[00:02] - Cafe de Flore. Zapraszają Renata Engel i Monika Jakubczak.
[00:10] - Witamy ponownie w Cafe de Flore. Monika Jakubczak i...
[00:14] - I Renata Engel. Witam serdecznie.
[00:17] - Reniu, dzisiaj w temacie poprosimy bez wzywania do tablicy.
[00:24] - Dzisiaj szeroki temat: zwierzęta. Będziemy próbowały zobaczyć, jaki wpływ mają na nas zwierzęta, jaki wpływ mamy my na zwierzęta, jakie cechy osobowości mają ludzie, którzy te zwierzęta przyciągają, z jakich powodów i motywacji to się dzieje, co jest do przepracowania, co zwierzęta nam wskazują. Wszystko, co wpadnie nam do głowy, to będziemy to oglądały z każdej strony.
[00:51] - Także dziękujemy bardzo serdecznie za komentarze, za maile i za podpowiedzi tematyczne, bo oczywiście ten temat to nasi słuchacze nam podpowiedzieli. Także bardzo fajny będzie i dziękujemy za to, że bierzecie czynny udział w audycji. Reniu, ja cię zapytam tak: jak ty dzisiaj dzień zaczęłaś, kochanie? Tak z innej beczki. Jaki nastrój? Co u ciebie słychać? Czy wszystko jest okej?
[01:20] - Jak zaczęłam? Dzisiaj przeżyłam fajną lekcję. Lekcję prywatną, ale mogę powiedzieć — chyba mogę się tym pochwalić, bo to zasługa moja, że udało mi się. Nie będę opowiadać, o jaką sytuację chodzi, bo aż tak dokładna, jeżeli chodzi o swoje prywatne życie, być nie muszę. Ale mogę powiedzieć, zauważyłam mechanizm działania ego bardzo mocno i jak on jest czasami mocno oddzielony od serca. Jak to zobaczyłam, to po prostu byłam w pewnym sensie wstrząśnięta, a z drugiej strony zadowolona, że udało mi się to oddzielić i zobaczyć. Bo to znaczy, że jeżeli rozszyfrujemy w taki sposób ego, to później na tym poziomie już nie działamy. A jeżeli wchodzimy w serce, to jest to po prostu dużo bardziej czyste i wszelkie decyzje, wszystko, w jaki sposób widzimy, jeżeli widzimy poprzez serce, to widzimy w naprawdę czysty sposób. Natomiast ego nam strasznie mocno to zaburza, więc zazwyczaj trudno jest to oddzielić. Ale jeżeli już się uda w jakiejś sytuacji to oddzielić, to zyskujemy spokój.
I ja właśnie dzisiaj zyskałam taki spokój dzięki temu.
[02:21] - No to, Reniu-
[02:22] - Chociaż nie oznacza to, że to ego jeszcze nie poszaleje, bo mogę powiedzieć silne, lubi podziałać. Natomiast jak już się raz tego doświadczy w taki sposób... Może ja już nie raz, tylko akurat w takiej sytuacji bardzo głęboko osobistej, bo łatwiej to rozpoznać, jak jest coś, co tak nie do końca nas dotyka. Natomiast jeżeli nas bardzo dotyka, to oczywiście jest to pewien rodzaj trudności. Ale jak już się to rozpozna, to jest po prostu prościej.
[02:48] - Czyli udało się.
[02:49] - Czyli udało się, tak. Jeszcze twój mąż przed audycją pokazał mi, jak w Krakowie kwitną już wiśnie czy czereśnie, jakie są już zielone listki. W Berlinie niestety tak dużo tej zieleni jeszcze nie ma, bo było cały czas chłodno, ale poprawiło mi to humor jeszcze bardziej. Dzięki, Jarku.
[03:09] - A ja zaczęłam dzień dzisiaj bardzo sportowo i wysiłkowo. Zaczęłam sobie dzisiaj dzień od porcji owoców z własnoręcznie robionym musli. To mi dało takiego kopniaka, siłę i dużo sił witalnych. A później włączyłam sobie moje ulubione ćwiczenia na YouTubie i 20 minut zrobiłam treningu. Było super. Mam bardzo dużo energii. I dlaczego o tym mówię? Bo bardzo dużo dostaję e-maili z zapytaniem, co ja takiego robię i co ja biorę, że ja jestem na takim wiecznym haju i mam bardzo dużo energii. Więc zdradzę tutaj wam tajemnicę. Nic specjalnego.
Nie biorę amfetaminy, nie palę gandzi, nie wspomagam się żadnymi ziółkami nielegalnymi. Natomiast staram się utrzymywać dobre poczucie humoru. Lubię się śmiać, jem dużo owoców i warzyw. Najlepiej lubię w formie surowej. I ćwiczę. Dużo się poruszam fizycznie i mało tego, po nagraniu audycji oczywiście jadę nad Wisłę na rower i stąd czerpię siłę. No i już wiecie.
[04:29] - Jeszcze muszę dodać wszystkim słuchaczom, że my się tak śmiejemy i dobrze bawimy, bo lubimy swoje towarzystwo. To też jest druga rzecz.
[04:36] - A właśnie, jeszcze nie powiedziałam siłę skąd ja biorę. Z tego, że ja zaczynam — to nieładnie zabrzmi — ale segregować osoby, które wpuszczam do swojego życia. Dlatego że jeśli ja nastawiam się na dobre samopoczucie i chcę tego dobrego samopoczucia, to automatycznie muszę też radary nastawić na takie same osoby, które pomogą mi utrzymać ten stan.
[05:04] - Nie chcesz takich, co ci psują i wtedy budujesz swoją siłę? Przeciwstawiają się?
[05:11] - Nie. Nie.
[05:14] - Czyli programy wojowników mamy wykasowane.
[05:17] - W większości wydaje mi się, że tak. I programy też ściągnięcia ludzi na linię własnego życia, więc wiecznego ich pocieszania i prowadzenia też mam wykasowane. Dlatego że potrzebuję teraz, tak naprawdę moja dusza potrzebuje ludzi, którzy będą razem ze mną się śmiać. O, cała tajemnica.
[05:39] - Ach, wszystko zdradzamy.
[05:42] - No dobrze. To co, przechodzimy teraz, kochani-
[05:45] - Do pytań chyba, nie?
[05:46] - Tak, właśnie do pytań. Pojawiło się bardzo dużo tych pytań. Dziękujemy jeszcze raz serdecznie i dzisiaj ruszymy część. Natomiast obiecujemy, że sukcesywnie będziemy z waszych sugestii korzystać. Będziemy robić całe audycje, więc-
[06:01] - Właśnie to chciałam.
[06:02] - Te pytania, które dzisiaj nie zostaną poruszone, będziemy z nich po prostu robić cyklicznie audycje, żeby to nie było tylko pięć minut na odpowiedzi, tylko dłużej.
[06:11] - To znaczy to chciałam dodać, dlaczego zdecydowałyśmy się na jedno pytanie na audycję. Ponieważ wydają się takie krótkie i proste, natomiast można je zobaczyć w wielu aspektach i dopiero wtedy jakby widać całość i głębię tego pytania. W związku z tym dlatego przed audycją rozmawiałyśmy, czytałyśmy i doszłyśmy do wniosku, że parę z nich to będą osobne audycje po prostu.
[06:36] - No właśnie. No więc zaczynam od pytania, które wiąże się z poprzednią audycją, a poprzednia audycja odnosiła się do charakterystyki dzieci indygo i kryształowych. Więc bardzo fajne pytanie jest. Podobno dzieci indygo i kryształowe i nie indygo są eliminowane za pomocą szczepień, które teraz są o wiele groźniejsze niż kiedyś. Jedno na sześćdziesiąt dzieci zapada na autyzm po szczepieniach. Według doktora Kulisha niedługo szczepienia mogą być oficjalnie uznane za ludobójstwo. Właściwie to nie pytanie, ale taka sugestia, żeby ten temat troszeczkę podjąć.
[07:18] - Rozszerzyć, tak.
[07:20] - No i co ty Reniu na ten temat myślisz?
[07:22] - To znaczy wiesz, to co myślę to jest jasne i pewnie jak słuchacze mnie znają, to wiedzą. Jestem absolutnie przeciwna szczepieniom i tutaj podaję jeden mój ulubiony przykład mojego przyjaciela, który jest w moim wieku i ma dzieci też w moim wieku. Co ciekawe, w znaczeniu moim tylko dzieci mojego wieku. Zawsze się z tego śmiejemy, że tyle podobieństw. Dzieci są nieszczepione, czyli ta starsza córka ma osiemnaście lat w tej chwili skończone, jest nieszczepiona, nigdy na nic nie była szczepiona. Ułatwieniem był fakt, że oni mieszkali w Niemczech, w związku z tym nie było tutaj takiej presji. Zresztą teraz też widzę, że jest większa presja w Polsce niż w Niemczech na te szczepienia i w związku z tym jeszcze chciałam powiedzieć, że te dzieci też nie jadły od urodzenia mięsa, ponieważ rodzice są wegetarianami i mięsa nie jedzą, więc dzieci nigdy nie tknęły mięsa. No i o dziwo są zdrowe, szczupłe, nie mają problemów zdrowotnych. W związku z tym mogę powiedzieć absolutnie powalają mit, w którym i dużo podróżowały po świecie. Czyli wygląda na to, że mogły się gdzieś tam zarazić różnymi chorobami, którymi się nas straszy w różnych krajach.
Natomiast okazało się, że nic takiego się nie wydarzyło. No i można to nazwać szczęściem, ale może niekoniecznie, że jednak może się okazuje, że rzeczywiście te szczepienia są pewnego rodzaju mitem. Dlaczego też mówię o tym w sensie mitu? No bo pamiętam na przykład, jak u nas w Polsce mówiło się o tym, że trzeba się zaszczepić na tężec. Mówiło się o tym, że tężec działa pięć lat i mówiło się o tym, że można się zaszczepić wtedy, kiedy coś takiego się wydarzy, czyli na przykład wbije nam się gwóźdź. Jest to na przykład gdzieś tam, tak jak mi się kiedyś wbił na działce w piętę. W związku z tym od razu kazali mnie zaszczepić na tężec, ponieważ zakażenie i tak dalej, i tak dalej mogłoby się, więc od razu można to zrobić. Przyjeżdżam do Niemiec i nagle okazuje się, że mówią mi, że na tężec się szczepi non stop, nie tylko wtedy, kiedy coś się wydarzy i dokładnie wtedy można w tym momencie się zaszczepić. Czyli jeżeli nam się nic nie wydarzy przez całe życie, to nie musimy być obciążeni tą szczepionką, tylko co pięć lat po prostu trzeba systematycznie chodzić i szczepić się na ten tężec. No więc mogę powiedzieć troszkę mnie to zastanowiło.
