[00:01] - To think for yourself and question authority. Witam serdecznie wszystkich w Radiu Na Fali w Hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek, a audycja jest retransmitowana też w Radiu Paranormalium. Zatem pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium oraz słuchaczy macierzystego Radia Na Fali. To mówię do was ja. Dzisiaj taka audycja relaksacyjna zapowiedzi tego, co się wydarzy już niedługo i tego, co się wydarzy w Radiu Na Fali za parę chwil. Taka troszkę organizacyjna. Dzisiaj wrzucam się zdecydowanie na luz po tych intensywnych tematach ostatnimi czasami. Nie będę udawał, że to wrzucenie na luz ma też ze sobą coś wspólnego z przygotowaniami do audycji Synteza. Jest troszeczkę tego zawsze do zrobienia i czasami jest to bardzo intensywne i ogarnięcie tego wszystkiego przy radiu, obowiązkach i tak dalej, jeszcze skorelowanie tego z życiem zawodowym, prywatnym powoduje, że czasami człowiek musi sobie wrzucić na luz.
Dzisiaj taki właśnie luźny, relaksacyjny odcinek, w którym powiem, co się wydarzy już niedługo, co już właściwie jest tutaj na miejscu. Jeszcze nie jest dostępne dla waszych uszu, ale już niedługo będzie dostępne. Muszę to po prostu przygotować i powrzucać takie historie. Co tam jeszcze? Troszkę zapowiedzi i tak dalej. Zresztą to, słuchajcie, i o relaksie troszeczkę dzisiaj i o tym wszystkim w Hiperprzestrzeni. Także mam nadzieję, że będziecie dzwonili, będziecie aktywni, będziecie żywi. Adres na Skype to radionafali.com i możecie śmiało dzwonić. Wszystko dzieje się absolutnie live. Powiedzcie swoim wszystkim znajomym, swoim wszystkim przyjaciołom, swoim zwierzętom domowym też.
Swoim roślinom nie zapomnijcie tego powiedzieć, że właśnie leci na żywo Hiperprzestrzeń. Dzisiaj relaksacyjny odcinek. Chciałem bardzo serdecznie zacząć od podziękowania dla mecenasów sztuki falowej. Dzięki kochani za wsparcie. Bardzo dziękuję. Dzięki wam to się wszystko kręci, a mogę tutaj sobie po prostu te wszystkie koncepcje wrzucać, różne ciekawe opowieści. A w zanadrzu jest jeszcze troszkę ciekawych opowieści. O czym między innymi dzisiaj. Słuchajcie, à propos zbiórki gotówki i o co w tym wszystkim chodzi, poza tym, że na serwery. Jeżeli macie ochotę się dorzucić, ja oczywiście jak zwykle dałem kompletnie ciała.
Nie wrzuciłem żadnej informacji na stronę internetową, na Facebooka. Po prostu nie mam czasu, żeby to ogarnąć. Taka jest prawda. O tyle, ile łatwo mi to powiedzieć tu i teraz, o tyle przygotowanie tego wszystkiego zajęłoby parę chwil, których niestety w tym momencie nie mam. Ale zobaczymy. Postaram się wykorzystać jakiś wolny czas i to ogarnąć. Ale słuchajcie, o co chodzi z tą zbiórką? Żeby was po prostu poinformować, o co chodzi, co zaś i w którą stronę i po co i dlaczego. Więc chodzi o małe urządzenie do nagrywania firmy Zoom. Tak to się nazywa.
Nie pamiętam w tym momencie numeru technicznego. Jest takie urządzenie, które współpracuje z mikrofonami, które mamy, z mikrofonami, które mam tutaj ja, z mikrofonem, który ma Pichont, z mikrofonem, który ma książę Edward i wieloma innymi mikrofonami. I jest taka opcja, być może się uda zrobić jakąś akcję wyjazdową połączoną z nagrywaniem. Akcja wyjazdowa i tak będzie, ale nie jest pewne, czy uda się ją połączyć z nagrywaniem i potrzebne jest urządzenie takie przenośne, do którego się wkłada bateryjki, podłącza się te mikrofony, ma się zapas tych akumulatorków właściwie, a nie bateryjek i można sobie spokojnie nagrać gdzieś na łonie natury. Coś w tym stylu. Na razie jestem kompletnie pozbawiony tej możliwości. Radio Na Fali jest pozbawione tej możliwości. No chyba że weźmiemy i ponagrywamy telefonami, ale to nie jest ta jakość. To jest jedna rzecz, czyli generalnie sprzęt, który zapewnia możliwość wyjścia w teren, zrobienia wywiadu terenowego, środowiskowego i przyniesienia troszkę materiału właśnie z zewnątrz. Na razie tej możliwości nie ma, także chodzi o sprowokowanie tej sytuacji.
Na to właśnie są potrzebne fundusze. Oprócz tego to urządzenie, jak się okazuje, jest poniekąd niezbędne, żeby podnieść jakość nagrywania aktualnie transmitowanych podcastów, które później sobie ściągacie, przynajmniej te ode mnie z Londynu i sobie słuchacie. Szczególnie wy, kochani słuchacze offline, którzy nie macie okazji, żeby zajrzeć tutaj na żywca. Dobra, ja może ten mikrofon poprawię później, bo jak zwykle sobie nie poustawiałem. Także wracając do tej zbiórki pieniędzy, właśnie potrzebne jest na to urządzenie zwane Zoomem. To jest suma około jakichś tam 200 funtów czy jakoś tak z kawałkiem. W tym momencie nie sprawdzałem. Także jeżeli chcecie się dorzucić, wspomóc radio, żebym ja miał. Myśmy mieli. Mówię, jakbym miał armię za sobą.
No nie mam armii za sobą. Mam za sobą kompletną pustkę. Tylko duchy. Tylko duchy stoją za mną! I w imieniu tych duchów. Żartowałem. Także jeżeli chcecie wspomóc i przyspieszyć tą akcję zakupu tego sprzętu, który pozwoli na uwolnienie się czasami z nagrywania wszystkiego w pomieszczeniach, pozwoli się wynieść z tych pomieszczeń, ponagrywać z różnymi ludźmi w różnych sytuacjach różne rozmowy i popuszczać wam, co myślą też inni ludzie, byłoby naprawdę super. Także zapraszam. Każdy z was może stać się mecenasem sztuki falowej. Każdy z was i ty, droga słuchaczko i ty, drogi słuchaczu.
Ja absolutnie dziękuję aktualnym mecenasom. Peace and love, kochani. Wielkie dzięki za wsparcie. Dzięki wam w ogóle można myśleć o czymś takim, żeby ruszać z tym do przodu. Właśnie. To tyle à propos tych wszystkich zbiórek i o co w ogóle chodzi. To tyle. Ja zostawię ten temat. Tak czy siak mam nadzieję, że wyrobię z czasem i puszczę jakieś ogłoszenie na Facebooku, na Twitterze, przede wszystkim na stronie radia, żebyście mogli zobaczyć, o co w ogóle chodzi, co zaś i jakie to urządzenie. Jeżeli jesteście bardzo zainteresowani, na co pójdą te tak zbożnie zebrane fundusze.
Dokładnie. To tyle na temat bidonu z Babilonu. Koniec. Zamykamy temat. Pozdrawiam przy okazji słuchaczy offline, że w ogóle wytrzymują to słuchanie i że piszą listy, i że się odzywają. Pozdrawiam was bardzo serdecznie. Dzisiaj troszkę na temat listów, na temat korespondencji. Kilka odpowiedzi na kilka pojawiających się tematów w listach też między innymi. I troszkę o Konwencie Wiedzy Alternatywnej. Ale o tym więcej już w audycji.
A ja po drodze przypominam wam, żebyście nie zapomnieli odwiedzić też innych audycji. Pichont postanowił odpalić sekcję nauki języka angielskiego i powiem szczerze jest rewelacyjna. Także zapraszam do Pichontarium w Radiu Na Fali. Zebrałem te wszystkie odcinki w dwóch takich setach, jak na razie. Cztery odcinki, drugi dwa odcinki. Pichont wyrzuca tak po kolei. Ja to tak zbieram po kawałku, żeby w jednym odcinku było trochę więcej niż jeden. Tak kolekcjonersko troszkę podszedłem do sprawy. Sorry Pichont. Tak czy siak jest rewelacyjnie.
Wpadajcie i oglądajcie. Zapraszam was oczywiście, żebyście ściągali sobie „Teorię chaosu” Michała, gdzie są różne ciekawe rzeczy. Moi drodzy, bardzo ciekawi goście, bardzo ciekawe koncepcje. Polecam. Unikatowa audycja, jeżeli chodzi o język polski i w ogóle w polski internet. Polecam oczywiście „Etykietę zastępczą”. Kolejna unikatowa, wyjątkowa audycja. Audycja bez agendy, audycja z opowieściami z życia od księcia Edwarda. Ostatnio książę Edward gonił gdzieś po rosyjską wizę do ambasady. Była masa różnych dziwnych historii i nagle się okazało, że dosłownie za parę minut audycja musi wskakiwać i załatwiać jakieś sprawy gdzieś na drugim końcu przysłowiowego Dublina czy coś w tym stylu.
Także nie pojawiła się, ale jest już archiwum i to całkiem niezłe. Także zapraszam was, żebyście wpadali do „Etykiety zastępczej”. Te soundtracki, które tam lecą, są rewelacyjne. Opowieści są niezłe. W ostatnim jest historia o restrukturyzowaniu wody. Historia, która ciągnie się chyba nałogowo i za mną ostatnio. I książę Edward zaczął, kilku słuchaczy w korespondencji generalnie wychodzi troszkę z słuchaczami. Pozdrawiam słuchaczy z Kalifornii w ogóle bardzo serdecznie. Nie jesteśmy jedyni. Okazuje się, że wielu z nas robi ten eksperyment z restrukturyzowaniem wody, sprawdzaniem, czy to nie jest przypadkiem efekt placebo, czy naprawdę jest lepsza, czy jest gorsza.
Co w ogóle w tym temacie? Co to w ogóle jest? Żeby nie było, że to tylko ja robię. Także pozdrawiam wszystkich tych, którzy eksperymentują razem ze mną. Naprawdę szalenie miło. Zapraszam oczywiście na swój podcaścik do archiwum, do „Syntezy” i w ogóle do archiwum Radia Na Fali zapraszam was przy okazji tej leniwej, relaksacyjnej, dzisiejszej „Hiperprzestrzeni”. Tam są takie hiper tematy. Ja troszkę wspomnę może dzisiaj o tym, co jest w archiwum gwoli odpowiedzi na listy od kilku słuchaczy. I klasycznie może zanim zacznę te wszystkie odpowiedzi, to całe opowieści przygotowałem na dzisiejszy relaksacyjny wieczór. Dzisiaj nie mam zamiaru wrzucać wam żadnych ciężkich historii czy ciężkich, skomplikowanych życiorysów, opowieści, teorii, frazesów i różnych tych szaleństw.
Dzisiaj relaksacyjnie. Jeżeli chcecie zadzwonić, podzielić się informacją, jak wy się relaksujecie, co w ogóle jest definicją relaksu według was, to zapraszam serdecznie, bo dzisiaj właśnie tak relaksacyjnie. Bardzo relaksacyjnie. Ja może troszeczkę wspomnę takich tematów hiperprzestrzennych. Dlaczego być może warto się czasami zastanowić nad tym, żeby może chociażby na parę godzin znaleźć sobie taką lukę w czasie i przestrzeni i się po prostu zrelaksować. A wy słuchacie oczywiście Radia Na Fali retransmitowanego w Radiu Paranormalium. Audycja nazywa się „Hiperprzestrzeń”, a ja mam na imię Tomek. Zacznę może od tych odpowiedzi na listy, bo tak się uparłem, żeby dzisiaj zebrać to wszystko, bo ostatnio jakoś tak odpisuję strasznie mozolnie. W sensie zajmuje troszkę czasu odpisywanie na wasze maile i czasami musicie troszeczkę poczekać. Inna sprawa, że pojawia się kilka tematów w tych wszystkich mailach, takich dosyć charakterystycznych, które się powtarzają.
Tak bym to najzwyczajniej opisał. Więc te powtarzające się tematy są między innymi związane z substancjami psychoaktywnymi. Nie ma co udawać, że jest zupełnie inaczej. Mianowicie chodzi o to, czy właściwe grzyby, czy niewłaściwe. Moi drodzy, ciężko mi na ten temat mówić, bo z założenia nie chcę promować, w sensie namawiać nikogo do używania substancji psychoaktywnych. Absolutnie. Uważam, że to jest indywidualny wybór każdego z nas. Zawsze to powtarzam. I taka jedna rzecz, którą uważam za bardzo istotną: set and settings, czyli warunki do przeprowadzenia takiej wyprawy, żeby nie robić tego w jakichś szalonych sytuacjach, żeby robić to na łonie natury, robić to w jakichś takich normalnych miejscach. Inna sprawa to jest pozyskiwanie informacji pod tytułem czy to właściwe rośliny, czy niewłaściwe.
Nie chciałbym brać na siebie odpowiedzialności, że wam mówię, że oto właściwa roślina, a ktoś się zatruje. Także zawsze namawiam. Przepraszam, że tak stukam w mikrofon, muszę sobie go jak zwykle ustawić. Już zdecydowanie lepiej. Troszkę jakichś dźwięków, jak w takiej radiowej rodzinie ktoś wchodzi, trzaska drzwiami, Maryla stawia herbatę na stole, obiad się robi, ktoś wyprowadził właśnie psa. Ale taka jest dzisiejsza „Hiperprzestrzeń”, bardzo relaksacyjna. Przypominam. Wracając do tych odpowiedzi na wasze pytania. Słuchajcie, sprawdzajcie sobie internet. Mówię całkiem serio.
