[00:21] - INFRA prezentuje: Polskie życie po życiu. Historia Alicji Ziętek. Witam w programie serwisu INFRA. Dzisiejszy program poświęcimy polskiemu życiu po życiu. Mówi Michał Kuśnierz, serwis INFRA. Razem ze mną program poprowadzi Piotr Cielebiaś.
[00:41] - Witam. Jak powiedziałeś, zagadka życia po życiu i wizji z okresu śmierci klinicznej to zjawisko bardzo dobrze znane i wciąż tajemnicze. Dziś będziemy gościć parapsycholożkę, malarkę, jasnowidz, panią Alicję Ziętek, która opowie nam o swoich doświadczeniach. Witam pani Alicjo. Chcieliśmy zadać pani kilka pytań dotyczących głównie zjawiska NDE, czyli doświadczeń z pogranicza śmierci. Wiele osób pyta nas, jak to jest, bowiem w ostatnim okresie naukowcy stwierdzili, że jest to zjawisko w pełni wytłumaczalne. My dzisiaj chcielibyśmy przybliżyć to wszystkim w sposób bardziej, powiedziałbym, oddolny. Pani po prostu jak te doświadczenia wyglądają z perspektywy osoby, która to przeżyła? Takie pierwsze pytanie będzie się może wiązać z tym, jak wyglądało to pani doświadczenie i w jaki sposób do niego doszło.
[01:28] - Moje doświadczenie było dla mnie wielką niespodzianką, ponieważ ani o tym nie słyszałam, ani o tym nie czytałam. Po prostu to doświadczyłam. I najciekawsze było to, że po tym, jak wróciłam z tego doświadczenia, zaczęłam żyć już swoim życiem. Niestety nie potrafiłam być taka, jaka byłam poprzednio. Radykalnie się zmieniłam. Nawet mój mąż mi powiedział, że jestem nie tą Alicją, którą poślubił. Owszem, doświadczenia te NDE na mnie wywarły ogromne wrażenie. Pierwsze, sam fakt tego, że byłam poza ciałem, byłam świadoma wszystkiego, co odbierałam i świadoma tego, co się wokół mnie działo. Niemniej jednak nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie ma reakcji. Zjawisko fizyczne, które nie było mi znane ani z książek, ani z wiedzy.
Był to dla mnie tym bardziej szczególny moment ze względu na to, że urodziłam trzecią córkę i już w czasie przebiegu tej ciąży mówiłam mężowi, że moje życie jest zagrożone i czułam nadchodzącą śmierć. Mąż nie dawał mi wiary. Niemniej jednak instynkt bądź jakieś przeczucie było tak silne, że nie odstępowało mnie aż do dnia, w którym faktycznie nastąpił ten moment. Dostałam krwotoku. Rodzina, najstarsza córka i mąż wezwali pogotowie. Pomagali mi utrzymać się przy dobrym samopoczuciu w cudzysłowie. Karetka przyjechała, zawiozła mnie i miałam bardzo duży upływ krwi. Zresztą w tym momencie, kiedy ja jechałam, to już czułam, że mi jest wszystko jedno. Spać mi się chciało, zimno mi było. I już na sali operacyjnej straciłam kontakt z rzeczywistością.
Zrobiło się czarno, po czym znalazłam się zupełnie w innym kadrze. Widziałam to, co się działo wokół mnie. Byłam w szpitalu, widziałam swoje ciało. Reagowałam na lekarzy, żeby mnie nie ruszali, że jestem zdrowa, że nic mi nie jest. Jednak coś było nie tak, ponieważ czułam, że ja się mogę swobodnie unosić w powietrzu, co było niezwykle dla mnie zaskakujące. Następnie zaś próbowałam zrozumieć, dlaczego tak jest, że ja próbuję dotrzeć do lekarzy, a oni na mnie nie reagują. Po czym wypłynęłam i szukałam dowodu na relacje, na kontakt z ludźmi poza szpitalem. I wtedy sobie po prostu pomiędzy blokami, wśród obcych ludzi stawałam im na drodze. Próbowałam wymuszać im reakcję na mnie. Niestety nikt nie reagował.
To wtedy zaczęło być to dla mnie w zasadzie bardzo dramatyczne przeżycie, bo nie rozumiałam, jak to może być, że ja wszystkich widzę, wszystkich odbieram. I tutaj w pewnym momencie nikt na mnie nie reaguje. W czarnej rozpaczy, bo niestety do takiego stanu doszłam, poczułam się jak osoba wyrzucona gdzieś do śmietnika, niepotrzebna nikomu i w ogóle bezużyteczna. Wtedy pojawiło się światło i przeniosło mnie w zupełnie inną rzeczywistość. No wiem przybliżyć w skrócie do raju, bo tak też można powiedzieć. Cudowna przestrzeń, gdzie była idealna harmonia, harmonia moja z tą przestrzenią. Ta przestrzeń, wzajemnie na siebie oddziaływałyśmy. Nawet doszło do tego, że mogłam dotykać roślin, zanim przeniknęłam do tego raju, to jeszcze przechodziłam przez taką materię o diamentowych barwach. Kojarzy mi się to z wodą. Kojarzy mi się to z pięknie błyszczącymi mikroświatełkami.
Niemniej jednak nie mogłam. Przeniknęłam tę materię i dopiero wtedy miałam bezpośredni kontakt z tym rajem. Czyli mogłam dotykać kwiatów. Mogłam obcować z tą naturą, która mnie otaczała. Najciekawsze było to, że w tym momencie, kiedy ja tam byłam, oprócz tego widziałam w kuli, w takim pęcherzu właśnie ten element sali operacyjnej, tak jakby gdzieś ta świadomość zawisła w tej próżni, w tej kuli i nie pozwalała mi zapomnieć, że gdzieś tam jest mój punkt odniesienia. Towarzyszyła mi też tęcza. Zresztą bardzo wspaniałe były wrażenia z tej tęczy. W tej krainie był głos, który mi pomagał zrozumieć istotę tego, dlaczego tu jestem. Stamtąd też przyniosłam bardzo mądre określenie: nieważna forma i budowa, ważne są tylko wartości. Wiele jeszcze innych, ale za długo, by to opowiadać.