Tak złośliwie powiem zastanowiło mnie, ponieważ myślę sobie no co? No już od wielu, wielu, wielu, wielu lat czy dziesięcioleci ten tężec jest. W związku z tym dlaczego to tak dramatycznie się zmienia? No więc i to zmienia, powiedziałabym, w pewnym sensie na gorsze. No bo nikt nie dostaje tężca tak o sobie z powietrza, bo oddycha, tylko jest to zakażenie przez krew. Czyli jeżeli nikt nigdy nie ma problemów z raną czy z otwartą raną krwi i z dostaniem się brudu, czy jakby to nazwać, w związku z tym tego tężca, no to dlaczego ma się szczepić co pięć lat? Takie to dziwne, nie?
[10:31] - No troszkę tak.
[10:32] - No więc troszkę mi to pachnie manipulacją i spiskiem. No także powiedziałabym nie mam specjalnie przekonania do szczepień. Rzeczywiście nie mam.
[10:50] - To znaczy tak, ja teraz powiem jakby swoją historię, gdzie zetknęłam się pierwszy raz z tematem szczepień i z podejrzliwością na temat ich skuteczności i na temat skutków ubocznych. To było kilkanaście lat temu. Moja siostra poleciła moje zdolności jasnowidzenia małżeństwu lekarzy, którzy mieli dziecko. No właściwie miało stwierdzony autyzm, ale też lekkie upośledzenie umysłowe i po prostu nie radzili sobie z obowiązkami takimi codziennymi. Ich małżeństwo się zaczęło rozpadać. No to jest trudna sprawa mieć dziecko niepełnosprawne. Nie każda para to po prostu wytrzymuje emocjonalnie. No i ta rodzina do mnie trafiła. Oglądam sobie tego dzieciaka, bo to dziecko też przywieźli ze sobą. I patrzę i obserwuję dziwną rzecz.
Pierwsza jakby sprawa, pierwszy symbol, który się pokazał na pytanie ich, co spowodowało, dlaczego to dziecko jest chore, pokazała mi się strzykawka. To było kilkanaście lat temu. Wtedy jeszcze nikt jakby nie informował nas, dlatego, że to był okres, kiedy promowano szczepienia, kiedy mówiono, że te szczepienia rzeczywiście mają same dobroczynne skutki i zero skutków ubocznych. I ja mówię słuchajcie, to jest sprawa związana z jakimś zastrzykiem. Nie mam pojęcia co to jest, ale to podziałało na Obumieranie układu nerwowego. Czyli to nie jest coś, co się wydarzyło w trakcie porodu. To nie jest uszkodzenie okołoporodowe, bo nie widzę tego. Natomiast coś się wydarzyło przy — nie umiałam powiedzieć wtedy — przy pierwszym czy przy drugim zastrzyku. Wtedy nie złapaliśmy tej weny, nie powiązaliśmy faktów, że to może być związane ze szczepieniem, więc zostało to puste hasło. Natomiast pokazała mi się terapia.
Jaka terapia? Surowe owoce i warzywa, dużo soków. Wtedy też nie mówiło się o diecie Gersona, nie mówiło się o uzupełnianiu witamin i minerałów poprzez jedzenie surowych owoców i warzyw. Jak bardzo organizm potrzebuje takiego pokarmu, żeby się zregenerować. I mówię: „Słuchajcie, jedyną opcją dla niego nie są leki stymulujące rozwój układu nerwowego. To jest coś, co musi ten układ nerwowy oczyścić”.
[13:20] - Odtruwanie.
[13:21] - Dzisiaj to wiem, że to jest odtruwanie i regeneracja. Natomiast wtedy nie. I też powiedziałam, tu się powtórzę, że to nie jest uszkodzenie okołoporodowe i to nie jest upośledzenie umysłowe. To jest coś, co się wydarzyło później, po porodzie dziecka i tego wcale nie ma w programach.
[13:40] - Ja mogę jeszcze wzmocnić to, co powiedziałaś, dwiema historiami osobistymi. Jedna zdarzyła się wiele lat temu, jak jechałam do Indii z mężem, czyli dobre 20, 22 lata temu, nie pamiętam już dokładnie. I pierwszą wersję, jaką mieliśmy, to wyjechać z wycieczką, ponieważ nie znaliśmy jeszcze Indii. Jechaliśmy tam pierwszy raz. Wtedy ludzie aż tak często nie wyjeżdżali. W związku z tym były to nieznane, jeszcze niezbadane kraje. I była zorganizowana wycieczka, którą szczepili na cholerę, bo mówili, że w momencie, kiedy jedziesz, to oni chcą mieć w papierach i tak dalej, że musi być szczepienie. I ci wszyscy z tej wycieczki się zaszczepili. My nie zdążyliśmy się zaszczepić, ponieważ Piotr poznał jakąś rodzinę Tybetańczyków, którzy mieszkali w Nepalu, podróżowali po Indiach. Gdzieś z jakiejś okazji, nie wiem już, jak to tam było.
Ja praktykowałam buddyzm, więc chyba to było coś z tamtej okolicy. I wreszcie zdecydowaliśmy się. Wytłumaczyli nam, że to się bardziej opłaca jechać samemu, bo zapłacimy za bilet. Życie tam jest tanie. Hotele można znaleźć w ten sposób, że przyjeżdżasz na lotnisko, przyjeżdżasz na Paharganj do Indii, do Delhi i idziesz do hotelu i zawsze w którymś z nich znajdą się miejsca, a hoteli to cała ulica. W związku z tym przestaliśmy się tak lękać sprawami organizacyjnymi i uznaliśmy: „Okej, to w takim razie zaryzykujemy. Jesteśmy młodzi, mamy siłę, nie ma problemów. W najgorszym wypadku można się przespać na plaży jedną noc, jakby co”. I nie zaszczepiliśmy się. Mieliśmy koleżankę, która wyjechała z tą wycieczką i ona była sama, więc nie chciała się dać namówić na to, żeby jechać z nami tak na luzie, bez organizacji, tylko wolała organizacyjnie.
Zresztą to była wycieczka na trzy tygodnie, a my spodziewaliśmy się, że będziemy tam dłużej. Wreszcie jeździliśmy po tych Indiach przez pół roku. I co się okazało? 80% tej wycieczki po szczepieniu na cholerę dostało cholerę. Wszyscy się leczyli.
[15:41] - No więc właśnie.
[15:41] - Dostali szczepienia. Wyszło na to, że szczepionka była za silna i organizm tego nie zwalczył i wywołała chorobę tą, którą miała nas uchronić. To jest jedna rzecz. A druga rzecz, którą chciałam powiedzieć, to à propos tych dzieci. Całkiem niedawno, bo parę miesięcy temu pierwszy raz miałam klienta, który pytał o swoją córkę, która była autystyczna. Dostała tego autyzmu w wieku dwóch czy dwóch i pół roku. Nie pamiętam już w tej chwili. Ja zaczęłam patrzeć i ku swojemu głębokiemu zdziwieniu zobaczyłam, że to jest kwestia szczepienia.
[16:19] - Właśnie.
[16:21] - W tej chwili mogę powiedzieć, że takich przypadków pojawiło się może ze trzy czy cztery. Teraz ta sprawa się bardzo nagłaśnia. Natomiast mimo wszystko ja i tak w to po prostu nie wierzyłam, bo ludzie, którzy są tego pokolenia, byliśmy uczeni od samego początku, że dzieci trzeba szczepić, że sami byliśmy szczepieni, że w takiej kulturze żyliśmy jeszcze z czasów komuny i po prostu nie mogłam w to uwierzyć. Sama zaczęłam wreszcie szukać po internecie, czy te moje jasnowidzenia w tym kontekście mają sens, czy nie. I natknęłam się na mnóstwo rzeczy, nawet na lekarkę polską — czy angielską, nie pamiętam — już chyba polską, ale nie pamiętam, ponieważ ten język słucham jak swój, więc nie mogę sobie teraz skojarzyć. Ale jest taka lekarka, która na internecie bardzo dużo o tym mówi, która pracowała przy szczepieniach i która naprawdę doświadczyła wielu takich sytuacji, w których zobaczyła, że szczepienia są naprawdę szkodliwe. Ja mówię tutaj ogólnie, bo nie wiem, o które chodzi szczepienia, czy to takie, czy to takie, czy to wszystkich dotyczy. Natomiast mówiąc ogólnie chcę zasugerować, że na pewno jest to głęboki temat wymagający naprawdę przemyślenia, przedyskutowania w społeczeństwie i rzeczywiście podania prawdy, podania badań, bo przecież nad tymi szczepionkami się robi badania bądź się ich w ogóle nie robi skutków ubocznych i nas tego nie informowali. Więc na pewno jest to temat główny, który powinien być bardzo poważnie w społeczeństwie potraktowany.
[18:01] - Oczywiście ja się z tym zgadzam. Chciałam jeszcze tylko swoją historię opowiedzieć, która dotyczy moich badań związanych ze szczepieniami. To też zupełnie przez przypadek odkryłam, ponieważ kupiłam sobie książkę z diagramami. Chyba autorem był pan Matela I tam były wymienione różnego rodzaju choroby, na które ewentualnie mogłabm cierpieć. I ja z ciekawości po kursie radiestezji miałam wahadełko, kupiłam sobie diagramy i pytam się: na co ja choruję? I wyszedł mi koklusz. Koklusz, tężec i wszystkie takie choroby właśnie, na które byłam szczepiona. Ja mówię: Jezus kochany, jak to? Przecież ja nie chorowałam w życiu na koklusz. I pytam się, w ilu procentach mam przeciwciała?
W minus sto. W ilu procentach ta choroba jest czynna? Minus sto, to znaczy, że jest czynna.
[18:55] - Tak.
[18:56] - W ilu procentach mój organizm jest w stanie się przed nią obronić lub ją zwalczyć? Minus sto, czyli nie jest w stanie. I od tego tak naprawdę zaczęły się jakieś podejrzenia. Potem zaczęłam rozmawiać z moją mamą, która była pielęgniarką i mówię: mamo, jak to jest możliwe? Ja wiem, że to jest tylko radiestezja, że to jest zabawa nie wiadomo z czym, że to jest irracjonalne, że tego nie można wytłumaczyć. Ale zaciekawiło mnie, dlaczego ja nigdy nie chorowałam na koklusz, a mam przeciwciała. No i mama mi powiedziała, że w szczepieniach są podawane martwe wirusy szczepione do organizmu. One wywołują te przeciwciała. Ja mówię: mamo, dobrze, wywołują przeciwciała, ale dlaczego pokazuje mi, że mój organizm nie może tego wydalić w ogóle? Czyli to jest coś, co jest wmontowane już na stałe do mojego systemu immunologicznego.
I mówię tak: coś jest nie tak. Niby szczepionki mają to robić, że my cały czas mamy mieć taką niby odporność, prawda? Ale to mi pokazuje, że to jest choroba, że mój układ immunologiczny non stop z tym walczy.
[19:59] - Tak.
[20:00] - Czyli tak naprawdę moje siły witalne w większości, może nie w większości-
[20:05] - Są zużywane na fikcyjne choroby, które zostały wpuszczone do twojego organizmu.
[20:10] - Dokładnie.
[20:11] - Zabawne, nie?
[20:12] - Strasznie. Hahaha.
