Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:03] - To think for yourself and question authority.
[00:09] - Tadam! Witam wszystkich serdecznie. Halo, halo, halo. Witam wszystkich serdecznie w Radiu na Fali. Słuchajcie, ja tu jak zwykle się z tym wszystkim, już jestem przesunięty, odsunięty i ustawiony. Witam w tej dzisiejszej sobotniej hiperprzestrzeni po długiej przerwie. Przerwa była troszkę długa, nie było mikrofonu, ale już jest. Oczywiście jak zwykle przy okazji wykorzystam, bo każda okazja jest dobra, żeby podziękować wszystkim mecenasom sztuki falowej za wsparcie dla radia, za to, że mikrofon się pojawił i za to, że już jestem. Zapraszam oczywiście wszystkich was serdecznie, żebyście wpadali na czata radiowego, jeżeli chcecie być w jakimś kontakcie. Ja tam czasami rzucam okiem na lewo i na prawo.
Radionafali.com, tam jest link do czata, tam jest link do Twittera, do Facebooka, do wszystkich tych rzeczy. A dzisiaj w ogóle taka piękna pogoda. Tak rozleniwiłem się, jest tak fajnie w Londynie, jest lato. Na bosaka, krótkie spodenki. Nadchodzi lato, a właściwie już chyba nadeszło. Także dzisiaj bardzo letnia, taka dosyć relaksacyjna w sumie hiperprzestrzeń. Po tej dłuższej przerwie postanowiłem dzisiaj troszkę relaksacyjną hiperprzestrzeń zrobić. Tym bardziej, że oprócz hiperprzestrzeni jest jeszcze synteza w Radiu na Fali, którą prowadzę, do której też zapraszam, która jest troszkę mniej... Też jest relaksacyjna, ale tam jest dużo dat, dużo informacji i takich rzeczy. Także dzisiaj wyjątkowo, może nie tyle wyjątkowo, bo to nie jest specjalny wyjątek, ale dzisiaj generalnie hiperprzestrzeń dla ludzi.
Dzisiaj o elementach transformacji, o różnych takich dziwnych rzeczach, troszkę o kulturze, troszeczkę o tym i owym, i o tamtym, i o siamtym. Za chwilę wam powiem, o co w tym wszystkim dzisiaj chodzi, jaki mam pomysł na to, o czym chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć zwyczajnie. To za chwilę. Może zacznę od tego, że oczywiście pozdrawiam wszystkich słuchaczy online i offline. Wbijajcie na czata jak wam się chce. Śmiało dzwońcie do swoich znajomych na Skypie, że już nadajemy. Zapraszam wszystkich do Twittera radiowego, bo ja tam sobie tweetuję czasami. Wczoraj się bujałem troszkę po mieście w tą i z powrotem i robiłem jakieś tam sobie zdjęcia bujając się w lewo i w prawo. I tam są na przykład te zdjęcia z mojego bujania się w lewo i w prawo. Także zapraszam bardzo serdecznie.
Tam są też informacje, co się z reguły dzieje w Radiu na Fali, poza tym, że są one podawane oczywiście na czacie radiowym. Jak ktoś z was nie wie, o co chodzi, to tam czasami są informacje. Właśnie przy okazji zapraszam do ściągnięcia sobie ostatniej syntezy, do słuchania odcinka numer trzy. Zapraszam do ściągnięcia sobie wczorajszej teorii chaosu, której sam przyznam się szczerze jeszcze nie słuchałem, ale przesłucham. A dzisiaj, bo powiedziałem, że powiem... Jak zwykle ten kabel musi zaświeścić, zaczyleścić się. Powiedziałem, że powiem, o czym dzisiaj będę mówił. Chcę dzisiaj poruszyć taki temat troszeczkę związany z naszą kulturą dzisiejszą, z takim przekonaniem, że szczęście jest generalnie towarem deficytowym, że nieszczęście kształtuje sztukę, że nieszczęście i w ogóle generalnie jeżeli jest coś kiepskiego, to właśnie odpowiada za kształt naszej cywilizacji i to jest takie najważniejsze. Taki syndrom troszeczkę niespełnienia albo bardziej spełnienia w niespełnieniu bym powiedział. Czyli im bardziej nieszczęśliwy, tym lepszy artysta.
Dzisiaj miałem taką rozmowę ze znajomym na ten temat i stąd ta refleksja. I tak właśnie chciałem się zastanowić troszkę nad tymi wszystkimi mitami cywilizacyjnymi, dzisiaj ogarnąć parę z tych mitów. A to dlatego, że wydaje mi się, że naprawdę nadchodzi czas solidnej transformacji. Właściwie jesteśmy w drodze. Nie tyle, że nadchodzi czas, ile ten czas właśnie jest tu i teraz, tak bym powiedział. No i chciałem poruszyć kilka wątków z tym związanych, jak to widzę. I fajnie by było, jakbyście dzwonili. Radionafali.com taki jest adres na Skypie do radia. Także śmiało zapraszam wszystkich bardzo serdecznie. Jeżeli będziecie mieli jakąś swoją własną refleksję samodzielną i będziecie chcieli się nią podzielić, no to generalnie ludzie po prostu dzwońcie.
Radionafali.com na Skypie. Ja tu jeszcze czynię ostatnie korekty gałkami w lewo, w prawo, żebyście mogli mnie idealnie słyszeć, żeby wszystko było bez absolutnie żadnych zakłóceń. Mam nadzieję, że teraz to już jest w ogóle elegancko, proszę państwa. Co jeszcze chciałem powiedzieć kwestią wstępu i początku? Chyba nic. Poza tym rzeczywiście poza hiperprzestrzenią dzisiaj, po hiperprzestrzeni jest wieczorowa pora, na którą wszystkich was zapraszam. Także jeżeli ktoś z was jest po prostu zmęczony, bo miał bardzo intensywny dzień za sobą, wykorzystajcie każdą chwilę, każdą okazję, żeby biec do kuchni, robić sobie dzbanek z kawą. Mi się właśnie kawa skończyła. God damn, man! Ale mam herbatę, zieloną herbatę z cytryną.
Także ja dzisiaj zostaję przy zielonej herbacie z cytryną. No i to będzie mój towarzysz dzisiejszy przy tej opowieści. A wy gnajcie po kawę, jeżeli czujecie się troszkę zmęczeni, bo dzisiaj troszeczkę z wami zostanę. To tyle jeżeli chodzi o wstęp. Ja może po prostu zacznę od muzyczki, a później się wbiję w ten temat o tych kierunkach cywilizacyjnych. Ja mam takie swoje refleksje na temat, w którą stronę to powinno pójść i gdzie jest generalnie mina z tym wszystkim. Bo my czasami, no my tak powiedziałem górnolotnie, że niby wszyscy razem, ale zdarza mi się po prostu być świadkiem rozmów, jak to każdemu człowiekowi na świecie. Różnych rozmów, o życiu rozmów, o różnych niesamowitych sprawach. Właśnie, bo ja tak mówię, hiperprzestrzeń jest oczywiście w Radiu na Fali i oczywiście jest transmitowana w Radiu Paranormalium. Tu pozdrawiam Radio Paranormalium i słuchaczy z Radia Paranormalium jak najbardziej serdecznie.
Kurczę, jak się zapomniałem, bo to człowiek nie nadawał troszeczkę i już to wszystko poszło w las. Dobra. I o co chodzi z tym zastanawianiem się? Jest generalnie dużo rozmów aktualnie, tak mi się wydaje, przynajmniej wśród moich znajomych, na temat tego, co się dzieje, co jest grane, jak ten świat zmienić, jak zrobić sprawy lepiej, co jest okej, a co nie jest okej. I trochę nad tym chciałbym się pozastanawiać nad takimi zwykłymi, prostymi aspektami naszej codziennej rzeczywistości, związanych generalnie z mitami i naszą codzienną teologią, która buduje tą rzeczywistość. Indeed, jak mawiają Anglicy, czyli dokładnie mówiąc po polsku. I o tym jest dzisiejszy odcinek „Hiperprzestrzeni”. Także zapraszam was, jeżeli jeszcze nie macie jakiejś kawki, jeszcze nie macie żadnego napoju gdzieś pod ręką, no to do roboty. Chociaż wiesz co? Lepiej zostań przy tym głośniku, bo mam tu naprawdę niezłą muzyczkę dzisiaj.
To może zaczniemy po prostu od tej muzyczki. A zanim zaczniemy od muzyczki, to oczywiście puszczę jeszcze raz coś, o czym w ogóle zapomniałem troszeczkę ostatnio, bo też się zawieruszyło gdzieś tam na twardym dysku. Tym bardziej że „Hiperprzestrzeń” już przekroczyła setny odcinek i dzisiaj jest troszkę taki właśnie relaksacyjny, posturodzinowy odcinek wreszcie mam okazję zrobić po tej długiej przerwie. To może po prostu włączę i sami posłuchamy, od czego się zacznie ta cała historia i tyle.
[07:09] - To think for yourself and question authority.
[07:22] - A wy i ty. I dokładnie ja, ja właściwie to nawet mówię, słuchacie „Hiperprzestrzeni” w radiu na fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Jest piękny, chciał się powiedzieć leniwy, sobotni wieczór i dzisiaj będziemy się bujali. Ja się będę bujał, a mam nadzieję, że wy dołączycie generalnie. To chyba mogę tak powiedzieć śmiało, że my się będziemy bujali. My, wy i ja. Ja tylko sobie podniosę jeszcze mikrofon, żeby tak po prostu się nie łamać do niego, bo zaraz mi plecy strzelą, jak się będę zginał jak Quasimodo do mikrofonu z dziarską pozycją. Od razu bardziej dziarsko czy jakoś tak. Ja tu jeszcze będę, słuchajcie, troszkę poprawiał ten mikrofon jak zwykle, ale to wiecie jak to jest, zawsze jest coś do poprawienia. Dobra, słuchajcie, to może ja po prostu zacznę tą całą opowieść, bo tak jak wspomniałem przed muzyczką, pomysł na dzisiaj jest po prostu zastanowić się troszeczkę nad kierunkami tak zwanej transformacji.
Ja w ogóle znalazłem ostatnio nowe słowo, którego użyłem do tytułu swojej audycji „Synteza”. I nawet nie tyle transformacja, ile elementy syntetyzacji naszej cywilizacji, bym powiedział, czyli tego, że wszystko powoli zaczyna wracać na właściwe miejsce. Wygląda to czasami dziwnie i nie jesteśmy być może przyzwyczajeni do tego widoku, ale tak właśnie jest. Czy chcemy, czy nie, matura zapukała do drzwi. Zapukała, właściwie nawet załomotała, bym powiedział, pogroziła nam palcem. No i mam nadzieję, że ta przestroga powoli dociera do wszystkich i że powoli wracamy na właściwy tor. No dobra, to ja może po prostu zacznę, co by nie mówić, troszeczkę od chociażby kwestii niezależnych mediów, które się troszeczkę pojawiły aktualnie. Jest tego nawet w języku polskim troszeczkę. Bardzo fajna sprawa, bardzo miła. Troszeczkę chciałem się zastanowić, co można zrobić lepiej, a czego wydaje mi się już nie warto robić.
Chodzi o tak zwane mity cywilizacyjne, o mity kulturowe, o coś, co powiedział nam tata z mamą i my generalnie duplikujemy to po raz kolejny i po iluś tam latach życia pukamy się w łeb i zastanawiamy się: „Man, o co tu chodziło? Żadna z tych rad nie zadziałała. Widzę tych ludzi, oni są nie za bardzo szczęśliwi. Ja właściwie też jestem nieszczęśliwy z tymi radami i generalnie cały świat dookoła jest taki troszeczkę wykręcony i chyba nie za bardzo szczęśliwy z tym wszystkim”. I to jest troszeczkę tak, że jeden drugiemu powtarzał i właściwie każdy zapomniał, o co właściwie w tym chodziło, jaki był sens tego zdania. No i wszyscy zaczęli się dostosowywać do tego, niezależnie od sytuacji. To troszeczkę tak, jakby ktoś kiedyś, tysiąc lat temu w cudzysłowie powiedział, że od dzisiaj zakładamy kwadratowe koła do samochodów. I tak wszyscy generalnie powtarzali. I po tych tysiącu lat wszyscy mówią: „Kurczę, niewygodne te samochody, tak mnie niósł rzuca”. Wymyślają specjalne fotele, które na przykład bujają w takim samochodzie, żeby nie doznać jakiegoś globusa od tej jazdy.
No i wszyscy się męczą z tymi kwadratowymi kołami. A dowcip polega na tym, żeby po prostu nie używać kwadratowych kół, tylko zmienić na normalne, okrągłe na przykład. Że to nie jest kwestia amortyzacji samochodów w środku, żeby te fotele się bujały czy jakoś tak. Że to jest po prostu kwestia pewnego mitu, w którym dorastamy i go kultywujemy nieustannie. Ja mam czasami takie spostrzeżenie na temat niezależnych mediów, obym nie wykrakał i obym mnie to nie spotkało, ale to jest chyba taki moment przejściowy. Także wszelkie takie sytuacje są jak najbardziej wskazane i one się będą jeszcze przez parę chwil działy, bo zawsze to jest taki efekt, właściwie nie tyle efekt, domena momentu przejściowego, że dzieje się wiele rzeczy i nikt z nas do końca nie rozumie, o co tu chodzi. Po prostu dzieje się wiele. Tak mi się wydaje. Nie wszyscy i nie zawsze, ale generalnie robiąc media, czasami też wpadamy w pułapkę czegoś takiego jak podążania za ustalonym schematem, ustalonym mitem, który właściwie był nam opowiadany przez ostatnie 40, 50 lat albo nawet jeszcze troszeczkę dłużej, że na przykład radio musi wyglądać tak, że telewizja musi wyglądać tak. Generalnie chodzi o przepływ informacji, bo i radio, i telewizja to jest zawsze jakiś człowiek, który sobie stoi i do was gada i albo go widzicie, albo go tylko słyszycie, albo go widzicie i słyszycie w 3D.