Natomiast co było bardzo wspaniałe i czego tam się nauczyłam, że człowiek, roślina, zwierzę jesteśmy na tym samym poziomie egzystencjalnym, na tym samym poziomie intelektualnym, chociaż intelektualnie różnią się. Niemniej dla tamtej materii my: ja i człowiek, zwierzę i roślina jesteśmy tym samym. Nie ma między nami żadnej różnicy, żadnej selekcji, żadnego gorszego, lepszego gatunku. Wszyscy wzajemnie się uzupełnialiśmy tam i tak powinno być w naszym życiu codziennym. Z tym właśnie doświadczeniem wróciłam tu i to był jeden z elementów, który wywarł na mnie zmiany. Po doświadczeniach i po przeżyciach przygody w tamtej materii próbowałam wracać. Ale dlaczego próbowałam wrócić? Bo chciałam ludziom pokazać, jak tam jest pięknie, jakie są piękne barwy i jak to wygląda. Chciałam to wszystko namalować, ponieważ była malarką, a rodzina mi trochę uniemożliwiła poświęcanie się malarstwu, bo dzieci trzeba było wychować i do pracy chodzić. W związku z tym przyrzekłam sobie, że od tego momentu zacznę z powrotem malować.
I tak się stało. I pierwszymi tematami były doświadczenia ze śmierci klinicznej. Obrazy mam do dziś. Często publikowałam je, pokazywałam je wszędzie w mediach, tam, gdzie możliwe to było do udostępnienia wszystkim ludziom. Kolejnym etapem mojej wędrówki był powrót. Jednak ten powrót nie był ot tak poleciałam z krainy i od razu do ciała. Zanim do niego dotarłam, jeszcze miałam możliwość wędrowania we wszechświecie, ponieważ bardzo troszczyłam się o losy Ziemi. Jako że ziemia i natura była dla mnie najważniejsza, byłam z nią emocjonalnie związana i dużo czasu w dzieciństwie tam przebywałam, wśród roślinności, wśród przyrody. W związku z tym zainteresowała mnie Ziemia i przewodnik, który był wcześniej głosem, objawił się mi jako postać duchowa. Nie był to anioł, nie był to nikt ze świętych.
Była to postać, którą ja mogę utożsamić z Duchem Świętym. Nie miała określonej formy, ale była większa ode mnie i to ona była moim przewodnikiem. Ona była moim spowiednikiem. Ona była wszystkim, co mi dalej pokazała. Miałam możliwość obejrzenia Ziemi, zobaczenia, jakie są jej przyszłe losy i miałam możliwość zbliżenia się do innych reakcji. Przy okazji stałam na drodze meteorytów. Reagowałam jak człowiek, jednak zjawa mi uniemożliwiała. Powiedziała, że nie mam powodów, żeby się przed tym wszystkim osłaniać. Mam stać i patrzeć. I wiele rzeczy dzięki tej zjawie we wszechświecie poznałam.
I szczerze mówiąc do dzisiaj nie mam odwagi o tym mówić, bo byłoby bardzo niedorzeczne, gdybym to powiedziała, wręcz wyssane z palca. Może ktoś by powiedział, że to moja fikcja, moja wyobraźnia, ale czas pokazał, że jednak te doświadczenia z podróży po kosmosie zaczynają się potwierdzać. Był element, w którym z ciekawości chciałam przeniknąć do czerwonej materii i w tym momencie zjawa mi powiedziała, żebym tam nie leciała. Zresztą zauważyłam, że i zjawa się zatrzymała. I wtedy sobie pomyślałam, że to chyba jest ten element piekieł. Czerwone to piekło. I w panice zaczęłam uciekać, bo bałam się, że jakaś inna zjawa mnie porwie, wchłonie i będę przeżywała koszmar. Bo w tym momencie poczułam się jak matka krzycząca do małego dziecka: «Nie leć pod koła samochodu». Taki element emocjonalny od niej odebrała. Odczucie emocjonalne od niej odebrała.
Wtedy wróciłam w panice i powiedziałam: „Miałam już mam dość. Chcę wracać do ciała. Chcę wrócić”. I wtedy faktycznie zaczęłam wracać i nie pojawiło się źródło światła, lecz tym razem pojawił się tunel. Był taki mglisty, ciemny na starcie, a im bliżej się zbliżałam do ciała, tym bardziej on się rozrzedzał. Był jaśniejszy. I w tym momencie obudziłam się już na sali. Rozejrzałam się, zobaczyłam, że wokół mnie już są lekarze. Wtedy zapytałam się, gdzie jest ta łąka, gdzie jest ta kraina, gdzie jestem? Zobaczyłam uśmiech na twarzy jednego z młodych lekarzy i mi się tak głupio zrobiło, że natychmiast chciałam wracać z powrotem umrzeć.