[20:14] - Nie, śmieję się przez łzy. To śmiech przez łzy tak naprawdę, bo to pokazuje, w jaki irracjonalny sposób działamy jako społeczeństwo. Nie mówiąc o tym, jak wygląda sprawa z, że tak powiem, teraz mi wyleciało z głowy, bo pomyślałam sobie, że bardzo daleko odeszłyśmy od tematu zwierząt.
[20:39] - A to zaraz wrócimy. Już kończymy szczepienia. Cierpliwości.
[20:42] - Tak. Natomiast chciałam-
[20:43] - Myślę, że słuchają nas z wypiekami na ustach.
[20:47] - Natomiast pomyślałam sobie to jest tak, jak się mówi z zaszczepianiem się na, i to już jest też bardzo głośna sprawa, z zaszczepianiem się na grypy czy na tego rodzaju przeziębienia takie sezonowe. I nie wiem, czy wszyscy wiedzą o tym, ale na pewno to powiem, że jest to robione, że tak powiem, ze szczepów, które były w poprzednim roku epidemią na przykład. W związku z tym na tej bazie się robię i tak naprawdę nasz układ immunologiczny umie się bronić przed tamtymi szczepami. Umie, też wielki znak zapytania, natomiast one co roku mutują. W związku z tym następne, które się pojawiają, to już są zmutowane, więc nasz organizm nadal sobie z tym nie radzi. Czyli znowu możemy spokojnie chorować na inny rodzaj, że tak powiem, grypy czy przeziębienia. W związku z tym pokazuje to pewną fikcję tego działania. Dobrze, to skończmy.
[21:41] - Wiesz, tutaj było konkretne pytanie, czy na dzieci kryształowe i na dzieci indygo to wpływa. Ja myślę, słuchajcie, że to na wszystkie dzieci.
[21:48] - Na wszystkich wpływa dokładnie.
[21:50] - Dokładnie.
[21:50] - Nie tylko na dzieci.
[21:51] - Tak. Także tutaj już tak nie będziemy wyszczególniać. Czyli to ptaszek, stawiamy.
[21:58] - Znowu wracamy do ptaszków, ale jest wiosna.
[22:01] - I teraz mamy takie pytanka krótkie, więc szybciej się z tym uporamy. Jak świece i ich palenie wpływa na energetykę w pomieszczeniu i jak zapalone świece działają na nas samych? To też odnośnie jeszcze tamtej audycji o czyszczeniu mieszkań. No to co, Reniu, chcesz zacząć?
[22:18] - No mogę. Poczekaj.
[22:19] - Proszę bardzo.
[22:19] - Jak działa świeca? A wiesz co? I tu jestem zaskoczona. Nie wiem.
[22:30] - Tak?
[22:31] - Sprawdź to, ponieważ mogę powiedzieć tak: w głowie miałam, że na pewno działa dobrze, natomiast mogę powiedzieć no, nie do końca. Widzę, że coś jest nie tak. Czyli z jednej strony miałam w głowie w sensie intelektualnym, żeby powiedzieć, że na przykład jest elementem ognia, w związku z tym na pewno wysusza. Natomiast wchodzę w tą świecę i widzę tak: niekoniecznie musi chodzić o element, ale może być tak, że w tych świecach są pewne rzeczy, trucizny, które się uwalniają w momencie, kiedy ona zaczyna się palić i nagrzewać. I widzę takie kłęby, które działają niespecjalnie dobrze na organizm ludzki. No i głęboko mnie to zaskoczyło, bo bym nie wpadła na ten pomysł. Sama palę świece paranoicznie.
[23:22] - Zgadzam się z tobą, dlatego że też sobie weszłam w wizję, więc-
[23:26] - Poczekaj Moniu, przerwę ci jeszcze, tylko przepraszam cię, ale jestem tak zaskoczona, że chcę jeszcze zobaczyć tealighty jak działają, bo ja je wciąż palę. Więc chcę się uspokoić jak działają tealighty, bo na razie popatrzyłam tylko na te zwykłe świece. Takie wiesz, nie tealightowe. No nie, tak samo. No niestety są zrobione z czegoś, co uwalniane jest w momencie, kiedy podnosi się temperatura, zaczynają się palić i zaczynają być szkodliwe.
[23:52] - Tak. Ale weźmy, zobaczmy na przykład ja się z tym zgadzam. To znaczy sam ten dym taki ciemny mi się pokazuje, że on jest szkodliwy, jeśli te świece palimy na wolnym powietrzu, to jest okej.
[24:05] - Ja znam bardziej w sensie, że wiesz, ludzie do medytacji zapalają. Ja robię dokładnie to samo. Zresztą zapalam-
[24:13] - To zobaczmy świece, proszę ciebie, z naturalnych jakichś.
[24:18] - A właśnie.
[24:18] - Czyli te świece woskowe właśnie. Zobaczmy świece woskowe.
[24:23] - Już widzę. Świece woskowe są w porządku.
[24:25] - Okej, no właśnie.
[24:26] - Nawet bym powiedziała, że działają lepiej w sensie takim, że też się wydzielają substancje, ale już dobre dla zdrowia.
[24:34] - Ale też mam informację, że jednak po zapaleniu świec należy mieszkanie wywietrzyć. Czyli z samego spalania musi się coś dziać. Nawet jak knot się spala, to są jakieś substancje, które nie do końca dobrze oddziałują na układ oddechowy. Także palimy świece, ale naturalne. I jeszcze chciałam wrócić do tematu kadzideł.
[24:55] - Ale zaskoczona jestem.
[24:58] - Często ludzie kupują kadzidła różnego pochodzenia, czy z Indii, czy z Tybetu. I ja chciałam wam opowiedzieć taką historię. Byłam na targach ezoterycznych w Warszawie, to było kupa lat temu. Ten Pałac Nauki i Kultury. I tam poznałam takie małżeństwo z Gdańska, które jeździło do Indii i przywoziło bardzo dobre trociczki, czyli takie w trójkącikach do palenia kadzidełka. I ponieważ ja na tych targach zawsze byłam zmęczona, bo mieszanie się tych energii, kupa ludzi, człowiek wrażliwy po prostu na to reaguje. A że tam nie było miło, nie było ładnie, nie było przejrzyście i kryształowo, to nic dziwnego, że padałam. Ona chyba Asia miała na imię, już nie pamiętam, bo to strasznie dawno temu było. I mówi tak: „Monia, słuchaj, ja ci dam takie kadzidełko, ty sobie tam w tej kanciapie swojej, w tym boksie zapalisz i zobaczysz. To oczyszcza bardzo atmosferę i naprawdę dodaje energii”.
Ja mówię: „Dobra, to już muszę się czymś ratować, bo po prostu padnę za chwilę”. Kawa za kawą wtedy, żeby się utrzymać jakoś. I palę sobie jedno za drugim. Jedno wypaliłam, drugie znów zapaliłam, więc cały czas te kadzidła tam parowały, dym leciał. A ja wspaniale się czułam, po prostu haj. Bardzo pięknie mi szły jasnowidzenia, w ogóle nie odczuwałam zmęczenia i po prostu jakbym w jakiejś nirwanie była. I na koniec idę tej Asi podziękować, już zwijałam swoje stanowisko, poszłam jej bardzo podziękować i mówię: „Słuchaj Aśka, po prostu coś cudownego. Muszę kupić te kadzidła do domu, żeby sobie oczyścić mieszkanie. Wszyscy zmęczeni, a ja na haju, śmieję się dosłownie jakbym się naćpała”. Ona mówi: „Wiesz, to jest coś podejrzanego z tych kadzidła, bo normalnie się tak nie reaguje”.
I mówi: „Wiesz, zdarzają się takie przypadki, że opium wkładają, żeby uzależnić ludzi od konkretnych kadzideł i oni przylatują później, kupują takie kadzidełka, ponieważ świetnie się czują”. Ja tego doświadczyłam, także kochani, tutaj też trzeba naprawdę dużą ostrożność zachować, bo w sposób taki można powiedzieć częściowo naturalny, ale niestety w swoim życiu chyba narkotyków dotknęłam. Więc ja w ogóle jestem przeciwna kadzidłom. Nie wiem dlaczego, ale tak sobie obserwuję teraz wszystkie kadzidła, które przewinęły się przez moje prace różnego rodzaju, przez mój dom. Nie do końca mi energetycznie pasują. Nie wiem, z czym to jest związane. Czy z energią, która się wytwarza w trakcie spalania, czy to jest związane z jakimś egregorem tych osób, które to wytwarzają, bo to są rzeczy trochę religijne, prawda?
[27:59] - Weszłam przy okazji w to i strasznie ciężka energia jest. Ale niekoniecznie to musi być rzeczywiście samego kadzidła energia jako takiego, tylko może one są po prostu produkowane, i tu teraz pójdę dużo dalej, na przykład w fabrykach przez dzieci, które są wykorzystywane czy coś w tym stylu, bo one niosą za sobą bardzo ciężką energię.
[28:24] - Ciężką, prawda? Właśnie.
[28:25] - Tak, to zobaczyłam przed chwilką. Więc może to być związane z innymi rzeczami. To znaczy byśmy musiały zadać dużo więcej pytań, ale dzisiaj skracamy, bo mówimy o zwierzętach, więc już nie będziemy aż tak bardzo mówiły. Jak wyjątkowo będzie to interesujące, to możemy wtedy po prostu zrobić osobną audycję w przyszłości na temat takich rzeczy, bibelotów do medytacji typu kasety, kadzidełka, świece i tak dalej. I przebadać to dokładnie, bo chyba nie ma sensu to robić na audycji ze zwierzętami.
[28:54] - Dzisiaj nie. To lecimy. Ptaszek postawiony, temat świec i kadzidełek odlatuje. Czy kąpiele w wodzie solą oczyszczają naszą aurę? Czy prysznic zwykły działa w takim samym stopniu jak kąpiel w wannie ze słoną wodą? To może zobaczymy, które się coś pojawi. Kąpiel, woda.
[29:15] - Ja już widzę dwie różne rzeczy, czyli nie powiedziałabym, że to jest to samo. Dla mnie kąpiel to co innego w energii i leżenie w wodzie solą to co innego. Chociaż jedno i drugie oczyszcza, ale w inny sposób. Tak bym to nazwała.
[29:29] - I ja jeszcze do tego dodam, że z tego co ja widzę, to w momencie, kiedy my mamy ochotę oczyścić się z brudu emocjonalnego i brudu mentalnego innych osób i naszych własnych, to najpierw należałoby wziąć prysznic.
[29:48] - Prysznic. Dokładnie. Tak jak mówię, widzę dwa różne sposoby oczyszczania. Tak bym powiedziała. Dwie różne drogi. Jedno do jednego, drugie do drugiego.
[29:58] - A później dopiero położyć się do wanny. I rzeczywiście ta sól jeszcze te resztki wyciągnie, oczyści, zasili. Tak to widzę. Natomiast ja też błędy robiłam. Dla mnie jasnowidzenie jest bardzo ważne, bo ja sól, wanna i koniec.
[30:17] - Tak, ja też tak.
