Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:27] - Sobotni wieczór w Radiu Na Fali. To co, zaczynamy tą hiperprzestrzeń, proszę państwa. To czas najwyższy. Zaczynamy zatem.
[00:48] - To think for yourself and question authority.
[00:54] - Po tym oficjalnym początku mogę podkręcić wszystkie gałki troszkę, żeby było trochę więcej lasu, trochę więcej wszystkiego. Witam was bardzo serdecznie w hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali. Absolutnie live. Słuchajcie, dzwońcie po wszystkich znajomych na Skypie. Jest audycja na żywo w Radiu Na Fali, a ja mam na imię Tomek. Audycja jest oprócz tego retransmitowana w Radiu Paranormalium. Także pozdrawiam przede wszystkim słuchaczy Radia Na Fali, macierzystego radia i Radia Paranormalium. Peace and love kochani. Wiem, że są czaty. Czaty są i na Radiu Na Fali, i Radiu Paranormalium.
Ja oczywiście jak zwykle jestem jednym okiem na czacie Radia Na Fali. Muszę sobie kartkę wziąć. To są moje notatki na dzisiaj. Musiałem tak spektakularnie zrobić, żeby było słychać, że coś tam jest. Bo dzisiaj taki temat wizyjny o tym, że coś w tym niewidocznym świecie jest i coś czasami do nas mówi, czasami się pokazuje i tak dalej. Także dzisiaj w hiperprzestrzeni temat wizji, temat odczuwania kilku spraw. Taki bardzo wizyjny temat. Myślę, że są wakacje i to w ogóle jest taki temat w sam raz, idealny na wakacje, proszę państwa. A wy oczywiście możecie dzisiaj zadzwonić do Radia Na Fali. W sumie jak zawsze: radionafali.com.
Taki jest adres na Skypie. To jest jedna rzecz. Druga rzecz to jest to, że ja za chwilę będę na czacie i tam będę jednym okiem łypał, co się dzieje. Trzecia rzecz to to, żebyście szybko po znajomych puk, puk, że w ogóle jest żywa audycja live, żeby to nie było, że tylko sami tacy pochowani gdzieś w szafie siedzicie z tymi słuchawkami i słuchacie. Nie bójcie się tego. Wyjdźmy z tym do ludzi. Dokładnie radionafali.com. Oprócz tego wszystkiego zapraszam was, żebyście wpadali na Twittera radiowego. Nie pamiętam teraz adresu Twittera radiowego, ale generalnie znajdziecie go bez problemu przez stronę Radia Na Fali. I tak prosto z mostu.
Co jeszcze chciałem powiedzieć? Bo tak się zamotałem, bo tutaj włączam wszystkie Skypy, wszystkie te urządzenia, wszystkie te aplikacje, żeby móc zacząć normalnie, a przede wszystkim skoncentrować się tylko na tym mikrofonie i mówić do tego mikrofonu. To jeszcze zanim się skoncentruję na tym mikrofonie, to tak: Twitter, Facebook oczywiście Radia Na Fali. Ja się pojawiam troszkę na Twitterze, ale to jest tak nieregularnie. Czasami jestem, czasami nie. Powinienem dać na przykład zapowiedź, że za chwilę wchodzę na antenę, jak to ludzie Twittera, ale wiecie jak to jest. Po prostu nie wyrobiłem z takimi rzeczami. Także oprócz tego, że jest Twitter, jest Facebook, jest strona Radia Na Fali, jest też jakiś Google+, ale go już chyba zluzowaliśmy, bo to już lekka przesada. Po prostu posiadanie 300 kont w mediach społecznościowych to już jest zabawa dla zabawy. Wszystkie informacje, których szukacie na pewno znajdziecie tam, gdzie one są, czyli na stronie Radia Na Fali plus na tych wszystkich dodatkowych sprawach.
Mniejsza o to wszystko. Jak chcecie zostawić komentarz, zapraszam. Dziękuję za fajne komentarze. Dziękuję za naprawdę sympatyczne maile. Peace and love, kochani, wielkie dzięki. Dajcie mi chwilę czasami na odpisanie, bo to czasami trwa, żebym znalazł chwilę czasu. Ale zawsze odpisuję. À propos w ogóle odpisywania, bycia i kontaktowania się. Nie zapominajcie, bo to już dosłownie za chwilę Konwent Wiedzy Alternatywnej w Trójmieście. Dosłownie w przyszłym tygodniu, w przyszły weekend zdaje się zaczyna.
Sprawdźcie na fraktala.pl. Jest link na stronie Radia Na Fali, na samej górze w tych banerach. Jest konwent.fraktala.pl. Tam są wszelkie możliwe informacje. Wyjściówki wszystkie, które można było kupić online, już wszystkie poszły. Także jedyna opcja, żeby się dostać na miejsce, trzeba założyć buty na nogi, wsiąść w jakiś środek komunikacji, ewentualnie na pieszo dojść tam do Trójmiasta i kupić bilet przed imprezą. To jest jeszcze jedyna opcja, bo te online już są wszystkie sprzedane, proszę państwa. Także zapowiada się naprawdę niezła impreza. Także jeżeli nie macie nic do roboty, zasuwajcie do Trójmiasta. Tomek Grubba oraz cała reszta tej ekipy będzie przez dwa dni opowiadała niesamowite rzeczy.
Mam nadzieję, że część z tego materiału się tu pojawi. Także wszyscy my, łącznie ze mną, bo mnie też tam nie będzie, będziemy mieli okazję, żeby sobie normalnie posłuchać tego wszystkiego, ponieważ nas tam nie było. Multilokacja. To wszystko z tych wszystkich niezbędnych ogłoszeń. Ja oczywiście oprócz tego wszystkiego chciałem bardzo serdecznie podziękować jak zwykle wszystkim mecenasom radia, bo dzięki wam to wszystko funkcjonuje. Także peace and love, kochani, wielkie dzięki za wpłaty. Nieważne ile jest tych wpłat, bo to też nie o to chodzi. Chodzi po prostu o to, że one są. Także dzięki wielkie za wspieranie, za sam gest. Rewelacja moi kochani.
Także dziękuję, peace and love i zapraszam wszystkich pozostałych, jeżeli chcecie wspierać radio. Słuchajcie, radionafali.com tam jest zakładka wspieraj RNF jak RFN dawniej i tam są wszelkie informacje na ten temat, że możecie zrobić to PayPallem, możecie za pomocą mBanku, możecie Bitcoinem wrzucić i tak dalej. Jakbyście chcieli na przykład baner do Radia na Fali u siebie umieścić na stronie, to na dole właśnie na tej stronie, gdzie jest wspieraj RNF jest link do baneru. Jest tylko jeden baner. Jak macie jakieś specjalne życzenia na temat wielkości tego baneru i tak dalej, po prostu wyślijcie maila. Nie ma problemu, chętnie specjalnie dla was przytnę na rozmiarze. Poprzycinam, podocinam i zrobię tak jak ma być i chętnie się z wami podzielę. Także zapraszam serdecznie, jeżeli ktoś z was ma taką ochotę, żeby propagować Radio na Fali. Oczywiście powiedzcie swoim znajomym, żeby nie było tak, że sami siedzicie, sami słuchacie. Nie bądźcie tacy nieużyteczni ludzie, bym powiedział.
Dzielić się trzeba z innymi. Skoro dzielić się trzeba, to na dzisiaj mam temat wizji, bo temat w ogóle jest ciekawy. Wraca do mnie co jakiś czas. Oczywiście o tych wizjach, tych wszystkich sprawach często rozmawiam, bo wiadomo, „Hiperprzestrzeń” audycja psychodeliczna poniekąd, ale temat wizji chcę dzisiaj ugryźć troszkę z innego powodu, w postaci kontynuacji historii z zeszłego tygodnia. Troszeczkę o zmianie pewnego sposobu myślenia o rzeczywistości i tak dalej, ale nie cisnąć za bardzo w ten sposób, aczkolwiek rzucić kilka ciekawych refleksji, które wzięły się stąd, że co jakiś czas, nie tylko w polskim języku, chociaż w polskim to jest bardzo spektakularne, bo ten tak zwany rynek medialny brzmi jak po prostu obraza, ktoś mógł wyciągnąć z dechu rybę i po pysku natrzaskać. Ale w zgrupowaniu mediów niezależnych w takim małym kraju jak Polska, gdzie informacje strasznie szybko rozchodzą, bo tu się wszyscy znają. Może nawet nie tyle znają w sensie prywatnym, żeby ze sobą transy wznosili, ale generalnie wszyscy wiedzą o swoim istnieniu, bo wiadomo, kraj jest mały, niewielu ludzi mówi na takie tematy. Podobnie jest wszędzie na świecie, tylko że tam ta skala jest troszeczkę większa i czasami się pojawiają takie postacie, które mówią o jakichś niesamowitych rzeczach, niesamowitych wizjach, niesamowitych galaktykach. W ogóle są takie niesamowite opowieści. Praktycznie koleś wychodzi, opowiada coś w rodzaju scenariusza na „Gwiezdne wojny”, tylko że troszkę inaczej.
I na tym to polega. Wszyscy tam siedzą, słuchają. „Wow, niesamowite. Lightworker” albo coś w tym stylu. Taka chyba nazwa popularnie panuje na takich ludzi. To jest wszędzie na świecie. W Polsce się to pojawia czasami bardziej spektakularnie, bo jest to mniejsza społeczność. Także jak tam się pojawia taka rzecz, to od razu wybucha. Ja tak się czasami po prostu przyglądam tym wszystkim rzeczom. Przyglądam się chociażby z tego powodu, że sam używam substancji psychoaktywnych i sam miewam różne dziwne wizje, dziwne historie.
I nie jestem jedyny. Mam troszkę znajomych, którzy robią dokładnie to samo i też mają swoje historie z tym związane. Tylko żaden z nich nie opowiada historii, o których mówią ci ludzie. Nie próbuje ich, jak to się elegancko mówi w języku angielskim cashować, czyli zrobić z tym biznesu, żeby was zapędzić do jednej dużej sali, posadzić i powiedzieć: „A teraz opowiem wam, jak wyglądało stworzenie świata”. Nie do końca, nie w ten sposób. To jest trochę w inną stronę. Właśnie dzisiaj troszeczkę będę chciał się zastanowić nad tym, skąd w ogóle się bierze takie zjawisko, że występują takie rzeczy i zastanawiać się troszkę nad tym tematem. A wy jak macie jakieś wizje, jakiekolwiek sprawy to dzwońcie radionafali.com. Ja mam na imię Tomek, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni”, która jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium. To ja może tak zwyczajnie, zanim zacznę opowieści tej dziwnej treści, zacznę od muzyczki, proszę państwa, jakiejś miłej muzyczki.
W końcu jest lato. Lato zbliża się do końca, można powiedzieć lato Muminków dobiega końca. Trochę tak. Ja mam oczywiście muzę na dzisiaj. À propos konwentu, bo muza częściowo będzie nawiązywała troszeczkę do konwentu, która będzie się dzisiaj bujała z nami. Może nie przez cały czas, ale przez parę chwil. Mianowicie Kuba Babicki, który wystąpi też na konwencie, którego prelekcje bardzo lubię i ma bardzo ciekawe refleksje. Zapraszam. Także wrotki na nogi, ewentualnie bilet na pociąg, bilet na autobus i zasuwać do tego Trójmiasta, bo już biletów nie kupicie online. Wszystkie są do kupienia tylko na miejscu przed wejściem.
A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu na Fali. Ja mam na imię Tomek, a dzisiaj taki troszkę wizyjny temat. Nie wiem, jak to w ogóle nazwać poprawnie. Wizje, wizyjność. I don't know. Myślę, że to wszystko jest doświadczenie, ale gdzieś tam będę się posługiwał jak zwykle jakimiś słowami typu wizyjność, wizje i tak dalej. Myślę, że wszyscy skumamy, o co chodzi. Bo taki ciekawy temat aktualnie w dzisiejszych czasach, gdzie pojawia się dosłownie jak przysłowiowe, chciałem powiedzieć gruszki na wierzbie, ale gruszki na wierzbie nie rosną. Pojawia się po prostu taki wysyp wszystkich tych kolesi, którzy mówią o wizjach, o tym co, gdzie, jak i jak wygląda świat, kto rządzi, szarzy, nie szarzy, węże, inne istoty. Generalnie wszystkie tego typu historie.
I mówię o tym w takiej, czasami jak dla mnie, bo to jest moje prywatne doświadczenie, po prostu w jakiejś takiej dziwnej, poplątanej formie. Ja tego w ogóle nie rozumiem. Niektórzy mówią w jakiś zwięzły sposób, ale nie opowiadają już takie rzeczy, że jak ja tego słucham, to myślę: „Człowieku, kurde, może byś po prostu wziął jakiegoś grzyba albo kwas, ale tak konkretnie i zamiast opowiadać mi o tych swoich historiach z Area 51 albo jakichś innych sprawach, po prostu wybierz się do lasu z tą substancją psychoaktywną albo na jakąś łąkę i sam przeskocz do innego wymiaru, do innej przestrzeni i sam się dowiedz czegoś, zamiast nieustannie powtarzać i wymyślać za kimś”. Bo tak czasami to troszeczkę odbieram, że są to takie kalki wymyślone przez kogoś dawno temu. Później kolejni przychodzą, odpisują sobie od tego kawałek. To troszkę jak powstawanie religii. Każdy sobie dopisał kawałek i czuje się teraz absolutnie ważny, że to on ma monopol na rzeczywistość i tak dalej. Wszystkie tego typu historie. Historia z widzyjnością zaczyna się, właściwie nie można powiedzieć, żeby się kiedykolwiek zaczęła, bo ona jest nieustannie związana z historią rodu człowieka, z historią nas samych, obecnych na Ziemi i naszej formy jakiejkolwiek ekspresji. Naszej percepcji właściwie.
Nie będę się za bardzo cofał, bo można by się cofnąć do czasów jaskiniowych, do tych wszystkich historii. Może na inną okazję ta prehistoria, bo do niej jeszcze będziemy nieraz wracać tu w audycji. Tylko się cofnę do niemieckiego romantyzmu, bo to jest chyba najbliżej czegoś takiego, co jeszcze możemy okiełznać naszym umysłem. Jeszcze nie rozpływa się w czułościach historii, prehistorii. W czasach niemieckiego romantyzmu 1850-1860, czasy jeszcze Imperium Austro-Węgierskiego, pojawiła się luka w historii. Było to tuż po rewolucji w Paryżu w 1858 roku. Było dużo ruchów politycznych, okienko intelektualne się zrobiło w Europie. Pojawił się Goethe, pojawiło się kilka innych rzeczy. To, że się pojawiają, nie zmienia absolutnie niczego, poza tym, że jak się pojawili, to napisali książki i to już zmieniło bardzo wiele. Bo ktoś te książki przeczytał, podrapał się po głowie i stwierdził: „Nie, to jest dokładnie ta sama historia, którą ja odczuwam”.
Zaczęła się kumulacja, bardzo ciekawa kumulacja. O ile w dzisiejszych czasach mamy wysyp ludzi, którzy wychodzą i mówią: szarzy, węże, Plejadianie, wszystkie te historie. Może mają rację. Nie mam bladego pojęcia na ten temat. Proszę nie oceniać, ja po prostu nie do końca to łapię. Ale pojawia się postać taka jak na przykład Rudolf Steiner. Ciekawa historia. Rudolf Steiner jest niemieckim filozofem, naturalista. Posłużę się troszeczkę ściągą. Urodzony w 1861 roku, zmarł 30 marca 1925 roku.
Jeszcze w czasach Tesli. Był to człowiek, który stwierdził, że właściwie filozofia powinna wrócić do oryginalnych korzeni, klasycznie greckich, czyli do wolności i nazywał to filozofia wolności. Idealista, filozof. Wymyślił coś takiego jak antrofilozofia. Tak można było nazwać naukę Goethego. Jest tych mądrych słów masa. Ja mógłbym to czytać i czytać. Co jest ciekawe w tej całej opowieści? Wszystko zaczyna się właściwie, kiedy w wieku 21 lat, gdzieś pomiędzy domem, pomiędzy Weną a swoją wioską, w której dorastał, spotkał na drodze ducha kobiety, która generalnie powinna być martwa. Oni wszyscy znali się, bo to wioska, ludzie się znają.
