[00:55] - To co, proszę państwa, zaczynamy ten wieczór w Radiu Na Fali. To think for yourself and question authority. Tadam! Tak mówi Timothy Leary. Ja lubię od niego zaczynać. Po polsku oznacza to: think for yourself – myśl za siebie. Question authority, czyli kwestionuj autorytety. Dokładnie na tym to polega, moi drodzy. Witam wszystkich bardzo serdecznie w Radiu Na Fali w ten piękny sobotni wieczór. Słuchajcie, mam takie niebo, które się czasami nazywa jako majchem.
Dobra, żartowałem. Wcale nie jest tak źle. Jest taki dziwny dzień, klasyczny angielski, londyński dzień, że raz pada i to tak leje jak z cebra, a potem jest piękne słońce i piękne niebo, a później z powrotem dokładnie to samo, czyli leje. No dobra, to zaczynamy moi drodzy. Mamy już las. Jesteśmy w lesie. Także pozdrawiam wszystkich słuchających online. Pozdrawiam wszystkich słuchających offline. Pozdrawiam w ogóle wszystkich słuchaczy Radia Na Fali. Oczywiście zapraszam was wszystkich, żebyście wpadli na radiowego Twittera, żebyście wpadli na radiowego Facebooka, żebyście wpadli na radiową stronę internetową www.radionafali.com.
Dokładnie, dotcom. Co jeszcze? To wszystko. A dzisiejsza hiperprzestrzeń-- ja tu nawet mam. No właśnie. Musiałem się ogarnąć z tego papieru. A dzisiejsza hiperprzestrzeń nosi tytuł: polaryzacja i będzie dokładnie o tym tajemniczym zjawisku. Właściwie nie tyle o polaryzacji jako technicznym zjawisku, bo od tego jest między innymi Synteza, do której bardzo serdecznie zapraszam. Ja nie będę taki techniczny jak zwykle, ale chodzi o polaryzację w sensie polaryzacji poglądów i spraw z tym związanych. Wszystkich historii, które się aktualnie dzieją dookoła.
Pamiętacie sprawę związaną z rokiem 2012 i przepowiedniami dotyczącymi tego, co się stanie ze światem? Że nastąpi rozdwojenie światów. Jedni pójdą w lewo, drudzy w prawo czy jakoś tak. Także dzisiaj troszeczkę na ten temat. Nawet nie tyle trochę, tylko bite dwie godziny. Myślę, że z fajną muzą. Dzisiaj trochę polskiej muzy. Ale oczywiście zanim zacznę i oczywiście jeszcze raz was wszystkich pozdrawiam bardzo serdecznie. Szczególnie pozdrawiam tych, którzy słuchają tego jako podcastu gdzieś tam. Ja to lubię to stwierdzenie: mkną przez świat w swoim życiu ze słuchawkami na uszach albo z głośno odkręconymi kolumnami w samochodzie w środku.
To może zanim zacznę tą całą historię o polaryzacji i o to, o co w ogóle z tym wszystkim chodzi i co ja sobie na ten temat myślę, przypomnę wam, że oczywiście możecie śmiało dzwonić, ale może jeszcze nie przez te pierwsze minuty, żebym się wygadał może, do Radia Na Fali. Możecie dzwonić. Radionafali.com na Skypie, taki jest adres. No i chciałem zaprosić przy okazji wszystkich bardzo serdecznie na to, żebyście wpadli na warsztaty niejakiej głagolicy. To jest takie starosłowiańskie pismo. Jeżeli wpadniecie na pomysł, żeby odwiedzić stronę Radia Na Fali, radionafali.com, tam są z boku te wszystkie fajne banery i tam jednym z tych banerów na samym dole jest FFK, tak to się nazywa, czyli Festiwal Filmów Kontrowersyjnych. I generalnie są to ludzie, którzy organizują warsztaty z głagolicy, które się odbędą od 15 do 14 czerwca. Odwrotnie właściwie, od 14 do 15 czerwca. Ja do tyłu mówię. Wow!
God damn it, I don't know that. Dokładnie. Także zapraszam, żebyście sobie wpadli, przeczytali. Może ktoś z was będzie bardzo mocno zainteresowany. Przy okazji zapraszam bardzo serdecznie na koncerty, które robi Basia, którą bardzo serdecznie pozdrawiam i Tomka pozdrawiam. Kochani, trzymajcie się. I nie tylko, bo pozdrawiam też Kubę Babickiego. Chodzi o rzeczy związane z tak zwaną fraktalna.pl. 13, słuchajcie, dokładnie 14 czerwca są warsztaty głagolicy. Dokładnie tego samego, jakbyście nie mogli dotrzeć na warsztaty głagolicy, są warsztaty świadomego śnienia prowadzone właśnie przez Basię i Tomka.
Później was oczywiście zapraszam 19 czerwca na Ciszę i Dźwięk. Medytację, jogę, misy i gongi. Dokładnie. Nie miksy, tylko misy i gongi. To Basia gra na gongach, znaczy nie na gongach, tylko na misach. Na gongach w sumie też. Będzie jeszcze Paweł Gutral. No generalnie słuchajcie, zajrzyjcie sobie sami i sprawdźcie ze swoim, jak się mówi po angielsku, z casual, czyli sprawdźcie ze swoim notesem, czy wszystko się zgadza i czy możecie tam wpaść w odwiedziny. Polecam bardzo serdecznie. Niesamowici ludzie robią niesamowite rzeczy i warto chociaż raz w życiu wziąć w tym udział.
Dokładnie. Tyle chciałem powiedzieć na ten temat. A, to nie wszystko oczywiście, bo cokolwiek by nie było, moi drodzy, zapraszam wszystkich, jeżeli lubicie sobie coś tam poczytać czasami, ja to lubię sobie poczytać Tylko akurat tej gazety nie kupuję, bo nie jestem miłośnikiem specjalnie. To jest taka gazeta, która troszeczkę według mnie bardziej aspiruje, niż jest psychodeliczna. Ona bardziej aspiruje do bycia psychodelą albo do reprezentowania czegoś takiego, do bycia taką awangardą, trochę intelektualną. I don't know. Nie chcę tego oceniać. Nie jestem generalnie specjalnym miłośnikiem, ale chodzi o magazyn „Transwizje” i w ostatnim magazynie „Transwizje” są świetne materiały, bo cały numer jest poświęcony sprawom psychoaktywnym, substancjom psychoaktywnym. Jest artykuł Kuby Babickiego. Jest w ogóle wiele rzeczy.
Jest wiele rzeczy generalnie spoza Polski, które rzadko kiedy na polski język są tłumaczone i rzadko kiedy docierają do kraju Słowian. Polecam bardzo serdecznie, bo jest to taka informacja, którą oczywiście wszystkie te mainstreamowe i często też tak zwane niezależne źródła kompletnie olewają. Zbyt kontrowersyjne. To troszeczkę jak liść cannabis, który znajduje się w sliderze Radia Na Fali, który chyba jest naszą tarczą. I Maria nas broni. Jesteśmy zakonem Marii. Dokładnie. Broni nas przed szaleńcami. Otóż to. Bo po zapaleniu jointa ciężko być wariatem.
Taka jest prawda. Wszyscy o tym wiedzą, którzy palą. Dokładnie. Ci, którzy piją, to za bardzo nie mają o tym pojęcia. Ale to nie o tym mowa, proszę państwa, nie o tym mowa. Także zapraszam was, żebyście sobie zajrzeli do tego ostatniego numeru magazynu „Transwizje”. Jest tam troszkę fajnych artykułów. Polecam. Polecam bardzo serdecznie. Sam nie czytałem, ale wiem, kto tam jest drukowany w tym artykule, w tym magazynie, w tym numerze tego magazynu.
O, może w ten sposób. Się zamotałem. Także polecam akurat właśnie ten numer „Transwizji”. No dokładnie. A ja dzisiaj zacznę swoją opowieść, zanim włączę jakąś muzyczkę, to zacznę o tej historii związanej z polaryzacją, bo jest to właściwie związane chyba ze wszystkim dookoła. Ciężko by mi było naprawdę znaleźć coś, co jest odcięte od tej sytuacji, bo właściwie wszyscy żyjemy w takim, przynajmniej według mnie, zunifikowanym świecie i wszystkie sprawy dotyczą zarówno nas wszystkich, jak i każdego z nas. Taka alchemiczna historia ze mną. Ja to wierzę w takie rzeczy. A mianowicie chodzi o to, że w środku tygodnia, kiedy siedziała etykieta zastępcza, się przeziębiłem, proszę państwa, i to złapałem taką grypę, że po prostu w ciągu dosłownie trzech godzin mnie złożyła niczym szwajcarski scyzoryk. Tylko że nie otworzyła, tylko złożyła.
No i efekt był taki, że szybciutko sięgnąłem po Zapera produkcji pana Jana Taratajcio i w ciągu dosłownie 12 godzin stanąłem na nogach. I to nie po raz pierwszy, moi drodzy. Ja specjalnie o tym mówię, bo uważam, że jest to rzecz bardzo istotna, bardzo ważna i są to rzeczy, które należy bardzo mocno promować. I to nie chodzi ani o pieniądze, ani o wpływy, ani o sławę, ani o ściganie się, kto był pierwszy, kto był ostatni. Te rzeczy zostawmy tym, którzy mają z tym problem nieustanny. Generalnie urządzenie jest niesamowite. Nazywa się Zapper przez dwa P produkcji pana Jana Taratajcio. Możecie sobie znaleźć w Google bez żadnego problemu. Trzeba tylko wpisać w wujka Google'a Jan Taratajcio Zapper Nunchako. To nunchako mi się podoba, bo ja jako dziecko, taki chłopak, byłem fanem Bruce'a Lee.
Właściwie do tej pory może nie jestem fanem, ale be like water, jak mawiał Bruce. Dokładnie. I bardzo mocno polecam to urządzenie, bo to urządzenie po prostu wraca do zdrowia. Mnie wróciło nie po raz pierwszy, tylko już po raz kolejny, kiedy złapałem jakieś lekkie przeziębienie i tym razem jak mnie tak poskładało w tą środę, to po 12 godzinach, jak sobie zrobiłem takie konkretne sesje, obudziłem się następnego dnia i byłem kompletnie na chodzie. To jest coś, o czym mainstreamowe media i nie tylko, właściwie generalnie głównie dużo ludzi, którzy prowadzą różne media, nie lubi mówić, bo to przeczy wielu zasadom, które wyznają ci ludzie. I to jest właśnie taka polaryzacja. Dobra, to może wyjaśnię w ogóle, o co chodzi, bo tak chyba kruszę dookoła. Słuchajcie, chodzi o to, że jest urządzenie, które nas stawia na nogi, leczy i wszystko jest okej. I to jest akurat to świetne urządzenie, bo zawiera ten kawałek, który kumuluje energię orgonu, która ma bardzo zdrowotny, bardzo zbawienny wpływ na nasz organizm, wyrównuje potencjał energetyczny. Cokolwiek myślicie o słowie potencjał energetyczny, być może brzmi trochę alchemicznie i magicznie, ale nie ma w tym ani magii, ani sosu sojowego, ani żadnych takich innych rzeczy.
Ja wiem, że niektórzy dodają magię do zupy, ale zupa jest dobra bez magii. Tak sobie myślę. I jest troszeczkę tak, że... bo chodzi o biorezonans. Generalnie cała ta terapia nazywa się po prostu biorezonansem. Jest znana od co najmniej 100 lat. Wielu ludzi się nią zajmowało. Jednym z ludzi, którzy o nim mówili, był między innymi Nikola Tesla. Kolejnym człowiekiem, który o nim mówił i właściwie o tej terapii znaczy się, był Wilhelm Reich, którego ja bardzo cenię, bardzo lubię. Jestem, można powiedzieć, troszkę tak pod wpływem jego prac od bardzo dłuższego czasu.
Mniejsza o to, bo to nie chodzi o budowanie sobie pomników, od kiedy, kto i co, i jak. Nawet nie będę mówił od kiedy po prostu. Generalnie jestem pod wpływem jego prac, bo uważam, że są niesamowite i są po prostu genialne. No i ten biorezonans później się pojawił w takiej książce napisanej przez pewną panią, której imienia zawsze zapominam. Pani z Ameryki, doktor... No nieważne. Słuchajcie, znajdziecie wszystkie informacje na internecie, a dzisiaj nie będę mówił o takich sprawach, bo to nie jest synteza. Dokładnie. Czyli podcast o wolnej energii, gdzie mówię głównie o takich rzeczach i tylko takich rzeczach. Pani Clark!
Już sobie przypomniałem. Wiedziałem, że pamiętam, ale nie wiedziałem, że tak szybko sobie przypomnę. Pan Jan zbudował chyba najlepszą wersję tego urządzenia, jeżeli chodzi o proporcje, o działanie, o skuteczność. Także każdemu bardzo mocno polecam. I o co chodzi z tym urządzeniem? Urządzenie kosztuje grosze moim zdaniem, jeżeli chodzi o pieniądze, które wydajemy na tabletki, o pieniądze, które wydajemy na wiele innych rzeczy. I co z tymi pieniędzmi? Można je wydać na coś innego. Można je wydać na urządzenie, które się nazywa Zapper. O tym urządzeniu wielu nie chcę mówić, ponieważ ta terapia biorezonansu jest często prowadzona przez salony różnego rodzaju, gdzie sadzają nas na fotelu i każą płacić sobie za sesję grube, tłuste pieniądze i każą nam przychodzić raz na miesiąc, tak żeby doić z nas kasę.
Jejku, zapomniałem! Tu pozdrawiam Ivelliosa z Radia Paranormalium. Tak się rozgadałem. Pozdrawiam cię Ivellios i pozdrawiam każdego słuchacza z Radia Paranormalium, bo dzisiaj zapomniałem, że słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali, oczywiście retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Kochani, przepraszam, takie faux pas, aż się zarumieniłem. Przepraszam, aż mi głupio. Także pozdrawiam wszystkich słuchaczy z Radia Paranormalium bardzo serdecznie i zapraszam, żebyście wpadli na czata zarówno Radia Na Fali. Link jest na stronie Radia Na Fali, jak i na czata Radia Paranormalium. Jeżeli lubicie być tam i tu, możecie być i tam, i tu. Możecie po prostu ulec multilokacji.
