Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:09] - To co, proszę państwa, zaczynamy. Proszę szybciutko dzwonić po wszystkich znajomych, którzy siedzą w domu i nudzą się. I ty, droga słuchaczko, i ty, drogi słuchaczu. Dobra, to ja chyba zacznę mówić o tym, o czym miałem dzisiaj mówić. Także zapraszam wszystkich na „Hiperprzestrzeń. Absolutely Live”. To co, startujemy w Radiu Na Fali, retransmitowane też w Radiu Paranormalium.
[00:47] - To think for yourself and question authority.
[00:54] - Witam już oficjalnie w Hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali. Oczywiście radionafali.com. Audycja jest też retransmitowana przez Radio Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy Radia Na Fali. Pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium. Ja to już wskakuję na czata jak zwykle. Radio Na Fali ja to zawsze robię w ostatnim momencie, w ostatniej sekundzie. Mam ze sobą garść notatek. Właśnie dzisiaj mam taki ciekawy temat, bo wczoraj był taki całkiem miły, wyjątkowy powiedziałbym wieczór. Tutaj u mnie w kapitanacie wpadł Michał z Teorii Chaosu.
Generalnie byłem świadkiem, uczestnikiem i też dawałem głosu troszeczkę, się wygadywałem w tej Teorii Chaosu wczoraj. Także troszeczkę inspiracji stamtąd przyszło, trochę takich wcześniejszych refleksji na różne tematy. Także zapraszam dzisiaj bardzo serdecznie. A dzisiejszy temat stał się jakim pytaniem: gdzie jest ten raj, proszę państwa? Gdzie jest ten raj? Ja tu jeszcze się muszę zalogować na radiowego Skype'a. Jak zwykle wszystko robię na ostatnią chwilę, na ostatni moment, ale jest to oczywiście mój urok osobisty, także ciężko traktować to w inny sposób. Także dajcie mi sekundę. Ja tu oczywiście się już podłączam, zestrajam i załączam. Chciałem przy okazji jeszcze, zanim cokolwiek powiem, cokolwiek zrobię, cokolwiek zacznę z tym tematem dzisiaj, a zanim wy się zejdziecie, a złaście się w ogóle ludzie, złaście się.
Wszystko jest absolutely live w Radiu Na Fali. Tadam! Chciałem podziękować mecenasom bardzo serdecznie Radia Na Fali, czyli Aldonie, Rafałowi, Mateuszowi, Łukaszowi i Maciejowi. Peace and love, kochani. Chciałem bardzo serdecznie pozdrowić wszystkich tych, którzy wysyłają maile, którzy się odzywają na tego maila. Bardzo miło kochani, dostawać od was maile, a szczególnie takie bardzo miłe. Także peace and love. Dzięki wielkie. Staram się oczywiście odpisywać czasami. Często mówię o tym, że trzeba chwilę poczekać, bo jestem zarobiony albo po prostu nie mogę w tym momencie.
Ale zawsze odpisuję. Dziękuję w ogóle za wszelką możliwą korespondencję. Dziękuję za wysyłanie różnych materiałów. Dziękuję bardzo serdecznie Aldonie i pozdrawiam bardzo serdecznie. Dziękuję w ogóle wszystkim, kochani. Dziękuję bardzo serdecznie. Nie ma to jak zacząć od podziękowań. Zapraszam oczywiście wszystkich na naszego Facebooka Radia Na Fali, na Twittera Radia Na Fali. A co, czemu nie? Zapraszam też do archiwum Radia Na Fali i bardzo serdecznie pozdrawiam słuchaczy offline, którzy nie mogą teraz siedzieć i słuchać, ale mogą sobie później ściągnąć i posłuchać.
„Hiperprzestrzeń”. „Hiperprzestrzeń” w Radiu Na Fali oczywiście, retransmitowana też przez Radio Paranormalium. Dobra kochani, jako że już jestem chyba na czacie, jeszcze mnie nie ma na Skype'ie, a to jak zwykle muszę się ogarnąć z tym wszystkim. Już się łączę do Skype'a. Dajcie mi sekundę. Ta-ra-ti-ra. Nie jestem jeszcze. Ten tajemniczy głos to stukot mojej tajemniczej klawiatury, którą się właśnie loguję na radiowego Skype'a. Jeżeli chcecie się ze mną połączyć głosowo, to jak najbardziej zapraszam, proszę państwa. Radionafali.com taki jest adres na Skype'ie.
Także zapraszam serdecznie. Mam nadzieję, że dzisiaj się będziecie odzywali i rzucali swoje refleksje na ten temat, bo dzisiaj chcę ogarnąć taki wątek, który już trochę za mną chodzi. Właściwie może nie tyle chodzi za mną, ile mimo wolni jestem po prostu uczestnikiem tego wątku. Tak troszeczkę dzisiaj egocentrycznie może zabrzmi. Za co przepraszam z góry. Nie jest to żadna moja intencja. Po prostu opieram się na własnych refleksjach i tyle z tego jest. I te refleksje to po prostu sposób, w jaki się komunikujemy ze sobą czasami i to, co właściwie robimy na co dzień. Nie to, żebym chciał tu dzisiaj grzmieć i krzyczeć, ani marudzić, ale tak obserwując sobie czasami różne zachowania, można powiedzieć społeczne, które występują w naszych relacjach, naprawdę robią mi się duże oczy i się zastanawiam, o co w tym wszystkim chodzi. Nie to, żebym sam był kiedykolwiek aż tak święty i nigdy nie robił takich rzeczy, ale po prostu czasami jak to widzę, to jestem po prostu zniesmaczony, przerażony.
I tak się zastanawiałem, czy to jest naprawdę ten świat, w którym chcemy żyć, czy to jest to, co chcemy robić, czy to jest dokładnie to? Czy też absolutnie coś odwrotnego? I dzisiaj właśnie będę próbował sobie odpowiedzieć na pytanie, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, gdzie jest ten raj na ziemi? Gdzie jest ten raj? A właśnie, zanim jeszcze powiem, słuchajcie, bardzo ważna informacja. Bardzo ważna dla wszystkich miłośników LSD, dla wszystkich miłośników substancji psychoaktywnych, dla wszystkich miłośników nie tylko tego całego spektrum psychoaktywnego, ale przede wszystkim poznawania samego siebie i organizacji siebie samego w swoim własnym życiu. Nie lada gratka. Stanisław Grof w Polsce. Jeżeli ktoś nie wie, kto to jest, to proszę sobie sprawdzić. Pisze się Stanislav Grof.
Jest to człowiek, który pochodzi oryginalnie z Czech, z czeskiej Pragi, ale później się wyprowadził do Stanów. Jest to jeden z pionierów badań nad LSD i będzie miał odczyt w Polsce. Także zapraszam serdecznie i proszę sobie sprawdzić. Zdaje się, jest już strona na Facebooku reklamująca tą imprezę, także proszę sobie sprawdzić. Wujek Google, wpisać Stanisław Grof, G-R-O-F. Chyba 16 czy 15, jakoś tak, jest w Polsce. W tym momencie nie pamiętam daty, bo ja mieszkam w ogóle w Londynie. Z drugiej strony kanału angielskiego oczywiście, nie francuskiego. Merci. Także impreza niezła gratka.
Człowiek legenda, mówiąc szczerze. Co tu dużo mówić. Po prostu jedna z największych legend zaraz po Timothy Leary, po Ram Dassie, po Kenny Keesym. Bardzo długo by wymieniać. Człowiek, który zmienił nasz świat, a zmienił to w zupełnie inny sposób. Nie w taki sposób, jak wielu z nas czasami próbuje to robić. Ale o tym dzisiaj, moi drodzy. Dzisiaj może zacznę, jak Michał wczoraj nie zaczynał, bo Michał ma taki zwyczaj w Teorii Chaosu. Pozdrawiam bardzo serdecznie Michała. Dotarł już cały do Dublina.
Peace and love, kochany. Mam nadzieję, że wszystko jest okej i że była naprawdę miła podróż z powrotem. Jako że właśnie Michał zaczyna czasami swoją Teorię Chaosu, swoją audycję od jakiejś sentencji, to ja dzisiaj tak postanowiłem, ponieważ wczoraj nie było żadnej sentencji. Postanowiłem nadrobić za Michała. Także dzisiaj chciałem zacząć od zdania Ram Dassa, który swego czasu powiedział, mniejsza o to kiedy, że osoba nie może być zła. Złe może być tylko zachowanie. I właśnie o tym chciałem dzisiaj pogadać z wami, moi drodzy. Także odblokujcie tam sobie Skype'a, odblokujcie tam sobie aparat mowy, jeżeli macie jakieś refleksje na ten temat i zapraszam, żebyście się tymi refleksjami ze mną podzielili, proszę państwa. Bo skoro osoba nie może być zła, a złe może być tylko nasze zachowanie, to o co w tym wszystkim chodzi? Ja to w ogóle kojarzę z taką agendą strachu, taką psychozą maniakalną, która wszędzie panuje.
I taki troszkę podtytuł do dzisiejszych rozważań to oczywiście paranoja kontra taka normalna po prostu love in action, bym powiedział z angielskiego.
[08:49] - To jest paranoja.
[08:50] - Proszę tutaj ściszyć radio. Witam serdecznie.
[08:55] - Czy ty mnie słyszysz?
[08:56] - Słyszę cię. Witam serdecznie.
[08:57] - Chciałem ci podziękować za to, co wczoraj zrobiłeś. Panowie, dżentelmenami jesteśmy. To było tak piękne po prostu przy tej rozmowie.
[09:08] - Nie ma za co dziękować, proszę pana. Zostawmy te podziękowania, bo jak będziemy się tak klepali po plecach, to sobie płuca wyklepiemy.
[09:15] - Ty wiesz...
[09:16] - Żartuję.
[09:18] - To ja zastanawiam się, czy ty nie kończyłeś jakieś psychologii, bo faktycznie oddziela-
[09:22] - Jestem doktorem. Proszę się odsunąć i zrobić mi miejsce. Jestem doktorem.
[09:26] - Faktycznie tak jest, że się oddala ludzi.
[09:29] - Dokładnie.
[09:30] - Pozytywną psychologię.
[09:33] - Zadam ci pytanie: gdzie jest ten raj na ziemi?
[09:39] - O ile w ogóle gdzieś jest, bo raczej mi się wydaje, że go nie ma. Wszędzie są negatywne zachowania i pozytywne w każdym miejscu tak naprawdę na ziemi. Takie mam wrażenie, że tam, gdzie jest najbiedniej właściwie, czyli w Afryce, ten raj chyba jest największy. Może w niektórych krajach przynajmniej.
[09:58] - Ale wiesz co, słuchaj, nie odbiegajmy tak. Nie uciekajmy gdzieś do Afryki, nie uciekajmy do Azji, nie uciekajmy na drugi kontynent.
[10:04] - Chodzi mi o to. Chodzi mi o to, że tam ludzie bardziej przyzwoici nie mają co jeść. To jest największy problem. Ale z drugiej strony są chyba najbardziej rozwinięci społecznie, takie mam wrażenie. Nie wiem, mogę się mylić. Wiesz, o co mi chodzi. Po prostu ta przyjaźń taka pomiędzy ludźmi, a nie opierać się tylko o interesy i finanse.
[10:30] - Rozumiem, proszę pana. Ja tu mam troszkę taką inną refleksję na dziś, ale zapraszam w ogóle do posłuchania i do dołączenia później, jeżeli będziesz chciał dołączyć i powiedzieć coś na ten temat. Także zapraszam każdego z was przy okazji.
[10:44] - Nie będę, bo to jest jedna hiperprzestrzeń. Ja wolę jednak dzwonić już na luźno, bo jak jest hiperprzestrzeń, to jest hiperprzestrzeń.
[10:55] - Rozumiem. Dobra, to słuchaj, to ja dziękuję za telefonik i wbijam się w ten swój szalony temat dzisiaj, rozważanie o raju na ziemi.
[11:07] - Okej.
[11:07] - I zapraszam do słuchania bardzo serdecznie. Dziękuję bardzo za pochwały. Zarumieniłem się. Dżentelmeńsko się zarumieniłem. Dzięki wielkie. To był Mateusz. Wy też możecie zadzwonić, słuchajcie, naprawdę możecie. radionafali.com taki jest adres. To ja zanim zacznę w ogóle takie poważne rozważania, bo wspomniałem o tej swojej refleksji. Słuchajcie, mam takie wrażenie czasami: okej, mogę się mylić i mogę na samym końcu wyjść na największego idiotę na tej planecie.
I bardzo dobrze, i bardzo fajnie by było. Czemu nie? W końcu ktoś tym idiotą albo wioskowym głupkiem być musi. Także jeżeli padnie na mnie, why not? Gonna be funny as hell, jak mawiają w Anglii. Nawet nie będę tłumaczył, chyba wszyscy wiedzą, o co chodzi. Anyway, oprócz Ram Dassa dzisiejsze spotkanie niejako jest troszkę związane z pewnym bardzo starym speechem człowieka, którego sobie bardzo cenię, bo jest to postać, która przyczyniła się do mojej, można powiedzieć, transformacji mentalnej, bym powiedział. Pomogła mi, że tak powiem, popchnąć się samego chyba we właściwym kierunku. W każdym razie w tym, w którym lubię się popychać. A mianowicie Timothy Leary.
Timothy kiedyś miał taki speech na scenie, taki stand-up comedian show, coś w tym stylu. Jest takie fajne, całe długie show. Nie będę o nim opowiadał, bo to nie jest o Timothy Learym. Jest dzisiaj o raju na ziemi. Opowiadał o swoim pobycie w więzieniach, ponieważ Timothy był nagminnie aresztowany przez policję za posiadanie LSD, za posiadanie jointa. Właściwie DEA czekała na niego od razu na lotnisku. Nawet wysiadając z samolotu nie miał czasu, żeby nadepnąć na płytę lotniska, żeby go nie skuli kajdankami. Takie historie miał człowiek. Spędził troszkę w więzieniach za to, że po prostu chciał być wolnym człowiekiem i nie partycypować w tym szaleństwie dookoła. W tym speechu opowiadał o swoich doświadczeniach z więzienia.
Powiedział bardzo cenną rzecz z mojego punktu widzenia oczywiście. Jak siedział w więzieniu, to przychodzili do niego ludzie: „Tim, Timmy, jesteś kimś”. Bo to była już gwiazda, wielki człowiek w Ameryce, naprawdę legendarna postać za życia. „Timmy, słuchaj, zróbmy bunt, zróbmy zamieszki w więzieniu”. „Przeciwko czemu?” „Ale Timmy, słuchaj, zróbmy strajk. Zróbmy strajk w więzieniu. Zastrajkujemy, pokażemy naszą moc”. A Timmy się zapytał: „Okej, zrobimy strajk. Ale jakie są cele tego strajku? Jaki jest cel?