Ta kobieta wcześniej zmarła i ją po prostu zobaczył. Nagle się okazało, że człowiek uwierzył w świat duchowy. Feliks Kozucki, który porozmawiał z naszym bohaterem Rudolfem Steinerem, niejako przekonwertował jego całą filozofię, sposób myślenia o rzeczywistości na bardzo naturalny kierunek. Człowiek został naturalistą. Tylko że został akademikiem, bo człowiek, który go nakierował na to wszystko, nie miał nic wspólnego z nieakademicką historią. Całość jak zwykle się rozbija dokładnie o dwie rzeczy: o duchowość i materię. Takie dwa elementy, a my czasami próbujemy stać w rozkroku. Ja to troszkę pominę, bo ciekawie się robi w dzisiejszych czasach. Właśnie ta idea o tym, że jest materia i ona jest bardzo istotna, że jest duchowość i ona jest, jako że nie da się jej zmierzyć, mało istotna dla niektórych, dotyczy dzisiejszych czasów. Dzisiaj to zaszło troszeczkę dalej.
Nie przypomina to czasów Rudolfa Steinera, gdzie robiono eksperymenty. Przypomnę, że czasy Rudolfa Steinera to są też czasy Wilhelma Reicha, który udowodnił, że istnieje coś, co napędza ten cały świat i primo jest niewidoczne, po secundo jest niewidoczne i po tercio nikt nie ma pojęcia, jak to wygląda. Ale jest. I co z tym zrobić? Nikt do końca nie wie. Rudolf Steiner dorastał w takich czasach, był pod wpływem tych wszystkich rzeczy. Jeszcze na sekundę wskoczę do prehistorii, bo z tymi wizjami jest troszkę tak, że jak się cofamy do tyłu, czy to w historii nauki, chociażby René Descartes, tak zwany Kartezjusz, słynna historia z jego wizjami, że strzelili go w głowę, o mało co nie zmarł na froncie wojen trzydziestoletnich. Ale jak został ranny, doświadcza potężnych wizji i pod wpływem tych wizji wymyślił, że nauka może operować liczbami, że da się zamienić świat na liczby i da się w ten sposób opisać jego sens, logikę i przewidzieć przyszłość. Czy się da, czy nie, to już inna sprawa. Podobnie było w Grecji.
Było takie miejsce, które się nazywało Delfy. Ponoć było ich troszeczkę więcej. Ja musiałbym posprawdzać, ale to temat na inną rozmowę. Do sedna sprawy. Było takie miejsce, gdzie wysyłano wszelkich tak zwanych światłych ludzi, gdzie wszyscy filozofowie się pchali. Filozofia, czyli miłość do wiedzy, miłość do poznawania. Nie oznacza tego samego co w dzisiejszych czasach, tylko generalnie miłość do wizji. Gdybyśmy chcieli przetłumaczyć bezpośrednio ze starożytnej greki filozofię, to jest właśnie miłość do wizji, w których nam się objawia wiedza. To nie jest miłość do zdobywania wiedzy w akademicki sposób. Nie, to jest miłość do tripowania.
Każdy, kto wrzuca kwasa, każdy, kto wrzuca grzyby, każdy, kto korzysta z ayahuasca i tak dalej, może śmiało się nazywać filozofem. To jest to prawdziwe, oryginalne znaczenie filozofii. Ja wiem, że ono odbiegło daleko od oryginalnego znaczenia. Aktualnie nazywają się tak wydziały na uniwersytecie, gdzie co najwyżej dżentelmeni, którzy próbują zrozumieć coś z siebie i świata dookoła, popijając jakieś alkohole, kawki i tak dalej, się zastanawiają, o co chodzi w tym wszystkim. Oryginalni greccy filozofowie robili to trochę inaczej. Wybierali się w takie tajemnicze miejsce, które było objęte takim specjalnym casusem tajemnicy. Nikt nie wiedział, co tam się dzieje do końca. Są różne spekulacje na ten temat. Tam doznawali jakichś niesamowitych wizji, uczestniczyli w jakichś niesamowitych ceremoniach. Wszystko to było bardzo mocno objęte bardzo ścisłą tajemnicą.
Był jeden przypadek dżentelmena, który się tam wybrał. Wrócił do swoich stron na jakąś wyspę i zaczął opowiadać, jak tam było. I chyba nie skończył opowieści, bo od razu pojawili się ludzie, którzy mu przypomnieli: „Kochany, nie możesz o tym mówić. Tu obowiązuje tajemnica. To jest tylko twoje wyłączne przeżycie indywidualne, twoje indywidualne doświadczenie i nie możesz się z nikim tym dzielić. Możesz z niego skorzystać, wymyślając jakąś filozofię. Możesz, jak się elegancko, mądrze mówi, ekstrapolować swoją myśl, ale nie możesz powiedzieć, co się wydarzyło”. Tak to wyglądało z tym Delfi, z tym dziwnym miejscem. A teorie są takie, że tam się wydobywały dziwne gazy, które powodowały, że wszyscy dostawali świra, że tam było jakieś przedstawienie specjalnie pociągane za sznurki, takie duże dekoracje, gdzie wpuszczano ludzi na tripie i oni siadali przed tym przedstawieniem. To było tak zorganizowane, że wszyscy myśleli, że widzą duchy, że widzą jakieś niesamowite sceny, a tak naprawdę było takie przedstawienie dla ludzi odurzonych substancjami psychodelicznymi.
Jak było naprawdę? Nie wiem. BBC i wielu klasycznych historyków twierdzi, że to tylko takie przedstawienie było, że to chodziło o proste rzeczy. Ja nie do końca w to wierzę, bo z tym Delfi jest ciekawa historia, która przesuwa lokalizację tego miejsca. Oryginalnie tam jest podane, że pierw była taka wyspa, która gdzieś tam się znajdowała w okolicy Grecji i na nią się zasuwało. Później się okazuje, że trafiamy na informację o czymś takim, co się znajdowało gdzieś, aktualnie to jest granica Bułgarii i Rumunii, gdzieś w tym miejscu, z dala od Grecji, i że tam była jakaś taka właśnie świątynia, nie wiem, Dionizosa, cholera wie czego. Nikt właściwie nie zapisał tej nazwy. Nic dziwnego, to jest w ogóle taka dosyć poważna tajemnica, która myślę, nurtuje bardzo wielu z nas. To jest chociażby kwestia, co z kulturą słowiańską, która wiemy, że była potężna, gigantyczna i praktycznie kamień na kamieniu po niej nie pozostał. A w tym miejscu Grecji, gdzie właściwie według tej nowej teorii, nowej koncepcji uderzali wszyscy ci filozofowie po wiedzę po to, żeby dowiedzieć się, jak tak naprawdę jest skonstruowany cały świat, właśnie na przykład w tamtej okolicy znaleziono te oryginalne kamienne tablety, na których są, właściwie można powiedzieć oryginał głagolicy, czyli tego protosłowiańskiego pisma, którego nikt nie jest w stanie przetłumaczyć, nikt nie jest w stanie odczytać.
Tam są próby, ale ja nigdy nie spotkałem takiego de facto już opracowanego leksykonu, żeby móc pracować z tym językiem. I don't know. Mam nadzieję, że to już niedługo i że się dowiemy i że odkryjemy troszkę więcej tego. To poniekąd nasza spuścizna kulturowa, co by nie mówić. Ale zostawmy może Grecję i wszystkie te rzeczy. To, co chciałem powiedzieć cytując, wracając do tych starożytnych opowieści, to to, że właściwie ten temat wizji, zdobywania wiedzy w wizjach jest po prostu nieodłącznie związany z całą historią ludzkości. Nawet miłośnicy biblijnych opowieści mają tam swoje wstawki pod tytułem: siedział na dachu, palił dobry marokański haszysz i nagle objawił mu się jego pan z całym naręczem zwierząt, który powiedział: „Hej, jesteś głodny? Mam dla ciebie coś do jedzenia”. Taka gastrofaza troszeczkę. Galileusz ponoć mocno przypalał haszysz.
Gdzieś tam w jego zapiskach chyba ponoć zdaje się ktoś odnalazł jakieś mocne informacje, że ten dżentelmen też sobie siedział na dachu, przypalając sobie dużą fajkę, oglądając gwiazdy i chyba tak przypalił, że stwierdził: „Ej guys, to nie są gwiazdy, to są planety”. I jak zszedł na dół, podzielił się tą informacją z całą resztą, to reszta powiedziała: „I don't know, man. Mamy tu trochę drewna. Chyba cię puścimy z dymem”. Różnie to bywało w historii, różnie to bywało. Gdzie to w ogóle doszło w dzisiejszych czasach? Bo zacząłem od tych dzisiejszych historii wizyjnych, od tego, jak to wygląda troszkę dzisiaj, że to się stało częścią- cokolwiek by nie mówić, z całym szacunkiem do wszystkich nas posiadających jakiekolwiek wizje, dzielących się z nimi, tymi wizjami z całą resztą świata w jakikolwiek sposób. Dzisiaj doszło do jakiegoś takiego momentu cashowania tego. To wręcz stało się po prostu biznesem. Ja słyszę coraz częściej gdzieś tam zaproszenia czy jakieś takie opowieści pod tytułem: „Hej, tu jest ktoś, kto wie, na czym w ogóle sprawy się mają, na czym się opierają, jak to wszystko wygląda”.
I don't know. Wydaje mi się, taka moja refleksja, że to rozdwojenie tej technologii, rozdwojenie naszej osobowości, pomysł na to, że to jest rozdwojone, bo to nie jest jakaś tam stała rzeczywistość, to nie jest coś, co się naprawdę dzieje, tylko to jest taki koncept filozoficzny, w który nas wrzucono i nasza cywilizacja powiela ten koncept. My go drukujemy w gazetach, w książkach. Mówimy: mogę, ale nie mogę, mogę. Jestem rozdarty i tak dalej. Cała kultura składania kwiatów i modlenia się do naszego rozdarcia. I tu się pojawia w naszych czasach zjawisko transhumanizmu. Coś, co nie istniało wcześniej. Może istniało w trochę inny sposób. Właściwie istniało w inny sposób, bo dawniej to było nazywane trochę inaczej.
Czym jest ten transhumanizm dzisiaj? Bo on się chyba niewiele zmienił na przestrzeni dziejów. W dzisiejszych czasach jest to tak zwana materialistyczna próba nawet nie odpowiedzi, ale dominacji nad naturą w bezwzględny sposób, żeby jej nie dać absolutnie żadnych szans. Chyba najlepszym przykładem takiego właśnie transhumanizmu są gigantyczne roboty, w które próbuje się włożyć ludzi. To takie maszyny, że człowiek wygląda jak transformer. I chodzi o to, żeby zwiększyć siłę naszych mięśni, żeby zwiększyć siłę naszego oddziaływania na fizyczny świat, żeby nasz cios w ścianę spowodował, że ściana runie z łoskotem. Można to oczywiście zrobić inaczej, ale ktoś tam wpadł na pomysł, że jak się wybuduje takiego dużego robota, to będzie po prostu lepiej. To jest właśnie taki pomysł na transhumanizm, żebyśmy właściwie nie tyle zrozumieli samych siebie, bo to nie zmienia istoty nas w środku tej maszyny, którą sterujemy, tylko dobieramy sobie taką zbroję, która będzie nas ochraniała przed światem zewnętrznym, tudzież będziemy mogli za jej pomocą kontrolować naturę w bezwzględny sposób, w całej jej formie. Istota życia, jakby to odpowiedzieć najkrócej, generalnie jest takie sprowadzenie istoty naszego życia do opcji prowadzenia maszyny właściwie, bo do tego się to sprowadza, że nikt się nie chce zastanawiać za bardzo, co tak naprawdę steruje tą maszyną dalej. Jesteśmy my, że to jest żywa istota, która ma tam swoje myśli, że tą żywą istotę trzeba wsadzić do maszyny, bo sama maszyna z siebie nic nie wyda.
Są próby zrobienia sztucznej inteligencji i tak dalej, ale nikt jeszcze nie doszedł do takiego poziomu, żeby udało się zaprogramować sztuczną inteligencję, jak mawiał Terence McKenna, do takiego stopnia, żeby mogła pozbierać nasze brudne skarpetki z podłogi i odcedzić je od tych czystych ciuchów i wrzucić do pralki. Jeszcze włączyć pralkę, przyjść i powiedzieć: włączyłam pranie. Nie ma takiej sztucznej inteligencji, a zdaje się 5-letnie dziecko robi to w ciągu ułamka sekundy. A my nawet nie doszliśmy z poziomem organizacji rzeczywistości do ogarnięcia brudnych i czystych skarpetek de facto. Może jesteśmy w stanie zrobić maszyny, które robią precyzyjne cięcia i tak dalej, ale ciągle wszystko jest sterowane przez człowieka, ciągle jest programowane przez człowieka. To nie jest coś, co maszyna robi sama z siebie. Nieszczęśliwie dla wielu ta koncepcja wynikająca z prawa naturalnego, czasami z powodu tego zamknięcia się w tej maszynie staje się ideologią, czasami myślę, że chyba polityczną, bo trochę tak to wygląda, że przekraczając próg 100 ludzi tracimy możliwość bycia częścią doświadczenia tego świata, który nas otacza. Za dużo informacji, robi się ciężko, żeby złapać tych wszystkich ludzi. Że jak jest powyżej 100 ludzi dookoła nas, to już ciężko kumać kto jest kto. Zaczynamy budować jakiś leksykon pojęć.
Powstają regulacje, powstają teorie, modele, powstają wszystkie te dziwne ściemy dookoła nas. Cały ten dowcip ponoć, jak neurolodzy mówią, bierze się troszkę z naturalnej budowy naszej głowy, że powyżej na przykład 100 ludzi i dealowania w ogóle rzeczywistości z okolicą właśnie 100 ludzi dookoła nas jest okej. Do tego momentu wszystko gra, ale jak przekraczamy tą liczbę, nagle się okazuje, że właściwie wymiana doświadczeń znika, bo właściwie wszystkie stają się bardzo powierzchowne. Nikt za bardzo nie ma czasu na to, żeby ze sobą porozmawiać, bo już jest za dużo tego wszystkiego. Po angielsku to się nazywa information overload, czyli cały ten poziom jest przeładowany informacją i właściwie przestajemy się powoli komunikować. I pojawia się coś, o czym już postulował ów nasz ulubiony dzisiaj Rudolf Steiner. Przepraszam bardzo, ja tam sobie takie notatki pod ręką i czasami zaglądam do nich. Więc co z tym Rudolfem Steinerem? Rudolf Steiner stwierdził, że w ogóle to jest taki troszeczkę nieelegancki pomysł na życie, żeby w ogóle funkcjonować w ten sposób. Bo idąc w taki sposób transhumanizmu, tak jak to dzisiaj nazywamy, czyli taka materialistyczna próba kontrolowania wszystkiego, my jesteśmy zmuszeni na to, żeby znać na przykład więcej niż 100 osób dookoła nas, bo robimy coraz bardziej zaawansowane urządzenia.
Ta cała strategia, te wszystkie plany regulacji i tak dalej wymagają zaangażowania jeszcze większej ilości ludzi. No i de facto sami się gubimy w tym wszystkim troszkę, nagle jest za dużo i nagle już znikamy z tego wszystkiego. Wymyślił takie pojęcie jak pancerz. Założył w ogóle swoje szkoły, odpalił swoją filozofię, filozofię wolności. I o czym ta filozofia mniej więcej mówi? Ta filozofia mówi o tym, że cała nasza cywilizacja, przynajmniej sposób, w jaki ją konstruujemy, ten nakazowo-rozkazowy i tak dalej, ten technokratyczny powoduje, że zaczynamy wariować. A jak zaczynamy wariować, to pierwszym objawem wariactwa jest po prostu strach, o czym czasami tutaj mówię w hiperprzestrzeni. A jak się pojawia strach, to chcemy się odizolować od czegoś, czego się boimy, żeby mieć poczucie bezpieczeństwa. I zaczynamy budować coś w rodzaju takiego pancerza dookoła siebie. Dokładnie o tym samym mówił Wilhelm Reich, też wielki psycholog.
