Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Para radio. Poznajemy nieznane. Jedyna taka audycja w grudziądzkim radiu internetowym i Radiu Paranormalium. Serdecznie zapraszam. Arek Paterek. Para radio poznajemy nieznane. Witam serdecznie, Arek Paterek z tej strony. Moi drodzy, dzisiejsza audycja jest bardzo zaskakująca dla was, jak i dla mnie. Dla mnie ta audycja jest zaskakująca z tego powodu, bo wczoraj, mniej więcej o tej samej godzinie, chyba dokładnie 24 godziny temu, odebrałem telefon od mojego dzisiejszego gościa i w grzecznym tonie, acz w żołnierskich słowach powiedział mi, że nagrywamy ten program. No i tak to jest audycja zaskakująca jak zwycięzca ostatniej Eurowizji.
No i mój dzisiejszy gość też do niedawna przynajmniej, bo nie wiem, jak to wygląda teraz kojarzony jest z brodą, a witamy naszego gościa, czyli Przemka Kossakowskiego. Witaj Przemku.
[00:57] - Witam, witam.
[00:59] - No właśnie Przemku, tak się złożyło, że długo czekaliśmy. Słuchaj, moi widzowie mnie już męczyli i pytali. Widzowie, jeszcze nie widzowie. O widzach później powiem. Słuchacze mnie męczyli i pytali, kiedy znowu ten Przemek u ciebie zawita. Miałem już suszoną głowę. No ale w końcu udało się i jesteśmy na wizji, a raczej na fonii.
[01:17] - No znaczy, jeżeli ja, jeżeli ja mogę tu powiedzieć coś poza tobą, to chciałbym, żeby to zostało powiedziane oficjalnie, że faktem jest, że umawialiśmy się już od dłuższego czasu na tą rozmowę i tak naprawdę została, była ona za każdym razem oddalona w czasie i nie będę ukrywał, że to ja za każdym razem dawałem ciała i gwiazdorzyłem i to wszystko było odwlekane. I wczoraj naprawdę mając akurat parę, widziałem, że mam trochę wolnego, więc zadzwoniłem rzeczywiście do Arka i zażądałem, żebyśmy przeprowadzili tą rozmowę, bo mam to jako wyrzut na sumieniu i zależało mi na tym po prostu, żeby się wywiązać. Także dziękuję za wyrozumiałość.
[01:48] - Nie ma za co. Mam nadzieję, że nie jestem tylko wyrzutem sumienia. No ja ciebie już też właściwie nie ciebie, ale naszą rozmowę skreśliłem. No i powiem szczerze zaskoczyłeś mnie bardzo miło wczoraj wieczorem, bo oglądałem mecz i nie byłem zbyt miło zaskoczony tym, co pokazywali nasi reprezentanci. No ale tak to bywa. Dobra Przemku, zacznijmy tą właściwą część naszej rozmowy, bo ostatnio rozmawialiśmy o, o tych twoich podróżach po Polsce i po Ukrainie. Rosji wtedy jeszcze nie oglądałem. Na Rosję musiałem odczekać. No i słuchaj, powiem ci szczerze, że sezon rosyjski zrobił na mnie duże wrażenie, ale nie tylko tym, że odwiedzałeś tych uzdrowicieli, znachorów, ale też tym, że pokazywałeś tam piękne obrazki. Chyba nie tylko te metody leczenia są dla ciebie ważne teraz w tym, co robiłeś ostatnio w „Szóstym zmyśle”.
[02:39] - Tak, tak, to cały czas to jest, cały czas to się zmienia wszystko i to ma taką dynamikę, której ja nie do końca jestem w stanie przewidzieć. Ale rzeczywiście to po prostu za każdym razem wszystkie te wyjazdy są inne. I ta Rosja rzeczywiście była wyjątkowa. I ja teraz już w tej chwili, bo rozmawiam z tobą z perspektywy wyjazdu z wyjazdu na Bałkany, który się odbył między naszymi rozmowami. I wiem, że Rosję, Rosję, tak zresztą samo jak Ukrainę, bardzo trudno będzie przeskoczyć. Jeżeli chodzi o obrazy, to też jest sprawa tego, że jak wiadomo, pierwszy sezon właściwie to była chałupnicza robota. Robiłem to tylko ja i Swieta. Swietłana, która w tej chwili jest producentem i reżyserem, a wtedy ona była praktycznie pracownicą biurową. Ja byłem człowiekiem z chodnika, więc my po prostu zrobiliśmy to jakąś taką naprawdę bardzo nadrabialiśmy entuzjazmem. Na Ukrainę pojechaliśmy już z chłopakami, z którymi jeździliśmy, jeżdżę do tej pory i wydaje mi się, że na Ukrainie nastąpiło, nastąpiło coś, co można było nazwać kalibracją nas, że my się tam obwąchiwaliśmy, zgadywaliśmy się, chłopaki też musieli się wdrożyć, bo to dosyć specyficzny, specyficzny rodzaj pracy.
Pracować z uzdrowicielami, z jasnowidzami i tak dalej. I rzeczywiście wydaje mi się, że jeżeli chodzi o formę, taką właśnie obraz, to to wszystko jakby zbiegło się w tym momencie, w którym byliśmy w Rosji. I to rzeczywiście, bo, bo tutaj i operatorzy już wiedzieli dokładnie, czego, czego chcemy. Tak samo, tak samo ludzie, którzy pracują przy montażu. Plus do tego pojawiło się parę nowinek technicznych, które zostały przez nasz team bardzo łatwo i szybko przyswojone. No i to dało taki efekt, jaki, jaki dało. Czyli tak, jak wygląda Rosja.
[04:32] - No ja ci powiem te, ta podróż, szczególnie koleją transsyberyjską, cała Rosja. Powiem ci no, moi rodzice wychowali mnie inaczej, ale tak po ludzku, ale serdecznie i z życzliwością. Ja ci bardzo zazdroszczę, że to wszystko widziałeś i że to wszystko mogłeś przeżyć. Naprawdę to było coś fantastycznego i oglądało się to jakby dwa programy w jednym. Tą twoją podróż i właśnie te wizyty.
[04:51] - Tak, tak, tak.
[04:51] - Znachorów. Naprawdę powiem, że na mnie to wywarło bardzo, bardzo pozytywne i duże wrażenie.
[04:58] - Rzeczywiście, bo to była też nasza intencja właśnie, żeby odejść tylko od sensu stricto pokazywanie uzdrowicieli, tylko wprowadzić w to element drogi, który zawsze, zawsze sam w sobie jest atrakcyjny. I wydaje mi się, że nam się to udało. I muszę powiedzieć, że rzeczywiście ja czasem sam sobie zazdroszczę tego. Chociaż z drugiej strony trzeba też pamiętać, że praca i realizacja takiego programu to jest też w gruncie rzeczy wyrobnicza praca, gdzie jesteśmy pod niesamowitym ciśnieniem, bo jak wiadomo, jeżeli nie zarejestrujemy czegoś dziesięć tysięcy kilometrów od Polski, to nikt nam nie da potem pieniędzy, żebyśmy wracali na dokrętki. Tak więc mamy po prostu to jest, to jest duże obciążenie psychiczne. I druga rzecz to pewnie jeszcze będziemy mówili o obciążeniu psychicznym w kontekście Rosji. A druga rzecz to jest taka, że, że jest to po prostu nawet fizycznie męczące, jeżeli codziennie budzimy się w innym miejscu o siódmej rano, a kładziemy się o dwudziestej trzeciej wzwyż, o dwunastej, pierwszej, drugiej, trzeciej nie dosypiamy, to po prostu po takich dwudziestu dniach to naprawdę. To też pokazuje, że mam bardzo dobrych ludzi dookoła siebie, ponieważ nigdy nie zdarzyło się przesilenie, a łatwo sobie to wyobrazić, że po prostu rzucamy się sobie do oczu, prawda? Natomiast tutaj po prostu oczywiście są momenty jakieś wybuchowe, ale jesteśmy w stanie to jakoś cywilizacyjnie ogarnąć.
[06:17] - Wiesz co, może takie głupie pytanie, ale często się pojawia i ja to słyszę też od ludzi od, spotkałem się w internecie z takimi pytaniami czy ty mówisz po rosyjsku? Bo momentami widziałem, że po rosyjsku coś tam wrzucałeś, jakieś wstawki. Czasem się myliłeś, ale czy ty potem po rosyjsku potrafisz się dogadać?
[06:36] - Trudno mi odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, ponieważ w tej chwili jestem w stanie się dogadać. Kiedy jechałem do Rosji, to mój stan posiadania rosyjskiego był taki, który się zatrzymał na poziomie liceum i on wtedy nie był zbyt imponujący. W związku z tym na planie regularnie tłumaczyła mi właśnie Swietłana, która jest Ukrainką i zna ukraiński i rosyjski. Natomiast to, co jest pokazywane w tym programie, to nie jest zafałszowanie. Naprawdę bardzo jestem ciekaw ludzi i ich się nie boję w tym sensie, że bardzo często mam taką postawę, że ja zaczepiam ludzi, po prostu chcę z nimi porozmawiać i tak dalej. I to powoduje, że ja cały czas tam starałem się dogadać i nawet nie wiedzieliśmy, kiedy to się wydarzyło. Ale w pewnym momencie była taka sytuacja, że nagle się okazało, że ja przeprowadzam sam całe rozmowy. Swieta zupełnie zapomina, że ma tłumaczyć, bo ja sobie zupełnie daję radę. Dlatego mówię, że w tej chwili już umiem, ponieważ ostatnio, kiedy nagrywaliśmy zdjęcia dwa miesiące temu w Belgradzie i trafiliśmy tam na jasnowidza Lwa, który był ukraińskim Żydem, tylko mieszkał w Belgradzie, to praktycznie całą rozmowę z nim przeprowadziłem bez pośredniczenia tłumacza. I to prawdę powiedziawszy spowodowało, że zaimponowałem sam sobie.
[07:58] - Czy to był ten jasnowidz, którego wypytałeś o polityków i odcinek został wyemitowany pewnie tak przypadkiem, ale w tym okresie przedwyborczym?
[08:06] - Nie, tak to się złożyło. To nie była kalkulacja, to nie była zupełnie kalkulacja. Zresztą przedtem była poranna rozmowa w tym paśmie śniadaniowym, telewizyjnym i byłem zaskoczony, że zdecydowali się poruszyć ten temat, bo kiedy proponowaliśmy im to, to powiedzieli, że nie są zainteresowani, ponieważ polityka to jest śliski temat. Zbliżają się wybory, więc oni woleliby tego nie dotykać. A jak przyszło co do czego, raptem okazało się, że cała rozmowa dotyczyła tylko i wyłącznie tego, co Lew powiedział na temat Kaczyńskiego i rozpętała się jakaś w ogóle pyskówka między prawą a lewą stroną. Rzeczywiście w Polsce tematy polityczne są dosyć karkołomne, nawet jeżeli chce się podać je w sposób z przymrużeniem oka, bo tak naprawdę przecież w tym materiale wyraźnie mówiliśmy, że nie jest to rzecz, którą należy się specjalnie przejmować.
[08:56] - Słuchaj, zostawiając już motyw drogi, motyw podróży przez Rosję. Do motywu podróży przez Bałkany wrócimy, ale teraz pomówmy troszeczkę o tych uzdrowicielach. O tych ludziach, których odwiedziłeś. Słuchaj, dałeś się pogryźć pewnej babci.
[09:14] - Dałem się pogryźć. Tak, dałem się pogryźć szeptunce. Szukaliśmy ją naprawdę dobrych parę dni. To znaczy nie tak, że cały czas poświęciliśmy na szukanie. Oczywiście cały czas odwiedzaliśmy innych uzdrowicieli. Mamy taką zasadę, że jeżeli przynajmniej jednej rejestracji dziennie nie zrobimy, to wpadamy w złe nastroje. No i mieliśmy cały czas tą szeptunkę Sławę w tyle głowy, że jest ktoś taki w okolicy. No cóż, ja spotkałem się już z wieloma szeptunkami. W gruncie rzeczy tak naprawdę, jeżeli poruszamy się w obrębie kultury słowiańskiej, to one zaczynają być podobne do siebie, jeżeli chodzi o sposób, w jaki działają. Można powiedzieć, że na wschód od naszej granicy po prostu zaczynają się pojawiać świece cerkiewne.
Natomiast cała reszta jest w gruncie rzeczy bardzo podobna, czyli czytanie klątwy z jajka, które jest wbite do wody, używanie do tego atrybutów religijnych etc. Natomiast raptem dowiedzieliśmy się o szeptunce, która wygryza choroby. To było dla nas jakieś objawienie, coś zupełnie nowego. Nie spotkaliśmy się z tym ani przedtem, ani potem. W gruncie rzeczy mam wrażenie, że Sława opracowała jakąś autorską metodę, chociaż ona twierdziła, że nauczyła ją tego matka, a jej matkę jej matka. Więc to jest taki ciąg pokoleniowy, który tak bardzo mnie zachwyca. Taki element połączenia i takiego rozciągnięcia w czasie. To było rzeczywiście bardzo dziwne, ona w ogóle nie chciała pokazywać tej metody, bo ona jest zarezerwowana naprawdę na takie poważne stany. To jest też częsty efekt, że ludzie, do których my przyjeżdżamy, w pierwszej chwili są trochę nieufni. Co nie jest niczym dziwnym, bo to wiadomo, jak media potrafią potraktować medycynę niekonwencjonalną i że czasem robi się materiał tylko i wyłącznie dlatego, żeby się z tych ludzi ponaśmiewać albo wskazać ich nieodpowiedzialność.
No ale jak pobyliśmy trochę, to szeptunka Sława zaczęła się do nas przekonywać. A takim punktem kluczowym było to, kiedy rozbiła jajko, mrucząc modlitwę nad moją głową i okazało się po raz kolejny, że mam klątwę. No i wtedy już nie było zupełnie gadania. Ona się tym strasznie przejęła. Kazała mi podciągnąć podkoszulkę i położyć się na brzuchu na metalowym łóżku, którego rama moim zdaniem pamiętała jeszcze carat. No i tam zaczęło się to wygryzanie i kiedy ja się kładłem, to tak prawdę mówiąc, nie powiem, żeby bez obawy to czynił, bo nie wiedziałem. Zakładałem, że mogę zostać pokąsany przez tą miłą staruszkę. Okazało się, że nie było to kąsanie, tylko było to coś, co gdyby była to młodsza, atrakcyjna kobieta, to uznałbym to za coś pieszczotliwego. Ale ponieważ była to osiemdziesięcioletnia staruszka, to wpadłem w takie schizofreniczne trochę rozedrganie i nie wiedziałem zupełnie, jak to traktować. Była to rzecz miła, ale mogę sobie wyobrazić, że mogło być jeszcze milsze.
