[00:02] - Café de Flore. Zapraszają Renata Engel i Monika Jakubczak.
[00:10] - Halo, halo Café de Flore. Witamy się. Monika Jakubczak i...?
[00:16] - Renata Engel.
[00:21] - Na chwilę myślałaś, że ja się tu rozgadam więcej, a poleciałam.
[00:27] - Tak. Okazuje się, że już muszę się zgłaszać. Ja dzisiaj jestem wytłumaczona, bo ja mam urlop.
[00:35] - Tak. Kochani-
[00:36] - W takim drobnym zawieszeniu.
[00:38] - Tak. My dzisiaj was witamy. Renia z Hiszpanii jest na urlopie, grzeje sobie ciałko.
[00:48] - W słoneczku.
[00:49] - Tak. A ja was witam spod Krakowa, spod Myślenic, z pięknej miejscowości turystycznej. Także piękne widoki mam. Właśnie teraz sobie wyjrzę za okno, mam widoki na górę. Także kochani, tu będzie dzisiaj bardzo szybko, ponieważ w tym miejscu coś jest fantastycznego, ale z drugiej strony moje ADHD tutaj się bardzo uruchomiło i mam tyle siły i tyle energii i tak biegnę do przodu, że dzisiaj to chyba będzie widoczne w audycji. Reniu, do tablicy.
[01:19] - To ja dzisiaj będę luzować, bo ja postanowiłam pierwszy urlop od chyba trzech czy pięciu lat nie pamiętam. W każdym razie nie pamiętam, kiedy byłam ostatnio, więc jestem wyjątkowo wyluzowana i uspokojona, ponieważ tutaj same siesty, wieczne siesty. To ja też mam wciąż siesty. Ale dobrze, przejdę do tej tablicy. Dzisiaj temat: szukamy mistrza w sobie.
[01:43] - Dokładnie.
[01:44] - Już skończyłam teraz z tym.
[01:47] - A miało być wyluzowanie i miało być dłużej. Dobrze. Kochani, postanowiłam przeczytać wam na antenie taki tekst, który napisałam w zeszłym roku, dotyczący bardzo mocno tego tematu. Pozwolę sobie go szybciutko przeczytać. Tekst nosi tytuł: „Wolnoć Tomku w swoim domku”. Czy uważasz, że wpuszczanie do swojego życia osób, które mówią ci jak masz żyć, co masz robić, jest dla ciebie dobre i twórcze? Jak się czujesz, kiedy ciągle ktoś poddaje krytyce, jak myślisz, co robisz i co mówisz? Wiecznie cię poprawia, naprawia, prostuje. Wie lepiej od ciebie samego, co jest dla ciebie dobre, a co nie. Wślizguje się swym jadem niepewności najpierw w twoją głowę, potem obejmuje całe ciało, a na końcu stoi w centrum twojego życia.
On nad nim przejmuje władzę, kontrolę i układa twój życiorys jak menu, na które ma ochotę. Ale czy to jest twoje menu? Dlaczego pozwalasz na taki obrót spraw? Dlaczego trzymasz się takich ludzi? Na co i po co chcesz zbierać takie doświadczenie? A może prawda jest banalna? Łatwiej się oprzeć na kimś, niż wziąć za siebie odpowiedzialność. Proszę, przemyśl to. Nie dawaj odpowiedzi od razu. Uwolnij ego i przefiltruj przez serce to wszystko, co jest powyżej napisane.
Samodzielność myślenia i działania wymaga ogromnej odwagi, czasem samotności, rebelianckiej duszy, niezmąconej wiary w to, że idziemy zgodnie z planem naszego ducha. Kiedy idziesz drogą ego, ciągle pytasz innych o zdanie. Szukasz informacji na zewnątrz, ciągle gromadzisz wiedzę pochodzącą od innych i nigdy nie jest jej dość. Wlewasz w siebie cudze ścieżki, doświadczenia, unikając swych własnych. Lepsze inne niż moje, bo już sprawdzone i pochodzą od autorytetu. Przecież ten, kto napisał tę książkę, ma na swoim koncie dwa fakultety, więc chyba wie, co mówi. To autorytet, niewątpliwie. Ale czy twój? Znam ludzi, którzy nie mając wykształcenia, są tak prawdziwi w swojej mądrości, że aż poraża ich skromność i olbrzymi potencjał prawdy. Są bez fasady, bez mgr przed nazwiskiem.
Robią cudowne rzeczy. Leczą, uzdrawiają, dotykają, przytulają, mówią, milczą, a ich wibracja wybija naszą własną mądrość. Intuicja, dostęp do wewnętrznej mądrości nieskażona terminowaniem u kogoś mądrzejszego. Prawda. Własny kod Leonardo da Vinci. Tylko ty masz do niego klucz przypomnienia. Wreszcie, gdy zrzucisz pęta cudzej wiedzy, znajdziesz odbiorców swojej prawdy, która w naturalny sposób uruchomi potencjał u ludzi, którzy do ciebie przyjdą. Obnaż się. Powiedz: jestem głupi jak nowo narodzone dziecko. I intuicyjnie rób.
Nakładaj ręce na chorych. Uciekaj z sytuacji, gdzie źle się czuje twoja dusza lub ciało. Reorganizuj swój świat. Jedz, kochaj, uprawiaj miłość. Odetnij się od tematu i bądź wolny. Dziękuję za uwagę. To koniec.
[04:51] - Bardzo proszę i właściwie możemy kończyć audycję. Bo już wszystko powiedziałaś.
[04:56] - Kochani, to przechodzimy do odpowiedzi na pytania.
[05:01] - Dzisiaj szybko przejdziemy.
[05:03] - Mówiłam, że dzisiaj mam ADHD. Wszystko w pięć minut zamknę.
[05:08] - No co ty, będą wszyscy rozczarowani, jak załatwimy ich tylko jednym kawałkiem napisanym przez ciebie. No dobrze, chcesz coś do tego dodać? Ja mam dodać czy coś?
[05:20] - Ja bym chciała się odnośnie właśnie zadać ci to pytanie, kochanie. Czy uważasz, że wpuszczanie do swojego życia osób, które mówią ci jak masz żyć, co masz robić, jest dla ciebie dobre i twórcze?
[05:31] - Wiesz co kochana, ja to mogę powiedzieć tak: chyba w moim kierunku w ogóle tego zdania nie powinno się zadawać, ponieważ ja absolutnie uważam, że nie powinno się w ten sposób wpuszczać. Już z samej natury własnej uważam, że oczywiście fajnie jest czasami posłuchać kogoś mądrego, jeżeli coś fajnego mówi, jeżeli my się na przykład na tym nie znamy, ale raczej powiedziałabym dotyczy to zewnętrznych rzeczy, zewnętrznych sytuacji. Natomiast jeżeli chodzi o nasze wnętrze, o naszą drogę, o nasze sposoby dochodzenia czy realizowania tej drogi, to absolutnie uważam, zresztą zawsze tak mówię, że nasze wyższe ja wie o nas wszystko to, co potrzeba i na pewno nikt inny, nawet jasnowidz, nie wie o nas więcej. Oczywiście są ludzie, którzy nam pomogą czasami. Warto czasami zapytać jakąś dygresję, ale to nie oznacza, że mamy ślepo im ufać, ślepo słuchać, co oni do nas mówią. I tak jak zaznaczyłaś, uznawać, że inni są większymi autorytetami niż my sami. Są sytuacje w życiu trudne. Ty miałaś, ja miałam, siebie pytałyśmy, innych pytałyśmy. Czasami tak bywa. Natomiast generalnie uważam, że absolutnie człowiek, który się rozwija i który deklaruje się sam przed sobą, że chce się rozwijać, im mniej opiera się na innych, tym bardziej buduje swoją własną siłę, swoją własną moc, w związku z tym swoją własną kreatywność.
Więc jak najbardziej uważam. Zresztą z tymi autorytetami zewnętrznymi to też tak jest. Dzisiaj autorytet mówi, że Ziemia jest płaska, a za sto lat autorytet powie, że Ziemia jest kulą, a za następne sto lat powie, że jest owalem albo że nie istnieje i to tylko złudzenie. W związku z tym raczej nie ma co się przywiązywać do autorytetów w tym względzie.
[07:21] - Właśnie te autorytety są przejściowe, ale to bardzo fajnie zaznaczyłaś, że często jest tak, że my czasami potrzebujemy takiego autorytetu, może nie autorytetu, tylko osoby, która spojrzy chłodniejszym okiem. To jest czasami potrzebne, z większym dystansem, żeby pokazać nam, w jakiej sytuacji jesteśmy zagrzebani. Bo jak my jesteśmy w jakimś grajdołku, w jakiejś dziurze, w którą wpadniemy na własne życzenie, to oczywiście my widzimy tylko perspektywę tego grajdołka, a jeśli zapytamy osobę z zewnątrz, która stoi ponad tym grajdołkiem i widzi większą perspektywę, że oprócz grajdołka jest jeszcze piękny świat na zewnątrz, to jest to-
[08:03] - I że grajdołek wcale nie jest taki głęboki, jak nam się wydaje, tylko wystarczy stanąć na palce i podnieść się na rękach. To tak, oczywiście.
[08:12] - Ja tutaj chciałam tylko uzupełnić tę wypowiedź, że często jest tak, że my do swojego życia przyjmujemy przyjaciół, znajomych, którzy nas krytykują albo którzy uważają, że wiedzą lepiej, jak nasze życie powinno wyglądać. Albo wpuszczamy często myśli czy wypowiedzi i słowa naszych najbliższych, czyli rodzinę urodzeniową czy naszych współmałżonków, którzy zaczynają ściągać nas na swoją ścieżkę, na swoją drogę i kierować nami i mówić nam, co jest dla nas dobre, jakich wyborów powinniśmy dokonywać. Bardziej w tym kontekście chciałabym poruszyć sprawę poszukiwania mistrza w samym sobie. Bo często jest tak, że są przypadki, kiedy my właściwie powinniśmy skorzystać czy z psychiatry, czy z psychoterapeuty, czy z psychologa, czy z jasnowidza, czy z różnych innych terapeutów. Odniosę się znowu do tego grajdołka, żeby ktoś powiedział nam, że oprócz tego grajdołka jest coś więcej. Więc takie porady często są bardzo korzystne. Natomiast mówię, nie wiem, Reniu, jakie ty masz zdanie na ten temat, żeby wychodzić z relacji mocno uzależniających nas, jeśli chodzi o prowadzenie nas za rękę. Ktoś przejmuje rolę naszego własnego mistrza, czyli uzurpuje sobie prawo do tego, żeby być naszym nauczycielem. Co ty w tym kontekście mogłabyś powiedzieć?