Dokładnie. Wracając do tej historii z polaryzacją. To jest troszkę polaryzacja poglądów, czyli takie rozdwojenie. Jedni generalnie promują miliony metod, szukają ciągle nowej drogi, szukają trzeciej drogi, kombinują. Nie potrafią się zatrzymać w miejscu i stwierdzić, że okej, słuchajcie, nie musimy już nigdzie biec. Mamy gotowe, działające rozwiązania i możemy zastosować te rozwiązania w naszym życiu. Możemy się ponaprawiać, możemy się wyleczyć, możemy zrobić wszystkie te fajne rzeczy. Ale ta refleksja o tym, żeby się zatrzymać jakoś ciężko trafia do naszych głów i wielu z nas ciągle biegnie, olewając te istniejące rozwiązania. Myślę, że to jest taka idealna ilustracja polaryzacji, która następuje w dzisiejszych czasach. Myślę, że to, co mówili starożytni o tym, że te światy się zaczną rozdwajać po 2012, to nie jest fantazja naukowa, to nie jest jakieś szaleństwo.
Oczywiście wszyscy czekali na koniec świata. Ja dalej czekam na te trzy dni, kiedy zgaśnie słońce. Bo chcę, bo chciałbym, bo ja lubię takie sytuacje spektakularne jak każdy. Trochę przedstawienia zrobionego przez naturę nigdy nie zaszkodzi. Ja to bym wtedy od razu wrzucił parę kwasów. Dokładnie. Taki już jestem. Musicie się z tym zgodzić lub nie. Wracając do tej polaryzacji. Wygląda na to, że wielu z nas tak naprawdę traktuje te informacje o tych wszystkich urządzeniach, o tym, że mamy te rozwiązania jako rozrywkę.
Nie traktuje tego jako narzędzie. I to jest właśnie chyba taki główny punkt podziału, taka linia demarkacyjna, która przebiega pomiędzy tymi, którzy traktują sprawy na zasadzie: okej, jest rzecz do załatwienia, załatwmy ją i jest gotowe, a tymi, którzy mówią: okej, jest rzecz do załatwienia, tu jest coś, co ją załatwia, ale nie mogę się zatrzymać, bo biegnę dalej, bo mi się śpieszy, bo muszę coś ugrać, muszę coś pozałatwiać, muszę być sławny albo coś jeszcze innego. Muszę zarobić jeszcze więcej pieniędzy albo nie wiadomo co. I to jest taka linia, powiedziałbym po wojskowemu: linia demarkacyjna! Prawie jak generał by powiedział. Taka historia. Ja w ogóle przy okazji jeszcze zanim wdepnę w temat, tak na całego chcę was zaprosić, żebyście czasami wpadali na dyskusje na Radiu Na Fali, na stronie Radia Na Fali. Tam czasami są dyskusje, twarde żołnierskie dyskusje. Dokładnie. I żebyście sobie poczytali i zostawili jakieś fajne komentarze.
Takie na temat, takie konkretne, żebyśmy mieli fajną rozmowę między nami, jak sobie tu jesteśmy na tym statku kosmicznym zwanym planetą Ziemia, żebyśmy po prostu fajnie spędzili ten czas, kiedy jesteśmy na tej planecie. Także zapraszam bardzo serdecznie i dziękuję z góry wszystkim mecenasom sztuki falowej za wspieranie radia. Peace and love, kochani. I zapraszam wszystkich, jeżeli chcecie wesprzeć radio finansami, żebyśmy mogli nadawać długo, szczęśliwie czy jakoś tak i mieli na serwery i wszystkie te historie dookoła. Śmiało. radionafali.com zakładka „Wspieraj RNF” i tyle. To ja jeszcze raz pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium. Peace and love, kochani. I wszystkich słuchaczy Radia Na Fali oczywiście. Jamy dalej w lesie.
To jest najlepszy sam system Radia Na Fali. To jest po prostu naturalny dźwięk z lasu. Prawdziwy dźwięk, najbardziej analogowy, jaki można sobie wyobrazić. Gdzieś tam troszkę wody sobie chrupie, szumią drzewa. Taka zdrowa historia, bym powiedział. To co? Ja zapraszam, żebyście dzwonili, jeżeli macie jakieś refleksje na temat tego, że świat się rozchodzi w dwa kierunki. Ja dzisiaj troszkę o tym będę mówił, bo cokolwiek byśmy nie mówili o tych wszystkich starożytnych legendach, że być może nie było żadnego spektakularnego zjawiska na niebie. Kometa nam się rozsypała, a miało być tak fajnie, a liczyłem na to, że zobaczę drugie słońce, coś takiego. To tak od dziecka troszkę człowiek dorasta.
Przynajmniej ja dorastałem w cieniu grafiki i literatury science fiction. Może nie tylko, ale to jest część mojego dziedzictwa kulturowego, tak można powiedzieć. I intelektualnego też. I I taki fajny widok pewnie byłby, gdyby można było na niebie zobaczyć dwa słońca naraz. Takie jak ilustracje do powieści science fiction. Nice, kto by nie chciał? Myślę, że skoro los był dla nas tak łaskawy, że tak powiem, pozbawił nas wszystkich takich spektakularnych metod, to wcale nie znaczy, że ci starożytni byli głupkami. Myślę, że coś w tym jest, że nastąpiła taka polaryzacja. Inna sprawa, że nastąpiło takie zjawisko, które można nazwać przebiegunowaniem się kosmosu. Może nie przebiegunowaniem się kosmosu, bo to strasznie nonszalancko i megalomańsko brzmi, bo to nie do końca o to chodzi.
Chodzi o to, że Ziemia znalazła się w troszkę innym miejscu względem pozostałych gwiazd. To było bardzo spektakularnie widoczne na niebie dokładnie 24 grudnia 2012 roku. Już chciałem powiedzieć 1800. Nie, aż tak dawno nie. Raptem niecałe dwa lata temu. I co się zmieniło? Widać, że coś jednak trachnęło, coś się pozmieniało. Samo to, że internet zaczyna być najlepszą ilustracją do tej opowieści starożytnych, mówi samo za siebie. Zobaczmy, co się aktualnie dzieje, nawet przy okazji sposobu, w jaki się komunikujemy, czyli wszystkich informacji, które sobie podajemy jeden drugiemu, drugi trzeciemu, trzeci czwartemu. Okazuje się, że część z nas, pomimo twardych deklaracji, bo każdy z nas jest człowiekiem i każdy z nas bardzo chętnie deklaruje, że chciałby żyć w takim cudownym, wspaniałym świecie, gdzie wszystko jest okej i nikt z nas się nie kopie po plecach.
Okazuje się, że często się to sprowadza, na szczęście nie zawsze i może nie aż tak często, ale bywają sytuacje, że sprowadza się to tylko i wyłącznie do sloganu. I zaraz po tym, jak wypowiemy ten slogan, biegniemy do sklepu, kupujemy tą przysłowiową coca-colę, kupujemy tego przysłowiowego fast fooda z dużej korporacji. Robimy te wszystkie rzeczy, które właściwie robiliśmy dokładnie parę lat temu bez zmian. Te same rzeczy, które doprowadzają nas w taki punkt bez wyjścia. I zastanawiamy się, jak to jest, dlaczego się nic nie zmienia. I mamy troszeczkę roszczeniowe podejście do rzeczywistości, że czekamy na wielką zmianę, która pozałatwia wszystko za nas, że wszystko się stanie niejako za naszymi plecami, że jutro się obudzimy w cudownym świecie i ten cudowny świat zdominuje wszystko. I zwalamy to wszystko na to jutro. Jest takie moje ulubione powiedzonko. Nie jestem autorem tego powiedzonka, po prostu je podaję dalej, że część z nas żyje, w ogóle nie wiem, czy żyje tutaj. Część z nas żyje w wyimaginowanym świecie.
Jesteśmy takimi lunatykami funkcjonującymi w kraju, który nigdy nie istniał, nigdy nie będzie istniał, nigdy go nie było, nie ma go teraz, a nazywa się Jutro. Nie ma swojej własnej flagi, nie ma swojego hymnu, nie ma swojego prezydenta, a nazywa się Jutro. Oczywiście jest wielu ludzi, którzy aspirują, żeby być prezydentem tego jutra. Normalna sprawa. Niemniej ten kraj po prostu nie istnieje. To miejsce nie istnieje tak samo jak historia. To jest miejsce, które też już nie istnieje. Już jest dawno za nami. Jesteśmy tu i teraz i myślę, że bardzo chętnie i skrupulatnie, wręcz obsesyjnie lubimy zapominać o tym, że rzeczywistość, którą dzisiaj robimy, jest dokładnie tą rzeczywistością, w której się jutro obudzimy. I stąd się biorą chyba największe problemy naszego świata.
I powtarzam to myślę nie od dziś. Powtarzam to chyba od nie wiem kiedy. Ciężko mi nawet powiedzieć od kiedy. Jest to tak twarda refleksja, że naprawdę ciężko się od niej odgonić. To troszeczkę jak wylądować na Mazurach latem i próbować się odgonić od komarów. Chyba się po prostu nie da. Dokładnie. To jest po prostu wszędzie. I troszkę tak wygląda, że internet jest taką doskonałą, tak jak wspomniałem wcześniej, ilustracją tych wszystkich zjawisk. Chociażby słuchajcie sam Facebook.
Ja zacząłem wykorzystywać Facebooka. Dzisiaj będzie trochę personalnie, a co. Zacząłem wykorzystywać chociażby po to, żeby puszczać dalej informacje, które wydają mi się celne i informacje, które są takim fajnym, po angielsku to jest słowo, które brzmi up and down, nie wiem, jak to przetłumaczyć na polski. Czasami gubię polskie słowa. Tyle lat już poza krainą Piastów i Kołodziei. Przepraszam, jestem troszeczkę taki, ale zaraz dojdę do siebie. Dzięki zielonej herbacie oczywiście. I chodzi o takie po prostu refleksje, które wymuszają niejako... O co chodzi z tym up and down? Jakby to najprościej wytłumaczyć.
Słuchajcie, chodzi po prostu o coś, co nas niejako pomaga podejmować decyzje. Tak można powiedzieć. Czy właściwie takie oklaski trochę, takie pomagające, popychające do robienia różnych rzeczy. Jeżeli ktoś zna tłumaczenie słowo w słowo, to ja zapraszam na czata Radia na Fali. Niech mi tu pomoże. Dokładnie. No i czekamy na takie popchnięcie po prostu z tyłu. Ja używam tych mediów społecznościowych, nie przejmując się za bardzo tym, że NSA szpieguje, że to wszystko jest kontrolowane. To i tak jest kontrolowane, słuchajcie, od co najmniej 12 lat. Wszyscy tym doskonale wiedzą, jeżeli nie dłużej.
I tkwimy w takim rozkroku, bo to nas paraliżuje zupełnie niepotrzebnie. Myślę, że powinniśmy to w ogóle wykorzystać jako narzędzie, chociażby po to, żeby czasami wzmacniać te swoje decyzje, bo to jest świetna rzecz, żeby nie czuć się samotnie. Jeżeli ktoś z nas ma ten problem, że myśli Okej, podejmę taką decyzję i może przestanę być cool dla swoich znajomych albo coś w tym stylu. Myślę, że to nie jest dobry pomysł kalkulowanie w ten sposób, ale jeżeli potrzeba komuś dodatkowego popchnięcia z boku tudzież pomocnej ręki, którą wyciągniemy do niego i powiemy: „Stary, nie jesteś sam. Naprawdę nie jesteś sam. Jest bardzo wielu ludzi, którzy myślą dokładnie to samo i też chcą się obudzić jutro w fajnym świecie i naprawdę chcą dzisiaj zrobić coś sympatycznego i miłego po to, żeby jutro ta kiepska sytuacja się po prostu nie pojawiła w naszej okolicy”, to jest to doskonała rzecz. Widać jak sprawy się polaryzują. Niektórzy idą w kierunku wklejania kotków, piesków i nie wiem czego. Takich po prostu cycków, mówiąc oględnie i nieustannego grzebania w gaciach i zastanawiania się nad tym, co i jak, gdzie by tu zaistnieć. A druga grupa ludzi idzie mocno w drugą stronę, starając się cały czas pamiętać o tym, że są wydarzenia takie jak 9/11, że są wydarzenia takie jak wojna w Iraku i Afganistanie, że jest coś takiego jak Fukushima.
Aktualnie, słuchajcie, dupnął czwarty reaktor w Fukushimie, także naprawdę nie jest wesoło. Nie chcę nikogo straszyć, ale à propos wracając do zapera pana Jana, to świetnie leczy raka. Widziałem człowieka, który został wyleczony z raka tym zaperem. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ jak walnął czwarty reaktor, to ten cały shit teraz idzie dwukrotnie mocniej do Pacyfiku. I nie tylko do Pacyfiku, bo Pacyfik paruje i te wszystkie substancje radioaktywne zaczynają latać dookoła nas. To jest taka wielka tragedia ludzkości, o której nikt z nas nie chce wspominać. Nie chce za bardzo głośno mówić, bo psuje dobre samopoczucie przy kupowaniu kolejnej butelki coca-coli i zapalaniu kolejnego peta i kupowaniu sobie kolejnego piwa i czekaniu na kolejny mecz piłki nożnej w telewizji. To trochę tak wygląda. Ja myślę, że ta polaryzacja jest właśnie taką świetną, chyba się powtarzam, ilustracją, bo z jednej strony mamy ludzi, którzy doskonale zaczynają sobie przypominać o tym, że zaraz, przecież jeżeli pozapominamy o tym wszystkim, jeżeli dalej będziemy się traktować tak jak wczoraj, to generalnie nic się nie zmieni.
A z drugiej strony mamy ludzi, którzy mówią: „Hej, stary, po prostu zostaw to. Kup sobie piwo, obejrzyj sobie mecz w telewizji. Jakoś to będzie w ten sposób”. A to chyba nie wygląda na to, żeby jakoś to było, bo prawdopodobnie mniej lub bardziej, to już zostawiam każdemu z nas indywidualnie do wglądu, przyszłość tej planety, może nie tyle przyszłość tej planety, bo to też zbyt dumnie powiedziane, ale przyszłość nas samych na tej planecie tak naprawdę zależy tylko i wyłącznie od nas i od tego, co zrobimy dzisiaj i co robimy właściwie dzisiaj. Bo to nawet nie jest kwestia czasu przyszłego, bo ten czas przyszły tak naprawdę nie istnieje. To jest, tak jak wspomniałem wcześniej, kraina z fantazji. Taki kraj, który nigdy nie istniał. Istnieje tylko kraj, który się nazywa dzisiaj. I to jest miejsce, w którym mieszkamy, w którym żyjemy, w którym się komunikujemy, w którym wymieniamy refleksje. I jeżeli sobie nie podamy pamięci o tym, jak wygląda rzeczywistość i o tym, czego unikać, bo de facto właściwie przekazywanie sobie tych wszystkich informacji doprowadza nas do takiej refleksji pod tytułem: okej, to tego już nie powinniśmy robić.