[12:14] - No na pewno. Zanim przejdziemy dalej, ja sobie pozwolę na taką małą dygresję, bo wspomniałeś o tym rozbitym jajku jakiś czas temu. Nie wiem, było to może pół roku temu. Na pewno po tej naszej pierwszej rozmowie. W Grudziądzu miała miejsce dziwna sytuacja, którą opisywały lokalne media, gdzie do kogoś do domu przyszła osoba. Teraz już nie pamiętam, czy był to mężczyzna, czy była to kobieta, która Rzekomo leczyła za pomocą jajka. Odbyła seans z jajkiem nad głową osoby leczonej, po czym rozbiła to jajko, wlała je do szklanki. Skorupki powierzyła mężczyźnie, którego leczyła i poprosiła go, żeby on wyszedł i te skorupki zakopał u siebie w ogrodzie. Jak ta uzdrowicielka czy uzdrowiciel go poprosił, ten pan wyszedł, zakopał te jajka, po czym wrócił do domu. Okazało się, że został bez 3000 zł i bez uzdrowicielki.
W pierwszej chwili od razu pomyślałem o tobie i o twoich uzdrowieniach jajkami.
[13:17] - Jak teraz to też pomyślałem. Opisywałeś mi to i pomyślałem, że to jest typowe dla szeptunek, czyli że element jakiś, który został wyrzucony na stos dróg albo zakopany. Natomiast kiedy doszedłeś do momentu, że on wychodzi, to już wiedziałem, do czego to zmierza i pomyślałem wtedy dla odmiany: ciekawe, co by było, gdyby ktoś wskazał na przykład mnie jako pomysłodawcę tego rodzaju praktyk. Niesamowite. W Grudziądzu tak się zdarzyło?
[13:47] - Gdzieś w Grudziądzu czy pod Grudziądzem. Wydaje mi się, że jeszcze w obrębie naszego miasta.
[13:51] - Co za pomysł! W jaki sposób ten człowiek się skomunikował z tym uzdrowicielem? On do niego tak po prostu przyszedł?
[14:00] - Wiesz co, nie odpowiem ci na to pytanie. Gdybym może wtedy, kiedy była ta sprawa nagłośniona, jakoś zaczął węszyć, może bym na coś innego trafił. Ale potraktowałem to jako humoreskę. Co prawda troszeczkę tragiczną.
[14:15] - Bo to jest humoreska, chociaż dla poszkodowanego pewnie ponura. Fakt wykorzystania medycyny niekonwencjonalnej do okradzenia. Niesamowite. Ja to jutro Swietłanie muszę opowiedzieć.
[14:26] - Wracając do Rosji, już zostawiając ten mój Grudziądz nieszczęsny na marginesie. Może to jeszcze nie była Rosja z tego, co pamiętam. To był moment, kiedy dałeś się wręcz tym łomem potraktować i powiedziałeś takie fajne zdanie, które sobie aż zapisałem: „Zastanawiam się w takich chwilach, co ja mam w głowie?” Co masz w głowie, Przemku?
[14:46] - Tak. To jest rzeczywiście przygoda, którą ja traktuję jako jakiś taki krytyczny moment, bo ona mi uświadomiła, że ja sam z siebie generuję potencjalne niebezpieczeństwo dla siebie. Znaczy, że wychodzi ze mnie. Mechanizm z grubsza bym opisał w ten sposób, że to nie jest tak, że ja się nie boję. Bo wiem, że jest taka obiegowa opinia, że jestem wariatem, który pójdzie po wszystko i że ja nie czuwam lęku. To jest nieprawda.
[15:13] - Ja się spotkałem z takim określeniem, że twój program to prawie taki ezoteryczny „Jackass”.
[15:20] - Tak, można to tak powiedzieć. W istocie. Trudno, żebym polemizował. Coś w tym może być. Natomiast jest taka sytuacja, że ja po tej przygodzie, bo to był sezon rosyjski, ale my do tej Rosji jechaliśmy przez Krym. W tej chwili można powiedzieć, że przez Rosję niestety. I w każdym razie tam na Krymie spotkaliśmy tego człowieka, który leczył mnie, który zrobił mi masaż tymi dłutami. To było bardzo bolesne i to było właściwie coś, co urągało wszelkim zasadom fundamentalnym sztuki masażu kręgosłupa. Bo on wkładał mi, jak pamiętasz, te dłuta pomiędzy kręgi i powodował nacisk całym ciałem na to. Władimir od samego początku wyglądał podejrzanie, ponieważ ja tam siedziałem u niego w gabinecie.
Pamiętam, jak zwróciłem uwagę na termometr, który wskazywał 32 stopnie. Ja byłem w krótkich spodenkach i podkoszulce, a Władimir na cebulkę. I on miał na sobie bezrękawnik puchowy, pod tym miał polar, pod tym miał jeszcze jakąś bluzę, a spod tego wszystkiego tak z dekoltu wystawała mu jakaś kępka sierści. To wyglądało na kocią sierść. Przypomniał mi od razu mojego dziadka, który dawno, dawno temu, jak miał chore korzonki, to chodził z takim makabrycznym artefaktem, mianowicie ze skórą kota, którą owijał sobie w pasie. A na głowie jeszcze Władimir miał czapkę narciarską za dużą o dwa numery, a pod tą jeszcze jedną czapkę. On uważa, że to powinno mu zapewnić długowieczność. To oraz picie herbaty oraz unikanie kobiet. To są takie trzy rzeczy, które on wskazywał jako rzeczy, które są w stanie zapewnić mężczyźnie długowieczność.
[17:10] - To sobie długo nie pożyjemy.
[17:12] - No tak. Biorąc pod uwagę to wszystko, widząc go i słuchając, jak on widzi świat, to od razu powinien się zastanawiać, czy jest to człowiek, которому chciałbym w ręce dać swój kręgosłup. Bo jednak zdecydowałem się na to. I potem, kiedy on już to zrobił i kiedy to do mnie dotarło, to wtedy się zacząłem bać. To znaczy lekcja z tej całej makabrycznej przygody jest taka, że ja odczuwam lęk w nie do końca właściwych momentach. To znaczy po fakcie. Czyli po prostu jeżeli coś jest, to ja w to wchodzę. I rzeczywiście jest coś takiego, że mam wrażenie, że następuje we mnie taki mechanizm jakiegoś uwiedzenia emocjonalnego. Że jest i ja po prostu: „Dobra, nie ma sprawy”. Wchodzę, siadam, gość wkłada mi między kręgi dłuto, naciska.
Wszyscy słyszą. Chłopaki za kamerami krzywią się, bo słychać trzask kości, a ja leżę dalej i gość robi mi to raz, drugi, trzeci, dziesiąty. Ja potem wychodzę, nagrywam komentarz, wsiadam do busa i się zaczynam zastanawiać: „Cholera, co ja zrobiłem?” Co to za idiotyzm jest? Bo niektóre rzeczy, które robią wrażenie na ludziach w tym cyklu, tak naprawdę nie są tak bardzo niebezpieczne. Ludzie być może oglądają to albo ja to tak traktuję. W każdym razie nie. Faktycznie one w mojej ocenie nie są w stanie zrobić mi krzywdy. W przypadku Władimira to, na co sobie pozwoliłem, potencjalnie było bardzo dla mnie niebezpieczne i to spowodowało, że tak naprawdę pierwszy raz z troską pomyślałem o sobie. Ponieważ jak nie myśleć z troską o sobie, jeżeli największym zagrożeniem dla kogoś jest on sam? A ja tak wtedy siebie zrozumiałem.
[18:51] - To tak z perspektywy czasu, jakbyś miał odpowiedzieć na to pytanie, co masz w głowie? Jak myślisz?
[18:56] - Co ja mam w głowie? Nie wiem. Tym bardziej że ostatnio, w tej chwili, tutaj z owianą mgłą tajemnicy, nie mogę zbyt wiele na ten temat mówić. W każdym razie pracuję przy innym projekcie, który jest wykręceniem tej ekstremalności o poziom wyżej. I jestem tutaj poddawany bardzo dużym obciążeniom psychicznym, fizycznym też i patrzę, co to robi ze mną. I w tej chwili na pewno nie jestem w stanie jednoznacznie powiedzieć, co ja mam w głowie, ale zaczynam podejrzewać na przykład, że zaczynam uzależniać się od silnych emocji, co jest rzeczą, która nigdy by mi nie przyszła do głowy, bo ja naprawdę przez większość czasu prowadziłem bardzo spokojny, zrównoważony i wyprany z większych emocji i wzruszeń tryb życia. Natomiast w tej chwili nie dość, że ta dynamika życia moja bardzo się zwiększyła, to jeszcze robię rzeczy, które są dziwne, przynajmniej są dziwne. Nie zawsze są niebezpieczne, ale zawsze są dziwne. I zauważam, że to w jakiś sposób mnie uwodzi, że po prostu czuję się w tym bardzo dobrze. Im bardziej jestem poddany jakiemuś przeciążeniu psychicznemu czy fizycznemu, to jakkolwiek samo w sobie to może nie jest przyjemne, to potem czuję się znakomicie.
Więc naprawdę się zastanawiam, kiedy wyląduję u jakiegoś psychologa.
[20:25] - Wiesz co, wyskoczyła mi kolejna dygresja-
[20:27] - Albo u szeptuna.
[20:28] - Której w ogóle nie chciałem poruszać, bo wstępnie, kiedy mieliśmy nagrywać, to ten temat był wszędzie. Wydawało mi się, że jest troszeczkę passé, ale jak już wspomniałeś o Ukrainie, o Krymie, ty jako osoba, która tam spędziła trochę czasu w ostatnich miesiącach czy też latach, jak możesz się odnieść do tej sytuacji, która tam nastąpiła?
[20:51] - Mi jest strasznie przykro. Zauważam, że ja chwilami po prostu uciekam od tego tematu, bo uważam, że oddaliśmy Rosjanom cały ten region. My, mówię jako wspólnota międzynarodowa, uznaliśmy to, że oni sobie roszczą i powiększają swoje strefy wpływu. I ta pasywność reszty świata jest dla mnie porażająca. Tym bardziej że nie patrzę na to jako polityczny analityk, tylko jak człowiek, który był tam, poznał ludzi. Tak naprawdę Ukraińcy strasznie mnie ujęli. Nie no, powiedzmy sobie szczerze, potem byłem w Rosji. Rosjanie tak samo. Natomiast pamiętam, jakie pierwsze dni na Ukrainie zimą wtedy były dla nas wstrząsem, bo my tam jechaliśmy nie bez obawy. Wiadomo, że historia między nami była chwilami bardzo trudna, chwilami była makabryczna, bardzo brutalna.
I pamiętam taką sytuację, jak na przykład chyba pierwszego czy drugiego dnia, pierwsze dni zdjęciowe na Ukrainie zimą i my raptem wylądowaliśmy we Lwowie w knajpie, która była zrobiona na wzór Sotni UPA. Wszyscy kelnerzy chodzili w strojach paramilitarnych, mieli przewieszone przez ramiona karabiny maszynowe i my po prostu: „Gdzie my wylądowaliśmy?” Wszyscy pijani zresztą. Okazało się po prostu, że każdy, który się tam dowiadywał, że my jesteśmy Polakami, musieliśmy uciekać z tego powodu, że gdybyśmy nie uciekali stamtąd, to byśmy nie przeżyli tego, ponieważ każdy chciał stawiać nam wódkę. Byliśmy zszokowani. To, że jesteśmy z Polski, wywoływało taki entuzjazm, że prawdę mówiąc, to, że jest się Polakiem, o wiele większy entuzjazm wywołyuje na Ukrainie niż w Polsce. Takie mieliśmy wrażenie. I potem, już latem, pojechaliśmy na ten Krym, gdzie na przykład poznałem krymskich Tatarów, którzy tak naprawdę, jeżeli chodzi o ich tożsamość, nie są ani Rosjanami, ani Ukraińcami. Oni są bardzo odrębni.
[22:57] - Oni są Tatarami.
[22:59] - Oni są Tatarami. Oni mają, jeżeli można powiedzieć, jakąś więź, jaką oni czują, to bardziej czują z Turcją, gdzie jeżdżą się uczyć i gdzie jest to jakieś takie połączenie na bazie religii chociażby. W każdym razie myślę o nich. Tam była jakaś bardzo dziwna sytuacja, bo my szukaliśmy tego imama i spotkaliśmy go zupełnie przez przypadek, bo okazało się, że on się dowiedział od sklepowej, która zadzwoniła do niego, że my go szukamy. Wyszedł i nas znalazł sam. To był początek, miał nastąpić ramadan i była taka rozpoczynająca ten post kolacja uroczysta, to znaczy kolacja, na której wszyscy się najadali, a potem się zaczynał ramadan. Jesteśmy zaproszeni. Siedzieliśmy tam u nich, oni podzielili się z nami jedzeniem, chcieli, żebyśmy tam spali. Byli nieprawdopodobnie serdeczni. I cóż, dwa tygodnie temu mniej więcej zadzwoniliśmy tam do Osmana właśnie.
No i co? Oni mówili, żebyśmy się nie przejmowali, że wszystko jest dobrze, ale ja słyszałem, że oni się po prostu zwyczajnie boją. Tym bardziej że parę dni wstecz akurat znaleziono jakiegoś Tatara, który został zabity w bardzo brutalny sposób, miał na ciele ślady tortur. Skończę tak, jak zacząłem tę całą przydługawą być może kwestię, że mnie to martwi, jest mi bardzo przykro i myślę o tym. Ale patrzę na to, co się dzieje, nie mam specjalnej nadziei. I tym bardziej mi jest przykro, bo uważam, że każdy tak naprawdę z nas jest współwinny, bo powinniśmy jakiś ruch oddolny zrobić, naciskać na rządzących. Nie wiem. Nie mam pojęcia. Nie jestem politykiem, nie zajmuję się tym, nie znam się na tym. Natomiast tak zwyczajnie, po ludzku jest mi żal.
