pomysł, że w lewej ręce mieszka ktoś inny, w prawej nodze mieszka ktoś inny, a w brzuchu mieszka jeszcze ktoś inny. Tylko po to, żebyśmy wreszcie poczuli, że jesteśmy jedną i tą samą tożsamą ze światem istotą. Jesteśmy z tego samego pyłu kosmicznego, z którego jest zbudowana ta planeta, z którego zbudowane są drzewa, trawa, wszystko dookoła nas. To jest dokładnie część tego samego świata i to jest jednolite. Także tu chciałem wrócić troszkę właśnie do tych doświadczeń komunikacyjnych, do tych naturalnych doświadczeń, że natura z nami się komunikuje w bardzo bezpośredni sposób.
To są właśnie, przynajmniej w moim przypadku, do nikogo, tak jak mówię, nie namawiam do korzystania z substancji psychoaktywnych. To jest mój prywatny, indywidualny wybór i ręczę tym wyborem tylko i wyłącznie za siebie i przed sobą. Także niech każdy z nas podejmuje samodzielnie wybory. Jak chcecie to spróbujcie. Wszystkie informacje na ten temat znajdziecie, o czym w ogóle są te historie, co to w ogóle za substancje i tak dalej. W wielu „Hiperprzestrzeniach” jest mowa na ten temat, zresztą się pojawi grzybowa „Hiperprzestrzeń” jak zwykle, bo sezon grzybowy nadchodzi. No ale właśnie à propos tych doświadczeń sama na przykład kwestia bad tripa. Słuchajcie, jest to bardzo typowe doświadczenie właśnie utraty tego rozdwojenia osobowości. Dlatego ludzie czują się bardzo kiepsko. Niektórzy, nie wszyscy.
Niektórzy mają właśnie te bardzo fatalne tripy, po których czują, że ktoś ich ora, ktoś po prostu rozczłonkowuje ich na części, przylatują kosmici, wszystkie te rzeczy. To jest właśnie ten moment utraty tego rozdwojenia osobowości, utraty tego szaleństwa w nas samych. I się okazuje, że często jesteśmy z tym szaleństwem bardziej sklejeni niż z takim najbardziej trywialnym, najważniejszym konceptem nas samych, czyli że jesteśmy jednością. Się okazuje, że przez kawał życia dorastamy w takiej wierze i wtłaczamy to sobie wszystko do głowy, że jesteśmy sterowani przez kosmitów, sterowani przez system HAARP, sterowani, kurde, nie wiadomo, przez mind control po prostu. I nie jesteśmy w stanie dopuścić do siebie tej prostej, zwyczajnej refleksji, że jesteśmy jednością z kosmosem. Tak zwyczajnie. I że nie ma tu miejsca na inne rzeczy. Co najwyżej nasze decyzje. To nasze decyzje, że zajmujemy się czymś tam, że naszą energię ładujemy w coś tam, powodują, że się wykoślawiamy. Na tym polega cała ta historia.
To jest ta sama sprawa, o której pisał Wilhelm Reich w 1933 roku, kiedy musiał dawać nogę z hitlerowskich Niemiec, bo w swojej pracy naukowej opisał mechanizm działania nazistowskiej propagandy, która właśnie w ten sposób stara się, że tak powiem, sprasować całe społeczeństwo i doprowadzić do sytuacji, kiedy wierzymy w to, że jest jakiś wróg, że my nie jesteśmy jedyni. W sensie, że nie jesteśmy skonsolidowaną istotą, tylko że natura naszej konsolidacji opiera się zupełnie na ideach i na tym, że będziemy wysłuchiwali jakiegoś lidera, że poświęcimy swoją własną wolność tylko po to, żeby jakaś idea mogła zabłysnąć. To samo robił Hitler, to samo robił Mussolini. Jest taki klasyczny numer. Jeżeli się idzie do tak zwanej ekskluzywnej restauracji, jest coś takiego jak dress code, czyli trzeba się po prostu ubrać. Nie można wejść w sportowych butach. Czasami nie można wejść bez krawata, czasami bez marynarki. Zasady są różne. To jest właśnie taki klasyczny przykład tego, jak nasze społeczeństwo, to, co nazywamy społeczeństwem, broni się przed jakąkolwiek formą przekazywania sobie tej darmowej informacji o tym, że jesteśmy jednością w tej wielowymiarowej przestrzeni. To już musimy się zawęzić do bardzo wąskiej przestrzeni.
