[00:39] - To think for yourself and question authority. Tadam! Witam wszystkich serdecznie w Radiu Na Fali. Troszkę jak zwykle z lekkim, minutowym opóźnieniem. Witam też w radiu, które retransmituje audycję z Radia Na Fali, czyli Radia Paranormalium. Audycja nazywa się „Hiperprzestrzeń”. Chyba powinienem zrobić to troszeczkę inaczej, chyba z większym przytupem. Okej, dobra. „Hiperprzestrzeń”! Witam was wszystkich bardzo serdecznie.
Bardzo miło. Ja tu jeszcze troszkę jak zwykle pokręcę gałkami. Może zacznę dzisiaj, bo koniec miesiąca, także zdecydowanie chyba czas najwyższy. Moment, ja tu w ogóle jeszcze kable muszę poprzekładać, poukładać. Szaleństwo! Chciałem w ogóle zacząć od podziękowania wszystkim mecenasom Sztuki Falowej za poprzedni miesiąc: Katarzynie, Aldonie, Jordanowi202, panu Jackowi, Grzegorzowi, Mateuszowi, Edwardowi oraz Rafałom i Maciejowi. Także dzięki kochani. Dzięki waszym wsparciem, waszym wpłatom to wszystko się klei, działa i gdzieś tam sobie gna do przodu w swoim nieznanym kierunku, bliżej nieokreślonym, którego nawet ja nie znam. Nikt właściwie nie wie. Dzięki wielkie za wspieranie.
Peace and love. Przepraszam Jordana i pana Jacka za opóźnienie z wpisaniem do listy mecenasów. Przepraszam kochani, to konto jest sprawdzane na samym końcu miesiąca, także z reguły tak jest dopisywane też przy końcu miesiąca. Także nie ma w tym złej intencji. Przepraszam bardzo. Tak czy siak kochani, Jordanie i panie Jacku, pozdrawiam was serdecznie. Peace and love kochani. Pozdrawiam oczywiście słuchaczy offline i online. Ja oczywiście jestem już na czacie. Skype do Radia Na Fali to oczywiście radionafali.com, jakby ktoś chciał się dzisiaj odezwać.
Są jeszcze oczywiście media społecznościowe. Pichont odżył, nagrał ciekawą rzecz o nauce języka angielskiego, także zapraszam, żebyście sobie wpadli. Na Twitterze też jest link. Wszędzie są linki. Na stronie Radia Na Fali też, żebyście sobie posłuchali świeżynek i tak dalej, o innych rzeczach i o innych sprawach w wieczorowej porze organizacyjnych. Także to wszystko z tych organizacyjnych rzeczy. A dzisiaj ja jak zwykle muszę się troszkę przekopać i otworzyć sobie muzę, która nas dzisiaj czeka, bo muzy jest po prostu masę. A temat w ogóle jest dzisiaj taki, no nie wiem. Zobaczymy, czy dla was bardzo inspirujący, czy ciekawy w jakikolwiek sposób. Mam nadzieję, że chyba tak, bo to temat z cyklu gorący kartofel.
A mianowicie chodzi o wszystkie sprawy związane, może nie wszystkie, tylko pewne aspekty związane z czymś, co nazywamy popularnie ekonomią, z czymś, co nazywamy popularnie pieniądzem, z czymś, co nazywamy popularnie biznesem i tymi wszystkimi sprawami dookoła tego dziwnego zjawiska. Także dzisiaj dokładnie zastanowię się nad tym, czy jest przypadkiem inna alternatywa, czy ta alternatywa przypadkiem nie jest tu i teraz, tak prosto przed nami i nie ma z tym żadnego problemu, czy po prostu tylko my ulegliśmy jakiemuś dziwnemu zaczadzeniu, jakiejś pomroczności jasnej i ciągle robimy jakieś bardzo dziwne rzeczy, ruchy dookoła siebie, komplikujemy całe życie. A można właściwie prosto. I to prosto wcale nie znaczy, że biedniej, na bosaka w zimie i że źle będzie. Myślę, że wręcz odwrotnie. Zobaczymy, moi drodzy. Także dzisiaj wam przedstawię kilka ciekawych koncepcji na temat rzeczywistości poza pieniądzem, poza światem biznesu, poza transakcjami, poza dealami. Są takie opcje. Absolutnie są takie opcje. To może zanim zacznę o tym wszystkim opowiadać, bo tu się będę chciał cofnąć troszeczkę do pewnych tradycji, które jeszcze w kilku miejscach na świecie istnieją, funkcjonują i tam jest bardzo ciekawe podejście do kwestii robienia, nie wiem, czy to nazwać robieniem interesów, bo to właściwie nie chodzi o robienie interesów, tylko chodzi o sposób wymieniania się, sposób organizacji sobie życia dookoła.
Bo normalne jest to, że jeżeli nikt z nas nie łowi ryb, a chce zjeść rybę, to jak się, że tak powiem, dogadać z rybakiem na temat wyciągnięcia od niego jakiejś rybki do zjedzenia? Trzeba mieć coś do zaoferowania, coś ze swojej strony, coś, co potrzebuje rybak. A może być tak, że nie mamy nic do zaoferowania rybakowi, ponieważ rybak jest szczęśliwy na swojej łódce i ma w nosie nasze potrzeby, bo on po prostu i tak ma swoje ryby. Dobrze mu się pływa, jest miło, jest fajnie i właściwie nie musi robić z nami żadnego interesu. I troszkę nad tym się będę zastanawiał, czy takie sytuacje są możliwe, czy niemożliwe, jak to wszystko wygląda, bo dookoła jesteśmy osaczeni jakimiś koncepcjami czysto teoretycznymi, które doprowadziły świat na skraj katastrofy. Właściwie nawet nie tyle na skraj, ile jesteśmy w takiej katastrofie. Jesteśmy w nieustannej katastrofie ekologicznej. Chociażby Fukushima. To miał być doskonały interes, słuchajcie, to miał być biznes na lata dla kilku ludzi. Jak popularnie mówimy korporacje.
A dzisiaj chciałbym troszkę mniej używać słowa korporacje, a bardziej skoncentrować się na nas samych, na ludziach, bo za każdą nazwą, która opisuje jakieś zjawisko, z reguły stoją ludzie, którzy generują to zjawisko. Zjawisko nie istnieje bez nas. To my jesteśmy tymi, którzy wprawiają koła tej wielkiej maszynerii w ruch i parabuch, jak pisał Julian Tuwim. Dzisiaj dokładnie od tej zupełnie drugiej strony ekonomii. Zapraszam wszystkich bardzo serdecznie. Roześlijcie wieści do wszystkich znajomych na Skypie, pojawcie się na czacie radia. Tam jak zwykle będę jednym okiem łypał. Nie to, żebym miał jedno oko jak taki rasowy pirat, chociaż mógłbym mieć, ale jeszcze mam dwie pary oczu, także będę łykał czasami tymi dwoma parami oczu na tego czata. Wy możecie dzisiaj spokojnie dzwonić. Mam nadzieję, że pojawią się jakieś telefony od was.
Wiem, że wielu ludzi jest, chyba nie w tym radiu, ale w ogóle na co dzień, dużymi miłośnikami postępu ekonomicznego, wieszczami nowej religii. Ja to tak nazywam. Religii pieniądza, religii progresu ekonomicznego i religii wzrostu ekonomicznego. I w ogóle religii, która jest oparta na ekonomii, czyli że pieniądz definiuje wszystko i że bez pieniądza nasza cywilizacja upadnie. Czy tak jest naprawdę? Czy tak nie jest? Dowiecie się dzisiaj w Radiu na Fali. Ja nie mam takiego głosu, ale mógłbym mieć. Także słuchajcie, nastawiajcie uszu. A las sobie świszczy gdzieś w oddali.
Wcale nie takiej oddali, jest tu całkiem blisko z nami, a ja nadaję do was prosto z Londynu. Nazywam Tomek, co ci chyba wszyscy doskonale wiedzą, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu na Fali, retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Jak już mówiłem wcześniej, łypię jednym okiem na czat Radia na Fali, ale na razie tam jest jakaś polityka, która po prostu, I don't know, guys, po prostu staje. Alergię mam na to po prostu nie wiadomo co. Ale dzisiaj wspomnę troszkę, ponieważ mam alergię, to może zacznę od tego. Cała historia z ekonomią, przynajmniej w moim mniemaniu, nie tylko w moim, bo też nie jestem, jak zwykle, mało odkrywczy w tym wszystkim. Koncepcje, o których dzisiaj powiem, są naprawdę doskonale znane od wielu lat. Może nie pojawiły się nigdy w języku polskim, ale to, że coś się nie pojawiło w języku polskim, nie znaczy, że nie istnieje na świecie. Także chyba sprawa jest załatwiona. Chodzi o taki koncept związany z polityką, państwem, budowaniem lokalnych społeczności i wszystkimi tymi historiami.
Generalnie historia pieniądza, historia ekonomii, troszkę później wrócę do początków, ale na sam początek, jeżeli się rozejrzymy dookoła nas, jest bardzo mocno i bardzo wyraźnie związana dokładnie z państwowością, z pojęciem przynależności do konkretnej grupy społecznej. Z tym, że rezygnujemy z własnej indywidualności, wieszamy sobie sztandar, jakąś szmatę w różnych kolorach, różnokolorową nad domem i stwierdzamy, że jesteśmy częścią jakiegoś narodu. Taki szalony mit, że generalnie jak nie mamy własnej osobowości, to przynajmniej mamy naród. Cokolwiek się stanie, mamy naród, jakąś społeczność, która o nas zadba. Oczywiście jest to sztuczna sytuacja, absolutnie nieprawdziwa, nieistniejąca. Jest to taki wymyślony świat. Generalnie powstał tylko po to, żeby pewna grupa ludzi żyjąca pomiędzy rzeką A, a pomiędzy rzeką B miała zapewniony serwis, tudzież dostęp do jakichś rzeczy. Ponieważ tak się porobiło na świecie, że zaczęliśmy sobie limitować kwestie zwykłej, normalnej pomocy. Zaczęliśmy sobie limitować jedzenie pod pretekstem sprzedawania jedzenia. Zaczęliśmy sobie limitować pomoc medyczną pod pretekstem sprzedawania pomocy medycznej.
Zaczęliśmy limitować komunikację pod pretekstem sprzedawania sobie tej komunikacji, bo przecież za darmo być nie może. Jest takie znane powiedzonko w anglosaskim świecie, które brzmi, że nie ma darmowych lunchy, co moim zdaniem jest potwierdzeniem pewnej specyficznej, bardzo zaawansowanej choroby psychicznej, która występuje u ludzi wierzących w takie coś, że nie ma darmowego lunchu. Darmowe lunche są, kochani i w ogóle każdy lunch, każde jedzenie właściwie na tej planecie powinno być darmowe. Tu oczywiście dochodzimy do definicji, co znaczy za darmo. Za darmo znaczy dokładnie tyle, że nie musimy spędzać naszego życia, żeby się najeść i normalnie funkcjonować, że generalnie robimy jakieś tam swoje projekty i jeżeli cokolwiek się dzieje w naszym życiu, cokolwiek dziwnego występuje, to idziemy do człowieka, który według naszych opinii albo opinii naszych znajomych jest ekspertem od tego i mówimy: „Słuchaj stary, znasz się na tym. Potrzebuję twojej pomocy. Tu mi się coś wywaliło, przewróciło, a ty jesteś na tyle zorganizowany, że pomożesz mi to ogarnąć”. A on mówi albo tak, albo nie. I teraz dochodzimy do takiej sprawy kluczowej. Czy on powie tak, czy on powie nie?
Co on w ogóle powie? To wszystko zależy od tego, kim my jesteśmy, jak się odnosimy do tego człowieka i jaką wspólnotę razem z nim tworzymy. Nie mówię o jakichś wspólnotach, tysiące ludzi, sztandary, slogany na plakatach. Nie, nic z tych rzeczy. Mówię o takiej zwykłej grupie ludzi. Ty i ja, droga słuchaczko albo drogi słuchaczu. Po prostu tak sobie stoimy. Możemy sobie w trójkę stać, we dwójkę. Możemy sobie nawet stać w parę osób i generalnie mamy sprawę do załatwienia. I teraz jest pytanie, czy ktoś z nas będzie próbował zrobić na tym interes.
Współczesna ekonomia jest trywialnie prosta, jest banalna. Wszyscy doskonale znamy te zasady. Można to opisać do takiej starej gry w tańczenie dookoła krzeseł, bo żyjemy w czasach pieniądza, który też musi zarabiać pieniądze, ponieważ sam pieniądz w sobie już generuje zysk. Także jest oprocentowany, jak to się mówi, o czym wszyscy doskonale wiemy i przypomina taką zabawę jak tańczenie dookoła krzeseł. Że jest 10 osób i jest dziewięć krzeseł. Ktoś włącza muzykę, wszyscy sobie tańczą, każdy musi być la, la, la, naturalny. Każdy udaje, że się świetnie bawi. I nadchodzi ten moment, że muzyka przestaje grać i wtedy trzeba się rzucić Bardzo szybko na jakieś krzesło, bo jeżeli nie zdążymy, to wypadamy z gry. Dla nas krzesełka nie ma. I za każdą rundą jest o jedno krzesełko mniej, o jedno krzesełko mniej, o jedno krzesełko mniej.
I ten, kto zostaje na końcu, kto wykaże się największą chęcią zasiądnięcia na tym krześle. Już chciałem coś powiedzieć nieeleganckiego, ale mniejsza o to. Ten, który ma w sobie najwięcej psychopaty, który po prostu musi wygrać, musi. Ten siada na tym ostatnim krześle i to jest koniec gry. I w taką grę gramy jako społeczeństwo. I pewnego razu zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie jest tak, że ta cała zabawa nie wzięła się... Bo mówimy o tym, że ekonomia jest okej, że te wymiany, te wszystkie historie z tym związane są jak najbardziej w porządku, że dzięki temu funkcjonujemy, wszystko się kręci, jest postęp technologiczny i tak dalej. Wszystkie te szalone pomysły. Ja się tak zastanawiałem, czy przypadkiem nie jest tak, że jest zupełnie odwrotnie. Właściwie dzięki temu wszystko jest zatrzymane, wszystko stoi w miejscu i właściwie jeżeli cokolwiek robimy, to z reguły wracamy do punktu wyjścia.