Jest masa źródłowych materiałów na temat substancji zwanej psylocybina, na temat tego, jak wyglądają te rośliny. Jest troszkę ludzi dookoła, którzy wiedzą jak i co i z czym to jeść. Także można sobie zobaczyć oryginalne zdjęcia, zobaczyć jak to wszystko wygląda, sprawdzić samemu, żeby nie opierać się na jednym źródle informacji. Jeżeli chcecie się dowiedzieć troszkę więcej z tej mojej strony i nie tylko, bo tam się też książę Edward pojawia i kilku innych ludzi, to zapraszam was bardzo serdecznie do archiwum Radia Na Fali. Tam są chyba trzy czy cztery audycje poświęcone temu tematowi, gdzie ja właściwie opowiadam jak ja do tego podchodzę, gdzie książę Edward mówi, jak do tego podchodzi i jeszcze pojawiają się słuchacze, którzy mówią, jak do tego podchodzą. Także polecam skonfrontować różne podejścia i samemu znaleźć swoje własne, najlepsze. Wiemy, że najlepsze jest w cudzysłowie. Ja przynajmniej polecam na łonie natury w tego typu miejscach. Sprawdzajcie wszelkie informacje, żebyście nie używali żadnych dziwnych roślin, które was potrują albo coś w tym stylu. Także sprawdzajcie wszystkie informacje na ten temat.
Uprzecie się dwa, trzy, pięć, sześć, osiem razy. Najlepiej to róbcie z kimś, kto ogarnia temat. To jest najlepszy przepis na taką sytuację. Jeżeli nie jesteście pewni tego, co robicie albo czy to jest to, czy to nie jest to. Może po prostu nie jest to pora dla każdego. Czasami tak mi się wydaje, że każda sytuacja na nas czeka tak czy siak. Może na niektórych jeszcze nie czas . Tak bym powiedział. Także proszę się nie stresować, nie przejmować. Jeżeli naprawdę chcecie się dowiedzieć, jest masa materiałów w internecie, także proszę sobie sprawdzić samemu.
Jeżeli chcecie znać moje podejście, to wszystkie te rzeczy są w archiwum hiperprzestrzeni. Także tam wszystkie sprawy znajdziecie. Co jeszcze chciałem powiedzieć z tych wszystkich rzeczy? Właśnie. Podziękować za maila w sprawie biorezonansu. Przypominam, że jeżeli chcecie złapać jakikolwiek kontakt z Jankiem, to najlepiej jak wyślecie im maila na adres radia i wtedy wszystko ogarniam. Dostaniecie bezpośrednio adres do Janka. Ja dziękuję bardzo za pozdrowienia z tej okazji, z tej okoliczności i z tej sytuacji, bo się rozchodzi informacja na ten temat i to bardzo fajnie. Ludziom działa, wszyscy są okej z tym. Także wszystkie te informacje już na prywatnego maila do radia proszę wysyłać jak zwykle.
Nie na Skype, bo ciężko mi ogarnąć wszystkie te informacje ze Skype'a, szczególnie podczas audycji. Także mail radiowy jest taką najlepszą opcją, jeżeli chcecie się czegokolwiek dowiedzieć i jakiekolwiek informacje tam wrzucić. Co do koszulek to już mówiłem, że wszystkie poszły, odpłynęły w siną dal, poleciały samolotami, rozleciały się na wszelkie możliwe krańce świata. Także na razie już nie ma koszulek. Jak się pojawią, to będą zupełnie inne, zupełnie nowe i zupełnie z inną jakością. Tak sobie myślę. Jakość będzie prawdopodobnie taka sama, ale troszkę inny design, może inne kolory. Kto to wie? Już decyzję podjąłem, żeby to był na przykład żółty kolor następnym razem. Także zobaczymy, co z tego wszystkiego wyjdzie i czy się to w ogóle wydarzy i kiedy się wydarzy i czy jest nam to pisane, czy też nie jest nam to pisane.
Także polecam, żebyście sobie śledzili Facebooka, stronę Radia Na Fali. Prawdopodobnie, jeżeli będzie taka opcja, to na pewno powiem o niej w którejś tam audycji na żywca, a wy, którzy słuchacie tego jako podcastu, to sobie spokojnie usłyszycie w podcaście offline. Także na pewno wam to nie umknie. Co jeszcze z takich spraw związanych z mailami? Oczywiście. Chciałem w ogóle podziękować za wysyłane sny. Bardzo serdecznie. Nie wszyscy wysyłają sny. Nie wszyscy, ale niektórzy wysyłają te sny. Także chciałem bardzo serdecznie podziękować za wysyłanie tych snów.
Zebrała się taka całkiem niezła kolekcja, a nie wiem, czy przypadkiem tych snów z wieczorowej pory po prostu nie zbiorę w jakiś jeden wątek i gdzieś tam nie umieszczę na stronie radia. Oczywiście jak zwykle jest masa pomysłów, co by zrobić z tym całym kontentem i że można to udostępnić, że te wieczorowe pory też są nagrywane, szczególnie te po hiperprzestrzeni bardzo intrygujące czasami, ale na razie nie mam absolutnie czasu, żeby ogarnąć ten temat. Ale tak czy siak jakieś tam archiwum powstaje z tego i pewnego dnia być może ujrzy światło dzienne. To tyle z odpowiedzi na listy. Aha, właśnie tam jeszcze jedna rzecz w listach się pojawiła. Pojawiły się pytania o niektóre stare odcinki hiperprzestrzeni, które gdzieś tam są w archiwum na samym końcu i czasami w ogóle nie można ich ściągnąć. Nawet nie czasami, tylko cały czas nie można ich ściągnąć, ponieważ niektóre z tych audycji były nagrane ze strasznie kiepską jakością. Tam się strasznie coś waliło, kiepsko się słucha. To w ogóle było taką straszną awarią techniczną. Także zostały wycofane.
Inna sprawa, że część z tych tematów z powrotem się pojawiła w niektórych odcinkach podcastu. Nie pamiętam już które, ale część została już poprawiona, a niektóre z tych tematów czekają na podjęcie ich z ziemi raz jeszcze. Generalnie w przygotowaniu planuję powrót właśnie do tych kilku zagadnień, ale już znowu wiedzą troszeczkę rozszerzoną i dodatkowo z troszkę innej perspektywy. Część z tych spraw jest związana z tymi opowieściami ze starożytności, tymi tajemnicami, które gdzieś się tam czają i próbą wyjaśnienia tej tajemnicy, tej opowieści, co tam się za tym wszystkim skrywa, za tymi kamieniami. Jakie są koneksje z dzisiejszymi czasami? Gdzie to się wszystko łączy? Gdzie to się przeplata? Czy w ogóle jest coś takiego, co się łączy i przeplata? Właśnie na to wszystko nie wiem czy odpowiedzi, ale rozważania w tych tematach pojawią się mam nadzieję już niedługo. Już gdzieś tam w przygotowaniu jest.
Właśnie dzisiaj miała być pierwsza z tych serii audycji z pewnymi tematami rozszerzonymi. Słuchajcie, czas najwyższy na relaks dzisiaj w „Hiperprzestrzeni”, nie ma konkretnych spraw. Nie będę wam opowiadał co i jak, ale już leży, jest w przygotowaniu, także niedługo traficie z powrotem w odmęty historii i starożytności, rozważań na tematy, skąd to się wszystko wzięło, co to w ogóle jest, co to nas otacza dookoła, co to za historia się wydarzyła, o której nic nie wiemy albo zapomnieliśmy. Takie historie się pojawią. Nie przejmujcie się tymi martwymi odcinkami, których nie da się ściągnąć w archiwum. Trudno, przepadło. Te audycje, które są warte powtórzenia, zostaną powtórzone z rozszerzonym materiałem. Będzie tego zdecydowanie więcej. Tyle tego na temat „Hiperprzestrzeni”. Jeszcze na temat planów, bo jak już zacząłem o „Hiperprzestrzeni”, wspomniałem o archiwum i o tym, co będzie odświeżane z tego archiwum, to jeszcze o tym, co będzie nowego.
Pojawią się goście. Pierwszy gość już jest zaklepany. Tomek Grubba się pojawi z powrotem po Konwencie Wiedzy Alternatywnej. Nie przez przypadek się pojawi Tomek z powrotem, bo Tomek robi troszkę innych rzeczy, o których ja tu mawiam w wieczorowej porze. To są wszystkie te sprawy ze snem świadomym i tak dalej. Na ten temat i o wiele więcej będzie już niedługo. W przyszłym tygodniu. Jak zwykle zapomniałem sobie zanotować, ale wychodzi, że w przyszłym tygodniu się pojawi gość, czyli za tydzień w następnej „Hiperprzestrzeni”. Ale ja motam dzisiaj. To przez to, że dzisiaj zrelaksowany jestem.
Takie zamotanie. Także za tydzień gość. Są jeszcze pozostali goście, którzy się anonsowali, ale jeszcze się nie potwierdzili. Ciężko mi cokolwiek powiedzieć, bo nie mam stuprocentowego potwierdzenia. Niemniej jest ochota, są chęci, są materiały, są różne sprawy do opowiedzenia, także wygląda na to, że zagości tu trochę postaci. Przynajmniej ja na to liczę. To z zapowiedzi audycji. Oczywiście wszystko to, tak jak mówiłem, przeplatane powrotem do pewnych kilku tematów w rozszerzeniu, które pochodzą z prehistorii „Hiperprzestrzeni” oraz wielu nowych spraw, które się tam czają. Leżą te notatki, leżą te pomysły, niektóre od roku, żeby zrobić o nich audycję, a jakoś ciągle umyka czas i ciągle pojawiają się jakieś inne tematy. Myślę, że czas najwyższy, żeby przytulić to, co już leży w notatkach od roku.
Kilka kosmicznych spraw też między innymi. Teraz tym bardziej wszystko ładnie się zazębia, przynajmniej w mojej głowie. Chociażby z okazji robienia audycji „Synteza”, gdzie kilka wątków ma bardzo jasne, esencjonalne wyjaśnienie. Co jak dla wszystkich miłośników „Syntezy”, myślę, że te odcinki „Hiperprzestrzeni” będą bardzo intrygujące. A dla tych, którzy nie za bardzo lubią babranie się w tych wszystkich techniczno-innowacyjnych, czasami filozoficznych sprawach, bo podłoża tego są różne, związanych z free energy, będziecie mogli sobie spokojnie posłuchać o kilku zagadnieniach odsączonych, odcedzonych od tej technicznej informacji bardziej ludzkim językiem, może z troszkę innej perspektywy. To wszystko się zapowiada w najbliższych „Hiperprzestrzeniach”. Ale się nagadałem. To ja puszczę może jakąś muzyczkę, jak już się tak nagadałem. Tyle. A wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni”.
Dzisiaj taka relaksacyjna, może nie do końca organizacyjna, ale chillowa audycja bez większego głębokiego tematu. Poza tym, że się relaksujemy dzisiaj. A wy słuchacie Radia Na Fali, „Hiperprzestrzeni” emitowanej w Radiu Paranormalium. Ja mam na imię Tomek. Możecie śmiało zadzwonić do Radia Na Fali, radianafali.com i powiedzieć, jak się czujecie z relaksem, co was relaksuje albo co was intryguje. Dzisiaj taki bardzo luźny odcinek o relaksacji. Ja też muszę wrzucić na luz. Tak jak mówiłem, każdemu się należy. Dzisiaj postanowiłem poćwiczyć relaksację na antenie, żeby się nie spinać na żaden temat, nie przebierać w notatkach, nie kombinować, nie opowiadać różnych starych albo nowych historii. Może zebrać sobie to wszystko w głowie troszeczkę, bo te ostatnie historie są dosyć esencjonalne, przynajmniej tak mi się wydaje.
Takie troszkę kluczowe zagadnienia się pojawiły w ostatnich „Hiperprzestrzeniach”, z których się wyłania troszkę inny obraz rzeczywistości, przynajmniej w mojej głowie. Nie jest to nic specjalnie nowego, szalonego, co się pojawiło wczoraj. To taki troszeczkę starszy obrazek całości, który gdzieś tam się za mną pałęta. Miło jest raz na jakiś czas nie zastanawiać się nad tymi wszystkimi aspektami tego całego obrazka, tylko pokontemplować rzeczywistość. Jest to jeden z moich ulubionych sposobów na relaks, żeby sobie usiąść i pokontemplować czasami zupełnie bez zastanawiania się nad czymkolwiek. Skoro dzisiaj taki odcinek kontemplacyjny, to o takim bardzo kontemplacyjnym temacie jeszcze związanym z nowymi rzeczami w Radiu Na Fali chcę wam opowiedzieć kilka słów. Ten nowy temat dotarł dokładnie dzisiaj w kopercie. Ten nowy temat nazywa się „Materiały z Konwentu Wiedzy Alternatywnej”. Dotarły. Wszystko od Tomka Grubby.
