[00:06] - Limfa. Limfa. Limfa.
[00:26] - Nagrywam głosy duchów. Rozmowa z Markiem Szwedowskim na temat transkomunikacji.
[00:34] - Poglądy i spostrzeżenia gości audycji Limfa są wyrazem ich własnego światopoglądu, nie zawsze jednoznacznego z poglądami autorów serwisu Limfa.
[00:44] - Witam w kolejnej audycji przygotowywanej przez serwis Limfa, czyli konkretnie przez Piotra Cielebiaścia. Witaj Piotrze.
[00:50] - Witam.
[00:51] - I przeze mnie. Mówi Michał Kuśnierz. A dzisiaj porozmawiamy o fenomenie głosów elektronicznych. Nie pierwszy raz. Zresztą już kiedyś żeśmy o tym mieli audycję, ale jednak dzisiaj do tego powrócimy, dlatego że mamy bardzo ciekawego gościa. Za chwilę go przedstawię. Fenomen głosów elektronicznych, tak zwane z języka niemieckiego EVP, to jedna z największych zagadek współczesnej parapsychologii. Czy niektórym ludziom rzeczywiście udaje się nagrywać głosy z zaświatów? I dzisiaj właśnie o tym porozmawiamy z panem Markiem Szwedowskim, parapsychologiem i badaczem właśnie tego zjawiska EVP. Witam panie Marku.
[01:28] - Witam, dobry wieczór.
[01:30] - Panie Marku. Przejdźmy może do konkretów, bo będziemy dzisiaj rozmawiali o bardzo kontrowersyjnym zjawisku, o EVP. Wiele osób może jeszcze nie wie co to, mam nadzieję, że się dowie. Natomiast pierwsze pytanie. Zjawisko głosów elektronicznych. Czym ono jest dla pana po tylu latach badań nad tym fenomenem i jak pan to postrzega?
[01:52] - To znaczy tak. Czym ono dla mnie jest? Nadal jest dla mnie jakąś wielką zagadką. To na pewno. Postrzegam to jako coś dla mnie niesamowitego, ale także dającego jakąś taką wiarę w coś więcej. Że mamy coś więcej, że jakieś inne nas rzeczy otaczają czy inne istoty. No powiedzmy ci, którzy odeszli, prawda, zmarli. To jest dla mnie też jakąś taką podróżą życiową w inny wymiar. Tak bym to jakoś ujął.
[02:23] - Panie Marku, pan odkrył w sobie zdolności do transkomunikacji w wyniku pewnych traumatycznych przeżyć i to z dzieciństwa, jeśli dobrze pamiętam, bo pan o tym pisze na swoim blogu, którego adres podamy na samym końcu naszej audycji. Czy parę słów mógłby pan o tym?
[02:40] - Tak. To znaczy w wieku piętnastu lat zachorowałem na ropne zapalenie opon mózgowych. To bardzo poważna choroba i można by powiedzieć, że przeżyłem śmierć kliniczną w momencie, kiedy zrobiono mi tam punkcję i tak dalej. Tu już może nie będę ze szczegółami opowiadał medycznymi. Po prostu odleciałem. Tak można by powiedzieć. To znaczy zobaczyłem siebie leżącego na stole zabiegowym. Potem gdzieś wszystko wzięło się jakby, nie wiem, no powiedzmy, rozpłynęło jak we mgle i znalazłem się na pięknej łące. Ta łąka jest jakby dla mnie nie do opisania. Ja nie potrafię opisać ani kolorów, ani przyrody, bo to jest coś, co jakby wykracza nawet poza, powiedzmy, moje słownictwo.
Natomiast było to bardzo piękne dla mnie przeżycie. Tam zobaczyłem jakąś postać, która tak trochę jakby żartobliwie też powiedziała do mnie: „Co ty tu robisz? Znowu na dole popełnili błąd. Nie teraz. Tam macie jeszcze dużo do pracy". I jakby wrzucił mnie z powrotem, czując taki ciężar, jakby człowiek był oblany ołowiem. I to było takie przeżycie, które potem jakby, znaczy w ogóle i wtedy, ale wywarło na mnie bardzo duże wrażenie. A poza tym zapragnąłem jakby dowiedzieć się, co to jest, gdzie ja byłem. No wiadomo, że wtedy jeszcze nie było to tak w ogóle rozpowszechnione. Ja cóż tu będę ukrywał, mam czterdzieści pięć lat.
Wtedy miałem piętnaście, więc wiadomo, jaki to był czas. To wszystko było jeszcze takie enigmatyczne, zakryte. Nikt o tym nie mówił. I potem, jakby czytając różne książki, prawda, czytając różne jakieś relacje innych, którzy to przeżyli, zapragnąłem jakby dowiedzieć się, co tak naprawdę tam jest, co się dzieje. A potem już wiedziałem, że mogę to zrobić w taki sposób. Ale początkiem takiego jakby dotknięcia tego nieznanego, tego innego świata była ta choroba.
[04:29] - Panie Marku, a jak w ogóle wyglądał początek badań nad zjawiskiem EVP? Kto był takim prekursorem i jak to się przez lata rozwijało?
[04:39] - To znaczy prekursorem to... To znaczy tak z tego, co wyczytałem, co wiem, już Thomas Edison myślał o stworzeniu aparatury do rozmowy z zaświatami. Oczywiście miał takie pomysły. Nigdy tego nie zrealizował. A tak już na dobre, to w latach sześćdziesiątych Frederick Jurgenson, no żebym tu nie pomylił jakoś tego nazwiska, ale tak mniej więcej, nagrywał przyrodę. To znaczy on ją nagrywał po to, bo do jakiegoś filmu potrzebował podkładu. I kiedy odsłuchiwał tej przyrody, tych nagranych tam ptaszków i tak dalej, zdziwił się, bo się głosy nagrały jakieś, które jakby zapragnęły, żeby on z nimi rozmawiał. No i zaczął jakby nad tym pracować, rozwijać i nagrał bardzo wiele, wiele głosów, jakby stworzył stowarzyszenie. Potem zaczęli się do niego inni dołączać i właściwie on był takim jakby prekursorem tego wszystkiego, takim pionierem tej całej transkomunikacji. No, potem to się rozwinęło w Niemczech, rozwinęło się w Stanach, ale na początku on jakby, no, odkrył ten fenomen, prawda?