Kończy się koszmarną katastrofą, jak nie wojenną, to ekologiczną, jak nie jakąś inną. Zawsze jest jakaś katastrofa na końcu tego całego zamieszania. I czy ta katastrofa jest podyktowana tylko i wyłącznie tym, że płacimy jakieś odsetki od wymiany, że jesteśmy niewolnikami odsetek, czy też w rzeczywistości jesteśmy niewolnikami pewnego specyficznego ujęcia materii, które nazywamy pieniądzem. Jest taka fajna historia, którą kiedyś chyba opowiadałem. Bardzo znana wśród antropologów, badaczy różnych dziwnych, dalekich kultur. Jest to historia z ludem Mao, który żyje na Polinezji, w takich dziwnych, naprawdę bardzo odizolowanych miejscach gdzieś na środku Pacyfiku, w ogóle nie wiadomo gdzie. I tam nigdy nie było pojęcia czegoś takiego jak pieniądz, ale ludzie ze sobą robili interesy, cały czas się wymieniali. Jest taki archipelag tych wysp i tam sobie oczywiście pływają pomiędzy tymi wyspami, wymieniają się. Każda społeczność ma rzeczy, które są cenne dla drugiej społeczności i w drugą stronę. Po prostu zwykła wymiana.
I jak oni to robią? Opcja jest banalnie prosta. Naprawdę fajnie to wygląda. Słuchajcie, chodzi o to, że cała wiocha się zbiera. Wybiera się najmocniejszych facetów, takich, którzy sobie radzą. Chodzi o rybaków, ludzi obsługujących łodzie, generalnie najbardziej tęgich, dziarskich kolesi z całej okolicy. I zadanie polega na tym, żeby załadować na te czółna, na te canoe jak największy kamień, taki potężny, duży kamień. I przewieźć ten kamień na jedną wyspę, która znajduje się na archipelagu. To jest coś w rodzaju, my to nazywamy bankiem, ale myślę, że to jest naprawdę mocna nadinterpretacja rzeczywistości. To jest tak, że byśmy chyba chcieli, żeby wszyscy ludzie dookoła zaczęli grać z nami w tą współczesną grę nazywaną współczesną ekonomią.
I chyba dlatego wszystko porównujemy do banków, pieniędzy i transakcji, ponieważ czasami chyba nie widzimy świata poza tym wszystkim. Ale wracając do tej historii, więc pakują ten najcięższy kamień na łódkę, jaki tylko się im da tam zawlec, po czym płyną na tą wyspę, żeby odstawić ten kamień. Ta wyspa jest troszeczkę odsunięta od całej reszty, także trzeba się trochę nastarać, żeby tam dopłynąć. I wymaga to potężnego wysiłku, bo jest duża fala, jest wiatr, czasami jest sztorm i trzeba ten kamień dowieźć na tą wyspę i wrócić, i go tam zdeponować. I go się po prostu tam zostawia. I na czym polega ta zabawa? Bo jest to kompletne przeciwieństwo zabawy w odstawianie krzeseł, w którą my gramy, forsując nasz pomysł na ekonomię. Mianowicie ta zabawa i ta sytuacja służy temu, żeby każde plemię dookoła wiedziało, które z aktualnie żyjących plemion rozsianych na tych wysepkach ma największy potencjał. Czyli jeżeli cokolwiek się wydarzy, to ci ludzie przypłyną niezależnie od sztormowej pogody, niezależnie od kiepskich warunków atmosferycznych do pomocy piersi. Z tymi ludźmi będzie można zrobić coś fajnego, ponieważ są konsekwentni.
Ten pieniądz w postaci, tak to antropolodzy nazwali, ale to nie jest właśnie pieniądz. Na tym cała zabawa polega. Ten kamień, który tam ląduje, jest takim świadectwem możliwości każdego plemienia. Nieskapitalizowany absolutnie, bo tego się nie da skapitalizować. Tam nikt nie odłupuje tego kamyka, później nie próbuje się nim wymieniać. Absolutnie nic z tych rzeczy, po prostu tam jest zawożony. I wiadomo, że grupa, która zawiozła ten największy, najcięższy kamień, ma właściwie największy potencjał w sensie tworzenia rzeczywistości dookoła. Ci zbudują najszybciej mieszkania i te mieszkania prawdopodobnie będą najsolidniejsze. Może nie najsolidniejsze, ale po prostu będą mieli na tyle sił, żeby zrobić to w miarę szybko i sprawnie. Bo skoro radzą sobie z taką ekstremalną wyprawą, z takim potężnym kamieniem, który trzeba kompletnie bez sensu zawieźć na taką malutką wysepkę, to znaczy, że są w stanie podjąć poważne wyzwania, bo to jest poważne wyzwanie.
I takim poważnym wyzwaniem może być pomoc sąsiadom, może być cokolwiek innego, może być złowienie większej ilości ryb, może być zbudowanie domu, cokolwiek. Jest to po prostu świadectwo naszego potencjału, tego, co możemy od siebie dać innym. I że mamy wystarczająco krzepy, oleju w głowie, umiejętności nawigacyjnych, że jesteśmy w stanie na przykład zbudować łodzie, które świetnie się trzymają podczas takich podróży z kamieniami, czyli na przykład doskonale będą się trzymały, kiedy wrzucimy tam bardzo dużo ryb. Jest oczywiście coś w rodzaju takiej wymiany, ale ta wymiana nie ma nic wspólnego z czymś, co istnieje w naszej cywilizacji. Mianowicie jest zestaw przedmiotów, które sobie ludzie dają w prezencie, bo raz na jakiś czas każda z tych lokalnych społeczności na tych wyspach się odwiedza i przywozi sobie prezenty. I tymi prezentami są z reguły jakieś paciorki, muszelki, ale takie unikatowe, ponieważ każda z tych wysp ma jakąś tam swoją unikatową rzecz, której na drugiej wyspie nie ma. Ta rzecz kiedyś powstała, dawno temu. Najbardziej wartościowe są te rzeczy, które mają bardzo dużo lat, które są przekazywane z pokolenia na pokolenie. To jest taki niesamowity naszyjnik. Rodzaje takich naszyjników, które od setek lat już, zdaje się, kursują.
Szamani używają czy chyba wodzowie mają ten naszyjnik. Jakieś takie rzeczy, historie. Generalnie oznaka wysokiego statusu w hierarchii społecznej. To znaczy, że ten koleś jest na tyle zorganizowany, że pomaga innym się zorganizować i nie tyle zarządza wioską, ile jeżeli jest jakaś sytuacja kryzysowa, to wkracza do akcji i pomaga zbudować jakiś plan, bo właściwie do tego się to sprowadza. Ciężko byłoby to nazwać pojęciem, którego my używamy, czyli liderami. To, co u nas funkcjonuje. Inna sprawa, że nasza kultura jest zarażona czymś takim jak przykładaniem naszej własnej miarki z naszych samych niedoskonałości do każdego innego i oceniania go pod kątem tego, jak my to robimy i nazywania tego w ten sam sposób. To jest odwieczny problem podróżników z ultrakatolickich krajów, którzy wyjeżdżają do buszu, dżungli, na pustynię, w dziwne miejsca. Oglądają wszystkie ceremonie, rytuały. Z reguły w nich nie uczestniczą, bo jako radykalni wyznawcy zupełnie innego białego Boga brzydzą się tego wszystkiego.
Bo wiadomo, że to szarlataneria. Jeszcze ich własny Bóg by się na nich pogniewał. Tak że nie uczestniczą w obrządkach, które się dzieją na miejscu. Albo uczestniczą tak bardzo szczątkowo, że przynajmniej nie wyleci z tej wioski i nie dostać kopniaka od lokalnego szamana tudzież wodza za ignorancję i bufonadę. Odgrywają stękę i porównują to wszystko do religii, z której przyjeżdżają. Jest masa pamiętników w Królewskim Towarzystwie Geograficznym spisywanych przez pierwszych podróżników, którzy jeździli po całym świecie i spisywali te kultury. Nie było ich zbyt wielu, bo z reguły w tamtych czasach nikomu się nie chciało specjalnie mieszkać z dzikimi. Bardziej chodziło o to, żeby dzikich zagnać gdzieś na statek, a później sprzedać jako niewolników na drugim końcu świata. Taki był koncept. Natomiast zbadanie tych ludzi to tak niespecjalnie, ale kilku się wyrywało na takie wyprawy, próbowało je spisać.
I zawsze były takie fantastyczne opowieści, porównania, że: „Proszę bardzo, to jest tak jak u nas, bo my na przykład chodzimy do kościoła raz w niedzielę albo chodzimy do banku, albo robimy coś tam”. I wszystkie sytuacje, które były opisywane, które działy się w tych plemionach, były opisywane pod kątem punktu widzenia człowieka, który jest psychicznie upośledzony przez swoją cywilizację i każdemu zjawisku, które widzi dookoła, nada się starać status dokładnie taki sam, jaki widzi u siebie w cywilizacji. Co w rzeczywistości w ogóle rzadko kiedy miało rację bytu i w ogóle nie za bardzo działało. Teraz to wiemy po tych wszystkich badaniach antropologicznych i dowiadujemy się coraz bardziej na ten temat i coraz więcej. Natomiast wtedy wszyscy byli święcie przekonani, że jeżeli tak robią dzicy, to znaczy, że my ewoluowaliśmy, jesteśmy wyżej i że ta zabawa, którą prowadzimy, czy ekonomia jest jak najbardziej okej. Wracając do tych koralików i tych wszystkich prezentów. Cała zabawa polega na tym, że wioska, która przyjmuje gości, musi zrobić imprezę i to konkretną imprezę. Trzeba zabić najfajniejszą świnię, którą ma się w wiosce. Specjalnie hodowana ta świnka na tą okoliczność specjalnej imprezy, jakby się naprawdę coś super działo. Wiadomo, że się poznają chłopaki i dziewczyny z różnych wiosek.
To jest społeczne wydarzenie. Jedni odwiedzają drugich i jest kompletna impreza przez tydzień czasu, na którą wszyscy się przyszykowują elegancko i robią masę żarcia, żeby nikomu niczego nie zabrakło. Tam jest o tyle łatwo, że wszystko rośnie na drzewach. W Polsce też nie jest źle, w Europie, bo tu z kolei rośnie wszystko w ziemi, tak że wystarczy tylko wrzucić nasionka i popilnować trochę. Też samo wyrośnie. Też nie ma za bardzo potrzeby robienia wielkiego cyrku dookoła tego zjawiska. Kiedy ta impreza się zaczyna, ludzie, którzy przybywają na tą imprezę, czyli mieszkańcy okolicznych wysp, przywożą ze sobą prezenty. I to są różne przedmioty, które mają właściwie wartość tylko i wyłącznie emocjonalną dla każdego. To jest coś na przykład jak naszyjnik, z czym jakaś postać mogła się zżyć, bo dostała od dziadka. I ten naszyjnik był w wiosce już od dwóch pokoleń.
Ale wiadomo, że taka impreza bardzo poważna, to ten naszyjnik się wiezie na drugą wyspę i podarowuje w prezencie na przykład lokalnemu człowiekowi od ogarniania spraw, czyli na przykład jakiemuś wodzowi albo coś w tym stylu. Rozdaje się muszelki, wszystkie tego typu rzeczy. Jest to taki standardowy set, że tak powiem, żeby sobie dać prezenty. Jedni przygotowują imprezę, a drudzy przywożą to, co mają fajnego, żeby się z nimi podzielić. Chodzi o te bardzo specyficzne rzeczy, o takie na przykład bardzo trudne do złowienia muszle, które są ładne. I wiadomo, że człowiek, który złowił tą muszlę, musiał głęboko zanurkować i wykonać troszeczkę wysiłku, żeby w ogóle to wyciągnąć i żebyśmy mogli zobaczyć taką muszelkę, żeby to w ogóle się pojawiło na powierzchni morza. I wszystkie sprawy z tym związane. Myślę, że chyba wszyscy rozumiemy, o co chodzi. Po prostu chodzi o danie sobie prezentów i to nie takich byle jakich, tylko takich prezentów, które sami sobie bardzo cenimy i sami bardzo szanujemy. Te prezenty zostają oczywiście po tej imprezie w tamtej wiosce.
Tak że wracamy z sytymi brzuchami, z doskonałymi wrażeniami, wspomnieniami. Oczywiście w prezencie też dostajemy z kolei gadżety na sam koniec od mieszkańców tej wioski, w której gościliśmy. Tak że następuje naturalna rotacja, wymiana tych wszystkich drobnych gadżetów. My możemy zobaczyć troszkę inny kształt muszelki, możemy zobaczyć inne rzeczy, dostajemy inne naszyjniki. Tak że monotonia naszego życia ulega rozbiciu. Właściwie sprowadza się to dokładnie tylko i wyłącznie do pojęcia monotonii. Kto z was, kochani słuchacze, pracował w biurze albo pracuje? Chodzi mi mianowicie o monotonne życie. Każdy psychiatra i to nawet bardzo kiepski powie, że monotonia zabija i taka praca, w której występuje zjawisko monotonii strasznie wykoślawia ludzi. Ludzie się fatalnie tam czują, chcą uciekać, mają deprechę i tak dalej.
To zjawisko monotonii występuje wszędzie na świecie, nawet w pięknych miejscach, które mają piękne białe plaże, palmy, piękne słońce i szmaragdowy ocean dookoła. Tam też to zjawisko monotonii występuje właściwie po to, żeby nikt nie zwariował za bardzo, żeby nie trzeba było ciągle tego samego naszyjnika przekazywać z pokolenia na pokolenie. Fajniejszą opcją w tym wszystkim jest złamanie tej monotonii, wskoczenie na łódkę, wybranie się na wyspę obok, oddanie tych najfajniejszych naszyjników, które mamy. Dostaniemy w zamian jakieś inne, które też będą fajne. Także nie ma problemu. I cała nasza monotonia automatycznie zostaje zburzona, dzięki czemu mamy nowe przedmioty, które mają swoją nową historię, bo każdy z tych przedmiotów ma historię, którą później możemy sobie opowiadać. Wiadomo, że te społeczności są oparte w dużej mierze na bezpośredniej komunikacji. Tam ludzie ze sobą rozmawiają. To nie jest tak jak w naszej cywilizacji, że my komunikujemy, a nie rozmawiamy, bo bardzo często wysyłamy tylko komunikaty jeden za drugim. Natomiast kwestia rozmowy, interakcji to jest mocno dyskusyjne.