[09:35] - W tym kontekście mogłabym powiedzieć tylko jedną prostą rzecz. Mamy bardzo głęboko zakorzeniony program kata i ofiary, program ciągłego poddawania się władzy drugiego człowieka. Czyli mogę powiedzieć tak naprawdę, mówiąc kolokwialnie, nie zdajemy sobie sprawy z własnej siły, z własnej mocy. Do tego jeszcze nie dotarliśmy. W związku z tym nieświadomie pozwalamy takiemu człowiekowi to robić i jest to po coś. Ja też przechodziłam taki etap w życiu i mogę powiedzieć, nie było to takie kompletnie bezpodstawne i niesensowne, bo pokazało mi, w jakim punkcie siebie samej jestem i pokazało też, w jaki punkt chcę pójść, co mnie już nie interesuje. W związku z tym te doświadczenia są przydatne, natomiast wyciągajmy z nich wnioski. Oczywiście, że to nie oznacza, żeby to miało trwać latami, chociaż czasami i tak się zdarza. Różnie ludzie się uczą, na różnych poziomach. Doświadczenia same w sobie są fajne, bo nas czegoś uczą.
Natomiast tak jak mówię, nikomu bym nie dała do tego prawa. To może być czasowa sytuacja, w której akurat to mam zobaczyć, tego mam się nauczyć, ten punkt w sobie mam wzmocnić. Więc na poziomie rzeczywistości zewnętrznej przywołałam daną sytuację, która mnie przyciska do muru, żebym to wreszcie zobaczyła i zmieniła i w jakikolwiek sposób się do tego odniosła w swoim świecie. Natomiast jeżeli chodzi o uznanie tego jako normalną, zrównoważoną relację i mówienie: „Dobraliśmy się, bo on lubi kierować, a ja lubię być poddana”, to już powiedziałabym dla mnie troszkę za dużo. Więc inaczej bym na to patrzała. Przede wszystkim nie dałabym prawa nikomu do tego, żeby ktoś rządził moim życiem i żeby uważał, że wie coś lepiej ode mnie. Tak samo jak ja staram się nie dawać sobie prawa nawet w stosunku do swoich dzieci, tylko uważam, że ich dusze też są mądre, też mają doświadczenia, też mają swoją pamięć, też mają swoje zadania i zlecenia. W związku tym dlaczego miałabym na kogoś naciskać i mówić jemu? Oczywiście złą stroną jasnowidza w rodzinie jest fakt, że często małżonek czy dziecko, czy ktoś z rodziny pyta różne rzeczy. I wtedy mogę powiedzieć, ostatnio zaobserwowałam, czuję się coraz bardziej niekomfortowo w tej sytuacji.
Czyli wolałabym zostawić odpowiedzialność temu bliskiemu człowiekowi po jego stronie ze względu na to, że czuję, że ingeruję i że zostaję przymuszana do roli autorytetu w rodzinie. A tu z kolei uważam, że autorytet w rodzinie nie jest specjalnie dobry i nie służy nikomu, bo zawsze jest gdzieś to przereagowanie czy jakiś rodzaj rywalizacji. Zresztą zazwyczaj jest, więc unikam tego. Tylko wtedy, kiedy jest sytuacja taka, gdzie naprawdę czuję, że jest jakieś niebezpieczeństwo czy czuję, że naprawdę muszę powiedzieć, gdzieś dostaję informację z góry, wtedy robię. A tak to już coraz mniej. Czyli powiedziałabym: ja nie jestem fanem autorytetów. Oczywiście może być autorytetem mój mąż w momencie, kiedy zajmuje się elektrycznością, bo ja o tym nie mam zielonego pojęcia, a on jest w tym dobry. W związku z tym czytam w komputerach, więc korzystam z pomocy. Natomiast nie jeżeli chodzi o prowadzenie drugiego człowieka, to tutaj uważam, że-
[12:54] - To znaczy taka zasadność używania takiego daru jasnowidzenia, jeśli ktoś poprosi w rodzinie, to według mnie to jest w porządku. Tylko ta druga część twojej wypowiedzi, gdzie powiedziałaś: „Ja nie chcę przejmować odpowiedzialności za wybory tej drugiej osoby”. Faktycznie, kiedy my komuś doradzamy, to może być taka presja na nas wywierana, że nawet jak nie widzimy czegoś w sposób klarowny, to wymaga się od nas odpowiedzi. I to jest troszkę obciążające. To masz rację. Bardziej tutaj chciałabym poruszyć temat właśnie nie jasnowidzeń i prowadzenia w jasnowidzeniu innych ludzi, tylko kiedy ludzie z perspektywy ego, z perspektywy umysłu czy starych wzorców zaczynają podpowiadać ludziom, jak mają żyć. Tutaj ten temat bym chciała poruszyć.
[13:43] - To powiedziałabym to jeszcze gorsze.
[13:45] - No właśnie.
[13:46] - To jeszcze gorsze. Bo z poziomu ego każdy człowiek ma swoją wizję. I mogę powiedzieć, w jasnowidzeniu to przynajmniej mam większą pewność i większe zaufanie do siebie, że jak coś komuś powiem, to rzeczywiście ma to jakiś sens, czy dla tej osoby, czy dla mnie. Nawet jak nie widzę tego teraz, to zobaczę to później, czy ta osoba nie widzi, to zobaczy później. Natomiast jeżeli chodzi o egotyczne rzeczy, to wiadomo jest, że każdy z nas... To tutaj chyba musimy wrócić wcześniej do pewnych rzeczy, czyli powiedzieć tak: każdy z nas tworzy własną rzeczywistość. Każdy z nas widzi rzeczywistość przez własne ego, przez własne doświadczenia, przez własną naukę. Ale nie można wyciągnąć wniosku, że to, że my się tego uczymy i wyciągamy taki wniosek, to oznacza, że druga osoba też musi przejść przez to samo, bo każdy z nas ma inną drogę. W związku z tym to uzależnianie drugich osób, nawet w małżeństwie czasami jest tak, że jedna osoba ma przejść uczenie się dawcy, czyli dawania, a druga umiejętność brania. W związku z tym czasami jedna osoba ma się nauczyć życia w grupie ludzi, a druga, dokładnie w małżeństwie też partner ma się nauczyć życia w samotności.
W związku z tym, jeżeli ja mam się nauczyć samotności, a mój partner życia w grupie, to co ja mu mogę powiedzieć z poziomu ego? Swoje własne mądrości? Przecież on z tego w żaden sposób nie może skorzystać, bo ma zupełnie inną drogę. Więc dlatego mówię od samego początku, że nie chciałabym brać odpowiedzialności już nie tylko jeżeli chodzi o jasnowidzenie, tylko w ogóle w życiu nie chciałabym brać odpowiedzialności za drugiego człowieka i za moje rady czy porady dotyczące jego spraw, ponieważ uważam, że każdy z nas jak się dobrze skupi, dobrze skoncentruje, to czuje, co w nas jest. Możemy mieć momenty poplątania, pomieszania, ale też z drugiej strony często jest tak na przykład, wrócę tu do klientów, że przychodzą i na przykład mówią, że poplątały im się już w życiu i że oni potrzebują pomocy. Myślę sobie tak, rozumiem. W sumie po to jestem, na to się zdecydowałam, żeby to jakoś wyklarować. Natomiast jeżeli takie rzeczy dzieją się na przykład u mnie, to ja generalnie staram się usiąść i zastanowić się. Jeżeli dzieją się takie poplątane, to znaczy, że gdzieś robię jakiś błąd. To znaczy, że gdzieś nie wybrałam właściwej drogi.
To znaczy, że gdzieś zboczyłam z siebie, ze swojego wnętrza w jakiś sposób. Więc próbuję wejść do tego z powrotem i znajdować nadal drogę i nadal się cieszyć tą drogą. Także troszkę myślę, że oczywiście można powiedzieć tylko o związkach, ale myślę, że to dotyczy wszystkiego. Relacji w pracy.
[16:20] - Dokładnie.
[16:21] - Szef na przykład uważa, że jest mądrzejszy od innych i że wie wszystko lepiej i ma swoje wizje na wszystkich klientów, ma wizję na wszystkich pracowników. I teraz pytanie, czy jest ona właściwa?
[16:32] - Właśnie ja bym tu chciała też nawiązać do takich bardzo prozaicznych rzeczy związanych z domem, z rodziną. Wynikają one z moich obserwacji w moim domu rodzinnym. Na przykład odwieczny konflikt miałam ze swoją mamą na temat zmywania naczyń. Moja mama miała zawsze takie schematyczne zachowania dotyczące wszystkich aspektów w jej życiu, również w to było wliczone zmywanie. Odpowiednia ilość płynu na gąbce, odpowiednie ułożenie talerzy i takie tam bla, bla, bla. Oczywiście ja jestem szalenie istotą twórczą i było mi okropnie trudno podporządkować się jej schematom zmywania naczyń i zawsze były konflikty na ten temat, bo ona kazała mi tak zmywać, a ja chciałam przeforsować mój sposób zmywania. Przecież słuchajcie kochani, jest 10 tysięcy sposobów zmywania równie dobrych.
[17:24] - No tak.
[17:25] - Nie ma złego sposobu zmywania. Może być zmywanie bardziej lub mniej dokładne. Tak. Ale do czego zmierzam?
[17:33] - Ale nie zależy od metody.
[17:34] - Tak. Do czego zmierzam? Że właśnie takie napominanie i wkładanie ludzi we własne wzorce powoduje, że my wchodzimy w program odtwórczy i to ma już aspekt dużo szerszy, bo rozlewa się to na całe nasze życie. Jeśli rodzice na przykład wkładają nas w pewne schematy różnego funkcjonowania, to mamy jak w banku, że talenty artystyczne, twórcze będziemy mieli prędzej czy później zablokowane. Bo nie można być twórczym, a jednocześnie wchodząc w relacje rodzinne, odtwarzać ciągle te same wzorce, które zostały nam narzucone przez rodziców. Także jeśli my zauważymy u siebie, że na przykład stoimy przy zlewie, ja to mówię odnośnie do swojej sytuacji i zaczynam odtwarzać program mojej mamy zmywania naczyń, to już jest czerwona lampka. Okej, ja wychodzę z tego wzorca. To nie jest mój wzorzec zmywania naczyń. Czym to skutkuje na przyszłość? Że ja uruchamiam swoją część twórczą.
Neguję dany program, który został zapożyczony. Wychodzę z niego, wychodzę z tego pomieszczenia i mam do dyspozycji szeroką gamę możliwości do wyboru. To jest chyba zrozumiałe, co mówię, Reniu, prawda?
[18:51] - Tak, ewidentnie.
[18:53] - Czyli poprzez wychodzenie z różnych narzucanych wzorców mamy ewidentnie dopiero wtedy dostęp do swojej własnej twórczości.