Była to najgorsza rzecz, jakąkolwiek doświadczyłam w tym stanie. Czułam się skompromitowana. Ja nie lubiłam, kiedy ktoś się ze mnie śmiał. Nikt się zresztą nie lubi. Natomiast do dzisiaj uważam, że lekarze powinni bardzo ostrożnie się zachowywać w momencie, kiedy ludzie wracają do tego stanu. Tak się wściekłam, że powiedziałam, że ja mam dowód, że to, co ja doświadczyłam, nie jest idiotyzmem, nie jest to jakaś halucynacja i że ja nie jestem nienormalna. Fakt, że po powrocie do ciała nie zdawałam sobie sprawy jeszcze z jednej rzeczy, że ja bełkotałam. Jak się okazało, mój mózg już nie był w stanie przekazywać zdań. Ja wiedziałam, że na przykład łyżka to jest do jedzenia, ale nie powiedziałam, że to jest łyżka, bo mój mózg zapomniał wyrazy. Nie umiałam się komunikować z ludźmi i to sprawiało wrażenie, być może lekarze tak uznawali, że mam jakieś zaburzenia psychiczne, a tu nie o to chodziło.
Ja świetnie odbierałam czynniki zewnętrzne. Ze względu na to, że pamięć mi się wymazała wyrazów, nie mogłam właściwie tego wszystkiego przekazać. Dopiero później lekarz mi powiedział, żebym się nie martwiła, taki starszy lekarz, że wszystko wróci do normy. I mi wtedy powiedział, że ja byłam dwa dni w śpiączce i moje ciało, nerki nie pracowały, po prostu już miałam niewydolność pracy nerek. No i miałam dramatyczne zmiany w mózgu, więc było to dalekie posunięcie tego przypadku. Wróciłam do domu, pytałam się męża, dlaczego mnie nie odwiedzał, że mam pretensje, bo go nie widziałam. Powiedział, że nie mógł, bo ja byłam na OIOM-ie i lekarze mówili, że dziecko przeżyje, a mój stan zdrowia jest w ostatniej chwili niepewny i tylko czekać. Także tak przeżyłam tą swoją przygodę dotyczącą NDE. No i powitania po tym stanie. Zresztą powiem szczerze, że to powitanie sprawiło, że chciałam udowodnić za wszelką cenę wszystkim lekarzom, że nie jest to prawdą, że to są jakieś, jakaś halucynacja.
Ponieważ zastanawiałam się, dlaczego mój mózg skasował całkowicie pamięć wyrazów, wszystkiego tego, czego się nauczyłam, że miałam chwilowy zanik pamięci o tym, że ja mam rodzinę. Natomiast bardzo dokładnie pamiętał relację z tamtej wędrówki za światło. Nie mogłam się z tym pogodzić i szukałam dowodów na to, czy to jest coś nowego, chociaż wierzyłam, że to jest coś nowego, gdyż nigdy wcześniej o tym nie słyszałam i nie wiedziałam, że takie rzeczy można przeżywać i że takie rzeczy będą miały wpływ na dalszy los. Natomiast tak jak sobie przyrzekłam, nie zapomniałam tego i nawet z początku nie zdawałam sobie sprawy, że ja mogę mieć jakieś zdolności. Dopiero później przypadkowo jedno wydarzenie odsłaniało, że ja mam jakąś zdolność. Na razie o tych zdolnościach nie będę mówiła, bo nie w tym rzecz, ale jak do tego dochodziło, jak odkrywałam te zdolności, to może w innym programie.
[14:58] - Dokładnie tak pani Alicjo, ja mam jeszcze takie dodatkowe pytanie związane z tymi przeżyciami, bo tutaj mówimy o takim dysonansie, czyli z jednej strony mózg nie pracuje, zapomniał wszystkiego, a nagle z drugiej strony ma pani wizję, w której w zasadzie doświadcza pani czegoś, no, nadzwyczaj sensownego, tak? Czyli widzi pani ziemię i widzi pani jej przyszłość, jak pani wspomniała. Jak ona wyglądała? Czy dowiedziała się pani czegoś szczególnego? Co może stać się z tą naszą planetą?
[15:26] - Chciałabym o tym nie mówić, bo czytamy artykuły na temat końca świata w 2012. Ja osobiście się z tym nie zgodzę. Mogę tylko zacytować taki fragment krótki, związany z ziemią mojej rozmowy i tej sceny, którą mi przewodnik pokazał. Ja mówię, że ziemia przez styl, przez życie, przez traktowanie przez człowieka ulega, no, w jakiś sposób uszkodzeniu, zatruciu. Coraz rzadziej cokolwiek przyjemnego możemy spotkać. Coraz więcej rzeczy zbytecznych się na tej ziemi pojawia, nie mających nic wspólnego z jej pierwotną naturą. Przewodnik mi powiedział w ten sposób: „Ziemia to taka sama komórka jak każda inna. Ma swój czas i kres. Człowiek jej nie zniszczy, on ją tylko osłabia. I nie ona pierwsza, ale zastanówmy się nad sobą”.
I to jest ciekawe, że nie ona pierwsza, bo tak nie było. Z przewodnikiem się nie rozmawiało tak filozoficznie długo, tylko krótkie zdanie, które pomagało w pewnym sensie rozbudować wartość. To tak jak mędrcy mówią krótkimi zdaniami. Tak samo i ona mówiła. I w tym jednym zdaniu gdzieś moja świadomość otwierała obraz. Obraz, tak jakby mi ktoś wprowadzał film i powiedział, że my ją tylko osłabimy. My sami sobie szkodzimy. Ale niezależnie od tego kosmos jest większą materią i on będzie miał znaczący wpływ na to, kto tu zwycięży. Człowiek na Ziemi czy po prostu Ziemia. A człowiek nie da rady, nie podoła.