Jeżeli zrobiliśmy jedno i to nie zadziałało, to po prostu nie róbmy drugiego, bo drugie też nie zadziała. Jeżeli mamy jakieś rozwiązanie, które działa w skali makro, to powinniśmy teraz wręcz, może tak dramatycznie zabrzmi, ale wbić się pazurami w ścianę i stosować to za wszelką cenę w skali maksymalnej, bo to jedyne rozwiązanie, żebyśmy właściwie w jednym kawałku dotrwali do następnego odcinka naszego życia, czy jakoś tak. Taka prosta historia. I to jest taki bardzo wyraźny obrazek właśnie widoczny w internecie, że część ludzi właśnie sobie podaje nieustannie cycki i część ludzi nieustannie zajmuje się nauczaniem innych i poprawianiem i strofowaniem i wkręcaniem innych, obiecywaniem lepszego jutra. A druga część ludzkości położyła na to centralnie laskę i mówi: stary, przestańmy gadać bzdury. Spójrzmy na fakty dnia dzisiejszego. Zobaczmy, jak wygląda nasza konstrukcja świata. Nie przejmujmy się za bardzo tym, co jest dobre, a co złe, bo jakby też nie o to chodzi, żeby popaść w jakąś maniakalną depresję, zamknąć się w ciemnej szafie i bać się z niej wyjść, bo świat jest taki zły. To chodzi o to, żebyśmy po prostu z pełną odwagą, nie lubię tego porównania, ale słuchajcie, jest takie powiedzonko: z otwartą przyłbicą stawili czoła temu zjawisku. Dokładnie, żebyśmy się po prostu nie bali rzeczywistości na co dzień, bo takie przesuwanie wszystkich spraw do jutra powoduje, że zaczynamy się coraz bardziej bać dnia dzisiejszego.
Taka konsekwencja tej całej historii. Myślę, że fajną ilustracją tego zjawiska, które się dzieje, są na przykład wybory, które aktualnie się odbywają w całej Europie. Jeżeli ktoś z was nie mieszka w Europie, bo wiem, że słucha nas sporo ludzi z Kanady, ze Stanów, Australii, wielu różnych miejsc, łącznie z Ameryką Południową, Brazylią i tak dalej. Pozdrawiam was wszystkich bardzo serdecznie, kochani. Peace and love, moi drodzy. Zawsze, always. To w Europie właśnie trwają wybory do jakichś tam... Parlament Europejski. Anyway, doesn't matter. Jakaś taka ściema po prostu.
Taka centralna ściema po prostu. Szukanie frajerów, którzy będą zarządzali innymi frajerami. Na tym to polega. W imię interesów dużych korporacji, bo do tego się to wszystko sprowadza. I widać, jak te historie się elegancko polaryzują, bo część z nas ciągle chce wierzyć w to jutro i idzie, i głosuje na te wybory. W ogóle oddaje głos, uczestniczy w tym cyrku dookoła, w tej całej farsie, zastanawiając się o tym, jak będzie wyglądało jutro, próbując wybudować ten misterny, kunsztowny konstrukt rzeczywistości, który nigdy nie zaistnieje, bo on zawsze jest gdzieś przed nami. I zapominają o tym, że dzisiaj to nie działa i jutro też nie zadziała, bo wczoraj też nie działało. Pięć dni temu też nie działało. Nie działało pięć lat temu, nie działało sto lat temu, nie działało tysiąc lat temu. Takim prawem ma zadziałać dalej.
Ale dalej brną w to, dalej ta pokusa odrzucenia codzienności, odrzucenia zwykłej radości bycia tu i teraz i ogarniania się w tym wszystkim powoduje, że jak muchy do miodu część z nas lgnie do szalonych iluzji. Część z nas po prostu jest lunatykami, co tu dużo mówić, żyjącymi w zupełnie wirtualnym świecie. I biegniemy, oddajemy te głosy, myśląc, że to cokolwiek zmieni, że świat będzie lepszy. Taka fantazja troszeczkę. I to też jest polaryzacja, bo to już nie jest ten moment, że polaryzacja przebiega pomiędzy tymi głosującymi na lewo, tymi głosującymi na prawo czy na środek, czy na cokolwiek tam jest. Ja się na tym nie znam, mam w dupie politykę. Uważam, że jest to patologia i generalnie każdy, kto zajmuje się polityką i każdy, kto twierdzi, że polityka jest ważna w życiu i potrzebna, powinien udać się natychmiast do jakiegoś dobrego hileros, do jakiegoś dobrego szamana, do jakiegoś dobrego terapeuty i zacząć się leczyć na głowę. Zacząć się nie tyle na głowę, zacząć się leczyć na duszę, bo to znaczy, że dusza w człowieku jest chora. Taka jest moja opinia. O ile jeszcze parę lat temu nawet ja byłem skłonny i też głosowałem, słuchajcie, to nie jest tak, że zawsze byłem święty.
W ogóle nie wierzę w świętych, że zawsze miałem tą refleksję. Ta refleksja też przyszła z latami, że też uczestniczyłem w tej zabawie, bo też mi się wydawało, że ta zabawa gdzieś prowadzi, że jest jakiś sens tej zabawy, że można ją ogarnąć, że można kontrolować tą zabawę, że jeżeli ja ze swoimi przyjaciółmi wskoczę w tą zabawę, to może uda nam się przyciągnąć tą szalę na naszą stronę, że to my będziemy wtedy ważniejszymi ludźmi, że wtedy zrealizujemy swoje pomysły tu i teraz. W rzeczywistości to w ogóle nie działa w ten sposób, bo to zawsze się rozbija dokładnie o tą samą barierę czasu i przestrzeni. O tym, że planujemy coś jutro, a jutro po prostu nie istnieje. Jutro być może się wydarzy, być może nie, zależy dla którego z nas. Być może jutro, przechodząc ulicą, wpadnę pod koła wielkiej ciężarówki albo spadnie na mnie wielki satelita i nic ze mnie nie zostanie. Także nie będzie mojego jutra. Może to dotyczyć każdego z nas. I spoko, na tym to polega. Na tym polega fenomen życia, że jesteśmy tu i teraz i to jest coś, czego w ogóle nie lubimy zauważać.
I ta polaryzacja, o której mówiła owa starszyzna z prehistorii, to jest chyba, myślę dokładnie ten moment. To jest ta różnica pomiędzy nami, którzy zauważyli to, że żyjemy tu i teraz i właściwie chcemy się koncentrować na dniu dzisiejszym, na tym, co tak naprawdę wkładamy do tego wspólnego garnka, nie przejmując się za bardzo, co z tego będzie jutro. Po prostu wiemy, że jeżeli włożymy dobre rzeczy do garnka, to jedzenie będzie smakowało. Jeżeli włożymy gówniane rzeczy do garnka, to nie ma absolutnie żadnej szansy, żeby ktokolwiek się tym najadł, bo to będzie po prostu niesmaczne, toksyczne i w ogóle do kitu. I na tym polega chyba ta cała polaryzacja w dzisiejszych czasach, że część z nas zdecydowanie dorosła do tego, żeby podjąć decyzję, że nie będzie brała udziału w żadnych grach i zabawach zespołowych, które prowadzą nas na skraj przepaści. A w ogóle zapraszam was na stronę Radia Na Fali. Tam jest taki baner, jeżeli sobie odświeżycie stronę, w sliderze jest taki baner, który ilustruje jasno i wyraźnie moją opinię na ten temat. Myślę, że jest to właśnie taka linia demarkacyjna, którą mamy w głowie. Bo to nie jest kwestia społeczeństwa, bo to nie jest kwestia jakiejś grupy społecznej ani nic z tych rzeczy. Absolutnie, tak mi się wydaje.
To jest kwestia takiej granicy, którą każdy z nas ma w głowie, że albo podejmujemy te zabawy, albo nie. Albo to robimy, albo tego nie robimy. I właściwie do tego chyba dochodzi ta cywilizacja. I to jest ten moment, o którym chyba mówili owi starożytni, że o ile do tej pory udawało nam się żyć iluzją i ślizgać się z jednej strony na drugą, z drugiej na prawą i tak dalej, wiecznie tacy kurczę zagonieni cwaniaki. Słuchaj, jutro, jutro albo jutro, albo jutro. To teraz doszliśmy do takiej szklanej ściany, która stawiła nam zdecydowany opór, przynajmniej części z nas. I część z nas zrozumiała, że właściwie jutra nie ma jako takiego, że jest dzisiaj i jeżeli dzisiaj nie będziemy robili fajnych rzeczy, to jutro szanse, bo właściwie jedyne, co możemy mówić o jutrze, to to, że są szanse na jutro, to szanse na fajne jutro po prostu nie istnieją w żaden z możliwych sposobów. Taka prosta historia, prawda? To jest istotna rzecz, proszę państwa, bardzo istotna. Dzisiaj właśnie dokładnie o tym w Radiu Na Fali.
Słuchajcie, jeżeli macie jakieś refleksje na ten temat, to zapraszam was bardzo serdecznie, żebyście dzwonili. Radionafali.com. Dzisiaj dokładnie o tym problemie intelektualnym, który właściwie chyba każdy z nas ma w swojej własnej głowie. Bo to nie jest zjawisko tak zwane społeczne, bo to też kolejne oszustwo naszej cywilizacji, że myśmy mówili „zjawiska społeczne". A czymże jest do licha społeczeństwo? To jesteśmy my sami. To nie ma czegoś jak społeczeństwo. Jestem ty. Znaczy jestem ja. Dokładnie.
Jestem ty. Ale powiedziałem. Pojechałem. Jestem ja. Jesteś ty, droga słuchaczko. Jesteś ty, drogi słuchaczu. Tak sobie po prostu siedzimy, słuchamy, czasami sobie pogadamy razem na ten temat i generalnie to nasze życie się odbywa tu i teraz. I nie ma jutra. Nie ma jutra. Jest szansa na jutro.
I właśnie o szansach na jutro po muzyczce, proszę państwa. Bo nie chcę nikogo dzisiaj dołować absolutnie. W ogóle nie jest moją intencją, żeby nas wszystkich załamywać, żebyśmy siedzieli teraz z nosem spuszczonym na kwinty i się zastanawiali, jak to źle jest na świecie, jaka tragedia się odbywa. Słuchajcie, tragedia się odbywa. Taka jest prawda. To nie ulega żadnej dyskusji. Ale z drugiej strony powinniśmy śmiało i odważnie wziąć kredyt za tą tragedię i być świadomi, że w rzeczywistości sami sobie stworzyliśmy tą tragedię. I to jest bardzo cenna refleksja, bo jeżeli sami byliśmy w stanie to zrobić, to sami jesteśmy w stanie to odkręcić. Tak zwyczajnie. Myślę, że to jest istotna sprawa w tym wszystkim, że sami jesteśmy w stanie to wszystko odkręcić.
Jak mówi stare angielskie powiedzonko: „Human made it broken by humans”. Dobra, żartowałem. Ale jesteśmy w stanie to naprawić. Jesteśmy w stanie. Także dzisiaj dokładnie rozważania na ten temat. A wy oczywiście słuchacie Radia na Fali Hiperprzestrzeni retransmitowanej też w Radiu Paranormalium. Po program „Słuchaczy Radia na Fali Radia Paranormalium”. Dzisiaj kolejna część takiej opowieści, powiedziałbym bardzo holistycznej o tym, co się dzieje z naszym światem, o tym, że ulega pewnej transformacji, że właściwie odbywa się ten proces, o którym mówiły te tajemnicze przepowiednie związane z rokiem 2012. Czyli następuje polaryzacja nas samych, polaryzacja w nas samych, polaryzacja pomiędzy nami, że część z nas usilnie stara się nie dostrzegać tego, że to, co robimy dzisiaj, właściwie robi nasz jutrzejszy dzień. Oraz ta cała historia związana z drugą grupą ludzi, która zaczęła dostrzegać, że dzisiejszy dzień jest jedyną rzeczą, którą tak naprawdę mamy.
Moi drodzy, ja może poruszę taki bardzo ciekawy problem związany z... Czekajcie, tu jak zwykle się zamotałem. Postawiłem sobie kubek za blisko, nie miałem gdzie położyć swojej notatki. Zrobiłem sobie jakieś notatki. Chodzi o takie konsekwencje promowania działających rozwiązań, o których już wspomniałem, bo to jest coś, od czego bardzo często uciekamy. I to nie jest kwestia żadnych grup społecznych, które mogłyby to poprzeć. To nie jest kwestia, że pojawi się jakaś banda, która stwierdzi: „Okej, my teraz to wypchniemy do przodu”. To jest tak jak z tymi wyborami, że to już się nie uda. Nie udało się do tej pory, nigdy się nie udawało, dzisiaj się nie udało i jutro też się nie uda. Czyli wszystkie nasze wysiłki spełzły na niczym, jeżeli o to chodzi.
A to myślę, jest taki dobry znak, bo jeżeli te wysiłki spełzły na niczym, to znaczy, że nareszcie mamy tą refleksję, że to my sami możemy coś zrobić. Nic więcej, nic mniej. Chodzi o promowanie tych działających rozwiązań. To jest tak jak z tymi zaperami i Fundacją Keshe. Na pewno słyszeliście o Fundacji Keshe. Ja, zdaje się, wspomniałem w czwartek, nawet nie tyle wspomniałem, dosyć sporo mówiłem w czwartek w wieczorowej porze na temat Fundacji Keshe i historii z tym związanej. Się okazuje, że kiedy te generatory zaczęły działać, a teraz już wszystkie idealnie działają i jest ich coraz więcej. Powstają w coraz większej ilości krajów, w coraz większej ilości miejsc na świecie. Jest naprawdę taka potężna rewolucja. Można powiedzieć, że Keshe jest po prostu mesjaszem tej planety technologicznym, który niesie po prostu niczym Prometeusz ogień nam wszystkim.