[19:04] - Przerwę na sekundkę. Czyli krótko mówiąc, oznacza to jedną rzecz: jeżeli pozwalamy sobie na to, żeby ktoś nami rządził, bardzo upraszczając sytuację, to automatycznie hamujemy siebie samych, swoją twórczość, swoje wnętrze, swoją kreatywność.
[19:21] - Bardzo pięknie to podsumowałaś. Jeszcze mam taki obraz, jak ty to mówisz. Widzę pana, który ma baloniki i te baloniki wszystkie trzyma w ręku. Baloniki w formie ludzi, którymi kieruje, czyli prowadzi. I jak ty to powiedziałaś o uwalnianiu się z tych wzorców, to on puszcza te baloniki i jest to, co mówiłyśmy w poprzedniej audycji: give it to God, oddaj to Bogu.
[19:51] - Dokładnie.
[19:52] - Takie uwolnienie się i powierzenie się tym wyższym naszym energiom. W tym tekście była też sprawa dotycząca krytyki. Reniu, często się słyszy: krytyka jest konstruktywna i krytyka jest negatywna. Czy ty możesz się odnieść do tego, czy coś takiego jak konstruktywna krytyka w ogóle istnieje z punktu widzenia duchowego?
[20:12] - Dla mnie ona nie istnieje. To znaczy dla mnie nie ma czegoś takiego jak konstruktywna krytyka. Po prostu nie istnieje, bo to oznacza, że człowiek, który nas krytykuje konstruktywnie, uważa, że wie coś od nas lepiej. Uważa, daje sobie prawo w pewien sposób. Dla mnie konstruktywna to tylko tyle oznacza, że mówi to w takiej formie, że jest łatwiejsza do przyjęcia niż ta niekonstruktywna. Czyli tak naprawdę można powiedzieć, że działamy za pomocą kija albo marchewki, czyli marchewka to konstruktywna, a kij to niekonstruktywna. Ale to wciąż jest napięcie na nas, napór na nas, na naszą istotę. Dlaczego ktoś daje sobie prawo do tego, żeby uważać, że coś wie lepiej od nas i to jeszcze na dodatek niepytany. Zresztą my coś na ten temat wiemy, bo nie wiem, czy ty miałaś takie doświadczenie, ale ja miałam takie, że jak zaczęłam być bardziej popularna na antenie, to mnóstwo ludzi na początku, nim się sama nie ogarnęłam w tym dosyć jasno, próbowało mi powiedzieć wszystko o mnie, nie będąc w ogóle pytanym o to. Ja myślę sobie: dlaczego dają sobie takie prawo?
Nawet jeżeli to były miłe rzeczy, czyli nazwijmy to konstruktywną krytyką bądź komplementami, to myślę sobie: dlaczego dajemy sobie do tego prawo? Przecież każdy z nas jest suwerenną istotą. Każdy z nas wie, o co mu w życiu chodzi. Każdy z nas ma prawo do doświadczania pewnych rzeczy i jeżeli absolutnie nie wyjdzie do ciebie z wyciągniętą ręką i o to nie poprosi, to dlaczego na siłę go ciągniesz? Bo co? Bo uważasz, że jesteś lepszy? Ze mną to trudny temat dzisiaj ze względu na to, że ja jestem jednak wodnikiem. Wodniki, jak wszyscy wiedzą, są bardzo niezależni, nie uznają żadnych autorytetów, żadnych kompromisów. W związku z tym bardzo trudno jest mi się w zrównoważony sposób odnieść dzisiaj do tego tematu, więc raczej będę po jednej stronie, a ty będziesz musiała mnie równoważyć po drugiej.
[22:20] - Ja powiem tak: jestem rakiem. Może nie. Byłam rakiem, ponieważ wszystkie zależności z rakiem mam oczyszczone. Ale raki lubią się podporządkowywać, tworzyć dom, pewne schematy, pewne reguły, bo czują bezpieczeństwo w takim systemie, który jest stworzony. Natomiast ponieważ już tego nie mam, to nie wiem, Reniu, czy cię zrównoważę, ponieważ również uważam-
[22:45] - To nie ma dla nas nadziei?
[22:47] - Nie ma, dlatego że krytyka konstruktywna nie istnieje z punktu widzenia energetycznego. To jest jak jad wsączający się w głowę danej osoby, którą krytykujemy.
[22:59] - To w inny sposób.
[22:59] - Tak. I tutaj przytoczę taki przykład ze szkoły, bo to wszystkim jest bliskie. Wszyscy żeśmy przez to przechodzili. Lekcja polskiego. Piszemy wypracowania. Są pewne normy, pewne sformułowania. Trzeba zachować stylistykę, ortografię i takie tam bla, bla, bla. Wielkie umysły, jak wiemy, mają problem z wszelkimi normami, prawda? Zgadzasz się z tym?
[23:25] - Tak, zdecydowanie.
[23:26] - Einstein podobno był dysgrafikiem i dyslektykiem. Osoby, które znam, które przepięknie piszą naprawdę wspaniałe teksty, między innymi Ewelina Stępnicka, pisze niegramatycznie, robi błędy ortograficzne i w ogóle można by było powiedzieć, że te teksty się do niczego nie nadają. Ale te teksty są pisane sercem. Jest tam niesamowita charyzma, jest tam niesamowity przekaz. Każde słowo ma swój dźwięk. Także tekst tworzy terapeutyczną całość. Polonista by powiedział, że to się do niczego nie nadaje. Osoba, która nie odczytuje tekstu logiką, odczyta wibracje, prawda? Natomiast ona też spotykała się z wieloma krytykami, że źle mówi, że nie po polsku, że zaciąga z języka angielskiego, że jej teksty są niestylistyczne i tak dalej. Ja zawsze jej mówiłam: „Ewelinko, to jest nieważne, jak ty piszesz.
Ludzie cię uwielbiają dlatego, że te teksty są bardzo głębokie. Te teksty są pisane sercem, te teksty mają nieść melodię, a nie dla logiki pożywkę”. Także tutaj chcę podkreślić, że taka krytyka, nawet „konstruktywna” w cudzysłowie, niewiele się ma do rzeczywistości. Bo tak naprawdę co oni krytykują? Melodię boskiego światła? Nie da się tego skrytykować. To tylko logika krytykuje to, że nie trzymamy się pewnych określonych stereotypów.
[24:52] - Ale też mogę powiedzieć jedną rzecz. Bardzo łatwo zobaczyć, jaki ktoś rzeczywiście ma do nas stosunek mówiąc w tej krytyce pozytywnej, negatywnej, konstruktywnej, niekonstruktywnej i tak dalej. Możemy obserwować siebie, jak my się z tym czujemy.
[25:07] - Dokładnie.
[25:07] - Jeżeli okazuje się tak, że ktoś rzeczywiście pewne rzeczy mówi nam z poziomu serca, to po prostu czujemy się z tym dobrze i to przyjmujemy. A jeżeli nam nie mówi z poziomu serca, a nazywa to pozytywną czy konstruktywną krytyką, to wiadomo, że ona nią nie jest. Bo jeżeli to u mnie powoduje wycofanie się, to jak ja w wycofaniu się mogę twórczo działać? Jak ja mogę cieszyć się sobą, cieszyć się swoimi umiejętnościami, cieszyć się swoim życiem, jeżeli jestem automatycznie po paru słowach zblokowana?
[25:38] - Właśnie trzeba to sobie wziąć do serca. Ja sobie wezmę do serca to, co mówisz, bo często jest tak, że zanim pomyślę, to już mi wypłyną słowa i chyba to jest też jeszcze mój słaby punkt.
[25:53] - Ale nie jest już tak źle, bo jak coś cię pytam, to ty też od razu mówisz, że nie będziesz, więc nie jest źle.
[26:01] - Ale jeszcze mi się wydaje, że jest to dosyć taka moja przywara, z którą powinnam popracować. Taka nadmierna kompulsywność w ogóle w wypowiadaniu się. I nie chcę oceniać ani ludzi, ani sytuacji, ale gdzieś tam ta logika jeszcze się wtrąca i jeszcze chce danego człowieka czy daną sprawę w szufladki włożyć. Także obiecuję tu solennie. Będę nad tym absolutnie pracować.
[26:33] - Nie wątpimy.
[26:35] - Postaram się być lepszym człowiekiem w tym kontekście. Także podsumowując ten kawałek naszej wypowiedzi, krytyki konstruktywnej, kochani, nie ma. To jest tylko iluzja. To jest tylko zawoalowanie czegoś, co jest niedobre w naszym życiu. Nikomu ta krytyka nie służy. Takie poprawianie, naprawianie, takie na przykład do dzieci zwracanie się, kiedy siedzą, jedzą sobie spokojnie obiad: „Usiądź prosto. Nie tak trzymasz nóż i widelec”. I to macie jak w banku, że dzieci później wrzody żołądka będą miały jako dorosłe osoby. Przecież to jest okropne. Siedzimy w restauracji, przyjaciółka do nas mówi: „Monika, usiądź prosto.
Jak ty trzymasz nogi? Za krótką spódnicę założyłaś, za długą”. I cały czas tutaj takie napominanki. Po prostu to idzie zwariować.
[27:25] - Mnie się wydaje, chyba bym mogła poruszyć dodatkowy temat w tym temacie, czyli temat dojrzałości. To znaczy w momencie, kiedy wydaje mi się, bo niektórzy dorośli uważają, że dojrzałość jest związana z wiekiem. Czyli jestem dorosły, to znaczy, że jestem dojrzały. Jeżeli jestem dojrzały, to znaczy, że mam prawo mówić innym. Mogę ich krytykować, mogę ich pouczać, mogę nawet konstruktywnie krytykować. Natomiast ja bym raczej powiedziała w inny sposób, że dojrzałość dla mnie nie jest związana z wiekiem, a z kolei dojrzałość bardzo mocno wiąże mi się z tematem niewtrącania się do innych. I też oczywiście z tym niebraniem odpowiedzialności, ale też niewtrącania się do innych. Nawet powiedziałabym w taki konstruktywny sposób na zasadzie takiej: okej, masz tyle talentów, masz tyle możliwości, powinnaś każdemu mówić, powinnaś tutaj, bo przecież każdy musi wiedzieć, bo przecież trzeba ich uświadamiać. A ja powiedziałabym idę coraz bardziej w dokładnie przeciwnym kierunku. Im bardziej dojrzewam, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że każdy ma swoją drogę.
