[ZAMKNIJ REKLAMY]
Kup reklamę w tym miejscu!









Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!



Możesz też kupić u nas reklamę!





Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
POKAŻ / UKRYJ MENU
Przypominamy, iż nie udzielamy odpowiedzi na pytania dotyczące programu na dany dzień czy powrotu jakiejś audycji. Poza "Teorią Chaosu" i "Etykietą Zastępczą", wszystkie pozostałe audycje na żywo są wcześniej zapowiadane w newsach oraz we wpisach na naszym profilu na Facebooku - i TYLKO tam. Nie udzielamy takich informacji drogą e-mailową ani w innych miejscach.
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj

Ludzie w Czerni


Dodano: 2016-04-18 19:02:34 | Wyświetleń: 2541 | Przeczytam później


W samym środku religijnego ożywienia w Walii, pewna młoda kobieta ze wsi przez trzy noce z rzędu była nawiedzana przez "mężczyznę ubranego na czarno" - donosiła gazeta The Barmouth Advertiser w wydaniu z 30 marca 1905 roku. "Owa postać przekazała tej dziewczynie wiadomość, o której ona sama boi się mówić".

Ożywienie zainspirowane zostało przez charyzmatyczną Mary Jones, 38-letniej wieśniaczce która niedawno nawróciła się na żarliwe wyznawanie wiary chrześcijańskiej, i która szybko stała się wyjątkowo silną i wpływową kaznodziejką. Ci, którzy towarzyszyli jej podczas podróży po walijskich wsiach, zauważyli że przypuszczalnie podążały za nią tajemnicze światła. Ten aspekt jej uduchowienia był szeroko wspominany w notatkach prasowych - i nic dziwnego, gdyż sami dziennikarze również widzieli te światła. Ponieważ światła pojawiały się również tam, gdzie pani Jones nie było, związek między światłami a jej osobą był najprawdopodobniej dziełem przypadku. Walia przypuszczalnie przechodziła wówczas przez coś, co dekady później nazwano falą obserwacji UFO.

Krajobraz Walii na początku roku 1905 przepełniony był manifestacjami o charakterze nadnaturalnym. Osoby dotknięte ożywieniem zgłaszały spotkania z Jezusem, aniołami, a także demonicznymi czarnymi psami. Na mrocznych wiejskich drogach można było też spotkać i Szatana. Być może ludzie w czerni byli jego agentami, i byli równie zależni od imaginacji obserwatorów, co inni mieszkańcy nieba i piekła "widywani" przez wierzących i żarliwych ludzi.

Ludzie w czerni już od kilkuset lat zresztą byli kojarzeni z diabłem. Jak pisze o średniowiecznych spotkaniach William Woods w książce "A History of the Devil" (1973), "Czasami diabeł ubiera się na zielono lub szaro, w większości przypadków jednak ubrany jest na czarno, i zawsze zgodnie z panującą modą". W 1730 roku w Norwegii pewna trzynastolatka opowiedziała polującym na czarownice duchownym, że sześć lat wcześniej ona oraz jej babcia przyjechały na grzbiecie świni, by przybyć na spotkanie z Szatanem. Po drodze, jak zapisali duchowni w raporcie z przesłuchania, "spotkały one trzech mężczyzn w czarnych szatach, których babcia opisała jako `chłopców dziadka`". Gdy obie dotarły już na miejsce, "weszły do środka i usiadły przy stole naprzeciw diabła, którego babcia nazwała `dziadkiem`". Ponad dwa wieki później, w zupełnie nowym kontekście, o "trzech ludziach ubranych na czarno" usłyszano ponownie.

Albert Bender i ludzie w czerni

Latem 1947 roku, gdy "latające spodki" weszły do świadomości opinii publicznej, mężczyzna o nazwisku Harold Dahl doniósł, że zaobserwował UFO wypuszczające metaliczne substancje do wód oceanu między miejscowościami Tacoma a Maury Island w amerykańskim stanie Washington. Jak twierdził Dahl, następnego ranka nieznajomy człowiek w czarnym garniturze zaprosił go na śniadanie do centrum Tacoma, po czym zaskoczył go, opisując ze szczegółami doświadczenie Dahla z poprzedniego dnia, mimo iż w tym momencie nie było ono w ogóle upublicznione. Obcy następnie przestrzegł, że Dahl i jego rodzina ucierpią, jeśli ten opowie komukolwiek o swojej obserwacji.

W wyniku śledztwa przeprowadzonego przez Siły Powietrzne, Dahl oraz jego współpracownik Fred L. Chrisman przyznali się do sfabrykowania całej historii.

Niemniej jednak, niektórzy cywilni badacze nie dali wiary w to wycofanie i wysunęli oskarżenie, jakoby prawda o tym co później okrzyknięto "tajemnicą z Maury Island" była ukrywana. Legenda żyła wśród bezkrytycznych entuzjastów UFO. Wyznaczyła ona pierwsze domniemane pojawienie się człowieka w czerni w kontekście ery UFO, choć sama koncepcja "ludzi w czerni" powstała dopiero kilka lat później.