[30:17] - A tu się okazuje, że najpierw prysznic, to wszystko zmyć, a dopiero potem kąpiel z solą.
[30:24] - Zresztą jeszcze to skończę.
[30:27] - Mówię, że to jest skuteczne w 90 do 95%. Rzeczywiście takie powierzchowne zabrudzenia na aurze cudnie.
[30:36] - To znaczy ja jeszcze co chciałam dodać, to to powiedziałaś przed chwilą, ale chciałam dodać, że prysznice właściwie dla mnie jakbym miała wejść w to głębiej, to powiedziałabym działają bardziej na zewnętrzne ciała auryczne, a mimo wszystko nie do końca na ciało fizyczne tak konkretnie. Natomiast to leżenie to jakby dotyka już bardziej ciała fizycznego w taki głębszy sposób powiedziałabym.
[30:59] - No właśnie.
[31:00] - Czyli w zależności od tego, co chcemy zrobić, to wybieramy albo jedno, albo drugie, albo łączymy jedno z drugim, ale na pewno w tej kolejności, w której powiedziałaś, czyli najpierw prysznic, potem leżenie dla mnie.
[31:13] - Dobrze. Ptaszek postawiony, temat odhaczony. I następny temat. Daję synowi od trzech miesięcy niebiesko zielone algi, bo wyczytałam gdzieś, że są bardzo dobre dla dzieci indygo i kryształowych. O dziwo alergia po siedmiu latach mu przeszła i koncentracja w szkole jest lepsza. Proszę o sprawdzenie, bo jak takie to dobre to polecam innym dzieciom.
[31:36] - Tu mogę podjąć temat, ponieważ jest to pani, która jest moją klientką. Znam ją i znam jej syna i sprawdzałam to już w jasnowidzeniu i jest to idealne rzeczywiście dla dzieci indygo. Jeżeli chodzi o dzieci kryształowe Moniu to sprawdź, bo ja nie sprawdzałam. Natomiast ewidentnie chcę powiedzieć, że nie działa to na dzieci ADHD.
[31:58] - No zobaczymy.
[31:59] - Czyli w zależności nie łączmy tych dwóch tematów, bo niektórzy mają tendencję do tego, że jak już dziecko ADHD, to znaczy, że musi być indygo. Dla mnie tak to nie wygląda. To jest jedna rzecz, którą chciałam powiedzieć. A drugą rzecz jak ty będziesz się zastanawiać, jeżeli ci to nie przeszkadza, to bym powiedziała, co to są w ogóle za algi. Są to algi te zielono niebieskie. To są algi, które w stanie Oregon w Stanach Zjednoczonych zostają, chyba to są Stany Zjednoczone, a nie Kanada, ale chyba tak. Są hodowane w wielkim jeziorze tonami je się tam, że tak powiem, hoduje w kilku miesiącach letnich tylko. I potem właśnie z tego robi się różnego rodzaju, tak jak mówię, pastylki i tak dalej, i to się w ten sposób łyka. I rzeczywiście sprawdzałam tego syna i okazało się, że poza tym, że zauważyli nauczyciele, że zobaczyli rodzice różnicę, to ja też w energetyce tego dziecka zobaczyłam różnicę. W związku z tym naprawdę bym polecała.
[32:57] - Dobrze.
[32:58] - Nie wiem, czy można je kupić w aptekach gdziekolwiek. Chyba można zamawiać przez internet.
[33:04] - To teraz tak, ja bym jeszcze zanim ruszę dzieci kryształowe, to z tego co widzę te algi to nie polecałabym dzieciom czy ludziom w ogóle, którzy mają jakiekolwiek problemy z układem moczowym. Dlatego, że ja się na tym nie znam, nie jestem biochemikiem, ale wydaje mi się, że to jest preparat białkowy. I teraz tak ludzie, którzy mają nerki mniej sprawne, można powiedzieć czy słabsze, nie będą dobrze tolerowali tego preparatu. Więc przy schorzeniach nerkowych widzę ewidentnie jest to energia za ciężka.
[33:46] - Rozumiem.
[33:47] - I teraz sobie jeszcze dalej patrzę. Tak, za ciężka energia dla nerek. Natomiast na co dobrze działa rzeczywiście układ oddechowy, więc prawdopodobnie przyczynia się jeszcze do jakiejś formy oczyszczania z różnych złogów czy z wirusów, z bakterii. Działa dobrze.
[34:09] - Dla alergików, może też dla astmatyków jakbyś mogła sprawdzić.
[34:12] - Zaraz sprawdzę.
[34:13] - Czy dla astmatyków będzie dobry.
[34:14] - Układ krwionośny, krwiotwórczy pobudza układ odpornościowy. Patrzę tutaj zdrowie przyczyny jeden. Zaraz zobaczymy na arkuszach co tutaj wychodzi. Promieniowanie rzeczy i promieniowanie jakby miejsca gdzie przebywamy też niweluje, więc to jest bardzo ważne. Jeśli ktoś mieszka w mieszkaniu zapromieniowanym czy geopatycznie skażonym, no to wiadomo, że to niweluje. I co ty mnie pytałaś, że co ja mam jeszcze sprawdzić?
[34:41] - Czy to działa na astmę pomocnie?
[34:43] - W pięćdziesięciu procentach tak.
[34:45] - No ale to już dużo, no bo pięćdziesiąt procent jeżeli działa na astmę, a na astmę są tylko te paskudne chemiczne leki, no to i to uzależniające, no to jest to jakaś alternatywa.
[34:57] - Tak. I teraz jeśli chodzi o dzieci kryształowe, to jest tutaj wskazanie na zero jest pomocne i zaraz wytłumaczę dlaczego. Powiem tak dzieci kryształowe już tutaj przychodzą z nową matrycą zdrowia. Co to oznacza? To oznacza, że one nie podlegają tutaj tym prawom ziemskim. Czyli te wszystkie jakby preparaty, które są stosowane na normalnych, tak zwanych ludziach, zioła, które są stosowane na normalnych ludziach czy jakiekolwiek suplementy. Dzieci kryształowe po prostu tego nie potrzebują. One mają olbrzymi mechanizm wmontowany samoregulacji organizmu, więc jeśli chorują, to tylko dlatego, że żyją w złych pomieszczeniach czy miejscach, czy są źle żywione, to musimy sobie zdać sprawę.
[35:44] - Bądź prowadzone.
[35:45] - Bądź prowadzone tak.
[35:47] - Mam na myśli rodziców, społeczeństwo i tak dalej, szkoły i tak dalej.
[35:51] - I powiem taki przykład. Zgłosiła się rodzina, gdzie dziecko miało alergię, astmę. To tak stwierdzili lekarze. Natomiast ja nawet nie miałam pozwolenia, żeby to dziecko w jakikolwiek swoją energetyką tykać. Rozumiesz, o co chodzi? Ja mogłam go zabrudzić, mimo że ja się tyle lat oczyszczam, staram się żyć w czystości i tak dalej. Daleko jeszcze mi jest do dzieci kryształowych i nawet nie mogłam tego dziecka jakby w tym sensie sprawdzić zdrowotnie, żebym nie dotykała jego energii. Ale dostałam informację, że te dzieci nie potrzebują wsparcia. Te dzieci nie potrzebują energetycznych oczyszczeń dlatego, że one są idealne i mają wspaniały system samoregulacji. Natomiast jedyne co, to trzeba uświadamiać rodziców i środowisko, żeby zmieniali swoje postępowanie.
[36:42] - I nie ingerować.
[36:43] - Nie ingerować absolutnie. I te dzieci same się uzdrawiają, czyli się wyregulują.
[36:49] - To znowu ptaszek.
[36:54] - Tak, już się zamyśliłam właśnie. Ptaszek jest. Następne pytanie: co jest przyczyną stanów lękowych u człowieka, jeżeli na przykład nie przeżył traumatycznych doświadczeń, a ma lęki od kilku lat i zasypia tylko przy zapalonych świecach i często ma wrażenie, jakby ktoś go obserwował? I konkretne pytanie jest, czy to jest HAARP?
[37:19] - Dla mnie nie.
[37:21] - Tutaj nam pani Agnieszka przysłała takie pytanie, więc przypuszczam, że pani Agnieszka z takimi problemami się boryka. Tutaj też jest takie pytanie, że trzeba by było odnieść chyba do konkretnej osoby, dlatego że wiele osób, Reniu, ty też tutaj przed audycją rozmawiałyśmy i ja, i mój syn.
[37:42] - Trzy dzieci, tak. I mój.
[37:44] - Tak, wiele dzieci po prostu prosi o zapalone światło.
[37:46] - Zasypia tylko przy zapalonym świetle, dokładnie.
[37:48] - Ma lęki, czuje różne energie, boi się, ale to może wynikać z absolutnie różnych źródeł. Pamiętam, mój syn po przeczytaniu bajki, Boże, jak ona się nazywała, „Jaś Fasola”. Po prostu miał takie koszmary senne, że naprawdę przez kilka lat musiałam z nim pracować i na arkuszach, żeby mu to oczyścić. Tak daleko te lęki zostały zasiane z bajek, które dzieciom czytamy czy proponujemy. Natomiast niewątpliwie dzieci mają bardzo dużą wrażliwość, taką spirytualną.
[38:20] - Wyczuwania energii.
[38:21] - Wyczuwania energii, więc naprawdę mogą wyczuwać istoty bezcielesne, czyli dusze, które gdzieś tam sobie wędrują po naszych mieszkaniach. Nie po wszystkich oczywiście, ale zdarza się. I dzieci to po prostu wyczuwają. Ja też pamiętam, w nocy miałam takie schizy, że tak powiem, że nie mogłam ze strachu wysunąć nawet kawałka palca poza kołdrę, bo bałam się, że ktoś mi zaraz ten palec schwyci, ktoś wyjdzie spoza łóżka.
[38:55] - Myślę, że tłumaczeń na to jest wiele, bo i są to bajki, i są to programy, i są to istoty bezcielesne, czyli te duchy. Mogą to być też, tak jak teraz zobaczyłam, sytuacje, w której na przykład, powiedzmy, awanturuje się sąsiad z żoną na górze. Jest negatywna energia, dziecko to wychwyci, a w ogóle nie powiąże tego z sąsiadem czy ze swoimi rodzicami, czy z kimś za ścianą mieszkającym. Czyli mogę powiedzieć to są dużo szersze tematy, więc nie wiem, czy ma sens i może to być, bo prawdę mówiąc ja tutaj weszłam w panią Agnieszkę, pozwoliłam sobie, bo jak napisała, to rozumiem, że dała na to zgodę. Dla mnie pani Agnieszka te lęki ciągnie z poprzednich żyć. One są głębiej niż to, czego dotykamy teraz. Dlaczego to mówię? Po to, żeby uświadomić i pani, i tym wszystkim innym ludziom, że po prostu pewne rzeczy niesiemy też z przeszłości. Niekoniecznie one muszą być traumatycznym przeżyciem w tym życiu, ale mogą być traumatycznym przeżyciem w poprzednim życiu.
[40:00] - No właśnie.