Już za parę chwil pojawi się nowy dział w Radiu Na Fali. Coś w rodzaju jak każda audycja, która generalnie ma swój własny design, swój własny, unikatowy charakter. Pojawia się nowa rzecz. Jeszcze nie jest oczywiście przygotowana, żebyście mogli pościągać, ale już jest materiał dźwiękowy. Lada chwila siadam i to wszystko organizuję. Czyli wszelkie możliwe prelekcje z Konwentu Wiedzy Alternatywnej z poprzedniego sezonu I za parę chwil pojawi się materiał z tego aktualnego sezonu, tak że będziemy mogli odsłuchać sobie wszelkie prelekcje. Jeżeli nas nie było w Trójmieście, nie było na tym spotkaniu, to będziemy się mogli dowiedzieć, o czym była tam mowa. I to wszystko już jest u mnie. To wszystko jest nagrane. Za jakieś parę chwil, jak tylko znajdę wolną chwilę, siadam, pcham to na serwer i zaczynamy publikację.
Czas emisji, bo będzie to emitowane w postaci podcastu, jest przewidywany na niedzielę, na godzinę prawdopodobnie dziewiątą wieczorem polskiego czasu. Przynajmniej taki jest wstępny pomysł. Żeby dokładnie o dziewiątej, a może nawet o ósmej. Może trochę wcześniej w niedzielę, żeby wystartować, bo materiały są z reguły godzinne, maksymalnie chyba do półtorej godziny. Muszę jeszcze posprawdzać wszystkie, bo nie sprawdzałem dokładnie każdego materiału, który jest tam nagrany. Ale mniej więcej wychodzi godzina z kawałkiem. Można chyba tak liczyć albo godzinkę. Także w niedzielę niedługo czeka was gratka. Nie będzie już nudy wieczornej, nie będzie zastanawiania się, co zrobić w niedzielę przed poniedziałkiem. A w poniedziałek znowu jakaś rutyna się wkrada.
Także będzie możliwość zniszczenia tej rutyny jakąś ciekawą prezentacją, jakąś ciekawą prelekcją na bardzo różne dziwne tematy, począwszy od zdrowia, a skończywszy na świętej geometrii czasami, różnych dziwnych historiach. Oczywiście jednak to są materiały zdecydowanie dźwiękowe. Wiadomo, że tam w niektórych miejscach mogły być slajdy albo jakieś takie historie. My tego nie mamy. Trudno. Mam nadzieję, że wszystko i tak zostanie przez nas zrozumiane bez żadnych błędów i przeinaczeń, że wszystko jest okej. Jeszcze sam nie odsłuchiwałem tych materiałów, tak jak mówię do dzisiaj. Dzisiaj przyszła koperta i zdążyłem ją tylko przekopiować na drugą maszynę i to wszystko, co zdążyłem zrobić. Lada chwila się pojawi. Nie wiem, czy w tą niedzielę już się jakikolwiek pojawi.
Może w tym tygodniu, zobaczymy. Może start będzie o tyle, o ile uda mi się po prostu szybko odpalić to pod stronę, zrobić wszystkie rzeczy dookoła tego. Tak szybko nastąpi premiera. A już regularna premiera będzie tak jak mówiłem w każdą niedzielę, prawdopodobnie o godzinie 21:00. Przyglądnijcie się uważnie na ramówkę Radia Nafali, bo tam pojawią się wszelkie możliwe informacje. Oczywiście wszelkie informacje pojawią się na stronie Radia Nafali, pojawią się na Facebooku, na Twitterze. Kto jest na tych prezentacjach? Jest między innymi Kuba Babicki, Tomek Grubba, kilka innych postaci. Tomek Święszek. Jest tam jakiś taki wielki numer, bo część z tego się jakoś tak kiepsko skopiowała.
Zostawmy techniczne sprawy. I tak mamy wszystkie te materiały. Najwyżej niektóre się ujawnią trochę później, a niektóre trochę wcześniej i tyle. A przed nami jeszcze czeka góra materiałów z tego roku. Dopiero po tym materiale z zeszłego roku. Także będzie co słuchać. Będziemy mogli wrócić pamięcią do zamierzchłych czasów raptem o rok do tyłu i przyjrzeć się pewnym koncepcjom. Być może jeszcze raz, a być może po raz pierwszy. I to tak w ramach wrzucania sobie na luz w niedzielny wieczór, posłuchania, o czym myślą i mówią inni ludzie. A dzisiaj dla odmiany nie będę mówił za bardzo, o czym myślę i nie będę o niczym specjalnym mówił.
Dzisiaj się będę relaksował i już mam pierwszy telefon słuchacza i już odbieram pana Jacka. Halo, halo! Witam serdecznie. Ops! Czekaj, moment, sekundę. Okej, możesz jeszcze raz powtórzyć, bo miałem brumienie. Halo, halo! Witam panie Jacku.
[28:05] - Witam pana. Dobry wieczór.
[28:07] - Witam serdecznie.
[28:09] - A pan dzwonię, bo chciałem porozmawiać na temat biorezonatora, bo właśnie dostałem w piątek.
[28:18] - Słuchaj, mógłbyś się przysunąć troszkę bliżej mikrofonu, bo słychać cię trochę jak z piwnicy.
[28:26] - Kupiłem nowe słuchawki, pewnie nie działa.
[28:28] - A słychać cię jakby w ogóle z słuchawek, tylko z laptopa prawdopodobnie.
[28:36] - Ojejku.
[28:37] - Słuchaj, sprawdź tam szybko co i jak, panie Jacku, i ja zaraz się pytam, co z tym biorezonatorem.
[28:45] - Tomek, wiesz co? Bo ja-
[28:48] - To może mów po prostu. Ja robię cię głośniej i tyle. Ja się zamykam i słucham.
[28:53] - Dobra. Wiesz co? Miałbym kilka pytań, bo ty jesteś dłuższym użytkownikiem pewnie tego urządzenia niż ja. Ja dopiero użytkuję to od wczoraj. Mam takie pytanie konkretne, bo chodzi o to, że należy powiedzmy po jakiejś sesji zabijania coś żyjątek małych użyć jakiegoś probiotyku, żeby odbudować florę sobie w organizmie. Tak? Tak. Okej, ja wiem, że może to być kefir, może to być maślanka, tego typu rzeczy, ale tak się składa, że akurat... Czy znasz jakieś probiotyki, które nie są-
[29:41] - Na mleku.
[29:43] - Dokładnie. Pochodzenia-
[29:45] - Wiem, o co ci chodzi. Nie znam takich. Ja przyznam się szczerze, że jestem miłośnikiem jogurciku i w ten sposób zaczynam, ale wiem, o czym mówisz. Słuchaj, no nie wiem. Trzeba by się spytać Jana. Najlepiej jak mu po prostu wyślesz maila i się spytasz. Słuchajcie, jeżeli ktoś z was słuchaczy ma jakąś alternatywę na to, o której ja nie wiem, bo ja tutaj nie jestem weganinem, przyznam się szczerze, i korzystam z wyrobów mlecznych. Tak że kurczę, nie wiem nic, ale wiem, że są jakieś zastępstwa, są jakieś historie, którymi można to zastąpić, ale nie wiem czym. Tak że kurczę, nie odpowiem ci na to pytanie.
[30:23] - A słuchaj, a taka kolejna rzecz, bo akurat kupiłem tego zateraz, tą końcówkę ozonową. Jak ładujesz? Z tą końcówką dolową. Normalnie jakaś donica z ziemią i wkłada się i tyle?
[30:41] - Słuchaj, to już ci mówię. Na początku ładowałem, zanosiłem do ogrodu, wykopałem sobie dziurę w ogrodzie, taki dołek i zakopywałem sobie w ogrodzie i tam na parę godzin sobie w ogrodzie parkowała, później wyciągałem. A teraz eksperymentuję z inną rzeczą. Eksperymentuję z kulą Tesli, stefką Tesli. Taka kula, którą się kupuje dla dzieci czasami w prezencie, że dotykasz i pioruny takie lecą do twoich palców. Plasma ball, tak to się nazywa. Kula z plazmą w środku. Zapewne wiesz, o co chodzi. Każdy chyba wie, o co chodzi. I ta kula produkuje ładunki orgonowe, tak zwaną jonizację ujemną.
Także ja ostatnio testuję ładowanie zapera, kładąc sobie przy takiej kuli. Chyba działa. Tak bym to określił. Oczywiście sobie dotykam tego czasami, sobie rozładowuję raz na jakiś czas, dotykając tego rdzenia, który tam jest w środku aluminiowy, żeby odprowadzić tą energię DOR tak, jak się to powinno raz na jakiś czas zrobić, żeby rozładować to, co tam parkuje w środku, ten nadmiar i z powrotem ustabilizować te ładunki tak zwane orgonowe. Nie ma na to żadnego ciężkiego, naukowego, oficjalnego wytłumaczenia, ale ja to mniej więcej tak robię i myślę, że działa. Na to wygląda.
[31:58] - A ja jako użytkownik nie wiem, jakieś skutki działania tego urządzenia na sobie odczułeś jakieś konkretne?
[32:09] - Tak. Akurat w moim przypadku zadziałało bardzo dobrze. Działa bardzo dobrze. Ja tu nie chcę za bardzo detalami sypać na temat mojego zdrowia, bo czułbym się troszkę jak taka stara baba, która mówi: „O panie, tu boli, tam bolało. Pan widzi, złamana ręka, a tak się ruszało kiedyś. Widzi pan? Tak się kiedyś ruszała, teraz w ogóle się nie rusza”. I wszystkie tego typu historie. Także graonie działa absolutnie. Jest to długi proces.
Widzę po kilku elementach w swoim organizmie, że włączyło taki długi proces wracania ich do normy. Nie wiem, jak szybko się to skończy. Niektóre procesy w ogóle się wydarzyły bardzo szybko, już jest po sprawie, a niektóre są w trakcie. Tak można to określić, ale wygląda to naprawdę intrygująco. Jestem absolutnie za obiema rękami. Twierdzę, że w moim przypadku to działa. Chyba nie jestem tu jedyny. Także takie mam spostrzeżenia. Wiele różnych fajnych rzeczy się generalnie wydarzyło z organizmem, także jestem okej. Absolutnie.
Nie wiem, jak u ciebie, bo to jest ciekawe. Już używam właściwie prawie rok, także miałem ten czas, żeby się przyjrzeć, jakie są konsekwencje używania takiego intensywnego przez jakiś czas. Czasami sobie robię przerwę oczywiście, bo to się nie używa cały czas. Także u mnie jest okej, proszę pana.
[33:27] - Tak. Słuchaj, ja wiem, że jesteś użytkownikiem takim dłuższym. Ja jestem użytkownikiem od dwóch dni. Otóż moje doświadczenia są takie, o właśnie za pięć minut ostatnią przeczą cerię zrobię.
[33:47] - Słuchaj, czy w ogóle masz jakieś odczucia używając zapera? Mam takie pytanie, czy ty już cokolwiek czujesz?
[33:53] - A wiesz co? Nie wiem. Nie wiem, czy to jest skutek użycia zapera, czy może skutek zmęczenia, ale tak: wczoraj miałem chyba po drugiej, bo takie są trzy test sesje. To po drugiej czułem taki lekki ból głowy. Właśnie aktualnie teraz też takie coś odczuwam, ale nie wiem, czy to jest-
[34:30] - Może jakiś kryzys ozdrowieńczy. Czasami poważnie są jakieś takie historie związane właśnie z zaperem, że było zabawnie i żona znajomego jak ma ból głowy, to przykłada właśnie zapera do głowy i przechodzi. Rozumiesz? To jest w ogóle fenomen.
[34:46] - Słuchaj, ja nie wiem, co jest przyczyną tego. Czy to jest zaper?
[34:50] - Może coś wychodzi z głowy. Nie wiem. Może tak być.
[34:54] - Ojej, może. Po prostu nie mam jakichś szczególnych odczuć, ale sądzę, że na ten problem, który mam, akurat to jest po prostu najlepszy środek.
[35:13] - Słuchaj, monitoruj to człowieku, jeżeli możesz. Ja bym tak poprosił, żebyś raz na jakiś czas się odzywał do radia i mówił, jak się będzie pojawiały tematy, jakieś kilka spostrzeżeń na temat, jakie są postępy, czy coś czujesz, czy coś się zmieniło. Tak czysto z ciekawości, bo ja też mam taki syndrom człowieka eksperymentów. Rozumiesz? Lubi posprawdzać, lubi się dowiedzieć, lubi sobie zrobić research. Także ja zapraszam do uczestniczenia w czymś takim. Jeżeli działa, to nie ma się czego bać. To wtedy informacja pójdzie w ludzi, że działa dobrze. Im więcej nas to powie, także będzie jakiś argument do kolejnych rzeczy. Być może.
[35:49] - Jasne, wiesz, ja będę to monitorował na bieżąco. Bo słuchaj, ja tutaj na swoim własnym organizmie trochę to sobie testuję. I po prostu jeśli będą jakieś ciekawe skutki, to czemu nie?
[36:09] - No to się dzieje.
[36:15] - Nie wiem, coś jeszcze miałem się spytać. Aha, bo w ogóle ta maszynka, ten zaper ma podobno trzy funkcje. Zapera, czyli zarabia-
[36:28] - Ten biorezonans elektryczny.
[36:30] - Tak. Destrukcja pasożyty. Druga rzecz to jest to, że ma jedną tą końcówkę Z orgonową, która nie potrzebuje zasilania elektronicznego. To można sobie, jak to pan Jan demonstrował, włożyć pod pachę i to-
[36:53] - Tak, takie ogniwo orgonowe dokładnie. Takie, które sieje orgonem, tym właściwym, tak zwaną jonizacją ujemną, też tak to można w nauce nazwać. Generalnie sprzyja naszemu zdrowiu. To, co mówił Wilhelm Reich i kilku innych wynalazców, takich ludzi, którzy zajmowali się też, oprócz wymyślania różnych dziwnych urządzeń, ludzkim zdrowiem. Właśnie tajemnicza siła orgonu, zdrowotna siła.