Jaki mamy plan? Co później?” „Żeby było więcej telewizji”. Tak to wyglądało. Ja sobie to skojarzyłem z taką historią, którą przeżyłem tu w Londynie trochę dawno temu. Była to słynna historia z zamieszkami w Londynie. Inna sprawa, że te zamieszki, to jest moja opinia, możecie się nie zgodzić absolutnie, ale moja jako mieszkańca i obserwatora, gdyż działo się całkiem niedaleko mojego miejsca zamieszkania i właściwie wiedziałem, o co chodzi. Widziałem, o co chodzi. Każdy tutaj widział, o co chodzi. Gazety tego nie napisały, ale to już inna sprawa. Gazety napisały po prostu o szaleństwie społecznym, a w rzeczywistości było to takie szaleństwo kontrolowane przez tajną policję, która specjalnie sprowokowała zamieszki.
Ale to już inna sprawa, to już zostawiam na inne okazje. Ja nie jestem od tego w tym momencie. W każdym razie fenomen był taki, że te gangi, ci ludzie, którzy zawsze chcą czegoś lepszego, którzy ruszyli niszczyć ten system, pierwsze co zrobili, to włamali się do sklepów z telewizorami i do sklepów z modnymi ciuchami po to, żeby mieć modne buty, żeby zdążyć na kolejny sezon oczywiście. Przy okazji jeszcze buchnęli wszelkie możliwe plazmy, które się dało, ze wszelkich możliwych elektronicznych sklepów i wszelkie możliwe dyspleje, na których można oglądać telewizję, żeby można było oglądać więcej reklam i w tych reklamach można zobaczyć te modne buty, które się właśnie buchnęło ze sklepu. Cały ten bunt się sprowadził do tego, że właściwie można nazwać ich fashionistami, miłośnikami mody, miłośnikami trendów, miłośnikami świeżych produktów, które wchodzą na rynek. Nie ma to jak zrobić rewolucję po to, żeby ukraść jeszcze większy telewizor, żeby te reklamy, które tam lecą, były jeszcze większe. Ja sobie myślę: man, it's a madness. Faktycznie było to kompletne szaleństwo. Od słowa do słowa z tym Timmy mi się skojarzyło z historią naszych lotów w kosmos. Kiedyś robiono badania w Ameryce, o czym właśnie wspominał Timothy Leary.
Badania dotyczyły latania w kosmos. A wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni”, a ja mam na imię Tomek. Wspomniałem o tej zabawnej historii związanej z Timothy Learym i o tych badaniach na temat kosmosu. Zrobiono takie badania w latach 70., 80. też: ilu ludzi w Ameryce chciałoby lecieć w kosmos? Tam jest taka propaganda, że trzeba po prostu w kosmos polecieć. W Rosji było to samo. Takie szaleństwo. Musimy w kosmos! Kolejny krok naszej ekspansji.
Człowiek nie może żyć bez kosmosu. Można i tak. Te badania wykazały, że około 50% populacji całych Stanów, praktycznie wyszła prawie połowa, może bez dwóch czy jednego procenta, coś koło tego, wszyscy chcą lecieć w kosmos. 50% populacji. Oczywiście więcej facetów niż kobiet. Tak jakoś wyszło. I co z tego? Okazuje się, że każdy po prostu czuje się kosmitą. Każdy chce po prostu uciekać z tej planety. Takie przedłużenie naszej aktywności.
Takie uciekanie do nieba. Uciec stąd. Trip w kosmos. Żeby nie było, że tu na tej planecie coś jeszcze możemy zrobić, tylko nie. Musimy lecieć w kosmos, bo to jest coś, co ma jakiś sens, coś, co jest naprawdę najważniejsze. Kosmiczne możliwości. Polecimy w kosmos i będziemy nieśmiertelni, bo generalnie na ziemi nam ciągle za mało tego wszystkiego. Ciągle czujemy lekki niedosyt, ciągle coś jest nie tak. Ale jest taka iluzja albo i nie, kto to wie, że jak polecimy w ten kosmos, to w tym kosmosie już będzie lepiej. Tam już nie będzie tak jak tutaj.
Tam będzie po prostu cudownie. Po prostu tylko tyle, żeby uciec stąd. Po prostu ucieknijmy stąd. Taki trip w kosmos. Mamy już pigułki na czucie się lepiej. Mamy już pigułki, które generalnie ponoć służą na to, żebyśmy mieli o wiele dłuższe życie. Mamy już pigułki na mądrość, mamy pigułki na lepszą sierść, mamy pigułki na lepszy seks. Mamy pigułki na to, żeby wytrzymać coś, czego człowiek nie jest w stanie wytrzymać, a nawet trochę więcej i trochę dłużej. Takie pigułki mamy. Jeszcze potrzebujemy tych paru minut ekstra i wszyscy razem uciekniemy statkiem kosmicznym w kosmos z zapasem naszych wszystkich pigułek, żeby nas szlag nie trafił w tym kosmosie.
I będziemy tak uciekać przez galaktykę w ten kosmos. Tak będziemy uciekać, żeby nas szlag tu nie trafił Jeszcze oczywiście nie można tego zrobić. Na razie możemy zapakować się na przykład w samochód. Możemy zapakować na przykład swój ulubiony kubek z naszym ulubionym napisem. Najczęściej tego napisu akurat nie ma na kubku, chociaż niektórzy mają takie kubki z napisem: „Nie dotykaj, moje! To mój kubek”. Generalnie takie miejsce, że się zamkniemy w takiej kapsule i uciekniemy stąd, żeby ten cały zły świat nas już nie dotykał. Żeby cała ta biurokracja, religia, autorytety. Uciekajmy, uciekajmy! Będziemy gnani w kosmos.
Ale jest pewien drobny problem, bo kosmici szaleją w kosmosie. I co teraz zrobić? Trzeba jakoś działo w tej maszynie kosmicznej zrobić. To nie może być tak, że bez działa polecimy w kosmos. A jeszcze na dodatek jest kolejna problematyczna sprawa, o której się niezbyt często mówi. Kiedyś wspominałem. Chodzi o to, że w kosmosie lekko szalejemy. Było kilka takich historii. Kiedyś, zdaje się, Kamil dzwoniąc opowiadał jedną z tych historii. My tu jesteśmy na Ziemi, tak że dla nas brzmi to dosyć zabawnie.
Generalnie dżentelmen, który poleciał sobie w kosmos tym statkiem kosmicznym, miał taki moment, że musiał włączyć jakiś przycisk na desce rozdzielczej, żeby z powrotem wrócić na Ziemię. Miał zrobić jakieś badania naukowe, miał zrobić bardzo dużo różnych dziwnych rzeczy, żeby ci wszyscy naukowcy na Ziemi mogli wiedzieć, jak zrobić tak, żebyśmy wszyscy wreszcie uciekli z tego więzienia zwanego Ziemią, żebyśmy mogli uciec stąd, uciec w kosmos. I kolega jak wylądował w tym kosmosie, to się zawiesił. Zrobił tylko jeden eksperyment, po czym odmówił wykonywania jakichkolwiek eksperymentów. Przylepił się do szybki, do okienka i oglądał ekstatycznie mieniącą się Ziemię i kosmos dookoła. Nie reagował w ogóle na polecenia z bazy. Tu Houston, tu Houston. Nic z tych rzeczy. Absolutnie. Kolega po prostu olał wszystko.
Było pięknie. Było po prostu cudownie. I w ostatnim momencie udało się go przywołać do porządku. Jak udało się go przywołać do porządku, to takim ostatnim tygrysim skokiem na deskę rozdzielczą włączył przycisk, który odpalił silniki i udało się wrócić na Ziemię. A właściwie był w takim stanie, że chyba się zastanawiał, czy wracać, czy nie. Chociaż nie wiem, bo nigdy tego dżentelmena nie spotkałem, nigdy się go o to nie zapytałem, ale historia została opisana. I po tym numerze NASA stwierdziło, że za cholerę nie będzie wysyłało pojedynczych eksponatów ludzkich w kosmos, bo jest to zbyt ryzykowne, ponieważ piękno tej planety oglądanie z kosmosu jest tak oszałamiające, że nikomu się nie chce robić eksperymentów, tyrać, budować jeszcze lepszego, nowego, wspanialszego świata i robić tych wszystkich szalonych rzeczy, że wszyscy dostają niezłego tripa w kosmosie. I żeby tego tripa nie dostali, żeby mogli włączyć te wszystkie przełączniki i porobić eksperymenty, bo przecież taki naukowiec nie poleci w kosmos samodzielnie. Trzeba tam wysłać kosmonautę. To kosmonautę ktoś musi przywołać do porządku.
I sprawdzono w ogóle wszystkie te psychologiczne zagrania pomiędzy nami, jak to w ogóle funkcjonuje wieloma eksperymentami psychologicznymi. I okazało się, że najlepiej, jak przywołujemy siebie sami do porządku, że musi być ktoś, kto będzie stał obok i mówił: „Ej, kolego, ja tu mam pomysł dla ciebie, żeby było to, żeby było tamto. A dlaczego tego jeszcze nie robisz? Zaraz, zaraz, ty zrób to, ty zrób tamto, ja ci tu pokieruję. Pan tutaj przysunie to, pan tamto”. Każdy generalnie potrzebuje menadżera, żeby mógł realizować ten cały misterny plan. Jeszcze tylko parę minut i wszyscy razem uciekniemy w kosmos. Ale na razie musimy wszyscy zrealizować ten misterny plan po to, żeby ta cała biurokracja, cała ta religia, autorytety, całe te rządy, całe te pomysły na życie, żeby mogły działać. Żeby ten kosmonauta nie zwariował z tego szczęścia w kosmosie. Bo on zaczyna przypominać troszeczkę takie małe dziecko, które się rodzi i jest po prostu szczęśliwe.
I małe dziecko albo płacze, bo jest głodne, albo coś, albo po prostu jest happy. A generalnie taki stały stan to jest po prostu happy. A ja tymczasem mam telefon od kolejnego słuchacza. Witam serdecznie w Adonie. Halo, halo.
[22:27] - Witam, witam.
[22:29] - Jak zdrówko szanownemu panu?
[22:31] - Oj, dawno nic. Momencik, ja tylko radio wyłączę, okej? A to ty nie prowadzisz w tej chwili radia?
[22:40] - Właśnie jesteśmy na żywo. Absolutnie na żywo.
[22:43] - Aha, bo ja przez Radio Paranormalium słucham. Jakoś to oni retransmisję robią?
[22:48] - Dokładnie. Radio Paranormalium retransmituje audycję z Radia Na Fali.
[22:53] - Wysłałem panu tam dwa linki, co nakręciłem w lipcu.
[22:58] - Słuchaj, może zróbmy tak, że takie rozmowy przełóżmy na wieczorową porę, bo ja mam taki konkretny temacik tutaj dzisiaj do omówienia i chciałem go wrzucić. Chciałem, żebyśmy się razem zastanowili nad tym tematem.
[23:09] - Nie ma problemu, bo to miasteczko Czaplinek to jest dziwne. Non stop się jakieś dziwne rzeczy dzieją w nim.
[23:18] - Kurczę, nigdy tam nie byłem. Pewnego dnia się wreszcie wybiorę.
[23:21] - Zresztą w ogóle dużo historii jest z tego miasta, bo to jest Pojezierze Drawsko i na przykład to Jezioro Drawskie, to na nim w czasie pierwszej wojny światowej, na części, gdzie jest teraz woda, stacjonowało wojsko niemieckie i to jezioro się zapadło, bo ono ma podwójne dno i pod jeziorem jeszcze leżą wojskowe z czasów pierwszej wojny światowej. W centrum leży wojsko.
[23:55] - Szaleństwo.
[23:56] - Nie wiem, czy czytałeś o tym w ogóle.
[24:00] - Ja tak nie za bardzo, bo ja dzisiaj odlatuję troszeczkę w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, gdzie jest ten raj na ziemi.
[24:07] - Raj na ziemi?
[24:08] - Dokładnie.
[24:10] - Ja ci powiem-
[24:10] - Właśnie, gdzie jest raj na ziemi? Chciałem, żebyś odpowiedział mi na to pytanie. Jeżeli możesz oczywiście.
[24:15] - Ja ci powiem, że to od nas ludzi zależy, czy tu jest raj, czy piekło.
[24:22] - Spaliłeś mi wątek . Dziękuję bardzo. Dokładnie.
[24:26] - Słuchaj, ja jestem katolikiem Niepraktykującym. Mieszkam w Holandii, nieraz pójdę do kościoła, ale to rzadko w Holandii, bo w Holandii mieszkam. Ty w Anglii mieszkasz. Wiesz, jaka to jest sytuacja.
[24:37] - Dokładnie.
[24:38] - Idziesz do kościoła, siedzi pięciu dziadków i żadna młodzież, nikt nie przychodzi do kościoła. Zamykają kościoły.
[24:46] - Ja się przyznam, że nie jestem katolikiem, ale to mniejsza o to. Niech każdy z nas... Dokładnie.
[24:54] - Z kościołów robią w Holandii przedszkola.
[24:57] - Ja byłem na fajnej włoskiej restauracji, która jest ze starego protestanckiego kościoła. Naprawdę dobra włoska restauracja u mnie w okolicy jest w takim miejscu.
[25:05] - Tylko to mi się podoba, że w Holandii jak na przykład przerabiają kościół, to jednak zostawiają te krzyże i inne, że to był kiedyś kościół, że oni nie niszczą tej kultury katolicyzmu. Jak protestanckie kościoły tak samo likwidują, że wiadomo jest, że to był kościół.
[25:25] - W Anglii absolutnie tak samo jest. Dokładnie zostawia się. To jest zabytek historyczny, nasza historia. Także nie ma od czego uciekać, nie ma czego się zapierać. Tak właśnie było.
[25:35] - Ale wróćmy o właśnie-
[25:38] - Dokładnie, o ten raj na ziemi.
[25:38] - Raj gdzie jest? Raj na ziemi jest na ziemi.
[25:43] - Doskonale.
[25:43] - Tylko my jako ludzie sobie robimy albo piekło, albo raj. Na ziemi jest raj, czyściec i piekło. Na przykład porównajmy Ukrainę. Ukraina Wschodnia to jest w tej chwili piekło. Sami sobie oni stworzyli, czy Rosja im stworzyła. Nie będę mówił, kogo to jest wina, bo się narażę tam słuchaczom, bo jedni są za separatystami, inni są za Ukrainą. Ale to sobie sami tworzymy. Oni sobie tam stworzyli piekło. Czy Rosja z Ukrainą. Tak samo moglibyśmy sobie stworzyć piekło, jeżeli na Śląsku ci Polacy, co Niemcy, by chcieli się przyłączyć do Niemiec, by zrobili jakieś barykady, cuda niewidy i od razu to by to samo powstało, tak jak na Ukrainie podejrzewam.
Ale już nie rozmawiajmy o polityce.
[26:46] - Dokładnie. Dziękuję bardzo za to.
