[00:02] - Café de Flore. Zapraszają Renata Engel i Monika Jakubczak.
[00:10] - Halo, halo Café de Flore. Z tej strony się kłania Monika Jakubczak i...
[00:14] - Renata Engel. Witam serdecznie wszystkich.
[00:17] - Witam serdecznie kochani. Przede wszystkim zaczynam od podziękowań za e-maile przepiękne, które przysyłaliście do mnie. Jestem naprawdę szalenie wzruszona tym, że proponowaliście u siebie odpoczynek, żebym do was przyjechała w ogóle odpocząć. To jest bardzo słodkie.
[00:39] - A Dominik tak nie pisał?
[00:41] - Reniu, to do nas obydwu było pisane, ale dziękuję w twoim imieniu. Tak że na pewno kochani, kiedyś, może we wrześniu, może w październiku, jak Renia też będzie miała wolny czas, to zrobimy taką podróż po Polsce i będziemy was odwiedzać, co wy na to? To po pierwsze. Dziękuję również za pieniążki, które przez słuchaczkę były wpłacone jako podziękowanie za prowadzenie audycji. Tak że dziękujemy Reniu, prawda? W imieniu-
[01:09] - Dziękujemy bardzo
[01:10] - ... nas obydwu za sponsoring. To było naprawdę-
[01:13] - Dobrze, że tak za to.
[01:15] - To było naprawdę niesamowite. Jesteśmy bardzo wzruszone, bo w ogóle nie liczyłyśmy się z taką ewentualnością.
[01:22] - To prawda. Miłe zaskoczenie.
[01:25] - Miłe zaskoczenie. I co? Przepraszamy trochę za opóźnienie, ale wiadomo, że jestem w okresie przeprowadzki tym razem ja.
[01:34] - Tak. Wiecznie coś mamy, nie?
[01:36] - Tak. Tak że kochani, co? Zaczynamy. Reniu, jaki dzisiaj będzie temat? Chcesz przyjść do tablicy?
[01:42] - Tak, dzisiaj przyjdę, bo dzisiaj czuję się wyluzowana. Jeśli chodzi o temat. Chodzi o temat, który w skrócie można by było nazwać: Oddajcie wszystko w ręce Boga. Dzisiaj chyba, tak myślę, zobaczymy, jak ta audycja nam się, Moniu, w którym kierunku się pokieruje, ale tak przed audycją wspominałyśmy, że może to być też w kontekście, że tak powiem, wyrażenia zgody i oddania Bogu też tych trudnych tematów dotyczących na przykład śmierci, odejścia.
[02:14] - Dokładnie. Czyli do tego tematu jeszcze dołożymy akceptację tego, co się wydarza, czy akceptację tego, co ma się wydarzyć, czy akceptację dzisiejszego dnia. Żebyśmy też zwrócili uwagę, żeby czasami swoimi myślami i chciejstwami naszego umysłu nie upośledzać ścieżek osób nam najbliższych, tak? Żebyśmy nie wchodzili w iluzję, nie żywili się iluzją i nie żywili iluzją tych najbliższych i ich trudnych tematów. Dzisiaj temat poważny, ale oczywiście postaramy się troszkę tutaj dobrego humoru również wnieść, bo tak jak obiecałyśmy na samym początku powstania Café de Flore, że będziemy mówiły o tematach poważnych w sposób troszkę z przymrużeniem oka, Reniu. Czyli tej konwencji dalej się będziemy trzymać?
[03:05] - No, będziemy się starali. Będziemy się starali. Starały. Zobaczymy, jak to dzisiaj będzie nam szło, bo dzisiaj temat taki troszeczkę poważny, ale zobaczymy. Jak to my zwykle dość spontanicznie podchodzimy do tego, w związku z tym nie przygotowujemy się wcześniej, więc tak jak będzie to miało iść, tak będzie szło i oddajemy to Bogu, tak?
[03:27] - Tak jest.
[03:28] - Czyli jak będzie wyglądała audycja, tak my też będziemy ją obserwować po prostu.
[03:33] - No właśnie, czyli wchodzimy w taką sferę mistyczną. Oczywiście też tutaj chciałabym ze swojej strony powiedzieć, że opracowując tę audycję dzisiejszą, będziemy odnosić się do Boga spirytualnego, nie do Boga katolickiego, prawda? Czyli będziemy odnosić się do takiej części w nas, które można określić jako nasze źródło, część nas, prawda?
[04:00] - Tak, dokładnie. Staramy się być poza religijne.
[04:03] - Staramy się być poza religijne, poza polityczne. No i co my mamy, Reniu, na myśli tak naprawdę mówiąc oddaj to Bogu, bo to jest bardzo szeroki temat. Chciałabyś zacząć?
[04:13] - Mogę zacząć. Właściwie chciałabym powiedzieć, co mam na myśli. Na myśli mam fakt, że nasz umysł, nasza psychika działa bardzo mocno w kontekście tworzenia naszej rzeczywistości, czy to świadomie, czy mniej świadomie, czy tak jak czasami uczyłyśmy na warsztatach z poziomu programów, czy archetypów, czy tych wszystkich rzeczy, które przejęliśmy od rodziny, czy z różnego rodzaju egregorów. I umysł jest dość silny, czyli właściwie nasza cała tradycja ludzka uczy nas od wiek wieków, żeby dawać temu bardzo dużą przestrzeń. I jest to dla mnie mało zrównoważone z tą naszą częścią świadomości głębokiej poza, nazywam to oczywiście symbolicznie świadomością, różnie ludzie to nazywają, w każdym razie tą częścią nas wewnętrznie, która jest połączona cały czas z boskim źródłem, która daje nam właściwie, właściwie powinna nam dawać świadomość połączenia, czyli siłą rzeczy świadomość nawet nie wiary, ile świadomość pewności, że nie jesteśmy sami, że jesteśmy właściwie kierowani, że energia, którą jesteśmy, jest energią inteligentną, że ona nas prowadzi we właściwe miejsca, we właściwe doświadczenia. I właściwie problemy są tylko wtedy, kiedy nasz umysł czy nasze ego się temu bardzo opiera i przeciwstawia, bo wtedy, jakbym powiedziała, nie ma tego płynięcia. W związku z tym, że nie ma tego płynięcia, to wciąż pojawiają się jakieś wyrastające różne korzonki, o które non stop się potykamy. I to chyba tak ogólnie powiedziałabym, o to mi chodzi. To mam na myśli.
[05:59] - No właśnie.
[06:00] - Mówiąc oddać się w ręce źródła, czyli jakby zbudow-
[06:09] - Halo, halo. Na chwilę nam przerwało, kochani. Zaraz wrócimy do rozmowy. Jest chwilowy problem z połączeniem internetowym.
[06:22] - Właściwie chciałam jeszcze pociągnąć dalej ten temat. Dzisiaj niestety mamy trudność wciąż z inter-
[06:34] - Halo, halo? Znowu przerywa internet. Reniu, halo?
[06:39] - Słyszysz mnie, Moniu?
[06:40] - Teraz cię słyszę. Tak.
[06:42] - A przed chwilą mnie nie słyszałaś znowu.
[06:43] - Niestety tak.
[06:45] - Myślę sobie, że może poza anteną pomyślmy o tym, żeby zacząć to nagrywać innego dnia, jeżeli dzisiaj tak ten internet wygląda. Co o tym myślisz?
[06:58] - Miejmy nadzieję, że dalej nam pójdzie. Jesteśmy na antenie, tak że kontynuuj na razie, a potem zobaczymy.
[07:05] - Dobra, okej. W każdym razie to, co chciałam dokończyć, to fakt, że moje odczucie jest takie, że właściwie każdy z nas jest połączony z boskim źródłem i każdy z nas jest prowadzony. I właściwie tylko umysł, jak te wystające korzonki, jeżeli tym umysłem się sugerujemy, tym swoim ego się sugerujemy — to też jest oczywiście kwestia symboliki językowej, jak to ładnie mówią semantyki, można znaleźć na to inne słowa — wyciąga nas z tej drogi. Natomiast głównie chodzi chyba o to, żeby po prostu nawet nie budować zaufania, bo to jest, tylko doświadczyć w swoim wnętrzu, że jesteśmy połączeni cały czas. Czyli żyjemy poprzez umysł. Właściwie dzięki działaniu umysłu żyjemy w pewnego rodzaju fikcji.
[07:54] - Dokładnie.
[07:54] - Że musimy zaczynać, musimy się rozwijać, musimy coś robić, musimy się starać, musimy wierzyć. Nic nie musimy, bo to już jest faktem.
[08:03] - Właśnie. Ja muszę ci, Reniu, powiedzieć i słuchaczom, że po raz pierwszy spotkałam się z określeniem „give it to God", czyli „oddaj to Bogu" 20 lat temu, kiedy zaprowadziłam swoją siostrę na meeting do Al-Anonu, ponieważ wychodziła ze związku toksycznego z mężem alkoholikiem. Miałam taki pomysł, że żeby mi nie uciekła z tej terapii, to będę z nią siedziała i dołączę się do tych osób, ponieważ ja też miałam ojca alkoholika, więc właściwie pełnoprawnym byłam członkiem w tej grupie. I tam padło takie sformułowanie, że jeśli nie wiesz, co masz zrobić na dany moment, nie potrafisz podjąć decyzji, nie wiesz, co jest dla ciebie słuszne, po prostu oddaj to na ten moment Bogu. On z tobą cały czas.