To też jest w dzisiejszych czasach absolutnie możliwe. Myślę, że jedną z takich pułapek intensywnych, właściwie intensywnych, kurde, no jest taka intensywna pułapka, bo to aż po prostu ściąga. Chyba nawet ta pułapka paruje jakimiś specjalnymi oparami, że tak przyciąga co niektórych jak muchy do miodu, powiedział. Chodzi o taki klasyczny model, że czasami oglądając niezależne media widać, jak ludzie próbują przebić się z informacją, a jednocześnie, że tak powiem, uwalają się na samym początku, ponieważ ich jedyny pomysł polega na tym, że będą duplikowali komercyjne media, że będą starali się robić dokładnie tak, jak się sprzedaje pastę do zębów i proszek do prania. I między sprzedawaniem pasty do zębów i proszku do prania włożą opowieść o duchowości. To nie zadziała nigdy. Wszyscy doskonale o tym wiemy. No ale tu nie będę się jeździł po mediach, bo to jakby nie moja sprawa. Sam tutaj jestem taki chyba medialny. Przez parę godzin razem z wami będę mówił do mikrofonu.
Mam nadzieję, że ktoś zadzwoni. I się też podzielić swoją refleksją. Ale o co mi chodzi w tym zastanawianiu się z mediami? Chodzi o duplikowanie pewnych kiepskich rozwiązań, które w ogóle nigdy nie działały. Właściwie nigdy nie zostały wymyślone po to, żebyśmy się mogli komunikować. Ja jestem taki cwany, że mogę sobie powiedzieć jako kapitan Radia Na Fali, że odrzucenie tych wszystkich bullshitów, tak bym to nazwał, jest najlepszą rzeczą, jaką można zrobić. Przynajmniej taka jest moja opinia na temat komunikowania się z ludźmi. Jeżeli odrzucę utarte schematy, stanę przed tobą słuchaczu i powiem: „Słuchaj, to jestem ja, to jest moja opinia i chcę ci ją powiedzieć, a ty jak masz swoją własną opinię, to dawaj, chętnie posłucham”. I to wszystko. Cała filozofia.
Nie ma nic więcej, ani nic mniej. Dokładnie. I na tym polega cała zabawa. Dlatego w ogóle takie niezależne media typu Radio Na Fali między innymi działa. Dzisiaj się bujałem w koszulce z logiem innego radia, takiego radia z Ameryki, które też jest radiem kompletnie za darmo, absolutnie za darmo i polega tylko na tym, że słuchacze tego radia je po prostu wspierają. Sam jestem człowiekiem, który wspiera to radio, także anyway. I to jest, wydaje mi się, taki właściwy model, taki słuszny model, który jest wyprany z reklam, wyprany z jakiejkolwiek formy nacisku, z jakichkolwiek bzdetów. To jest coś być może bardzo radykalnego w dzisiejszych czasach, bo dalej, tak sobie przeglądając różne medialne historie w internecie i nie tylko, ciągle łapię się czasami na takim spostrzeżeniu, że ci ludzie chcą robić coś na przykład niezależnie, chcą zbudować nową kulturę, chcą zacząć zbudować lepszy świat. Chcą, żeby ta ich cegła, którą dokładają do tego całego obrazu, w którym mieszkamy, do naszej całej rzeczywistości, była tą właściwą cegłą. A właściwie wszystko, co robią, to robią to, żeby tą cegłę jak najszybciej szlag trafił, żeby jej w ogóle nie mieć, bo zaraz jak tylko pojawia się jakaś informacja, to spróbują ją korumpować jakąś agendą, bym powiedział, jakimiś ideologiami, jakimiś teoriami.
Przede wszystkim głównie pogonią za kasą, sławą, wszystkimi tymi rzeczami. Kompletna bzdura moim zdaniem. Absolutnie. Gdzieś tu się wszystko rozmywa, gubi się właściwie cały indywidualizm tej całej historii. Dobra, to tyle o mediach, bo chciałem użyć tego jako trampoliny troszeczkę do głównego elementu tej transformacji, który przynajmniej według mnie będzie najbardziej kluczowym i właściwie jest najbardziej kluczową rzeczą. Nie wiem, chyba zjawiskiem. I don't know. Nazwijcie to, jak chcecie. Chodzi o kierunek, który nazywamy indywidualnością, o indywidualne doświadczenie kontra mity o świecie dookoła. Na tym polega cała historia.
Myślę, że żyjemy w idealnych czasach, bo właściwie teraz jesteśmy wreszcie w stanie się skonfrontować dokładnie z tymi wszystkimi bzdurnymi, gównianymi mitami, które nam naopowiadano, wychowano nas i my czasami te mity duplikujemy. Sam się czasami łapię na tym, że duplikuję jakieś mity i się zastanawiam: „Man, co ty robisz, człowieku? Przecież to w ogóle nie działa w ten sposób. Nigdy nie działało i nigdy nie będzie działało. Jeżeli nie zadziałało przez ostatnie 300 lat, to nie będzie działało przez kolejne 500 prawdopodobnie, ale na pewno przez kolejne 100 też nie będzie działało”. Także nie ma się co kopać z koniem. Trzeba tego konia odstawić i zostawić go w spokoju. Ale o co chodzi? Może po prostu zacznijmy od historii ludzkości, bo to jest jeden z rewelacyjnych mitów i właściwie dużo rzeczy się na nim opiera. Ja czasami opowiadam w „Hiperprzestrzeni” wszystkie te historie i cokolwiek by nie mówić, jeżeli sobie przypomnicie chociażby historię o Göbekli Tepe, jeżeli ktoś z was się interesuje tymi wszystkimi rzeczami z tak zwanych pradziejów ludzkości, to zapewne oprócz „Hiperprzestrzeni” słucha innych ludzi i sprawdza inne rzeczy, między innymi wykopaliska, które prowadzi Klaus Dona i nie tylko on, bo jest bardzo wielu ludzi.
Michael Cremo i tak dalej. Chodzi mi o naukowców, niekoniecznie naukowców, bo to nie zawsze są naukowcy. Generalnie chodzi mi o ludzi, którzy zajmują się poszukiwaniem najstarszych śladów cywilizacji na tej planecie, naszej cywilizacji albo po prostu jakiejkolwiek. I wszystkie te wykopaliska i wszystkie te informacje jasno i wyraźnie mówią, i nie są to wcale takie świeże i nowe rzeczy, że wcale nie zaczęliśmy od jakiejś dziwnej agresji, że to wcale nie wyglądało tak jak w filmie Stanleya Kubricka „Odyseja kosmiczna 2001”, zdaje się, tak się nazywa ten film. Jeżeli ktoś z was nie oglądał, to bardzo serdecznie zapraszam. Tam jest taka scena z szympansami, które odkrywają w sobie atawizm. Autor tego filmu chce przez to chyba pokazać, że ten atawizm tkwi w nas i ta agresja jest jakąś nadrzędną siłą, która powoduje, że cywilizacja się staje taka, jaka się staje, że w ogóle jest. Ja uważam, że to wszystko jest kompletny bullshit. To jest kwestia po prostu jakiegoś indywidualnego mitu. Facet, który nakręcił ten film, po prostu miał nierówno pod sufitem i wydawało mu się, że tak jest skonstruowany cały świat.
Na szczęście mamy tych wszystkich poszukiwaczy. Po angielsku to researchers, czyli właśnie poszukiwacze po polsku, którzy zajmują się badaniem tych wszystkich rzeczy i to, co wykopują, kompletnie przeczy takiej oficjalnej wersji historii. Tego, że od początku się biliśmy, walczyliśmy, że dlatego mieliśmy wojsko, bo ktoś musiał ochraniać nasze pola ze zbożem. Wszystkie tego typu bzdury. Absolutnie. Okazuje się, że właściwie im bardziej się cofamy w czasie, tym bardziej zaawansowana ta cywilizacja i mniej murów obronnych i mniej agresji i wielu innych rzeczy. Oczywiście jest moment w historii, kiedy się ta agresja zaczyna. Wielu ludzi dyskutuje: „Ale tam ofiary, ale coś tam”. Ale jak się sprawdzi to wszystko w datach, to się nagle okazuje, że te ofiary to jest taki nowoczesny wynalazek sprzed, można powiedzieć, 2, 3 tysięcy lat albo 5 tysięcy lat maksymalnie od dzisiaj licząc do tyłu. A cywilizacje o wiele wcześniej w ogóle są z tego wyprane.
W ogóle nie ma śladów po tym. Inna sprawa są w ogóle bardzo ciekawe ślady dotyczące tych pradawnych cywilizacji Jeżeli chodzi o to, z czego się utrzymywali, co jedli, jak funkcjonowali i to w ogóle są rzeczy, które wielu ludziom to się chyba w głowie jeszcze nie mogło pomieścić, ale o tym to może później. Generalnie chodzi mi o mit stworzenia cywilizacji, który jest oparty dokładnie na agresji. To jest pierwszy mit, w którym jesteśmy wychowywani, że ktoś musiał komuś przyłożyć w oko i ktoś musiał kogoś chronić, bo koniecznie ktoś chciał kogoś napaść. Co jest kompletnie absolutną bzdurą. I oczywiście wielu z nas chciałoby żyć w pokojowym świecie. Podejrzewam, że wszyscy chcieliby żyć w normalnym świecie, gdzie ludzie nie mają tej psychozy, żeby siebie nawzajem ranić i krzywdzić. Ale ciągle staramy się jakoś powtarzać, nawiązywać do tego mitu historycznego troszkę, zamiast swojego indywidualnego doświadczenia, które jest oczywiste, które jasno i wyraźnie mówi: „Stary, jeżeli weźmiesz drugiego człowieka, kopniesz go w plecy, to naprawdę nie będzie się czuł lepiej dzięki temu”. I to jest mocne, indywidualne doświadczenie. Jeżeli słuchają nas jakieś chłopaki, które się tłukły, ja też się tłukłem, jak byłem młody.
Jest taka zwyczajna historia. Jak komuś się przyłoży z piąchy i się zawinie, to co się dzieje? To człowiek się później cały trzęsie. Agresja nie jest czymś naturalnym. To jest szok pourazowy. Jak się kogoś pobije, to się człowiek później cały trzęsie, bo to nie jest normalna sytuacja. To trzeba być psychopatą i bić ludzi nałogowo, żeby się pozbyć tego szoku. Ale to dalej jest człowiek, tylko że się nie manifestuje. Czyli indywidualne doświadczenie jasno i wyraźnie mówi: jeżeli ktokolwiek twierdzi, że powstaliśmy na bazie armii, karabinu, miecza, noża, atawizmu, jest niedouczony i w ogóle nie należy się go słuchać, ponieważ może to być zgnite jabłko w koszyku zdrowych jabłek i to jedno zgniłe jabłko zawsze będzie zarażało pozostałe jabłka. Także trzeba je wziąć, wyciągnąć i wyrzucić tam, gdzie jego miejsce, na kompost.
Natomiast indywidualne doświadczenie, które jest najstarszą zachowaną informacją, jakąkolwiek posiadamy, to jest ta informacja zachowana w nas, w naszym DNA, w tym, czym jesteśmy jako istoty żywe. Mówi jasno i wyraźnie od miliona lat, odkąd chodzimy po tej planecie, bo ta informacja i nasze DNA się za bardzo nie zmieniło, wbrew temu, co twierdzą miłośnicy ewolucji. Ta ewolucja jakoś nie zadziałała i jakoś nie ma dowodów na to, żeby kiedykolwiek działała. I to doświadczenie, które jest zakodowane w tym naszym DNA, mówi jasno i wyraźnie: to nie jest ta droga, stary. Nie możesz się bić z ludźmi, ponieważ wtedy tracisz część samego siebie. Krzywdzisz sam siebie, sam sprowadzasz zarazę, nieszczęście i plagi wszelakie na swój dom. I tak dalej. Oczywiście mit oficjalny sprzedawany nam przez przestraszonych ludzi mówi o tym, że musisz się ciągle bronić. Musisz być wiecznie w stanie gotowości, bo za chwilę ktoś cię zaatakuje. Nie, to jest kompletna bzdura.
Efekt jest taki, że wszyscy generalnie teraz polują na jakiegoś bandytę, który nas zaatakuje. I na tym się opiera duża część tej cywilizacji. Przypomnijcie sobie sprawę z Irakiem i Afganistanem. Przypomnijcie sobie wiele innych spraw, chociażby ostatnią sprawę z Ukrainą, gdzie zdaje się teraz chyba wybory są w Polsce. Teraz każdy polityk będzie bronił Polski: „Słuchajcie, ja was obronię przed zagładą, bo tu wojna będzie”. Generalnie ciągłe drukowanie mitu o tym, że wszyscy chcą się tłuc, że wszyscy chcą się wykosić, że wszyscy chcą się zniszczyć. A ja na przykład nie chcę nikogo zniszczyć. I gdzie jest ten mit? Gdzie to się podziało? Wy też nie chcecie nikogo zniszczyć.
Przede wszystkim nikt z nas nie chce zostać zniszczony. Także pierwszy mit cywilizacyjny: agresja. Jak się okazuje, zupełnie niepotrzebna i patologiczna, bo właściwie ta patologia, czyli agresja, spowodowała to, że zapędziliśmy się teraz w kozi róg i teraz właściwie odkręcamy tą całą sprawę. Jesteśmy w trakcie odkręcania tego wszystkiego, żebyśmy wreszcie zaczęli zachowywać się jak normalni ludzie i przestali kopać się nawzajem po kostkach nieustannie i wymyślać sobie coraz bardziej trujące jedzenie do jedzenia. Jedzenie do jedzenia. Ale mądrze powiedziałem. Jak ja już tak mądrze mówię, to ja po prostu włączę muzyczkę, a tu się rozgadam troszeczkę, bo w sumie dawno nie mówiłem w tej hiperprzestrzeni. A tymczasem posłuchajmy muzyczki. Dzisiaj mówię o archetypach kulturowych troszeczkę z powrotem, bo jak zmieniać świat, to tylko na lepsze. A co?