Oczywiście, jeżeli ktoś chce, ktoś mnie zapyta, coś się w tym kierunku dzieje, to w bardzo chętny sposób oczywiście mówię, rozmawiam i tak dalej. Tu nie chodzi tylko o to, że robię to w związku z pracą, ale czasami znajomi mnie pytają czy przyjaciele, czy obce osoby, które mnie gdzieś poznają. Różnie to wygląda. Czy zahaczają mnie na Skype'ie, gdziekolwiek. Oczywiście to robię. Natomiast powiedziałabym sama dla siebie wewnętrznie im bardziej ogarniam siebie, im bardziej idę w kierunku swojego wnętrza, tym mniejszą mam potrzebę wtrącania się w taki sposób. Nawet już trafiłam w sytuację, w której jedna osoba mi to zarzuciła, mówiąc: „Okej, to dlaczego ty nie dzielisz się? A wiesz tyle, a mogłabyś tutaj powiedzieć, a mogłabyś tamto jeszcze zrobić, mogłabyś tamto zrobić”. Ja myślę sobie, gdzieś na pewnych poziomach może bym mogła, ale z drugiej strony ja zawsze wychodzę z założenia, że jeżeli ja mam to robić, to moje wyższe ja mnie w tym kierunku pokieruje, stworzą się właściwe sytuacje i po prostu wtedy akceptuję to, będę to robić. Ale tak na wariata z poziomu ego robić, to jakoś nie widzę w tym specjalnie sensu.
Czyli powiedziałabym krótko mówiąc, podsumowując swoją wypowiedź, że z poziomu dojrzałości, naprawdę dojrzałości, pewne sprawy widzi się zupełnie inaczej i ona wcale nie jest związana z dojrzałością wiekową.
[29:56] - Dokładnie.
[29:58] - Tak te tematy, ta dojrzałość i odpowiedzialność łączą mi się właśnie z tym mistrzem wewnętrznie.
[30:06] - Właśnie tutaj jeszcze nawiążę troszkę do tej twojej wypowiedzi o dojrzałości takiej, która się objawia w niepoprawianiu między innymi innych osób. To tutaj podoba mi się bardzo mój syn, kiedy ja jeszcze jako kobieta z kompleksami, gdzieś tam te kompleksy są, idę do niego, ubieram się, mam jakąś okazję i pytam się: „Synku, jak mamusia wygląda?”. A Konrad tak patrzy na mnie i mówi: „Mamo, najważniejsze, żebyś ty się w tym czuła dobrze i komfortowo. Ja nie mam w tym temacie nic do powiedzenia”. Na początku to mnie to strasznie irytowało, bo jak to? Przecież ja chcę porady, bo ma dobry gust. Podoba mi się jak się ubiera, jakie rzeczy wybiera i chciałabym, żeby Skomplementował mnie albo skorygował. To jest właśnie takie szukanie mistrza na zewnątrz. A on twardo stoi na swoim stanowisku i nigdy nic nie mówi w tym temacie. Teraz już jestem pogodzona z tym.
Widzę dużą dojrzałość, ale też zauważyłam u siebie, że to jest wzorzec przejęty od mojej mamy, która zawsze jak się gdzieś szykowała czy wychodziła do pracy, to brała kilka strojów z wieszakami, kilka torebek, kilka butów i robiła taką rewię mody i my z siostrą musiałyśmy siedzieć, patrzeć i doradzać, która torebka, które buty. I pamiętam, że na początku to było zabawne, kiedy ona robiła to z małą częstotliwością. Potem uruchomiła się widocznie jakaś nerwica, niepewność siebie i robiła to bez przerwy. Każdego dnia ten sam rytuał. To już stało się męczące. Ale to też jest taka fajna historia, żebyśmy u siebie zauważyli, czy my tego nie robimy innym osobom. Nie przymuszamy ich też do tego, żeby przejęli taką rolę troszkę naszego mistrza na zewnątrz, prawda? To też jest bardzo istotne.
[31:55] - Jak mamy takie silne programy, to pewnie tak. Ja tutaj muszę powiedzieć, że mocno się przejęłam w danym czasie, paręnaście lat, parędziesiąt lat temu afirmacjami i bardzo w nawyku mi to zostało, że nie męczę nikogo, tylko sama staję przed lustrem i mówię: „Ale jestem śliczna". W związku z tym zapewniam to sobie sama. Na szczęście nie morduję męża i dzieci.
[32:19] - Teraz to już też mam ten program przepracowany. Może jeszcze nie w 100%, tego nie wiem. Może tak, może nie. W każdym razie w tej chwili jeszcze jak przeprowadziłam się teraz na wieś, nie mam z tym żadnego problemu, żeby wyjść nieumalowana, niewyszykowana, w krótkich spodenkach i w T-shircie. Nie mam chyba z tym problemu już, jak oceniają mnie inni ludzie. Przestałam się przejmować tym, że wypada na pewne okazje się tak ubrać, a nie wypada na pewne okazje tak. Wypada powiedzieć w audycji to, a nie wypada powiedzieć tamtego. Przestaje to być jakąś ważną kwestią, bo w ogóle to przestaje być dla mnie istotne. Taka obojętność wchodzi. Jest mi z tym dobrze, tylko nie wiem, jak to świat zewnętrzny będzie odbierał.
Ale teraz taką śmieszną historię-
[33:11] - Mi mówią, że jestem niepokorna.
[33:14] - Ale ja ci chcę Reni opowiedzieć taką śmieszną historię à propos poprawek, naprawek. Odebrałam któregoś dnia e-mail na temat naszej audycji i początek był bardzo zabawny, ponieważ ktoś pisał tak, że my prowadzimy audycję w ten sposób, jak młode szczeniaki wypuszczone na zewnątrz, które obsikują trawę to tu, to tu. Czyli nie robimy takich kolaboratów, nie robimy ścisłych audycji dotyczących jednego tematu, gdzie wykańczamy dany temat od samego początku do końca. Nie ma prologu ani nie ma epilogu. To jest takie wszystko porozrywane. I ja po przeczytaniu tego e-maila oglądam to w jasnowidzeniu, bo troszkę się-
[34:01] - Ty mi nie powiedziałaś.
[34:01] - Nie, bo uważam, że to nie ma znaczenia dla ciebie, bo to nie do ciebie doszło. To miała być dla mnie nauka, lekcja. I oglądam to. Oglądam, mówię: „Kurczę, może i tak jest, że my się śmiejemy, jesteśmy radosne i te tematy ruszamy w sposób taki lekki i nie do końca i tylko z jednej perspektywy", bo też i mamy mało czasu w tej audycji. Ale tak się przyglądam, mówię: „Panie Boże, ty mi podpowiedz, jeśli tu jest racja w tym, że trzeba tę audycję inaczej prowadzić, to ja chcę wiedzieć, ja to zmienię”. Ja sobie tę krytykę przyjmę.
[34:38] - To ty sobie szukaj drugiej koleżanki.
[34:40] - Ale słuchaj-
[34:41] - Bo mi się podobają takie.
[34:42] - I proszę ciebie, przychodzi do głowy: nie, ta audycja ma być prowadzona w sposób komiksowy. Autentycznie komiks mi się pokazał. Czyli komiks to są krótkie formy, krótka treść, prawda? Bardzo czytelna, obrazowa. Ja mówię: „Okej, czyli my się mieścimy w konwencji takiej, która była dana przez górę”. I dlatego myśmy się spotkały, żeby właśnie coś takiego prowadzić, bo ja sobie na przykład nie wyobrażam, żeby tutaj całe kolaboraty robić. Nie leży to w moim charakterze, ponieważ ja mam ADHD, więc ja sama lubię krótkie formy.
[35:18] - To znaczy nie dałybyśmy przede wszystkim rady w taki sposób. A ponadto myślę sobie tak: przecież audycja, pomysł został stworzony przez nas same. Mamy określone typy charakteru, mamy określony rodzaj kontaktu, w określony sposób przekazujemy pewne rzeczy i po prostu tak to jest. Natomiast w radio jest mnóstwo różnych audycji, które są robione na zupełnie inne sposoby niż my. Więc mogę powiedzieć dla każdego coś dobrego.
[35:47] - Właśnie. Ale tutaj chciałam tylko nawiązać do tego, żeby nie brać w ogóle wszelkich słów krytyki, kochani, do siebie. Dlaczego? Właśnie na tym przykładzie. Bo ja się może nie tyle przejęłam, tylko chciałam zobaczyć, czy rzeczywiście można coś z tym zmienić, może coś poprawić w tej audycji. A okazało się, że góra powiedziała: „Nie, absolutnie. To jest idealnie, jak może być, bo macie trafić do określonej grupy ludzi, którzy mają taki przekaz odebrać”. Tyle. Koniec, kropka. Także jeśli wam ktoś mówi, że źle piszecie, że niestylistycznie, niegramatycznie i tak dalej, kompletnie się tym nie przejmujcie, bo to ma jedno zadanie: zablokować tylko i wyłącznie waszą twórczość.
Także bym powiedziała wszystkich krytykantów bardzo proszę o to, żebyście się zastanowili nad tym, co robicie.
[36:38] - Ja bym dodała jeszcze jedną rzecz. Jeżeli uważają, że robią to lepiej albo mają lepsze pomysły, to mogę powiedzieć świat stoi otworem, zawsze można się tym zająć.
[36:46] - Dokładnie. Każdy może to-
[36:48] - Robić też.
[36:49] - Dokładnie.
[36:50] - Ja chętnie posłucham. I pokrytykuję.
[36:55] - Nie, mówimy, żeby nie krytykować. To taki żarcik. Kochani, podsumowując audycję, bo będziemy przechodzić już do pytań od słuchaczy, podsumuję w ten sposób: wolnoć Tomku w swoim domku. Niech każdy robi to, co mu w duszy gra, ale też niech da wolność tej drugiej osobie, prawda?
[37:20] - Tak. Ja bym jeszcze jedno słowo dopowiedziała: szacunek. Szacunek to też jest takie ładne słowo, które w głębokiej świadomości oznacza danie możliwości rozwoju drugiej osobie, jej inności, jej innego sposobu widzenia, myślenia, działania, innych pomysłów na życie i nieuznawanie, że tylko nasze są najlepsze. Krytykanctwo jest z czym związane? Z tym, że uważamy, że jesteśmy lepsi. Nie ma innej metody. To jest nasza sztuczka ego, która nam daje prawo do tego, żebyśmy wtrącali się do innych.
[37:58] - Dokładnie.
[38:00] - Tak że jeszcze o tym szacunku pamiętajmy.
[38:02] - Tak. I tylko miłość ma sens, a miłość nie zna słowa krytyka.
[38:07] - Właśnie. Każdy z nas jak miłość, to lubi być akceptowany we wszystkim, prawda? Jaki człowiek, który się zakocha w drugim na pierwszej czy drugiej randce przyjmie z pokorą, jak to ty mówiłaś, krytykę konstruktywną? Bo ja nie. Takiej tolerancji nie mam.