[08:53] - A wiesz co? A może mów-
[08:55] - Poczekaj, bo już jesteśmy na antenie. Także jeszcze raz powtarzam, że przepraszamy za te usterki. Będziemy starać się zmontować tę audycję. W każdym razie skończyłam na tym, że te 20 lat temu usłyszałam takie zdanie dotyczące tego, że mogę oddać Bogu, jeśli nie wiem, co ze sobą zrobić w danym momencie. Że On cały czas nad nami jest, nad nami czuwa i tylko czeka na nasze sygnały, żeby nam podpowiedzieć. I od tego momentu razem z siostrą, kiedy były naprawdę trudne rzeczy, szczególnie jej w tym momencie trudne przejścia, zawsze mówiłam do niej: „Słuchaj, Jolka, okej, oddaj to Bogu. My nie wiemy, co na dzień dzisiejszy z tym zrobić, ale ja wierzę, że przyjdzie taka podpowiedź". I właściwie od tych 20 lat, wtedy, kiedy jakaś mądra osoba w czasie tego meetingu powiedziała to zdanie, stosuję je bardzo często. I kiedy sama złapię się w pułapkę własnego umysłu, żeby umysłem podejmować decyzje, to magiczne słowo: „Okej, oddaję to Bogu" i natychmiast przychodzą odpowiedzi spójne ze mną, z moją istotą, a przede wszystkim to sformułowanie daje mi poczucie bezpieczeństwa, że ja mogę rozłożyć odpowiedzialność na dwoje albo na troje, albo jeszcze większe ilości. To mi daje taki spokój, że ja nie jestem sama.
Kurczę, przecież ja mam tyle tych wyższych swoich poziomów i czasami nawet jak jestem zła na pewne rzeczy, które nie idą po mojej myśli, to mówię: „Kurczę, moglibyście się wziąć lepiej do roboty, jakieś lepsze wskazówki mi dawać, a nie to wszystko takie jest rozmydlone". Także też czasami się obkłócam z tymi wyższymi poziomami, chociaż mam bardzo duży szacunek do rozmów takich intymnych z nimi. Ale mam poczucie, że nie jestem sama, że będę zaopiekowana, że w sprawach trudnych zawsze mogę to magiczne zdanie wypowiedzieć i wtedy dzieją się naprawdę cuda. Nie cuda umysłu, bo to nie są rozwiązania, które przychodzą, które umysł mi zaprojektował, które są łatwe, szybkie i mają być przyjemne. Okazuje się, że czasami dostaję rozwiązania bardzo pokrętne, prawda? Takie lawirowanie. Umysł to odbiera jako lawirowanie, ale potem okazuje się, że efekty podjęcia takiej decyzji... Nie mogło mi się przytrafić nic lepszego. Także Reniu, co? Oddajemy zawsze trudne sprawy, proponujemy ludziom „give it to God", „oddaj to Bogu", tak?
[11:29] - Właściwie powiedziałabym, że ostatnio tak przerabiam. Śmieję się, że klienci często mi pomagają w przerabianiu też moich rzeczy i zazwyczaj rezonują ze mną dokładnie w tych punktach. I ostatnie dni, jak wymyślałyśmy temat, to rzeczywiście było tak, że na bardzo dużo klientów trafiłam. Właśnie takich, przy których powiedziałam dokładnie to samo. Tylko oczywiście poruszam się po innym słownictwie czasami i mówię: „Oddaj to swoim wyższym poziomom" albo: „Oddaj to swojemu wyższemu ja", albo: „Oddaj to boskiemu źródłu". Ale tak naprawdę od razu mówimy tutaj słuchaczom, że chodzi nam dokładnie o to samo. W związku z tym często ostatnio nawet się już śmieję, że chyba nadużywam tego słowa, bo mówię: „No wiesz, jak już pani nie ma żadnego innego wyboru i ja tego niestety w jasnowidzeniu też nie widzę, to po prostu oddać to Bogu, a wtedy zawsze można spodziewać się cudów".
[12:21] - Dokładnie.
[12:23] - Nawet się z tego śmieję czasami.
[12:25] - Jeszcze ja dostałam kilka e-maili. Też z góry od razu chcę wyjaśnić tę sprawę. Dlatego, że dostałam e-maile z prośbą o pomoc, prawda? I oczywiście ja chcę tym osobom, bo są w trudnej sytuacji, pomóc, ale kiedy spojrzałam w energię, nic nie widziałam. Po prostu nic. Tak jakbym się miała w ogóle nie wtrącać. Więc kochani Przebaczcie mi albo wybaczcie, albo zrozumcie, że nie odpisałam. Nie dlatego, że nie chcę czy jestem zmęczona, bo ja sobie wypoczęłam, jestem okej, moja studnia jest napełniona. Natomiast dlatego, że po pierwsze miałam się nie wtrącać, po drugie te programy, które macie, z którymi się zmagacie w tej chwili, to macie to przerobić i nie ma być to zaburzone żadnymi wskazówkami. I przyszła odpowiedź: oddajcie to Bogu.
Mój ludzki umysł, moje doświadczenia, moje jasnowidzenie tutaj nie będą przydatne. To jest dla was akurat lekcja. Więc często, Reniu, musimy tutaj też powiedzieć, tak zdarza, że my czasami, chociaż rzadkie są przypadki, że nie jesteśmy w stanie wam niczego powiedzieć, bo to nie od nas ma przyjść informacja, prawda? Zgadzasz się z tym?
[13:37] - Zgadzam się. Powiem ci, że też mi się zdarzały. Faktycznie nieczęsto, ale zdarzają mi się czasami takie przypadki. Faktem jest, że raz zdarzyło mi się, to było śmieszne, bo zapytała mnie pani, ja wchodzę w jasnowidzenie i nagle okazuje się, że absolutnie mam tego nie dotykać. I myślę sobie: no nie mogę jej pomóc, nie mogę. No więc piszę do niej na Skypie, że niestety nie, po czym później się z nią zaprzyjaźniam, bo okazuje się, że ona też jest jasnowidzem. To było zabawne. Myślę sobie: aha, czyli ma swoje rzeczy do przepracowania na swój sposób. W związku z tym nie da się tego w ten sposób załatwić. To była śmieszna historia.
Natomiast faktycznie trafiają mi się też takie sytuacje, już nawet nie tyle, że nie widzę, ile właśnie widzę to, że jest na przykład osoba i ostatnio to zauważam, co ciekawe, coraz częściej znajdują się osoby, to już chyba podkreślałyśmy w innych audycjach, które są jakby w punkcie martwym, czyli już energia boskiego źródła, która idzie na ziemię w tej transformacji, pokasowała w nich pewne rzeczy. Ale oni jeszcze z takimi rozłożonymi rękami nie wiedzą, co zrobić dalej. Nie mają pomysłów na tworzenie, nie wiedzą, w którym kierunku iść. Ich umysł jest tak przyzwyczajony do starych struktur, że po prostu przejść na nową strukturę to właściwie dla nich jest na dany moment jeszcze nierealne. Zresztą mogę powiedzieć rozumiem to, bo czasami jak ciebie pytam i mówię: no coś ty? Mówi: no tak, no już nowe rzeczy. Ja mówię: kurde, znowu nowe rzeczy, znowu muszę się przestawiać. Nie jest to łatwe. To znaczy już mam ten nawyk, bo robię to całe życie. No ale rzeczywiście rozumiem, że nie jest to łatwe.
Nie jest to łatwe do wytłumaczenia i nie jest to łatwe do doświadczenia. Natomiast rzeczywiście oddanie tego do wyższego źródła, to śmieję się razem z tobą, że przynajmniej odpowiedzialność ze mnie spada. Ale tak naprawdę jest to też fikcja umysłu, myślenie, że odpowiedzialność spada, ponieważ to jesteśmy my.
[15:33] - Dokładnie.
[15:34] - Jesteśmy cały czas połączeni. W związku z tym to jest tylko taki półżart z naszej strony. Natomiast rzeczywiście wtedy mówię: jeżeli nie wiesz, co masz wykreować i nie umiesz dojść do siebie w tym momencie, to po prostu oddaj to Górze. Ona za ciebie to wykreuje w najlepszy dla ciebie sposób, ponieważ to jest część ciebie. Ty jesteś z tym połączona, w związku z tym dostaniesz to, co masz dostać i co masz przeżyć i co będzie z tobą bardzo kompatybilne i będzie ci sprawiało radość. I rzeczywiście dużo takich klientów ostatnio mam.
[16:04] - No właśnie, jeszcze Reniu takie sformułowanie „oddaję to Bogu” uczy na tym poziomie czysto świadomym takiej cierpliwości w obcowaniu samego ze sobą, prawda? Zauważyłaś? To już wtedy takie napięcia odchodzą, takie kombinowanie umysłu. A może to zrobię? A może tamto zrobię? Takie magiczne słowo „daj to Bogu”. Okazuje się, że nagle my wchodzimy w przestrzeń cierpliwości.