I w monotonii życia na Pacyfiku, na samotnej wyspie nowy naszyjnik, nowe muszelki są rewelacją, bo przynajmniej można sobie usiąść przy ognisku, opowiedzieć niesamowite historie, bo z każdym przedmiotem wiąże się jakaś historia. Bo nie są to przedmioty, które podróżują tylko i wyłącznie przez jedną wyspę pomiędzy jedną a drugą, tylko są to przedmioty pozbierane z archipelagu iluś tam nastu wysp, z iluś tam różnych plemion, bo te imprezy odbywają się pomiędzy różnymi wyspami. Także jak się okazuje, to, co często przypisywaliśmy paradygmatowi, z którego bardzo ciężko wyskoczyć, że to jest pieniądz, że to jest podstawa ekonomii. Zobaczcie, oni też mają bank, oni też wożą kamienie. Nie, nie do końca, kochani. Oni wożą te kamienie po to, żeby była informacja, kto tak naprawdę ma najlepsze, najszybsze łodzie, które wytrzymują duże ciężary. Kto ma największy potencjał w obsłudze Mamy natury i ten człowiek, który ma największy potencjał, przynajmniej to plemię, z reguły jest bardzo poważane i cieszy się szacunkiem. I prezenty z tego plemiona mają troszeczkę większą wartość niż z innego plemiona, ponieważ wiadomo, że oni wkładają troszeczkę więcej pracy w to wszystko, przynajmniej w jakimś pokoleniu. Następuje kolejne pokolenie, które też zawozi swój kamień. To zdaje się dzieje się co parę lat.
Także nie jest to taka historia, którą się robi raz na 100 lat i później wszyscy odcinają kupony, tylko to jest manifestacja rzeczywistego stanu. To troszkę jakby ktoś zadzwonił do was, powiedział: „Hej, co słychać?” Pomyślicie: „Super, co u ciebie?” „Też super”. To jest dokładnie ten sam komunikat, bo można sobie przyjść. No to nie za bardzo można. Chociaż jeżeli ktoś potrafi chodzić po wodzie. Ale można sobie przypłynąć na tą wyspę tak zwyczajnie i sprawdzić, kto ma największy potencjał. I na przykład, jeżeli potrzebujemy zrobić większą wyprawę po większą rybę, bo czasami tak się zdarza, że ci ludzie się jednoczą i na przykład, jeżeli jest duża, potężna ławica w okolicy, przepływa w okolicy tych wysp, to wiadomo, że jedna wioska sobie z tym wszystkim nie poradzi, a jedzenia jest tyle, że wszyscy mogą być syci. Także nie ma problemu robić zamieszania. To się od razu wybiera na wysepkę obok poinformować, że: „Hej chłopaki, może dołączycie do nas, bo macie duży potencjał”. I na tym to polega.
Czysto i wyłącznie informacja o tym, co możemy zrobić, jakie mamy możliwości twórcze, ile nam się chce zrobić. Tak informacyjnie. To trochę jak ja bym stanął i powiedział: „Okej, to ja na przykład mogę to i to. Jeżeli ktoś by potrzebował, to bardzo chętnie. Tyle potrafię i w tyle jestem w stanie pomóc”. I dokładnie na tym się opierało wożenie tych kamieni. Tak jak wymiana tych koralików zupełnie nie opierała się ani na żadnej ekonomii, ani na żadnym biznesie, ani na żadnych takich sprawach, tylko opierała się na złamaniu monotonii takiego życia. I dalej się opiera, bo to właściwie dalej funkcjonuje. Część antropologów oczywiście kompletnie ignoruje to zjawisko psychologiczne zwane monotonią i wymianą i w ogóle wprowadzaniem życia do społeczności przez takie wyprawy i wymienianie się prezentami. Oni dalej to traktują jako taki archetyp biznesu, że tam dochodzi do jakiegoś interesu, że ktoś coś na kimś zarabia.
W rzeczywistości nie ma powodów do tego, żeby traktować to jako biznes w żaden sposób. Z jednej prostej przyczyny. Ci ludzie są kompletnie niezależni. Każde z tych plemion, każda z tych wysp jest samowystarczalna. Także nie ma żadnego logicznego uzasadnienia ku temu, żeby ktokolwiek musiał wstawać, iść do roboty, zarabiać pieniądze, cokolwiek dookoła, bawić się w wymianę handlową, czymś targować i tak dalej. Nie ma czegoś takiego. Są natomiast robione takie zabawy, że się spiera czasami o coś, że dam ci to albo to, a ja dam ci wtedy to. A nie, ty mi daj to, a dam ci tamto. Ale to jest łamanie monotonii. Muszą być jakieś gry i zabawy towarzyskie, żebyśmy wszyscy nie zwariowali.
Jak już się widzimy raz na jakiś czas, to wiadomo, że jest impreza, że są dowcipy, że są żarty, że się wymieniamy tymi wszystkimi przedmiotami. I tak to działa do dzisiaj. Nikt właściwie nie jest w stanie oszacować, jak długo trwa ta wymiana przedmiotami, jak długo trwa ten cały proces. Na pewno trwa gdzieś w okolicach 2000, może 3000 lat. Nikt do końca nie wie, jak stary jest. Może mieć równie dobrze 10 000 lat. Ciekawe rzeczy odkopano w Ameryce Południowej, w tych najstarszych miejscach, które znajdują się w Chile wzdłuż wybrzeża. Tam jest taka sprawa, że gdziekolwiek człowiek łopaty nie wbije, odnajduje stanowiska archeologiczne. Tam dokopano się do potężnego miasta. O tym mieście kiedyś wspominałem.
To jest to słynne miasto, w którym nie znaleziono ani grama broni, ani grama obwarowań obronnych. Nic z tych rzeczy. Nie znaleziono też pieniędzy. Jest taka teoria, że muszelki służyły za walutę, ale to też tak nie do końca jest. To takie troszeczkę naciągane, bym powiedział. Właściwie nikt nie znalazł czegoś takiego. Natomiast był taki ruch w archeologii na początku stulecia. Właściwie trwa do tej pory. Często identyfikuje się jakąś kulturę, którą się wykopuje z ziemi pod względem ich zaawansowania, czy są wysoko, czy są nisko, szukając czegoś takiego jak monety. Jeżeli się wymieniali, jeżeli była wymiana handlowa, jeżeli był biznes w tej grupie ludzi, to automatycznie oznacza, że jest to tak zwana cywilizacja, bo jeżeli nie było, to dzikusy według nas, przynajmniej według części antropologów.
Tak się już utarło i tak się zastanawiają, dlaczego tak się utarło. Wniosek jest brutalny i dosyć oczywisty. Wygląda na to, że znakomita większość z nas jest po prostu niewolnikami pewnego schematycznego myślenia o rzeczywistości. I to tak nieustannie. Wydaje nam się, że to, co się dzieje u nas w salonie, dzieje się w każdym salonie na świecie, że to, jak my żyjemy i w jaki sposób my organizujemy swoje sprawy, dokładnie tak samo zawsze się odbywało wszędzie na świecie i że jest to jedyna działająca opcja, którą kiedykolwiek możemy sobie wyobrazić i w ogóle powinniśmy sobie wyobrażać. Nie jest to do końca prawda, jak się wszyscy domyślamy, a jest wręcz odwrotnie. Jest bardzo ciekawa tradycja na kilku różnych wyspach, bo to też nie jest tylko na wyspach, to jest w różnych miejscach. Kiedy człowiek odchodzi, część jego dobytku, taka użytkowa, jest po prostu palona, dlatego żeby to wszystko zniknęło po nim. Co zabawniejsze, jeszcze są palone tak zwane sztuczne pieniądze. Oczywiście nikt nie pali tych prawdziwych, bo one mają dzisiaj zbyt dużą wartość i trzeba czasami płacić nimi za benzynę, za lekarza białego, który przyjeżdża do wioski i o jakieś takie historie.
Za agregat do prądu trzeba zapłacić. Jesteśmy troszkę w szachu cywilizacyjnym. Wymyśliliśmy sobie taki kierat, że ciężko od niego uciec. Nawet jak ktoś jest na zadupiu świata, to elementy tego kieratu się potrafią odezwać i nas troszkę przycisnąć do ściany. Ale tradycja palenia pieniędzy jest po prostu fenomenalna. Jak jest jakaś impreza, czy to jest pogrzeb, czy to jest ślub, w wielu miejscach po prostu drukuje się zwyczajnie takie fałszywe pieniądze i cała zabawa polega na tym, żeby je spalić. Piękny gest. Bardzo mi się podoba, proszę państwa. Myślę, że to jest jeden z tych gestów, który obrazuje właściwie, co powinniśmy robić z tymi pieniędzmi, do czego one właściwie powinny służyć. A wy słuchacie radia na fali z bliskiej odległości transmitowanego w Radiu Paranormalium.
No i oczywiście słuchacie hiperprzestrzeni. Sorry, musiałem się tak po prostu wyżyć na tych gałkach, żeby się pobawić echem. Dobra, wracam do tej całej opowieści o pieniądzach, bo jest to ciekawa historia. Skąd to się w ogóle wzięło? Czasami się zastanawiam, skąd ta historia się bierze, gdzie zaczyna się początek tego wszystkiego. Niektórzy archeolodzy i historycy twierdzą, że zaczyna się to w czasach Fenicjan, gdzie generalnie pojawiła się grupa ludzi, która posiadała całkiem niezłą technologię żeglarską. Podróżowali po basenie Morza Śródziemnego i generalnie w ramach tych podróży, robienia interesów zaczęli używać czegoś takiego jak pieniądze, czyli kawałek monety, który miał jakiś tam stamp i był wymienialny na wszelkie możliwe dobra według jakichś tam standardów. Oczywiście od samego początku była to taka mocna lipa. W sensie od samego początku była to giełda nowojorska i niewiele to się różni od dzisiejszych czasów, bo Fenicjanie właściwie sami ustalali tak zwany kurs tej waluty i ustalali sami kurs towarów, które można było za te waluty kupić. Także w przypadku na przykład nieudanego rejsu, gdzie część tych oliwek zgniła albo ten olej się rozsypał w tych kadziach, które były w stanku, można było stwierdzić, że teraz chcemy więcej złota za to.
Stąd się wzięły na przykład złote monety i srebrne. Nie przez przypadek, bo złoto i srebro należą do grupy metali szlachetnych. Złoto szczególnie jest takie dosyć specyficzne w swoich właściwościach, ponieważ w stanie czystym się nie utlenia. Jest to taki związek atomów, że właściwie nigdy nie śniedzieje. Natomiast kiedy dodamy do złota jeszcze jakichś dodatków, dodamy trochę miedzi, trochę niklu, trochę srebra i tak dalej, kiedy już je troszkę stopimy z innymi metalami, właśnie wtedy dostaje tych troszeczkę innych właściwości i zaczyna się utlenić. Natomiast takie czyste złoto, złoto atomowe, można powiedzieć, które nie ma żadnej zawartości obcego metalu, praktycznie nie podlega jakiemukolwiek naturalnemu zużyciu w atmosferze. Na pewno nie raz widzieliście kościoły z miedzianymi dachami, które z czasem robią się takie zielonkawe. Ta miedź zmienia kolor. To jest właśnie proces śniedzenia. Ta pierwsza warstwa się po prostu utlenia, się niszczy, ale jednocześnie zabezpiecza tą pozostałą.
Także na dachach to jak najbardziej jest okej. Całkiem dobra konstrukcja, wytrzymuje lata. Ze złotem jest bardzo podobnie. Złoto tylko że jeszcze lepiej, bo takie właśnie czyste złoto w ogóle nie dostaje tej warstwy śniedzi. Ono po prostu cały czas błyszczy. To jest taki fenomen. I to był główny powód, dla którego zaprzężono owe szlachetne metale — bo srebro jest też takim szlachetnym metalem, który posiada dokładnie te same właściwości — do ustanawiania czegoś takiego jak kursu transakcji. Bo Fenicjanie byli takim plemieniem, które prawdopodobnie nikomu nie ufało. Wiemy, że pieniądze pojawiały się w wielu miejscach historii wcześniej, ale jest to bardzo dyskusyjne, moi drodzy, bo jest to dokładnie taka sama historia jak z antropologami i wyprawą na Polinezję — im się wydaje, że odkryli pierwociny banku, zaczątek cywilizacji ekonomicznej. Natomiast w rzeczywistości odkryli po prostu pewien system, który pozwala wszystkim czuć się dobrze i zabić monotonię siedzenia na pięknej plaży z białym piaskiem, palmami, gdzie nie trzeba nic robić.
Tam nikt nie przynosi drinka do ręki. Tak że jeżeli ktoś jest alkoholikiem i ma taki syndrom, że musi koniecznie z drinkiem na takiej plaży, to tam mu nikt nie pomoże za bardzo. Ale oni generalnie czuli się w monotonii troszeczkę i ta monotonia doskonale jest zabijana przez społeczne spotkania, przez to, że się wymieniają przedmiotami, bo za każdym przedmiotem idzie historia, tak że można się wymienić historią. I człowiek ma troszkę więcej rozrywek, może się zastanowić nad czymś, co się działo w wiosce na drugiej wyspie. I tak to wyglądało. Natomiast u Fenicjan i u innych kultur to już tak nie za bardzo. To już był od początku pieniądz spekulacyjny. Oczywiście on nie tracił wartości tak jak w dzisiejszych czasach, wyłącznie dlatego, że jest oprocentowany i po prostu jest pieniądzem. Dawniej było tak, że ten pieniądz był spekulowany tylko wtedy, kiedy na przykład statek z jakimś ładunkiem, bardzo cennym ładunkiem, poszedł po prostu na dno. I ta gilda czy grupa statków — bo to też nie do końca były pojedyncze jednostki, tylko bardziej zorganizowana grupa żeglarska — mieli swoje własne porty, mieli swoich dostawców.
Oczywiście każdy statek był indywidualny i każdy kapitan miał swoją własną łajbę. To nie było tak, że to był jakiś kołchoz, taka korporacja. Ale pewne zasady były bardzo mocno korporacyjne. Tak że jeżeli okazywało się, że ktoś gubi ładunek, coś się stało podczas sztormu, to wiadomo, że trzeba się odkuć na kliencie. I temu właśnie służyły owe monety. Wtedy można było poprosić klienta o to, żeby: „Przepraszam bardzo, tego ładuneczku przywieźliśmy mniej, a dzięki temu, że daliśmy trochę ciała i zgubiliśmy połowę, to teraz ty musisz zapłacić dwa razy więcej złotych monet za ten ładunek”. Złote i srebrne monety, tak jak mówiłem, nie śniedzieją i to ma bardzo mocny związek właśnie z owymi Fenicjanami i z handlem morskim. Bardzo prozaicznym. Po prostu chodzi o klimat, który panuje na morzu. Słona woda powoduje, że praktycznie wszelkie metale śniedzieją, i to w tempie zastraszającym.