[37:19] - Czyli Tomek, jak tą tajemniczą siłę orgonu przerzucasz na siebie?
[37:28] - Ona sama przełazi automatycznie na żywy organizm. To jest trochę jak z prądem. Bardzo podobna sprawa. Iskierka skacze na ciebie.
[37:36] - Tomku, ja rozumiem. Chodzi mi o bardziej prozaiczną rzecz. Odkręcasz tą końcówkę orgonową, tak?
[37:46] - Tak.
[37:47] - Ładujesz ją do ziemi na jakiś czas. Ona się ładuje tą energią pozytywną i sobie później bierzesz to i wkładasz pod pachę? Czy jak to?
[38:03] - Biorę sobie na przykład w rękę, a z reguły ładuję tak, że później sobie skręcam z całą resztą i włączam zapera razem i naładowanego orgonem i prądem naraz.
[38:15] - Nie, bo pan Taratajcio demonstrował użycie tej końcówki w ten sposób, że ona była odkręcona od tej drugiej części z zasilaniem i sobie ją tam włożył.
[38:37] - Słuchaj, można ją samą śmiało używać. Ja używam i samą i razem w obydwie strony, także nie widzę tutaj żadnych przeciwwskazań. Jeszcze żyję, jestem cały i zdrowy, nic mnie jeszcze nie pokręciło.
[38:50] - Podobno tego nie można przedawkować.
[38:53] - Orgonu chyba nie za bardzo można przedawkować, przynajmniej takiej wersji orgonu. Tak mówił Wilhelm Reich. Jeżeli się normalnie zdrowo odżywiamy, wszystko jest okej, nasze funkcje życiowe są normalne, to nie powinniśmy się tego obawiać. To jest właściwie ta siła, która nas stwarza.
[39:08] - A ta trzecia funkcja jest związana z promieniowaniem kształtu.
[39:15] - Dokładnie.
[39:17] - I o co chodzi? To musi być włączone zasilanie? Czy jak mam sobie w łapkach to
[39:23] - Chodzi o kształty tych urządzeń i o to, jak są skalibrowane, że elektronika współpracuje na pewnych rezonansach i te rezonanse są tożsame z pewną, można powiedzieć, ja lubię używać alchemicznego słowa, mechaniką świata. Tego, jak wszystko jest skonstruowane. Na przykład kwestia, którą właściwie odtworzył Fibonacci w swoich liczbach zapisał takie spostrzeżenie z tego, jak rosną wszystkie rośliny. To jest taki naturalny spin energii na świecie. I to jest taki spin, który nas tworzy. Długo można by o tym mówić, bo to są wszystko sprawy związane z geometrią. Tutaj musiałbym się rozłożyć na złoty podział, wszystkie sprawy z tym związane. I te końcówki są tak zaprojektowane, że wykorzystują te proporcje i wszystkie siły, które są zainstalowane w tym urządzeniu, czyli począwszy od rezonansu elektrycznego, rezonansu orgonu oraz rezonansu, można powiedzieć, takiego semiakustycznego poniekąd, bo ten kształt wzbudza jakiś inny rezonans. Nie wiem, czy on jest słyszalny normalnie dla jakiejkolwiek maszyny, ale jest to w jakiś sposób przetłumaczalne na fale, które się rozchodzą w powietrzu przez nas i to jest taki trzy w jednym.
[40:39] - Tomek, znów takie praktyczne pytanie: czy jeśli chcę poczuć to promieniowanie kształtu i jego dobroczynne oddziaływanie, to ja mam włączyć ten zaper? Bo ja zrozumiałem z tego, co pan Taratajcio wyjaśniał, że wystarczy to sobie na przykład w rękach trzymać. Nie musi być to włączone.
[41:11] - Możesz sobie trzymać w ręku, kiedy nie korzystasz z zapera, bo zaper jeden, ten elektryczny, a ta końcówka oprócz tego, że pracuje razem z zaperem, pracuje też osobno. Możesz sobie osobno co jakiś czas doładowywać i sobie potrzymać trochę w ręku, niezależnie od zapera. Tak jak mówiłem, w obydwie strony. Nie ma tu żadnych przeciwwskazań. Ja to robię dokładnie w ten sposób, że raz trzymam w ręku bez całej reszty, a raz przykręcam i z całą resztą. Różnie. Nie ma na to żadnej zasady. Po prostu tak, jak czuję.
[41:45] - Słuchaj, pytam o takie rzeczy, bo nie za bardzo jestem w temacie promieniowania kształtu, orgonu, tego typu rzeczy. Dlatego pytam o takie rzeczy, bo nie wiem.
[42:11] - Zapraszam, żebyś wrócił sobie jeszcze raz na przykład do „Syntezy”, do podcastu, który robię troszkę na inny temat. Nie wiem, czy słuchałeś. Wszystko dzieje się w czwartek. Generalnie jest na stronie Radia Nafali. Tam jest kilka odcinków. Są właściwie dwa odcinki poświęcone biorezonansowi. Jeden odcinek to jest długa rozmowa z Jankiem Taratajcio. Ona jest o troszkę większej ilości tematów niż tylko biorezonansie. Tam też o tym wspominamy i oprócz tego jest wideo, gdzie Jan tłumaczy, na jakiej zasadzie to wszystko działa. Ja bardzo serdecznie odsyłam do tego wideo.
I jest rysowane na tablicy, i jest liczone i pokazywane od początku do końca, także łatwo zrozumieć, gdzie leży siła tego urządzenia i na czym polega ten fenomen, że to są trzy moce, które są zaprzęgnięte do tego, żeby leczyć nasze zdrowie, wracać nas do właściwego pionu. Także ja tutaj troszkę oszczędzę tych wszystkich detali, bo są na wideo, także śmiało zapraszam, jak znajdziesz chwilę, żebyś tam wpadł do „Syntezy”. Nazywa się to „Biorezonans”. Jest to materiał wideo. Trwa chyba jakąś godzinkę i są wyjaśnione wszelkie sprawy związane z korzystaniem z Zappera, z tego, jak to działa, czym jest jedna końcówka, czym jest druga końcówka. Kilka detali na temat korzystania z urządzenia. Może nie tyle detali, ile takich bardzo praktycznych rad, bym powiedział. Jest też o suplementach i sprawach związanych z tym, gdzie, co i jak wszystko zorganizować, żeby na przykład ta energia dotarła do jakichś miejsc, gdzie normalnie bardzo ciężko ją dostarczyć, jakie suplementy w tym pomagają. I wszystkie tego typu historie. Także zapraszam do archiwum „Syntezy”, proszę pana, bardzo serdecznie.
[43:58] - Luks. Ja sobie tam zajrzę w archiwum „Syntezy” i sobie posłucham. Dobra, to dzięki. Na razie. Cześć.
[44:09] - Na razie. Dzięki wielkie za telefon. Miałem się zapytać jeszcze, jaki sposób na relaks. Wygląda na to, że sposobem na relaks jest posiedzenie sobie z Zapperem Janka. To też jest dobry sposób na relaks. Ja sobie lubię usiąść z tym Zapperem i spędzić ten czas przy okazji medytując tak zwyczajnie. Tak już mam. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Ja mam na imię Tomek, a dzisiaj bardzo relaksacyjna „Hiperprzestrzeń”. Odpoczywam, zbieram wątki, chilloutuję się.
Zwał, jak zwał. Po prostu relaksuję się i odpowiadam na kilka pytań, które się pojawiają. Było trochę o korespondencji, było zapowiedzi tego, co się pojawi w „Hiperprzestrzeni”. Czyli najwyższy czas, żebym już zmierzył się z tym relaksem w ten sobotni wieczór. A wy śmiało możecie dzwonić, jakkolwiek macie pytanie. Dzisiaj właśnie taka relaksacyjna audycja. Jeżeli macie jakąś definicję relaksu, definicję chilloutu. Jak było wspomniane przed chwilą przez słuchacza i przeze mnie o urządzeniach biorezonansu, do biorezonansu urządzeniach Janka Taratajcio. Myślę, że też fajny pomysł na relaks. Taki dobry pomysł, jak połączyć to z jakimś wychillowaniem, odpuszczeniem, złapaniem oddechu, dystansu.
Ja to sobie lubię usiąść z tym urządzeniem zwyczajnie i sobie, jak to mówią w cudzysłowie, pomedytować, posiedzieć, porelaksować się. Niech to będzie przyjemne. Albo tak zwyczajnie nie myśleć sobie o zbyt wielu rzeczach. Wypuścić z głowy trochę tej pary, stanąć z boku trochę tych wszystkich rzeczy, przyjrzeć się im na nowo, tudzież z zupełnie innej strony. Taki miły sposób na relaks. Także pytanie do was: co wy robicie, żeby się zrelaksować? Bo ja to się wyciszam zdecydowanie. Wyłączam wszelkie możliwe dźwięki, wyłączam wszelkie możliwe urządzenia, jeżeli tylko się da. I w tym momencie, kiedy się relaksuję, z definicji wyłączam głowę od wszystkich bieżących rzeczy. W ogóle mam kilka swoich takich drobnych pomysłów, które realizuję na co dzień, żeby mieć w ogóle taką możliwość w głowie, żeby zbyt dużo elementów nie wyłączać, żeby nie spędzać zbyt wiele czasu na przestawianiu swojej własnej głowy z jakiegoś szalonego świata na mniej szalony świat.
Staram się troszkę to ograniczać. Jedną z takich rzeczy, które nałogowo robię, to jest brak brania udziału w kulturze masowej. Bardzo sobie to cenię. Owszem, zdarzy mi się czasami wejść na jakiś serwis internetowy, spróbować coś przeczytać. Ostatnio nawet miałem taki tydzień, że zdarzyło mi się nawet parę razy wejść, próbować coś przeczytać chyba z pięć, sześć razy. Może nawet tyle aż nie, ale trzy razy na pewno na jakąś „Gazetę Wyborczą”, jakieś Onet i tak dalej. Zobaczyć, co słychać w kraju przodków, o czym tam się pisuje. I tak wiadomo, że to wszystko jest taka ustawka troszeczkę, ale postanowiłem złapać Zeitgeista, ducha czasu z Polski. Przeleciałem oczywiście wzrokiem po tych wszystkich nagłówkach. Stwierdziłem: „Nie, znowu nic nie mam do czytania.
Ani jeden intrygujący tytuł”. A jeszcze na końcu opowieści o jakichś, jak zwykle, lokalnych gwiazdach. W każdym kraju są lokalne gwiazdy. Tu w Anglii też są lokalne gwiazdy. Nie miałem siły czytać o tym, która sukienka i który dekolt wygląda najlepiej. Jakoś tak przerosło mnie to wszystko i po paru sekundach wyłączyłem, po czym udałem się na kolejną stronę, skierowany jakąś taką żądzą sprawdzenia, co słychać we wszechświecie. I znowu podobna historia. Przejrzałem te tytuły, stwierdziłem, że chyba nic, co dotyczy mojego życia. I tak przejrzałem kilka tych tytułów. Przeleciałem z góry na dół i właściwie skończyło się na tym, że niczego nie przeczytałem.
I to jest właściwie taka moja opcja na relaks. Może nie tak wyjątkowo. Po raz kolejny potwierdziła się teza, że nie mogę tam za bardzo znaleźć niczego dla siebie. Także jestem zwolniony troszkę z tego obowiązku szukania czegokolwiek w kulturze masowej, bo i tak gdziekolwiek bym się tam nie przeszedł, to nie znajduję zupełnie czegoś, co rezonuje ze mną. Ostatnio wróciłem troszkę jak zwykle do książek, kiedy mam trochę wolnego czasu, żeby sobie przejrzeć kilka materiałów, żeby sobie porobić troszeczkę notatek, żeby się zastanowić nad tymi różnymi koncepcjami, które się po drodze przypałętały do głowy. Bo zaleta w ogóle prowadzenia takiej audycji jak „Hiperprzestrzeń” polega na tym, że czy chcę, czy nie, zderzam się z różnymi szalonymi mniej lub bardziej koncepcjami. Z niektórymi się zgadzam i niektóre, jak to się mówi, rezonują ze mną. Po prostu widzę w nich sens, logikę, odzwierciedlenie sił natury, które się manifestują przed moimi oczami. I generalnie wydaje mi się, że te pomysły są naprawdę okej. Ale też pojawiają się różne inne poboczne pomysły, różne konsekwencje tych pomysłów i czasami brakuje mi wręcz czasu, żeby sobie usiąść i spokojnie się zastanowić.
