[00:18] - No i tym razem kompletnie spóźniony, jak to się czasami zdarza. Pobierałem jeszcze mikrofon. W gonitwie nagle się okazało, że jest inna pora niż myślałem. Myślałem, że jest zupełnie inna godzina. Myślałem, że jest wcześniej. Witam was wszystkich w Radiu Na Fali. Zaczynamy z lekkim ośmiominutowym opóźnieniem. Jeszcze sobie szybciutko wszystko przygotowuję. Nie mam herbaty, nie mam kawy, nie mam nic. Mogę sobie co najwyżej coś skręcić.
To jedyne, co mogę zrobić. Dobra, to startujemy dzisiaj z hiperprzestrzenią, także dzwońcie szybko po wszystkich swoich znajomych na Skypie. Szybciutko mi tutaj dzwońcie. Ja już się ustawiam i zaczynam dzisiejszą hiperprzestrzeń. Ale temat! Jak zwykle jestem pomiędzy tysiącem notatek w tym wszystkim. Mam nadzieję, że wszystko działa. Tak podpinam te wszystkie kable. Nie sprawdzałem. Powinno nie wybuchnąć.
Dzisiaj w hiperprzestrzeni temat, który może dziwnie brzmi na początek. Może nie każdy jest miłośnikiem sprawdzania i grzebania w takich rzeczach, a dzisiaj audycja bardziej dla miłośników szukania sedna sprawy, czyli o redefinicji. Dobra, to ja może po prostu zaczynam tak zwyczajnie. La, la, la. Muszę wszystko powłączać. Dobra, to chyba jestem już gotowy. Jeszcze ostatnie przymiarki, ostatnie poprawki i zaczynamy tą hiperprzestrzeń. Tak więc oficjalnie zaczęliśmy hiperprzestrzeń w Radiu Na Fali, www.radionafali.com, retransmitowane też w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy Radia Na Fali, pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium. Już wchodzę na czata.
Przede wszystkim chciałem zacząć od tego, że jest koniec miesiąca, początek właściwie nowego miesiąca i z tej okazji chciałem bardzo serdecznie pozdrowić absolutnie wszystkich mecenasów sztuki falowej. I to nie tak tylko, że mówię, że pozdrawiam, tylko tak po prostu z imienia. Pozdrawiam cię Katarzyno, Mateuszu, Rafale, Michale, panie Jacku, kolejny Michale, Anonimusie, Rafale, Edwardzie, DSF, HF, Łukaszu i Macieju. Pozdrawiam jeszcze jednego Macieja i jeszcze Rafała za wpłaty już w tym miesiącu. Wow! Dzięki wam serdecznie. Są jeszcze mecenasi na koncie polskim Radia Na Fali. Jeszcze nie mam informacji kto, co i jak. Także przepraszam was, że was jeszcze nie wymieniłem i wam jeszcze imiennie nie podziękowałem. Dajcie mi parę chwil.
Za chwilę, jutro czy jakoś tak, może dzisiaj wieczorem już powinienem wiedzieć kto, co i jak na polskim koncie się dorzucił do serwerów radiowych. Także tak czy siak kochani, piszę wielkie dzięki za wspieranie tej inicjatywy, wspieranie tego projektu zwanego Radiem Na Fali. Rewelacja. A wszystkich pozostałych zapraszam, żebyście czasami po prostu wrzucili parę groszy na radio, zamiast sponsorować amerykańskie korporacje globalne. Żartowałem. Wiem, że nie sponsorujecie globalnych korporacji, chyba że pod przymusem. Dobra, mniejsza o to. Nie mnie oceniać, nie mnie zajmować się tymi rzeczami. Dzisiaj w hiperprzestrzeni temat: redefinicja. Za chwilę powiem, o co mi chodzi z tym słowem redefinicja.
Na razie jeszcze chciałem przypomnieć, że już za chwilę, już za momencik, za chwilę dosłownie, impreza sezonu: fraktalna.pl, jeżeli ktoś z was jeszcze nie kojarzy. Na pewno część z was kojarzy, bo w hiperprzestrzeni ostatnio był Tomek Grubba, który jest organizatorem Konwentu Wiedzy Alternatywnej. Także bardzo zapraszam, żebyście się udali na Konwent owej alternatywnej wiedzy i się tam troszkę pobujali. Impreza trwa dwa dni. Wszystkie informacje są nie dość, że na stronie internetowej pod tytułem fraktalna.pl. Tam znajdziecie wszelkie linki, to jeszcze oprócz tego wszelkie informacje dodatkowe są w poprzedniej hiperprzestrzeni, gdzie dosyć sporo na ten temat rozmawialiśmy. Także jeśli macie jakieś wątpliwości, jakiekolwiek pytania, to zapraszam serdecznie do poprzedniej hiperprzestrzeni, która się nazywa „Rozmowa z Tomkiem Grubba” z zeszłego tygodnia. Przypominam kochani, żebyście czasami czytali opisy pod podcastami, na przykład opisy pod syntezą. Dostaję maile, znaczy nie dostaję maila, tylko dostaję komentarze, co jest dosyć zabawne, pod odcinkiem z Janem Tartaczem: „Gdzie można dostać biorezonator? Gdzie można kupić biorezonator pana Jana?”.
Troszeczkę wyżej, parę linijek tekstu wyżej, w tym drobnym kawałku tekstu, który się znajduje pod podcastem do ściągnięcia, jest jasno i wyraźnie, żeby wysłać maila do Radia Na Fali. Także czasami, zanim rzucicie się z komentarzem i pytaniami, sprawdźcie, bo może odpowiedź na wasze pytanie już tam jest od samego początku istnienia tego świata. Tak właśnie może być. Także polecam sobie sprawdzać. Ja oczywiście każdemu odpisuję, także jeżeli macie jakiekolwiek pytania na temat biorezonatora, gdzie go kupić, jak się skontaktować z panem Janem zapraszam: radionafali.com, zakładka kontakt i tam są wszelkie możliwe informacje. Tam nie ma na temat biorezonansu jeszcze żadnych informacji, ale tam jest adres e-mail do radia. Także wystarczy, że napiszecie maila do radia. Napiszecie: „Ja w sprawie Zapera." Nie musicie zakładać prochowca, nie musicie robić sobie dziury w gazecie, kiedy siedzicie w tej kawiarni na ulicy i udajecie, że pijecie kawę, a przez tą dziurę śledzicie te podejrzane indywiduum. Nie musicie robić takich rzeczy. Nie musicie zdjąć kapelusz i prochowiec oraz włożyć lupę detektywistyczną.
Wystarczy, że napiszecie maila do radia. Ja tu się jak zwykle troszkę przesuwam z tym całym sprzętem. Trochę się będę przesuwał. A tymczasem moi drodzy, będę chciał wyskoczyć po jakąś herbatę do kuchni czy coś w tym stylu, żeby nie siedzieć tu na suchym, pustym pysku. No bo ja oczywiście spóźniony dzisiaj. Oczywiście ledwo co włączyłem sprzęt. Na dzisiaj temat redefinicji. Także zanim włączę jakąś muzyczkę i wyskoczę po herbatę, to wrzucę wam do głowy, o co w ogóle chodzi z dzisiejszą hiperprzestrzenią. Słuchajcie. Redefinicja.
Co to jest redefinicja? Czyli to jest właściwie szukanie, a właściwie spoglądanie na pewne rzeczy, nazywanie ich, przedefiniowywanie ich od nowa. To jest trochę tak, jakbyśmy chcieli, mówiąc w wielkim skrócie, zmienić wszystkie prawa dotyczące naszej rzeczywistości i zdefiniować je na nowo. Taka nowa definicja to jest redefinicja, taka nowa świecka tradycja. Także dzisiaj o redefinicji, czyli o tym, gdzie powinniśmy szukać przyczyn naszych problemów, gdzie powinniśmy szukać przyczyn jakichś kiepskich sytuacji, gdzie powinniśmy szukać przyczyn dobrych sytuacji, gdzie w ogóle są w rzeczywistości przyczyny tego wszystkiego, co dzieje się dookoła nas, zwanego popularnie życiem. Także dzisiaj o tej redefinicji, bo mi się wydaje, słuchajcie, że odpowiedzi na nasze pytania znajdują się, zdaje się, w innym miejscu, niż bardzo często zdaje się to słyszeć z wielu różnych miejsc, z wielu różnych opowieści. Czasami pojawiają się co jakiś czas jakieś idee, które mówią o tym, żeby naprawić świat, żeby zrobić coś niesamowitego, że jest nowa filozofia, jest nowy koncept na rzeczywistość i tak dalej, i tak dalej. Wszystkie te nowe rzeczy, że jest nowy system, który będzie jeszcze lepszym systemem niż ten stary, pozostały. No i tak się zastanawiamy czasami, czy warto wykonywać takie zmiany, czy warto w ogóle iść w tą drogę, czy warto naprawiać błędy, które wynikają z tego, że robimy to, co robimy. A może te błędy mają swoją przyczynę zupełnie gdzieś indziej i cała historia wymagałaby zupełnie innego podejścia do wielu spraw, a właściwie do prawie wszystkich spraw.
Także dzisiaj dokładnie o tej redefinicji. Zapraszam was na radiowego Skype'a. Ja tu się już w tym momencie przelogowuję. Dajcie mi jeszcze chwilę zanim puszczę muzyczkę. Jeszcze się zaloguję na tego Skype'a, żeby spokojnie zrobić sobie jakąś herbatę, żeby tu nie usnąć, mówiąc do was. Nawet już kawki nie mam. Wszystko już poszło dzisiaj. Co za dzień! No mam trochę wody zwykłej, także jestem uratowany. Ja tu już się łączę z internetem na Skype.
Także za chwilę będziecie mogli zadzwonić do Radia na Fali. Okej, ja już chyba jestem. Już jestem. Okej. Także wszystko jest już okej. Wszystko działa, wszystko podłączone. No i wszystko jest generalnie okej. Także moi drodzy, ja tymczasem chciałbym walnąć troszeczkę dźwięku na uszy i sobie, i wam. Mam nadzieję, że też mi się uda troszkę posłuchać tego dźwięku. Na razie jeszcze muszę to wszystko poodpalać.
Kurczę blade. Posłuchać troszkę, pomimo że mam taką ogromną ochotę na zieloną herbatę i znikam sobie ją zrobić, a was zostawiam z muzyczką. Dokładnie. Ach, żebym jeszcze ją znalazł. Żebym jeszcze ją znalazł. Wiecie jak to jest. Człowiek po prostu szuka, szuka. Jest takie pismo, które twierdzi, że jak człowiek szuka, to znajduje. Także jestem dokładnie w tej samej sytuacji teraz. Teoretycznie powinienem coś znaleźć.
Także dajcie mi sekundę. No wiecie jak to jest. Wszystko się dzieje absolutnie na żywca w Radiu na Fali, retransmitowane też w Radiu Paranormalium. Ja mam na imię Tomek. Także dzisiaj jeszcze raz przypominam temat redefinicji pewnych zjawisk dookoła nas. Temat jeszcze zanim włączę muzyczkę, bo tu cały czas szukam, żebyście mi nie mieli ciszy i żeby może trochę lepiej sprecyzować, o czym chcę dzisiaj pogadać z wami. To się wzięło troszeczkę też z tego, że aktualnie robię serię podcastów pod tytułem „Synteza", proszę państwa. No i jakby z tej okazji gnanie się masy refleksji, które dotyczą nie tylko kwestii technicznych, urządzeń i wielu, wielu innych spraw, ale też takich po prostu kwestii czysto życiowych, takich odpowiedzi na pytania pod tym: okej, jeżeli coś nie działa, to powinniśmy to naprawić. Okej, mamy jeszcze inną opcję. Mamy coś, co działa.
Czy powinniśmy naprawiać coś, co nie działa, kiedy mamy coś, co działa i którego już nie trzeba naprawiać? Jaka jest różnica pomiędzy tym, że jedne rzeczy akceptujemy, a o innych rzeczach mówimy, że to tak za bardzo fantazja, nie do końca się opłaca w to wchodzić, zbyt ryzykowne i tak dalej, i tak dalej. A jednocześnie cały czas brniemy w ten ślepy zaułek. Skąd to się bierze? Czy może przyczyną jest to, że szukamy zmian w niewłaściwym miejscu? Szukamy niewłaściwej opcji. Może gdzieś jest ta właściwa. Także dzisiaj w poszukiwaniu tej właściwej opcji o redefinicji bardzo wielu rzeczy dookoła nas, począwszy od nauki, o której czasami, w zasadzie nie czasami, tylko dosyć często wspominamy tutaj w Radiu Na Fali. A wy słuchacie Radia Na Fali, oczywiście w hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek.
Jest to wszystko retransmitowane w Radiu Paranormalium. Zapraszam na czata Radia Na Fali. Ja tam oczywiście jednym okiem jestem, ale jak zwykle jednym okiem, bo mówię do mikrofonu i tyle. I ciężko pogodzić te wszystkie rzeczy naraz. Szczęśliwie udało mi się pogodzić to z zieloną herbatą, także już mam i nie wyschnę, także mogę wam spokojnie opowiedzieć, co mi w głowie siedzi w ogóle na temat owej redefinicji zjawisk. Takie pierwsze moje skojarzenie z naprawianiem problemów, które istnieją albo nie istnieją, związane troszeczkę z tym, że jak to myślę wielu z was, śledzę sobie wszystkie te informacje dookoła. Śledzę sobie i tak zwane media zależne i niezależne. Bez przesady z tymi zależnymi mediami, bo tam za bardzo nie mam czego szukać. Chyba że szukałbym jakiejś dziewczyny w bikini albo jakiegoś przerażającego newsa o tym, jak strasznie się zrobiło, bo polityk coś tam. Ale te rzeczy akurat mnie słabo interesują, absolutnie słabo.
A tak się przyglądam tematom związanym bardziej z poszukiwaniem jakichś rozwiązań na naszą rzeczywistość, tudzież właśnie na bolączki naszej rzeczywistości, począwszy od systemu bankowego, a skończywszy na wielu takich potocznych sprawach typu jak zaradzić przestępstwom na ulicy, jak zaradzić temu, tamtemu, jak to wszystko zorganizować. Także dzisiaj dokładnie o tym. Już mam pierwszy telefon. Halo, halo.
[14:09] - Halo, dzień dobry.
[14:10] - Witam serdecznie. Jak zdrowie szanownemu panu?
[14:12] - Bardzo dobrze.
[14:14] - Doskonale.
[14:14] - Jak mnie słychać?
[14:15] - Idealnie.
[14:16] - Ja pana też bardzo dobrze słyszę. Wysłałem tam dwa linki o zapperze, gdzie można w Polsce go kupić. Jak kogoś interesuje to można umieścić pod audycją którąś tam, jak się ktoś pytał. Dość sporo tego na Allegro już wisi.
[14:34] - Tak, wiem o tym, ale-
[14:37] - Sporo sprzedaje.
[14:38] - Wiem o tym, ale chciałem powiedzieć, że tutaj zappery Jana Tartacio nie są sprzedawane na Allegro. Tych zapperów się na Allegro absolutnie nie kupi i nie ma takich możliwości.
[14:47] - Więc nie wiem.
[14:48] - Nie sądzę, żeby... Nie wiem, jeszcze tego nie widziałem, ale wiem, że Jan po prostu to nie są te zappery. Są podobne. Tak, to są podobne, ale to nie jest absolutnie od Jana Tartacio. Także może też działa ten-
[15:02] - Może ktoś rozkręcił od niego i zrobił kopię. Nie wiem.
[15:06] - Być może.
[15:07] - Tak na szybko wpisałem w internet z ciekawości i wyskoczyło.
[15:11] - Być może. Na pewno nie jest to to samo.
[15:14] - A słyszał pan o, właśnie przed sekundą sobie czytam, tylko już sobie tytuł. „Silnik mikrofalowy, który nie potrzebuje paliwa. Może praktycznie działać w nieskończoność. Inni naukowcy twierdzili, że to wynalazca, że to nie działa. Chińczycy zrobili kopię i twierdzili, że działa, a jak NASA usłyszała, że działa, to wzięła od wynalazcy ten silnik, umieściła go na specjalnej hamowni w próżni i potwierdzili, że to działa. Teraz trzeba się głowić. Łamie podstawowe prawa fizyki. I już stoją w kolejce do satelitów, żeby nie trzeba było uzupełniać paliwa. Pierwsze zastosowanie.” Wyślę linki.
[16:03] - Słuchaj, to śmiało.
[16:04] - Prawo Newtona zostało złamane. Ten silnik łamie prawo Newtona.
[16:07] - Słuchaj, to wysyłaj te linki, ja wrzucę tam na czata i wracam do naszego tematu.
[16:12] - Właśnie otworzyłem i że przetestowali i działa na całym świecie, na specjalnej superczułym hamowni do testowania silników.
[16:23] - Słuchaj, to może zostawmy ten temat, bo dzisiaj właściwie-
[16:26] - Tylko że o zmianach pan mówił, to zmiana zrewolucjonizuje podróże kosmiczne. Tak w komentarzach pisze.
[16:34] - Jest kilka rzeczy, które być może zrewolucjonizują nasze życie.
[16:39] - O co chodzi? Zostało to potwierdzone w sposób testowy, że urządzenie zostało włączone, sprawdzone na czubach urządzenia, działa i teraz-
[16:48] - Ja myślę, że największym sukcesem jest to, że po prostu powiedziano o tym publicznie. Największym-
[16:54] - Satelita na orbicie może żyć około 10 lat, bo on musi ciągle robić korekty swojego położenia niewielkie i zużywa paliwo. Z takim silnikiem satelita będzie działał, dopóki będą działały panele słoneczne. Czyli ponad 30 lat będzie sobie mógł satelita sobie siedzieć na orbicie. Już są oszczędności kasy, że nie trzeba wynosić co pięć lat nowego satelity, tylko co 20 na przykład.
[17:17] - Szczęśliwie ja po prostu nie kupuję żadnego satelity, także na razie problem-
[17:20] - To tylko-
[17:22] - Problem z... Dobrze, że się przyznali do tego.
[17:28] - O kosmosie też dyskutujemy i o rodzajach napędów i innych tego typu rzeczach, i to też się zalicza do naszych dyskusji.