Jakby on właściwie sam do niego ten fenomen przyszedł. On w ogóle nie wiedział, że coś takiego jest możliwe, bo to przypadek. Nagrywamy jakieś głosy typu ptaszki, a tu słyszymy nie ptaszki, tylko kogoś, kto woła: „Halo, jesteśmy! Proszę, rozmawiaj z nami". Mniej więcej tego typu były te słowa. I powiem, że jakoś mnie to wszystko zainspirowało. Wpadła mi w ręce książka „ Umarli mówią” księdza Francis Brunnę, która była dla mnie czymś niesamowitym. Przeczytałem ją w dwie noce i powiedziałem: „Spróbujemy”. Oczywiście spróbowałem i nic nie wyszło. Przez wiele razy próbując nic nie wychodziło, więc pomyślałem, że albo coś jest nie tak, albo to ze mną jest nie tak, albo może nie teraz.
Więc wziąłem to wszystko zarzuciłem, ale gdzieś to we mnie tkwiło i po jakimś czasie znowu mając radio i kulawy komputer znowu nagrałem. Zdziwiłem się, bo w tym szumie całym usłyszałem po raz pierwszy głos, który do mnie powiedział: „Witaj Marek”. To było dla mnie zdziwienie, poruszenie. Jak to z samego szumu „Witaj Marek”. Więc zacząłem znowu wołać i usłyszałem: „Marek, Zawiercie”. Zawiercie to jest miejsce, gdzie mieszkam, więc to już mnie w ogóle zelektryzowało. Potem zacząłem coraz bardziej to rozkręcać.
[07:14] - Tak, to za chwilę przejdziemy do pana konkretnych doświadczeń. Tylko jeszcze chciałem zapytać, bo pan na pewno jest dobrze zorientowany w tym. Na jakim etapie są w tej chwili badania nad fenomenem EVP, który stał się jedną z ważnych dziedzin parapsychologii?
[07:30] - Ogólnie one są bardzo rozwinięte. U nas się o tym bardzo mało mówi. Nie wiem czemu, bo nawet na internetowych stronach nie ma naprawdę kompetentnych ludzi, a jeżeli są to w ogóle o tym nie piszą. Wiele stowarzyszeń powstało w Niemczech, w Ameryce, w Anglii, we Francji i bardzo mocno nad tym pracują. Powiem, że jestem czasem zdziwiony, oczywiście pozytywnie ich wynikami. Moje badania są trochę pionierskie tutaj, bo jestem trochę taki, jak się śmieję, banita. Dziwnie na mnie patrzą, dziwnie reagują. Nie ma właściwie z kim na ten temat rozmawiać. Trochę ponawiązywałem łączności już takiej normalnej z tymi za granicą co robią, ale to wszystko jest w powijakach. Więc tak naprawdę moje całe badanie jest na bardzo wysokim dla mnie poziomie, bo nagrałem masę głosów, wiele własnych technik opracowałem.
Natomiast jest to moje dla mnie i tak naprawdę nie wiadomo co z tym zrobić, komu pokazać, bo u nas nie ma takiego zainteresowania.
[08:45] - Panie Marku, a co się stało, kiedy usłyszał pan swój pierwszy nagrany głos? Co się działo potem? Jaka była pana reakcja?
[08:54] - Byłem w ogóle bardzo zdziwiony. Poza tym pierwszą osobę, którą wołałem, to był mój kolega ze szkolnej ławki, który zginął. Nie będę mówił kto to był, bo nie chciałbym. Natomiast bardzo mi bliski kumpel, który niestety odszedł i pomyślałem sobie, że go zawołam, ponieważ znaliśmy się bardzo dobrze. Biegli po lesie, wychowywaliśmy się. Lepszej osoby nie mogłem znaleźć i kiedy wołałem go, to po jakimś czasie usłyszałem go. Ponieważ mieszkałem wtedy w Laskach pod Warszawą, więc usłyszałem jego: „Cześć Marek, pamiętasz Lacki?” To dla mnie było niesamowite. Mi się po prostu włosy zjeżyły. Byłem zelektryzowany i w ogóle byłem bardzo zadowolony, szczęśliwy, że usłyszałem, że ktoś jest. A z drugiej strony taki przerażony trochę nawet, zdziwiony.
To było niesamowite. Trudno mi opisać teraz te uczucia, bo to już było parę lat temu, ale powiem, że były dla mnie dziwne.
[10:00] - Jak pan myśli, na czym to w ogóle polega? Na czym opiera się fenomen nagrywania tych głosów? I przy okazji jakby mógł pan powiedzieć technicznie jak to wygląda.
[10:09] - Ja się w ogóle zastanawiałem nad tym fenomenem. Jak to jest możliwe, jak to w ogóle działa? Powiem, że w takie rozmowy wprowadził mnie mój znajomy, którego poznałem. Były wojskowy zresztą, który całe życie pracował na łączności, więc on się znał na łączności ziemskiej. Myśmy długo rozmawiali nad tym, jak to jest możliwe, bo on też tego nie pojmował. Ja dochodzę do wniosku, że to jest trochę tak jak telepatia. Jeżeli uznamy, że istnieje telepatia na zasadzie, że ktoś o kimś myśli i tamten też o nim myśli, czy przekazujemy sobie jakoś myśli, to na tej zasadzie działa. Czy rzeczywiście byłby ten odbiornik nam potrzebny? Myślę, że dla ludzi, którzy mają kontakt z zmarłymi trochę inny. Myślę, że nie potrzebują takiego odbiornika.