Ostatnio taką rzeczą, nad którą bardzo dużo czasu spędzam i się zastanawiam, i sobie poszukuję stare dokumenta, stare rysunki, jakieś informacje, jakieś tłumaczenia, może kawałki starych ksiąg gdzieś na internecie albo tłumaczenia z tych starych ksiąg, albo w ogóle w bibliotece szukanie tych książek gdzieś fizycznie w papierowej postaci, bo kilka książek na świecie ciekawych wydano w ciągu ostatnich 200 lat. Wiele z tych książek mówi o sprawach, które moim zdaniem się nie zdezaktualizowały. Także lubię sobie zaglądać do takich produkcji jabłek, które dawno już przejrzały i straciły swoją pierwotną czerwień. Chociaż jak na ironię te książki wyciągane w dzisiejszych czasach tkną bardzo świeżymi ideami. Ostatnio właśnie Goethe jakoś tak mnie pobudził i te kwestie związane z kolorami, o których wam mówię w syntezie. Sorry, że tak dzisiaj nawiązuję do syntezy, ale to jest właśnie taki mój dzisiejszy relaks po zagadnieniach związanych z takimi filozofotechnicznymi sprawami, których właściwie odpowiedniki w takiej sferze psychologicznej, tak mi się wydaje, pojawiają się właściwie w hiperprzestrzeni. To są te wszystkie tematy, o których tutaj z reguły mówię. To jest takie uzupełnienie z drugiej strony albo w drugą stronę. Synteza jest uzupełnieniem technicznym tego, o czym mówię czasami w hiperprzestrzeni, o tych różnych dziwnych koncepcjach z pozoru dziwnych. I właśnie relaks, przynajmniej w moim wykonaniu, polega na tym, że biorę sobie jakąś taką ideę, która się za mną krząta od jakiegoś czasu, a tych idei jak zwykle za mną się trochę wlecze różnych, dlatego sobie robię różne notatki, zapisuję te idee, dodaję sobie czasami do ulubionych, do zakładek gdzieś tam w przeglądarce.
I to jest taka moja prywatna rozrywka, że sobie włączam coś takiego, załączam, czytam, robię czasami notatki. Miło jest znaleźć jakiś fajny wykład, na przykład w internecie. To jest rewelacyjna opcja, bo to jest taka leniwa opcja, a i ona jest bardziej do leniwych ludzi niż do jakichś strasznie pracowitych. Jak każdy obywatel tej planety potrafię być pracoholikiem, ale czasami się zastanawiam, czy jest sens. Jeżeli nie muszę akurat być pracoholikiem, to wolę oddać się lenistwu. I wtedy takie wykłady, które pozwalają człowiekowi się rozwalić na krzesełku, założyć nogę na nogę, zrobić sobie przysłowiową kawkę, wziąć sobie coś do pisania do ręki, jakiś kawałek kartki, jeżeli jest to jeszcze jakiś intrygujący temat i sobie spokojnie posłuchać, o czym ten człowiek mówi. Sobie zrobić notatki i zastanowić się, czy to ma jakikolwiek związek z moim własnym życiem. A jeżeli ma, to od której strony. Bardzo taka dla mnie inspirująca rzecz i myślę relaksacyjna. Jest to typ relaksu, który ja wybieram, taki może troszeczkę zbliżony do takiego akademickiego podejścia, żeby posłuchać, co mówi ktoś inny na ten temat.
A druga część mojego relaksu, takiego jak naprawdę mam już trochę więcej czasu i mogę zaszyć się w czymś, to oprócz robienia swoich własnych projektów, których mam w życiu parę, które też spędzają mi sen z powiek poza pracą zawodową, lubię sobie porobić różne dziwne eksperymenty, o których właśnie mówię czasami w syntezie i sobie posprawdzać różne ciekawe koncepcje. Jest to taki chyba konik eksperymentalny związany chyba z całym moim życiem. Nie wiem, o co chodzi. Chłopaki bardzo często tak mają. Ja to chyba od dziecka, tak jak większość chłopaków, że lubię coś tam rozkręcić, skręcić. Klasyczny przypadek z rozkręcaniem zegarka i skręceniem go tak, że połowa części została na zewnątrz, a zegarek nie chce działać. To myślę, każdy chłopak przerabiał w swoim życiu kilka razy. Myślę, że niektóre dziewczyny też przerabiały taki element rzeczywistości. I to są takie miłe, relaksacyjne zajęcia, żeby się oddać jakiejś takiej niekontrolowanej przygodzie z odkrywaniem czegoś, bo nigdy nie wiadomo, co z tego wszystkiego wyjdzie. Jest to bardzo mocno intuicyjne, tym bardziej przy moim doświadczeniu, przy mojej wiedzy, która naprawdę jest nikła i uważam, że praktycznie jest taka zerowa.
Ogarniam pewne koncepcje, ale jeżeli chodzi o techniczne, mechaniczne aspekty tego wszystkiego, to jestem centralnie noga w tych sprawach i to mi bardzo pomaga właśnie w relaksacji, jak się okazuje, bo wtedy nie mam tego bagażu tysiąca wzorów w głowie i zastanawiania się, czy to wyjdzie, czy to nie wyjdzie. Po prostu mogę sobie intuicyjnie oddać jakiemuś szaleństwu, siedzieć, bawić się drutami, bateriami, miernikami, kulą z plazmą się bawić, kryształami się pobawić troszeczkę. I to jest jedna część mojego relaksu, taka bardzo aktywna, taka, żeby się właśnie wrzucić w jakiś wir czegoś i po prostu zająć się niczym szalony naukowiec z filmu o Frankensteinie odkrywaniem nowej formy życia, kamienia filozoficznego, wszystkich tych szalonych rzeczy, aby na końcu krzyknąć: „It's alive! It's alive!” albo powiedzieć, że sied nie działa. Kolejny stracony eksperyment. Jest to bardzo sympatyczna rzecz i to jest jedna forma właśnie owego relaksu. A druga forma relaksu to jest, moi drodzy, po prostu usiąść sobie w ciszy, chociażby skosić trawnik przede mną, ścinanie drzew w ogrodzie, przycinanie ich, bo się trochę rozrosły. Jak zwykle tu w Anglii jest taka obsesyjna tradycja związana z tym freak control, control freak, skontrolowaną psychozą maniakalną, żeby kontrolować mamę naturę, żeby nie rozrastała się za dużo, żeby sąsiedzi nie krzyczeli, że nasze drzewo włazi na ich posesję. Także przede mną przycinanie ogródka. Ostatnio szczęśliwie podążam za swoim nieustannym eksperymentem, który robię latem od już paru lat, że jak tylko robi się ciepło w Anglii, na tyle ciepło, że mogę zdjąć buty z nogi, że mogę zdjąć skarpetki z lewej i z prawej stopy i chodzić po prostu na bosaka.
Dom mam drewniany, także większość podłóg jest praktycznie drewniana. Wszystkie są drewniane. Także sobie biegam na bosaka po domu. Nic tam nie kląska o beton, kląskam tylko o drewniane podłogi i bardzo mi to odpowiada. Jeżeli jest lato, to oczywiście do ogrodu na bosaka, na trawę. Nie mamy wielkiego, imponującego trawnika, także nie da się po nim biec w nieskończoność, podskakując z kwiatem w dłoni. Nie, przesadziłem chyba. Ale generalnie da się pochodzić po nim na bosaka zupełnie bez problemów i przez całe lato staram się zawsze praktykować tą tradycję. Kiedy tylko można, chodzę sobie na bosaka, niczym najbardziej popularny Wojtek w Polsce, bo on też zdaje się tylko na bosaka, do studia telewizyjnego chyba tylko na bosaka chodzi. Ja natomiast zawsze po domu.
Zawsze jest dramat, żeby wyjść do sklepu, trzeba założyć buty i to jest takie: już nie ma tego kontaktu z ziemią. Teraz wykorzystuję ostatnie te momenty, póki jeszcze jest ciepło, żeby pochodzić po trawniku na bosaka, jeszcze w ramach tych robót ogrodniczych, ogrodowych poeksperymentować sobie. Pichont robi taki eksperyment z chodzeniem na bosaka, bo gdzieś przeczytał bardzo fajną rzecz, odsyłam do Pichontarium, że stawia to troszkę na nogi. Generalnie pomaga człowiekowi się zbalansować, nabrać dystansu do rzeczywistości, wymienić się swoją własną energią z mamą naturą, rozmasować wszystkie dziwne miejsca w stopie, które odpowiadają też za nasze połączenia neuronowe z całą resztą organizmu i trzymają nas w dobrej kondycji. Wszystkie te zdrowotne historie. Jest to naprawdę szalenie miłe i powiem wam szczerze, że wydaje mi się po tych dwóch latach, że to jest cudowna rzecz. Ciężko się obyć bez tego chodzenia na bosaka. Już teraz troszkę wrosło mi to w krew, żeby sobie ściągnąć buty i sobie pohasać, i pozbierać różne wnioski w głowie. To jest taki mój relaks, żeby sobie stanąć w ogrodzie na bosaka, jak jest ładna pogoda. Szczęśliwie w tym roku lato jest piękne i wieczory są naprawdę rewelacyjne.
Może nie wszystkie, czasami pada, ale generalnie jest naprawdę miło stanąć bez tych cholernych gazet, bez telewizora, którego nie posiadam, bez sprawdzania newsów, bez sprawdzania, kto rządzi światem i kto komu wypowiedział nową wojnę. Postać sobie w ogrodzie, pogapić się w chmury. Tak, bardzo relaksująco. Oczywiście cały czas uprawiam tą dzidzieńcą zabawę, gapiąc się na chmury z cyklu: co ta chmura przedstawia. Teraz wygląda jak pies, teraz wygląda jak lew, a ta wygląda jak wiadro z rączką. Nie, to dzbanek na herbatę. I wszystkie tego typu zabawy. Troszeczkę wróciłem miło, wolnie do bardzo prostych rozrywek. Powiem wam szczerze, jest to bardzo relaksujące i to jest kolejny, drugi etap mojego relaksu, związany z mamą naturą. Ostatnio tak zarobiony byłem, że nie miałem czasu, żeby pójść spokojnie do parku i pochodzić po tych parkach godzinami, bo ciągle jak jest ładna pogoda, to siedzę przy tej maszynie i ciągle coś tam klepię.
Obowiązki zawodowe i nie tylko. Ale wyjście do ogrodu na bosaka to jest taki rodzaj rekompensaty tego, że nie za bardzo ostatnio wyskakuję gdzieś w jakieś plenery, tylko mogę sobie na szczęście odbić troszeczkę własnymi bosymi stopami na trawie i poczuć się całkiem rześko, całkiem miło i na przykład porozważać sobie różne szalone koncepcje, mniej lub bardziej intrygujące koncepcje. Nowe, świeże, nowatorskie, zabytkowe. Wszystkie te pomysły, o których tutaj często w hiperprzestrzeni mówię. To jest takie fajne miejsce, taka fajna przestrzeń ogrodowa, zielona, gdzie to wszystko się syntetyzuje w głowie, łączy i robi się naprawdę szalenie miło. To jest taka forma relaksu. Trzecia forma relaksu to już jest siedzenie w ciszy, bez jakiejś specjalnej aktywności. Po prostu usiąść sobie i pomyśleć, wyłączywszy wszystkie możliwe urządzenia: muzykę, komputer. Po prostu sobie usiąść, posiedzieć, coś ugotować. Chociaż gotowanie to jest jak chodzenie po ogrodzie.
Często te dwie rzeczy się łączą ze sobą. Człowiek wskakuje do kuchni, przynajmniej w moim przypadku, wskakuje do kuchni i wymyślam sobie coś do zrobienia. Po drodze się bujam jeszcze do ogrodu, bo wiadomo, że chwilę musi coś tam w garnku poleżeć, zanim to wyciągnę. I wszystkie takie rozrywki, takie bardzo proste rzeczy. Pomiędzy tym wszystkim śmigają zawsze w głowie różne dziwne tematy. To jest taka moja rozrywka, żeby sobie zamiast newsów z gazety serwować swoje własne newsy i swoje własne rozważania. Jest to o tyle wygodne, że przynajmniej te rozważania jestem w stanie wtedy, kiedy już naprawdę mam dosyć tego zastanawiania się nad tym wszystkim, tego procesowania w głowie tych wszystkich informacji, mogę się spokojnie z tego wszystkiego wyłączyć, bo nie jest to związane ze spokojem na świecie. Chociaż cholera wie, może jest to bardziej związane ze spokojem na świecie, niż mi się wydaje. Na razie odpowiedzi na to nie mamy. Ale to są takie moje metody na relaks.
Słuchajcie, spotkania z ludźmi przede wszystkim. Spotkania z ludźmi to jest fenomen. To jest taki czwarty element jak cztery żywioły mamy natury, prawie że jak cztery kierunki świata. Dokładnie jest z moimi tendencjami do relaksu. Spotkać się z drugim człowiekiem i spędzić razem czas tak twarz w twarz, oko w oko, porozmawiać o tym, co w ogóle w nas siedzi, wszystkich takich historiach. Jak chcecie zadzwonić: radioanafali.com. Nie namawiam oczywiście, ale możecie śmiało dzwonić i powiedzieć, jak wy widzicie relaks. Ja jeszcze z relaksem mam taką historię związaną z tymi substancjami psychoaktywnymi, bo niektórzy czasami podchodzą do tego tak bardzo relaksacyjnie. W sumie jest to niby relaks, ale to jest relaks dopiero po. W moim przypadku nie traktuję tego jako relaks, traktuję to jako wyprawę.
Relaks to już jest sytuacja, kiedy już jestem albo po, albo przed. I ogarniam wnioski albo przed jakoś się przygotowuję. Może nie tyle przygotowuję w głowie, ile następuje jakiś taki proces, który mnie pcha ku temu wszystkiemu, że tam się wszystko poukłada tak jak trzeba. I ten moment, kiedy jest już po zjawisku, ja sobie odpoczywam w ciszy, spokoju. Czasami właśnie wychodząc do ogrodu albo robiąc jakiś dłuższy spacer, żeby te wszystkie rzeczy w głowie się poukładały, żeby ich nie cisnąć. Bo mam taką swoją hipotezę w ogóle na temat właśnie relaksacji i odprężania się. Szczególnie jeżeli nie korzystam z jakichkolwiek rozrywek, które dostarczają mi media masowego rażenia. Bo ja akurat muszę sobie po prostu wszystko sam wybrać i na tym polega cała ta zabawa. Idąc na jakiś portal, idąc w jakiekolwiek miejsca, które są już projektowane przez kogoś, często mamy do czynienia z tym, że ta treść jest już ocenzurowana w jakiś tam sposób, że ktoś ma jakiś profil i ta informacja jest podawana tak sprofilowana najzwyczajniej mówiąc. A ja tak nie lubię za bardzo tego profilowania i chyba ten mój relaks jest na tyle szczęśliwy, że pilnuje mnie od takiego nałogu sięgania po sprofilowane informacje po to, żeby się dowiedzieć czegoś z konkretnego klucza, bym powiedział, z konkretną misją, z konkretną agendą, z konkretnym pomysłem.