[17:35] - Też, ale to bardziej do syntezy, gdzie jest na techniczne rzeczy.
[17:39] - Już przesyłam linki i słucham dalej audycji.
[17:42] - Doskonale. To ja wrzucę te linki na czata, także dzięki wielkie za linki. Dzięki za telefon. Okej, to był stały słuchacz. Widzicie, nawet w silnikach kosmicznych się coś dzieje. Chciałem tam powiedzieć po prostu, że może nie tyle, że sam silnik jest wielkim odkryciem, bo wiemy o tych sprawach od stu lat, o tym, że jest taka opcja, jest taka możliwość. Ale problem zawsze był taki: kto się do tego przyzna pierwszy i kto powie, że działa i kto powie, że to funkcjonuje? Wiem, że bardzo zamożni ludzie na tym świecie, niektórzy tak zwani zamożni w Polsce, mają silniki tak zwanej wolnej energii i oni nie płacą rachunków. Natomiast reszta o tym nic nie wie albo jej się mówi, że to po prostu jest niemożliwe i nie działa. Ale to trochę inna historia.
Tu zapraszam was wszystkich bardzo serdecznie do podcastu „Synteza”, który prowadzę i tam jest więcej na temat free energy. On jest generalnie dedykowany temu tematowi. Także tu sobie robię przerwę od wszystkich technicznych rzeczy na tyle, na ile się da, tak żeby zająć się holistycznym podejściem do życia. Uprzedzam jeszcze raz, wszystkie zappery, które widzicie na Allegro nie mają nic wspólnego z biorezonatorem Jana Tarajcia. Uprzedzam, to są inne urządzenia, bo to są tylko i wyłącznie elektryczne rezonatory, zappery. Natomiast Jan zrobił coś troszeczkę innego. Wszystkie informacje na ten temat, tak jak wspominałem, musicie wysłać maila do mnie i ja wam przekażę kontakt do Jana. I to wszystko, na tym to się opiera. Dobra. Był telefon pierwszy, była muzyczka.
Ja mam tu swoją herbatę zieloną. Mam nadzieję, że się dobrze czujecie, że macie piękny dzień i w ogóle fajną atmosferę. No i co? I zaczynam tą historię. Słuchajcie, o co chodzi z tą redefinicją? Pierwsza rzecz, która, jak wspominałem, że mi przyszła do głowy, to przypomniały mi się zapiski lekarzy, medyków sprzed 200, 300 lat, szczególnie tych z Królewskiego Towarzystwa Geograficznego, którzy się szlajali po świecie. Kiedyś chyba o tym wspominałem, że na przykład najlepiej jak ukąsi nas żmija w rękę, to trzeba wziąć, rozciąć tą ranę. Może nie tyle wysysać krew, ile posypać prochem strzelniczym i odpalić. Takie pomysły. Dobrze, że ręki nie oderwie przy okazji.
Tak czy siak ponoć człowiek ma się wtedy wyleczyć. W ogóle takie dziwne pomysły zalewania rany gorącym olejem, wszystkie takie dziwne rzeczy. Taka była definicja na ludzki organizm, taki był pomysł na to, jak to wszystko działa. I ludzie, którzy sobie ówcześnie żyli, mieli też swoje pomysły, jak to wszystko, co działa, naprawiać. Jako że widzieli tylko zewnętrzny efekt, nie za bardzo zdawali sobie sprawę, skąd się te wszystkie sprawy biorą. Wymyślali takie rzeczy jak na przykład polanie sobie rany wrzącym olejem, posypaniem sobie prochem strzelniczym i ostrzelenie razem z ręką. Dobrze, że na przykład człowiek się nie skręcił w głowie i nie posypywał prochem, bo głowa mogłaby się potoczyć, a właściwie przelecieć o parę ulic dalej. Jest wiele przykładów historii mówiących o czymś takim. Jednym z takich fascynujących przykładów jest postać pewnego dżentelmena fizyka, o którym kiedyś wspominałem, ale to właśnie w „Syntezie” i tak dalej. Pan Boyle z Irlandii, który miał fantastyczną żonę, która o niego dbała i wszystko było okej.
On chodził sobie do pracy, do szkoły, która znajdowała się pięć, sześć mil od jego domu. I pewnego razu Mr Boyle zachorował na grypę. W tamtych czasach było takie przekonanie w Irlandii, w porządnych katolickich domach, że choroba przychodzi ze złem i że trzeba to wszystko wypędzić tą samą metodą, którą przyszło. Czyli jeżeli człowiek się przeziębił, bo szedł w deszczową pogodę w tą i z powrotem i go zlało, wiatr go przewiał, nie miał zappera pana Jana i nie mógł się wyleczyć, to trzeba było takiego delikwenta włożyć do łóżka i następnie polewać łóżko zimną wodą, bo ten delikwent miał leżeć w drgawkach, w potach, w zimnym, lodowatym, mokrym łóżku. Taki był pomysł na to, żeby wyleczyć. Żona Boyle'a mu zaserwowała taką kurację. Jak się okazało, Boyle nie przeżył tej kuracji. Wielu by przeżyło taką kurację, także ups, zdarza się. Ludzie naprawdę wierzyli w to, że coś takiego działa, że tak to wygląda, że to jest dokładnie najlepsze rozwiązanie wszystkich problemów. A jeżeli się nie udało, to po prostu taki przypadek, że się nie udało.
Następnym razem się uda. Słynna polska powieść, gdzie małego chłopca wkładano do pieca, żeby go pozbawić przeziębienia. Okazało się, że pozbawiono go nie tylko przeziębienia, ale też w ogóle pozbawiono go kontaktu z tą rzeczywistością. Także jak już wyciągnięto, to raczej bardziej zwłoki. Nie wiem oczywiście, czy jest to prawda, bo jest to lektura szkolna. Nie pisałem tej książki, nie wiem, jakie były rzeczywiste losy tego młodzieńca, który grał na skrzypcach. Przepraszam bardzo, ja jak zwykle poprawiam mikrofon. To przez ten pośpiech. Ale generalnie sprawa wydaje się banalnie prosta. Okazuje się, że czasami staramy się użyć bardzo dziwnych metod, żeby rozwiązać nasze aktualne problemy.
Ja już mam kolejny telefon. Halo, halo, Krawcze. Halo, halo.
[23:05] - Dobry wieczór. Witam.
[23:06] - Dobry wieczór. Jak zdrówko szanownemu panu?
[23:09] - Czuję się świetnie.
[23:10] - Doskonale.
[23:12] - Chciałem dodać właśnie à propos tematu, że to Kościół katolicki bardzo długo zabraniał i naukowcom, i lekarzom, to znaczy medykom, nauki anatomii. Po prostu za to była śmierć i przez to właśnie medycyna była tak bardzo w dupie w Europie, bo to był grzech badać w ogóle zwłoki. Takie coś to diabelstwo. I przez to była taka właśnie wiedza typu, jak ty mówiłeś, że tu wiatry przechodzą, tu wchodzą i to trzeba jeść dużo selera. Bo co można, jak się nie zna anatomii, to co można wiedzieć o leczeniu, nie?
[23:52] - W sumie niewiele można wiedzieć o leczeniu.
[23:55] - Także podziękujmy tutaj za obskurantyzm i wstrzymywanie nauki naszemu rzymskokatolickiemu Kościółkowi kochanemu To tyle. Chciałem dodać taki komentarzyk i słucham dalej z wypiekami.
[24:12] - Dziękuję bardzo. To był monsieur Krawiec, a ja wracam do rozmowy. Słuchajcie, bo atakujecie mnie strasznie na Skypie. Kochani, czasami czytajcie, co piszę przy komentarzu do Zapera jasno i wyraźnie. Jeżeli chcecie złapać kontakt z panem Janem, nie piszcie maili do mnie teraz, kiedy prowadzę audycję i mówię do mikrofonu. Please! Mogę głośniej. Mogę wrzeszczeć do mikrofonu. Napiszcie maila do Radia Nafali: info@radionafali.com. W ten sposób odpowiem na wszelkie pytania, ale nie zasypujcie mnie tym teraz ludzie, bo przestanę gadać i zacznę wam odpisywać na Skypie.
I tak się to skończy. Dobra, żartowałem. Nie zrobię tego nigdy. Szybciej was wyłączę ze Skype'a. To wracam do tej historii. Bardzo podobnie jak ze zdrowiem w średniowieczu i nie tylko. To, o czym wspomniał monsieur Krawiec przed chwilą, że właściwie nie wiedzieliśmy zupełnie, o co chodzi, skąd się biorą wszystkie nasze problemy. Podobnie jest z organizacją społeczną naszego życia. Chociażby system bankowy. Ja czasami śledzę, w miarę na bieżąco staram się śledzić trendy, historie tego, co się dzieje dookoła mnie na świecie.
Czy są jakieś nowe idee? Jakie są te nowe idee? Kto co proponuje? I tak dalej. Tak sobie śledzę i czasami trafiam na takie informacje, że: hej, zmieńmy prawo na jakieś inne, bo te już nie działa. To jest chyba pierwszy, całkiem istotny punkt złapania się za temat redefinicji. No właśnie, że chcemy zmienić sobie prawo. Pierwsza opcja jest taka, że wymyślimy kolejne zasady, ale to myślę wszyscy doskonale wiemy, o co chodzi. A druga opcja, która czasami jest iluzją, przynajmniej jest sprzedawana jako coś, co powinno zadziałać koniecznie, a dla mnie osobiście jest kolejną iluzją, jest opcja, że z powrotem weźmiemy to wszystko, zbudujemy to od nowa i jak zbudujemy od nowa, to coś w tym wszystkim zadziała. Mnie to przypomina o sytuacji, kiedy adwokaci i prawnicy chcą budować nowy, lepszy świat, gdzie prawo jest bardziej sprawiedliwe.
Normalne jest to, że jak ludzie, którzy są częścią tego systemu, tworzą ten system, generują ten system, tworzą podwaliny i masę tego wszystkiego, że to działa. I kiedy oni wyskakują z pomysłem, że trzeba coś zmienić, to troszeczkę jakby wyskoczył, przynajmniej w mojej percepcji taki koleś, który nigdy nie pływał i mówi: „Hej chłopaki, a teraz dla odmiany przepłynę całe jezioro.” Wiadomo, że nie przepłynie jeziora, bo człowiek nie ma pojęcia o pływaniu, ale stoi na brzegu. Zawsze stał na brzegu, zawsze tupał nogami, nigdy się nic za bardzo nie udawało z tego tupania nogami. Ale kiedy przyszło do zmian, to jako pierwszy się rzucił, że przepłynie jezioro, chociaż nie potrafi pływać. Podobnie jest z tymi wszystkimi zmianami obiecywanymi nam przez ludzi związanych z establishment. Z reguły większość tych zmian tak naprawdę, przynajmniej w moim mniemaniu, są takie kosmetyczne przesunięcia w jedną albo w drugą stronę. Bo właściwie koniec końców lądujemy w tej samej sytuacji, że pojawia się drugi człowiek, który stwierdza, że będzie robił nowe prawa. Tylko że tym razem on będzie robił troszkę bardziej sprawiedliwsze prawa i jego prawa będą o wiele lepsze niż te, które były wcześniej. I te nowe nas bardziej zadowolą i uszczęśliwią, ucieszą i generalnie nasze życie będzie o wiele lepsze. Ja tak się zastanawiam, czy rozwiązaniem na politykę jest chodzenie na wybory, jest szukanie liderów?
Moja opcja jest taka, że właściwie całe problemy, jeżeli nie ten jeden wielki problem, wrzód na tyłku bierze się dokładnie stąd, że zaufaliśmy takim kolesiom i że w ogóle są tacy kolesie, którzy przejmują rolę decydowania o naszym życiu w jakimkolwiek aspekcie tej historii, która się dzieje dookoła nas. Ja w ogóle jestem zwolennikiem prawa naturalnego, bo prawo naturalne jest to jedyne prawo, gdzie żadna istota nie stanowi zasad dla drugiej istoty i gdzie wszyscy generalnie funkcjonują według swojego pomysłu na życie. Oczywiście tutaj za chwilę się pojawia argument od strony miłośników faszyzmu mniej lub bardziej delikatnego, bo dla mnie każda forma zniewolenia to taki po prostu faszyzm, stalinizm albo jak to zwał. Generalnie system totalitarny. Babilon to jest moje ulubione słowo. Kiedy pracownicy Babilonu proponują mi nowy system, który jest lepszą wersją i już ponoć nie będzie Babilonu, to się zastanawiam, jak to możliwe, żeby człowiek, który dorastał w Babilonie, człowiek, który jest esencją Babilonu, człowiek, który właściwie nie potrafi myśleć poza innymi schematami i schematami Babilonu, jest w stanie mi zaoferować cokolwiek więcej. Otóż nie. Nikt z nich nie jest w stanie mi zaoferować niczego więcej ani nikt z nich się za mnie nie naje, ani nikt niczego nie zrobi za mnie. Poza tym, że może oczywiście wziąć moje pieniądze, wziąć moje prawa, ograniczyć mnie i próbować skapitalizować moją egzystencję na tej planecie tak, żeby coś na tym zarobić. To jest właściwie jedyna rzecz, którą może zrobić.
I właściwie cała ta zmiana prawa, cała ta zmiana zasad polega na tym, że ludzie z establishmentu mają taką obsesję, żeby zachować swoje własne stołki do końca życia. Nawet jeżeli się zmieni system, to w tym nowym systemie będziemy już troszkę lepsi. Będziemy troszkę inaczej pracowali, ale dalej w tym samym miejscu. Dalej będziemy pilnowali regulacji, dalej będziemy myśleli o prawach. Dalej będziemy myśleli o filozofiach, zasadach i o tym, jak stworzyć fundamenty, na których inni ludzie zbudują nowy, wspaniały świat. Ja to nawet nie do końca, po prostu absolutnie odrzucam. Absolutnie w to nie wierzę. Ale tu oczywiście jak zwykle się jest ten problem: co by się stało, gdyby wszyscy byli wolni? Przypadkiem nie skoczyliby sobie do gardeł, nie zaczęliby strzelać do siebie i nie zaczęliby okradać się nawzajem. I tak się zastanawiam: dobra, ale idźmy do źródła tego problemu.
Mówimy, że ktoś kogoś gdzieś okrada, że są gangi, że jest gdzieś niebezpiecznie. Ja szczęśliwie mieszkam w takim miejscu, w którym nawet nie ma czegoś jak getto. Londyn jest pod tym względem szczęśliwy. Są takie miejsca w Anglii, które nie są zbyt rześkie, odświeżające i sympatyczne. W Londynie nawet bywają takie miejsca, które nie do końca są fajne i czasami tam są bardzo dodgy characters, czyli takie podejrzane charaktery się kręcą i czasami mogą narozrabiać. Ale jest to fenomenalne miasto pod tym względem, że nie ma tutaj getta. Nie ma czegoś takiego jak dzielnica, która jest kompletnie do dupy. Tu właściwie wszystko jest kompletnie wymieszane. O jedną ulicę dalej jest już zupełnie inny świat, o ulicę wcześniej jest zupełnie inny świat. To nie jest tak jak w Ameryce, gdzie zdecydowanie pojawiło się zjawisko getta, gdzie ludzie zaczęli się atomizować, izolować od siebie.
W Londynie też są co prawda getta, ale to są getta tych, którzy mają jakieś miliony i koniecznie muszą się schować przed normalnymi ludźmi. Muszą się przed nimi ukryć, bo boją się, że ktoś spojrzy im w twarz i się spyta: „Człowieku, a co ty zrobiłeś dla świata?”. I nagle się okaże: „Nic. W sumie dopomogłem ludobójstwu na masową skalę. Dzięki temu dostałem gigantyczne pieniądze z banku i...”. No właśnie, i co dalej? I nic. Jest taki mit i legenda, że jak tylko te prawa znikną, to ludzie wyjdą na ulicę i zaczną siebie rabować. Słuchajcie, przeżyłem takie dwie historie w swoim życiu. Myślę, że to doskonały moment, żeby wreszcie o nich opowiedzieć.
Pierwsza ta historia wydarzyła się, zdaje się, w 1997 roku, jeszcze w poprzednim stuleciu. Jak to brzmi! Jestem prawie że fin de siècle, przełom wieków. Słuchajcie, muszę pozamykać, bo mam tu znowu jakiś chaos na Skypie. Okej, już pozamykałem. Już tego nie widzę. I w tym owym 1997 roku we Wrocławiu wydarzyło się coś takiego jak powódź. W ogóle na Dolnym Śląsku była powódź. Wszyscy na pewno kojarzycie powódź stulecia we Wrocławiu i tak dalej. Ja akurat znajdowałem się wtedy we Wrocławiu, ponieważ urodziłem się, dorastałem, chodziłem do szkoły we Wrocławiu.
Piękne miasto. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy z Wrocławia. Peace and love, kochani. Czasami tam bywam. I fenomenalna rzecz: jak wydarzyła się powódź, to pierwsze co wysiadło, to wysiadła cała rządowa, tak zwana prawna infrastruktura. Całe to państwo. Okazało się, że właściwie jakakolwiek forma instytucjonalności, jakakolwiek forma taka, która powinna coś działać w tym momencie, powinna się coś zdarzyć, nie zadziałała. To wszystko po prostu zniknęło. Okazało się, że jedyne co zostało w tym Wrocławiu to mieszkańcy, woda, która nadchodzi, trochę worków, trochę piasku i jedyny pomysł to taki, żeby się zatroszczyć o siebie. I okazało się oczywiście, że wszyscy bez problemu zaczęli się troszczyć o siebie.
Tam były różne takie scysje. Było trochę takich ludzi, którzy mówili: „Nie, to niech administracja położy worki”. Były takie sceny na Śródmieściu, że tam starszy pan: „Proszę mi jakoś worków panie z administracji”. Były jakieś takie historie, ale to marginalne sprawy. Co się okazało? Ludzie po prostu wzięli sprawy we własne ręce i to w ogóle nie oglądając się na nic. Bo nie było opcji czekania na cokolwiek. Można było stać i patrzeć jak woda nas zalewa. To nie jest chyba najlepsza opcja. Także wszyscy ludzie rzucili się spontanicznie do budowania wałów, do organizacji tego wszystkiego.