Musimy założyć marynarkę, krawat, te same buty i tylko wtedy możemy zjeść obiad w tym miejscu. Inaczej po prostu nikt nas nie wpuści. Dlaczego tak jest? Freak control! Kontrolowany świr, znaczy świr, który chce wszystko kontrolować. Dokładnie o to chodzi. Każdy tam ląduje. Każdy jest świrem, któremu się wydaje, że dzięki temu, że założy marynarkę, krawat, buty. Okej, też byłem nie raz w takiej restauracji i tak mi się zdarzyło, ale to jest dokładnie ta sytuacja. Po prostu wszyscy są freak control na tym punkcie i to ma być taką gwarancją.
Właśnie ten ubiór i to, jak wyglądamy, ma być gwarancją, że nie wstaniemy od stołu i nie zrobimy czegoś dziwnego, bo wszystkim nam bardzo będzie zależało na tym, żeby zachować tą całą aktorską pozę, odegrać swój grecki dramat w 12 aktach przy stole, uśmiechnąć się, powiedzieć: „Mmm, what a delicious wine”. Dokładnie, taka historia. Także mamy to na co dzień i mamy to wszędzie dookoła i to jest bardzo widoczne. Po prostu jesteśmy świadkami szaleństwa. Część tych ludzi oszalała na punkcie mind control z drugiej strony, bo jedni chodzą do restauracji, gdzie trzeba generalnie założyć marynarkę, odpowiednie buty, krawat albo cokolwiek innego, żebyśmy zostali wpuszczeni. Tak zwany dress code. Inni z kolei twierdzą, że są alternatywni i twierdzą, że w mind control. Słuchajcie, spotkałem kiedyś dwie osoby, które wierzyły w mind control. Wierzyły, że są sterowane przez jakieś dziwne wojskowe siły. To są te dwie osoby, o których mogę mówić.
Nie powiem, kto to jest, ale spotkałem takie dwie osoby. I słuchajcie, były to najbardziej zimne osoby, jakie mogłem spotkać. Ja lubię się z ludźmi witać tak normalnie na misia. Ja wiem, że to jest bardzo niemile czasami widziane. Nie robię tego po prostu na siłę. Absolutnie. Ale jeżeli mam kontakt z człowiekiem, to lubię się przywitać jak na misia, po prostu uściskiem. Nie tylko ręki, tylko normalnie przytulić się do drugiego człowieka, poczuć go, wymienić się tą energią. Po prostu nie zabijemy się. Naprawdę nie zabijemy się.
Wszystko jest okej. Podać sobie ręce w normalny sposób też jest fajna sprawa, ale po prostu lepiej tak normalnie na misia się przytulić. To jest naprawdę niesamowita wymiana energii. Wtedy wiemy, że wszystko jest z nami okej. To byli ludzie, z którymi miałem problem, żeby w ogóle wymienić uścisk dłoni, ponieważ ci ludzie po prostu są tak zimni i mają kompletny brak empatii prawdopodobnie do drugiego człowieka. Żyją w takim szaleństwie, że wyobrażają sobie, że jeszcze gdzieś tam w nich kolebie myśl, że są normalnymi ludźmi. Jeszcze gdzieś to kolebie, że jest normalny, ale on już nie jest normalny, bo ktoś go kontroluje i nie pozwala mu być normalnym. Efekt jest taki, że kiedy się te osoby witały ze mną, to zawsze miały problem nawet z podaniem ręki, w ogóle z jakimkolwiek fizycznym kontaktem. To jest objaw takiej klasycznej zaawansowanej, można powiedzieć, schizofrenii, że boimy się drugich ludzi, boimy się nawet ich dotknąć, bo każdy jest wrogiem. Ci ludzie teraz po prostu stają po drugiej stronie alternatywy i często się słyszy o tym mind control.
