[00:02] - Café de Flore. Zapraszają Renata Engel i Monika Jakubczak.
[00:09] - Halo, halo! Witamy wszystkich bardzo serdecznie w następnej audycji Café de Flore. Zapraszam do rozmowy Renatę Engel.
[00:19] - I Monię Jakubczak.
[00:21] - Witamy was serdecznie, kochani. Dzisiaj ja do tablicy wędruję.
[00:27] - Tak, dziś ty do tablicy. Proszę, powiedz Moniu, jaki dzisiaj będzie temat?
[00:32] - Pani Reniu, dzisiaj będzie temat konstruktywnego mówienia „nie”.
[00:39] - Tak, podoba mi się ten temat.
[00:40] - Tak. Odpowiedzialności za siebie i uzupełniania własnej studni, czyli uzupełniania własnych zasobów. Jak myśmy to powiedziały przed audycją, że łatwo jest się wypstrykać ze wszystkiego, co posiadamy. I będziemy tutaj mówić o siłach witalnych między innymi, prawda?
[01:02] - Tak, dokładnie tak. Ślicznie to powiedziałaś. Kto teraz zaczyna?
[01:06] - Dziękuję. Dygnę nóżką.
[01:09] - Bardzo proszę. Piątka. Nieźle ci poszło.
[01:13] - To od czego zaczniemy? Ja proponuję, żebyśmy zaczęły od odpowiedzialności za siebie, bo miałaś tutaj doświadczenia z klientami. Pewne rzeczy zaobserwowałaś w trakcie sesji indywidualnych. Ja się tutaj dołączę, bo też swoje przemyślenia mam. Także Reniu oddaję ci głos. Zapraszam cię na mównicę.
[01:34] - Dzięki. No więc właściwie chciałam się podzielić doświadczeniami własnymi. Od paru dni obserwuję różne rozmowy indywidualne z klientami i obserwuję swoje własne życie i też opieram się na własnym doświadczeniu. I zauważam taką jedną prawidłowość ludzi w tych czasach transformacji, niektórzy bardzo mocno się już wybudzili, podnosi im się bardzo świadomość i w takim naturalnym biegu od razu chcą dzielić się z innymi. Od razu chcą mówić. Od razu chcą ich zmieniać. Od razu chcą poprawiać. Mężowie naciskają żony, żony naciskają mężów, dzieci naciskają rodziców. I wszyscy siebie naciskają i każdy czuje się zobowiązany w sobie samym do tego, żeby nie zostawiać tego dla siebie, tylko natychmiast się dzielić. No i mogę powiedzieć pojawił się pewien człowiek, który zadał mi proste pytanie.
[02:34] - Tak.
[02:34] - Czy to jest właściwa droga? No i zaczęłam się nad tym zastanawiać naprawdę serio. I tak w pierwszym odruchu, może też nie do końca u mnie przepracowanym, pojawił się tak: no że tak, że powinno się dzielić i tak dalej, powinno się krzewić tą świadomość i tą informację, robić coś. Natomiast potem, jak zaczęłam wchodzić w siebie głębiej, to nagle przyszło takie zrozumienie, które od jakiegoś czasu gdzieś u mnie funkcjonuje, tylko, że tak powiem, w tym zrozumieniu mam wzloty i upadki. Czyli jak to Monia powiedziała wcześniej, czasami łatwo mi się wypstrykać. Gdzie powiedziałabym łapię się też na tym, że umiem już nie wziąć odpowiedzialności za kogoś obcego, nawet jeżeli jest to klient i niektórym się zdarza mnie tym obarczyć. Natomiast dużo trudniej jest mi to zrobić na przykład wśród bliskich osób. Wtedy czuję się zobligowana gdzieś na pewnych poziomach, żeby pomóc, żeby zrobić, żeby powiedzieć, żeby zmienić, żeby, że tak powiem, jeżeli mam ten talent, to żeby jednak zrobić z tego jakiś użytek. I właściwie mogę powiedzieć już mój syn mnie uczy tego. Mówi: „Mamo, nie mów mi.
Ja chcę przeżyć sam. Ja jestem odpowiedzialny, sam tworzę swoje życie, więc chcę po prostu tego doświadczyć sam, na swój sposób. Ja doceniam to, że mnie kochasz i że w ten sposób chcesz mi pomagać, ale tak mi nie pomagaj”. No więc przeprowadziłam z synem rozmowę i mówię: „Synu, dobrze, w takim razie powiedz mi, co dla ciebie jest wyrazem mojej miłości i co byś chciał”. No więc syn się ze mnie śmiał, bo nie lubi chodzić do fryzjera, więc powiedział mi: „Dobrze, będziesz mi raz w miesiącu golić głowę”. Bardzo praktyczne dziecko, no więc na to się zgodziłam. Zaoszczędzić dziesięć euro, spędzić czas z mamą. Ja będę wiedziała, że w ten sposób mogę mu przekazać uczucie. Natomiast nie jest to związane z taką odpowiedzialnością za dziecko i to z odpowiedzialnością, dlaczego właściwie później uznałam, że ta odpowiedzialność nie jest właściwa, czy przejęcie tej odpowiedzialności nie jest właściwe za drugiego człowieka? Dlatego, że na pewnym poziomie działa jak ogranicznik, bo tak naprawdę z poziomu naszego ludzkiego nie wiemy, po jakie doświadczenia przyszła nasza dusza i czy rzeczywiście mamy prawo w jakikolwiek sposób reagować na drugiego człowieka i zmieniać mu życie.
Czy poprzez tą zmianę na przykład nie spowodujemy, że zabierzemy mu, czy nie pojawi się w jego życiu szansa, która go czegoś bardzo istotnego na przykład nauczy, która go gdzieś przetransformuje. Co ty o tym myślisz?
[05:19] - Ja myślę, że poruszyłaś bardzo ważną kwestię, a mianowicie wzięcia odpowiedzialności za siebie. I tu podałaś takie osobiste przykłady, z którymi ja się zgadzam. I teraz tak: co dla mnie oznacza wzięcie odpowiedzialności za siebie? Moja przyjaciółka Ania z Warszawy często mi mówiła tak, zwracając mi uwagę na moje słabe strony. To znaczy ja brałam często odpowiedzialność za cudze losy i tak do mnie zawsze mówiła w ten sposób: „Słuchaj, ty pilnuj, co ty masz na swojej pizzy życia. Co ciebie to interesuje, że Kowalski i Ksiński i Grekiński mają coś na swojej pizzy, co może im zaszkodzić?” Twoim zadaniem tutaj jest rozwijać siebie, czyli iść za swoimi marzeniami, obserwować swoje myśli, swój sposób myślenia, swój sposób kreowania, obserwować siebie w swoim własnym życiu. A dopiero jeśli ty staniesz na nogi i będziesz zdrową osobą, bo przecież umówmy się, że tutaj na ziemi osób zdrowych całkowicie nie ma. Każdy z nas tutaj przychodzi coś przeżyć, coś przerobić.
[06:39] - No właśnie, po to byśmy tu nie byli.
[06:40] - Dokładnie. Więc z samego założenia przychodzimy tutaj pilnować naszej własnej pizzy życia. I teraz tak: jak my zaczynamy rozpraszać swoją energię, czyli interesować się życiem własnych dzieci. Oczywiście to jest bardzo trudne zrozumieć matkom. „Jak to? To ja mam się nie interesować życiem swoich dzieci?” Tak, możesz się interesować, możesz wspierać ich, ale nie masz prawa nakazywać.
[07:05] - Ingerować.
[07:06] - Zakazywać, ingerować, podpowiadać, bo twoje podpowiedzi są często twoimi marzeniami, twoimi niespełnionymi aspektami w twoim życiu.
[07:17] - Lub twoimi programami.
[07:19] - Tak, lub twoimi programami. To wszystko wychodzi z naszej podświadomości, te podpowiedzi, które są fałszywe dla tego człowieka, który tego słucha. Więc musimy się nauczyć przede wszystkim dawania wolności innym ludziom. To jest po pierwsze dawanie wolności. Zacznijmy tutaj od tej komórki społecznej najmniejszej, czyli od rodziny.
[07:38] - Dokładnie.
[07:39] - Żebyśmy nauczyli się na przykładzie swoich własnych dzieci, że nie zawsze nasze podpowiedzi, nasze sugestie są konstruktywne. I tutaj wyjadę znów z takim przykładem ze swojego życia, ponieważ mój syn zawsze chciał zostać kucharzem, pójść do technikum gastronomicznego w Warszawie. I ja popatrzyłam sobie na moje dziecko, na ten pomysł nie jako jasnowidz, tylko jako matka z ambicjami. Przyznaję się do tego i mówię: „No nie dzieciaku, przecież praca kucharza po pierwsze jest strasznie ciężka fizycznie. Umówmy się, to nie jest praca taka ciekawa, bo nie od razu będziesz wirtuozem w kuchni, nie od razu dadzą cię na szefa kuchni, że będziesz przewodzić i wymyślać różne potrawy. Tylko najpierw musisz stanąć na zmywaku, potem wiadomo, jaka jest hierarchia w tym zawodzie i to jest ciężka praca”. I Konrad mnie posłuchał. Mówi: „No to okej, no to co mi proponujesz w zamian?” Ja mówię: „Wiesz, fajne zdjęcia robisz. Na przykład jeśli chcesz zawód zdobyć, to możesz iść do technikum fotograficznego i nauczyć się zawodu”. Ponieważ bardzo piękne zdjęcia rzeczywiście robił.
No i on mnie posłuchał. Poszedł do tego technikum fotograficznego, ale oczywiście nie przetrwał tam długo, bo nie do końca mu się to wszystko podobało i zgadzało z tym, co on sobie wyobraził. Natomiast muszę ci powiedzieć i słuchaczom powiedzieć, że cały czas jednak ciągnie go do kuchni.
[09:07] - No to tak.
[09:08] - Także wiecie, dobrymi chęciami, jak to mówią, jest piekło wybrukowane.
[09:13] - Dokładnie.
[09:14] - Zwaliłam go z jego własnej ścieżki doświadczeń. Być może jego życie potoczyłoby się zupełnie inaczej i nasze relacje również. W związku z tym by były bardziej poprawne, mniej poprawne. Tego nie wiem. Na dzisiaj się czasu nie cofnie, tylko właśnie ja wzięłam za jego życie odpowiedzialność i mnie się wydawało, że ja, ponieważ jestem starsza, bardziej doświadczona, to podejmę za niego lepszą decyzję. Okazało się, że to był błąd.
[09:38] - Totalne złudzenie. To tutaj bym się wtrąciła i bym powiedziała, że właściwie z odpowiedzialnością wiąże się jedna taka niespecjalnie ważna rzecz. Czyli mogę powiedzieć: jeżeli my bierzemy odpowiedzialność za kogoś innego, to już wpuszczamy w ruch mechanizm, że jesteśmy lepsi od niego, że jesteśmy silniejsi, że lepiej myślimy, że potrafimy lepiej decydować. Czyli tak naprawdę już uznajemy, że ten człowiek nie ma czegoś, co my mamy. Jesteśmy w tym genialni, bo my mamy, a on nie. W związku z tym powiedziałabym jednak trzeba dużo dojrzałości wewnętrznej i dużo siły psychicznej, żeby rzeczywiście uszanować wolną wolę drugiego człowieka, jego wybory, jego pomysły na życie i nawet chęć popełniania błędów bądź życia w nieświadomości.
[10:34] - Tak, popełnianie błędów.
[10:34] - Bo przecież jeżeli chce, proszę bardzo.
[10:37] - Mówimy tutaj oczywiście wszystkim słuchaczom wyjaśniali, że popełnianie błędów dla nas oznacza doświadczanie, przed którym chciałybyśmy uchronić najbliższych czy dalszych, prawda? Ale to są doświadczenia, które być może z punktu widzenia duchowego, z punktu widzenia duszy mają przeżyć. I to może się skończyć.
[10:59] - Jest komuś konieczne.
[11:00] - Dokładnie, żeby dalej przejść do następnego poziomu rozwoju albo żeby przeżyć coś w mniejszym aspekcie, w mniejszym nasileniu, żeby potem nauczyć się: aha, ta energia jest z tym związana i to może mnie kosztować właśnie to, prawda? I wtedy my możemy już świadomie omijać takie energie, które już nauczyliśmy się rozpoznawać i nie wchodzimy w większe, że tak powiem, przysłowiowe gówno. Skoro już dotknęliśmy zapachu tego.