Ja sam do końca nie mam na to definicji. Taką kiedyś teorię powiedziałem: elektroniczna telepatia. To znaczy, że poprzez elektronikę gdzieś te fale idą. Ten kogo wołamy wyłapuje i gdzieś na tych falach się podłącza i nadaje. Nie sądzę, że on chodzi z jakimś odbiornikiem. Natomiast techniki. Co do tej całej techniki. Technik jest bardzo dużo. Jedną z takich technik, którą ja opracowałem, nie wiem czy ja, ale ona mi może inaczej najlepiej przypadła. To jest tak, że mając radio na krótkich falach wyłapujemy jakiegoś spikera, tylko on nie powinien mówić w naszym języku.
W takim, żebyśmy go rozumieli, w tym sensie. Czyli generalnie, żeby nam nie mówił po polsku. I kiedy wołamy kogoś, to próbujemy tym spikerem, tą stacją tak ruszać, żeby on nam Brzmi to zaśmiesznie, tak jakbyś szczekał, jakbyś zająkał. Powiedzmy coś takiego. Kiedy wołamy kogoś, to potem odsłuchując to czasem na wolniejszych obrotach, słyszymy, że on do nas mówi, prawda? I można by pomyśleć, że to jest jakiś zbieg okoliczności, że sobie to człowiek zinterpretował. Można by pomyśleć, ale jeżeli ten ktoś, kogo wołamy, mówi na przykład: „Witam Marek, jak tam za wielkie?” Albo opowiada jakieś rzeczy, o których ja nie mam absolutnie pojęcia, a osoba, która chciała się tego dowiedzieć, tylko ona ma o tym pojęcie. Jest to jakieś potwierdzenie tego, prawda? Bo ja jestem takim racjonalistą pomimo wszystko i zawsze chcę wiedzieć, czy to, co usłyszałem, ma jakiś sens. Czy ja sobie tego nie zinterpretowałem.
Ale jeżeli potem ludzie potwierdzają: „Tak, tylko on tak do mnie mówił„ albo „Rzeczywiście to wykonałam. Skąd on o tym wie?“ To jest to jakieś dla mnie potwierdzenie. To jest jedna metoda. Inną metodą może być to, że można w szumach gdzieś tam łapać, ale to ciężej wychodzi, bo tutaj musi być duża obróbka już na komputerze, a trzeba mieć specjalny program do obrabiania. Na przykład Gold Edit. Jest taki program, który dobrze to obrabia, ale to jest trudniej nagrać. Powiem, że na szumach samych jest nagrać trudniej.
[13:28] - Kiedy powiedział pan, że jest to rodzaj takiej elektronicznej telepatii, to przyszło mi do głowy, czy trzeba być obdarzonym jakimiś szczególnymi zdolnościami parapsychicznymi, żeby coś takiego rozwijać? Bo z drugiej strony nasuwa się pytanie, czy każdy może to robić, czy każdy może coś takiego nagrać? Jak pan myśli?
[13:47] - Ja powiem tak. Ja myślę, że trzeba być człowiekiem wrażliwym. To jest pierwsza sprawa. Otwartym na to wszystko i podejść do tego z uczuciem. Bo ja to nawet tłumaczyłem czy gdzieś tam witałem, czy na wykładach mówiłem, jak kiedyś miałem, że do tego podchodzi się z uczuciem, z emocjami, a nie w sensie takim zabawowym. To nie ma być zabawa, bo po co? Trudno też do kogoś dzwonić w formie zabawy i powiedzieć mu: „Cześć tam, fajnie się bawisz? Ja też się bawię„. Trochę głupio, chociaż potrafimy sobie takie dowcipy robić na telefonie, ale tutaj nie. Tu do tego podchodzimy z uczuciem, z miłością, z takim poszanowaniem tej drugiej osoby.
Czy trzeba mieć do tego specjalne zdolności? Ja myślę, że może nie jest tak, że trzeba mieć aż specjalne zdolności. Trzeba być tylko wrażliwym człowiekiem, uwrażliwionym. Na pewno trzeba być trochę odważnym, bo wielu ludzi mówi: „O, ja to bym się bała. Boże, jak ja bym tam kogoś usłyszała, to bym uciekła przez okno z szóstego piętra„. Więc wiadomo, że tacy ludzie nie powinni się za tego typu rzeczy brać. Ale ktoś, kto jest taki sensytywny trochę czy taki, w cudzysłowie nazwijmy, mediumiczny, ma lepsze szanse. To zdecydowanie na pewno. Ale czy trzeba aż tak specjalnych zdolności jakichś tam? Myślę, że nie.
[15:05] - Pani Marku, bardzo dużo żeśmy powiedzieli o tych badaniach parapsychologów nad tym zagadnieniem. A jak pana zdaniem się odnosi do tego świat nauki? Tutaj swoją drogą wspomnę o tym, że pan niedługo wystąpi na konferencji inicjatywy Centrum Rozwoju Heurystyki, która ma za zadanie łączyć świat parapsychologii, nauki. Czy pan w ogóle myśli o tym, że świat nauki w jakiś sposób może to zaakceptować? Może to badać właśnie już z punktu widzenia takiego stricte naukowego. Czy jest na to szansa?
[15:37] - Ja powiem tak. Ja bym się bardzo cieszył, gdyby świat nauki chciał to zaakceptować i jakoś to badał. Ale świat nauki wielu rzeczy nie bada, nie tylko tych, więc czekam w kolejce. Nie wiem tylko, czy się doczekam, bo nikt nie mija. Powiem tak. Świat nauki do tego podchodzi różnie. Jest wiele głosów za, jest wiele głosów przeciwnych. Mi się wydaje, że przeciwnych jest więcej z racji trochę nieznajomości tematu, prawda? Bo wyczytałem też wiele takich na przykład wzmianek o tym, że są to jakieś fragmenty audycji radiowych, że to niemożliwe, że to taka nadinterpretacja, że coś się tam zlepia. I to są takie głosy, które gdzieś może i mają też rację, tylko nie ma takich kontr głosów.