Międzynarodowe Biuro ds. Latających Spodków (The International Flying Saucer Bureau, w skrócie IFSB), które powstało w kwietniu 1952 roku pod przewodnictwem Alberta K. Bendera w Bridgeport w stanie Connecticut, spośród pierwszych organizacji ufologicznych odnosiło największe sukcesy. W ciągu miesięcy od utworzenia IFSB posiadało oddziały w innych krajach, aktywną jednostkę śledczą, a także czasopismo "Space Review". Jesienią 1953 roku jednak szaleńczy pościg Bendera nagle się zakończył. Wkrótce potem Bender napisał na łamach "Space Review": "Tajemnica latających spodków nie jest już tajemnicą. Źródło jest już znane, lecz informacje na ten temat są wstrzymywane przez rozkazy pochodzące od wyżej postawionego źródła". Apelował do entuzjastów UFO: "Proszę, bądźcie bardzo ostrożni".

Kilku bliskim współpracownikom, w tym głównemu śledczemu IFSB, Grayowi Barkerowi, Bender opowiedział, że pod koniec września - po tym, jak streścił teorię UFO niewymienionemu z nazwiska korespondentowi - odwiedziło go trzech ludzi w czarnych garniturach. Ludzie ci, którzy - jak wskazał Bender - byli agentami rządu Stanów Zjednoczonych, przekazali mu alarmującą odpowiedź na zagadkę UFO i postraszyli wsadzeniem do więzienia, jeśli komukolwiek o tym opowie.

"Uciszanie" Bendera wprawiło w obsesję Barkera, który stał się prominentnym publicystą, edytorem i wydawcą publikacji zahaczających o spodkomanię. W artykule opublikowanym w lutym 1954 roku ostrożnie podsumował wszystko, co było wiadomo - a nie było tego dużo. W artykule wspomniany został australijski ufolog Edgar Jarrold, który niedawno miał gościa, który przekazał mu zaskakujące sekrety dotyczące UFO, które Jarroldowi nakazano zachować dla siebie. Niedługo potem potwornie zastraszony Jarrold zaprzestał aktywnego badania UFO.



Sprawy Bendera i Jarrolda zapewne zostałyby zapomniane, gdyby nie książka "They Knew Too Much About Flying Saucers" (oni wiedzieli zbyt wiele o latających spodkach), którą Barker napisał dwa lata później. Owa książka stworzyła w ufologii legendę o ludziach w czerni. Na 246 stronach przemokniętej paranoją prozy Barker przytoczył działania złowieszczej "Grupy Uciszającej" (Silence Group), która sprowadzała egzekutorów w czarnych garniturach do mieszkań badaczy UFO, którzy zbyt mocno zbliżyli się do prawdy. Jak twierdził Barker, wśród ofiar znaleźli się Bender, Dahl i Crisman w USA, Jarrold w Australii, John Stuart i Doreen Wilkinson w Nowej Zelandii, a także "Gordon Smallwood" (Laimon Mitris) w niewymienionym z nazwy kraju "poza USA" (Kanada). Barker wolno spekulował, że uciszacze mogli mieć nieziemską proweniencję, i ostrzegł czytelników, że oni wkrótce "staną również u waszych drzwi, jeśli wszyscy nie zmądrzejemy i nie dowiemy się, im tak naprawdę są ci trzej ludzie".

Na kartach swojego czasopisma "The Saucerian" (później przemianowanego na "Saucerian Bulletin") - którego target składał się głównie z osób zafascynowanych rozwijającym się ruchem kontaktowców - Barker zawarł coś, co nazwał "zagadką Bendera". Konserwatywni ufolodzy opowieściom o ludziach w czerni poświęcali niewiele uwagi, tego typu historie wywoływały jednak dreszcze oraz fascynowały wykazujących skłonności do paranoi fanów spodków.

W 1962 roku w publikacji "Flying Saucers and the Three Men", Bender przytoczył coś, co przedstawił jako prawdziwą historię swojego uciszania. Jak pisał, uciszenie nastąpiło po tym wzbudził gniew monstrualnych istot pozaziemskich, które porwały go na Biegun Południowy. Te istoty monitorowały jego działalność do 1960 roku, gdy powróciły na swoją matczyną planetę Kazik, a Bendera uwolniły, aby opowiedział swoją historię. Nawet Barker - który opublikował tę książkę pod swoim szyldem "Saucerian" - w prywatnych rozmowach nie dawał w to wiary, zaś większość czytelników nie potraktowała tej książki poważnie.

Wciąż jednak, pomimo skrywane za kurtyną rezerwy, Barker utrzymywał "tajemnicę" przy życiu w serii publikacji, z których ostatnia ukazała się drukiem na rok przed jego śmiercią. W 1963 roku wydał zarówno "The Bender Mystery Confirmed", czyli antologię niekiedy dziwnych reakcji czytelników na "Three Men", oraz jeszcze bardziej interesującą - a przy tym jeszcze dziwniejszą - książkę "UFO Warning", czyli domniemane prawdziwe zeznania Johna Stuarta dotyczące tego, jak nadnaturalne molestowanie seksualne jego oraz Doreen Wilkinson wypchnęło go z ufologii.