[11:29] - Tak.
[11:30] - Także tutaj fajnie, że o tym mówimy w ogóle, bo to jest też temat na czasie. Ja się właśnie uczę tej odpowiedzialności tylko za siebie, więc koncentrowania się tak naprawdę na swoim życiu najbardziej. Ale ponieważ jestem matką, a wszystkie matki mają to do siebie, że chcą chronić te swoje dzieci, chcą chronić swoich partnerów. Mamy taki chyba archetyp w ogóle wkodowany jako kobiety.
[11:59] - No tak, z jednej strony ma to sens, natomiast mogę powiedzieć, gdzieś musi być pewna równowaga w tym. Tak jak ja sobie myślę, że ten mój syn jest dobrym uczniem i dobrym nauczycielem w pewnym sensie w tych dwóch aspektach i czasami tak mnie wyprowadza, że ja tylko się śmieję, bo myślę sobie: „Niesamowite, mnie by nie było stać na to, żeby to w ten sposób powiedzieć”. Dużo czasu mi to zajęło. To, co mi się łączy z tym poczuciem odpowiedzialności, to też - i tu bym nazwała to akurat programami czy archetypami, jak ty to ładnie nazywasz - misji czy misjonowania, gdzie wydaje nam się, że musimy cały świat zmienić, musimy wszystko zmienić, musimy pokazać ludziom, musimy być tymi, którzy idą do przodu. I mogę powiedzieć tak: na pewnych poziomach można. Natomiast weszłam z tym swoim przyjacielem w dyskusję i wreszcie uświadomiłam sobie: właściwie to ja wychodzę z innego założenia. Ja wychodzę z założenia, że jeżeli będę żyła dniem dzisiejszym, będę żyła chwilą teraz i zrobię wszystko co najlepsze na dany moment, w którym robię i tak spędzę wszystkie momenty na resztę mojego życia, to mogę powiedzieć, że powoduje to jedną rzecz. Powoduje to, że ja siebie zmieniam, zmieniam swoje otoczenie, zmieniam energetycznie rzeczywistość, zmieniam myślokształty, zmieniam wszystko. Więc tak naprawdę zmieniam świat, zmieniając tylko siebie.
[13:23] - Tak właśnie mądrzy ludzie kiedyś, przed wiekami powiedzieli: „Chcesz zmienić świat? Zacznij od siebie”. I chcemy tutaj wszystkich uświadomić, że nie ma takiej możliwości, żeby zacząć zmianę świata od czynników zewnętrznych. Po prostu już tyle pokoleń, tyle wieków pokazuje, że są to wysiłki, które spełzły na niczym. Jedyną rzeczą, którą my dysponujemy do zmiany, jest to narzędzie do zmiany świata zewnętrznego. Zmienić najpierw siebie. Jeśli my bierzemy odpowiedzialność za swoje życie, wchodzimy na swoje ścieżki doświadczeń, robimy rzeczy, które są z nami kompatybilne, dobre, spójne, to my tym samym pokazujemy innym poprzez swój własny przykład, że można inaczej żyć. I mogą się zainspirować, ale mogą nas też absolutnie odrzucić. Ale jeśli my koncentrujemy się na sobie, jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie, to nas nie boli to, że ktoś na dany moment nie jest gotowy za nami podążać. Natomiast jeśli my koncentrujemy się i bierzemy odpowiedzialność za innych, nasze ego cierpi w momencie, kiedy ktoś odrzuci naszą drogę, a jest szczęśliwe w momencie, kiedy my na swoją drogę, na swoją ścieżkę ściągamy tłumy.
[14:43] - Bądź jeszcze jest jedna fajna rzecz. Jeżeli jemu się nie powiedzie coś tak, jak my myślimy, zgodnie z naszą poradą, to my to traktujemy jako własną porażkę.
[14:54] - Dokładnie.
[14:55] - I to jest dobre, że ktoś robi błąd, a my czujemy się, jakbyśmy my zrobili porażkę. Więc unikamy tego rodzaju rzeczy. I rzeczywiście staje się pewna równowaga w przestrzeni, jeżeli trzymamy się siebie i trzymamy się przy sobie. Co nie oznacza, że mamy innym nie pomagać.
[15:14] - Z warunkiem, że nas poproszą o to, prawda?
[15:17] - Właśnie miałam powiedzieć. My mamy to dobre doświadczenie z klientami, że jest ich tak dużo, że prawdę mówiąc, gdybyśmy miały pomagać wszystkim, to byśmy po prostu nie miały czasu. Więc musiałyśmy się nauczyć jednej rzeczy. Pomagamy, jak nas proszą.
[15:33] - Tak, dokładnie.
[15:34] - To jest takie bardzo ładne, bo przy okazji stawia naturalne granice odpowiedzialności, czyli tego: „Okej, nie prosi, to znaczy, że nie chce. Jeżeli nie chce, to znaczy, że nie jest gotowy. Nie jest to jego etap. Nie musi się porównywać do nas”. Jeżeli my coś wiemy więcej, to dobrze. Wiemy na temat swojego życia na bazie swoich własnych doświadczeń, a nie na bazie jego doświadczeń. Więc mogę powiedzieć nawet jasnowidz nie wszystko wie, bo Bogiem nie jest. W związku z tym aż tak sugerować się nie można, że jesteśmy wszystkowiedzący i możemy innym ludziom gwarantować ich własne życie i ich własne doświadczenia.
[16:07] - Ale też chyba się tutaj trochę przyznamy publicznie do tego, że wiele osób-
[16:13] - Przyznajemy się?
[16:14] - Przyznamy się, że wiele osób, które zajmują się pomaganiem czy pracą z ludźmi na samym początku swojej drogi ma takie poczucie misji, ma takie poczucie pasji. Tego, co powiedziałaś, takiego misjonowania, nawracania. Tak.
[16:30] - Chcę zmienić cały świat. Uda nam się razem.
[16:34] - Tak, dokładnie. I ja oczywiście też przez to przeszłam. Jak zdobywałam jakąś wiedzę, która mnie pasjonowała, to natychmiast leciałam tak jak do Hyde Parku i wszystkim opowiadałam po prostu, co wiem i to spotykało się z różną reakcją. Niektórzy mówili, że jestem w sekcie, jeszcze niektórzy, że jestem nienormalna. Tych epitetów było więcej tych negatywnych niż pozytywnych. Dlaczego? Bo ja robiłam to na siłę. Przede wszystkim w ogóle nie rozpoznawałam, komu mogę powiedzieć takie rzeczy, a lepiej przy kim siedzieć cicho, bo po prostu to nie jest ten moment w ogóle dla tego człowieka.
[17:12] - Bądź w ogóle nie to doświadczenie dla niego. Nie wszyscy musimy przejść przez to samo.
[17:16] - Dokładnie. I jeszcze byłam bardzo sfrustrowana i mówię tak: „Boże, ten świat stoi w miejscu, nic nie można zrobić w ogóle, żeby było lepiej”. I nagle przyszło takie otrzeźwienie, jakby mnie ktoś, że tak powiem, patelnią w łeb strzelił. To, że to nie tędy droga i takie olśnienie. Kurczę, zamiast głosić jakieś prawdy, jeszcze do tego cudze, bo oczywiście człowiek się naczytał tych książek, tych wszystkich wiadomości z zewnątrz.
[17:45] - Parę mądrych rzeczy.
[17:47] - Tak, głowa parowała, trzeba było uwolnić to wszystko na zewnątrz. Przyszło nagle otrzeźwienie. Kurczę, co w ogóle mi do głowy strzeliło, że tak? Nie dość, że się naczytałam cudzej wiedzy, to teraz wzięłam ją za pewnik i głoszę.
[18:01] - I jeszcze oddałam coś od siebie.
[18:04] - Tak. I głoszę jak kaznodzieja po prostu. I wręcz to było takie- Kazanie i w pewnym momencie mówię: „Kurczę, nie, nie dość, że się wypaliłam, zniszczyłam, zmarnowałam, nie mam siły, leżę na łopatkach, to jeszcze nic z tego nie wyszło”
[18:24] - Mogę powiedzieć tak: ja nigdy nie lubiłam historii i chyba wiem, dlaczego nie lubiłam historii, bo ona się wciąż powtarza. A my się wciąż nie uczymy. Pomyślałam sobie, że może czas byłby już nauczyć się. I rzeczywiście teraz opowiem jedną przypowieść, bo przypomniała mi się oczywiście buddyjską, bo ja większość takich znam, bo jest ładna. Przychodzi uczeń do mistrza i mówi, że jest taka bardzo kamienista droga i że chce przejść na drugą stronę i nie wie, jak to zrobić. A mistrz mówi tak: „Masz dwa wybory. Jeden to jest taki, że tą drogę wyasfaltujesz i wtedy po niej spokojnie przejdziesz, a drugi jest taki, że założysz grube buty i po prostu przejdziesz po tej drodze kamienistej na tych grubych butach”. Mogę powiedzieć, że chyba podoba mi się bardziej ta druga opcja, chociaż z jednej strony niektórzy by powiedzieli: „No tak, ale zrobisz tą ulicę, wszyscy po niej przejdą, ale też oni wszyscy nie będą postawieni przed faktem, w którym mogą dokonać chociażby takiego wyboru”.
[19:28] - No właśnie.
[19:29] - Faktem jest, że w tym świecie rzeczywistym jest tak, że nie ma właściwie idealnych wyborów, tylko zawsze jest jakaś strona cienia po drugiej stronie i zawsze można znaleźć argumenty przeciwne. Natomiast jednak chyba bym się bardziej upierała przy tym, żeby założyć te buty, żeby skoncentrować się na sobie, przejść i dać szansę innym. Jeżeli dojdziemy do punktu, bo mogę powiedzieć, to nie trwa wiecznie. To jest też tak, że jest to powolny proces wzrostu i jeżeli wszyscy przyjmą odpowiedzialność za swoje życie, wszyscy będą je kreować w taki sposób, w jaki chcą, czyli pełen miłości, pełen harmonii, pełen współpracy, to przyjdzie punkt zwrotny, w którym cała ludzkość będzie na tak wysokim poziomie świadomości, że siłą rzeczy wymusi to zmiany na zewnątrz. Natomiast jakoś niespecjalnie wygląda na to, żeby te zmiany mogły następować w momencie, kiedy my po prostu nie zwracamy się do swojego środka. Na przykład ja mówię, ludzie tak pomagają, a ja im zadaję proste pytanie: „No dobrze, usiądź, a powiedz, co jest dla ciebie?” „Nigdy się nad tym nie zastanawiałem”. Ja mówię: „No ciekawe, jak można pomóc drugiemu człowiekowi, nie zastanawiając się nad sobą?” Mnie to przerosło.
[20:44] - I jeszcze bym chciała tutaj o takim paradoksie powiedzieć, że im bardziej my zwracamy się ku sobie, im bardziej my koncentrujemy się na sobie i na swojej ścieżce życiowej i na swoich doświadczeniach, to paradoksalnie jest tak, że tym więcej ludzi chce nas posłuchać wtedy. Nie zauważyłaś tego? Im bardziej my jesteśmy odpowiedzialni za siebie, tym bardziej, dobrze powiedziałaś, jesteśmy w harmonii, w spokoju, w równowadze. I ta energia przyciąga ludzi ciekawych, jak tego dokonać. I my wtedy mówimy o swoich narzędziach pracy, którymi możemy się podzielić. Czy wchodzimy w jasnowidzenie i obserwujemy jakieś rzeczy, o które nas klienci zapytają, ale im bardziej my same jesteśmy w równowadze i spokój nasz wewnętrzny powoduje, że nasz świat zewnętrzny staje się coraz bardziej spokojny. Zauważyłaś taki paradoks?
[21:45] - Tak. I właściwie mogę powiedzieć, ma to też sens, jak się temu przypatrzy też z zewnątrz, bo mogę powiedzieć tak: nawet wziąć takie nasze jasnowidzenia. Jesteś w stanie je zrobić, jak jesteś niespokojna i zdenerwowana?
[21:56] - Absolutnie to jest niemożliwe.