Więc wiadomo, że to jest tak jakby trochę zakrzyczane. A świat nauki opiera się na tym, czego nie widzi, tego nie ma z reguły. Taki ten czysty świat nauki. Na Zachodzie, tak to nazwijmy, wielu naukowców zajmuje się tym, próbuje gdzieś przynajmniej do tego jakoś podejść w sposób normalny. Ja myślę, że... jakby to powiedzieć, to już może z takiego mojego, nie wiem, szóstego zmysłu. Myślę, że świat nauki się kiedyś tym zajmie tak na poważnie, że podejdzie do tego naprawdę poważnie. Bo gdyby tak podejść do tego czysto naukowo, tak na poważnie, mając jakiś budżet, pieniądze, prawda? Bo tutaj wziąć i do tego podejść tak naprawdę z prawdziwego zdarzenia. Wiele rzeczy można by moim zdaniem odkryć, zobaczyć i być może dojść do dla mnie fascynujących jakichś odkryć.
Natomiast wszyscy, którzy gdzieś tam próbują to robić, robią to w sposób taki trochę bym powiedział, domowy. Bo nie ma naprawdę takiego stowarzyszenia, kogoś takiego naprawdę mocnego, kto by to objął, kto by zadziałał. A świat nauki tylko się przygląda i jak coś wyjdzie, to powie: „Myśmy was całe życie wiedzieli„. No i wtedy się można uśmiechnąć.
[17:32] - Kolejna rzecz, która przychodzi do głowy, wiąże się z tym, skąd właściwie pochodzą te głosy. Kim one są dla pana? Skąd pochodzą? Czy są to duchy, czy są to jakieś twory, myślokształty, twory świadomości? Może są to nasze własne myśli? A z drugiej strony nasuwa się takie pytanie, jak wyglądają te zaświaty, skoro otrzymał pan przekazy z tamtej strony. Czy zawierały się tam jakieś szczegóły odnośnie tego, jak wygląda to po drugiej stronie życie?
[18:04] - Ja powiem tak: skąd pochodzą te głosy? Są to różne głosy i nie zawsze są to przyjazne głosy, bo ja parę razy usłyszałem trochę wulgaryzmów w radiu, które ktoś nieźle obsztorcował. Dokładnie nie powtórzę, bo by trzeba takie „pi” zrobić, więc może nie o to chodzi. Są to może jakieś obłąkane dusze. Myślę, że to jest świat duchów. Czy to są nasze myślokształty? Może czasami też można swoją wolą czy umysłem poruszyć komputer czy elektronikę, że będzie mówiła to, co chcemy. Czyli jakbyśmy się dogadywali sami z sobą. Chociaż nie wiem. Myślę, że na pewno nie do końca.
Może jeden na milion przypadek byłoby to możliwe. Generalnie myślę, że są to dusze z różnych światów, bo tych światów jest różnych pełno. To tak trzeba by powiedzieć. Nawet może takich, którzy tu jeszcze nigdy się nie pojawili, a gdzieś funkcjonują i też się podłączają. Natomiast na pewno ci, którzy przychodzą do mnie najczęściej, to są zmarli. Ludzie, którzy potrzebują pomocy. W sensie: „powiedzcie, że istniejemy”. Bo czasem jest tak, że ktoś umarł, na przykład w wypadku zginął i jakaś rodzina prosi mnie o taką sytuację, żeby chociaż coś usłyszeć. I ktoś się pojawia i mówi na przykład, jest tam takie zdanie i fragment: „Mamo, nie płacz, nie zamykaj się w toalecie”. Dla mnie to nie mówi nic, a mama tego młodego człowieka mówi: „Tak, bo ja tylko się zamykam w toalecie i płaczę i tam mam jego zdjęcie”.
To jest jakiś sygnał, że są to myślące energie, ale że są to duchy. Natomiast jak wygląda ten świat? Powiem tak: z reguły o tym nie mówią. Pewnie może mi się wydaje, że nie potrafią tego przekazać. Ja też nie potrafię przekazać tych paru chwil, które byłem po tamtej stronie, więc ja ich rozumiem, bo pewnie bym tego nie zrozumiał. Natomiast wydaje mi się, że świat jest tak podobny do naszego, jakby odbiciem jest naszego świata. W każdym razie zawsze mówią, że są zadowoleni, szczęśliwi, są pełni życia, pełni energii. Ja powiem taką ciekawostkę. Mój znajomy, który niestety walczył z alkoholizmem i przegrał, bo niestety ten alkohol go położył i człowiek umarł. Młody człowiek, który przychodził czasem do mnie i słuchał, jak ja tym pracuję.
I jedno noc powiedziałem sobie: „Trzeba gościa zawołać. Przynajmniej zobaczę, czy rzeczywiście on tam gdzieś funkcjonuje”. I zacząłem go wołać. I po czasie usłyszałem: „Tak, jestem. Ja już nie piję. Tu jestem mądrzejszy”. To było dla mnie takie niesamowite. Takie było dla mnie coś, co mnie ucieszyło, wytrostowało, dało nadzieję, że tam coś funkcjonuje i istnieje. Natomiast takiego przekazu czysto obrazowego nie mam, że są domy, ulice, drzewka i lasy. Takiego czegoś do końca nie mam, aczkolwiek słyszę przekaz, że jestem w lesie.
W jakimś lesie jest, ale jak to wygląda? Trudno mi powiedzieć.