Fenomen był taki, że niby wysłano wojsko. W Polsce opowiadano, że wojsko ruszyło do pomocy, milicja ruszyła do pomocy. Słuchajcie, milicja nigdzie nie ruszyła do pomocy. We Wrocławiu był jeden sprawny radiowóz, który utknął w centrum miasta i właściwie zajmował się jeżdżeniem na takim dystansie trzy kilometry w lewo, trzy kilometry w prawo, żeby wypalić benzynę, bo nic innego nie miał do roboty. Nie mogli stamtąd wyjechać, bo wszędzie dookoła woda. Mogli sobie pojeździć w lewo i w prawo. I to była właściwie jedyna działalność milicji w tamtych dniach. W ogóle wojsko zniknęło, wyparowało. Okazało się oczywiście, że wszystkie amfibie jednostek desantowych, tych wszystkich komandosów i tak dalej, jak weszli do garażu, odpalili amfibie, to z pięciu, które stały, wyjechały dwie, przy czym jedna się zepsuła zaraz za drzwiami garażu, a druga ledwo co dojechała do Wrocławia. Później ściągali drugą.
Okazało się, że nie ma komu tak naprawdę pomagać poza mieszkańcami w tym, żeby woda nie zalała miasta. I jak na ironię tego wszystkiego, według tych wszystkich miłośników lepszego, nowego systemu, miłośników liderów, miłośników organizacji i tak dalej, wszystkich tych, moim zdaniem, zupełnie niepotrzebnych rzeczy, zniknęli. Coś takiego nie istniało. Ludzie samoistnie, prawie jak mrówki w mrowisku, prawie jak pszczółki w ulu się zorganizowali. Ja byłem jednym z tych ludzi. Zaczęli sobie podawać informacje. Były już telefony komórkowe, także można się było dodzwonić do siebie nawzajem, przekazać gdzie jest co, trzeba pomóc, ile worków i tak dalej. Nagle okazało się, że ludzie samodzielnie sobie świetnie radzą i właściwie cały Wrocław, co by tu dużo nie mówić, został uratowany przez mieszkańców, a nie przez żadne wojsko, ani przez żadną policję, ani żadne specjalne oddziały szybkiego reagowania, które miały pomóc przy powodzi. To wszystko wysiadło. Ci ludzie się dopiero pojawili, jak woda zaczęła odchodzić z miasta i ludzie zaczęli schodzić z wałów.
Dopiero wtedy pojawiło się wojsko i milicja. W telewizji oczywiście cały czas mówiono, że te służby dbają o to, że tam są wysyłane jakieś niesamowite jednostki, które Wszystko to okazało się bzdurą. Jedyna motorówka, jaka pływała, to była motorówka, którą przywiózł jeden z mieszkańców Wrocławia na swojej przyczepce ze swoim znajomym. Bardzo szybko z Niemiec, ze Zgorzelca przywieźli motorówkę. I tak oto się pojawiła pierwsza motorówka ratownicza we Wrocławiu, kiedy Wrocław był zalewany przez połudź. Prawie milionowe miasto i się okazuje, że cała ta infrastruktura państwowa, rządowa, wszystkie te rzeczy można sobie o kant tyłka rozbić, bo tak naprawdę, kiedy dochodzi do jakiejkolwiek kryzysowej sytuacji, tych kolesi nigdy nie ma. Ci kolesie nie wiem, gdzie są. Inna sprawa, że ten system po prostu nie działa. Nikt nie jest w stanie zbudować centralnego systemu do organizacji takich spraw. Chociażby z tego powodu, że natura nie działa centralnie.
Jak gdzieś wyleje woda, to jest żywioł i jedyne, czym można sterować z góry, to rozsyłaniem jakichś worków albo rzeczy, które są potrzebne, jeżeli się takie rzeczy ma i to wszystko. Właściwie to też nie jest żadna filozofia, ani nie trzeba robić żadnego sztabu kryzysowego, ani żadnych wielkich rzeczy, bo właściwie jedyne, co jest potrzebne, to informacja, gdzie trzeba wysłać piasek, gdzie trzeba wysłać worki i gdzie, jeżeli ktoś ma wolne ręce, go wysłać do pomocy. I to wszystko. I na tym się wszystko kończy. Teraz się zastanówmy, czy istnienie takiego państwa tak naprawdę jest nam potrzebne kiedykolwiek? Czy była jakakolwiek sytuacja, kiedy państwo, tak zwane organizacje, w ogóle cały ten moloch, który sobie budujemy, wierząc w to, że zapewni nam zdrowe, radosne i bezpieczne życie w przyszłości, ma jakikolwiek sens? A wy słuchacie radia na fali hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek, a wszystko jest retransmitowane w Radiu Paranormalium. Dzisiaj o redefinicji pewnych zjawisk. Wspomniałem o Wrocławiu, ale mam w zanadrzu też drugą historię z zupełnie innego miejsca, a na końcu wniosek z tych dwóch historii.
Słuchajcie szybko historię z innego miejsca. Przeżyłem tak zwaną zimę stulecia w Anglii, a dokładnie w Londynie. Było to parę lat temu. Była taka zima, jaka tu się nigdy nie zdarza. Po prostu spadł w Londynie śnieg, który ostatni raz spadł taki gęsty 100, 200, 300 lat wcześniej. Wszystko wysiadło, pociągi, wszystko. Absolutnie nie było w ogóle szans, żeby cokolwiek ruszyło. Tu nie ma czegoś jak podwójne szyby w oknach rzadko kiedy. Nikt nie ma pojęcia, co znaczy opona zimowa, bo nie ma takiej potrzeby. Tu po prostu nie ma zimy.
Zimą jest plus pięć stopni i też świeci słońce i też trawa jest zielona. Czasami spada poniżej zera, czasami są przymrozki, ale to takie przygruntowe przymrozki gdzieś poza miastem bardziej, gdzie jest wiejski krajobraz. A w Londynie jako takim mieście nie ma czegoś jak zima. Tu po prostu nie istnieje pojęcie zimy w polskim tego słowa znaczeniu, że mamy dwa metry śniegu. I to był taki moment, że w Londynie spadło prawie metr śniegu. Wszystko stanęło absolutnie. Fizycznie żaden autobus nie był w stanie ruszyć. Żaden z tych double deckerów, żaden pociąg, żadne metro praktycznie, bo metro momentami ma tak zwany overground, czyli wyjeżdża na powierzchnię i tam są te tak zwane stacje dokujące. Tam, gdzie metro śpi, kiedy nie jeździ, tam, gdzie te wszystkie wagoniki sobie chrapią. I nawet tam nie mogły wyjechać.
W ogóle nic się nie mogło stać, bo metro też jest połączone z powierzchnią, także jak jest mróz na zewnątrz, to wszystko zamarza w środku. I tak dalej. Co tu dużo mówić, miasto Londyn po prostu stanęło. Fenomenalny widok, jak takie milionowe miasto, a w mieście oficjalnie jest jakieś 10 milionów, gdzieś koło tego, ale wszyscy wiedzą, że jest prawie 20 milionów ludzi. Przepraszam. Kurczę, jeszcze kopnąłem stół oczywiście kolanem. Aua! Dobra, mam nadzieję, że przeżyję tą audycję, że się nie rozsypię tutaj i nie zrobię sobie krzywdy przy tym mikrofonie. Jak miasto stanęło, nagle okazało się, że nawet te podłe dzielnice, takie nie najfajniejsze, chociaż tak jak mówiłem, w Londynie nie ma czegoś takiego jak getto. Tu po prostu nie istnieje takie pojęcie.
Ludzie chyba mają, nie wiem, czy są, czy mają więcej empatii do drugiego człowieka. Chyba tak, bo tu jest dosyć duża rotacja, dużo ludzi z całego świata. Nikt za bardzo nie chce robić nerwowych sytuacji, bo i po co. Za duże miejsce, nerwowa sytuacja bardzo szybko wraca do człowieka. Karma tu działa naprawdę w tempie ekstremalnym w tym mieście. Inna sprawa, że nikt by nie wytrzymał, gdybyśmy wszyscy skakiwali sobie na plecy tutaj nawet jednego dnia. Kiedy państwo jako organizm, który sprawuje nad nami kontrolę, tak samo jak we Wrocławiu, kompletnie wysiadło na cztery dni, praktycznie nie było urzędnika, który poszedł do pracy, nie było policjanta, który by doszedł do pracy. Nie byłoby nikogo. Nie było właściwie nikogo. Były tylko bardzo małe lokalne sklepy pootwierane takie, gdzie sprzedawcy mieszkają nad sklepem.
Wiadomo było, że część internetu nie działa, trochę miasta jakby ubyło w sensie komunikacji w mieście. Ale okazuje się, że i dalej lokalne sklepy potrafią trochę zadziałać. Jest coś do kupienia, jakieś jedzenie, można sobie zorganizować życie bez problemów. Wszystko jest okej. Jak na ironię, po raz pierwszy wielu ludzi w tym mieście poznało swoich sąsiadów, bo nagle się okazało, że nikt nie musi iść do roboty, bo właściwie nie ma żadnej roboty do zrobienia. Wszystko pozamykane. Jedyne, co można zrobić, to siedzieć i oglądać telewizję. Ale ile można siedzieć i oglądać telewizję? Nawet jeżeli ktoś jest miłośnikiem. Większość ludzi po prostu zafascynowana śniegiem wyszła z domu.
Inna sprawa, że połowa tego miasta w życiu nie widziała takiego śniegu na oczy, bo połowa tego miasta dorastała na przykład pośród palm albo w ogóle pochodzi gdzieś stamtąd, gdzie w ogóle śnieg jest czymś, co widnieje tylko na zdjęciach w podręcznikach. No chyba że człowiek sobie zorganizuje wycieczkę gdzieś w takie śnieżne miejsce. Ale normalnie nikt z tych ludzi po prostu nie widział śniegu w swoim życiu. Także fascynacja gigantyczna. I właśnie ten element, że wszyscy wyszli z domów, zaczęli się rzucać śnieżkami, ludzie zaczęli ze sobą rozmawiać. Jeżeli ktoś miał jakiś alkohol, to po prostu wynosił go dosłownie na ulicę. To było po raz pierwszy od chyba 30 lat, kiedy w Londynie na jakiś czas wróciły, może nie street party, bo takiego street party to może dużego nie było Kilka takich imprez na ulicach, jak wszyscy sąsiedzi wyszli i zaczęli się dzielić drinkami i tak dalej. Było to chwilę przed świętami. Atmosfera była niesamowicie fajna i nagle się okazało, że jest taka drobna refleksja, taka sama, która towarzyszyła mi w tej historii we Wrocławiu po powodzi. Bo po powodzi we Wrocławiu, jak już przyjechały nawet te służby, to one właściwie nie za bardzo wiedziały, co robić, bo jak to w Polsce, wszyscy są tak zorganizowani, wszyscy wiecie, o co chodzi.
Ja nawet nie będę strzępił swojego języka nadaremnie. I najlepsza była atmosfera w mieście. Wszystko wysiadło, tak samo jak we Wrocławiu. We Wrocławiu się jeździło zaraz po powodzi na stopa przez całe miasto, chodziło się wałami kolejowymi, bo oczywiście nie można było przejść całego miasta, było pozalewane, tylko wałami górą nad miastem można było się przedostać w wiele miejsc. Jedyna komunikacja jaka była to samochody pasażerskie. Ludzie, którzy zdążyli zatankować samochód, dojechać do Wrocławia i się poruszali po Wrocławiu, zbierając po drodze tych, którzy musieli gdzieś tam dojechać. Wystarczyło tylko stanąć na drodze, pomachać ręką i jeżeli ktoś miał jakieś miejsce w samochodzie, zatrzymywał się i pytał się: „Gdzie jedziesz? Bo ja jadę na przykład na Krakowską, to może cię podrzucę”. Słuchajcie, nagle w ciągu dosłownie 24 godzin pojawiła się empatia, która w mieście Wrocław wcześniej w ogóle nie istniała. To był fenomen.
Jak zdjęto ludziom z karku łańcuchy, jak nagle państwo przestało działać, okazuje się, wybucha potężny ładunek empatii. W Londynie podczas tej historii, kiedy spadł śnieg, żaden sklep nie został okradziony. To jest fenomen. Nikt nie został napadnięty, nic się nie stało. A na co dzień, kiedy działa policja, dzieją się dziwne rzeczy. Na co dzień, kiedy działa państwo, potrafią wybuchnąć nawet zamieszki, w których płoną sklepy. Inna sprawa, że te zamieszki są kontrolowane przez państwo i właściwie służą tylko temu, żebyśmy następnym razem dużą demonstrację pokojową kojarzyli z potencjalnymi zamieszkami i nie szli na nią, bo być może coś w tym systemie nie zadziała okej. I teraz jest takie główne pytanie. Skoro wszędzie na świecie, prawie wszędzie na świecie, nie byłem wszędzie na świecie, gdzie nic nie działało, ale skoro nawet w tak cywilizowanych miejscach, w miarę cywilizowanych, jak wtedy Wrocław, a później Londyn, a szczególnie Londyn, który jest naprawdę zurbanizowany do wręcz ekstremalnego poziomu. Kiedy wszystko wysiada, w ludziach budzi się empatia.
Sąsiedzi ze sobą zaczynają rozmawiać, zaczynają w ogóle się poznawać. Ludzie na ulicy zaczynają ze sobą o wiele bardziej rozmawiać. Nagle dzieje się coś, co normalnie nie ma miejsca, o czym nam mówią tylko politycy wtedy, że kiedy oni zrobią porządek, to wtedy będziemy ze sobą rozmawiali. Ale to się dzieje w zupełnie innych okolicznościach. Witam Krawcze ponownie.
[45:21] - Witam ponownie. Bardzo ciekawe spostrzeżenia i fajny temat, ale myślę, że odpowiedź na to jest taka, że Polacy się świetnie jednoczą podczas jakiegoś zagrożenia czy kryzysu, a na co dzień nie potrafią ze sobą współpracować. Tylko jak jest niebezpieczeństwo.
[45:41] - Nie zgadzam się z tym w tym przypadku, bo nie było żadnego niebezpieczeństwa. Wszyscy widzieli, że woda odeszła. Jedyne co przed nami, to posprzątać to całe miasto i tak nic nie będzie działało przez najbliższy tydzień. Także i tak autobusem ani tramwajem nigdzie nie dojedziesz, bo żaden nie jeździ, rozumiesz? To albo możemy teraz wszyscy mieć dalej siebie w dupsku, tak jak mieliśmy wcześniej, albo możemy skoro państwo nic nie działa, możemy sobie pomagać. Przecież każdy po powodzi ma rodzinę w mieście, którą chce odwiedzić, czy wszystko jest okej. Dowieźć pieczywo, dowieźć wodę mineralną jakiejś cioci, która jest już starsza. I tak dalej. Ja pamiętam przypadki, że ludzie na przykład od razu pierwsze co się działo, to zaopiekowanie się wszystkimi starszymi ludźmi w bramie, jak nadchodziła powódź. Wspólne gotowanie posiłków, bo wiadomo, że strzelił prąd oczywiście, więc wszystkie zamrażarki szlag trafił.
Nagle się okazało, że ludzie mają naprawdę niezłe rarytasy w tych zamrażarkach i trzeba to wszystko natychmiast przerobić, bo przecież zgnije. A upał był jak jasna cholera wtedy we Wrocławiu. I co zrobić? I nagle ludzie zaczęli razem wspólnie robić posiłki ze sobą, razem się organizować. I wiesz, nikt nie miał tak zwanego schedule. Nikt nie miał kartki z taką instrukcją typu: na wypadek powodzi idź do sąsiada, wyciągnij jedzenie z lodówki, ugotuj obiad dla wszystkich, zatroszcz się o najstarszych ludzi, sprawdź, czy nikt nie potrzebuje pomocy i tak dalej. Nie było tego. To wszystko się dzieje spontanicznie. Mamy to wszystko wyryte w głowie. Mamy to od urodzenia.
Nie musimy się niczego uczyć, tylko w tych momentach zagrożenia. Ja myślę, że to nawet nie chodzi o momenty zagrożenia z tym jednoczeniem się. Taka jest moja refleksja. To naprawdę nie ma z tym nic wspólnego. Myślę, że chodzi dokładnie o to, że w momencie zagrożenia pierwsi spieprzają tak zwani liderzy i ci, którzy generują władzę. Jak oni spieprzą pierwsi, to nagle się okazuje, że ktoś nam ściąga te homąto z pleców i te łańcuchy nam spadają z rąk i z nóg. I nagle się okazuje, że sami się lepiej organizujemy niż kiedykolwiek wcześniej. Jak na ironię, zawsze są to czasy takie dosyć krytyczne, bo władza odpuszcza tylko wtedy, kiedy może dostać po zębach.
[47:44] - A mi się wydaje, że to może chodzić trochę też o pretekst taki, że po prostu jest, jakby to powiedzieć, okazja, żeby właśnie tak jak mówiłeś, odezwać się do sąsiada swojego. Po prostu okazja i pretekst. Może Polacy w głębi duszy są trochę lepsi niż na zewnątrz i potrzebują takiego wyzwalacza trochę, żeby niech to wyszło to lepsze. Nie wiem.
[48:09] - Ale to każdy jest tak samo. Ja tu obserwowałem dokładnie tą samą historię w Londynie. I tu jest ulica, gdzie właściwie każdy ma inny kolor skóry, dosłownie i każdy pochodzi z innego kontynentu. To fenomenalnie wygląda jak są święta, bo oczywiście każdy ma w zupełnie innym okresie te święta i jest atrakcja. Te święta przesilenia, kiedy katolicy mają Boże Narodzenie i tak dalej. My znamy tą tradycję jako Boże Narodzenie. U mnie to trwa na ulicy przez miesiąc czasu, rozumiesz? Bo jedni mają wcześniej, drudzy później, a wszędzie jest przesilenie zimowe świętowane w każdej kulturze, w każdej religii, każdej tradycji. Także nie sądzę, żeby to było kwestią zagrożenia. Myślę, że to jest pierwsza rzecz, którą powinniśmy zredefiniować.