[21:58] - Niemożliwe. Dokładnie to samo mogę powiedzieć ja. Muszę się wyciszyć, czyli mogę powiedzieć w naturalny sposób, jeżeli chcę poznać jakąś prawdę rzeczywistości na jakimś poziomie, to pierwsze, co muszę osiągnąć, to równowagę w sobie samym. To nie jest kwestia, że ja muszę mieć ciszę w pokoju, że ja nie mogę tego zrobić na zewnątrz i ja muszę mieć tą ciszę w sobie. Jak ja jej nie mam, to nawet jak będzie cisza, jak makiem zasiał na zewnątrz, to niestety nic mi to nie pomoże. Z kolei odwrotnie, jeżeli jestem w ciszy w sobie, to jasnowidzenia mogę robić w knajpie. Czyli cała ta sytuacja pokazuje, że wygląda na to, że jednak ważniejsza jest koncentracja na wnętrzu i na ciszy wewnątrz niż na ciszy zewnętrznej. Czyli to znowu pokazuje, że tak naprawdę proces zaczyna się od nas samych.
[22:49] - Bo w momencie, kiedy my uzyskujemy ciszę wewnętrzną, to jest oczywiście proces. My przepracowujemy to, my wychodzimy z różnych wzorców społecznych i uzyskujemy tę ciszę wewnętrzną, to natychmiast mamy chęć i poczucie, że mamy znaleźć ciszę zewnętrzną. Czyli wychodzimy z miasta na przykład.
[23:12] - Wyprowadzamy się na wieś.
[23:14] - Wyprowadzamy się na wieś. Jeśli ktoś już mieszka w mieście, to szuka równowagi, balansu w parkach, wyjeżdża gdzieś za miasto, szuka jednak kontaktu z przyrodą. Także zmiany wewnętrzne od razu powodują zmiany zewnętrzne. Natomiast jeśli my zmienimy zewnętrze najpierw, a środek niespokojny, to i tak niczego nie zmieni, bo my na przykład pojedziemy na wieś i wybierzemy dom, gdzie sąsiad siekierą gania swoją żonę.
[23:49] - Albo gra muzykę głośno.
[23:50] - Dokładnie.
[23:52] - Tego doświadczyłam.
[23:54] - Bo my mamy niespokojną energię wewnątrz, więc nawet zmieniając miejsce, przyciągniemy-
[24:00] - Rezonującą sytuację.
[24:02] - Dokładnie.
[24:04] - Więc powiedziałabym raczej wracając do przypowieści, ja to chyba założyłabym te buty.
[24:10] - Wiesz co? Ja się zastanawiam
[24:13] - Nie bądź leniwa.
[24:16] - Ja się zastanawiam. Ja teraz jestem w okresie, kiedy chcę ułatwić sobie życie. W tym sensie, żeby znaleźć swoją równowagę wewnętrzną we wszystkim: i w pracy, i w związkach, i w relacjach. Tym bardziej że ten rok jest naprawdę bardzo frustrujący, jeśli chodzi o relacje międzyludzkie. Reniu, prawda? Rozmawiałyśmy przed audycją, że to jest rok kompletnego czyszczenia i przymusza do tego, żeby wziąć odpowiedzialność za swoje życie i dbać o swoją samowystarczalność. Jak ty to pięknie powiedziałaś nawet przy tych moich finansach, żeby taką rozdzielność mieć.
[24:55] - Uszanowanie indywidualności w związku.
[24:57] - Tak. Siebie i drugiego człowieka. Wracam jeszcze do tych butów i po tych kocich łbach przejść czy po tym asfalcie. Oczywiście ja sobie tutaj żartuję z tym asfaltem. Oczywiście, że kocie łby, dlatego że życie nie miałoby smaku, gdybyśmy nie mieli doświadczeń. Ja wcale nie twierdzę, że kocie łby to jest trudne doświadczenie. To jest po prostu ciekawsze doświadczenie niż przejście po asfaltowej drodze. Tym bardziej że ja zawsze wybieram miejsca, gdzie są szutrowe drogi, nie asfaltowe, bo to jest bliżej natury, prawda?
[25:34] - Tak, to przy okazji też i na tym poziomie można patrzeć. Natomiast wracając z powrotem do tej odpowiedzialności, to powiedziałabym, że zawsze jak wracam do klientów, to mogę powiedzieć tak: często rodzice martwią się, dzieci pytają mnie i ja zawsze mówię jedno zdanie i w większości przypadków rzeczywiście to tych rodziców otrzeźwia. Mnie zresztą samą też otrzeźwiło. Stąd już teraz ze spokojem to mówię. Zawsze mówię tak: pamiętajcie, że nawet w najmniejszym dziecku, niemowlaku jest stara dusza.
[26:08] - Dokładnie.
[26:10] - I to wbijajmy sobie do głowy, bo w ten sposób od razu wiemy, że musimy naznaczyć granice swoje własne i uszanować granice drugiego człowieka, nawet jeżeli jest to mały człowiek. I często mówią na przykład, ostatnio miałam takie, to było też śmieszne, bo po tej naszej audycji z dziećmi ADHowcami i dziećmi indygo dużo matek się zgłosiło i kompletnie sobie nie radzą. I na przykład ostatnio miałam panią i próbowałam jej wytłumaczyć, że tego dziecka nie da się zmienić. „Ale ja je próbuję wychować”. Ja mówię: ja rozumiem, ale w tym przypadku tego dziecka właściwie może pani je tylko kochać i wspierać i nic innego pani nie pozostanie, ponieważ jest tak silną osobowością, tak silnym dzieckiem indygo i tak silnie ma te cechy rozwinięte, że po prostu nie ma szans. Zrobi i tak swoje i w takich drobnych rzeczach. I pani zaczęła mi opowiadać historię, jak na przykład dziecko, jak mama mu powiedziała, że ma założyć takie i takie ubranie, a ono chciało coś innego, to pod spód zakładało to swoje ubranie i w szkole się przebierało. Do tego stopnia walczyło o swoją niezależność. No i mama mówi: „No tak, ale przecież potem pójdzie do szkoły, będzie problem, nauczyciele się wkurzą”. Ja mówię: no to w takim razie chce tego doświadczyć, to proszę to zostawić, bo jeżeli pójdzie w takim ubraniu i nauczyciel to powie i to dziecko nie znajdzie argumentów na to, dlaczego chciało się tak ubrać, nie wyjaśni, dostanie za to karę, to będzie skutek i będzie skutek nie dla pani, tylko dla tego dziecka.
I w ten sposób to dziecko się nauczy. Po prostu się nauczy. I czasami nie zabierajmy tej nauki. Ja jestem matką dwójki dzieci. Ja to rozumiem, że przed trudnymi doświadczeniami trudno dzieci uchronić, ale nawet jak patrzę na siebie samą, miałam mnóstwo trudnych doświadczeń. Moi rodzice bardzo mnie kochają i też chcieli, żebym była szczęśliwa. Udało im się uchronić mnie? No nie, w żadnym przypadku.
[28:00] - Rozszerzmy może tutaj tę relację też o inną, o przyjacielskie, o partnerskie, bo my mamy tendencję do tego, żeby się całym światem opiekować w cudzysłowie i kierować, nakierowywać.
[28:14] - No tak.
[28:16] - Myślę, że fajnie by było podsumować ten temat, żeby traktować ludzi jako gości w swoim życiu. Nie wiem, co ty na to. Mnie to się zawsze podoba i że jesteśmy wszyscy w drodze, w podróży i jedziemy przez chwilę jednym pociągiem. Potem są stacje przesiadkowe i każdy idzie w swoją stronę. Także tutaj taki apel: nie zniewalajmy się wzajemnie, nie doradzajmy sobie. Ja często mam teraz takie klientki, jedna drugiej podaje mój numer telefonu, bo jednej pomogłam, to zmuszają wręcz drugą przyjaciółkę, żeby ze mną porozmawiała. Także nie zmuszajcie, nie przymuszajcie swoich przyjaciół czy znajomych do pewnych kwestii, bo wydaje mi się, że taką tajemnicą dobrych relacji jest po prostu akceptacja tego wszystkiego, co się z ludźmi dzieje na dany moment, żeby niczego nie wymuszać.
[29:09] - I docenienie się też z ich bólem, powiedziałabym, bo to jest też trudne. Widzisz ból, to chcesz od razu zmienić, a czasami trzeba po prostu tylko współodczuwać w tym bólu. Natomiast ta osoba musi zdecydować, kiedy ona chce z niego wyjść.
[29:22] - Dokładnie.
[29:23] - Możemy tylko dawać rękę, jak do nas wyciągną.
[29:26] - Przy okazji jeszcze bym tylko podkreśliła właśnie, jeśli poproszą nas o pomoc, to jest okej. To my możemy podjąć taką decyzję, że dobrze, ja ci pomogę, ale nie wychodźmy z ręką pomocną przed szereg, tak bym określiła. I była tutaj taka u nas w tym tygodniu wspaniała dziewczyna, Ewa, która właśnie dużo nam uświadomiła, że wychodzenie przed szereg z pomocą jest dla niej czymś niewygodnym, dlatego że ona bardzo się cieszy wtedy, kiedy potrafi sama wykonać pewne rzeczy, kiedy sama do pewnych rzeczy potrafi dojść czy pewne rzeczy zrozumieć. Tak samo wiele innych osób właśnie też mnie tego nauczyło, żeby nie wychodzić ze swoimi poradami czy nawet z jasnowidzeniami bez pytania. Dlatego że to odbiera też moc człowiekowi, bo może on sam akurat chce do tego dojść, ma do tego prawo. Także nie odbierajmy ludziom prawa do doświadczeń. Ale przy okazji tego tematu wzięcia odpowiedzialności za siebie bardzo mi się łączy temat, żebyśmy my w odpowiedzialności za siebie też umieli wytaczać własne granice. Czyli przechodzimy tu do następnego punktu. Wydaje mi się, że to fajne by było takie płynne przejście. Mówienia konstruktywnego „nie” w różnych sytuacjach.
[30:52] - Mój ulubiony temat, którego się uczę.
[30:59] - Właśnie. I co my tutaj, Reniu, powiemy na temat tego konstruktywnego „nie”? Ja bym chciała zacząć od zanegowania albo od podawania w wątpliwość wiedzy, którą zdobywamy w trakcie naszych doświadczeń. Chciałabym zacząć od tego, bo już wspomniałam, że był taki okres w moim życiu, że czytałam bardzo dużo książek. Oczywiście o rozwoju duchowym i nie tylko. Zawsze psychologia mnie interesowała, więc wszystko, co było najnowszego na rynku, było od razu na mojej półce, w biblioteczce, w mojej głowie, w moich myślach i przyjmowałam to jako własne. Nie nauczono nas w życiu, w tym, że tak powiem, 3D, żeby pewne rzeczy poddawać w wątpliwość. To się zaczynało chociażby od relacji z rodzicami. Potem szkoła, potem na przykład wejście w jakąś religię, gdzie były dogmaty, gdzie nie można było podważać, tylko trzeba było wierzyć. Nie można było-
[32:04] - I przyjąć.
[32:05] - ... zadawać podchwytliwych pytań, bo to było niemile widziane.
[32:09] - Herezja?
[32:11] - Potem, że tak powiem, system socjalistyczny, komunistyczny. Chociaż nie chcę tutaj się wypowiadać o polityce, ale też były pewne aspekty, gdzie nie można było poddawać w wątpliwość różnych rzeczy. Zresztą teraz też nie można poddawać w wątpliwość różnych rzeczy, niezależnie od systemu, jaki panuje.
[32:27] - Ale to kochanie, wcześniej nie trzeba szukać takiego wielkiego systemu. Jak rodzic mówi, to też nie chce, żeby dziecko poddawało w wątpliwość. Jest niewielu rodziców, którzy powiedzą: „Okej, skarbie mój drogi, mogę się mylić. Spróbuj powiedzieć, podyskutujemy”.
[32:40] - Dokładnie.
[32:40] - Zazwyczaj się mówi: „Okej, jestem starszy, mam więcej wiedzy. Musisz robić tak, jak ja uważam”.
[32:45] - Więc jeszcze bym tutaj chciała skończyć tę myśl, którą zaczęłam dosyć długo, co mi się nie zdarza, bo ja zawsze szybko, szybko. Żebyśmy zaczęli poddawać w wątpliwość wiedzę, którą posiadamy. Bo to jest pierwszy krok do wyjścia z systemowych rozwiązań.
[33:04] - Z zniesienia niewolnictwa w sobie.