[24:51] - W trakcie tej podróży, szczególnie tej drugiej, zetknąłeś się z kilkoma kulturami, z kilkoma religiami. Czy te różnice właśnie na Wschodzie są bardziej widoczne, czy może bardziej się zacierają?
[25:06] - To jest taka sytuacja, że to daje obraz takiej mozaiki po prostu, że to jest wszystko o wiele bardziej zróżnicowane i przez to bardziej ekscytujące. I to jest też duża różnica między Rosją a Bałkanami na przykład, bo jechaliśmy, jechaliśmy i jechaliśmy setki kilometrów. Najpierw samochód, potem pociąg. I te zmiany są niezauważalne. Po prostu któregoś dnia orientujesz się, że raptem dookoła ciebie siedzi bardzo dużo ludzi o mongoloidalnych rysach twarzy i raptem odkrywasz, że jesteś w Azji tak naprawdę. Że już minąłeś tą granicę, że mówią jeszcze wszyscy po rosyjsku, personel pociągu to Słowianie, ale tak naprawdę już jesteś w zupełnie innym żywiole. Widzieliśmy to w Rosji, gdzie najpierw przesunęliśmy się i zaznaczyła się strefa wpływu islamu. Pojawili się muzułmańscy uzdrowiciele. Spotkaliśmy się z nimi, pojechaliśmy dalej. Islam zaczął w pewnym momencie zanikać i przełamywać się przez takie jakieś lokalne wierzenia, które można powiedzieć, że im bardziej w stronę Bajkału, im bardziej w stronę Syberii, tym bardziej miały charakter kultów animalistycznych i szamanizmu.
A kiedy byliśmy już tam na miejscu, okazało się, że tam w tej chwili jest absolutnie renesans szamanizmu. Ludzie wszyscy tam wracają do wierzeń przodków. Zresztą to, co jest niesamowite w tym miejscu, nigdy nie zostały tak naprawdę przerwane przez jakąś inwazję cywilizacyjną, czyli przez cerkiew albo przez komunizm. Chociaż komuniści włożyli naprawdę bardzo dużo wysiłku, żeby wykończyć szamanów, ale im się na szczęście nie udało. I w tym miejscu oprócz szamanizmu dwie religie, które koegzystują tam ze sobą, to jest szamanizm i buddyzm. Więc my w przeciągu tych trzech tygodni przejechaliśmy naprawdę przez cały świat. Przemierzyliśmy kulturowo, religijnie. Wspomniałem o tej różnicy między Rosją a Bałkanami. Ona polega na tym, że na Bałkanach te zmiany, które obserwowaliśmy i które postępowały tak leniwie w Rosji, na Bałkanach rozgrywały się na przestrzeni setek kilometrów. Czyli jesteśmy w Chorwacji, gdzie wszyscy są katolikami.
Przeskakujemy do Serbii, gdzie wszyscy są prawosławni i tam nie ma czegoś takiego, że Serb będzie katolikiem, bo równie dobrze mógłby w tym momencie myśleć o emigracji. Chwilę potem jesteśmy w Kosowie, gdzie jest islam. Tak naprawdę te wszystkie religie można zwiedzić w ciągu jednego dnia, jakby się człowiek uparł. W Rosji było to inaczej. To było bardziej jednostajne, bardziej długie i przez to być może bardziej dostojne, bo Bałkany były po prostu takie zwariowane.
[27:51] - Od naszej ostatniej rozmowy od czasu do czasu jakoś się kontaktujemy, coś sobie piszemy, porozmawiamy troszeczkę. I wiesz, ja chciałem tak serdecznie, po prostu po ludzku Tobie pogratulować, ale nie wiem czy jest czego, bo tutaj było dużo mówione o dziecku i weselu i ja nie wiem, jak mam się zachować teraz.
[28:07] - No nie. Cóż, jak ja mam się odnieść do tego? To znaczy tak, od razu zaspokoję może Twoją ciekawość, może tych, którzy wiedzą, o czym mówimy w tej chwili. Więc nie odnalazłem jeszcze swojej córki, która mi została zapowiedziana. Najbardziej mi utknęła w pamięci... Dobra, to ja może od początku, dobrze?
[28:30] - Oczywiście.
[28:32] - Jak pracowałem w Polsce, jak się to wszystko zaczynało dwa i pół roku temu, miałem różnego rodzaju diagnozy. No i różnie ludzie mówili mi, że mam chory żołądek, chorą wątrobę. W każdym razie nie można było wyodrębnić z tych wszystkich diagnoz jakiegoś głównego nurtu.
[28:46] - I oczywiście legendarna prostata Kossakowskiego.
[28:49] - Do tego zmierzam. Kiedy pojawiliśmy się na Ukrainie, jedna z pierwszych uzdrowicielek, Lidia, mnie zamordowała, bo ona po prostu to była rekordzistka. Ona mi zdiagnozowała tyle chorób, że musiałem sobie to zapisać, bo bym nie zapamiętał. To wtedy był dla mnie taki test, że naprawdę pomyślałem wtedy, że gdybym był hipochondrykiem, to bym nie był w stanie realizować tego programu. Ale między innymi Lidia, ku uciesze całej ekipy mojej powiedziała, że: „Oj złociutki, ty zbadać swoją prostatę”. I ta prostata stała się słynną prostatą Kossakowskiego, moją klątwą. Ponieważ raptem się okazało, że odkąd Lidia to powiedziała, to pojawiła się jakaś nieprawdopodobna seria i cała Ukraina tak naprawdę była pod dyktando mojej prostaty. Ponieważ ja słyszałem dwa razy dziennie, że mam chorą prostatę i już zaczynałem wariować z tym. Tym bardziej że to jest wszystko fajnie, pięknie. Osoba powie o prostacie, potem rozmawiamy o innych rzeczach, ale potem miną te dwie, trzy godziny.
Zbijamy sprzęt, zbijamy wszystko, wsiadamy do busa, zasuwają się drzwi i w tym momencie, o czym wszyscy mówią? Oczywiście że o mojej prostacie. I są oczywiście docinki i są dowcipy. Po prostu to jest taka darmowa rozrywka dla całej ekipy. Oczywiście oprócz mnie, bo akurat zainteresowanego najmniej to zawsze bawi.
[30:02] - No oczywiście.
[30:02] - I taka była Ukraina. Potem pojechaliśmy na ten sezon rosyjski przez Ukrainę i przez Krym. I rzeczywiście tam cały czas była ta prostata mniej lub bardziej, aż w pewnym momencie dojechaliśmy do tej znachorki, która zdiagnozowała u mnie dziecko. Że mam córkę, której nie znam, która jest owocem jakiejś przygody w dawnych czasach, kiedy byłem młody i głupi, i że ja poznam tą córkę. Tak brzmiała ta przepowiednia. Poznam tą córkę, jak ona sama stanie się matką, a więc automatycznie to uczyni mnie dziadkiem. I w tym momencie ja poznam swoją córkę. A ponieważ była to pierwsza tego rodzaju, nazwijmy to diagnoza, czy też przepowiednia, to ona mi utkwiła w głowie jak najwięcej. Wszyscy byli zachwyceni, bo czegoś takiego jeszcze nie było, bo wszyscy też już wykazywali pewne znamiona znudzenia moją prostatą. A tu się okazało, że mam dziecko.
Ale to, co było najbardziej w tym wszystkim nieprawdopodobne, to to, bo to było mniej więcej w środku podróży po Rosji, że od czasu tej przepowiedni W ogóle moja prostata się skończyła. Po prostu nikt z wróżbiarzy nie wspomniał już więcej o mojej prostacie. Chyba może jedna osoba, może dwie. Natomiast jakby się umówili, wszyscy zaczęli mówić, że mam dzieci. Tylko że to było różnie, bo nie zawsze było potwierdzane to, co powiedziała ta bazowa znachorka, czyli że córka. Ja według niej mam córkę, według innych mam dwójkę dzieci, trójkę dzieci. Niektórzy twierdzą, że jeszcze nie mam, ale niedługo będę miał. Takie są koszta obcowania z jasnowidzami.
[31:46] - Czyli krótko mówiąc, nie ma ci czego gratulować póki co.
[31:48] - Na razie nie. Ale jak tylko się coś okaże, to niechybnie o tym poinformuję. Będziemy mieli pretekst, żeby na ten temat porozmawiać. Może porozmawiamy o macierzyństwie wtedy.
[31:59] - Tak. Słuchaj, nie chciałem za bardzo odstawać i nie wiem, czy słychać, ale przygotowałem sobie do pochrupania żarówkę. Wiem, że je się do 19:00, a jest już trochę później. Słuchaj, pojadłeś sobie tam.
[32:13] - Pojadłem sobie. Gdzie to było? W Woroneżu. Pojechaliśmy do tego człowieka, do Konstantina. Konstantin przez telefon deklarował się, z tego, co on mówił, wyłaniał się taki obraz bardzo wyjątkowego człowieka, ponieważ on mówi, że rzeczywiście zajmuje się tym, czym zajmują się wszyscy, którzy w jakiś sposób przepowiadają czy projektują przyszłość. Czyli mówimy tu o kartach tarota, o różnego rodzaju metodach przepowiadania, jasnowidztwa. Natomiast on twierdził, że on jest w stanie wytłumaczyć to naukowo. Mnie to oszołomiło, ponieważ to, co najczęściej ludzie mówią, ma się nijak do tego, co mówi nauka na temat naszej rzeczywistości, na temat tego, jak wygląda nasz świat. I ja strasznie czekałem na spotkanie z Konstantinem, bo byłem bardzo ciekaw, jak można naukowo wyjaśnić na przykład fenomen tarota czy różnego rodzaju astrologiczne fenomeny. A kiedy się u niego pojawiłem, to było bardzo dziwne, bo pamiętam, że nad drzwiami u niego na klatce było napisane: „Niech żyje szatan”.
Jak zapytałem, kto to napisał, to on powiedział, że nie wie, że on nie ma pojęcia, że to na klatce musiał ktoś nabazgrać. A potem nad spokojem, w którym rozmawialiśmy, ten napis też był. „Niech żyje szatan”. Litościwie nie pytałem go, skąd w takim razie u niego w domu ten sam napis. Dobra, więc elementy okultyzmu tam się pojawiły. Zresztą w Rosji się pojawiały dosyć często. Nikt mi się tak naprawdę nie przyznał szczerze, że jest satanistą, ale jestem pewien, że paru poznałem w trakcie mojej podróży. Między innymi moim zdaniem był nim Konstantin, chociaż nie chciał o tym mówić. I kiedy przeszło do czego, zacząłem zadawać pierwsze pytania, to on raptem zaczął mi odpowiadać na to po prostu jak typowy jasnowidz. Czyli nie było tu żadnej bazy naukowej, nie było żadnej próby racjonalnego wytłumaczenia tego nienazwanego i tej wielkiej tajemnicy.
A jak go zacząłem cisnąć, to on mówi: „To dobrze. To jeżeli ty chcesz wiedzieć, na czym to polega, to ja ci pokażę. Zrobimy eksperyment”. Ja mówię: „Dobra”. I ten skubaniec wykręcił wtedy żarówkę, potłukł ją młotkiem, a potem ugryzł i zaczął żuć. I patrzył na mnie. I to jest niesamowite, bo ja po prostu wiedziałem, że on w tym spojrzeniu uważa, że on mi coś udowodnił. Widziałem człowieka, który żuje żarówkę i on mnie tą żarówką poczęstował. A ja byłem tak zgnębiony tym, że jednak nie dowiem się, na czym polega struktura świata, że wziąłem to i zacząłem. I stało się tak, że ja, pan dziennikarz z Polski i jasnowidz z Woroneża siedzieliśmy naprzeciwko siebie i żuliśmy żarówkę, która się przed chwilą świeciła.
I tak to wyglądało. Ja w ten sposób buduję bardzo pracowicie opinię wariata sobie. Ja zdaję sobie z tego sprawę, ale ja w takich sytuacjach robię to bezwiednie. Ja na przykład uważałem wtedy, że to jest bardzo zabawne, co może będzie niezbyt dobrze o mnie świadczyło. Ja nadal uważam, że to było zabawne, ale nie każdemu się to podoba.
[35:19] - Czyli czasami lepiej Przemka Kosakowskiego zapytać o kontekst, bo z kontekstu teraz wynika zupełnie coś innego niż po prostu to, że usiadłeś i chciałeś sobie pojeść żarówkę.
[35:30] - Tak. To było coś więcej. Ja tak naprawdę zaczynałem jeść tą żarówkę, żeby sobie zrekompensować rozczarowanie, ale kiedy już ją zacząłem gryźć, to raptem uznałem, że to jest bardzo zabawne i żułem ją już naprawdę w tym momencie z entuzjazmem.
[35:47] - Wiesz co, ja podczas tego sezonu rosyjskiego tak gorąco-
[35:51] - Przepraszam, mogę jeszcze coś powiedzieć?
[35:53] - Oczywiście.
[35:53] - On był niesamowity, bo on miał jeszcze tego pająka, tego ptasznika. I to było nieprawdopodobne. To rzeczywiście było wyjątkowe i ja się nie spotkałem z tym ani przed, ani potem. On robił to w ten sposób, że on wróżył z kart, ale to było zupełnie coś innego, ponieważ najpierw człowiek, któremu z tych kart tarota wróżono, musiał dać rękę. Musiał albo delikatnie pogłaskać po odwłoku, albo dotknąć przynajmniej, albo pozwolić się dotknąć przednimi odnóżami przez tego pająka. Ten pająk, już nie pamiętam, to był gatunek ptasznika. Jadowity. I Konstantin twierdzi, że pająki mają to do siebie, że tak naprawdę każdy z ludzi ma swoją wizję świata. My jesteśmy zupełnie różni, każdy z nas jest inny. W związku z tym widzimy inaczej barwy.