Miedź, mosiądz — to wszystko bardzo szybko rdzewieje. Stal to już w ogóle. A żelazo to już w ogóle się nie trzyma kupy. Słona woda i żelazo, kochani, to w ogóle nie działa ze sobą. To się po prostu rozpuszcza w tym. Dlatego właśnie srebro i złoto stanowiło podstawę do handlu, ponieważ wiadomo było, że nawet jeżeli szlag trafi statek, to gdzieś może komuś się uda zanurkować i wyciągnąć te monety w niezniszczonym, nienaruszonym stanie. To był jedyny — z tego, co ja się orientuję, ale może powody są inne — jedyny powód, dla którego przeskoczono właśnie na te metale. Tam jeszcze jest inna sprawa ze złotem i ze srebrem. Chodzi o znaczenia rytualne, różne mitologie dookoła tych dwóch metali, bo wiadomo, że były to specyficzne metale, niestarzejące się, wręcz boskie. Dlatego też dodatkowo taki element, że nadawały się doskonale na taką podpuchę, żeby kogoś wrabiać w to, że musi zapłacić więcej, a nie mniej tylko dlatego, że jeden statek zgubił ładunek, a trzeba sobie odkuć tą stratę.
Ściągano po prostu w ten sposób. Ludzie jakoś to zaakceptowali. Inaczej to wyglądało na lądzie. Absolutnie. Na lądzie ten pieniądz za bardzo się nie zadomowił, za bardzo nie funkcjonował. Przynajmniej w tych czasach, kiedy Fenicjanie już robili ostre giełdowe transakcje i próbowali podbijać cenę złota i wkręcać wszystkich w to, że powinni w ogóle wyznawać nowego boga pieniądza. Ponieważ karawany wiozły głównie towary i wożenie pieniędzy było takim... Były te pieniądze, były w Chinach, były w kilku miejscach. To nie jest tak, że tylko Fenicjanie oczywiście używali, ale zaraz do tego dojdę, bo nie chcę się tak wbijać strasznie w tą archeologię. Karawany głównie przewoziły towary, ponieważ towar jest lepszym zabezpieczeniem transakcji niż jakiekolwiek pieniądze.
Bez sensu byłoby wozić przez pustynię pieniądze w sakwach, wielbłądach, kiedy towar ma wiele lepszą wartość. Przede wszystkim to już jest coś, co można użyć. Bo z pieniędzmi jest ten zawsze nieustanny problem, że o ile możemy je sobie włożyć do kieszeni, do portfela i w dzisiejszych czasach wymienić na jakieś produkty, to jeżeli tylko wylądujemy poza bankomatami, poza tą całą strefą ekonomiczną, tą strefą patologii, właściwie socjopatów, patologii społecznej, to się okazuje, że te pieniądze nic nie znaczą. Absolutnie nic nie znaczą. Co może znaczyć garnek ze srebrnymi monetami na środku pustyni? Nic. Lepiej wozić ze sobą jakieś kadzie z oliwą. Lepiej wozić produkty, z których coś po prostu jest. Bo w przypadku, kiedy cokolwiek się dzieje, nasz potencjał przetrwania na tym świecie Jeszcze jakiś jest. A gdybyśmy mieli tylko srebrne monety, to ten nasz potencjał, żeby przetrwać na pustyni, jedząc te srebrne monety czy nawet złote monety nie za bardzo daje radę.
To w ogóle nie działa. Człowiek się tym ani nie naje, ani się do tego nie przytuli, ani nic z tym nie zrobi. Dlatego podczas tych podróży karawan pieniądze nie za bardzo były używane. One bardziej transportowały towary i takie rzeczy, które nadają się do użycia. Coś można z nimi zrobić. Natomiast cała ta domena pieniędzy była bardziej związana z jednej strony z takim cwaniackim handlem opartym na spekulacji od samego początku, a z drugiej strony bardzo mocno związana z władzą, ponieważ czymże jest władza? Władza jest to taka grupa ludzi, która w jakiś sposób za pomocą perswazji, metod jest wiele, udaje się im wpłynąć na drugą grupę ludzi, o wiele większą niż oni. Przekonać ich, żeby na przykład dla własnego wspólnego dobra podjęli wiarę w jakąś teologię, ideologię, żeby zaczęli wspólnie coś razem robić w imię wspólnych celów, mówiąc z grubsza. Tym wspólnym celem zawsze jest rozwój, zawsze jest zapewnienie sobie stabilnej przyszłości i wiele wszystkich rzeczy z tym związanych. Jako że jest to taki chyba świetny lep, bo szczególnie w niestabilnych czasach, gdzie każdy szuka jakiejś stabilnej przystani, żeby sobie spokojnie pożyć, taka obietnica wydaje się nawet powiedziałbym szczerze, całkiem poruszająca.
Całkiem ładna obietnica. Pięknie to brzmi. Dla niektórych wręcz doskonale. Ta obietnica spowodowała, że powstały armie. Bo wiadomo, że żeby sobie zapewnić przyszłość, trzeba mieć ludzi, którzy ruszą do walki. Tu powstaje taki tajemniczy związek pomiędzy wszystkimi tyraniami a ekonomią, jakąkolwiek formą ekonomii. Ponieważ tyrania, żeby móc funkcjonować, potrzebuje mieć armię. Co to jest armia? Armia to jest z reguły grupa ludzi, która właściwie jest najmniej produktywna. Tak samo jak policjanci i politycy.
Ci to w ogóle biją chyba wszystkich na głowę. To jest grupa ludzi, która nie produkuje nic. Nie piecze chleba, nie wyrośnie im marchewka, nic nie zrobią, dziecka nie popilnują. Nic absolutnie. Na niczym się nie znają. Potrafią tylko kraść i kłamać. Ewentualnie potrafią tylko komuś przyłożyć w zęby, ewentualnie go zabić i na tym się cała sprawa kończy. Taki mały terrorysta, taki psychopata. Ten psychopata, żeby funkcjonować, musiał stworzyć taki system ekonomiczny, w którym nasze relacje są kompletnie odcięte, że właściwie są sprowadzone tylko i wyłącznie do wymiany towarów. Także przestajemy za bardzo funkcjonować tak jak ci ludzie na wyspach Polinezji, którym naprawdę niczego nie brakuje.
Jeżeli chcieliby mieć internet, to by tam mieli. Zresztą tam jest już internet, to jest inna sprawa. Ale generalnie tam nie ma tego problemu, przynajmniej w tych częściach. Tam, gdzie ludzie jeszcze dalej kultywują tą starą tradycję z tymi podarunkami, z tą wymianą prezentów, z odwiedzaniem się nawzajem i robieniem sobie imprez nawzajem. Tam ten problem nie działa, ponieważ nie ma chyba takich psychopatów za bardzo, albo jeszcze się jakiś nie pojawił. Ja już liczę, że się już żaden nie pojawi, że już te czasy się skończyły. Natomiast w takich bardziej zorganizowanych strukturach trzeba nas rozdzielić od siebie. Wtedy nasz kontakt, nasze relacje między sobą właściwie znikają. Może w ten sposób. Nie przypomina to właśnie w niczym owej Polinezji, bo tam ludzie się spotykają, tam trzeba popłynąć, trzeba się zobaczyć, trzeba się przywitać, trzeba sobie dać prezent, trzeba opowiedzieć historię tego prezentu.
W wielu miejscach w Afryce to funkcjonowało. Później kolonialści powybijali te miejsca, bo się okazało, że na dole są jakieś złoża złota, które można wykopać albo diamentów. Także ci, którzy mieszkali powyżej tych złóż, zostali automatycznie eksterminowani albo sprzedani jako niewolnicy. To była cena, którą zapłacili za to, że żyli w miejscu, które spodobało się kolonizatorom i biznesowi. Tam też właściwie nie było jako takiego pieniądza. To wszystko było oparte dokładnie na zaufaniu do siebie i tylko i wyłącznie. Taka zabawa. Ufamy sobie, robimy tą robotę, to co robimy, dzielimy się tym, co mamy. Przecież i tak nie zginiemy, bo jedzenia jest w bród, słońca jest w bród, wody jest w bród, wszystko jest za darmo. To w czym problem?
Może ktoś na przykład sobie zapragnie czerwonych koralików, których nie ma. Ale jeżeli zapragnie czerwonych koralików, to w takiej społeczności może sobie pójść i sam zrobić te czerwone koraliki. To jest kompletny punkt z drugiej strony, jeżeli porównamy do naszej ekonomii, bo to, co odziedziczyliśmy po Fenicjanach, po tych wszystkich dziwnych kulturach, takich właśnie, które próbowały już od razu spekulować towarami, z tego żyli. To odziedziczyliśmy. Co ja mam w ogóle dzisiaj? I don't know. Niektóre rzeczy się ciężko mówi. To chyba przez ten Londyn. Zostało nam właśnie to szaleństwo związane z tym, że właściwie nie ma relacji już między nami, że jest tak jak za czasów Fenicjan. Fenicjanie bardzo pilnowali jednej rzeczy, żeby klient, który kupuje produkt od nich, nie dowiedział się, kto jest dostawcą.
Promowali tylko brand marki. Były takie w ogóle ciekawe historie. To są takie podejrzenia oczywiście, nie wiadomo do końca, jak to się działo, że kiedy producenci próbowali na dzbanach wyryć swoje imię, taka charakterystyczna rzecz, czasami się w muzeach spotyka te stare dzbany, które miały oliwę w środku, wszystkie te przyprawy i zioła i tak dalej. Tam z reguły było imię właściciela. Fenicjanie mieli taki numer, żeby nie reklamować tego, kto naprawdę wyhodował to zboże, wyhodował te oliwki i zrobił te przyprawy. Oni po prostu przesypywali wszystko do swoich własnych dzbanów i wozili to własnymi statkami tak, żeby kontakt pomiędzy dostawcą a odbiorcą był kompletnie utrudniony, żeby zawsze był pośrednik, a pośrednik elegancko zamazywał zawsze ślady. Stąd się brały te nazwy, że na przykład oliwa pochodzi z Grecji, a coś tam pochodzi z Aleksandrii, a coś tam skądinąd. Oni bali się bardzo mówić i w ogóle informować swoich klientów, kto tak naprawdę produkuje te rzeczy, jaki jest rzeczywisty producent, jak ma na imię i tak dalej. Czasami są takie historie, że się wyciąga jakieś statki spod wody i znajduje się na przykład na greckich statkach dużo różnych artefaktów, jakichś tam mis, talerzy i tak dalej, tego typu rzeczy. I wiadomo, że to wszystko było podpisywane przez producentów.
To, że ludzie się podpisują pod swoją robotą naprawdę nie jest czymś, co powstało dzisiaj, wczoraj albo pojutrze, albo przedwczoraj. Towarzyszy nam to naprawdę od lat. Od nie wiadomo kiedy. A Fenicjanie zamazywali dokładnie te nazwiska. Oni przepakowali do swoich torebek i sprzedawali już jako produkty ze statków handlowych, które tylko tak określały, że to jest gdzieś tam z Grecji. A wiadomo, Grecja mała nie jest. Tak że szukanie tego jednego gaju oliwnego w Grecji w tamtych czasach to jak szukanie igły w stogu siana. Po prostu sytuacja wręcz niemożliwa. To zaciera kontakty. Dzięki temu zadowolony klient nie może bezpośrednio udać się do producenta i zrobić z nim interesu.
Dzięki temu jest zawsze skazany na pośrednika. Dokładnie ta sama historia działa się w Chinach, gdzie pieniądze też służyły dokładnie tej samej sytuacji, żeby utrwalać władzę, żeby ta władza zawsze mogła dominować. Bo pieniądze zawsze są czyjąś własnością. Ktoś po prostu fizycznie musi te pieniądze zrobić. To są z reguły przedmioty, które mają specjalny kształt, który oczywiście służy temu, żeby ich nie fałszowano, żeby nikt tam sobie nie dodrukowywał na lewo, żeby nie było żadnych czarów-marów i żadnych szachrajstw. Ktoś musiał to zrobić, ale jak ktoś to robił, to przestawał siać marchewkę, przestawał robić tą oliwę, przestawał robić jakiekolwiek pożyteczne rzeczy, tylko praktycznie był kompletnie nieprzydatną do niczego rzeczą. Rzeczą, której się nie można było posłużyć w jakikolwiek sposób poza tym systemem. Ta rzecz funkcjonowała tylko w tym systemie i pozwalała ludziom, że tak powiem, zdjąć takie jarzmo odpowiedzialności za relacje międzyludzkie. Tak że można było już zrobić tak, że jest stado pośredników, że jest narzędzie, które pozwala odciąć klienta, odciąć konsumenta, jak to dzisiaj mówimy w dzisiejszych czasach, od tego miejsca, gdzie powstaje jego produkt, dzięki czemu można dowolnie kształtować cenę tego produktu za jego plecami bez żadnych oporów i można robić to naprawdę bez litości. Tak też robiono w tamtych czasach.
Tak też robiono i to nie raz, nie dwa. Są zapiski z tamtych czasów, które mówią o różnych takich szachrajstwach. Całe statki czasami szły na dno z takim ładunkiem po to, żeby cena ładunku, który dotrze do portu, była o wiele większa. Różne rzeczy się działy. Od początku jest tak, że z tymi pieniędzmi nic dobrego nie było. Właściwie zostały od początku wymyślone tylko po to, żeby spekulować. Nam się opowiada często taką bajkę, że to jest po prostu taka karencja. To jest przedmiot, który po prostu symbolizuje coś. Jest to oczywiście prawda. Jest to przedmiot, który symbolizuje nasz potencjał, można tak powiedzieć, bo właściwie tyle, ile mamy tych przedmiotów przy sobie, tyle możemy nabyć dóbr tudzież się zrealizować, nabywając te dobra.
Ale to właściwie niczego nie zmienia, bo dalej nabywając te dobra nasz kontakt z producentem i dojście do tego producenta jest praktycznie zerowe. Oczywiście w dzisiejszych czasach mamy na opakowaniach tych wszystkich producentów, wiemy te wszystkie rzeczy, ale kto będzie teraz już jechał? Już przywykliśmy do tego, że właściwie wszystko załatwia się za pomocą pieniądza. Doszliśmy do takiej sytuacji, że właściwie jakakolwiek odpowiedzialność za relacje między nami kompletnie zniknęła. W ogóle przestaliśmy się zajmować tematem, co się stanie, kiedy na przykład powiemy do kogoś bardzo kiepsko albo pomyślę o kimś bardzo kiepsko, a akurat ten ktoś ma jakąś swoją rolę w tej całej układance. Na przykład jest rybakiem, a ja na przykład raz na jakiś czas chciałbym zjeść rybę. No i co wtedy? Co wtedy? Przecież nie przyjdę do niego, nie powiem mu: „Ożeż ty chamie jeden”, bo on nigdy nie sprzeda mi ryby. Nigdy się nie wymieni ze mną, nawet mi nie da tej ryby.