Człowiek jest dobry z natury i nie wtedy, kiedy się boi, bo wtedy akurat jest taka ekstremalna sytuacja. Wtedy staramy się ocalić swoje dupsko, ale nawet wtedy, kiedy tylko w tej sytuacji zagrożenia ktoś tam ściąga łańcuchy z rąk i nóg, nagle się okazuje, że jesteśmy bardzo sprawni działami i potrafimy się uratować z sytuacji. Chociaż tak zwane elity, które wymyślają te wojny, mają nas głęboko w dupie, bo oni są pierwsi w samolocie, lecąc gdzieś daleko od miejsca konfliktu.
[49:19] - Ale popatrz, na przykład w PRL-u było państwa dużo i państwo było wszechobecne, ale to takie wspólne nieszczęście też nas jakoś bardziej jednoczyło i ludzie wtedy jakoś tak bardziej byli bliżej ze sobą. Właśnie się spotykali częściej i tak dalej, nie?
[49:37] - Ciężko mi to określić, bo to zawsze jest tak, że dawniej wódka była smaczniejsza, wszyscy byliśmy młodsi i świat wyglądał lepiej. Ja nie do końca w to wierzę. O, właśnie. Oglądałem ostatnio bardzo ciekawy film dokumentalny. Właściwie nie cały, tylko kawałki tego filmu dokumentalnego. Właśnie czatuję na okazję, żeby go obejrzeć całego. Zapomniałem tytułu. Film jest o szamanie z Haiti, który przyleciał do Polski, w ogóle przeszmuglowany prawie że do Polski w stanie wojennym, tudzież chwilę przed stanem wojennym, w takim najbardziej gorącym okresie lat 80. Bardzo cenne są jego refleksje, spostrzeżenia na temat właśnie jak wyglądała komunistyczna Polska. Jego wrażenie było takie, że ludzie są po prostu daleko od siebie i nikt ze sobą nie rozmawia.
Czyli jakby ten cały nasz mit o tym, że za komuny ludzie byli życzliwsi i tak dalej, to jest taki bullshit troszeczkę, bo ja pamiętam, że strasznie dużo ludzi pracowało dla Służby Bezpieczeństwa i donosiło na swoich znajomych.
[50:31] - Oczywiście, że ludzie się bali na ulicy czy gdzieś tam w miejscach publicznych, że powiedzą o dwa słowa za dużo, ale na przykład taka społeczność, która się tworzyła na przykład w danym bloku. Ja na przykład jako dzieciak znałem osobiście praktycznie wszystkich mieszkańców swojego bloku. To była pani Jadzia, pani Stasia, pan Krzysio. Wiesz, wszystkich się znało, każdemu się mówiło dzień dobry. Dzisiaj żyjemy tak, że jak sąsiada nie... W ogóle teraz jak mieszkam, to nie znam nikogo tutaj.
[51:04] - Wiesz, może słuchaj, jak byłeś mały, to przynajmniej chodziłeś, te dzieciaki się znały, bawiłeś się ze wszystkimi dzieciakami w okolicy, także inny klimat. A teraz jak jesteś starszy, musiałbyś po prostu pójść, zapukać, się przedstawić, powiedzieć: „Cześć, jestem twoim sąsiadem, chciałem się przywitać. Wiesz, mieszkam tu obok”.
[51:18] - Ale kiedyś tak było, stary. Właśnie, bo sąsiedzi starsi, nasi rodzice się doskonale znali i spotykali się na przykład co kilka dni.
[51:28] - Krawiec, kiedy ostatni raz zapukałeś do sąsiada i spytałeś się, czy wpadnie do ciebie na imprezę, bo robisz taką imprezę sąsiedzką? Chciałbyś, żeby wszyscy wpadli, żebyśmy się poznali tutaj, jak mieszkamy w tej klatce.
[51:39] - Zdarzyło mi się zgarnąć człowieka z przystanku na imprezę.
[51:43] - Tak, ale z przystanku. To chodziło bardziej o sąsiadów.
[51:46] - On zrobił pierwszy ruch.
[51:49] - No właśnie.
[51:49] - Ale wiesz co?
[51:51] - Bo to można zrobić. Wiesz, to nie jest problem.
[51:54] - Ja nie chcę właśnie.
[51:55] - To dlaczego masz pretensje, jak nie chcesz?
[51:58] - Nie mam pretensji. Ja jestem po prostu badacz społeczny. Badam społeczeństwo, a sam jestem zapyziały buc i nie pójdę też do sąsiada.
[52:08] - Rozumiem.
[52:09] - Właśnie. Słuchaj, ale tak pół żartem, pół serio, naprawdę nie czuję teraz takiej potrzeby. Może jestem za stary. Może faktycznie człowiek jest młodszy, to odczuwa taką potrzebę, żeby się ze wszystkimi zapoznać i spędzać fajnie czas.
[52:24] - Ja mam to cały czas. Także jak idę, to mówię sąsiadom „dzień dobry” w okolicy, przecież to moi sąsiedzi są tutaj, wiesz. Bez przesady, bez jaj. Jak człowiekowi na ulicy nie powiedzieć „dzień dobry”? Tym bardziej, że to mój sąsiad, który mieszka dwa domy dalej.
[52:36] - A przyjaźnisz się z wieloma sąsiadami od siebie tak na tyle, że tam się spotykasz, zapraszasz czy idziesz w odwiedziny?
[52:44] - Wiesz co? Ci akurat, z którymi byłem w ten sposób, tak. Miałem takich sąsiadów, że razem jeszcze robiliśmy potężne imprezy, takie na całą ulicę, ale się już wyprowadzili. Ci nowi mają dzieci, także są troszkę zajęci, żyją w innym trybie, także nie imprezujemy się razem. Ale wiesz, jest fajny kontakt międzyludzki taki, że widocznie nie musimy się na razie imprezować, ale podejrzewam, że jakby po raz kolejny coś w Londynie wysiadło i to miasto stanęło, to byśmy zrobili dużą imprezę.
[53:15] - Wiesz co? Moglibyśmy nawiązać też do Woodstocku, który się właśnie teraz odbywa.
[53:20] - A idę nowym, bo widzisz-
[53:22] - Słuchaj, ciekawa sprawa, bo tam się ludzie właśnie co roku spotykają i na reportażu nawet podkreślali to, że to jest takie miejsce, gdzie można podejść i przytulić się do człowieka albo jak przechodzi ktoś, zapytać się: „Co tam u ciebie?” Wszystko sobie, słuchaj, dają. Nikt tam od nikogo forsy nie bierze, tylko jak potrzebujesz, to ci ktoś da.
[53:39] - Jest taki festiwal, który się nazywa Burning Man w Stanach i jest robiony od prawie już 20 lat. I to jest właśnie taki festiwal, na którym jest zakaz używania pieniędzy, zakaz w ogóle handlu i tak dalej, takich rzeczy. Tam po prostu reguły, które normalnie nazywamy regułami społecznymi, które niby budują tą całą cywilizację, w ogóle nie działają. I tam się wydarzają jedne z najbardziej spektakularnych, prestiżowych performersów aktualnie, które się dzieją na świecie, jeżeli chodzi o takie wystawy dużych instalacji. To jest niesamowita impreza, na którą przyjeżdża chyba parę milionów. Nie, teraz chyba z milion ludzi przyjeżdża. To praktycznie powstaje na środku pustyni. Warunki są ekstremalne: +50 stopni, żar z nieba, burze piaskowe. I przyjeżdżają miliony ludzi po to, żeby w tym ekstremalnym miejscu spędzić pięć dni w ogóle bez żadnych praw. I fenomen jest taki, że to miejsce funkcjonuje.
Wiesz, to nie jest przystanek Woodstock. Na przystanku Woodstock panują jednak jeszcze jakieś prawne zasady. Natomiast tam to jest miejsce po prostu wyjęte kompletnie spoza jakichkolwiek zasad i to jest chyba największy i najbardziej prestiżowy festiwal. Chyba najfajniejszy taki, najfajniejsza impreza na świecie aktualnie. Kolejna taka impreza to jest Boom Festival w Portugalii, gdzie też rządzą bardzo podobne zasady. Jest to po prostu, wiesz- Taka redefinicja rzeczywistości, zamiast odtwarzać to, co mamy na co dzień, to co nas korumpuje i doprowadza, że nie mówimy „dzień dobry” sąsiadowi, że trzymamy się z daleka od ludzi i zajmujemy się tylko wyłącznie własnymi sprawami. Taka pełna atomizacja naszego życia. Tam jest zupełnie odwrotnie. Właśnie tylko dlatego, że nie ma tutaj karbu jakiegoś psychopaty, który twierdzi, że jest liderem i że nam wymyśli jakieś prawo, według którego mamy wszyscy teraz jechać do Iraku i strzelać do kogoś.
[55:15] - No ciekawe, ale myślę, że Woodstock też jest fajny.
[55:19] - Nigdy nie byłem, także ciężko mi. Niewiele wiem o Woodstocku. Nie byłem też na Burning Manie, ale z kolei słyszałem wiele o Burning Manie z tak zwanej pierwszej ręki i bezpośrednio widziałem instalacje stamtąd i tak dalej. Także temat jest mi troszkę bardziej znany, bo Woodstock to zupełnie nie kojarzę, proszę pana.
[55:36] - Ja też co prawda nie byłem, ale znam też z pierwszej ręki od kolegi z pracy, który co roku jeździ ze swoją żoną. Odstawiają dzieci gdzieś do rodziców i jadą sobie na Woodstocka. Dorośli ludzie. I to jest bardzo fajna impreza, bo jest po pierwsze wolność, po drugie taka przyjacielskość. Właśnie znika ta waluta, wszyscy się dzielą. Mi się to kojarzy trochę z takim zachowaniem człowieka, który robi sobie święto i raz na rok będzie dla wszystkich dobry, raz na rok nie będzie wyrachowany, będzie hojny, dobry i tak dalej. I to też jest trochę dla młodych taki czas takiego wyjątku, nie?
[56:20] - Nie do końca widzę to jako taki specjalny wyjątek i że są ku temu właśnie takie przyczyny, jak mówisz. Inna sprawa, że może w Polsce nie ma zbyt wielu festiwali tego typu. W Anglii, która jest właściwie krajem festiwali, festiwal jest tradycją narodową praktycznie. Takich festiwali typu Woodstock jest parę i jest wiele tak zwanych alternatywnych festiwali, które są właśnie tak organizowane, że dzieją się na prywatnych farmach. Także prawo tam nie zagląda. To wszystko po prostu dzieje się na prywatnym terenie. Jest to impreza zamknięta, także nie masz obowiązku informować, poza tym, że zgłaszasz, że masz imprezę u siebie, jeżeli musisz. I dzieje się masa takich właśnie imprez. Ludzie ze sobą rozmawiają, wymieniają się, są prelekcje, są koncerty. To jest taka właściwie część życia na Wyspach.
Jeżeli jesteś tutaj nastolatkiem, to generalnie przez całe wakacje włóczysz się po festiwalach. Na końcu wracasz do tego dużego miasta, masz tą swoją rękę, na której masz te wszystkie bilety do festiwali, bo one są jak takie obrączki przypinane. I ludzie mają pęki tych obrączek. Widać, że człowiek był na 20, 30 festiwalach w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Właściwie mieszkam na festiwalach i tak się podróżuje z festiwalu na festiwal. Właśnie dlatego, że to są takie normalne miejsca. Po prostu ludzie już w tym momencie wracają do jakiegoś normalnego stanu funkcjonowania, wracają do prawa naturalnego, wracają do normalnych relacji między sobą, które nie są skorumpowane tym, że pomiędzy mną a tobą ciągle próbuje stanąć jakiś świr, który nazywa się politykiem, prawnikiem, ekonomem, żołnierzem i policjantem. Tylko dlatego.
[57:52] - Sir. To ja też wracam dokładnie do rysowania zwierzątek, bo właśnie narysowałem dinozaura. Słucham cię i rysuję dinozaura. Co to może znaczyć?
[58:04] - Powrót do natury. Rysujesz dużą kurę.
[58:10] - Faktycznie trochę jak kura wygląda, bo zrobiłem taki na razie sobie obrys. Ma taki kształt jak kura trochę.
[58:16] - Bo to genetycznie jakbyś chciał porównać kod dinozaurów DNA do żywych istot, które łażą po tej planecie, to wiesz, co jest najbliżej? Tak na 99% praktycznie, przecinek 999. Kury, proszę pana. Kury. Dinozaury to kury.
[58:31] - Park Jurajski. Oglądało się Park Jurajski. No tak.
[58:34] - Nie, ja akurat nie oglądałem Parku Jurajskiego, ale czytałem o tym. Kury generalnie mają najbliższy kod genetyczny do dinozaurów. Dlatego, że teraz się okazuje, że znajduje się jakieś tam skamienienie dinozaurów z piórami między innymi. I to nagle wyjaśnia sprawę.
[58:49] - No widzisz, ty czerpiesz wiedzę z książek, a ja z filmów z Hollywood i dlatego ci właśnie oddam teraz antenę.
[58:57] - Dzięki wielkie. To był krawiec, słuchajcie. Excuse me, ja sobie pokaszluję. Przyjechałem do tego mikrofonu. To przez to nieprzygotowanie. Przygotowanie jak przygotowanie. Przez ten nabieg z tą herbatą. No właśnie. I taka pierwsza refleksja à propos tej redefinicji. Czy naprawdę potrzebujemy jakiejkolwiek formy instytucjonalnej do funkcjonowania jako społeczeństwo?
Czy nie jest tak, że te wszystkie instytucjonalne formy wzmacniają tylko i wyłącznie naszą patologię, chociażby podgrzewając na przykład atmosferę, że możemy mieć coś, co ma ktoś obok i że powinniśmy za to zapłacić stosunkowo niewielką cenę. Pójść do pracy, coś zrobić w tej pracy i tak dalej. A chodzi o jakiś świecący przedmiot, który ma nasz sąsiad i my też musimy mieć tak samo świecący przedmiot. No i nagle właściwie okazuje się, że to cała instytucja służy tylko i wyłącznie do podgrzewania, tak mi się wydaje, naszego najbardziej parszywego elementu, czyli takiego chciejstwa, które jest związane z naszym ego, z naszych żądzach. Cała ta kontrola społeczna, całe to szaleństwo w poszukiwanie nowych schematów na człowieka, żeby zbudować taki mechanizm, że po prostu sam siebie będzie zarządzał i wszyscy będą chodzili do pracy i będą szczęśliwi. Chyba nie za bardzo. Jak tylko znikamy z tego schematu, okazuje się, że wtedy naprawdę pojawia się po prostu szczęście. Wtedy pojawia się jakaś normalna relacja między ludźmi. Wtedy okazuje się, że warto się dzielić. Nagle jak znika państwo, to w ogóle percepcja czegoś takiego, co się nazywa dzieleniem, się zupełnie zmienia.
Nagle się okazuje, że nasze współistnienie jako sąsiadów, ludzi na jednej ulicy, znajomych właściwie zasadza się na tym, że dzielimy się czymś, co mamy. I że jeżeli coś robimy, to raczej empatycznie, z myślą o kimś, że nie tylko dla siebie, ale też mamy dookoła ludzi i fajnie byłoby się z tym podzielić. Jest to naturalny element tego wszystkiego. Nie musimy tego kalkulować. Nie ma strategii, nie ma kartki w domu, na której notujemy: „Okej, temu tyle, temu tyle, a do tamtego trzeba wrócić po łyżki i talerz i jeszcze odebrać kasę”. Nic z tych rzeczy się nie dzieje. Nagle się okazuje, że jesteśmy w stanie wyzwolić taką formę energii, że ona zakręca nas wszystkich w tak pozytywny sposób, że potrafimy się dzielić tym, co mamy. Nikt chyba nie zbiedniał przez te cztery dni w Londynie, a wręcz odwrotnie. Wszyscy byli dokładnie tak samo dobrze jak wcześniej i nikt naprawdę nic na tym nie stracił. Poza tym, że zyskał ten jeden moment świadomości, że dookoła też są ludzie, że nie ma problemu z tym, że są przedmioty, że naprawdę są ludzie i że to ma swoją bardzo poważną wartość.
Bo jak wszystko wysiądzie, to jedyne co można zrobić, to po prostu pójść do sąsiada i powiedzieć: „Cześć sąsiedzie, właśnie mi wszystko wysiadło”, a sąsiad powie: „Cześć, mi właśnie też wysiadło. Tomek jestem”. „Jestem ktoś tam”. I tak się zaczyna nowa historia nowego rodzaju ludzkiego. Dokładnie od tego momentu. I właściwie te rządy, te wszystkie zasady są tylko po to, żeby nas trzymać od tego z daleka. Tak samo jest, podejrzewam, to jest moja refleksja, z technologią i na przykład rozwiązaniami open source. Każda idea jest tak samo dobra, jeżeli jest dobra dla każdego wszędzie do ugryzienia, a nie kiedy jest lokalna. Możemy wrzucić tutaj kwestię chociażby walut, wszystkich pieniędzy i takich spraw. To jest kolejny czynnik, który wydaje nam się, jeżeli zmienimy zasady na przykład dotyczące pieniądza, którego używamy, to na przykład świat będzie lepszy.
I don't know. Pamiętam ten moment, kiedy wszystko wysiadło i kiedy właściwie nawet mając górę pieniędzy człowiek za bardzo nie mógł ich wydać. Bo na co mógł wydać te pieniądze chodząc w śniegu po Londynie, kiedy wszystko jest pozamykane? Mógł kupić sobie zapas wody mineralnej i coś do jedzenia. Też nie za dużo, bo jak nie ma prądu, to i tak się wszystko psuje. Można wystawić do ogrodu zamiast do lodówki, bo ogród się zamienił w lodówkę. Ale to też nie ma sensu, bo właściwie zasoby zaczynają się dopiero wtedy liczyć, kiedy są wspólne. Kiedy na przykład ktoś ma coś, ja mam coś i dopiero wtedy, po zebraniu tego do kupy zaczyna to działać. Bo tak samodzielnie, nawet kiedy mamy górę złota, na której siedzimy, kiedy wszystko dookoła wysiądzie, to jedyne co zostaje, to góra złota, z którą nie możemy nic zrobić. Do tego się to sprowadza.