[16:31] - No i wchodzimy w przestrzeń cierpliwości. I mogę powiedzieć dla umysłu jest to fajny, nazwałabym żartobliwie myk, ponieważ to umysł tworzy niecierpliwość. Umysł tworzy lęki. Umysł wciąż musi być zajęty. Umysł tworzy różne rozwiązania tylko po to, żeby czymś się zająć, ponieważ dopiero wtedy wierzy, że egzystuje. Jak nic się nie dzieje, to uważa, że on znika, przestaje egzystować. W związku z tym zaczyna się bać. No więc rzeczywiście to jest taka dobra technika do tego, żeby wejść w tą swoją głęboką, świadomą przestrzeń połączenia ze źródłem.
[17:08] - Tak. I to cudnie powiedziałaś właśnie, że ten moment takiego zawierzenia i wejście w przestrzeń cierpliwości powoduje, że umysł, mówiąc kolokwialnie, robi shut up, czyli zamyka się, że już nie ma możliwości na tysiące głosów, czasami przeciwstawnych. I dzisiaj też mówiłyśmy o tym, że często jeszcze są w nas takie programy przeciwstawnych projekcji w umyśle. Jedna część umysłu chce to, druga chce to i tak naprawdę nic z tego konstruktywnego nie wynika. A jeszcze do tego w ogóle nie dopuszcza nasz umysł często tej takiej spirytualnej naszej części, która najbardziej wie, co jest dla nas korzystne i najbardziej wie, którędy nas doprowadzić do takiego spełnienia się w życiu.
[17:56] - No powiedziałabym umysł jest po prostu zbudowany z konfliktów. Po prostu nie ma w nim równowagi. Rzadko kiedy w umyśle jako takim buduje się równowaga. Buduje się tylko wtedy, kiedy umysł, że tak powiem, podkładamy pod nasze wyższe ja, pod boskie źródło razem z naszą podświadomością. To też wspominałyśmy ostatnio. I dopiero wtedy tworzy się cała pełna równowaga naszej całej istoty wielowymiarowej. Jak nie, no to po prostu cały czas coś szuka. No i jest to uciążliwe. Rozumiem, mam to samo. Też się z tym morduję.
Natomiast dobrze jest, przynajmniej jedna rzecz jest dobra. Dobrze jest mieć świadomość, jaki jest nasz mechanizm, bo jednak między tym, że tak powiem, w przestrzeni poza tym umysłem, jeżeli wiemy o tym, że ona istnieje, to przynajmniej w tych ułamkach sekund, to my jednak możemy, mamy- Tą możliwość, żeby w to wejść, to to już nam daje krok po kroku więcej przestrzeni dla naszej świadomości, a nie tylko dla naszego umysłu i jego gierek.
[19:02] - Właśnie, to jest pozwolenie sobie na wejście w proces inwestowania w swój rozwój spirytualny. Takie jedno sformułowanie. Jeszcze raz powtórzymy: oddaję to Bogu. Ale jeszcze co zauważam, bo oczywiście my sobie rozmawiamy, a ja w jasnowidzeniu obserwuję cały ten proces, co to takie błogosławione sformułowanie, zdanie daje. Wybudza się automatycznie opcja wdzięczności za wszystko, co się wydarza. Bo jak jest takie zaufanie, zawierzenie, ta przestrzeń cierpliwości, to nagle okazuje się, że za chwilę dołącza do tego następne sformułowanie, następna energia. Dziękuję Ci Boże, że jesteś, że to się wydarza, że mam do Ciebie zaufanie, że jestem prowadzony. I 10 tysięcy jeszcze zdań można ułożyć do tego podziękowania. Czyli wdzięczność się uruchamia, a co za tym idzie, za wdzięcznością idzie to, że wreszcie zaczynamy otwierać swoje drzwi swoją własną klamką na swoje własne perspektywy. Bo umysł usypia.
On jest potrzebny.
[20:21] - To jest dobra informacja.
[20:21] - Tak. Ale zaczynamy dochodzić do tej części naszej spirytualnej, która otwiera nam po kolei drzwi w prawidłowej kolejności. Bo umysł chce szybko te rzeczy załatwić. Jest tak zbudowany. Natomiast spirit ma swoją kolejność najlepszą dla nas. Jeszcze tylko podsumuję, że to jest najlepsze, co nas może spotkać. Najłatwiejsze, co nas może spotkać. Zdać sobie sprawę z tego, że ja to nie tylko ja, Monika Jakubczak, na tej planecie, na tej ziemi, tylko to jest jeszcze coś, co jest moje, ale co jest ode mnie mądrzejsze, bo posiada szerszą wiedzę. Z wyższej perspektywy może pokazać mi pewne rzeczywistości. Także otwierajmy się, prawda Reniu?
Na te nasze części.
[21:17] - Tak, dokładnie. W pewnym sensie można powiedzieć otwierajmy się na świadomość. Czyli możemy powiedzieć ta nasza istota to świadomość.
[21:25] - I teraz ja bym chciała jeszcze nawiązać do następnych konsekwencji. Tutaj stanęłyśmy na otworzeniu się na własną część spirytualną, a jeszcze wcześniej była ta wdzięczność. Dalej, jeśli my przekroczymy następny próg, to okazuje się, że dla ludzi już zaczynamy być i pokazujemy swoim wzrostem jakby im ścieżkę. Czyli tutaj wracam do tej pięknej przypowieści, którą opowiedziałaś w poprzedniej audycji. Droga wyasfaltowana czy droga kocimi łbami, ja to tak nazwę. Pokazujemy im, że każdy ma wybór, tylko niech zaufa swojej górze, bo jedni pójdą asfaltem, bo tak ma być i to jest też okej, a inni pójdą kocimi łbami, bo na przykład ich spirit uwielbia przygodę. I to są outsiderzy. Czyli to nie są osoby, które coś odtwarzają, tylko które mają coś odkryć. I to jest w porządku, i to drugie też jest w porządku. Dalej my zaczynamy otwierać się na ludzi i mówimy im tak: przyjdź do mojego życia.
Otwieramy się na życie z ludźmi. Bo zaczynamy wierzyć, czy zaczynamy odczuwać z nimi taką jedność, pełnię i przestajemy widzieć wroga, konkurenta, tylko zaczynamy inaczej postrzegać świat relacji międzyludzkich. To jest ważna sprawa. I następna rzecz, kochani, kolejna to jest open your heart.
[22:58] - Właśnie to chciałam powiedzieć na samym końcu.
[23:01] - Open your heart. Otwórz swoje serce. Otwiera się dopiero serce, czyli rozrasta się ten nowy ośrodek energetyczny, który nazywamy ośrodkiem serca. I tu jesteśmy już dopełnieni. Czyli w sumie tak wiele nie trzeba zrobić, wystarczy tylko oddać to Bogu, żeby przejść taką drogę rozwoju duchowego. Nie trzeba narzędzi różnych, nie trzeba różnych kursów, nie trzeba iść na okrągło, tylko wystarczy zawierzyć i już cię zaprowadzą, gdzie masz być, żeby dotknąć wiedzy. Mnie też się wydawało, że może ja niepotrzebnie tam ze swoją siostrą poszłam, bo tam traumatyczne historie były opowiadane. Wiadomo, że alkohol to jest degradacja, to są negatywne energie. A jednak podjęłam taką decyzję związaną z sercem. Poszłam tam i dotknęłam tego zdania, które jest ze mną przez 20 lat.
[23:54] - Tak. I to ważne zdanie.
[23:56] - I to bardzo ważne zdanie.
[23:58] - Ale pomyślałam sobie, kiedy się łączysz ze swoim źródłem, to dostajesz właściwą odpowiedź. Gdybyś myślała intelektualnie, to byś pomyślała: a po co będę się w takich energiach mieszać, a po co to, a po co tamto? I może byś nie poszła. Jak się połączyłaś, to od razu dostałaś właściwą informację. Więc powiedziałabym, że skutkiem oddania się i tak jak mówiłaś wdzięczności i w ogóle zgody na ten proces w ten sposób, bo oczywiście rozumiem, że mogą się ludzie na to nie zgodzić, ale jeżeli się godzą, to rzeczywiście zawsze ostatecznym rezultatem jest otwarcie serca.
[24:31] - Właśnie.
[24:32] - To naturalna rzecz, która się dzieje. Czyli każdy z nas, który się w ten sposób otworzy, to po prostu w ten sam sposób skończy. W najlepszy dla siebie sposób i dla innych. To prawda.
[24:45] - I chyba tutaj przyszedł czas, żeby przejść do tematu dosyć trudnego, gdzie mało jest takich opracowań czy słownych, czy książkowych Żeby przejść godnie ostatnie momenty swojego życia. I ty, Reniu, masz tutaj duże swoje osobiste doświadczenie. Ja mam doświadczenie również osobiste, związane z klientami, bo tyle lat przecież różnych rzeczy się dotyka w trakcie tych jasnowidzeń i doszłyśmy wspólnie do wniosku, że chyba jest czas, żeby zacząć mówić o godnym odchodzeniu, o godnym godzeniu się na pewne koleje rzeczy, gdzie góra to zaplanuje lepiej niż umysł ludzki i żeby dawać zezwolenie na odchodzenie ludzi bliskich, prawda?