Inna sprawa, że cały bus z mind control wziął się z broszury propagandowej napisanej na zlecenie amerykańskiego rządu w 1952 roku z okazji wojny w Korei, gdzie trzeba było spolaryzować sytuację w społeczeństwie. I pewien koleś, dziennikarz wymyślił taką historię science fiction, która wyszła w broszurze takiej dosłownie chyba 40 stron, taka formatu zeszytowego. I tam właśnie było napisane, że to była taka historia o tym, jak źli Koreańczycy i Chińczycy porwali Amerykanina i zrobili mu brainwashing. Wyprali mu mózg i zrobili z niego maszynę do zabijania. I ta książka wzbudziła po prostu taką sensację, że od tego momentu ludzie zaczęli sobie wymyślać, że są kontrolowani przez wszystkich. Taka jest moja opinia, że ktoś ich wiecznie kontroluje. Bo oczywiście najtrudniej jest podejść do lustra i zauważyć: stary, wiesz co? Jesteś dokładnie tym kolesiem, który widzisz w lustrze. Jeżeli chcesz, żeby ktokolwiek cię kontrolował, to właśnie masz go przed sobą. Tak zwyczajnie.
Po prostu nie ma tu za bardzo nikogo dookoła. Możesz się odwrócić w lewo, w prawo. Sam stoisz przed lustrem. To kto cię kontroluje? To kto ci każe robić te wszystkie kiepskie rzeczy? Kto ci każe budować taki gówniany świat? Kto ci zabrania traktować ludzi tak, jak powinni być traktowani? Kto ci zabrania traktować siebie samego tak, jak powinieneś traktować siebie samego? Skąd to się bierze? Wszystko to z jednej gównianej amerykańskiej propagandowej broszury, która zrobiła zawrotną karierę.
Później ten think tank postanowił zrobić na tym karierę i stwierdzić, czy to się da zrobić. Powstał program MK-Ultra, gdzie próbowano ludzi szprycować po prostu wszystkim, czym się da, żeby im wyprać mózg. Jeżeli ktoś z was czytał dokumentację medyczną programu MK-Ultra, to doskonale wie, jakie są wnioski tego programu, bo jest normalnie opublikowana cała dokumentacja medyczna i tam jest jasne i wyraźne podsumowanie tego wszystkiego. Okazało się, że można człowiekowi wyprać mózg, ale nie można mu wsadzić nic nowego do głowy. Po prostu można z człowieka jedynie zrobić warzywo i do tego się to sprowadza. Niestety nie da się człowieka zaprogramować tak długo, dopóki sami nie zaprogramujemy swoich własnych umysłów. I to jest kolejna rzecz, o której nikt nie chce mówić, bo oczywiście stoi kompletnie w opozycji do sytuacji, że trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje własne dupsko i zająć się swoim własnym życiem po prostu od podstaw. To jest klasyczny numer, oczywiście. Anyway, przepraszam, że tak krzyczę, ale mam niezłą frajdę z tego krzyczenia do mikrofonu. Yeah, rock'n'roll!
Ala sobie szumi, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali, która też jest retransmitowana w Radiu Paranormalium. Wspomniałem o mind control, o tym bullshicie. Oczywiście jest jedna sprawa, która za tym stoi. Jest to sprawa związana z rezonansami różnych urządzeń elektrycznych dookoła nas. Są rodzaje rezonansów, które powodują, że się czujemy kiepsko, które nie pracują z naszą głową, bo nasze ciało ma swoje własne częstotliwości. Jeżeli coś jest niedostrojone, to następuje różnica potencjałów i bardzo mocno ją odczuwamy. Taka prosta sprawa, ale nie chcę się tu wbijać w te tematy. Jest oczywiście taka sprawa, że niektóre rezonanse działają na nas w taki sposób, że szybciej się, w cudzysłowie, mobilizujemy. Spinamy dupska, jak mawia książę Edward. Pozdrawiam serdecznie, jeżeli słucha.
Nie jest to absolutnie zdrowe i jest wielu ludzi, którzy próbuje wykorzystać szczątki tego mechanizmu, które udało im się odkryć do tego, żeby coś zrobić. Ale wiadomo, że jest to taka historia, że właściwie więcej niewiadomych niż wiadomych i stawianie na coś takiego jest szaleństwem. Absolutnie szaleństwem. A my jesteśmy świadkami tego szaleństwa. Świadkami panicznego strachu przed tym, że to, co nas otacza, jest większe niż kiedykolwiek nam się do tej pory wydawało, że wszystko jest połączone, że nasze umysły są połączone, że to, co pomyślimy, będzie oddziaływało na drugiego człowieka. Wszystkie te historie. Panicznie się boimy dopuścić do siebie tę świadomość. Czy to banksterzy bawiący się w tajemne stowarzyszenia, czy to ludzie wyznający zasadę mind control i mający problem z tym, żeby być miłym, ciepłym człowiekiem na co dzień i zburzyć tą nieprzeciętną niemoc w sobie i przestać obarczać całego świata za niepowodzenia, jakiekolwiek ich spotkały w życiu. Takie proste sprawy. Budowa zdrowej społeczności.