[17:11] - To doprawdy niezwykły opis. Rzeczywiście osoba po prostu z boku stojąca, która chyba nie przeżyła tego sama albo się nad tym nie zastanawiała nigdy, no nie dopuści do siebie, że takie rzeczy się dzieją i czegoś takiego można dowiedzieć się de facto będąc nieprzytomnym i będąc jedną nogą w zaświatach. Ale przejdźmy może do takiego drugiego pytania, bo zdarza się, że ludzie, którzy doświadczają wizji w czasie śmierci klinicznej, no mają te doświadczenia wcale niepozytywne. To znaczy pani wspomniała o tej wizji jakiejś czerwonej materii i piekła, tak? Wiele osób się tam dostaje. I chociaż w literaturze krąży opis tego raju po drugiej stronie tego, tej podróży do świata przez tunel, gdzie można spotkać bliskich. Dużo osób twierdzi, że no dostało się do miejsca, w którym raczej by nie chciało przebywać. Czy słyszała pani o podobnych relacjach?
[18:01] - Tak, słyszałam o podobnych. Niemniej jednak ta czerwona materia nie kojarzy mi się dziś. Obecnie po zbadaniu i przyjrzeniu się szerzej mojemu doświadczeniu, bo kierowałam się swoimi doświadczeniami i swoimi obrazami, które widziałam. Jednak czerwona materia jest jakby zupełnie inną strukturą. To tak jak struktura tlenowców i beztlenowców, do której jest nam nie przypisany akurat, i tutaj nawet zjawie, patronowanie czy strzeżenie. Jest to taki rewir, coś jak królestwo, jak państwo. Tak jak ryba w wodzie niemogąca żyć w tlenie, a my odwrotnie. Czyli to jest jakby rozwinięcie dalszego układu. Mówię o tym, co we wszechświecie poznałam i o czym nie chcę mówić, w którym nawet zjawa moja nie ograniczała. Ponieważ ja miałam program akurat, tym programem żyłam i wszystkie dane dotyczyły takiego, a nie innego kształtu, budowy i nawet właściwości.
Ja mówię językiem może nie za bardzo jasnym, ale porównując tlenowców i beztlenowców, rybę i człowieka, to jest ten podział. I najwyraźniej moja osoba by tam nie odpowiadała i ja bym się faktycznie czuła tam może nieswojo. Jeżeli nawet zjawa nie chciała tego zrobić, jeżeli ona przestrzegając bardziej tę drugą stronę ze światów jest przewodnikiem i ona nie chciała złamać tej reguły, to dlaczego ja miałam złamać? Natomiast jeżeli chodzi o piekło, słyszałam i szczerze powiem, że coś takiego jest, istnieje. Zwierzała mi się kobieta, mam zresztą ten list, która mi napisała, że prowadził ją anioł. Ona nie pamięta dokładnie koloru skrzydeł anioła, ale jak na nią patrzała, to anioł był jasny, ale skrzydła nie były jasne. Prowadził ją gdzieś w jakimś miejscu ciemnym, w którym kiedy oni przelatywali, oni byli światłem tak jak latarka. Odsłaniali skaliste góry, ściany skalne, w których były jakieś żyjątka. I ona mówiła: „Ja tych żyjątek tutaj nigdy nie widziałam”. Często mi się kojarzy to z naszymi sennymi koszmarami, z legendarnymi bytami, demonami.
I ona mówi: „One były bardzo przerażone i nie wiem, czemu ten anioł mnie tam prowadził”. I ja, chcąc poznać bliżej jej historię, chciałam po prostu poznać jej osobowość. Na czym polegała ona? Po prostu ona się czuła jak mały pisklak. Bała się wychylić, bała się żyć całą pełnią swoją. Zawsze była gdzieś w tłumie schowana, skryta, niedowartościowana. I anioł jej to chciał pokazać, że człowiek, który nie wychodzi naprzeciw swoim wartościom, może być w jakiś sposób do takiej pozycji przeniesiony, żeby tam pokonać te lęki, pokonać te słabości. My walczymy o to, żeby coś zrobić dla siebie. Nieistotne jest to, jak ja pracuję, gdzie ja pracuję. Istotne jest to, co ja ze sobą niosę, co ja chcę przenieść, co ja chcę sama sobie udowodnić albo też co mnie uszczęśliwia.
Co sprawia, że ja się czuję dowartościowana. Niekoniecznie dla mediów, dla popularności, ale dla samej siebie. I to właśnie jeden był z przykrzejszych obrazów. Jeden pan mi znowu powiedział, że on trzykrotnie tracił przytomność i wchodził w ciemność. Była totalna ciemność, całkowita czerń, natomiast słyszał tylko głosy. On nie widział nikogo, w ogóle nie miał światła. I co najgorsze, że te głosy szydziły. Ja się zapytałam tego pana: „Czy bardzo często pan drwił z innych ludzi?” On mówi: „No bo mnie drażnią”. No mówi: „To usłyszał pan echo samego siebie”. Po prostu człowiek widzi to tam, kim sam jest.
Więc jeżeli ja byłam wychowana w środowisku natury, byłam bliska życia z naturą, uwielbiałam zwierzęta, uwielbiałam przyrodę i w związku z tym ja to zobaczyłam. Ja widziałam świat pozytywnie, a niektórzy ludzie czasami widzą tylko siebie, a nic innego nie widzą. I potem, wchodząc w ten stan, doświadczają tego, co jest ich podstawowym błędem. Poza tym, że mogą jeszcze obejrzeć film przeszłości, czyli zobaczyć swoją biografię swojego życia.
[22:33] - Pani Alicjo, ja bym chciał się zapytać, kim były dla pani te istoty widziane po drugiej stronie? Czy byli to aniołowie, a może jakieś byty niematerialne porównywane z duchami?