[25:42] - Właściwie mogę powiedzieć, podeprę się takim swoim przykładem, gdzie najpierw była to klientka, potem rzeczywiście się z tą kobietą zaprzyjaźniłam. Niesamowita kobieta, przepiękna zresztą. Miała raka szpiku kostnego. Okazało się, że nie może sobie już z tym poradzić. Była samotną matką, miała córkę i ta córka wszystko po niej przejmowała i strasznie się tym martwiła, bo to i obowiązki firmy i tak dalej. Strach wielki był i strasznie długo tę matkę trzymała w tym momencie życia. Trafiła mi się właśnie taka sytuacja. Ja się z nią przyjaźniłam, więc pomagałam jej przechodzić przez te momenty wszystkie, później zresztą jej córce. Najciekawszy był moment, w którym ja akurat wtedy byłam w Ustce na plaży ze swoimi dziećmi. Dostaję telefon, leżę na tej plaży i dzwoni do mnie właśnie ta znajoma i mówi: „Wiesz Renata, o jedną rzecz cię proszę, pozwól mi umrzeć”.
Ja mówię: „Dlaczego do mnie to mówisz?”. A ona mówi: „Bo córka mnie cały czas tutaj trzyma, a ja po prostu chcę już odejść”. Ja do niej mówię: „Kochanie, to jest twoja decyzja. Jeżeli ty czujesz się gotowa, to po prostu to zrób i nie patrz na innych, bo to jest twoja droga życiowa, oni mają swoje”. Rzeczywiście podziękowała mi. To była nasza ostatnia rozmowa. Umarła. Ciekawe było to potem, jak przyjechałam już do Warszawy, to taki mój przyjaciel, który też pomagał mi przy opiece te ostatnie dni nad tą znajomą i opiekował się jej córką, chociaż córka już dojrzała, bo 22 czy 24 lata miała, to okazało się, że mówił tak: „Renata, dziwny przypadek”. Nie chcę tu używać imion. Ta znajoma była już nieprzytomna, właściwie w stanie agonalnym i w ostatniej chwili obudziła się, wzięła telefon, zadzwoniła do ciebie, nie pozwoliła się nikomu dotknąć, odłożyła telefon, pożegnała się i umarła.
Także myślę sobie, niesamowite to doświadczenie było i właściwie mogę powiedzieć, posłużyłam jej tylko po to, żeby dać to zezwolenie. Chociaż przecież to nie jest moja rola, żeby dawać takie zezwolenie. Natomiast to pokazuje, jak dusza dopomina się o swoje własne prawa i jak szuka ludzi, którzy jej to są w stanie dać. Zresztą też taką drugą sytuację miałam z wychowawczynią mojego syna w szkole. Dokładnie identyczna. Ciekawe jest tylko to, że ponieważ to już nie była moja znajoma, tylko wychowawczyni, więc przyszła do mnie we śnie trzy dni później i mi po prostu podziękowała za to, że tak, a nie inaczej zadzwoniłam. I to były najlepsze słowa, jakie kiedykolwiek w życiu usłyszała. Więc mogę powiedzieć, ja mam dużo takich przypadków i nauczyła — zresztą miałam też, to już mówiłam kiedyś na antenie — narzeczonego, z którym byłam przez rok, który był chory, jak go poznałam na raka i zmarł właściwie rok później na moich rękach. I mogę powiedzieć, to mnie nauczyło z jednej strony pokory, z drugiej strony takiej naturalności przechodzenia przez ten proces. Bo przecież my wciąż zapominamy i właściwie tak jak mówiłaś na początku, rzadko kiedy, nie ma ani opracowań polskich, nie ma ludzi, którzy o tym chcą mówić.
Jest to straszny temat tabu. Ja spotykałam się z tym, jak chodziłam do hospicjum do tego swojego narzeczonego, to dochodziło do punktów, w którym widziałam rodziny, gdzie człowiek jest w stanie agonalnym, umiera i on o tym nie wie, ponieważ rodzice i lekarze czy tam rodzina nie chcą jemu o tym powiedzieć.
[29:20] - Dokładnie, ja z takimi właśnie przypadkami miałam wątpliwą przyjemność się spotkać. Tutaj podam przykład mojego chrzestnego, który zachorował na nowotwór wątroby trzustki, także miał przerzuty i do samego końca nie chciał zaakceptować tego, że odchodzi. Cały czas miał wiarę i ufność, że z tego wyjdzie, chociaż już naprawdę był bardzo ciężki stan i rodzina go w tym wspierała, w tym pragnieniu na siłę utrzymywać przy życiu. Nie było żadnych rozmów dotyczących właśnie tego momentu przejścia, odejścia i pogodzenia się ze śmiercią, co potem poskutkowało, jak on odszedł, właściwie dusza wyszła z ciała, poskutkowało to tym, że była ogromna rozpacz ze strony właściwie jego samego, czyli tej duszy, która została przywiązana tak naprawdę do tego astralnego świata, ponieważ on nie wyraził zgody w ogóle na odejście, traktował swoją śmierć jako przypadkową, przedwczesną i trzeba było go odprowadzać. Oczywiście mu w tym pomogłam, ale bardzo duży był w nim bunt, lęk, złość na całą rodzinę, że mu nie pomogła przeżyć, że nie pomogli mu znaleźć takiego rozwiązania, takiego leczenia, żeby jednak to ciało uratować. A z drugiej strony nieszczęśliwa rodzina w tym wszystkim, bo też nie była przygotowana w ogóle na taką okoliczność, że on umrze, mimo że lekarze mówili, że to jest stan niestety, ale tak zdegradowane ciało, że to już się nie da nic z tym zrobić. A o ile łatwiej by było właściwie wszystkim zainteresowanym w tej sytuacji spokojnie omówić aspekt śmierci Że to jest naturalna rzecz, jest to wpisane od samego momentu naszego urodzenia, że wszystkich nas to czeka i że to nie jest nic złego, kiedy my poprzez chorobę doprowadzamy się, czy mamy takie programy, takie doświadczenia jednak do takiego efektu, czyli musimy odejść z ciała, bo ciało już po prostu jest wyeksploatowane, że do wszystkiego można by było znaleźć jakiś sens całej tej przygody tutaj na ziemi, wyrozmawiać, wyemocjonować to wszystko, czyli uwalniać emocje, mieć czas na to, żeby się pożegnać, żeby wyjaśnić stare sprawy, żeby przebaczyć chociażby, żeby porozmawiać o trudnych aspektach w życiu tego człowieka i tych najbliższych. Czyli żeby mieć czas na to, żeby godnie zakończyć tę przygodę ze wszystkimi, z którymi żeśmy się tutaj widzieli w tym wcieleniu, prawda Reniu?
[32:06] - Tak. I powiem ci, że przyszła mi teraz do głowy jedna rzecz i powiem ją na antenie. Powiedziałabym tak: właściwie chyba cały problem wiąże się z tym, że my tak mocno jesteśmy przywiązani do ciała i uważamy, że my to nasze ciało i nasz umysł. I to jest chyba podstawowy problem. I też jest to podstawowy problem w zaufaniu i oddaniu się Bogu. Bo jeżeli zmieniamy perspektywę i zaczynamy siebie traktować jako duszę i ciało tylko jako część tej duszy, to wtedy nie jest to specjalny problem. To jest tak jak zmiana butów. Jesteśmy człowiekiem, powiedzmy tak jak dusza, czyli posługuję się tym przykładem, mamy buty. Jeżeli my zaczynamy się utożsamiać z tymi butami, to w momencie, kiedy nie dość, że przeoczamy, że to nie buty są ważne, tylko my jesteśmy ważni, to jeszcze na dodatek jak one się zniszczą, to czujemy się dramatycznie. Ale przecież możemy pójść i kupić nowe.
[33:00] - O to chodzi.
[33:00] - Powiedziałabym chyba problemem jest to, że nigdzie nas nie uczą tego. W każdym razie niewystarczająco mocno i niewystarczająco głośno. Nie mówi się o tym, bo nawet w Kościele katolickim mówi się o tej duszy, ale ta dusza przeciętnemu katolikowi wydaje się kulką energii, która gdzieś tam lata w powietrzu i właściwie nie ma do nas żadnego dostępu, a zapominamy kompletnie o tym, że to my jesteśmy tą duszą, my jesteśmy tą istotą wielowymiarową i nasze ciało, jak to kiedyś fajnie powiedziałaś, tutaj pobawimy się troszkę, jest tylko naszym workiem
[33:33] - No tak.
[33:34] - W który wchodzimy i wychodzimy, przeżywamy w nim przygodę i wychodzimy. Więc pamiętajmy o tym po prostu cały czas.
[33:41] - No właśnie.