Te zmiany są czasem bardzo delikatne, ale każdy z nas tak naprawdę ogląda to co cała reszta i widzi to w inny sposób. Natomiast pająki mają to do siebie, że one nie interpretują rzeczywistości. One ją widzą dokładnie taką, jaką jest. W związku z tym dotykając pająka, pająk zbiera z nas informacje, a następnie ten pająk był kładziony na talię kart tarota i on jakby wstrzeliwywał tą informację, którą wziął od człowieka w głąb tych kart i to podbudowywało wróżbę. To było bardzo ciekawe, bo to było zupełnie wyjątkowe. Używanie pająka do stawiania tarota. Absolutnie wyjątkowa sytuacja.
[37:25] - Właśnie ty teraz o pająkach, a ja tak chciałem ci powiedzieć, że niektóre z tych rosyjskich odcinków oglądałem właściwie na bezdechu. Nie oddychałem, miałem zaparty dech i po raz pierwszy coś takiego się zdarzyło, jak byłeś w Moskwie, a łaziły po tobie — łaziły to dużo powiedziane — węże, a ja panicznie węży się boję. Jak się czułeś z tym?
[37:48] - Zadajesz mi teraz pytanie przez pryzmat właśnie jakiegoś swojego lęku, prawda? Więc ja akurat tego lęku nie mam, więc ja mogę powiedzieć, że to jest bardzo przyjemne, że byłem zaskoczony tym, jak delikatną skórę, bo byłem pewien, że to będzie coś oślizgłego i lepkiego jak Obcy. Coś takiego. Tutaj w ogóle chcę zaznaczyć, nie wiem, jaki ty masz do tego stosunek, ale dzisiaj niestety nieodżałowany twórca Obcego zmarł.
[38:17] - Tak, wiem, widziałem.
[38:18] - Duża strata, niestety. Dobrze, ale w każdym razie myślałem, że to będzie coś zimnego, oślizgłego i takiego brzydliwego. Natomiast okazało się, że jest ciepłe, delikatne jak aksamit. Więc te węże były takie... Jak ja słyszę hasło Moskwa, to tak naprawdę ja nie pamiętam tych węży. Ja po prostu pamiętam tylko i wyłącznie jedno to, że dostaliśmy wiadomość, że jest gość, który może mnie zakopać, a ja się ironicznie uśmiechnąłem i powiedziałem, że to już nie pierwszy grób i nie ma żadnego problemu.
[38:47] - I właśnie o to chciałem ciebie zapytać, bo to był drugi raz, kiedy siedziałem na bezdechu. Być może była to też kwestia znakomitego montażu, bo ten odcinek był świetnie zmontowany, ale po raz drugi w życiu wykopałeś sobie grób i tym razem dałeś się zakopać, ale tak na poważnie.
[39:02] - To było straszne. O rany, to było niesamowite. To naprawdę jest rzecz, którą wspominam i to jedno z takich doświadczeń. To nie jest takie doświadczenie jak o Władimirze, że ja uznałem, że to jest nieodpowiedzialność, chociaż potem pewna osoba mnie uświadomiła, że była to w jakimś sensie nieodpowiedzialność. To ja zaraz o tym powiem. Ale to było naprawdę nieprawdopodobne doświadczenie. Nieprawdopodobne. Może ktoś nie oglądał, to przypomnę, że ja byłem zakopany już raz. Spędziłem noc całą w grobie w Polsce i z grubsza polegało to na tym, że wykop głębokości powyżej pół metra, poniżej znaczy. Uczyniłem ten wykop, a następnie położyłem się tam w kalimacie.
Miałem śpiwór do dyspozycji. Szaman Janek Szeliga. Pozdrawiam, jeżeli nas będzie słuchał. Założył jakby powiedzieć otwór tego grobu gałęziami. Na to zostały narzucone koce i jakieś derki. Na to taki symboliczny kopiec został usypany, więc ja de facto nie byłem zakopany, tylko znajdowałem się jakby pod ziemią. Więc był to rytuał, który miał charakter takiej inicjacji i takiego oswojenia się ze swoją śmiertelnością. Wszystko się zgadzało. Ja rzeczywiście byłem pod wrażeniem. Całą noc tam spędziłem.
Nie mogłem spać, nie zmrużyłem oka. Natomiast po prostu to, co zrobił mi Wiktor w Moskwie, to było coś nieprawdopodobnego. To jest w ogóle rzecz, która naprawdę mną wstrząsnęła. Jeżeli ja miałbym wskazywać takie doświadczenia w przeciągu tych ponad dwóch lat, które naprawdę zrobiły na mnie wrażenie i myślę, że zostały we mnie, to wskazywałbym, to są nieliczne sytuacje, ale wskazywałbym jako jedną z większych ten rytuał zakopywania. A polegało to na tym, że pamiętam, że jak byłem na głębokości mniej więcej 40 centymetrów, to Wiktor powiedział, żebym już więcej nie kopał, bo to wystarczy. A ja oczywiście showman stwierdziłem, spojrzałem na chłopaków i mówię: „No będzie to wyglądało po prostu trochę nędznie. Taki płytki wykop. To będzie wyglądało śmiesznie i niepoważnie”. I postanowiłem, że będę kopał dalej. Poinformowałem o tym Wiktora.
Wiktor wzruszył ramionami takim gestem rób co chcesz. No ja sobie wykopałem ten grób, a potem się dowiedziałem, co on chce zrobić. Mianowicie on owinął mnie w folię. Na twarz położył mi taką starą z Domobilu maskę przeciwgazową z taką rurką, która szła pierwotnie do pochłaniacza i po prostu zasypał mnie ziemią. I ja pod ziemią spędziłem, nie wiem dokładnie, bo nie mogłem sprawdzić, ale czy to było jakieś 45, 50 minut. I to wspominam jako jeden z największych koszmarów w swoim życiu, ponieważ to była walka o każdy oddech. I wtedy zrozumiałem, dlaczego Wiktor apelował do mnie, żebym nie kopał zbyt głęboko. Ponieważ im głębszy był wykop, tym więcej ziemi będę miał na klatce piersiowej i więcej kilogramów będę miał na sobie i będę musiał sobie z tym dać radę oddychając. Więc ja dałem sobie radę rzeczywiście naprawdę 40 minut i podejmowałem tam pod ziemią takie próby wyłączenia się, wejścia w jakiś taki stan medytacyjny. Ale ten dyskomfort.
Nie do opisania dyskomfort taki po prostu ja nie wiem, jak to opisać, bo to nie jest ból, tylko to jest taka. A jeszcze ja nie mam klaustrofobii, ale mimo wszystko, kiedy miałem już na sobie wystarczającą ilość ziemi, żeby nie być w stanie się ruszyć, czułem, jak tuż przy mnie rozbijają się takie coraz większe fale paniki, że po prostu raptem się okazało, że ja wiem, że ja nie będę głęboko. Wiem, że 50 centymetrów nade mną są chłopaki, którzy jeżeli coś się stanie, to wykopią mnie rękami w ciągu paru sekund. Ale to, że my intelektualnie w takich momentach jesteśmy w stanie sobie coś wytłumaczyć, to nie znaczy, że to tak naprawdę do nas dotrze. Ja po prostu wiedząc to wszystko, zdając sobie sprawę, że w gruncie rzeczy jestem bezpieczny tak naprawdę przez większość, przez ten cały obrzęd zakopywania, kiedy potem już zapadłem się w ciemności, tylko słyszałem kolejne szpadle ziemi, które lądują na mnie z takim nieprzyjemnym uderzeniem, to dopóki to się nie skończyło, to ja cały czas walczyłem z taką narastającą paniką. I co mogę powiedzieć jeszcze? Nie wierzmy w te wszystkie rzeczy w filmach, że ktoś się odkopuje z grobu. To jest po prostu zupełnie niemożliwe. Ja miałem na sobie pół metra. I nie byłem w stanie ruszyć ręką, nogą, niczym.
Tak jak mówię, łapałem każdy oddech. Starałem się wyłączyć z tego. Nie udało mi się to, ale dotrzymałem tak długo, jak mogłem. I na koniec byłem w takim stanie, że miałem wszystkiego dosyć i cały czas balansowałem na granicy płaczu, szlochu. Nie byłem w stanie odciąć się od tych wszystkich bodźców. I wtedy, ja to wszystkim opowiadam, bo to naprawdę tak wyglądało. Wtedy przez tą rurkę, którą oddychałem i przez którą komunikowałem się z Wiktorem, bo ja przez nią miałem krzyknąć, żeby mnie odkopywał. Przez tą rurkę wleciał komar. I ja tego komara wspominam jako największy koszmar w swoim życiu, ponieważ wyobraź sobie, że jesteś w stanie skrajnego dyskomfortu i raptem się okazuje, że po twojej twarzy chodzi robak i nic nie możesz zrobić, ponieważ masz przysypane ręce. Nie możesz nic.
I on po prostu latał mi po takiej niewielkiej przestrzeni, bo ta maska pod wpływem ciężaru ziemi się pozaginała, pobijała mi się tymi okularami. To było bardzo nieprzyjemne i bolesne, ale w każdym razie w tych niewielu przestrzeniach miejsca on mi latał, chodził, latał i to był największy koszmar dla mnie. Udało mi się go w końcu zgnieść jakimś takim rozpaczliwym szarpnięciem, bo on mnie zajął na te kilkanaście sekund. Ja przestałem myśleć o wyjściu, tylko po prostu gorączkowo najpierw zastanawiałem się, jak go zabić, a potem zrobiłem tą egzekucję. Ale to była taka kropla, która przechyliła czarę goryczy i ja wtedy, będąc już absolutnie dopchnięty do ściany i na granicy własnej wytrzymałości, zacząłem rzęzić, żeby mnie wykopywali. I wtedy usłyszałem głos Radka, operatora, który powiedział do mnie coś w rodzaju: „Przemysław, słuchaj, dobrze, tylko wiesz, my nie jesteśmy przygotowani. Musisz się wstrzymać jeszcze 10 minut”. Ja myślałem, że ja go zabiję. Dla mnie to… Ja wtedy o mało się nie popłakałem.
Wtedy o mało nie wyleciał ze mnie ten szloch. Ja powiem ci, że jak on mnie odkopie, to ja wyjdę i ja mu wydrę serce. Może użyję do tego łyżki. Nie wiem. Nie wiedziałem, ale po prostu wiedziałem, że ja go nie znoszę w tym momencie.
[45:40] - Był szpadel w pobliżu.
[45:42] - Dokładnie. Myślałem też o tym szpadlu. Tak, że to byłoby dobre narzędzie. Wszystko się zmieniło w momencie, kiedy zobaczyłem twarz Wiktora, który mnie odkopał. Bardzo delikatnie otarł osypującą się ziemię maskę przeciwgazową zdjął mi i ja zobaczyłem jego twarz i zobaczyłem to wszystko, co dzieje się dookoła. A ten cały rytuał miał miejsce w takim brzozowym lasku. W pobliżu był jakiś węzeł komunikacyjny i cały czas jeździły pociągi i syreny były. Nad nami latały samoloty. Było bardzo gorąco, było bardzo duszno i było bardzo dużo komarów. Wszyscy byliśmy popsikani tymi specjalnymi farmaceutykami przeciwko komarom, ale tam było po pierwsze brzydko, mało atrakcyjnie i ta cała aura była nieprzyjemna.
Ja pamiętam, że z przyjemnością się kładłem do tego grobu, bo myślałem, że tam będzie chłodniej, co okazało się, że nie było prawdą. W każdym razie, kiedy ja zobaczyłem po wyjściu, po tych 40 minutach zobaczyłem ten brzydki, mały, wątpliwej urody zagajnik brzozowy, to tak naprawdę widziałem najpiękniejszy las, jaki widziałem w życiu. Zieleń była zielenią, jakiej nigdy potem już nie widziałem. Wszystko wyglądało, jakby było podbite na Photoshopie. Tak naprawdę cały świat był piękny. Ja wybaczyłem wszystkim. Radkowi i innym ludziom wybaczyłem, co do których miałem jakieś wątpliwości. Byłem w tym krótkim momencie, w takim stanie oszołomienia, który trwał może jakieś pół godziny. Byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, bez żadnego powodu, bez żadnych narkotyków, bez żadnych wspomagaczy. Po prostu byłem szczęśliwy tylko tym, że jestem w stanie kucnąć i przyjrzeć się źdźbłu trawy.
To było niesamowite. To było niesamowite nie tylko dlatego, że ja dostałem bardzo ostro w dupę, tylko też dlatego, że to było bardzo kompletne doświadczenie. Na krótkiej przestrzeni poczułem ból i strach, i panikę, a chwilę potem wielkie szczęście i taki jakiś rodzaj, nie wiem, jak to nazwać, spełnienia. To było niesamowite, naprawdę. To ja będę pielęgnował wspomnienie tego i to jest coś niezwykłego, chociaż bardzo wątpię, czy bym się jeszcze raz na to zdecydował.
[47:56] - Później w Rosji trafiłeś na listę słynnych pacjentów, bo przed tobą u pewnego mężczyzny leczył się Richard Gere, jeżeli dobrze pamiętam.
[48:07] - Tak. W Rosji jest to zupełnie różne od Ukrainy, szczególnie w Moskwie, bo w Moskwie są sytuacje takie, że tam praktycznie uzdrowiciele, z którymi się spotkałem, stworzyli segment usług dla znudzonych milionerów. I tam rzeczywiście przychodzą różnie. Jeżeli ktoś z zagranicy przyjeżdża, to też odwiedza takich ludzi. Nie wiem, czy z ciekawości, czy tak. A mówisz o moskiewskich, czy mówisz o Namdak Lamie?
[48:41] - Mówię właśnie, jak już byłeś bardziej na wschodzie.
[48:44] - Tak, bo ja w pierwszej chwili, bo ja tak jeszcze mówiłem o tym zakopywaniu. Czyli Namdak, tak?
[48:48] - Tak.
[48:49] - O Jezu.
[48:50] - Wziął cię w obroty dosyć konkretnie.
[48:52] - Tak. Nieśli mnie do busa potem. To jest prawda. Rzeczywiście Namdak Lama pokazał nam się w stroju, który nasuwał automatyczne skojarzenie z Dalajlamą. Ten pomarańczowy habit. Zresztą wylegitymował się od razu zdjęciem wspólnym z Dalajlamą.