[22:46] - Na szczęście ja miałam kontakt z jednym bytem. Jak już wcześniej określiłam, była to postać, która bardziej przypominała swoim wyglądem duszka z kreskówki i nie miała określonego wyrazu twarzy. Natomiast miała coś, co było dla mnie zaskakujące. Miała zdolność przenikania do mojego umysłu, do mojej świadomości. Nie mogłam się przed nią w żaden sposób osłonić. Natomiast coś ciekawego też, że w momencie, kiedy czułam się gdzieś tam paraliżowana, nieśmiała bądź nie miałam odwagi, jak się do niej zwrócić, nie wiedziałam jak, to ona dodawała mi otuchy, jakby podpowiadając mi, jak mam wyjść z tym, co chcę powiedzieć. Czyli pomagała mi podjąć samej decyzję. Jeszcze jest inna ciekawa rzecz, która mnie bardzo zainspirowała. To jest to, że kwiaty, z którymi ja miałam kontakt, one do mnie przemawiały i reagowały i odbierałam ich osobowość niczym osobowość ludzką. One były w jakiś sposób poselekcjonowane.
Na przykład białe i żółte były bardzo zadowolone z siebie. Wszystko, co sobie mówiły, było pełną radością. Niebieskie kwiaty natomiast mnie prosiły o coś, czego nie dokończyły. Inaczej jest z czerwonymi. Czerwone kwiaty powiem szczerze, że bardziej przestrzegały bądź na podstawie swojego doświadczenia, żebym ja na przykład tego nie robiła. Najciekawsze było to, że ja nie chciałam wręcz ani wierzyć, ani słuchać temu, co widzę i słyszę. Mówię: „Jakże kwiaty mogą do mnie przemawiać? Przecież to chore, prawda? W naszym społeczeństwie”. I szczerze mówiąc, naprawdę ja tak myślałam.
Ja nie byłam w stanie pogodzić się z tym, że one mówią, bo u nas rozmowa bądź odbieranie, stwierdzenie, że kwiat do mnie powiedział, no to jest oczywiście pan psychiatra, pani psychiatra. Natomiast tam tego nie ma. I ja się nie mogłam pogodzić. I wtedy ten głos powiedział do mnie: „Odpuść sobie i słuchaj. Wysłuchaj, czyli pozwól słuchać tego, co słyszysz. Przyjmij to do wiadomości. Posłuchaj. Słuchaj tak jak radio w audycji. Nie mamy bohaterów, ale mamy głos”. I dopiero wtedy sobie odpuściłam faktycznie.
I wtedy zrozumiałam. Wpadłam od razu z takim akcentem: „Boże, przecież te kwiaty żyją i cierpią, a ja po nich depczę”. I spojrzałam na swoje stopy. Okazuje się, że nie ja, tak jak Jezus szedł nad wodą, ja tak nad tymi kwiatami stąpałam. Ani jednego kwiatka nie zadepczałam. Co jest ciekawe, bo też mogłam te kwiatki zerwać, bo mi wolno było zrobić, co zechcę, ale ja nie miałam sumienia, nie potrafiłam. Przecież mówi: tak samo żyją, to samo czują, tak samo reagują jak ja, chociaż inaczej wyglądają. Więc jakąś świadomość każda roślina ma, jakąś świadomość ma zwierzę. Dlatego mówiłam, że to bardzo uczy i nieważna, tak jak ta forma i budowa, prawda? Ważne są tylko wartości.
Zrozumienie jedności i wzajemnej potrzeby jednego od drugiego utwierdziło mnie tylko w tym przekonaniu. Na chłopski rozum: nie ma drzewa, nie ma cienia, nie ma cienia, jest słońce. Jesteśmy spaleni, sprażeni. Nie ma drzewa, nie ma tlenu, czyli jedno bez drugiego żyć nie może. Wszyscy po coś jesteśmy i czemuś służymy. My poznajemy siebie, ale jednocześnie powinniśmy szanować to, co nas otacza.
[26:35] - Pani Eli, przed chwilą wspomniała pani właśnie o tym, że ta istota, którą pani widziała, wygląda jak przewodnik, także może ją pani porównać z Duchem Świętym. Natomiast ja mam jeszcze takie pytanie, czy wśród relacji, z którymi się pani spotkała, znajdowały się jakieś opisy innych istot? To znaczy naukowcy twierdzą, że w stanie śmierci klinicznej w czasie wizji NDE ludzie mogą zobaczyć to, w co wierzą. Czyli na przykład hinduista zobaczy Krisznę, katolik zobaczy Chrystusa i tak dalej. Z czym spotykali się ludzie, z którymi pani miała kontakt? Ludzie, którzy przeżyli śmierć kliniczną.
[27:10] - To znaczy się powiem szczerze, że to jest prawda, bo każdy ma indywidualność. Jedni uwielbiają być z ludźmi, obcować z ludźmi, dla nich się poświęcać, inni obcują ze zwierzętami, jeszcze inni uwielbiają wędrówki, podróże i to wszystko, co jest ich indywidualnością, ich pasją, jest podstawowym obrazem, ich jakby uzupełnieniem po tamtej stronie, czyli im się uzupełnia, wzbogaca się ta relacja ich marzeń, ich pragnień. Natomiast tak jak już powiedziałam, to, że się pojawia jakiś Bóg, święty czy ktoś bliski, czy babcia, czy dziadek, czy Hari Kriszna, czy jeszcze jakiś Budda, czy tam jeszcze inny Allah nie ma znaczenia. Tak jak mi ten przewodnik powiedział: „Nieważna forma i budowa, ważne są tylko wartości i to się liczy”. Obrazy są symbolami, które doprowadzają nas do pewnej wartości duchowej i one powinny mieć największy wpływ. Wartości duchowe, a nieważne to, jaki Bóg przed nami stoi, jak Go nazywamy. Bo Bóg jest jeden, świat jest jeden. Mamy, tak jak już powiedziałam z tą czerwoną, granatową materią, my podlegamy pewnemu porządkowi, o którym tak tutaj, z tego punktu widzenia rzeczywistego, to my nawet nie mamy zielonego pojęcia, ponieważ my jesteśmy tylko cząstką, znamy cząsteczkę tego, co jest przed nami jeszcze w dalekiej przyszłości i również co może nas spotkać po tamtej stronie. Także ja też, mimo że widziałam dużo, ja do dziś uważam, że to jest tylko przedsionek tego, co może toczyć się jeszcze i być dalej.