[21:18] - Tak, panie Marku, zanim przejdziemy do dalszej kwestii bezpośredniej pomocy pana dla ludzi, bo warto podkreślić to, że pan bezpośrednio pomaga ludziom dzięki swoim zdolnościom. Czy będziemy mieli szansę odsłuchania fragmentów takich nagrań?
[21:34] - Myślę, że znajdę tutaj, bo mam takich parę przygotowanych nawet na konferencję.
[21:54] - Chciałbym powiedzieć o tym, że pana działalność sięga poza fascynację fenomenem, ale też pan bezpośrednio pomaga ludziom. Jakiś czas temu byliśmy umówieni na nagranie audycji. Nagle pan musiał wyjechać w pilnej sprawie. Okazało się, że ktoś poprosił pana o pomoc w sprawie, jeśli dobrze pamiętam, zaginionego dziecka.
[22:16] - Tak.
[22:16] - Chciałby pan parę słów powiedzieć o tym, jak wygląda pana pomoc dzięki tym zdolnościom, które pan posiada?
[22:24] - Ja powiem tak: zdolności, jakie posiadam, to jest też ten dar jasnowidzenia. Zajmuję się także poszukiwaniem zaginionych ludzi. Mówię od razu, różnie to wychodzi. Nie jestem cudotwórcą, bo ludzie czasem postrzegają mnie jako cudotwórcę i myślą, że ja zaraz powiem: „Szósta ulica, czwarte drzewo, tam szukaj”. To nie jest tak do końca, ale w miarę możliwości jakoś mi się udaje. Natomiast wracając jeszcze do EVP, w czym to jest pomocne dla mnie? Jak już na przykład okazuje się, że ktoś nie żyje, bo wiadomo, że nie żyje. Taka była ostatnio sytuacja. Nie będę mówił do końca jaka, bo to jest dość świeże, ale człowiek nie żyje. Ktoś go zabił.
Jest już pochowany. Minął prawie rok i nie ma sprawcy. I co teraz zrobić? Więc ja mówię: spokojnie. Spróbujemy tego człowieka zawołać. Po paru próbach wołania nie odzywa się w ogóle. Po pewnym czasie przychodzi i rzuca jakieś hasła, które ja przekazuję tej rodzinie, a tam słyszę jakieś krzyki dziwne. Nie wiem, o co chodzi. I za chwilę mówią: „Znamy tego człowieka. On jest taki i taki”.
I potem policja rozpoczyna śledztwo. Nie na podstawie mojego EVP, bo w ogóle o tym nie wie i okazuje się, że trafiają na mordercę. To jest niesamowite. To jest taki dowód dla mnie, że to EVP może być też wykorzystane, w cudzysłowie oczywiście mówię, na rzecz pomocy. Ja pamiętam taką sytuację, do dziś ona mi w głowie huczy. W niedalekiej okolicy, gdzie mieszkam, zaginął chłopak. Wszyscy go szukali. Policja. Nikt go nie mógł znaleźć. Przyszli do mnie rodzice i ja powiedziałem, że nie żyje.
Byłem przekonany, że nie żyje, patrząc na zdjęcie i tak dalej. Ale powiedziałem: „Nie mogę go uchwycić. Oni ode mnie poszli. Ciągle były jakieś poszukiwania. Pamiętam, że w końcu taki już trochę zdenerwowany nawet tym, że nic nie mogę wymyślić, usiadłem do radia i zacząłem go wołać. Powiedział mi, że z jego miejsca widać wszystko. Szkołę, boisko, jeszcze parę rzeczy, łącznie z jakimś klasztorem. I właściwie tyle. Ja potem tak myślę, mówię: „No jak to z jego miejsca?”. Miałem znajomego policjanta, który na szczęście był trochę taki ezoteryczny, bym powiedział.
Powiedział, że trzeba szukać. Tam, gdzie on mieszkał, skąd wyszedł, jest to wszystko w pobliżu. No to gdzież on tam jest? Powiem, że nie udało się go znaleźć tą metodą. Po czasie, tu jest ciekawostka, znaleźli go. Jak już przyszła jesień, wisiał na drzewie bardzo wysoko. Powiesił się po prostu na drzewie. Ale z tego drzewa było widać wszystko to, co on opisał. Nie dodał tylko, że wisi na drzewie.
[25:06] - To dość wstrząsająca historia. Mam jeszcze takie pytanie, bo wspomina pan o tym wołaniu. Na czym to polega?
[25:13] - Metoda jest taka. Może inaczej. Nazwamy swoją stację jakoś, żeby było wiadomo, skąd się nadaję. Przyszło mi do głowy, że moja stacja może się nazywać „Pomoc”. A pomoc to jest tak, że łączymy światy. Jeden z tamtym światem. Ten „Pomoc” mi tak fajnie przypasował i na przykład jeżeli kogoś wołam, to mówię: „Tu transkomunikator Marek, Polska Stacja Naukowa Pomoc. Przywołuję do rozmowy” i kogo wołam. Parę razy wołam i potem nasłuchuję, czy kręcę tym radiem. I przychodzi odpowiedź.
Nie zawsze oczywiście, bo to nie jest tak, że zawsze. Przecież ja za chwilę mogę zadzwonić do znajomego i w ogóle telefonu nie odbierze i powiem co? Nie lubi mnie? Po prostu nie mógł. Więc nie zawsze jest ten odbiór, ale tak to mniej więcej się odbywa. Ja zawsze mówię: „Tu transkomunikator Marek, Polska Stacja Naukowa Pomoc. Proszę o nawiązanie łączności” czy tam „przywołuję do rozmowy” tą i tą osobę.
[26:13] - Czyli jak rozumiem, pan woła do radiowego eteru, tak?