Ani nie potrafimy ugotować, ani zadbać, ani posprzątać. Generalnie zostajemy przysłowiowo z ręką w nocniku. I tak wyglądało w Londynie. Podobnie wyglądało we Wrocławiu. To były momenty, kiedy tak jak na festiwalu Burning Man pieniądze przestały się liczyć. Ludzie właściwie sobie odpuścili i stwierdzili, że i tak bogatsi ani biedniejsi od tego nie będą. Tak że ten problem nagle zszedł ludziom z głowy. I zaczęły się imprezy, zaczęły się spotkania towarzyskie, zaczęły się troszeczkę inne relacje budować między ludźmi. Dokładnie to samo w Londynie, to samo we Wrocławiu. Znam takie opowieści jeszcze z innych miejsc, gdzie się wydarzyły takie katastrofy i jest to taki klasyczny schemat, który się powtarza.
Dlatego w bardzo wielu miejscach zaraz jak tylko wybuchnie katastrofa i zostanie zażegnana przez lokalnych ludzi, bardzo szybko pojawiają się wszystkie służby państwowe, żeby natychmiast złapać kontrolę nad tym, co się stało. Przecież podobnie było w Stanach Zjednoczonych, kiedy cały Nowy Orlean został zalany wodą. Cała część. Okazało się, że na skutek wytanienia wałów i tak dalej. Już nie chcę się zajmować przyczynami tego, ale efekt był taki, że jak wysłano tam policję i straż do obrony, taką graniczną amerykańską Coast Guard, wysłano Gwardię Narodową, to widok ludzi z karabinami doprowadził do takiej psychozy, że powstały gangi, które szabrowały domy. Zaczęło się robić naprawdę dziwnie. Dopóki nie było wojska, dopóki nie było instytucji państwowej, dopóki nie zaczęły latać wojskowe helikoptery, które właściwie zaczęły tylko chronić bogate dzielnice i latały tylko nad bankami, czy jakoś tak. Do tego momentu wszystko było okej i ludzie jeszcze czuli, że właściwie są w stanie bez problemu przeżyć, tylko muszą sobie wszyscy nawzajem pomóc. I właściwie od tego zależy nasza egzystencja na tej planecie. To tak troszkę w skrócie powiedziałem, bo właściwie jak weźmiemy ten przykład tych ludzi w Nowym Orleanie, weźmiemy przykład z Wrocławia, z Londynu i się przyjrzymy na to w troszkę większej skali, to tak naprawdę na tej planecie tak czy siak jesteśmy tylko w stanie przeżyć, jeżeli będziemy ze sobą współpracowali.
Innej opcji po prostu nie ma. Współpraca nie polega na rywalizacji, tylko na dzieleniu się tym, co udaje nam się wypracować. Nie sprzedawaniu, nie dealowaniu, nie kontraktowaniu, tylko na dzieleniu się tym. To jest ta zasadnicza różnica, która mówi o tym, że wartość jest w nas, wartość jest w życiu. Dobra, to ja może zrobię chwilę przerwy z tym wszystkim i puszczę jakąś muzyczkę, proszę państwa. Dzisiaj od redefinicji zjawisk. Dzisiaj redefiniuję troszkę pojęcie czy sens istnienia prawa jakiegokolwiek i państwa. Bo to jest, moim zdaniem, największy problem i największa przyczyna naszych patologii mentalnych. W ogóle tego, że wpadamy w choroby psychiczne. To jest po prostu system, który jest kompletnie chory psychicznie od samego końca do początku albo od samego początku do samego końca.
Zależy, z której strony na to spojrzymy. I to on zrobi z nas wariatów. To przez ten system zaczynamy mieć różne fobie, bo to ten system próbuje nas ciągle przycisnąć do ściany, sprzedając nam jakieś iluzje celów, za którymi mamy gonić. Kompletne szaleństwo. I na dodatek, jeżeli nie chcemy gonić za tymi celami, wysyła w naszym kierunku kolesi, którzy mają jeszcze większą ambicję na życie, mają jeszcze większą ochotę na złoto, są jeszcze bardziej chciwi i są w stanie założyć mundur Przebierają się, bo normalnie człowiek tu nie mógł przyjść. Musiał założyć mundur i wszyscy muszą założyć taki sam mundur, bo jakby każdy założył inny, to chłopaki chyba straciliby z powagi. Jakieś naszywki, ordery z ziemniaka i chleba naszywają. Przychodzą i mówią, że są policja i że oni tu pilnują porządku. Wtedy zaczynają się całe problemy. Człowiek jest spokojny, normalny, ma pomysł na dzielenie się z ludźmi.
Ale jak się dzielić? Kiedy chce się podzielić z kimś, zaraz ktoś się pojawia. Czy przypadkiem nie trzeba zapłacić podatku od tego dzielenia się z kimś? Czy przypadkiem pomiędzy nami, mną i tobą, droga słuchaczko albo drogi słuchaczu, nie musi ciągle stać jakiś tajemniczy pośrednik? A właściwie to banda pośredników zwana liderami, politykami, ekonomami, prawnikami. Zastanawiam się, skąd się bierze ta choroba psychiczna i moim zdaniem bierze się dokładnie z tych chorych psychicznie ludzi, którzy nas zarażają. Bo to jest człowiek, który stoi pośrodku i on emanuje, jakby zaraża, niszczy nasze relacje międzyludzkie. Absolutnie. Taki jest mój pomysł. Mam jeszcze kilka innych refleksji do tego wszystkiego, tej zmiany definicji, opisania może świata, w którym powinniśmy wylądować w rzeczywistości, a nie świata, który powinniśmy sobie znowu konstruować na podstawie znanych nam naukowych danych.
Jak się okazuje, te wszystkie naukowe dane, wszystkie te prawa, wszystkie te zasady, kiedy naprawdę dzieje się coś poważnego, w ogóle nie działają, a jedyne co działa, to uwolniona niesamowita ilość ludzkiej empatii, pozytywnej energii. I nagle się okazuje, że człowiek jest w stanie zmontować praktycznie wszystko. Słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali, a na mnie Tomek, a Radio Nafali i „Hiperprzestrzeń” w tym momencie jest też transmitowana w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy obydwu radi i zapraszam, jeżeli ktoś z was chce zadzwonić: radionafali.com taki jest nasz adres na Skype'ie. A ja dalej lecę z tą historią. Właśnie na czacie pojawiło się takie wspomnienie, że niektórzy: „To nie jest tak, bo jak państwo wyjdzie, to jest wojna”. Nie, kochani, naprawdę nie bądźmy debilami, nie bądźmy wtórnymi debilami. Każdy dokładnie wie, że wojny nie wybuchają przez przypadek, łącznie z wojną w Jugosławii. I że są to imprezy, w które ładuje się grube miliony dolarów przez wiele różnych instytucji, które za pomocą takich bocznych, tylnych furtek uzbrajają masy psychopatów po to, żeby nikt nie czuł się spokojnie. Bo jak widzimy ludzi biegających z dużymi granatami, jeżdżących czołgami po naszym podwórku, to generalnie wcale nie znaczy, że jest bez państwa.
Znaczy, że jesteśmy cali kontrolowani. Jeszcze gorzej, bo przez parę państw naraz i przez parę korporacji. I właściwie nie ma już miejsca dla nas w tym wszystkim, bo każdy już walczy o swój kawałek kości. I to jest takie maksymalne upolitycznienie życia, upupienie, bym powiedział. To nic wspólnego z momentem, kiedy nie ma dookoła nas państwa. To takie banalnie proste, trywialne sprawy. Naprawdę, jeżeli wydaje wam się, że kiedy po waszym podwórku jeździ czołg i biegają żołnierze, to nie ma już państwa dookoła was. Nie bądźcie naiwni. Ci żołnierze nie produkują sobie tych karabinów sami w warsztacie przydomowym na tyłach domu przez pięć lat po to, żeby udać się na wojnę. Nikt z nich sam nie buduje tego czołgu, nikt z nich nie płaci za ten czołg, nikt z nich nie płaci za ten karabin.
Oni to wszystko dostają, a jeżeli dostają, to znaczy, że ktoś to kontroluje. To znaczy, że jest jakaś instytucja, która pilnuje tego ładu i porządku, żeby pozabijać jak najwięcej ludzi, zatomizować relacje międzyludzkie. Proszę naprawdę, zastanówcie się zawsze troszeczkę głębiej czasami nad pewnymi sprawami. Myślę, że warto. Największy problem czasami polega, że bierzemy sprawy tak powierzchownie, że później powstają jakieś szalone koncepcje, że jak nie ma państwa, to zaczyna się wojna. Nie, nie zaczyna się wojna. Nigdzie jak nie ma państwa, nie zaczęła się wojna. W Belgii już chyba od ośmiu lat nie ma premiera ani prezydenta. Jest taki pat w parlamencie, tam się nie potrafią dogadać. Jakoś kraj doskonale funkcjonuje i właściwie Belgowie są coraz bardziej zadowoleni z tego, że o dwóch przydupasów mniej i troszeczkę więcej spokoju jest w tym wszystkim.
Nagle się okazuje, że nie ma wojny w Belgii, ponieważ właściwie rząd jako taki nie istnieje. Znaczy jest parlament, jest sejm, są jakieś tam authority, ale jakoś nikomu włos z głowy nie spadł z tego powodu. Także takie banalne, trywialne sprawy po prostu. Ale też inna sprawa w co chcemy wierzyć i czy wierzymy w to, że człowiek z natury zły, czy po prostu sami jesteśmy napędzani strachem. Myślę, że cała definicja rzeczywistości, w jakiej żyjemy i to, że na przykład wydaje nam się, że jak zniknie państwo, zniknie policjant z naszego rogu, to od razu zacznie się wojna i od razu będzie dramat, od razu będzie katastrofa. Czy to nie jest przypadkiem tak, że to my jesteśmy zaprogramowani na tą katastrofę? Bo od dziecka jesteśmy prasowani takim sztandarowym modelem, że tylko wtedy, kiedy jest psychopata w mundurze obok ciebie z dużym karabinem, tylko wtedy możesz czuć się bezpiecznie. W rzeczywistości to jest ostatni moment, kiedy powinniśmy się czuć bezpiecznie. Jak obok stoi psychopata z bronią, której nawet sam nie zrobił. Psychopata opłacany przez innego psychopatę, który reaguje na rozkaz tego drugiego psychopaty, który płaci za to wszystko.
Jak tu można się czuć bezpiecznym? Widzieliście tego kolesia, który mu płaci? Bo ja nigdy nie widziałem tego kolesia. Nigdy go nie poznałem. Nie wiem, o co chodzi. Nie znam tych praw. Nie za bardzo tego łapię. A nagle mam się czegoś pilnować, prawda? I że niby to jest zdrowe podejście do życia. Mamy troszkę wyprany mózg, bo za taki standardowy model uznajemy zawsze sytuację, przynajmniej bardzo często uznajemy sytuację z tak zwanymi authorities, z tak zwanymi liderami, że jest potrzebny gdzieś mentor, że jest potrzebny lider i tak dalej.
Ja się zastanawiam, czy ktokolwiek z was idąc do toalety, potrzebuje lidera? Czy jakiś lider jest w stanie lepiej to za was zrobić? Otóż nie. I dokładnie jest tak samo z naszym życiem i ze wszystkimi innymi relacjami dookoła. Tylko że jest taka patologia, w której dorastamy. Jeżeli nikt z was fizycznie nie przeżył na przykład takiej sytuacji, gdzie nie ma pieniędzy Nie ma państwa, ta cała infrastruktura nie działa i tak dalej. Czasami trudno sobie to wyobrazić, bo jesteśmy napędzani takim potwornym strachem. Przecież wszystkie hollywoodzkie filmy zawsze pokazują, że jak tylko państwo znika za rogiem, to od razu pojawiają się szabrownicy. Od razu pojawia się wojna, od razu pojawia się katastrofa, nienawiść, złość, przemoc i agresja. A w rzeczywistości jest zupełnie inaczej.
Moment, kiedy państwo znika, nagle okazuje się, że wszyscy wracają do normy, że jest pokojowo, że nie ma żadnych problemów, że ludzie zaczynają ze sobą współpracować, że jest miło. I teraz jest pytanie, czy przypadkiem to my nie jesteśmy tak zaprogramowani sami z siebie, bo nie generujemy tego kłopotu zwanego liderami, zwanego państwem albo jak to zwał, że to właściwie nasz strach jest odpowiedzialny za to, że popycha nas w takim kierunku, bo ciągle nam ktoś każe się bać tego, że jeżeli ci kolesie znikną z naszego firmamentu, to jutro nie dostaniemy swojego papu. I ciągle nas o tym przekonują, że cokolwiek wrzucamy na talerz, cokolwiek robimy ze swoim życiem, to zależy to tak strasznie od nich, że jak tylko znikną, to my umrzemy z głodu i od razu ktoś z karabinem i nożem się na nas rzuci. I know guys, ja tego kitu nie kupuję. To jest taka pierwsza redefinicja mojej rzeczywistości. Przeżyłem kilka takich momentów, gdzie coś tam wysiadło i ludzie zostali kompletnie odcięci. Nie tylko w tych dwóch miastach, ale też jakieś tam drobne sytuacje w życiu też. I nic takiego się nie dzieje, a wręcz odwrotnie. Wtedy zaczynamy dostrzegać tą wartość dla siebie. I tu nawet nie ma co tłumaczyć tego, bo to właściwie jest, jak to się mówi po angielsku obvious thing, oczywista sprawa.
Tak samo jak nikt z nas nie potrafi spłodzić dziecka w pojedynkę. Zawsze są potrzebne dwie osoby. Tak samo do organizacji takiego normalnego życia dookoła, żebyśmy się czuli fajnie, potrzebujemy ludzi dookoła siebie. To tylko właśnie rządy i psychopaci w mundurach nam wmawiają, że wystarczy tylko ten facet z karabinem obok i już wszystko będzie lepiej. W rzeczywistości nigdy nie jest lepiej. I właśnie to jest ta redefinicja. Słuchajcie, było parę pomysłów przecież w ciągu ostatniego wieku, ostatnich dwóch wieków na zbudowanie jeszcze lepszych państw, jeszcze lepszych systemów. I efekt jest taki, że jak wspomniałem trochę wcześniej, dalej walczymy o pokój wysyłając żołnierzy do Afganistanu i Iraku. Dalej partycypujemy w konfliktach, pchani tym systemem dalej robimy po prostu syf. Dalej kupujemy jakieś napoje gazowane, na przykład koncernu Coca-Cola, który za te pieniądze zabija ludzi w Ameryce Południowej, bo jakby nie zabił tych ludzi, to jeszcze musiałby zapłacić tym ludziom za to, że zatruł im rzeki albo nie zapłacił za pracę.
I nagle by się okazało, że to lepiej może zabić tych ludzi. To wszystko się dzieje aktualnie, teraz. To nam się tak wydaje, że żyjemy w takim pięknym, czasami doskonałym świecie, gdzie wszystko jest w miarę poukładane. W rzeczywistości nic tu nie jest poukładane. I to jest to pytanie, czy właściwie powinniśmy zajmować głowę naprawianiem tych wszystkich spraw. Tego, że na przykład jest gdzieś wojna na świecie, budując kolejny nowy rząd albo powołując jakąś komisję do tego. Absolutnie nie. Słuchajcie, każda kolejna komisja to są znowu ludzie, którzy są pomiędzy tymi wszystkimi. Tak, jak się to nazywa dokładnie tym to jest. To jest komisja pośrednicząca pomiędzy obiema zwłasnionymi stronami.
Ja tak się zastanawiałem, że przecież jak się wyciągnie tą komisję, która stara się podzielić te dwie strony, to nagle może się okazać, że właściwie nie ma zwłasnionych stron, jest tylko jedna strona, a jedynym miejscem polaryzacji jest owa komisja. Słuchajcie, wszystkie wojny, które się odbyły w Europie są idealnym przykładem na to, że ta historia zawsze tak wygląda. Zawsze pojawia się ktoś z dużymi pieniędzmi, kto spędza te pieniądze na to, żeby właśnie spolaryzować nasze opinie, żebyśmy o swoim sąsiedzie myśleli jako obcym facecie, który z racji tego, że zagłosował na kogoś innego albo zrobił cokolwiek innego, jest po prostu świrem i trzeba go eksterminować w trybie natychmiastowym. I stąd się biorą wszystkie te wojny, że jest taki cichy głos, który nam mówi. Ten cichy głos to jest facet, który z reguły produkuje te karabiny, te czołgi i dostarcza ropę do tych wszystkich urządzeń, maszyn wojennych, żeby to wszystko mogło działać. I teraz takie pytanie, czy właściwie problem z przestępczością, która na przykład występuje w dużych miastach, jest problemem, który da się rozwiązać w jakikolwiek sposób taki normalnie prawny? Oczywiście, że się nie da tego rozwiązać, ponieważ na przykład w Londynie można zaobserwować po prostu fenomenalny obrazek czasami spacerując po mieście. Naprzeciwko gigantycznych supermarketów, które wyrzucają co najmniej połowę tego, co mają na półkach każdego dnia do śmieci, ponieważ to się jeszcze nadaje do jedzenia i tak dalej, ale już jest data nie ta i już trzeba wystawić nowe na półki. To wszystko jest obliczone. One na tym nie tracą, a wręcz nawet zarabiają, bo i tak te supermarkety nie płacą tu żadnych podatków, także i tak mają to w dupie i tak są do przodu na miliony funtów.
A z drugiej strony ulicy albo czasami nawet na tej samej stronie ulicy siedzi ktoś, kto nie ma domu, kto jeszcze dzisiaj nic nie jadł. Oczywiście można się zastanawiać dlaczego. Przecież on powinien pójść do pracy i tak dalej. To może ja zostawię oceny, bo różnie się ludziom w życiu układa. No ale siedzi koleś po prostu na ulicy, jest głodny i normalną rzeczą jest to, że obok są tony jedzenia, słuchajcie, góry żarcia, które za chwilę zostaną wywiezione śmieciarkami i zasypane tak, żeby nikt nie mógł tego nigdy zjeść. A tu obok siedzi głodny facet. Słuchajcie, do jakiej atomizacji doprowadza to państwo, do jakiej atomizacji, do jakiego rozdzielenia, do jakiej patologii doprowadza cała ta struktura. Koszmar, prawda? Takie ludobójstwo na czas. Wszystko to oczywiście w imieniu prawa.