[33:07] - Tak, ślicznie to powiedziałaś. I żebyśmy zaczęli myśleć swoim własnym mózgiem, który wykorzystujemy w niewielkim procencie. A wyjście ze schematów daje nam szansę na rozwinięcie większej jego części do wykorzystania. Więc to jest taki jeden przykład. Zanegujmy to, co wiemy. To jest pierwsza rzecz, czyli mówmy „nie”, jeśli nam się coś nie podoba, czy to mówi nam przyjaciel, czy to nauczyciel. Dajmy sobie prawo do tego, żeby powiedzieć: „Halo, halo, ale ja się z tym nie do końca zgadzam” i też nie deliberować, nie komunikować się w sposób negatywny, więc nie musimy udowadniać nikomu.
[33:45] - I przekonywać do swojej racji.
[33:47] - Dokładnie, tylko zauważmy to sami w sobie. „Okej, ja się z tym nie zgadzam. To nie jest ze mną spójne, coś mi to śmierdzi” nawet można tak. Ale ważny jest ten moment, kiedy dochodzi do nas taka myśl: „Okej, ja nie muszę tego brać za pewnik”. To nie jest a priori. Moje życie nie jest a priori, czyli coś, co jest założone i ja muszę w to uwierzyć.
[34:07] - Dokładnie.
[34:07] - Moje życie jest płynne i ja mogę zmienić zdanie. Bo ja codziennie się rozszerzam, jeśli chodzi o moją świadomość i to, co dzisiaj dla mnie jest do przyjęcia, jutro może się okazać, że to jest kompletna bzdura.
[34:18] - Tak, tutaj też fajnym czynnikiem jest rozwój, czyli mogę powiedzieć nawet jak to w tym naszym ludzkim wymiarze czas, który po prostu pewne rzeczy pokazuje z innej perspektywy i coś, co na przykład wydawało mi się beznadziejne albo straszne i cierpiące, i powodujące ból, i różne dramaty, rzeczywiście tak to przeżywałam, to pięć lat później mówię: „Kurczę, właściwie dobrze, że to się wydarzyło, bo to dobrego, bo tak”. Czyli mogę powiedzieć, że rozwijamy się non stop. W związku z tym patrzymy na to z różnych perspektyw, więc zdecydowanie nie powinniśmy. Zresztą tak jak powiedziałam pół żartem, pół serio, że takie przyjmowanie pewnych rzeczy jest po prostu niewolnicze. Ja już muszę powiedzieć tutaj prywatnie o swojej paranoi. Ja któregoś razu tobie chyba opowiadałam. Leżę w wannie i nagle myślę sobie: „Boże, żeby dojść do siebie, to ja muszę wszystkiemu zaprzeczyć”. I wpadłam w taką panikę, bo myślę: „Boże, czyli po prostu nie ma niczego pewnego. Muszę wszystkiemu zaprzeczyć, żeby dogrzebać się do siebie, do swojego wnętrza, do tego mojego zdania i paranoicznie wszystko sprawdzać, czy na pewno to jest moje, czy jednak może przejęłam to od kogoś innego”. Im bardziej się oglądałam, to niestety okazywało się, że nieprawdopodobnie dużo rzeczy jest przejętych i są po prostu traktowane jako normalna rzecz.
Nie jesteśmy uczeni właściwie od dzieciństwa asertywności, bo wszędzie nam każą być nieasertywnym. Siedzieć cicho, słuchać, nic nie dyskutować. Dobrze się uczysz to znaczy, że zgadzasz się ze wszystkim. Uczysz się na pamięć, mówisz to samo, co ci każą i koniec. No tak, sytuacja w tej chwili z tymi kluczami jest dokładnie taka. Zobacz, jeżeli nie mieści się w kluczu, nie zdajesz tego.
[36:04] - Ale słuchaj, myśmy przecież za naszych czasów nie było klucza, ale ja pamiętam do dziś takie zdanie z języka polskiego: „Co autor miał na myśli?” i trzeba było zacytować, co w książce było napisane. I ja często miałam zupełnie inne myśli, ale powiem szczerze, bałam się, że tak powiem, powiedzieć, co ja na ten temat w ogóle myślę. Tego starego autora, tego poety.
[36:31] - Znajdę, że chciałaś świadectwo z czerwonym paskiem.
[36:34] - Tak, chciałam świadectwo, które chciałam zdać. Ale bardzo mnie korciło, żeby powiedzieć, co tak naprawdę o tym wszystkim myślę. Nie byłam nauczona od dzieciństwa asertywności, a oczywiście teraz mój syn jest nauczony asertywności przez moje doświadczenia. Co też dla mnie kończyło się traumatycznie. W sensie takim, że na każdym zebraniu było tak: „Pani Jakubczak, pani zostanie po zajęciach, po zebraniu”.
[37:03] - Natomiast się zboczył i to się zaczyna.
[37:07] - Tak i wyszedł. „Właściwie nic takiego poważnego. Pyskuje”. Ale ja mówię: „Co? Ale przeklina, jest niegrzeczny”. „Nie, nie. On pyskuje w bardzo kulturalny sposób”.
[37:20] - Czyli nie wpada się w opinię nauczyciela.
[37:23] - I pani mi cytuje w ogóle całą konwersację Konrada z nauczycielem. Konrad kiedyś wstał, to było na lekcji matematyki i powiedziała do pani: „Ty jesteś głupi” czy „głupku”, już tak nie pamiętam dokładnie, ale coś w tym kontekście. A Konrad wstał i mówi tak: „Ja sobie wypraszam. Nawet moja mama w ten sposób nigdy do mnie nie mówi. I ja zostałem w domu nauczony szacunku dla drugiego człowieka”. Więc tutaj też jest druga strona medalu. W jaki sposób ludzie reagują na asertywność? Tu bym chciała też poruszyć ten temat, że właściwie jeśli my jesteśmy mili, jeśli jesteśmy spolegliwi, jeśli jesteśmy potulni, to nam jest łatwiej w życiu, w związku. Natomiast jeśli już wyrażamy własne zdanie, zakreślamy własne granice w sposób kulturalny. On niczego złego nie powiedział, nie zranił, nie uraził tej pani.
Uraził ego.
[38:20] - Tak, ale pani zaczęła pierwsza, że tak powiem.
[38:22] - Dokładnie. Więc chciałabym, żebyś tutaj też może odniosła się do tego tematu i swoich obserwacji. Jak to wygląda, jeśli my zataczamy swoje granice? Jak na to ludzie reagują?
[38:33] - Powiem ci tak: przechodziłam różne fazy, natomiast zaobserwowałam jedną rzecz. To, w jaki sposób ludzie reagują, zależy też od tego, jak głęboko zrelaksowana jesteś w sobie i jak bardzo masz przekonanie i przepracowanie danego tematu. Czyli jeżeli rzeczywiście mam już tą asertywność, tak jak się czasami śmieję na antenie, jak mnie podrywa jakiś pan klient i mówi: „O, to ja chętnie tu przyjadę, nie ma problemu”. Ja mówię: „Tak?” i na przykład mówię: „Panie Iksie, ale proszę czekać na moje zaproszenie”. Pan do mnie: „O, ale jest pani twarda”. Ja mówię: „Nie. Asertywna”. Więc pozwalam sobie na takie żarty czasami. Już mnie klienci z tego znają. Natomiast mogę powiedzieć, to pokazuje, że jeżeli jestem w tym umocniona i wiem, o co mi chodzi i znam gdzieś tą swoją granicę, co oznacza wracamy do tematu, w którym przede wszystkim uczymy się stawiania tych granic i obserwowania, gdzie te granice są, ponieważ u każdego są gdzie indziej.
Nie mówmy, że każdy musi tak odpowiadać, jak my odpowiadamy, tylko niech każdy pozna siebie i zobaczy, gdzie jest jego granica, a gdzie już siebie przekracza w momencie, kiedy ktoś od niego coś chce.
[39:46] - To może Reniu powiedz, jak to było na początku, bo to jest ważne, jaki proces myśmy przeszły.
[39:52] - Mogę powiedzieć, że na początku było bardzo trudno. Bardzo trudno. Powiem tak: na początku o tyle było trudne, że ja czułam się już przez sam fakt, że mam taki, a nie inny talent, który nie był popularny, to ja czułam się zobligowana do tego, żeby każdego nim obdzielić. Każdy, który coś ode mnie chciał, musiał dostać i ja się nie zastanawiałam, czy ja mam na to siłę, czy mi się to podoba, czy ja mam ochotę to zrobić, czy to współgra z moim wnętrzem i z moją ochotą, tylko po prostu na wszystkich poziomach od razu wychodziłam. A dopiero później na przykład obserwowałam swoją reakcję. Myślę sobie: dlaczego pomogłam komuś i jestem na siebie zła? Albo dlaczego zrobiłam to czy tamto i mam do siebie pretensje albo czuję się zmęczona. Myślę sobie, jak to się dzieje, że mam takie dziwne reakcje na tak pozytywne rzeczy, które robię. I potem dopiero bardzo głęboko zaczęłam. Tylko to też wymaga uczciwości wobec siebie.
Bo jeżeli mamy program dawcy i wiecznie dajemy i mamy w głowę wbite, że musimy dawać, bo inaczej jesteśmy złymi ludźmi, to nawet nie zatrzymamy się, żeby się zastanowić, czy to w ogóle nam sprawia przyjemność.
[40:56] - Więc o to chodzi. Jeszcze zauważ, na przykład u siebie zauważam te początki, że była taka nierównowaga emocjonalna w momencie, kiedy ja mówiłam: „Nie, to jest nie dla mnie, ja odmawiam”. To wtedy to było agresywne mówienie „nie”. To było w konflikcie ze sobą i w konflikcie z innymi. Nie było jeszcze tego balansu. Potem jeszcze załączało się poczucie winy. O kurczę, może niepotrzebnie.
[41:21] - Powinnam. Taki talent. Przesadziłam.
[41:24] - Już nawet nie mówię o talencie, ale w ogóle też o różnych innych rzeczach, takich prozaicznych w życiu, że się wytycza granice wszędzie w swoim życiu, w każdym aspekcie, czy to w pracy, czy w życiu rodzinnym, czy w życiu z przyjaciółmi, czy z panią w sklepie, która pcha cię koszykiem od tyłu, żebyś szybciej albo wpycha cię do autobusu. Wszędzie trzeba tę asertywność mieć naokoło głowy. Natomiast początki są trudne. I tutaj właśnie chciałam, kochani, wam wszystkim słuchaczom powiedzieć, żeby się nie bać mówić „nie”, nawet w momencie, kiedy wybudza to w was agresję czy negatywne emocje. Pierwsze kroki w mówieniu „nie” są trudne i to jest normalny proces, że towarzyszą nam emocje, potem poczucie winy. Z każdym razem, z każdym powiedzeniem „nie”, zakreśleniem swoich granic jest łatwiej. Także próbujmy. Uczmy się tego.
[42:15] - Wzmacniamy się też przez to. Każde doświadczenie nas wzmacnia.
[42:20] - Dokładnie i robimy to przez ćwiczenia. Nikt nam tego nie wpoił z mlekiem matki, jak się to robi. Wręcz przeciwnie. Więc my teraz sami musimy się tego wszystkiego w sposób cierpliwy, kreatywny nauczyć, dając sobie również przestrzeń na porażki. Że my najpierw powiemy „nie”, a za pięć minut: „Okej, dobra, to ja ci to zrobię”.
[42:40] - Zmienimy. Tak.
[42:41] - Dokładnie. To jest cały proces.
[42:42] - Ale jesteśmy ludźmi.
[42:44] - I to jest wliczone w proces, prawda? Następnym razem, jak kolega czy koleżanka do nas zadzwoni i będzie pół godziny czy dwie godziny wisieć nam na słuchawce i przepraszam za wyrażenie, truć, a my chcemy w tym czasie odpocząć, to wiadomo, że na początku będzie nam trudno jej odmówić, ale jak zaczniemy ćwiczyć na mniejszych rzeczach, to powiemy tak: „Halinko, bardzo cię przepraszam, jestem bardzo zmęczona. Odłóżmy tę rozmowę na później”. A Halinka: „Nie, słuchaj, to ja jeszcze tylko cię dokończę”. To znaczy dla nas jest sygnał, że my asertywności nie mamy zbyt wiele.
[43:19] - I nie jesteśmy jeszcze przed. Powiedziałabym tak, to jest właśnie to, co chciałam powiedzieć na początku. Czyli po tej reakcji drugiej osoby rozpoznajemy, ile energii mamy już uporządkowanej, a ile nie.
[43:32] - Dokładnie.