[38:32] - Kochani, jeszcze coś mi się przypomniało z rozmów z klientami. Proszę was, żebyście nie starali się naprawiać związku poprzez to, że będziecie wytykać wady swojemu partnerowi. Nie da się w ten sposób naprawić związku. Pracujcie nad sobą. A jeśli te wady według was partnera, w cudzysłowie, będą na tyle nieznośne, to nie ma innej rady. Trzeba odejść, spakować walizki i odejść. Drugiego człowieka nie zmienimy, a tym bardziej krytyką. Jeśli już, to bardziej bym powiedziała, Reniu, i tu byśmy może poobserwowały, jeszcze chwilę pociągniemy ten temat. Czy miłością można zmienić drugiego człowieka i wsparciem?
[39:17] - Ja bym zadała zupełnie inne pytanie. Ja bym zadała pytanie: czy tego człowieka koniecznie trzeba zmieniać?
[39:22] - Właśnie. Ja tu takie wyrobisko chciałam poruszyć.
[39:27] - Ależ ty dzisiaj podchwytliwie mnie pytasz. Ja mam taki dobry zwyczaj. Patrzę, jak mi się coś podoba i ze mną współgra, to w tym jestem, a jak mi się nie podoba, to od tego odchodzę. Nie mam żadnej potrzeby zmieniania drugiego człowieka, bo myślę sobie tak: a może komuś innemu spodoba się taki, jaki jest? To dlaczego mam sobie zawracać tym głowę?
[39:52] - I tym sposobem, tym pięknym podsumowaniem, Reni Engel, kończymy pierwszą część audycji. Zgadzasz się?
[40:01] - Tak. Teraz przechodzimy do pytań.
[40:02] - A teraz przechodzimy do-
[40:04] - Pytania ciekawe. Czytałyśmy przed, ale nie sprawdzałyśmy.
[40:07] - Tak, nie sprawdzałyśmy. Więc pierwsze pytanie na dziś, kochani. Buduję napięcie.
[40:16] - To nie śmiejmy się, bo wszystko psujemy.
[40:20] - Dobrze. Czy mogłyby panie powiedzieć coś na temat ayahuaski? Pytanie, które leżało dosyć długo. Odkurzyłam je ściereczką i dzisiaj spełniamy marzenia. Pytanie jest na tapecie. Ayahuasca. Co my możemy na ten temat powiedzieć, Reniu? Ayahuaski. Ja wiem, że to jest twój temat, znaczy znajomość już masz. Natomiast zanim to wypowiesz, bo ja jeszcze tak nie do końca.
[40:52] - Ja chciałam tylko o roślinie powiedzieć, o samej roślinie. Ponieważ ci, którzy się tym interesują, to wiedzą, że to jest roślina i z tego, co patrzyłam wcześniej, ty możesz popatrzeć, to roślina jest dość inteligentna. To znaczy nie patrzyłam nigdy, prawdę mówiąc, czy ona jest z jasnej, czy z ciemnej strony. Natomiast ewidentnie widziałam inteligencję tej rośliny i mogę powiedzieć, prawdę mówiąc, zdradzę tutaj wszystkim, dlaczego ja się tym zajęłam. Dlatego, że jeden z moich partnerów wcześniejszych zaproponował mi, żebym w tym wzięła udział. A ponieważ ja nie lubię brać udziału w rzeczach, o których nic nie wiem, to po prostu sprawdziłam sobie sama. I okazało się, że rzeczywiście nie mam specjalnej potrzeby duchowej, żeby na takie spotkanie pójść. Czyli ona mi wiele nie jest w stanie pomóc, natomiast mogę się przy tym dobrze bawić. I ja później już zainteresowana odpowiedzią zaczęłam sprawdzać ją głębiej i zobaczyłam, że rzeczywiście jest to bardzo inteligentna roślina, która rzeczywiście robi różne rzeczy. Natomiast czy one są bezpieczne i czy one są z jasnej strony, to dla mnie to już jest zupełnie inny temat.
To na razie powiem tylko to, a ty patrz sobie dalej.
[42:09] - Patrzę, nawet mam taką pozycję w domu, ponieważ mój syn się wszelkimi roślinami psychodelicznymi zmieniającymi świadomość interesuje i chce w przyszłości zostać psychoterapeutą, który używa tych środków. Więc siłą rzeczy zerknęłam na tę pozycję. Ja o ayahuasce nigdy niczego nie wiedziałam wcześniej, ponieważ nigdy mnie nie ciągnęło w kierunku tych roślin psychodelicznych. Ale muszę powiedzieć, że oglądałam film na YouTube, gdzie to chyba był jakiś dziennikarz z lekarzem. Robili taki eksperyment, można powiedzieć częściowo naukowy, w jaki sposób ta ayahuasca działa i był nakręcony cały proces. Więc ja sobie okiem jasnowidza ten cały proces obserwowałam. I muszę wam powiedzieć, że w trakcie tego procesu, który przechodził ten dziennikarz, to wszystko było nakręcone Widziałam właściwie ciemność, ciemne siły, ciemne moce. Świat związany z niskimi wibracjami, ale świat, który wiąże się z myślokształtami, z egregorami myślokształtów, ze światem dusz i duchów. Inni to nazywają światem astralnym, więc niskowibracyjny to jest świat. Za pomocą tej rośliny łączymy się z tą częścią nas, która jest ciemna.
I to ma uzasadnienie, bo ten proces przechodzenia przez ayahuaskę ma za zadanie, z tego, co zrozumiałam z tego filmu, ukazać nam nasze demony w cudzysłowie, czyli naszą ciemną stronę. I rzeczywiście ona to robi. Dlatego, że pozwala nam podłączyć się-
[44:02] - Jest inteligentna.
[44:03] - Tak, do tej części naszej świadomości o nas samych, że to zostanie nam pokazane. Tylko jest pytanie po co?
[44:10] - Czy musimy tym sposobem?
[44:12] - Właśnie. Tylko po co? Dlatego, że jak wchodzimy w tę część świadomości, to natychmiast łapiemy całą energetykę z tej części. Mażemy się w tym w sposób ponowny, jesteśmy w tym i to tak naprawdę obserwując tego człowieka, który to przeszedł, niczego mu nie załatwiło. On przeżył jeszcze raz to wszystko, zorientował się jeszcze raz w tym wszystkim, co i tak ma. Czyli właściwie można powiedzieć, że ayahuaska uświadamia nam pewne rzeczy, ale nie powoduje, że my to puszczamy i jesteśmy od tego wolni. Mamy świadomość, ale oprócz tej świadomości, którą mamy, niestety jeszcze są różnego rodzaju podłączenia, tak jak je obserwowałam. Czyli otwieramy taką część siebie, która pozwala na wnikanie do naszej energetyki, do naszej aury różnych bytów. I tu już zaczyna się problem pod tytułem nasze bezpieczeństwo, BHP naszego systemu energetycznego. To to, co mam do powiedzenia.
À propos całego tego procesu, bo oni o tym mówią, że to jest proces. Mnie się to energetycznie nie kojarzy z czymś, co jest świetliste i z czymś, co nas sforuje na wyższy poziom świadomości.
[45:35] - Ja powiem tak, jeszcze dodam jedną rzecz, bo to się tak nazywa proces, ale jednej rzeczy w tym procesie mi brakuje. Jeżeli nazwiemy to procesem, dlatego ja bym tego nie nazwała procesem. To zakończenie. Czyli mogę powiedzieć: co to jest za zakończenie, kiedy ja sobie uświadamiam, że mam jakieś lęki czy traumy, czy różne dziwne rzeczy są we mnie, nazwijmy to krótko demony. No i co z tego? I nadal nic nie dostaję do ręki, żeby coś z tym zrobić. Tak jak ostatnio, muszę powiedzieć, na warsztatach miałam człowieka, który miał problemy z alkoholem. Leczy się od paru lat taką medycyną zwykłą, konwencjonalną, po czym był u mnie na tych warsztatach. Przeszliśmy terapię, ja tam robiłam też terapię traum, terapię integracji jaźni. I on przychodzi po warsztatach.
Warsztaty moje trwają, jak wszyscy wiedzą, dwa dni. Przychodzi i mówi tak: „Renata, dziękuję ci bardzo, bo to, co przerabiałem trzy lata, to ty przerobiłaś ze mną w jednej 40-minutowej medytacji". Wtedy dopiero zaczęłam się temu przyglądać. Wprawdzie nie mam pomysłu, żeby organizować aż takie warsztaty, bo one bardzo dużo energii mnie osobiście kosztują, bo to jednak jest wyczerpująca praca w taki sposób. Natomiast powiedziałabym, pokazuje to tylko jedną rzecz. Pokazuje, że te wszystkie rzeczy, które my nazywamy procesami przejścia przez to wszystko, tak naprawdę to jest ciągłe babranie się, babranie się i jeszcze raz babranie się. I najgorsze, że po tym całym wybabraniu się wcale nie czujemy, że idziemy krok dalej, tylko wciąż jesteśmy w tym samym miejscu. W związku z tym dla mnie ten proces ayahuaski jest dokładnie tym samym, tylko na poziomie wymiaru środków innych ziołowych czy roślinnych, czy jakkolwiek to nie nazwać, czy psychodelicznych. Ale dokładnie to samo. Tam nie ma zakończenia.
Znowu nie mamy odczucia poza świadomością tego, że jednak... To tak, jakbym chodziła cały czas na jednej nodze i nie miała świadomości, że nie posiadam drugiej, bo urodziłam się i o tym nie wiem. Po czym nagle ktoś mi powie: „Tak, ale brakuje ci jednej nogi". No i co z tego? Brakuje mnie. I co mi ta świadomość zmieni? Nic.
[47:47] - Dokładnie.
[47:48] - Jakby mi powiedział: „Zobacz, są ludzie z takimi nogami, a weź drewnianą nogę albo zrobię ci plastikową i zobacz, jak się w niej chodzi", to przynajmniej coś by to dało. Ale jak tylko mi o tym powie, ja sobie to uświadomię, to dla mnie to nie jest proces, ponieważ nie ma tam zakończenia.
[48:04] - Właśnie teraz cały czas ta nowa psychologia czy fizyka kwantowa, czy oświeceni mistrzowie mówią, że należy żyć tu i teraz, w teraźniejszości i projektować swoje przyszłe życie za pomocą marzeń.
[48:22] - Dokładnie.