[26:49] - Nie rozmawiajmy o polityce. Po prostu raj.
[26:52] - Dokładnie.
[26:53] - Jak sobie stworzysz życie, masz rodzinę, masz dzieci, jak będziesz pracował, jak ci się ułoży w życiu. Jeżeli sobie ułożysz dobrze, jeżeli ci się powiedzie, bo to też jest tak, że możesz iść drogą, będzie wszystko okej, potknąć się o wystającą cegłówkę, czy ci spadnie cegłówka, czy dachówka z dachu, nie wiadomo dlaczego, bo stara była i zleciała i cię zabije. To jest wszystko w rękach Boga. I dobra, umrzesz, okej, umrzesz. I ja uważam, że jeżeli o raj chodzi, bo ja uważam, że ziemia to jest raj, piekło i czyściec, to my sobie tworzymy. A jeżeli umrzemy, ja uważam, że Bóg taki jest. Nie słuchajmy tych księży, że coś tam zrobiłeś, że coś nie tak i trafisz do piekła czy nie wiadomo gdzie. Bóg jest tak miłosierny, że i tak wszyscy trafiają do nieba. Tylko oni są później w tym niebie pouczani. Oni muszą się nauczyć pewnego życia.
A jeżeli nawet bardzo dużo grzechów zrobili tutaj u nas na ziemi, czyli też raju, jak sobie stworzymy, Bóg ich sprowadza z powrotem na ziemię, tak jak mamy w szkole klasy pierwsza, druga, trzecia, czwarta klasa, żeby oni edukowali się na ziemi. Jeżeli już dojdą do jakiegoś tam kroku edukacyjnego, że się wyedukują doskonale, że naprawdę fajnie na ziemi zrobili mniej więcej dobrze, na 60% dobrze, a 40% zrobili błędy, to oni trafiają do raju już.
[28:52] - Absolutnie się z tobą zgadzam. Nie jestem katolikiem i nie wierzę w pojęcie raju ani piekła, ale to tylko chyba nazwy.
[28:59] - A można wiedzieć, co uznajesz?
[29:03] - Wierzę po prostu w prawo naturalne. Wierzę w ludzi, wierzę w tą planetę.
[29:10] - Ale planetę, dobra, ale słuchaj, na innych planetach tak samo mogą istnieć-
[29:15] - Wierzę w ciebie, słuchaj. Wierzę w ciebie i to jest dla mnie najważniejsze.
[29:18] - Na innych planetach mogą tak samo istnieć ludzie czy inne istoty, które też mogą wierzyć w Boga i mogą mieć tak samo religię. Tylko ja mam zapytanie, bo ty nie przyznałeś się, jaką ty masz religię. W ogóle ja chciałem tylko się zapytać, czy wierzysz w Boga.
[29:40] - Nie wiem, co nazywasz Bogiem.
[29:42] - Bogiem nazywam to, co jest w nas wszędzie. Taki jest tekst: podniesiesz kamień, tam jest Bóg, podniesiesz komórkę, tam jest Bóg, w pilocie do telewizora tak samo jest Bóg, w tobie jest Bóg, wszędzie jest Bóg. W to wierzysz? Że Bóg jest wszystkim, który pieczę trzyma nad nami?
[30:03] - Powiem ci tak: wierzę w to, że jesteśmy częścią tego wszystkiego i jesteśmy nierozerwalnie związani z całym tym kosmosem, z ziemią, ze wszystkim. Nie ma czegoś takiego jak oderwanie. Nie ma czegoś takiego jak... Do końca nie wiem, jak to nazwać. Właściwie nie mam na to nazwy. Ja to nazywam po prostu kosmosem. Jest mama ziemia i tato kosmos. Tak bym to nazwał.
[30:23] - No dobrze. Kosmosem okej. Kosmos jest, jest wszechświat.
[30:27] - To jest natura. Ja lubię słowo na przykład natura.
[30:31] - Wiele tysięcy galaktyk jest. Ale kto to stworzył?
[30:34] - Ja jestem poganinem, jeżeli ci o to chodzi. Takim ekstremalnym poganinem, który lubi porozmawiać z drzewem, rozumiesz?
[30:42] - A! To poganin. To jest tak, jak kiedyś w Polsce było, że Słowianie nie wierzyli w Boga, ale do drzew czy do słońca się modlili. A do kogoś w ogóle się modlisz? Nie wiem. Właśnie chciałem się zastanowić, co myśli poganin. Bo mam znajomego, który jest poganinem, ale on uważa, że jeżeli umierasz, to już nic nie ma. A jak ty to traktujesz? Jak uważasz? Jeżeli umrzesz, gdzieś będziesz tam czy nie?
[31:17] - Ja uważam, że nigdy nie umieramy. Tylko nasze ciało może umrzeć.
[31:20] - Dobrze, ciało. Może miałeś taką audycję, w której tłumaczyłeś ludziom, że uważasz, że jak umrzesz, to kim jesteś po śmierci?
[31:35] - Jestem dokładnie tym, kim jestem tu i teraz.
[31:39] - Ale gdzie jesteś?
[31:40] - Słuchaj, mogę być w różnych miejscach. Nigdy nie wiadomo.
[31:43] - A, to OOBE. Już wiem.
[31:46] - Nie do końca. Można tak to nazywać. Jestem przeciwnikiem definiowania pewnych rzeczy, ponieważ uważam, że w momencie, kiedy zaczynam je definiować, pojawia się coś takiego, co nazywa się agendą, która za tym stoi. Pojawiają się jakieś wymyślone zasady. Pojawia się próba sformalizowania tego wszystkiego, upchania do bardzo wąskiej szuflady. A my naprawdę jesteśmy więksi niż ta szuflada. Jesteśmy więksi niż jakikolwiek kredens z tysiącem szuflad. Jesteśmy więksi niż planeta, na której stoi ten kredens.
[32:16] - Bardzo dużo filmów obejrzałem o agendach na YouTube, na innych stacjach internetowych. Poczytałem sobie po angielsku tak samo. I uważam, agenda to jest agenda. To jest taka bajka. Ale czytałem na przykład, jeżeli chodzi o UFO, to właśnie o niebie i piekle. Wróćmy do tego tematu. Dużo obejrzałem ostatnio programów na YouTube, że UFO to są demony, czyli diabeł, którzy się pokazują nam. Oni chcą coś nam przekazać. I tak się zastanawiałem nieraz, czy te zbuntowane anioły, które się zbuntowały przeciw Bogu, dążą do tego, żeby ludzie zaczęli bardziej w nie wierzyć niż w Boga.
[33:17] - Właśnie myślę, że to jest dobry moment, żebym ci precyzyjnie odpowiedział na pytanie, w co de facto wierzę. Wierzę w swoje własne doświadczenie, czy w tym życiu, czy w przyszłym, czy poprzednim. Już nie chcę tego definiować, ale wierzę w swoje własne doświadczenie. Czy w ciele, czy poza ciałem. Dokładnie w to wierzę.
[33:37] - Doświadczenie jest doświadczeniem, ale jeżeli żyjesz te 80 lat, czy 60, czy 50, czy 40, bo to nie zależy od nas, ale jeżeli umierasz, to co masz z tego doświadczenia?
[33:52] - Tak jak ci powiedziałem, my nigdy nie umieramy.
[33:55] - Umieramy jako nasze ciało fizyczne.
[33:58] - Co tylko ciało, ale dalej jesteś tą samą postacią, którą byłeś. Nie ma już artefaktów dookoła, także może się okazać, że kilka rzeczy, które myśleliśmy o sobie-
[34:10] - Artefaktów dookoła jest bardzo dużo.
[34:12] - Może się okazać później, że na przykład czasami przesadziliśmy i wydawało nam się, że jesteśmy kimś innym, bo się za bardzo skleiliśmy z czymś z tego życia. Jesteśmy tym, kim jesteśmy. To się niewiele zmienia. To, czy jestem tutaj w tym ciele i to, czy będę poza nim, czy byłem poza nim, czy gdziekolwiek sobie się wybiorę dalej, to naprawdę niczego nie zmienia. Dalej jestem tą samą istotą.
[34:39] - Ostatnie pytanie do ciebie, już nie będę zaprzątał głowy. Jeżeli jesteś niewierzący, to dlaczego robisz taką audycję z tematem, czy można trafić do raju? Gdzie jest raj? Gdzie jest paradise?
[34:59] - To nie ma nic wspólnego z wiarą. Poza tym ja nigdy nie powiedziałem, że jestem niewierzący. Ja po prostu wierzę w coś zupełnie innego.
[35:08] - Czyli?
[35:09] - Tak jak przed chwilą powiedziałem, dokładnie w to.
[35:15] - Do słuchaczy miłych chciałbym powiedzieć, żebyście wierzyli w Boga, bo można wierzyć. Ja wierzę, choć nie praktykuję, żebyście wierzyli w Boga. Choć dużo widziałem, byłem porywany przez UFO i widziałem UFO. Wstawiłem tam na YouTube 2012 rok, ten rok. Mój syn był porywany, ma straszne sznyty na plecach przez te porywania. Ja tego nie udostępniam, bo może jacyś nie wiadomo jacy ludzie przyczepili się do tego. On płakał po nocach, rano przychodził, mi opowiadał. Ja miałem to też, jak młody byłem. Moja żona też miała. Kiedyś w tej audycji też była taka audycja, co opowiadałem o tym.
I to wszystko jest uciszane. Tego w TVN ani w innych telewizjach nie powiedzą o tym, bo nie mogą. W BBC coś powiedzą, jakieś światełko przeleciało, jakiś meteoryt zleciał, wybuchł tam i okej. I choćbyśmy nie wiadomo jak na całości internetu to opisywali, wrzucali na różne strony, zawsze to uciszą. Raj jest rajem. Jest bardzo dużo innych planet i galaktyk, istnieją tak samo inne cywilizacje. Ja tak uważam. I one tak samo wierzą w raj. Jeżeli już podchodzimy do tej audycji o raju, bo dużo ludzi się wypowiadało, co oglądałem w internecie, że te obce cywilizacje mówią, że Bóg jest, tylko oni inaczej do niego podchodzą. My, ludzie jako do Boga podchodzimy, jesteśmy miernotą, jesteśmy upadłymi.
[37:11] - Właśnie ja tu bym się z tobą nie zgodził. Absolutnie.
[37:15] - Tylko w wojnę wchodzimy, tylko byśmy pieniądz liczyli i tylko patrzyli na kieszenie, kto ma jakieś pieniądze, żeby zabrać, żeby zarobić, żeby kupić dzieciom. Ale to jest system. Po prostu świat zrobił taki system. System piekła. U nas jest piekło, bo piekło polega na ziemi, na pieniądzach. Nie na niczym innym. Pieniądz to jest numer jeden, a to diabeł zrobił. Jeżeliby pieniądza nie było, to by na ziemi był raj. I bardzo dziękuję wszystkim słuchaczom. Nie wiem, jak wy się wypowiecie na ten mój temat, co powiedziałem teraz, ale pieniądz zrobił z ziemi piekło.
Gdyby nie było pieniądza, gdyby nie było biznesu, byłby na ziemi raj, by wszyscy ludzie fajnie żyli.
[38:03] - No właśnie, ja to dzisiaj powiem, co ja z kolei myślę na ten temat. Także dzięki wielkie za telefon.
[38:09] - Ja też dziękuję bardzo i pozdrawiam.
[38:11] - Pozdrawiam nawzajem.
[38:13] - Z Anglii pozdrawiam wszystkich.
[38:15] - Pozdrawiam.
[38:16] - Holandia pozdrawia Anglię. Pa pa.
[38:18] - Bye. No właśnie, to był telefon. To co? To może chwila przerwy na muzyczkę, a ja wrócę i opowiem wam, jakie ja mam refleksje na ten temat, bo wyszło to, w co wierzę, a w co nie wierzę. Ja tu nie chcę was za bardzo epatować tym, w co ja wierzę, a w co nie wierzę, bo to też uważam za taką prywatną sprawę. Czasami o tym mówię, ale generalnie nie lubię specjalnie poruszać tego tematu z prostej przyczyny. Wydaje mi się, że każdy z nas powinien odnaleźć to w sobie, że każdy z nas powinien się czuć komfortowo ze swoją własną kosmologią. Ja mam swoją własną kosmologię, która jest kurczę blade jak stąd. Nie wiem, czy jest jakaś ostatnia galaktyka w tym kosmosie, ale generalnie jest dosyć szeroka i długa. Ale ten temat zostawię na zupełnie inne okazje i na zupełnie inne okoliczności.
Jedyna refleksja, która z tego wynika, to taka, że właściwie każdy z nas, przynajmniej według mnie, powinien mieć swoją własną kosmologię i powinien zbudować ją od początku do końca i sam wiedzieć, kim jest, w co wierzy i jak się w tym czuje. I to jest najbardziej uczciwe podejście do samego siebie, najbardziej uczciwe podejście do życia. I to wszystko. O to chodzi, żeby każdy znał siebie i żeby każdy lubił swoją własną skórę, w której jest i swoją własną kosmologię, którą rozumie. A las szumi w tle, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafalio, retransmitowanej też w Radiu Paranormalium. Zapraszam dzisiaj wszystkich, tak jak wspomniałem przed muzyczką. Jak ktoś ma refleksje, proszę śmiało dzwonić. Nieważne w co wierzycie, nieważne jaką wiarę wyznajecie, nieważne jaką ja wyznaję. Liczy się nasza indywidualna refleksja. Taka jest moja opinia.
Dobra, to kończąc historię z tymi kosmonautami, bo to jest bardzo ciekawe, słuchajcie. Więc kiedy stwierdzono, że jeden kosmonauta doznaje takiego objawienia i nagle zaczyna odrzucać wszystkie te schematy myślowe, wszystkie te koncepcje i nawet, nie chcę tu nikogo urazić specjalnie, nawet wiara w jedynego Boga nie pomaga mu ogarnąć guzików na pulpicie, bo stwierdza, że właściwie doesn't make any sense at all. No to stwierdzono, że wysyłają parami tych kosmonautów. Nie parami, ale trójkami właściwie. Im więcej, tym lepiej tych kosmonautów. Oczywiście jest pewne ograniczenie technologiczne, żeby wysłać dużo ludzi w kosmos, bo wiadomo, że coś muszą jeść w tym kosmosie. No i wiele innych spraw. No i stwierdzono, że takimi dobrymi numerami, żeby ten kosmonauta nie zwariował z tego szczęścia w tym kosmosie jak to małe dziecko, które jeszcze nie wie o tym, że istnieje jakaś religia, istnieje jakiś dogmat, istnieje jakaś polityka, istnieje jakieś państwo, cokolwiek istnieje poza szczęściem i czasami potrzebą zrobienia przysłowiowej kupy, siku i zjedzenia czegoś sympatycznego. Postanowiono, że przyszyjemy sobie flagi do mundurów, że nie zapomnimy o telewizji i nie zapomnimy o politykach i nie zapomnimy o Bogu. Nie zapomnimy o tych wszystkich rzeczach, które nas trzymają w kupie, że po prostu razem, tu i teraz.