Nie społeczeństwa, ale społeczności. To jest dosyć duża różnica. Różnica między społecznością a społeczeństwem? To jest proste. Społeczność to jest coś, co powstaje naturalnie. To jest naturalny proces. To jest na przykład kwestia tego, jak skorumpowaliśmy nasz język w ogóle tymi wszystkimi dziwnymi pojęciami. Na przykład kiedy się mówi, że społeczność nie ma żadnych praw poza swoimi własnymi prawami naturalnymi, ktoś mówi: „Anarchia!” Nie, nie żadna anarchia. Anarchia to jest pojęcie polityczne wymyślone przez ludzi, którzy mieli obsesję na punkcie polityki i kontrolowania cudzego dupska. Stąd się to wzięło.
Natomiast wolna społeczność jest po prostu wolną społecznością. I jest masa przykładów na świecie, gdzie funkcjonują takie wolne społeczności, które sobie funkcjonują swoimi własnymi zasadami. Jeżeli komuś się nie podoba, to po prostu się wyprowadza stamtąd i mieszka w innym miejscu. Jest taki eksperyment prowadzony od sami 20 lat. Nazywa się Burning Man. Burning Man skończy się nie tak dawno temu. Jest taki gigantyczny festiwal, na którym nie obowiązują pieniądze, nie obowiązują żadne zasady poza prawem naturalnym, że można się po prostu dzielić tym, co się ma. I to wszystko. Impreza aktualnie rozrosła się tak, że organizatorzy mają problem, bo zaczęła się robić mocno komercyjna. Sprawdźcie.
Burning Man się nazywa. Pomocy, człowiek! Ale to dzisiaj nie o Burning Manie. Wracam do tematu, bo koniec końców ten strach, kiedy odkrywamy to połączenie z tym całym kosmosem w nas, determinuje nas samych bardzo często i determinuje relacje z sobą i z każdą żywą istotą dookoła. Stąd się bierze kilka psychoz maniakalnych, które nas otaczają. Ale wiadomo, że świata i ludzi nie da się kontrolować w żaden możliwy na tysiąc sposobów. Można kontrolować nasze zachowania, kierując jakiś punkt ciężkości rzeczywistości bardziej w lewo albo bardziej w prawo, albo na przykład próbując nas przycisnąć kasą albo czymkolwiek innym w tym stylu. Coś, od czego zależy nasza egzystencja. Tak, oczywiście taka sprawa istnieje. Zrobiłem o tym całą serię, która się nazywa „Dokładka” w Radiu Na Fali, także tam możecie o tym wszystkim posłuchać.
Jak się próbuje nas skierować w jakieś tory, które ponoć kilku takim świrom, które chcą kontrolować cały świat, wydaje się, że są po prostu lepsze dla nich, a jak są lepsze dla nich, to są lepsze dla nas. I nieważne, ile milionów ludzi umrze po drodze. Tak jak Bill Gates, który wyprodukował szczepionkę, później wyprodukował inną cholerę, która pozabijała ludzi, ale on twierdzi, że promuje zdrowe, ekologiczne odżywianie razem ze swoją żoną Matyldą, czy jak jej tam, będąc właścicielami 52% firmy Monsanto. Brawo! Podoba mi się to promowanie zdrowego jedzenia. Tak czy siak nie pozostaje nam nic innego, niż zostawić te wszystkie psychozy, to całe szaleństwo i zastanowić się nad tym, jak to naprawdę wygląda. Rozejrzeć się dookoła, przyjrzeć się jak nie lasowi, to przyjrzeć się naszemu życiu. Jest taka jedna rzecz w naszym życiu, która czeka każdego z nas i bynajmniej nie są to podatki. Jest to koniec egzystencji w ludzkim ciele. Pewnego dnia nasza podróż na tej planecie dobiega końca.