[40:01] - Na przykład. W związku z tym trudno bardzo do tego podejść konkretnie, bo za dużo, że tak powiem, wytycznych jest w tym temacie, więc raczej są to indywidualne odpowiedzi dla każdej osoby inne.
[40:18] - Tak. I czy HAARP może na to wpływać? Oczywiście może wpływać na stany lękowe. Przecież umówiłyśmy się już o tym, mówiliśmy, że wpływa na stany emocjonalne, prawda? Więc może wybudzać lęki. Niekoniecznie takie konkretne. Różne inne również.
[40:32] - Niekoniecznie konkretne. Dokładnie.
[40:34] - I teraz mamy tak.
[40:35] - Natomiast dla mnie on nie ma takiego bezpośredniego wpływu. Czyli jak patrzyłam w tego HARPA, to nie aż tak strasznie mocno, jak na przykład program czy trauma. To znaczy pośrednio wpływa, tak bym to ujęła może.
[40:50] - Stawiam ptaszka. Temat odleciał. Mamy tutaj jeszcze sporo pytań, ale już je zostawimy do następnej audycji. Także prosimy o cierpliwość, dlatego że jakbyśmy odpowiedziały dzisiaj na wszystkie te pytania, po prostu nie ruszymy tematu głównego audycji.
[41:05] - Tak, jak czekają, to prawdopodobnie i tak już są wykończeni niecierpliwością. Tak ich przetrzymałyśmy, jeżeli chodzi o temat zwierząt.
[41:17] - No to co? Pierwsze pytanie takie było odnośnie zwierząt. Ludzie z jakiegoś powodu pytają nas o energetykę kotów i jak koty wpływają na nas. Czy nas zasilają, czy nas osłabiają? Co to w ogóle są te koty za zwierzęta? Reniu, ty wczoraj mi opowiedziałaś fajną historię, jak zobaczyłaś właśnie te koty.
[41:41] - Tak, mogę powiedzieć śmieszną historię, właściwie dwie w sumie mogę chyba powiedzieć, tylko jednej nie powiem, z jakiego powodu. Jedna sytuacja była taka, że miałam rzeczywiście jednego dnia, pewnego dnia, tutaj mam przecież syna osiemnastoletniego, coś mnie napadło. Miałam potworne lęki przez cały dzień związane z tym, że on może wypaść przez okno, przez balkon. Było to bardzo irracjonalne. Nie wiedziałam, jak sobie z tym poradzić. To był chyba piątek wieczorem. Kompletnie nie wiedziałam, jak do tego podejść, czy to moje lęki. Nic nie pomagało, ani koncentracja, ani uspakajanie, ani nic. I jakoś przetrwałam ten dzień w tych lękach. Położyłam się spać, obudziłam się rano.
Idę do pokoju, szukam kota, bo mam kota. Patrzę, kota nie ma. Pytam męża, co z kotem, a on mówi: „Wiesz, słyszałem jakiś taki trzask, ale nie wiem, co to było”. I coś mnie tknęło. Podeszłam do okna, otworzyłam okno, a tam była taka wystająca lampa, która jest zamontowana do ściany budynku. Przed bramą mamy mieszkanie od tej strony, gdzie jest brama niżej. I patrzę, tam taka kropla czerwona. Myślę krew. Kurde, kot spadł. I przerażona patrzę wszędzie wokoło.
Nigdzie go nie widać. Myślę sobie: „Tam nie ma trawy, tylko beton”. Więc mówię: „Gdzie ten kot?” Ale gdzieś informacja w głowie mi się pojawiła, że koty w momencie, kiedy coś się dzieje, kiedy są chore albo zranione, to się chowają. Zeszłam na dół i zobaczyłam przy bramie licznik czy coś, czym wodę w razie pożaru się podłącza tę rurę. Nie wiem, co to było. W każdym razie taka szara, wielka skrzynia, a pod nią takie małe miejsce pod spodem i ten kot się tam wsunął. Ja tego kota wyciągnęłam. Przyszłam do domu, cały zakrwawiony zresztą. Na szczęście przeżyła to kotka. Później weszłam w jasnowidzenie i zastanawiałam się, czemu ta kotka i co to ma wspólnego z tym moim lękiem poprzednim.
Mąż mnie namówił, zrobiłam jasnowidzenie i dostałam przedziwną odpowiedź, a odpowiedzią był fakt, że kotka to zrobiła zamiast syna. Chociaż mój syn nie ma tendencji żadnych do samobójstw, do niczego, więc może to po prostu miałoby się zdarzyć niechcący. Może by się przechylił i wypadł. Nie wiem. Po prostu było to dla mnie tak szokujące, że zobaczyłam, że ona to wzięła na siebie, że oczy mi się otworzyły i do tej pory nawet nie bardzo chciało mi się w to jasnowidzenie wierzyć. Jeżeliby dać temu przestrzeń, to nadal jestem w szoku w tym kontekście. To jest jedna historia, a druga już jest mniej dramatyczna, jest bardziej śmieszna. Jest to historia, kiedy oddawałam galerię w Warszawie do dyspozycji moim przyjaciołom, którzy tam robią warsztaty. I z tej okazji zebrało się nas tam parę osób. Mój przyjaciel wyciągnął koniak bardzo stary, który ze 20 lat w tej galerii stał i każdemu nalał takie trzy milimetry w szklaneczce.
Ja nie piję w ogóle alkoholu, w związku z tym mam opory, ale myślę sobie: „Dobra, wszyscy piją, wezmę też to wypiję. Nie mam żadnych jasnowidzeń” — to było wieczorem — „nie mam żadnych sesji, więc spróbujemy”. Trudno było się potem upić, bo to było po prostu tak, że nawet w buzi ledwo było to czuć. Ale przychodzę do domu później z mężem, obserwuję siebie i zaczynam zauważać, że jasnowidzenie włącza mi się zupełnie automatycznie, ale że widzę same okropne rzeczy, czyli sfery, których do tej pory w ogóle nie dotykam, że nagle widzę wszystko z poziomu tego pierwszego, drugiego czakramu. Nagle te wszystkie dziwne rzeczy typu władza, typu manipulacje seksualnością i tak dalej. Wszystko dla mnie jest jasne i przejrzyste i ma sens. Wprawdzie muszę też od razu wszystkim powiedzieć, że przeraziłam się tak strasznie, jak zobaczyłam ten poziom, bo nie dość, że mi się nie podobał, to jeszcze się przeraziłam, że już na nim tak zostanę. Więc byłam w strasznej panice, że już tylko tak będę mogła widzieć, a inaczej nie zobaczę. Był to taki dramat dla mnie. Potem syn się ze mnie śmiał: „Co mama, przestraszyłaś się, że jasnowidzenie ci się zmieni?”.
Miał dobrą zabawę ze mnie. I teraz jak ja mówię, że nie chcę pić, to on się z tego śmieje i mówi: „Nawet piwko, mamusiu?”. Ja mówię: „Nie, dziękuję”. Ale przy tym miałam fajną historię z kotem, moim własnym, wciąż tym samym, gdzie spojrzałam na tego kota właśnie w takim stanie, w jakim byłam w tym innym rodzaju jasnowidzenia. I nagle pierwszy raz zobaczyłam, że to nie jest kot. Zawsze widzę to dziwnie, ale zobaczyłam w nim zupełnie inną istotę. Czyli tak jak my jako dusze, czyli istoty duszy wchodzimy w ciała fizyczne, ludzkie, tak inne istoty dusze wchodzą w ciała zwierząt. I ewidentnie zobaczyłam tę istotę. Było to dla mnie zaskakujące, ponieważ miała zupełnie innego rodzaju emocje, niż posiadamy my. Zupełnie inaczej do tego podchodziła czy widziała rzeczywistość.
Trudno by mi było ją nazwać istotą mniej rozwiniętą niż my jesteśmy jako dusze, jako ludzie. Natomiast powiedziałabym trochę obca, czyli konstrukcja tej istoty była tak dramatycznie różniąca się od mojej, że właściwie mogłabym powiedzieć, że jest to dla mnie obca istota. I od tego momentu przestałam już mojego kotka traktować jak takiego super miłego kocusia, który po prostu tylko przychodzi i ja go głaskam, a on się kładzie i jest zadowolony. I też dotknęłam w tym mechanizmie szacunku dla innych istot, kompletnie innych istot, które też mają swoje życia, swoje drogi życiowe, własne ścieżki, własne inkarnacje, czy nie wiem, jak to jeszcze inaczej można nazwać. W każdym razie uznałam, że to, że bierzemy istoty do domu w tych zwierzętach, że je tam zamykamy, że wychodzimy z nimi na spacerki i tak dalej, jest to pewnego rodzaju — i tu pewnie ty, Moniu, się ze mną zgodzisz — nasze oprogramowanie, traktowanie innych w ten sposób. Że tutaj nie ma równowagi. I właściwie od tego momentu uznałam, że najlepiej by było, nie wiem, na ile to jest jeszcze w tej chwili możliwe, ale najlepiej by było, żeby te istoty po prostu żyły same dla siebie, w swoich własnych warunkach, a nie pozamykane w mieszkaniach i zdane na nasze jedzenie, na nasze traktowanie, na nasz sposób widzenia. Uzależniamy ich właściwie. I ograniczanie. To takie doświadczenie.
[48:46] - Ja zacznę troszkę tak ogólnie, wypowiadając się na temat kotów. Zacznę troszkę z innej strony. Z tego, co zaobserwowałam w trakcie swoich badań, bo ja mam umysł badawczy, dużo rzeczy badam, mierzę, ważę, zastanawiam się. Przyszło mi do głowy kiedyś taki temat, żeby rozpoznać to, czym się otaczamy na zewnątrz. Już nie mówię o domach, o ludziach, ale o otaczaniu przyrody. Zaczęłam sobie tę przyrodę obserwować, faunę i florę, czyli rośliny i zwierzęta, ukształtowanie terenu, jak na nas wpływa, skały, czy kwiaty dobrze na nas wpływają, czy też źle. I zaczęłam badać poszczególne gatunki. Do ogólnych wniosków doszłam, że ponieważ żyjemy w świecie dualnym, gdzie jest odwieczna walka, tak naprawdę nie wiadomo, kiedy to się zaczęło, dobra ze złem. Są rośliny i zwierzęta wysokowibracyjne, ale są rośliny i zwierzęta niskowibracyjne. Czyli można przyporządkować, że są fauna i flora z tak zwanego cienia, z ciemnymi wibracjami, ale jest fauna i flora z jasnymi wibracjami.
I zaczęłam obserwować i badać kto lub co należy do świata światła, a kto lub co należy do świata cienia. Muszę wam powiedzieć, że ogólne badania mnie samą zaskoczyły, ponieważ 90% fauny, czyli zwierząt, należy do istot, tak to nazwę, bo to są istoty tak samo jak my, niskowibracyjnych. Natomiast tylko 10% zwierząt, między innymi konie, słonie, żyrafy i jeszcze by się kilka czy kilkanaście gatunków znalazło, należy do światła. I to mnie zaskoczyło, bo zawsze się mówi o delfinach. Delfiny należą do światła. W moich badaniach delfiny niestety nie należą do światła, chociażby ze względu na to, że również są drapieżnikami, więc mają zarys morderstwa, śmierci, uwiązania w karmę. Odnośnie do kotów. Trochę mam opory, żeby o tych kotach mówić.