[26:16] - Tak, do radiowego eteru. Mikrofon jest podłączony do komputera. Komputer ma taki program, Audacity się nazywa. Włączam komputer, ten program zaczyna nagrywać, ja włączam radio i zaczynam wołać. A potem już tą ręką kręcę i czuję właściwie, że ta ręka sama jakby mi lata i nawet wiem, kiedy już mam przerwać, kiedy już jest koniec. Nie słyszę tak tego, jak to nagrywam. Dopiero potem, kiedy na komputerze powolutku to sobie odsłuchuję, słychać głosy: „Jestem, słucham. Kto jest, o co chodzi” i tak dalej.
[26:49] - A czy te głosy zawsze odzywają się w języku polskim? Poruszył pan jeszcze tutaj kwestię tych, że tak powiem, złych gości, czyli tych, którzy rzucali pana różnymi inwektywami i tak dalej. Czy udało się panu nawiązać też kontakt z czymś, co określa się umownie mianem pokutującego ducha?
[27:08] - Może najpierw powiem o tym języku polskim. Otóż podświadomość, właściwie inaczej, dusze nie znają pojęcia żadnego języka. To jest pierwsza sprawa. Ktoś nawet mi na YouTube przy moim filmie napisał, że to jest podejrzane, że one mówią tylko po polsku. A przecież tyle jest na świecie języków. Wszystko jest jasne. Tylko jak wołam kogoś, gdzie wiem, że on na przykład był, dajmy na to, Anglikiem, to mówię: „Mów do mnie po polsku” i proszę mi wierzyć, mówi po polsku. To jest pierwsza sprawa. Ale jest taka ciekawostka. Pojechałem kiedyś do Włoch.
Tam byłem u znajomych, siedziałem miesiąc czasu. Otóż co można robić przez miesiąc czasu na zabitej wsi? Trzeba wziąć radio i popracować. Okazało się, że tam taka była Włoszka znana w tym mieście z jakichś tam różnych dziwnych rzeczy. Ja ją zacząłem wołać i ona, mówiąc do mnie, wplatała czasami słowa po włosku. Dopiero jak poszedłem do tej znajomej, bo ja po włosku ni w dom, pytałem się, co to znaczy. Ona mówiła: „A to to znaczy, to to znaczy”. Czyli na takie potwierdzenie, że jednak ona i to Włoszka, to wplatała wśród głosy po włosku. Ale generalnie ja zawsze mówię: „Proszę mówić do mnie po polsku”. Ja nie rozumiem zbyt wielu języków, a już nie tak, żeby rozmawiać.
A poza tym ja powtarzam, podświadomość czy ta duchowość, ta sfera nie zna języka, nie zna bariery językowej. Natomiast jeżeli mówimy o tych różnych duchach, które się przytrafiają, myślę, że są to jakieś pokutujące dusze, może jakieś złośliwe energie. Ja powiem taką sytuację, że wołałem kiedyś takiego jednego mojego znajomego, który też niestety nie żyje. W takich okolicznościach zginął, jak zginął. Mniejsza z tym. Ja chwilę z nim rozmawiałem i taki ten dialog był. To nie są takie rozmowy, jak my tu prowadzimy. To są krótkie słowa, zdania urwane po czasie znowu. Zacząłem go znowu wołać. On miał na imię Zbyszek.
I znowu zacząłem wołać i usłyszałem, to jest takie dość wyraźne nagranie, gdzie usłyszałem: „Masz Zbyszka, to rozmawiaj. A ty ode mnie...„ i tu jest takie: „Chuj, pierdol się” i tak dalej. To było takie dość wyraźne. Ja oczywiście, nie będąc dłużny, też do mikrofonu powiedziałem, co myślę. Poleciało szarż czystą, że tak powiem, w tak redle, bo rzecz polega na tym, żeby nie dać się zdominować. Potem to już nie przyszło, ale parę razy słyszałem, kiedy wołałem kogoś, to usłyszałem: „Wypad ty, chu” czy coś takiego. Bywa tak, ale to jest bardzo rzadko. Myślę, że są to jakieś pokutujące energie. Myślę, że to są jakieś zabłąkane dusze, trudno mi powiedzieć, ale myślę, że to coś takiego złośliwego jest. Jakieś takie energie, które gdzieś krążą, pokutują.
Bo ja powiem tak z doświadczenia, że z jaką świadomością czy w jakim potencjale umysłu żyjemy, z takim umieramy i taki mamy dalej. Pewnie tam się dalej rozwijamy. Natomiast niektórych, których wołałem, oni tak mówili jak za życia. Więc jak wołałem znajomego, który był rodowity warszawiak, walił mi po warszawsku. Na przykład „weź rękie”, a nie „ręce”. Kiedy wołałem mojego dziadka, którego nie znałem w ogóle, zaczął do mnie ktoś mówić, kto się kompletnie jąkał. Ja pytam się mamy, jak mówił mój dziadek, a moja mama mówi: „No jąkał się całe życie”.
[30:26] - A ja chciałem jeszcze zapytać, czy nie przyszło panu do głowy, skoro te pana wołania tak zwane idą Better czy czasem ktoś sobie nie robi żartów? Skoro być może jakieś radio jest, wyłapuje pana fale nadawania i sobie nie robi żartów takich.
[30:46] - Myślę, że musiałby być bardzo moim fanem i ciągle mnie nasłuchiwać, bo ja nadaję o różnych porach. Bo gdybym zawsze o 16:00, jak ten jodler się czepia, to nadaję tak powiedzmy o 16:00, to mógłby mnie ciągle łapać i robić mi dowcipy, prawda? Nie. Ja nadaję o różnych porach, w różnych miejscach, gdzie jestem. Zawsze zabieram kawałek radia i biorę ze sobą jakiś tam sprzęcik, więc myślę, że nie. Poza tym na pewno nie. To musiałby być bardzo kiepski żart.
[31:17] - Ja mam pytanie odnośnie osób, które prosiły pana o pomoc poprzez te nagrania. Czy one, słuchając tych głosów i tak dalej, rozpoznawały w nich swoich bliskich?