Dokładnie. O ile Keshe jeszcze dwa, trzy lata temu był traktowany najczęściej przez środowiska, które nazywają siebie, nie wiem dlaczego, mianem niezależnych, traktowany jako wariat i jako hochsztapler. Jako taki niewiarygodny ktoś, bo ani w krawacie, ani nie wiadomo, jak do niego się ustosunkować. I wszyscy wieszali na nim psy i mówili, że to jest po prostu szarlataneria i że nie ma żadnego działającego urządzenia. Teraz, kiedy te urządzenia są i można je zobaczyć, można oglądać sobie livestream działających urządzeń w wielu miejscach na świecie, bo Fundacja Keshego co właśnie zrobiła? Bo ja tak mówię urządzenia, a nie każdy z was doskonale wie, o co chodzi. To ja szybciutko w dwóch słowach powiem. Chodzi o generatory wolnej energii, które robią niesamowite rzeczy, bo produkują energię w taki sposób, że ona się manifestuje nie tylko w generatorze, ale też dookoła. Wpływa też na funkcje życiowe ludzkiego organizmu. Generalnie NASA robiła takie eksperymenty, troszkę się nie przyznają, że ekipa, która znajduje się w otoczeniu generatora przez 28 dni nic nie jadła.
Okazuje się, że ten generator robi coś takiego z energią, przestrzenią dookoła, że nie musimy jeść, że nasze ciało metabolizuje sobie wszystkie te substancje, których potrzebuje do życia, bez potrzeby ich fizycznego jedzenia. Że nasz organizm nagle dostaje taką potężną dawkę energii, że funkcjonuje jak po najlepszym, najbardziej zdrowym jedzeniu, jakiekolwiek moglibyśmy sobie wyobrazić i jeszcze tak indywidualnie dopasowanym do każdego z nas. To jest taki fenomen. Oprócz tego jeszcze te generatory to nie jest antygrawitacja, bo antygrawitacja jest takim troszkę niepoprawnym terminem, chociaż właściwie widowiskowym terminem, ale nie do końca oddaje istotę tego zjawiska. Ale powiedzmy, że antygrawitacja. Chodzi o samochody, które już nie potrzebują kół, o samochody, które sobie latają nad ziemią i nie potrzebują żadnych skrzydeł, nie potrzebują żadnych dodatkowych silników, żadnego tankowania paliwa. Bo ten generator po prostu nie potrzebuje żadnego paliwa z zewnątrz. On po prostu jest i cały czas działa i ta energia po prostu jest. I nie dość, że jedziemy sobie takim samochodem, właściwie lecimy sobie takim samochodem i nie musimy nigdzie tankować, to się okazuje, że nie musimy podjeżdżać na stację benzynową i kupować sobie przysłowiowego batonika, żeby się doładować energią, bo ten generator, na którym siedzimy w tym samochodzie, nas cały czas ładuje tą energią. Jesteśmy zdrowi, najedzeni i wszystko z nami jest okej i nie ma żadnej szansy, żeby szlag nas trafił.
Rewelacja, prawda? I od kiedy te generatory są już w użyciu i są działające, są robione demonstracje. Można zobaczyć live stream wideo z paru miejsc, gdzie one stoją, działają. Można ściągnąć sobie dokumentację techniczną, jak je zbudować. Jest grupa ludzi, która chętnie wam pomoże zbudować te generatory. Jest cała informacja na ten temat. Wszystko jest otwarte w publicznej domenie. Nie ma z tym żadnego problemu. Wszystkie dokumenty zostały rozesłane do wszelkich instytucji naukowych na świecie, do wszelkich rządów na świecie, włącznie z tymi pajacami, którzy teraz chcą nas wkręcić w zabawę, w głosowanie. Dokładnie, to wszystko po prostu jest już działające.
Nie ma się nad czym zastanawiać. I się okazuje, że w momencie, kiedy wszystko jest działające, wszelkie tak zwane niezależne media, przynajmniej myślę, że ci ludzie się po prostu tak nazywają. Mnie to się zawsze kojarzy ze wszelkimi tyraniami na świecie, które z reguły pierwsze co robią, to w tytule własnej nazwy używają słów: ludowy, sprawiedliwy i społeczny. Jak ktoś się tak nazywa, to jest chyba największą tyranią na świecie. Nawet nie chyba, tylko na 100%. Bo jak już ktoś musi używać specjalnej nazwy, żeby dodać sobie animuszu, żeby zrobić sobie taką otoczkę, to chyba tylko dlatego, że tak naprawdę tego po prostu nie posiada tak zwyczajnie w świecie. I kiedy te generatory działają, jest martwa cisza na ten temat. Nikt nie chce o tym mówić. To jest tak jak z ZAPER-ami pana Jana Taratajcio. Nikt w Polsce za bardzo nie chce o tym mówić, ani zależne, ani niezależne media.
Wszyscy nas chętnie odsyłają do jakichś salonów, wszyscy nas chętnie odsyłają w jakieś dziwne miejsca, wszyscy nam chętnie serwują rozrywkę. Czyli generalnie dzisiaj jest program o Marioli, jutro jest program o Zbyszku, a w czwartek jest program o grupie społecznej XYZ. Okazuje się, że model mediów, który istnieje aktualnie na świecie, w dużej mierze jest tym modelem, który tak naprawdę przynależy do tego spolaryzowanego świata, w cudzysłowie mówiąc, i należy do tego świata, który właśnie przemija. To są ludzie, którzy przedkładają, co tu dużo mówić, rozrywkę nad próbę rozwiązania jakiegokolwiek problemu. Ja się troszeczkę dziwię, ale to jest moje indywidualne zdziwienie. Dlaczego się dziwię? Skąd się bierze? To proste. Słuchajcie, od dziecka pamiętam, że robienie czegokolwiek w życiu, ja pochodzę z takiej rodzinki, gdzie się dużo majsterkowało. Mój tato jest po prostu majsterkowiczem, takim szalonym, zapalonym grzebaczem we wszystkim, czym tylko się da.
Niesamowita postać. Zaraziłem się tym od dziecka i uwielbiam to robić. I nie tylko ja, bo ilekroć się spotykałem z ludźmi, którzy mają chwilę wolnego czasu, to wszyscy grzebiemy, wszyscy coś robimy, wszyscy coś dłubiemy. Każdy z nas ma jakąś formę aktywności, którą chce spożytkować ku polepszeniu nawet nie tyle swojego życia, bo to tak naprawdę nie o to chodzi. Po prostu odkryciu czegoś, podzieleniu się ze światem, bo to właściwie jest ta energia, która nas napędza, że dzielimy się tym swoim odkryciem, tym swoim działaniem z ludźmi dookoła, że to nie tylko nam, tylko komuś jest fajnie, że robimy coś. Jak gotujemy obiad, to gotujemy obiad dla ludzi. Jak widzimy minę tych ludzi, którzy siedzą przy stole i mówią: „Mmm, delicious”, to się czujemy tak, że po prostu: „Wow, thank you, guys. Thank you, guys. That was pleasure”. Dokładnie.
To jest niesamowita przyjemność, radość z robienia czegoś razem. Ja myślę, że dokładnie to jest kolejna część tej linii demarkacyjnej, która zaczyna się bardzo mocno manifestować w dzisiejszych czasach, że część z nas jednak zdecydowanie wybiera rozrywkę. Nie chce niczego zmieniać, że lepiej siedzieć z piwem, nawet spotkać się, pobić troszeczkę piany, pomarudzić na świat, nie szukać żadnego rozwiązania. Chodzi po prostu o to, żeby odbębnić swoje show. Show się kończy. Jutro będzie kolejne show o czymkolwiek innym. Pojutrze będzie kolejne show o czymś innym. Chodzi o to, żeby było nieustannie show, żebyśmy wiecznie mieli, po angielsku się mówi entertainment. Po polsku to jest rozrywka. Żebyśmy niczego nie rozwiązywali, żebyśmy widzieli rozrywkę w konsumowaniu, żebyśmy stali ciągle jak barany na łące i konsumowali tą trawę, nie ruszając się ani w lewo, ani w prawo za bardzo.
Chociaż barany na łące wcale nie są takimi konsumentami, jak by się mogło wydawać. Te zwierzęta są bardzo fajne. Myślę, że są pozbawione tej charakterystycznej dla nas dozy głupoty, bym powiedział. Tak to można najprościej nazwać. Dokładnie. Po prostu nie oddają się tępej rozrywce, a my lubimy sprowadzać sprawy do poziomu naprawdę bardzo tępej rozrywki. Ona czasami jest po prostu bardziej zaawansowana i nie jest to zawsze mecz piłki nożnej. Czasami jest to po prostu kolejny trening, kolejne nie wiadomo co. Ja lubię ten przykład z ZAPER-em. Zamiast skoncentrować się na tym, że jest człowiek, jest technologia, żeby puścić ją dalej w ruch, żeby to poszerzać, żeby zrobić dookoła tego masę krytyczną, to nie.
Nikomu się nie chce zrobić nic na ten temat, bo to już nie jest entertainment, bo już poczujemy się znudzeni tym, że jak ktoś powie po raz drugi, to: „Aha, ale wiesz co? Już to słyszałem raz. Już nie chcę tego słuchać, bo już mi się znudzi”. I to jest taka zabawna sytuacja po prostu. To jest dokładnie ta linia demarkacyjna tego podziału, który gdzieś tam zaczyna się, tak jak wspomniałem, manifestować. Dokładnie ta historia, że po prostu część z nas jest takimi rozkaprzyszonymi gówniarzami nieustannie, które za każdym razem chcą dostawać nowy batonik w jeszcze bardziej kolorowym i błyszczącym opakowaniu, niezależnie od tego, czy ten batonik ich wykończy jutro, czy jeszcze dzisiaj doprowadzi do jakiejś katastrofy w ich organizmie i w ich życiu dookoła. Nieważne. Ważne, żeby była bezrefleksyjna rozrywka. Ważne, żeby nic nie robić. Żeby żyć takim złudzeniem iluzji, że zrobimy to jutro albo jutro ktoś to za nas zrobi tak zwyczajnie, bo my dzisiaj posiedzimy, zobaczymy i się zastanowimy.
A ja się zastanawiam, nad czym się zastanawiać? Takie zastanawiające zastanowienie bym powiedział. Wspomniałem troszeczkę o tych zapperach i o kesze, ale to nie jest jedna historia, słuchajcie, bo wolna energia to jest jedna sprawa. Ma to jeszcze dodatkowe konsekwencje, bo jest to związane z korporacjami i wielkim biznesem i tak dalej. Nie chcę tutaj o tym teraz mówić, bo „Hiperprzestrzeń” nie jest audycją o wolnej energii. Tu zapraszam was wszystkich do syntezy. Ale na przykład słuchajcie, weźmy na ruszta, wrzućmy opowieści o substancjach psychoaktywnych. Właściwie nie tyle opowieści, ile wyniki badań nad tymi substancjami. Od bardzo niewielu lat, w sumie może sześciu lat, może troszeczkę więcej, fundacja MAPS dokonała gigantycznego przełomu, bo właściwie udało im się zebrać po wielkich trudach, latach działania. Rick Doblin jest szefem tej fundacji.
To jest niesamowita postać i udało mu się to zrobić, żeby zebrać fundusze i możliwości, żeby zacząć badać te substancje, które są normalnie zakazane przez wszelkie możliwe rządy. Część z nas uległa tym mitom i legendom. I na przykład lubimy używać słowa ćpuny, narkomany i tak dalej. W rzeczywistości nie mamy pojęcia, co mówimy. Z reguły większość ludzi, którzy mówią te słowa, jest często uzależniona od alkoholu. Być może to jest odpowiedź, dlaczego tak traktują te substancje. To jest podobna sytuacja z cannabis nieustannie, gdzie jest znakomita grupa ludzi, która dalej twierdzi, że to jest jakieś ćpuństwo, jaranie, zajaranie i tak dalej, nie zdając sobie kompletnie sprawy, o czym właściwie mówią. Przerażające troszeczkę, może dla mnie to chyba już nie za bardzo, ale to jest kolejna ilustracja na ten sam temat tak naprawdę. Jest coś, co działa. Są wyniki badań, które po prostu miażdżą każdego głupka, który będzie chciał to zanegować, bo te badania są tak poważne, są robione przez tyle instytucji naukowych.
Wszystko jest dostępne oczywiście w publicznej domenie, nie ma z tym problemu, ale ciągle jest ten problem mentalny w głowie, że co się stanie, kiedy już zniknie ta rozrywka? Co się stanie, kiedy jutro nas nikt nie będzie zabawiał, kiedy przed nami nie będzie tancerzy na lodzie? Co się stanie wtedy? Co się stanie jutro? Nikt z nas nie chce podnieść tej poprzeczki za bardzo. Może nie nikt, tylko część z nas nie chce podnieść tej poprzeczki z tym tematem aktualnie, tu i teraz. A sprawa jest niesamowita. Słuchajcie, jest to po prostu coś niesamowitego. Coś, co naprawdę leczy, stawia na nogi. Nie tylko, ale to cannabis to jest jedna sprawa, a za cannabis czają się, w cudzysłowie, rośliny psychoaktywne, czyli wszelkie sprawy związane z psylocybiną, meskaliną, wszelkie sprawy związane z ibogainą, z DMT, które teraz jest popularne w formie ayahuaski.
Wszystkie te historie związane z MDMA i wszystkie historie związane z LSD. I często, słuchajcie, jesteśmy świadkami, myślę nie raz, nie dwa, kiedy widzimy tych wariatów, którzy wrzucają to wszystko do jednego wora, starając się spłycić to wszystko, starając się przybić do tego pieczątkę tylko dlatego, że się nudzą z tym tematem. Tylko dlatego, że ten temat już im nie odpowiada, że oni uważają, że się nasłuchali i że wiedzą wszystko na ten temat i że oni już ogarniają całość. Oni siedzą w fotelu, oni się przyglądają temu i oni w ogóle nawet palcem nie ruszą, bo to może jutro. Może jutro. Tu się jeszcze zastanowię. A życie jest tu i teraz, a nie jutro, a nie wczoraj. I z tymi substancjami psychoaktywnymi jest dosyć prosta zabawa. W dzisiejszych czasach jest taka w ogóle eksplozja na całym świecie zjawiska, które się nazywa coaching i widzimy masę ludzi w angielskojęzycznym internecie. To jest po prostu wow.