Opuszczamy to ciało i nie ma nas tutaj. Znikamy gdzieś indziej. Czasami wracamy, czasami gdzieś indziej lecimy. Kto to wie? Refleksji na ten temat, odpowiedzi, spekulacji, wszystkich spraw z tym związanych jest masa. Ja tu nie będę się wbijał za bardzo w ten temat. Tak czy siak pewnego dnia do niego wrócę, bo jest to bardzo intrygująca sprawa. Jest masa świetnych przekazów historycznych z takich bardzo starych tradycji mówiących bardzo ciekawe rzeczy, które jak się okazuje mają bardzo mocny związek z naszym życiem i mówią właśnie o tym, co się dzieje, kiedy odchodzimy z tego ciała, w którym podróżujemy po tej planecie. Definicja i kontekst naszego pobytu tu i teraz są jasne od samego początku, także nie ma z tym absolutnie problemu. Wiadomo, że chodzi o przekazywanie sobie informacji.
Wiadomo, że niemowlaki nie płacą swoim mamom za to, że przekazują im informacje o tym, jak żyć, jak dorastać, jak jeść. To jest po prostu darmowa informacja. Wszyscy o tym doskonale wiemy. Życie na Ziemi, cała esencja tego życia jest oparta na czymś, co w dzisiejszych czasach niektórzy nazywają gifted economy, porównując do ekonomii, czyli taka rozdawana ekonomia, że się dzielimy tym, co mamy. Nie ma to nic wspólnego z żadną doktryną polityczną. Proszę nie mylić tutaj z żadnym socjałem ani żadnymi takimi sprawami marksistowskimi. Absolutnie. Ci ludzie byli kompletnymi świrami, którzy wierzyli w to, że byt kształtuje świadomość. To tak, jak ja bym na przykład przekładał cegły przez całe życie i stwierdził, że ta cegła kształtuje definicję mojego postrzegania rzeczywistości. Mocny abstrakt, bym powiedział, nadający się mocno do leczenia.
Niektórzy tak mają i dobrze się z tym czują. Nasze szczęście lub nieszczęście to jest nasze doświadczenie życia właśnie w takim świecie, w którym część ludzi bardzo mocno się skleiła z takimi dziwnymi zasadami i stwierdziła, że właściwie tu są sobą, a tam są kimś innym. I tak oto zbudowali ten cały szalony świat dookoła nas. Wszyscy trzymamy się tych wszystkich szalonych parapetów i próbujemy całą energię włożyć w to, żeby nigdy nie puścić tego parapetu, bo boimy się, że spadniemy na dół. Problem polega na tym, że właściwie my nigdzie nie spadniemy, tylko odkryjemy piękno tego całego świata, całą potęgę czegoś takiego, co popularnie nazywamy miłością, empatią i wszystkich rzeczy dookoła nas. Przede wszystkim pierwsza elementarna rzecz: nie decydujmy za kogoś. Przynajmniej taka jest moja refleksja z tego wszystkiego, żebyśmy nigdy nie popadali w ten psychopatyczny kołowrotek, tą spiralę szaleństwa, która nie ma nigdy końca decydowania za kogoś. Świetnym przykładem, który na czacie się pojawił, jest kwestia dyskusji o to, co zrobić z tak kontrowersyjnym tematem zwanym przerywanie ciąży. Ilekroć widziałem jakiekolwiek dyskusje na ten temat, widzę starych facetów, widać po twarzy tych ludzi, że są prawdopodobnie alkoholikami, bo twarze są opuchłe, natęchłe, widać, że chłopaki mocno łoją. Potężne spasione brzuchy, stare dziady siedzą i mówią, co młoda dziewczyna, w jakiej sytuacji, jakie ma prawa i co może zrobić, kiedy się wydarzy coś takiego.
Mowa jest o aborcji. I ci kolesie, którzy nigdy w życiu nie urodzili ani jednego dziecka, w życiu nie byli w ciąży, bo są po prostu facetami, decydują za kobietę. To jest właśnie taki klasyczny przykład kompletnego psychopaty, który zwariował na punkcie kontroli rzeczywistości. To jest właśnie ów control freak. Obsesja kontrolowania wszystkiego, czego się nie da kontrolować. Bo ani oni dziecka nie urodzą, ani nie nakarmią dziecka, ani to dziecko nie umrze zaraz po porodzie. Ich w ogóle te sprawy nie dotyczą. Oni w ogóle nie są w żaden z możliwych na milion, 10 milionów, 300 milionów sposobów adresatami tej sytuacji, bo to ich nigdy nie spotyka w życiu. Natomiast roszczą sobie prawa do decydowania o tym, co inni ludzie robią ze swoim własnym życiem, kiedy spotykają ich różne dramaty. To są bardzo dramatyczne historie, ja tu w ogóle nie chcę nawet o tym za bardzo mówić.