Nie, to lubię sobie tak, że tak powiem, podryfować. Trochę tak, jak dryfuję sobie po ogrodzie, tak lubię sobie podryfować myślą. Tym bardziej że wiele spraw, o których mówię w radiu, które później czasami zajmują mi głowę, że tam się zastanawiam albo przed, albo po. Różnie to wygląda. Nie mają nic wspólnego z tym, o czym mówią tak zwane mainstreamowe media. Jest to taki właśnie fajny klimat, bo jest to informacja wybrana przeze mnie, a nie informacja wybrana przez kogoś. Jeżeli jest zbyt długo w głowie, to bardzo łatwo mi się z niej, że tak powiem, wykaraskać, bo jest to kwestia chyba bardziej decyzji. Nie pozwalam sobie chyba za bardzo wejść na głowę tym mainstreamowym mediom, co jest dosyć zabawne, bo w sumie mieszkam w mieście, które jest taką stolicą tych mainstreamowych mediów. Jak się okazuje, najciemniej jest pod latarnią. Także można i jest to rodzaj mojego relaksu.
I to się świetnie schodzi, konsoliduje, świetnie pasuje z tymi pozostałymi formami, bo kiedy chcę sobie zająć czymś głowę, bo szukam jakiejś ciekawej rozrywki dla samego siebie. Chyba normalny każdy z nas lubi czasami zostać zabawiony przez sytuacje życiowe, poczuć się w pozycji widza i konsumenta jakiejś ciekawej treści. To szczęśliwie mam tych treści do konsumowania strasznie dużo w postaci właśnie tych wszystkich szalonych wykładów. Jest życie na co dzień do ogarnięcia, które jak się okazuje, jest naprawdę fantastyczne. Można sobie ugotować coś, można sobie coś zrobić, takie bardzo jakby ogarniające się dookoła samo siebie. Dziwnie zabrzmiało: ogarniające się dookoła samo siebie. Anyway, po prostu, że się ogarnia. Tyle chciałem powiedzieć. Mam bardzo duży taki, nie można powiedzieć związek. Ciężko to określić.
Po prostu w moim przypadku wszystko to się idealnie skleja ze sobą i bardzo mi się to podoba. I czasami jak widzę, że brakuje jakiejś formy relaksu, takiej na przykład nie wiem, brakuje mi czasu, żeby usiąść, coś przemyśleć, zbiera się za dużo rzeczy w głowie, to automatycznie włącza się jakaś taka czerwona lampka w głowie, która mówi: „Hej, człowieku, po prostu usiądź, pomyśl sobie nad tym albo wyłącz się z tego”. Jest to szalenie niemiłe. Myślę, że szczęśliwie właśnie bierze się stąd, że są to treści, które ja gdzieś tam sobie wybieram, a nie które ktoś wybiera mi. Także nie mam tego instynktu wytłumionego. Jak naturalnie uważam, że czegoś jest po prostu za dużo, to się wyłączam z tego. I tak też to robię. Także teraz, dzisiaj właśnie się wyłączam z tych wszystkich tematów relaksacyjnie. Odpływam gdzieś w siną dal. Wczoraj zająłem się koszeniem trawnika, także zrelaksowałem się kompletnie na bosaka.
Wykosiłem ten trawnik. Trzeba czasami w Anglii kosić trawniki. Ja to zostawił taki dziki, ale wiecie jak to jest z dziką naturą. Człowiek jeszcze nie dorósł do zaakceptowania natury w dzisiejszych czasach. Myślę, że już niedługo dojrzejemu do tej sytuacji, do tego momentu, że zostawimy drzewa rosnące samo pas. Będzie to ciekawy moment. Ja wtedy z radością przestanę ścinać trawniki. Zacznę się przyglądać temu, jak trawa rośnie, jak trawa szumi. Bardzo miły moment. Także jak na razie właśnie relaksacyjnie.
Ciekaw jestem. Chodzę na bosaka po ogrodzie, a ciekaw jestem refleksji Pichonta. Ciekaw jestem, czy on jeszcze załapie trochę tego sezonu łażenia na bosaka. Tam zobaczcie do Pichontarium jak chodzi na bosaka i wyciąga z tego różne wnioski. Ja tu szczęśliwie jeszcze ogarniam trochę tego wszystkiego i to jest jeden z moich typów na relaks i jeden z moich pomysłów na relaks. A wy jaki macie pomysł na relaks? Robicie jakiś relaks? Powiedzcie jaki macie relaks. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali i retransmitowanej w Radiu Paranormalium. A ja mam na imię Tomek, a dzisiaj wrzucam na sobotni luz po tych wszystkich tematach w „Hiperprzestrzeni”, które się ostatnio pojawiły.
Myślę, że jest tyle przemyśleń na temat tylu różnych spraw, że możemy sobie raz na jakiś czas zrobić taki relaks gdzieś w lesie, troszkę głośniej odkręcić ten las, żeby te ptaszki były troszeczkę głośniej i żeby to dniło i szumiało w naszych uszach i nas relaksowało. Mnie bardzo relaksuje. Planuję jakąś wyprawę właśnie, żeby się troszkę więcej zrelaksować na tle natury. Być może, wszystko na to wygląda, odwiedzę księcia Edwarda już niedługo. Może stamtąd się pojawi jakieś nagranie, a może nie. A może tak. Zobaczymy. Jest taki plan. Także ja już niedługo też zobaczę, przynajmniej przez parę chwil jakieś większe połacie zieleni niż urzędów w mojej okolicy w Londynie. Jest to coś, co mnie zdecydowanie relaksuje.
Słuchajcie, zdecydowanie myślę, że naprawdę nie jestem tu wyjątkiem, jeżeli chodzi o spędzanie czasu na łonie natury. Tak bardzo ortodoksyjnie bym nawet powiedział, bo jeżeli jest taka okazja i mogę to zrobić, to osobiście polecam i zalecam sobie zawsze tą samą kurację: wyprawę w góry, jakiś spacer po górach. Może nie jakiś taki ekstremalny, wyczynowy, żebym ryzykował życie, że zaraz mi urwie ramię, piorun we mnie walnie i za chwilę zjedzą mnie niedźwiedzie. Taki po prostu relaksacyjny. Tak zwyczajnie, żeby sobie połazić po górach, niekoniecznie ryzykując specjalnie życie, żeby po prostu się zmęczyć troszeczkę tym chodzeniem, powdychać tego świeżego powietrza, zobaczyć te wrzosowiska dookoła, wszystkie te historie. Bardzo relaksująca sprawa, bardzo taka odcinająca. Inna sprawa, że przy tych wszystkich koncepcjach, które tutaj wrzucam i tych wszystkich koncepcjach, które gdzieś tam mi parkują w głowie, mówiąc szczerze, okazuje się, że ten cały naturalizm, ta cała psychoza maniakalna związana z przytulaniem się do drzewa i prawie że żarciem trawy na leżąco, jest bardzo naturalna. Jakoś tak wszystko chodzi ze sobą w parze. Może nie żrę jeszcze trawy na leżąco i może to mi się raczej nigdy nie wydarzy. Jakoś tak nie czuję się ani owcą, ani krową, ani koniem.
Szczęśliwie dla siebie i chyba współczesnej psychologii, dlatego nie muszę szukać żadnego terapeuty. Przynajmniej jak na razie mam taką nadzieję. Wypoczynek relaksacyjny, jakby twarzą w drugą stronę, nie w kierunku trawy, tylko kładę się raczej w drugą stronę, w kierunku słonka. Jest to bardzo miłe odkrywanie samego siebie na łonie natury. Myślę, że jest taki fajny w ogóle filtr, bo natura ma to do siebie — myślę, że nie jestem tu oryginalny — że jako weryfikuje przynajmniej moje problemy i weryfikuje to, co naprawdę jest istotne, to co nie jest istotne, bo to, co człowiek zabiera ze sobą w góry, chodzi mu po głowie, jeżeli nie jest aż tak bardzo ważne i nie jest aż tak znaczące dla naszej egzystencji, bardzo szybko wylatuje z głowy i widać, jak ta myśl gdzieś zostaje w dolinach, a tam, gdzie idziemy, jest już zupełnie inna myśl, zupełnie inny koncept. Sam jestem ciekawy, jakie koncepty się teraz pojawią, bo dawno nie byłem na takim większym wypasie i większym relaksie. Właściwie chyba bardziej wypasie bym powiedział, jak owce, które wychodzą na łąkę. Chyba trochę tak. Także sam jestem ciekawy, jakie refleksje się przypamiętają tym razem. To zawsze jest fascynujące, co zostanie, a co zostanie przerzucone.
Właściwie nawet nie tyle fascynujące, ile jest to taka nieustanna przygoda zwana życiem. Nawet ciężko się nad tym zastanawiać. To się po prostu czuje nieustannie, dzień po dniu. Także miło jest, przynajmniej dla mnie, w ramach właśnie tego relaksu po prostu wyłączać się z tych wszystkich refleksji i tak oddawać się jakiemuś intuicyjnemu przeżywaniu przyrody chociażby. Akurat w moim przypadku nie tylko przyrody, bo też miło się spędza czas, po prostu włócząc się po centrum miasta Londyn. To też jest miłe i relaksujące, aczkolwiek zupełnie inna atmosfera, bo jest hałas, tłok, jest generalnie potężne nasycenie, ale nie wiem, o co chodzi, ale jest fajnie. Niektórzy mówią, że pod latarnią najciemniej. Ja uważam, że coś w tym jest i że jeżeli chce mi się zchilloutować, to każde miejsce jest fajne. Inna sprawa, że chyba chodzi też o takie ogólne podejście, żeby sobie po prostu dawać taki margines na chillout, przynajmniej przez te parę chwil, które mam na chillout. To jest taka moja recepta na tą sytuację, bo ciężko mi aktualnie znaleźć na przykład taki moment, że znikam na dwa, trzy tygodnie i w ogóle nie zajmuję się żadnymi sprawami albo coś w tym stylu.
Wszystko się toczy beze mnie. Raczej ciężko aktualnie o taki moment i w tej sytuacji świetnie się sprawdzają takie właśnie drobne chwile, medytacyjne chwile. Znajomy opowiadał mi ciekawą rzecz o Japonii, którą tam zauważył, która mu się bardzo spodobała i ponoć nie tylko w Japonii, tylko jeszcze też w Malezji i w kilku innych miejscach na Dalekim Wschodzie, w których nigdy w życiu nie byłem i nigdy tego na własne oczy nie widziałem, ale przywiózł mi troszkę zdjęć. Zresztą nie on jeden, bo kilku ludzi mi o tym mówiło. Jest taka zabawna tradycja, że w każdym, nawet najbardziej zurbanizowanym, potężnym mieście, takim chociażby jak Tokio, co chwilę jest takie miejsce, może trzy na trzy metry, gdzieś jakiś taki zaułek pomiędzy dwoma domami, ale elegancko ułożona trawka, pozaokrąglane, jakaś taka mikro ławeczka, jakiś kawałek może takiej malutkiej fontanny albo jakiegoś strumyka, czegoś, co imituje strumyk, jakaś figurka Buddy albo i nie. To zamiast kiosku na rogu albo pubu na rogu ma takie coś, że można sobie usiąść w względnej ciszy, o ile cicho jest dookoła tej całej okolicy. Ale generalnie możesz sobie tam usiąść i popatrzeć sobie w ten strumyk wody, popatrzeć sobie w tą zieleń, popatrzeć sobie w piasek. Taki troszkę mini ogród zen dla tych wszystkich goniących do Wschodu z tych dużych, zurbanizowanych, potężnych aglomeracji, w których się robi bajki, mangi, w których się robi wszystkie te dziwne historie, o których nam w Europie się opowiada jako coś po prostu nie z tej ziemi. Tam są te właśnie miejsca do medytacji. I to jest chyba taka jedna z moich inspiracji, żeby właśnie się nauczyć trochę takiego wyłączania, przynajmniej na 15 minut.
Jedną z takich, właściwie nie z takich, tylko taką techniką, którą bardzo lubię stosować, najzwyczajniej mówiąc, jest medytacja. Raz na jakiś czas właśnie sobie usiąść. Staram się na tyle, na ile mogę robić to regularnie, żeby sobie usiąść i się po prostu wychillować, pomedytować sobie przynajmniej przez 15 minut dziennie. Na początku było ciężko, bo człowiek nie był przyzwyczajony i było ciężko w ogóle usiąść i tak posiedzieć przez chociażby 10 minut. Chociaż akurat niespecjalnie miałem z tym problem, ale to już inna sprawa. Ale ponoć niektórzy mają z tym problem. I teraz tak się to przeciągnęło. Czasami, jeżeli mam trochę więcej czasu, to wolę sobie usiąść i posiedzieć, pomedytować. Właściwie w dzisiejszych czasach taka tendencja do medytacji zastąpiła tendencję do przeglądania czasami prasy na internecie. O ile jeszcze jakiś czas temu miałem taki odruch rano, że lubiłem sobie wstać, ciągnąć kawkę i sobie zrobić taką prasówkę, to teraz jakoś tak niespecjalnie, ale to też chyba, myślę, fazami jest, bo to takie ogólne zainteresowanie światem.