[51:10] - Nie mnie, bo ja lubię koty, lubię swoją kotkę, ale mogę powiedzieć: spójrzmy prawdzie w oczy. Jakby kotkę puścić na zewnątrz, to czy ona będzie jadła ziarenka i podgryzała trawkę? Nie. Będzie zabijać inne istoty. Myszy chociażby, tak? Czyli musi być w jej energii ten mechanizm zabijania i tak dalej.
[51:34] - Teraz tak, obserwuję sobie kota. Ja też lubię koty. W ogóle lubię zwierzęta, więc na co dzień ich nie kategoryzuję. Dobre, złe, niskowibracyjne, wysokowibracyjne. Absolutnie. Na co dzień tak nie egzystuję.
[51:50] - Tak.
[51:51] - Też podchodzę na ulicy do kota i jak się łasi, to go pogłaszczę. Natomiast koty mają energię, która nie sprzyja energetyce człowieka. Są odmienne, czyli są wrogie energetycznie. Co to oznacza? Tak jakbyśmy powiedzieli, że człowiek jest na plus w energetyce, ma taką określoną częstotliwość energii, a koty są przeciwne, wprost przeciwne, czyli ujmijmy to, na minusie. Można łatwo zauważyć, że koty uwielbiają miejsca, które są szkodliwe dla człowieka. Kładą się na ciekach wodnych, kładą się na miejscach ukształtowania geopatycznego, które jest bardzo toksyczne dla osób. Kładą się w miejscach, gdzie człowiek ma jakieś miejsca energetycznie zaburzone. One te energie uwielbiają. To są ich energie, gdzie one się czują dobrze.
Przebadałam sobie, oczywiście oglądając, w jaki sposób kot swoją energetyką wpływa na człowieka i co zaburza. Energetycznie na człowieka wpływa w minus 50 procentach. Czyli tak naprawdę kot nie wspiera człowieka, ale go osłabia. Można zauważyć, że często koty biorą osoby, które czują się samotne, mają problem w nawiązywaniu relacji międzyludzkich. To po pierwsze, ale też osoby, które mają problemy zdrowotne, czyli mają jakieś programy związane z autodestrukcją i te koty przebywają w ich otoczeniu nie dlatego, że one mają potrzebę opieki między innymi nad kotem, ale dlatego, żeby zasilić ten program, żeby zrealizować program szybciej. Jeśli chodzi o koty, to wiem, że są z tej trochę ciemnej strony i nie do końca wspierają światło. Wręcz przeciwnie, swoją energią to światło zaburzają. Natomiast to my, ludzie, sprawiliśmy, czyli daliśmy sobie prawo do zniewalania tych zwierząt, brania ich na swój teren. Te koty mają prawo żyć na naszej planecie, tylko mają prawo mieć swoją przestrzeń. To my, ludzie, odebraliśmy im tę przestrzeń i przejęliśmy też i kotów przestrzeń do własnej.
Więc ja nie mówię w tym sensie, żeby teraz koty wszystkie wyrzucać, tylko żeby się zastanowić, że my jesteśmy różni wibracyjnie. Tak jak ludzie są różni wibracyjnie, jak zwierzęta, jak rośliny i każdy na tej planecie powinien mieć swoją przestrzeń. To tak jak Renia powiedziała, prawda?
[54:36] - Tak.
[54:39] - Nie wiem, co jeszcze o tych kotach powiedzieć, żeby się nie narazić zwolennikom.
[54:44] - Nie, wydaje mi się, że to jest tak. Może ja to ułagodzę, ponieważ rozumiem to troszkę inaczej. Powiedziałabym tak Przypuśćmy na przykład, że pokrzywa ma wibrację niekorzystną dla nas. Ale czy oznacza, że my mamy ją powycinać i nie pozwolić jej rosnąć? Nie. Świat 3D, pamiętajmy o tym, czyli ta rzeczywistość, w której się urodziliśmy i wybraliśmy ją świadomie jako dusza, jest rzeczywistością dualną. A co to znaczy dualizm? Dualizm to znaczy jasne, ciemne, białe, czarne. Różnorodność przede wszystkim. W związku z tym mogę powiedzieć, że każdy ma prawo do życia, do egzystowania tutaj.
Czy on jest ciemny, czy on jest jasny, bo w pewnym sensie to ciemno i ta jasność jest pewnego rodzaju fikcją z poziomu niedualnego, tak?
[55:50] - Tak, dokładnie.
[55:51] - Pamiętajmy też o tym, że my tylko mówiąc o takich rzeczach, mówimy o poziomie dualnym. Jeżeli my się zwalniamy z poziomu dualnego i wchodzimy w poziom niedualny, bo na przykład my jako ludzkość czy jako planeta Ziemia już jesteśmy w 100% uwolnieni z dualności, to po prostu pewne rzeczy się przetransformują, znikną i nastąpi pewna zmiana w procesie i będzie to inna rzeczywistość. Ale cały czas żyjemy w tej, więc mówimy o tym. Natomiast żebyśmy dobrze pamiętali, że pewne rzeczy są tylko widziane w taki sposób z poziomu dualnego, żadnego innego. I to jest istotne w widzeniu tych wszystkich rzeczy. I kotów, i psów, i wszystkiego. Czyli można powiedzieć każda z istot, każda z rzeczy, każda z zwierząt, każda z roślin ma zawsze dwie strony, bo w każdą wpisana jest dualność. Gdyby nie było tej dualności wpisanej, to ona by się w ogóle nie pojawiła tutaj na Ziemi. Czyli tak w kotach jest też ta jasna strona, tak w pokrzywach jest też ta jasna strona i tak i w ludziach jest jasna i ciemna strona. Czyli wszędzie jest ta dualność i jej jest więcej z tej strony bądź z drugiej strony więcej, czyli jasności więcej bądź ciemności więcej.
W związku z tym my dokonujemy poprzez rozwój własny duchowy wyborów, czego chcemy więcej. Czy chcemy więcej ciemnego, więc dotykamy tych ciemnych rzeczy, bądź więcej jasnego i dotykamy jasnych rzeczy. Mogę powiedzieć, ciemna rzecz może być bardzo dobrym naszym nauczycielem, też o tym pamiętajmy. Czasami jasne osoby przywołują, które mają jeszcze ciemne wypełnienia i chcą z nimi przepracować czy mają jakieś tematy, to przywołują do swojego życia osoby z ciemnych stron, ale nie dlatego, żeby męczyć je i pokazywać, że ja jestem lepsza, on jest gorszy, tylko dlatego, że mam coś do zrobienia w swoim życiu. Mam się czegoś nauczyć. Tak jak dzisiaj mówiłam o ego. Czy ego można nazwać jasną stroną? Nie. Ewidentnie, jeżeli to ujmiemy w dualności, to ego jest ciemną stroną, ale jest częścią osobowości każdego człowieka, który na tym świecie żyje.
[57:58] - Może teraz przejdę do cech charakterystycznych, cech osobowości, które sprawiły, że zwierzęta żyją nie na wolności, tylko żyją właśnie w naszych domach, czy żyją w zoo, czy żyją w zagrodach.
[58:13] - Po prostu je więzimy najnormalniej w świecie.
[58:15] - Tak. Więc słuchajcie, to do wszystkich, którzy posiadają zwierzęta. Ja też posiadałam zwierzęta w swoim życiu, ale przyszedł taki moment, że zobaczyłam, że to wiąże się z pewnymi programami, które ja chcę już przepracować i puścić. I teraz największą moją frajdą jest, kiedy ja widzę zwierzęta, ale na wolności. Kiedy przechodzę koło stadniny, bo mam tutaj niedaleko w Krakowie stadninę koni, kiedy przechodzę, gdzie te konie są na lonży prowadzone, gdzie są zmuszane do pewnych ćwiczeń, do jeżdżenia z jeźdźcem. Po prostu serce moje płacze, bo zrozumiałam, że to zniewolenie to jest najnormalniejsze w świecie maltretowanie tych zwierząt, wykorzystywanie dla swojej rozrywki. I moje pytanie było takie: czy posiadanie psa, czy posiadanie kota w domu służy temu zwierzęciu, czy to jest zaspokajanie moich potrzeb? I odpowiedź na to pytanie była prosta. To są moje potrzeby, że mój pies, owczarek niemiecki przez 12 lat żył na siódmym piętrze w bloku. Wychodził trzy razy na spacer, w weekendy tylko na dłuższe i ciągle żył w depresji.
Dlaczego? Dlatego, że stworzyłam jej nienaturalne warunki życia. To po pierwsze. Nie miała stada, nie miała współbraci w stadzie, bo chodziła w kagańcu, bo w mieście trzeba było kagańc założyć i smycz. Była dosyć agresywnym psem, jeśli chodzi o inne zwierzęta. Mało tego, każdą cieczkę przeżywałam traumatycznie dlatego, że musiałam pilnować, żeby nie zaszła w ciążę, a dla niej to było naturalne i ona pragnęła mieć potomstwo. To ja decydowałam o jej życiu i ja dokonywałam za nią wyborów. W momencie, kiedy dostała schorzenia, torbiel się na jajniku pojawiła ze względu na nienaturalny tryb życia, który jej zafundowałam. Trzeba było jej to wszystko usunąć. Nie została nigdy matką.
I też później, jak już nawet te rany się zagoiły, ja czułam empatycznie, że to jest nie w porządku, co ja jej robię, że to właśnie poprzez moje wybory ona musiała przejść przez te operacje. I kiedy ją chowałam to łzy mam do tej pory. Przepraszam. Ale ją przeprosiłam za to wszystko, co jej zrobiłam. Za te 12 lat w bloku. Za pilnowanie jej przy tych cieczkach i za operacje. Za karmienie ją puszkami, za karmienie ją suchą karmą. I być może też i za to ją przeprosiłam, że Chciałam ją przeflancować na wegetarianizm.
[01:01:07] - Mój pierwszy pies też jadł kluski z serem.
[01:01:09] - Dla potrzeb swojego ego. Chciałam przerobić jej naturę. Wrócę do tego zaprogramowania ludzi. Przede wszystkim mają programy autodestrukcji, więc wprowadzając na swój teren zwierzęta i różne rośliny, które nie współgrają energetycznie z nami, to są programy autodestrukcji, maltretowania innych. Co tutaj jeszcze? Programy dominacji, władzy, agresji. Przecież ile ludzi lata ze swoimi psami na szkolenia, chce je złamać, w cudzysłowie mówią: „Ułożę psa”. Ale do czego ułoży? Do siebie, żeby on pasował do mnie, żeby mnie było lżej z jego temperamentem i charakterem. Programy pociągania za sznurki cudzego życia.