[33:41] - I to szczególnie w tych dramatycznych sytuacjach, gdzie przypomnienie sobie o tym nie jest łatwe. Ale mogę powiedzieć: przechodziłam przez to. Wiem, że nie jest to łatwe, ale jest to możliwe.
[33:51] - Ale też pamiętajmy o tym, że często rodzina nie chce puścić osoby, która naprawdę jest ciężko chora, jest w okresie terminalnym, czyli już ma ten w cudzysłowie wyrok ze względów egoistycznych. To znaczy, jak ja sobie poradzę, co ja teraz bez niego zrobię?
[34:09] - No tak.
[34:09] - Chciałabym poruszyć sprawę właśnie współuzależnienia siebie w życiu od swoich partnerów życiowych, czyli od dzieci, czy od partnera, czy od przyjaciół. I tu też trzeba wnieść taką społeczną, dużą pracę na rzecz usamodzielniania się w życiu, żebyśmy byli samowystarczalni-
[34:30] - Niezależni, tak.
[34:30] - Samodzielni, niezależni, żebyśmy nie mieli potrzeby zatrzymywania przy nas pewnych osób. Nie tylko takich, które odchodzą, umierają, ale w ogóle, które chcą odejść z pobudek czysto egoistycznych, z pobudek czysto lękowych. Bo jak teraz dalej będzie nasze życie wyglądało? Ja wiem, że to jest trudne, że to jest bardzo trudny temat, ale właściwie im szybciej zaczniemy robić na ten temat debatę publiczną, tym szybciej mamy szansę na zmianę tych wszystkich wzorców, żeby nam się lepiej odchodziło tak naprawdę.
[35:04] - Tak.
[35:04] - I żebyśmy nie byli przywiązani do tego mitycznego życia. Nie zawsze jest tak jak w bajce, że odrodzi się nasze ciało jak feniks z popiołów. Jest często tak-
[35:16] - Jeżeli długo i szczęśliwie.
[35:17] - Dokładnie. Jest często tak, że ludzie wychodzą z opresji bardzo trudnych, ale również jest często tak, że na tyle jest ciało już zniszczone, że po prostu nie ma czasu na to, żeby się zregenerowało, albo też i nie jest taki zapis tam na wysokich poziomach, żeby z tego wyjść, tylko ma doświadczyć pewnych sytuacji, a rodzina przy okazji też ma pewne lekcje odrobić. Więc takie kultywowanie życia, trzymanie się za wszelką cenę życia jest, jak by to powiedzieć, jest coś tutaj odwróconego. Jest to coś, co jest toksyczne. Jest to coś, co jest nienormalne wręcz, jeśli chodzi o cykl życia i śmierci.
[35:58] - No tak. Pamiętajmy, że śmierć jest właśnie jak ładnie powiedziałaś, składową życia.
[36:04] - Tak. Zobacz Reniu, chyba lata 60. z tego, co pamiętam, taki boom na zamrażanie ciał w nadziei, że powiedzmy za 60 czy za 100 lat ktoś wymyśli sposób na uzdrawianie ciał-
[36:18] - Straszne.
[36:18] - Jak to się mówi w takich inkubatorach, jak się nazywa ta metoda? Już zapomniałam nawet.
[36:23] - Nie pamiętam, ale dramatyczne.
[36:24] - Ale wiesz, o co chodzi. To chyba Walt Disney nawet się tak zamroził w nadziei właśnie, że go rozlodzą i tam mu to ciało uratują. No absurd, prawda? Dochodzi do absurdów po prostu takich spirytualno-duchowych i ziemskich. Czyli tutaj jesteśmy wychowywani w takiej atmosferze utrzymywania życia za wszelką cenę. Ja rozumiem, że utrzymujmy zdrowie za wszelką cenę, że utrzymujmy zdrowy styl myślenia i życia-
[36:54] - Równowagę.
[36:54] - I relacji z ludźmi. To jest okej, bo to jest spirytualne, ale już utrzymywanie za wszelką cenę życia i życia naszych bliskich i niepozwalanie im na spokojną śmierć czy spokojne odejście, to to już jest niedobry objaw.
[37:11] - To już nazywa się ingerencją.
[37:14] - Tak.
[37:15] - To już jest ingerencja i wydaje mi się, zresztą ostatnio dochodzę do wniosku, że to jest kwestia naszego ciągłego brania odpowiedzialności za innych. Czyli ktoś umiera, więc od razu dzieci czują się źle, bo matka umiera, to znaczy, że się nią źle opiekowali. Za wszelką cenę się do końca opiekują i jeżeli umiera, to traktują to jako porażkę. Jak pojawia się śmierć dziecka, to się od razu mówi: „Najwidoczniej zrobiłam jakiś błąd albo błąd w życiu, wychowaniu, albo nie przypilnowałam”. Czyli mogę powiedzieć, wciąż jest to związane z braniem odpowiedzialności. A pamiętajmy, tak jak zresztą to też się tak wydaje, ktoś spowodował wypadek, drugi umarł. Ojej, znowu dramat. Też opowiadałam o tej sytuacji.
[37:59] - Tak, opowiadałaś.
[38:00] - Dokładnie. Znowu bierze się odpowiedzialność. Więc ja cały czas bym podkreślała w każdym z tych przypadków: pamiętajmy, że każdy ma swoją własną starą duszę w sobie. Każdy z nas bierze odpowiedzialność za siebie samego i każdy z nas bez zgody drugiego człowieka nie jest w stanie nic zrobić. W związku z tym trzymajmy się swojej wersji tylko i pozostawmy tę drugą część życia drugiemu człowiekowi, jego duszy i jego wolnej woli. Jeżeli on chce i podjął decyzję i jego decyzją jest fakt, żeby odejść, to pozwólmy mu odejść. Jeżeli on chce jeszcze żyć, to wspierajmy jego życie. Natomiast dramatem wydają mi się sytuacje, w których zabiera się szansę załatwienia człowiekowi ostatnich spraw w swoim życiu, w momencie kiedy się go nie informuje ani o śmiertelnej chorobie, ani o okresie terminalnym i cały czas się wspiera, czy to jest partner, czy to jest dziecko, czy to jest dorosły. Ja rozumiem, że to są trudne rzeczy. Wiem, co mówię, bo jeszcze raz powtarzam, przeszłam-
[38:58] - Przeszłaś to.
[38:59] - Tak. I ja przeszłam sporo takich przypadków-
[39:01] - Masz prawo o tym mówić
[39:02] - ... bliskich ludzi. Dokładnie. Daję sobie prawo, żeby o tym powiedzieć. Mogę powiedzieć: jednak trzeba pamiętać o tym, że to jest ich życie, że my właściwie nie mamy innego wyboru. My musimy im dać to, musimy im dać ten czas na pożegnanie się, tak jak mówiłaś, na załatwienie spraw, na różne rzeczy. Nie mówiąc o tym, że w momencie kiedy się... Najgorsza rzecz, co powoduje lęki? Lęki buduje nieznane. Więc my boimy się śmierci, bo nikt o tym nie mówi.
Jak zaczyna się o tym mówić, to przestajesz się tego bać. Ja tego doświadczyłam w pewnym sensie przy wypadku prawie na własnej skórze i przy bliskiej osobie. I mogę powiedzieć: ta śmierć staje się fikcją. Ten lęk przed śmiercią, może inaczej, nie śmierć, na pewnych poziomach tak, ale mówmy już nie filozoficznie. Ten lęk jest fikcją. W momencie, kiedy zaczynamy o tym mówić, przestaje być to temat tabu i przestajemy się tego bać.
[39:58] - No właśnie, często też klienci mówią, bo przychodzą tutaj ze swoimi życiowymi historiami, że odchodzą bliskie osoby i do samego końca nie chciały te osoby rozmawiać o śmierci. Też są takie sytuacje właśnie i wtedy co robić? Czy na siłę ich przekonywać, że niestety, ale to jest koniec i lepiej się pogódź z tym, czy według ciebie lepiej po prostu odpuścić i zostawić? Jeśli nie jest gotowy, to okej, to ja się sam przygotowuję.
[40:28] - To znaczy, jakbym powiedziała, dla mnie najważniejszym prawem jest prawo wolnej woli.
[40:33] - No właśnie.
[40:34] - W związku z tym ewidentnie zostałabym przy opcji tego drugiego człowieka. Dać jemu prawo. To on umiera, a nie ja. Ja się przygotowuję do jego śmierci, a on się na swój sposób przygotowuje do swojej. Jeżeli nie chce o tym wiedzieć, to jest to jego prawo. Ja mogę mu coś wspomnieć, ale na pewno nie będę go naciskać, bo zawsze zostawiam prawo w każdej zresztą sytuacji wolnego wyboru.