Ale dźwięki, nie? Ale dźwięki. Słuchacie hiperprzestrzeni. Dzisiaj o mitach, które stoją w bardzo dużym kontraście z naszym indywidualnym doświadczeniem i o wszystkich sprawach z tym związanych. Że tato mówił, że jest właśnie tak razem z mamą, a my po latach dowiedzieliśmy się, że to jest zupełnie odwrotnie i dlatego się później okazało, że ci ludzie nie dawali sobie rady z kilkoma rzeczami. I to jest takie proste doświadczenie, że człowiek nie powinien polegać na mitach, ale powinien polegać na własnym doświadczeniu. Ja tu wrócę na sekundę jeszcze do tych kwestii neolitycznych budowli chociażby. Klasyczny numer to jest taki, że kolesie, którzy je odkopywali i widzieli, że są jakieś ślady po istności gigantycznych cywilizacji, nie wiadomo jakich i nie wiadomo skąd, i że nie ma tam żadnej broni, nie ma żadnych porąbanych ciał na kawałki. Co robili? Niszczyli te budowle i budowali z nich sobie zamki obronne w środku pola.
To trzeba mieć niezłą psychozę, żeby stwierdzić, że sobie człowiek buduje na przykład w średniowieczu albo troszkę wcześniej zamek w środku pola i on będzie się teraz bronił i on teraz założy pole i na to pole zagoni jakichś innych ludzi, będzie ich terroryzował, straszył i będzie zmuszał do roboty, żeby oni pracowali, mówiąc, że to właśnie uczyni wszystkich bezpiecznych, spokojnych i szczęśliwych, co oczywiście jest kompletną bzdurą, bo to wszystko doprowadza do konkretnych patologii. Jak człowiek buduje sobie zamek, bo nie ufa otoczeniu, to znaczy, że coś już jest w głowie nie tak. Mity, w których wychowywano nas wszystkich, czyli klasyczny numer: portret rycerza w zbroi z lemieszem do machania. Witam, książę Edwardzie. Halo, halo?
[24:26] - Dobry wieczór.
[24:27] - Dobry wieczór. Jak zdrówko szanownemu panu?
[24:31] - Dopisuje. Jak najbardziej. A kapitan jak się miewa?
[24:35] - Doskonale, proszę pana, pierwszy dzień lata taki troszkę rozleniwiony. Teraz próbuję tej energii trochę nadgonić, bo taki się zrobiłem leżakowaty dzisiaj od chodzenia na bosaka po trawie. Leżak.
[24:47] - Leżak. Można tak z francuskim akcentem powiedzieć.
[24:50] - Właśnie, książę, gdzie ty jesteś teraz?
[24:53] - Dziś Sztokholm. Piękny letni dzień. Naprawdę. Zabrałem zimową kurtkę na tą Skandynawię, a tu w ogóle wszyscy dzisiaj w krótkich spodenkach.
[25:06] - Właśnie.
[25:06] - Jak kapitanie. Ale słucham audycję od początku i myślę, że takie tematy luźniejsze to może zadzwonię później jeszcze do wieczorowej pory.
[25:17] - Słuchajcie, róbcie sobie kawę, będziemy o wieczorowej porze.
[25:19] - Tak. Ja sobie zrobiłem herbatkę.
[25:22] - Ja też. Kawa mi się skończyła.
[25:24] - Hotelowym pokoju.
[25:27] - Właśnie, bo jesteś w miejscu, z którego pochodzą bardzo rzeźnickie opowieści. Tam była taka kultura, której w pewnym momencie kompletnie odjechało i tam taki mit kulturowy, że musisz wziąć topór, siekierę i rozrąbać wszystkich na 10 kawałków i dopiero wtedy będziesz szczęśliwy.
[25:42] - Mam wrażenie, że oni trochę pokutują dziś za to. Nie żeby byli jacyś agresywni, wręcz przeciwnie, ale jakiś mrok mają w sobie ci Skandynawowie.
[25:56] - Nie wiem, czy mrok. Spytam się o jedną rzecz: czy zauważyłeś, bo to jest moja refleksja z pracy i doświadczeń z ludźmi ze Skandynawii, nie wszystkimi oczywiście, ale mają potężny problem i to nie tylko moje, mają potężny problem, żeby być ciepłymi ludźmi w stosunku do siebie, że są bardzo na dystans, że po trzech zdaniach rozmowa się kończy, bo nie wiadomo już, o czym rozmawiać. Rozumiesz? Bo wszyscy już sobie wszystko powiedzieli.
[26:18] - Tak. Ale miałem takie właśnie jeszcze refleksje à propos tego, o czym mówiłeś. Mity kulturowe to pierwsza rzecz, czyli to, co nam mówili rodzice. I faktycznie popieram wszystkimi kończynami to, żeby się opierać na własnym doświadczeniu. Nie wierzyć.
[26:44] - Wiesz, o co chodzi? Idziesz do poważnego muzeum i oglądasz historię ostatniego tysiąca lat albo dwóch tysięcy lat na obrazach. I generalnie każdy obraz-
[26:54] - Ja myślę, że to nie do końca o to chodzi. Rodzice nie nauczyli nas, znaczy przynajmniej moi rodzice nie nauczyli mnie niczego na temat historii cywilizacji, ludzkości i tak dalej.
[27:06] - Moi też nic. Absolutnie.
[27:08] - Generalnie próbowali mi opowiadać, jakie jest życie, jak wygląda i tak dalej, jakimi prawami się rządzi i to było wielkim nieporozumieniem. Moje własne doświadczenie zupełnie coś innego.
[27:25] - To jest taka kwestia dorastania troszkę w cieniu pomników. Rodzice nas wysyłali do muzeów oglądać pomniki i tak dalej. Tam zawsze ten facet z dużym karabinem albo z dużym mieczem stoi na cokole i mówią: „Synu, ten człowiek był kimś wielkim” na przykład. Rozumiesz?
[27:39] - Tak. Ale w kontynuacji tego tematu mówiłeś właśnie o tym, że różne zabytki archeologiczne-
[27:47] - Dokładnie.
[27:49] - -rzekomo twierdzące, znaczy będące dowodem na to, że troszkę inną mieliśmy historię niż taką wojowniczą.
[27:59] - Słuchaj, ja się spytam ciebie o jedno: czy skojarzysz nazwisko, człowiek już zmarł, nie ma go już z nami. Zmarł w zeszłym roku. Nazywał się Lloyd Pye. To był taki człowiek, który zajmował się badaniem DNA kosmicznych czaszek, tych wydłużonych czaszek i nie tylko. The Star Child, czyli dziecko z gwiazd.
[28:17] - Kojarzę czaszki, ale nie kojarzę człowieka.
[28:19] - To był taki koleś, taki badacz, który się tym zajmował i właściwie zajmował się tym przez ponad 20 lat grubo. I on na swoich prezentacjach mówił, że jeżeli wydaje nam się, że rodzajowi ludzkiemu przydarzyła się ewolucja, to jeżeli w ogóle jakakolwiek ewolucja istniała, to jesteśmy w błędzie, bo cokolwiek mogło się wydarzyć, to jest dewolucja, czyli kompletnie odwrotny proces. Jeżeli sobie oglądasz te wszystkie piramidy, te rzeczy i wracasz do punktu dzisiejszego, gdzie widzisz kolesi, którzy produkują karabiny po to, żeby chronić tych piramid.
[28:50] - Ja zawsze na tą okoliczność mam taki swój ulubiony przykład ze świata zwierząt.
[28:56] - Opowiadaj.
[28:57] - Żeby inaczej. Moje ulubione małpki bonobo, które są na wyginięciu i poluje się na nie po prostu. Coś mi się to właśnie tak kojarzy jak zacieranie takich śladów mających nam mówić o tym, że nie byliśmy jakimiś agresorami wcześniej. Małpki bonobo. Ty się orientujesz pewnie, nie wiem, jak słuchacze.
[29:23] - Opowiadaj słuchaczom, bo może nie wszyscy wiedzą.
[29:25] - Małpki bonobo po prostu cały swój stres odreagowują przy pomocy seksu najzwyczajniej w świecie. I ich społeczność sprawia wrażenie takiej matriarchalnej raczej. Rządzą tam samice. I teraz w opozycji do małpek bonobo są szympansy, czyli obraz bliższy człowiekowi współczesnemu, mam wrażenie. I w jakiś dziwny sposób właśnie bardziej propagowany. O tych małpkach bonobo się nie wspomina albo wspomina się właśnie zawsze w kontekście tego ich rozbuchanego życia erotycznego prawdopodobnie, żeby się to jakoś banalizować i tak dalej. Ale gdyby się przyjrzeć bliżej, to są właśnie takie dwa skrajne przykłady podejścia do życia, filozofii życiowej. Szympansy są po prostu bardzo brutalne i w jakiś sposób utarło się, że jeśli mielibyśmy pochodzić od małpy, to te szympansy są jakoś tam najbliższe nam. Okazuje się, że te małpki bonobo są o wiele bliżej w temacie składu genetycznego chociażby niż owe szympansy, ale jest to wiedza pomijana, a same małpki bonobo są przedmiotem polowań. Żyją jakieś małe grupy tu i ówdzie.
Tylko wyspecjalizowani badacze są w stanie tam dotrzeć i je znaleźć. Podczas gdy szympansy panoszą się na całego.
[31:07] - Słuchaj, jest taka historia z taką świątynią w Indiach. Nie pamiętam, czego to jest świątynia. Na ścianach są płaskorzeźby, które przedstawiają wszelkie możliwe pozy seksualne, kiedy ludzie się kochają. Wszelkie możliwe wariacje. Kiedy Brytyjczycy tam dotarli, byli w szoku. Nie mogli się pozbierać i nie wiedzieli, co z tym zrobić. Zburzyć nie mogli, bo to za stare, widać, że to starsze niż Imperium Brytyjskie, także nie wiadomo, co z tym zrobić. To jest kultura starsza, nie mogą tam nic zrobić, bo ludzie dalej wyznają ten kult i tak dalej. I to było takie rozczarowanie. Przyszli chłopaki z karabinami, przez tą dżunglę się przedzierali.
Codziennie robili sobie musztrę rano, czyścili te karabiny, żeby nie zardzewiały. Połowa z nich zmarła na dyzenterię. I kiedy wreszcie udało im się przejść przez ten busz, doszli i zobaczyli świątynię, gdzie na każdym fresku-
[31:56] - Pełno bezeceństw.
[31:57] - Pełno bezeceństw. Ludzie po prostu się kochają.
[32:00] - Części niesporne.
[32:02] - Dokładnie. I jak to zrobią? My tu z karabinami. My to po prostu pozabijać, granice ustalić. A tu w ogóle co z tym zrobić? Troszeczkę jak z tymi małpami bonobo. I zostało to zakazane. W sensie zakazane, zostało tak po cichu przez Anglików wrzucone. Ta świątynia gdzieś tam, żeby nikt o niej nie mówił, nikt za bardzo nie pisał. To była trochę tajemnicza sprawa, że niektórzy wiedzieli, żeby tam dojechać.
Czasami zabierali damy ze sobą, żeby uhuhuu.
[32:30] - Dokładnie. Bo to się tak banalizuje ten temat, ale nie wiem, może on jest w jakiś sposób istotny. Represjonowanie życia erotycznego własnego i innych zazwyczaj prowadzi do jakichś patologii. Cały Bliski Wschód, nawet nie Bliski Wschód, chodzi mi o-
[32:56] - Emiraty
[32:57] - ... wyznawców Allaha, którzy mają zakaz wykonywania czegokolwiek w zamian za to, że później sobie pohasać z dziewicami w niebie u Allaha. Nie wiem.
[33:14] - To też jest taki kolejny mit kulturowy, że życie nie dzieje się tutaj. Życie dzieje się dopiero, kiedy stąd odejdziesz. Come on, man. Każde prywatne, indywidualne doświadczenie mówi jasno i wyraźnie: jak weźmiesz młotek i walniesz sobie w palec, to generalnie życie dzieje się tu i teraz. I nawet słyszysz takie . Rozumiesz? To jest człowiek, który walnął się w palec gdzieś za ścianą w bloku na przykład. Klasyczny numer. Włoski filozof chyba, czy matematyk, jakoś tak, nie pamiętam, miał takie twierdzenie jakieś 100 lat temu niecałe. Miał takie twierdzenie, że gdyby ból w palcu po uderzeniu się młotkiem przychodził dwa tygodnie później względem uderzenia się młotkiem, to wszyscy ludzie wbijający gwoździe w ścianę mieliby sklepane palce.
Rozumiesz? Taka historia. To myślę, to jest kwestia tego indywidualnego doświadczenia. Myślę, że ta cywilizacja, w której mieszkamy, ona nas próbuje odciąć od tego doświadczenia. Buduje się grupy oparte na mitach. I pierwszą taką grupą jest tak zwana narodowość. Pierwszy mit i pierwsza pułapka. Taka społeczność, która mówi o tym, że niezależnie od tego skąd, gdzie i co, to my jesteśmy wielkim narodem tylko dlatego, że mówimy wspólnym językiem i tak dalej. Taki po prostu mit. Mit, że jest naród i że musimy bronić zdobyczy narodu, ponieważ naród jest czymś ważniejszym od jednostki i tak dalej.
[34:35] - Ostatnio słyszałem, że w kraju naszym ubolewają strasznie, że młodzież jakaś teraz jest taka, że nie chce oddać życia za ojczyznę.
[34:46] - To jest w ogóle taki dramat troszeczkę. Dramat jak dramat, ale to jest też takie świadectwo tego, jak tak naprawdę działają te gówno warte mity. Rozumiesz? Z całym szacunkiem do wszystkich uczestników Powstania Warszawskiego, ale wystarczy się przyjrzeć na historię tych dzieciaków. Przecież to były dzieciaki. Wszystkie z nich praktycznie, 80% tych ludzi zostało zamordowanych, zginęło. Jak nie w czasie powstania, to zginęło później z rąk Rosjan, którzy żwawo ich rozstrzeliwali za to, że mieli niepoprawne poglądy. Rozumiesz?
[35:17] - Dzieła.
[35:18] - Dokładnie. Także nagle się okazało, że praktycznie cała młoda generacja, która coś tam w miarę wiedziała, coś w miarę potrafiła, miała jakiś tam potencjał intelektualny, indywidualny, bo każdy z nich był jednostką, która miała swoje doświadczenie, po prostu zniknęła i nic z tego nie wyszło. I taki był efekt wielkiego mitu o bohaterach, że wszyscy zginęli jak ci bohaterowie i trafili na pomnik. Ale ciężko się, że tak powiem, rozmawia i dyskutuje z pomnikiem i ciężko się żyje z pomnikiem. Właściwie efekt był taki, że nie stworzono niczego poza wielką jedną katastrofą. Oczywiście można się tu kłócić, bo oczywiście są ludzie, którzy twierdzą, że to wcale zupełnie inaczej.