[28:50] - Uprzedziła pani moje kolejne pytanie, bo chciałem zapytać, czy to, co ludzie widzą po drugiej stronie, stanowi tak jakby ostateczny punkt, ostateczne stadium naszego istnienia? Czy to jest rzeczywiście tylko taki przedsionek? Bo wspomniała pani o tym podziale na materię, który tam pani widziała, jakby inne wymiary, prawda? Ale chciałbym zapytać, czy to, co pani widziała, będąc właściwie w zupełnie innej rzeczywistości, czy zdawało się pani, że to jest ostateczny koniec i kres? Raj, tak jak uczy religia, czyli nic poza nim, czy może jest to właśnie przedsionek na drodze do jakichś wyższych rzeczywistości, innych wymiarów?
[29:29] - Jest to niestety przedsionek rzeczywistości do dalszych wymiarów. Ja mam namalowany obraz mózgu, w którym definiowałam jakby rozmiar i etap naszego istnienia. My jesteśmy energią i świadomością jednocześnie. Najistotniejsza jest świadomość, która sprawia, że istnieje pewien harmonogram zadań. To, co ja przeżyłam, oceniam jako przedsionek tylko pewnej dalszej rzeczywistości. To, co jest w NDM, ma uporządkować nas samych wobec procesu, który gdzieś tam jeszcze dalej rozkwita czy istnieje. Chodzi o to, żeby nie było nic uszkodzone, przepraszam w cudzysłowie uszkodzone, żeby nie było jakiegoś zwichrowania, żeby ta postać duchowa była czysta, żeby nie było egoizmu, żeby nie było: ja tego nie lubię, ja tego nie chcę. Żeby były wydestylowane z nas najgorsze cechy, które sprawiają, że można wprowadzić chaos, można zepsuć pewien układ. I tego jestem pewna, ponieważ to ja byłam doszipowywana, to mnie douczano, to ja nabierałam wiedzy i wiem, że wszystko, co doświadczyłam, dotyczyło bezpośrednio mnie, więc musiałam się wyzbyć słabości, które we mnie tkwiły. Jeżeli miałam silną osobowość, a nic z tego nie robiłam, to nauczyłam się, że muszę wychodzić naprzeciw i walczyć.
Muszę umieć ingerować, czyli nie na siłę, nie za wszelką cenę, tylko wtedy, kiedy zaistnieje konieczność. Jeżeli ktoś mnie o nią poprosi. Jakiś porządek musi być utrzymany. Dopiero wtedy, kiedy to wszystko się ustabilizuje, kiedy będziemy idealnie synchronizowani z tamtą materią, z rajem i będziemy akceptować rośliny i zwierzęta na tym samym poziomie co my, nie będziemy nadczłowiekiem drugim po Bogu. Dopiero wtedy możemy doświadczyć dalszych przygód, przejść w zupełnie inną strefę, którą, jak mi zasugerował poniekąd, przygotowując mi... To powinnam pominąć, bo to jest moje osobiste doświadczenie, osobisty przekaz, jak to się mówi, wola dla mnie samej. Dlatego wiem, że to nie jest koniec i wszystkie doświadczenia, które ludzie przeżyli, są bardzo istotne i nie polegają one na tym, żeby powiedzieć, że ja widziałam to, tamto i ja naprawdę wierzę w Boga. Nie. Polega to na tym, żeby to wszystko, co się dowiedziałam o sobie, co poznałam, mi służyło w dalszym rozwoju i ułatwiało mi drogę do tego, żeby się zmienić. Dlatego mi mąż powiedział, że już nie jestem tą Alicją, jaką lubi.
Już się radykalnie zmieniłam, ponieważ moje spojrzenie na rzeczywistość, na problemy społeczne, na mnie samą uległo radykalnym zmianom, bo wiem, że łatwiej mi będzie przeniknąć w dalszy etap tamtego wymiaru.
[32:42] - To pytanie skłoni nas do następnego. A co z kwestią reinkarnacji? Bo wiem, pani poruszyła bardzo ważny temat dla wielu osób. Temat ocierający się praktycznie o zagadnienia filozoficzno-religijne. Natomiast w swojej pracy, w swoim zajęciu jako psycholog musiała się pani spotkać z wieloma osobami, którym problem życia po życiu, ale też i poprzednich wcieleń był bliski, bo często pojawiają się takie relacje. Czy rzeczywiście jakoś po tym NDE zmieniło się pani podejście do zjawiska reinkarnacji i czy spotkała się pani w swojej pracy z dowodami na jej istnienie?
[33:21] - Jeśli chodzi o reinkarnację, to mi się wydaje, że to jest uzasadnione, że takowa istnieje. Chociażby dlatego, że osoby, które doświadczyły NDE, miały na to dowód, bowiem ich doświadczenie sprawia, że człowiek się zmienia. A reinkarnacja, jak wiemy, to jest zjawisko, w którym człowiek się wciela i przeobraża się do racji tej samej tylko po to, aby naprawić swój jakiś błąd. Natomiast osoby, które przeżyły NDE, ich osobowości ulegały automatycznie przewartościowaniu. I na tym polega ta nasza rzeczywistość. Z drugiej zaś strony z doświadczenia też wiem, po co miałby człowiek na przykład nie nauczyć się czegoś? Czy jego przewodnik, w jakiejkolwiek postaci by nie występował, miałby nie pokazać mu, co było jego błędem? Ten film przeszłości, prawda? Te wszystkie zjawiska, które doświadczają osoby w stanie NDE, są wskazówką na to, że to jest ważne. I szczerze mówiąc, jeśli chodzi o mnie, ja wiem, czuję i wiem, że przypisana mi jest jakaś rola.