To jest taka masa ludzi, którzy nagle stwierdzili, że będą uczyć innych jak żyć. Tak, uprawiać coaching, że będą trenerami, bo coach to jest po prostu trener po polsku i że będą trenować wszystkich, zamienię to słowo na tresurę, że będą tresować wszystkich jak żyć. Spotkałem paru takich ludzi prywatnie i słuchajcie, ani jeden z tych ludzi, którzy deklarują się jako tak zwani coache, trenerzy w życiu nie skonfrontował się sam ze sobą, z substancjami psychoaktywnymi. Ja przynajmniej nie poznałem takich. Na pewno tacy gdzieś są, ale ja takich nie poznałem. I chyba nawet wiem dlaczego. Bo kiedy sięgniemy po substancje psychoaktywne, zrozumiemy, że proces leczenia czegokolwiek w naszym organizmie najczęściej zaczyna się, poza jakimiś ekstremalnymi przypadkami, ale najczęściej zaczyna się od wyleczenia własnego umysłu, od zmiany percepcji, gdzie, w którym miejscu naszego życia jesteśmy. I to jest taki kluczowy moment i dopiero po nim następują decyzje, które są konsekwencją właśnie tej tajemniczej refleksji. I konsekwencją tej refleksji jest po prostu indywidualizm, że zaczynamy sobie zdawać sprawę, że to jest tak indywidualne doświadczenie, tak unikatowe, że tego się nie da przetransponować, tego się nie da przetłumaczyć na wytresowanie grupy ludzi, na zrobienie treningu, na nauczenie kogoś, jak to robić. Na opowiedzenie tego, że tu przejdziesz dwa kroki w lewo, tam dwa w prawo, tu się schylisz, pomachasz rękami, będziesz zdrowy.
Musisz się tylko skoncentrować, pomedytować i wszystko ci przejdzie. To naprawdę na tym nie polega. I to jest takie clue tego doświadczenia, że być może dlatego żaden z tych ludzi, których ja znam, którzy mają doświadczenia z substancjami psychoaktywnymi łącznie ze mną, nie zajmuje się czymś takim jak coachingiem i uważa coaching za po prostu kompletną szarlatanerię. I taki bullshit po prostu centralny, bo to jest po prostu po raz kolejny sytuacja, gdzie niedouczeni próbują udawać wykształconych i douczonych i próbują jeszcze uczyć innych, jak mają żyć. Takie przerażające troszeczkę. No ale to tylko działa w ten sposób, bo Przy konfrontacji z indywidualną historią nagle cały ten coaching znika. To wszystko znika. To jest chyba taki syndrom wynikający z rozrywki, że być może część tych ludzi potrzebuje nieustannie rozrywki, potrzebuje tłumu ludzi dookoła siebie. Tak jak politycy potrzebują tłumu ludzi dookoła siebie, który będzie wiecznie ich dopingował, wiecznie im robił taki up and down, klaskał rękami. „Wow, jaki ty jesteś niesamowity, jakie ty niesamowite rzeczy robisz i mówisz, jak mi to pomaga” i tak dalej.
To wszystko jest w mojej opinii absolutnie bzdura. Tak długo, jak nie zrozumiemy, że wszystkie rzeczy zaczynają się w nas, że nie ma czegoś takiego, co przychodzi ot tak sobie, że to są wszystko nasze indywidualne relacje ze światem dookoła, tak długo tego nie złapiemy. Ani się nie wleczymy konkretnie od początku do końca, ani niczego innego nie zrobimy. Najczęściej ludzie, których spotykałem, którzy starają się uczyć innych i pouczać, mają bardzo poważny problem z substancjami psychoaktywnymi, bo się ich strasznie boją. Boją się konfrontacji w sobie. Czują podświadomie, że ten moment może ich zaorać i może być tak, że coś stracą, a tak im się wydaje i strasznie tego unikają. Nigdy nie spotkałem takich ludzi na swoich tripach. Nigdy nie spotkałem nikogo, kto by uczestniczył z takimi ludźmi na tripach. Absolutnie. To jest troszkę dla mnie szarlataneria.
Niedouczeni próbują uczyć innych. Tylko czego oni nauczą? Czego taki człowiek, który sam boi się konfrontacji ze sobą, boi się odkryć przed sobą, jak to się mówi, wszystkie karty, czego on nauczy innych? Czy on nauczy mnie tego, jak ja mam sam odkrywać przed sobą wszystkie karty? To raczej jest chyba niemożliwe. Tak po prostu, zwyczajnie, ze swojej natury. Jeżeli ktoś jest mokry, to nie jest suchy. Jeżeli ktoś jest suchy, to nie będzie nigdy mokry i tak dalej. Takie słynne powiedzonko, że głodny nigdy nie zrozumie najedzonego, a najedzony nigdy nie zrozumie głodnego. Dokładnie na tym to polega.
Ten cały coaching to jest w dzisiejszych czasach, moim zdaniem, przedłużenie tej cywilizacji, która aktualnie umiera i próbuje zainfekować ludzi, zmusić ich do tego, żeby odtwarzali dokładnie ten sam proces, który odbywa się gdzieś na górze, na stołkach władzy, żeby odtwarzali go na dole, bo jest to chyba jedyna metoda, żeby utrzymać ten system jeszcze w ryzach działający. Że my teraz będziemy powielać te same schematy, które dzieją się gdzieś tam na górze, będziemy powielać je na dole i dzięki temu ta energia będzie dalej ładowana w ten cały system. Cały czas ładowana. Jak pojawia się indywidualna refleksja, jak się pojawia indywidualne podejście do życia, to się okazuje, że energia idzie w zupełnie innym kierunku i żadne z tych struktur nie są w stanie przetrwać. To jest prosta sprawa, proszę państwa. A wy słuchacie już hiperprzestrzeni transmitowanej też w Radiu Paranormalium. Poza tym, że w Radiu Na Fali. Ja mam na imię Tomek. Możecie śmiało zadzwonić. Dzisiaj postanowiłem się zanurzyć nad tą przepowiednią dotyczącą roku 2012.
Tym, że nastąpi rozdwojenie światów i nie chciałbym być tutaj jakimś prorokiem. Tu też chyba nie ma miejsca na proroków. Nie ma proroków na świecie. Każdy z nas musi być swoim własnym prorokiem swojego własnego życia. I mi się wydaje, przynajmniej z tego, co obserwuję, że ta polaryzacja właśnie nastąpiła, że jesteśmy w trakcie tego rozdwojenia. Część z nas nieustannie ucieka przed samymi sobą, ucieka w rozrywkę, mówiąc szczerze. Próbuje zbawić świat, wchodząc z powrotem w te same stare schematy, budując jakieś grupy ludzi, budując jakieś konfrontacyjne sytuacje, starając się stworzyć kolejny Babilon, który będzie mówił jednym językiem, jednym głosem. Jeden lider, jeden właściciel, jeden pan wszystkich niewolników. Okazuje się, że nikt chyba nie powinien być niewolnikiem i nikt nie urodził się niewolnikiem na tej planecie, a już tym bardziej niewolnikiem ideologii jakiejkolwiek. A co dopiero mówić o byciu niewolnikiem systemu czy drugiego człowieka.
To jest kompletne szaleństwo. Wygląda na to, że czy chcemy, czy nie, właśnie odbywa się gigantyczna rewolucja, o której nam nikt nie chce powiedzieć. Bo wszyscy ci, którzy bardzo głośno krzyczeli na temat tego, jak bardzo pożądają tej rewolucji, chyba poczuli się bardzo mocno przerażeni tym, że nie są dziećmi tej rewolucji. Absolutnie. I zupełnie nie są w stanie ogarnąć tego, o co chodzi. Okazało się, że tak naprawdę utknęli na swoich wygodnych sofach przed telewizorami, z browarem w ręku, oglądając kolejny mecz pięściarski tudzież inne bullshity, nieustannie się konfrontując z całym światem, stwarzając jeszcze więcej problemów niż wcześniej. I nic z tego nie ma. Ale skąd to się bierze? Ja myślę, że ta rewolucja jest związana z doświadczaniem świata. I to jest taki clue.
O co chodzi w ogóle z tą ucieczką? Bo to też jest ciekawa sprawa. Ciekawą sprawą w tym jest to, że jest to, moim zdaniem, tak najzwyczajniej rzecz ujmując, konsekwencja tego, że spieprzyliśmy coś wczoraj albo spieprzyliśmy coś parę minut temu i boimy się konsekwencji tego działania. Dlatego za każdym razem chcemy zobaczyć coś nowego. Chcemy, żeby coś nas zaskoczyło. Chcemy, żeby ten świat dookoła był zupełnie inny, żeby jutro był czerwony dywan przed naszym domem, przyjechała limuzyna, cokolwiek. Anyway, ludzie mają naprawdę pokręcone myśli na ten temat. Sam miałem kiedyś pokręcone, także wiem coś na ten temat. Nie jestem jedyny w tej materii. Naprawdę nie jestem tu wyjątkiem.
I nie dostrzegamy tego, bo nie chcemy tego dostrzec, bo to jest właśnie ta przerażająca refleksja, że w tym momencie musielibyśmy zburzyć ten misterny świat, który sobie utkaliśmy, tego komfortu wewnętrznego, tego, że naprawdę wszystko robimy okej, bo spłodziliśmy już dzieci, bo porobiliśmy wszystkie te rzeczy dookoła i w sumie niby jesteśmy alternatywni, niby jesteśmy tacy siamscy i owacy. Już przypięliśmy sobie wszelkie możliwe etykietki, które można było sobie przypiąć. Gdyby te etykietki miały kształt badge, które się przypina do toreb i do ciuchów, to byśmy już nawet nie mieli miejsca, gdzie przypiąć kolejne. Nagle się okazuje, że dalej ciągle uciekamy. Dalej uciekamy przed sami sobą, dalej uciekamy przed spojrzeniem w siebie, dalej uciekamy przed konsekwencjami naszego działania. Ja lubię powoływać się na przykład substancji psychoaktywnych, bo to jest doskonała rzecz, jeżeli chodzi o uciekanie od samego siebie. Żyjemy w świecie, który jest bardzo mocno zestresowany i moja refleksja, nie wiem, czy mam rację, jest taka, że każdy z nas powinien robić co jakiś czas upgrade z taką substancją. Przynajmniej raz w roku każdy powinien wrzucać kwasa w odpowiednim settingu. Przynajmniej raz w roku każdy powinien robić psylocybinę w odpowiednich oczywiście warunkach. Cały czas to podkreślam, to jest cholernie ważne.
Z odpowiednimi ludźmi, w odpowiednim środowisku, po to, żeby zrobić to we właściwy sposób, żeby nie robić tego po prostu po wariacku, bo to naprawdę nie działa w ten sposób. Dzięki temu, że mamy ten upgrade, jesteśmy w stanie normalnie funkcjonować, bo świat dookoła jest naprawdę mocno wykręcony. Straciliśmy zaufanie do samych siebie. Zaufaniem obdarzamy pieniądze, papiery, przedmioty, ale nie siebie nawzajem. Ja to czasami obserwuję chociażby na radiu, na fali. Ciężko jest nam czasami zaufać samym sobie i temu, że ktoś może mieć własną refleksję. To jest czasami chyba największa granica cywilizacyjna do przeskoczenia. Nie jest problemem wysłać statek w kosmos. Nie jest problemem zrobić skomplikowane urządzenie 64-bitowe. Nic nie jest skomplikowane na tym świecie, ale bardzo skomplikowane jest dać komuś kredyt, żeby powiedział to, co myśli i zrobił to po swojemu bez przypieprzania się do niego.
To jest taki klasyczny problem, a to przypieprzanie bierze się właśnie z tego strachu. Absolutnie, bo to jest konsekwencja tej nieustannej ucieczki, tego braku rozrywki, że jak się okaże, że ten człowiek jeszcze raz powie o tym samym, to nam się już zaczyna nudzić. Bo niech ktoś mnie zabawi, bo nie chcę wracać do wczorajszego dnia, bo wczoraj narobiłem straszny syf. Ten syf dotyczy dzisiaj mnie i nie tylko mnie, bo emanuje dookoła. I co dalej? Okej, uciekajmy dalej. Może jest gdzieś droga, którą można jeszcze uciec i coś, co zostawiamy za sobą, nas nigdy nie dogoni. Taka ucieczka straceńca, banda lunatyków czasami. W takim społeczeństwie żyjemy. Jeżeli społeczeństwo czymś jest, to jest zdecydowanie bandą lunatyków i prawa, które tworzy, są generalnie tylko dla lunatyków i opiera się na braku zaufania, na przedmiotach, na materializacji kapitalizacji wszystkiego.
Na tym to polega i dlatego tak ważne jest robienie sobie upgrade'u za pomocą substancji psychoaktywnych. Odcinanie się od tego i wracanie do swojej prawdziwej natury. Konfrontowanie chociażby tego ostatniego roku swojego życia samemu ze sobą w ciemnym pomieszczeniu. Czy to jest ceremonia ayahuaski, czy to jest sesja z LSD, czy to jest sesja z MDMA, która pozwala nam dostrzec, jak tak naprawdę potrafimy się cieszyć swoim życiem. Ile jest miłości dookoła, jak fantastyczni jesteśmy, że nie musimy żyć w tym strachu wiecznie zabiegani. Ale boimy się tego, bo zainwestowaliśmy wszystko w jutro, jak mawiał Bill Hicks. Zainwestowaliśmy wszystko w to, żeby jutro było lepsze, a jutra dalej nie ma i go nigdy nie będzie. To jest chyba ta największa rewolucja i ten największy problem cywilizacyjny do tej pory. Innego nie widzę na tej planecie. Myślę, że właśnie dokładnie to jest, ja bym to nazwał doświadczanie świata, moi drodzy, tak najzwyczajniej w świecie.
Zwyczajne doświadczanie świata i to takie doświadczenie w całości razem z konsekwencjami swojego działania. Łatwo mówić fajne rzeczy, łatwo operować contentem innych. To też jest taka kolejna sprawa, która jest świetną ilustracją tego, co się dzisiaj dzieje. Zobaczcie, jak dużo ludzi operuje contentem, który tak naprawdę nie pochodzi od nich. Jak wielu ludzi powołuje się na coś, czego ani autorami nie są, ani nic nie zrobili. Po prostu mówią: „Bo on napisał w książce” i ci podają książkę i starają się tłumaczyć, co autor miał na myśli. Jak dużo tego jest dookoła. To jest dokładnie jak z tym coachingiem, że ktoś wychodzi i mówi: „Bo ja tu stosuję metodę tego i tego”. Ale nie jesteś nim, człowieku, naprawdę nie jesteś nim. Powiedz mi, jaka jest twoja metoda.