Opowiedziałam właśnie historię, jak ja pociągałam za sznurki życia mojego psa. Programy marionetki, programy uzależniania od siebie tych istot, programy izolacji, bo przecież my izolujemy te zwierzęta od ich naturalnego środowiska. Już tutaj nie będę więcej tych programów mówić, bo to jest dosyć przykra sprawa. Właściwie nie wiedziałam, że tak jeszcze emocjonalnie zareaguję na temat zwierząt. Bardzo lubię patrzeć na zwierzaki, ale jak widzę, że te zwierzęta są w tych kagańcach w mieście, na tych smyczach wyprowadzane i to na krótki spacer. Przecież u mnie w bloku też ludzie mają zwierzęta. Pięć minut i do domu. Reszta cały czas w pomieszczeniach zamkniętych, w klatce. Też obserwuję psa, który mieszka naprzeciwko, który całymi dniami wyje od godziny 7 do 18, aż ktoś przyjdzie, go wyprowadzi. Przecież to jest kupka nieszczęścia.
To jest pies emocjonalnie zniszczony. Ja się opowiadam za wolnością. Jeszcze tylko dokończę, że syn bardzo mnie namawia na jakiekolwiek zwierzę, ale absolutnie się nie zgadzam, dlatego że cenię swoją wolność i dlatego zaczęłam doceniać też wolność innych.
[01:03:37] - Ja bym jeszcze, nie żeby przeciwstawić się twojemu zdaniu, bo tutaj akurat mam podobne, natomiast rozszerzyć sytuację, żebyśmy były lepiej zrozumiane, to chciałam powiedzieć jedną rzecz. Nie wszyscy ludzie mają te programy, które mają te zwierzęta. Czyli dla mnie jest to o tyle bardziej skomplikowana rzecz, że jesteśmy już w społeczeństwie, w które wchodzimy, które ma małą możliwość zrobienia cokolwiek. Czyli powiedziałabym tak: jeżelibyśmy do tego podeszli w jednostronny sposób, to dzisiaj wypuszczamy wszystkie psy i koty i wszystkie zwierzęta. Co się dzieje?
[01:04:19] - Nie, to nie o to chodzi.
[01:04:21] - Właśnie dlatego próbuję to w tej chwili rozszerzyć po to, żeby powiedzieć: czasami my już padliśmy ofiarą. Czyli mogę powiedzieć, jako społeczeństwo mamy te programy i mamy te cechy, dlatego też stworzyliśmy taką sytuację z tymi zwierzętami, ze wszystkimi, że je wykorzystujemy, że nie współpracujemy z nimi i tak dalej. Bo to nie znaczy, że koń nam nie może czegoś pomóc ciągnąć na przykład. Ale to oznacza, że my mamy z nim współpracować, a nie tłuc go batem, żeby szedł szybciej. Tu chciałabym to troszkę bardziej rozszerzyć, żebyśmy były dobrze zrozumiane, bo mogę powiedzieć, jak wygląda sprawa z moim kotem. Mój kot przyszedł do mnie sam. Ja wcale nie chciałam kota. Ja nie chciałam już zwierząt. Uznałam, że to jest odpowiedzialność przewyższająca tą, którą ja chcę wziąć za inną istotę, bo są takie, a nie inne warunki w życiu. W związku z tym nie chcę.
Kot przyszedł do mnie sam, był potwornie poturbowany, strasznie wychudzony. Czyli mogę powiedzieć szukał pomocy najnormalniej w świecie. Potem przeżyłam drugą sytuację z kotem, ponieważ tak jak ty martwiłam się, że będzie miała małe koty i znowu sobie nie poradzę. Czyli uznałam: biorę za jednego, zaraz będę miała 20. Z ciężkim sercem myślę sobie: może trzeba ją wysterylizować. Potwornie źle się z tym czułam. Uznałam, że po prostu to jest taka ingerencja w inną istotę, że nie daję temu prawa. I zrobiłam jasnowidzenie i wyszło, że mam pójść wysterylizować. W ogóle tego nie rozumiałam. Myślę sobie: dobrze, wychodzi mi tak, okej, Góra mówi, idę, zrobię to.
Poszłam, zrobiłam to. Czułam się okropnie. Szłam jeszcze do tego lekarza, mówię do niego: „Wie pan co? Po prostu mam straszny opór, żeby to zrobić, ale coś mi wewnętrznie mówi, żeby to zrobić”. No więc dobrze. Wychodzę, przychodzę za dwie godziny, pan mi oddaje kota, który się powoli budzi i mówi tak: „Uratowała pani mu życie”. Ja mówię: „Dlaczego?” „Bo całą macicę miała zajętą rakiem. W związku z tym dałbym jej góra sześć miesięcy przeżycia. Ponieważ to wyciąłem, to kot żyje do tej pory od tej sytuacji już cztery lata”. Druga rzecz.
[01:06:29] - Ale odróżnijmy to, że my nie namawiamy do sterylizacji, tylko akurat twój przypadek był indywidualny, ponieważ miało to zastosowanie, żeby uratować jej życie. Ale teraz namawia się ludzi, żeby sterylizować zwierzęta.
[01:06:45] - Dlatego na pierwsze zdanie powiedziałam, że absolutną masz rację, że pewne rzeczy idą w niewłaściwą stronę. Po prostu w niewłaściwą stronę. Tu nie trzeba szukać, jak wysterylizować zwierzęta, tylko tu trzeba szukać, jak je uwolnić, jak dać im przestrzeń, ale na pewno nie w taki sposób, żeby puścić wszystkie na ulicę, bo one wtedy umrą z głodu. Czyli mogę powiedzieć pewne rzeczy tak skonstruowaliśmy, że w tej chwili jest to długofalowy proces nauczenia każdego człowieka szacunku dla innej istoty, uszanowania jego życia, jego energii, wszystkiego, co należy do niego i zbudowania takiej rzeczywistości, żeby te sytuacje nie musiały się wydarzać, żeby nie musiał trafiać do mnie taki kot. Druga sytuacja, wypuszczałam ją na podwórko, na dwór, żeby biegała sobie i zostawiałam po prostu otwarty balkon. Jakiś człowiek potraktował ją deską, tłukł ją deską tak, że złamał jej tylną nogę prawą. I ona od tej pory nie chce w ogóle wychodzić na dwór. Jest straumatyzowana. Nie przeze mnie, bo mam takie programy, tylko dlatego, że znalazł się człowiek, który ją tak potraktował. Więc mogę powiedzieć: teraz nie mogę jej wypuścić na dwór.
Ona już ma nawyk tak głęboki, że po prostu pewnych rzeczy nie zrobi. Ja jej otworzę drzwi, ona nie wyjdzie poza dom.
[01:07:58] - Tak, ja się z tym wszystkim zgadzam. Zmieniajmy tylko świadomość.
[01:08:02] - Dokładnie. Świadomość i starajmy się tę świadomość wpuszczać w naszą rzeczywistość i budować ją inną. Bo ten pomysł, w którym idziemy, jest beznadziejny.
[01:08:13] - Tak. Zacznijmy już edukować swoje dzieci, że nie do końca musimy mieć zwierzę w domu. Możemy iść do lasu, obserwować. Też edukujmy dzieci i nie prowadzajmy ich na przykład do zoo, żeby oglądać zwierzęta. Tylko tłumaczmy, że to jest coś, co tak naprawdę nie jest potrzebne. Jeśli zwierzęta jakieś nie żyją w naszej strefie klimatycznej, to nie znaczy, że my musimy je przywieźć i na siłę oglądać.
[01:08:36] - Dokładnie.
[01:08:38] - Także musimy zmieniać świadomość. To nie jest żadna edukacja. Warto by było też zająć się cyrkami, gdzie są zwierzęta. Nie prowadźmy dzieci do cyrku, nie pokazujmy tego, dlatego że my swoimi postawami, jeśli my gdzieś idziemy z zainteresowaniem, naganiamy koniunkturę na to. To my również budujemy ten stary system, który jest toksyczny i dla nas, i dla tych zwierząt. Każdy z nas musi mieć swoją przestrzeń, tylko teraz trzeba zacząć małymi krokami od zmiany świadomości. Od zmiany swojej najpierw świadomości, potem dzieci, potem te dzieci przeniosą na swoje dzieci. To potrwa pewnie pokolenia, ale miejmy nadzieję, że ten proces się odwróci i jeszcze jakieś pokolenie będzie widziało konie na przykład na wolności. To jest moim największym marzeniem. Pojechać gdzieś na step i zobaczyć konie na wolności.
To tak trochę się smutno zrobiło.
[01:09:34] - Tak, to troszkę smutna audycja, ale też mogę powiedzieć, że mamy niestety jako ludzkość... Zresztą mogę powiedzieć to, co ja uważam o przekłamaniu. Tu jest kolejna rzecz, którą dotknę. Przekłamania w Biblii to takie przekłamania, które jak ja mówię do mojego syna i chcę to pokazać, jak to kształtuje rzeczywistość nieprawdopodobnie, a jakim jest brzydkim przekłamaniem. Gdzie ja mówię: „Filip, ale trzeba szanować inne zwierzęta. To jest kot, to jest pies. Nie traktuj jego jak zabawkę. To jest osobna istota. Ona ma prawo do tego, żeby nie chcieć, że chcesz ją pogłaskać na przykład”. A on do mnie mówi: „Mamo, ale przecież w Biblii jest napisane, że Bóg stworzył zwierzęta po to, żeby nam służyły”.
Więc jak to słyszę, to po prostu ze złości ściska mnie gardło i mogę powiedzieć: „Na pewno nie powiedział tego Bóg”. Więc kto napisał Biblię?
[01:10:25] - Nie wiem, a w jasnowidzenie też nie chcę wchodzić.
[01:10:28] - Natomiast mogę powiedzieć: czy to nie jest zadziwiające? Muszą być koszmarne przekłamania. Jaki Bóg jest w stanie postawić jedne istoty nad drugimi?
[01:10:38] - Dokładnie.
[01:10:39] - Na pewno nie Bóg z jasnej strony. On nie może jednym dać niezależność, a drugim tę niezależność zabrać, bo mówi się, że on jest sprawiedliwy. A to nie jest sprawiedliwość.
[01:10:53] - Dokładnie.
[01:10:54] - W związku z tym mogę powiedzieć, że musimy zmienić pewne rzeczy. Musimy uczyć się sami patrzeć na to wszystko i sami konstruować rzeczywistość w taki sposób, żebyśmy naprawdę szli w stronę światła. Bo to, co się dzieje teraz, to niestety rozwiązaniem nie jest zbieranie biednych psów z ulicy i szukanie dla nich domu. Ujmijmy to też tak. To też jest niewłaściwa droga. Ona tylko działa jak tabletka, czyli na jedno pomoże, a drugie pogorszy.
[01:11:28] - Dokładnie. Czyli musimy zacząć szukać-
[01:11:30] - Zmieńmy świadomość.