Nie dało się pogodzić wcześniejszej historii Bendera - choć była ona szczątkowa - z późniejszą opowieścią. Ci, którzy w kwestii swoich zainteresowań nie wywiesili jeszcze białej flagi, mogli jedynie dedukować, że albo "zagadka Bendera" została od początku sfałszowana, albo też pierwsza historia była prawdziwa, a druga stanowiła mieszankę, której celem było położenie kresu wieloletniemu nagabywaniu przez pasjonatów UFO. Ci, którzy znali Bendera, wspominając jak bardzo zastraszony był jesienią 1953 roku, pozostali przekonani, że agenci rządowy rzeczywiście zastraszali go.

Bender ostatecznie przeprowadził się do Kalifornii. Od końca lat sześćdziesiątych nie miał kompletnie nic wspólnego z UFO i ufologami. Prawda wyjdzie na jaw prawdopodobnie dopiero wtedy, gdy pewnego dnia ktoś odnajdzie odpowiednie dokumenty w oficjalnych aktach - przyjmując, oczywiście, że Bender rzeczywiście zwrócił na siebie uwagę rządu. W międzyczasie jednak można dokonać przekonywującej retrospektywnej interpretacji tego zdarzenia.

W styczniu 1953 roku Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA), obawiając się że Związek Radziecki może wykorzystać doniesienia o UFO na frontach walki psychologicznej, zorganizowała panel składający się z pięciu amerykańskich naukowców, pod przewodnictwem H. P. Robertsona. W ciągu kolejnych czterech dni w Waszyngtonie naukowcy poświęcili łącznie 12 godzin na przeglądaniu danych z projektu Błękitna Księga, prowadzonego przez Siły Powietrzne. Ich końcowy raport stwierdzał, że doniesienia o UFO - choć potencjalnie można je wszystkie wyjaśnić - stanowiły zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, ponieważ mogły "przeciążyć kanały komunikacyjne materiałem zupełnie nieistotnym wobec wrogich obiektów, które pewnego dnia mogłyby się pojawić". Dlatego też Siły Powietrzne powinny aktywnie obalać zgłoszenia o NOL-ach oraz zorganizować kampanię edukacyjną celem zniechęcenia opinii publicznej do interesowania się tym tematem, tym samym zmniejszając "zagrożenia związane z `latającymi spodkami`".

Co więcej, cywilne grupy ufologiczne "powinny być pod obserwacją z uwagi na ich potencjalnie wielki wpływ na myślenie mas, w razie gdyby doszło do zbiorowych obserwacji. Należy mieć na uwadze przypuszczalną nieodpowiedzialność oraz możliwe wykorzystanie tego typu grup dla celów wywrotowych".

We wrześniu 1953, po domniemanym spotkaniu Bendera z trzema agentami, żaden z członków cywilnej społeczności ufologicznej nie wiedział o istnieniu panelu Robertsona - który formalnie sklasyfikowany był jako Tajny.

Istnieją inne, bardziej szczególne powody, dla których Bender mógł przyciągnąć uwagę władz. Inaczej niż było to w przypadku innych klubów z tamtego okresu, zajmujących się latającymi spodkami, IFSB uczestniczyło w sposób aktywny w badaniu doniesień o UFO. Najbardziej istotnym z nich wszystkich był przypadek związany z dowodem fizycznym. Krótko po 9:00 wieczorem, 19 sierpnia 1953 roku, mieszkańcy New Haven w stanie Connecticut usłyszeli eksplozję i zobaczyli na wysokości czubków drzew szybko przemieszczającą się rykoszetem "ognistą kulę". Dostrzegli również na pobliskim metalowym szyldzie świeżo zrobioną dziurę o szerokości stopy. Wkrótce potem na miejscu zjawił się personel Artylerii Przeciwlotniczej. Przybył tam również śledczy IFSB, August C. Roberts, któremu udało się odzyskać ze znaku co najmniej jeden niewielki fragment.



IFSB przesłała próbkę fizykowi z Luizjany, pułkownikowi Robertowi B. Emersonowi, członkowi Rezerwy Armii Stanów Zjednoczonych oraz konsultantowi badawczemu IFSB, który zasiadał później w Zarządzie Krajowego Komitetu ds. Badań Powietrznych. Emerson twierdził, że w sprawie analizy próbki kontaktował się ze znajomymi z centrum badań atomowych w Oak Ridge w stanie Tennessee. Jeśli cokolwiek z tego wyszło, nie pozostał po tym żaden zapis. Osobna analiza, przeprowadzona przez Organizację Badań Zjawisk Powietrznych w Wisconsin, wykazała, że drugi fragment składał się w większości z miedzi oraz tlenku miedzi. Ten fakt, jak również przemieszczanie się ognistych kul, wykluczyły możliwość jakoby był to meteoryt.

W rekonstrukcji zdarzenia Bendera, Michael D. Swords zasugerował, że odzyskanie metalowych odłamków przez Robertsa - "tuż pod nosami śledczych z Artylerii Przeciwlotniczej" - prawie z całą pewnością przyciągnęło uwagę władz federalnych. Co więcej, jak pisze, IFSB były organizacją cywilną, usiłującą tak naprawdę prowadzić naukowe badania nad NOL-ami (studia przypadków, analizy fotograficzne, metalurgia). Istotne jest to, że być może była to pierwsza tego typu organizacja, badająca latające dyski w taki właśnie sposób. Posiadała ona również rozszerzającą się międzynarodową sieć dla celów przekazywania sobie projektów i informacji. Jeden z takich projektów, prowadzonych przez Bendera wraz z jego kolegami z Australii i Nowej Zelandii, miał na celu określenie korytarzy powietrznych po których latają NOL-e, w nadziei na odnalezienie baz, z których one pochodzą. Jak Państwo sądzą, co o tym wszystkim myślał amerykański wywiad w 1953 roku?