Dokładnie o tym samym mówił Carl Gustav Jung. On tak dosyć nieśmiało, bo Carl Gustav Jung był troszkę związany bardzo mocno, nawet nie troszeczkę, bardzo mocno z grantami, z akademią. I dopiero pod koniec życia, kiedy już był 80-letnim dziarskim, starszym panem, pozwolił sobie odpuścić tą swoją akademickość i zajął się czymś, zajął się takim dosadnym spisywaniem swoich refleksji. A do tego momentu to raczej takie prace naukowe, żmudne, nudne i zastanawianie się, jak by opisać to w taki sposób, żeby jeszcze być członkiem akademii, ale żeby jednocześnie powiedzieć coś inteligentnego. Czasami trudno połączyć te dwie rzeczy. Ale to już inna historia. Generalnie chronimy się tym pancerzem, bo na tym polega cała filozofia przed całym światem. Pytanie jest takie, że skoro ta zbroja jest nam potrzebna, bo to jest troszkę koncept związany z tym całym transhumanizmem, z tymi maszynami dookoła nas i tak dalej, to musimy właściwie wrócić do takiego podstawowego pojęcia, że problem leży w tym, że z jednej strony chcemy być panami materii, której w ogóle nie rozumiemy. Wiemy, że jest, wiemy, jak ją stworzyć i tak dalej. Mamy na to różne dziwne eksperymenty, opowieści i historie, ale do końca nie kontrolujemy tego.
Nawet nie do końca, tylko nasza kontrola nad tym jest bardzo iluzoryczna, bym powiedział. Wystarczy, że się troszkę ziemia zatrzęsie i nagle się okazuje, że wszystkie nasze technologie, wszystkie te rzeczy są tak dopasowane do tej planety, że w ciągu 15 minut jest w stanie zniknąć cały kraj i cała infrastruktura dookoła tego, która była budowana mozolnie przez setki lat. Tyle jest warta mniej więcej ta cywilizacja. Generalnie budujemy te skopy, budujemy te pancerze, negując wewnętrzną część nas samych, czyli naszą widzejność i tak dalej. Generalnie myślę, że wszyscy sobie zdajemy sprawę, gdzie w dzisiejszych czasach, gdzie właściwie zawsze, odkąd pamiętamy, było miejsce w tej cywilizacji na ludzi z wizjami, na tych ludzi, którzy nie chcieli na tym zarabiać pieniędzy. Ci, którzy mają z reguły wizje i tylko i wyłącznie o nich mówią. Z reguły jest telefon po karetkę pogotowia. „Mamy tu wariata”. Tak to często wygląda. A z drugiej strony cała nasza kultura, którą się podpieramy, którą używamy do ustalania praw, do budowania relacji między nami, do odwoływania się do niej jako do czegoś ważnego, co determinuje nasz dzień, jest w dużej mierze, jeżeli nie w 90% związana z wizjami.
Chociażby wszelkie możliwe religie. Wszelkie religie bazują tylko i wyłącznie, przynajmniej taka jest moja opinia. Myślę, że nie jestem tutaj jedyny oryginalny, jakiś taki wyjątkowy. Bazują na opisaniu takich granicznych doświadczeń. Ja lubię właśnie to słowo, takie graniczne doświadczenia, czyli wszystkie sprawy związane z wizjami, że był ktoś, wyszedł na jakąś górę, prawdopodobnie był po substancji, która się nazywa DMT, N,N-Dimetiltryptamin albo po czymś innym i zobaczył na przykład płonący krzak. Następnie ten płonący krzak opisał, następnie ktoś stwierdził: „Man, ja nie widziałem płonącego krzaka, ja się po prostu boję widzieć takich rzeczy”, a on widział to, pismo. I to jest takie doświadczenie, że on teraz mówi: „Widziałem krzaka, miałem kontakt z prorokiem. Wszyscy powinni teraz mnie słuchać, ponieważ ja wiem, co mówi prorok, co mówi Bóg do nas. Miałem kontakt bezpośredni”. I on sobie wymyśla taką książkę.
Na końcu tej książki jest oczywiście taka deskrypcja, że nie rób tego sam w domu i jest to zakazane. Tylko prorocy mogą tak robić. Okazuje się, że właściwie wszystkie te doświadczenia na temat wizyjności i tak dalej, są podstawą naszej teologii, jakiejkolwiek byśmy nie wzięli z każdej możliwej dziedziny, bo to nie jest tylko i wyłącznie związane z religią chrześcijańską, katolicką i z wieloma religiami. Jest po prostu związane praktycznie z całym światem. Jest związane z nauką. Większość odkryć naukowych dokładnie stąd się bierze, że koleś miał nagle wizję. To nawet nie sen, bo są czymś innym. Mowa dzisiaj jest bardziej o wizjach. Gdzieś ta informacja podczas tych wizji trafia i nagle się pojawia, a my próbujemy skorzystać z tej informacji do tego, żeby zrobić taką zbroję. Ale w ogóle istnienie zbroi.
Ja tu nie chcę się troszkę zajmować kwestią strachu, kwestią przebijania tych zbroi i tak dalej. O tym czasami jest w hiperprzestrzeni. Myślę, że nawet dosyć sporo było. Ewentualnie wrócę do tego osobno, tak czy siak, pewnego dnia, kiedyś w przyszłości. Ale ja chcę się zająć czymś, co wynika z tego konceptu, bo z tego jasno i wyraźnie wynika, z tej koncepcji pancerza, z tego, że próbujemy robić takie maszyny, że jest coś więcej. Bo jeżeli uciekamy w jedną stronę, to znaczy coś musi być po tej drugiej stronie kija. I to coś to jest po prostu nasza duchowość. To jest coś, co porusza tą maszyną. To jest coś, co stoi za koncepcją, żeby zbudować maszynę, to jesteśmy prawdziwi my, gdzieś tam. Ta świadomość, która to wszystko stwarza.
Bo skoro musimy coś chronić tym pancerzem, to co my chronimy tym pancerzem? Nas samych. Tu pojawia się bardzo ciekawy koncept, właściwie parę koncepcji. Ja może zacznę od takiej koncepcji z lat 50. poprzedniego stulecia. Nie będę się aż tak strasznie cofał do Rudolfów, Schneiderów, niemieckich romantyków, naturalistów i tak dalej, ale cofnę się do lat 50. w Ameryce, gdzie pojawiła się książka nowości też, która się nazywała „Drzwi percepcji” Huxley'a. Tak się nazywała. I tu się pojawia taki pierwszy, chyba normalnie zaakceptowany przez naukę, można powiedzieć koncept, czym te wizje są, czym jest nasze połączenie z tymi wizjami. Właściwie do czego zmierzam?
Słuchajcie, jest troszkę tak, że używamy tego całego transhumanizmu, tej całej technologii właściwie, przynajmniej taka jest moja opinia, do tego, żeby się pozbyć jakiegokolwiek kontaktu z wizjami. To jest taki świat, który jest po prostu obok, który neguje istnienie wizji, neguje istnienie czegoś, co jest niezmierzalną siłą. Albo pracujemy z materią, czyli próbujemy wszystko pomierzyć, zważyć, przynajmniej w takich normalnych ramach, można powiedzieć mainstreamowych ramach traktowania materii w dzisiejszych czasach. Próbujemy po prostu wziąć coś, przesunąć tą szafkę w lewo albo w prawo, albo chcemy po prostu usiąść, pomedytować i zastanowić się, czy w ogóle musimy przesuwać tą szafkę i czy w ogóle potrzebujemy tą szafkę. Może być tak, że jak wrzucimy sobie jeszcze kwas do tej medytacji, to może się okaże, że w ogóle problem z szafką nie istnieje. Różnie może być. Więc co chronimy tym pancerzem, moi drodzy? To jest moje pytanie, które będę próbował rozwiązać dzisiaj. Mam taką swoją koncepcję na to. Mam nadzieję, że też będziecie dzwonić i będzie odzywali się, co tam się kryje za tymi drzwiami.
Wracając do naszej opowieści, do książki „Drzwi percepcji”, tu się pojawia pierwsza koncepcja, która mówi o tym, że nasze doświadczenie rzeczywistości, nasza percepcja. Ja chyba bardzo dużo dzisiaj będę używał słowa percepcja, rzeczywistość, doświadczanie. I don't know. Taki odcinek. Co mogę zrobić? Niewiele. Mogę włożyć ręce do kieszeni, ewentualnie napić się zielonej herbaty. Ale wracając do „Drzwi percepcji”, pomysł polega na tym, że ta blokada, że nie widzimy tego na co dzień, że tylko w snach, ewentualnie pod wpływem mocnych substancji psychoaktywnych nagle nam się otwiera i widzimy te wszystkie dziwne rzeczy, ma swój cel. Jest to sztuczna blokada, specjalnie założona, żebyśmy nie mogli stracić opcji ogarniania tej fizycznej materii. Co każdy użytkownik substancji psychoaktywnych doskonale wie, bardzo ciężko, a wręcz fizycznie niemożliwe jest obsłużenie jakiegokolwiek skomplikowanego urządzenia technicznego, nawet takiego jak telefon komórkowy, podczas mocnego tripu.
Człowiek po prostu nie jest w stanie. Człowiek patrzy na to i zastanawia się, po co to w ogóle służy. Nagle się okazuje, że te wszystkie urządzenia, przynajmniej zdrowa część z nich, maszyny i tak dalej, wszystko jest spoza tego świata i że my siadamy i nie mamy potrzeby obsługi tego. To jest taki klasyczny film na YouTubie, który bardzo lubię. Taki dżentelmen prosto gdzieś ze Stanów próbował pokazać, jak wygląda jazda samochodem po salwii. Witam panie Krawcze. Halo, halo.
[37:34] - Dobry wieczór panu.
[37:35] - Witam serdecznie. Pozwolisz, że skończę tylko jedną historię, ale zapytam się, jak się czujesz.
[37:40] - Znakomicie. A teraz kończ.
[37:43] - Nie wiem, czy widziałeś. Nie wiem, czy słuchacze widzieliście. Ja postaram się, może to znajdę i wkleję. To książe Edward mi kiedyś wysłał, chyba nawet kiedyś na antenie mówiliśmy o tym. Było takie wideo, że młody dżentelmen wsiada do samochodu i mówi: „Okej, zobaczymy jak się prowadzi samochód po salwii”. Po czym zapalił samochód. Była cały czas włączona kamera i on nawet nie włożył kluczyka do stacyjki. To była cała jego jazda. I tak jest z obsługą tych urządzeń technicznych podczas tych wizji. To jest pierwsza rzecz.
Ta koncepcja, która się tam pojawiła w latach 50. przez Huxley'a opisana właśnie w „Drzwiach percepcji”, mniej więcej brzmi tak, że specjalnie nasz mózg jest tak skonstruowany, żebyśmy nie mogli na co dzień mieć takiej jazdy, bo jak będziemy mieli taką jazdę, to kto odbierze telefon w biurze i przyjmie zamówienie? Rozumiesz?
[38:29] - Ale wiesz, co jest zabawne? Że ja chciałem powiedzieć właśnie o swojej wizji po szałwii i nie słyszałem nawet, że ty mówiłeś o szałwii, bo już miałem radio wyłączone.
[38:39] - Pole morfogenetyczne. Opowiadaj.
[38:43] - Wiesz, część rzeczy zaczynam dopiero teraz rozumieć, bo po pierwszym zażyciu szałwii miałem strasznie mocną wizję. Taką, którą można by porównać do wyjścia z Matrixa. W tej skali to było. To było tak silne, że aż człowiek chce krzyczeć. To było takie odczucie, jakby ktoś zbombardował moją głowę całą taką prawdą, jak skonstruowany jest świat, jakie jest moje tutaj miejsce, jakie jest miejsce innych. I taka wizja, że to wszystko to jest taki tylko skin, taka skórka, taka nakładka na coś o wiele większego. I jak głowa nieprzyzwyczajona do takich jazd dostaje takie informacje, to potrafi być przerażające dla człowieka i dla mnie było bardzo przerażające.
[39:48] - Taki szybki trip, bym powiedział. Dla mnie salvia też jest takim troszeczkę „wow”, jak jazda na rollercoasterze, takim bardzo szybkim. Nigdy nie jechałem na rollercoasterze, ale myślę, że to jest coś takiego.
[40:00] - A co ciekawe, potem już ta roślina, bo czasami się mówi o tej szałwii tak, jak to by była jakaś persona, jakby to była jakaś istota trochę. Lady Szałwia, Pani Szałwia i tak dalej. Mi się potem zdawało, że ta szałwia mi zablokowała dostęp do tych mocniejszych tripów i dostałem tylko taką namiastkę potem. Nie wiem, czy receptory jakieś się przyzwyczaiły, czy coś, czy faktycznie ta roślina stwierdziła, że może jeszcze nie jestem gotowy.
[40:39] - Ja mam swoją koncepcję na to. Wychodzę nie przez przypadek od „Drzwi percepcji”, od tej pierwszej historii opisanej, zaakceptowanej przez naukę, bo to koleś napisał książkę akademicką troszeczkę i Akademia zaakceptowała, że okej, jest coś takiego jak wizje, jest coś jak inny świat i tak dalej. Dlatego ona jest taka istotna troszeczkę dla tej historii. Inna sprawa, że po raz pierwszy ktoś zastanowił się nad tym, co to właściwie jest. Ten koncept ze sztuczną blokadą mi się wydaje trochę bardziej związany z czasami, w których to powstało. Wydaje mi się, że to był taki nietrafiony pomysł troszeczkę. Tu pewnie się narażam wszystkim miłośnikom, bo to taka kultowa książka jest troszeczkę, ale wydaje mi się, że czas pokazał, że to, co odkryto w „Drzwiach percepcji” to jest tylko początek tego wszystkiego. Krawiec, wyobraźmy sobie, że nasze możliwości adaptacyjne do różnych tripów są dokładnie tak samo rozbudowane jak możliwości adaptacyjne do pogody, możliwości adaptacyjne do jedzenia, tudzież do całej reszty życia. Bo chyba cały problem bierze się stąd, że żyjemy troszkę osaczeni takim transhumanizmem, że chcemy zamienić żywe na maszynę i zrozumieć takie mechaniczne zasady. Tu się okazuje, że być może zasady mechanicznej jako takiej nie ma, natomiast jest tylko kwestia tolerancji.
Może jest tak- Bo to jest moja koncepcja przy tym wszystkim, refleksja, że może Huxley za krótko to robił. On robił to jeszcze w latach 50., gdzie zimnowojenna psychoza zaraz po wojnie, wszyscy w traumie, każdy stracił kogoś w rodzinie, wszyscy przerażeni mocno. I koleś opisuje, że to specjalnie, bo gdybyśmy mogli tak przez 24 godziny na dobę, świat by zwariował, nie dałoby się żyć. A może to jest taki bullshit, może okazuje się, że może przez pierwsze 24 godziny tak, ale później człowiek by się przyzwyczaił i zacząłby z tego korzystać i to w taki zupełnie świadomy sposób.
[42:36] - Też myślę, że tak by było, bo tak to działa. Człowiek się przyzwyczaja do tych stanów, nazwijmy to stanem troszeczkę innym. A mi się wydaje, że ten właśnie „technobożek", o którym ty mówisz, to on w ludziach z czasem zabił trochę percepcję. Słuchaj, spróbujmy się wczuć w takiego jakiegoś prostego chłopa, który sobie w średniowieczu żył i przychodzi do jego chaty na odludziu jakiś nieznajomy. Ty pomyśl, jaka to komunikacja, ten chłop musiał rozpoznać, kto to jest. Musiał się patrzeć w oczy, po zachowaniu, po wszystkim. I on mógł mieć bardziej rozwiniętą percepcję, której my nie mamy na przykład dzisiaj. Nie wydaje ci się, że tak mogło być?