Gdzieś tam widzę po sobie, po obserwacjach swoich znajomych, którzy też mi opowiadają, jak oni to widzą, to czasami jest tak, że nas wycina z tego całego świata i musimy sobie przemyśleć kilka spraw w głowie, różnych koncepcji, różnych tych dziwnych pomysłów, tych książek, tych opowieści, tych teorii, całej tej gamy, w ogóle spektrum doświadczania informacji dookoła nas. Się wyciąć po prostu i wychillować. Zostawić te wszystkie newsy, zostawić nagłówki, zostawić nowości i tak sobie posiedzieć w tych wszystkich starociach, które już tam w głowie, żeby się poukładały. Po to, żeby po jakimś czasie powolutku z powrotem wrócić do cywilizacji, z powrotem sprawdzić, co się dzieje. Zrobić taki check up, sprawdzić, czy wszystko stoi na właściwym miejscu. Z reguły najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że ilekroć wracam do tego cywilizowanego, szalonego świata newsów, nagłówków gazet, opowieści tego, co słychać tu, co słychać tam, jak to jedni wpływają na drugich, jak wygląda polityka, gdzie zaczęła się nowa wojna. Właściwie w istocie świata niewiele się zmienia. Jeżeli chodzi o moje życie, relacje tego wszystkiego nawzajem. Dalej ta sama historia, dalej ta sama opowieść. I szczęśliwie dla mnie pojawia się jakiś taki dystans, bo za każdym razem jest jakaś wojna, za każdym razem są jakieś szalone rzeczy i za każdym razem jest masa też pięknych rzeczy, ciekawych rzeczy, które się wydarzają.
I fajnie jest pomimo wszystko, czy to się dzieje, czy się nie dzieje, być ze sobą tak zwyczajnie. To jest chyba taki największy relaks dla mnie. Nie wiem, czy ja tu przypadkiem nie leję jakiejś strasznej wody, takiej bardzo zrelaksowanej wody oczywiście o tym, żeby się wyciąć, zapomnieć o rzeczywistości. Ale jest z tym całym tematem jeszcze taka, że tak powiem, można powiedzieć alchemiczna historia związana. Takie prawo inercji, można też tak to nazwać. Prawo oddawania energii, prawo przyciągania i prawo odpychania tej energii. W ogóle ściągania czegoś na siebie. Bo ciągle po tych wszystkich swoich refleksjach dochodzę zawsze do wniosku, przynajmniej jak na razie, może pewnego dnia się to zmieni, że my nieustannie przyciągamy te wszystkie rzeczy, o których myślimy do siebie. I jest to jedna z takich głównych cech naszego charakteru, można powiedzieć, cech naszej myśli, tego, jak ona podróżuje w głowie, zaraz szybko przyciąga coś, co się dzieje w rzeczywistości. I fajnie jest właśnie się wyciszyć troszeczkę, bo wtedy, przynajmniej w moim przypadku, wydaje mi się, że jestem w stanie jakoś kontrolować te wszystkie historie, które przyciągają mi się do głowy samoczynnie.
I mówiąc szczerze, mam na to masę dowodów. Kiedy poszukuję jakichś informacji na jakiś temat, zdarza mi się szczęśliwie, w cudzysłowie, przez zupełny przypadek trafić akurat na to, czego szukam. I podejrzewam, że dzieje się to tylko i wyłącznie dlatego, że gdzieś tam ta koncentracja mimowolnie zostaje przy tych sprawach, które mnie interesują, że nie przerzucam tej energii na te wszystkie szalone newsy, którymi żyje cały świat. I też z drugiej strony mam takie zawsze mimowolne wrażenie, że ten cały szalony świat, który jest dookoła nas, te wszystkie gazety, te wszystkie newsy, całe te straszące nas potwornościami historie są napędzane właściwie nami. I ciężko mi się zawsze, że tak powiem, ocknąć z tego. Znaczy ocknąć jak ocknąć. Stwierdzić, że jest inaczej i że to jest jakaś dyskusyjna prawda. Wydaje mi się, że to jest taka elementarna prawda. To jest taki standard, który nas dotyczy w całości, że mamy jakiś swój potencjał energetyczny i czytając te newsy, czytając te gazety, oddajemy ten potencjał tym ludziom, którzy to piszą i wlewamy wszystko gdzieś do jakiegoś wiadra, które się nazywa strach, przerażenie, paranoja, szukanie nie wiadomo czego. Często o tym mówię w hiperprzestrzeni, że nie jest to chyba najlepsza opcja ani na jutro, ani na dzisiaj, ani dla nas, ani dla naszych przyjaciół.
Taka opcja pełna strachu, że będziemy ciągle dealowali ze strachem. Ja staram się to wyłączać, jak tylko mogę. Oczywiście nie jest tak, że człowiek w życiu nie ma ani jednego stracha. Zawsze jakieś tam są, tylko że w moim przypadku szczęśliwie gdzieś tam się udaje te strachy niwelować. Przynajmniej tak mi się wydaje. Do strachów, które są związane z jakimiś tam sprawami egzystencjalnymi, można powiedzieć. I to są jedyne jakieś tam historie, które można zaliczyć do jakichkolwiek takich, że tak powiem, że trzeba się spiąć, trzeba coś zrobić i tak dalej, i tak dalej. I to miło, że są to sprawy tylko i wyłącznie związane właśnie z egzystencją, z takim normalnym życiem. Natomiast nie biorę na siebie ciężaru zbawiania świata. Jest to bardzo miłe doświadczenie, bardzo miłe.
Wydaje mi się, że nikt z nas nie ma tyle szerokich pleców, żeby wziąć na siebie ciężar zbawiania całego świata, że może od razu wziąć taki standard, żeby się wyprostować i nie kłaść sobie żadnego ciężkiego kamienia na plecy, żeby nas nie przygniotło do ziemi, że wtedy troszkę łatwiej nawet złapać te pięć minut na to, żeby się zrelaksować. I takimi właśnie moimi, może trochę więcej niż pięcioma minutami jest owa medytacja, o której właśnie wam wspomniałem. To właśnie tak zupełnie poza nagłówkami gazet, poza historią świata, poza tą całą historią z newsów. Mam swoje własne newsy. To, co mi się tam w głowie klei podczas medytacji, albo jakaś pustka, która mi się tam pojawia, albo cokolwiek mi się tam pojawia. Polecam w ogóle to stosować. To jest w ogóle taka ciekawa historia. Gdzieś czytałem taką opowieść, że jakieś amerykańskie korporacje, nie pamiętam już które, miały problem z pracownikami, którzy zostawali w kompletnej fiksacji z jakichś tam powodów. Nie wiem, czy to był jakiś call center, nie pamiętam Historia zasłyszana jednym uchem, także wybaczcie mi brak jakichkolwiek detali na ten temat. Okazało się, że jeżeli pracownicy medytują zaraz po lunchu albo przed lunchem, spędzą 10, 15 minut, żeby sobie usiąść w cichym pokoju i sobie pomedytować.
Mieli instruktora, który miał im pomóc, jak to się w ogóle zorganizować, jak się za to zabrać, żeby im ułatwić tą całą sytuację. Okazało się, że pracownicy po medytowaniu zaczęli łapać troszkę lepszy balans psychiczny w głowie. Zaczęli się lepiej z tym wszystkim ogarniać i wszystkie sprawy z tym związane. Zaczęło to emanować na ich prywatne życie. Zaczęli przychodzić mniej zestresowani z pracy, jak później ich rodziny w formularzu, który miały wypełnić, żeby sprawdzić, jakie były efekty tej medytacji, podawały same pozytywne aspekty tego. Zdaje się o tym mówiłem, bo jest też hiperprzestrzeń poświęcona akcji medytacji, gdzie jest trochę więcej na ten temat. Nie jest oczywiście to to samo tak na 100% z substancjami psychoaktywnymi, ale myślę, że jeżeli ktoś używa substancji psychoaktywnych, to doskonale wie, o czym mówię, ponieważ tacy zaawansowani użytkownicy bardzo łączą stan medytacji z substancjami psychoaktywnymi, że jest to idealny moment na medytację, żeby się wyciszyć, wyłączyć, nabrać pełnego dystansu do samego siebie. Ja tu cały czas przypominam, że nie promuję. Są to nielegalne substancje i żebyście bardzo uważali, jeżeli złapie was z tymi substancjami jakikolwiek przedstawiciel psychopatycznego babilońskiego systemu zwanego prawem, czy to w mundurze, czy to bez munduru, to mogą być problemy za to, że chcecie zmienić swoją własną świadomość i system postrzegania świata oraz wasze relacje z tym światem. To się nie podoba w dzisiejszych czasach prawu.
Także proszę uważać na takie sytuacje i też nie namawiam, żebyście nie robili czegoś, czego nie chcecie robić. Po prostu nie róbcie, jeżeli nie chcecie robić. W moim przypadku to działa doskonale, szczególnie taka łączona opcja i to jest coś, co daje mi duży zapas energii, duży zapas może nie tyle energii, ile dystansu do samego siebie, dystansu do własnego życia. Troszkę takiego zewnętrznego spojrzenia, przez co łatwiej zdiagnozować problemy, tak zwane problemy. Czy naprawdę sprawy, którymi się zajmuję, są bardzo ważne w tym momencie i powinienem oszaleć na ich punkcie, czy też są to sprawy, które nie są aż tak ważne, żebym zwariował na ich punkcie i że może lepiej jest swoją energię skierować w innym miejscu. O tyle, o ile przy substancjach psychoaktywnych jest to bardzo łatwe, o tyle na co dzień w codziennym życiu jest to też bardzo łatwe. Tak jak ja zacząłem sobie zmieniać rutynę z czytania newsów, czytania informacji tego, co się złego wydarzyło na świecie, na medytację, żeby sobie usiąść. Może medytacja jest to zbyt górnolotne słowo. Czasami niektórzy z nas mają takie bardzo ambicjonalne podejście do medytacji, bardzo teologiczne, bardzo duchowe, moim zdaniem troszkę przerośnięte w tym wszystkim. Dla mnie jest to po prostu narzędzie do skorzystania.
Jeżeli szukacie jakiegoś relaksu, a ja wam mogę w czymś pomóc, może nie tyle swoją radą, bo do sprzedawania rad ja się w ogóle nie nadaję, ale jakimś swoim doświadczeniem, to mówię wam, że przynajmniej w moim przypadku ten kawałek medytacji działa bardzo fajnie, bo właśnie dzięki temu potrafię w miarę szybko, przynajmniej porównując siebie sprzed lat i siebie dzisiaj, wskoczyć do takiej sytuacji, gdzie jeżeli mam dosłownie pół godziny wolnego czasu i nie muszę w tym momencie robić nic, bo na przykład czekam na coś albo jakaś sprawa jest w trakcie załatwiania lub cokolwiek, to żeby nie procesować tej sprawy w głowie i nie żyć, i nakręcać się cały czas tym, nie spędzić kolejnego pół godziny na freakowaniu, wariowaniu i zastanawianiu się, co się wydarzy za pół godziny. Wolę po prostu sobie usiąść, zrelaksować się. Jeżeli jest ciepła pogoda, nie zakładać niczego na stopy, na bosaka pobiec sobie do ogrodu, popatrzeć sobie chwilę na niebo. Takie proste sprawy. Albo sobie usiąść w ciszy i po prostu posiedzieć, gapiąc się nie wiadomo gdzie. Najlepiej na rośliny. Ja mam troszkę roślin u siebie, także lubię czasami sobie usiąść obok roślinki, popatrzeć, jak rośnie roślinka. Naprawdę bardzo odprężające zajęcia. Nie wiem, jak to brzmi w dzisiejszych czasach, gdzie wszyscy gonimy. Może nie wszyscy szczęśliwie, ale gdzie wielu z nas i wiele z nas goni za jakąś sensacją i na przykład staramy się wykorzystać każdą wolną chwilę na to, żeby złapać jakiś ostatni film z blockbustera.
Ostatnie nowości. Co się ostatnio wydarzyło na świecie? Być bardzo produktywnymi. Jak się okazuje, relaks w moim przypadku nie ma nic wspólnego z sensu stricto produktywnością. Jest właściwie wręcz wycinaniem się z tej produktywności. Jeżeli produktywnością nazwiemy ilość robienia notatek i przyswajania wiedzy sobie, co też należy do takich punktów relaksacyjnych dla mnie, to teoretycznie jestem w jakiś sposób produktywny, ale wiecie co? Nie nazwę tego produktywnością. To jest taki fun z dowiadywania się nowych rzeczy, że można na pewne sprawy spojrzeć inaczej. Czasami człowiek się dowiaduje, że nie jest pierwszy w pewnych wnioskach, czasami dowiaduje się, że te wnioski są już od tysięcy lat, a czasami w ogóle dowiaduje się rzeczy, o których nie miał bladego pojęcia. I to jest bardzo intrygujące, przynajmniej z mojej perspektywy.