Niewiele trzeba się zastanawiać by dojść do podejrzenia, że CIA i reszta instytucji monitorowały tę organizację, oraz że kilka innych rozwijanych działań wskazywało, że mijał już etap, w którym IFSB była jedynie niegroźnym klubem zajmującym się latającymi spodkami. Międzynarodowe projekty ustalające trasy lotów niezidentyfikowanych pojazdów powietrznych to dla CIA wystarczający powód do zmartwień... Był to również okres bezpośrednio po panelu Robertsona oraz obawach CIA związanych z potencjalną manipulacją zjawiskiem UFO przez Sowietów. Co myślałyby agencje wywiadowcze o grupce amerykanów, witających z otwartymi ramionami nadlatujące po niebiosach obce statki?

Ta interpretacja niekoniecznie wymaga od nas przyjęcia poglądu, jakoby rząd Stanów Zjednoczonych utajniał sekrety związane z pozaziemskimi wizytami (oczywiście, nie stoi to również w sprzeczności z tym poglądem). Miedziana "ognista kula" mogła być urządzeniem wojskowym, wystrzelonym przez samoloty Aliantów lub Sowietów. Fantastyczną, przerażającą historię o trzech ludziach odwiedzających Bendera mogła zostać sfabrykowana dla jego dobra, by odstraszyć go od prowadzenia dalszych badań nad UFO.

Gdyby tak rzeczywiście się stało, Bender nie byłby ostatnią ofiarą takiego kontrawywiadowczego schematu. Na początku lat 80-tych fizyk z Albuquerque oraz entuzjasta UFO, Paul Bennewitz, stał się celem prześladowań po tym, jak monitorował sygnały elektroniczne wychodzące z instalacji jądrowej niedaleko Bazy Sił Powietrznych w Kirtland. Bennewitz stwierdził, że te wiadomości miały proweniencję pozaziemską i były wysyłane z działających w tym rejonie NOL-i. Sygnały, które nie były iluzoryczne, stanowił część wysoce tajnego eksperymentu wojskowego - aczkolwiek nie ma powodu by sądzić, że miały one coś wspólnego z UFO. Gdy władze Kirtland dowiedziały się o nasłuchach Bennewitza, powzięły przeciwko niemu zemstę, wykorzystując techniki broni psychologicznej, które według jednego z obserwatorów i częściowych uczestników były obliczone na wywołanie załamania nerwowego. Skoro tak, to udało się. Bennewitz wkraczał właśnie w obszar mrocznych teorii spiskowych dotyczących UFO i ich celów - pracownicy operacyjni Biura Dochodzeń Specjalnych Sił Powietrznych USA przekazywali dezinformację, którą podawali jako najgłębsze tajemnice rządu dotyczące UFO, które znajdowały potwierdzenie i rosły w wyobrażeniach Bennewitza. Bennewitz popadł w tak głęboką depresję, że wkrótce trafił do szpitala. Zaraz po tym usunął się ze sceny ufologicznej.

Sprawa Jarrolda, jak się ją dzisiaj nazywa, ani nie była tak groźna ani też tak tajemnicza, jak przedstawił ją Barker, i nie miała nic wspólnego z "zagadką Bendera". Obsesja Jarrolda na punkcie latających spodków spowodowała, że stał się niestabilny, co wkrótce doprowadziło do załamania nerwowego i rozbicia jego rodziny. Domniemany tajemniczy gość, którego Barker wiązał z benderowskimi ludźmi w czerni, był tak naprawdę - co zresztą Barker osobiście wiedział - wędrownym okultystą, kontaktowcem i emerytowanym ochroniarzem banku, o nazwisku Gordon Deller. Deller powiedział łatwowiernemu Jarroldowi, że latające obiekty miały "eteryczje" (tj. innowymiarowe) pochodzenie, że eteryczne istoty wybrały Jarrolda na jednego ze swoich ziemskich agentów, oraz że ich nadejście miało związek z nieuchronnym kataklizmem geologicznym. Deller zadzwonił również do przyjaciela i kolegi Jarrolda z Nowej Zelandii, Harolda Fultona, który zignorował go, traktując jak niegroźnego pomyleńca. Po opuszczeniu Nowej Zelandii, Deller podróżował do Stanów Zjednoczonych i Kanady, gdzie mógł spotkać między innymi Laimona Mitrisa.



John Keel a MiB

Do połowy lat pięćdziesiątych legenda o ludziach w czerni utrwaliła się w wyobraźni entuzjastów latających spodków jako rzecz najbardziej ekscytująca. Poza jednak pewnym wyjątkiem, jakim była wcześniejsza sprawa Bendera (w przeciwieństwie do jego późniejszej książki), miała ona jednak zdecydowanie więcej wspólnego z fałszerstwami, paranoją, jak tez geniuszem promocyjnym Bendera. Być może pojęcie ludzi w czerni szybko uległoby zapomnieniu, gdyby nie wysiłki Johna A. Keela. To właśnie dzięki Keelowi ludzie w czerni nie tylko ożyli ponownie, ale również przemienili się w coś zupełnie innego: "MIB".