Nic z tego po prostu nie wyjdzie. Co najwyżej powie mi, żebym po prostu się zawijał stąd w podskokach, bo jak nie, to weźmie wiosło i mi tak przyłoży, że się nie pozbieram. I tak się skończy cała ta historia. Dokładnie z tego samego powodu, żeby odkleić nas od tych wspólnych kontaktów, były generalnie bardzo mocno faworyzowane przez wszelkie królestwa. Stąd się bierze ta cała historia, że na pieniądzach są bite głowy państw i że są bite znaki państw, że jest zawsze opakowana w taką symbolikę, która symbolizuje potężną społeczność, społeczeństwo, grupę. Bo chodzi o to, żeby nas rozdzielić, żebyśmy nie widzieli siebie jako pojedynczych ludzi, jako na przykład mnie, Tomka, ciebie i ciebie. Tylko żebyśmy widzieli się jako masę, która podlega pewnej ideologizacji, pewnej idei i w tej idei się spala bez końca. Chyba Nietzsche pisał nawet. Tak że władzy bardzo po drodze były pieniądze i właściwie pierwsze, co robili władcy, pomimo że w tamtych czasach, nawet jeszcze przed Fenicjanami, te pieniądze właściwie nie za bardzo były wymienialne. One były wymienialne tylko w bardzo niewielu centrach, bo praktycznie nie były honorowane ani przez rolników, ani przez hodowców.
To nie było coś takiego, co funkcjonowało wszędzie na świecie. Właściwie świat podlegał normalnej, dobrowolnej wymianie. Można było przyjść do kogoś, porozmawiać, opisać swoją sprawę i jeżeli mógł się podzielić, to się po prostu dzielił. Ludzie troszkę inaczej byli skonstruowani. Te pieniądze pozwalały włożyć ziarno niezgody pomiędzy ludzi. Inna sprawa, że one działały tylko przy dworach królewskich głównie w tamtych czasach. Stąd właśnie te podobizny królów, że one zawsze symbolizowały wielką, potężną ideę, która ma niczym jeden wielki naród połączyć. Nic z tego nigdy nie wychodziło. Zawsze chodziło dokładnie o to samo: spekulację ceną towarów. Wiadomo, że jeżeli ktoś zaakceptował płatność na przykład w pieniądzach, to podlegał zawsze szczególnie królowi, który był właścicielem kopalni złota.
Oczywiście wtedy nie było takich restrykcyjnych przepisów. Można było sobie wykopać trochę złota na lewo i wpuścić na rynek, krzepiąc krzywe, dziwne monety, takie fałszywki, ale można było. Ale to tak nie za bardzo. Później zostało to ukrócone tak czy siak. Inna sprawa, że ciężko nawet na lewo w tamtych czasach było otworzyć kopalnię złota, bo jest to przedsięwzięcie, które jest dosyć spektakularne, widoczne i wszyscy w okolicy wiedzą, że koleś, który tam grzebie w ziemi, to wyciąga z tej ziemi złoto. Także ciężko, żeby to utrzymać w tajemnicy. To wręcz prawie fizycznie niewykonalna rzecz. Król od razu wysyłał tam armię i ta armia od razu kładła łapę na kopalniach złota. Dlatego jeżeli sprawdzacie sobie rekordy historyczne, do kogo należały te kopalnie złota, zawsze należały do królów, do władców. To oni pilnowali, trzymali na tym łapę tak, żeby móc pilnować całego wątku spekulacyjnego.
Tak, żeby ktoś, kto ma na przykład świnie albo krowy na wymianę, nie poszedł bezpośrednio do rolnika albo nie poszedł bezpośrednio na bazar, na targ i nie zaoferował tego od siebie za to, czego on naprawdę potrzebuje. Tylko żeby były pieniądze, które można kontrolować, ponieważ część tych pieniędzy z powrotem wracała oczywiście w formie podatku, danin i tak dalej. Ciężko jest zrabować ludzi z tego, co mają, bo wtedy pozdychają wszyscy z głodu. To się często w historii zdarzało, że armia wjeżdżała, rabowała wszystko, a potem był wielki głód i ludzie umierali z głodu. To do dzisiaj się dzieje w bardzo wielu miejscach na świecie. Także nie jest to tylko i wyłącznie piosenka przeszłości. Z tego powodu wygląda na to, że pojawiły się pieniądze. W ogóle ciekawa jest historia ze złotem, które pojawiało się też w wielu innych miejscach, ale w zupełnie innym znaczeniu. Złoto pojawiało się podczas ceremonii i właściwie nie służyło do wymiany. Było czymś w rodzaju materiału, który reprezentuje boskie siły z tego powodu, że się w ogóle nie starzeje, że nie ulega utlenianiu, że zawsze się błyszczy.
Indianie Kogi dokładnie w ten sposób używali złota. Nie tylko zresztą oni. Masa plemion w Ameryce Południowej, w Ameryce Północnej, w Australii to samo. W Australii to w ogóle nikt nie zbierał złota. To samo w Azji, to samo w Afryce się działo. W Indiach też bardzo podobnie. To złoto nie miało właściwie handlowej wartości jako takiej na samym początku. To był taki materiał dany od bogów, który się po prostu nie starzeje, pięknie lśni i jest używany właściwie w celach, można powiedzieć rytualnych, w celach teologicznych, w celach naukowych, żebyśmy mogli zrozumieć, że jest coś, co żyje dłużej niż my i że lśni troszeczkę lepiej niż czasami nasza osobowość. Być może, ale nikt nie wpadał na pomysł, żeby zamienić go na pieniądze i żeby tłuc na nim swoją własną podobiznę. To dopiero się pojawiło dosyć później.
Nam jest sprzedawana taka historia, że to właściwie jest od początku cywilizacji i że nasza cywilizacja właściwie bazuje na czymś takim jak pieniądz. W rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. Właściwie nasza cywilizacja cudem się rozwinęła. Cudem dzięki temu, że ten pieniądz ciągle to wszystko korumpował, że ledwo co udało się wytaraskać z jednego bagna, to od razu wpadaliśmy w drugie bagno, bo ktoś wymyślał nową walutę. Później pojawiały się oczywiście walki o spekulacje, bo pojawił się drugi król, który miał własną walutę. I teraz czyja waluta jest ważniejsza? I teraz wojny o waluty. Kto ma większe monety, kto ma mniejsze? Ile są warte hiszpańskie monety? Ile są warte francuskie monety, włoskie monety?
Ile są arabskie warte monety? Wszystkie niby ze złota, ale każdy ma inną wagę, a wiadomo, że inna waga to można kupić większy albo mniejszy kawałek świni za to. I tu się zaczyna po prostu taka czysta spekulacja, jeszcze taka zaawansowana bym powiedział, taka bez naliczania procentów przez bank rezerw federalnych, tak jak się to dzieje dzisiaj. Ale tak to funkcjonowało, tak to się pojawiło i strasznie namieszało w naszej rzeczywistości. Doprowadziło do takiej potężnej atomizacji naszych relacji. W dzisiejszych czasach po prostu relacje jako takie zniknęły. Relacje ludzkie. Nie mamy już żadnych relacji, kiedy idziemy do sklepu, kiedy stajemy przed ladą, wyciągamy pieniądze z portfela czy kartę, płacimy pani, mówimy „dzień dobry”, „do widzenia” i właściwie to wszystko. Czasami zamieniamy jak tu w Anglii to jest taką tradycją, żeby jednak te relacje społeczne jakoś budować, żeby to nie było tak, że wszyscy już zwariowaliśmy. Tu się jeszcze rozmawia w sklepie o pogodzie, różnych rzeczach ze sprzedawcą właśnie po to, żeby ten pieniądz, ta transakcja nie zdominowała naszej głowy, żeby to nie było tak, że właściwie jedyne co robimy, to się bezmyślnie wymieniamy tym żetonem, mając siebie wszystkich w nosie.
Bo cały świat polega na właściwie takiej kooperacji. Jeżeli się przyjrzymy na wszystkie te starożytne wykopaliska archeologiczne, to jest niesamowite zjawisko. Widać potężne kultury, które się wyłaniają sprzed 5000, 6000 lat, 10 000, 12 000 lat w bardzo wielu miejscach na świecie, które były oparte na wymianie. I nie była to właściwie wymiana handlowa, tylko to była wymiana nadprodukcji, ponieważ normalne jest to, że wszystkiego mamy w bród na tej planecie. To zdaje się ostatnio chyba na wieczorowej porze rozmawialiśmy. Jeden ze słuchaczy zadzwonił i mówił, że wystarczy sobie sprawdzić, czy nawet w syntezie, I don't know, że wystarczy sobie sprawdzić notowania giełdowe z nowojorskiej giełdy. Można sobie wejść, przeliczyć wszystkie tony zboża, które tam sprzedają, tony nasion, tony owoców i sobie przeliczyć na ilość ludzi na głowie tak zwyczajnie, per capita na głowę. I nagle się okazuje, że nikt z nas nie jest w stanie przeżreć tego żarcia, nawet gdybyśmy usiedli dokładnie tak, jak siedzimy teraz. Przepraszam bardzo, jak cykla jakiś deszcz przy gałkach i tak żarli do końca świata przez kolejne dnie, a nawet trzy dni dłużej, to i tak byśmy tego nie przeżarli wszystkiego, bo byśmy padli z przeżarcia. Jest tego masa, naprawdę nie ma z tym problemu.
Jest to sztucznie kontrolowane tak, żebyśmy za każdym razem czuli taki niedosyt, że trzeba zapłacić coraz więcej. Wcześniej ten problem, jak się okazuje, nie istniał. To też taki fenomen cywilizacyjny, że ilekroć archeolodzy dokopują się jakichś takich ekstremalnie starych kultur, o których właściwie nic nie wiadomo, poza tym, że była o wiele bardziej zaawansowana od naszej na przykład w technologii obróbki kamienia, w technologii obróbki metalu. My z nich z reguły robimy jakichś głupków biegających w skórach po lasach i rzucających się dzidami. Ale to, co widzimy, to jest taka technologia, że sami nie mamy pojęcia, jak to zrobić. I nigdzie tam nie znajdujemy żadnych śladów wymiany handlowej, pojęcia robienia interesu. Tam jest coś zupełnie innego. Wygląda na to, że ludzie troszeczkę lepiej rozumieli, po co są na tym świecie i chyba lepiej łapali, że właściwie jesteśmy chyba po to, żeby się wspierać, bo jesteśmy takim dosyć kruchym gatunkiem. Taki zwykły jaguar albo jakaś taka duża żyjąca istota z dużymi zębami i czterema łapami jest w stanie nas rozszarpać i zjeść na obiad w ciągu ułamka sekundy. Jest wiele takich sytuacji, jest wiele takich momentów.
Także generalnie wygodnie jest sobie wybudować jakieś takie miejsce, gdzie nie jesteśmy obiadem dla mamy natury i właściwie cała nasza energia, przynajmniej tych poprzednich cywilizacji, tak to wygląda, szła na to, żeby sobie zorganizować takie właśnie warunki, żeby sobie spokojnie koegzystować na tej planecie i nie mieć z tym żadnych problemów, żeby nie popaść w jakąś psychozę wymieniania się i szarpania i wyrywania sobie kości. Tak bym to opisał. Dzisiaj doszliśmy do takiego punktu, że naprawdę mamy wszyscy siebie w nosie. Nawet powstały takie powiedzonka jak business as usual, czyli interes jak zwykle. Oznacza to dokładnie tyle, że niezależnie w jakim celu jest to robione i jak kiepska jest ta druga strona, czy te pieniądze idą na karabiny, czy zaraz po tym, jak zapłacimy jakiejś firmie, to ona wyda te pieniądze na to, żeby zamordować jakichś ludzi i tak dalej. To się nazywa business as usual, czyli interes. Taki interes. Nikt się nie zastanawia nad konsekwencjami, bo właściwie pieniądze jako takie pozbawiają nas jednej fenomenalnej rzeczy. Pozbawiają nas konsekwencji na taką bardzo krótką metę, konsekwencji naszych działań. I to był chyba największy sukces tego wynalazku, który doprowadził do jego masowego rozpanoszenia się po świecie.
Właśnie ten jeden unikatowy element, że wyłącza taką bezpośrednią, unikatową odpowiedzialność i konsekwencje naszych działań w perspektywie pięciu minut, następnego dnia albo coś w tym stylu. Bo w tym momencie już nie jesteśmy zmuszani do tego, żeby pomyśleć o kimś dobrze, zrobić coś dobrego, zastanowić się przede wszystkim nad tym, co my na przykład możemy zaoferować. Bo taka wymiana bez pieniędzy zmusza do bardzo takiej prozaicznej refleksji: okej, skoro nie mam kasy, a ten koleś ma rybę, a ja naprawdę na rybaka się nie nadaję, a chciałbym zjeść tą rybę, to muszę mu coś zaoferować. Czyli jedyne rozwiązanie jest dokładnie takie, żeby wstać i powiedzieć: „Hej rybaku, czy jest coś, czego potrzebujesz, a co mogę ci dać?” I w tym momencie, jeżeli rybak powie: „Słuchaj, zjadłbym kanapkę”, to my musimy powiedzieć: „Okej man, słuchaj, to ja się zatroszczę o kanapkę dla ciebie. Posieję to pole zbożem albo poszukam jakiegoś dziko rosnącego, albo coś i jakoś to zrobimy. Ja też zbiorę tego zboża więcej. Także upiekę i dla siebie, i dla ciebie. Także sobie razem zrobimy imprezę”. I dokładnie tak wyglądało na wyspach Polinezji. To się w dzisiejszych czasach już troszeczkę pozmieniało.
Wiadomo, że cywilizacja, ta patologiczna cywilizacja wszędzie dociera za pomocą swoich przesłańców, wysłańców i mamicieli różnych takich dziwnych postaci, przede wszystkim w postaci pieniądza. I niszczy wszystko i deprawuje. A de facto właściwie taka normalna relacja jest chyba takim jedynym momentem, gdzie właściwie mamy szansę na przetrwanie na tej planecie, ponieważ podlegając nieustannej spekulacji, czyli to, co jest zawsze związane z pieniądzem, niezależnie od czy jest on oprocentowany, czy nie, on zawsze właściwie będzie oprocentowany, bo zawsze ktoś, kto produkuje pieniądz fizycznie robi coś najmniej pożytecznego na świecie. Po prostu klepie kawałek blaszki na okrągły przedmiot. Nawet jeżeli zastąpimy go robotem i dużą fabryką zrobotyzowaną i zautomatyzowaną, to i tak potrzeba ludzi, którzy będą siedzieli w tej fabryce i tą fabrykę, która klepie te okrągłe blaszki tudzież papierki obsługiwali. Cała infrastruktura do tego. On jest najbardziej bezproduktywny człowiek zaraz po polityku na świecie. Wojskowy to może jeszcze nie. Może jak się nauczy mosty budować, to może jakiś most wybuduje. To jest inna sprawa.