[40:55] - Chciałam tylko sprecyzować, bo o tej drugiej stronie nie mówiłyśmy i chciałabym wam też opowiedzieć taką historię. Naprawdę to było bardzo dawno temu, jak jeszcze oczyszczałam ludzi i przyszła kobieta ze zdjęciem męża i mówi, że przez przypadek, właściwie przy badaniach do pracy zrobili USG jamy brzusznej. Okazało się, że jest rozsiany nowotwór właściwie po całym układzie trawiennym i że lekarze absolutnie nie dają żadnej szansy, nie chcą robić już żadnych naświetlań ani operacji, skazali go na śmierć. Ona przyszła jak do ostatniej deski ratunku. Ja wchodzę na te swoje arkusze i pytam się, czy mam pozwolenie na pracę. Mam pozwolenie na pracę. Czy wszystko będzie dobrze? Takie pytanie zadam. Tak, będzie dobrze. Więc już mój umysł sobie mówi tak: okej, będzie dobrze.
To znaczy jest taka trudna sytuacja, ciało jest w degradacji, ale będzie okej, to znaczy, że on z tego wyjdzie. Taki cwany był umysł.
[41:54] - Bardzo.
[41:55] - Tak. I z mężem zaczęliśmy oczyszczać tego pana i właściwie wychodziły dwa programy tylko do oczyszczeń: programy cierpienia i programy bólu fizycznego. I pytamy się, w jakim kierunku idzie. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Wszystko idzie w dobrym kierunku.
[42:12] - Już wiem, jaki kierunek.
[42:14] - Tak. I do tej pani mówimy: „Nie wiem, jak to pani wytłumaczyć, ale mamy wskazania, że wszystko idzie w dobrym kierunku”. A pani mówi: „To co, to będzie żył?”. A my mówimy, wiesz, logika też mówi: to jest niemożliwe, taka degradacja ciała. „Nie, my niczego nie możemy pani obiecać, ale tutaj góra mówi, że wszystko idzie w dobrym kierunku”. I za tydzień pan zmarł we śnie i nie przyjął żadnej dawki morfiny. Wyobrażasz sobie? Wszystkie programy, które miał przerobić, więc to cierpienie, ta morfina, cały ten proces odchodzenia, agonii, ominął to. Wyczyściliśmy programy, ale jak dowiedzieliśmy się, że mężczyzna nie żyje, doznaliśmy szoku. Zostawiliśmy arkusze.
W ogóle Boże, ta metoda nie działa, jaka podpucha, tu nas w włos wprowadzili. Okropne przeżycie, bo nie było zrozumienia w ogóle procesu. Dopiero za jakiś rok, za dwa lata, jak żeśmy tak okrzepli z całą tą sytuacją, bo Boże, przerozmawialiśmy to, przecież to jest logiczne. Wszystko szło w dobrym kierunku, ponieważ odchodził bez bólu, bez cierpienia. Oczyściliśmy mu całą karmę, więc po to, co on tutaj przyszedł, to wszystko zostało oczyszczone i poszedł. Mógł zaczynać nowy life, nowe życie.
[43:21] - Tak, dokładnie.
[43:22] - Ale zrozumienie przyszło dopiero później. Także ja rozumiem ludzi. Ja jestem na innym etapie. Dużo przeszłam z różnymi ludźmi, ale też w tym tkwiłam, w tym stereotypie utrzymywania życia za każdą cenę.
[43:37] - To są bardzo trudne tematy. Wydaje mi się, że właściwie każdy przypadek wymagałby jednak też uświadomienia. Ja nauczyłam się takich głównych rzeczy, czyli niewtrącania się w ludzkie życie. Chociaż ostatnio miałam też przypadek z własnym przyjacielem, gdzie on mówił: „No tak, ale trzeba podawać rękę, trzeba mówić, trzeba ingerować”. Ja mówię: „Nie, ja się już nauczyłam tego nie robić i możesz to uznać za egoizm”, bo w jego przypadku widział mnie jako egoistę w tym punkcie. Natomiast ja absolutnie robię to z poziomu uszanowania wolnej woli drugiego człowieka i mogę powiedzieć nie chcę się z tego wycofywać. Oczywiście, jeżeli trzeba pomóc, pomagam, natomiast ja muszę widzieć gotowość drugiego człowieka na to. Czyli obojętnie jaka sytuacja mnie trafia, to ja muszę widzieć gotowość tego człowieka, przynajmniej to poczuć i dostać informację. No bo nie mówię, że musi mi to powiedzieć słowami, bo czasami pewne rzeczy dzieją się na innych poziomach, gdzie to wychwytuję. Ale też ciekawy przypadek miałam to à propos już nie śmierci, ale też klienta.
Zadzwonił do mnie syn. No i jak zwykle, jak to klienci pytają o zdrowie mamy, zdrowie taty, zdrowie kogoś. Ja patrzę w diagnozie na ojca i mówię: „Jezu, on prawie stan przedzawałowy, strasznie źle się czuje. Czy pan o tym wie?”. A to młody, dwudziestoparoletni chłopak mówi: „Nie, nic nie wiem”. Ojciec tak się zezłościł, zadzwonił do ojca, bo mieszkają w innych państwach i mówi: „Tato, czy ja muszę się dowiadywać o tym, że ty masz chorobę serca od jasnowidza?”. Wkurzył się, nakrzyczał na niego. Tato na szczęście okazał się uczciwy i mówi: „No tak, mam problemy z sercem, biorę tabletki”, a ja mówię: „Kurczę, poważne mi to serce wygląda poważnie”. No więc on się przejął. No i ojciec mówi, na szczęście był na tyle uczciwy sam przed sobą, że się przyznał i mówi: „Bałem się wam powiedzieć i nie chciałem”, bo nie wiedziała o tym ani żona, ani syn.
„Ze względu na to, że nie chciałem was martwić”. I mogę powiedzieć to jest też jeszcze głupi przykład tego, jak ludzie w umyśle potrafią krzywdzić drugą osobę. Bo jeżeli spojrzymy na to z poziomu duszy, to mogę powiedzieć tak zabieramy tym bliskim szansę, gdyby coś się stało nawet na pożegnanie.
[45:50] - Dokładnie.
[45:52] - Nawet ta matka czy ten syn nie może się pożegnać, bo żył i dajemy im jeszcze większy szok, ponieważ wszyscy już wiemy, że umysł działa w ten sposób, że do pewnych rzeczy się po prostu przyzwyczaja. Jeżeli my codziennie mówimy o śmierci przez rok, no to po roku jesteśmy już na to gotowi. Ale jeżeli trafia się sytuacja nagła, że ktoś umiera na zawał serca, to wszyscy jesteśmy wstrząśnięci. W związku z tym już tych wstrząsów w życiu jest wystarczająco dużo, na które nie mamy żadnego wpływu, przynajmniej na tych świadomych poziomach. No to na to, na co mamy wpływ, no to korzystajmy z tego, czyli po prostu informujmy o tym bliźnich. Niech oni mają czas na to, żeby się pożegnać, żeby nam coś powiedzieć, żeby od nas się coś dowiedzieć, żeby załatwić określone sprawy. Czasami są to takie zwykłe finansowe sprawy. Mój narzeczony jak umierał, to po prostu cieszył się jak dziecko, że wie, że ja przy nim jestem, a że on umiera, bo on wszystko materialne załatwiał i dla niego to było istotne do tego stopnia, że jak miał niepozakładane sprawy, był na przykład w separacji z żoną, z którą już nie żył, to on chciał rozwód. I ja w tamtym momencie świadomości mówię: „Wiesz co? Po co bierzesz ten rozwód?
Przecież zostawisz żonę jako rozwódkę, to może lepiej jako wdowę?”. Tak kombinował mój umysł, nie? A teraz myślę sobie... A on do mnie mówi tak: „Nie, nie, nie, nie, nie. Ja wszystko, co tu zacząłem, to wszystko chcę skończyć”. I on mnie bardzo dużo rzeczy nauczył, bo rzeczy, które z poziomu umysłu wydawały mi się kompletnie niesensowne, to z poziomu duszy wydają mi się jak najbardziej sensowne. I po latach, bo minęło od tego już sporo lat, no 15, to mogę powiedzieć ja dzięki temu nauczyłam się czegoś. I faktycznie, jak teraz patrzę z innej perspektywy, to mogę powiedzieć dzięki Bogu, że był na tyle silny, żeby to wszystko załatwić i że ja przy tej swojej bezmyślności i głupocie umysłu gdzieś miałam jakąś przestrzeń w duszy, która kazała mi zamknąć buzię temu umysłowi i nie wtrącać się do jego życia. Niech on to zrobi na swój sposób. No i zrobił.
I dzięki Bogu wszystko się udało we właściwy sposób.
[47:55] - No właśnie. I on odszedł pogodzony, zrealizował wszystko, co powinien zrealizować wcześniej, ale zrobił to w ostatnim, może i najlepszym dla siebie momencie.
[48:06] - Ale zrobił. To dla niego było istotne, że to wszystko zrobił. Więc dla ludzi przed śmiercią też jest to istotne.