Choć na arenie ufologicznej zadebiutował dopiero w połowie lat sześćdziesiątych, Keel stał się jednym z najbardziej wpływowych pisarzy w historii ufologii. W czasie gdy mainstreamowy ufologiczny konsensus dopiero od niedawna zaczął akceptować doniesienia o nawet przez krótki czas widzianych pasażerach UFO (które później nazwano bliskimi spotkaniami trzeciego typu), Keel - w gruncie rzeczy demonolog - wylansował wizję fenomenu UFO dużo bardziej egzotyczną, niż komukolwiek poza awangardowymi postaciami mogłoby się wydawać.

Pośród istot, których działania udokumentował Keel, znajdowały się nie do końca ludzkie indywidua, które zastraszały świadków, i które wydawały się mieć związek z NOL-ami. Czasami, jak pisał, zastraszały one świadków, którzy nikomu innemu nie opowiadali o swoich obserwacjach. Zwykle nosili oni czarne garnitury, niekiedy z golfami, mieli również mroczne oblicza i orientalne cechy. Inni byli bladzi i mieli owadzie oczy. Ich zachowanie często było dziwne, jak gdyby działali w obcym sobie środowisku. W wielu przypadkach jeździli czarnymi Cadillakami lub innymi pojazdami typu limuzynowego. Keel nie miał wątpliwości, że jego informatorzy mówią prawdę, ponieważ on sam niejednokrotnie również widział te istoty.

Keel twierdził, że odbył wiele rozmów telefonicznych z "Panem Apol", który "nie wiedział ani kim, ani czym był. Był on więźniem naszych ram czasowych. Często mylił przeszłość z przyszłością. Zrozumiałem, że on i jego towarzysze byli przenoszeni w czasie do przodu i do tyłu wbrew własnej woli, odgrywając swoje małe gierki ponieważ tak byli zaprogramowani, żyjąc - lub egzystując - jedynie wówczas, gdy mogli żywić się energią i umysłami mediów i kontaktowców". Pewna kobieta z Long Island przypuszczalnie miała sposobność widzieć pana Apola. Wiedziała, że to on, ponieważ gdy wyszedł ze swojego czarnego Cadillaka, uścisnął jej dłoń - jego dłoń była "lodowato zimna" - i tak właśnie się przedstawił. Twierdziła, że wyglądał na "hawajczyka".

Według Keela, MIB są wszechobecni w ludzkiej historii, odpowiedzialni lub powiązani z tak trudnymi do zaakceptowania zjawiskami jak obraz Żniwiarza z Grim, podania o wampirach, czy demoniczne odwiedziny. "Czarny jegomość w płaszczu i kapturze miał przekazać Thomasowi Jeffersonowi projekt rewersu Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych", pisał Keel. "Podejrzewa się, że Juliusz Cezar, Napoleon i wiele innych osobistości odbyło tajemnicze spotkania z tymi dziwnymi osobistościami". Kolejnym, według Keela, był Malcolm X. Co więcej, Keel stwierdza:

Ludzie w Czerni stanowią również integralną część orientalnej wiary w istnienie Króla Świata. Starożytna tradycja w niektórych częściach Chin, Tybetu i Indii głosi, że istnieje pewne podziemne miasto, w którym Król Świata zarządza wszystkim, wysyłając swoich szpiegów oraz gońców. Przywdziewają oni, oczywiście, czarne szaty i garnitury, zaś ich twarze są bardzo orientalne. Na Środkowym Wschodzie przemieszczają się oni poprzez pustynie w czarnych szatach i z czarnymi nakryciami na głowach.



Czynnik Oz

Po południu, pod koniec listopada 1980 roku, w bibliotece Uniwersytetu stanu Pennsylvania, Peter M. Rojcewicz prowadził badania nad folklorem UFO dla celów swojej pracy dyplomowej. "Siedziałem samotnie w skrzydle wychodzącym na duże okno po stronie południowej", wspominał. "Mój stolik był najbliżej okna, siedziałem twarzą do okna. Choć nie było żadnego odgłosu wskazującego, że ktoś podchodzi do mnie od tyłu, kątem prawego oka zauważyłem coś, co wyglądało jak ludzka noga w czarnych spodniach. Ów człowiek nosił, dość zużyte, czarne skórkowe buty".

Nieznajomy obszedł stolik dookoła i, odwrócony plecami do Rojcewicza, przez krótki moment spojrzał przez okno, po czym odwrócił się i usiadł. Miał on ciemną karnację, był wysoki, szczupły, miał zapadnięte oczy i ubrany był w pognieciony czarny garnitur. Mówiąc z lekkim akcentem, który dla Rojcewicza brzmiał na "europejski", zapytał co ten młody człowiek tutaj robi. Potem nastąpiła krótka rozmowa o UFO. Gdy nieznajomy zapytał Rojcewicza, czy ten kiedykolwiek miał sposobność widzieć UFO, Rojcewicz odpowiedział, że był w tym momencie bardziej zainteresowany historiami o latających spodkach aniżeli kwestią tego, czy NOL-e istniały jako fizyczne pojazdy powietrzne.