Policjant może jak się nauczy reanimacji, pomocy przy zasłabnięciach, to może przynajmniej w tym pomoże. Jeszcze człowiek znajdzie zastosowania dla tych biedactw i co by mogli zrobić pożytecznego dla świata. Natomiast dla ludzi, którzy produkują pieniądze, już właściwie nie ma czegoś takiego. Produkcja pieniędzy jest produkcją niczego. Jest jak dmuchanie w powietrze i zastanawianie się co z tego będzie. Wiadomo, że nic z tego nie będzie. Wiadomo, że ktoś musi tę marchewkę wyprodukować, wyprodukować zboże, złowić rybę. I teraz ten, który nie robi nic, musi też się najeść, prawda? Więc automatycznie wszyscy są zgarniani do jednego worka i robi się taka zabawna patologia, która polega na tym, że trzeba wyprodukować więcej i że trzeba zrobić zapas, ponieważ nie wiadomo, co się stanie dalej. I te zapasy to jest chyba największa zmora dzisiejszych czasów.
Jeżeli się przyjrzymy na zdjęcia lotnicze tej planety, na te gigantyczne plantacje soi w dżungli, na to wszystko, jak to jest niszczone. Jak się niszczy przyrodę, dzięki której w ogóle żyjemy, funkcjonujemy na tej planecie, mamy jeszcze czym oddychać. Się robi kopalnie, żeby wykopać troszkę metalu, z których się później wybije trochę blaszek, za które będzie można sprzedawać jedzenie. Taka troszeczkę paranoja. Ciężko to zrozumieć, chociaż w dzisiejszych czasach pojawiają się próby i alternatywy przywrócenia pewnego naturalnego stanu, chociażby w postaci bitcoina. Jest to waluta, która próbuje być czymś w miarę naturalnym, chociaż oczywiście podlega w jakimś stopniu spekulacji i tak dalej. To wszystko doskonale wiemy. Natomiast ciągle zabawa z tą: gdzie jest ta różnica? Nie ma banku centralnego i każdy musi znaleźć swojego bezpośredniego klienta. Także to jest taki troszeczkę powrót do korzeni.
Ja mam nadzieję, że to się naprawdę uda. Nie chciałem tutaj winić wszystkich tych okrągłych przedmiotów za całe zło świata, bo to tak jak obwiniać młotek za to, że się samemu uderzyło w palec tym młotkiem. Trochę tak to wygląda czasami. Ale pieniądze też normalnie funkcjonujące w obiegu i cały ten ekosystem ekonomiczny jest patologiczny. To właściwie on nadaje pieniądzom bardzo złą rolę. Nie wiem, jak to powiedzieć. One po prostu niszczą. Taka jest prawda. Nic dobrego z tego nie wynika. Pomysł w ekonomii był taki, że jak się wprowadzi na przykład więcej pieniędzy, czyli już nie będzie ze złota, będzie można drukować więcej tych pieniędzy, to wszyscy będą szczęśliwi i tych pieniędzy wystarczy.
Jak się okazało na świecie, pomimo iluś tysięcy lat, od kiedy funkcjonują pieniądze, właściwie nie doprowadziły do żadnego raju na ziemi, a wręcz odwrotnie. Jedyne do czego doszło, to wycięliśmy więcej lasów, zanieczyszczyliśmy praktycznie wszelkie możliwe oceany i wszelkie możliwe ujęcia wody pitnej. To taki fenomen. I teraz co sprzedajemy? Sprzedajemy czystą wodę, ponieważ fabryka, która produkuje te żetoniki papierowe czy metalowe, zatruwa rzekę, z której wszyscy pili wodę za darmo, która była zdrowa. I teraz trzeba sobie kupować wodę w butelkach. Ale żeby kupić wodę w butelkach, trzeba mieć ten żeton, który wyprodukowała ta fabryka. Tak zwany paragraf 22. W kółko Macieju. Jest taka iluzja, że w dzisiejszych czasach, jak wyprodukujemy więcej pieniędzy albo w ogóle coś zrobimy z tymi pieniędzmi, pozmieniamy kilka zasad, trochę w lewo, trochę w prawo przesuniemy, trochę do tyłu, trochę do przodu, to to zmieni świat na tyle, że wszystko będzie super i nastąpi raj na ziemi.
W rzeczywistości nie ma nawet najmniejszej szansy, nawet cienia szansy na to, żeby taka sytuacja gdziekolwiek nastąpiła. Ponieważ pieniądze od samego początku są tym ekstra wariantem, który nas zwalnia z odpowiedzialności za nasze drobne czyny, za nasze myśli i za nasze przede wszystkim nastawienie do drugiego człowieka. Bo za pomocą pieniędzy można kupić wszystko. Taka opinia panuje aktualnie na świecie. Jeżeli ktoś nas na przykład nie lubi, bardzo nie lubi i szlag go trafia na nasz widok, to bardzo często, kiedy wyjmiemy pół miliona dolarów z kieszeni albo milion dolarów z kieszeni, to jest tak, że nasza empatia do tego człowieka stanowczo maleje i zamienia się w sympatię. I na tym to polega. Właśnie dokładnie na tym. A nawet nie w ten sposób. Nawet jeżeli zachowamy jakiś zdrowy rozum i nie zakochamy się w nim tylko dlatego, że ma pieniądze, to postaramy się wyciąć tą niefajną część z tej relacji i koncentrujemy się tylko i wyłącznie na tej relacji między sobą, którą mamy i którą nazywamy transakcją. Czyli przestajemy rozmawiać jak normalni ludzie, natomiast zaczynamy sporządzać umowy na papierze, zaczynamy sporządzać kontrakty, zaczynamy tworzyć prawa, które powodują, że ktoś tam się czuje zabezpieczony, że w ramach jakiegoś niepowodzenia będzie wiadomo, na kogo zwalić winę.
I ta tak zwana blame game, czyli kto jest za co winny, będzie mogła trwać nieustannie, w nieskończoność. I to wszystko będzie opłacane, cały czas finansowane i ten pieniądz będzie krążył w obiegu. Tak to trochę wygląda. A wy słuchacie Radia na Fali. Ja tu troszkę w inny las wskoczyłem, ale już wracam do właściwego lasu. Takiego bardziej domowego lasu. Co za las. A wy oczywiście słuchacie w hiperprzestrzeni w Radiu na Fali, retransmitowanej też w Radio Paranormalium. Ja mam na imię Tomek. I dzisiaj przychodzę z tą garścią refleksji na temat czym jest pieniądz i czy w ogóle warto w to brnąć, czy to w ogóle ma jakikolwiek sens?
Mówiąc tak zwyczajnie, prosto z mostu. Bo do czego się to wszystko sprowadza? Właśnie sprowadza się do tego braku odpowiedzialności. A ten brak odpowiedzialności jest związany dokładnie z tym samym, czym jest często na przykład czucie się częścią narodu albo byciem historiami narodowymi, że nagle zrzucamy z siebie odpowiedzialność za nasze relacje z sąsiadem, ponieważ wydaje nam się, że jest jakaś wielka idea, która się nazywa Orzeł Strały. Co to mu gały wylazły czy jakoś tak? I te wszystkie kolorowe szmatki, które sobie powiewają na wietrze i że to jest ważniejsze od tego, żebyśmy zbudowali relację ze swoim sąsiadem, bezideową, tylko opartą na czym? Czy ktoś już wie? Właśnie, na zaufaniu. Na takim normalnym, niekapitalizowanym, bezgranicznym, można powiedzieć, zaufaniu. Ja nie mówię o jakimś szaleństwie, po prostu o normalnym rozsądku.
Po prostu zaufanie, że jest to taki sam człowiek jak my, ma takie same potrzeby jak my i robi te same rzeczy jak my. Także na pewno się dogadamy, bo wszystko, co jest dookoła nas, jest dokładnie takie samo. Mamy inne refleksje, mamy troszkę inny sposób ogarniania rzeczywistości, ale jesteśmy tymi samymi istotami. Także zaufanie jest elementarną rzeczą. I wszystkie te ideologie, które się pojawiły. Na początku się pojawiały pieniądze, później pojawiały się państwa, które mają swoje własne pieniądze i próbują nas przekonać, że jesteśmy członkami jakiejś społeczności, która ma jakąś kolorową szmatę nad sobą i z tej okazji powinna się powybijać nawzajem albo w jedną, albo w drugą stronę. Nawet nie chcę tego komentować za bardzo. Szkoda naszego życia na takie duperele. Zapominamy o odpowiedzialności za budowanie naszych relacji, bo już nie ma takiej potrzeby. Po prostu jest ideologia.
Przyjdzie żołnierz, nastuka tamtemu, policjanta mu wyśle albo coś w tym stylu. Ideologią się zasłonię po prostu. Będę krzyczał, że wielki naród albo coś w tym stylu i to będzie pomagało. Będzie nas dużo krzyczało wielki naród i wszyscy będziemy wielcy. Taka psychoza maniakalna to też na leczenie się kwalifikuje. To takie dosyć dobre leczenie, bym powiedział. Takie solidne. Nie ma wtedy żadnej relacji między nami. Jest tylko relacja między ideą albo pieniędzmi. I dokładnie to się klei, bo właściwie ta relacja do idei polega na tym, że nie chcemy brać odpowiedzialności za budowanie indywidualnych rozwiązań między nami, że ja posadzę to zboże, wyprodukuję ten chleb dla tego kolesia, który ma łódkę i łowi te ryby, a on złowi ryby.
Nie. My po prostu wierzymy, że jest jakaś idea, która nas złączy. My pójdziemy, pobijemy kogoś, zabierzemy mu jego chleb, zabierzemy mu jego rybę po to, żeby być sami najedzeni. A najlepiej będzie, jak sami wymyślimy pieniądze i generalnie będziemy tymi pieniędzmi operowali jeszcze na dodatek i będziemy pośrednikami. W ten sposób będziemy odcinali dostawców od tych, którzy są odbiorcami i będziemy mogli żyć sobie z tej różnicy ceny, niewiele robiąc. Właściwie po to powstały te wielkie molochy, takie nielogiczne organizacje pod tytułem państwa i narody tak zwane, żeby trzymać to wszystko w ryzach, żeby ludziom do głowy nieustannie wtłaczać, że sami z sąsiadem sobie rady nie dadzą, bo musi być wielkie państwo, musi być sztandar, musi być naród, ideologia, musi być orzeł biały albo co innego. I to wtedy działa. Wtedy, jak się okazuje, nic nie działa, co chyba wszyscy mieszkający pod dowolną flagą i dowolnym srorłem na świecie doskonale wiedzą, że żadna z tych idei nie zapewniła ani nikomu pełnego brzucha, ani spokoju, ani bezpieczeństwa, ani radości, ani szczęścia, ani miłości. Jest to tylko i wyłącznie ideologia, która służy takiej atomizacji, takiej, żebyśmy przestali wierzyć w siebie. I dokładnie w tym momencie wskakują od razu pieniądze, bo one spełniają tę rolę męża zaufania.
I w tym momencie zaczynamy ufać pieniędzmi. Całe nasze zaufanie odchodzi właśnie na ten mały przedmiot, który trzymamy w ręku, bo jest to jedyny przedmiot, który w tym momencie gwarantuje nas w obliczu tej ideologii, jakiejkolwiek, jaka by ona nie była, czy to jest komunizm, kapitalizm, socjalizm, sralizm, dupalizm, cokolwiek to jest. Wtedy ten mały przedmiot daje nam poczucie bezpieczeństwa. I to jest chyba największa iluzja i największa pułapka cywilizacyjna, w którą wpadliśmy. To jest studnia bez dna, można powiedzieć. Taka naprawdę przerażająca. Zaufaliśmy wszyscy kilku przedmiotom, które są produkowane przez kilku ludzi, którzy sami nie są w stanie skumać, co właściwie z tym wszystkim robią i po co jest to wszystko. I wszyscy tak zaufaliśmy. Nikt już za bardzo nie ufa sobie, bo wyobraźmy sobie teraz, jak jest możliwe zrobienie takiej transakcji opierającej się na zaufaniu w dzisiejszych czasach. Jeżeli chcemy na przykład coś kupić w sklepie, kompletnie wycięliśmy zaufanie z naszego życia.
To jest fizycznie niemożliwe. Proszę, jeżeli ktoś nie wierzy, proszę przejść do sklepu, uśmiechnąć się do sprzedawczyni i powiedzieć: „Przepraszam bardzo, nie jadłem cały dzień, bo na przykład byłem głodny albo coś. Wziąłem bułkę. Czy mógłbym wyjść z tą bułką, nie płacąc za nią? Czy mogłabyś mi dać ją w prezencie?” Na przykład taka historia, prawda? Ludzie, come on. Od razu byśmy usłyszeli, że trzeba za nią zapłacić, ponieważ zaufaniem obdarzamy przedmioty. Wierzymy w to, że ten przedmiot zapewni nam radosną przyszłość i się będzie wszystko opierało. A w rzeczywistości? Jak jest w rzeczywistości?
W rzeczywistości to my chyba powinniśmy jako ludzie sobie zapewnić tą przyszłość. To chyba po to jesteśmy na tej planecie. Przynajmniej ja sobie tak myślę. Taka jest moja prywatna, indywidualna refleksja. Wydaje mi się, że największą patologią to jest oddanie tego zaufania, zrzucenie na przedmioty, zrzucenie tego zaufania do siebie na nie wiadomo co. Jest to takie szaleństwo cywilizacyjne i myślę, stąd się bierze potężna ilość problemów, jeżeli nie prawie wszystkie problemy tego świata, że właściwie przestaliśmy sobie kompletnie ufać. Nie ma czegoś takiego, że jedna osoba coś zrobi, zrobi to dla drugiej osoby, bo robi też dla siebie. Wiadomo, że jak się robi jedną rzecz dla siebie, to łatwo zrobić dwie rzeczy, bo wtedy się łatwiej robi, bo i tak To tak jak z gotowaniem. Łatwiej jest czasami ugotować w dużym garnku i więcej niż małym i mało. I lepiej się podzielić z ludźmi dookoła, niż samemu żreć, bo się nie da tego zjeść samemu.