[48:23] - Jeśli my przyjmiemy ten nowy paradygmat wiedzy ze światła, bo tak się podsuwa, że to jest ze światła, więc nie ma takiej potrzeby wchodzenia w przeszłe nasze wcielenia, przeszłe życia, w przeszłe energie, w przeszłe rzeczy, które żeśmy doświadczyli, rozgrzebywani tych wszystkich energii i wibracji. Nie ma potrzeby. To jest stary paradygmat wiedzy, że żeby wznieść się wyżej, należałoby grzebać się w tym, co było. Teraz już są inne czasy i też była audycja o akcie twórczym, gdzie żeśmy to bardzo szeroko omówiły na przykładach naszych, na przykładach klientów, że idą nowe czasy twórczości. Cały czas mówię Słuchajcie, patrzymy do przodu, a ayahuasca to jest krok do tyłu. Ale oczywiście zostawiamy tutaj, Reniu, wybór. Wszyscy mają swoje życie, swoje wybory.
[49:19] - W tej audycji mówimy tylko o naszym własnym zdaniu. Odpowiadamy na pytania ludzi, którzy nam je zadają i są to nasze zdania. Natomiast to wcale nie oznacza, że te zdania ktoś musi przyjąć bądź będziemy z nim dyskutować, czy będziemy kogokolwiek do tego przekonywać. Absolutnie nie. Każdy ma swoją drogę. Jeżeli ma wpisane takie doświadczenie i chce przy nim zostać, to proszę bardzo, to jest jego droga. Ja wiem, jakie ja chcę mieć doświadczenia i ja osobiście nie lubię się babrać w poprzednich rzeczach. Muszę powiedzieć, że jeżeli żyję w teraźniejszości i patrzę na to, co się dzieje na dany moment, to siłą rzeczy pewne mechanizmy z poprzednich czasów czy sprzed lat na przykład, czy tygodni zauważam, koryguję i nadal idę w przyszłość, czyli żyję każdym dniem. Że po prostu tylko dziękuję. Dostanę wskazówkę, mówię: „Okej, dziękuję.
Nauczyłam się, zrozumiałam, lekcję przerobiłam. Idę dalej”. Czyli takie nieciągłe wracanie. Wiadomo, że przeszłość, przyszłość i teraźniejszość to to samo. Jest w tym samym momencie. To tak jak dobry nauczyciel buddyjski zawsze mówił tak: „Jak chcesz wiedzieć o swojej przeszłości i o przyszłości, to popatrz na dziś. Bo w tym dziś są zawarte i przeszłość, i przyszłość”. W związku z tym babranie się w pewnym sensie nie jest logiczne nawet.
[50:41] - Tak, ale ktoś może nam zarzucić, bo też często się mówi i w tej książce, którą czytam, jest napisane, że szaman, czyli osoba prowadząca cały ten rytuał, uwalnia ludzi od tych wszystkich traum. Natomiast z tego, co obserwuję w trakcie tego filmu i w trakcie tego teraz, jak rozmawiamy o ayahuasce, to jest iluzja stworzona przez tego szamana, który nie ma dostępu do tych części naszej świadomości czy tych części, które są odpowiedzialne za wymazanie energii z tej części nas. Niestety to jest stworzona iluzja, ale ona może zadziałać jako efekt placebo.
[51:24] - Ale tak jak mówię, możemy spokojnie zakończyć. Okej, niech ludzie sami podejmują decyzję. Jeżeli czują, że chcą to zrobić, chcą, żeby to było ich doświadczenie, to po prostu tam idą, a jeżeli nie chcą, to nie idą i tyle. My mówimy tylko jako jasnowidze, jak to wygląda z poziomu energetyki. To jest to samo co w marihuanie. O marihuanie czytałam i pisali do mnie mnóstwo ludzi, że ona leczy, że ona to, że ona tamto, że ona pomaga. Może tak. Natomiast jak patrzę energetycznie, to widzę w tym ciemną energię, więc ja tego nie dotknę. Natomiast nie zmienia to faktu, że rzeczywiście może leczyć pewne choroby. Dlaczego nie?
Natomiast ja powiedziałam: ja chcę mieć do czynienia ze wszystkim, co pochodzi tylko i wyłącznie ze światła. W związku z tym z tym nie chcę mieć kontaktu.
[52:11] - Okej.
[52:12] - Bez względu na to, jaki jest skutek. Więc chyba możemy się zatrzymać na tym, że my mamy takie zdanie w sensie jasnowidzenia. Mówimy tylko z poziomu energetyki, nie z poziomu innych doświadczeń, innych ludzi czy psychologicznego, tylko energetyki po prostu.
[52:26] - No właśnie.
[52:27] - I tak to wygląda.
[52:28] - A ayahuasca, kochani, zakończony. Tadam!
[52:31] - Tadam!
[52:33] - Trójkąt Bermudzki.
[52:36] - To ciekawy temat.
[52:38] - Trójkąt Bermudzki. Kochani, to jest taki obszar. Kurczę, miałam mapkę otworzyć, ale na pewno każdy wie, o jaki obszar chodzi.
[52:47] - Jak nie, to sobie poszukam.
[52:48] - Tak. Jest cała historia związana z tym obszarem, że zanikają statki, wysiadają urządzenia elektryczne.
[52:57] - Znikają ludzie.
[52:58] - Nawigacyjne. Tak. Że przechodzą w jakieś inne wymiary i tak dalej. I co, Reniu? Albo obalimy tutaj mity, albo zobaczymy, co tak naprawdę ten Trójkąt Bermudzki, czyli ten obszar na naszym globie reprezentuje. No dobra, to patrzymy.
[53:13] - Trójkąt Bermudzki.
[53:14] - Co tam jest? Rzeczywiście pierwsza rzecz, która mi się pojawia, to jest zmienione pole elektromagnetyczne. To tak, jakby przyciąganie ziemskie było mniejsze niż w innych miejscach naszego globu. Faktycznie jest informacja, że to może powodować zaburzenia w funkcjonowaniu wszelkich urządzeń elektromagnetycznych i urządzeń sterowniczych. Jest też informacja, że są to miejsca, gdzie otwierają się czasowo i zamykają portale do przejść do innych wibracji. To jest wszystko, kurczę, w mojej głowie prawdziwe.
[53:51] - To znaczy jedną rzecz tylko bym dodała, bo zawsze się to kojarzyło, że jest to naturalna rzecz, natomiast dla mnie ona nie jest naturalna, tylko stworzona przez istoty, czyli mechaniczna, powiedziałabym.
[54:03] - Okej.
[54:04] - To jedyne, co ja widzę, to to. Zobacz ty. Że to nie jest naturalna rzecz, że tak jak góra się wypiętrza, tylko jest to zrobione. Jest to najnormalniej w świecie zrobione przez kogoś.
[54:18] - Wiesz co, tak mi się wydaje, że to jest jednak ręka człowieka w tym, bo mam wizję ludzi. Czyli to są pewnego rodzaju chyba eksperymenty związane z polem geopatogenicznych. Z energetycznym.
[54:30] - To nie jest tak, że stworzy się samo jeziorko, tylko po prostu ktoś to rzeczywiście zbudował. To tylko tyle nowego widzę w tym kontekście. Cała reszta to bym powiedziała to samo widzę co ty.
[54:40] - Dokładnie. Ja nie wiem, czy one zanikają. Ja raczej widzę, że one gdzieś tam nie przechodzą w inny wymiar. Raczej widzę, że spadają na dół oceanów. Ty widzisz, że przechodzą w inny wymiar?
[54:56] - To musiałabym to zobaczyć, bo potem nie patrzyłam. Poczekaj. To w ogóle powiem ci, że nie jest zrobione po to, żeby przechodziło przez wymiary. Przez wymiary to tam przechodzą ludzie, powiedziałabym. Jest troszkę inna- Jakby konstrukcja. Czyli to nie jest tak, że my ze statkiem cali przenosimy się gdzie indziej, tylko tak jakby zmieniała się forma energetyczna danego człowieka, który tego doświadcza. Natomiast same rzeczy materialne z rodzaju statków, samolotów i całej reszty łódek i tak dalej, to ja tu też nie widzę, żeby to gdzieś przechodziło. Czyli zmiana dokonuje się na poziomie innej wibracji.
[55:37] - No właśnie. Myślę, że będziecie kochani usatysfakcjonowani.
[55:41] - Ale ciekawa rzecz, bo bym na to nigdy nie spojrzała, tylko tak słuchałam, przyjęłam i okej.
[55:46] - Rozwiązałyśmy trochę tajemnicę.
[55:49] - Troszeńkę.
[55:51] - I mamy następne pytanie dotyczące UFO. Jak wy widzicie, drogie panie, sprawę tego, iż niektórzy widzą UFO czy NOL, świetliste kule czy innego rodzaju rzeczy na niebie? Część społeczeństwa widzi coś takiego, a część społeczeństwa nie. Nie zetknęła się z tym. Jak można to wytłumaczyć, że część widzi, a część nie? I czy w ogóle takie rzeczy istnieją, Reni?
[56:16] - Najpierw opowiem fajną historię, bo miałam z takim supermłodym, fajnym klientem sesję i on mi opowiadał historię. Ma brata i jak byli z tym bratem gdzieś na wakacjach, zobaczyli jakiś obiekt. Obaj nie wiedzieli co to jest. Natomiast oczywiście wszystkim coś nieznanego i dziwnego, i szybkiego, i poruszającego się w przeciwne strony w bardzo szybki sposób, czego samolot zwykły nie jest w stanie wykonać, to zaraz nam się oczywiście kojarzy z UFO. Im też się rzeczywiście tak skojarzyło. I minęło dwa czy trzy lata i ten jeden z braci chciał z tym drugim rozmawiać w związku z jakimś tematem w książce czy w internecie, który przeczytał. I nagle okazało się, że ten brat kompletnie tego nie pamięta. Czyli powiedziałabym, było to dla jego umysłu tak ciężkie przeżycie, taki szok, że kompletnie to wyparł. Mimo że obaj to widzieli, to tylko jeden to pamiętał. Więc wracając do tego przykładu, powiedziałabym, prawdopodobnie część ludzi tak dalece w umyśle nie ma otwarcia, że po prostu tego nie widzi.
Widzimy, co chcemy, krótko mówiąc. Posłużę się innym przykładem, który będzie bardziej barwny. Jeżeli jest kobieta i mężczyzna, i mężczyzna bardzo o nią zazdrosny, to czasami, mimo że ona tylko siedzi i patrzy w oczy innemu mężczyźnie, to on już widzi, że oni się całują. Mniej więcej dokładnie tak samo wygląda sprawa z UFO. Czyli powiedziałabym chyba jest to wielowymiarowe. Oczywiście, że są UFO. Oczywiście, że latają. Tutaj nie mam żadnych tych, bo często to sprawdzałam, więc już tyle razy, że właściwie już chyba ignorant by uznał, że jesteśmy jedyni w świecie i nikt inny nie istnieje, i że nasza cywilizacja jest na najwyższym poziomie. Więc tu to chyba już nasi słuchacze są na takim poziomie, że nie są takimi ignorantami, czyli zdecydowanie wiedzą, że to istnieje. Natomiast jeżeli chodzi o widzenie bądź niewidzenie, to powiedziałabym jest to już wielowymiarowe, czyli może oznaczać, że człowiek widział, ale na przykład zupełnie temu zaprzeczył, zupełnie to wyparł, zobaczył w tym coś zupełnie innego.