Wszystko w imieniu tego, że mamy jakieś normy społeczne, zasady i dzięki temu nasza wypracowana dzisiaj wartość będzie miała znaczenie jutro. Tylko pytanie, o jakich wartościach właśnie rozmawiamy? Przecież mamy na ulicy głodnego faceta. Taki sam człowiek jak my. Ten człowiek jest wartością samą w sobie, tak jak my jesteśmy wartością. Nie nasze pieniądze, nie nasze portfele, nie nasze nieruchomości, cokolwiek by to nie było. Nie nasze samochody, nie nasze ekskluzywne zegarki. Wartością jest drugi człowiek. Ale gonieni przez to państwo, żeby ciągle coś płacić, żeby komuś ciągle coś płacić, żeby mieć ten serwis, bo właściwie wierzymy w to, że państwo zapewnia nam serwis jakiś i że jak będziemy ciężko pracować, to ten serwis nam udogodzi nasze smutki w życiu, które właściwie wynikają de facto właśnie z braku kontaktów międzyludzkich. Bo jak zaczniemy ze sobą rozmawiać, to nasze strachy bardzo szybko znikają.
To jest ten fenomen właśnie dużych festiwali. To jest fenomen małych festiwali. To jest fenomen właśnie takich miejsc, gdzie ludzie przychodzą chociażby tylko i wyłącznie po rozrywkę. Dlaczego lubimy tam przychodzić? Bo zwyczajnie nie mamy obowiązku dbać o siebie, tylko możemy po prostu ekstatycznie dzielić się swoją radością ze wszystkimi ludźmi dookoła. I nagle okazuje się, że to jest tak fascynujące, tak intrygujące, że każdy, kto był na takim dużym festiwalu, bardzo często chciałby tam zostać prawie do końca swoich dni. Może mieć troszkę lepszy prysznic czy jakoś tak. Ale atmosfera jest po prostu potężna i każdy naładowany tym festiwalem wraca na ten festiwal w kolejnym roku i tak dalej. Nie dlatego, że to jest jakieś takie wyjątkowe święto, tylko że to jest właściwie taka ludzka natura. To jest po prostu coś normalnego.
Słuchajcie, w takich bardzo surowych miejscach na świecie, gdzie ludzie mieszkają po parę tysięcy metrów nad poziomem morza, gdzie biały człowiek potrzebuje butli gazowych do oddychania albo potrzebuje jakiegoś czasu, żeby się zaaklimatyzować, żeby w ogóle tam dotrzeć, żeby mu płuca nie wyskoczyły na zewnątrz i nie zaczął pluć krwią. Tam ludzie mają możliwość pracowania tylko przez cztery miesiące w roku. Ja czasami o tym mówię. Są takie miejsca. Butan się na przykład nazywa jedno z takich miejsc. Królestwo Butanu. I są odcięci kompletnie od państwa. Oczywiście tam państwo niby funkcjonuje, niby jest to wszystko legalne, są zasady, zakazy, nakazy, tak jak wszędzie na świecie, no ale wiadomo, że tam nikt nie dotrze, bo przez osiem miesięcy w roku, czy jakoś tak, droga jest zasypana śniegiem i oni są po prostu odcięci od świata w tych górnych partiach gór. Jak na ironię, słuchajcie, ci ludzie mają imprezę, która trwa przez te prawie osiem miesięcy. Pozostałe cztery miesiące są spędzane na tym, żeby wyhodować marchewki, wyhodować wszystkie te jedzenie, które jest potrzebne, chmiel do naważenia piwa, wszystkie te historie i w ogóle robią tego tyle, że tego piwa wystarcza na całą zimę i właściwie zimą zajmują się tylko i wyłącznie budowaniem relacji między sobą.
Taki fenomen. Nikt za bardzo nie może stamtąd wyjechać, bo przez ten śnieg nie da się dotrzeć. Tak że tak czy siak są zmuszeni do tego, żeby być ze sobą. No ale słuchajcie, jaka jest różnica między nami wszystkimi globalnie a tymi ludźmi w Butanie? Właściwie żadna. Też siedzimy na tej samej planecie. Doskonale wszyscy wiemy, że nie da się rozmnażać w kosmosie. To jest taka opcja, która nie za bardzo wychodzi, bo ludzkie DNA ma coś takiego, że kiedy nie jest w polu grawitacyjnym Ziemki, nie jest w polu tego eteru, w polu tych wszystkich historii, to nie chce. To po prostu nie chce. Były próby.
Tam się nie mówi o tym oficjalnie, ale nie przez przypadek wysyłano takie mieszane załogi męsko-damskie na orbity. Słuchajcie, badano te wszystkie rzeczy i się okazuje, że po prostu nie da się spłodzić człowieka w kosmosie. Przynajmniej jak na razie. Po prostu jest to fizycznie niemożliwe. Na dodatek jest jeszcze kolejna sprawa. W kosmosie coś się dzieje z naszym DNA, które przestaje funkcjonować normalnie. Przecież wszyscy ci astronauci, którzy wracają z orbit, którzy tam siedzą bardzo długo, od razu lądują na rekonwalescencji. Właściwie ci ludzie zostają kalekami do końca życia, o czym się nie mówi, bo właściwie brak grawitacji, kilka innych rzeczy. Właściwie nie wiemy co. Brak po prostu tego wszystkiego, co mamy na swoim własnym statku kosmicznym, która się nazywa Mama Ziemia, powoduje, że szlag nas trafia.
Po prostu rozpadamy się. No i słuchajcie, de facto jesteśmy jak ci ludzie w Butanie, tylko że jesteśmy troszkę większą społecznością. Mamy ten internet, wiemy, że jest nas trochę więcej niż mniej. No ale sprowadza się dokładnie do tego samego. Jesteśmy odcięci od komunikacji z innymi planetami. Możemy się komunikować na przykład może podczas snu, może ktoś ma jakieś wizje i się komunikuje z innymi historiami. No ale na co dzień, jak chodzimy tutaj, że tak powiem, twardo po ziemi, to jesteśmy tu i teraz. To jest dokładnie to nasze, dokładnie jak ta wioska w Butanie. No i teraz jest pytanie właściwie, co my zrobiliśmy z tą swoją wioską? To może powinniśmy zacząć od samego początku.
Może powinniśmy zacząć od redefinicji zjawisk, które nas otaczają. Może powinniśmy zacząć zastanawiać się nie nad, że tak powiem, pudrowaniem istniejących problemów, tylko może powinniśmy po prostu zająć się takim skutecznym usuwaniem tych problemów. Bo przecież jak zmienimy jedną zasadę na drugą, to dokładnie sytuacja jest taka sama. Dalej tworzymy rzeczywistość, gdzie żyjemy iluzją tego, że to, co uda nam się dzisiaj zebrać, będzie z nami po wsze czasy i że zabezpieczy nam wszystkie potrzeby, które nas spotkają na przykład jutro. I oczywiście nie myślimy o tym, że hej, to może zróbmy to inaczej. Może zróbmy tak, żebyśmy sami po prostu dali sobie szansę zabezpieczać te potrzeby nawzajem, że to jest o wiele bardziej wydajne rozwiązanie, bo wtedy człowiek nie musi gromadzić na zapas. Czyli na przykład spadają kwestie związane z utrzymywaniem, pilnowaniem rzeczy, kontrolowaniem rzeczy, żeby tam się nic z tym nie stało. No bo już nie ma czego. No tak, ale tu się pojawia taki problem. No ale jak to?
Zaraz nienawiść i tak dalej. Bo niektórzy mają takie psychozy maniakalne. No ale skąd ma się brać nienawiść, skoro nagle lądujemy w sytuacji, gdzie każdy z nas sobie zdaje sprawę, że albo sobie podamy ręce, albo zginiemy wszyscy naraz. To taki naprawdę, wydaje mi się, bardzo prosty przykład i chyba przemawiający do każdego. Tak mi się wydaje przynajmniej. Że zamiast wierzyć w przedmioty, bylibyśmy wtedy po prostu zmuszeni, bo taka sytuacja zawsze nas zmusza do wierzenia w siebie I niewierzenia w siebie, że jesteśmy w stanie zgromadzić przedmioty, bo to jest taka egocentryczna, egoistyczna, psychopatyczna wizja. Tylko jesteśmy w stanie uwierzyć w to, że możemy zrobić coś dla drugiego człowieka i wiemy, że ta energia nigdy nie pójdzie na marne. I wiemy, że ten drugi człowiek będzie prawdopodobnie myślał w podobny sposób i mając to nastawienie zaczynamy generować inną rzeczywistość. Bo myśląc w taki sposób po prostu trzeba myśleć pozytywnie. Tu nie ma takiej opcji, że o kimś się pomyśli kiepsko, o kimś się pomyśli źle, się kogoś kopnie i powie: „A walę tego kolesia.
Mam kasę, to kupię w innym miejscu”. Nagle się okazuje, że właściwie ta zasada może nie zadziałać. Nie możesz powiedzieć, że masz w dupie tego człowieka, chociaż masz go w dupie, to musisz się z tym przełamać, zastanowić się, czy jesteś na tej planecie po to, żeby mieć go w dupie, czy też przypadkiem jesteś na tej planecie po to, żeby się z nim dogadać. I może właśnie jak zaczniemy się dogadywać, to wszystkie te zmory, które nazywamy polityką, nazywamy wojną, bo właściwie wojny wynikają z polityki. Tak długo, jak mamy państwa, tak długo będziemy mieli wszelkie wojny. To jest nieodłączne. Tak długo, jak będziemy mieli prawników, ekonomistów, tak długo będziemy skorumpowani jakimiś przedmiotami dookoła nas, które mają większą wartość niż nasze życie. Tak jak te pieniądze, które są wywalane i to całe żarcie w supermarketach ma większą wartość niż życie i zdrowie tego człowieka, który siedzi na ulicy dla właściciela tego sklepu. Czy to jest normalne? Nie, to nie jest normalne.
Ale w świecie, gdzie są liderzy, w świecie, gdzie zawsze pomiędzy nami jest jakiś pośrednik, gdzie zawsze jest ktoś, kto próbuje nam wymyślić nieistniejący problem, a tak naprawdę wszystkie problemy wynikają z jego obecności pomiędzy nami. Zawsze będzie zamieszanie, zawsze się będą działy takie rzeczy, zawsze coś będzie znikało, bo przecież ten pośrednik nigdy nie robi tego za darmo. Ten pośrednik zarabia największe pieniądze na tym wszystkim. Na tym, że my między sobą się nie dogadujemy albo że się nie lubimy, bo dlatego na przykład, że się nie lubimy, załatwiamy wszystko serwisem. Mówimy: „Okej, to ja już nie muszę cię lubić. Po prostu to jest tylko biznes, taki business as usual”. I w ten sposób załatwiamy sprawy, przynajmniej jak na razie. Ja myślę, że to się już niedługo zmieni. Inna sprawa, że świat zmierza w takim kierunku, że i tak nie ma innego wyboru. Słuchajcie, i tak wszyscy będziemy skazani na to, żeby zderzyć się tak zwyczajnie sami ze sobą pewnego dnia.
A jak się zderzymy sami ze sobą i zauważymy, że właściwie sens naszego życia jest tylko wtedy, kiedy mamy kogoś obok, kiedy możemy coś komuś ofiarować, kiedy możemy coś dać z siebie, tylko wtedy to w ogóle istnieje. To jest taki dylemat rozbitków na samotnej wyspie, takiej bezludnej wyspie, że siedzą sami i właściwie nie mają co dla nikogo zrobić. Nagle ten cały ładunek empatii, który jest w nas, znika i wtedy człowiek dostaje świra, zaprzyjaźnia się z drzewem, z muszelkami się zaprzyjaźnia. Takie klasyczne przykłady, że ludzie nadają imiona przedmiotom, żeby nie zwariować. Nagle się okazuje, że jak nie mamy drugiego lustra, nie ma drugiego człowieka, to zaczynają się w nas dziać choroby psychiczne. I właściwie cały ten system, cała ta historia, którą dzisiaj nazywamy prawem, która ponoć ma służyć do tego, że wszystko będzie poukładane, że są jakieś funkcje, role społeczne i mamy je spełniać i dzięki temu będziemy szczęśliwi. Całe to wszystko się okazuje jednym wielkim bullshitem. Absolutnie od początku do końca. Także chyba czas, żebyśmy się zastanowili, jak to zrobić, żeby po prostu nie popełniać tego błędu. A najlepsza metoda, żeby nie popełniać tego błędu, to jest po prostu nierobienie tego.
Bardzo musiałem sobie kaszlnąć od tego gadania. I popić herbatę zieloną. Także może po prostu tego nie robić. Słuchajcie, jeżeli się da wychodzić poza jakąkolwiek formę państwowości, poza jakąkolwiek formę organizacji, gdziekolwiek jest tylko opcja taka, że możemy zaufać sami sobie. Ja myślę, że to jest najlepsza i jedyna droga. W ogóle powinniśmy zawsze dążyć do tej bezpośredniej relacji między sobą. Nigdy nie powinien być żaden pośrednik pomiędzy nami. To zawsze powinienem być ja i ty, droga słuchaczko albo ty, drogi słuchaczu. Właściwie między nami nikogo nie ma. Ja właściwie jestem takim głosem z pudełka, ale co innego głos, pomiędzy którym jest pośrednik, a co innego nasza bezpośrednia relacja.
I to jest myślę zdrowe i to jest główny powód, dla którego tu siedzimy i się fajnie czujemy. I tak sobie fajnie nam się rozmyśla w głowie nad tą historią, bo jest bezpośrednio. I to jest taki fenomen tego wszystkiego. Ja nazwałbym to normalnością. Słowo fenomen też mi pasuje, ale właśnie mam taki pomysł, żeby zrobić taką redefinicję tego zjawiska i nazwać to po prostu normalnością, że to jest normalność, że to jest prawo naturalne, które istnieje od tysięcy lat na świecie i dzięki temu prawu naturalnemu w ogóle jeszcze istniejemy pomiędzy tymi wszystkimi szalonymi zasadami wymyślanymi przez psychopatów. Tylko dlatego, że dwoje ludzi na tym świecie się znajduje, nie robiąc sobie nic z zasad, z konwenansów, strategii, planów. Lądują w alkowie, a później się pojawia nowy obywatel. I naprawdę nie ma to nic wspólnego z planami, strategiami i wszystkimi innymi rzeczami. I to jest, myślę, taka elementarna rzecz, na którą powinniśmy zwrócić uwagę, bo wydaje mi się, że czasami zastanawiając się nad systemami, polityką i tak dalej, zapominamy o jednej elementarnej sprawie. Zapominamy, że jesteśmy żywymi istotami na planecie Ziemia i że dotyczą nas dokładnie te same elementarne zasady, które dotyczą każdej żywej istoty na tej planecie.
To jak dotyczą nas te zasady, to dlaczego nie zaczynamy stosować tych zasad w relacjach między nami? Dlaczego ciągle staramy się skorumpować przedmiotami? Dlaczego ciągle ten brak zaufania i to udanie do przedmiotów? Bo system postawił nas w takiej sytuacji, że przedmiot jest ważniejszy od człowieka. Dokument jest ważniejszy od człowieka. Przecież nie posiadając odpowiedniego dokumentu, nawet jak stoisz i cię widać, nawet jak zaczniesz głośno krzyczeć na każdej granicy na świecie nikt cię nie przepuści. Ponieważ najważniejsze jest potwierdzenie w dokumencie, czy ty jesteś naprawdę tym kolesiem, który stoi tutaj i mówi. Jest pytanie: dlaczego my potrzebujemy jakieś dokumenty, żeby się przemieszczać? Dlaczego ja za każdym razem muszę potwierdzać swoją tożsamość? Skąd się to wzięło?
Wzięło się z patologicznego strachu przed tym, że ja mogę być złym człowiekiem, przyjechać do innego miejsca i je zniszczyć. Skoro przyjeżdżam do innego miejsca, to mam jakiś powód. Mam coś do zaoferowania i chcę coś dać od siebie w tym nowym miejscu. Ale w dzisiejszych czasach to jest niebezpieczeństwo myślenia w ten sposób, ponieważ empatia nie obowiązuje w tym systemie, w którym żyjemy. Tam po prostu nie ma na to miejsca. Tam jest miejsce tylko na przedmioty. Ja co najwyżej zamiast tego paszportu mógłbym otworzyć walizkę, gdzie miałbym tysiąc sztab złota i wtedy mógłbym kupić sobie być może przejście przez tą granicę. Ale de facto jako żywa istota nie mam żadnego znaczenia. I do tego doprowadził ten system, że jako żywe istoty właściwie nie znaczymy nic. Więcej za nas znaczą nasze dokumenty ze zdjęciem, nasze zdjęcia, nasz portfel więcej znaczy.
W ogóle jest wiele takich historii dookoła. Wystarczy się tylko rozejrzeć. A z drugiej strony mamy ten fantastyczny akt powstawania życia. Wiem, jak powstaje życie, wiem, jak się rodzą ludzie. Wiem, jak się rodzą zwierzęta. Wiem, jak funkcjonuje natura i nigdzie w naturze nie pojawiają się żadni liderzy, nie pojawia się system prawny, nie pojawia się system bankowy, nie pojawia się żadna z tych rzeczy. I działa. I działa idealnie. I teraz jest pytanie: czy my dalej będziemy chcieli naprawiać tą patologię, budując jeszcze większą patologię? Czyli że mamy już jeden dokument, to teraz napiszemy kolejnych trzysta, które będą zmieniały ten pierwszy, ale teraz będzie lepiej.