[43:35] - Może jego życie zwyczajnie bardziej zależało od jego percepcji.
[43:39] - A mózg się przystosowuje i u niego mógł pracować właśnie inaczej, że on mógł nawet troszeczkę tak jak zwierzę po zapachu czyimś nawet, coś mu mózg podpowiadał. On się poci za bardzo i podświadomość mu podsyłała takie informacje i działał troszeczkę jak zwierzęta, instynktownie na przykład. Ale być może też jakieś zdolności mózgu. W ilu my procentach wykorzystujemy swój mózg?
[44:06] - Nikt tego nie wie. Poruszyłeś taką ciekawą kwestię, że podświadomość i świadomość. Ja przestałem w to wierzyć jakiś czas temu, że w ogóle jest coś jak podświadomość, nadświadomość, subświadomość. Wszystko jest dla mnie jednym. Ja jestem jedną żywą istotą, która sobie funkcjonuje na tych różnych platformach. Mogę sobie pójść do kuchni, zrobić przysłowiowe frytki albo herbatę, albo i nie. Mogę wyjść coś innego zrobić. Mogę namalować obrazek, mogę coś napisać. Mogę zrobić cokolwiek. I to nie jest kwestia, że jak gotuję frytki, to wtedy pracuje moja świadomość numer X.
Kiedy śpię, pracuje podświadomość. To wszystko jest dalej ten sam koleś. To wszystko jest dalej ta sama istota, która czasami się porusza troszeczkę może w innych kierunkach niż tylko na dwóch nogach, ale nie widzę tego rozdzielenia. Myślę, że dawniej ludzie nie mieli w sobie takiej wytresowanej dychotomii, takiego wyhodowanego rozdwojenia, bo nam się wmawia, że jesteśmy tacy rozdwojeni. Tak mi się wydaje. Chociażby niektóre zasady funkcjonowania w społeczeństwie, że nie możesz na przykład zrobić pewnych rzeczy, ponieważ jest to niemile widziane. A jak natomiast wyłożysz górę jakichś przedmiotów, które błyszczą, a nazywają się złote dukaty, to wszystko już jest możliwe.
[45:17] - Czyli ty sugerujesz, że granica między świadomością a podświadomością jest płynna zupełnie, jak ze wszystkim, nie?
[45:24] - Ja myślę, że w ogóle nie ma żadnej.
[45:27] - Ale słuchaj, jest taka gradacja. I tyle. Płynna, jak ze wszystkim. Jak granica między dobrem a złem też nie istnieje. Granica między wysokim a niskim też nie istnieje i granica między ciepłym a gorącym nie istnieje, bo nie wiemy, kiedy coś zaczyna się już zimne, a zaczyna gorące. Tak samo może być ze świadomością i podświadomością trochę.
[45:48] - Ja nie wiem, czy świadomość i podświadomość to nie jest tak naprawdę jedno i to samo, tylko to jest objaw tego współczesnego transhumanizmu, w którym dorastamy, że nie, to jest za dużo do świadczeń, że to już nie jest nasze albo to jest nasze tylko w kawałku, a później jest świadomość, która jest nasza troszkę w większym kawałku i że to są dwie oddzielne części. Nie wyobrażam sobie coś takiego jak podświadomość, nadświadomość i tak dalej. Dla mnie jest wszystko jedno. Ja jestem po prostu. Taki buddyjski sposób mówienia: po prostu jestem. Ale de facto do wszystkiego się to sprowadza. Czy ja jestem tą podświadomą nadświadomością? Myślę, że to jest właśnie troszeczkę związane z tą pierwszą publikacją na ten temat, z tymi drzwiami percepcji, że koleś zobaczył: „Wow, man, tam się dzieje tyle, że ja chyba nie obsłużę telefonu. To może nie jest dla mnie". Takie przestraszenie się bardziej bym powiedział.
Taki: „Ej, nie wchodźcie tam, nie wchodźcie, tam jest niebezpiecznie. Ja tam byłem, widziałem. Jest fajnie, ale nie wchodźcie tam".
[46:46] - A ja potrafię sobie wyobrazić na przykład nasz mózg jako taki biologiczny komputer, w którym niektóre rzeczy są schowane głębiej, bo są tam na przykład jakieś niższe napięcia w mózgu i im głębiej, tym bardziej podświadomie. A może im bardziej na powierzchni.
[47:03] - Wiesz co, jak sobie czytam o tych wszystkich badaniach naukowych, to się okazuje, że nie ma czegoś jak podświadomie. To jest coś, co jest w nas i ono po prostu wychodzi. Ono jest po prostu głęboko. Podświadomie to możemy określić, że podświadomie sterujemy sercem albo płucem.
[47:19] - A instynkt, a odruchy.
[47:21] - Ale to jest część właśnie. Mi się wydaje, że największy kłopot polega na tym, że była taka próba opisania tej innej rzeczywistości, tej drugiej, do której się wchodzi poprzez wizje i tak dalej, przez takiego współczesnego człowieka, który jest poszatkowany stary jak chińska kapusta w chińskiej restauracji. I on myśli tak, że on ma subświadomość, podświadomość, nadświadomość. On myśli, że on ma instynkt, on myśli, że tu ma coś. Ale nie wpadł na pomysł, że przecież jest jedną istotą. Nie ma czegoś jak poszatkowanie na czyste elementów, że tak naprawdę to poszatkowanie na czyste elementów jest sposobem odbierania rzeczywistości, że on sobie tak wymyślił troszeczkę.
[48:00] - Ja się pozwolę jednak z tobą nie zgodzić, bo jakoś tak wierzę bardziej w tą wersję, że istnieje jakaś taka głębsza Świadomość, do której mamy dostęp bardziej lub mniej zablokowany i można sobie to odblokowywać. Sam mówisz, że ludzki mózg nie może wszystkiego mieć i wszystkiego potrafić. Chyba tak to powiedziałeś, bo byśmy zwariowali. A z drugiej strony zachęcasz do tego, aby swój mózg stuningować, można tak powiedzieć, za pomocą psychodelików. Nie wiem dokładnie, co masz na myśli.
[48:35] - Zacznę od tego pytania, bo gdzieś nam umknęło. Wspomniałeś o tym, ile mózgu pracuje, ile jest aktywne. Właściwie nikt do końca nie wie. To jest taki mit i taka legenda, że się mówi, że 15% czy 3% mózgu, czy 5%. Każdy podaje inną sumę, a reszta jest nieaktywna. W nauce to nie działa w ten sposób, bo właściwie cały nasz mózg jest cały czas aktywny. To nie jest tak, że tylko 5% mózgu jest aktywne, bo jakby było 5% aktywne, to byśmy się przewrócili i już nigdy nie wstali z tej podłogi. Cały mózg jest aktywny, tylko że my jesteśmy w stanie zbadać tylko i wyłącznie bardzo niewielkie obszary aktywności, które funkcjonują w takich zakresach, że mamy maszyny, które pokazują, że coś się tam dzieje. Bo my nawet tego nie widzimy. To już maszyny nam pokazują, że strzałka gdzieś tam mruga, bo jakbyś spojrzał na to własnymi oczami, dotknął palcem.
Nie dotknąć palcem czyjegoś mózgu to nie jest to dobry pomysł. Nie wiem, czy ten cudzy mózg by przeżył, ale nie ma takiej opcji, żebyśmy zmierzyli. Tylko widzimy na urządzeniach pomiarowych, że jest impuls, który z jednego miejsca osoba do drugiego. Właściwie nie wiemy, co ten impuls robi, nie wiemy co i jak. Jedno jest pewne, że nie jest to kwestia wynikająca z tego, że my mieszkamy w głowie, że jest podświadomość schowana gdzieś, nadświadomość gdzieś indziej i tak dalej. Wygląda na to, że mózg jest w 100% anteną. Całe nasze ciało jest taką anteną, która odbiera sygnały z zewnątrz. Tu się zaczyna troszeczkę inny sposób patrzenia na te całe drzwi percepcji, na wizje i na to, co właściwie myślimy o sobie.
[50:08] - Chciałbym o jedną rzecz szybciutko zahaczyć, że moim zdaniem każdy człowiek doświadcza podczas swojego życia wielu różnych, nie wiem, jak to nazwać, tripów czy stanów uniesienia psychoaktywnego. Tego typu rzeczy niektóre mają charakter bardziej wizji, niektóre bardziej wpływają na to, jak się czujemy. To są na przykład narodziny, kiedy się wytwarza DMT i nasza śmierć, kiedy też w mózgu naszym się dzieje taka rewolucja. Wydaje mi się, że niektóre psychoaktywne środki potrafią w nas wyzwolić takie odczucia, jakie daje nam śmierć. Bo ja pamiętam, że po szałwii zimno mi było. Czułem się, jakbym już zniknął dawno-
[50:58] - Umieram
[50:59] - ... z świata i umarł dawno. Albo podczas na przykład osoby wierzące w świątyniach różnego typu. Ja nie mówię tylko o jednej wierze. To miejsce, ten klimat, wszystko to działa jakoś na percepcję naszą i dostaje się do naszej głowy przez oczy, przez uszy. Wydaje mi się, że zmienia czasami bardzo mocno chemię mózgu. Nawet taka babcia, jakaś katoliczka powie wam, że ona się po kościele czuje wspaniale i wypoczęta, i radosna. To właśnie chemia jakaś tam w mózgu też.
[51:35] - Jest DMT produkowane w mózgu. Oczywiście nie możemy tego wszystkiego zmierzyć. To ciągle jest na granicy naukowej, bo nikt nie otworzy żywego, pracującego mózgu i nie włoży tam drutów, żeby mierzyć, czy masz DMT, czy nie. Bo jedyna opcja, żeby zmierzyć, czy w ogóle to się pojawia w naszej głowie, to roztrzaskać ludzką głowę dokładnie podczas snu, wwiercić się tam i dokładnie w tym momencie złapać tą substancję, bo ona pojawia się w bardzo krótkim momencie czasu. To jest właśnie moment naszego najgłębszego snu. Ponoć. Oczywiście nikt nie wie, bo ona jest kompletnie biodegradowalna. Ona się pojawia, rozpuszcza i ślad po niej nie zostaje. Tylko wiemy, że coś takiego miało miejsce.
[52:13] - Czyli jeszcze sny. Zapomniałem, że jeszcze sny.
[52:16] - Ja bardziej do wizyjnych dzisiaj, bo sny troszkę odłożę, bo sny są czymś takim bardziej plain, normalnym. To troszeczkę bardziej bym zboczył w kierunku konkretnych wizji. Rozumiesz pan? Tego, co widzimy czasami po salwii divinorum, tego, co widzimy po substancjach psychoaktywnych, tego, jak nam się otwierają te drzwi percepcji szerokie. To jest bardziej zaawansowane, bo informacja w snach jest czasami tak przekazana, że ją zapominamy rano, a wizje są tak intensywne, że tego nie jesteś w stanie zignorować.
[52:48] - Takie osoby, które nigdy nie miały styczności ze środkami psychoaktywnymi, to jak im się trafi jakiś taki stan, to potem to opisują jako coś najwspanialszego. Ta śmierć kliniczna czy stan duchowego uniesienia. Opisują to jako coś takiego wspaniałego, przewspaniałego, że im się w ogóle nie chce już wracać tu do tego ziemskiego-
[53:12] - Padołu.
[53:15] - Widzisz, czyli jest siła w tym, tylko może nie każdy zdaje sobie sprawę, że tego doświadcza i nazywa to różnie.
[53:23] - Dokładnie. To ja dzisiaj daję tą muzyczkę.
[53:27] - Kontynuuj.
[53:27] - To ja proszę pana dziękuję za telefonik serdecznie. Włączam jakąś muzyczkę i wracam dalej, mówiąc o tych wszystkich historiach. Mam tu swoją koncepcję na ten temat. Drugą koncepcję na te drzwi percepcji i trzecią nawet troszeczkę jeszcze.
[53:39] - To chętnie posłucham.
[53:41] - Także dziękuję bardzo za refleksję. Jakby co to zapraszam do telefonów.
[53:45] - To cześć.
[53:46] - To był monsieur Krawiec. Słuchajcie, a wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni”. Dzisiaj taki wizyjny temat troszkę. Chcę właśnie o tych wizyjnych sprawach troszeczkę pogadać. Co się widzi? Co z tych wizji wynika? Czy to ma jakikolwiek sens? Co tak naprawdę jest wizją? Co wizją nie jest? Takie zagadnienie, bo w dzisiejszych czasach pojawiło się sporo ludzi, którzy wychodzą i mówią Międzygalaktyczna rada, którą spotykam w swoich wizjach mówi, że Ziemia i tak dalej.
Ja tak słucham czasami tych rzeczy z całym szacunkiem oczywiście do tych ludzi, bo to absolutnie może być prawda, ja nie siedzę w ich głowie, ale mam na to zupełnie inną percepcję. Mam na to zupełnie inny pomysł i myślę, że to się bierze z zupełnie innej strony i że chodzi o coś zupełnie innego. Wspomniałem o tym drugim koncepcie. Ten drugi koncept wynika właśnie z refleksji o możliwościach adaptacyjnych naszego postrzegania, czy przypadkiem nasze owe pomysły na to, co ważne i nieważne, nie są troszkę błędnym założeniem od początku do końca. Chociażby dlatego, że w latach 50. czy troszkę wcześniej, gdzie te wszystkie rzeczy powstawały, te koncepcje świat podświadomości, nadświadomości i tak dalej, właściwie nikt z nas sobie nie zdawał sprawy. Poza oczywiście szkołami filozoficznymi, takimi jak Rudolf Steiner i jemu podobni, Wilhelm Reich i tak dalej, nie było żadnej koncepcji. Wszyscy twierdzili, że co tu dużo mówić, składamy się z jakichś kawałków, nie jesteśmy jednością i nikt nie wierzył w elementarne zjawisko pod tytułem obserwacja zjawiska kontra obserwator. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że te dwie rzeczy są ze sobą nieustannie związane. A ja mam tu telefon.
Halo, halo Zenonie?
[55:31] - Siema, siema Tomaszu.
[55:32] - Witam serdecznie. Wrzucaj swoje trzy grosze człowieku do audycji. Jak zdrówko w ogóle przede wszystkim? Zapytam się.
[55:40] - Czekaj, czekaj, muszę radyjko wyłączyć. Momencik. Powiem ci, jako meteopata to średnio. Spędziłem miesiąc w górach. Już mówiłem chyba Edwardowi, wtedy jeszcze był na pustce, jak to określił i teraz wchodzę w klimat wyżyn. Byłem w klimacie gór. Zawsze muszę przynajmniej tydzień przecierpieć zmiany klimatu. Niestety tak mnie matka natura skonstruowała. Tak wygląda zdrówko. Wiem, że to był small talk i miałem tego dalej nie ciągnąć, ale tak jest.
[56:11] - Okej, dowiedzieliśmy się trochę więcej. Wszystko okej.
[56:15] - To jest tak jak wysypka i te sprawy, co było ostatnio. Niemniej jednak trzy grosze, w sumie dwa. Taka sytuacja, że chodzi o wizje. Obydwie sytuacje 10 lat temu. Rozmawiam sobie z koleżanką, gadamy sobie o pierdoletach. Nagle mi mówi, że idzie coś zjeść, a coś mnie do cholery tknęło. Cała taka wizja przez głowę przeleciała. Mówię: „Kurde Alicja, nie jedz tej pieprzonej pizzy z mikrofalówki, a już tym bardziej z ananasem”. Po czym ona mi odpisała: „A skąd ty kurwa wiesz, że ja jem pizzę z ananasem i do tego z mikrofalówki?” Okazało się, że jakoś jak nic z gruchy, nic z pietruchy totalnie trafiłem w coś takiego. Kiedy ja w życiu wcześniej nie słyszałem o czymś takim, że można jeść pizzę razem z ananasem.
[57:01] - To małe miasteczko jest jedna pizzeria. Żartowałem.