[35:54] - Że to piękny zryw.
[35:57] - Tak, dokładnie.
[35:59] - Tylko że to zazwyczaj ci kolesie, którzy niczego nie ryzykowali za bardzo, a w szczególności swojego życia.
[36:08] - Ci to zawsze są pierwsi, żeby powiedzieć, że to był piękny, cudowny zryw i że to było coś cudownego. Kolejny taki numer to jest na przykład chociażby kwestia z husarią, która jest strasznie popularna w Polsce. Ja pewnie się teraz narażę wielu.
[36:20] - Aj waj.
[36:21] - Ale to jest coś, co się powtarza. Przez całe moje życie jest taki mit, bo jestem autentycznie, urodziłem się i dorastałem w Polsce, także bez lip, mam nawet polski paszport, także jestem absolutnie stamtąd, chociaż mieszkam w Londynie. I ten mit dotyczył praktycznie całego mojego życia, bo to zawsze było tak, że husaria to taki mit po prostu, coś niesamowitego, że kolesie, którzy mieli niesamowitą parę i tak dalej. Po latach, kiedy prawdziwa historia powoli wychodzi na wierzch, okazuje się, że husaria to byli kompletnie nawaleni kolesie, wódą z reguły albo jakimś mocnym alkiem, którzy byli w takim amoku, że wsiadali kompletnie pijani na konie, gnali i byli straceńcami. Tacy kamikadze dla idei, bo każdy z nich po udanej batalii dostawał ziemię i tytuł szlachecki. Otóż to, bo można było dostać tytuł rycerski, ziemię za free. Wystarczyło tylko się odpowiednio upić, w skrócie mówiąc, i przeżyć.
[37:22] - Znowu zataczając skandynawskie koło. Słynni berserkowie, tak?
[37:29] - Dokładnie.
[37:30] - Którzy też właśnie przy pomocy, nie wiem, jakie są oficjalne wersje, czego oni się tym
[37:36] - Jakiś wywar z bielunia, Amanita muscaria, takie naturalne speedy, bym powiedział. Naturalna amfetamina. Także nie czujesz zmęczenia. Bardzo szybko wpadasz w taki trans, w taki amok. Daje ci dużo adrenaliny. Jesteś bardzo silny fizycznie i tak dalej. Po prostu nie do zaorania. Oczywiście po 24 godzinach nadchodzi moment kryzysowy i padasz.
[38:02] - No tak.
[38:02] - Dokładnie.
[38:04] - Okej, kapitanie, ja myślę, że pozwolę snuć ci historię dalej. Chciałem tylko wrzucić swoje trzy grosze.
[38:11] - Jeszcze skończę, póki jesteś, o tej husarii w ogóle. O co chodzi z tą husarią? Kiedy historia wyszła na jaw w dzisiejszych czasach okazało się, że husaria była używana przez Watykan po to, żeby właściwie tłumić wszelkie powstania heretyckie, bo tak naprawdę te wyprawy husarii to nie do końca były wyprawy w obronie Europy przed Turkami lub coś w tym stylu. Tylko tak naprawdę były to najazdy na heretyków. Podobnie jak bitwa pod Grunwaldem, która właściwie była oficjalnie krucjatą chrześcijańską przeciwko pogańskim Prusom. To wszystko. Jak się okazało, była to tylko i wyłącznie kwestia władzy. Nam się sprzedaje taki mit o bohaterach, którzy w imię wolności za cudzą i naszą walczyli, a to w ogóle nie ma nic z tym wspólnego. To byli straceńcy, którzy byli chciwi na kasę z Watykanu i wiedzieli, że jeżeli wygrają, to zostaną kimś. Po prostu kariera.
Rozumiesz pan?
[39:07] - Jep.
[39:08] - Kariera w korporacji, proszę pana. I już ze zbroją, z napierśnikami, z orłami, całymi tymi mitami dookoła i wszyscy dookoła będą mówili o nich, że to ważni ludzie, że coś zrobili dla świata, że to jest naprawdę coś, czego warto się trzymać. Ja się boję też czasami, żeby przypadkiem zbyt dużo ludzi nie wpadło na ten pomysł, żeby robić dokładnie to samo co ta husaria, bo efekt był taki, że po dziarskich działaniach husarii 100 lat później kraj zniknął z powierzchni map po prostu.
[39:36] - No tak.
[39:37] - I taka była konsekwencja takiego podejścia do sprawy. Zamiast się dogadywać, nieustannie konfrontacja. Mit o konfrontacji, że trzeba wziąć, siąść na konia, wziąć szablę, wszystkich ściąć, wybić do pnia. Karma wraca. Karma wróciła i kraj został usunięty z map. A miał takich dzielnych wojów, rozumiesz? Tylko że wszyscy ci woje się zapili chyba.
[39:58] - Tak. Czuję, że odpływamy tutaj troszkę od tematu.
[40:03] - Wrócimy. Słuchaj, bo to taki mit lokalny. Ja tu zamierzam się podpierać troszkę takimi lokalnymi mitami, które trafiają do wyobraźni.
[40:11] - Każdy kraj ma swój zestaw mitów. Naprawdę nie ma złudzeń. Każdy w swoim kraju czuje się wielki i czuje na sobie spuściznę historii przodków.
[40:29] - Jasne. Słuchaj, to jest w ogóle fajna rzecz. Ja uważam, że każdy naturalnie powinien się czuć wielki, dlatego że jest człowiekiem, jest żywą istotą. I wcale nie trzeba do tego ani bohaterów, ani husarii, ani innych bandziorów czy wariatów, straceńców, którzy gdzieś tam gnają i zostali sportretowani na obrazach olejnych jako wielcy i ważni ludzie swoich czasów. Kim byli ci ludzie? Come on, guys. Przecież to tylko rzeźnicy. Dokładnie. I to jest właśnie ten mit, że się okazuje, że każdy właściwie jest wielki, każdy jest wspaniały, każdy jest okej, ale nie może w to uwierzyć do końca, więc odwołuje się do mitu. I ten mit korumpuje sytuację, bo później jak uwierzysz w tą husarię, uwierzysz w to, że musisz wziąć szablę i wszystkich ciąć po łbach i tak dalej, to właściwie sam zamieniasz się dokładnie w tą najbardziej toksyczną część tej kultury, czyli w tą konfrontacyjną historię, która zmusza cię nieustannie do kopania innych w dupę, wskakiwania im na plecy i próby zdominowania ich rzeczywistości.
Szybciej niż ktokolwiek się nad tym zastanowi, bo chodzi o czas oczywiście. To jest taki kolejny mit historii, że chodzi o czas, że jak ty tego nie zrobisz, to oni cię zaatakują. Rozumiesz? Także klasyczny numer. Kolesie strzelają szybciej niż myślą.
[41:41] - Tak zwana strategia.
[41:42] - Dokładnie. A strategia to jest taki klasyczny przejaw głupoty, bo tłumacząc na język westernów, to jest koleś, który strzela szybciej niż myśli. Na tym to polega. A tu wcale nie trzeba strzelać. Na tym polega ta cała historia.
[41:56] - Tak mi podpowiada właśnie też i moje doświadczenie życiowe.
[42:00] - Słuchaj, ja myślę, że nasze doświadczenie, te indywidualne, tak jak wspomniałem na początku, to jest największy i najstarszy, i jedyny prawdziwy mit o człowieku. Tam jest zakodowany, właśnie w tym naszym indywidualnym doświadczeniu. Nie na obrazach, nie w historii. Dobra, ale tu mamy całą audycję dzisiaj, żeby się przez to przekopać.
[42:19] - Tak jest.
[42:20] - Dokładnie.
[42:21] - Zostawię cię, kapitanie, w takim razie z tym ciekawym tematem.
[42:25] - Dziękuję bardzo.
[42:26] - Dla słuchaczy i zadzwonię, myślę, po audycji do „Wieczorowej Pory” na troszkę luźniejsze gadki.
[42:34] - Zapraszam serdecznie. Też założę luźniejsze gatki. A tymczasem słuchajcie muzyczka.
[42:44] - Do usłyszenia.
[42:44] - Do usłyszenia. Powiedziałem, że muzyczka? Muzyczka! To akurat było Bonobo. Dokładnie tak się nazywa ten band, którego słuchaliście przed chwilą. Oczywiście słuchacie Radia Nafali w hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek. Audycja jest retransmitowana w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy zarówno Radia Nafali, i Radia Paranormalium. Dzisiaj o mitach kulturowych troszeczkę, o obalaniu tych mitów.
Dlaczego tak nawiązałem do tych husarów i tej całej historii państw? To, że próbuje się ludziom wcisnąć, nam, bo nie ludziom. Ja też jestem ludziem, słuchajcie, jak wszyscy. Próbuje mi się wcisnąć mit historii, który polega na micie narodu, że naród to jedna wielka siła. A ja mam takie jasne bardzo przekonanie na ten temat, że ten mit został specjalnie włożony po to, żeby zastąpić rzeczywistość, która opiera się na dzieleniu ze sobą doświadczenia w małych społecznościach. Dokładnie ten mit wielkiego narodu kompletnie zniszczył i on jest tak potężny, to jest taki duży walec, który przejeżdża po tych wszystkich małych lokalnych społecznościach, pozbawiając je kompletnie jakiegokolwiek indywidualizmu, zmuszając wszystkich do używania tej samej ściery w tych samych kolorach i machania tą ścierą i twierdzenia i śpiewania tej samej piosenki, czy ją znają czy nie, i twierdzenia, że są wszyscy jednym wielkim narodem i że muszą wziąć komuś przykopać w tyłek, bo są narodem i inaczej tym narodem nie będą. I to wszystko zastąpiło tą jedną bardzo ważną rzecz, którą nazywamy doświadczeniem przekazywanym z pokolenia na pokolenie, takim doświadczeniem plemiennym w małych wspólnotach, gdzie jedno pokolenie przekazuje doświadczenie kolejnemu pokoleniu. Jest to takie doświadczenie sprawdzone indywidualnie, bo wszyscy się znają. To nie jest coś, co ktoś przychodzi i mówi: „Tak jest, bo tak jest”. Jak człowiek mieszka blisko takiego sąsiada, to wie, czy sprawa działa, czy nie.
To jak sąsiad mówi: „Słuchaj, jak nalejesz mleka do samochodu do baku, to ci ruszy”. To wiadomo, że nie ruszy, bo sąsiad tego chyba nie sprawdzał. Troszeczkę się mleka nie wlewa i jeżdży się na benzynę w dzisiejszych czasach. Generalnie chodzi o to, żeby uniknąć takich surrealistycznych, kretyńskich sytuacji. Ale się okazało, coś się takiego wywaliło w historii. O tym będzie zupełnie inna audycja, ale generalnie mój pomysł jest taki, że ten mit narodu został właściwie specjalnie tak włożony po to, żeby zniszczyć te delikatne, subtelne połączenia pomiędzy nami, pomiędzy naszymi przodkami, pomiędzy starszym pokoleniem. Bo tak naprawdę doświadczenia wielu z nas, przynajmniej moje, są dosyć mocno uniwersalne. Nie jestem bardzo oryginalny w wielu rzeczach. Jestem człowiekiem tak samo jak każdy inny i w momencie, kiedy tracę kontakt z przodkami, to brakuje dosłownie kogoś, kto przekaże mi informację: „Okej stary, pewne sprawy dzieją się na świecie od tysięcy lat. To nie jest twoje pierwsze doświadczenie, chociażby psychodeliczne doświadczenia.
Nie jesteś tu pierwszy. Nie jesteś pierwszym człowiekiem, który odbył taką podróż. Jest na to metoda. Są na to sposoby. Ma to pewien sens. Zmierza to tam” i tak dalej. Generalnie taki pełen, jak to się ładnie mówi help desk po angielsku, czyli taka pełna informacja, która nie jest skorumpowana i powoduje, że w sytuacjach na przykład kryzysowych albo w sytuacjach niecodziennych, albo w sytuacjach, które po prostu nas spotykają po raz pierwszy w życiu, zawsze mamy kogoś, kto jest z tego starszego pokolenia i mówi: „Okej, nie martw się, jestem obok ciebie. Też to przeżyłem. Mój dziadek to przeżył. Wszyscy w tym samym plemieniu to przeżywaliśmy.
Także teraz jest kolej na ciebie. Nie bój się, wszystko naprawdę jest okej. To jest część tego procesu”. I tu się okazało, że to doświadczenie zostało zniszczone, ponieważ jak się pojawił mit narodu, to trzeba było wyciąć wszystkie te plemienia i zmusić je do używania ściery w tym samym kolorze. To już nikt nie mógł sobie sam machać swoim własnym sztandarem, swoją własną flagą. Nie, nie, nie. To już była jedna dla wszystkich. Tak samo jak zmusić ludzi dokładnie do chodzenia w tym samym rozmiarze buta, bo dokładnie do tego się to wszystko sprowadza. Tym jest właśnie cały mit narodu. To jest po prostu zmuszanie wszystkich ludzi do używania dokładnie tego samego rozmiaru buta.
I później się ludzie dziwią, dlaczego kurde nogi im puchną, palce, dlaczego te buty takie niewygodne, stąd się biorą te problemy. Dlaczego ciągle mam problemy ze stopami, skoro wszyscy mamy? Skoro to jest tak zunifikowane, tak wszyscy powinniśmy być okej. Wszystko powinno być super. I co? I co się dzieje? Nie ma nic takiego. Wręcz odwrotnie. Sytuacja jest kompletnie w drugą stronę. Wszyscy się czują coraz gorzej, bo właściwie te buty na nikogo nie pasują.
Może poza jedną osobą, która ma akurat taki rozmiar buta. Dokładnie. Słuchajcie, ja zapraszam, żebyście śmiało dzwonili. RadioNaFali.com. Jeżeli macie jakieś refleksje. Ja tu mam troszkę dzisiaj hitych opowieści na temat mitów i legend. Tak się będę powoli rozprawiał. A co! Będę ciął i ciął. A co!
Dzisiaj mogę. Zawsze mogę. Każdy z was może. Myślę, że to jest coś, co powinniśmy w ogóle robić nałogowo, wręcz codziennie. Powinniśmy się rozprawiać z tymi mitami po to, żeby nie wpaść w jakiś wariacki korkociąg szaleństwa bym powiedział. W ten wir szaleństwa. Dokładnie. Spiralę szaleństwa. Witam Krawcze. Halo, halo.