[49:13] - To chyba obowiązek.
[49:15] - Tak. Natomiast im bardziej go poznawałem, tym większe miałem wątpliwości, czy rzeczywiście jest praktykującym buddystą. On zresztą sam się przedstawia jako pewnego rodzaju renegat. Gad jako pewnego rodzaju odszczepieniec. Nie wiem. W każdym razie, kiedy mnich buddyjski każe ci jeść żywe robaki, to zaczynasz mieć wątpliwości, czy to na pewno jest buddysta. Przy ich podejściu do wszystkiego, co żyje. Natomiast był nieprawdopodobnie charyzmatycznym i powiedziałbym, że był wariatem w takim najsympatyczniejszym znaczeniu tego słowa. Chociaż ja się popłakałem u niego dwa razy. Naprawdę.
Jak mi zrobił ten masaż, jak chodził po mnie. Ja miałem w pewnym momencie wrażenie, że on ma pewnego rodzaju uciechę, że po prostu przyjechał do niego jakiś wariat, który mówi, żeby on pokazał wszystko. I kiedy zaproponował te bańki. Ja oczywiście jestem fanem baniek, bo pamiętam, jak pierwszy raz postawiono mi bańki na Ukrainie, to mi się zrobił taki tunel w stronę mojego dzieciństwa i przypomniałem sobie to uczucie niesamowite. I w ogóle ja lubię bańki. Więc jak on mi zaproponował bańki, to powiedziałem, że jak najbardziej. A kiedy zobaczyłem, że zamierza mi je stawiać z półtoralitrowych słoików, to przełknąłem nerwowo ślinę. A potem po prostu jak on zaczął mi stawiać te bańki. Raz, drugi, trzeci. Za trzecim razem postawił mi ją taką ilość, że ja pamiętam, że na plecach miałem chyba osiem baniek z tych wielkich słoików i jeszcze na klatkę piersiową, tak żeby kompozycyjnie to miało ręce i nogi.
Dał mi jeszcze trzy słoiki. Jeden z majonezu pamiętam był. I z tymi słoikami kazał mi robić skłony. Kazał mi chodzić. Ja się czułem jak kukiełka. Chodziłem tak krok za krokiem, a on się potem mną znudził. Poszedł do innych pacjentów. Natomiast w pewnym momencie koledzy z ekipy zaczęli mówić: „Przemek, słuchaj, przejdź stąd dotąd, bo będziemy mieli fajne ujęcie”. Ja tak chodziłem, a wyglądałem jak wzmacniacz lampowy i dopiero po 10 minutach zorientowałem się, że tak naprawdę to oni mnie nie filmują, tylko mają nieprawdopodobny ubaw z tego, że ja chodzę z tymi słoikami na sobie i wyglądam tak komicznie, że oni po prostu czerpali bardzo dużą radość z samego faktu, że mogą mnie oglądać w takim stanie. A potem były tylko następne rzeczy.
Był ten masaż. Chodził po mnie Namdag Lama. I to, co było bardzo bolesne, usiłował spuścić ze mnie krew przez głowę, prawda? To było bardzo bolesne. To wtedy pierwszy raz się popłakałem. Strasznie. Pamiętam, że on szeptał mi tak do ucha: „Wytrzymaj, wytrzymaj” i kłuł mnie tą igłą. A to było tak cholernie nieprzyjemne. Nie, nie nieprzyjemne. Bolesne.
I ścikała ta krew mi w głowie, po czole i skapywała do tej miednicy. Ta zła, ciemna krew, ta z toksynami. No i cóż, skończyliśmy to wszystko wieczorem. I taką jako ciekawostkę zupełnie taką spoza kadru powiem, że Namdag był jedną z osób, która miała nam pokazać żen, czyli ten rytuał, który polega na owinięciu chorego pacjenta czy potrzebującego wnętrznościami barana.
[52:30] - No właśnie o to chciałem ciebie zapytać.
[52:32] - Wiedziałem, że zaraz do tego dojdzie. To jest oczywiste. W każdym razie Namdag zgodził się wstępnie, a kiedy już było po wszystkim wieczorem i chcieliśmy się umówić na drugi dzień, zmienił zdanie. Bo to jest taka rzecz, że jakby to powiedzieć. Namdag mieszkał jeszcze tam w okolicach Ułan Ude. Czyli to jest taki, powiedzmy, ośrodek przemysłowy, ośrodek kulturalny, nazwijmy to. W każdym razie ci ludzie, którzy tam mieszkają, bo oprócz niego w pierwszej chwili zgodzili się też szamani z ośrodka szamańskiego w Ułan Ude, ale zrezygnowali ci wszyscy ludzie. Moim zdaniem dlatego, że wiedzą, jak w dzisiejszych czasach wygląda świat i wiedzą, że można mieć nieprzyjemności przez pokazywanie takich rzeczy. Więc oni przestraszyli się nas, wydaje mi się. Rozumiem ich.
I zrezygnowali z tego.
[53:19] - Pamiętasz pewnie. Ja oglądałem właśnie ten odcinek z baranem i tak go roboczo nazwijmy wieczorem, jeżeli to już nie była noc. I pierwsze co zrobiłem, to do ciebie napisałem. Nie wiem, czy pamiętasz, bo po prostu ten odcinek mnie strasznie ruszył. Nie tylko ze względu na to, że były tam jakieś sceny, bo one były zamazane, zapikselowane, ale to wydawało się być czymś naprawdę niezwykłym, szokującym. Wielu ludzi nawet, którzy oglądali twój program po tym odcinku, jechali z tobą i byli bardzo zniesmaczeni tym, co zrobiłeś.
[53:53] - Tak.
[53:54] - A ty po prostu wydawało mi się, że byłeś półświadomy tego, co się wokół ciebie dzieje.
[53:59] - To znaczy ja w pewnym momencie rzeczywiście-
[54:02] - Wiedziałeś, co chcesz zrobić.
[54:03] - Tak, ja wiedziałem, co chcę zrobić. Ja nie chcę w tej chwili absolutnie dopuścić do sytuacji, w której po prostu ja będę umykał przed jakąś krytyką, mówiąc, że ja nie do końca wiedziałem. Nie. Ja dokładnie wiedziałem, na co się decyduję, dokładnie wiedziałem, co mnie zaraz spotka. Inna sprawa, że od połowy tego rytuału ja rzeczywiście po prostu byłem już nie wiem, czy w stanie jakiegoś transu, czy jakiegoś zawieszenia. I rzeczywiście po prostu ja potem nie byłem w stanie utrzymać się na nogach. I to był taki moment, że my od rodziny Matwieja jechaliśmy do Irkucka. Spędziliśmy tam noc i rano jechaliśmy. Już to było lotnisko i do Polski. Ja od czasu, kiedy wyszliśmy właściwie od chaty Matwieja, tak praktycznie to komunikowałem się tylko z ludźmi z ekipy półsłówkami.
To były tylko techniczne, takie gdzie, co, jak. Ja byłem tak tym zdewastowany i psychicznie, i fizycznie, że ja już byłem w tym momencie na takim etapie, że ja dłużej już nie byłbym w stanie kolejnych dni zdjęciowych. Nie dałbym rady, musiałbym mieć albo parę dni odpoczynku. Ale nie wyobrażałem sobie, że można po tym żenie jeszcze po prostu gdzieś pojechać, spotkać się z tarocistą i on będzie stawiał tarota, a ja będę pod tego wrażeniem. Po prostu po pewnych doświadczeniach, które są tak masywne trzeba- A odpuścić i posiedzieć samemu ze sobą i dać sobie trochę czasu na przemyślenie pewnych rzeczy. Natomiast powtarzam jeszcze raz nie chcę, żeby było, że ja się teraz migam i że nie wiedziałem, co robię. Wiedziałem doskonale.
[55:42] - Ja chciałem tym akcentem barana zakończyć temat Rosji, bo jeszcze przed nami Bałkany, a już prawie godzinę rozmawiamy. I pamiętam, że wtedy po tym odcinku, który obejrzałem, odpisałeś mi, że w tamtej chwili uważałeś, że ten baran to też jest twoje maksimum, ale na Bałkanach dostałeś w tyłek jeszcze bardziej. Ja wiem, że jeszcze jest kilka odcinków tego sezonu bałkańskiego i wiem, że nie możesz za bardzo zdradzać tajemnic, ale zakładam, że tego jeszcze nie było w telewizji, o czym mówiłeś mi wtedy.
[56:10] - Nie. Wiesz co, ja być może byłem wtedy pod wrażeniem chyba tego. Tak naprawdę możemy ocenić sytuację po jakimś czasie, po tym, jak się wydarzają. I rzeczywiście powiem ci, że w tej chwili z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że jednak to, co mi się wydarzyło w Rosji, czyli mówię o zakopywaniu, mówię o baranie i mówię też o spotkaniu z szamanami, o którym być może nie ma sensu w tej chwili za bardzo rozmawiać, ponieważ widzowie nie są w stanie tego zobaczyć, ponieważ tam się wydarzyły dziwne rzeczy, które w jakiś dziwny sposób nie zostały zarejestrowane. Natomiast rzeczywiście Bałkany były chwilami drastyczne. Może rzeczywiście myślałem o tym, bo byłem pod wrażeniem tego, że ja po raz pierwszy odpuściłem. Po raz pierwszy powiedziałem, że nie dziękuję i przestraszyłem się. Czyli była to wyjątkowa sytuacja, kiedy mój strach uaktywnił się we właściwym momencie, czyli tuż przed tym, jak doktor, który stał nade mną w jednorazowych chirurgicznych rękawiczkach i trzymając w połowie żyletki właśnie usiłował mnie namówić, żebym wysunął język, bo on chciał mi go podciąć. Ja wtedy powiedziałem, że nie, że nie chcę. I to być może to było właśnie, że to były takie sytuacje.
I teraz mi się otwierają jeszcze te wszystkie wspomnienia, bo rzeczywiście były też rzeczy, które nie były dla mnie tak bardzo ekstremalne, ponieważ nie byłem w nich zaangażowany bezpośrednio, ale rzeczywiście na przykład egzorcyzmy w Skopje, w stolicy Macedonii, gdzie ja praktycznie byłem tylko i wyłącznie świadkiem, ale tam zobaczyłem rzeczy, kolejne takie doświadczenie.
[57:54] - Ale byłeś takim dosyć aktywnym świadkiem, bo pomagałeś tam troszeczkę.
[57:58] - Tak. To było też dla mnie dosyć dziwne i nawet miałem wrażenie, że trochę jest niestosowne, że ja nie powinienem tego robić, bo po prostu się nie byłem zupełnie w stanie odnaleźć. Nie jestem w stanie się też do końca odnaleźć w przestrzeni rytuału religijnego. Jestem agnostykiem i w tym momencie, jeżeli wchodzę w to, to też uważam, że jest to trochę sztuczne i w momencie, jeżeli zakładamy, że to może być prawda, czyli rodzaj opętania, to wręcz moja obecność może być nawet niebezpieczna dla tej osoby. Trudno mi powiedzieć. Skończę może ten wątek, że rzeczywiście kilka razy na Bałkanach spotkały mnie sytuacje, które będę pamiętał do końca życia, ale tak ostro takiego inwazyjnego wejścia w moją psychikę i fizyczność, jaka była w Rosji nie powtórzyło się to.
[58:55] - Powiem ci, że po Bałkanach po raz pierwszy stwierdziłem: „O, tu mogę się sam zahaczyć. Mogę coś powiedzieć”, bo tak z 10 lat temu pamiętam, byłem w Serbii i zapadły mi w pamięć naprawdę piękne krajobrazy. To jedna sprawa. Druga sprawa to setki kilometrów drogi i na lewo kukurydza, na prawo kukurydza.
[59:16] - A to ja. Tego nie zarejestrowałem. No ale to dlatego, że byłeś w mojej pozie.
[59:19] - I też mnie zaskoczyło to, że oni mieli zwyczaj, że tak powiem kolokwialnie kiepować do filiżanek po kawie. Nie wiem, czy ty też to zauważyłeś.
[59:28] - Tak. Powiem ci, że bardzo sprytne pytanie. Nie wiem, czy ty to po prostu instynktownie zadałeś, ale powiem ci, że tyle ile ja fajek wypaliłem na tych Bałkanach. Można powiedzieć, że moje palenie papierosów, mój nałóg tak naprawdę jest żałosny, ponieważ najczęściej moja średnia dzienna to wynosi jakieś dwa, trzy papierosy. Ja palę, jakbym nie palił tak naprawdę. Natomiast na Bałkanach to spożycie skoczyło. To był skok nieprawdopodobny. A to dlatego, że żeby wejść w interakcję z ludźmi, to trzeba w jakiś sposób spowodować, że oni się czują bezpiecznie i że zaakceptują cię jako swojego. Żeby to zrobić, musisz w jakiś sposób zaobserwować, jaki jest ich kod kulturowy, jaki jest sposób zachowań i wszystko sprowadza się, może nie będzie to dobry moment do takiego przysłowia, ale jeżeli wejdziesz między Wrony i tak dalej, musisz krakać tak jak one. Więc ja tam w każdej knajpie oczywiście trzeba było palić fajki, pić rakiję, bo inaczej nikt nie chciał z tobą rozmawiać.
Ja unikam w ogóle, ja na planie na przykład w Rosji piłem alkohol tylko raz i to dlatego, że tam spotkaliśmy jakichś ludzi, którzy chcieli się ze mną napić i to było jakimś warunkiem do zrobienia zdjęć. Natomiast na Bałkanach taki warunek pojawiał się bardzo często i pamiętam, że po prostu raz po jakiejś takiej krótkiej libacji, nawet dosyć szybkiej w jakiejś knajpie w Belgradzie, gdzie ja myślałem, że nie wypiłem zbyt dużo, bo to były trzy kieliszki rakiji, ale to wszystko przepijaliśmy piwem. Ja po prostu na drugi dzień naprawdę nie wiedziałem, co się dzieje. I tam rzeczywiście wszyscy jarają fajki, nie przejmują się jakimikolwiek zakazami. To jest po prostu kultura tytoniu.