[57:06] - 300 kilometrów różnicy. Niemniej jednak dziewczyna była w ciężkim trybie. Ciężko zdziwiona, jak to się dzieje. A druga sprawa była już taka trochę ciekawsza. Gadaliśmy po fakcie z dziewczyną kumpla. Nie umieliśmy się dwa dni wcześniej spiknąć, co oni tam robili. Po prostu był jakiś totalny komunikacyjny breakdown. I nagle tak gadamy, co kto robił. Oni tak zaczynają, że byliśmy tam i tam, ale wtedy to i to i nie było jeszcze żadnych konkretnych detali. Mówię: „Ale wtedy pod tym kościołem spieprzył wam się ten wasz pieprzony niebieski matiz i we trójkę nie umieliście dalej się ruszyć, bo telefony nie działały”.
Co się okazało? Było kurwa dokładnie tak, jak powiedziałem. Nie było mnie tam, nie widziałem tego. Byłem zupełnie gdzieś indziej. I się okazało, że odpisałem całe te deskalia i to wszystko z totalną precyzją. Jaki to był kościół, jak wyglądał, jakie były domy dookoła i czy były jakieś tam żywopłoty, nie żywopłoty, takie totalne detale. Ale nigdy nie byłem w tym miejscu.
[58:12] - God damn it. Za chwilę się do ciebie zgłosi armia Stanów Zjednoczonych i każe ci szukać radzieckich głowic gdzieś na pustyni, podkładając jakieś mapy. Mów, gdzie jedzą pizzę. Co jedzą teraz? Kiełbasę czy pizzę?
[58:24] - Na pewno pizzę z ananasem. Takie założenia.
[58:27] - Ciekawe.
[58:29] - Zdarzyła się taka sytuacja i tak sobie myślę, ciężka sprawa. Mózg to jest naprawdę wielki, jak ja to mówię, pozytron. Nigdy nie wiesz, co z tym dziadem się dzieje, jak działa. Tak jak ci pisałem wcześniej, czego słuchacze nie wiedzą, jak badać mózg. Jeśli go będziesz badał w jakiś sposób, te techniki, które my mamy-
[58:47] - To musisz go zabić.
[58:49] - Musisz na niego wpłynąć, żeby go zbadać. Do dupy. Jest ten elektron tą jednostką, która przenosi informację. Ty go poczniesz, żeby go zbadać. To jest ten paradoks Heisenberga chyba, o którym jest mowa.
[59:02] - Dokładnie.
[59:04] - Albo wiesz, jak on szybko zapierdala, albo wiesz gdzie on zapierdala. Jedno z drugim. I co? I nigdy się nie dowiesz, jak to tak naprawdę działa.
[59:12] - Jeszcze jest pytanie, co powoduje, że on tak zasuwa? To jest trzecie pytanie, którego już w ogóle nikt nie chce podnosić.
[59:18] - Do liczby trzeciej zajebiste. Wiesz co, przed chwilą sobie oglądałem film „Enemy of Mine”. Miałem takie dosyć ciężkie rozkminy. „Enemy of Mine”, nie wiem, czy kojarzycie.
[59:26] - Wiesz co, ja nie oglądam po prostu hollywoodzkich filmów, nawet nie pogardzam na ten temat.
[59:31] - Klasa RZ. To się można zobaczyć. Stawia taki problem, co by się stało, gdyby się człowiek z kosmitą spotkał? Jakie są różne systemy wartości wobec tego, jak ludzie-
[59:42] - Dzisiaj troszeczkę mam taką refleksję na ten temat, bo taki sezon wakacyjny to się na świecie jak zwykle o tej porze pojawiło trochę takich eksponatów, którzy mówią, że właśnie mają kontakt z Radą Galaktyczną gdzieś z końca wszechświata. Drudzy mówią, że inni mieszkają tysiące mil świetlnych od nas i tak dalej. Ja tak się zastanawiam nad tym, co właściwie mówią ci ludzie. Mam takie swoje koncepcje trochę, bo wszystko jest dookoła wizji, proszę pana, tak jak nam się udaje czasami, tak jak tobie się udało z tą pizzą i z tym samochodem. Tam wszyscy kupowali Matizy, to dlatego. Dobra, żartowałem. To nie tak. To nie tak, jak myślisz, kochanie. To wcale nie jest tak.
[01:00:25] - Nie jest powiedziane, że ci myślą tak samo jak my, prawda?
[01:00:27] - Dokładnie.
[01:00:28] - To nie zawsze jest zero jeden i tak dalej.
[01:00:31] - No kto wie?
[01:00:32] - Nie wszystko tak nam się wydaje. Swoją drogą była ostatnio sytuacja, tak mi się przypomniało. Słuchałem o wielkich nagrodach dla matematyków, milenijne problemy etc. Okazało się, że jakiś Gruzin, który żyje ascetycznie, już kiedyś wygrał tę nagrodę. Rozwiązał jakiś problem milenijny, ale jednak spierdolnął się w pewnym miejscu i to nie będzie działać.
[01:00:57] - Czytałem. Rozwiązuje jeszcze raz. Powiedział, że za trzy miesiące opublikuje swoją nową pracę.
[01:01:01] - Tak, dokładnie. Tak sobie myślę, z tego, co zrozumiałem na mój mały mózg, chodzi o to, czy jest problem, który nasze komputery metodą brutalnej siły rozwiązują w przeciągu, powiedzmy pi razy drzwi roku. Czy on jest równoznaczny z problemem, który są w stanie rozwiązać tak pstryk?
[01:01:21] - Rozumiem.
[01:01:21] - Tak samo, jak nam się wyświetla to wszystko. Podobno na tym to polegało. I tak sobie myślę, ale my kurwa chujowo te komputery programujemy do ciężkiej Anielki. Po prostu zero jeden to chyba nie jest podstawa wszechświata. Jakby nie patrzeć, to chyba jest jednak coś więcej.
[01:01:38] - To jest ciągle ten sam dylemat, o którym mówił kiedyś Terence McKenna, że wystarczy poprosić pięcioletnią dziewczynkę, żeby zebrała brudne skarpetki i czyste. Te brudne wrzuciła do koszyka z brudnymi, a te czyste do szuflady i nie ma problemu. Natomiast zbudowanie takiego robota zajęło jakieś 5000 inżynierów, 20 lat prac badawczych, miliony dolarów i dalej wszyscy są w tym samym miejscu, z którego wyszli.
[01:01:58] - Nie ma takiego problemu, który po odpowiedniej liczbie korporacyjnych zebrań by nie stał się nierozwiązalny. Dzieci to w ogóle jest też osobny fenomen, bo patrząc na dzieci, one są jednocześnie strasznie egoistyczne i w ogóle straszne, chamskie. Nie wiem, jak to powiedzieć.
[01:02:15] - Walczmy z chamstwem! Przepraszam, musiałem to krzyknąć.
[01:02:17] - Mówiłeś w tej wakacyjnej audycji o szczerości, prawda?
[01:02:22] - Dokładnie.
[01:02:23] - I tak sobie myślę, kurde, jak dziecko nam, jako dorosłym ludziom, wydaje się obce, z tym, że prosto z mostu powiedzie. Z drugiej strony faktycznie jest tam dużo rzeczy, które w socjalizacji słabo idą. I kto był tą pierwszą małpą, która nas zaczęła jakoś ustawiać, że idziemy w tym toku, w którym idziemy? Bo to jednak są tysiące-
[01:02:43] - Ja mam taką refleksję, jeszcze jej nie powiem, bo ja dzisiaj tu w audycji zamierzam tą refleksję zdradzić na koniec. Trzymam wszystkich w napięciu, wszyscy wybuchną pod koniec. Żartuję, nikt nie wybuchnie.
[01:02:55] - Jesteś Hitchcockiem. Dzieci to jest naprawdę ciekawa sprawa. Z jednej strony mają taką zajebistą ciekawość świata.
[01:03:04] - Słuchaj, są po prostu nieskażone, a przynajmniej są skażone w stosunkowo małym stopniu, porównując do nas. Nie przejmują się.
[01:03:14] - Zajebiste pytanie, jakie dzisiaj od dziecka usłyszałem: co to jest nic? Ilu dorosłych ludzi znasz, którzy nie są pod wpływem niczego? Tak po prostu idą sobie ulicą i ci powiedzą: o, stary-
[01:03:23] - Mam książkę Goethego na przykład.
[01:03:26] - Ale widzisz-
[01:03:27] - Nic też mam.
[01:03:29] - Dziecko tak po prostu.
[01:03:31] - Żartuję sobie, ale to prawda. Jest troszkę inny abstrakt myślenia, taki oryginalny abstrakt myślenia, ale ja do tego abstraktu wrócę. To ja cię rozłączam.
[01:03:41] - Thank you and have a nice day. I dzięki za zajebistą audycję.
[01:03:44] - Dziękuję bardzo. Dziękuję serdecznie za telefonik. Także polecam w ogóle się wdzwaniać. Ja tu jeszcze troszkę takich refleksji wrzucę i zapraszam w ogóle jak macie jakieś refleksje, dzwońcie i mówcie, a co. Także dzięki wielkie. To był Zenon. Słuchajcie, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni”, a na mnie Tomek. I co? Wspomniałem o tej pierwszej, ciągle nawiązuję do „Drzwi percepcji”, bo to taki dosyć istotny punkt wyjścia dzisiaj. Ten pierwszy koncept, czy przypadkiem owe pomysły na to, co jest ważne i nieważne, po prostu nie są dla nas przypadkiem błędnym założeniem.
Bo ten koncept „Drzwi percepcji” dotyczył, że to jest za dużo informacji. Już nie obsłużymy tych wszystkich central telefonicznych, nie obsłużymy statków, samolotów. Wszyscy jak na kwasie leżą i mają, mówiąc wywalone. Po grzybach tak samo mają wywalone na to i nie chcą tego robić. Ale generalnie, jak twierdził autor, Aldous Huxley, po prostu nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Ale, ale, ale i jeszcze raz ale, słuchajcie moi drodzy, moje doświadczenia są troszeczkę inne. Ja nie wiem, czy po prostu Huxley robił troszkę za mało, chociaż nie do końca. Miał wtedy świetny LSD, w tamtych czasach. Po prostu był mocny, czyściutki, nierozcieńczany, naprawdę konkretny. Ale to były świeże czasy i myślę, że zawsze jesteśmy skazani poniekąd na to, że jesteśmy niewolnikami czasów, w których dorastamy.
Chociażby przez sposób, w jaki sobie opowiadamy rzeczywistość, przez sposób, w jaki odbieramy historię albo co nam zostało podane przez historię. Wszystkie te uwarunkowania, które gdzieś dookoła naszej głowy się kręcą w tą i w tamtą stronę, kiedy dorastamy. Ale zmierzając do sedna sprawy, chodzi o tą relację: zjawisko i obserwator. Okazuje się od jakichś tam 50, 60 lat, właściwie od ponad 100, że wszystko na świecie jest dokładnie tą relacją pomiędzy owym obserwatorem a zjawiskiem. Że obserwując coś, wpływamy na to. To są dokładnie te eksperymenty, o których wszyscy doskonale wiemy. Ja nie będę ich powtarzał. Wiemy po prostu, że wszystko na świecie funkcjonuje w ten sposób. To jest troszkę tak: jeżeli chcemy wejść do wody, bo chcemy poczuć wodę, to wchodząc do wody zaburzamy jej naturalny ruch i robimy falę. Po prostu nie da się wejść do wody, nie wywołując fali.
Po prostu nie ma takiej opcji. Albo jesteśmy w czymś, albo w czymś nas nie ma. Jeżeli partycypujemy chociażby w oglądaniu jakiegoś zjawiska, to automatycznie zmieniamy sposób, w jaki przebiega to zjawisko. I to jest na 100, na 1000, na milion procent tak wygląda rzeczywistość. I cały problem poprzednich pokoleń, tych wszystkich od „Drzwi percepcji” i tak dalej, polega na tym, że chyba łącznie z Karlem Gustawem Jungiem, że to ludzie, którzy sobie w ogóle nie zdawali z tego sprawy. To oni wierzyli, że tam gdzieś jest koncepcja Tak jak to dziecko mówiło, o czym zaąstomiał, niczego tak zwana, że jest nic, że jesteśmy my i właściwie jest wszystko i nic, i że to my jesteśmy tą całą całością, a oni ciągle nam szukali podświadomość, nadświadomość. Tu się schowało, tu w prawym bucie, tu w skarpetce, tu w kieszeni, w płaszczu mieszkamy, tu później mieszkam w kieszeni, w spodniach, tu później przekładam do marynarki. Jakieś takie historie. Trochę tak to wyglądało, jakbyśmy byli podzieleni, poszatkowani na kawałki jak mięso u rzeźnika i po prostu je przekładali z kieszeni do kieszeni, nazywając jedną świadomością pod, świadomością nad, zapomnianą, odświeżoną i tak dalej. Więc dlaczego nie sprawdzimy moich doświadczeń z tym wszystkim?
Oczywiście nie raz się nad tym zastanawiałem, bo książka jest taka rewolucyjna. Ona naprawdę zrobiła gigantyczną rewolucję kulturową. Sam byłem jednym z tych kosi, którzy jak ją przeczytali po raz pierwszy lata temu, znaczy kawałki z niej lata temu, bo ona jeszcze nie była przetłumaczona na polski, tylko gdzieś tam kawałki tych tłumaczeń śmigały, to było wow, odkrycie. Ale kilka rzeczy mnie niepokoiło. Oczywiście zapomniałem o tym, gdzieś to minęło. Lata minęły. Wylądowałem na jakimś konkretnym tripie, tym razem psylocybina. I co się okazało? Okazało się, że właściwie po iluś tam latach, naprawdę była potrzeba iluś tam lat, żebym zrozumiał, że właściwie wcale nie jestem tak, jak to się po angielsku mówi, disable, czyli w ogóle taki mało ruchowy, że tak powiem, po substancji. Z reguły zawsze na samym początku, przez pierwsze lata potężna dawka substancji zawsze zwalała z nóg.
Człowiek siadał i zanim cokolwiek zrobił, to był ten moment wow. Po prostu wyprawę do wewnątrz, nie robienia niczego. Próba okiełznania jakiegokolwiek urządzenia typu telefon, jakiegokolwiek urządzenia, które posiada przyciski i w ogóle coś trzeba zrobić, było po prostu kompletnym abstraktem. W ogóle to było nie do pomyślenia. Przypominało to dokładnie tego kolesia w tym krótkim filmie wideo, który mówi: „A teraz poprowadzę samochód po salwi”, po czym odpala fajkę z salwią, opiera się na fotelu i wow. I tak siedzi przez pięć minut z wielkimi oczami i mówi: „Wow, it's amazing”. Po czym wraca do siebie i nawet kluczyka nie włożył do stacyjki, nawet nic nie przekręcił w tym samochodzie. Tak to wyglądało. I u mnie dokładnie było tak samo do pewnego momentu, gdzie nagle okazało się, że właściwie zyskuję kontrolę nad swoim własnym ciałem. Wraca do mnie percepcja.
Ona jest troszkę inna, trochę inaczej się czuję, czuję się bardziej pełny i tak dalej, ale nie ma problemu z tym, żeby wziąć i coś zrobić. Może niekoniecznie jest ochota na to, żeby to robić. To jest inną sprawą, ale okazuje się, że właściwie takiego rozcięcia rzeczywistości, o którym mówił Huxley, że tu jest tylko taki świat fizyczny, tam to w ogóle otwierają się drzwi percepcji, w których w ogóle człowiek nie jest w stanie ogarnąć nic. Nagle się okazało, że nie do końca, bo jestem i tu, i tu, a ja właściwie jestem jeden i że nie ma problemu, że gdybym chciał, to mogę zrobić to i to. Słuchajcie, i wykonałem takie próby w życiu. Robiłem je głównie z LSD. No i się okazuje, że nie wiem, czy to na długo, czy zostało mi to na stałe, czy tak już będzie, czy to zniknie i z powrotem wrócę do etapu zamocy czasami. Ale generalnie doszedłem do etapu, gdzie właściwie tak, jestem w stanie odebrać telefon, jestem w stanie załatwić każdą dowolną sprawę. To zależy oczywiście od intensywności tripu, ale nagle okazuje się, że właściwie jestem w stanie i to nie jestem jedną osobą, bo z paroma już o tym rozmawiałem. Jesteśmy w stanie kontrolować trip.