[48:12] - Jeszcze dla ludzi przed śmiercią, tak bym to określiła ważne, żeby im dać wytchnienie na ten proces, bo często rodzina: „A to jeszcze spróbuj takiej metody, jeszcze tu cię zawieziemy, jeszcze tam cię zawieziemy, jeszcze chemia, jeszcze to, jeszcze tamto”. I tak się morduje jeszcze tego człowieka, który tak naprawdę w pewnych aspektach chce odejść. I na przykład miałam taką sytuację naszych przyjaciół. Mama miała nawrót choroby nowotworowej piersi. Była po mastektomii, ale nowotwór wrócił, były przerzuty i poprosił mnie właśnie ten mój przyjaciel, żeby porozmawiać z mamą, ponieważ ona nie chciała już naświetleń. Nie chciała. Po prostu była zmęczona i nie chciała się leczyć. No i myśmy z Jarkiem pojechali do mamy i ja przeprowadziłam rozmowę i powiedziałam, że właściwie jest szansa, bo u niej była szansa, żeby odwrócić ten proces, jeśli zechce zmienić swoje życie diametralnie. Czyli tutaj trzeba by było odejść od męża, zmienić miejsce zamieszkania, zmienić dietę. No i bardzo dużo jeszcze takich obostrzeń, czyli takich pewników, które trzeba było zrobić, żeby wyjść z tej choroby.
Ona tak patrzy na mnie i mówi: „Dziecko, ile ty masz lat?”. Więc ja jej mówię, że ja mam 28 lat. Ona mówi: „To jesteś bardzo młoda. Ja jestem zmęczona swoim życiem i mnie się już nie chce tego wszystkiego zmieniać. Ja po prostu podjęłam decyzję, że chcę odejść. Dla mnie jest za ciężko”. W ogóle na tym świecie jest za ciężko i nie mam siły na to. I mówi: „Nie mam siły na te zmiany”. I w pewnym momencie ja tak patrzę na nią i umysł oczywiście ma ochotę ją namawiać, tak? „Nie, no trzeba walczyć i w ogóle proszę się nie poddawać” i tak dalej.
Ale jakaś część mnie mądrzejsza mówi: „Okej, trzeba na to pozwolić”. Ja mówię: „Nie, no w porządku, ale gdyby pani jednak chciała zmienić zdanie, ja jestem zawsze do pani dyspozycji”. I tak jak postanowiła, że chce odejść, że już nie ma ochoty doświadczać więcej tutaj, na tej ziemi, tak zrobiła. Nikt nie miał na nią wpływu, ale ona robiła to w sposób świadomy. Bardzo świadomie odchodziła. To wybudziło we mnie naprawdę absolutny szacunek do tego, jak była dojrzała, jak dawała sobie prawo do własnych wyborów i jak nie była istotna reakcja i naciski ze strony jej rodziny.
[50:41] - Jak była niezależna.
[50:41] - Jak była niezależna. To znaczy poprosiła mnie o jedną rzecz, że jak ona odejdzie, żebym zaopiekowała się jej synem. W takim prowadzeniu jej chodziło, jej synem i jej córką. I niestety złożyłam takie zobowiązanie. Zaraz powiem dlaczego niestety. Złożyłam to zobowiązanie i po jej śmierci jej dusza przychodziła i dawała mi wskazówki, co mam powiedzieć jej synowi, co mam powiedzieć jej synowej, jak mam poprowadzić córkę, żeby skończyła maturę, poszła na studia. Więc cały czas była ze mną w takim mistycznym kontakcie. I ja w pewnym momencie mówię: „Coś jest nie w porządku”.
[51:22] - Nie halo.
[51:23] - Tak. Więc odwołałam te wszystkie zobowiązania. Powiedziałam, że przepraszam bardzo, ale to było nieprzemyślane takie zobowiązanie, że ja mam swoje życie, swoją rodzinę, jej dzieci są dorosłe, a jej miejsce jest nie tutaj na ziemi, tylko bardzo proszę iść tam w swoje wymiary. Także stanowczo powiedziałam: „Nie, to jest koniec”. Ale też poprzez modlitwę w jej intencji po prostu odprowadziłam ją tam, gdzie powinna być. Niemniej jednak szalenie rozważna kobieta, mądra, z olbrzymią świadomością i wiele mnie to spotkanie z nią nauczyło. Naprawdę wiele.
[52:05] - W ogóle chyba spotkania ze śmiercią dużo uczą i powiedzieć-
[52:22] - Że takie spotkania uczą dużo, Reniu?
[52:24] - Tak, takie spotkania, chciałam powiedzieć, uczą bardzo mocno poszerzania własnej świadomości. One jakby nawet wymuszają na nas to poszerzenie świadomości. I mogę powiedzieć dobrze, ponieważ umysł wtedy jest tak bezradny, stojąc przed taką potężną energią, że wreszcie zaczyna się wyłączać. Mimo że to jest jakiś problem, wpada w taki szok, że jeżeli wykorzysta nasza świadomość szok naszego umysłu, to jest w stanie się troszkę poszerzyć. I może to i jest ta dobra strona takich sytuacji.
[53:00] - No właśnie.
[53:01] - Ja już się śmieję i pozwalam sobie na żarty, bo akurat jadę teraz do znajomej do Hiszpanii. Lecę samolotem 7 sierpnia i akurat lecę tym samolotem dokładnie w tym samym dniu i miesiącu wypadku samochodowego. Mówię jej o tym i mówię: „Chyba troszkę się boję”. Ona mówi: „Nie, Marcie, widzę cię tutaj”, bo to jest też ta jasnowidz. A ja mówię do niej tak: „Wiesz, właściwie to nie ma problemu, bo przy wypadku to jeszcze bałam się jakiegoś kalectwa, a tutaj to raczej nie przeżyję”.
[53:30] - No nie, ja też od razu zaniepokoiłam się twoimi słowami. Zaniepokoiłam się i od razu tutaj zaglądam. Absolutnie jesteś bezpieczna.
[53:39] - Czuję. Dlatego sobie pozwalam. To znaczy mogę powiedzieć tak: chyba byłabym niebezpieczna, gdybym rzeczywiście się tego naprawdę głęboko bała. Natomiast pozwalam sobie na żarty właśnie z tego powodu, że tak naprawdę przepracowałam dosyć poważnie temat śmierci. To, co mi wskazuje sytuacja, to nie przepracowałam tematu kalectwa. Czyli jednak z kolei tutaj ta moja chęć niezależności jest tak duża, że nie wyobrażam sobie, że mogłabym być od kogoś zależna. Jednak kalectwo kojarzy się z pewnego rodzaju uzależnieniem. Natomiast wracając z kolei do takich rzeczy, na przykład takiej, powiedzmy nie śmierci, tylko takiego bycia w Stanach czy komy, czy na przykład jakichś bardzo głębokich paraliżów, to tutaj też jest temat. Może możemy go też i poruszyć publicznie następnym razem, jak ci się spodoba. Co robić z takimi ludźmi, jeżeli oni sami proszą o śmierć?
[54:31] - Czyli eutanazja.
[54:32] - Tak, bo myślę sobie ja sama osobiście, gdybym była w takim stanie, to ja bym sobie życzyła, żeby ta eutanazja była, ponieważ chciałabym mieć prawo do tego, żeby zabrać sobie to życie w momencie, kiedy rzeczywiście już nie daję rady, kiedy już tak naprawdę w pewnym sensie go nie żyję. Oczywiście nie oznacza to, że zaraz, w następnym momencie, kiedy to się wydarzy, bo też zdaję sobie sprawę z procesów psychologicznych we mnie samej, tak jak i w każdym innym człowieku, że coś, co nas szokuje dzisiaj, to za miesiąc nas już nie szokuje. Coś, co za miesiąc jesteśmy, że tak powiem, jeszcze tylko pod wpływem jakiejś traumy, to za pół roku już zaczynamy widzieć szansę życia. Więc oczywiście, że można by było dać tą szansę, współpracować z psychologami i tak dalej. Czyli nie jest to dla mnie taki jasny temat: ma być eutanazja bądź nie, więc dlatego mówię, że możemy sobie o tym podyskutować, bo raczej nie jestem gotowa jeszcze zająć konkretne stanowisko. Natomiast myślę sobie, że fajnie by było mieć taką opcję, że taka możliwość w ogóle w jakichś tam przypadkach istnieje.
[55:35] - Myślę, że to jest bardzo ciekawy temat i możemy go poruszyć. Natomiast jeśli chodzi o dyskusję w tym temacie, to na mnie nie licz, ponieważ ja ci coś mówię, ponieważ ja nie mam swojego zdania. Na ten temat wyrobionego. Nie mam życiowych takich doświadczeń, żebym się skierowała za lub przeciw temu tematowi. Natomiast mogę w jasnowidzeniu. Wszystko, co powiem, to będzie wynikało z jasnowidzenia w tym temacie, bo nie mam się na czym oprzeć tutaj. Może to i lepiej.
[56:04] - Ja miałam to w swoim życiu.
[56:06] - Rozumiem. Ty przeszłaś doświadczenie wypadku samochodowego, zetknęłaś się z taką niesprawnością swojego ciała, prawda?
[56:17] - Dokładnie.
[56:18] - Także wiesz, o czym mówisz. Natomiast ja na szczęście, można powiedzieć, nie miałam takich sytuacji, więc nie mam takiego odnośnika. Nie umiałabym dokonać wyboru logicznego.
[56:33] - Ale myślę, że to dobry pomysł, żeby rzeczywiście, jak zdecydujemy się robić tę audycję...