[01:01:25] - Wspomniałeś też o tym, że na przestrzeni setek kilometrów wszystko się zmienia. Już bardziej w dorosłym życiu, kiedy byłem w Stanach, mieszkałem na takiej dzielnicy, w której Był taki bardziej tygiel słowiański i mieszkałem na ulicy w mieszkaniu wynajmowanym u Serba. Natomiast, że tak powiem, zaprzyjaźniliśmy się to duże słowo, ale znaleźliśmy kontakt z Albańczykami i to bardzo kontrastowało, bo oni za bardzo na siebie patrzeć nie mogli i nas ostrzegali, żebyśmy tego nie robili. Natomiast powiem ci taką fajną historię, bo poznaliśmy Albańczyka. Wiadomo, w Albanii bardzo dużo osób jest wyznania Mahometa i ostrzegali nas właśnie, że nie mamy się za bardzo chwalić. Natomiast spotkaliśmy faceta, który powiedział mi taką historię, że kiedyś jeszcze w Albanii szedł i na śmietniku znalazł, teraz nie pamiętam, krzyżyk bądź święty obrazek. Chyba to był obrazek. Zapytał się, czy nawet obraz, kto to jest na tym obrazie i ktoś mu powiedział, że to jest Jezus. I on właśnie przez ten znaleziony na śmietniku obraz nagle jego światopogląd, religia się całkowicie zmieniły. Przez obraz znaleziony na śmietniku.
[01:02:39] - Co ty? Nawrócił się?
[01:02:40] - Tak mnie opowiadał. Oczywiście trzeba brać pod wzgląd, że to jest człowiek z Bałkanów, ale był bardzo wiarygodny i wydaje mi się, że faktycznie się nawrócił, bo nie zauważyłem, żeby przestrzegał religii, powiedzmy islamu.
[01:02:54] - To też zauważyłem, że na przykład Albańczycy nie są fundamentalistami. Po prostu rzeczywiście oni tak jak kojarzymy, że muzułmanie są bardziej, jakby to powiedzieć tacy-
[01:03:09] - Liberalni w podejściu do religii.
[01:03:12] - Że muzułmanie są bardzo przywiązani do religii, to jednak po prostu okazuje się, że ludzie są ludźmi i są różni. Więc Albańczycy rzeczywiście są liberalni. Oni po prostu tam pozwalają sobie od czasu do czasu na alkohol i tak dalej. Także to rzeczywiście.
[01:03:26] - Wiesz, oglądając sezon Bałkanów ja odniosłem takie wrażenie i parę osób też odniosło takie wrażenie. Na przykład Kasia Persofona, która również prowadzi audycję w radiu, które nas emituje, też mi zadała pytanie: „Czy mogę cię zapytać o to?” Bo było to widoczne, że podchodziłeś z większym dystansem, czasami mniej poważnie do kwestii uzdrowicieli i tej ezoteryki szeroko pojętej. I czy nie zawiodłeś się tym faktem, że jednak te Bałkany były bardziej europejskie niż Wschód i nie było takiej powagi w tym wszystkim? Wydaje mi się.
[01:04:01] - Coś jest, jest coś na rzeczy. No ja nie mogę powiedzieć, że jestem rozczarowany Bałkanami, ale ja muszę powiedzieć, że rzeczywiście jest taka sytuacja, że jest coś na rzeczy. Ja będę wspominał Bałkany jako trudny teren do zrobienia, bo my wjechaliśmy na początku do Rumunii, gdzie ja też miałem kłopot z nawiązaniem kontaktu z ludźmi. Jednak po prostu to był taki dla mnie bardzo jasny dowód i sygnał na to, że ja po prostu znakomicie się dogaduję ze Słowianami, niezależnie od tego, czy znam ich język. Bo w Rumunii był bardzo duży problem. Ludzie w Rumunii trzymają dystans. Poza tym nie wiem, czy to moim zdaniem wynika z jakiegoś kompleksu. Ile razy ja usłyszałem na pytanie, czy znają jakichś uzdrowicieli odpowiedź: „My jesteśmy cywilizowanym narodem. My nie wierzymy w bajki i proszę nas nie obrażać w ogóle takimi pytaniami”, co ja uważam za śmieszne, bo to akurat zupełnie nie o to chodzi. Ja uważam, że na przykład Ukraińcy zupełnie inaczej podchodzili, bo oni byli dumni z tego i to niezależnie od tego, czy w to wierzyli, czy nie, tylko po prostu uważali, że jest to element ich spuścizny kulturowej, która świadczy o ich tożsamości, kim są tak naprawdę.
Natomiast Rumuni po prostu zupełnie inaczej do tego podchodzili. Człowiek, który tam z nami był i był tłumaczem, mówił, że byli też nieufni, byli też skryci. Pierwszy raz była sytuacja, że wyrzucono nas z jakiegoś miejsca. Byliśmy siłą wypchnięci przez ochronę na targu w Bukareszcie. I był kłopot z tym, żeby się z tymi ludźmi dogadać. Aha, przepraszam, bo straciłem wątek. Tłumacz twierdził, że jest to efekt reżimu Ceaușescu, że po prostu ci ludzie zostali tak przez kilka dekad straszeni, że przesiąknęli tym strachem i są pod jego dyktando. Ale z drugiej strony, biorąc pod uwagę historię, no to powiedzmy sobie szczerze, że Rosjanie czy Ukraińcy to ich ostatnie sto lat to raczej nie było w klimacie demokracji, prawda?
[01:06:16] - Oni powinni wierzyć w rewolucjonistów, a nie w czary i szeptunki.
[01:06:20] - Tak. I są to narody, szczególnie Ukraińcy. Przecież wielki głód. Oni zostali strasznie ostro doświadczeni przez totalitaryzm, przez dyktatury. Natomiast ja po prostu w ogóle nie widziałem tego elementu, tego momentu zamknięcia Ukraińców. Oni byli bardzo otwarci, byli tacy anarchistyczni. Coś, co Polak z Ukraińcem się moim zdaniem zawsze dogada. Natomiast w Rumunii zupełnie inaczej. To jest jedna rzecz. Druga rzecz to jest to, że pojawiliśmy się na Bałkanach i od tego czasu praktycznie stałym elementem było rozpoczynanie rozmów od tematu pieniędzy, co było ewenementem, ponieważ na Ukrainie pieniędzy nie wziął od nas nikt.
Tak samo w Polsce. W Rosji kilka razy, szczególnie w Moskwie, gdzie te rzeczy były po prostu komercyjnymi usługami. Natomiast ja pamiętam, że na Ukrainie była, ona była nawet w takim odcinku, Nina, świeczkowa babcia. To była kobieta, która nas wszystkich bardzo ujęła, która jednocześnie mieszkała w więcej niż skromnych warunkach. Ta jej chałupka się waliła i my chcieliśmy jej zapłacić. Ona stanowczo odmówiła. No więc ja to zrobiłem po prostu Zrobiłem intrygę i zostawiłem jej gdzieś pod jakąś doniczką zwitek hrywien i ona dogoniła nas przed samochodem i zrobiła nam awanturę, że ona jak mówi nie, to znaczy nie i ona nie chce od nas pieniędzy. Zrobiła to dlatego, że przyjechaliśmy do niej specjalnie z Polski i ona jest tym faktem wzruszona i chce w taki sposób jeszcze podkreślić to, że czuje do nas miłość. Nie było miłości, a już na pewno nie w Bukareszcie, w Rumunii. Szczególnie, że tam natrafiliśmy na wątek romski i tam negocjacje zaczynały się od kwot w euro.
I pamiętam kilka razy, że Radek, ten operator, który też jest producentem, kilka razy rzeczywiście bladł, kiedy dowiadywał się, jakie są pierwsze roszczenia, bo to było niesamowite. Pamiętam, że na sam koniec, przed wyjazdem znaleźliśmy takiego człowieka na YouTube, który robił rytuał podobny do tego, który widzieliśmy już w Kosowie, który był rzeczywiście wstrząsem. Tyle że ja go tylko obserwowałem. To był ten rytuał derwiszy, który polegał na samookaleczeniu. On robił takie rzeczy z tego materiału zamieszczonego. Robił też coś o wiele bardziej zabawnego, mianowicie strzelał do pacjentów ze strzelby gładkolufowej. Tylko że ewidentnie widać było nawet na tym filmie kiepskiej jakości, że strzelał ona z plastikowych kulek, czyli z takim soft gunem dla dzieci. A on robił z tego, że niby jego modlitwy powodują, że tych ludzi kule się nie mają. Bardzo chcieliśmy z nim porozmawiać, zrobić taki akcent, ponieważ my w czasie podróży spotykamy ludzi, którzy są mistykami, są natchnieni. Jest też wąska na szczęście grupa cwaniaczków, ale są też sytuacje, że my spotykamy się z wariatami.
Chcieliśmy się z nimi spotkać, ale on za to strzelanie z zabawkowej strzelby zażyczył od nas na dzień dobry 3000 euro. Wyobrażasz sobie? Pamiętam, że jak powiedziała nam to tłumaczka, to reakcją była salwa śmiechu wszystkich, bo siedzieliśmy przy stoliku i to już nie trzeba było tłumaczenia. Ten zdobywca sam się rozłączył w tym momencie, już nie wrócił do rozmów. Tak więc te Bałkany, biorąc pod uwagę to, że miałem kłopot w dużej części z dogadaniem się z tymi ludźmi, to był naprawdę trudny wyjazd, tak żeby to ogarnąć wszystko tak, żeby coś z tego było.
[01:09:52] - Ale pokazałeś w swoim programie oryginałów na przykład Maria Campina.
[01:09:57] - Maria Campina. Oczywiście Maria Campina była niesamowita. Przed nią jeszcze była Bracara, czyli też takiej odpowiedniej Campiny, tylko powiedzmy w taki drugoligowy. I to są właśnie wróżki wiedźmy cygańskie, romskie. Bardziej mi się układa w ustach słowo Cygan. Zresztą gadałem kilkakrotnie z Cyganami, na przykład na Krymie. Oni uważali, że to Europejczycy sobie wymyślili te nowe nazewnictwo. W każdym razie te cygańskie wiedźmy, one tak naprawdę żyją ze zdejmowania uroków, jak twierdzą. Spotkałem się dokładnie z takimi też Cygankami właśnie na Krymie. Moim zdaniem to jest zasłona dymna, bo tak naprawdę one przede wszystkim żyją z rzucania klątw, a nie ze zdejmowania.
Znaczy robią jedno i drugie i to jest ich sposób na życie.
[01:10:43] - Co da więcej.
[01:10:44] - Tak. Albo jeden i drugi. W każdym razie obydwie strony pewnie są obsługiwane. Na pewno zdarza się, że przez jedną osobę i to jest taka ich nisza. Ludzie przychodzą do nich, ponieważ to, czego się nauczyłem podczas robienia tego programu, to jest to, jak zaskakująco wielu ludzi patrzy na świat poprzez pryzmat magii. Jak bardzo dużo ludzi na przykład interpretuje chorobę dziecka nie jako to, że dziecko się zaraziło, tylko to, że ktoś rzucił klątwę. Wtedy idzie się do takich właśnie kobiet i one mówią, kto rzucił klątwę i proponują swoje usługi. Bracara była taką wersją soft i ona żyła biednie, chociaż też zażyczyła sobie swoje w euro. Musieliśmy ostro się tam targować. A potem wylądowaliśmy u tej szalonej Campiny, która twierdzi, ludzie to potwierdzają, że była podobno nadworną wróżką Eleny Ceaușescu i opowiadała mi o tym, jak zapewniała rodzinie dyktatora bezpieczeństwo i że dzięki niej wszystko było dobrze.
Każdy z nas pamięta, jak Ceaușescu skończyli.
[01:11:49] - No tak.
[01:11:49] - Więc ja w pewnym momencie zadaję pytanie, co poszło nie tak i w tym momencie widzę w jej oczach, że ona się może zagalopowała trochę w reklamowaniu, jak ona jest silna i chroni. I tam zaczęła mówić w pewnym momencie, że przestali jej słuchać i stosować się do jej zaleceń. I tak to wyglądało. I rzeczywiście można tego nie traktować na poważnie, ale rzeczywiście miejsce, w którym ona mieszka, jest takim właśnie pałacem. Takich pałaców na Bałkanach dużo można zobaczyć. Z tym że jej pałac stał w Bukareszcie. Także to nie jest tanie miasto. To po pierwsze. A po drugie był taką plombą wciśniętą między dwa bloki na blokowisku bukaresztańskim i to jest jeden szary blok z lewej, z prawej drugi szary blok, a między nimi jest złoty pałac. I tam przyjmuje wiedźma, która oczywiście z niechęcią ewentualnie lokalną monetę przyjmie, ale zasadniczo to preferuje euro, jeżeli chodzi o rozliczenia.
[01:12:46] - Ja przyznam się, że tak trochę po łebkach oglądałem Bałkany, ale chciałem cię jeszcze zapytać o Ivana, który przyjmował w baraku i który na YouTubie gdzieś tam podnosił butelkę. Powiedział, że jest biedny, dlatego przyjmuje w baraku, a później powiedział, że ma kontrakt z amerykańską telewizją i nie może ci tego pokazać.
[01:13:04] - No i widzisz, takie były właśnie Bałkany, że my się bujaliśmy tak bardzo od takich dziwnych ludzi jak właśnie ten Ivan, który mówi jedno i cały czas podczas rozmowy podkreśla to, że jest natchnionym przez Boga żebrakiem. W tym sensie, że jest jałmużnikiem, że on przede wszystkim służy ludziom na chwałę boską. A kiedy Mówię na koniec, że chciałbym, żeby powtórzył ten numer z butelką, bo on ją na YouTube podnosił wzrokiem. To on w tym momencie mówi: „Wyjeżdżam z kontraktem za Amerykanami”. Trudno takiego człowieka traktować poważnie. Jedno było coś takiego, a z drugiej strony spotykam też Konstantina, tego człowieka, który robił te egzorcyzmy, który robił nieprawdopodobne rzeczy. Myślę, że gdybym nie widział reakcji tych ludzi, gdybym nie widział łez matki tej dziewczyny, która w pewnym momencie wstała i poszła, a nie chodziła, to bym uznał, że to jest wszystko ustawione. Albo ja też widziałem w akcji najlepszych polskich aktorów i jeżeli to byli aktorzy, to byli najlepsi na świecie. Nie wierzę w to. Nie można pewnych rzeczy zagrać i utrzymać pewnego rodzaju emocje przez godzinę.