Przepraszam, że tak mówię, jesteśmy w stanie, jakby armia za mną stała. Ale kilka osób mi o tym powiedziało, także nie jestem tutaj jedyny. Także nie chciałem, żeby brzmiało, że to jest takie wyjątkowe zjawisko, które towarzyszy tylko mi. No i okazuje się, że przy tych potężnych ilościach substancji psychoaktywnych nie jest wcale tak źle. Ten cały pierwszy koncept, który się pojawiał w drzwi percepcji, że to jest wszystko takie sztuczne, bo jak żeśmy nie mogli zobaczyć, co nam jest do końca, bo jak zobaczymy, to zwariujemy. Sobie myślę: man, to jak zwariowani byli ludzie w latach 50., skoro się tak bali. Może chodziło po prostu tylko o danie sobie troszeczkę czasu. Bo ja przekroczyłem te drzwi percepcji, przekraczając je w miarę systematycznie, regularnie przez x lat. Nagle pojawił się zupełnie osobny koncept, że to nic więcej po prostu w rzeczywistości niż my sami i to tylko my odkrywamy swoją wielowymiarową naturę. I na tym to polega, że to nie jest kwestia właśnie tak jak opisana w tych wszystkich ideologów, tych wszystkich podążaczy za Huxleyem, że to jest jakiś osobny świat, do którego uderzamy i tak dalej.
Właściwie pojawia się zupełnie inna koncepcja. Pojawia się koncepcja, iż to właściwie jest nasza wielowymiarowa natura, to jesteśmy my, tylko że normalnie o tym nie wiemy. Nam się wydaje, że po prostu jesteśmy tylko tym, co widzimy, co jesteśmy w stanie tutaj sobie dotknąć, pomacać i tak dalej. Natomiast to może być tak, że jest o wiele więcej niż mniej. Ja tu się jeszcze raz powołam na Terrence'a McKenna. To zdaje się albo Terrence McKenna, albo Marshall McLuhan powiedział kiedyś, lata temu. Marshall McLuhan, bardzo polecam. Świetny amerykański filozof lat 50. Facet, który właściwie przewidział chyba nasz wiek, przynajmniej tak się oficjalnie mówi. Faktycznie, jak się czyta człowieka, to chyba przewidział wszelkie możliwe zjawiska, które nas aktualnie dotyczą.
Bardzo wnikliwy obserwator. No i oni kiedyś stwierdzili, że najbardziej się boimy tego, że jest więcej niż mniej. I ten strach przed tym, że jesteśmy więksi, że tak naprawdę nasz potencjał jest niesamowity i znajduje się w zupełnie innym miejscu, niż nam się pierwotnie wydaje, powoduje to, że po prostu jesteśmy przerażeni. Ja zawsze się śmieję, bo czasami są takie sytuacje, że jest towarzystwo ludzi, z których ktoś chce coś spróbować, ktoś chce odbyć podróż psychodeliczną. No i nagle tuż przed ową podróżą psychodeliczną dostaje takiego ataku paniki. Mówi: „Nie, bo ja jak może zwariuję?”. Ciekawe, prawda? Ciekawe. Chociaż ludzie naprawdę potrafią wywalić butelkę wódki na głowę i nie boją się, że zwariują. Co jest zabawne, bo po prostu naprawdę zwariują wtedy.
Ale przy substancji psychoaktywnej boją się. To jest troszkę jak w tym powiedzeniu od Terence'a i Marshalla McLuhana, że to jest tak, że boimy się, że jest nas więcej niż mniej i że to jest ten główny koncept. Są drzwi percepcji, bo w sumie odbieramy, robi się szersza i tak dalej, ale to nie jest kwestia, że to jest jakiś obcy świat, do którego wylatujemy. Nie do końca. Możemy, bo tych światów, wymiarów rzeczywistości może być nieskończona ilość. O tym może za parę chwil. Niemniej nasza istota, my jako tacy, po prostu jesteśmy jednością. I się okazuje, że ta jedność jest tak potężna, ta antena, którą funkcjonujemy, jest tak potężna, że zaczyna zgarniać takie sygnały, takie informacje, że po prostu wow! Oczywiście możemy teraz w tym momencie pokroić tą antenę na kawałki i powiedzieć: to nie jesteśmy my, to jest jakaś inna rzeczywistość, a to już są ci panowie z lewej i oni tu zaraz wychodzą. A jak jest naprawdę?
Ja myślę, że chyba doszliśmy do tego momentu po tej pierwszej fali psychodelików. Myślę, że ayahuasca ma tu dosyć duże znaczenie i nie tylko, że powoli zaczynamy chyba odkrywać, że może być ten drugi koncept pod tym wszystkim schowany, że tak naprawdę to jesteśmy tylko i wyłącznie my sami i to jest tylko i wyłącznie nasz sposób komunikacji ze światem. To jest troszeczkę jak przeprowadzka, proszę państwa, odkrywamy swoją wielowymiarową naturę i coś się w nas przeprowadza do tego świata. Tylko że to jest inny rodzaj przeprowadzki. Przeprowadzki, która nie potrzebuje mebli, nie potrzebuje przedmiotów, nie potrzebuje żadnych takich spraw, a jednocześnie bardzo mocno nas transformuje. I to jest, myślę, takie szokujące doświadczenie przy tych wyprawach. Bo normalnie jak się przeprowadzamy, jak zmieniamy cokolwiek dookoła nas, to pierwszym objawem tych zmian jest po prostu zmiana świata. Pomalować sobie ścianę na inny kolor, kupić nowe meble, po prostu zmieniamy przedmioty dookoła nas. Wibracja tych przedmiotów reprezentuje nowego ja, nowego mnie. Zmieniamy z kwadratu na kółko.
I tu może być dokładnie taka sama historia, że przechodząc przez te drzwi percepcji zostawiamy te wszystkie stare meble. Do nich i tak wrócimy, tak czy siak, one gdzieś zawsze parkują. I kiedy zostawiamy te stare meble, kiedy wychodzimy z szafy, mówiąc szczerze, albo z szuflady, nagle się okazuje, że w tej szufladzie jesteśmy mocno pouciskani, bo jak człowiek stanie na dwóch nogach, to się okazuje, że jest troszkę większy i aż się dziwi, że kurczę, tyle lat i on się jeszcze w szufladzie mieści. Jak to jest się zmieścić w tej szufladzie? Ja myślę, że czasami taki problem powrotów z tych tripów psychoaktywnych, często określany jako niechęć do powrotu do rzeczywistości. To jest takie, że rzeczywistość jest naprawdę obskurna, jest dużo draństwa, dużo ludzi zapomniało o prawie naturalnym, dużo ludzi zapomniało o swoim humanizmie. Dużo ludzi zapomniało, jaki jest sens tego, że tu wszyscy jesteśmy. Taki elementarny, czyli peace and love i to, że się wszyscy wspieramy. Ciężko to wszystko sprasować w jedną całość. Nie dlatego, że ten świat jest zły, że to jest jakiś taki backflash, taki zły news, który do nas wraca, bym powiedział.
Tylko że to jest troszkę bardziej taka indywidualna refleksja pod tytułem: „Okej, przez całe życie mieszkałem w pudełku na buty i dziwiłem się, że mnie uwiera”. No tak, jesteś większy dziesięciokrotnie od tego pudełka, także dziwne, żeby nie uwierało. I chyba może o to chodzi, że nas po prostu uwiera czasami w takich sytuacjach i stąd się to bierze. Po wyjściu z tego pudełka człowiek już ma dosyć poważny problem, żeby do niego wrócić, bo już nagle się okazuje, że to doświadczenie poszerza naszą skalę odczuwania. Chociażby te wszystkie kwestie wizyjne, do których zaraz wrócę, bo to jest właściwie clou dzisiejszej naszej rozmowy. A wy słuchacie dzisiaj Radia Nafania. Ja na imię Tomek, a dzisiaj wizyjna hiperprzestrzeń retransmitowana w Radiu Paranormalium. Wspomniałem właśnie o tych swoich doświadczeniach, że w pewnym momencie, po iluś tam latach nagle się okazało, że doszedłem do momentu, że wszystko, co napisano w książce pod tytułem „Drzwi percepcji” okazało się po prostu, można powiedzieć, out of date, jak to się mówi po angielsku, czyli przestarzałe, nieaktualne. Część refleksji ocalała. Myślę, że jest bardzo cenna i polecam każdemu w ogóle tą książkę, bo myślę, że jest to fajna książka na start.
Natomiast dla mnie już teraz ta książka jest takim miłym wspomnieniem prehistorii, jak to dawniej ludzie wymyślali sobie, jak mogły potencjalnie wyglądać dinozaury. Trochę tak to wygląda po tych właśnie doświadczeniach, gdzie interakcja z normalnym, pełnym światem działała zupełnie bez problemu, pomimo że byłem naładowany tak substancjami psychoaktywnymi, że generalnie według koncepcji Huxley'a w ogóle powinienem dostać napadu paniki, napadu zawału. Jakoś tak. Po prostu w ogóle sobie nie poradzić z tą sytuacją. Ale było wręcz odwrotnie, jakby ta historia poszła w tą stronę. I generalnie nie jestem jedynym, któremu się coś takiego wydarzyło. Masa ludzi, którzy w miarę regularnie kontaktują się z substancjami psychoaktywnymi. A nie, jak to brzmi, w miarę regularnie. Wiecie, o co chodzi. Po prostu korzystają z nich w regularnych odstępach czasu.
Często mówię o tej historii, że do pewnego momentu jesteśmy kompletnie bez mapy, ale jest pewien moment, gdzie zaczynamy już łapać. I to jest ten moment, gdzie de facto łapiemy komunikację z tym, cokolwiek by to nie było, innym wymiarem, cokolwiek to jest. Tu się zaczynają takie w ogóle niesamowite historie związane z tymi wizjami. I tu się zaczyna taki trzeci koncept, który towarzyszy temu wszystkiemu. Pojawia się czas, który właściwie jest chyba przestrzenią. Można to nazwać na różne sposoby. Czas zamienia się po prostu w przestrzeń. To są te wszystkie historie związane z tym, że ile czasu minęło, ile czasu minęło, bo miałem wrażenie, że cała wieczność. Nie, to były tylko trzy godziny. Serio?
A ja przeżyłem całe swoje życie. I to tak troszkę wygląda. Generalnie wychodzi na to, że ten koncept ma jeszcze coś oprócz tego, że dotyczy Naszej percepcji i tego, jak dużą jesteśmy anteną, jaki jest szeroki zakres oddziaływania tego, czym jesteśmy. Niezależnie od tego, czy ktoś sobie to poukłada, poupycha po kieszeniach, ponazywa na 300 różnych sposobów. Chodzi o ten jeden unikatowy unit, który się kolebie w ludzkim ciele, który tu przywędrował. Zasila tego robota biologicznego. To wszystko dookoła funkcjonuje w tym niewidocznym polu materii, której nie sposób zobaczyć i nie sposób zmierzyć. I to się nigdy nie uda, bo ona jest dokładnie o tej samej częstotliwości jak my i my ją widzimy tylko w momencie, kiedy się rozpada albo kiedy się tworzy. A tak to jesteśmy jak ryba w wodzie. Nie widzimy wody.
Co z tą naszą wielkością odczuwania? O co tu chodzi? Bo nagle, kiedy pojawia się czas, pojawia się zjawisko przestrzeni. Wiadomo, że czas, tak bardzo z grubsza definiując, to jest to, co się dzieje pomiędzy tym, kiedy przemierzamy odległość z punktu A do punktu B. Nikt nie wie, co się wtedy dzieje. To, co się wtedy dzieje, nazywamy czasem. To jest przestrzeń. Robimy wtedy parę kroków, dzieją się dziwne rzeczy, nie wiadomo. Tu trzeba chyba powrócić do DMT, bo życie jest bardzo intrygujące. I do tych wszystkich historii z lightworkerami i tak dalej.
To jest taka moja refleksja, gdzie może być czasami mina w tym wszystkim. Ja tego do końca nie kumam i dlaczego wydaje mi się takie pokręcone i dziwne. Chociaż mogę absolutnie się mylić. Pierwsza rzecz: wydaje mi się, że te historie, które są nam czasami opowiadane i sprzedawane, są niczym więcej jak próbą powrotu do starożytnych czasów, do czasów Delfi, do czasów koncepcji historii cywilizacji, która jest oparta na tym, że czytamy o cudzych doświadczeniach. Do takiego Kartezjusza i Pisma Świętego prawie, że wychodzi koleś, który nam mówi: okej, daję wam bezpieczną opcję. Wy nie musicie robić już więcej kwasu, nie musicie robić DMT, nie musicie zapisywać snów, nie musicie robić nic z tych niebezpiecznych rzeczy, które na dodatek są nielegalne. I słuchajcie, na litość, nie róbcie tego! Ja wam to opowiem o Plejadanach, ja wam to opowiem o szarych, ja wam to opowiem o gadach. Ja wam opowiem te wszystkie historie. No tak, ale jeżeli rozmawiamy o tych historiach, to de facto widzimy ciągle ludzi, którzy tkwią nogami niczym w misce z betonem w tej prehistorii.
Właściwie mi się wydaje, że to jest troszeczkę ściema, moi drodzy. Najprościej mówiąc albo obserwator wpływa na obiekt obserwowany, albo nie wpływa. Wiemy, że obserwator wpływa na obiekt obserwowany przez samego siebie, że to się zmienia. Każdy z nas, wychodząc z taką koncepcją, mówiąc, że właśnie spotkał Radę Galaktyczną, która mu powiedziała, jakie będą dyrektywy dla Ziemi, to ja mam takie wrażenie, że chodzi tylko i wyłącznie o dyrektywy dla niego. To jest czasami tak, że my się chyba, przynajmniej niektórzy z nas się przejmują i stwierdzają, że nie, to jest taka wizja, tu muszę zaraz uratować cały świat, bo w mojej wizji jestem Mesjaszem, który pędzi na ratunek wszystkim żywym istotom. Mam takie wrażenie, że to jest brak chyba zrozumienia tego konceptu, który aktualnie się pojawił, że ciągle troszkę nawet ta psychodeliczna sprawa często tkwi jeszcze chyba przed dni wydania „Drzwi percepcji”, że ludzie próbują posklejać coś za pomocą jakichś połamanych krzesła ze stołem i z szafkami czy coś w tym stylu. Wychodzi z tego jakaś bardzo dziwna konstrukcja. Ja mam takie wrażenie, że te wszystkie wizje, o czym już aktualnie wiemy, są bardzo unikatowymi doświadczeniami indywidualnymi. One z nami pracują na bazie doświadczenia naszego życia. W praktyce wygląda to tak, że jeżeli chciałbym wam opowiedzieć swoją wizję, to nie ma problemu, opowiadam wam swoją wizję, ale żebyście mogli zrozumieć, o co chodziło w tej wizji, musiałbym opowiedzieć element swojego życia, który jest początkiem tej historii, że ta wizja właściwie zmieniała ten element, mój sposób myślenia o nim i tak dalej.
Ale żeby w ogóle zrozumieć, co ta wizja zmieniała, trzeba znać oryginał. A my często oryginałów nie znamy. Znamy tylko ludzi, którzy przychodzą, mówią, że rada gwiezdna Plejadian powiedziała, że jestem tu posłańcem, jestem Plejadianem, czy jakoś tak i mówię wam, jak jest. Ja do końca nie kumam takich rzeczy. To jest znak dzisiejszych czasów. Ja myślę, że takich ludzi może być coraz więcej, bo oczywiście mogę się absolutnie mylić, ale wydaje mi się, że jest to właśnie efekt takiego społeczeństwa, które żyje w takim centralnym transhumanizmie, gdzie wszystko jest praktycznie od razu z założenia tłumaczone na materię, gdzie wszystko próbuje się od razu zamienić w coś, co można popukać, coś, co brzmi, coś, co wydaje dźwięk, coś, co można dotknąć, powąchać, kopnąć. Tylko materia, moi drodzy. I tu się okazuje, że wychodzą tacy ludzie, którzy opowiadają takie historie i oni właściwie są bardzo mocno zaczepieni w materii. Przynajmniej taka jest moja koncepcja. Słuchajcie, była taka historia.