To jest mój kubek i ręce won od tego kubka. Czy jakoś tak. Bo wiecie, o co chodzi. Musimy stąd uciec. Musimy stąd uciec. Tak przynajmniej nam mówią. No oczywiście powstała alternatywa pod hasłem, że jest inne rozwiązanie. Zmieńmy zasady i zmieńmy napisy na kubku. Że teraz będziemy kontestować aktualne zasady. Ten kubek po prostu będzie dokładnie taki sam.
Tylko dopiszemy: „Nie dotykać, bo to mój kubek”. Dopiszemy, bo ja na przykład jestem albo coś tam, albo coś tam, albo coś tam. Generalnie tak, żeby dalej nie stracić tego kubka, żeby dalej był mój. Żeby dalej nikt go nie dotykał. Ale żeby nie było tak, że jestem za systemem oczywiście, żeby nie było tak, że ktoś się poczuł zbyt swobodnie, zbyt radośnie i zbyt wolnie i że tak powiem, dupsko nie odczuło tego bata. Mhm. No i tak poprzyszywano wszystkie te plakietki. Także pojawiła się alternatywa. Alternatywa postanowiła sobie nie przyszywać plakietek. Alternatywa postanowiła, że zamiast polityków zacznie bać się kosmitów.
No, na to wyszło. Aktualnie się pojawia coraz więcej, tak jak słuchacz stwierdził, chyba czyta mi w myślach, takich różnych dziwnych opinii, że kosmici przyjadą z kosmosu na jakimś wozie drabiniastym, następnie nas wszystkich żywcem zjedzą tak po prostu na śniadanie. Pojawiły się różne historie dookoła tego. Teraz zamiast wojny międzynarodowej możemy straszyć się kosmicznymi wojnami, bo oczywiście nie można przestać się bać. Ale żeby nie było, że jesteśmy tacy sami jak reszta tych parszywców, co to zbudowali ten straszny system, od którego my się tak strasznie odcinamy. My będziemy bać się dla odmiany czegoś ekstra. Czegoś ekstra innego, czegoś ekstra z kosmosu i tyle. Taka ekstra paranoja. Alternatywna paranoja, proszę państwa. Stworzymy sobie taką własną alternatywną paranoję.
Już nie obawa, że nam ktoś dmuchnie naszą flagę w nocy z obozu harcerskiego i wszyscy będziemy musieli pójść do lasu i szukać tej flagi. Nie, nic z tych rzeczy. Nikt nam nie odpruje plakietki. Żadnych takich spraw. Teraz inwazja przyjdzie z kosmosu. Każdy teraz pilnuje każdego z kanapy i prawi mu, co ma robić. I oczywiście poucza, jak przypadkiem ten świat jest zbudowany. Ostatnio dowiadujemy się różnych ciekawych rzeczy od różnych bardzo ciekawych charakterów, między innymi głównie w internecie, którzy mówią o galaktykach kosmicznych, o wszystkich tych dziwnych rzeczach. Opowiadają te niesamowite rzeczy. Te wszystkie sprawy, nie wszystkie, tylko część, o których wspomniałem w odcinku, gdzie mówiłem o całej tej historii z reptilianami.
Gdzie nikt oczywiście nie zastanowił się absolutnie nad kwestią tego, jak się komunikujemy z naturą, kim właściwie jesteśmy, że jesteśmy taką samą naturą jak to wszystko dookoła nas. Jesteśmy po prostu troszeczkę bardziej ubitym pyłem kosmicznym. Właściwie fizycznie zamieszkujemy taką zbitkę pyłu kosmicznego, który troszkę inaczej się trzyma kupy. Mamy pięć palców u rąk, pięć palców u nóg, głowę na karku. Niektórzy mniej lub bardziej. Anyway. Ale tak, żebyśmy przypadkiem nie mogli za bardzo wyskoczyć z tego wszystkiego. Tak sobie wymyśliliśmy troszeczkę. I żeby na tej kanapie sobie tam siedzieć i teraz sobie wymyślać, że dzieją się dziwne rzeczy, że nic z tego nie rozumiemy i że jesteśmy w więzieniu. Teraz jesteśmy z kolei w kosmicznym więzieniu.
Taka też odmiana ideologiczna. Dawniej było więzienie systemowe, a teraz już system to jest za mało. I teraz jest tak, że wszyscy jesteśmy w więzieniu na Ziemi, że Ziemia jest jednym wielkim więzieniem, że tu jest po prostu brzydko, nieładnie. Może czasami jest ładnie, jak ktoś pojedzie na wakacje, ale dalej jest w więzieniu, bo się starzeje, bo nie może już po prostu być taki sam, jaki był w wieku 15 lat albo w wieku 20 lat. Stąd wzięły się te wszystkie pigułki na mądrość, na czucie się lepiej, na dłuższe życie, na lepszą sierść i wszystkie tego typu historie. I to wszystko z kanapy teraz. Tak się zastanawiam, skąd to się w ogóle bierze i jak to się bierze. Bo oczywiście normalna sprawa, kiedy się wróci do tych wszystkich historii z powrotem, to się okazuje, że właściwie żaden z tych ludzi nie ma nic do zaproponowania. Jest to taki zbitek nowej wersji tego, czego mamy się bać. A mamy się bać.
Mamy się ciągle bać, nieustannie żyć w strachu. Nie ma między nami komunikacji. Ma być strach. Mamy być przerażeni nieustannie. Tylko takie pytanie, czy przypadkiem, tak jak powiedział słuchacz, z czym się absolutnie zgadzam, czy to nie jest tak, że to my kształtujemy tą naszą rzeczywistość? Jeszcze by się okazało, gdyby ci wszyscy dzielni wieszczowie, głosiciele tej nowej prawdy, że jest nowe zagrożenie z kosmosu, że nie wiadomo, co się stanie, że po prostu nas tu zjedzą na śniadanie. Gdyby ci wszyscy ludzie się tak zastanowili, to jeszcze by się okazało, że to my sami. Ale to jest taka ciężka historia troszkę do przegryzienia dla wielu z nas, ponieważ tu już w zapasy i na piedestale postawiono nowych liderów, którzy z kolei tak jak dawniej starzy mieli za nas rozwiązać wszystkie sprawy. Tak samo ci nowi liderzy się pojawili i ci nowi generalnie będą rozwiązywać za nas te wszystkie nowe sprawy. Pojawili się nowi nauczyciele.
Zawsze będzie na kogo zrzucić. Zawsze będzie. Taki właściwy wybór po prostu. Taki właściwy wybór sprowadza się do opcji na taką, w mojej opinii, klasyczną autodestrukcję. Jedni lubią tą autodestrukcję w mundurkach, żeby sobie przyszli tą chorągiewkę danego narodu, flagę narodową, jakieś takie hasła, swoje własne imię, jakby zapomnieli przez przypadek, jak mają na imię i nazwisko. A inni bez munduru z kolei, ale za to na przykład będą czekali na coś. Oni już nie noszą munduru, ale będą czekali na coś. To jest ta słynna historia noworocznych postanowień. A gdyby się tak zastanowić, moi drodzy, co by się stało, gdy pewnego roku, kiedy wszyscy się tak zastanawiamy nad tymi noworocznymi postanowieniami, żeby wszystko było naprawdę super wypas ekstra i my od tego nowego roku już będziemy innymi ludźmi, się naprawdę zmienimy, nie będziemy robili tych wszystkich dziwnych rzeczy, które robiliśmy wcześniej. A tu nagle ktoś nam zdmuchnął Nowy Rok i nie ma Nowego Roku.
God damn, co teraz zrobić? Nie ma Nowego Roku, nie można zacząć postanowienia. Jedni i drudzy wieszczą katastrofę. Jak nie systemową, to oczywiście duchową. Wszyscy wiecznie żyją w strachu. Taki po prostu nieustanny stan katastrofy, permanentna katastrofa i oczekiwanie na jeszcze większą. Bo oczywiście według tych wszystkich ludzi ta katastrofa jeszcze się nie wydarzyła. Ona w ogóle jest w drodze, jak wszystkie katastrofy. Bo głupio byłoby się przyznać, że właściwie żyje się w katastrofie, bo wtedy okazałoby się, że coś jest nie halo, coś po prostu w ogóle nie działa. Więc trzeba wywieszczyć jeszcze lepszą katastrofę.
Bo takiej na co dzień to już wszyscy przestaliśmy się bać, bo już wszyscy przywykliśmy do tego, że jak walniemy się młotkiem w palec, to będzie bolało. To sobie wymyślmy po prostu jeszcze większy młotek i walnijmy się we wszystkie palce naraz. I pewnego dnia to się wydarzy. Pewnego dnia ten wielki młotek po prostu walnie nas nie w palce jednej ręki, tylko nas przywali w nogi, ręce i w głowę jeszcze nas przywali ten młotek. Że nadchodzi katastrofa, permanentna katastrofa, strach po prostu. Trzeba się bać tej katastrofy oczywiście. W ramach obawy przed tą katastrofą musimy szybciutko znaleźć sobie nowych nauczycieli. Każdy, kto jest w miarę wyszczekany, wygadany po prostu będzie teraz nowym nauczycielem, bo on sobie lepiej radzi niż ja na przykład. Albo znajdziemy sobie nowych liderów, bo jak to tak samodzielnie? Musimy w grupach z powrotem razem, tak wspólnie, do kupy wszyscy.
Już nie w mundurach, ale tym razem bez mundurów. Jakby mundur generalnie zdejmował z nas tą psychozę. Ale się okazuje, że nie do końca chyba jest z tą paranoją, że ona znika tylko i wyłącznie jak zdejmiemy mundur, bo w ostatnich czasach się okazuje, że paranoja chyba nie zależy od munduru. Tak coś mi się wydaje, że jedni i drudzy mają chyba troszkę ten sam setup w głowie. Ja oczywiście mogę się mylić, mam do tego prawo. Każdy z nas ma do tego prawo. Anyway. Oczywiście wszyscy są winni, bo to jest taka klasyczna historia związana z tą paranoją, że oczywiście to nie my. To nie jest nasze działanie na co dzień. To nie jest to, co siedzi w naszych głowach.
To nie jest to, co się manifestuje przez nasze działania. Nie, skąd. Ależ absolutnie. Ja? Nigdy w życiu, proszę pana. Ależ nawet o tym nie pomyślałem. Co pan mówi? Przecież ja nigdy w życiu. „Ja kocham dzieci i zwierzęta” — tak mawiał Goebbels, zdaje się. Tak chyba każdy mawiał, że kocha dzieci i zwierzęta.
Ale ja? Co wy? Przecież nie ja. Oczywiście dzięki temu zawsze jest na kogo zwalić. Aktualnie takim bardzo popularnym trendem stało się zwalanie na różne dziwne istoty, które się manifestują dookoła nas. Ja mam dookoła tego swoją własną koncepcję. Moja koncepcja jest właściwie bardzo prosta i zamknąć się w jednym zdaniu, że sami tworzymy te istoty. One oczywiście, jak wiele różnych bytów, mieszkają w różnych wymiarach dookoła nas. To już inna sprawa. Nie chcę tu was zamęczać swoją własną kosmologią, ale tak, absolutnie wierzę w to, że nie jesteśmy jedynymi kolesiami i dziewczynami, powiedzmy istotami, które się po prostu bujają po tej planecie, żeby już nie być takim segregatorem płciowym.
Generalnie naprawdę nie jesteśmy jedyni. Jest tu masa różnych istot. To, że ich nie widzimy, to jest tylko kwestia naszej percepcji i to wszystko. To jest właśnie to moje słynne jedno zdanie. To było jedno zdanie? Nie, ale powiedzmy, że aspirowało do miana jednego zdania. Generalnie wszyscy sobie wykrakaliśmy to i bardzo łatwo jest doprowadzić do takiej sytuacji, że nasze wspólne umysły, taki wspólny strach stworzył coś takiego, czego świetnym przykładem jest chyba każdy konflikt zbrojny. Absolutnie. Jest grupa ludzi, która ma spolaryzowane opinie i druga grupa ludzi, która też ma spolaryzowane opinie. I pojawiają się ludzie, którzy mówią: „Hej, zaraz”.
A to szczególnie są liderzy, przywódcy duchowi, nauczyciele. Wszyscy ci dzielni ludzie, którzy wpadli na genialny pomysł, że nauczą wszystkich innych, jak mają żyć, bo oczywiście nikt inny nie wie poza nimi. Więc stwierdzili, że żeby to wszystko się trzymało w kupie, trzeba mieć jakiegoś wroga. A najlepiej jest mieć wroga takiego, którego jest blisko skopać, żeby nie było daleko i żeby było generalnie łatwo i wygodnie. Więc stąd się biorą wojny, jeden kraj na drugi. To oczywiście z czasem się zmieniło. Ci cwaniacy, że tak powiem, troszkę dorośli, bo wiadomo, że jak jest wojna obok, to troszeczkę taka lipa, bo często jest tak, że ludzie się doskonale znają. Przez jedną granicę, przez rzekę się ludzie znają. To najlepiej zrobić wojnę na drugim końcu świata. Taki klasyczny przykład to jest Ameryka, tak zwane Stany Zjednoczone, gdzie nieustannie jest jakaś psychoza terrorystów, nieustannie ktoś próbuje zaatakować wielką Amerykę, zniszczyć amerykański mit o wolności, równości i bogactwie i amerykańskim dolarze.
Także trzeba szybciutko wysłać tam jakieś rakiety z ładunkiem nuklearnym albo jakimś troszkę radioaktywnym. Trzeba wysłać tam kilku psychopatów, tym razem w mundurach i niech oni walczą, niech tam będzie wojna. My u siebie powiemy, że jest terroryzm, zagrożenie terrorystyczne. Wysadzimy kilka budynków, tak jak George Bush wysadził World Trade Center i wszystko będzie okej. Zwalimy na terrorystów. Dzięki temu wszyscy się przestraszą. I działa. Słuchajcie, działa absolutnie, bo jak się okazuje, pomimo zmiany dekoracji niewiele się często zmienia pod dekoracją. Oczywiście wszyscy dalej są rozżaleni. Absolutnie.
I oczywiście cały czas jest na kogo zwalić, bo cały czas jest ktoś winny. I cały czas szczęśliwie dla wielu, wielu z nas może czuć się po prostu ofiarami. W końcu ta planeta to więzienie. Jesteśmy w więzieniu i powinniśmy czuć się ofiarami. Te wszystkie złe historie, te wszystkie złe sprawy. Musimy się tym epatować nieustannie. Musimy nieustannie czytać newsy, nieustannie sprawdzać, gdzie wybuchła jaka nowa wojna, gdzie czeka nas kolejne zagrożenie, gdzie musimy być bardzo ostrożni. Właściwie musimy być ostrożni wszędzie, bo zagrożenie czeka na nas wszędzie. W końcu jesteśmy ofiarami. Tak od początku do końca.