[47:52] - Witam, witam. Ahoj.
[47:54] - Jak zdrówko szanownemu panu? Się zapytuję.
[47:57] - W porządeczku, w porządeczku. A u pana?
[47:59] - Doskonale. Dziękuję bardzo.
[48:02] - Z tym królem chciałbym coś powiedzieć. Ty mówiłeś o zamku, w którym mieszka sobie król. Powiedzmy, że są dookoła jakieś wioski. I o tej machinie wojennej wspominałeś.
[48:21] - Dokładnie.
[48:22] - I to faktycznie tak to działało. Taki król, on się w zasadzie niczym nie różnił od jakiegoś takiego lokalnego watażki, który ma armię zbirów. Bo ci rycerze to byli-
[48:37] - Powiedzmy to szczerze, sej krawiec, powiedzmy to po prostu głośno powiedz. Ty się na tym znasz troszeczkę bardziej niż ja nawet. To były zbóje zwykłe, po prostu moczymordy, które lubiły sobie kogoś pobić.
[48:52] - Tak. I dodajmy, że byli to ludzie bardzo niewykształceni, niemyjący się, brodaci i tacy, że jak ktoś ich obraził, to sięgali za miecz i odrąbywali rękę.
[49:04] - Z tym brodatym mógłbyś się powstrzymać, bo ja też się nie golę.
[49:08] - Ale ci panowie się nie golili nigdy i na przykład nigdy nie myli zębów.
[49:12] - Ja myję czasami.
[49:14] - Mi też się zdarza, ale tym panom nie. I oni napadali, na kogo się dało. Czasami na wsie w obrębie własnych ziem, a czasami do sąsiada się wpadło w odwiedziny ze sztachetami. To się niczym praktycznie nie różni od bandy dresów, która wpada do jakiejś wsi, bierze co chce i muck robi. Zresztą tacy władcy zadawali się często z kompaniami najemnymi, z najemnikami, ze zbirami, którzy często się uważali za rycerzy i głosili tak: „My jesteśmy rycerzami i służymy temu i temu panu”.
[50:04] - Co za kmioty!
[50:06] - Zbóje takie.
[50:07] - Po prostu kmioty bez dół.
[50:10] - Kmioty, ale w zbrojach. Ale taki kmiot, też ciekawostka, który sobie żył w tej wsi, pracował na swój czynsz trochę mniej niż my dzisiaj. Mieszkanie miał większe, żył sobie całkiem zdrowo, odżywiał się kaszą.
[50:28] - Full organic, eko jedzenie, takie bez pestycydów.
[50:34] - Tak jest. Miał kominek w domu. Nie wiem, czy ty kominek masz.
[50:39] - Mam.
[50:39] - U ciebie. Masz.
[50:41] - Ale zamurowany. Nie mogę z niego korzystać, bo to się zatrapię. Zamurowany.
[50:46] - A on sobie palił. Oszczędzał na środkach czystości. Generalnie nie miał tak źle, tylko że dużo zależało od tego, pod jakim panem służył, u jakiego pana odpracowywał tę ziemię niby. Bo tak było, że pan mu ziemię dzierżawił, a chłop w zamian odpracowywał ją. I cała ta machina wojenna faktycznie jak w grze komputerowej, bo chłop musi drewna narąbać i wykarmić ten zamek. Żeby taki zamek wykarmić, trzeba było około siedem wsi.
[51:19] - Siedem. Dużo. To jest takie niewolnictwo, normalna nazwa na taką sytuację to jest po prostu niewolnictwo. Bo normalne było to, że jeżeli ktoś pracuje na roli i wykarczował las, to bardzo łatwo go terroryzować, bo straszysz go, że mu wszystko zabierzesz, że go zniszczysz i tak dalej. Tym bardziej że ci ludzie mieli rodziny, mieli społeczności i to takie bardzo mocno związane społeczności, tak że nawet nie musiałeś go straszyć, że mu zrobisz krzywdę, tylko mówiłeś, że cała wieś zostanie zniszczona, jeżeli jeden z nich nie odda zboża.
[51:51] - Tak było. Jak na przykład pojawiał się nowy, bardziej srogi władca, to wprowadzał sobie nagle z dnia na dzień odpowiedzialność zbiorową. I tak oficjalnie to robił, że jak ktoś z tej wsi czy ktoś z tej grupy zawini, to się zniszczy wszystkich. I to było zgodne z prawem. Takie prawo ustanawiali. I to też trochę nawiązuje do tematu, który poruszałeś dzisiaj o nonkonformizmie. Żeby się sprzeciwiać. Bo często jest taki pogląd, że prawo to prawo, twarde prawo, ale prawo i trzeba się słuchać i praworządnym być.
[52:28] - To też kolejny mit.
[52:29] - To jest nieprawda.
[52:30] - Kolejny mit, który służy tylko po to, żeby utrzymać stale niewolników w tym samym miejscu, żeby ci niewolnicy nigdy nie złapali za szpadel, za łopatę i nie zastukali tą łopatą do drzwi zamku i powiedzieli: „Ej koleś, wyjdź no tu do nas, porozmawiamy sobie na temat, co się ostatnio działo we wsi, w okolicy, w twoim zamku”.
[52:50] - Tak bywało kiedyś. Chłopi się potrafili zbuntować i jak się zbuntowali, to srogo już i leciały wióry, i ręce, i nogi odrywali, odgryzali nosa. Tak to było. Nawet tu, w Polsce już szlacheckiej u nas często bywało tak, że wpadali chłopkowie na jakiś dwór i robili tam rozpierduchę, jak pan był zbytnio srogi na przykład.
[53:20] - Taka normalna rzecz, mówiąc szczerze. Normalna jak normalna. Taki już ekstremizm, że wszyscy zostali już posunięci do takiej granicy, że kopią się po tyłkach nieustannie. To też jest taka patologia, bo właściwie można to robić inaczej. Tak sobie myślę i teraz już powoli dorastamy do tego, żeby zrozumieć, że można to robić inaczej, że nie musimy wcale się oglądać na te średniowieczne obrazy na ścianach i próbować robić z siebie kolejnej husarii, kolejnych rycerzy, kolejnej szlachty i kolejnych chłopów, bo ta metoda zupełnie nie działa, jak się okazuje. Doprowadziła tylko do, tak jak powiedziałeś, do stworzenia czegoś, co się nazywa prawo. A czym jest to prawo? Czym jest czyjeś zdanie zapisane na kartce papieru względem tak zwanego prawa naturalnego, względem tego, że ja się urodziłem na tej ziemi?
[54:04] - Właśnie, czym jest dobre prawo, czym jest złe prawo, czym jest dogmat? Czym jest też to, co wtłaczają nam do głów? Bo programują nas. Od początku jest ta edukacja przymusowa i wydaje mi się, że pod pewnymi względami to ludzie kiedyś byli bardziej Wolni. Nie było masowych szkół, nie było przymusowej edukacji. Pod pewnymi względami może byli bardziej wolni niż my dzisiaj, bo my jesteśmy naprawdę mocno zaprogramowani. Nie każdy się potrafi opierać i nie każdy chce się opierać.
[54:38] - Chyba nie każdy chce się opierać, bo to bardziej chodzi o kwestię chcenia takiego konformizmu wewnętrznego, strefy komfortu własnego. Ja teraz prowadząc audycję, do której wszystkich słuchaczy zapraszam, nazywa się „Synteza”. Jest w czwartek o godzinie 22 polskiego czasu. Jest o generalnie wynalazcach wolnej energii i ich wynalazkach produkujących wolną energię. Jak sobie tak śledzę, to widać bardzo wyraźnie takie momenty w historii, gdzie pojawia się duża fala tych wynalazków, gdzie ludzie pracują nad tym, gdzie to się po prostu dzieje. I są takie momenty, w których się nic nie dzieje. W sensie chodzi o tak zwany masowy ruch. Jeżeli cofniemy się troszeczkę, może 20 lat do tyłu, to widać, jak wyprane było to pokolenie, że właściwie wszyscy siedzieli i marzyli o tym, żeby zostać właścicielem McDonalda, bo to jest franchising, który nigdy nie pada i że jeszcze do tego zapalą sobie Marlborasa, a napiją się Jacka Danielsa i życie będzie po prostu zajebiste. I tak będą do końca życia, a na końcu skończą jak taki uśmiechnięty dziadek z reklamy. Wszyscy się nabierali na to, bo chcieli się na to nabierać.
To też jest taki mit kulturowy, który sobie wyprodukowaliśmy i właściwie nikogo nie obchodziło to, co się dzieje z elektrowniami jądrowymi, co się dzieje z odpadami z tych elektrowni no i wszystkimi sprawami dookoła, z całym tym toksycznym otoczeniem. Co się dzieje z tymi korporacjami, które coraz mocniej wchodzą w rzeczywistość i stają się właścicielami właściwie wszelkiej materii na tej planecie. Widać było, że to pokolenie zostało tak sprasowane dosyć mocno do równego i tam nikt nawet nie wpadł na pomysł, żeby podnieść głowę do góry w stosunku do czasów, gdzie nikt nie chodził do publicznej szkoły, bo publicznych szkół nie było, a wynalazców produkujących maszyny wolnej energii było chyba z 40 w jednym kraju. I to tak oficjalnie publikujących prace. I to wcale nie było jakieś czary-mary. Dzisiaj bohaterem mediów jest... Kto jest dzisiaj bohaterem mediów? Nie byłem na żadnym newsie dzisiaj. Chyba kobieta z brodą zdaje się jest bohaterem mediów w Polsce.
[56:34] - Tak.
[56:35] - A 100 lat temu w Nowym Jorku i nie tylko w Nowym Jorku bohaterem był Nikola Tesla. To jest takie, można powiedzieć, parało sytuacyjne.
[56:44] - Ale wiesz co? Może ta kobieta-
[56:45] - Nikola Tesla nie miał brody.
[56:48] - Ale miał wąsik. Ach, ten wąsik misterny. Ale może ta kobieta z brodą też coś nam zwiastuje. Jakieś takie nadejście czasów też pewnej wolności, trochę inaczej rozumianej. Może to falowo idzie. Może są cykle, że ludzie w pewnych okresach stają się bardziej tacy wyzwoleni też, wolnomyślicielscy.
[57:15] - Nie wiem, czy to wiezie Niemcy.
[57:17] - Kreatywni i też indywidualistami się bardziej stajemy. Dzisiaj promuje się takie coś, że jesteś Bogiem wręcz ty. Pierdol cały świat. Znowu trochę tak jest.
[57:30] - Ale właśnie widzisz, bycie Bogiem nie polega właśnie na pierdol cały świat. Ta teologia, która mówi o tym, że jesteś Bogiem w tej sytuacji, w której jesteś, polega na tym, że bierzesz na siebie odpowiedzialność za tą sytuację, że podejmujesz wybory. Po prostu bycie sprawcą czegoś oznacza, że to ty podejmujesz wybór, a nie wybór jest podejmowany za ciebie. A tu jest troszeczkę takie: „Hej, zostań Bogiem z naszą puszką”. „Hej, zostań Bogiem z naszymi butami” albo jakoś tak. To nie jest kwestia brania odpowiedzialności za cokolwiek. To jest na przykład kwestia sprzedawania po prostu kolejnego produktu. Sprzedaje się brodatego faceta, który przebiera się w sukienkę jako kobietę z brodą. Nikt by 100 lat temu w to nie uwierzył. Może właśnie dlatego, że nikt nie chodził do publicznej, przymusowej szkoły i jakbyś pokazał coś takiego, to by ktoś powiedział: „To jest brodaty facet, który się przebrał za kobietę.
Okej, gdzie jest sensacja?” Mamy takich miliony na świecie. Jak lubisz się przebierać za kobietę, też możesz się przebrać za kobietę. Nie ma problemu. Gdzie tu jest sensacja? A tu teraz się robi z tego sensację, teraz się mówi, że to jest kobieta z brodą. Man, jak to?
[58:37] - Ale popatrz na to jako na promowanie takiego przekazu w stylu: bądź kim chcesz. Nieważne jak wyglądasz, ważne bardziej kim jesteś. Wiesz, tego typu sprawy.
[58:48] - Dla mnie to jest bardziej przekaz krawczy, że to nie jest tak, że bądź kim chcesz, tylko wyglądaj świetnie albo wyglądaj jak z Photoshopa. Bo chodzi po prostu o to, żeby wyglądać jak z Photoshopa. Musisz być takim ekstremalnym freakiem, który został wymyślony prawie że w Photoshopie, ale jesteś lepszą wersją, bo ten z Photoshopa rusza się tylko w animacji komputerowej, ewentualnie w zdjęciu w reklamie, a ty ruszasz się naprawdę. To jest na przykład cała seria takich dziewczyn, które się przebierają za to, żeby wyglądać jak lalki Barbie po prostu przez całe życie.
[59:21] - Ale przecież dzisiaj każde zdjęcie w mediach jest na Photoshopie poprawiane właściwie.
[59:27] - To prawda.
[59:27] - I wszyscy wyglądają pięknie. Więc faktycznie ten przekaz jest i on na pewno jest dominujący. Ale wiesz co? Wydaje mi się, że ludzie się przyzwyczaili do tego, że te postacie w mediach po prostu wyglądają trochę ładniej, a z drugiej strony-
[59:39] - Nie wiem, czy ładniej.
[59:41] - Nie wiem, czy bym chciał oglądać na przykład panią bez makijażu, z pryszczami, jakoś tam nieuczesaną i w sukience wymiętolonej na przykład.
[59:52] - Jasna sprawa, ale nie mówię o ekstremum, o tym, że za każdym razem po prostu wszyscy, którzy z tobą rozmawiają, muszą wyglądać, jakby wstali 30 sekund temu z łóżka. Rozumiesz? Nie chodzi o ten problem, bo ten problem właściwie nigdy jako taki nie istniał. To jest bardziej sytuacja dzisiejszych czasów. To jest ten mit, że musisz po prostu zawsze być świetny od początku do końca, że zawsze sprzedajesz jakieś akcje, że zawsze jesteś na topie, że zawsze jesteś w ruchu, zawsze jesteś w biegu, zawsze się coś dzieje, że ty zawsze jesteś w tym świecie.