[43:32] - Jeżeli okazuje się, że tak nam odpowiada, to znaczy, że jeszcze jest coś w nas do zrobienia, bo energia jeszcze nie jest na tyle uporządkowana, żebyśmy mogli powiedzieć w spokoju, w ciszy: „Przepraszam cię, kochanie, ale naprawdę potrzebuję odpoczynku i muszę sobie go dać po prostu. Więc porozmawiamy innym razem”.
[43:49] - Tak. Więc za czwartym razem powiecie właśnie w ten sposób jak Renia albo powiecie: „Słuchaj, muszę kończyć, mam swoje sprawy” i odłożycie słuchawkę, nie czekając na komentarz z drugiej strony. I to też jest w porządku. Także dajemy sobie tutaj czas na proces.
[44:07] - I prawo do tego procesu.
[44:09] - I prawo do tego procesu i jeszcze do upadków. Nie bójmy się tych upadków, bo też się przyjęło: upadek to jest porażka. Nie.
[44:18] - No tak, ale jestem chujara. Już myślałem, że jestem asertywna, a tu nic z tego.
[44:22] - Słuchajcie, jak uczymy się chodzić, czy my od razu chodzimy? Nie. Najpierw wstajemy, mama nas trzyma czy tata nas trzyma za rękę. Przewrócimy się z 10 tysięcy razy i dopiero łapiemy równowagę. Nasz mózg się uczy, o co chodzi. Tworzą się szlaki w umyśle, jak pewne rzeczy się robi. Także ten mózg też musi się nauczyć tych nowych poleceń, słuchania poleceń nowych energii w ogóle.
[44:49] - Dokładnie.
[44:51] - Czyli co? Co my jeszcze tutaj możemy o tej asertywności?
[44:53] - Jeszcze chciałyśmy powiedzieć, bo były jeszcze jakieś trzy tematy. Mówiłyśmy o asertywności, mówiłyśmy o tym poczuciu odpowiedzialności, o wytyczaniu granic i o czym jeszcze mówiłyśmy na początku?
[45:05] - Uzupełnianiu swoich zasobów.
[45:08] - Właśnie. I to dotyczy obu tych tematów.
[45:11] - Tak.
[45:12] - Może tak powiem, w momencie, kiedy mamy dość kiepską asertywność, to znaczy, że się szybko wypstrykamy, to się śmiejemy i okazuje się, że wtedy trzeba kombinować, jak coś uzupełnić, bo ledwo dychamy. Znamy to.
[45:26] - Dokładnie. I teraz tak słuchajcie. Co to oznacza „zasoby”? Co oznacza nasza studnia? Oczywiście jest to temat wielowymiarowy, dlatego że studnia nasza, czyli te nasze zasoby, to nie jest tylko siła witalna, to nie jest tylko siła psychiczna czy siła fizyczna, czy siła duchowa. To są również nasze pieniądze. To jest nasz czas, to jest nasza emocjonalność, to są nasze uczucia, to jest wszystko, z czego się składamy.
[45:55] - Dokładnie.
[45:55] - I teraz tak nie można powiedzieć, że człowiek jest jednowymiarowy i ma pilnować tych swoich zasobów. Na przykład niektórzy mogą zrobić zasoby, pieniądze. Tak. To ja pilnuję.
[46:06] - Nie no, zazwyczaj mam problemy na innym poziomie.
[46:09] - Właśnie. Czyli te zasoby to są nawet nasze pomysły, które czasami ludzie lubią nam podkradać, że my coś wymyślimy, natomiast ktoś sobie to elegancko podbiera i na tej bazie tworzy coś własnego i pod tym szyldem się podpisuje. To jest moje. Albo się dołącza do jakiegoś projektu i mówi: „Okej, to jest też moje. Że ja gdzieś tam byłem współtwórcą tego projektu”. Także na to wszystko trzeba zwrócić uwagę. I teraz może powiedzmy o takich pułapkach, gdzie najczęściej możemy się wypstrykać, że tak powiem, gdzie jest najłatwiej nas w kozi róg zagonić.
[46:47] - Ja bym powiedziała chyba tak z własnego doświadczenia, to powiedziałabym, że chyba w tych punktach, w których jeszcze mam nieprzepracowane tematy i mam poczucie winy, wtedy bardzo łatwo jest mi przekroczyć siebie i rzeczywiście dawać siebie bez opamiętania, z poziomu poczucia winy, że muszę to dać, bo ten ktoś tego nie ma, a ja mam. Czyli wszędzie tam, gdzie ja myślę, że mam więcej niż ten ktoś, tam można mnie wykorzystać.
[47:13] - A z poczucia lęku myślisz, że nie można cię wykorzystać? Albo ty się sama nie wykorzystasz? Bo to nie tylko ludzie nas wykorzystują, ale my sami.
[47:22] - Dokładnie. Z poczucia lęku też można zrobić dokładnie to samo.
[47:25] - Właśnie.
[47:26] - Dokładnie.
[47:27] - Czyli źle można sobie rozłożyć nawet czas pracy czy czas spędzony z przyjaciółmi, czy w ogóle wszelkie doświadczenia życiowe z poczucia lęku, że coś mnie ominie, że czegoś nie doświadczę, że czegoś nie zdążę. Więc my łapiemy to życie tak, jakby to był nasz ostatni dzień i chcemy to wykorzystać na maksa, co się okazuje zgubne, bo przy tym tracimy balans między aktywnością a odpoczynkiem, prawda? I tutaj ja też podzielę się taką osobistą sprawą związaną ze sprawami zawodowymi. Tak bardzo złapałam bakcyla, że pracuję, że jestem samodzielna, niezależna, zarabiam, że tej pracy brałam na siebie coraz więcej. Aż nagle w tym tygodniu przyznaję się, że mnie kompletnie przygniotło i mówię tak: „O kurczę, wypstrykałam się” i leżę na łopatkach.
[48:18] - Jakby w zeszłym tygodniu ty tak do mnie mówiłaś, nie?
[48:21] - Tak, właśnie. I trzeba teraz było dojść do wniosku, czy dojść ze sobą do porozumienia, że to jest teraz czas najbliższy, kiedy ja muszę uzupełnić swoją studnię. I mówię tu o wielowymiarowości tego, czyli trzeba się uzupełnić emocjonalnie, psychicznie, fizycznie, pod każdym względem. Trzeba znów do tej studni poczekać, aż woda napłynie, żeby znów móc rozdawać. Bo co z tego, jak my się rozdamy i w pewnym momencie przychodzi tak zwane wypalenie zawodowe chociażby czy wypalenie życiem?
[48:50] - Tak.
[48:51] - Po prostu normalne fizyczne zmęczenie. Wchodzimy, jesteśmy już niekreatywni, bo jesteśmy tak zmęczeni, że się podpieramy. I właściwie można powiedzieć, że wszyscy mamy ten mechanizm. Nie potrafimy znaleźć balansu albo tego momentu. Albo możemy przegapić nawet moment, kiedy już nam ciało mówi: „Kurde, jest kryzys”. A tam dobra, nie ma sprawy, jeszcze go tam trochę wykorzystam. I to jest bardzo powszechne. Nie zauważyłaś, że wielu klientów czy ludzi wokół nas z tym syndromem wypalenia się zmierza w tej chwili?
[49:26] - Tak, ale też powiedziałabym ku obronie wszystkich ludzi, bo myślę, że dosyć poważnym problemem w tym wypełnianiu studni jest też lęk egzystencjalny, gdzie jest tak duża nierównowaga na zewnątrz w świecie, że po prostu wszyscy się boją. Więc na przykład jak dostaną pracę, to pracują po 12 godzin, bo boją się, że ją stracą. Jak coś im się uda, to wykorzystują to maksymalnie, bo za chwilę może minąć. Jak się czymś zaczynają zajmować, to eksploatują się maksymalnie, bo boją się, że za chwilę to nie będzie chodliwe na przykład. Czyli niestety te lęki egzystencjalne i to, co mamy w tej rzeczywistości. Zresztą nawet dzisiaj przed audycją ci mówiłam, że czasami się tak zakręcę, myślę sobie: „Ojej, przecież ja pracuję, ale to jest taki zawód, gdzie dzisiaj klienci mogą być, jutro może ich nie być i co wtedy zrobię?” I wpadam w panikę. I potem nagle sama sobie odpowiadam: „Nie ma takiej sytuacji. Po prostu jeżeli jestem w równowadze, to zawsze są klienci, a jak nie klienci, to zawsze wymyślę coś, z czym mogę pracować, bo przecież mam tą kreatywność uruchomioną. Czyli przyjdzie inny pomysł. Gdzieś jestem połączona z tym boskim źródłem.
W związku z tym, jak nie ja wymyślę, to mi powiedzą, co mam robić, tak żeby rzeczywiście ta równowaga była”. I mogę powiedzieć to nie dotyczy tylko mnie, tylko dlatego, że mam szczęście czy ciebie, bo jesteśmy jasnowidzami, tylko u wszystkich ludzi to tak funkcjonuje.
[50:47] - Dokładnie.
[50:47] - Czyli powiedziałabym najważniejsze to nie tracić wiary i nie budować lęków, bo one nas odcinają kompletnie od źródła. I powiem ci, że miałam w tym tygodniu, nie pamiętam już, o co chodziło, ale to typowa taka moja prywatna sytuacja, w której nagle kompletnie mnie wycięło i myślę sobie: „Ciekawa jestem, czemu mnie wycięło?” I zaczęłam siebie obserwować i myślę sobie: „A wiem, lęk”. Po prostu wystarczy chwila nieuwagi, dopuszczenie lęku do sytuacji, w której masz dobrą pożywkę i od razu wpadam w paranoję i myślę sobie: „No tak, czyli jednak to też jest osłabiające”.
[51:23] - Tak. I teraz może powiedzmy parę słów, w jaki sposób my możemy sobie te studnie uzupełniać. Może podzielmy się, jak my to robimy. Nie jako przykład, tylko po prostu tak, żeby może... Nie, jako przykład, że się wyrażę.
[51:40] - Ja stosuję dużo różnych metod. Jedną z nich jest na przykład szukanie ciszy. Czyli idę na przykład, na mnie tak działa woda, idę po prostu siadam nad wodą. Między innymi dlatego przeprowadziłam się na tą wieś ze względu na to, że wiem, że ta woda tak na mnie działa. Siadam i po prostu nie myślę, tylko patrzę i gdzieś na pewnych poziomach się uzupełniam. Albo na przykład staram się zrobić dla siebie coś, co jest dla mnie istotne, a na co nie miałam nigdy czasu. Na przykład czytam książkę, na które ostatnio niespecjalnie mam czas. Albo na przykład cokolwiek robię dla siebie takiego, w czym dobrze się czuję sama dla siebie. Albo robię zwykłą, taką prostą rzecz, moją ulubioną, czyli medytację, taką zwykłą na oddechu, gdzie się koncentruję, gdzie proszę boskie źródło o wsparcie mnie. I tak jak po tym pamiętasz ostatnio, jak rozmawiałyśmy i ja mówiłam, że już jestem taka zmęczona, ty mówisz: „No tak, no ale jak ty możesz...” A!
Po tych warsztatach. „Jak ty możesz być zmęczona, jak ty jesteś cała wypstrykana i już prawie w ogóle energii nie masz?” Ja mówię: „Ach, to w takim razie już wieczór. Nie mam na nic czasu. W związku z tym przynajmniej zrobię sobie medytację doenergetyzującą” i zrobiłam medytację. Także różne sposoby stosuję. Czasami idę, kupię sobie jakiś ciuch, tani nawet, tylko po to, żeby poczuć się lepiej.
[52:52] - No właśnie, ja zaczynam, kochanie-
[52:54] - Na różne sposoby.
[52:55] - Ja zaczynam od tego, że obserwuję, co jest ze mną nie w równowadze, co mnie wyprowadziło z tej równowagi, co spowodowało, że ta studnia jest pusta. To jest pierwsza rzecz. Obserwuję. Czyli robię taki rachunek sumienia i zadaję sobie pytanie: „Okej, co jest niepotrzebne w moim życiu?” Bo to, że ja się wypstrykałam, to znaczy, że ja robię niepotrzebne rzeczy albo ich za dużo, albo nie w takim tempie, jak mogę. I obserwuję. I muszę wam powiedzieć, że te dwa tygodnie ostatnie w moim życiu to właśnie jest ten czas, gdzie zapędziłam się w kozi róg. Moja studnia jest na dzień dzisiejszy, można powiedzieć prawie pusta. I to jest moment, kiedy ja dokonuję obrachunków i zrzucam wszystko. To tak jak balon chce się wznieść do góry. Zrzucam wszystkie obciążniki, czyli robię takie podsumowanie, co ja jeszcze robię dla siebie źle.