Poza tym ja już siedzę w tej branży dostatecznie długo, żeby rozpoznać, że ktoś ściemnia. Natomiast to było niesamowite. Niesamowici byli derwisze, którzy zrobili ten rytuał, podczas którego dokonali samookaleczeń. Samookaleczenia robiły między innymi dzieci nieletnie. I to było naprawdę wstrząsające. Taka anegdotka. Odkąd spotkałem się po raz pierwszy z muzułmanami w Rosji, a to pierwsze spotkanie było na Krymie. Ja z uporem godnym maniaka i to dosyć samobójczo za każdym razem, jak spotkam muzułmanów, zadaję im pytanie, czy muzułmanie mają jakieś dowcipy. I za każdym razem jest konsternacja, bo podobno muzułmanin unika czegoś takiego zdrożnego jak opowiadanie sobie kawałów. I odpowiedź na to, czy muzułmanie mają poczucie humoru, była dla mnie otwarta, dopóki nie było spotkania z derwiszami, ponieważ derwisze powiedzieli, żebyśmy wybili sobie z głowy, że oni przeprowadzą ten rytuał, ponieważ to nie jest pora.
Oni nie będą się naginać tylko dlatego, że przyjechała telewizja. W związku z tym oni zaprosili nas tak naprawdę na spotkanie modlitewne i my potraktowaliśmy to jako pretekst do tego, żeby nakręcić coś, co będzie ładne w obrazku, coś, co będzie interesujące, kolorowe, barwne, inne. I w trakcie raptem się okazało, że nie. Że właśnie zrobili to. Zrobili te samookaleczenia. Ja potem rozmawiałem z tymi ludźmi, mówię: „Dlaczego nam nie powiedzieliście?” To było po 40 minutach. Ja byłem oszołomiony, bo to był taki transowy klimat. Oni tam grali na bębnach i to było takie, że ja już czułem, że się trochę odklejam. Chłopaki byli też trochę już tym zmęczeni i w pewnej chwili raptem to się na przestrzeni paru minut rozegrało, kiedy to się zaczęło dziać. Na szczęście moi chłopaki mają czuję i od razu zobaczyli, że coś jest na rzeczy, więc przygotowali sprzęt i zaczęli to od razu filmować.
I ja się pytam, dlaczego nam nie powiedzieliście, dlaczego mówiliście, że nie będziecie tego robili? A oni na to z uśmiechem. Pamiętam, to był taki starzec, do którego nie pasował ten uśmiech, bo to był uśmiech dzieciaka, któremu wyszedł psikus. I on powiedział tak: „A bo byście się przestraszyli”. No i to była odpowiedź, której poszukiwałem. Mianowicie tak, mogę teraz potwierdzić muzułmanie mają poczucie humoru.
[01:16:37] - Mam jeszcze do ciebie dosłownie kilka pytań. Jedno z nich to, już o tym troszeczkę mówiliśmy. Na Bałkanach ty nie byłeś, to znaczy byłeś, ale nie tak często jak wcześniej, tym fantomem, tylko często byłeś też świadkiem tego, co się dzieje. Nie przeszkadzało ci to? Było ci wygodniej z tym?
[01:16:55] - Znakomite pytanie, bo ja w ogóle muszę się w tej chwili nad tym zastanowić, bo rzeczywiście to stało się w tak naturalny sposób, że ja nawet zastanawiam się w tej chwili nad tą różnicą. I rzeczywiście być może to w pewnym momencie powodowało, że ja się nie angażowałem tak w to. Bo trudno być zaangażowanym, jeżeli nie jest się zaangażowanym, jeżeli jest się tylko biernym świadkiem. Ale z drugiej strony, jeżeli jest się biernym świadkiem egzorcyzmów, podczas których ludzie tracą przytomność, dostają spazmów, plują pianą i krwią, to trudno też zachować obojętność, nawet jeżeli nie jest się bezpośrednio zaangażowanym. Ja tam byłem zaangażowany, sam na to zwróciłeś uwagę. Ale rzeczywiście wydaje mi się i może wracamy do tej części rozmowy, że co ja mam w głowie, że bardziej mi chyba odpowiada to bezpośrednie zaangażowanie, bo w tym momencie mam wrażenie, że ja więcej na ten temat mogę powiedzieć, bo to zaangażowanie jest pełniejsze, bardziej duchowe, psychiczne, jak chcemy to nazwać.
[01:17:55] - Właściwie nie wiem, czy od początku, ale od bardzo dawna w twoich programach przewija się ciągle jeden motyw. Już nie mówię o tej twojej słynnej prostacie, ale mówię o klątwie rzuconej przez byłą kobietę.
[01:18:08] - Tak, to rzeczywiście to jest tak.
[01:18:11] - To jest chyba przypadłość każdego faceta, mi się wydaje.
[01:18:13] - Właśnie. Zwróciłeś uwagę na to. Rzeczywiście wyliczyłeś już mi wszystkie te najbardziej powracające, najczęstsze motywy. Bo to rzeczywiście jest dziecko, prostata i klątwa. Zapomniałem zupełnie o klątwie. Tak, to jest coś takiego. Muszę powiedzieć, że ja trochę przywykłem już do tych rzeczy. One nie robią na mnie wrażenia. To znaczy one nigdy nie robiły na mnie wrażenia takiego jak na innych, bo gdyby to robiło na mnie wrażenie, to byłbym zdewastowany. Nie mógłbym, więc powtarzam po raz kolejny, robić tego programu.
Natomiast ja przywykłem i jeżeli kolejna osoba mówiła mi o klątwie. Kiedyś ktoś powiedział, jakiś Francuz chyba napisał, że mężczyzna, który pierwszy przyrównał kobietę do kwiatu, był wielkim poetą, ale każdy następny jest skończonym idiotą. No i to jest coś takiego, że jeżeli słyszysz przez dwa lata cały czas o klątwie i ta klątwa jest zdejmowana z ciebie za każdym razem i za każdym razem z sukcesem, a potem jedziesz 50 kilometrów dalej i spotykasz osobę, która mówi, że jest na tobie klątwa i zdejmuje ją z sukcesem. I to trwa i trwa. Do pewnej chwili, jakby to powiedzieć, człowiek obywa się z tym już i przestaje odnosić to tak naprawdę jako rzeczywistość, która dotyczy jego samego.
[01:19:21] - Słuchaj, też już parę moich pytań wyprzedziłeś bardzo sprytnie, być może też intuicyjnie. Ja wiem, że dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, ale chciałem zapytać, ile pieniędzy ty wydałeś w ogóle na te wszystkie zabiegi, wizyty?
[01:19:36] - Widzisz, to jest właśnie to. To nie jest tak, że się wykręcam, chociaż gdybym miał wiedzę, to pewnie bym się wykręcał. Ale teraz jest taka sytuacja, że trzeba wiedzieć, że to nie jest tak, że Kossakowski sam sobie jeździ po Rosji i Bałkanach. Jeździmy całą grupą. Liczę teraz: raz, dwa. Od pięciu do siedmiu osób. Ja nie zajmuję się tymi negocjacjami. Ja się nawet nie dopytuję. Tylko czasem, kiedy szczególnie są jakieś duże roszczenia, to wtedy produkcja jęczy i wiem, że tak naprawdę największe tego rodzaju opłaty ponieśliśmy w Rumunii. I to były te Cyganki.
Ja w tej chwili kojarzę te sumy, ale teraz zreflektowałem się, że chyba nie powinienem o tym mówić. Chyba nie powinienem. Chyba to byłoby nieprofesjonalne. Jednak, i to z całą mocą chcę podkreślić, jeżeli miałbym zebrać te wszystkie swoje doświadczenia na dwa i pół roku jak się tym zajmuję, to cały czas jest to absolutny margines i ewenement. Bo powtarzam, w Polsce nie zapłaciłem nikomu oprócz dwóch osób. Zaraz szybko przemknę po nich. W Polsce więc dwie osoby wyraźnie na moją prośbę, bo nie chciały pieniędzy. W Ukrainie nikomu. W Rosji dwóm, trzem osobom może.
[01:21:09] - No i robiłeś zakupy.
[01:21:11] - Tak, ale ja to nie liczę, bo rzeczywiście szamani dali całą listę zakupów, gdzie były kwadratowe ciastka bez dziurek, wódka, herbata i tak dalej. Tak, ale to było dla duchów i to wszystko zostało poświęcone duchom i spalone. Także w ogóle żadnych korzyści szamani z tego nie mieli. Ale rzeczywiście w Rosji były jakieś trzy czy cztery osoby. Na Bałkanach było tego więcej, ale szczególnie w Rumunii. Więc jeżeli miałbym powiedzieć przez te wszystkie sezony, to ja wiem, może około 10 osób wzięło pieniądze od nas, żądało, miało jakieś tego rodzaju roszczenia. A jak podliczyliśmy ostatnio, w czasie tego czasu spotkałem się mniej więcej ze 120 uzdrowicielami. Także widać, że to jest promil. To nie jest dużo. Chodzi o to, że większość uzdrowicieli ma w sobie takie gorzkie piętno, że świat ich nie dostrzega.
I oni po prostu wykorzystują to. To nie jest taka kalkulacja, że zrobimy sobie teraz reklamę, telewizja przyjechała. Tylko oni naprawdę mają taką potrzebę, że uważają, że świat będzie lepszym miejscem, jeżeli ludzie się dowiedzą o nich w ten sposób. Oni do tego podchodzą w większości. Także myślę, że to jest też powód, dla którego nie chcą brać od nas pieniędzy.
[01:22:37] - No i często był, jak to nazwałem w ostatniej rozmowie, zestaw dla pani z dziekanatu, czyli Jacobs i czekolada, co też pewnie trochę otwierało drzwi.
[01:22:44] - To jest zupełnie inna sprawa. Rzeczywiście ja bardzo często na dzień dobry ładuję się z jakąś bombonierką albo w inny sposób. Zależy czy to mężczyzna, czy kobieta. Kurczę, ja wiem, że w cywilizowanym świecie, w Europie, w Polsce takie działania są nazywane działaniami korupcyjnymi. Ale po prostu jeżeli jesteś na Wschodzie, jeżeli jesteś u Słowian, to po prostu zaczynasz zapominać o dyrektywach Unii Europejskiej i zapominać o tym wszystkim, co wydarzyło się na przestrzeni ostatnich 20 lat. I zaczynasz po prostu rozumieć, czym tak naprawdę jest substancja słowiańska. A tak naprawdę to jest po prostu jedna wielka radosna anarchia. I być może uda nam się wszystkich podporządkować i w końcu ten proces gdzieś za kilkadziesiąt czy kilkaset lat dobiegnie końca i staniemy się zupełnie zrównani pod linijkę Europejczykami. Ale moim zdaniem zawsze pod tą skorupą będzie lawa gorąca.
[01:23:43] - Okazało się, że masz fanów za granicą.
[01:23:46] - Tak?
[01:23:46] - No przecież nie pamiętasz, kiedy udałeś się do-
[01:23:49] - Tak. Po prostu jestem tym za każdym razem zdziwiony. Wypieram to z siebie. Chyba nie mogę w to uwierzyć, że wchodzę gdzieś w Kosowie do jakiegoś uzdrowiciela i okazuje się, że oni oglądali moje odcinki na YouTube. Nie mogę w to uwierzyć. Dla mnie to jest jakiś kosmos zupełnie. Naprawdę. Bardziej mnie to dziwi niż człowiek, który mówi, że widzi obok mnie duchy.
[01:24:09] - Wiesz co, właśnie opowiedziałeś o tych odcinkach w internecie. One znikają w tempie błyskawicznym jak mięso za komuny. Dużo ludzi się pyta o wydanie DVD twojego programu. Czy są może jakieś plany w tym kierunku?
[01:24:22] - Znowu się okaże, że jestem cielęciem, które nic nie wie, które nie wie, co się dzieje dookoła niego. Ale po prostu to nie są decyzje, które zależą ode mnie i ja nie wiem nic na ten temat. Rzeczywiście masz rację, bo sukcesywnie te głosy są ponawiane, żeby to wydać. Nie wiem. To wszystko tak naprawdę zależy. Właścicielem praw do tego wszystkiego jest stacja, więc to zależy od TTV. I powiedzmy sobie szczerze, działamy tutaj w warunkach wolnego rynku, więc podejrzewam, że jeżeli tylko będzie to opłacalne, to zostanie to zrobione. Natomiast ja nie mogę mówić, bo nie-
[01:25:06] - Rozumiem. Pod koniec marca rozmawialiśmy i zaskoczyłeś mnie. Myślałem, że się spieszysz z prima aprilis. Powiedziałeś mi: „Słuchaj Arek, zawieszam „Szósty zmysł” i to nie jest żart, ale wracam z czymś nowym”. Możesz uchylić chociaż rąbka tajemnicy? Bo widzieliśmy, że zgoliłeś głowę. To była jedna sprawa.
[01:25:24] - Zgoliłem. Ogolili mnie. Co ja tam mogłem? Rzeczywiście w tej chwili chciałbym wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje. To jest sytuacja tego rodzaju, że trzeba zrozumieć. Ja już napomykałem o tym w tej rozmowie, że tak naprawdę praca przy „Szóstym zmyśle”, praca przy takim projekcie, szczególnie gdzie wyjeżdża się za granicę i trzeba po prostu jak najszybciej jak najwięcej zrobić i w jak najlepszej jakości, jest bardzo- Bardzo wykańczająca psychicznie i fizycznie. Tutaj mój przykład: końcówka Rosji. A my po prostu narzuciliśmy sobie niesamowite tempo i robiliśmy sezon co pół roku, więc po prostu zrobiliśmy Polskę, Ukrainę, Rosję, Bałkany w ciągu dwóch lat. To jest naprawdę duże tempo. Tym bardziej, że my wracamy z tym całym materiałem do Polski i tak naprawdę wtedy zaczyna się rodeo, bo wtedy zaczynają się te godziny w montażowni.