[01:00:19] - To jest coś, co sprawia, że my, nonkonformiści i buntownicy wszelakiej maści cierpimy trochę, bo jak się wyłamujemy z tego, na przykład ktoś nie dba o wygląd swój, ktoś inny ma w dupie konwenanse.
[01:00:35] - Ja wyprasowałem koszulę na dzisiaj. Ja mam wyprasowaną koszulę.
[01:00:39] - A ja nie.
[01:00:40] - Poczekaj, poprawię krawat.
[01:00:43] - A ja sobie sprawdzę, czy nie mam plam pod pachami, bo mam. Jak nie spełniasz tych norm, to trochę cierpisz. I to jest taka wada. Mogę to powiedzieć jako praktyk, bo całe życie właściwie się sprzeciwiam wszystkiemu i buntuję i nie chcę iść tą drogą, którą idą wszyscy. Są minusy, bo ten świat zaczyna nas trochę atakować ze wszystkich stron.
[01:01:08] - Myślę, że to jest też troszeczkę tak, że my lubimy wpadać w rolę ofiary. W rzeczywistości to ty i ja, wielu z nas, nonkonformiści tak naprawdę rządzimy tym światem. Bo gdziekolwiek się pojawia jakiś facet, który chce się przebrać za kobietę i chce udawać kobietę, to potrzebuje takiego nonkonformisty, który usiądzie i mu to zrobi w tym przysłowiowym Photoshopie i tak dalej. Dla mnie pojawianie się takich kolesi nie jest problematyczne. To jest troszeczkę taki powrót z historii. W Japonii była tradycja, która tam trwała przez setki lat, że kobietom zmniejszano nogi. Taki mit kulturowy, że jak kobieta ma mniejsze stopy, to jest lepszy seks. Co jest oczywiście kompletną bzdurą. Absolutnie. I generalnie gruchotano te nogi tym kobietom w Japonii.
Był taki moment nawet jeszcze chyba w XVIII wieku, że po prostu miażdżono wręcz te stopy. Ja widziałem zdjęcia sprzed 100 lat robione przez jakiegoś Anglika tym stopom gejsz.
[01:02:07] - Gejszy, tak, ale to wiązano im te stopy.
[01:02:11] - Od dziecka.
[01:02:12] - Z tego, co pamiętam. I stopa się deformowała przez to, że ściśnięta była przez cały czas bandażami.
[01:02:18] - Ono generalnie kończyło się tak, że nie mogły chodzić w ogóle zupełnie, kończyły jako kaleki każda z nich dosłownie.
[01:02:23] - Bo to było trochę po to, żeby nie zwiała od pana też.
[01:02:27] - Może w ten sposób. Kolejna rzecz, w Europie były takie panny, które stwierdzały, że założą sobie taki gorset, że będą miały talię osy. Taka deformacja, że im strzelały kręgosłupy dosłownie.
[01:02:38] - Mydlały też od tego.
[01:02:41] - Zamieniasz się w kalekę dobrowolnie. I to jest tylko kwestia, czy my jako głośni nonkonformiści, którzy mają potężną siłę i potężny wpływ na rzeczywistość, większy niż facet, który się zapomniał ogolić i przebrał się w sukienkę, czy to my będziemy podlegali temu kanonowi, czy też powiemy: „Hej, koleś, sorry, ale mam własny kanon. Mam własny kanon i naprawdę mój własny kanon bierze się z mojego indywidualnego doświadczenia. I sorry, stary, nawet jakbyś chciał, ale nie jesteś kobietą. Jesteś brodatym facetem, który przebrał się w sukienkę”. To wszystko. That's all. To jest cała historia. Bo w dzisiejszych czasach oglądając takie zjawiska, widzisz narodziny nowego mitu. Rozumiesz?
Powstaje kobieta z brodą. To nie jest kobieta z brodą. A indywidualne doświadczenie gdzie ono się podziało? Myślę, że indywidualne doświadczenie jest najmocniejsze i że wystarczy się tylko na nim oprzeć. To jest trochę tak jak z tą potęgą, którą wszyscy mamy w sobie, że wystarczy, że sobie przypomnimy, jak potężni jesteśmy i wtedy nie będzie absolutnie żadnego problemu z żadnym przysłowiowym tłukiem, który próbuje nam powiedzieć, że tylko dlatego, że się nie ogolił, jest dziewczyną od wczoraj.
[01:03:51] - Zobaczymy. Dobrze. Dziękuję za rozmowę fajną. Nie chciałbym już dłużej zajmować anteny, bo jeszcze masz pewnie tematów kilka do poruszenia.
[01:03:59] - Zamierzam tutaj troszeczkę pogadać.
[01:04:03] - Fajnie się słucha, więc z przyjemnością sobie posłucham.
[01:04:06] - Dziękuję bardzo. Oblałem się rumieńcem.
[01:04:09] - To do usłyszenia na wieczorowej.
[01:04:11] - Zapraszam na wieczorową. Słuchajcie, to był Mister Krawiec, a wy słuchacie oczywiście Radia Na Fali. To nie, wieczorowa pora będzie dopiero później. A my tu wracamy do lasu. Dzisiaj właśnie zastanawiam się nad tymi wszystkimi mitami związanymi z naszą codziennością, bo mówienie, że mity związane z kulturą to troszkę taki przerosł, bo tu musiałbym wszystko rozbić po kolei, jechać, sprawdzać, gdzie jest mit, za czym się czai jaki mit. A tu bardziej chodzi o taką zwykłą historię, że jest grupa opowieści, opowiadań, które nam się sprzedaje jako wytrych do tego, żebyśmy byli szczęśliwi, czuli się fantastycznie, zawsze się wysypiali, nasze dzieci były szczęśliwe, żebyśmy wszyscy po prostu byli niesamowici. Jest taki mit, że jeżeli spełnimy te warunki, to wszyscy automatycznie będziemy szczęśliwi i stworzymy sobie niesamowite życie. A jak się okazuje, mija już kolejne set lat i jest coraz gorzej generalnie. Korporacje zastąpiły niewolnictwo na polach. Teraz już nie chodzi się na pole bawełny, tylko się pracuje dla korporacji.
Czy jakoś tak. Troszeczkę inaczej. Dawniej na to pole bawełny trzeba założyć takie drelichowe spodnie, a teraz się zakłada koszulę z krawatem. Już bez drelicha, tak żeby nie było, że niewolnik na polu bawełny pracuje. No i chodzi o to, że po prostu to indywidualne doświadczenie, które mamy przez część z nas jest kompletnie ignorowane. Jest taki klasyczny przypadek, że czasami kiedy się opowiada o wszystkich sprawach związanych z telepatią, chociażby teorią pola morfogenetycznego, to, o czym czasami wspominam w „Hiperprzestrzeni”, u wielu ludzi wywołuje dreszcze, emocje, podniecenie i agresję, bo się okazuje, że jest coś, co jest indywidualnym doświadczeniem każdego z nas i działa i nie ma nic wspólnego z mitem, a ten mit jest nam sprzedawany jako taka, że tak powiem, deska bezpieczeństwa, jako takie koło ratunkowe. Cokolwiek się dzieje w naszym życiu, cokolwiek się nie wydarza, jakkolwiek nieszczęśliwi się czujemy, jeżeli musimy się odwołać do czegoś, to to jest właśnie to koło ratunkowe, które nam się sprzedają. Łap się, człowieku, tego koła. Zawsze cię wyciągniemy na brzeg. Wystarczy, że tylko dołączysz do systemu i będziesz jednym z nas.
Uwierzysz w to, że generalnie trzeba wyciągnąć nóż i kogoś tym nożem orzenić i tylko w ten sposób się zarabia pieniądze, że trzeba zniszczyć całą wodę na ziemi, sfrakować wszystko, wpompować chemię pod ziemię. Nie będzie wody pitnej, ale za to inwestorzy będą mieli doskonałe zyski w przyszłym kwartale. Bo mity są sprzedawane jako coś, co jest, lubię to określenie po angielsku for granted, czyli właściwie takie dane od zawsze. I ten mit powtarzany już któryś tam tysięczny raz nabiera takiej patyny czasu i staje się takim zjawiskiem, że jeżeli ludowe przysłowie tak mówi, to na pewno tak jest. A ja znam tysiąc ludowych przysłów, które po prostu są One się nie sprawdziły absolutnie, bo na przykład zmienił się klimat w tej części Europy i te przysłowia, że na świętego tego będzie lało do upadłego, się okazuje, sorry stary, ale to jest środek lata. To lało, ale kiedy był inny klimat w Europie jakieś 600 lat temu. Być może stamtąd pochodzi to powiedzonko, ale my oczywiście cały czas się łapiemy tego, bo to jest taki wytrych. Do czego dążę? Że sprzedaje nam się to w opakowaniu, że to jest taka łatwa rzecz, że wystarczy zawsze wyciągnąć rękę i to koło ratunkowe zawsze jest w pobliżu i zawsze jesteśmy w stanie się wyciągnąć na brzeg nawet najgłębszej rzeki, w której toniemy i to zawsze nam pomoże. A jak jest w rzeczywistości?
O tym powiem za chwilę i poruszę kolejne mity, które dotyczą naszego codziennego życia i je korumpują. I przez te mity jesteśmy tacy troszkę niepełnosprawni intelektualnie. Ale na szczęście nadchodzą czasy, kiedy te wszystkie mity w końcu naturalną śmiercią umrą, bo w końcu my dojrzejemytroszkę do tego, żeby zrozumieć, że nasze indywidualne doświadczenie jest ważniejsze niż bzdury powtarzane nawet od setek lat. To ja może muzyczkę, proszę państwa, a co? A wy oczywiście słuchacie radia na fali jak najbardziej hiperprzestrzeni retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Ja mam na imię Tomek i przed chwilą rozlałem sobie herbatę. Dokładnie. Słuchajcie, dzisiaj o mitach, które nas otaczają i o tym, czy tak naprawdę warto w ogóle się wbijać w te mity, czy to jest zdrowe, czy może nie fajniej byłoby po prostu zająć się naszym indywidualnym doświadczeniem? Bo to, czy powinniśmy, czy nie, to już tak brzmi jakbym wskazującym palcem wskazywał na ciebie i coś kazał ci robić. Nie, może po prostu fajniej jest i normalniej się poczujemy, jak zaczniemy bazować na naszym normalnym doświadczeniu.
Kolejny mit, na którym dzisiaj chciałbym zahaczyć swoją gadkę, to oczywiście mit edukacji. Mit edukacji, który w dzisiejszych czasach spałperyzował się do kwestii posiadania dyplomu i kredytu za tą edukację. Dokładnie do tego się to sprowadziło. Nie ma to, zdaje się, nic wspólnego z rzeczywistą edukacją, bo właściwie oglądając dzisiejsze czasy, żarówka dalej świeci może dwa razy dłużej niż w czasach Edisona. To tak chyba po stu latach to ja bym powiedział, że troszeczkę rozczarowanie takie. Co się działo przez ostatnie sto lat? To my w kosmos latamy. Się zastanawiam, czy przypadkiem mają takie same żarówki na stacji kosmicznej, czy oni też muszą się zastanawiać, żeby wziąć żarówki na wymianę. Czy sobie zrobili takie, które działają ciągle? Kolejny mit, że jest ktoś, kogo nigdy nie widzieliśmy na oczy.
Właściwie nawet nie jest człowiekiem, tylko jest grupą badawczą, że ktoś taki tworzy opis świata, w którym my funkcjonujemy i my automatycznie dopasowujemy się albo staramy się dopasować do tej wizji świata, ponieważ ta wizja świata według tej grupy ludzi albo według kogoś jest tą właściwą wizją świata i jeżeli przesuniemy w prawo tu troszkę, w lewo tu, to przestanie nas boleć bok. W ogóle nagle zrobi się przyjemnie, miło i tak fajnie. Nie do końca jest tak, bo jak się okazuje, znowu ten mit edukacji właściwie bazuje — taka jest moja refleksja — na klasycznej rzeczy. Na tym, że przystępując do tej zabawy, do tego fetyszu, do tego ugrupowania, które nazywamy edukacją, takie ugrupowanie uniwersytecko-szkolne, takie, że idziemy do jakiejś instytucji i ta instytucja nam coś mówi. My tak naprawdę do tej instytucji idziemy akurat w momencie, kiedy jesteśmy bardzo pomysłowi. I na tym polega cały sukces edukacji. To jest mit, który się za tym kryje. Bo jak weźmiesz człowieku kilku pomysłowych ludzi, to niezależnie od tego, gdzie ich wstawisz, to oni zawsze coś fajnego wymyślą. I tak się jakoś złożyło, że kurczę blade, jak wstawisz ich nawet w takim toksycznym miejscu, jakim jest klasyczna edukacja uniwersytecka chociażby, to oni też coś wymyślą. Dzięki temu będzie można podpiąć to wszystko pod mit tej edukacji i powiedzieć ludziom na zewnątrz: „Słuchajcie, przysyłajcie nam swoje dzieci i my zrobimy z nich geniuszy”.
W rzeczywistości nie da się zrobić geniusza z nikogo. Wszyscy o tym doskonale wiemy. Dlatego do tej pory na świecie nie powstała ani jedna uczelnia, która by na przykład miała w tytule: uczelnia kształcąca najlepszych pisarzy na świecie albo uczelnia kształcąca najlepszych muzyków na świecie, tudzież malarzy na świecie. W tych szkołach można się co najwyżej nauczyć warsztatu, ale nikt nie nauczy człowieka pomysłu. Właściwie ten warsztat to też nie jest niczym nowym, bo wcale nie trzeba było wielkich uniwersytetów na świecie, żeby to po prostu działało. Właściwie od tysięcy lat, od niepamiętnych czasów, że człowiek, jak chce się czegoś nauczyć, to idzie do tego, który już coś umie. I ten, który już coś umie, z reguły jest starszy, bo ma ileś lat doświadczenia i po prostu siada i się uczy. A jeżeli tych ludzi jest więcej, to organizują sobie grupę tak, żeby informacja z jednego kolesia trafiła do paru kolesi. I to wszystko. My natomiast zrobiliśmy z tego jakieś zasady.