Ja dzisiaj troszkę o Terence'u McKenna wspominałem. Świetną rzecz Terence McKenna kiedyś powiedział, że wybrał się na zjazd fanów, miłośników, specjalistów od UFO. Nieidentyfikowanych obiektów latających i obcych cywilizacji. Było bardzo zabawnie, bo kiedy miał swoją prelekcję, po prostu powiedział, że według niego te wszystkie rzeczy, jakby tu mieszkają obok nas, to nie trzeba wcale stać z wielkimi teleskopami, wielkimi lunetami. Wystarczy po prostu sobie wrzucić grzyba, wrzucić sobie jakąś substancję psychoaktywną i nasz mózg w tym momencie się przestraja troszkę tym całym rezonansem. W ogóle nasza percepcja robi się większa, robi się po prostu inna. Tu już nie będę, czy większa, czy mniejsza. Nie mnie oceniać, nie mnie. Ale generalnie zaczynamy widzieć te wszystkie dziwne zjawiska na niebie. I powiedział o tym.
Nagle się okazało, że faceci, którzy spędzili całe swoje życie na szukaniu UFO, na łapaniu tego UFO, potraktowali to jako herezję. Bo jak może być tak, że on sobie wrzuci kwas, a ten ćpun jeden czy jakoś tak, czy tego grzyba i on widzi UFO, a my tu mądre książki piszemy, analizy robimy naukowe, na radarach sprawdzamy. Jak to się wszystko dzieje? I nic. Nie widzieliśmy nigdy UFO. Prawdę mówiąc widziałem statków kosmicznych w swoim życiu na niebie o dziwnych kształtach bardzo dużo. Naprawdę nie jestem wyjątkowym człowiekiem, ale wszystkie te rzeczy, przynajmniej w mojej głowie, niekoniecznie zawsze były po tripach, ale były z nimi związane. Ja po prostu sobie je sklejam do swojej umiejętności poznawczej, która się pojawia podczas przesunięcia tego rezonansu w mojej głowie. Wtedy człowiek widzi troszeczkę więcej niż normalnie, bo normalnie ten rezonans przypomina najprościej mówiąc oglądanie helikoptera, który leci. Widzicie na pewno te śmigła helikoptera, które się bardzo szybko kręcą.
Normalnie ich nie widać, bo one tak szybko zasuwają, że nic, ale widać tylko jedną rzecz. Widać powolny ruch jednego rotora w drugą stronę, w przeciwną do oryginalnego kierunku. Mam tu telefon. Witam Kawcze. Halo, halo, witam ponownie.
[01:25:24] - Witam ponownie. Ja króciutko, bo przypomniałeś mi o flashbacku po szałwii, czyli takim, jakby ktoś nie wiedział, powrocie do stanu, który nastąpił pod prysznicem. I to była właśnie wizja kosmosu. Zobaczyłem kosmos i planety i na jednej z planet siedziała taka postać, ale przeogromna, że ona była tak wielka jak planeta wręcz. To już trochę mniej kosmiczne i ufologiczne z kolei, ale kosmos był, więc można i w ten sposób zobaczyć.
[01:26:03] - Ja kosmosy widuję bardzo często. Słuchaj, poważnie, to jest stały element wszystkich tych wizji, że mnie wyrzuca w kosmos. Inna sprawa, że spotykam tam na przykład istoty, które nie wiem skąd są, ale są ciekawe. Słyszysz głosy, słyszysz różne przekazy. Tego jest masa. Nagle ląduje się w świecie, gdzie jest dużo gości, w takim kosmicznym pokoju, gdzie jest niezły tłok i każdy coś do siebie mówi i nie ma problemu z tłumaczeniem, bo wszyscy rozumieją, wszyscy rozmawiają tym samym językiem. To jest ciekawe.
[01:26:36] - Jakiś język uniwersalny i kosmiczny chatroom taki.
[01:26:39] - Tak. Chyba idealnie powiedziane. Kosmiczny chatroom. Tak bym nazwał kwas. Nową wersję LSD. Kosmiczny chatroom.
[01:26:49] - Czyli co trzeba, żeby się zalogować?
[01:26:52] - Trzeba po prostu wrzucić kwas. Na to chyba wygląda.
[01:26:57] - To ja się przestawiam na odbiór i słucham dalej.
[01:27:00] - Dobra, dziękuję za telefon.
[01:27:01] - Cześć.
[01:27:02] - To był Mieśkie Kawiec. Ja wam dalej mówię. To jest ciekawe z tym Terrence'm McKenna. Kiedy wygłosił to swoje przemówienie, wywołał poważne wzburzenie tych wszystkich sędziwych dżentelmenów, którzy nie mogli się pogodzić z tym, że coś jest niewidoczne dla materii. Okazuje się, że poszukiwacze innych światów, poszukiwacze pozamaterialnych zjawisk są najbardziej przyklejeni do materii i że ci ludzie właściwie nie szukają żadnego rozwiązania, żadnych pytań. Oni po prostu chcą to dotknąć. To nie są ludzie, którzy chcą to zbadać, chcą się dowiedzieć, czym to jest. Oni po prostu chcą to dotknąć. To jest tak, jak każdy badacz kosmosu, który twierdzi, że jestem specjalistą od UFO, a ja się na przykład pytam: to może kwasika? Albo może grzyby wrzucimy?
Nie, ja narkotyków nie biorę. Jaki to jest badacz? To jest żaden badacz. To Bronisław Malinowski zasłynął z tym i dlatego stał się takim słynnym człowiekiem, że jako pierwszy obalił XVII-, XVIII-, XIX-wieczną naukę. Co zrobił Bronisław Malinowski? Jako pierwszy zrobił coś takiego, że pojechał do dzikich i zamieszkał z dzikimi jako część eksperymentu. Powiedział, że ponieważ nie ma możliwości, żeby zewnętrzny obserwator, którego nie ma na miejscu, mógł zrozumieć procesy, które dzieją się w danym zjawisku, trzeba się do tego zjawiska wprowadzić. Czyli jeżeli chcemy zrozumieć, jak żyją dzicy, to musimy zamieszkać wśród dzikich. To powiedział Bronisław Malinowski i tym zmienił całą naukę. Taki paradygmat nauki.
Bo dawniej nauka polegała na tym, że ja siadałem, zakładałem nogę na nogę i pisałem na przykład: „Myślę, że kiedy krzyknę w sztabę żelaza trzy razy, to sztaba się rozpadnie”. Coś w tym stylu. Mogłem sobie wymyślić każdą dowolną bzdurę, opisać ją wzorami i wydać. I to była nauka. Natomiast po Bronisławie Malinowskim okazało się, że faktycznie jest to interakcja. Do tego doszły wszystkie te eksperymenty związane z polem kwantowym, że obserwator wpływa na obserwowany obiekt z polem morfogenetycznym, że wszystko jest ze sobą połączone, że żyjemy w jednej tej samej strukturze, która jest właściwie takim klastrem życia, można powiedzieć tak najprościej. I że się poruszamy pomiędzy jednym a drugim. Taki fenomen jest, bo się okazuje, że właściwie bardzo często ludzie, którzy dealują, sprzedają wizje, przynajmniej medialnie opowiadają o niesamowitych rzeczach, jak jakieś gwiezdne rady, jakieś mesjasze, wszystkie te historie. Nie wiem, jak jest do końca, bo naprawdę nie znam zbyt wielu takich ludzi osobiście. Może w życiu poznałem tylko jedną taką osobę.
I ta jedna osoba, którą poznałem, absolutnie nie miała bladego pojęcia, o co chodzi z LSD i nie miała absolutnie bladego pojęcia, o co chodzi z całą resztą doświadczeń psychodelicznych. I powiem jeszcze, żeby było zabawniej, ona się po prostu tego bała. Poznałem też kilku tak zwanych ufologów, którzy na dźwięk słowa „substancje psychoaktywne” szybko sprawdzają, czy przypadkiem nie zostawili telefonu i biegną w drugą stronę, żeby przypadkiem w ogóle nie być blisko tego tematu, bo jeszcze się okaże, że nie daj Boże zobaczą to UFO, którego od 30 lat szukają, gonią, napisali 30 publikacji, książki na ten temat wydawali i ciągle polują na to UFO. No właśnie, a może koncepcja tego czasu, tej przestrzeni jest zupełnie inna? Może dokładnie tak, jak zmieniliśmy na przykład koncepcję z „Drzwi percepcji”, która na początku mówiła: „Tam za drzwiami jest niebezpiecznie. Możemy tylko na chwilę uchylić, żebyśmy nie zwariowali”. A się okazuje: nie, stary, to tylko ty mogłeś zwariować. Wszystko jest okej. Jeżeli będziesz robił to regularnie, będziesz robił systematycznie z właściwymi ludźmi, będziesz miał właściwe informacje, nie zwariujesz, a wręcz odwrotnie nauczysz się obsługiwać to wszystko. Ale z tego wynika kolejna rzecz.
Związana z tym, że być może dlatego nie potrafimy ogarniać pewnych mechanicznych spraw, pewnych technicznych po tripach, bo to dalej funkcjonuje. Jest taka pewna stygma na naszym ruchu z prostej, czystej przyczyny, że może nam tego nie potrzeba. Może to jest taka informacja od Mamy Natury, która nam wysłała: „Hej stary, po prostu zostaw to. To nie jest sposób, w jaki powinniśmy myśleć. Odłóż te zabawki. Odłóż je, a teraz przestań myśleć. Bądź jednym wielkim niczym w głowie i zrób coś, co jest takie, że będziesz w stanie to obsłużyć w każdy dowolny sposób, w każdy dowolny, intuicyjny sposób. Nie rób sobie interfejsów z naturą, które krzywdzą naturę”. No i de facto okazuje się, że właściwie po substancjach psychoaktywnych człowiek zaczyna zauważać, że większość interfejsów, które buduje ta cywilizacja, są interfejsami, które niszczą tą planetę. Zresztą to nawet nie trzeba brać substancji psychoaktywnych.
Wystarczy zobaczyć, jak wygląda kwestia z ropą, z wydobywaniem rzeczy z ziemi, jak niszczymy wodę i tak dalej. Nie chcę was tu straszyć, jest sobotni wieczór, ale wiecie, o co chodzi. Wszyscy są na tyle łebcy, żeby to złapać. I tu się okazuje, że to jest tylko kwestia wyłącznie treningu. Przy tym treningu pojawia się jeszcze kwestia owej przestrzeni. Tu się pojawiają wszystkie te zjawiska UFO, dziwne historie. Ze zjawiskami UFO bardzo często są związane historie z tak zwanym wzięciem przez kosmitów, że ktoś został porwany i tak dalej. Jak na ironię, wszystkie te opowieści są praktycznie, poza oczywiście może scenografią, bo tam ludzie opisują różnie koncept tego pokoju, jak wyglądali ci obcy i tak dalej. Ale słuchajcie, bez żadnej ściemy, to jest dokładnie to, co ja jako psychonauta spotykam w swojej praktyce z substancjami psychoaktywnymi. To są owe istoty.
Tych istot jest masa. Ja za bardzo nie jestem w stanie wyszczególnić, odróżnić, powiększyć. Widziałem już te smoki, potężne smoki, które do mnie mówiły, węże. Już różne rzeczy widziałem. Mam nadzieję, że to nie koniec, dopiero początek tego wszystkiego. To nie jest część nas. To są jakieś istoty, które przychodzą z zewnątrz, które gdzieś tu prawdopodobnie żyją dookoła nas. My ich po prostu nie widzimy. Jakbyśmy obserwowali helikopter, widzimy tylko ruch w przeciwną stronę i to ten zwalniający śmigła. Jakbyśmy tam włożyli palec, to by nam poszatkowało ten palec, bo się okazuje, że to się kręci x razy szybciej, a my tylko widzimy odbicie tego ruchu.
Może być tak, że cała rzeczywistość, którą widzimy, to jest nic więcej jak odbicie tego ruchu. Te całe wizje to jest jedyny moment, kiedy właściwie obserwujemy ruch w całości, kiedy nie ma tych wyciętych klatek pomiędzy naszą rzeczywistością. De facto właściwie chyba każdy ma do tego dostęp. To nie jest rzecz limitowana do jednej osoby, ale w dzisiejszych czasach jest to dalej trzymane troszeczkę gdzieś z boku, na marginesie. Wiadomo, jest to nielegalne, bla bla bla, milion spraw dookoła. Tu chyba nawet nie muszę tłumaczyć wszystkich powodów, dla których ludzie się tego boją. Czasami rozmawiamy tutaj, także można się cofnąć parę audycji do tyłu. Wracając do tego punktu wizji, to jest taki indywidualny rezonans. Każdy z nas może się dostroić i zobaczyć troszeczkę więcej. Wiadomo, że jest coś więcej i wiadomo, że wszystkie te historie związane z kosmitami, z ludźmi, którzy raportują widzenie obiektów na niebie, wszystkie te sprawy są strasznie mocno związane, jeżeli się porówna opisy tripów i opisy tych wizji z substancjami psychoaktywnymi.
Wygląda na to, że tak, to są drzwi percepcji, ale to nie są drzwi percepcji, które są sztucznie zablokowane, żebyśmy przypadkiem nie stracili opcji wysłania SMS-a przez swój własny telefon zaraz po kwasie. Może o to chodzi, żebyśmy nie wysyłali wtedy SMS-a, żebyśmy wysłali SMS-a do samego siebie w swojej własnej głowie. Może o to w tym wszystkim chodzi. Może to jest ta wiedza, która jest za tym schowana. Może to nie jest przypadkowe, że niektóre urządzenia nie dają się obsłużyć po substancji psychoaktywnej. Może właśnie to jest ten kierunek, żebyśmy zrezygnowali z tych urządzeń, żebyśmy poszli w inny sposób, żebyśmy przemyśleli rzeczywistość na nowy sposób. Wielu ludzi próbuje. Najzabawniej jest w tak zwanym alternatywnym środowisku. Nie wiem, czy to w ogóle dobra nazwa, bo środowisko to jest taki sztuczny twór, ale tam jest najwięcej ludzi, którzy opowiadają o tych swoich niesamowitych doświadczeniach i właściwie co tu dużo mówić, są to takie opowieści niepełne, bym powiedział. To też działa troszeczkę, jakby ludzie sobie tam budowali drugi kościół albo jakąś taką drugą religię, albo drugą sektę, albo coś w tym stylu.
Wychodzi jeden koleś, który mówi o swoim doświadczeniu. Wszyscy kładą uszy po sobie i mówią: „Tak, jego doświadczenie jest najważniejsze i teraz będziemy wszyscy go cytowali i teraz będziemy wszyscy podążali za nim”. Ale sobie myślę, że to w ogóle nie jest tak, bo to doświadczenie, które my odbieramy, kosmos, który ja widzę, naprawdę jest chyba tylko moim kosmosem. To nie jest tak, że jestem w stanie wyjść i powiedzieć: „Hej, właśnie mam przekaz od Plejadian albo od Marsjan, od Kasjopejan i tak dalej”. Nie, absolutnie. W ogóle w to nie wierzę, de facto. Są tam istoty, które dają takie konkretne przekazy. To się gdzieś tam słyszy te głosy w głowie, wszystkie te historie się dzieją, ale to jest indywidualne i nie wydarzyło mi się nigdy w życiu, żebym kiedykolwiek spotkał osobę, która jest regularnym psychonautą, następnie wychodzi i opowiada ludziom, że właśnie brała udział w radzie Plejadian i tak dalej. Absolutnie. Myślę, że te wszystkie koncepty, które się biorą z tym, że ludzie próbują jakoś opakować swoją wizję, ja tu nie podważam, nie chciałbym absolutnie podważać ważności wizji tych ludzi, którzy o tym opowiadają, bo zdaję sobie sprawę z tego, że sposób, w jaki mówimy, nie znaczy, że czegoś nie przeżywamy.