[31:31] - Ja powiem tak: głos, który nagrywam, czasem absolutnie nie pasuje do głosu, jaki ktoś miał. Albo jest metaliczny, albo chrypliwy, albo taki skrzeczący, tak powiedzmy. Więc po głosie niekoniecznie, ale po stylu mówienia czy po jakichś tam słowach tak rozpoznawali. Ja pamiętam taką sytuację. Pewna dziewczyna umarła na sepsę zresztą w ciągu dwóch dni i próbowali się rodzice skontaktować. I takie padło zdanie: „Czy bocian dalej gra?” Dla mnie to nie mówi nic. Jaki bocian? Nie wiem, o co chodzi. A matka powiedziała, że jej kolega był bocian i grał na pianinie i zawsze się pytała, czy bocian gra. Po takich różnych szczegółach rozpoznają, że to są ich bliscy i tak dalej.
Po mowie nie zawsze, ale czasem jest tak, że mówią: „Ma podobny głos do naszego kogoś, kto odszedł”. Ale to jest rzadziej, ponieważ te głosy są różne. Czasem takie jak robot, metaliczne, chrypliwe czy takie urywane. Ale to, co mówią, jest przekonywujące dla tych, którzy tego słuchają. Bo ja nie mogę orzeknąć, czy to kogoś przekona, bo w ogóle nie wiem, co to znaczy ten bocian czy wiele innych rzeczy. Natomiast ktoś, komu to potem puszczam, odsłuchuje, mówi: „Ależ tak, rzeczywiście to tylko moja ciotka tak głupoty plotła”.
[32:59] - Proszę powiedzieć, jak wielu osobom udało się panu pomóc?
[33:03] - To nie jest tak, że ja nie wiadomo ile mam tych ludzi. Poza tym jest to tak, że nawet to nie jest tak nagłośnione, bo i tak nie ma gdzie. Bo pamiętam, jak jakaś jedna gazeta przyszła, powiem jaka, to powiedziała, że ona jest poważna i ona nie będzie o takich rzeczach pisać. Ona jest tak poważna jak poważna. Nie o to chodzi. Nie piszą, nie jest to takie rozpowszechnione. Nieznany Świat zrobił kiedyś ładny wywiad ze mną, artykuł i po tym trochę było. Czasem ktoś do mnie napisze na YouTubie, zobaczy. Więc to nie jest tak, że ja mam nie wiadomo ilu ludzi, ale na pewno wielu osobom pomogłem. Jeśli tak można powiedzieć, to tak.
Nawet tu jeszcze muszę taką ciekawostkę powiedzieć. To fajnie zabrzmi i jest to naprawdę autentyczne. Moja znajoma, jej dziadek umarł, którym się opiekowała i on zapisał jej w testamencie jakiś tam dom, który się rozpadał i tak dalej. Cała reszta rodziny zleciała się razem po ten testament i okazało się, że nie godzili się z tym, ale ich w ogóle nie było. Dopiero jak dziadek umarł, to się znaleźli i byli bardzo zdziwieni, że on jej to zapisał. I ona przyszła do mnie, mówi: „Zawołaj tego dziadka”. A ja tego dziadka bardzo dobrze znałem, bo tam przyjeżdżałem i tak dalej. I wołam tego dziadka i on powiedział, a ona miała na imię Halina, mówi: „Halina, dobrze jest. Kocham cię. Nie bój się”.
Dobrze, tyle. Ona mówi do mnie tak: „Słuchaj, powiedz mu jakoś tak do góry, w eter. Ja nie wiem, jak mi to robić. Ja mam jutro sprawę w sądzie. Ja nie wiem, co ja mam mówić. Ja nie dam rady. Niech się coś wydarzy”. To ja mówię tak już w eter do tego radia. On miał Stefan na imię. Mówię: „Dziadek Stefan, kochany, pomóż Halinie.
Ona jutro jest w sądzie”. Trochę się z tego uśmialiśmy. Poszła do sądu. Następnego dnia przychodzi do mnie, mówi: „Słuchaj, jestem w sądzie. Zaczyna się sprawa. Wszyscy tam zeznają. I w końcu pada na mnie. Mówią, że ja mam podejść. Ja podchodzę. W tym momencie światło gaśnie, wszystko się zmienia, komputery wysiadły.
I ten sędzia mówi, że odracza sprawę, bo w tych warunkach nie da się pracować. Kiedy to wszystko wraca do normy, mówi: panią już nie będziemy przesłuchiwać. Jest dobrze”.
[35:10] - A czy zwracały się do pana osoby, które same wykonały podobne nagranie?
[35:16] - Tak. Parę osób się trafiło. Przesłali mi jakieś tam nagrania takie, jakby powiedzieć, nie do końca zrozumiane, ale próbujące. Ale mało jest takich osób. Boją się. Ktoś napisał do mnie na blogu: „Też bym tak chciała, ale się bardzo boję i nie będę”. Ludzie nie wiedzą tak do końca, co to jest, co z tym zrobić i co ich może spotkać. Bo ktoś też napisał: „Pan to jest odważny cholera”. Tak, bo to jest takie nieznane i nie wiadomo, o co chodzi i każdy się boi. Ale pana nagrania mi przysłali ludzie, tak.
[35:56] - A ja bym chciał jeszcze wrócić do tej kwestii jasnowidztwa, chociaż ja rozumiem, że pan stosuje inne metody. Znaczy metodę właśnie EVP, ale na przykład co pan sądzi o tak bardzo popularnym, nagłaśnianym przypadku pana Krzysztofa Jackowskiego? Czy rzeczywiście on ma sami te zdolności?