Czy też nie powinniśmy urządzić jakiegoś wielkiego ogniska na te wszystkie dokumenty, przynieść jakieś gitary, jakieś bębny i wreszcie się wszyscy poznać, pogadać ze sobą, zobaczyć, jak się czujemy w swoim własnym towarzystwie. Być po prostu mili dla siebie. To jest chyba taka właściwa opcja. Normalne jest to, że i tak nie zginiemy na tej planecie, bo jesteśmy świetnie zorganizowani. Jak na ironię, w momencie, kiedy wszystko trafi szlag, jeżeli chodzi o cały ten system Babilonu, gwarantuję wam, że zorganizujemy się w ciągu jednego sezonu i świat będzie wyglądał tak, jak nigdy nie wyglądał. Będzie cudownie. Pod warunkiem oczywiście, że ten cały upadek nie będzie tylko i wyłącznie projekcją i iluzją dla nas sterowaną przez jakiś światowy rząd i że za chwilę nie pojawią się czołgi na naszej ulicy, bo wtedy to akurat znaczy, że jesteśmy z powrotem w tej samej sytuacji, a nawet o wiele gorszej. Właściwie wylądowaliśmy w jeszcze gorszym państwie. Wylądowaliśmy w państwie, gdzie naraz chce rządzić kilku kolesi, a każdy z nich się nie waha założyć na siebie karabinów i później skorzystać, strzelając w naszym kierunku z tego całego zestawu. Myślę, że jeżeli chcemy coś zmienić, taka moja propozycja dla was, jeżeli chcemy coś zmieniać, to ja myślę słuchajcie, po prostu poza tym schematem.
Inna sprawa i myślę chyba takie podsumowanie troszkę moich dzisiejszych rozważań to to, że żaden system nie działa bez ludzi, którzy go zasilają. Przedstawienie nie istnieje bez widowni. Nawet najlepsi aktorzy na scenie nie mają nic do roboty, kiedy nie ma widowni. Co najwyżej mogą zagrać dla siebie. A tu mam telefon, także odbieram. Witam stałych słuchaczy. Halo, halo.
[01:34:52] - Halo! Jeszcze właśnie przemyślenie mam. Pierwszą rzeczą, którą musimy zmienić, to główne religie. A przede wszystkim islam się musi zmienić.
[01:35:03] - Myślę, że wszystkie, bo to wszystkie.
[01:35:05] - Wczoraj właśnie słuchałem, że w tych krajach najbardziej islamskich, jak ktoś chce wyznawać katolicyzm, tych najbardziej radykalnych, to ma do wyboru: zapłacić wielki podatek, wyprowadzić się albo cię zabiją. I to już parenaście takich przypadków było.
[01:35:23] - Nie no, domyślam się, ale wiesz, w takich miejscach-
[01:35:25] - Po prostu mnie to przeraża. Jak można z powodu religii w dzisiejszych czasach kogoś zabić?
[01:35:30] - To wystarczy się przenieść na małą wioskę w niektóre miejsca Polski i nie chodzić tam do kościoła i zobaczysz, szybko spłonie ci samochód.
[01:35:38] - Nikt nie weźmie siekierą i cię nie zabije. Popatrzą trochę na ciebie tak, ale co innego jest celowe, państwowe. To jest od góry, że to państwo takie rzeczy robi. Co innego na wiosce, ale nikt o zabijaniu, dźganiu i mordowaniu przez państwo aprobowanego nie prowadzi. To, że państwa w Europie czy w Stanach są w miarę światłoumbowe, że nie preferują jakiejś religii, to dla mnie to jest duży postęp. Proszę wyobrazić, jakby na przykład Polska byłaby totalnie jakimś radykalnym katolicyzmem, takim najbardziej radykalnym.
[01:36:21] - Powiem szczerze, że Polska jest krajem radykalnego katolicyzmu.
[01:36:24] - Postęp, że mamy w sumie miękką tą religię. Ludzie robią, co chcą. Coś tam politycy gadają, ale życie się toczy. To, jak mówię, dużego wpływu na ludzi nie ma.
[01:36:40] - Ja widzę taki troszkę drobny wpływ na ludzi.
[01:36:42] - To jest postęp. A za ile setek lat islam się zmieni? Bo tylko o tym się słyszy, że to jest najbardziej dzisiaj krwiożercza religia.
[01:36:51] - Ja powiem szczerze, że najbardziej krwiożerczą religią, to dalej się nic nie zmieniło, jest chrześcijański katolicyzm, bo ilość morderstw, która jest dokonywana w Ameryce Południowej przez tych ludzi do dzisiaj pomagających amerykańskim korporacjom wchodzić tam, gdzie jest soja, jest potężna. A islam, słuchaj-
[01:37:08] - Teraz sobie mylisz. Ja mówię o tym, że z powodów czysto religijnych. Nie jesteś i wyznajesz inną religię, to cię ubije. To jest tam polityczne, a nie od powodu, czy ta osoba, która zabita została zabita z powodu, że wyznaje inną religię. Mówimy o czystym, tylko że ja wyznaję katolicyzm albo w Stanach Zjednoczonych ja bym wyznawał buddyzm, też by mnie ubili z tego powodu, że wyznaję inną religię. Mówię o takim czystym, na zasadzie: wyznajesz inną religię, zostajesz ubity. Dziewczynę właśnie po wiekach i naciskach mieli ją zabić dlatego, że wyszła za katolika, bo nie chciała być muzułmaniną. Groziła jej po prostu egzekucja w najbardziej brutalny sposób w takim kraju. Tylko z tego, że zmieniła religię.
[01:37:49] - Wiesz, te wszystkie zasady się biorą zawsze z tego samego, że jest ktoś, kto próbuje kontrolować nasze życie.
[01:37:55] - I religia najbardziej nas kontroluje. Właśnie o to, ile musi minąć dziesięcioleci, żeby się na przykład islam zmienił w taką miękką religię jak w Pol... Co się dzieje jak-
[01:38:10] - Znaczy wiesz co, przyznam się szczerze, że nie uznaję polskiego katolicyzmu za miękką religię. Byłem ostatnio w Polsce z wizytą. Krzyżyki wiszą wszędzie. Państwo wyznaniowe.
[01:38:20] - Ale to w ogóle nie przeszkadza. Ja żyję w Polsce-
[01:38:20] - No mi przeszkadza.
[01:38:22] - Czy te krzyżyki wiszą, one nie mają na mnie żadnego wpływu.
[01:38:24] - A mi, widzisz, a mi przeszkadza. Ja na przykład nie lubię po prostu jak tam, gdzie pracuję albo coś tam po prostu muszę oglądać, wiesz.
[01:38:32] - Ale czy to ma ponad wpływ?
[01:38:34] - Jasne, że ma wpływ, bo to jest moje otoczenie.
[01:38:36] - Kompletnie mi to zwisa, czy ten krzyżyk wisi, czy nie wisi. On mi nic nie robi.
[01:38:39] - No mi robi, mi przeszkadza. Ja sobie po prostu nie życzę.
[01:38:44] - Jako fizycznie ci przeszkadza? Czy ktoś na ciebie... To mi to po prostu zwisa całkowicie. Czy on wisi, czy nie wisi. On mi nic nie robi. A w kraju muzułmańskim powiedział „krzyżyk”, to by zaraz podszedł do mnie i mnie pobił. Albo zrobił mi coś. Po prostu mi to nic nie... Ja mówię, żeby muzułmanie zmienili do takiego stanu swoje zachowanie wobec innych.
[01:39:09] - Znaczy słuchaj, powiem ci szczerze, stary słuchaczu, bo ja-
[01:39:11] - Tylko ktoś mówi, że kiedy się to zmieni ogólnie? Muzuł-
[01:39:17] - Słuchaj, bo ja ci jedną rzecz powiem, bo w Polsce na przykład nie ma za bardzo muzułmanów. Ja mam kilku znajomych, którzy są z rodzin muzułmańskich, ale mieszkam w miejscu, gdzie jest masa ludzi z różnych miejsc na całym świecie i to, co się mówi o krajach muzułmańskich, to jest taka propaganda i robi się po prostu demonizuje.
[01:39:33] - Nie, po prostu-
[01:39:34] - Wyciąga się jeden przypadek, wyciąga się-
[01:39:36] - Zabili tam.
[01:39:37] - No ale to jest, wiesz-
[01:39:38] - Zabili w tych krajach. Po prostu zabili. Po prostu-
[01:39:41] - No a w Polsce, a w Polsce, stały słuchaczu. Poczekaj, posłuchaj, posłuchaj, posłuchaj, bo mam ci coś do powiedzenia. A w Polsce, stały słuchaczu, lekarze mordują w imię, w imię religii, w imię prawa na przykład pacjentkę, bo muszą dokonać jakiegoś zabiegu związanego z jej dzieckiem i tak dalej, i tak dalej. Nie chcą tego robić, bo twierdzą, że religia. To jest ludobójstwo. Bo tam jeszcze, stary, jeszcze zrozumiem tych prostych ludzi, którzy gdzieś tam, bo ktoś złamał ich na małej wiosce, gdzieś na zadupiu świata, jakieś święte zasady, które mają tysiące lat i oni postanowili, że będą się trzymać tych zasad. To jeszcze jestem w stanie gdzieś przegryźć. Ale kiedy w Polsce się dzieje tak zwanym wiesz, no to to już nie ma-
[01:40:22] - U nas jest zakaz oficjalnie aborcji, więc pan mówi odwrotnie. Jest zakaz aborcji, więc pod tym kątem-
[01:40:33] - No to właśnie dlatego, że jest krzyżyk. To pierw się pojawia krzyżyk na ścianie, a później się pojawiają zasady dla mieszkańców.
[01:40:39] - To pan mówi o zabijaniu życia, a my mówimy, a mówimy o chronieniu życia, więc co ma to... Pan mówi o zabijaniu ludzi, a mówimy o chronieniu życia od poczęcia do grobowej naturalnej śmierci.
[01:40:54] - No to ja mówię o takiej normalnej cywilizacji, no że przychodzi do ciebie człowiek, który ma jakąś sprawę do rozwiązania, a ty jesteś lekarzem. No i teraz co? I teraz ty mu mówisz, że ja nie mogę, bo ja teraz wierzę w jakiegoś swojego Boga i teraz... No i nagle z tego powodu robią się problemy. No to i ty mówisz, że Polska nie jest krajem wyznaniowym. Jak tam wszędzie wiszą krzyżyki. Nie zgadzam się, nie?
[01:41:17] - Jeżeli ja wyznaję jakieś wartości, to żyję według tych wartości.
[01:41:21] - No i świetnie, ale dlaczego ja na przykład jestem zmuszany do oglądania krzyżyków? A dlaczego jestem zmuszany do na przykład do tolerowania lekarza, który ma, którego zasady są ważniejsze przed moim życiem? No to o czym my mówimy? To jest jakiś badetyzm. No bo naziści też mieli zasady ważniejsze przed życiem.
[01:41:39] - Przepraszam, to ten lekarz przykładowo ma nie mieć prawa wyboru?
[01:41:43] - No nie, nie, absolutnie. Albo jesteś lekarzem, słuchaj, i podejmujesz tą decyzję, że ktokolwiek do ciebie przyjdzie, twoim darem, twoim zadaniem jest stawianie ludzi na nogi, pomaganie im, żeby po prostu wszystko było okej. Albo stary, ty jesteś po prostu tak samo jak naziści, że masz swoją ideologię i-
[01:41:58] - Tam chodzi tylko o aborcję, nic więcej. To jest tylko rozbija się o tą panią co ten chazan.
[01:42:06] - No wiesz, ja nawet nie wspominam za bardzo o tym, tylko na przykład kwestia-
[01:42:10] - To tylko-
[01:42:12] - A kwestia wstrzykiwania Pavulonu. Słuchaj.
[01:42:14] - To jest tylko z aborcją związane, bo wszystkie zasady-
[01:42:19] - Nieprawda.
[01:42:19] - Mówią: chronić życie trzeba za wszelką cenę.
[01:42:23] - I dlatego lekarze w Polsce razem z pielęgniarzami wstrzykiwali specjalny środek zwiotczający mięśnie ludziom, żeby ich szybsze-
[01:42:33] - A to przecież nielegalne było. To było złamanie wszystkich zasad o ochronie życia, leczenia. To było nielegalne.
[01:42:41] - No ale to było legalne czy nie? Po prostu to się działo. To się po prostu działo.
[01:42:46] - Szli do więzienia na długie lata.
[01:42:48] - No ale-
[01:42:49] - To było nielegalne, a nie, a nie-
[01:42:51] - Ale się wydarzyło. To, to, ale jaka jest różnica, czy legalne, czy nielegalne, skoro się wydarzyło i ludzie stali-
[01:42:58] - To jakbym wziął pistolet i pana zastrzelił.
[01:43:01] - No to zawsze jest morderstwo.
[01:43:02] - To było nielegalne, a mówimy, to nie ma nic wspólnego z prawem. To robili to za pieniądze. To było całkowicie nielegalne, nieetyczne i pod każdym względem złe.
[01:43:14] - Ale się zdarzyło w tak zwanym katolickim kraju, prawda?
[01:43:17] - To nie ma nic wspólnego z katolicyzmem. To zrobili po prostu dla pieniędzy i to było całkowicie nielegalne. Tak jak ja bym przyszedł do pana domu, zabił pana nożem i-
[01:43:28] - Teraz, stały słuchaczu, wyobraź sobie, że jestem dziennikarzem gazety gdzieś na Bliskim Wschodzie i teraz mogę sobie spokojnie opisać Polskę jako kraj, w którym lekarze po cichutku mordują swoich pacjentów w bestialski sposób, wstrzykując im dziwne substancje zwiotczające mięśnie i zrobiłem z tego wielką aferę. To jest pojęcie w Polsce na temat tego, jak wygląda życie w krajach muzułmańskich. Nikt w Polsce nie był w krajach muzułmańskich. Gówno na ten temat wie i to jest taka propaganda.
[01:43:59] - To, co mówiłem o tej babce, to sąd najwyższy w tym kraju skazał ją na karę śmierci. Oficjalnie. Nie, że tam we wiosce wzięli, zaciukali tą osobę. Oficjalnie skazali ją na karę śmierci za to, że wyszła za katolika. Oficjalnie została skazana na karę śmierci.
[01:44:18] - A w Polsce nawet nie trzeba nikogo skazywać na żadną karę śmierci. Po prostu lekarz bez żadnego pytania wstrzykuje ci pogłówek i wszystko jest okej.
[01:44:24] - Ale to jest morderstwo. Mówimy o czym innym. O morderstwie. Czyli ja cię zabiłem oficjalnie, a opłaceniu przez katolików-
[01:44:33] - Słuchaj, drogi słuchaczu
[01:44:34] - Za to, że w ogóle dali ci spokój, cię zabili, albo masz się wynosić.
[01:44:39] - Chcesz posłuchać? Mam jeszcze Krawca. Witam Krawcę.
[01:44:43] - Witam ponownie. Chciałbym tu się nie zgodzić ze stałym słuchaczem. Po pierwsze doktor Chazan w PRL-u dokonywał bardzo wielu aborcji. Nie wiem, czy to jakieś takie liczby ogromniaste były.
[01:44:59] - Wiem o tym! Było!
[01:45:01] - Dobra, ej, stały słuchaczu. Dajmy sobie skończyć. Nie wchodźmy sobie w słowo.
[01:45:08] - Wiem o tym. Dokładnie wiem o tym.
[01:45:11] - Ej, stały słuchaczu, dajmy powiedzieć Krawcowi. Nie wchodźmy sobie w słowo. Okej, Krawiec, proszę.
[01:45:17] - Śmiałbyś się kulturalnie zachowywać, stały słuchaczu.
[01:45:20] - Krawiec spoko.
[01:45:23] - Nie możesz brać jednej dziesiątej mojej wypowiedzi i krzyczeć: „Ja wiem, wiem”, bo po pierwsze może ktoś nie wie, a po drugie chciałbym dokończyć myśl jeszcze, więc kończę.
[01:45:31] - Dobrze, słucham.
[01:45:31] - Po pierwsze doktor Chazan jest wielokrotnym mordercą. Skoro sam określa zabijanie płodu jako mord na dziecku, to on dokonał tych morderstw tysiące i powinien do więzienia iść. Jakaś tu logika by się przydała. Po drugie uważam, że jest to osoba pozbawiona całkowicie empatii, bo ten człowiek, jego nie obchodziło, co będzie czuło to dziecko bez połowy głowy, jak mu się uda przeżyć jakimś cudem. Chociaż wiadomo było, że nie przeżyje. Co będą czuli bliscy i tak dalej. Jaka to tragedia będzie, bo on się brzydził i jemu to się nieludzkie wydaje. Tak naprawdę to jest bigot i neofita, który się nawrócił teraz, jak już stary jest i chce swoje sumienie jakoś uspokoić. Przy okazji został gwiazdą. Nie zgodzę się też z tobą, stały słuchaczu, że chrześcijaństwo jest religią pokojową, szczególnie biorąc pod uwagę prosty fakt, że zostało nam w Polsce narzucone siłą.
Pogan się mordowało po prostu, którzy nie chcieli przejść na chrześcijaństwo. Już nie mówiąc o katolikach, którzy mordowali Indian, którzy palili kobiety posądzane o czary. Wszystkim tym spalonym zabierano zawsze majątki. To jest wyrachowana, wstrętna instytucja.
[01:46:57] - Ja o tym dobrze wiem. Mówię, że się chrześcijaństwo się zreformowało po tych stuleciach.
[01:47:03] - Nie widzę żadnej reformacji. Skandale pedofilskie w Watykanie są po prostu takie, że włosy dęba stają na głowie. Mowa jest o czteroletnich dzieciach i mowa jest o samej górze Watykanu. Mowa jest o papieżach.
[01:47:18] - Wziął się za to.
[01:47:19] - Nie wziął się za nic. Gdyby się za to wziął, to instytucja zostałaby rozwiązana w ciągu 24 godzin. Ponieważ praktycznie co drugi biskup jest pedofilem, który puka nieletnie dzieci i wszyscy o tym wiedzą. To są bandyci, złodzieje i pederaści oraz kryminaliści. Wszyscy powinni wylądować w pierdlu.
[01:47:38] - A te słynne ośrodki wychowawcze w Irlandii.
[01:47:42] - Po tysiące zwłok w ogródkach zakopane dosłownie.
[01:47:46] - To są właśnie zwłoki w szambie, ale wcześniej też molestowanie tych dzieci, te dziewczęta z dobrych domów, które się niewłaściwie zachowywały, to rodzice, którzy mieli takiego siupa katolickiego, wysyłali tam te dzieciaki, a tam te zakonnice wykorzystywały te dzieciaki, poniżały, do pracy ich ciężkiej dzień i noc brały.