Może to zadziała. Jeżeli działa na ciebie, to może dzięki temu, że ty znalazłeś swoją metodę, powiedz mi, jak ją znalazłeś. Może ja odkryję własną metodę. Takie proste rzeczy. To jest świetna, moim zdaniem naprawdę genialna ilustracja tego, w którym punkcie cywilizacji jesteśmy. Absolutnie. Tak troszkę radykalnie podejrzewam dla niektórych brzmię, ale to są chyba takie radykalne czasy i to nie jest kwestia tego, czy ja jestem radykalny, czy nie jestem. Ja po prostu robię ten upgrade z LSD minimum raz w roku. Robię go właściwie parę razy w roku właśnie po to, żeby wiedzieć, kim tak naprawdę jestem w tej całej opowieści, żeby nie obudzić się pewnego dnia i nie cytować cudzych prac jako swoje. Żeby nie wskoczyć w kolejny system, żeby właściwie nie tyle wskoczyć w jakiś system, ile nie wpaść w tą najgorszą pułapkę typu stworzenie nowego systemu na wzór tego samego, który istniał gdzieś tam, żeby nie budować tej samej konstrukcji, która jest w skali globalnej, korporacyjnej, rządowej, związana z tym całym zamieszaniem.
Żeby nie robić tego ze swojego życia, żeby nie kapitalizować każdej sekundy swojego życia tak zwyczajnie, normalnie, po ludzku, żeby zachować swoją własną refleksję. A jeżeli jej nie mam, to zachować odwagę taką normalną. To nawet nie jest odwaga, tylko zachować trzeźwość umysłu, która mówi: „Wiesz, nad tym się nie zastanawiałem. Muszę pomyśleć, bo nic nie wiem". Żeby móc się spokojnie przed samym sobą do tego przyznać, żeby nie uciekać, żeby już nie robić tej nieustannej gonitwy gdzieś za rozrywką, żeby nie czuć się znudzonym tym, że jak raz powiedziałem o zaperach pana Jana, to jutro muszę mówić o czymś innym, bo Bo się będę nudził, bo to już nie będzie to samo, bo już nie odkryję nic nowego. A może właśnie odkryję? A może właśnie całe novum, wszystkie te genialne rzeczy, które nas czekają, są dokładnie odkrywaniem tej samej historii. Może właśnie na tym to polega, że trzeba wziąć jedną rzecz i się na niej skoncentrować, zgnębić ją od początku do końca i spojrzeć na nią z każdej możliwej perspektywy, a nie tylko przez pięć minut po drodze do kolejnej rzeczy. Tak zwyczajnie. Tak sobie myślę, proszę państwa.
Proszę śmiało dzwonić, jeżeli macie jakąś refleksję na ten temat. Bardzo serdecznie. Radionafali.com taki jest adres internetowy na Skype, także zapraszam bardzo serdecznie, jeżeli nie chcecie, żebym tylko sam gadał. Rozumiem, że temat jest ciężki i wielu z was może teraz siedzi i się zastanawia, o czym ja właściwie mówię. Słuchajcie, o to właśnie chodzi. O to dokładnie chodzi. O to, żebyśmy się wszyscy zastanowili, czasami zatrzymali w tym biegu, zastanowili się nad konsekwencjami naszego życia dzisiejszego, nad tym, co możemy zrobić, nad tym, co robimy, nad tym, w którym kierunku idziemy. Nad tym, czy naprawdę chcemy jutro zobaczyć coś nowego, czy może fajnie by było, jakbyśmy wrócili do pewnego działającego pomysłu, który siedzi nam w głowie i takiego pomysłu, który może uratować świat, może uratować nas samych, może pomóc komuś obok. I że ten pomysł zadziała tylko wtedy, kiedy zrobimy to, co bohaterka historii o „Czarodzieju z krainy Oz”. Czyli tupniemy obcasami, ale nie raz, tylko zrobimy to raz, dwa, trzy razy.
Dokładnie. To nie jest nigdy raz. Chodzi o tajemnicze zjawisko konsekwencji. Żeby cokolwiek się wydarzyło, musimy robić to konsekwentnie. Konsekwentnie. Konsekwencje. Jeżeli odpuścimy, to po prostu przestaje działać. W tym momencie zamieniamy całe nasze działanie na spektakularne przedstawienie, które będzie szukało kolejnego spektakularnego wydarzenia, żebyśmy mogli na czymś zawiesić naszą duszę, nasze oko i nasze refleksje. Dokładnie. Taka ucieczka przed sobą samymi, proszę państwa.
Śmiało, proszę dzwonić, jeżeli ktoś z was chce. Ja za chwilę rzucę okiem na czata. Jeszcze na razie tu się zastanawiam, rozgryzam, kombinuję i opowiadam wam te wszystkie rzeczy. Wrócę jeszcze raz do substancji psychoaktywnych. Dzisiaj będę wracał do nich troszeczkę, bo nie chcę mówić dużo o zapperach i o keszy, bo są to tematy związane z wolną energią, które sobie zostawiam na syntezę. Chciałbym poruszyć takie sprawy związane z korzeniami naszego samopoczucia, z tym, gdzie tak naprawdę się zaczynamy. Przynajmniej według mnie. A zaczynamy się u siebie samych, w środku. To my jesteśmy tą żywą istotą i dopóki my nie podejmiemy żadnej decyzji, ta decyzja się nie zamanifestuje. Jest rewelacyjna rzecz z substancją psychoaktywną o nazwie MDMA, której ja specjalnym fanem nie jestem, się przyznam.
Używałem i działa rewelacyjnie. Zdjęła ze mnie nieprzeciętny stres. To było po prostu zjawiskowe. Ale ja akurat jestem miłośnikiem takich analogowych substancji typu ajahuaska, typu psylocybina i chociażby LSD, które jest wywarem z grzybów, tylko że rosnących na zbożu. Ale ta substancja, o której teraz mówię, czyli MDMA, tak zwane ekstazy, robi niesamowite rzeczy w ludzkiej głowie. O tym wspominałem w jednej z hiperprzestrzeni, gdzie opisałem troszkę bardziej tą historię od tej całej naukowej strony. Generalnie tych informacji się coraz więcej pojawia w publicznej domenie, bo fundacja Maps robi coraz więcej badań. Tak jak wspomniałem wcześniej, od 2006 roku zaczęła się lawina tych badań. Posypały się zezwolenia. Teraz są kolejne zezwolenia na badanie cannabis, kolejne zezwolenia na badanie LSD.
Jest pierwsze zezwolenie, zdaje się, na badanie ibogainy w Stanach, także to już jest fenomen. Lawina naprawdę ruszyła i to ruszyła z łoskotem. Dlaczego o tym wspominam? Bo jest to substancja, która pozwala bez żadnego problemu, za pomocą kilku sesji wrócić do siebie bez żadnych traumatycznych doznań, wyleczyć się ze stresu pourazowego. A prawda jest taka, że żyjąc w tym świecie ciągle jesteśmy narażeni na stres pourazowy. Takim delikatnym stresem pourazowym jest chociażby kwestia tego, czy mamy na rachunek, czy mamy pracę, czy nie mamy pracy. Ten stres, który nami buja w lewo i w prawo. Co będzie jutro, bo wszyscy mówią o jutrze i ciągle my też staramy się dopasować do tego schematu. Ta próba dopasowania się do tego toksycznego schematu po prostu nas zaraża tą całą toksyczną energią. Żeby ją rozładować, dobrze jest po prostu usiąść i zrobić coś ze sobą.
I najlepiej jest usiąść na przykład między innymi z MDMA i posiedzieć troszeczkę z tym MDMA, bo wtedy się przebudowują połączenia neuronowe w naszym mózgu, które normalnie obumierają, kiedy zajmujemy się funkcjonowaniem w tym bardzo materialistycznym świecie, bo nasz mózg jest wtedy skoncentrowany na tym, żeby informacje, które tam sobie funkcjonują, które ta antena odbiera, dotyczyły głównie materii i żebyśmy mogli kontrolować tą materię. I to nas determinuje. I się okazuje, że to nas czyni bardzo nieszczęśliwymi ludźmi. Wystarczy spojrzeć na świat dookoła. Gdybyśmy byli szczęśliwymi ludźmi, nikt z nas nie wpadłby na pomysł tego, że jest jakiś koleś zwany politykiem, który lepiej za nas wie. Byśmy wszyscy mieli zaufanie do siebie i byśmy bez problemów ufali sobie na tyle, że każdy mógłby robić swoje własne życie bez tony dokumentów, tony regulacji rządowych, bez szaleństwa ustawiania, kto jest na górze, a kto jest na dole. Wszyscy bylibyśmy equal, jak się mówi, czyli równi. Nie byłoby z tym problemu. I to jest substancja, która rozwiązuje doskonale ten problem. I to jest taka substancja, która stoi kompletnie w opozycji do czegoś takiego, co dzisiaj jest stosowane, czyli coachingu, gdzie się sadza ludzi na krzesło i się mówi: słuchaj, ja ci poprawię twoje życie, nauczę cię, jak masz zarabiać teraz pieniądze, jak być bogatym, jak być szczęśliwym i tak dalej.
W rzeczywistości wszystkie te rzeczy, które pochodzą z tego świata, nas wciągają w to bagno jeszcze bardziej. Tak to wygląda. Oczywiście może nie każdego, nie tak intensywnie, ale koniec końców, słuchajcie, nie powstała nigdy grupa ludzi, która pochodzi z tego środowiska, tego szkolenia. A tu na Zachodzie to szkolenie jest już od 30 lat, ten coaching. To nie jest nic nowego. Ja wiem, że w Polsce chyba jest to coś świeżego, ale na Zachodzie jest to co najmniej od 30, 40 lat. Ta metoda nigdy nie wypracowała sobie grupy ludzi, która by stwierdziła okej Ufamy sobie nawzajem. Nigdy coś takiego nie powstało. Nie powstało żadne miasto na świecie, w którym ludzie olaliby burmistrza i olaliby regulacje między sobą i nie musieliby spisywać ich na papierze. Nie powstało nic takiego.
Ci ludzie, którzy nie używają papieru do spisywania umów między sobą i honorują je własnym słowem, żyją w rezerwatach odcięci prawie jak zwierzątka przez tych, którzy używają papieru i tych, którzy twierdzą, że za pomocą coachingów, za pomocą polityków, za pomocą rozrywki, za pomocą całego tego gówna robią świat lepszym. Sytuacja jest zupełnie odwrotna. Wystarczy spojrzeć, kto tak naprawdę jest po której stronie i jak wyglądają konsekwencje działań tych wszystkich ludzi. Co tu dużo mówić. Jak się rozpędziłem. Słuchajcie, to może włączę jakąś muzyczkę. Widzę, że nie chcecie dzwonić. Chyba się zasłuchaliście. Nie skaczcie z okien, wszystko jest okej, nie ma z tym problemu. Świat jest naprawdę rewelacyjny i mówię to wszystko po to, żebym ja generalnie nie zapomniał, bo też lubię sobie to przypominać, bo to też nie jest taka kwestia, że ja chciałbym kogokolwiek tutaj pouczać.
To są tylko i wyłącznie moje własne, indywidualne refleksje. Ja bardzo lubię siedzieć i majsterkować nad różnymi urządzeniami i wykonywać pewne czynności wręcz nagminnie i wcale się nimi nie nudzę. I gdybym miał możliwość robienia pewnych rzeczy jeszcze bardziej intensywnie, jeszcze częściej i jeszcze bardziej regularnie, to pewnie bym je robił jeszcze bardziej regularnie, jeszcze częściej i jeszcze bardziej intensywnie. Nie mam z tym absolutnie żadnego problemu. Inna sprawa, że mam takie czynności w życiu, które po prostu wykonuję w ten sposób i naprawdę wszystko jest okej ze mną. I to jest niesamowita frajda, chociażby robienie takiego radia. To jest bardzo prosta historia. Tu muszę sobie usiąść, muszę sobie jak zwykle zrobić notatki. To jest taki dzień jak co dzień. Tu się nic nigdy nie zmienia.
To nie jest excited w ten sposób, że to jest jakikolwiek entertainment, jakakolwiek rozrywka. To jest po prostu świetna sytuacja, którą mogę zbudować od początku do końca po to, żeby wam opowiedzieć, co ja w ogóle na ten temat myślę. I to jest rewelacja i bardzo mi się to podoba, proszę państwa. I myślę, że to jest dokładnie tak jak z moim majsterkowaniem. Jak się tak zamykam i zaczynam nad czymś majsterkować, to po prostu znika percepcja czasu. Znika problem z tym, że czuję się głodny. Znikają wszystkie możliwe problemy dookoła. Przypomnijcie sobie moment, kiedy wy majsterkujecie, kiedy coś robicie, coś, co was wciąga i nagle znika cały świat i wcale nie potrzebujecie dodatkowej rozrywki. Wcale nie potrzebujecie kogoś, kto będzie was zabawiał. Grupy tancerzy na lodzie, grupy newsów, informacji o tym, ile kosztuje złoto w Chinach i jakie jest PBK Ameryki i co zrobił ktoś tam gdzieś tam.
Nikt tego tak naprawdę z nas nie potrzebuje. Ten cały świat, który o tym mówi, że tego potrzebujemy, żyje z tej energii, którą mu dostarczamy nieustannie swoją uwagą, którą w to wkładamy, że wydaje nam się, że musimy na przykład posłuchać dziennika telewizyjnego, że musimy się dowiedzieć, co słychać na świecie, bo bez nas i tej wiedzy ten świat zginie. To jest prawda. Bez nas ten świat zginie. Ale teraz chyba warto było sobie zadać pytanie, czy my naprawdę chcemy, żeby ten świat przetrwał do jutra. Bo ja, moi drodzy, mam w dupie taki świat i wcale mu nie życzę, żeby przetrwał do jutra. Ja bym chciał przetrwać do jutra ze swoim hobby, ze swoją pasją, z tym, co daję swoim przyjaciołom, swoim ludziom, że tak powiem, za darmo. Coś, nad czym się nie zastanawiam. Coś, co jest dla mnie for granted, czymś, czym się mogę podzielić po prostu z innymi. To jest esencja i to jest największa jazda w tym wszystkim.
Niesamowita historia. To jest coś, co naprawdę napędza tak, że żadna substancja nie jest w stanie człowieka tak napędzić, żeby po prostu mieć tyle energii. Dokładnie. Oczywiście słuchacie „Radia na fali”, jak najbardziej. Hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek. Oprócz tego, że w „Radiu na fali”, to hiperprzestrzeń jest jeszcze transmitowana w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium bardzo serdecznie i „Radia na fali” jak najbardziej serdecznie. I możecie śmiało dzwonić: radionafali.com. Jeżeli macie jakąś własną refleksję na ten temat, bo ja mam swoje własne refleksje i właśnie o tych swoich własnych refleksjach mówię.