Czyli na różne poziomy można by było na to patrzeć. Więc to może być z tego powodu, a może być też po prostu z tego powodu, że są ludzie, którzy non stop znajdują pieniądze na ulicy. Dlaczego? Bo non stop patrzą w ziemię. Więc to też jest kwestia psychik ludzkich. Myślę, że to jest taki troszkę bardziej rozległy temat i nie da się tego powiedzieć jednym słowem. Co niby miałybyśmy powiedzieć? Że jeżeli są osoby, które to widzą, to znaczy, że to istnieje, a jak te, które nie widzą, to znaczy, że to nie istnieje? To tak jak jedni widzą, drudzy nie. Jedni mają takie doświadczenia, drudzy ich nie mają.
Co nie zmienia faktu, że to istnieje.
[59:09] - Właśnie, czyli tutaj podsumujemy, że UFO jest, istnieje. I tutaj jeszcze do tego pytania była taka mała, króciutka dygresja, że często wiszą podobno nad ziemią jakby w innym wymiarze niż my to widzimy. Czy to też może być wytłumaczeniem tego, że jedni widzą ten wymiar, a inni nie widzą?
[59:31] - Myślę, że tak, że może tak być. Ja przyznam się wszystkim, nigdy nie widziałam żadnego UFO.
[59:38] - Właśnie miałam cię o to zapytać.
[59:40] - Nie zdarzyło mi się to przez całe moje życie, a w niebo patrzę non stop. Natomiast rzeczywiście jak się dobrze zresetuję, to nie widzę, ale czuję energetycznie, że coś wisi i że rzeczywiście niby patrzy się, że niebo jest puste, a ja czuję tam jakiś opór, czyli powiedziałabym coś tam musi być, czego wzrokiem nie widzę, ale czuję energetycznie. To mi się zdarzało, ale dopiero jak zaczęłam się temu mocniej przypatrywać i zaczęłam się na tym koncentrować, czyli robić sobie tego rodzaju doświadczenia. Więc czasami rzeczywiście to odczuwam i mogę powiedzieć mam pewność, że coś tam jest, czego nie widzę, ale na pewno jest. Tak jak duchy się czasami widzi, że niby nie wiesz, a czujesz, że coś jest, to dokładnie tak samo mam.
[01:00:27] - Więc kochani, ja też nigdy nie koncentrowałam się w ogóle na tematach UFO. Były zazwyczaj daleko ode mnie, ponieważ ja zawsze powtarzam: „Pytajcie mnie zawsze o to, co jest blisko drugiego człowieka, jego charakteru, jego życia”. Takie mam powołanie, taką mam w cudzysłowie misję, to mnie interesuje. Natomiast oczywiście nie mogę też zaprzeczyć, bo w jasnowidzeniu też to odczuwam i widzę, że jesteśmy może otoczeni to jest złe określenie, ale są tu istoty pozaziemskie. I temu nie można zaprzeczyć.
[01:01:10] - Istnieją.
[01:01:11] - Tak, w ogóle na Ziemi jest bardzo dużo różnych wymiarów, które nie dla wszystkich są, tak jak Renata powiedziała, dostrzegalne naszymi ziemskimi zmysłami. Trzeba też chyba trochę mieć wgląd w inne przestrzenie, w inne wymiary, żeby pewne rzeczy związane z istotami pozaziemskimi zauważyć. Ale nikt, kto widział te istoty, UFO, nie jest lepszy czy gorszy od normalnych ludzi, którzy żyją i w ogóle nie interesują się różnymi zjawiskami.
[01:01:43] - Dobrze, że to powiedziałaś, bo ja nigdy nie widziałam.
[01:01:47] - To nie jest ani dobre, ani złe. Po prostu jedni mają takie zdolności uzdolnienia, takie mają mieć doświadczenia, inni nie mają ich mieć wcale. Natomiast tutaj jeszcze jest takie dopytanie, czy będą kontakty z UFO na skalę masową, czy będą to na razie indywidualne. I wiem, że ty chyba u Mikołaja Rozwickiego odpowiadałaś na takie pytanie, ale jakbyś mogła jeszcze się odnieść do tego, czy to będą spektakularne, ujawnione i ogólnie społecznie dostępne rzeczy.
[01:02:19] - Powiedziałam tak: jeżeli będą, nie pamiętam nawet tego jasnowidzenia, ale teraz patrzę, jeżeli będą, to na pewno nie będzie to za rok, za dwa, bo ludzkość do tego w ogóle nie jest gotowa. Na pewno nie będzie to zrobione na siłę, na takiej zasadzie, że pokażą się po to, żebyśmy zostali przymuszeni do zmiany świadomości, że oni istnieją. Więc z tego, co widzę, to powiedziałabym, na razie będą to pojedyncze rzeczy, czy może takie drobne grupowe rzeczy. Natomiast jakby na dystans. Dla mnie ludzkość nie jest jeszcze na to gotowa. Oczywiście jak rozmawiamy z fajnymi ludźmi, którzy są naszymi klientami i tak dalej, bądź piszą do nas różne fajne rzeczy, czy podziękowania, czy jakieś obserwacje, to pamiętajmy o tym, że to jest tylko część tych ludzi z tą świadomością. Natomiast gdybyśmy wyszli na ulicę i zapytali ludzi, to znaczna część postukałaby się w głowę. W związku z tym oni muszą szanować wolną wolę naszej wypadkowej ludzkości. Nie może być tak, że przestraszą kilka milionów ludzi po to, żeby ucieszyło się 10 osób, bo wreszcie jest kontakt nawiązany. To nawet powiedziałabym, takie dosyć logiczne jest, że to jeszcze nie czas.
[01:03:25] - Ja dokładnie tak samo, że nie będą to absolutnie jakieś spektakularne rzeczy, gdzie dużo ludzi naraz pewne rzeczy zobaczy. Natomiast muszę powiedzieć, że w intuicji się budzi taka myśl, że my cały czas doświadczamy kontaktu z nimi ze względu na to, że oni przekazują nam cały czas informacje.
[01:03:45] - To tak.
[01:03:46] - Ten przekaz informacyjny, informatyczny jest wpuszczany w naszą nieświadomość zbiorową, która jeszcze istnieje. Także te informacje się przebijają. My cały czas z nimi mamy kontakt i jeśli ktoś się otwiera, to informacje będzie sczytywał jak najbardziej. Jeśli ktoś ma takie zamiłowanie, niech się koncentruje i niech spisuje to.
[01:04:10] - Tak, stąd są te channelingi też. Większość przecież channeling to jest właśnie ściąganie informacji od innych istot, tak?
[01:04:18] - My znowu w naszej metodzie Droga do Wolności promujemy, żeby nie channelować z innymi istotami, bo tak naprawdę nie wiadomo, do jakiej istoty my się tam podkleimy, podczepimy i jakie ma zadanie ta istota. Natomiast my promujemy cały czas: channeluj, owszem, ale kontaktuj się ze sobą. Bądź sam sobie panem, mistrzem, kręcem i sferą. Także tutaj się nie opierajmy też na tych istotach, ale to chyba też na jakąś inną audycję, bo to temat rzeka.
[01:04:48] - Tak, to też prawda.
[01:04:49] - A ja jeszcze bym chciała tutaj ruszyć jeden temat. Jedno pytanie, to już na dzisiaj ostatnie, Reniu. Słyszy się z wielu źródeł ostatnio, że dzietność rdzennych Europejczyków jest znacznie mniejsza niż dzietność rodzin muzułmańskich, przez co szacunkowo do 2050 roku Europa może zostać zislamizowana. Popatrzmy na to, czy jest takie zagrożenie w ogóle i czy pod takim kontekstem i z takim pytaniem można wyjść na światło dzienne, czy to trzeba jakoś inaczej spojrzeć z innej perspektywy?
[01:05:27] - Ja widzę już, że troszkę z innej perspektywy trzeba byłoby patrzeć, ale to też mówiłam w którejś audycji. Zresztą obie mówiłyśmy na różnych poziomach, w różnych audycjach, że raczej dla mnie osobiście z tego, co ja widzę, to religie będą się rozsypywać i ludzie przestaną w taki sposób temu ufać, jak ufali do tej pory. W związku z tym mówienie o islamizowaniu to też tak nie do końca, bo nawet ci ludzie, którzy są w tym islamie, to już pojawia się coraz więcej osób. I to też są głośne rzeczy, nie trzeba jasnowidzenia, są głośne rzeczy, gdzie wyrywają się stamtąd kobiety, które później zmieniają świadomość, gdzie cały czas coś się dzieje. I z tego, co ja widzę, to idzie to w kierunku rozpadu tych religii i siły i manipulacji tych religii całymi masami ludzi. W związku z tym raczej tego zagrożenia w taki sposób nie widzę. Jeżeli chodzi o islamizację, mówiąc o świadomości czy na innych poziomach, to tu mogę powiedzieć tak, bo to jest z kolei związane z innymi poziomami. Bo jeżeli na przykład jest to związane z ich kulturą, z ich tradycją czy z naszą kulturą, czy z naszą tradycją na przykład niemieszania się, to wiadomo, że to są zupełnie inne wytyczne. Natomiast jeżeli miałabym się odnieść tylko do tego pytania, to powiedziałabym, raczej bym się tego nie obawiała. Czyli nie widzę tego na tym poziomie.
[01:06:55] - Ja również nie widzę tego, żeby do 2050 roku Europa była zislamizowana, dlatego że tak jak Renia powiedziała, ja też to odczuwam. Religie, moc religii będzie odchodzić na korzyść spirytualizmu, duchowości. Ludzie będą odkrywać nową świadomość absolutnie u siebie. I tam nie ma podziałów na to, czy jestem Żydem, czy jestem katolikiem, czy jestem muzułmaninem, czy jeszcze jestem jakiegoś innego wyznania. Dokładnie. To się rozmyje i my chyba tego nie dożyjemy. A może 2050 rok? Daj nam Boże.
[01:07:37] - Ja chcę dożyć, bo ja mam 80 parę, to bym pożyła jeszcze.