Czyli idę w kierunku wzięcia odpowiedzialności za swoje zdrowie i psychiczne, emocjonalne i w ogóle życie. To od tego zaczynam. Co ja w tym tygodniu ostatnim dla siebie zrobiłam? Miałam ogromną potrzebę bycia w samotności. Mimo że dom pełen ludzi, to szukałam takich momentów, żeby gdzieś się wyizolować, ponieważ chciałam zostać sama ze swoją własną energią. Czyli energia ludzi wokół mnie to już był przesyt, bo my pracujemy bez przerwy z energiami. Oglądamy je, Reniu, prawda? My cały czas jesteśmy w cudzych wibracjach. My na to patrzymy, macamy i szukamy odpowiedzi. I przyszedł taki moment, że tego jest za dużo i człowiek musi zostać sam z przyrodą.
Przyroda absolutnie wspaniale na mnie podziałała. Siedziałam w parkach, przytulałam się do drzew, siedziałam na ławce, kupiłam sobie krzyżówkę i rozwiązywałam krzyżówkę, żeby o niczym nie myśleć. Czyli ten natłok myśli, takich przemyśliwań własnych czy retrospekcja własnego wnętrza też już była męcząca. Czyli zwykła krzyżówka, zajęcie myśli czymś konkretnym. Kąpiele w soli. Komedie relaksacyjne, żeby już nawet nie poświęcać czasu na rozmowy w rodzinie, bo tego było za dużo. Żeby każdy mógł odizolować się, w swoją ciszę wejść i patrzeć na obrazy przesuwające się. Co jeszcze? Ustawiać sobie nawet sprawy zawodowe czy sprawy w relacjach z ludźmi, żeby siebie obserwować, jak ja się z tym czuję, czy mnie czegoś nie ubywa. Żeby pilnować tych granic, mówić asertywnie „nie”.
I teraz chciałam jeszcze wrócić do spraw zawodowych związanych z e-mailami, które dostaję z prośbą. Ktoś się przedstawia, że audycje się podobają i żeby odpowiedzieć na jedno pytanie. Kochani, wy sobie nie zdajecie w ogóle sprawy, że po pierwsze tych maili jest bardzo dużo i żeby każdemu odpowiedzieć na jedno pytanie-
[55:52] - Na jedno pytanie.
[55:53] - To jest bardzo duże obciążenie energetyczne. My tutaj, w tej audycji, wam się wydaje, bo też rozmawiałam z klientami, że to jest takie proste, że my sobie siedzimy, rozmawiamy i wizje nachodzą. Ale też klientom ostatnio w tym tygodniu mówiłam: „Słuchajcie, my po nagraniu audycji musimy iść odpocząć, kiedy wchodzimy w jasnowidzenie w audycji”. Ja na przykład odpoczywam trzy do czterech godzin po nagraniu audycji, ponieważ jest to bardzo duży wysiłek energii. Teraz tak: przyjmujemy również ludzi, robimy warsztaty. Nie zostaje czasu, kochani, uszanujcie to. Nie zostaje czasu na takie luźne pogawędki nawet z wami na mailu czy na Skypie.
[56:32] - Tak, jasne.
[56:32] - Nie ma czasu. My tu mamy robotę do zrobienia i nie możemy koncentrować się na pojedynczych osobach, ponieważ chcemy z tą wiedzą iść i iść, żeby dużo osób skorzystało. A takie przesyłanie maili: „Odpowiedz mi na to pytanie” i wchodzenie w taki ton koleżeński to jest nie w porządku. Ja ci daję wiedzę, daję ci audycję, a ty jeszcze przychodzisz do mnie, człowieku, i chcesz jeszcze ode mnie wyciągnąć. To jest nie w porządku według mnie i to jest właśnie moja granica, o której publicznie mówię. Na takie maile, gdy mnie ktoś zaczepia i w prywatne sprawy i nie chce przyjść na sesję, to ja będę odmawiać. Nie wiem, Reniu, jakie ty masz zdanie na to.
[57:13] - Ja tak robię cały czas. W związku z tym chyba robię tylko wyjątki w sytuacji, w której naprawdę czuję, że ten ktoś absolutnie nie ma pieniędzy.
[57:21] - Dokładnie, to ja też.
[57:21] - To wtedy jest to inna sytuacja albo jest w potwornym dramacie. Natomiast jeżeli jest to jeszcze na dodatek na zasadzie takiego sprawdzenia, bo to też mi się zdarza: „Jak pani powie mi to jedno pytanie i będę zadowolony, to przyjdę na sesję”, to ja mówię: „Dziękuję, proszę szukać innego jasnowidza”. Ja po prostu nie mam na to czasu, a nie mam już kompleksów na poziomie swojego jasnowidzenia, żeby się bać, że jestem kiepska i dlatego muszę wszystkiego się wydać, żeby komuś udowadniać. Tylko wychodzę z założenia, że jeżeli ma do mnie przyjść, to po prostu przychodzi. Jeżeli nie ma przyjść, to znajduje kogoś innego i ja się czuję też z tym w porządku. Natomiast rzeczywiście podpisałabym się tutaj ewidentnie pod tym, co mówisz w kontekście. Tylko że akurat nie mam z tym problemu. Po prostu piszę: „Przepraszam, ale na pytania odpowiadam tylko w sesji” i czuję się z tym okej, ponieważ naprawdę nie mam czasu. I tak w soboty i w niedziele zazwyczaj odpowiadam na pytania gratis tych ludzi, którzy uzbierali się po każdej audycji i jest ich sporo. Są naprawdę biedni, naprawdę mają potworne problemy.
Dopiero wtedy widzę, jakie ludzie mają problemy naprawdę i wtedy rzeczywiście chętnie odpowiadam. Natomiast chciałabym też, żeby wszyscy wiedzieli, że to jest praca taka sama ciężka jak każda inna.
[58:36] - No właśnie.
[58:37] - I na przykład moja mama, jak przyjechała tutaj do mnie na wakacje, to mówi: „Boże, Renata, ty cały czas pracujesz. Albo latasz i robisz sesje, albo jedziesz i robisz warsztat, albo wracasz. Co ty znowu robisz?” Ja mówię: „Odpisuję na e-maile”. A mama: „No to nie możesz jakoś tylko raz tego zrobić?” Ja mówię: „Mamo, no nie, bo cały dzień przychodzą e-maile, a ja chcę się czuć w porządku i po prostu odpisywać im, żeby jak najszybciej dostawali odpowiedzi”, bo szanuję to, że mają problemy, których nie potrafią na dany moment rozpoznać czy dać sobie z nimi radę. W związku z tym staram się to robić systematycznie, a ponieważ jest to moja praca, to po prostu tak to wygląda. Nie pracuję osiem godzin od ósmej do piętnastej, tylko po prostu trwa to cały dzień.
[59:17] - Właśnie więc apeluję.
[59:19] - Fajnie jest, jeżeli ludzie też to rozumieją. Ale też muszę powiedzieć jedną bardzo dobrą rzecz. To fakt, że dostałam bardzo dużo e-maili, w których ludzie wiedzą o tym i na przykład dziękują mi, że znalazłam dla nich czas, żeby w ogóle odpisać na e-maila, że wiedzą, że jestem zajęta, że wiedzą, że mam strasznie duże zamieszanie w życiu i po prostu najnormalniej w świecie nie starcza mi doby na to.
[59:43] - Właśnie więc też-
[59:44] - To jest fajne chociaż.
[59:45] - Apeluję do tych osób, żeby się nie obrażały, żeby ich ego nie cierpiało na tym, jak tak odpisuję. Dlatego że tak jak Renia powiedziała, ja również odpisuję na maile, gdzie serce czy intuicja mi mówi, że trzeba tak zrobić, że to są rzeczywiście osoby, które potrzebują w danym momencie wsparcia, a nie takiego poblablania, że tak powiem, prawda?
[01:00:09] - Dokładnie.
[01:00:09] - To jest pierwsza rzecz. A poza tym też mamy pewne siły przerobowe, kochani.
[01:00:15] - No tak, dokładnie.
[01:00:15] - Po prostu. I nawet jak mamy te siły przerobowe, to też my musimy, jakby to powiedzieć, zorganizować ten czas, żebyśmy miały korzyść z życia. Tak bym to określiła. Nie tylko, żeby rozdawać się, tylko jednak mieć Jakby to powiedzieć, czas na różne swoje przyjemności. To właśnie o tym napełnianiu studni, że musimy dbać o siebie tak naprawdę. I to, że my sobie tutaj mówimy o swoich sprawach, to nie znaczy, że to tylko nas dotyczy i osób, które mają ten zawód. To dotyczy wszystkich.
[01:00:52] - Wszystkich, dokładnie.
[01:00:52] - Żebyście o siebie naprawdę dbali, żebyście się słuchali ciała fizycznego, co wam mówi. Jeśli chce się położyć, to proszę was, żebyście dawali sobie szansę i czas na to, żeby to ciało położyć i mogło się zregenerować nie tylko w nocy, ale czasami jest tak, że te energie w tej chwili tak się zmieniają na Ziemi, takie nowości tutaj napływają, ciała się transformują, wytwarza się nowa matryca zdrowia, wszystko się zaczyna regenerować, zmieniać i to jest ogromny szok dla naszych ciał fizycznych, że teraz są takie czasy, że my musimy w ciągu dnia polegiwać.
[01:01:27] - I emocjonalnych i każdych. Dokładnie.
[01:01:29] - My musimy po prostu. I im bardziej ktoś jest mądry i świadomy, to sobie na to pozwoli. A poza tym róbmy sobie też przyjemności. Jeśli komuś sprawia przyjemność pójście do teatru i to uzupełni w jakiś sposób jego studnię, to niech idzie do teatru, drugi do kina, inny na spacer, na rower. Szukajmy dla siebie.
[01:01:47] - Trzeci na randkę.
[01:01:49] - Tak jest, dokładnie.
[01:01:52] - Nie zapominajmy o tych przyjemnościach.
[01:01:54] - Tak. Przytulanie, uprawianie miłości. To są wszystko rzeczy, które stawiają nam przyjemność.
[01:02:00] - Dostępne ludziom.
[01:02:00] - Dokładnie. I uzupełniają naszą studnię. Więc kochani, nie zapominajmy o sobie. Jesteśmy najważniejsi dla siebie w tym życiu i nie tylko.
[01:02:10] - Tak, dokładnie. I tym miłym akcentem zakańczamy dzisiaj. Czy też jeszcze?
[01:02:15] - Wiesz co, ja bym tutaj chociaż dwa krótkie pytania.
[01:02:19] - Dobra.
[01:02:20] - Od słuchaczy. Dobra?
[01:02:22] - No.
[01:02:23] - Takie proste pytanie, które się powtarza pod wieloma audycjami, to jest pytanie o sok z trawy pszenicznej. Czy on jest zdrowy? Bo jest bardzo dużo opracowań, szczególnie dla witarian, że on jest zdrowy, że należy go pić, że to jest bomba energetyczna i bomba witaminowa. I jest pytanie, czy to nie jest przypadkiem przereklamowane?
[01:02:50] - No dobrze, chociaż powiedziałabym...
[01:02:54] - Ogólnie, już nie patrzymy dla każdego, tylko ogólnie, jako produkt dla średniej krajowej.
[01:03:02] - No i co ci wychodzi?
[01:03:04] - Powiem tak, że właściwie więcej się o tym soku pszenicznym mówi jako propagandzie niż faktyczne jego takie, jakby to powiedzieć, dobre właściwości. Nie wiem, jak ty to odbierasz.
[01:03:20] - Więc dlatego ciebie pytam, bo nie chciałam ryzykować pierwsza.
[01:03:24] - Dzięki. Okazuje się, że z lękiem przepracowałam, żeby mówić szczerze.