I to jest chyba jakiś taki sposób na spędzanie czasu, który znalazłem sam dla siebie. Nie wiem, jak wy w tym swoim własnym życiu to robicie. Wiem, że część z nas ma zwierzaki i lubi spędzać czas ze zwierzakami. Jest to też takie bardzo relaksujące. Generalnie jest to zdrowe, moim zdaniem takie bardzo zdrowe. Właśnie wyciąć się z tego całego szaleństwa, zostawić to w cholerę na jakiś czas i po prostu zrelaksować się, wrzucić na luz troszeczkę. Także dzisiaj sobotni wieczór. Jak chcecie zadzwonić, czujecie się w miarę luźno zrelaksowani, to zapraszam was bardzo serdecznie. RadioNaFali.com taki jest adres na Skype. A dzisiaj bardzo zrelaksowany.
Niczym takie starożytne, może nie do końca starożytne, ale takie stare kultury. Znajomi byli, słuchajcie jeszcze zanim włączę muzyczkę, to szybko wam powiem. Znajomi byli na wyprawie do Gruzji i tak się bujali po Gruzji. Opowiadali mi troszeczkę historii po powrocie z tej wyprawy. Michał też wydaje się w Gruzji, czy jakoś tak. No oni się bujali trochę po górach, łazili tu i tam. Czasami ładowali się w różne dziwne, prawie że ekstremalne sytuacje. Dziko w przyrodę bez żadnych map. Tam GPS nie działają aż tak dobrze. Albo coś w tym stylu.
A to Kaukaz, takie potężne góry. I opowieści stamtąd były naprawdę szalenie miłe. Jedna opowieść à propos w ogóle relaksu, podejścia do życia tam mieszkających ludzi. Bo w górach Kaukaz jest tak, że jak spadnie śnieg, to część tych mieszkańców jest kompletnie odcięta od rzeczywistości. Oni sobie żyją swoim własnym życiem i to pomimo tego, że tam wszystkie systemy totalitarne się zdążyły przeorać przez ostatnie chyba 100 lat. Jak nie car, to sowiecka Rosja, teraz szaleństwo kolejnej imperialistycznej Rosji, a oni sobie, ci Gruzini gdzieś tam żyją, gdzieś na tych zapadłych wioskach. Wiadomo, że tam nikt strasznie nie pracuje. Popularną rozrywką jest siedzenie, rozmawianie z sąsiadami i nie przejmowanie się zbyt mocno pracą. Jest ten moment w roku, gdzie zasypuje ich śnieg i właściwie nie ma żadnego kontaktu z rzeczywistością. Także jedyne co można robić, to się po prostu relaksować, bo żadnych spraw człowiek nie może za bardzo zaplanować.
Jest kilka innych społeczności, o których czasami wspominam, tak jak właśnie na przykład Bhutan. Tam, gdzie śnieg ich zasypuje na pół roku i właściwie przez te pół roku, kiedy są odseparowani od zewnętrznego świata newsów, mają cały czas jakąś imprezę. I o to chodzi w tym wszystkim. Czas na relaks. Czasami czas wrócić na relaks. A teraz nadchodzi w ogóle zima, czyli dłuższe wieczory. Czyli naturalnie według tego całego cyklu natury, o których mówili dawniej starożytni, o których mówili Grecy. Masę historii jest z tym związanych. Ja dzisiaj nie będę wam, że tak powiem, wytaczał żadnych ciężkich dział z tej materii, ale to jest ten moment, kiedy kończy się lato. Ostatnie, że tak powiem, roboty w polu, ostatni kawałek zieleni i zaczyna się zima.
Zaczyna się krótki dzień i długa noc. No i zaczyna się czas na imprezę. Ale zanim zacznie się impreza, która zaczyna się, kiedy następują saturnalia, kiedy następuje to przesilenie zimowe. Do tego momentu jest taki czas łapania relaksu chyba. Przynajmniej tak to w wielu kulturach było opisywane, żeby zebrać wszystkie rzeczy, które jeszcze można świeże, smaczne, pachnące prosto z krzaka zeżreć. To właśnie teraz jest ten moment, żeby się tym cieszyć. Tak naturalnie, bardzo naturalistycznie podchodząc. W mieście trochę inaczej to wygląda, bo żyjąc w mieście biegniemy do sklepu i kupujemy rzecz w opakowaniu w tym samym kolorze zimą, latem, jesienią oraz w środku wiosny, bo prawie wszystko pochodzi z takich tuneli, w których jest hodowane pod specjalnymi lampami i kolor się nie zmienia nigdy. Ale to szaleństwo dzisiejszych czasów. Tak czy siak, nie musimy za tym szaleństwem podążać.
Szczęśliwie lub nie, myślę, że każdy z nas ma opcję na zbudowanie sobie troszeczkę relaksu. A teraz słuchajcie, czas na relaks. Czas na refleksje takie, żeby sobie usiąść, założyć noga na nogę, ciągnąć sobie kawkę, cokolwiek tam kto lubi do tej kawki i sobie po prostu pomyśleć, wychillować po tym lecie. No rewelacja. To myślę, że ten czas nadchodzi. Właściwie już się zaczął. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali, a na mnie Tomek. A wszystko to jest retransmitowane w Radiu Paranormalium. Już niedługo zacznę tak śpiewać. Żartuję, nie zacznę.
Ale generalnie dzisiaj się relaksuję, łapię luzik, moi drodzy od tych wszystkich konkretnych tematów, od numerów, liczb. Dzisiaj po prostu czuję świat. Myślę, że to jest też taka kolejna historia związana z relaksem. Myślę, taka najważniejsza. Tak specjalnie zostawiłem na koniec. W ogóle wydaje mi się, że definicja relaksu to jest moment, w którym po prostu się bardziej czujemy niż bardziej myślimy. I to jest chyba takie clou całego zjawiska, że na co dzień żyjemy w świecie, który jest bardzo logiczny, bardzo poukładany. Mniej lub bardziej rządzą światem, w którym mieszkamy bardzo solidne zasady, w cudzysłowie solidne. Generalnie chodzi mi o to, że zawsze jest ktoś, kto te zasady sprowadza do przysłania policji lub mniej lub bardziej. Nie to, żebym oczywiście chciał, żeby po kogoś przychodziła policja, ale generalnie chodzi mi o tak zwane ramy prawne, ramy zasad społecznych, ramy norm społecznych i tak dalej.
Wszystkie te historie, które nam się kolebią w głowie, chociażby wtedy, kiedy jesteśmy dorośli, odpowiedzialni i wiemy, co robimy i sami ręczymy za siebie, idziemy zbierać grzyby psychoaktywne, no to wtedy wiadomo, że ryzykujemy zderzenie z systemem prawnym. Bardzo ostre czasami. Ale o co chodzi z tym relaksem? Relaks jest odłożeniem tych wszystkich spraw, tego ciśnienia, tego, przynajmniej w mojej definicji, tych wszystkich praw na bok, wszystkich wniosków, wszystkich koncepcji związanych z przemyśliwaniem, z konstruowaniem jakichś takich opowieści opartych na tym, czy będziemy dopasowani do tej rzeczywistości, czy nie będziemy. Ten taki idealny relaks, taki doskonały, to jest moment wyłączenia się z tego świata praw i zasad, jakbym powiedział, prawie cytując Konfucjusza. Skupienie się na znakach i symbolach. Czymże jest natura, jak nie jednym wielkim znakiem i symbolem, który jest dookoła nas? Coś ciągle się zmienia, ciągle oglądamy jakiś spektakularny proces. Ja oczywiście nie chciałbym mówić, że tylko i wyłącznie natura w postaci dzikiej, że jeżeli ktoś na przykład nie lubi chodzić do lasu albo do parku i uważa, że to są cholerne nudy. No co będę chodził jak głupek?
Kontakty z ludźmi są właściwie dokładnie tym samym. Niektórzy z nas Myślę, że to jest proces, który się zdarza w życiu każdego z nas. Mamy momenty, kiedy lubimy wylądować na imprezie i nałogowo jesteśmy na każdej możliwej imprezie. I to jest taki moment w życiu, w którym bujamy się po imprezach. A później jest moment, kiedy odpoczywamy, bujamy się sami. Później prawdopodobnie wraca ten moment z imprezami i później z powrotem bujamy się sami. I tak x razy w życiu. To nigdy nie jest tak, że stoimy w tym samym miejscu, ale zawsze ta definicja relaksu jest dokładnie taka sama. Relaks to jest odpuszczenie tych cholernych zasad, tych dziwnych rzeczy dookoła nas, tego stresu, tego ciśnienia i zajęcie się bardziej swoimi własnymi koncepcjami. W moim przypadku jest to zajmowanie się czasami różnymi starymi księgami i nie tylko, też zajmowanie się różnymi dziwnymi tematami, które są gdzieś z boku nauki.
Ale to jest mój własny, prywatny konik. Każdy z nas może mieć inny. Wiem, że ktoś pisze poezję, ktoś może malować, ktoś może naprawiać silniki, ktoś może dłubać w innych rzeczach. Każdy ma swoje własne projekty. Niektórzy z nas mają parę projektów. Też jest okej. Ale właśnie to jest ta definicja relaksu, że robiąc coś zapominamy o tym, że jakikolwiek news z telewizji, z gazety, jakikolwiek wyprodukowany news, który jest informacją, która próbuje nas za pomocą tak zwanej miękkiej perswazji przekonać do czegoś, włożyć w jakąś sytuację, już relaksem nie jest. Relaksem jest brak tego. Kiedy nie musimy tego ładować do głowy? Taka zwyczajna sprawa, proszę państwa.
Także dzisiaj bardzo relaksacyjnie, moi drodzy. W ogóle dzisiaj super ultra relaksacyjnie. Zbieram sobie wnioski w głowie po tych wszystkich audycjach ostatnio. Inna sprawa, że nowe są już właściwie przygotowane te wszystkie tematy i zanim zacznę sobie opowiedzieć o tych wszystkich tematach, myślę, że dobrze sobie zrobić relaks. Myślę, że macie całkiem niezłą frajdę z tego, że tym razem w hiperprzestrzeni też jest relaks, że rozmawia się o tym, jak się organizuje relaks, jak się człowiek relaksuje i gdzie jest ten relaks, a nie o tym, co się wydarzyło, jaka jest historia i co się działo, jakie są konsekwencje, jakie są wnioski. Dzisiaj wyjątkowo żadnej agendy, żadnych wniosków, poza tym, że relaks jest poza prawem, że to jest coś takiego naturalnego. Tam chyba w ogóle człowiek jest zdrowszy w stanie relaksu. To chyba wszyscy o tym wiedzą. Ja to często powtarzam wyniki różnych badań naukowych, medycznych o tym, że jak człowiek się cieszy, to generalnie zdrówko mu lepiej funkcjonuje, relacje z ludźmi lepiej funkcjonują i nawet jeżeli jest ciężki stres, bo są czasami w życiu różne dziwne sytuacje, którym trzeba podołać, po prostu wydarzają się takie sytuacje w naszym życiu. Nie możemy nic na to czasami poradzić.
I pytanie jest, czy będziemy chcieli podołać tym sytuacjom, próbując dźwigać gigantyczny kamień na plecach, czy też postaramy się to zrobić z sympatią, lekkością i tym, żeby po prostu je w miły sposób załatwić, żeby nie być tak nakręcanym jakimś stresem pourazowym. Ja uważam, że zdrowy relaks, który polega na wycinaniu się od tego prawa, skutkuje tym, że jak załatwiamy sprawy w życiu codziennym, to może nie zawsze oczywiście one są idealne, nie zawsze może wychodzą, czasami też się zdarzają różne miny, ale przy załatwianiu tych nawet najbardziej podminowanych spraw wtedy mamy większą szansę zachowania głowy naszego umysłu, naszego dobrego samopoczucia i dobrego samopoczucia ludzi, z którymi współpracujemy w normalnych warunkach, zachowania pewnej higieny psychicznej w tym wszystkim. W drugą stronę jak się człowiek nakręca, to wychodzą jakieś dziwne rzeczy. Także dzisiaj relaksacyjnie, bez nakręcania się. Dziękuję wszystkim bardzo serdecznie za, mam nadzieję, te relaksacyjne dwie godzinki, które spędziliście w hiperprzestrzeni razem ze mną, zrelaksowanym, bez żadnej agendy. A co? Czas najwyższy wziąć głęboki oddech, zastanowić się nad tymi sprawami albo i się nie zastanawiać nad niczym. Omijać wszelkie prawa, zasady, regulacje. Po prostu sobie posiedzieć tak zwyczajnie. Także dziękuję wam bardzo serdecznie za to, że sobie posiedzieliście tak bardzo relaksacyjnie ze mną.
Dziękuję wszystkim mecenasom Radia Nafani. Dziękuję wszystkim wam, którzy potencjalnie zostaniecie mecenasami Radia Nafani. Już z góry wam dziękuję, bo zbieramy na nagrywajkę. Przypominam wam, żeby była fajna maszyna, która pozwala nagrać materiał w terenie. Także zapraszam do wsparcia i z góry dziękuję za jakiekolwiek udzielone wsparcie. Pozdrawiam słuchaczy offline bardzo serdecznie i szalenie dziękuję wszystkim z was wysyłających mi maile. Przepraszam, że czasami trochę dłużej czekacie na odpowiedzi na maile, ale to po prostu kwestia mojego wolnego czasu czasami. Tak czy siak odpisuję na każdy. Proszę o chwilę cierpliwości i odpowiedź pojawi się w waszej skrzynce. Pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium, które transmituje hiperprzestrzeń.
I co? I na kompletnym relaksie i chilloucie zapraszam was na wieczorową porę do Radia Nafani. A wy słuchaliście hiperprzestrzeni w Radiu Nafani.