Ja pamiętam taką swoją historyjkę. Byłem bardzo młody. Wylądowałem na wakacjach gdzieś tam w Kotlinie Kłodzkiej, w zamierzchłych czasach przeszłości, która gdzieś zginęła w odmętach historii. I tam jest taka malutka rzeczka, która sobie płynie i po jednej stronie rzeczki jest Polska, a po drugiej była Czechosłowacja. Jako że byliśmy dzieciakami, a dzieciaki z drugiej strony też były dzieciakami i jak to dzieciaki nie rozumiemy troszkę idei przyszywania sobie plakietek z flagą ani wszystkich tych szalonych pomysłów, ani to, w co kto wierzy i co wyznaje. Najważniejsze były cukierki, bo wiadomo, że cukierki sprawiają frajdę, więc czeskie cukierki, a szczególnie lentilki czekoladowe były po prostu doskonałe. A z kolei tam w drugą stronę krówki. A strumyk był taki mały, wystarczyło zrobić dwa kroki, już się było w Czechosłowacji. Nie było oczywiście żadnej Straży Pogranicznej. Ona sobie tam przejeżdżała kontrolnie raz na jakiś czas sprawdzić, czy te wredne, cholerne bachory przypadkiem nie robią czegoś wbrew prawu.
Ale jak jechał jakiś jeep czy to był taki gazik wo-pi-stów, to oczywiście elegancko wszyscy wracali na swoją stronę, odchodzili od strumyka, tam siedzieli i tam udawali, że nic się nie dzieje. Ale jak tylko znikali, to oczywiście trwała wymiana na cukierki, taka nieustanna wymiana cukierki. Słuchajcie, i nikt z nas nie kumał. I te dzieciaki po czeskiej stronie i ja z tymi dzieciakami po polskiej stronie w ogóle nie kumaliśmy O co chodzi tym dorosłym ludziom? Czy oni są już naprawdę tak wykręceni? Co oni mają w głowach? Co się tam porobiło? O co tu w ogóle chodzi? Przecież my sobie cukierki rozdajemy. Przecież nie robimy nic wielkiego, po prostu rozdajemy sobie cukierki, bo oni mają krówki, my robimy czekoladowe dentylki.
Sprawa była tak oczywista, jak słońce. Jak przysłowiowy schemat cepa. Nie docierały do nas złożoności tego świata i wszystkie zawirowania polityczne i ideologiczne. Szczęśliwie się wymienialiśmy tymi dentylkami, ale wakacje się skończyły, trzeba było wracać. Niemniej refleksja w głowie pozostała dokładnie ta sama, czyli duży znak zapytania. Nawet nie będę próbował go komentować, ale generalnie bardzo duży znak zapytania. I ten znak zapytania do dzisiaj siedzi mi w głowie. Już troszkę z lepszym rozwiązaniem, bo to już nie jest tylko znak zapytania. Teraz już wydaje mi się lepiej ogarniam, co bym chciał, a czego bym nie chciał. Ale to każdy z nas indywidualnie chyba musi ogarnąć.
Chyba nie chyba, tylko na pewno. I tak pojawiło się pytanie: a co by było, gdyby tak każdy, zamiast jarać się owymi tragediami i tym, że jest nieustanną ofiarą losu, łaskawie zauważył, że może zrobić coś fajnego i prostego? Nie mówię o dużych, wielkich sprawach. Mówię o naprawdę prostych drobiazgach na co dzień. Co by było wtedy? Co by się stało? Choćby wziąć ten swój ulubiony kubek z napisem czy bez, taki kubek, bez którego wydaje nam się, że nie możemy żyć, zapakować go ładnie w jakiś błyszczący, szeleszczący papier i oddać go komuś w prezencie. Możemy oddać przyjaciołom. A co by było, gdybyśmy wzięli ten swój ulubiony kubek, o który dbamy, chuchamy i nie pozwalamy nikomu dotknąć tego kubka i po prostu oddać komuś nieznajomemu. Co by się stało?
Tak po prostu oddać mu kubek w prezencie, żeby się nim zajął. Dać coś od siebie, bez żadnych oczekiwań. Co by się wtedy działo? Takie refleksje pojawiły mi się w głowie. Ja oczywiście pożyczyłem swój ulubiony kubek. Czasami korci mnie, żeby sobie jakiś kubek ulubiony zmontować i mieć jakąś taką rzecz, do której się przykleję w kuchni, że wstanę rano i jeżeli będę chciał kawkę, to sobie zrobię zawsze w tym swoim ulubionym kubku. Oczywiście lubię białe kubki i nie będę tu udawał, że nie lubię białych kubków, ale z drugiej strony pewnego dnia dotarła do mnie refleksja: Tomek, człowieku, weź ty już dorośnij. Weź jakikolwiek kubek, kubek, w którym da się wypić kawę i to wszystko. To nie chodzi o kubek. Jeżeli masz problem z kubkiem, to jedynym rozwiązaniem jest wziąć i go komuś zwyczajnie oddać w prezencie, żeby nie było tego cholernego problemu, że ciągle jesteś z czymś sklejony.
I tak sobie sam do siebie powiedziałem. Oczywiście tak też zrobiłem. Do dzisiaj, właściwie od paru lat, nie mam swojego ulubionego kubka, chociaż przez chyba pół swojego życia, jak nie więcej, miałem psychozę manikalną na tym punkcie, jak chyba większość świata, żeby mieć swój ulubiony kubek. Kubek własny z napisem albo bez, albo z logiem, albo z czymś tam. Po prostu mieć taki fetysz, zaczynać dzień od swojego fetyszu. Zaczynać od swojej takiej dziwnej, patologicznej mantry, takiej paranoi, że bez tego kubka ta kawa nie będzie smakowała, co oczywiście jest kompletną bzdurą, bo ten kubek nie zmienia smaku kawy. Ta kubka kawy, którą się tam wsypuje, zawsze generalnie smakuje tak samo. To naprawdę nie ma z tym absolutnie nic wspólnego. No właśnie. Co by było, gdybyśmy tak z tymi kubkami zrobili z całą resztą spraw dookoła nas, szczególnie z tymi, z którymi się sklejamy?
Tak wziąć i po prostu oddać. Co by się z nami stało? Co by się stało? Bez żadnych oczekiwań. Opuściłby nas strach? Opuściło to doświadczenie skorumpowania owym strachem? Słuchajcie, pamiętacie na pewno i na pewno słyszeliście milion razy opowieść pod tytułem, że jeżeli jest źle, jeżeli jest tragiczna sytuacja, to człowiek uczy się o wiele szybciej i że nad tyłkiem musi wisieć bat. To są te wszystkie historie związane: „Bo jak nie czuję ciśnienia, to nie robię tej roboty, to ciśnienie mnie speeduje” i tak dalej. Wszystkie te opowieści. W swojej zawodowej pracy, bo tak się złożyło, że mam zawodową pracę, spotykałem się bardzo często z sytuacjami, gdzie coś się wywaliło.
W języku profesjonalnym nazywa się to damage management albo jakoś tak. Czyli zarządzanie katastrofą, można tak przetłumaczyć. Kiedy wszystko się wali i wszystko jest poza terminem albo coś takiego i trzeba po prostu ogarnąć wszystkie sprawy, bo nie tylko ja, nie tylko ktoś obok, ale wszystko potoczyło się w niewłaściwą stronę i trzeba wszystko to elegancko zorganizować. I tak się zastanowiłem, co by było, gdybyśmy zamiast uczyć się w takich sytuacjach, poszli troszkę po rozum do głowy. Nie jestem jedynym człowiekiem, który się zastanawia nad takimi sytuacjami. Zastanowiło się nad tym gremium lekarskie, które zajmuje się badaniem czegoś, co się nazywa PTSD po angielsku, czyli post-traumatic stress disorder, czyli stresu pourazowego, który występuje u żołnierzy. Występuje nie tylko u nich, ale też u normalnych ludzi. To jest kwestia naszego życia, że nieustannie gonimy za tym, żeby zapłacić rachunki, żeby osiągnąć swoje własne cele, żeby zrealizować swoje marzenia, kupić sobie swój ulubiony kubek ze złota, a on tani nie jest. Kupić jeszcze taką wypasioną szafkę, do tego jeszcze dom taki ekskluzywny, jak gdzieś mają 20 sypialni i tak dalej. Jeszcze 30 samochodów do tego, że przecież ten kubek musi gdzieś stać.
Ten kubek nie może mieć otoczenia byle jakiego. To jest nasz kubek i otoczenie tego kubka jest najważniejsze. Nie może być byle jakie, musi być najdroższe. Co by było, gdybyśmy odwrócili tą całą historię? I panowie Psycholodzy, lekarze, którzy się zajmują właśnie tym stresem pourazowym, zauważyli, że ludzie, którzy generalnie mają taki problem w życiu, że muszą do tego kubka przykleić jeszcze rolls-royce'a, muszą przykleić kilka posesji, które mają po 20 sypialni, których nigdy na oczy nie widzieli, że oni mają bardzo poważny stres pourazowy. Generalnie znika empatia, czyli znika najważniejszy element ludzkiego życia i ciężko to ogarnąć, bo w tym momencie zamieniają się po prostu w takie bezmyślne roboty. Każdy z nas się zamienia w bezmyślnego robota, kiedy popada w stres, bo w tym momencie włącza się coś takiego dziwnego w mózgu. Przestajemy w ogóle procesować jakiekolwiek informacje w normalny sposób, tylko zajmujemy się traktowaniem świata jako nieustannego zagrożenia. To, czym się zajmuje na przykład większość chyba populacji aktualnie w Ameryce, która wywiesza flagi amerykańskie i cieszy się z każdej bomby spuszczanej na terrorystów, nie zdając sobie sprawy, że tym terrorystą jest z reguły trzyletnie dziecko w szpitalu i tym ładunkiem wybuchowym, o który chodzi, to jest kroplówka podłączona do tego dziecka. Także dla nich to wszystko jest terroryzmem.
W Anglii jest troszkę lżej z tym. Tutaj rząd próbuje też każdemu wmówić, że wszędzie na świecie są terroryści, którzy tylko czyhają na nasze zdrowie, chcą nas wszystkich pozabijać. Normalna sprawa. Zarabiają na tym niezłą kasę. Dzięki temu mogą sobie kupić tego swojego umarzonego, wymarzonego rolls-royce'a do tego kubka, ulubionego kubka, żeby z tym kubkiem podejść do tego samochodu i powiedzieć: „Now I got it. Now I got it”. I tak właśnie sobie żyją. I generalnie ci ludzie mają bardzo poważne problemy mentalne. Zresztą, słuchajcie, nie jest to żadną tajemnicą. Wystarczy się przyjrzeć współczesnej ekonomii, gdzie właściwie nie wiem, czy należy to w ogóle komentować, czy w ogóle jest sens komentowania tego wszystkiego.
Każdy z nas widzi, jak świat wygląda dookoła i, że tak powiem, konia z rzędem albo 30 koni z pełnym rzędem, z zaprzęgiem, z wozami daje każdemu, komu przyjdzie do głowy, że to jest normalne. Wszyscy wiemy, że to jest po prostu kompletnie chore. Naprawdę nie trzeba tutaj być Sherlockiem Holmesem. Jest to sprawa związana właśnie z tym stresem pourazowym, bo to się nasila po prostu im dłużej, im większe ciśnienie, im więcej gadżetów, im więcej owej paranoi w naszym życiu, tym po prostu większy odcisk na mózgu, mówiąc tak bardzo kolokwialnie. I to doświadczenie nas tak korumpuje, ten cały strach, ta cała paranoja, że zaczynamy się bać mówić, co myślimy, że zaczynamy bać się w ogóle komunikowania z ludźmi, że w ogóle komunikacja na przykład staje się towarem. To jest jeden z takich bardzo ważnych czynników. Jeżeli ktokolwiek każe sobie płacić za komunikację, za informację, to znaczy, że prawdopodobnie popadł w paranoję. Tak zwyczajnie, bo informacja jest po to, żebyśmy się nią dzielili. Tak zostaliśmy skonstruowani. Po to człowiek dostał ręce, po to człowiek dostał nogi, po to człowiek dostał uszy i aparat mowy, żeby móc wyartykułować jakąś treść, prawda?
A generalnie artykułujemy informację. I jak się okazało, nikt z nas nie zapłacił ani za to, że ma ręce, ani za to, że ma nogi, ani za to, że może coś powiedzieć. Ale jak tylko łapiemy się na tym, że dzięki temu możemy kupić sobie to całe otoczenie naszego ulubionego kubka, którego nikomu nie oddamy, to w tym momencie włącza się właśnie owa paranoja. Zaczynamy pilnować, bo być może pewnego dnia pojawi się jakiś cholerny terrorysta, który sprzątnie nam nasz kubek sprzed nosa. I co wtedy? I co wtedy? Właśnie wtedy nasz cały świat by się zawalił. A gdyby nastała ta nowa era i telepatia na przykład w tej nowej erze, to ciekaw jestem, ilu z nas straciłoby automatycznie przyjaciół, bo okazałoby się, że ta cała pogoń za tym stresem pourazowym to jest taki syndrom kobiety, która jest nieustannie bita przez męża alkoholika, ale nieustannie do niego wraca. To jest dokładnie to samo z kubkiem, który bardzo lubimy. I co by się stało, gdybyśmy wszyscy zaczęli słyszeć swoje własne myśli?
Co by się wtedy stało? Ale ja wrócę tutaj do naukowców, o których wspomniałem, bo tak zacząłem, a się rozbiegłem gdzieś obok. No więc sprawdzono, o co chodzi z tą edukacją i z tym mitem, że jak ktoś nas kopie w tyłek, to się lepiej uczymy, jesteśmy bardziej wydajni i że w ogóle świat jest lepszy, że w ogóle wszystko jest lepiej. Okazuje się, że jest to absolutnie bzdura. To jest główny powód, dla którego większość z nas, jeżeli na przykład skończyliście jakiś już może nie sędziwy wiek, ale jakiś normalny wiek, zapomniała praktycznie wszystko, czego się uczyła w szkole. To jest dokładnie powód taki naukowy, taki normalny, biologiczny, ponieważ informacja, którą przyswajaliśmy, w większości przypadków przychodzi do nas ze stresem, z takim ciśnieniem, że jak jej nie zdobędziemy, nie zdamy egzaminu, nie zrobimy czegoś, to generalnie skończymy na samym dnie pod mostem albo jakoś tak. Generalnie po życiu już nie będzie fajnego życia, nie będzie już własnego kubka, nie będzie tego opakowania tego kubka, nie będzie tego fetyszu dookoła, nie będzie można nikogo tą szpicrutą tłuc i nie można będzie po prostu się zabawiać w te wszystkie gierki, zabawy związane z tą paranoją i z kultywowaniem tej paranoi. Okazało się, że jest inne rozwiązanie, a przyszło właśnie razem z terapią dla wojskowych, którzy wrócili z Iraku i Afganistanu razem z tym stresem pourazowym. Okazało się, że jest to MDMA. Ja tu dzisiaj nie nią, MDMA, chociaż oczywiście jeżeli jesteście dorośli i macie problemy naprawdę takie ze sobą, po prostu nie ogarniacie pewnych spraw, macie problemy z lękami, problemy przede wszystkim z empatią, problem z przywiązywaniem się do przedmiotów polecam każdemu.