Mężczyzna nagle wykrzyknął: "Latające spodki są najważniejszym faktem tego stulecia, a Pan się tym nie interesuje?" Wystraszony, obawiając się że ma do czynienia z lunatykiem, Rojcewicz usiłował go uspokoić, mężczyzna zaś zamilkł. Następnie wstał "jak gdyby podniesiony mechanicznie". Położył rękę na ramieniu Rojcewicza i powiedział (tak dokładnie jak Rojcewiczowi udało się zapamiętać): "Powodzenia w realizacji pańskich planów". Rojcewicz nie patrzył, jak człowiek odchodzi. Nagle jednak, kilka sekund później, ogarnął go lęk, gdy uderzyła go dziwność tego spotkania.

Wstałem, przeszedłem dwa kroki w kierunku w którym on poszedł, obróciłem się i wróciłem na krzesło. Znów wstałem. Byłem bardzo podekscytowany i w końcu obszedłem regały i dotarłem do wypożyczalni, i nikogo tam nie było. Tak naprawdę, nie widziałem nikogo w całej bibliotece. Kończyłem szkołę i jeszcze nigdy nie byłem w bibliotece, w której nie było żywej duszy! Nawet okienko informacyjne było puste. Byłem bliski wpadnięcia w panikę i szybko wróciłem do mojego stolika. Usiadłem i próbowałem się uspokoić. Po jakiejś godzinie wstałem i wyszedłem z biblioteki. Za każdym z obu stanowisk [wypożyczalnia i punkt informacyjny - przyp. Iv.] siedziało dwóch bibliotekarzy!

W tym momencie Rojcewicz opisuje dziwne wrażenie, o jakim mówili niektórzy świadkowie UFO, którego znaczenia jednak nie dostrzegano do momentu, gdy brytyjska ufolog Jenny Randles zapisała coś, co nazwała "Czynnikiem Oz" - "poczucie bycia odizolowanym, czy też przeniesionym ze świata rzeczywistego w [inne] ramy środowiskowe (...) gdzie rzeczywistość jest nieco odmienna". Czynnik Oz pojawia się również w innych doniesieniach o MIB.



Agenci rządowi?

Na początku 1967 roku pułkownik George P. Freeman, rzecznik Pentagonu w sprawie Projektu Błękitna Księga, doniósł że nieznane osoby podające się za urzędników Sił Powietrznych lub rządowych agentów zastraszały świadków obserwacji UFO, niekiedy nawet konfiskując fotografie. "Sprawdziliśmy wiele z tych przypadków", mówił. "nie byliśmy w stanie dowiedzieć się niczego o tych ludziach. Podając się za urzędników Sił Powietrznych oraz agentów rządowych, popełniają oni przestępstwo federalne. Oczywiście, chcielibyśmy schwytać kogoś z nich".

Kilka miesięcy później, w maju 1967 roku, mężczyzna przedstawiający się jako major Richard French zadzwonił do pewnej kobiety z Owatonna w stanie Minnesota. "Pytał o człowieka o wzroście około pięciu stóp, o oliwkowej cerze i spiczastej twarzy", opowiedziała później Johnowi Keelowi. "Jego włosy były ciemne i bardzo długie - naszym zdaniem, zbyt długie jak na oficera Sił Powietrznych. Posługiwał się perfekcyjną angielszczyzną. Był dobrze wykształcony". Nosił modny szary garnitur, białą koszulę i czarny krawat.

W trakcie rozmowy, która dotyczyła doświadczenia z UFO jakie kobieta i jej przyjaciel przeżyli w listopadzie, French skarżył się na problemy z żołądkiem, na co kobieta odpowiedziała że może spróbowałby trochę galaretki. French powiedział, że przyjdzie po nią, jeśli problemy nie ustąpią. Następnego dnia pojawił się u drzwi, a kobieta ugościła go miseczką galaretki, którą ów człowiek próbował wypić. "Musiałam mu pokazać, jak to zjeść łyżeczką", wspominała. Zbiegiem okoliczności - jak można przypuszczać - od początku do połowy lat sześćdziesiątych, rzecznikiem Pentagonu w sprawie Projektu Błękitna Księga był człowiek o nazwisku Richard France.

Według ufologa Williama L. Moore`a, "Ludzie w Czerni to tak naprawdę przebrani pracownicy rządu (...) członkowie raczej dziwnej jednostki wywiadu Sił Powietrznych, znanej obecnie jako Centrum ds. Zadań Specjalnych Sił Powietrznych (Air Force Special Activities Center, w skrócie AFSAC) (...) Do roku 1991, AFSAC, mające swoją siedzibę w Fort Belvoir w stanie Virginia, działało pod dyktando Dowództwa Wywiadu Sił Powietrznych w Bazie Sił Powietrznych w Kelly w stanie Texas". Moore twierdzi, że "rozgłos Graya Barkera z początku lat pięćdziesiątych" zainspirował oficerów operacyjnych do ubierania się w czarne garnitury i udawania ludzi w czerni, znanych z wcześniejszych oraz późniejszych przekazów. Jeśli dać wiarę przypuszczeniom Moore`a, to wówczas "Richard French" musiał się świetnie bawić kosztem świadka UFO.