Może ci ludzie autentycznie mają wizje, tylko że bardziej może senne, może mniej kwasu. Na pewno w ciągu nocy może produkuje się więcej DMT w ich mózgu i dzięki temu mają te intensywne wizyjne stany. Kto to wie? W ogóle tego nie deprecjonuję, w ogóle tego nie neguję. Absolutnie uważam, że każdy z nas ma prawo mieć wizję, nawet jeżeli w wizji zasiada na głównym stołku w jakiejś radzie Plejadian planetarnej na odległej planecie. To jest nasza indywidualna wizja i każdy ma do niej prawo. To, co mnie zastanawia, to jest to, że te historie, podobnie jak na przykład próba złapania UFO w naukowy sposób, są obarczone dokładnie tym błędem poznawczym, który wynika z utopii transhumanizmu, w którym wszyscy, czy chcemy, czy nie, po kostki tkwimy. Niektórzy troszkę bardziej po szyję, a niektórzy troszkę płycej. Materia dominuje nad naturą. I cały paradoks ze zjawiskiem UFO polega na tym, że badacze UFO chcą materialnego dowodu na istnienie tych zjawisk.
Oni nie chcą usłyszeć czegoś, przeżyć czegoś, sami doświadczyć. Ich to w ogóle nie interesuje. Tak naprawdę nie interesuje ich zjawisko. Oni są fetyszystami, którzy chcą przyjść do mnie i powiedzieć: „Cześć, jest Tomek? Bo słyszeliśmy, że Tomek ma UFO i chcieliśmy je dotknąć”. I dokładnie na tym cała zabawa polega. Natomiast czy tu w ogóle chodzi o odczuwanie? Absolutnie. I tu jest, myślę, taki skok cywilizacyjny, który się nam szykuje bardzo już niedługo. Właściwie chyba jesteśmy w trakcie.
Część z nas być może myśli, że jest awangardą, że jest nową siłą w naturze, że wyważy drzwi do nowego świata i tak dalej. Ale po przyjrzeniu się troszkę realiom okazuje się, że ta znakomita część wyznaje fetyszyzm transhumanizmu i że te wszystkie badania to jest dokładnie próba złapania czegoś, co w tym wymiarze nie istnieje. Tu się pojawia koncepcja wielu wymiarów, tego, że wsuwamy substancje psychoaktywne, a lądujemy w jakiejś innej przestrzeni, w której na przykład nie ma czasu. Taka ciekawa historia. Po prostu nie ma czasu. Czas jako taki nie istnieje. Przeżywamy wszystkie te zjawiska tak długo, jak jesteśmy w danym miejscu, przestrzeni. Następnie następuje coś takiego jak zmiana percepcji widzenia, czyli normalne jest to, że zmienia się długość odbierania fali świetlnej w naszej głowie. Ale jeżeli zmienia się długość tej fali, a wiemy, że słyszymy też troszkę inaczej dźwięki, lepiej słychać. Wiemy, że zmienia się też fala akustyczna.
Jak zmieniają się dwie fale, to wygląda na to, że zmienia się troszkę więcej. Bo jeżeli zmieniają się dwie fale na morzu, to znaczy, że wszystkie inne się kolebią dookoła. To jest taki normalny stan. Jeżeli coś się trzęsie, to wszystko musi się trząść. Jeżeli zmieniamy rezonans w jednym zakresie, to zmieniamy we wszystkich pozostałych. To nie jest tak, że stoimy zawsze w miejscu. Może być tak, że te wszystkie informacje, ta cała może troszkę inna część nas samych, której tutaj fizycznie nie widać, bo jest niewidoczna, jest dookoła nas jak taki bąbel powietrza kompletnie niewidoczny, że to jest rozwiązanie i tam są wszelkie możliwe informacje. Są próby budowania różnych urządzeń, które to, że tak powiem, złapią. Te słynne lustra, które zostały wybudowane przez naukowców z Rosji. Takie zawinięte w ślimaka, że tam się wchodzi do środka.
To jest takie wysokie na dwa, trzy metry aluminiowe lustra. Aluminium wypolerowane do poziomu w miarę lustra. W samym środku tego ślimaka się siada, się siedzi czy w ogóle się tam wchodzi i ludzie widzą naprawdę dziwne rzeczy. Sposób, w jaki ten metal i ten kształt zakrzywia rezonans, powoduje jakieś odbicia w mózgu, że zaczynamy widzieć rzeczy, które dla ludzi funkcjonujących w tym rezonansie są niewidoczne. I tu dochodzimy do trzeciego konceptu, który wynika niejako z biopercepcji, ale jest taki naprawdę, ja myślę, że to jest frontier science, że to jest kierunek do przodu, moi drodzy. Wygląda na to, że właściwie za wszystko odpowiada chyba rezonans, na jakim pracuje nasza głowa i że chyba powoli już ten czas na to, żebyśmy dostrzegli, że właściwie czas jest tylko i wyłącznie przestrzenią, w której się dzieje aktualna wizja i że kiedy sobie przestrajamy tą gałeczkę za pomocą substancji psychoaktywnej, przestrajamy się troszkę, ale jesteśmy w tym samym świecie. Nie musimy pokonywać dystansów, nie musimy podróżować tysiące mil, bo nie ma czegoś takiego jak tysiące mil. Jest tylko inny rezonans. Przestrajając się do innego rezonansu, automatycznie się tam znajdujemy. Nie trzeba wcale nigdzie podróżować, nie trzeba wymyślać silników gwiezdnych, które będą nas pchały przez miliony świetlnych lat.
Wystarczy tylko dopasować się rezonansem do miejsca, do którego chcemy dotrzeć i automatycznie tam lądujemy. Ale jest to naprawdę bardzo niematerialne, bo tu się okazuje, że nie można zabrać ze sobą szafy, nie można zabrać gaci na zmianę, nie można zabrać rękawiczek i szalika od mamy. Nie da się wziąć i pomacać tego UFO. To trzeba niestety samemu wziąć, ruszyć dupę, wrzucić tego kwasu albo wrzucić te grzyby, samemu to przeżyć, samemu zobaczyć, w jaki sposób transformuje nasza indywidualna osobowość, co jesteśmy w stanie zobaczyć, jak szerokie jest spektrum naszego widzenia świata. Tylko czy my tego chcemy? Ja mam taką refleksję z tego wynikającą, że bardzo często się okazuje, że słuchając tych wszystkich opowieści o Plejadach, o tych wszystkich podróżach międzygwiezdnych i tak dalej, bardzo często właściwie mamy do czynienia z ludźmi, którzy są przerażeni tym, że właściwie traktują wszystko bardzo materialnie i nagle wydarzają się takie wydarzenia jak wizje. Nieświadomie są chyba transhumanistami, którzy budują ciągle jakąś skrupę dookoła siebie i właściwie używają tych historii po to, żeby gdzieś się wpasować pomiędzy ten dysfunkcyjny świat, w którym żyjemy, tą szaloną cywilizację, a tą informację, która przychodzi z wizji, która ich wciąga. I stąd się biorą chyba te wszystkie szalone pomysły, że ktoś na przykład stwierdza, że jest jakaś polityka w kosmosie. Słuchajcie, bywałem w tym kosmosie nie raz, nie dwa. Mam nadzieję, że jeszcze będę bywał Nie raz, nie dwa w tym właśnie same gwiazdy, lecę gdzieś przez kosmos jako byt.
Nigdy nie spotkałem tam żadnej polityki, żadnej rady. To wszystko jest tak intuicyjne, jest tak naturalne. Takie spostrzeżenia, że jest to bardzo intuicyjne, bardzo naturalne właściwie spotykam z każdej możliwej strony, jeżeli chodzi o użytkowników substancji psychoaktywnych. Natomiast największy problem z tą rzeczywistością mają ludzie, którzy mają być może jedną wizję albo nie potrafią się, bo to takie troszkę ocenianie, ale wydaje mi się, że nie potrafią się oddzielić w dosyć konkretny sposób od tej rzeczywistości, w której kwioł i próbują ciągle pogodzić swój sposób myślenia o rzeczywistości, taką iluzję, którą sobie budujemy w głowie, czym ten świat jest z tym, co spotykają w wizjach. I tego się nie da absolutnie pogodzić w sposób racjonalny. Żadni badacze UFO tego nigdy nie pogodzą, bo oni po prostu są transhumanistami. Oni tylko czekają, żeby z tym młotkiem, dłutem odkuć kawałek tego UFOa, które spadnie z nieba. Żaden z nich nie pójdzie na kwasa ani nie zrobi solidnie ceremonii z ayahuascą, z tymi wszystkimi substancjami. Żaden z nich tak naprawdę nie chce spotykać tych obcych ludzi. Oni chcą ich zobaczyć.
Może mu podam rękę, ale bez przesady. Także na tym się kończy całe to badanie. To jest takie stanie w pół kroku. Ale to jest też objaw aktualnie transformacji, która zachodzi, że będziemy mieli wysiew ludzi, którzy właściwie stoją w pół kroku i nie za bardzo wiedzą, co z tym zrobić. Wiedzą, że jest kosmos, bo bywają w tym kosmosie. Widzą te wszystkie rzeczy, czują jak te moce zupełnie inaczej funkcjonują. Czują, że historia człowieka jest zupełnie gdzie indziej. Czują to i nawet gdzieś tam pomiędzy słowami im to po prostu wylatuje. I mają rację. Absolutnie.
Do tego sobie wymyślają jakieś takie hierarchie, struktury, które właściwie nigdzie poza umysłem wariata nie istnieją, czyli struktury jakieś rządowe, jakieś ideologiczne i tak dalej. W świecie, gdzie wszystko jest czystą energią i propagacją tej energii, nie ma miejsca na politykę, nie ma miejsca na strategię i nie ma miejsca na takie historie. Tam po prostu wszystko jest propagacją energii. To odwieczny problem pomiędzy wszystkimi genialnymi wynalazcami a ich mecenasami, którzy mówili: „Zaraz, kolega, ale gdzie tu jest licznik?”. On mówił: „To jest niekończąca się energia, która po prostu jest wszędzie z kosmosu”. „Nie kolego, ja tu muszę mieć licznik”. Ja czasami sobie żartuję w rozmowach prywatnych, żartuję całkiem w rozmowie na radiu. Wydaje mi się czasami, kiedy czytam te opracowania na temat kosmitów, tych wszystkich niesamowitych opowieści, które mają lightworkers czy jak to się nazywa, tych wszystkich o numerach dziwnych. Nie chcę tego komentować osobiście, bo uważam, że każdy ma rację, że gdzieś w każdej tej historii jest odkryt prawdy i warto ją sprawdzić i warto ją od początku do końca prześwietlić. Ale de facto chyba najlepiej prześwietlić tą sprawę osobiście, czyli samemu się wybrać na wyprawę, samemu zobaczyć, żeby nie wylądować w sytuacji, że ciągle ktoś nam opowiada o parku, o tym, jak wyglądają drzewa, jak wygląda trawa.
Park jest 20 kroków od naszego domu, a my tam nie byliśmy nigdy w życiu. I to nam zaczyna opowiadać: w parku wiewiórki założyły partię i teraz walczą z frakcją jelonków, ponieważ oni się zebrali z lisami i teraz lisy wybudowały katapultę, którą będą atakowały. Wszystkie te historie to jest po prostu takie nałożenie, taki interfejs, który myślę, że może nieświadomie się gdzieś tam wkrada i często wielu z tych ludzi opowiadających o wizjach po prostu duplikuje ten cały koncept transhumanizmu i próbuje nas wklejać w to, co właściwie oni sami sobie przykleili do siebie z telewizora, dorastając w tej cywilizacji. To chyba oni są najbardziej przestraszeni tymi drzwiami percepcji, tak coś mi się wydaje. Chyba największym hamulcem zmian są ci, którzy z reguły podają się za największych apologetów tych zmian. Tak to trochę wygląda, bo ci mają największy problem, żeby uwierzyć, że to może jest zupełnie inaczej. Może to nie chodzi o to, że UFO jest czymś materialnym. Może po prostu to jest inny rezonans i dopiero jak wejdziesz w ten rezonans, w którym twoje możliwości poznawcze wyglądają zupełnie inaczej, twoja percepcja twojej skóry, dotyku, zapachu, kolorów wszystko wygląda inaczej i dopiero tam zobaczysz UFO. Ale jak tam zobaczysz UFO, to niestety nie będziesz mógł zabrać ze sobą ani jednego kawałka. Będziesz musiał po prostu z tym przydilować tak jak jest.
Będziesz chciał pogadać z tymi kolesiami, kimkolwiek by nie byli i będziesz chciał zrobić to świadomie i to wszystko. I nie ma tu żadnych czarów-marów. Nie przyniesiesz nic i nie pokażesz kolegom. Możesz poprosić kosmitów: „Możecie mnie podrapać po plecach? Pokażę kolegom”. I to wszystko. Na tym się może cała historia skończyć. I właściwie nie ma innej opcji, że właściwie szukamy chyba nie tam, gdzie powinniśmy. I to jest takie zabawne. Mi się zawsze wydaje, że substancje psychoaktywne, kiedy jesteśmy na takim potężnym tripie i nie potrafimy ogarnąć urządzeń, to nie dlatego, że nie potrafimy ogarnąć, że coś wysiada, coś się psuje.
Nie, nic z tych rzeczy. To jest wskazówka, dyrektywa. I myślę, że tak jest z tymi wizjami, że to jest po prostu dyrektywa i my nie do końca chyba jeszcze kumamy za bardzo, w którą stronę ta dyrektywa idzie. Ale wszystko przed nami. Mam nadzieję, że każdy z nas ma prawo wrzucić coś do tego tematu i może olśnić pozostałych. Ja to chętnie takie olśnienia sobie czytam, także zapraszam serdecznie. Dziękuję wielce za słuchanie tej „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium się tak troszkę wizyjnie. Taka refleksja na koniec już tego wszystkiego, że może wizje pokazują nam nasze niedopasowanie i wszystkie te schematy, które mamy w głowie. To wszyscy grzybiarze zauważyli. I teraz jak pójdziemy tym tropem dalej do technologii, wszyscy ci kosmici, inne istoty, retrospektywne podróże w czasie i przestrzeni.
To zaczyna się chyba składać, że coś w tym jest, że to chyba jest bardziej kwestia niedopasowania niż dopasowania. Ale dzięki temu wiemy, co jest do naprawienia. I może o to w tym wszystkim chodzi. I tylko i wyłącznie o to. I nic więcej. I nie da się po prostu żadnego kosmity złapać za rękę. I może zawsze chodziło od początku do końca o to, że nigdy się ich nie da złapać za rękę. A ludzie, którzy łapią, próbują wymyślić taką pułapkę na kosmitów, zawsze będą do końca życia siedzieli z tymi lornetkami w tym polu i się przez całe życie zastanawiali, skąd to się bierze, co i jak. A my wrzucając substancje psychoaktywne, będziemy raz na jakiś czas spotykali tych kosmitów i sobie z nimi rozmawiali. Być może sobie pogadamy o tych kolesiach na łące, którzy tam siedzą z lornetkami i tak marzną, wypatrując kosmitów.
Kto wie, w którym kierunku to pójdzie? Ja mam taką refleksję właśnie, która mnie tam wyrzuca w tą stronę. A jak będzie? Czas pokaże. A wy słuchaliście „Hiperprzestrzeni”. Ja mam na imię Tomek i zapraszam na kolejny odcinek „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. Dziękuję serdecznie mecenasom Radia Na Fali, mecenasom, którzy wspierają to całe przedsięwzięcie. Peace and love, kochani. Zapraszam wszystkich do wspierania. Zapraszam do pozostałych audycji w Radiu Na Fali, radionafali.com, a wszystkich tych, którzy wytrzymali zapraszam na wieczorową porę.
To była „Hiperprzestrzeń”.