Po prostu czyści człowieka tak jak trzeba. Okazało się, że podawana oczywiście przy lekarzach specjalnym set and settings, bo to nie jest oczywiście kwestia pójścia na imprezę i wrzucenia sobie tabletki extasy, tylko to jest po prostu kwestia czystego MDMA i zrobienia tego we właściwy sposób z terapeutą, który nam pomaga. To jest bardzo istotna sprawa. Niekoniecznie wszyscy muszą to robić z terapeutą. Niech każdy robi tak, jak lubi. Ja polecam taką normalną rzecz z terapeutą, z człowiekiem, który nas ogarnia, pomaga nam się przede wszystkim samemu ogarnąć. To jest bardzo pomocne i właściwie chodzi o wyleczenie się z pewnych psychoz maniakalnych, właśnie takiej fetyszyzacji materii dookoła nas. Okazuje się, że raporty ludzi, którzy wyleczyli się z tego stresu pourazowego, a ten stres manifestuje się na przykład próbami samobójczymi, agresją, wszystkimi złymi rzeczami, o których z reguły czytamy na pierwszych stronach gazet. Wielu z nas ma taką jazdę, że na przykład lubi nieustannie w nieskończoność powtarzać gówniane historie. Po prostu mówić co, gdzie źle poszło.
To jest taki klasyk, czyli taki klasyczny przypadek żony alkoholika, która wie, że jeżeli chce mieć normalne życie, musi je dramatycznie zmienić, zostawić tego faceta i zająć się czymś normalnym. Ale ona do niego wraca. To jest dokładnie ten sam numer, że my wracamy do tego kiepskiego newsa z gazety. Wracamy na stronę jakiegoś portalu, gdzie czytamy o wojnie, sprawdzamy ilość ofiar, oglądamy newsy w telewizji i wszystkie te zabawne historie. Właśnie mi się tu zwiesił komputer, a ja zaraz do was wracam. Znaczy zwiesił się tylko jeden komputer. Także zniknąłem wam z czata i zniknąłem wam ze Skype'a. Ale zaraz, zaraz tu jestem. Także co się okazało przy tych terapiach? Okazało się z tych raportów, które pisali pacjenci, bo tam jest taka historia, że pacjent po tym pisze raport z tej całej historii, co o tym wszystkim myśli.
Takie ciekawe doświadczenie. Pacjenci stwierdzili, że miłość, odczuwanie empatii nauczyło ich najwięcej. Fenomen. Jest to tak potężne doświadczenie, że tam są trzy, cztery, pięć sesji. Zależy jak głęboko ten stres pourazowy tkwi w nas, że po pewnych ilościach sesji człowiek w ogóle wychodzi z tego i zaczyna się inna percepcja świata. I okazuje się, że wcale nikt nie musi nas kopać w tyłek, ale przede wszystkim nie musimy się sami kopać w tyłek. Nie musimy robić z siebie żadnych ofiar, nie musimy się straszyć nawzajem nieustannie horrorami i tym, jak kiepskie jest życie i kto zrobił coś kiepskiego, żeby zrobić po prostu swoje życie i żeby zrobić je we właściwy sposób. Jak się okazuje, wszystko działa w zupełnie inną stronę. Prosta sprawa niby, prawda? Bo w sumie każdy z nas miał doświadczenie w życiu pod tytułem: spotkanie z małym dzieckiem.
Naprawdę każdy z nas. To nie jest żadna chyba kosmiczna sprawa dla was, słuchaczy, moi drodzy. Absolutnie. Każdy widział małe dziecko i każdy zauważył, że małe dzieci się po prostu nieustannie cieszą i w taki sposób się uczą. Generalnie, jeżeli chcemy się czegoś nauczyć, to najlepsza opcja i to nie jest wcale dowcip, jest już potwierdzone medycznie. Badań jest aktualnie bez liku. Badania są robione w Portugalii, badania są robione w Hiszpanii, są robione przez Fundację MAPS, są robione w Stanach, są robione tu w Anglii. I okazuje się, że właśnie przez radość, zabawę, empatię i bycie po prostu radosnym człowiekiem, człowiek uczy się najbardziej, ponieważ wiedza, która przychodzi do nas obarczona tym stresem buduje bardzo toksyczne połączenia w głowie. I kończy się tak, że jesteśmy wyedukowani, potrafimy milion rzeczy, ale nasza komunikacja społeczna w ogóle nie funkcjonuje. W sensie tak mądrze brzmi komunikacja społeczna.
Po prostu moja relacja z tobą słuchaczko albo z tobą słuchaczu po prostu by nie zadziałała, bo na przykład miałbym ten problem w głowie, że ciągle oceniam tą sytuację, że ciągle staram się sprowadzić coś do poziomu zamknięcia w szufladzie i przylepienia etykietki na tą szufladę, że ciągle procesuję jakąś myśl pod tytułem: o, ci są kiepscy, tamci są jeszcze gorsi, a ci są tacy, a tamci siacy, a ten jest głupi, a tamten głupi nie jest. Wszystkie te historie związane z oceną. Tak naprawdę te wszystkie oceny biorą się dokładnie z nas samych, indywidualnych. To są nasze samooceny o samych nas, które po prostu przylepiamy do innych ludzi. W psychologii się to nazywa po prostu przeniesienie. Większość tych rzeczy, które mówimy o innych ludziach, czy to jestem ja, czy to jesteś ty słuchaczko, czy ty słuchaczu, to są rzeczy, które tak naprawdę myślimy o sobie. I nie jest to żaden dowcip. To jest kwestia przeniesienia. Tylko nam bardzo ciężko w tym całym sfety szyzowanym świecie uwierzyć, że to jest nasz problem, że to jest nasza sprawa, że to my musimy siąść albo usiąść przed lustrem i zastanowić się. Ja na przykład musiałem usiąść i zastanowić: Tomek, zaraz, dlaczego myślisz o tym kolesiu w taki sposób?
Czy przypadkiem nie jest tak, że to ty sam jesteś tym kolesiem? I to jest taka refleksja, która sprowadza nas bardzo mocno do parteru i sprowadza do takiego parteru, z którego już ciężko się podnieść, bo podłoga jest wybetonowana, nie mamy nawet metalowej łyżki, żeby jak hrabia Monte Christo wydrapać tunel i uciec tym tunelem. Nie ma żadnej piwnicy pod spodem, pod tą podłogą. Po prostu lądujemy na tej zimnej, betonowej podłodze i okazuje się, że to my sami tworzymy rzeczywistość, w której żyjemy. I takie jest elementarne doświadczenie naszego życia. Agencje reklamowe doskonale o tym wiedzą i wiedzą, że odcięcie nas od takiej normalnej empatii, spolaryzowanie naszych relacji działa doskonale. Dlatego w wielu miejscach jest na przykład zakazana tak zwana reklama komparatywna, czyli reklama porównawcza, czyli pakowanie nas w taką sytuację, że ktoś nam pokazuje jeden produkt i mówi: ten produkt jest syfiasty, pokazuje drugi produkt i mówi: nie, a ten jest już super. To jest właśnie próba takiej sztucznej polaryzacji. To jest nieustanna walka, czy Pepsi Cola, czy Coca Cola. Efekt jest taki, że wszyscy piją to gówno.
Może nie wszyscy. Ja szczęśliwie nie piję tego gówna, ale generalnie masa ludzi pije ten shit i ma później bardzo poważne problemy zdrowotne. To troszeczkę trzeba parę lat poczekać i to wszystko wraca do organizmu. To wszystko wraca. Nawet jeżeli nawet nie te problemy zdrowotne ich, to się okazuje, że te napoje gazowane są produkowane w obozach przymusowej pracy gdzieś tam, gdzie ludzie nie mają żadnego wyboru poza tym, że muszą do tego obozu po prostu pójść i wypracować pieniądze, żeby móc napić się zwykłej wody albo nakarmić swoje dzieci. I tak dalej. Taki syndrom oceny i wszyscy ludzie z takich porządnych agencji reklamowych, gdzie są specjaliści od psychologii, doskonale to wiedzą. Absolutnie doskonale to wiedzą. I dlatego reklamy bazują na naszych najniższych instynktach i przede wszystkim bazują na fetyszyzacji. Dlatego ta dziewczyna musi wsiąść do ładnego samochodu albo ten samochód musi mieć ładną dziewczynę obok, albo ten telefon, albo coś takiego.
To jest dokładnie taka historia. Ale też wszyscy ci specjaliści z agencji reklamowych doskonale wiedzą, że To działa tylko na tych, którzy chcą takiego świata. To jest taki fenomen. Tego nikt nie mówi głośno, bo okazałoby się, że reklamy nie działają. Taka jest prawda. Oczywiście wiele mitów o podprogowych reklamach, o tym, że jesteśmy programowani, że jesteśmy ofiarami, że cały świat jest winien temu, że my robimy to, co robimy, nagle by runęło z łoskotem i rozbiło się o tą betonową podłogę. A prawda jest niestety brutalna. Reklamy działają tylko na tych, którzy chcą, żeby reklamy na nich działały. I to jest najcięższa harówa w agencjach public relation, żeby zmusić ludzi do wiary w reklamy. Dlatego się robi na przykład teksty reklamowe, które wyglądają jak normalne artykuły, po to, żeby nas wrzucić do tego worka, żebyśmy to kupili.
Tak zwane materiały sponsorowane. Dlatego wszystkie te firmy sponsorują tak zwane imprezy charity, czyli te wszystkie charytatywne sprawy. Po to, żeby przy wszystkich takich pozytywnych rzeczach, żebyśmy widzieli te reklamy, po to, żeby później można było nas spolaryzować, żebyśmy czuli, że jesteśmy częścią tego świata, żebyśmy w to uwierzyli. Na tym polega ta zabawa. To nie jest zabawa, która jest zmuszaniem nas do czegokolwiek. Absolutnie. Oni nam tylko dają propozycję i na tym to polega. Ta propozycja musi być wystarczająco zachęcająca, efektywna, taka sweet. My musimy za nią pójść, wręcz pobiec. I musimy mieć tą tendencję, żeby za nią biec.
I wszystko dookoła tego musi wyglądać w miarę naturalnie, żebyśmy przypadkiem po drodze się nie zastanowili w pół kroku i nie powiedzieli: „Ej, zaraz, zaraz, gdzie ja właściwie biegnę? Czy jest sens tej gonitwy?”. Chodzi o to, żebyśmy nie wpadli na ten pomysł. Jak się okazuje, wielu z nas ma ciągle tą tendencję do swojego ulubionego kubka i kiedy jest w połowie drogi, kiedy nagle się zawaha i zastanowi: „Zaraz, zaraz, czy ja muszę to biec?”. Nagle ktoś ci podaje kubek do ręki i mówi: „Słuchaj, to jest twój ulubiony kubek. Biegnij do mety. Biegnij. Masz tu kartę kredytową w zęby i biegnij do tej mety. Będziesz biegł przez całe życie do tej mety. Całe życie”.
Taki pomysł. I bardzo wielu pobiegło. Cały świat pobiegł. Najzabawniejsze jest to, że bardzo wielu ludzi, którzy pobiegło do tej mety, zaczęło teraz alternatywnie robić coś alternatywnego. Czyli teraz zamienili mundury i naszywki. Teraz nie noszą naszywek i mundurów i zmieniono opakowanie tej mety. Dalej jest ten sam kubek w ręku, dalej są fetysze, tylko te fetysze już wyglądają inaczej. Teraz oczywiście możemy obwiniać cały świat. Możemy obwiniać Illuminati, możemy obwiniać wszystkich dookoła. Jasne, są pewne sprawy związane z tak zwaną miękką perswazją i to wcale nie jest żart.
Są pewne rzeczy z tym związane, ale te rzeczy wyglądają troszeczkę inaczej i dzieją się w inny sposób i polegają na czymś innym. Przynajmniej według informacji, które ja posiadam. Kiedyś o tym opowiem. Anyway. Na pewno nie dzisiaj. Ale podstawa tego wszystkiego i to, że wskakujemy w tą całą gonitwę, wskakujemy w ten wyścig do mety i biegniemy w tym wyścigu szczurów, to jest nasza własna indywidualna decyzja. I to jest chyba najbardziej trudny moment dla nas samych zawsze, bo to jest bardzo proste, ale nie jest łatwe dla większości ludzi. Tak to wygląda, moi drodzy. Odpowiedź na pytanie, czy jest raj na ziemi, to nie jest kwestią znalezienia sobie nowego lidera, znalezienia nowego nauczyciela, znalezienia nowej ideologii, znalezienia czegokolwiek, znalezienia nowego wroga. Absolutnie nie, to nic do rzeczy.
Jest tylko jedna rzecz w tym wszystkim: nasza własna percepcja rzeczywistości. Albo my się ogarniamy i albo my załatwiamy swoje sprawy i pozbywamy się tego fetyszu, albo ten fetysz nas opanowuje. Tak jest ten świat skonstruowany. Jesteśmy sklejeni z tą materią. Jest to takie bardzo trwałe połączenie. Sami jesteśmy uklejeni z tego kosmicznego pyłu, przynajmniej na ten czas, kiedy tu mieszkamy na planecie Ziemia. I ten pył oddziałuje na nas grawitacyjnie, elektrycznie. I to też się przekłada na pewne procesy, które się dzieją w naszej głowie, albo w tym, co się dzieje właściwie w tej głowie. Może nie tyle procesy w naszej głowie, bo tam jest duża antena, ale nasz sposób postrzegania rzeczywistości, że wydaje nam się czasami, że to jest jedyna definicja tego wszystkiego, co jest dookoła nas. I z tego powodu zaczynamy wymyślać różne szalone koncepty i zaczynamy wpadać dokładnie w to samo bagno, w którym byliśmy wcześniej.
I znowu zaczynamy płacić sobie za informację i znowu zaczynamy czegoś wymagać od siebie. To jest taki fenomen, bo kolejną rzeczą związaną właśnie z tą całą psychozą, z tą całą paranoją, jest kwestia oceniania się nawzajem. To jest na przykład to, że jeżeli ja coś robię, coś mówię, to jest to moje i mam do tego prawo. Tak samo jak ty, droga słuchaczko i ty, drogi słuchaczu. Każdy z nas ma prawo do myślenia za siebie i mówienia za siebie. A w dzisiejszych czasach bardzo często jesteśmy świadkami, jak ktoś próbuje kogoś naprawiać, jak ktoś próbuje zbawiać cały świat. Bardzo często pojawiają się takie opinie, że „bo wszyscy ludzie na świecie...”. Nie, złociutki i złociutka. Absolutnie nie wszyscy ludzie na świecie. To ty, indywidualnie.