[01:03:31] - Wiesz co? Powiem ci tak: to, co zobaczyłam, to fakt, że on jednak troszkę zamula jelita. Nie wiem czemu. Więc nie wiem, czy to jest z powodu tego, w jaki sposób on jest robiony, czy o co chodzi, bo nie znam się na tym, jak zwykle. W ogóle nie słyszałam, że jest coś takiego jak sok pszeniczny. Nie mówiąc o tym, że jeżeli ktoś jest uczulony na gluten, to nie daj Boże oczywiście, bo to pszenica. Natomiast dostałam informację, że gdzieś zamula jelita. Nie wiem, czy jest to w trakcie procesu tworzenia tego, nie wiem, o co chodzi, ale nie nazwałabym tego aż tak bardzo zdrowym sokiem. Raczej bym się oparła na odczuciu danego człowieka. Jeżeli pije i czuje, że jest to zdrowe i że mu to smakuje, obserwuje siebie, swój organizm i swoje objawy po tym i nie puszcza bąków jak z armatki.
[01:04:27] - To samo chciałam powiedzieć, tylko w formie wzdęć.
[01:04:30] - Tak. Bądź nie ma wzdęć, wielkich brzuchów, bądź nie boli go później głowa, bo są też różnego rodzaju objawy, to jak najbardziej, jeżeli czuje, że to jest dobrze, to niech pije. To jest znowu ta rzecz chyba, do której możemy spokojnie tutaj wrócić, powiedzieć: nie dajmy się zwariować reklamom i innym informacjom, ponieważ część z nich jest prawdziwa, a część nie. W związku z tym opierajmy to na sobie samym. Nawet jak pięciu sąsiadów powie, że to jest dobre, a mi wywala brzuch na przykład, to przestaję go pić.
[01:05:04] - Ja ewidentnie uważam, że ten produkt jest przereklamowany. Ewidentnie widzę w energii, w symbolice, że o tym się dużo mówi, jako o sprzedaży produktu. Więc wylansowano sprzedaż produktu ewidentnie. To tak, jak wylansowano sprzedaż coca-coli czy wylansowano sprzedaż wszystkich produktów związanych z tym koncernem. Tak samo komuś zależy na rozreklamowaniu tego produktu. Ja nie mówię, że on jest zły. Nie dla wszystkich jest ten produkt, natomiast on jest ewidentnie lansowany, więc to już budzi pewne podejrzenia, pewne skojarzenia. Tu bym dawała dużą ostrożność, chociaż w swoim czasie kiedyś się złapałam na ten produkt lansowany i miałam ogromne poczucie winy z tego powodu, że nie piję, bo nie odżywiam się zdrowo. Miałam takie skojarzenie. Nie piję, to znaczy, że nie odżywiam się zdrowo, a tam jest bomba kaloryczna.
Ale ewidentnie widzę to, co Renia powiedziała. Absolutnie widzę jelita i wzdykanie, rozszerzanie jelit. Czyli jest już coś, co z założenia powoduje, że nie do końca jest dobrze tolerowany. Są osoby na pewno, które po tym dobrze się będą czuły, bo nie mają problemów z jelitami, umówmy się. Mają zdrowe jelita i dobrze znoszą ten produkt. Natomiast uważam, że jest przereklamowany i na tym byśmy chyba tutaj skończyły. Ale drugie pytanie było dotyczące glutenu. Oczywiście tutaj nie będę cytować całego, tylko chodziło o to, czy gluten rzeczywiście w tej wiedzy, którą mamy na dziś, jest taki rzeczywiście szkodliwy? Czy dla wszystkich jest szkodliwy, czy rzeczywiście tylko dla osób, które chorują na celiakię, czy też dla osób, które mają nietolerancję glutenu?
[01:06:50] - To znaczy powiem tak, ja z własnego doświadczenia wiem-
[01:06:52] - I czy wszyscy mają nietolerancję glutenu? Przepraszam, że wejdę w słowo.
[01:06:55] - Zaraz możemy to zobaczyć. Natomiast ja mogę powiedzieć, ja mam nietolerancję glutenu. Przez długi czas dochodziłam do tego. Nie wiedziałam, że te wszystkie objawy są związane z nietolerancją glutenu i w momencie kiedy odrzuciłam gluten, to nagle okazało się, że większości problemów, które mam, to nie były chorobowe problemy, ale uciążliwe, że tak powiem, to nagle zaczynają znikać. Czyli ja bym powiedziała generalnie nie jest to najzdrowsza rzecz i mogę w jasnowidzeniu zobaczyć po prostu jak działa na populację.
[01:07:25] - Zobacz w jasnowidzeniu, czy dla wszystkich jest, czy wszyscy mają nietolerancję.
[01:07:27] - No właśnie patrzę na populację. No wiesz co? Zaskakujące, ale powiedziałabym większość.
[01:07:35] - To ja zaraz się wypowiem, tylko powiedz, co widzisz ty.
[01:07:41] - Powiedziałabym większość.
[01:07:44] - Dobrze, to teraz ja. Słuchajcie, jeśli chodzi o gluten, to pierwsza rzecz wychodzi mi w obrazie, że produkty zawierające gluten powodują olbrzymią ospałość, rozleniwienie na różnych poziomach, mentalnych również. Ale przede wszystkim chodzi o ciało fizyczne. Ciało fizyczne traci bardzo dużo energii na strawienie produktów czy mącznych, czy jeśli chodzi o kasze zawierające gluten, powoduje odebranie sił witalnych na długie trawienie. Czyli dużo energii potrzebne jest do tego, żeby strawić wszystko, co zawiera gluten. Czyli jesteśmy leniwi. Nawet można spojrzeć na społeczeństwo amerykańskie. Oni mają specyficzne chleby, kasze. Być może one są już tak modyfikowane genetycznie, że nie ma pszenicy takiej jak jeszcze 20 czy 40 lat temu było. I to jest społeczeństwo, które je dużo przetworów mącznych i jest to społeczeństwo leniwe i grube.
Druga rzecz, na co działa? Przede wszystkim, słuchajcie, to jest dla mnie nowość. Wchodzę w jasnowidzenie, ale to jest dla mnie nowość, nowa wiedza. Powoduje coś, co jest związane z układem krążenia i krwonośnym. Nie wiem dokładnie, czy robi nadciśnienie, czy niedociśnienie. Tego jeszcze nie widzę. Natomiast jest coś, co też powoduje zapychanie żył. To nie tylko tłuszcz zwierzęcy, ale gluten również. I to jest dla mnie nowość. Sama jestem w szoku, ponieważ nigdy bym o to nie podejrzewała, gdyby mnie ktoś nie zapytał w jasnowidzeniu, co jeszcze ten gluten tam nam psoci.
I trzecia rzecz to ewidentnie ma działanie, jakby to powiedzieć, trujące wręcz. Powiedziałabym tak.
[01:09:27] - No tak.
[01:09:28] - Czyli nie jest odżywczy i też nie wiem, czy to było 40 lat temu też w ten sposób. Ja patrzę na sytuację dzisiejszą, więc nie mogę odpowiedzieć.
[01:09:39] - A zobacz jak wygląda, bo sama się interesuję, bo też mnie zaskoczyło, dlaczego większość ma nietolerancję glutenu. Czy u ciebie też tak wychodzi? Ta większość.
[01:09:47] - Większość ma nietolerancję glutenu, dlatego że większość osób z tego, co widzę, przede wszystkim ma problemy. To jest społeczeństwo chorych jelit. Tak to odbieram. Patrzę globalnie na ludzi i mają chore jelita, zagrzybione jelita. Widzisz grzyb, przede wszystkim candida w jelitach. Jelita leniwe, rozleniwione.
[01:10:08] - A to też jest przez te słodycze.
[01:10:15] - Słuchaj, sposób życia w tej chwili, to rozleniwienie nie wynika z tego, że my tak chcemy. Tylko to, w jaki sposób i czym się żywimy, powoduje rozleniwienie nas. Czyli to jest odwrotna przyczyna. To, co jemy, nas rozleniwia, rozwala nas. Także bym powiedziała tak: są osoby, które z glutenem sobie radzą na oko, na pozór są zdrowe, natomiast gluten może siadać na stawy, które w ogóle mogą nie kojarzyć z jedzeniem glutenu. Ja mam tak, zjem mąki pszennej i za parę tygodni mam ból stawów, czego kiedyś nigdy nie kojarzyłam.
[01:10:57] - A ja mam potworne bóle głowy i zastanawiałam się czemu. I wyobraź sobie, to też mówię na antenie, bo u części ludzi pewnie będzie występować dokładnie tak samo. W momencie, kiedy zaczęłam pilnować, żeby nie jeść glutenu, przestała mnie boleć głowa.
[01:11:10] - Dokładnie.
[01:11:10] - A całe życie myślałam, że to są bóle pogodowe, atmosferyczne, idą fronty, pięć tysięcy różnych rzeczy, ciśnieniowe, już nawet migrenowe. Nie wpadłam tylko na pomysł, że to może być naprawdę związane ewidentnie z tym.
[01:11:26] - Z glutenem. Obserwuję teraz, ponieważ mam sporo zleceń na robienie diet indywidualnych i powiem ci tak, że wiele osób zgłaszając się, sama jestem w szoku, niewiele rzeczy może jeść. I mówię tutaj o owocach i warzywach, takiej podstawowej diecie wegańskiej. I sama jestem w szoku i zaczynam szukać przyczyn dlaczego. I teraz właśnie wizja mi odpowiedziała, że wszyscy mamy, że tak powiem, zaszlamione jelita.
[01:11:56] - Jelita?
[01:11:57] - Zniszczone jelita. I teraz tak: warzywa i owoce są wzdymające, umówmy się. W momencie, kiedy mamy czyste jelita, kiedy mamy florę bakteryjną odpowiednią, jesteśmy w stanie jedząc na przykład monotematycznie, czyli same owoce jakieś jedne, na przykład jemy rano banany, dopiero po czterech godzinach zjemy na przykład warzywo jakieś, na przykład same pomidory. Dajemy sobie radę. Ale rozmawiając z weganami, większość wegan ma problemy z gazami. Z wytwarzaniem gazów. Czyli to już wskazuje, że jest coś nie w porządku. Bo kiedyś pamiętasz, jak byłyśmy dziećmi, to najadło się tych owoców czy czereśni, czy śliwek, to tylko przeczyściło, natomiast nie było gazów.
[01:12:43] - Ja zaobserwowałam co innego. Wiesz co ja zaobserwowałam na przykład w swojej diecie? Że jeżeli jem tylko i wyłącznie warzywa i owoce i jem tak przez dłuższy czas, to faktycznie pojawia się faza, w której rzeczywiście mnie wzdyma i mam gazy. Ale kiedy te jelita oczyszczają się i na przykład miesiąc jem tylko warzywa i owoce, to ta faza mi przechodzi i przestaję mieć problem. Natomiast problem zaczyna mi się wtedy, kiedy troszeczkę połączę. Na przykład w międzyczasie zjem sobie coś innego, na przykład kawałek ciastka albo czekoladkę, albo na przykład kromeczkę chlebka. Nawet jeżeli jest to chleb wazy, bezglutenowy czy cokolwiek takiego. Albo trochę kaszy, albo ryżu. Czyli mogę powiedzieć, ewidentnie owoce i warzywa potrzebują, jeżeli w ogóle człowiek się decyduje na tą dietę, to potrzebują być same.
[01:13:29] - Dokładnie.
[01:13:30] - Same. Jeżeli jesz z czymkolwiek innym, to zaczyna się trudność. Po prostu trzeba wszystko odrzucić.
[01:13:35] - No właśnie. Także ja też uważam, że jeśli na przykład jem w ciągu dnia same owoce, czuję się świetnie. Jak jem w ciągu dnia same warzywa, czuję się świetnie. Nie daj Boże, jak dołączę do któregoś z tych dni kaszę lub jakikolwiek chleb.
[01:13:52] - Mam to samo.
[01:13:52] - To jest już naprawdę brzuch bardzo wydęty. Dokładnie.
[01:13:58] - Ale powiem ci, ciekawe jest też to, że na przykład sprawdzałam, bo moja mama wciąż się denerwuje, że ja jem tyle słodyczy i robiłam doświadczenia. I powiem ci tak, jeżeli cały dzień jem tylko słodycze, też mi nic nie jest.
[01:14:09] - To dobre.
[01:14:11] - Ale jeżeli na przykład zjem w międzyczasie trochę owoców i trochę słodyczy, to już jest dramat. Czyli mogę powiedzieć organizm chyba daje sobie radę z pewnymi rzeczami pojedynczymi. Jeżeli je łączymy, to wtedy zaczyna się naprawdę problem. I powiedziałabym to łączenie to jest o tyle dyskusyjne, że zawsze się mówiło, że można warzywa, owoce z kaszami, z ryżami, z ziemniakami, a mi to na zdrowie osobiście nie wychodzi. Czyli ja bardzo stricte jem pojedynczo i te pojedyncze rzeczy rzeczywiście są lepsze.