Ja tutaj jestem jak pączek w maśle, bo tak naprawdę to ja przychodzę na nagrania lektora. Natomiast cała ekipa siedzi przed monitorami i brnie przez te setki godzin, które nagraliśmy tam. Chcieliśmy też uniknąć takiego syndromu wypalenia, że raptem przestanie nas to wszystko obchodzić i będziemy tłukli po prostu tylko dlatego, że jest jakaś taka oglądalność. Stacja postanowiła, że po prostu zrobimy sobie teraz przerwę, po której nie wiadomo za bardzo, co nastąpi, bo jest dobra wola, ludzie chcą to oglądać, więc myślę, że nie ma co mówić o tym, że coś się definitywnie kończy. Myślę, że słowo „zawieszenie” jest bardzo dobrym. Jest to po prostu w tym momencie tak jakby odstawione, żeby ta forma trochę odpoczęła. Natomiast ja robię rzeczywiście na jesień zupełnie inny cykl z moim udziałem. To będzie bardzo ostry cykl. Ja po każdym odcinku muszę dochodzić do siebie i to są bardzo różnego rodzaju obciążenia, którym jestem poddawany. I jest to sytuacja, która polega na tym, że tym razem to będzie coś innego niż „Szósty zmysł”, ponieważ będzie to rzecz, która będzie dotyczyła absolutnie tylko i wyłącznie rzeczywistości, która jest dookoła nas, z którą się stykamy.
Cóż, będą to sytuacje, które mogą się przytrafić każdemu i które w dużej części raczej nie chcielibyśmy, żeby nam się przytrafiły. Ja tutaj mogę na przykład powiedzieć na tym przykładzie, bo było mówione o tym w „Dzień Dobry TVN”. Ja rozmawiałem na ten temat i uchyliłem rąbka tajemnicy, więc mogę to powiedzieć, że zmiana mojego wyglądu, czyli mojej fryzury, była spowodowana tym, że mieliśmy po prostu plan zdjęciowy. Plan zdjęciowy? Jezu, nie można tego tak nazwać. W więzieniu, bo byłem tam jakiś czas w celi. To się skończyło jakimś dramatem. Ja tam się po prostu musiałem bić i absolutnie reżyserowanie i jakaś taka ingerencja w tą tkankę jest po prostu tam zupełnie minimalna. Ja w obrębie tego projektu jestem wrzucany po prostu w jakieś zupełnie dziwne sytuacje i ekipa trzyma się jak najdalej tego, ja muszę sobie radzić. Tu akurat ja to wspominam, to było totalnie ekstremalne.
Ja naprawdę jak wyszedłem stamtąd, to nie wiedziałem, co się dzieje. Natomiast w tej chwili zmiana mojego wyglądu poszła jeszcze dalej, ponieważ rzeczywiście w tej chwili, kiedy rozmawiam z tobą, nie mam brody.
[01:28:49] - O, widzisz, czyli trafiłem.
[01:28:51] - Tak, tak. Nie mam już brody. Nie mam brody i w ogóle wyglądam inaczej. Wyglądam na tyle inaczej. Oczywiście to jest efekt kolejnego odcinka, który zrealizowaliśmy. Oczywiście na ten temat nie powiem już nic. Mogę powiedzieć tylko tyle, że wyglądam w tej chwili w taki sposób, że trzy dni temu w centrum Warszawy minął mnie kolega, który pracuje przy montażu „Szóstego zmysłu”. Czyli jego praca polega na tym, że ogląda mnie na monitorze komputera średnio 10 godzin dziennie. I on minął mnie z doskonale obojętnym wyrazem twarzy i poszedł dalej. Dogoniłem go, zrównałem się z nim i klepnąłem go w ramię.
Szliśmy tak ramię w ramię i on patrzył na mnie takim wzrokiem oszołomionego człowieka pod tytułem: „Czego chce ode mnie ten człowiek?” Bo ja milczałem. Patrzyłem tylko mu w oczy i ani nie chciałem od niego pieniędzy, ani nie chciałem nic. I dopiero jak widziałem, że on po prostu naprawdę zrobił tak zbaraniałą minę, że mnie rozśmieszył i się uśmiechnąłem. I on dopiero wtedy mnie poznał i zaczął krzyczeć. Czyli wyglądam w ten sposób. Opuchlizna powoli schodzi. Mogę powiedzieć jeszcze takie rzeczy, ale naprawdę. Nie wiem. Mam nadzieję, że ja to wszystko przeżyję. Krótka seria, na szczęście dziewięć odcinków.
Jeszcze połowa nie jest zrobiona, jak o tym pomyślę. Trudno się mówi o rzeczy, o której tak naprawdę nie mogę mówić. Ty słyszysz to chyba, nie?
[01:30:14] - Widzę, że chcesz, ale nie możesz.
[01:30:16] - Ja bym bardzo chciał. Gdyby to ode mnie zależało, to bym powiedział wszystko, bo prawda jest też taka, że jestem szalenie podekscytowany tym projektem, bo to dla mnie jest łamanie kolejnych granic. Ja się tutaj na swój temat dowiaduję bardzo dużo rzeczy na temat tego, jak reaguję, jak reaguję pod wpływem stresu, pod wpływem bardzo silnych emocji. Nie wszystko to są obserwacje, które mnie nastrajają pozytywnie. To właśnie realizacja tego zaczyna mi dawać taki asumpt do myślenia, że być może ja się zaczynam uzależniać od mocnych, od silnych emocji. No nie wiem. W każdym razie to jest bardzo ciekawa przygoda, chociaż nie można powiedzieć, żeby była przygodą przyjemną, ale jest bardzo ciekawa. Naprawdę.
[01:30:56] - To ja chyba mogę zdradzić słuchaczom ParaRadia to, że właśnie przed tym, jak jeszcze byłeś w tej telewizji śniadaniowej, to knuliśmy małą intrygę i chcieliśmy zrobić-
[01:31:05] - Tak, nie udało się tego zrobić.
[01:31:07] - ... psikusa małego o tym nowym programie. No ale nie wyszło. Tak już w życiu bywa. Ale przynajmniej teraz coś tam nowego wyciekło.
[01:31:14] - Tak, bo to rzeczywiście było tak, że umawiałem się — że tak zwrócę się tutaj do słuchaczy — umawiałem się z Arkiem, żeby po prostu tutaj w trakcie tego wywiadu, który niestety dopiero teraz ma miejsce, żeby słuchacze ParaRadia jako pierwsi dowiedzieli się o nowym projekcie. No niestety, ja tam miałem kolejne zdjęcia i po prostu nie miałem czasu, a potem mleko się wylało, bo już zostało to oficjalnie, w jakimś sensie ogłoszone w „Dzień Dobry”.
[01:31:39] - I tak myślę, że już na zakończenie powiedziałeś, że „Szósty zmysł” został zawieszony. No i teraz ja sobie zadaję sam to pytanie, bo obskoczyłeś właściwie te nasze słowiańskie narody, te nasze słowiańskie ziemie. Gdyby „Szósty zmysł” wrócił na antenę, na co ja mam nadzieję i na pewno tysiące, jeżeli nie setki tysięcy widzów również, to gdzie teraz?
[01:32:03] - Właśnie nie wiem, bo tu jest ten problem. To jest ta obserwacja, która została poczyniona na Bałkanach, że jednak ta słowiańszczyzna to jest ten żywioł, w którym bardzo dobrze funkcjonuję. Chociaż z drugiej strony z Buriatami też mi się bardzo dobrze dogadywało. Jest też taka sprawa, że abstrahując od tego, jak ludzie mnie widzą, to tak naprawdę ja nie jestem podróżnikiem i wysyłanie mnie gdzieś daleko też tak naprawdę są o wiele bardziej sprawni ludzie, którzy znają dalekie regiony, znają tą egzotykę. To jest taka dyskusja, która właściwie od dawna już tak ona przygasa lub wybucha wśród nas. Na ile być ostrożnym przy ewentualnych kolejnych sezonach, żeby to nie zamieniło się w program podróżniczy? Bo przecież „Szósty Zmysł” dotyczy czegoś innego. Oczywiście w trakcie tego jest podróż geograficzna, ale tak naprawdę jest to podróż dla mnie, w moim odczuciu, to jest podróż po meandrach ludzkiego umysłu, więc nie wiem, na ile ja byłbym w stanie ruszyć w taką podróż w głąb umysłu Azjaty na przykład. Rozumiesz? To jest zupełnie inna kultura, której ja nie znam i być może doprowadziłoby to do jakichś kuriozalnych sytuacji, w których ja kompletnie bym nie wiedział, co się dzieje.
I tu nie chodzi o brak znajomości języka, tylko takiego kodu kulturowego, który jest w nas wrośnięty i który ja teraz z perspektywy tych dwóch lat znakomicie sobie zdaję z tego sprawę. Bo widzę, jak muszę się spinać, jak muszę dużo wysiłku włożyć w to, żeby porozumieć się na przykład z Kosowarem, z Albańczykiem, chociaż jest to wysiłek czasem przyjemny. A z drugiej strony widzę, jak ja wchodzę w Belgradzie do Serbów do knajpy, gdzie wszyscy są pijani i hałaśliwi. Ja w to wchodzę jak do siebie. Po prostu ja nie mam żadnego tutaj problemu. I tutaj mówię o tym kodzie kulturowym.
[01:34:06] - Może to jakaś nasza wspólna pamięć genetyczna.
[01:34:10] - Być może. Być może ten dźwięk tego języka. Trudno mi powiedzieć, ale moim zdaniem można to też nazywać magią.
[01:34:19] - No na pewno. I takim magicznym akcentem myślę, że zakończymy antenową część tej rozmowy. Przemku, ja Tobie jeszcze raz bardzo dziękuję, że udało nam się w końcu usiąść i sobie porozmawiać na spokojnie. Myślę, że fajna rozmowa.
[01:34:32] - Dziękuję i raz jeszcze chciałem przeprosić za to, że tyle to trwało, bo to naprawdę skandal.
[01:34:38] - Nie ma za co. Żaden skandal. Wiadomo, każdy pracuje, tym bardziej Ty z takim tempem. Ja tutaj nie mogę mieć żadnych pretensji. Ja natomiast mogę podziękować moim słuchaczom, że tyle czekali na kolejny odcinek, bo też były głosy, żeby coś nagrać w końcu. Chciałbym pozdrowić wszystkich słuchaczy z tego miejsca, także tych, którzy bardzo mocno się w pewien sposób fascynowali wywiadem z Przemkiem do tego stopnia, że później bardzo podobne wywiady pisane czytałem gdzieś w internecie. Mam nadzieję, że ten wywiad również Wam przyniesie dużo jakiegoś natchnienia. Oby nie za bardzo, bo ta rozmowa się już właśnie skończyła, a nie chcemy chyba się powtarzać i kopiować, myślę. No cóż, Przemku, mogę Ci życzyć powodzenia i żebyś w jak najlepszym stanie zakończył swój nowy projekt. Czekam też z niecierpliwością.
Jeżeli chcesz coś jeszcze zareklamować, to śmiało możesz wykorzystać czas antenowy.
[01:35:36] - Tak, ja chciałem podziękować również za rozmowę i pozdrowić wszystkich słuchaczy. I to wszystko. Dobranoc. Życzę powodzenia. Dobranoc. Czy ja dobrze? Bo my oczywiście nie jedziemy na żywo, tak? Czy jechaliśmy na żywo?
[01:35:50] - Nie, będziemy w niedzielę. Już mówię, o której to będzie. O 19:00 w niedzielę.
[01:35:54] - O 19:00. Czyli po prostu dobranoc.
[01:35:56] - Będzie dobranoc.
[01:35:58] - Bardzo dziękuję. Za każdym razem jest to dla mnie powód do zdziwienia, że ludzie chcą poświęcać swój czas, żeby wysłuchać, co mam do powiedzenia. To jest bardzo miłe. Dziękuję.
[01:36:09] - Ja również bardzo dziękuję. A ze słuchaczami się żegnam. A jeszcze mała prywata, bo przykład Przemka pokazał mi, że ludzie chcą nie tylko słuchać, ale oglądać o takich rzeczach. Ja z Przemkiem też o tym rozmawiałem. Wam też już małe intro przedstawiłem. Planuję przygotować program, który będę emitował na YouTubie, w którym zamierzam odwiedzać miejsca, które mają w sobie jakąś tajemnicę, czy to ezoteryczną, czy bardziej historyczną. Czas się tak układa, że niestety za bardzo się za to zabrać na razie nie mogę, ale mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się to zrobić.
[01:36:41] - Przepraszam. Właśnie, jak jest z tym projektem?
[01:36:44] - Powiem Ci, że na razie jest cisza, bo sam wiesz-
[01:36:49] - To może nie mów tak po prostu. Wiesz, że ktoś Ci zwinie ten pomysł, bo ja uważam, że to jest pomysł bardzo dobry. I mało tego, jeśli o tym wspominałem, my też w pewnym momencie myśleliśmy o przeformatowaniu „Szóstego Zmysłu” i na poważnie była rozpatrywana taka koncepcja, która była bardzo podobna do tego, o czym Ty mówisz. Właśnie, żeby zająć się miejscami, gdzie dzieją się jakieś dziwne rzeczy i tak dalej. To jest ciekawa rzecz, bardzo i nie wiem, czy powinniśmy o tym mówić w radiu.
[01:37:15] - Wiesz co, ja za to się zabiorę w tym momencie, kiedy i ludzie, z którymi rozmawiałem już na ten temat, bo pewne wstępne ustalenia już robiłem, kiedy ci ludzie będą mieli troszeczkę więcej czasu, tak samo jak ja, bo ja nie lubię czegoś robić na dziko. Dzisiaj akurat nam audycja wyszła spontanicznie, ale myślę, że bardzo fajnie, ale do wszystkiego trzeba się przygotować i znaleźć na to czas.
[01:37:34] - To prawda.
[01:37:34] - A jeżeli ktoś spróbuje mi podebrać program, no to tutaj z Przemkiem zrobimy porządek.
[01:37:39] - Tak, ja znam paru specjalistów od klątw.
[01:37:41] - No właśnie. Dobrze Przemku, także my schodzimy z anteny. Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję. Żegnam się ze słuchaczami. Do usłyszenia i do zobaczenia oczywiście.