Z tym że znowu nie powiem, bo to jest moje indywidualne. Głośno o tym nie mówię, ponieważ na co dzień osoba, która szerze nasze ustawy, nasze błędy, chroni nas przed jakimiś innymi niedobrymi rzeczami, toruje nam drogę do tego, żeby nie dostąpić powtórki i nie pozostać w tej samej klasie. Tak w cudzysłowie mówię, że z reinkarnacją jest jak ze studiami czy z nauką w szkole. Jeśli się wszystkiego nauczysz i perfekt będziesz potrafić robił, to przechodzisz do następnej klasy. Jeżeli nie, to masz braki i zostajesz i powtarzasz. Tak mogę porównać, zdefiniować najbardziej pojęcie reinkarnacji. I znowu tutaj, jak już powiedziałam, nieważna jest forma, nieważna budowa. Ważne to jest, jakie zestawienie w nowym życiu nasi bohaterowie będą mieć. Na pewno podobne cechy osobowościowe się ze sobą zetkną. Inna rzecz, że jeżeli osoba jest bardzo wysoko wrażliwa albo ma zdolności, jeżeli ma wysoką rozwiniętą empatię, to ona jest w stanie odsłonić kurtynę swojej wcześniejszej inkarnacji.
I stąd mówię, że nie wszyscy to potrafią odebrać. Nie wszyscy to potrafią wyczuć. Ja na przykład z doświadczenia wiem, że jak wykonuję regresję, ludzie opowiadają mi o różnych historiach. Właśnie mówię o historiach, w których gdzieś tam w jakimś wieku widzą siebie w takiej i takiej postaci. Opowiem przypadek jednego pana, który został stracony przez powieszenie i on się widział jako wojownik. I okazuje się, że ów pan z rozkazu króla został skazany na śmierć. I mężczyzna ten opowiada, i na tym jego scenariusz się kończy. Ja mówię: „Nie, proszę pana, nie kończy się pana scenariusz. Czy pan nie chce wiedzieć, dlaczego został pan skazany na śmierć?” On mówi, że tak. To ja mówię: „To niech pan zada pytanie królowi albo katowi.
Któryś musi odpowiedzieć”. No i król odpowiedział: „Za zdradę”. I co się okazało? Miało to związek z tym, z czym przyszedł ów pan do mnie. Ponieważ ten pan zdradzał tajemnice firmy i nie mógł się utrzymać w pracy, bo za dużo mówił. Na tym właśnie polega proces reinkarnacji, że tak długo, jak długo będziemy popełniać błędy, tak długo będziemy je przerabiać. I nieważne, czy będziemy rycerzem na koniu na usługach króla, czy będziemy biznesmenem we współczesnych czasach. Ważne jest to, że scenariusz wydarzeń i osobowości jest taki sam. Tam służył na dworze króla, tu był biznesmenem, też miał wysokie stanowisko, za które był odpowiedzialny. I to jest bardzo złożone.
Dlatego mówię, że jest uzasadnione, że reinkarnacja istnieje, inkarnacja też.
[37:33] - Ostatnie pytanie w naszym dzisiejszym spotkaniu, bo myślę, że nie będzie to nasze ostatnie spotkanie na antenie, będzie dotyczyło może najbardziej poruszających przypadków historii z NDE, historii o wizjach życia po życiu, o wizjach śmierci klinicznej, z jakimi się pani zetknęła. Czy było coś, co panią poruszyło w szczególny sposób? Dlatego, że ukazała się niedawno kolejna edycja książki „Polskie życie po życiu” nakładem wydawnictwa Nieznany Świat. Jest to opowieść o relacjach Polaków, którzy przeżyli ten stan. Publikacja bardzo ciekawa. Wszystkich zachęcamy do zapoznania się z nią, bo co innego, kiedy się o tym czyta, a co innego, kiedy się słucha o tym z ust osób takich jak pani, która przeżyła to i dla której było to wydarzenie bardzo pouczające. Także przypomnę to pytanie: czy w pani pracy jako parapsychologa zdarzyły się przypadki szczególnie poruszające? Chodzi o przypadki osób takich jak pani, które doświadczyły lub które musnęły się o zaświaty.
[38:37] - Miałam bardzo dobrą znajomą, osoba dosyć znana. Z zawodu jest politologiem, z zamiłowania malarką. Osoba, która naprawdę oddała się sztuce. Jeden z obrazów został przekazany papieżowi naszemu. Ale nadszedł dzień, w którym czuła, że nadchodzi jej kres. Wtedy skontaktowała się ze mną i poprosiła mnie o pomoc. Zwierzyła mi się, że ona już kilka razy umierała. Że jest już z aparatem, mówi mi, że ograniczoną ma możliwość wyjścia. Ale mówi: „Jakoś nie mogę umrzeć. Kilka razy miałam kontakt ze świętym Piotrem.
Przychodził po mnie i w pewnym momencie wjeżdżamy windą, a Piotr z powrotem zjeżdża”. Ona nie wiedziała dlaczego. I ja mówię: „Dlaczego ja nie mogę umrzeć? Ja już chcę, bo ja już się nie chcę męczyć”. I mówię: „Powiedz mi, dlaczego tak jest, że święty Piotr mnie zawsze wraca? Czy ja coś mam jeszcze do zrobienia, czego nie zrobiłam?”. Ja mówię tak: „Powiedz ty mi coś, co do tej windy pakowała”. I ona mi opowiada, że spakowała wszystkie swoje najcenniejsze rzeczy, z którymi emocjonalnie była zżyta. Wszystkie swoje prace, obrazy, bo ona się z tym nie rozstanie. Swoje projekty i tak dalej.