Stworzyliśmy mit edukacji i ten mit edukacji jakby prasuje troszkę ludzi, bo on jest związany już zdecydowanie o tym, co będziemy robili w życiu i jak się potoczą nasze dalsze losy. I nagle się okazuje, że taki mit nagle zaczyna determinować dużą część naszego życia. Nagle się okazuje, że ci młodzi ludzie — nie wiem, jak jest w Polsce, bo w Polsce nie mieszkam, także nie chcę nic wymyślać — ale tutaj, w Anglii jest troszeczkę tak, że jak taki młody człowiek idzie i wybiera się na studia i nie ma kasy za bardzo, to musi wziąć kredyt. A ten kredyt jest po prostu złodziejski i jest tak oprocentowany, że jest policzone elegancko, że facet musiałby zrobić jakiś spektakularny sukces, porównywalny wręcz do sukcesu może nie tyle Rockefellera, ile Richarda Bransona, żeby spłacić ten kredyt w ciągu najbliższych pięciu lat i że właściwie nie ma żadnej szansy, żeby on spłacił ten kredyt przez najbliższe pięć lat, że będzie się to ciągnęło za nim przez 20 lat, chyba że mu rodzina pomoże. Tu w Anglii jest tak, że rodzina stara się często pomóc, żeby wyskoczyć z tego, bo tam cały czas nabijają odsetki. I ten cały mit edukacji, że pójdziesz i będziesz mądry, właściwie jest niczym innym jak bzdurą, która służy temu, żeby wyprodukować kolejnego klienta banku, który będzie tam przychodzić przez kolejne 30 lat, bo później po studiach musi wziąć kredyt na dom, a że jest kompletnie spłukany po studiach, to musi jeszcze wziąć kredyt na samochód, żeby z tego domu czasami dojechać, jeżeli kupi go na Pustkowiu i tak dalej. Człowiek wpada w taki zamknięty obiekt. Jest ten dyplom. Mamy ten mit edukacji, że kłaniamy się i szanujemy ludzi z edukacją. Kto nie słyszał od rodziców: „Ucz się, ucz.
Zobacz, ludzie go szanują”. Właśnie, taki mit. Ale co my mamy szanować? Zobaczmy, w jakim świecie żyjemy. Od 150 lat, właściwie prawie 200 lat cała cywilizacja jedzie na ropie, bo z egoistycznych, sadomasochistycznych, dziwnych, psychopatycznych pobudek kilku ludzi uparło się, nawet może nie tylko kilku ludzi, prawdopodobnie to ten mit, który rezonuje gdzieś w środku nas i my też dokładamy swoją cegiełkę do tego mitu bardzo często, utrwalił tą całą sytuację i spowodował, że powstało coś takiego jak specjalna struktura, która ma nam za każdym razem tłumaczyć, kiedy próbujemy zejść z tej drogi na bok i zastanowić się: „Hej, a może inaczej? Może da się to zrobić inaczej, może da się po prostu zrobić to o wiele lepiej”. To nie. Słuchajcie, mamy edukację. To nie jest tylko dzisiaj. To Grecy mieli edukację, wszyscy mieli edukację.
To jest ten mit edukacji, że wyedukowany człowiek wie lepiej za ciebie. No właśnie, wyedukowany człowiek. I co ten wyedukowany człowiek wie? I tu znowu jest potężny konflikt indywidualnego doświadczenia. Wszyscy z was, którzy mieli okazję być na uniwersytetach i wszelkich placówkach naukowych, doskonale wiedzą, co się dzieje z indywidualnościami, którzy mają swoje doświadczenie i chcą je przekuć w rewolucyjny sposób na działające na przykład urządzenie. Długo można by opowiadać historie urządzeń free energy, które są po prostu zbanowane. Tam się robi eksperymenty, ale jak tylko się okazuje, że eksperyment jest zbyt obiecujący i za dużo można z tego eksperymentu wyciągnąć, to automatycznie jest uwalany. Chociażby kwestie związane z archeologami. Jest słynna historia pewnej pani, która odkryła bardzo stare wykopaliska archeologiczne, bardzo starą warstwę, która udowadniała, że ludzie żyli na tej planecie — wiem, że to brzmi dziwnie — minimum dwa miliony lat temu. Mówimy o milionach lat i to taka cywilizacja, bo odnaleziono przedmioty zrobione z żelaza i metalu, misy i tak dalej, różne tego typu rzeczy.
O tym pisał, zdaje się Michael Cremo w swojej książce „Zakazana archeologia”. Jest masa takich przypadków opowieści o ludziach, którzy złamali sobie karierę akademicką, ponieważ brnąc w tym micie edukacyjnym, doszli do tego poziomu posiadania tytułu profesorskiego i nagle okazało się, że spotkali na swojej drodze odkrycie, które postawiło wielki znak zapytania przed ich następną karierą akademicką, ponieważ stanęło w konflikcie z całym tym mitem edukacyjnym. Z tym mitem, że my już wszystko wiemy, a teraz tylko dopinamy szczegóły, bo na tym to wszystko polega, że my już wszystko wiemy, że to jest nasze koło ratunkowe, o którym wspominałem, że nie martw się, drogi słuchaczu, nie martw się, droga słuchaczko, nie martwcie się, wszystko będzie okej. Jest nauka, jest edukacja, jest społeczność zwana narodem, jest nasza historia. Są rzeczy, których możemy się złapać. Wszyscy sobie pomożemy. Pomachamy sztandarem w lewo i w prawo i będzie genialnie. Nagle się okazuje, że jak tylko człowiek zaczyna konfrontować coś, indywidualne doświadczenie wykopie z ziemi, to się nagle okazuje i nie pasuje. Ups. No właśnie, to mit zaczyna się bronić, bo myślę, że mit to chyba taka troszeczkę żyjąca plazma, można powiedzieć.
Coś, co żeruje na nas i po prostu na naszej cywilizacji. Taki pasożyt, który nazywamy mitem w naszej głowie czasami albo w innych głowach, albo gdziekolwiek go spotkamy, po prostu mit. I jak go będziemy zawsze powtarzać, to będziemy tworzyli taką cywilizację typu Abu Dhabi albo Londyn, albo inne miejsca. To jest taki fenomen. Teraz okazało się, że Londyn jest miastem, które ma najwięcej milionerów na świecie i jak na ironię jest to miasto, w którym jest najwięcej bezdomnych w Anglii. Taki paradoks sytuacyjny. W końcu skoro jest tylu ludzi w tym mieście, którzy mają taką fortunę, że tu właściwie wszyscy powinni być zawsze najedzeni, wszyscy powinni mieć dach nad głową, wszyscy powinni być na imprezie. To nawet w rzymskich czasach było tak, że cesarz nie był takim idiotą i wiedział, że jak mu się powodzi, to musi się podzielić tym swoim powodzeniem i pomyślnością ze wszystkimi ludźmi dookoła, bo jak tego nie zrobi, to oni przyjdą, zastukają mu w drzwi i powiedzą: „Ej, kolego” — zrobią jak ci chłopi — „wyjdź tu do nas, pogadamy troszkę na zewnątrz, a jak nie wyjdziesz, to sami wejdziemy do ciebie”. Raz, dwa. I wchodzili.
Także nawet w czasach Cesarstwa Rzymskiego ludzie chyba mieli więcej oleju w głowie, bo ten cesarz musiał rozdawać pieniądze, musiał rozdawać jedzenie. To wszystko musiało być za darmo, żeby to utrzymać, bo nikt by się normalnie na takie gówno nie zgodził absolutnie. A w dzisiejszych czasach jest już troszkę łatwiej, bo wszyscy uwierzyliśmy w ten mit, że jesteśmy częścią czegoś, co ma naprawdę sens. Że mamy grupę naukowców w tajnych laboratoriach, która pracuje nad tym, jak zrobić, żebyśmy mieli lepiej. Że mamy grupę specjalnych nauczycieli, którzy dbają o to, żeby młodzież, która stawia pierwsze kroki i zadba o naszą przyszłość, stworzy genialną przyszłość. Mamy historię, która mówi o tym, że jesteśmy unikatowym czymś i to, co robimy dzisiaj, jest wisienką na torcie. Dokładnie. I mamy kolejny mit, który mówi o bohaterach, których imię musimy czcić, żebyśmy zostawili indywidualne doświadczenie. Nie myśl nad sobą, człowieku. Pomyśl nad tym, ile potu musiał taki Winston Churchill przy jaraniu cygara puścić z siebie.
Rozumiesz ty, człowieku? Rozumiesz? Taki Winston, taka wojna Winston, tacy husarzy. Ile oni musieli... Rozumiesz? Dokładnie. I nagle się okazuje, że to wszystko nie działa w praktyce, bo to zawsze jest obraz teoretyczny. Ja mam taką swoją koncepcję rzeczywistości, że to jest taki trik, który nam specjalnie założono, a właściwie sami sobie założyliśmy i zamiast szukać alternatyw, właściwie zajmujemy się szukaniem alternatyw, ale nie ich znajdowaniem i wdrażaniem. To też jest taki kolejny mit, że zajmujemy się szukaniem lepszych czasów. W Polsce jest bardzo popularne, bo w Polsce, zdaje się, odkąd ja żyję, jest zawsze kryzys i zawsze się ludziom mówi o tym, że muszą zaciskać pasa i że jeszcze tylko dwa lata, i już będzie raj na ziemi.
I każde kolejne dwa lata jest jeszcze gorzej. Ale pasa trzeba zaciskać, bo przyszłość. Bo jest ten mit tego, że budujemy wszyscy jako społeczność, jako kraj jakąś fantastyczną przyszłość dla każdego z nas. Jakiś czas prosperity. W Anglii jest dokładnie to samo. Tu się opowiada ludziom, żeby też zaciskali wszystko i że przyjdzie czas prosperity. Właściwie nie wierzy się w rzeczywistość, bo tam nikt nie patrzy i nie przejdzie się po ulicy i nie powie: „Zaraz, skoro miałoby być lepiej, to dlaczego jest gorzej?”. Proste rzeczy. Skoro miało padać, a świeci słońce, to gdzie jest ten deszcz? Albo skoro miał być deszcz, ale świeci słońce, to skąd się wzięło to słońce?
Jak krawiec powiedział, to jest coś takiego, że nas się prasuje już od dziecka w tej kulturze i niestety, czy chcemy, czy nie, odpowiadają częściowo za to nasi rodzice. My możemy troszeczkę to zmienić. Mam nadzieję. Nie tyle, że mam nadzieję. My możemy to robić. Nie tyle żyć nadzieją, ile po prostu zrobić i zmieniać to swoje indywidualne doświadczenie i robić z tego indywidualnego doświadczenia nie tyle mit, ile robić z niego rzeczywistość i korzystać z tego na co dzień, żeby nie wpadać w sytuacje. Po raz pierwszy dzięki internetowi pojawia się troszkę taki wyłom w murze i to jest taki element dzisiejszej transformacji, że można te mity powoli obalać, że właściwie one same siebie obalają, bo to nawet nie trzeba nic specjalnego robić, wystarczy ich nie powielać i nie duplikować, bo one same w sobie są toksyczne. To jest jak ta brytyjska armia, która nagle dotarła w środek dżungli i się przestraszyła, bo spodziewali się, że ktoś ich zaatakuje, a jedyne co zobaczyli, to miłosne sceny. I było przerażające, bo każdy z nich, zamiast myśleć o tym, że chce kogoś zabić, nagle pomyślał, co by było, gdyby się pojawiła jego dziewczyna w okolicy i co fajnego by z tą dziewczyną zrobił. Jak fajnie by się nie czuli.
Taka zwyczajna rzecz. Taką rewolucją w latach 60. w Stanach Zjednoczonych był ruch hipisowski. Się mówi: „Hipisi, hipisi”, a czy ktoś wie, skąd się wzięli hipisi i o co chodziło? To ja wam powiem. To był szok kulturowy, który polegał na tym, że kiedy w Stanach Zjednoczonych wypuszczono Gwardię Narodową, żeby zgasiła wszelkie protesty przeciwko wojnie w Wietnamie, to Gwardia Narodowa jak to Gwardia Narodowa. To jest po prostu wojsko regularne. Dlatego się nazywa Gwardia Narodowa. Z pistoletami, nawet nie pistoletami, tylko z karabinami wyszli i stanęli. I młodzi ludzie, którzy byli z drugiej strony, postanowili nie podnosić tej piłki, nie grać w tą zabawę, nie bawić się tymi samymi kostkami i tymi samymi przedmiotami.
I dziewczyny podchodziły i wkładały im kwiaty w te lufy. I to był taki szok kulturowy. Ci kolesie nie wiedzieli, co zrobić, bo oni spodziewali się, że ktoś rzuci w nich kamieniem, bo im zawsze mówiono, że ten człowiek z drugiej strony chce go zabić i że jak on go nie zabije, to już nigdy nie będzie miał szczęśliwego życia. Nie kupi sobie domu na kredyt, nie kupi sobie samochodu i nie wychowa dzieci. A tu się okazało, że właściwie z drugiej strony wychodzą ludzie, którzy wyglądają tak samo jak on. Są bardzo sympatyczni, są normalni i wcale nie chcą go zabić. I on teraz musi dokonać wyboru, czy będzie wierzył w ten mit o wielkim kraju. I on stoi na straży tego wielkiego kraju z karabinem i zabije każdego, kto będzie próbował zniszczyć ten kraj, w którym jest jego przyszłość i całe legendy o tym, jak będzie cudownie w przyszłości, czy też po prostu nagle skuma, używając swojego indywidualnego doświadczenia, że jest takim samym człowiekiem i że ta osoba, która mu wkłada ten kwiatek w lufę pistoletu, naprawdę nie chce go zabić i że właściwie powinien odłożyć ten pistolet, wziąć tą dziewczynę za rękę, pójść z nią na kawę, może zrobić z nią troszeczkę dzieci i zająć się wychowaniem tych dzieci. I to wszystko. Zamiast biegać z tym karabinem jak ostatni głupek i idiota.