Inna sprawa, że byłem może nie tyle świadkiem takiej historii, ile gdzieś tam blisko stałem przy takiej historii. I to jest bardzo poważny dramat dla ludzi. I co taki przydupas, spasiony, tłusty, łysy przydupas w telewizji, któremu się wydaje, że wie wszystko na temat rzeczywistości świata, co on wie na temat tej sytuacji? On nie jest tą dziewczyną, nie jest w tej sytuacji, nie jest tym dzieckiem, które ma się urodzić, a on definiuje rzeczywistość. I on już tu wprowadza nowe prawa, ponieważ on ma obsesję kontrolowania rzeczywistości. Ponieważ ktoś zabierze mu jego flaszkę, zabierze mu jego obiad i nie zje sobie golonki do browaru. I to już nie będzie świat, który on lubi. Dlatego wpieprza się każdemu w życie. Pierwsza zasada, żebyśmy nie zwariowali, to jest taka, żebyśmy zrobili margines na swoje własne decyzje, na swoje własne życie, nawet na swoje błędy. Przede wszystkim na swoje błędy.
Jeżeli ktoś popełnia błąd w życiu, niech go popełni. To jest nasze indywidualne doświadczenie. Każdy ma prawo popełnić błąd i na tym polega proces transformacji w życiu. Cokolwiek jest tym błędem, jeżeli dotyczy tylko i wyłącznie indywidualnie nas i naszego życia, a prawda jest taka, że wszystkie te historie są tylko i wyłącznie związane z nami indywidualnie. Nie ma tu osób postronnych. Ja nigdy nie urodzę, absolutnie nigdy nie zajdę w ciążę. Także w ogóle jest to problem, którego nawet nie zamierzam rozpatrywać, bo uważam to za chore. Ciężko mi nawet znaleźć słowa. Musiałbym po prostu rzucić jakimś francuskim zwrotem niczym Linda, czy jakoś tak, żeby wyrazić jakąś ekspresję na ten temat. Ale esencja jest dosyć prosta.
Nie decydować za nikogo innego i nie poprawiać ludzi. Nie poprawiajmy się nawzajem. Nie róbmy tego błędu, bo w tym momencie automatycznie, kiedy poprawiamy się nawzajem, kiedy próbujemy decydować za kogoś, w tym momencie zamieniamy się właśnie w owych control freaks. I automatycznie próbujemy zbudować taką rzeczywistość, w której my czujemy się bezpiecznie z bardzo egocentrycznymi, egoistycznymi pobudkami, gdzie nie ma miejsca ani na miłość, ani na współczucie, ani na nieprzewidywalność tego świata, ani na żywioł, który stwarza życie. W tym momencie wszystko po prostu umiera. Czy chcemy, czy nie. Tak wygląda na świecie. Jeżeli nie wierzycie, zastanówcie się, czy piękna miłość, piękna przyjaźń, czy te wszystkie piękne rzeczy w naszym życiu da się kiedykolwiek zaplanować. Czy zaplanowaliście kiedyś piękną miłość? Czy zaplanowaliście kiedyś piękną przyjaźń?
Czy zaplanowaliście kiedyś piękną sytuację w waszym życiu? Tego się nie da zaplanować. To się po prostu dzieje. Czasami, żeby dotrzeć do tego momentu, gdzie te wszystkie piękne rzeczy się dzieją, trzeba przejść transformację, czasami bardzo długą. Trzeba poznać informacje z różnych źródeł, czasami bardzo kiepskie informacje. Czasami te informacje są może nie tyle kiepskie, ile bardzo niekomfortowe dla nas samych. I to jest naturalny proces. Po to, żeby dojść do tego momentu, kiedy piękno nas wypełnia, kiedy jesteśmy w stanie przytulić drugiego człowieka i powiedzieć mu: „Wszystko jest okej” i naprawdę zbudować ten okej świat. Innej opcji po prostu nie ma. Taka jest moja opinia.