[36:16] - Wie pan, bardzo ciężko mi jest mówić o kimś jeszcze publicznie. Co ja mogę panu powiedzieć? Myślę, że pan wie, co pan myśli. Więc może ja niekoniecznie będę się wypowiadał. Ja panu powiem tak: ja mam dużo ludzi od niego, którzy wracają do mnie, mówią: „Panie, ale nas zrobił” nie powiem kto. Co ja mogę powiedzieć? Ja powiem, że komercja to jest jedno. Za to opowiadanie do końca świata o różnych rzeczach dziwnych, za to przewidywaniami zajmować się, gdzie ja w ogóle jestem daleki od takich historii i patrzenia, kto wygra, kto przegra wybory, bo tak naprawdę co to jest? Mnie się wydaje, że człowiek może miał talent, ale go rozsypał na drobiazgi. To może tak najłagodniej powiem.
[37:02] - No właśnie, wszyscy tak mówią. Ja myślę, że po naszym programie, po tym, jak więcej osób będzie mogło zaznajomić się z pana dokonaniami, zgłoszą się także nowe osoby poszukujące odpowiedzi na różne pytania. Natomiast ja mam jeszcze taką sprawę związaną z tym, czy był wśród tych przypadków nagrań jakiś taki jeden, który utkwił panu w pamięci najbardziej, taki najbardziej poruszający?
[37:28] - To znaczy, ja powiem tak: właściwie dla mnie są wszystkie poruszające z reguły, ale takie najbardziej poruszające może jedno. Nie, byłoby parę, ale takie na przykład jako też może ciekawostka, poruszenie. Taka znajoma, znaczy znajoma już teraz, ale przedtem napisała do mnie list, że jej dziecko nie żyje. Miało osiem lat i nie żyje. Nie powiedziała jak. Płacz, pretensje za nim i tak dalej. Więc ja wiedziałem, jak się nazywa i tak dalej. Zacząłem wołać: „Ośmioletnia Sabinka, niech się weźmie i odezwie”. A ona odpowiada: „Jestem dwunastoletnia”. I to było takie dla mnie zdziwienie.
Jak to dwunastoletnia? Ja do tej potem pani mówię, a ona mówi: „Proszę pana, ona dwa lata temu odeszła. Ale wie pan co? Zawsze jak przychodziła jakaś ciotka i mówiła: „O, nasza Sabinka sześcioletnia”, ona mówiła: „Już siedmioletnia”. Zawsze jakby dodawała”. To było takie poruszenie dla mnie, dla niej również, bo mi płakała do telefonu, że musiałem trzeć słuchawką, żeby się nie zalał, mówiąc trochę tak zabawnie. Ale było wiele takich poruszeń, bo muszę powiedzieć, że też próbowałem wołać ludzi, którzy coś znacyli. To znaczy jakichś wielkich ludzi. Bo wiadomo, że wołam też tych, którzy potrzebują. Ale pomyślałem sobie, że trzeba zawołać na przykład Piłsudskiego, czy może też trzeba zawołać Ossowieckiego.
I oni też do mnie przychodzili, pojawiali się. Te przekazy były dla mnie najbardziej poruszające, takie głębokie, takie mocne.
[39:04] - Panie Marku, jak ludzie reagują na pana nagrania? Bo to poniekąd też się kłóci z taką religijną interpretacją. Spotkał się pan może z jakimiś komentarzami ze strony osób duchownych? Kontaktował się pan z nimi, prezentując im swoje doświadczenia?
[39:20] - Ja powiem tak szczerze: Bóg mnie oszczędził . To znaczy, powiem tak: nie miałem szczęścia czy tego nieszczęścia, nie wiem, mieć kontaktu z jakimś takim ojcem duchownym, który by słuchał tego i tak dalej. Ja wiem, że oni są jakoś tak dziwnie przeciwni temu. Też nie wiem do końca dlaczego i chyba nie próbuję nawet tego zrozumieć, bo pewnie by mi życia zabrakło. Aczkolwiek mam jednego takiego znajomego księdza, nie będę o nim mówił, bo pewnie by nie chciał, który jest zafascynowany tym w ogóle, co robię. Już nie tylko tym EVP, ale tą całą pomocą dla ludzi, działaniem i tak dalej, że widzi, że zawsze się o 9:00 czy właśnie o 21:00 modli, zamknie się przy apel jasnogórski. Więc to jest taki bardzo mądry, ale już ksiądz, który ma 80 lat, więc to jest takie inne myślenie. Natomiast z tymi innymi nie miałem styczności, więc myślę, że chyba na szczęście, bo nie wiem, wiedziałbym co powiedzieć, a z drugiej strony bym się w ogóle tym nie przejął. Ja wiem, jakie jest ich zdanie i szanuję każdego zdanie. Podejdę, że z mądrzem.
[40:24] - Dobrze, to dziękujemy ślicznie panie Marku za niezwykle ciekawą rozmowę. Ja tylko naszym słuchaczom przypomnę, że adres bloga pana Marka to szwedowski.blog.onet.pl. Także zachęcam do zapoznania się właśnie z zawartością tego, co pan Marek pisze i też z próbkami nagrań. Dziękuję bardzo za rozmowę, panie Marku.
[40:47] - Ja również bardzo dziękuję. Na YouTube też są moje filmy.
[40:51] - Tak jest. Ta rozmowa też będzie opublikowana na serwisie YouTube na kanale Infra Serwis. Piotrze, też tobie dziękuję. Ja również dziękuję. Może jeszcze zaznaczę, że nie jest to nasze ostatnie spotkanie z panem Markiem. Mam nadzieję, że będziemy mogli porozmawiać też w przyszłości i nasz program jakoś zainteresuje wielu ludzi, którzy do tej pory nie słyszeli o EVP, tym jakże ciekawym zagadnieniem. Także dziękuję i pozdrawiam. Ja przypomnę tylko nasz adres e-mailowy. Jeśli ktoś właśnie będzie zainteresowany tą rozmową, tym tematem, to bardzo proszę pisać na adres infra@epoczta.pl. Dziękuję za wysłuchanie.
Do usłyszenia.
[41:36] - Infra. Infra. Infra.