[01:11:32] - Tak, rozwiązań systemowych już tak naprawdę, ale w odwrotnym kierunku. Burzyć te stare i wprowadzać nowy sposób myślenia, że iść w kierunku uwolnienia, a nie załatwiania im tymczasowego rozwiązania. Bo ta historia się będzie powtarzała jeszcze tysiące lat, jeśli my z tego nie wyjdziemy. Czyli będą schroniska, będą zwierzęta krzywdzone, będą wykorzystywane, jeśli nie zmienimy tej zapadni w głowach. Więc nie pytajcie nas o terapeutyczne znaczenie zwierząt, bo to jest pytanie już tendencyjne: jak mogę to wykorzystać?
[01:12:06] - Tak. I że rzeczywiście to działa bądź nie działa. Czyli mamy tylko dwie opcje: powiedzieć działa terapeutycznie bądź nie działa terapeutycznie.
[01:12:14] - No właśnie.
[01:12:14] - A to nie o to chodzi. To nie jest masażer elektroniczny, to czujące zwierzę.
[01:12:21] - Reniu, kocham cię za tą dosadność. Wyrabiasz się!
[01:12:28] - Pozwalam sobie na takie dowcipy na antenie.
[01:12:33] - Rozwaliłaś mnie. Ale dobrze, że to powiedziałaś, bo trochę w ten smutny temat weszło trochę światła i trochę takiego poczucia humoru, bo mnie samą zołowa. Kochanie, czy my coś jeszcze chcemy à propos o zwierzętach powiedzieć? Trochę temat ciężki, myślę.
[01:12:55] - To znaczy ciężki, ale mogę powiedzieć też, że troszkę pocieszę ludzi, jeżeli w ogóle mogę. Tych, którzy naprawdę są zapaleńcami, żeby zwierzętom pomagać, to mogę powiedzieć, że rozumiem to wszystko. Każdy chce, bo to są czujące istoty, ale naprawdę szukajmy nowych rozwiązań, bo na przykład sam fakt, jak już powiedziałaś, karmienie tych zwierząt. Przecież jeżeli karmimy zwierzęta tą chemią, to wpuszczamy się w cały mechanizm korporacji zarabiania pieniędzy przez to. Bo idziemy, kupujemy te worki z suchą karmą, zabijają za to inne zwierzęta po to, żeby psy miały jedzenie. Po prostu wchodzimy w mechanizmy, że jak nagle spojrzymy na to bardzo szeroko, to po prostu ręce nam opadną.
[01:13:43] - Właśnie, to jest bardzo szeroki temat i muszę powiedzieć, że tutaj Gościłam pieska na dwa tygodnie i powiem szczerze, że dla mnie nie do zniesienia było, że tu stała jakakolwiek puszka z mięsem i ta puszka musiała być wyniesiona i pies jadł chleb albo z warzywami, albo jadł chleb ze smażoną cebulą, bo to mu smakowało. Albo jeszcze ewentualnie poprosiłam Konrada, żeby poszedł kupić kawałek sera żółtego, bo też sera u nas w domu nie ma lub jest bardzo rzadko, kiedy Konrad naprawdę ma chęć na coś białkowego. Także to też jest jako problem już taki energetyczny pogodzić nawet już.
[01:14:28] - No ale to już jest problem, bo że tak powiem, zwierzęta tego rodzaju mają kły nieprzypadkowo. Ich natura jest mięsożerna, w związku z tym też serwowanie im chleba i żółtego sera jest też jakby nie w ich naturze, więc mogę powiedzieć, no znowu zaczyna się ten sam proces i nie wiadomo, jak sobie z tym poradzić. W związku z tym wydaje mi się, że właściwie jedyną możliwością jest po prostu stworzyć zupełnie nowe konstrukcje, począwszy od naszej świadomości i kładąc to na zewnątrz i uzewnętrzniając to w rzeczywistości po prostu materialnej. Inna konstrukcja kontaktu ze zwierzętami i tyle. I ja myślę, że tutaj na ten temat to chyba już można gadać i gadać, ale myślę, że to już chyba...
[01:15:12] - Myślę, że temat zakończony, znaczy chciałabym go zakończyć, bo to jest dosyć trudny temat. Ciężki, dlatego że niewiele osób mówi już w ten sposób, co my dzisiaj powiedziałyśmy. To jest skostniały światopogląd, który my przenosimy z pokolenia na pokolenie, więc nie jest to proste, jakby iść nawet z taką wiedzą w tej chwili.
[01:15:36] - No tak.
[01:15:37] - Także kochani, namawiamy do zmian.
[01:15:40] - Innego myślenia.
[01:15:41] - Tak.
[01:15:42] - Przypatrzenia się sobie.
[01:15:44] - Na temat zwierząt. Także to by było na tyle i właściwie pomalutku będziemy też audycję kończyć.
[01:15:51] - Kończyć. Tak. Jeszcze myślę tylko, że może warto, żebyś wspomniała na temat swoich warsztatów.
[01:15:57] - Więc kochani zapraszam. Tak, zapraszam na stronę. O widzisz i zacięłam się. Najpierw zaproszę was na blog. Zmiany 2012.
[01:16:10] - Dobrze się zacięłaś.
[01:16:12] - Tak, tu będą umiejscawiane audycje, także znów zapraszam do komentarzy, do tematów, żebyście nam podsyłali. Zapraszam też Was na stronę internetową metodaddw.pl. Tutaj organizuję, właściwie ja już od tego odchodzę, natomiast mój mąż organizuje kursy dotyczące nauki oczyszczania duchowego i co? I do korespondencji na-
[01:16:39] - O jednej rzeczy zapominasz kochana, no.
[01:16:42] - Tak?
[01:16:42] - Poczekaj. O tym, że mamy już pomysł, żeby zrobić audycję na żywo w Warszawie, wynająć jakąś salę. Zapraszamy tam wszystkich chętnych i po prostu będziemy rozmawiały na żywo. Na żywo będzie można nam zadawać pytania.
[01:16:57] - Tak, będzie to spotkanie pod tytułem Café de Flore. Będzie można zadawać nam pytania, jak Renia powiedziała, ale będą też atrakcje. Będziemy wspólnie tańczyć, będziemy wspólnie medytować i będzie też-
[01:17:08] - Może zrobimy parę ćwiczeń fajnych.
[01:17:10] - Tak. I będzie też chwila, kiedy będziecie mogli nam zadawać pytania, nawet i osobiste i w jasnowidzeniu będziemy odpowiadać. Także kochani, szykujcie się. Nie wiem, Reniu, chyba czerwiec najwcześniej.
[01:17:21] - Myślę, że czerwiec najwcześniej tak. Koniec czerwca może.
[01:17:25] - Także szykujcie się na czerwiec do Warszawy, żeby się z nami spotkać i jeśli jesteście chętni to podaję adres e-mailowy, na który możecie zgłaszać swoje kandydatury, że tak powiem. Biedronka2406@gmail.com. Oczywiście te wszystkie informacje będą podane na początku i na końcu filmików. A teraz Reniu zapraszam Cię do prezentacji własnej.
[01:17:53] - Jeszcze bym jedną rzecz powiedziała, żeby od razu wszyscy byli zorientowani. To nie będzie bezpłatne, czyli będzie wstęp, ponieważ za salę będziemy musiały pewnie sporo zapłacić, więc tak mniej więcej wyliczyłyśmy. Oczywiście będzie to w zależności od ludzi, że od osoby za wstęp będzie sto pięćdziesiąt złotych.
[01:18:09] - No.
[01:18:10] - I żeby jakby wszyscy wiedzieli, bo może niektórzy uznają, że to za dużo, w związku z tym nie będą chcieli, więc nie ma co zawracać sobie głowy, więc myślę, że wszystkie informacje warto od razu pokazać, żeby nie było potem problemów. To jest jedna rzecz. Jeżeli chodzi o drugą, to w tej chwili w maju, czwarty, piąty maja odbędą się warsztaty, ale miejsc już nie ma. Moje warsztaty to „Ukochaj swoje wewnętrzne dziecko”. Teraz nazwałam to troszkę szerzej, bo dostaję coraz więcej informacji z wyższego ja, żeby poszerzać to, czyli już w tej chwili nazywam to integracją z podświadomością i z wyższym ja w celu praktycznego wykorzystania do tworzenia własnego życia, własnej rzeczywistości. Może nie własnej rzeczywistości, tylko własnego życia, takiego, jakiego chcemy. To oczywiście jest cykl praktyczny, czyli cykl medytacyjny. Teraz najbliższym terminem jest pierwszy, drugi czerwca, też w Warszawie. Tylko w tej chwili prawdopodobnie, jeżeli zbierze się wystarczająca liczba osób, to będę to robiła, organizowała w Biosferze. Do tej pory było to na Starym Rynku w galerii, ale ona, że tak powiem, jest ograniczająca i w tej chwili już muszę odmawiać ludziom miejsca ze względu właśnie na małą salę.
No więc w związku z tym zaczęłam myśleć już o większej. Właśnie ta w tej Biosferze jest trochę większa, dużo większa, więc można to zacząć spokojnie w ten sposób organizować, więc zapraszam wszystkich serdecznie. Oczywiście informacje na mojej stronie www.helzeje.pl. Można się zgłaszać w e-mailach renatajasnowic@gmail.com i jeszcze wspomnę Moniu twój e-mail bo nie podałaś, chociaż-
[01:19:51] - Podałam.
[01:19:52] - Podałaś, bo zawsze u nas przed tą audycją bądź na końcu zawsze jest odniesienie, więc jakby nie ma z tym problemu. Nawet jak ktoś tego nie dosłyszy to może sobie przeczytać.
[01:20:01] - Dokładnie.
[01:20:02] - Więc też tutaj nie ma sprawy. No to co? Żegnamy się ze wszystkimi bardzo ciepło. Mam nadzieję, że dzisiaj nie, bo mało się dzisiaj śmiałyśmy, tylko na początku i na końcu. Temat był trudny, no ale czasami takich trzeba dotknąć. W związku z tym myślę, że u każdego spowoduje to przynajmniej odniesienie do siebie samego, nie poczucie oceniania czy bycia ocenianym, czy że coś takiego robimy. Tylko po prostu niech każdy sam dla siebie się zastanowi i sprawdzi, w jakim punkcie dla samego siebie jest w związku z tymi zwierzętami. I to już będzie jakby taki pierwszy krok dla naszego rozwoju. Samo zastanowienie się nad tym, w jakim punkcie jesteśmy każdy z nas.
[01:20:44] - Czyli zostawiamy was w takim nastroju troszkę medytacyjnym.
[01:20:48] - Tak.
[01:20:49] - No i co? I żegnamy się i miejmy nadzieję, że w przyszłym tygodniu temat będzie lżejszy, ale to będzie zaskoczenie.
[01:20:56] - Zobaczymy.
[01:20:57] - Dla was i dla nas. Żegnamy się. Buziaki kochani. Pa.
[01:21:01] - Buziaki. Pa.
[01:21:02] - Archiwalne odcinki audycji Café de Flore znajdziesz do pobrania w archiwum Radia Paranormalium, a także na serwisie YouTube, na kontach Renaty Engel i Moniki Jakubczak, jak również na stronie Renaty Engel www.engelrenata.com.