[01:14:39] - Ale popatrz, sprawdziłam sobie te owoce u ciebie, bo mówię kurczę, coś może jest nie tak. Cały dzień jesz owoce, słodycze i wszystko. I tu mi wychodzi taka informacja, że wydzielają się endorfiny. Ewidentnie mam informację w trakcie jedzenia owoców jakby zasila się też mózg. Czyli mózg odżywia się chyba czymś słodkim, czyli energią związaną z cukrem.
[01:15:06] - No.
[01:15:06] - Bo ewidentnie mam taki sygnał i właściwie można powiedzieć, że na tyle dostarczają takiej energii, chociaż się mówi, że to są puste kalorie, ale ja w wizji dostaję zupełnie inną informację, że to nie są puste kalorie.
[01:15:17] - Ja to nawet nie muszę w wizje patrzeć. Ja tak żyję.
[01:15:21] - Tak, to są kalorie. Nie, to nie kalorie. Energia, która wybudza w nas chęć na dalsze przeżycia. Czyli dają nam siłę.
[01:15:31] - Dokładnie.
[01:15:31] - Ale ja nie wiem, czy my możemy głośno o tym mówić. Zresztą kochani, jeśli same chcecie jeść, powiedzmy słodycze, to zróbcie sobie taki eksperyment. Jednego dnia jedziecie na tych słodyczach.
[01:15:45] - Albo dzień tylko słodyczowy. Bo ja właśnie tak sobie robię. Ja robię tylko dzień słodyczowy, na przykład jeżeli mam na to ochotę, ale wtedy pamiętam, żeby nie mieszać tego z niczym innym i wtedy czuję się dobrze. Natomiast następnego dnia spokojnie wchodzę znowu w dietę owocowo-warzywną i też muszę pilnować z kolei, żeby nic z tym nie mieszać, bo jak zaczynam mieszać, to zaczynam się źle czuć. Albo muszę robić dużą różnicę. Na przykład jem rano powiedzmy chleb ryżowy, a owoce jem później, parę godzin później, tak, żeby była na tyle duża różnica, żeby można było ze spokojem to wszystko strawić. I wtedy jest w porządku.
[01:16:19] - No tak.
[01:16:19] - Także wydaje mi się, że znowu wracamy do punktu naszego ulubionego, w którym powiemy tak: nie słuchajcie nas za bardzo, tylko róbcie własne doświadczenia.
[01:16:27] - Dokładnie. Bo ja sama jestem tutaj w szoku. Renia mówi o słodyczach. Mnie się tam wszystko burzy na poziomach logiki. Wchodzę w jasnowidzenie. O kuźwa!
[01:16:35] - Patrz!
[01:16:36] - Nie miałam racji. Czyli mózg szedł w stare tory. O słodycze, nie próchnica zębów, bla, bla, bla.
[01:16:44] - A gdzie tam, ja mam wszystkie dobre zęby, daj spokój. I w tą próchnicę i słodycze to już nie wierzę bardzo dawno, bo teoretycznie powinnam mieć już sztuczne dwie szczęki. A jak widziałaś zupełnie nie złe mam te zęby.
[01:16:59] - I ostatnie pytanie, takie króciutkie, fajne. Chyba to młody człowiek do nas napisał. Ostatnio przechodziłem przez mały mostek i widziałem sporą ilość zaczepionych kłódek z imionami zakochanych. No i zacząłem się zastanawiać, czy to nie kolejny negatywny program. Bardzo dobrze kolego zauważyłeś według mnie, że to jest oczywiście program z typu uwiązujemy się wzajemnie, jeszcze kłódka, czyli zamykamy się w swojej własnej przestrzeni i na poziomach fizycznych może się to wydawać śmieszne i zakochani mogą to traktować jedynie jako zabawę czy jako taką deklarację, że chcemy być razem do końca życia. Natomiast na poziomach głębszych, duchowych, no to niestety to jest silna deklaracja i to nie jest takie, jakby to powiedzieć, proste później do zerwania. Tak, to nie jest takie hop siup. Więc wszystkim, którzy chcą zrobić taki krok, radzę się zastanowić dziesięć razy.
[01:17:57] - Dobrze.
[01:17:58] - W ogóle, nawet jeśli kochamy i uważamy, że z tą osobą będziemy do końca życia, to takich rzeczy nie robić. Dlatego, że ta kłódka, ten symbol niekoniecznie musi się skończyć w tym wcieleniu, może przejść na następne wcielenie jako program. Więc kochani, według mnie ostrożnie, nie róbmy takich rzeczy. Reniu, ale może ty się jeszcze wypowiesz.
[01:18:18] - No nie, absolutnie uważam dokładnie tak samo. Raczej bym nawet powiedziała z tymi stabilnymi związkami na to życie, to też bym powiedziała jedną rzecz, że te kłódki są też symbolem pewnego zniewolenia i nawet jeżeli to nie przyszłoby i powiedzmy trafimy na ludzi, którzy nie wiedzą, nie wierzą w następne życia, no to mogę powiedzieć, dostajemy symbol do podświadomości, kłódka, czyli zniewolenie, czyli siłą rzeczy na poziomie podświadomości ten związek będzie nam się kojarzył jako zniewolenie. No to kto chce żyć w zniewoleniu?
[01:18:48] - Dokładnie.
[01:18:50] - To jest już takie... Chyba że ktoś bardzo lubi, to proszę bardzo. Upierać się nie będę jakoś specjalnie. Natomiast ja sama osobiście bym nie chciała, w związku z tym wiadomo, że patrzę na to w określony sposób, jeżeli chcę osiągnąć określony rezultat.
[01:19:07] - Kochani, właściwie jesteśmy w punkcie, kiedy będziemy się z wami żegnać. Bardzo wam dziękujemy za wszystkie maile, za komentarze, za to, że bardzo nas chwalicie. To jest bardzo ważne.
[01:19:21] - Za dobre słowo.
[01:19:23] - Troszkę łechce nasze ego, można powiedzieć.
[01:19:25] - Ale też daje nam siłę do pracy. Umówmy się.
[01:19:28] - Oczywiście, że tak.
[01:19:29] - Chce nam się przynajmniej robić kolejną audycję.
[01:19:31] - Dziękujemy wam serdecznie. Dziękujemy za tematy, za pytania. Też dziękujemy, że nam dajecie wytchnąć trochę z tymi pytaniami, ponieważ jeszcze jak widzicie i słyszycie, to te stare pytania, do nich wracamy, które były ileś tam audycji temu, o tym wszystkim nie zapominamy. No i co? Reniu, zapraszam cię do powiedzenia o sobie, gdzie można cię znaleźć, co proponujesz, co masz ciekawego do zaproponowania dla ludzi?
[01:20:01] - Właściwie wciąż się powtarzamy przy każdej audycji. Myślę, że już wszyscy wiedzą, ale dobrze. Można mnie znaleźć w internecie, jak wpiszecie Renata Engel. Chyba tak samo jak ciebie, kochana.
[01:20:17] - Już ci się nie chce o tym bla blać.
[01:20:21] - Robimy sesje indywidualne. Oczywiście tak ja, jak i Monia. Ja koncentruję się na tych warsztatach jeszcze wciąż integracji podświadomości z wyższym Ja. Z tym tylko, że rzeczywiście tutaj dla zainteresowanych muszę powiedzieć, że stworzyłam nową... O, to jest też fajne. Stworzyłam nową medytację. Właściwie z przekazu dostałam, że mam to zrobić, a potem główkowałam, jak to zrobić, ale udało się. I co ciekawe-
[01:20:47] - O stwarzaniu.
[01:20:47] - O stwarzaniu, dokładnie. I wiesz co było ciekawe? Na ostatnich warsztatach zrobiłam to tylko jako grupę przejściową, ale ciekawe było to, że u ludzi dopiero uruchamia się stwarzanie, a jeszcze nie mają zielonego pojęcia, co chcieliby stworzyć. Czyli brakuje świadomości stwarzania jeszcze, tego, co naprawdę byśmy chcieli. Więc to takie fajne doświadczenie. Krótkie, bo krótkie, bo to zajęło chwilkę i bardziej się koncentrowałam jeszcze na starym typie warsztatów. Teraz będę coraz bardziej włączać w nowe. Sierpień już jest zajęty, bo już mam tylu uczestników, że niestety muszę odmawiać. Tak, więc raczej mówię o wrześniu. 7, 8 września to jest chyba pierwszy weekend września, jak nie to drugi.
Nie pamiętam. Chyba pierwszy weekend września i wtedy robię te warsztaty w Warszawie. Na mojej stronie, jak już wejdzie się na seminaria, to tam jest napisane pokrótce. Oczywiście nie zmieniłam i nie dodałam tej medytacji stwarzania, natomiast tutaj już mówię wszem i wobec, że ona będzie.
[01:21:45] - Tak.
[01:21:46] - Żeby rzeczywiście już zacząć troszkę w tym kierunku działać.
[01:21:51] - Dobrze.
[01:21:52] - A ty o sobie?
[01:21:54] - Więc tak. Kochani, zapraszam na indywidualne sesje jasnowidzenia. I tu uwaga, jest zmiana, ponieważ zgodnie z tematem uzupełnianie swoich studni i obserwowaniem swojego ciała zapraszam was na jasnowidzenie, które nie będzie już trwało godzinę. Będzie trwało 40 minut. To jest wystarczający czas, żebyśmy sprawnie i w odpowiednim tempie sobie to jasnowidzenie przeprowadzili. Także bardzo was proszę, żebyśmy nie marnowali czasu na zastanawianie się nad pytaniami w trakcie sesji. Tylko proszę was, żebyście przygotowali sobie wcześniej pytania, dobrze je przemyśleli. Mamy 40 minut, to jest wystarczająco. Dalej. Zapraszam was, kochani, na kursy, które prowadzimy wraz z mężem.
Metoda Droga do Wolności. Następne kursy będą w sierpniu. Wszystkie informacje, kiedy te kursy się będą odbywać, będą na stronie internetowej Metoda Droga do Wolności. Także tam szukajcie informacji. No i co jeszcze? Chyba tyle, kochani. Ach, jeszcze chciałam pozdrowić bardzo serdecznie wszystkich kursantów, którzy nas odwiedzili od samego początku stworzenia metody Drogi do Wolności. Chcę wam bardzo serdecznie podziękować za miłe słowa, za to, że jesteście, za to, że też wiele rzeczy się od was uczymy, że dzięki wam powstają nowe arkusze, bo jesteście dla nas inspiracją, że pokazujecie nam, w jaki sposób się rozwijacie, jak kasujecie programy i jak z samego dna czasami przychodzicie naprawdę z ciemnym zaprogramowaniem wchodzicie w sfery niebiańskie. To jest po prostu dla mnie szok, jak wy pracujecie, jakie macie efekty. I błagam was tylko, żebyście się nie zniechęcali, jeśli na razie nie macie przełożenia w sferze fizycznej.
Pozwólcie sobie na proces. Czasami to musi potrwać pół roku, zanim się pewne rzeczy wdrożą z świata duchowego na świat fizyczny. Błagam was o cierpliwość, żebyście się nie wycofywali, nie zniechęcali, tylko dalej tak pięknie pracowali, dlatego, że wszystkim nam będzie się żyło lepiej i szybciej te wszystkie zmiany nastąpią, jeśli my będziemy pracować nad swoimi ciemnymi wypełnieniami. A arkusze obiecuję, że się już tworzą. Są pomysły, także kochani, na drugim stopniu już będziemy się uczyć o tworzeniu. Także ja też tutaj zobowiązanie złożyłam, że drugi stopień tworzymy, mamy arkusze.
[01:24:26] - Super.
[01:24:26] - To co, kochani? Dziękuję. I co? Powoli się będziemy żegnać.
[01:24:31] - Tak. Do usłyszenia następnym razem.
[01:24:35] - Żegnamy się. Buziaki.
[01:24:37] - Buziaki. Pa.
[01:24:38] - Archiwalne odcinki audycji Café de Flore znajdziesz do pobrania w archiwum Radia Paranormalium, a także na serwisie YouTube, na kontach Renaty Engel i Moniki Jakubczak, jak również na stronie Renaty Engel www.engelenrata.com.