W istocie, wiele zeznań dotyczy osób, które wyglądały i zachowywały się jak zwykli ludzie, lub przynajmniej normalni oficerowie wojska lub agenci wywiadu, aczkolwiek zjawiają się oni w osobliwych okolicznościach (jak to miało miejsce na przykład w przypadku CE-III z północnej Dakoty).

Weźmy pod uwagę historię z 16 marca 1993 roku z Groom Lake w stanie Nevada, nieopodal ściśle tajnej bazy wojskowej po której latają tajne pojazdy powietrzne i z której od wielu lat docierały niepotwierdzone pogłoski o przechwyconych NOL-ach i pozaziemskiej technologii. Para świadków, której udało się zaobserwować aktywność w powietrzu ze wzgórza naprzeciwko bazy, zobaczyła dziwne światła przypominające UFO które, jeden po drugim i w zastanawiający sposób, wydawały się przekształcać w samobieżne pojazdy. Po zakończeniu obserwacji świadkowie poczuli, że nie pamiętają co się działo przez półtorej godziny. Wkrótce potem przeszli hipnozę, w trakcie której "przypomnieli" sobie wzięcie przez szare istoty z UFO. Mężczyzna został zabrany na pokład pojazdu, podczas gdy kobietę wzięto do białego vana, którego oboje widzieli już wcześniej, jadąc na miejsce. Według zeznania spisanego przez mężczyznę, ufologa Williama F. Hamiltona III:

Wewnątrz vana, dwaj mężczyźni - ubrani w całości na czarno i noszący czarne czapeczki baseballowe - poddali kobietę zabiegom o charakterze inwazyjnym. Zaaplikowali jej kilka kropel do prawego oka, zaś w lewym kanale słuchowym umieścili dziwny przyrząd. Pamiętała ona, że widziała elektroniczne oprzyrządowanie wewnątrz vana, jak też automatyczne karabiny. Pamięta również, że ci mężczyźni radzili jej aby nie opowiadała o swoich doświadczeniach. Nie widziała wówczas małego szarego [kosmity], ani tez nie pamięta dokładnie, w jaki sposób znalazła się z powrotem w naszej ciężarówce.

Tego typu historie pokazują nie tylko że obraz MIB nadal trwa, ale również w dalszym ciągu dostosowuje się do nowych warunków i świeżych kontekstów ufologicznych.

MIB w doświadczeniu i wyobraźni

W niektórych przypadkach, jak się przekonaliśmy, doniesienia o ludziach w czerni można w sposób przekonujący zinterpretować jako przypadki zainteresowania władz obserwacjami UFO, szczególnie tymi o niezwykle dowodowej naturze. Z drugiej strony, zgłoszenia o MIB mają tendencje do posiadania dziwacznego, surrealistycznego posmaku. Keel, Rojcewicz i inni dokumentaliści, którzy traktują takie historie poważnie, wysunęli wiele wyjaśnień, opierając się na swojej wierze w zjawiska okultystyczne. Inni, jak na przykład Hilary Evans, postrzegają doświadczenia z MIB jako doświadczenia psychologiczne szczególnie istotnego typu - aczkolwiek przyznał on, że istnieją ograniczenia wynikające z tego typu redukcjonizmu.

Jeśli żadna z osób zgłaszających takie doświadczenia nie kłamie - co jest obiecującą propozycją, na którą niestety nie istnieje żaden dobry dowód - to wówczas trudno sobie wyobrazić wyjaśnienie, które nie zmusza nas do poszerzenia granic obecnej wiedzy. Historie o MIB (w odróżnieniu od historii o ludziach w czerni - stosuje się rozróżnienie pomiędzy "ludźmi w czerni" a "Ludźmi w Czerni" - przyp. Iv.), będące czysto produktem wspomnień i zeznań, mogą być jednak niewiele więcej jak tylko ciekawostkami.

Według jednej z interpretacji, bardziej opisowej niż wyjaśniającej, takie zdarzenia mogą zachodzić w ramach "eksperymentalnej rzeczywistości" - swego rodzaju subiektywnym stanie, który - przynajmniej w swoim pozornie fizycznym umiejscowieniu - jest niemożliwy do odróżnienia od rzeczywistości opartej na zdarzeniach; jednakże wewnątrz tego pozornie znajomego środowiska pojawiają się nieziemskie różnego rodzaju nieziemskie istoty i wchodzą w interakcje z osobą doświadczającą. Mogą one być nie bardziej "rzeczywiste" niż postaci w niezwykle realistycznych snach - stąd, na przykład, nie pozostawiają żadnych śladów, przechodząc przez błotniste pole.

Ta hipoteza już sama w sobie jest niezwykła, postulując rodzaj halucynacyjnego doświadczenia nieuznawanego przez psychologię, której pojmowanie halucynacji jest dużo skromniejsze, trudno też wyobrazić sobie, w jaki sposób takie wyjaśnienie mogłoby dotyczyć będących w mniejszości przypadków, w których brał udział więcej niż jeden świadek. Nawet jak na standardy doniesień o UFO, historie o MIB są ogromnie anomalne. Być może MIB są dziwnym zjawiskiem o charakterze doświadczalnym, inspirowanym przez obserwacje UFO, lecz z nimi niepowiązanym.