Oczywiście możecie się absolutnie nie zgadzać z tym wszystkim. Możecie się dalej trzymać parapetów, zastanawiając się, co będzie, jak puścicie. Tylko że problem z trzymaniem się parapetu polega na tym, że jak człowiek się bardzo kurczowo trzyma parapetu, to całą uwagę zwraca właśnie na to, żeby się nie puścić i nawet sobie nie zdaje sprawy, że właściwie stoi twardo obiema stopami na ziemi i że nawet jak się puści tego parapetu, to świat się nie zmieni, poza tym, że on po prostu poczuje się wolny, będzie mógł odejść, zająć się czymś innym w swoim życiu, może stworzyć coś bardziej konstruktywnego. Tak naprawdę nie ma absolutnie żadnego powodu, żeby się trzymać kurczowo jakiejkolwiek teologii, jakiejkolwiek ideologii. Mamy masę przykładów z historii naszej cywilizacji, przygody z religią, przygody z totalitarnymi państwami, mniej lub bardziej demokratycznymi. Wszystko to jest taką farsą. Żyjemy w ogóle w takiej farsie społecznej, gdzie grupa ludzi narzuca poglądy drugiej grupie ludzi i z czasem tych poglądów przybywa, z czasem zasad przybywa, z czasem regulacji przybywa. Efekt jest taki, że patologie wzrastają. I wygląda to troszkę tak jak mówił słuchacz w telefonie do radia, tak jak mówił Tomek, że zaczyna się piątek w takich krajach kapitalistycznych, gdzie naprawdę się zasuwa, gdzie socjalizm jako taki istnieje tylko i wyłącznie na papierze, gdzie naprawdę trzeba ciężko harować czasami, żeby mieć na swój kawałek chleba i żeby nie myśleć o tym, że wszystko się sprowadza do tej egzystencji, bo czujemy, że nasze życie jest większe. Każdy ma sny, każdy ma doświadczenia, które wykraczają poza percepcję naszego portfela, podpisywania dokumentów, wysyłania biurowych maili tudzież funkcjonowania w tym materialistycznym świecie.
I gdzieś tą refleksję trzeba przytłumić. Właśnie nie tyle refleksję przytłumić, ile ten konflikt, który jest w połączeniu tych wszystkich rzeczy, trzeba po prostu gdzieś rozładować, bo ta energia z konfliktu jest potężna. I zaczyna się piątek i generalnie zaczyna się mega impreza, bo gdzieś to wszystko musi wypłynąć z nas, inaczej nie wytrzymamy nerwowo. Masa ludzi popełnia samobójstwa w dzisiejszych czasach. To jest taki fenomen. O tym się nie mówi zbyt głośno, bo kto by chciał powiedzieć, że ten nowy, wspaniały świat, który został wymyślony po to, żebyśmy żyli dłużej, zdrowiej, lepiej, doprowadził tylko i wyłącznie do tego, że nasza średnia życia, o ile się w statystykach wydłużyła, to tak naprawdę się skróciła o połowę, bo praktycznie znakomita część tych populacji tak zwanych wysoko rozwiniętych umiera gdzieś tam 50-60 rok życia i umiera na choroby typu zawał i na choroby związane ze stresem pourazowym, który właściwie ciągle jest ładowany im do życia przez cały czas, od kiedy tylko skończą szkołę. Nawet już w szkole, że muszą być kimś i tak dalej. To jest tak jak ta historia z zapisywaniem się do jakiejś instytucji finansowej w City, że to też łatwiej jest człowiekowi, który zaczął ten proces o wiele wcześniej, którego rodzice wysłali do prywatnej szkoły, gdzie jest generalnie wytresowany jak dobrze szkolony niemiecki owczarek wojskowy i on generalnie wtedy aportuje zawsze. Po prostu nie ma problemu, że ten pies się kiedykolwiek zbuntuje i tylko wtedy, kiedy ten pies już jest dobrze wytresowany, on jest w stanie dokonywać tych wszystkich operacji finansowych, żeby tam przypadkiem nie szczeknął i nie rzucił się z zębami na pana. Inna sprawa, że ten pies doskonale wie, gdzie stoi jego miska, także nie odgryzie nogi swojemu panu, bo jeszcze ktoś mu nie przyniesie jedzenia do miski.