I ja mówię tak: „Ale po co ci tam? Przecież te obrazy, które ty namalowałaś, tam będą. One przeniesione razem z twoją pamięcią, z twoją świadomością. Ty zostaw to innym. Niech inni się cieszą twoją pracą. Tobie jest tam nic niepotrzebne. Tam jest potrzebna tylko twoja dusza”. I ona dopiero zrozumiała, w czym jest rzecz. Ja mówię: „Alusia, naprawdę wierz mi, nic ze sobą nie zabieraj. Im więcej rzeczy ze sobą stąd weźmiesz, tym bardziej będziesz tam obciążona, będzie ci ciężej.
Radzę ci, uwolnij swoją duszę od rzeczy własnych i podziel się tym, co stworzyłaś”. Kolejny bardzo spektakularny dla mnie przypadek, który mi później posłużył do tematu, czy śmierć kliniczna istnieje, to było zwierzenia pani Marii, która mi opowiedziała o podróży jej matki będącej w szpitalu. Była to kobieta, która zajmowała się rolą, więc typowy rolnik i serce za niemogło. Trzykrotnie odchodziła do Pana Boga. Najciekawsze było to, że ona ewidentnie w szpitalu lekarzom dawała do zrozumienia, że ona ma kontakt z Bogiem, że ona widzi postać świętą, która na nią czeka. I jej powiedziała tak: „Córuś kochana, ja się z tobą muszę pożegnać i powiedz temu stolarzowi, niech szykuje dla mnie trumnę”. A ona nie wiedziała, o co chodzi, bo nie chciała mamy martwić, dlatego że miała sen o tym, że ona właśnie zakopuje trumnę. Dziwnym zbiegiem okoliczności doświadczenia i przeżycia matki umierającej wielokrotnie i wracającej do życia ze szpitala połączyły się ze snami jej córki. Jakoś tak się zsynchronizowały. I wtedy córka i lekarz mówi tak, że mama umiera, ale nie chce umrzeć.
Albo nie chce, albo nie może. Coś ją trzyma. I lekarz mówi w ten sposób, że: „Ja nie chcę pani niczego złego rokować, ale mama już się jedna z Bogiem. My ją dwukrotnie sami do życia przywracaliśmy”. I w końcu ona z pretensją do córki: „Dlaczego wy żeście mnie do życia przywrócili? Przecież jest tam tak dobrze, tak mi było dobrze, tak mi ciepło, tak mi lekko, a wy żeście mi przerwali moją drogę, podróż”. I córka wtedy powiedziała to, co mama powiedziała. I lekarz mówi tak: „Ja wiem, nam też przekazywała, że ona widziała postać świętą, że ona z nią rozmawiała”. Wtedy właśnie ten przypadek relacji całej trójki: lekarza, umierającej kobiety i jej córki, mam to wszystko bardzo skrupulatnie w kronikach zapisane. Niestety nadal potwierdza, że ludzie odchodzący nie zawsze chcą, żeby ich przywracano do życia.
Jeżeli chcą odejść, nie wolno im w tym przeszkadzać. Mimo że ta matka w jakiś sposób buntowała się, przeciwstawiała się przywracaniu życia, lekarz jest lekarzem. Dopóki się da, to się ratuje. Dopiero córka pogodziła się i powiedziała: „Jeżeli mama ma taką wolę, jeżeli jej dane jest, to niech odejdzie, bo będzie cierpieć”. To jest jeden z ciekawych przypadków połączenia, ewidentnego pojednania całej trójki ze światem żywych i ze światem umarłych.
[43:47] - Pani Alicjo, dziękujemy za tę niezwykłą i jakże pouczającą rozmowę, bo myślę, że wiele osób uzna ją za właśnie taką. Dowiedzieliśmy się wielu rzeczy, z którymi na co dzień ludzie zwykle nie mają do czynienia albo o których nie myślą, czyli o śmierci. Zawsze ona jest gdzieś daleko, ale kiedy nas, nie daj Boże, dosięgnie, wtedy zauważamy, że być może to, o czym mówi filozofia i religia, że nie jest to ten ostateczny koniec, jest jednak prawdą. Mam nadzieję, że uda nam się jeszcze spotkać z panią Alicją, która oprócz tego, że zajmuje się malarstwem, jest także parapsychologiem. Niedługo w jednym z kolejnych programów zajmiemy się sprawą nawiedzonych domów, także serdecznie zapraszam. Dziękuję, pani Alicjo, raz jeszcze.
[44:31] - Dziękuję bardzo.
[44:33] - Ja również bardzo serdecznie dziękuję. Przypomnę tylko, że pani Alicja nie pierwszy raz jest naszym gościem, swego czasu była gościem naszego czatu. Zapis tego czatu można znaleźć na naszej stronie i na forum. Mam nadzieję, że też jeszcze i na czacie będzie okazja, aby nasi czytelnicy mogli zadać bezpośrednio pani pytania. Tak jak Piotr powiedział, liczymy na kolejne audycje, tym bardziej że poruszyła tu pani na początku temat tego, w jaki sposób te doświadczenia zmieniły, wzbudziły w pani pewne zdolności. Być może o tym byśmy porozmawiali przy następnej okazji. Także ja też jeszcze raz dziękuję i dziękuję za wysłuchanie wszystkim. Dziękuję, Piotrze. Do usłyszenia.