I to są naturalne stany. Jeżeli się obserwuje rośliny jak rosną, to wiadomo, że roślina wypuszcza z jednego nasiona w okolicach 50 nasion. Są rośliny, które wypuszczają tysiące nasion. Generalnie wzrost w naturze jest czymś naturalnym. Problemu z tym, że ktokolwiek będzie głodny, nienajedzony, że komuś nie starczy dachu nad głową, jakieś takie sprawy właściwie nie są żadnym problemem, bo natura jest tak skonstruowana, że to wszystko funkcjonuje i tylko w świecie, gdzie funkcjonuje pieniądz, jakikolwiek, czy odsetkowy, czy nieodsetkowy, tak naprawdę są ludzie, którzy nic nie mają, którzy są skazani na ekstremalną wegetację, właściwie można powiedzieć wręcz kończącą się śmiercią, bo tak to w dzisiejszych czasach wygląda. Ludzkie życie straciło kompletnie swoją wartość w stosunku do pieniądza. Można za odpowiednią sumę pieniędzy kupić ludzkie życie. Do tego doszliśmy. I to jest ta iluzja, w którą uwierzyliśmy, że lepiej ufać przedmiotom niż ludziom dookoła, że lepiej ufać ideologii, która się opiera właśnie na przedmiotach. Bo to jest dokładnie taka sama fetyszyzacja, to jest tylko kwestia nazewnictwa i tego, czy ktoś lubi się modlić do flagi, czy ktoś lubi się modlić do pieniądza.
Generalnie na jedno i to samo wychodzi, bo oczywiście z tą flagą jest związany też pieniądz, który ma odpowiednią flagę wydrukowaną na sobie i wiadomo, że jest to ten nasz właściwy pieniądz i to są takie drobne elementy, które nas zawsze wpychają, żebyśmy: „Zobacz, to jest ważniejsze od wszystkiego, to zapewni ci przyszłość. To jest twoje życie, to jest twoja przyszłość, to jest miejsce, gdzie zmierzasz. That's your destination. I to daje ci cywilizację. Dzięki temu masz prąd. Dzięki temu masz życie. Dzięki temu masz w ogóle internet”. Nie do końca tak. Jak się okazuje, kiedy się prześledzi wszystkie te wynalazki, się okazuje, że z reguły wszyscy autorzy tych genialnych wynalazków najmniej na tym zarobili. Właściwie to oni byli odcięci od tego, że właściwie pieniądze służą tylko i wyłącznie ludziom, którzy nie mają zaufania do świata i generalnie wybijają z nas to zaufanie.
Bo bez pieniądza jest ciężko, prawda? Każdy z nas na pewno miał moment, ja też czasami miewam momenty, że mam bardzo krucho w kieszeni i w tym momencie czuć od razu, ile jest tego zaufania dookoła. To nie jest żadna tajemnica. Oczywiście jest z tym sprawa związana, taka osobna, że jest energia przy pieniądzach, jest takie zjawisko. My o tym oczywiście nie lubimy tak normalnie ogólnie mówić jako ludzie, ponieważ brzmi to trochę jak Harry Potter, ale to jest sprawa związana z tymi wszystkimi niewidzialnymi mocami dookoła nas, które ignorujemy, a które pomimo wszystko stwarzają całe życie. I te moce też potrafią się przykleić do czegoś. Pieniądz jest chyba reprezentacją jednej z tych mocy i tam przechowuje część tej energii. I czy chcemy, czy nie sklei się do nas w jakiś taki dziwny, magiczny sposób. Słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali, retransmitowanej też w Radiu Paranormalium. I dzisiaj o konsekwencjach posiadania i używania czegoś takiego, co się nazywa po prostu pieniądz, bo konsekwencje tego są naprawdę bardzo szerokie.
Ja dzisiaj tylko mówię o naprawdę wąskim zakresie tego wszystkiego. O co chodzi z tą ideologią? Bo to jest czasami wręcz przerażające. Nawet nie czasami, tylko w ogóle przerażające. Słuchajcie, bo cała ta historia jest, jeżeli wrócimy do tych normalnych rzeczy, zauważymy, że właściwie ideologia, o czym doskonale wiemy, jest taką patologią. Po prostu pozbawia nas własnej autorefleksji i zmusza do wiary w coś, co ktoś uznał za prawdę objawioną. My możemy dołączyć lub nie, ale zasada jest zawsze taka sama. Musimy przyjąć tą prawdę objawioną jako całość. Albo kupujemy całość, albo wypad z baru. Nie ma czegoś takiego, że jestem tylko w połowie w ciąży.
Nie ma takiej opcji. Albo się łyka całość, albo do widzenia. Ta ideologia nie istnieje w miejscach, gdzie nie ma wymiany finansowej, gdzie nie ma czegoś takiego jak ekonomia. Takie zjawisko nie występuje. Jest natomiast pojęcie dbania o naturę, utrzymanie harmonii z naturą. Taka normalna, naturalna kolaboracja, czyli to, że ja na przykład bezpośrednio hodując zboże na swoim polu, nie zatruję sobie rzeki, z której piję wodę i którą podlewam to zboże po to, żeby wyhodować więcej i wziąć za to więcej ryb od rybaka. Ponieważ pierwsza rzecz nie potrzebuję więcej ryb, a druga rzecz potrzebuję zdrowej wody dla siebie. I to jest taki naturalny mechanizm, który zawsze sam się stabilizuje. Ja nigdy nie wykonam takiego numeru z cyklu kamikadze i sam sobie nie strzelę w głowę z tego powodu, że potrzebuję zgromadzić więcej niż potrzebuję na dzisiaj. Ten problem nie istnieje.
Natomiast kiedy pojawia się jakakolwiek idea narodowa, która właściwie służy tylko i wyłącznie po to, żeby pilnować siły wymienialności konkretnej waluty, żeby grupa ludzi, która operuje konkretną walutą, mogła dalej nad tym trzymać łapę i żeby ich pieniądz znaczył jeszcze więcej. Tam, jak widać z praktyki, to nawet nie trzeba się zastanawiać, czy jest w Polsce, przepraszam bardzo, w Anglii też nie ma takiej opcji, opcja znalezienia jakiejś dużej rzeki, z której można napić się wody tak zwyczajnie. Czy ktoś może mi doradzić, czy jest taka rzeka, że jakbym wziął, zanurzył szklankę w Wiśle, Odrze albo tu w Tamizie i wypił tą wodę, to na pewno dobrze bym się poczuł? Czy jest taka opcja? Ja sądzę, że chyba nie ma takiej opcji. I to jest chyba też kwestia, że przestaliśmy dostrzegać pewne elementarne rzeczy, ponieważ ciągle biegniemy za tą historią związaną z tym małym, okrągłym przedmiotem, który symbolizuje naszą przyszłość. W dzisiejszych czasach już symbolizuje nasze zaufanie, symbolizuje stabilizację, symbolizuje też relacje międzyludzkie. Bo za pieniądze się kupuje relacje. I tak to wygląda dokładnie. Do tego doszła ta cała cywilizacja.
Także nie jest to zdrowe rozwiązanie. Ja się ciągle zastanawiam nad tym, jak to się stało, że tak się stało. Może my się po prostu przyzwyczailiśmy. Chociaż to tak naprawdę nie do końca stało się wszędzie i myślę, że to jest dobra rzecz. Dzięki temu ta cywilizacja jeszcze funkcjonuje, bo znakomita część świata, taka odcięta od tej cywilizacji, tam, gdzie są lasy, które produkują tlen, którym oddychamy, co jest dosyć istotne, bo bez tego tlenu ciężko by było z oddychaniem. Chyba że byśmy zapłacili firmie Nestle za specjalne puszki z tlenem, żebyśmy mogli oddychać, bo do tego się chyba sprowadza cały ten dowcip z ekonomią, z tą nową współczesną religią, która pozbawiła nas relacji międzyludzkich, a zmusiła nas do wiary w przedmioty, które są ważniejsze od ludzi i warto w nich pokładać nadzieję, a nie w ludziach. Stąd się wzięło też kolekcjonerstwo luksusowych przedmiotów. To jest kolejne posunięcie tego fetyszu. To jest kontynuacja tej samej drogi, że pojawia się idea, ona jest ważniejsza od wszystkiego, a my mamy podążać. Mam tu telefon słuchacza, już odbieram.
Halo, halo, witam serdecznie, Teflonie. Jak zdrówko?
[01:25:58] - Dobry, dobry, w sam raz.
[01:26:00] - Poproszę, żebyś wyłączył radio, żeby nie było przebicia.
[01:26:03] - Jak się udało.
[01:26:06] - Co myślisz o tych pieniądzach? Powiedz mi, co myślisz. Myślisz, że są potrzebne czy są w ogóle niepotrzebne? Czy to jest wypadek cywilizacyjny, który doprowadził nas do tej katastrofy, w której wszyscy mieszkamy, takiej cywilizacyjnej katastrofy, że jesteśmy już bez miejsca, gdzie się można cofnąć, jeżeli chodzi o ten sposób funkcjonowania, czy też w drugą stronę?
[01:26:27] - Nie wiem, czy to jest temat o pieniądzach, bo-
[01:26:31] - To jest temat o pieniądzach jak najbardziej, bo stąd się wzięło. Ja o tym cały czas mówię, że pokładamy zaufanie w przedmiocie, który wystylizowaliśmy do pewnego ekstremum. Dookoła są ideologie, mamy cały zestaw dodatkowo, żeby wydawało nam się, że jest to ważne.
[01:26:49] - Powiem, że kiedyś pieniądz faktycznie był przedmiotem i był wymienialny. Tak jak przedmiot mogły się wymienić jednym krzesłem za stół albo dwoma krzesłami za stół. I to jest kwestia wymienialności. I jeżeli złoto by było przedmiotem czy pieniądz byłby przedmiotem, to można by się było wymieniać tymi różnymi przedmiotami jeden za drugi. Ale przez to, że pieniądz jest oderwany od jakichkolwiek przedmiotów-
[01:27:16] - Słuchaj, ale nie wydaje ci się, że to nie jest kwestia związana ani z FED-em, ani z żadnymi takimi historiami? Chciałem cię zapytać, jeżeli lądujesz z workiem złotych monet na pustyni, to co będziesz jadł? Jeżeli będziesz jadł te złote monety? Czy to ma sens?
[01:27:33] - Jeżeli ląduję z workiem baterii do Notki 3030, to co będę jadł?
[01:27:40] - Też nic nie zjesz. Ja mówię o tym, żebyś wziął jakąś wodę, jakieś warzywa, coś do jedzenia. Wiesz, o co chodzi.
[01:27:46] - Tylko że dojdziesz kawałek dalej i wymienisz baterie na jedzenie, a pieniądze też możesz wymienić pod warunkiem, że mają jakąś wartość.
[01:27:56] - Właśnie, co oznacza wartość pieniądza dla ciebie? Bo to jest intrygujące. Ja uważam, że nie ma żadnej wartości za bardzo.
[01:28:02] - Więcej jest co innego. To o pieniądzach jest inny temat całkowicie.
[01:28:07] - Ale ja tu o pieniądzach, bo o tym jest ta hiperprzestrzeń, mój drogi, jakbyś nie zauważył. Właśnie o tym jest, mój drogi. Trzeba było słuchać od początku. Taki jest temat dzisiejszy. Zastanawiamy się nad ekonomią, nad tym, czy te pieniądze nie skorumpowały naszej cywilizacji dogłębnie. Czy to nie jest jedna z tych rzeczy, które doprowadziły nas do gigantycznej katastrofy? To, że nasze zaufanie, które powinniśmy ufać sobie, Teflonie, a nie na przykład pieniądzom. To jest ciekawa refleksja, przynajmniej moja. I myślę, że tak to powinno wyglądać.
[01:28:46] - Właśnie, ale zauważ. Ufać sobie. Co znaczy sobie ufać? Ja sobie ufam albo nie zawsze sobie ufam, dlatego wiem, kiedy sobie nie ufać. Ja wiem, że nie o tym mówisz, ale-
[01:29:03] - Słuchaj, mówię o takiej kwestii na przykład wymiany. Bo robisz jakieś rzeczy. Czy jesteś w stanie zrobić na przykład konkretną rzecz, zrobić ileś rzeczy kompletnie za darmo, nie stawiasz ceny na to, następnie zmontować sobie ekosystem, powiedziałbym, taki mały, w którym wymieniasz się tymi rzeczami już na gotowe rzeczy, tak żeby pominąć kwestie jakiejkolwiek waluty, czy to jest Bitcoin, czy to jest cokolwiek innego, czy to jest dolar, złoto, cokolwiek, żeby bezpośrednio trafić do zainteresowanej osoby, a żeby ta zainteresowana osoba mogła ci dać coś, czego ty potrzebujesz.
[01:29:43] - Właśnie. Wiem, że to nie jest temat tej audycji, tylko zbaczasz z tego, co chcę powiedzieć, ale-
[01:29:49] - Ale ty chcesz powiedzieć to, mój drogi, musisz sobie zrobić własną audycję we własnym radiu. Wtedy masz do oporu. Natomiast ja tu mówię dzisiaj o pieniądzach i o tym, jak skorumpowały, według mnie, nasze relacje, że odjęły nam zaufanie. Słuchaj, czy ufasz bardziej sprzedawczyni, czy ufasz swojemu portfelowi?
[01:30:14] - Jeszcze raz powiem. Dobra, okej, niech dobrze będzie, że porzucę ten temat. Bądźmy na temacie zaufania. Mówmy o tym. W każdym razie jeżeli to byłby temat o pieniądzach, a nie jest, bo dobrze wiem, że teraz dopiero ci się wcisnął taki głupi temat-
[01:30:32] - Wiesz co? Nie wiem. Słuchaj, to ja może cię rozłączam i może dalej będę kontynuował, bo tu jest o pieniądzach od początku, także o tym rozmawiamy.
[01:30:42] - Pewnie z 20 minut i nie jest. Ale dobrze, niech będzie.
[01:30:45] - Słuchaj, może powinieneś czasami z szacunku dla człowieka, który mówi w tej audycji posłuchać kiedyś od początku, a nie próbować tutaj wkręcać jakichś dziwnych rzeczy.
[01:30:57] - Chciałem coś powiedzieć niestety w temacie, ale nie da rady, bo jest narzucony temat o pieniądzach, który włączyłeś minutę temu. Nie mogę powiedzieć, więc muszę mówić o pieniądzach, gdzie nie mam przemyśleń, ale mogę mówić o tych pieniądzach.
[01:31:08] - Słuchaj, to może ja cię rozłączę, jak nie masz przemyśleń na ten temat, bo tu jest naprawdę na ten temat. Także dzięki wielkie za telefon. To był telefon. Słuchajcie, wracając do tych pieniędzy, bo jest w ogóle ciekawa rzecz, o czym chciałem wspomnieć tak właśnie w sam raz na koniec, jak to w ogóle gdzieś tam zostało na Dalekim Wschodzie. Mniej lub bardziej dalekim powiedział. Nigdy tam nie byłem, ale pewnego dnia być może się wybiorę, kto to wie. Informacje stamtąd są do sprawdzenia, także nie ma z tym problemu. Jest taka instytucja jak ludzie, którzy są, można powiedzieć, oświeconymi, są mnichami. Generalnie właściwie nie wykonują żadnych specjalnych ról poza dbaniem o drobne ogródki, medytowaniem i robieniem takich normalnych rzeczy, pomaganiem ludziom i medytacje. I to jest w ogóle bardzo ciekawa historia, bo właściwie ci ludzie funkcjonują bez żadnych pieniędzy.