I tak wracając do MDMA, to jest ciekawa sprawa. To też dotyczy właściwie każdej substancji psychoaktywnej. Mam telefon. Halo, halo?
[01:18:45] - Moment.
[01:18:46] - Witam serdecznie.
[01:18:49] - Moment, chwilę, bo mam tutaj włączone i będzie mi to blokować. Muszę to wyciszyć najpierw.
[01:18:56] - Wyłącz radio kompletnie, przejdź na Skype'a i tyle. Tak to wygląda.
[01:19:00] - Jestem. Po prostu nie potrafię w jednym momencie zrobić jednego i drugiego. Włączyć Skype'a i ten...
[01:19:09] - Jak zdrówko szanownemu panu przede wszystkim?
[01:19:12] - Dzięki. A u ciebie?
[01:19:15] - Doskonale, dziękuję bardzo.
[01:19:17] - Wiesz co, nie chcę po prostu powielać pola morfogenetycznego. Jakby nie było, to musi być okej generalnie.
[01:19:23] - To nawet nie to. Ja naprawdę jestem okej. Ty też jesteś okej. Myślę, że wszyscy jesteśmy naprawdę okej.
[01:19:30] - Obyś miał rację. Oby się te twoje przewidywania co do nastawienia troszeczkę sprawdziły, bo ci powiem troszeczkę może nie w temacie, bo mówisz o substancjach psychoaktywnych, a ja tutaj troszeczkę o innej stronie tego medalu, na którą ty też pewnie będziesz bardzo mocno otwarty. Zrobiono badania w Szwajcarii, w Niemczech i gdzieś tam jeszcze. Okazuje się, że minimum w 30, 40% tak naprawdę nasze choroby są możliwe do wyleczenia poprzez nasze nastawienie, poprzez placebo. Generalnie były przypadki, gdzie jakiś koleś był na coś tam chory. Nie wiem, czy to był jakiś rak czy coś, czy stwardnienie jakieś. Lekarz mu podawał jakiś lek. Okazało się, że ten lek niby poprawia parametry. Musieli ten lek wycofać, bo za drogi był do produkcji czy nie mogli tam czegoś przetworzyć. Nie mam pojęcia.
Jak lekarz mu powiedział, że nie będzie miał tego leku, parametry się zaczęły pogarszać. I ten lekarz wpadł na pomysł, że będzie podawał jakieś gówno, wodę, witaminę C, obojętnie. Podawał mu tą wodę i autentycznie facet się wyleczył .
[01:20:41] - Ja się tak zastanawiam. Jest w ogóle audycja cała „Hiperprzestrzeń” poświęcona placebo. Odsyłam was wszystkich do tej audycji, gdzie jest mowa o tym, że dokładnie ta sama historia była z Prozakiem. Dokładnie ta sama historia, który okazał się nie działać. Nie chcę o to. Zapraszam do archiwum. Taka refleksja à propos tego, co powiedziałeś à propos placebo i nastawienia. Pomyślmy, w jakiej my rzeczywistości żyjemy, że musimy się nastawiać pozytywnie, żeby wyleczyć się. W jakim toksycznym świecie żyjemy na co dzień? Rozumiesz?
[01:21:16] - Mhm.
[01:21:17] - Spójrzmy na to z drugiej strony. Sprzażające trochę.
[01:21:20] - Używanie substancji psychoaktywnych to, nie oszukujmy się, jest droga na skróty, żeby nie musieć walczyć z tym nastawieniem. Po prostu sobie wrzucasz coś tam.
[01:21:32] - Moim zdaniem nie chodzi absolutnie ani o walkę, ani nie chodzi o wrzucanie sobie na plecy pięciotonowego worka z ziemniakami, który trzeba wnieść na pionową górę. Rozumiesz? Leczenie ma być zawsze przyjemne i radosne tak bardzo, jak tylko się da. Rozumiesz? To ma być radosny proces, bo wracasz do normalnego stanu. Ten normalny stan to jest happiness, to jest joy, love. Poza tym pozytywne rzeczy.
[01:21:59] - Wiesz, mi to by było potrzebne rozgraniczenie, bo ty w „Syntezie” mówisz o tych wolnych energiach, o tej wolnej energii, o różnych jej źródłach. Ale jak powiedziałeś o tym kesze dzisiaj i o tym, że to ma jeszcze jakieś inne właściwości poza zasilaniem naszych urządzeń domowych.
[01:22:16] - Leczy z raka na przykład. Powiem ci ciekawą rzecz. Leczy między innymi też ze wszelkich nowotworów. Organizm wyrzuca wszelkie toksyczne komórki z siebie.
[01:22:24] - Właśnie o to mi chodzi, żeby takie rzeczy też były poruszane.
[01:22:27] - Będą.
[01:22:28] - Jakieś audycje specjalne, że to urządzenie przy okazji zasila, ale też nam w czymś pomaga na przykład.
[01:22:34] - Będzie. Ja na razie jeszcze jestem w XIX wieku, to dopiero czwarty odcinek. Jutro będzie. Zapraszam was wszystkich jutro, czyli w niedzielę wyjątkowo na „Syntezę”. Także akurat wyjątkowo „Synteza” w niedzielę, ale zapraszam.
[01:22:48] - A ja ci powiem, że mogłem faktycznie posłuchać tego z operą. W tym samym czasie co ty przeziębiłem. Może jeden dzień by nas dzielił.
[01:22:56] - Aha .
[01:22:57] - Cały się rozkaszlałem. Jak wtedy dzwoniłem, to jeszcze byłem zdrowy, bo to tydzień temu, ale jakoś trzy, cztery dni temu nie miałem nic. W sumie to nie używam ich dziwacznych antybiotyków ani nic. Ewentualnie paracetamol mogę wziąć, co też chyba jest zbrodnią moim zdaniem.
[01:23:17] - Moim też. Moim zdaniem też jest absolutnie zbrodnią. Nie polecam. Ja nie używam żadnej medycyny. Zostałem raz zmuszony przez pana chirurga, który mi szył rękę. Zapodał mi substancję, bo stwierdził, że nie może mi nie podać, bo go z pracy wyrzucą, rozumiesz?
[01:23:36] - To ciekawe.
[01:23:37] - Dokładnie. Tu w Anglii jest czasami tak, że mówi: „Muszę ci zrobić ten zastrzyk. To nie jest istotne, czy chcesz, czy nie, muszę ci zrobić ten zastrzyk”.
[01:23:44] - Ty mówisz o Anglii, że wy macie tam większą swobodę co do leków niż my tak naprawdę. Idziesz do lekarza, on ci mówi, że taki lek na diagnozę. Możesz nie wykupić recepty, owszem. On ci tą receptę wystawi i na tą receptę musisz ten lek wykupić, jeżeli chcesz się leczyć u tego lekarza.
[01:24:03] - Ja po prostu nie używam żadnych leków, jeżeli chodzi o substancje farmaceutyczne w tabletkach od chyba 20 lat, rozumiesz?
[01:24:12] - Mhm.
[01:24:13] - Także jestem cały i zdrowy. Mam jakąś swoją historię ze zdrowiem, ale to nie jest z tym związane absolutnie. Od tej strony jestem absolutnie zdrowy jak koń, a wręcz przerażająco zdrowy jak koń.
[01:24:25] - Mhm. Generalnie mnie też zastanowiło to, co wczoraj rozmawialiście z Lidią i nie pamiętam, z USA.
[01:24:37] - Lidia i Kamin.
[01:24:39] - Tak. Wcześniej rozmawiałeś jeszcze z kimś, ale nie pamiętam kiedy powiedziałeś takie zdanie, że w wyjątkowych przypadkach jednak trzeba było z tej bandyckiej medycyny skorzystać. Tak się zastanawiam.
[01:24:49] - Wiesz, złamanie nogi. Ktoś musi ci wziąć tą nogę i złożyć do kupy. Właśnie o takich rzeczach mi chodziło. Tak zwana urazowa historia. Rozumiesz? Po prostu pomóc poskładać kości do kupy i zostawić je, niech one się goją.
[01:25:01] - Z drugiej strony, jeżeli ktoś ma jakieś odjazdy i tak dalej, to co? Kierować się takimi metodami, o jakich mówisz ty i Michał, czy po prostu iść do jakiegoś odpierdolcu generalnie?
[01:25:15] - Ja zawsze stawiam na indywidualną sprawę. Moja refleksja, bo to jest coś, co ja robię. Ja generalnie idę sam do siebie i uważam, że to jest jedyna gwarancja, że spotkam właściwego człowieka. Okej, mogę się mylić, ale pretensje będę miał sam do siebie co najwyżej. Ale jest to jedyna naprawdę istniejąca gwarancja. Jak pójdę sam do siebie i sam ze sobą pogadam, szczególnie jak są jakieś rzeczy w mojej głowie. Też mam różne historie w życiu. Czasami pojawia się odrobina stresu, bo się przejmuję czymś. Każdego z nas dotyczy ten sam Babilon dookoła. Nie to, żeby było bardziej, że jakiś taki bardziej narażony czy jakoś tak, ale mieszkam w takim miejscu, gdzie naprawdę wszystko już jest skapitalizowane, rozumiesz?
Nawet parki w mieście są zamykane o godzinie 21:00.
[01:25:59] - Super interesujące. To zamykane to znaczy, że ty nie możesz-
[01:26:03] - Nie możesz wejść do parku. Park jest od do, rozumiesz? Nawet takie rzeczy. Tu jest wszystko już tak podzielone, ogrodzone i skapitalizowane, rozumiesz?
[01:26:12] - Faktycznie, tak jak wczoraj określiłeś faktycznie jakiś bardziej autorytarny kraj się zrobił.
[01:26:17] - Kraj policyjny, królestwo.
[01:26:19] - Ale à propos też złamań mówisz, że ze złamaniami to jednak... A może nie? Bo jednak-
[01:26:24] - Chodzi o nastawienie nogi. Chodzi po prostu o to-
[01:26:26] - Ileś set lat temu gdzieś tam sobie ludzie pomagali, nakładali jakieś dziwaczne formy liści z czymś tam zmielone i-
[01:26:33] - Chodzi o taką czysto urazową rzecz. Ja na przykład nie wiem, jak bym sobie złamał nogę, to nie wiem, jak ją złożyć do kupy, rozumiesz? Także potrzeba mi kogoś, kto wie, jak tą nogę złożyć. To nie jest kwestia tego, że ja muszę wziąć tabletkę do tej nogi, nic z tych rzeczy, bo to nie o to chodzi, tylko niech ktoś wie, jak tą kość poprawnie ułożyć, bo ja jej po prostu nie ułożę czysto fizycznie, bo właśnie leżę i ta noga mnie boli, rozumiesz? Także chodzi o taką zwyczajną, powiedziałbym wręcz naturalną, prawie jak szamani medycynę, bo to się niewiele zmieniło. Szamani też zajmują się urazową medycyną. To też jest w domenie medycyny ludowej w wielu miejscach. Jeżeli można na przykład tą nogę poskładać za pomocą nowoczesnych urządzeń i jeszcze sprawdzić, czy przypadkiem tam nie został kawałek szkła albo kawałek czegoś, jak ci się to poprzecinało czymś, jakimś szkłem, że tam wszystko będzie okej. Jasne. Słuchaj, jeżeli jest coś, co działa, jeżeli jest jakieś rozwiązanie, które nie jest inwazyjne w stosunku do naszego organizmu, hej, użyjmy to!
Właśnie o tym cały czas mówię. Użyjmy działających rzeczy, ale nie psujmy się. Po prostu nie psujmy się na siłę, używajmy tego, co działa i nie gońmy za rzeczami, które są niepotrzebne. Taka jest moja refleksja.
[01:27:38] - Właśnie wyprzedziłeś kolejne moje pytanie, bo chciałem cię zaatakować kolejnym. Dlaczego skoro chcesz z tego korzystać, dlaczego nie korzystać z całej tej medycyny? Ale już mi odpowiedziałeś przed chwilą na to pytanie.
[01:27:48] - Dokładnie.
[01:27:48] - Ja tak samo uważam, tylko chciałem wystąpić bardziej jako taki advocatus diaboli generalnie. Aha, i à propos właśnie tego, co ci napisałem przed chwilą. Ja tak twierdzę, dlatego, że wiem, że-
[01:28:01] - Ale powiedz, co napisałeś, bo słuchacze nie wiedzą. Słuchaj, wyjaśnijmy o co chodzi, bo dostałem od ciebie wzmiankę na Skypie. Słuchajcie słuchacze, dostałem wieści. Także powiedz, o co chodzi.
[01:28:11] - Znaczy no nie, po prostu będziesz za chwilę się denerwował generalnie.
[01:28:16] - Tam denerwował od razu.
[01:28:18] - Ale po prostu bardzo mi się nie spodobało, że zaatakowałeś właśnie tych coachów, dlatego że z polityką, po pierwsze z polityką w ogóle nie mają nic wspólnego. Po drugie z trenerami również, bo trener uczy pewnych umiejętności, a coach pomaga tylko wspierać. Jest takim tylko przydupasem u twojego boku. To ty wybierasz sobie narzędzia. On ci daje jakiś zestaw narzędzi i ty sobie wybierasz narzędzia, jakimi ty chcesz z nim pracować tak naprawdę. I on ci tylko odblokowuje ten obszar w tym życiu. On ci nie mówi, że ty będziesz cudowny, bogaty, mądry i tak dalej, i tak dalej. On ci tylko pomoże coś zauważyć, jakąś metaforę gdzieś tam ci wboli, żebyś tam gdzieś ruszył po prostu w jakąś stronę, żebyś po prostu w tej pewnej dziedzinie, czy zawodowej, czy tam jakiejś prywatnej, miłosnej, czy tam jakiejś innej, żebyś mógł po prostu ruszyć do przodu. I tylko na tym jego rola polega. On nie jest jakimś twoim wielkim mentorem, nauczycielem i tak dalej.
[01:29:10] - Ja mam taką refleksję związaną z tym właśnie coachingiem, ale to jest refleksja jakby tego coachingu, który ja tu obserwuję w tak zwanym świecie zachodnim, bo w Polsce nie mieszkam, także nie mam pojęcia, jak to wygląda w Polsce, ale akurat podejrzewam, że wygląda tak samo. Moim problemem z tym i dlaczego w ogóle tego nie uważam za jakiekolwiek rozwiązanie, jest to, że to ciągle jest sytuacja, że ktoś ci mówi co masz, niejako daje ci zestaw narzędzi, a w rzeczywistości kiedy na przykład bierzesz takie MDMA albo bierzesz taką ayahuascę, albo takie LSD, albo psylocybinę, sam wchodzisz do siebie, sam jesteś ze sobą i sam budujesz swoje własne narzędzia i sam wiesz, jak siebie ogarniać. To jest tak istotne, bo dzięki temu nie ma już powrotu do sytuacji, która była wcześniej. To jest jedyna metoda na to, żebyś naprawdę mógł to przeskoczyć. Taka jest moja opinia.