Jedyne, co masz dookoła siebie, tak samo jak ja. Ja mam projekcję rzeczy, które siedzą mi w głowie. Nie wszystkie są jeszcze tak poustawiane, jak bym chciał. Mam nadzieję, że życia mi starczy, żebym sobie elegancko wszystko w głowie poustawiał. Jest to bardzo istotna sprawa dla mnie i myślę taka, dla której naprawdę warto żyć, żeby sobie to wszystko elegancko poustawiać. Bo od tego zależy cały świat, cała fizyczna rzeczywistość dookoła mnie i od tego nie ma ucieczki. Tu żaden ani reptilianin, ani Galaktyczna Rada z Kasjopei, ani wszystkie te historie nas nie uratują. Ani ciebie, ani mnie, ani nie poprawią naszych relacji, ani nic z tego nie będzie. Będzie dokładnie ten sam shit, który jest aktualnie, który trwa już od jakiegoś czasu. Tak długo, jak ciągle ktoś próbuje myśleć za kogoś, tak ciągle jak ktoś próbuje namawiać: „Hej, zbierzmy się tu razem, wywiesimy sobie sztandary, przykleimy sobie plakietki, będziemy maszerowali wspólnie w jednym szeregu i zmienimy świat”.
Nie, to nigdy tak nie działało. Nigdy nie było opcji, żeby to działało. Właśnie takie myślenie doprowadziło do sytuacji, która jest teraz. I to, co część ludzi proponuje, to jest dokładnie powrót do tej samej sytuacji. To jest nieustanna historia z żoną alkoholika. Bije, klnie, żyć się z nim nie da, ale będzie do niego wracała. To jest taki stres półrazowy. Są takie metody, żeby się z tego stresu wyleczyć. Ja lubię tą swoją metodę z kubkiem. Jak mam coś, co już się skleiło ze mną, a naprawdę nie jest mi potrzebne do życia, a czuję, że już troszeczkę zaczyna dominować moją rzeczywistość, to ja sobie lubię wymyślać to jako prezent.
Po prostu puścić w obieg dalej. Jest fajna historia, chyba doskonale znana części słuchaczom, o Indianach i pewnym białym człowieku, który przybył do tych Indian. Wszystko działo się w Ameryce Północnej. Kiedy wylądował nad tym jeziorem, okazało się, że facet poza namiotem, strzelbą i kilkoma prostymi rzeczami nie ma nic. Więc Indianie z rezerwatu, który tam był, przynieśli mu czółno. Dali mu czółno. Powiedzieli: „Słuchaj, to jest czółno dla ciebie. Wypłyniesz sobie tym czółnem na jezioro i nałowisz sobie ryb. Dzięki temu będziesz mógł zawsze coś sobie zjeść i nie będzie problemu”. Zostawili to czółno, ale facet chodził i polował i właściwie przestał korzystać z tego czółna z jakiegoś powodu.
Miał zapasy i tak dalej. Oставиł je, oparł o ścianę swojego domku, który po drodze postawił. Pewnego dnia się obudził i czółno zniknęło. I taki przerażony: „Kto mógł buchnąć to czółno? Przecież nikogo tu nie ma poza Indianami”. Poszedł do Indian, powiedział, że ktoś mu ukradł jego czółno, a Indianie tak się patrzyli na niego: „Nie, nikt ci nie ukradł. Wzięliśmy z powrotem”. „Jak to? Przecież to było moje czółno!” „Nie, to było czółno, żebyś wypłynął na jezioro i żebyś nie był głodny. A że nie używasz tego czółna, są ludzie, którzy go naprawdę potrzebują.
To nie jest po to, żebyś ty miał swój fetysz”. Oczywiście Indianie nie używali słowa fetysz. Ta rozmowa przebiegała troszkę inaczej. Ja ją ucywilizowałem na potrzeby radia. Ale dokładnie taka sama historia i my często o tym zapominamy. Bardzo często. Ja staram się o tym pamiętać u siebie. Nie wiem, czy mi wychodzi. To już należałoby spytać się moich przyjaciół albo ludzi, którzy znają mnie bardzo blisko, czy przypadkiem ta sztuczka mi wychodzi lepiej lub gorzej. Ale uważam, że jest to jedna z takich fajnych, miękkich opcji, które można robić zupełnie bez problemu.
Nie trzeba się pozbywać wszystkiego, nikt nie musi zostawać od razu tybetańskim mnichem i nikt nie musi od razu na kolanach pełzać w jakichś intencjach i robić nie wiadomo jakich rzeczy. Nikt nie musi pozbawiać się wszystkiego. Można zrobić proste rzeczy na co dzień, które nas troszeczkę odcinają od tego cywilizacyjnego szaleństwa. I to jest taki mój pomysł. To jest pomysł na raj na ziemi, moi drodzy, że tylko w ten sposób uda nam się cokolwiek tu zrobić. Bo tak długo, jak każdy z nas będzie miał ten swój cholerny ulubiony kubek i każdy z nas będzie się modlił do tego kubka, tak długo nie zobaczymy siebie za tym kubkiem ani rozmówcy. Tylko zawsze będzie obawa: a nuż kubek pęknie? A co jak się zbije? A co jak się roztrzaska? Co wtedy?
Aha. Co? Właśnie, taka prosta historia. A ja tymczasem, bo tak gadam i gadam, może trochę dzisiaj krzyczę do mikrofonu i dobrze, muszę troszkę pokrzyczeć, ruszać swój głos. To wszystko po tej teorii chaosu wczoraj, gdzie byłem świadkiem takich przepychanek po prostu. I don't know, panowie. Tak się świata nie zbuduje nowego. Absolutnie. Kopiąc się nawzajem w tyłki nic się nie da zrobić. Absolutnie.
Wszyscy czują się kiepsko. Komunikacji żadnej nie ma. Co z tego wyjdzie? Tylko to samo, co mamy dookoła. Czy naprawdę chcemy się obudzić jutro w takim świecie, czy też w zupełnie innym? Właśnie, to jest dobre pytanie. A wy słuchacie oczywiście Radia Nafalia, ja na imię Tomek. Audycja jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium, a nazywa się to wszystko „Hiperprzestrzeń”. Wrócę do początku tej historii. Do Timothy'ego Leary'ego, który w swoim stand-upie opowiadał o tym, jak próbowano go namówić na strajk i zamieszki w więzieniu, kiedy tam siedział.
I kiedy się zapytał: „Ale chłopaki, jaki będzie cel? Słuchajcie, musimy mieć plan, musimy zrobić cel”. Znowu z takim, jak to Timothy Leary, poczuciem humoru, mrugnięciem oka. I okazało się, że właściwie strajk miał być o więcej telewizji. Dokładnie taka historia. Tak że wszyscy staliśmy się zakładnikami swojej własnej paranoi, moi drodzy. Czy to w lewo, czy to w prawo, czy do tyłu, czy wprost przed siebie. Generalnie nieustannie węszymy katastrofę. Nieustannie czekamy na tą katastrofę. Czekamy.
I gwarantuję wam, że ta katastrofa każdemu, kto na nią czeka, się absolutnie przydarzy. Bo tak już jest w życiu, że nie znosi próżni. Absolutnie nie toleruje takich sytuacji jak próżnia, że się nic nie dzieje. Na miejsce jednej myśli wkracza druga myśl. I jeżeli ta myśl jest nieustanną katastrofą w głowie, nieustannym dołem i taką masakrą, że wszystko jest do kitu, to generalnie nie musicie czekać chyba zbyt wiele. Podejrzewam, że w dzisiejszych czasach, kiedy wszystko troszeczkę przyśpieszyło i czas przyśpieszył i wszystkie sprawy dookoła. Na szczęście to wszystko przyśpieszyło. Jesteśmy chyba bliżej konsekwencji naszych poczynań. Te rzeczy dopadną każdego, kto o nich myśli i kto je, że tak powiem, nieustannie procesuje w swojej głowie bardzo szybciutko. Także naprawdę w Londynie nie jest dziwnym widokiem.
Chociaż to zawsze jest dziwne, bo to jest zawsze tragedia ludzka, bo to jest człowiek, który po prostu stracił kompletnie jakikolwiek wewnętrzny kompas czegokolwiek. Stracił poczucie, że dookoła są miliony ludzi, którzy potrzebują jego pomocy, że zawsze może się przydać do czegoś, że może komuś dać swoją energię, że nie ma z tym żadnego problemu. I skacze na przykład z mostu. Jest taki most przy City i niektórzy z niego skaczą czasami po dokonaniu złej transakcji. Tak się już dzieje. Niektórzy po prostu się rozbijają w inny sposób. Każdy ma swoją metodę, ale zasada jest taka sama. Po prostu paranoja w głowie. Paranoja, która jest na kompletnej kontrze z tym, co właściwie jest esencją naszego pobytu na Ziemi. To my mamy robić tu raj.
To my mamy robić to fajne życie, a nie ktoś inny za nas. I albo mówiąc z angielskiego: we're gonna do love in action, albo będziemy trenowali paranoję po prostu. Albo miłość w akcji i empatię i pozbędziemy się tego ulubionego cholernego kubka, albo ten kubek opanuje nasze życie. Nie ma tu opcji pośrodku. Nie ma czegoś jak kompromis. Nie istnieje. To albo jest materia, która nam służy jako narzędzie, tak jak owe kanu Indianom, które służy do łapania ryb, żeby wszyscy byli najedzeni, albo oprzemy to kanu o ścianę, będzie sobie schło i szlag je trafi bardzo szybko. I pewnego dnia, kiedy skończą się naboje do naszej strzelby, okaże się, że zdechniemy z głodu albo jakiś inny szlag nas trafi. Dokładnie tak wszędzie wygląda. I teraz jest jeszcze opcja, że wszyscy chcą uciec stąd, uciec w kosmos, gdzie warunki do życia są jeszcze gorsze, gdzie praktycznie człowiek w ogóle nie jest stworzony do funkcjonowania.
Ale kosmos jest taką ucieczką. Uciec stąd, ucieknijmy z więzienia zwanego planetą Ziemia. Ale nie zapomnijmy wziąć ze sobą flaki. Nie zapomnijmy wziąć ze sobą przepisów, biurokracji i polityków oraz nie zapomnijmy o tym cholernym telewizorze, bo co się stanie dalej? No właśnie. Taka wieczna ucieczka z więzienia. Tylko pytanie, gdzie jest to więzienie właściwie? Czy to więzienie jest przypadkiem w naszej głowie? Nasze własne życzenie i te wszystkie historie dookoła są dokładnie tylko i wyłącznie naszą własną projekcją kompletnych bzdur, które sobie naładowaliśmy do głowy, które sobie wymyśliliśmy. I ciągle, jak ta nieszczęśliwa żona alkoholika wracamy do tych nieszczęśliwych rzeczy, bo właściwie mamy stres pourazowy i nikomu się nie chce ruszyć tyłka, żeby się zastanowić, gdzie jest rozwiązanie.
A rozwiązanie jest naprawdę tuż pod ręką. Jak to mówią, najciemniej jest zawsze pod latarnią. Można się zawsze kopać po tyłkach, można się zawsze przekrzykiwać, można zawsze mieć do siebie pretensje. Tylko pytanie po co? Czy to naprawdę coś naprawia w świecie? Czy to naprawdę coś zmienia? Czy to naprawdę jest jakąkolwiek konstruktywną siłą? Jak się to kończy? Jak się kończą wszystkie te historie? Co?
Polecimy w kosmos i co? Będziemy się strzelali z rakiet znowu, tak? W kosmosie tym razem. Dokładnie taka historia. Słuchajcie, tymczasem odpaliłem jeszcze radiowego Skype'a, bo się okazało, że po tym restarcie maszyny, która ma tego Skype'a, po prostu się nie zalogowałem. Ale już jestem zalogowany, także możecie śmiało wskakiwać na czata. Znaczy nie na czata. Możecie śmiało wskakiwać i dzwonić do Radia Na Fali. Na czacie oczywiście też jestem i tam sobie widzę, ale tak jednym okiem troszeczkę, bo jak prowadzę audycję, to trochę ciężko prowadzić. Przypominam, że nie odbieram żadnych prywatnych wiadomości z czata.
Absolutnie. Jeżeli chcecie coś powiedzieć, śmiało dzwońcie. Radionafali.com taki jest adres na Skype. Mam taką refleksję na ten temat. I już pierwszy telefon się odzywa. Witam, Zenonie, witam serdecznie, proszę pana.
[01:30:41] - Siemianowice.
[01:30:45] - Witam, Siemianowice.
[01:30:48] - Byłem, wyobraź sobie, na grzybobraniu dzisiaj w końcu. Udało mi się.
[01:30:51] - Rozumiem. Słuchaj, i co myślisz o tym więzieniu? Zostawmy grzyby w ogóle z boku. Ja myślę, że grzyby pomagają się wytraskać z tego więzienia, które sobie wymyślamy w głowie. To jest taka moja refleksja.
[01:31:03] - Wiesz co, niewiele myślę, bo dopiero teraz zacząłem cię słuchać, ale przybrać mi to tak w dwóch zdaniach i zaraz to-
[01:31:10] - Aj, no moment. Po prostu zastanawiam się, gdzie jest ten raj na ziemi, słuchaj. Mam taką refleksję, że ci wszyscy ludzie, którzy mówią, że jesteśmy w jakimś więzieniu kosmicznym i tak dalej, mają ten nieustanny problem, że właściwie kopią się ciągle w dupę, za przeproszeniem.
[01:31:26] - I catch your drift. I zawsze ci mówiłem tysiąc razy, że ten raj na ziemi jest tam, gdzie jest kilku ludzi, na których nam zależy.
[01:31:34] - Otóż to.
[01:31:35] - I to wystarczy.
[01:31:36] - Otóż to. I ja mam taką koncepcję, słuchaj. Mam na to rozwiązanie. To jest moje rozwiązanie. Zacząłem trenować parę lat temu, bo miałem problem z ulubionym kubkiem. Wiesz, każdy ma coś ulubionego. Dowcip polegał na tym, że strasznie mi zależało, żeby on się nie rozbił. Jak się ten ulubiony kubek gdzieś utukł, to ja tak: „Oho ho, ta kawa już nie będzie smakować!” Rozumiesz wszystkie te rzeczy? Dramat grecki. Dramat grecki w pięciu aktach.
[01:32:03] - No tak.
[01:32:04] - Rozumiesz pan. I pewnego dnia pomyślałem: „Man, mam tego dosyć”. Po prostu oddałem kubek w prezencie.