[56:47] - Halo, halo, Reniu? Jesteśmy znów na antenie. Także kochani, bardzo przepraszamy za te zakłócenia. Wydaje mi się, że dzisiaj zrobimy, Reniu, krótszą audycję, bo naprawdę coś zaburza i tak będzie Jarek musiał montować to wszystko.
[57:05] - Ale myślę sobie, że te najistotniejsze rzeczy i tak powiedziałyśmy. W związku z tym i tak nie jest źle. Nie damy się, nie będą nam przeszkadzać.
[57:14] - Tak, nie damy się. Może jakieś jedno pytanie od słuchaczy?
[57:19] - Dobrze.
[57:19] - Mam takie ciekawe pytanie, to będzie powiązane troszkę do tematu śmierci, umierania i odchodzenia. „Rozumiem, jak wpływa na nas księżyc fizycznie, ale jak wpływa na nasze wibracje? Czy księżyc został kiedyś przesunięty ludzką ręką? Jak ktoś kiedyś powiedział, jakie ma zadanie księżyc poza zarządzaniem wodami ziemskimi i płynami w naszym organizmie? Czy we wnętrzu księżyca istnieje życie?” Wiesz co? Dziwne rzeczy mi tutaj wychodzą z tym księżycem, muszę ci powiedzieć.
[57:50] - Czyli?
[57:52] - Właściwie to sama nie umiem tego jakoś sprecyzować i ubrać dobrze w słowa. W każdym razie musiałabym obalić wszystkie mity dotyczące postrzegania księżyca i wpływu na nas. Te wszystkie informacje, które są zapisane w książkach, w różnych przekazach. Te są fałszywe.
[58:15] - Czyli chcesz powiedzieć, że na nas w ogóle nie wpływa?
[58:19] - Ja nie wiem, czy mam tyle odwagi.
[58:22] - Bo ja zobaczyłam to samo.
[58:24] - Kurczę, to jest nieprawdopodobne.
[58:29] - Że w ogóle na nas nie wpływa.
[58:31] - Dokładnie. Ale wiesz, powiem tak, wracam do przeszłości i zerknij jeszcze 20 lat temu, bo tu jest jakiś klucz. 20 lat temu jaki miał wpływ?
[58:45] - Olbrzymi.
[58:46] - No właśnie. Widzisz.
[58:47] - Olbrzymi.
[58:48] - Dokładnie. Czyli teraz mi się pokazuje taka informacja: look forward, patrz do przodu. Czyli księżyc już w tej chwili w ogóle na nas nie ma wpływu. My idziemy wolni od wpływów księżyca na różnych poziomach. Natomiast 20 lat temu, to jest przykład 20 lat temu, ja nie wiem, kiedy ten księżyc przestał na nas działać, ale wróćmy do tego 20 lat temu. To ogromny wpływ na naszą podświadomość, na naszą psychikę, prawda? Czy można powiedzieć, że to było manipulowanie? Ja chyba bym tak tego nie określiła.
[59:17] - Ja też nie. Znam te teorie, gdzie mówią, że różne rzeczy są zrobione sztucznie. Natomiast jeżeli chodzi o księżyc, nie patrzę teraz, czy on był zrobiony sztucznie, czy nie. Natomiast mogę powiedzieć, było w tym dużo z natury, dużo z energii wszechświata, więc nie do końca nazwałabym to manipulacją. Tak bym powiedziała.
[59:44] - Dokładnie. Przychylam się do tego zdania, dlatego że też nie widzę manipulacji. Widzę raczej siły przyrody. Siły przyrody, siły kosmiczne, ale nie ma to nic wspólnego z tym, żeby ktoś nami tutaj miał za pomocą księżyca manipulować. Mało tego, teraz poprzez to, że księżyc nie ma na nas wpływu, na tę część naszego podświadomego umysłu, otwierają się znowu możliwości naszego mózgu kreacji. Co mówiłyśmy w poprzedniej audycji, że to jest era kreowania i to jest spójne z tematem poprzedniej audycji, ponieważ księżyc pilnował naszej podświadomości, tego świata cieni. W tej chwili on nie funkcjonuje i przechodzimy w kreację, nie czyszczenie podświadomości, tylko w kreację naszej rzeczywistości, co jest nieprawdopodobne.
[01:00:31] - Ciekawe. Ubawiłam się, bo ciekawa jestem, czy zobaczysz to samo, bo myślę sobie: „Kurde, jasnowidzenie mi się skończyło, czy co? Że nic nie widzę?”
[01:00:41] - Też jestem w szoku.
[01:00:42] - Ubawiło.
[01:00:44] - Ale odważnie się przyznałyśmy, co?
[01:00:46] - Grzeczne jesteśmy i uczciwe wobec jasnowidzenia. To przynajmniej tyle dobrego.
[01:00:52] - À propos księżyca, to powiedziałyśmy. Przepraszamy, że tylko jedno pytanie, ale mamy problemy. Właściwie to chyba z mojej strony, mój internet troszkę siada.
[01:01:01] - Dzisiaj techniczny mocno.
[01:01:03] - Tak, więc obiecujemy, że troszkę więcej odpowiedzi na pytania będzie w następnej audycji. Czyli co, Reniu? Przechodzimy do ogłoszeń parafialnych.
[01:01:12] - Proszę cię bardzo.
[01:01:13] - Proszę cię bardzo. Ja zaczynam. Kochani, nazywam się Monika Jakubczak, zapraszam was na indywidualne sesje jasnowidzenia. Zapraszam was na sesję przez Skype'a albo osobiście, ale już kochani, nie do Krakowa. Mam nadzieję, że w przeciągu najbliższego tygodnia będziemy się przeprowadzać. Mam nadzieję, że to miejsce nie ucieknie nam, że będzie wszystko w porządku, że będziemy mogli go wynająć. W każdym razie jest to obszar pod Krakowem, 35 kilometrów do Myślenic byście dojechali. Z Myślenic byśmy was zawsze odbierali. Zapraszam was na kurs Droga do Wolności w nowym miejscu, gdzie będzie dużo miejsc noclegowych, jest piękny ogród, gdzie Dojazd jest do nas świetny. Mamy dwa rowery, będziecie mogli sobie robić wycieczki krajobrazowe.
Jest dużo szlaków pieszych. Naprawdę przepiękny region. Oprócz kursu będą jeszcze medytacje, będą ćwiczenia sportowe, będziecie sobie spacerować. Postaramy się tak to wszystko zorganizować, żebyście w piątek już przyjeżdżali do niedzieli. W niedzielę będziemy was wieźć do Myślenic, a stamtąd już sobie będziecie jechać do Krakowa. Także dużo się dzieje. Mam nadzieję, że wszystko wypali. Trzymajcie kciuki, żeby to miejsce nam nie zniknęło znowu, żebyśmy mogli transakcję zrealizować. I to wszystko. I jeszcze to jedzenie.
Będziemy dalej kontynuować dobre jedzenie. Halo? Halo, Reniu? Znów jesteśmy na łączach. Szybciutko mów, żeby nas znowu nie rozłączyło.
[01:02:49] - Szybciutko powiem o sobie. Renata Engel. Też jestem jasnowidzem, też robię sesje indywidualne, więc zapraszam. W większości na Skype'ie.
[01:03:02] - Halo, halo? Halo? Halo, halo. Już teraz jesteś z powrotem.
[01:03:10] - Ja cię słyszę. Dzisiaj to po prostu jest koszmar. Zapraszam na sesje indywidualne. Zapraszam też na warsztaty sierpniowe. Już są zajęte. Wciąż dostaję e-maile, ale już jest naprawdę duża liczba osób, więc zapraszam na 7 i 8 września. Prawdę mówiąc już od października, listopada zaczynamy myśleć o tym, żeby warsztaty troszkę przeprofilować na tworzenie i już daję sobie ten sierpień na myślenie o tym, na zbieranie informacji z góry, żeby to jakoś poszło, dla mojego umysłu też, bo na razie mam tylko luźne informacje, a w swoim umyśle też to muszę jakoś tak poukładać, żeby wam było łatwiej. W związku z tym zapraszam. Oczywiście na mojej stronie są wszystkie informacje pod linkiem „seminaria” i tam każda nowa rzecz będzie włożona i będzie ta informacja dostępna. Także zapraszam wszystkich serdecznie.
[01:04:06] - Dziękujemy. Zapraszamy do wysłuchiwania również naszych następnych audycji. Przepraszamy dzisiaj za takie usterki, ale miejmy nadzieję, że audycja będzie się podobała. W każdym razie wszelkie namiary będziecie mieli na początku filmiku i na końcu. Żegnamy się. Buziaki. Do następnego spotkania.
[01:04:27] - Dziękujemy bardzo. Do usłyszenia.
[01:04:30] - Pa.
[01:04:32] - Pa.
[01:04:32] - Archiwalne odcinki audycji „Café de Flore” znajdziesz do pobrania w archiwum Radia Paranormalium, a także na serwisie YouTube, na kontach Renaty Engel i Moniki Jakubczak, jak również na stronie Renaty Engel: www.engelenata.com.