Ale koniec końców kończy się zawsze w pubie mocnym chlaniem, bo gdzieś te wszystkie emocje, to cały taki wewnętrzne rozdwojenie osobowości trzeba rozładować. I dlatego właśnie taka gigantyczna popularność alkoholu na świecie, bo alkohol w jakiś tam sposób nas wytłumia. Robi to lepiej niż heroina, jest bardziej szkodliwy niż heroina, o czym wszyscy ludzie zajmujący się tematem doskonale wiedzą. Także jeżeli kiedykolwiek pijąc wódeczkę myśleliście źle o kimś, kto na przykład pali jointa, to polecam zastanowić się nad sobą i polecam odstawić tą flaszeczkę na bok, bo generalnie jest to gorsze od heroiny dla organizmu, co już zostało udowodnione nie raz, nie dwa, nie trzy, nie pięć razy. Jest to taki klasyczny moment cywilizacji, gdzie jak zwykle mamy problem z zaakceptowaniem tego, że sprawy wyglądają inaczej niż ten cały system nas wprasował, który sobie sami właściwie notabene wymyślamy, bo właściwie sami się atomizujemy. Jeżeli nie chcemy się atomizować, wystarczy tylko wstać, podejść, przywitać się z drugim człowiekiem, po prostu być miłym, zmienić sposób życia taki indywidualny od siebie. Po prostu być miłym dla siebie, dla ludzi dookoła. Nie ma tutaj żadnej rewolucji takiej wielkiej do zrobienia. Nie trzeba wcale rzucać koktajlami Mołotowa. Trzeba po prostu przytulić się do siebie, wymienić doświadczenia i po prostu pozwolić płynąć tej przygodzie zwanej życiem na planecie Ziemia dalej, doświadczając się nawzajem, a nie sprawdzając jak pokerzyści.
I to wszystko. Tylko wtedy spotka nas piękna miłość, piękna przyjaźń, piękna przygoda i tylko wtedy wszyscy będziemy normalni i zdrowi. I wtedy będziemy sobie spokojnie, bez żadnego ciśnienia mogli podejmować wszystkie swoje szalone koncepty i je realizować, nie zajmując się dealowaniem z naszym stresem albo jakimiś innymi rzeczami, które z tego wynikają. Taka refleksja na koniec. Także słuchajcie, zapraszam wszystkich, żebyście doświadczali z radością życia na tej planecie. Płyńmy z nurtem i nie przejmujmy się duperelami, nie przejmujmy się kontrolowaniem losu cudzych ludzi. Zajmijmy się po prostu swoim własnym życiem tak na co dzień i to wszystko. I to wystarczy. Światu naprawdę więcej nie potrzeba. To i tak aż nadto dla wielu.
Także z tą refleksją zostawiam was samodzielnie. Słuchajcie, myślcie, co chcecie na ten temat. Dziękuję serdecznie wszystkim za słuchanie tego kolejnego odcinka „Hiperprzestrzeni”. Peace and love, mecenasi radia. Ci ludzie dokładnie wiedzą, o co chodzi. To jest ich indywidualne działanie. Dzięki indywidualnym działaniom tych ludzi to po prostu radio funkcjonuje. Także peace and love, kochani. Jeżeli ktoś z was chce zostać mecenasem, zapraszam serdecznie na stronę Radia Na Fali: radionafali.com. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy z Radia Paranormalium, które retransmituje „Hiperprzestrzeń”, a my się usłyszymy już niedługo.
Aha, i przy okazji zapraszam was do kolejnego odcinka „Syntezy” w Radiu Na Fali w czwartek, który też prowadzę, ale jest o troszeczkę innych sprawach. Chociaż powiem wam szczerze, że to wszystko się bardzo mocno łączy w wielu punktach, nawet nie w wielu, właściwie wszędzie. Ale o tym już kiedy indziej, przy innej okazji, przy innym ognisku. Myślę, że w tak samo doskonałych nastrojach, jeżeli nie lepszych oczywiście. A tymczasem zapraszam wszystkich na „Wieczorową Porę” w Radiu Na Fali. Peace and love, kochani. Pamiętajcie: piękna miłość, piękna przyjaźń, piękne sytuacje w naszym życiu są nie do zaplanowania. Nie da się tego zaplanować. Także zostawmy te plany, zostawmy te strategie. Płyńmy z tym życiem takim, jakie ono po prostu jest.
To jest piękno tego pobytu na tej planecie. Nara!