[01:32:12] - No i widzisz, ja tak miałem z komputerami. Na jednej maszynie siedziałem i sobie myślę: „Kurwa, tyle mam danych, nie sformatuję go tutaj, wszystko, to, ten, tego, ciach”. Przyszło co do czego, zmiana kompa, nowy i zapomniałem o tamtym. I koniec końców okazało się, że wszystko, co mnie do tego dziadowskiego kompa ciągnie, to jest ewidentnie tylko ta sztuka, którą ja z niego chłonę i ci ludzie, z którymi się komunikuję. To jest tylko i wyłącznie narzędzie.
[01:32:35] - Nie no, narzędzie jak najbardziej. Narzędzia są nam bardzo potrzebne, przydatne, bo dzięki nim się komunikujemy i dzięki tym narzędziom możemy sobie tu i teraz normalnie rozmawiać, panie Zenonie.
[01:32:46] - Ano, jak najbardziej. Chociaż ci powiem, że tak na grzybach komputer nie jest potrzebny. Wystarczy dobrze przyknąć oko i już jest dobrze, nie?
[01:32:56] - Rozumiem. Słuchaj, to ja na razie cię zwalniam. Zostawiam te grzybowe opowieści na wieczorową porę.
[01:33:03] - A to jeszcze nie jest wieczorowa pora?
[01:33:04] - Nie, absolutnie.
[01:33:06] - Jak wytrzymam, to się wtedy odezwę. Myślałem, że to już jest ta pora.
[01:33:10] - Już za 10 minut.
[01:33:13] - I see. Sorry, że się wciąłem tak czasami przy domkiem.
[01:33:18] - Wszystko absolutnie okej. Jest to naprawdę miły, spontaniczny odruch. Dzięki wielkie.
[01:33:23] - Okej.
[01:33:23] - Dzięki. To był Zenon. Słuchajcie, Zenon prawdopodobnie się odezwie, tak jak stwierdził, na wieczorowej porze. Także was też zapraszam na wieczorową porę, która zaraz po hiperprzestrzeni. Jeżeli macie jeszcze jakiekolwiek refleksje na temat tego raju na ziemi, to zapraszam bardzo serdecznie. Ja mam taką bardzo twardą refleksję, która mnie bardzo mocno sprowadziła na ziemię. Okazało się, że przedmioty nie dają tego, co dają ludzie. Jest pewien bardzo poważny konflikt w mojej głowie. Jak się okazuje, nie tylko w mojej głowie, bo później wszystkie te badania nad stresem pourazowym, na które trafiłem, wszystkie te opowieści psychologów, wszystkie te historie mówią właściwie dokładnie o tym samym. To jest ciągle ta sama historia, jakbyśmy byli w tej samej książce, na tej samej kartce, w tym samym zdaniu.
To się troszeczkę inaczej manifestuje. U niektórych trochę ciężej, u niektórych troszeczkę łagodniej. W przypadku kubka było to w miarę łagodne. W przypadku troszkę innych rzeczy jest to trochę cięższe, ale to różnie bywa. Tak czy siak okazuje się, że nie jest to esencją naszego życia, że zupełnie nie na tym polega to, co mamy tutaj do zrobienia. Prawdopodobnie. Oczywiście ja się jak zwykle mogę mylić, także uprzedzam was, żebyśmy wszyscy myśleli za siebie i nikt nikogo nie poprawiał i żebyśmy się dzielili tymi refleksjami. Dokładnie wtedy otrzymamy, taka jest moja opinia, raj na ziemi, kiedy informacja będzie za darmo. Tak jak internet zmienił strasznie świat. Nie jest za darmo co prawda, ale nie kosztuje aż takiej fortuny jak dawniej wysyłanie telegrafów i komunikacja z całym światem.
Jak się okazuje, to zmieniło dosyć dużo. Pojawiło się bardzo dużo ciekawych inicjatyw, bardzo dużo empatii międzyludzkiej i projektów, które polegają na tym, żeby się obdarowywać czymś. Jest tego masa. Począwszy od banków czasu, można tutaj w nieskończoność wymieniać takich ruchów, które zajmują się w Polsce chociażby Cohabitat jest takim fajnym przykładem ludzi, którzy się zbierają tam przez internet i nagle się okazuje, że z tego powstają domy z ekologicznej słomy. Takich przykładów można mnożyć miliony. Tylko pytanie, na co właściwie zwracamy uwagę? Czy ciągle będziemy siedzieli i tresowali własnego doła i trenowali własnego doła i ciągle będziemy popadali w nieustanną paranoję i zastanawiali się nad jakimiś ideologiami politycznymi, religijnymi. Będziemy ciągle sobie szukali wybawiciela, który przyjdzie i nas zbawi. Pojawi się tajemniczy głos, który powie nam do ucha coś i nagle życie stanie się piękne. Albo jakaś katastrofa, najlepiej katastrofa w dzisiejszych czasach, bo to jest w ogóle takie najbardziej pożądane przez wszystkich, że przyjdzie i pozamiata, a jak pozamiata, to wtedy już będzie cudownie, bo nie będzie zła na świecie.
Właśnie nie sądzę, żeby tak było, bo jeżeli jakiekolwiek zło istnieje, to my jesteśmy jedynym głównym elementem, manifestacją tego zła. To nasze uczynki robią ten cały shit. Nawet nie uczynki. To nasze kiepskie myślenie powoduje te wszystkie rzeczy. Ilekroć cofnę się w swoim własnym życiu gdzieś tam do tyłu i analizuję jakieś sytuacje, w których byłem w tarapatach, działy się jakieś dziwne rzeczy dookoła mnie, z których w ogóle nie byłem zadowolony i były mówiąc tak bardzo trywialnie krzywe akcje, to okazywało się, że tak naprawdę jest to sprawa karmiczna i mocno sobie zapracowałem na te wszystkie krzywe akcje. I tak to wyglądało. I tu wrócę do tego zdania, od którego zacząłem dzisiejszą hiperprzestrzeń. Do zdania Ramdasa, który powiedział: „Osoba nie może być zła. Złe może być tylko zachowanie”. I tak mi się wydaje i jestem na dzień dzisiejszy o tym dosyć mocno przekonany.
Taka jest moja opinia. Także jeżeli chcemy, żeby wszystko było okej z tym światem dookoła nas, to chyba jedyną opcją jest zmienić nasze zachowanie. Przestać kopać się po tyłkach, przestać się poprawiać, przestać się strofować przede wszystkim, co jest bardzo częstą domeną ludzi w ogóle, którzy funkcjonują na tym świecie. Generalnie lubimy się stresować, lubimy, ja to nazywam często grzebać swoimi sztućcami w cudzym talerzu i poprawiać go, nieustannie poprawiać, bo nam się wydaje, że świat jest lepszy. I to straszne myślenie, gdy się czasami pojawia taka generalizacja, że wszyscy ludzie na świecie są głupi i musimy przekonać tych ludzi do czegoś. Nie przekonuj nikogo do niczego, człowieku. Sam się przekonaj do samego siebie i przekonaj się, żeby oddać ten cholerny kubek, który jest twoim ulubionym kubkiem lub cokolwiek tam masz, po prostu oddać komuś w prezencie, najlepiej w ogóle komuś nieznanemu. W ogóle wypuść to z siebie. Po prostu zostaw to w cholerę. Zacznij żyć bez tego.
To jest najlepsza opcja, jaką można sobie wymyślić. Przynajmniej w mojej opinii. Jeżeli macie jakąś inną opcję, słuchajcie, są ostatnie minuty hiperprzestrzeni, także zapraszam na jakiś telefon, radionafali.com. A ja tymczasem tu jeszcze poopowiadam kilka słów. Tak wspomnę jeszcze, zakręcę do tego kosmosu troszeczkę, do tych wszystkich kosmicznych spraw, bo to jest, myślę, taki bardzo spektakularny objaw naszego szaleństwa. Nie potrafimy poustawiać sobie mebli w domu, nie potrafimy sobie posprzątać w kuchni, nie potrafimy ugotować sobie obiadu, nie potrafimy zająć się swoim własnym życiem, ale już nas gna w kosmos. Już będziemy z tego kosmosu coś robili, już będziemy wyciągali. Już jest taka wiara, że coś nas to naprawi, poprawi i wyleczy z czegoś. Jasne, jest to fajna przygoda polecieć w kosmos i zobaczyć Ziemię z zewnątrz, ale tak naprawdę też inna historia, że można to zrobić za pomocą zupełnie innych substancji zobaczyć ten kosmos i to nie ma z tym żadnego problemu. Wystarczy spróbować.
Nie trzeba wcale budować wielkiej rakiety, która spali ropę. To też jest karmiczna sprawa, że jak wybudujemy taką rakietę, która spali ropę, to może być później, że ta rakieta na nas spadnie i okaże się zbyt ciężka, żebyśmy mogli spod niej wyjść i tak się skończy cała ta zabawa. Na razie tak wygląda, że wystrzeliwujemy takie rakiety w kosmos i one na nas nieustannie spadają. To jest klasyczny numer. Zastawiamy na siebie pułapki w życiu. Nieustannie zastawiamy pułapkę z naszego nieszczęśliwego myślenia, wiary w to, że jeżeli czegokolwiek się uczymy, to tylko w stresowej sytuacji. Otóż nie, nieprawda, moi drodzy. Jeżeli porządnie się chcemy czegoś nauczyć, musimy być zadowoleni, szczęśliwi i musi być empatia dookoła nas, musi być życzliwość i to powoduje, że ta informacja nie jest obarczona żadnym stresem. Dzięki temu później jesteśmy w stanie, bez żadnego ciśnienia, bez żadnych problemów, nie przerzucać tych problemów na innych ludzi. To jest pierwsza rzecz, bardzo istotna, żebyśmy nie robili z nikogo elementu naszego własnego prywatnego dramatu.
To, myślę, jest jedna z podstawowych, elementarnych zasad. Jeżeli czujemy, że jesteśmy uczestnikami greckiego dramatu w pięciu aktach w jednej osobie, patrząc w lustro, to przynajmniej nie róbmy jednego: nie wyrzucajmy tego innym na głowy. Taka prosta, elementarna zasada. Po prostu higiena psychiczna. Ja miałem z tym problemy przez parę lat. Mam nadzieję, że mi się to udało jakoś w miarę okiełznać. Cały czas oczywiście z tym walczę, bo jak zwykle w życiu każdego z nas pojawia się coś takiego w głowie, co tyka i mówi: „Człowieku, jesteś głównym bohaterem dramatu, musisz odegrać swoją scenę w tym dramacie”. Ja nie lubię tego. Staram się to po prostu wyłączać i polecam to absolutnie każdemu. To naprawdę nie pomaga.
Nigdy mi w życiu w niczym nie pomogło, nigdy niczego się nie nauczyłem. Cała informacja, która przyszła ze stresem, jest informacją, którą bardzo szybko zgubiłem i w ogóle korzystanie z tej informacji jest po prostu koszmarem, bo za każdym razem, kiedy wracam do tej wiedzy, to czuję w głowie, że przypominają się emocje z tym związane i te emocje nie są fajne. Gdybym się nauczył fajnych rzeczy, to i tak je krzywo zrobię i tak to wszystko będzie pogięte, kwadratowe i nie dla ludzi, bo robi to zestresowany człowiek. Słuchajcie, mam takie doświadczenie z pracy zawodowej. Ilekroć pracowałem w dużych zespołach, w których ludzie byli poddani bardzo ciężkiemu stresowi, naprawdę prasowano ich prawie do poziomu podłogi, nic nie powstawało. To, co wychodziło na końcu z tego wszystkiego, to była jakaś katastrofa nieustanna. Nie dało się z tym nic zrobić po prostu. Działało, wszystko było okej, ale okazywało się, że świat tego nie chce absolutnie i nie potrzebuje. I tak się te wszystkie historie kończyły. Masa energii, masa zachodu.
Tyle ludzi się napociło, namęczyło, powkurzało na siebie, poklnęło, znienawidziło przy okazji. Efekt był taki, że świat na minutę po tym, jak zostało to puszczone w obieg, już o tym zapomniał. I tak się kończą te wszystkie stresowe historie. Także jedyna opcja na ten raj na ziemi, moi drodzy, jest taka, żeby sobie samemu odpowiedzieć na pytanie, co tak naprawdę chcemy robić i zrobić to w miły sposób, pozbawić się tej fetyszyzacji i samemu sobie zacząć budować ten raj. Najlepiej zacząć od siebie samego. Jak zwykle innej opcji nie ma. A jak już będziemy sobie radzić ze sobą samym, to może się okaże, że mamy tyle pary i energii i nasze radzenie ze sobą samym jest w stanie komuś coś pomóc. To i tak nie jest nasza żadna zasługa, bo każdy z nas jest indywidualny, każdy podejmuje własne decyzje. Także proszę nie wierzyć w to, że kogokolwiek czegokolwiek nauczymy. Nikogo niczego nie nauczymy.
Ani ty, droga słuchaczko, ani ty, drogi słuchaczu. Co najwyżej możemy się sami nauczyć. Dlatego bardzo lubię przyrodę, bo przyroda po prostu nie mówi, nie poucza, nie naucza i nie strofuje. Gdyby zwierzęta mogły mówić, to podejrzewam, że ludzie by szybko znienawidzili zwierzęta. A gdyby rośliny mogły mówić, to podejrzewam, że połowa ludzi rzuciłaby się z siekierami na drzewa z czystej zawiści czasami. Oczywiście generalizuję strasznie, ale oglądając świat dookoła i czasami nasze niektóre odruchy, myślę, że naprawdę to jest ta jedyna rzecz, z którą sobie nie radzimy. Nie radzimy sobie z samymi ze sobą i obarczamy tą winą cały świat dookoła. Szukamy ciągle jakichś spisków. Są pewne rzeczy, które są ukryte przed nami i oczywiście one się dzieją. Jasna sprawa, tu nie chcę tego absolutnie negować.
Proszę mi nie wciskać takich rzeczy jakby co, bo są pewne sprawy, które się dzieją i po prostu się dzieją. I nie jest to przypadek. Absolutnie. Natomiast nasze życie i to, jak w ogóle wygląda cała rzeczywistość, tak naprawdę zależy od nas i tu nikt za nas tego nie zrobi poza nami samymi. I tyle, proszę państwa. Także tą radosną nowiną chciałem zakończyć tą „Hiperprzestrzeń”. Może na koniec jeszcze raz powtórzę to zdanie Ram Dassa, że osoba nie może być zła. Złe może być tylko zachowanie. Także pilnujmy swojego zachowania i przede wszystkim nie myślmy krzywo. To wszystko.
Co ja będę was pouczał? Sami się nauczcie. Ja też się sam chętnie nauczę. Dziękuję bardzo wszystkim za słuchanie. Pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Pozdrawiam was wszystkich, którzy piszecie do mnie maile. Peace and love, kochani. Miejmy fajne rzeczy w głowie. Słuchaliście „Hiperprzestrzeni”.