[01:48:11] - Dobrze o tym wiem. Mówimy o stopniowym modyfikowaniu ogólnie religii, ja o tym pod tym kątem mówiłem. Co było w średniowieczu, a co jest w muzułmaństwie to najgorsze.
[01:48:25] - Ale wiesz co, drogi stały słuchaczu, bo nie dałeś mi skończyć.
[01:48:28] - Ujaki zajęli, mordowanie po prostu.
[01:48:31] - Ej, stały słuchaczu, nie dałeś mi skończyć jedną rzeczą w ogóle z Bliskim Wschodem, bo słuchaj, na przykład takich zbrodni, w ogóle przestępstw, takich zwykłych na tle rabunkowym, gwałtów i tak dalej w takim Iranie jest około jedna tysięczna. I to jest porównanie, chodzi o kubaturę ludzi. To nie jest statystyczne, bo wiadomo, że niektóre państwa są mniejsze, a niektóre większe. To nie o tym mówię. Wszystko zostało policzone i się okazuje, że na przykład naprawdę ja wolałbym pod tym względem mieszkać mimo wszystko jednak w Iranie niż na przykład w Stanach Zjednoczonych tak sobie podejrzewam, ponieważ w Stanach ktoś mógłby mi odstrzelić głowę i to ryzyko, że zrobi to policjant jest takie Jedna chyba na sto ofiar w Stanach jest mordowana przez policjanta przez przypadek czy coś w tym stylu. Jest taka potworna statystyka. Policja po prostu strzela do ludzi. Ludzie się nie zajążdżają. Natomiast w Iranie jest chyba osiem przestępstw rocznie, rozumiesz? I nagle się okazuje, że to jest ciągle propaganda, która ci mówi o tym, że muzułmanie są źli.
[01:49:31] - Ale to jest zamordystyczne państwo. Przecież tam jest dyktatura, więc o wolności i ogólnie-
[01:49:39] - Zasada jest prosta. Po prostu nie możesz marudzić na religię, która jest tam państwowa i to wszystko. Poza tym jesteś spokojny. Natomiast w Polsce możesz sobie pomarudzić na religię, w Ameryce możesz sobie pomarudzić na religię, ale nie jesteś spokojny, bo każdy idiota może ci odstrzelić głowę. I teraz jest pytanie: gdzie jest bezpieczniej, gdzie jest normalniej?
[01:49:58] - Ja szybko tylko.
[01:50:01] - W innych audycjach promowaliście dostęp do broni. Jeżeli każdy w Stanach może mieć broń, więc szansa, że cię ktoś odstrzeli jest znacznie większa niż w kraju, w którym nie ma-
[01:50:15] - Ja nie powiedziałem nic o broni
[01:50:16] - ... dostępu do broni.
[01:50:17] - Ja nie powiedziałem nic o dostępie do broni.
[01:50:18] - Gdyby nie mieli dostępu do broni, to tyle by nie było ofiar i zabójstw, bo by nie mieli w czym strzelać.
[01:50:24] - Słuchaj, stały słuchaczu. Jak policzysz- Możemy trochę się słabo czuć bez broni, jak na przykład Ruscy tutaj któregoś dnia wejdą.
[01:50:32] - Słuchajcie, w Kanadzie, jeżeli się przeliczy ilość sztuk broni na głowę, jest chyba dwa razy więcej na obywatela niż w Stanach i tam postrzeleń jest chyba parę w roku. A w Ameryce jest wręcz obsesja, bo tam jest państwo policyjne i to państwo policyjne powoduje, że po prostu widzimy w sobie zagrożenie. I teraz wielu frajerów próbuje zrobić dokładnie tą samą różnicę między nami a islamem, że islam jest niebezpieczny, bo tam kamienują kobiety i nam się opowiada o wszystkich tych strasznych rzeczach, że tam tylko to jest.
[01:51:03] - Oczywiście, wiem. Tych islamów jest chyba 10 rodzajów.
[01:51:08] - Dokładnie.
[01:51:09] - Oni nawet między sobą się żreją.
[01:51:12] - Tak jak chrześcijanie i katolicy.
[01:51:14] - Taki normalny, to nawet ci są atakowani. Przecież sunnici są atakowani przez tych drugich, maczety są im wysadzane. Są zabijani, oni się między sobą strasznie nienawidzą.
[01:51:32] - Ale właśnie cały czas dążę do tego, żeby wyłączyć to państwo, bo to jest instytut, który nam ciągle daje takie newsy: „O, zobacz, oni cię nienawidzą, tamci cię nienawidzą, tamci cię nienawidzą. Zbrój się, kup karabin. Bój się ich. Zobacz, zabili kobietę. Nie boisz się ty? Zobacz jakie dranie. Aha”. Taka propagandówka w stylu Hitlera, dosłownie.
[01:51:55] - Trochę tak.
[01:51:56] - Na 100% tak jest zrobione.
[01:51:58] - Ja mówię, kiedy oni ogólnie zmienią swoje podejście do innych?
[01:52:04] - Wiesz co? Ja myślę, że to my musimy zmienić swoje podejście. Tak długo, jak my pozwalamy sobie na to, że w ogóle taka propaganda istnieje i że w ogóle wspieramy taką propagandę, że pomagamy temu systemowi tutaj istnieć, to się nigdzie nie zmieni. Pierwsza zasada jest zawsze taka sama. Jeżeli chcesz zmienić świat, zacznij od siebie.
[01:52:23] - Ale co? Świat bez religii i bez państwa?
[01:52:26] - Świat bez religii i bez państwa. Absolutnie.
[01:52:28] - Byłoby właśnie lepsze. Coraz bardziej utwierdzam się w tym wniosku.
[01:52:34] - Moje życie jest lepsze bez religii, bez państwa, bez dwóch zdań.
[01:52:37] - Właśnie, skoro dla nas jest-
[01:52:40] - Simple thing.
[01:52:44] - Czyli tak: to, co państwo nam teoretycznie daje, to tego nie ma. Każdy sobie musi to zapewnić sam.
[01:52:50] - Państwo nam nic nie daje, państwo nam tylko zabiera, a później redystrybuuje. Nikt nic nie daje w praktyce.
[01:52:57] - Ludzie się zawsze jednoczyli. Jakieś tam zalążki państwa czy Piastów, czy coś takiego. Ludzie się łączyli w takie grupy.
[01:53:06] - Niech się dalej łączą.
[01:53:07] - I teraz się mamy rozłączyć?
[01:53:11] - Nie, możemy się załączyć.
[01:53:13] - Zawsze powstawały jakieś kongregaty czy Babilon, Starożytny Egipt.
[01:53:24] - Nie za bardzo możemy się powoływać na starożytny Egipt i Babilon, bo akurat nic na ten temat nie wiemy. Nam się bardziej wydaje, że coś wiemy, niż cokolwiek wiemy.
[01:53:33] - Że był faraon, że ludzie się jednoczyli, że była ta władza.
[01:53:37] - Właśnie nie za bardzo, też się okazuje.
[01:53:39] - Musimy to odwrócić.
[01:53:41] - Słuchajcie, okazuje się, że właśnie, bo to taka ciekawostka. Ja mówiłem o tym w kilku hiperprzestrzeniach, bo są poważne dowody archeologiczne na to, że taka scentralizowana władza tak naprawdę w momencie takiej gigantycznej prosperity na świecie nigdy nie istniała. Nie było scentralizowanej władzy, ale była jedna rzecz: była prawdopodobnie centralna komunikacja. Każdy z nas miał możliwość porozmawiania i powiedzenia tego, co myśli bezpośrednio pomiędzy ludźmi zainteresowanymi, bez pośredników. Tak jak my rozmawiamy tutaj dokładnie w ten sposób, gdzie każdy z nas ma swoją własną opinię i wszystko jest okej, i sobie rozmawiamy na temat swoich własnych opinii i na tym to powinno polegać. Bez żadnego pośrednika, pana, który stoi i mówi: „Ci panowie reprezentują opcję taką, a tamci taką, a tamci taką”. Słychać nas. Bo on już wprowadza zamieszanie. Taki koleś, który mówi, że ty reprezentujesz jakąś opinię, a ktoś... Nie, nie ma czegoś takiego.
Po prostu jesteśmy ludźmi i chcemy się dogadać. To jest jedyna opinia, którą powinniśmy zacząć reprezentować. Opinia pod tytułem: tak, chcę się z tobą, człowieku, dogadać. Nie musimy być braćmi, nie musimy ze sobą sypiać, nie musimy być rodziną, ale po prostu dogadajmy się, żeby było nice. Bez państwa i bez religii i bez pośrednika pośrodku.
[01:54:49] - Tak. A jak nam się uda zbudować nawet jakąś małą, fajną społeczność, to przypuszczam, że nie zjawi się tam zaraz 10 cwaniaków, z których jeden będzie chciał coś tam przechowywać za innych, to naturalnie zginie, bo wszyscy się popukają w głowę, powiedzą: „Spadaj”.
[01:55:08] - W Amazonii coś takiego nie istnieje.
[01:55:10] - Luźne federacje.
[01:55:12] - Dokładnie. Ja tu miałem jakiś telefon.
[01:55:13] - Bardzo luźne federacje. Takie małe grupki, które ze sobą współpracują.
[01:55:17] - Tak to wygląda wszędzie na świecie. Jak się przyjrzymy na przykład, jak są robione wynalazki na świecie, to są to po prostu małe, drobne federacje kilku naukowców, po dwie, trzy osoby, które się spotykają ... z kolejnymi federacjami. Tak to działa i właściwie dzięki temu mamy cały postęp na świecie, że tak naprawdę to prawo naturalne gdzieś na dnie, pomimo tego skorumpowania dalej działa. Ja tu miałem telefon, także proszę zadzwonić jeszcze raz, bo nie zdążyłem odebrać. Ktoś dzwonił.
[01:55:40] - To ja w takim razie zwolnię antenę.
[01:55:42] - To ja też zwalniam antenę. To tylko były moje przemyślenia.
[01:55:45] - Bardzo dobrze. Dobrze jest mieć przemyślenia, panowie. Myślmy, bo to jest coś, co można w tej chwili po prostu uratować. Może zmienić świat.
[01:55:51] - Mam nadzieję, że ten świat zmieni się w jakiś lepszy kierunku.
[01:55:54] - Myślę, że się zmienia cały czas w lepszym.
[01:55:56] - W politycznym, państwowym, społecznym.
[01:55:59] - Myślę, że się zmienia.
[01:56:00] - Ludzie nie będą na siebie tacy złośliwi. Dwóch sąsiadów się tu o sądach kłócą się o dwa metry miedzy, bo tacy zazdrośni ludzie są po prostu. Żeby to zniknęło, że o głupie wiaderko się potrafią sądzić o dwa złote za to, że jest złośliwy jeden wobec drugiego człowieka.
[01:56:22] - A przepraszam, że wysłałem tutaj obrazek śmieszny. Bardzo śmieszny. Można ze śmiechu pęknąć.
[01:56:29] - Rozłączam się.
[01:56:31] - Dzięki bardzo.
[01:56:33] - No obrazek wkleiłem ci tutaj na kapitańskim czacie Skype'owym. Może na czata wkleję.
[01:56:40] - Na czata poproszę wkleić.
[01:56:43] - No to zwalniam antenę, wklejam i słucham dalej. Trzymajcie.
[01:56:46] - Dzięki wielkie. To był stały słuchacz i krawiec. Się gorąco zrobiło na parę chwil. Słuchajcie, no się zrobiło, się zrobiło. Ale też wyszła taka sprawa, która właściwie wszystkich nas dotyczy. Tego, że ciągle jesteśmy poddawani jakiejś takiej próbie ognia przez kilku cwaniaków. Tu w Anglii jest dokładnie to samo. Teraz się w gazetach zawsze wymyśla jakiegoś nowego wroga publicznego, kogoś, na kogo powinniśmy kierować wszystkie swoje złorzeczenia. A rząd jest dobry, bo rząd chce dobrze, że biznesmeni są dobrzy, bo chcą dobrze. W rzeczywistości mamy tych kolesi na własnych karkach już od chyba co najmniej 300 lat, a w tej formie, w której są dzisiaj, od co najmniej 100 lat.
100 lat temu twierdzili, że dzięki ich wynalazkom, dzięki ich technologiom, postępom, metodom zarządzania świat będzie cudowny. Efekt był taki, że doprowadzili do kompletnej katastrofy ekologicznej, katastrofy ekonomicznej. Pieniądze to już taki substytut pieniądza w dzisiejszych czasach. Wszystko właściwie staje się powoli substytutem życia w tej cywilizacji. No to może czas najwyższy się zastanowić, czy przypadkiem nie powinniśmy zrobić takiej mocnej redefinicji i zacząć nazywać normalność prawem naturalnym. Prawo naturalne, a nie to, co jest rządem, to, co jest stanowionymi zakazami w tym świecie. Słuchajcie, zrobiono taki eksperyment i to chyba nie jeden, znaczy nawet nie chyba, tylko zrobiono ich naprawdę sporo. Eksperyment polegał na tym, że sprawdzano, jak się zaczną zachowywać ludzie, którzy są poddawani ciśnieniu takiemu ekstremalnemu i co z tego wyniknie. Eksperyment jest bardzo znany. Myślę, że część z was doskonale go kojarzy.
Był to eksperyment zrobiony w piwnicy. Eksperyment pod tytułem „Więźniowie i strażnicy”. Ja gdzieś tam dawno, dawno temu w „Hiperprzestrzeni” wspominałem o tym. Eksperyment jest banalnie prosty. Grupę się dzieli na więźniów i strażników. Zamyka się ich w odizolowanym miejscu i obserwuje się, co ci ludzie, którzy na co dzień się nawet znali tak normalnie, prywatnie mieli ze sobą kontakty, co się będzie działo, kiedy zaczną tylko i wyłącznie odgrywać teatrzyk. I oni wiedzą, że to jest eksperyment. Wiedzą, że eksperyment będzie trwał na przykład dwa tygodnie czy jakoś tak i że potem wyjdą do normalnego świata. Co się dzieje z człowiekiem poddanym presji? Człowiek zaczyna wariować.
Słuchajcie, ci, którzy wcielili się w rolę strażników, stali się bardzo bezwzględnymi, brutalnymi prawie że zwierzętami. Ci, którzy wcielili się w rolę więźniów, jakby stracili osobowość. Zostali prawie że po prostu zmieleni przez ten eksperyment. Eksperyment musiano przerwać, bo o mało co nie doszłoby do bardzo poważnych rękoczynów. I taki jest efekt, kiedy nas się przyciska do ściany. I cały ten system działa tylko dlatego, że jeszcze gdzieś tam puszcza, gdzieś jeszcze jest luka, w której możemy usiąść, wypuścić swobodnie powietrze ze swoich płuc i po prostu zobaczyć, że obok nas są żywi ludzie, a nie przedmioty i że właściwie żyjemy dla żywych ludzi, a nie dla przedmiotów. I dzięki temu to się wszystko kręci. To z tą refleksją was zostawiam, moi kochani. Dziękuję jeszcze raz wszystkim mecenasom Radia Na Fali za wspieranie radia w poprzednim miesiącu. Peace and love, kochani.
Dzięki wam w ogóle takie dyskusje, które czasami mają gorące momenty, są możliwe i nie ma między nami pośredników. I dokładnie Radio Na Fali właściwie działa w ten sposób à propos wspierania radi, bo właściwie radia, bo nie uznaje żadnego pośrednictwa, żadnych takich rzeczy typu państwo po drodze. I tak mamy jakieś opłaty, które musimy po prostu zapłacić. Także i tak system próbuje nas tutaj kontrolować, ale system nas nie do końca kontroluje, także nikt do niczego nie zmusza i jest to po prostu miła rzecz. Jak się okazuje, bez przymusu, bez ciśnienia, bez kopania się po plecach, bez sprzedawania reklam, bez tak zwanych pośredników można coś robić i że jest to normalne, i że wszyscy się chyba dobrze z tym czujemy, że tu jesteśmy. Takie mam nadzieję, że nikt z was nie chce teraz uciec od tego komputera po tej audycji. Także dziękuję bardzo wszystkim sponsorom, no bo słuchajcie, to są ludzie, którzy czują dokładnie tą bezpośredniość relacji. To, że to my budujemy ten świat, a nie politycy. Nikt za nas tego nie zrobi. To po prostu my musimy sami zaufać sobie.
Właściwie nawet nie musimy zaufać sobie. Musimy po prostu przestać się bać siebie nawzajem, bo zaufanie mamy, jak to się po angielsku mówi, for granted. Ufamy sobie na dzień dobry. Wystarczy tylko wyłączyć prąd na jakiś czas, żeby wszystko poznikało tak jak w tym Wrocławiu, tak jak w tym Londynie parę lat temu. I nagle się okazuje, że wszystko jest okej. A te wszystkie złe rzeczy to była po prostu gonitwa za Bilonem z Babilonu, który nas tak dociskał do ściany, jak tych ludzi w tym eksperymencie, że o mało co nie powariowali, nie porobili sobie krzywdy. Także redefinicja pojęć, moi drodzy. Normalność to jest po prostu anarchia i to jest prawdziwa normalność. Taka, w której każdy robi po prostu swoje. I to jest jedyna gwarancja, że nikt z nas nie zwariuje i nie zrobi sobie nawzajem krzywdy i nikt nie będzie, że tak powiem, sępił na drugiego.
Jedyna. Innej opcji nie ma i to już wiemy. Udowodniliśmy naukowo. Także ja dziękuję jeszcze raz mecenasom za to, że właściwie robią to w praktyce. Jeżeli chcecie zrobić to w praktyce, możecie wesprzeć radio. Dokładnie tak to wygląda. Dziękuję wszystkim słuchaczom online i wszystkim słuchaczom offline. Peace and love, kochani, gdziekolwiek byście nie byli, odtwarzając ten podcast. I to było tyle z dzisiejszej „Hiperprzestrzeni”. Zapraszam oczywiście na Twittera Radia Na Fali i zapraszam na Facebooka Radia Na Fali, na stronę www.radionafali.com i zapraszam też, żebyście wpadali, odwiedzali Radio Paranormalium, które retransmituje „Hiperprzestrzeń”.
Także peace and love, kochani, trzymajcie się, a ja was zapraszam na wieczorową porę. A słuchaliście „Hiperprzestrzeni”.