[01:07:40] - Czy nasze jasnowidzenie się sprawdzi? Mam nadzieję, że tak. Idzie świat w kierunku pokoju i pojednania. Także kochani, takie pytania już tracą rację bytu. Ale jeszcze końcóweczka tego pytania: czy scalenie obu tych światów odbędzie się pokojowo, jeśli w ogóle nastąpi scalenie tych światów? Zobaczmy to w jasnowidzeniu, czy te dwa światy są do pogodzenia. Właściwie można powiedzieć, że to się już zaczyna, dlatego, że emigracja bardzo silna, wzajemna, bo ja nie widzę, żeby osoby wyznania islamistycznego kierowały się w kierunku Europy. Jest rotacja i Europejczycy jadą również na Bliski Wschód.
[01:08:28] - Natomiast powiedziałabym, że na niektórych poziomach nie widzę jeszcze, przynajmniej przez najbliższy czas, tego połączenia, tego jednoczenia, się jak to nazywają.
[01:08:37] - Połączenia i jednoczenia absolutnie nie.
[01:08:38] - Widzę chyba większy szacunek nawzajem, więcej jasnej energii w tym kontekście, ale trudno by mi to było nazwać jeszcze zjednoczeniem. A może to zjednoczenie nie będzie po prostu potrzebne. Może wystarczy szacunek.
[01:08:51] - Ja myślę, że już się zaczęła ta wymiana i ten szacunek, o którym mówisz, to już się zaczęło. Natomiast są siły, są ludzie, którzy robią pewnego rodzaju propagandę, żeby ten stan rzeczy wzajemnej nienawiści podsycać. Raczej bym powiedziała, że to propaganda. Natomiast zwykły, szary człowiek, który naprawdę wyznaje dekalog i wyznaje muzułmańskie zasady, to w ogóle w tym kontekście nie rozważa.
[01:09:28] - Ja wiem, że to jest polityka. Takie rzeczy to już są manipulacje polityczne, nie będziemy się tym zajmować.
[01:09:35] - Czyli scalenia na razie nie widzimy. Przepraszam, ktoś mi się tutaj-
[01:09:44] - Pisze?
[01:09:45] - Tak, dobija mi się tutaj. Przepraszam, mam nadzieję, że tego nie będzie słychać. Muszę to jakoś zlikwidować, bo niestety mam ostatnio dziwne połączenia na Skypie. Kochani, czyli co? Właściwie na to pytanie odpowiedziałyśmy. Reniu, zapraszam cię do ogłoszeń parafialnych. Co tam u ciebie będzie się działo, kochanie? W sierpniu jeszcze coś planujesz czy już we wrześniu?
[01:10:29] - W sierpniu to planuję tylko urlop.
[01:10:34] - A co to jest w sierpniu? Jeszcze mamy prawie miesiąc.
[01:10:39] - Tak, ale jest sierpień. Sierpień to jest urlop. Oczywiście przyjmuję indywidualnych klientów, ale nie robię żadnych warsztatów. Najbliższe warsztaty są w weekend, to chyba wypada 7, 8 września, tak mi się wydaje. Na te warsztaty serdecznie zapraszam w Warszawie. Co jeszcze chciałam dodać, że w tej chwili wprowadzam już troszkę nowości. Tak jak mówiłyśmy wcześniej w tych poprzednich warsztatach, że będzie więcej stwarzania niż tego oczyszczania, więc troszkę już równoważymy i idziemy w drugą stronę. Ja oczywiście też to robię na swoich warsztatach. Druga rzecz, którą chciałam powiedzieć, to to, że coraz bardziej stykam się z ludźmi, którzy chcieliby brać udział w warsztatach, ale niestety albo czas im nie pasuje, albo daleko mieszkają. W związku z tym wszystkich informuję, że robię to też, zaczęłam, już jestem po paru osobach i fajnie wyszło, indywidualnie.
Czyli na przykład albo spotyka się mama z córką, albo mąż z żoną, albo pojedyncze osoby. Jest to fajne. Nawet nie wiedziałam, że tak fajnie to będzie wychodziło ze względu na to, że mogę się skoncentrować tylko na tej osobie i wychwytuję więcej rzeczy, łatwiej mogę pewnymi sprawami pokierować i ta osoba czuje się bardziej komfortowo. W związku z tym oczywiście też proponuję takie warsztaty przez Skype'a. Ja wtedy się umawiam po prostu na dwie czy na trzy sesje, zazwyczaj na trzy. I to w ten sposób robię, indywidualnie.
[01:12:05] - Super, to jest bardzo fajna rzecz. Słuchajcie, nie bójcie się kontaktów z nami skypowych, bo naprawdę one dobrze zdają egzamin. Super.
[01:12:13] - Tak. Nawet powiedziałabym, że miałam z takim panem, który bardzo komfortowo się czuł, bo mówi tak w grupie, to on się troszkę gubi, a tutaj cała moja uwaga siłą rzeczy była skoncentrowana tylko na nim. W związku z tym było to fajne.
[01:12:27] - Bardzo zaopiekowany, zadbany.
[01:12:29] - Tak. Chociaż zawsze wychodziłam z założenia, że grupa to lepiej pracuje, ale okazuje się, że nie dla wszystkich i czasami te indywidualne też są fajne. Także zapraszam. Moje dane wiadomo, można znaleźć. Monia, Moni mąż daje to na początku i na końcu audycji. Także jest i e-mail, i Skype, i strona, także wszystko można znaleźć. Moniu, a ty?
[01:12:52] - Ja chcę zacząć dzisiejsze ogłoszenia parafialne oczywiście od podziękowań, dlatego że ten miesiąc, sierpień, jest miesiącem dziękczynienia u mnie. Takie mam ćwiczenie. Także kochani, zaczynamy od podziękowań. Reniu, dziękuję ci bardzo serdecznie za prowadzenie audycji, za dużą cierpliwość do mnie i do moich różnych słów, czasami ciętego języka. Dziękuję wszystkim słuchaczom za uwagę, za przepiękne maile, które przysyłacie, za podziękowania, za pytania, którymi nas dalej obdarzacie, za olbrzymie wsparcie, za to, że prosicie, żeby założyć takie konto, żebyście mogli nas wspierać finansowo. Reniu, musimy to przedyskutować.
[01:13:44] - Dobrze.
[01:13:45] - Także bardzo wam dziękujemy za to, że trzymacie mocno za nas kciuki, żeby te audycje wychodziły. Następna rzecz, którą chcę zrobić, to podziękować swojemu mężowi, że nocą montuje te audycje i wrzuca na YouTube. Sobie też chcę podziękować za dobrą robotę. I z podziękowaniami to na tyle.
[01:14:09] - Ja się dołączam do podziękowań oczywiście. Dla Jarka też duże podziękowania, bo pewnie my dwie same takie techniczne, to byśmy sobie na pewno niespecjalnie dały radę. W związku z tym super, że on jednak to wszystko ogarnia i dzięki temu i my mamy dobrą zabawę i wy, słuchacze, macie co posłuchać. Oczywiście też dziękuję. Wprawdzie rzeczywiście do mnie przychodzi mniej e-maili, bo tak się umawialiśmy na początku, że więcej e-maili przychodzi do Moni, w związku z tym ona mi wszystko przekazuje. W związku z tym też bardzo wszystkim dziękuję za te pojedyncze e-maile, które ja dostaję, oczywiście skierowane do mnie i do ciebie, Moniu. To też dziękujemy za to.
[01:14:46] - Dziękujemy.
[01:14:47] - Tobie dziękuję, to wiadomo.
[01:14:50] - Nie wiadomo!
[01:14:50] - To ja ci jeszcze raz bardzo dziękuję, bo dzięki tobie mam dobrą zabawę. Mam fajne zajęcie i rzeczywiście mogę się na tym poziomie też medialnie realizować i swoje talenty w tym kierunku też pokazywać, bo zawsze się śmiałam. Mój mąż mi mówił, że jestem medialna. Ja się śmiałam, mówiłam: „Co ty, w ogóle nie jestem”. A teraz okazało się, że chyba jednak jestem. W każdym razie za to bardzo ci dziękuję i w ogóle ci dziękuję za przyjaźń, bo jednak mordujesz się ze mną już te parę lat, a ja najłatwiejsza nie jestem, jak już mówiłam. A sobie dziękuję za to, że taka jestem, jaka jestem i za życie, że takie mam, a nie inne, bo też mi się podoba coraz bardziej.
[01:15:33] - Właśnie. Kochani, namawiamy was, żeby ten sierpień i dla was był miesiącem dziękczynienia i codziennie, tak jak Ewelina Stępnicka mnie nauczyła, pięć rzeczy, za które jesteście wdzięczni, żeby każdego dnia podziękować. Okej, wracam do ogłoszeń parafialnych. A tak à propos, Ewelina Stępnicka wróciła na swój blog „Ocean Świadomości”, kręci filmiki, kochani, o miłości. Dobra, teraz ja. Kochani, nazywam się Monika Jakubczak, ale to już większość z was wie. Niektórzy mnie nazywają Czpiotka. Może być taka ksywka.
[01:16:11] - Miłe.
[01:16:12] - Tak. Zapraszam was serdecznie na sesję jasnowidzenia przez Skype’a lub osobiście. Wiesz co, Reniu? Nie spodziewałam się, że więcej osób osobiście przyjeżdża teraz tu do Myśleć. Niż miałam w Łodzi.
[01:16:35] - To też miłe.
[01:16:35] - Coś jest w tym nowym miejscu. Także kochani, piękna okolica, piękny ogród mamy. Sesje możemy sobie robić w ogrodzie. Dalej. Warsztaty, właściwie kursy, metoda „Droga do Wolności” w każdy weekend. Zapraszamy was osobiście. Będziemy organizować wam noclegi. Jedzenie jest oczywiście u nas na miejscu. Na Skype możecie z nami też się kontaktować, jeśli chodzi o metodę „Droga do Wolności”, bo też prowadzimy kursy przez Skype’a, jeśli ktoś nie może osobiście przyjechać. Metoda się absolutnie sprawdza.
Pracujemy nad nowymi arkuszami dotyczącymi tworzenia, także kochani, dzieje się. I to wszystko. Pozdrawiam was serdecznie. Irenio, oddaj głos.
[01:17:22] - Dziękujemy za uwagę. I buziaczki dla wszystkich. Cieszcie się też urlopami, póki jeszcze są wakacje i póki ładna pogoda. Bo potem znowu zacznie się wrzesień, październik i znowu wszyscy do pracy. I znowu szaro i ciemno. Także póki mamy takie możliwości, to się po prostu cieszmy.
[01:17:40] - Cieszmy się. Buziaki, całujemy. Do następnego spotkania. Pa.
[01:17:44] - Pa.
[01:17:44] - Archiwalne odcinki audycji „Café de Flore” znajdziesz do pobrania w archiwum Radia Paranormalium, a także na serwisie YouTube, na kontach Renaty Engel i Moniki Jakubczak, jak również na stronie Renaty Engel: www.engelrenata.com.