Dokładnie. To jest taka prosta, zwyczajna opcja, inna koncepcja rzeczywistości. Właśnie na tym polegała rewolucja hipisowska. Teraz już wiecie, skąd się to wzięło, bo wcześniej przed nimi to z reguły było rzucanie brukiem w policję. Generalnie dokładnie w tych samych czasach w Europie, nie w Ameryce, bo w Ameryce był ten ruch hipisowski, w Europie to tak po hipisach to właściwie nie było za bardzo hipisów. Może troszeczkę w Londynie. W Europie z kolei były ruchy polityczne i były wielkie demonstracje, na przykład w Paryżu w 1968 roku, gdzie ci wszyscy wielcy demonstranci, komuniści, socjaliści, którzy próbowali obalić rząd de Gaulle'a, a dokładnie młodzi ludzie z uniwersytetów, rzucali się z policją kostką brukową w Dzielnicy Łacińskiej. I oni poszli w takim atawistycznym kierunku i nic się nie udało. Nic się nie zmieniło, nic się od tego nie stało. Po prostu wojna zastąpiła kolejną wojnę.
Dzięki temu nasz mit o tym, że trzeba komuś przywalić w ryja, żeby było lepiej, dalej się mógł utrzymać. Nie tyle, że nie polecam mitów, bo nie chcę nikogo do niczego nakłaniać, ale bardzo bym przestrzegał przed toksyczną stroną mitów. Ja tak sobie swobodnie dzisiaj o nich mówię. O tych wszystkich mitach edukacji, o tym micie narodu, o tym micie historii ludzkości. Taka jest moja refleksja. Nie wiem, czy się zgodzicie. Mi się wydaje, że po prostu mity są bardzo toksyczną częścią naszego życia. To jest taki rodzaj wyobrażenia o rzeczywistości, która zawsze doprowadza do katastrofy. Zmusza nas do tego, żebyśmy żyli w bardzo wirtualnym świecie, w którym tak naprawdę nie ma żadnego ludzkiego elementu, bo jedyny właściwy ludzki element to jest ludzkie doświadczenie. Jeżeli wyciągniemy ten korek z tej wanny z ludzkim doświadczeniem, to doświadczenie sobie wypłynie gdzieś, popłynie i zostawimy taki zapis przepisów, które wymyślił jakiś palant, przypuśćmy chociażby tysiąc lat temu, to my żyjemy w zupełnie innych czasach.
Co nas przepisy i regulacje wymyślone przez jakiegoś palanta, który miał problem ze sobą samym i musiał sobie wszystko na papierze zapisać, bo był taki freak controlled Z reguły w 99,9999% nie ma to nic wspólnego z naszym życiem, a jeżeli zaczniemy je stosować, to wylądujemy w próbie odtwarzania cudzego życia. I to takiego, które się już dawno zepsuło, przewróciło i się połamało. Jedyne, co może nas spotkać, to to, że powielimy dokładnie taką samą drogę. Przewrócimy się, połamiemy i narobimy sobie krzywdy. Skończymy być może jako jeden z rycerzy na portrecie w jakimś muzeum albo ktoś nam pomnik postawi. Ale nie wiem, czy będziemy szczęśliwi. Ja mam taką teorię, że szczęśliwe narody nie budują pomników. Zamiast stawiać pomniki, umówi się z nimi na obiad, pogadają sobie normalnie. Zwyczajna rzeczywistość, codzienny dzień bez bohaterów, bez mitów, bez legend. Tylko to, jak się czujemy i to, co chcemy zrobić.
To, co czujemy w sobie. Robienie tu i teraz. To jest dokładnie cała esencja życia, żeby robić tu i teraz. Żeby nie czekać na to, żeby nie mówić, że kiedyś, w przyszłości. Stary, chcesz coś zrobić? Po prostu idź i rób. Nie musisz być bohaterem, nie musisz ginąć za nikogo. Jeżeli chcesz komuś pomóc, to po prostu się do niego odezwij, pogadaj z nim. To o to chodzi. Nie musisz być bohaterem, nie musisz być prezydentem.
Świat nie potrzebuje prezydentów, nie potrzebuje bohaterów. Świat nie potrzebuje liderów, nie potrzebuje żadnych głupków, którzy każą innym coś robić, bo im się wydaje, że ich koncepcja rzeczywistości jest bardziej w porządku niż na przykład moja. Ale ja się nie zgadzam i tyle. Ja myślę, że każdy z nas ma swoją własną koncepcję rzeczywistości i ona zawsze jest słuszna. Taki mam pomysł. I przypominam, że słuchacie „Radia Na Fali”. Ja mam na imię Tomek. Słuchacie „Hiperprzestrzeni”. Możecie śmiało zadzwonić. Radionafali.com taki jest nasz adres na Skype'ie.
A tymczasem muzyczka. To może po muzyczce ten telefon, jeżeli ktoś chce zadzwonić. A ja tu jeszcze przez parę chwil z wami na żywca. Oczywiście wiecie, czego słuchacie. „Radia Na Fali” oczywiście i „Hiperprzestrzeni” retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Joł! Chciałem podziękować wszystkim sponsorom „Radia Na Fali”. Peace and love, guys. I zapraszam wszystkich do wspierania radyjka. Żeby było na serwery i wszystkie bajery.
To zapraszam do wspierania. Zresztą prawda jest taka, że takie niezależne radio jak „Radio Na Fali” utrzymuje się tylko i wyłącznie ze składek indywidualnych jednostek. Żadnego mitu, żadnego wielkiego narodu, żadnej wielkiej korporacji. Nic z tych rzeczy. Indywidualne doświadczenie sięgania po własny portfel i wspierania czegoś indywidualnie, własną decyzją. Także dziękuję z góry. Peace and love, kochani. Wracam do naszego tematu, bo to już powoli koniec dzisiejszej „Hiperprzestrzeni”. Chciałem podsumować całą moją rozkminkę. Rozważania bym powiedział mądrze, brzmi lepiej troszeczkę.
I don't know. Dzisiaj w ogóle jestem taki nieogarnięty przy tym mikrofonie. To kwestia chyba braku siedzenia przy mikrofonie przez jakiś czas. Także dzisiaj się ogarniam. Sorry, jest pewien chaos, ale w naturze jest chaos zawsze. Stąd się chyba wszystko bierze. Kiedyś się tym zajmę, to na inny temat. Ale wracając do naszej historii, nieco chaotycznej, a właściwie bardziej chaotycznie powiedzianej przeze mnie. Chodzi o koncepcję rzeczywistości. Ja mam taką refleksję, że nasza koncepcja rzeczywistości powinna pochodzić od nas samych, a nie od żadnego mitu, który jest nam sprzedawany, żadnej indoktrynacji, żadnych legend.
Zanim kiedykolwiek ktokolwiek z nas zacznie robić coś według jakiegoś powiedzonka, to niech się czasami zastanowi, czy to powiedzonko ma sens, czy naprawdę warto podążać taką drogą. Jeżeli jest to jakaś rzecz z historii, prehistorii i tak dalej, głównie z historii, której jeszcze jesteśmy w stanie odkopać, to warto może czasami sięgnąć do prawdziwych archiwów i sprawdzić, jak ta historia naprawdę wyglądała. Bo to, co nam się drukuje w książkach, to taki bullshit jest w większości przypadków, gdzie każdy zbrodniarz jest wybielany i z każdego robi się wręcz anioła. A w rzeczywistości byli to naprawdę chorzy, przerażeni, smutni ludzie, którzy potrzebowali tak naprawdę dużo ciepła, dużo miłości i jakiegoś dobrego terapeuty, a nikt im tego nie zapewnił, więc postanowili wymordować pół świata, twierdząc, że być może kiedyś im to pomoże. Nie pomogło ani światu, ani im. Także ja myślę, że z tą koncepcją rzeczywistości warto opierać się na sobie samym i na własnym doświadczeniu. Absolutnie. I żyjemy w idealnych czasach, bo właściwie to się dokładnie dzieje. To są te elementy transformacji, które są strasznie widoczne w dzisiejszych czasach. To jest internet.
Każdy z nas sobie siedzi tutaj sam przed monitorem. Niektórzy siedzą parami, niektórzy siedzą grupowo, ale generalnie siedzimy w swoich własnych społecznościach. Nikt z nas nie jest narodem, nie jesteśmy związkiem, nie jesteśmy niczym. Nie jesteśmy żadną koalicją, żadnym ruchem. Nic. Ja mam na imię Tomek. Jestem żywą istotą, która mieszka na tej planecie. Wy też macie swoje imię. Każdy z nas ma swoje imię. Ty też masz swoje imię.
Ty też masz swoje imię. Wszyscy mieszkamy na tej planecie. To wszystko. I zbieramy się indywidualnie. Każdy z nas ma indywidualną refleksję pod wpływem tych całych opowieści i tego, co sobie myśli w głowie. I to jest najbardziej cenna sprawa, bo generalnie ta refleksja i decyzja podjęta na wskutek tej refleksji, mam nadzieję. Internet jest tym idealnym przykładem. Tu się po prostu sprawy układają. Nie ma żadnych regulacji. Internet jest jeszcze ostatnią, w miarę wolną, namiętnie podsłuchiwaną i szpiegowaną przez wszelkie korporacje i służby wywiadowcze.
Ale jest takim w miarę wolnym medium. Przynajmniej możemy się artykułować i robić to, co chcemy. I tak naprawdę to medium działa tylko dlatego, że nasze indywidualne doświadczenie jest zawsze najważniejsze. I wszyscy to naturalnie wiemy. To jest taki odruch bezwarunkowy, który nam się przydarza przez całe życie. Takie jak rodzenie się, jedzenie, spanie, robienie kupy, zasypianie, budzenie się i umieranie. Taki zwykły proces. To jest ten pattern, na którym powinniśmy się zawiesić. Myślę, że to jest właściwa rzecz, właściwy kierunek, żeby pójść. Właściwie idziemy w tym kierunku, tak że wszystko jest okej.
Na razie jeszcze mamy troszkę szaleńców dookoła, którzy są przerażeni tym, że stracą swój świat mitów i że jak stracą swój świat mitów, to się nagle okaże, że będą musieli się zacząć zastanawiać, czy przypadkiem coś, co robią, jest naprawdę okej. Bo to łatwo generalnie wziąć coś i zrobić, jak ktoś każe: „Weź tą skrzynkę i przenieś tam dalej”. Człowiek bierze i przenosi, nie myśli: „Okej, on mi kazał”. A tu może być tak, że: „Słuchaj, tu jest skrzynka, tu jest miejsce, zrób coś z nią, nie wiem co”. I nagle jest taki dysonans poznawczy, że: „Muszę coś zrobić”. I to nie jest dobre dla leni, ale na szczęście nikt z nas naturalnie nie jest leniem. Jesteśmy aktywnymi istotami ze swojej natury, tak że przyszłość czeka na nas. Ten świat należy do nas. Nie cały, bo też należy do roślin, zwierząt i owadów i tak dalej. Ale generalnie ten świat należy do nas.
To my robimy jutro. I tak też właśnie się dzieje. Bo skoro świat należy do nas, to ja sobie myślę, że wystarczy, że będziemy tylko uważali na jedną rzecz. Będziemy uważali na to, żeby przez zupełny przypadek, gdzieś tak po drodze, nie zacząć się karmić jakimiś mitami. To jest jedyna pułapka. Poza tym wszystko jest okej. My jesteśmy normalni, wszystko jest cacy. Mamy tą technologię, która może zmienić świat. Mamy pomysły, jak ją użyć. Mamy już działające rozwiązania technologiczne.
Taka jest prawda. Mamy wszystko. Teraz tylko jest kwestia wdrażania. To jest właśnie ten moment, kiedy to wszystko będzie trafiało do rzeczywistości codziennej, gdzie te wszystkie urządzenia zaczną działać tak, jak należy i my zrozumiemy, że nie musimy się zabijać z powodu urządzeń albo z powodu czyjejś fobii. Tak zwyczajnie. Ten proces się aktualnie odbywa. Wszystko jest dokładnie w drodze, tak że proszę się nie martwić. Wydaje mi się, powinniśmy uważać na tą jedną rzecz, żeby przez zupełny przypadek albo jakąś taką chwilową pokusę nie złapać się niczym tonący brzytwy jakiegoś mitu, bo sobie obetniemy palce i już nigdy nie zagramy Chopina na fortepianie. Słuchajcie, to jest tak jak z butami. Pamiętajmy jedną elementarną rzecz: nie ma człowieka uniwersalnego i nie ma buta uniwersalnego.
I nikomu się nigdy nie uda wyprodukować buta, który pasuje na wszelkie możliwe stopy na całym świecie. Dlatego nie warto się nawet zastanawiać nad mitami, bo mit jest właśnie próbą wybudowania takiej sztucznej kopuły, która przykryje wszystko z etykietką i dzięki temu mamy się czuć bezpiecznie tylko dlatego, że to wszystko jest przykryte i ma swoją nazwę. A tak naprawdę to w ogóle nie. Co to ma w ogóle do bezpieczeństwa? Bezpieczeństwo się bierze stąd, że się lubimy, szanujemy, że mamy dla siebie empatię, kochamy się jako istoty, szanujemy i generalnie robimy fajne życie. Stąd się bierze fajne życie. I że realizujemy fajne pomysły, które pomagają innym ludziom, pomagają nam i że dzięki temu świat jest po prostu lepszy. Nie dlatego, że mamy mity. Mity niszczą wszystko. A rzeczywistość i własne indywidualne doświadczenie budują cudowny, rewelacyjny świat, w który dokładnie w tym momencie wkraczamy.
I o tych mitach i legendach, i o naszym indywidualnym doświadczeniu była ta moja zamotana „Hiperprzestrzeń” po długiej przerwie dzisiaj. Mam nadzieję, że wam się świetnie słuchało. Zapraszam was wszystkich na wieczorową porę do Radia Na Fali. Oczywiście zostaję w tej wieczorowej porze, tak że róbcie sobie dzbanek z kawą. I to była dzisiejsza „Hiperprzestrzeń”. Na koniec tej dzisiejszej „Hiperprzestrzeni” po prostu muszę to puścić, bo nie byłbym sobą. Jak ważne jest to, żeby zachować swoją własną indywidualną refleksję i pracować nad swoją własną koncepcją świata, taką, jaką my chcemy widzieć, a nie jak ktoś nam mówi, żeby był.
[01:34:53] - To think for yourself and question authority.
[01:34:58] - Dokładnie. To było to, co chciałem puścić z Timothy'ego Leary'ego i dziękuję bardzo za słuchanie „Hiperprzestrzeni”. Peace and love, kochani. Do usłyszenia za tydzień.