Tam po prostu nie ma takiej opcji. Nie wszędzie i nie każdy rodzaj mnicha. To oczywiście też nie jest tak, że to jest taki standard dla wszystkich krajów, wszystkich miejsc na świecie, że każdy, na przykład tybetański mnich nie ma przy sobie ani grama gotówki. Teoretycznie i praktycznie z reguły tak, bo cały dowcip polega na tym, żeby ominąć sytuację robienia interesu, ominąć sytuację robienia jakiegokolwiek dealu, żeby nie budować czegoś takiego jak grupa sklejona fałszywą, można powiedzieć, ideologią. Przynajmniej w buddyjskim tego mniemaniu jest to podążanie za iluzją, żeby nie budować tej iluzji, jakkolwiek ona jakąkolwiek formę będzie przybierała, tylko żeby zbudować relacje między ludźmi i przekazać informacje w ten sposób. Bo właściwie de facto, tak jak zacząłem opowieścią o tych ludziach na tych niesamowitych wyspach, którzy właściwie przekazują sobie informacje i tam nie ma pojęcia jako pieniądz jako takiego. To jest właściwie przekazywanie sobie opowieści, przekazywanie sobie historii, przekazywanie sobie dobrego, fajnego doświadczenia. Takiego, że nasza monotonia po prostu znika, że możemy sobie spokojnie funkcjonować od początku do końca. Jeżeli nawet poczujemy się troszkę znudzeni, to zawsze się coś dzieje w okolicy. Można wpaść do sąsiadów na imprezę, powymieniać się grzechotkami, powymieniać się naszyjnikami.
Jest po prostu fajnie. Niektóre mają większą wartość, niektóre mniejszą wartość, niektóre mają magiczną wartość. Nim też warto się wymienić, bo za tym stoi ten cały niewidzialny świat, który jest bardzo intensywny. Generalnie to wszystko właściwie. I co najważniejsze, wymieniamy się bezpośrednio z ludźmi. Ten prezent trzeba po prostu wziąć i podarować osobie z tego drugiego plemienia. Po prostu tak wziąć w rękę i przekazać do drugiej ręki. Tego się nie da zrobić w komisie, tego się nie da wystawić na eBayu. Nic z tych rzeczy. I bardzo podobna historia jest z mnichami buddyjskimi, którzy właściwie nie zajmują się pracowaniem, zajmują się medytowaniem.
Robią, żeby atmosfera była dobra. Można w to wierzyć lub nie. Na pewno znajdzie się masa ludzi, którzy nazwałaby ich darmozjadami, którzy nic nie robią, a nie do końca. Tam się w tych klasztorach też sadzi ryż, też się rozdaje to ludziom. Generalnie mniejsza o to. Nie chcę za bardzo rzucać buddyjskich opowieści, bo nie o tym jest dzisiejsza refleksja, którą tu wrzucam, tylko ciekawy jest sposób funkcjonowania tych ludzi. Oni mają taką swoją miseczkę, z którą chodzą i generalnie odpowiedzialnością każdego człowieka, który na przykład mija takiego mnicha, jest to, żeby wrzucić mu do tej miseczki po prostu trochę jedzenia. Ponieważ ten facet, który medytuje i właśnie chodzi spokojnie, on mu zapewnia spokój, on mu zapewnia poczucie bezpieczeństwa, bo jeżeli cokolwiek się stanie w jego życiu, na przykład nie poradzi sobie z emocjami, coś się wydarzy w życiu takiego, że po prostu trzeba się ogarnąć trochę bardziej emocjonalnie, to będzie to prawdopodobnie jedyny człowiek, który bez żadnego interesu, bez żadnej idei, bez żadnej agendy, bez żadnej polityki, ideologii, pieniądza i współczesnej religii ekonomii po prostu siądzie z nami za darmo. Tak jak mówiłem, są darmowe lunche. Siądzie z nami za darmo i postara się nam pomóc tak, żebyśmy poczuli się naprawdę okej, żebyśmy zrozumieli samego siebie, zrozumieli, gdzie idziemy, zrozumieli własne smutki, lęki i wszystkie historie z tym związane.
I ten człowiek jest utrzymywany przez tą społeczność tylko po to, żeby po prostu był i żeby w razie takiego trudnego momentu, żeby można się było do niego po prostu zwrócić. On nie bierze żadnych pieniędzy, on tylko bierze po prostu jedzenie. Jest wiele takich religii, nie wiem nawet, bo to nie są do końca religie. To są właściwie bardziej systemy filozoficzne niż religie. Bardziej sposób na życie, bym powiedział, bo to ciężko nazwać jakąś fundamentalną religią, bo religia już wchodzi pod kwestie ideologizacji. To tak jak z pieniądzem, który stworzył królestwa, stworzył mocarstwa, stworzył narody, stworzył waluty, stworzył wojny pomiędzy walutami, stworzył cały ten wyścig szczurów, w którym wszyscy biegniemy gdzieś tam nie wiadomo po co, żeby kurs dolara szybko rósł w górę albo kurs euro rósł w górę, albo złotówki, albo kogoś tam innego i żeby nasza waluta była lepsza od waluty innej. Ponieważ tak już jest z walutami, że jak będzie lepsza, to kupimy za to więcej jedzenia. W rzeczywistości nie wiadomo właśnie, czy kupimy za to więcej jedzenia, bo na razie świat doszedł do momentu, że wszyscy mamy po prostu w bród tych pieniędzy. One się przewałają po bankach i właściwie nic z tego nie ma. Inna sprawa, że już po tylu stuleciach operowania walutami na różne sposoby.
Na początku było to srebro. Były też, słuchajcie, koraliki w niektórych miejscach na świecie, które też były traktowane jako pieniądze. I żadne z tych substancji, żadne z tych substytutów naszego zaufania, substytutów naszych relacji indywidualnych, międzyludzkich, żadna z tych rzeczy właściwie nie zapewniła spokoju, bezpieczeństwa temu światu. Do tej pory borykamy się z wojnami. I wojny też właściwie biorą się stąd, że Jest pieniądz i ten pieniądz jest obdarty z odpowiedzialności. To się tak wydaje, że odpowiedzialność znika. Można kupić jakiś produkt, chociaż doskonale wiemy, że został wyprodukowany w obozie koncentracyjnym pracy przymusowej, ale pieniądz nas zwalnia od tej informacji, ponieważ kupujemy od pośrednika, który nam o tym nie mówi. Na naszym pieniądzu już nie widać ludzkiej krwi. I on, kiedy bierze ten pieniądz, też nie widzi ludzkiej krwi. Ten pieniądz manifestuje tą całą energię dookoła.
I chyba to nie jest najlepsza energia, bo taka energia ucieczki od odpowiedzialności za to, co się robi. Jeżeli wykonujemy jakąś czynność i wrzucamy coś do świata, jakieś dzieło, kawałek marchewki, kawałek pieczywa czy złowimy rybę, to zależy nam na tym, żeby to było zdrowe. Bo jeżeli łowimy dla siebie, to nadmiar sprzedajemy. Dzielimy się tym z kimś innym. Sprzedajemy, w sensie wymieniamy się na coś, co ktoś inny może nam zaoferować. Dobre samopoczucie albo dobrą imprezę. Tak jak na Polinezji, gdzie cała wioska pakuje się na łódki, biorą ze sobą świnkę i z tą świnką zasuwają na drugi koniec archipelagu, żeby tam zrobić dobrą imprezę. Wypukać się z tego żarcia, bo i tak rośnie wszędzie dookoła, to nie ma problemu, się pozbiera. Wiadomo, że nikt od tego nie umrze, a dzięki temu będą relacje zawarte i może ktoś się ożeni z kimś, może będą z tego dzieci i tak dalej. Z tego powstanie piękna miłość i niesamowite przygody.
Nigdy nie wiadomo. A my doszliśmy do takiego momentu, że mamy tego pieniądza. Nie ufamy już sobie. Wiadomo, że może nam zabrać pieniądze, a jak zabierze pieniądze, to my będziemy mieli mniej pieniędzy, a nie jest to pożądana sytuacja w dzisiejszych czasach. Jest to zabawny element, budulec cywilizacji. Dla mnie to wygląda tak, że cały problem cywilizacyjny, jeden z głównych problemów, bo to nie są wszystkie sprawy dookoła tej opowieści, ale głównym problemem, który powoduje, że pojawiają się wszystkie toksyczne ideologie, że pojawiają się szuflady, w które nas się chce wpakować, opowiadając o tym, że będziemy się tam czuli bardzo szczęśliwie, nosząc te buty ciągle za małe o parę rozmiarów. Tylko wystarczy, że sobie palce obetniemy, już będzie lepiej. I że jak nie będziemy rozmawiali z ludźmi normalnie, bezpośrednio, tylko jak będziemy próbowali robić jakąś agendę, sprzedawać jakąś ideę, wielkim sztandarem pomachać, bo za sztandarem zawsze są pieniądze. Nikt tego sztandaru nie robi za darmo. Armia kosztuje pieniądze, żeby znaleźć bandę zbirów, która ruszy z karabinami na niewinnych ludzi.
Trzeba im zapłacić pieniędzmi, ponieważ to jest jedyne co działa i to jest zwolnione od odpowiedzialności. Ten pieniądz się zgubi gdzieś tam. Już ten człowiek wydając te pieniądze za każdym razem nie musi mówić, że dam ci coś, bo zabiłem tego człowieka i to wziąłem od niego. Ten problem odpada. I zabójstwo i wszystkie negatywne rzeczy znikają, bo ten pieniądz czyści, filtruje to wszystko. I wszystkie rzeczy, które się działy na jednym końcu kija, już nie mają żadnego znaczenia, bo de facto pieniądz koncentruje naszą uwagę na tyle, że skupiamy się już tylko na nim i stwierdzimy: to jest nasza wartość płatnicza, nią zapłacimy za chleb. Nie zdając sobie zupełnie sprawy, jakie zamieszanie wprowadził ten mały pieniążek na drugim końcu świata, pozbawiając milionów ludzi świętego spokoju, zdrowej wody i normalnych warunków życia. Tylko po to, żebyśmy my mogli się pobawić w ten swój fetysz i opakować go w milion ideologii, bawić się we wszystkie te zabawy społeczne, gry i zabawy. Tylko czy to jest opcja na rzeczywistość, moi drodzy? Mi się wydaje, że zdecydowanie nie, że lepszym rozwiązaniem jest jednak wrócić.
Może nie wykopywać tych pieniędzy, bo każdy z nas musi płacić rachunki. Nie bądźmy wariatami. Popłaćmy te rachunki, żeby nie wylądować na ulicy. Tu nikogo nie namawiam do robienia rewolucji, ale może w ramach wyłączania tego fetyszu dookoła nas dobrze by było dzielić się zaufaniem nawzajem. Na dzień dobry. Bezideowo, zaufanie. Zaufać sobie, że cokolwiek mamy w głowach, cokolwiek mówimy, to może mieć jakiś sens. To może nie o to chodzi, że chcemy coś wyrwać komuś, tylko że może jest to refleksja, którą warto wrzucić i warto się podzielić, że może warto to podnieść i że nie ma w tym nic złego. To jest chęć dzielenia się, a nie chęć dominacji nad kimś. To jest podstawowa, elementarna rzecz.
I że to jest oparta na współpracy historia, że jeżeli ja nie będę chciał zatruć swojej rzeki, to też z chęcią nie będę chciał, żebyś ty zatruwał swojej rzeki, bo jak wpadnę do ciebie w odwiedziny i będę chciał się napić wody z twojej rzeki, to nie chciałbym się zatruć. Takie zwyczajne rzeczy. I tu jeszcze kwestia dochodzi odpowiedzialności, konsekwencji, którą przejmujemy na siebie za nasze czyny. Dobrze jest, żebyśmy sobie przypomnieli czasami, skąd to się bierze i jakie są konsekwencje, jaka jest odpowiedzialność. Banalne, być może wyświechtane słowa, ale myślę, że jest to chyba najlepsza opcja, żeby wrócić z powrotem do normalnych relacji międzyludzkich, żeby nie pokładać naszego zaufania, wiary w okrągłe przedmioty jakiekolwiek, fetysze, które z tego wynikają, kończące się na wielkich flagach, które powiewają i sztandarach. Tylko spojrzeć na drugiego człowieka, podać mu rękę, spytać się, czy przypadkiem nie może mu w czymś pomóc. Zwyczajnie, bezinteresownie. I to jest dobry początek nowego świata. Zupełnie na nowo, bez tych całych śmieci dookoła, które zaciemniają nam obraz nas samych, tak podejrzewam. Jako naprawdę fajnych, rewelacyjnych istot, które sobie świetnie radzą ze sobą.
Wystarczy, żebyśmy przestali gadać do pieniądza, zaczęli rozmawiać ze sobą, a czasami nawet posłuchali się nawzajem, o czym rozmawiamy. I to by było naprawdę idealne rozwiązanie i myślę, że jest już w drodze. Tak czy siak. Dziękuję wielce za słuchanie tej „Hiperprzestrzeni” w oparach bilonu z Babilonu. Troszkę powiało dokładką. Ale zdarza się czasami. Dzięki wielkie, serdecznie kochani za słuchanie. Pozdrawiam wszystkich tych, którzy z własnej, nieprzymuszonej woli wpadli na pomysł, żeby wspierać to radio na fali swoimi datkami. Zwyczajnie, bez żadnej wielkiej ideologii, bez machania sztandarami, bez modlenia się do okrągłych przedmiotów i tak nazywanymi monetami. Czyli pozdrawiam Katarzynę, Aldonę, Jordana, pana Jacka, Grzegorza, Mateusza, Edwarda.
Dwa Rafały pozdrawiam i Macieja. Peace and love kochani. Wielkie dzięki za wsparcie, bo dokładnie na tym to polega. Żeby się zwyczajnie, bez żadnej ideologii, bez naprawiania wspierać i sobie ufać, że to, co robimy jest naprawdę okej i że nie mamy intencji ani ochoty, ani nikogo fizycznie nie krzywdzimy, tylko dorzucamy coś ciekawego do tego wspólnego worka. I że być może coś z tego fajnego będzie. Może będzie fajny obiad, może będzie fajne spotkanie towarzyskie, cokolwiek by z tego było. Cokolwiek. Niech to będzie fajne i nieobwarowane tą patologią, że nie ufamy. To tyle na dzisiaj. Dzięki wielkie za słuchanie.
To była „Hiperprzestrzeń”.