Thomas E. Bullard, folklorysta specjalizujący się w wierzeniach dotyczących UFO, umieścił MIB w szerszej tradycji tajemniczych odwiedzających:

Z Ludźmi w Czerni wiąże się nieomal poczucie obznajomienia. Wchodzą oni w buty opuszczone przez anioły i demony, aby służyć jako uwspółcześnione wersje posłańców nie z tego świata, zmodyfikowani tak aby bardziej przypominać wysłanników pozaziemskich aniżeli ziemskich, ich funkcja jednak w oczywisty sposób jest taka sama. Nawet wysocy bogowie, jak Odyn z mitologii nordyckiej, niekiedy przebierali się i przemierzali ziemię, by szerzyć wśród ludzi sprawiedliwość lub tworzyć konflikty, jednak tego typu zadania zwykle wykonywane były przez klasę istot służalczych. Według klasycznego poglądu, demony w wielkiej ilości zaludniły ziemię, podobnie jak wróżki w folklorze celtyckim, i podobnie jak wróżki, demony również działały aby pomagać lub szkodzić śmiertelnikom. W wierzeniach zaratusztriańskich, żydowskich, chrześcijańskich i islamskich istoty te utraciły nieco ze swojego wolnego wyboru działania, gdyż podzieliły się na dwa różne obozy - lojalnych wobec Boga oraz popleczników diabła. (...) Diabły oraz demoniczne istoty są szeroko znane z powodu swoich szkód, ponieważ wyrządzają zło w dowolny sposób, jaki tylko podpowie im ich zła wyobraźnia. (...) Główna aktywność demonów polega na kuszeniu ludzi do grzechu. Z tego też powodu, demony często zmieniają swoją postać poprzez transformację, częstym zaś motywem występującym w podaniach jest wadliwość tego przeobrażenia, często nawet zostawiają niezmienione parzyste kopyta. Dziwne stopy oraz "sztuczny" czy też lalkowaty wygląd to również częsta cecha Ludzi w Czerni. Znany z podań ludowych diabeł jeździ czasami czarnym powozem, któremu najbliżej do Cadillaka, często posiada również dużą wiedzę oraz moc. Jeśli zrani człowieka, może początkowo wygrać pozwolenie lub współpracę z ofiarą, często używając sztuczek; jedna święty ufający Bogu wiedział, że diabeł nie ma władzy nad wiernym. Ten wątek przypuszczalnie odzwierciedla zwykłą nieszkodliwość Ludzi w Czerni, pomimo ich zdolności do grożenia i zastraszania świadka, aczkolwiek analogie pomiędzy podaniami o diable a Ludźmi w Czerni są w większości odległe. Możemy się nawet zastanawiać, czy MIB-y rzeczywiście są złe, ponieważ, mając wszystko na uwadze, ich ostrzeżenie aby siedzieć cicho może stanowić dobrą praktyczną wskazówkę.

Jerome Clark
Przedruk: ufoevidence.org
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.
Komentarze do artykułu

Twój nick:
E-mail (opcjonalnie):
Komentarz:



Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz
(wymagany email):
Uwaga: Jeśli chcesz odpowiedzieć na komentarz innego użytkownika, prosimy skorzystaj z przycisku "Odpowiedz". Pozwoli to uniknąć w przyszłości bałaganu w dyskusji.
BBcode:

[b][/b] - pogrubienie
[i][/i] - kursywa
[u][/u] - podkreślenie
[cytat][/cytat] - cytat
[cytat="NICK"][/cytat] - cytat z nickiem

Zanim napiszesz komentarz, koniecznie zapoznaj się z zasadami publikowania komentarzy na łamach strony Radia Paranormalium. Prosimy nie podawać w komentarzach adresów email - do tego służy odpowiednie pole!


  • Andreas (2016-05-29 10:24:02) #14994 | RAPORT | E-mail
    Wspomniano ze sa starozytne wzmianki na ten temat.
    Za jedna z nich mozna by uznac - Wizyte trzech Kroli - z Nowego Testamentu. Spelnia wszystkie elementy tego tematu. Najpierw bylo Ufo potem
    trzech ludzi w dziwnych strojach. Na Bazylice Narodzenia sa ich podobizny - i w 7-mym wieku
    podczas najazdu Iranskiego bazylika nie zostala zbuzona -bo uznano ich za ludzi z Iranu.
    Ale skad Oni sie tam wtedy wzieli i jak potrafili sie porozumiec ? pozdrawiam

    Odpowiedz
Tagi
Inne artykuły
o podobnej tematyce
SŁUCHAJ NAS
SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
NEWSLETTER
RAMÓWKA NA DZIŚ
ARCHIWUM AUDYCJI
WESPRZYJ
RADIO PARANORMALIUM
POLECANE KSIĄŻKI
NAJNOWSZE FILMY
MY lubimy ICH, ONI lubią NAS - nasi partnerzy, współpracownicy i zaprzyjaźnione serwisy
Copyright © 2004-2018 by Radio Paranormalium