[01:30:02] - Tylko zobacz, ja troszeczkę inaczej na to spoglądam, biorąc pod uwagę teraz słuchaczy jeszcze dodatkowo. Dajmy po prostu ludziom możliwość wyboru. Niech spróbują sobie jednego, drugiego, trzeciego i czwartego. Okej, to nie pasuje-
[01:30:16] - Nie, absolutnie.
[01:30:17] - Albo niech zasymilują niech wszystko na przykład. I eklektycznie, tak jak ty sobie z medycyny wziąłeś, niech sobie coś tam wybiorą z jakiegoś coachingu, z jakiegoś tam stosowania substancji psychoaktywnych.
[01:30:27] - Powiem tak: jedyny coaching, który ja osobiście uznaję, to jest mój własny coaching w stosunku do mnie. Rozumiesz? To jest jedyny, który działa, ponieważ jestem jedynym facetem, który zna tego faceta, z którym ma do czynienia, ale naprawdę go zna. Ja wiem, kiedy ten facet próbuje ściemniać, kiedy próbuje uciekać, kiedy próbuje nie do końca załatwić sprawę, kiedy coś nie dopowiada. Jestem jedynym człowiekiem, który wie, co się ze mną dzieje. Próba przekazania tego wszystkiego komukolwiek z zewnątrz jest z góry skazana na porażkę, ponieważ musiałbym zacząć teraz opowiadać całe swoje życie. Rozumiesz? Wszystkie te historie. To, co lubię u dobrych szamanów, to jest jedna elementarna rzecz. Oni nie są coachami.
Słuchaj, oni naprawdę nie są coachami. Oni są tylko po to, żebyś w kryzysowej sytuacji, kiedy sam masz problem jakby ze skonsolidowaniem swojej własnej osobowości, bo odbywa się potężna transformacja w tobie, żeby po prostu dać ci otuchy, nic więcej. Ale żaden z nich nie da ci narzędzi, żaden z nich nie da ci nic po prostu. Oni mówią ci jasno i wyraźnie: „Słuchaj, po prostu to jest sprawa, którą masz sam ze sobą i musisz ją sam ze sobą załatwić”. I to jest, myślę, jedno z największych oszustw cywilizacji współczesnej, że my oszukujemy się nawzajem, że ktoś za nas coś załatwi. Ten świat, w którym żyjemy, jest efektem takiego myślenia. Taka jest moja opinia.
[01:31:50] - A ja ci tak jeszcze powiem z ciekawości, że właśnie o tym efekcie znaczy ja wiedziałem, ale zdziwiłem się, bo powiedział mi o tym facet, w ogóle farmaceuta, żeby było śmieszniej i zabawniej w ogóle.
[01:32:05] - Ja poszukam tego odcinka. Za chwilę wam być może powiem. Słuchajcie, gnajcie do archiwum Hiperprzestrzeni. Tam jest cały odcinek na temat korporacji farmaceutycznych i tam jest bardzo dużo na temat placebo, bo się okazuje, że około 80% substancji, które sprzedaje nam się w aptekach działa tylko na zasadzie placebo. I korporacje farmaceutyczne to wiedzą.
[01:32:27] - Jeszcze cię teraz pocieszę. Mit musieli niestety WHO, Światowa Organizacja Zdrowia obalić. Okazało się, że wegetarianizm nie tylko nie jest chorobą psychiczną, bo tak uważano w ogóle.
[01:32:39] - Tak, to prawda.
[01:32:42] - Nie tylko nie jest, nie tylko nie szkodzi organizmowi, ale się okazuje, że większość chorób, na przykład pewnego rodzaju alergie, 70% chorób wspiera ich leczenie, pomaga. Ludzie wychodzą z jakichś dziwnych rzeczy, mają dobrą odporność, nie chorują tak często na przykład, nie mają jakichś tam alergii i tak dalej.
[01:33:01] - Ja nie jem mięsa od już dawna.
[01:33:03] - Tylko wiesz, chodzi o to, żeby wyeliminować też gluten i generalnie, żeby wyeliminować zboża i przetwory mleczne też. To też o to chodzi, bo podobno to też ma wpływ na to, żeby na przykład mleko roślinne spożywać.
[01:33:20] - Ja akurat czasami mleka używam. Przyznam się szczerze. Mieszkam w Anglii, w kraju, gdzie się robi tak zwaną builders tea, czyli czarną mocną herbatę z mlekiem. I czasami do kawki. Rzadko kiedy lubię czarną kawę, ale czasami. Wiem, o czym mówisz. Absolutnie się zgadzam. To nie są aż tak zdrowe substancje. Gluten nie jest toksyczny dla organizmu, tylko dookoła jest tyle tego glutenu, że my przeginamy pałę z tym wszystkim. I na tym polega cały problem.
Ale szczęśliwie mamy takich ludzi jak pan Jan Taratajcio, którzy mają te zapery. Także możemy sobie czasami normalnie zjeść, nawet jeżeli lubisz białe pieczywo. Ja czasami sobie lubię dobre francuskie pieczywo i od tego mam zaper, żeby mnie doprowadził czasami do... Nie czasami, żeby mnie pilnował w tym zdrowiu. Dokładnie.
[01:34:15] - Ja po prostu wiem, że są tacy ludzie, znam takich ludzi, a sam niestety w ogóle się nie stosuję. Kiedyś nawet pisaliśmy na czacie, napisałem ci co jem.
[01:34:24] - Wielki teoretyk. Pamiętam, że mi napisałeś. Ja nie będę mówił tego, cytował. Sam pochwal się ludziom.
[01:34:30] - Co? Że konserwy z puszki?
[01:34:31] - Dokładnie. Przerażające. Ja nawet pomidorów z puszki nie kupuję. Rozumiesz takie rzeczy. Nie, ty sobie wybieraj. I to jeszcze takie, żeby były prawdziwe, żeby nie były tego samego koloru.
[01:34:41] - Tylko że wiesz, ja teraz wiem, przynajmniej w 40, 50 przyczyna moich problemów zdrowotnych w czym jest. Właśnie, bo jesteś tym, co zjadasz.
[01:34:51] - Dokładnie.
[01:34:52] - No i ja się dziwię.
[01:34:53] - Słuchaj, a teraz druga połowa. Jedna połowa jesteśmy tym, co jemy, a druga połowa jesteśmy tym, co myślimy.
[01:34:59] - Też.
[01:34:59] - To jest ta dynamika życia. To jest często przekazywane do tej pory w tych wszystkich różnych kulturach. To jest symbol yin i yang. To jest kwestia z energią związana, że energia podróżuje z góry na dół albo z dołu do góry. Generalnie zawsze są, my to nazywamy plusem i minusem w naszej cywilizacji, ale dokładnie chodzi o tą samą sytuację, że mamy z jednej strony i z drugiej strony. I moim zdaniem to jest właśnie to połączenie, że z jednej strony zależy dużo od tego, co jemy i jak o siebie dbamy, ale dzisiaj, jak robimy to teraz, bo tak naprawdę to będzie nasz jutrzejszy dzień, do którego być może dożyjemy i to, jak myślimy, to będzie to, jak to jedzenie, to wszystko, jaką energię nam da tego następnego dnia. Ba, jest nawet jeszcze lepiej dla nas i to jest cudowny news. Jeżeli dbam o siebie, to konsekwencje tego dbania są natychmiast prawie że. To nie jest coś, na co trzeba czekać nie wiadomo kiedy, jak długo. To pojawia się natychmiast.
Ta zmiana jest od razu. To jest tu i teraz, tak jak w życiu.
[01:36:03] - Na planie mentalnym oczywiście.
[01:36:05] - Dokładnie. No ale stąd się wszystko bierze. Bez koncepcji w głowie nie ma materializacji tej koncepcji. Tak mi się wydaje.
[01:36:15] - Generalnie to ja bym też tak nie przesadzał. Po prostu trzeba byłoby sprawdzić i się przekonać, czy to działa, czy nie. Ja sobie mogę teoretyzować.
[01:36:24] - Ja tu podnoszę dwa palce niczym harcerz i ja sprawdzam na sobie na co dzień. Dokładnie.
[01:36:31] - Okej, ja dziś nie będę już więcej zabierał czasu.
[01:36:33] - Dzięki wielkie za to, że się odezwałeś.
[01:36:35] - Audycji nie na temat. Ja nie wypowiadam się w temacie audycji w sumie.
[01:36:39] - Ale właśnie idealnie. Myślę, że akurat to jest idealnie w temacie audycji, bo jest to też związane. Bo to, o czym dzisiaj mówię, to jest dokładnie ta polaryzacja, że część z nas ludzi mieszkających na tej planecie za chwilę otworzy puszkę Coca-Coli, wrzuci tłustą kiełbachę na ruszta, zrobi wszystkie te szalone rzeczy, popije browarem i być może jutro walnie kopytami w kalendarz. Rozumiesz pan. A my? A my sięgniemy po coś zdrowego do jedzenia i nie otworzymy tej puszki Coca-Coli, nie obejrzymy sobie tego meczyku w telewizji pięściarskiego czy piłki nożnej, czy cokolwiek tam będzie. I myślę, że dzięki temu, jak się obudzimy jutro, będziemy naprawdę rześcy i owocowi. Ba, już jesteśmy rześcy i owocowi teraz dzięki temu. To jest historia. I myślę, że warto o tym pamiętać.
Myślę, że twój akurat telefon jest idealnym podsumowaniem, bo wszystkie te sprawy, które się na co dzień wydają takie bardzo ezoteryczne, takie z kosmosu, że to jest teoria, to nie jest teoria. To wszystko de facto dotyczy dnia codziennego i sprowadza się-
[01:37:43] - Jest inny problem. Nie ma obecnie aparatury i narzędzi naukowych, które by były w stanie uściślić to, jak by to powiedzieć eksperymentalnie. Aha, to faktycznie działa, bo mamy to potwierdzenie takie.
[01:37:57] - Słuchaj, mamy urządzenia. Powiem ci, że mamy urządzenia. Jest fotografia kiriałowska czy kiriałowa.
[01:38:04] - Tak jest. Znam temat, ale jest nieuznawana przecież w świecie nauki.
[01:38:06] - Wiesz co, sobie mogą nie uznawać. Ja widziałem Noama Chomsky'ego, który mówi, że ten język nie istnieje. A po chwili kamera pokazywała tysiące ludzi nad Amazonką, którzy mówią w tym języku. Także to, że ktoś sobie tam mówi, że nie ma, to sobie niech mówi. To jest jego problem.
[01:38:22] - Ja takimi rzeczami to już się zainteresowałem, zajmowałem już, kurwa, ja wiem, ile będzie, z 15 lat? No nie, przesadziłem. Może z 10. Lat do tyłu, to jeszcze nie było takiego internetu, żeby radio internetowe istniało. Ale fotografia kilianowska istnieje już od dawna.
[01:38:38] - Od chyba 50 lat, więcej, chyba 70 lat prawie. Chociaż nie wiem. Słuchajcie, ja nie pamiętam nigdy dat. Będzie o tym też między innymi w syntezie, ale to inna historia. A my dalej słuchamy, słuchaczy „Hiperprzestrzeni”. Dobiegamy do końca tej „Hiperprzestrzeni”. Także dziękuję serdecznie za telefon. Jest to naprawdę sympatyczne, rewelacyjne podsumowanie, bo to sprowadziło sprawy do właściwego punktu, że tak naprawdę musimy zadbać o siebie tu i teraz, jeżeli chcemy, żeby świat zadbał o nas.
[01:39:07] - Jeszcze ci na koniec mogę coś powiedzieć. Taką bardzo krótką historyjkę od tego farmaceuty też usłyszałem. Odnośnie nowotworów. Okazuje się, że gdzieś tam w klinice nowotworowej zrobili takie coś. Dziecko chyba jakieś jedno zrobiło coś takiego, że sobie wyobrażało, do „Gwiezdnych Wojen” to odniosło. Wyobrażało sobie, że komórki rakowe to jest, ja się nie znam, bo nie oglądam filmów, jakaś Gwiazda Śmierci. Nieważne. I że walczy, co tam sobie wyobrażało, że walczy z tą Gwiazdą Śmierci i w pewnym momencie wychodzi na spotkanie, a tej Gwiazdy Śmierci tam nie ma w ogóle w tym śnie. To był jakiś taki albo świadomy sen, albo takie mocne zrelaksowanie się po prostu. No i jej nie ma.
I co teraz? Poszedł na wyniki. Okazało się, że nie ma guza w ogóle, a to był guz mózgu chyba czy coś takiego.
[01:40:01] - No proszę.
[01:40:01] - To taka końcówka w sumie ode mnie.
[01:40:04] - Ciekawe. Dzięki wielkie.
[01:40:06] - No hej.
[01:40:06] - Dzięki wielkie za telefon. Hej! Słuchajcie, to był słuchacz. Na koniec myślę idealnie podsumował tą całą opowieść. Dokładnie myślę, że chodzi po prostu o to, żebyśmy robili fajne rzeczy na co dzień i że jeżeli chcemy mieć fajne jutro, to dobrze, żebyśmy zadbali o fajne dzisiaj. Do tego się to wszystko sprowadza. Jest to tak proste jak schemat Zepa i wszelkie te kombinacje, wszelkie te pouczania, mądre książki, tomy na półkach, godzinne wykłady, prelekcje, kładzenie po prostu rąk na głowach. Wszystkie te historie. Guys, nice. To wszystko jest nice.
To wszystko jest na pewno potrzebne. Ma to na pewno jakiś swój sens i porządek. I tak dalej. Ale pierwsza elementarna sprawa, bez której ten samochód zwany naszym życiem czy pojazd po prostu nie pojedzie dalej w normalny sposób, to jest po prostu kwestia robienia tego tu i teraz tak, żeby było okej. To wszystko. Także pamiętajmy, że to, co robimy dzisiaj, jest dokładnie tym, co spotka nas jutro. I to była dzisiejsza „Hiperprzestrzeń”. Dziękuję wszystkim serdecznie za słuchanie. Peace and love kochani! Trzymajcie się.
Zapraszam na kolejne odcinki. Ta-dam!